Putinizacja PiS-owi średnio wychodzi

Afera Komisji Nadzoru Finansowego w sprawie Getin Noble Banku ujawnia gnicie państwa zarządzanego przez PiS. Owszem, to państwo gnije w sferach, w których państwo ma dostęp do zawłaszczania, lecz coś zupełnie innego winno być wybite na plan pierwszy i o to rozgrywa się w tej chwili bitwa.

Szef KNF Marek Chrzanowski zmusiłby do korupcji Leszka Czarneckiego, właściciela Getin, lecz ten nie dlatego ujawnił nagranie, w których Chrzanowski domaga się milionów, ale dlatego, że jego bank może zostać przejęty za „symboliczną kwotę”, złotówkę.

Nawet w tym elemencie afera KNF to coś zupełnie innego jakościowo niż Rywingate, Lew Rywin chciał dla siebie Polsatu, w imieniu „grupy trzymającej władzę” i przyszłego zapisu w ustawie medialnej – „lub czasopisma”. Chrzanowski te „lub czasopisma” chciał uzyskać w ramach tzw. „planu Sokala” (nazwisko szefa Bankowego Funduszu Gwarancyjnego), a jego elementem to zgłoszona przez PiS 7 listopada poprawka do ustawy – lobbowana przez Chrzanowskiego – o możliwości przejęcia banku, gdy w ocenie KNF bank nie spełnia wymogów kapitałowych. Przejęcie może nastąpić nawet wówczas, gdy przejmujący nie ma wystarczających kapitałów na przejęcie. „Plan Sokala” zakładał doprowadzenie do celowego doprowadzenia upadłości Getin Noble Banku i odkupienia go za symboliczną złotówkę.

Na te przejęcie i inne, do których doszło i może dojść, nakładamy okular propagandowy – repolonizacja banków. Choć Czarnecki jest Polakiem, to nie jest pisowcem i repolonizacja jego banku wg PiS byłaby jeszcze bardziej sprawiedliwa. Zresztą pierwszy argument po ujawnieniu afery, jaki był używany przez PiS (Zylbertowicz w TOK FM) w stosunku do Czarneckiego to, iż współpracował z SB. Typowe stygmatyzowanie komuną, którego też chętnie używa Mateusz Morawiecki, tak wszak wyraził się o sędziach Sądu Najwyższego.

Najprawdopodobniej udała się podobna korupcja KNF w stosunku do przedsięwzięć finansowych Zygmunta Solorza i jego banku. Repolonizacja dotyczy banków, ale także innych sfer, które PiS chce zagarnąć dla siebie i swoich celów, choćby media prywatne, które od dłuższego czasu spotykają się z kanonadą oczerniania przez polityków PiS, są bowiem niemieckie, niesprawiedliwe dla PiS (Morawiecki) i należy je dekoncentrować.

W ten sposób przejmowane były banki i media w Rosji przez Putina i jego ludzi, tej metody użył także Viktor Orban na Węgrzech. Kaczyński i jego ekipa są na początku owej drogi, jeszcze się potykają, a to z powodu, iż w Polsce opór jest o wiele potężniejszy. Na pewno łatwiej byłoby repolonizować Czarneckiego za złotówkę, gdyby było już po Polexicie. Putinizacja PiS-owi idzie z ogromnym trudem, niewiele im wychodzi. Uczą się dopiero  repolonizować i dekoncentrować, nadzieja w tym, że im się nie uda, bo są patałachami.

 

 

Afera KNF może poważnie wstrząsnąć obozem władzy. Te kwestie niepokoją PiS najbardziej

Po ujawnieniu przez Gazetę Wyborczą taśmy z nagraniem rozmowy Leszka Czarneckiego z szefem KNF Markiem Chrzanowskim, na której ten drugi oferuje przychylność państwowej instytucji nadzorczej dla banków milionera w zamian za prowizyjne zatrudnienie wskazanego przez niego prawnika w obozie władzy zrobiło się bardzo nerwowo. Powodem zdenerwowania nie była bynajmniej propozycja korupcyjna – w końcu przecież po to władza ma pełną kontrolę nad działaniami prokuratury i służb, by ewentualne śledztwo zbyt szeroko nie rozlało się poza ujawniony wątek, problem leży gdzie indziej.

Najbardziej niepokojący moment z nagranej rozmowy to sam jej początek, gdy Marek Chrzanowski mówi o “szumidłach”, które zobligowany był włączyć i które nie zadziałały tak, jak obiecywały służby ochraniające obóz władzy. Jeśli Czarneckiemu udało się bowiem nagrać rozmowę, która w założeniu szefa KNF nie miała prawa ujrzeć światła dziennego i to przy pomocy urządzenia do nagrywania z popularnego marketu ze sprzętem elektronicznym, to nikt dzisiaj nie jest w stanie przewidzieć, w przypadku ilu jeszcze podobnych rozmów na różnych szczeblach te same “szumidła” także zawiodły, dając petentom władzy zabezpieczenie w postaci nagranej rozmowy. Prawdopodobnie dlatego na wieczornej odprawie rządu w sprawie ujawnionej afery w KNF pojawił się minister koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński. W obozie władzy trwa z pewnością aktualnie sporządzanie raportu sytuacyjnego, tj. kto jeszcze jest potencjalnie zagrożony ujawnieniem na niego nagranych taśm. O tym bowiem, że ujawniona wczoraj afera to jedynie wierzchołek góry lodowej świadczy bowiem kilka czynników, z których każdy może poważnie wstrząsnąć obozem władzy.

Po pierwsze, zagrożony niewątpliwie czuć się może prezes NBP Adam Glapiński, jeden z najbardziej zaufanych ludzi Jarosława Kaczyńskiego ze słynnego zakonu Porozumienia Centrum. W publikacji GW mowa jest co prawda o tym, że Czarnecki następującej po rozmowie z Chrzanowskim wizyty w NBP nie zarejestrował na żadnym z trzech dyktafonów, jednak trudno w to uwierzyć. Tym bardziej, że udokumentowanie na taśmie bezpośredniego zaangażowania w sprawę polityczną szefa banku centralnego, zobowiązanego przez zapisy Konstytucji do neutralności politycznej to najlepsza polisa ubezpieczeniowa, jaką człowiek świata finansów mógłby sobie wymarzyć. Zwrócił na to uwagę były wicepremier Jan Rostovski, który nawiązał do opisu rozmowy Czarneckiego i Chrzanowskiego z Glapińskim.

Bardzo niepokojąco rozwojowa jest także kwestia ujawnionego na taśmach “planu Zdzisława Sokala” tj. celowego “lobbowania w KNF na rzecz doprowadzenia do upadłości Getin Noble Banku i odkupienia go za symboliczną kwotę przez inny bank”. Zawiadomienie o popełnieniu takiego przestępstwa przez wiceprezesa KNF złożył wczoraj także Roman Giertych. Co gorsza, z nagranej rozmowy wynika, że bank Czarneckiego może nie być jedyną organizacją, wobec której obóz władzy stosuje podobne metody. Gdy do tego dodamy kwestię planowanej repolonizacji banków czy mediów, to pojawia się obraz państwa mafijnego, które wykorzystuje swoją siłę do niszczenia prywatnych interesów. Siła rażenia ujawnienia stosowania takich metod przez państwo polskie (a warto wspomnieć, że wczorajszy news GW pojawił się równolegle w elitarnym brytyjskim Financial Times) jest olbrzymia i może bardzo poważnie wpłynąć na zrewidowanie planów ewentualnych zagranicznych inwestorów. Co gorsza, ujawnianie od wczoraj fakty, powiązania i poszlaki wskazują, że takie wydarzenia mogły już na polskim podwórku mieć miejsce.

Okazuje się bowiem, że prawnik, którego zatrudnienie zaoferował Leszkowi Czarneckiemu Marek Chrzanowski, nie jest postacią przypadkową. Grzegorz Kowalczyk, pozornie nie powiązany z żadną partią ani środowiskiem, pracujący na co dzień w swojej kancelarii w Częstochowie, został wiosna 2017 roku członkiem rady nadzorczej Warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych. Rekomendował go państwowy bank PKO BP. Oprócz tego zasiada także w radzie nadzorczej Plus Banku, należącym do Zygmunta Solorza-Żaka, właściciela medialnego imperium Polsatu i właśnie ta nominacja wzbudza bardzo wiele pytań.

Kowalczyk nie chciał odpowiedzieć na pytanie o to, kto rekomendował go do rady nadzorczej Plus Banku Zygmunta Solorza-Żaka. Na pytanie, co zdecydowało o tym, że trafił do jego banku odpowiedział: “Mam wiele doświadczeń zawodowych, pracuję wiele lat w tym zawodzie, m.in. wykładałem dla aplikantów radcowskich sprawy z prawa bankowego i finansowych zagadnień”. Warto jednak pamiętać, że w przypadku Polsatu, mieliśmy w ostatnich miesiącach zastanawiający zwrot w polityce informacyjnej, która stała się zdecydowanie prorządowa. Pytania o to, czy pojawienie się w zarządzie banku właściciela stacji prawnika, którego kilka miesięcy później Marek Chrzanowski przedstawi jako tego, który “popchnie sprawy Getin Noble Banku do przodu” w zamian za bardzo atrakcyjne wynagrodzenie prowizyjne nie jest zaskakującym zbiegiem okoliczności muszą zostać postawione.

Jakie sprawy “pchnął do przodu” Grzegorz Kowalczyk w sprawie wielu biznesów Solorza-Żaka i czy ceną tej przychylności nie była właśnie zmiana profilu programów informacyjnych Polsatu zapewne się nie dowiemy. Jeśli jednak plan wykorzystywania podobnego mechanizmu miał zostać wykorzystany w najbliższych miesiącach wobec kolejnych podmiotów, banków czy mediów, to w obozie władzy właśnie zrozumieli, że może być to niemożliwe i zbyt ryzykowne.

crowdmedia.pl