STAN GRY: Nowe Ucho na Showmaxie: Pani Basia płacze za Adrianem, PressSerwis: Chodzi o słowa Wałęsy o Kwaśniewskim, Byli szefowie CIR za kampanią PFN

— PREZES NUCI MY PIERWSZA BRYGADA CHODZĄC W KAPCIACH PO DOMU, GDY DOWIADUJE SIĘ O WETACH, PANI BASIA PŁACZE, ŻE ADRIANA BRAKUJE W POCZEKALNI, PREZES ZARZUCA GOWINOWI, ŻE SIĘ NIE CIESZYŁ PODCZAS GŁOSOWANIA, WCHODZI PIOTROWICZ SKANDUJĄC PRECZ Z KOMUNĄ — nowe Ucho Prezesa już na showmax.com.

— W gabinecie pojawił się też po raz pierwszy Andrzej Seweryn, co już wcześniej zapowiadali twórcy serialu. Granego przez Seweryna Gowina pociesza pani basia: – W Super Expressie będzie pan pisał – mówi na słowa Gowina o „Znaku”.

— Zapowiedź UCHA na youtubehttps://www.youtube.com/watch?a=&v=c-WAtpPHK_I&feature=youtu.be&app=desktop

— BYLI SZEFOWIE CIR ODPOWIEDZIALNI ZA KAMPANIĘ NARODOWEJ FUNDACJI PROMUJĄCEJ ZMIANY W SĄDACH – pisze Andrzej Gajcy na onecie: “Onet sprawdził, kto jest właścicielem domeny, do której odsyłają billboardy. Jak się okazuje, została ona utworzona 16 sierpnia br. przez firmę Solvere Sp. z o.o. Założyli i kierują nią Piotr Matczuk i Anna Plakwicz, od lat związani z Prawem i Sprawiedliwością. Po wygranych wyborach parlamentarnych z biura prasowego PiS rozpoczęli pracę dla rządu. Matczuk został szefem CIR, czyli Centrum Informacyjnego Rządu, natomiast Plakwicz – dyrektorką departamentu obsługi medialnej CIR. W połowie maja odeszli z rządowej kancelarii w cieniu poważnego konfliktu z Elżbietą Witek, szefową gabinetu premier Szydło oraz rzecznikiem rządu Rafałem Bochenkiem, a także podobną samą szefową rządu”. http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/rusza-kampania-pis-o-reformie-sadow-przygotowali-ja-dawni-pr-owcy-beaty-szydlo/7s370vy

— POLACY LUBIĄ TWARDO ALE NIE ZA TWARDO – NACZELNY SE Sławomir Jastrzębowski: “Polki i Polacy lubią twardo, ale nie za twardo. Kochają zasady, ale wiedzą, że one są dla ludzi, a nie odwrotnie. Do spraw związanych z religią i sumieniem można ich skutecznie przekonać, ale nie można tego narzucać. Nie chcą nad sobą kogoś, kto zamiast ich przekonywać, chce ich zmuszać. Dlaczego piszę o tym teraz, po 10 latach? Bo historia nauczycielką życia jest. Kiedy gra się twardo, za twardo, można przegrać szansę na wprowadzenie w życie swoich projektów. Nie ma na razie zagrożenia rozwiązania parlamentu, ale wystarczy, że kilku niezadowolonych posłów PiS opuści swoją partię i nie ma rządu większościowego”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/slawomir-jastrzebowski-10-lat-temu-za-mocno-w-polityce-znaczy-przegrac_1016541.html

— PIS CHCE ODEJŚCIA ŁAPIŃSKIEGO I DAJE DUDZIE ULTIMATUM – pisze onet: http://wiadomosci.onet.pl/kraj/rzecznik-prezydenta-do-dymisji-pis-stawia-andrzejowi-dudzie-ultimatum/pwxclnf

— JAK ANDRZEJ DUDA ZOSTAŁ OPOZYCJĄ – Paweł Wroński w GW: “Być może jesteśmy świadkami paradoksalnego procesu, w którym to prezydent Duda staje się mocniejszym środkiem opozycyjnym wobec własnej partii niźli Platforma Obywatelska, Nowoczesna i PSL razem wzięte. (…) Różnica między przeszłością a teraźniejszością jest zasadnicza: prezes Kaczyński nie może prezydenta Dudy odwołać, premiera Marcinkiewicza – mógł. Niebawem możemy obserwować ciekawe zjawisko. Zwolennicy „dobrej zmiany” mogą zdominować i rząd (prezes Kaczyński), i opozycję (prezydent Duda) równocześnie”. http://wyborcza.pl/7,75968,22333314,prezydent-duda-zastapi-opozycje-walczace-figury-juz-zaczynaja.html

— DUDA WZMACNIA UMIARKOWANY PIS – Andrzej Stankiewicz w SE: “- Przede wszystkim po to, żeby wzmocnić bardziej umiarkowany nurt w PiS, który w rządzie do jakiegoś stopnia symbolizują Gowin, Morawiecki, ale na pewno nie Ziobro czy Macierewicz, z którymi w ostatnim czasie toczył publiczne spory ośrodek prezydencki”.

— STANKIEWICZ O ROSNĄCYCH AMBICJACH KARCZEWSKIEGO: “- Od dłuższego czasu widać, że stara się aktywnie włączać do bieżących wydarzeń politycznych. Często ponad miarę swojego stanowiska, co wskazuje na jego rosnące ambicje. Z moich informacji wynika, że sięgają one nawet najwyższych stanowisk w rządzie. To w sumie jest chyba najciekawsze w całej sprawie. Choć oczywiście, nie lekceważyłbym też tej, moim zdaniem uzgodnionej z prezydentem, wypowiedzi Łapińskiego”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/andrzej-stankiewicz-duda-wzmacnia-umiarkowany-pis_1016517.html

— KŁOPOT PANA PREZYDENTA – Dorota Kania o Łapińskim w GPC: “Może Łapiński powinien baczniej przyjrzeć się pracy Rafała Bochenka, rzecznika prasowego rządu Beaty Szydło, by pojąć, na czym polega dobre wypełnianie tej funkcji. Jednak to wcale nie musi pomóc, bo trudno dziś oprzeć się wrażeniu, że prowadzi on jakąś własną grę polityczną, nie oglądając się na to, że traci na niej prezydent”.

— 300LIVE:
Dera krytykuje Łapińskiego
Schetyna: Wybory będą testem dla mnie jako polityka, który jest odpowiedzialny za PO. Jestem optymistą
Schetyna: Wydaje mi się, że Kaczyński stracił kontrolę nad prezydentem
Czarnecki: Prezydent dobiera sobie takich ludzi, jakich chce. Trudno żebyśmy w to ingerowali
http://300polityka.pl/live/2017/09/07/

— RAFAŁ MATYJA O RETORYCZNYM STANIE WOJENNYM: “Ten retoryczny „stan wojenny” jest wygodny dla rządzących, bo zwalnia ich z merytorycznych zobowiązań wobec wyborców i usuwa jakiekolwiek bariery własnych działań. Na tej retorycznej wojnie – inaczej niż w stanie demokratycznej rywalizacji – nie obowiązują żadne kryteria przyzwoitości, uczciwości, żadne formalne prawa. Dlatego retoryka, po którą sięgnięto w czasie lipcowego kryzysu, wskazująca na zewnętrzne inspiracje i wsparcie dla manifestacji, jest retoryką czasu, w którym przeciwko inaczej myślącym sięgano po przemoc. Nawet jeżeli dziś większość polityków PiS taką możliwość wyklucza, to warto twardo powiedzieć, że zachowania struktur państwa i procesy społeczne mają też własną, niezależną od intencji rządzących logikę”.

— MATYJA O ŚLEDZENIU ZDARZEŃ MIKROPOLITYCZNYCH: “Oprócz nowych frontów wojny PiS i „antyPiS” jesień może przynieść nie mniej ciekawe przekształcenia wewnętrzne. Stan pewnego powyborczego zamrożenia postaw, z jakim mieliśmy do czynienia przez ostatnie dwa lata, ustąpi pierwszej próbie rekonfiguracji. Dokonującej się – dodajmy to – na poziomie elit politycznych i środowisk opiniotwórczych, a nie wyborców. Choć nic tak nie dodaje dynamiki zmianom jak drobne nawet wahnięcia sondażowe. Ale w najbliższych miesiącach warto śledzić przede wszystkim zdarzenia mikropolityczne, korekty stanowisk, nowe diagnozy i pomysły retoryczne. To one bowiem stworzą grunt pod okres wyborczy 2018–2020”. https://nowakonfederacja.pl/retoryczny-stan-wojenny/

— SZYDŁO UTARŁA NOSA WICEPREMIEROWI – Fakt: “Morawiecki od dawna także korzysta z usług doradców medialnych i przebudowuje swój wizerunek z technokraty na silnego polityka, ale z „ludzką twarzą”. Jak opowiadają nam politycy, obie strony mocno walczyły o laur. – Tylko, że Morawiecki przyjął taktykę „bycia wszędzie” w mediach, a jego otoczenie suflowało przecieki o pewnej wygranej. Ludzie Szydło walczyli cichym lobbingiem. I ten okazał się skuteczniejszy”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/premier-beata-szydlo-czlowiekiem-roku-forum-ekonomicznego-w-krynicy/c9yzfpx

— KULISY ODWOŁANEGO PRZEZ AGORĘ SPOTKANIA PROMUJĄCEGO WYWIAD RZEKĘ Z WAŁĘSĄ: “Ale o jakie słowa chodzi – tego zdradzić nie chce. Dowiadujemy się u Krzysztofa Pusza, współpracownika Lecha Wałęsy. – Chodziło o wypowiedź dotyczącą starych czasów – zdradza tylko Pusz. Dodaje jednak, że skoro autorzy nie chcieli tego zdradzić, to i on nie powie nic więcej”. https://wiadomosci.wp.pl/fala-domyslow-po-wpisie-autora-rozmowy-z-walesa-6163330578012289a

— PRESS SERWIS SUGERUJE, ŻE CHODZI O SŁOWA WAŁĘSY O KWAŚNIEWSKIM.

— NOWYCH WYDATKÓW NIE UWZGLĘDNILIŚMY – Mateusz Morawiecki w rozmowie z Grzegorzem Osieckim i Barkiem Godusławskim w DGP: “Jestem zwolennikiem wszelkich działań społecznych, które są akceptowalne dla budżetu w obecnym kształcie. Potrzebujemy kilku miesięcy przyszłego roku, aby zobaczyć, jaka jest kondycja finansów publicznych. Na razie dodatkowych wydatków nie uwzględniliśmy. Chciałbym jednak – w kontekście systemu emerytalnego – zwrócić uwagę, że w ciągu 18 miesięcy wydatki w tym obszarze wzrosły o prawie 20 mld zł. Mamy dwie waloryzacje rent i emerytur w tym i przyszłym roku, które w sumie kosztują 10,5 mld zł oraz 9–10 mld zł kosztów związanych z obniżeniem wieku emerytalnego. To nie jest mało jak na tak krótki czas”.

— WCALE NIE MA DOOKOŁA NAS TAK DOBREJ KONIUNKTURY – mówi Morawiecki: “Wolimy jednak w ciągu roku zaskakiwać pozytywnie informacjami o wykonaniu budżetu, dlatego do planowania podeszliśmy ostrożnie. Chciałbym też zakwestionować powielaną gdzieniegdzie tezę, że mamy niebywale dobrą koniunkturę wokół nas, która napędza nasz wzrost PKB. Jeśli bowiem popatrzymy na dynamiki wzrostu PKB w strefie euro czy na świecie oraz prognozy na przyszły rok, to trudno mówić, że nasza gospodarka jedzie na gapę”.

— MINISTROWIE NIE ODPOWIADAJĄ NA INTERPELACJE POSŁÓW PO – Wiktor Ferfecki w RZ: “Tak długa zwłoka to rekord w Sejmie, choć interpelacji, na które ministrowie nie kwapią się odpisać, jest w sumie aż 136. Dochodzi do tego zwłoka w odpowiedzi na 58 zapytań. Niektórzy ministrowie wysyłają do Sejmu tzw. prolongaty, czyli prośby o wydłużenie czasu na odpowiedź, inni nie zawracają sobie tym głowy. Wyjątkowo często zwleka szef MON Antoni Macierewicz. Przekroczenie terminu odpowiedzi o 200 dni nie jest w jego przypadku rzadkością, choć zgodnie z regulaminem Sejmu każdy minister ma ich tylko 21 na ustosunkowanie się do interpelacji lub zapytania. – Nie prowadziłam statystyk dotyczących minionych kadencji. Jednak jestem posłanką już ósmy rok i nie przypominam sobie podobnego zjawiska – mówi Agnieszka Pomaska z PO. Z grupą posłów skierowała do kilku ministrów zapytania „w sprawie braku odpowiedzi na interpelacje i zapytania poselskie”. Poza Macierewiczem trafiły one do ministrów spraw wewnętrznych, kultury i zdrowia”.

— MONIKA OLEJNIK: CZY GLIŃSKI MARZY O ROLI PSA PLUTO?
https://m.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1550796138313486&id=155449451181502

300polityka.pl

To jest skandal do kwadratu. Czyli norma dzisiejsza.

Gowin jako człowiek cofka

Jarosław Gowin to jednak Niziołek.

Waldemar Kuczyński dosadnie skomentowal Jaroslawa Gowina, który był wystąpić u Moniki Olejnik.

Mało krętactw Gowina? Proszę więcej.

Waldemar Kuczyński dla takich Niziołków Gowinów nie ma litości. Punktuje dosadnie, prosto w nos.

Gowin to człowiek wymiotny, cofka.

Glińskiego kultura z tabletu, impotent kreacji. Dziad

Maciej Stuhr – aktor naprawdę duży – musi waczyć z kimś tak żadnym, nijakim, zaśmiardłym estetetycznie, urodziwie „oczy zamykać”, jak Piotr Gliński (jak powiedział o nim brat? – idiota), ręce opadają, do czego ta komusza władza PiS doprowadziła?

Gorzej niż sowiety.

Komuchy – to za mało? Beztalencia i impotenci jak Gliński.

Dziady. Nie parafrazując Mickiewicza – dziad Gliński.

 

Oto jak wygląda bezprawie. Urządziło nam to PiS.

PiS chce powstrzymać Sąd Najwyższy przed zbadaniem czy mgr. Przyłębska faktycznie jest prezesem w Trybunale (Nie)Konstytucyjnym.

Wczoraj. Monty Python – 1976 rok.

https://www.newyorker.com/magazine/1976/03/29/naughty-bits

Kaczyńskiego pis jego mać

Dawno temu, a dzisiaj nieprawda.

A ponadto.

Niedługo o tym przeczytamy w podręcznikach historii.

Rydzyk nie ma odruchów ludzkich

Czy Rydzyk podzieli się dziesiątkami milionów z potrzebującymi Polakami?

Aktor Włodzimierz Matuszak, który gra w „Plebanii’, zareagował na rozliczne dotacje pisowskiego rządu dla Tadeusza Rydzyka.

Zaapelował do ojca dyrektora.

Fragmencik dyskusji z internautami.

Rydzyk nieswoje, a nasze pieniądze na pewno nie przeznaczy na ratowanie życia dzieci. Całe życie nic nie robił, nie był odpowiedzalny za los rodziny, skąd miałby mieć odruchy czysto ludzkie?

PiS przesunie pomnik Prusa, żeby zrobić miejsca dla L.Kaczyńskiego?

PiS przesunie pomnik Prusa, żeby zrobić miejsca dla L. Kaczyńskiego?

Co tam pomnik Bolesława Prusa… Co tam drzewa na Krakowskim Przedmieściu… A może przesunąć pomnik księcia Józefa Poniatowskiego? Dla PiS nie ma zdaje się żadnych barier, żeby tylko wystawić monument Lecha Kaczyńskiego w okolicach Pałacu Prezydenckiego.

Jak wiadomo, PiS zbiera pieniądze na dwa pomniki: tzw. zbiorowy, upamiętniający wszystkie ofiary katastrofy smoleńskiej, oraz Lecha Kaczyńskiego właśnie. Powstał komitet budowy tychże, na czele którego stoi Jarosław Kaczyński, a wśród członków Beata Szydło i ważni ministrowie. W liście adresowanym do potencjalnych ofiarodawców komitet przedstawia Lecha Kaczyńskiego jako „sumiennego strażnika pamięci”, twórcę Muzeum Powstania Warszawskiego, pomysłodawcę Centrum Nauki „Kopernik” i Muzeum Historii Żydów Polskich „Polin”. – „Wcześniej, w latach 90., jako I wiceprzewodniczący NSZZ Solidarność w trakcie kampanii prezydenckiej Lecha Wałęsy de facto kierował związkiem” – czytamy w piśmie. Zebrano już ponad 3 mln zł, m.in. dzięki ogłoszeniom w „Gazecie Polskiej” i „Gazecie Polskiej Codziennie”.

Nie wiadomo, ile osób zgłosiło się do konkursu na projekty obu pomników. Prace chronione są kryptonimami, ale – jak pisze „Gazeta Wyborcza” – uczestnicy konkursu pytali komitet, czy możliwe jest przesunięcie pomnika Bolesława Prusa, z którym sąsiadować ma pomnik smoleński. Odpowiedź:„Przesunięcia nie przewiduje się, chyba że w zakresie wynikającym z zakresu zwycięskiej pracy”, czyli… przewiduje się! To samo dotyczy drzew – mogą zostać wycięte, jeśli tego będzie wymagała artystyczna koncepcja! Zwycięskie prace mają zostać wyłonione przez komitet w październiku.

PiS chce, żeby pomniki zostały odsłonięte 10 kwietnia 2018 r. i jak zapowiadał Jarosław Kaczyński wtedy też miałaby się odbyć ostatnia miesięcznica. Partia rządząca robi wszystko, żeby dotrzymać tego terminu. „Uruchomiła” swojego wojewodę Zdzisława Sipierę, który odebrał władzę stołecznemu konserwatorowi zabytków, który sprzeciwiał się budowie pomników przy Krakowskim Przedmieściu. Sipiera bez konkursu powołał Jakuba Lewickiego na stanowisko wojewódzkiego konserwatora zabytków.

Ostateczna zgoda należeć będzie jednak do Rady Warszawy, bo to radni zdecydują ostatecznie, jaki pomnik postawić i w którym miejscu miasta. W czerwcu komitet budowy pomników napisał list w tej sprawie do Hanny Gronkiewicz-Waltz, z prośbą o przygotowanie uchwał dla radnych z nowymi lokalizacjami wybranymi przez społeczny komitet budowy. – „Nie mamy odpowiedzi od Hanny Gronkiewicz-Waltz. Widać, że rozwiązanie polubowne nie będzie możliwe. Jeśli prezydent Warszawy nie podejmie dialogu, będziemy szukać ścieżki prawnej, która pozwoli na postawienie pomników bez uchwały rady miasta” – powiedział polityk PiS.

Wiceprezydent Warszawy Michał Olszewski w rozmowie z „GW” twierdzi, że postawienie pomników 10 kwietnia 2018 r. nie jest realne. – „W tej chwili zajmują nas pomniki Batalionów Chłopskich i Wojciecha Korfantego. Przeszły wielomiesięczną procedurę uzgodnień. Korespondencja z czerwca jest pierwszym formalnym sygnałem od komitetu budowy. Może trzeba było podjąć inicjatywę wcześniej? Dla miasta to decyzja na wieki, która nie może być podejmowana pod pręgierzem dat ogłaszanych przez polityków” – powiedział Olszewski.

koduj24.pl

Szydło i jej publiczny zrzut stonki

Szydło i jej publiczny zrzut stonki

Kancelaria Premiera na Twitterze opublikowała wpis: „Kto próbuje snuć rozważania nt. wyjścia z UE, działa na szkodę Polski”. Za próbę rozważań kogoś uważać za szkodnika, to nie znać arkanów przeprowadzenia wszelakich dowodów, gdyż aby dowieść tezy, musimy obalić antytezę, czyli ją postawić, a w fabule nazywa się to osnową – czyli snuć.

Ten tweet wzmocniłbym: „Kto próbuje swoimi działaniami doprowadzić do wyjścia Polski z UE…”, itd. Nie użyłbym jednak rzeczownika „szkodnik”, bo tenże pochodzi z języka komuszego. Szydło raczej powinna to znać, jeżeli w PRL-u miała choć trochę głowę otwartą, ale może zbyt dużo od niej wymagam, bo nawet po 1989 roku nie posiadła wiedzy, kiedy Polska stała się członkiem tejże UE.
Szydło oczywiście czyta to, co jej napisano, a że ma w kancelarii wyjątkowo nieprofesjonalny personel, to mamy takie „złote myśli”, które nazywam Szefernakerami, od nazwiska posła tam zatrudnionego i odpowiedzialnego za działkę komunikacji.

Zatrzymajmy się przy tym szkodnictwie, przy tej mentalnej stonce, którą publicznie zrzuciła pani Szydło, gdy przemawiała na dorocznej naradzie ambasadorów. Szydło zarzekała się, że „nie ma mowy o Polexicie, jak próbują budować narrację niektóre środowiska”.

U komuchów stonka brała się z nieba, którą mieli zrzucać Jankesi. W PiS stonka bierze się m.in. z działań pani Szydło, która nazywa zwycięstwem moralnym wynik 1:27, osiągnięty w starciu o pozycję rodaka Donalda Tuska, aby przestał być szefem Rady Europejskiej (nieformalnym prezydentem UE). Czyż nie jest to stonka? To jest coś więcej niż stonka, to jest karaluch, pani Szydło. Takie walnęła szkodnictwo, że będę pisał w tym komuszym języku, który jest zrozumiały w Kancelarii Premiera, bo nim się posługują.

A czym zajmuje się Komisja Europejska, Parlament Europejski, Komisja Wenecka, jak nie pisowskim szkodnictwem w prawie, w stosowaniu standardów demokracji właściwych Unii Europejskiej. Co to jest, jak nie szkodnictwo na rzecz Polski? – to jest pisowska stonka.

Język stosowany przez PiS zdradza ich zamiary, języka nie można oszukać. Pani Szydło może zaprzeczać, że Macierewicz nie będzie ministrem obrony, tylko Jarosław Gowin. Tak też jest z tym, że „nie ma mowy o Polexicie”.

Jest mowa o Polexicie, bo tym stwierdzeniem premier rządu polskiego powiedziała, że PiS prowadzi do Polexitu. Trochę logiki, trochę inteligencji. Gdyby nie istniały takie obawy, to nikomu w głowie nie zaświtałaby myśl o autowaniu Polski z UE. Ale tę stonkę zrzuciła Szydło na głowy Polaków, mówiąc o Polexicie.

Codzienny tej pisowskiej stonki zrzut jest tej wielkości, iż szkodnicy w innych krajach mogliby pozazdrościć. Proszę – oto dwa przykłady z dzisiaj. Zbigniew Ziobro o doradcy Andrzeja Dudy Michale Królikowskim: – „Nie widzę powodu komentować słów wiceministra Platformy Obywatelskiej”. Jeżeli to nie jest stonka, to jak należy określić dowolne słowa Ziobry o ministrze PO Jarosławie Gowinie, który jest wyżej od niego, bo jest wicepremierem rządu PiS? Toż to karaluch! Ziobro to czystej wody komuch, jego język jest wzięty z zamierzchłego reżimu, który dzisiaj jest reaktywowany.

Albo jeden z komunikatów dnia, toczka w toczkę powtórzony przez Ryszarda Czarneckiego i Ryszarda Terleckiego, iż prezydent proponując jakąś zmianę personalną w rządzie powinien konsultować ją z liderem „naszego obozu”. To jest typowa stonka pisowska, a nawet karaluch, bo dotyczy Antoniego Macierewicza. Prezydent ma się udać do pana prezesa Kaczyńskiego i konsultować.

Duda nie raz się splamił, poniżył, a politycy PiS bez rumieńca na twarzy namawiają go publicznie, aby nadal godził się z upokarzaniem własnym. Takie to stonki, a nawet karaluchy PiS, partii, która dąży do Polexitu. Pani Szydło zaprzeczając, potwierdziła Polexit. Dziwne, że nie użyła pisowskiej mantry: „Przez osiem lat Platforma wyprowadzała Polskę z UE…” Ale ta stonoga pochodzi z innego rodzaju zrzutu niż stonka.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Macierewicz chce mieć sanktuarium

Macierewicz chce mieć sanktuarium

Coraz trudniej nadążyć za kolejnymi „fantastycznymi” pomysłami Antoniego Macierewicza. Można by rzec, że powinien zajmować się tym, do czego powołany jest minister obrony, ale może w przypadku tej osoby, lepiej nie?

Niedawno pisaliśmy o zamawianych przez MON bombkach ze śliwkami w czekoladzie i tego typu „asortymencie”. Tworzenie prywatnej armii – jak był łaskaw wyrazić się Andrzej Duda – przez Macierewicza ciągle trwa, a demolowanie prawdziwej idzie mu zaskakująco dobrze. O Caracalach, Mistralach, Black Hawkach słuch zaginął…

Czym teraz zajął się Antoni Macierewicz? Otóż będzie tworzył sanktuarium Wojska Polskiego w klasztorze Święty Krzyż w Górach Świętokrzyskich. Zdaniem szefa MON, klasztor mógłby stać się miejscem, w którym odbywałyby się najważniejsze dla Wojska Polskiego uroczystości. – „Tak, żeby ono było w sercach każdego żołnierza” – powiedział TVP 3 Kielce Antoni Macierewicz.

Dotarcie do ewentualnego nowego sanktuarium nie będzie łatwe, bo jest położone na szczycie Łysej Góry (594 m n.p.m), ale co to dla takiego zucha?! Tylko co z sabatami czarownic, o których mówią ludowe klechdy?

koduj24.pl

Szydło i jej publiczny zrzut stonki

Kancelaria Premiera na Twitterze opublikowała wpis: „Kto próbuje snuć rozważania nt. wyjścia z UE, działa na szkodę Polski”. Za próbę rozważań kogoś uważać za szkodnika, to nie znać arkanów przeprowadzenia wszelakich dowodów, gdyż aby dowieść tezy, musimy obalić antytezę, czyli ją postawić, a w fabule nazywa się to osnową – czyli snuć.

Ten twitt wzmocniłbym: „Kto próbuje swoimi działaniami doprowadzić do wyjścia Polski z UE…”, itd. Nie użyłbym jednak rzeczownika „szkodnik”, bo tenże pochodzi z języka komuszego. Szydło raczej powinna to znać, jeżeli w PRL-u miała choć trochę głowę otwartą, ale może zbyt dużo od niej wymagam, bo nawet po 1989 roku nie posiadła wiedzy, kiedy Polska stała się członkiem tejże UE.

Szydło oczywiście czyta to, co jej napisano, a że ma w kancelarii wyjątkowo nieprofesjonalny personel, to mamy takie „złote myśli”, które nazywam Szeferenakerami, od nazwiska posła tam zatrudnionego i odpowiedzialnego za działkę komunikacji.

Zatrzymajmy się przy tym szkodnictwie, przy tej mentalnej stonce, którą publicznie zrzuciła pani Szydło, gdy przemawiała na dorocznej naradzie ambasadorów. Szydło zarzekała się, że „ nie ma mowy o Polexicie, jak próbują budować narrację niektóre środowiska”.

U komuchów stonka brała się z nieba, którą mieli zrzucać Jankesi, w PiS stonka bierze się m.in. z działań pani Szydło, która nazywa zwycięstwem moralnym wynik 1:27, osiągniętym w starciu o pozycję rodaka Donalda Tuska, aby przestał być szefem Rady Europejskiej (nieformalnym prezydentem UE). Czyż nie jest to stonka? To jest coś więcej niż stonka, to jest karaluch, pani Szydło. Takie walnęła szkodnictwo, że bedę pisał w tym komuszym języku, który jest zrozumiały w Kancelarii Premiera, bo nim się posługują.

A czym zajmuje się Komisja Europejska, Parlament Europejski, Komisja Wenecka, jak nie pisowskim szkodnictwem w prawie, w stosowaniu standardów demokracji właściwych Unii Europejskiej. Co to jest, jak nie szkodnictwo na rzecz Polski? – to jest pisowska stonka.

Jezyk stosowany przez PiS zdaradza ich zamiary, języka nie można oszukać. Pani Szydło może zaprzeczać, że Macierewicz nie będzie ministrem obrony, tylko Jarosław Gowin. Tak też jest z tym, że „nie ma mowy o Polexicie”.

Jest mowa o Polexicie, bo tym stwierdzeniem premier rządu polskiego powiedziała, że PiS prowadzi do Polexitu. Trochę logiki, trochę inteligencji. Gdyby nie istnialy takie obawy, to nikomu w glowie nie zaświtałaby myśl o autowaniu Polski z UE. Ale tę stonkę zrzuciła Szydło na głowych Polaków o Polexicie.

Codzienny tej pisowskiej stonki zrzut jest tej wielkości, iż szkodnicy w innych krajach mogliby pozazdrościć. Proszę, oto dwa przykłady dzisiaj. Zbigniew Ziobro o doradcy Andrzeja Dudy Michale Królikowskim: „Nie widzę powodu komentować słów wiceministra Platformy Obywatelskiej”.

Jeżeli to nie jest stonka, to jak należy okreslić dowolne słowa Ziobry o ministrze PO Jarosławie Gowinie, który jest wyżej od niego, bo jest wicepremierem rządu PiS? Toż to karaluch! Ziobro to czystej wody komuch, jego język jest wzięty z zamierzchłego reżimu, który dzisiaj jest reaktywowany.

Albo jeden z komunikatów dnia, toczka w toczkę powtórzony przez Ryszarda Czarneckiego i Ryszarda Terleckiego, iż prezydent proponując jakąś zmianę personalną w rządzie powinien konsultować ją z liderem „naszego obozu”. To jest typowa stonka pisowska, a nawet karaluch, bo dotyczy Antoniego Macierewicza. Prezydent ma się udać do pana prezesa Kaczyńskiego i konsultować.

Duda nie raz się splamił, poniżył, a politycy PiS bez rumieńca na twarzy namawiają go publicznie, aby nadal godził się z upokarzaniem własnym . Takie to stonki, a nawet karaluchy PiS, partii, która dąży do Polexitu. Pani Szydło zaprzeczając, potwierdziła Polexit.

Dziwne, że nie użyła pisowskiej mantry: „Przez osiem lat Platforma wyprowadzała Polskę z UE…” Ale ta stonoga pochodzi z innego rodzaju zrzutu niż stonka.

Terlecki o komisji śledczej ws. VAT: Z tym jest pewien problem logistyczny

Terlecki o komisji śledczej ws. VAT: Z tym jest pewien problem logistyczny

– Z tym jest pewien problem logistyczny. Jednak komisja już działa w parlamencie. Dość trudno byłoby w jej trakcie, w trakcie jej działania powołać drugą. To trochę jakby osłabia rolę tych komisji. Niestety komisja ws. Amber Gold nieprędko przedstawi ostateczne rezultaty, nie nastąpi to w ciągu najbliższych miesięcy. Więc jest pytanie czy parlament udźwignie działanie drugiej komisji? Jesteśmy bardzo przekonani do tego, że ci, którzy przyzwolili na tak drastyczną grabież Polski, żeby ponieśli odpowiedzialność. Do tego komisja byłaby pożyteczna – mówił Ryszard Terlecki w Radiu Kraków, pytany o inicjatywę powołania komisji śledczej ds. wyłudzeń VAT.

 

Terlecki: PAD proponując zmiany personalne powinien przede wszystkim rozmawiać z liderem naszego obozu politycznego

– Prezydent zawsze prowadził jednak swoją politykę, samodzielną. Wywodzi się z naszego obozu politycznego, ale to nie znaczy, że we wszystkich kwestiach musi być z tym obozem, z opinią tego obozu zgodny. Nie wierzę w partię prezydencką czy tego rodzaju rozwiązania. One się nigdy jeszcze nie powiodły nikomu i również myślę, że w tej chwili nasz wspólny elektorat, tzn. partii PiS i prezydenta nie pogodziłby czy nie zgodziłby się na żadne rozdźwięki czy rozejścia – mówił Ryszard Terlecki w rozmowie z dziennikarzami w Krynicy. Jak dodał:

„Uważam, że prezydent konsultując czy proponując jakieś zmiany personalne np. w rządzie przede wszystkim powinien rozmawiać z liderem naszej partii, naszego obozu politycznego i to jest coś naturalnego. Nie znam dokładnie tej wypowiedzi [Krzysztofa Łapińskiego]. Mój pogląd jest taki, że dla prezydenta, podobnie jak i dla naszych polityków punktem odniesienia jest lider obozu politycznego i rozmowy na ten temat powinny być prowadzone z liderem”

 

Tusk będzie przesłuchany jako świadek w procesie Arabskiego

 

Jaki: Mógłbym doradzić Łapińskiemu to, co Komorowski. Żeby wziął kredyt, zmienił pracę. Potrzebuje odpoczynku

– W stosunku do Krzysztofa Łapińskiego powiem tak: to nie jest pierwszy raz. Kiedyś zastosował zaczepkę wobec nas i to taką bardzo mało elegancką. Mógłbym mu doradzić to, co Bronisław Komorowski. Żeby wziął kredyt, zmienił pracę. Widać, że potrzebuje odpoczynku – mówił Patryk Jaki w rozmowie z Agnieszką Burzyńską w programie Fakt Opinie. Jak dodał, Łapiński chce, żeby iskrzyło.

 

Ziobro o Królikowskim: Nie widzę powodu komentować słów wiceministra Platformy

– Nie widzę powodu komentować słów wiceministra Platformy Obywatelskiej – mówił Zbigniew Ziobro na konferencji, pytany o wypowiedzi Michała Królikowskiego. Jak dodał, „proszę mnie nie pytać o wiceministrów Platformy”. Konferencja dotyczyła zaostrzenia kar za przestępstwa na tle seksualnym.

 

Szydło: Nie możemy zgodzić się na żadne obowiązkowe relokacje

– Jesteśmy gotowi solidarnie uczestniczyć w działaniach UE zmierzających do rozwiązania problemów u ich źródeł. Nie możemy jednak zgodzić się na żadne obowiązkowe relokacje. Zwłaszcza, że obecne tendencje wskazują, że migranci zarobkowi dominują liczbowo nad uchodźcami. Szanse na rozwiązanie kryzysu migracyjnego dostrzegamy w holistycznym podejściu łączącym pomoc humanitarną, współpracę rozwojową a także operację wojskową– mówiła premier Beata Szydło w trakcie spotkania z ambasadorami RP w ramach dorocznej narady ambasadorów. Jak dodała, aby powstrzymać falę migracji niezbędne jest zapewnienie szczelności granic.

– Nie zgodzimy się na rozwiązania, które zostały narzucone przez UE, a które w realny sposób zagrażają bezpieczeństwu naszych obywateli – mówiła dalej szefowa rządu.

 

Szydło: Polska opowiada się za wzmocnieniem roli parlamentów narodowych

– Jako orędowniczka reformy UE uważam, że debata nt. przyszłości UE nie musi sprowadzać się do wyboru pomiędzy federalistyczną wizją europejskiego superpaństwa, a eurosceptycznymi egoizmami narodowymi. W wymiarze polityczno-instytucjonalnym Polska opowiada się za centralną rolą rządów państw członkowskich poprzez wiodącą pozycję Rady Europejskiej oraz za wzmocnieniem roli parlamentów narodowych i choć UE potrzebuje więcej elastyczności, jesteśmy sceptyczni wobec koncepcji twardego jądra dwóch prędkości czy małych unii. Uważamy, że takie rozwiązania sprzyjałyby raczej dezintegracji UE, aniżeli wzmocnieniu – mówiła premier Beata Szydło w trakcie spotkania z ambasadorami RP w ramach dorocznej narady ambasadorów.

 

Szydło: Nie ma mowy o Polexicie

– Uważamy, że zarówno gorzka lekcja Brexitu, jak i kontestacja obecnego stanu UE przez niebagatelną część jej obywateli wymagają pogłębionej refleksji. Zmiana myślenia jest konieczna jeśli projekt europejski ma w dalszym ciągu przyczyniać się do wzrostu dobrobytu i bezpieczeństwa obywateli UE i poszczególnych państw członkowskich – mówiła premier Beata Szydło w trakcie spotkania z ambasadorami RP w ramach dorocznej narady ambasadorów. Jak dodała:

„Jesteśmy gotowi do tej trudnej, ale jakże potrzebnej dyskusji. Nie ma mowy o Polexicie, jak próbują budować narrację niektóre środowiska. Chcę to jeszcze raz wyraźnie w tym gronie powiedzieć: nie ma żadnej mowy ani żadnego pomysłu i rząd nigdy nie zgodzi się na to, by rozmawiać i myśleć o opuszczeniu przez Polskę UE. Jasno to mówię. Nie ma takiej rozmowy i nasz rząd nie będzie dopuszczał do takich dyskusji. Wszyscy ci, którzy w tej chwili probują snuć taką narrację, robią to przeciwko Polsce”

Jak podkreślała szefowa rządu, Polska chce reformy UE i mówi o tym otwarcie.

 

Dera: Wypowiedź Łapińskiego była niezręczna

– To była moim zdaniem niezręczna wypowiedź – stwierdził Andrzej Dera w „Sygnałach dnia” PR1, pytany o wypowiedź Krzysztofa Łapińskiego. Jak dodał:

„Ten komunikat ze strony rzecznika był taki, że o takich rzeczach się nie rozmawia właśnie poprzez media, tylko się rozmawia z tymi, którzy podejmują decyzje. Ta niezręczność polega na tym, że Krzysztof [Łapiński] cały czas funkcjonował w tym układzie wyborczym związanym z Nowogrodzką i to w sposób jakby naturalny – przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka – i mu ten komunikat tak wyszedł. Natomiast istota jest taka, że decyzje takie prezydent podejmuje z premierem i to zawsze było, jest i będzie”

Dera podkreślił, że “nie ma żadnej wojny między prezydentem a premier Beatą Szydło, nie ma wojny między obozem prezydenckim a rządem”. Prezydencki minister mówił też, ustawa dot. zmian w sądownictwie jest kończona.

Premier Szydło gościem popołudniowej rozmowy RMF FM

Premier Beata Szydło będzie gościem Marcina Zaborskiego w Popołudniowej rozmowie w RMF FM o 18:02. Szefowej rządu – oprócz pytań dziennikarza stacji – zostaną zadane także pytania słuchaczy. RMF zachęca do ich wysyłania za pomocą strony lub pośrednictwem Twittera, używając hashtagu #RozmowaRMF.

 

Waszczykowski o reparacjach: Musi być przeprowadzona kwerenda prawna, ekspertyzy

– W MSZ zostały uruchomione prace, taka weryfikacja i kwerenda wszystkich decyzji. Będziemy próbowali zamówić do poszczególnych decyzji ekspertyzy, aby wyjaśnić czy one są przesądzające, np. decyzja z 1953, 2004 roku, itd. – mówił Witold Waszczykowski w rozmowie z Beatą Michniewicz w „Salonie politycznym Trójki”.

– Musi być przeprowadzona kwerenda prawna, ekspertyzy, kwerenda stanu strat i wreszcie mając to wszystko pod ręką można dokonać oceny politycznej – dodał szef MSZ. Jak stwierdził, wtedy może być podjęta decyzja rządowa czy polityczna, co dalej robić.

 

Waszczykowski: Bezpieczeństwo Polski jest ważniejsze niż nierozważne decyzje instytucji europejskich

– Trudno, będziemy się bronić, bo bezpieczeństwo Polski jest ważniejsze, niż tego typu nierozważne decyzje instytucji europejskich – mówił Witold Waszczykowski w rozmowie z Beatą Michniewicz w „Salonie politycznym Trójki”, odnosząc się do ultimatum KE. Jak dodał, od 2 lat nie zgadzamy się z tymi decyzjami.

– Ta decyzja – w dalszym ciągu uważamy – dwa lata temu podjęta, była podjęta w sposób niezgodny z prawem i niezgodny z sytuacją bezpieczeństwa, jaka jest w Europie – argumentował szef MSZ.

Waszczykowski mówił też, że “będziemy walczyć dalej i nie wykonamy tej decyzji”.

 

Miller o prezydencie: Ziarno kiełkuje. Zobaczymy, co z tej sadzonki wyrośnie

– Można powiedzieć, ziarno kiełkuje. Zobaczymy, co z tej sadzonki, tak ładnie się rozwijającej, wyrośnie. Zwykle tak jest, że w pewnym okresie sprawowania urzędu prezydenckiego, prezydent zaczyna dostrzegać pewne nowe możliwości, o których być może wiedział, ale nie zakładał, że będzie je stosował. Mamy taki moment właśnie – mówił Leszek Miller w rozmowie z Robertem Mazurkiem w RMF FM.

– Prezydent uznał, że nie może być ciągle zaskakiwany, upokarzany, nie może być ciągle odstawiany do kąta, i że ma możliwości, które może użyć – dodał były premier.

 

Czarnecki: Prezydent dobiera sobie takich ludzi, jakich chce. Trudno żebyśmy w to ingerowali

– Prezydent dobiera sobie takich ludzi, jakich chce. Ma do tego pełne prawo. Trudno żebyśmy w to ingerowali. Natomiast rzeczywiście wypowiedź Krzysztofa Łapińskiego mogla być taka mniej kontrowersyjna jak widać. Generalnie każdemu dobrze życzę. Pewnie na jego miejscu sformułowałbym to inaczej – mówił Ryszard Czarnecki w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet. Jak dodał, „na pewno nie będziemy poświęcać dobrego ministra obrony”.

 

Czarnecki: To oczywiste, że potencjalne zmiany w rządzie powinny być konsultowane z prezesem partii rządzącej

– To oczywiste, że potencjalne, ewentualne kiedyś tam zmiany w rządzie powinny być konsultowane z prezesem partii politycznej, która tworzy rząd. Na pewno bym konsultował z prezesem Kaczyńskim. Od tego pewnie bym zaczął. Ale oczywiście to premier Szydło dokonuje takich zmian, więc i prezes Kaczyński i premier Szydło są osobami, bez których takie zmiany są niemożliwe – mówił Ryszard Czarnecki w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet.

Czarnecki: Żaden konflikt z PAD nie opłaca się rządowi i też prezydentowi nie opłaca się konflikt z rządem i PiS

– Żaden konflikt z prezydentem nie opłaca się rządowi i też prezydentowi nie opłaca się konflikt z rządem i główną partią polityczną w Polsce. Chcemy współpracować, będziemy współpracować – mówił Ryszard Czarnecki w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet.

 

Schetyna: Wybory będą testem dla mnie jako polityka, który jest odpowiedzialny za PO. Jestem optymistą

– Sprawdzimy naszą politykę i moją politykę w wyborach samorządowych, europejskich. To będzie test dla mnie jako polityka, który jest odpowiedzialny za Platformę. Jestem optymistą. Jestem przekonany, że wygramy te wybory – mówił Grzegorz Schetyna w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” TVN24.

 

Schetyna: Królikowski ma przygotować projekty i za to będziemy oceniać go i prezydenta

– Prof. Królikowski nie zajmuje się tylko polityką, tylko rozumiem, że ma przygotować projekty ustaw i za to będziemy oceniać prezydenta Dudę i prof. Królikowskiego. Nie ma tych projektów ustaw. Chciałbym żebyśmy skończyli rozmowy w Polsce nt. pasków czy newsów, które są wrzucane do rzeczywistości politycznej. Czekam na ten projekt, bo to będzie ważna rzecz – mówił Grzegorz Schetyna w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” TVN24. Jak dodał:

„Jeżeli projekt będzie otwierał nową rzeczywistość, będzie spojrzeniem podmiotowym na kwestie ustroju sądów powszechnych, KRS-u, w ogóle nowego ustroju sądowniczego, to uważam, że tak, że wtedy otwiera się możliwość współpracy nie tylko na poziomie legislacyjnym, ale także politycznym”

 

Schetyna: Wydaje mi się, że Kaczyński stracił kontrolę nad prezydentem

– Chyba tak [zimna wojna przechodzi w fazę gorącą]. To dobrze powiedziane. To kontynuacja tego, z czym mieliśmy do czynienia przed letnią przerwą, czyli weta prezydenta, nerwy i emocje między KPRM a Kancelarią Prezydenta. Jarosław Kaczyński, który też wskazywany jako ten polityk, który nie może sobie z tą sytuacją poradzić i to teraz wraca. Wydaje mi się, że to są takie sygnały, które zapowiadają gorącą jesień i poważny konflikt, który przez miesiące był w PiS-ie, ale dzisiaj jakby znajduje swoje uzewnętrznienie – mówił Grzegorz Schetyna w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” TVN24.

– Wydaje mi się, że [Jarosław Kaczyński] stracił kontrolę na prezydentem Dudą, jego polityką – mówił dalej. – Dzisiaj prezydent Duda buduje swoją pozycję i moim zdaniem buduje swój etap w polityce – stwierdził.

– Myślę, że będzie zwiększona aktywność prezydentury i prezydenta Dudy. To będzie odbywać się kosztem PiS-u, partii rządzącej i będzie konflikt, który będzie nabierał nowego wymiaru – dodał przewodniczący PO, podkreślając, że PAD chce być niezależnym podmiotem politycznym, co będzie skutkowało nową sytuacją i nowym rozdaniem.

300polityka.pl

Dwa dni przed śmiercią Witold Gombrowicz podyktował: „Pisarz nie może nigdy zagwarantować, że nie okaże się głupi”…

Co widział Witold Gombrowicz, kiedy patrzył na Polaków? Marcin Sendecki o książce „Gombrowicz. Ja, geniusz” Klementyny Suchanow.

Adrian Zandberg (Razem) skomentował informację dziennika Rzeczpospolita o planowanej przez rząd Beaty Szydło akcji billboardowej mającej przekonywać do zmian w sądach.

 Beata Szydło – szkodnik nr 2. Bo jedynka wiadomo dla kogo zarezerwowana. Gratuluję języka komuszego. Niech Szefernakery wezmą się za naukę.

Kierownictwo PiS chce głowy prezydenckiego rzecznika. „Oczekujemy szybkiej decyzji”

dafa, 07.09.2017

Krzysztof Łapiński

Krzysztof Łapiński (ADAM STĘPIEŃ/ Agencja Gazeta)

Oczekujemy od pana prezydenta szybkiej decyzji w sprawie jego rzecznika. A ta może być tylko jedna – natychmiastowa dymisja – mówi w rozmowie z onet.pl osoba z kierownictwa PiS.

Krzysztof Łapiński naraził się kierownictwu PiS we wtorek. „Jeśli prezydent miałby oczekiwania co do zmian w składzie Rady Ministrów, to na pewno by je wyraził prezesowi PiS Jarosławowi Kaczyńskiemu; nie mam informacji, by takie propozycje formułował” – stwierdził rzecznik prezydenta pytany o doniesienia, że Andrzej Duda zażądał od premier dymisji Antoniego Macierewicza.

Jeszcze tego samego dnia zdecydowanie zareagował Joachim Brudziński. Wprawdzie nazwisko prezydenckiego rzecznika nie pada, ale nie było wątpliwości o kogo chodzi.

„Klasa Pani Premier @BeataSzydlo niestety klasy tej brakuje niektórym nadpobudliwym członkom drużyny. Ale nigdy nie jest za późno na naukę” – napisał bliski współpracownik Jarosława Kaczyńskiego.

Dzień później wprost na temat przyszłości Łapińskiego wypowiedział się marszałek Senatu Stanisław Karczewski: – Gdybym był szefem rzecznika prezydenta Krzysztofa Łapińskiego, zwolniłbym go – stwierdził.

Teraz jak donosi onet.pl kierownictwo PiS liczy, że Andrzej Duda zwolni swojego współpracownika. – Oczekujemy od pana prezydenta szybkiej decyzji w sprawie jego rzecznika. A ta może być tylko jedna – natychmiastowa dymisja – mówi w rozmowie z portalem osoba z kierownictwa PiS. I ma to być ultimatum. „Jeśli prezydent dał „zielone światło” swojemu rzecznikowi na taką wypowiedź, to dalsze rozmowy o referendum dotyczącym zmian w konstytucji czy ustaw o reformie KRS i SN będą znacznie utrudnione” – czytamy w onet.pl

Największe zaskoczenie od czasu odpadnięcia Gulczasa z „Big Brothera” [MAKE POLAND GREAT AGAIN]

http://www.gazeta.tv/plej/19,160472,22324251,video.html

gazeta.pl

Szydło: Nie ma mowy o Polexicie. Polski rząd nigdy nie zgodzi się na dyskusję o opuszczeniu UE

7 września 2017

Nie ma mowy o Polexicie; polski rząd nigdy nie zgodzi się na to, żeby rozmawiać o opuszczeniu przez Polskę Unii Europejskiej – oświadczyła premier Beata Szydło na czwartkowym spotkaniu z ambasadorami RP.

Polska polityka zagraniczna musi być spójna

Polska polityka zagraniczna musi być spójna, musimy mówić jednym głosem, wtedy będziemy lepiej słyszalni – powiedziała premier Beata Szydło w czwartek na spotkaniu z ambasadorami RP.

Premier przypomniała, że w czasie narady ambasadorzy spotkali się z najważniejszymi politykami w Polsce i omawiali „najważniejsze kierunki, w których podążamy”.

„Ja zawsze podkreślam i mówię: to jest nasza wspólna sprawa – zarówno tych, którzy pracują w rządzie, którzy pracują w innych instytucjach państwowych, tych, którzy odpowiadają za naszą politykę w różnych miejscach, to jest wspólna sprawa polskiego parlamentu, to jest wspólna sprawa wreszcie nas wszystkich, którzy reprezentujemy Polskę i polskie sprawy” – zaznaczyła premier.

„A więc ta polityka przede wszystkim musi być spójna, musimy mówić jednym głosem, kiedy będziemy mówili jednym, głosem, to będziemy nie tylko lepiej słyszalni, ale ten głos będzie donośniejszy i jaśniej trafiał do naszych słuchaczy” – podkreśliła szefowa rządu.

Doroczna narada ambasadorów RP rozpoczęła się w poniedziałek i potrwa do piątku. W poniedziałek z ambasadorami spotkał się prezydent Andrzej Duda, a także marszałkowie Sejmu – Marek Kuchciński i Senatu – Stanisław Karczewski. Wśród gości zagranicznych byli m.in. szefowie MSZ Estonii Sven Mikser i Słowacji Miroslav Lajczak.

Nie ma mowy o Polexicie

Nie ma mowy o Polexicie; polski rząd nigdy nie zgodzi się na to, żeby rozmawiać o opuszczeniu przez Polskę Unii Europejskiej – oświadczyła premier Beata Szydło na czwartkowym spotkaniu z ambasadorami RP.

Premier zadeklarowała, że Polska jest gotowa do „trudnej, ale potrzebnej” dyskusji o przyszłości Unii Europejskiej. „Nie ma mowy o Polexicie, jak próbują budować narrację niektóre środowiska. I chcę to jeszcze raz wyraźnie w tym gronie państwu powiedzieć – nie ma żadnej mowy i żadnego pomysłu i rząd nigdy nie zgodzi się na to, by rozmawiać i myśleć o opuszczeniu przez Polskę Unii Europejskiej. Jasno to mówię” – podkreśliła Szydło.

„Nie ma takiej rozmowy i nasz rząd nie będzie dopuszczał do takiej dyskusji” – dodała, oceniając jednocześnie, że wszyscy ci, którzy próbują snuć taką narrację, robią to przeciwko Polsce.

Chcemy reformy UE zgodnie z interesem wszystkich państw członkowskich

Chcemy reformy wewnętrznej Unii Europejskiej zgodnie z traktatami i interesem wszystkich państw członkowskich – oświadczyła premier Beata Szydło w czwartek na spotkaniu z ambasadorami RP. Przekonywała, że polski rząd chce wzmocnić UE.

„Chcemy oczywiście reformy wewnętrznej Unii Europejskiej, zgodnie z traktatami i interesem wszystkich państw członkowskich. Tak, tej reformy chcemy i mówimy o tym otwarcie” – powiedziała szefowa rządu.

Jak tłumaczyła, Polska chce reformy Unii, ponieważ z troską myśli o przyszłości UE. „Uważamy, że obecny stan powoduje, że przynajmniej część państw członkowskich jest traktowana w sposób, który może zaburzyć zasady, które są fundamentem Unii Europejskiej. Mówimy oczywiście o solidarności, wspólnym rynku, ale też o poszanowaniu suwerenności spraw wewnętrznych poszczególnych państw członkowskich” – mówiła Beata Szydło.

Zdaniem premier, „uciekanie od tematu jest błędem i na rękę tym siłom i środowiskom, które chciałyby osłabić Unię”. „Wszyscy w Europie powinniśmy myśleć o tym, jak wzmocnić Unię Europejską. To jest na pewno troską polskiego rządu” – podkreśliła.

„Chcemy, żeby Unia podkreśliła swój charakter, jako realna wspólnota suwerennych państw” – przekonywała Szydło.

Premier powiedziała też, że od pewnego czasu można odnieść wrażenie, że część polityków europejskich, zwłaszcza w instytucjach unijnych, nie jest gotowa do „ważnej rozmowy” o przyszłości Unii. „Ta rozmowa jest konieczna, po to, byśmy mogli dokonać takich zmian, które zagwarantują rozwój i trwanie Unii Europejskiej. To jest dzisiaj naszym celem” – podkreśliła szefowa rządu.

Polska za wzmocnieniem roli parlamentów narodowych w UE

Polska opowiada się za wzmocnieniem roli parlamentów narodowych w ramach Unii Europejskich – powiedziała w czwartek premier Beata Szydło. Podkreśliła też, że Polska jest sceptyczna wobec koncepcji „twardego jądra” UE, czy Unii „dwóch prędkości”.

„Jako orędowniczka reformy Unii Europejskiej uważam, że debata na temat przyszłości Unii nie musi sprowadzać się do wyboru pomiędzy federalistyczną wizją europejskiego superpaństwa, a eurosceptycznymi egoizmami narodowymi” – powiedziała premier w czwartek na spotkaniu z ambasadorami RP.

Szydło wskazała, że w wymiarze polityczno-instytucjonalnym, Polska opowiada się m.in. za wzmocnieniem roli parlamentów narodowych.

„I choć Unia potrzebuje więcej elastyczności, jesteśmy sceptyczni wobec koncepcji twardego jądra, dwóch prędkości, czy małych Unii. Uważamy, że takie rozwiązania sprzyjałyby raczej dezintegracji Unii Europejskiej, aniżeli jej wzmocnieniu” – przekonywała szefowa rządu.

Premier dodała, że w wymiarze gospodarczym nasz kraj chce dokończyć konstruowanie jednolitego rynku, zwłaszcza cyfrowego. „Polska stanowczo sprzeciwia się koncepcji inteligentnego protekcjonizmu promowanego w wielu państwach Europy Zachodniej” – podkreśliła Szydło.

„Polska ma nadzieję, że wypracujemy konsensus. Jesteśmy na ten konsensus otwarci, mamy propozycje, czekamy w tej chwili na to, by takie konstruktywne debaty były podjęte przez naszych partnerów w Unii Europejskiej” – powiedziała szefowa rządu.

Przestaliśmy być biernymi peryferiami

Jako region przestaliśmy być biernymi peryferiami, staliśmy się aktywnymi uczestnikami debaty nad przyszłością UE; daliśmy impuls do rozwoju współpracy regionalnej w wielu dziedzinach – mówiła premier Beata Szydło w czwartek na spotkaniu z ambasadorami RP.

Odnosząc się do kwestii bezpieczeństwa szefowa rządu podkreśliła, że „Polska jest dziś dużo bezpieczniejszym krajem niż dwa lata temu”. „Jednocześnie z obawą obserwujemy poczynania naszych sąsiadów, chociażby w kontekście ćwiczeń Zapad 2017, które rozpoczną się za tydzień za naszą wschodnią granicą” – zaznaczyła.

Premier dodała, że realizacje postanowień podjętych podczas ubiegłorocznego szczytu NATO w Warszawie, zwłaszcza obecność żołnierzy sojuszniczych w Polsce i krajach bałtyckich, „stała się wyraźnym sygnałem, że dalsze próby podważania ładu europejskiego nie będą tolerowane”.

„Dużym osiągnięciem jest konsolidacja państw naszego regionu wokół najważniejszych, wspólnych dla wszystkich partnerów tematów politycznych i rozwojowych” – dodała premier odnosząc się do współpracy Grupy Wyszehradzkiej, tzw. „dziewiątki” bukaresztańskiej oraz inicjatywy Trójmorza.

„Jako region przestaliśmy być biernymi peryferiami, staliśmy się aktywnymi uczestnikami debaty nad przyszłością UE; daliśmy impuls do rozwoju współpracy regionalnej w wielu dziedzinach” – przekonywała premier.

Polska nie zgodzi się na rozwiązania ws. uchodźców, które zostały narzucone

Polska będzie jeszcze aktywniej włączać się w pomoc humanitarną w państwach, gdzie toczą się konflikty; nie zgodzi się jednak na rozwiązania, które zostały narzucone przez UE, a zagrażają bezpieczeństwu naszych obywateli – powiedziała w czwartek premier Beata Szydło .

Premier oceniła na czwartkowym spotkaniu z ambasadorami, że „obecne tendencje wskazują, iż imigranci zarobkowi dominują liczbowo nad uchodźcami”. W związku z tym – mówiła – Polska „szanse na rozwiązanie kryzysu migracyjnego dostrzegam w holistycznym podejściu, łączącym pomoc humanitarną, współpracę rozwojową, a także operację wojskową”.
„Jednak, aby powstrzymać obecną falę migracji niezbędne jest zapewnienie szczelności granic. Tylko skuteczna ochrona zewnętrznych granic UE może powstrzymać falę nielegalnej migracji” – powiedziała premier.

Szefowa rządu dodała, że „Polska będzie jeszcze aktywniej włączać się w pomoc humanitarną w państwach, w których toczą się w tej chwili konflikty, tam gdzie rzeczywiście ludzie cierpią i potrzebują pomocy”. Zapewniła, że tego typu aktywność naszego kraju zostanie jeszcze zwiększona.
„Natomiast nie zgodzimy się jednak na rozwiązania, które zostały narzucone przez UE, a które w realny sposób zagrażają bezpieczeństwu naszych obywateli” – oświadczyła Szydło.

Polska stawia na bardzo szybki rozwój

Polska stawia w tej chwili na bardzo szybki rozwój i na bezpieczeństwo swoich obywateli. Zmiany, które wprowadzamy pokażą, że Polska jest państwem z którym trzeba się liczyć – powiedziała premier Beata Szydło po czwartkowym spotkaniu z ambasadorami RP.

Oceniła, że „moment historyczny, w którym przyszło nam działać jest trudny”. „Musimy stawić czoła wielu wyznaniom. Stawka, o którą walczymy jest jednak olbrzymia” – wskazała premier.

Wyjaśniła, że tą stawką jest „przyszłość Rzeczpospolitej w XXI stuleciu”. „Wierzę, że wspólnym wysiłkiem sprostamy temu zadaniu. Ufam, że polska polityka zagraniczna i polska dyplomacja zapewnią naszemu krajowi należne miejsce pośród narodów świata” – powiedziała.

Szefowa rządu powiedziała, że „Polska stawia w tej chwili na bardzo szybki rozwój i na bezpieczeństwo swoich obywateli”. „Zmiany, które wprowadzamy, reformy, które wprowadzamy pokażą, że Polska jest państwem z którym trzeba się liczyć” – zapewniła. Dodała, że Polska „jest państwem demokratycznym, które chce na zasadach partnerskich współpracować ze wszystkimi swoimi sojusznikami, sąsiadami i partnerami”.

Zaapelowała do ambasadorów, by „wszyscy wspólnie jednym głosem mówili bardzo wyraźnie o Polsce”. „Byśmy praw Polski i Polaków bronili, byśmy przedstawiali prawdziwie nasze stanowisko, byśmy tworzyli białoczerwoną drużynę po to, żeby budować dobrą przyszłość dla naszej ojczyzny, dla naszych obywateli” – podsumowała.

>>> Czytaj też: Siła militarna kontra chęć obrony ojczyzny. Zaskakujące wyniki rankingu

forsal.pl

Beata Szydło: Rząd nigdy nie zgodzi się na to, by rozmawiać i myśleć o Polexicie

07.09.2017

Nie ma mowy o Polexicie; polski rząd nigdy nie zgodzi się na to, żeby rozmawiać o opuszczeniu przez Polskę Unii Europejskiej – oświadczyła premier Beata Szydło na czwartkowym spotkaniu z ambasadorami RP.

Chcemy oczywiście reformy wewnętrznej Unii Europejskiej, zgodnie z traktatami i interesem wszystkich państw członkowskich. Tak, tej reformy chcemy i mówimy o tym otwarcie – powiedziała premier Beata Szydło w czwartek na spotkaniu z ambasadorami RP. Przekonywała, że polski rząd chce wzmocnić UE.

Jak tłumaczyła, Polska chce reformy Unii, ponieważ z troską myśli o przyszłości UE. Uważamy, że obecny stan powoduje, że przynajmniej część państw członkowskich jest traktowana w sposób, który może zaburzyć zasady, które są fundamentem Unii Europejskiej. Mówimy oczywiście o solidarności, wspólnym rynku, ale też o poszanowaniu suwerenności spraw wewnętrznych poszczególnych państw członkowskich – mówiła Beata Szydło.

Zdaniem premier, uciekanie od tematu jest błędem i na rękę tym siłom i środowiskom, które chciałyby osłabić Unię. Wszyscy w Europie powinniśmy myśleć o tym, jak wzmocnić Unię Europejską. To jest na pewno troską polskiego rządu – podkreśliła.Chcemy, żeby Unia podkreśliła swój charakter, jako realna wspólnota suwerennych państw – przekonywała Szydło.

Premier powiedziała też, że od pewnego czasu można odnieść wrażenie, że część polityków europejskich, zwłaszcza w instytucjach unijnych, nie jest gotowa do ważnej rozmowy o przyszłości Unii. Ta rozmowa jest konieczna, po to, byśmy mogli dokonać takich zmian, które zagwarantują rozwój i trwanie Unii Europejskiej. To jest dzisiaj naszym celem – podkreśliła szefowa rządu.

Premier zadeklarowała, że Polska jest gotowa do trudnej, ale potrzebnej dyskusji o przyszłości Unii Europejskiej. Nie ma mowy o Polexicie, jak próbują budować narrację niektóre środowiska. I chcę to jeszcze raz wyraźnie w tym gronie państwu powiedzieć – nie ma żadnej mowy i żadnego pomysłu i rząd nigdy nie zgodzi się na to, by rozmawiać i myśleć o opuszczeniu przez Polskę Unii Europejskiej. Jasno to mówię – podkreśliła Szydło.

Nie ma takiej rozmowy i nasz rząd nie będzie dopuszczał do takiej dyskusji – dodała, oceniając jednocześnie, że wszyscy ci, którzy próbują snuć taką narrację, robią to przeciwko Polsce.

dziennik.pl

Co Polkom po Kongresie Kobiet

DOROTA WARAKOMSKA, 07.09.2017
Coraz więcej Polek zdaje sobie sprawę, że nierówne traktowanie to codzienność każdej z nich. Kongres Kobiet pomaga im przeciwstawić się niesprawiedliwości

„Kongres Kobiet buduje w kobietach siłę. Daje odwagę. Wyzwala kapitalną energię. Pobudza nowe pomysły. Jest motywacją” – mówi zdecydowanie Teresa. Potrząsa głową, jakby zdziwiona moim pytaniem. I od razu wyjaśnia: „Należę do osób introwertycznych. To dzięki Kongresowi odważyłam się wyjść na ulicę, protestować, zbierać podpisy, zaczęłam włączać się w akcje. Wcześniej ograniczałam się do pomocy różnym inicjatywom w postaci zrobienia przelewu. To bezpieczne. A teraz się nie wstydzę. Czy robimy marsz czy pikietę. Nie każda kobieta ma w sobie siłę i odwagę. Kongres nam ją daje. Powoduje, że kwitniemy”.

Mariola dopowiada: „Kongres daje wsparcie. Jak mam jakiś problem, z czymś nie mogę sobie poradzić, dzwonię do dziewczyn i wiem, że mnie wesprą. Dodadzą otuchy. Uświadomią mi moją siłę”.

Siedzimy w jednej z wałbrzyskich restauracji. Omawiamy szczegóły konferencji „Czas na kobiety”, poświęconej aktywności zawodowej i społecznej kobiet. Odbędzie się następnego dnia w Wałbrzychu na terenie Starej Kopalni – centrum nauki i sztuki. Teresa od 27 lat prowadzi niedużą firmę – sklep z materiałami budowlanymi. Mariola zajmuje się poradnictwem zawodowym, aktywizacją osób bezrobotnych i doradztwem edukacyjnym dla młodzieży. Obydwie są w sile wieku. Uśmiechnięte, energiczne, chętne do działania. Dołącza do nas Ela, głównodowodząca w tym zespole. „Aktywna emerytka”, jak o sobie mówi, martwi się o frekwencję i czy wszystko wypali podczas konferencji. Wiadomo jak to jest, niespodzianki na ostatnią chwilę[1].

Wałbrzych jest specyficznym miastem. Dużo tu żon górników, które w czasach świetności kopalni nie musiały lub nie mogły pracować, bo mężowie im nie pozwalali. Nie uzupełniały też wykształcenia. Zajmowały się dziećmi i domem. Taka była tradycja. Ale gdy kopalnie zamknięto, a 25 tysięcy górników i pracowników przedsiębiorstw pracujących na rzecz kopalń odeszło z pracy z dnia na dzień, te kobiety zostały z niczym. Bez zawodu. Bez motywacji do pracy. Za to często ze sfrustrowanym mężem. Pieniądze z odpraw szybko się skończyły. Wtedy okazało się, że coś trzeba zrobić, jakoś żyć, więc kobiety wzięły sprawy we własne ręce.

Ela – pedagożka, nauczycielka, wykładowczyni i harcerka – była na wszystkich ogólnopolskich Kongresach Kobiet w Warszawie. „Dzięki temu, że jest ten ogólnopolski ruch społeczny, my, w terenie, umiemy znaleźć ideę, dla której pracujemy. Umiemy się zjednoczyć. To platforma, w której odnajdujemy się wszystkie. Integrujemy się. Znajdujemy dla siebie zadania. A poza tym wymyślamy co chwilę coś nowego” – mówi Ela. Przyznaje, że Kongres otworzył jej oczy i wyczulił ją na sprawy kobiet. Teraz jest wiceprzewodniczącą Rady Seniorów przy prezydencie Wałbrzycha.

Teresa dodaje: „Od dwóch lat widzimy, że garnie się do działania coraz więcej kobiet, i to młodych. To bardzo cieszy”.

A co cieszy mnie, co uważam za największe sukcesy istniejącego już dziewięć lat Kongresu Kobiet? Te właśnie te trzy kobiety z Wałbrzycha i setki, tysiące im podobnych w różnych miastach i wsiach w całej Polsce. Kobiety, które zrozumiały, że tylko przez wspólne działanie mogą odmienić swój los. Kobiety, które nie siedzą w kapciach przed telewizorem, nie płaczą i nie rozdzierają szat, gdy mają problemy, tylko zakasują rękawy – jak obrazowo mówiła podczas kampanii wyborczej w 2016 roku w Stanach Zjednoczonych Michelle Obama, namawiając na udziału w wyborach i wsparcia Hillary Clinton – i biorą się do pracy. Jej częścią jest przekonywanie kolejnych kobiet, że warto działać. Że bycie kobietą to wspaniała rzecz, bo ma się poparcie tak wielu znanych i nieznanych, sławnych i zwyczajnych kobiet. Że solidarność nie jest zarezerwowana dla wielkiej polityki albo mężczyzn, ale w praktyce dotyczy także kobiecej codzienności.

O solidarności, a także o stereotypach i sposobach na ich pokonanie rozmawiamy podczas dyskusji na temat aktywności zawodowej kobiet. Dzielimy się także wiedzą, jak wyciągać wnioski z popełnionych błędów. Jak się nie załamać po ogłoszeniu upadłości. Skąd brać pomysły. Gdzie szukać wsparcia, a gdzie pieniędzy. Dyskusja w Wałbrzychu się przeciąga, jak zwykle, bo uczestniczące w spotkaniu kobiety też chcą zabrać głos, pochwalić się inicjatywami, podzielić doświadczeniami.

Po dwóch turach praktycznych warsztatów (jak prowadzić firmę, jak się samorealizować i działać z entuzjazmem, jak rozpoznać swój potencjał) spotykamy się znów wszystkie w sali plenarnej i mam wrażenie, że kobiety nie chcą się rozstać. Potrzebują takich rozmów, wskazówek, ale i bycia wysłuchaną. A gdy widzą, że inna miała tak samo pod górkę, ale dała radę, łatwiej im planować działania. I choć każda z konferencji w cyklu „Czas na kobiety” jest inna ze względu na dostosowany do specyfiki regionu dobór warsztatów i osób dyskutujących, wszędzie zauważam to samo: kobiety wiedzą, że dyskryminacja jest prawdziwym problemem, tak samo jak seksizm. I dopóki nie zadbają o własne bezpieczeństwo, o życie bez przemocy, o przestrzeganie należnych im praw, dopóty nie będą miały siły ani motywacji, by zabiegać o awans czy podwyżkę. A przecież niezależność finansowa daje kobietom wolność.

Tydzień później jestem w Koninie. Tu odbywa się już piąty regionalny Kongres Kobiet. Niepełnosprawne dzieci tańczą na scenie, zagrzewając do dyskusji. Na widowni panie z Kół Gospodyń Wiejskich oraz Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Amazonki, rolniczki, nauczycielki, przedsiębiorczynie. Na scenie tłumaczka migowa, wśród widzów jest bowiem spora grupa osób głuchych i niedosłyszących.

Pierwszy panel – o seksie. Terapeutka, promotorka kobiecej seksualności, dziennikarka i tak zwana kobieta domowa dyskutują o tym, że seks i władza idą w parze, że seks jest wtedy, gdy obie strony mają na to ochotę, że najwyższy czas, by kobiety zadbały o własne potrzeby. „Bądźmy po stronie kobiet. Pilnujmy naszych granic” – apelują. Drugi panel – o stereotypach płciowych. „Różowy czy niebieski” – rozmawiają uczennice i uczniowie z I liceum w Koninie. Pokazują nagrany przez siebie film z przedszkolakami. Pada pytanie, czy dziewczynka może być strażakiem. Maluchy odpowiadają chórem: „Tak!”. A jedna z dziewczynek dodaje: „Strażaczką!”. Widownia bije brawo.

W trakcie przerwy jest okazja, by odwiedzić stoiska w „parku kobiet” w hallu  domu kultury i kina Oskard, gdzie odbywa się jubileuszowy koniński kongres. Stoiska organizacji pozarządowych, inicjatyw pomocowych i kobiecych biznesów przeżywają oblężenie. Kobiety pozdrawiają się, wymieniają telefonami, robią pamiątkowe zdjęcia. Tymczasem w sali na scenę wchodzi córka Ewy, konińskiej pełnomocniczki stowarzyszenia. Agnieszka przez pięć lat istnienia Kongresu w Koninie zdążyła zacząć i skończyć studia.

„Czego nauczyłam się przez te pięć lat?” – pyta. I od razu wyjaśnia: „Nauczyłam się solidarności. Solidarności według kobiet. Jesteśmy od siebie totalnie różne. Jednak co roku ramię w ramię tworzymy coś ponad podziałami. Nauczyłam się współpracy. Współpraca jest na maksa ważna, bo razem znaczymy więcej niż osobno. Nauczyłam się, że w Stowarzyszeniu Koniński Kongres Kobiet »niemożliwe« nie istnieje”. Agnieszka się uśmiecha, ale zaraz poważnieje. „Nauczyłam się, że wolność, demokracja i wszystko to, w co kiedyś wierzyłam, może mi zostać tak łatwo odebrane. Kongres Kobiet zawsze był apartyjny, jednak nigdy apolityczny. Przez pięć lat zmieniło się moje rozumienie walki o prawa kobiet. Pięć lat temu moim marzeniem były suwak i parytet, dzisiaj jest nim godna opieka okołoporodowa. Pięć lat temu chciałam edukacji seksualnej w szkołach, dzisiaj chcę rozsądnej, przemyślanej edukacji, także patriotycznej i historycznej. Pięć lat temu moim przyjaciołom ciężko było mnie wyciągnąć na Manifę czy Marsz Równości. Dzisiaj nie wyobrażam sobie siedzenia w domu, gdy próbuje mi się mówić, jak mam żyć. Zwracam się do moich rówieśników. Urodziliśmy się w wolnym, demokratycznym kraju, dorastaliśmy w europejskiej wspólnocie. Jeśli kochacie nasz kraj tak samo jak ja, musicie chodzić na wybory, musicie startować w wyborach, musicie się angażować”.

Zrywam się z miejsca, podobnie jak wszystkie kobiety w sali, rozlega się burza oklasków. Zerkam na Ewę. Jest dumna z córki, wzruszona, śmieje się. A ja myślę, że takich Ew i Agnieszek potrzebujemy w każdej gminie.

Na przemyślenia o zmianie pokoleniowej nie ma czasu, bo na scenie rozpoczyna się panel feministów. „To jest draństwo, że mężczyzna ze względu na inny chromosom uważa, że może być na piedestale. Patriarchat się przeterminował” – mówi Janusz Leon Wiśniewski, naukowiec i pisarz. A publicysta Roman Kurkiewicz wyjaśnia, dlaczego dla wzmacniania kobiet i równouprawnienia tak ważne jest używanie żeńskich końcówek i nazw zawodów.

Ostatni panel: „Dzień kobiet na co dzień czy od święta?”. Dyskutują dwie posłanki (Joanna Mucha z PO i Paulina Hennig-Kloska z .Nowoczesnej), przedstawicielka show biznesu i ja.  W tym czwórgłosie wyraźnie słychać, jak bardzo zmieniłyśmy się przez ostatnie lata. Dzień kobiet w tym roku upłynął pod znakiem protestów, strajku kobiet i wezwań do przestrzegania naszych praw.

Koniński Kongres kończy się muzycznym występem organizatorek, które stworzyły grupę Ale Babki, i wspólnym śpiewaniem wszystkich na sali „Babę zesłał Bóg…”.

Gdy wieczorem wracam do Warszawy, zdaję sobie sprawę z ogromu pracy, jaką wszystkie przez minione lata wykonujemy. Punktem wyjścia były działania podjęte wokół organizacji I Kongresu Kobiet, na który zjechały ponad cztery tysiące uczestniczek z całej Polski. W trakcie zjazdu dyskutowały w Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie o wkładzie kobiet w transformację i historię ostatniego dwudziestolecia w naszym kraju. Było to w 2009 roku. Od tego czasu kongresy odbywają się co roku. Podczas nich dyskutujemy, uczymy się, rozmawiamy z gośćmi z Polski i ze świata. Na pierwszym gościły między innymi Maria Kaczyńska i Jolanta Kwaśniewska, a tytułem „Polki Dwudziestolecia” została uhonorowana Henryka Krzywonos-Strycharska. Na drugim nagrodę otrzymała profesor Maria Janion. Trzeci Kongres okazał się wydarzeniem europejskim, z rekordową międzynarodową obsadą. Czwarty był poświęcony kobietom z obszarów wiejskich. Piąty wzywał do partnerstwa. Szósty, pod hasłem „Wspólnota, równość, odpowiedzialność”, pobił rekord uczestniczek (ponad dziewięć tysięcy). Siódmy opowiedział się za pomocą dla uchodźców i uchodźczyń. Ósmy wzywał do aktywności na rzecz demokracji.

Kolejne kongresy wypracowują postulaty – zbiór żądań i priorytetów, tematów, które są ważne dla kobiet, a które umykają rządzącym. Pierwsza lista w 2009 roku objęła 200 zagadnień, wśród nich: wprowadzenie parytetów płci na listach wyborczych,powołanie niezależnego rzecznika do spraw równości,sporządzanie corocznego raportu w Sejmie o sytuacji kobiet,skuteczną politykę prorodzinną,refundację zapłodnienia in vitro,ochronę kobiet i dzieci przed przemocą,reformę systemu edukacji, by przeciwdziałał dyskryminacji kobiet, uchwalenie ustawy o związkach partnerskich umożliwiającej osobom homoseksualnym i heteroseksualnym godne życie, zwiększenie skuteczności ściągalności alimentów.

Na kolejnych ogólnopolskich spotkaniach naszego ruchu prezentowałyśmy 10–20 postulatów wybranych spośród tych 200, które co roku na zakończenie Kongresu wręczałyśmy premierowi, jako wskazówkę, czego potrzebują kobiety. Premier – sześciokrotnie Donald Tusk i raz Ewa Kopacz – przedstawiał działania rządu na rzecz kobiet[2]. W minionym roku było inaczej. Po raz pierwszy nasze zaproszenie zostało zignorowane, a VIII Kongres Kobiet nie przyjął listy postulatów. W zamian zdecydowałyśmy się na oświadczenie, w którym przypomniałyśmy, że naszym celem, od początku, jest wzmocnienie demokracji, uczynienie jej bardziej równościową, bardziej wrażliwą na dyskryminację, na problemy kobiet. Dla nas brak rozwiązań prawnych dla związków partnerskich i równych praw osób tej samej płci to jedna z najważniejszych nierealizowanych wcześniej spraw. Ale teraz – jak wiadomo – sytuacja kobiet i mniejszości pogorszyła się znacząco. I dalej: „Dziś czas jakby się cofnął. Musimy troszczyć się nie tylko o równość i prawa kobiet, ale i o fundamenty samej demokracji, o jej podstawowe instytucje, o elementarne zasady wolności obywatelskiej. Obecna władza łamie zasady Konstytucji, pogłębia klerykalizację życia publicznego, ideologizuje edukację, upartyjnia media, inwigiluje obywateli, akceptuje język nienawiści, izoluje Polskę od Europy i wreszcie – podważa podmiotowość kobiet i ich prawo do podejmowania decyzji o macierzyństwie.

Nie godzimy się na to! Dlatego Kongres Kobiet będzie wspierał wszelkie inicjatywy obywatelskie na rzecz wolności, demokracji, swobodnego rozwoju społeczeństwa otwartego, praw indywidualnych obywateli i obywatelek. Jesteśmy i będziemy po stronie demokracji, praworządności, równości i europejskości”[3].

W dzisiejszych trudnych dla kobiet czasach warto przypomnieć sobie nasze największe sukcesy. Nie brakuje ich. Obywatelski projekt ustawy o parytetach na listach wyborczych był pierwszą bardzo konkretną inicjatywą Kongresu Kobiet. Zbieranie podpisów pod projektem w całej Polsce pokazało, jak ważne są działania na rzecz kobiet. Dlatego w 2010 roku zostało powołane Stowarzyszenie Kongres Kobiet. Gdy projekt trafił na początku 2010 roku do Sejmu, inicjatywę poparła i przedstawiła na sali plenarnej Izabela Jaruga-Nowacka. W toku prac parlamentarnych zmniejszono gwarantowany udział kobiet i mężczyzn na listach wyborczych do Sejmu, Parlamentu Europejskiego i samorządów z 50 do 35 procent. Ostatecznie ustawę w grudniu 2010 roku przyjął Sejm: za było 241 posłów (SLD, PO i PSL), przeciw – 154 (głównie PiS), 9 wstrzymało się od głosu. Prezydent Bronisław Komorowski podpisał ją na początku 2011 roku. Można uznać, że wprowadzenie w życie idei kwot jest ogromnym sukcesem Kongresu Kobiet. Tysiące osób – zarówno kobiet, jak i mężczyzn – które zbierały podpisy pod obywatelskim projektem, doskonale wiedziało, że nie chodzi o wprowadzanie do polityki kobiet na siłę, tylko o danie im szansy poprzez umieszczenie na listach wyborczych.

Następnym ogromnym osiągnięciem było doprowadzenie do ratyfikacji Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, który to dokument obecny rząd uważa za zbędny. Znów nastąpiła ogromna mobilizacja: dziesiątki apeli, spotkań z politykami, konferencji prasowych, argumentów, przykładów oraz protestów – happeningów, gromadzących panie z czarnymi balonikami, twarzami pomalowanymi w siniaki. Wokół poparcia dla Konwencji udało się zjednoczyć organizacje pozarządowe. Przedstawicielki Kongresu Kobiet uczestniczyły w posiedzeniach komisji sejmowych. Dyskutowały, przedstawiały argumenty, walczyły z absurdalnymi stwierdzeniami, jakoby Konwencja miała zniszczyć naszą cywilizację…

Nasze starania trwały długo, ale było warto. W końcu zwyciężyło przekonanie, że Konwencja jest kompleksowym i skutecznym narzędziem walki z przemocą. Rząd podpisał dokument w grudniu 2012 roku, a Sejm ostatecznie zatwierdził ratyfikację w lutym 2015 roku – za głosowało 254 posłów, przeciw było 175, a 8 wstrzymało się od głosu. Ustawę ratyfikacyjną poparli w posłowie koalicji rządzącej PO-PSL oraz SLD i Twój Ruch. Przeciwko głosowali politycy PiS. Prezydent Bronisław Komorowski podpisał ustawę ratyfikującą w marcu 2015 roku.

Kolejne osiągnięcia ruchu kobiet to zmiany przepisów w wielu dziedzinach. Wymienię najważniejsze: refundacja zabiegów in vitro; wprowadzenie ścigania gwałtu z urzędu i zmiana formy przesłuchań ofiar przemocy seksualnej;zmiana ustawy żłobkowej; monitoring występowania luki płacowej w instytucjach publicznych (administracji centralnej i samorządowej, spółkach komunalnych); pozytywna opinia rządu do projektu unijnej dyrektywy kwotowej[4]; podwyższenie świadczenia pielęgnacyjnego; powołanie pełnomocniczki do spraw równego traktowania – najpierw Agnieszki Kozłowskiej-Rajewicz, następnie profesor Małgorzaty Fuszary.

Te sukcesy to efekty żmudnej pracy Kongresu. Tysięcy rozmów, nieustannego prezentowania postulatów, przekonywaniu ministrów i parlamentarzystów. To setki, jeśli nie tysiące spotkań w Sejmie, Senacie, poszczególnych resortach. To rozmowy naszych pełnomocniczek regionalnych z władzami samorządowymi. To konferencje prasowe, udzielane wywiady. To przedstawiane analizy, raporty, fakty i dane. To wielogodzinne dyskusje, w bardziej i mniej  oficjalnych okolicznościach, często niełatwe. To wreszcie happeningi i protesty.

Teraz, gdy kobietom są odbierane ich prawa, protestujemy i będziemy protestować jeszcze głośniej. Kongresowy ruch społeczny skupia osoby indywidualne, organizacje pozarządowe, przedstawicielki biznesu, polityki, świata nauki, sztuki, kultury, dziennikarstwa, związków zawodowych, związków pracodawców itd. – kobiety z całej Polski, o różnych poglądach, z różnych środowisk, ponad politycznymi i wszelkimi innymi podziałami. Henryka Bochniarz i Magdalena Środa, dwie kobiety, które zapoczątkowały i kontynuują pracę na rzecz Kongresu Kobiet, są tego najlepszym przykładem. Dwa różne światy, dwie różne wrażliwości, różne historie życiowe i jedna misja – połączyć kobiety.

Często spotykam się z poglądem, że Kongres Kobiet to „paniusie w garsonkach” – takie słowa padają z ust niektórych feministek i osób z lewej strony sceny politycznej, co chyba ma znaczyć, że paniom z biznesu jest nie po drodze ze „zwykłymi” kobietami. Często słyszę też, że nasz ruch jest zbyt radykalny w swoich feministycznych postulatach i działaniach – to z kolei głos środowisk biznesowych i osób, które wolałyby działania powolne, są bardziej konserwatywne i boją się rewolucji. Pewnie obie grupy mają rację – jesteśmy różne, ale na tym polega nasza siła. Tak, są z nami sławne panie, między innymi Krystyna Janda, Agnieszka Holland, Maja Ostaszewska, Katarzyna Żak. Ale w kongresowym ruchu społecznym działają też bibliotekarki, rolniczki, sołtyski, robotnice, matki, babcie. Najzwyklejsze kobiety. To ich codzienna praca przynosi najwięcej efektów. Na to nakładają się inicjatywy podejmowane przez Stowarzyszenie – monitoring mediów, obserwatorium nierówności płci, szkolenia antydyskryminacyjne, badanie sytuacji kobiet w różnych dziedzinach – skutkujące raportami, konferencjami, szkoleniami.

Dzięki tym działaniom coraz więcej mówiło się o kobietach i ich znaczeniu, powstało wiele organizacji, stowarzyszeń, fundacji, klubów na rzecz kobiet. Kongres Kobiet jest platformą wspierającą różne tego typu działania. Nie uzurpuje sobie prawa do reprezentowania wszystkich kobiet w Polsce, ale wokół tej inicjatywy w całej Polsce wiele się dzieje. Jedne zarażone ideą współpracy i działania kobiety wciągają następne – w edukację, w małe wspólnoty, w ruch emancypacyjny, w wolność i równość.

Idę ulicą Białegostoku. Właśnie zakończyła się kolejna dyskusja o aktywności kobiet na rynku pracy. Podbiega do mnie długowłosa blondynka po trzydziestce. Dziękuje za konferencję, za wiedzę, wsparcie. „Zawsze wydawało mi się, że nie jestem feministką. Że te słowa o walce, stereotypach i dyskryminacji mnie nie dotyczą” – mówi szybko. „Jednak coraz częściej widzę, na każdym kroku, że macie rację. Mniejsze zarobki, pomijanie w szkoleniach, mąż oczekujący obsługi w domu, teściowa, która mówi, że w głowie mi się przewraca, bo nigdy nie będę równa i żebym się z tym pogodziła” – dodaje zawstydzona.

Dlaczego nie zabrała głosu podczas konferencji?

„Jeszcze nie mam śmiałości, by mówić o tym publicznie” – wyjaśnia.

Jeśli choć przez chwilę miałam wątpliwości, czy warto organizować kolejny Kongres Kobiet, czy warto zabiegać o zdobycie finansów, pokonywać setki trudności organizacyjnych, logistycznych, zarywać noce… Ta myśl znika w ułamku sekundy. Oczywiście, że warto. Kolejne kobiety zostaną zarażone świadomością swoich praw, szkodliwości stereotypów, ideą działania i współpracy. Uśmiecham się więc do długowłosej blondynki i mówię: „Do zobaczenia na kolejnej konferencji albo na regionalnym Kongresie, albo na następnym, dziewiątym już ogólnopolskim Kongresie, który w tym roku po raz pierwszy wyjeżdża z Warszawy. Do zobaczenia we wrześniu w Poznaniu!”.

 

Dorota Warakomska – dziennikarka, trenerka wystąpień publicznych, działa społecznie na rzecz równości płci i różnorodności.  Od 2013 roku prezeska Stowarzyszenia Kongres Kobiet. W latach 1991–2006 związana z TVP. Autorka między innymi książek o Stanach Zjednoczonych i Kubie. Obecnie prowadzi czwartkowe Poranki w Radiu TOK FM.

Od redakcji: tekst pochodzi z 12 numer kwartalnika Instytutu Idei zatytułowanego (S)prawa kobiet

 

[1]Wszystkie trzy panie: Ela, Teresa i Mariola, są absolwentkami Letniej Akademii Kongresu Kobiet (uczestniczyły w niej w różnych latach; do tej pory odbyły się cztery edycje LAKK), podczas której uczestniczki poznają prawa kobiet, wzmacniają się i integrują, zyskując motywację do działania społecznego, politycznego, biznesowego.

[2]Pełna lista postulatów z pierwszego i kolejnych Kongresów na www.kongreskobiet.pl (dostęp 10 kwietnia 2017).

[3] Oświadczenie VIII Kongresu Kobiet, Kongres Kobiet, 16 maja 2016, https://www.kongreskobiet.pl/pl-PL/news/show/oswiadczenie_viii_kongresu_kobiet (dostęp 10 kwietnia 2017).

[4]Dyrektywa kwotowa UE zakłada, że od 2020 roku w zarządzie firmy musi się znaleźć przynajmniej 40 procenst osób płci niedoreprezentowanej (czyli kobiet). Dodatkowo minister skarbu specjalnym zarządzeniem wprowadził pilotażowy program, zakładający, że do 2015 roku we władzach spółek skarbu państwa musi być przynajmniej 30 procent kobiet.

W ten weekend . na naszej stronie wyjaśnia co Polkom po tej inicjatywie:

Kaczyński stawia na narodowców i radykalnych fundamentalistów

Jarosław Kaczyński najpierw stawiał na „zakon PC” z lat 90., potem doszli tacy ludzie jak Stanisław Piotrowicz i Julia Przyłębska oraz „Misiewicze”. Teraz w radykalnych narodowcach i religijnych fundamentalistach szef PiS widzi narzędzie do zaorania liberalnej Polski.

Pierwszym i najbardziej zaufanym zaciągiem kadrowym Jarosława Kaczyńskiego był i pozostał tak zwany zakon PC – ludzie, z którymi na początku lat 90. budował swą pierwszą partię Porozumienie Centrum. Byli lojalni wobec Kaczyńskiego nawet w czasach jego porażek i dekoniunktury, a on w zamian za to nawet w najtrudniejszych czasach dawał im synekury w kontrolowanej przez siebie spółce Srebrna czy tygodniku „Nowe Państwo”. Klasyczne postacie „zakonu PC” to Adam Lipiński (już na bocznym torze), Joachim Brudziński (u szczytu wpływów), Wojciech Jasiński, Krzysztof Tchórzewski, Jarosław Zieliński i inni, pełniący ważne funkcje w kluczowych ministerstwach i spółkach skarbu państwa.

Jak zwalniają, to będą zatrudniać

Kolejny zaciąg kadrowy trafił w okolice PiS za pierwszych rządów Jarosława Kaczyńskiego w latach 2005-2007. Składał się z młodych kombatantów różnych konfliktów lat 90. Kaczyński kupił ich lojalność za stanowiska w państwie, gospodarce i mediach. Stracili je po zdobyciu władzy przez PO, co przekonało ich ostatecznie, że nie ma dla nich życia poza PiS. To tacy ludzie jak kombatant Ligi Republikańskiej Piotr Skwieciński (zawdzięczał Kaczyńskiemu stanowisko prezesa Polskiej Agencji Prasowej, które później stracił pod Tuskiem) czy Krzysztof Skowroński (PiS mianowało go szefem Trójki, które to stanowisko stracił pod rządami PO). Zupełnie groteskowym przykładem jest tu Piotr Ciompa, też były działacz Ligi Republikańskiej – zatrudnił się w pisowskim think tanku Polska Wielki Projekt, za co nagrodzono go posadą dyrektora… szpitala wojewódzkiego w Przemyślu. Dziwne to miejsce dla historyka z doświadczeniem zadym ulicznych i krótkiej pracy w PAP w czasach AWS. Ale było to w czasach, gdy PiS jeszcze nie rządziło w całej Polsce, Kaczyński kontrolował tylko sejmik wojewódzki Podkarpacia, więc właśnie tam publicznymi stanowiskami nagradzano jego wiernych żołnierzy.

 

Kaczyński traktuje nacjonalizm czy religię wyłącznie jako poręczne narzędzia politycznej walki.

Później w kręgu partii pojawiły się takie postacie jak Stanisław Piotrowicz czy Julia Przyłębska – niezbyt szanowane w swych środowiskach. Nie mogli się poszczycić zawodowymi osiągnięciami, jednak tym lepiej rozumieli wartość oferty Kaczyńskiego, oferującego im stanowiska, dzięki którym mogli się zemścić na elitach sędziowskich, prokuratorskich, prawniczych. Do tego doszli rozmaici młodzi „Misiewicze”, którzy nie mieli żadnych kompetencji zawodowych, ale świetnie rozumieli starą zasadę oportunizmu w epokach rewolucji i czystek: „skoro zwalniają, znaczy będą zatrudniać”, a więc warto się znaleźć jak najbliżej zwycięskiej formacji.

Wszystkie te zaciągi łączyło jedno: kryterium lojalności i dyspozycyjności wobec Kaczyńskiego. Religijny fundamentalizm, radykalny nacjonalizm, w ogóle wszelka ideowa wyrazistość w niczym nie pomagały. Przeciwnie – decydujący o tych awansach Jarosław Kaczyński był nieufny wobec jakiegokolwiek fanatyzmu czy kultu. Rzecz jasna poza kultem własnej osoby i swojego brata.

Nihilista sięga po „ludzi idei”

Teraz jednak pojawiła się Nowa fala awansów – w kulturze, w mediach, ale także w Trybunale Konstytucyjnym. Werbowani są realni fanatycy – głównie katoliccy tradycjonaliści i radykalni narodowcy, także ci wywodzący się z niezbyt bliskich PiS środowisk Młodzieży Wszechpolskiej czy ONR.

Najgłośniejszy przykład tego nowego kadrowego zaciągu to Justyn Piskorski, stosunkowo młody prawnik, współpracujący ze środowiskiem katolickich tradycjonalistów spod znaku biskupa Marcela Lefebvre’a, którego Jan Paweł II uznał za schizmatyka. Poglądy Piskorskiego stały się głośne, gdy po tym jak został nominowany przez PiS nowym sędzią Trybunału Konstytucyjnego, media dotarły do jego tekstu „Ojcostwo i jego zagrożenia”, opublikowanego na łamach wydawanego przez polskich lefebrystów miesięcznika „Zawsze Wierni”. Oburzenie wzbudziły tezy, że „przemoc w rodzinie to fałszywe pojęcie”, „nie jest problemem, o ile jest to rodzina biologiczna”, a piętnowanie i ściganie przemocy wobec dzieci jest narzędziem „ideologicznej wojny kobiet z ojcami”.

To tylko fragment tekstu „Kupowanie misjonarzy” Cezarego Michalskiego.

Komentarz:

~K$ : Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę, ale obywatel Kaczyński idzie na wojnę totalną z Lemingradem – czyli nowoczesną, otwartą na świat i antypisowską większością Polaków. Dzielenie i skłócanie już nie wystarcza, bo znalazła się grupa obywateli potrafiąca realnie postawić się władzy. Ci ludzie nie wierzą prymitywnej propagandzie pisowskiej i co gorsze są co raz lepiej zorganizowani. Dlatego oberprezes stawia na bojówki i szemrane towarzystwo ekstremistów. Społeczeństwo obywatelskie to największe zagrożenie dla pisbandy. Oni to wiedzą i trzęsą portkami ze strachu przed suwerenem.
Na Nowogrodzkiej cuchnie tchórzem.

newsweek.pl

Zmagania obozu prezydenckiego z rządem

Zmagania obozu prezydenckiego z rządem

Czy rezygnacja przez Mastalerka z intratnej posady w PKN Orlen oznacza zemstę PiS na nieformalnym współpracowniku głowy państwa?

Jak już wiadomo, w okolicach połowie sierpnia prezydent Andrzej Duda zażądał od premier Beaty Szydło dymisji szefa MON Antoniego Macierewicza. Temat powrócił na forum w Krynicy. Prezydencki rzecznik Krzysztof Łapiński pytany tam przez dziennikarzy o doniesienia medialne na temat wspomnianych oczekiwań prezydenta, skwitował je krótko: „jeśli prezydent miałby oczekiwania co do zmian w składzie Rady Ministrów, to na pewno wyraziłby je prezesowi Kaczyńskiemu”. Jakby na to nie patrzeć, rzecznik wskazał jedynie – nazwijmy to umownie – pas transmisyjny władzy i stwierdził po prostu fakty. Tymczasem w partii rządzącej po wypowiedzi Łapińskiego zawrzało.

Do słów ministra w Kancelarii Prezydenta ostro odniósł się marszałek Senatu Stanisław Karczewski, który w środę na Twitterze napisał: „Słowa @kplapinski o wpływie PBS na skład rządu świadczą o braku kompetencji, albo złym wychowaniu. Gdybym był jego szefem zwolniłbym go”. W późniejszej rozmowie z TVP Info nazwał wypowiedź Łapińskiego „wyskokiem pana rzecznika pana prezydenta”. Sama premier Szydło pytana w Krynicy, czy oczekuje dymisji prezydenckiego ministra stwierdziła, że nie będzie komentować słów rzecznika. Po czym podkreśliła, że „prezydent podejmuje decyzję wobec swoich pracowników, tak samo jak ja podejmuję decyzję wobec moich współpracowników”. Dopytywana, czy jej relacje z prezydentem ostatnio nie „ochłodziły się” odparła, że chłodu nie odczuwa.

Co więcej, PiS wraz z premier Beatą Szydło domagają się od prezydenta Andrzeja Dudy szybkiej dymisji jego rzecznika Krzysztofa Łapińskiego. Z informacji Onetu wynika, że padło w tej sprawie ultimatum. Dlaczego? „Nie można tolerować sytuacji, w której rzecznik pozwala sobie na ataki wobec szefowej rządu. Jeśli pan prezydent nie odwoła pana Łapińskiego, to oznaczać to będzie, że dał „zielone światło” swojemu rzecznikowi na taką wypowiedź. A jeśli tak było, to może znacząco utrudnić dalsze rozmowy o prezydenckim referendum dotyczącym zmiany konstytucji czy ustaw o reformie KRS i SN” – powiedział rozmówca Onetu.  Do całego zamieszania odniósł się także sam prezydencki rzecznik. – „Moim zwierzchnikiem jest prezydent. To prezydent Andrzej Duda zdecydował się powołać mnie na funkcję ministra i to on decyduje o obsadzie stanowisk w Kancelarii– mówił Krzysztof Łapiński, dodając, że jego zadaniem jest „przekazywać decyzje i stanowiska prezydenta Andrzeja Dudy”.

PiS  nie zapomniał prezydentowi lipcowych decyzji w kwestii reformy sądownictwa. W tym kontekście media skłonne są odczytywać wtorkową rezygnację Marcina Mastalerka z funkcji dyrektora do spraw komunikacyjnych PKN Orlen. Mastalerek poinformował, że przechodzi do sektora prywatnego. Dlaczego „dobra zmiana” dotknęła właśnie jego? To właśnie były rzecznik PiS i bliski współpracownik Andrzeja Dudy w zwycięskiej kampanii, zdaniem partii rządzącej, rzucił pomysł zablokowania przez prezydenta reformy sądownictwa. Na Nowogrodzkiej są przekonani, że Mastalerek jest także autorem pomysłu o przeprowadzeniu referendum konstytucyjnego. Przypomnijmy, pomysł ten na początku maja dość mocno zaskoczył PiS i samego Jarosława Kaczyńskiego. To zbiegło się niespodziewanie ze zmianą na stanowisku rzecznika prezydenta Marka Magierowskiego (obecnie wiceszefa MSZ). Zastąpił go Krzysztof Łapiński, z którym Mastalerek jest w bardzo bliskim kontakcie – czytamy na portalu Onet. Nasuwa się pytanie: Czy rezygnacja przez Mastalerka z intratnej posady w PKN Orlen oznacza zemstę PiS na nieformalnym współpracowniku głowy państwa?

Teraz relacje prezydent – rząd nabrały jeszcze jaskrawszych odcieni. PiS ponownie został zaskoczony … słowami prawdy. Otóż kolejny człowiek prezydenta, prof. Michał Królikowski, odwiedził program Moniki Olejnik i na PiS nie zostawił suchej nitki. Tak mocnej i miażdżącej krytyki postępowania tej partii w sprawie sądów dawno nie było – czytamy na portalu NaTemat. Przypomnijmy: prof. Królikowski przygotowuje projekty nowych ustaw o sądownictwie. – „Nie dopuszczam takiej sytuacji, że można lojalnością wobec państwa tłumaczyć tak radykalny zamach na instytucję” – powiedział do Olejnik. Dalej było tylko lepiej. Projekty przygotowane przez rządzącą ekipę nazwał „doraźnymi”, „krótkowzrocznymi” i „destrukcyjnymi” i zabrakło jego zdaniem całościowej wizji sądów. Powiedział też, że PiS „zlekceważył” konstytucję przenosząc wszystkich sędziów Sądu Najwyższego w stan spoczynku. Dlatego prezydenckie veto uważa za „genialną, mądrą i propaństwową decyzję”.

To nie wszystko: Trudno, żeby jego słowa spodobały się partii rządzącej, ponieważ uznał zasadność lipcowych protestów! W przeciwieństwie do rządzących polityków nie mówił o sterowanej ani tym bardziej opłacanej akcji protestów. Oświadczył nawet: – „Ci ludzie pomyśleli, że coś ważnego im odebrano albo coś ważnego im się odbiera. I że nie wyrażają na to zgody”. Warto dodać, że prezydencki doradca był przed laty w rządzie PO-PSL wiceministrem sprawiedliwości. Partyjni oficjele, chociażby Krystyna Pawłowicz, po prostu obawiają sie Królikowskiego, co teraz – po występie u Moniki Olejnik – nie dziwi. Wyrażona przez niego krytyka pozostaje wszak w zupełnej sprzeczności z linią rządu.

koduj24.pl

Zobacz w Siedlecka: Szydło, niestety, twój rząd obalą kobiety

To już jest wojna. Doradca prezydenta poszedł do Moniki Olejnik i ciskał gromami w stronę PiS

Tak mocnej i miażdżącej krytyki postępowania Prawa i Sprawiedliwości w sprawie sądów dawno nie było. I gdyby to były słowa polityka opozycji, przeszłyby bez echa. Tymczasem wypowiedział jej doradca Andrzeja Dudy, który przygotowuje projekty nowych ustaw o sądownictwie. Prof. Królikowski po prostu „walił” w Nowogrodzką jak w bęben.

– Nie dopuszczam takiej sytuacji, że można lojalnością wobec państwa tłumaczyć tak radykalny zamach na instytucję – komentował Michał Królikowski, prezydencki doradca, który pojawił się w programie Moniki Olejnik.

Z każdą minutą było ostrzej. Projekty przygotowane przez rządzącą ekipę nazwał „doraźnymi”, „krótkowzrocznymi” i „destrukcyjnymi”. Jego zdaniem nie było też całościowej wizji sądów. Co więcej, Prawo i Sprawiedliwość „zlekceważyło” konstytucję przenosząc wszystkich sędziów Sądu Najwyższego w stan spoczynku.

Dlatego nie dziwiły go lipcowe protesty. W przeciwieństwie do rządzących polityków nie mówił o sterowanej akcji protestów. Beata Szydło mówiła nawet o opłacanej akcji. Tymczasem doradca prezydenta Dudy oświadczył nawet: – Ci ludzie pomyśleli, że coś ważnego im odebrano albo coś ważnego im się odbiera. I że nie wyrażają na to zgody.

Po wypowiedzi Królikowskiego zawrzało. Wielu polityków opozycji komentowało wystąpienie. Warto dodać, że prezydencki doradca był przed laty w rządzie PO-PSL wiceministrem sprawiedliwości.

Jak na razie sprawdza się czarny scenariusz Krystyny Pawłowicz, która z obawą przyjęła wieść, że to Michał Królikowski będzie pomagał prezydentowi w pisaniu nowej ustawy. Słowa profesora z pewnością były w niesmak Beacie Szydło, bowiem w przeciwieństwie do niej prezydenckie veto uważa za „genialną, mądrą i propaństwową decyzję”.

Źródło: TVN24

naTemat.pl

Jaki rząd, takie Orliki. Macierewicz chce zbudować w każdym powiecie bardzo specyficzne miejsce

Piotr Rodzik, 07 września 2017

Platforma Obywatelska budowała boiska do gry w piłkę nożną, Prawo i Sprawiedliwości woli… strzelnice. Według „Super Expressu” w MON trwają prace nad odpowiednim projektem. W całej Polsce ma w sumie powstać 380 strzelnic, w których młodzież będzie się uczyć obsługi broni.

Ze strzelnic mają korzystać przede wszystkim (i oczywiście) w pierwszej kolejności Wojska Obrony Terytorialnej, ale także organizacje proobronne oraz specjalne klasy wojskowe, które za dwa lata ma uruchomić co najmniej jedna szkoła w każdym powiecie. Na strzelnicach będą się odbywać także lekcje przysposobienia obronnego.

– Taki program jest bardzo potrzebny dla zwiększenia obronności kraju. Od ośmiu lat nie ma już powszechnego poboru i systematycznie maleje liczba osób, które potrafią posługiwać się bronią. Gdy wojsko organizuje ćwiczenia, jest za mało rezerwistów – podkreśla Stanisław Pięta z PiS cytowany przez tabloid.

Projekt ma kosztować 100 mln zł. Oby się zmieścił w napiętym budżecie MON. Przypomnijmy, że Antoni Macierewicz w przyszłym roku planuje bardzo szczodrze obchodzić się z wojskowymi… muzeami.

Źródło: Super Express

naTemat.pl

Agata Sikora

My, polscy bamboccioni. Musimy przyjąć do wiadomości, że zbawienia od polityki nie będzie

06 września 2017

23. Przystanek Woodstock

23. Przystanek Woodstock (GRZEGORZ SKOWRONEK)

Konstruktywny sens sporu pokoleniowego polega nie na przyznaniu racji młodym, ale na zderzeniu różnych punktów widzenia i wyciągnięciu z nich wniosków. Może zatem zadać sobie uczciwie pytanie: gdzie przez ostatnią dekadę podziała się nasza polityczność?

Agata Sikora (1983) – kulturoznawczyni, krytyczka literacka. Stypendystka Narodowego Centrum Nauki, wyróżniona w konkursie Narodowego Centrum Kultury na najlepszą pracę doktorską z zakresu nauk o kulturze (w przygotowaniu książka „Szczerość nowoczesna jako kategoria kulturowa – napięcia, geneza, paradoksy”). Publikowała m. in. w „Nowych Książkach”, „Twórczości’, „Dwutygodniku”, „Magazynie Świątecznym Gazety Wyborczej”, „Res Publice Nowej”, „Krytyce Politycznej”. Pracuje nad książką o kulturowych sprzecznościach liberalizmu.

Doceniam wytrwałość kolegów i koleżanek wskazujących seksizm i uprzywilejowanie reprezentantów starszego pokolenia. Mimo powtarzalnych filipik przeciw „symetryzmowi” dużo osiągnęli: dziś trudno opowiadać historię III RP w pełnej samozadowolenia tonacji, tak jak robiono to przed kilkoma laty.

Skoro ta krytyka dostała się już do społecznego obiegu i „teraz pora na nas” (jak napisał ostatnio Bartosz Lisowski w odpowiedzi Dariuszowi Rosatiemu), czas pójść w ślady Marcina Króla i pozwolić sobie na odrobinę dojrzałego samokrytycyzmu.

Retoryka wypowiedzi Lisowskiego mimowolnie odsłania nasze słabości. Autor sam stawia nas w pozycji politycznych bamboccioni, kiedy pisze: „Pchnęliście rowerek odrobinę za mocno. (…) Trzymajcie kciuki, krzyczcie rady, dodawajcie otuchy (i rad, i otuchy bardzo potrzebujemy), ale pamiętajcie: jedziemy sami ku przyszłości”.

Ten sympatyczny obraz raźnych malców pozwala przemilczeć to, że przecież jesteśmy już całkiem dorośli i sami mamy szkraby testujące granice równowagi na swoich rowerkach.

W naszym wieku Adam Michnik, Antoni Macierewicz czy Bronisław Komorowski uprawiali poważny downhill bez kasku: zakładając KOR, działając w „Solidarności”, siedząc w więzieniach.

Nie pytali nikogo o zgodę, nie szukali akceptacji. A my – jak na porządnych bamboccioni przystało – kłócimy się z rodzicami, domagamy uznania, ale wciąż nie wiedziemy samodzielnego życia politycznego.

Ta postawa odbija się w tekście Lisowskiego. Odwołuje się do Boba Dylana i manifestacji młodzieży w Chicago, ale stroni od osadzonych tu i teraz, w Polsce XXI wieku konkretów. Cisną się na usta pytania: jakie postulaty zgłaszamy prócz ogólnikowej krytyki neoliberalizmu? Jaką partię zamierzmy stworzyć, żeby wejść do parlamentu w przyszłych wyborach? Co konkretnie ma się zmienić prócz tego, że Leszek Balcerowicz oraz duopol PO-PiS muszą odejść?

W kwestii politycznej wizji zdecydowana większość z nas uśmiecha się czarującym uśmiechem Grzegorza Schetyny: trzeba na nas postawić, bo taka konieczność dziejowa.

Bernie Sanders: „Demokracja nie jest widowiskiem sportowym. Nie możemy już bezczynnie siedzieć z założonymi rękami” [fragment książki]

Nasze królestwa nie z tego świata

Diagnozę pokolenia dorastającego w III RP postawił na łamach „Res Publiki Nowej” Piotr Czerski, który napisał, że uznawszy politykę za sferę zamkniętą i zawłaszczoną przez ojców, „nasi ludzie polityczni porozłazili się (…) po różnych pięknych instytucjach, fundacjach, teatrach i czasopismach”, zajęli się humanistyką czy „robieniem w reklamie”.

Nasze „królestwa” zatem „nie z tego są świata”: wszak zdecydowaliśmy się działać w sferze symbolicznej, niepoddawanej twardemu kryterium politycznej skuteczności.

„Pozyskując granty, badając zjawiska i wystawiając rewolucję”, chcieliśmy wierzyć, że kształtujemy postawy społeczne. Wiara ta była bardzo wygodna, bo pozwalała widzieć własną samorealizację – intelektualną lub materialną – jako wkład w budowę społeczeństwa obywatelskiego, nowoczesnej Polski. Kiedy wynik wyborów 2015 r. obnażył nieskuteczność tych działań, nie wzięliśmy za nie odpowiedzialności – zamiast tego skrytykowaliśmy starsze pokolenie, odmieniając przez wszystkie przypadki słowo „prekariat”.

W retoryce krytycznych młodych intelektualistów neoliberalizm jawi się bowiem tak jak PRL dla części ówczesnej inteligencji: zły system, który wprowadził nam ktoś inny (komuniści i ojcowie założyciele III RP) i z którym nic nie możemy zrobić, ale który nas nie kształtuje i nie kala. Smutna prawda jest natomiast taka, że przy całej naszej krytyczności jesteśmy częścią tego systemu i postępujemy zgodnie z jego logiką: w NGO-sach, kulturze czy akademii.

Sama świadomość strukturalnych nierówności nie wystarczyła wszak, by Nowy Wspaniały Świat zatrudniał kelnerów na etat. Gdy na Zachodzie rodził się Ruch M15 albo Occupy Wall Street i ludzie wylegli na ulice, my co najwyżej życzliwie kibicowaliśmy, prowadząc intelektualne debaty. Czy nie dlatego, że kryzys 2008 r. przeszedł jednak bokiem i wciąż była ciepła woda w kranie?

Zaangażowanie polityczne – nie bez chlubnych wyjątków – było bowiem dla naszego pokolenia więcej niż passé.

Uwierzyliśmy, że „brudną” politykę polegającą na realnej walce o władzę i ścieraniu się interesów możemy zostawić „onym” cynicznym politykom, podczas gdy sami zajmiemy się realizacją siebie w życiu prywatnym i intelektualnym (które przecież też jest polityczne!). To w końcu kwestia smaku: kto chciałby się w tym babrać, jeśli nasi starzy odrobili już za nas pracę domową: nam pozostało już tylko ironicznie zbudować tę upragnioną polską „normalność”, czyli – tłumacząc na konkret – styl życia klasy średniej.

Można się zatem śmiać z koncepcji patriotyzmu Bronisława Komorowskiego (weź kredyt, zjedz czekoladowego orła), ale pamiętajmy, że podobną koncepcję wyśpiewywała Polsce znacznie popularniejsza Marysia Peszek w „Sorry Polsko”: „Płacę abonament/ I na bilet płacę/ Chodzę na wybory/ Nie jeżdżę na gapę”. Między patriotyczną martyrologią a mieszczańskim opłacaniem rat i komunikacji miejskiej zabrakło zatem przestrzeni aktywnego obywatelskiego zaangażowania: jakiejś, za przeproszeniem, wspólnoty.

Kokaina z certyfikatami „organic” i „fair trade”

Brudne sekrety 'białych nosków'Brudne sekrety ‚białych nosków’ Karolina Skrzyniarz

Zagrożona demokracja jak czarna wołga

No bo w końcu obiecano nam epokę końca historii i indywidualizmu, a my uwierzyliśmy w to tak bezkrytycznie jak starsze pokolenie Balcerowiczowi. Mogliśmy sobie oczywiście czytać książki historyczne albo straszne reportaże, ale wojny, zamachy stanu, autokracje, emigracja polityczna – to wszystko nie dla nas.

Horyzont naszych potencjalnych cierpień wyznaczały rozczarowania miłosne i reguły rynku, toksyczna matka, depresja i nieautentyczność: nigdy polityka.

Nic dziwnego więc, że pokolenie, które z dużym opóźnieniem zadebiutowało w odczuwaniu politycznego strachu, opowieści o zagrożeniu demokracji traktowało jak legendę o czarnej wołdze, co porywa dzieci.

To, że przez lata byliśmy tą wołgą instrumentalnie straszeni, nie usprawiedliwia naiwności, z jaką uznaliśmy, że instytucje demokratyczne należą się nam jak psu buda. I niby zatem wiemy – bo czytaliśmy książki historyczne i straszne reportaże – że osłabienie tych instytucji otwiera drogę do państwowej przemocy, ale jesteśmy w szoku, gdy dzieje się to na naszych oczach. Gdy dzieje się nam. Tak, jak płacząca dziewczyna z relacji Bartka Sabeli, która w czasie brutalnej interwencji policji „nie mogła uwierzyć, że to się dzieje w jej kraju”.

Timothy Snyder: Patrz w telewizor, bój się i módl. O to chodzi prawicy

Zbawienia od polityki nie będzie

Może zatem starsi nie traktują wystarczająco poważnie przemocy symbolicznej ukrytej w języku, bo mają za sobą doświadczenie władzy sprawowanej przy pomocą najzupełniej materialnych pałek? A my, tak raźno śmigający Foucaultem, też mamy do odrobienia swoją lekcję?

Nie chcę przez to powiedzieć, że wszystko źle, a będzie jeszcze gorzej. Świetną robotę wykonują aktywiści miejscy, których postulaty przedostały się do mainstreamu i oddolnie (choć wciąż w małym zakresie) przekształcają sposób myślenia o demokracji.

Mamy swoje środowiska intelektualne, jak „Krytyka Polityczna” czy „Kultura Liberalna”. Strajk Kobiet i protesty lipcowe pozwoliły zabłysnąć nowym organizacjom, młodym polityczkom i politykom, aktywistom i aktywistkom. Założona zaraz przed wyborami Partia Razem buduje struktury i szuka swojej drogi. A wreszcie wiele i wielu z nas, co to „robią w symbolach”, pojęło, że zbawienia od polityki nie będzie, i zaczęło się angażować.

Podobnie jak Lisowski mam zatem nadzieję, że to dopiero początek i że może jeszcze sami sobą będziemy zaskoczeni. Na razie jednak nie mamy zasług politycznych starszego pokolenia, ale już dzielmy jego najgorszą wadę: zbyt dobre samopoczucie.

wyborcza.pl

Piątek o Macierewiczu: Tylko gra przed nami wariata. To światowiec. I ma potężnych znajomych

06.09.2017

Tomasz Piątek, autor głośnej książki „Macierewicz i jego tajemnice”, był gościem w programie Kuby Wojewódzkiego. „Mam świadomość tego, że grozi mi niebezpieczeństwo. Znajomi, którzy się na tym znają twierdzą, że mam podsłuch w telefonie od czerwca zeszłego roku” – mówił dziennikarz.

Dziennikarz „Gazety Wyborczej” i autor głośnej książki o rosyjskich powiązaniach Antoniego Macierewicza, zatytułowanej „Macierewicz i jego tajemnice” zapowiedział, że będzie pisał ciąg dalszy. – Tylko gra przed nami wariata. To światowiec. I ma potężnych znajomych – taką m.in. ocenę wystawił Piątek szefowi MON w programie Kuby Wojewódzkiego.

Tomasz Piątek przyznał, że nie czuje się bezpieczny. A od czerwca ubiegłego roku, jak twierdzą jego znajomi, ma podsłuch w telefonie. – Jestem zmęczony tym, że ciągle muszę być ostrożny. Muszę bardzo ważyć słowa, trzymać się faktów, bo ja nie wiem rzeczywiście do jakiego końca pan minister świadomie albo dobrowolnie współpracuje z tymi wszystkimi ludźmi. Z tego co widzę ci panowie z rosyjskiej mafii i służb nauczyli się już, że w Rosji mogą zabić dziennikarza, ale na Ukrainie już nie bardzo – mówił.

Książka Piątka jeszcze zanim ukazała się na rynku wzbudziła spore zainteresowanie. TVP odmówiła emisji jej reklam, bo zdaniem przedstawicieli stacji „w negatywnym świetle ukazuje Antoniego Macierewicza”. Przez miesiąc sprzedała się w nakładzie 100 tys. egzemplarzy. Sam szef MON skierował sprawę do prokuratury. Powołał się m.in. na przepis o zamachu na funkcjonariusza publicznego. W obronie dziennikarza wystąpił m.in. Międzynarodowy Instytut Prasy. List w tej sprawie wystosowało także Amnesty International.

dziennik.pl

Prof. Klaus Bachmann: Niemcy uśmialiby się słysząc o reparacjach

06.09.2017

„Niemiecki podatnik nawet nie wie, że Polska żąda wypłat reparacji. Jak się dowie, to się uśmieje” – ocenił politolog i historyk prof. Klaus Bachmann.

– Niemcy powiedzieliby: A co ci Polacy chcą? Przecież oni mają nasze ziemie. Dla zwykłego obywatela to jest prosta sprawa – komentował Bachmann w Radiu ZET. 

Pytany o to, jak niemieccy politycy reagują na żądania Polski, odpowiadał, że ci, którzy zajmują się Polską są „wściekli na polski rząd”. – Słyszałem od niemieckiego polityka, że polski rząd trzeba przeczekać. W następnych wyborach przegra i przyjdzie rząd, z którym będzie można normalnie rozmawiać– dodawał prof. Bachmann.

Jego zdaniem „ten rząd, żądając reparacji, na pewno nie będzie miał za sobą niemieckiej opinii publicznej”.

Gość Radia ZET zaznaczał, że nie istnieje dokument, który daje Polsce prawo do reparacji. – Reparacje to rzecz, którą się bierze, jak się ma władzę i zdobywa teren –komentował historyk.

Jego zdaniem Polska ma prawo do moralnego zadośćuczynienia za wojnę, której nie zaczęła. – Tak, jak każdy inny napadnięty kraj. Ale z samej moralności nie jesteśmy w stanie nic wycisnąć w tej sprawie – mówił prof. Klaus Bachmann. Jak dodawał, prawnie i politycznie jest to sprawa zamknięta.

dziennik.pl

Co zaproponuje prezydentowi b. wiceminister sprawiedliwości od Gowina?

7.09.2017
czwartek

Kierunki rozwiązań, jakie proponuje w większości wydają się rozsądne. Ale zdecyduje i tak prezes.

Portal OKO.press. opublikował ekskluzywny wywiad z prof. Michałem Królikowskim, b. wiceministrem sprawiedliwości za rządów w MS Jarosława Gowina https://oko.press/oko-press-ekspert-prezydenta-prof-krolikowski-zdradza-wedlug-niego-wygladac-ustawy-o-sadach/.

Jak wiadomo z przecieków, którym prof. Królikowski nie zaprzecza, dostał on, wraz z kilkoma innymi osobami, od prezydenta propozycję napisania nowelizacji zawetowanych ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa.

Ponieważ oprócz prawniczego ma też doświadczenie polityczne, podchodzi do sprawy racjonalnie: zastanawia się, co jest deklarowanym celem PiS-u i jak taki cel można osiągnąć w zgodzie z konstytucją. Problem polega na tym, że deklarowane cele PiSu wcale nie są jego wyłącznymi celami. A najczęściej są po prostu pretekstem czy alibi do przeprowadzenia personalnej czystki i przejęcia obu tych instytucji, a za ich pomocą – całej władzy sądowniczej.

Ale, póki co, nie ma lepszego wyjścia, jak grać w grę prowadzoną przez polityków, i biorąc za dobrą monetę ich publiczne deklaracje, robić to, co robi prof. Królikowski, a przed nim m.in. Stowarzyszenie Sędziów Iustitia, Forum Współpracy Sędziów, Fundacja Helsińska, Court Watch Polska i parę innych organizacji. Czyli proponować rozwiązania mieszczące się w konstytucji.

Prof. Królikowski diagnozuje trzy cele PiS-u: uspołecznienie wymiaru sprawiedliwości, pozbycie się z Sądu Najwyższego sędziów uważanych przez PiS za „komunistycznych” i usprawnienie postępowań dyscyplinarnych.
Jak wiadomo PiS chciał osiągnąć te cele poprzez rozwiązanie KRS i Sądu Najwyższego i powołanie tych instytucji od nowa, decyzjami ministra sprawiedliwości-prokuratora generalnego i Sejmu – czyli PiS-u.

Co proponuje prof. Królikowski?

Problem „kadrowy” w Sądzie Najwyższym.

PiS chciał wyrzucenia wszystkich sędziów i dania ministrowi-prokuratorowi generalnemu prawa wskazania, kto może zostać. A resztę składu powołałaby przejęta wcześniej przez PiS Krajowa Rada Sądownictwa.

Prof. Królikowski zgadza się z PiSem, że można zakwestionować kwalifikacje moralne niektórych sędziów SN. Wymienia sędziego, „który do Sądu Najwyższego został powołany jeszcze przez Radę Państwa” – czyli PRL-owski rząd (bo to rząd w PRL-u powoływał sędziów). Następnie sędziów „którzy dobrowolnie w roku ‘82 czy ‘84 przyjmowali wysokie odznaczenia państwowe” I sędzię „która była I sekretarzem podstawowej organizacji partyjnej PZPR przy sądzie i była odpowiedzialna za raportowanie do KC PZPR o stosowaniu dekretu o stanie wojennym.”
Mnie te fakty nie wydają się przewinami – w końcu taki był wtedy rząd i takie prawo. Gdyby można im było wykazać niedochowanie niezawisłości w orzekaniu – to co innego. Za dyskwalifikujące uważam jednak łączenie funkcji sędziego z przynależnością partyjną (wtedy zresztą legalne, a PiS chce znieść konstytucyjny zakaz należenia sędziów i prokuratorów do partii). Ale każdemu przeszkadza co innego.

Prof. Królikowski proponuje rozwiązać „problem kadrowy” obniżeniem wielu stanu spoczynku do 65 lat. To, według szacunków, dotyczyłoby nawet połowy składu SN. O tym, kto mógłby pozostać, decydowałby prezydent.
Nie wydaje mi się, żeby taka zmiana reguł w trakcie sprawowania urzędu przez sędziego (dziś można orzekać do 70 roku życia) była zgodna z konstytucją. Niezgodność takiej praktyki z Konwencją Praw Człowieka orzekł zresztą Trybunał w Strasburgu w sprawie węgierskiego prezesa Sądu Najwyższego Andrasa Baki, którego Viktor Orban pozbawił urzędu właśnie za pomocą obniżenia wieku emerytalnego.

Poza tym pozostawienie prezydentowi – a więc władzy wykonawczej – decyzji, który sędzia może orzekać do 70 roku życia, a który nie, też budzi wątpliwości co do zgodności z zasadą trójpodziału władz i niezawisłością sędziowską. Dziś zgodę na orzekanie po 70 roku życia wydaje KRS, w którym prezydent ma swojego przedstawiciela.

No i trzecie „ale”, już stricte polityczne: PiS zgodziłby się na taką propozycję prezydenta tylko pod warunkiem zawarcia nieformalnej umowy, że prezydent będzie się godził na dalsze orzekanie tylko tych sędziów, na których wskaże partia rządząca. Tak więc ta propozycja jest tylko opakowaniem, w którym sprzedałoby się opinii publicznej ten sam, raz już zakwestionowany, produkt.

Izba Dyscyplinarna w Sądzie Najwyższym

PiS chce, by sędziów do niej dobrał minister-prokurator generalny. I wskazał jej prezesa, który miałby autonomię wobec Pierwszego Prezesa SN, By jej sędziowie zarabiali o połowę więcej, niż pozostali sędziowie SN i nie zajmowali się niczym innym. A rzecznikiem dyscyplinarnym dla sędziów ma być wyznaczony przez ministra-prokuratora prokurator. Dziś w drugiej instancji sprawy dyscyplinarne także rozpatrują sędziowie SN, ale losowani do sprawy. Jest to ich dodatkowy obowiązek.

Prof. Królikowski akceptuje stworzenie Izby Dyscyplinarnej w SN, choć nie zgadza się na jej daleko posuniętą autonomię. Za niedopuszczalne konstytucyjnie uważa, by oskarżycielem dyscyplinarnym dla sędziów SN był prokurator, chociaż – i tu nie mogę zrozumieć dlaczego – dopuszcza, by był nim dla sędziów sądów powszechnych.
W ramach uspołecznienia postepowania dyscyplinarnego proponuje wprowadzić do składów sądzących ławników ludowych. I to wydaje się do zaakceptowania.

Nie wypowiada się natomiast na temat podniesienia sędziom dyscyplinarnym uposażeń, co – moim zdaniem – jest po prosu zwykłym korumpowaniem sędziów przez władzę wykonawczą.

Kasacja nadzwyczajna w imię sprawiedliwości

To postulat PiS-u, ale też samego prezydenta Dudy: by istniał sposób na zmianę ostatecznego wyroku sadu, po wyczerpaniu wszelkich możliwości odwołania, z kasacją do SN włącznie.

Prof. Królikowski: „Wyobrażam sobie stworzenie co najmniej dwóch różnych narzędzi takiej „apelacji nadzwyczajnej”. Jednym z nich mógłby być rodzaj skargi nadzwyczajnej (…)”

Szczerze mówiąc nie rozumiem, po co mnożyć instancje odwoławcze, skoro jednym z problemów polskiego wymiaru sprawiedliwości jest przewlekłość postępowań związana z aż trzema instancjami odwoławczymi: sąd I i II instancji, z możliwością uchylenia wyroku i przekazania sprawy do ponownego osądzenia, a potem jeszcze kasacja do SN. Wprowadzenia czwartej instancji odwoławczej tylko ten problem pogłębi. Tym bardziej, że prawdopodobnie miałaby ona wymiar polityczny, jak w PRL-u. A to nie ma wiele wspólnego ze sprawiedliwością. Zresztą konstytucja wymaga jedynie jednej instancji odwoławczej.

Prof. Królikowski: „Drugim narzędziem mogłoby być zwiększenie uprawnień Sądu Najwyższego do wydawania wyroków interpretacyjnych, w zakresie pożądanej wykładni prawa, w zgodzie z Konstytucją. Byłby to jakiś rodzaj „uczenia” sądów powszechnych, jak interpretować obowiązujące prawo zgodnie z Konstytucją, jak rozumieć przepisy, by maksymalizowały one ochronę wolności praw człowieka i obywatela.”

Jeśli dobrze rozumiem tę propozycję, to chodzi po prostu o to, by Sąd Najwyższy dostał to, o co zawsze zabiegał: prawo dawania powszechnie obowiązujące wykładni ustaw – nie abstrakcyjnie, ale przy okazji konkretnych casusów, które do niego trafią. Propozycja godna poparcia, szczególnie, że dziś ani Trybunał Konstytucyjny, ani SN takiej kompetencji nie mają, a przydałaby się dla ujednolicania sadowego orzecznictwa.

Z drugiej jednak strony nie można abstrahować od czasów w których żyjemy. Jeśli PiS przejmie kontrolę nad orzekaniem przez Sąd Najwyższy, to prawo SN do dawania powszechnie obowiązującej wykładni ustaw stanie się narzędziem do spacyfikowania do reszty kontroli konstytucyjności prawa.

Wybory do KRS

Dziś sędziów do KRS wybierają sami sędziowie. PiS chce, żeby parlamentarzyści wybierali nie tylko – jak dziś – swoich przedstawicieli do KRS, ale także sędziów. Mieli by to robić spośród kandydatów zgłoszonych przez organizacje sędziów i prokuratorów. To w praktyce znaczy, że „słuszne” organizacje prokuratorskie i – ew. założone – sędziowskie, mogłyby zgłaszać kandydatów wytypowanych przez partię rządzącą, co tworzyłoby układ zamknięty.
Prof. Królikowski to widzi i proponuje, by – jak chce PiS – sędziów wybierał Sejm, ale kandydatów zgłaszałyby „zgromadzenia wyborcze sędziów”, grupy obywateli lub samorządy zawodów prawniczych i stowarzyszenia sędziowskie.

Pierwsza propozycja rzeczywiście daje szanse na wybór sędziów o autentycznym zaufaniu środowiska. Druga i trzecia mogą dać skutek ten sam, co propozycja PiS-u, bo można zorganizować politycznie sterowaną grupę obywateli, której kandydatów wybiorą posłowie. Podobnie z kandydatami stowarzyszeń sędziowskich.

Dwie izby w KRS

Prof. Królikowski konstytucyjnie wyklucza pomysł PiSu wprowadzenia w KRS mechanizmu, dzięki któremu polityczna część Krajowej Rady Sądownictwa (przedstawiciele rządu, parlamentu i prezydenta) dominowała nad sędziowską. Ale dopuszcza podział KRS na dwie „izby”: sędziowską i polityczną. To – jak rozumiem – wynika z jego wiedzy politycznej: że trzeba iść na ustępstwa i skoro chcą mieć dwie izby – niech mają. Ale niech nie ma to znaczenia praktycznego.

Ja bym taki „kompromis” uznała raczej za psucie prawa w imię polityki. Tym bardziej, że są wątpliwości, czy KRS może być dzielony na jakieś izby, skoro konstytucja o tym nie wspomina.

Jakie szanse u prezydenta miałyby propozycje prof. Królikowskiego?

W wywiadzie dla OKO.press. mówi: „Jedno zastrzeżenie: czym innym są moje poglądy w tej sprawie, mające charakter ściśle ekspercki, od tego, jakie rozwiązania są możliwe do przeprowadzenia. To, co teraz mówię, jest zgodne z moim poglądem naukowym. Ale to nie znaczy, że w procesie legislacyjnym, zagadnienia te nie poddają się niuansowaniu. Szczerze? Zawsze tak się dzieje.”

I dalej „Niezależnie do tego, co mógłbym powiedzieć panu prezydentowi, jest on samodzielnym i wiodącym aktorem tej gry. (…) mój głos mógłby być jedynie jednym z kilku elementów, jakie pan prezydent bierze pod uwagę.”

No i na koniec: o tym, jaki kształt w Sejmie przybrałyby prezydenckie projektu i tak zdecyduje prezes Kaczyński.

siedlecka.blog.polityka.pl

Kaczyński sika na flagę UE. Holenderska gazeta publikuje karykaturę o sytuacji w Polsce

DoRzeczy Online, 2017-07-21

Największa holenderska gazeta codzienna „de Volkskrant” opublikowała specjalną karykaturę do obecnej sytuacji w Polsce. Na grafice widać m.in. Jarosława Kaczyńskiego w biało-czerwonym krawacie, który oddaje mocz na flagę Unii Europejskiej.

Grafika w gazecie jest autorstwa Basa van der Schota. Karykatura przedstawia prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego w biało-czerwonym krawacie, który oddaje mocz na flagę Unii Europejskiej. Ponadto na grafice umieszczono podpis „POOLSE PIS-Party”, który jest grą słów i może być tłumaczony zarówno, jako polska impreza Prawa i Sprawiedliwości, jak i polska zabawa w obsikiwanie.

Gazeta ma nakład około 250 tys. egzemplarzy. W piątkowym wydaniu dziennikarze napisali m.in. o polskich zmianach w sądownictwie. Według nich doszło do „najechania Trybunału Konstytucyjnego” i uczynieniu reszty wymiaru sprawiedliwości „dyspozycyjnym”. Gazeta przytacza też stanowisko Komisji Europejskiej, która ogłosiła „koniec niezależnego sądownictwa w Polsce” i zagroziła naszemu krajowi sankcjami. „de Volkskrant” podkreśla, że „rodzina europejska” nie może pozwolić polskiemu rządowi na powtórzenie błędów komunizmu.

 

msn.pl

Rządowe billboardy zawisną w całej Polsce

aktualizacja: 06.09.2017, 20:57

„Rzeczpospolita” dotarła do założeń kampanii informacyjnej o reformie sądownictwa, którą przygotowuje Polska Fundacja Narodowa.

W najbliższy piątek Polacy dowiedzą się, dlaczego zdaniem partii rządzącej zmiany w sądownictwie są tak konieczne. Kampania informacyjna to pierwszy taki projekt od czasu lipcowej dyskusji politycznej i kryzysu wywołanego projektami ustaw zmieniających sądownictwo. Ma ona w kompleksowy sposób docierać z przesłaniem pokazującym, dlaczego te zmiany są przez nich tak forsowane. – Tego zabrakło w lipcu. Nie wytłumaczyliśmy we właściwy sposób, dlaczego są one potrzebne i na czym konkretnie polegają – przyznaje nam rozmówca ze sfer rządowych. Teraz ma to się zmienić. Kampania to projekt Polskiej Fundacji Narodowej, która planuje dotrzeć z informacjami do opinii publicznej, także poza Polską. Na zapleczu rządowym można usłyszeć, że brak przekazu zagranicznego spowodował, że reforma jest jednowymiarowo przedstawiana w mediach poza krajem. Dlatego kampania będzie miała też materiały przeznaczone dla odbiorców za granicą. Nieprzypadkowo, jak się okazuje, została poprzedzona wizytą wicepremiera Mateusza Morawieckiego w Stanach Zjednoczonych.

Pierwszy etap już się rozpoczął – to billboardy w całej Polsce z hasłem „Niech zostanie tak, jak było”, które pojawiły się w poniedziałek. To nawiązanie do słów prof. Rzeplińskiego z jednego z ostatnich lipcowych protestów. – Trzeba zmienić wszystko, żeby wszystko pozostało po staremu – powiedział przed Sądem Najwyższym Andrzej Rzepliński. Zastosowano tzw. teaser, czyli narzędzie wprost z marketingu konsumenckiego. W piątek w całym kraju pojawią się utrzymane w czarno-białej, kontrastowej stylistyce billboardy z hasłami całego przedsięwzięcia. Materiały mają przyciągać uwagę i stać się przedmiotem dyskusji. – Cel jest ściśle informacyjny – podkreśla nam jeden z naszych rozmówców. Przesłanie całego projektu nie jest wymierzone w konkretne osoby, ale pojawiają się nawiązania do prawdziwych sytuacji. Na billboardach pokazano hasła dotyczące m.in. przewlekłości postępowań, przykłady niesprawiedliwych wyroków, informacje o sędziach, którzy oceniają dyscyplinarnie swoich kolegów i koleżanki. Jedno z haseł to „Sędziowie jak wszyscy obywatele”. Celem jest przedstawienie tego, co teraz dzieje się w wymiarze sprawiedliwości, oraz zrelacjonowanie ogólnych kierunków reformy. Internetowa warstwa całego projektu jest zaprojektowana tak, by mogła być wykorzystana w politycznych dyskusjach przez zwolenników zmian. – Wszystko jest ze sobą spójne i dobrze przemyślane. Chcemy, by nasi zwolennicy w sieci i nie tylko zyskali konkretne argumenty, które mogą wykorzystać w przekonywaniu innych – mówi nam jedna z osób znających szczegóły. Planowane są też spoty telewizyjne utrzymane w kampanijnym stylu.

Projekt startuje na kilka tygodni przed planowanym przedstawieniem przez Pałac Prezydencki własnych projektów ustaw reformujących sądownictwo. Jak zapowiadają doradcy prezydenta, ustawy zostaną zaprezentowane dopiero około 23 września, czyli dwa tygodnie po starcie rządowej kampanii informacyjnej.

Pałac Prezydencki od czasu podwójnego weta nie komunikuje oficjalnie nowych założeń reformy. – Będą w niej elementy proobywatelskie – powiedział tylko prezydent Duda w rozmowie z Polskim Radiem. Jednak hasła i przesłanie projektu, który poznaliśmy, sprawia, że kampania jest dość uniwersalna. Przynajmniej w pierwszym etapie nie ma w niej elementów dotyczących konkretnych rozwiązań ustawowych, co sprawia, że Pałacowi Prezydenckiemu trudno będzie interpretować jej pojawienie się jako działanie wymierzone w prezydenckie zmiany.

rp.pl

%d blogerów lubi to: