Szemrana demokracja po upadku komunizmu tydzień temu

Szemrana demokracja po upadku komunizmu tydzień temu

PiS sytuacją w kraju przestało się przejmować. Prawo mają pod butem, za jego pomocą podporządkowane zostaną media i opozycja. Działania przeciw niezależnym instytucjom w kraju i społeczeństwu obywatelskiemu będą miały charakter hybrydowy.

Na jednych nałożą kary odstraszające, jak na TVN, będą skłócać, kompromitować, ale przede wszystkim niszczyć życie społeczne, kulturalne. Będziemy zmniejszani w imię wielkomocarstwowości. Tolerancja i wolności zastąpione zostaną ksenofobią, polactwem, naszością. Normalność zastąpiona zostanie nierzeczywistością, elity wymienione na „naszych” pisowskich.

Czekam aż zostanie ogłoszona jakaś forma realizmu IV RP, choć w zasadzie można uznać, iż Żdanow Błaszczak ogłosił pisrealizm „upadkiem komuny tydzień temu”. Jego zastępca – ten od confetti – Jarosław Zieliński przymierza się do funkcji teoretyka nowego okresu w dziejach Polski, bo dialektycznie podparł prometeizm zwierzchnika, stwierdzając: – „Pani Joanna Szczepkowska w 1989 roku przedwcześnie ogłosiła koniec komunizmu w Polsce”. A że Zieliński nie potrafi sklecić sensownego zdania, to tym lepiej dla niego, bo w PiS obowiązuje złodziejska zasada („łapać złodzieja”). Szczepkowskiej – wybitnej aktorce – ten szatniarz w teatrze PiS („a co mi zrobicie?”) zarzucił: – „Od przedstawicielki „elity” oczekiwalibyśmy kultury i wysokich standardów, a nie mowy nienawiści. Wielki niesmak”.

Przyzwyczajajmy się do tego, że nie będzie kultury, a bedzie piskultura, że nie będzie miejsca dla pisarzy, a dla jakichś Wildsteinów, nie będzie poetów, malarzy, filmowców, dziennikarzy, tylko Ziemcowie i jemu podobni.

Demokracje też będziemy mieli ludową, fasadową, nazywam ją szemraną. „Szuru-buru, mówi pisowski guru” – rozlegnie się z Nowogrodzkiej. Właśnie tak nas chcą przestawiać za granicą, do tego został powołany Mateusz Morawiecki, tym zajmować się będzie nowy szef dyplomacji. Kto nim zostanie? Może Jarosław Gowin, który był już nawet zapowiedziany ministrem obrony. Gowin w każdym razie dzieli się swoją wizją Polski w obcych oczach: – „Widzę konieczność innego rozłożenia akcentów w naszej polityce zagranicznej. Przydałoby się mniej sporów, więcej cierpliwego tłumaczenia naszych racji”.

Nie chcę analizować zawartości logicznej dialektyki Gowina, bo jest to zajęcie żenujące. Ale trop jest oczywisty. Polska będzie budowana na nowo, bo „tydzień temu upadł komunizm”. Więc nie śmiejmy się z Błaszczaka, przekazał światłą myśl z Nowogrodzkiej.

Kolejny Żdanow pisrealizmu Adam Bielan wmawia Brukseli, iż artykuł 7 Traktatu Unii Europejskiej jest„poszerzeniem kompetencji metodą faktów dokonanych”. To kolejny dialektyczny zabieg: „jeżeli chcecie z nami rozmawiać, ustąpcie, zrezygnujcie z artykułu 7”. Z tak stwarzaną nierzeczywistością pisowską będziemy mieli do czynienia. Kolejny Żdanow od pisrealizmu – wiceszef MSZ Konrad Szymański określa metodę swojej partii – nie wierzy w „szczere intencje Komisji Europejskiej”.

Sytuacja w kraju jest jako tako opanowana, teraz PiS przedstawi Polskę na zewnątrz jako kraj, w którym tydzień temu upadł komunizm i oto jest zaprowadzany nowy porządek – pisrealizm i demokracja szemrana.

Z powyższego można wysnuć porównanie, iż historycznie znaleźliśmy się w roku 1981. Należy zastanawiać się, jakie błędy wówczas popełniła „Solidarność”, jak należało przygotować się do stanu wojennego i jakiej oczekujemy pomocy w walce z najeźdźcą wewnętrznym, bo PiS upodobnił się aż nadto do PZPR.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Demokracja szemrana po upadku komunizmu tydzień temu

PiS sytuacją w kraju przestało się przejmować. Prawo mają pod butem, za pomocą jego podporządkowane zostaną media i opozycja. Działania przeciw niezależnym instytucjom w kraju i społeczeństwu obywatelskiemu będą miały charakter hybrydowy.

Na jednych nałożą kary odstraszające, jak na TVN, będą skłócać, kompromitować, ale przede wszystkim niszczyć życie społeczne, kulturalne. Będziemy zmniejszani w imię wielkomocarstwowości, tolerancja i wolności zastąpione zostaną ksenofobią, polactwem, naszością.

Normalność zastąpiona zostanie nierzeczywistością, elity wymienione na „naszych” pisowskich, czekam aż zostanie ogłoszona jakaś forma realizmu IV RP, choć w zasadzie można uznać, iż Żdanow Błaszczak ogłosił pisrealizm „upadkiem komuny tydzień temu”. Jego zastępca – ten od confetti – Jarosław Zieliński przymierza się do funkcji teoretyka nowego okresu w dziejach Polski, bo dialektycznie był podeprzeć prometeizm zwierzchnika, iż „Pani Joanna Szczepkowska w 1989 roku przedwcześnie ogłosiła koniec komunizmu w Polsce”.

A że Zieliński nie potrafi sklecić sensownego zdania, to tym lepiej dla niego, bo w PiS obowiązuje złodziejska zasada („łapać złodzieja”). Szczepkowskiej – wybitnej aktorce – był ten szatniarz  w teatrze PiS („a co mi zrobicie?”) zarzucać: „Od przedstawicielki „elity” oczekiwalibyśmy kultury i wysokich standardów, a nie mowy nienawiści. Wielki niesmak”.

Przyzwyczajajmy się do tego, że nie będzie kultury, a bedzie piskultura, że nie będzie miejsca dla pisarzy, a dla jakichś Wildsteinów,  nie będzie poetów, malarzy, filmowców, dziennikarzy, tylko amoralni Ziemcowie i podobny wysyp podrobów, żaden z nich nie jest wszak normalnych profesjonalnych rozmiarów.

Demokracje też będziemy mieli ludową, fasadową, nazywam ją szemraną. „Szuru-buru mówi pisowski guru” – rozlegnie się z Nowogrodzkiej. Właśnie tak nas chcą przestawiać za granicą, do tego został powołany Mateusz Morawiecki, tym zajmować się będzie nowy szef dyplomacji. Kto zostanie tym ostatnim?

Może Jarosław Gowin, który był już nawet zapowiedziany ministrem obrony. Gowin w każdym razie dzieli się swoją wizją Polski w obcych oczach: „Widzę konieczność innego rozłożenia akcentów w naszej polityce zagranicznej. Przydałoby się mniej sporów, więcej cierpliwego tłumaczenia naszych racji.” 

Nie chcę analizować zawartości logicznej dialektyki Gowina, bo jest to zajęcie żenujące. Ale trop jest oczywisty. Polska będzie budowana na nowo, bo „tydzień temu upadł komunizm”. Więc nie śmiejmy się z mamrota Błaszczaka, przekazał światłą myśl z Nowogrodzkiej. Kolejny Żdanow pisrealizmu Adam Bielan wmawia Brukseli, iż artykuł 7 Traktatu Unii Europejskiej jest „poszerzeniem kompetencji metodą faktów dokonanych”.

To kolejny dialektyczny zabieg: „jeżeli chcecie z nami rozmawiać, ustąpcie, zrezygnujcie z artykułu 7”. Za tym może pójść – widać zresztą jak na dłoni „strategię negocjacyjną” – użycie Donalda Tuska jako tarczy obronnej – już kiedyś Kaczyński zapowiadał – i bedą ciążyć na nim zarzuty prokuratorskie.

Z tak stwarzaną nierzeczywistością pisowską bedziemy mieli do czynienia. Kolejny Zdanow od pisrealizmu – wiceszef MSZ Konrad Szymański określa metodę swojej partii, nie wierzy w „szczere intencje Komisji Europejskiej”. Sytuacja w kraju jest jako tako opanowana, teraz PiS przedstawi Polskę na zewnatrz jako kraj, w którym tydzien temu upadł komunizm i oto jest zaprowadzany nowy porządek – pisrealizm i demokracja szemrana.

Z powyższego można wysnuć porównanie, iż historycznie znaleźliśmy się w roku 1981. Należy zastanawiać się, jakie błędy wówczas popelniła „Solidarność”, jak należało przygotować się do stanu wojennego i jakiej oczekujemy pomocy w walce z najeźdźcą wewnętrznym, bo PiS upodobnił się aż nadto do PZPR.

 

 

„Pomidor” – Emilewicz o tym czy zostanie ministrem środowiska

„Pomidor” – Emilewicz o tym czy zostanie ministrem środowiska

Jadwiga Emilewicz została zapytana wPolsce.pl o to, czy dostała propozycję, aby w wyniku rekonstrukcji rządu zostać ministrem środowiska lub jakiegokolwiek innego resortu. Została poproszona, aby odpowiedzieć: „tak”, „nie”, albo „pomidor”. – Trzecia odpowiedź będzie najbardziej właściwa – powiedziała.

 

Szymański: Trudno uwierzyć w szczere intencje KE

– Ta decyzja faktycznie nie jest zbyt szczęśliwa, ale ja nie podzielam opinii, by przez pryzmat tej decyzji postrzegać całość relacji między Warszawą a Brukselą. W tym roku wydarzyło się również wiele rzeczy zdecydowanie pozytywnych, gdzie mieliśmy zbieżność interesów Warszawy i Brukseli. Udało nam się ukształtować unijne stanowisko w taki sposób, żeby polskie interesy były chronione i reprezentowane na poziomie unijnym – stwierdził Konrad Szymański w rozmowie z Marcinem Fijołkiem na wPolsce.pl.

Pytany o to, jak można tłumaczyć decyzję Komisji Europejskiej, wiceszef MSZ wyjaśnił, że stara się wierzyć w to, że za tymi działaniami stoją czyste intencje, troska o to, by w całej UE zasady praworządności były przestrzegane.

„Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę dwa lata, które minęły, bardzo trudno jest w to uwierzyć. Myślę, że te intencje są przynajmniej mieszane, że w tle mamy również napięcia dotyczące roli regionu Europy Środkowej, która z każdym rokiem członkostwa staje się coraz bardziej podmiotem polityki europejskiej. Niepokój, co do przyszłości projektu UE w krajach Zachodu – co ciekawe – jest bardzo złym doradcą. Niektórzy uznają, że zamiast zajmować się realnymi problemami obywateli i państw, należy zająć się sprawą, która nigdy nie powinna być przedmiotem dyskusji”

 

Szymański: Trudno uwierzyć w szczere intencje KE

– Ta decyzja faktycznie nie jest zbyt szczęśliwa, ale ja nie podzielam opinii, by przez pryzmat tej decyzji postrzegać całość relacji między Warszawą a Brukselą. W tym roku wydarzyło się również wiele rzeczy zdecydowanie pozytywnych, gdzie mieliśmy zbieżność interesów Warszawy i Brukseli. Udało nam się ukształtować unijne stanowisko w taki sposób, żeby polskie interesy były chronione i reprezentowane na poziomie unijnym – stwierdził Konrad Szymański w rozmowie z Marcinem Fijołkiem na wPolsce.pl.

Pytany o to, jak można tłumaczyć decyzję Komisji Europejskiej, wiceszef MSZ wyjaśnił, że stara się wierzyć w to, że za tymi działaniami stoją czyste intencje, troska o to, by w całej UE zasady praworządności były przestrzegane.

„Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę dwa lata, które minęły, bardzo trudno jest w to uwierzyć. Myślę, że te intencje są przynajmniej mieszane, że w tle mamy również napięcia dotyczące roli regionu Europy Środkowej, która z każdym rokiem członkostwa staje się coraz bardziej podmiotem polityki europejskiej. Niepokój, co do przyszłości projektu UE w krajach Zachodu – co ciekawe – jest bardzo złym doradcą. Niektórzy uznają, że zamiast zajmować się realnymi problemami obywateli i państw, należy zająć się sprawą, która nigdy nie powinna być przedmiotem dyskusji”

Zieliński: Szczepkowska przedwcześnie ogłosiła koniec komunizmu. Wierzę, że dzięki PiS epoka ta się ostatecznie zakończy

 

Gowin: Widzę konieczność innego rozłożenia akcentów w naszej polityce zagranicznej

– Wszystkie decyzje zapadną w przyszłym tygodniu. Widzę konieczność innego rozłożenia akcentów w naszej polityce zagranicznej. Przydałoby się mniej sporów, więcej cierpliwego tłumaczenia naszych racji. Możemy się uczyć pewnej elastyczności od Orbana – stwierdził Jarosław Gowin w rozmowie z Marcinem Fijołkiem w poranku „Siódma-Dziewiąta”, wspólnej audycji rozgłośni katolickich.

Pytany, czy nie obawia się, że na koniec premier Węgier nie powstrzyma UE przed nałożeniem na Polskę sankcji, odpowiedział: – Nie obawiam się tego. Dotychczasowe deklaracje Orabana były jasne. Orban wie, że będzie następny.

– Korekty nie wymaga wyłącznie postawa MSZ, ale główna linia polityczna – podkreślił.

 

Lubnauer: Powinna powstać wielka koalicja, która ma szanse pokazać, że jesteśmy w stanie powstrzymać PiS

– Mówimy o wyborach samorządowych. Uważam że powinna powstać wielka koalicja która ma szanse pokazać wyraźnie że jesteśmy w stanie powstrzymać PiS – mówiła Katarzyna Lubnauer w rozmowie z Beatą Michniewicz w „Salonie politycznym Trójki”. Jak dodała, 2 stycznia odbędzie się posiedzenie zarządu Nowoczesnej na którym przewodnicząca może dostać upoważnienie do prowadzenia formalnych rozmów koalicyjnych.

 

Lubnauer: Petru nie będzie dla mnie punktem odniesienia

– Myślę że Ryszard [Petru] potrzebuje trochę czasu. Ten czas na pewno będzie miał. Dla mnie nie ulega żadnej wątpliwości że nie jest, nie będzie dla mnie punktem odniesienia – mówiła Katarzyna Lubnauer w rozmowie z Beatą Michniewicz w „Salonie politycznym Trójki”. Jak dodała, stara się nie odnosić do tego co powiedział Petru.

 

Lubnauer: Sondaże pokazują, że zmiana w partii została dobrze odebrana przez naszych wyborców

– Zdecydowanie nie żałuję [startu w wyborach w Nowoczesnej]. Zresztą widać nawet po sondażach że zostało to [zmiana w partii] dobrze odebrane przez naszych wyborców. Grudniowe sondaże mamy średnio o 3% lepsze niż sondaże z listopada. W tej chwili jest to średnio 10%, w listopadzie było chyba 6,9% – mówiła Katarzyna Lubnauer w rozmowie z Beatą Michniewicz w „Salonie politycznym Trójki”.

 

Lubnauer: Mamy wielu liderów, szef jest jeden

– Mamy wielu liderów. Większość naszych posłów to w pewnym stopniu liderzy Nowoczesnej. Mamy 15 osób, oprócz przewodniczącej, w zarządzie. Jednym z nich jest Ryszard Petru natomiast szef jest jeden, szefowa właściwie, czyli ja – mówiła Katarzyna Lubnauer w rozmowie z Beatą Michniewicz w „Salonie politycznym Trójki”.

 

Lubnauer: Petru wykazał się pewną nielojalnością. Mówienie nie najlepiej o partii jest błędem

– Powiem szczerze że z jego ust ostatnio padło tyle słów zarówno o mnie, jak i o Nowoczesnej że obawiam się że nie byłby to dobry pomysł. Wykazał się pewną nielojalnością w tym znaczeniu że wydaje mi się że nawet jeżeli ma się jakieś pretensje do mnie, co mogę zrozumieć, to mówienie nie najlepiej o partii jest błędem – mówiła Katarzyna Lubnauer w rozmowie z Beatą Michniewicz w „Salonie politycznym Trójki”, pytana dlaczego nie wskaże Ryszarda Petru na wiceprzewodniczącego partii.

 

Bielan: KE i PE poszerzają w ciągu ostatnich lat swoje kompetencje metodą faktów dokonanych

– W ogóle całej procedurze uruchomienia art. 7 towarzyszą od początku kontrowersje prawne. O tym w Polsce wcześniej nieco mniej się mówiło. Myśmy skupili się na aspekcie politycznym, natomiast pamiętajmy że to, co działo się na poziomie KE, było kwestionowane przez wielu prawników. Istnieją ekspertyzy zamówione zarówno przez Donalda Tuska kiedy był premierem i KPRM taką ekspertyzą dysponuje jak i przez poprzednika Tuska na stanowisku szefa RE pana van Rompuy’a. W tej chwili ta sprawa jest już w RE. Wydaje mi się że będzie trudno ją zatrzymać bo politycy europejscy stosują, w wielu kwestiach, metodę faktów dokonanych. Bardzo często wychodzą poza traktat. Akurat art. 7 jest opisany w traktatach, natomiast w wielu innych kwestiach PE, KE poszerzają w ciągu ostatnich lat swoje kompetencje metodą faktów dokonanych – mówił Adam Bielan w „Sygnałach dnia” PR1.

300polityka.pl

STAN GRY: Karnowski o polityce ws samochodów: Uderzy w rodziny, Sakiewicz: Szef MON nie musi być lubiany, ma robić swoje, GW o odejściu Macierewicza

— BURZA W PIS PO WYWIADZIE KORNELA MORAWIECKIEGO I WYPOWIEDZIACH JAROSŁAWA GOWINA NT UCHODŹCÓW:

— BEATA SZYDŁO NA TWITTERZE: Polityka migracyjna UE zakończyła się fiaskiem. Nie rozwiązała problemów, naraziła Europę na potężny kryzys, nie zahamowała fali nielegalnej migracji. Mój rząd pokazał UE, że pomagając na miejscu, chodzi o pomoc ludziom, a nie uspokojenie sumień nierozważnych polityków.

— BEATA KEMPA NA TWITTERZE: Ordo Caritas .Po pierwsze bezpieczeństwo naszych Obywateli i ich oczekiwania,po drugie potrafimy być wrażliwi i Polacy już w dużej mierze pomagają tam ,gdzie jest wielka potrzeba .Często jako jedyni.

— MARIUSZ BŁASZCZAK NA TWITTERZE: Od 2 lat przekonuję ministrów spraw wew. państw UE,że mechanizm relokacji jest szkodliwy. Europa zaczyna otwierać oczy i przyznaje nam rację. Nasza decyzja o nieprzyjmowaniu imigrantów ma ogromne poparcie Polaków. Tylko będąc konsekwentni skutecznie zadbamy o nasze bezpieczeństwo.

— NIEZADOWOLENIE PRAWICY ZE ZMIĘKCZANIA KURSU PRZEZ MORAWIECKIEGO I PROPOZYCJACH WS SMOGU W JEDNYM TWEECIE ANONIMOWEGO WYBORCY PIS:„Usunęli P. B.Szydlo a teraz wymyslaja swoje debilizny z imigrantami i  oplatami za samochody – chyba  V kolumna z PO przejela rzad od środka”
https://twitter.com/Tytusatomek1/status/946463559172739072?s=08

— JACEK KARNOWSKI O PROPOZYCJACH RZĄDU MORAWIECKIEGO, BY OGRANICZYĆ WJAZD SAMOCHODÓW DO CENTRÓW MIAST – UDERZY W RODZINY:“Trzeba być młodym, zdrowym, mieszkać w centrum, mieć dużo czasu i najlepiej nie mieć dzieci, a już na pewno nie więcej niż dwoje. Jeśli dzieci jest więcej, są w różnym wieku, a do tego czasem któreś choruje, praktyczne wyeliminowanie samochodu (a taki skutek miałaby opłata dzienna w wysokości 30 złotych dziennie) oznaczać będzie nowy rodzaj społecznego wykluczenia, przede wszystkim rodzin wielodzietnych. Zwłaszcza tych biedniejszych”. https://wpolityce.pl/m/spoleczenstwo/373902-oplata-za-wjazd-do-centrum-miasta-to-bedzie-nowy-rodzaj-spolecznego-wykluczenia-przede-wszystkim-rodzin-wielodzietnych

— MINISTER OBRONY NIE MUSI BYĆ LUBIANY, MA ROBIĆ SWOJE, A KLASA POLITYCZNA WINNA MU OCHRONĘ – TOMASZ SAKIEWICZ W GPC: “Kiedy widzę badania opinii publicznej dotyczące Antoniego Macierewicza, to trochę przypomina mi się legendarna w mojej rodzinie postać dziadka. Minister obrony czy minister policji nie muszą być lubiani. Mają robić swoje, czyli zapewnić nam bezpieczeństwo. A klasa polityczna w zamian za dobrą służbę ma im zapewnić ochronę i wsparcie”. http://gpcodziennie.pl/77265-ktomabronicministraobrony.html

— MACIEREWICZ SIĘ CHWALI A NIE MA CZYM – tytuł w Fakcie.

— W KSIĘSTWIE BARONA PO – LODOŁAMACZ DR GAWŁOWSKIEGO – pisze w GPC Marek Duklanowski: “Poseł Stanisław Gawłowski, szef PO w woj. zachodniopomorskim i sekretarz generalny, za swoją działalność społeczno-polityczną otrzymał tyle odznaczeń, że śmiało mógłby konkurować z Leonidem Breżniewem. Na koncie ma też pięć honorowych obywatelstw, a jakby tego było mało, po Odrze pływa lodołamacz „Stanisław” nazwany tak na jego cześć. – To pokazuje, że wiceminister Gawłowski traktował region jak swoje księstwo – mówi poseł PiS-u Krzysztof Zaremba”. http://gpcodziennie.pl/77263-lodolamaczdoktoragawlowskiego.html

— PIOTR SKWIECIŃSKI O POSTAWACH AKCEPTACJI, ŻE WŁADZA PIS NIE JEST TYLKO NA CHWILĘ – pisze na wPolityce: “Co powoduje rosnącą w wieku środowiskach chęć co najmniej nieantagonistycznego zbudowania sobie z nią relacji. Chęć przejawianą również przez środowiska i poszczególnych wyborców, generalnie dalekich od ideologicznej prawicowości, przynajmniej w wieku jej aspektach. Niekoniecznie przy tym na zasadzie prostego karierowiczostwa i konformizmu. Bo nie chcą przy tym bynajmniej wyrzekać się dotychczasowej drogi życiowej czy (przynajmniej w dużej części) swoich ideowych poglądów i kulturowych inklinacji. To znaczy są i tacy. Moglibyśmy wymienić nazwiska rekordzistów nowej politycznej poprawności, którzy próbują wszystkich przelicytować i przekonać, że swoje dotychczasowe życie spędzali między kościołem a lokalną organizacją PiS, a nie w obszarach tak od tych rzeczywistości odległych jak Ziemia od Protona. Ale nie o nich jest ten tekst, tylko o innych, skromniejszych i uczciwych”. https://wpolityce.pl/m/polityka/373870-wladza-pis-to-nie-jest-krotkotrwaly-grymas-historii-w-kazdym-razie-nikt-juz-tego-tak-nie-czyta

— W GPC ROZMOWA ZE… ZBIGNIEWEM JAKUBASEM: “Zbigniew Jakubas, właściciel Newagu, jest zainteresowany konsolidacją rodzimych producentów pociągów pod patronatem Polskiego Funduszu Rozwoju i nie wyklucza połączenia z Pesą. Ale jego zdaniem ta fuzja będzie dziś o wiele bardziej skomplikowana, niż byłaby kilka lat temu”. http://gpcodziennie.pl/77242-mozliwafuzjanewaguzpesa.html

— PŁYNIE PISOWSKI OKRĘT A TU RAFA ZA RAFĄ, CIĘŻKI LOS BYĆ DZISIAJ PIS-EM – Rafał Zakrzewski w GW: “Zagrożeń jest mnóstwo. Partyjna wojna na górze. Naciski Unii. Niepewny wynik wyborów samorządowych. Niespodziewany wybuch społeczny. Ciężki to los być dzisiaj PiS-em. (…) Tym razem nasz majtek z masztu nie zobaczył rafy czy góry lodowej, zobaczył za to, co dzieje się na statku. A tam część marynarzy zamieniła się w korsarzy i rozpoczęła krwawy bój o przejęcie dowodzenia. Kiedy wybucha taka awantura, nie wiadomo, czy statek to przetrzyma. Dlatego „Czarny scenariusz” to dobry tytuł do tekstu Ziemkiewicza, zwłaszcza że autorowi wydaje się on dziś najbardziej prawdopodobny. A więc życzę Państwu lepszego 2018 roku”. http://wyborcza.pl/7,75968,22836707,plynie-pisowski-okret-a-tu-rafa-za-rafa-tak-mowi-prawica.html

— O DYMISJI MACIEREWICZA – Dominika Wantuch w GW: “– Jego dymisja planowana była na kwiecień, jeszcze niedawno mówiło się też, że minister być może zostanie na stanowisku, jeśli dojdzie do porozumienia z prezydentem, ale ostatnie wydarzenia przelały czarę goryczy – mówi nam osoba z bliskiego otoczenia premiera Morawieckiego”.

— KOWALCZYK ZA SZYSZKĘ? – dalej Wantuch w GW: “Ale rozważane jest też inne rozwiązanie: Szyszko do dymisji, ale bez likwidacji resortu środowiska. Objąłby go wówczas Henryk Kowalczyk, obecnie przewodniczący Stałego Komitetu Rady Ministrów. Kowalczyk jeszcze niedawno był typowany na szefa Ministerstwa Rolnictwa, w którym miał zastąpić Krzysztofa Jurgiela. – Ale Jurgiel raczej zostanie. Taka jest wola prezesa Jarosława Kaczyńskiego – słyszymy w partii”. http://wyborcza.pl/7,75398,22836511,rzadowa-ruletka-premiera-morawieckiego-macierewicz-waszczykowski.html

— WITOLD GADOMSKI O TEKTUROWYM PAŃSTWIE PIS – m.in. o śmierci Stachowiaka, wypadku Dudy, Szydło i Macierewicza, katastrofie Miga, Mistralach: “Przyjęte przez PiS hasło wzmocnienia państwa i jego zdolności sprawczych było bardzo nośne i walnie przyczyniło się do sukcesu tej partii w wyborach i późniejszych wysokich notowań. Przez dwa lata doszło jednak do wielu wpadek świadczących o tym, że instytucje kontrolowane przez rząd zupełnie sobie nie radzą, a czasami popełniają karygodne błędy”. http://wyborcza.pl/7,75968,22833016,pis-rzadzi-od-dwoch-lat-a-panstwo-wciaz-jest-z-tektury.html

— EWA SIEDLECKA O SŁUŻBIE OCHRONY PAŃSTWA: “Ale z drugiej strony, nie ma co narzekać. W PRL opozycję zwalczano, w Polsce PiS będzie się ją „ochraniać”. https://siedlecka.blog.polityka.pl/2017/12/27/prl-zwalczala-opozycje-pis-bedzie-ja-ochraniac/?nocheck=1

— 5 MITÓW POLSKIEJ POLITYKI – W TYM O WSZECHWŁADZY KACZYNSKIEGO – PAWEŁ LISICKI NA WP – fragment o wetach: “ Pokazują, że w obozie prawicy możliwa była realna różnica zdań, a władza Jarosława Kaczyńskiego choć wielka, absolutna nie jest”. https://opinie.wp.pl/pawel-lisicki-5-najwiekszych-mitow-polskiej-polityki-w-2017-roku-6203238215088257a

— NADZIEJA WSTĘPUJE W PIS WRAZ Z MORAWIECKIM – Michał Szułdrzyński w RZ: “Pójście radykalnym kursem może zniweczyć szanse na nowe wizerunkowe otwarcie związane z rekonstrukcją. Partia liczy na jego pozytywne efekty”. http://www.rp.pl/Analizy/312289878-Szuldrzynski-Nadzieja-wstepuje-w-PiS-wraz-z-Morawieckim.html&cid=44&template=restricted

— PARTIA WYGRAŁA, MORDY W KUBEŁ – MONIKA OLEJNIK w GW: “Cały czas brzęczą mi w uszach słowa Marcina Wolskiego z 2016 r.: „Partia wygrała, mordy w kubeł”. I rzeczywiście mordy w kubeł. Pan Wolski, dyrektor TVP 2, za emitowany przez TVP 2 jego własny serial, do którego napisał scenariusz i piosenkę, będzie dostawał tantiemy. Czy kogoś to interesuje, czy to jest moralne, etyczne? A może mordy w kubeł?” http://wyborcza.pl/7,75968,22836571,partia-wygrala-mordy-w-kubel-w-piatek-olejnik.html

— OPOZYCJĘ GUBI PYCHA – KRZYSZTOF WOŁODŹKO W GPC: “W 2017 r. opozycja starała się wygrać wszystko. I właściwie wszystko przegrała. Skąd tak wyraźny brak skuteczności przy potężnym przecież wsparciu zaprzyjaźnionych mediów? Opozycję gubi pycha”. http://gpcodziennie.pl/77239-raportostanieumyslow.html

— RZ O SFAŁSZOWANYM TESTAMENCIE ZA NOAKOWSKIEGO 16:http://www.rp.pl/Reprywatyzacja-w-Warszawie/312289866-Noakowskiego-16-kolejne-kontrowersje.html&cid=44&template=restricted

— REZYDENCI NIE POSZLI DO DOMU – Zuzanna Dąbrowska w RZ: “Ministrowi Konstantemu Radziwiłłowi nie udało się rozwiązać problemu niskich nakładów na ochronę zdrowia. Nie dał także rady przekonać rezydentów, że choćby połowicznie zrealizował ich postulaty. Miało być jak zwykle: parę groszy podwyżki i nadzieja, że strajkujący czy protestujący zwiną transparenty i pójdą do domów. Nie poszli”. http://www.rp.pl/Komentarze/312289868-Dabrowska-Smiertelnie-grozny-problem.html&cid=44&template=restricted

— PROPONUJĄ UŚWIETNIENIE JAKO PREZES RÓŻNYCH IMPREZ BIZNESOWYCH – ROBERT GÓRSKI U ROBERTA MAZURKA W DGP: 
“Ani słowa o „Uchu Prezesa” i o polityce.

– A to dlaczego?

Bo jesteś wszędzie.

– Ogromną większość propozycji odrzucam.

A co proponują?

– Udział w reklamach i uświetnienie, jako Prezes, różnych imprez biznesowych. Nasz kabaret cieszy się powodzeniem, więc dużo gramy, a poza tym ostatnio wszyscy piszą książki i zwracają się do mnie, bym napisał kilka zdań na okładkę.

No właśnie, wiesz, jest taka sprawa, piszę książkę…

– Nie kłam, nie piszesz. To ja piszę i ty mi napiszesz kilka zdań na okładkę.

A skąd pogląd, że ja nie mogę napisać książki?

– Ja potrafię pisać tylko rano, zakładam, że ty również, a wiem, że rano siedzisz w radiu i rozmawiasz z ludźmi, co wytrąca cię z rytmu literackiego.

Oraz równowagi”.

— PIOTR ZAREMBA PYTA JANA ENGLERTA O PUBLICYSTYKĘ WYGŁASZANĄ ZE SCENY – fragment rozmowy w DGP:
“Teraz lewicowi twórcy odwołują się do tradycji teatru politycznego. Pan lubi publicystykę wygłaszaną ze sceny?

– Niech to istnieje, teatr może służyć polityce. Choć ja nie lubię teatru interwencyjnego, mnie teatr jako trybuna nie interesuje – ani jako twórcy, ani jako człowieka. Ale przecież teatr jest konwencją, umową między twórcą i odbiorcą, więc siłą rzeczy rozmawia także o polityce.

Nie poszedł pan na „Klątwę” w Teatrze Powszechnym?

– Wkurzał mnie mechanizm promowania tego spektaklu. Po co mi pan Mrozek opisuje w „Wyborczej” wszystkie najbardziej ekstremalne sceny? Po to, żeby mnie sprowokować, żebym z góry był ustawiony nieobiektywnie. Nie wypowiadałem się na podstawie relacji, choć w moim pojęciu granica dotykania problemu jest tam przekroczona. Ja staram się nie machać żadną flagą, a pozwalam machać flagą w moim teatrze różnym stronom. Żartuję sobie, że jak przestanę być dyrektorem, trzeba będzie mnie szybko zabić. Bo napiszę książkę o paru zdarzeniach, w których brałem udział (śmiech)”.

— ZAREMBA PYTA ENGLERTA O TEZĘ: “KONSERWATYWNA WŁADZA KRZYWDZI ARTYSTÓW:

”- Dlatego gdy do takiego chlaszczącego teatru nie przychodzą widzowie, władza zmienia dyrekcję. Nie krzyczmy, że to skandal. Trzeba poszukać sobie innego adresu, innych wyznawców.

Robi się z tego problem polityczny: „Konserwatywna władza krzywdzi artystów”.

– Bo dożyliśmy czasów, kiedy udało nam się dokładnie podzielić. Szukamy wrogów.

Panu przeszkadza obecny polityczno-ideowy podział?

– Mnie przeszkadza fałsz linii podziału. Ona nie jest do końca czytelna. W komunie było jasne: oni to oni, centrala mieści się w Moskwie. Teraz gryziemy się sami z sobą. Jeśli chodzi o moje podwórko, nie widzę sensownej linii demarkacyjnej. A zarazem siła teatru politycznego wystarczy na 20 przedstawień. Ja tego nie osądzam, nie deprecjonuję. Ale „Tartuffe” Moliera jest u mnie grany przy bitych kompletach przez 11 lat. Minęły dwie konwencje teatralne, a przedstawienie się trzyma i zwykle kończy się stojącą owacją. Ciężkie, nieefektowne buty, a jednak nadal są, nie rozlazły się. A szpilki się łamią. Nie mam nic przeciw szpilkom. Nie lubię tylko, jak wsadza mi się na nogi łapcie i wmawia, że to lakierki. I jeszcze szewc za to, że mnie oszukał, bierze dodatkowe pieniądze”. http://kultura.dziennik.pl/teatr/artykuly/565527,jan-englert-teraz-gryziemy-sie-sami-z-soba.htm

300polityka.pl

Znów Aleja Planu 6-letniego zamiast Alei Lecha Kaczyńskiego. Radni z Bydgoszczy przywrócili starą nazwę

© shutterstock

 

W Bydgoszczy radni PO i SLD przegłosowali decyzję o zmianie nazwy Alei Lecha Kaczyńskiego na poprzednią – Planu Sześcioletniego – informuje „Gazeta Pomorska”. Wojewoda, powołując się na ustawę dekomunizacyjną, może jednak zmienić starą nazwę i patronem alei zostanie ponownie poległy w Smoleńsku prezydent.

13 grudnia wojewoda kujawsko-pomorski Mikołaj Bogdanowicz podjął decyzję o zmianie nazwy Alei Planu Sześcioletniego na Al. Lecha Kaczyńskiego. Nowa nazwa weszła w życie 28 grudnia o północy. Natychmiast zainterweniowali radni z ugrupowań opozycyjnych. Reprezentanci PO i SLD stwierdzili, że nie zgodzą się na nadanie alei imienia dawnego prezydenta, ponieważ nowa nazwa dzieli mieszkańców zamiast ich łączyć. – W ankiecie, jaką ogłosiliśmy na portalu społecznościowym, aż 93 proc. mieszkańców zdecydowało, że jest przeciwko zmianom – ogłosił radny PO Jakub Mikołajczak.

Radni PiS skrytykowali przeprowadzenie badania opinii publicznej za pomocą portalu społecznościowego. – To jest parodia konsultacji – uznał Paweł Bokiej z partii rządzącej. – Jak mocno trzeba nienawidzić tego człowieka, by deptać jego pamięć i to po raz kolejny? – pytał. – To poseł Jarosław Kaczyński zrobił wszystko, by zohydzić nam postać swojego brata, a cała ustawa dekomunizacyjna powstała po to, by w każdym mieście i każdej wsi były ulice oraz pomniki Lecha Kaczyńskiego – uznała radna PO Agnieszka Bąk.- Macie alergię na prezydenta, który tyle zrobił dla naszego kraju – skwitował decyzję Andrzej Młyński z PiS.

28 grudnia, 15 głosami za i 13 przeciw radni zdecydowali, że ulica będzie znów nosić nazwę Planu Sześcioletniego. Reprezentanci PiS uznali, że uchwała propaguje ustrój totalitarny i do Bydgoszczy znowu „przylgnie łatka czerwonego miasta”. Prawdopodobnie jednak, wojewoda może powołać się na zapis ustawy dekomunizacyjnej i cofnąć przegłosowaną zmianę.

Ledwo zdążyła się uprawomocnić decyzja o zmianie nazwy Aleje Planu 6-letniego na Aleje prezydenta Lecha Kaczyńskiego, wprowadzona w ramach tzw. dekomunizacji ulic, a radni miasta Bydgoszczy już przywrócili starą nazwę.

Podobny los spotkał sąsiednią ulicę Bernarda Śliwińskiego. Zamiast nazwy upamiętniającej prezydenta Bydgoszczy w latach 1922-1930 powrócono do dawnej nazwy – ulica Przodowników Pracy.

Nazwy: Al. prezydenta Lecha Kaczyńskiego i ul. Przodowników Pracy zostały nadane zarządzeniem zastępczym wojewody kujawsko-pomorskiego Mikołaja Bogdanowicza, wydanym na postawie Ustawy o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej.

Wojewoda, ogłaszając 12 grudnia decyzję w zmianie nazw ulic mówił, że „przywracana jest dziejowa sprawiedliwość”. Decyzja została ogłoszona 13 grudnia w Dzienniku Urzędowym Województwa Kujawsko-Pomorskiego i uprawomocniła się po 14 dniach.

Z wnioskiem o przywrócenie starych nazw ulic na sesji wystąpiła grupa radnych PO, uzasadniając to wolą mieszkańców.

Radny Jakub Mikołajczak argumentował, że w czasie konsultacji w mediach społecznościowych 93 proc. osób opowiedziało się za pozostawieniem starej nazwy Al. Planu 6-letniego, a radna Monika Matowska powołała się na ankietę przeprowadzoną wśród mieszkańców tej ulicy, z których 63 odpowiedziało się za starą nazwą, a 17 – za wprowadzoną przez wojewodę.

Inicjatywa kolejnej zmiany nazw spotkała się z ostrą reakcją radnych PiS. M.in. radny Krystian Frelichowski pytał radnych PO, jak to się dzieje, że po 7 latach od śmierci Lecha Kaczyńskiego ciągle się go boją. Zarzucono też niestaranność przygotowania uchwały w sprawie zamian i sprzeczność z tzw. ustawą dekomunizacyjną.

Nazwa Al. Planu 6-letniego odnosi się do planu, którego oficjalnie był określany jako 6-letni plan rozwoju gospodarczego i budowy podstaw socjalizmu na 1950–55. Znaczna część osiedla Kapuściska w pobliżu alei została wzniesiona w trackie realizacji Planu 6-letniego. Z kolei bloki przy ul. Przodowników Pracy na tym samym osiedlu powstały na przełomie lat 60. i 70. zeszłego stulecia, a nazwa ulicy nawiązywała do tzw. socjalistycznego współzawodnictwa pracy.

Ostatecznie za zmianą nazw ulic i przywrócenia dawnych nazw zagłosowało 15 radnych koalicji PO-SLD, a przeciwnych było 12 radnych PiS i jeden niezrzeszony.

Wcześniej imię Lecha Kaczyńskiego miał nosić most przez Bdrę. Taką decyzję w sprawie dopiero mającego powstać mostu podjęli radni Bydgoszczy 14 kwietnia 2010 r., na wniosek prezydenta Konstantego Dombrowicza (niezrz.) Jednak 27 listopada 2013 r., gdy zbliżał się moment otwarcia mostu, rada miasta głosami radnych PO i SLD, przy sprzeciwie radnych PiS, uchyliła decyzję i zdecydowała, że przeprawa będzie nosić nazwę Most Uniwersytecki, gdyż jest on częścią Trasy Uniwersyteckiej.

dziennik.pl

„Komisja Europejska musi wytłumaczyć zwolennikom PiS, że istnieją czerwone linie, których nie mogą przekraczać”

Komisja Europejska musi wytłumaczyć zwolennikom PiS i innym siłom narodowym w Europie, że istnieją czerwone linie, których nie mogą przekraczać – komentuje w piątek dziennik „New York Times”, chwaląc uruchomienie przez KE art. 7 traktatu UE wobec Polski.

Jak czytamy w artykule redakcyjnym, po podjęciu przez UE 20 grudnia bezprecedensowego kroku w kierunku pozbawienia Polski prawa głosu we Wspólnocie, wśród prawicy w Europie wybuchło oburzenie. Oskarżano „bezimienną demokrację” o robienie na złość suwerennemu państwu, a węgierska prorządowa gazeta „Magyar Hirlap” grzmiała, że jest to dowód, iż Bruksela zamierza ukarać kraje, które sprzeciwiają się przyjęciu muzułmańskich migrantów – pisze „NYT”.

Nie było to nic z tych rzeczy. Komisja Europejska wielokrotnie ostrzegała PiS, że jego stałe wysiłki, by podważyć niezależność sądownictwa są niedopuszczalnym atakiem na podstawową zasadę UE i zachodniej demokracji – czytamy. Gdy w Polsce przyjęto ustawy, które „upolityczniały sądowe nominacje dając zdominowanej przez PiS władzy ustawodawczej kontrolę nad ciałem, które dokonuje selekcji, Komisja nie miała innego wyjścia jak uruchomić artykuł 7 traktatu UE” – dodaje „NYT”.

Dziennik przypomina, że artykuł 7 jest często nazywany „opcją nuklearną” UE, gdyż stanowi najpoważniejsze dostępne sankcje. W rzeczywistości jest on bardziej symboliczny niż dotkliwy – ocenia gazeta. Wyjaśnia, że Polska ma trzy miesiące na zajęcie się obawami KE, a jeśli tego nie zrobi, UE będzie potrzebowała zgody wszystkich innych członków, by pozbawić Polskę prawa głosu. Węgry obiecały już, że zawetują takie działania. Jednak już samo powołanie się po raz pierwszy w historii Unii na artykuł 7 to nadzwyczajne upomnienie rządu i potężnego lidera PiS Jarosława Kaczyńskiego – uważa „NYT”.

Od dawna jest oczywiste, że Kaczyński i ludzie jemu podobni nie mają szacunku dla praworządności. Od powrotu PiS do władzy w 2015 roku, (Kaczyński – PAP) atakował wszelki sprzeciw wobec swego narodowego programu, czy to ze strony Wspólnoty, czy też mediów, partii liberalnych czy sądów, jako działalność wywrotową wobec woli narodu – pisze gazeta.

Według „NYT” poradzenie sobie z większością tych kwestii jest zadaniem samych Polaków. Jednak niezależne sądownictwo jest nie tylko ostoją porządku demokratycznego, pod którym Polska podpisała się, gdy wchodziła do Unii Europejskiej, ale też podstawowym wymogiem funkcjonowania wspólnego rynku – zauważa. Przestrzeganie traktatów, na których opiera się Unia, niewątpliwie jest w zakresie kompetencji Komisji Europejskiej – dodaje dziennik.

Komisja Europejska słusznie powołała się na artykuł 7 – ocenia „NYT”. Według amerykańskiego dziennika KE musi teraz stanowczo wyjaśnić zwolennikom Kaczyńskiego i innym siłom narodowym w całej Europie, że „istnieją czerwone linie, których nie mogą przekroczyć, nie dlatego, że tak się podoba Brukseli, ale dla ich własnego dobra. Niezależne sądownictwo jest wśród nich (czerwonych linii – PAP) najważniejsze” – dodaje.

dziennik.pl

Mec. Jacek Dubois: Coraz bliżej włoskiego faszyzmu

Mec. Jacek Dubois: Coraz bliżej włoskiego faszyzmu

Ideologia, na którą powołuje się obecny premier i która pojawiała się w wypowiedziach prezesa Kaczyńskiego, to ideologia zbliżona do założeń włoskiego faszyzmu. Tam też mówiono, że wola ludu jest ponad prawem, że dobro państwa jest poza regułami. Wracamy do pewnych założeń i ideologii ruchów masowych, które powstały w latach 30. i zakładały nadrzędność kultu państwa nad interesem poszczególnych obywateli i ich prawami. To przerażające, bo idziemy w tej chwili najgorszymi drogami znanymi z historii – mówi w rozmowie z nami Jacek Dubois, adwokat, członek Trybunału Stanu

JUSTYNA KOĆ: Podczas prac w Senacie nad prezydenckimi projektami ustaw o SN i KRS marszałek Karczewski już zapowiedział, że Senat będzie pracował do skutku, nawet w weekend. To wszystko chyba świadczy, że partii rządzącej bardzo się spieszy z przyjęciem tych ustaw.

JACEK DUBOIS: To przede wszystkim świadczy o braku profesjonalizmu, dlatego że każda legislacja zgodnie z zasadami demokratycznego, cywilizowanego państwa powinna być poparta najpierw konsultacjami, a potem głębokim namysłem i głosowaniem rozumnym. Tutaj mamy do czynienia z pominięciem tych wszystkich rzeczy, czyli mamy do czynienia z brakiem konsultacji, zadumy i w konsekwencji brakiem myślenia. To oznacza, że szykuje się potworek legislacyjny naruszający konstytucję. Oczywiście wytłumaczenie, dlaczego narusza się prawo w pośpiechu, jest proste.

Legalnie wybrana władza bezprawnie zmienia konstytucyjny system. Chce to zrobić nim obywatele zorganizują się do skutecznego protestu.

Po przyjęciu tych ustaw nie będzie już trójpodziału władzy?

Uważam, że na pewno zostanie naruszona zasada konstytucyjna. Natomiast legislacja to nie wszystko. Okres komunizmu to czas, kiedy mieliśmy konstytucję, która dawała na papierze wiele praw obywatelskich, ale tak naprawdę te prawa nie istniały. Patrząc na to z drugiej strony, będziemy mieli prawo, które narusza trójpodział władzy, ale zostają sędziowie jako ludzie. Oni mają swoją broń w postaci konstytucji, która określa prawa i wolności obywateli i zasady ich funkcjonowania. Mogą ją stosować bezpośrednio. Dopóki ci ludzie nie ugną się przed władzą wykonawczą, która próbuje ich ubezwłasnowolnić, która chce spowodować, że art. 45 i 173 Konstytucji przestanie funkcjonować, czyli że sądy nie będą władzą osobną i niezależną.

Tak długo jak sędziowie będą orzekać zgodnie ze swoim sumieniem – to trójpodział władzy będzie. W tej chwili likwidowane są gwarancje prawne, ale pozostają ludzie, którzy swoją odwagą i stanowczością mogą jeszcze tę niezawisłość utrzymać.

Wierzy pan w to, że sędziowie mogą uratować w ten sposób trójpodział? Mimo apeli środowisk sędziowskich i prawniczych znajdują się sędziowie, którzy przyjmują posady od ministra Ziobry.

Ponieważ zniszczyliśmy autorytety, to ludzie, którzy są pod ogromną presją, ciągle nie mają drogowskazu. Nie mamy instrukcji, jak się zachować w przypadku zagrożenia instytucji państwowych. Można się różnie zachować np. uznać „ja swoją uczciwością to uratuję”, można odmawiać posad mówiąc, że „ja nie wezmę udziału w czymś, co jest psuciem demokracji”. By wiedzieć jak postępować wobec etycznych dylematów powinniśmy odbudować autorytety, które wskażą nam drogę. Mam na myśli autorytety prawdziwe, a nie te w stylu Pinokiów, których wielu w tej chwili jest w Sejmie i Senacie.

Nie wiadomo też jak się zachować wobec agresji prawnej rządzącej większości, która naruszając prawo de facto traci mandat do tego, żeby być uważana za władzę.

Ostatnie autorytety próbują jeszcze tłumaczyć zagrożenia, jak prof. Adam Strzembosz, który w specjalnym spocie namawia prezydenta, aby zapisał się w historii jako bohater i zawetował „swoje ustawy”. Myśli pan, że posłucha prof. Strzembosza?

To jest właśnie cel, jaki przyświecał przy zakładaniu inicjatywy „Wolne sądy”, która wyprodukowała ten spot. Od lipca na naszym portalu „Wolne sądy” zbieramy wypowiedzi ludzi, którzy są autorytetami. Oni opowiadają, czym grozi łamanie konstytucji, psucie prawa. Nieszczęściem jest to, że tak mało ludzi decyduje się zabierać w tej sprawie głos publicznie.

Złe czasy wymagają tego, żeby mówić głośno, żeby wyjść z bezpiecznych miejsc i podążyć państwu na pomoc.

Ludzie boją się zabierać głos w obronie sądów?

Na pewno się boją, bo władza od dłuższego czasu stosuje coś, co nazywamy efektem mrożącym. Jakakolwiek działanie przeciwko władzy staje się nieopłacalne, dolegliwe i wygodniej jest milczeć. Wygoda jest jednak lekarstwem na krótko, natomiast nie pomoże w ratowaniu kraju.

Podczas debaty w senacie Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar powiedział, że „te ustawy burzą dorobek historii III RP”. Zgadza się pan z tym?

Ja pamiętam, kiedy tworzyliśmy III RP jako społeczeństwo, kiedy najpierw był Okrągły Stół, potem prace nad Konstytucją, to zgodną wolą było to, że stwarzamy instytucje gwarancyjne dla demokracji. Jedną z takich gwarancji był właśnie trójpodział władzy, który zapewnia przede wszystkim bezpieczeństwo obywateli i instytucji przed zakusami państwa. Ta umowa jest łamana przez osoby, które były zresztą jej sygnatariuszami. Teraz

dla doraźnych korzyści własnych rezygnują z zasad prawa.

Mogę tylko to skomentować tak, że ta ideologia, na którą powołuje się obecny premier i która pojawiała się w wypowiedziach prezesa Kaczyńskiego, to ideologia zbliżona do założeń włoskiego faszyzmu. Tam też mówiono, że wola ludu jest ponad prawem, że dobro państwa jest poza regułami. Wracamy do pewnych założeń i ideologii ruchów masowych, które powstały w latach 30. i zakładały nadrzędność kultu państwa nad interesem poszczególnych obywateli i ich prawami. To przerażające, bo idziemy w tej chwili najgorszymi drogami znanymi z historii.

PiS tłumaczy, że suweren musi mieć większy wpływ na sądy, dlatego m.in. wprowadza Izbę Dyscyplinarną w SN. To ma być bat na niepokornych sędziów?

Izba Dyscyplinarna w Sądzie Najwyższym jest totalnym bublem legislacyjnym, mającym dawać efekt mrożący. Celem jej utworzenia jest próba zamienienia niezawisłego sędziego na urzędnika mianowanego przez państwo, który jeżeli nie postąpi zgodnie z wolą władzy, poniesie odpowiedzialność. To jest odejście od idei niezawisłości sędziowskiej, w której sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu podlegają tylko konstytucji oraz ustawom.

Sędziowie dostają jasny sygnał: przewiduj to, co mówi władza, a będziesz bezpieczny, jeżeli nie posłuchasz jej sygnałów, może cię spotkać odpowiedzialność.

Pan jest adwokatem. Czy wobec tych zmian, które szykuje nam rząd, pana zawód ma w ogóle sens?

Oczywiście, bo sądy nadal będą miejscem prowadzenia sporu. Jego wynik nie będzie z góry przesądzony bo ponad złym prawem będzie Konstytucja. Ostateczna decyzja należy do sędziego, który jeśli będzie chciał będzie mógł wydać sprawiedliwe orzeczenie. Sąd pozostanie miejscem debaty nawet w sytuacji gdy w innych miejscach obywatele nie będą mieli możliwości mówienia tego, co myślą. Nie mówię tego gołosłownie, wielu na teren sejmu nie może już wchodzić.

Historia toczy koło.

W okresie socjalizmu ludzie byli pociągani do odpowiedzialności za swoje przekonania i to zagrożenie zaczyna powracać. Wtedy adwokaci walczyli o prawa człowieka i będą robić to teraz.

Najświetniejsza historia adwokatury to okresy kryzysu demokracji. Adwokatura nie jest doceniana w czasach dostatku i spokoju, ale pokazywała swoją wielkość, kiedy prawa obywatelskie były naruszane. W trakcie procesów politycznych stanu wojennego wielcy adwokaci potrafili godnie bronić zasad, swoimi wystąpieniami przechodząc do historii.

Wtedy sądy były ostatnimi bastionami, gdzie adwokaci bronili zasad demokracji. Historia może się powtórzyć. Wtedy gdy zatrzymywano obywateli za poglądy oficjalnie stawiano im zastępcze zarzuty na przykład zaśmiecania miasta gdy rozrzucali ulotki. Nawet jeśli do zaśmiecania dojdzie jako adwokaci będziemy stawiać pytanie, czy działanie w celu obrony zasad konstytucji przeciwko władzy która te zasady narusza ma w sobie element społecznego niebezpieczeństwa co jest niezbędne do skazania.

Sędziowie będą musieli rozstrzygnąć, czy za pokojowe działania w obronie konstytucji można skazać. Takie sprawy będą papierkiem lakmusowym, na ile zasada niezawisłości sędziowskiej funkcjonuje.

Pięknie to brzmi, ale ja już wyobrażam sobie sytuację, w której sędzia wydaje wyrok uniewinniający, a minister Ziobro następnego dnia przenosi go do sądu pod wschodnią granicę.

Tak, ale ten sędzia odejdzie wtedy godny i niezawisły, a za dwa lata wróci na panteon. Tylko wtedy jesteśmy w stanie obronić zasady, kiedy jesteśmy im wierni, nawet gdy to stanie się niewygodne. Proszę pamiętać, że stan wojenny, którego rocznicę wprowadzenia właśnie obchodziliśmy, to też piękna karta dla części sędziów. Przecież i sędzia Strzembosz, i jego drużyna, która tworzyła Sąd Najwyższy w wolnej Polsce, to ludzie, którzy wyszli godnie z okresu próby, z okresu, gdy próbowano niezawisłość sędziowską zniszczyć.

Słyszę, że jest pan optymistą, ale ciężko podzielić mi pana zdanie.

Może nie jestem optymistą doraźnym, ale jestem optymistą historycznym. Patrzę na życie poprzez naukę historii.

Każdy wiek to jest ileś przypadków, kiedy różnego rodzaju barbarzyńcy pod różnymi szyldami – autokratów, komunistów, faszystów – próbowali naruszyć prawo i za każdym razem prawo prędzej czy później się obroniło. Czasem trwało to kilka miesięcy, czasem kilka lat, a czasem kilkadziesiąt, ale za każdym razem prawo zwyciężało.

Człowiek zdaje sobie w końcu sprawę, że prawo jest jego najlepszym przyjacielem. Przez tysiące lat historii prawo zwyciężało i podejrzewam, że zwycięży też teraz. Pytanie tylko, jaką cenę za to zapłacimy.

Czy w tym kontekście możemy czytać decyzję PiS-u o wycofaniu się niektórych zapisów w nowym prawie o ordynacji wyborczej, czy raczej chodzi o starą taktykę PiS, że najpierw dajemy zaporowe warunki, a potem z części się wycofujemy, a wszyscy przyjmują to z ulgą?

Myślę, że to jest zasada negocjacyjna: zażądać rzeczy niewykonalnych, żeby finalnie dostać więcej niż by się mogło dostać w normalnych warunkach. Nie da się, nawet mając wszystkie atuty, wygrać przeciwko woli większości społeczeństwa. Wydaje mi się, że

w tej chwili mamy nieuczciwego gracza, który narusza zasady, żeby uzyskać lepszą pozycję.

Wydaje mi się, że najlepszą receptą na to jest pokazywanie i przekonywanie obywateli, że, mówiąc kolokwialnie, są „robieni w konia”. Proszę zwrócić uwagę, że siłą napędową działań PiS,  jest elektorat mający niższe wykształcenie,  nieznający procesów historycznych,  niezdający sobie sprawy z następstw określonych działań i patrzący na życie poprzez doraźne korzyści ekonomiczne. Im dużo trudniej wykryć niebezpieczeństwa niż, powiedzmy, historykowi czy politologowi, który szybciej dostrzeże i zdefiniuje pewne mechanizmy.

Jeżeli to, co działo się w 2015 roku, czyli zamach na Trybunał Konstytucyjny, oceniał prawnik, to wystarczyło mu wrócić do historii i zobaczyć, co działo się w 1933 roku z TK w Austrii, by przewidzieć dalsze działania władzy.

Oczywiście to nie jest ta skala i tutaj nie ma terroru, nie można porównywać metod, ale zasada jest ta sama.

Podobnie można przewidywać przyszłość z kary nałożonej na TVN przez KRRiT? Niby to nie jest kneblowanie ust, ale wszyscy wiedzą, że ma to wywołać i wywołuje efekt mrożący.

Przede wszystkim ta kara to przejaw skrajnej niesprawiedliwości, po drugie, to skrajna nierówność traktowania, a więc naruszenie zasad konstytucyjnych. Jeżeli porównać rzetelność TVN, do TVP Info to ta ostatnia powinno być obciążone miliardowymi karami. Zaburzona jest więc zasada równości. Efekt mrożący oczywiście tu też jest. Nawet jeśli ta sprawa przez TVN zostanie wygrana, to został dany sygnał dla mniejszych nadawców. Będziesz siedział cicho, nic ci nie grozi, będziesz odważny, to zostaniesz ukarany. Władza musi zrozumieć, że społeczeństwo nie jest od tego, żeby stosować na nim zasadę kija i marchewki. Nie może być tak, że dostaniemy marchewkę za to, że będziemy grzeczni. To społeczeństwo kreuje władzę, która jest dla niego, a nie na odwrót. Oczywiście jest jakaś część społeczeństwa, która lubi być podporządkowana i ma duszę niewolnika, ale cała reszta ma silną tradycję niepodległościową.

To jest tak samo, jak przy zaborach, tylko zaborcą nie jest obce państwo. Jesteśmy pod zaborem prawnym, bo zostaliśmy pozbawieni tego, co było ustalone w umowie społecznej w postaci konstytucji.

Konstytucja dała nam szereg wolności i każdego dnia te wolności po kolei są nam odbierane. To może się udać jeden, drugi, raz, ale za którymś razem się nie uda.

wiadomo.co

%d blogerów lubi to: