Gen. Skrzypczak: Macierewicz zawłaszczył armię i nikogo do niej nie dopuszcza

„Macierewicz zawłaszczył armię i nikogo do niej nie dopuszcza”

Ciekawa rozmowa z gen. Waldemarem Skrzypczakiem. Mam nadzieję, że niektórym oczy szeroko się otworzą po jej przeczytaniu.

Polska Armia, nasza duma czy też dno? Generał Skrzypczak nie ma wątpliwości. Jak mówi „NATO jest zatrwożone. A Putin już od dłuższego czasu cieszy się z tego, co cię dzieje w polskiej armii. Przeciwnik wie o tym, że armia się nie modernizuje, że nie ma żadnego postępu, że ograniczono szkolenia wojska, że buduje się formację, która nie pasuje do struktur NATO. On czyta nasze media, obserwuje polską armię, ma wszędzie agentów. Na Kremlu śpią spokojnie”.

Działania szefa MON wyraźnie pokazują, że Macierewicz nie ma ani wiedzy, ani umiejętności, ani sensownych doradców, ani nawet wizji. Cóż zrobił z Armią Polską przez te ponad półtora roku? Zero modernizacji, czystki, zastąpienie fachowców tymi, co to mają jakąś tam wiedzę teoretyczną i zadeklarowaną lojalność wobec PiS, przyspieszone kursy oficerskie, no i ta nieszczęsna Obrona Terytorialna. No przepraszam, wojskowi dostali podwyżki pensji, ale czy to idzie w parze z podwyższeniem jakości obronności czy daje nam gwarancje bezpieczeństwa?

Dodajmy do tego narastający konflikt między Macierewiczem a prezydentem Dudą. Macierewicz traktuje armię jak swój prywatny folwark i na uszach staje, by Duda, który jest konstytucyjnym dowódcą Polskich Sił Zbrojnych, zapomniał o tym. Duda jednak idzie w zaparte. Zdaje się, że ma wreszcie dosyć marginalizowania swojej pozycji, może ma jakiś nowy pomysł na siebie…nieważne. Ważne, że wreszcie zaczyna myśleć samodzielnie. Nie podpisał wniosków Macierewicza o nadanie sztandarów trzem brygadom Obrony Terytorialnej, żąda wyjaśnień w sprawie generała Jarosława Kraszewskiego, dyrektora w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Toczy się przeciwko niemu śledztwo o jakieś nieprawidłowości, ale i tak wszyscy podejrzewają, że chodzi o zemstę za zablokowanie kandydatów Macierewicza na generałów. Między panami iskrzy coraz bardziej, a generał Skrzypczak chwali Dudę za to, że nie wręczy nominacji generalskich oraz admiralskich, tak jak to sobie zażyczył Macierewicz. Liczy na to, że prawdopodobnie prezydent ma już na tyle dobrą wiedzę o tym, co się w Armii Polskiej wyczynia, iż nie chce tego firmować swoim stanowiskiem.

Choć Macierewicz przekonuje, że Polska Armia stoi u szczytu swoich możliwości bojowych, generał Skrzypczak zupełnie nie wierzy w te słowa. Stan wojska jest zatrważający.

„Moim zdaniem to powinno pobudzić rządzących do refleksji nad tym, co się dzieje tak naprawdę z armią. Cały czas mówi się o tym, że armia może być potrzebna w bliższym okresie czasu, bo za wschodnią granicą dzieją się różne niefajne rzeczy. A w tej chwili polska armia nie jest gotowa, żeby odeprzeć jakiegokolwiek przeciwnika.”

Mądre słowa generała Skrzypczaka, tylko co z tym fantem zrobić?

koduj24.pl

Czy posłowi PiS Mularczykowi uschła ręka?

Pora tworzyć porządny leksykon „Zaprzańców polskich”, którego ryt pisowski jest szczególny. Nie wymuszony przez wrogów zewnętrznych – acz mogę się mylić, zwłaszcza przy nazwisku Antoniego Macierewicza – lecz wrogów w nich samych, wrogów Polaka w Polaku. Ten problem jest w mojej ojczyźnie odwieczny, mali ludzie chcą być znaczący, chcą być u koryta, chcą z pozycji swojej niewiedzy dyktować wiedzę o Polsce. Niewiedza jest groźniejsza niż karierowiczowski cynizm. Nazwać to można lewizną intelektualną, duchową.

Liderem tej lewizny jest Jarosław Kaczyński, który przegrał swoje życie, który projektuje tę przegraną na Polskę. Czy mu się uda? Wierzę, że nie!

Ale nie raz w historii psim swędem do władzy dochodzili tacy ludzie bez doświadczenia egzystencjalnego, za to z przeświadczeniem politycznym i niszczyli armie  Polaków dużo większych i zdiolniejszych od siebie. W tym leksykonie zaprzańców, ludzi niedorosłych do roli, niedojrzałych, Kaczyński będzie zatem w rycie pisowskim/kaczystowskim/prawackim numerem jeden.

Za nim są zastępy nieudaczników z  charakterystyczną lewizną mentalną/intelektualną/duchową/etc.  Niczego nie potrafią, ale mają tak rozbuchane ego, że w zasadzie poza nim w ich naturze człowieka/Polaka trudne jest do stwierdzenia.

Ot, taki Arkadiusz Mularczyk. Co ten człowiek stworzył dla dobra Polski, co wniósł w wianie do wspólnoty, itd? Nic, a może jeszcze gorzej, poniżej niczego, in minus.

Ostatnio nim słyszeliśmy, jak to dostał z góry „prikaz”, aby na agendę wrzucić reperacje wojenne, ile to też Polsce się należy od Niemców. Żałosne polityczne, demolujące Polskę. „A weź se Mularczyk – chcialoby sie powiedzieć – i pożycz w bibliotece Tomasza Manna, wreszcie coś przeczytaj, boś ubogi”. No, ale wtedy Mularczyk nie byłby do wynajęcia szczujem, bo coś w swojej głowie by posiadał, bo szare komórki miałyby materiał do przemyślenia.

I taki Mularczyk byłby bezużteczny, jako szczuj. Tak naprawdę to rab, niewolnik. Prezes na niego huknie, to zgina kark. Płoży się przed nim, wije, lud nazywa takie postawy – padalcze. Ostatnie wystąpienie tego Mularczyka w Radiu Maryja to istne bicie czołem przed „panem prezes”. Ohyda niegodna miana człowieka, Polaka.

To, że Mularczyk występuje w takich mediach nie znaczy, że jest jakimś chrześcijaninem, przeciwnie – to antychrześcijanin. Do mojego leksykonu wpisuję go pod tym mianem – antychrześcijanin, kolokwialnie: faryzeusz.

Faryzeusz Mularczyk był kilka lat temu usunąć ze swojego horyzontu bezdomnego. Bezdomny pomieszkiwał na działce kilkadziesiąt metrów od zamieszkania Mularczyka w Nowym Sączu, lecz psuł mu widoki, horyzonty, więc na nieszczęsnego człowieka nasyłała zakała Muarczyk policję, sanepid, aby go sprawdzili i „wysiedlili” ze squotu.

Opisała to „Polityka”, jakie to „chrzescijańskie” odruchy ma Mularczyk. Skądinąd nadaje się ten nieempatyczny osobnik do fantastycznej fabyły (gatunek fantasy), jak to dobija na krzyżu Chrysusa, bo psuje mu horyzont na Golgocie. W tym miejscu zgłaszam prawa autorskie, gdyby w takiej produkcji flmowej stworzono postać Polaka, to niech nazywa się Mularczyk. Właśnie w ten sposób zgłosił aspiracje, aby zapisać się w świadomosci innych.

Ten nieszczególny człowiek i Polak pozwał „Politykę” za to, że narusza – achtung! achtung! – jego prywatność. Właśnie przegrał w apelacji i dlatego opisuję tutaj tego zaprzańca.

Jak widzę Mularczyka na zdjęciu z zaprzysiężenia poselskiego z ręka na sercu, to jestem pewien, że to uschnięta ręka. Bo jeżeli tak nie jest, to nie ma na świecie sprawiedliwości.

Sąd: ‚Polityka’ miała prawo napisać o tym, jak poseł ‚usuwał’ bezdomnego z okolicy swego domu

opr. dżek, 09.08.2017

Poseł Arkadiusz Mularczyk

Poseł Arkadiusz Mularczyk (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

Sąd Apelacyjny wydał wyrok z powództwa posła Arkadiusza Mularczyka. Zdaniem posła naruszono jego prywatność w tekście o tym, jak próbował bezdomnego ”dla jego dobra” usunąć go z okolicy swojego domu.

W lutym 2014 roku w tygodniku ”Polityka” ukazał się reportaż Edyty Gietki ”Pośli upór”. Dziennikarka opisała, jak poseł Solidarnej Polski, Arkadiusz Mularczyk, interesował się losem bezdomnego z Nowego Sącza, który pomieszkiwał na działce. Jak się okazało – 50 metrów od domu posła.

Choć mężczyzna o swoje ”domostwo” dbał, nie pił, cieszył się sympatią i radził sobie, ‚pomóc’ właśnie jemu postanowił poseł Mularczyk. Listy interwencyjne wpływały do gminy na poselskim papierze, miały więc specjalny tryb. Bezdomnego sprawdzali m.in. i sanepid, i policja. Zdaniem sąsiadów posłowi nie tyle chodziło o dobro, co o poprawę widoku z okna.

Posła oburzył tekst – uznał bowiem, że naruszono jego prawo do prywatności. Sąd ponownie się nie zgodził z tym twierdzeniem.

20 lipca Sąd Apelacyjny – jak czytamy w najnowszej ”Polityce” – zwrócił uwagę, że w tekście nie podano konkretnych adresów, co uniemożliwia identyfikację miejsca zamieszkania parlamentarzysty.  Dodatkowo sąd stwierdził, że zajęcie się losem bezdomnego było w społecznym interesie, a formułowane w artykule opinie mieszczą się w zakresie dopuszczalnej krytyki.

Postępowanie toczyło się cztery lata. Poseł i jego żona mają zapłacić ”Polityce” 270 zł za koszty sądowe.

Podwójne standardy w PiS. „Poseł Mularczyk udaje nierozgarniętego, albo jest nierozgarnięty”

http://www.gazeta.tv/plej/19,103168,22204965,video.html

TOK FM

MEN zapewnia, że Miłosz jednak będzie na liście lektur [Po interwencji TOK FM]

Anna Gmiterek-Zabłocka, TOK FM, 09.08.2017

Czesław Miłosz

Czesław Miłosz (Fot. Tomasz Wierzejski)

Twórczość Czesława Miłosza zostanie wprowadzona do ostatecznego projektu podstawy programowej do liceów i techników – zapewnia MEN po interwencji Radia TOK FM, które jako pierwsze poinformowało, że nazwiska Noblisty brakuje w projekcie podstawy programowej.

MEN nie wyobraża sobie nowej podstawy programowej do szkół ponadpodstawowych bez twórczości Czesława Miłosza. Justyna Sadlak z biura prasowego MEN przekazała TOK FM, że Miłosz jako polski poeta i Noblista ma zagwarantowane miejsce w podstawie programowej. Ministerstwo nie odpowiedziało jednak na pytanie, dlaczego poeta z projektu podstawy zniknął, choć jeszcze parę miesięcy temu w nim był.

Brak Miłosza to błąd czy przeoczenie?

Radio TOK FM informowało dziś, że w projekcie nowej podstawy programowej do liceum zabrakło nazwiska Noblisty. Pierwotnie w projekcie na liście obowiązkowej był zapis: Czesław Miłosz, w tym wybrane wiersze z tomu „Ocalenie” oraz „Traktat moralny” (fragmenty), ale w dokumencie, który jest zamieszczony na rządowych stronach – już go nie ma.

Aneta Teterycz, polonistka z III LO im. Unii Lubelskiej w Lublinie nie wyobraża sobie lekcji bez poezji Czesława Miłosza. – Mam nadzieję, że Miłosz się pojawi, że w nowej podstawie programowej będzie i traktuję to jako uchybienie, jakiś błąd. Prace jeszcze trwają i niewątpliwie Czesław Miłosz powinien znaleźć się w kanonie lektur licealisty – mówi nasza rozmówczyni.

Nowa podstawa programowa do liceów i techników jest w tej chwili w konsultacjach publicznych – mają potrwać do 18 sierpnia. Pismo z prośbą o wnoszenie uwag zostało skierowane do szeregu instytucji, w tym m.in. do związków zawodowych, instytucji, stowarzyszeń i związków. Na stronie legislacja.rcl.gov.pl jest zamieszczona na razie jedna odpowiedź – z Pomorskiego Urzędu Marszałkowskiego. Urzędnicy zgłosili do projektu szereg uwag, w tym Miłosza. „W spisie lektur dla LO i technikum – nawet w zakresie rozszerzonym – brak utworów Czesława Miłosza! ” – napisali urzędnicy z Pomorza.

Fragment uwag zgłoszonych przez Pomorski Urząd MarszałkowskiFragment uwag zgłoszonych przez Pomorski Urząd Marszałkowski Fot. dokument

 

TOK FM

Donald Tusk skomentował wyrzucenie z nauczania w szkołach wybitnej poezji Czesława Miłosza.

„Niech tutaj będzie wreszcie powiedziane/Jest ONR-u spadkobiercą Partia. Miłosz. Traktat Poetycki.”

Jeszcze tak samo potraktują Mickiewicza, Słowackiego i Norwida i będzie Polska kołtuna Kaczyńskiego. Niedouczone toto.

Miłosz o takich gnomach napisał „Zniewolony umysł”. A Kaczyński taki ma – umysł ubogi.

Młodzież z liceów nie pozna wierszy Miłosza? Nazwisko noblisty zniknęło nagle ze spisu lektur

Anna Gmiterek-Zabłocka, TOK FM, 09.08.2017

Czesław Miłosz

Czesław Miłosz (Fot. Tomasz Wierzejski)

W projekcie nowej podstawy programowej do liceum zabrakło Czesława Miłosza. W pierwotnej wersji dokumentu nazwisko poety było, ale w dokumencie, który jest zamieszczony na rządowych stronach – już go nie ma.

O sprawie reporterkę TOK FM poinformował jeden ze słuchaczy, pytając „Czy pani wie, że z podstawy programowej zniknął Czesław Miłosz”. Pan Wojciech*, który chce pozostać anonimowy, jest nauczycielem z wieloletnim stażem w zawodzie i nie kryje, że tym, że Miłosza nie ma jest mocno zaskoczony i zdziwiony.

– Jak tak można? Kto jak kto, ale Miłosz? – zastanawia się pedagog. – Może doszukali się jego antypolskiego oblicza? A może razi ich to, że miał takie a nie inne poglądy na temat komunizmu? Ale to przecież polski Noblista – dodaje nasz rozmówca.

Fragment z podstawy programowejFragment z podstawy programowej Fot. dokument

Przejrzeliśmy listę lektur obowiązkowych w zakresie podstawowym i rozszerzonym. I rzeczywiście, Miłosza na niej nie ma. Zwrócili na to uwagę także inni nauczyciele.

„Jak rozmawiać o poezji współczesnej bez Miłosza?”

– Zauważyłam, że nie ma go w wyborze poetów w zakresie literatury współczesnej, a trudno sobie wyobrazić rozmowę o poezji współczesnej bez Czesława Miłosza. Nie wiem, co kierowało autorami podstawy programowej, bo są inne nazwiska w prozie czy w poezji, mniej znaczące – nie odbierając nikomu prawa do znaczenia w historii literatury – a Miłosza nie ma. To rzeczywiście jest zaskoczenie – mówi Grażyna Jaroszyńska z renomowanego II Liceum im. Jana Zamoyskiego w Lublinie. I dodaje, że teraz wszystko w rękach nauczycieli. – Sądzę, że nauczyciel we własnym zakresie może wprowadzić utwory Miłosza – dodaje. W spisie lektur uzupełniających rzeczywiście jest uwaga: „lub inne utwory literackie wybrane przez nauczyciela”.

Brak Miłosza to jakiś błąd czy przeoczenie?

Pierwotnie w projekcie na liście obowiązkowej był zapis: Czesław Miłosz, w tym wybrane wiersze z tomu „Ocalenie” oraz „Traktat moralny” (fragmenty). Zapytaliśmy Ministerstwo Edukacji Narodowej, co się stało i dlaczego nazwisko polskiego Noblisty zniknęło. Czekamy na odpowiedź.

Aneta Teterycz, polonistka z III LO im. Unii Lubelskiej w Lublinie też  nie wyobraża sobie lekcji bez poezji Czesława Miłosza. – Mam nadzieję, że Miłosz się pojawi, że w nowej podstawie programowej będzie i traktuję to jako uchybienie, jakiś błąd. Prace jeszcze trwają i niewątpliwie Czesław Miłosz powinien znaleźć się w kanonie lektur licealisty – mówi nasza rozmówczyni.

Już nawet urzędnicy zauważyli brak Noblisty w spisie lektur

Nowa podstawa programowa do liceów i techników jest w tej chwili w konsultacjach publicznych – mają potrwać do 18 sierpnia. Pismo z prośbą o wnoszenie uwag zostało skierowane do szeregu instytucji, w tym m.in. do związków zawodowych, instytucji, stowarzyszeń i związków. Na stronie legislacja.rcl.gov.pl jest zamieszczona na razie jedna odpowiedź – z Pomorskiego Urzędu Marszałkowskiego. Urzędnicy zgłosili do projektu szereg uwag, w tym Miłosza. „W spisie lektur dla LO i technikum – nawet w zakresie rozszerzonym – brak utworów Czesława Miłosza! ” – napisali urzędnicy z Pomorza.

Fragment uwag zgłoszonych przez Pomorski Urząd MarszałkowskiFragment uwag zgłoszonych przez Pomorski Urząd Marszałkowski Fot. dokument

Miłosz to nie wszystko

W lekturach dla licealistów brakuje reportaży Ryszarda Kapuścińskiego. – Kolejne „braki” to: „Król Edyp” Sofoklesa, „Dzieje Tristana i Izoldy”, „Monachomachiia” Krasickiego, ” Pan Tadeusz”, który jest w szkole podstawowej. I jeszcze kilku innych autorów – mówi pani Magda, polonistka z wieloletnim stażem. Zwraca też uwagę, że w podstawie pojawił się zapis o tym, że cały kanon do roku 1945 ma być zrealizowany w trzech pierwszych klasach. – Natomiast literaturze współczesnej należy poświęcić całą klasę czwartą w liceum lub czwartą i piątą w technikum – dodaje.

Pozytywy nowej podstawy?

Poloniści dostrzegają też w podstawie pozytywy – np. układ chronologiczny, czyli czytanie i omawianie lektur w konkretnym kontekście historycznym, nawiązującym do epoki, w jakim dane dzieło powstało. – Do tej pory wiele podręczników wprowadzało w głowach uczniów bałagan. Młody człowiek nie jest przygotowany do tego, aby zajmować się wybranymi problemami,  bo on nie ogarnia całości i nie rozumie, co z czy wiązać. A przecież każde dzieło literackie ma swoje źródło, swoją podstawę myślową w światopoglądzie epoki, w zjawiskach kulturowych epoki. I nie można nagle omawiać powiedzmy „Szewców” Witkacego, jeśli się nie wie, jakie zjawiska artystyczne były w tej epoce – mówi Grażyna Jaroszyńska.

*Imię zmienione.

TOK FM

Czesław Miłosz znika ze szkół. Kiedyś wróci. PiS i autorzy reformy mogą być tego pewni.

Wojna prezydenta z Macierewiczem o wojsko.

W sondażu 40 proc. dla PiS. Jak to możliwe?

PiS – 40 procent. Jak dotąd najwięcej. Liberalna opozycja (PO plus Nowoczesna) – 27 procent. Jak dotąd najmniej. To wynik najnowszego sondażu IPSOS dla OKO.press.

Państwo zadajecie sobie pewnie pytanie, jak to możliwe, skoro dopiero co było tak przepięknie? I wydawało się po obłędnym finale lipcowego ulicznego karnawału, że zrobi się teraz ciut normalniej. No bo PiS przegrał przecież sromotnie swoją „reformę” sądownictwa, a do tego pobił rekordy propagandowego absurdu demaskującego zakłamanie tej formacji. Po raz pierwszy rządzący znaleźli się w okrążeniu, po raz pierwszy ich argumenty jak piłki odbijały się od muru. Skoro tak koncertowo to starcie przegrali, to ktoś przecież musiał je wygrać.

Pamiętacie może państwo „Rashomona” Kurosawy? O tym, że bandzior napada na podróżujące małżeństwo. Ją gwałci, jego zabija. Niby proste – tyle, że to samo wydarzenie oglądane oczami różnych osób może już wyglądać zupełnie inaczej. Spróbujmy więc pójść tym tropem i spojrzeć na ostatnie wydarzenia z perspektywy różnych typów wyborców.

Skąd taki wynik PiS?

Twardy zwolennik prawicy przeżywa głęboki zawód prezydentem Dudą, który najwyraźniej uległ ubeckim perswazjom. Tym mocniej utwierdza się w przekonaniu, że jedynym godnym poparcia przywódcą jest Jarosław Kaczyński. Oczywiście nadal głosuje na PiS.

Miękki zwolennik prawicy miał z ustawą o Sądzie Najwyższym spory problem. Uznał, że tym razem Kaczyński posuwa się zbyt daleko. Prezydenckie weto przyjmuje więc z ulgą. Konflikt Pałacu z Nowogrodzką traktuje jak spór w rodzinie. Uważa, że to dobrze, iż w ramach obozu władzy wyodrębnia się osobny ośrodek skupiający siły bardziej umiarkowane. Będzie mu teraz kibicować. Jeśli uda się nieco ucywilizować radykalno-rewolucyjne popędy drzemiące w PiS, to znikną ostatnie wątpliwości przy oddawaniu głosy na tę partię.

Wyborca chwiejny ceni PiS za to, że „rozwiązuje sprawy ważne dla Polaków”. Odstręczają go jednak Macierewicz, Piotrowicz, Pawłowicz, redaktor Bugała z TVP, „zdradzieckie mordy”. Wejście prezydenta do rozgrywki przyjmuje z aprobatą. Jeśli głowa państwa będzie teraz powstrzymywać szaleństwo i hucpę partii rządzącej, to na próbę warto PiS poprzeć. Przynajmniej coś ten obóz proponuje. W odróżnieniu od opozycji, która potrafi się tylko licytować w ostrych słowach.

Miękki przeciwnik PiS nie podziela obaw, że w Polsce likwidowana jest demokracja i lada rok wystąpimy z Unii Europejskiej. Ostrzeżenia liderów Platformy uważa za przesadzone i dotąd popierał tę partię z braku laku. Manifestacje KOD z tego samego powodu przeważnie omijał. Skok na sądy oczywiście do głębi go oburzył. W lipcu wreszcie więc dojrzał do tego, aby wyjść na ulicę. I zachwycił się tym, że spotkał tysiące takich jak on. Po raz pierwszy uwierzył, że naprawdę jest miejsce na nową i świeżą siłę polityczną. Niech tylko Platforma się posunie, aby zrobić miejsce. A najlepiej niech w ogóle sobie pójdzie. Koniec z wyborem „mniejszego zła”!

Twardy przeciwnik PiS póki co trwa przy partiach opozycyjnych, bo ktoś musi przecież wygrać wybory. Ale jeśli się pojawi nowa formacja, która pogoni Kaczyńskiego, to bez sentymentów przerzuci na nią swój głos. (Jeżeli wśród Szanownych Czytelników znajduje się „die hard fan” Schetyny bądź Petru, autor prosi o sygnał).

Wychodzi więc na to, że prezydent uratował Kaczyńskiemu skórę wetując skandaliczną i niepopularną „reformę”. Zaś masowe protesty w zupełnie nowej tonacji i z nowymi ulicznymi bohaterami obnażyły pustkę partii opozycyjnych. Jaki z tego morał? Ano błędna jest kalkulacja Schetyny, że PiS wcześniej czy później sam się zadusi własnym szaleństwem i wystarczy tylko cierpliwie poczekać.

Nie da się opierać politycznej strategii na prostackim założeniu, że gdy jednym będzie spadać, to drugim siłą rzeczy urośnie. Polityka nie jest grą o sumie zerowej. U jej podłoża leżą bowiem nie matematyczne równania, a ludzkie emocje. Naprawdę chcesz wygrać wybory? To daj ludziom nadzieję.

polityka.pl

To nie koniec sprawy o głosowanie „kolumnowe”

8.08.2017
wtorek

Prokuratura umorzyła postępowanie w sprawie „głosowania kolumnowego” w Sejmie z 16 grudnia zeszłego roku. Nie stwierdziła przestępstwa nadużycia władzy przez marszałka Sejmu ani fałszerstw protokołów. Ale to nie koniec – sprawa może trafić do sądu.

Umorzenie nie jest zaskoczeniem: po to właśnie PiS podporządkował rządowi prokuraturę, by nie robiła problemów. Wcześniej np. odmówiła śledztwa w sprawie braku publikacji wyroków Trybunału konstytucyjnego. Robi sprawy karne Obywatelom RP protestującym przeciwko odebraniu im wolności zgromadzeń, a nie słychać nic na temat zarzutów dla człowieka, który w maju, podczas rozpatrywania przez Sąd Najwyższy pytania prawnego w sprawie ułaskawienia Mariusza Kamińskiego, oskarżając sędziów o stalinizm, usiłował wyrwać pistolet z kabury policjanta.

Podobną jak w prokuraturze – sprawną i nieniosącą zaskoczeń – pracę sądów PiS chce zapewnić wchodzącą w życie 12 sierpnia nowelizacją ustawy o ustroju sądów powszechnych, podpisaną mimo ulicznych protestów przez prezydenta. Przewiduje ona m.in. wymianę przez ministra sprawiedliwości wszystkich prezesów i wiceprezesów sądów – bez pytania o zdanie samorządu sędziowskiego. I ułatwienie prezesom przenoszenia sędziów do innych wydziałów bez ich zgody.

Jak prokuratura ustaliła, że „głosowanie kolumnowe” odbyło się zgodnie z prawem? Prokuratura Krajowa ujawniła tylko notatkę prasową na temat tego umorzenia. Napisano w niej, że śledztwo nie potwierdziło ani tego, że posłowie opozycji mieli utrudniony dostęp na salę, ani że nie było kworum. Nie ma w notatce mowy o innym zarzucie: że uniemożliwiono posłom opozycji składanie wniosków formalnych.

Prokuratura oświadcza, że swoich ustaleń dokonała na podstawie zeznań świadków, nagrań z monitoringu i „uzyskanej dokumentacji”.

Musimy wierzyć na słowo. Ale można podejrzewać, że prokuratorzy po prostu uznali za niewiarygodne twierdzenia posłów PO i Nowoczesnej, że mieli problemy z dostaniem się na salę, a na sali nie mogli zgłaszać wniosków formalnych, co jest wynikającym z konstytucji i regulaminu Sejmu prawem posła. Wiadomo, że nagrania z sejmowego monitoringu były niewyraźne i nie było nagrania dźwiękowego. Można więc sądzić, że prokuratorzy uznali twierdzenia posłów opozycji za niewiarygodne dlatego, że przeczyli im posłowie PiS.

My, czyli opinia publiczna, widzieliśmy przecież na własne moczy nagrania z telefonów komórkowych posłów opozycji, na których widać, że nie mogli dostać się w pobliże stołu marszałka, by zgłosić chęć złożenia wniosku formalnego, bo byli blokowani przez posłów PiS. A ze stenogramu obrad tego dnia wynika, że posłowie opozycji mieli dokładnie siedem minut, by zdążyć – z sali obrad lub gdziekolwiek indziej się wtedy w Sejmie znajdowali – na Salę Kolumnową i uczestniczyć w głosowaniach. Głosowanie nad ustawą budżetową odbyło się zaś błyskawicznie: obrady rozpoczęto o 21.47, a o 22.03 ustawa budżetowa była już uchwalona.

Po trzech głosowaniach i odrzuceniu wniosków mniejszości przyjęto hurtem wszystkie kilkaset poprawek PiS i ustawę w całości. Mimo to prokuratura uznała, że procedurze sejmowej stało się zadość, a prawa posłów opozycji nie zostały naruszone.

Argument, że nie było kworum podczas głosowania, bo kilku posłów na liście obecności podpisało się po głosowaniach (sfilmowano przy tym np. posła Zbigniewa Ziobrę), prokuratura zbija tak: „Regulamin Sejmu określa wyłącznie czas wyłożenia listy – do zakończenia posiedzenia, ale nie nakłada na posłów obowiązku, by złożyli na niej podpis w tym terminie. Wpisanie się na listę nie jest przy tym wyłącznym dowodem na udział posła w obradach. Jest nim również udział w głosowaniach”. Nie wiemy, jak dokładnie ustalono, czy poseł Ziobro brał udział w głosowaniach. Prawdopodobnie jedynym dowodem były zgodne zeznania jego partyjnych kolegów.

Dalej prokuratura stwierdza rzeczy prawdziwe: że nie ma obowiązku, by posiedzenie plenarne odbywało się w sali obrad plenarnych. Że nie ma obowiązku, by głosowanie odbywało się elektronicznie. I że decyduje o tym marszałek. Wszystko to prawda. Rzeczywiście, regulamin Sejmu daje marszałkowi władzę bliską absolutnej. Szczególnie jeśli partia, z której pochodzi, ma większość w prezydium Sejmu. Regulamin pisano przed zmianą ordynacji wyborczej, gdy parlament był bardzo rozdrobniony i chodziło o to, by można było zapanować nad jego pracami.

Teraz ta nieograniczona władza marszałka okazuje się użyteczna dla pacyfikowania parlamentarnej opozycji. I utrudniania „suwerenowi” dostępu do obrad Sejmu. Osobisty, na galerię dla publiczności – bo Sejm zamknięto, otoczono płotem, i aby wejść, trzeba mieć zaproszenie posła, najlepiej partii rządzącej. I dostęp przez media – bo dziennikarze mają ograniczoną możliwość filmowania, nagrywania obrad i prowadzenia na terenie Sejmu rozmów z posłami.

Casus „obrad kolumnowych” może być dla PiS użyteczny, jeśli zechce uchwalić coś – np. odrzucenie prezydenckich wet do ustaw o KRS i Sądzie Najwyższym – bez blokującego uzyskanie 2/3 głosów udziału opozycji. Można sobie np. wyobrazić zwołane esemesem obrady w Jachrance kilkanaście minut potem, jak zakończy się tam wyjazdowe posiedzenie klubu PiS. Dokładnie ten manewr zastosowano w Sali Kolumnowej. Zresztą o ważności głosowania i tak nie decyduje prokuratura, tylko marszałek Sejmu. Umorzone właśnie śledztwo było więc jedynie autoryzowaniem jego decyzji.

Ale to nie koniec. Ostateczna decyzja jest bowiem w rękach sądu. Posłowie opozycji – kilkudziesięciu – dostało status pokrzywdzonych w tej sprawie. To znaczy, że mogą się odwołać do sądu od decyzji o umorzeniu postepowania. Wprawdzie nie mogą zarzucić złamania prawa samym głosowaniem poza salą obrad plenarnych ani udowodnić, że nie było kworum, skoro marszałek Kuchciński orzekł, że było.

Ale mogą dowodzić, że pozbawiono ich konstytucyjnych praw posła:
– do obecności podczas głosowania, czego dowodem jest już to, że głosowanie zwołano w Sali Kolumnowej, która fizycznie mieści połowę z 460 posłów, a także to, że na dostanie się tam – jedynymi drzwiami – mieli 7 minut od zawiadomienia ich esemesem.
– do składania wniosków formalnych – bo są nagrania, na których widać, że marszałek Kuchciński nie reaguje na te zgłoszenia.

Wynik odwołania do sądu jest do przewidzenia: jeśli sąd nakaże wszczęcie postępowania na nowo, prokuratura wszcznie i umorzy. Ale wtedy pokrzywdzeni mogą złożyć tzw. subsydiarny akt oskarżenia do sądu. Chyba że do tego czasu PiS zniesie prawo pokrzywdzonego do subsydiarnego aktu oskarżenia, co nie jest przecież wykluczone.

Jeśli nie – sprawa trafi do sądu. Teraz pytanie: czy niezawisłego? To już zależy od sędziów. Wprawdzie za kilka dni wchodzi w życie ustawa, która – dzięki obsadzeniu kierownictw sądów przez PiS – umożliwi manipulacje składami sędziowskimi, ale czy to zadziała, zależy od sędziów właśnie. Czy dadzą się zastraszyć? To ich decyzja. Jeśli nie dadzą – ryzykują złamanie kariery, przeniesienie, wnioski dyscyplinarne. To dzieje się już dzisiaj.

Ale gdy środowisko będzie solidarne, a przypadki nacisków będą ujawniane publicznie tak, by pokrzywdzeni sędziowie mieli moralne wsparcie opinii publicznej – ułatwi to zachowanie niezawisłości. Brońmy więc sądów!

siedlecka.blog.pl

Kaczyński to nasza wina! Co za naród!

8.08.2017
wtorek

Z opublikowanego właśnie sondażu IPSOS dla OKO.press wynika, że PiS ma obecnie 40 proc. poparcia, a razem z Kukizem 51 proc. Poparcie dla PiS wśród prostych ludzi na wsi rośnie i przekracza 50 proc.! Jaki wstyd! Polacy, jaki to straszny wstyd! Kim jesteśmy, my, naród zasiedziały w samym środku Europy, w XXI wieku? Jeśli nic nam jakiesi „trybunały” i „konstytucje”, to może chociaż „leśne ruchadła” i „córki leśnika”? Albo może opętańcza wycinka Puszczy Białowieskiej? A jak nie, to może szaleństwo w oczach Macierewicza? Nie! I to nie, i tamto nie! Ani wstydu, ani gustu. Nic. Tępota, prostactwo, bezwstyd. I tak na okrągło. Tępota, prostactwo, bezwstyd… Ad infinitum.

Czyżby narody były bez winy? Jednostki wolno jeszcze w naszych czasach za to i owo obwiniać (jak długo jeszcze?), lecz społeczeństwa nigdy! Epoka demokratyczna uczyniła z lizusostwa polityków względem grup społecznych niemalże zasadę moralną. Zwłaszcza całość społeczna jest poza wszelką krytyką. O narodach źle mówić nie wolno. Są zawsze bez skazy!

A skoro o narodach nie można, to nie można też o ludowych ich warstwach, boć te są przecież samą ich solą i korzeniem. Niech inteligencja zajmuje się sobą, a naród i lud zostawi w spokoju. Bo jak nie, to może ten lud gnaty komuś przetrącić. Dość tego! Czas powiedzieć sobie, że po epoce glorii (karnawału Solidarności i transformacji demokratycznej po roku 89′) nastała epoka wstydu dla naszego narodu. Sami zgotowaliśmy sobie spektakl zwijania demokracji i rządów prawa oraz wypinania się gołą d… na Europę i świat.

I na tym spektaklu – my, naród Polski – wciąż bawimy się setnie. Tak, nasza wina, nasza bardzo wielka wina. Kaczyński to nasza wina! Macierewicz to nasza wina! Ziobro to nasza wina! Nasza, bo to przez nas, ludzi kulturalnych, zazdrośnie strzegących swego świata przez obcymi, jest nas mniej niż tych niewymownie „innych”. Tych, co i w cuda uwierzą, i pół litrem nie pogardzą, i na Żyda bluzną. Demokracja prawdę ci powie. Prawdę, która może ranić i oburzać, ale jest prawdziwą prawdą.

W wyborach i sondażach biorą udział nie tylko tacy, co mają „opinię”, bo są w miarę inteligentni i kulturalni, a w dodatku mają jakieś „pojęcie o wyobrażeniu”. Otóż w demokratycznych wyborach biorą udział wszyscy – mądrzy i głupi, dobrzy i źli, kulturalni i prostacy, święci i zbrodniarze, porządni i podli, przeciętni i wielcy. I każdy z nich ma po jednym głosie. Tak samo w sondażu. Mamże tłumaczyć, kogo jest więcej? Mających jakieś pojęcie o państwie i polityce czy tych drugich? Mających jakieś obywatelskie ideały czy tych drugich? Szanujących państwo i prawo czy tych drugich?

Opuściliśmy prostych ludzi, zostawiliśmy sam na sam z demonami przeszłości, z zabobonem, kołtunem, panem, wójtem i plebanem – to i teraz mamy. Wiejska i małomiasteczkowa Polska, pańszczyźniana i rozbiorowa, katolicka i komusza, siadła nam teraz na karku, batem i butelką wywija, a buciorami w nerki kopie. Wio! Oj, mamy wesele. Mamy tu dzisiaj niezłe Bronowice.

Ten sondaż, dla mnie, przyznam, niespodziewany, to wiadomość tragiczna, bo stanowi dowód, dowód jak najbardziej empiryczny, że poparcie dla reżimu nie spada, gdy tenże się radykalizuje i umacnia swój autorytaryzm. Już nie dla jednej trzeciej, jak można było się łudzić dwa lata temu, lecz dla połowy Polaków demokracja nie znaczy nic, a najbardziej żenujące ekscesy korupcji i warcholstwa nie robią na prowincjonalnej Polsce żadnego wrażenia.

Dla połowy Polaków liczy się tyko kasa i „porządek”, czyli swojskość. Czyli jakieś ogólne prostactwo i nadęcie, odzwierciedlające ich samopoczucie, łagodzące ich lęki i dające złudzenie, że skoro rządzą tacy sami jak oni, to ich godność jest zabezpieczona. Ta druga, kulturalniejsza połowa narodu stała się zakładniczką tej pierwszej. I dobrze nam tak! Myśleliśmy, że wystarczy „iść do miasta”? Iść „na studia”? A babcia niech sucha sobie Rydzyka? A wujek niech sobie chla? A ksiądz niech stawia sobie plebanię na trzy piętra i obściskuje? A śmiecie dalej do lasu? I tak dalej.

Myśmy uciekli ze swoich środowisk, zamiast powrócić tam, by wyrównać swoje rachunki – by oddać rodzicom, dziadkom, sąsiadom to, co się im od nas należało: odrobinę wiedzy o świecie. Ale nam się nie chciało. Dlatego to nasza wina, nasza wina. I niełatwo już będzie ją naprawić. Bo tymczasem Kaczyński może robić, co chce, i dopóki będzie kasa w chłopskim portfelu, tacy ludzie będą rządzić. Jakże nisko upadliśmy, skoro musimy modlić się o katastrofę gospodarczą, by ratować się z katastrofy politycznej i moralnej narodu…

hartman.blog.polityka.pl

Waszczykowski dla BBC: chcemy demokracji bez przymiotników

Foto: Fotorzepa, Marian Zubrzycki

Minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski powiedział w wywiadzie dla brytyjskiej telewizji BBC, że „nie sądzi, żeby cokolwiek złego działo się w Polsce”. „Jesteśmy nadal demokratycznym krajem, (…) ale chcemy demokracji bezprzymiotnikowej” – mówił.

Rozmowa szefa polskiej dyplomacji z dziennikarką BBC Zeinab Badawi została wyemitowana w ramach programu „HARDtalk” w nocy z wtorku na środę na kanale informacyjnym BBC News. W środę wywiad będzie wielokrotnie powtarzany na światowym kanale BBC World News.

„Czy Polska, kraj, który był przedstawiany jako model postsowieckiej transformacji, odwraca się od liberalnej demokracji? I co to znaczy dla jej obywateli i miejsca w świecie?” – zapytała Badawi. Waszczykowski podkreślił w odpowiedzi, że „nie sądzi, żeby cokolwiek złego działo się w Polsce”, a rząd Prawa i Sprawiedliwości „ma bardzo silny demokratyczny mandat od naszych obywateli”.

Proszony o odniesienie się do zarzutów, że działania polskiego rządu zmierzają w stronę autorytaryzmu i odchodzą od wartości demokracji liberalnej, szef MSZ powiedział: „Jesteśmy nadal demokratycznym krajem, (…) ale chcemy demokracji bezprzymiotnikowej”.

„Żyję wystarczająco długo, że musiałem żyć w demokracji z przymiotnikami, takiej jak demokracja socjalistyczna; sąsiadujemy też z krajem, który spróbuje stworzyć +suwerenną demokrację+. Ma pani rację, że przez kilka lat niektórzy ludzie próbowali stworzyć kolejną demokrację z przymiotnikami, tak zwaną liberalną demokrację, która wyklucza z dyskursu politycznego pewne idee i pomysły. My po prostu chcemy pozostać na kursie demokratycznym i być demokratycznym krajem bez przymiotników” – powiedział Waszczykowski, podkreślając, że kierowane pod adresem Polski „oskarżenia o autorytaryzm są błędne”.

Dziennikarka pytała także m.in. o masowe protesty przeciw reformie sądownictwa, w tym Sądu Najwyższego, która według krytyków przyznawała politykom, w tym ministrowi sprawiedliwości, nadmierną kontrolę nad sądami.

„Ma pani rację, że dziesiątki tysięcy protestowały na ulicach, ale miliony Polaków nie protestowały, a nasza partia i rząd są popierane przez prawie 40 procent obywateli. Mamy jasny mandat, żeby transformować oraz demokratyzować system sądownictwa, który był nietknięty przez 28 lat od czasów komunizmu” – odparł Waszczykowski.

Szef MSZ podkreślił, że po podwójnym wecie prezydenta Andrzeja Dudy „dyskusja wraca do parlamentu i będziemy próbowali znaleźć wspólnie (…) rozwiązanie dla tego problemu”. Zaznaczył jednak, że „nawet prezydent jest krytyczny wobec obecnej sytuacji w sądownictwie, musimy więc kontynuować jego transformację, choć może w lepszy sposób”.

Pytany o krytykę Komisji Europejskiej pod adresem Polski, Waszczykowski powiedział: „Angażujemy się w dialog z KE, ale dialog, a nie procedurę monitorowania (naszych działań – PAP), bo KE jest ciałem technicznym i nie ma prawa ani prerogatyw do monitorowania sytuacji w państwach członkowskich”.

„Nie widzę żadnej prawnej wymówki dla KE, aby angażować się w tym momencie. Wymienimy listy i opinie z (wiceprzewodniczącym KE Fransem) Timmermansem i innymi, którzy podnoszą ten problem, ale nie widzę powodu, dla którego mieliby wtrącać się w demokratyczny proces reform i zmian w systemie sądownictwa w Polsce” – tłumaczył.

Badawi pytała też o polskie stanowisko wobec przyjmowania uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Waszczykowski ocenił, że „błędem jest mówienie o relokacji (w ramach unijnego mechanizmu – PAP)”; „to przesiedlenie siłą ludzi, którzy nie chcą być przesiedleni do takiego kraju jak Polska” – mówił.

Jak zaznaczył, w ubiegłym roku polskie władze wydały 1,2 mln wiz dla Ukraińców i pół miliona wiz dla Białorusinów, z których większość zdecydowała się pozostać w Polsce. „Oni też są migrantami i nie wiem, dlaczego migranci z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej mają być lepiej oceniani, lepiej zadbani przez europejskie instytucje niż z także dotkniętej wojną Ukrainy” – argumentował szef dyplomacji.

W rozmowie Badawi przytoczyła m.in. wypowiedzi wicepremiera Jarosława Gowina o tym, że „od tego jest polskim politykiem, żeby zapobiec lub zmniejszyć ryzyko, że kiedykolwiek ktoś wysadzi w powietrze polskie niemowlę”, oraz słowa prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego o „różnego rodzaju pasożytach” rzekomo przenoszonych przez uchodźców. W kontekście tych wypowiedzi dziennikarka pytała o zagrożenia związane z taką retoryką.

„Tego typu idee także istnieją wśród Polaków i ponad 75 proc. nie chce narzucenia tej relokacji siłą” – odpowiedział Waszczykowski, dodając, że Polska wysłała strażników granicznych do obozów we Włoszech i Grecji, co pozwoliło na ustalenie problemów z identyfikacją uchodźców, które – jak ocenił – „są zagrożeniem dla bezpieczeństwa kraju”.

„Oczywiście nikt z tych migrantów – czy jak pani mówi +uchodźców+, my wolimy mówić +migrantów+ – nie ma też inklinacji, żeby emigrować do Polski. Nie możemy zaakceptować sytuacji, że postępowa Unia Europejska decyduje o relokacji siłą osób, które nie chcą być relokowane do Polski” – dodał szef dyplomacji.

Waszczykowski wspomniał ubiegłoroczną wizytę papieża Franciszka, który – jak mówił szef MSZ – „odwiedzając nas, powiedział w Krakowie, na Wawelu, że istnieje wiele sposobów na udzielanie pomocy, wsparcia uchodźcom i migrantom, i nie mówił o tym, że Polska powinna przyjąć tysiące ludzi z Syrii i Bliskiego Wschodu”.

„Miałem wiele okazji, żeby odwiedzić Watykan i rozmawiać z hierarchami o tej sytuacji. Wszyscy rozumiemy, że powinniśmy najpierw zacząć pomagać ludziom tam, w regionie Bliskiego Wschodu i Afryki, angażując się w znalezienie pokojowego rozwiązania dla tej trwającej prawie siedem lat wojny w Syrii oraz we wzmocnienie kontroli granic Unii Europejskiej, a także pomagając w relokacji (uchodźców) w Europie, ale dobrowolnej” – powiedział.

Minister spraw zagranicznych był również pytany o pojawiające się głosy, że ze względu na trwający spór o wartości Unii Europejskiej Polska powinna zrezygnować z pobierania środków pochodzących ze wspólnotowej kasy.

„Te środki strukturalne lub dopłaty są częścią porozumienia między państwami członkowskimi i wynikają z traktatów; nie mają nic wspólnego z zachowaniem danego państwa. To kompensacja za otwarcie gospodarki i rynku na inwestycje i handel z innymi krajami, silniejszymi gospodarkami zachodniej Europy, i (…) nie są jakąś formą nagrody za bycie liberalnym lub nieliberalnym” – odparł Waszczykowski.

Odpowiadając na pytanie o relacje z Rosją, szef MSZ wspomniał wojnę w Gruzji w 2008 roku, a także zajęcie w 2014 roku ukraińskiego Krymu i rosyjską agresję w Donbasie, podkreślając, że dzięki ustaleniom szczytów NATO w Newport i Warszawie zapewniono trwałą obecność wojsk sojuszniczych na wschodniej flance NATO.

„NATO słusznie reaguje na imperialistyczną politykę Rosji, broniąc i odstraszając, ale też utrzymując dialog z Rosją. My wspieramy tę politykę dialogu. (…) Reagujemy pozytywnie, ale nie mamy pozytywnej odpowiedzi z drugiej strony” – przekonywał.

Pytany na koniec o to, jak odnajduje się na stanowisku szefa dyplomacji pomimo kontrowersji wokół Polski, Waszczykowski ocenił, że „to nie jest najłatwiejsza praca, ale póki co udana”, bo „po raz pierwszy jasno zdefiniowaliśmy nasze cele w polityce zagranicznej, które próbujemy realizować za pomocą członkostwa w NATO i Unii Europejskiej”.

„Niektóre z nich nie zbiegają się z interesami innych członków tych instytucji i mamy na ten temat dyskusję, żywą debatę, ale decyzje i działania Komisji Europejskiej są tylko zasłoną dymną, za którą są realne problemy z bezpieczeństwem, bezpieczeństwem energetycznym oraz wspólnym rynkiem i tym, jaki on będzie po Brexicie, a także decyzje o +sprytnym protekcjonizmie+, który jest sugerowany przez niektórych zachodnich polityków” – argumentował.

„Wolimy dyskutować i angażować się bezpośrednio z moimi kolegami w tych sprawach, ale nie z Timmermansem. To jest tylko wymówka, by pozbawić Polskę naszej pozycji, osłabić naszą pozycję negocjacyjną na przykład w (rozmowach o) przyszłym budżecie Unii Europejskiej” – powiedział Waszczykowski.

rp.pl

Surdykowski: Państwo upadłe

Foto: Fotorzepa

Wstrząsnęły Polską demonstracje w obronie niezawisłości sądów. Jesienią problem powróci; nieśmiałe prezydenckie weto jeszcze nie jest zwycięstwem.

Mamy tu bowiem tylko fragment nieszczęścia bardziej dramatycznego, w które wepchnęły nas kolejne rządy i sprawujące władzę partie, ze szczególnym uwzględnieniem PiS, PO i SLD. Zmagały się z tym zagrożeniem demokracje zachodnie już w pierwszej połowie XIX w., każda po swojemu poskramiając partyjną łapczywość przez rozwiązania instytucjonalne albo tylko przez utrwalenie dobrych obyczajów. Pytanie bowiem brzmi: czy zwycięska koalicja ma prawo zawłaszczania wszystkich stanowisk, „wycinania” kogo się da – od dyrektora do sprzątaczki? W USA nazwano to „systemem łupów”; jeśli jest nań przyzwolenie, to każda partia zaprzecza sama sobie. Przestaje być stronnictwem, staje się hordą łowców posad.

Myśmy stawiali temu czoła w dramatycznych warunkach transformacji. Pierwsze rządy po upadku PRL zakładały, że wystarczy komunę zastąpić wydobytą z podziemia szlachetnością, co rychło okazało się bujdą. Ustawowo zainicjował apolityczną i niezależną służbę cywilną krótkotrwały rząd Włodzimierza Cimoszewicza, co należałoby zapisać złotymi zgłoskami. Szanował ją jeszcze AWS-owski rząd Jerzego Buzka, ale mocno naruszyła kolejna SLD-owska koalicja pod wodzą Leszka Millera. Rządy PiS w latach 2005/2007 doprowadziły służbę cywilną do zapaści; na stanowiska w urzędach i spółkach rekrutowano całkowicie poza nią, ale za to „swoich”. Zwycięska Platforma – jak to ona – naobiecywała, ale nic nie zrobiła, bo też musiała zaspokoić swojaków. O dzisiejszej recydywie PiS nie ma co mówić: jej symbolem są „Misiewicze”. Dziś jesteśmy w punkcie wyjścia, cofnięci o kilkanaście lat.

Mocne państwo to nie takie, w którym zwycięzca wyborów robi, co zechce, ale takie, w którym nadaje mu polityczny kierunek zgodny z wolą obywateli. A jego struktury, od sądów, poprzez państwowe i samorządowe przedsiębiorstwa, aż po urzędy obsadzają apolityczni i dobrze przygotowani fachowcy. Państwo, które po wyborach staje się łupem kolejnej władzy, jest tylko „kamieni kupą”.

rp.pl

Macej Miłosz: Prezydent mówi „nie” nominacjom generalskim. To oficjalne wypowiedzenie wojny

09.08.2017

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda podjął decyzję, że 15 sierpnia br. nie odbędzie się uroczystość wręczenia nominacji generalskich oraz admiralskich w Siłach Zbrojnych RP”.

To stosunkowo niewinnie brzmiące zdanie z oficjalnego komunikatu prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego ma olbrzymią siłę rażenia. Jeśli nie bomby atomowej, to co najmniej nalotu dywanowego. To oficjalne wypowiedzenie wojnyPrezydent Andrzej Duda postanowił mieć poważny wpływ na wojsko, przestać być malowanym zwierzchnikiem sił zbrojnych i wejść w obszar, którym dotychczas bez żadnej konkurencji zawiadywał minister obrony Antoni Macierewicz.

Dlaczego odwołano uroczystość? – W ocenie prezydenta trwające prace i brak uzgodnień dotyczących nowego systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP nie stwarzają warunków do merytorycznej oraz uwzględniającej potrzeby armii oceny przedstawionych kandydatur do awansów generalskich – czytamy dalej w oficjalnym komunikacie. – Prezydent oczekuje, że w ramach współpracy Biura Bezpieczeństwa Narodowego z Ministerstwem Obrony Narodowej rozwiązania dotyczące systemu kierowania i dowodzenia zostaną wypracowane w najbliższym czasie, co pozwoli na podjęcie stosownych decyzji kadrowych – wyjaśniają urzędnicy z  okolic Belwederu.

W oficjalnym wyjaśnieniu jest na pewno dużo prawdy. O tym, że prezydent oczekuje zmian w przygotowywanej przez resort obrony reformie SKiD, DGP pisało jako pierwsze. W tej sprawie z BBN wysłano kilka pism. Resort obrony ich nie uwzględnił. W sumie trudno zrozumieć dlaczego, ponieważ rozwiązania proponowane przez otoczenie prezydenta mają ułatwić kooperację z naszymi sojusznikami z NATO. Upór resortu dziwi tym bardziej, że także część wysokich rangą wojskowych wciąż będących w służbie uważa, że koncepcja reformy przygotowanej pod wodzą podsekretarza stanu Tomasza Szatkowskiego jest daleka od ideału. Warto zwrócić uwagę, że w  tym komunikacie jest także przysłowiowa marchewka: jeśli wy uwzględnicie nasze postulaty w reformie dowodzenia, to my damy wam nominacje, jakich oczekujecie.

Cieniem na współpracy między oboma ośrodkami władzy kładzie się również to, że służby podległe ministrowi obrony wzięły na celownik najważniejszego doradcę wojskowego prezydenta Dudy. Nieco ponad miesiąc temu Służba Kontrwywiadu Wojskowego wszczęła postępowanie kontrolne wobec gen. Jarosława Kraszewskiego. Jak tłumaczy resort, „w przypadku gdy o osobie, której wydano poświadczenie bezpieczeństwa, zostaną ujawnione nowe informacje wskazujące, że nie daje ona rękojmi zachowania tajemnicy, przeprowadza się kontrolne postępowanie sprawdzające”. Postępowanie może trwać do 12 miesięcy, a w tym czasie osoba kontrolowana nie ma dostępu do informacji niejawnych. Czyli kluczowy doradca prezydenta w kwestiach wojskowych, dyrektor departamentu zwierzchnictwa nad siłami zbrojnymi w BBN, w zasadzie został pozbawiony narzędzi do faktycznego sprawowania swojej funkcji. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że podobno jednym z  powodów jest to, że Kraszewski wspólnie z byłym już dowódcą generalnym gen. Mirosławem Różańskim, który otwarcie krytykuje ministra obrony, jeżdżą na wyprawy motorowe.

Trzecią, być może obecnie najmniej istotną przyczyną oficjalnego wypowiedzenia wojny, wydaje się być kwestia czwartej gwiazdki dla gen. Leszka Surawskiego. Od kilku tygodni było jasne, że takiej kandydatury otoczenie prezydenta oczekuje. Jednak na liście nominacji podesłanych przez resort obrony jej zabrakło.

Taki ruch prezydenta Andrzeja Dudy ma kilka konsekwencji. Po pierwsze, w wojsku wywoła on olbrzymie poruszenie. Wojny na linii resort obrony – Pałac Prezydencki są niejako wpisane w polską konstytucję (prezydent nominuje generałów na wniosek ministra), ale odstąpienie od zwyczaju nominacji 15 sierpnia to krok poważny. Żołnierze dostali jasny sygnał, że prezydent będący zwierzchnikiem sił zbrojnych wkroczył do gry. I zapewne część wyższej kadry zacznie się na niego orientować – wymiana kadrowa prowadzona przez ministra Macierewicza choć była szeroka, to objęła tylko część kadry dowódczej.

Po drugie, warto obserwować to, co dzieje się w kwestii reformy systemu dowodzenia i kierowania Wojskiem Polskim. Jeszcze zanim został ministrem obrony, Antoni Macierewicz deklarował, że jest to sprawa dla niego priorytetowa, że powinno być jasne, kto jest pierwszym żołnierzem. Tymczasem mija drugi rok rządów Prawa i Sprawiedliwości, a ten projekt nie trafił nawet do Sejmu. Część wyższej kadry żyje niejako w zawieszeniu, czekając na oficjalnie zapowiadane przez wiceministrów zmiany. Ale komunikat prezydenta jasno pokazuje, że jeszcze jest wiele do ustalenia. Tak istotna instytucja jak Wojsko Polskie nie powinna być w  ciągłym rozedrganiu, dlatego na coś się trzeba zdecydować. Ale w tym momencie bardzo trudno prognozować, kiedy to się wydarzy.

Wreszcie trudno nie zauważyć, że najwyraźniej prezydent z podmiotowością polityczną czuje się coraz lepiej. I choć przez pierwsze 2 lata skupiał się na żyrandolowaniu spod znaku Bronisława Komorowskiego (zabrakło jedynie czekoladowego orła), to jednak ostatnie weta w kwestii regionalnych izb obrachunkowych i dwóch ustaw mających zakończyć w Polsce trójpodział władzy (zwanych czasem również reformą sądownictwa) jasno pokazały, że postanowił mandatu, jakiego udzieliło mu ponad 8 m ln Polaków, jednak używać. Lepiej późno niż wcale.

dziennik.pl

WTOREK, 8 SIERPNIA 2017

STAN GRY: Sienkiewicz: To już rozgrywka młodych, nie pokolenia Frasyniuka, Wójcik: Potrzebujemy nowej opozycji, Szułdrzyński: Nowy początek PAD

— POLSKA ZDANIEM WASZCZYKOWSKIEGO NIE POTRZEBUJE WIĘKSZEJ OBECNOŚCI NATO: “Z kolei w rozmowie z dziennikiem „Kommiersant”, Waszczykowski zapewnił Rosjan, że Polska w tej chwili nie potrzebuje dodatkowych sił NATO na swoim terytorium. Zbył też pytanie o to, czy rząd byłby gotowy na umieszczenie u siebie amerykańskich rakiet krótkiego lub średniego zasięgu, jeśli Waszyngton – zgodnie z krążącymi pogłoskami – zdecyduje się na wycofanie się z traktatu INF o likwidacji pocisków rakietowych pośredniego zasięgu. Potwierdził natomiast, że Polska planuje zakup systemu obrony przeciwrakietowej Patriot w reakcji na stacjonujące w Kaliningradzie rakiety Iskander. Zaznaczył jednak, że jak dotąd rozmowy z USA nie zostały jeszcze skonkretyzowane”. https://wiadomosci.wp.pl/waszczykowski-dla-rosyjskich-mediow-amerykanski-gaz-jest-zbyt-drogi-6152619741857921a?src01=b289a&src02=twitter_wirtualnapolska

— WASZCZYKOWSKI ZŁAPAŁ SIĘ NA ROSYJSKI HACZYK – Andrzej Kublik na wyborcza.pl: “Minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski złapał się na haczyk pytania rosyjskiego dziennika „Kommiersant”, ustalając warunki przedłużenia kontraktu na tranzyt rosyjskiego gazu rurociągiem Jamał-Europa”. http://wyborcza.pl/7,155290,22203678,waszczykowski-przejal-gazociag-jamalski-rachunek-dla-polakow.html

— TYLKO DUDA MOŻE URATOWAĆ DEMOKRACJĘ – Barłomiej Sienkiewicz w rozmowie z Jarosławem Kuiszem w Kulturze Liberalnej: “Tu nie chodzi o most ani o projekt polityczny! Proszę nie mieć złudzeń – moja propozycja była wyłącznie analityczna i nie była inspirowana jakąś tajemną wiedzą czy kontaktami. Stwierdzam jedynie, że biorąc pod uwagę posiadane narzędzia, Andrzej Duda jest jedynym człowiekiem, który może uratować polską demokrację. Pomiatanie prezydentem i jednocześnie wymaganie od niego, żeby stanął na wysokości zadania i swojego urzędu, jest wewnętrznie sprzeczne. Elementarny pragmatyzm zakłada, że należy się otworzyć na Andrzeja Dudę, co wymaga szacunku dla urzędu, jego osoby i jego poglądów. To wydaje mi się najbardziej zdroworozsądkową konkluzją. Mój syn, który brał udział w demonstracjach, opowiadał mi, że jeżeli ktokolwiek się wyrywał z agresywnymi tekstami na temat prezydenta, był natychmiast gaszony przez resztę. Ci młodzi sami rozumieli, że nie da się połączyć pogardy i nadziei na to, że będziemy mieć do czynienia z kimś, kto stanie na wysokości zadania”.

–– SIENKIEWICZ O KLĘSCE KOD-U I PIS, KTÓRY PODCZAS PROTESTÓW BYŁ JAK XIX-WIECZNE KRÓLESTWO: “Podkreślam, że to jest rozgrywka młodych polityków w Polsce, w której umowny Frasyniuk i Kaczyński mogą jeszcze brać udział, ale każdy dzień odbiera im siły. Oni są już nieakceptowalni w sensie kulturowym, pokoleniowym, wyczucia języka, sytuacji. Potwierdza to w pełni klęska KOD-u i to, jakim językiem posługuje się PiS, który w dniach protestów był jak XIX-wieczne królestwo wobec buntu poddanych. To są ludzie z zupełnie innej epoki, mimo że na co dzień pracują tam tacy Szefernakerzy. Ale jak przychodzi do kryzysu – ich nie ma, za to jest Jacek Kurski i jego telewizyjny teatr absurdu napędzający dodatkowo ludzi do protestów. Im się może wydawać, że mają jeszcze władzę, ale ta władza już nie istnieje. To jest tylko kwestia czasu. Zdolność mobilizacji do uderzenia politycznego we współczesnym świecie rewolucji informatycznej bardzo się skróciła. Sześć miesięcy wystarczy do tego, by stworzyć zupełnie nowy kontekst, nawet w łonie jednej partii. Nie musi powstawać żadne nowe ciało. To jest kluczem do całej historii”.

— SIENKIEWICZ O GRZE MIĘDZY NOWYMI POLITYKAMI I ODCHODZENIU INNEGO POKOLENIA: “Ale to nie jest w tej chwili zasadnicza część polskiej polityki. Po tym, co się stało, mam wrażenie, że prawdziwa polska polityka rozgrywa się dziś między Andrzejem Dudą, Zbigniewem Ziobrą, Borysem Budką, Kamilą Gasiuk-Pihowicz a w mniejszym stopniu między Władysławem Frasyniukiem, Adamem Michnikiem i kimkolwiek z tego pokolenia, mnie nie wyłączając. Po prostu idzie coś innego. Może Jarosławowi Kaczyńskiemu wydaje się jeszcze, że trzyma wszystkie cugle w ręku, ale prawda jest taka: człowiek, którym pomiatał, odzyskał podmiotowość i polityczność. (…) To jest gra między nowymi politykami, młodszymi o pokolenie, którzy musieli to zauważyć. To oni będą głównymi aktorami i beneficjentami tej gry. Mimo że to jeszcze trochę potrwa”.

— SIENKIEWICZ O ZAKŁADNICTWIE MARGINESÓW W POLITYCE: “Zaczynamy być zakładnikami marginesów. Najgorszą ich cechą jest maksymalizm moralny w polityce i brak dialogu, co prowadzi do cichego, a z czasem coraz głośniejszego nawoływania do eksterminacji innych Polaków. Obrzydliwe”. http://kulturaliberalna.pl/2017/08/08/duda-kaczynski-konflikt-sienkiewicz-wywiad/

— POTRZEBA NOWEJ OPOZYCJI – MIKOŁAJ WÓJCIK W FAKCIE: “Już od ponad 3 lat Platforma musi zmagać się z konsekwencją nieostrożności i długiego języka swoich polityków. Bo to jest główne źródło afery taśmowej. Parafrazując Juliana Tuwima, choćby przyszło tysiąc kelnerów i nagrywali w tysiącu viproomach, a w nich tysiąc polityków jadło tysiące ośmiorniczek, to gdyby nie paplali, nic by się nie nagrało. A nagrało się dużo… Choć wielu negatywnych bohaterów tej afery zniknęło już z polityki, to wciąż za mało. W weekend dostaliśmy jasny sygnał: kolejne taśmy będą ujawniane. Na każdą z obecnych twarzy opozycji może być nagranie lub opinia na nagraniach, wykorzystane w momencie dogodnym dla władzy przez tajemniczego Wielkiego Dyspozytora. Potrzeba więc nowych twarzy! Ktoś powie: to absurdalne oczekiwanie. A mniej absurdalne jest oczekiwanie, że taśmy przestaną wyciekać?” http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/komentarz-mikolaja-wojcika-do-nowych-tasm-z-restauracji-sowy/bj1b50d

— PREZYDENT UNIKA ZWARCIA – Paweł Lisicki na wp: “Prezydent dodał też, że chociaż w ostatnim czasie nie widział się z Jarosławem Kaczyńskim, to „pozostaje z nim w kontakcie”. Wyraźnie widać zatem, że prezydent stara się nie podsycać emocji i unika zwarcia. Wydaje się, że jego głównym celem jest teraz doprowadzenie do załagodzenia konfliktu, ewentualnie do podziału między ministra sprawiedliwości a prezesa PiS. Tylko czy to możliwe? Czy prezes Kaczyński pogodzi się z tym, że ma u boku niezależny od siebie, autonomiczny ośrodek władzy na prawicy?” https://opinie.wp.pl/po-dwoch-latach-prezydentury-pawel-lisicki-andrzej-duda-szuka-sobie-miejsca-6152651325966465a

— PREZYDENT NIE PRZESZEDŁ NA STRONĘ OPOZYCJI – NOWY POCZĄTEK ANDRZEJA DUDY – pisze Michał Szułdrzyński w RZ: “Prezydent Andrzej Duda nie przeszedł na stronę opozycji. Zrozumiał tylko, że zadania głowy państwa są inne niż notariusza obozu rządzącego. (…) Duda zrozumiał odmienność swej roli. Pytanie, czy to zrozumie i zaakceptuje Jarosław Kaczyński. Pierwsze jego wypowiedzi sugerowały, że tak będzie, jednak atak Zbigniewa Ziobry – który przez to, że nie spotkał się z żadną reakcją ze strony władz PiS, był co najmniej przez partię rządzącą akceptowany – pokazuje, że Zjednoczona Prawica tego zrozumieć nie potrafi. Dlatego tak ważne są słowa Dudy z ostatniego wywiadu dla portalu 300polityka. „Z pewnością pewne nieprzemyślane zachowania, dzielące w szczególności środowisko Prawa i Sprawiedliwości, szkodzą całemu projektowi dobrej zmiany. Myślę, że wszelkie tego typu przejawy zachowań, również te, nazwijmy je ambicjonalne, powinny być tłumione w zalążku. Jeśli nie, będziemy mieć na polu dobrej zmiany więcej chwastów niż pszenicy. Wówczas pojawią się dwa scenariusze: albo utrata władzy jak w 2007 roku lub podział jak w 2011” – powiedział prezydent. Na pozór może to wyglądać na chłodną ocenę ostatnich napięć pomiędzy PiS a prezydentem. Ale w tej ocenie tkwi również coś w rodzaju groźby pod adresem partii rządzącej. Przekaz brzmi tak: musicie zaakceptować moje próby wybicia się na niepodległość, jeśli nie – dojdzie na prawicy do konfliktu, który odsunie was od władzy”. http://www.rp.pl/Kraj/308079872-Szuldrzynski-Nowy-poczatek-Andrzeja-Dudy.html?template=restricted

— MOŻNA SIĘ ZASTANAWIAĆ CZY UPRAWNIENIA MINISTRA SPRAWIEDLIWOŚCI SĄ ZA DUŻE CZY ZA MAŁE – Zbigniew Krasnodębski w rozmowie z Kulturą Liberalną (rozmawiają Jakub Bodziony i Adam Puchejda): “Nikt z nas nie chce państwa opresyjnego, a spory dotyczą szczegółów. Wszyscy wiemy, że także w rządzie między ministrami występują różnice zdań, są różne temperamenty. Podobnie jest między prezydentem a kierownictwem PiS-u. Nie powiedziałbym jednak, że to przekłada się na dwie wizje Polski. To dyskusja o tym, jak realizować jedną wizję, jak do niej dochodzić. Do tej pory prezydent szedł w tym samym nurcie zmiany społecznej, co PiS, i myślę, że nadal tę wizję podziela. Oczywiście, można się zastanawiać, czy uprawnienia ministra sprawiedliwości są za duże, czy za małe. W Polsce jest ten kłopot, że minister sprawiedliwości jest jednocześnie prokuratorem generalnym”.

— PROBLEM Z USTAWAMI SĄDOWYMI MIAŁ CHARAKTER CZYSTO KOMUNIKACYJNY – mówi Krasnodębski: “ Ale dla mnie problem z ustawami sądowymi ma charakter czysto komunikacyjny.

– Komunikacyjny?

Tak. Opinia publiczna została trochę zaskoczona tą reformą i nie była do niej komunikacyjnie przygotowana. Moim zdaniem najgłębsze nieporozumienie dotyczyło kwestii niezależności sędziów, co ujawniło się w czasie protestów. Niezależność sądów jest czymś cennym, ale nie oznacza korporacjonizmu, sobiepaństwa elity prawniczej. Niezależność sędziów nie jest niezależnością przy mianowaniu na stanowisko, tylko możliwością niezależnego sprawowania danego stanowiska. Rzecznik Praw Obywatelskich, Adam Bodnar, jest bardzo niezależnym człowiekiem, chociaż był wybierany przez Sejm. Myślę, że błąd komunikacyjny polegał na tym, że nie tłumaczono ludziom, dlaczego ta niezależność zostanie utrzymana, nawet jeżeli muszą nastąpić koniecznie zmiany, które będą miały też konsekwencje personalne”.

— PRZESZŁOŚĆ PIOTROWICZA NIE PRZYNOSI CHLUBY – KRASNODĘBSKI DALEJ W KL: “Z tego powodu byłbym zdecydowanym przeciwnikiem kandydatury posła Piotrowicza do Trybunału Konstytucyjnego. Jego przeszłość nie przynosi mu chluby, a na straży konstytucji powinni stać ludzie nieskazitelni”.

— TVP ODPOWIADA NA ANTYRZĄDOWĄ PROPAGANDĘ – jeszcze Zdzisław Krasnodębski: “Oczywiście, że dostrzegam. Ale dostrzegam ją też po drugiej stronie. TVP odpowiada na propagandę antyrządową kontrpropagandą. Można na tym ubolewać, lecz w sytuacji tak daleko idącej polaryzacji politycznej, gdy opozycja i zaprzyjaźnione z nią media na cały świat głoszą, że w Polsce zapanowała dyktaturą, którą trzeba obalić protestami i sankcjami, trudno o subtelną argumentację i wyrafinowaną dyskusję intelektualną. Nawet w „Kulturze Liberalnej” widzę często dość toporną antypisowską propagandę”. http://kulturaliberalna.pl/2017/08/08/krasnodebski-bodziony-puchejda-sady-rozmowa/

— TAŚMY TO NIE DO KOŃCA SZCZUJNIA – NACZELNY RZ: – jak pisze Bogusław Chrabota: “Czy jest to więc zwyczajna szczujnia? Czy bez chwili wahania wyrzuciłbym nagrania do kosza? Mam dwie wątpliwości. Po pierwsze, za publikacją przemawia wątek potencjalnej sprzedaży rafinerii w Możejkach Rosjanom. Jej „właściciel” ujawnia bardzo poufne szczegóły, o których powinno się rozmawiać nie u Sowy, ale w zabezpieczonych kontrwywiadowczo gabinetach ministerialnych. Można mieć wrażenie, że to dla niego coś równie mało ważnego, jak krótka przerwa między wódką i zakąską. Czyż nie tak ocenią ten wątek Litwini? Czy ktoś poza ich wiedzą nie szafuje przypadkiem ich interesem narodowym, a przy okazji i (by nie wspominać o majątku publicznym) polską racją stanu? W tym wątku obaj panowie posunęli się za daleko. I jeszcze jedno. Zawsze, nawet po trzech latach, trochę boli, że ten wykwit politycznego nieprofesjonalizmu odbywa się za pieniądze podatnika. Za to bez jego udziału. Czyli całkiem szczujnia? Niekoniecznie”. http://www.rp.pl/Opinie/308079896-Chrabota-Sikorski-i-Krawiec-Nie-calkiem-szczujnia.html?template=restricted

— STRATEGICZNE DECYZJE PREZYDENTA POWINNY BYĆ UZGADNIANE Z PIS – mówi Arkadiusz Mularczyk w rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem w RZ: “Strategiczne decyzje prezydenta w tym zakresie powinny być uzgodnione z władzami PiS, bo tylko w ten sposób głowa państwa może uzyskać akceptację parlamentu dla swoich inicjatyw. Konsultacje dopiero na etapie prac sejmowych mogą znacznie spowolnić prace nad tym projektem”.

—  W CZYIM INTERESIE DZIAŁAJĄ MEDIA – MULARCZYK: “Dlatego zaskoczony jestem, gdy media w Polsce w takiej sprawie zadają pytania o nasze relacje z Niemcami. Pytam, w czyim interesie one działają”. http://www.rp.pl/Polityka/308079916-Mularczyk-Ostatnia-szansa-na-odszkodowania.html?template=restricted

— JESZCZE NIEDAWNO SŁYSZAŁEM, ŻE KOD JEST SKOŃCZONY – RADOMIR SZUMEŁDA – w rozmowie z trójmiejską GW: “Mamy poczucie satysfakcji, że wreszcie udało się osiągnąć niemałe zwycięstwo – dwa razy weto, a przede wszystkim wbicie klina w obóz polityczny Prawa i Sprawiedliwości. Przygotowujemy się też do działań na jesień, bo myślę, że jesień będzie dużo bardziej gorąca niż lipiec. Gdyby nie praca KOD-u, ale też innych organizacji – Ogólnopolskiego Strajku Kobiet czy Obywateli RP – w społeczeństwie nie byłoby takiego odruchu masowego zaprotestowania w sytuacji realnego zagrożenia trójpodziału władzy. Coś się stało w mentalności Polaków. To po pierwsze. Po drugie mamy struktury – łańcuchy światła pod sądami były organizowane w większości przez KOD. Jeszcze kilka tygodni wcześniej słyszałem, że KOD jest skończony, jest inaczej – jeśli stanie się coś złego, jesteśmy jedyną organizacją w kraju, która jest w stanie z dnia na dzień przygotować uliczne protesty”.

— W WARSZAWIE MOŻE BYĆ NAPRAWDĘ PIEKIELNA ATMOSFERA – dalej Szumełda: “Jeżeli prezydent Andrzej Duda oszuka nas i zaproponuje ustawy bardzo zbliżone do tych, które zawetował, to obawiam się, że w Warszawie na przełomie września i października może być naprawdę piekielna atmosfera i Andrzej Duda może zapomnieć o swojej reelekcji – dla swojego obozu jest zdrajcą, z kolei sympatii społeczeństwa jakiejś większej nie zyskał. Nie zawetował trzeciej ustawy, nie dał sobie szansy na zbudowanie szerokiego poparcia nie tylko wśród PiS-owskiego elektoratu”. http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,22199506,szumelda-jesli-ludzie-ktorzy-protestowali-poczuja-sie.html

— OPOZYCJA NIE JEST BEZSILNA – mówi Władysław Kosiniak-Kamysz w Kulturze Liberalnej (rozmawiają Jagoda Grondecka, Łukasz Pawłowski i Natalia Woszczyk): “Pod hasłami odniesionego zwycięstwa. Od dwóch lat wszyscy mówili, jacy to jesteśmy bezsilni: opozycja w Sejmie, opozycja poza Sejmem, my jako społeczeństwo. A tutaj w końcu coś nam się udało i warto nie stracić tej energii. Chciałbym przełożyć tę aktywność zrywu lipcowego na dzień powszedni. Chodzi o przestrzeń wspólnoty, która byłaby różnorodna, ale zjednoczona. Właśnie te protesty pokazały, że jedność w różnorodności jest możliwa”.

— BEZ DZIAŁAŃ SEJMOWEJ OPOZYCJI NIE BYŁOBY TAKIEJ ŚWIADOMOŚCI – mówi WKK KL: “jestem pewien, że bez działań opozycji, bez batalii w Sejmie nie byłoby społecznej świadomości tego, jak ważne są te ustawy. Ona pojawiła się między innymi po tym, jak milion osób oglądało debatę w Sejmie. Takich wyników oglądalności Sejm nie miał od lat. Rola polityków była więc ważna, chociaż bez zrywu społecznego nie byłoby prezydenckiego weta”.

— NIE PRÓBUJMY NA SIŁĘ ŁĄCZYĆ PSL Z NOWOCZESNĄ – mówi Kosiniak Krytyce Liberalnej: “Nie próbujmy dzisiaj na siłę połączyć PSL-u z Nowoczesną. To jest partia liberalna, która kieruje swoje zainteresowanie w szczególności do dużych miast, a my jesteśmy partią centrową, która zmierza bardziej w kierunku małych ojczyzn i mniejszych miejscowości. Nie ma też co robić jakiegoś jednego, wspólnego programu, bo on dziś jest niemożliwy. Są punkty wspólne i je trzeba pokazywać, na przykład zmiany w sądownictwie czy Unia Europejska i nasza silna w niej obecność. To są wspólne mianowniki, niezależnie od tego, że Nowoczesna mówi o likwidacji KRUS-u, na co ludowcy nigdy się nie zgodzą. O pełnym porozumieniu moim zdaniem nie ma co mówić. Zamiana Kaczyńskiego na innego jednego lidera, tym razem ze strony opozycji, nie jest żadną zmianą”.

— JAKBY DOSTOJNEMU SENIOROWI ZAMIAST BUŁEK ZAPROPONOWAĆ WAFLE RYŻOWE – mówi Kosiniak: “PSL ma swoją ponad 120-letnią tradycję. To nasza siła, nie słabość. Nie będziemy udawać, że jesteśmy w polityce od wczoraj. Nie będziemy stroić się w szaty wielkich rewolucjonistów, bo nimi nie jesteśmy. To tak, jakby dostojnemu seniorowi, który od lat codziennie rano chodzi po gazetę do kiosku i kupuje bułki w tej samej piekarni, powiedzieć: dzisiaj będziesz miał prenumeratę cyfrową, a zamiast bułek zjesz wafle ryżowe”.

— JESTEŚMY JAK RUCHY MIEJSKIE TYLKO NA WSI – mówi Kosiniak: “Wszyscy zgodzimy się, że super robotę robią dziś ruchy miejskie, prawda? My taką samą robimy od lat na wsi, w małych miasteczkach. Tam bez tego współuczestnictwa, samopomocy mieszkańców, wielu spraw nigdy nie dałoby się załatwić, wielu problemów nie dałoby się rozwiązać. Mając te doświadczenia, obserwując, jak zmienia się podejście młodych także w dużych miastach, chcielibyśmy oddać jak najwięcej władzy właśnie lokalnym wspólnotom – samorządom. To fundamentalna różnica między nami a PiS-em. Oni kochają państwo scentralizowane, zarządzane silną ręką, a ja chcę państwa zarządzanego przez społeczności lokalne. To one mają mieć decydujący głos w swoich małych ojczyznach”. http://kulturaliberalna.pl/2017/08/08/kosiniak-kamysz-woszczyk-pis/

— NA SZCZYTACH MOŻE NIE BYĆ NICZEGO, TYLKO ZATKNIĘTA PISOWSKA FLAGA I KACZYŃSKI U STÓP GIGANTYCZNEJ STATUI LECHA KACZYŃSKIEGO – Ludwik Dorn w rozmowie z Michałem Sutowskim w Krytyce Politycznej: “Natomiast w sensie społecznym obecny PiS mówi: jesteśmy reprezentantem buntu peryferii społecznych przeciwko centrum. Chodzi o to, by „lud wszedł do Śródmieścia”, by peryferie opanowały centrum. W wymiarze walki elit  jest to ruch tworzonej w biegu z ludzi takich jak prokurator Piotrowicz „patriotycznej” kontrelity przeciwko antypatriotycznej elicie III RP. I tę elitę trzeba wyprzeć – nie żeby zaraz rozstrzelać czy posadzić – z obszaru państwa.

Po to, żeby kształtować nowego Polaka?

Nie wiem po co. Na szczytach może nie być niczego, może być tylko zatknięta PiS-owska flaga i dumny Jarosław Kaczyński u stóp gigantycznej statui Lecha Kaczyńskiego”.

— DUDA JAKO RZEŹBIARZ DOBREJ ZMIANY – jak mówi Dorn: “Duda ma pewne szanse zmienić, ale nie tyle sam PiS, ile pewne polityki rządu. Ma do dyspozycji weto i potencjalną siłę ok. 41 szabel sejmowych, czyli różnicę głosów między stanem posiadania PiS, a 276 głosami potrzebnymi do odrzucenia weta… Ma więc pewne możliwości modelowania projektów sejmowych, bo bez niego PiS ustaw nie uchwali… Może zatem zostać rzeźbiarzem dobrej zmiany – tylko nie wiemy, czy faktycznie chce”.

— W OBRONIE TVN I NIEMIECKICH GAZET MOŻE BYĆ DUDZIE TRUDNIEJ – Dorn: “Z mediami jest dość słabo, z dwóch powodów. Po pierwsze, media i prezydent nie mają dobrej chemii. A po drugie, przy sądach Duda mógł jeszcze powiedzieć: jestem częścią obozu dobrej zmiany, walczę o lepszą reformę wymiaru sprawiedliwości. W obronie TVN i niemieckich gazet lokalnych może być z tym nieco trudniej… Postawy jeśli chodzi o organizacje pozarządowe nie jestem w stanie przewidzieć”. http://krytykapolityczna.pl/kraj/ludwik-dorn-pis-rozmowa/

— DOMAGANIE SIĘ OD PUBLICYSTÓW, ŻEBY PISALI RZECZY MIŁE DLA OKA JEST JAK DOMAGANIE SIĘ OD LEKARZA, ŻEBY PRZEPISYWAŁ HERBATĘ Z MIODEM, BO JĄ LUBIMY – Grzegorz Sroczyński w GW: “Domaganie się od publicystów, żeby pisali rzeczy miłe dla ucha, to jak domaganie się od lekarza, żeby przepisywał nam herbatę z miodem, ponieważ lubimy herbatę z miodem. Nie za to nam płacicie, szanowni czytelnicy! Nie jest naszym zadaniem utwierdzanie was w poglądach, ale nieustanne dostarczanie wam zagwozdek, co bywa w czytaniu nieprzyjemne”.

— SPRAWIANIE PRZYJEMNOŚCI WŁASNEMU ŚRODOWISKU TO NIESTETY SPECJALNOŚĆ POLSKIEJ INTELIGENCJI – dalej Sroczyński w Dużym Formacie GW (wczorajszym): “Sprawianie przyjemności własnemu środowisku to niestety specjalność polskiej inteligencji. Oto w telewizji oglądam dyskusję profesorów Rycharda i Krzemińskiego. Obaj – napuszonym tonem – opowiadają, że społeczne pretensje do wymiaru sprawiedliwości to bzdura. Cały problem wykreował PiS swoim gadaniem, a lud dał się uwieść. Ponieważ rzecz się działa w TVN, więc mam do obu panów prośbę. W tej samej stacji nadawane są naprawdę niezłe programy interwencyjne – „Uwaga!” oraz „Czarno na białym”. Obejrzyjcie kilka odcinków. Kiedyś policzyłem, że połowa reportaży „Uwagi!” dotyczy skandalicznych wyroków albo tego, że nikt – ani sąd, ani prokuratura – nie chciał się sprawą Kowalskiego zająć. Ostatnio obejrzałem materiał o wyroku eksmisji na bruk ojca z niepełnosprawnym synem. Wpłacił 200 tys. zł na mieszkanie, deweloper blok wybudował, po czym ogłosił upadłość i nie wpisał tego człowieka do księgi wieczystej. Mimo zgody syndyka, żeby sprawę załatwić inaczej, sąd wydaje kolejne nakazy eksmisji, bo tak chce bank. Czy to nie jest sprawa dla KRS i rzecznika dyscyplinarnego?”

— NIE BYŁOBY PIS-OWI ŁATWO GDYBYŚCIE WPADLI NA TO WCZEŚNIEJ – Sroczyński: “Po ostatnich wiecach nie możecie dawać obywatelom sygnału, że wszystko będzie po staremu, bo drugi raz ludzie mogą nie przyjść. Przygotujcie prawdziwą reformę demokratyzującą sądy, zwiększcie liczbę ławników, wprowadźcie tzw. sędziów pokoju, którzy byliby wybierani np. przy okazji wyborów samorządowych. Nie byłoby tak łatwo politykom PiS walić was pałą po głowach, gdybyście wpadli na to wcześniej”. http://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,22187832,swinstwo-jest-tolerowane-byle-nasz-je-robil-niech-sedziowie.html?disableRedirects=true

— NIEUDANY SPACER I INNE PROBLEMY PO – KRZYSZTOF KARNKOWSKI w GPC: “Wygląda na to, że po słabszym momencie do Prawa i Sprawiedliwości znów uśmiechnęło się w ostatnich dniach szczęście. Drugiej wizyty w prokuraturze Donald Tusk raczej nie uzna za udaną. Kolejne taśmy przypomniały Polakom arogancję ekipy PO, choć tym razem to bardziej komedia obyczajowa niż kryminał”. http://gpcodziennie.pl/67132-nieudanyspaceriinneklopotypo.html

— SCHETYNA W TOK FM: PiS bierze pod uwagę możliwość wyprowadzenia Polski z UE. http://300polityka.pl/news/2017/08/08/schetyna-pis-bierze-pod-uwage-mozliwosc-wyprowadzenia-polski-z-ue/

— MARIAN PIŁKA O PORAŻCE 500+ – pisze w RZ: “Wzrost urodzeń tylko o 14 tys. w porównaniu ze skalą finansowego wsparcia jest zdecydowanie niezadowalający. Można mówić o porażce tego programu. Dziś trzeba wyciągnąć dalsze wnioski z niewielkiego wzrostu urodzeń i dostosować politykę rodzinną do wyzwania demograficznego. Im większy będzie poziom urodzeń, tym mniejsze będzie zagrożenie naszej przyszłości w wymiarze narodowym, naszego bezpieczeństwa w wymiarze ekonomicznym, a zwłaszcza emerytalnym. Dlatego w żaden sposób nie można zaakceptować sytuacji, w której nie są wyciągane wnioski z faktycznej porażki 500+. Uprzywilejowanie tak dużej liczby jedynaków w tym programie, bez dalszych działań mających na celu wsparcie rodzin wielodzietnych, sugeruje bowiem potwierdzenie zarzutu sformułowanego przez Pawła Kukiza, że bardziej niż o wzrost demograficzny chodzi o związanie wyborców z partią rządzącą. Mam nadzieję, że ten zarzut nie potwierdzi się w dalszych działaniach obozu rządzącego”. http://www.rp.pl/Publicystyka/308079897-Marian-Pilka-o-500.html?template=restricted

— WIADOMOŚCI ZMIENIĄ SZEFA? – Agnieszka Kublik w GW: “Marzena Paczuska na urlopie. Ta z pozoru błaha informacja zelektryzowała świat mediów. Bo szefowa „Wiadomości” od stycznia 2016 r. (wtedy została nominowana na stanowisko) praktycznie wolnego nie miała. – To z chęci kontrolowania wszystkiego – opowiadają jej pracownicy, którzy przyznają, że mówią o niej per „królowa”. Informacja, że Paczuska została zmuszona, by wziąć urlop, podsyciła spekulacje na temat jej przyszłości, bo już na początku sierpnia Kurski był zmuszony dementować informacje, jakoby „Wiadomości” miały mieć nowego szefa. Teraz TVP na nasze pytania o przyszłość Paczuskiej nie odpowiedziała”. http://wyborcza.pl/7,75398,22201552,wirtualne-media-marzena-paczuska-na-przymusowym-urlopie.html

— BUGAŁA WRACA DO WIADOMOŚCI- wirtualnemedia.plhttp://www.wirtualnemedia.pl/artykul/ewa-bugala-wiadomosci-tvp1-reporter

— POLEXIT W PLASTERKACH – Katarzyna Kolenda-Zaleska w GW: “Rząd Beaty Szydło zapewnia, że nie zamierza wyprowadzać Polski z Unii. Ale choćby powtarzał to rano, w południe i wieczorem, proces obcinania po plasterku naszych związków z Europą trwa na dobre. Każde działanie unijnych instytucji traktowane jest jako wroga próba ingerencji w polską suwerenność, polską tożsamość, polską dumę”. http://wyborcza.pl/7,75968,22202937,polexit-w-plasterkach-kazdego-dnia-wychodzimy-z-europy.html

— DYSKUSJA NAD REPARACJAMI SIĘ JUŻ ODBYŁA I ZAKOŃCZONA ZOSTAŁA NAWET UCHWAŁĄ SEJMU – przypomina Instytut Jagielloński: “Ostatecznie 10 września 2004 roku przyjęto Uchwałę Sejmu RP w sprawie praw Polski do niemieckich reparacji wojennych oraz w sprawie bezprawnych roszczeń wobec Polski i obywateli polskich wysuwanych w Niemczech. W treści dokumentu podkreślono, że Polska nie otrzymała stosownej rekompensaty finansowej i reparacji wojennych za II wojnę światową, a nasz kraj nie ma wobec obywateli RFN żadnych zobowiązań finansowych z tytułu następstw II wojny”. http://jagiellonski24.pl/2017/08/07/ta-dyskusja-juz-raz-sie-odbyla-jak-politycy-grali-niemieckimi-reparacjami-wojennymi/

— POSEŁ PIS SPOWODOWAŁ WYPADEK I ZASŁANIAŁ SIĘ IMMUNITETEM – SE: “Było o krok od tragedii! Poseł PiS Łukasz Zbonikowski (39 l.) w sobotni wieczór spowodował kolizję na drodze w miejscowości Ruda (woj. kujawsko-pomorskie), w której ucierpiała jedna osoba. Jak ustalił „Super Express”, początkowo polityk miał zasłaniać się immunitetem poselskim i nie przyjął mandatu. Miał to zrobić dopiero dzień później. Poseł jednak stanowczo zaprzecza”. http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/pose-pis-spowodowa-wypadek-zasania-sie-immunitetem-zdjecia_1012207.html

— NIE MOŻNA BYŁO SZYSZKI ZROBIĆ MINISTREM SPORTU? – Mirosław Skowron w SE: “Nie znam się na ekologii, ale znam na polityce. I to, że minister Szyszko okazał się wizerunkowym obciążeniem dla rządu PiS, jest mniej więcej równie szokujące i zaskakujące, jak ogłoszenie lata temu przez piosenkarza Ricky’ego Martina, że jest gejem. Wszyscy się tego spodziewali, wszyscy widzieli, że nie ma innej możliwości. Dzień coming outu musiał nadejść. W przypadku ministra Szyszki nadszedł szybciej, w przypadku Ricky’ego Martina nieco później. W obu przypadkach to niewiele zmieniło. Szyszko wciąż jest ministrem, a Ricky Martin piosenkarzem. Choć nie wiem, czy w tym pierwszym przypadku nadal tak być powinno… Rozumiem, że PiS zawarł w sprawie Szyszki polityczny deal z Radiem Maryja. Jakichś swoich ministrów Radio musiało mieć. Tylko czy nie można było go zrobić np. ministrem sportu? Choć kto wie, czy wtedy ministerstwo nie zajęłoby się masowym propagowaniem „caber toss”, czyli tradycyjnego szkockiego sportu polegającego na rzucaniu balami drewna”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/miroslaw-skowron-coming-out-ministra-szyszki_1012237.html

— JARUZELSKA, ODDAJ WILLĘ – jedynka GPC: “Sprawiedliwości musi stać się zadość. Willa zagrabiona przez komunistów i zajęta przez Wojciecha Jaruzelskiego powinna trafić do prawowitych właścicieli. Monika Jaruzelska, na którą ojciec przepisał nieruchomość, nie zamierza niczego oddawać. Batalię o zwrot domu i parceli rozpoczął radny PiS-u z Warszawy Jacek Ozdoba”. http://gpcodziennie.pl/67153-jaruzelskaoddajwille.html

— SONIK, KLICH, GIBAŁA, WASSERMANN – Gazeta Krakowska na jedynce o możliwych kandydatach na prezydenta Krakowa: http://www.gazetakrakowska.pl/wiadomosci/krakow/a/kto-na-prezydenta-miasta-krotka-lawka-kandydatow,12343897/

300polityka.pl

Ci, którzy Boga się nie boją, muszą być niemoralni?

Tomasz Ulanowski, 09 sierpnia 2017

Marsz Ateistów w Krakowie

Marsz Ateistów w Krakowie (fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta)

Nawet sami ateiści czują, że jeśli ktoś zachowuje się niemoralnie, to raczej jest… ateistą niż osobą wierzącą. Tak przynajmniej wynika z badania, które właśnie opublikowało pismo „Nature Human Behaviour”.

W książce „Nagi umysł. Dlaczego jesteśmy, jacy jesteśmy. Ludzka natura bez złudzeń” antropolog prof. Bogusław Pawłowski opisuje zabawny, z pozoru, eksperyment przeprowadzony w 2006 r. na Uniwersytecie w Newcastle w Wielkiej Brytanii. „W tamtejszym zakładzie psychologii był kącik, w którym można było sobie zrobić kawę lub herbatę. Była też skarbonka, do której wedle uznania wrzucało się pieniądze. Naukowcy zaczęli przyklejać koło tej skarbonki różne obrazki: kwiaty, oczy, twarz kobiety, oblicze surowego mężczyzny. I tak na zmianę przez dziesięć tygodni. Okazało się, że kiedy na robiących sobie kawę czy herbatę spoglądały oczy, utarg był niemal trzykrotnie wyższy, niż gdy wisiał obrazek z kwiatami. Największą hojność wywoływały natomiast oczy groźnie spoglądającego mężczyzny”.

Oblicze surowego mężczyzny w kulturze zachodniej kojarzy się w Bogiem. A więc wynik eksperymentu miał wykazać, że często zachowujemy się moralnie nie dlatego, że kierujemy się twardymi zasadami, ale dlatego, że boimy się, jak nasze zachowanie zostanie ocenione. Przez wspólnotę czy, w tym przypadku, istotę boską spoglądającą ze „świętego obrazka”.

„Z natury jesteśmy teistami” – mówi prof. Pawłowski. „Wiarę mamy wdrukowaną w mózg, jak język. To bycie ateistą wymaga dużego wysiłku, niejako zerwania z ludzką naturą”.

>>Wierzę, więc jestem.

Powyższe tezy wspierają wyniki eksperymentu opisanego w najnowszym wydaniu pisma „Nature Human Behaviour”. Międzynarodowy zespół naukowców przebadał przeszło 3,2 tys. ludzi z 13 różnych krajów – od tak religijnych, jak Indie, USA czy Zjednoczone Emiraty Arabskie, po tak laickie, jak Czechy, Chiny, Finlandia czy Holandia.

Badanym przedstawiono jawnie niemoralną (wymyśloną) postać, która najpierw czerpie radość z dręczenia zwierząt, a potem z podobnych pobudek zabija ludzi. Następnie połowę uczestników eksperymentu spytano, czy jest bardziej prawdopodobne, że sprawca tych podłych czynów jest nauczycielem, czy nauczycielem, który wierzy w Boga. Drugiej połowie badanych uczeni podali inną alternatywę: sadysta miał być albo nauczycielem, albo nauczycielem ateistą.

Po porównaniu odpowiedzi udzielonych przez obie grupy okazało się, że badani prawie dwukrotnie częściej przypisywali niemoralne zachowanie (i to wyjątkowo niemoralne) ateistom niż osobom wierzącym. Co bardzo ciekawe, nawet badani z krajów laickich (z wyjątkiem Finlandii) woleli odsądzić od czci niewierzących niż teistów.

>>Łatwiej wierzyć, niż być ateistą.

Choć naukowcy sądzą, że moralność jest przedreligijna, bo moralnie zachowują się nie tylko ludzie, ale także inne zwierzęta, to uważają również, że religie ją wzmacniają (przynajmniej w obrębie danej wspólnoty, bo zachowaniami wobec obcych rządzą często inne mechanizmy). Dzięki temu cementują wspólnotę opartą na wspólnej moralności i pozwalają na współpracę milionów niespokrewnionych ze sobą ludzi. Jak w książce „Od zwierząt do bogów” twierdzi izraelski historyk Yuval Noah Harari, gdyby nie wiara w Boga, człowiek nigdy nie zdobyłby przewagi nad innymi gatunkami i nie uczyniłby sobie Ziemi poddaną. „Religia nie jest wirusem ani pasożytem, jak przekonują niektórzy współcześni naukowcy, tak zwani nowi ateiści”, w książce „Prawy umysł” pisze z kolei amerykański psycholog moralności Jonathan Haidt.

Jak się okazuje, rolę religijności doceniają też ateiści. Część z nich robi to zapewne, kierując się rozumem i wiedzą. Ale sporo, jak pokazał eksperyment opisany w „Nature Human Behaviour”, kieruje się po prostu stereotypowymi uprzedzeniami narzuconymi przez dziesiątki tysięcy lat historii gatunku Homo sapiens.

>>Rządzą nami emocje, nie rozum. Eksperyment na czytelnikach kryminału Marka Krajewskiego.

wyborcza.pl

%d blogerów lubi to: