O kulson! Hatakumba już dwa lata rządzi!

O kulson! Hatakumba już dwa lata rządzi!

Prawie równocześnie obchodzono 99 rocznicę Niepodległości oraz dwa lata rządów PiS-u. Niezadowolona część narodu może powiedzieć o wyroku, jaki zapadł po wygranych wyborach: „Rok nie wyrok, dwa lata jak dla brata” – tak mawiają osadzeni. Co dalej? Trzeci rok? O, kulson!

My naród, a przynajmniej duża jego część, siedzimy za niewinność! Musimy znosić popisy inteligencji Patryka Hatakumby Jakiego. Ostrze jego inteligencji podrzyna nam gardło. Pytany przez dziennikarzy, czy ONR powinien zostać zdelegalizowany, ponieważ prezydent Warszawy już składała wnioski o delegalizację z powodu „hejlowania”, haseł i symboli w kolorze brunatnym, odpowiada, że wykwaterowani byli lokatorzy, małe dzieci, że one nie są faszystami, „nie było i nie ma na to naszej zgody” – grzmiał. Naszej też nie! Nikt tych ludzi faszystami nie nazywał. Każdy powód jest dobry, żeby puszyć się w mediach. Jakby się, kulson, najarał dopalaczy albo nawdychał oparów na marszu. Nie wiem, czy ONR powinien być zdelegalizowany czy nie – to powinien rozstrzygnąć sąd. Mnie chodzi o logikę wywodu Jakiego.

Następnego dnia po triumfalnym przemarszu Mariusz Ucho Prezesa Błaszczak dziękował służbom za świetną robotę. A że jakieś kobiety zostały skopane, oplute i obrażone? Cóż nie powinny protestować, bo marsz był legalny! Hasła na czele pochodu też w związku z tym były legalne.

Później wywleczona do radiowozu protestująca kobieta nie usłyszała tego, co usłyszała, czyli siadaj k…, ponieważ pojawił się niejaki Kulson i to jemu wydano polecenie: „Siadaj, Kulson”. O kulson! Słowo przeciwko słowu. Komu uwierzy prokurator? Chyba wiecie! Kulsonowi uwierzy. Kulson stał się twarzą warszawskiej policji i najbardziej znanym „psem” w kraju. Siadaj, Kulson!

To wszystko razem przypomina proces, w którym zgwałconej kobiecie mówi się, że nie powinna znaleźć się o zmierzchu na drodze gwałciciela albo miała zbyt krótką spódnicę. Policja według ministra Błaszczaka zachowała się wzorowo. Być może nie było jej tam, gdy te trzy kobiety były bite i kopane. Minister Błaszczak może powiedzieć: – Panie prezesie, zadanie wykonane!

Nikt z PiS-u nic nagannego nie widział i nic nie słyszał. Dlaczegóż tak się dzieje? Otóż oni mają rozkaz oglądać telewizję narodową oraz Trwam. Narodowa pokazywała atmosferę pikniku, młodzi rodzice z wózkiem, starsi uśmiechnięci dziadkowie, wszyscy szczęśliwi. Okazało się, że prezydent jest innego zdania, co innego zobaczył. No więc w związku z mocnymi słowami prezydenta, trzeba śpiewać trochę cieniej, żeby Adrian nie wetował już ustaw. Oni wciąż uważają go za Adriana. Sam Jarosław – Mordy Zdradzieckie – prezes jest przeciwko mowie nienawiści, brunatnym transparentom, rasizmowi czemu dał wyraz. Jego ludzie dostali dyrektywy. Mają gadać, że są przeciw, ale że trzeba zbadać lewackie ugrupowania. Komunistyczne. Czy widzieliście tych lewaków kopiących kobiety? No to kulson, przestańcie ściemniać!

Rzeczniczka Beata Poniekąd Mazurek, tak, tak, to ta, co o kopaniu pewnego inaczej myślącego faceta przez trzech białych, mówiła: – „To nie powinno się zdarzyć, ale poniekąd ich rozumiem”, tym razem „zapodała”: – „To nie powinno się zdarzyć, ale trudno przy tej ilości ludzi zobaczyć te rzeczy”.

Też uważam, że ostatnie wybory, owszem, były legalne, lecz „to się nie powinno zdarzyć”. To był efekt społecznego znudzenia ciepłą wodą i to się nie może powtórzyć. POniekąd.

Krystyna Kofta

koduj24.pl

Wymienić orła białego na pawia

Wymienić orła białego na pawia

Parlament Europejski podjął rezolucję, iż w kraju rządzonym przez pawie niszczona jest demokracja.

Zdziwiony jestem, że herbem Polski pod panowaniem PiS nie jest paw. Orzeł biały to taki sobie ptak, który zwykle starcie z jastrzębiem sromotnie przegrywa. A paw odpowiednio skrzeczy i nikt go w wielkości decybeli na najwyższych tonach nie przebije. Ilość pawi w PiS jest co najmniej równa ilości ministrów, tylu pawi nie ma żaden rząd na świecie. Dzisiaj pawie PiS wyszły przed mikrofony, nie wszyscy dziennikarze mogli zachować słuch, bębenki mogły im paść, a na pewno rozum. Także pawie ogony PiS przewyższają ilością kolorów klasycznej tęczy.

I wszystko byłoby w porządku. Pawie sobie poskrzeczały, zmniejszyła się wrażliwość słuchu dziennikarzy, gdyby nie Parlament Europejski, który podjął rezolucję, iż w kraju rządzonym przez pawie niszczona jest demokracja.

Nie wiem, jaki związek istnieje między pawiem a pawianem, na pewno onomatopeiczny. Mogliśmy zobaczyć, że niektórzy od razu przeistoczyli się w pawianów. Dostali małpiego rozumu po rezolucji PE. Beata Szydło nawet zapowiedziała, że na szczycie europejskim w Goeteborgu odniesie się do – jak napisała na Twitterze – „dzisiejszych skandalicznych wydarzeń w PE”.

Szczyt europejski gromadzi przywódców krajów europejskich pod godnym kierownictwem szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska i raczej – a w zasadzie na pewno – żaden z przywódców nie jest europarlamentarzystą. Więc komu zaskrzeczy premier Szydło o „skandalicznych wydarzeniach”, hę?

Za Juliuszem Słowackim optuję, iż nie wystarczy stwierdzenie: „pawiem narodów byłaś i papugą”. Należy w symbolice państwa coś zmienić, aby dorównał aspiracjom ministrów rządu PiS i samej Szydło. Paw to piękny ptak, choć paw pisowski jest nielotem, za to lepiej skrzeczy od innych.

Rząd jakby przewidział „skandal w PE” i wysłał „niezależnych” dziennikarzy na tournee europejskie. Trochę tego nie rozumiem, acz wydaje mi się, że od skrzeku pawi PiS nie padł mi rozum. Po co mają przekonywać „niezależni” dziennikarze prawicowi, iż w Polsce demokracja ma się dobrze. Mogę się założyć, że w Moskwie przyjęci zostaliby ze zrozumieniem i dostaliby zasłużoną porcję oklasków. A tak do Berlina pojechali m.in. Piotr Semka (publicysta tygodnika „Do Rzeczy”), Cezary Gmyz (korespondent TVP), Olga Doleśniak-Harczuk (zastępca redaktora naczelnego „Gazety Polskiej”) i Krzysztof Skowroński (prezes SDP).

Napisałem, że byli m.in. ci, a nie inni dziennikarze. Nie wiem, jacy inni byli, ale wiem, że na spotkanie „niezależnych” dziennikarzy prawicowych stawiło się 6 (słownie: sześciu) niemieckich dziennikarzy. Przy porządnej ławie w niemieckich piwiarniach znalazłoby się jeszcze niejedno miejsce dla „niezależnego” piwosza, acz zależnego od piwa.

Nie będę relacjonował, co wygadywali nasi koryfeusze dziennikarstwa. Przy całym szacunku dla nich jako ludzi, jest to niestety trzeci, a może nawet czwarty garnitur profesji, choć był przecież szef SDP Skowroński, to jego profesjonalizm jest nielotny, godny kuraka grzebiącego, bo do takiego rzędu ptactwa skrzeczącego należy paw.

PiS zmienia niezależność sądownictwa w zależność od autokraty, Trybunał Konstytucyjny w wydmuszkę, media publiczne w gadzinówki, to dlaczego nie zmieni symboliki orła białego na kuraka pawia? Hę?

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Dziennikarze TVP zadzwonili do Macieja Laska pod nieaktualny numer

Katastroficzny dyplom Macieja Laska

Po tym, jak Telewizja Republika upubliczniła fragmenty rozmów członków tzw. komisji Millera na temat roli gen. Błasika i jego pobycie w kabinie pilotów feralnego lotu do Smoleńska, TVP pod rządami Jacka Kurskiego właściwie nie miała wyjścia – musiała zająć się tematem.

Dziennikarze TVP chcieli ponoć porozmawiać z Maciejem Laskiem, który był członkiem tej komisji. Ale zachowali się według obecnie obowiązujących w telewizji standardów, o czym poinformował sam Lasek: – „Usłyszałem dzisiaj, że w TVP1/2 powiedziano, że nie odbieram telefonów. To nic dziwnego, jeżeli dzwoni się pod numer służbowy PKBWL, który dzięki dobrej zmianie od ponad roku jest już nieaktywny. Panie i panowie z TV – trochę więcej profesjonalizmu” – napisał na Facebooku.

PKBWL to Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych, której do czasów „dobrej zmiany” przewodniczył Maciej Lasek. Trudno uwierzyć, że w TVP tego nie zauważono. Baza numerów telefonów w każdej redakcji ciągle uaktualniana, a przynajmniej się tak dzieje w profesjonalnym medium. Wychodzi na to, że dzwoniący niekoniecznie chcieli się dodzwonić…

koduj24.pl

Wymienić orła białego na pawia

Zdziwiony jestem, że herbem Polski pod panowaniem PiS nie jest paw. Orzeł biały to taki sobie ptak, który zwykle starcie z jastrzębiem sromotnie przegrywa. A paw odpowiednio skrzeczy i nikt go w wielkości decybeli na najwyższych tonach nie przebije. Ilość pawi w PiS jest co najmniej równa ilości ministrów, tylu pawi nie ma żaden rząd na świecie. Dzisiaj pawie PiS wyszły przed mikrofony, nie wszyscy dziennikarze mogli zachować słuch, bębenki mogły im paść, a na pewno rozum. Także pawie ogony PiS przewyższają ilością kolorów klasycznej tęczy.

I wszystko byłoby w porządku. Pawie sobie poskrzeczały, zmiejszyła się wrażliwość słuchu dziennikarzy, gdyby nie Parlament Europejski, który podjął rezolucję, iż w kraju rządzonym przez pawie niszczona jest demokracja.

Nie wiem, jaki związek istnieje między pawiem a pawianem, na pewno onomatopeiczny. Mogliśmy zobaczyć, że niektórzy od razu przeistoczyli się w pawianów. Dostali małpiego rozumu po rezolucji PE. Beata Szydło nawet zapowiedziała, że na szczycie europejskim w Goeteborgu odniesie się do – jak napisała na twitterze – „dzisiejszych skandalicznych wydarzeń w PE”.

Szczyt europejski gromadzi przywódców krajów europejskich pod godnym kierownictwem szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska i raczej – a w zasadzie na pewno – żaden z przywódców nie jest europarlamentarzystą. Więc komu zaskrzeczy premier Szydło o „skandalicznych wydarzeniach”, hę?

Za Juliuszem Słowackim optuję, iż nie wystarczy stwierdzenie: „pawiem narodów byłaś i papugą”, należy w symbolice państwa coś zmienić, aby dorównał aspiracjom ministrów rządu PiS i samej Szydło. Paw to piękny ptak, choć paw pisowski jest nielotem, za to lepiej skrzeczy od innych.

Rząd jakby przewidział „skandal w PE” i wysłał „niezależnych” dziennikarzy na tournee europejskie. Trochę tego nie rozumiem, acz wydaje mi się, że od skrzeku pawi PiS nie padł mi rozum. Po co mają przekonywać „niezależni” dziennikarze prawicowi, iż w Polsce demokracja ma sie dobrze.

Mogę się założyć, że w Moskwie przyjęci zostaliby ze zrozumieniem i dostaliby zasłużoną porcję oklasków. A tak w Berlinie  wzięli udział m.in. Piotr Semka (publicysta tygodnika „Do Rzeczy”), Cezary Gmyz (korespondent TVP), Olga Doleśniak-Harczuk (zastępca redaktora naczelnego „Gazety Polskiej”) i Krzysztof Skowroński (prezes SDP).

Napisałem, że byli m.in. ci a nie inni dziennikarze, nie wiem, jacy inni byli, ale wiem, że na spotkanie „niezależnych” dzienikarzy prawicowych stawiło się 6 (słownie: sześciu) niemieckich dziennikarzy. Przy porządnej ławie w niemieckich piwiarniach znalazłoby się jeszcze niejedno miejsce dla „niezależnego” piwosza, acz zależnego od piwa.

Nie będę relacjonował, co wygadywali nasi koryfeusze dziennikarstwa, przy całym szacunku dla nich jako ludzi, jest to niestety trzeci, a może nawet czwarty garnitur profesji, choć był przecież szef SDP Skowroński, to jego profesjonalizm jest nielotny, godny kuraka grzebiącego, bo do takiego rzędu ptactwa skrzeczącego należy paw.

PiS zmienia niezależność sądownictwa w zależność od autokraty, Trybunał Konstytucyjny w wydmuszkę, media w gadzinówki, to dlaczego nie zmieni symboliki orła białego na kuraka pawia? Hę?

Normalnie jebson

PE przegłosował też poprawkę do rezolucji, „wzywająca polskie władze do potępienia faszystow.,ksenofob.marszu 11.11 w Warszawie”

Dziś w Parlamencie Europejskim odbyła się debata o praworządności w Polsce. Wielu ważnych europejskich polityków powtarzało: To nie atak na Polskę. To walka o demokrację i państwo prawa. Polacy mają do nich prawo tak. jak wszyscy obywatele Unii.

Parlament Europejski przyjął rezolucję w sprawie praworządności w Polsce. Szydło wściekła

WB, IAR, 15.11.2017

Premier Beata Szydło prezentuje program 'Rodzina 500 + ', 1 lutego 2016.

Premier Beata Szydło prezentuje program ‚Rodzina 500 + ‚, 1 lutego 2016. (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

W Parlamencie Europejskich odbyła się dziś debata na temat sytuacji w Polsce. Wnioskowali o nią zieloni i liberałowie w związku z prowadzoną reformą wymiaru sprawiedliwości, ale poparła większość grup politycznych.

Premier Beata Szydło zapowiedziała, że podczas piątkowego szczytu europejskiego w Goeteborgu odniesie się do – jak napisała na twitterze – „dzisiejszych skandalicznych wydarzeń w PE”. „Politycy, szkalujący swój kraj na forum międzynarodowym nie są godni jego reprezentowania” – napisała Beata Szydło na twitterze.

Polakom żyje się lepiej, o to nam chodzi”. Prezes i Szydło podsumowują 2 lata rządów PiS

http://www.gazeta.tv/plej/19,114927,22644155,video.html

gazeta.pl

 

Polscy dziennikarze do niemieckich: opisujecie nas jednostronnie

Krzysztof Skowroński w Berlinie: Zdecydowana większość tekstów poświęconych naszemu krajowi ma negatywny wydźwięk (fot. archiwum Press)

Jedynie sześć osób wzięło udział w zorganizowanym przez SDP w Berlinie spotkaniu polskich dziennikarzy z ich kolegami z mediów niemieckich. Nasze media reprezentowali wyłącznie przedstawiciele prawicowych redakcji.

Na początku lipca br. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich dostało z MSZ 268,15 tys. zł na dofinansowanie programu „Dziennikarze mówią o Polsce – dialog dziennikarzy polskich z dziennikarzami zagranicznymi”. W pierwszym spotkaniu, które odbyło się w poniedziałek 13 listopada br. w Instytucie Polskim w Berlinie, wzięli udział m.in. Piotr Semka (publicysta tygodnika „Do Rzeczy”), Cezary Gmyz (korespondent TVP), Olga Doleśniak-Harczuk (zastępca redaktora naczelnego „Gazety Polskiej”) i Krzysztof Skowroński (prezes SDP).

Bartosz T. Wieliński z ”Gazety Wyborczej” napisał w serwisie Wyborcza.pl, że do Instytutu Polskiego przyszli m.in. dziennikarze piszący dla tygodnika „Die Zeit”, dzienników „Der Tagesspiegel” i „Märkische Oderzeitung” i portalu ”Spiegel Online”, a także też przedstawicielka stowarzyszenia Reporterzy bez Granic. Razem sześć osób.

Jak relacjonuje Wojciech Szymański z polskiej redakcji Deutsche Welle w Berlinie w serwisie Dw.com, prezes SDP Krzysztof Skowroński podczas spotkania opowiadał, że jego niepokój budzi to, co w Niemczech mówi się i pisze o Polsce. ”Zdecydowana większość tekstów poświęconych naszemu krajowi ma negatywny wydźwięk, a to nie służy dobrym stosunkom, tylko wywołuje wrogość. Niemcy zaczynają bać się jechać do Polski” – mówił Skowroński. Cezary Gmyz stwierdził: ”Polskę opisuje się w Niemczech bardzo jednostronnie”.

Wyborcza.pl pisze, że gdy pojawił się temat zwolnień dziennikarzy z mediów publicznych, Polacy przekonywali, że za rządów PO również zwalniano dziennikarzy z mediów publicznych lub tygodnika „Uważam Rze”.

„Dobrze, że jest takie spotkanie, ale gdzie są przedstawiciele innych redakcji, krytycznych wobec rządu?” – pytał Thomas Dudek (pisze m.in. dla „Spiegel Online”), cytowany przez Dw.com. „Wystarczająco długo rozmawialiście z «Gazetą Wyborczą», teraz możecie porozmawiać z «Gazetą Polską Codziennie», to chyba sprawiedliwe” – odpowiedziała Olga Doleśniak-Harczuk.

„Poniedziałkowe spotkanie zorganizowane w Instytucie Polskim w Berlinie przebiegło w dość dobrej atmosferze. Ale polskim dziennikarzom raczej nie udało się przekonać niemieckich kolegów do «dobrej zmiany»” – napisał Wojciech Szymański z sekcji polskiej „DW”.

„Byłem zażenowany. To nie była rozmowa o Polsce czy stosunkach polsko-niemieckich, tylko wyliczanka urazów. Polacy wyliczali nam, że ta niemiecka redakcja źle napisała o PiS to, inna tamto. Dzieciniada” – opowiadał „Gazecie Wyborczej” jeden z niemieckich dziennikarzy obecnych na spotkaniu.

„Bardzo nieuczciwa relacja Wojciecha Szymańskiego w @dw_polski. 80% dyskusji było o tym co razi obie strony DZIENNIKARSKIE w sposobie pisania o drugiej stronie. Nikt nie występował w roli rzecznika rządu. A puenta «nie przekonali niem. kolegów» świadczy o złej woli Deutsche welle” – skomentował relację Szymańskiego na Twitterze Piotr Semka.

Wojciech Szymański podał, że kolejne spotkania planowane są w Brukseli, Londynie, Bratysławie, Budapeszcie i Pradze.

press.pl

Schetyna: Czekamy na ordynację wyborczą, bo to rzeczywiście klucz

Schetyna: Czekamy na ordynację wyborczą, bo to rzeczywiście klucz

– Nie jesteśmy niczym zarażeni, czekamy na ordynację wyborczą, bo to rzeczywiście klucz. Widać w jaki sposób PiS demoluje ordynację i w jaki sposób chce przez ordynację wygrać wybory i rozbić opozycję – mówił Grzegorz Schetyna w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet.

 

300polityka.pl

STAN GRY: GPC mocno o Marszu: Kompromitacja, może jeszcze tradycja NKWD? Zaremba i Fijołek o scenariuszu bez Macierewicza, Wroński chwali PAD

— JUTRO W RZESZOWIE RUSZA KONGRES 590:

https://www.kongres590.pl

— ŚRODOWISKA NARODOWE DOGONIŁY WŁASNY OGON – Jacek Liziniewicz w GPC: “Środowiska narodowe dogoniły własny ogon. Przez lata organizatorzy Marszu Niepodległości wyśmiewali się z mediów, które robiły z nich faszystów. Ileż było śmiechu z Jacka Hugo-Badera, który wysmarował się pastą do butów i udawał czarnoskórego, aby tylko uzasadnić, że wielotysięczny marsz to spęd rasistów, którzy nad przywiązanie do ojczyzny przedkładają kwestie koloru skóry. Gdy większość społeczeństwa dostrzegła, że to, co sprzedaje im „Wyborcza” i inni, to grube nadużycie, na scenę wchodzi rzecznik Młodzieży Wszechpolskiej i wprost przyznaje rację wszystkim atakującym, twierdząc, że Murzyn nie może być Polakiem, a organizatorzy są za segregacją rasową. I czar prysł. Mleko się rozlało, a teraz za bardzo nie wiadomo, co zrobić”.

— MŁODZIEŻ WSZECHPOLSKA SKOMPROMITOWAŁA IDEĘ MARSZU, O ILE KIEDYKOLWIEK JAKĄKOLWIEK JĄ MIAŁ – DALEJ LIZINIEWICZ W GPC: “Marsz ten może bowiem ewoluwać w dowolną stronę. Skoro można połączyć rasizm i nazizm z byciem dumnym Polakiem, to dlaczego np. nie wciągnąć do marszu tradycji NKWD i Armii Czerwonej? Wszak walczyli oni z ostatnio nielubianymi w kręgach narodowych banderowcami. Uzasadnić można wszystko, o ile się jest separatystą intelektualnym. Młodzież Wszechpolska skompromitowała ideę marszu. O ile kiedykolwiek jakąkolwiek ideę on miał”. http://gpcodziennie.pl/73379-separatyzmintelektualny.html

— PRAWICA ZABRAŁA CHYBA NAJMOCNIEJ W CALEJ HISTORII GŁOS W SPRAWIE RASIZMU – Krzysztof Karnkowski w GPC: “A gdy od tematu nie da się uciec, jedno ze współorganizujących marsz środowisk brnie w rasistowskie bzdury, ofiarowując przeciwnikom kolejne prezenty. W rezultacie zarówno inne osoby i ugrupowania, związane z Marszem Niepodległości, jak i wiele środowisk szeroko pojętej polskiej prawicy zabrały chyba najmocniej w całej historii głos w sprawie rasizmu, głos zabrał również prezydent Andrzej Duda. Przed nami jednak bardzo wiele pracy, by odkłamać medialne fałszywki i przeinaczenia”. http://gpcodziennie.pl/73354-tuskrasiscirozbojnicy.html

— NACZELNY SE O PRYSZCZATYCH RASISTACH I BOLSZOFASZYSTACH Z ANTIFY – jak pisze Sławomir Jastrzębowski: “Za rok na Święto Niepodległości przyjdzie więcej dumnych Polaków, którzy odsuną od siebie pryszczatych rasistów z Młodzieży Wszechpolskiej i zamaskowanych bolszofaszystów z Antify. Przyjdzie więcej dumnych z Polski Polaków z rodzinami i żeby Was rozwścieczyć do białości, będą zadowoleni, uśmiechnięci, promienni i silni polskością. Bo Polska to siła i tego nie możecie znieść. I cieszy mnie wasz problem” http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/slawomir-jastrzebowski-chocbyscie-pekli-nie-odbierzecie-nam-swieta-niepodlegosci_1027451.html

— ANDRZEJ DUDA I NARODOWCY, KONIEC PEWNEGO ROMANSU – Paweł Wroński w GW: “Wobec zachowania prezydenta rodzi się pytanie, jak wyobraża on sobie zjednoczone obchody w rocznicę 100-lecia niepodległości przypadające na 2018 r. Niedawno jeszcze mówiono, że Andrzej Duda pójdzie na czele ogólnonarodowego Marszu Niepodległości, łącząc tradycję Józefa Piłsudskiego – do której przyznaje się PiS – z tradycją Romana Dmowskiego, drogą środowiskom ONR czy Młodzieży Wszechpolskiej. Wicepremier Piotr Gliński twierdzi, że być może jest to wciąż możliwe. Ale po tym, co się stało w sobotę, chyba mało prawdopodobne”.

— PAWEŁ WROŃSKI O PIĘKNYM PRZEMÓWIENIU DUDY: “We wtorek w Żydowskim Instytucie Historycznym prezydent wygłosił piękne przemówienie o polskim obowiązku obrony pamięci o Holocauście Żydów. To reakcja głowy państwa na to, co się działo w sobotę w Warszawie – na Marsz Niepodległości, w którym niesiono transparenty: „Biała Europa”, „Czysta krew”, a młodzi ludzie z biało-czerwonymi flagami krzyczeli „Sieg heil!”. Reakcja godna pochwały, szkoda, że tak spóźniona”. http://wyborcza.pl/7,75968,22645932,andrzej-duda-i-narodowcy-koniec-pewnego-romansu.html

— JAKUB MAJMUREK W KRYTYCE POLITYCZNEJ O TYM, ŻE POTRZEBNY JEST PROGRESYWNY PATRIOTYZM: “Lewica nie powinna jednak popadać w samozadowolenie. Tak – jako pierwsi i od dawna przestrzegaliśmy przed marszami niepodległości. Ale w polityce nie chodzi o to, by przestrzegać, ale narzucać rzeczywistości swoją wizję i wolę, uzyskując dla niej możliwie najszerszą legitymację. A tu przegraliśmy. Po ośmiu latach obecności i legitymizacji skrajnej prawicy w dyskursie coraz wyraźniej widać, że polska sfera publiczna potrzebuje progresywnego patriotyzmu. Szerszej narracji, odwołującej się do historii, odpowiadającej na potrzebę sensu i przynależności. Kto miałby taką narrację robić? Przy skrajnej politycznej słabości lewicy, ataku prawicy na instytucje kultury, przy prawicowej edukacji szkolnej i IPN – trudno powiedzieć. Ale jak marne nie byłyby tu nasze szanse, nie jest to bitwa, jakiej da się uniknąć. Tożsamość wyłącznie antyfaszystowska w starciu z mocną propozycją strony narodowej okazała się zbyt słaba. Nie zmobilizujemy wokół niej większości „normalsów”. Estetyka Czarnego Bloku i hasła „faszyści burżuje, wasz koniec się szykuje” od lat przekonują bowiem tylko już przekonanych”. http://krytykapolityczna.pl/kraj/majmurek-jak-oswoilismy-faszyzm-marsz-niepodleglosci/

— PIOTR ZAREMBA O ROZGRYWCE O MACIEREWICZA W TLE DYSKUSJI O ZMIANIE RZĄDU- pisze w DGP: “W obozie rządowym panuje przekonanie, że dojdzie jednak do wymiany premiera. Wbrew wielu komentatorom wspólna konferencja z Beatą Szydło raczej wzmocniła wrażenie pożegnania, choć Jarosław Kaczyński wciąż zwleka z decyzją. Przy ewentualnej wymianie rządu prezydent może uzyskać wpływ na skład nowej ekipy. Jeśli zinterpretuje prezydenckie prawo mianowania ministrów na wniosek premiera jako okazję do ujawnienia własnych preferencji. Pojawia się cień nadziei na wymianę Antoniego Macierewicza. A to spór z szefem MON jest największym problemem Andrzeja Dudy – wystarczy śledzić publikacje „Gazety Polskiej” o rzekomych związkach prezydenckiego urzędu z WSI. Spodziewając się takiej rozgrywki, prezydent nie może mieć otwartych za wielu frontów. Tyle że ta gra toczy się w ciemno. Duda nie jest pewien personalnych zamiarów prezesa, nie prowadzi z nim handlu wymiennego. Stąd tyle niewiadomych”.

— ZAREMBA O MOTYWACH ZIOBRYSTÓW: USTAWY NIE PRZYNIOSĄ SZYBKIEJ POPRAWY W SĄDACH, DLATEGO LEPIEJ OBWINIĆ DUDĘ – pisze jeszcze w DGP: “Z tym że interes Ziobry i jego resortu może być jeszcze inny. Albo próba siłowego powrotu do zawetowanych przepisów, albo nawet wywrócenie całej reformy. Zwłaszcza że znają prawdę: te wszystkie zmiany nie przyniosą szybkiej naprawy sądowych praktyk, to zaś może wywołać rozczarowanie wśród ludzi skrzywdzonych przez sądy, przekonanych, że przynosi im się przełom. Czy nie lepiej przesłonić to zamętem i obwinić o wszystko w finale Andrzeja Dudę? Już w tej chwili robi to Ziobrowa propaganda, obarczając go winą za odrzucenie przez obecną KRS sądowych asesorów”. http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/562490,piotr-zaremba-opinia-kompromis-ustawy-sadowe-prezydent.html

— MARCIN FIJOŁEK O SPEKULACJACH WOKÓŁ ODEJŚCIA MACIEREWICZA JAKO ELEMENCIE NOWEGO PORZĄDKU POMIĘDZY PIS A PAŁACEM: “Możemy tylko domyślać się, co Jarosław Kaczyński miał na myśli, mówiąc, że przy ocenie pracy ministrów poza skutecznością w kierowaniu danym resortem trzeba też brać pod uwagę stanowisko Pałacu Prezydenckiego. Ministrowie stojący u boku Andrzeja Dudy jeszcze kilka tygodni temu jasno wskazywali na to, że prezydent powinien mieć wpływ na – dla przykładu – obsadę stanowiska ministra obrony narodowej. A biorąc pod uwagę nieskrywane napięcie między prezydentem a Antonim Macierewiczem, logiczny wniosek dotyczyłby znaku zapytania przy przyszłości tego ostatniego. Mówi się nawet o Joachimie Brudzińskim jako potencjalnym następcy Macierewicza. Ale to nie jest takie proste i oczywiste, jak chcieliby niektórzy komentatorzy i politycy. Przy ewentualnej decyzji Jarosław Kaczyński kieruje się całą górą przesłanek, choć ta – mam na myśli postawę prezydenta – jest niezwykle istotna. Z Pałacu płynie zresztą nieoficjalny komunikat, że na powtórne zaprzysiężenie (przy ewentualnej zmianie rządu) Antoniego Macierewicza w MON prezydent po prostu się nie zgodzi. A otwartej wojny z Pałacem nikt w PiS nie chce”.

— FIJOŁEK O RESECIE MYŚLENIA NA NOWOGRODZKIEJ: “W całym tym zgiełku i pewnym chaosie, który pojawił się wokół tego, jak – strukturalnie i personalnie – wyglądać będą kolejne miesiące i lata ekipy „dobrej zmiany”, można odczytać jedno. Po dwóch latach od przejęcia rządów, po podwójnym wecie prezydenta Andrzeja Dudy i innej niż w październiku 2015 sytuacji politycznej, w kierownictwie PiS i całej Zjednoczonej Prawicy idzie duża zmiana myślenia. A może nawet swoisty reset – myślę, że dojdzie do niego nawet gdyby premier Szydło pozostała w fotelu szefowej rządu (wtedy w rządzie mógłby pojawić się ktoś w roli „nadzorcy” ze strony Nowogrodzkiej i Kaczyńskiego)”.   https://wpolityce.pl/m/polityka/366928-reset-myslenia-na-nowogrodzkiej-weta-prezydenta-staja-sie-katalizatorem-dynamiki-ktora-prowadzi-ekipe-dobrej-zmiany-na-zupelnie-nowe-tory

— ŻÓŁTA KARTKA DLA DWÓCH MINISTRÓW – GPC: “Premier Beata Szydło i prezes PiS-u Jarosław Kaczyński podsumowali dwulecie rządu. Wiele przychylnych słów padło pod adresem Mateusza Morawieckiego, ministra rozwoju. Jarosław Kaczyński jest jednak niezadowolony z pracy Andrzeja Adamczyka, ministra infrastruktury, i Witolda Waszczykowskiego, szefa resortu spraw zagranicznych”. http://gpcodziennie.pl/73371-zoltakartkadladwochministrow.html

— SOBIE BUZIAKI A DUDZIE SZPILKI – Mikołaj Wójcik w Fakcie o konferencji na Nowogrodzkiej.

— A CO JEŚLI RACJĘ W SPORZE Z UKRAINĄ MA WASZCZYKOWSKI? – Zbigniew Parafianowicz w DGP: “W tej mało komfortowej rzeczywistości Waszczykowski gra rolę złego policjanta. Pałac Prezydencki – by nie ograniczać sobie pola manewru – reprezentuje umiar. Moment wywierania presji na Kijów jest korzystny. Zbliża się szczyt Partnerstwa Wschodniego, na którym istotny będzie głos Warszawy. Z początkiem roku Polska zajmie również niestałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, co zwiększa jej możliwości, np. w kwestii podejmowania wysiłków dyplomatycznych na rzecz rozwiązania konfliktu w Donbasie. Do tego pretensje do Kijowa ma nie tylko wyklęty przez prasę i krytykowany już na granicy przyzwoitości Waszczykowski. W  sporze z Ukrainą – na tle przegłosowanej przez ten kraj ustawy oświatowej – pozostają rządy Węgier i Rumunii, co uwiarygodnia Warszawę. Jeśli uwzględnić te wszystkie dane, działania szefa MSZ i Pałacu Prezydenckiego wyglądają o wiele bardziej racjonalnie. Cztery lata po Majdanie i po dwóch latach rządów PiS w stosunkach polsko-ukraińskich nie da się już wszystkiego uzasadnić strategicznym partnerstwem, separatyzmem Donbasu i aneksją Krymu”.

— NACZELNY RZ O PRZEMILCZANYCH PORAŻKACH EKIPY PIS: “Uproszczona wizja świata, nieprawdaż? Nic o skonfliktowanych z rządem środowiskach, totalnej plajcie polskiej polityki zagranicznej (Wyszehrad i Trójmorze to wciąż zamki na piasku), nieudolnym zarządzaniu centralnym, które konserwuje Polskę sektorową. O poniechaniu sprawy repatriacji ze Wschodu, braku sukcesów w przerwaniu procesów migracyjnych młodych Polaków poza granice kraju. Nic o narastającym kryzysie demograficznym, braku postępów w reformie finansów publicznych, systemu podatkowego. O odwrocie od zdrowej prywatyzacji i ukrywanej pod różnymi magicznymi zaklęciami odbudowie socjalistycznego sektora państwowego. I nic o fatalnej polityce kadrowej, która na milę pachnie kumoterstwem i nepotyzmem. Tego wszystkiego w sprawozdaniu liderów dobrej zmiany zabrakło. Czy przez to problemy znikną?” http://www.rp.pl/Komentarze/171119477-Boguslaw-Chrabota-Bezkrytyczna-dobra-zmiana.html&cid=44&template=restricted

— TYLKO DWÓCH MINISTRÓW OCENIONYCH PRZEZ RZ NA 5: Morawiecki i Bańka. Rafalska 4. Jedynki: Szyszko i Radziwiłł.   http://www.rp.pl/Rzad-PiS/311149900-Rzad-PiS-na-trzy-z-minusem.html&cid=44&template=restricted

— BUZIA, RĄSIA – jedynka SE.

— UKARAĆ FAŁSZERZY SMOLEŃSKICH – jedynka GPC: “Telewizja Republika publikuje kolejne fragmenty zapisów posiedzeń Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, której przewodniczył Jerzy Miller. Wynika z nich, że członkowie komisji, którzy mieli wyjaśnić przebieg katastrofy smoleńskiej, dostosowywali kształt swojego dokumentu do wersji rosyjskiej i ignorowali własne dowody. – To fałszerstwo trzeba ukarać – mówi nam Andrzej Melak”. http://gpcodziennie.pl/73374-ukaracfalszerzysmolenskich.html

— FAKT O KOMPROMITACJI WYJAŚNIANIA KATASTROFY W SMOLEŃSKU – jak pisze Mikołaj Wójcik:
“– Zdaniem komisji generał Błasik był w kokpicie, tak? Nie mówimy, że mamy poważne wątpliwości czy coś – tłumaczy jeden z ekspertów na nagraniu. – I to tak należy przedstawiać – dodaje ten sam głos. Zasadne jest więc pytanie, czy inne „ustalenia” tej komisji są równie wiarygodne? Trudno oprzeć się wrażeniu, że działała by odsunąć od rządu Donalda Tuska (60 l.) cień podejrzenia za zaniedbania i błędy w organizacji tragicznego lotu do Smoleńska”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/jerzy-miller-i-antoni-macierewicz-skompromitowali-wyjasnianie-smolenska/ynmdcn8

— KONSEKWENCJE ZMIANY ORDYNACJI NIEOCZYWISTE – uważa dr Jarosław Flis w rozmowie z DGP: “A interesy partii politycznych są bardzo nieoczywiste. Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by stwierdzić, że w trzymandatowym okręgu maksymalna liczba partii, które mogą uzyskać mandat, wynosi trzy. Pierwsza, zwycięska partia na pewno dostanie mandat. Aby druga partia mandatu nie dostała, ta pierwsza musi mieć trzykrotnie większe poparcie od niej. To się jednak w praktyce nie zdarza. Pytanie, komu przypadnie trzeci mandat. Jeśli zwycięzca jest dwukrotnie większy od trzeciego, to dostaje dwa mandaty. Jeśli nie jest dwukrotnie większy od trzeciego, to każda z partii powinna dostać po jednym mandacie. Jak zmienimy okręgi z 10- na pięciomandatowe, jest to korzystne dla dużych partii. Ale gdy zmieniamy okręgi z pięcio- na trzymandatowe, jest to znacznie mniej oczywiste. Tak więc to skomplikowana gra o kolosalnym ryzyku, gdzie nie jest do końca jasne, kto i ile zyskuje”.

— GW NA JEDYNCE O ABSURDZIE, ŻE OPOZYCJONISTA MIROSŁAW CHOJECKI NIE MOŻE OTRZYMAĆ STATUSU KOMBATANTA: “Mirosław Chojecki, jeden z najbardziej znanych polskich opozycjonistów, nie może otrzymać statusu kombatanta. Powód? W 1976 r. jako pracownik Instytutu Badań Jądrowych podpisał zobowiązanie do zachowania tajemnicy państwowej”. http://wyborcza.pl/7,75398,22645890,w-ipn-papiery-musza-sie-zgadzac-legenda-kor-to-nie-kombatant.html

— KS. BONIECKI NA JEDYNCE GW PO POGRZEBIE SZCZĘSNEGO: “Zdumiewają mnie ci, którzy śp. Piotrowi rzucają w twarz: niepotrzebna jest ta twoja męka, czyn nieadekwatny do sprawy. Twojego krzyku nie posłucha nikt. Tak mówią zadowoleni z siebie „sprawiedliwi”. Człowiekowi, który swoją egzystencję, swoje „być” zamienił w krzyk, zamienił w ogień. W ból. Uważajcie, sędziowie swoich braci, wy, ani zimni, ani gorący – żebyście nie zostali wypluci z ust Boga. Żeby nie usłyszeć krzyku, żeby nie zobaczyć świata w tamtym blasku, wymyślacie formuły obronne, że to nie był krzyk, że to nie był blask…” http://wyborcza.pl/7,75968,22645732,ks-boniecki-zegna-piotra-szczesnego-testament-piotra-jest.html

— LUDWIK DORN KRYTYKUJE PROJEKT USTAWY O JAWNOŚCI: “W tych regulacjach widać wyraźny zamysł podziału uczestników debaty publicznej na „niepodejrzanych” – tych, których rząd sam sobie wybrał do konsultacji (ich te obowiązki nie dotyczą) i z natury rzeczy „podejrzanych” – całą resztę, która powinna się tłumaczyć z tego, komu służy i kto za nią stoi”. https://nowakonfederacja.pl/ustawa-o-jawnosci-lekarstwo-gorsze-choroby/

— BĘDZIE INTERNET NA POKŁADZIE NAJNOWSZYCH SAMOLOTÓW LOT – DGP: “LOT dołączy do linii, które oferują na pokładzie samolotu internet. Ma być dostępny w najnowszych boeingach 737 MAX 8 i dreamlinerach”. http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/562491,lot-wprowadzi-internet-w-samolotach.html

— 300LIVE:
Hofman: Jeśli Kaczyński będzie premierem, to ostatnim rządu prawicowego. Jego się już nie da wymienić
Kukiz: Dzisiaj składamy projekt ustawy wprowadzający JOW-y również w sejmikach wojewódzkich
Kukiz: Obowiązkiem PAD jest nie tylko zawetowanie kodeksu wyborczego, ale też rozpisanie referendum w tej sprawie
Kukiz: Jeżeli ONR zrobi jeszcze jeden krok, to z całą pewnością powinien być zdelegalizowany
Polityczny plan środy: debata PE o Polsce, konferencje prasowe ministerstw, Mucha o referendum konsultacyjnym
http://300polityka.pl/live/2017/11/15/

300polityka.pl

Transmisja trwa w .

2/2. :”w Waszych projektach jest brak szacunku dla demokracji liberalnej, kult prawa silniejszego…to co działo się na marszu 11/11 przypomniało nam o najstraszliwszych kartach historii europejskiej”

o Polsce: Obrońcy rządu PiS: partia pani Le Pen finansowana przez Kreml, brexitowcy, faszyzujący politycy z Włoch i Korwin-Mikke. Super sojusznicy.

. na debacie:”pytam władze w PL, czy chcecie reprezentować większość Polaków, bo Wasi obywatele nie dali Wam mandatu by atakować niezależność TK, atakować sądy, Wasze próby ograniczenia niezależności sądów są bronią masowego rażenia” 1/2

Demokracja wg. PiS – Podczas ws. R. Legutko powiedział swoje i wyszli z sali po drodze obrażając . Kwiat europejskiej inteligencji… Ignorancja wobec , demokracji i dialogu. Tak samo jak w Polsce.

Twarz hipokryzji i obłudy

Tchórze z PiSu – Legutko i Wiśniewska wychodzą, kiedy zaczyna mówić. To jest pycha władzy – powiedzieć swoje kłamstwa i wyjść, i tak traktują polskich obywateli!

. na debacie: ” UE to nie restauracja, w której można wybierać z karty menu, to wspólnota wartości w której wszyscy członkowie są zobowiązani do ich przestrzegania”

Dzisiejsze osamotnienie Polski, samowykluczenie Polski, jest całkowicie sprzeczne z polską racją stanu. Z lekcją, jakiej udzieliła nam historia

. : nie chcieliśmy tej debaty bo nie chcemy wstydzić sie za polski rząd, który łamie praworządność i prowadzi do osamotnienia Polski.

Demokratyczny świat upomina się o Polskę, jako o członka swojej rodziny. Polska demokracja ma się „dobrze” tylko w oczach PiS!

Mocne słowa „Nie zostawimy Polski samej, będziemy domagać się przywrócenia stanu praworządności.”

Poseł Legutko myśli że jest w TVPiS i każdy kit da się wcisnąć. Żałosne

Legutko w debacie o Polsce – orwellowska mowa: kłamstwo za kłamstwem,fałszywa emocja za emocją,pomówienie za pomówieniem – to jest źródło wstydu!!!!!! @

: nie chodzi tylko o szacunek. Chodzi o bezpieczeństwo. Demokratyczny świat upomina się o Polskę jako członka rodziny

„polska demokracja ma sie dobrze tylko w zmyślonym świecie kreowanym przez media, które stały się tubą propagandy.. nie zdarzyło sie by jakiś rząd tak szybko rujnował pozycje swojego kraju na arenie międzynarodowej”

 

Kaczyński spotka się z Wałęsą. W sądzie

4 grudnia w Gdańsku odbędzie się rozprawa z udziałem byłego prezydenta i byłego premiera – informuje radio RMF FM. Prezes PiS domaga się przeprosin, za zeszłoroczny wpis na Facebooku. Lech Wałęsa napisał, że odpowiedzialność za katastrofę smoleńską ponosi przede wszystkim Jarosław Kaczyński. Nie zamierza przepraszać.

Wieloletni konflikt Lecha Wałęsy z Jarosławem Kaczyńskim to jeden z wątków wydanej właśnie książki autorstwa Andrzeja Bobera i Cezarego Łazarewicza pt. „Ja”. Dziennikarze wypytują legendarnego bojownika „Solidarności” o jego kilkudziesięcioletnią karierę polityczną, od nieformalnego przywódcy robotników aż po laureata pokojowej Nagrody Nobla i prezydenta RP, nie stroniąc też od trudnych pytań o życie osobiste.

Oto fragment książki „Ja”:

– Wyrzucił pan również dwóch swoich ministrów – Lecha i Jarosława Kaczyńskich, którzy przez późniejsze lata prowadzili z panem wojnę.

– Z Lechem można było się dogadać. Trzymałem go dlatego, że pomagał nam w czasie opozycji. Znał się na prawie. Mówił nam, żebyśmy wszystko robili zgodnie z prawem. A ja swoje – że trzeba walczyć, a on, że tak, ale zgodnie z prawem. Komunistycznym.

Kręcił się koło nas, znaliśmy się w tamtym czasie, to musiał iść dalej. Nie pasowało go odtrącić.

– A z Jarosławem?

– Jarek był przy „Solidarności” z doskoku, bo on zajmował się prawami człowieka. Brałem go z sobą tylko z grzeczności, bo to był brat naszego kumpla.

Nie miałem z nim do czynienia. Mijałem go czasem w przejściach i raz przyniósł mi jakąś kartkę czy coś takiego.

A Lech ciągle o niego walczył. Był taki, że nic mu nie można było dać. Uważał, że najpierw trzeba było dać Jarkowi. Więc zawsze kręcił się w jego pobliżu.

Nikt z nimi nie chciał pracować. Nie byli chyba lubiani. Nie traktowałem ich poważnie.

– O co poszło z Kaczyńskimi?

– Zacząłem mieć coraz więcej informacji, że ci faceci zbierają haki. Na wszystkich. I zamiast pracować, tylko zbierają papiery. Patrzę na ich robotę, rzeczywiście, nie widzę. Zamiast pracować, to oni chcą walczyć.

– O co?

– Chcieli wszystkich wyeliminować i zostać sami. Tylko i wyłącznie swoją politykę realizować, która wtedy była polityką Olszewskiego. Wiedziałem, że po wyrzuceniu oni się nie podniosą. Nikt ich nie lubił. Ale wyciągnął ich Krzaklewski, bo konkurował ze mną w wyborach prezydenckich. Myślał, że jak Kaczyńscy mnie zaatakują, to odbiorą mi głosy i on wtedy wygra prezydenturę. Po to ich wciągnął do gry.

– Po odejściu od pana bracia Kaczyńscy zaczęli pana zwalczać. 29 stycznia 1993 roku Jarosław przyprowadził do pana swoich ludzi, którzy palili kukłę z napisem „Bolek”. Widział to pan z okien Belwederu?

– Śmiałem się. Niech się bawią chłopcy. Niech się bawią.

newsweek.pl

Szokujące słowa Frasyniuka do Kaczyńskiego. „Jak się spotkasz z bratem, to ci napluje w twarz”

15.11.2017

– Twarzą Polski staje się twarz Jarosława Kaczyńskiego o poglądach faszystowskich i rasistowskich – stwierdził w „Faktach po Faktach” Władysław Frasyniuk, komentując Marsz Niepodległości, na którym pojawiły się rasistowskie hasła.

Zdaniem byłego opozycjonisty z czasów PRL, odpowiedzialność za slogany o rasistowskim i faszystowskim charakterze odpowiadają zarówno uczestnicy marszu, jak i państwo. – Jestem przekonany, że większość maszerujących to nie faszyści i nie rasiści, ale jest taka prosta zasada, że przyzwoity człowiek, który przychodzi na demonstrację i widzi rasistowskie czy faszystowskie hasła, wraca do domu – mówił Frasyniuk. Jego zdaniem odpowiedzialność za wzrost nastrojów ksenofobicznych i rasistowskich to konsekwencja rządów polityków, na których czele stoi Jarosław Kaczyński.

– Jarku, z przykrością muszę powiedzieć… Znam cię osobiście i z całą pewnością jesteś człowiekiem, który nosi w sobie poglądy rasistowskie czy faszystowskie, i stałeś się twarzą tego marszu. Niestety, to ty ponosisz za to odpowiedzialność, cynicznie grając tymi ludźmi. Ich słabościami, brakiem wykształcenia, brakiem identyfikacji – mówił Frasyniuk. – Twarzą Polski staje się twarz Jarosława Kaczyńskiego o poglądach faszystowskich i rasistowskich. Jak się spotkasz z bratem, to ci napluje, jak ten faszysta napluł w twarz kobiecie – zwrócił się do lidera PiS były opozycjonista.

wprost.pl

Rząd PiS na trzy z minusem

PAP, Paweł Supernak
Rząd PiS wystawia sobie laurkę, a opozycja nie zostawia na gabinecie Beaty Szydło suchej nitki. Dziennikarze „Rzeczpospolitej” weryfikują te opinie.

Szefowa rządu zasłużyła na trójkę z minusem. I ta właśnie ocena byłaby średnią także dla całego rządu.

W dziennikarskich ocenach członków gabinetu Beaty Szydło prymusami są wicepremier Mateusz Morawiecki za wykorzystanie koniunktury gospodarczej i minister sportu Witold Bańka za dobry kontakt z zawodnikami i działaczami sportowymi. W szkolnej skali ocen od 1 do 6 otrzymali po piątce. Po drugiej stronie skali znalazł się minister środowiska Jan Szyszko za wycinkę Puszczy Białowieskiej i pomysł odstrzału łosi. Jedynkę dostał też szef resortu zdrowia Konstanty Radziwiłł za porównanie ludzkiej płodności do rozrodczości królików.

Dwóję otrzymuje w naszym rankingu m.in. Antoni Macierewicz, którego ratują tylko szczyt NATO i obecność wojsk Stanow Zjednoczonych na polskim terytorium.

Taką samą ocenę, lecz z plusem, dostał wicepremier i minister kultury Piotr Gliński za wprowadzenie systemu dotkliwych kar finansowych, które mają dyscyplinować niepokornych twórców, i arbitralne zarządzanie, prowadzące do nieuchronnych konfliktów.

Dwója należy się też naszym zdaniem Andrzejowi Adamczykowi. W tej kwestii „Rzeczpospolita” podziela pogląd Jarosława Kaczyńskiego, który kilka razy podkreślał, że nie wszystko idzie dobrze w resorcie infrastruktury, a „autostrady są ciągle za drogie”. My dodalibyśmy do zarzutów niestabilną politykę kadrową w podległych ministrowi instytucjach.

Kolejną czerwoną latarnią rządu jest minister edukacji narodowej Anna Zalewska. Otrzymała dwóję za wprowadzenie w życie nieprzygotowanej reformy edukacji i narażenie dzieci na chaos w nowym roku szkolnym.

Taka ocena należy się też ministrowi gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Markowi Gróbarczykowi oraz szefowi resortu rolnictwa Krzysztofowi Jurgielowi.

Grupa trójkowiczów nie jest liczna: należy do niej sama pani premier, a także minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, choć oboje otrzymują też po dużym minusie do oceny dostatecznej. Na trójkę zapracowali też minister spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak i szefowa resortu cyfryzacji Anna Streżyńska (trójka z plusem) oraz minister energii Krzysztof Tchórzewski.

Wiceliderami rankingu, ocenionymi na czwórkę są minister rodziny Elżbieta Rafalska, wicepremier i minister nauki Jarosław Gowin i minister-koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński, m.in. za ujednolicenie oświadczeń majątkowych.

W rządowej klasie premier Beaty Szydło zdaniem dziennikarzy „Rzeczpospolitej” nie ma ani jednego ministra, który zasługuje na szóstkę.

PREMIER BEATA SZYDŁO: PREMIER NIE POWINNA BURZYĆ SPOKOJNEGO WIZERUNKU

Nasza ocena: 3-

Opanowana, kompetentna, obliczalna i lojalna – tak premier swojego rządu chcieliby widzieć – i zazwyczaj widzą – politycy PiS. Ale od takiej oceny tylko krok do krytyki: monotonna, ślepo posłuszna partyjnym poleceniom, sztuczna… Jak prawdziwie w warunkach ostrego podziału na scenie politycznej, ale bez nieuzasadnionej złośliwości, ocenić Beatę Szydło?

Przede wszystkim osiągnięcia: zgodnie z przesłaniem wtorkowej konferencji w towarzystwie prezesa to program 500+, reforma emerytalna i rozwój gospodarczy. Skądinąd wiadomo jednak, co podkreśliła sama premier, że 500+ to „autorski program prezesa” i zasługa minister Elżbiety Rafalskiej, oraz Anny Streżyńskiej, obniżenie wieku emerytalnego i powrót do wcześniejszych rozwiązań to wynik układu zawartego z NSZZ Solidarność, jeszcze w kampanii wyborczej. A rozwój? W najlepszym razie, pomijając świetną koniunkturę, przyczynił się do niego wicepremier Mateusz Morawiecki. W żadnym z głównych sukcesów rządu premier nie może się uważać za autorkę.

Ale może szef nie musi być kreatywny. Nadaje impuls, podejmuje decyzje i zbiera rezultaty. Pani premier Szydło zasadniczych decyzji jednak raczej nie podejmuje. To domena prezesa partii. Tak więc zarówno planowanie, jak i rozstrzygnięcia dokonują się na Nowogrodzkiej.

Może więc Beata Szydło jest sprawnym zarządcą i wykonawcą? Tu oceny mogą pójść w górę. Rząd jako wykonawca linii partyjnej – jest przecież efektywny. Ale w dalszym ciągu pozostają wątpliwości co do tego, czyja to zasługa. Na niektórych ministrów – np. Antoniego Macierewicza czy Zbigniewa Ziobrę, a nawet Witolda Waszczykowskiego, szefowa rządu po prostu nie ma wpływu.

A inni nie potrafią realizować poleceń szefowej, tak jak minister Konstanty Radziwiłł, który zamiast skrócić kolejki do specjalistów, znacznie je wydłużył.

Ale Beata Szydło ma wciąż niezłe notowania w sondażach poparcia (choć ostatnio nieco spadły). Co na to wpływa? Najbardziej wizerunek. Premier jest jedną z nielicznych osób, które nie używają publicznie mocnych słów, jest oszczędna w gestach, pozwala odpocząć wyborcy od politycznych awantur. Jej wizerunek przypomina obywatelom lubianą kuzynkę, udekorowaną obowiązkową broszką – pojawiającą się niezbyt często z wizytą i nie narzucającą swojej obecności. To niemało.

Tym bardziej że w tym budowaniu pozytywnego potencjału towarzyszy jej zaufana ekipa: minister Henryk Kowalczyk, który dyskretnie monitoruje działania wicepremiera Morawieckiego, oraz minister Elżbieta Witek, także opanowana i niebrylująca w mediach. Ciężkie obowiązki zarządzania Kancelarią Premiera skutecznie też okiełznały temperament kolejnej minister – Beaty Kempy.

W interesie szefowej rządu byłoby więc „nie wychodzić z roli” i dalej ocieplać, uspokajać i tonować. Bo za każdym razem, kiedy rusza do natarcia, tak jak wtedy, gdy pouczała Unię: „Dokąd zmierzasz Europo? Powstań z kolan, bo będziesz opłakiwała codziennie swoje dzieci!” – sama burzy budowany pracowicie wizerunek. I za to należy jej dopisać duży minus do oceny dostatecznej.

No, chyba że nadchodzą, jak mówi prezes, „ciężkie czasy”. Ale jeśli tak, to nie pomoże jej ani opanowanie, ani złość. Zdecyduje prezes.

Zuzanna Dąbrowska

MATEUSZ MORAWIECKI

Wicepremier, minister rozwoju i finansów

Nasza ocena: 5

Gdyby spojrzeć na koniunkturę w polskiej gospodarce – imponujące 4,7-procentowe tempo wzrostu PKB, brak bezrobocia – to entuzjaści działalności wicepremiera Mateusza Morawieckiego, ojca polityki gospodarczej rządu, pewnie wystawią mu piątkę, a może szóstkę. Ja, mając w pamięci słowa „po owocach ich poznacie”, powiem, że za wcześnie na pełną ocenę dokonań tego polityka, miłośnika supremacji krajowego kapitału, a do niedawna finansisty pracującego dla banku z zachodniej grupy.

Dzieła Morawieckiego – przede wszystkim działający na pełnych obrotach Polski Fundusz Rozwoju, co rusz uruchamiający kolejne subfundusze mające wspierać innowacje i dobrze rokujące firmy – dopiero mają przynieść plon. Za kilka lat da się ocenić, jaka część z uruchamianych firm rozwija skrzydła, pozyskuje klientów, a jaka okazała się pomyłką. Tak wtedy, jak i tym bardziej dziś nie wiemy, czy rzeczywiście Morawiecki pchnął Polskę na tory gospodarki opartej na innowacyjności, czy – jak chcą jego krytycy, stawiając głównie na zaangażowanie państwa i ryzykując nierynkowe decyzje – wprowadził ją w pułapkę Gierka. Do tego trzeba zdecydowanie dłuższego czasu.

Na plus trzeba zaliczyć Morawieckiemu, że na tle kilku swoich mniej udanych kolegów z rządu zaskakująco dobrze radzi sobie z koordynacją dwóch tak rozległych ministerstw, jak rozwój i finanse. Przydaje się umiejętność delegowania wypracowana w sektorze prywatnym. Nie ustrzegło go to jednak przed kilkoma wpadkami, kiedy jako minister rozwoju (czytaj: jego urzędnicy) próbuje przychylić nieba biznesowi, a jako szef finansów (też urzędnicy) przykręca śrubę firmom w poszukiwaniu mitycznych już miliardów złotych z luki VAT-owskiej. I tu chwilami ujawnia się podstawowa słabość polityki fiskalnej rządu. Owszem, trzeba ścigać oszustów, ale nadmierne przykręcanie śruby nijak nie da się pogodzić z uwalnianiem tkwiących w Polakach pokładów przedsiębiorczości.

Czy Paryż rzeczywiście wart był mszy i czy finanse państwa nie wylecą w powietrze, przekonamy się, gdy światowa gospodarka nagle zacznie hamować. I wtedy przekonamy się, jak należy ocenić Morawieckiego.

Krzysztof Adam Kowalczyk

JAROSŁAW GOWIN: WICEPREMIER, KTÓRY POTRAFI SŁUCHAĆ

Wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego

Nasza ocena: 4

Reforma szkolnictwa wyższego zaproponowana przez wicepremiera Jarosława Gowina może się niektórym nie do końca podobać, ale jednemu zaprzeczyć nie można – została przedyskutowana ze środowiskiem. To właśnie dążenie do dialogu jest największą zaletą ministra. Konsultacje reformy szkolnictwa wyższego nie były fasadowe jak w reformie systemu oświaty. Projekt był opracowywany w szczególnym trybie. Kierunek zmian wyznaczono w dwóch etapach. Pierwszy polegał na wyłonieniu w konkursie trzech zespołów naukowców, które przygotowały założenia do projektu ustawy. Drugi etap to cykl dziesięciu konferencji i debat z udziałem w sumie około 7 tys. uczonych, doktorantów i studentów. W ten sposób opracowany projekt podlegał konsultacjom społecznym. Teraz trwa analiza zgłaszanych uwag, ale większość środowiska naukowego reformę popiera. Niestety projekt może się nie spotkać z aprobatą PiS. Przyszłość najważniejszego przedsięwzięcia Gowina stoi więc pod znakiem zapytania. A szkoda. Reforma zakładała m.in. wprowadzenie na najlepszych uczelniach szkół doktorskich. Wszyscy doktoranci otrzymywaliby stypendium, a habilitacja nie byłaby już obowiązkowa. Projekt wzmacnia też pozycję studentów. Minister ma nakładać kary finansowe na uczelnie, które łamią ich prawa.

Gowin zdążył już znieść część niepotrzebnych obowiązków biurokratycznych na uczelniach. Pozytywnie oceniane są jego dwie ustawy o innowacyjności, zwiększające ulgi podatkowe i ułatwienia dla firm inwestujących w badania i rozwój. Dzięki zmianom w podziale dotacji szkołom wyższym przestało się opłacać przyjmowanie każdego maturzysty. Trudniejszy dostęp do indeksu ma przeciwdziałać obniżaniu się poziomu kształcenia.

Minister od początku nie zamierzał realizować programu wyborczego PiS. I dobrze. Deklarowano w nim, że studia magisterskie będą regułą. Skazywałoby to polskie uczelnie na jeszcze większą marginalizację i spowodowało wiele utrudnień dla studentów. Wątpliwości mogło wzbudzić natomiast jego poparcie dla zmian w sądownictwie, a potem dla prezydenckich wet.

Katarzyna Wójcik

PIOTR GLIŃSKI: SWOISTY SYSTEM NAGRÓD I KAR

Wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego

Ocena: 2+

Zachowuje się jak dobry, ale surowy ojciec, który troszczy się o swoje dzieci. Przed nim żaden szef resortu kultury nie rozdawał tak hojnie pieniędzy teatrom, filharmoniom, muzeum czy operom. W wielu przypadkach zdecydował się wręcz na formę współprowadzenia, a więc na stałe partycypowanie w ich budżetach. Ma z czego to robić, nakłady na kulturę sięgnęły 1 proc.. budżetu państwa. To największe osiągnięcie ministra, ale pieniądze w dużej mierze przeznaczane są na centralizację kultury, która po 1989 roku ulegała uspołecznieniu. Proces ten został teraz wyhamowany.

Chęć ministerialnego rozstrzygania, co jest dobre, a co naganne, skutkuje systemem kar. Minister chętnie odbiera pieniądze, nawet te zagwarantowane wcześniejszymi decyzjami. Tak było w przypadku dwóch ważnych i prestiżowych w Europie imprez: Malta Festival Poznań i Festiwalu Teatralnego Dialog we Wrocławiu. Była to kara za nieodpowiedni dobór artystów.

Arbitralne zarządzanie rodzi konflikty ze środowiskami twórczymi i tych w ciągu dwóch lat minister wywołał dużo – z muzealnikami i historykami (o dyrekcję Zamku Królewskiego w Warszawie i o Muzeum II Wojny Światowej), z ludźmi teatru (o Teatr Polski we Wrocławiu i Stary Teatr), a ostatnio z filmowcami o wielce kontrowersyjny sposób odwołania szefowej PISF.

Jedynie muzyka, którą hojnie wspiera, choćby nowym programem „Dziedzictwo muzyki polskiej”, nie stała się polem konfliktu. Ale ta dziedzina sztuki z definicji jest politycznie i ideowo obojętna. We wszystkich innych próba narzucania własnych norm i jedynie słusznych wartości musi rodzić bunt. Dzieła wybitne nigdy nie bywają posłuszne.

Dodać trzeba same klęski w dziedzinie mediów publicznych. Nie udało się znaleźć metody ani na zmianę sposobu ich finansowania, ani na reformę. Mamy chaos, dublujące się KRRiT i Radę Mediów Narodowych, niegasnący konflikt między szefem tej ostatniej i prezesem TVP oraz upartyjnione anteny, które w zastraszającym tempie gubią audytorium (oprócz TVP Info) . W zanadrzu mgliste plany repolonizacji i dekoncentracji, które ponoć tylko czekają na decyzję polityczną. Czy i w jakiej formie wejdą w życie? Tego nie wie nikt, z samym premierem Glińskim na czele.

Jacek Marczyński

ANDRZEJ ADAMCZYK

Minister infrastruktury i budownictwa

Nasza ocena: 2

Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa to newralgiczny resort, bo zarządzanie inwestycjami na drogach i torach we wszystkich rządach budziło duże emocje. Sukcesem Adamczyka może być zwiększenie o 28 mld zł budżetu na realizację programu drogowego, mocno niedoszacowanego przez poprzedników. Widać także wzrost liczby przetargów i podpisywanych umów na budowę nowych dróg oraz modernizację linii kolejowych, choć przyspieszenie ma miejsce dopiero od niedawna. Przy tym znacząca część tych przedsięwzięć jest kontynuacją działań rozpoczętych w czasach rządu PO–PSL. Minusem jest niestabilna polityka kadrowa: najpierw w spółkach kolejowych, a ostatnio wśród osób decydujących o budowie dróg. Poza tym rozpędzane inwestycje kolejowe znowu powodują zamykanie linii, a na dodatek coraz bardziej przeszkadzają drogowcom, utrudniając dostawy koleją materiałów budowlanych.

Adam Woźniak

 

WITOLD BAŃKA

Minister sportu i turystyki

Nasza ocena: 5

Jeden z najlepszych ministrów tego rządu. Ma bardzo dobry kontakt ze sportowcami i osobami, które na różnych szczeblach sportem zarządzają. Stawia na rozwój sportu powszechnego, walczy z dopingiem (został członkiem Komitetu Wykonawczego WADA, światowej organizacji walczącej z dopingiem w sporcie), wspiera finansowo sportowców niepełnosprawnych. W roku 2018 nakłady na sport powszechny w stosunku do roku 2015 wzrosną o 93 proc., czyli o 226 mln zł. Pozwoli to na kontynuowanie rządowego programu Klub oraz programu Szkolny Klub Sportowy. W roku 2017 zostało nimi objętych już półtora miliona dzieci i młodzieży. Pierwszy raz w historii z finansowego wsparcia MSiT skorzystały kluby. W roku 2017 dofinansowano działalność 3352 klubów na kwotę 37 mln zł. W dziedzinie turystyki MSiT stara się o zwiększenie bezpieczeństwa klientów biur podróży.

Stefan Szczepłek

MARIUSZ BŁASZCZAK

Minister spraw wewnętrznych i administracji

Nasza ocena: 3+

Ustawa dezubekizacyjna i likwidacja BOR to flagowe posunięcia ministra. Celem miało być sprawiedliwość społeczna i dokończenie rozliczeń z PRL. Jednak trąci zemstą i uderza także w ludzi, którzy pracowali dla wolnej Polski. Wątpliwości budzi przeformowanie BOR jako „skompromitowanej” – sprowadza się głównie do zmiany nazwy. Plus: przychodzących funkcjonariuszy sprawdzi wykrywacz kłamstw. Kontrowersje budzi powołanie Biura Nadzoru Wewnętrznego mającego kontrolować podległe ministrowi służby. Pozytyw to wyciągniecie Biura Spraw Wewnętrznych spod kurateli komendantów głównych – Policji i Straży Granicznej. Minus – dostęp ministra do materiałów operacyjnych. Warto też pochwalić ministra za plany modernizacji m.in. policji i 9 mld zł na podwyżki i sprzęt, w tym kamerki na mundurach nagrywające interwencje, co ukróci nadużycia.

Grażyna Zawadka, Izabela Kacprzak

 

MAREK GRÓBARCZYK

Minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej

Nasza ocena: 2

Obejmując urząd Marek Gróbarczyk deklarował zajęcie się rozwojem portów i żeglugi, odbudową rybołówstwa oraz przemysłu stoczniowego. Jak na razie pozytywne zmiany widoczne są przede wszystkim w portach, które zwiększyły przeładunki i realizują duże programy inwestycyjne. Ale te ostanie rozpoczęto już wcześniej. W przypadku żeglugi śródlądowej nie widać żadnych postępów, wręcz przeciwnie: w ubiegłym roku jej udział w systemie transportu zmalał o 40 proc. w porównaniu z rokiem 2015. Podobnie jest z planami zwiększenia produkcji przemysłu stoczniowego, choć w tym przypadku sytuację ma poprawiać realizacja programu „Batory”.

W sumie o działaniach Gróbarczyka niewiele słychać. Najbardziej znany jest z forsowania mocno kontrowersyjnego pomysłu przekopania Mierzei Wiślanej, który niedawno nabrał już realnego kształtu w postaci decyzji o lokalizacji kanału.

Adam Woźniak

WITOLD WASZCZYKOWSKI: SUKCES W AMERYCE, PORAŻKA W EUROPIE

Minister spraw zagranicznych

Nasza ocena: 3

5 lipca 2017 r. z pewnością jest najważniejszym dniem w karierze dyplomatycznej Witolda Waszczykowskiego. Przyjazd do Polski Donalda Trumpa jest w istotnym stopniu jego zasługą. Amerykański przywódca nie tylko pojawił się w Warszawie zanim odwiedził ważniejsze zachodnie stolice, ale także rozwiał obawy co do zaangażowania USA w obronę Polski: amerykańskie wojska pozostały w naszym kraju.

Trzeba docenić, że Waszczykowski kilkakrotnie starł się z radykalną frakcją w rządzie, która może zepchnąć kraj na margines Unii. Tak stało się w sprawie czystki w MSZ czy udziału w europejskiej polityce obronnej. Polska nie uległa naciskom Londynu i pozostała solidarna z resztą Unii w negocjacjach w sprawie brexitu. Porozumienie o pracownikach delegowanych może zaś okazać się początkiem przełamania kryzysu w stosunkach z Francją.

Ale na dorobku ministra cieniem kładzie się porażka w sprawie zablokowania drugiej kadencji Donalda Tuska na czele Rady Europejskiej. To jedna z wielu „mission impossible”, jaką otrzymał szef MSZ z Nowogrodzkiej.

Po dwóch latach kierowania przez Waszczykowskiego dyplomacją stosunki z Niemcami są chyba najgorsze od 1989 r., zaś rolę gwaranta utrzymania Polski w głównym nurcie Unii coraz bardziej przejmuje prezydent. Minister stał się bowiem uosobieniem sporu z Fransem Timmermansem o rządy prawa w Polsce: bez odejścia obydwu zapewne porozumienie w tej sprawie nie będzie możliwe. Tym bardziej że Waszczykowski nie zdołał powstrzymać innych ministrów przed zaostrzeniem sporu z Brukselą – np. w sprawie wycinki Puszczy Białowieskiej. W ostatnim roku minister, znany z atakowania rowerzystów i promowania San Escobaru, starał się bardziej dyscyplinować swoje wystąpienia w mediach. Ale batalia tego rządu o zachodnią opinię publiczną i tak już jest przegrana.

Największą porażkę szef MSZ poniósł jednak na Wschodzie. Polska właściwie nie utrzymuje stosunków z Rosją – od czterech lat możemy tylko przyglądać się grze Zachodu z Kremlem. Zaś z powodu sporu o ludobójstwo na Wołyniu Ukraina przestaje być strategicznym partnerem Polski.

Tak dogorywa Partnerstwo Wschodnie, najważniejsza polska inicjatywa w UE.

Jędrzej Bielecki

ANTONI MACIEREWICZ

Minister obrony narodowej

Nasza ocena: 2

Antoni Macierewicz nie jest agentem rosyjskich służb, jak twierdzi Tomasz Piątek. Zbyt ostra wydaje się ocena gen. Tomasza Drewniaka: „Za pierwszego PiS-u człowiek miał prawo do ostatniego zdania przed »egzekucją«. Za Macierewicza »rozstrzeliwują« od razu” – którą wyraził w książce „Generałowie”. Nie można też sprowadzać jego wiarygodności do poziomu przysłowiowego dolara, za którego Egipt miał sprzedać francuskie mistrale do Rosji.

A jak jest? Sukcesem Macierewicza i jego poprzedników był szczyt NATO. Do Polski przybyły i stacjonują nadal wojska sojusznicze. Chociaż opozycja nazywa je wojskami Macierewicza, uważam za dobry krok ideę budowy Wojsk Obrony Terytorialnej i stopniowe zwiększenie wojska do 200 tys. Tyle że realizacja tego planu idzie jak po grudzie. Gen. Mirosław Różański, były dowódca generalny, uważa, że tworzone są one kosztem wojsk operacyjnych i proces szkolenia tych żołnierzy obarczony jest wadą. Na plus można przypisać Macierewiczowi uwolnienie awansów żołnierzy, podwyżki dla pracowników cywilnych, a przede wszystkim zwiększenie budżetu na obronność. Niektórzy wskazują, że jedynym konkretnym sukcesem jest decyzja o zakupie samolotów dla VIP-ów. Pytanie tylko, czy musiał odbywać się z budżetu MON?

Kapitalnym efektem drugiego roku rządu jest stworzenie koncepcji obronnej RP, której towarzyszy Strategiczny Przegląd Obronny. Materiał ten wyznacza ścieżkę, która pozwoli na tworzenie ram nowoczesnej armii. Oby był realizowany.

Nad dobrą oceną MON ciąży spór o wpływy nad wojskiem i przyszły kształt dowodzenia i kierowania armią, który spowodował konflikt z Pałacem Prezydenckim. Efektem jest odłożenie w czasie awansów generalskich. O napięciach z kadrą świadczy odejście ze służby kilkudziesięciu generałów.

Potężnym obciążeniem jest też wstrzymanie kluczowych zakupów, m.in. śmigłowców, problemy z zakupem dronów, elementów tarczy antyrakietowej (o dziwo, MON w spocie promocyjnym przedstawia zakup rakiet już jako swój sukces).

Nie można wspomnieć o katastrofalnej polityce medialnej. Rok temu twarzą resortu był Bartłomiej Misiewicz, dzisiaj pani pułkownik, której w mediach nie uświadczysz.

Marek Kozubal

MARIUSZ KAMIŃSKI: ZDECYDOWANY „CZŁOWIEK CIENIA”

Minister-koordynator służb specjalnych

Nasza ocena: 4

Nieustępliwość charakteru Mariusza Kamińskiego, ministra-koordynatora służb specjalnych przy premierze, przydaje się na polu walki z terroryzmem. Długo oczekiwana ustawa antyterrorystyczna – wzorowana na międzynarodowych rozwiązaniach prawnych – pozwala na duży krok naprzód polskim służbom. Są już pierwsze tego owoce w postaci chociażby egzekwowania odpowiedzialności karnej wobec osób, które zaangażowały się w oddziały Państwa Islamskiego. Najwięcej kontrowersji wywołał zapis dotyczący kontroli operacyjnej (bez zgody sądu) cudzoziemca podejrzewanego o terroryzm. Nadużyć jednak nie było.

„To wyposażanie państwa w narzędzia, które pozwalają chronić podstawowe prawa człowieka, w tym prawo do bezpieczeństwa i do życia” – zaznacza dr Andrzej Barcikowski, były szef ABW.

Ewidentnie widać, że Kamiński wyróżnia Centralne Biuro Antykorupcyjne – służbę, którą stworzył i stawia na piedestał. Minus: dotąd nie przygotował kompleksowej reformy służb specjalnych, nie zapadły też decyzje dotyczące podziału ról między nimi – chodzi głównie o CBA i ABW w zakresie przeciwdziałania przestępstwom gospodarczym.

Kamiński przygotował ustawę o jawności życia publicznego – i mimo krytyki ze strony organizacji pozarządowych warto zaznaczyć, że PO przez osiem lat nie potrafiła nawet zunifikować oświadczeń majątkowych. Propozycja Kamińskiego idzie dużo dalej. Wprowadza ochronę sygnalistów, przejrzystość umów cywilnoprawnych i zamówień publicznych w samorządowych spółkach. To więcej, niż można było się spodziewać.

Minister-koordynator nie lubi się afiszować i promować w mediach. To „człowiek cienia”, z którego raz na jakiś czas wyskakuje.

Wadą Kamińskiego są jego trącące zemstą działania wobec poprzedników – w tym szefa CBA z czasów PO Pawła Wojtunika. Minister wytacza niemerytoryczne „działa”, by odebrać mu certyfikat bezpieczeństwa. Zapomina, że wiele z obecnych sukcesów CBA – co jest przemilczane – to po części jego praca. Sport rozpoczętych za jego kadencji spraw teraz znalazło finał.

Izabela Kacprzak, Grażyna Zawadka

KRZYSZTOF JURGIEL

Minister rolnictwa

Nasza ocena: 2

Minister rolnictwa to szczęściarz wśród członków gabinetu. Bez większego uszczerbku wyszedł z wpadki, która położyła się cieniem na wizerunku całego PiS: wymiany szefostwa stadnin koni arabskich w Janowie Podlaskim i Michałowie. Kilka arabów padło, słynna kiedyś aukcja koni okazała się katastrofą, ale partia nie dała Jurgiela odwołać. Miał też szczęście, że cofnęła się epidemia afrykańskiego pomoru świń, a skutki ustawy blokującej obrót ziemią rolną zostały przysłonięte wydarzeniami z pierwszej linii politycznego frontu. Sam stara się też nie szkodzić szczęściu. Nie przejawia szczególnej aktywności, nie udziela się w mediach, a jeżeli już, to działa po cichu, tak jak przy wymianie szefów instytutów naukowych podległych resortowi. Pytanie tylko, czy to wystarczy. Testem będą dla niego wybory samorządowe, kiedy okaże się, czy PiS zdobył upragnione poparcie na wsi.

Marcin Piasecki

KONSTANTY RADZIWIŁŁ

Minister zdrowia

Nasza ocena: 1

Symbolem osiągnięć ministra Radziwiłła jest kampania wspierania prokreacji, w której za wzór zachowań seksualnych podaje się króliki. Minister obraził nią wszystkich – niepłodne pary, dla których jedyną szansą na dziecko jest zapłodnienie in vitro, kobiety, które sprowadza do roli rozpłodowej, i wielodzietnych rodziców, którzy nie identyfikują się z rozwiązłością pana Królika. Miało być dobrze – wyszło nielogicznie. Nie pierwszy raz, bo np. prywatna służba zdrowia stwarza pole do nadużyć, ale nie dotyczy to lekarzy rodzinnych. Minister troszczy się o dzieci nienarodzone, ale pozostaje głuchy na apele dzieci po przeszczepach, dla których leki zdrożały do 700 zł.

Nie poradził sobie także z protestem rezydentów.

Mówi się, że jedynym powodem, dla którego zostaje na stanowisku, jest sieć szpitali, którą wprowadzono w październiku. Szefowie rządu chcą, by sam wypił piwo, którego nawarzył.

ELŻBIETA RAFALSKA

Minister rodziny, pracy i polityki społecznej

 

Nasza ocena: 4

Choć Elżbieta Rafalska przeprowadziła dwie sztandarowe reformy obecnego rządu, żadnej nagrody nie dostała. PiS podkreśla, że Program 500+, czyli wsparcie finansowe na drugie i kolejne dziecko, zmniejszający biedę wśród dzieci o 94 proc., jest pomysłem Jarosława Kaczyńskiego. A minister Rafalska była tylko i jedynie wykonawcą myśli prezesa PiS.

Podobnie z obniżeniem wieku emerytalnego z 67 lat dla obu płci do 60 lat w przypadku kobiet i 65 mężczyzn. Efekt: coraz większy problem z pracownikami oraz niższe świadczenia dla tych, którzy nie rozumiejąc zasad obecnego systemu emerytalnego, zrezygnowali z zatrudnienia wcześniej. Ale dla PiS jest to pokazanie, że realizuje swoje obietnice wyborcze. I znów się podkreśla, że to zasługa prezesa.

A minister Rafalska? Choć nawet wielu jej politycznych przeciwników mówi o tym, że byłaby niezłym premierem, wciąż czeka na swoją szansę.

Joanna Ćwiek

ANNA STREŻYŃSKA

Minister cyfryzacji

Nasza ocena: 3+

Dwa lata pod kierownictwem Anny Streżyńskiej, prawniczki, menedżera, i urzędnika znającego smak niepodzielnej władzy (była regulatorem rynku telekomunikacyjnego), przyniosły resortowi cyfryzacji, podległym mu jednostkom i branży IT, spore zmiany. Cel Streżyńskiej: poprawa efektywności państwa dzięki cyfryzacji wykuwany jest nie bez trudu.Z jednej strony na szerszą skalę państwo korzysta z tzw. body leasingu i powstają nowe aplikacje dla obywateli (mObywatel, mDokumenty, nowa CEPiK). Z drugiej minister utraciła (lub nie zdołała zyskać) wpływ na ważne elementy cyfrowej układanki ze sporymi budżetami: cyberbezpieczeństwo i operatora Exatel, nad którymi pieczę uzyskał minister obrony. Słabą stroną Streżyńskiej jako ministra jest brak politycznego zaplecza i upór, którym jej współpracownicy tłumaczą zmiany personalne w MC i podległych jednostkach. Mocną – sympatia mediów.

Urszula Zielińska

JAN SZYSZKO

Minister środowiska

 

Nasza ocena: 1

„Nie możemy pozwolić na to, by (…) jedynie zrozumiałą formą ochrony przyrody był zakaz wycinki drzew i zakaz zabijania zwierząt, co kreowane jest (…) przez ruchy satanistyczne” – napisał prof. Szyszko w referacie na jedną z konferencji. Wygląda na to, że postanowił wpisać swoje działania w ramy konfliktu dobra ze złem, bo od początku kadencji jest jednym z głównych szwarccharakterów rządu.

Najmocniej krytykowany jest za wycinkę Puszczy Białowieskiej wbrew UNESCO, Trybunałowi Sprawiedliwości UE i ekologom. To jednak tylko początek długiej listy przewin ministra. To z jego resortu wyszło „Lex Szyszko”, które spowodowało masową wycinkę drzew. Ostatnio zniósł zakaz strzelania do łosi, z czego wycofał się dopiero po interwencji prezesa PiS.

Resort stara się bronić decyzji swojego szefa, jednak bez większego rezultatu. Dostaje od nas najniższą ocenę nie tylko za działania, ale też fatalną politykę komunikacyjną i lekceważnie mediów.

Wiktor Ferfecki

KRZYSZTOF TCHÓRZEWSKI

Minister energii

Nasza ocena: 3

Energetyka okazała się tak ważna dla rządu, że dorobiła się swojego ministerstwa. Tymczasem – jak dotąd – nie doczekaliśmy się najważniejszego dokumentu dla branży, czyli wieloletniej strategii sektorowej. Minister energii poszedł za to na ostry bój z Brukselą, broniąc węglowych inwestycji. Ostatnie negocjacje w sprawie reformy unijnego systemu handlu emisjami CO2 pokazały, że ta walka nie zawsze kończy się sukcesem. Minister nie pała miłością do farm wiatrowych, co pokazał, forsując przepisy, które w praktyce zamroziły ich rozwój. Okazał się za to niezwykle skuteczny w ratowaniu spółek węglowych. Udało mu się zrobić to, czego nie zdołał poprzedni rząd – przekonać krajowe grupy energetyczne do wyłożenia miliardów na nierentowne wówczas górnictwo. Niestety, spółki węglowe szybko poluzowały zaciśnięte pasy, wypłacając w tym roku nagrody górnikom. Redukcja kosztów w tej branży wciąż jest wyzwaniem i do prawdziwej reformy jeszcze nie doszło.

Barbara Oksińska

ANNA ZALEWSKA:

Minister edukacji narodowej

Nasza ocena: 2

Trudno o odważniejszego ministra w rządzie Beaty Szydło niż Anna Zalewska. Szefowa resortu edukacji, nie zwracając uwagi na protesty rodziców i samorządów, w ciągu zaledwie 14 miesięcy od momentu ogłoszenia reformy edukacyjnej wprowadziła ją w życie bez odpowiedniego przygotowania. Błyskawicznie zamieniła gimnazja w podstawówki. I choć rząd podkreśla, że reforma nie okazała się klęską, to sukcesem jest chyba tylko to, że 1 września uczniom w ogóle udało się do szkoły dotrzeć. Trudno jednak nie zauważyć chaosu w placówkach, nauki na dwie zmiany, przeładowanych, archaicznych programów nauczania, eksperymentalnej klasy siódmej, objazdowych nauczycieli, łapiących po dwie godziny nawet w pięciu szkołach równocześnie. I tylko chwała pani minister za to, że zanim w ogóle rozpoczęła szkolną rewolucję, zdecydowała o cofnięciu sześciolatków do przedszkoli. Bo tylko dzięki temu nie doszło w szkołach do gigantycznego dramatu.

ZBIGNIEW ZIOBRO

Minister sprawiedliwości

Nasza ocena: 3-

Zbigniew Ziobro zasłynął w ostatnim czasie głównie jako reformator. Niestety lub stety, jak kto woli, nieskuteczny. Od dwóch lat obiecuje reformę sądownictwa i sprawne orzekanie. Nie wyszło ani jedno, ani drugie. Powód? Minister chce chyba zbyt wiele uprawnień dla siebie, czym zdecydowanie zdenerwował prezydenta Andrzeja Dudę. Mniej myśli o sądach, sędziach, procesach i obywatelach, którzy do tych sądów przychodzą załatwiać swoje życiowe sprawy. Bo przecież losowanie i system ważenia spraw w niczym obywatelom nie pomogą. W sprawach sądownictwa Ziobro skupił się na kadrach i w tej wymianie jest bardzo skuteczny. Pytanie tylko, czy nie powinien wykazać się gdzie indziej.

Żeby oddać mu sprawiedliwość, ma też na swoim koncie dobre inicjatywy. Chce, żeby obywatele czuli się w swoich domach bezpiecznie, więc poszerza granice obrony koniecznej i stawia na mir domowy. Zamierza ścigać i surowiej karać drobnych złodziejaszków. Stworzył rejestr pedofilów, czym uspokoił rodziców i opiekunów, oraz zreformował aplikacje: sędziowską i prokuratorską. Gdyby nie ostatnia wpadka, można by mu przypisać wprowadzenie na sale rozpraw asesorów. Na resztę cały czas czekamy. Oby było na co.

Agata Łukaszewicz

rp.pl