Jarosław Kaczyński kuma się z miedzynarodówką antyunijną

Możemy się zastanawiać, ile bracia Kaczyńscy zawdzięczają Lechowi Wałęsie. Pierwszy szef „Solidarności” na pewno przyspieszył ich karierę, obydwaj byli rozmazanym tłem w czasie klasycznej „Solidarnosci”, acz Lech „załapał” się na internowanie stanu wojennego.

Kluczem jest Okrągły Stół, w którym Wałęsa wystawił ich jako reprezentantów opozycji solidarnościowej, choć nie zasługiwali na to, lecz szef „S” budował swoje zaplecze i padło na ambitnych Kaczyńskich. I obydwaj na tym skorzystali, przede wszystkim Jarosław stworzył potem majątek partyjny na uwłaszczeniu się na komuszych mediach.

Gdyby nie Wałęsa, Jarosław Kaczyński i tak zaistniałby, bo to „zwierzę polityczne”. Okrągły Stół dał Kaczyńskim impet, to ich chrzest bojowy, wówczas stali się rozpoznawalni. Raczkowali w politycznych pieluchach, które przewijał im Wałęsa.

„Rzeczpospolita” dokopała się w tzw. archiwum Kiszczaka w USA do korespondencji Lecha Kaczyńskiego z PRL-owskim ministrem spraw wewnetrznych, który wraz z Wojciechem Jaruzelskim stał na czele ówczesnej strony partyjno-rządowej, gdy w Polsce następował bezkrwawy przewrót ustrojowy.

Niczego nie ma zdrożnego w tej korespondencji, ale staje ona w poprzek pisowskiemu mitowi, w poprzek zakłamywaniu najnowszej historii. Lech Kaczyński wdzięczy się Kiszczakowi, który przesyła mu zdjęcia z Magdalenki. Ot, kawałek historii.

Zakłamanie polityczne zawsze prowadzi do katastrofy. Lecha Kaczyńskiego doprowadziła do katastrofy smoleńskiej, w której oprócz niego zginęło 95 osób. Jarosław jest zdecydowanie ambitniejszy od brata, doprowadza Polskę do katastrofy – nazywam ją: ogólnopolską katastrofą smoleńską.

Oczywistym kłamstwem jest ostatnia maska prounijna, którą na konwencji PiS nałożyła sobie na twarz rządząca partia z zasadniczego powodu, iż zbliżają się wybory.

Spod tej maski ukazują się prawdziwe intencje Kaczyńskiego, bo tych nie da się ukryć. 9 stycznia ma dojść do rozmowy na Nowogrodzkiej Kaczyńskiego z wicepremierem Włoch Matteo Salvinim, liderem Ligii Północnej, partii antyeuropejskiej.

Jak pisze włoska Repubblica, celem Salviniego jest wciągniecie PiS do nowej międzynarodówki antyunijnej. Na tapecie są także Marine le Pen, sponsorowana przez Kreml i holenderski nacjonalista Geert Wilders. W tym kontekście staje się zrozumiałe, dlaczego Mateusz Morawiecki wzmocnił rząd o „agenta wpływu  Kremla” Adama Andruszkiewicza.

 

 

 

Generał Czesław Kiszczak uwielbiał pisać listy. W 2002 roku napisał m.in. do Lecha Kaczyńskiego. Ówczesny prezydent stolicy grzecznie odpisał.

Zaledwie dwa dni po wyborze Lecha Kaczyńskiego na prezydenta Warszawy, 20 listopada 2002 roku, z gratulacjami pospieszył gen. Kiszczak. Przy okazji przesłał też zdjęcia z rozmów w Magdalence, które odnalazł „szperając w szufladach”, a na których znajdował się m.in. Lech Kaczyński.

Prezydent stolicy odpowiedź wysłał po miesiącu, tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Dziękował za fotografie, które – jak pisał mają dla niego „wartość osobistą”, ale także „wartość historyczną” i życzył generałowi „zdrowia i spokoju”.

Kurtuazyjną i grzeczną wymianę korespondencji Kaczyńskiego odnaleźli w archiwum Kiszczaka w USA dziennikarze „Rzeczpospolitej” i „Polskiego Radia”. Nie obciąża ona w żaden sposób śp. Lecha Kaczyńskiego, ale jest dowodem na to, że generał do końca swoich dni usiłował podtrzymywać relacje z różnymi ludźmi, których poznał przy okazji obrad Okrągłego Stołu. Być może licząc przy tym na jakąś przychylność z ich strony.

W „Kiszczak Papers” w USA jest wiele innych listów, które generał kierował do różnych osób oraz redakcji prasowych i telewizyjnych. Jest także całkiem spora kolekcja listów, które Kiszczak otrzymywał od znanych postaci życia publicznego.

 

Kult Kaczyńskich trzyma się coraz mocniej

2STY

Chwal się sam, bo nikt tego nie zrobi lepiej od ciebie; my możemy dodać jeszcze: sam i to najlepiej za życia… Buduj sobie i najbliższym pomniki, zapisuj swe imię w najbardziej prestiżowych miejscach… Tę mało odkrywczą maksymę realizuje bez skrupułów  Jarosław Kaczyński i jego świta. Po cichu lecz konsekwentnie…

Ostatnio tuż po wernisażu wystawy zorganizowanej z okazji 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości w Zamku Królewskim w Warszawie, w eksponowanym miejscu pojawiło się nowe zdjęcie. To fotografia… braci Kaczyńskich.

„Jestem pewien, że zostało dodane już po wernisażu” – ocenia informator „Gazety Wyborczej”, która o tym napisała. Zwiedził on bowiem ekspozycję jeszcze raz.

Fotografia Lecha i Jarosława Kaczyńskich trafiła do jednej z ostatnich sal wystawy, którą poświęcono działalności „Solidarności” w latach 1980-1981. Wisi obok fotografii: Anny Walentynowicz szykującej posiłek dla protestujących stoczniowców w 1980 r. oraz zdjęcia strajkujących rolników w Rzeszowie w 1981 r.

Jak zauważa „Gazeta Wyborcza”, zdjęcie Kaczyńskich, w przeciwieństwie do tych dwóch, nie jest opatrzone żadnych opisem. Na dodatek pochodzi  ze znacznie późniejszego okresu niż lata 1980-1981.

„Nie udało nam się znaleźć zdjęcia obu braci z przełomu lat 70. i 80. Daliśmy więc późniejsze, z przełomu lat 80. i 90. Natrafiliśmy na nie w książce „Czas na zmiany. Rozmowa z Jarosławem Kaczyńskim” – tłumaczy nieścisłość w rozmowie z „Wyborczą” wicedyrektor Zamku Królewskiego Ziemowit Koźmiński.

Jak do tego doszło? Kto o tym zadecydował? Podobno, pracownicy Zamku Królewskiego twierdzą, że takie polecenie otrzymali od dyrektora, prof. Wojciecha Fałkowskiego, który w listopadzie 2017 r. został powołany na to stanowisko bez konkursu przez ministra kultury Piotra Glińskiego. Za kadencji Antoniego Macierewicza był on wiceszefem MON.

Wicedyrektor Koźmiński z kolei przekonuje, że wystawa po prostu ewoluowała i zdjęcie Kaczyńskich dodano wraz z innymi zdjęciami: Ignacego Daszyńskiego czy generała Józefa Hellera. Zaznaczył, że ponadto o zdjęcie Lecha i Kaczyńskiego upominali się  zwiedzający. „Po trzech-czterech dniach funkcjonowania ekspozycji zaczęły do nas napływać głosy, że takiego zdjęcia brakuje. Nie pochodziły z Kancelarii Prezydenta ani ministerstw czy urzędów. To były prywatne uwagi”– zapewnia wicedyrektor Zamku Królewskiego.

Przeczą temu słowa doktora Łukasza Kossowskiego z Muzeum Literatury, który wraz z żoną, prof. Ireną Kossowską, był jednym z kuratorów wystawy i autorów jej scenariusza: „Zdjęcie braci Kaczyńskich to inna kwestia. Dyspozycję jego powieszenia wydał dyrektor Zamku. Jako komisarze nic nie wiemy na ten temat. Nikt z nami nie konsultował tego kroku” – oświadcza „Wyborczej”.

Wystawę „Znaki wolności. O trwaniu polskiej tożsamości”, otwarto 9 listopada. Można ją zwiedzać  do 31 marca.

 

Kaczyńscy na dostawkę. Tak Zamek Królewski w Warszawie manipuluje swoją wystawą

Na wernisażu wystawy „Znaki wolności. O trwaniu polskiej tożsamości” prezentowanej w salach Zamku Królewskiego w Warszawie widzowie nie zobaczyli zdjęcia braci Kaczyńskich. Po kilku tygodniach dodano je bez wiedzy komisarza prezentacji, za to z polecenia dyrektora. 

Dyrektorem Zamku Królewskiego w Warszawie jest wybrany bez konkursu, ale na wyraźne polecenie ministra kultury Piotra Glińskiego profesor Wojciech Fałkowski, wcześniej wiceminister obrony za rządów Antoniego Macierewicza w MON. Można się było zatem spodziewać, że w przyszłości dyrektor będzie bardziej podatny na sugestie i wpływy płynące z góry.

Gdy Zamek wraz z Muzeum Literatury i Ministerstwem Obrony Narodowej przygotował jedną z największych tegorocznych wystaw nawiązujących do stulecia odzyskania niepodległości, w sali poświęconej „Solidarności” pojawiły się takie postaci jak Anna Walentynowicz, Jacek Kuroń, Lech Wałęsa, czy zdjęcia protestujących stoczniowców. Zabrakło braci Kaczyńskich, a to nie spodobało się dyrektorowi. To na jego polecenie, jak twierdzi Gazeta Wyborcza, już po wernisażu dodano zdjęcia Jarosława i Lecha Kaczyńskiego. Co ciekawe, nie są to zdjęcia z początku lat 80. ale późniejsza fotografia, z czasów gdy bracia Kaczyńscy weszli już do polityki. Zdjęcie wykonano w holu Sejmu.

Wicedyrektor zamku Ziemowit Koźmiński tak tłumaczy sytuację: – Po wernisażu mieliśmy konferencję na temat dróg dochodzenia do niepodległości zorganizowaną przez IPN i Kancelarię Prezydenta RP. Jej uczestnicy zwiedzili wystawę i zgłosili uwagi. A ponieważ są to historycy specjalizujący się w dziejach najnowszych, niektóre ich uwagi musiały zostać uwzględnione. Dodaje też, że głosy na temat braku obecności Kaczyńskich miały do Zamku napłynąć nie z Kancelarii Premiera czy Ministra Kultury, ale od ludzi zwiedzających wystawę. Tłumaczy też, dlaczego nie zaprezentowano zdjęcia braci Kaczyńskich z przełomu lat 70. i 80. – Nie udało nam się znaleźć zdjęcia obu braci z przełomu lat 70. i 80. Daliśmy więc późniejsze, z przełomu lat 80. i 90. Natrafiliśmy na nie w książce „Czas na zmiany. Rozmowa z Jarosławem Kaczyńskim” – tłumaczy.

Tyle, że o decyzjach nie powiadomiono osób, które współpracowały nad wystawą. Komisarzem ekspozycji był i dr Łukasz Kossowski z Muzeum Literatury, który wraz prof. Ireną Kossowską tworzył scenariusz wystawy. Kossowski twierdzi, że nie słyszał uwag dotyczących nieobecności braci Kaczyńskich. Samej decyzji o włączeniu ich do ekspozycji nikt z nimi nie konsultował.

newsweek.pl

 

Wałęsa dowartościował nieszczęście dla Polski, braci Kaczyńskich

3STY

Tutaj reportaż o Wałęsie, który dowartościował Kaczyńskich >>>