Politycy PiS nadal nie rozumieją sprawczości pogardy, jaką niesie ustawa o IPN

Wiceszef dyplomacji Bartosz Cichocki łaskawie rzecze, iż „każdy, kto powie, że były przypadki, że Polacy kolaborowali z Niemcami – nikt tego nie zamierza penalizować”. Ktoś taki jest delegowany do szefowania zespołowi ds. dialogu z Izraelem.

Izrael to odpuści, przecież nie będzie się wiecznie mocował z politykami, ktorzy zaprzeczają faktom. Ten „intelektualista” Cichocki mówi w kontekście ustawy o IPN, odwracając kota ogonem, bo w swojej wypowiedzi nie umieszcza informacji o wydawaniu przez polskich szmalcowników Żydów w ręce nazistów. Taki jest język PiS – kłamać. Otóż szmalcownictwo to nie były żadne „przypadki”, to było hurtownictwo, które otrzymało podkład w okresie międzywojennym politycznym antysemityzmem endecji, która – podobnie jak dzisiaj – miała poparcie Kościoła katolickiego. W czasie okupacji do aktów podobnych Jedwabnemu dochodziło w miejscach, gdzie endecja miała największe poparcie.

Tacy Cichoccy są groźni dla społeczeństwa, bo posługują się kłamstwem, jako orężem politycznym, umiejszają naród polski, który w ich mniemaniu ma żyć w zakłamaniu o sobie, czyli w małości. Polaków stać na prawde o sobie, iż wśród nich byli szmalcownicy, że są także chowający się po lasach wyznawcy nazizmu, którzy od czasu do czasu maszerują w różnych marszach – jak w Hajnówce – i mają wsparcie administracji PiS.

To jest poniżenie narodu polskiego. Tenże Cichocki był ponadto stwierdzić w rozmowie w Radiu Zet, że „że ustawa o IPN ujawniła pokłady niewiedzy, uprzedzeń, nawet pogardy w stosunku do Polaków”. Nie słyszałem, aby polityk innego narodu powiedział o Polakach „kanalie i mordy zdradzieckie”. A to jest wykładnia pogardy do Polakow, ale też propagowanie zakłamania, jakim posługuje się Cichocki.

Inny kontekst ustawy o IPN dotyczy naszych relacji z Ukrainą. Jan Olszewski – wszak bliski kaczyzmowi – zwrócił uwagę, iż osławiony w Polsce Stepan Bandera nie miał niczego wspólnego z rzezią wołyńską, bo był w niemieckiej niewoli. Ba, „gdyby Bandera mógł podejmować wtedy decyzje, to prawdopodobnie do zbrodni na Wołyniu by nie doszło”.

Do zbrodni tej doszło z powodów nacjonalistycznych, bo nieodpowiedzialni politycy swoimi „kanaliami i mordami zdradzieckimi” tworzą krwiożerczą atmosferę i nie dziwmy się, że następuje reakcja w postaci „wyrównania ruchunków”. Syndrom Jakuba Szeli jest uniwersalny.

Zabić dobre stosunki z innymi narodami jest bardzo łatwo, takiej zbrodni dopuszcza się pisowska ustawa o IPN. PiS jej nie potrafi poprawić, w budowaniu dobrych relacji jest impotentny. Liczę, iż Polacy oprzytomnieją z tego otumanienia, choć nie mam złudzeń, że wychodzenie z choroby, jaką PiS zaraził Polaków, musi trochę potrwać. Nosiciel nienawiści będzie się jednak bronił się do końca swego upadku, taka jest logika oblężonej twierdzy. Reżimy upadają, bo upada państwo przez reżim zarządzane. Mam nadzieję, że Polacy dadzą wcześniej odpowiedź tym, którzy nazwali ich „kanaliami i mordami zdradzieckimi” i dopilnują tego przy urnie wyborczej, dopilnują, aby nie sfałszowano ich głosu suwerena.

 

Najnowszy sondaż. PiS mocno oberwało. Za to Platforma ma powody do radości

wkl, 

Jarosław Kaczyński

Jarosław Kaczyński (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

37 procent respondentów zagłosowałoby w wyborach parlamentarnych na Prawo i Sprawiedliwość – wynika z sondażu Kantar Public, opublikowanego przez portal wPolityce.pl. Wzrost poparcia odnotowała Platforma Obywatelska.

Gdyby wybory parlamentarne odbyły się w dniach 16-21 lutego, zwyciężyłoby w nich Prawo i Sprawiedliwość – wynika z sondażu Kantar Public, opublikowane przez portal wPolityce.pl. Na partię Jarosława Kaczyńskiego zagłosowałoby 37 proc. – to spadek o 5 punktów procentowych.

Drugie miejsce na podium zajęłaby Platforma Obywatelska z wynikiem 20 proc. (wzrost o 6 punktów procentowych). W Sejmie znalazłoby się również ugrupowanie Kukiz’15 (7 proc.), Nowoczesna (6 proc.), PSL (5 proc.), SLD (5 proc.).

Progu wyborczego nie przekroczyłaby partia Razem (2 proc.) i Wolność (1 proc.).

Sondaż został przeprowadzony w dniach 16-21.02.2018 r., na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie 1033 pełnoletnich mieszkańców Polski. Preferencje partyjne dotyczą grupy 691 osób, które zadeklarowały zamiar udziału w wyborach.

gazeta.pl

Schetyna po po raz pierwszy ma do powiedzenia coś więcej niż „PiS jest zły”

– PO proponuje Polakom dojrzały patriotyzm – oświadczył polityk. Schetyna zapowiedział podczas sobotniego posiedzenia Rady Krajowej Platformy w Warszawie przedstawienie scenariusza przyjęcia przez Polskę wspólnej unijnej waluty. Krytyki pod adresem PiS jednak nie brakowało.

newsweek.pl

„Gorzej było tylko w PRL”. Raport Amnesty International o przestrzeganiu praw człowieka w Polsce

– Wyślemy nasz raport do osób na najważniejszych stanowiskach w kraju, tak jak wysyłaliśmy wszystkie poprzednie. Władza na dłuższą metę nie może ignorować głosów krytyki ani ze strony mediów, ani ze strony organizacji, tym bardziej jeśli jest to głos, który pochodzi od tysięcy osób – mówi w rozmowie z „Newsweekiem” Draginja Nadażdin, dyrektorka Amnesty International Polska.

Dopiero co opublikowany raport Amnesty International, jednej z największych organizacji strzegących praw człowieka, nie napawa optymizmem. Organizacja sprawdziła, jak w 159 krajach świata, w tym również w Polsce, władze podchodzą do respektowania praw człowieka. Lista zagrożonych praw obywatelskich jest nad Wisłą niepokojąco długa.

Najbardziej krytycznie autorzy odnieśli się do rządowych wysiłków przejęcia kontroli nad wymiarem sprawiedliwości, w tym ustawy o sądach powszechnych, ustawy o Sądzie Najwyższym, ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa i zmian w Trybunale KOnstytucyjnym, będących ich zdaniem zagrożeniem dla niezależności sądów i niezawisłości sędziów. – W raporcie podkreśliliśmy, że pod hasłem „reformy” sądownictwa, wprowadzono zmiany, które de facto zagrażają niezależności sądów. W zestawieniu z innymi działaniami rządzących, widać, że władza spróbowała przede wszystkim osłabić i uciszyć kluczowe instrumenty kontroli władz. Co gorsza szybkie tempo uchwalania nowego prawa dotykającego różne dziedziny życia nie pozwala ludziom na zapoznanie się ze wszystkimi zmianami prawnymi i na zrozumienie, co oznaczać będą dla nich te posunięcia – komentuje w rozmowie z „Newsweekiem” Draginja Nadażdin, dyrektorka Amnesty International Polska.

A to dopiero początek negatywnie ocenionych działań władz w zakresie praw człowieka. Autorzy raportu zwracają także uwagę na to, że ograniczono wolność zgromadzeń, a setkom protestujących w zeszłym roku w tej sprawie, ale i przeciwko reformie sądownictwa, groziły sankcje, w tym karne, za udział w pokojowych zgromadzeniach. To wówczas funkcjonariusze organów ścigania odpowiedzieli niewspółmiernymi środkami bezpieczeństwa pod Sejmem czy okolicach Pałacu Prezydenckiego. „Policja wykorzystywała różne formy inwigilacji, legitymowała osoby uczestniczące, groziła sankcjami, a niektórym z osób stawiała zarzuty na podstawie kodeksu wykroczeń lub kodeksu karnego” – pisze AI. Więcej na ten temat pisaliśmy w tekście „Groźby, nękanie, >>przyjacielskie pogawędki<< w domach. Jak policja traktuje kontrmanifestantów”.

– Władza, nie tylko w Polsce – dodaje Nadażdin – mówi nam, że musimy chronić nasze granice na zewnątrz przed „obcymi” i prowadzi w związku z tym politykę izolacji, przekonuje, że nie można jej krytykować, bo krytyka osłabia pozycję państwa. Trwa szukanie winnych i uciszanie głosów krytyki. Dlatego kluczowe są instytucje ochrony praw człowieka i sądy, która bezstronnie w razie procesu byłyby w stanie orzekać w ich sprawie, to one są gwarantami bezpieczeństwa dla obywateli.

Amnesty International nie ma także dobrej wiadomości dla kobiet. W tegorocznym raporcie władze w Polsce zostały bardzo krytycznie ocenione za działania w kwestii ograniczania dostępu do antykoncepcji, które stoją w sprzeczności z międzynarodowymi rekomendacjami czy prób zaostrzenia prawa dopuszczającego wykonanie legalnej aborcji w przypadku poważnego i nieodwracalnego upośledzenia płodu – plany ich ograniczenia poparł publicznie nawet prezydent RP Andrzej Duda. Czy negatywna ocena AI da rządzącym do myślenia i powstrzyma przed głosowaniem „za” projektem organizacji pro-life, który czeka na dalsze procedowanie w Sejmie? – Publikujemy raport roczny przede wszystkim aby pokazać jak najbardziej kompleksowy obraz sytuacji praw człowieka na świecie i w danym kraju. Rządy muszą pamiętać, że taki dokument powstał i każde kolejne działanie wbrew prawom człowieka zostanie w przyszłości udokumentowane – mówi dyrektorka AI.

DRAGINJA NADAŻDIN, DYREKTORKA AMNESTY INTERNATIONAL POLSKA

„Newsweek”

„W raporcie podkreśliliśmy, że pod hasłem „reformy” sądownictwa, wprowadzono zmiany, które de facto zagrażają niezależności sądów. W zestawieniu z innymi działaniami rządzących, widać, że władza spróbowała przede wszystkim osłabić i uciszyć kluczowe instrumenty kontroli władz”

Do tej pory PiS nie traktował jednak raportów organizacji jako cennego źródła rekomendacji. Mimo to AI nie odpuszcza. – Wyślemy nasz raport do osób na najważniejszych stanowiskach w kraju, tak jak wysyłaliśmy wszystkie poprzednie. Zobaczymy, jaka będzie reakcja rządu i czy będzie gotowość spotkania. Niestety nasze apele o spotkanie w 2017 roku nie spotkały się z pozytywną odpowiedzią, ale naszym zadaniem jest mówić władzy prawdę nawet jeśli nie jest gotowa jej przyjąć. Władza na dłuższą metę nie może ignorować głosów krytyki ani ze strony mediów ani ze strony organizacji, tym bardziej jeśli jest to głos, który pochodzi od tysięcy osób – stwierdza Nadażdin.

PRZECZYTAJ WIĘCEJ W NEWSWEEK PLUS

Najmłodszy premier Starego Kontynentu
Najmłodszy premier Starego Kontynentu
Sebastian Kurz rozmawia z „Newsweekiem” o uchodźcach,…

Czy lista zagrożonych praw człowieka w Polsce różni się od tych, które Amnesty International publikowało w latach poprzednich? Jak wylicza dyrektorka organizacji, możemy mówić o regresie w stosunku do lat poprzednich. – Gorzej oczywiście bywało za czasów PRL, kiedy organizacja również dokumentowała naruszenia praw człowieka w Polsce. Choć część z zagrożonych obszarów praw znajduje się w raportach AI od lat – mówi Nadażdin. Są to właśnie prawa reprodukcyjne, prawa uchodźców czy walka z terroryzmem – od 2005 roku problematyczną kwestią były tajne więzienia CIA, za obecnych rządów PiS wprowadzono ustawę antyterrorystyczną i ustawę o policji, dając jej szerokie uprawienia do inwigilacji obywateli.

Raport „Sytuacja praw człowieka na świecie” krytycznie ocenia w Polsce także kontrolę organizacji obywatelskich oraz mediów. Więcej informacji na ten temat dostępnych TUTAJ.

newsweek.pl

Sędziowie nie chcą brać udziału w gierkach Ziobry. Ministerstwo ma poważny problem

O godnej podziwu postawie sędziów pisze dzisiejsza Wyborcza. Sędzia Małgorzata Pawlicka, powołana przez Ministerstwo Sprawiedliwości na prezesa Sądu Rejonowego w Kluczborku złożyła rezygnację z obsadzenia stanowiska. To kolejny przypadek nieskutecznej nominacji swojego kandydata na prezesa opolskiego sądu przez resort Zbigniewa Ziobry.

19 grudnia resort Ziobry za pośrednictwem faksu odwołał dotychczasową prezes Sądu Rejonowego w Kluczborku, sędzię Joannę Popiel-Lipską. Na jej miejsce nominowano wspomnianą Małgorzatę Pawlicką, która przystała na decyzję ministerstwa. Wobec sprzeciwu kluczborskich sędziów odnośnie arbitralności decyzji kadrowych resortu oraz stylu, w jakim doszło do odwołania, Pawlicka zdecydowała się 12 lutego złożyć rezygnację z nowo objętej funkcji. Sędzia nie chciała komentować swojej decyzji. Wg anonimowego rozmówcy Gazety Wyborczej Pawlicka była prezes SR nie chciała być kojarzona ze zmianami w sądownictwie forsowanymi przez Prawo i Sprawiedliwość.

Do podobnej sytuacji doszło na początku stycznia. Odwołana faksem dotychczasowa prezes Sądu Okręgowego w Opolu Anna Korwin-Piotrowska złożyła stanowisko na rzecz powołanego przez MS Adama Cąkały. Wspomniany zrezygnował z pełnionej funkcji po siedmiu dniach od nominacji. Również nie chciał zdradzić powodów swojej decyzji. O rezygnacji poinformował 8 stycznia podczas Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Okręgu Opolskiego, czym zadziwił sędziów, którzy zauważają, że dotychczas, mimo apeli stowarzyszeń sędziowskich, sędziowie chętnie sięgali po oczyszczone faksem stanowiska.

Resort kierowany przez Zbigniewa Ziobrę nie poinformował o przyczynach zwolnień w trakcie trwającej kadencji w sumie pięciu prezesów i wiceprezesów sądów na Opolszczyźnie. Lekceważący zarówno sędziów, jak i obywateli tryb odwołania pracowicie pełniących funkcje prezesów został zauważony przez środowisko sędziów SO w Opolu. Poniżające działanie ministerstwa jawnie godzi w konstytucyjną zasadę trójpodziału władzy oraz niezawisłość sądów. Wobec błyskawicznych dymisji Ministerstwo Sprawiedliwości stoi przed poważnym problemem z obsadzeniem stanowisk po przeprowadzonej czystce. Cieszyć powinno, że mimo bandycko przeorganizowanego prawa środowisko sędziowskie oraz nagłaśnianie sprawy wywierają wpływ na obsadzanych sędziów. Niestety, mimo najlepszych chęci i często kompetencji, okoliczności powołania nowych prezesów oraz sam fakt nominacji przez ministerstwo nie pozwala nazywać ich niezależnymi.

crowdmedia.pl

„Niektórzy sędziowie powinni wisieć” – KRRiT upomina TVP

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zwróciła uwagę TVP, że prowadzący audycje na żywo muszą reagować na komentarze gości, jeśli łamią one zasady prawa.

Rzecznik Praw Obywatelskich interweniował w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji w sprawie programu „Studio Polska” w TVP Info. 22 lipca 2017 jeden z uczestników powiedział w nim, że „Sądy mogą być niezawisłe, ale niektórzy sędziowie powinni wisieć”.

RPO przypominał w piśmie, że audycje lub inne przekazy nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym, w szczególności nie mogą zawierać treści nawołujących do nienawiści lub dyskryminujących ze względu na rasę, niepełnosprawność, płeć, wyznanie lub narodowość. Rzecznik zwrócił uwagę, że na gruncie wskazanej ustawy nadawca ponosi odpowiedzialność za treść emitowanego przez niego programu (art. 13 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji). Stosownie zaś do art. 21 ust. 2 u.r.t., programy i inne usługi publicznej radiofonii i telewizji powinny kierować się odpowiedzialnością za słowo i dbać o dobre imię publicznej radiofonii i telewizji.

Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji wyjaśnił, że skierował do Zarządu TVP SA wystąpienie, w którym podkreślił istotną rolę dziennikarzy w tego typu audycjach telewizyjnych. Prowadzenie takich audycji nie może być rozumiane jako wyłącznie organizowanie, porządkowanie przebiegu dyskusji czy udzielanie głosu komentatorom, ale musi wiązać się z właściwym odnoszeniem się do treści przekazywanych w trakcie ich trwania.

rp.pl

Jan Olszewski: Gdyby Bandera mógł podejmować decyzje, prawdopodobnie do zbrodni na Wołyniu by nie doszło

„Chciałbym bardzo mocno podkreślić i dać pod rozwagę – Stepan Bandera nie miał ze zbrodnią wołyńską nic wspólnego” – mówi w rozmowie z „Super Expressem” były premier Jan Olszewski. Mieszanie w ustawie o IPN tematu stosunków polsko-żydowskich i polsko-ukraińskich ma – jego zdaniem – „charakter czegoś pomiędzy obsesją a dywersją”.

Były premier pokusił się o przypomnienie faktów historycznych dotyczących Stepana Bandery oraz zbrodni wołyńskiej. Podkreślił, że Bandera nie miał z nią nic wspólnego, ponieważ całą akcję przeprowadzano, gdy był już w niemieckiej niewoli.

– Myślę nawet, być może wiele osób się tu obruszy, że gdyby Bandera mógł podejmować wtedy decyzje, to prawdopodobnie do zbrodni na Wołyniu by nie doszło – stwierdził Jan Olszewski w rozmowie z „Super Expressem”.

Jego zdaniem polityczny zmysł powiedział Banderze, że po niemieckiej klęsce pod Stalingradem wynik wojny jest przesądzony. A ludobójstwo wobec Polaków w tej sytuacji służyć będzie jedynie stronie sowieckiej. – A na pewno bardzo szkodził sprawie zarówno polskiej, jak i ukraińskiej. I tylko ta trzecia strona [sowiecka] może się z tego cieszyć. Bandera by to zrozumiał – tłumaczył Olszewski.

– Zbrodnia Stepana Bandery przeciwko państwu polskiemu była tak naprawdę tylko jedna. (…) Zbrodnią tą był zorganizowany w 1934 roku zamach na polskiego ministra spraw wewnętrznych pułkownika Bronisława Pierackiego – przypomniał Olszewski. Podkreślił, że w procesie Bandera został skazany na karę śmierci, której jednak nie wykonano. Za wiedzą, a najpewniej na podstawie decyzji samego marszałka Józefa Piłsudskiego. – I stało się bardzo dobrze. Ba Bandera odegrał potem niezwykle ważną rolę w historii walki Ukraińców o niepodległość – dodał były premier.

W nowelizacji ustawy o IPN znalazły się m.in. przepisy mające umożliwić wszczynanie postępowań karnych za zaprzeczanie zbrodniom ukraińskich nacjonalistów (także zbrodniom tych ukraińskich formacji, które kolaborowały z III Rzeszą Niemiecką). Zgodnie z nowelizacją są to „czyny popełnione przez ukraińskich nacjonalistów w latach 1925-50, polegające na stosowaniu przemocy, terroru lub innych form naruszania praw człowieka wobec jednostek lub grup ludności”. Wskazano również, że taką zbrodnią był udział ukraińskich nacjonalistów w eksterminacji Żydów i popełnione przez nich ludobójstwo na obywatelach II RP na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

Odnosząc się do ustawy o IPN, która – poza kwestią odpowiedzialności za Holokaust – mówi również o sprawie Ukrainy, uważa za polityczny błąd. Jego zdaniem, politykom sondażowe słupki przesłoniły racjonalne myślenie i realną twardą politykę.

dziennik.pl

 

STAN GRY: Jan Olszewski o ustawie: Pomiędzy obsesją a dywersją, Żakowski: Opozycję od obozu władzy różni tylko skala historycznej obsesji, Wielowieyska: Czy taki premier przekona do siebie umiarkowanych?

— 300LIVE: SZYMAŃSKI O FAŁSZYWEJ TROSCE TUSKA, WICESZEF MSZ O POGARDZIE DLA POLAKÓW: http://300polityka.pl/live/2018/02/26/

— MIĘDZY OBSESJĄ A DYWERSJĄ – PREMIER JAN OLSZEWSKI O USTAWIE: “ Temat stosunków polsko-żydowskich jest zbyt ważny, by mieszać go z innymi sprawami. Oczywiście problem stosunków polsko-ukraińskich też jest istotny, ale to sprawa innego rzędu. Należy ją traktować oddzielnie. Łączenie tych dwóch tematów jest rzeczą co najmniej dziwaczną. A wrzucenie tego do jednej ustawy ma charakter czegoś pomiędzy obsesją a dywersją. Może to mocne słowa, ale tak to wygląda. Bo trudno znaleźć jakieś inne uzasadnienie”.

— JAN OLSZEWSKI O BANDERZE: “– Przecież całą akcję wołyńską przeprowadzano wtedy, gdy Bandera był już uwięziony przez Niemców. Myślę nawet, być może wiele osób się tu obruszy, że gdyby Bandera mógł podejmować wtedy decyzje, to prawdopodobnie do zbrodni na Wołyniu by nie doszło. Po prostu był politykiem myślącym, miał wielki zmysł polityczny i zdawał sobie sprawę z tego, że po Stalingradzie i klęsce Niemców wynik wojny jest już w zasadzie przesądzony, a akt ludobójstwa wobec ludności polskiej mógł służyć tylko jednej stronie – stronie sowieckiej. A na pewno bardzo szkodził sprawie zarówno polskiej, jak i ukraińskiej. I tylko ta trzecia strona może się z tego cieszyć. Bandera by to zrozumiał”.

— PREMIER OLSZEWSKI O RELACJACH Z UKRAINĄ: “Wołyń był straszliwą zbrodnią, zginęło tam ponad sto tys. ludzi. Ale wobec zorganizowanej sowieckiej czy niemieckiej machiny śmierci był epizodem. Konflikt z Ukrainą jest nieraz brutalnym i przykrym, ale jednak sporem sąsiedzkim. Konflikt z imperialną Rosją jest kwestią egzystencjalną, w której na szali stoją byt i niepodległość państwa. Dlatego Polacy i Ukraińcy skazani są na współpracę. Powinni ją  oprzeć na chrześcijańskich  wartościach bliskich tradycji obu narodów. A kwestie zbrodni sprzed lat powinni wyjaśnić niezależni historycy”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/olszewski-bandera-nie-odpowiada-za-woyn_1041951.html

— BEATA KEMPA O UCHODŹCACH Z UKRAINY JAKO ARGUMENTOWI DLA KE – mówiła Nowej TV: “Według naszych szacunków Ukraińców w Polsce może być już ponad 2 miliony. Oczywiście wielu z nich przebywa tu także w związku z konfliktem na Ukrainie. To jest też argument, który będziemy przedstawiać przed Komisją Europejską w tej batalii, w której odpowiemy, dlaczego nie przyjęliśmy uchodźców podczas poprzedniego rozdania”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/kempa-w-wiec-jak-na-nowa-tv-opozycja-akurat-w-tej-sprawie-powinna-milczec_1041948.html

— PIS WYCOFA SIĘ Z ZAKAZU UBOJU RYTUALNEGO – Wiktor Ferfecki w RZ: “Z ustaleń „Rzeczpospolitej” wynika, że PiS może w tej sprawie iść na ustępstwa. Świadczą o tym intensywne rozmowy wnioskodawcy, posła PiS i szefa Rady Mediów Narodowych Krzysztofa Czabańskiego z naczelnym rabinem Polski Michaelem Schudrichem. Negocjacje dotyczą kompleksowej nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt. (…) Posłowie PiS nieoficjalnie mówią, że trzeba się śpieszyć, bo z niepokojem obserwują wzrost działań hodowców zwierząt futerkowych, którzy w obawie przed likwidacją branży postawili sobie za cel dotarcie do polityków i mediów. A zakaz hodowli zwierząt na futra, głównie norek, wydaje się być przepisem, na którym posłom PiS dużo bardziej zależy niż na ograniczeniu uboju rytualnego”. http://www.rp.pl/Spoleczenstwo/302259963-Zakaz-uboju-rytualnego-do-poprawki.html

— JĘDRZEJ BIELECKI O POPRAWIE KLIMATU Z IZRAELEM – pisze w RZ: “Publikacja dziennika „Haarec” to sygnał, że w Izraelu kompromisowa postawa Polski została dobrze przyjęta. Ma o tym także świadczyć gotowość Tel Awiwu do przyjęcia polskiej delegacji, która miałaby omówić szczegóły porozumienia. Poprawie klimatu rozmów służy również wycofanie się rządu z pomysłu radykalnego ukrócenia uboju rytualnego, kolejnego punktu spornego w relacjach z Izraelem”. http://www.rp.pl/Komentarze/302259933-Bielecki-Nowe-otwarcie-z-Izraelem.html&template=restricted

— OPOZYCJĘ OD OBOZU WŁADZY RÓŻNI TYLKO SKALA HISTORYCZNEJ OBSESJI – JACEK ŻAKOWSKI w GW: “PO, zgłaszając swoją nowelizację do nowelizacji, próbuje iść drogą środka między historyczną histerią a zdrowym rozsądkiem. To nic nie załatwia. Poza potwierdzeniem, że opozycję od obozu władzy różni tylko skala historycznej obsesji i poziom politycznej zręczności. Jeżeli chcemy pozbyć się tego, w co PiS tak spektakularnie wdepnął, trzeba się zdobyć na bardziej radykalną rozumną odwagę. Platforma dawno zapowiedziała, że jeśli wróci do władzy, to zamknie IPN. Trudno zrozumieć, dlaczego teraz chce kosmetycznie nowelizować ustawę, która daje mu nowe uprawnienia”.

— ŻAKOWSKI O 15 SPRAWIEDLIWYCH: “Bez względu na szanse uchwalenia takiego projektu byłby to przynajmniej znak, że nie cała Polska dostała historycznego świra. Potrzeba do tego tylko 15 poselskich podpisów. Jeśli się nie znajdą, to będzie mocny znak, że jest z nami naprawdę niedobrze”. http://wyborcza.pl/7,75968,23070453,potrzeba-pietnastu-sprawiedliwych-do-zamkniecia-ipn.html

— DOMINIKA WIELOWIEYSKA O FASCYNACJACH MORAWIECKIEGO: “W PiS wśród ludzi Morawieckiego wyróżnia się grupa „harcerzy”, którzy z nim współpracowali, gdy był prezesem banku BZ WBK, a teraz poukładali się w spółkach skarbu państwa i wokół nich. To Michał Kuczmierowski, Dymitr Hirsch i Sebastian Bojemski. Są oni zafascynowani Narodowymi Siłami Zbrojnymi. Dwaj ostatni działają w Fundacji Niezależny Zespół Badawczy, która wydaje kolejne książki na temat NSZ, bardzo dla tej formacji pozytywne, oraz pozycje poświęcone postaciom związanym z przedwojennym ONR. Brygada Świętokrzyska – co przypomniał ostatnio w „Wyborczej” Jarosław Kurski – incydentalnie podejmowała walkę z Niemcami. Zasadniczo „czyściła” polskie ziemie z Żydów, Ukraińców, Batalionów Chłopskich, Armii Ludowej, działaczy PPR i sowieckiej partyzantki. Oto wzorzec patriotyzmu naszego premiera”.

— CZY TAKI PREMIER PRZEKONA DO SIEBIE CENTROWEGO WYBORCĘ? – PYTA WIELOWIEYSKA: “Czy po tej serii wpadek i z takimi poglądami Mateusz Morawiecki jest właściwą osobą, która powinna łagodzić konflikt z Izraelem i społecznością żydowską? I czy taki premier przekona do siebie umiarkowanych wyborców?” http://wyborcza.pl/7,75968,23070883,nacjonalistyczne-fascynacje-premiera-morawieckiego-ta-nieznosna.html

— JAROSŁAW SELLIN O DACIE GŁOSOWANIA USTAWY O IPN – mówi Jackowi Nizinkiewiczowi w RZ: “W dniu głosowania nikt nie zwrócił uwagi na bliskość w czasie Dnia Pamięci Ofiar Holokaustu, gdyż nie wiązaliśmy zapisów tej ustawy z jakimś ryzykiem w odniesieniu do Izraela czy Żydów z diaspory”.

— SELLIN O STOSOWANIU USTAWY: “Ustawa o IPN wchodzi w życie, ale nie sądzę, by była stosowana w jakimkolwiek przypadku przed orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego, a już zwłaszcza w stosunku do cudzoziemców”

— SELLIN OSTRZEGA PRZED ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ PRAWNĄ ZA NAZYWANIE PIS PARTIĄ ANTYSEMITÓW PRZEZ RZECZNIKA PO: “Oskarżanie PiS o antysemityzm jest nikczemnością. Proszę pana Grabca o nazwiska antysemitów z PiS i dowody na to, inaczej może mieć kłopoty prawne”.

— SELLIN WYKLUCZA KADROWE ZMIANY W PFN: “Zmianami kadrowymi moglibyśmy zakłócić już rozpoczęte działania”. http://www.rp.pl/Polityka/302259968-Sellin-Muzeum-Polokaustu-nie-bedzie.html

— PROF DUDEK O LIDERACH PO, KTÓRZY MAJĄ POWAŻNY PROBLEM ZE ZROZUMIENIEM PRZYCZYN NISKIEGO POPARCIA: “Politycy PO zdają się wierzyć, że samą krytyką polityki zagranicznej w wykonaniu PiS oraz niezbyt wyszukanymi wyzwiskami odwrócą niekorzystne dla siebie sondaże. Zapewne gdyby Polsce groziło natychmiastowe zablokowanie funduszy unijnych, wykluczenie ze strefy Schengen lub wycofanie wojsk amerykańskich, to taki przekaz mógłby się przebić do tej części Polaków, która rozstrzygnie nadciągający czwórbój wyborczy. Ponieważ jednak nic takiego nie rysuje się na horyzoncie, pozostaje konstatacja, że liderzy PO mają poważny problem ze zrozumieniem dlaczego poparcie dla tej formacji jest tak słabe”. https://facebook.com/antoni.dudek.5/posts/1767485643272973

— MAREK BEYLIN W OKU O OPOZYCJI SPARALIŻOWANEJ STRACHEM O OSKARŻENIE O ANTYPOLONIZM: “Najpewniej wchodzimy w nową fazę polityki: od nacjonalizmu wspieranego i używanego przez władzę do nacjonalizmu państwowego, stanowiącego oficjalną doktrynę systemu. Na razie opozycja nie wie, jak z tym walczyć. Jakby sparaliżował ją szantaż stawiający krytyków nacjonalistycznej doktryny po stronie „antypolonizmu”.

— BEYLIN O MOMENCIE DLA OPOZYCJI: “PiS zagubiony, skonfliktowany ze wszystkimi ważnymi sojusznikami, usiłuje dziś wyrwać się z zagrożeń i chaosu, w jakie wpędził Polskę. To jest ten moment, gdy inna opowieść o tolerancji, społeczeństwie równych obywateli i obywatelek, o partnerskich relacjach z Unią i światem, będzie słyszalna. I może być przekonująca”. https://oko.press/beylin-antysemityzm-rozleje-sie-tym-szerzej-im-usilniej-pis-bedzie-urzadzac-polske-wedlug-nacjonalistycznych-regul/

— SZYMON GRELA W KRYTYCE O MODELU SINGAPURSKIM W POLSCE: “Morawiecki z Kaczyńskim budują w Polsce ustrój, który powoli dryfuje ku malutkiej wysepce w Południowo-Wschodniej Azji. Singapur to kraj jawnie autorytarny, ograniczający swobody demokratyczne i obywatelskie. Jest to zarazem kraj hołubiony przez resztę świata i często wskazywany jako czempion udanych gospodarczych przemian. Zapewnia on bowiem niemal zupełną samowolkę światowej finansjerze i wielkim korporacjom. Żaden kraj na Zachodzie nie będzie krytykował rządu, który pozwala jego przedsiębiorstwom zarabiać miliardy dolarów. Przywódcy PiS najwyraźniej taką właśnie mają receptę na poprawę pozycji Polski na świecie – samowolka dla zagranicznego biznesu w zamian za autonomię w działaniach wewnętrznych. Dość zaskakujące po tylu okrzykach o budowaniu gospodarki narodowej”. http://krytykapolityczna.pl/gospodarka/polska-singapurem-europy-czyli-watpliwy-urok-peryferii/

— EWA ŁĘTOWSKA O CIĄGU TECHNOLOGICZNYM PIS – PISZE W OKU: “Tworzenie prawnopolitycznych monopoli, w tym „z zaskoczenia” i „na wykończenie”. Ograniczanie zewnętrznej kontroli, m.in. Trybunału Konstytucyjnego, uczynienie z mediów publicznych narzędzia propagandy i blokowanie organizacji pozarządowych. Efekt mrożący, który ma wymuszać posłuszeństwo jednostek i organizacji. I jeszcze wymiana kadr. Tak wygląda ten „ciąg”. https://oko.press/prof-letowska-tlumaczy-czym-polega-ciag-technologiczny-pis/

— KWAŚNIEWSKI BRAŁ PIENIĄDZE OD LOBBYSTY KREMLA? – FAKT O PROBLEMACH KWAŚNIEWSKIEGO: “Były prezydent Aleksander Kwaśniewski może niebawem mieć poważny problem. Pod lupę wzięli go Amerykanie, a zagraniczne media donoszą, że Kwaśniewski mógł być wynagradzany z pieniędzy transferowanych przez Paula Manaforta, który wcześniej pracował dla promoskiewskiego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza. Kwaśniewski stanowczo to dementuje”. https://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/aleksander-kwasniewski-pod-lupa-amerykanow-chodzi-o-wielka-kase/4g0bg85

— CZYSZCZĄ LUDZI MACIEREWICZA – pisze w GW Wojciech Czuchnowski: “Stanowisko zastępcy prokuratora generalnego ds. wojskowych stracił Waldemar Puławski, zaufany śledczy Antoniego Macierewicza w sprawach katastrofy smoleńskiej. (…) Przemysław Funiok, który przyszedł na miejsce Puławskiego, należy do „desantu śląskiego” w resorcie sprawiedliwości. Jest związany z Ziobrą i szefem Prokuratury Krajowej Bogdanem Święczkowskim, ostatnio kierował Biurem Prezydialnym PK”. http://wyborcza.pl/7,75398,23069981,kolejny-wazny-czlowiek-macierewicza-zdymisjonowany.html

— GW OPISUJE JAK WSPARCIE OTRZYMAŁ MATEUSZ PISKORSKI, OSKARŻONY O SZPIEGOSTWO NA RZECZ ROSJI – jak pisze Łukasz Woźnicki: “Sanocki udzielił Piskorskiemu poręczenia. W rozmowie z „Wyborczą” mówi, że losem działacza Zmiany interesują się też inni parlamentarzyści. – Rozmawiałem o tym z Kornelem Morawieckim. Marszałek senior napisał podanie o widzenie z Mateuszem Piskorskim, co wywołało popłoch w ABW. Mówił mi później, że zadzwonili do niego z ABW z prośbą, aby wycofał podanie i zaczekał na przedstawienie Piskorskiemu aktu oskarżenia – opowiada Sanocki. Próbowaliśmy skontaktować się w tej sprawie z ojcem premiera obecnego rządu PiS. Jego asystent poinformował nas, że marszałek senior „jest w terenie” i kontakt z nim będzie możliwy najwcześniej we wtorek. Od byłej żony Piskorskiego słyszymy, że Morawiecki interesował się sprawą jej byłego męża i sam poprosił o spotkanie z nią”. http://wyborcza.pl/7,75398,23070543,piskorski-mial-szpiegowac-dla-rosji-i-chin-wstawiaja-sie-za.html

— MINISTROWIE TUSKA NA RADZIE KRAJOWEJ PO, PLATFORMA ODKURZYŁA SIKORSKIEGO – tytuł w Fakcie.

— SŁAWOMIR NEUMANN O 100 TYS. LUDZI POTRZEBNYCH DO KONTROLI WYBORÓW – mówi Pawłowi Wrońskiemu w GW: “Oddanie wyborów pod nadzór urzędników ministra Brudzińskiego zmusza nas do powołania własnego ruchu kontroli wyborów. Prezydent Lech Wałęsa zgodził się stanąć na czele Wolontariatu Wolnych Wyborów. Naszym celem jest to, by w każdej komisji wyborczej było trzech takich wolontariuszy. Pamiętajmy, że mają być faktycznie dwie komisje [jedna do samej obsługi wyborów, druga do liczenia głosów], do tego dochodzi mąż zaufania. Komisji jest aż 27 tys. Prosty rachunek mówi, że potrzeba nam przeszło 100 tys. ludzi. Do tego zamierzamy utrwalać przebieg głosowania i liczenia głosów”. http://wyborcza.pl/7,75398,23070464,neumann-potrzebujemy-100-tys-ludzi-do-kontroli-wyborow.html

— GW NA JEDYNCE O OSTRZEŻENIACH ELBANOWSKICH WS REFORMY EDUKACJI: “Za ciężkie plecaki, za dużo zadań domowych, szkoły uczące do wieczora – alarmują Karolina i Tomasz Elbanowscy. To oni za rządów PO-PSL przy wsparciu PiS walczyli m.in. o likwidację gimnazjów”. http://wyborcza.pl/7,75398,23070767,reforma-psuje-szkoly.html

300polityka.pl

Polityczne podsumowanie popołudnia: premier dziękuje Sprawiedliwym, PiS traci w sondażu Kantar Public

30 min temu

Polityczne podsumowanie popołudnia: premier dziękuje Sprawiedliwym, PiS traci w sondażu Kantar Public

— PREMIER DZIĘKUJE SPRAWIEDLIWYM WŚRÓD NARODÓW ŚWIATA ZA APEL O DIALOG I POJEDNANIE. 50 osób uhonorowanych przez Yad Vashem zaapelowało do rządów i parlamentów Polski i Izraela o zakończenie sporu między krajami. Premier podczas spotkania ze Sprawiedliwymi dziękował za „wyciągniętą rękę do poszukiwania zgody, kompromisu w tym trudnym czasie, kiedy państwo polskie walczy o prawdę po wielu dziesiątkach lat zaniedbań”.

— PIS TRACI W NAJNOWSZYM SONDAŻU KANTAR PUBLIC. PiS może liczyć na 37%. To spadek o 5 punktów procentowych. 6-punktowy wzrost zanotowała Platforma Obywatelska – teraz cieszy się poparciem 20% pytanych. Do Sejmu weszłyby jeszcze: Kukiz’15, Nowoczesna, SLD i PSL.

— HERMELIŃSKI PROSI O SPOTKANIE Z BRUDZIŃSKIM. Przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej chce rozmawiać z ministrem spraw wewnętrznych o pieniądzach na przeprowadzenie wyborów samorządowych oraz o kamerach, które, zgodnie ze znowelizowanym prawem, muszą się znaleźć w każdym lokalu wyborczym.

— W ŚRODĘ WIECZOREM GŁOSOWANIE NAD ZMIANAMI W REGULAMINIE SEJMU. Jutro rano propozycjami ma się zająć komisja regulaminowa.

— W CZWARTEK RZĄD ZAJMIE SIĘ PROJEKTEM USTAWY DEGRADACYJNEJ.

 

 

Cichocki: Z przykrością stwierdzam, że ustawa o IPN ujawniła pokłady niewiedzy, uprzedzeń, nawet pogardy w stosunku do Polaków

Z przykrością stwierdzam, że ta ustawa ujawniła pokłady niewiedzy, uprzedzeń, momentami nawet pogardy w stosunku do Polaków i w tym sensie już jesteśmy w lepszym momencie. Zobaczyliśmy skalę tego problemu. Niczego nie widzę w tej ustawie, co by uzasadniało stwierdzenie tak haniebne jak „polish Holokaust”, jak twierdzenie o polskim antysemityzmie. MSZ przedstawiało swoją opinię w takim trybie jak każda ustawa, kiedy jest na etapie projektu. Resorty są zapytywane. Zwracaliśmy uwagę między innymi na problematyczność jej stosowania na podstawie precedensów na arenie międzynarodowej. Także pełnomocnik ministra spraw zagranicznych ds. dialogu z diasporą żydowską był na przestrzeni 1,5-2 lat uczestnikiem konsultacji ze środowiskami żydowskimi i przedstawialiśmy opinię. To były opinie wskazujące na pewne realne możliwości, ograniczone możliwości stosowania. Nie były to opinie: nie przyjmować, nie procedować albo przyjmować” – mówił w Radiu Zet wiceminister Bartosz Cichocki.

 

Cichocki: Nikt nie oczekuje od TK, że powie, że to jest niedobra ustawa. Tryb następczy daje szanse na doprecyzowanie ustawy

To jest dobra ustawa. Nikt nie oczekuje od Trybunału Konstytucyjnego, że powie, że to jest niedobra ustawa. Taką mam nadzieję [że TK orzeknie o zgodności z konstytucją]. Nie przesądzam, jak trybunał to ujmie. Prezydent Andrzej Duda skierował wniosek w trybie następczym. To jest tryb, który daje szanse trybunałowi doprecyzować rozumienie. Właśnie te pytania, które pan zadaje, zostaną w odpowiedzi trybunału zaadresowane” – mówił w Radiu Zet Bartosz Cichocki.

Nie ma sensu spekulować. Poczekajmy na werdykt trybunału. Te emocje, które wybuchły, w sposób mam wrażenie skomponowany po przyjęciu ustawy, były przedwczesne” – dodawał.

 

Cichocki: Każdy, kto powie, że były przypadki, że Polacy kolaborowali z Niemcami – nikt tego nie zamierza penalizować

Tak nie ma w przyrodzie, że prokurator w dwa dnia stawia zarzuty, bo to muszą być dobrze udokumentowane sprawy. Bardzo wierzę [w ludzie ministra Ziobry]. Miałem przy okazji pracy teraz w związku z tymi emocjami, które wywołała ustawa, blisko współpracować z ministerstwem sprawiedliwości. To jest wspaniały zespół. Pan chce przedstawić wypowiedź ministra Ziobry jako nieprecyzyjną. Każdy, kto ją przeczyta, polecam, ona jest ogólnie dostępna w obu językach – po polsku i angielsku, przekona się, że ona jest bardzo precyzyjna” – mówił w rozmowie z Konradem Piaseckim w Radiu Zet wiceminister spraw zagranicznych i szef zespołu ds. dialogu z Izraelem, Bartosz Cichocki.

Ta ustawa przede wszystkim nie grozi penalizacją osobom i sytuacjom, co do których strona izraelska starała się przedstawić, że im grozi penalizacja, a więc świadkowie historii, naukowcy, każdy, kto powie, że były przypadki, że Polacy kolaborowali z Niemcami, tego nikt nie zamierza penalizować i ostatecznie wyjaśnia to minister Ziobro” – dodawał Cichocki.

300polityka.pl

Morawiecki to Szydło w garniturze od Armaniego

Morawiecki to Szydło w garniturze od Armaniego

Wydawało się, że Mateusz Morawiecki będzie mniej prowincjonalny, mniej zahukany, niż Beata Szydło, bo jest absolwentem MBA i zna języki obce. Ba, nawet zaliczył epizod w szerokiej ekipie Donalda Tuska, gdzie chciał podrasować karierę. Nie udało się tam, za to wziął go Jarosław Kaczyński, gdyż ten kadr nie ma żadnych.

Morawiecki codziennie daje dowód, iż to polityk w garniturze od Armaniego i w butach od Gucciego, ale słoma wyłazi mu tak, że w oczy kole. Morawiecki zalicza więcej wpadek niż Beata Szydło, którą całkiem trafnie określa wydana dyspozycja dla bezdomnych, aby w mrozy nie wychodzili z domu bez potrzeby. Zdecydowanie gorsze są „rozważania” Morawieckiego o panującym w Polsce ustroju: „demokracja państwa narodowego”.

Dlatego nie bądźmy zdziwieni, iż Morawiecki składa hołd pod pomnikiem kolaborantów nazistowskich – Brygady Świętokrzyskiej. Nie bądźmy zdziwieni, gdy rozmawia z dziennikarzem z „New York Timesa” i pogłębia kryzys dyplomatyczny, o którym mówi cały świat.

Toż to chodzący kryzys, za Morawieckiego będzie płaciła Polska i my, jako obywatele. Gdzie nie otworzy ust, tam zalicza kompromitujace wpadki. Szydło popisywała się logoreą, Morawiecki wpadkami, bo ma luki w wiedzy humanistycznej, o literaturze, kulturze, tradycji. Mogę tylko sobie wyobrazić, jakie używanie mogą mieć unijne elity polityczne w Brukseli, dlatego za pierwszym pobytem dał stamtąd dyla, a za drugim musiał być delikatnie pouczony przez Donalda Tuska.

Morawiecki jest skazany zajmować się nieistotnymi imponderabiliami, przekładając posiedzenia rady ministrów. Rząd w czwartek będzie zajmować się ustawą o odebraniu stopni generalskich członkom WRON Jaruzelskiemu i Kiszczakowi. A także pierwszemu i jedynemu kosmonaucie polskiemu, a będzie nim w podręcznikach pisowskich szeregowy Mirosław Hermaszewski.

Morawieckiemu słoma wystaje ze wszystkiego, szczególnie drażni nieumiejętność posługiwania się językiem polskim. Premier na Twitterze napisał, iż „Dziś 65. rocznica zamordowania przez komunistów gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila”, człowieka, który całe życie poświęcił walce o niepodległość i suwerenność Polski”.

Wynika z tego, iż Fieldorf w okresie międzywojennym poświęcił się walce o niepodległość Polski i mierzył się z Józefem Piłsudskim. Chyba, że Fieldorf walczył… o kolonię dla niepodległej Polski, tj. o Madagaskar (po Beniowskim), który także był rozważany jako zsyłka dla Żydów. Popularnym endeckim hasłem ówczesnych Morawieckich było „Żydzi na Madagaskar”.

Dzięki takim politykom od słomy, jak Morawiecki, ciągle żywy będzie w naszej kulturze Fredro, Bareja, Mrożek. Dzisiaj występuje pilna potrzeba odświeżenia narracyjnej groteski, pokraczności Polski pisowskiej.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Finał sporu o ustawę o IPN. Prawo i Sprawiedliwość testuje niebezpieczny precedens

Poseł zadaje Kaczyńskiemu niewygodne pytanie w sprawie reparacji. Hipokryzja prezesa PiS obnażona

fot. flickr/Sejm RP

Ogłoszenie przez najbardziej wpływowe izraelskie media, że polski rząd pod naporem nacisków ze strony zarówno Izraela, jak i Stanów Zjednoczonych postanowił “zamrozić” stosowanie uchwalonej i ogłoszonej w Dzienniku Ustaw nowelizacji ustawy o IPN to duży cios wokół rządowej strategii “ani kroku w tył”. Cała misternie budowana przez długie miesiące narracja o powstawaniu z kolan właśnie z hukiem upada – nic więc dziwnego, że w PiS dwoją się i troją, by powstrzymać swój elektorat przed zwątpieniem w moc dobrej zmiany.

Najpierw przez wiele godzin ze strony władzy brakowało jakiegokolwiek komunikatu – tak jakby byli zszokowani, że strona izraelska postanowiła ujawnić ich plan ręcznego powstrzymania stosowania obowiązującego w Polsce prawa, co warto pamiętać oznaczałoby wpłynięcie na nieznane polskiej Konstytucji i w ogóle demokratycznemu państwu prawa wody. Na każdym wydziale prawa w Polsce studenci mogą się dowiedzieć, że istnieją dwa systemy prawa: stanowionego lub common law. System prawa uznaniowego, w którym władza wykonawcza dyktuje władzy sądowniczej, jaki wyrok w sprawie obowiązywania ma wydać a władza sądownicza zostaje sprowadzona do roli wykonawcy woli komitetu centralnego partii nie mieści się w pojęciu “demokratyczne państwo prawa”. Jarosław Kaczyński musi zdawać sobie sprawę, że nawet jeśli taki system faktycznie w Polsce zaczyna obowiązywać, to nawet jego elektorat mógłby to przyjąć z niepokojem. Dlatego ze strony rządu padły oczywiście deklaracje, że żadne zamrożenie ustawy nie jest możliwe i oczywiście do niego nie dojdzie – potwierdzili to zarówno rzecznik rządu Joanna Kopcińska jak i rzecznik resortu sprawiedliwości Jan Kanthak.

Problem jednak w tym, że powoli zaczyna być oczywiste, że Prawo i Sprawiedliwość przy okazji konfliktu na tle ustawy o IPN próbuje właśnie przetestować bardzo niebezpieczny precedens, podlany sosem z narodowej dumy i niezgody na zginanie czoła pod naporem obcych sił. Dziś, jak nigdy widać, że Jarosław Kaczyński osiągnął swój podstawowy cel, czyli pełne wyeliminowanie “imposybilizmu”, jaki jego zdaniem hamuje władzę w demokratycznym państwie prawa. O tym, jakie prawo obowiązuje a jakie nie, wskazuje wyłącznie wąskie grono decydentów, którzy na dodatek nie ponoszą za to formalnie żadnej odpowiedzialności. Widzimy dziś na własne oczy, jak bardzo rozjeżdża się język politycznego kłamstwa, jakie PiS stosuje w zależności od odbiorców, w myśl zasady “ciemny lud to kupi” – Izraelitom powiemy, że zgadzamy się na to, że podyktują nam treść polskich przepisów prawnych, Polakom zaś, zwłaszcza twardemu elektoratowi, że nie cofniemy się ani o krok. A jeśli kłamstwa wyjdą na jaw i któraś ze stron je zauważy, to zawsze można to zrzucić na totalną opozycję i spisek złych sił.

Jeśli ta operacja się powiedzie (a po wynikach sondaży widać, że są na to duże szanse), to w kolejce do “zamrożenia” stosowania obowiązującego prawa stoi już szereg innych ustaw – choćby ta o zbiórkach publicznych, gdzie to szef MSWiA będzie oceniał komu wolno, a komu nie korzystać z konstytucyjnych praw, ustawa o zgromadzeniach, o klauzuli sumienia czy chociażby ordynacja wyborcza. Coraz więcej ustaw przechodzących przez polski parlament zmierza do tego, by pełnię władzy posiadała władza wykonawcza, która w pełni będzie kontrolować nie tylko proces stosowania prawa ale i jego obowiązywania. Zwrócił na to uwagę Christian Davies, korespondent brytyjskiego dziennika The Guardian, podkreślając, że właśnie upadają wszelkie wątpliwości co do ręcznego sterowania prokuraturą przez rządzących.

Jeśli uda się Prawu i Sprawiedliwości dokończyć proces przejmowania wymiaru sprawiedliwości, zwłaszcza w zakresie orzecznictwa (do tego potrzebują przejąć Sąd Najwyższy) to możemy się obudzić w kraju, w którym przepisy ogłoszone w Dzienniku Ustaw będą tylko wskazówką, z jakich uprawnień możemy skorzystać, jeśli tylko nie podpadniemy władzy.

crowdmedia.pl

Sami swoi, czyli jak żywi się rząd i jego poplecznicy

Newsweek Polska, Wojciech Cieśla, 25.02.2018

© Dostarczane przez Newsweek Polska

Miał być koniec bizancjum. Jest rozpasanie. Na podwyżki, premie, samochody i dotacje dla zaprzyjaźnionych fundacji ludzie władzy wydają setki milionów. W końcu to tylko pieniądze podatników.

– Na zewnątrz dbają o pozory. Błędy PO czegoś ich nauczyły. Nawet pan nie wie, jak bardzo dużą wagę przywiązują do tego, żeby nie mieć zegarka – opowiada jeden z urzędników pracujący w biurze PiS.

Ale luksusy kuszą. Minister Beata Kempa osobiście poleciała do USA, żeby dobrać kolor tapicerki i dywaników w samolocie Gulfstream G550 dla VIP-ów (wybrała szare obicia, wykładzinę w kolorze cieplejszym).

Samoloty dla VIP-ów należało kupić już dawno, przede wszystkim ze względu na bezpieczeństwo. Ale rząd PO-PSL bał się opinii publicznej, latał Boeingami wynajętymi od LOT-u. Nowa władza poszła na całość: oprócz dwóch mniejszych Gulfstreamów za 440 mln zł kupiła też trzy Boeingi 737-800. Te ostatnie bez przetargu – za 2,5 mld zł. Krajowa Izba Odwoławcza dopatrzyła się naruszenia ustawy o zamówieniach publicznych, ale ostatecznie machnęła ręką i zgodziła się na zakup. Nowe maszyny, kupione przed Bożym Narodzeniem, znacząco podwyższyły wartość polskiego importu w grudniu. Pieniądze dał MON, jedno z najbogatszych ministerstw. Nie udało mu się kupić śmigłowców dla żołnierzy, ale przynajmniej kupił samoloty dla władzy.

Rzut oka na dochody odwołanej niedawno premier Beaty Szydło daje pojęcie, kto jest „dojną zmianą”. Jeszcze w 2016 r. zarabiała jako prezes Rady Ministrów 230 tys. zł, rok później – ok. 265 tys. zł. W 2017 r. Szydło przyznała sobie i wszystkim ministrom od 65 tys. zł do 82 tys. zł. nagród. Nagrody dostali także ci ministrowie, którzy w grudniu 2017 r. mieli stracić pracę. Prymusami byli: Mariusz Błaszczak, Mateusz Morawiecki i Anna Zalewska. Odwołany Antoni Macierewicz dostał aż 70 tys. zł. nagrody.

W 2013 r. Solidarna Polska ministra Ziobry chciała zakazać nagród dla polityków-ministrów. Cztery lata później Ziobro przyjął 75 tys. zł nagrody, a jego wiceministrowie związani z partią – od 21 do 36 tys. zł. W sumie, w ciągu dwóch lat na premie i nagrody dla urzędników z rządowej centrali i jej agend podatnicy zapłacili ok. 200 mln zł.

Od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych premii zgarnęli też prawie wszyscy wojewodowie i wicewojewodowie. Nawet Dariusz Drelich z Pomorza, który po sierpniowych nawałnicach nie zwołał sztabu kryzysowego i nie wystąpił o ogłoszenie stanu klęski żywiołowej. – Do zbierania gałęzi, zamiatania liści nie będziemy wzywać wojska – tłumaczył. Dzień po wichurze bawił na urodzinach arcybiskupa Głodzia. Mimo wpadki Drelich przyjął 15 tys. zł nagrody za ubiegły rok.

Instytucje centralne, takie jak rząd, Sejm czy Senat, nigdy nie grzeszyły finansowym umiarkowaniem, no może z wyjątkiem pensji sekretarzy i podsekretarzy stanu (6-7 tys. zł na rękę), niewspółmiernie niskich w stosunku do odpowiedzialności. Urzędnik Kancelarii Prezydenta: – Jeden wiceministrów opowiadał mi, że dla niego kasa nie jest problemem, ale żona się wk..ła, gdy zobaczyła wypłatę.

Ale wiceministrowie to wyjątek. Rząd PiS zapowiadał zresztą, że ograniczy ich liczbę. Tyle że gabinet Mateusza Morawieckiego pobił niedawno rekord: ma 100 sekretarzy i podsekretarzy stanu.

Symbolem rozpasania poprzedniej władzy stały się słynne ośmiorniczki, zamówione w restauracji Sowa & Przyjaciele przez szefa NBP Marka Belkę i ministra Bartłomieja Sienkiewicza oraz kolacja ministrów Sikorskiego i Rostowskiego, za którą podatnicy musieli zapłacić 1352 zł.

Ale dziś władza też nie zaciska pasa. Minister infrastruktury Andrzej Adamczyk chce kupić swoim ludziom iPhony 8 po ok. 3,5 tys. zł. Z kolei resort finansów szuka dla urzędników luksusowych tabletów. Byłemu ministrowi środowiska Janowi Szyszko zarzucano, że wydał urzędnikom 116 kart płatniczych. W rzeczywistości aktywnych kart było 10, za to wydatki na nich sięgały 100 tys. zł (w tym po kilkaset złotych za tajemniczą „usługę saloniku”). Gdy z kolei wyszło na jaw, że urzędnicy podległego Szyszce Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej mogli liczyć na rabaty m.in. na zabiegi chirurgii plastycznej, minister zażądał wyjaśnień. NFOŚiGW informował, że informacje są nieprawdziwe, bo usługa „Chirurgia Jednego Dnia” to standardowa oferta w pakiecie.

Politycy chętnie korzystają z usług transportowych bogatego MON. Donald Tusk latał co tydzień do Gdańska wynajmowanymi boeingami, ekipa PiS do niedawna wolała wojskowe CASY. Tylko przez pierwsze półtora roku pięciu czołowych ministrów rządu PiS ponad stukrotnie korzystało z lotów CASA-mi. Te kilkaset godzin lotów kosztowało grubo ponad 8 mln zł. Połowę kwoty wylatał Antoni Macierewicz. Sam Mateusz Morawiecki wojskowymi CASAmi latał z Warszawy do Wrocławia, a nawet do Hanoweru i Brukseli – w sumie jako wicepremier latał CASĄ 22 razy.

Ale to nie koniec wydatków MON. Sama podkomisja smoleńska (pracuje w niej pięciu ludzi Macierewicza) kosztuje 12 mln zł. Na gadżety i promocję MON wyda w tym roku 4 mln zł, kupi m.in. kalendarze i długopisy, 500 plakietek okolicznościowych z wizerunkiem Józefa Piłsudskiego, 100 medali pamiątkowych, 400 ryngrafów z godłem Polski.

A jak władza porusza się, kiedy zejdzie na ziemię?

Politycy politykami, a co Ty chciałbyś/abyś dać komuś jako nagrodę lub po prostu jako prezent? Zobacz eleganckie zegarki w najlepszych cenach!

newsweek.pl

%d blogerów lubi to: