Wróg pilnie poszukiwany

Wróg pomaga zwierać szeregi własnego ugrupowania i donośniej głosić wyższość własnych idei.

W kraju dzieją się rzeczy zaskakujące. Przytomni ludzie przecierają oczy ze zdumienia. Wielu uważa, że problem Polski nie jest już natury politycznej, tylko psychiatrycznej. Być może. Jednak moim zdaniem wszystkich przyczyn degrengolady Polski nie da się ogarnąć bez spojrzenia za siebie.

Jarosław Kaczyński zna historię, chociaż, jak się wydaje, nie korzystał z tych samych podręczników, co absolwenci szkół w cywilizowanych krajach. Niewiele wie o regułach rządzących rozwojem społeczeństw ani o zdradliwych wybojach na drodze do demokracji. Nie słyszał o potwierdzanych przez wieki korzyściach z globalnej integracji. Nie interesują go żmudnie doświadczane czynniki warunkujące gospodarcze prosperity. Słabo orientuje się w rozwoju i stanie ekonomii. Lekceważy osiągnięcia techniki, odkrycia naukowe i wynalazki. Kaczyński unieważnił ogromny sukces polskiej gospodarki, która w półtorej dekady doszlusowała niemal do średniej europejskiej. I nawet nie zauważył, że byliśmy jedynym krajem w Europie, który suchą nogą przeszedł przez światowy kryzys. Dla Kaczyńskiego nie ma to znaczenia. Godne czci są przede wszystkim narodowe klęski. Walka zdaje się być dla niego cenniejsza od zwycięstwa, a władanie ludzkimi umysłami dla zachowania władzy jest ważniejsze, niż skutki sprawowania tej władzy. Bo przecież „Nie trzeba kupować narodu, wystarczy mieć tych inżynierów dusz i to zupełnie załatwia problem zniewolenia”. Idolami Kaczyńskiego są więc ludzie silnej ręki, manipulatorzy ważący na losach świata. Bez względu na brudne plamy w ich życiorysach.

Historia roi się od dyktatorów, których do władzy wyniosła mania wielkości (kto pamięta: „Jesteście jak ślepe kocięta. Beze mnie ten kraj zginie”). Dyktatorzy rządzą strachem. Samowładca mówi wprost: ”Wolę, gdy ludzie popierają mnie ze strachu niż z przekonania. Przekonania są zmienne, strach zawsze jest ten sam”… Dyktatorzy – dążąc do władzy – potrzebują przyjaciół, ale kiedy już tę władzę zdobyli, potrzebują już tylko wrogów. „Wdzięczność to cecha psów”, przyjaciel staje się akolitą, wyznawcą albo wrogiem. Każdy z nich jest potrzebny, ale wróg najcenniejszy. Wróg skupia i mobilizuje społeczność wokół tego, kto potrafił wroga wskazać i nazwać, a więc zapewne wie również, jak go pokonać. Wróg odwraca uwagę od kolejnych ataków na demokratyczne struktury państwa, tworzy zasłonę dymną osłaniającą odbieranie obywatelom wolności i osłabia protesty przeciw demolowaniu gospodarki państwa. A wróg zewnętrzny to wyjątkowy cymes: odwraca uwagę od satrapy, który może jest i tyranem, ale naszym własnym, znanym.

Wróg nie może być przeciwnikiem łatwym. To musi być ktoś naprawdę groźny. Dlatego wytypowanego wroga opisywać trzeba językiem dramatycznym. W narracji Kaczyńskiego wszystko, czego wróg dotknie, jest „w najwyższym stopniu” – „niebywałe” i „niesłychane”. Człowiek, który przyjdzie na wiec z flagą Unii to zdrajca lub gorszy sort Polaka, ten z polską flagą jest komunistą albo złodziejem, a ci z pustymi rękami to lewacki motłoch. „Takich jest wśród nas jeszcze wielu, a my musimy zrobić z nimi porządek”. Jak? Wystarczy zastosować regułę: „Gdy opozycjoniści staną się zbyt irytujący, nazwijcie ich faszystami, nazistami albo antysemitami. Skojarzenia takie, wystarczająco często powtarzane, w opinii publicznej stają się faktem”.

Ten wróg nie musi być konkretny (jak np. Donald Tusk, którego kiedyś Jarosław Kaczyński nazwał wręcz hitlerowcem). Na początku był mityczny „UKŁAD”. Kaczyński postawił na wojnę z Układem, bo – jak powiedział wówczas Ludwik Dorn – liczył na „społeczną metanoję”, czyli nawrócenie Polaków na PiS-owską wiarę i radykalną zmianę nastrojów społecznych, która powinna nastąpić po ukazaniu ludziom najbardziej mrocznej prawdy o wszystkich siłach społecznych i politycznych niebędących PiS-em. Kaczyński liczył wtedy na to, że Polacy zamiast pytać o skuteczność rządzenia, zajmą się polowaniami na czarownice. Czasy się zmieniły i liczne kiedyś niedomówienia „a ja coś wiem, ale na razie nie powiem” zastąpiła nawałnica bezpośrednich i personalnych pomówień, zniesławień, gróźb, potwarzy i kalumnii. „Kto będzie pamiętał o tej całej hołocie za dziesięć czy dwadzieścia lat? Kto dziś pamięta imiona bojarów, których pozbył się Iwan Groźny? Nikt. Ludzie muszą wiedzieć, że pozbył się wszystkich swoich wrogów. W końcu wszyscy dostali to, na co zasłużyli”. A więc nie ten zażywa historycznej sławy, kto pojedna ludzi i zagrzeje ich do wspólnej budowy lepszego świata, lecz ten, kto wytłucze przeciwników do nogi. Dlatego ta dzisiejsza walka jest tak zażarta. I dlatego słyszymy, że „pojednanie istnieje tylko na cmentarzach”

Wróg potrzebny jest czasem do zaspokojenia osobistych, niskich instynktów dyktatora: „Największym szczęściem jest określić wroga, przygotować wszystko, zemścić się, a potem pójść spać!”. Wróg pomaga też zwierać szeregi własnego ugrupowania i pozwala donośniej głosić wyższość własnych idei, bo „wrogiem narodu jest nie tylko ten, kto szkodzi, ale i ten, kto wątpi w słuszność linii naszej partii”. Ale najbardziej pożądany jest taki wróg, któremu można przypisać zamach na polską rację stanu. Dlatego Kaczyński szczuje na Unię. Nie robi tego „na wariata”, bo wie, że ogromna większość Polaków optuje za wspólnotą europejską. Dozuje więc ataki, prowokuje wypowiedzi nawiedzonych wyznawców o „unijnych szmatach”, inspiruje wołania o uwolnienie od dyktatu zachodnich bankierów, podsyca nastroje wrogie uchodźcom, a w bojach o nieprzestrzeganie reguł demokratycznych wprost modli się, żeby Unia weszła z nami w konflikt i ukarała Polskę. Wtedy Kaczyński zrobi to, co Orban: podniesie larum, że prześladują Polaków. Sympatie większości mogą być w tej sprawie po jego stronie. Trzymajmy się razem, rodacy, biją naszych!

Czy z taką narracją można wygrać następne wybory? Na oko nie, ale pewności nie ma. W końcu „nieważne, kto głosuje, ważne, kto liczy głosy”. A chętnych do liczenia Kaczyńskiemu głosów przybywa wraz z liczbą wdzięcznych za powierzenie im stanowisk i synekur, o których dotąd, przy swojej wiedzy i doświadczeniu, nie mogli nawet pomarzyć. Nie tylko bezmyślni fanatycy „dobrej zmiany” akceptują szczere do bólu wyznanie: „Dobre jest to, co służy nam (…) mówię otwarcie, powinniśmy posługiwać się przemocą i fałszem”. Jeśli dodać do nich ludzi pracowicie demoralizowanych przez PiS, akceptujących coraz częściej cele uświęcane przez bezprawne środki, to kto wie co nas czeka…

***

Wszelkie myślowe hiperbole, porównujące obecnego polskiego samowładcę z historycznymi tyranami, uważam za wielce ryzykowne, nie tylko z powodu widocznej gołym okiem różnicy formatów między politycznymi oberbandytami z przeszłości a Jarosławem Kaczyńskim, który dopiero niedawno kazał nazywać się PANEM. Porównania takie są ponadto obciążone fałszywą przesłanką, że świat, ludzie i warunki ich życia zastygły, trwając w niezmienionej postaci. Ale co mam zrobić, kiedy sam Kaczyński stara się jak może, by wedrzeć się do światowej elity tyranów ze szkolnych podręczników historii? Weźmy choćby fragmenty niniejszego tekstu, wyróżnione pochyłym drukiem. Zdawałoby się (nie bez racji), że to urywki wynurzeń polskiego watażki i komentarzy jego wyznawców. A jednak wszystkie są dosłownym tłumaczeniem wypowiedzi niejakiego Iosifa Wissarionowicza Dżugaszwili, znanego szerzej jako Józef Stalin.

Spokojnych świąt, mimo wszystko!

koduj24.pl

Sondaż: Kto decyduje o losach kraju? Kaczyński 7 razy ważniejszy od premier i 9 od prezydenta

16.04.2017

Prezydent Andrzej Duda, premier Beata Szydło, prezes PiS Jarosław Kaczyński© DAMIAN BURZYKOWSKI Prezydent Andrzej Duda, premier Beata Szydło, prezes PiS Jarosław Kaczyński

68 proc. badanych uważa, że o losach Polski decyduje prezes PiS Jarosław Kaczyński – wynika z sondażu IPSOS dla OKO.press.

IPSOS w sondażu zapytał: „Kto spośród osób rządzących ma największy wpływ na losy Polski”. Badanie przeprowadzono metodą CATI (telefonicznie) 17-19 marca na grupie 1001 osób. Ankietowani mieli do wyboru dziewięć nazwisk: prezydenta, premier, sześciu członków rządu oraz posła Kaczyńskiego.

Zliczając odpowiedzi wszystkich ankietowanych, powstał następujący obraz: 68 proc. z nich uważa, że to właśnie prezes Prawa i Sprawiedliwości ma największy wpływ na losy kraju. Drugą na podium premier Beatę Szydło wskazało 9 proc. badanych, natomiast trzecie miejsce przypadło prezydentowi Andrzejowi Dudzie – 7,5 proc.

Poza podium znaleźli się: wicepremier Mateusz Morawiecki i minister obrony narodowej Antoni Macierewicz – obydwaj uzyskali po 3 proc. głosów badanych. Reszta zaproponowanych osób, tj. wicepremier Jarosław Gowin, wicepremier Piotr Gliński, minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i szef MSWiA Mariusz Błaszczak, dostała mniej niż 1 proc. wskazań. W przypadku tego zestawienia pominięto odpowiedź „trudno powiedzieć” – łącznie wskazało ją 9 proc. ankietowanych.

msn.pl

To coś więcej niż zniewaga żołnierzy. Zdenerwowany amerykański generał skrócił przemówienie

16 kwietnia 2017

Nie cichną echa mocno „niedyplomatycznej” wpadki Antoniego Macierewicza. Dwa tysiące żołnierzy przez siedem godzin mokło, a minister w tym czasie siedział w biurze Prezesa na Nowogrodzkiej i bronił Bartłomieja Misiewicza. Leszek Balcerowicz skomentował na twitterze: – To jest miarą pogardy dla ludzi i dla państwa.

To nie byłą zwykłe spotkanie z żołnierzami. Na poligonie w Orzyszu było ponad dwa tysiące mundurowych z Polski, ale też USA, Rumunii, Chorwacji. To członkowie Batalionowej Grupy Bojowej NATO. Ich powitanie (13 kwietnia) zaplanowano z pompą. Przyjechał prezydent Andrzej Duda, Naczelny Dowódca Sił NATO w Europie gen. Curtis Scaparrotti oraz ambasadorowie i wojskowi przedstawiciele państw, których wojska wchodzą w skład Grupy. Wojskowych zgromadzono na poligonie już w godzinach porannych. Stali w otwartym terenie narażeni na zimno i deszcz. Jak ujawniła „Polityka”: – Sytuacja stała się jeszcze bardziej niezręczna, kiedy nadeszła wiadomość, że prezydent RP, zwierzchnik sił zbrojnych, już wsiada do śmigłowca – a Antoni Macierewicz nadal broni swojego podopiecznego na Nowogrodzkiej.

Minister Obrony Narodowej wyjechał, gdy trybuna VIP-owska w Orzyszu już się zapełniała. Uroczystość rozpoczęła się z opóźnieniem. Przedstawicielom polskich władz to nie przeszkadzało. Inaczej zachował się amerykański generał Curtis Scaparrotti. Miał przemawiać po oficjelach. Zamiast przygotowanej mowy powiedział do wojskowych: – Z szacunku dla tych żołnierzy przede mną nie użyję tego przemówienia, które mam. Skrócę je, żebyśmy mogli skończyć. Tymczasem późnym wieczorem na profilu facebookowym ministra Macierewicza pojawił się jego wpis: – Byłem dziś naprawdę wzruszony patrząc na setki wojsk sojuszniczych na polskiej ziemi w Orzyszu. Jeszcze raz dziękuję za Waszą obecność. Żołnierze na zamieszczonych przy okazji zdjęciach na wzruszonych nie wyglądają.
Źródło: „Polityka”

naTemat.pl

http://www.expressbydgoski.pl/magazyn/a/grozil-ze-zabije-mnie-i-dzieci-zona-rafala-p-ujawnia-wstrzasajace-nagrania,11988187/

Kaczyńskiego siedem i dziewięć taboretów

Kaczyńskiego siedem i dziewięć taboretów

Gdyby przyjąć, że Jarosław Kaczyński, Andrzej Duda i Beata Szydło są równi wg swego mniemania (a nie według sprawowanych funkcji), to ta urawniłowka musi ulec zburzeniu, gdy pyta się o nie Polki i Polaków.

OKO.press podało wyniki sondażu, pytając o to, kto decyduje o losach Polski, ja nazywam je pytaniem o ważność. Akurat przy tym pytaniu jestem w stanie uznać, iż rodacy są mądrzy, bo… nie dają się orżnąć. Dlaczego przy okazji innych pytań głupieją? To temat na inne opowiadanie.

Kaczyński – samochcąc – używa taboretu (na miesięcznicach choćby), aby się wywyższyć, aby z wysokości swego przywództwa przemawiać. Tę jego wyższość widać w sondażu, gdyż 68 proc. sądzi, iż on rządzi, Szydło jako rządzącą postrzega tylko 9 proc, a Andrzeja Dudę – 7 proc. Czyli w porządku taboretów – Kaczyński przewyższa Szydło o 7 taboretów, a Dudę o 9 taboretów.

Płeć brzydka więcej ważności przypisuje Kaczyńskiemu, niż kobiety, stosunek ten jest: 75 proc. do 65 proc. Także ludzie z wyższym wykształceniem nie dają się tak nabierać, jak ci z podstawowym. 83 proc. z wyższym wykształceniem uważa, iż Kaczyński de facto rządzi, a niemal równowaga jest wśród z podstawowym – 53 proc.

Dużą ślepotą – patrząc na stan faktyczny – wykazują się wyborcy PiS, tylko 53 proc. uważa, że Kaczyński rządzi, a 20 proc., że Szydło, czyli wśród swoich Kaczyński przewyższa Szydło o 2 i pół taboretu, a Dudę o 4 taborety.

Wyniki dotyczące elektoratu niepisowskiego są porażające, jak ów gest lewą ręką „chodź no tutaj” Kaczyńskiego w stosunku do Szydło na rocznicy smoleńskiej. 74 proc. niepisowców uważa, że Kaczyński rządzi, a tylko po 5 proc, iż to Szydło i Duda.
Kaczyński to wieżowiec, 15 taboretów jest wyższy od swoich mianowańców. Z tego wynika, iż tyle taboretów musi się obalić, bo niemożliwa jest równowaga.

A jak Kaczyński się obali (za naszą pomocą też) – to, co będzie? Z Szydło i Dudą sprawa jest prosta, są ich podpisy na dokumentach o destrukcji bądź paraliżu instytucji w kraju. Ale na Kaczyńskiego nie ma twardego dowodu, bo pancerne limuzyny rządowe na Nowogrodzkiej to tylko poszlaka, jak kabaret „Ucho Prezesa”.

Takie samo pytanie zadaje sobie prof. Radosław Markowski w wywiadzie dla wiadomo.co – i znajduje dość enigmatyczną odpowiedź: „Oczywiście – może jak Al Capone – pójdzie siedzieć za coś innego”.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Zabiegi Ziobry wokół sędziów nie spodobały się prezydentowi. „Ma wątpliwości”

dafa,PAP, 16.04.2017

Andrzej Duda

Andrzej Duda (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Sposób wygaszenia mandatów członków Krajowej Rady Sądownictwa budzi wątpliwości prezydenta – mówi Marek Magierowski, szef biura prasowego Andrzeja Dudy. Według niego prezydent zwracał na to kilka razy uwagę ministrowi sprawiedliwości.

Marek Magierowski był jednym z gości wielkanocnego wydania programu „Kawa na ławę” w TVN24. Podczas rozmowy na temat reformy KRS rzecznik prezydenta zwrócił uwagę, że Andrzej Duda „kilka razy rozmawiał na ten temat z ministrem Ziobrą i kilka razy zwracał mu uwagę na swoje wątpliwości dotyczące treści pierwotnego projektu ustawy”.

– Głównie na problem wygaszenia mandatów członków obecnej Krajowej Rady Sądownictwa, który to pomysł panu prezydentowi się po prostu nie podoba i mówił o tym otwarcie. Podobnie jest w przypadku wszystkich reform, szczególnie tych związanych z wymiarem sprawiedliwości. Pan prezydent jest prawnikiem, więc ze szczególną uwagą śledzi te wszystkie zmiany i myślę, że podobnie będzie w przypadku ustawy o ustroju sądów – powiedział Magierowski

Nie sprecyzował, czy poza wyrażeniem swoich wątpliwości Andrzej Duda planuje jakieś dalsze kroki.

Projekt zmian ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa rząd przyjął 7 marca. Przewiduje on m.in. powstanie w KRS dwóch izb oraz wygaszenie, po 30 dniach od wejścia noweli w życie, kadencji jej 15 członków-sędziów; ich następców wybrałby Sejm. Wygaszona miałaby zostać także kadencja rzecznika dyscyplinarnego sądów. Według MS, ma to zobiektywizować tryb wyboru kandydatów, bo dotąd o wyborze członków Rady „decydowały w praktyce sędziowskie elity”. Odrzucenia projektów domaga się opozycja. Przeciwko protestują także sędziowie.

W ubiegłym tygodniu projekt noweli Prawa o ustroju sądów powszechnych i innych ustaw złożyli posłowie PiS. Nowa ustawa przewiduje m.in. zmianę modelu powoływania i odwoływania prezesów sądów, przesłanek uprawniających do powołania na sędziego sądu apelacyjnego oraz poszerzenie zakresu sędziowskich i prokuratorskich oświadczeń majątkowych. Miałby on wejść w życie 1 lipca. Od tego czasu minister sprawiedliwości mógłby przez pół roku odwołać każdego prezesa sądu w Polsce bez podania przyczyn

A TERAZ ZOBACZ: Jak PiS traci poparcie w sondażach

wiadomosci.gazeta.pl

Kaczyńskiego siedem i dziewięć taboretów

Gdyby przyjąć, że Jarosław Kaczyński, Andrzej Duda i Beata Szydło są równi wg swego mniemania (a nie według sprawowanych funkcji), to ta unirałowka musi ulec zburzeniu, gdy pyta się o nie Polki i Polaków.

OKO.press podało wyniki sondażu pytając o to, kto decyduje o losach Polski, ja nazywam jhe pytaniem o ważność. Akurat przy tym pytaniu jestem w stanie uznać, iż rodacy są mądrzy, bo… nie dają się orżnąć. Dlaczego przy okazji innych pytań głupieją? To temat na inne opowiadanie.

Kaczyński – samochcąc – używa taboretu (na miesięcznicach choćby), aby się wywyższyć, aby z wysokości swego przywództwa przemawiać. Tę jego wyższość widać w sondażu, gdyż 68 proc. sądzi, iż on rządzi, Szydło jako rządzącą postrzega tylko 9 proc, a Andrzeja Dudę – 7 proc.

Czyli w porządku taboretów – Kaczyński przewyższa Szydło o 7 taboretów, a Dudę o 9 taboretów.

Płeć brzydka więcej ważności przypisuje Kaczyńskiemu, niż kobiety, stosunek ten jest: 75 proc. do 65 proc. Także ludzie z wyższym wykształceniem nie dają się tak nabierać, jak ci z podstawowym. 83 proc. z wyższym wykształceniem uważa, iż Kaczyński de facto rządzi, a niemal równowaga jest wśród z podstawowym – 53 proc.

Dużą ślepotą – patrząc na stan faktyczny – wykazują się wyborcy PiS, tylko 53 proc. uważa, że Kaczyński rządzi, a 20 proc., że Szydło, czyli wśród swoich Kaczyński przewyższaSzydło o 2 i pół taboretu, a Dudę o 4 taborety.

Wyniki dotyczące elektoratu niepisowskiego są porażające, jak ów gest lewą ręką „chodź no tutaj” Kaczyńskiego w stosunku do Szydło na rocznicy smoleńskiej. 74 proc. niepisowców uważa, że Kaczyński rządzi, a tylko po 5 proc, iż to Szydło i Duda.

Kaczyński to wieżowiec, 15 taboretów jest wyższy od swoich mianowańców. Z tego wynika, iż tyle taboretów musi się obalić, bo niemożliwa jest równowaga.

A jak Kaczyński się obali (za naszą pomocą też) – to, co będzie? Z Szydło i Dudą sprawa jest prosta, są ich podpisy na dokumentach o destrukcji i bądź paraliżu instytucji w kraju. Ale na Kaczyńskiego nie ma twardego dowodu, bo pancerne limuzyny rządowe na Nowogrodzkiej to tylko poszlaka, jak kabaret „Ucho Prezesa”.

Takie samo pytanie zadaje sobie prof. Radosław Markowski w wywiadzie dla wiadomo.co – i znajduje dość enigmatyczną odpowiedź: „Oczywiście – może jak Al Capone – pójdzie siedzieć za co innego”.

 

, 15 KWIETNIA 2017

Poseł Kaczyński siedem razy ważniejszy od premier, dziewięć razy od prezydenta. Taki sondaż, jakie rządy

Kaczyński decyduje o losach Polski – uważa 68 proc. badanych. Premier była wymieniana siedem razy rzadziej, prezydent dziewięć razy a wicepremier Morawiecki i min. Macierewicz ponad 20 razy rzadziej. W elektoracie PiS dominacja Kaczyńskiego jest mniejsza, może dlatego, że Duda i Szydło są bardziej lubiani

„Kto spośród osób rządzących ma największy wpływ na losy Polski?” – zapytał IPSOS w marcowym sondażu OKO.press. Daliśmy badanym do wyboru dziewięć nazwisk: prezydenta, siedmioro członków rządu i zwykłego posła. Można było wybrać jedną osobę. Odpowiedzi nie zostawiają złudzeń.

Prezydent  (7,5 proc.) i premier rządu (9 proc.) byli wybierani wielokrotnie rzadziej niż prezes PiS. Poza tą trójką jeszcze tylko wicepremier Mateusz Morawiecki i PiS-owski enfant terrible Antoni Macierewicz byli zostali wskazywani choć tylko przez 3 proc. badanych (każdy). Reszta – dystansujący się czasem do PiS wicepremier Gowin, były premier techniczny Gliński, i dwaj ministrowie od przemocy Ziobro i Błaszczak – dostała mniej niż 1 proc. wskazań. Dlatego ich słupków na wykresie nie widać. Odpowiedź „trudno powiedzieć” (9 proc.) – pominięto.

Interesujące, że Jarosława Kaczyńskiego jako głównego sprawcę polityki wskazało 72 proc. mężczyzn i tylko 65 proc. kobiet. Polki z kolei częściej niż Polacy wybierały Beatę Szydło (12 proc. do 7 proc.) i Andrzeja Dudę (9 proc. do 6 proc.).

Postrzeganie dominacji Kaczyńskiego rosło wraz z wykształceniem: od 53 proc. wśród osób z podstawowym, do 83 proc. – z wyższym.

Przeczytaj też:

PiS topnieje do 32 proc., Platforma się zbliża – 28 proc. i pożera Nowoczesną – 8 proc. Wina Tuska?

PIOTR PACEWICZ  23 MARCA 2017

Elektorat PiS widzi swą partię trochę inaczej

Nieco inne są odpowiedzi  zwolenników PiS, czyli 32 proc. osób, które zadeklarowały, że głosowałyby na PiS. Ich obraz partii jest bardziej demokratyczny. Kaczyński ma największy wpływ według „tylko” 53 proc., mocniejsza jest za to pozycja premier (20 proc.) i  prezydenta (13 proc.).

Dlaczego tak jest? OKO.press ma trzy hipotezy:

  • (1) może elektorat PiS jest bliżej partii i dostrzega, że wpływ Jarosława Kaczyńskiego nie jest w rzeczywistości aż tak duży jak się wydaje,
  • (2) może zwolennicy PiS są bardziej skłonni wierzyć w deklaracje prezydenta (który lubi wychwalać samego siebie) i premier, że to oni podejmują najważniejsze decyzje,
  • (3) może zwolennicy PiS popierając często bezkrytycznie swą partię jednocześnie nie koniecznie lubią Kaczyńskiego.

Trudno OKO.press ocenić, jak jest naprawdę z pozycją Kaczyńskiego w partii i rządzie, ale nie wydaje się, by hipoteza (1) była trafna. W grę wchodzi raczej efekt postaw wobec samego Kaczyńskiego z jednej i Dudy oraz Szydło z drugiej strony. Występuje tu bowiem zasadnicza dysproporcja.

Jak wynika z marcowego sondażu CBOS, największym zaufaniem wśród wszystkich polskich polityków i polityczek cieszy się dziś prezydent Duda (58 proc. mu ufa, 29 proc. nie ufa) oraz premier Szydło (51 do 35 proc.).

Oboje są zatem na solidnym plusie: Duda – 29 pkt. proc. i Szydło – 16 pkt proc. Jarosław Kaczyński natomiast jest na samym dole tabeli: ufa mu 34 proc. ale nie ufa aż 53 proc. Lider PiS jest na minusie – 19 pkt proc.

Gorzej oceniany jest tylko Macierewicz (26 proc. mu ufa, 60 proc. nie ufa, jest na minusie 34 proc.

CBOS nie podaje wyników w rozbiciu na elektoraty, ale z pewnością oceny Kaczyńskiego także wśród wyborców PiS są gorsze niż Dudy czy Szydło.

Spojrzenie z zewnątrz: tylko Kaczyński

Badani, którzy nie popierają PiS w ogromnej większości widzą w Kaczyńskim demiurga polskiej polityki. Może także dlatego, że „korekta sympatii” wobec Dudy czy Szydło działa słabiej, bo także oni są oceniani często negatywnie.

Elektorat Kukiz 15 jest najbliższy PiS: 12 proc. kukizowców wybrało Szydło, a 6 proc. Dudę. Wyborcy PO, .N i Razem w 88-89 proc. wskazywali na Kaczyńskiego.

OKO.press

Rafał Zakrzewski

Pan Bóg nie chce mieć władzy nad światem, a biskupi chcą

15 kwietnia 2017

Abp Marek Jędraszewski

Abp Marek Jędraszewski (JAKUB PORZYCKI)

W okresie wielkanocnym warto się zastanowić czy twarda walka o rząd dusz – metoda często stosowana nie tylko przez polskich hierarchów, ale też polityków bliskich Kościołowi – jest zgodna z wartościami chrześcijańskimi.

Arcybiskup Marek Jędraszewski jest w polskim Kościele ważny, a jego słowa zawsze wzbudzają silne emocje. Jest zdecydowany w swoich wypowiedziach – tak jak ostatnio podczas mszy w katedrze na Wawelu w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej, kiedy poparł oderwane od rzeczywistości teorie zamachu forsowane od lat przez Antoniego Macierewicza („Liturgia zamachu”, Dominika Wielowieyska, „Wyborcza”, 12 kwietnia).

Równie mocno brzmi arcybiskup w wywiadzie świątecznego numeru tygodnika „Do Rzeczy”.

Zacznijmy od relacji Kościół – rząd. „Ostatnie miesiące i tygodnie poprzedniego parlamentu i rządu były związane z wieloma inicjatywami jawnie i wyraźnie antychrześcijańskimi. To była świadoma polityka zmierzająca w kierunku liberalizmu” – mówi Jędraszewski. Po czym padają straszne słowa: gender, ustawa antyprzemocowa, in vitro – wszystko to uderzało w antropologię chrześcijańską. No i część hierarchów Kościoła otwarcie atakowała w czasie kampanii wyborczej 2015 r. za rozumny stosunek do in vitro i podpisanie ustawy antyprzemocowej ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego, który śmiał się deklarować jako katolik.

Na szczęście – dzięki wydatnej pomocy ambony – Komorowski i jego formacja przegrali i „takich sytuacji dzisiaj nie ma. Kościół nie musi wchodzić w tak ostry spór ideowy” jak za czasów rządów PO – wyznaje arcybiskup. Nie wiadomo, czemu nie zauważa, jak mocno uderza w antropologię chrześcijańską polityka obecnego rządu wobec uchodźców, czy tolerowanie mowy i zachowań pełnych nienawiści wobec obcych (a często i swoich). Ewangelicznego ducha tam nie dostrzegam.

Metropolita krakowski nie chce również przyznać, że istnieje podział na Kościół otwarty i zamknięty. Bo „gdzie jest podział, tam jest zło. Komuś pewnie zależało na tym, żeby nas podzielić.” A skoro Kościół jest jeden, jedynie słuszny, to arcybiskup nie musi się tłumaczyć z problemów, które tworzy ks. dyrektor i jego Radio Maryja.

Bardziej przenikliwie arcybiskup spogląda na Europę: „Proszę popatrzeć, co się dzieje z Unią Europejską. Zaczęli walczyć z Panem Bogiem. I teraz to się wszystko rozpada. (…) Odnosi się wrażenie, że teraz jest pogrzeb Unii Europejskiej”. Hierarcha podejrzliwie śledzi różne dziedziny aktywności we współczesnym świecie i odsłania ich bezbożny charakter. Szczyty osiąga, opisując zagrożenie ideologią gender. „Jest ona czymś gorszym niż ideologia marksistowska. Na uczelnie amerykańskie i europejskie, także polskie, wchodzi jako niemal obowiązująca nowa ideologia, która uderza w same podstawy człowieczeństwa. Nawet komunizm czy hitleryzm nie podważyły tego, że ktoś jest kobietą, ktoś inny mężczyzną i mają określone funkcje do spełnienia, a dziś się to podważa”.

Kłopoty z odczytywaniem rzeczywistości to problem wielu biskupów budujących niejasne konstrukty typu gender, liberalizm czy muzyka rockowa, które mają mobilizować lud boży w walce ze złem. Najważniejsi ludzie polskiego Kościoła nie rozumieją demokracji, nie analizują, ale piętnują. Nie wchodzą w dialog, nie próbują znaleźć czegoś dobrego w otaczającym świecie. 20 lat temu ks. Józef Tischner mówił w rozmowie rekolekcyjnej Januszowi Poniewierskiemu: „Niektórzy katolicy źle mówią o demokracji: ich zniewolone serce nie pozwala im skorzystać z szansy, jaką ona daje”(Tischner, „Mistrzowskie rekolekcje z Eckhartem”, dodatek do „Tygodnika Powszechnego”, 9 kwietnia).

W okresie wielkanocnym warto się zastanowić, czy twarda walka o rząd dusz – metoda często stosowana nie tylko przez polskich hierarchów, ale też polityków bliskich Kościołowi – jest zgodna z wartościami chrześcijańskimi.

I przeczytać ze zrozumieniem słowa wypowiedziane przez Tischnera będącego niegdyś autorytetem filozoficznym ks. Jędraszewskiego: „Ludziom często się wydaje, że bez władzy będą nikim. (…) Ktokolwiek »uprawia« religię po to, żeby poszerzyć władzę Boga nad światem, popełnia błąd. Bo Pan Bóg nie chce mieć władzy nad światem: gdyby chciał ją mieć, to zesłałby wojsko aniołów. Bóg jest wspaniałomyślny i wymaga wspaniałomyślności. Mówimy, że coś robimy na chwałę Bożą, ale ta chwała musi być rozumiana jako absolutna bezinteresowność dla prawdy, dla piękna, dla dobra. Chęć poszerzenia władzy Boga nad światem jest poważną chorobą współczesnej religijności. To nieporozumienie”.

Warto to wreszcie pojąć.

Dlaczego hierarchowie milczą? Dominika Wielowieyska pyta ks. prof. Alfreda Wierzbickiego

 

wyborcza.pl

Prof. Radosław Markowski: Święta nie uciszą pomruków z Żoliborza

KWIECIEŃ 15, 2017

Partia rządząca poszła za daleko w swoich destrukcyjnych działaniach. Ludzi, którzy rządzą teraz, należy definiować jako przestępców politycznych, którzy niszczą porządek konstytucyjny w kraju – mówi prof. Radosław Markowski, socjolog, politolog, dyrektor Centrum Studiów nad Demokracją Uniwersytetu SWPS oraz kierownik Zakładu Badań Porównawczych nad Polityką w ISP PAN. – Jeśli wziąć pod uwagę np. lata 70. czy późne 80. i skupić się tylko na dominacji personalnego przywództwa, to żaden ówczesny pierwszy sekretarz nie dominował tak nad politycznym otoczeniem, jak dziś prezes. Jako obywatel wolałbym, by poszedł siedzieć za to, co zniweczył w naszym kraju. Ku przestrodze przyszłym pokoleniom.

Justyna Koć: Czas świąt wielkanocnych związany jest z nadzieją i pojednaniem. Czy myśli pan, że czeka nas coś dobrego, związanego właśnie z nadzieją, a może nawet pojednaniem w polityce?

Radosław Markowski: Nie. Zresztą ta tradycja jest straszliwie przekłamana, bo gdyby nie była, to nie musielibyśmy sobie wymyślać jednego, dwóch dni w roku, kiedy trzeba dla siebie być przyzwoitym. Rzecz bowiem w tym, jak się zachowujemy w pozostałe 364 dni. A w polityce nie widzę szansy na jakąkolwiek zmianę.

Zmianę w kontekście słupków poparcia dla PiS, czy zmianę w destrukcyjnym podejściu do państwa przez PiS?

Partia rządząca poszła za daleko w swoich destrukcyjnych działaniach. Ludzi, którzy rządzą teraz, należy definiować jako przestępców politycznych, którzy niszczą porządek konstytucyjny w kraju. Co gorsza, tym razem oni nie są z obcego nadania – „kopirajty” (copyrighty) są nasze, wiślane i dlatego nie potrafimy na razie dać sobie z tym rady.

Już dwa lata na stanowisku prezydenta mamy człowieka, który nie respektuje podstawowych zasad konstytucji – który np. nie ma odwagi wpływać na to, co się dzieje w armii, przywala na jej destrukcję, a to nie są żarty. Tu nie chodzi o kulturę czy sport, z całym szacunkiem dla jednego i drugiego. Pisarze czy rzeźbiarze mogą z ministerialnymi głupotami jakoś sobie radzić i pewne rzeczy nadrobić, armia – nie.

Już dwa lata na stanowisku prezydenta mamy człowieka, który nie respektuje podstawowych zasad konstytucji – który np. nie ma odwagi wpływać na to, co się dzieje w armii, przywala na jej destrukcję, a to nie są żarty.

Oni zaszli już za daleko, aby się cofać. Proszę zobaczyć, jak to jest robione. Z jednej strony Misiewicz jest wystawiany, żeby lud się cieszył, że dobry i sprawiedliwy prezes pogonił niekompetentnego młodzika, a w międzyczasie po cichu w Sejmie pan Ziobro przemyca kolejną ustawę o rujnującą niezależność polskiego sądownictwa. Do tego polityka zagraniczna – w cyrku jest więcej powagi. Już nawet małe kraje regionu nie reagują na noty polskiego MSZ, jesteśmy dyplomatycznie osamotnieni. Zatem nie sądzą, żeby tu nastąpiła jakaś autorefleksja.

Czyli Misiewicz nie pogrąży PiS-u?

Nie sądzę. Prezes i jego dwór trzymają sprawy pod kontrolą. W tej partii nie ma ludzi o rudymentarnej godności osobistej, prawie wszyscy są usłużnymi wykonawcami woli prezesa.

To jest bezwolny dwór lokai, który zrobi wszystko… przynajmniej dopóty, dopóki nie zobaczą, że mogą stracić władzę.

Proszę zobaczyć, co się dzieje. Cała masa bezwolnych pisowskich aparatczyków, włączając najwyżej postawionych, którzy przez długie miesiące siedzieli cicho, nagle zaczyna mówić, jak to od dawna nie podobało im się to, co robi Misiewicz, tylko dlatego, że wyczytali z warg prezesa, że „teraz tak trzeba”. To jest bezwolny dwór lokai, który zrobi wszystko… przynajmniej dopóty, dopóki nie zobaczą, że mogą stracić władzę.

To prawda, nagle prezydent, marszałek Karczewski potępiają Misiewicza.

Jak kiepski film o nieudanych dyktaturach z odległych krain. Można się z tego nabijać, ale tak naprawdę to poważny problem, bo tu buduje się na naszych oczach system, który ja nazywam klientelistycznym autorytaryzmem. System oparty na wielkim przekupstwie i dawaniu w łapę różnym grupom społecznym i różnym „swoim” z jednej strony, i na inicjowaniu takich nierealistycznych „megaprojektów”, jak Centralny Port Lotniczy, z drugiej. Napisano o takich projektach w niedemokratycznym środowisku w wiele – w największym skrócie one służą temu, by na prywatne i partyjne cele „zagospodarować” jak najwięcej publicznych pieniędzy. Ten projekt padnie, ale zanim się to stanie miliony zostaną wydane na planowanie tej gospodarczej hucpy – pójdą do kieszeni swoich.

Wybory będą w jakiś sposób manipulowane, już pierwsze przecieki o tym świadczą – głosowanie w sobotę, a liczenie w niedzielę. Klientelizm polityczny polega na tym, że maluczki musi głosować na to, za co mu zapłacono. Stąd genialny pomysł przezroczystych urn i kamer monitorujących lokale wyborcze pod pozorem transparencji.

A uda się odsunąć PiS od władzy? Będą demokratyczne wybory?

Wybory będą w jakiś sposób manipulowane, już pierwsze przecieki o tym świadczą – głosowanie w sobotę, a liczenie w niedzielę. Klientelizm polityczny polega na tym, że maluczki musi głosować na to, za co mu zapłacono. Stąd genialny pomysł przezroczystych urn i kamer monitorujących lokale wyborcze pod pozorem transparencji. W istocie chodzi o to, by naiwna, słabo wykształcony część elektoratu nabrała przekonania, że rządzący „patrzą”. I choć większość na to nie da się nabrać, to pewna część zapewne tak. I o to chodzi. Wie pani, wybory są zarówno w Kazachstanie, jak i w Burkina Faso… Będą i w Polsce…

Na Węgrzech widzimy, że po 6 latach wprowadzaniu autorytarnego systemu przyszła kolej na walkę z niezależnością uniwersytetów. To wszystko przed nami.

Pachnie PRL-em.

To może być niestety dopiero początek, nie ma bowiem na razie szerokiej świadomości politycznego zła, jakim jest ta władza. A władza łamiąca zasady własnej konstytucji i demokracji, jeśli nie napotka oporu społecznego, może się posunąć dużo dalej. Na Węgrzech widzimy, że po 6 latach wprowadzaniu autorytarnego systemu przyszła kolej na walkę z niezależnością uniwersytetów. To wszystko przed nami.

Może jednak znajdziemy coś optymistycznego: słupki opozycji idą do góry. Możemy z tym wiązać jakąś nadzieję?

Nie powiem, by widać było światełko na końcu tunelu, raczej na końcu światła widać tunel, bo wszystko w rękach rozleniwionego obywatelsko Polaka. Obawiam się, że on się nie ruszy jako obywatel, ale mężnie powstanie, gdy zostanie źle potraktowany jako konsument. Na PiS głosowało 5,7 mln ludzi w ostatnich wyborach, teraz spadło grubo poniżej 5 mln. Dziwne jest to, że na tym poziomie klientelistycznej redystrybucji to PiS powinien mieć poparcie na poziomie 60 proc. A nie ma, więc coś jest nie tak. Drugi fundamentalny problem PiS-u jest taki, że przygarnął sobie polską wieś, polskiego rolnika i chłopa, a polski rolnik ma pewną istotną cechę – jest niezaspokajalny redystrybucyjnie; żeby nie wiem, ile im bezwarunkowo dać, po pewnym czasie uznają, że to za mało. To jest najbardziej apubliczna, neurotycznie zorientowana na dobra prywatne grupa społeczna w Polsce, nierozumiejąca dobra publicznego i niekierująca się nim w życiu.

Intelektualiści się emocjonują, czy lewica się zjednoczy. Moim zdaniem, ważniejsze będzie to, czy PSL pozostanie na obecnym poziomie 5 proc., czy przekroczy 10 proc.

To chyba w ogóle nasza narodowa cecha?

Ale chłop – mówię tu o pewnym zespole cech, mentalności – ma to w patologicznym nadmiarze. Ten wykształcony, wielkomiejski Polak wykazuje jakieś rudymentarne cechy obywatelskie (choć i tu mogłoby być lepiej), rozumie, co to dobro publiczne, np. system transportu miejskiego, chodniki czy przedszkola, ale z segregacją śmieci czy spalaniem w kominkach plastików już też ma problem. Nie oskarżam, tylko opisuję. Ten wiejski elektorat bardzo zmienia polityczne preferencje. W 2007 roku masowo poparł Platformę. Przed 8 lat PO z PSL dawało dużo, ale, jak widać, za mało. Zresztą PiS w wyborach poszedł na całość, manipulując tym elektoratem, wmawiając mu, że to, co rząd robi, to nie jest jakaś tam po prostu nieskuteczna polityka, tylko sabotaż, że rząd intencjonalnie działa na szkodę polskiej wsi. I udało się, tylko PiS nie ma za bardzo im z czego teraz dać. Powiem tak: przejęcie elektoratu wiejskiego to zazwyczaj dla partii pocałunek śmierci.

Czyli udało nam się znaleźć coś pozytywnego.

Zarówno uderzenie w Pawlaka, jak i Ochotniczą Straż Pożarną, pokazuje, że PiS instynktownie to czuje. Wiedzą, że niezależnie od tego, jakie będą wybory w 2019 roku, to dużo zależeć będzie od tego, kto „zauroczy” elektorat wiejski. Intelektualiści się emocjonują, czy lewica się zjednoczy. Moim zdaniem, ważniejsze będzie to, czy PSL pozostanie na obecnym poziomie 5 proc., czy przekroczy 10 proc.

Mamy w Polsce zacofany, niedający sobie rady z rzeczywistością Kościół. Łza się w oku kręci, gdy wspominamy osobistości episkopatu sprzed 20 czy nawet 40 lat. Dziś to siedlisko społecznego zacofania i finansowej chciwości połączonej ze ślepym zaangażowaniem politycznym. No i ci polscy politycy trzęsą portkami…

A Nowoczesna? Będzie odgrywać jakąś ważną rolę w tych wyborach? Właśnie odeszło z niej 4 członków i przeszło do PO.

Nie wiem. Dwa lata temu robiłem takie badania, co może Ryszard Petru i partia o liberalnym profilu, ale liberalnym po polsku, czyli de facto konserwatywnym po części. Moja podpowiedź brzmiała, że ma szanse na minimum 4 proc., a maksymalnie 17 proc. Mówiłem też publicznie, że szansą tej partii jest otwarcie się na tę część społeczeństwa, której nie podobają się działania Kościoła katolickiego. Mamy w Polsce zacofany, niedający sobie rady z rzeczywistością Kościół. Łza się w oku kręci, gdy wspominamy osobistości episkopatu sprzed 20 czy nawet 40 lat. Dziś to siedlisko społecznego zacofania i finansowej chciwości połączonej ze ślepym zaangażowaniem politycznym. No i ci polscy politycy trzęsą portkami… To wielkie pytanie i wyzwanie polskiej polityki: czy znajdzie się jakaś partia chcąca bronić praw kobiet, zdrowego rozsądku, metodologii naukowej, przyczynowości i logiki, teorii Darwina, wszystkiego, czym będzie zaprzeczenie tej narracji, która pustoszy nam umysły młodego pokolenia? Niestety, Ryszard Petru bał się podjąć tej roli. Przerażające jest to robienie w gacie na widok krzyża i kościoła – i żeby było jasne, nie mówię o religii, tylko o realnie istniejącym (tu i teraz) instytucjonalnym Kościele katolickim w Polsce, finansowym i stricte politycznym. Chodzi o przywrócenie ładu konstytucyjnego i powrót do i tak wielkich przywilejów tej prywatnej instytucji o międzynarodowym zasięgu, której finansów i transferów (np. do Watykanu) nie znamy i – co gorsza – nie mamy prawa poznać. W kraju, w którym sprzedającą na chodniku czosnek i pietruszkę staruszkę można pociągnąć do odpowiedzialności za niepłacenie VAT-u. Chodzi o ucywilizowanie instytucjonalnych relacji, a nie o rugowanie religii z życia ludzi. Czy znajdzie się partia, która odważy się odciąć od tej patologicznej sytuacji, niewystępującej w żadnej innej demokracji? Nowoczesna powinna była się na to zdecydować. Spokojnie, rzeczowo, prawniczo.

Lewica ma w Polsce jak na tacy ok. 20 proc. poparcia i dodatkowe 10, jeśli się postara, ale do tego trzeba mieć atrakcyjny program i liderów zdolnych przekonać ludzi, że są w stanie wprowadzić te pomysły w życie. Tego w Polsce dziś nie mamy.

To może jednak lewica? PiS zagospodarował ten tradycyjnie lewicowy elektorat. Ale może na tym sprzeciwie wobec Kościoła powinna budować poparcie?

Skoro mamy globalny kryzys kapitalizmu na świecie, sprzeciw wobec banksterów, korporacji międzynarodowych, kapitału, nierówności, jednocześnie mamy instytucję religijną narzucającą rozwiązania w polityce wywiedzione z nienaukowych przesądów, do tego – pomimo wielkiej poprawy ostatnich dwóch dekad – grupy społeczne względnie biedne, tworzy to idealny kontekst dla lewicy.

Lewica na świecie nie odwołuje się dziś tylko do stricte ideologicznych kwestii, jak aborcja. Lewicowa oferta jest dziś nastawiona „publicznie” – dba o ścieżki rowerowe, transport publiczny, przedszkola, walczy o jakość edukacji publicznej etc. Krótko mówiąc, lewica ma w Polsce jak na tacy ok. 20 proc. poparcia i dodatkowe 10, jeśli się postara, ale do tego trzeba mieć atrakcyjny program i liderów zdolnych przekonać ludzi, że są w stanie wprowadzić te pomysły w życie. Tego w Polsce dziś nie mamy. Przez miłość bliźniego pominę już skutki zachowań premiera-kanclerza, który negocjował nasze wejście do UE i który kilka lat później kręcił się w korytarzach Samoobrony, a w końcu, by już całkiem skonfundować swych wyborców, zaproponował im panią Ogórek.

Ten elektorat to wykształcona, miejska inteligencja, która ma usta pełne sprawiedliwości społecznej, ale jednak liberalnie, a nie anarchistycznie, sprawiedliwej.

Nowa lewica też ma problem. Problem słabego rozeznania, kim jest ich elektorat – z naszych badań wynika, że w 2015 roku był on bardzo liberalny światopoglądowo, ale też liberalny ekonomicznie. Tymczasem oferta programowa jest ultralewicowa – propozycja radosnego rozdawnictwa nie przekona tych wyborców, oni ciężko pracują, rozumieją, co to są wartości merytokratyczne, i zostali urodzeni w czasie dominacji rynku. I choć może im się to i owo w skutkach działania rynku nie podobać, to jednak jest to dla nich świat zastany „naturalny”. Ten elektorat to wykształcona, miejska inteligencja, która ma usta pełne sprawiedliwości społecznej, ale jednak liberalnie, a nie anarchistycznie, sprawiedliwej.

Na kogo głosuje teraz ten elektorat? A może w ogóle nie chodzi do wyborów?

To skomplikowane, bo ten elektorat jest rozproszony. Gdybyśmy wzięli np. poparcie na poziomie 15 proc. dla SLD z połowy lat dwutysięcznych, czyli takie poparcie, jakie jest naturalne – bo już poparcie na poziomie 41 proc. z roku 2001 było sztuczne – to ten elektorat jest rozproszony. Jest w samym SLD, jest też oczywiście w PiS-ie – szczególnie ten starszy z mniejszych miast i terenów wiejskich. To jest nostalgia za Gierkiem i tym prostym światem, jakim były PGR-y; i opieka państwa.

W latach 70. w KOR Macierewicz, gdy był wyznawcą „czegewarskiej” wersji socjalizmu, miał przy sobie młodych anarchistów, którymi się wysługiwał, bo sam nie chciał ryzykować. Według mnie, Misiewicz posłużył mu za swoisty taran w wojsku.

Czy konflikt między Macierewiczem a Kaczyńskim o Misiewicza może być początkiem erozji zjednoczonej prawicy?

To skomplikowane, bo ten elektorat jest rozproszony. Gdybyśmy wzięli np. poparcie na poziomie 15 proc. dla SLD z połowy lat dwutysięcznych, czyli takie poparcie, jakie jest naturalne – bo już poparcie na poziomie 41 proc. z roku 2001 było sztuczne – to ten elektorat jest rozproszony. Jest w samym SLD, jest też oczywiście w PiS-ie – szczególnie ten starszy z mniejszych miast i terenów wiejskich. To jest nostalgia za Gierkiem i tym prostym światem, jakim były PGR-y; i opieka państwa.

W latach 70. w KOR Macierewicz, gdy był wyznawcą „czegewarskiej” wersji socjalizmu, miał przy sobie młodych anarchistów, którymi się wysługiwał, bo sam nie chciał ryzykować. Według mnie, Misiewicz posłużył mu za swoisty taran w wojsku.

Czy konflikt między Macierewiczem a Kaczyńskim o Misiewicza może być początkiem erozji zjednoczonej prawicy?

Na razie to ludzie opętani władzą. Proszę zobaczyć, jaki mają błysk w oku. Rozdają, dzielą, rządzą. Są infantylni w tej władzy, to prawda, wydaje im się, że tak będzie już zawsze, a to – bad news – nieprawda. Natomiast mają też niesamowitą determinację, aby przy władzy trwać, i to będzie stanowiło dla nas problem w przyszłości.

Gdyby zagrożone było przywództwo w partii, a takie plotki też chodzą, to od razu rzucą się sobie do gardeł, bo to partia, która nie kieruje się normalnymi demokratycznymi procedurami. Wszystko jest oparte na pomrukach z Żoliborza.

Zupełnie jak w PZPR.

Myli się pani. Jeśli wziąć pod uwagę np. lata 70. czy późne 80. i skupić się tylko na dominacji personalnego przywództwa, to żaden ówczesny pierwszy sekretarz nie dominował tak nad politycznym otoczeniem, jak dziś prezes. W PZPR w owych okresach było więcej dialogu, samoograniczania się, kolektywnego. Juan Linz, wybitny hiszpański politolog, wyróżnił w niedemokratycznych systemach system sułtanistyczny – taki, w którym koncentracja władzy przez jednego człowieka jest maksymalizowana. Otóż ani Gierek, ani Kania, ani później Rakowski nie mieli takiej koncentracji władzy; nie miał takiej nikt od ponad pół wieku, i to takiej nieodpowiedzialnej. W dwojakim sensie nieodpowiedzialnej – po pierwsze, szkodzącej krajowi, bo archaicznej, opartej na wizji polityki z okresu fin de siècle, a po drugie – bo nie będzie można go pociągnąć do odpowiedzialności, wszak sprytnie nie pełni żadnych ważnych funkcji. Jak się ta kosztowna politycznie farsa skończy, nie znajdziemy żadnego podpisu pod pomysłami destrukcji polskiej armii czy paraliżu Trybunału Konstytucyjnego. Oczywiście – może jak Al Capone – pójdzie siedzieć za co innego, wchodzi w grę znęcanie się nad zwierzętami, ale jako obywatel wolałbym, by poszedł siedzieć za to, co zniweczył w naszym kraju. Ku przestrodze przyszłym pokoleniom.

wiadomo.co

 

Kłócą się Karnowscy z Sakiewiczem. O Macierewicza

Agata Kondzińska, 15 kwietnia 2017

Nagroda im Lecha Kaczynskiego

Nagroda im Lecha Kaczynskiego (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Pewne siebie środowisko Tomasza Sakiewicza wyraźnie przyspieszyło realizację planu powołania nowej partii, „Partii Ludu Pisowskiego” – pisze na portalu wPolityce.pl prawicowy publicysta Michał Karnowski.

Środowiska Tomasza Sakiewicza i braci Karnowskich rywalizują od lat. Oba zwracają się do tego samego narodowo-katolickiego czytelnika. Odkąd rządzi PiS, trwa też walka o wpływy w TVP. Tym razem poszło o Antoniego Macierewicza. Zaczęło się od artykułu Piotra Lisiewicza dla Niezalezna.pl. W tekście „Antoni Macierewicz to najlepszy minister w rządzie PiS” Lisiewicz nie tylko wychwala szefa MON, ale też atakuje swoich prawicowych kolegów. Wytyka, że krytykują Macierewicza, a powinni być jak monolit, jak „zaprawiona w bojach drużyna, na której nie robią wrażenia ani gromy w mediach, ani wyssane z palca sondaże, ani umizgi wroga do niektórych z nas”. Pisze: – Jednym słowem – dopóki po naszej stronie koniunkturalni ślizgacze korzystali z okazji, aby milczeć, Macierewicz był najbardziej pożytecznym ministrem w przeprowadzaniu zmian, a zupełnie nieszkodliwym wizerunkowo.
I dalej: „Zaś skutkiem uaktywnienia się ślizgaczy jest utrudnianie Macierewiczowi dekomunizacji i odbudowy armii, a jednocześnie rozpoczynanie procesu erozji obozu niepodległościowego”.

„Nudne materiały o strasznym Macierewiczu”

Lisiewiczowi nie spodobały się słowa Piotra Skwiecińskiego (wiceszefa tygodnika „wSieci”), który na początku kwietnia o sondażowych spadkach PiS pisał tak: „w wypadku PiS dla odwrócenia sondażowej dekoniunktury żadne, nawet najdalej idące i najboleśniejsze ograniczenie programowe, żadna, nawet najdalej idąca i najboleśniejsza korekta personalna, nie byłyby ofiarą przesadnie wielką”.

Lisicki mu odpowiedział: – Teksty zastępcy redaktora naczelnego „wSieci” Piotra Skwiecińskiego robią Polsce więcej szkody niż wszystkie nudne materiały o strasznym Macierewiczu w TVN.

Lisiewiczowi odpowiedział w sobotę Michał Karnowski: „Mamy więc znowu ‚pisowski lud’ skupiony wokół liderów – Lisiewicza i Sakiewicza, a może i innych, który to lud ustami swoich przedstawicieli konsumuje sute 6-milionowe dotacje (chodzi o pieniądze na portal ekologiczny), którego nie razi kilkudziesięciotysięczne wynagrodzenie miesięczne dla 27-letniego działacza partyjnego, który ma poczucie odrębności i polityczne plany, ale który innych z obozu chce za pomocą kłamstwa wypchać”.

Koniec politycznej ciuciubabki. Jarosław Kaczyński postawi Antoniego Macierewicza do pionu?

Budowa „Partii Ludu Pisowskiego”

Karnowski atakuje środowisko „Gazety Polskiej”: „To nie o nas krążą opowieści o wymuszaniu wsparcia, o potężnych transferach na dziwnych zasadach, o przejadaniu każdego miesiąca milionów”.

Niby retorycznie Karnowski pyta: – Czy nie rozpoczęła się już gra na wyprowadzenie Prawa i Sprawiedliwości na twarde skały, a następnie, po spodziewanej katastrofie, na wymuszenie przegrupowania wewnątrz PiS, na zmuszenie do odejścia Jarosława Kaczyńskiego? Po tym miałaby nastąpić wspomniana „sukcesja”? Czy aby plan rozbicia Prawa i Sprawiedliwości, całej zwycięskiej koalicji z 2015 roku, nie wyłania się tu jasno? Czy ktoś nie zaczął już budowy „Partii Ludu Pisowskiego”?

I na to zdążył już zareagować Sakiewicz. Na portalu telewizji Republika dziwi się: „W Wielką Sobotę, kiedy ludzie szykują się do Świąt, Michał Karnowski dokonał bodajże najbrutalniejszego ataku na ‚Gazetę Polską’ i osobiście na mnie”. – Prymitywne to i tanie ze strony autora – ocenia Sakiewicz. Dodaje, że przyjął propozycję rozmowy o źródłach finansowania mediów. – Nie mamy nic do ukrycia. Chętnie porozmawiamy też o ich zapleczu – pisze. I zapewnia, że każda partia podlega krytyce. – Nie robimy tego jednak pod dyktando niemieckich i prorosyjskich mediów. Ze względu na sprawę smoleńską bardzo ostro przeciwstawialiśmy się atakom na Jarosława Kaczyńskiego i Antoniego Macierewicza – wyjaśnia. Jego zdaniem „szatański plan służb podlega na przeciwstawieniu jednego drugim”. – Wtedy śledztwo ugrzęźnie na wieki w atmosferze kompromitacji. Dzisiaj wykonawcą tego planu są bracia Karnowscy – ocenia.

Karnowscy jeszcze nie odpowiedzieli.

wyborcza.pl

PiS składa Polakom życzenia. Macierewicz o zmartwychwstaniu duchowym i wojskach obrony terytorialnej

Paweł Kośmiński, 15 kwietnia 2017

Sąd unieważnił decyzję MON o degradacji byłej funkcjonariusz Służby Kontrwywiadu Wojskowego, major Magdaleny E. Na zdjęciu szef MON Antoni Macierewicz.

Sąd unieważnił decyzję MON o degradacji byłej funkcjonariusz Służby Kontrwywiadu Wojskowego, major Magdaleny E. Na zdjęciu szef MON Antoni Macierewicz. (Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

– Drodzy rodacy, przyjaciele… – rozpoczyna swoje życzenia świąteczne prezydent Andrzej Duda. Premier Beata Szydło życzy, by święta były „czasem budowania zgody i solidarności między nami”. Szef MON Antoni Macierewicz: – Chrystus zmartwychwstał po to, żeby nas wszystkich wyzwolić, byśmy się nie bali, ale kochali własny kraj i wszystkich ludzi dobrej woli.

Z okazji świąt wielkanocnych prezydent wraz z pierwszą damą nagrali specjalne wideo. – Szanowni państwo – zwraca się do Polaków Agata Kornhauser-Duda. – Drodzy rodacy, przyjaciele – dodaje uśmiechnięty Andrzej Duda. Prezydent zwraca uwagę, że „Wielkanoc obchodzimy w tym roku razem: katolicy, prawosławni i ewangelicy”. – Niechaj ta jedność czasu bę

dzie symbolem jedności naszego ducha. Ducha miłości i prawdy. Niech zbliża chrześcijan różnych wyznań, łączy rodziny i całą wspólnotę – mówi.

Życzenia od Pary Prezydenckiej z okazji Świąt Wielkanocnych.

– Życzymy państwu, aby ten czas umocnił więzi w naszych domach w całym kraju – dodaje pierwsza dama. „Serdeczne myśli” prezydent kieruje również do „rodaków mieszkających poza granicami Rzeczypospolitej”. – Niechaj wszędzie, gdziekolwiek słychać polską mowę, gdzie kultywuje się ojczyste tradycje, rozbrzmiewa radosne „Alleluja” – mówi prezydent.

Szydło o „budowaniu zgody i solidarności między nami”

Życzenia nagrała również szefowa rządu. Beata Szydło mówi o tym, że Wielkanoc to „moment odrodzenia wiary, nadziei i miłości; zwycięstwa dobra nad złem”. – Wierzę, że te święta będą dla polskich rodzin dobrym, szczęśliwym czasem – podkreśla. – Przygotowując się do nich, siadając do wspólnego stołu, nieraz pomyślimy z radością, że mamy tak wiele, że tak wiele nas łączy.

W tym kontekście premier wymienia zarówno „dar bycia razem i wspólnoty”, jak i „poczucie, że Polska w Europie jest miejscem bezpiecznym, dającym nam gwarancję stabilizacji, rozwoju, realizacji naszych planów i aspiracji”.

– Szanowni państwo, niech te święta Wielkiejnocy przyniosą dużo pogodnych chwil, uśmiechu i odpoczynku, niech będą momentem odnowienia tych najlepszych uczuć, czasem budowania zgody i solidarności między nami – życzy szefowa rządu.

Macierewicz życzy „zmartwychwstania duchowego”

Osobiste życzenia przygotował także Antoni Macierewicz. Minister wymienia długą listę adresatów, zwraca się do „panów generałów, pań i panów oficerów, żołnierzy, wszystkich pracowników armii, wojska, MON i wszystkich związanych z armią w Polsce instytucji, Polaków”.

– Życzę wam dobrych, błogosławionych, rodzinnych świąt Wielkiej Nocy. Życzę wam dzisiaj zmartwychwstania duchowego. Życzę wam, byście zawsze wtedy, gdy podejmujecie dobre działania, kiedy podejmujecie działania zgodne z naszym interesem narodowym, zgodne z naszą polską cechą, jaką jest: szczerość, lojalność, uczciwość i wierność ojczyźnie, zawsze wtedy byli wytrwali, pewni siebie, dumni z tego, że jesteście Polakami, i gotowi do poświęceń – przemawia. Jak podkreśla, „nie dla brawury, tylko dlatego, że to jest potrzebne naszej ojczyźnie”.

– Tak jak potrzebna jest armia – silna i sprawna. Ta armia, którą razem dzisiaj zmieniamy, budujemy od nowa – kontynuuje Macierewicz. Wspomina o wojskach obrony terytorialnej, jednym z pomysłów PiS, które mają stać się piątym rodzajem sił zbrojnych. Szef MON przekonuje, że budzą one „wiele nadziei i entuzjazmu w polskiej młodzieży”.

– Rzeczywistość Polski na progu Wielkiejnocy 2017 jest rzeczywistością przede wszystkim bezpieczną – zapewnia Macierewicz. – Chrystus zmartwychwstał po to, żeby nas wszystkich wyzwolić, byśmy się nie bali, ale kochali własny kraj i wszystkich ludzi dobrej woli.

Mniej głupoty, polityki i narzekania. Wielkanocne życzenia dziennikarzy „Gazety Wyborczej”

Wyborcza.pl

%d blogerów lubi to: