Czy wybory będą strollowane?

Zacznijmy od podstawowego dogmatu – dla mnie oczywistego – Polacy są lepsi, niż politycy PiS przez dwa lata z nami zrobili. Zniszczyli naszą reputację, sprowadzili nas do swoich wymiarów. Polityka jest okrutna, jeżeli mają nas wyzyskać na arenie międzynarodowej, wyzyskają.

I niestety, jako Polacy odpowiadamy za pisowców. Na świecie nas nie rozróżniają. Polak dla innych stał się zakłamany jak pisowiec, który np. może powiedzieć taka brednię politologiczną, że Polska jest demokratycznym państwem narodowym.

Przed opozycją i społeczeństwem obywatelskim nie lada wyzwanie, by w niedługim czasie przekonać pozostałych rodaków do tego, że nie możemy pod obecną władzą zmierzać do izolacji państwa, a tym samym do uniemożliwienie karier dla najlepszych, samorealizacji się, że nie możemy marnować życia.

Gdyby dzisiaj wybierano szefa Rady Europejskiej, Donald Tusk nie miałby żadnych szans, ani ktokolwiek z naszych wielokroć lepszy od Tuska. Polak został ośmieszony, PiS zrobił z naszej nacji karykaturę. Jesteśmy jak bohater „Monizy Clavier” Sławomira Mrożka, groteskową ofiarą, którą świat wykopuje za drzwi, bo chwali się swoim przegraństwem.

Niedługo wybory samorządowe, które już dzisiaj widać, iż będą jednym wielkim chaosem, szaleństwem organizacyjnym. jednym wałkiem. A jeżeli tak – to o to chodzi, aby szaleństwo było metodą na wygraną PiS. Brak pieniędzy na organizację wyborów – dzisiaj mówi się o deficycie rzędu 600 milinów złotych, a będzie on większy. Kto zatem za friko, albo za niewielką dietę zechce zasiadać w komisjach wyborczych?

Niemożliwe stanie się skoordynowanie i przeprowadzenie bezpiecznych transmisji z 28 tysięcy z lokali wyborczych, tym bardziej, że jeszcze nie przeprowadzono skomplikowanych przetargów na zakup kamer. O to jednak chodzi, chaos pozwoli PiS przepychać w sądach po swojej myśli oprotestowane i zaskarżane wyniki wyborcze, które zreszta zostaną „ustalone” – jak czytamy w nowej ordynacji.

Ze strony władzy wybory pilotuje rzeczywisty troll internetowy, Paweł Szefernaker, prawa ręka ministra spraw wewnętrznych Joachima Brudzińskiego. Ten Szefernaker stosuje sztuczki właściwe dla trollów, zwala przewidywaną winę na innych, w tym wypadku na Państwową Komisję Wyborczą, choć organizacją wyborów odebrano sędziom PKW na rzecz władzy wykonawczej.

Troll Szefernaker w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” TVN24 wskazał nawet winnego chaosu podczas listopadowych wyborów samorządowych: „Wiele informacji, które się pojawia na ten temat, wynikają tylko i wyłącznie z tego że pojawiają się w mediach, bo są wrzucane czy przez szefową KBW… Najpierw wysyła do mediów list, a potem do premiera”. 

Chodzi o szefową Krajowego Biura Wyborczego Beatę Tokaj, która dzisiaj zreszta została zastąpiona przez pisowską działaczkę Magdalenę Tokaj.

Wniosek jest tylko jeden, jeżeli ktoś pilotuje wybory tak marnej miary jak Szefernaker, wybory mogą być tylko strollowane.

 

Szefernaker: Jeżeli będą potrzeby związane z legislacją, ze znalezieniem dodatkowych środków, to one się znajdą

Szefernaker: Jeżeli będą potrzeby związane z legislacją, ze znalezieniem dodatkowych środków, to one się znajdą

– Przede wszystkim na początku trzeba rozmawiać na konkretach i jestem przekonany że jeżeli dojdzie do takiego spotkania w najbliższym czasie, to będziemy rozmawiali z PKW nt. konkretnych wyliczeń, bo jestem przekonany że PKW i szefowa KBW, która obecnie pełni funkcję, nie przespała tych 2-3 miesięcy, które mamy za sobą odkąd ustawa była procedowana, że są specyfikacje, wyliczenia takie które wiarygodnie wskazują, że są takie propozycje rozwiązań ze strony PKW i KBW, które pokażą rzeczywiście jakie są realne potrzeby z tym związane – mówił Paweł Szefernaker w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” TVN24. Jak dodał:

„Musi być oszacowanie wartości tego zamówienia, potrzeb które nie są zabezpieczone w budżecie. Jeżeli będzie takie oszacowanie ze strony PKW, jestem przekonany że szefowa KBW dopełniła wszystkich obowiązków służbowych i przygotowała coś takiego. Wiele informacji, które się pojawia na ten temat, wynikają tylko i wyłącznie z tego że pojawiają się w mediach, bo są wrzucane czy przez szefową KBW… Najpierw wysyła do mediów list, a potem do premiera. O wielu kwestiach dowiadujemy się dopiero z mediów. Jeżeli będą potrzeby związane z legislacją, ze znalezieniem dodatkowych środków, to one się oczywiście znajdą. Nie wyobrażam sobie sytuacji żeby było inaczej, tylko musimy rozmawiać nie za pośrednictwem mediów, tylko w cywilizowany sposób”

300polityka.pl

Emocje polityczne w kraju są chore. Polegają na tym, czy PiS wykołuje obywateli, czy na pisowką chęć wykołowania znajdzie się sposób. To są Tworki.

Krajowe Biuro Wyborcze ma nową szefową. Co z dotychczasową? PKW ma sprytny plan

mk, IAR, 
http://www.gazeta.tv/plej/19,114884,22557431,video.html?embed=0&autoplay=1
Magdalena Pietrzak objęła dziś stanowisko szefa Krajowego Biura Wyborczego. Jej kadencja będzie trwać 7 lat. Państwowa Komisja Wyborcza zadbała jednak o to, by dotychczasowa szefowa – Beata Tokaj – nadal brała czynny udział w pracach nad organizacją wyborów.

Magdalena Pietrzak została dziś szefową Krajowego Biura Wyborczego. Pietrzak to wieloletnia sekretarz powiatu łowickiego, miasta Zduńska Wola i gminy Skierniewice. Od grudnia 2016 roku była zastępcą dyrektora Departamentu Spraw Parlamentarnych Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Na stanowisko w KBW została wybrana w lutym.

Zgodnie z procedurą, PKW wybiera szefa KBW spośród kandydatów przedstawionych przez szefa MSWiA, którym obecnie jest Joachim Brudziński. Oprócz kandydatury Pietrzak Brudziński proponował też Mirosława Sanka – zastępcę generalnego inspektora ochrony danych osobowych, wcześniej dyrektora generalnego Ministerstwa Edukacji Narodowej i asystenta europosła Ryszarda Legutki.

Na liście znalazł się także Paweł Szrot – sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, w przeszłości legislator Klubu Parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości, sekretarz sztabu prezydenckiej kampanii wyborczej Andrzeja Dudy, asystent Krzysztofa Jurgiela i dyrektor sekretariatu wicepremiera Przemysława Gosiewskiego.

Co dalej z Tokaj?

Magdalena Pietrzak zastąpiła na stanowisku szefa KBW Beatę Tokaj, która kierowała biurem od grudnia 2014 r. Jednak, jak kilka dni temu informował „Dziennik Gazeta Prawna”, jest wysoce prawdopodobne, że Tokaj nadal będzie aktywnie uczestniczyła w organizacji wyborów.

Krótko przed wyborem nowej szefowej Państwowa Komisja Wyborcza przyjęła kilka uchwał. Jedna z nich powołała nowe stanowisko doradcy Państwowej Komisji Wyborczej. Jak podaje „DGP”, jest niemal pewne, że rekomendowana na to stanowisko będzie właśnie Beata Tokaj, choć decyzję o jej zatrudnieniu ma podjąć Magdalena Pietrzak. Kolejna uchwala wymaga, by zmiany na stanowiskach dyrektorów zespołów i delegatur była uzgadniana z szefem Państwowej Komisji Wyborczej.

W ten sposób PKW doprowadziłaby do sytuacji, w której na kilka miesięcy przed wyborami samorządowymi nad ich organizacją czuwałyby osoby z wieloletnim doświadczeniem.

Zadania Krajowego Biura Wyborczego

Szef Krajowego Biura Wyborczego nie może należeć do partii politycznej, nie może też być skazany za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego ani za przestępstwo skarbowe. Państwowa Komisja Wyborcza może odwołać go przed upływem kadencji w uzgodnieniu z MSWiA.

Do zadań Krajowego Biura Wyborczego należy między innymi zapewnienie warunków organizacyjno-administracyjnych, finansowych i technicznych, niezbędnych do organizacji wyborów i referendów.

STAN GRY: Fakt: Co z wami dobra zmiano? Matyja o samozadowoleniu prawicy jak u Komorowskiego, Bielecki: Kiedy wolni Polacy oddawali hołd żydowskim bojowcom, Passent stał z ZOMO

— ADAM DANIEL ROTFELD KOŃCZY W NIEDZIELĘ 80 LAT.

— PRZEWODNICZĄCY EPISKOPATU O ZASADACH DOTYCZĄCYCH STOSUNKU KOŚCIOŁA DO POLITYKI – jak mówił w homilii w Kaliszu abp Stanisław Gądecki: “Kościół, jak mówił abp Gądecki, nie utożsamia się z żadną wspólnotą polityczną ani z żadnym systemem politycznym. „Kościół nie jest po stronie prawicy, lewicy ani po stronie centrum, ponieważ Kościół ma swoją własną stronę; Kościół winien stać po stronie Bożej” – powiedział. Wyjaśniał, że zadaniem państwa jest dbałość o doczesne sprawy obywateli. Kościół natomiast ma odpowiedzieć na potrzeby duchowe swoich wiernych, troszczyć się o „duchowe dobro doczesne i wieczne człowieka a także społeczeństwa”. „Podstawowym zadaniem Kościoła jest wychowanie sumienia” – powiedział w homilii abp Stanisław Gądecki”. http://episkopat.pl/przewodniczacy-episkopatu-o-zasadach-dotyczacych-stosunku-kosciola-do-polityki/

— CO Z WAMI DOBRA ZMIANO? – Mikołaj Wójcik w Fakcie: “Szli do władzy przekonując Polaków, jak bardzo będą się różnić od poprzedników. Nie zostawiali suchej nitki na ośmiorniczkach zjadanych w Sowie i Przyjaciołach i popijanych Pomerolem na koszt spółek Skarbu Państwa. A co teraz robią sami? Zgodnie krytykowali prezydenta Bronisława Komorowskiego (66 l.) za jego kampanijne rady w stylu „zmień pracę, weź kredyt”. A po wyborczym zwycięstwie mówili o pokorze, pracy, służbie… Co zostało z tamtych haseł Prawa i Sprawiedliwości po 2,5 roku rządów?” https://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/krytykowali-poprzednia-wladze-dzis-robia-to-samo/nqymqyn

— PRZED GŁOSOWANIEM NA PIWKO, TAK PRACUJĄ PARLAMENTARZYŚCI Z OPOZYCJI – Fakt.

— MOŻE NIE WARTO TAK DO KOŃCA ZOHYDZAĆ UE – MICHAŁ SZUŁDRZYŃSKI W RZ: “Może więc nie warto tak do końca zohydzać Unii Europejskiej. Jest ona podobna do demokracji – ma mnóstwo wad, ale jak dotąd nic lepszego nie wymyślono. A od marudzenia nie stanie się lepsza. Jeśli w dodatku bronić jej będzie wyłącznie strona liberalno-lewicowa, prawica za jakiś czas może obudzić się w świecie, który będzie jej się podobał jeszcze mniej niż teraz”. http://www.rp.pl/Plus-Minus/303019919-Michal-Szuldrzynski-Unia-Europejska-jak-demokracja-Nic-lepszego-jak-dotad-nie-wymyslono.html

— NIECH PRZYŁĘBSKI BIJE SIĘ W PIERSI A NIE ODSZCZEKUJE KRYTYKOM – W RZ CZESŁAW BIELECKI O STRACHU I REPRESJI: “Strach i represja – w Marcu i później – były po stalinowskim terrorze tylko „kaszką z mleczkiem”. Niech wszyscy, którzy dla otrzymania paszportu na Zachód szli na współpracę, jak dzisiejszy ambasador Przyłębski, biją się w piersi, a nie odszczekują krytykom. I niech -jak obecny prezes IPN Szarek – nie sądzą, że każdy świstek o zachowaniu w tajemnicy przesłuchania był dowodem kolaboracji. Dla pokolenia marcowego, które pamięta strach w oczach przechodniów podnoszących ulotkę z ulicy, sprawa konformizmu i sprawa odwagi, szczególnie gdy już nie płaciło się za nią życiem, były najważniejsze. Tworzyły linię podziału. Właśnie wtedy w polskim Marcu ’68 ćwiczyliśmy braterstwo, które doprowadziło nas do przełomu 1989 roku. Ćwiczyliśmy je przez 20 lat, rezygnując z łatwych karier. Żeby nie wstępować, gdzie nie wypada. Żeby bać się przede wszystkim własnego strachu. Żeby porozumiewać się i współpracować ponad podziałami”.

— PASSENT STAŁ RAZEM Z ZOMO – pisze Bielecki: “Pamiętam solidarnościowe obchody 40-lecia powstania w getcie warszawskim w 1983 roku. Wolni Polacy oddawali hołd żydowskim bojowcom. Wtedy Daniel Passent stał razem z ZOMO, a nas legitymowano i zatrzymywano”. http://www.rp.pl/Plus-Minus/303019917-Czeslaw-Bielecki-Marzec68–Odwaga-i-uczciwosc-zobowiazywala-nas-do-patriotyzmu.html

— RAFAŁ MATYJA W SWOJEJ KSIĄŻCE, KTÓREJ FRAGMENT DRUKUJE RZ: “Diagnoza, która jest podstawą polityki PiS, pochodzi w swych zrębach z lat dziewięćdziesiątych i z doświadczeń Porozumienia Centrum oraz jego lidera Jarosława Kaczyńskiego. Słabo radzi sobie z opisem nowych zjawisk politycznych: począwszy od dynamiki europejskiej, poprzez zmieniającą się rolę samorządów, aż po specyficzne problemy młodego pokolenia na rynku pracy. Anachroniczny jest – sięgający nierzadko absurdu – język potępienia III Rzeczypospolitej. Język, w którym minister spraw wewnętrznych wygłasza niedorzeczne sądy o końcu komunizmu w roku 2017. Język, w którym poprzednie ekipy sprowadza się do roli agentów globalizmu i obcego kapitału, a triumfującego z powodu otwarcia polskiej siedziby JP Morgan wicepremiera – pełniącego przez lata funkcję prezesa jednego z zagranicznych banków – uznaje za wyjątkowego patriotę”.

— MATYJA O SAMOZADOWOLENIU PRAWICY W KLIMACIE KOMOROWSKIEGO: “Prawica po zwycięstwie w 2015 roku tkwi w intelektualnym komforcie, w przekonaniu o własnej potędze i racji. Przypomina to klimat z czasów rządu PO i Bronisława Komorowskiego, tę domagającą się intelektualnego przewietrzenia atmosferę świata władzy początku drugiej dekady XXI wieku. Na każdy przejaw nieśmiałego rewizjonizmu prawica reaguje hasłami o zdradzie, nadmiernej miękkości – czy pojawiającym się często na forach – „rozkraczeniu”. Ten ostatni epitet jest nagrodą, jaką prawicowa opinia opatrzy każdą wątpliwość pojawiającą się na łamach jej własnej prasy lub w mediach publicznych”. http://www.rp.pl/Plus-Minus/303019911-Rafal-Matyja-Wyjscie-awaryjne-O-zmianie-wyobrazni-politycznej.html

— PIOTR ZAREMBA O TYM, ŻE DZIĘKI WYKLĘTYM KOMUNIZM BYŁ MNIEJ REPRESYJNY: “O „wyklętych” warto pamiętać i mówić dobrze. To także dzięki nim polski komunizm był mniej opresyjny. Co nie znaczy, że należy mówić tylko o nich. (…) Jestem zdania, podobnie jak Jan Olszewski, że każdy rodzaj oporu – partyzantka, ruch obywatelski wokół PSL – czyniły polski komunizm mniej opresyjnym. Nie da się tego dowieść żadnym matematycznym wzorem. Ale to w Polsce nie powiodła się akcja kolektywizacji, to w Polsce przetrwał ze swoimi wpływami Kościół, a zakres praktycznej wolności słowa i przekonań był jednak większy niż w innych krajach bloku komunistycznego. Pamiętajmy o tym, zapalając znicz żołnierzom wyklętym”.

— UPIERANIE SIĘ PRZY KULCIE BUREGO NIE JEST SŁUSZNE – PISZE ZAREMBA: “Czy masa krytyczna tych okrucieństw nie bywała przekroczona? Nie podejmuję się, pamiętając o wojennych okolicznościach, definitywnego osądu majora Romualda Rajsa „Burego”. Ale nie sądzę, aby upieranie się przy jego kulcie w okolicy Hajnówki było polityczne i słuszne moralnie, skoro – jak wiele wskazuje – zabijał także według kryteriów narodowościowych. I skoro to jest wciąż pamiętane, budzi poczucie krzywdy u Białorusinów, którzy widzą w nim źródło opresji nie politycznej, ale właśnie etnicznej”. http://www.polskatimes.pl/opinie/komentarze/a/zolnierze-wykleci-piotr-zaremba-warto-znac-prawde-o-wyborach-tamtych-pokolen,12973630/

— PIS DOKONUJE SKOKU NA PAŃSTWO POWTARZAJĄC BŁĘDY SWOICH POPRZEDNIKÓW – pisze Ignacy Morawski w KP: “Sprzeczność widać również w stosunku do instytucji. Elementem planu Morawieckiego była naprawa państwa przez zwiększenie efektywności administracji publicznej. Tymczasem, jak dostrzegają nawet konserwatywni politolodzy i publicyści, jak chociażby Rafał Matyja czy Bartłomiej Radziejewski, PiS dokonuje skoku na państwo, powtarzając błędy swoich poprzedników. Generalną zasadą nie jest zmiana sposobu działania instytucji, tylko całkowita wymiana elit. Co gorsze, wymiana ta odbywa się w chaotycznej formie, poprzez walki frakcji i obsadzanie stanowisk przypadkowymi osobami. Przypadek Bartłomieja Misiewicza jest tylko wierzchołkiem góry lodowej – od dwóch lat nie ma stabilnego zarządu i strategii rozwoju Giełdy Papierów Wartościowych, następują częste i niezrozumiałe zmiany we władzach dużych spółek finansowych (jak PZU), upolitycznienie mediów publicznych sięgnęło zenitu, a sądy zamiast reform doczekają się kontroli politycznej. A to tylko wybrane przykłady. Naprawdę bardzo trudno byłoby obronić tezę, że państwo przejęła ekipa reformatorów, a nie ludzi  głodnych stanowisk i sławy”. http://krytykapolityczna.pl/gospodarka/morawski-wielki-skok-i-wielkie-sprzecznosci/

— ANDRZEJ CEYNOWA KANDYDATEM SLD NA PREZYDENTA GDAŃSKA: http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,23092212,nie-chce-pisowskiego-gdanska-andrzej-ceynowa-kandydatem-sld.html?disableRedirects=true

— TO JEST DNO, NIŻEJ UPAŚĆ SIĘ NIE DA – Bartłomiej Sienkiewicz w rozmowie z Filipem Rudnikiem w KL: “To się bierze z kompletnego nihilizmu prawnego i państwowego. Powiedzmy sobie szczerze, to jest nihilizm pomieszany z infantylizmem. Dziecko zbiło dzbanek i powtarza, że dzbanek jest wciąż cały. Pomimo tego, iż prawo zostało przyjęte, jedna część polityków mówi, że ono nie będzie obowiązywało – podczas gdy drudzy zapewniają, że jednak będzie. No przecież to jest dno, niżej upaść nie można. To dramatyczny sposób na wywikłanie się z konfliktu, który PiS wywołało samo”.

— SIENKIEWICZ O TYM, ŻE HOLENDRZY CZUJĄ SIĘ SILNI MÓWIĄC O SWOICH KOLABORANTACH: “Jeśli chcemy być częścią Zachodu, musimy nauczyć się mówić o tym, co w Polsce miało miejsce w przeszłości – o tym, co jest dla nas niewygodne, trudne i bolesne. Inaczej odcinamy się od europejskiej wspólnoty i zbliżamy się do Turcji i Rosji. Podam przykład – w Holandii jest muzeum poświęcone II wojnie światowej. Holendrzy uchodzą za naród, który zrobił bardzo dużo dla ratowania Żydów. Tymczasem, w tym samym muzeum, znajduje się fragment wystawy poświęconej udziałowi Holendrów w dywizji Waffen-SS. Kierując się logiką PiS-u, można byłoby ten fragment pominąć – Holendrzy czują się jednak na tyle silni, że mogą o tym mówić. Co więcej, czerpią z tej siły dumę”.

— SIENKIEWICZ O GROŹBIE: DLACZEGO MAMY UMIERAĆ ZA TYCH ANTYSEMITÓW?– Uprawianie polityki w ten sposób powoduje, że stajemy się niezrozumiali dla Europy. Wytłumaczę to na podstawie dwóch pytań. Po wstąpieniu Polski do NATO wisiało nad nami absolutnie nieretoryczne pytanie: „czy Zachód będzie umierał za Białystok?”. Odpowiedź – w wyniku wysiłków wielu polskich polityków – brzmiała „tak”. Brało się to z tego, że istniała jednorodność Polski z innymi krajami zachodniej Europy. To poczucie jest znacznie ważniejsze dla zachodniej opinii publicznej niż traktaty. Ryzyko prowadzonej przez PiS polityki można sprowadzić do potencjalnego pytania, jakie może się pojawić na Zachodzie: „dlaczego mamy umierać za tych antysemitów?”. https://kulturaliberalna.pl/2018/03/02/sienkiewicz-ustawa-ipn-polityka-zagraniczna/

— PIS WIESZA POLSKĘ NA SZNURZE PRZYGOTOWANYM W ROSJI – Mirosław Czech w GW: “Wielu obserwatorów biedzi się nad pytaniem, skąd w „ukraińskiej” części znowelizowanej ustawy wzięły się lata 1925-50 dla określenia zbrodniczości Ukraińców. Nie wiedział tego rząd, gdy jego przedstawiciele popierali nowelizację, nie wiedzieli parlamentarzyści, którzy za nią głosowali. Na temat dat milczą autorzy i eksperci Kukiz’15, lecz w ich przypadku milczenie jest złotem. Na dokumencie aż zbyt widoczna jest „pieczęć Łubianki” – czyli Federalnej Służby Bezpieczeństwa, następczyni KGB – by „pyskować” w jej imieniu”. http://wyborcza.pl/7,75968,23090286,rok-1925-mogl-wpisac-do-ustawy-tylko-ktos-znajacy-archiwa.html

300polityka.pl

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,23094347,krajowe-biuro-wyborcze-ma-nowa-szefowa-co-z-dotychczasowa.html#Z_MT

Michał Kuczyński – portal crowdmedia.pl – wskazuje na to, jak PiS zamierza sfałszować wybory.

Uchwalona w olbrzymim pośpiechu, wbrew sugestiom ekspertów i Państwowej Komisji Wyborczej ordynacja wyborcza przed najbliższymi wyborami samorządowymi weszła już w życie. Wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują, że rozwiązanie w niej zawarte doprowadzą do niewyobrażalnego chaosu w ich organizacji – według PKW na ich przeprowadzenie już dziś brakuje ponad 600 mln złotych, a wiele rozwiązań zaproponowanych przez ustawodawcę jest niemożliwych do spełnienia.

System informatyczny do liczenia głosów jest niedostosowany, komisarze wyborczy jeszcze nie wybrani, a wielu z nich zostanie wybranych naprędce, bez zweryfikowania ich wiedzy na temat prawa wyborczego. Równie nierealne jest przeprowadzenie skutecznych transmisji ze wszystkich 28 tys. lokali wyborczych, co z pewnością stanie się przedmiotem tysięcy protestów wyborczych. Samo liczenie głosów, przez zmianę sposobu ich dokonywania może trwać ponad tydzień. O te wszystkie aspekty, o których członkowie PKW alarmują już od wielu miesięcy, pytany był dzisiaj w programie “Jeden na jeden” w TVN 24 Paweł Szefernaker, wiceminister spraw wewnętrznych i administracji. I trzeba przyznać, że jak na tak młodego urzędnika ma niebywały tupet. Okazuje się bowiem, że choć nowelizacją ordynacji wyborczej, całą władzę nad organizacją wyborów odebrano sędziom PKW na rzecz władzy wykonawczej, jej przedstawiciele nie zamierzają brać odpowiedzialności za niemal pewny chaos, jaki nas wszystkich czeka. Co więcej, w wypowiedziach wiceministra da się dostrzec wskazanie kozła ofiarnego, który będzie za ew. przekręty wyborcze odpowiadał – jest nim ustępująca szefowa Krajowego Biura Wyborczego Beata Tokaj.

– Przede wszystkim na początku trzeba rozmawiać na konkretach i jestem przekonany że jeżeli dojdzie do takiego spotkania w najbliższym czasie, to będziemy rozmawiali z PKW nt. konkretnych wyliczeń, bo jestem przekonany że PKW i szefowa KBW, która obecnie pełni funkcję, nie przespała tych 2-3 miesięcy,które mamy za sobą odkąd ustawa była procedowana, że są specyfikacje, wyliczenia takie które wiarygodnie wskazują, że są takie propozycje rozwiązań ze strony PKW i KBW, które pokażą rzeczywiście jakie są realne potrzeby z tym związane. Musi być oszacowanie wartości tego zamówienia, potrzeb które nie są zabezpieczone w budżecie. Jeżeli będzie takie oszacowanie ze strony PKW, jestem przekonany że szefowa KBW dopełniła wszystkich obowiązków służbowych i przygotowała coś takiego. Wiele informacji, które się pojawia na ten temat, wynikają tylko i wyłącznie z tego że pojawiają się w mediach, bo są wrzucane czy przez szefową KBW. Najpierw wysyła do mediów list, a potem do premiera. O wielu kwestiach dowiadujemy się dopiero z mediów. Jeżeli będą potrzeby związane z legislacją, ze znalezieniem dodatkowych środków, to one się oczywiście znajdą. Nie wyobrażam sobie sytuacji żeby było inaczej, tylko musimy rozmawiać nie za pośrednictwem mediów, tylko w cywilizowany sposób – zarzuca PKW Szefernaker.

Oskarża także komisję, że z resortem komunikuje się za pośrednictwem mediów, zamiast usiąść do stołu i porozmawiać o spodziewanych problemach. Resort bowiem jest przekonany, że wybory przebiegną bez żadnych zakłóceń.

Warto jednak pamiętać, że za wielką władzą ile wielka odpowiedzialność i zaklinanie rzeczywistości na niewiele się tutaj zda. Jeśli potwierdzą się obawy Państwowej Komisji Wyborczej i jesienne wybory odbędą się w atmosferze olbrzymiego chaosu i wątpliwości co do ich rzetelności, to pełną odpowiedzialność poniesie minister Joachim Brudziński oraz jego zastępca Szefernaker.W przeciwieństwie do 2014 roku, to właśnie ich dymisji obywatele będą się domagać.

Anne Applebaum: Dystansując się od Europy, Polska realizuje marzenie Putina

Magda Roszkowska

http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,23085522,anne-applebaum-dystansujac-sie-od-europy-polska-realizuje.html#Z_TRwknd

Seppuku [FELIETON]

Być może Państwo nie słyszeli, ale był kiedyś taki wspaniały, japoński pisarz, nazywał się Yukio Mishima i był szaleńcem. Oprócz tego napisał parę niezwykłych książek, wyrzeźbił również swoje ciało (mój przyjaciel Łukasz Orbitowski nie jest pierwszym kulturystą wśród pisarzy, ani pisarzem wśród kulturystów) i marzył o wielkiej, imperialnej Japonii, która w jego marzeniach miałaby zastąpić kraj tak upokorzony przez Amerykanów, że zamiast wielkiej, imperialnej armii i floty ma zaledwie coś, co nazywa się Siłami Samoobrony, w których żołnierze mają status urzędników.
Szczepan TwardochFoto: Zuza Krajewska
Szczepan Twardoch

Wcale Mishimy nie pocieszał niezwykły sukces gospodarczy, jaki stał się wtedy Japonii udziałem. Założył więc Tatenokai – czyli „Stowarzyszenie Tarczy”, w którym wraz z paroma młodymi ludźmi praktykował sztuki walki, medytację, miłość do cesarza, oraz, zdaje się, jeszcze inny rodzaj miłości.

W końcu, w listopadzie 1970 roku, Mishima postanowił dokonać zamachu stanu.

W tym celu wdarł sięze swoimi ludźmi do mieszczącego się w koszarach gabinetu pewnego generała, którego następnie związał, by z balkonu, przynależnego do generalskiego biura, wygłosić płomienną mowę do zgromadzonych na placu pod koszarami żołnierzy. Mowa ta miała być iskrą, zarzewiem, które rozpali płonący – zdaniem Mishimy – w żołnierskich sercach ogień, i gorejący miłością ojczyzny żołnierze pójdą za nim, obalą demokratyczne władze i przywrócą Japonii imperialną wielkość.

Bezpański pisarz. Felietony Szczepana Twardocha

Żołnierze jednak okazali się zupełnie imperialną wielkością niezainteresowani, żaden ogień w nich nie płonął, nie przekonały ich nawet osobiście przez Mishimę zaprojektowane na tę okazję wytworne, dwurzędowe mundury, jakie znany z elegancji pisarz i jego przyjaciele z Towarzystwa Tarczy nosili.

Mishima został brutalnie wyśmiany. Wygwizdany.

Zapewne pękło mu wtedy serce, on sam zaś, skonfrontowawszy się z rzeczywistością, postanowił uszkodzić sobie również inne organy wewnętrzne, wrócił więc do generalskiego biura, obnażył się do pasa, owinął tkaniną rękojeść swojego tanto i popełnił seppuku, to znaczy wbił sobie ostrze w brzuch i rozciął ten brzuch z lewa na prawo.

>>>>>>>>> Profil Szczepana Twardocha na Facebooku >>>>>>>>>>

Kiedy popełnić seppuku z odpowiednią determinacją, to znaczy wbić ostrze wystarczająco głęboko, udaje się przeciąć tętnicę zstępującą, największą tętnicę w ciele człowieka, co powoduje natychmiastowe wykrwawienie i bardzo szybką śmierć. Jest to jednak trudne, albowiem jednak mało kto wykazuje się tak wielką determinacją w cięciu własnego brzucha. Dlatego w rytuale seppuku ważny jest kaishakunin – ktoś, kogo zadaniem jest niezwłocznie po tym, jak samuraj wbije sobie tanto w brzuch, przeciąć wielokrotnie trenowanym cięciem katany samurajską szyję. Cięcie musi być na tyle mocne, by przecięło kręgosłup, jednak w odpowiednim momencie zatrzymane, aby głowa nie oddzieliła się od ciała, gdyż to akurat uznawano za uwłaczające honorowi umierającego, zaś przecież zachowaniu honoru wyłącznie seppuku służyło.

Kaishakuninem Mishimy był jego przyjaciel, Masakatsu Morita, który jednak próbował dokonać ostatecznego cięcia kilka razy bez oczekiwanego efektu, oddał więc miecz innemu członkowi Stowarzyszenia Tarczy i temu w końcu udało się przeciąć szyję Mishimy, który w efekcie umarł, nie doczekawszy ani Nobla, którego oczekiwał, ani przywrócenia wielkości Imperium Słońca. Morita zaraz sam próbował popełnić seppuku, ale mu się nie udało, tylko się skaleczył, Japonia pozostała skromnym, demokratycznym krajem i nie powróciła na ścieżki imperialnej chwały.

Dlaczego opowiadam Państwu tę prawdziwą, smutną historię?

Ano dlatego, że Mishimę przypominają mi niestety ludzie, odpowiedzialni za polską politykę zagraniczną.

Przypominają, ale tylko trochę i jest to oczywiście dla nich porównanie daleko zbyt pochlebne, bo Mishima na przykład był niezwykle pięknym mężczyzną, co chętnie pokazywał, fotografując się nago w bardzo wojowniczych pozach, z samurajską kataną w dłoniach, był też utalentowanym pisarzem i jego groteskowy koniec w żaden sposób nie przekreśla wielkości jego prozy.

Był jednak szaleńcem, żyjącym w świeci iluzji, które sam wokół siebie zbudował i w takim świecie żyją również, niestety, ludzie odpowiedzialni za polską politykę zagraniczną, nie ma zaś gorszego polityka niż ten, który wierzy we własną propagandę.

Premier Morawiecki i mu podobni zdają się wierzyć, że wystarczy, iż opowiedzą światu narrację, która dla nich jest ostatecznie i niepodważalnie prawdziwa, mimo logicznych w niej pęknięć, opowiedzą więc narrację o polskiej bezgrzeszności, o polskiej krzywdzie i polskiej ofierze, a świat natychmiast uzna polską niezwykłość, polską wielkość i zapewne jeszcze zmusi Niemców do zapłacenia reparacji wojennych, odda Polsce Lwów i Wilno nie odbierając Szczecina i Wrocławia, i ogólnie już po wsze czasy każdy Polak będzie cieszył się głębokim szacunkiem, bo jego pradziadkowi za wolność wybili.

Świat ma jednak Polskę w dupie i kiedy polska pamięć historyczna okazuje się w paru miejscach zasadniczo sprzeczna z pamięcią żydowską, to świat po prostu uznaje żydowską za ważniejszą i prawdziwszą. Dlaczego – to temat na inny tekst, ale zapewne wielki ciężar żydowskiej ofiary ma tutaj znaczenie, jak również głębokość i potęga polskiego wyparcia, które w ogóle zasługuje na jakąś poważną psychoanalizę, ale to innym razem.

Kiedy więc widzę premiera Morawieckiego, niezdarnie opowiadającego „Jewish perpetrators” i następujące po tym głębokie zdziwienie całej prawicy tym, że świat polskiej narracji po prostu nie kupuje, to myślę, że pan premier naprawdę nie rozumie co się dzieje, tak jak Mishima nie rozumiał, dlaczego zamiast wiwatów słyszy śmiech. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna niż się spodziewali. Przecież miało wystarczyć, że odpowiednio głośno powiemy to, w co sami głęboko wierzymy, a świat natychmiast uzna nasze racje. Tymczasem świat się śmieje. Tak, to samo musiał czuć Mishima, kiedy wygłosił swoją płomienną mowę, żołnierze jednak wyśmiali go, zamiast włamać się do magazynów z bronią i budować z pisarzem Imperium Słońca. Mishima żył w świecie iluzji i w świecie iluzji żyją również ludzie odpowiedzialni za polską politykę zagraniczną. Skonfrontowani z zasadą rzeczywistości stają się nagle oszołomieni, bezradni, bezsilni. Nie rozumieją co się dzieje, nie wiedzą dlaczego świat nie chce działać tak, jak wydawało im się, że działać musi.

Jaka jest różnica?

Po pierwsze taka, że Mishima reprezentował tylko samego siebie i paru swoich kolegów, zagubiony zaś w świecie ułud premier Morawiecki reprezentuje trzydzieści parę milionów obywateli Rzeczpospolitej Polskiej.

onet.pl

%d blogerów lubi to: