Ryszard Petru wyznaje: „Mea culpa na pewno jest”. W jakiej sprawie?

Justyna Dobrosz-Oracz, Ryszard Petru; Zdjęcia: Marcin Urban; Montaż: Katarzyna Szczepańska, 24.10.2017

’70 procent’ – na tyle Ryszard Petru ocenia szansę na powstanie koalicji ugrupowań opozycyjnych przed wyborami samorządowymi. Mimo grymasów ze strony PO nie wycofuje się z propozycji, by jedną trzecią kandydatów na prezydentów miast wskazała Nowoczesna. ‚Chyba PiS przestało się bać prezes Sądu Najwyższego. Po tym wyroku obstawiam, że jej kadencja nie będzie skrócona’. W ten sposób Ryszard Petru interpretuje orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie pierwszej prezes SN . Sędziowie i dublerzy wybrani przez PiS uznali, że przepisy, na podstawie których wybrano Małgorzatę Gersdorf są niekonstytucyjne , ale nie zakwestionowali ważności wyboru. Co Ryszard Petru ustala z Grzegorzem Schetyną przy herbatce? I czy przed wyborami do Sejmu może powstać zupełnie nowe ugrupowanie na podwalinie obecnych? Zobacz cały wywiad Justyny Dobrosz-Oracz.

wyborcza.pl

Dr Anna Materska-Sosnowska: Wspólna lista korzystna przy każdej ordynacji

Dr Anna Materska-Sosnowska: Wspólna lista korzystna przy każdej ordynacji

Wierzę, że wspólne listy powstaną. Mniejsze partie prędzej czy później zobaczą, jakie mają sondaże i że samodzielnie w wyborach nie mają szans. Mogłyby tylko odebrać głosy PO, ale niczego nie uzyskają, bo są za słabe. Bardzo istotna jest też deklaracja PO, która podkreśla chęć tworzenia koalicji, nie tylko z partiami, ale także z ruchami społecznymi – mówi nam dr Anna Materska-Sosnowska, politolog z Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego

KAMILA TERPIAŁ: Na Konwencji Samorządowej PO pokazała program z przekazem „totalna propozycja”. Dobry pomysł i dobry moment? Niektórzy mówią, że Platforma się obudziła…

ANNA MATERSKA-SOSNOWSKA: PO zaproponowała całościowy, spójny program, a to było ważne i oczekiwane przez jej wyborców. Dotychczas brakowało tak jasno sformułowanego przekazu. Gdy wejdziemy w szczegóły, to oczywiście można się zastanawiać nad sensownością pewnych propozycji i nad tym, jak skrupulatnie zostały one zapisane. Na przykład ustawa o przywróceniu demokracji czy kwestie dotyczące OFE, albo czy wskazano, skąd wziąć pieniądze na rozszerzenie programu 500 Plus na pierwsze dziecko. To jednak są szczegóły, ważne, że

został przedstawiony całościowy program, który nawiązuje do początków PO i jej ówczesnego przesłania – „państwo dla obywateli, a nie obywatel dla państwa”.

Lider PO Grzegorz Schetyna podczas swojego wystąpienia jasno zadeklarował: jesteśmy partią centrową. To stwierdzenie jest bardzo pojemne. Pozwala partii na posiadanie skrzydeł zarówno lewicowego, jak i prawicowego. Warto też zwrócić uwagę na obecnych i nieobecnych podczas Konwencji, to też było wielce wymowne.

Nie było prezydent stolicy i wiceprzewodniczącej partii Hanny Gronkiewicz-Waltz. To jasny sygnał?

Wydaje mi się, że tak. Oficjalnie przyczyną były względy rodzinne. Ale to jest jasny sygnał, że partia się od niej odcina. Prawdopodobnie pani profesor też ma tę świadomość. Ta nieobecność była widoczna. Ciekawe było również usadzenie uczestników w pierwszym rzędzie obok przewodniczącego. To byli młodzi, lubiani politycy: Borys Budka i Rafał Trzaskowski. I tylko jedna kobieta – Ewa Kopacz.

Z jednej strony Grzegorz Schetyna odwoływał się do byłej premier, ale z drugiej odcinał się od polityki Donalda Tuska. Widać wyraźnie, że zmienił przekaz.

I ani razu nie padło Prawo i Sprawiedliwość.

To akurat bardzo dobrze. Mówiąc krótko, to był przemyślany, merytoryczny i spójny przekaz. Diabeł oczywiście tkwi w szczegółach, ale to nie było miejsce, ani pora na prezentację detalicznych rozwiązań.

Wierzy pani we wspólne listy opozycji? Po raz kolejny padła ta propozycja. Czy to jest zaklinanie rzeczywistości?

To nie jest zaklinanie rzeczywistości, ja faktycznie wierzę, że wspólne listy powstaną. Mniejsze partie prędzej czy później zobaczą, jakie mają sondaże i że samodzielnie w wyborach nie mają szans. Mogłyby tylko odebrać głosy PO, ale niczego nie uzyskają, bo są za słabe. Bardzo istotna jest też deklaracja PO, która podkreśla chęć tworzenia koalicji, nie tylko z partiami, ale także z ruchami społecznymi.

Lider Nowoczesnej już stawia warunki. Chce aby w 1/3 miast wojewódzkich kandydatów wskazywała jego partia.

To początek negocjacji – na razie nie ma innego wyjścia. Nie może powiedzieć, że przyjmie wszystko, co zaproponuje Platforma. Zależy mu na utrzymywanie pozycji partnera w koalicji. Ale

propozycja PO, aby nie dzielić z góry, tylko szukać najlepszych, także lokalnych kandydatów wydaje się bardzo rozsądna.

Ciekawe, jaka będzie ordynacja wyborcza…

Przy każdej ordynacji koalicyjny blok jest korzystniejszym rozwiązaniem.

PiS powróci do sprawy aborcji i wprowadzi zakaz przerywania ciąży z powodów eugenicznych?

Z jednej strony nieprzypadkowo zostało to już zapowiedziane, a z drugiej PiS potrzebuje jasnego przekazu do środowisk prawicowych, które wsparły PiS. Dlatego myślę, że mogą faktycznie do tego wrócić.

Tym razem nie przestraszą się czarnych protestów?

Kluczowe jest pytanie, w jaki sposób do tego wrócą. Wydaje mi się, że będą chcieli zrobić to szybko i zamknąć temat przed wyborami parlamentarnymi. Sama dyskusja i odwlekanie tego w czasie nie jest korzystne z punktu widzenia PiS-u.

A sama decyzja nie będzie ryzykowna?

Nawet jeżeli będzie, to do wyborów zostanie przetrawiona.

Złośliwi mówią, że PiS musi spłacić zaciągnięte kredyty. Dlatego myślę, że będą chcieli takie prawo uchwalić.

Jarosław Kaczyński będzie premierem? Według tygodnika „Sieci Prawdy” stanie się tak już w listopadzie.

Przyznam szczerze, że byłabym tym jednak trochę zaskoczona. Rząd z tak postawioną panią premier jest bardzo wygodnym i sterowalnym układem. Ale mogą być też wewnątrz rządu większe iskrzenia niż nam się wydaje i tylko silne przywództwo może to ukrócić. Nawet jeżeli Jarosław Kaczyński zostanie premierem, nie znaczy, że będzie twarzą wyborów. On przecież swoją twarzą wyborów nie wygrywa.

Zbigniew Ziobro, a ostatnio przede wszystkim Jarosław Gowin też chcą zawalczyć o swoje.

I to też ma znaczenie.

Ostatnia inicjatywa Jarosława Gowina ma go pokazać jako przywódcę nowego ugrupowania. Zapowiada też wzmocnienie konserwatywnej światopoglądowo i liberalnej gospodarczo flanki. To nie przypadek.

Co da PiS-owi rekonstrukcja rządu po dwóch latach? Nawet jeżeli nie dojdzie do zmiany na stanowisku premiera.

Sondaże partia rządząca ma dobre, ale taka zmiana zawsze daje pewne odbicie. To może też wzmocnić jedność i pokazać, że „jesteśmy jedną drużyną”.

Jak zakończy się „sprawa prezydenta”? Ugnie się, czy postawi na swoim? Na razie próbuje robić wrażenie, że jest twardy.

I dlatego wita prezesa w drzwiach… Myślę, że

Andrzej Duda nigdy nie wystąpi przeciwko obozowi „dobrej zmiany”.

wiadomo.co

Mularczyk: Dotychczas żaden z prezesów SN nie ubierał się w ikonę strażnika demokracji

Mularczyk: Dotychczas żaden z prezesów SN nie ubierał się w ikonę strażnika demokracji

– Dotychczas żaden z prezesów SN nie ubierał się w ikonę strażnika demokracji, rządów prawa. Jeżeli ktoś stroi się w takie ikony, to rzeczą oczywistą jest, że powinien mieć również porządek u siebie w swoich regulacjach – mówił Arkadiusz Mularczyk w „Faktach po fkatach” TVN24, pytany dlaczego wniosek PiS do TK pojawił się dopiero w tym roku.

 

Karczewski o objęciu stanowiska ministra zdrowia: Gdyby była taka propozycja, na pewno bym ją poważnie rozważył

– Jestem marszałkiem Senatu, nie wybieram się do rządu – mówił Stanisław Karczewski w rozmowie z Marcinem Zaborskim w RMF FM.

– Gdyby była taka propozycja [objęcia stanowiska ministra zdrowia], na pewno bym ją bardzo poważnie rozważył, choć muszę powiedzieć, że dobrze czuję się w roli marszałka Senatu – mówił dalej.

Jak dodał marszałek Senatu, decyzje o rekonstrukcji będą podejmowanie wspólnie przez Beatę Szydło, Jarosława Kaczyńskiego i władze PiS.

 

Jutro komisja zaopiniuje petycję ws. złożenia wniosku o odwołanie Rzecznika Praw Obywatelskich

W środę o 9:00 sejmowa komisja ds. petycji zaopiniuje wniosek o odwołanie Rzecznika Praw Obywatelskich – taki punkt znalazł się w porządku obrad.

 

Neumann: Proponujemy ponadpartyjny pakt – zwiększenie nakładów na służbę zdrowia do 6% PKB w ciągu 4 lat

– Chcemy zaproponować jako Platforma ponadpartyjny pakt dla zdrowia, porozumienie, które będzie honorowane przez partie polityczne obecne w parlamencie, ale będzie zawierane przy współudziale przedstawicieli zawodów medycznych, którzy dzisiaj protestują i przy współudziale organizacji pacjentów. Chcemy zaproponować taki pakt, żeby pokazać swoją gotowość do rozmów, swoje propozycje – mówił Sławomir Neumann na briefingu.

– Chcemy zaproponować zwiększenie nakładów do 6% PKB. Chcemy żeby o te pieniądze w ciągu 4 lat zostało zwiększone finansowanie ochrony zdrowia. Chcemy żeby to było finansowanie wprost z budżetu, bez podnoszenia składki na zdrowie i podatków – mówił dalej szef klubu PO.

STAN GRY: Karnowski: ostatecznej decyzji nie ma, Fakt: Szydło zostaje, Kolenda o wybiórczym słuchaniu Kościoła

— 300LIVE:
Beata Szydło o zmianach w rządzie, Nowacka o braku możliwości wspólnych list z odpowiedzialnymi za dziką reprywatyzację i dobrych projektach pomników smoleńskich: http://300polityka.pl/live/2017/10/24/

— ALBO KOŚCIÓŁ MA PRAWO GŁOSIĆ SWOJE ZDANIE W KAŻDEJ SPRAWIE, WŁĄCZNIE Z ABORCJĄ, ALBO IGNORUJEMY JEGO GŁOS W CAŁOŚCI, TAKŻE GDY BRONI WOLNOŚCI – Katarzyna Kolenda-Zaleska w GW: “Cieszymy się, gdy Kościół staje w obronie demokracji. Cytujemy hierarchów na potęgę. A przede wszystkim nie odmawiamy Kościołowi prawa do zabierania głosu w sprawach publicznych, ba, wręcz politycznych. Ale wystarczy, że Kościół wypowie się niezgodnie z naszymi przekonaniami – na przykład w sprawie aborcji i świętości życia od chwili poczęcia – a natychmiast odsądzamy go od czci i wiary. Wołamy, że miesza się w sprawy publiczne. Musimy się na coś zdecydować. Albo Kościół ma prawo głosić swoje opinie w każdej sprawie i słuchamy go uważnie, choć niekoniecznie musimy się z nim zgadzać, albo ignorujemy jego głos w całości”.
http://wyborcza.pl/7,75968,22552353,zdecydujmy-wreszcie-czy-chcemy-sluchac-kosciola-czy-nie.html

— EPISKOPATY POLSKI, CZECH I WĘGIER DEKLARUJĄ KONKRETNĄ POMOC UCHODŹCOM: “Europa musi być prawdziwą rodziną narodów, której członkowie wzajemnie się szanują, poznają jeden drugiego i troszczą się o wspólne wartości – czytamy w komunikacie ze spotkania przewodniczących episkopatów Węgier, Czech, Słowacji, Chorwacji i Polski”.
http://laboratorium.wiez.pl/2017/10/23/episkopaty-wegier-czech-slowacji-chorwacji-i-polski-deklaruja-konkretna-pomoc-uchodzcom/

— NIE MA MOWY O FUNDAMENTALNYM STARCIU KACZYŃSKIEGO Z PREZYDENTEM – Piotr Zaremba: “W efekcie nie wiadomo nawet, co Kaczyński miał na myśli, mówiąc o „rekonstrukcji”. Czy przepowiadaną coraz głośniej zamianę premier Beaty Szydło (mijają właśnie dwa lata od jej powołania) na samego Kaczyńskiego? Tu jako datę wskazuje się listopad. Cała historia pokazuje jednak, że opowieści o jakimś fundamentalnym starciu, o upokarzaniu prezesa PiS przez prezydenta, to mit. Produkowany przez tych, którzy na takiej wersji zdarzeń zyskują, choćby stronników Zbigniewa Ziobry, który kompromisu raczej nie chce. A w szerszym sensie przez pisowskich radykałów budujących swoją pozycję na wiecznym biciu na alarm”.
http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/560981,spotkanie-duda-kaczynski-rekonstrukcja-rzadu-w-tle.html

— OSTATECZNEJ DECYZJI JESZCZE NIE MA – JACEK KARNOWSKI: “O możliwej wymianie premiera politycy Prawa i Sprawiedliwości mówią nieoficjalnie już od kilku tygodni. Za każdym razem są to twierdzenia stanowcze. Ale jednocześnie towarzyszą im komunikaty całkiem odwrotne, z równą pewnością głoszące tezę przeciwną: że żadnej zmiany na szczycie rządu nie będzie, a rekonstrukcja będzie miała charakter punktowy. Możliwe jest wszystko, ale twierdzenie, że coś w tej sprawie jest przesądzone, byłoby stanowczo przedwczesne. Moim zdaniem ostatecznej decyzji wciąż nie ma”.

— KARNOWSKI O POZYTYWACH PREMIEROSTWA SZYDŁO: “Premier Beata Szydło wnosi do polskiej polityki poczucie bezpieczeństwa i przewidywalności, które warto doceniać. Wnosi cenną osobistą relację z wyborcami, która nie jest może ciągiem fajerwerków, ale która tworzy coś, co można nazwać „rodzinnością” wspólnoty. A to rzecz bezcenna, zwłaszcza gdy mówimy o rządzie tak bardzo atakowanym”.

— CZY INTERESY WSZYSTKICH NAMAWIAJĄCYCH DO ZMIANY SĄ DOBRZE ROZPOZNANE? – dalej Karnowski: “Tę sprawę kierownictwo PiS musi starannie przemyśleć. Trudno zresztą sądzić, by mogło być inaczej. Trzeba jednak stawiać pytania bardzo daleko idące, np. czy interesy wszystkich namawiających do tej zmiany są na pewno dobrze rozpoznane? Czy na pewno interesy całego obozu i jego długoterminowe powodzenie są zawsze na pierwszym planie? Czy nie jest tak, że niektórzy gracze mają nadzieję na duże zyski w kolejnym już, późniejszym, przetasowaniu? Po tym, gdy także potencjalnie negatywne skutki zmiany, zwłaszcza mierzone słupkami, zaczną być widoczne?
https://wpolityce.pl/m/polityka/363751-ten-ruch-wciaz-hipotetyczny-musi-byc-starannie-przemyslany-i-trzeba-stawiac-bardzo-daleko-idace-pytania

— SZYDŁO ZOSTAJE, TRACI MINISTRÓW – jedynka Faktu: “Nie będzie już w rządzie ministerstwa infrastruktury ani ministra Andrzeja Adamczyka (58 l.). Kolejne zadania dostanie resort rozwoju i wicepremier Mateusz Morawiecki (49 l.), a tak naprawdę jego zastępca Jerzy Kwieciński (58 l.). Pewna odwołania jest też minister cyfryzacji Anna Streżyńska (50 l.). Jej resort zostanie pewnie podzielony: część trafi do KPRM pod kuratelę Pawła Szefernakera (30 l.), część do Mariusza Błaszczaka (48 l.) do MSWiA, cyberbezpieczeństwo do MON, a kwestie związane z infrastrukturą do Ministerstwa Rozwoju”

— KOWALCZYK MINISTREM ROLNICTWA – pisze Fakt: “Ważnego współpracownika może stracić też premier Szydło. Wszystko dlatego, że posady nie może być pewien minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel (64 l.). Ma go zastąpić Henryk Kowalczyk (61 l.), uznany ekspert od rolnictwa w PiS. Ostatnio odmówił komentowania plotek o objęciu tego resortu, choć przyznał, że minister „nie radzi sobie z afrykańskim pomorem świń”. Odejście Kowalczyka to jednak duży problem – potrzeba by wówczas nowego szefa Komitetu Stałego”.
http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/plan-rekonstrukcji-rzadu-premier-zostaje-pieciu-ministrow-odchodzi/rs6j4qv

— WILDSTEIN SCEPTYCZNY, CZY TO WYDATKI SOCJALNE NAPĘDZAJĄ GOSPODARKĘ: “Mnie czasami niepokoi retoryka pani premier; gdy mówi, że nasza gospodarka rozwija się dzięki programom społecznym, to mi się jeży włos na głowie. Bo gdyby tak miało być, to oznaczałoby, że im więcej wydatków społecznych, tym lepsze wyniki gospodarcze”.
https://wpolityce.pl/m/polityka/363678-bronislaw-wildstein-rozumiem-racje-prezydenta-ws-sadow-ale-namawiam-go-na-dalej-idacy-kompromis-czekamy-na-te-reforme-i-trzeba-ja-wdrazac

— CZY BYŁBY LEPSZY MOMENT DLA KACZYŃSKIEGO, ŻEBY ZOSTAŁ PREMIEREM? – Michał Szułdrzyński w RZ: “Ale by zrozumieć trudność układanki, którą ma ułożyć kierownictwo partii rządzącej, warto przesunąć się kilka oczek w rankingu polityków, którzy cieszą się największym zaufaniem. Choć Jarosław Kaczyński znajdował się zawsze w czołówce osób publicznych, którym Polacy nie ufają, obecnie znajduje się on na szóstym miejscu wśród osób cieszących się największym zaufaniem społecznym. Ufa mu 42 proc. ankietowanych (nieufność deklaruje 44 proc.). Oznacza to, że czarna legenda Kaczyńskiego może się okazać kolejnym mitem, który obali w trakcie swych rządów Prawo i Sprawiedliwość. Zakładając nawet, że poparcie dla partii rządzącej mogłoby spaść o kilka punktów procentowych, gdyby prezes zasiadł ponownie w fotelu premiera. Pytanie brzmi tylko, czy ma on na co czekać. Poparcie dla PiS osiąga rekordowe poziomy, wahając się w różnych badaniach między 40 a 50 proc. Jeśli Jarosław Kaczyński miałby nie zostać premierem teraz, to czy byłby do tego w ogóle lepszy moment?”
http://www.rp.pl/Komentarze/310239894-Szuldrzynski-Jesli-nie-teraz-to-kiedy-prezesie-Kaczynski.html

— PO CICHU I BEZ SZUMU, TAK MARIUSZ KAMIŃSKI BUDUJE SWOJE IMPERIUM – Maciej Miłosz w DGP: “O tym, że praktycznie gotowy jest już projekt nowego ministerstwa ds. służb, na łamach DGP już pisaliśmy. Ale dokument do dziś nie został przedstawiony publicznie. Dlaczego jeszcze nie trafił do rządu? – Moim zdaniem Mario czeka na listopadową rekonstrukcję, bo wtedy projekt może mieć większą siłę przebicia – mówi jeden z moich rozmówców od lat obracający się w świecie służb”. http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/560997,mariusz-kaminski-ustawa-o-sygnalistach-i-wladza-w-sluzbach-specjalnych.html

— KANDYDACI PIS NA PREZYDENTÓW W TRÓJMIEŚCIE – GW: “- W PiS rozpatrywane są obecnie trzy osoby na prezydenta Gdańska – społecznik Kacper Płażyński, dyrektor Muzeum II Wojny Karol Nawrocki oraz wiceminister pracy Marcin Zieleniecki – poinformował poseł Marcin Horała, pełnomocnik PiS ds. wyborów samorządowych, który ma kandydować na prezydenta Gdyni”. http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,22553665,kandydaci-pis-na-prezydentow-w-trojmiescie-nazwiska-znane-i.html

— OPOZYCJA BIERZE SIĘ W GARŚĆ – Marek Beylin w GW: “Schetyna przedstawił program tyleż demokratyczny, co konserwatywny. Chce zachować obecną ustawę antyaborcyjną, nie wspomniał o związkach partnerskich, prawach kobiet czy mniejszości. Stawia na wyborców centroprawicowych, przeciwnych PiS bądź wahających się, na kogo głosować. W porównaniu z deklaracją wartości Joanny Muchy zawęża elektorat, do którego się odwołuje. Ma to konsekwencje. Tworzy dogodne pole dla lewicy, ale utrudnia wyborcze porozumienie z nią. Jeśli powstaną dwa takie bloki idące do wyborów parlamentarnych – centrowy i lewicowy – ważne, by się wzajemnie nie zagryzały, tylko uzupełniały, pamiętając, że walczą przede wszystkim z PiS. A ponieważ władza grzęźnie w wewnętrznych konfliktach, wytykając sobie zdrady i nieprawości, PO i cała opozycja mają szansę na przejęcie inicjatywy – na to, by wyborcy uznali opozycyjne ugrupowania za bardziej przyszłościowe niż obecna władza”. http://wyborcza.pl/7,75968,22554231,opozycja-bierze-sie-w-garsc.html

— ZA PLATFORMĄ CIĄGNIE SIĘ STĘCHLIZNA – Tomasz Walczak w SE: “Pomijając różne uwikłania potencjalnych koalicjantów PO, taka szeroka koalicja to widowiskowy samobój opozycji. Główną siłą w tym tercecie (lub duecie) będzie właśnie Platforma, za którą nadal ciągnie się stęchlizna ośmiu lat jej rządów. PiS niespecjalnie musi się nawet starać, by wyprowadzać przeciwko partii Schetyny celne ciosy. W wypadku zjednoczenia będą one spadać również na koalicjantów, obciążając ich grzechami i zaniechaniami PO. Wiem, że raźniej tonie się w grupie, ale instynkt samozachowawczy powinien podpowiadać, że w tym momencie dziejowym porozumienie ponad podziałami z Platformą stygmatyzuje i zamiast osłabiać PiS, tylko go wzmacnia. Więcej, petryfikuje patologiczny związek PO-PiS, a jak pokazuje praktyka, zmiany miejsc między głównymi adwersarzami, wybór między jednymi a drugimi to w gruncie rzeczy żaden wybór”.
http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/zdaniem-redaktora-w-grupie-tonie-sie-razniej_1024187.html

— ZESPÓŁ RADZIWIŁŁA – RZĄDOWA CHOROBA W SYSTEMIE ZDROWIA – Fakt: “Co robi minister Konstanty Radziwiłł, kiedy w służbie zdrowia narasta jakiś problem? Powołuje zespół, który ma go rozwiązać. Taki zespół obraduje pół roku – rok, a potem sprawa zazwyczaj zamiatana jest pod dywan. Efekt jest taki, że liczba zespołów w resorcie rośnie na potęgę! Szkoda, że tego samego nie można jednak powiedzieć o liczbie rozwiązanych problemów”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/zdiagnozowalismy-chorobe-w-rzadzie/4xnsegh

— RADZIWIŁŁ STRASZY MŁODYCH LEKARZY – jedynka GW: “Zamiast pensji lekarze rezydenci mieliby dostawać stypendium, ale musieliby je zwrócić w razie wyjazdu do pracy za granicę. To odpowiedź ministra zdrowia na ponadtrzytygodniową głodówkę rezydentów, która rozszerza się na kolejne miasta”. http://wyborcza.pl/7,75398,22554208,minister-radziwill-straszy-lekarzy-rezydentow.html

— ŚWIĘTY GRAAL MACIEREWICZA – Paweł Wroński o aneksie – pisze w GW: “Jest pewne, że minister MON znał negatywną opinię prezesa. Czyżby z obawy o ministerialne stanowisko już szykuje sobie legendę ostatniego prawdziwego bojownika rewolucji „dobrej zmiany”, któremu nie dane było doprowadzić dzieła do końca? Wszak związani z nim publicyści, m.in. Jerzy Targalski, twierdzą, że prezydenta Dudę otaczają tajne służby, a on sam jest elementem „gambitu esbeckiego”, który blokuje przemiany”.
http://wyborcza.pl/7,75968,22548925,macierewicz-zada-ujawnienia-swietego-graala-kaczynski-mowi.html

— 500+ MA NEGATYWNY WPŁYW NA AKTYWNOŚĆ ZAWODOWĄ KOBIET, ALE NIE TAK DRASTYCZNY JAK PRZEWIDYWANO – Adriana Rozwadowska w GW: “Wpływ programu na aktywność zawodową kobiet nie jest więc drastyczny – ale istnieje. Trzeba przy tym zauważyć, że największa fala odpływu kobiet z rynku pracy jest już za nami. Te, które dokonały takiego wyboru – np. matki nastolatków – już odeszły z pracy. W przyszłości wycofywać się będą kobiety, które np. urodziły drugie dziecko, przez co zyskały prawo do świadczenia. Skala będzie jednak mniejsza”. http://wyborcza.pl/7,155287,22554085,efekt-500-plus-50-tys-kobiet-wypadlo-z-rynku-pracy-tylko-w.html

— NOWOCZESNA: NIECH CHYBICKA LECZY DZIECI – Gazeta Wrocławska: “- Liczę na poparcie Nowoczesnej – mówi profesor Alicja Chybicka, kandydatka Platformy Obywatelskiej na prezydenta Wrocławia. – Niech profesor Chybicka lepiej zajmie się chorymi dziećmi, a nie Wrocławiem – odpowiada lider Nowoczesnej. – Sama zdecyduję co będę robić – odgryza się Chybicka. Tak we Wrocławiu wygląda budowanie koalicji Nowoczesnej i Platformy Obywatelskiej przed wyborami samorządowymi. W miniony weekend o wspólnej walce obu partii o samorządy mówili zgodnie ich liderzy – Ryszard Petru i Grzegorz Schetyna”.
http://www.gazetawroclawska.pl/polityka/a/nowoczesna-niech-chybicka-zajmie-sie-chorymi-dziecmi,12607022/

— ALEKSANDER KWAŚNIEWSKI: NIE DOCENILIŚMY KONSERWATYZMU POLSKIEGO SPOŁECZEŃSTWA: “To też prawda. Popełniliśmy kilka błędów. Na pewno za bardzo uwierzyliśmy, że sukces Polski pociągnie za sobą wszystkich. Tak się nie stało. Nie doceniliśmy również konserwatyzmu polskiego społeczeństwa. Nie mieszam go z prawicowością, chodzi mi raczej o małą zdolność adaptacyjną do globalizacji, nowych technik, Unii Europejskiej, szybko zmieniającego się świata. Część rodaków poczuła się zagubiona przez tempo wprowadzanych zmian. Poza tym nie poświęcaliśmy należytej uwagi jeszcze jednej grupie ludzi. Każda transformacja ma swoich przegranych – osoby, które w jakiś sposób czują się wykluczone. O ile więc procesy ekonomiczne miały swoich licznych ojców, to procesy społeczne były osierocone. Goniąc wskaźniki ekonomiczne, goniąc Zachód, zaniedbaliśmy tę sferę. I dzisiaj płacimy za to m.in. PiS-em. Taka jest prawda”.

— KWAŚNIEWSKI: TUSK SAM MÓGŁ ZROBIĆ 500+: “Zarzuty można czynić wobec każdego rządu. To jest nad wyraz łatwe. Niektórzy zarzucają, że rząd SLD był za mało lewicowy, odznaczał się za słabą wrażliwością społeczną, ale pamiętajmy, że pracował w warunkach ograniczonych zdolności budżetowych. Zarzut do drugiej kadencji Platformy Obywatelskiej jest znacznie poważniejszy. To wtedy pojawiły się środki, które można by spożytkować dla najsłabszych, ale nikt nie znalazł chęci. Donald Tusk mówił, że wymyślenie 500 plus nie jest jakimś wielkim intelektualnym wyczynem. Może rzeczywiście nie jest, ale przeprowadzenie tego programu, wyciągnięcie ludzi z biedy i zaopiekowanie się nimi, już tak”. https://businessinsider.com.pl/polityka/bledy-transformacji-rynek-pracy-wywiad-z-aleksandrem-kwasniewskim/88y2htn

— RAFAŁ WOŚ O SZANSACH PARTII RAZEM: “Ale kalendarz wyborczy jest inny. Na pierwszy ogień pójdą wybory najtrudniejsze, w których liczą się teren i baza. Razem, owszem, próbuje ją tworzyć. Ale nie oszukujmy się, ich matecznikiem były i są zdecydowanie duże miasta. I nie ma w tym nic złego. Bo jest szansa, by w 2018 r. Razem skorzystało z energii tzw. ruchów miejskich, która eksplodowała w 2014 r. Nie stało się nic takiego, żeby miała wygasnąć przed następnymi wyborami”. http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1724340,1,partia-razem-ma-szanse-wejsc-do-sejmu-pod-trzema-warunkami.read

— SROCZYŃSKI: NIE DAJMY SIĘ SZCZUĆ NA GRUPY ZAWODOWE: “Nie pozwalajmy się szczuć na inne grupy zawodowe! Zanim zalajkujesz sensacyjny tekst o niebotycznych zarobkach kasjerek, pielęgniarek czy rezydentów, zanim wpiszesz pod nim wzmożonego komcia – pomyśl pięć razy. Następnym razem ktoś podobną bzdurę może napisać o tobie”. http://m.tokfm.pl/Tokfm/7,110218,22550283,dyrektor-rezydenci-nie-chca-dyzurow-za-2400-zl-jesli-sie.html

— UOKIK: POLSAT I TVN NADUŻYWAJĄ POZYCJI? “Są sygnały z rynku, że udział domów mediowych związanych z dwiema największymi telewizjami komercyjnymi: Polsatem i TVN, może przekraczać 40 proc. – powiedział w poniedziałek PAP prezes UOKiK Marek Niechciał. Podkreślił, że UOKiK reaguje, jeśli doszło do nadużycia pozycji dominującej. https://wpolityce.pl/media/363697-polsat-i-tvn-naduzywaja-swojej-pozycji-uokik-mamy-sygnaly-ze-ich-udzial-w-rynku-moze-przekraczac-40-proc

— PREZES PKO BP O ZMIANACH W OFE – Jak mówi Zbigniew Jagiełło w SE: “W moim przekonaniu lepszym rozwiązaniem jest utrzymanie tych pieniędzy na rynku kapitałowym i jednoczesne przesunięcie ich do III Filara, czyli do IKZE czy IKE. W tym kierunku idzie właśnie propozycja wicepremiera Morawieckiego poparta przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Takie rozwiązanie poprawi postrzeganie państwa polskiego, wzmocni zamożność Polaków i przyczyni się do rozwoju gospodarki, bo te pieniądze zostaną zainwestowane w polskie firmy”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/zbigniew-jagiello-pieniadze-z-ofe-wzbogaca-polakow_1024186.html

— PREZYDENT W GALERII KRAKOWSKIEJ NA ZAKUPACH – FAKT: http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/andrzej-duda-kupowal-prezent/40xcjm1

— 26 URODZINY SUPER EXPRESSU.

300polityka.pl

Czarny dzień w historii Trybunału. „Dublerzy wyprowadzili nas z europejskiej kultury prawnej”

Łukasz Woźnicki, 

Sędzia dubler, wybrany do TK głosami PiS Mariusz Muszyński na początku lat 90. był oficerem Zarządu Wywiadu UOP

Sędzia dubler, wybrany do TK głosami PiS Mariusz Muszyński na początku lat 90. był oficerem Zarządu Wywiadu UOP (Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta)

Sędziowie i dublerzy w Trybunale przyznawali rację posłom PiS i autoryzowali ich ustawy. Decyzje uzasadniali argumentami polityków partii rządzącej. Nie zawahali się nawet wydać wyroku we własnej sprawie.

We wtorek w Trybunale złamano jedną z fundamentalnych zasad prawa: nikt nie może być sędzią we własnej sprawie. Dublerzy „wsadzeni” przez PiS do Trybunału – Mariusz Muszyński i Henryk Cioch – uznali, że przepisy, na podstawie których dopuszczono ich do orzekania, nie łamią konstytucji. Zaskarżył je Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar.

wyborcza.pl

Jerzy Stępień: To jest gra o wszystko

Jerzy Stępień: To jest gra o wszystko

Sędziowie dublerzy zostali prawidłowo wybrani do Trybunału Konstytucyjnego, a prof. Małgorzata Gersdorf na Pierwszą Prezes Sądu Najwyższego już nie – wynika z decyzji odczytanych przez Julię Przyłębską i Mariusza Muszyńskiego w siedzibie Trybunału Konstytucyjnego. – To trudno w ogóle komentować. Mamy tu do czynienia z jakimś totalnie aroganckim obrażaniem wszelkich podstaw i procedur o charakterze europejskim, których podstawą  jest i zawsze było wyłączanie sędziów, których w jakimś stopniu orzeczenie dotyka – komentuje dla nas Jerzy Stępień, były prezes Trybunału Konstytucyjnego.

JUSTYNA KOĆ: Aż dwie decyzje odczytano we wtorek w Trybunale Konstytucyjnym. Pierwsza dotyczy powołania Pierwszej Prezes SN, prof Małgorzaty Gersdorf. Uznano, że jej wybór odbył się na podstawie częściowo niekonstytucyjnych przepisów. Co to oznacza?

JERZY STĘPIEŃ: Nie ma podstaw do kwestionowania jej umocowania, bo nawet jeżeli Trybunał uznał, że przepisy są niekonstytucyjne, to skutki tego orzeczenia mogą mieć miejsce dopiero w przyszłości. To orzeczenie rodzi obowiązek uchwalenia ustawy czy nowelizacji ustawy o SN, w której się napisze, w jaki sposób wyłaniani są kandydaci na kandydatów do SN. Moim zdaniem, te przepisy pozwalające na uregulowanie tej kwestii drogą regulaminu są absolutnie konstytucyjne, co więcej – właśnie tego rodzaju formuła podkreśla odrębność i niezależność Sądu Najwyższego i władzy sądowniczej, która ma prawo określić swoje własne reguły działania.

Najważniejsze, że w związku z tym orzeczeniem nic pani Gersdorf nie grozi, pozostanie, przynajmniej na razie, na swoim stanowisku.

Druga decyzja dotyczy 3 ustaw PiS w sprawie samego Trybunału Konstytucyjnego. Uznano, że uchwalone w ubiegłym roku przepisy ustawy o TK są zgodne z konstytucją. Stwierdzono to w pięcioosobowym składzie, przy jednym zdaniu odrębnym, sędziego Leona Kieresa. Ustawy PiS zmieniające TK zaskarżył Rzecznik Praw Obywatelskich.

To trudno w ogóle komentować. Mamy tu do czynienia z jakimś totalnie aroganckim obrażaniem wszelkich podstaw i procedur o charakterze europejskim, których podstawą jest i zawsze było wyłączanie sędziów, których w jakimś stopniu orzeczenie dotyka. Tu mamy do czynienia nie tylko z orzeczeniem, w którym biorą udział sędziowie, tzw. dublerzy, ale jeszcze na dodatek te sprawy dotyczą właśnie ich. No cóż, ale żyjemy, jak widać, w takich czasach. Spodziewałem się takich orzeczeń, że w tym właśnie składzie TK dokona takiej oceny.

To smutny dzień dla polskiej tradycji konstytucyjnej, która legła właśnie w gruzach. Zresztą legła w gruzach jesienią 2015 roku.

Czyli kiedy zostały uchwalone pierwsze ustawy PiS zmieniające TK?

Tak, i kiedy odmówiono zaprzysiężenia sędziów prawidłowo wybranych. Wtedy skończyło się państwo prawa, a to, co się dzieje w tej chwili, jest tylko konsekwencją tamtych zdarzeń.

Czy wobec tego dzisiejsze „orzeczenie” jest prawdziwe, jest orzeczeniem, czy tylko oświadczeniem pana Muszyńskiego?

Jest to wyrok, nie możemy zamykać na to oczu. Moim zdaniem, wyrok nieistniejący, ale

to kiedyś będzie musiał stwierdzić Trybunał, czy sam parlament, już w czasach, kiedy wrócimy do normalności.

Dzięki temu orzeczeniu jak w soczewce widzimy, czym grozi łamanie praworządności. Dublerzy w TK wydają wyrok w swojej sprawie.

Właśnie tak jest, jeżeli raz się przekroczy tę granicę praworządności i konstytucyjności i będzie się miało za nic prawo i konstytucję, to nie ma już żadnych zahamowań, robimy to, co nam w danej chwili pasuje i jest korzystne. Niewątpliwie awantura z nominacją pani prof. Gersdorf byłaby teraz niekorzystna, to stwierdzamy, że co prawda ustawa jest niekonstytucyjna, ale jej umocowanie jest prawidłowe i wszystko jest OK.

Ostatnie nieoficjalne doniesienia mówią, że prezydent dogadał się z Jarosławem Kaczyńskim i przyjmie poprawki PiS…

Proszę pani,

pan prezydent dogadał się z PiS-em z chwilą, kiedy zgłosił swoje propozycje rozwiązań ustawowych. Przecież wtedy okazało się, że w jego przepisach znajdują się te same propozycje, które czynią te projekty niekonstytucyjnymi.

Jeśli nadal podtrzymuje się, że do KRS sędziowie mają być wybierani przez posłów, to dla mnie to jest oczywiście niekonstytucyjne, jeżeli wszyscy sędziowie, którzy skończyli 65 lat, mają przestać być sędziami, to łamie się w ten sposób zasadę nieusuwalności sędziów. Pan prezydent zaakceptował to i wyraźnie to napisał w swoich projektach. Cała ta zabawa, kto ma decydować, czy prezydent, czy minister sprawiedliwości, czy sędziowie mają mieć przedłużone kadencje, to tylko gra o własną pozycję i zakres kompetencji. Dobro państwa, dobro wspólne, porządek konstytucyjny w ogóle się nie liczą. Moim zdaniem, tak należy na to patrzeć.

Czy zatem opozycja powinna brać udział w wyborze członków do KRS, zakładając, że ustawa przejdzie, a prezydent ją podpisze?

Moim zdaniem, nie, ale to moje zdanie. Według mnie, jeżeli będzie brać udział w wyborze, to potwierdzi swoim praktycznym działaniem, że zgadza się na takie rozwiązanie.

To trudne dylematy i wybory.

Z mojego punktu widzenia to wszystko jest bardzo łatwe. Potrzeba tylko ludzi z charakterem. Według mnie, teraz w Polsce toczy się gra o wszystko: o kształt państwa, o wolności, o zakres naszych praw, wolność mediów, strukturę państwa. Właśnie to teraz widzimy. W najgorszych snach nie mogłem przewidzieć, że coś takiego w Polsce się zdarzy, ale dzieje się.

Zawsze podkreślaliśmy, że my jesteśmy związani z Zachodem, ale jak widać, to nieprawda. Poszanowanie prawa i konstytucji jak na razie jest nam obce, jesteśmy mocni w deklaracjach, to wszystko.

wiadomo.co

Manipulacje propagandowe PiS: lekarz przedstawiany jako głos pacjentów

Manipulacje propagandowe PiS: lekarz przedstawiany jako głos pacjentów

– „Brawo, „Wiadomości” TVP, niezłego sobie znaleźliście pacjenta”– ironicznie podsumował Radosław Koba z Partii Razem, demaskując osobę „głównego bohatera” materiału pt. „Pacjenci chcą zakończenia protestu lekarzy”. Z ekranu przemówił do suwerena Sławomir Łabsz, prezes Stowarzyszenia Pacjentów RP, który zaapelował do młodych rezydentów o zawieszenie protestu i rozpoczęcie rozmów.

Jak się okazuje, Łabsz to… lekarz anestezjolog, a w Stowarzyszeniu Pacjentów Rzeczypospolitej Polskiej w Gdańsku (według KRS) jest jedynym członkiem zarządu. O samym stowarzyszeniu wiadomo niewiele – instytucja nie ma nawet swojej strony internetowej.

Za to sam Łabsz w roli pacjenta udziela się także w innych mediach. Kilka dni temu na portalu Radia Maryja mówił, że „rezydenci powinni być rozsądni i nie powinni robić krzywdy pacjentom, bo taka długa negocjacja i podsycanie nastrojów nie wróży nic dobrego”. W podobnym tonie wypowiadał się o strajku pielęgniarek w 2007 r., za poprzednich rządów PiS.

– „Całkiem przypadkiem jego główne hobby to plucie na protesty w opiece zdrowotnej – ale oczywiście tylko te, które wybuchają za rządów Prawa i Sprawiedliwości” – pisze o Łabszu Koba na Facebooku i zwraca się do pracujących w TVP: – „To będzie piękny dzień, gdy w końcu wszyscy się zorientujecie, że świat się wam kończy, bo nie dacie rady wszyscy się z powrotem zatrudnić w Republice i internetowych bieda-telewizjach”. 

koduj24.pl

W Trybunale dublerzy Muszyński i Cioch wybrani z naruszeniem Konstytucji uznali siebie za pełnoprawnych sędziów

Dublerzy mogą orzekać w Trybunale zamiast prawidłowo wybranych sędziów, wyroków TK można nie publikować, pracowników Biura Trybunału można wyrzucić z pracy bez powodu – orzekł Trybunał Konstytucyjny z dwoma dublerami w składzie orzekającym – Mariuszem Muszyńskim i Henrykiem Ciochem

Trybunał Konstytucyjny wydał dzisiaj dwa wyroki. W pierwszym za niezgodne z Konstytucją uznał zaskarżone przez posłów PiS przepisy, na podstawie których wybrano Pierwszą Prezes Sądu Najwyższego, o czym pisaliśmy w tekście „TK odmówił podważenia wyboru prof. Gersdorf na I Prezesa Sądu Najwyższego. Ale wskazał, jak to zrobić”.

W drugim wyroku uznał za zgodne z Konstytucją zaskarżone przez RPO trzy ustawy o TK przegłosowane przez PiS w listopadzie i grudniu 2016 r., o czym piszemy poniżej. Oba wyroki umacniają władzę polityków nad sądownictwem. Pierwszy ma sankcjonować planowane przejęcie przez nich Sądu Najwyższego. Drugi – dokonane już przejęcie Trybunału Konstytucyjnego.

Rzecznik Praw Obywatelskich skarży trzy ustawy

Zaskarżone przez Adama Bodnara przepisy o Trybunale Konstytucyjnym pochodzą z trzech obowiązujących ustaw:

  • ustawy o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym,
  • ustawy z wprowadzającymi ją przepisami, oraz
  • ustawy o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego.

Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył je w pięciu punktach, które pozwalają na:

  1. Włączenie do orzekania w TK dublerów sędziów
  2. Dopuszczenie niepublikowania wyroków TK przez Kancelarię Premiera
  3. Wszczynanie postępowania dyscyplinarnych wobec sędziów TK przez Prezydenta
  4. Arbitralne usunięcie pracowników Biura Trybunału
  5. Uniemożliwienie Trybunałowi oceny przepisów, które przestały obowiązywać

Poniżej analizujemy szczegółowo zarzuty RPO, ich ocenę wydaną przez sędziów TK, wybranych przez PiS, oraz zdanie odrębne zgłoszone przez Leona Kieresa, sędziego wybranego prawidłowo za poprzedniej kadencji Sejmu.

  1. Włączenie do orzekania dublerów

Chodzi o Mariusza Muszyńskiego, Henryka Ciocha i zmarłego w tym roku Lecha Morawskiego, których posłowie PiS w 2015 r. wybrali na obsadzone już przez poprzedni Sejm miejsca w Trybunale. Prawidłowość wyboru sędziów przez poprzedni Sejm  została potwierdzona przez wyroki TK.

Podważanie ich wyboru ustawą jest więc zdaniem RPO naruszeniem Konstytucji, według której orzeczenia TK „mają moc powszechnie obowiązującą i są ostateczne (art. 190 ust. 1.).

RPO: Nikt nie może być sędzią we własnej sprawie

Rzecznik w sprawach przed Trybunałem, w których uczestniczył, składał wnioski o wyłączenie ze składu dublerów sędziów. Tym razem napisał do nich list, w którym przypominał, że „nawet w czasach konstytucyjnej smuty” kardynalna zasada prawa „nikt nie może być sędzią we własnej sprawie” – Nemo iudex in causa sua –  nie powinna zostać zapomniana.

Dublerzy Mariusz Muszyński i Henryk Cioch nie odpowiedzieli, nie wyłączyli się ze składu sędziowskiego i razem z trójką prawidłowo wybranych sędziów – Zbigniew Jędrzejewski i Andrzej Zielonacki wybrani przez PiS oraz Leon Kieres, wybrany prawidłowo w poprzedniej kadencji – rozpatrywali zarzuty RPO, że są wadliwie dopuszczeni do orzekania. Leon Kieres jako jedyny zgłosił zdanie odrębne do wyroku.

Czterech sędziów – nominatów PiS – orzekło, że jest zgodne z Konstytucją przydzielenia spraw dowolnym sędziom zaprzysiężonym przez prezydenta. Zbigniew Jędrzejewski, sędzia sprawozdawca, tłumaczył, że w przepisach przejściowych do ustawy o TK nie wskazano wprost, że chodzi o konkretnych sędziów.

Sędzia Kieres zajął w tej sprawie stanowisko pośrednie, które znane było już z jego zdania odrębnego do innego wyroku. Z jednej strony uznaje wyrok TK (wydany za poprzedniego prezesa Andrzeja Rzeplińskiego) stwierdzający prawidłowość wyboru trzech sędziów przez poprzedni Sejm, od których prezydent nie przyjął ślubowania, a także uznaje ten wyrok  za wiążący Sejm i prezydenta. Z drugiej strony jednak uznaje fakt, że Sejm i prezydent mają inne zdanie na ten temat. “Moim zdaniem oznacza to przejęcie przez te organy odpowiedzialności za skutki ukształtowania składu Trybunału” – podsumował.

Krótko mówiąc: sędzia Kieres nie zgadza się z Sejmem i prezydentem w kwestii dublerów, ale uważa, że nic z tym nie może zrobić.

  1. Dopuszczenie niepublikowania wyroków TK

Zdaniem RPO zaskarżone przepisy uzależniły publikację orzeczeń Trybunału od statusu, jaki nada im władza wykonawcza. Kancelaria Premiera wbrew konstytucyjnemu obowiązkowi (art. 190 ust. 2) nie opublikowała dwóch wyroków TK z 9 marca i 11 sierpnia 2016 r. Oba dotyczyły ustaw o Trybunale (dziś już nieobowiązujących).

Przepisy wprowadzające do ustawy o TK pozwoliły na określenie tych wyroków jako „rozstrzygnięcia podjęte z naruszeniem ustawy” o Trybunale i zwolniły Kancelarię Premiera z ich publikacji. Według RPO te przepisy naruszają zapisany w Konstytucji trójpodział władzy (art. art. 10, art. 173, art. 190 ust 2 i art. 194 ust 2 Konstytucji). Czyli dają władzy wykonawczej możliwość ingerowanie w rozstrzygnięcia władzy sądowniczej.

W ocenie czterech sędziów wybranych przez PiS ten przepis jest zgodny z Konstytucją i potrzebny. Jak powiedział sędzia Jędrzejewski, pozwoli na “sanowanie wady prawnej w związku z wydaniem rozstrzygnięć Trybunału”.

Nie zgodził się z tym sędzia Kieres. W jego ocenie Konstytucja nie pozwala na to, by Kancelaria Premiera oceniała wyroki Trybunału Konstytucyjnego, które powinny być “niezwłocznie” publikowane, tak samo jak nie dopuszcza, by Rządowe Centrum Legislacji odmawiało publikacji ustaw.

“Akceptacja zaskarżonego przepisu może doprowadzić do sporów o ważność kolejnych wyroków – w tym dzisiejszego” – ostrzegł sędzia Kieres.

  1. Prezydent może wszczynać postępowania dyscyplinarne

RPO zaskarżył też przepis ustawy o statusie sędziów TK dający Prezydentowi prawo do wnioskowania o wszczęcie postępowań dyscyplinarnych wobec sędziów TK. Taki wniosek prezydent może złożyć do prezesa TK na prośbę Prokuratora Generalnego (którym jest obecnie Zbigniew Ziobro).

RPO uważa, że to godzi w zasadę podziału władz (art. 10 Konstytucji i zasadę niezależności władzy sądowniczej – art. 173 Konstytucji): zależny od polityków Trybunał traci możliwość skutecznej ochrony praw i wolności jednostek przed przepisami, które je naruszają – argumentował Rzecznik.

Czterech sędziów wybranych przez PiS nie dopatrzyło się tu złamania Konstytucji. Sędzia Jędrzejewski zauważył, że prezydent nie może sam wszczynać postępowania dyscyplinarnego – robi to rzecznik dyscyplinarny TK.

Z ich stanowiskiem co do zasady zgodził się sędzia Kieres. Zaznaczył jednak, że przepis powinien być stosowany z umiarem i rozwagą. “”Gdyby jednak praktyka okazała się inna, powinno się zweryfikować ocenę tego artykułu” – wnioskował sędzia.

  1. Pracowników Biura TK można wyrzucić

W ocenie RPO ustawa o organizacji i trybie postępowania przed TK naruszyła prawa pracowników Biura Trybunału. Pozwoliła wyrzucić ich bez podania przyczyny pod pretekstem pozornej reorganizacji struktury Trybunału. Zdaniem Rzecznika zaskarżone przepisy naruszyły art. 24 Konstytucji, zapewniający ochronę pracy i jej warunków przez państwo, i art. 60, który gwarantuje obywatelom prawo dostępu do służby publicznej na równych zasadach.

Sędzia Jędrzejewski tłumaczył, że ustawa jest konstytucyjna, bo warunki, na jakich zostaną zwolnieni pracownicy Biura nie są takie złe. Dostaną wypowiedzenia z trzymiesięcznym wyprzedzeniem i odprawy.

Sędzia Kieres podkreślił jednak, że ustawa nie podaje żadnych merytorycznych kryteriów zwolnienia. Na dodatek ustawa nie zapewnia ochrony m.in. osobom w wieku przedemerytalnym czy kobietom w ciąży lub na urlopie macierzyńskim.

  1. Uniemożliwienie orzekania o nieobowiązujących przepisach

RPO zaskarżył też przepis ograniczający możliwość wydawania przez Trybunał orzeczeń o przepisach, które już nie obowiązują. Może oceniać je tylko na podstawie skarg składanych przez obywateli. Oznacza to, że nieobowiązujących przepisów nie mogą zaskarżyć m.in. grupy posłów i Rzecznik Praw Obywatelskich. Zdaniem RPO takie rozwiązanie osłabia ochronę wolności i praw obywatela.

Sędziowie wybrani przez PiS nie rozpatrzyli tego zarzutu, stwierdzając, że jako tzw. zaniechanie prawodawcze nie podlega ocenie przez TK. Inaczej mówiąc, uznali, że jest to przypadek, w którym Trybunał ma obowiązek pozostawić wolną rękę ustawodawcy, bo Trybunał jest od tego, żeby usuwać złe przepisy, a nie pisać je na nowo.

Inne zdanie miał sędzia Leon Kieres. Jego zdaniem TK powinien był rozpatrzyć zarzut, bo w tym przypadku chodzi nie o zaniechanie, ale celowe pominięcie prawodawcze, a takimi Trybunał się zajmuje.

Według sędziego Kieresa Rzecznik ma rację: „Trybunał powinien mieć możliwość orzekania bez względu na to, w jaki sposób wniesiono skargę”.

oko.press

Niby-Trybunał z niby-sędziami i niby-prezes ogłosił niby-wyrok

Wyrok dotyczący rzekomo niekonstytucyjnego wyłonienia I Prezes Sądu Najwyższego to niezwykła kpina i bezczelność.

Niby-Trybunał z niby-sędziami i niby-prezes ogłosił niby wyrok. Organ uzurpujący sobie miano Trybunału Konstytucyjnego RP obwieścił, że prof. Małgorzata Gersdorf została wybrana na I Prezes Sądu Najwyższego na podstawie przepisów niezgodnych z konstytucją.

Dlaczego wyrok tego Trybunału to hucpa?

Tyle że nie ma to żadnego znaczenia. Bo przecież ciało to – które nie wiedzieć czemu niektórzy dziennikarze i nawet opozycyjni politycy wciąż nazywają Trybunałem Konstytucyjnym i zdają się nadal poważnie traktować – nie ma prawa do tej godności. Składa się bowiem, po pierwsze, częściowo z osób wybranych w wyniku złamania procedur (a jedna z nich była, a może wciąż jest, agentem służb specjalnych). Po drugie, na jego czele stoi osoba również nieprawidłowo wybrana na „prezesa” (by już nie wspominać o jej równie niejasnej przeszłości i kwalifikacjach).

Po trzecie wreszcie – i najważniejsze – grupa ta kilkakrotnie dowiodła swej politycznej podległości rządzącej ekipie (w tym władzy wykonawczej). Przede wszystkim przez nierespektowanie dotychczasowych werdyktów autentycznego Trybunału – symbolem było usunięcie niektórych z nich z internetowej bazy orzeczeń. Ale też przez manipulacje składami i naruszanie procedur w sprawach ważnych dla ekipy rządzącej.

I tyle.

Samo zaś meritum owego pseudowerdyktu pseudosędziów pseudotrybunału jest najwyżej kolejnym potwierdzeniem roli, jaką rządząca ekipa przydzieliła temu ciału i zasiadającym w nim swoim nominatom w gwałceniu konstytucyjnych zasad i instytucji ustrojowych. Sprowadza się bowiem do upokorzenia całej instytucji Sądu Najwyższego i podważenia jego pozycji.

Nie ma przy tym większego znaczenia to, że bez rozpatrzenia pozostawiono kompletnie już hucpiarski i absurdalny wniosek PiS, by za nieskuteczne uznać wszystkie akty prawne podjęte z udziałem owej ponoć niekonstytucyjnie wybranej prezes Sądu Najwyższego. Bo i to nie jest przejawem niezależności, lecz braku konsekwencji, kpiny z logiki oraz właśnie tchórzostwa, ale i bezczelności w imię myślenia na poziomie „jakoś to będzie” i „nam ujdzie wszystko”. Otóż – nie ujdzie.

 

polityka.pl

Kolejna kompromitacja „Wiadomości” TVP – zamienili zdjęcia

Kolejna kompromitacja „Wiadomości” TVP – zamienili zdjęcia

Poziom przekazu „Wiadomości” TVP powoli sięga dna. Tym razem obnażone zostały braki w wykształceniu i bezkrytyczne zacietrzewienie w szerzeniu propagandy. Wydawcy „Wiadomości” popełnili bowiem kompromitujący błąd historyczny, ilustrując materiał o rzezi wołyńskiej zdjęciem z akcji „Wisła”. Wpadkę wytknął nawet prawicowy historyk z IPN Sławomir Cenckiewicz.

Krzysztof Ziemiec w „Wiadomościach”, zapowiadając materiał o stosunkach polsko-ukraińskich, mówił o tym, że nasz kraj wspiera proeuropejskie dążenia Ukrainy, ale ta musi się wcześniej rozliczyć ze swojej historii. To nawiązanie do tragedii, zwanej rzezią wołyńską, która miała miejsce na Kresach wschodnich w 1943 roku. W materiale użyto fotografii wykonanej podczas… akcji „Wisła”, która wydarzyła się 4 lata po tragedii na Wołyniu. Siłą wysiedlono wtedy około 140 tysięcy Ukraińców na tak zwane Ziemie Odzyskane, czyli na tereny poniemieckie, jakie Polska otrzymała po klęsce III Rzeszy.

Trudno zaprzeczyć tezie, że ilustrowanie materiału o rzezi zdjęciami z akcji „Wisła” jest wielki zgrzytem w procesie rozliczeń historycznych.

koduj24.pl

PROF. MATCZAK O WYROKU TK WS. WYBORU PREZES GERSDORF: OGŁOSZONE „COŚ” NIE BYŁO WYROKIEM. MUSZYŃSKI NIE JEST SĘDZIĄ TK

24 października 2017

http://polityczek.pl/uncategorised/5833-prof-matczak-o-opinii-muszynskiego-ws-wyboru-prezes-gersdorf-ogloszone-cos-nie-bylo-wyrokiem-muszynski-nie-jest-sedzia-tk

Prof. Marcin Matczak (Uniwersytet Warszawski), politycy i dziennikarze skomentowali decyzję Trybunału Konstytucyjnego ws. wyboru prezes Małgorzaty nGersdorf na stanowisko prezesa Sądu Najwyższego.

aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaapapapps11aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaamfotgoto333

 

TK odmówił podważenia wyboru prof. Gersdorf na I Prezesa Sądu Najwyższego. Ale wskazał, jak to zrobić

Trybunał Konstytucyjny nie unieważnił wyboru prof. Małgorzaty Gersdorf na Pierwszą Prezes Sądu Najwyższego, choć domagali się tego posłowie PiS. Uznał jednak, że wybrano ją z naruszeniem prawa, co może zbadać inny organ. “To uprawnienie Trybunału Stanu” – podpowiedział dubler sędziego Mariusz Muszyński

W ocenie Trybunału kierowanego przez Julię Przyłębską wyboru I Prezesa SN nie można zakwestionować, bo samodzielnie dokonał go Prezydent RP w ramach swojej prerogatywy. A wykonywania prezydenckich prerogatyw nie może kwestionować ani TK, ani żaden inny sąd. Co więcej, jak mówił sędzia-dubler Mariusz Muszyński, “wyłączona jest choćby pośrednia odpowiedzialność polityczna za wybór i wyłączona jest także kontrola takiego aktu przez inne organy władzy publicznej”.

Ta wykładnia chroni także Julię Przyłębską, wybraną przez prezydenta Dudę na prezes TK ze złamaniem Konstytucji i nawet ustawy o TK przegłosowanej przez PiS (w opinii większości konstytucjonalistów) oraz dublerów sędziów wybranych przez Sejm (czyli Mariusza Muszyńskiego i Henryka Ciocha).

Mariusz Muszyński wprost o tym mówił, przywołując wyrok Trybunału Konstytucyjnego już za prezesury Julii Przyłębskiej. TK w wyroku K 10/17 stwierdził, że sądy nie mogą kontrolować procedury powołania przez prezydenta prezesa i wiceprezesa Trybunału Konstytucyjnego. A “procedura powołania Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego jest podobna” – podkreślał dziś Muszyński.

Wniosek do TK złożyła grupa posłów PiS pod przewodnictwem Arkadiusza Mularczyka. Na posiedzeniu niejawnym 24 października 2017 r. rozpatrzyło go pięcioro sędziów: czworo wybranych przez PiS (dubler Mariusz Muszyński, Justyn Piskorski, Andrzej Zielonacki i Julia Przyłębska) oraz Leon Kieres wybrany za rządów PO-PSL.

Jednak dr Maciej Zieliński i prof. Ryszard Piotrowski, którzy przygotowali ocenę wniosku dla prezes Gersdorf, nie zostawili na argumentacji posłów PiS suchej nitki. OKO.press pisało o tym w poniższym tekście:

Przeczytaj też:

Unieważnienie wyboru sędzi Gersdorf doprowadzi do destabilizacji państwa i przejęcia Sądu Najwyższego

DANIEL FLIS  10 KWIETNIA 2017

Przepisy niekonstytucyjne, ale orzeczenia ważne

Jednocześnie TK uznał z jednej strony, że niekonstytucyjna jest większość przepisów, na podstawie których wybierano Pierwszych Prezesów Sądu Najwyższego od 2004 r. Ale z drugiej strony, nie zgodził się jednak na najgroźniejszą w skutkach część wniosku posłów PiS –  odmówił stwierdzenia, że wszystkie akty prawne wydane na podstawie zaskarżonych przepisów są nieważne. Gdyby przystał na wydanie tzw. wyroku aplikacyjnego, unieważniłby nie tylko wybór prof. Gersdorf, ale i dwóch poprzednich Pierwszych Prezesów SN.

Gdyby zaś uznać, że od 2004 r. SN nie miał prezesa, mogłoby to prowadzić do zakwestionowania wszystkich uchwał, w których mieli udział Pierwsi Prezesi, tym m.in. uchwał dotyczących stwierdzenia ważności wyborów i referendum w latach 2014-2015. Formalnie rzecz biorąc Mariusz Muszyński, który jako sprawozdawca przedstawił ustne motywy wyroku, nie uzasadniał jednak tej decyzji ochroną stabilności państwa prawa.

Prof. Gersdorf wciąż zagrożona

Wniosek posłów PiS był interpretowany jako zemsta na prof. Gersdorf za jej zaangażowanie w obronę niezależnego sądownictwa i środek mający ułatwić usunięcie jej ze stanowiska. Mogłoby się wydawać, że Trybunał odmawiając unieważnienia jej wyboru, po raz pierwszy od przejęcia przez nominatów PiS sprzeciwił się rządzącej partii. Dzisiejszy wyrok nie dał bezpośredniego uzasadnienia do przerwania gwarantowanej przez Konstytucję sześcioletniej kadencji Pierwszej Prezes.

Mariusz Muszyński zaznaczył jednak, że z wyroku TK wynika, że przy powoływaniu obecnej Pierwszej Prezes mogło dojść do faktycznego naruszenia prawa, które może być zbadane. “Będzie to jednak uprawnienie Trybunału Stanu” – dodał.

Jednak szybkie usunięcie prof. Małgorzaty Gersdorf z I Prezes SN i tak jest możliwe, bowiem w projekcie nowej ustawy o SN, zarówno w wersji PiS jak i prezydenta Dudy, zapisano przesunięcie wieku przejścia sędziego SN w stan spoczynku z obecnych 70 lat do 65 lat. A prof. Gersdorf kończy 65 lat w listopadzie tego roku.

 

OKO.press

Rejs

24/10/2017, Marcin Kamiński

Po tragicznej śmierci brata, Jarosław Kaczyński, aby uchronić mamę przed prawdą, kazał współpracownikom wydrukować fałszywe wydanie Rzeczpospolitej. Kazał w nim napisać, że Lech nie wróci szybko do domu, ponieważ wybuchł wulkan i z powodu utrudnień w ruchu lotniczym, płynie do Polski statkiem. A to potrwa.
W 2015 r manewr został powtórzony i tak Polska wypłynęła w rejs.

Aby rejs był spokojny Polcy i Polacy musieli dostać fałszywe wydanie Rzeczpospolitej. W tym celu musiały być wzięte media. Oficerowie pokładowi rejsu informują pasażerów że w rejsie cały czas przeszkadza nam Unia Europejska, która chciałaby abyśmy płynęli wolniej i brali brudnych pasażerów. Szczególnie przeszkadzają nam Niemcy, którzy jak wiadomo, przeszkadzali Polsce w wypłynięciu w rejs już wiele razy a największy statek zniszczyli nam w ’39. Kto wie, jak blisko bylibyśmy celu gdyby nie Niemcy i ich statki, które nam przeszkadzają. Z telewizji pokładowej płynie cały czas przekaz, że ścigają nas obce statki i żeby nie zbliżać się do okien. ponieważ widoki są w rejsie bardzo ważne, kapitan Kaczyński to rozumie i w związku z tym proponuje bufet za darmo, w zamian. Albo widoki, albo bufet. Wszyscy którzy mimo to chcą jednak zobaczyć czy na zewnątrz czai się jakieś zagrożenie oskarżani są w telewizji pokładowej o współpracę z obcymi statkami. Im częściej w oknie, tym oskarżenia większe. Przy pomocy własnych ekspertów, telewizja pokładowa informuje, że statków sił obcych jest coraz więcej i płynie się ciężko. Pocieszające jest jedynie to że mamy genialnego kapitana który manewrami i niespotykanymi swą inteligencją zwodami, ciągle pokonuje pościg.

Mapy rejsu mamy od Rosjan po nie będziemy korzystać przecież z niemieckich i płyniemy w korytarzu powietrznym, który tworzy ich wielki i szybki statek. Kapitan mówi, że dzięki jego technice nawigacji płynąc w ślad za Rosją jednocześnie płyniemy w kierunku przeciwnym i że on nam to dokładnie wyjaśni na końcu trasy. Ci którzy wyglądają przez okno twierdzą że płyniemy równo za ruskim statkiem. Ale jak wiadomo, to mogą być zdrajcy.

Ostatnio coraz więcej pasażerów buntuje się wobec faworyzowania pokładu pierwszego na którym płyną znajomi i rodzina kapitana oraz ich dalsze pociotki. To z kolei sprawia że pokład pierwszy jest coraz częściej zamykany przed resztą. Słychać że jak się nie podoba na statku to można sobie popłynąć wpław. Jedna ze starszych ciotek kapitana, zapewne zapomniawszy że jest na statku powiedziała do buntowników: „niech jadą”.

Ponieważ średnia jednostka jakim jest nasz statek nie powinna wypływać w tak dalekie rejsy, zwłaszcza że cel jest nieznany i daleki, zaczyna brakować prowiantu i kasy. Drożeje masło, brakuje jaj a główny księgowy wyprawy i tak mówi że jest ok, a już szczególnie jest ok jak mówi to w pokładowej telewizji. Im bliżej głównego wydania „Wiadomości rejsowych” tym jest bardziej ok.

Wkrótce mamy mieć na pokładzie rewolucję biotechnologiczną, elektromobilność, pokłady krzemowe. Wszystko to powstanie dlatego, że płyniemy parowcem na węgiel i są na to slajdy. Z górnych pokładów wycina się deski na opał, ale to nic, tak trzeba bo jadł je kornik drukarz. Jest prawdopodobnie związany z drukowaniem podziemnej Gazety Wybrzeżowej.

Amerykanie i Niemcy a ostatnio nawet Francuzi ostrzegają nas, że odpływamy na nieznane wody na których pływa tylko ruska flota i żebyśmy płynęli z nimi. Chcą nas oszukać. W telewizji pokładowej mówili, że z naszego statku transferowano przez dziesięciolecia wszystkie dobra na ich statki. Dlatego tak protestują. Kapitan jest tak pewny swego, że obsadził do kierowania statkiem kucharkę i pokazuje jak wskaźniki rosną. Sam zaś przesiaduje w gnieździe wypatrując poprzedniego kapitana naszego statku, którego musi skazać na więzienie za złe traktowania brata.

Najstarsi pasażerowie mówią coś że już tak płyneliśmy i że oni ten kierunek znają i nie będzie z tego nic dobrego, ale oni pochodzą z komuny i nikt ich nie słucha. Byli też jacyś inteligenci co mówili, że to zły kierunek rejsu, że trzeba z Niemcami, że za mały statek na taki ocean, ale wtedy ktoś domalował na burcie husarskie skrzydła i inteligenci zamilkli.

Na razie płyniemy. Tylko kapitan wie gdzie, bo co miesiąc obiecuje powiedzieć, a potem nie mówi ale płyniemy z dużą prędkością. No i płyniemy za ruskim statkiem (choć w przeciwnym kierunku), no to chyba oni wiedzą gdzie płyną?

 

/Tekst ten dedykuję mojej ukochanej żonie. Za to, że jest./

liberte!

To koniec propagandy o nadwyżce budżetowej. Morawiecki poinformował Brukselę o dziurze

23.10.2017
Główny księgowy rządu, wicepremier Mateusz Morawiecki po cichu zmienia ton w sprawie dobrych wyników finansowych rządu. Zaledwie 20 września rząd informował o rekordowej i niespotykanej wcześniej nadwyżce budżetowej sięgającej 5 miliardów. Okazuje się, że tydzień później wysłał do Brukseli prognozę, że rok 2017 nasze państwo zakończy 51 miliardami na minusie.

Wicepremier i minister finansów Mateusz Morawiecki to mistrz dobrej prezentacji. Przez 9 miesięcy utrzymywał wszystkich w przekonaniu, że gigantyczne wydatki rządu m.in. na 500+, zmniejszenie wieku emerytalnego, budowę armii Antoniego Macierewicza nie mają wpływu na finanse państwa. Pokrycie bieżących wydatków zapewniały przecież wyższe wpływy z uszczelnionego systemu podatkowego i zysków spółek skarbu państwa.

Eksperci zachodzili w głowę, kiedy przyjdzie czas na zaksięgowanie wydatków. Tylko w emeryturach i rentach wypłacanych przez ZUS czai się dziura o rozmiarze 45 miliardów złotych. Aż wreszcie przyszedł czas na przesłanie finansowej prognozy do unijnych księgowych z Eurostatu w Luksemburgu. Z nimi rząd rozmawia szczerze, bo znają się na wielkich liczbach. Tam przesłano zgoła inną tabelkę – taką:

Do tej pory Morawiecki nie zaprzeczał, że na koniec roku w finansach powstanie dziura. Spytnie jednak unikał tego tematu i jak najdłużej podkreślał istnienie nadwyżki budżetowej. – Jeśli ostatecznie będzie to minus 45 mld złotych to i tak będzie najlepszy wynik od lat – powiedział WP podczas dorocznej konferencji MFW i Banku Światowego w USA.

Tymczasem w tabelce widać na czerwono)nie „rekordowo niski deficyt od lat”, ale 51 mld na minusie. To więcej niż odziedziczono w spadku po rządach PO w 2015 roku. Politycy PiS wykorzystali chwilę dobrych wiadomości, aby zagrzewać sympatyków.

– Czyli, krótko mówiąc, my też w tym kierunku musimy iść, musimy iść w stronę zrównoważonego budżetu, albo nawet z nadwyżką budżetu. To jest w interesie nas wszystkich, w interesie wszystkich obywateli i musi to być brane pod uwagę – mówił na spotkaniu klubu Gazety Polskiej Jarosław Kaczyński.

Wtórowała mu premier Beata Szydło: – Nadwyżka budżetu to efekt mądrej i dobrej polityki gospodarczej i finansowej, dbałości o budżet państwa oraz walki z szarą strefą – padło na antenie telewizji Trwam.

Nie damy rady

Co zabawne pierwszym politykiem, który wygadał się, że finanse państwowe nie wyglądają tak różowo był Henryk Kowalczyk, szef Komitetu Stałego Rady Ministrów. Zrobił to tuż po spotkaniu z głodującymi lekarzami, czyli 19 października Przypomnijmy, że młodzi lekarze rezydenci domagają się, aby rząd wydawał na służbę zdrowia równowartość 6,8 proc. PKB. już w 2021 roku.

– Musimy patrzeć również na deficyt budżetowy, bo jeśli byśmy przekroczyli np. 3 proc. deficytu budżetowego, wpadamy w procedurę nadmiernego zadłużenia, spadają nam ratingi i np. obsługa długu zagranicznego rośnie wtedy o drugie tyle – komentował Kowalczyk, dodając w kolejnym zdaniu: – Za tym kryją się miliardy złotych i to jest odpowiedzialność za budżet. Nie może się to odbywać tak, że teraz, natychmiast, nie patrząc na odpowiedzialny budżet – tłumaczył. Brzmi dość zawile, jednak przyznał, że mimo dobrych wyników w budżecie, nie znajdzie się aż taka kwota, jakiej oczekują lekarze.

Ile dokładnie wynosi różnica? Według ostatnich danych GUS wartość całego polskiego PKB to 1858 miliardów. Oczekiwania lekarzy przedkładają się na 126 mld wydatków. Rząd zakłada, że 96 mld to wszystko na co go stać. Wynikałoby z tego, że kwota, która definitywnie rozsadza finanse obecnego rządu to około 30 miliardów złotych.

Dlatego Henryk Kowalczyk oraz minister zdrowia, Konstanty Radziwiłł ogłosili, że częściowe spełnienie postulatu młodych medyków nastąpi nie wcześniej niż w 2025 roku. Najlepsze jest to, że nikt nie zauważył, że jako aktualny sukces rządu przedstawili starą kalkulację – opracowaną jeszcze w 2016 roku.

WP.pl

Sąd nakazał Wyszkowskiemu przeprosić Wałęsę. „Zarzuty o współpracy z SB są wyjątkowo dotkliwe”

Zarzuty Krzysztofa Wyszkowskiego o współpracy Lecha Wałęsy z SB są wyjątkowo dotkliwe – uzasadniał we wtorek Sąd Okręgowy w Gdańsku nakazując Wyszkowskiemu przeproszenie Wałęsy za swoje wypowiedzi, że wygrał z b. prezydentem proces dot. pomówienia go o bycie „Bolkiem”.

Krzysztof Wyszkowski ma przeprosić b. prezydenta za to, że mówił w mediach, iż przed kilku laty wygrał z nim proces dotyczący oskarżenia o bycie tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie „Bolek”. Wtorkowy wyrok jest nieprawomocny. Na jego ogłoszeniu nie pojawiła się w sądzie żadna ze stron procesu.

– Bez wątpienia podanie przez pozwanego informacji o przegranej przez powoda procesu o Bolka stanowiło naruszenie dóbr osobistych powoda w postaci godności, czci, dobrego imienia, pozycji zawodowej i prestiżu- powiedziała w uzasadnieniu wyroku sędzia Magdalena El-Hagin.

Wyszkowski oburzony

– Orzeczenie Sądu Okręgowego zapadło w chwili, gdy decyduje się kształt polskiego sądownictwa: czy „będzie jak było”, czy też dokonana zostanie reforma. Wobec tego, ograniczę się do zadedykowania tego wyroku panu prezydentowi Andrzejowi Dudzie, jako materiał do przemyśleń na kolejne spotkanie z panem prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim – powiedział PAP.

Dodał, że jego zdaniem jest to „objaw pozostawania polskiego wymiaru sprawiedliwości w atmosferze z czasów generała Wojciecha Jaruzelskiego oraz prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego i Lecha Wałęsy”. – Myślę, że każdy człowiek – a chyba jednak większość Polaków o tym wie, że Lech Wałęsa był płatnym szpiclem Służby Bezpieczeństwa, donosił na swoich kolegów i brał za to pieniądze – musi przyjąć to orzeczenie sądu ze zdziwieniem – ocenił.

Sprawa Wałęsa kontra Wyszkowski

Sprawa dotyczy prawomocnego wyroku Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z marca 2011 r., nakazującego b. działaczowi Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża przeproszenie byłego prezydenta za wypowiedź w telewizji 16 listopada 2005 r., w której nazwał byłego przywódcę Solidarności tajnym współpracownikiem SB. Wyszkowski nie wykonał tego wyroku; w tej sytuacji Wałęsa skorzystał z tzw. zastępczego wykonania przeprosin i opublikował je 19 listopada 2012 r. w TVN na swój koszt. We wrześniu 2013 r. Sąd Rejonowy w Sopocie oddalił powództwo Wałęsy przeciw Wyszkowskiemu o zapłatę 24 tys. zł tytułem zwrotu byłemu prezydentowi kosztów za emisję przeprosin. Dwa miesiące później były prezydent sam wycofał pozew – TVN zwrócił mu bowiem koszty ogłoszenia. Wniosku Wyszkowskiego o kasację wyroku z 2011 r. Sąd Najwyższy nie rozpatrzył.

Tymczasem – jak informował pełnomocnik Wałęsy – Wyszkowski od dłuższego czasu informował w wielu mediach, że wygrał ten proces sprzed sześciu lat.

Gdański sąd nakazał we wtorek Wyszkowskiemu zamieszczenie na głównych stronach internetowych kilku mediów m.in. Gazety Polskiej Codziennie, Radia Maryja, Telewizji Republika, Faktu, Frondy oraz wyszkowski.com.pl przez okres 3 miesięcy oświadczenia o następującej treści: „Ja Krzysztof Wyszkowski przepraszam pana prezydenta Lecha Wałęsę za rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji jakoby Lech Wałęsa przegrał proces sądowy dotyczący naruszenia jego dóbr osobistych wszczęty w związku z moimi nieprawdziwymi twierdzeniami o współpracy Lecha Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa i pobieraniu za to pieniędzy. Oświadczam, że Sąd Apelacyjny w Gdańsku prawomocnym wyrokiem z dnia 24 marca 2011 r. zobowiązał mnie do przeproszenia pana Lecha Wałęsy za naruszenie jego dóbr osobistych polegające na oświadczeniu, że Lech Wałęsa współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa i pobierał za to pieniądze”.

Jednocześnie sąd upoważnił powoda do zamieszczenia tych przeprosin na portalach informacyjnych (z wyjątkiem wyszkowski.com.pl ) na koszt Wyszkowskiego, gdyby ten nie wykonał wyroku. Sąd orzekł także, że pozwany ma usunąć tytuł publikacji „Po 9 latach Wałęsa ostatecznie przegrał proces o ‚Bolka'” ze swojej strony internetowej, zamieszczony 7 października 2014 r. Zasądził również od Wyszkowskiego 300 zł na pokrycie kosztów procesu.

dziennik.pl

Protest rezydentów: czym tak boleśnie ugodzili ego prezesa?

24.10.2017
wtorek

Na protesty ustrojowo-sądowe i na „czarny rotest” Drogi Przywódca odpowiedział nienawiścią. Pielęgniarki zlekceważył. Obrońców Puszczy Białowieskiej rozgania bojówkami. A rezydenci boleśnie użarli go w ego i ma z nimi kłopot.

Skąd wiem o obolałym ego nadprezesa? Oczywiście nie wiem (nieprzenikniony bowiem on jest jak mimika pani premier), ale mogę domniemywać na podstawie poszlak. Pojawiły się one w ową sobotę, gdy protestowano przed Kancelarią Rady Ministrów.

Jeszcze rankiem tamtego dnia przeczytałem niesłychaną wypowiedźSłońca Narodu: „Udział wydatków na służbę zdrowia w PKB, czyli tej ogólnej puli corocznych dochodów, tego wszystkiego, co odliczając koszty w Polsce, jest wytwarzane, to ciągle jest bardzo mało, to jest 4 proc. z kawałkiem. To ciągle rośnie, ale to rośnie dość wolno. Takie minimum minimorum, ale podkreślam minimum minimorum to jest 6 proc.”. Czyli najbardziej decyzyjna osoba w państwie poparła postulaty rezydentów!

Fakt, że później prezes dodał: „Do tego będziemy musieli rzeczywiście dojść, ale nie możemy tego robić pod wpływem nacisków grupy młodych ludzi”. Był to oczywisty, charakterystyczny dla autora wypowiedzi tzw. kop wyrównawczy, żeby gówniateria nie pomyślała sobie ani przez chwilę, że może poważnym ludziom narzucać tempo, w jakim ci będą realizowali swoje deklaracje. Bilans tej wypowiedzi był jednak zaskakujący. Dla żadnego z poprzednich dużych protestów Jarosław Kaczyński nie wyraził dotychczas takiego zrozumienia.

Wieczorem, już po proteście, wódz powiedział jednak (podaję za najbardziej wiarygodnym w tym przypadku źródłem, czyli tvp): „Jest przypuszczenie, że to od samego początku jest coś, co nie ma nic wspólnego ze służbą zdrowia, ale mam nadzieję, że tak nie jest”. Czyli stało się coś takiego, co kazało mu przejść od wyrażenia zrozumienia do agresywnej insynuacji. Co takiego? Tu właśnie zaczyna być ciekawie.

Rezydenci trafili prezesa wszystkich prezesów w czułe miejsce osobowości. Bolesny okazał się zapewne fakt, że przyjęli potencjalnie bardzo skuteczną strategię, odmienną od innych protestujących grup. Stali się przez to przeciwnikiem niespodziewanie wymagającym, a tego Drogi Przywódca znieść nie może. Co mogło sprawić mu taki ból?

1. Rezydenci wysłali do opinii publicznej jasny, prosty komunikat: żądają zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia. Dopiero w drugim planie przewija się postulat dotyczący ich pensji. Uniknęli błędu, który popełniły pielęgniarki z Centrum Zdrowia Dziecka – główny akcent ich postulatów spoczywał na wynagrodzeniach i niedopuszczalnych warunkach pracy, a kwestia bezpieczeństwa małych pacjentów gdzieś w tym wszystkim umykała obserwatorom spoza branży.

2. Rezydenci pokazują w swoich wystąpieniach, jak niedofinansowanie systemu i brak kadr przekładają się na konkretne ludzkie losy. To chyba największy ich sukces: zsynchronizowali ludzkie wkurzenie, o co w kwestiach zdrowia niełatwo. O ile bowiem np. dzieci idą do szkoły w jednym terminie i wściek rodziców może być w związku z tym synchroniczny, to choroba przychodzi do każdego w trochę innym momencie. Co więcej – osoba chorująca i jej bliscy nie mają wtedy z pewnością głowy do kwestii systemowych. Pozostają jednak po tym wszystkim wspomnienia, niekiedy traumatyczne.

Rezydenci i doświadczeni lekarze opowiadają o historiach pacjentów, którzy za długo czekali na jakieś procedury albo nie mogli jakichś świadczeń otrzymać. W ten sposób odwołują się również do ludzkiej pamięci. Powodują, że tamte niedobre wspomnienia u wielu osób wracają, ale już jako refleksja. Coraz więcej ludzi uświadamia sobie, że nie musiało być tak, jak było. Odczucia różnych osób – gniew, żal i chęć zmian – synchronizują się w czasie. Zwiększa się presja społeczna na dokonanie tych zmian, czyli przyzwolenie, jeżeli nie poparcie, dla protestujących. Takie historie pacjentów to potężna broń. Moim zdaniem zbyt mało używana przez rezydentów i te media, które rozumieją wagę problemu.

3. Rezydenci podkreślają, że walczą również o sens swojej pracy. To kolejny ważny punkt. Jeżeli bowiem zastanowimy się, co może sprawić, że chcemy wykonywać jakąś pracę, to odpowiedzi mogą być dwie: poczucie sensu, jaki ta praca daje, oraz dobre wynagrodzenie. Przy czym to drugie częściej może być kwestią do rozważania kompromisu niż to pierwsze.

W wypowiedziach rezydentów uderza frustracja. System nie pozwala im skutecznie leczyć. Nie wspiera efektywnego doskonalenia umiejętności, co w ostatecznym rozrachunku szkodzi pacjentom. Przeciążenie lekarzy nie tylko szkodzi ich zdrowiu, ale przede wszystkim zwiększa ryzyko suboptymalnego postępowania z pacjentami lub nawet błędów. Pytanie jest proste: skoro pracuję ponad siły i nie mogę pomagać ludziom, to po co mam jeść tę żabę? Po co narażać swoje zdrowie, a przede wszystkim swoje życie osobiste, czyli poczucie sensu życia? Może lepiej być lekarzem rodzinnym w brytyjskim NHS niż wysublimowanym specjalistą w Najjaśniejszej Rzeczypospolitej? Tę kwestię – sensu wykonywanej pracy – rozumie coraz więcej ludzi, bo mają podobne problemy.

4. Coraz bardziej powszechna staje się świadomość, że – przynajmniej w części – pieniądze w systemie ochrony zdrowia mogłyby być większe, gdyby nie przeznaczano ich tyle na cele z pewnością mniej istotne od ludzkiego zdrowia i życia. Przykładem mogą tu być ogromne fundusze na IPN czy TVPiS. Innym przykładem – finansowanie militarnych milicji ministra obrony. Chociaż w tym drugim przypadku rzecz nie jest już tak jednoznaczna. Formacje owe wpływają bowiem korzystnie na samopoczucie swojego szefa, więc efekt prozdrowotny jest. Tyle że w nieco zbyt małej skali społecznej. Nad tymi i innymi potencjalnymi źródłami zasilenia systemu ochrony zdrowia zastanawia się coraz więcej osób, a nadprezes takiego zastanawiania się bardzo nie lubi.

5. Postulaty zgłaszane przez rezydentów są identyczne z tymi, które obecny minister zdrowia zgłaszał tuż przed wygranymi przez Dobrą Zmianę wyborami. Niezręcznie więc by było, gdyby owa Zmiana potraktowała je teraz jako koncepcyjny śmieć.

6. Rezydenci, którzy początkowo wydawali się słabą, osamotnioną grupą, uzyskali nieoczekiwanie duże poparcie wszystkich liczących się środowisk i organizacji medycznych: Naczelnej Rady Lekarskiej, poprzez OZZL, Porozumienie Zielonogórskie, organizacji pielęgniarek, techników medycznych, ratowników medycznych i diagnostów. Nie ma oczywiście z protestującymi „Solidarności”, ale może to i lepiej, a wsparcie jest i tak potężne. Taka siła musi władzę niepokoić.

7. Rezydenci nie mogą w żaden sposób być propagandowo dyskredytowani jako rozwydrzone elity, bo wszyscy wiedzą, że są golcami na dorobku. Oczywiście, było kilka prób, przeprowadzonych przez słabszych mentalnie pracowników TVPiS, ale nawet część mediów i polityków z prawej strony zareagowała na nie oburzeniem. Czyli trudno rezydentów oczernić. To pozbawia Dobrą Zmianę jej ulubionego – obok insynuacji – oręża. To dla prezesa wszystkich prezesów oczywisty (że użyję jego ulubionego słowa) dyskomfort.

8. Rezydenci odcięli się od polityków i walki politycznej. Nie chcą zwalniać ministra Radziwiłła, bo nie na tym polega rozwiązanie problemu, który jest dla nich najważniejszy. Nie identyfikują się z partiami opozycji. Nie można ich zatem potraktować jako stronę lub przynajmniej narzędzie w walce politycznej (chociaż Jego Miłomściwość w swej bezsilności próbował).

Czy rezydenci odniosą sukces? Nie wiem, ale jestem przekonany, że od ostatnich wyborów żaden protest nie miał takich podstaw, by osiągnąć swój cel. Kluczem do zwycięstwa mogą być powtarzające się przekazy ilustrujące, jak obecne funkcjonowanie systemu opieki zdrowotnej może przełożyć się na losy poszczególnych pacjentów. Czyli wszystkich wyborców – teraz albo w przewidywalnej przyszłości.

 

lekarski.blog.polityka.pl

Śledztwo w sprawie działania na szkodę SKOK. Pod lupą prokuratury dziennikarze

W systemie SKOK zniknęły grube miliardy, a prokuratura – zamiast wziąć pod lupę skokowych bossów – zajęła się dziennikarzami, którzy ujawnili fatalną sytuację finansową kas. Takie śledztwo ruszyło w momencie, gdy prokuratorem generalnym został Zbigniew Ziobro, politycznie i personalnie powiązany ze SKOK-ami.
Za rządów Platformy postanowiono wziąć SKOK-i pod nadzór państwaFoto: Paweł Supernak / PAP
Za rządów Platformy postanowiono wziąć SKOK-i pod nadzór państwa
  • Prokuratura podjęła na nowo śledztwo z doniesienia SKOK, które przed wyborami zostało zakończone odmową wszczęcia
  • Na celowniku znaleźli się dziennikarze, którzy ujawnili audyty ilustrujące złą sytuację finansową SKOK
  • Twórcą SKOK jest senator PiS Grzegorz Bierecki. Dorobił się na tym milionów
  • Prokurator generalny Zbigniew Ziobro jest blisko związany z Biereckim, m.in. pomagał mu w kampanii wyborczej. W wydawanej przez SKOK-i „Gazecie Bankowej” pracowała żona Ziobry

Wezwanie na przesłuchanie wyglądało dziwnie. Policyjny Wydział do Walki z Przestępczością Gospodarczą i Korupcją? Raczej pomylili adresata. Ale wezwanie to wezwanie, na władzę nie poradzę. Chciałem nawet grzecznie, zgodnie z poleceniem, potwierdzić telefonicznie swe stawiennictwo. Bezskutecznie — poddałem się po kilkudziesięciu głuchych telefonach.

Pomyślałem, że zapewne do wydziału antykorupcyjnego i przekrętów gospodarczych ot tak się dodzwonić nie można. Potem okazało się, że powód jest jeszcze bardziej tajemniczy — gdy w centrum Warszawy popada deszcz, to telefony na komendzie nie działają.

 

„Trzepanie” dziennikarzy

Na przesłuchaniu długo przecierałem oczy ze zdumienia. Gdy pani policjantka otworzyła tom akt sprawy, zobaczyłem swoje teksty sprzed 4 lat, gdy w „Rzeczpospolitej” opisywałem audyty pokazujące fatalną kondycję finansową kas SKOK. W tej samej teczce teksty dziennikarzy z innych tytułów — „Dziennika Gazety Prawnej”, „Pulsu Biznesu”, „Gazety Wyborczej”, „Polityki”, „Newsweeka”. Część już po zeznaniach, część na liście do przesłuchania.

Wszyscyśmy trzepani na okoliczność swych tekstów dotyczących audytów SKOK — czyli wedle zapisu z akt „przestępstwo dot. ujawnienia informacji niejawnych na szkodę sektora SKOK-ów”. Pouczenie — art. 266 kodeksu karnego, do 2 lat odsiadki („Kto, wbrew przepisom ustawy lub przyjętemu na siebie zobowiązaniu, ujawnia lub wykorzystuje informację, z którą zapoznał się w związku z pełnioną funkcją, wykonywaną pracą, działalnością publiczną, społeczną, gospodarczą lub naukową, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”).

 

Tykająca bomba

Kilka słów wyjaśnienia. Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe powstały na początku lat 90., zazwyczaj przy zakładach pracy i parafiach, czasem spółdzielniach mieszkaniowych. Pożyczać miały mniejsze sumy pieniędzy uboższym, którzy nie mieli szans na kredyty w bankach. Od początku SKOK-i kojarzone były głównie z prawicą, bo pomagali im politycy prawicowych partii i działacze „Solidarności”, część zresztą pracowała dla SKOK. Ponieważ SKOK-i nie podlegały nadzorowi państwa, a działały na ryzykownym rynku, były jak tykająca bomba: nie było wiadomo, w jakiej są kondycji. Upadek kas, w których oszczędzało 2,5 mln ludzi, byłby katastrofą dla państwa. Dość powiedzieć, że w Amber Gold trzymało pieniądze niespełna 19 tys. osób.

Dlatego też za rządów Platformy postanowiono wziąć SKOK-i pod nadzór państwa. Na przełomie 2012 i 2013 r. weszli do nich zewnętrzni audytorzy, którzy przygotowali dla Komisji Nadzoru Finansowego raporty dotyczące sytuacji każdego z 55 SKOK-ów. To właśnie te raporty opisałem w „Rzeczpospolitej” na początku czerwca 2013 r.: „Obraz, który się z nich wyłania, nie jest zbyt optymistyczny. Nie najlepiej wygląda szczególnie polityka kredytowa SKOK-ów. O ile w bankach zagrożone kredyty dla ludności (a więc spłacane nieterminowo albo w ogóle) stanowiły we wrześniu 2012 r. około 8 proc. portfela kredytowego, to w SKOK-ach, do których danych dotarliśmy, wskaźnik ten dochodzi nawet do 47 proc. W [największym] SKOK Stefczyka na portfel kredytów wart 4,5 mld zł kredyty nieregularne stanowią prawie 22 proc.”.

Szał bossów

Skokowi bossowie, zwłaszcza ci ze Stefczyka, wpadli w szał. Skierowali doniesienie do prokuratury. Dotyczyło „podejmowania działań w prasie mającym na celu wywołanie niepokoju na rynku finansowym” – wówczas miał to być art. 212 kodeksu karnego, czyli do roku odsiadki („Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną (…) podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”).

Na pół roku przed wyborami, w kwietniu 2015 r., prokuratora odmówiła wszczęcia śledztwa.

I gdy wydawało się, że SKOK-i nie dopadną dziennikarzy opisujących audyty, doszło do zmiany władzy. Nowym szefem prokuratury został Zbigniew Ziobro, co przydało śledztwu nowej dynamiki.

Pod koniec czerwca 2017 r. wszczęto sprawę na nowo. — Analiza materiałów postępowania pierwotnie prowadzonego wykazała, że nie poddano analizie jeszcze jednego z wątków zawiadomienia, w związku z czym po zarejestrowaniu materiałów w tym zakresie wszczęto śledztwo — tłumaczy rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Łukasz Łapczyński.

A zatem jako pretekst wykorzystano inną kwalifikację, a więc i inny paragraf kodeksu karnego — nie pomówienie bossów SKOK poprzez ujawnienie audytów, tylko działanie na szkodę SKOK poprzez ujawnienie audytów. Dalej prokurator Łapczyński: — Postępowanie zostało zarejestrowane z urzędu na podstawie notatki prokuratora, w oparciu o treść fragmentu zawiadomienia ze sprawy zakończonej w kwietniu 2015 r. Analiza zawiadomienia wykazała konieczność dokonania analizy jeszcze jednego z wątków, w związku z czym wszczęto śledztwo. Dotyczy ono ujawnienia treści audytów otwarcia prowadzonych w SKOK.

onet.pl

Dowcipny opis sylwetki Szydło.

Szydło zapowiada trzęsienie w rządzie. Kto może stracić stanowisko? [GIEŁDA NAZWISK]

mk, 24.10.2017

Beata Szydło w trakcie posiedzenia rządu

Beata Szydło w trakcie posiedzenia rządu (Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta)

Za kilkanaście dni poznamy nazwiska ministrów, którzy będą musieli odejść z rządu. W mediach spekuluje się m.in. o dymisji Andrzeja Adamczyka, Anny Streżyńskiej i Witolda Waszczykowskiego.

Premier Beata Szydło w programie „Jeden na Jeden” w TVN24 zapowiedziała, że wkrótce dojdzie do rekonstrukcji rządu.

– Ta decyzja została podjęta. Będą zmiany w rządzie. Omawiam te zmiany z prezesem Jarosławem Kaczyńskim, co jest rzeczą naturalną, takie decyzje zapadają w gremiach partyjnych. Te zmiany nastąpią, w ciągu najbliższych kilkunastu dni poinformuję państwa o decyzjach, które podjęłam – wyjaśniła Szydło. CZYTAJ WIĘCEJ>>>

Premier zaapelowała o to, by nie spekulować na temat dymisji, jednak w mediach od tygodni pojawiają się nazwiska tych, którzy mogą stracić posady.

Według doniesień dziennika „Fakt”, tekę ministra infrastruktury straci Andrzej Adamczyk, a jego resort ma zostać „wchłonięty” przez Ministerstwo Rozwoju. Jak kilka dni temu informował Onet.pl, Andrzej Adamczyk ma być w konflikcie z wicepremierem Mateuszem Morawieckim, który zarzuca Adamczykowi nieumiejętne wykorzystywanie funduszy unijnych i „tolerowanie kolesiostwa” w państwowych spółkach.

Streżyńska i Waszczykowski odejdą?

Odwołana może zostać również minister cyfryzacji Anna Streżyńska. Obowiązki resortu miałyby zostać podzielone między KPRM, MSWiA, MON i Ministerstwo Rozwoju. Na niekorzyść Streżyńskiej miałyby przemawiać m.in. zła kondycja finansowa resortu i krytyczne wypowiedzi Streżyńskiej dotyczące innych ministrów z rządu Beaty Szydło.

Z rządu miałby odejść również wymieniany na giełdzie od dawna minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski.”Negatywnie na opinię o ministrze Witoldzie Waszczykowskim wpłynęła w ostatnich tygodniach między innymi sprawa ambasadora przy UE Jarosława Starzyka, powołanego przez ministra w ubiegłym roku. Starzyk złożył rezygnację, gdy okazało się, że jego nazwisko pojawia się w dokumentach zbioru zastrzeżonego IPN” – pisał w „Rzeczpospolitej” Michał Kolanko.

Na liście osób, które mogą zostać zdymisjonowane, znaleźli się również minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel i minister energii Krzysztof Tchórzewski.

gazeta.pl

Kuczyński znów to samo: „Jeśli PiS zagrozi utrata władzy w roku 2019, zrobią wszystko, żeby wyborów nie było”

autor: fot.tvp.info
autor: fot.tvp.info

CZYTAJ RÓWNIEŻ:Kuczyński w szale! „Część sukcesu AfD, siły groźnej dla Polski, to robota Kaczyńskiego, jego zbrodniczej polityki szczucia na Niemcy”

Waldemar Kuczyński jest kolejną osobą związaną z totalną opozycją, która chce wykorzystać ludzką tragedię dla politycznych korzyści i jazgotu.

Ten człowiek, jak wiadomo, ma problemy z depresją, sam to przyznał. Natomiast jego tekst jest niezmiernie trzeźwym, spokojnym wypunktowaniem tych wszystkich koszmarnych rzeczy, które PiS i Kaczyński robią z Polską. On dał w sposób skrajny, ekstremalny wyraz nastrojów, które narastają w dużej części przeciwników obecnej władzy.

– stwierdził w radiu TOK.FM Waldemar Kuczyński.

Czy rzeczywiście większość przeciwników obecnej władzy, tak radykalnie, chce wyrażać swoje polityczne emocje? Tego nie wiadomo, ale na pytanie jak oceniłby dramatyczny akt mężczyzny, który podpalił się pod Pałacem Kultury, ale w czasach rządów PO – PSL, Kuczyński popisał się prawdziwą hipokryzją.

Powiedziałbym, że to jest problem do refleksji, nad którym trzeba się zastanowić. Sytuacja rządów PO i dzisiaj jest fundamentalnie inna. Dzisiaj mamy kurs prowadzący Polskę w perspektywie do jednoosobowej władzy Jarosława Kaczyńskiego, która nie będzie ograniczona żadnym prawem – jestem pewien, że także czasem trwania.

– mówił zdenerwowany Kuczyński.

CZYTAJ TAKŻE:Osobliwa pamięć… Kuczyński w rocznicę mordu ks. Jerzego Popiełuszki: „Kościół rozumiał racje władz. Ksiądz był problemem”

Kuczyński szybko połączył z tą tragedią kolejny wątek, o którym często opowiada w mediach. Chodzi o rzekomo zagrożone wybory parlamentarne w 2019 roku.

Myśmy się tu zakładali jakiś czas temu, czy będą w Polsce wybory o czasie? Jeśli PiS zagrozi utrata władzy w roku 2019, zrobią wszystko, żeby wyborów nie było.

– „zapewniał” Waldemar Kuczyński,.

Porażająca jest ta hipokryzja oszalałego z nienawiści komentatora radia z Czerskiej. Jeszcze gorsze są kłamstwa, sugerujące, że Prawo i Sprawiedliwość chce zamachu na polską demokrację i wybory. Ale do takich stwierdzeń Waldemara Kuczyńskiego zdążyliśmy się już przyzwyczaić.

wpolityce.pl

%d blogerów lubi to: