Falencie się nie udało, Morawieckiemu owszem

Taśmy z podsłuchu w „Sowie & Przyjaciołach” i w Amber Room mają niecodzienną siłę kreowania polskiej polityki. I wcale to dobrze nie znaczy o polskim państwie, poniewczasie trzeba zgodzić się z jednym z inteligentniejszych podsłuchanych Bartłomiejem Sienkiewiczem, iż mamy „państwo teoretyczne” – zresztą taki tytuł nosi jego nowiutka publikacja zwarta.

Główny pomysłodawca podsłuchów Marek Falenta był w ścisłym kontakcie z kierownictwem PiS, nawet się chwalił, że ma dobre dojścia do Jarosława Kaczyńskiego. Falenta liczył na tekę ministra, gdy PiS dojdzie do władzy. Tak zeznawał jeden z kelnerów Łukasz N., który na polecenia Falenty zakładał podsłuchy: „Falenta twierdził też, że jest blisko z PiS-em i że może łatwo zorganizować spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim. Że jak się zmieni władza u nas, jak PiS przejmie władzę, to mogę dostać nawet jakąś tekę, jakieś stanowisko w rządzie PiS.”

Co zatem się stało, że Falenta dostał wyrok do odsiadki i skończy w pierdlu? Ciąg szpiclowskiej fabuły może wiele wytłumaczyć, dalej mówi ów kelner: „Miałem zapewnienie od Falenty, że będą z tego duże pieniądze, że on może na tym zarobić miliard złotych. Ja wynegocjowałem dla siebie 10 tys. zł miesięcznie. Mówił mi, że będę bardzo bogaty”. „Duże pieniądze” miały przyjść  od obcych służb.

Jakich służb? Tylko od rosyjskich, bo Falenta był na miliony zadłużony u mafii sołncewskiej, która jest krwawymi rękami Kremla. A więc mamy w tle Władimira Putina, któremu zależy na destabilizacji Polski i przede wszystkim na rozchwianiu Unii Europejskiej.

Dlaczego zatem PiS podjął współpracę z Falentą, wszak nietrudno było sprawdzić, gdzie kręci swoje szemrane biznesy? Odpowiedzi są dwie. Kaczyński chciał za wszelką cenę odsunąć Platformę od władzy i przymykał oko na rosyjskie ślady. Albo prezesowi PiS wszystko jedno i godzi się być Targowicą, wszak w dalszym ciągu mało wiemy o bliskim współpracowniku Kaczyńskiego Antonim Macierewiczu: jakie dokładnie ma powiązania z Kremla, bo ma, ale jakie. Starał się to rozwikłać Tomasz Piątek w swojej bestsellerowej książce „Macierewicz i jego tajemnice”.

Czy można zatem rzec, iż PiS doszedł do władzy z możliwą kontrasygnatą rosyjskich służb? Gdy Onet dotarł do 40 tomowych akt w prokuratorze dotyczących afery podsłuchowej, opublikowano wreszcie zapis jednej taśmy – na razie tylko ona jest dostępna – na której zanotowano głos Mateusza Morawieckiego, kompromitujący go jako polityka, a nawet człowieka.

Przez dwa dni PiS nie wiedział, co z tym fantem zrobić, Morawiecki nawet dał nogę do Nowego Yorklu, aby dziennikarze go nie nagabywali. Wreszcie prezes Kaczyński zgodził się na występ w podległej sobie telewizji TVO Info i usprawiedliwił Morawieckiego. W swoim stylu stwierdził, że – w największym skrócie – Morawiecki to Konrad Wallenrod.

Wywiad z Kaczyńskim jest niewiele warty, bo prezes też może być zakładnikiem – zarówno wiadomych służb, jak zakładnikiem tego, który ma w posiadaniu następne taśmy z Morawieckim – podobno jeszcze jedna na pewno jest na rynku szantażu, tak twierdził „Newsweek” 2,5 ropku temu.

Morawiecki wrócił z ucieczki i dał głos u najbardziej pisowskich dziennikarzy Karnowskich – konretnie Jacka K. – w telewizji internetowej wPolsce.pl. I co mówi? Określił „swoją” taśmę jako odgrzewany kotlet: „te taśmy wszystkie były pokazane w „Newsweeku” 2,5 roku temu”. To jest kolejne kłamstwo Morawieckiego. Taśma owszem była opisana, ale bardzo ogólnie. Onet cytuje duże passusy o korupcju i kumoterstwie i powołuje się – to może jest nawet najważniejsze – na 40 tomów akt śledztwa.

Morawiecki zatem prezentuje dobre samopoczucie po zapewnieniu Kaczyńskiego o jego wallenrodyzmie i mówi: „Ja z drogi naprawy Rzeczpospolitej, którą mam ogromny honor czynić pod rządami PiS, w tym obozie politycznym, naszym obozie, ja z tej drogi nie zejdę” (cytuję in extenso). Czyli dalej będzie demolowane sądownictwo, nasze relacje z Unią Europejską, które są zagrożone Polexitem.

Na Kremlu zacierają ręce z takiej „naprawy Rzeczpospolitej” i destrukcji UE. Tym się różni Morawiecki od Falenty, że jemu się udało, a Falenta zaliczy pryczę za kratami. Taśmy podsłuchowe będą dalej rozstrzygać o polskiej polityce, najprawdopodobniej zaciążą na bycie Polski i niestety pod władzą PiS możemy oczekiwać najgorszego. Oczekuję, że za ten temat zabiorą się najlepsi dziennikarze śledczy, acz będą narażeni, bo tak to jest z wolnym słowem i wolnymi mediami w autorytaryzmach.

 

Kaczyński dał wykładnię, co ciemny lud ma myśleć o taśmach z nagraniami Morawieckiego

 

Premier Morawiecki nie załatwiał fuch znajomym, tylko działał na rzecz zmniejszenia bezrobocia. Nie mówił o strzelaniu do uchodźców, tylko diagnozował globalny kryzys migracyjny. Wreszcie nie przeklinał w stylu „dresiarsko-knajackim”, tylko mówił „męskimi słowami”

 

PMM o wejściu do rządu PO: Była jedna bardzo konkretna propozycja, ale jej nie przyjąłem

– Temat umarł tamtego wieczoru, kiedy się pojawił, więc można na tym zakończyć. A tak w rzeczywiście, jak wiadomo, zasobne firmy bardzo często zamawiają różnego rodzaju badania, analizy w różnego rodzaju fundacjach, stowarzyszeniach. Na pewno się tak dzieje u państwa i w bardzo wielu fundacjach. Tamten wątek tego dotyczył, ale nie miał też żadnego dalszego ciągu. Był próbą odepchnięcia tego problemu. Była też zdaje się próba, jeśli dobrze kojarzę ten wątek, taka żeby gdzieś ten pan, były minister skarbu został umocowany, w jakieś radzie, ale się nigdzie nie zjawił, nie pojawił, co zresztą bardzo łatwo można sprawdzić – stwierdził premier Mateusz Morawiecki w wPolsce.pl.

– Była bardzo konkretna jedna propozycja [wejścia do rządu PO], ale jej nie przyjąłem. Różnych innych propozycji było może więcej, ale taka bardzo konkretna była jedna i jej nie przyjąłem – dodał szef polskiego rządu.

PMM: To my jesteśmy partią najbardziej demokratyczną

– To my jesteśmy partią najbardziej demokratyczną, że nic dziwnego, że nas atakują. Atakują znaczy że się boją, że uderzyliśmy we właściwe miejsce i atakują, to znaczy, że być może też słabną, bo widzą, że mamy szanse na przekonanie dużej części społeczeństwa do siebie – stwierdził premier Mateusz Morawiecki w wPolsce.pl.

PMM: Nie zejdę z drogi naprawy RP

– Ja z drogi naprawy RP, którą mam ogromny honor czynić pod rządami PiS, w tym obozie politycznym, naszym obozie, ja z tej drogi nie zejdę. To błogosławieństwo dla Polski, co się stało w 2015 roku. Oczywiście zawdzięczamy to prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu i jego zdolności do przetrwania, do stworzenia programu wyborczego i jego bratu oraz oczywiście całemu PIS. To wielka szansa dla Polski – stwierdził premier Mateusz Morawiecki w wPolsce.pl.

PMM: Z Mariuszem Kamińskim współpracuje mi się znakomicie

– Muszę jasno powiedzieć. Te wszystkie sukcesy w walce z mafiami, to są również ogromne sukcesy ministra Mariusza Kamińskiego, z którymi współpracuje mi się znakomicie i nie wiem ile rzazy jeszcze musiałbym to potwierdzić, podziękować jeszcze ministrowi i jego współpracownikom. To, co robią nasze służby, coraz bardziej profesjonalne, sprawne, z ograniczeniem świata przestępczego, to coś bardzo, bardzo korzystnego, pozytywnego dla Polski. Mogę powiedzieć: tak, może ktoś próbuje tutaj grać na jakieś podziały, ale nie uda się, bo jesteśmy zwarci, silni po to, żeby dalej zmieniać Polskę – stwierdził premier Mateusz Morawiecki w wPolsce.pl.

PMM o sile mainstreamowych mediów: To tylko podpowiada mi, że media patriotyczne, niepodległościowe powinny rosnąć w siłę. Bo jak tamci potrafią zmanipulować rzeczywistość

– Proszę zobaczyć, jaka jest siła mainstreamowych mediów. To tylko podpowiada mi, że media patriotyczne, niepodległościowe powinny naprawdę rosnąć w siłę. Bo jak tamci potrafią zmanipulować rzeczywistość. Coś, co już ujrzało światło dzienne, było przenicowane na kilku stronach, nie pamiętam dokładnie, wszystko było opisane i nagle ta sama grupa niemiecko-szwajcarska teraz wyciąga, ale mając potężną siłę rażenia, jeden drugiemu podaje piłkę, tu portal, do gazety, potem tamci jeszcze sobie pomagają, udaje im się oczywiście rozpętać jakąś dyskusję, ale tak, jak powiedziałem, poza tym, że była to rozmowa o charakterze prywatnym, byłem osobą prywatną, to było prawie 5 lat wcześniej, zanim zostałem premierem, to mogę powiedzieć, że z wielu tych wątków, które tam są, to rzeczywiście one wyglądają, że dostrzegałem bardzo duże ryzyka – stwierdził premier Mateusz Morawiecki w rozmowie z Jackiem Karnowskim w wPolsce.pl.

PMM pytany o zatrudnienie syna Czarneckiego: W czasach rządów PO i PSL wielu ludzi z PiS miało kłopoty. Nikt nie chciał im pomóc. Starałem się pomagać

– Jeśli chodzi o zatrudnienie syna Ryszarda Czarneckiego, to owszem, wielu ludzi z PiS w czasach rządów PO i PSL miało kłopoty, było otoczone swego rodzaju ostracyzmem. Nikt nie chciał im pomóc. Starałem się pomagać tam, gdzie mogłem i to jest taki przypadek – stwierdził premier Mateusz Morawiecki w wPolsce.pl. Jak dodał szef polskiego rządu, dzisiaj na rynku często ludzie pytają: słuchaj, czy masz gdzieś jakaś tam lepszą pracę, albo jakbyś coś słyszał, to podpowiedz mi i to są normalne dialogi między Polakami.

PMM: Nam zależy na tym, żeby polscy pracownicy zarabiali jak najwięcej, żeby byli szanowani przez pracodawców

– My akurat robimy coś dokładnie odwrotnego. Cieszymy się z tego, że pensje Polaków rosną najszybciej od wielu, wielu lat. Zresztą realny przyrost tych pensji jest zauważalny. Dodatkowo przez naszą politykę społeczną tym, którzy nie mają tej pensji wystarczająco, staramy się pomagać. Seniorom, 75+, zrobimy też waloryzację kwotową emerytur w litym, marcu przyszłego roku. To też będzie wyraźny impuls dla tych ludzi. A jeśli chodzi o pracowników, tak jak mówiłem w USA, nam zależy na tym, żeby polscy pracownicy zarabiali jak najwięcej, żeby byli szanowani przez pracodawców. Żeby były pieniądze na ich szkolenia, podnoszenie kwalifikacji. Wtedy pracodawca będzie szanował pracownika, a pracownik będzie bardziej zadowolony – stwierdził premier Mateusz Morawiecki w wPolsce.pl.

PMM: Jeżeli jest ktoś, kto w takich okolicznościach towarzyskich, prowadząc długą rozmowę, zawsze mógłby ją ujawnić, każde słowo i zdanie, to zazdroszczę

– Pewne rzeczy, które tak powiedziałem, to oczywiście, zwłaszcza jakieś przekleństwa, wolałbym oczywiście, żeby ich nie było i niektóre wprawiają w zakłopotanie mnie. Ale muszę powiedzieć tak też: jeżeli jest ktoś, kto w takich okolicznościach towarzyskich, prowadząc długą rozmowę, zawsze mógłby ją ujawnić, każde słowo i każde zdanie, to zazdroszczę – stwierdził premier Mateusz Morawiecki w wPolsce.pl.

PMM: Te taśmy były pokazane w „Newsweeku” 2,5 roku temu. Nagle ta sama grupa grupa wydawnicza, niemiecko-szwajcarska odgrzewa je i pokazuje

– Mam nadzieję, że idzie [obóz rządzący po zwycięstwo], chociaż wszystko w rękach Polaków. Chciałbym, żeby Polacy wiedzieli, ze walczymy ze złodziejami mafiami VAT-owskimi i ta walka powoduje, że dzisiaj możemy zaoferować społeczeństwu to, co mamy. Odpowiem trochę inaczej, bo sam się zdumiałem. Ktoś mi to podsunął, że dokładnie te taśmy wszystkie były pokazane w „Newsweeku” 2,5 roku temu. Jakoś to była to chyba 15 czy 17 strona, gdzieś daleko. Nie za wiele osób się tym zainteresowało. Nagle ta sama grupa niemiecko-szwajcarska wydawnicza odgrzewa teraz te taśmy i pokazuje. Pół żartem mogę powiedzieć, że to chyba dlatego, że na tych taśmach, jak sobie musiałem przypomnieć, zaatakowałem chciwość niemieckich, szwajcarskich kół finansowych – stwierdził premier Mateusz Morawiecki w wPolsce.pl.

300polityka.pl

Falenta miał zostać ministrem w rządzie PiS? Nowe, szokujące kulisy afery taśmowej

Taśmę z rozmową Mateusza Morawieckiego w restauracji “Sowa i przyjaciele”, na której widać, że obecny premier znakomicie czuł się w świecie “elity, która rozkradała Polskę”, jak o środowisku poprzedniego obozu rządzącego mówią często politycy PiS, obecna władza próbowała przedstawiać jako “odgrzewany kotlet”, który nikomu już nie smakuje. Jednak najnowsze doniesienia portalu Onet, który jako pierwszy dotarł do 40 tomów akt śledztwa ws. afery taśmowej z 2014 roku już takimi nazwać nie zdołają. Okazuje się bowiem, że uznany za głównego sprawcę tamtej afery, która finalnie doprowadziła do obalenia rządów PO-PSL Marek Falenta podzielił się z jednym z nagrywających polityków kelnerów swoimi planami na przyszłość, bezpośrednio związaną z Prawem i Sprawiedliwością.

Rewelacji tych dostarcza bowiem zarejestrowane kamerą zeznanie Łukasza N., które złożył w prokuraturze 23 czerwca 2014 roku, którego skrót dziennikarze Onetu właśnie opublikowali. Co tam słyszymy? Otóż ze słów głównego podejrzanego w aferze, który zdecydował się pójść na współpracę z Falentą wynika, że ten miał bardzo bliskie związki z politykami obecnej partii rządzącej, a po uruchomieniu afery (co według niedawnych doniesień tygodnika Polityka odbyło się według scenariusza stworzonego w siedzibie Prawa i Sprawiedliwości przy ul. Nowogrodzkiej) liczył na odwdzięczenie się, najlepiej jakimś rządowym stanowiskiem.

– Falenta twierdził też, że jest blisko z PiS-em i że może łatwo zorganizować spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim. Że jak się zmieni władza u nas, jak PiS przejmie władzę, to mogę dostać nawet jakąś tekę, jakieś stanowisko w rządzie PiS. Ja to traktowałem jako dygresję – mówił kelner. Równocześnie zaznaczał, że Falenta szukał sposobu, by „dotrzeć do Donalda Tuska”.

Biznesmen z Dolnego Śląska planował też zbić na nagrywaniu polityków olbrzymie pieniądze, zdając sobie doskonale sprawę, że zakupem materiałów kompromitujących polityków zainteresowanych będzie bardzo wiele środowisk, w tym z pewnością także obce służby.

– Miałem zapewnienie od Falenty, że będą z tego duże pieniądze, że on może na tym zarobić miliard złotych. Ja wynegocjowałem dla siebie 10 tys. zł miesięcznie. Mówił mi, że będę bardzo bogaty – opowiadał prokuratorom Łukasz N.

Sam kelner zdecydował się na współpracę z prokuraturą, bowiem miał wrażenie że dla wielu osób, jak i dla samego Falenty stał się bardzo niewygodnym świadkiem. Wobec powyższego obawiał się o swoje życie.

Źródło: Onet

crowdmedia.pl

Przeor katowickich dominikanów: Byłem na filmie „Kler”

Tomasz Golonka OP*, 

W czasie projekcji panowała cisza, czasem grobowa. Czasem ktoś się zaśmiał, ale raczej był to śmiech nerwowego odreagowania niż odprężenia.

Byłem na filmie „Kler” Wojciecha Smarzowskiego. Zaznaczam to od razu, by uniknąć zbędnych dociekań. Nawiasem mówiąc, słowo „obejrzeć” nie do końca tu pasuje, bo obejrzeć można film z agentem 007 albo „Mission impossible”. W tym przypadku odnoszę wrażenie, że uczestniczyłem w wydarzeniu. Ten film jest wydarzeniem, eventem, dzieje się, wciąga. Uczestniczyłem.

Przygotowywałem się do tego filmu. Teraz dopiero to widzę. Czytałem opisy i recenzje. Owszem, inaczej czytałem wypowiedzi osób, które były na filmie, a inaczej wypowiedzi osób, które filmu nie widziały. Na te drugie wypowiedzi brałem dużą poprawkę… Czytałem je raczej jako zjawisko, swoiste kuriozum. Szacunek miałem natomiast dla tych, którzy mówili, że wypowiedzą się o filmie, gdy go zobaczą.

Współczucie

Oczywiście jak każde dzieło sztuki „Kler” Smarzowskiego jest bytem intencjonalnym. Każdy w filmie widzi to, co sam chce zobaczyć, to, co mu w duszy gra i przypisuje dziełu, że to właśnie tam jest. Swoista kateksja – obsadzenie rzeczy emocją. Bywa, że niekoniecznie pokrywa się to z zamysłem autora. O zamyśle autora dowiaduję się jedynie z dostępnych mi wywiadów, których udzielił on sam i niektórzy aktorzy. Dla mnie film „Kler” jest przede wszystkim manifestem solidarności z ofiarami. One są tutaj najważniejsze, najważniejsze jest udzielenie im głosu, stanięcie po ich stronie, razem z nimi, w ich imieniu. Wszystkich ofiar. Dzieci, kobiet, mężczyzn… również księży. Historie dzieci z bidula porażają. Wypowiedzi i twarze osób z filmu oglądanego u Mordowicza wgniatają w fotel. Powodują wstrząs i wyciskają łzy – łzy smutku, żalu, złości. A księża? Księża w tej sekwencji również potraktowani są życzliwie. Też są ofiarami; Kukuła płaczący przy ołtarzu (w dzieciństwie gwałcony przez księdza). Płaczący, siedzący na łóżku we wspomnianym bidulu Lisowski. Tak, księża również są ofiarami. Ofiarami wykorzystania, obyczaju, systemu. Są też sprawcami – patologia rodzi patologię. Choć Kukuła jakoś jest wierny. Trybus też w końcu zdobywa się na odpowiedzialność.

Lustro

Film jest lustrem, odbija rzeczywistość. Czy odwzorowuje wiernie, czy przerysowuje. Ktoś powie, że Smarzowski przegiął. Ktoś powie, że „i tak jest delikatny”. Pojawiła się wypowiedź, że reżyser stosuje „logikę siekiery”, a tutaj potrzeba „subtelności skalpela”. A według mnie tu w ogóle ani o siekierę, ani o skalpel nie chodzi. Chodzi o wydobycie, ujawnienie, wyświetlenie, nazwanie rzeczy po imieniu. Film w ogóle nie epatuje. Nie epatuje ostrym obrazem, dźwiękiem, kolorem. Film operuje zestawieniem i szczegółem. Dobrze powiedziane kazanie Trybusa i życie uwikłane w samotność. Nowomowa kaznodziejska i bentley – jedno i drugie – Mordowicza. Niejawność zakamarków, z których przynoszone są pieniądze, i podgląd z kamery szpiegowskiej („Dlatego wszystko, co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a coście szeptali do ucha, głosić będą na dachach” – Łk 12,3). Lisowski tłumaczący dziecku na oddziale onkologii, że niektórych to Pan Bóg chce mieć szybciej u siebie. Zakonnice na placu sanktuarium splatające się dłońmi. Cytat z polityka i cytat z hierarchy. Fakt, nagromadzenie, skumulowanie tylu ciągów zdarzeń, epizodów i szczegółów w 133 minutach krzyczy i boli. Przesłuchanie jednej z ofiar przed komisją (argumenty komisarzy, że sprawa marginalna, że księża oskarżeni cierpią) jest straszne. Płonący ksiądz padający krzyżem w trójkącie zebranych na placu sanktuarium (wszystko dzieje się, ogarnięte przez Bożą Opatrzność?) – symboliczne.

Nie ma dymu bez ognia

Daje się słyszeć głosy, że film Smarzowskiego jest zaplanowanym, sfinansowanym przez organizacje atakiem na Kościół. Tak jakby ktoś – mówiąc obrazowo – robił dym… a ognia w ogóle nie było. Skądinąd wiemy, że im bardziej coś się tli, im mniej dopływu powietrza, a to, co się pali, jest zgniłe i mokre, tym dymu jest jeszcze więcej. Więc jeśli jest tyle dymu, to może jest i zarzewie. Jest bolesna, jątrząca się, nieleczona rana. Zastanawiałem się, co odpowiem, gdy ktoś np. z mojej rodziny po zobaczeniu filmu mnie zapyta: „I co, tak jest, jak na tym filmie?”. Co odpowiem? Że tak? Że nie? Przecież ani jedno, ani drugie nie jest do końca prawdziwe. Z jednej strony film nie jest filmem dokumentalnym, z drugiej – zrobiony jest cum fundamento in re.

Skala

Tutaj pojawia się kwestia skali. Jaka jest skala problemu? To czasem podnoszony temat w rozmowach. Jaka jest skala w USA, Australii, Chile, Irlandii, Niemczech, mniej więcej wiemy. Jaka jest w Polsce? Nie wiemy. Tym bardziej że nawet nie ustaliliśmy, o jakim okresie jest mowa. O 25 ostatnich latach? O okresie, od powojnia licząc? Czy bierzemy jeszcze pod uwagę okres przedwojenny? Niektórzy księża i zakonnicy z tego okresu jeszcze żyją. Może trzeba badać archiwa, dokumenty, rozmawiać z ludźmi, którzy pamiętają, dać głos tym, którzy doświadczyli wykorzystania i przemocy. Będziemy mieli skalę. Chcemy ją mieć?

Widownia

Na filmie byłem w sobotę, na seansie o 18. Najpierw wykupiłem bilet na 19.30, ale potem policzyłem i gdy się okazało, jak późno wrócę do klasztoru, to przebukowałem bilet na 18. Żeby mieć jeszcze czas na myślenie i przeżywanie. Bo o tym, że będę myślał i przeżywał, wiedziałem. Seansów z „Klerem” w kinie, w którym byłem tego dnia, było 18. Wieczorne, które sprawdzałem, kupując bilet, zapełnione do ostatniego miejsca. Widzowie w zdecydowanej większości to ludzie w moim wieku, tzn. w średnim wieku.

W czasie projekcji panowała cisza, czasem grobowa. Czasem ktoś się zaśmiał, ale raczej był to śmiech nerwowego odreagowania niż odprężenia. Choć warto usłyszeć czyjś nawet prześmiewczy śmiech, bo „I śmiech niekiedy może być nauką” (I. Krasicki, Monachomachia), i przynajmniej czasem z siebie samego się pośmiać. Film nie odpuszcza do ostatniej minuty. Nie ma miejsca na odprężenie. To nie jest lekki film na wieczór.

Po projekcji wszyscy wstali z końcem ostatniej sceny, miałem wrażenie – jak oparzeni i wyszli. I to było dla mnie zaskoczeniem. Ja siedziałem jeszcze długo w fotelu, gdy kino już całkiem opustoszało. Mam na to dwie tezy: pierwsza, że ludzie wyszli porażeni, jak najszybciej chcieli uwolnić się z brzemienia, jakie nałożył na widzów Smarzowski. Ale miałem też drugą myśl: że ludzie wyszli rozczarowani. Rozczarowani, że nie dołożył albo że dołożył za mało. Rzeczywiście, jeśli się ktoś spodziewa, że reżyser będzie walił cepem, a mógłby, to się rozczaruje. Ten film, jak mówi wielu, i tu się zgadzam, nie jest po to, by się pastwić. Dość już jest tego pastwienia, które jest tematem filmu. Ten obraz jest, by demaskować, ujawniać, poruszać. Demaskuje, ujawnia, porusza.

* Tomasz Golonka jest przeorem klasztoru w Katowicach i proboszczem katowickiej parafii Przemienienia Pańskiego. Tekst został wcześniej opublikowany w portalu dominikanie.pl.

wyborcza.pl

A gdyby tak dymisjonować za kłamstwa? Nie mielibyśmy premiera, prezydenta i połowy rządu

Adam Bielan, wicemarszałek Senatu, stwierdził, że dymisjonowanie polityka przyłapanego na kłamstwie to przesada. Wystarczy grzecznie przeprosić. Z perspektywy partii rządzącej to bardzo rozsądne podejście do kwestii nieprawdomówności. OKO.press zrobiło szybki przegląd polityków PiS, którzy nie przeszliby testu prawdy

W sprawie wyroku dla Mateusza Morawieckiego za kłamstwo wyborcze politycy PiS przyjęli dwie postawy: zaprzeczania i bagatelizowania. Najlepszym przykładem postawy bagatelizującej były wystąpienia Adama Bielana. Wieczorem 26 września 2018 w Polsat News komentował: „Gdyby karać dymisją za kłamstwa, to w Platformie już niewielu liderów by zostało”. Kolejnego dnia na antenie TVN24 w rozmowie z Konradem Piaseckim wicemarszałek Senatu stwierdził, że dymisje są zbyt radykalnym krokiem wobec polityków przyłapanych na kłamstwie. Przeprosiny w zupełności wystarczą.

Zainspirowani słowami Adama Bielana, postanowiliśmy sprawdzić, kto ostałby się w rządzie PiS, gdyby dymisjonowano za kłamstwa.

Mateusz Morawiecki – Prezes Rady Ministrów

Nawet nie wiemy, gdzie zacząć. Wiele z kłamstw premiera to po prostu umyślnie błędne, wypaczone interpretacje rzeczywistości. Przykład pierwszy z brzegu – „Instytucje unijne zaczynają przyznawać mi rację” – co ogłaszał Morawiecki na krótko przed skierowaniem przez Komisję skargi do TSUE. Przy okazji powoływał się na słowa wiceszefa Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa, który rzekomo również się z nim zgadzał w sprawie reform sądowych. To kłamstwo prostowało nawet biuro wiceszefa KE.

Czasem premier powtarza przekaz dnia swojej partii, czasem posiłkuje się kłamstwami prawicowych publicystów. Tak było w przypadku kłamstwa „PO miało w programie wybór przez Sejm 22 z 25 członków KRS”, które Mateusz Morawiecki zaczerpnął od Samuela Pereiry, publicysty PiS, redaktora naczelnego serwisu TVP Info.

Premier zdecydowanie nie stosuje się do dewizy Adama Bielana. Nie przeprasza. Nie wycofuje się ze swoich słów. Przyświeca mu raczej credo z filmu „Młode Wilki”:

„Nigdy do niczego się nie przyznawaj, złapią cię pijanego w samochodzie, to mów, że nie piłeś, znajdą ci dolary w kieszeni, to mów, że to pożyczone spodnie, a jak cię złapią na kradzieży za rękę, to mów, że to nie twoja ręka. Nigdy się nie przyznawaj”.

Dobitnym potwierdzeniem tego jest premiera przygoda z kredytami frankowymi. Najpierw twierdził, że BZ WBK, którego był prezesem, takich kredytów nie udzielał w ogóle, później – gdy skonfrontowano go z kłamstwem na wizji – przypomniało mu się, że udzielał. Ale podobno niewiele i podobno tylko najlepszym klientom. A poza tym podobno się z tego nie cieszył i podobno apelował do KNF, by zakazała tego typu praktyk.

Tymczasem, jak sam się chwalił w 2008 roku w wywiadzie, kredyty frankowe stanowiły w BZ WBK aż 33 proc. wszystkich kredytów. Jak to się mówi – „lepsze kłamstwo jest wrogiem gorszego”.

Przeczytaj też:

Morawiecki przypomniał sobie, że dał kilka tysięcy kredytów we frankach (ale się nie zaciągał)

BARTOSZ KOCEJKO  1 WRZEŚNIA 2018

Ciekawostką jest, że wszystkie podane powyżej przykłady pochodzą z jednego, zaledwie 33-minutowego wywiadu, którego premier udzielił 27 sierpnia 2018 w stacji Polsat News. Mateusz Morawiecki wypowiedział wtedy ok. 150 zdań, w których znalazło się ok. 70 opinii. Według szacunków OKO.press – przynajmniej 20 z nich to kłamstwa i manipulacje.

Ze śledzeniem tego, co mówi premier, istnieje podstawowy problem – zanim wyprostujemy niektóre z kłamstw, szczegółowo opisując kontekst, pojawia się kolejny wywiad. I kolejny, i kolejny.

Przeczytaj też:

Morawiecki w krainie postprawdy. Siedem najbardziej bezczelnych kłamstw [kolekcja ilustrowana]

MONIKA PROŃCZUK  24 LIPCA 2018

Andrzej Duda – prezydent

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami Andrzej Duda chciał przeprowadzić tak zwane „referendum konsultacyjne” (zwane też konstytucyjnym). Prezydent wierzył, że to dobry pomysł i że uda mu się przekonać do tego Polaków. W tym celu publicznie opowiadał, że obywatele są do tego przekonani (znana w PiS metoda).

W sierpniu 2017 przekonywał rzucając nawet liczbami, twierdząc, że „według najnowszych badań CBOS prawie 80 proc. ankietowanych uważa, że takie referendum powinno się odbyć”. OKO.press sprawdziło wszystkie badania CBOS z poprzedzających kilku miesięcy. W badaniu dotyczącym referendum 50 proc. było za, 40 proc. było przeciw.

Prezydentowi tak zależało, że aż skłamał, ale w sumie „minął się tylko o 30 pkt. proc. z rzeczywistością. W Senacie pomysł prezydenckiego referendum miał jeszcze niższe poparcie wśród senatorów, niż w badaniu CBOS.

Przeczytaj też:

Skąd prezydent wziął 80 proc. zwolenników referendum konstytucyjnego? Znaleźliśmy tę tabelkę

MAGDALENA CHRZCZONOWICZ  26 SIERPNIA 2017

Anna Zalewska – minister edukacji

Kłamała zanim stało się to modne za sprawą premiera Morawieckiego. Podobnie jak on swoich słów nie prostuje, nawet gdy wszystko jest już policzone, wytknięte i sprawdzone.

Przeczytaj też:

Kwadrans kłamstw Zalewskiej. Minister edukacji uczy, że fakty nie mają żadnego znaczenia

ANTON AMBROZIAK  5 WRZEŚNIA 2018

Przeczytaj też:

„Jeśli chodzi o podstawy programowe, to jest dokładnie odwrotnie”. Anatomia kłamstw minister Zalewskiej

ANTON AMBROZIAK  4 PAŹDZIERNIKA 2018

Przeczytaj też:

Wycinka nauczycieli. Kłamstwa min. Zalewskiej były podparte papierowymi wyliczeniami

ANTON AMBROZIAK  11 CZERWCA 2017

Przeczytaj też:

Zalewska nie odpuszcza: w 2019 r. kumulacji roczników nie będzie. „Mamy wszystko policzone”. Czyli 730 tys. = 358 tys.

ANTON AMBROZIAK  6 KWIETNIA 2018

Zbigniew Ziobro – minister sprawiedliwości

Umiejętność interpretowania orzeczeń sądowych to absolutna podstawa warsztatu dobrego prawnika. Jak to się dzieje, że jeden z najbardziej wpływowych magistrów prawa w Polsce potrafi wysnuć z wyroku wnioski sprzeczne z tym, co mógłby wyczytać z nich nawet laik?

Jeśli nie chcemy oskarżać Zbigniewa Ziobro o skrajną niekompetencję, musimy uznać, że celowo mówi nieprawdę i wprowadza w błąd opinię publiczną. Tak było w przypadku orzeczenia TSUE, w którym Trybunał kazał sądowi irlandzkiemu samodzielnie zbadać stan praworządności w Polsce, odsyłając jednocześnie do dokumentów Komisji Europejskiej i Komisji Weneckiej, które wskazywały na szereg naruszeń.

Zbigniew Ziobro zwołał specjalną konferencję prasową, podczas której ogłosił, że „wyrok Trybunału jest bliski stanowisku polskiego rządu”.

Jan Krzysztof Ardanowski – minister rolnictwa

Nowy minister rolnictwa rozpoczął w lipcu swoje rządy od wyrzucenia do kosza projektu nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt. Poszło oczywiście o hodowlę zwierząt futerkowych, której Ardanowski bronił w spektakularny sposób. Zwierzęta będą nadal hodowane (czytaj: dręczone), ale w sposób ściśle kontrolowany.

Zdaniem ministra rolnictwa kontrole zapewnią, że „zwierzęta będą utrzymywane w sposób adekwatny do ich behawioru, wymagań”. Pomijając już absurdalność wizji, w której dbałość o dobrostan zwierząt kończy się ich zabiciem i oskórowaniem, to nawet zapewnienie im podczas krótkiego żywota warunków względnie zbliżonych do ich potrzeb jest w oczywisty sposób niemożliwe do zrealizowania w warunkach przemysłowych hodowli.

Musiałyby odpowiadać bowiem warunkom zbliżonym do tych, które mogłyby mieć w ZOO. Na przykład – na każdego lisa przypadałby wybieg o wielkości co najmniej 20 m2 i z podłożem ziemnym, w którym lis mógłby kopać. Obecnie to klatki o wielkości 60 cm2.

A np. każda norka musiałaby mieć na swoim wybiegu zbiornik wodny.

Przeczytaj też:

Nie będzie zakazu hodowli zwierząt futerkowych i ograniczenia uboju rytualnego. Bo minister słucha się Kościoła

ROBERT JURSZO  22 LIPCA 2018

Mariusz Błaszczak – minister obrony

Ex-minister MSWiA jest przekonany o tym, że Polska to najbezpieczniejszy kraj w Europie. Wszystko dlatego oczywiście, że nie ma tu uchodźców (tak twierdzi PiS). A ponieważ nie ma tu uchodźców, a Polacy w ogóle nie są ksenofobiczni, to też spada liczba przestępstw z nienawiści. To oczywiście zdanie Mariusza Błaszczaka, bo dane Prokuratury Krajowej świadczą o czymś zupełnie przeciwnym.

Przeczytaj też:

Błaszczak: „Wskaźniki nie wzrastają”. A właśnie że wzrastają. Liczba przestępstw z nienawiści rośnie

MONIKA PROŃCZUK  8 STYCZNIA 2018

Joachim Brudziński – minister MSWiA

Joachim Brudziński przejął po Mariuszu Błaszczaku ministerstwo spraw wewnętrznych i nadzór nad policją, a wraz z nim najwyraźniej także notatki i błędne wykazy danych. W styczniu 2018 powtórzył bowiem fałsz o przestępstwach z nienawiści. Zanim jednak dostąpił zaszczytu objęcia błaszczakowej teki, zawzięcie bronił Bartłomieja Misiewicza, faworyta poprzedniego ministra obrony Antoniego Macierewicza. Zdaniem Joachima Brudzińskiego wszystkie awanse protegowanego odbywały się zgodnie z obowiązującymi przepisami. Zaskoczeń nie będzie – tak po prostu nie było.

Przeczytaj też:

Katarynka PiS. Brudziński broni specjalnych praw dla Misiewicza

MAGDALENA CHRZCZONOWICZ  12 WRZEŚNIA 2016

Krzysztof Tchórzewski – minister energii

Status kultowego ma wystąpienie ministra na forum w Katowicach. Opowiadał wtedy o tym, że Polska ma największe zalesienie w Europie (w rzeczywistości jesteśmy poniżej średniej UE), dlatego też potrzebujemy dużej ilości CO2 w atmosferze, by drzewa mogły się dobrze rozwijać.

Oprócz tego przekonywał, że w 2010 roku islandzki wulkan Eyjafjallajökull „wyrzucił zanieczyszczenia, które równały się 10-letnim zanieczyszczeniom wyprodukowanym przez ludzi” (wulkan w najbardziej aktywnym okresie wyrzucał tyle CO2 dziennie, co kopalnia w Bełchatowie).

Przeczytaj też:

Resort energii tłumaczy ekologiczne bzdury ministra Tchórzewskiego. Mówił tylko „dla ilustracji” i „żeby zwrócić uwagę”

MARCIN POPKIEWICZ  28 SIERPNIA 2017

Dobrze wiedzieć, że polska energia jest w odpowiednich rękach (i są to ręce Maryi).

Przeczytaj też:

Świat się śmieje, czyli min. Tchórzewskiego bajki o klimacie, lasach, wulkanach. Myli się nawet tysiące razy

MARCIN POPKIEWICZ  29 MAJA 2017

OKO.press

Oto co wiedziano o taśmach podsłuchowych na początku 2016 roku, na których był zapisany głos Mateusza Morawieckiego – wg „Newsweeka”.

Mateusz Morawiecki, wicepremier i minister rozwoju, to jedyny członek rządu Beaty Szydło nagrany przez kelnerów z restauracji Sowa i Przyjaciele. „Newsweek” zapoznał się z całym stenogramem tego nagrania.

Rozmowa odbywa się w kwietniu 2013 roku. Oprócz przyszłego wicepremiera biorą w niej udział szef PKO BP Zbigniew Jagiełło, Krzysztof Kilian, który za czasów Platformy stał na czele spółki PGE, oraz jego zastępczyni Bogusława Matuszewska.

Z nagrania wynika, że Morawiecki miał dobre kontakty z czołowymi politykami Platformy. Jak się okazuje, proponowano mu nawet wejście do ówczesnego rządu.

Plotka Tuska

– …wczoraj dzwonił do mnie Fogelman (adwokat Lejb Fogelman, partner w międzynarodowej kancelarii prawnej Greenberg Traurig specjalizujący się w doradztwie przy procesach prywatyzacyjnych – red.) – opowiada Jagiełło. – Mówi mi: „Słuchaj, ten twój przyjaciel z >>Walczącej<< (chodzi o Morawieckiego, który w latach 80. działał w „Solidarności Walczącej” założonej przez jego ojca Kornela – red.) ma zostać właśnie minister skarbu”.

Morawiecki nie tylko nie zaprzecza informacjom Fogelmana, ale też spekuluje na temat słabnącej pozycji Mikołaja Budzanowskiego, którego miałby zastąpić na stanowisku ministra skarbu. Opowiada m.in. o swojej rozmowie z Tomaszem Misiakiem, byłym senatorem Platformy: – Rzekomo Schetyna mu powiedział, że w czerwcu Budzanowski jest out. To była informacja z przedwczoraj (…). Równie dobrze może to być plotka Tuska, wypuszczona z różnych względów.

SMS-y od Arabskiego

Morawiecki mówi też o swoich kontaktach z ówczesnym szefem Kancelarii Premiera Tomaszem Arabskim: – Chciał zobaczyć się ze mną w poniedziałek, o… o różnych inwestycjach porozmawiać. Nie wiem, co to znaczy. To Arabski. JKB (Jan Krzysztof Bielecki – red.)… JKB chce porozmawiać, ale przy śniadanku o różnych tam sprawach (…). Kilka razy się Arabski ze mną kontaktował, ale wczoraj się mieliśmy spotkać na koniec dnia… Co godzinę przysyłał esemesy, że mnie przeprasza, bo tu Cichocki, tutaj to, Tusk, a na koniec, że… że nie da rady.

W dalszym fragmencie rozmowy Morawiecki pozytywnie ocenia posunięcia gospodarcze ekipy Tuska. Odnosi się między innymi do projektów energetycznych PGE (stenogram nie wyjaśnia, o jakie przedsięwzięcia chodzi).

Pozytywnie o Merkelowej

– Dobrze to rozegraliście – zwraca się do Kiliana i Matuszewskiej. – To był wielki projekt, bardzo trudny. Pewne informacje, które zaczęły przedostawać się, były informacjami opartymi o racjonalność, o logikę, o logikę systemową, co warto, co nie warto (…). Ufam, że decyzja jest właściwa. Dobrze to rozegraliście.

Podczas rozmowy pojawiają się także tematy luźniej związane z polityką krajową. – Ja trochę tę historię znam i lata trzydzieste chuja a nie wyciągnęły Stany Zjednoczone (…). Wojna wyciągnęła (…). Natomiast jedna taka rzecz, że mam absolutnie pozytywne zdanie o Merklowej, Sarkozym czy, jak tam się ten nowy nazywa, Hollande – mówi Morawiecki.

Młodzi nie rozumieją

Dalej chwali system europejskich inwestycji publicznych i krytykuje młode pokolenie: –  Będziemy zapierdalać i rowy, kurwa, kopać, a drudzy będą zasypywać, będziemy zadowoleni (…). W tym młodszym pokoleniu to ja widzę zjawisko niebezpieczne (…). Oczekiwania. Nic nie robić, dużo zarabiać, nie? (…) Oni jakby nie rozumieją, że idą ciężkie czasy.

Jak ustalił „Newsweek”, poza rozmową, którą posiada prokuratura badająca aferą podsłuchową, istniej jeszcze co najmniej jedno nagranie z udziałem obecnego wicepremiera. Tak wynika z zeznań Łukasza N., kelnera z restauracji Sowa i Przyjaciele, który podczas jednego przesłuchań przyznał że zarejestrował „dwa lub trzy” spotkania Morawieckiego. Gdzie one są? Nie wiadomo.

Sienkiewicz: Afera taśmowa została zamieciona pod dywan. Nie mamy pewności, czy prawdziwi mocodawcy zostali skazani czy nie

– Z przebiegu nawet nie samej afery, ale szeregu faktów, które się potem ujawniły czy zostały ujawnione przez dziennikarzy różnych mediów zresztą, i prawicowych i liberalnych, wynika dość niepokojący obraz, który pozwoliłem sobie podsumować w mojej książce „Państwo teoretyczne”. Nie jestem w stanie ocenić prawdziwości tych faktów, ale wiem jedno: ta afera została zamieciona pod dywan. To znaczy nie mamy pewności, czy prawdziwi mocodawcy tego procederu, przestępstwa zostali skazani czy nie. Kiedyś trzeba będzie do tego wrócić. Mam nadzieję, że przed niezależnymi sądami – stwierdził Bartłomiej Sienkiewicz w rozmowie z Beatą Lubecką w Radiu Zet.

– Nie ma pewności, kto jeszcze [był w tym procederze]. Te dane, które ukazywały się przez ostatnie 4 lata, publicznie, pokazują dość niebezpieczny obraz, także z punktu widzenia państwa. Trudno nie zauważyć wzrostu ludzi z CBA wrocławskiego, z licznymi kontaktami z PiS, którzy ewidentnie ochraniali ten proceder – dodał.

Sienkiewicz: To cały czas powrót do pytania, kto jest dysponentem taśm, kto zlecił nagranie i nie mam wrażenia, żebyśmy byli blisko prawdy

– Nie teraz, bo zdaje się, że ta informacja była dużo wcześniej. Nie mieliśmy okazji się spotkać [z Mateuszem Morawieckim w Sowie i przyjaciołach] – stwierdził Bartłomiej Sienkiewicz w rozmowie z Beatą Lubecką w Radiu Zet. Jak dodał:

„Ja panu premierowi bardzo współczuję, bo wiem, jakie to jest nieprzyjemne i jakie są koszty. Mam nadzieję, że zarówno w interesie Polski, jak i premiera jest to, żeby jak najszybciej sprawę wyjaśnić. Z tego, co zapoznałem się z tymi materiałami, to są to informacje wyciągnięte z akt sądowych, natomiast samej taśmy nie ma. To cały czas powrót do pytania, kto jest dysponentem tych taśm, kto nimi rządził, kto zlecił ich nagranie i prawdę mówiąc tutaj nie mam wrażenia, żebyśmy byli blisko prawdy, mimo wyroku sądu”

– Z punktu widzenia premiera to jest sytuacja niebezpieczna i niewygodna. Życzę premierowi jak najszybszego wyjaśnienia tej sprawy i mam nadzieję, że te sprawę się da wyjaśnić. Prędzej czy później – mówił Sienkiewicz.

Sienkiewicz o proteście służb mundurowych: Rozumiem postulaty, przede wszystkim jeśli chodzi o podwyżki

– Rozumiem te postulaty, przede wszystkim jeśli chodzi o podwyżki. Co tu dużo mówić, mamy taki obraz: Polska to miodem i mlekiem płynąca kraina, w której wreszcie są olbrzymie pieniądze przeznaczone dla ludzi. Taki jest oficjalny przekaz rządu. Tymczasem rzeczywistość wielu grup społecznych niewiele albo nic się nie zmieniła – stwierdził Bartłomiej Sienkiewicz w rozmowie z Beatą Lubecką w Radiu Zet.

– Policjanci klepią biedę. Za moich czasów klepali biedę, za moich poprzedników klepali biedę. Oczywiście że tak [też nic nie mogłem zrobić], przecież nie jestem dysponentem budżetu – dodał. Jak podkreślił były szef MSW, ma nadzieję, że minister Brudziński będzie w stanie zawrzeć realne porozumienie ze związkowcami, którzy trzymali kciuki za obecną ekipę i byli niezwykle życzliwi.

– [Mariusz Błaszczak] zostawił, nie waham się powiedzieć, zostawił krwawy ślad prawie w MSW, jeśli chodzi o destabilizację służb i to, co tam się dalej działo – stwierdził Sienkiewicz w Radiu Zet.

WKK: PMM jest bardzo słabym premierem. Nigdy nie mieliśmy premiera, który tak kłamał

– Jest niestety [Mateusz Morawiecki] bardzo słabym premierem. Nigdy nie mieliśmy premiera, który tak kłamał. Mieliśmy różnych, lepszych, gorszych. Jedni chodzili na kinderbale, inni pewnie nie wszystkie decyzje podejmowali dobre, ale tak słabego, tak zakłamanego polityka, a premiera trudno znaleźć – stwierdził Władysław Kosiniak-Kamysz w rozmowie z Konradem Piaseckim w „Rozmowie Piaseckiego” TVN24.

– Boli mnie, że Morawiecki zachowuje się jak turysta, który wyjechał na polską wieś. Bogu dzięki prezes go wysłał najpierw do stodoły, na konferencje prasową, to zobaczył, jak ta stodoła wygląda – stwierdził Kosiniak-Kamysz w TVN24.

Pedofilia. Jak się na nią godzić w szkole. Takie brewerie są upowszechniane w edukacji wg rytu pisowsko-katolickiego

Komediant Duda

>>>

Wystarczy pierwsza z brzegu wypowiedź prezydenta państwa, żeby wyszedł kabaret…

…tak trafnie podsumował internauta najnowszą akcję promocyjną radia TOK FM która ma zachęcić do słuchania audycji na różnych urządzeniach. Głównym jej elementem – pod hasłem „Kimkolwiek jesteś” – jest właśnie spot parodiujący wystąpienie prezydenta Andrzeja Dudy.

Oto widzimy aktora, przypominającego wyglądem i gestykulacją głowę państwa, który zapewnia, że w różnych sposób i różnych codziennych sytuacjach słucha Radia TOK FM.

„Ja państwu powiem, że ja słucham cały czas. Naprawdę. Ja cały czas słucham. Bez przerwy. Ja słucham w mieszkaniu, ja słucham w samochodzie, kiedy jadę, ja słucham w samolocie, kiedy lecę. Jak nie słucham tego, co nadają na żywo, to słucham tego, co już było. Słucham podcastów, ja cały czas słucham. Nowe odcinki… Ja powiem państwu, że cały czas słucham radia TOK FM” – tłumaczy, zachęcając do odbioru nie tylko za pośrednictwem tradycyjnych odbiorników, ale także przez komputery oraz aplikację mobilną na telefony komórkowe.

%d blogerów lubi to: