Ciszę wyborczą rozszerzyć na niedziele niehandlowe!

Cisza ma różne konotacje, ale nas interesuje cisza wyborcza, która zastygła na ustach polityków i wyborców, jest jak pryszcz, jak zajad, który uwiera. Tak można powiedzieć o ciszy politycznej jako zjawisku fizycznym, potraktować jak oksymoron ciszy, której nie ma.

Jest też cisza psychologiczna w oczekiwaniu na wynik wyborów. Ta cisza aż huczy, dudni, to „cisza” gniewu, a ten nigdy nie jest cichy, bo chciałoby się wyjść na ulicę i krzyczeć w naszej sytuacji słowo, które nie narusza ciszy, ale jest prymarne w polskiej polityce, te słowo to rzecz jasna: „konstytucja”.

Inna jednak rzecz natchnęła mnie, aby napisać kilka słów o ciszy, mianowicie, iż cisza wyborcza mimo wszystko daje odpoczynek od polityków. Nie polityki, lecz polityków, a jest ich całkiem sporo.

Tych polityków, których jak niektórych znajomków omijamy szerokiem łukiem, bo ani przyjemność z takimi obcować, rozmawiać, a słuchanie powoduje, że uszy więdną, mózg się lasuje.

Mamy takich znajomych, a polityków jest dużo, dużo więcej, gdyby ich przerobić na gospodarkę, to Polska dawno przegoniłaby cywilizowany Zachód i bylibyśmy krajem miodem i mlekiem płynącym, bylibyśmy Ziemią Obiecaną.

Chciałoby się westchnąć, dlaczego tak rzadko są wybory, dlaczego tak rzadko nastaje cisza wyborcza? Czy nie można byłoby tak zrobić, jak z handlem w niedzielę, galerie zamknięte, więc politycy mogliby odpocząć i ich galerie zamknąć, te loże szyderców zakluczyć, niech jeden z drugim w domu żonę słowem molestuje, przynajmniej byłoby więcej rozwodów, rodziny byłyby zdrowsze, nie zarażone toksynami, jak dzisiaj rodziny pewnej partii, dla której ona jest najważniejsza, lecz gdy na ich podwórko wejdą tabloidy, to okazuje się, że kochanka jest najważniejsza.

Gdyby w mediach obowiązywała cisza wolna od polityków, podniósłby się poziom debaty, a także wyborcy mieliby szanse podnieść samoświadomość obywatelską. Zależność jest oczywista. W telewizjach zmieniłaby się ramówka, większy odsetek czasu byłby na kulturę, dopuszczalna byłaby publicystyka polityczna własna, komentatorzy podnieśliby poziom poprzez to, iż musieliby tworzyć materiały bardziej uniwersalne i dociekaliby, co stało się w tygodniu, co było najważniejsze, a co nazbyt miałkie, nieistotne.

W takim wypadku populizm miałby miejsze szanse, bo on bazuje na pustostanie intelektualnym, na emocjach bez wewnętrznego pokrycia i na pustych obietnicach. A zatem ciszę wyborczą rozszerzyć na niedziele niehandlowe.

W demokracji jednak ciszy oczyszcza ze złogów politycznych tych, którzy obiecują gruszki na wierzbie, a dowartościowuje nas, bo mamy więcej czasu na refleksje i mamy większe szanse nie dać się nabrać szydercom politycznym – populistom. A zatem niedziele niehandlowe rozszerzyć na polityków, na tych handlarzy starzyzną kłamstw.

Prof. Monika Płatek przypomina „pieszczotliwe” określenia rodaków, jakie ma zawsze na podorędziu prezes Kaczyński.

Po decyzji unijnego Trybunału Sprawiedliwości do normalnej pracy zamierzają powrócić także sędziowie Naczelnego Sądu AdministracyjnegoPrzepisy o obniżeniu wieku emerytalnego objęły bowiem także tych sędziów. Prezes NSA Marek Zirk-Sadowski przekazał stosowne informacje ośmiorgu sędziom. Miał zapowiedzieć, że wyznacza im normalne sesje – dowiedział się Onet.

Według ustaleń Onetu normalnie orzekać zamierzają także sędziowie Sądu Najwyższego. – „Nie zaskoczyło mnie to postanowienie TSUE, bo cały czas podobnego rozstrzygnięcia się spodziewałem. Ja cały czas uważałem, że wciąż tam, czyli w SN jestem, dlatego informacja z Luksemburga jest dla mnie bardzo dobra i pozytywna” – powiedział sędzia Józef Iwulski, prezes Izby Pracy.

Prezes Izby Karnej sędzia Stanisław Zabłocki poinformował, że ze względu na stan zdrowia decyzje odnośnie dalszej pracy podejmować będzie w przyszłym tygodniu. Na pytanie, czy zamierza wrócić do orzekania, odpowiedział w rozmowie z onet.pl: – „Oczywiście”.

Jeżeli chodzi o  , to, jak mawiają komentatorzy sportowi, ręce składają się same do oklasków. Brawo!

>>>

Sprzedaż detaliczna, która przez ostatnie lata była siłą polskiej gospodarki, dostała we wrześniu zadyszki. Ekonomiści nie spodziewali się aż tak słabych wyników – najgorszych od dwóch i pół roku. Dane opublikowane w piątek przez GUS nie były jednak jedynymi, które rozczarowały w ostatnich dniach

ASEAN i UE dzielą się odpowiedzialnością i wykorzystają całą naszą energię, wpływy i moc, aby wspierać oparty na regułach porządek międzynarodowy i wielostronny system handlu. #EUASEAN
Moje uwagi wstępne: https://europa.eu/!Cv96KY

>>>

Nie rydzykuj, głosuj, urna jest twoja

>>>

Podczas dokonywania zmian w Trybunale Konstytucyjnym, Sądzie Najwyższym, Krajowej Radzie Sądownictwa, a także podczas prac nad ustawą o ustroju sądów powszechnych PiS i Andrzej Duda złamali co najmniej 13 artykułów Konstytucji, niektóre wielokrotnie – twierdzi senacki zespół ds. monitorowania praworządności.

„Ale który artykuł” – dopytywała Agata Duda dziewczynę, która widząc prezydenta i jego małżonkę kupujących jedzenie w KFC zaczęła krzyczeć, że władza łamie Konstytucję.

Wskazanie konkretnych paragrafów nie jest takie trudne. Eksperci pracujący dla senackiego zespołu wskazali ich aż 13. – Do wyborów parlamentarnych w 2019 r. przedstawimy „Białą księgę” wszystkich naruszeń prawa przez rządzących – mówi „Newsweekowi” jeden z członków zespołu, senator PO Bogdan Klich.

Były prokurator stanu wojennego, Stanisław Piotrowicz, jest jedną z częściej pokazywanych twarzy PiS. Udzielił on niedawno szokującego wywiadu na temat decyzji Trybunału Sprawiedliwości UE dla portalu wPolityce.pl, wspierającego PiS. Można w nim przeczytać między innymi takie stwierdzenia jak „Jestem zaniepokojony stanem UE, a w szczególności stanem demokracji i praworządności w niej”. To cynizm czy zwykły brak wiedzy?

Ale to dopiero początek. Na pytanie redaktora „Strona polska po jego przeanalizowaniu może dojść do przekonania, że racja leży po naszej stronie i zbagatelizować wyrok TSUE?” Piotrowicz odpowiada

„[…] Ciekaw jestem, na mocy jakiego prawa doszło do tego rozstrzygnięcia.”

Narracja prokuratora Piotrowicza wpisuje się w typowe pisowskie postrzeganie świata i ciągoty, żeby władza w Polsce nie podlegała pod kontrolę międzynarodową i międzynarodowe prawo. Tymczasem w referendum unijnym Polacy zdecydowali, że chcą należeć do Europy i chcą być jej pełnoprawnymi obywatelami. I nikt, nawet PiS, nie może Polski z Europy wyciągać. To działanie, które byłoby dla nas niesłychanie szkodliwe.

Decyzja TSUE jest nie w smak układowi władzy, zwłaszcza, że następuje w przeddzień bardzo ważnych dla Polski wyborów samorządowych. Komentatorzy życia politycznego podkreślają, że wybory, które odbędą się w najbliższą niedzielę określą,  czy Polacy chcą być w Unii Europejskiej – głosując na PSL, PO, Nowoczesną i ugrupowania lokalne, czy Polacy chcą zmierzać na wschód – razem z PiS.

13 artykułów Konstytucji, które złamali PiS i Andrzej Duda – nie ujdzie im na sucho. Trybunał Stanu i sianeczko na pryczy pod celą.

 

 

 

Cisza wyborcza to odpoczynek dla nas, wyborców. Odpoczynek od jazgotu, kłótni, obietnic, pozwów i klipów. Wyobraźmy sobie, że tak jest na dłużej. Że z mediów nagle znikają politycy, że trzeba ramówki zapełnić czymś innymi, niż te wieczne konferencje, akcje spin doktorów

Jak co wybory znowu to samo. Znowu te same narzekania na ciszę wyborczą, znowu te same suche żarty o cenach warzyw na targu. Jakby dziennikarze wszystkich mediów się zmówili, żeby pokazać nam, jak to, hahaha, mają jedno, wspólne poczucie humoru. I znowu ta sama kampania o likwidacji ciszy wyborczej.

Tymczasem owa anachroniczna, staromodna cisza wyborcza jest niebywałym prezentem tyleż rzadkim, co cennym.

Serce rośnie, gdy patrzy się, jak ciszy wszyscy przestrzegają. Przepis o ciszy wyborczej wcale przecież nie jest jakiś bardzo restrykcyjny, ledwie zakazujący agitacji, a nie rozmów o polityce. Naruszenie ciszy karane zaledwie jak wykroczenie (chyba że dotyczy publikacji sondaży), a przecież wykroczeń Polacy dokonują codziennie bardzo, ale to bardzo wiele. Mimo to wszyscy ciszy przestrzegają i to jest właśnie w niej najpiękniejsze. Bo system prawny, trzeba to powtarzać zwłaszcza dziś, to także, a może przede wszystkim, pewna przyjęta konwencja określonych zachowań. Nie to, co zapisane w ustawach, nie to, co sankcjonowane, ale to, co my, jako wspólnota, za dopuszczalną normę uznajemy. Bez tego system się wali, cisza wyborcza jest jak podróż do mitycznej krainy praworządności, gdzie wszyscy traktują przestrzeganie, niechby i dziwacznych norm, za swój obywatelski obowiązek.

Cisza wyborcza to także kontrast. Bez niej, jak to z każdą różnicą bywa, niemożliwe jest zarysowanie granicy między kampanią a nie-kampanią, a w konsekwencji ich odróżnienie, zdefiniowanie i odczuwanie. To cisza wyborcza swoim piątkowym cięciem daje nam odczuć, czym tak naprawdę jest kampania i pokazuje, że istnieją pewne ramy i zasady, w ramach których pojedynek kampanijny się toczy. W tym sensie całą tę histeryczną magmę stabilizuje, choćby poprzez najbardziej oczywiste ramy czasowe.

Cisza wyborcza to również odpoczynek. Dla samych kandydatów, którzy zawsze przecież tak bardzo rodzinni, wreszcie z tymi ukochanymi członkami rodzin będą mogli spędzić trochę czasu. Nie będzie ganiania po studiach tv, ulicach, nie będzie jednego, wiecznego dosrywania sobie na fejsie i twitterze do późnej nocy. Będzie realne w realu życie.

Przede wszystkim cisza wyborcza to jednak odpoczynek dla nas, wyborców. Odpoczynek od jazgotu, kłótni, obietnic, orania, masakrowania, pozwów i klipów. Odpoczynek i jakże ważna nauczka. Wyobraźmy sobie, że tak jest na dłużej. Że z mediów nagle znikają politycy, że nagle trzeba ramówki zapełnić czymś innymi, niż te wieczne konferencje, akcje spin doktorów, że zamiast ganiać za Sejmem dziennikarze ganiają za obywatelami, ich problemami. Ba, że za wiedzą ganiają. Wyobraźmy sobie, że cisza wyborcza nie jest wyjątkiem. Że wyjątkiem jest kampania wyborcza. Że, owszem do 10% codziennych newsów może dotyczyć polityków, ale całe 90% ma pełnić funkcję informacyjno-edukacyjną. I że sondaże są publikowane na pół roku przed wyborami i koniec. Że nagle w prime timie pojawiają się reportaże zaangażowane, audycje o kulturze, rozrywka będąca czymś innym niż polityczny infotainment. Że rząd i opozycja mają swoje portale i tam ciągle się produkują, a my, odbiorcy, wreszcie odzyskujemy media dla siebie, gdzie możemy opowiadać o smogu, globalnym ociepleniu, szczepionkach, o historii, architekturze, serialach, grach komputerowych, wycieczkach, chorobach, depresjach, szczęściu i tym, co nam naprawdę spędza sen z powiek.

Że to wszystko niemożliwe? Być może. Tym bardziej więc doceńmy ten weekend ciszy, który właśnie otrzymaliśmy. W końcu zdarza nam się tak rzadko, rzadziej nawet niż urodziny.

 

Kapuściński