Tak przekraczano kolejne granice. 50 afer rządu PiS

Rząd Prawa i Sprawiedliwości w paskach grozy TVP Info i całym swoim przekazie medialnym stara się budować wizję rządów PO-PSL jako państwa afer, które jest w końcu w interesie obywateli przez obecną władzę oczyszczane. Jednak nowe elity władzy bardzo szybko zdecydowały się same łamać wszelkie granice.

Ileż razy w ciągu dwóch lat rządów PiS zostaliśmy zszokowani bezczelnymi działaniami rządzących od nepotyzmu, przez łamanie standardów państwa prawa po zwykłą, rodem z PRL, manipulację. Ludzka pamięć jest krótka i łatwo traci się w pewnym momencie rachubę. Szczególnie szybko zaś zapominają wyborcy Zjednoczonej Prawicy, którzy każdą aferę starają się racjonalizować i znajdować coraz to dziwniejsze uzasadnienia. Jednak jakikolwiek mit czystości intencji obecnej władzy nie wytrzyma z prostym zestawieniem faktów. Na Twitterze krąży lista wszystkich afer Prawa Sprawiedliwości. Zebrało się ich aż 50.

Mamy całą grupę afer finansowych. Od wartej prawie 5 mld zł straty podatnika afery SKOK, poprzez dziesiątki milionów zł dotacji dla imperium Tadeusza Rydzyka, po 100 milionów na partyjne kampanie Polskiej Fundacji Narodowej. W ciągu zaledwie dwóch lat władza okazała także wielką skalę nepotyzmu, od słynnych Misiewiczów, poprzez obsadzanie stanowisk doradczych 20-latkami bez doświadczenia, czy podejrzane kontakty jak słynna “córka leśniczego”. Mieliśmy nawet przypadek ułaskawienia partyjnego kolegi przez prezydenta, aby następnie wręczyć w ręce tak “czystego człowieka” klucze do kontroli nad służbami specjalnymi. O ile afery finansowe i skoki na stołki były domeną wielu formacji politycznych, to psucie państwa w ciągu ostatnich dwóch lat poszło znacznie dalej. Byliśmy bowiem świadkami niebywałej do tej pory pogardy dla obywatela. Mieliśmy przykład protestu głodowego medyków, z którymi, przez cały miesiąc trwania protestu, władza nie uznała za stosowne podjęcia rozmów, a zamiast tego podjęła się próby oczerniania uczestników. Stało się tak w akcji o charakterze niepolitycznym, a jeszcze mocniej odbiło się w innych sporach, co udowodnił zamach na sądy i pogarda wobec uczestników manifestacji przeciwko pomysłom rządu. Mieliśmy ideologiczne granie kartą aborcyjną w sposób, który nie ma nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem w celu czystego podziału społecznego. Mieliśmy olbrzymią arogancję i pogardę władzy wobec śmierci Igora Stachowiaka. Nie można pominąć także próby zrobienia kozła ofiarnego niekompetencji BOR z kierowcy słynnego “pancernego Seicento”.

Już wymienione skandale medialne sprawiają, że można głowić się nad niesamowitą odpornością partii rządzącej na wszelkie afery. Wiele z wymienionych spraw z łatwością zmiotłoby rząd tworzony przez którąkolwiek partię tak mitologizowanego “układu III RP”.Tymczasem to właśnie PiS okazuje się największą “bandą kolesiów”, którzy nie pozwolą swoim zrobić krzywdy niezależnie od rozmiarów afery jaką wywołali. Nie dziwi to jednak, kiedy niejeden skandal jest celową strategią pójścia na czołowe starcie.

Myśląc w tych kategoriach szokuje pozostawianie w składzie rządu takich osób jak Antoni Macierewicz i Jan Szyszko – protegowanych Tadeusza Rydzyka, który ofiarował im tarcze bezkarności. Każdy z nich dołożył osobną grupę afer do listy 50-ciu. Szyszko z poluzowaniem zasad wycinki drzew, które zostały zgodnie z interesem lobbystów masowo usunięte, aby potem przywrócono restrykcyjne zapisy i udawano przed ludźmi, że nic się nie stało. Mamy co rusz sporne decyzje ws. Puszczy Białowieskiej, łącznie z podważeniem sensowności znalezienia się jej na liście UNESCO, czy sprawę odstrzału łosi.

Macierewicz ze złamaniem prawa o zamówieniach publicznych, gdzie lekką ręką ustawiał przetargi, a kiedy nie podobał mu się wykonawca, zerwał kontrakt na Caracale, a w innym postępowaniu jego ustawiony faworyt – Autosan – okazał się niezdolny do złożenia oferty w terminie. Mamy wycofanie z Eurokorpusu, czystki w dowództwie armii, które niszczą wizerunek wśród sojuszników, a w tym samym czasie chwalenie się rzekomą potęgą sił zbrojnych.

Politykę za obecnej władzy ogarnął fascynujący wręcz dualizm, gdzie świat deklaracji polityków i przekazu mediów jest jak nigdy wcześniej oderwany całkowicie od twardej rzeczywistości. Jest tak dobrze, mimo że jest wiele dowodów, że jest tak źle. Traktowanie rzeczy podstawowych jako wielkich sukcesów, zaprzepaszczanie prawdziwych okazji dla wzrostu pozycji państwa stało się standardem polityki ostatnich dwóch lat. W ilości spraw, które szokowały ciężko aż wspomnieć wszystkie. Samo podniesienie ręki na media zarówno w Sejmie jak i poprzez sterowanie przy ustawie dekoncentracyjnej już powinno pociągnąć ścięcie paru politycznych głów.

Największym sukcesem rządzących stało się jednak odwrócenie uwagi od swoich błędów, koncentrując wyborców na wpadkach i konfliktach w obozie opozycji. Słabość konkurentów stała się największą tarczą obecnego rządu w ignorowaniu każdego wyrazu sprzeciwu. Logika i zdrowy rozsądek opuścił już dawno polityczne pole bitwy w naszym kraju. Tak długo jak inne formacje nie nauczą się adresować potrzeb Polaków i zamiast przepychanek nie postawią na wiarygodność, tak długo strategia PiS ma szanse powodzenia. Każdy temat zostanie przykryty, każda idea zostanie wypaczona, a nas wszystkich czeka dalsza degeneracja państwa i kolejne listy nie 50-ciu, ale 100 czy 200 afer obecnej władzy.

 

crowdmedia.pl

2 lata folwarku PiS

2 lata folwarku PiSKaczyński może się w końcu przeliczyć

W Polsce odżyły demony, które nie dość zostały potraktowane kołkiem osikowym.

Mamy za sobą 2 lata rządów Jarosława Kaczyńskiego. Między bajki włóżmy jakąś samodzielność Beaty Szydło. Dużo większą mają niektórzy ministrowie, tylko dlatego, że to prezesowi wisi albo się nie zna. Wisi prezesowi Jan Szyszko, bo mu obojętne, czy po nas będzie las, czy potop. Nie wisi mu zaś Mateusz Morawiecki, bo prezes nie zna się na finansach, a wicepremier potrafi oczarować barwnymi wykresami i umiejętnością prowadzenia kilku ksiąg buchalteryjnych naraz.

Od początku Kaczyński nie miał problemów z Andrzejem Dudą, acz wydawałoby się, że zaczął mu podskakiwać, lecz prezydent został zapędzony tam, skąd został wyciągnięty – do kapelusza. Kaczyński jednak zauważył korzyści z ustawionej niesforności swego królika. Duda może robić za opozycję, za pluralizm wewnątrz PiS, przyciąga media, przykrywa takie wydarzenia, jak głodówka lekarzy rezydentów, interesujący kongres w sprawie kampanii samorządowej Platformy Obywatelskiej czy też tragedię małej apokalipsy przed Pałacem Kultury i Nauki.

Dwa lata zostały stracone przez opozycję, która nie dość skonsolidowała się w celach i sposobach powstrzymania PiS, zresztą umiejętnie rozbijana przez partię Kaczyńskiego. Z porażek można się czegoś nauczyć, największą nauczką jest nie popełniać błędów. Ale PiS nauczył się też, jak wymuszać błędy na opozycji. Społeczeństwo obywatelskie ciągle szuka swego głosu. Od zdecydowanego sprzeciwu KOD, Obywateli RP, po pluralizm Łańcuchów Światła i Strajku Kobiet.

Dwa lata przybliżyły nas do dyktatury. Jeżeli szukalibyśmy jakichś powierzchownych analogii, to moglibyśmy powiedzieć, że rok 2017 jest dawno minionym 1935 rokiem. I wcale nie chodzi tylko o hitlerowskie Niemcy, ale także o nasze podwórko. W Polsce odżyły demony, które nie dość zostały potraktowane kołkiem osikowym, tj. nie zostały przepracowane społecznie, zarówno przez polityków, jak i przez edukację. Już nie zostaną z powrotem zapędzone do butelki, polski dżinn będzie przez PiS wykorzystywany.

W tej chwili widać jak na dłoni słowiańskość władzy PiS, jest byle jaka, pokraczna, mydłkowata i skołtuniona. I do takiej dyktatury zmierzamy. PiS zmierza, a my jesteśmy w tym dążeniu skuwani. Czy potrafimy przeciwstawić się celom Kaczyńskiego? Teoretycznie tak, acz potrzeba do tego zdecydowanie silniejszych protestów, masa krytyczna potrzebna do skutecznego zachwiania władzy PiS jest większa niż dotychczasowe protesty. Potrzeba też lidera godnego roku 2017 i zbliżających się lat, potrzeba nowego Wałęsy. Prostego i donośnego głosu trybuna sprzeciwu.

Musimy nadto uświadomić sobie, dlaczego PiS tak oddziałuje na Polaków. Dlaczego w gruncie rzeczy z taką łatwością przychodzi mu rozwalanie ojczyzny?

Przede wszystkim w Polsce działał i w dalszym ciągu działa syndrom folwarku. Pan może być zły, ale jego dworzanie i domownicy dają się lubić, zaś elektorat – ciemny lud – do tej pory nie wyszedł z czworaków, on tam ciągle tkwi.

Zły pan na tyle się odizolował, iż jego niedosiężność powoduje nietykalność, charyzmatyczność zła, czyli jest nieusuwalny, jest stałym elementem krajobrazu duchowego, krajobrazu władzy. U nas zawsze można było się odwołać do instancji poza naszym zasięgiem, wcale nie musiała być to rzeczywista wielkość. My wielkość nadawaliśmy często nikczemnym postaciom.

Kaczyński powtarza gest Naczelnika Józefa Piłsudskiego. Nowogrodzka jest jego Sulejówkiem. Pozycja wielce wygodna, rządzi, a nie odpowiada, zaznaje przyjemności, a nie grzeszy. Kaczyński będzie się odgradzał jeszcze bardziej. W tej chwili nie ma potrzeby, aby Beatę Szydło wymienił na siebie. Do tego może dojść tylko w akcie desperacji. Gdy Kaczyński zostanie premierem, bądźmy pewni, że PiS zostanie odsunięty od koryta.

Tak więc życzmy sobie, aby Kaczyński został wreszcie tym premierem. Przewrotne. Nie! Ten pozorny kolos ma gliniane nogi, jest wielce polski, byle jaki, mydłkowaty. Ot, co!

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

„Nie ma zwycięstwa bez jedności. Potrzebne są wspólne listy i wspólni kandydaci”. Jarosław Kurski o przyszłorocznych wyborach samorządowych

Jarosław Kurski; Zdjęcia: Anna Czuba; Montaż: Katarzyna Dworak, 03.11.2017

– Jeśli opozycja wygra te wybory, postawi tamę triumfującemu pochodowi PiS. Jeśli przegra, to przegra i te i wiele kolejnych wyborów – ocenia Jarosław Kurski. Zastępca redaktora naczelnego ‚Gazety Wyborczej’ podkreśla, że do zwycięstwa opozycji potrzebna jest jedność, a dziś ‚bawi się ona tak, jak bawią się na podwórku wyrośnięci chłopcy, którzy prześcigają się, kto ma większe ego’. – Nie dbam o to, jak oceni ich historia. (…) Wiem, jak ocenią ich ludzie, którzy chcą zjednoczonej opozycji. Ocenią ich, jako tych, którzy nie unieśli zbroi i którzy są wspólnikami Jarosława Kaczyńskiego w niszczeniu polskiej demokracji – mówi Jarosław Kurski.

http://wyborcza.pl/10,155166,22600687,nie-ma-zwyciestwa-bez-jednosci-potrzebne-sa-wspolne-listy.html

 

 

 

Śledztwo ws. wypadku z udziałem premier. Po raz kolejny zostanie przedłużone

Śledztwo w sprawie wypadku z udziałem premier Beaty Szydło w Oświęcimiu zostanie przedłużone. Miało się ono skończyć 10 listopada, ale prokuratura w dalszym ciągu oczekuje na opinię biegłych dotyczącą rekonstrukcji przebiegu wypadku – poinformował w piątek PAP prokurator okręgowy w Krakowie Rafał Babiński.

Decyzja o przedłużeniu śledztwa zapadnie w najbliższych dniach.

Na początku czerwca do biegłych z Zakładu Badania Wypadków Drogowych Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. dra Jana Sehna w Krakowie trafiły akta śledztwa. Na ich podstawie ma powstać opinia dotycząca rekonstrukcji przebiegu wypadku.

W oczekiwaniu na opinie śledztwo zostało przedłużone do 10 listopada. Opinia taka do tej pory nie trafiła do prokuratury.

– Ze względu na konieczność oczekiwania na opinię śledztwo zostanie przedłużone – powiedział w piątek PAP szef Prokuratury Okręgowej w Krakowie prok. Rafał Babiński.

Po uzyskaniu opinii prokuratorzy dokonają jej analizy i oceny kompletności, zweryfikują zarzuty oraz materiał dowodowy i przeprowadzą czynności końcowe.

Do wypadku doszło 10 lutego w Oświęcimiu. Policja podała, że rządowa kolumna trzech samochodów (pojazd premier Beaty Szydło jechał w środku) wyprzedzała fiata seicento; jego 21-letni kierowca przepuścił pierwszy samochód, a następnie zaczął skręcać w lewo i uderzył w auto szefowej rządu, które następnie uderzyło w drzewo.

W wyniku wypadku poważne obrażenia ciała, utrzymujące się dłużej niż 7 dni, odnieśli Beata Szydło i jeden z funkcjonariuszy BOR – szef ochrony premier. Beata Szydło do 17 lutego przebywała w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie. U drugiego funkcjonariusza BOR – kierowcy pojazdu – stwierdzono lżejsze obrażenia.

14 lutego prokuratorski zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku usłyszał kierowca fiata seicento Sebastian K. Kierowca nie przyznał się do winy, prokuratura nie podawała treści jego wyjaśnień.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi zespół trojga prokuratorów z Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Nadzór nad śledztwem sprawuje Prokuratura Regionalna w Krakowie.

dziennik.pl

Dziś rano w programie Wojciecha Manna w Trujce (d. Trójce) taką oto piosenkę zaśpiewał Piotr Bukartyk:


Oj, będzie bal… u Macierewicza

Oj, będzie bal… u Macierewicza

Trzeba się spieszyć, bo oferty można składać już tylko do 11 grudnia 2017 r. Uczelnia Antoniego Macierewicza czyli Akademia Sztuki Wojennej, ogłosiła intrygujący przetarg. Zamierza bowiem kupić piwo za niemal 360 tys. zł. Wśród zamówionych trunków są marki takie jak Redd’s, Carlsberg i Lech.

Uczelnia ma bardzo wysublimowane upodobania i konkretne oczekiwania w kwestii alkoholu. Ma to być bowiem bardzo różnorodny zestaw, tak by coś dla siebie znaleźli zarówno miłośnicy goryczki, jak i ci którzy preferują smak malin czy innych słodkich owoców.

Najwyraźniej szykuje się nie lada balanga, akademia zamawia bowiem nie tylko alkohol. Na liście są także różnego rodzaju akcesoria, takie jak szklanki, otwieracze do butelek, ławy i parasole ogrodowe. Miejscem realizacji zamówienia ma być siedziba Akademii Sztuki Wojennej, czyli budynek przy ulicy gen. Chruściela 103.

Wszystkie najważniejsze informacje na ten temat, można znaleźć się na stronie uczelni Antoniego Macierewicza.

                                                            

Szef resortu obrony powołał Akademię Sztuki Wojennej w 2016 r, w miejsce Akademii Obrony Narodowej. Cała sztuka polegała w tym procesie „transformacji” na tym, że MON pozwalniał kierownictwo uczelni i zmienił nazwę. Reszta jest milczeniem.

koduj24.pl

 

Neumann: Będziemy prosić o sprawdzenie przez prokuraturę działania Czartoryskiego i Kochalskiego

– Przed posiedzeniem komisji w ubiegłym tygodniu pokazaliśmy udział ówczesnego wiceministra Arkadiusza Czartoryskiego i Robert Kropiwnicki jako członek tej komisji wzywał czy chciał wezwać go na świadka Patryk Jaki tuszując te sprawę, nie pozwolił na wezwanie go jako świadka. Nie zostawimy tej sprawy, nie pozwolimy żeby PiS tuszował działania swoich polityków w związku z reprywatyzacją warszawską, szczególnie dot. budynku na Nabielaka 9. Będziemy prosić o sprawdzenie przez prokuraturę działania Czartoryskiego jako wiceministra spraw wewnętrznych – stwierdził Sławomir Neumann na briefingu w Sejmie.

PO chce także aby prokuratura sprawdziła działanie Mirosława Kochalskiego. Platforma domaga się też nowego posiedzenia komisji weryfikacyjnej w celu przesłuchania Czartoryskiego oraz Krzysztofa Kondrata.

 

Trzaskowski pytany jak ocenia działania HGW: Nie odpowiem na to pytanie, bo znam za wiele szczegółów

– Nie odpowiem na to pytanie, dlatego znam za wiele szczegółów. Uważam że jeżeli chodzi o reprywatyzację, zostały popełnione błędy, natomiast pani prezydent ma bardzo wiele zasług dla tego miasta – mówił Rafał Trzaskowski w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet, pytany jak ocenia działania Hanny Gronkiewicz-Waltz. Jak dodał:

„Uważam że to miasto potrzebuje zmiany. Pewne rzeczy trzeba absolutnie budować dalej, zbliżać Warszawę do Wisły, kontynuować budowę metra, natomiast konieczna jest zmiana. Nie może wyglądać sytuacja w ratuszu tak jak dzisiaj. Trzeba odzyskać zaufanie dla ratusza. Nie może być takiego nieładu w przestrzeni, jaki mamy dziś, który nazywam szyldozą. Trzeba również walczyć z korkami i smogiem. Jest mnóstwo rzeczy do zrobienia”

 

Trzaskowski: Jeszcze wczoraj rano byłem nadzieją, a dziś jestem już cierniem i problemem. Kocham media

– Mnie to interesuje i zastanawia. Do tej pory, przez cały czas mówiono, właściwie wszyscy komentatorzy, że to średnie pokolenie, my powinnismy przejmować odpowiedzialność, że musimy iść do przodu, że potrzebna jest odnowa na opozycji. Jak padają wreszcie decyzje i jest to średnie pokolenie, chce się bić z PiS, to wszyscy w tej chwili mówią, że jestem cierniem i problemem. Jeszcze wczoraj rano byłem nadzieją, a dzisiaj jestem już cierniem i problemem. Kocham media – mówił Rafał Trzaskowski w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet.

 

Trzaskowski: Zapraszam Rabieja do współpracy

– Nie, to dopiero początek [zjednoczonej opozycji]. Zapraszam Pawła Rabieja do współpracy. Proponuję mu przede wszystkim rozmowę. Oczywiście jeżeli będzie taka wola Rabieja, chcę współpracować z Nowoczesną – mówił Rafał Trzaskowski w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet. Jak dodał, jest ponad 100 miast prezydenckich, sejmiki i jest mnóstwo miejsce, gdzie opozycja mu się dogadać, żeby PiS nie wygrało.

 

Trzaskowski: Próbowaliśmy dogadać się z Nowoczesną, ale Petru zaczyna mówić językiem PiS

– Idę na pewno walczyć z PiS-em, a nie Nowoczesną. Nikt w PO nie walczy z Nowoczesną, a na pewno nie ja. Po pierwsze, Nowoczesna ma swojego kandydata od miesięcy, który prowadzi kampanię wyborczą. Po drugie, ile można stać z opuszczonymi rękami, jak z lewej i prawej pojawiają się ciosy? Jeżeli nie jest się kandydatem, człowiek zawsze musi zastrzegać: jak będę, zobaczymy. Był już taki kandydat, który czekał, zaczął kampanię parę miesięcy później niż ten, który został prezydentem tego kraju. Czekać do marca, kwietnia? Już wszyscy zaczęli kampanię, a my będziemy czekać i się zastanawiać, co dalej – mówił Rafał Trzaskowski w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet. Jak dodał:

„Próbowaliśmy [dogadać się z Nowoczesną], ale jeżeli Nowoczesna mówi, że ma swojego kandydata, jeżeli Ryszard Petru zaczyna mówić językiem PiS, że tak naprawdę Platforma nie może wystawić kandydata, bo będzie obciążeniem, to trudno w tym momencie stać w kącie. Trzeba się bić, dlatego że ta rozgrywka o samorząd w Warszawie będzie fundamentalna dla przyszłości kraju i Warszawy”

 

Bielan: Spotkanie PAD-JK odbędzie się po zakończeniu prac zespołu roboczego

– Jestem dobrej myśli. Mam relację z pierwszego spotkania obu panów i to są relacje pozytywne, optymistyczne, więc liczę na to, jeżeli nie po tym spotkaniu, to po kolejnym będziemy mieć porozumienie. Spotkają się prezydent z prezesem i będziemy mogli zacząć procedowanie w Sejmie. Ono się odbędzie po zakończeniu prac zespołu roboczego składającego się z prawników – mówił Adam Bielan w rozmowie z Marcinem Zaborskim w RMF FM. Jak dodał, nie sądzi, aby prezydenckie projekty były procedowane w ciągu jednego tygodnia.

 

Bielan: My chcemy żeby cały obóz prawicy był jak bawarskie CSU

– My chcemy żeby cała prawica, cały obóz Zjednoczonej Prawicy był jak bawarskie CSU. Chcemy łączyć tradycję i nowoczesność jako cały ten obóz. Opowiadam się za koncepcją, którą lansował prezydent Reagan wielkiego namiotu, w którym są rozmaite środowiska prawicowe, obok siebie współpracujące – mówił Adam Bielan w rozmowie z Marcinem Zaborskim w RMF FM.

 

Bielan: Rozmowy ws. rekonstrukcji przeniesione na przyszły tydzień. Prezesa zmógł wirus

– Nie miałem takiej propozycji [objęcia funkcji szefa MSZ]. To całkowite political fiction – mówił Adam Bielan w rozmowie z Marcinem Zaborskim w RMF FM. Jak dodał:

„Te rozmowy [kierownictwa PiS ws. rekonstrukcji rządu] musiały być przeniesione na przyszły tydzień. Prezesa Kaczyńskiego zmógł wirus, od kilku dni jest w domu, lekarze zalecają mu, żeby do końca tygodnia nie wychodził z domu. Dzisiaj nie będzie żadnego spotkania. Być może w przyszłym tygodniu”

Jak dodał, rekonstrukcja – jak sądzi – będzie po 16 listopada.

 

Bielan: Decyzja ws. kandydata PiS na prezydenta Warszawy na początku roku

– Sądzę, ze decyzja [ws. kandydata PiS na prezydenta Warszawy] zapadnie na początku przyszłego roku, chociaż nie ma jeszcze terminu. Obaj politycy [Patryk Jaki i Stanisław Karczewski] mają duże szanse w tych wyborach i obaj politycy mogą być dobrymi prezydentami Warszawy – mówił Adam Bielan w rozmowie z Marcinem Zaborskim w RMF FM.

– Rozmawiałem o tym z marszałkiem Karczewskim. Jeżeli taka będzie decyzja, jeżeli się zdecyduje kandydować, bo jeszcze nie ma jego osobistej decyzji, to – jak sądzę – w tym kluczowym momencie kampanii pójdzie na urlop – dodał wicemarszałek Senatu.

300polityka.pl

STAN GRY: Karnowski: Trzaskowski jakby wrócił z podróży kosmicznej, Walczak: Szanse na zwycięstwo z Jakim 50:50, GW: Grillowanie Trzaskowskiego dopiero się zacznie

— JEŻELI KTOŚ TĘSKNI ZA LATAMI 90-TYMI TO POWINIEN ZOBACZYĆ TO ZDJĘCIE PAWŁA ADAMOWICZAhttp://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,22599381,pawel-adamowicz-jestem-gotowy-kandydowac-po-raz-szosty-wywiad.html?disableRedirects=true

— ADAMOWICZ O SWOIM KANDYDOWANIU: “– Pozostaję w stałym kontakcie z Grzegorzem Schetyną i Sławomirem Neumannem. Jestem przekonany, że przywództwo Platformy dokona bardzo starannej analizy wskazującej nie tylko, kto w styczniu czy lutym ma szansę wygrać wybory, ale przede wszystkim, kto ma szanse zwyciężyć w listopadzie 2018 r. Ta kampania będzie niepodobna do żadnej innej kampanii w Polsce po 1989 r., a więc dobór kandydatów nie tylko w Gdańsku musi uwzględniać ocenę ich twardości, odporności, umiejętności przyciągania zróżnicowanego elektoratu, ale też przekonania wyborców, że ta konkretna osoba obroni nas przed pisowską kolonizacją”.

— DZIELĄ NAS DNI OD KOMPROMISU – PIOTROWICZ W GPC: “ – Myślę, że od wypracowania wspólnego stanowiska dzielą nas raczej dni niż tygodnie – mówi nam Stanisław Piotrowicz, poseł PiS‐u”. http://gpcodziennie.pl/72389-piotrowiczporozumienietokwestiadni.html

— SZEF KLUBU PO POD LUPĄ PROKURATURY – FAKT: “Prokuratura w Jeleniej Górze prześwietla Sławomira Neumanna. Śledczy postanowili jeszcze raz zbadać wątki związane ze skandalicznym przyznaniem kontraktu warszawskiej klinice Sensor. W czwartek w Fakcie opisaliśmy, jak były wiceminister zdrowia wymusił na swoich podwładnych przyznanie 12 milionów zł szpitalowi, który pobierał dodatkowe opłaty od pacjentów i został za to ukarany odebraniem kontraktu. We wznowionym postępowaniu zostali przesłuchani między innymi były minister zdrowia Bartosz Arłukowicz i ówczesna szefowa NFZ Agnieszka Pachciarz”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/slawomir-neumann-pod-lupa-prokuratury-chodzi-o-klinike-sensor/2elzg8p

— RZ O NOWYM METROPOLICIE ŁÓDZKIM: “„Dlaczego nigdy nikomu nie powiem, na kogo głosuję? Dlatego, że chcę, żeby ci, którzy głosują odwrotnie, mogli spokojnie uczestniczyć w odprawianej przeze mnie Eucharystii”, powiedział w jednym z wywiadów dotychczasowy krakowski biskup pomocniczy. I będzie to jedyny „polityczny” cytat abp. Grzegorza Rysia w tym tekście. Bo to nie stosunek do polityki, nie kategorie prawicy, lewicy ani też sztuczne koncepty „Kościoła otwartego” z jednej i „Kościoła zamkniętego” z drugiej strony wyznaczają sposób myślenia, działania i nauczania nowego metropolity łódzkiego”. http://www.rp.pl/Kosciol/311029883-Arcybiskup-Grzegorz-Rys-Biskup-wymykajacy-sie-schematom.html

— 300LIVE:
Mazurek: Kaczyński z powodu choroby nie weźmie udziału w konwencji Gowina
GW: Jacek Wilk z Kukiz ’15 ma oficjalnie wspierać Janusza Korwin-Mikkego, ale z klubu nie odejdzie
Terlecki: Spotkanie kierownictwa PiS ws. rekonstrukcji rządu w przyszłym tygodniu
Trzaskowski pytany jak ocenia działania HGW: Nie odpowiem na to pytanie, bo znam za wiele szczegółów
Trzaskowski: Jeszcze wczoraj rano byłem nadzieją, a dziś jestem już cierniem i problemem. Kocham media
Trzaskowski: Próbowaliśmy dogadać się z Nowoczesną, ale Petru zaczyna mówić językiem PiS
Bielan: Spotkanie PAD-JK odbędzie się po zakończeniu prac zespołu roboczego
Bielan: My chcemy żeby cały obóz prawicy był jak bawarskie CSU
Bielan: Decyzja ws. kandydata PiS na prezydenta Warszawy na początku roku
http://300polityka.pl/live/2017/11/03/

— W SONDAŻU DLA RADIA ZET JAKI MA LEPSZY WYNIK NIŻ KARCZEWSKI: http://www.rp.pl/Warszawa/171109821-Trzaskowski-wygralby-w-Warszawie-Rabiej-za-Zandbergiem.html

— DZIEŃ ZADUSZNY OPOZYCJI – Agata Kondzińska i Iwona Szpala w GW: “Kiedy PO ogłaszała, że Rafał Trzaskowski będzie jej kandydatem na prezydenta Warszawy, lider Nowoczesnej komentował, że stolicy potrzebna jest osoba „nieobarczona grzechami Hanny Gronkiewicz-Waltz”. A w PiS zacierano ręce”.

— GRILLOWANIE TRZASKOWSKIEGO DOPIERO SIĘ ZACZNIE – piszą autorki GW: “Sondażami ekscytuje się też PiS: – Trzaskowski jest liderem, ale jego notowania spadają. A czas grillowania dopiero się zacznie – mówi były sztabowiec partii Kaczyńskiego. (…) Publiczne negocjacje o jednoczeniu opozycji bawią PiS. – Trzaskowski to groźny przeciwnik, bo umie robić kampanie i dobrze mu to wychodzi. Ale to polityczne dziecko Hanny Gronkiewicz-Waltz, z czego media dopiero zaczną go rozliczać w kontekście afery reprywatyzacyjnej. PO zaryzykowała, ale zaryzykował też Schetyna, bo wie, że młody może się umocnić – ocenia polityk PiS z Nowogrodzkiej”. http://wyborcza.pl/7,75398,22598568,dzien-zaduszny-opozycji-znamy-kulisy-rozmow-gdy-grzegorz.html

— TRZASKOWSKI TO KANDYDAT NIE NA TE CZASY – Jakub Majmurek w Krytyce Politycznej: “Cztery lata temu z takim zestawem zalet Trzaskowski byłby niekwestionowanym faworytem w wyścigu o warszawski ratusz. Dziś może mieć pod górkę. Wszystko przez obciążającą PO kwestię reprywatyzacji, ale nie tylko. Przeciw kandydatowi PO gra ciągle utrzymująca się potęga PiS, ogólna słabość opozycji, możliwy podział centrum w wypadku startu kogoś z Nowoczesnej, ciągle silny nastrój populistycznego gniewu na elity, a także względna siła lewicy i ruchów miejskich w Warszawie. Dla tych dwóch ostatnich grup Trzaskowski to kandydat trudny do zaakceptowania w drugiej turze, a w zasadzie niemożliwy w pierwszej”.

— ZBYT PÓŹNY I PŁYTKI ZWROT PO – pisze Majmurek: “Odpowiedź na te pytanie zależy oczywiście od programu i kampanii Trzaskowskiego. Ten zwrot PO ku tematyce podnoszonej do tej pory przez aktywistyczną lewicę miejską może jednak okazać się zbyt późny i zbyt płytki, by przekonać potrzebnych partii wyborców. Tak jak zbyt późny i zbyt płytki był socjalny zwrot PO za Kopacz i późnego Tuska”.

— NIE JEST PEWNE CZY TRZASKOWSKI WEJDZIE DO DRUGIEJ TURY – pisze Majmurek: “Znów, ta kalkulacja zadziałałaby bezbłędnie cztery lata temu. Może nawet pół roku temu. Ale nie musi zadziałać dziś. Z dwóch powodów. Po pierwsze, wcale nie jest takie pewne, że to Trzaskowski zmierzy się z kandydatem PiS w drugiej turze. Głos liberalny może mu zabrać w pierwszej turze kandydat Nowoczesnej (gdy partie się jednak nie dogadają), swoje zrobi też reprywatyzacja. Jeśli poza Trzaskowski i Jakim pojawi się niezależna kandydatka albo kandydat, zdolny przyciągnąć głosy rozczarowanego PO centrum i lewicy, pierwsza tura może nas bardzo zaskoczyć”. http://krytykapolityczna.pl/kraj/trzaskowski-to-kandydat-nie-na-te-czasy/?utm_source=dlvr.it&utm_medium=twitter&utm_campaign=krytyka

— TOMASZ WALCZAK W SE OCENIA SZANSE TRZASKOWSKIEGO NA ZWYCIĘSTWO Z JAKIM NA 50:50: “Ale dziś szanse na jego zwycięstwo z Patrykiem Jakim (jestem niemal pewny, że PiS postawi na niego) oceniałbym na 50-50. Za Trzaskowskim przemawia specyfika Warszawy jako bastionu PO, ale z drugiej strony to Jaki jest szeryfem, który oczyszcza miasto z reprywatyzacyjnych szumowin i to się ludziom może podobać. Nawet wbrew temu, że stoi za nim znienawidzony przez wielkomiejski elektorat Zbigniew Ziobro. W każdym razie będzie się działo”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/walczak-hgw-z-broda-kontra-dresiarz_1025625.html

— TRZASKOWSKI – ZDANIEM PAWŁA LISICKIEGO – RZUCONY NA POŻARCIE: “Jest ona przecież wciąż wiceprzewodniczącą partii – nawet jeśli nie pojawiła się na ostatniej konwencji w Łodzi. W tej sytuacji wskazanie Rafała Trzaskowskiego jako kandydata przypomina trochę rzucenie go na pożarcie. Jak będzie się tłumaczył z faktu, że doprowadził do władzy Hannę Gronkiewicz-Waltz, która okazała się co najmniej skrajnie niekompetentna i przyczyniła się, przynajmniej przez zaniechanie, do jednej z największych afer w Polsce po 1989 roku? Jak wytłumaczy fakt, że jego własna partia nie potrafiła się od HGW zdystansować i potępić jej błędów? Dlaczego sam nie umiał skutecznie odciąć się od swej byłej szefowej z czasów kampanii?” https://opinie.wp.pl/pawel-lisicki-kandydat-rzucony-na-pozarcie-6183440232515201a

— TRZASKOWSKI ZACHOWUJE SIĘ JAKBY WRÓCIŁ Z DŁUGIEJ PODRÓŻY KOSMICZNEJ – pisze Michał Karnowski: “Zapowiedź wystawienia przez Platformę Rafała Trzaskowskiego w wyborach w Warszawie jest dziś komentowana głównie z perspektywy radykalnego powiększenia zasobu tematów do żartów z totalnej opozycji. Trudno się dziwić. Oto były szef sztabu wyborczego Hanny Gronkiewicz-Waltz zachowuje się tak, jakby właśnie wrócił z długiej kosmicznej podróży, na przykład z planety Homestead 2. Jest zdziwiony i oburzony aferą reprywatyzacyjną, stanem miasta i tak zwanym ogólnym wrażeniem, które przecież jest dorobkiem jego środowiska. Jednocześnie próbuje uciec od niewygodnych pytań o własną polityczną odpowiedzialność ustawianiem wyborów jako akcji „zatrzymania PiS”. https://wpolityce.pl/m/polityka/365235-kandydatura-trzaskowskiego-to-osikowy-kolek-wbity-w-plan-budowy-zjednoczonej-opozycji

— ZANDBERG O STYLU PO – UŚMIECHNIĘTEGO GANGSTERA I ZARZĄDZANIU MIASTEM POD DYKTANDO DEWELOPERÓW: “Platforma, we właściwym sobie stylu uśmiechniętego gangstera, będzie teraz szantażować inne partie, mówiąc: musicie poprzeć naszego kandydata, żeby zatrzymać PiS. Mam dla Platformy złą informację – przy obecnej ordynacji PiS może zdobyć Warszawę tylko w jednym przypadku. Wtedy, gdy spotka się w drugiej turze z kandydatem partii ponoszącej polityczną odpowiedzialność za reprywatyzacyjne złodziejstwo, zarządzanie miastem pod dyktando deweloperów i aroganckie ignorowanie mieszkańców. Czyli z kandydatem Platformy Obywatelskiej”. https://facebook.com/zandberg.razem/posts/919659804854273

— ŚPIEWAK UWAŻA, ŻE TRZASKOWSKI TO KONTYNUACJA DWORSKIEGO STYLU: “Miałem nadzieję, że PO wybierze na kandydata na Prezydenta Warszawy kogoś spoza układu (wiem, naiwniak ze mnie). W tej sytuacji nie mogę, wobec tego wyboru, przejść obojętnie. Patrzcie i uczcie się: jak stare elity wciskają nam nowe elity. To znany zabieg, stosowany również z wielką wprawą przez PiS w ostatnich wyborach. Platforma próbuje kolejny raz oszukać mieszkańców Warszawy. Już dzisiaj to robi próbując zamieść pod dywan aferę reprywatyzacyjną. Wybór Rafała Trzaskowskiego to kontynuacja dworskiego zarządzania miastem, układów, korupcji, zanieczyszczenia powietrza, chaosu urbanistycznego, bizantyjskiej biurokracji, niszczenia dziedzictwa historycznego, deweloperskiego bezhołowia i ideologii „nie da się”. https://facebook.com/JanDawidSpiewak/posts/1709918445693047

— ŚPIEWAK O PO POPIERAJĄCEJ INTERES MAFII REPRYWATYZACYJNEJ: “ Nie trzeba specjalnie analitycznego umysłu, żeby dostrzec kłamstwo Platformy. Pytanie do PO: kiedy wywalicie z partii Hannę Gronkiewicz-Waltz i 30 radnych tej partii, którzy wielokrotnie głosowali w interesie mafii reprywatyzacyjnej?”. https://facebook.com/JanDawidSpiewak/posts/1709857275699164

— FRANKOWICZE DZIĘKUJĄ PREMIER SZYDŁO ZA INTERWENCJĘ WS KOBIETY ZAGROŻONEJ EKSMISJĄ: “W opublikowanym w czwartek liście prezes stowarzyszenia Arkadiusz Szcześniak podziękował premier Beacie Szydło za interwencję w resorcie sprawiedliwości w sprawie pani Jolanty, zagrożonej eksmisją na bruk wraz z nieletnimi dziećmi. Zdaniem Szcześniaka interwencja ta uchroniła rodzinę przed utratą dachu nad głową tuż przed dniem Wszystkich Świętych. Planowana na 31 października 2017 eksmisja, na podstawie decyzji Sądu podjętej 30 października 2017 r., została wstrzymana”. https://m.money.pl/wiadomosci/artykul/artykul,149,0,2384277.html

— LOBBUJESZ? POKAŻ DOCHODY – GW: “Obowiązująca od ponad 10 lat ustawa o lobbingu trafi niebawem do kosza. Jej miejsce ma zająć nowa ustawa o jawności życia publicznego. Przygotował ją Mariusz Kamiński, minister koordynator służb specjalnych i jego zastępca Maciej Wąsik. Projekt poddawany jest ekspresowym konsultacjom. Oprócz kwestii lobbingu ureguluje także zasady składania oświadczeń majątkowych i reguły dostępu obywateli do informacji publicznej.  „.
http://wyborcza.pl/7,155287,22597078,lobbujesz-pokaz-swoje-dochody-rzad-chce-przeswietlac-kieszenie.html

— RZĄD ZAPROSI YOUTUBERÓW – RZ: “Żeby zadbać o wizerunek Polski za granicą, Ministerstwo Sportu i Turystyki zaprosi do nas wpływowych youtuberów, by na własne oczy mogli zobaczyć Polskę i później przedstawić ją swoim widzom – dowiedziała się „Rzeczpospolita”. http://www.rp.pl/Rzad-PiS/311029881-Rzad-zaprosi-do-Polski-wplywowych-internautow.html

— ABORCJA W TRYBUNALE – jedynka GW: “– PiS szuka sposobu na to, by zaostrzyć przepisy aborcyjne. Obiecał to swoim wyborcom, biskupom, o. Tadeuszowi Rydzykowi, więc teraz stara się dotrzymać słowa. Ma całkowicie podległy Trybunał, więc nie mam złudzeń, że orzeknie tak, a nie inaczej – mówi Barbara Nowacka z lewicowej Inicjatywy Polska”. http://wyborcza.pl/7,75398,22598622,jest-pomysl-na-zaostrzenie-prawa-do-przerywania-ciazy-poslowie.html

— POSEŁ WRÓBLEWSKI W GOŚCIU NIEDZIELNYM O WNIOSKU DO TK: “Wróblewski podkreśla, że jeśli Trybunał wyda analogiczne orzeczenie do tego z 1997 r. (według którego aborcja z przyczyn społecznym jest niekonstytucyjna) i ogłosi, że przepis dopuszczający aborcję chorych dzieci jest niezgodny z Konstytucją, to po publikacji orzeczenia utraci on moc obowiązującą. Teoretycznie TK może wydać też inny wyrok, że aborcja eugeniczna jest częściowo niekonstytucyjna, może wyznaczyć okres przejściowy i dać czas parlamentowi na zmianę regulacji, wreszcie może orzec, że jest ona zgodna z ustawą zasadniczą”. http://gosc.pl/doc/4285851.Aborcja-eugeniczna-do-Trybunalu-Konstytucyjnego

— BEZCZELNA RADA POSŁANKI PIS – na jedynce Faktu: “Posłanka Dziuk jest zwolenniczką ograniczenia handlu w niedzielę. Wyraziła to głosując za zamknięciem galerii handlowych w co drugi weekend. Taka postawa nie spodobała się lokalnej businesswoman z okręgu wyborczym posłanki. Zatrudnia ona pracowników m.in. właśnie w galeriach handlowych. Rozżalona napisała na Facebooku do Barbary Dziuk, informując, że po wprowadzeniu zakazu handlu części pracowników grozi bezrobocie. Jaką dostała odpowiedź? „Ja też kiedyś byłam bezrobotna i ludzie nie mają się użalać nad sobą. Niech zakasają rękawy i sobie znajdą inną pracę” – miała napisać jej parlamentarzystka PiS!”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/barbara-dziuk-niech-zakasaja-rekawy-i-sobie-znajda-inna-prace/hxflrec

— 6 DZIAŁACZY PO I PSL STRACI POSADY I DOSTANIE JESZCZE LEPSZE – jedynka Dziennika Wschodniego:

— LINK 4 Z NAGRODĄ ZA INNOWACYJNOŚĆ:http://www.rp.pl/wydarzenia-/171039905-LINK4-z-nagroda-za-innowacyjnosc.html

300polityka.pl

http://www.dziennikwschodni.pl/lublin/obaj-bracia-poslanki-pis-dostali-panstwowe-posady-pomogla-to-kolejny-atak-na-mnie,n,1000208130.html

Historia żony działacza Idei 1. 2017 2. 2012 3. 2009

„Na Myśliwieckiej coraz smutniej”

„Na Myśliwieckiej coraz smutniej”

Tymi słowami Wojciech Mann skwitował na antenie radiowej „Trójki,” rozstanie stacji z Arturem Andrusem i Robertem Kantereitem.

Wyemitowawszy w najnowszym programie krótki materiał Izabeli Woźniak o jesiennej depresji powiedział do słuchaczy: „Ale nie tylko pogoda może wpływać na złe samopoczucie. Jak wynika z państwa listów, również smutno wam jest, że nasi koledzy Robert Kantereit i Artur Andrus zostali zmuszeni do podjęcia decyzji o odejściu z „Trójki”. I to też nie poprawia nam tutaj nastroju. W ogóle na Myśliwieckiej coraz smutniej” – powiedział Mann.

Jak już pisaliśmy obaj dziennikarze: Artur Andrus i Robert Kantereit otrzymali od kierownictwa Polskiego Radia ultimatum, albo TVN 24, albo „Trójka”. Mimo wieloletniej pracy w Polskim Radiu opuścili kultową stację radiową.

Trudno się w tej sytuacji dziwić, że słuchacze coraz częściej pytają co dalej z Mannem, który jak sam opowiada, parę razy w tygodniu słyszy od nich: niech pan nie odchodzi, bo skończy się jeszcze jedna rzecz, którą lubimy w Trójce”.  Niepokój słuchaczy jest tym bardziej zasadny, że i Mann dobrej zmianie ostatnio podpadł…

Jak pisaliśmy w niedawnym wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” razem z Krzysztofem Materną opowiadał on o nowej popularności skeczów z cyklu „Za chwilę dalszy ciąg programu”.

„Gdyby wtedy, na początku lat 90., ktoś mi powiedział, że wdepniemy w taką Polskę, jaką mamy obecnie, nie uwierzyłbym” – powiedział Mann. Kilka dni później na antenie tłumaczył, że słowem „wdepnąć” nie chciał nikogo obrazić. Przytoczył słownikową definicję, według której „wdepnąć” to „znaleźć się przypadkowo w niewygodnej sytuacji”. Rzecznik PR w „specyficzny” sposób zinterpretował wypowiedź dziennikarza i napisał w serwisie Informacyjnej Agencji Radiowej, że Mann przeprasza za swoje słowa z tego wywiadu.

Zgodnie z tradycją Wojciech Mann zaprosił do swojego najnowszego programu   muzyka Piotra Bukartyka, który – nawiasem mówiąc – po zmianie władz stracił swój program w Trójce, a w satyrycznych piosenkach komentuje na antenie polityczną rzeczywistość.

Teraz Bukartyk wykonał piosenkę „z oszczędnym aranżem, na dwóch strunach”, tematycznie nawiązującą do osób zwolnionych dziennikarzy –  Andrusa i Kantereita.

Hej, hej, hej,

Co i raz to nas tu mniej

Że napomknę o Arturze,

Co wytrzymać nie mógł dłużej

Hej, hej, hej,

Co i raz to nas tu mniej

Jakiś taki głupi czas,

Że co i rusz to mniej tu nas

A jeśli wszystko jest all right,

Gdzie jest Robert Kantereit?

Hej, hej, hej,

Co i raz to nas tu mniej

Straty, gdy się je podlicza

Tutaj czy na Woronicza

W sumie to niewielka cena

Jak na kieszeń suwerena

Hej, hej, hej,

Co i raz to nas tu mniej

Zamiast głosu pokolenia,

Które właśnie stację zmienia

Rodzaj prorządowej tubki,

Której opadają słupki

Hej, hej, hej,

Co i raz to nas tu mniej

I wie pan co, czuję, że

Też rozpływamy się we mgle

Czy znikną i słuchacze nasi,

A ostatni światło zgasi?

„Czyli wydaje mi się, że wyraził pan tu myśl krytyczną?” – zapytał po wykonaniu Mann. „I będę musiał z tym żyć” – odparł muzyk. „Ja też, pytanie tylko jak długo” – zakończył audycję Mann.
(Źródło: Gazeta Wyborcza)

koduj24.pl

# MeToo..! A tu Kościół i Polska

2.11.2017
czwartek

Kobiety w wielu krajach świata właśnie ujawniają, jak seksistowsko były w swoim życiu traktowane, jak im proponowano korzyści w zamian za seks, jak je poniżano, molestowano, gwałcono. O czym dotąd nie odważały się mówić, bo rządząca kultura na to nie pozwalała. Nawet im to często nie przychodziło do głowy. Bały się – siebie, swoich przeżyć, wstydu i odrzucenia, gdyby takie wydarzenia zostały ujawnione. „O tym nie rozmawiamy” – to nakaz opresorów, ale i samej kultury, wciśnięty w głowy kobiet. Tego nie ma, jest dobrze. Przychodzi czas, kiedy przestają się bać i zaczynają mówić. Wraz z nim, z otwieraniem się mrocznych szaf pełnych zmór, przerażeń i traum, zaczyna się proces uświadamiania sobie przez ludzi, jak mrocznie i podle dotąd miały się sprawy w kulturach zdominowanych przez patriarchat, maczyzm, religię, nakazy milczenia oraz podziały ludzi na kasty: tym wolno więcej (mężczyznom, majętnym, z pozycją), tamtym (kobietom i dzieciom) mniej lub właściwie nic. Pierwszych nie spotka ani potępienie i kara za czyny, przeciwnie – nieraz uznanie w środowisku; te drugie mają się wiecznie wstydzić, milczeć i wypierać to, co się stało, oraz akceptować to, że tak będzie, jak było. Zło jako norma i wzór.

To proces dobry, uzdrawiający, bardzo ważny i dla pojedynczych osób, ofiar (i sprawców którzy w części sami są ofiarą własnej kultury), ale i nie mniej – dla stosunków społecznych, kulturowych i wzajemnych ról i odniesień kobiet i mężczyzn. Ten proces może zrewidować i uwolnić od koszmarów, niesprawiedliwości oraz pomóc zbudować nowego, lepszego człowieka.

Świat światem, Europa Europą, ważni politycy już włączają się w ozdrowieńczy proces, a Polska – co? Polskę może trafnie będzie opisać w tym procesie starą, seksistowską anegdotą: gdy Napoleon zniewalał panią Walewską ta, tracąc oddech i kobiecą cześć wydała z siebie patriotyczne westchnienie: Sir, a Polska…?

Świat jest zły, Polska dobra. Wyspa wolności, tolerancji i szacunku do kobiet. Polak Polce nic złego nie zrobi, tylko czcić będzie, bo Polka to przecież częstochowska Maryja i w rękę liżemy, siorbiemy i śliną kapiemy wraz z kwaśnym oddechem do ust ją ciągnąc, co jest wymownym dowodem hołdu. I dowcip z ulicy: „Pani, całuję rączki – ale swoje; do nóg jej padam – ale stoję”. Prostacki żart opisuje życie.

Polska państwowa i biskupia – co jedno – idzie w zaparte: u nas tego nie ma. Bo nie ma znaczenia, że sporo ponad 400 kobiet co rok ginie wskutek przemocy domowej, nie na ulicy, nie od libijskiego terrorysty, ale w domu, głównie z ręki męża. O ilościach gwałtów, też domowych, wolimy nie wiedzieć. „Zgwałcić żonę – to niemożliwościowe jest!” – słyszymy w filmie „Big Bang”, bo to wzięte z ulicy. I nawet nie znamy ich liczby, bo to liczba ciemna. Realna jest jakieś 8–10 razy większa niż podawana, bo to przestępstwo głęboko stabuizowane. Nie jest żadnym przypadkiem ani fanaberią, ale dowodem bolesnego życia, że właśnie w Sejmie Barbara Nowacka składa (kolejny raz) projekt ustawy liberalizującej i uczłowieczające prawa rozrodcze kobiet („Ratujmy kobiety 2017”), poparte 400 tysiącami podpisów. I nie jest przypadkiem, że projekty liberalizacji są nieustannie odrzucane, a projekty penalizacji są traktowane z wielką życzliwością.

Świeżą twarzą polskiej oficjalnej kultury opresji okazał się niejaki Piecha Bolesław, europoseł PiS-u oraz – tak jest! – były wiceminister zdrowia. Jakiego zdrowia? Słyszeliśmy też od biskupów, jak jest: kobieta (bo źle wychowuje) i dziecko są same winne, co w sławetnej frazie wyraził arcybiskup Michalik: dziecko lgnie do człowieka, do księdza. Jak dziecko lgnie, cóż biedny i serdeczny, a tak strasznie molestowany ksiądz może zrobić? Nie ma wyjścia – musi spedofilić.

Piecha tak zaś ogłasza, urbi et orbi: „Problem molestowania seksualnego w Polsce ma mniejsze znaczenie. Polacy z dużą estymą podchodzą do kobiet. Nie są tak frywolni i tak bezmyślni jak Francuzi”. Bo Francuz to Napoleon, a Polak – też wiadomo – prezes.

Kimżeż więcej jak pyłkiem jest jednak ten prawidłowy Polak przy innym – Nadpolaku: Świętym Ojcu Świętym? Jak on widział i pojmował kobietę i jej relację z mężczyznami, opowiedziała przedstawicielka Narodów Zjednoczonych, podsekretarz ONZ, Pakistanka Nafis Sadik. Pochodząca z kraju, gdzie prosty seksizm to niemal luksus, bo kobieta może zginąć w „zabójstwie honorowym”, wykonanym przez morderców, którzy są jej najbliższymi – jakżeż strasznie to brzmi – ojca, męża, brata. Nafis Sadik spotkała się z papieżem przed konferencją ludnościową w Kairze, w 1994 roku, która miała się stać kamieniem milowym w historii praw kobiet, a czemu z zawziętością przeciwstawiał się Kościół katolicki. Chciała mu przedstawić realne problemy kobiet i realnego świata, uzmysłowić dramat, bo znała to doskonale – jako kobieta, jako Pakistanka, jako działaczka i dyrektorka pakistańskiej rady ds. planowania rodziny i jako podsekretarz ONZ do spraw populacji. Na jej próbę dotarcia do papieża z rzeczywistością faktów i humanistyczną treścią, ten zareagował tak: „A nie sądzi pani, że do nieodpowiedzialnego zachowania mężczyzn przyczyniają się same kobiety?”. Jak boleśnie, jak koszmarnie miliony, setki milionów kobiet na świecie to zna: sama jesteś winna, bo włożyłaś spódniczkę! Bo się umalowałaś! Bo wyszłaś z domu sama!

To jest – zatrważający – poziom wiedzy papieża, wyobrażenia i kultury Wojtyły, tego Polaka, co to „ma estymę do kobiet”, w którego mentalności króluje nie żadna kobieta, ale odczłowieczone bóstwo, fantom – Maryja. Jego papieskie zawołanie, credo to „Totus Tuus”, jego maryjność była wręcz obsesyjna, zaś stosunek do kobiet infantylny, przedmęski pełen niewiedzy, lęków i uprzedzeń skutkujących zawziętą opresyjnością wobec nich .

Warto być tego świadomym, bo to żelazo-betonowa przeszkoda na drodze do poprawy pozycji kobiety i uzdrowienia ludzi: Maryja jest zaprzeczeniem kobiety i zaprzeczeniem realnego życia. Nie miała żadnego kobiecego doświadczenia z mężczyzną, poczęła wskutek „zwiastowania”, nie znała żadnych trudów ciąży, boleści ani słabości, nie rodziła jak kobieta, ale „na sposób cudowny”, z prędkością światła Jezusek pojawił się w sianku żłóbka, była „niepokalana” i „zawsze dziewica”, mąż nie był ojcem Jezuska, tylko maskował „poczęcie z Ducha Świętego”; z synem nie miała żadnego porozumienia ani on z nią. Mąż właściwie był nieistniejący, gdzieś głęboko w tle, nic nie wiadomo o jej realnym życiu w czasie 33 lat życia syna, a wreszcie doznała „wniebowstąpienia”, ale nie symbolicznego, lecz w całej swojej materialnej żywości i w odpowiednio upranej sukni. Jako „oblubienica Pańska” musiała być elegancka. Zaś w ikonografii występuje nie jako kobieta podobna do innych, ale nadnaturalna w proporcjach, niezwykłej modelowej zgrabności, subtelnych dłoni – co nie ma nic wspólnego z realnym życiem kobiety w jej czasach ani też i dziś. Szaty ma bogate, czyste i niezwykle ozdobne oraz żadnych śladów znoju przy chowaniu synka. Ta Maryja, „wzór dla kobiet katolickich” i „dla kobiet całego świata”, jest antywzorem, nierealnością, zaprzeczeniem. Miłym, bo jakoś może pocieszającym kobiety prawdziwe, ale przez swoją fałszywość zgubną, w istocie poddańczą, deprecjonującą dla kobiet i blokującą możliwość i konieczność: pojmowania przez kobietę siebie samej, ale i – symetrycznie – pojmowania przez mężczyznę kobiety oraz także – w relacji – siebie samego. Maryja, jako fantom, odcina człowieka od jego osobowej głębi, od pojmowania siebie, wymusza zaprzeczenie sobie, a więc i tkwienie w niemożliwym do wygaszenia konflikcie – płci, kultury, człowieczeństwa. Oraz jest – sic! – narzędziem, tak, ta boska Maryja jest NARZĘDZIEM, przedmiotem – opresji czynionej na kobietach przez papieży, Wojtyłę, kler i mężczyzn. Nie od dziś zwraca na to uwagę psychologia, zwłaszcza zaś psychologia głębi.

To jest poziom i postawa całego Kościoła katolickiego, którą dręczy kobiety, dzieci, ale i także mężczyzn na całym świecie. To nie żaden Wszechmogący – największy fantom religii „wprowadza nieprzyjaźń między ciebie (fantomatycznego szatana) a niewiastę”, ale biskupi wprowadzają nieprzyjaźń między mężczyznę a kobietę.

Dodać do tego należy – to ta sama kategoria – praktykowanie i ukrywanie przez Kościół katolicki – od początku istnienia – zbrodni pedofilii, która najwyraźniej nie była uważana za zbrodnię, ale normalność, a co najwyżej – drobne „nieuporządkowanie moralne”, niewarte refleksji. To te same powody, ta sama postawa i dyspozycja moralna oraz podejrzenie: kobieta się prosi o gwałt, dziecko samo lgnie do księdza. Zaś ściślej – to skrajna niemoralność. Kościoła i Wojtyły. O globalnym działaniu.

Biorąc pod uwagę rozległość, czas i siłę oddziaływania na ludzi, Kościół katolicki jest jednym z najgłówniejszych (wraz z „religiami objawionymi”) lub po prostu głównym siewcą niesprawiedliwości, nierówności, po prostu zła.

Na polskim zaś gruncie poziom zakłamania oraz niezdolność poprawy muszą być większe niż tam, gdzie religia marnieje, a prawa człowieka i obywatela oraz stosunki demokratyczne mają się nieźle.

Tanaka

 

kowalczyk.blog.polityka.pl

02.11.2017, GOŚĆ PROGRAMU „KROPKA NAD I”

Trzaskowski: w Warszawie toczy się największa bitwa o przyszłość

 

– Od miesięcy mówię o tym, że Platforma musi się zmienić, bo nie wygra. Zacznijmy zmieniać Platformę Obywatelską od Warszawy – mówił w programie „Kropka nad i” Rafał Trzaskowski.

https://tvnwarszawa.tvn24.pl/informacje,news,trzaskowski-w-warszawie-toczy-sie-najwieksza-bitwa-o-przyszlosc,245335.html

Zabawki edukacyjne, ogród, prywatna opiekunka. „Luksusy” dla bezdomnych kotów

03 listopada 2017

 (http://www.tvn24.pl)

Musiał odejść z Wojska Polskiego. Generał Różański ujawnia, jak Macierewicz rządzi polską armią

Juliusz Ćwieluch
– Każdy, kto mówi, że polska armia jest dziś w stanie odeprzeć atak ze Wschodu, albo kłamie, albo się nie zna – mówi w książce Juliusza Ćwielucha „Generałowie” gen. Mirosław Różański. Były dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych wskazuje jednego z winowajców tego stanu. Ministra Macierewicza.

Sam pan odszedł z wojska…

– Przecież pan wie, że to bujda. Odszedłem, bo musiałem.

Mieli na pana jakieś haki?

– Jakby były haki, to już bym siedział. Musiałem odejść, bo nie mogłem i nie chciałem firmować tego, co działo się z polską armią i w polskiej armii. Dorobek wielu lat jest, moim zdaniem, po prostu niszczony. Nie chciałem być twarzą tych zmian.

10.09.2009 CZERWIENSK , WOJ. LUBUSKIE , 4 . ZIELONOGORSKI PULK PRZECIWLOTNICZY W CZERWIENSKU , DOWODCA 11 . LUBUSKIEJ DYWIZJI KAWALERII PANCERNEJ GENERAL MIROSLAW ROZANSKI WRECZA ZOLNIERZOWI GWIAZDE IRAKU ZA MESKA SLUZBE NA MISJI W IRAKU . DOWODCA WRECZYL ODZNACZENIE PODCZAS UROCZYSTEGO POZEGNANIA 200 ZOLNIERZY 11 . LUBUSKIEJ DYWIZJI KAWALERII PANCERNEJ , W SKLAD KTOREJ WCHODZA ZOLNIERZE Z 4 . ZIELONOGORSKIEGO PULKU PRZECIWLOTNICZEGO W CZERWIENSKU I 69 . LESZCZYNSKIEGO PULKU PRZECIWLOTNICZEGO . ZOLNIERZE WYJEZDZAJA DO KOSOWA W RAMACH POLSKIEGO KONTYNGENTU KFOR . ZOLNIERZE STACJONOWAC BEDA W KOSOWIE W CAMP BONDSTEEL - AMERYKANSKIEJ BAZIE WOJSK LADOWYCH NATO . FOT. SEBASTIAN RZEPIEL / AGENCJA GAZETA
10.09.2009, Czerwieńsk. Generał M. Różański, wtedy dowódca 11 Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej wręcza żołnierzowi Gwiazdę Iraku (fot. Sebastian Rzepiel/AG)

Poddał się pan?

– A wyglądam na kogoś, kto się poddał? Wyglądam na przegranego faceta? Właśnie założyłem fundację. Zaufało mi wielu wspaniałych oficerów. Bez przesady mogę powiedzieć, że kwiat polskiej armii.

Raczej bukiet emerytów.

– Emerytów przed pięćdziesiątką. Widocznie Polska to taki bogaty kraj, który stać, by ludzi w kwiecie wieku masowo wysyłać na emeryturę. Po niespełna dwóch latach rządów ministra Macierewicza z wojska odeszło albo musiało odejść wielu wybitnych oficerów. Takich, którym nikt nie postawił żadnych zarzutów, nie wyciągnął świństw, nawet niezaliczonego egzaminu z wuefu. Odeszli, bo mieli czelność mieć własne zdanie. Bo nie zgadzali się z pomysłami, które, ich zdaniem, urągały logice albo łamały prawo. Teraz wielu z nich zgromadziło się w Stratpoints, fundacji, której jestem pomysłodawcą i założycielem. Jestem dumny, że udało mi się ich za sobą pociągnąć. […]

W dniu ogłoszenia naszego debiutu na wrześniowym Międzynarodowym Salonie Przemysłu Obronnego w Kielcach minister trzy razy przesuwał swoją konferencję, aż zbiegła się w czasie z naszą prezentacją. Firmy z sektora zbrojeniowego dostały zakaz kontaktów z nami.

Boją się was?

– Powiedzmy, że nas zauważono. A przecież jeszcze nic nie zrobiliśmy. Do działania przejdziemy w najbliższych dniach. Pierwszy raport, jaki przygotujemy, dotyczył będzie Wojsk Obrony Terytorialnej i rzeczywiście nie zapowiada się, żeby była to laurka. […]

Pan chyba nie przepada za Wojskami Obrony Terytorialnej?

– Wręcz przeciwnie. Ja uważam, że to świetny pomysł. Tylko realizacja kompletnie do bani. […] Jeśli kluczowe jednostki straciły już ponad ośmiuset żołnierzy zawodowych, których skuszono do WOT, a czasem wręcz zmuszono do przejścia do WOT, to proszę mi powiedzieć, jak się to przełoży na potencjał sił zbrojnych?

Ośmiuset żołnierzy, choćby najlepszych, nie decyduje o przyszłości armii.

– Policzyłem, ilu żołnierzy WOT złożyło przysięgę wojskową. Wyszło mi, że tysiąc. Najsłabiej skompletowane brygady mają większą liczebność. A przypominam, że minister obiecał trzy brygady do końca roku. Ponieważ obrona terytorialna to oczko w głowie ministra, więc pewnie trzeba będzie podebrać więcej żołnierzy z linii i można będzie ogłaszać sukces. […] Jak dodamy do tego, że do WOT można przyjmować nawet osoby z kategorią D, czyli niezdolne do służby wojskowej, to już będziemy mieli pełen obraz tej formacji. […] 99,9 procent wypadków w wojsku jest konsekwencją ludzkiej głupoty, nieprzestrzegania standardów i regulaminów. Dlatego z trwogą spoglądam na te dzisiejsze projekty, że ktoś chce w ciągu szesnastu dni wyszkolić żołnierza i wyrobić w nim nawyki, na przykład posługiwania się bronią w sytuacjach zagrożenia. Nie, to po prostu nie może się udać. Przynajmniej mój lekko podstarzały generalski łeb tego nie przyjmuje.[…] Sponsorem WOT jest regularna armia. Armia, która nie opływa w luksusy, jeśli chodzi o sprzęt i wyposażenie. Zamiast jednej porządnej armii będziemy mieli dwie. Jedną źle wyposażoną, drugą źle wyszkoloną. […]

Skąd się bierze taka ogromna siła ministra Macierewicza?

– Moim zdaniem po części ze słabości innych. Antoni Macierewicz w młodości ćwiczył skoki do wody. Ludzie, którzy uprawiali tę dyscyplinę, mają w sobie ogromną determinację i nie boją się ryzyka. Tam gdzie inni się wycofują, on prze do przodu.

05.10.2017 Lublin . Mnister obrony narodowej w rzadzie PiS Antoni Macierewicz podczas obchodow II rocznicy utworzenia Litewsko Polsko Ukrainskiej Brygady LITPOLUKRBRIG . Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
Antoni Macierewicz (fot. Jakub Orzechowski/AG)

A jednocześnie przed konferencją prasową w strzeżonym gmachu MON każe sprawdzać salę, czy nie podłożono bomby.

– Sprawdzana jest nie tylko sala, ale wszystkie inne pomieszczenia. Nawet samoloty Casa, które pan minister, podobnie jak pani premier Beata Szydło, bardzo polubił.

Tylko że pani premier loty się należą zgodnie z procedurą HEAD, a jemu nie.

– I tu wracamy do kwestii pozycji ministra Macierewicza, który poprzez latanie casą dał wszystkim mocny sygnał, jaką ma pozycję. Minister rzeczywiście nie należy do osób, którym się należy transport zgodnie z procedurą HEAD. Jest ona zarezerwowana dla prezydenta, premiera, marszałków Sejmu i Senatu. Pomimo to każdy lot ministra Macierewicza był poprzedzony sprawdzeniem pirotechnicznym samolotu i zabezpieczany tak, jakby odbywał się w ramach instrukcji HEAD. W ten sposób minister sam zrównał się z najważniejszymi przedstawicielami państwa.

Czyli potrafi sięgać po insygnia władzy, nawet tej, która mu się nie należy?

– Zwłaszcza tej. Przecież źródłem konfliktu prezydenta Andrzeja Dudy z ministrem Antonim Macierewiczem nie są kwestie ideologiczne. Obydwaj politycy wywodzą się z jednego obozu politycznego. Mają silne przekonania prawicowe. Głoszą dokładnie takie same tezy na tematy związane z obronnością, historią Polski. A jednak pomiędzy małym a dużym pałacem wręcz iskrzy. Obserwowałem te relacje z bliska i nie o wszystkim chciałbym mówić ze szczegółami, ale proszę mi wierzyć, że to nie prezydent sprowokował ten konflikt. Mało tego, wykonał wiele pojednawczych gestów. Gestów, które minister odczytywał jako przejaw słabości i poszerzał swoje wpływy i władzę. Często wręcz ostentacyjnie.[…]

A dlaczego go trzymają?

– Bo jest im potrzebny. Robi to, czego nie byli w stanie zrobić inni. Odzyskuje instytucje. Odzyskuje w najłatwiejszy sposób, po prostu je niszcząc. Nie ma oporów przed wyrzucaniem kompetentnych ludzi i zastępowaniem ich takimi, których główną kompetencją jest uległość. Nie ma hamulców, bo wie, że jedynym testem dla wojska będzie wojna. A ta, jeśli wybuchnie, to trudno. Niech się ludzie martwią.[…]

08.02.2017 Warszawa, Palac Prezydencki . Gen. Miroslaw Rozanski i minister obrony narodowej Antoni Macierewicz podczas wreczenia nominacji na stanowisko Dowodcy Generalnego Rodzajow Sil Zbrojnych generalowi Mice Fot . Kuba Atys / Agencja Gazeta
Gen. Różański i minister Macierewicz na wręczeniu nominacji na stanowisko Dowódcy Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych następcy Różańskiego (fot. Kuba Atys/AG)

Zapytał go pan, dlaczego, skoro panu nie ufał, nie odwołał pana od razu?

– Zapytałem. Odpowiedział, że musiał nas zostawić, żebyśmy dokończyli zadania, które zaczęliśmy planować. Konkretnie chodziło o ćwiczenie Anakonda, na którym razem z naszymi żołnierzami działało dwanaście tysięcy Amerykanów. Po drodze był jeszcze szczyt NATO. Macierewicz uznał, że nasze odejście mogłoby zaburzyć któreś z tych przedsięwzięć. To była zimna kalkulacja.

05.10.2017 Lublin . Mnister obrony narodowej w rzadzie PiS Antoni Macierewicz podczas obchodow II rocznicy utworzenia Litewsko Polsko Ukrainskiej Brygady LITPOLUKRBRIG . Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
Antoni Macierewicz (fot. Jakub Orzechowski/AG)

Nie było panu przykro, że potraktował pana instrumentalnie?

– Ja się nie obrażam. Oceniając na chłodno, uważam, że dobrze to rozegrał, bo wcześniejsze dymisje wywołałyby pytania i emocje u sojuszników. A tak odeszliśmy właściwie po cichu. Minister Macierewicz jest sprawnym graczem. Obserwowałem go bliżej, kiedy pracowałem nad reformą systemu dowodzenia i dosyć często gościłem na obradach sejmowej Komisji Obrony Narodowej. Jako członek komisji poseł Antoni Macierewicz wypracował sobie specyficzny styl pracy. Na posiedzenie często przychodził spóźniony. Czasem sprawiał wrażenie bardzo zajętego, przeglądał jakieś dokumenty. Innym razem wyglądał na znudzonego. Wtedy bawił się telefonem komórkowym. Wydawało się, że nie słuchał, po czym wygłaszał jakąś swoją frazę i zazwyczaj wychodził, nie czekając na odpowiedź.

I jakie wyciągnął pan z tego wnioski?

– Takie, że ten człowiek gra w to, w co wygrywa. Jest nastawiony na osiągnięcie swoich celów. […]

Pierwsze rozmowy [między oficerami – red.] o dymisjach pojawiły się wcześniej. Konkretnie w momencie, kiedy nowa władza zaczęła demolować konstytucję i niszczyć Trybunał Konstytucyjny. Dla nas było jasne, w jakim kierunku zmierzają zmiany. Spotykaliśmy się na herbacie, niekiedy nawet była szklanka whisky, i dyskutowaliśmy, jak mamy się zachować. Krajowe i zagraniczne autorytety prawnicze wyrażały, delikatnie mówiąc, wątpliwości, a później wprost mówiły o łamaniu konstytucji. Pamiętajmy, że czwarty wers przysięgi wojskowej mówi o tym, że będziemy stać na straży konstytucji.

Chcieliście wyprowadzić wojsko z koszar?

– Żartuje pan? Myśmy wszyscy pamiętali stan wojenny i traumę, jaką był on dla wojska. Latami się to ciągnęło za armią. Nie było takich pomysłów. Polska to nie jakaś bananowa republika. Jesteśmy w Unii, mamy stabilną gospodarkę. Każdy taki ruch cofałby nas cywilizacyjnie o sto lat. Ani ja, ani nikt w moim otoczeniu nigdy nie miał takich pomysłów.

A gdyby ktoś inny miał?

– To, oceniając sprawę zupełnie na chłodno, bardzo by się rozczarował. Może jesteśmy młodą demokracją, ale Polacy cenią sobie wolność, swobodę. Samo wojsko by na to nie poszło. Moim zdaniem minister Macierewicz niepotrzebnie, ale zabezpieczał się i na taką okoliczność, dlatego jego pierwsze decyzje od początku zmierzały do wykopania przepaści pomiędzy wyższą kadrą oficerską a szeregowcami. […]

30.03.2016 Warszawa , Sejm . Rzcznik MON Bartlomiej Misiewicz i minister Obrony Antoni Macierewicz podczas posiedzenia Sejmowej Komisji Obrony , w sprawie powolania komisji Smolenskiej . Fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta
Były rzecznik MON Bartłomiej Misiewicz i szef MON Antoni Macierewicz (fot. Sławomir Kamiński/AG)

Kim jest Bartłomiej Misiewicz?

– Papierkiem lakmusowym.

Słucham?

– Bartłomiej Misiewicz posłużył ministrowi Macierewiczowi jako papierek lakmusowy. Za jego pośrednictwem minister poddał nas próbie i z przykrością stwierdzam, że wypadła ona raczej negatywnie. Misiewicz pokazał, jaki jest stan naszego wojska. Szczerze mówiąc, cieszę się, że taki Misiewicz się pojawił.

Obnażył was?

Obnażył do cna. Pewien oportunizm w stosunku do przełożonego jest wpisany w każdą służbę mundurową. Jesteśmy wychowywani w duchu posłuszeństwa, wykonywania rozkazów. Ale skala tej służalczej wręcz uległości kompletnie mnie skonsternowała. […]

Misiewicz zwalniał oficerów osobiście?

– Niczego nie ma na piśmie.

To skąd wiadomo, że to on zwalniał?

– Z życia. Misiewicz jedzie do jednostki. Skarży się na dowódcę. Mija kilka dni i oficer traci stanowisko. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, jaką ten młody człowiek miał, a moim zdaniem nadal ma, pozycję w Ministerstwie. W czasie jednej z uroczystości na placu Piłsudskiego podszedł do mnie generał Andrzej Kowalski, szef Służby Wywiadu Wojskowego, i poprosił, żebym zrobił miejsce na trybunie dla ministra Misiewicza. Byliśmy na ty i przyznaję, że mnie poniosło, więc odpowiedziałem szorstko: „Andrzej, k***a, dla jakiego ministra? Przecież to jest dyrektor. A tak naprawdę, to on nawet dyrektorem nie jest, tylko szefem gabinetu”. Ludzie bali się Misiewicza, bo czuli, że ma pełne poparcie ministra Macierewicza, a na dodatek nie ma wiedzy, doświadczenia i żadnych hamulców. Mordercze połączenie. Wylecieć mógł właściwie każdy. […]

Dlaczego pan nie odszedł razem z innymi oficerami?

– Kapitan opuszcza statek ostatni. Byłby to może spektakularny gest, ale dla sojuszników zupełnie niezrozumiały. Stawiający moich podwładnych w trudnej sytuacji, bo przecież byliśmy w połowie drogi do Anakondy. Muszę się przyznać, że liczyłem, iż po tych odejściach nastąpi może jakieś opamiętanie. Minister zrobił unik taktyczny. Złagodził na chwilę retorykę. I tyle. Wiedziałem, że będę musiał odejść. Ale uznałem, że trzeba zostać tak długo, jak się da, bo na moje miejsce nie szykowali się lepsi.

Mówi pan o wyznaczonych przez Macierewicza generałach po zaocznych studiach generalskich?

– Jak mogli ukończyć studia, skoro mianowania dostali kilka tygodni po rozpoczęciu nauki? O studiach generalskich w trybie zaocznym nigdy wcześniej nie słyszałem. Pewnie na wojnie takie praktyki mogły być stosowane. Nie chodzi mi o tych konkretnych ludzi, ale mechanizm, który doprowadził do powstania tych błędów kadrowych. […]

08.02.2017 Warszawa, Palac Prezydencki . Gen. Miroslaw Rozanski podczas wreczenia nominacji na stanowisko Dowodcy Generalnego Rodzajow Sil Zbrojnych generalowi Jaroslawowi Mice Fot . Kuba Atys / Agencja Gazeta
Gen. Mirosław Różański (fot. Kuba Atys/AG)

Młodsi oficerowie mówią, że stare dziadki zębami trzymały się stanowisk, a jak ich wyrzucili, to zrzędzą.

– Młodsi oficerowie powinni najpierw dojrzeć do zajmowanych stanowisk. Opowiem panu historię, która to opisuje. W czasie pierwszego dnia ćwiczeń Anakonda 2016 odbył się słynny desant połączonych wojsk. Był to największy od lat desant w Europie Środkowo-Wschodniej. Zadania mieli wykonywać żołnierze z amerykańskiej 82 Dywizji i Polacy z 6 Brygady. Przewidziane było, że na zakończenie meldunek złoży dowódca dywizji amerykańskiej, który się desantował i który razem ze swoimi żołnierzami przyleciał ze Stanów.

Ile godzin lecieli?

– Ponad dwanaście. Przelot, tankowanie w powietrzu, podejście do strefy.

Ze strony Amerykanów to była manifestacja; pokazujemy Rosjanom: „Słuchajcie, jak chcemy, to w dwanaście godzin do was wpadniemy”.

– To był raczej sygnał dla naszego społeczeństwa, że możemy liczyć na amerykańską pomoc. W ciągu pół doby ze Stanów Zjednoczonych może przylecieć kilka tysięcy żołnierzy. W czasie desantowania doszło do sytuacji, która dla mnie jest najlepszym wyznacznikiem tego, co się obecnie dzieje w wojsku. W pewnym momencie generał Mark Milley [szef sztabu amerykańskich wojsk lądowych] zapytał, gdzie jest dowódca partnerskiej polskiej 6 Brygady, bo już wiedział, że jego podwładny, dowódca 82 Dywizji, desantował się razem z żołnierzami. Obecny dowódca, wtedy jeszcze pułkownik, dzisiaj generał, potwierdził, że jest na tym ćwiczeniu, ale na. trybunie vipowskiej.

Był na tyle nierozsądny, że się ujawnił?

Na trybunie padły pytania, które będę pamiętał do końca swoich dni. Milley zapytał pułkownika, jaką skończył szkołę. Usłyszał, że o kierunku pancernym, co wywołało entuzjazm pana generała, że taki strongman i tak dalej, i że to jest super. Kolejne pytanie: jaką kompanią dowodził? Niestety, ten oficer nie dowodził żadną kompanią. To kiedy był w Afganistanie? Nie był w Afganistanie. Ostatnie pytanie było gwoździem do trumny: „Kiedy ostatnio skakał pan ze swoimi chłopakami?”. Okazało się, że dowódca brygady powietrzno-desantowej był nieskaczącym oficerem.

Nie zapytał pana: „Mirosław, jak to możliwe, że wybrałeś tego gościa na dowódcę?”.

– Uprzedziłem go i powiedziałem, że nie była to moja decyzja kadrowa.

Co powiedział?

– I know, I know. Mówię o tym nie po to, żeby poniżyć tego oficera, tylko pokazać, że zaburzony został mechanizm budowania kadr. Na etaty dowódcze wyznaczani są ludzie nieprzygotowani do tych stanowisk.

Pan skakał ze spadochronem?

– Tak. Jeszcze w szkole oficerskiej przeszedłem szkolenie spadochronowe i odbyłem praktyczne desantowanie. Kurs był dobrowolny. Ale wśród nas była taka zasada, że kto nie skakał, to na wódkę z nim nie szliśmy, bo to był nieudacznik.


Generał Mirosław Różański (fot. Patryk Cieliński/siwymortis.pl/archiwum prywatne gen. Różańskiego)

Oficer, o którym mowa, generał Grzegorz Hałupka, był pana podwładnym. Czy jako dowódca nie mógł pan mu powiedzieć: „Masz pan skakać i koniec”?

– Powiedziałem mu, że powinien skoczyć, nawet jak miałby nogi połamać. Obiecałem, że umieścimy go w najlepszym szpitalu, ale niech oszczędzi wstydu sobie i armii. Pięć lat od niego starszy generał Marchwica, który był szefem wojsk aeromobilnych, skoczył, a on, dowódca brygady, który przygotowywał ją do tego ćwiczenia, nie skoczył. To jest porażka. […]

W jakiej kondycji jest polska armia?

Źle pan formułuje pytanie. Tak postawione pytanie można skwitować dwoma słowami: dobrej albo złej. A żadne z tych słów nie wyczerpuje tematu. Bo jeśli mnie pan pyta, czy polska armia jest dziś w stanie samodzielnie odeprzeć atak ze Wschodu, to oczywiście nie i kropka. I każdy, kto mówi coś innego, albo kłamie, albo się nie zna.

Książkę Juliusza Ćwielucha „Generałowie” – rozmowy z najważniejszymi dowódcami Wojska Polskiego, którzy odeszli z armii w czasie rządów Antoniego Macierewicza, ukazuje się nakładem wydawnictwa Wielka Litera. Możesz ją kupić w Publio.pl.


Gen. M. Różański i okładka książki Juliusza Ćwielucha ‚Generałowie’ (fot. Dawid Żuchowicz/AG/mat. wyd. Wielka Litera)

Mirosław Różański. Generał broni Wojska Polskiego, doktor nauk o obronności (2011), w latach 2015-2016 dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych. Był pomysłodawcą i realizatorem nowego modelu szkolenia strzelców wyborowych w wojskach lądowych. Wdrażał do sił zbrojnych KTO Rosomak, formował pierwszy w pełni zawodowy batalion zmotoryzowany, który wziął udział w pierwszej i drugiej zmianie PKW w Afganistanie. W 2007 jako dowódca Brygadowej Grupy Bojowej wraz z żołnierzami 17 WBZ uczestniczył w VIII zmianie PKW w Iraku. 2 grudnia 2016 złożył wniosek o zwolnienie z zawodowej służby wojskowej.

Juliusz Ćwieluch, rocznik 1975. Dyplomowany filmoznawca, który nie napisał ani jednej recenzji filmowej. Pracę zaczął w kieleckim oddziale „Gazety Wyborczej”. Pracował w bezpłatnym dzienniku „Metro”. Później w „Przekroju”. Lubi 2007 rok. Urodziła mu się wtedy córka. Przyjęli go do „Polityki”. Pisze o ludziach.

gazeta.pl

Jak martyrologia zabiła III RP

O zwycięstwie prawicowego populizmu przesądził powrót martyrologicznej tradycji, która przeciwstawiła piękno heroicznej śmierci polskich bohaterów godnemu pogardy zwykłemu życiu lemingów Tuska. Już w 2002 roku, kiedy Lech Kaczyński zostaje prezydentem Warszawy za priorytet uznaje nie odbudowę stolicy z PRL-owskiego zaniedbania, ale zbudowanie Muzeum Powstania.

Trwa kłótnia o to, czemu prawicowy populizm wywrócił III RP. Padają argumenty ekonomiczne, społeczne, nawet towarzyskie. Uczestnicy sporu prześcigają się w przeprosinach za polską transformację i oskarżają wzajemnie o to, kto kogo bardziej obraził i skuteczniej sprowokował do zemsty. Nie bagatelizując tych wszystkich argumentów, uważam, że ważną rolę w zmarnowaniu społecznego, gospodarczego i geopolitycznego dorobku polskiej transformacji odegrała – hasłowo mówiąc – śmierć. Czyli powrót silnej w Polsce martyrologicznej tradycji. Czemu jednak elity transformacyjne były ostrożne z polską martyrologią i czemu przechwyciła ją antyliberalna prawica?

Umrzeć na swój własny sposób

Pod koniec lat 90. Aleksander Smolar sformułował tezę o ciążącym nad Polską fatum modernizacji imitacyjnej. Zwracał uwagę, że długotrwałe przerwanie polskiej tradycji państwowej, a także wyniszczenie cywilizacyjne kraju po półwieczu realnego socjalizmu powodują, że Polska musi przyjmować gotowe instytucje i prawa liberalnego Zachodu. Ze świadomością ceny, jaką peryferie zawsze płacą centrum za prawo do imitacji. To Anglikom przydarzyła się bowiem rewolucja przemysłowa, Francuzom – społeczna, Niemcom – romantyczna kontrrewolucja. Tymczasem Polska u progu nowoczesności została wyeliminowana jako podmiot życia politycznego tworzący własny model cywilizacyjny.

Choć elity transformacyjne rzadko przyznawały się do imitacyjnego charakteru polskiej transformacji, to jej imitacyjność i neokolonialny charakter stały się podstawowym oskarżeniem formułowanym przez intelektualistów prawicy: Jadwigę Staniszkis, Ryszarda Legutkę, Zdzisława Krasnodębskiego, Andrzeja Zybertowicza. Jednak (z wyjątkiem Jadwigi Staniszkis, która próbowała kreślić pozytywne modele innej nowoczesności na peryferiach) przewaga ataków na wielką imitację nad zdolnością pozytywnego przedstawienia własnej silnej tradycji demaskowała resentymentalny charakter tych krytyk.

Zygmunt Freud w dziele „Poza zasadą przyjemności” sformułował znamienną uwagę, że „każdy organizm pragnie umrzeć na swój własny sposób”. Kluczowe elementy transformacji ustrojowej po roku 1989, czyli faktycznej odbudowy materialnego życia Polaków, były dla prawicowych krytyków transformacji nieatrakcyjne i niepolskie z racji ich nieuniknionej imitacyjności. A skoro tak, to logiczny stał się powrót prawicy do martyrologii – jako jedynego elementu polskiej tradycji gwarantującego jej faktyczną odrębność, suwerenność, wręcz atrakcyjność.

Hańba żyjącym!

Gdy w 2002 roku Lech Kaczyński zostaje prezydentem Warszawy, za priorytet uznaje nie odbudowę stolicy z PRL-owskiego zaniedbania, ale zbudowanie Muzeum Powstania Warszawskiego. Muzeum zostaje otwarte w 2004 r., a ten jedyny inwestycyjny sukces Kaczyńskiego stanie się jego przepustką do prezydentury Polski. Będzie też wykorzystywany przez liderów PiS do udowadniania, że tylko oni są patriotami, przywiązanymi do polskiej tradycji, której cała reszta elit III RP się wstydzi.

Czemu ludzie, którzy rządzili miastem przed Lechem Kaczyńskim, czy szerzej – elity III RP, były ostrożne z martyrologią powstania warszawskiego? Czemu nie wykorzystali jej tak jak bracia Kaczyńscy Konserwatyści i wolnorynkowi liberałowie – rozsiani pomiędzy Unią Demokratyczną i KLD – byli wychowankami Stefana Kisielewskiego, który decyzję o rozpoczęciu powstania warszawskiego uważał za zbrodnię. Albo Mirosława Dzielskiego, który sam nawiązywał do tradycji politycznego realizmu sięgającego krakowskiej szkoły historycznej, jej antypowstańczych i antymartyrologicznych pamfletów z „Teki Stańczyka”.

Podobnie było z pierwszymi, jeszcze cywilizowanymi endekami III RP; Wiesław Chrzanowski, sam kombatant powstania warszawskiego, często opowiadał, jak on i inni młodzi powstańcy wychodzący z Warszawy w październiku 1944 roku domagali się osądzenia i skazania Bora-Komorowskiego za decyzję, która spowodowała zagładę miasta i jego mieszkańców. SLD-owcy nie chcieli podejmować tematu z oczywistych względów, byli spadkobiercami formacji, która pamięć o powstaniu warszawskim próbowała zatrzeć. Adam Michnik był w tej kwestii rozdarty. On sam – polityczny realista, niechętny szafowaniu życiem, szczególnie życiem innych – w sprawie powstania był jednak ostrożny. Autorytetami byli tu dla niego Władysław Bartoszewski i Jan Józef Lipski. Obaj walczący w powstaniu dalecy byli od entuzjazmu. Lipski powiedział kiedyś: „Szedłem do powstania w zupełnie innym nastroju niż większość moich kolegów, byłem głęboko przekonany, że źle się ono skończy. Może dlatego, że wiedziałem, co mamy w magazynach”. Nigdy jednak nie przystąpili do obozu obrazoburców.

W polskich sporach problemem nigdy nie była oczywista konieczność oddania hołdu ofiarom powstania. Spór toczył się o racjonalność decyzji jego rozpoczęcia. Ale nawet ten spór odbywał się w cieniu historycznego fatalizmu. Polska i tak była skazana na stanie się ofiarą pojałtańskiego porządku – można było jedynie wybierać mniej lub bardziej krwawe wersje tej klęski. Problem pojawił się, gdy prezydent (już Polski) Lech Kaczyński – w zupełnie innej sytuacji geopolitycznej, kiedy Polska była w Unii Europejskiej, kiedy polityczny realizm nie oznaczał już zdrady – powtarzał, że decyzja o rozpoczęciu powstania warszawskiego jest dla niego wzorcem uprawiania dzisiejszej polityki – europejskiej czy wschodniej. To była „zła historia jako matka złej polityki” – jak mawiali zmagający się z tradycją insurekcyjną krakowscy „Stańczycy”. Muzeum Powstania Warszawskiego nie stało się miejscem uczciwej refleksji nad całą powstańczą tradycją, lecz świątynią heroicznej śmierci, przeciwstawionej życiu godnemu pogardy. Inscenizacja „Hamleta ’44”, wystawiona w MPW w 2008 r., kończyła się wielokrotnie powtórzonym okrzykiem „Hańba żyjącym!”.

Pierwsza taka żałoba

Pierwszą zbiorową żałobą współczesnych Polaków nie były – warto przypomnieć – dni po katastrofie smoleńskiej, ale pożegnanie Jana Pawła II w kwietniu 2005 roku. Dziesiątki tysięcy ludzi wyszły na ulice, by zapalać znicze i składać wiązanki. Nie było takich tłumów z okazji wejścia Polski do NATO, do UE, nie było takich tłumów przy okazji żadnego święta dotyczącego nowego polskiego życia.

Wtedy powstaje mit pokolenia JP2, szybko wykorzystany przez młodą prawicę – odrzucającą świecką i liberalną Polskę jako „niedochowującą wierności wezwaniu Jana Pawła II”. Początkowo uderza to wyłącznie w „Polskę Rywina”, czasów schyłkowej hegemonii SLD, ale szybko stanie się napędem radykalizującej się nacjonalistycznej i klerykalnej prawicy. Przed wyborami 2005 roku hasło pokolenia JP2 łączy jeszcze zwolenników PiS i PO, marzących o rządach POPiS-u, jednak wybuch nowej wojny na górze odrzuci liberałów jako nie dość katolickich i polskich. Kiedy Jarosław Kaczyński straci władzę w 2007 roku, uznający się za jednego z bardów pokolenia JP2 Jan Pospieszalski ogłosi, że „pod władzą Donalda Tuska polscy katolicy są prześladowani jak za Gomułki”.

newsweek.pl

2017-11-03 | Onet | Andrzej Stankiewicz

Atak na prezydenta kwitami WSI

"Dla części prawicy aneks z likwidacji WSI to »święty Graal«"

Antoni Macierewicz atakuje Andrzeja Dudę, domagając się dostępu do aneksu z likwidacji WSI, który Kancelaria Prezydenta trzyma w ukryciu. Szef MON twierdzi, że to dokument niezbędny dla armii. Tyle że ten sam aneks trafił także do Kancelarii Premiera, o czym Macierewicz doskonale wie. Czemu więc nie poprosi pani premier?

  • Dla części prawicy aneks z likwidacji WSI to „święty Graal” – ma dowodzić wpływu specsłużb wojskowych i Rosjan na polską politykę oraz gospodarkę
  • Aneks przygotowała ekipa Macierewicza za poprzednich rządów PiS. Wiadomo, że Macierewicz zaatakował w dokumencie polityków PO, w tym swego dawnego wychowanka Bronisława Komorowskiego
  • Mit wokół aneksu buduje głównie to, że jest jednym z ostatnich dokumentów dotyczących specsłużb III RP, który nie został jeszcze ujawniony

– Prezydent Andrzej Duda powinien zwrócić Służbie Kontrwywiadu Wojskowego aneks do raportu z weryfikacji WSI ze względu na zawarte w nim, a potrzebne kontrwywiadowi wojskowemu, informacje. Blokowanie przekazania tego raportu z powrotem do SKW jest działaniem nieroztropnym i dla Polski naprawdę niekorzystnym – te słowa Antoniego Macierewicza wypowiedziane niedawno w TVP to najnowsza odsłona wojny, jaką szef MON wypowiedział prezydentowi.

Szef prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch zwie ją nawet „wojną hybrydową w rosyjskim stylu”, sugerując, że obóz Macierewicz stosuje brudne sztuczki, by zdyskredytować Andrzeja Dudę i jego współpracowników.

W tej wojnie Macierewicz nie przypadkiem sięga teraz po aneks. Dla części prawicy to „święty Graal” – ma dowodzić wpływu specsłużb wojskowych i Rosjan na polską politykę oraz gospodarkę.

Macierewicz na marginesie

Ta sprawa od początku budziła ogromne emocje. Po wygranych wyborach w 2005 r. Jarosław Kaczyński potrzebował desperata, który wziąłby na siebie kluczowy projekt – likwidację Wojskowych Służb Informacyjnych, oskarżanych przez PiS o większość patologii w kraju.

Uznał, że idealnie nadaje się do tego Macierewicz. W ten sposób Macierewicz zmartwychwstał, wyciągnięty z politycznego marginesu. Na początku 2007 r. opublikował raport z likwidacji WSI, ale prawica była rozczarowana. Nie udowodnił bowiem, że wojskowe specsłużby to ośmiornica oplatająca mackami polską politykę, biznes i media. W swym stylu więc Macierewicz uciekł do przodu – przygotował znacznie ostrzejszy aneks do raportu. Zaatakował w dokumencie polityków PO, w tym swego dawnego politycznego wychowanka Bronisława Komorowskiego.

Ówczesny prezydent Lech Kaczyński raport opublikował, ale aneksu nie. „Za dużo tam publicystyki” – stwierdził prezydent, gdy go o to pytałem.

Prezydencie, oddaj dokumenty

Jednak i tę porażkę Macierewicz potrafił przekuć w sukces. Przez lata rządów Platformy i prezydentury Bronisława Komorowskiego budował mit aneksu, jako tajemnego dokumentu ukazującego prawdę ostateczną. W kampanii wyborczej przed wyborami parlamentarnymi w 2015 r. – gdy prezydentem był już Andrzej Duda – Macierewicz na spotkaniach z twardym elektoratem zapowiadał rychłą publikację aneksu.

Po wyborach, gdy został ministrem obrony, o aneks przestał się dopominać. Przypomniał sobie dziś, gdy trwa konflikt między MON a Kancelarią Prezydenta. I używa aneksu do ataku na prezydenta.

– Jeżeli pan prezydent zdecydował się nie publikować raportu, chociaż ustawa tak stanowi, to jest w jego uprawnieniach. Ale w takim razie powinien ten materiał zwrócić do SKW, której to jest po prostu potrzebne do kontynuowania działalności – twierdzi Macierewicz.

Aneks w kilku kopiach

Zerknęliśmy do ustawy likwidującej WSI, która określała procedury tworzenia raportu. Otóż wedle art. 70c Komisja Weryfikacyjna WSI – kontrolowana przez ludzi Macierewicza – miała za zadanie przekazać raport nie tylko prezydentowi, ale także premierowi i wicepremierom.

Z kolei artykuł art. 70d regulował tworzenie aneksów („jeżeli po przekazaniu Raportu przez Przewodniczącego Komisji Weryfikacyjnej Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej, Prezesowi Rady Ministrów i wiceprezesom Rady Ministrów, ujawnią się nowe okoliczności, które powinny zostać objęte Raportem lub wpływają na jego treść, Przewodniczący Komisji Weryfikacyjnej niezwłocznie po ujawnieniu nowych okoliczności, sporządza odpowiednie uzupełnienie Raportu”).

Jasno jest przy tym powiedziane, że do uzupełnienia raportu stosuje się art. 70c – a zatem, że aneks dostali prezydent, premier i wicepremierzy.

Dowodzi tego także niedawna wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego: – Ja należę do nielicznych ludzi, którzy czytali aneks. Naprawdę lepiej będzie, jeśli nie zostanie opublikowany. To jest moje głębokie przeświadczenie – stwierdził prezes PiS.

Skąd Kaczyński zna aneks zamknięty na cztery spusty w prezydenckiej kancelarii tajnej? Ano miał do niego dostęp, gdy był szefem rządu w 2007 r. – dostał premierowską kopię. Inna rzecz, że lider PiS wcześniej twierdził, iż całego aneksu przeczytać nie miał czasu. Zawsze jednak podkreślał: „Byłem premierem i miałem takie prawo”.

Czemu więc Macierewicz nie zwrócił się z apelem o oddanie aneksu do Kancelarii Premiera, tylko do Kancelarii Prezydenta? Na nasze pytania skierowane do resortu obrony nie dostaliśmy odpowiedzi.

onet.pl

Dobry kandydat, ale partyjny

2.11.2017
czwartek

Rafał Trzaskowski to chyba dobry kandydat na prezydenta Warszawy – inteligentny, wykształcony. Mimo stosunkowo młodego wieku – polityk doświadczony, zdążył być ministrem, posłem, deputowanym do Parlamentu Europejskiego, co dało mu niezbędne obycie. Nie jest to osoba, która – jak np. zainteresowany Warszawą poseł Jacek Sasin – antagonizuje część wyborców, przynajmniej niżej podpisanego.

Kandydatura ta, jak każda inna, ma jednak swoje słabości. Trzaskowski, jako działacz Platformy i były szef kampanii Hanny Gronkiewicz-Waltz, będzie przez PiS utożsamiany z odchodzącą prezydent Warszawy, będzie do niej przyszywany. Mało tego – będzie także musiał odpowiadać za (w dużym stopniu) nieswoje grzechy, przede wszystkim za skandaliczną reprywatyzację. „W dużym stopniu”, a  nie całkowicie, ponieważ jako członek kierownictwa Platformy, związany ze stolicą, musiał przecież wiedzieć, co się dzieje, że narasta megaafera.

Drugą słabością kandydatury PO jest sposób jej zgłoszenia, a właściwie ogłoszenia. Wiadomo, że Platforma jest zdecydowanie największą partią opozycyjną w Warszawie i – jeśli opozycja się zjednoczy – kandydat opozycji musi się wywodzić z jej szeregów. A mimo to postawienie Nowoczesnej i innych przed faktem dokonanym nie wróży dobrze. Świadczy o tym, że opozycja jest jeszcze daleka od porozumienia. Tym razem Nowoczesna i inni nie mają wyboru – kandydat Platformy jest najsilniejszy, wyborcy nastawieni krytycznie do PiS, w wyborach samorządowych w stolicy nie będą mieli wyboru. Ale jak poradzi sobie z doborem kandydatów (-ek) opozycja w innych miastach?

Kandydaturę Trzaskowskiego trzeba rozpatrywać na tle potencjalnych rywali ze strony PiS: Stanisława Karczewskiego i Patryka Jakiego. Obaj noszą silne piętno Zjednoczonej Prawicy, żaden nie jest bezpartyjny. Marszałek Senatu, Karczewski, to typ działacza starszego pokolenia, subordynowany, uładzony, raczej typ administratora i wykonawcy niż pełnego energii wizjonera i gospodarza miasta. Natomiast Patryk Jaki – odwrotnie, to szeryf i pistolet, który zyskał rozgłos i uznanie jako bezkompromisowy czyściciel reprywatyzacji.

Widać przy tym, że temperament i ambicje go rozsadzają. Jedną z pierwszych jego decyzji jako wiceministra sprawiedliwości był zakaz prenumeraty m.in. „Newsweeka” i POLITYKI przez sądy. To drobna zemsta, która świadczy o autorze.

W starciu z oboma potencjalnymi kandydatami PiS Trzaskowski ma szanse, chociaż jest to kandydat partyjny, a reprywatyzacja w dużym stopniu przesłoniła dorobek stolicy pod rządami Hanny Gronkiewicz-Waltz i Platformy.

passent.blog.polityka.pl

Irena Kamińska: Prezydent zmarnował szansę na odzyskanie państwa prawa

Irena Kamińska: Prezydent zmarnował szansę na odzyskanie państwa prawa

Trudno powiedzieć, że można liczyć na prezydenta. Pan prezydent zmarnował kolejną szansę na zachowanie powagi swojego urzędu i odzyskanie państwa prawa – mówi nam Irena Kamińska, sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego, prezes Stowarzyszenia Sędziów Themis . Pytamy o przyszłość sądownictwa w Polsce, o rolę sędziego i trójpodział władzy. – Ma być nie dla wygody sędziów. I o to toczy się cała gra, dlatego każdemu powinno zależeć na niezależności sądów i niezawisłości sędziów – mówi prezes Kamińska.

JUSTYNA KOĆ: Jak w tej chwili wygląda nominowanie nowych prezesów sądów? Nowa ustawa, która daje ministrowi sprawiedliwości takie uprawnienia, już dawno weszła w życie.

IRENA KAMIŃSKA: Sama idea i taka możliwość jest niedobra i sprzeczna z konstytucją. Jeżeli sądy mają być niezależne, to środowisko sędziowskie powinno mieć jakikolwiek wpływ na wybór prezesa, a przede wszystkim sam prezes musi się czuć bezpiecznie w pełnieniu swojej funkcji. Musi mieć pewność, że to nie wola polityków decyduje o tym, czy zostanie odwołany. W tej chwili istnieje możliwość odwołania prezesa i minister nie musi w żaden sposób, ani nikomu wyjaśniać, dlaczego podejmuje taką decyzję.

Odwołania prezesów nie są w żaden sposób tłumaczone, a nominowanie nowych niekoniecznie powoduje przeświadczenie, że są to osoby bardziej profesjonalne, z pewnością za to cieszą się one specjalnymi względami i uznaniem pana ministra Piebiaka. Sama idea jest niedobra i sposób powoływania również.

Państwo w Stowarzyszeniu Sędziów Themis, jak i stowarzyszenie Iustitia nawołujecie, aby sędziowie nie przyjmowali posad prezesów sądów. Dlaczego?

Ponieważ uważamy, że sędzia, który przyjmuje taką nominację, akceptuje brzmienie przepisu, który jest niezgodny z konstytucją, a my obiecywaliśmy bronić niezależności sądów i bronić niezawisłości sędziów. Prezes ma wiele możliwości wpływania na sytuację i los sędziego. Mianowany w tym trybie przez ministra nie budzi zaufania i można się spodziewać, że będzie wykonywać polecenia ministra.

Jak środowisko reaguje na wasze nawoływania?

Wielu sędziów już odmówiło tego niespodziewanego awansu, ale, jak widać,

są ludzie, którzy panu ministrowi nie odmawiają. Ja nie chcę poddawać tego jakiejś ocenie, myślę, że każdy z nich będzie musiał się rozliczyć z tego, co robił w tych trudnych czasach.

Jak oceni pani sytuację w sądzie w Suwałkach? Sędzia Jacek Sowul, obecnie prezes Sądu Okręgowego w Suwałkach, wydał niekorzystny dla działaczy KOD wyrok. Wcześniej, jak donosi prasa, miał spotkać się prywatnie z odpowiedzialnym dziś za nominacje prezesów w sądach wiceministrem.

To jest skandaliczne, że Ministerstwo Sprawiedliwości stwarza sytuację, kiedy takie domniemania, jakie krążą wokół prezesa tego sądu, są możliwe. Jeżeli takie domniemania, że ten wyrok został w jakikolwiek sposób ustalony z przedstawicielem Ministerstwa Sprawiedliwości w ogóle są możliwe, to jest to całkowity brak zaufania do tego prezesa, do ministra, a

społeczeństwo może zacząć się obawiać, że to nie jest jedyna taka sytuacja.

Nigdy nie dojdziemy do tego, czy to prawda, ale już sam fakt dywagacji na ten temat to jest całkowity upadek autorytetu sądu. Ministerstwo choćby z tego powodu nie powinno dokonywać w ten sposób zmian kadrowych.

Dlaczego to jest takie niebezpieczne?

Wie pani, trafi ktoś do sądu, kto nie zgodził się z władzą w jakikolwiek sprawie. Wyszedł na protest, albo wyraził opinię i ma sprawę cywilną o naruszenie dóbr osobistych, albo jest w sporze majątkowym ze Skarbem Państwa, tu jest cały wachlarz możliwych scenariuszy. Okazuje się, że został nagrodzony prezesurą sędzia, który w jego sprawie wydał wyrok niekorzystny. Analogie do sprawy suwalskiej będą nasuwać się same.

Jak ocenia pani to, że biorący udział w protestach przeciwko PiS są wielokrotnie przesłuchiwani przez policję, oskarżani?

To wszystko służy zastraszaniu obywateli, żeby odechciało im się chodzić na marsze i wszelkiego rodzaju protesty.

Oczywiście każda sprawa może być inna, może być protest obywatelski, i wtedy trzeba się liczyć, że to nieposłuszeństwo wobec obowiązującego prawa może zostać w jakiś sposób ukarane. Rzeczą sądów jest wtedy ocena, jaki jest stopień społecznego niebezpieczeństwa takiego czynu i jaka oraz czy w ogóle powinna być wymierzona kara. Obywatel, który świadomie nie przestrzega prawa, musi liczyć się z tym, że może z tego tytułu ponieść odpowiedzialność. Ale przecież wielu ludzi jest postawionych w stan oskarżenia, mimo że nie złamali żadnego obowiązującego przepisu. To już jest ponad wszelką wątpliwość działanie mające zniechęcić ludzi do takich wydarzeń, ma spowodować efekt mrożący.

W jednej z ostatnich debat w Sądzie Najwyższym mówiła pani, że każdy totalitaryzm zaczyna się od walki z elitami i właśnie coś takiego ma miejsce w Polsce. Jest aż tak źle?

Powiedziałabym, że nie jest dobrze. Oczywiście zawsze może być jeszcze gorzej, natomiast generalnie rzecz biorąc, sytuację oceniam jako bardzo trudną.

Wiemy, że trwają targi między PiS a prezydentem o ustawy o SN i KRS. Czy sędziowie mają jeszcze nadzieję w sprawie tych dwóch ustaw?

Dla sędziów bardzo ważną kwestią są te zmiany, szczególnie kwestia związana z izbą dyscyplinarną.

Jeżeli dotychczas obowiązujące przepisy nie zostaną zmienione, odnośnie izby dyscyplinarnej, poprzez przepisy, które są zawarte w projektach prezydenckich, to zastraszanie sędziów będzie szło wolniej, trudniej i oporniej, ponieważ ciągle mamy zaufanie do Sądu Najwyższego i jego orzecznictwa.

Należy bezwzględnie usuwać z urzędu sędziego tych, którzy naruszają prawo lub podstawowe zasady etyki. Nowa izba dyscyplinarna, jej przypuszczalny skład i przepisy zawarte w projekcie dotyczące postępowania dyscyplinarnego pozwolą na usunięcie sędziego z urzędu za zachowania czy orzecznictwo sprzeczne z oceną sejmowej większości. Będzie tam czynnik ludowy, co samo w sobie nie jest złe, ale skład tych osób determinuje sposób ich wyboru. Wiadomo, że Senat nie wybierze tych, którzy uważają, że obecnie łamana jest konstytucja.

Jeżeli w tej sytuacji będzie można skazać za wyrok, który sędzia wydał w oparciu o konstytucję, a nie o przepisy prawa, które w jego ocenie są z tą konstytucją sprzeczne, to myślę, że będzie to kolejny środek do tego, aby zmusić sędziów do posłuszeństwa.

Czy sędziwie liczą jeszcze na prezydenta w tej kwestii?

Ja pokładałam ogromne nadzieje w panu prezydencie w momencie zawetowania dwóch projektów, chociaż oczywiście zawetował tylko dwie z trzech ustaw. Kiedy jednak przeczytałam projekty prezydenckie, niestety przekonałam się, że chodzi tylko o kompetencje ministra sprawiedliwości i prezydenta. Projekt dotyczący Sądu Najwyższego zawiera ponadto szereg uregulowań gorszych od tych zawartych w poprzednich projektach. Trudno więc powiedzieć, że można liczyć na prezydenta. Pan prezydent zmarnował kolejną szansę na zachowanie powagi swojego urzędu i odzyskanie państwa prawa.

Najlepiej by było, dla państwa i dla obywateli, gdyby te ustawy nie weszły w żadnym kształcie w życie.

Nawet ONZ uznała, że w Polsce zagrożone jest niezależne sądownictwo…

Tak, zresztą my byliśmy na spotkaniu z nadzwyczajnym przedstawicielem ONZ, zarówno my, jak i koledzy ze stowarzyszenia Iustitia. Przedstawiciel był znakomicie zorientowany w sytuacji. Nasza rola polegała w zasadzie tylko na potwierdzaniu jego słów. Pytał m.in. o wszczynanie postępowań karnych za czynności procesowe wobec sędziów, którzy wydali orzeczenie, które większość sejmowa uważa za niesłuszne. Takich sytuacji nie było nigdy wcześniej.

Czy możemy mówić jeszcze o trójpodziale władzy w Polsce?

Zdecydowanie w mniejszym stopniu niż kiedyś, zwłaszcza że komisja pana ministra Patryka Jakiego jest wszystkim w jednym: władzą ustawodawczą i wykonawczą, bo wydaje decyzje administracyjne. A już z pewnością sądy i sędziowie zależne od władzy wykonawczej mają się nijak do konstytucyjnego zapisu, że władza sądownicza jest władzą odrębną i niezależną od innych władz. A ma taka być nie dla wygody sędziów.

Są kraje, gdzie sędziowie orzekają zgodnie z oczekiwaniami władzy. I mają spokój, nikt nie ma im niczego za złe. Gorzej jest z poczuciem bezpieczeństwa obywateli, którzy wejdą w jakikolwiek spór z państwem.

I o to toczy się cała gra, dlatego każdemu powinno zależeć na niezależności sądów i niezawisłości sędziów.

wiadomo.co

Prezydent Bronisław Komorowski, uczcił pamięć Piotra Szczęsnego, Szarego Człowieka….R.I.P. 😢😢😢Nie mam najmniejszej wątpliwości, że to ze szczerego ludzkiego odruchu.

%d blogerów lubi to: