Tag Archives: Piotr Gliński

Turczynowicz-Kieryłło nie dorasta do pantofelków Małgorzaty Kidawy-Błońskiej

Zwykły wpis

Ma pokazać, że w otoczeniu prezydenta też jest elegancka, kulturalna, wykształcona kobieta, a nie tylko samce alfa. Tylko że to się kłóci z ludowym wizerunkiem Dudy, który jego sztab chce sprzedawać ludowym wyborcom. Teraz doszły nowe kłopoty, a to dopiero początek oficjalnej kampanii.

PiS lustruje przeszłość swych politycznych konkurentów, ale nie swoich ludzi. Dlatego sam naraża się na wpadki, które mogą mu bardzo zaszkodzić w odbiorze społecznym. Zgrzyt przyszedł już po kilkudziesięciu godzinach od prezentacji sztabu prezydenta. Zamiast rozkręcać kampanię, sztab musi zarządzać kryzysem.

Proste i uczciwe rozwiązanie, czyli dymisja pani Kieryłło, nie wchodzi jednak w grę, bo byłoby przyznaniem się do błędu, podrywającym zaufanie do Dudy w elektoracie PiS.

Najpierw pani Kieryłło błysnęła uwagami o potrzebie ograniczenia wolności słowa w niektórych sytuacjach. Temat dobry na uniwersytecie, ale nie w kampanii. W ustach bliskiej współpracownicy czynnego polityka jej słowa zabrzmiały fałszywie, a nawet jak groźba.

Ale w mediach już pełno o innej bulwersującej sprawie z udziałem Turczynowicz-Kieryłło. Według relacji prasowych obecna szefowa kampanii roznosiła ulotki w środku nocy przed wyborami samorządowymi w 2018 r. A tego zabrania kodeks wyborczy, który prawniczka powinna znać i przestrzegać jego postanowień. Gdy pewien mężczyzna, czuwający nad przestrzeganiem prawa, interweniował, miała ugryźć go w rękę podczas szamotaniny. Relacje są udokumentowane.

Mimo to przeciwko Turczynowicz-Kieryłło nie wytoczono śledztwa w sprawie naruszenia prawa wyborczego. Co gorsza, p. Kieryłlo wikła się w swych wyjaśnieniach. Jak choćby wtedy, gdy mówi, że chciała bronić swego dziecka. Kto wyprowadza dziecko na spacer w listopadzie nocą?

Kadry PiS, jakie są, każdy widzi i słyszy, słuchając polityków „zjednoczonej prawicy” pokroju poseł Lichockiej czy ministra Wosia. Pani Kieryłło miała być inna, miała być żywym, miłym dla oka i ucha dowodem, że wezwania prezydenta Dudy do kultury w rywalizacji politycznej nie są gołosłowne. Tymczasem sprawa staje się obciążeniem na życzenie jego własnego sztabu, który nie dołożył należytych starań, aby uchronić Dudę przed kłopotem. Trudno uznać pierwsze dni szefowej za udane.

Można różnie oceniać zawodowy dorobek pani adwokat, to odrębny, acz ciekawy temat. Ale nie każdy adwokat nadaje się na szefa politycznej kampanii. Pomysł z „kontr-Kidawą” nie wypalił. Gra toczy się dalej.

Kmicic z chesterfieldem

Można się zastanawiać: jak będzie przebiegał Polexit, bo już o nim zadecydowano. To znaczy zadecydował Jarosław Kaczyński. Dlaczego? Bo wpędził się w kozi róg, nie wycofa się.

Podprogowo – Kaczyński chce odejść wraz z Polską, on do Nieistnienia (grobu), Polska do utraty niepodległości.

Komisja Europejska nie pozwoli na to, aby w gronie krajów unijnych znajdowała się jakaś satrapia, podobna do Białorusi.

Takim Łukaszenką batiuszką chce być Kaczyński. Czy Polaków stać na zryw niepodległościowy, aby jak komuchów przepędzić pisowców?

Pewnie tak, ale może jeszcze za wcześnie, musi dojść do sytuacji gospodarczej i finansowej jak w PRL. A do takiej dojdzie, gdy PiS utrzyma się u władzy.

Chciałbym, aby moje przewidywania się nie ziściły, lecz opozycja wraz ze społeczeństwem obywatelskim musi pogonić krasnali wolności precz skuteczniej niż do tej pory protestuje.

Precz od koryta i precz z przestrzeni publicznej. Niektórzy z nich – jak Ziobro, bądź Duda – winni zaznać rozkoszy pierdla.

View original post 545 słów więcej

Poczet tych, którzy będą sądzeni przed Trybunałem Stanu ciągle się zwiększa. PiS jest bogaty w łajdaków

Zwykły wpis

Poczet sądzonych przed Trybunałem Stanu będzie większy niż poczet polskich noblistów.

Kmicic z chesterfieldem

Prof. Antoni Dudek w rozmowie z „Rzeczpospolitą” ocenia, że nadchodzi zmierzch Prawa i Sprawiedliwości, a ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego utraciło pierwotny impet. Ostatnim sprawdzianem dla PiS mają być nadchodzące wybory prezydenckie. – Andrzej Duda nie ma reelekcji w kieszeni. Sam dla siebie jest największym zagrożeniem – ocenia politolog.

Zdaniem politologa prof. Antoniego Dudka PiS nie ma wcale wygranej w kieszeni w nadchodzących wyborach prezydenckich. – Największym zagrożeniem dla Andrzeja Dudy jest on sam. Jak patrzę na wszystkich jego potencjalnych przeciwników, to na razie tak to widzę – mówi politolog w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. Dodaje wprost, że mimo wygranych przez partię Jarosława Kaczyńskiego wyborów parlamentarnych, dostrzega „zmierzch PiS-u”.

Prof. Dudek o sytuacji PiS-u. „Widać wyraźnie, że prezes ma problemy”

Jak wskazuje Dudek, Andrzejowi Dudzie najprawdopodobniej nie uda się wygrać wyborów prezydenckich w pierwszej turze – wszystko zależy więc od tego, z kim znajdzie się w drugiej. – Wtedy jakieś jego błędy w…

View original post 3 522 słowa więcej

 

Policja chroni pedofilów w Kościele katolickim

Zwykły wpis

Depresja plemnika

Za czasów poprzedniego prezesa NBP Marka Belki dyrektor ds. komunikacji mógł liczyć na 23 tys. zł brutto. Na tę pensję składała się podstawa w wysokości 18 tys. zł brutto oraz kwartalne premie – ok. 10 tys. zł.

Do tego dyrektor mógł dostać maksymalnie dwie roczne premie specjalne z tzw. puli prezesa po ok. 10 tys. zł brutto – ustalił Polsat News.

Przypomnijmy, że obecna szefowa ds. komunikacji Martyna Wojciechowska – wg doniesień medialnych – otrzymuje w NBP za prezesury Adama Glapińskiego ok. 65 tys. zł miesięcznie. Do tego trzeba doliczyć 11-12 tys. zł z tytułu zasiadania w radzie Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, do którego została delegowana właśnie przez Glapińskiego.

Ustalenia Polsat News stoją w sprzeczności z wypowiedziami polityków PiS, poczynając od Andrzeja Dudy.  – „Siatka płac w Narodowym Banku Polskim to nie jest decyzja pana prezesa Adama Glapińskiego, to są decyzje, które były podjęte w czasach, kiedy swoją kadencję jako…

View original post 1 331 słów więcej

 

Gliński tworzy pisowski Mosfilm

Zwykły wpis

PiS przygotowuje się na długie rządzenie, w związku z czym chce zawłaszczyć i uczynić sobie poddanymi tak wrażliwe dziedziny, jak kultura i sztuka. Gdyby miało dojść do drugiej kadencji rządów PiS najpierw padłyby media, ktore albo zostałyby kupione, badź doprowadzone do upadłości, a jak to by się nie udało, „zrepolonizowane”, czyli upisowione.

Co jednak zrobić z kulturą i sztuką, którą rządzi niezależny duch twórców, dziki, nie poddajacy się żadnym łańcuchom partyjnym? Tą działką zarządza jedna z byłych nadziei Jarosława Kaczyńskiego, niedoszły premier techniczny z tabletu Piotr Gliński, wprawdzie socjolog i profesor nauk humanistycznych, to jednak jego osiągnięcia na tym polu są wybitnie drugorzędne, czyli jest osobą bez żadnego autorytetu środowiskowego.

Gliński ma jednak ambicje odcisnąć swój ślad w kulturze, całkiem możliwe, iż jest to podyktowane kompleksem wyniesionym z domu rodzinnego, w którym zdominował go starszy brat Robert Gliński, reżyser filmowy, swego czasu nazwał go „idiotą”. Kompleksy to całkiem silny motor zdarzeń historycznych. Gdyby nie kompleksy Brutus nie dźgnąłby Juliusza Cezara.

Piotr Gliński głowił się nad mechanizmami podrządkującymi kulturę, jako socjolog znalazł, gdy kultura tłumaczyła polityczne wykładnie rządzących. Za wschodnia granicą, a następnie u nas w czasach słusznie minionego reżimu, w stalinizmu sformułowano ideę realizmu socjalistycznego, który nadzorował Andriej Żdanow.

W działaniach Glińskiego widać inspirację żdanowszczyzną, nie tylko w literaturze, w której jest promowana twórczość patriotyczna, ale i w pozostałych dziedzinach sztuki. Politycy PiS uważają, iż są na początku swej władzy nad Polakami, obserwujemy zatem zręby wykuwania realizmu ku chwale ich rządzenia.

Pomnik Lecha Kaczyńskiego jest dziełem jakiegoś pisowskiego Xawerego Dunikowskiego, nie udał się wprawdzie film o katastrofie smoleńskiej, ale nic straconego. Najważniejsza ze sztuk film – jak uważam Lenin – ma zostać w pierwszym rzędzie podporządkowana realizomowi pisowskiemu.

Żdanow Gliński ma „pomysła”, jak zgromadzić w jednym ręku rozproszone grupy realizatorskie i producenckie w kraju, państwowe studia filmowe mają zostać połączone w jeden „profesjonalny publiczny ośrodek produkcji filmowej”, ktory będzie operował rocznym budżetem ok. 100 milionów złotych.

Taki pisowski Mosfilm będzie mógł zrealizować superprodukcję, o jakiej marzy Jarosław Kaczyński. Prezes PiS swego czasu wyznal, iż chętnie oglądnąłby patriotyczny film o chwale Polaków zrealizowany w konwencji hollywoodzkiej.

I między innymi po to powstaje Mosfilm nad Wisła. Filmowcy zostaną pozbawieni niezależności twórczej, chyba że ta niezależność bedzie korelowała z pisowską wykładnią realizmu patriotycznego. Nie podskoczy Żdanowowi PiS Agnieszka Holland, ani Wojciech Smarzowski, którego przymusi się, aby zamiast „Kler 2” zrealizował np. „Wina Tuska”.

Smarzowski, czy Agnieszka Holland dadzą sobie radę, ale nie młodzi filmowcy na początku drogi twórczej, których kariery artystyczne są uzależnione od dofinansowania przez państwo. Czy ma szansę na zaistnienie ten pomysł Glińskiego? Raczej – nie, bo to znaczyłoby upadek polskiej sztuki filmowej, podobny do upadku stadniny koni w Janowie Podlaskim. Z Glińskiego powinien „koń sie uśmiać”, ale nie takie farsy i groteski ogladaliśmy w ciągu trzech lat ich rządów, więc mogą się posunąć do każdej katastrofy.

>>>

Tabloid Gliński do wyrzucenia, nawet nie nadaje się do recyklingu

Zwykły wpis

„Czujemy się zobligowani do zabrania głosu, ponieważ Piotr Gliński jest pracownikiem Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, wieloletnim członkiem Rady Naukowej i kierownikiem Zakładu Społeczeństwa Obywatelskiego. Nie chcielibyśmy, aby wypowiedzi i praktyki ministra Glińskiego były uznawane przez opinię publiczną za reprezentatywne dla środowiska IFiS PAN” – napisali w oświadczeniu członkowie Rady Naukowej Instytutu Filozofii i Socjologii PAN.

Zasiada w niej prawie 50 naukowców, którzy większością głosów przyjęli opublikowane właśnie oświadczenie.

Wyrażają w nim poważne zaniepokojenie działaniami wicepremiera i ministra kultury w rządzie PiS. – „Odnosimy wrażenie, że minister stara się podporządkować sferę kultury jednolitej opcji ideowej i narusza przyjęte zasady funkcjonowania instytucji publicznych. Arbitralne decyzje, dotyczące zmian kadrowych w takich instytucjach, lekceważenie głosu ich pracowników i przedstawicieli, wszystko to musi niepokoić” – napisali.

Naukowcy podają przykład wypowiedzi, która ich najbardziej oburzyła. – „Za szczególnie żenujące uznajemy niedawne porównanie języka używanego w odniesieniu do partii rządzącej, którą reprezentuje m.in. Piotr Gliński, do języka, którym propaganda III Rzeszy posługiwała się wobec Żydów. Takie działania i wypowiedzi uważamy za nielicujące z godnością urzędnika państwowego” – czytamy w oświadczeniu. To nawiązanie do wywiadu, którego Gliński udzielił tygodnikowi „Wprost”. – „Język, którym mówi się o PiS, ma wykluczać, unicestwiać, ma nas odczłowieczać, delegitymizować, mamy być tak traktowani jak Żydzi przez Goebbelsa. Ma wzbudzać do nas obrzydzenie” – mówił minister kultury.

Depresja plemnika

Dziennikarz Tomasz Sekielski od kilku miesięcy pracuje nad filmem dokumentalnym poruszającym tematykę pedofilii w Kościele. Choć wsparcia finansowego odmówiły mu największe polskie stacje telewizyjne, udało mu się zebrać potrzebną sumę dzięki zbiórce na platformie Patronite. Praca nad filmem nie jest jednak łatwa – bohaterowie filmu są zastraszani, nagrania utrudnia także policja.

– Kolejny dowód na to, że Kościół wiele mówi o sprawie pedofilii, a niewiele w tej sprawie robi. Wyobraźcie sobie księdza, który został prawomocnie skazany, który dostał zakaz zbliżania się do dzieci, któremu sąd zakazał nauczania religii. I ten oto ksiądz odprawia rekolekcje z naukami dla dzieci. Mamy to nagrane i zobaczycie to w naszym filmie – opowiadał Sekielski w dopiero co opublikowanym na Facebooku klipie.

O projekcie Sekielskiego głośno jest niemal od roku, kiedy dziennikarz poinformował, również na swoim Facebooku, że planuje nagranie filmu dokumentalnego o pedofilii w polskim Kościele. – To nie będzie film antykościelny ani…

View original post 5 567 słów więcej

 

Złote czasy PiS. Za dwa złote można kupić dwa banki

Zwykły wpis

Od dłuższego czasu obserwując poczynania Prawa i Sprawiedliwości trudno nie dojść do wniosku, że partia rządząca puści wszystkie kabarety z torbami. Jeżeli nie za sprawą ciągłych wpadek, to na pewno z uwagi na toporną propagandę mediów narodowych, której nie da się już słuchać.

Ostatnie miesiące nie są dla obozu władzy łaskawe. Porażka goni porażkę, zaś afera goni aferę. Dojnej zmianie nie udało się przejąć Sądu Najwyższego, mimo usilnych prób. Nie udało się też odnieść miażdżącego zwycięstwa w wyborach samorządowych. Ba, w wielu miejscach, takich jak miasta, Kaczyński i spółka dostali niezłego łupnia. W tle tych wszystkich porażek majaczą kolejne niejasności, kompromitacje, afery i inne potencjalne przekręty, takie jak kwestia SKOK-ów, pompowanie kasy do kieszeni Rydzyka, czy rozbijanie pancernych rządowych limuzyn.

Ostatnio jednak PiS przeszedł sam siebie, a to za sprawą afery KNF, w ramach której przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego miał wywierać naciski na jednego z najbogatszych Polaków – Leszka Czarneckiego, w celu przejęcia jego banku za przysłowiową złotówkę. Niestety dla dojnej zmiany Czarnecki całe zajście nagrał, z czego zrobił się niezły bigos. O sprawie tej wiele już napisano. Nie przestaje ona jednak rozpalać opinię publiczną do czerwoności i oburzać Polaków na bezkarność, arogancję i bezszczelne wręcz łamanie prawa przez obóz władzy.

Na okoliczność afery pojawiła się w internecie cała masa żartów. Jednym z najnowszych przykładów dworowania sobie z całej sytuacji jest wpis dziennikarki Anny Dryjańskiej, publicystki portalu TOK FM, która  bije się z takim oto dylematem:

Wszakże kwota tak niewielka jak dwa złote nabiera w świecie, w którym bank można przejąć za złotówkę, nowego znaczenia😂

Każdemu z Was polecam dokładnie przyjrzeć się zawartości własnego portfela i dokładną analizę znajdującego się w nim bilonu. Może się okazać, że i Wam przydarzy się okazja kupna banku za złocisza. Takie rzeczy są możliwe tylko w świecie dojnej zmiany…

Warto było czekać na dzisiejsze czasy, za 2 złote można nabyć dwa banki. Hej, hej.

Depresja plemnika

Polska gospodarka stale rośnie i jest to jeden z najbardziej dynamicznych wzrostów w Unii Europejskiej. Przez londyńską giełdę papierów wartościowych Polska została uznana za gospodarkę rozwiniętą jako pierwszy kraj w regionie. W istocie należymy do najszybciej rozwijających się krajów świata i od 1989 r. dokonaliśmy skoku porównywalnego z takim tygrysem światowej gospodarki jak Korea Południowa.

Giertych twierdzi, że istnieje kolejne nagranie kompromitujące szefa KNF

Polska jak Włochy czy Grecja

Z pewnością Polska świetnie wykorzystała szansę, jaką dało wejście do gospodarki światowej ze stosunkowo wykwalifikowaną i tanią siłą roboczą. Moment, jaki ma dziś, w latach 80. miały Włochy i Grecja. Dziś oba te państwa są dotknięte długoletnią stagnacją, a ich współfinansowana w przeszłości przez UE infrastruktura zaczyna się sypać. Włoskie lotniska wyglądają starzej niż Terminal 1 na Okęciu, a wielu greckim rodzinom nie wystarczyło środków na budowę domów, które zatrzymują się dziś na pierwszym piętrze, strasząc strzelającymi w niebo prętami. Czasy prosperity dobiegają końca w każdym dorabiającym się kraju. Pytanie na dziś brzmi: czy wpadniemy w grecką…

View original post 2 294 słowa więcej

Kaczyński, krzewiciel cofającej się demokracji

Zwykły wpis

Jarosław Kaczyński staje się na świecie sławny. Zapomina się o Lechu Wałęsie, Janie Pawle II, czy Donaldzie Tusku, a mówi o prezesie PiS. Niestety nie w kontekście osiągnięć i przynoszącego pozytywne wartości, ale niszczyciela, Frankensteina znad Wisły, którego stworzyli Polacy i na swoją zgubę dopuścili do władzy.

Prezes PiS trafił do popularnego show amerykańskiej telewizji „Last Week Tonight”, który w Polsce jest emitowany z poślizgiem w HBO pod tytułem „Przegląd tygodnia: Wieczór z Johnem Oliverem”. Ten typ formatu telewizyjnego w Polsce nie jest realizowany, jest to mocna satyra podbita takimż językiem. Gdyby w Polsce komik tak wyśmiał Kaczyńskiego jak Oliver, nazwany zostałby Goebbelsem i musiał się spotkać adwokatem prezesa w sądzie.

Kaczyński został wymieniony obok Władimira Putina, Xi Jinpinga, Recepa Erdogana i zaliczony do krzewicieli „cofających się demokracji”. Nie tylko Amerykanie mogli usłyszeć, iż „Polska staje się coraz bardziej autorytarna”, ale zobaczyli zdjęcie prezesa. Nie było pod nim podpisu „Wanted”, ale kto wie, może tego doczekamy.

Kroku prezesowi stara się dotrzymać Piotr Gliński, który nie nadaje się na żadnego ministra kultury. Prześmiewcy winni mieć jednak realny wpływ na rzeczywistość, Gliński pasuje do wymyślonego przez Latający Cyrk Monty Pythona Ministerstwa Głupich Kroków. Otóż Gliński jako minister wspomnianych kroków w wywiadzie dla „Wprost” poskarżył się, że PiS jest traktowany przez opozycję, jak „Żydzi przez Goebbelsa”.  Trudno z takimi słowami dyskutować, bo nigdzie nimi się nie dojdzie, przypomnijmy sobie, kto kogo nazywał gorszym sortem, elementem animalnym, gestapo, mordami zdradzieckimi.

Słowa tego ministra już poszły w świat i wrócą jak bumerang, jak ustawa o IPN, z której PiS rakiem musiał się wycofać. Pisowski Frankenstein coraz bardziej potwornieje. Prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński po nocnej naradzie z przedstawicielami instytucji zajmujących się bankami orzekł, iż sytuacja w bankowości jest stabilna, czemu przeczą fakty i nastroje społeczne.

NBP to jeszcze jedna instytucja kwalifikująca się do Głupich Kroków. Po raz pierwszy bank centralny w ubiegłym roku zanotował straty – 2,5  miliarda zł, a Glapiński przyznał pracownikom premie z okazji 100 lecia odzyskania niepodległości w wysokości 18 mln zł.

To, co się dzieje na górze, schodzi na dół. Władza PiS psuje sie od głowy Kaczyńskiego, wyczuwają ten zapaszek pomniejsi. I tak – starosta powiatu kolbuszowskiego Józef Kardyś zrezygnował ze swojej funkcji, ale po dwóch dniach został przywrócony na stanowisko po to, aby dostać odprawę 80 tys. zł. Jak stwierdził należy mu się za „harówkę”.

>>>