Diabelska alternatywa Kaczyńskiego

Piątkowe przemówienie Jarosława Kaczyńskiego w Jachrance w ogóle nie było oryginalne, prezes powtarzał swoje banały – by nie rzec banialuki – ale wskazuje, jaką drogą powiedzie swoje owieczki przez następny rok do wyborów parlamentarnych, acz te do PE nie są dla niego ważne, niemniej mogą pociągnąć za sobą konsekwencje topielca znajdującego się w wirze wodnym, który może wciągnąć i PiS zatopić.

Przemowę swoją prezes zbudował na najprostszym schemacie narracyjnym: my – oni. Zauważmy – nie było to: my i Polska, my i Unia Europejska, bądź my i przyszłość, ale stosunek „naszego” pisowskiego posiadania do onych. Jest to podstawa myślenie feudalnego, w którym pan decyduje, co jest dobre i co jego podwładnym (suwerenowi) się należy. Ponadto prymitywizm tej narracji polega na tym, że „my” pisowcy jesteśmy zawsze lepsi. Dante tak zbudował „Komedię boską”: my z piekła rodem (w tym wypadku kler) jesteśmy dla was dobrem – i wraz z nami wylądujecie na dnie, w którymś z kręgów piekieł. Uczulam na to, bo mamy do czynienia z formacją polityczną, która prowadzi nasz kraj do katastrofy. Kaczyński nie musi być tego świadomy, bo to człowiek ograniczony.

Prezes zrezygnował z repolonizacji mediów, co mu skutecznie wybiła z głowy ambasador USA Georgette Mosbacher. I za to należy jej się wielkie dzięki, gdyż wolne i niezależne media nie pozwolą PiS-owi na ukrywanie swoich afer, a te są podstawą rządzenia feudalnego. Takiego skutku nie odniosłyby żadne instytucje unijne, bo z nimi PiS niespecjalnie się liczy.

W dalszym ciągu będziemy mieli do czynienia z przykrywaniem afery Komisji Nadzoru Finansowego, która musi pogrążyć PiS, bowiem wszelkie działania maskujące prowadzą do odkrywania kolejnych kręgów korupcji, upartyjnienia państwa. Znowu mamy do czynienia z narracją dantejską. Jakikolwiek skrawek opowieści się odsloni, pokazuje piekło PiS.

Kaczyński skupił się na onych z Platformy Obywatelskiej, politykom partii Grzegorza Schetyny zostanie sporządzone piekło, czasami przy pomocy innych podmiotów opozycyjnych, które mogą być nieodporne na manipulacje prezesa. I znowu możemy mówić o szczęściu, bo rdzeń sądownictwa zachował niezależność i nie pójdzie na żaden dyktat bezprawia.

Kaczyński będzie sie pienił, tak samo jak desygnowany przez niego amoralny premier Mateusz Morawiecki. Zdani są więc na bicie głową w mur. Raczej go nie przebiją, najwyżej głowy sobie rozbiją, nie ucierpi na tym rozum, bo go za wiele nie mają.

Na powyższych polach PiS jest na przegranych pozycjach, może nadrobić tylko w  sferze socjalnej, fundując prezenty grupom społecznym, ale i to nie będzie możliwe do zaspokojenia, bo nierządzenie – po raz pierwszy mamy partię u władzy, która nie rządzi, tylko rozdaje – przyniesie efekty (o czym przekonali się komuniści) w drożyżnie, a ta musi być konsekwencją podniesienie ceny energii. Nawet gdyby budżet rekompensował podwyżkę indywidualnym odbiorcom prądu, to nie jest w stanie tego samego zrekomensował przedsiębiorcom, a ci z kolei – by nie zbankrutować – podniosą ceny za produkty i usługi. PiS może tę drożyznę przesunąć na czas po wyborach, wątpię jednak by tak długo udawało im się odwlec.

Politycy PiS nie należą do żadnych orłów, to drób rzędu nielotów, ale i oni wyczuwali pismo nosem podczas przemówienia prezesa – swąd porażki piekielnej krażył nad nimi jak swego czasu widmo komunizmu. Joachim Brudziński nawet przyznał się, że dobra zmiana uczyniła z niego potencjalną skwarę, którą zostanie po porażce.

Porażka PiS jest w rękach opozycji, oby nie popełniała błędów, nie rozdrabniała się i nie formułowała programu na prymitywnej dychotomii – my i oni. Prezesa przemówienie w Jachrance należy do narracji diabelskiej alternatywy, co by nie zrobił, czego by nie zmanipulował, zawsze wyjdzie mu diabelski ogon. I tak jest zwykle z ludźmi, którzy nie mają predyspozycji do rządzenia, ale mają ambicje i wizje. Kończą w piekle niemocy, w imposybilizmie, który to termin prezes niespecjalnie rozumiał, gdy kiedyś go nadużywał. A teraz go dopadł.

 

Jachranka, 07.12.2018

LIVE

Stosowane są różne socjotechniki. Jedna z nich, wyjątkowo groźna i szczególnie intensywnie stosowana – to jest próba sprowadzenia naszej koalicji, formacji politycznej i naszych przeciwników na tę samą płaszczyznę. „Być może oni są źli, być może popełniali różnego rodzaju złe czyny, ale nasza strona jest taka sama”. Mówiąc w skrócie: Prawo i Sprawiedliwość i Platforma Obywatelska to takie same partie. Otóż to musimy z całą mocą odrzucić, bo to jest być może najgroźniejszy rodzaj socjotechniki, który jest w tej chwili stosowany” – mówił w Jachrance prezes PiS, Jarosław Kaczyński. 

PJK: PiS, nasi sojusznicy są gwarancją tego, że w Polsce praworządność będzie przestrzegana

– My wiem, że Polacy chcą praworządności, że dla bardzo wielu Polaków, ta sprawa, chociaż często fałszywie, pod niewłaściwym adresem podnoszona, jest ważna. Chciałem zapewnić, że Prawo i Sprawiedliwość, nasi sojusznicy są gwarancją tego, że w Polsce ta praworządność będzie przestrzegana, że wszelkie reformy, także reforma sądownictwa, są właśnie po to  – mówił Jarosław Kaczyński w Jachrance podczas posiedzenia wyjazdowego klubu PiS.

PJK: Jeśli ktoś w Polsce łamał prawo, łamał Konstytucję, to łamali je nasi polityczni przeciwnicy

– Nie mamy się czego wstydzić. Nie my strzelaliśmy do górników. Nie my atakowaliśmy wiele, także legalnych demonstracji. Nie my otaczaliśmy ludzie, w tym małe dzieci. Dzieci w wózkach i bez żadnej podstawy prawnej trzymaliśmy je przez długi czas, a to się w Warszawie zdarzało. Dlatego jeśli ktoś w Polsce łamał prawo, łamał Konstytucję, to łamali je nasi polityczni przeciwnicy – mówił Jarosław Kaczyński w Jachrance podczas posiedzenia wyjazdowego klubu PiS.

PJK: To być może najgroźniejszy typ dyskursu, który jest wobec nas stosowany. Walczyliśmy z aferami i będziemy walczyć z aferami

– Można powiedzieć, że afery to był bardzo istotny element władzy, która była przez 8 lat pełniona przez koalicję PO-PSL. I ta różnica też musi być społeczeństwu znana. Bo to różnica zupełnie zasadnicza, gigantyczna. My z aferami walczymy, a jeżeli się zdarzają, to w żadnym razie ich nie lekceważąc, bo każda, nawet najmniejsza jest skandalem, na który trzeba reagować, to ich wymiar pewnie nie jest nawet promil tego, co te afery, o których mówię. To też określa tę zasadniczą różnicę między naszymi formacjami i całkowity brak podstaw do tego, by je zestawiać, mówić: oni i wy jesteście tacy sami. To być może najgroźniejszy typ dyskursu, który jest wobec nas stosowany. To utożsamianie. Walczyliśmy z aferami i będziemy walczyć z aferami. Dotrzymaliśmy słowa – stwierdził Jarosław Kaczyński w takcie klubu PiS w Jachrance.

– Państwo nie jest dzisiaj silne wobec słabych, a słabe wobec silnych. I tak pozostanie, jeśli my będziemy u władzy – dodał prezes PiS.

„Jest kwestia odpowiedzialności”. PJK o aferze VAT i możliwym udziale Tuska

– Z tych zeznań wynika [Elżbiety Chojny-Duch], że ta gigantyczna i to nie w skali polskiej, tylko międzynarodowej, światowej afera, ona byłaby ogromna także w USA, to 60 czy 70 mld dolarów, że ta afera, a w każdym razie wiele na to wskazuje, to nie była afera rozproszona, w jakiejś mierze tolerowana przez rząd. To była po prostu afera tego rządu. Jest kwestia odpowiedzialności przedstawicieli tego rządu i jego szefa, także odpowiedzialności, także w świetle prawa karnego. Powtarzam: to afera, która gdyby zdarzyła się na największym rynku świata, czyli w USA, to też byłaby uważana za ogromną. To suma niewiele ustępująca tym 300 mld zł, które zdobywał dla Polski w ciężkich bojach i przy wsparciu różnego rodzaju środków propagandowych i pozornie zdobył Donald Tusk. To prawie tyle samo pieniędzy, tylko z VAT – stwierdził Jarosław Kaczyński w takcie klubu PiS w Jachrance. Jak dodał:

„W drugiej aferze, jak wiemy od niedawna, przynajmniej niektórzy mówią o jakimś przynajmniej pośrednim udziale także obecnego przewodniczący Rady Europejskiej. Środki masowego przekazu pokazywały czy przekazywały tego rodzaju informacje, taśmy z nagraniami. Niczego nie mogę tutaj rozstrzygać, od tego jest wymiar sprawiedliwości, ale o tym też warto wiedzieć, wspominać, bo ciągle duża część naszego społeczeństwa jest od tego rodzaju informacji odcięta  ALe poza tym mamy aferę hazardową, informatyczną, gazową, prywatyzacyjna. Innego rodzaju afery, jak np. fakt że szefem najważniejszej instytucji kontrolnej w Polsce jest osoba, która w gruncie rzeczy powinna mieć postawione zarzuty i nikt jej do dymisji nie zmuszał. Przypomnę wydarzenia z ostatnich tygodni, jak szybko ten pan, który dzisiaj jest prezentowany tylko pierwsza literą nazwiska, mimo że też miał kadencję, musiał ustąpić. To znów tamta różnica, o której mówiłem, ale też różnica skali”

Kaczyński: W Polsce trwa spór i spór jest rzeczą normalną. Tyle tylko, że w naszej Ojczyźnie jedna strona tego sporu, czyli my, uznaje reguły demokracji i praworządności, a druga strona tych reguł po prostu nie uznaje

To, co jest po drodze, co jest warunkiem tego, żeby ten proces, który rozpoczęliśmy i to rozpoczęliśmy energicznie i skutecznie, trwał, jest zwycięstwo wyborcze. Zwycięstwo Zjednoczonej Prawicy: Prawa i Sprawiedliwości i naszych sojuszników. To jest zadanie trudne w każdym kraju demokratycznym. W każdym kraju demokratycznym trudno jest uzyskać bezwzględną większość jednej liście wyborczej. To się dzisiaj niewielu udaje” – mówił w Jachrance prezes PiS, Jarosław Kaczyński. 

Ale ten cel jest szczególnie trudny u nas, tutaj w Polsce. Dlaczego? Gdzie tkwi istota tej trudności? W Polsce trwa spór i spór jest rzeczą normalną. Nie ma demokracji bez sporów. Tyle tylko, że w naszej Ojczyźnie jedna strona tego sporu, czyli my, uznajemy reguły demokracji i praworządności, a druga strona tych reguł po prostu nie uznaje. Dlaczego może nie uznawać? Dlatego że ma poparcie większości mediów i dlatego że ma poparcie pewnych czynników zagraniczych. Dlaczego może kłamać, kłamać i jeszcze raz kłamać, może bić rekordy hipokryzji, zmieniać znaczenia słów, może stosować dwie miary, może w końcu zapowiadać, że po ewentualnym zdobyciu władzy odrzuci wszelkie reguły praworządności, wszelkie gwarancje konstytucyjne? W Polsce – wedle tej strony – prawo ma rządzić tylko jeden obóz polityczny. Jeżeli jest w opozycji, przegrał wybory, to nie ma żadnych ograniczeń dla jego działania, a gdyby tę władzę odzyskał, to może ją zabezpieczyć też wszelkimi metodami, także takimi, które z demokracją, praworządnością nie mają nic wspólnego. To jest mówione wprost przez wielu politycznych przedstawicielu tego obozu, ale także tych, którzy ten obóz wspierają” – dodawał.

Kaczyński: Potrzebna jest własna waluta. To dziś bardzo istotny warunek. Potrzebna jest także nasza podmiotowa przynależność do Unii Europejskiej

Potrzebne jest sprawne państwo, sprawne instytucje. To dzisiaj przyznają nawet najbardziej zaciekli liberałowie. Potrzebna jest dynamiczna grupa przedsiębiorców, zarówno prywatnych, jak i tych, którzy kierują jednostkami państwowymi. Potrzebne są solidarne, oparte na zasadach sprawiedliwości stosunki między pracodawcami a pracownikami. Potrzebna jest skuteczna walka z patologią, polityka antykryzysowa, która potrafi w możliwym zakresie regulować cykle koniunkturalne. Potrzebna jest własna waluta. To dziś bardzo istotny warunek. Potrzebna jest także, i to chcę mocno podkreślić, nasza przynależność do Unii Europejskiej, podmiotowa przynależność do Unii Europejskiej” – mówił w Jachrance prezes PiS, Jarosław Kaczyński. 

300polityka.pl

‚Ważne wystąpienie’ Jarosława Kaczyńskiego na posiedzeniu klubu PiS [NA ŻYWO]

wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/

Całe przemówienie było o tym, że PO jest gorsze, niż PiS. Że prawdziwe afery to nie PiS, a PO. Kaczyński przypomniał aferę VAT, aferę hazardową, aferę Amber Gold i OLT. Zaatakował też osobiście Donalda Tuska, który „przynajmniej pośrednio” odpowiada za dwie ostatnie afery i powinno się mu postawić zarzuty. Jakie konkretnie, w swoim zwyczaju Kaczyński nie powiedział, procesowo ryzykowną insynuację zabezpieczył za to wygodnym sformułowaniem „ja nie jestem od rozstrzygania, od tego jest wymiar sprawiedliwości”.

To oni!

Także łamanie konstytucji ma być zdaniem Kaczyńskiego winą przede wszystkim PO. Prezes PiS przedstawił cały szereg zarzutów wobec Platformy w tym zakresie. Od wybory sędziów do Trybunału Konstytucyjnego pod koniec kadencji poprzedniego Sejmu, przez wejście służb do redakcji „Wprost” po „strzelanie do górników”.

Komunikat szefa PiS daje się sprowadzić do przekazu: nawet jeśli u nas zdarzają się afery, to u nich one były jeszcze większe. U nas to, co złe wynika ze statystyki – w każdej dużej grupie osób znajdą się przecież niestety jednostki niegodne – u nich z samej ich niegodziwej, moralnie zepsutej istoty. My czarne owce od razu usuwamy z naszych szeregów, oni robią ze swoich męczenników i bohaterów. Krótko mówiąc, w momencie, gdy cała Polska żyje aferą KNF, prezes odwraca uwagę i krzyczy to nie my, to oni, to oni, to oni!

Nieudolna próba przykrycia

Ktoś uwierzy w to co mówił Kaczyński? Wszyscy znamy te zarzuty wobec PO i Tuska, wielokrotnie padały one z ust polityków PiS i na łamach sprzyjających im mediów. Tych, którzy nie są do nich przekonani, piątkowe wystąpienie Kaczyńskiego raczej nie przekona. Aktyw partii – polityczny, medialny i trollersko-internetowy – otrzymuje za to przekaz dnia do powtarzania na następne kilka tygodni.

Pytanie tylko, czy powtarzanie takiego przekazu pomoże Nowogrodzkiej? Może być wręcz przeciwnie. Zamiast przykryć aferę KNF atakiem na Platformę, wystąpienie Kaczyńskiego w piątek może zamiast tego rozdmuchać plotki, że partia rządząca boi się, co przy okazji afery wyjdzie jeszcze na światło dzienne i widocznych w wewnętrznych sondażach spadków poparcia dla Nowogrodzkiej.

W piątek Kaczyński nie sprawiał bowiem wrażenia polityka, który panuje nad przekazem i sytuacją. Nie przedstawił się jako charyzmatyczny lider, równie bezczelnie cyniczne, co sprawnie odwracający kota ogonem i rozgrywający kryzys na własną korzyść. Jego atak na PO był tyleż brzydki i nieuczciwy, co desperacki. Lider PiS zachowywał się jak bokser, który przegrywa na punkty, nie potrafi zadać decydującego ciosu i w rozpaczy zaczyna gryźć przeciwnika.

Zaprezentował się też w piątek wieczorem jako polityk oderwany od problemów, jakimi żyją Polski i Polacy. Jego wystąpienie miałoby może jakiś sens w 2015 roku, gdy PiS przejmowało władzę i wypadało dokonać bilansu rządów poprzedników. Od tego czasu minęły już jednak ponad trzy lata. Mamy naprawdę zupełnie inne problemy, niż osiem lat rządów Platformy. Wiele z nich wynika z polityki PiS. Ciągle nie wiadomo na przykład, jakim szokiem dla gospodarki będą ceny elektryczności w 2019 roku. Nie jest jasne, jaki pomysł ma rząd, by ceny elektryczności nie zdusiły małych i średnich firm i budżetów uboższych gospodarstw domowych. W tych warunkach insynuacje wobec Tuska naprawdę mało kogo interesują.

Jeśli ten atak na PO miał powstrzymać widoczne w wewnętrznych sondażach spadki poparcia, to może nie zadziałać. PiS – i każda inna partia – która nie ma do zaoferowania nic, poza wiecznym rozliczaniem tego, co polityczni konkurenci robili 7 lat temu nie zasługuje, by utrzymać się przy władzy.

Polityka to nie wzajemne wsadzanie się do więzień

Piątkowe wystąpienie Kaczyńskiego było także pokazem typowej dla PiS próby kryminalizacji i całkowitej delegitymizacji politycznej opozycji. To bardzo niebezpieczny język, właściwy dla państw autorytarnych, opinia publiczna powinna być dla niego szczególnie wyczulona. Demokracja potrzebuje sporu, ten jednak potrzebuje pewnych ram, poza którymi zmienia się w totalną wojnę na wyniszczenie, destrukcyjną dla całej wspólnoty.

Demokratyczna polityka nie polega na licytowaniu się kto kogo bardziej wsadzi do więzienia po wygraniu wyborów. Taka polityka charakteryzuje państwa upadłe, nie dobrze urządzone demokracje. Radykalnie rozmija się też z realnymi potrzebami obywateli. W 2015 PiS wygrał mając do powiedzenia coś znacznie więcej niż „wina Tuska!”. Dzisiejsze wystąpienie prezesa wzmocni przypuszczenia, że 2019 może mieć niewiele więcej poza tym przekazem, atrakcyjnym tylko dla niewielkiej części ich elektoratu.

newsweek.pl

Spotkanie klubu PiS w Jachrance. Jarosław Kaczyński odracza budowę IV RP [ANALIZA]

Jacek Gądek, 07.12.2018

Tydzień temu premier Mateusz Morawiecki zarysował wizję małej stabilizacji. Teraz Jarosław Kaczyński mówi w istocie: na rok wstrzymujemy budowę IV RP. Ale prezes PiS przestrzega jednocześnie, że mimo spodziewanego uspokojenia nie można zapominać o – w jego ocenie – wręcz barbarzyńskich rządach PO-PSL.

Jarosław Kaczyński zaczął swoje wystąpienie na spotkaniu klubu PiS od diagnozy, że Polacy mają teraz wielkie oczekiwania i aspiracje – chcą żyć w takim dobrobycie i stabilności jak zasobny Zachód. Samo PiS swoją retoryką i programami społecznymi rozbudza te oczekiwania, ale sprzyjają im też bardzo dobre wyniki polskiej gospodarki.

Uniknąć powtórki z historii

Analogia do roku 2007 jest tu uderzająca. Przed 11 laty gospodarka również pędziła, a mimo to PiS przegrało wówczas wybory i straciło władzę.

Teraz wzrost PKB Polski jest rekordowy wśród państw Unii Europejskiej, a PiS za rok stanie do wyborów parlamentarnych (jesienią 2019 r.). Stawką tych wyborów będzie ugruntowanie dokonanych już zmian, ale przede wszystkim możliwość kontynuowania budowy IV RP – nawet jeśli prezes PiS broni się przed tym określeniem.

Przemówienie premiera Mateusza Morawieckiego sprzed tygodnia i dzisiejsza mowa Jarosława Kaczyńskiego są cezurą: od teraz celem jest przede wszystkim wygrać wybory 2019 r., a nie ordynować kolejne reformy. Bo wygrana PiS za rok oznacza ugruntowanie „dobrej zmiany”, a przegrana jej zaoranie. Dla Jarosława Kaczyńskiego to albo zapisać się trwale w historii państwa, albo zostać wyrzuconym na śmietnik historii. To być albo nie być.

Nienazwana IV RP

Tu nieco historii. Pół roku po przejęciu władzy w 2015 r. Jarosław Kaczyński na Impact’2016 mówił tak: – IV Rzeczpospolita, którą dzisiaj budujemy, to państwo suwerenne wobec innych państw i podmiotów międzynarodowych i gospodarczych.

Wówczas w pierwszym rzędzie siedział – wtedy tylko wicepremier – Mateusz Morawiecki. J. Kaczyński patrząc na niego mówił o „przedsięwzięciu, które jest w centrum całego wielkiego planu IV RP”. – To przedsięwzięcie ma nazwisko i tak się składa, że człowiek noszący to nazwisko, siedzi tutaj naprzeciw mnie. To Mateusz Morawiecki – podkreślał.

Dziś ten sam Morawiecki jest premierem i ma zagwarantować PiS-owi możliwość kontynuowania budowy IV RP po kolejnych wyborach parlamentarnych. Ale aby ten master plan nie spalił, potrzebne jest odroczenie PiS-owskiej rewolucji.

Rozbrajanie miny Polexitu

W ostatnich tygodniach opozycja szermowała narracją o Polexicie. PiS stara się więc rozbroić narrację o lunatycznym wyprowadzaniu Polski przez PiS z Unii Europejskiej. J. Kaczyński idzie tą utartą już ścieżką i dziś.

Jak podkreślił prezes, potrzebna jest „podmiotowa przynależność do UE” – bo Polacy Unię kochają. Ale zastrzegł, że należy pozostać przy polskiej, a nie przyjmować unijną walutę – bo Polacy boją się euro. PiS stara się jednocześnie przejąć unijny sztandar suflując, że oto PiS zapewni Polakom unijny dobrobyt i stabilność. Nijak ma się to do narracji aparatu propagandowego PiS z TVP na czele, jak to nad Wisłą jest bezpiecznie (choćby na tle Francji) i bogato (w porównaniu choćby do Hiszpanii).

AntyPO

W swojej mowie Jarosław Kaczyński nie użył tego określenia, ale de facto uznał, że to współczesny „panświnizm” jest – to już jego słowa – „wyjątkowo groźną i szczególnie intensywnie stosowaną socjotechniką” przez opozycję.

„Panświnizm” czyli przekonanie, że oto każda władza tak samo kradnie. Prezes PiS podjął więc próbę obalenia takiej tezy. – My z aferami walczymy, a jeśli się zdarzają, ich wymiar to pewnie nie jest nawet promil afer [PO-PSL] – podkreślał. I – co warte odnotowania – uderzył w Donalda Tuska przypisując mu uwikłanie w aferę Amber Gold/OLT Express.

Tak żarliwe odgrzewanie przez J. Kaczyńskiego przekazu o „liberałach-aferałach” świadczy dobitnie, że rozlewająca się afera KNF została uznana na Nowogrodzkiej za groźną. – Afery to istotny element władzy PO-PSL – odbijał piłeczkę więc prezes. I zarysował nienową zresztą narrację o błyskawicznej reakcji państwa PiS na afery, co ma różnić PiS od „aferałów”. – My reagujemy twardo, zasadniczo – zaznaczył prezes, wskazując, że aferzyści trafiają teraz do aresztów, podczas gdy – mówił – na opozycji „wszyscy są niewinni”.

gazeta.pl

Kim jest następczyni Angeli Merkel?

Annegret Kramp-Karrenbauer od dziś jest następczynią Angeli Merkel na stanowisku największej niemieckiej partii. Pokonała w drugiej turze Friedricha Merza stosunkiem głosów 517 do 482 i Jensa Spahna, który w pierwszej turze dostał tylko 157 głosów. Tym samym poznaliśmy też nową panią kanclerz, która zastąpi Angele Merkel, jeśli CDU wygra kolejne wybory. Co to oznacza dla Polski?
Annegret Kramp-KarrenbauerFoto: FOCKE STRANGMANN / PAP
Annegret Kramp-Karrenbauer
  • Na 31 kongresie CDU w Hamburgu ze stanowiskiem przewodniczącej po osiemnastu latach sprawowania władzy pożegnała się Angela Merkel. Pozostanie jednak jeszcze przez trzy lata kanclerzem Niemiec
  • Jej następczynią zostanie Annegret Kramp-Karrenbauer, która w pierwszej rundzie pokonała Jesna Spahna a w drugiej Friedricha Merza
  • Annegret Kramp-Karrenbauer oznacza kontynuację w niemieckiej polityce, ale niekoniecznie w stosunku do Polski. W odróżnieniu od Angeli Merkel nowa szefowa CDU nie ma żadnych związków ze swoim wschodnim sąsiadem

To pierwszy raz od 1971 roku, gdy o stanowisko szefa CDU ubiegała się więcej niż jedna osoba. Choć od początku jako faworytkę typowano AKK (tak Niemcy skracają Annegret Kramp-Karrenbauer), dotychczasową sekretarz generalną, to nie sposób było wykluczyć zwycięstwa Friedricha Merza, który wracał do polityki po dekadzie nieobecności jako człowiek sukcesu gospodarczego. A to Niemcy wyjątkowo cenią.

Nie lubią jednak zbyt bogatych ludzi u władzy, szczególnie jeśli dorobili się fortuny (i dwóch samolotów w przypadku Merza) na kapitale spekulacyjnym (Merz doradzał największemu funduszowi inwestycyjnemu na świecie Blackrock). Sondaże dawały więc Merzowi około 30 procent obok 45 proc. dla AKK i 15 dla Jensa Spahna, obecnego ministra zdrowia i najostrzejszego krytyka polityki uchodźczej Angeli Merkel.

POLECAMY: Annegret Kramp-Karrenbauer wygrała wybory na szefa CDU

AKK symbolizowała kontynuację, Merz zmianę, a Jens Spahn przyszłość. Właśnie fakt, że AKK była tak podobna do Merkel (nazywano ją miniMerkel lub kopią Merkel), był jej największą zaletą i wadą jednocześnie. Niemcy do dziś nie mogą się zdecydować w sprawie Angeli. Niby im się znudziła, chcą zmiany i stale coś im się nie podoba (przyjęcie miliona uchodźców to najlepszy przykład), dlatego właśnie zdecydowała się nie kandydować na kolejną kadencję. Ale gdy ich zapytać, kto ma być dalej kanclerzem, to ponad połowa w sondażach odpowiada, że Angela Merkel.

Wygrać, żeby przegrać, a na końcu wygrać

Friedrich Merz oznaczał powrót do starych dobrych Zachodnich Niemiec sprzed kryzysów – uchodźczego, gospodarczego i geopolitycznego. Merz odszedł z polityki pokonany właśnie przez Merkel w 2009. Miał poparcie niemal wszystkich tuzów w CDU z Wolfgangiem Schauble, szefem Bundestagu i szarą eminencją niemieckiej polityki na czele. Łączyło ich właśnie to, że każdemu na pewnym etapie kariery Merkel utarła nosa.

Właśnie jeden z nich, najsilniejszy, Schauble kilka dni temu w wywiadzie dla „Frankfurter Allgemeine Zeitung” zdecydował się otwarcie opowiedzieć za Merzem. Niemiecka opinia publiczna odebrała to bardzo źle. Schaublego, mimo ogromnego szacunku jaki wzbudza nad Renem, uznano za manipulatora. Sama Merkel i wszyscy wiceprzewodniczący CDU wstrzymali się od jakichkolwiek wypowiedzi sugerujących, który z kandydatów im się bardziej podoba.

POLECAMY: AKK następczynią Merkel – materiał oryginalny POLITICO.eu

Same wybory przebiegły bardzo ciekawie. Po zorganizowaniu ośmiu lokalnych konferencji w ośmiu niemieckich miastach, na których kandydaci przez kilka godzin prezentowali swoje poglądy i odpowiadali na pytania delegatów (1001 z nich miało prawo wyboru przewodniczącego), można było odnieść wrażenie, że szanse Merza rosną. Wydawało się, że jedyną szansą AKK na kongresie jest zwycięstwo w pierwszej turze. Jeśli to się nie uda, głosy obydwu bardziej prawicowych kontrkandydatów się połączą i AKK przegra. Po pierwszym głosowaniu wynik był 450 dla AKK, aż 392 dla Merza i 157 dla Jensa Spahna. W ogromnej sali targów w Hamburgu zapanowało przekonanie, że Merz musi te wybory wygrać. Zorganizowana po godzinie druga tura dała jednak minimalne zwycięstwo sekretarz generalnej.

Wersal w Hamburgu

Przez cały przebieg kampanii kandydaci – podobnie jak reszta polityków CDU – sprawiali wrażenie dumnych z tego, że wybory przebiegają w tak dobrej atmosferze. Nie było dosłownie ani jednego obraźliwego, ani nawet krytycznego słowa pod adresem rywala. Żadnej mowy nienawiści, czarnego pijaru, trolli, wrzutek, nic dosłownie. Najbardziej skandalicznym elementem kampanii był właśnie wywiad Schaublego, który po wygłoszeniu laudacji dla AKK przyznał się, że mimo to woli Merza…

Cała trójka wolała się skupić na sprawach, a nie na sobie nawzajem. Przegrani Merz i Spahn dostali za to owację na stojąco i byli fetowani bardziej niż zwyciężczyni. Ponad tysiąc osób miało frajdę z tego, co się nazywa „zasadą” fair w wyborach, o czym już dawno zapomniano. Także w Niemczech, gdzie struktury władzy są bardzo skostniałe (finansowe afery na szczytach władzy się zdarzają, tak przecież pogrążył się Helmut Kohl i pojawiła się Angela Merkel), a system podejmowania decyzji bardzo konserwatywny.

Dość powiedzieć, że Jens Spahn nie miał szans wygrać już z tego tylko powodu, że miał kompromitujące 38 lat (to że jest gejem nie przeszkadzało w ogóle, liderka skrajnej prawicy Alice Weidel jest lesbijką). To tak jakby dwunastolatek wystartował w Polsce. Średnia wieku w CDU to 59 lat. Kobiet jest w niej mniej niż jedna trzecia. Dlatego tym większe wyrazy uznania należą się niemieckiej prawicy za to, że kolejne lata po osiemnastu spędzonych z Angelą Merkel znów kobieta rządzić będzie największą niemiecką partią.

Guten Tag Herr Kaczyński!

Co to oznacza dla Polski? Dla Polski duże znaczenie ma przede wszystkim odejście Angeli Merkel, która miała dla nas i naszych „orłów Kaczyńskiego” wyjątkową cierpliwość. Posiadając częściowo polskie pochodzenie (dopiero ojciec zmienił nazwisko z Kazimierczak na Kassner), pochodząc ze Wschodu i świetnie Polskę znając, Merkel miała i ma realną sympatię i zrozumienie dla naszego osobliwego romantyzmu politycznego. I to mimo, że sama jest jakiegokolwiek romantyzmu w polityce przeciwieństwem. Żaden z kandydujących w Hamburgu nie ma tych cech. Wszyscy pochodzą z najbardziej zachodnich Niemiec jakie są i Polska jest dla nich terra incognita.

Mimo wszystko jednak to AKK jest zdecydowanie najlepszą opcją dla nas, choćby z tego powodu, że jest uczennicą Angeli Merkel. Merz jest od niej politykiem znacznie bardziej chwiejnym w poglądach, łatwiejszym do sprowokowania i bardziej nacjonalistycznym. AKK rzadko dotąd wypowiadała się na temat Europy, żeby nie wchodzić w drogę Angeli Merkel. Jako sekretarz generalna nie musiała określać się na przykład w kluczowej dla nas sprawie reformy Unii Europejskiej czy Eurozony, które mogą podzielić Unię na pół i zostawić nas za burtą zmian. Jako przewodnicząca będzie musiała ze względu na własną pozycję i pozycję Niemiec w Europie. AKK słynie z konsekwencji i pryncypialności, co jest złą wiadomością dla obecnego polskiego rządu.

onet.pl

%d blogerów lubi to: