U Waszczykowskiego możesz zostać Misiewiczem dyplomacji

Jeżeli masz jako taki sprawny komputer, potrafisz zamknąć oczy na ewidentne rozmijanie się „prawdy” z rozumem, jesteś w każdej chwili gotowy do zatkania nosa, nie jesteś wegetarianinem, ani nie tolerujesz rowerzystów na ścieżkach rowerowych, to masz talent.

Wg wzorca PiS jesteś predysponowany, aby zostać dyplomatą w resorcie Witolda Waszczykowskiego. Tam takich jak ty potrzebują. Poradzisz sobie na każdej głębokiej wodzie.

Frans Timmermans powie, że w Polsce jest mało demokracji, a wręcz jej nie  ma, to ty lecisz do Waszczykowskiego i donosisz na tego europolityka. Waszczykowski dostaje wówczas piany na ustach, pisze list protestacyjny, ty w tym czasie nie opuszczasz gabinetu ministra, aby nie wyprtkował cię jakiś cwaniak, czekasz aż Waszczykowski skończy pisanie listu protestacyjnego,  po ostatniej kropce i parafie szefa bierzesz list ze sobą.

Idziesz do siebie i tłumaczysz. Co? Nie znasz angielskiego? A od czego jest twój jako tako sprawny komputer? Wrzucasz na googlach funkcję tłumacz angielskiego, list zostaje przetłumaczony i publikujesz go na stronach MSZ.

Napawasz się sukcesem, ale też cierpliwie czekasz, aż  Waszczykowskiemu powinie się noga bardziej niż przy „sukcesie” 1:27, dajmy na 1:79. Jest nadzieja, że prezes Kaczyński się wkurzy, a jak nie, to spróbować możessz donosu, dotrzeć do słynnego gabinetu w gmachu przy Nowogrodzkiej.

I wówczas może zaznać łaski pańskiej. Takiej iż Waszczykowski zostanie wykopany, a ty z niegorszymi kompetencjami zastąpisz go na stanowisku.

Powyżej moje mniemanie dotyczące sukcesu w PiS, awasu jakiegokolwiek Misiewicza, suponuję na podstawie materiału portalu gazeta.pl, na którym przeanalizowano oświadczenie Waszczykowskiego w sprawie wypowiedzi Emmenuele Macron, tekst został przetłumaczony na angielski, który to język woła o pomstę do niego, ale nie do Kaczyńskiego, bo ten jak wiadomo nie jest raczej poliglotą.

Morał: każdy Polak nosi w plecaku buławę dyplomaty PiS.

Więcej >>>

Nauczyciele angielskiego sprawdzili głośne oświadczenie MSZ ws. słów Macrona. Efekt?

mako, 04.05.2017
– Moi maturzyści nie popełniliby takich błędów – mówi nam nauczycielka z Pucka po lekturze oświadczenia, które wyszło z resortu Waszczykowskiego. – Tekst został ewidentnie przetłumaczony przez Google Translatora – dodaje inny anglista.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych ostro zareagowało na krytykę ze strony Emmanuela Macrona, który nazwał Jarosława Kaczyńskiego, Viktora Orbana i Władimira Putina„sojusznikami Marine Le Pen”. Na stronie MSZ pojawiło się oświadczenie w języku angielskim, w którym dział prasowy oznajmił, iż polskie MSZ z uwagą przygląda się francuskim wyborom prezydenckim i z przykrością odnotowało słowa Macrona.

Już na pierwszy rzut oka widać, że w komunikacie roi się od błędów – stylistycznych, gramatycznych, interpunkcyjnych… Poprosiliśmy więc ekspertów o jego sprawdzenie.

MSZ popełnia w oficjalnym piśmie błędy gramatyczne, wprowadza polski szyk zdania w anglojęzycznym tekście i ewidentnie tłumaczy z użyciem Google Translatora

– krytykuje Jacek, wieloletni nauczyciel kilku warszawskich szkół językowych, który poprawił dla nas ten tekst.

Jak zwraca uwagę Paulina Labuda, nauczycielka języka angielskiego w I LO im. Stefana Żeromskiego w Pucku, jest spora szansa, że licealiści na poziomie B2 napisaliby ten komunikat o wiele lepiej.

Moi maturzyści raczej nie popełniliby takich błędów w szyku wyrazów i używaniu przedimków. Nie tłumaczyliby też dosłownie polskich sformułowań, ale zastosowaliby angielskie konstrukcje gramatyczne

– oceniła w rozmowie z portalem Gazeta.pl.

Tekst z ministerstwa pokazaliśmy też native speakerowi z USA.

Lista poprawek od anglistów jest długa. Prezentujemy ją na poniższym gifie:

A TERAZ ZOBACZ: „Złote myśli” Jana Szyszki. Tylko w jednym wywiadzie dla „Gazety Polskiej” znaleźliśmy ich tak wiele >>>

Matura z matematyki? Były prezydent przyznaje: Poszła dobrze dzięki współpracy z kolegami

http://www.gazeta.tv/plej/19,114927,21763869,video.html

gazeta.pl

 

CZWARTEK, 4 MAJA 2017

Schetyna o marszu 6 maja: Kilkadziesiąt tysięcy to na pewno będzie sukces

20:59

Schetyna o marszu 6 maja: Kilkadziesiąt tysięcy to na pewno będzie sukces

– Myślę, że kilkadziesiąt tysięcy to na pewno będzie sukces (…) Każda osoba przez nas jest szczególnie zapraszana i witana, będziemy się cieszyć ze wspólnej obecności – mówił Grzegorz Schetyna w rozmowie z Dariuszem Ociepą w „To był dzień” Polsat News, pytany o spodziewaną liczbę uczestników na Marszu Wolności 6 maja.

20:52

Schetyna: Będziemy proponować zapisy, które wprowadzą kotwicę dla parlamentarnej demokracji

– Jeszcze przed wyborami powołamy komisję wybitnych prawników, konstytucjonalistów i będziemy chcieli jedną ustawę wprowadzić taki system, który nie tylko przywróci status quo czyli sytuację przed tym procesem łamania prawa i Konstytucji przez PiS, ale też będziemy proponować zapisy, które wprowadzą taką kotwicę dla parlamentarnej demokracji, szacunku dla Konstytucji – mówił Grzegorz Schetyna w rozmowie z Dariuszem Ociepą w „To był dzień” Polsat News.

20:41

Schetyna: Jeżeli jest pomysł, jestem otwarty do rozmowy. Ale tu nie ma żadnej rozmowy

– Jeżeli jest pomysł, jestem otwarty – też jako przewodniczący największej partii opozycyjnej – do rozmowy o tej kwestii. Ale tu nie ma żadnej rozmowy, żadnego tematu. jest tylko nieudolna próba zajęcia pola w perspektywie zbliżającej się setnej rocznicy niepodległości – mówił Grzegorz Schetyna w rozmowie z Dariuszem Ociepą w „To był dzień” Polsat News.

20:32

Schetyna: Widziałem twarze polityków PiS zdumionych propozycjami prezydenta

– Powiedzmy sobie szczerze. Na razie nie ma żadnej propozycji, niczego na stole w tej kwestii. Nie ma propozycji referendum, bo widziałem twarze polityków PiS zdumionych propozycjami prezydenta. Tak, wierzę [że to nie było konsultowane], bo widzę, jaki bałagan jest i w PiS-ie i jakie są relacje między prezydentem a Nowogrodzką. Widzę, jak zajmował się jako zwierzchnik sił zbrojnych sprawą Macierewicza. Widzę to wszystko. Wszyscy widzimy – mówił Grzegorz Schetyna w rozmowie z Dariuszem Ociepą w „To był dzień” Polsat News.

20:21

Gowin: Nie znajduję dowodów, że w Smoleńsku doszło do zamachu

– Czekam na ustalenia polskiej prokuratury. Powiem uczciwie, że nie śledziłem specjalnie przebiegu ani efektów prac komisji Berczyńskiego. Nie wierzę w zamach w tym sensie, że nie znajduję dowodów, że doszło do zamachu. Dopóki trwają prace prokuratury i w Polsce nie ma szczątków Tupolewa, co do zasady nie można wykluczać żadnego scenariusza, ale na razie wśród argumentów, które zostały przedstrawione, nie ma takiego, który przekonałby mnie do zamachu – mówił Jarosław Gowin w rozmowie z Moniką Olejnik w „Kropce nad i” TVN24.

19:34

Ujazdowski: Polska potrzebuje reformy Konstytucji, ale na gruncie jej poszanowania

Polska potrzebuje reformy Konstytucji, ale na gruncie jej poszanowania, respektu dla jej fundamentalnych zasad. Potrzebuje reformy choćby z tego względu, że mamy system wewnętrznie zablokowany, egzekutywy, niedoprowadzoną demokrację bezpośrednią – tak zaprojektowane referendum, że realne korzystanie z tej instytucji jest bardzo wątpliwe. Nie mamy rozdziału europejskiego, konstytucyjnych narzędzi aktywnej polityki UE, które posiada większość z państw europejskich. Wreszcie Senat nie odgrywa twórczej roli politycznej, ustrojowej, jest właściwie kopią Sejmu. Tak, ale powtarzam propozycję nadania mu nowej formuły w oparciu o samorządu, ale ta reforma powinna następować przy szacunku dla Konstytucji, stosowania jej w sposób bardzo bezwzględny oraz rekonstrukcji TK, którego niezależność została podważona – mówił Kazimierz Michał Ujazdowski w rozmowie z Anitą Werner w „Faktach po faktach” TVN24.

300polityka.pl

Przed Marszem Wolności: Europa boi się PiS

WYWIAD
Tomasz Nyczka, 04 maja 2017

Mecenas Bartłomiej Piotrowski z Katowic

Mecenas Bartłomiej Piotrowski z Katowic (GRZEGORZ CELEJEWSKI)

Minister Zbigniew Ziobro nie zabrał się jeszcze za adwokatów. Ale myślę, że nam też nie przepuści – mówi mec. Bartłomiej Piotrowski, adwokat z Katowic, działacz KOD i prawnik nauczycielek z Zabrza, które za udział w „czarnym proteście” stanęły przed komisją dyscyplinarną kuratorium

Tomasz Nyczka: W sobotę przez Warszawę przejdzie organizowany przez Platformę Obywatelską Marsz Wolności. Pan też tam będzie.

Mec. Bartłomiej Piotrowski: Do Warszawy przyjadą autokary z całej Polski. PiS próbuje teraz rozmontować państwo. Przerażające jest dla mnie niszczenie trójpodziału władzy i atak na sądy.

Gdy reforma sądów wejdzie w życie, minister Zbigniew Ziobro będzie całkowicie kontrolował pracę sędziów.

Reforma Krajowej Rady Sądownictwa skończy się tym, że w sądach orzekać będą pseudosędziowie, bo to Krajowa Rada Sądownictwa decyduje o awansach i nominacjach sędziowskich. Proszę zwrócić uwagę na to, że w polskich sądach jest teraz ok. 500 wakatów. PiS ewidentnie czeka na to, by umieścić tam swoich ludzi.

20 maja w Katowicach sędziowie, adwokaci i radcowie prawni organizują wielką konferencję na temat reformy. Będziemy rozmawiać o tych zmianach i zastanawiać się, jak je powstrzymać. Na razie minister Zbigniew Ziobro nie zabrał się jeszcze za adwokatów. Ale jestem przekonany, że nam też nie przepuści.

Sobotni Marsz Wolności organizowany jest też pod hasłem obrony europejskich wartości. Niedawno kandydat na prezydenta Francji Emmanuel Macron postawił Polskę w jednym rzędzie z Węgrami i Rosją. Stwierdził, że to „przyjaciele i sojusznicy Marine Le Pen”.

Mamy fatalną opinię w Europie. Sędziowie z innych krajów są przerażeni tym, co się dzieje w Polsce.

Paradoksalnie, odnosząc się do wyborów we Francji – PiS ma jedną zasługę. Zawdzięczamy mu to, że Europa przestraszyła się sytuacji w Polsce i trochę otrzeźwiała. Fala populizmu została zatrzymana. Potwierdzają to wybory w Holandii, w których populiści przegrali. Teraz przegrają najpewniej we Francji.

W październiku 2016 roku bronił pan nauczycielek i pracownic szkoły w Zabrzu – na znak solidarności z „czarnym protestem” przyszły do pracy ubrane na czarno. Usłyszały zarzut uchybienia godności nauczyciela.

Protestowało wtedy dziesięć osób, reprezentowałem osiem z nich. Wszystkie osiem postępowań skończyło się uniewinnieniem w pierwszej instancji. Jestem pewien, że chodziło tylko o to, by zniechęcić i przestraszyć ludzi, którzy mają jeszcze odwagę protestować. Władze kuratorium myślały: „Ukarzmy je za strój, to następnym razem nie wyjdą na ulice”.

Nie można powiedzieć, że wszystkie były zwolenniczkami aborcji. Protestowały, bo chciały mieć prawo wyboru. Dlatego ja też byłem z żoną na „czarnym proteście”.

Marsz Wolności, sobota 6 maja, godz. 13, pl. Bankowy w Warszawie

„W minutę”: 4 maja 2017 roku

„W minutę”: 4 maja 2017 roku

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21765983,video.html

 

wyborcza.pl

Wiatr wieje w złą stronę. Złą dla demokracji, Polski i zdrowego rozsądku. Adam Michnik o wyborach we Francji

Adam Michnik; Zdjecia: Paweł Głogowski; Montaż: Katarzyna Szczepańska, 04.05.2017
http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21766318,video.html?embed=0&autoplay=1

Nie śmiem przewidywać, kto wygra, bo dotychczas wszystkie moje przewidywania się nie sprawdzały. Nie myślałem, że Andrzej Duda może zwyciężyć z Bronisławem Komorowskim. Nie przewidywałem, że Brexit może zwyciężyć w Wielkiej Brytanii. A już w ogóle nie przewidywałem, że Trump będzie prezydentem w Stanach Zjednoczonych. W związku z tym jestem ostrożny – mówi o niedzielnych wyborach we Francji Adam Michnik. Czy sfrustrowani sysytemem społecznym, który uznają za skostniały Francuzi dadzą Marine Le Pen zwycięstwo w niedzielnych wyborach? Redaktor naczelny ‚Gazety Wyborczej’ nie chce wskazywać zwycięzcy, podkreśla jednak, że oprócz populistycznych i autorytarnych tendencji w świecie zachodnim pojawiają się również sygnały optymistyczne. Czy przyszłość Europy schowa się w cieniu maszerujących ulicami miast pochodów organizacji odwołujących się do faszyzmu?

wyborcza.pl

Dudę obleciał strach, stąd pomysł na nową konstytucję

Pomysł Andrzeja Dudy z referendum konstytucyjnym w 2018 roku ma wiele celów, ale na pewno nie jest samodzielną propozycją prezydenta. PiS-owi pali się grunt pod nogami i jeszcze jeden front w stworzonym przez nich bałaganie niczego nie zmienia.

Duda może i nie jest zbyt lotny – bo nie jest – wie, że jego propozycja jest złodziejska (przestępca, który  proponuje zmiany w prawie ustrojowym), odpowie przed Trybunałem Stanu za łamanie obecnej konstytucji – i tak się stanie, Polska nie ma innego wyjścia. Możemy się zastanawiać, czy PiS odda władzę dobrowolnie w wyniku procedur demokratycznych. Ale tak, czy siak odda.

Co może Duda w nowej konstytucji zaproponować? To, co znamy z projektu pisowskiej konstytucji z 2005 roku i poprawionej ze stycznia 2010, projekt wisiał na stronach PiS do 2015 roku, czyli krótko pisząc: jest to propozycja ustroju demokratury, brak rozdziału państwa od Kościoła i zniesienie niezależności instytucji prawa od bieżącej polityki (właśnie to się dzieje).

Zastanawianie sie nad tym, że pomysły Dudy są kulawe, do niczego nie prowadzi, ważniejsze jest, co za tym się kryje. A na pewno kryje się sposób na nieoddanie władzy, jest on ponadto związany w Unią Europejską. Mianowicie nieprzypadkowo już dochodzi do zwarcia z przyszłym prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, a za tym pójdzie konflikt z Komisją Europejska, włącznie z zastowaniem przez tę ostatnią sankcji wobec Polski.

Na to przygotowuje nas PiS – na sytuację nadzwyczajną, w której będzie miało zastosowanie prawo nadzwyczajne, a bardzo pomocny jest bałagan prawny.

Opozycja musi być czujna,  nie dać sobie narzucić inicjatywy. Już została utrącona pisowska myśl o metropolii warszawskiej, która jest jak do tej pory największym zwycięstwem Platformy Obywatelskiej po wyborach 2015 roku. Dalej w tym butach winno się chodzić.

I na przykład zaproponować wyborcom referendalne pytanie o kształt konstytucji, rolę prezydenta, a jedno z pytań mogłoby dotyczyć impeachmentu Dudy wg starej konstytucji. Czy Duda ma stanąć przed Trybunałem Stanu przed uchwaleniem nowej konstytucji, czy po?

Opozycja nie może poprzestać na krytyce tej chorej propozycji Dudy, ale obnażać jej bezsens, jak to miało w wypadku referendum w Legionowie. PiS wyprodukował tyle afer, konfliktów, iż musi uciekać do przodu. W tej chwili przykrywany jest konflikt z Komisja Europejską związany z pozbawianiem przez PiS niezależności sądowniczej. Unia Europejska nie może sobie pozwolić na państwo, które stacza się w stronę reżimu.

Pomysł z nową konstytucją to samowykluczanie się Polski, aby móc zwalić winę na Macrona, na Komisję Europejską, na Timmermansa, na Junckera. Podobnie zaczynał się Brexit i referendum Erdogana w Turcji. Aby nie uciec do ciepłego człowieka, jak Janukowycz do Putina, pisowska elita w długim dystansie zechce nas izolować, aby zachować przywileje. To im się nie uda, ale straty dla ojczyzny mogą być ogromne.

Nie chodzi tak naprawdę o konstytucję, która miałaby służyć narodowi, ale o zachowanie przywilejów przez pisowską elitę, czyli o nieodpowiedzialność za łamanie prawa. Propozycja Dudy jest charakterystyczna dla tych, których obleciał strach.

, 4 MAJA 2017

MON kupuje dwa latające Belwedery dla Dudy, Szydło i Macierewicza. „To będzie stanowisko do kierowania krajem”

Czy naprawdę potrzebne są Polsce maszyny do kierowania krajem z powietrza przez prezydenta, premier czy min. Macierewicza, wyposażone w systemy samoobrony? Nie. Te urządzenia w ogóle nie będą używane. Niestety, PiS cierpi na dwie manie jednocześnie – wielkości i prześladowczą. Obie bardzo kosztowne dla podatników. W dodatku, wygląda na to, że MON przepłacił

Wiceminister Kownacki napisał na Twitterze z dumą: „Polski Prezydent i Polski Rząd będą mieli samoloty wyprodukowane przez firmę zapewniającą transport Prezydenta USA!”

Szczere przyznanie się dr Wacława Berczyńskiego, byłego już przewodniczącego podkomisji smoleńskiej, o jego decydującej roli w „wykończeniu caracali”, koresponduje z kuriozalnym wyborem przez MON samolotów do przewozów najważniejszych osób w państwie. Nikt w taki sposób nie kupował dotychczas tak drogich i ważnych maszyn. Samoloty zamówiono z wolnej ręki po trzech tygodniach negocjacji. Dostarczy je Boeing Company.

OKO.press dokumentuje ten wyczyn MON – w postaci kalendarium najważniejszych wydarzeń.

Ile płacę i dlaczego tak drogo?

30 czerwca 2016. Rada Ministrów uchwałą nr 73 ustanawia program „Zabezpieczenie transportu powietrznego najważniejszych osób w państwie”. Na lata 2016-2021 zarezerwowano 1,7 mld zł (spoza wydatków na obronę).
Na dwa samoloty małe (na 12-14 osób) przewidziano około 500 mln zł, a na dwa średnie (65-100 osób) około miliarda. Wspominano o możliwości dokupienia trzeciego, używanego średniego samolotu pasażerskiego (wersja all-economy), który byłby dostarczony szybciej.

30 sierpnia 2016. MON ogłasza postępowanie przetargowe na 5 samolotów – dwa małe, dwa średnie w wersji VIP i jeden używany, w wersji pasażerskiej.

2 września 2016. Inspektorat Uzbrojenia MON publikuje warunki przetargów. Przetarg na dwa małe ma być zakończony z końcem 2016 roku, a samoloty dostarczone w 2017. Zasięg samolotów – cała Europa, a także, jak mówił wiceminister MON Bartosz Kownacki, „zupełnie teoretycznie” i po zmniejszeniu liczby pasażerów za Atlantyk, np. do Waszyngtonu.

Dwa nowe samoloty średniej wielkości mają mieć zasięg transatlantycki, systemy samoobrony, możliwość lądowania na lotniskach wojskowych. Dostawa w 2020 i 2021 roku.

„MON chce z końcem 2017 roku otrzymać jeden używany samolot średniej wielkości do szkolenia załóg i transportu VIP-ów do czasu dostawy nowych maszyn” – mówi Kownacki.

14 października 2016. Wpływają 4 wnioski o dopuszczenie do konkursu na średnie samoloty:

  • Boeing Company (USA),
  • Glomex Military Supplies (Czechy) w konsorcjum z LUFTHANSA Technik AG (Niemcy),
  • Megmar Logistics&Consulting (Polska) oraz
  • Aerospace International Group (Słowacja) wspólnie z Assa-Poland (Polska).

15 grudnia 2016. Rząd przeznacza 540 mln zł na 2016 rok na zakup samolotów. Decyzję zapisano w rozporządzeniu Rady Ministrów „w sprawie wydatków budżetu państwa, które w 2016 roku nie wygasają z upływem roku budżetowego” (Dz. U. poz. 2075).

Ale na samoloty przeznaczono pieniądze, których MON nie potrafił wydać na modernizację armii. Czyli rząd złamał własną uchwałę numer 73, która określała, że maszyny mają zostać kupione za dodatkowe pieniądze – z rezerwy celowej.

Na Plan Modernizacji Technicznej Wojska Polskiego w 2016 roku przewidziano 9 mld 161 mln zł (po zmianach). Do końca roku wydano tylko 8 mld 475 mln zł. Do wydania zostało więc 673,4 mln zł.

Ministerstwo Finansów rzuciło MON koło ratunkowe w postaci dodatkowego kwartału na zagospodarowanie tej sumy. „Wydatki niewygasające”, wbrew nazwie, wygasały bowiem 1 kwietnia 2017 roku. Stąd pośpiech, by samoloty kupić do 31 marca 2017 roku.

18 stycznia 2017. Minister Antoni Macierewicz zapewnia, że 99,9 procent budżetu na modernizację armii zostało zrealizowane. Kłamie. 673,4 mln zł (których nie potrafił wydać) nadal leży na koncie MON.

20 lutego 2017. Inspektorat Uzbrojenia MON zaprasza do składania ofert Boeing Company oraz konsorcjum utworzone przez Glomex MS i Lufthansę Technik AG.

Pozostali oferenci – Megmar Logistics&Consulting oraz Aerospace International Group i Assa-Poland zostali odsunięci od okienka. Pierwszy miał nie złożyć wymaganych dokumentów. Z kolei Aerospace International Group miało brakować „wiarygodności niezbędnej z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa”. Ponieważ jest to opinia wojskowego kontrwywiadu trudno (bez dostępu do dokumentów) z nią polemizować. Ostateczne oferty mają być złożone do 8 marca 2017 roku.

8 marca 2017. MON odrzuca obie dopuszczone oferty. Miały mieć wady formalno-prawne. Obserwatorzy zgodnie twierdzą, że szansa kupienia samolotów do końca I kwartału 2017 roku przepadła. Wydawało się, że pieniądze przeznaczone na zakup samolotów, razem z całą niewydaną przez MON w 2016 roku sumą, minister Antoni Macierewicz będzie musiał zwrócić Ministerstwu Finansów.

9 marca 2017. MON unieważnia postępowanie przetargowe. Dodatkowym powodem miały być wygórowane ceny. Boeing żądał 3,44 mld zł (za dwa Boeing Business Jet – BBJ2,  oraz jeden używany Boeing B737-800 NG).

Glomex MS (sam, bo w międzyczasie Lufthansa Technik AG wycofała się z konsorcjum) oczekiwał 2,66 mld zł za trzy takie same modele.

10 marca 2017. MON uruchamia kupno z wolnej ręki od Boeing Company. Inspektorat Uzbrojenia MON informuje prezesa Urzędu Zamówień Publicznych o rozpoczęciu negocjacji. Uzasadniono, że tylko amerykański koncern dysponuje wolnymi miejscami produkcyjnymi.

MON broni się też, że wszyscy oferenci proponowali taką samą maszynę: BBJ2. Że „rynek lotniczy zweryfikował wymagania Zamawiającego w zakresie wyposażenia i osiągów samolotów, proponując tylko jeden typ samolotu. W postępowaniu obok producenta samolotów udział wziął podmiot pośredniczący w zakupach, co wskazuje, iż tylko ten typ samolotu spełnia wymagania Zamawiającego.” I tu MON się zdziwił.

14 marca 2017. Na scenę wkracza nieoczekiwanie dwóch kolejnych dystrybutorów statków powietrznych. Jak to możliwe?

MON musiał przekazać do publikacji w Dzienniku Urzędowym UE (EUR-LEX) ogłoszenie o dobrowolnej przejrzystości (określane jako „ex ante”). Zawierało informacje na jakiej podstawie zdecydowano się na udzielenie zamówienia z wolnej ręki. Wynika z niego, że tylko Boeing Business Jet 2 spełnia polskie wymagania.

Po lekturze ogłoszenia, z ofertami sprzedaży zgłaszają się Altenrhein Aviation AG (Szwajcaria) oraz Jet Business International Corporation (Wielka Brytania). Proponują Airbus A319CJ (Corporate Jetliner), który spełnia wszystkie warunki postawione Boeingowi.

Choć obie firmy nie ubiegały się o to zamówienie, europejskie regulacje prawne pozwalają im na złożenie odwołania. Taką możliwość dopuszcza również polskie Prawo zamówień publicznych. Zażądały zatem unieważnienia postępowania z udziałem Boeing Company informując, że zamierzają uczestniczyć w procedurze pozyskania samolotów.

Wspólnie ze wspomnianą już słowacką Aerospace International Group podważają w Krajowej Izbie Odwoławczej tryb zamówienia. Argumentują, że:

  • nie było przesłanek do użycia trybu z wolnej ręki,
  • MON nie wytłumaczył tej decyzji,
  • faworyzowano jednego oferenta,
  • nie wolno wskazywać konkretnej maszyny.

28 marca 2017. Pierwsza rozprawa w KIO trwa 10 godzin i nie kończy się ogłoszeniem wyroku. Czekając na orzeczenie MON wniosło o uchylenie zakazu zawarcia umowy z Boeing Company. Zgodził się na to ten sam skład KIO, który rozpatrywał odwołania trzech firm.

Izba uchyla zakaz zawarcia umowy (obowiązywał, bo przed Izbą toczyło się postępowanie) z Boeing Company. Uzasadnienie uchylenia: oczekiwanie na wyrok może spowodować szkodę w interesie publicznym, który byłby większy niż interesy chronione w postępowaniu.

31 marca 2017. MON podpisuje umowę z Boeing Company – ostateczna cena ponad 2,5 mld zł za dwie maszyny BBJ2 wraz z jedną, używaną B737-800NG. To miliard zł mniej niż miesiąc wcześniej. Charakterystyczne, że ostateczna cena Boeing Company jest zadziwiająco bliska pierwotnej ofercie Glomex MS (2,66 mld zł).

1 kwietnia 2017. Rynek lotniczy huczy, że przepłaciliśmy. Kontraktu broniwiceminister Bartosz Kownacki, którego zdaniem wyposażenie i zabezpieczenie kupionych samolotów będzie porównywalne z Air Force One: „To jest powietrzny punkt kierowania krajem”.

Rzeczywiście, MON zamierza kupić dwa samoloty BBJ2 w najbardziej „wypasionej” wersji.

3 kwietnia 2017. Krajowa Izba Odwoławcza uznaje wybór z wolnej ręki za niezgodny z prawem zamówień publicznych. Inspektorat Uzbrojenia powinien wykazać, że dostawy mogą być świadczone tylko przez jednego wykonawcę z przyczyn technicznych albo związanych z ochroną praw wyłącznych. Żadnej z tych przesłanek nie wykazano.

MON twierdziło, że tylko Boeing dysponuje wolnymi miejscami na linii produkcyjnej. KIO zauważyła, że z żadnego dokumentu nie wynika, iż wolnych miejsc nie mają inni producenci. Inspektorat Uzbrojenia nie odpowiedział na pytanie o alternatywę.

KIO oddaliła natomiast odwołanie Aerospace International Group ze Słowacji. Ta spółka nie dostała zaproszenia do złożenia oferty po negatywnej opinii kontrwywiadu wojskowego. Inspektorat Uzbrojenia przedstawił pismo kontrwywiadu, podtrzymujące negatywną ocenę słowackiej spółki.

Pomimo wyroku KIO umowa z Boeingiem o zakup z wolnej ręki pozostaje jednak ważna. Dlaczego? Bo ta sama KIO zgodziła się wcześniej na jej zawarcie przed wydaniem orzeczenia. Nie może jej zatem unieważnić!

Zgodnie z orzeczeniem Izby, Jet Business International oraz Altenrhein Aviation AG mają dostać od MON odszkodowania po 18 tys. 600 zł każda. Przyjęcie tych kwot nie pozbawia ich możliwości odwołań. Wyrok może być również podstawą dochodzenia odszkodowania przez firmy, które nie uczestniczyły w przetargu.

6 kwietnia 2017. W Sejmie wiceminister obrony Wojciech Fałkowski mówi: „umowa offsetowa z Boeing Company nie była w ogóle negocjowana”. Tym samym MON nie zagwarantował Polsce żadnych korzyści przemysłowych. A polskie firmy (również zbrojeniowe) mogły wejść na rynek dostaw dla Boeinga. Nie jest to łatwe, ale możliwe.

11 listopada 2017. Termin lądowania na Okęciu używanego Boeinga w konfiguracji pasażerskiej.

11 listopada 2020. Planowany przylot pierwszego nowego BBJ2. Ten model Boeing Company wprowadziła do oferty w październiku 1999 roku. Od tamtego czasu sprzedano ich tylko 8. Samoloty takie kupiły rządy Białorusi, Indonezji, Maroka oraz Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

11 listopada 2021. Planowany przylot drugiego BBJ2. Z popularniejszego i tańszego o 30 proc. wariantu 737-700 BBJ1 korzystają Stany Zjednoczone, Australia, Indie Malezja i RPA. „Jedynka” ma również znacznie większy zasięg. BBJ2 może z ośmioma pasażerami przelecieć 10 620 kilometrów, podczas gdy BBJ1 aż 11 480. Ten model mniej też pali od wybranego przez MON.

FAQ, czyli często zadawane pytania

1. Jak to możliwe, że czeska firma Glomex Military Supplies w konsorcjum z Lufthansa Technik AG oferuje trzy samoloty (dwa BBJ2 i jeden używany B737-800) o prawie miliard złotych taniej od oferty producenta?

Jeżeli firma zajmująca się leasingiem statków powietrznych zamówi ich jednorazowo kilkadziesiąt, zawsze może zaproponować niższą cenę, a często – natychmiastową dostawę. Jednak również w Boeing Company stali klienci (np. LOT!) mogą liczyć na zniżki od 30 do 40 procent.

2. Dlaczego zatem wybrano droższą ofertę Boeing Company? Dlaczego MON zamknął sobie drogę do tańszych propozycji?

To pytania, na które brakuje rzeczowej odpowiedzi rządu.

3. Po odjęciu wydatków na dwa małe samoloty Gulfstream (440,6 mln zł bez podatku) w dyspozycji resortu obrony pozostaje 1,26 mld zł. Skąd weźmie brakujący miliard?

Zapewne z budżetu. Minister Macierewicz domaga się zwiększenia wydatków na obronę, a wicepremier Mateusz Morawiecki obiecuje dorzucenie 2 lub 3 miliardów. To jakiś trop.

4. Czy MON wynegocjował racjonalną cenę?

Nie.

5. Czy to możliwe, by dodatkowa elektronika i luksusy kosztowały ponad miliard złotych?

Bardzo mało prawdopodobne. Dopóki szczegóły pozostają tajne, nie można ocenić wartości tych dodatków.

6. Wiceminister Kownacki napisał na Twitterze z dumą: „Polski Prezydent i Polski Rząd będą mieli samoloty wyprodukowane przez firmę zapewniającą transport Prezydenta USA!” Czy Rzeczpospolitej naprawdę niezbędne są „wypasione” maszyny do kierowania krajem z powietrza, wyposażone w systemy samoobrony?

Nie. Te urządzenia w ogóle nie będą używane. Niestety, PiS cierpi na dwie manie jednocześnie: wielkości i prześladowczą.

8. Czy Kownacki ma rację pisząc: „Wszystkim ekspertom, którzy porównują cenę katalogową samolotu z ceną samolotu jako powietrznego punktu kierowania państwem, polecam rozwagę”?

Jak zazwyczaj.

9. Czy wyrok KIO jest sygnałem, że w Polsce nie obowiązują cywilizowane procedury, a miliardowe przetargi nie dają możliwości przedstawienia różnych ofert?

Tak. Jednak spokój MON wobec decyzji KIO jest pozorny.

10. Czy to sytuacja z gatunku: prawo złamano, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie?

To się dopiero okaże. Jednak dziś dokładnie tak to wygląda.

11. Czy mogło dojść do korupcji?

Zakup odbywa się w niejasnych okolicznościach. Olbrzymie kwoty wydają ludzie, którzy mylą się w rachunkach. Nie ma szans na publiczną weryfikację wartości transakcji.

Przetarg na małe samoloty – jednak MON potrafi normalnie

Zdziwienie mętną procedurą wyłonienia średnich samolotów potęguje transparentny wybór małych maszyn. Okazuje się, że MON potrafi. Skoro tak, trzeba mieć tym większe wątpliwości co do drugiego przetargu.

27 października 2016. Rząd wybiera ofertę Gulfstream Aerospace Corporation (należy do General Dynamics) – 16-miejscowe samoloty G550. Przegrała francuska spółka Dassault Aviation, oferująca 16-miejscowe samoloty Falcon 7X. Przegrany nie protestował. Oficer z Inspektoratu Uzbrojenia zachwalał: „Bez międzylądowania z 14 pasażerami na pokładzie potrafi dolecieć do Kalifornii”.

14 listopada 2016. MON podpisuje z Gulfstream Aerospace umowę. Kontrakt wart jest 538 mln zł. Wiceminister Kownacki triumfuje: „To jest naprawdę ekspresowe tempo!”.

15 czerwca 2017. Planowany przylot pierwszego odrzutowca Gulfstream G550. Na cześć Inspektoratu Uzbrojenia MON proponujemy nadać mu imię FLORYDA.

15 lipca 2017. Planowany przylot drugiego odrzutowca Gulfstream G550. BAHAMA.

OKO.press

CZWARTEK, 4 MAJA 2017

Dera: Osobiście nie byłbym zwolennikiem łączenia terminów referendalnych z politycznymi, z wyborami samorządowymi

18:19

Dera: Osobiście nie byłbym zwolennikiem łączenia terminów referendalnych z politycznymi, z wyborami samorządowymi

Nie wiem czy dopuszcza. Prezydent mówił, że chodzi o wyznaczenie terminu, który byłby najbardziej dogodny dla mieszkańców. Osobiście nie byłbym zwolennikiem łączenia tych terminów referendalnych z politycznymi, z wyborami samorządowymi, bo zawsze może być taki zarzut, że to upolitycznienie sprawy przyszłości Polski – mówił Andrzej Dera w Popołudniowej rozmowie RMF FM, pytany przez Marcina Zaborskiego, czy prezydent dopuszcza połączenie referendum z wyborami samorządowymi. Jak dodał: – Proponowałbym oddzielny termin na referendum.

17:10

Mucha: Muszę z przykrością stwierdzić, że Witek nie zrozumiała ściśle wypowiedzi prezydenta

Mamy czas, który pozwala ewidentnie dojrzeć niedoskonałości, jeśli chodzi o niektóre sformułowania, konkretne zapisy Konstytucji z 1997 roku, która ma wiele niedoskonałości, ale także z uwagi na upływ czas w pewnych zakresach się zdezaktualizowała, chociażby Konstytucja była przyjmowana w tym okresie, kiedy Polska nie była członkiem UE (…) Mamy takich szczegółowych kwestii dużo więcej. Prezydent w zeszłym roku mówił także o treści art. 69 – stwierdził Paweł Mucha na briefingu przed Pałacem Prezydenckim. Jak dodał:

„Ponieważ ta wypowiedź prezydenta wywołała wiele komentarzy, dyskusji, prezydent wywołał dyskusję nt. podstaw, mówił o kontekście 100-lecia i rozpoczęcia pogłębionej debaty konstytucyjnej, chciałbym w tym zakresie powiedzieć, że być może nie wszyscy w odpowiednim stopniu odczytali też te intencje, bo nie negujemy tego, że jeżeli chodzi o kwestie potrzeby debaty konstytucyjnej, to o tym mówiło w przeszłości wiele osób, Paweł Kukiz, PiS, natomiast co do kwestii związanej z inicjatywą referendalną, to muszę z przykrością stwierdzić, że wydaje się, że minister Witek nie zrozumiała ściśle wypowiedzi prezydenta, mówiąc o tym, że ten pomysł był zgłaszany wcześniej przez PiS. Bo o ile oczywiście potrzeba nowelizacji Konstytucji jest dzisiaj zgłaszana przez przedstawicieli doktryny nauki prawa, jest zgłaszana przez środowiska polityczne, ale tego rodzaju zamysł, który został wczoraj wysłowiony przez prezydenta w kontekście bardzo ważnej dla Polski rocznicy, święta Konstytucji 3 maja, niewątpliwie to istotne novum i niewątpliwie było zaprezentowane, przedstawione i było zamysłem prezydenta”

15:44

Magierowski: W redagowanie pytań do referendum powinno być zaangażowanych wiele środowisk

Według głowy państwa w zredagowanie pytań do referendum powinno być zaangażowanych wiele środowisk. Konstytucjonaliści, eksperci Narodowej Rady Rozwoju, prawnicy Kancelarii Prezydenta RP, etc.stwierdził Marek Magierowski w rozmowie z PAP. Zaznaczył, że data referendum nie jest jeszcze ustalona.

14:34

Piotrowicz: Można się zastanowić nad skutecznością zapisu o zwierzchniej władzy narodu nad wymiarem sprawiedliwości

Myślę, że również ważna jest dyskusja nad Konstytucją w kontekście wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Szczególnie warto zastanowić się nad art. 4 Konstytucji, który mówi, że władzę zwierzchnią w Rzeczypospolitej Polskiej sprawuje Naród. Obecnie w Polsce wymiar sprawiedliwości nie podlega kontrolistwierdził Stanisław Piotrowicz w rozmowie z wPolityce.pl. Jak dodał:

„Myślę, że można się zastanowić nad skutecznością zapisu o zwierzchniej władzy narodu nad wymiarem sprawiedliwości. Nie może być tak, że pewne zapisy w Konstytucji są martwe i puste. Jeżeli zwierzchnią władzę sprawuje naród, muszą służyć do jej wykorzystywania odpowiednie instrumenty, które czynią tę zwierzchnią władzę realną. Jeżeli zwierzchnia władza narodu funkcjonuje w odniesieniu do władzy ustawodawczej, chociażby przez wybory parlamentarne, jeżeli funkcjonuje wobec władzy wykonawczej, to nie dostrzegam żadnych instrumentów, które wskazują na to, że zwierzchnia władza funkcjonuje w stosunku do wymiaru sprawiedliwości i władzy sądowniczej”

12:27

„To koniec państwa demokratycznego”. Politycy PO wracają do projektu Konstytucji autorstwa PiS z 2010 roku

Widzimy, że agresywna władza realizuje dzień po dniu swój plan, któremu zaprzeczała w czasie kampanii, ukrywając tych mniej lubianych polityków bądź też ukrywając mniej korzystne dla PiS-u tematy. Dlatego jeszcze raz zapraszamy i apelujemy do wszystkich: 6 maja o 13:00 na placu Bankowym zbieramy się wszyscy Polacy, obywatele, którzy demokratyczną Polskę mają w sercu, którzy chcą Polski otwartej, rozwijającej się, broniącej praw obywatelskich i samorządu, Polski małych ojczyzn, w której decydować możemy również o kierunku jej rozwoju, w której na pewno nie jedyną władzą, która wie wszystko najlepiej jest władza na Nowogrodzkiej. Taki ustrój mieliśmy przed 1989 roju i takiego ustroju nie chcemy – stwierdził Andrzej Halicki na briefingu w Sejmie.

Politycy PO nawiązali w ten sposób m.in. do projektu Konstytucji z 2010 roku, który w 2015 roku, w trakcie kampanii przed wyborami parlamentarnymi zniknął ze strony Sejmu. Konstytucja, o której za chwilę wspomną, to koniec państwa demokratycznego, świeckiego. To państwo wyznaniowe, autorytarne, w którym władza na zasadzie widzimisię może wszystko – dodał Halicki.

Jak mówił Marcin Kierwiński:

„Przypominamy to, co zostało zaprezentowane w 2010 roku i do 2015 roku było oficjalnie na stronie internetowej PiS. To Konstytucja, którą chciało wprowadzić, tylko pod wpływem kampanii i pytań dziennikarzy z tego pomysłu nie wycofało się, ale ten projekt ukryło. Dlatego ukryło, żeby Polaków oszukać, bo ta Konstytucja ma stworzyć z Polski państwo orwellowskie. To Konstytucja w której wszystko zależy od widzimisię jednego człowieka – Jarosława Kaczyńskiego”

Jak mówił dalej poseł PO, prezydent – zgodnie z projektem Konstytucji – może rządzić dekretami, a prezydentem rządzi Kaczyński. Jest możliwość wpisania obowiązywania Konstytucji – bo jest furtka do wprowadzenia państwa totalitarnego. Prezydent może odmówić powołania premiera czy ministra ze względu una własne widzimisię.

Według polityków Platformy, projekt stworzy państwo wyznaniowe – zabrania aborcji i zakłada przymusowe leczenie chorych. Prezydent miałby mieć możliwość powoływania sędziów na próbę i odwoływać ich bez powodu. Projekt zakłada też – według PO – centralizację państwa.

10:21

MB dla TVN: 49% badanych uważa, że reforma sądownictwa ma na celu podporządkowanie sądów partii rządzącej

Prawie połowa Polaków jest zdania, że planowana reforma sądownictwa ma na celu podporządkowanie sądów partii rządzącej – wynika z sondażu Kantar Millward Brown SA na zlecenie „Faktów” TVN i TVN24.

49% wskazało badanych, że przeprowadzone i planowane zmiany w sądownictwie służą przede wszystkim podporządkowaniu sądownictwa partii rządzącej.

Zdaniem 28% respondentów zmiany służą przede wszystkim reformie wymiaru sprawiedliwości i usprawnieniu pracy sądów. 23% wybrało odpowiedź „nie wiem/trudno powiedzieć”.

300polityka.pl

Anna Popiołek

Hojna polityka socjalna nam nie pomoże. Bez inwestycji nie dogonimy Zachodu

04 maja 2017

Rządowy program 500+

Rządowy program 500+ (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Transfery socjalne, takie jak program „Rodzina 500+”, pomagają likwidować obszary biedy. Ale finansowanymi z kredytu wydatkami rząd PiS nie pomoże naszej gospodarce. Kiedy przyjdą gorsze czasy, zadłużony pod korek budżet po prostu się załamie.

Żyjemy na gigantycznym kredycie. W 2017 roku rząd chce wydać o 59,5 mld zł więcej, niż planuje zebrać z podatków. Optymistycznie założył, że tak uszczelni system podatkowy, że bez większego wysiłku w budżecie będzie miał o 10 mld zł więcej. Gdy okaże się, że przykręcenie śruby szarej strefie nie wystarczy, różnica między wydatkami a wpływami będzie jeszcze większa.

Co roku państwo wydaje więcej, niż zbiera z podatków. Ale ten rok może być wyjątkowy. Dług Polski rośnie w zastraszająco szybkim tempie. Politycy zadłużyli nas już blisko na bilion złotych – ok. 25 tys. zł na osobę.

Rośnie ryzyko uruchomienia konstytucyjnego bezpiecznika, który strzeże bezpieczeństwa finansowego państwa – gdy poziom zadłużenia osiągnie 55 proc. wartości naszej gospodarki mierzonej wskaźnikiem PKB, rząd będzie musiał ciął wydatki do kości. To drastyczna, ale bardzo skuteczna metoda. Może nas uchronić przed „drugą Grecją”.

Ale w rządzie żaden polityk nie zwraca na to uwagi i lekką ręką wydaje kolejne miliardy. Dlatego w tym roku na program 500+ pójdzie w sumie 23 mld zł, a z dodatkowych miliardów zostaną sfinansowane wyższe emerytury, niższy wiek emerytalny i podwyżka kwoty wolnej dla najmniej zarabiających.

Można powiedzieć, że karnawał trwa. Ale PiS rozdaje pożyczone pieniądze – wszystkie obietnice partii Jarosława Kaczyńskiego finansuje z długu, który trzeba będzie później spłacić. Nasze dzieci i kolejne pokolenia będą musiały płacić dużo wyższe podatki albo… wyprowadzić się z Polski.

Takie postępowanie jest krótkowzroczne. Nie da się zbudować wzrostu gospodarczego na rozdawaniu pożyczonych pieniędzy. Potrzebne są inwestycje i oszczędności, z których będziemy je finansować. Bez nich wolniej będziemy doganiać naszych zachodnich sąsiadów, a Polakom jeszcze długo będzie się żyło dużo gorzej niż Niemcom czy Brytyjczykom.

Zobacz:

Polska – najszybciej zadłużający się kraj Europy – w „Temacie dnia” główny ekonomista PO ostrzega przed rozdawaniem pieniędzy

http://www.gazeta.tv/plej/19,149607,21757472,video.html

To istotne zwłaszcza teraz, kiedy nasza gospodarka przyspieszyła. Z prognoz różnych międzynarodowych instytucji wynika, że w 2017 r. wzrost gospodarczy Polski przyspieszy do nawet 3,6 proc. W przyszłym roku może być jeszcze lepiej i tempo wzrostu zbliży się do 4 proc. Jednocześnie mamy fantastyczną sytuację na rynku pracy, bezrobocie jest najniższe od 26 lat, a pensje rosną w tempie powyżej 5 proc.

Choć może to dla niektórych brzmieć jak niesmaczny żart, w takiej sytuacji łatwiej byłoby poradzić sobie bez potężnego strumienia zasiłków i dotacji socjalnych. Te pieniądze bardziej przydadzą nam się wtedy, kiedy będzie krucho na rynku pracy.

To właśnie w tłustych latach trzeba zaciskać pasa. Wtedy nie potrzebujemy aż tak bardzo pomocy państwa, która może być niezbędna, kiedy będzie gorzej. Nie chodzi tu o pogorszenie sytuacji gospodarczej w Polsce, ale zagrożenie może przyjść z zewnątrz: wojna w Korei Północnej, wygrana Marine Le Pen, nowy, potężny kryzys gospodarczy – to wtedy, w gorszych czasach, i firmom, i pracownikom, i konsumentom potrzebne będzie rządowe wsparcie.

Politycy PiS mają jednak zupełnie inną optykę. Teraz zadłużyli się pod korek, a w gorszych czasach może zabraknąć im pieniędzy na wyciąganie gospodarki z dołka. Już nie będziemy zieloną wyspą, bo rząd, zamiast wspierać inwestycje, będzie spłacać swoje długi i zaciągać nowe. Nie będzie mógł zrekompensować sobie braków wyższymi wpływami do budżetu. Firmy będą mniej zarabiać, zatem mniej będą wpłacać do budżetu z tytułu podatków.

wyborcza.pl

Wybory we Francji. Jak Warszawa powinna się układać z Paryżem, jeśli to Macron zostanie prezydentem?

WYWIAD
Bartosz T. Wieliński, Paryż, 04 maja 2017

Emmanuel Macron

Emmanuel Macron (Michel Spingler (AP Photo/Michel Spingler))

– Warszawa ma dziś fatalną opinię nad Sekwaną, co przekłada się i na wzajemne stosunki – mówi „Wyborczej” Mark Semo, korespondent dyplomatyczny dziennika „Le Monde”.

Bartosz T. Wieliński: Dlaczego Emmanuel Macron zaatakował w kampanii wyborczej prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego?

Marc Semo: Bo wierzy w zjednoczoną Europę. Macron jest jedynym kandydatem w wyborach prezydenckich, który uznał, że przyszłość francuskiego społeczeństwa zależy od jej przyszłości. Unię Europejską umieścił w swoim przekazie na centralnej pozycji. I chce w Europie szybkich, pozytywnych zmian. W jednym z wywiadów utyskiwał, że w UE tyle dyskutuje się o szczegółach budżetu, a zarazem milczy o fundamentalnych dla obywateli kwestiach: o ochronie przed negatywnymi konsekwencjami globalizacji, o stanie praworządności, przestrzeganiu praw człowieka. W tym kontekście skojarzenia z sytuacją w Polsce czy na Węgrzech nasuwają się automatycznie. Macron wziął Polskę na cel, bo Jarosław Kaczyński łamie konstytucję, narusza praworządność. A to fundamenty Europy. Macron uważa, że w Unii Europejskiej po prostu nie wolno tego robić.

Czyżby? A może we Francji na nowo odżył strach przed polskim robotnikiem? A Macron, tak jak jego rywalka, przywódczyni Frontu Narodowego Marine Le Pen, próbuje to wykorzystać.

Owszem, to odgrywa ważną rolę. Macron uważa, że UE ma dawać ochronę w sensie globalnym – pilnować granic, chronić przed niekontrolowanym napływem migrantów czy terrorystami – ale również zapewniać bezpieczeństwo socjalne. Tymczasem stara Europa od lat musi sobie radzić ze skutkami dumpingu socjalnego i fiskalnego. Czyli z tym, że Francję zalali tani pracownicy z nowej Europy, a francuskie firmy przenoszą produkcję na Wschód, gdzie podatki i koszta pracy są niższe. Przykład fabryki Whirlpoola w Amiens, skąd produkcja ma zostać przeniesiona do Łodzi, pokazuje, że ta sprawa ciągle wywołuje wielkie emocje. I Macron na pewno będzie chciał to zmienić

Jak?

Przywódca ruchu En Marche! jest zdania, że Europa potrzebuje nowego impulsu. Wie, że musi działać szybko, bo jesienią Niemcy czekają wybory parlamentarne, a potem będzie powstawał nowy rząd, co może zająć długie tygodnie. Jeśli zwycięży, dostanie w Europie duży kredyt zaufania, nabierze impetu.

Macron chce być uznawany w Europie za poważnego gracza, zwłaszcza przez kanclerz Angelę Merkel. Dlatego musi szybko zreformować prawo pracy we Francji [domaga się jego liberalizacji, co pomogłoby zwalczyć bezrobocie]. Druga sprawa to dumping socjalny; będzie dążył do tego, by unijna dyrektywa w sprawie pracowników delegowanych została zmieniona. Dojdzie do zwarcia z Polską.

Zobacz: Silna Francja w Unii Europejskiej vs. ocieplenie stosunków z Putinem. Co proponują kandydaci we francuskim wyborach?

Silna Francja w Unii Europejskiej vs. ocieplenie stosunków z Putinem. Co proponują kandydaci we francuskim wyborach?

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21683408,video.html

Ale chodzi o miejsca pracy we Francji, a nie o demokrację w Polsce.

Procedura o przestrzeganie praworządności, którą w sprawie Polski prowadzi Komisja Europejska, to skomplikowany proces, który zapewne jeszcze długo nie przyniesie rezultatów. A zmiana dyrektywy jest w zasadzie prosta. Macron potrzebuje na początku sukcesu i będzie go miał. Pokaże, że jest poważnym politykiem, przysłuży się zmniejszeniu bezrobocia w kraju i udowodni rodakom, że UE potrafi ich chronić przed dumpingiem socjalnym. Sprawa polskiego Trybunału Konstytucyjnego zostanie odłożona na później.

Polski rząd na szybko poprawia stosunki z Niemcami, zapewne licząc, że Angela Merkel będzie nas chronić przed zapędami i Komisji Europejskiej, i Paryża.

Nie sądzę, by w tej sprawie hamowała Macrona. Berlin od lat dziwił się, że w kwestii pracowników z nowej Europy Paryż zajmuje tak łagodne stanowisko. Przecież Niemcy jeszcze mocniej odczuwają skutki dumpingu socjalnego!

Jeśli Macron zostanie prezydentem, jaką politykę zagraniczną będzie prowadził?

Raczej taką samą, jak urzędujący obecnie Francois Hollande. Proeuropejską, ale z podkreślaniem roli Francji. Widać jednak, że będzie mniej skłonny interweniować zbrojnie zagranicą, jeśli nie będzie jasnej perspektywy wycofania żołnierzy i znalezienia politycznego rozwiązania. Po prostu nie będzie chciał się wikłać w długie, kosztowne konflikty. Z drugiej strony takie zapowiedzi łatwo przychodzą podczas kampanii. Jako prezydent Macron będzie musiał działać szybko. Tak jak Hollande decydując się na interwencję w Mali w 2013 r.

W kwestii Rosji na pewno będzie bardziej stanowczy niż Hollande. To efekt ataków rosyjskich hakerów na serwery jego ruchu En Marche! i kampanii prowadzonej przez finansowany przez Rosję portal Sputnik, który próbował zohydzić Macrona Francuzom.

A jeśli chodzi o Brexit, będzie nieustępliwy.

Jak Polska powinna się układać z Francją Macrona?

Nie wiem. Warszawa ma w tej chwili fatalną opinię nad Sekwaną, co będzie się przekładać i na wzajemne stosunki. Z drugiej zaś strony politycy w Paryżu wiedzą, że za Kaczyńskim nie stoi cały kraj.

 

wyborcza.pl

 

Bochaterskie żądy Adriana!

Anna i Robert Lewandowscy zostali rodzicami. „Dumny tata, to wspaniałe uczucie”

04.05.2017

Robert i Anna Lewandowscy© fot. Instagram/hpba Robert i Anna Lewandowscy

Robert Lewandowski oraz jego żona Anna Lewandowska zostali rodzicami. Piłkarz Bayernu Monachium pochwalił się dobrą nowiną na swoim profilu na Facebooku.

Po blisko dziewięciu miesiącach oczekiwania, w czwartek 4 maja Anna Lewandowska urodziła córkę, która otrzymała imię Klara. Szczęśliwą nowiną Robert Lewandowski podzielił się z kibicami na swoim profilu na Facebooku. „Dumny tata Klary. Wspaniałe uczucie” – napisał piłkarz Bayernu Monachium.

Informacja o tym, że Anna i Robert Lewandowski spodziewają się dziecka została podana do publicznej wiadomości w 5 miesiącu. W 27. minucie spotkania Ligi Mistrzów między Atletico Madryt a Bayernem Monachium, w którym występuje polski napastnik, Lewandowski zdobył bramkę z rzutu wolnego. Zaraz po strzeleniu gola zawodnik pobiegł szybko do bramki przeciwnika i włożył piłkę pod koszulkę. Następnie Lewandowski wykonał gest ssania kciuka i w ten sposób cieszył się z drużyną ze zdobytej bramki. W ten oryginalny sposób piłkarz chciał zakomunikować, że niedługo zostanie tatą.

Anna Lewandowska dopiero na miesiąc przed rozwiązaniem zaprzestała aktywności zawodowych. Przez cały okres ciąży promowała treningi dla kobiet, które spodziewają się dzieci. Trenerka wzięła również udział w obozie sportowym, a także wystąpiła w jednej z reklam znanej marki i przygotowała kolejną ksiażkę z przepisami na zdrowe posiłki, która pojawi się na rynku niemieckim.

msn.pl

Cztery słowa i błąd ortograficzny. Tak ministerstwo życzyło powodzenia na maturze z polskiego

04.05.2017

Maturzyści© Adam Zasady ortograficzne języka polskiego z pewnością nie należą do najłatwiejszych. Kolejnego dowodu na potwierdzenie tej mało odkrywczej tezy dostarczyło Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które złożyło życzenia tegorocznym maturzystom.

Niemal 300 tysięcy tegorocznych maturzystów mierzy się dziś z egzaminem dojrzałości z języka polskiego. Zapewne wielu z nich stresuje się dopuszczalnym limitem błędów ortograficznych w wymaganej formie pisemnej. Otuchy chciało dodać im Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które na Facebooku zamieściło archiwalne nagranie Polskiej Kroniki Filmowej dotyczące właśnie matury, ale z roku 1951.

Cztery słowa i jeden błąd

W zdaniu, składającym się z czterech słów: „Życzymy powodzenia tegorocznym maturzystom”, pojawił się jednak błąd ortograficzny, gdyż w pierwotnej wersji postu, przed jego edycją, znalazł się zapis: „maturzystą”.

© Dostarczane przez Platforma Mediowa Point Group SA

Poprawna forma liczby mnogiej słowa „maturzysta” w celowniku zawsze brzmi: „maturzystom”. W pozostałych przypadkach rzeczownik ten otrzymuje brzmienie:

  • Mianownik: maturzyści;
  • Dopełniacz: maturzystów;
  • Celownik: maturzystom;
  • Biernik: maturzystów;
  • Narzędnik: maturzystami;
  • Miejscownik: maturzystach;
  • Wołacz: maturzyści!

msn.pl

„Pomysł PiS na konstytucję? Komuno wróć!”

04.05.2017

Posłanka Kamila Gasiuk-Pihowicz z Nowoczesnej© Fotorzepa/ Jerzy Dudek Posłanka Kamila Gasiuk-Pihowicz z Nowoczesnej

Rozmowa z PiS na temat zmian w konstytucji jest jak rozmowa z rabusiem na temat alarmów do domu. Oni są skompromitowani w kwestii stanowienia prawa – stwierdziła posłanka Nowoczesnej Kamila Gasiuk-Pihowicz, odnosząc się do propozycji referendum konstytucyjnego.

W środę podczas uroczystości w 226. rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja prezydent Andrzej Duda zapowiedział, że chce, aby w sprawie Konstytucji Rzeczypospolitej odbyło się w przyszłym roku referendum. Prezydent podkreślił, że wierzy, iż to przedsięwzięcie uda się przeprowadzić ponad podziałami.

W czwartek do propozycji tej odniosła się Gasiuk-Pihowicz. – W tym momencie rozmowa z PiS na temat zmian w konstytucji, to jest jak rozmowa z rabusiem na temat alarmów do domu. To jest rozmowa z osobami, które w tym momencie są absolutnie skompromitowane, jeżeli chodzi o rozmowę na temat stanowienia prawa – stwierdziła.

Nawiązała jednocześnie do założeń projektu konstytucji autorstwa PiS z 2010 r.

– Dałoby się je streścić w jednym sformułowaniu: komuno wróć – oceniła. Powiedziała, że w ówczesnej propozycji nie znalazł się m.in. zapis widniejący w obecnie obowiązującej konstytucji mówiący, że Polska jest państwem prawa.

– W tym projekcie likwiduje się także trójpodział władzy, a to otwiera przestrzeń do nadużyć tym wszystkim, którzy w tym momencie tę władzę sprawują – podkreśliła.

Zdaniem posłanki Nowoczesnej obecna władza powinna skupić się na przestrzeganiu „obecnie obowiązującego prawa, a nie na zmienianiu tych przepisów, które w tym momencie obowiązują”.

– Prezydent zamiast pokrzykiwać na wiecach i udowadniać, że jest osobą ważną (…) powinien w tym momencie skupić się na wykonywaniu swoich obowiązków – powiedziała Gasiuk-Pihowicz.

– Zamiast bycia strażnikiem polskiej konstytucji jest w tym momencie grabarzem polskiej konstytucji – stwierdziła.

Ponadto – jak mówiła – proponowane przez prezydenta Dudę referendum jest kosztowną próbą sprawdzenia poparcia wśród obywateli.

– Jest to próba odwrócenia uwagi od spadającego poparcia dla prezydentury Andrzeja Dudy. To próba, która jest bardzo kosztowna – stwierdziła. Zwróciła tu uwagę na referendum, które odbyło się w 2015 r. z inicjatywy Bronisława Komorowskiego i dotyczyło m.in. jednomandatowych okręgów wyborczych. Koszt tego referendum – jak wskazała – sięgnął 100 mln zł, a udział wzięło w nim zaledwie 7 proc. uprawnionych do głosowania.

Zdaniem Gasiuk-Pihowicz o kwestię, o której mówi prezydent można „spokojnie zapytać w sondażu”.

– Taki sondaż byłby o wiele bardziej miarodajny, a na pewno o wiele tańszy. Za 100 mln zł lepiej jest ufundować choćby granty dla młodych naukowców – powiedziała.

W podobnym tonie propozycje prezydenta skomentowała w czwartek rano szefowa klubu Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer, która w TVP Info powiedziała, że ponieważ prezydent ma prawo do inicjatywy referendalnej, więc ona usilnie wzywa prezydenta, żeby skorzystał z niego np. w przypadku reformy edukacji.

– Pamiętam, że (prezydent) deklarował zawsze, że będzie ogłaszał referendum, jeżeli będzie silna wola społeczeństwa – mówiła Lubnauer. Wskazała, że społeczeństwo wyraziło swoją wolę, składając ponad 910 tys. podpisów pod wnioskiem o referendum dot. reformy edukacji.

– Co więcej, jeżeli (prezydent) chciałby powołać się na jakieś sondaże, to 55 proc. Polaków chce tego referendum i chce w nim zagłosować. Pamiętajmy o tym, że to jest sprawa „tu i teraz”, dlatego, że to jest ostatni moment, żeby to referendum zorganizować – apelowała Lubnauer.

20 kwietnia w Sejmie złożono ponad 910,5 tys. podpisów zebranych pod obywatelskim wnioskiem o przeprowadzenie ogólnokrajowego referendum w sprawie reformy edukacji. Premier Beata Szydło odnosząc się do wniosku o to referendum stwierdziła, że wpłynął on zbyt późno. Jak wskazała wniosek o przeprowadzenie referendum powinien być złożony w odpowiednim momencie, gdyż obecnie jesteśmy w końcowej fazie wdrażania reformy. – Ktoś, kto chce to odwracać, będzie powodował chaos – mówiła niedawno Szydło.

Pytanie referendalne, pod którym komitet zbierał podpisy, brzmiało: „Czy jest Pani/Pan przeciw reformie edukacji, którą rząd wprowadza od 1 września 2017 roku?”.

Z inicjatywą przeprowadzenia referendum wystąpił Związek Nauczycielstwa Polskiego. Pod koniec stycznia zawiązał się komitet referendalny, w skład którego weszli przedstawiciele partii politycznych, stowarzyszeń, organizacji i ruchów społecznych popierających pomysł referendum, m.in. ruchu „Rodzice przeciwko reformie edukacji”, koalicji „Nie dla chaosu w szkole”, Kongresu Kobiet, Krajowego Porozumienia Rodziców i Rad Rodziców, Społecznego Towarzystwa Oświatowego, Krajowego Forum Oświaty Niepublicznej, OPZZ, PO, Nowoczesnej, PSL, Razem i Inicjatywy Polska.

Uchwałę w sprawie referendum ogólnokrajowego Sejm podejmuje większością głosów, w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów.

msn.pl

Obchodzić święto Konstytucji czy urodziny Rydzyka – dylemat dobrej zmiany

03/05/2017, Rafał Nowakowski

3 Maja to w naszym kraju data szczególna. Tego dnia uchwalono pierwszą w Europie, a druga na świecie Konstytucję. Okoliczność ta wymaga ze strony obozu rządzącego nie lada sprytu i zwinności, żeby nie nadepnąć nikomu na odcisk. PiS uwielbia przecież gloryfikować przeszłość, depcząc jednocześnie zapisy obowiązującej ustawy zasadniczej.

3 maja to także, a może przede wszystkim, dzień urodzin ojca Tadeusza Rydzyka, głównego beneficjenta dobrej zmiany, bez wsparcia którego Kaczyński i spółka być może nie doszliby w ogóle do władzy.

Złośliwi mogą powiedzieć, że dla PiS obie rocznice są równie ważne, a nawet stwierdzić, że dalsze podlizywanie się ojcu dyrektorowi powinno mieć priorytet. Kaczyński powinien myśleć tu i teraz, a nie zagłębiać się w historyczną przeszłość, szczególnie w sytuacji, gdy kluczowi ministrowie jego rządu: Macierewicz i Szyszko dostarczają mu na co dzień nie lada zmartwień. Prezes być może chciałby się ich  pozbyć, ale nie bardzo może. A to z uwagi na parasol ochronny jaki nad ministrami roztoczył właśnie Rydzyk.

Warto wspomnieć, że ojciec Tadeusz to jakże skromny redemptorysta, który jak na zakonnika przystało, prowadzi w życie w biedzie i stara się jak może, by unikać rozgłosu medialnego. No dobra żarty na bok.

Rydzyk jest twórcą medialnego imperium, znanego powszechnie jako rodzina Radia Maryja. Ojciec dyrektor ma bardzo mocne związki z Prawem i Sprawiedliwością, zaś jego wsparciem cieszą się kluczowi ministrowie Jan Szyszko i Antonii Macierewicz. Twórca Radia Maryja jest od lat zaangażowany politycznie, zaś od czasu dojścia dobrej zmiany do władzy, jego wpływy i majątek jeszcze wzrosły.

Wygląda na to, że program rodzina 500+ to nie jedyny program socjalny, który Prawo i Sprawiedliwość wdraża w pocie czoła. Nie zapominajmy o 2 złotych dla dziadka (darmowe leki dla seniorów) i 20 milionów dla ojca Rydzyka. Według naszych ustaleń na zwycięstwie PiS Tadeusz Rydzyk zarobił krocie.

Czemu piszemy o tym akurat dziś? Ano dlatego, że dziś przypada dzień wyjątkowy, jakim są urodziny ojca dyrektora. Okazja tak szczególna nie może przecież przejść bez echa.

Dla przypomnienia na 25. urodzinach Radia Maryja pojawiła się cała wierchuszka PiS, z prezydentem Andrzejem Dudą na czele. Obchody okrągłej rocznicy toruńskiej rozgłośni odbyły się z tak wielką pompą, że relacja z wydarzeń stała się newsem głównego wydania Wiadomości TVP.

Dziś póki co w mediach narodowych czy społecznościowych o urodzinach ojca dyrektora cisza. Pojawił się jedynie skromny wpis na twitterowym profilu Radia Maryja.

Brak uczczenia rydzykowego jubileuszu może się toruńskiemu redemptoryście nie spodobać.Tajemnicą poliszynela jest, że Rydzyk lubi rozgłos, fetę i wszelakie apanaże.

Kaczyński może i chciałby zagrać toruńskiemu redemptoryście na nosie, ale obecnie prezes ma za dużo do stracenia. Szef PiS wybiera zatem strategię rozmasowywania toruńskiego magnata i gry na czas.

Dużo będzie zależało od dzisiejszego wydania Wiadomości. Brak wzmianki o 72. urodzinach Rydzyka zostanie w Toruniu odebrany jako afront. Szczególnie w sytuacji, w której bez pomocy ojca dyrektora dobra zmiana nie dopchałaby się do koryta i nie byłaby  w stanie przekształcić się w dojną zmianę…

crowdmedia.pl

Schetyna w wywiadzie dla DGP: Mnie nie interesuje, co Kaczyński sądzi. Ważne co robi

autor: Grzegorz Osiecki, 04.05.2017

Grzegorz Schetyna: Nasz plan to zbudowanie jednej formuły opozycyjnej przed wyborami samorządowymi i stworzenie wspólnej listy

Platforma postanowiła wzmocnić czy uratować Antoniego Macierewicza, zgłaszając wniosek o wotum nieufności wobec niego w momencie, gdy jest najsłabszy od początku kadencji?

Macierewicz jest nie do uratowania. Kiedy słyszę głosy, że był on bliski odwołania, a w związku z naszym wnioskiem zostaje, to tak może mówić tylko ktoś, kto nie rozumie zasad polityki. Decyzję o jego przyszłości podejmie prezes Kaczyński i będzie to ustalał z ojcem Rydzykiem. To jest oś obrony Macierewicza.

Ale wniosek o wotum nieufności wobec ministra mobilizuje obóz rządowy do jego obrony.

Kaczyński może go odwołać w każdej chwili, ale skoro tego nie czyni, to oznacza, że nie chce. To nie my mówiliśmy, że Macierewicz nie będzie ministrem obrony. To był element porozumienia Kaczyński – Rydzyk i decyzja będzie podjęta po ustaleniach między Nowogrodzką a Toruniem.

Będą wnioski wobec innych ministrów?

Będą. Tu należy reagować na bieżąco. Ale sprawa Macierewicza jest ważna teraz. Jest oburzająca i skandaliczna, jeśli potwierdzi się to, co zdarzyło się w aferze śmigłowcowej. Nasz wniosek o komisję śledczą w tej sprawie leży w zamrażarce marszałka Kuchcińskiego już pół roku. Nic się z nim nie dzieje. Teraz zaczynamy rozumieć dlaczego. Musimy na to reagować. Jeśli człowiek, który nie wiadomo skąd pochodzi, mówi, że wywrócił kontrakt na ponad 13 mld zł, to partia opozycyjna nie może stać z boku.

Czy cykliczne zgłaszanie wniosków o wotum nieufności, które nie mają szans powodzenia, nie spowoduje inflacji jego znaczenia?

Wotum to jedna z poważniejszych broni w arsenale opozycji, liczy się nie tylko wynik, ale także debata, jaka się przy tej okazji odbywa. Arytmetyka sejmowa jest taka, jaka jest, i zapewne do wyborów się nie zmieni. Gdybyśmy nie składali wniosków, to by znaczyło, że opozycja jest bierna i nie ma pomysłu na Polskę. Debata i argumentacja są pokazaniem siły opozycji, szczególnie jeśli dotyczy to Macierewicza, gdzie przypadków łamania prawa jest dużo. To ociera się o korupcję, nie tylko polityczną. Mówimy o kontrakcie na miliardy złotych. Platforma Obywatelska musi i będzie reagować.

Jeśli podejrzewa pan złamanie przepisów karnych, to może należało złożyć doniesienie do prokuratury?

Która jest zarządzana przez Ziobrę i Święczkowskiego. To żart. Zresztą robimy to równolegle. Informujemy prokuraturę, która nie podejmuje postępowania. Przy doniesieniu do prokuratury nie możemy tak szeroko przedstawić argumentów opinii publicznej. Polacy muszą wiedzieć, jakie są delikty rządu i przypadki łamania prawa.

PSL zapowiadał wniosek o konstruktywne wotum nieufności wobec rządu Beaty Szydło. Poprzecie go?

Konstruktywne wotum nieufności to broń atomowa w arsenale opozycji. Tego nie można dewaluować. Taki wniosek musi być szczególnie uzasadniony. Tak było, gdy je zgłaszaliśmy. Jeśli sytuacja dojrzeje do następnego takiego wniosku, to będziemy o tym rozmawiać.

Który pojedynek jest dla PO ważniejszy – o przywództwo w opozycji czy z PiS?

Zawsze z PiS. Było tak nawet wtedy, gdy nie dominowaliśmy na scenie opozycyjnej. Sądzę, że ten drugi pojedynek jakoś się już rozstrzygnął.

Czyli jesteście niekwestionowanym liderem?

A jak pan uważa?

Ja przyszedłem na wywiad.

Przecież czyta i analizuje pan sondaże. Jakie jest zatem pana zdanie?

Jesteście drugą partią pod względem poparcia w sondażach. Choć w ostatnim, przeprowadzonym przez Kantar, wskoczyliście na pierwsze miejsce. A wśród ugrupowań opozycyjnych na pewno wiedziecie prym.

To trafna analiza. Ja się nie przedstawiam jako lider opozycji, mimo że sondaże są wyraźne i konkretne. Nie robię tego, bo to nie jest dzisiaj ważne. Ważne, by opozycja jako całość mogła liczyć na większe poparcie niż obóz rządzący plus ewentualni koalicjanci PiS. To jest najważniejszy pojedynek i mój cel. Teraz priorytetem jest dobry pomysł na zbudowanie bloku anty-PiS.

 

Jaki jest ten pomysł?

Zbudowanie jednej formuły opozycyjnej przed wyborami samorządowymi opartej na ochronie samorządności. Stworzenie wspólnej listy w wyborach samorządowych i przedstawienie propozycji kolejnych etapów reformy samorządowej, czyli decentralizacji i dobrego zorganizowania samorządów w porozumieniu z administracją rządową. To będziemy proponować wszystkim, którzy uważają, że to dobra odpowiedź na centralistyczne zapędy PiS.

Toczą się rozmowy na ten temat z Nowoczesną czy z PSL?

Rozmawiamy ze wszystkimi, ale to musi potrwać. Bo jeśli mówimy o wspólnej liście i reprezentacji, to każdy musi zrezygnować z części politycznej suwerenności. Ważne, by zbudować realną wspólnotę programu i celu.

Cel dla każdej opozycji jest prosty – odsunąć rządzących od władzy.

To klasyczne, weberowskie postrzeganie polityki. W sumie uprawnione, ale jeśli chodzi o wspólny program, to nie jest już to takie oczywiste. Dlatego robimy to odpowiednio wcześniej, mówimy o wspólnych kandydatach w dużych miastach o wspólnym bloku. Szukanie wspólnego mianownika w tych różnych sprawach musi potrwać.

A jeśli Nowoczesna powie, że ma świetnego kandydata na prezydenta Warszawy, to zaakceptujecie go?

To nie kwestia sympatii czy świetnych kandydatów. My mamy troje. O to, jakiego chcą prezydenta, trzeba zapytać warszawiaków, przeprowadzić sondaże. To decyzja polityczna, ale musi być oparta na wiedzy, kto ma największe szanse wygrać z kandydatem PiS. Zwłaszcza jeśli będzie jedna tura, dlatego kandydat musi mieć na tyle silne wsparcie, by w niej wygrał.

Zakłada pan, że będzie tylko jedna tura?

Tak. Podobnie jak to, że wejdzie w życie dwukadencyjność wsteczna. My musimy być gotowi na każdy, nawet najbardziej czarny wariant, bo wiemy, jak PiS odnosi się do samorządów.

W wyborach do sejmików będą wspólne listy opozycji łącznie z lewicą?

Powinniśmy rozmawiać o wspólnych listach, ale także dopasować ich kształt do sytuacji w regionie. Lewica szuka swojej formuły, jest skonfliktowana wewnętrznie, dla nich wybory samorządowe to będzie sprawdzian. Brak porozumienia po lewej stronie legł u podstaw oddania całej władzy PiS. Mam nadzieję, że tym razem będziemy mogli mówić o jednej reprezentacji lewicowej i oni wszyscy znajdą porozumienie.

W Warszawie rozważacie trzy kandydatury: Małgorzata Kidawa-Błońska, Andrzej Halicki i Rafał Trzaskowski. Kto ma największe szanse?

Mamy rok, by wytypować kandydata. To nie tylko nasza decyzja, ona musi być poprzedzona konsultacjami z mieszkańcami, ruchami miejskimi, organizacjami samorządowymi. To musi być wspólny kandydat. Warszawa jest perłą w koronie wyborów samorządowych, to będzie symboliczny bój, dlatego musimy go wygrać.

W których największych miastach PO będzie chciała wystawić własnego kandydata?

To nie zawsze musi być nasz kandydat. Jeśli ktoś z innego ugrupowania lub kandydat niezależny będzie mógł liczyć na większe wsparcie, to nie będziemy forsować własnego kandydata tylko dlatego, że ma naszą legitymację. Nam zależy, by ochronić samorządność, bo jeśli 68 proc. lokalnych włodarzy zostanie wypchniętych ze swoich funkcji przez pisowski pomysł na dwukadencyjność wsteczną, to od takiej partii, jak PO, zależy, by ich doświadczenie zostało wykorzystane.

Dacie im miejsca na listach jako kandydatom na radnych?

W sejmikach, w radach powiatu. Będziemy rozmawiali o możliwości wykorzystania ich wiedzy i doświadczenia w wyborach do parlamentu, europejskich czy później Sejmu i Senatu. PiS jest partią antysamorządową, która centralizuje władzę na Nowogrodzkiej i chce zrobić miejsce dla swoich nieudolnych działaczy.

Jeśli chodzi o wybory samorządowe, mamy podział na osi centralizacja – decentralizacja. A w innych kwestiach?

Europa – anty-Europa.

Naprawdę uważa pan, że Jarosław Kaczyński chce wyprowadzić Polskę z Unii?

Mnie nie interesuje, co on sądzi. Ważne, co robi. Prowadząc politykę w taki sposób, wyprowadza Polskę z Unii. Nie było nas w Wersalu czy na spotkaniu pożegnalnym Obamy. Jesteśmy odtrąceni od stołu, gdzie odbywa się rozmowa o przyszłości UE.

Właśnie Beata Szydło otworzyła w Hanowerze targi z Angelą Merkel.

Proszę mi wierzyć, że otwieranie targów ma niewiele wspólnego z podejmowaniem decyzji odnośnie do przyszłości Europy. Co wynika ze spotkań premier Szydło czy lidera PiS z niemiecką kanclerz? Nic. Można otwierać kolejne targi, ale to nie ma wpływu na naszą politykę europejską. Sprawdzianem skuteczności tej polityki jest 27:1, jak przy wyborze Donalda Tuska na drugą kadencję. To obnaża marność polityki europejskiej PiS. Te straty będziemy odbudowywać latami.

A jeśli chodzi o gospodarkę. Kiedyś oś sporu była na linii liberalna PO – solidarny PiS. Gdzie jest teraz?

Oni na pewno będą chcieli wykorzystać dobrą koniunkturę międzynarodową i sytuację finansową do zwiększania transferów socjalnych, by wygrać kolejne wybory. Dla nich rzeczywistość kończy się na jesieni 2019 r. Trzeba zrobić wszystko, by ten przekaz, który dał im zwycięstwo, czyli obietnicę 500 plus, obnażyć. Pokazać, jak źle wykorzystują europejską i światową koniunkturę, jak dużo więcej można było zrobić na polu poprawy finansów i gospodarki. Oni w tych sprawach są cyniczni, liczą się wyłącznie najbliższe wybory.

Wy obiecujecie 13. emeryturę.

Poprzez tę ideę chcemy pokazać, że polityka senioralna jest ważna. Oni obiecali leki dla seniorów i nie dotrzymali słowa. My mówimy o trzynastej emeryturze i przemodelowaniu 500 plus. Naszym zdaniem transfery społeczne są nie po to, by walczyć o poparcie polityczne, ale rozwiązywać demograficzne problemy. Z jednej strony zwiększyć dzietność, z drugiej strony prowadzić politykę senioralną.

Krytykujecie obniżenie wieku emerytalnego jako kosztowne, a sami proponujecie trzynastą emeryturę, która będzie zwiększała wydatki na świadczenia o 8 proc.

Pan nie wie, ile będzie kosztowała, bo pan nie widział naszego projektu.

To jaki jest ten projekt?

To zależy od tego, ile będzie pieniędzy w budżecie. My nie mówimy, jak PiS, że to kwota 300 zł na emeryta. Transfery są potrzebne, by polityka senioralna była skuteczna, ale na drugiej szali stawiamy konieczność rozmów ze stroną społeczną o urealnieniu wieku emerytalnego.

Na tym ma polegać transakcja: wiek za emeryturę?

Trzeba rozmawiać i przekonać Polaków, że nie można robić tak, jak PiS, czyli uzależniać sytuacji następnych pokoleń od obniżki wieku emerytalnego. PiS, cofając podwyższenie wieku emerytalnego, zaciąga ogromne zobowiązanie dla następnych pokoleń. Ktoś tych emerytów będzie musiał utrzymać za 5, 10 czy 15 lat. Zresztą sam PiS najpierw politycznie zdecydował o obniżeniu wieku emerytalnego, a teraz szuka pomysłów, jak obniżyć koszty np. przez premie za późniejsze przejście na emeryturę. To absurd, bo choć kampania wyborcza się skończyła, to PiS ciągle chce wydawać pieniądze, których nie ma.

Tymczasem gracie na polu PiS. Proponujecie przemodelowanie programu 500 plus czy kolejne świadczenie, czyli trzynastą emeryturę.

Trzynasta emerytura to gra na naszym polu. To propozycja Platformy budowy polityki senioralnej. Będziemy mówili o urealnianiu 500 plus, przeznaczaniu tego świadczenia na pierwsze dziecko, ale także o przyznawaniu świadczenia dla osób aktywnych zawodowo, pracujących lub szukających pracy. Jeśli mamy płacić 500 plus tym, którzy nie pracują, to powinno to pochodzić z innych części polityki społecznej.

Macie wyliczenia, jak to zrobić?

Podjęliśmy współpracę z prof. Andrzejem Rzońcą, który ma wielkie doświadczenie w Radzie Polityki Pieniężnej i zakładał FOR. Będziemy kalkulować, jak wykorzystać koniunkturę światową, by stworzyć lepsze warunki życia Polaków. Zawsze będziemy wskazywać źródło, z którego mogą pochodzić transfery. Jeśli coś obiecamy, to po to, by to zrealizować, a nie obiecać.

PiS nad programem, który wdraża, gdy jest u władzy, pracował trzy lata. Jakie inne elementy programu szykuje PO poza trzynastą emeryturą i kiedy je poznamy?

Będziemy je pokazywać stopniowo. Najpierw przygotujemy program samorządowy. Potem będą wybory europejskie i wówczas będziemy rozmawiali o lepszych możliwościach wykorzystania perspektywy unijnej, która kończy się w 2020 r. Na końcu przedstawimy cały program, gdy będziemy szykowali się do wyborów do Sejmu i Senatu. Nie dam się namówić na szczegóły teraz. W 2015 r. zostawiliśmy sporo rozwiązań, które zostały przejęte, w części zmarnowane przez PiS. Nie będziemy tego powtarzać.

PO może wrócić do pomysłu podatku jednolitego?

Oczywiście, że tak. To kwestia dyskusji. Stopniowo będziemy te pomysły pokazywać. Wszystkie te rozwiązania mają pomóc spiąć finanse publiczne i sprawić, by budżet był skuteczniejszy w przekazywaniu pieniędzy tym osobom, które ich naprawdę potrzebują.

Jak jest rola Donalda Tuska w politycznym planie PO?

Do grudnia 2019 r. będzie pełnił funkcję europejską. Potem podejmie decyzję co do swojej politycznej przyszłości.

Jeśli wróci, będzie kandydatem PO na prezydenta?

To naturalny projekt, ale oczywiście to pytanie do niego, bo to jego decyzja. Wszystko zależy też od politycznego scenariusza. Jeśli jesienią 2019 r. wygramy wybory parlamentarne, to ta sytuacja będzie zupełnie inna.

Tusk będzie polaryzował scenę polityczną. Czy to nie będzie obciążeniem z punktu widzenia części elektoratu?

Mamy jeszcze trzy lata obecnej prezydentury. Polacy będą chcieli mieć prezydenta, który jest głową państwa i zwierzchnikiem sił zbrojnych. Będą oczekiwać wyrazistego kandydata, a nie osoby, która jest częścią wyłącznie swojego środowiska i nie spełnia funkcji głowy państwa.

Co ma pokazać manifestacja 6 maja?

To marsz wolności. Walczymy o niezależność samorządów, o wolną szkołę, jesteśmy za niezależną władzą sądowniczą, trójpodziałem władz i obecnością Polski w UE. Wspólny mianownik to, by Polacy byli wolni i mieszkali w wolnym, demokratycznym kraju.

Zapowiadał pan pół miliona uczestników. To realne?

Powinniśmy wrócić do dużych manifestacji, jak rok temu. Ostatnio mieliśmy inflację protestów ulicznych. One muszą być dobrze przygotowywane. Pamiętam 2006 r. i błękitny marsz, także dużą manifestację rok temu. Myślę, że wszystko dopiero przed nami. Jesteśmy na fali wznoszącej, ale to wymaga wielkiej pracy. Nasz cel to wygrać wybory.

Bierze pan pod uwagę, że po 2019 r. PO nadal może być w opozycji?

Różne scenariusze biorę pod uwagę, ale chcę odsunąć PiS od władzy. Cztery lata takich rządów jak teraz przy trudniejszej sytuacji gospodarczej i światowej to będzie dramat, bo to są dyletanci.

Widział pan „Ucho Prezesa”? Dla przeciętnego wyborcy opozycja może wyglądać tak jak w tej satyrze?

Mogła tak wyglądać. To wcześniejszy scenariusz. Teraz, jak chce pan zobaczyć, jak wygląda, proszę zobaczyć sondaże. To najlepsza odpowiedź. Opozycja szuka możliwości pokazania swoich pomysłów, to naturalne.

Na ile ten serial oddaje polityczną rzeczywistość?

Na tyle, na ile prezydent urzęduje w sekretariacie na Nowogrodzkiej. Ale sam serial jest bardzo dobrze zrobiony, oglądany i śmieszny. Życzę twórcom weny i wysokich lotów.

A pana postać jak się panu podobała?

Często, gdy ktoś jest opisywany, to mówi, że inne postacie są świetne, a moja nieprawdziwa. Uważam, że jeśli postać podoba się widzom, to jest trafiona. Wiem, że ten serial ma wielu wiernych widzów na Wiejskiej.

dziennik.pl

Komorowski ostro o Dudzie: To tak, jakby zaprosić kryminalistę do dyskusji nad kodeksem karnym

mako, 04.05.2017

Bronisław Komorowski

Bronisław Komorowski (JAN RUSEK)

– Tu nie chodzi tak naprawdę o konstytucję, tylko o przykrycie wrażenia, że prezydent ją łamie – skomentował w RMF FM zapowiedź referendum konstytucyjnego były prezydent Bronisław Komorowski.

Bronisław Komorowski oświadczył w RMF FM, że nie zamierza włączać się w dyskusję na temat zmian w konstytucji. W jego ocenie prezydent Andrzej Duda nie jest wiarygodną osobą do prowadzenia rozmów na ten temat. Porównał go wręcz do kryminalisty, który debatuje nad kodeksem karnym.

Warto rozmawiać z prezydentem, pod warunkiem, że wypełnia swoje konstytucyjne obowiązki. Dla mnie wiarygodność pana prezydenta, jeśli chodzi o stosunek do konstytucji, jest mocno nadszarpnięta. To tak, jakby zaprosić kryminalistę do dyskusji nad kodeksem karnym

 – podkreślił były prezydent. Komorowski przyznał, że kiedy sam sprawował władzę, konstytucja „nie była przez niego ukochana”, ale szanował ją i chciał uczyć tego szacunku obywateli. – Prezydent naruszył to świadomie, przysługując się własnej partii politycznej, a dzisiaj apeluje o dyskusję nad konstytucją. Odnoszę wrażenie, że tu nie chodzi tak naprawdę o konstytucję, tylko o przykrycie wrażenia, że prezydent ją łamie – ocenił.

„Czas rozpocząć debatę”

Prezydent ogłosił podczas uroczystości związanych ze świętem Konstytucji 3 Maja, że w 2018 roku odbędzie się referendum konstytucyjne. Nie podał jednak szczegółów dotyczących pytania, które miałoby na nim paść. – Czas rozpocząć tę debatę. Naród powinien wypowiedzieć się, jakich kierunków ustrojowych w przyszłości chce, które prawa i wolności powinny być mocniej zaakcentowane – powiedział Andrzej Duda. CZYTAJ WIĘCEJ >>>

Tymczasem wśród polityków Prawa i Sprawiedliwości panuje chaos w związku z oświadczeniem prezydenta. Wicemarszałek Senatu Adam Bielan przyznał, że o decyzji Andrzeja Dudy dowiedział się z mediów. Szefowa gabinetu premier Beaty Szydło Elżbieta Witek utrzymuje jednak, że zmiana konstytucji „to nie pomysł pana prezydenta, to pomysł Prawa i Sprawiedliwości”.

Duda zapowiedział referendum, a teraz trwa ustalanie, kto je wymyślił. „To nie jest pomysł pana prezydenta”

A TERAZ ZOBACZ: Andrzej Duda ogłasza, że nie jest prezydentem wszystkich Polaków

gazeta.pl

CZWARTEK, 4 MAJA 2017

STAN GRY: Tyszka: PAD pokazałby, że nie jest oddelegowany przez PiS, Fakt: Polacy chcą zmiany Konstytucji, Schetyna o osiach kampanii

300LIVE: Sondaż o reformie sądów, Gowin o kobiecie w Krakowie i stosunku obozu PiS do prezydenta, PBK porównuje Dudę do kryminalisty, Bielan, Karczewski i Witek o referendum: http://300polityka.pl/live/2017/05/04/

TOMASZ NAŁĘCZ ZGRYŹLIWIE O SCHETYNIE – w rozmowie z SE: “- Zauważył pan, że Tuska witała Ewa Kopacz, ale nie Grzegorz Schetyna?
– Może nagrywał „Ucho prezesa” i nie miał czasu? Widziałem, że tam występował…”
http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/tomasz-nalecz-kaczynski-sam-sobie-sciaga-tuska-na-glowe_988400.html

SCHETYNA NA PYTANIE CZY PO SWOIM WNIOSKIEM NIE RATUJE MACIEREWICZA – mówi Grzegorzowi Osieckiemu w DGP: “Macierewicz jest nie do uratowania. Kiedy słyszę głosy, że był on bliski odwołania, a w związku z naszym wnioskiem zostaje, to tak może mówić tylko ktoś, kto nie rozumie zasad polityki. Decyzję o jego przyszłości podejmie prezes Kaczyński i będzie to ustalał z ojcem Rydzykiem. To jest oś obrony Macierewicza”.

SCHETYNA O TRÓJCE KANDYDATÓW PO W WARSZAWIE – mówi DGP: “To nie kwestia sympatii czy świetnych kandydatów. My mamy troje. O to, jakiego chcą prezydenta, trzeba zapytać warszawiaków, przeprowadzić sondaże. To decyzja polityczna, ale musi być oparta na wiedzy, kto ma największe szanse wygrać z kandydatem PiS. Zwłaszcza jeśli będzie jedna tura, dlatego kandydat musi mieć na tyle silne wsparcie, by w niej wygrał. (…) Mamy rok, by wytypować kandydata. To nie tylko nasza decyzja, ona musi być poprzedzona konsultacjami z mieszkańcami, ruchami miejskimi, organizacjami samorządowymi. To musi być wspólny kandydat. Warszawa jest perłą w koronie wyborów samorządowych, to będzie symboliczny bój, dlatego musimy go wygrać”.

SCHETYNA O OSIACH KAMPANII: “-Jeśli chodzi o wybory samorządowe, mamy podział na osi centralizacja – decentralizacja. A w innych kwestiach?
– Europa – anty-Europa”.

SCHETYNA O PODWYŻSZENIU WIEKU EMERYTALNEGO – mówi Osieckiemu: “:Trzeba rozmawiać i przekonać Polaków, że nie można robić tak, jak PiS, czyli uzależniać sytuacji następnych pokoleń od obniżki wieku emerytalnego. PiS, cofając podwyższenie wieku emerytalnego, zaciąga ogromne zobowiązanie dla następnych pokoleń. Ktoś tych emerytów będzie musiał utrzymać za 5, 10 czy 15 lat. Zresztą sam PiS najpierw politycznie zdecydował o obniżeniu wieku emerytalnego, a teraz szuka pomysłów, jak obniżyć koszty np. przez premie za późniejsze przejście na emeryturę. To absurd, bo choć kampania wyborcza się skończyła, to PiS ciągle chce wydawać pieniądze, których nie ma”. http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/548798,grzegorz-schetyna-po-platforma-obywatelska-pis-jaroslaw-kaczynski-rzad-antoni-macierewicz.html

POLACY CHCĄ ZMIANY KONSTYTUCJI – Fakt o sondażu: “Dobra wiadomość dla prezydenta jest taka, że suweren podziela opinię o potrzebie zmian. Tyle tylko że połowa badanych od razu zastrzega, że chciałaby nowej konstytucji „pod warunkiem, że nad jej tekstem będą pracować różne środowiska: politycy, sędziowie, pracownicy, pracodawcy etc”. Twardych zwolenników nowych zapisów, którzy uważają, że są one konieczne jest niewielu, bo tylko 6 proc. Najwięcej oczywiście wśród wyborców PiS, najmniej wśród elektoratu PO”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/polacy-chca-zmiany-konstytucji-sondaz-faktu-i-radia-zet/xrv26j4

PREZYDENT MUSI STAĆ SIĘ WIARYGODNY DLA SYMPATYKÓW OPOZYCJI – Bogusław Chrabota w RZ: “Chce i będzie potrafił przeprowadzić rzeczową debatę ponad politycznymi podziałami. Zaangażować szersze kręgi społeczne, bo tylko w ten sposób da się zmobilizować do referendum odpowiednio szeroki krąg głosujących. By to jednak było możliwe, prezydent musi stać się wiarygodny dla opozycji i jej sympatyków. Skończyć z rolą notariusza rządzącej partii. Poważnie potraktować swoje konstytucyjne zadania i kompetencje. Wybić się na niezależność. Jeśli się na to odważy, może liczyć na poparcie milionów obywateli”. http://www.rp.pl/Publicystyka/305039942-Chrabota-Prezydent-Andrzej-Duda-wysoko-wiesza-sobie-poprzeczke.html

PAWEŁ KOWAL O BEZKRÓLEWIU KONSTYTUCYJNYM – pisze w RZ: “Jeśli ludzie powiedzą tej konstytucji „nie”, zacznie się czas pisania nowej w warunkach bezkrólewia konstytucyjnego. Dokument formalnie będzie obowiązywał jako ten, o którym wszyscy wiedzą, że „naród go nie chce”. Będzie to więc sposób na odebranie legitymacji zlinczowanej ustawie. Pytanie, kto takiej konstytucji chciałby przestrzegać”. http://www.rp.pl/Felietony/305039939-Kowal-Czym-bedzie-to-referendum.html

ODBIĆ KONSTYTUCJĘ, PIS CHCE ZMIENIĆ USTRÓJ PAŃSTWA – Paweł Wroński na jedynce GW.

POLSKA ZASŁUGUJE NA PREZYDENTA, KTÓRY PRZESTRZEGA KONSTYTUCJI – jak pisze Paweł Wroński: “Prezydent powiedział, że Polska „zasługuje na nową konstytucję”. Dodałbym, że Polska przede wszystkim zasługuje na prezydenta, który przestrzega konstytucji. Tej, na którą przysięgał”. http://wyborcza.pl/7,75968,21761144,pis-chce-zmienic-konstytucje-chodzi-o-taka-ktorej-andrzej.html

W SE O MOŻLIWEJ WTOPIE FREKWENCYJNEJ – Mirosław Skowron: “to może być dotkliwa frekwencyjna wtopa dla prezydenta i rządu. Na imprezkę pod tytułem „wypowiedzmy się o konstytucji” większość Polaków zapewne się nie pofatyguje. Bo i po co? PiS i tak nie ma większości, by ją przegłosować. Sam pofatygować się też nie zamierzam. No, może co najwyżej pomacham tym, którzy jednak na to pójdą, przez okno”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/Miroslaw-skowron-wasy-prezydenta-dudy_988405.html

JOANNA LICHOCKA ZA PROPOZYCJĄ DUDY – jak pisze w GPC: “I na szczęście chce tej rozmowy z polskim społeczeństwem, a nie z politykami. Ma rację. „Absurdalne”, „niedopuszczalne”, „bronimy porządku konstytucyjnego”, „nie ma z kim rozmawiać o konstytucji”. Te i inne głupiutkie słowa popłynęły natychmiast z ust polityków PO. Nie zaskakują. Obrońcy postkomuny jak zwykle walczą z Republiką”. http://gpcodziennie.pl/63632-konstytucjanowejrepubliki.html

PREZYDENT ZGODZIŁ SIĘ Z KUKIZEM – jak mówi Stanisław Tyszka w rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem w RZ: “Cieszę się, że prezydent zgodził się z Pawłem Kukizem. Nasze postulaty wobec nowej konstytucji są niezmienne: rzeczywisty trójpodział władzy, czyli wybór między systemem prezydenckim a kanclerskim; jednomandatowe okręgi wyborcze w wyborach do Sejmu; urealnienie demokracji przez wzmocnienie instytucji referendum oraz zapisanie w konstytucji zakazu zadłużania Polaków”.

PREZYDENT POKAZAŁBY, ŻE NIE JEST POLITYKIEM PIS ODDELEGOWANYM DO PAŁACU – Tyszka: “Prezydent, występując do Senatu o zgodę na zarządzenie referendum, pokazałby, że nie jest politykiem PiS, chwilowo oddelegowanym do Pałacu Prezydenckiego, ale samodzielnym politykiem dotrzymującym obietnic wyborczych”.

KUKIZ’15 ZA ODWOŁANIEM MACIEREWICZA – Tyszka w RZ: “uważam, że szefa MON należy zmienić i również będę przekonywał Klub Kukiz’15 do głosowania za odwołaniem”.

TYSZKA O MARSZU WALKI O KORYTO – mówi Nizinkiewiczowi: “To żaden marsz wolności, tylko marsz hipokryzji i walki o koryto. Mam nadzieję, że ludzie się na to nie nabiorą”. http://www.rp.pl/Polityka/305039966-Stanislaw-Tyszka-Polacy-maja-dosc-wojny-PO-z-PiS.html

CI, KTÓRZY ŁAMIĄ KONSTYTUCJĘ, NIE MAJĄ PRAWA DOMAGAĆ SIĘ JEJ ZMIANY – Aleksander Hall dla GW: “Ci, którzy łamią konstytucję, nie mają prawa domagać się jej zmiany. Konstytucja, którą chcieliby wprowadzić, jest oparta, jak myślę, na projekcie autorstwa PiS. Mielibyśmy coś w rodzaju Turcji Erdogana w Polsce. (…) To są manewry w celu niszczenia polskiej demokracji i usankcjonowania autorytarnej władzy w Polsce. Żaden uczciwy obywatel nie powinien do tego przyłożyć ręki”. http://wyborcza.pl/7,75398,21759682,hall-zmiana-konstytucji-usankcjonowalaby-autorytarna-wladze.html

FAKT O SYGNALISTACH W PROJEKCIE USTAWY O JAWNOŚCI ŻYCIA PUBLICZNEGO – jak pisze Magdalena Rubaj: “Maksymalna ochrona dla osób zawiadamiających o przestępstwach to, jak ustalił Fakt, pomysł rządu PiS na walkę z korupcją i układami. „Sygnaliści” – bo tak się ich nazywa – mają mieć m.in. gwarancje zatrudnienia. Koordynator ds. służb specjalnych Mariusz Kamiński (52 l.) przygotowuje pakiet zmian nad jawnością życia publicznego”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/pis-chce-chronic-osoby-ujawniajace-nieprawidlowosci-ustawa/w6y1h65

300polityka.pl

TVP sabotuje piękną inicjatywę budowy pomników Naczelnika Kaczyńskiego w każdej wsi. Jakie konsekwencje p. wobec karłów reakcji ?

 

Szokujący projekt konstytucji PiS. Posuną się do tego?

14 gru 2015

W sieci można znaleźć projekt konstytucji, którą PiS chciał odnawiać Polskę jeszcze w 2010 roku. Projekt wisiał długo na stronach internetowych Prawa i Sprawiedliwości, ale gdy zarysowała się perspektywa samodzielnych rządów, Jarosław Kaczyński najwidoczniej uznał, że warto ten projekt schować i się nim nie chwalić. A szkoda, bo – przynajmniej w mojej ocenie – powinien służyć studentom prawa jako ćwiczenie intelektualne i… przestroga.

PiS-owska konstytucja w rozdziale II zatytułowanym „Wolności, prawa i obowiązki człowieka i obywatela” to lektura frapująca. Różni się w przedmiotowym zakresie od obowiązującej ustawy zasadniczej tak, jak potrafi różnić się Jarosław Kaczyński przed wyborami, od Jarosława Kaczyńskiego po wyborach. Niby to samo, a jednak diabeł tkwi w szczegółach.

 

Obowiązująca w Polsce Konstytucja mówi wyraźnie, że prawa obywatelskie mogą być ograniczone tylko w czterech sytuacjach – gdy jest to koniecznie dla: 1) bezpieczeństwa lub porządku publicznego, 2) ochrony środowiska, 3) zdrowia i moralności publicznej, 4) zagwarantowania wolności i praw innych osób. Artykuł 31 kończy zdanie: „Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw”. Koniec kropka.

W projekcie PiS katalog sytuacji, w których można ograniczać wolności obywatelskie w zasadzie jest otwarty. Kluczowy jest tu bowiem zwrot „w szczególności”. A więc – według PiS – można ograniczać prawa obywatelskie „w celu realizacji dobra wspólnego, w szczególności w celu ochrony zdrowia i moralności publicznej, środowiska, bezpieczeństwa państwa i porządku publicznego”. Nie trzeba profesora prawa, ani językoznawcy, by wiedzieć, że „w szczególności” używamy, gdy chcemy wymienić przykłady, ale nie chcemy tworzyć zamkniętego katalogu (numerus clausus).

Zresztą cały rozdział II to intelektualne wyzwanie. Czytelnik sam musi odpowiedzieć sobie na pytanie: czy jest to rozdział o wolnościach i prawach obywatelskich, czy też przeciwnie – o ich ograniczaniu. PiS-owscy „konstytucjonaliści” wprawdzie zgadzają się z twierdzeniem zawartym w obowiązującej Konstytucji, że wspomniane ograniczenia nie mogą naruszać istoty wolności i praw, ale zgadzają się z nim tyle o ile. Bo – uwaga, ważny cytat – ograniczenia nie mogą naruszać istoty tylko „poszczególnych wolności i praw”. Poszczególnych, czyli – trzymając się językowej definicji – wybranych z wielu. Można domniemywać, że „konstytucjonaliści” z PiS niejako z niesmakiem popierają to całe gadanie o dążeniu do poszanowania wolności i praw obywatelskich. Obrzydzenie wyrazili w stwierdzeniu, że nie wolno ograniczeniami pogwałcać „istoty poszczególnych wolności i praw, chyba że [ograniczenia] polegają na orzeczeniu przez sąd sprawiedliwej kary”. Innymi słowy: wolności i prawa obywatelskie – owszem, proszę bardzo, ale nie wtedy, gdy sąd orzeknie sprawiedliwą karę. Zaiste wymowne.

„Ziobryzm” w czystej postaci

Intrygujący jest też zapis o tym, że „wolności i prawa zagwarantowane w Konstytucji nie mogą być nadużywane”. Bardzo słusznie, bo nadużywanie jako takie jest karygodne. PiS wyraża obawę, że nadużywanie może prowadzić: 1) do zamachów na porządek prawny, 2) do czerpania korzyści z naruszenia prawa. Dlatego też te dwie sytuacje powinny być napiętnowane. Najczęściej piętnował i piętnuje takie sytuacje Zbigniew Ziobro. Ale nie ma on jeszcze niestety konstytucyjnych narzędzi, by napiętnować to tak jak trzeba. A jak próbował napiętnować tak jak trzeba, to Sejm próbował postawić go przed Trybunałem Stanu, co tylko daje PiS-owi dodatkowy argument za tym, by obecną Konstytucję zmienić.

Minister sprawiedliwości wypalił kilka dni temu, że Platforma dokonała czerwcową ustawą o Trybunale Konstytucyjnym zamachu na demokrację. Gdyby weszła w życie PiS-owska konstytucja mielibyśmy już powody, by zamachowcom ograniczyć wolności i prawa obywatelskie. Tym bardziej, że Platforma chciała czerpać korzyści, uchwalając – jak się okazało – częściowo niekonstytucyjną ustawę. Tu pomocny w zwalczaniu zamachowców i złodziei byłby też art. 4. PiS-owskiej konstytucji, mówiący o tym, że do zadań władz publicznych należy „bezwzględne zwalczanie lekceważenia prawa i nadużywania władzy przez funkcjonariuszy publicznych”. Znów odwołam się do językowej definicji. Bezwzględny: 1. surowy, okrutny; 2. świadczący o surowości, okrucieństwie; 3. niedopuszczający wyjątków, odchyleń; 4. niczym nieuwarunkowany (słownik języka polskiego PWN). Sprawdziłem również, w jakim kontekście pada to słowo w obowiązującej Konstytucji. Użyto je 9 razy, za każdym razem w zwrocie „bezwzględna większość”. Pozwolę sobie zobrazować różnicę w „bezwzględnościach” obu konstytucji porównaniem wymowy dwóch zdań: „Polska – nasz wspólny dom” i „Polska – nasz wspólny dom publiczny”.

Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie

Jaki stosunek ma doktor nauk prawnych, prezydent Andrzej Duda do niezależności sądów i niezawisłości sędziów, każdy widzi. Omawiana konstytucja umocniłaby jego pozycję w środowisku sędziowskim i usankcjonowała obecne posunięcia. Prezydent stanąłby na czele nowego gremium – Rady do Spraw Sądownictwa. Byłby jej przewodniczącym. W 16-osobowej Radzie zasiadałoby też 11 jego prawników, czyli: pierwszy prezes Sądu Najwyższego, prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego i minister sprawiedliwości (wszyscy powołani przez prezydenta), a oprócz tego cztery inne osoby powołane przez prezydenta plus cztery powołane przez ministra sprawiedliwości (przypomnijmy – powołanego przez prezydenta). Według PiS-owskiej konstytucji „sędziego powołuje Prezydent Rzeczypospolitej na wniosek Rady do Spraw Sądownictwa”. Każdego też może odwołać, bo – jak czytamy – „sędzia, którego dotychczasowe postępowanie świadczy o niezdolności lub braku woli rzetelnego sprawowania urzędu, może zostać złożony z urzędu przez Prezydenta Rzeczypospolitej na wniosek Rady do Spraw Sądownictwa. Akt prezydenta nie podlega zaskarżeniu.”

Dzięki temu utrwaliłby się ciekawy trójpodział władzy: 1) On, prezydent Duda plus Beata Szydło, czyli władza wykonawcza; 2) prezes PiS, Jarosław Kaczyński jako ustawodawca; 3) i znowu On.

Pięć lat temu, gdy projekt PiS-owskiej konstytucji powstawał, Jarosław Kaczyński chwalił pomysł jednoczesnego umocnienia zarówno roli prezydenta, jak i instytucji premiera. Wzmocnieniu tej ostatniej miałaby służyć – mówił Jarosław Kaczyński – rezygnacja z instytucji wotum nieufności Sejmu wobec poszczególnych ministrów.

W imię Boga Wszechmogącego

Nie mnie oceniać, czy trzeba wprowadzać do preambuły następujący zapis: „W imię Boga Wszechmogącego! My, Naród Polski, składając Bożej Opatrzności dziękczynienie za dar niepodległości, pomni naszych ponad tysiącletnich dziejów związanych z chrześcijaństwem, wdzięczni poprzednim pokoleniom za ich wytrwałą pracę, poświęcenie i ofiary dla Polski, zrzuciwszy jarzmo obcej przemocy i komunizmu, zobowiązani do zachowania i umocnienia niepodległego Państwa Polskiego, pragnąc Rzeczypospolitej silnej prawdą, uczciwością i sprawiedliwością, naszą wolność i odpowiedzialność za los współczesnych i przyszłych pokoleń Narodu wyrażamy na kartach tej Konstytucji, która jest najwyższym prawem dla Rzeczypospolitej”.

Ale warto zastanowić się, czy zestawienie powyższej preambuły z art. 28 PiS-owskiej konstytucji nie tworzyłoby niebezpiecznego precedensu. Artykuł brzmi: „Obywatele mają prawo do ochrony obecności symboli i pamiątek kulturalnych i religijnych istniejących w sferze publicznej zgodnie z miejscowymi zwyczajami”. Czy muzułmanin miałby więc te same prawa w Polsce, co chrześcijan, do którego odwołuje się preambuła? Pytanie zasadne zwłaszcza dzisiaj. W PiS-owskiej konstytucji znika bowiem zapis o prawie do azylu i statusu uchodźcy. Pozostaje też sprawa praw osób chorych psychicznie. W art. 21 czytamy: „W przypadkach określonych w ustawie sąd może nakazać poddanie osoby, która ze względu na zaburzenia psychiczne stwarza zagrożenie dla życia, zdrowia lub nietykalności cielesnej innych osób, zabiegom medycznym zmniejszającym to zagrożenie”. Jakich zabiegów? Lobotomia? Kastracja?

Na koniec cytat śp. posła Sebastiana Karpiniuka, który trzy miesiące przed śmiercią w katastrofie smoleńskiej tak zrecenzował projekt konstytucji PiS: „Jest to propozycja idąca w kierunku zakończenia demokracji w Polsce. Jest to próba doprowadzenia do aksamitnej dyktatury. Aksamitnej w takim sensie, że prezydent ma być wybrany w wyborach demokratycznych, ale wszystko co będzie się działo po wyborach ma doprowadzić do jednowładztwa”.

fakt.pl

„PiS idzie na całość. Dzięki nowej konstytucji chce zabezpieczyć się przed skutkami utraty władzy”

red. As, 04.05.2017

Przemówienie prezydenta Andrzeja Dudy podczas święta Konstytucji 3 Maja

Przemówienie prezydenta Andrzeja Dudy podczas święta Konstytucji 3 Maja (Źródło:Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta)

Prezydent Andrzej Duda chce, by w przyszłym roku odbyło się referendum na temat zmian w konstytucji. Zdaniem Adama Szostkiewicza, to „oficjalny sygnał”, że PiS „zabiera się do skasowania naszej ustawy zasadniczej”.

Referendum prezydent zaproponował  podczas obchodów święta Konstytucji 3 Maja. Jak stwierdził, „naród powinien wypowiedzieć się, jakich kierunków ustrojowych w przyszłości chce, które prawa i wolności powinny być mocniej zaakcentowane”.

Zdaniem Adama Szostkiewicza, projekt który zgłosi PiS „nie będzie liberalno-demokratyczny, lecz centralistyczno-autorytarny, ze znacznie większymi uprawnieniami władzy wykonawczej”.

„Chodzi o umocnienie obecnego obozu władzy, w którym pierwsze skrzypce gra partia Kaczyńskiego. PiS-owi nie chodzi przecież o autentyczną debatę konstytucyjną, tylko o zabezpieczenie się przy pomocy nowej konstytucji przed skutkami utraty władzy. Temu samemu służy populistyczne hasło rzucone przez Dudę, by nie tylko elity i politycy brali udział w przygotowaniu nowej konstytucji” – pisze na blogu publicysta „Polityki”.

Jak z czasów PRL

Konstytucyjne pomysły Prawa i Sprawiedliwości przypominają Szostkiewiczowi komunistyczne czasy.

„Tak odbywało się przyjmowanie konstytucji PRL: miliony ludzi partia komunistyczna zwoływała na wiece poparcia dla projektu napisanego przez ówczesną elitę państwa ludowego i zatwierdzonego przez Stalina. Teraz ma tę rolę odegrać lud pisowski, a zatwierdzi Kaczyński” – stwierdza publicysta tygodnika „Polityka”.

Zdaniem Adama Szostkiewicza,  obecna ustawa zasadnicza „kłuje w oczy pisowską władzę, bo wymachiwali nią uczestnicy protestów przeciwko niszczeniu przez PiS, z udziałem obecnego prezydenta, Trybunału Konstytucyjnego”. Ale partia rządząca ma zbyt mało głosów w parlamencie, by móc zmienić konstytucję.

Wg publicysty, nie są niczym złym dyskusje nad korektami konstytucji.Tylko, że rządzącym nie o korekty chodzi.

„PiS-owi potrzeba, bo jest siłą antysystemową, chce zlikwidować obecny ustrój, a nie go korygować. Sięgnie więc po każdy sposób, by cel osiągnąć. Będzie obecną konstytucję niszczył metodą antykonstytucyjnych faktów dokonanych albo pójdzie na całość. Trzeciomajowe przemówienie prezydenta sygnalizuje, że PiS idzie na całość” – pisze na blogu Adam Szostkiewicz.

TOK FM

Duda zapowiedział referendum, a teraz trwa ustalanie, kto je wymyślił. „To nie jest pomysł pana prezydenta”

mako, 04.05.2017

Andrzej Duda i Agata Kornhauser-Duda podczas obchodów święta Konstytucji 3 Maja

Andrzej Duda i Agata Kornhauser-Duda podczas obchodów święta Konstytucji 3 Maja (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

– To nie jest pomysł pana prezydenta – skomentowała zapowiedziane przez Andrzeja Dudę referendum konstytucyjne Elżbieta Witek. Tymczasem kilka godzin wcześniej Adam Bielan przyznał, że „dowiedział się o tym z mediów”.

– Naród powinien wypowiedzieć się, jakich kierunków ustrojowych w przyszłości chce – ogłosił 3 maja prezydent Andrzej Duda, zapowiadając referendum konstytucyjne w 2018 roku. Szybko okazało się, że nawet politycy Prawa i Sprawiedliwości byli zaskoczeni tym ogłoszeniem.

– Nie wiedziałem, że prezydent zgłosi taką propozycję. Dowiedziałem się o tym z mediów – mówił w „Faktach” TVN wicemarszałek Senatu Adam Bielan. Również rzeczniczka PiS Beata Mazurek przyznała, że „to inicjatywa prezydenta Andrzeja Dudy”.

Tymczasem szefowa gabinetu premier Beaty Szydło Elżbieta Witek oznajmiła w czwartkowym wydaniu „Jeden na jeden” TVN24, że prezydent jedynie ogłosił termin referendum, które od dawna znajdowało się w planach partii rządzącej. – To nie jest pomysł pana prezydenta, to pomysł Prawa i Sprawiedliwości – podkreślała Witek, utrzymując, że już rok wcześniej jako rzeczniczka partii była pytana o swoje zdanie na ten temat. – Pan prezydent jest z naszego obozu. To nie jest jego inicjatywa, to inicjatywa Prawa i Sprawiedliwości – zaznaczyła.

A TERAZ ZOBACZ: Jak PiS traci poparcie w sondażach

gazeta.pl

 

Reforma Zbigniewa Ziobro. Pięć kroków, w których PiS przejmie sądy

Łukasz Woźnicki, 04 maja 2017

Minister sprawiedliwości - prokurator generalny w rządzie PiS Zbigniew Ziobro

Minister sprawiedliwości – prokurator generalny w rządzie PiS Zbigniew Ziobro (AGATA GRZYBOWSKA)

Sejm wkrótce wznowi prace nad ustawą o Krajowej Radzie Sądownictwa. Dzięki niej PiS będzie kontrolował instytucję, która decyduje o losie każdego sędziego w Polsce. To dopiero początek planu Zbigniewa Ziobry.

– Ani o krok się nie cofniemy. Nie tylko ja, ale też większość parlamentarna, rząd. Jestem przekonany, że nikt z obszaru odpowiedzialności politycznej „dobrej zmiany” nie zdecyduje się włożyć kija w szprychy i przeszkadzać – mówił parę dni temu w TVP Info minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

Reforma Ziobry. Prezydent Duda ma wątpliwości

Opowiadał o reformie sądownictwa, która powstała w jego resorcie. Słowa Ziobry mogły być reakcją na stanowisko prezydenta Andrzeja Dudy, który „wyraził wątpliwości”, że jeden z projektów ustaw – o KRS – może być niekonstytucyjny. Ale zarzut łamania trójpodziału władzy i niezależności sądownictwa towarzyszy większości ujawnionych projektów. Zgłaszają go organizacje prawnicze, Sąd Najwyższy, Naczelny Sąd Administracyjny, Rzecznik Praw Obywatelskich, jak i OBWE oraz komisarz praw człowieka Rady Europy.

„Uważnie śledzimy sytuację w Polsce i jesteśmy głęboko zaniepokojeni. Wzywamy władze do przestrzegania niezależności sądownictwa” – to stanowisko Europejskiej Sieci Rad Sądownictwa, która zrzesza instytucje z 22 państw.

Wątpliwości Dudy wstrzymały prace nad zmianami w KRS na trzy tygodnie. Sejmowa komisja sprawiedliwości zajmie się projektem 9 maja. Może być przegłosowany przez PiS do końca miesiąca. W Sejmie są też dwa inne projekty dotyczące sądów, a jeden w kwietniu został podpisany przez prezydenta. Wszystkie ustawy krok po kroku oddają kontrolę nad sądami w ręce ministra sprawiedliwości albo większości parlamentarnej, którą ma PiS.

Reforma Krajowej Rady Sądownictwa

CZEGO DOTYCZY: 25-osobowej Krajowej Rady Sądownictwa, która zgodnie z konstytucją stoi na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Rada decyduje o awansach i nominacjach sędziowskich, ocenia kandydatury i występuje do prezydenta o powołanie na urząd sędziego. Składa się z przedstawicieliwszystkich trzech władz, przy czym sędziowie stanowią większość. W KRS zasiada 15 sędziów, a także pierwszy prezes Sądu Najwyższego i prezes NSA. Towarzyszą im przedstawiciel prezydenta, minister sprawiedliwości oraz czterech posłów i dwóch senatorów.

CO ZMIENI: Przerwie kadencję 15 sędziów KRS, choć w konstytucji zapisano, że kadencja członków Rady trwa cztery lata. Ich następców wybierze już nie samorząd sędziowski, ale sejmowa większość. W ten sposób PiS uzyska wpływ na obsadę Rady decydującej o wyborze każdego sędziego w kraju – od sądu rejonowego po Najwyższy. KRS zostanie podzielona na dwa zgromadzenia. W jednym znajdą się sędziowie, w drugim większość będą mieli politycy. Kandydat na wolne stanowisko sędziowskie będzie musiał uzyskać zgodę obu izb, co umożliwi politykom blokowanie kandydatur.

STAN PRAC: Rządowy projekt po pierwszym czytaniu w Sejmie.

Reforma Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury

CZEGO DOTYCZY: Nadzorowanej przez ministra sprawiedliwości Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury w Krakowie, która od 2009 r. szkoli przyszłych sędziów i prokuratorów. Ukończenie aplikacji sędziowskiej w KSSiP umożliwia ubieganie się w konkursie o powołanie na stanowisko sędziego. Kandydatów ocenia KRS.

CO ZMIENI: Model dojścia do zawodu sędziego. Ograniczy możliwości sędziowskiej kariery m.in. dla radców prawnych i adwokatów, którzy nie kończyli KSSiP. Aplikacja w KSSiP stanie się podstawową drogą. Absolwenci po zdaniu egzaminu sędziowskiego (komisję powoła minister sprawiedliwości) dostaną etaty asesorów, czyli „sędziów na próbę”. Będą mogli orzekać, choć nie we wszystkich rodzajach spraw. Asesorów będzie mianował na czas nieokreślony minister sprawiedliwości. Jeśli ich służba nie będzie budzić zastrzeżeń, otrzymają propozycję nominacji sędziowskiej bez konkursu.

Według KRS projekt jest sprzeczny z zasadą trójpodziału władz, bo daje ministrowi prawo do mianowania asesorów, odbierania od nich ślubowania, wyznaczania im miejsca pracy i powierzania faktycznych obowiązków sędziego. Uzależnia asesorów od ministra, choć w 2007 r. Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że powoływanie asesorów przez ministra sprawiedliwości jest niezgodne z konstytucją.

STAN PRAC: Rządowy projekt po pierwszym czytaniu w Sejmie.

Reforma sądów powszechnych – cz. 1.

KOGO DOTYCZY: Dyrektorów sądów powszechnych. Są urzędnikami, którzy zarządzają sądowymi finansami i budynkami. Podlegają im pracownicy sądów niebędący sędziami. Dyrektorzy pracują we wszystkich sądach apelacyjnych, okręgowych oraz rejonowych, gdzie orzeka więcej niż 10 sędziów. Jest ich obecnie 264, w 17 sądach na tych stanowiskach są wakaty.

CO ZMIENIŁA: Podpisana w kwietniu przez prezydenta ustawa uczyniła ministra sprawiedliwości zwierzchnikiem dyrektorów. Dotąd ich zwierzchnikami byli prezesi sądów. Zlikwidowała też konkursy na dyrektorów. Wcześniej najlepszego z kandydatów po konkursie prezes sądu przedstawiał do powołania ministrowi. Teraz minister jednoosobowo będzie decydować, kto zostanie dyrektorem. Będzie mógł także swobodnie zwolnić dyrektora. Projekt umożliwia Ziobrze powołanie na stanowiska osób od niego zależnych.

STAN PRAC: Ustawa obowiązuje od 4 maja.

Reforma sądów powszechnych – cz. 2.

KOGO DOTYCZY: Blisko 10 tys. sędziów rejonowych, okręgowych i apelacyjnych. W szczególności kilkuset prezesów i wiceprezesów, którzy kierują pracą sądów, pilnują orzecznictwa, są zwierzchnikami sędziów, asesorów, referendarzy, asystentów. Reforma będzie miała wpływ także na sędziów funkcyjnych: przewodniczących wydziałów w sądach i ich zastępców, wizytatorów [kontrolują pracę sędziów]. W sumie zmiany mogą dotknąć kilka tysięcy osób.

CO ZMIENI: Umożliwi przeprowadzenie czystki w sądach. Minister sprawiedliwości przez sześć miesięcy będzie mógł odwoływać bez żadnych ograniczeń prezesów i wiceprezesów. Ich następcy dostaną sześć miesięcy na wymianę sędziów funkcyjnych. Minister będzie powoływał nowych prezesów wszystkich sądów powszechnych bez zasięgania opinii zgromadzeń sędziów poszczególnych sądów. Dziś zgromadzenia mogą wydać opinię negatywną. Wtedy, aby kandydatura przeszła, potrzebna jest pozytywna opinia Krajowej Rady Sądownictwa. Projekt znosi ten model i szeroko określa sytuacje, w których minister będzie mógł odwołać prezesa sądu. Ministra nie będzie już wiązać sprzeciw KRS. Według organizacji sędziowskich Ziobro będzie mógł usunąć prezesa w dowolnym momencie. Minister będzie mógł też naciskać na sędziów, żądając od prezesa sądu „usunięcia zaobserwowanego uchybienia”. Ale także nagradzać „zasłużonych” sędziów szybkimi awansami, a prezesów – wyższymi dodatkami. Reforma wprowadza losowy przydział spraw sędziom, choć przewiduje odstępstwo: losowości nie będzie przy przydzielaniu spraw sędziom na dyżurach. Wystarczy, że prokurator będzie wiedział, kiedy odpowiadający mu sędzia ma dyżur, by mieć pewność, kto dostanie np. ważną sprawę o areszt tymczasowy.

STAN PRAC: Projekt poselski skierowany do pierwszego czytania w Sejmie. PiS planuje, że zmiany wejdą w życie 1 lipca.

Reforma Sądu Najwyższego

CZEGO DOTYCZY: Sądu Najwyższego, który sprawuje nadzór nad orzecznictwem sądów powszechnych i wojskowych. SN rozpoznaje kasacje, rozstrzyga budzące wątpliwości zagadnienia prawne. Rozpoznaje też protesty wyborcze oraz stwierdza ważność wyborów i referendów ogólnopolskich. Bezpośrednio reforma dotknie 93 sędziów funkcyjnych: od pierwszego prezesa, przez prezesów i wiceprezesów poszczególnych izb, po przewodniczących wydziałów.

CO ZMIENI: Resort sprawiedliwości nie przedstawił jeszcze projektu, ale założenia zmian ujawniły media. Najważniejszą ma być wygaszenie kadencji wszystkich sędziów funkcyjnych. W ten sposób stanowisko może stracić m.in. pierwsza prezes SN prof. Małgorzata Gersdorf, która krytykuje plany PiS.

W ramach reformy obniżony ma zostać wiek przejścia sędziów SN w stan spoczynku. Dziś wynosi 70 lat. Po zmianach będzie wynosił 60 lat – kobiety i 65 lat – mężczyźni. W ten sposób kilkudziesięciu sędziów SN zakończy pracę. Ich następców wskaże przejęta przez PiS Krajowa Rada Sądownictwa, więc mogą się wśród nich znaleźć osoby dyspozycyjne wobec władzy. W SN ma się pojawić nowy specjalny pion – dwuinstancyjna izba do spraw dyscyplinarnych sędziów i prokuratorów. – Chcemy zmienić standardy, przełamywać złe nawyki, zmienić mentalność, sprawić, że osoby skompromitowane będą usuwane z zawodu sędziowskiego – zapowiedział Ziobro. Według informacji „Rzeczpospolitej” skład izby także wskaże nowa KRS.

wyborcza.pl

 

R.M.

Hierarchowie Kościoła o patriotyzmie. Dlaczego Wam nie wierzę?

03 maja 2017

Marsz ONR-u w Warszawie

Marsz ONR-u w Warszawie (Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta)

Dlaczego krytykuję Wasz piękny list hierarchowie? Bo przyszedł za późno – gdzie byliście przez cały miniony rok, gdy trwała destrukcja prawa i obyczaju? Ale najbardziej krytykuję to, że nie napisaliście, kto jest Waszego listu adresatem.

Z uwagą przeczytałem tekst „Chrześcijański kształt patriotyzmu. Dokument Konferencji Episkopatu Polski” przygotowany przez Radę ds. Społecznych. Na pierwszy rzut oka piękny tekst, wartościowy dokument.

Będę się jednak „czepiał”.

Zadanie mam trochę łatwiejsze, bo przeczytałem już kilka komentarzy, od zachwytów po tradycyjne utyskiwania na „czarnych”.

Hierarchowie na każdym poziomie hierarchii bardzo chętnie nauczają, po ojcowsku pouczają i strofują swoje „dzieci”, jak pasterze swoje stado prowadzą. I nic w tym złego, przeciwnie, takie właśnie jest ich zadanie. Ale jak ojciec dla swoich dzieci, tak oni mają być idolami, wzorem, bez skazy, z pełną legitymacją do nauczania. Jak pasterz, kimś, do kogo ma się pełne zaufanie, za kim pójdzie się wszędzie bez wątpliwości.

Tym razem podjęli niezwykle ważny „problem” patriotyzmu w ujęciu chrześcijańskim. Sprawa ważna dla ludzi wierzących i tych do Kościoła nienależących. Biskupi nie mówią tym razem z wyższością wobec „innych”, z uznaniem wypowiadają się o wkładzie w naszą społeczność i historię prawosławnych, protestantów, żydów czy nawet muzułmanów. Brawo.

W punkcie 2. mówicie, że nacjonalizm jest be panowie biskupi. Słusznie. Tylko kto, pytam się, wpuścił pana Międlara do katedry, by błogosławił chłopców i dziewczęta z ONR-u, kto go uformował w seminarium, kto do jego młodzieńczego serca nalał nacjonalistycznej trucizny? Kto odprawia msze na częstochowskich błoniach dla „patriotów” na motocyklach i tzw. kiboli?

I dalej punkt 4. „Patriotyzm konkretyzuje się w naszej postawie obywatelskiej; w szacunku dla prawa i zasad, które porządkują i umożliwiają życie społeczne, jak – przykładowo – rzetelne płacenie podatków; w zainteresowaniu sprawami publicznymi i w odpowiedzialnym uczestnictwie w demokratycznych procedurach; w sumiennym i uczciwym wypełnianiu obowiązków zawodowych; pielęgnowaniu pamięci historycznej, szacunku dla postaci i symboli narodowych; w dbałości o otaczającą nas przyrodę; w zaangażowaniu w samorządność i działania licznych organizacji, w podejmowaniu różnych inicjatyw społecznych” – piękne słowa, prawda? Jak śpiewała Dalida: „paroles, paroles, paroles, que des paroles”.

Do kogo panowie biskupi to piszecie? Do mnie, tak, ok., kupuję tę narrację. Macie rację, powinienem płacić podatki, przestrzegać prawa, szanować bohaterów narodowych. Moja żona też, moje dzieci też i mój sąsiad nie mniej.

Ale ja się zapytam teraz; kto jest przede wszystkim zobowiązany stać na straży prawa i Konstytucji, tego ziemskiego, bo o nim tu mowa? Proszę, nie udawajcie. Wasz list nie jest wiele wart, wasze okrągłe słowa niewiele znaczą, jeżeli nie wskażecie o co kaman. Panowie biskupi to pan prezydent i państwem rządzący bez żenady, bez osłony nocy, pod biało-czerwonym sztandarem łamią prawo, twierdząc, że je naprawiają, to pan minister „sprawiedliwości” niszczy podstawy ustroju prawnego, na które wieleset lat temu zgodziła się nasza zachodnia cywilizacja, to pan minister środowiska wydał przyzwolenie wyrżnięcia w pień drzew na działkach, w parkach i białowieskiej puszczy, to panowie spod znaku PiS od lat niszczą wizerunek jednego z naszych największych bohaterów, Lecha Wałęsy.

Czy panowie wiecie, co znaczy słowo kłamstwo, potwarz? A kto przepraszam opuścił salę sejmową, gdy odczytywano uchwałę upamiętniającą Tadeusza Mazowieckiego? No tak, nie Wy przecież.

A kto używa wszelkich możliwych słów i środków, by zohydzić zaangażowanie przepięknej społecznej inicjatywy WOŚP? Dalej w punkcie 6. piszecie o patriotyzmie gościnnym, o szacunku dla innych narodowości, kultur, języków. Tak, to prawda, że nawet Wy oficjalnie jako KK w Polsce poparliście udzielanie pomocy uchodźcom, wbrew oficjalnej linii rządu. I to wystarczy? Otóż mówię Wam nie wystarczy. Macie prawo i obowiązek błądzących pouczać. No tak, tylko jak tu im za bardzo coś wytykać i głośno pouczać wobec łączących was powiązań biznesowych? Nie wypada. Rozumiem to.

W punkcie 8. piszecie, że „w świetle chrześcijańskiego szacunku dla godności człowieka, a także chrześcijańskiej wizji polityki, za nieuprawnione i niebezpieczne uznać należy nadużywanie i instrumentalizowanie pamięci historycznej w bieżącej konkurencji i rywalizacji politycznej.” Panowie racja, tylko może tak bardziej wprost, prawie po nazwisku, któż to taki tę pamięć historyczną instrumentalizuje? Pani Zosia? Otóż nie, to pan Jarek i jego dzielna drużyna. I tego się czepiam.

Dlaczego tak boicie się nazwisk?

W punkcie 13. – wreszcie pomyślałem sobie, tu nie może być kontrowersji. Wszak sport jest chyba jedynym aspektem życia społecznego, który nas nie dzieli. Prawie uspokojony czytam dalej i… słusznie zwróciliście uwagę na to, jak wiele wulgarnej agresji pojawia się na stadionach, a to AKS na GKS, a to KS Płomień na KS Szmacianka, ale niestety także wobec sportowca o nieco ciemniejszej karnacji, nic to, że gra w polskiej drużynie.

W zakończeniu deklarujecie, że KK w Polsce będzie zawsze wspierał wszelkie propatriotyczne postawy i działania. Pięknie.

Ale KK nie jest od pięknych słów. Macie wskazywać, a tych, którzy źle czynią, karcić.

I zacznijcie od siebie. Na waszym łonie wyrósł pan Międlar i jemu podobni, Waszym, i to prominentnym reprezentantem jest biskup Jędraszewski i Sławoj-Głódź, mianem księdza i zakonnika określa się niejaki ojciec Rydzyk. Swoimi działaniami i słowami przynoszą hańbę Kościołowi, przeciwstawiają się każdej tezie postawionej w Waszym dokumencie.

Kościół jako instytucja z definicji niedemokratyczna ma jak sądzę dość instrumentów, by takim osobnikom zakazać wszelkiej wypowiedzi, która przeciwstawia się godności chrześcijanina. Tymczasem wy nadajecie im honory, stanowiska, tytuły, kardynalskie czapki.

To w dużej mierze parafie, wikariusze, proboszczowie wynieśli obecny całkowicie antypatriotyczny obóz PiS-owski do władzy. To duszpasterze Kościoła towarzyszą w comiesięcznych „misteriach” nienawiści, zwanych „miesięcznicami smoleńskimi”. To Wy nie sprzeciwiacie się stanowczo, bo czymże jest nawet oficjalny komentarz, brukaniu powagi Kościoła, poprzez żałosne uchwały sejmowe na temat objawień fatimskich i inne podobne.

Zapomnieliście przykazania „Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremno”.

OK, odpuszczę już Wam. Brakło Wam odwagi powiedzieć „PRZEPRASZAMY”.

Ale dlaczego brakło Wam odwagi wskazać jasno, wprost i „po nazwisku”, kto łamie prawo ziemskie, kto podzielił naród na dwie części, kto z draństwa uczynił cnotę, kto kłamstwo nazywa prawdą, kto propagandę nazywa informacją, kto dzieli Polaków na sorty?

Macie obowiązek tych, co źle czynią, przestrzec, tym bardziej że „ten” wszystko nieomal czyni w imię Boga.

Dlaczego więc krytykuję Wasz piękny list?

Bo za późno. Gdzie byliście przez cały miniony rok, gdy trwała destrukcja prawa i obyczaju? Bo nie wiem, kto jest Waszego listu adresatem. Czy naprawdę nie zdajecie sobie sprawy, że każdą tezę, każde słowo można zrozumieć i przedstawić w dowolny sposób i zwrócić wobec dowolnej osoby? Rządzący wobec opozycji, lewica wobec prawicy, młodzież X wobec młodzieży Y?

Dlatego Wasz list odbieram jako krok w dobrą stronę, ale wybaczcie, nie ufam Wam. Nie wiem, czy za chwilę nie zawrócicie albo nie skręcicie. Bo to nie był krok, to jest półkrok. Taki ostrożny, żeby coś powiedzieć, żeby się wydawało, że jest mądrze, ale żeby nikomu się nie narazić, żeby wszyscy myśleli, że to o jego wrogach.

To był list „prawie”. Prawie mądry, prawie wiadomo do kogo, prawie, drodzy pasterze, robi wielką różnicę.

wyborcza.pl

Wybory we Francji. „Niech pani już tu zostanie, ja będę rządził”. Ostra debata telewizyjna kandydatów na prezydenta

Piotr Moszyński (Paryż, RFI), 04 maja 2017

Debat Marine Le Pen - Emmanuel Macron

Debat Marine Le Pen – Emmanuel Macron (ERIC FEFERBERG/AP)

Pierwsza i jedyna debata telewizyjna między kandydatów Marine Le Pen i Emmanuelem Macronem była ostra i szorstka. Raczej nie wpłynie jednak na dotychczasowe tendencje wyborcze sygnalizowane przez wyniki sondaży.
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej

Wyspecjalizowana firma Elabe podała rezultaty sondażu przeprowadzonego zaraz po zakończeniu debaty przed drugą turą wyborów prezydenckich, zaplanowaną na niedzielę 7 maja. 63 proc. ankietowanych uznało socjal-liberała Emmanuela Macrona za bardziej przekonującego niż szefowa skrajnie prawicowego Frontu Narodowego (FN) Marine Le Pen, za którą opowiedziało się 34 proc. badanych. 3 proc. nie miało zdania.

To obraz od kilku tygodni pokazywany przez sondaże, według których 55 do 65 proc. respondentów chce głosować w drugiej turze na Macrona, a 35 do 45 proc. na Le Pen. Wygląda więc na to, że telewizyjne starcie nie spowodowało zasadniczych zmian w dotychczasowych intencjach wyborców.

Le Pen zagląda do fiszek, Macron mówi „z głowy”

O tyle trudno się temu dziwić, że dyskutanci zachowali się zgodnie z oczekiwaniami. Marine Le Pen przedstawiała się jako jedynie słuszna patriotka i powtarzała swoje dobrze znane slogany, przechodzące często w inwektywy pod adresem UE, liberalizmu, globalizacji i samego Macrona. Ten drugi zaś był opanowany, ale stanowczy, a przy tym nieporównanie lepiej przygotowany merytorycznie.

Jego rywalka nieustannie zaglądała do rozłożonych przed sobą fiszek z notatkami. On sam robił to bardzo rzadko i przeważnie mówił „z głowy”. Kiedy szefowa FN zaatakowała go w sprawie sprzedaży operatora telefonicznego SFR w czasie, gdy Macron był ministrem gospodarki i finansów, ten zwrócił się do niej ze stoickim spokojem: „Madame Le Pen, czyta pani fiszkę, która odnosi się do innego tematu niż poruszony przez panią”.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Le Pen szukała pieniędzy w Rosji. Kreml stawia w wyborach na swojego dłużnika

Taktyka Marine Le Pen polegała w dużej mierze właśnie na mówieniu nie na temat i na unikaniu odpowiedzi na pytania stawiane przez dwoje prowadzących program dziennikarzy. Odpowiedzi te zastępowała często długimi tyradami na temat wad i błędów wszystkich poprzednich rządów, oczywiście na czele z rządem, którego członkiem był Emmanuel Macron. Przypominało to nieco kampanię propagandową pod hasłem „wina Tuska”, choć tym razem była to „wina Macrona”.

Adwersarz Marine Le Pen kilka razy apelował, by odpowiadała na postawione pytania, a nie wdawała się w dywagacje na inne tematy, ale bez skutku. Nie był to jedyny powód, dla którego debata sprawiała wrażenie chaotycznej i miejscami bardzo ostrej. Przyczyniło się do tego także zachowanie prowadzących dziennikarzy.

Byli w studiu, ale stali się prawie niewidoczni, bo nie mieli wystarczającego autorytetu, żeby zapanować nad sytuacją. Kiedy tylko kandydaci na prezydenta zorientowali się, że mogą się z nimi nie liczyć, zupełnie przestali reagować na wezwania do przestrzegania czasu przeznaczonego na poszczególne tematy czy na próby przerwania wypowiedzi i przejścia do kolejnych pytań. Rozmawiali tak, jakby poza nimi nie było w studiu nikogo i to oni decydowali kiedy przerwać dany spór. A ponieważ każde z nich chciało oczywiście mieć ostatnie słowo, więc wymianom zdań czasami nie było końca.

Le Pen do Macrona: Tak czy owak Francją będzie rządzić kobieta

Styl i poziom debaty pozostawiał wiele do życzenia. Marine Le Pen występowała przeważnie ze sztucznym, często kpiącym uśmiechem na ustach. Próbowała na wszelkie sposoby zdestabilizować i zepchnąć do defensywy swojego przeciwnika, oskarżając go np. o sprzyjanie islamistom i o korzystanie z poparcia jednej z ich organizacji. Emmanuel Macron starał się zachować spokój, ale kilkakrotnie nie zdzierżył i przerywał wypowiedzi kontrkandydatki okrzykami typu „To kłamstwo!” albo „Gada pani głupstwa!” czy „Nie przygotowała się pani!”.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Wybory we Francji. Przed niedzielnymi wyborami miliony Francuzów ma ogromne rozterki

Ten brak przygotowania było widać nawet w dyskusji nad jednym z kluczowych dla szefowej FN tematów – zamiarem wyprowadzenia Francji ze strefy euro. Zamiar ten uzasadniała argumentami w rodzaju: „Euro, to pieniądz bankierów, to nie jest pieniądz ludu”. Mówiąc o Europie, Marine Le Pen zarzucała konkurentowi, że jest on poddanym wielkiej finansjery, Brukseli i Angeli Merkel – i że się przed nimi „płaszczy”. Dodała złośliwie, że po wyborach Francja będzie na pewno rządzona przez kobietę – „przeze mnie albo przez panią Merkel”.

Emmanuel Macron kładł w swoich wypowiedziach największy nacisk na to, że jego przeciwniczka nie przedstawiła żadnego konkretnego projektu i nie ma dla Francuzów żadnych propozycji, a jeśli już, to nie potrafi wyjaśnić, jak zamierza je sfinansować. Jej zachowanie w studiu określił jako „spektakl” i, nawiązując do tego, zakończył debatę słowami: „Niech pani już zostanie w telewizji, a ja zajmę się rządzeniem krajem”.

Le Pen dobra na wiecach, Macron w TV

W pierwszych komentarzach po debacie we francuskich mediach zwraca się uwagę, że dyskusja była bardzo gorąca i nie zabrakło w niej nawet „wulgaryzmów” i zachowań, które mogły być odebrane przez widzów jako aroganckie. Zdaniem komentatorów, potwierdziła się teza, że Marine Le Pen jest dobra na wiecach i słaba w debatach – a Emmanuel Macron odwrotnie.

Zdaniem Jérome’a Sainte-Marie z telewizji France 24, kandydaci starali się w tej debacie osiągnąć dwa różne cele. Macron chciał przyciągnąć więcej wyborców przekonując do swojego programu, a nie tylko do głosowania przeciwko Frontowi Narodowemu. Le Pen natomiast dążyła do poszerzenia swojego elektoratu o wyborców z innych orientacji politycznych, ale może mieć z tym kłopot, bo zupełnie jej się nie powiodło w dyskusji o sprawach gospodarczych.

Inny znany komentator telewizyjny Gauthier Rybinski uważa, iż szefowa FN liczyła na wzbudzenie przychylności wyborców wyeliminowanego w pierwszej turze kandydata umiarkowanej prawicy Françoisa Fillona. Jednakże niekoniecznie będą oni zachwyceni jej ciągłymi aluzjami antyniemieckimi, brakiem precyzji i niespójnościami w wypowiedziach – kiedy np. zarzucała Macronowi, że jest groźnym liberałem, by za chwilę przedstawić go jako jeszcze groźniejszego socjalistę.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Wybory we Francji. Le Pen plagiatuje przemówienie Fillona

Według Jérome’a Sainte-Marie, debata zakończyła się wynikiem remisowym. Taki wynik daje zaś przewagę Macronowi, który do tej pory miał w sondażach wyraźną przewagę nad konkurentką.

Konserwatywny dziennik Le Figaro nie podziela opinii o remisie. Pisze, że po „wyjątkowo brutalnej” debacie, której „często brakowało odpowiedniego poziomu”, Macron „wytrzymał uderzenie i zyskał przewagę nad Le Pen”.

Lewicowa gazeta Libération wstrzymuje się z wyrokowaniem o przewadze, skupiając się na zachowaniu Marine Le Pen i twierdząc, że dyskusja z nią jest „niemożliwa”. Zdaniem pisma, szefowa FN „uniemożliwiła wymianę zdań, oscylując między agresją a demagogicznymi inwektywami i często zmuszając bardziej precyzyjnego w wypowiedziach Emmanuela Macrona do przejścia do defensywy”.

Centrolewicowy Le Monde też wzbrania się przed rozstrzyganiem, kto wygrał tę debatę, skupiając się na jej przebiegu i atmosferze. I ta gazeta uważa, że starcie było „brutalne” i odbyło się w atmosferze „napięć i mylących informacji”.

Dopiero w niedzielę, po głosowaniu, będzie można w pełni ocenić realny wpływ tej debaty na decyzje wyborców. Na razie wydaje się on niewielki.

wyborcza.pl

PiS chce zmienić konstytucję. Będzie odwołanie do Boga i likwidacja autonomii państwa i Kościoła?

Paweł Wroński, 04 maja 2017

Prezydent RP Andrzej Duda

Prezydent RP Andrzej Duda (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

– W 2018 r. naród powinien się wypowiedzieć co do przyszłości ustrojowej państwa – mówił wczoraj prezydent Andrzej Duda 226 lat po uchwaleniu Konstytucji 3 maja. Co to oznacza?

– Chcę, aby w sprawie konstytucji Rzeczypospolitej w przyszłym roku, roku 100-lecia niepodległości, odbyło się referendum – mówił prezydent Duda i zapowiedział „debatę konstytucyjną nie tylko z udziałem elit i polityków”. – Polacy mają prawo się wypowiedzieć, czy konstytucja obowiązująca od 20 lat powinna zostać zmieniona.

Andrzej Duda o zmianie konstytucji

Podkreślił, że naród w 2018 r. powinien się wypowiedzieć „co do przyszłości ustrojowej swojego państwa i tego, jakich kierunków ustrojowych w przyszłości chce. Jakiej chce roli prezydenta Rzeczypospolitej, jakiej chce roli Senatu, Sejmu, jakie prawa obywatelskie muszą być mocno akcentowane i jakie wolności”. Dodał, że: „Rzeczpospolita powinna być państwem, gdzie wszyscy są absolutnie wobec prawa równi, gdzie nie ma żadnych bezpodstawnych uprzywilejowań, gdzie nie ma żadnych lepszych kast obywateli, gdzie wszyscy obywatele stanowią jedność”.

Plan PiS na zmianę konstytucji. Co może w niej być?

Jest to kolejny sygnał, że PiS będzie chciał ze zmiany konstytucji uczynić główny temat kampanii samorządowej w 2018 r. i parlamentarnej w 2019 r. Dziś w Sejmie nie ma większości, która zgodziłaby się na zmianę konstytucji.

PiS już dwukrotnie przedstawiał swój projekt konstytucji przed wyborami prezydenckimi. Pierwszy w 2005 r., gdy kandydował Lech Kaczyński, kolejny pochodzi ze stycznia 2010 r. W trakcie kampanii prezydenckiej 2015 r., gdy Andrzej Duda przedstawiał się jako polityk centrum, już o zmianie nie mówił. Projekt z 2010 r. zniknął ze stron PiS.

Projekt konstytucji PiS:

  • zawierał invocatio Dei, czyli zwrot: „W Imię Boga Wszechmogącego”
  • wzmacniał stanowisko prezydenta (mógłby odwoływać ministrów)
  • likwidował autonomię państwa i Kościoła
  • ograniczał władzę samorządów

Pomysł „dyskusji nad zmianą konstytucji” zgłosił znów prezes PiS w maju 2016 r. Powtórzył ten postulat w trakcie niedawnej (kwietniowej) sesji poświęconej konstytucji „obywatelskiej” z 1997 r. – popieranemu przez „Solidarność” projektowi konkurencyjnemu wobec przyjętej w referendum konstytucji 1997 r. Obowiązującą konstytucję nazwał dokumentem „postkomunistycznym”.

PiS pyta o konstytucję. I płaci 2 tys. zł za wypełnienie ankiety

PiS stworzył w październiku zespół konstytucjonalistów, wśród których są prawnicy wspierający tę partię. W kwietniu, o czym informowała „Wyborcza”, rozesłano do konstytucjonalistów ankietę. Za wypełnienie 13 punktów oferowano 2 tys. zł. Część pytań dotyczy kompetencji prezydenta, premiera i parlamentu. Wśród innych było i takie: „Czy konieczne jest istnienie Rzecznika Praw Obywatelskich i Rzecznika Praw Dziecka?”. – Wierzę, że to jest przedsięwzięcie, które jako naród jesteśmy w stanie przeprowadzić ponad podziałami – mówił wczoraj prezydent Andrzej Duda (na zdjęciu).

Opozycja nie chce zmian w konstytucji

Postulat zmiany konstytucji popiera dziś tylko Kukiz’15. Andrzej Halicki z PO mówi, że prezydent powinien przede wszystkim „przeprosić za łamanie konstytucji”. Dodał, że ci, którzy ją łamali, będą rozliczeni. Katarzyna Lubnauer (Nowoczesna): – Można się obawiać, że to kierunek Erdogana.

Prezydent Turcji przeprowadził 16 kwietnia referendum, dzięki któremu zdobył władzę niemal dyktatorską.

Prof. Zoll: Prezydent Andrzej Duda łamie konstytucję

– Można by dyskutować nad konstytucją, ale nie w sytuacji, gdy obowiązująca jest przez prezydenta permanentnie łamana. Gdy mówi się o kastach, a równocześnie część społeczeństwa jest określana jako gorszy sort – mówi prof. Andrzej Zoll, były prezes Trybunału. Profesor przypomniał, że w konstytucji z 1997 r. zawarty jest tryb jej zmiany. Tylko wcześniej należy przygotować projekt, który można by przedstawić. – Referendum w trybie art. 125 pod hasłem: „Czy chciałbyś nowej lepszej konstytucji na 100-lecie niepodległości?”, jest pytaniem typu, czy chcesz być piękny i bogaty – komentuje.

Aleksander Hall, historyk, poseł w III RP, dodaje: – To są manewry w celu niszczenia demokracji i usankcjonowania autorytarnej władzy. Żaden uczciwy obywatel nie powinien do tego przyłożyć ręki. Obowiązkiem sił demokratycznych i obywateli, którzy mają poczucie odpowiedzialności za państwo, jest obrona obecnej konstytucji.

Konstytucja z 2 kwietnia 1997 r. została opracowana przez komisję konstytucyjną Zgromadzenia Narodowego po pięciu latach prac. Społeczeństwo przyjęło ją w referendum 25 maja 1997 r. Za głosowało 53,45 proc., przeciw 42,86 proc.

wyborcza.pl

Bronisław Komorowski: Prezydent Duda stanie przed Trybunałem Stanu

Foto: Fotorzepa/ Jerzy Dudek

Urzędujący prezydent chce zrobić na własnych wyborcach wrażenie „człowieka, który coś może”. A chyba niewiele może – orzekł Bronisław Komorowski.

Były prezydent komentował w „Faktach po Faktach” dzisiejsze słowa Andrzeja Dudy, który powiedział, że chce, aby w przyszłym roku odbyło się referendum konstytucyjne.

Bronisław Komorowski stwierdził, że słowa Dudy mają sprawić wrażenie, że prezydent troszczy się o konstytucję, „podczas gdy naród widział, że w momencie próby prezydent ją łamał”. Dodał, że jego zdaniem Andrzej Duda stanie przed „wielkim problemem”, czyli przed Trybunałem Stanu.

Z kolei słowo „chcę”, którego użył Duda, ma z kolei zdaniem Komorowskiego sprawiać wrażenie, że taka jest jego wola.

– Wszyscy wiemy, że trochę inaczej zapadają decyzje, także dotyczące działań prezydenta – ocenił gość programu.

Komorowski uważa, że mówiąc o referendum w sprawie konstytucji Duda chciał sprawić wrażenie człowieka zdecydowanego, który dąży do jakichś przemyślanych, konkretnych celów.

– Pan prezydent zdaje się nie zauważać, że po prostu jest, obowiązuje konstytucja, o której oczywiście warto rozmawiać, ale zanim zrobi się referendum trzeba mieć pomysł – stwierdził Komorowski.

Więcej – TVN24

rp.pl

ŚRODA, 3 MAJA 2017

Grabiec: Dzisiaj nie ma warunków do żadnej rozmowy nt. zmiany Konstytucji

Grabiec: Dzisiaj nie ma warunków do żadnej rozmowy nt. zmiany Konstytucji

Niewątpliwie dzisiaj jesteśmy świadkami tego, jak osoby, które są odpowiedzialne za naruszenie wolności Polaków, za łamanie Konstytucji dzisiaj, w dniu święta narodowego nie wahają się mówić o tej Konstytucji, o zmianie Konstytucji. To kompletnie absurdalne i niedopuszczalne. Nie wolno rozmawiać z tymi, którzy łamią Konstytucję, gwałcą zasady konstytucyjne, naruszają wolności obywatelskie, rozmawiać o zmianie Konstytucji. To niepoważne. Najpierw należałoby przestrzegać Konstytucji. Oczekujemy, że zostanie przyjęte ślubowanie od legalnie wybranych sędziów TK, że premier opublikuje wyroki Trybunału, żę większość parlamentarna będzie słuchała opinii organów konstytucyjnych i gremiów prawnych, które mówią o łamaniu przepisów prawa przez ustawy uchwalane przez większość parlamentarną. Wtedy dopiero można po partnersku rozmawiać o ustroju polskiego państwa. Dzisiaj warunków do żadnej rozmowy nt. zmiany Konstytucji w Polsce nie ma – stwierdził Jan Grabiec na konferencji przed Sejmem.

300polityka.pl

ŚRODA, 3 MAJA 2017

bPBK: Domyślam się, że cały czas chodzi o stworzenie wrażenia, że prezydent troszczy się o Konstytucję

bPBK: Domyślam się, że cały czas chodzi o stworzenie wrażenia, że prezydent troszczy się o Konstytucję

– Nie mam pozytywnej oceny tego wydarzenia. Domyślam się, że cały czas chodzi o stworzenie wrażenia, że prezydent troszczy się o Konstytucję, podczas gdy cała Polska widziała, że w momencie próby, jakim były kwestie TK, prezydent nie stał na straży Konstytucji, tylko ją łamał. Jest odpowiedzialny za dryf ustrojowy. To chęć zrobienia wrażenia na własnych wyborcach, pokazanie siebie samego jako człowieka zdecydowanego, który coś może, a chyba niewiele może – mówił Bronisław Komorowski w rozmowie z Anitą Werner w „Faktach po faktach” TVN24. Jak dodał, „referendum niczego nie rozwiązuje, ktoś musiałby przegłosować Konstytucję” i może być to pomysł na gonienie królika.

300polityka.pl

Wacław Radziwinowicz

Inna rzeczywistość Putina. Nieudana ofensywa dyplomatyczna rosyjskiego prezydenta

03 maja 2017

Angela Merkel i Władimir Putin

Angela Merkel i Władimir Putin (Alexander Zemlianichenko / AP (AP Photo/Alexander Zemlianichenko, Pool))

Władimir Putin chciałby wyprowadzić Rosję z międzynarodowej izolacji. Jego wtorkowe rozmowy z Angelą Merkel i Donaldem Trumpem dały jednak niewiele.

Pani kanclerz na próżno złamała sobie dane słowo, że nie spotka się z gospodarzem Kremla, dopóki ten nie zmieni swego podejścia do porozumień mińskich, czyli nie zacznie dążyć do zakończenia wojny na wschodzie Ukrainy. Jej wtorkowa wizyta w Soczi pokazała tylko jedno – różnice w podejściu Berlina i Moskwy do kluczowych problemów tylko się pogłębiają.

Merkel i Putina dzieli Ukraina…

Kanclerz Niemiec ma być w lipcu gospodynią szczytu państw G20 w Hamburgu. Stara się, by spotkanie przywódców największych potęg światowych coś dało. Taki sukces pomógłby jej wygrać jesienne wybory parlamentarne. Próbuje więc zawczasu wysondować, jakie jest podejście partnerów z G20 do kluczowych problemów międzynarodowych. Dlatego rozmawiała wcześniej z przywódcami USA, Arabii Saudyjskiej, a teraz Rosji.

Swą uwagę szefowa rządu niemieckiego i gospodarz Kremla skupili przede wszystkim na wojnie na wschodzie Ukrainy. Efekt jest taki, że pokazali, iż ich podejście do sprawy jest diametralnie różne.

Putin już od trzech lat powtarza, że przyczyną konfliktu jest „antykonstytucyjny przewrót w Kijowie” i to, że wciąż rządzą tam uzurpatorzy. Dla Merkel władze ukraińskie są pełnoprawne i pochodzą z demokratycznego wyboru.

Ona przekonuje, że zakończyć konflikt może tylko zaprowadzenie pokoju na wschodzie Ukrainy, do czego walnie powinna się przyczynić Rosja wspierająca separatystów. Zacząć należy od oddania granicy z Rosją pod kontrolę kijowskich władz. Tak właśnie ustalono w porozumieniach mińskich.

Putin chce czegoś zupełnie odwrotnego. Według niego Kijów powinien najpierw uznać za pełnoprawne władze separatystyczne w Doniecku i Ługańsku, a dopiero potem można mówić o granicy. W rzeczywistości prezydentowi chodzi o to, by Ukraina na zawsze oddała sterowanym z Moskwy rebeliantom władzę nad ogarniętymi wojną regionami.

…ponadto: Syria, Świadkowie Jehowy i homoseksualiści w Czeczenii

Putin i odwiedzająca go kanclerz inaczej widzą również scenariusz rozwiązania syryjskiego konfliktu. Według niej pokoju w tym kraju nie da się osiągnąć, dopóki rządzi nim siedzący na rosyjskich i irańskich bagnetach Baszar al-Asad. Rosjanin przekonuje, że o losach syryjskiego prezydenta może decydować tylko jego naród. To, że ten naród od lat toczy wojnę przeciw dyktatorowi, na stanowisko Putina nie wpływa.

W trakcie konferencji prasowej w przerwie rozmów w Soczi Merkel przypomniała gospodarzowi kilka nieprzyjemnych dla niego kwestii. Mówiła o aresztowaniu ponad tysiąca uczestników pokojowych manifestacji opozycyjnych z 26 marca, które odbyły się w kilkudziesięciu miastach Rosji, wspomniała też o delegalizacji rosyjskich struktur Świadków Jehowy i brutalnej rozprawie z homoseksualistami w Czeczenii.

Dziennikarze pytali o to, czy Moskwa spróbuje wpłynąć na wyniki wyborów niemieckich, tak jak to robiła w trakcie kampanii prezydenckiej w USA. Putin odpowiedział, że Rosja nigdy nie ingeruje w „procesy polityczne w innych krajach”. W ten sposób potwierdził dawną opinię Merkel o sobie, że przebywa „w równoległej rzeczywistości”. Kanclerz przypomniała mu skandal z „dziewczynką Lizą”, wyssaną z palca opowieścią telewizji rosyjskiej o mieszkającej w Berlinie 13-latce z Rosji, rzekomo zgwałconej przez migrantów z Bliskiego Wschodu. Fałszywka doprowadziła w Niemczech do demonstracji ulicznych.

Nie udała się też Putinowi wtorkowa, półgodzinna rozmowa telefoniczna z Donaldem Trumpem. Rosjanin liczył, że umówi się z nim na pierwsze spotkanie w maju. Nic z tego nie wyszło. Prezydenci porozmawiają ze sobą twarzą w twarz dopiero na lipcowym szczycie w Hamburgu. „Wall Street Journal” przekonuje, że żadne decyzje co do charakteru i tematu tego spotkania nie zapadły w trakcie telefonicznej rozmowy.

wyborcza.pl

%d blogerów lubi to: