Bożek Kaczyński demonstracyjnie wszedł na salę obrad sejmowych po minucie ciszy

Co miałoby oznaczać brak prezesa PiS Jarosława Kaczynskiego podczas minuty ciszy w Sejmie na część zamordowanego Pawła Adamowicza?

A po niej na salę obrad wszedł demonstracyjnie wraz z rzecznik Beatą Mazurek i marszałkiem Ryszardem Terleckim. Zestaw osób piastujących dane funkcje jest znamienny. Powstaje zatem pytanie: co kierowało prezesem? Strach, brak wychowania, demonstracja polityczna?

Wszystko po trochu, ale najwięcej demonstracji. Zabójstwo polityka nie powoduje w Kaczyńskim żadnych reperkusji emocjonalnych, a jedynie podkreślenie własnego wywyższenia ponad zdarzenie, „myślcie duszyczki, co to miałoby znaczyć, bo nieodgadnione są moje zamiary”, taka jest wola pana K., dla pospolstwa nie do pojęcia.

Tak zachowuje sie bufon ayokrata, którego ego rozrosło się do nieogarniętych rozmiarów. A przecież w tym momencie mógłby rozpocząć się nowy rozdział współczesnej historii polskiej, spuszczania złej atmosfery ze sfery publicznej. Kaczyński wcale nie musiałby się kajać, wystarczyłyby okrągłe słowa dla Adamowicza, którego zabiła nienawiść, bo to ona podniosła rękę z nożem zabójcy na finale WOŚP w Gdańsku.

Nie padły żadne słowa, bożek Idol Kaczyński celowo nie zdążył na minutę ciszy. Niektóre środowiska opozycyjne proponują, aby przerwać spiralę nienawiści w ten sposób, iż bezwarunkowo i radykalnie się wybacza, zastosować formułę polskich biskupów sprzed pięćdziesięciu lat: „Wybaczamy i prosimy o wybaczenie!”.

Lecz to wymaga konkretnego adresata. Kim poczuliby się pisowcy i sam prezes, gdyby to do nich skierowano podobne słowa? Niemcami? Tak! Ależ to by ich rozjuszyło, a ponadto bezwarunkowe przebaczenie postawiłoby nas w roli Chrystusów, a ich Judaszów, Barabaszów, ciemnej mocy. Rozjuszenie PiS pewne.

Grzegorz Schetyna ma rację: Pawła Adamowicza zabiła nienawiść obłąkana, dobrze zorganizowana, sączona z tub propagandowych PiS. A więc nie tędy droga, aby bezwarunklwo przebaczać, tak mogą postępować instytucje przestrzegające procedur prawnych i uznające vox populi.

Bożek Kaczyński wszedł na salę obrad Sejmu w asyście swoich czarnych upadłych archaniołów (oczywiście z piekła rodem), on nie przejmie się śmiercią następnych osób po Adamowiczu, ani kajaniem się przebaczających ofiar, bożkowi można tylko odebrać jego lud, odebrać poprzez dialog, debatę. I tego boi się każdy bożek – otwartości. Powietrze wolności, demokracji, prawa zabija każdego dyktatora.

 

 

Grzegorz Schetyna w Sejmie o Pawle Adamowiczu: Zabiła nienawiść obłąkana, dobrze zorganizowana

gazeta.pl

 

Paweł Wroński

Co oznacza brak prezesa Jarosława Kaczyńskiego podczas minuty ciszy na cześć P. Adamowicza w Sejmie? A potem wejście na salę z Mazurek i Terleckim. Strach, brak wychowania, czy demonstracja polityczna.

 

Kurski straci stanowisko prezesa TVP? Są już nazwiska możliwych następców

Jeszcze nigdy w przeciągu ostatnich trzech lat nie było tak blisko do odwołania ze stanowiska prezesa TVP Jacka Kurskiego. Na dziś, na 18 pod siedzibą TVP organizowany jest wielki protest przeciwko szefowi mediów narodowych, których materiały po śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza zbulwersowały opinię publiczną, pokazując to wydarzenia w stricte polityczny sposób, oczywiście korzystny dla obozu rządzącego. Wniosek o odwołanie zarządu TVP złożyli posłowie Kukiz’15, a prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego Władysław Kosiniak-Kamysz wysłał do prezesa Kaczyńskiego list, wzywający do zdymisjonowania partyjnego bulteriera Kurskiego ze stanowiska, uruchamiając jednocześnie petycję online, pod którą podpisało się już 12 tys. osób.

Do odwołania Jacka Kurskiego namawiają prezesa PiS także niektórzy politycy z kierownictwa tej partii, choć mówi się, że prezes Kaczyński nie jest wielkim fanem takiego ruchu, bowiem szef TVP ma mieć jego pełne poparcie. Pamiętajmy, że na najbliższych posiedzeniach Sejmu obóz władzy chce dorzucić do sprawnie działającej maszyny propagandowej ponad 1,2 mld złotych z publicznych pieniędzy, zdając sobie sprawę, że bez wsparcia medialnego wygranie wyborów w maju i październiku/listopadzie może być znacznie trudniejsze.Presja społeczna może jednak doprowadzić do tego, że prezes Kaczyński będzie jednak musiał się ugiąć i doprowadzić do zmiany na Woronicza.

Jak donosi portal Wirtualnemedia.pl, pojawiły się już nawet nazwiska ewentualnych następców Jacka Kurskiego. W tym kontekście wymienia się posłankę Joannę Lichocką oraz dwóch wiceministrów kultury – Jarosława Sellina oraz Pawła Lewandowskiego, którzy od wielu miesięcy przekonują, że projekt ustawy o dekoncentracji mediów (inaczej mówiąc zaoraniu mediów niesprzyjających władzy) czeka tylko na decyzję polityczną.

Z ustaleń portalu wynika jednak, że do zmiany na stanowisku TVP może ostatecznie nie dojść, bowiem partia boi się opinii twardego elektoratu PiS, który mógłby to odebrać jako przyznanie się do błędu i winy. Wobec powyższego, w tej chwili najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest jednak mimo wszystko pozostawienie Kurskiego na stanowisku, ale z mocnym zaleceniem, by “ucywilizować” publicystykę w TVP Info. “Wiadomości” w TVP1, jako flagowy produkt partyjnej propagandy wydaje się być niczym nie zagrożone. Władza nie zamierza dobrowolnie rezygnować ze swojej najsilniejszej broni w roku wyborczym.

crowdmedia.pl

 

Kaczyński musiał podjąć tę decyzję. Wszystko ze strachu przed potężną kompromitacją?

Jarosław Kaczyński ogłosił strategiczną decyzję PiS w sprawie nieuchronnie nadchodzących wyborów w Gdańsku. Prezes obwieścił PAP, że partia rządząca nie wystawi swojego kandydata na prezydenta tego miasta. Lider obozu władzy, mówiąc o przyczynie takiego ruchu, podkreślił, że: “Ostatnie wybory samorządowe dały jednoznaczne zwycięstwo śp. Pawłowi Adamowiczowi”.

Decyzja Jarosława Kaczyńskiego została odebrana wręcz euforycznie przez wielu obserwatorów jako ruch dojrzały, odpowiedzialny, odchodzący od dalszej eskalacji sporu politycznego. Z całą pewnością wycofanie się PiS z walki jest dobrą decyzją zważywszy na okoliczności, jednak warto nie mieć złudzeń, że decyzja rządzących była wyrazem nagłego odwrotu od wojny polsko-polskiej. W ruchu prezesa widać bowiem przede wszystkim kalkulację polityczną, ponieważ w przypadku startu przed PiS roztoczyła się wizja kompromitującej klęski na miarę porażki Theresy May w głosowaniu nad umową ws. Brexitu. Nastroje w Gdańsku są bowiem takie, że kandydat PiS mógłby nawet zebrać ledwie kilkanaście procent głosów. Taki wynik byłby zaś wymarzonym symbolem do ogłoszenia przez opozycję marszu po Sejm. Klęska w jednym mieście szybko mogłaby zamienić się w ogólnokrajową katastrofę, gdzie temat odpowiedzialności rządzących za stworzenie klimatu sprzyjającego agresji nie zszedłby z nagłówków mediów miesiącami. Zatem, w warunkach braku korzyści do osiągnięcia, a zarazem olbrzymiego ryzyka, nie było dla polityka z takim doświadczeniem jak Jarosław Kaczyński innej dobrej decyzji niż zrobienie kroku wstecz.

Warto też mieć świadomość innego czynnika. Kierownictwo PiS mogłoby nawet chcieć powalczyć o Gdańsk, ale dziś ze świecą szukać w partii chętnych do podjęcia się takiego zadania. Nie ma bowiem wątpliwości, że stanięcie do tego wyścigu oznacza dla kandydata tak naprawdę polityczną śmierć i stanie się symbolem sporu, którego nikt nie chciałby firmować.

Decyzja prezesa PiS jest zatem jak najbardziej odpowiedzialna i stosowna, ale wynika przede wszystkim z interesu samej partii, a nie zwrotu w kulturze politycznej naszego kraju. Brak zmian w tej ostatniej pokazuje nam choćby narracja przyjęta w ostatnich dniach przez TVP. Do prawdziwej zmiany i odejścia od języka nienawiści potrzeba niestety znacznie więcej.

crowdmedia.pl