Kaczyńskiego nowa strategia kontrrewolucji

Kaczyńskiego nowa strategia kontrrewolucji

PiS przeprowadza kilka trudnych operacji na demokracji, po których niepełnosprawna pacjentka nie wiadomo, w jakim stanie używalności wyjdzie, więc prezes Jarosław Kaczyński musi zająć troskliwość Polaków czym innym. Rozwałka praworządności dokonana zostanie w Krajowej Radzie Sądownictwa, garotę sędziom zakłada Zbigniew Ziobro do spółki z komuszym prokuratorem Stanisławem Piotrowiczem, zaś z Brukseli dochodzą pomruki, iż fundusze strukturalne zostaną poważnie obcięte, a za politykę klimatyczną będziemy słono płacić, jak Bułgaria. Pocieszeniem jest, iż do Unii Europejskiej nie należy Albania, bo mógłby już dzisiaj obowiązywać idiom z czasów PRL-u: jesteśmy jeszcze przed, a może już za Albanią.

Kaczyński stosuje ucieczkę do przodu. Ma świadomość, że przegrane potyczki europejskie będą go kosztować odpływem suwerena, więc trzeba walkę przewekslować na inne tory – z normatywnych torów europejskich na szersze „ruskie”. To zawsze się opłaca, choć niezadowolenie będzie duże, lecz tradycyjny elektorat zostanie umocniony na swoich pozycjach.

W „Gościu Niedzielnym” Kaczyński ogłosił swoją strategię na najbliższy czas. A brzmi ona: nie dopuścimy do żadnej rewolucji obyczajowej, w ramach której zaostrzymy prawo do aborcji. Zauważmy, jak organizuje emocje połowy polskiej populacji – kobiet, które wyjdą na ulice. Zatrzymuje jednak w domach i w debacie po swojej stronie te Polki, które czują się gorliwymi, a nawet letnimi katoliczkami.

A co to znaczy: rewolucja obyczajowa? Określenie nic nie znaczy, rewolucje obyczajowe dokonują się samoistnie, wbrew choćby takiej sytuacji, jak wpływ zbyt troskliwych rodziców na swoje potomstwo, które chce być wolne i decydować o sobie. Więc odchodzi od tradycji rodziców, która jest hamulcem ekspresji. Kaczyński tego nie rozumie nie tylko z powodu nieposiadania dzieci, w jego wieku potomstwo zostawia po sobie pustkę. Samemu zatem na sobie trzeba dokonywać rewolucji – rewolucji samotności. W przypadku Kaczyńskiego mamy aberrację, bo on ani nie pojmuje – a konkluduję to na podstawie jego słów opisujących problem – ani doświadczył, bo jako człowiek wyalienował się, a jako polityk nabył kompleksów, za które społeczeństwo ponosi coraz większe koszty.

Pytanie: Czy damy się wrobić w nową strategię Kaczyńskiego? Naprzeciw siebie mamy zorganizowaną i mówiącą jednym głosem przekazów dnia partię rządzącą, a po stronie opozycji – opozycję partyjną podzieloną na dwa, lewicę podzieloną na dwa i więcej, a społeczeństwo obywatelskie dzielące się na więcej niż trzy.
Bodaj najważniejsze: Kaczyński nie ma żadnej wizji zdemolowania Polski, kieruje się przypadkiem, znajduje się najczęściej w sytuacji boksera na ringu, gdy zostaje walnięty, zapędza się w liny, w kozi róg i nie potrafi się wycofać. Na podstawie tego formułuje swoje kontrrewolucje – polityczne i obyczajowe, taki jest charakter jego władzy: inżynieria społeczna, na ile mi pozwolą. Taki z niego Lenin, który uważał, że kucharka może rządzić, więc w Polsce obecnie mamy rządzącą premier Beatę Szydło.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Kaczyński: coraz więcej bananu i teokracji

Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla „Gościa Niedzielnego” wytyczył wiosenny front walki ze społeczeństwem: niedopuszczenie do rewolucji obyczajowej (cokolwiek to znaczy) i zaostrzenie prawa do aborcji.

Ma to znamiona walki klasowej, bo partia Kaczyńskiego jest zakładnikiem kleru. Najwyraźniej jest to próba przykrycia nie tylko wyników sondażowych, ale niszczenia niezależności władzy sądowniczej i złych wiadomości z Brukseli, gdzie szykuje się zmiejszenie funduszy strukturalnych dla Polski, a także wyrok za nieprzestrzeganie unijnych przepisów dotyczących jakości powietrza.

Prezes PiS liczy na rozproszenie buntu społeczeństwa obywatelskiego. To jest jednak Polska, a nie Węgry. Komuna nie potrafiła spacyfikować Polaków, tym bardziej nie uda się PiS-owi, który rozszerza swoje bezprawie i ogranicza sfery wolności.

Stwierdzenie Kaczyńskiego jest antyludzkie, antychrześcijańskie: „Będziemy dążyli do tego, by nawet przypadki ciąż bardzo trudnych, kiedy dziecko jest skazane na śmierć, mocno zdeformowane, kończyły się jednak porodem, by to dziecko mogło być ochrzczone, pochowane, miało imię”. Narażać życie kobiety, aby zadowolić wykoncypowane wartości klasy próżniaczej.

Mamy w kraju coraz więcej bananu i teokracji. Taki urok skamieliny PiS.

Więcej >>>

CZWARTEK, 6 KWIETNIA 2017

Petru: Wiem, że Schetyna nie zostanie premierem. On też wie

21:50

Petru: Wiem, że Schetyna nie zostanie premierem. On też wie

[Grzegorz Schetyna] podjął taką decyzję, ma świadomość porażki. Tak naprawdę ta debata jest tylko po to, żeby była debata. Jak rozumiem, Kukiz ’15 nie poprze tego wniosku. Ja będę skłonny głosować za odwołaniem rządu Beaty Szydło. Nie do końca [to głosowanie automatycznie za Schetyną], bo jest jedno głosowanie, nie można go podzielić. Wiem, że Schetyna nie zostanie premierem. On też wie – mówił Ryszard Petru w rozmowie z Dariuszem Ociepą w „To był dzień” Polsat News.

21:35

Petru: Trudno nie mieć wrażenia, że Macierewicz realizuje interesy Rosji

Trudno nie mieć wrażenia, że Macierewicz realizuje interesy Rosji, bo przecież totalnie rozbraja polską armię, doprowadza do konfliktu ze Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych i tak naprawdę całe szczęście, że nic się złego na naszych granicach nie dzieje, bo przecież byłby zupełny chaos – mówił Ryszard Petru w rozmowie z Dariuszem Ociepą w „To był dzień” Polsat News.

21:02

PEK chwali Rafalską i Szymańskiego

– Minister Rafalska jest niewątpliwie merytoryczna i to jedna z tych ministrów, bo minister Szymański uważam, że też jest osobą kompetentną, aczkolwiek strasznie trudno niekiedy wyciągnąć od niego obiektywną opinię. Ostatnio na komisji ds. UE mówił prawie językiem Donalda Tusk ws Brexitu, ale nie przyznał się do tego – mówiła Ewa Kopacz w rozmowie z Moniką Olejnik w „Kropce nad i” TVN24.

20:28

PEK o słowach Kaczyńskiego: To będzie wstęp do całkowitego zakazu aborcji

– Myślę, że to będzie wstęp do całkowitego zakazu aborcji jednak [słowa Jarosława Kaczyńskiego nt. aborcji]. Przypomnę przedostatnie posiedzenie komisji zdrowia, na którym posłowie debatowali nt. możliwości dofinansowania hospicjów, również dla małych dzieci, a szczególnie tych, które są strasznie ciężko chore. To dzieci, które niekiedy są pod respiratorami, nie potrafią samodzielnie żyć. I usłyszeliśmy właśnie od posłów PiS jedno: przecież one mogą być w domu. Dzisiaj wyceniono heroizm kobiety na 4 tys. zł i jednocześnie przestano się tymi dziećmi interesować – mówiła Ewa Kopacz w rozmowie z Moniką Olejnik w „Kropce nad i” TVN24. Jak dodała:

„Proszę mi wierzyć, że te kobiety, które wychodziły na protesty, na ulice w czarnym marszu, ale nie tylko, 8 marca, mówiły bardzo wyraźnie przede wszystkim do lidera partii rządzącej, czyli pana Kaczyńskiego, mówiły też do tych, którzy dzisiaj odpowiadają za ich stan zdrowia i życia, mówiły: nie zabierajcie nam prawa do decydowania o sobie. Zostawcie nasze sumienie w spokoju. Jeśli musicie epatować opinię publiczną swoim sumieniem, to róbcie to na swój prywatny użytek, ale zostawcie nasze życie, za które my bierzemy pełną odpowiedzialność”

300polityka.pl

, 6 KWIETNIA 2017

„Wypis”, czyli jak pokonać PiS. Mocna debata OKO.press z udziałem opozycji. „Nie możecie tego spieprzyć!”

„Oko” w oko z czytelni(cz)kami. Sala zagłosowała za koalicją wyborczą od prawa do lewa, aby zatrzymać „dobrą zmianę”. Politycy z pokolenia czterdziestolatków – Trzaskowski, Scheuring-Wielgus, Zandberg i Nowacka – szukali sposobu na PiS, a przy okazji kłócili się ze sobą i z publicznością. Na koniec ktoś krzyknął: „Nie możecie tego spieprzyć!”

Czy opozycja może się zjednoczyć przeciw PiS? Na to pytanie w warszawskim kinie „Muranów” odpowiadali w środę 6 kwietnia politycy: Rafał Trzaskowski (PO), Joanna Scheuring-Wielgus („Nowoczesna”), Adrian Zandberg („Razem”) i Barbara Nowacka („Inicjatywa Polska”). Było ciekawie i burzliwie.

Wideo z tej niezwykłej debaty OKO.press – opublikujemy wkrótce. Poniżej – relacja Adama Leszczyńskiego.

Wcześniej czytelnicy i czytelniczki OKO.press obejrzeli „Rodeo” – dokument Roberta Kowalskiego, który on sam opisał jako kronikę filmową Polski epoki PiS (film wkrótce zawiśnie na naszej stronie).

Jeszcze wcześniej było krótkie wprowadzenie i prezentacja zespołu. Opowiada naczelny OKO.press Piotr Pacewicz

Pacewicz: Nareszcie „Oko” w oko z Czytelni(cz)kami

Takie spotkanie mogliśmy sobie tylko wymarzyć. Po dziewięciu miesiącach tworzenia związków wirtualnych, zobaczyliśmy Was – naszych czytelników i przyjaciół OKO.press – na żywo. Frekwencja, jakieś 300-400 osób, nas zaskoczyła (przepraszam tych, którzy odeszli z kwitkiem). Podczas trzygodzinnego spotkania dostaliśmy solidna porcję wsparcia, masę serdeczności i komplementów, na które spróbujemy sobie zasłużyć.

Na zdjęciu Piotr Pacewicz z Krzysztofem Łozińskim (założycielem KOD).
Fot.: Renata Zawadzka-Ben Dor

Były oklaski, gdy mówiliśmy, że OKO.press wyrasta z przekonania, że nie wolno się zniechęcać, przyzwyczajać i godzić na post-prawdę (po polsku – kłamstwo i manipulację) i że trzeba pielęgnować takie wartości jak prawda, praworządność, Konstytucja, uczciwość. Oklaski przeszły w śmiech, gdy wymienialiśmy publiczne wartości, których trzeba bronić, cytując kawałek z expose premier Szydło: „Pokora, praca, umiar, roztropność w działaniu i odpowiedzialność. A przede wszystkim słuchanie obywateli. Koniec z arogancją władzy i koniec z pychą”.

Miałem poczucie, że jesteśmy w rodzinie (coś na kształt Rodziny Radia Maryja, ale jednak jakoś inaczej) i to na dodatek rodzinie, która cię utrzymuje przy życiu.  W tej chwili wpłaty od czytelników/czytelniczek pokrywają dwie trzecie kosztów i jak twierdzi Wiktor Osiatyński, który jest jednym z dobrych duchów OKO.press, jest to fenomen w skali światowej, by obywatelskie medium w takim stopniu utrzymywało się z obywatelskich datków. „Pozdrawiając Wiktora, który jest poważnie chory i nie może być z nami, zachęcam państwa, by wywrzeć na nim jeszcze większe wrażenie” – powiedziałem bezczelnie.

Debatę polityków pod hasłem „Wypis” pomyśleliśmy jako „inną rozmowę”. Nie zaprosiliśmy nikogo z PiS, żeby uniknąć telewizyjnej pyskówki, w której kłamstwo goni kłamstwo. Poza tym byłoby niezręcznie pytać np. Kaczyńskiego, jak wygrać wybory z PiS. I jak urządzić Polskę po PiS. Zresztą Kaczyński, by do postkomunistycznego „Muranowa” nie przyszedł.


RELACJA Z DEBATY ADAMA LESZCZYŃSKIEGO


Rozmowa zaproszonych przez OKO.press polityków – między soba i z salą – była niesłychanie burzliwa. Do kina Muranów stawił się nadkomplet. Kilkaset osób, wiernych czytelników i czytelniczek, reagowało żywiołowo, oklaskami i buczeniem.

Mocno dostało się Platformie Obywatelskiej, krytykowanej za ustępstwa wobec Kościoła, korupcję i bezwład ośmiu lat rządów. Ale na cenzurowanym była też Nowoczesna (za lidera), Razem (za programową osobność), Inicjatywa Polska (za radykalizm).

„Czy zamierzacie stworzyć koalicję antypisowską?” – zapytał uczestników panelu redaktor naczelny OKO.press Piotr Pacewicz. Wcześniej zapytał o to salę: „Czy przed wyborami 2019 r. powinna powstać szeroka koalicja partii od liberałów po lewicę, która wystąpiłaby wspólnie przeciwko PiS?”. Większość podniosła ręce na „tak”.

Na zdjęciu od lewej Rafał Trzaskowski, Joanna Scheuring-Wielgus, Barbara Nowacka, Adrian Zandberg. Przed sceną naczelny OKO.press Piotr Pacewicz
Fot. Renata Zawadzka-Ben Dor

Dlaczego nazywają się Razem?

„Czy istnieje program minimum dla takiej koalicji? – pytała Agata Szczęśniak, wicenaczelna OKO.press, Adriana Zandberga z Partii Razem – Obrona demokracji? Postawa proeuropejska? Świeckie państwo?”.

„Dlaczego się nazywają Razem”? – krzyknął ktoś z widowni.

Zandberg odpowiadał: „Istnieją partie, z którymi moglibyśmy wejść w koalicję. Będziemy tak robić w wyborach samorządowych w roku 2018, w których chcemy stworzyć alternatywę dla obłędnego wyboru między PiS a PO. We Wrocławiu wystartujemy z zielonymi przeciwko neoliberalnemu zarządzaniu miastem. Widzimy sojuszników w ruchach społecznych, ekologicznych, kobiecych, z którymi mamy podobne wizje. Wspólnie z nimi tak samo oceniamy skandal reprywatyzacji w Warszawie oraz odpowiedzialność za niego PO i Hanny Gronkiewicz-Waltz (oklaski). Chcemy państwa naprawdę świeckiego, a nie takiego, w którym posłowie PO boją się zagłosować w sprawie rezolucji Sejmu o objawieniach fatimskich (burzliwe oklaski). Wspólnie wierzymy, że kobiety mają prawo do wyboru, a nie migamy się od odpowiedzi jak liberalna opozycja.”

Pacewicz: „Nie boicie się, że znów znajdziecie się tuż pod progiem wyborczym?”

Zandberg odpowiadał, że pojęcie lewicy trzeba oczyścić – ponieważ zostało „zbrukane przez postaci pokroju Leszka Millera [wieloletniego lidera SLD]”. Wierzył, że w Sejmie po 2019 r. lewica będzie „silnym, realnym głosem”. Powiedział, że liczy na kilkanaście procent.

Scheuring-Wielgus z Petru 24 godziny na dobę

Posłanka „Nowoczesnej” Joanna Scheuring-Wielgus mówiła o potrzebie jedności, polemizując (chociaż nie wprost) z Zandbergiem.

Na zdjęciu od lewej: Rafał Trzaskowski, Joanna Scheuring-Wielgus, Barbara Nowacka i kawałek nóg Adriana Zandberga
Fot. Renata Zawadzka-Ben Dor

„Każdy z nas chce coś zrobić w polityce. W sytuacji, którą mamy teraz, nie wyobrażam sobie innej możliwości niż wspólne przeciwstawienie się szaleństwu PiS (burzliwe oklaski). Nie mam odpowiedzi, jak to zrobić. Dziś w Sejmie jest szaleństwo, matrix, którego nikt z nas się nie spodziewał. Tę sytuację trzeba potraktować w sposób priorytetowy. Odsunąć na bok własne ambicje. Spojrzeć na dobro Polek i Polaków. Bierzemy udział w szaleńczym pędzie PiS, który niszczy państwo budowane przez 27 lat”.

Broniła też lidera Nowoczesnej: „Z Petru współpracuję od samego początku. Jesteśmy w kontakcie 24 godziny na dobę. W życiu nie byłabym z liderem, który nie traktuje mnie poważnie, nie szanuje, nie słucha. Niezależnie od tego, ile błędów popełniamy, wierzę, idealistycznie wierzę, można się dogadać. Tylko rozmową, współpracą i dialogiem można dojść razem, a nie osobno”. To było oczywistym uderzeniem w Zandberga”.

Ktoś z sali dopytywał się, czy to prawda, że [jak podały media]  w czasie negocjacji w PO Ryszard Petru uległ namowom abp. Nycza.

Gdy Scheuring-Wielgus odparła, że nie wie, czy Petru był u Nycza, słynny satyryk Stanisław Tym  (na zdjęciu – stoi pod filarem) zwrócił jej uwagę, że popada w sprzeczność,  bo skoro jest z Petru 24 godziny na dobę, nie może tego nie wiedzieć.

Na zdjęciu Stanisław Tym.   Fot. Renata Zawadzka-Ben Dor

Sala się śmiała, posłanka Nowoczesnej biła Tymowi brawo.

Trzaskowski doprowadzony do szału

Rafał Trzaskowski, PO: „Do szału mnie doprowadza, jak ktoś dzisiaj znowu wrzuca PO i PiS do jednego worka („Zasłużyliście” – okrzyk z sali). Jeśli komuś się wydaje, że PO i PiS są tym samym, to znaczy, że ktoś przez ostatnie półtora roku spał (wielkie oklaski). Wszyscy w PO jesteśmy świadomi, że nie ma powrotu do tego, co było przez poprzednie osiem lat (rządów koalicji PO-PSL – red.). Nie ma mowy o prostej restauracji. Porozumienie jest konieczne. Trzeba przywrócić szacunek dla konstytucji, służby cywilnej, dyplomacji. Pewnie nie zgodzimy się w wielu kwestiach. Jedna lista wyborcza nie oznacza porozumienia programowego czy jednej partii”.

Trzaskowski bronił PO przed zarzutem klerykalizmu: „Jestem na krańcowo liberalnym skrzydle PO. W wielkiej partii trzeba godzić tych, którzy myślą inaczej. Dla mnie in vitro, małżeństwa lub związki partnerskie to po prostu prawa obywatela (oklaski), ale w mojej partii są tacy, którzy myślą inaczej”.

W sprawie rezolucji fatimskiej odpowiadał: „My po prostu uważamy, że parlament polski nie powinien się tym zajmować. Kropka. Dlatego podczas głosowania w piątek wyciągniemy karty do głosowania”(oklaski).

Przekonywał, że obciążona ośmioma latami rządów PO jest w stanie się zmienić: „Jeżdżę po całej Polsce i rozmawiam z ludźmi. Nic innego nie robię. Wyciągamy wnioski (oklaski)”.

Nowacka: Prawo do aborcji! Religia za szkół!

Barbara Nowacka apelowała, żeby partie przestały zawłaszczać autentyczne odruchy protestu społecznego – np. w obronie praw kobiet. Przypominała „czarny protest” w obronie prawa do aborcji, kiedy na ulice polskich miast wyszły setki tysięcy kobiet (i mężczyzn). Atakowała PO: „Te masy nie zagłosują na nikogo, kto wpisze kompromis aborcyjny w konstytucję, droga PO (wielkie oklaski). To nie jest żaden kompromis. Nie ma żadnego kompromisu w sprawie aborcji! Nie chcemy powrotu do bagna, do czasów, w których państwo nie jest świeckie, panuje korupcja i nepotyzm. To nie ma sensu. Partie przez lata kładły łapę na mediach publicznych, na spółkach Skarbu Państwa. Dlatego PiS poszło łatwo, bo instytucje były słabe (oklaski). Odrzućmy to, co było”.

Barbara Nowacka i Adrian Zandberg      Fot. Renata Zawadzka-Ben Dor

Nowacka apelowała, żeby wyprowadzić religię ze szkół (wielkie oklaski) i żeby realizować zapisaną w konstytucji zasadę sprawiedliwości społecznej (oklasków prawie nie było). A także zmienić zapis o małżeństwie jako – wyłącznie – związku kobiety i mężczyzny.

Jedna koalicja nierealna, może dwie?

Potem głos zabierali słuchacze. Publicysta Michał Sutowski („Krytyka Polityczna”) powiedział,  że jedna koalicja jest pewnie nierealna, ale dwie – centroprawicowa i lewicowa – jak najbardziej.

Jeden z kontrkandydatów Mateusza Kijowskiego na nowego lidera KOD Krzysztof Łoziński skrytykował uczestników debaty. „Mam smutną refleksję, po tej rundzie. To były wiecowe, emocjonalne wypowiedzi. Tymczasem rządzi w Polsce ekipa, która nie ma zamiaru oddać władzy nigdy. Jak słyszę, że nie aresztują i nie zabijają, to odpowiadam, że jeszcze nie zaczęli”.

Prof. Monika Płatek, znana prawniczka mocno obecna w debacie publicznej, przypomniała, że nie trzeba zmieniać Konstytucji, aby wprowadzić w Polsce małżeństwa jednopłciowe. Wystarczy nowy przepis w kodeksie rodzinnym. To samo w sprawie rozdziału Kościoła od państwa. Konstytucja jest OK, grzebanie przy niej jest niebezpieczne.

Jak wojować z PiS?

Z salą i politykami lewicy polemizował Rafał Trzaskowski. Nadmiar radykalizmu zniechęci wyborców centrum, a to oni zadecydują o zwycięstwie w wyborach. Mówił: „Jesteśmy w stanie porozumieć się z innymi partiami w sprawie szacunku dla demokracji. Opozycja nie wygra jednak wyborów, jeśli jej głównym hasłem będzie legalizacja małżeństw jednopłciowych. Trzeba zdobyć środek i nawet uszczknąć kawałek prawicy, tej która myśli sensownie o państwie”.

Uspokajał: „Nie twierdzę, że PiS nie odda władzy i poleje się krew. Zmienią pewnie ordynację, będą kuglować. Ale jak przegrają wybory, władzę oddadzą. Dlatego spoczywa na nas taka odpowiedzialność. Współpracujmy, rozmawiajmy o tym, co nas łączy. Rozumiem, że PO jako partia rządząca przez osiem lat ma spory bagaż. Czasami jednak trzeba pójść na kompromis, być mniej wyrazistym, żeby wygrać” (głośne buczenie).

Joanna Scheuring-Wielgus apelowała o dialog, a Barbara Nowacka przypomniała: „To nie jest tak, że nie potrafimy ze sobą rozmawiać. Podejrzewam, że przynajmniej raz byliśmy na tej samej demonstracji – 17 grudnia 2016, kiedy PiS – o czym już zapomnieliśmy – nielegalnie przegłosował budżet”.

Nowacka była przeciw popadaniu w opozycyjny samozachwyt. Najwyraźniej Polacy nie czują się w większości zagrożeni przez PiS. „W maju 2016 r. przyszło na demonstrację 250 tys. osób. Mało! W Warszawie mieszka 2 mln. PiS nadal ma rząd dusz. My nie mamy kontrwizji. Oni mają hasła IV RP. Ciepła woda w kranie już nie działa, nie takie są potrzeby Polaków. Musimy pokazywać nasze poglądy i nasz sprzeciw”.

Zandberg zgodził się, że w sytuacji, w której PiS sięgnąłby po przemoc, wszyscy zwolennicy demokracji muszą się mu sprzeciwić wspólnie. Apelował jednak, żeby powstrzymać się od „inflacji pojęć”. „Nie ma rozlewu krwi” – mówił. „Mamy wojnę psychologiczną”  – odpowiedział mu okrzyk z sali.

Zandberg odpowiedział, że zjednoczona opozycja straci wiarygodność – bo wyborca lewicy nie wyobraża sobie np. jej reprezentantów stojących ramię w ramię z obciążoną skandalami reprywatyzacyjnymi Hanną Gronkiewicz-Waltz, prezydent Warszawy z PO. „Nie udawajmy jedności tam, gdzie jej nie ma”.

Presja ze strony sali na jedność przeciw PiS była jednak duża. Stanisław Tym donośnym głosem zażądał „agentów”, co wyłożył jako „taktykę rozpoznania wroga” (czyli PiS). „Pięknoduchy, koalicja albo nie. Co mnie to obchodzi!” – wołał. Dostał wielkie brawa.

Rozczarowani czy podniesieni na duchu

Na koniec Pacewicz poprosił o głosowanie:”Czy z debaty wychodzicie podniesieni na duchu, czy rozczarowani?”. Dwie trzecie sali ogłosiło rozczarowanie. Młody człowiek powiedział, że politycy – nawet w tej debacie, choć byłą inna niż w telewizji – podszczypywali się i prawili sobie własciwości. A jego sąsiedzi i sąsiadki w dogadywali każdemu każdej polityczce po kolei. Niszczymy kapitał społeczny, zaufanie, dialog – wyrzucał i politykom, i sali.

Były też głosy w obronie polityków. Takich mamy, innych nie będzie, nie wybrzydzajmy, ci są całkiem fajni.

„Nie możecie tego spieprzyć” – zawołał ktoś. I dostał burzę oklasków.

 

OKO.press

Czekaliśmy na rewelacje komisji smoleńskiej, nie usłyszeliśmy nic. Konferencja trwała 58 SEKUND

WB, 06.04.201
http://www.gazeta.tv/plej/19,147963,21600294,video.html?embed=0&autoplay=1
To była najkrótsza konferencja prasowa jaką kiedykolwiek widzieliśmy. Wacław Berczyński zaprosił media na nagłe spotkanie, które trwało niecałą minutę.

Przewodniczący Podkomisji do Ponownego Zbadania Wypadku Lotniczego dr. inż. Wacław Berczyński zwołał na dziś konferencję prasową. Można było spodziewać się, że przedstawi na niej nowe ustalenia zespołu smoleńskiego – zasugerował to przedwczoraj Antoni Macierewicz.

Spotkanie Berczyńskiego z mediami trwało dokładnie 58 sekund. Oto wszystko, co na niej usłyszeliśmy:

Spotkaliśmy się w ciągu tego roku z zarzutami, że nie pracujemy, że nie przedstawiliśmy wyników, że kosztowaliśmy zbyt dużo. Właśnie w tym celu zapraszam wszystkich na pokazanie naszych wyników. Wykonaliśmy wiele prac, część prac jest zakończonych, część bardzo zaawansowanych, będziemy również mówili o naszych planach. Chciałem podkreślić jedną rzecz – celem naszej komisji nie jest szukanie winnych, nie mamy żadnych założeń. Celem naszej komisji jest znalezienie przyczyn tej katastrofy tak, żeby ta tragedia nigdy więcej się nie powtórzyła. Jeszcze raz – wszystko to będzie przedstawione w poniedziałek, serdecznie państwa wszystkich zapraszam

– powiedział przewodniczący komisji. Po nim głos zabrała nowa rzeczniczka Ministerstwa Obrony Narodowej Mjr Anna Pęzioł-Wójtowicz, która zastąpiła w resorcie Bartłomieja Misiewicza.

– Dziękuję państwu bardzo za uwagę. Do zobaczenia. Pan doktor powiedział wszystkie szczegóły dotyczące spotkania poniedziałkowego, zapraszamy bardzo serdecznie wszystkich na godzinę 12:00, na Wojskową Akademię Techniczną – powiedziała.

Dziennikarze próbowali jeszcze uzyskać odpowiedzi na pytania i krzyczeli w stronę rzeczniczki i przewodniczącego: „Po co było to zwoływać?”, „Po co ta konferencja?”, „Nie wiemy, po co zostaliśmy zaproszeni!”.

 

TOK FM

Dlaczego w sondażu dla „wSieci” i wPolityce.pl PiS znów dystansuje PO?

Agnieszka Kublik, 06 kwietnia 2017

Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński i premier Beata Szydło

Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński i premier Beata Szydło (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Jakie poparcie ma PiS, a jakie PO? Czy dzieli je tylko kilka punktów procentowych, w granicach błędu statystycznego? A może znów dystans między partiami się zwiększa?

Portal wPolityce.pl i strona tygodnika „wSieci” opublikowały właśnie wyniki sondażu przeprowadzonego przez Kantar Public. I tu, inaczej niż w kilku poprzednich sondażach w ostatnich tygodniach, PiS z poparciem 35 proc. wyraźnie wyprzedza PO (26 proc.). Zgodnie z tym sondażem dziś ruch Kukiz’15 dostałaby 13 proc. głosów, a Nowoczesna mogłaby liczyć na 10 proc. SLD balansuje na 5-procentowym progu wyborczym, a PSL jest tuż pod nim (4 proc. poparcia). Badanie zostało przeprowadzone w ostatni wtorek i środę (4 i 5 kwietnia).

Gdyby zestawić te dane z sondażem dla „Wyborczej” z 23 marca (ta sama pracownia, również sondaż telefoniczny i na próbie liczącej 1 tys. osób), można by postawić hipotezę, że tendencja spadkowa PiS została wyhamowana.

Bo w naszym sondażu PiS miał 27 proc., PO – 24 proc., Kukiz’15 – 11 proc., a Nowoczesna 8 proc. Czyli przez dwa tygodnie notowania PiS urosły aż o 8 punktów procentowych (z 27 do 35 proc.), a Platformy spadły o 2 punkty (z 28 do 26 proc.).

Ale tak porównywać tych sondaży nie można, to po prostu błąd metodologiczny. Bo sondaż dla wPolityce.pl i „wSieci” oraz nasz mają inną podstawę procentowania. My uwzględniliśmy odpowiedzi „Nie wiem/trudno powiedzieć” – nie doliczyliśmy ich partiom, był to po prostu kolejny słupek na wykresie.

Ale wPolityce.pl i „wSieci” postąpiły odwrotnie. U nich głosy tych, którzy planują iść na wybory, ale jeszcze nie wiedzą, na kogo zagłosują, zostały proporcjonalnie rozdzielone pomiędzy wszystkie partie. W ten sposób liderzy sondażu dostali ich najwięcej. I widać to w wynikach opublikowanych przez wPolityce.pl.

Więc, by był sens porównywać wyniki obu sondaży, trzeba zestawić te dane, które zostały przeliczone przy takiej samej podstawie.

Oto wyniki naszego sondażu z 23 marca, ale przeliczone tak, jak zrobiły to portale wPolityce.pl i „wSieci”: PiS – 32 proc., PO – 28 proc., Kukiz’15 – 13 proc., Nowoczesna – 10 proc., SLD – 6 proc., PSL – 3 proc.

Co wynika z porównania tych wyników? Różnice są niewielkie, w granicach błędu statystycznego. Notowania PiS urosły o 3 punkty procentowe, a Platformy – spadły o 2.

wyborcza.pl

Kaczyńskiego nowa strategia kontrrewolucji

PiS przeprowadza kilka trudnych operacji na demokracji, po których niepełnosprawna pacjentka nie wiadomo w jakim stanie używalności wyjdzie, więc prezes Jarosław Kaczyński musi zająć troskliwość Polaków czym innym. Rozwałka praworządności dokonana zostanie w Krajowej Radzie Sądownictwa, garotę sędziom zakłada Zbigniew Ziobro do spółki z komuszym prokuratorem Stanisławem Piotrowiczem, zaś z Brukseli dochodzą pomruki, iż fundusze strukturalne zostaną poważnie obcięte, a za politykę klimatyczną będziemy słono płacić, jak Bugaria. Pocieszeniem jest, iż do Unii Europejskiej nie należy Albania, bo mógłby już dzisiaj obowiązywać idiom z czasów PRL-u: jesteśmy jeszcze przed, a może już za Albanią.

Kaczyński stosuje ucieczkę do przodu. Ma świadomość, że przegrane potyczki europejskie będą go kosztować odpływem suwerena, więc trzeba walkę przewekslować na inne tory – z normatywnych torów europejskich na szersze „ruskie”. To zawsze się opłaca, choć niezadowolenie będzie duże, lecz tradycyjny elektorat zostanie umocniony na swoich pozycjach.

W „Gościu Niedzielnym” Kaczyński ogłosił swoją strategię na najbliższy czas. A brzmi ona: nie dopuścimy do żadnej rewolucji obyczajowej, w ramach której zaostrzymy prawo do aborcji. Zauważmy, jak organizuje emocji połowy polskiej populacji – kobiet, które wyjdą na ulice. Zatrzymuje jednak w domach i w debacie po swojej stronie te Polki, które czują się gorliwymi, a nawet letnimi katoliczkami.

A co to znaczy: rewolucja obyczajowa? Określenie nic nie znaczy, rewolucje obyczajowa dokonują się samoistnie, wbrew choćby takiej sytuacji, jak wpływ zbyt troskliwych rodziców na swoje potomstwo, które chce być wolne i decydować o sobie. Więc odchodzi od tradycji rodziców, która jest hamulcem ekspresji. Kaczyński tego nie rozumie nie tylko z powodu nieposiadania dzieci, w jego wieku potomstwo zostawia po sobie pustkę. Samemu zatem na sobie trzeba dokonywać rewolucji – rewolucji samotności. W przypadku Kaczyńskiego mamy aberrację, bo on ani nie pojmuje – a konkluduję to na podstawie jego słów opisujących problem – ani doświadczył, bo jako człowiek wyalienował się, a jako polityk nabył kompleksów, za które społeczeństwo ponosi coraz większe koszty.

Pytanie: Czy damy się wrobić w nową strategię Kaczyńskiego?  Naprzeciw siebie mamy zorganizowaną i mówiącą jednym głosem przekazów dnia partię rządzącą, a po stronie opozycji – opozycję partyjną podzieloną na dwa, lewicę podzieloną na dwa i więcej, a społeczeństwo obywatelskie dzielące się na więcej niż trzy.

Bodaj najważniejsze: Kaczyński nie ma żadnej wizji zdemolowania Polski, kieruje się przypadkiem, znajduje się najczęście w sytuacji boksera na ringu, gdy zostaje walnięty, zapędza się w liny, w kozi róg i nie potrafi się wycofać, na podstawie tego formułuje swoje kotrrewolucje – polityczne i obyczajowe, taki jest charakter jego władzy: inżynieria społeczna, na ile mi pozwolą. Taki z niego Lenin, który uważał, że kucharka może rządzić, więc w Polsce obecnie mamy rządzącą premier Beatę Szydło.

CZWARTEK, 6 KWIETNIA 2017

Kantar Public: PiS na czele, Kukiz przegania Nowoczesną, SLD w Sejmie

17:15

Kantar Public: PiS na czele, Kukiz przegania Nowoczesną, SLD w Sejmie

Tak prezentują się wyniki badania Kantar Public, przeprowadzonego dla portalu wPolityce.pl i tygodnika „wSieci”:

PiS – 35%
PO – 26%
Kukiz ’15 – 13%
Nowoczesna – 10%
SLD – 5%
PSL – 4%
Wolność – 3%
Razem – 3%

Badanie zostało zrealizowane 4-5 kwietnia na reprezentatywnej próbie 1000 dorosłych Polaków za pomocą wywiadów telefonicznych CATI.

300polityka.pl

PO organizuje w Warszawie „błękitny marsz”

PAP, kospa, 06 kwietnia 2017

'Jesteśmy i będziemy w Europie', 07.05.2016

‚Jesteśmy i będziemy w Europie’, 07.05.2016 (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

6 maja PO organizuje w Warszawie „błękitny marsz”. Jego hasła mają nawiązywać do członkostwa Polski w UE, obrony niezależności sądów i samorządu terytorialnego oraz sprzeciwu wobec reformy oświaty. Platforma liczy, że w proteście weźmie udział ponad 100 tys. osób.

Decyzję o zorganizowaniu 6 maja marszu w stolicy podjął w czwartek zarząd PO. Do ratusza został już skierowany wniosek o rejestrację zgromadzenia.

Manifestacja ma rozpocząć się o godz. 13 na pl. Bankowym, a zakończyć na pl. Konstytucji. – Dość symbolicznie chcemy w ten sposób zaznaczyć, że ekonomia i gospodarka kraju jest ważna, a PiS kompletnie zaniedbuje ten obszar, podobnie jak obszar dotyczący przestrzegania prawa, konstytucji – podkreśla sekretarz generalny PO Stanisław Gawłowski.

Hasła marszu mają nawiązywać m.in. do członkostwa Polski w UE, obrony niezależności sądów, niezależności samorządu terytorialnego, sprzeciwu wobec rządowej reformy oświaty, która m.in. likwiduje gimnazja. – Będzie to kolejny „marsz błękitny”, bo Platforma zawsze organizowała marsze, które miały właśnie charakter „błękitny” – mówi Gawłowski.

W marszu mają wziąć udział m.in. działacze Związku Nauczycielstwa Polskiego oraz korporacje samorządowe. Zaproszenie do udziału w demonstracji mają zostać wystosowane także do innych partii politycznych. – Będziemy zapraszać wszystkich Polaków, a kto będzie chciał się przyłączyć, to tutaj jesteśmy otwarci. Zapraszamy do współuczestnictwa w proteście – podkreśla Gawłowski. PO liczy, że w marszu weźmie udział ponad 100 tys. osób.

7 maja ubiegłego roku ulicami Warszawy przeszedł wielki marsz KOD i opozycji pod hasłem „Jesteśmy i będziemy w Europie!”. Zdaniem policji w szczytowym momencie na placu Piłsudskiego demonstracja zgromadziła ok. 45 tys. osób. Rzecznik stołecznego ratusza Bartosz Milczarczyk informował z kolei, że władze miasta oceniły liczbę uczestników marszu na ok. 240 tys.

wyborcza.pl

Kaczyński zapowiada zakaz aborcji „z powodu choroby dziecka”. Ma plan, by uniknąć protestów

past, PAP, 06.04.2017

Jarosław Kaczyński

Jarosław Kaczyński (Fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta)

Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla „Gościa Niedzielnego” wrócił do tematu ograniczenia prawa do aborcji.

Zdaniem Jarosława Kaczyńskiego, „zakaz aborcji eugenicznej” („aborcja eugeniczna” nie jest terminem uznawanym przez naukę i medycynę – red.) ma szanse na wprowadzenie w stosunkowo nieodległym czasie. – Choć w nieco inny sposób, niż próbowano do tej pory – stwierdził.

PiS w żadnym wypadku nie wycofuje się z dążenia do zakazu aborcji z powodu choroby dziecka. Jednak będziemy chcieli to przeprowadzić w sytuacji, która nie spowoduje tak ostrych protestów, jak miało to miejsce jesienią

– powiedział prezes PiS. To enigmatyczna deklaracja. Szczegółów prezes nie podał.

Na razie nie chcę wchodzić w szczegóły, ale sprawa będzie rozwiązywana na płaszczyźnie prawnej

– stwierdził. Przypomniał również, że jest już program „Za życiem”, który przewiduje pomoc dla matek w tzw. trudnych ciążach i rodzin z dziećmi niepełnosprawnymi.

Opinie w PiS podzielone?

– Na pewno będziemy starali się zmienić stosunek ludzi do osób z zespołem Downa – powiedział Kaczyński. Stwierdził, że „z powodu tej choroby przeprowadza się ponad 95 procent aborcji w Polsce”, nie podał jednak źródła tych danych.

Jak stwierdził Kaczyński, stosunek do aborcji wśród posłów klubu PiS jest różnicowany, ale dla niego sprawa jest ważna i będzie dążył do tego, aby ją skutecznie rozwiązać. Dodał, że jednak „nie jest w stanie odpowiadać za działanie innych ludzi, na których sumienia nie ma wpływu”.

PiS wycofuje się z zakazu po protestach

Jesienią zeszłego roku w Sejmie pojawił się obywatelski projekt zakazu aborcji. Jego procedowanie, a także wypowiedzi polityków PiS wywołały oburzenie części społeczeństwa. Beata Szydło mówiła, że zasadniczo jest za ograniczeniem prawa do przerywania ciąży.

W ciągu kilku tygodni w miastach Polski odbyły się „czarne protesty” przeciw zakazowi aborcji. Ich kulminacją był „Strajk kobiet”, wzorowany na islandzkim proteście z 1975 roku. W poniedziałek 3.10 tysiące kobiet w całym kraju wzięły wolne i wyszły na ulice. Manifestacje w czarnych strojach odbyły się w kilkunastu miastach. Policja szacuje, że łącznie wzięło w nich udział około 100 tys. osób.

Po protestach PiS wycofało się z poparcia dla projektu i został on w ekspresowym tempie odrzucony przez większość Sejmową. Jednak zaledwie tydzień później Jarosław Kaczyński zapewnił, że partia nie odpuści sprawy przerywania ciąży.

– Będziemy dążyli do tego, by nawet przypadki ciąż bardzo trudnych, kiedy dziecko jest skazane na śmierć, mocno zdeformowane, kończyły się jednak porodem, by to dziecko mogło być ochrzczone, pochowane, miało imię – zapowiedział prezes PiS.

A TERAZ PRZECZYTAJ: Słynny ginekolog: Według konserwatystów matka ma być worem na urodzenie zapłodnionej komórki jajowej

gazeta.pl

 

TERAZ, K…, MY! „Dobra zmiana” w spółkach skarbu państwa: Bank PKO BP z prezesem pod parasolem ochronnym

Maciej Samcik, 06 kwietnia 2017

Prezes PKO BP Zbigniew Jagiełło oraz wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki podczas spotkania o potwierdzaniu profilu zaufanego przez banki. Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie, 17 października 2016 r.

Prezes PKO BP Zbigniew Jagiełło oraz wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki podczas spotkania o potwierdzaniu profilu zaufanego przez banki. Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie, 17 października 2016 r. (Jacek Dominski/REPORTER / REPORTER)

– Maks Kraczkowski jest bardzo dobrze przygotowany do pracy w instytucjach finansowych – przekonywała premier Beata Szydło. Faktycznie, staż polityka PiS w bankowości ogranicza się do tego, że wziął w PKO BP kredyt.

Pierwszy rok rządów PiS był łaskawy dla największego polskiego banku. Prezes PKO BP Zbigniew Jagiełło znalazł się pod parasolem ochronnym wicepremiera Mateusza Morawieckiego, na co solidnie zapracował. O ile dla przygniatającej większości spółek skarbu państwa rząd PiS oznacza wymianę kadr, o tyle w PKO BP zawierucha była mała i nie przełożyła się na wyniki finansowe banku. Na początku marca PKO BP pochwalił się bardzo wysokim zyskiem za 2016 r. mimo niesprzyjających warunków, m.in.: niskich stóp procentowych, podatku bankowego, dodatkowych składek w związku z upadłością SK Banku i SKOK-ów oraz zrzutki na fundusz wsparcia kredytobiorców w tarapatach. Mimo tych obciążeń bankowy gigant obsługujący 9 mln Polaków zanotował prawie 2,8 mld zł czystego zysku. To o 10 proc. więcej niż w 2015 r. i tylko nieco mniej niż w dwóch poprzednich latach, gdy banki żyły jeszcze jak pączki w maśle. Do tego można dodać spadek odsetka kredytów niespłacanych w terminie i jedną z najwyższych wśród polskich banków efektywność działania mierzoną m.in. różnicą między oprocentowaniem depozytów i kredytów. Idylla?

Zbigniew Jagiełło w Solidarności Walczącej

Losy prezesa – a poniekąd i całego banku – ważyły się aż do końca lutego, gdy kontrolowane przez skarb państwa walne zgromadzenie akcjonariuszy miało zmienić radę nadzorczą. Wyglądało na to, że nowa rada zetnie Jagiełłę, który rządzi bankiem od 2009 r. Z odsieczą przyszedł Mateusz Morawiecki, wówczas minister rozwoju, a teraz wicepremier, który niemal w ostatniej chwili wyrwał PKO BP ze strefy wpływów ówczesnego ministra skarbu Dawida Jackiewicza, ogłaszając, że bank będzie mu potrzebny do realizacji słynnego już planu gospodarczego. Plan pozostaje wciąż w Exelu, ale sojusz Morawieckiego i Jagiełły jest jak najbardziej rzeczywisty. Łączą ich przekonania. Ojciec Mateusza – Kornel Morawiecki, podobnie jak Jagiełło, należał do Solidarności Walczącej, radykalnego odłamu ruchu niepodległościowego. Dziś Morawiecki junior i Jagiełło zgodnie mówią o konieczności większego wpływu rodzimego kapitału na polską gospodarkę.

Jagiełło to może nie jest dla PiS swój chłop, ale ma kilka niepodważalnych zalet – te pomogły mu zostać jedynym prezesem dużej spółki skarbu państwa, który nie wyleciał ze stanowiska po zmianie władzy. Wziął udział w repolonizacji banków (odkupił polskie aktywa Nordei), zainicjował polski, niezależny od Visy i MasterCard system płatności mobilnych BLIK, promuje pomysł polskiej karty płatniczej (też niezależnej od międzynarodowych systemów), nie wzbraniał się nigdy przed ratowaniem SKOK-ów, a w czasie kryzysu finansowego nie przykręcał kurka z kredytami, podejmując większe ryzyko niż konkurenci, za co zapłacił nieco gorszą niż konkurenci jakością portfela kredytów. I – co by nie mówić – bank pod jego rządami rósł szybciej niż konkurencyjny Bank Pekao należący do Włochów. Kilka miesięcy przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi, gdy rząd PO-PSL usiłował zmusić go do udziału w ratowaniu Kompanii Węglowej, Jagiełło potrafił się postawić.

Polityczna kontrola banków – niejeden kraj się na tym przejechał – Stefan Kawalec w „3×3”

Premier Szydło: Maks się zna na bankach

PKO BP był zawsze molochem, w którym mnożyły się koterie i układy. Dziś – jak wynika z moich rozmów z pracownikami banku – to zjawisko jest bardziej widoczne. Z kilku źródeł słyszałem, że prezes Jagiełło zawarł z politykami PiS nieformalny deal, na podstawie którego zobowiązał się – w zamian za utrzymanie władzy w banku – udostępnić stanowiska osobom wskazanym przez środowisko rządowe.

Jeszcze przed formalnym objęciem rządów przez PiS z banku odszedł szef marketingu Tomasz Marszałł. Trafnie przeczuwał, że kilkudziesięciomilionowy budżet reklamowy to z punktu widzenia polityków PiS zbyt łakomy kąsek, by można go było pozostawić w obcych rękach.

Szefem marketingu w PKO BP został Michał Kuczmierowski, harcmistrz ZHR i słynny obrońca krzyża spod Pałacu Prezydenckiego po katastrofie smoleńskiej, który wcześniej pracował w BZ WBK, gdy prezesem był Mateusz Morawiecki. W połowie 2016 r. PKO BP rozwiązał umowę z obsługującą go przez sześć lat agencją reklamową DDB & Tribal i wybrał Agencję Warszawa zarządzaną przez Michała Lorenca juniora. „Newsweek” i „Wyborcza” pisały, że kilka lat wcześniej ta agencja (występując pod inną nazwą) przygotowywała reklamy dla PiS, tworzyła też spoty do kampanii wyborczej Andrzeja Dudy.

Tuż po ocaleniu głowy przez prezesa Jagiełłę niespodziewaną rezygnację z funkcji wiceprezesa PKO BP złożył Jacek Obłękowski (był odpowiedzialny za pion bankowości detalicznej). Kilkanaście godzin później z udziału w zarządzaniu bankiem zrezygnował inny członek zarządu – Jarosław Myjak. Prezes PKO BP złożył swoich kolegów w ofierze.

Do zarządu PKO BP wszedł za to Maks Kraczkowski, 38-letni polityk PiS, poseł, związany z tą partią już od czasów studiów.

– Maks Kraczkowski jest bardzo dobrze przygotowany do pracy w instytucjach finansowych – przekonywała premier Beata Szydło. Jednak faktycznie staż w bankowości ograniczał się w przypadku Kraczkowskiego do tego, że jakiś czas wcześniej wziął w PKO BP kredyt. Na posadzie w PKO BP wylądował na początku 2016 r. i – jak wynika ze sprawozdania rocznego banku – zarabia tam ok. 60 tys. zł miesięcznie.

Niezłomny sponsoring PKO BP

W PKO BP mówią, że skarbiec z pieniędzmi z wielomilionowego budżetu marketingowego banku otwiera się na hasło „narodowy”. Szefowie największego polskiego banku demonstrują patriotyzm wydatkami na obchody, konferencje, filmy.

– Dopóki wspieramy właściwe inicjatywy, mamy święty spokój i działa parasol rozpięty przez Morawieckiego – opisuje sytuację jeden z menedżerów średniego szczebla w PKO BP.

W rocznym sprawozdaniu banku czytamy m.in.: „Istotnymi aspektami działalności sponsoringowej banku są edukacja historyczna oraz kształtowanie postaw patriotycznych. W 2016 r. bank zaangażował się w projekty związane z uczczeniem pamięci ‚żołnierzy wyklętych’, z których najważniejsze to: Festiwal Filmowy NNW ‚Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci’, koncert ‚Niezłomnym honor – widowisko z okazji Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych’, koncert piosenek Niezłomnych pt.: ‚Wilczy ślad’ w Warszawie, interaktywna lekcja historii o Żołnierzach Wyklętych skierowana do uczniów szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych, nagranie 50 tys. audiobooków z powieścią pt.: ‚Klamra-mój ojciec?’ będącą wspomnieniem losów majora Adama Lazarowicza ps. ‚Klamra’ oraz wsparcie posadowienia w Miłomłynie pomnika Danuty Siedzikówny, ps. ‚Inka’, sanitariuszki 5. Wileńskiej Brygady AK”.

Prezes Jagiełło nie stroni od demonstracji lojalności wobec nowej władzy. Z dużą pompą, w obecności minister Elżbiety Rafalskiej, podpisywał list intencyjny w sprawie udziału banku w programie 500 plus. PKO BP nie tylko jako pierwszy dał klientom możliwość składania w banku wniosków o 500 zł na dziecko, ale podpiął swoich klientów do urzędowej platformy ePUAP, która pozwala załatwić niektóre sprawy urzędowe przez internet. Widać gołym okiem, że PKO BP funkcjonuje w relacjach z rządem na specjalnych zasadach. Ostatnio Jagiełło obiecał publicznie, że w najbliższym czasie w jego banku nie będzie żadnych podwyżek prowizji. Te świadczenia wobec władzy pozwalają bankowi płynnie działać i zarabiać pieniądze.

W odróżnieniu od PZU, kierowanego przez „złote dziecko PiS” Michała Krupińskiego, PKO BP nie rzucił się w wir repolonizacji banków. Prezes Jagiełło już kilka lat temu w wywiadzie dla „Wyborczej” mówił, że gabaryty banku są wystarczające, a jego dalsze „puchnięcie” nie przyniesie korzyści akcjonariuszom.

Być może właśnie dlatego PKO BP nie zdecydował się na przejęcie ani Banku Pekao, ani Raiffeisena, ani Banku BPH. Pierwszy i trzeci kupiła grupa PZU. Dzięki temu PKO BP zachował pieniądze i możliwości, aby przejmować banki za granicą, co może być znacznie bardziej opłacalnym interesem niż wydawanie miliardów na repolonizację.

O tym, że inwestorzy doceniają umiejętności lawirowania prezesa Jagiełły między twardym biznesem i bezwzględną polityką, świadczą notowania giełdowe akcji PKO BP. Co prawda kurs akcji jest o 20 proc. niższy niż trzy lata temu (spadek trzy razy większy niż indeksu WIG20 w tym samym czasie), ale w ostatnim roku bank ma dobrą passę. Na początku 2016 r. jego akcje były warte 27 zł, a ostatnio – 33 zł.

Skarbonka dla milionów Polaków

PKO BP to gigant nad giganty. Każdy ma w rodzinie – bliższej lub dalszej – kogoś korzystającego z usług tego banku.

* PKO BP to ponad jedna piąta całego zysku netto polskiej branży bankowej.

* PKO BP to 285 mld zł zarządzanych aktywów.

* PKO BP ma 17-18 proc. udziału we wszystkich udzielonych w Polsce kredytach oraz w złożonych przez klientów depozytach.

* PKO BP ma 9 mln klientów: posiadaczy kont osobistych, kart, kredytów, depozytów, ubezpieczeń albo funduszy inwestycyjnych.

* Co szósta złotówka naszych oszczędności trzymanych w bankach mieści się w skarbcach – a w zasadzie w systemach informatycznych – PKO BP.

* Co czwarty dorosły ma konto osobiste w PKO BP (bank prowadzi 6,9 mln rachunków).

 

wyborcza.pl

TVP traci udziały w rynku i wpływy do budżetu. Ale liczba etatów wzrasta

Agnieszka Kublik, 06 kwietnia 2017

Czlonek Zarzadu Maciej Stanecki i prezes telewizji publicznej Jacek Kurski podczas konferencji prasowej dotyczacej podsumowania rocznej pracy zarzadu TVP SA

Czlonek Zarzadu Maciej Stanecki i prezes telewizji publicznej Jacek Kurski podczas konferencji prasowej dotyczacej podsumowania rocznej pracy zarzadu TVP SA (Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta)

TVP jest w fatalnej sytuacji. Jej przychody w zeszłym roku spadły o 6,8 proc., a koszty wzrosły o 8,2 proc. Mimo dobrowolnych odejść zatrudnienie w spółce wzrosło, a oglądalność spadła, najmocniej najważniejszej anteny telewizyjnej Jedynki

Zgodnie z oficjalnymi danymi TVP z rocznego sprawozdania za 2016 r., które spółka przesłała na ręce Rady Mediów Narodowych, w zeszłym roku telewizja publiczna zarządzana przez Jacka Kurskiego (został szefem TVP na początku stycznia 2016 r.) poniosła stratę w wysokości 180 mln zł. Większość szczegółowych danych z raportu została objęta tajemnicą.

Mimo zwolnień etatów coraz więcej

O sytuacji w TVP wiemy jednak więcej, bo prezes Kurski publicznie prezentował wyniki na początku roku. I tak przychód telewizji w 2016 r. wyniósł 1 mld 400 mln złotych. W zeszłym roku TVP miała 872 mln zł wpływów z reklam (o 5,4 proc. mniej niż rok wcześniej) i 365,5 mln zł z abonamentu (po podziale między telewizję a radio).

W tym roku dochody z abonamentu mogą być nieco niższe. W pierwszym kwartale tego roku spłynęło 330 mln zł (KRRiT dzieli abonament dopiero po zakończeniu roku), a dla porównania w pierwszym kwartale 2015 r. – 405 mln zł. Z poprzednich lat wynika, że zebrany w pierwszym kwartale abonament to ok. połowy wpływów całego roku.

TVP uruchomiła w zeszłym roku program dobrowolnych odejść ze spółki, ale mimo odejścia ok. 200 pracowników zatrudnienie w spółce wzrosło o 50 osób.

Zobacz: Tłuste pulpety propagandy i ciepła wódka – w „Temacie dnia” Robert Makłowicz o tym, jak smakuje TVP

TVP traci udziały w rynku, chce 800 mln zł kredytu

Z oficjalnych danych z rocznego sprawozdania wynika też, że po raz pierwszy łączne udziały wszystkich anten w oglądalności spadły poniżej 30 proc. W 2013 r. wynosiły 30,3 proc, w 2014 – 31 proc., w 2015 – 31,2 proc. A w zeszłym roku – 29,4 proc.

Najwięcej widzów straciła TVP 1 – blisko 10 proc. (wynosi nieco ponad 11 proc.) tylko w ostatnim roku. Bo najwięcej ich tracą lokomotywy Jedynki – „Teleexpress” w marcu tego roku stracił pierwsze miejsce wśród programów informacyjnych. Według danych Nielsen Audience Measurement dla portalu WirtualneMedia.pl od marca zeszłego roku stracił aż 607 tys. widzów. Teraz ogląda go ok. 2,87 mln osób. Przegoniły go „Wiadomości” oglądane przez 2,89 mln widzów. Główny dziennik Jedynki od marca 2016 r. stracił jednak 305 tys. widzów. Liderem są „Fakty” TVN – z widownią 3,09 mln (choć także odnotowały spadek – od marca zeszłego roku o 227 tys. widzów).

W zeszłym roku TVP wyemitowała obligacje o wartości 300 mln zł, które kupił BGK, wykorzystała je w ponad połowie. Jak pisaliśmy kilka dni temu, prezes Jacek Kurski miał wysłać wniosek do ministra finansów Mateusza Morawieckiego o udzielenie TVP 800 mln zł kredytu przez Bank Gospodarstwa Krajowego. Firma chce przeznaczyć te pieniądze m.in. na inwestycje w sprzęt HD, modernizację oddziałów regionalnych, budowę dużej platformy internetowej, filmy i seriale historyczne. Ale to już informacje nieoficjalne, nawet Rada Mediów Narodowych ma kłopoty z dostępem do informacji o sytuacji w spółce.

Juliusz Braun pisze do prezydenta w sprawie TVP

Juliusz Braun, członek Rady Mediów Narodowych z ramienia PO, napisał w liście do prezydenta Andrzeja Dudy, że TVP nie udziela Radzie wymaganych prawem informacji. „Zgodnie z ustawą o RMN, Rada jest uprawniona do wglądu w sprawy spółki. Niestety (…) władze spółek radiofonii i telewizji publicznej nie przekazują Radzie wymaganych informacji” – napisał Juliusz Braun do prezydenta.

Rada nie dostała np. informacji o prowadzonych kontrolach w spółce i bieżących informacji o sytuacji finansowej, które powinny spływać do RMN systematycznie.

Braun zwraca uwagę, że Rada ma ustawowe prawo do uczestnictwa w walnym zgromadzeniu akcjonariuszy. Jednak minister kultury Piotr Gliński (właściciel spółek medialnych) tak zinterpretował zapisy ustawy, że członkowie Rady mogą jedynie być biernymi obserwatorami – nie mają prawa zabierać głosu, składać wniosków ani nawet zapoznać się z dokumentami, które są na walnym omawiane i głosowane. „Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego sprowadza tym samym do fikcji ustawowe uprawnienie członków Rady Mediów Narodowych” – napisał Braun do prezydenta Dudy.

Po co członek Rady pisze do głowy państwa? – Zostałem do Rady powołany przez pana prezydenta, moim obowiązkiem jest poinformowanie go, że źle się dzieje – mówi „Wyborczej” Braun.

Swój list kończy słowami: „Przedstawiając powyższe informacje, pragnę wyrazić nadzieję, iż będą one stanowić podstawę dla podjęcia niezbędnych działań zmierzających do uporządkowania sytuacji prawnej związanej z nadzorem nad mediami”.

Pytam Brauna, jakiej reakcji oczekuje. – Liczę, że pan prezydent zainteresuje się sytuacją organu, za który jest odpowiedzialny – odpowiada.

wyborcza.pl

„Nie zmuszajmy matek do poświęcania życia dla jednej chorej istoty”. Ginekolog o słowach prezesa PiS

mk, PAP, 06.04.2017

Szpital

Szpital (Fot. Jędrzej Wojnar / Agencja Gazeta)

– Zabranie kobietom prawa do decydowania o ciąży to skazywanie ich na cierpienie – mówi ginekolog dr Grzegorz Południewski. Prezes PiS zadeklarował, że partia popiera dążenia do zakazu aborcji z powodu choroby dziecka.

– PiS w żadnym wypadku nie wycofuje się z dążenia do zakazu aborcji z powodu choroby dziecka. Jednak będziemy chcieli to przeprowadzić w sytuacji, która nie spowoduje tak ostrych protestów, jak miało to miejsce jesienią – powiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla „Gościa Niedzielnego”. CZYTAJ WIĘCEJ>>>

Zdaniem Kaczyńskiego, „zakaz aborcji eugenicznej ma szanse na wprowadzenie w stosunkowo nieodległym czasie, choć w nieco inny sposób, niż próbowano do tej pory”.

– Na pewno będziemy starali się zmienić stosunek ludzi do osób z zespołem Downa, a z powodu tej choroby przeprowadza się ponad 95 procent aborcji w Polsce – dodał.

Ginekolog: To skazywanie kobiet na cierpienie

– Skóra mi cierpnie na plecach – mówi portalowi Gazeta.pl ginekolog dr Grzegorz Południewski. –  Zdaję sobie sprawę, jaką skalę nieszczęścia dla kobiet to niesie. Obecnie nie zmuszamy kobiet do tego, żeby rodziły dzieci uszkodzone, nie zmuszamy do rodzenia dzieci z gwałtu. To przecież minimum humanitaryzmu – zaznacza Południewski.

Zmiany w prawie aborcyjnym deklarują osoby, które nie mają absolutnie pojęcia o rzeczywistości medycznej i o tym, jak niebezpieczne i jak trudne jest dla kobiety urodzenie chorego dziecka, które zaraz po porodzie straci. Nie możemy wymuszać na kobietach takich decyzji tylko po to, żeby ktoś był usatysfakcjonowany. Zabranie prawa wyboru to skazywanie ich na cierpienie

– dodaje.

Lekarz odniósł się także do słów Kaczyńskiego dotyczących choroby Downa.

– Jest ona chorobą ciężką, nieuleczalną. Traktowanie tego typu schorzenia jako wskazanie do przerwania ciąży jest przyjęte w europejskich krajach. Nie można zmuszać matki do tego, żeby całe swoje życie poświęciła dla jednej chorej istoty tylko dlatego, że nam się wydaje, że tak ma być – podsumował dr Grzegorz Południewski.

Zobacz także: Prof. Fuszara: Prawo do legalnej aborcji, pomoc ofiarom przemocy, elleOne… Wszystko niszczą 

gazeta.pl

http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/co-bedzie-dalej-z-bartlomiejem-misiewiczem-w-mon-ciagle-jest-dyrektorem/k1vsf2f

Ten jeden tweet pokazuje, co tak naprawdę „zabiło” Lecha Kaczyńskiego i pozostałe ofiary katastrofy smoleńskiej

05 kwietnia 2017

edni mówią, że to był tragiczny zbieg okoliczności. Inni wskazują, iż do katastrofy smoleńskiej doszło ze względu na rażącą nieodpowiedzialność. Nie brakuje oczywiście i tych, którzy twierdzą, że to był zamach… W niezwykle gorących dyskusjach o przyczynach tragicznych wydarzeń z 10 kwietnia 2010 roku rzadko mówi się jednak o jeszcze jednej istotnej kwestii. O tym, że być może do tego wszystkiego nie doszłoby, gdyby nie… kalendarz wyborczy.

I właśnie na to ujęcie katastrofy smoleńskiej wskazuje na Twitterze politolog i śląski działacz społeczny Łukasz Kohut. W zaledwie jednym tweecie udało mu się w bardzo przejrzysty sposób pokazać, co tak naprawdę „zabiło” prezydenta Lecha Kaczyńskiego i pozostałe 95 ofiar. Był to po prostu kalendarz wyborczy. Choć dziś wspomina się ofiary katastrofy jako „poległych” w walce o pamięć o zbrodni katyńskiej, to w rzeczywistości wiele z nich 10 kwietnia 2010 roku leciało do Katynia ze względu na kampanię wyborczą. Bez wątpienia czynił tak ubiegający się wówczas o reelekcję prezydent Kaczyński.

Jak widać w tym prostym zestawieniu, do podróży do Katynia Lecha Kaczyńskiego skłaniały wybory. W ostatnich latach życia pojawiał się tam tylko w roku wyborów parlamentarnych i wówczas, gdy walczył o utrzymanie fotela prezydenckiego. W innych latach nie tracił czasu na udział w uroczystościach związanych ze zbrodnią katyńską lub napaścią ZSRR na Polskę. Można więc przypuszczać, że gdyby nie kampania prezydencka w 2010 roku, feralny lot w ogóle nie zostałby zorganizowany. A 95 współtowarzyszących prezydentowi Kaczyńskiemu pasażerów szybko nie znalazłoby się w innej sytuacji zagrażającej ich życiu…

naTemat.pl

Inicjatorka Strajku Kobiet odpowiada Kaczyńskiemu. „Być może chodzi o aresztowania”

tps,06.04.2017

Plac Zamkowy w Warszawie. Czarny Protest przeciw nowej ustawie antyaborcyjnej

Plac Zamkowy w Warszawie. Czarny Protest przeciw nowej ustawie antyaborcyjnej (Fot. Sawomir Kamiski / Agencja Gazeta)

Jedna z inicjatorek Ogólnopolskiego Strajku Kobiet w ostrych słowach skomentowała najnowszy wywiad prezesa PiS. Polityk zapowiedział w nim powrót do zakazu aborcji „z powodu choroby dziecka”.

W rozmowie z „Gościem Niedzielnym” Jarosław Kaczyński powiedział, że ewentualne zmiany PiS będzie chciało przeprowadzić „w sytuacji, która nie spowoduje tak ostrych protestów, jak miało to miejsce jesienią” zeszłego roku. Poprosiliśmy o komentarz do tych słów jedną z inicjatorek Czarnego Protestu, Martę Lempart.

Trudno powiedzieć, co ma na myśli „szeregowy poseł” Kaczyński. Być może szykuje się jakaś akcja przeciwko organizatorkom Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, być może chodzi o aresztowania. A pamiętamy wszyscy, jak zakończyła się próba zatrzymania np. Barbary Blidy

 – mówi Lempart w rozmowie z Gazeta.pl. [Barbara Blida to była minister, która popełniła samobójstwo podczas próby jej zatrzymania przez ABW w kwietniu 2007 roku – red.]

„Czarny Protest” laureatem Nagrody Radia TOK FM im. Anny Laszuk

Jednocześnie Lempart dodaje, że nic nie powstrzyma kobiet, które sprzeciwiają się zaostrzeniu ustawy aborcyjnej.

Wiemy, że wygramy z Kaczyńskim. Do tej pory odbywały się dziesiątki protestów przeciwko rządowi i tylko my wygrałyśmy. Skoro więc jesteśmy jedyną grupą, której się to udało, to tym bardziej wyjdziemy na ulice

– deklaruje inicjatorka Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. I przypomina, że wiele uczestniczek Czarnego Protestu, boryka się dziś z rozmaitymi problemami – jak np. nauczycielki z Zabrza, które stanęły przed komisją dyscyplinarną za to, że przyszły do pracy ubrane na czarno.

Żadna z tych szykan nie jest w stanie powstrzymać tych super dzielnych dziewczyn. Jak już raz wyszły na ulice, to nie mają nic do stracenia

– podkreśla inicjatorka Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

CZYTAJ TEŻ: To ona wymyśliła #CzarnyProtest. ”Mówili, że lajkami na Facebooku i czarnym ubraniem nie wygramy. No więc wygraliśmy!”

 

gazeta.pl

Minister Macierewicz 47 razy leciał wojskową CASĄ. 6,7 mln zł na loty rządu

czwartek, 06, kwiecień 2017

To nie premier Beata Szydło lata najczęściej samolotami CASA. Okazuje się, że rządowym rekordzistą pod tym względem jest minister obrony Antoni Macierewicz. W ciągu sześciu miesięcy latał po Polsce wojskowymi maszynami 47 razy. Łączny koszt podniebnych podróży rządzących wojskowym sprzętem to 6,7 mln zł.

Po wypadku samochodowym premier Beaty Szydło w Oświęcimiu wyszło na jaw, że szefowa rządu często lata do domu wojskowym samolotem. Jak wynika z informacji ministerstwa obrony, w ciągu 16 miesięcy odbyła 43 takie loty.

Jeszcze częściej z wojskowych maszyn korzysta Antoni Macierewicz. – Tego typu loty odbywał minister obrony narodowej – 47 lotów w okresie od października 2016 r. do marca 2017 r. – informuje wiceszef resortu Bartosz Kownacki. CASĄ latał także wicepremier i minister finansów oraz rozwoju Mateusz Morawiecki. – Siedem lotów w terminie od października do grudnia 2016 r. – dodaje polityk PiS.

Łączny koszt lotów rządzących CASĄ w ciągu ostatnich 16 miesięcy to 6,7 mln zł. – Koszt godziny lotu statku powietrznego typu C-295M, z uwzględnieniem kosztów zakupu paliwa za 2016 r., wyniósł 21.577,65 zł – wyjaśnia minister Kownacki. Szczegółowe informacje, dotyczące lotów rządzących uzyskali posłowie PO Jan Grabiec i Marcin Kierwiński. W związku z tym, że w czasie sejmowej debaty MON nie podało szczegółów podróży premier Szydło, wystąpili do MON z interpelacją w tej sprawie.

W Sejmie wiceszef MON zapewniał, że szefowa rządu lata służbowo W Sejmie wiceszef MON zapewniał, że szefowa rządu lata służbowo, mimo że podróżuje głównie na trasie Warszawa-Kraków, w okolicy którego mieszka. – Poziom kłamstwa i hipokryzji polityków PO jest w tej sprawie gigantyczny. Nie jest prawdą, aby pani premier wykorzystywała wojskowy transport lotniczy do celów prywatnych – powiedział Kownacki.

Gdy media publikowały informacje, że ówczesny premier Donald Tusk często lata na koszt podatników do domu w Sopocie, PiS krytykowało polityka PO. – Premier używa samolotów jak taksówek. To oburzające. Te pieniądze można by wydać np. na upadające szpitale – mówił wówczas Mariusz Błaszczak, szef MSWiA.

MON podkreśla, że wszystkie loty rządzących mają tzw. status HEAD. Jest on nadawany, gdy na pokładzie jest ważny polityk. Chodzi o zapewnienie odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa. – Do zabezpieczenia lotu oznaczonego statusem HEAD wyznacza się dwa statki powietrzne – zasadniczy i zapasowy. Gotowość do zadań związanych z lotem o statusie HEAD statek powietrzny uzyskuje po wykonaniu lotu komisyjnego z wynikiem pozytywnym. Zachowuje tę gotowość przez 72 godziny – pod warunkiem, że nie zostanie wykorzystany do innych zadań niezwiązanych z planowanym lotem – tłumaczy Kownacki.

WP.PL

http://dziennik-polityczny.com/index.php/polska/6597-minister-macierewicz-47-razy-lecial-wojskowa-casa-6-7-mln-zl-na-loty-rzadu

 

Pomnik w każdym mieście, pomnik w każdej spółce. Czym zajmuje się Prezes Wytwórni Papierów Wartościowych.

CZWARTEK, 6 KWIETNIA 2017

Gawłowski: Gdybym chciał być złośliwy, to skrót PiS rozszyfrowałbym: piła i siekiera

13:52

Gawłowski: Gdybym chciał być złośliwy, to skrót PiS rozszyfrowałbym: piła i siekiera

Tak sobie myślę, że gdybym chciał być złośliwy, to skrót PiS rozszyfrowałbym: piła i siekiera. To wasz symbol. Piła i siekiera to dobry symbol na to, żeby określać PiS i projekt ustawy, który przeforsowaliście w nocy, w ciszy, niezgodnie z Konstytucją 16 grudnia 2016 roku w sali kolumnowej w sposób skandaliczny. Wstydziliście się tego projektu i wstydzicie się go do dzisiaj. Więcej, wasz prezes zdążył już zauważyć, że projekt jest wysoce lobbystyczny. On o tym mówił publicznie, a wy dalej brniecie. Istniejecie dokładnie w tym samym miejscu, czyli dalej tworzycie prawo, które jest skandalicznie złe – mówił Stanisław Gawłowski w Sejmie, w trakcie II czytań projektów dot. wycinki drzew.

300polityka.pl

Czarna prognoza dla Ziemi. Cofniemy się o pół miliarda lat?

Tomasz Ulanowski, 06 kwietnia 2017

Słońce także stanie się kiedyś czerwonym olbrzymem. Być może pochłonie wtedy Ziemię

Słońce także stanie się kiedyś czerwonym olbrzymem. Być może pochłonie wtedy Ziemię

Beztroskie spalanie paliw kopalnych doprowadzi klimat naszej planety do stanu, w jakim nie był od blisko pół miliarda lat, kiedy pierwsze zwierzęta wychodziły z oceanu na ląd – ostrzegają naukowcy.

W najnowszym wydaniu tygodnika „Nature Communications” badacze z Wielkiej Brytanii i USA na zimno – bo językiem matematyki – kalkulują globalne ocieplenie i ryzyko, jakie niesie ono dla życia.

Jak piszą, Słońce świeci coraz mocniej, a jednocześnie w atmosferze naszej planety ostro przybywa gazów cieplarnianych. To sytuacja bez precedensu w badanym przez nich okresie z historii Ziemi.

Atmosferyczne stężenie dwutlenku węgla – najważniejszego z gazów cieplarnianych – wynosi dziś przeszło 400 ppm (części na milion).

>>28 września 2016 r. przejdzie do historii. Przez liczbę 401.

Gdybyśmy nabrali powietrza do wielkiej szklanej bańki i wypełniające ją atomy różnych gazów wyobrazili sobie jako kolorowe piłki, to wśród blisko miliona piłek reprezentujących azot czy tlen znaleźlibyśmy 400 czarnych symbolizujących dwutlenek węgla. Dzisiaj jest ich o blisko połowę więcej niż przed wybuchem rewolucji przemysłowej, kiedy stężenie CO2 w powietrzu wynosiło ok. 278 ppm.

Tak niewielki wzrost poziomu tego śladowego, wydawałoby się, gazu atmosferycznego już spowodował zwiększenie średniej temperatury Ziemi o blisko 1 st. C, a także związany z globalnym ociepleniem wzrost średniego poziomu morza o blisko 20 cm, wzrost ilości i intensywności ekstremalnych zjawisk pogodowych oraz coraz kwaśniejszy odczyn oceanu.

Jak było kiedyś, miliony lat temu, kiedy naszego gatunku nie było jeszcze na świecie?

W „Nature Communications” uczeni poddają metaanalizie 112 publikacji, a w nich 1,5 tys. danych dotyczących zmian stężenia dwutlenku węgla w powietrzu w ciągu ostatnich 420 mln lat. Najwyższy poziom CO2 w atmosferze, bo wynoszący aż ok. 2 tys. ppm, odnotowali 400 mln lat i 220-200 mln lat temu. Według niektórych badań w tym drugim okresie stężenie dwutlenku węgla w powietrzu mogło sięgać 3,7 tys. ppm, a nawet więcej. Z kolei ok. 300 mln lat i 80 mln lat temu poziom tego gazu cieplarnianego w atmosferze spadł do wartości podobnych jak w XIX w.

Z publikacji jasno widać, że stężenie CO2 w powietrzu wielokrotnie mocno się wahało. Wiemy, że odpowiadają za to czynniki naturalne – cykliczne zmiany orbity i osi Ziemi, erupcje wulkanów pompujące dwutlenek węgla do atmosfery, zmiany w przebiegu prądów morskich, rozwój życia, zmiany albedo Ziemi (tego, ile promieniowania słonecznego odbija ona w kosmos) oraz procesy usuwania CO2 z powietrza związane z wietrzeniem i wymywaniem skał przez opady atmosferyczne (razem z minerałami CO2 spływa do oceanu, gdzie zawarty w nim węgiel jest wbudowywany w organizmy morskie, a kiedy te umierają, opada na dno oceanu, a potem przez procesy geologiczne jest wciągany głębiej do skorupy ziemskiej).

Jak jednak piszą uczeni, w ciągu ostatnich 420 mln lat ilość CO2 w powietrzu spadała średnio o 3,4 ppm na milion lat.

Pozostaje pytanie – jak w tak zmiennych warunkach radziło sobie życie? A szczególnie jak radziły sobie zwierzęta, które, jak wiemy z innych badań, wyszły z oceanu na ląd blisko 400 mln lat temu?

>>Z morza wyszliśmy pod Kielcami

Miliardy lat temu Słońce słabiej świeciło

Dawno temu, ale już po narodzinach życia (pojawiło się ono blisko 4 mld lat temu), Ziemia była sporo gorętsza niż dziś. Bywała też dużo chłodniejsza, np. 850-550 mln lat temu była prawie cała pokryta lodem i wyglądem przypominała śnieżkę.

>>Klimat Ziemi. Skąd się wziął i jak się skończy?

Stężenie dwutlenku węgla w powietrzu mogło też być wyższe, nawet sporo. Jednak, jak podkreślają uczeni, Słońce świeciło kiedyś dużo słabiej niż dziś.

Nasza gwiazda narodziła się blisko 4,6 mld lat temu z międzygwiezdnego obłoku wodoru i helu, który zapadł się pod własnym ciężarem. Od tego czasu ciągle zwiększa swoją objętość i jasność, zamieniając wodór w hel i w energię. A więc grzeje coraz mocniej.

>>Kiedy Ziemia będzie nie do życia

Badacze wyliczają, że od powstania Ziemi 4,567 mld lat temu jej nasłonecznienie zwiększyło się o 400 W/m kw. Dzisiaj wynosi 1 tys. 368 W/m kw.

Jednak Ziemia znajduje się w strefie życia w naszym Układzie Słonecznym nie tylko z powodu padających na nią promieni słonecznych. Gdyby zabrakło pierzyny gazów cieplarnianych, które otulają naszą planetę, to jej średnia temperatura byłaby o 31 st. niższa. A więc Ziemia byłaby skuta lodem i raczej nie byłoby na niej życia widocznego gołym okiem.

W latach 1961-90 średnia temperatura naszej planety wyniosła 14 st. C. Dzisiaj jest o blisko 0,5 st. wyższa. Co roku, spalając węgiel, ropę i gaz, pompujemy w powietrze ok. 36 mld ton dwutlenku węgla, który przyroda dziesiątki milionów lat temu ukryła pod powierzchnią Ziemi. Około jednej czwartej pochłaniają rośliny lądowe, drugie tyle ocean, ale połowa zostaje w atmosferze na przeszło 100 lat. Siłą rzeczy stężenie CO2 w powietrzu jest coraz wyższe. Rośnie też poziom innych gazów cieplarnianych, np. pary wodnej, której zawsze jest w atmosferze więcej, kiedy… robi się ciepło (to jedno z klimatycznych sprzężeń zwrotnych).

Do czego nas to wszystko – coraz grubsza pierzyna gazów cieplarnianych i coraz mocniej grzejące Słońce – doprowadzi?

Uczeni wyliczają, że jeśli nie ograniczymy spalania paliw kopalnych i będziemy wysyłać do atmosfery coraz więcej dwutlenku węgla (co na szczęście wcale nie jest nieuniknione), to w okolicy roku 2250 stężenie CO2 w atmosferze znowu osiągnie 2 tys. ppm. Jak to było 200 i 400 mln lat temu.

>>Emisje CO2 nie rosną trzeci rok z rzędu, ale światowa gospodarka się rozwija

A ponieważ rośnie też nasłonecznienie, to już pod koniec tego wieku gorączka Ziemi może przypominać tę, jaką nasza planeta pamięta z początków eocenu, ok. 50 mln lat temu. Badania osadów morskich wskazują, że w epoce eoceńskiej było bardzo gorąco – średnia temperatura w tropikach mogła sięgać 40 st. C, a na biegunach – nawet 20 st.

>>Eocen. Kiedy Antarktydę porastały lasy

Co prawda dzisiaj mamy trochę inny układ kontynentów i sieć prądów morskich, sytuacja nie byłaby więc może aż tak gorąca. Ale w następnych stuleciach czekałoby nas prawdziwe piekło.

Badacze piszą, że gdybyśmy spalili wszystkie pokłady paliw kopalnych, które ciągle znajdują się pod ziemią, to pod koniec XXV w. stężenie dwutlenku węgla w atmosferze skoczyłoby aż do 5 tys. ppm – a więc do wartości, jakich życie nie doświadczyło od owych 420 mln lat, którymi zajmowali się uczeni.

Naukowcy podkreślają, że górny limit gorąca, jaki mogą znieść żyjące dziś na Ziemi zwierzęta, to 40-50 st. C.

Półtora roku temu na łamach „Nature Climate Change” inna grupa uczonych ostrzegała, że globalne ocieplenie może niebezpiecznie podnieść krytyczną dla życia temperaturę mokrego termometru – a to od niej zależy, czy ludzki organizm jest w stanie się schłodzić w upalny dzień. Jak alarmowali naukowcy, najpierw – bo jeszcze w tym stuleciu – do życia przestanie nadawać się rejon Zatoki Perskiej.

>Zatoka Perska w tym stuleciu może stać się zbyt upalna do życia. Potem cały glob

wyborcza.pl
CZWARTEK, 6 KWIETNIA 2017

Kaczyński: Póki jesteśmy przy władzy, w żadnym wypadku nie dopuścimy do rewolucji obyczajowej

13:36

Kaczyński: Póki jesteśmy przy władzy, w żadnym wypadku nie dopuścimy do rewolucji obyczajowej

W polityce trzeba stosować coś, co z angielska nazywa się timingiem, czyli działać w odpowiednim czasie. Jeśli nie chcemy popaść w tych sferach w „lewacki korkociąg”, który jest na Zachodzie normą, to musimy prowadzić bardzo przemyślaną politykę. Żyjemy w zróżnicowanym społeczeństwie. Spotykam katolików, którzy uważają, że ich świat jest jedyny, a to nieprawda. Ja też jestem praktykującym katolikiem i bardzo bym chciał, aby wszyscy kierowali się wartościami chrześcijańskimi. Muszę jednak pogodzić się z tym, że są tacy, którzy ich nie uznają. Póki jesteśmy przy władzy, w żadnym wypadku nie dopuścimy do rewolucji obyczajowej. Dlatego musimy tę władzę utrzymać. Nie otwieramy więc frontów tam, gdzie one w tym momencie są niepotrzebne – stwierdza Jarosław Kaczyński w rozmowie z „Gościem Niedzielnym”, pytany o kwestię konwencji antyprzemocowej.

CZWARTEK, 6 KWIETNIA 2017

Sowa: PiS po raz kolejny pokazuje, że skoro nie może wygrać wyborów to innymi drogami próbuje utrudniać życie samorządowcom

12:55

Sowa: PiS po raz kolejny pokazuje, że skoro nie może wygrać wyborów to innymi drogami próbuje utrudniać życie samorządowcom

Dziś pod obrady Sejmu trafia projekt ustawy PiS o RIO zwiększający wpływ na samorząd (…) Nadmierne zadłużanie nie jest problemem samorządów. Samorządy od 2010 mają coraz lepsze wyniki finansowe, a w latach ’15, ’16 osiągnęły nadwyżkę budżetową, dzięki czemu MF mógł się pochwalić niskim długiem i deficytem za ubiegły rok w wysokości 2,4% – mówił Marek Sowa na konferencji w Sejmie.

Według posła Nowoczesnej, prawdziwymi powodami tych zmian jest chęć wpływania na losy samorządów. – To nie jest droga do poprawy efektywności działania samorządów. PiS po raz kolejny pokazuje, że skoro nie może wygrać wyborów, to innymi drogami próbuje utrudniać życie samorządowcom – stwierdził.

12:31

Petru pisze do Verhofstadta: Pozbawienie Polski wsparcia w ramach funduszy strukturalnych jest niewłaściwym rozwiązaniem

Polska z dnia na dzień przestaje być demokratycznym państwem prawa, kryzys się pogłębia, ale mimo wszystko pozbawienie Polski wsparcia w ramach funduszy strukturalnych tak długo, aż polski rząd nie zmieni swojej polityki, jest niewłaściwym rozwiązaniem – to przekaz listu Ryszarda Petru do Guy Verhofstadta.

Lider Nowoczesnej w liście do przewodniczącego liberalnej frakcji ALDE w PE argumentuje, że taki krok mógłby pozbawić Polskę możliwości rozwojowych związanych z wykorzystaniem funduszy unijnych i jeszcze bardziej przesunąć nasz kraj na ekonomiczne krańce UE.

Petru podkreśla, że „ten spór może być rozstrzygnięty tylko w Polsce i tylko przez naszych obywateli”. Zapowiada też wizytę w Brukseli pod koniec miesiąca, w czasie której chciałby przedyskutować kilka kwestii.

12:14

Berczyński zapowiada na poniedziałek pokazanie wyników prac tzw. podkomisji smoleńskiej

Jak wszyscy państwo wiecie, słyszeliście, spotkaliśmy się w ciągu tego roku z zarzutami, że nie pracujemy, że nie przekazaliśmy wyników, że kosztowaliśmy zbyt dużo. Właśnie w tym celu zapraszam wszystkich na pokazanie naszych wyników. Wykonaliśmy wiele prac. Część prac jest zakończonych, część bardzo zaawansowanych. Będziemy również mówili o naszych planach. Chciałem podkreślić jedną rzecz. Celem naszej komisji nie jest szukanie winnych. Nie mamy żadnych założeń. Celem naszej komisji jest znalezienie przyczyn tej katastrofy tak, żeby ta tragedia nigdy więcej się nie powtórzyła. Jeszcze raz: wszystko to będzie przedstawione w poniedziałek – stwierdził przewodniczący tzw. podkomisji smoleńskiej Wacław Berczyński na konferencji. Spotkanie odbędzie się o 12:00 w WAT w Warszawie.

300polityka.pl

Berczyński ustanowił nową jakość jeśli chodzi o konferencje prasowe. Nie tylko nie przewidziano pytań. Nie przewidziano także wypowiedzi.

Jaka komisja taka konferencja. Tylko pieniądze prawdziwe…

Kiedyś miarą szybkości był 1 Gołota od dziś 1 Berczyński…. Taka konferencja Podkomisji za 2mln to pełna kompromitacja.

 

 

CZWARTEK, 6 KWIETNIA 2017

Bochenek o zmianach w KRS: Orzeczenie TK dopuszcza możliwość skrócenia kadencji w pewnych uzasadnionych przypadkach

11:59

Bochenek o zmianach w KRS: Orzeczenie TK dopuszcza możliwość skrócenia kadencji w pewnych uzasadnionych przypadkach

– Odwołam się do orzeczenia TK sprzed kilku lat, które dopuszcza możliwość skrócenia kadencji w pewnych uzasadnionych przypadkach. Chciałbym, żebyście państwo nie podchodzili wybiórczo do przepisów prawa, które obowiązują w polskiej Konstytucji, tylko żebyście rzetelnie do tego podchodzili i kompleksowo. Interpretacja i wykładnia prawa nie polega na wzięciu jednego przepisu i do niego się odnoszenia. Trzeba wziąć pod uwagę całą Konstytucję. Konstytucja nie określa zasad i trybu powoływania sędziów do KRS. Konstytucja deleguje na parlament, na władzę ustawodawczą to zadanie, tę kompetencję i to właśnie parlament powinien dookreślić, na jakich zasadach sędziowie są powoływani do KRS i z tej kompetencji ustawodawca ma prawo skorzystać. Chodzi o większą przejrzystość w powoływaniu sędziów do KRS, większą demokrację w środowisku sędziowskim – mówił Rafał Bochenek na briefingu w Sejmie.

PiS chce skrócić kadencję KRS, choć Konstytucja mówi, że „kadencja wybranych członków Krajowej Rady Sądownictwa trwa cztery lata”. Rzecznikowi rządu chodziło prawdopodobnie o uzasadnienie do wyroku TK z 2007 roku, o którym wspomniano już w rządowym projekcie.

I powołuje się na uzasadnienie wyroku Trybunału K 25/07 dot. skrócenia kadencji. Warto przeczytać całość http://ipo.trybunal.gov.pl/ipo/Sprawa?&pokaz=dokumenty&sygnatura=K%2025/07 

11:49

Kaczyński: Zakaz aborcji eugenicznej ma szanse na wprowadzenie w stosunkowo nieodległym czasie

– Polityk odpowiada za skutki swoich działań. Jeżeli jakaś operacja, nawet całkowicie uzasadniona i moralnie w najwyższym stopniu słuszna, w ostatecznym rozrachunku w oczywisty sposób będzie prowadziła do skutków przeciwnych, to trzeba się zastanowić, jak to zrobić inaczej. PiS w żadnym wypadku nie wycofuje się z dążenia do zakazu aborcji z powodu choroby dziecka. Jednak będziemy chcieli to przeprowadzić w sytuacji, która nie spowoduje tak ostrych protestów, jak miało to miejsce jesienią – mówi Jarosław Kaczyński w rozmowie z „Gościem Niedzielnym”.

Sądzę, że zakaz aborcji eugenicznej ma szanse na wprowadzenie w stosunkowo nieodległym czasie, choć w nieco inny sposób, niż próbowano do tej pory – stwierdza prezes PiS, dodając, że nie chce na razie wchodzić w szczegóły, ale sprawa będzie rozwiązywana na płaszczyźnie prawnej.

Prezes PiS zdradza, że „na pewno będziemy się starali zmienić stosunek ludzi do osób z zespołem Downa, a z powodu tej choroby przeprowadza się ponad 95% aborcji w Polsce”. Kaczyński przyznaje zarazem, że stosunek do aborcji wśród posłów klubu PiS jest zróżnicowany.

300polityka.pl

Dominika Wantuch, Michał Olszewski

Minister Szyszko tłucze termometr

05 kwietnia 2017

Smog nad Gdańskiem

Smog nad Gdańskiem (Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta)

Jan Szyszko dorabia nam gębę narodu, który woli wędzić się w toksycznym dymie, niż starać się o czyste powietrze.

Oto tragifarsy polsko-unijnej ciąg dalszy: minister środowiska Jan Szyszko pozywa do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości Parlament Europejski. Powód? Normy emisji zanieczyszczeń są według Szyszki zawyżone, Polska dostosowywać się do nich nie ma zamiaru.

Przypominajmy to bez końca – żyjemy w kraju, w którym sezon zimowy oznacza jedne z najwyższych w Europie stężeń smogu. Dusimy się w koktajlu z pyłu zawieszonego, rakotwórczego benzo (a) pirenu, związków azotu i siarki. Walka o czyste powietrze napotyka potężny opór, głównie ze strony lobby górniczego, które sprzedaje do gospodarstw domowych węgiel najniższej jakości.

Jak żyć ze smogiem? Opowiada aktywistka, ekolożka, mama z warszawskiego Wawra

Do tego dochodzi niechęć polityków, przekonanych, że lepiej mieć fatalne powietrze i rynek zbytu dla dołujących kopalni niż czyste powietrze i górników na Wiejskiej. Rozwiązania lokalne nie pomagają, bo nie idą za nimi działania systemowe, których obawia się nie tylko rząd PiS; Platformie również przez lata się do nich nie spieszyło. W efekcie są miesiące zimowe, kiedy w Nowym Sączu, Gorlicach, Rybniku czy uzdrowiskach górskich smog osiąga wartości pekińskie.

Porównanie z Pekinem lada chwila stanie się nieaktualne. Chińczycy zamykają elektrownie węglowe i wkładają wiele wysiłku w walkę o lepsze powietrze. Jan Szyszko i rząd Beaty Szydło postanowili stłuc termometr, a przynajmniej wymienić go na taki, który nie będzie wskazywał zbyt wysokiej gorączki.

Pozew do ETS jest głęboko zawstydzający – zamiast pracować nad rozwiązaniem problemu smogu, rząd domaga się, by Bruksela machnęła ręką na zanieczyszczenie powietrza. W dodatku robi to w momencie, gdy europejskie działania antysmogowe nabierają tempa, a ci, którzy ze smogiem nie walczą, ponoszą konsekwencje.

Jak Bułgaria, którą Trybunał Sprawiedliwości skazał właśnie za smog. Lada moment podobny wyrok zapadnie wobec Polski.

Tymczasem polski rząd jasno deklaruje, że ze smogiem walczyć nie będziemy. W ten sposób próbuje wstrzymać rozwój, badania naukowe, pracę lokalnych społeczności, które zabrały się do walki ze smogiem jako pierwsze i oczekiwały wsparcia ze strony państwa. Dostaną figę. Na dodatek Jan Szyszko dorabia nam gębę narodu, który woli wędzić się w toksycznym dymie, niż starać się o czyste powietrze. W Europie będziemy postrzegani już nie tylko jako kraj, który rozmija się z UE politycznie, ale też w wymiarze społecznym i zdrowotnym.

Tą decyzją minister otwiera kolejny front walki z Brukselą, bezsensowny i rozpaczliwy. Polska od lat nie spełnia unijnych wymogów jakości powietrza i lekceważy wezwania płynące z Brukseli. Jeżeli Warszawa wypowiada Brukseli wojnę w sprawie smogu, to oznacza, że smog zatruł jej jasność myślenia. Dotychczas Unia traktowała nas ulgowo, teraz będzie się starała wyegzekwować zobowiązania bądź nałożyć na Polskę gigantyczne kary.

Jest smutnym paradoksem, że o czyste powietrze w Nowym Sączu, Gorlicach i Rybniku wroga Bruksela dba bardziej niż minister środowiska i polski rząd.

wyborcza.pl

Miasteczko Szczucin. „Śmierci Marka Kapela nie wymyśliłaby nawet Agatha Christie”

05.04.2017

http://krakow.onet.pl/miasteczko-szczucin-smierci-marka-kapela-nie-wymyslilaby-nawet-agatha-christie/5lnx02v

Czeka nas nielegalna weryfikacja sędziów‼️(📸fragment dzisiejszej prasy)

 

 

Jak bardzo niezamknięta jest „zamknięta sprawa” kolizji auta wiceministra ON – dziś mija od niej tydzień:

 

CZWARTEK, 6 KWIETNIA 2017

Minister Bańka o Schetynie: Druga młodość, trzecie zęby

10:28

Minister Bańka o Schetynie: Druga młodość, trzecie zęby

„- Ja powiem panu, że słyszałem kiedyś takie bardzo ciekawe określenie definiujące osoby, które mają większe aspiracje, niż możliwości – że one przeżywają „drugą młodość, trzecie zęby”, więc ja bym tak podszedł do tego wniosku i do aspiracji pana Grzegorza Schetyny. Nie ma jakichkolwiek szans, żeby ten wniosek przeszedł” – mówił Witold Bańka u Roberta Mazurka w RMF.

Schetyna ma drugą młodość i trzecie zęby? – dopytywał Mazurek:

„- Niekoniecznie tak chciałbym określać pana Schetynę, ale to zjawisko – czyli powiedzmy sobie, większe aspiracje niż możliwości” – odpowiedział Bańka.

Wojciech Maziarski

Alleluja i do drogerii

06 kwietnia 2017

Beata Szydło

Beata Szydło (Fot. Sławomir Kamiński)

Gorąco apeluję do patriotów wyklętych, by przestali się obijać, wzięli się w garść i przysłali więcej wazeliny.

Przychodzi baba do lekarza.

– Co pani jest?

– Wszyscy mnie ignorują, panie doktorze.

– Następna proszę.

Ja też się tak poczułem, gdy zobaczyłem na czołówce „Gazety Polskiej Codziennie” Blumsztajna, Kim, Ordyńskiego, Szubartowicza i Żakowskiego, którzy jako członkowie Towarzystwa Dziennikarskiego byli sygnatariuszami listu otwartego do niemieckich dziennikarzy i opinii publicznej, przepraszającego za antyniemieckie wariactwa PiS-owskiej władzy.

A ja to co, pies? Ja też jestem w tym Towarzystwie. Tak samo domagam się więc napiętnowania i zaliczenia do zdrajców narodu kolaborujących z zachodnioniemieckimi rewanżystami i śląskimi wywrotowcami.

Dlaczego ja mam mieć gorzej niż na przykład mój redakcyjny kolega Bartek Wieliński? Jemu się naprawdę udało, dostąpił prawdziwego zaszczytu: błyskotliwa Marzena Paczuska, z właściwą sobie intelektualną finezją, zdemaskowała go w „Wiadomościach” TVP jako kolaboranta i wyrodka, który sprzymierzył się ze Związkiem Wypędzonych i z niemiecką irredentą na Śląsku. Takich jak on jest w redakcji „Gazety Wyborczej” więcej – ujawniły „Wiadomości”. Skoro już to powiedziały, to nie mogły chociaż dorzucić: „na przykład Maziarski”? Wiele czasu na antenie by to nie zajęło, a Paczuskiej korona by z głowy nie spadła.

Natomiast ja bym się wtedy pewnie załapał na wazelinę, która została niewykorzystana po wielkiej demonstracji poparcia dla rządu Beaty Szydło 23 marca, kiedy to pod Sejmem zgromadziły się kilkusetosobowe rzesze prawdziwych patriotów. Redaktor naczelny „Gazety Polskiej Codziennie” Tomasz Sakiewicz wezwał, by ten niezużyty lubrykant wysyłać członkom Towarzystwa Dziennikarskiego, których zdradzieckie oblicza widniały na czołówce jego gazety. Mojego tam nie było, więc ominęła mnie rozkosz otrzymania wazeliny od organu Sakiewicza.

Choć z drugiej strony przyznam szczerze, że odzew na ten apel lekko mnie rozczarował. Towarzystwo Dziennikarskie do 1 kwietnia otrzymało zaledwie 79 opakowań wazeliny i innych lubrykantów, które zostały wystawione i sprzedane po 25 złotych za sztukę, co w sumie przyniosło 1975 zł minus koszty przesyłek, a więc jakieś półtora tysiąca. To trochę mało jak na honorarium za reportaż na temat stosunków polsko-niemieckich – bo na taki właśnie cel Towarzystwo chce przeznaczyć uzyskane środki.

Ja nawet mam znakomitego kandydata na autora takiego tekstu – Bartka Wielińskiego, który ma świetne pióro i doskonale zna tematykę polsko-niemiecką. Będę gorąco kolegom rekomendować, by za uzyskane fundusze reportaż zamówić właśnie u niego.

Wprawdzie 1500 zł nie wystarczy na sfinansowanie wyjazdu do Niemiec i zapłacenie za tekst, jednak wszystkie otrzymane tubki i pudełka sprzedaliśmy w 10 godzin, co oznacza, że kryje się tu istotny potencjał rynkowy, który wspólnym wysiłkiem możemy wykorzystać dla dobra Polski. Gorąco więc apeluję do patriotów wyklętych, by przestali się obijać, wzięli się garść i przysłali więcej wazeliny. Jeśli nie mają już zapasów, niech kupią nowe opakowania.

Niepokorni, alleluja i do drogerii!

wyborcza.pl

CZWARTEK, 6 KWIETNIA 2017

Kempa o rekonstrukcji: Premier póki co nie przygotowuje żadnych zmian w rządzie

09:51

Kempa o rekonstrukcji: Premier póki co nie przygotowuje żadnych zmian w rządzie

To jest rolą pani premier. Pani premier na bieżąco ocenia, rozmawia z ministrami. Mieliśmy ostatnio, we wtorek bardzo ciekawą Radę Ministrów i od pani premier oraz oczywiście od zaplecza politycznego będą zależeć decyzje. Póki co rząd pracuje bardzo ciężko, pani premier ocenia pracę rządu. Na ten moment pani premier wypowiedziała się na konferencji. O żadnej zmianach nie mówi. Szykujemy się do debaty – mówiła Beata Kempa w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem w „Kwadransie politycznym” TVP1, pytana o rekonstrukcję rządu. Jak dodała, „pani premier póki co – z tego co wiemy – nie przygotowuje żadnych zmian w rządzie”.

09:13

Waszczykowski o zwrocie wraku Tupolewa: Co kilka, kilkanaście dni apelujemy o to. Występowaliśmy wielokrotnie do Rosjan

– Nawet będąc teraz, ostatnio za granicą wielokrotnie byłem pytany przez dziennikarzy i upominałem się o to, aby Rosja przystąpiła jednak do śledztwa i wsparła polskie śledztwo. To były pytania na marginesie tych decyzji, które zapadły w Polsce, gdzie oskarża się rosyjskich kontrolerów lotu. Myśmy np. w MSZ zrobili kwerendę w dokumentach. Znalazłem wiele dokumentów, które przekazałem prokuraturze. Następne przekaże też zespołowi śledczemu sejmowemu – mówił Witold Waszczykowski w rozmowie z Beatą Michniewicz w „Salonie politycznym Trójki”. Jak dodał:

„To się dzieje praktycznie co kilka, kilkanaście dni. Apelujemy o to [o zwrot wraku], występowaliśmy wielokrotnie do Rosjan. Napotykaliśmy czasem na bardzo obcesowe odpowiedzi, spotykaliśmy się z obcesowym odpowiedziami, np. rzeczniczki rosyjskiego MSZ, która jest dość oryginalną rzeczniczką. Zwracaliśmy się notami dyplomatycznymi, kiedy np. prezydent Putin powiedział, że jego zdaniem zachowanie pilotów wyglądało tak i tak i prezentował coś, co – naszym zdaniem – nie miało miejsca”

Jak podkreślał szef MSZ, to nasz obowiązek, by przypominać o tej sprawie Rosjanom. – Im dłużej nie współpracujecie ze śledztwem, im dłużej ukrywacie wrak, czarne skrzynki, tym bardziej uświadamiacie społeczeństwo polskie w przekonaniu, że jesteście współwinni – mówił.

Pytany, czy rząd zaskarżył rosyjskie śledztwo za przewlekłość, stwierdził: – Zwróciłem się do urzędników MSZ o przygotowanie takiej skargi. Wiem [że długo], też mnie to dziwi i rozmawiam z urzędnikami, którzy twierdzą, że to sprawa precedensowa i będzie wymagała jeszcze zaangażowania zewnętrznego podmiotu. Będziemy też zwracali się z prośbą do zewnętrznego podmiotu, jednej z poważnych międzynarodowych kancelarii prawniczych.

O też myślę, że taka decyzja zapadła [o pozwie przeciw Rosji do Trybunału w Hadze] i przygotowujemy ją, ale prawnicy twierdzą, że to długa i skomplikowana procedura. Trzeba rozpatrzyć wszystkie alternatywy – dodał Waszczykowski.

08:35

Anna Pęzioł-Wójtowicz nową rzeczniczką MON

Resort Antoniego Macierewicza ma już nowego rzecznika – to mjr Anna Pęzioł-Wójtowicz. Wcześniej – od maja 2016 roku – pełniła funkcję pełnomocnika szefa MON ds. służby wojskowej kobiet.

08:09

Gowin o potrzebie korekty naszej polityki zagranicznej, zwłaszcza ws relacji z Niemcami

Powinniśmy unikać pewnych błędów, które spowodowały ten spadek notowań. Mam na myśli otwieranie zbyt licznych frontów, potrzebę korekty naszej polityki zagranicznej i to nie uwaga do ministra Waszczykowskiego, tylko autokrytyczna refleksja nad tym, w jaki sposób uprawiamy jako obóz polityczny tę politykę. Mam na myśli zwłaszcza relacje z Niemcami – mówił Jarosław Gowin w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” TVN24.

08:05

Gowin: Mówiąc szczerze, premier nigdy nie sygnalizowała mi jakiegokolwiek niezadowolenia z moich działań

– Proszę nie pytać karpia o to, kiedy przyjdą święta Bożego Narodzenia. Nie… Każdy minister musi być każdego dnia przygotowany na to, że jego misja się kończy, ale mówiąc szczerze, pani premier nigdy nie sygnalizowała mi jakiegokolwiek niezadowolenia z moich działań – mówił Jarosław Gowin w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” TVN24, pytany o rekonstrukcję rządu.

08:01

Gowin: Sądzę, że skala ekstrawagancji Macierewicza będzie coraz mniejsza

– Sądzę, że czasy tej ekstrawagancji [Antoniego Macierewicza], a może skala tej ekstrawagancji będzie coraz mniejsza. [Przypuszczam] na podstawie tego, co różni moi koledzy z PiS mówią o tej sytuacji, począwszy samego prezesa Kaczyńskiego. Macierewicz jest bardzo wyrazistą postacią. O tym, czy powinien być ministrem czy nie, to nie ja będę się wypowiadać. Dopóki ma rekomendację klubu PiS oraz poparcie premier Szydło, to w ogóle nie ma tematu – mówił Jarosław Gowin w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” TVN24.

07:56

Gowin powtarza: Zagłosuję przeciw dwukadencyjności działającej wstecz

– Nie jestem politykiem PiS. Rzeczywiście w różnych sprawach ja i moja partia mamy inne zdanie. Wszystko to, na co umówiliśmy się przed wyborami, jest przez nas popierane. Jeżeli pojawiają się nowe propozycje, takie jak dwukadencyjność w samorządach działająca wstecz, to tutaj każda partia wyrabia sobie stanowisko. Dążymy do porozumienia, jeżeli tego porozumienia nie udaje się osiągnąć to jest rzeczą naturalną, że głosujemy inaczej – mówił Jarosław Gowin w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” TVN24.

Jak dodał, on sam zagłosuje przeciw dwukadencyjności działającej wstecz. Gowin zapowiedział ponadto, że co prawda miał pewne zastrzeżenia co do zmian w KRS – np. do skrócenia kadencji członków, ale najprawdopodobniej poprze tę zmianę, bo KRS to główny hamulcowy jakichkolwiek reform w wymiarze sprawiedliwości.

07:51

Gowin: Nie bywam w pieczarze u Schetyny, aczkolwiek czasami się spotykamy i to zawsze są ciekawe rozmowy

– Jeden z polskich królów mówił: nie jestem panem waszych sumień. Tka samo ja – nie jestem właścicielem posłów Polski Razem. Jest rzeczywiście 9 posłów, którzy się identyfikują lub są członkami mojej partii i w tym sensie „korzystam” z nich przy każdym głosowaniu – mówił Jarosław Gowin w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” TVN24:

„Nie bywam [w pieczarze u Grzegorza Schetyny], aczkolwiek czasami się spotykamy i to zawsze są ciekawe rozmowy. Wypowiedź Marka Sawickiego jest bardzo charakterystyczna, bo mówi: gdyby się dwóch facetów dogadało, a jeszcze jest kwestia programu, wizji Polski. Tutaj jesteśmy bardzo odlegli od PO”

Jestem lojalny wobec programu, który wspólnie przyjęliśmy przed wyborami, nawet jeżeli czasami głosowanie wymaga ode mnie pewnej determinacji i wydaje mi się tez, że ta koalicja współpracuje solidarnie – dodał wicepremier.

300polityka.pl

CZWARTEK, 6 KWIETNIA 2017

STAN GRY: Kania: Chodzi o zablokowanie publikacji aneksu, Fakt: PWPW postawi pomnik smoleński, Szułdrzyński: Sędziowie też patrzą na sondaże

DUDA PRZESPAŁ PÓŁTORA ROKU – Maciej Miłosz w DGP: “ Macierewicz stał się na tyle silny, że trzeba go osłabić. Z kolei Andrzej Duda jest na tyle słaby, że może ministra podszczypywać tylko wtedy, gdy dostanie jasny sygnał od kierownictwa Prawa i Sprawiedliwości.(…) Szkoda, że obóz rządzący postanowił podciąć skrzydła Macierewiczowi dopiero teraz i wydaje się, że tylko z powodu walk frakcyjnych. Szkoda, że prezydent Duda półtora roku przespał. Szkoda Wojska Polskiego”. http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/546818,kaczynski-kontra-macierewicz-mon-minister-podtapianie-macierewicza-opinia.html

DOROTA KANIA: CHODZI O NIEUPUBLICZNIANIE ANEKSU O RAPORCIE WS WSI – pisze w GPC: “Można to streścić tak: nie udała się operacja „Komitet Obrony Demokracji” – uaktywnią się Obywatele RP. Wprawdzie raport z werfikacji WSI został już upubliczniony, ale trzeba za wszelką cenę nie dopuścić do opublikowania aneksu. Warto o tym wszystkim pamiętać, obserwując to, co właśnie się dzieje w mediach, a także na ulicach”. http://gpcodziennie.pl/62731-medialnipuczysciiwsi.html

GPC O MEDIALNYM PUCZU: “Zakłócanie miesięcznic katastrofy smoleńskiej, blokowanie wjazdu na Wawel podczas wizyt polityków przy grobie Lecha i Marii Kaczyńskich, sprzeciwianie się ekshumacjom ofiar tragedii – to niektóre z dotychczasowych „osiągnięć” inicjatywy Obywatele RP, którą wspiera część mediów. Kampania pogardy wobec obecnej władzy szczególnie przybiera na sile przed zbliżającą się rocznicą katastrofy rządowego Tu-154M”. http://gpcodziennie.pl/62726-medialnypucz.html

ZBUDUJĄ W HOLU POMNIK SMOLEŃSKI ZA PÓŁ MILIONA – ABSURD W PAŃSTWOWEJ SPÓŁCE – jedynka Faktu: “Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych (PWPW) pod rządami Piotra Woyciechowskiego (51 l.) słynie raczej ze spraw, które nie leżą w jej misji. Nie inaczej jest tym razem. Spółka w swojej siedzibie będzie stawiać… pomnik pamięci ofiar katastrofy smoleńskiej, który zobaczy niewiele osób!”

7 MILIONÓW ZŁ WYDAJE PWPW ROCZNIE NA WIZERUNEK: http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/katastrofa-smolenska-w-pwpw-postawia-w-holu-pomnik-smolenski/38sn7gj

300LIVE:
Kempa o rekonstrukcji: Premier póki co nie przygotowuje żadnych zmian w rządzie
Gowin o potrzebie korekty naszej polityki zagranicznej, zwłaszcza ws relacji z Niemcami
Gowin: Sądzę, że skala ekstrawagancji Macierewicza będzie coraz mniejsza
Gowin: Nie bywam w pieczarze u Schetyny, aczkolwiek czasami się spotykamy i to zawsze są ciekawe rozmowy
Polityczny plan czwartku: Sejm o wycince drzew i RIO, komisja o pigułce „dzień po”, Cybersec
http://300polityka.pl/live/2017/04/06/

KACZYŃSKI WYRZUCI ZIOBRĘ Z RZĄDU – Fakt: “Przepchnięcie zmian w sądach – to może być ostatnie zadanie ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry (47 l.)! Jak mówią w PiS, jeszcze tylko ta reforma trzyma Ziobrę na stanowisku. Kiedy zmiany w przepisach się dokonają, minister sprawiedliwości może stracić stanowisko. Jego nazwisko znajduje się na liście rekonstrukcyjnej. Przekonanie o nieuchronnych zmianach w gabinecie Beaty Szydło (54 l.) jest w PiS powszechne. Ziobro jednak dotąd wydawał się być pewny posady. W tym problem – mówią nasi informatorzy – że poczuł się zbyt pewnie”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/zbigniew-ziobro-moze-stracic-stanowisko/s8ysf9s

WALEC PIS ROZJEŻDZA SĄDY – tytuł w GW.

REFORMA KRS NIE NAPRAWI TEMIDY – Tomasz Pietryga na jedynce RZ: “Partia władzy nie tylko będzie tracić energię na konflikt z sędziami. Forsując reformę KRS według politycznej wizji, sprawi, że Rada przestanie być postrzegana jako jedyne miejsce, gdzie zasiadają niezależni od siebie przedstawiciele wszystkich władz (sędziów, parlamentu i prezydenta). Przez kolejne lata będzie postrzegana jako „projekt polityczny”, tak jak weryfikowani przez nią sędziowie. To zła droga, podmywająca i tak niskie zaufanie do Temidy”. http://www.rp.pl/Sedziowie-i-sady/304059869-Tomasz-Pietryga-Reforma-KRS-nie-naprawi-Temidy.html#ap-1

SĘDZIOWIE TEŻ PATRZĄ NA SONDAŻE – Michał Szułdrzyński w RZ: “Decyzja o tym, by z reformą KRS ruszyć w okolicach połowy kadencji, jest dla PiS dość ryzykowna. Dlaczego? Wystarczy rzut oka na sondaże. Może rok, półtora roku temu bez kłopotu znalazłoby się kilkuset sędziów, którzy postanowiliby związać swoją karierę zawodową z obecną władzą. Dziś jednak nawet oportunistycznie nastawieni przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości mogą kalkulować, czy opłaca się aby na pewno stawiać na PiS. Czy warto dziś awansować? Bo jak za dwa lata zmieni się władza, kojarzeni z partią Jarosława Kaczyńskiego sędziowie nie będą mogli liczyć na spokojne kontynuowanie kariery. A jeśli środowisko sędziowskie reformę zbojkotuje, trudno będzie ją wprowadzić w życie”. http://www.rp.pl/Komentarze/304059861-Michal-Szuldrzynski-Najpowazniejszy-test-dla-PiS.html

W PLATFORMIE DAWNI ZNAJOMI SPOD KLOSZA – w GW Agata Kondzińska i Iwona Szpala o finansach PO: “Na liście płac Platformy odnajdujemy kolejną firmę z branży marketingowej – Sport Media. To spółka z Wrocławia, miasta lidera PO Grzegorza Schetyny. Jej szefem jest Dariusz Pszczołowski. Biznesmen i Schetyna znają się od lat 90. Pszczołowski pracował w Radiu Eska, które zakładał Schetyna. I dla związanej z radiem agencji ARRS Effectica, własności żony Grzegorza Schetyny. Pszczołowski był też prezesem klubu koszykarskiego Śląsk Wrocław, kiedy jego właścicielem był Schetyna. W 2016 r. PO wystawiła dla Sport Media dwie faktury: na 48,9 tys. zł i 80,3 tys. zł. Za co? Zadzwoniliśmy do Pszczołowskiego. Niestety, nie pamiętał szczegółów zleceń, bo jego firma ma mnóstwo klientów. Obiecał, że sprawdzi faktury. Nie oddzwonił”.

PO PŁACI KAWCE Z POZNANIA ZA MARKETING POLITYCZNY – dalej w GW: “Za marketing polityczny PO płaci też Tomaszowi Kawce z Poznania. W 2016 r. rachunek sięgnął 156 tys. zł. – Kojarzę go, od lat zajmuje się marketingiem politycznym – twierdzi skarbnik PO Mariusz Witczak. Nie pamięta, co dokładnie robi Kawka”. http://wyborcza.pl/7,75398,21597848,w-platformie-dawni-znajomi-spod-kosza-przeswietlamy-finanse.html

KOLEJNY POLITYK PO WYCINAŁ DRZEWA – GPC: http://gpcodziennie.pl/62725-krytykujepisasamwycinaldrzewa.html

KOSINIAK-KAMYSZ CHWALI GOWINA – jak mówi w rozowie z SE: “Był też za podniesieniem wieku emerytalnego. Bardzo cenię premiera Gowina. Z obecnego rządu najbardziej. Zawsze mieliśmy do siebie szacunek – on do PSL i my do niego”.

WG KOSINIAKA PO I NOWOCZESNA SIĘ ZJEDNOCZĄ – jak mówi w SE: “Różne rzeczy przeżywa się w polityce. Przeżywałem różnego rodzaju sondaże i nigdy nie rozpaczałem ani kiedy były bardzo złe, ani kiedy były bardzo dobre. Nie życzę nikomu, kto jest dziś w opozycji, złych doświadczeń. Muszą się pozbierać i poradzić z tym. Myślę zresztą w rodzinie liberalnej dojdzie do zjednoczenia i PO z Nowoczesną się połączą. Wydaje się, że nie ma tam miejsca na dwie partie i musi dojść do jakiegoś poukładania się między nimi”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/wladyslaw-kosiniak-kamysz-w-wiec-jak-po-zjednoczy-sie-z-nowoczesna_976529.html

— ŻYCZYŁBYM RZĄDZĄCYM POLSKĄ FORMATU RZĄDZĄCYCH UKRAINĄ – Leszek Balcerowicz w rozmowie z DGP: “Życzyłbym sobie, aby wśród obecnie rządzących Polską byli ludzie o takim formacie intelektualnym. Ukraińska czołówka nie ma antykapitalistycznych uprzedzeń i dobrze wie, na czym polegają zachodnie standardy”.

BALCEROWICZ O SKUTKACH SWOJEJ MISJI NA UKRAINIE: “Ludzie na ogół mówią, że tego nie zrobiono, że tamtego nie zrobiono. Nie wiedzą, czego Ukraina uniknęła dzięki władzom, które działają od 2014 r. Ukraina z dziedzictwem Wiktora Janukowycza była bankrutem. Do tego blokada eksportu ukraińskiego do Rosji. To tak, jakby Niemcy nagle zablokowali nasz eksport. Mielibyśmy wtedy głęboką recesję. Ukraina stała w obliczu hiperinflacji. Bank centralny obniżył inflację z 60 proc. do 10 proc. System bankowy był w ruinie. Większość banków była niewypłacalna. Opanowanie sytuacji jest wielkim osiągnięciem pani Wałerii Hontariewej, szefowej Narodowego Banku Ukrainy. Ona sama zredukowała zatrudnienie w NBU o dwie trzecie. Do tego zaczyna się wzrost gospodarczy. Ruszają inwestycje. Rozszerza się wymienialność hrywny. Powołano nowe instytucje – biuro antykorupcyjne czy rzecznika przedsiębiorców. Chcąc ocenić cokolwiek, trzeba sensownie porównać. Ta ekipa uratowała Ukrainę od katastrofy. Dała podwaliny pod rozwój państwa”. http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/546809,leszek-balcerowicz-ukraina-misja-doradca-poroszenko-rozmowa-dgp.html

PAWEŁ KOWAL O TYM JAK UCHO PREZESA KSZTAŁTUJE POGLĄDY POLAKÓW – pisze w RZ: “„Ucho” przy takiej oglądalności i cytowalności przez zwykłych użytkowników tramwajów, metra i pekaesów musi mieć wpływ na kształtowanie poglądów Polaków o systemie politycznym i poszczególnych bohaterach kojarzonych z konkretnymi politykami”. http://www.rp.pl/Felietony/304059860-Pawel-Kowal-Penderecki-na-Nowogrodzkiej.html

POPEŁNILIŚMY BŁĄD, DAJĘ SŁOWO, ŻE POSTAWIMY DUDĘ I SZYDŁO PRZED TS – Sławomir Neumann w rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem w RZ: “Popełniliśmy błąd, którego żałujemy. Uczymy się na błędach. Daję słowo, że jak PO dojdzie do władzy, to postawimy premier Szydło, prezydenta Dudę i innych odpowiedzialnych członków rządu przed Trybunałem Stanu. Jarosław Kaczyński to wie, dlatego boi się stanąć na czele rządu i wziąć odpowiedzialność za łamanie prawa. Wybrał bezkarność jako szeregowy poseł i szef partii, wysługując się Beatą Szydło, Andrzejem Dudą, Zbigniewem Ziobrą i innymi. Jeśli Jarosław Kaczyński podpisuje się pod wszystkimi decyzjami PiS i jest w stanie wziąć za nie odpowiedzialność, to powinien stanąć na czele rządu. Inaczej wie, że jego ludzie łamią prawo, a sam zapewnia sobie bezkarność, sterując działaniami najważniejszych osób w państwie z tylnego siedzenia. Tchórzy”. http://www.rp.pl/Wywiady-i-rozmowy/304059862-Slawomir-Neumann-Dla-kogo-pracuje-Macierewicz.html

MIASTA ZBIERAJĄ PIENIĄDZE NA KAMPANIĘ MEDIALNĄ – Tomasz Żółciak w DGP o kampanii samorządów.

CENZOR ZAMYKA MUZEUM – GW na jedynce o Glińskim i Muzeum II WŚ: “Wystawa muzeum opiera się na pamiątkach podarowanych przez kombatantów i rodziny ofiar II wojny światowej. Wielu z nich zapowiedziało, że jeśli dojdzie do połączenia, odbierze rodzinne pamiątki z muzeum. Wśród nich jest m.in. Olga Krzyżanowska, córka legendarnego Wilka Krzyżanowskiego. – Nie pozwolę politykom grzebać w moich rodzinnych pamiątkach – mówi była marszałek Sejmu”. http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,21598259,muzeum-zdobyte-nsa-zachowalo-sie-jak-pilat.html

MINISTER SZYSZKO TŁUCZE TERMOMETR – komentarz GW: “Jan Szyszko dorabia nam gębę narodu, który woli wędzić się w toksycznym dymie, niż starać się o czyste powietrze”. http://wyborcza.pl/7,75968,21597431,minister-szyszko-tlucze-termometr.html

MENEDŻER OD MIESZKANIE+ POJAWIA SIĘ W PROKURATRORSKIM ŚLEDZTWIE – Grażyna Zawadka w RZ: “Włodzimierz Stasiak, wiceprezes BGK Nieruchomości, został twarzą rządowego projektu Mieszkanie+, mimo iż w poprzedniej zarządzanej przez niego spółce Skarbu Państwa nie otrzymał absolutorium. W dodatku w prokuraturze toczą się dwa śledztwa dotyczące niedopełnienia obowiązków i szkód majątkowych w grupie Polski Holding Nieruchomości, którą do grudnia 2015 r. kierował m.in. Stasiak”.

TEGO DNIA W 2006 odrzucono wniosek PiS o samorozwiązanie Sejmu.

300polityka.pl

Lara ma tylko siedem lat. Była uprowadzana już dwa razy. Od dwóch lat żyje w ukryciu

Adam Zadworny, 06 kwietnia 2017

Matka Lary, Joanna, protestuje przed budynkiem sądu w Szczecinie przeciwko prawu, które odbiera jej dziecko

Matka Lary, Joanna, protestuje przed budynkiem sądu w Szczecinie przeciwko prawu, które odbiera jej dziecko (CEZARY ASZKIEŁOWICZ)

Dziewczynka ma prywatne lekcje i prywatną opiekę medyczną. Jej matka i babcia boją się, że „porwie” ją niemiecki wymiar sprawiedliwości, z którego nie ma ucieczki

W środę w szczecińskim sądzie adwokat reprezentująca ojca siedmioletniej Lary pokazała zrobiony tego dnia wydruk ze strony internetowej zachodniopomorskiej policji. Wynika z niego, że dziewczynka ponad dwa lata temu została uprowadzona i wciąż jest poszukiwana.

– Nawet nie będę pytał gdzie jest – mówię jej matce przed rozprawą.

– Nikt nie może się dowiedzieć – odpowiada Joanna. – Jeśli ją znajdą, zabiorą ją siłą i wywiozą do Niemiec.

Lara, jej matka oraz babcia mają przeciwko sobie machinę niemieckiego sądownictwa, polską prokuraturę i policję oraz ludzi detektywa Krzysztofa Rutkowskiego.

Pierwsze uprowadzenie: na farmie

W 2011 r. Joanna rozstała się ze swoim partnerem Thomasem, obywatelem Niemiec polskiego pochodzenia. Ona pozostała z ich córeczką Larą w Polsce.

Nie mogli się porozumieć, a opieka naprzemienna w przypadku rodziców mieszkających w dwóch różnych krajach nie wchodzi w grę. Thomas przyjeżdżał do Polski na spotkania z córką – miał do nich prawo w obecności kuratora i matki.

– Podczas jednego z nich, w 2012 r., porwał ją – opowiada Joanna.

Na farmie zwierzęcej w Skarbimierzycach, na oczach kuratora i Joanny, wziął córkę na ręce, zaczął biec, wsadził do swojego samochodu i odjechał.

– To nie było przestępstwo, bo ojciec miał wtedy władzę rodzicielską – tłumaczy adwokat Michał Marszał, reprezentujący Joannę.

Joanna przez półtora roku nie widziała swojego dziecka, walcząc o Larę w niemieckich sądach. Uprzedzali ją, że jako Polka ma małe szanse na wygranie sprawy.

Drugie uprowadzenie: gaz pieprzowy

Zaczęła myśleć o porwaniu po spotkaniu z córeczką, w trakcie którego zabronili jej mówić do Lary po polsku.

– To było dozorowane spotkanie, w obecności trójki urzędników Jugendamtu (niemiecki urząd znany m.in. z kontrowersyjnych decyzji, odbierających nieniemieckim rodzicom prawo do widzeń) – opowiada. – Za oknem byli moi rodzice. Lara spojrzała za okno, a dziadek jej pomachał. Urzędnicy powiedzieli, że to niedopuszczalne i przerwali spotkanie. Zawiesili moje kontakty i znów nie widziałem jej cztery miesiące.

Pracownik konsulatu generalnego w Monachium powiedział jej, że przy ostrym sporze o dziecko niemiecki sąd może odebrać prawa zarówno matce, jak i ojcu, a potem umieścić dziecko w rodzinie zastępczej w Niemczech.

Dzień, który zaprowadził ją do więzienia, Joanna wspomina tak:

Nowa partnerka Thomasa odprowadzała moją córkę do przedszkola. Po prostu podeszłam do niej i psiknęłam jej gazem pieprzowym w twarz. Zabrałam Larę i pojechałam najkrótszą drogą do Czech, aby uciec z Niemiec, a potem do Polski.

To było prawie dwa i pół roku temu. Od tej pory dziewczynka cały czas jest w ukryciu.

Trzecie uprowadzenie: przyjdzie kurator i policja

– Do trzeciego uprowadzenia dojdzie, jeśli ją wytropią – mówi Joanna.

– Lara ma siedem lat. Co się z nią dzieje? – pytam.

– Ma prywatne lekcje i prywatną opiekę lekarską. Tyle mogę powiedzieć.

Adwokat Elżbieta Zaniemojska-Krześniowska: – Kurator w asyście policji odbierze dziecko babci, jeśli trzeba będzie, to siłą. Lara pojedzie do Niemiec niezależnie od tego, że nie chce tam jechać.

W 2014 r., po wywiezieniu córki do Polski, Joanna była na wolności przez pół roku. W Niemczech wszczęto przeciwko niej postępowanie karne i wystawiono europejski nakaz aresztowania. Sąd Okręgowy w Jeleniej Górze zadecydował o wydaniu jej niemieckiemu wymiarowi sprawiedliwości. Po konsultacji z prawnikami i rodziną, sama pojechała do Niemiec i oddała się w ręce tamtejszej prokuratury. Została aresztowana. Najpierw skazano ją na 2 lata i 10 miesięcy więzienia, a po apelacji na 3 lata i 3 miesiące.

– Tyle w Niemczech dostają gwałciciele! – słyszę od adwokatów.

Kiedy przez 19 miesięcy siedziała w więzieniu, babcia Lary uczyła wnuczkę mówić po polsku.

Joanna: – Nie chcę nawet tego więzienia wspominać. Straszyli mnie tam, że jak nie powiem, gdzie jest Lara, to będę miała kolejną sprawę.

Kiedy Joanna siedziała w więzieniu, sąd w Stuttgarcie wydał prawomocny już wyrok przyznający Larę ojcu.

Po interwencji polskiego ministerstwa sprawiedliwości, Niemcy wydały Joannę Polsce, a tu zwolniono ją warunkowo z więzienia.

Sąd: To nie nasza sprawa

W tej nietuzinkowej sprawie polskie ministerstwo sprawiedliwości zaproponowało międzynarodowe mediacje.

– Były proponowane już wcześniej i nic z tego nie wynikło – mówił w środę w szczecińskim sądzie ojciec dziecka, który przedstawił się jako przewodniczący organizacji SOS Porwanie Dziecka.

Występujący w tej sprawie prawnicy, łącznie z sędzią, nie mieli z takimi mediacjami nigdy do czynienia. Nie bardzo wiadomo, jak miałyby wyglądać.

Przed szczecińskim sądem toczy się sprawa wytoczona przez babkę, która chce, aby uznano ją za rodzinę zastępczą, tym samym legalizując pobyt Lary w Polsce. Dziewczynka mogłaby wtedy wyjść z ukrycia. Jednak szczeciński sąd rejonowy uznał, że ta sprawa nie podlega polskiej jurysdykcji. Do sądu okręgowego trafiło już zażalenie w tej sprawie.

W środę w sądzie odbyła się z kolei sprawa o zabezpieczenie kontaktów z Larą (na czas prawomocnego rozstrzygnięcia „głównej” sprawy). Ojciec jest temu przeciwny i walczy o wyegzekwowanie niemieckiego wyroku (przekonuje, że miał prawo wywieźć córkę do Niemiec, a matka nie miała prawa do Polski).

– Teraz dziecko ukrywa się z babcią i nie ma kontaktów z żadnym z rodziców – mówiła przed sądem adwokat Zaniemojska-Krześniowska. – Dobro dziecka, jego poczucie bezpieczeństwa jest nadrzędne.

Sąd uznał jednak w środę, że nadrzędne są międzynarodowe przepisy i kolejny raz zadecydował, że ta sprawa nie podlega polskiej jurysdykcji.

Prokuratura w Lubaniu zwróciła się właśnie do Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze o zatwierdzenie postanowienia o przedstawieniu zarzutów babci Lary. Najpierw trzeba ją będzie odnaleźć.

– Teraz już nie potrafię odpowiedzieć, co dalej – mówi Joanna.

O długach alimentacyjnych w „Studio pod parasolką”

 

wyborcza.pl

Facebook zablokował Tomasza Terlikowskiego na 30 dni

DoRzeczy.pl, 05.04.2017

Tomasz Terlikowski© zrzut z Telewizji Republika Tomasz Terlikowski

„Szanowni Państwo Tomasz Terlikowski został właśnie zablokowany na 30 dni przez Facebooka. Powód? Jego wpis informujący o wydarzeniach w XIV LO im. Staszica” – poinformowała na Facebooku Małgorzata Terlikowska, prosząc o udostępnianie informacji.

„Lewicowi zwolennicy wolności słowa tyle razy zgłaszali wpis, że został on uznany za… naruszający standardy. To mówi wszystko o ich podejściu do wolności i pluralizmu. Zakazać inności, zakneblować chrześcijan i konserwatystów” – czytamy we wpisie żony Tomasza Terlikowskiego.

Dziennikarz i red. nacz. Telewizji Republika miał dziś poprowadzić cześć rekolekcji z uczniami warszawskiego liceum im. Stanisława Staszica. Do spotkania jednak nie doszło, ponieważ mieli zaprotestować przeciwko niemu uczniowie, których reakcji uległa z kolei dyrekcja.

Terlikowski opublikował w tej sprawie oświadczenie na Facebooku, nie spodobało się ono najwyraźniej części internautów, którzy licznymi zgłoszeniami doprowadzili do zablokowania konta.

msn.com.pl-pl

Debatę o objawienia fatimskich w Sejmie Barbara Nowacka skomentowała na swoim profilu FB.

 

 

Michał Wilgocki

Objawienia fatimskie w Sejmie. Czyli wybiórcze traktowanie nauki Kościoła

05 kwietnia 2017

Sejm chce uczcić uchwałą rocznicę objawień fatimskich

Sejm chce uczcić uchwałą rocznicę objawień fatimskich (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Natrząsać się z religijności jest nieelegancko. Nawet jeśli sejmowy akt to przedstawienie adresowane do jednego widza z Torunia.

„W sposób niezwykle dramatyczny, poprzez przekazanie trzyczęściowej tajemnicy oraz spektakularny cud słońca, Matka Boża przypomniała ewangeliczną prawdę, że ludziom do szczęścia tak naprawdę,potrzebny jest tylko Wszechmocny Bóg, który stworzył nas dla siebie i pragnie podzielić się z nami pełnią szczęścia”. To nie fragment okolicznościowej, majowej homilii. To cytat z poselskiej uchwały dotyczącej uczczenia stulecia objawień fatimskich.

W środę debatował nad nią Sejm, w piątek najpewniej zostanie przyjęta.

>> Ojciec Gużyński: „Sejmowa uchwała o rocznicy objawień fatimskich to dewocyjny idiotyzm”

Natrząsać się z religijności jest nieelegancko. Nawet jeśli to religijność faryzejska, a sejmowy akt to przedstawienie adresowane do jednego widza z Torunia. Dlatego mam do posłów PiS pytanie poważne.

Jak czuliście się, kiedy reprezentująca was posłanka Anna Sobecka mówiła, że wyrazem obecnego kryzysu wiary w Europie jest upadek moralny, którego efektem jest „brak szacunku do życia” i „mordowanie nienarodzonych”?

186 z was 6 października 2016 r. głosowało za odrzuceniem projektu Ordo Iuris całkowicie zakazującego aborcji (choć akurat posłanka Sobecka pozostała wierna swoim przekonaniom). Wśród podpisów pod fatimską uchwałą odnalazłem co najmniej kilkanaście nazwisk posłanek i posłów, którzy wtedy zagłosowali „przeciw”.

Czy kiedy Bronisław Komorowski – wbrew sugestiom Episkopatu – podpisał ustawę o in vitro, nie odmawialiście mu prawa do komunii? Czy w radiu, o którego łaski teraz zabiegacie, nie nazywano go wtedy rosyjskim szpiegiem i nie porównywano do Hitlera? O przyjmowaniu uchodźców nie chcę pisać, bo przecież już ogłosiliście, że nauczanie Franciszka w tej sprawie to tylko opinia.

Zamiast tego, skoro jesteśmy w temacie objawień – przypomnijcie sobie cytat z Objawienia św. Jana. „Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust”. Skoro nauczanie Kościoła jest wam bliskie – to dlaczego traktujecie je wybiórczo?

Zobacz: „W minutę”: 5 kwietnia 2017 r.

 

wyborcza.pl

Kto walczy o miliony z Norwegii

Paweł Kośmiński, 05 kwietnia 2017Szymon Dziubicki z Konfederacji Inicjatyw Pozarządowych Rzeczypospolitej w programie 'Warto rozmawiać' w TVP

Szymon Dziubicki z Konfederacji Inicjatyw Pozarządowych Rzeczypospolitej w programie ‚Warto rozmawiać’ w TVP (TVP1 ‚Warto rozmawiać’)

Prorządowe, sceptyczne wobec członkostwa Polski w UE, zapatrzone w Orbána – to część organizacji, które krytykują Fundację Batorego za złe rozdzielanie tzw. funduszy norweskich. I same ustawiają się w kolejce po miliony euro.

Rząd negocjuje z Norwegami, kto ma dzielić kolejną transzę milionów euro tzw. funduszy norweskich. To pieniądze dla organizacji zajmujących się prawami człowieka i budową społeczeństwa obywatelskiego. Dotąd robiła to wyłoniona w konkursie Fundacja Batorego. Rząd chce, by teraz kasę dzieliła organizacja nadzorowana przez premiera. Ma w tej sprawie sojusznika.

To Konfederacja Inicjatyw Pozarządowych Rzeczypospolitej, która zarzuciła Fundacji Batorego „wspieranie organizacji mających wyraźnie ideologiczny profil działania i kwestionujących podstawowe zasady polskiego ustroju konstytucyjnego”. Pod stanowiskiem podpisało się kilkadziesiąt organizacji, m.in. Solidarni 2010 (na jego czele stoi związana z „Gazetą Polską” Ewa Stankiewicz) czy Polska Jest Najważniejsza prof. Jana Żaryna, senatora z ramienia PiS.

Konfederacja twierdzi, że „nie można być dobrym Polakiem, nie doceniając kulturowej i organizacyjnej roli Kościoła rzymskokatolickiego w dziejach Polski”. Uchwałę o założeniu związku stowarzyszeń i wybraniu władz podjęto 16 lutego.

Prezesem został Przemysław Jaśkiewicz, członek zarządu Fundacji Niepodległości, która w styczniu objęła patronatem spotkanie ze związanym z mediami o. Rydzyka Jerzym Robertem Nowakiem. Temat? „Węgierska droga do zwycięstwa. Czego możemy nauczyć się od Węgrów?”. „Na Węgrzech jest widoczny główny podział na patriotów i na zdrajców, patriotów i targowiczan” – mówił na nim Nowak.

KIPR ma dwóch wiceprezesów – Ilonę Gosiewską i Tymoteusza Zycha. Gosiewska to prezes zarządu stowarzyszenia Odra-Niemen, Zych – członek zarządu instytutu Ordo Iuris, który przed kilkoma tygodniami groził pozwami studentom protestującym przeciw wykładowi antyaborcyjnej aktywistki z USA na UJ.

Rzecznik i członek zarządu KIPR Kamil Rybikowski należy do stowarzyszenia KoLiber, które też podpisało się pod apelem. Chwalące się współpracą z „największymi ośrodkami politycznymi” stowarzyszenie rozpowszechnia film „Hołd brukselski, czyli jak w 10 lat stracić suwerenność” pokazujący, „jak demontowano polską suwerenność w strukturach UE”.

Do KIPR przystąpiło kilkanaście organizacji. Rybikowski wymienia stowarzyszenia: Odra-Niemen, Studenci dla Rzeczypospolitej, Młodzi dla Polski, PJN i Ordo Iuris. Zastrzega, że nie ma przed sobą całej listy, ale zapewnia, że podpisane pod apelem Reduta Dobrego Imienia – Polska Liga przeciw Zniesławieniom i Solidarni 2010 do niej nie należą. – Staramy się raczej, by nie były to organizacje o jawnych afiliacjach politycznych – przekonuje.

Dlaczego konfederację utworzono właśnie teraz? Zdaniem dyrektorki Fundacji Batorego Ewy Kulik-Bielińskiej koalicja to „karta przetargowa” rządu w negocjacjach z Norwegami w sprawie kolejnej puli pieniędzy, dzięki której może pokazać, że polskie organizacje są niezadowolone z rozdzielania funduszy.

– Pomysł, by po tej stronie konserwatywnej doszło do konsolidacji organizacji trzeciego sektora, pojawił się już wcześniej, ale proces formowania trwał długo – twierdzi Rybikowski. – Naszym celem jest konsolidacja środowisk prawicowych, zabieranie głosu w ważnych sprawach, jedną z nich są właśnie fundusze norweskie.

Szymon Dziubicki i Filip Wielanier z KIPR brak pluralizmu zarzucali Fundacji Batorego również w ostatnim programie Jana Pospieszalskiego w TVP. Zarazem przyznali, że nawet nie składali wniosków.

Przetrwają tylko te NGO, które będą myśleć tak jak PiS – posłanka PSL w 3×3

 

wyborcza.pl

„W minutę”: 5 kwietnia 2017 r.

Milena Kruszniewska; montaż: Katarzyna Dworak
http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21596851,video.html?embed=0&autoplay=1

‚W minutę’

%d blogerów lubi to: