PiS ma na Dudę haka. Czy wykorzysta go w narastającym sporze?

Nic nie wskazuje na to, by spór między Antonim Macierewiczem, a prezydentem Andrzejem Dudą o nominacje generalskie zmierzał ku końcowi. Szef resortu obrony narodowej nie zamierza się podporządkować, prezydent nie zamierza wracać do roli serialowego Adriana. Pozornie wydaje się, że upór obu tych polityków uniemożliwia dojście do porozumienia i wyjście z sytuacji bez strat wizerunkowych czy z obojgiem tych polityków na pokładzie okrętu o nazwie „dobra zmiana”.

Symboliczny jest chociażby apel premier Beaty Szydło, której teoretycznie podległy jest Antoni Macierewicz. Najpierw wydała oświadczenie, w którym obwiniła obie strony o nic nie wnoszący upór, a następnie ustami rzecznika swojego rządu, Rafała Bochenka zaapelowała do obu stron konfliktu o wyciszenie emocji i znalezienie tolerowanego przez obie strony wyjścia z tej sytuacji.

Nie jest jednak żadną tajemnicą, że Antoni Macierewicz podobnie jak nie toleruje zwierzchnictwa Andrzeja Dudy w sprawach armii, tak nie toleruje zwierzchnictwa Beaty Szydło w kwestiach politycznych. Inaczej mówiąc, premier może sobie apelować, a Macierewicz będzie robił swoje. By uderzać w prezydenta wykorzysta wszystkie środki, jakie ma w swoim arsenale, czego zresztą świadkami byliśmy wczoraj, gdy Dorota Kania na łamach Gazety Polskiej Codziennie oskarżyła zaplecze prezydenckie o kontakty z byłymi agentami WSI.

Podobny atak na prezydenta przeprowadził sam naczelny Gazety Polskiej, Tomasz Sakiewicz. W rozmowie z Super Expressem pojawiło się jeszcze mocniejsze oskarżenie, a mianowicie o złamanie przez Andrzeja Dudę przepisów polskiej konstytucji. Takie zarzuty pojawiały się wcześniej wielokrotnie ze strony mediów niezwiązanych z obozem rządowym, jednak w mediach prawicowych do tej pory starannie tę kwestię wyciszano, nawet wtedy, gdy po nocach prezydent przyjmował ślubowanie od sędziów dublerów Trybunału Konstytucyjnego, którzy zostali wybrani na miejsca już przez Sejm obsadzone.

Zaskakujący scenariusz

Co ciekawe, dziś okazuje się, że właśnie kwestia ówczesnego rozpoczęcia procesu przejęcia przez Prawo i Sprawiedliwość większości w Trybunale Konstytucyjnym otwiera dziś możliwości zdyscyplinowania prezydenta właśnie przy pomocy tej instytucji. Tak się bowiem składa, że Trybunał Konstytucyjny może wydawać wiążące interpretacje przepisów ustawy zasadniczej, co w kontekście zawieszenia nominacji generalskich przez prezydenta może być dla niego bardzo niedobrą informacją. Popularny na Twitterze profil humorystyczny TVP Korea zwrócił uwagę na możliwy do przeprowadzenia scenariusz, w którym podporządkowany rządzącej partii TK mógłby spór pomiędzy Macierewiczem, a Dudą w bardzo prosty sposób rozstrzygnąć.

Biorąc pod uwagę instrumentalne traktowanie tej instytucji przez rządzącą partię, nietrudno sobie wyobrazić, że o tym jak ewentualny wniosek w sprawie sporu kompetencyjnego zostałby rozstrzygnięty, zdecydowałby centralny ośrodek decyzyjny przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie. Tam wciąż otwarte drzwi ma Antoni Macierewicz, a prezydent Duda nadal jedynie czeka na audiencję. Andrzej Duda musi  jednak zdawać sobie sprawę, że jeśli taki straszak dziś będzie skuteczny, to w kolejnych miesiącach może w ten sam sposób zostać pozbawiony praktycznie każdej prerogatywy, która przysługuje mu na mocy ustawy zasadniczej.

Sprawa toczy się zatem o wielką stawkę, dlatego nie powinno dziwić, że końca tej próby sił nie widać. Ta droga ma jednak tylko jeden koniec – zerwanie wszelkich kontaktów z rządzącą partią. Może jestem naiwny, ale nie wydaje mi się, by Andrzej Duda był dziś na to gotowy. Mimo wszystko chyba należy go dopingować.

crowdmedia.pl

Kaczyński ma dość. Ziobro i Macierewicz dostali ultimatum

Kaczyński ma dość. Ziobro i Macierewicz dostali ultimatum

fot. flickr/P. Drabik

Nie milkną komentarze dotyczące słów Jarosława Kaczyńskiego wypowiedzianych podczas 88. miesięcznicy smoleńskiej. Zapowiedź zakończenia tych politycznych wieców już w kwietniu 2018 roku jest sporym zaskoczeniem, tym bardziej że przecież całkiem niedawno znowelizowano prawo o zgromadzeniach, tak by mogły bez problemu odbywać się cyklicznie. Przypomnijmy, że w zgłoszeniu w warszawskim ratuszu tzw. miesięcznice smoleńskie, jako wydarzenia upamiętniające ofiary katastrofy z 2010 roku zostały zarejestrowane do kwietnia 2020 roku. Z jakiegoś powodu prezes PiS uznał, że te plany już są nieaktualne.

Być może do zmiany decyzji Jarosława Kaczyńskiego przyczyniły się rosnące koszty miesięcznic i powtarzające się regularnie kontrmanifestacje. Do tego jednak brat zmarłego prezydenta nigdy się nie przyzna, bowiem to by oznaczało jego porażkę. Nietrudno jednak sobie wyobrazić, że przeciągające się w czasie badania zarówno paraekspertów Antoniego Macierewicza jak i śledztwo prowadzone pod nadzorem smoleńskiego niedowiarka Zbigniewa Ziobry ciągnie się w nieskończoność. Wraku nie ma, czarnych skrzynek nie ma. W przełomowe odkrycia nie wierzy już chyba nikt poza redakcją Gazety Polskiej, która na smoleńskim wypadku zbudowała niemal cały swój propagandowy przemysł. Dlatego też podczas wczorajszego wystąpienia, prezes PiS de facto wyznaczył deadline, zarówno dla Ziobry jak i Macierewicza. Już za 8 miesięcy prawda ma być ustalona i przyjęta jako obowiązująca niezależnie od tego, jaka by nie była.

Oczywiście nie ma się co oszukiwać, że każdą prawdę prezes Kaczyński przyjmie. Najbliższe miesiące będą de facto wyścigiem do ucha prezesa z nowymi rewelacjami i teoriami, które prezes zatwierdzi jako te najlepiej odpowiadające politycznemu zapotrzebowaniu. Możemy więc liczyć na powrót teorii o sztucznej mgle rozpylonej przez specnaz w ramach spisku Tuska z Putinem, naprowadzaniu na śmierć z centralnego ośrodka decyzyjnego w Moskwie czy wręcz podłożenie bomby przez jednego z pasażerów (oczywiście najlepiej kogoś z PO). Ewentualnie do przyjęcia jest teoria o wytresowanych sokołach, które lecąc obok samolotu upuściły ładunki z trotylem na lewe skrzydło oraz na drzewostan, by przyciąć go do potrzeb zainscenizowanego wypadku typu CFIT. Nie ma to bowiem specjalnie zbyt wielkiego znaczenia. 10 kwietnia 2018 prawda ma być i już.

Czy to możliwe? Macierewicz, któremu komisja, obecnie kierowana przez jego druha, Kazimierza Nowaczyka sypie się kadrowo, nadal nie była na miejscu katastrofy, nie zbadała też wraku ani czarnych skrzynek. Szef MON to jednak cwany lis i dobrze wie, że na prezesa i wierzący w zamach elektorat zadziałają zagraniczni eksperci i współpraca z zagranicznymi instytutami. Czy współpraca będzie realna, nie ma znaczenia. Wczoraj w TVP Info pojawił się sam Nowaczyk i zapowiedział, że nazwisk zagranicznych ekspertów i tak nie ujawni, bowiem czują się oni zastraszani. Nie zdziwi mnie, jeśli na ekspertyzach, które z pewnością przed 96 miesięcznicą otrzyma prezes PiS, tych nazwisk też nie zobaczy. Bo i po co.

Jeszcze większy problem ma Zbigniew Ziobro. Nie dosyć, że prokuratorów obowiązują terminy to materiał dowody zgromadzony w toku 7 lat śledztwa w kwestii przyczyn katastrofy jest jasny jak słońce i wskazuje na typową katastrofę lotniczą, czym potwierdza ustalenia komisji przedstawianej jako nieprofesjonalną komisję Millera. Jeszcze większy problem jest z datą finalną zakończenia śledztwa, na co zwrócił uwagę dziennikarz RMF FM Tomasz Skory.

crowdmedia.pl

PIĄTEK, 11 SIERPNIA 2017

STAN GRY: Czuchnowski: Dać PiS-owi godnie skończyć ten etap, Szczerski: Informować PAD, Dymek szydzi z demokraty Giertycha, Publicyści krytykują opozycję

— DZIENNIK POLSKI NA JEDYNCE O DZIKIEJ REPRYWATYZACJI, KTÓRA CAŁY CZAS ODBYWA SIĘ W KRAKOWIE.

— JAKUB DYMEK SZYDZI Z GIERTYCHA JAKO OBROŃCY DEMOKRACJI: “Roman Giertych w roli obrońcy demokracji jest tak wiarygodny jak wynik charytatywnego meczu hokeja z udziałem Władimira Putina kwestującego na rzecz niezależnych mediów”. http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,22214088,dymek-nawrocenie-giertycha-gratuluje-obrotnosci-ale-nabrac.html#Czolka3Img

— KACZYŃSKI NIE WSPOMINAŁ O POLEGŁYCH, NIE BYŁO MACIEREWICZA – Wojciech Czuchnowski o miesięcznicy na wyborcza.pl: “W tym wystąpieniu ważne jest też to, czego Kaczyński nie powiedział. Po raz pierwszy od bardzo dawna nie mówił o „poległych”, nie twierdził, że w Smoleńsku doszło do zamachu, nikogo nie oskarżał o „straszliwą zbrodnię”. Jak zwykle mówił o zbliżającym się momencie „dojścia do prawdy”, ale zaznaczał, że trzeba przyjąć tę prawdę, „jaka by ona nie była”. (…) W czwartek prezes słowem nie wspomniał o podkomisji Macierewicza, chociaż ta dzień wcześniej wyprodukowała kolejną absurdalną tezę o wybuchu, tym razem na skrzydle samolotu. Trudno jeszcze wyrokować po tym jednym przemówieniu, że Kaczyński ma już dosyć słuchania o nowych eksplozjach i bombach lub wręcz uwalnia się od Macierewicza oraz jego obsesyjnej chęci udowodnienia – wbrew faktom – czegoś, czego udowodnić nie można. Odnotować to jednak trzeba. I obserwować, co będzie dalej”.

— WARTO SPRÓBOWAĆ ODPUŚCIĆ, ZAWSZE MOŻNA WRÓCIĆ – konkluzja Czuchnowskiego: “Oczywiście prezes PiS chce to zrobić na własnych warunkach. Wyznacza więc liczbę miesięcznic, które jeszcze się odbędą, stawia zadania (pomniki, zamknięcie śledztwa). Mimo to mamy do czynienia z czymś nowym. Czy teraz odpuścić powinni organizatorzy protestów? Dać PiS-owi „godnie skończyć” ten etap? Trudno tu radzić. Moim zdaniem warto spróbować. Dużo udało się osiągnąć, a eskalacja napięcia nie prowadzi do niczego dobrego. A jeśli za pół roku Kaczyński znów poczuje się silny, jeśli okaże się, że po raz kolejny zwodził? Wtedy można wrócić. I już nie odpuszczać”. http://wyborcza.pl/7,75968,22219435,czy-kaczynski-odpuszcza-kilka-uwag-po-ostatniej-miesiecznicy.html

— KTO CHCIAŁ PRZEPROWADZIĆ SKUTECZNĄ REFORMĘ SĄDOWNICTWA A KTO FORSOWAŁ PROJEKTY, KTÓRE NIE DAWAŁY GWARANCJI JEJ PRZEPROWADZENIA W SPOSÓB SKUTECZNY – Krzysztof Szczerski w rozmowie z Michałem Szułdrzyńskim w RZ: “Musimy wyciągnąć wnioski z zaistniałej sytuacji, mając oczywiście w pamięci, kto chciał przeprowadzić skuteczną reformę sądownictwa, a kto forsował projekty, które nie dawały gwarancji jej przeprowadzenia w sposób bezpieczny. Pan prezydent zdecydował się na zawetowanie ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa właśnie dlatego, że na sercu leży mu powodzenie tej reformy”.

— CZŁONKOM RZĄDU MUSI WEJŚĆ W KREW, ŻEBY INFORMOWAĆ PREZYDENTA – dalej Szczerski w RZ: “Takiej komunikacji w przypadku ostatnich ustaw o sądownictwie zabrakło. Prezydent nie może się domyślać tego, co będzie zawierać jakiś ważny projekt. To ministrowie prowadzący konkretne ustawy powinni mieć świadomość, że ich obowiązkiem jest informować o nich prezydenta na każdym etapie. Członkom rządu musi wejść w krew, by z własnej inicjatywy informować prezydenta o różnych ważnych projektach”.

— JEŻELI DECYZJA PREZYDENTA PRZEORGANIZUJE RELACJE W RAMACH DOBREJ ZMIANY TO NIEZAMIERZENIE – dalej Szczerski mówi Szułdrzyńskiemu: “Pan prezydent nie gra na szachownicy partyjnej. Nie można do niego stosować logiki partyjnej. Wątpliwości prezydenta dotyczyły treści ustaw, sposobu ich procedowania oraz tego, że nie były z nim konsultowane. Wynikały też z jego poczucia odpowiedzialności za bezpieczeństwo i spokój w Polsce. Celem pana prezydenta nie było wywołanie jakichkolwiek skutków na scenie partyjnej. Ale jeśli jego decyzja przeorganizuje w jakiś sposób relacje w ramach obozu dobrej zmiany, to będzie to raczej niezamierzona konsekwencja, a nie świadomie realizowany cel pana prezydenta”.

— SZCZERSKI O REELEKCJI DUDY – mówi Szułdrzyńskiemu w RZ: “Do wyborów prezydenckich zostały jeszcze blisko trzy lata, więc na decyzję w tej sprawie przyjdzie jeszcze czas. Na pewno kluczowy wpływ będą tu miały oczekiwania samych Polaków. Prezydent powiedział zresztą wyraźnie, że, jeśli Polacy będą chcieli przedłużenia jego misji, to ponownie weźmie udział w wyborach”. http://www.rp.pl/Polityka/308109874-Krzysztof-Szczerski-Prezydent-dobrze-odczytal-nastroje.html

— PRZEGRALI Z OBOZEM KONSERWATYWNYM ZE WZGLĘDU NA WŁASNĄ SŁABOŚĆ – Karolina Wigura w Kulturze Liberalnej: “To w imię przyszłości naszych dzieci nie tylko ja, ale i inne osoby z tego pokolenia, zwracamy dziś osobom starszym od nas, stojącym po „liberalnej” stronie uwagę, że z obozem konserwatywnym przegrali ze względu na własną słabość i że powinni wyciągnąć wnioski z popełnionych błędów. Głos ten nie jest jeszcze wystarczająco silnie słyszalny, lecz jego echo z czasem będzie odbijać się coraz głośniej. Sondaże dla opozycji są bowiem bezlitosne. Radykałowie są po każdej ze stron. Ale – znów w imię przyszłości naszych dzieci – musimy w Polsce odrodzić liberalizm i konserwatyzm godne swojej nazwy. Tak aby kiedyś te dzieci mogły wraz z dziećmi osób o innych poglądach korzystać ze wspólnego parasola, jakim powinno być nasze państwo – i dalej nasz kraj rozwijać dla następnych pokoleń. Na to na pewno nie jest za późno. Jeszcze”. http://kulturaliberalna.pl/2017/08/10/wigura-zaremba-polska-duda-konflikt/

— PLATFORMY NIE TRZEBA SABOTOWAĆ, SAMA SOBIE Z TYM ŚWIETNIE RADZI – Elżbieta Korolczuk na Krytyce Politycznej: “Zastanawiam się, kiedy zagorzali krytycy „symetryzmu” wreszcie zauważą, że opozycji – a już szczególnie Platformy – nikt nie musi sabotować, sama sobie w tym względzie świetnie radzi. Kryzys wokół reformy sądownictwa stanowił (kolejną już) okazję dla polityków opozycji parlamentarnej, by pokazać, że mają jakąś wizję funkcjonowania państwa, że mają plan działania i pomysły jak ten plan zrealizować. Niestety, zarówno PO, Nowoczesna jak i PSL pozostały w defensywie. Nie inicjowały nawet debaty i nie przewodziły protestom, lecz podczepiały się pod energię wygenerowaną głównie przez organizacje pozarządowe i sieci obywatelskie. W ostatnich tygodniach, zamiast pomysłu na sądownictwo i zestawu konkretnych propozycji, dostaliśmy dużo okrągłych słów oraz zapewnienia Schetyny, że owszem, pomysły na Polskę Platforma ma, ale nie może ich pokazać dwa lata przed wyborami parlamentarnymi, bo… ukradnie je PiS. Przypomina to słynną frazę z Misia: „Nie mamy programu i co nam pan zrobisz?”. Dziś spora część obywateli i obywatelek, szczególnie młodszych, ma na to retoryczne pytanie krótką i zwięzłą odpowiedź: nie będę na was głosować”. http://krytykapolityczna.pl/kraj/opozycja-40-procent-pis-korolczuk/

— NACZELNY SE O TYM, ŻE TRZEBA POCZEKAĆ NA DOBRĄ OPOZYCJĘ – pisze w SE
: “To może ja spróbuję powiedzieć opozycji, czego ja nie rozumiem w jej działaniach. Banalnych w sumie rzeczy, jak można być przeciw przyjmowaniu imigrantów i za jednocześnie? Jak można być za reparacjami wojennymi od Niemców i krytykować je po upływie kilku lat? Jak można za ujawnione na taśmach co najmniej głupie i niestosowne słowa polityków PO winić dziennikarzy? Jak można poważnie prowadzić politykę, stosując często zwykłe „czepiacto i naśmiewactwo”? Jak można przedkładać interesy silnie upolitycznionej Unii Europejskiej nad interesy własnego kraju? Jak stare i zgrane twarze mogą mówić o nowej jakości w polityce? Polsce potrzebna jest dobra, mądra opozycja. Chyba trzeba poczekać” http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/tej-opozycji-to-chyba-trzeba-zaczac-doradzac_1012717.html

— KTO MA WIĘCEJ ARMAT, ANDRZEJ CZY ANTONI – Monika Olejnik w GW: “Czy w tej bitwie zwycięży pupil ojca Rydzyka, czy też prezydent, za którym stanął Episkopat? Zobaczymy, kto ma lepszą amunicję. Pewną wskazówką może być to, który z nich jest kapłanem religii smoleńskiej”. http://wyborcza.pl/7,75968,22218329,ile-armat-ma-andrzej-ile-antoni.html

— ZBIGNIEW ZIOBRO NA AUCIE – pisze w RZ Tomasz Pietryga: “Można się spodziewać, że podobne pominięcie Ziobry nastąpi, kiedy prezydent złoży w Sejmie swoje pomysły na reformę sądów. Według takiego scenariusza zmiany w sądach pewnie nie będą tak radykalne, jak PiS zakładało wcześniej. Podobnie jak styl ich wprowadzania. Czy tak się stanie? To wyłącznie kwestia polityczna. Wciąż otwarte jest pytanie, czy Jarosław Kaczyński wybaczy Andrzejowi Dudzie jego niespodziewane posunięcie, osłabiające rosnącego w siłę ministra sprawiedliwości. Czy też obróci prezydenckie propozycje w pył podczas sejmowych prac legislacyjnych. Jedno jest pewne: reformy sądów stracą impet, a PiS, forsując zmiany, będzie bardziej musiało rozglądać się na boki. Co już samo w sobie jest pozytywne”. http://www.rp.pl/Opinie/308109842-Pietryga-o-ustroju-sadow-powszechnych-Zbigniew-Ziobro-na-aucie.html

— SZYDŁO PRZEKAZAŁA TVP 800 MLN Z FUNDUSZU REPRYWATYZACYJNEGO – piszą w GW Agnieszka Kublik i Andrzej Kublik: “Premier Beata Szydło wspomogła TVP Jacka Kurskiego 800 mln zł kredytu. Pieniądze pochodzą z konta Funduszu Reprywatyzacji, powinny być przeznaczone na rekompensaty za nacjonalizacje prowadzone przez komunistów po 1945 roku. Jak znalazły się na koncie TVP? Sprawdziliśmy”. http://wyborcza.pl/7,75398,22218722,rzad-ratuje-tvp-przed-plajta-skad-pieniadze-na-pozyczke-dla.html

— JAKUB MAJMUREK O POTRZEBIE ZAANGAŻOWANIA POLITYCZNEGO PROTESTUJĄCYCH – pisze w GW: “Całkiem możliwe, że nasz system partyjny nie jest w stanie rozwiązać „paradoksu no logo”. Być może partie są zbyt zużyte (PO), przywiązane do dogmatów lat 90. (Nowoczesna) czy skupione na sobie (Razem i reszta lewicy). To oznaczałoby, że czekają nas dwa lata polityki „PiS kontra ulica”. Jeśli z ruchów społecznych pączkujących przy kolejnych protestach powstanie nowa siła polityczna – Kaczyński przegra. Jeśli moment politycznej krystalizacji nastąpi zbyt późno – ma drugą kadencję w kieszeni. A wtedy na skuteczny opór „no logo” zabraknie powietrza”. http://wyborcza.pl/7,75968,22218324,opozycjonista-no-logo-zawsze-dostanie-becki.html

— RAFAŁ WOŚ O POTRZEBIE GŁĘBOKIEJ ZMIANY USTROJU – pisze w DGP: “PiS w jednym ma dziś rację. Po 28 latach Polska dojrzała do głębokiej zmiany ustroju. I to zarówno gospodarczego, jak i politycznego. Partia Kaczyńskiego zdaje się to rozumieć i próbuje do takiej zmiany dążyć. Lipcowy intrygujący błysk po stronie opozycji pozaparlamentarnej pozwala mieć nadzieję, że nie skażemy się na tym polu na wieloletni brak alternatywy. I że także prawica koniec końców będzie miała z kim przegrać”.

— JEDYNKA GW O ZŁAMANEJ OBIETNICY PIS WOBEC OPIEKUNÓW NIEPEŁNOSPRAWNYCH: “Skarb państwa nie poszedł na ugodę z opiekunami dorosłych niepełnosprawnych i nie zamierza wypłacić im odszkodowań. Ale kilka lat temu PiS był zagorzałym krytykiem nierównego traktowania opiekunów”. http://wyborcza.pl/7,75398,22218771,partia-obiecala-rzad-nie-zaplaci-opiekunowie-doroslych-niepelnosprawnych.html

— TO MORAWIECKI WSTRZYMAŁ PRZEKAZANIE ŚRODKÓW NA FUNDUSZ DROGOWY – GW: “Kilka miliardów złotych unijnych dotacji nie trafiło jeszcze na konto Krajowego Funduszu Drogowego, bo na własne cele wykorzystuje je budżet zarządzany przez wicepremiera Mateusza Morawieckiego”. http://wyborcza.pl/7,155287,22212450,morawiecki-chomikuje-unijne-dotacje-na-drogi.html

— PIS CHCE PRZEJĄĆ WOJEWÓDZKIE FUNDUSZE OCHRONY ŚRODOWISKA – GW: “Sejmiki w całym kraju zmieniają statuty wojewódzkich funduszy ochrony środowiska, by rząd nie mógł obsadzać ich tylko swoimi ludźmi. Zapisy kwestionują wojewodowie, a PiS szykuje zmianę prawa. Gra toczy się o miliardy złotych”. http://wyborcza.pl/7,75398,22218409,walka-omiliardy-na-srodowisko.html

— WOJCIECH MUCHA O SPRAWIE MASPEXU – pisze w GPC: ”Winni są więc nie tylko ci, którzy reklamę stworzyli, lecz także ci, którzy doprowadzili do sytuacji, że komuś mogła ona wpaść do głowy, i ci, którzy ów target stworzyli. Winna jest szkoła – także studia handlowe, kształcące „speców”, winne są media i winni politycy, którzy przez lata nie dbali o wpajanie narodowego kanonu i szacunku do wartości. To już bowiem nie niszowy spektakl skandalizującego reżysera, który wystawiono w jednym z publicznych teatrów, impreza dla patologicznego marginesu, ale produkt masowy, mający 30-procentowy udział w potężnym rynku”.

— WOLNO OBRAŻAĆ POWSTAŃCÓW, NIE WOLNO PEDERASTÓW – Łukasz Warzecha w SE: “Mam większość polskich reklamiarzy w pogardzie za ich umysłową nieudolność. Żeby stworzyć inteligentną, dowcipną, bazującą na zaskakujących skojarzeniach kampanię, trzeba mieć wiedzę, erudycję, odwagę – trzeba myśleć. Żeby stworzyć kampanię bazującą na obrażaniu ludzi, żadna z tych cech nie jest potrzebna. Można być kompletnym debilem z wgranymi paroma schematami i wiedzą o tym, kogo wolno obrażać, a kogo nie. Wolno: chrześcijan, powstańców, tradycjonalistów, wyborców PiS, starszych ludzi. Nie wolno: muzułmanów, Żydów, pederastów i innych LGBTQWESDF (czy ile i jakich jest tam literek), Młodych Postępowych Mieszkańców Dużych Miast. Prosty, łatwy do wykucia katalog, każdy idiota jest w stanie go opanować”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/o-reklamiarzach-czyli-szanujmy-sie_1012737.html

— TIGER WISII JESZCZE PÓŁTOREJ BAŃKI – Michał Płociński na rp.pl: “Reklama, jaką zrobił sobie swojej marce producent napojów Maspex, lekką ręką wyceniana jest na 2 mln zł. Jeśli to nie jest cynicznie zaplanowana kampania marketingowa, firma powinna jeszcze trochę dorzucić powstańcom warszawskim”. http://www.rp.pl/Spoleczenstwo/170819917-Michal-Plocinski-Tiger-wisi-jeszcze-poltorej-banki.html

— BELKA POŻYCZYŁ PIENIĄDZE BANKOWI NA LEWE PAPIERY – FAKT: “Pół miliarda złotych dla upadającego banku – takiego kredytu Narodowy Bank Polski udzielił dwa lata temu Spółdzielczemu Bankowi Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie znanemu jako SK Bank. Umowa została zawarta na 3 miesiące przed upadłością, a pod zastaw bank centralny wziął portfel kredytów, z których większość to nieściągalne wierzytelności! Pod umową podpisał się ówczesny szef NBP Marek Belka (65 l.), a rządowych gwarancji udzielił minister finansów Mateusz Szczurek (42 l.)”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/nbp-udzielil-kredytu-spoldzielczemu-bankowi-rzemiosla-i-rolnictwa/n1dtv3j

— SE O KILOMETRÓWCE MISIEWICZA: “Kiedy Bartłomiej Misiewicz (27 l.) pracował dla Antoniego Macierewicza (69 l.) w MON jako szef gabinetu politycznego i rzecznik prasowy, czerpał ze swoich przywilejów, ile się dało! Zanim stamtąd odszedł, swą limuzyną przejechał przez rok tyle kilometrów, że spokojnie mógłby dwukrotnie okrążyć glob!”. http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/bartlomiej-misiewicz-w-rok-dwa-razy-objecha-ziemie_1012698.html

— JADWIGA WIŚNIEWSKA PODCZAS MIESIĘCZNICY PODAROWAŁA KACZYNSKIEMU POCZTÓWKĘ Z KOTREM – SE: “Oryginalną niespodziankę sprawiła Jarosławowi Kaczyńskiemu (68 l.) europosłanka Jadwiga Wiśniewska (54 l., PiS). Podczas przerwy we wczorajszych obchodach miesięcznicy smoleńskiej wręczyła prezesowi PiS pocztówkę z napisem „Kot Prezesa. Na widok dzielnego kota, pierzcha totalna hołota”. http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/jaroslaw-kaczynski-dosta-kota_1012725.html

300polityka.pl

Policja zatrzymuje pod obiektami PiS

PiS-owcy boją się Polaków. Można zostać zatrzymany za przechodzenie obok siedziby PiS. Spotkało to Jarosława Szczepańskiego, który obok mieszka.

Jak w PRL-u.

A jak sie boją, będą robić głupstwa. A tacy władzy w procedurach demokratycznych nie oddają. Szykuje się w Polsce reżim podobny jak na Ukrainie Janukowycza.

Lider Obywateli RP: Kaczyński dokonuje haniebnego barbarzyństwa

11.08.2017

– Kaczyński depcze nasze konstytucyjne prawa i naszą wolność zgromadzeń. (…) Dokonuje tego haniebnego barbarzyństwa, którym są te ekshumacje, wbrew protestom rodzin. Takie ekshumacje, o których decyduje samowola prokuratura, nie byle jakiego prokuratora, tylko Pasionka, który zachowuje się jak ostatni drań – mówił w rozmowie z Onetem Paweł Kasprzak (Obywatele RP) podczas ostatniej miesięcznicy smoleńskiej.

Onet.pl

Autor książki o Macierewiczu zaczyna się obawiać

Autor książki o Macierewiczu zaczyna się obawiać

Tomasz Piątek, autor bestsellera „Macierewicz i jego tajemnice” zaczyna mieć pierwsze niepokoje. Do tej pory księgarnie zamówiły już przeszło 100 tys. egzemplarzy publikacji. O książce Piątka głośno w Europie. Napisało o niej wiele europejskich gazet – od francuskiego „Le Monde”, przez brytyjski „The Guardian”, a ostatnio nawet najpoważniejszy dziennik niemiecki „Frankfurter Allgemaine Zeitung”. Autor szczegółowo opisuje powiązania szefa MON oraz jego ludzi ze zwolennikami Władimira Putina, a także PRL-owskimi i rosyjskimi tajnymi służbami.

Rozgłos zaczyna mieć swoje złe strony. Jak mówi sam autor: „Moja mama boi się czasem, że znajdą mnie martwego ze strzykawką w żyle”. Pociesza się – w rozmowie z „Faktem” – że „Rosyjskie służby nie mają żadnych oporów by mordować ludzi, ale dziennikarzy obawiają się zabijać poza własnym krajem”.

Przypomina, że zamordowanie dziennikarza za granicą już raz przyniosło Rosji wielkie problemy. Chodzi o zabójstwo Georgija Gongadze na Ukrainie, które doprowadziło do wybuchu pierwszej rewolucji w Kijowie. „Takie operacje mogą przynieść Rosji więcej szkód niż korzyści” – wyjaśnia. Nie mniej przyznaje, że nie czuje się bezpiecznie.

Zdradza, że z naciskami spotkał się już w początkowym etapie pisania książki. „Sugerowano mi, żebym zostawił temat” – stwierdził. „Najważniejsze to żyć w dobrym zdrowiu” – usłyszałem na jednym ze spotkań. Wspomina też inne niecodzienne sytuacje. „Zgłaszali się do mnie ludzie powołujący się na Wojskowe Służby Informacyjne czyli wywiad i kontrwywiad polskiej armii zlikwidowany przez Antoniego Macierewicza 10 lat temu. Sugerowali, żebym zamiast interesować się rosyjskimi powiązaniami ministra zajął się np. rzekomymi skandalami obyczajowymi Macierewicza. Próbowano też odwieść mnie od pisania, proponując kompromitujące informacje o prokuratorach Zbigniewa Ziobry” – opowiada Piątek.

Autor podkreśla, że jego intencją w ogóle nie było atakowanie PiS, natomiast czuł silną potrzebę udokumentowania zastanawiających powiązań Macierewicza. Mówi, że był szczerze zdziwiony tym, że to właśnie oficerowie Wojskowych Służb Informacyjnych, które Macierewicz zniszczył, jakby próbują go osłaniać. I dodaje: „Takie było moje wrażenie, tym bardziej, że nie natrafiłem w swoim śledztwie na wiarygodne informacje o skandalach obyczajowych obecnego ministra.

Autor betsellera mówi, że jak na razie większość spotkań autorskich przebiega dość spokojnie. Co prawda „raz ktoś krzyczał, że opłaca mnie Stasi. W Białymstoku mieliśmy też wizytę członka ONR, jednak był niezwykle grzeczny. A w Sopocie musieliśmy przenieść spotkanie z lokalu na ulicę, ale było to spowodowane brakiem miejsca w Sali.”

koduj24.pl

„Macierewicz i jego tajemnice” – Tomasz Piątek

„Macierewicz i jego tajemnice” – Tomasz Piątek

Na wstępie chcę Tomasza Piątka przeprosić. Bo bardzo zawiniłam, odczuwając odrobinę niepokoju w związku z zapowiadaną książką „Macierewicz i jego tajemnice”. Autor należy do tych dziennikarzy i pisarzy zarazem, których darzę szczególną sympatią i zaufaniem. Jest mi bliski jako znawca Italii, wszak studiował w Mediolanie, pracował w dzienniku „La Stampa” i wśród wielu napisał jedną z najcudniejszych książek, jakie czytałam – „Morderstwo w La Scali”. Poza tym dzięki audycji radia TOKfm „Prawda nas zaboli” gdzie wraz z Piotrem Najsztubem czytają i komentują prawie-wiersze-patriotyczne, nieraz za sprawą Tomasza Piątka płakałam ze śmiechu, co w nie najśmieszniejszej naszej rzeczywistości jest nie do przecenienia.

Od dawna wiedziałam, jak wiele osób interesujących się sytuacją polityczną Polski, że Tomasz Piątek pracuje nad niejasnymi koneksjami Antoniego Macierewicza, których trop prowadzi daleko na wschód i daleko w głąb organizacji, przy których neapolitańska camorra to klub gentelmanów. Dziennikarz wielokrotnie wypowiadał się, także w mediach społecznościowych, na temat swoich kolejnych odkryć i wyraźnie dawał do zrozumienia, że Minister Obrony Narodowej naszego kraju to postać daleko niejednoznaczna.

Mój niepokój związany z zapowiadaną publikacją brał się, przyznać muszę, z mojej niewiedzy i zaniechania. Uznałam bowiem, że najważniejszy dla naszego bezpieczeństwa resort dostał się w ręce osoby niebezpiecznej ze względu na cechy osobowościowe Antoniego Macierewicza. Ujęłam to najdelikatniej jak umiem, bo przecież nie mam wykształcenia medycznego i nie mnie wyrokować. Bałam się, że Tomasz Piątek dał ponieść się emocjom i że w związku z tym książce będzie można postawić zarzut pracy jednowymiarowej, Jak również to, że autor przypisze ministrowi działania celowe a nie wynikające ze stanu zdrowia.

Przeczytałam „Macierewicza i jego tajemnice” nadzwyczaj uważnie. Zwłaszcza, że tekst wymaga skupienia i uwagi ze względu na niebywałą liczbę informacji, nazwisk i powiązań. Autor zdając sobie sprawę, że to wszystko będzie trudno ogarnąć – zawarł pięć wykresów będących rodzajem mapy powiązań z dołączoną legendą. To genialny pomysł, który pozwala uporządkować sobie zawarty w tekście gąszcz informacji. Zdobycie ich kosztowało Tomasza Piątka półtora roku śledztwa, niezliczone godziny łowienia w głębinach internetu, szperania w archiwaliach, rozmów z informatorami. I jest to rzetelna, udokumentowana wiedza. Każde zdanie nieomal jest opatrzone przypisem, który pozwala czytelnikowi na natychmiastową weryfikację podanych informacji. Nie ma tu snucia hipotez, nie ma gdybania, nie ma też snucia domysłów i budowania własnych domniemań. Mało tego, autor nie dał się sprowokować podstawionym „informatorom” i wziąć na lep kompromitujących rewelacji z prywatnego życia Antoniego Macierewicza. Piątek sprawdził i uczciwie pisze: „(…)nie natrafiłem na najmniejsze ślady takich zachowań Macierewicza”. Jak słusznie zauważył, taka prowokacja mogłaby okazać się pułapką narażającą na szwank wiarygodność całej dotychczasowej pracy przy książce.

A praca była tytaniczna. Publikacja wprawdzie nie pretenduje do miejsca na półkę z literaturą piękną, bo nie kunszt budowanych sekwencji ma nas tu zachwycać. Jednak podziwiam niezwykłą sprawność językową autora, który przy tak skomplikowanej materii potrafił wyłożyć ją w sposób klarowny i interesujący. I przekonujący ze względu na rzeczowość i bezwzględną wierność faktom. Każdy mógł sobie to wszystko wyszperać, bo wszystkie dane (z wyjątkiem rozmów z informatorami, rzecz jasna) są powszechnie dostępne. Ale zrobił to za nas Tomasz Piątek, zebrał w jedną publikację a wnioski same zaczęły się klarować. Są przerażające. A milczenie środowisk bliskich Antoniemu Macierewiczowi dowodzi, że również prawdziwe.

koduj24.pl

Wiara w Dudę nie zastąpi opozycji

Wiara w Dudę nie zastąpi opozycji

Całkiem spora grupa polityków i publicystów wiąże nadzieje z Andrzejem Dudą, który dwoma wetami wykopał drzwi do gabinetu prezesa i zrzucił z siebie rolę Adriana. Chcą wierzyć, że Polska dla demokracji nie jest stracona. Warto przy okazji pamiętać, w jakiej sytuacji prezydent zawetował i co osiągnął. Protesty odbywały się w całym kraju, miały tendencję powiększania się i zostały przez Dudę rozbrojone.

Niewątpliwy to sukces Dudy. Bartłomiej Sienkiewicz, niegdyś prominentny polityk Platformy Obywatelskiej, zaproponował: postawmy na Dudę, bo on może powstrzymać Jarosława Kaczyńskiego.

Daniel Passent po wetach związanych z ustawami sądowniczymi drugie wykopanie się na niepodległość Dudy dostrzega w postawieniu się Antoniemu Macierewiczowi i zablokowaniu nominacji generalskich, które przedłożył mu minister obrony. Duda nie chce być Dudą z dwóch pierwszych lat kadencji.

Pośrednio można też dostrzec wygrywanie Dudy na punkty z Macierewiczem w tym, że Jarosław Kaczyński na miesięcznicy smoleńskiej nie wspomniał o zasługach ministra obrony w odkrywaniu „prawdy” o katastrofie smoleńskiej, mimo że podkomisja smoleńska w przeddzień ogłosiła kolejną „rewelację” o wybuchach na pokładzie tupolewa.

Szef gabinetu Dudy Krzysztof Szczerski w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” głośno domaga się od ministrów gabinetu Beaty Szydło, aby konsultowali z Dudą tworzone ustawy, dotyczy to zarówno Zbigniewa Ziobry, Macierewicza i innych. „Prezydent nie może się domyślać tego, co będzie zawierać jakiś ważny projekt” – mówi Szczerski i nakłada na ministrów dyrektywę: „ministrowie prowadzący konkretne ustawy powinni mieć świadomość, że ich obowiązkiem jest informować o nich prezydenta na każdym etapie”.

Najbardziej spodobała mi się inna uwaga Szczerskiego, iż relacje miedzy prezydentem a ministrami „określa w Polsce konstytucja”.

Czy Duda wybił się na niepodległość i można na niego postawić, szybko sie przekonamy przy okazji tworzonych w jego kancelarii ustaw dotyczących KRS i Sądu Najwyższego. Na agendę też wejdzie bardzo ważna dla swobód obywatelskich ustawa medialna.

A co do Macierewicza – to zaczął on ciążyć środowisku PiS, zwłaszcza po rewelacjach Tomasza Piątka zawartych w jego publikacji „Macierewicz i jego tajemnice”. Kaczyński w ten sposób może chcieć się pozbyć twórcy mitu smoleńskiego.

Zauważmy, że z przestrzeni publicznej zniknęła opozycja parlamentarna. Nie jest usprawiedliwieniem, że mamy czas wakacji, bo też dotyczy to PiS, a oni są obecni. Wiara w Dudę nie zastąpi opozycji, bo Duda opozycją w stosunku do PiS nie będzie.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Kaczyński, postgomułkowski stwór

Świetnie zdefiniował Kaczyńskiego poseł Nowoczesnej Krzysztof Mieszkowski – wybitny krytyk teatralny i dyrektor kapitalnego Teatru Polskiego we Wrocławiu – w kontekście chorych miesięcznic smoleńskich.

Największą kompromitacją Polski po 89 jest Jarosław Kaczyński.Zakompleksiony postgomułkowski stwór wypychających Polskę z Europy.

Cymes. Prawda?

Ale może mieć rację inny internauta.

W PRL Gomułka był jakby normalny. Taka wówczas była ciemnota, ale dzisiaj? Gdy wydawało się, że groteskę mamy za sobą?

Stwór postgomułkowski zrobi wszystko, aby władzy nie oddać.

Krystyna Pawłowicz Piotra Fronczewskiego już nie ceni

Krystyna Pawłowicz nie ceni już sławnego aktora w dość  – hm – przewidywalny sposób, by nie powiedzieć, sztampowy. Pawłowicz pisze o Piotrze Fronczewskim na FB: „Stanął tam, gdzie dawniej stało ZOMO”. Nuda. Troszkę tylko ciekawsze są inne epitety: „Przyłączył się do oficerów byłej SB, mazgułów od „kulturalnego stanu wojennego”, bojówek zadymiarzy nienawidzących modlących się ludzi i „wyjątkowej kasty”, której „sprawiedliwości” najwyraźniej jeszcze w swym życiu miał szczęście nie poznać” –grzmi posłanka PiS. Uważa, że „choć Fronczewski to jest dobrym aktorem, to nie ma dla niego nadziei”. Co ciekawa, stosuje seksistowskie i ejdżystowskie argumenty, pisząc: „można jeszcze jakoś zrozumieć niektóre rozhisteryzowane emerytowane i przedemerytalne koleżanki ze sceny pana Fronczewskiego”.

A cóż takiego zrobił Fronczewski? Jaką to „antypolską rolą” (wg słów Pawłowicz) podpadł reprezentantce suwerena? Stanął w obronie niezależności sądów. – „Jakie będziesz miał szanse na uczciwy proces, jeśli okaże się, że w sądzie walczysz z kuzynem członka rządu, od którego zależy uposażenie, awans i dalsza kariera sędziego?” – pytał w internetowym nagraniu Fronczewski. Nagranie zostało opublikowane na Facebooku w ramach akcji #WolneSądy.

 

Wiara w Dudę nie zastąpi opozycji

Całkiem spora grupa polityków i publicystów wiąże nadzieje z Andrzejem Dudą, który dwoma wetami wykopał drzwi do gabinetu prezesa i zrzucił z siebie rolę Adriana. Chcą wierzyć, że Polska dla demokracji nie jest stracona. Warto przy okazji pamiętać, w jakiej sytuacji prezydent zawetował i co osiągnął. Protesty odbywały się w całym kraju, miały tendencję powiększania się i zostały przez Dudę rozbrojone.

Niewątpliwy to sukces Dudy. Bartłomiej Sienkiewicz, niegdyś prominetny polityk Platformy Obywatelskiej, zaproponował: postawmy na Dudę, bo on może powstrzymać Jarosława Kaczyńskiego.

Daniel Passent po wetach związanych z ustawami sądowniczymi drugie wykopanie się na niepodległość Dudy dostrzega w postawieniu się Antoniemu Macierewiczowi i zablokowaniu nominacji generalskich, które przedłożył mu minister obrony. Duda nie chce być Dudą z dwóch pierwszych lat kadencji.

Pośrednio można też dostrzeć wygrywanie Dudy na punkty z Macierewiczem w tym, że Jarosław Kaczyński na miesięcznicy smoleńskiej nie wspomniał o zasługach ministra obrony w odkrywaniu „prawdy” o katastrofie smoleńskiej, mimo że podkomisja smoleńska w przeddzień ogłosiła kolejną „rewelację” o wybuchach na pokładzie tupolewa.

Szef gabinetu Dudy Krzysztof Szczerski w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” głośno domaga się od ministrów gabinetu Beaty Szydło, aby konsultowali z Dudą tworzone ustawy, dotyczy to zarówno Zbigniewa Ziobry, Macierewicza i innych. „Prezydent nie może się domyślać tego, co będzie zawierać jakiś ważny projekt” – mówi Szczerski i nakłada na ministrów dyrektywę: „ministrowie prowadzący konkretne ustawy powinni mieć świadomość, że ich obowiązkiem jest informować o nich prezydenta na każdym etapie”.

Najbardziej spodobała mi się inna uwaga Szczerskiego, iż relacje miedzy prezydentem a ministrami „określa w Polsce konstytucja”.

Czy Duda wybił się na niepodległość i można na niego postawić, szybko sie przekonamy przy okazji tworzonych w jego kancelarii ustaw dotyczących KRS i Sądu Najwyższego. Na agendę też wejdzie bardzo ważna dla swobód obywatelskich ustawa medialna.

A co do Macierewicza – to zaczął on ciążyć środowisku PiS, zwłaszcza po rewelacjach Tomasza Piątka zawartych w jego publikacji „Macierewicz i jego tajemnice”. Kaczyński w ten sposób może chcieć się pozbyć twórcy mitu smoleńskiego.

Zauważmy,  że z przestrzeni publicznej zniknęła opozycja parlamentarna. Nie jest usprawiedliwieniem, że mamy czas wakacji, bo też dotyczy to PiS, a oni są obecni. Wiara w Dudę nie zastąpi opozycji, bo Duda opozycją w stosunku do PiS nie będzie.

Bartłomiej Sienkiewicz: Postawmy na Andrzeja Dudę

Bartłomiej Sienkiewicz w latach 2013–2014 był ministrem spraw wewnętrz...
Bartłomiej Sienkiewicz w latach 2013–2014 był ministrem spraw wewnętrznych i koordynatorem służb specjalnych w rządzie Donalda Tuska

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

Nie można równocześnie kpić z prezydenta i go poniżać oraz żądać od niego, żeby powstrzymał Jarosława Kaczyńskiego. Nie można traktować go z lekceważeniem, a równocześnie chcieć, by bronił resztek tego, co można jeszcze uratować – pisze były minister spraw wewnętrznych.

Albo dyktatura, albo Majdan”. To zawołanie Tomasza Lisa pokazuje pułapkę, w jakiej znalazła się nie tylko opozycja, ale też – bez cienia przesady – cały kraj. Obóz Jarosława Kaczyńskiego posuwa się krok po kroku w tworzeniu nowego ustroju państwa, w którym będzie miał wyłączność na sprawowanie władzy we wszystkich segmentach państwa, a jedynym straszakiem, jakim mogą się posługiwać przeciwnicy PiS, są demonstracje i straszenie Majdanem. I w żaden sposób nie zmienia to marszu Jarosława Kaczyńskiego do pełni władzy – w finale dyktatorskiej. Taki scenariusz był ćwiczony i w Turcji, i na Węgrzech, gdzie również setki tysięcy ludzi protestowały przeciw dominacji jednej partii, a i tak na koniec partia wygrała.

Nowy, lepszy PiS?

Jednak we wtorek wydarzyło się coś, co zmieniło ten scenariusz, a przynajmniej uczyniło go bardziej niepewnym. Prezydent Andrzej Duda postawił publiczne ultimatum prezesowi Kaczyńskiemu i wygrał. W momencie, gdy ważył się los upragnionego przez Kaczyńskiego przejęcia sądów, dostał cios – i to publicznie wymierzony przez człowieka, który miał być biernym notariuszem pisowskiego marszu po pełnię władzy. Prezydent, nie podważając samej likwidacji dotychczasowego systemu wyłaniania sędziów, postawił warunki, które zmieniają całą sytuację polityczną. To on będzie decydował, kto zostanie w Sądzie Najwyższym, a do wyłonienia sędziów do KRS potrzeba będzie trzy piąte głosów parlamentarnych. A to oznacza, że PiS samodzielnie nie będzie decydowało o obsadzie personalnej najwyższych instytucji sądowych w Polsce. I musi w tym celu negocjować z Kukiz’15. Inaczej mówiąc, jeśli zamach na niezależność sądów był kluczem i zwieńczeniem polityki Kaczyńskiego, to teraz zamiast samodzielnych rządów ma de facto rządy koalicyjne. Bez kukizowców nie może przejąć sądów. A oni wystawią rachunek za poparcie, nie mówiąc już o tym, że nie na wszystkie działania Kaczyńskiego wyrażą automatycznie zgodę, bez względu na oferowane nagrody.

Tajemnicą poliszynela jest, że „nowy, lepszy PiS” to projekt śmiertelnie niebezpieczny dla Kaczyńskiego i że od dawna biorą w nim udział prominentni politycy rządu. A teraz jeszcze Kukiz’15. Zatem powstała w obozie prawicy alternatywa dla Kaczyńskiego. Alternatywa, która ma silne narzędzia do wymuszania kolejnych ustępstw. A jej zwornikiem i zasadniczym atutem jest prezydent Duda.

Uznanie nowego partnera

Wybór „Majdan albo dyktatura” oznacza absolutną bezradność wobec rządów PiS. Jest złudzeniem, że ulica może zmienić działania Kaczyńskiego. Podobnie jak straszenie przez opozycję odpowiedzialnością karną za łamanie konstytucji przez rządzących, z obietnicą: „Jak pokonamy PiS, to go rozliczymy”. Gromkie pokrzykiwania o ukaraniu nic nie zmieniają. W finale może być „dyktatura bez Majdanu”. Jesienią przyjdzie kolej na media i ordynację wyborczą i jeśli PiS domknie wtedy cały system, to mamy „Pana Kaczora forever”.

Jedyną szansą, żeby tak się nie stało, jest rodzący się w tych dniach nowy układ polityczny z prezydentem Dudą jako liderem. Bo obecnie PiS może przegrać tylko z PiS, a nie z opozycją taką, jaka ona jest teraz, i nawet nie z milionem świateł zapalonych w proteście przeciwko likwidacji demokracji w Polsce.

Ale to wymaga dojrzałości politycznej od zaraz. Nie można bowiem równocześnie kpić z prezydenta i go poniżać prezydenta oraz żądać od niego, żeby powstrzymał Kaczyńskiego. Nie można traktować go z lekceważeniem, a równocześnie chcieć, by bronił resztek tego, co można jeszcze uratować. Elementarny pragmatyzm wymaga, żeby w rodzącym się nowym obozie na prawicy uznać partnera, z którym można się nie zgadzać, toczyć spór polityczny, ale którego należy szanować. Alternatywą bowiem jest Kaczyński z Mariuszem Błaszczakiem. Zaklinanie rzeczywistości i mamienie ludzi, że „my to wszystko odkręcimy i będzie jak było”, to niemądra droga, skazana w finale na porażkę. Nie ma powrotu do przeszłości, coś się w Polsce (nie tylko tutaj) zmieniło – prawica ma za sobą realne emocje społeczne – nie wyślemy ich w kosmos ani do rezerwatów. Te emocje nie znikną, jeśli PiS przegra kiedyś wybory.

Musimy znaleźć partnerów do rozmowy o przyszłej Polsce, w której będzie miejsce i dla prawicy, i dla liberałów czy lewicy. Z Kaczyńskim tej rozmowy nigdy nie będzie. A z Andrzejem Dudą jest to bardziej prawdopodobne. Jeśli nie dojdzie do uznania prawa do obecności politycznej prawicy w życiu politycznym Polski, jeśli my – pogrobowcy liberalizmu czy lewicowcy – będziemy uznawać wciąż, że to chwilowa aberracja, a potem znów wszystko wróci do normy i nie musimy szukać partnerów do dialogu po prawej stronie, to nigdy nie skleimy Polski. Zostanie nam chore państwo rządzone przez Kaczyńskiego i bezradność, na którą nie będzie lekarstwa.

Nie palcie komitetów

Trzeba być ślepym, by nie widzieć, że Kaczyński karmi się konfliktem i radykalnym podziałem. Im jest on głębszy, im silniejsze negatywne emocje mu towarzyszą, tym bezpieczniejsza jest jego władza. Bo wszyscy zostają wtedy zakładnikami gry „albo my, albo oni”. A w takiej grze, z tymi instrumentami władzy, zawsze wygrywać będzie Kaczyński. To dlatego tak niepokojący był dla niego czarny protest, to dlatego teraz spokojne „marsze światła”, bez agresji, budzą w zależnych od niego mediach falę ataków i wściekłości. Zatrzymać go mogą tylko ludzie, którzy mimo tego, co się dzieje w Polsce, potrafią wyzbyć się nienawiści jako instrumentu polityki i nie będą całego obozu PiS traktować jako kryminalistów. Nawet wtedy, gdy PiS łamie konstytucję i niszczy zabezpieczenia demokracji w Polsce. Mimo tego trzeba budować przyszłość obok, a nie przeciw Kaczyńskiemu. „Nie palcie komitetów, zakładajcie własne” – to zdanie Jacka Kuronia pora teraz przypomnieć. Sprawdziło się wtedy, sprawdzi się i teraz.

Autor jest politykiem, w latach 2013–2014 był ministrem spraw wewnętrznych i koordynatorem służb specjalnych w rządzie Donalda Tuska

rp.pl

”Za tydzień połączymy się z Tomaszem Lisem z aresztu śledczego”. Co takiego powiedział?

dżek, 11.08.2017

 

– Kaczyński świadomie niszczy naszą pozycję w Unii na zimno. To zdrada narodowa – stwierdził w TOK FM Lis. – W przyszłym tygodniu będziemy łączyć się z Tomaszem Lisem, który będzie przebywał w areszcie śledczym – zakończył Jacek Żakowski.

Publicyści w Poranku Radia TOK FM dyskutowali m.in. na temat reparacji od Niemiec – niektórzy posłowie PiS i część prawicowych mediów domagają się tego coraz głośniej. Ba, podają konkretne kwoty.

Choć pewnie jest, że nie ma szans za odszkodowania za wojnę, antyniemiecka retoryka – m.in. w mediach publicznych – przybiera na sile. 1 sierpnia TVP emitowało spot. ”Koszmar. Spot pełen błędów językowych, stwierdzeń bez sensu. Idealny materiał dla kabaretów”

”Dlaczego PiS wszystko niszczy?”

– Dlaczego PiS się nie uczyć i nie porzuca polityki Stefka Burczymuchy? – pytał publicystów w Poranku Radia TOK FM Jacek Żakowski.
– A dlaczego PiS będzie demolował polską szkołę, dlaczego demoluje puszczę, dlaczego zdemolował telewizję publiczną, dlaczego demoluje wszystko totalnie, co dostanie w swoje łapy? Bo taka to jest ekipa. W 1992 roku popsuli trochę, w 2005 mieli więcej władzy – popsuli więcej. Teraz mają pełnię, rozpieprzą wszystko – irytował się w Poranku Radia TOK FM Tomasz Lis, redaktor naczelny ”Newsweeka”.

A gdyby wszyscy chcieli odszkodowań wojennych?

Zdaniem Tomasza Wołka PiS chce zostać z Polakami sam na sam z nadzieją, że społeczeństwo da się obezwładnić. – I żeby ta Unia, ten ”zgniły zachód” się nie wtrącał – zauważył.

Prof. Wiesław Władyka podkreślał, że gdyby wszyscy zaczęli wystawiać sobie rachunki za krzywdy, to skończyłby się w Europie ład.

”Kaczyński niszczy na zimno”

– Ten rachunek jest prosty jak świński ogon. Złotówki nie zobaczymy, będą same straty, Kaczyński ma tego pełną świadomość i niszczy stosunki polsko-niemieckie, niszczy polską pozycję w Unii na absolutnie na zimno. Wszystko, co robi Kaczyński jest wyprowadzaniem polski z Zachodu. Dynamika grania emocjami jest taka, że można obudzić się z ręką w nocniku i w którymś momencie rozbudzone na emocje trzeba będzie znaleźć jeszcze większego wroga – stwierdził Lis.

To, co Kaczyński robi, to jest zbrodnia, zdrada narodowa. I uprzejmie informuję, że nie przyjmuję do wiadomości, że te słowa są zbyt radykalne. To jest zbrodnia na interesie narodowym, zdrada stanu

– podsumował Lis.

– I tym optymistycznym akcentem żegnamy się. W przyszłym tygodniu będziemy łączyć się z Tomaszem Lisem, który będzie przebywał w areszcie śledczym – zakończył rozmowę Jacek Żakowski.

TOK FM

Koszty dla PiS były już zbyt wielkie. „Wyciszamy”. Jarosław Kaczyński zdobył się na gest

Jacek Gądek Jacek Gądek
11.08.2017

88. miesięcznica katastrofy smoleńskiej

88. miesięcznica katastrofy smoleńskiej (Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

Miesięcznice stały się niemal składową DNA PiS, ale po 8 latach mają się zakończyć. Wśród polityków PiS można usłyszeć, że „jeśli wyciszamy, to wyciszamy” emocje wokół miesięcznic. Dlatego 10 sierpnia J. Kaczyński dziękował nawet tym, którzy krzyczeli „będziesz siedział!”. I dał sygnał do przyspieszenia z pomnikami i przyczynami katastrofy.

Miesięcznice wrosły w pejzaż polityczny. Niemal całe uroczystości to msze i przemarsz z modlitwą pod Pałac Prezydencki. Ale największym echem odbijały się zawsze – już polityczne – przemówienia Jarosława Kaczyńskiego. 10. dzień miesiąca stawał się momentem starcia, czasami wręcz fizycznego. Gazeta.pl rozmawiała z kilkoma politykami PiS, pytając o ich planowane zakończenie.

Kurs na wyciszenie

Teraz PiS obrało kurs na wyciszenie emocji i wygaszenie samych miesięcznic na ósmą rocznicę 10 kwietnia. Mimo, że Marsze Pamięci, jako zgromadzenie cykliczne zarejestrowane są aż do kwietnia 2020 r. – tak długo, jak pozwalała na to nowelizacja ustawy przyjęta przez Sejm głosami PiS. Rejestrowała je posłanka PiS Anita Czerwińska (dziś nie chce rozmawiać).

Europoseł PiS Karol Karski, który stał wczoraj w pierwszym szeregu: – Ważne, że prezes Jarosław Kaczyński na samym początku podziękował za przybycie tym, którzy przyszli na miesięcznicę, ale także protestującym, bo stwierdził, że to są jednak wyrazy uznania. Z kolei na koniec o. Zdzisław Tokarczyk wszystkim pobłogosławił. My chcemy wspólnoty. Nie chcemy dzielić, ale zasypywać podziały, choć sami ich nie wykopywaliśmy.

Faktycznie tak było. A prezes PiS był w czasie przemówienia bardziej stonowany niż w poprzednich miesiącach. W czerwcu przecież grzmiał w kierunku Obywateli RP, że „w Polsce jest ogromnie rozbudowana agentura obcych państw i musimy się z tym liczyć”. Dwa miesiące później im już dziękował.

Przesilenie przed Pałacem

Wygaszenie emocji nie było planowane od dawna. Ogłoszenie decyzji o tym jest efektem burd na Krakowskim Przedmieściu, coraz większych kosztów zabezpieczenia marszu (760 tys. zł kłuje w oczy) i świadomości otoczenia prezesa, że ciągłe przywoływanie Lecha Kaczyńskiego przez Obywateli RP i opozycję Lecha wyprowadza prezesa PiS z równowagi.

Karol Karski: – Osoby protestujące przekraczają cywilizacyjne tabu, które obowiązuje w europejskiej kulturze. Nie obraża się pamięci zmarłych, nie szydzi się z modlących się za nich rodzin i przyjaciół oraz z ich bólu, nie zakłóca się uroczystości religijnych. Jest mi tych protestujących ludzi po prostu żal. Za jakiś czas będzie im po prostu wstyd.

Przesilenie przed Pałacem prezydenckim stało się faktem, bo policja ściągnęła i miesiąc temu, i teraz 2 tys. policjantów do ochrony miesięcznicy. A całą trasę wydzielono barierkami. Państwo pokazało swoją siłę i skuteczność, ale wizerunkowo jest to jednak kosztowne.

Decyzja: wygrać i się wycofać

Na Nowogrodzkiej zapadła decyzja, aby zakończyć miesięcznice, ale na własnych warunkach. Najpierw wygrać i wtedy się wycofać, co prezes PiS ogłosił 10 sierpnia. Komunikat jest klarowny. Po pierwsze: na kolejną rocznicę (kwiecień 2018 r.) mają stanąć dwa pomniki. I po drugie: wtedy mają być też na nowo wskazane przyczyny katastrofy smoleńskiej.

Karol Karski w rozmowie z nami zapewnia jednak: – Sygnały o zakończeniu miesięcznic po powstaniu trwałych upamiętnień nie są czymś zupełnie nowym, były formułowane o wiele wcześniej, choć nigdy dotąd nie padła tak konkretna deklaracja samego prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Dla nas nie była ona nagła i niespodziewana.

Jak podkreśla, „dzisiejsze miesięcznice są tymczasowym, prowizorycznym upamiętnieniem – to trwałe w formie pomników będzie symbolicznym zamknięciem trwającego okresu”.

Oba postulaty – pomniki smoleńskie i przyczyny katastrofy – są jeszcze dalekie od realizacji. Karol Karski: – Do rocznicy katastrofy pozostało wystarczająco dużo czasu, aby powstały pomniki i aby dojść do podstawowych zrębów prawdy o katastrofie. A jeśli nie, to stopniowo będziemy do tego docierać.

Pomniki pod górkę

Wciąż trwa konkurs na projekty pomników. Przyjęto pięć propozycji pomnika prezydenta Lecha Kaczyńskiego i dziewięć pomysłów na monument ofiar katastrofy – póki co to rysunki. Do września autorzy mają przedstawić miniatury swoich projektów.

Jeszcze w maju komitet ich budowy informował, że zebrano ok. 1,5 mln złotych. Na postawienie pomników na przy Krakowskim Przedmieściu musi się jeszcze zgodzić rada miasta.

Katastrofa z przyczynami

Prezes PiS mówił przed Pałacem Prezydenckim, że „słyszymy coraz to nowe komunikaty (podkomisji – red.)”. Fakt, ale ostatni jest wyjątkowo zdawkowy i nie poparty dowodami. Jarosław Kaczyński wezwał jednak, aby w 8. rocznicę tragedii przedstawiono już „ostateczną odpowiedź”, „jaka by ona nie była” na pytania o przyczyny katastrofy.

– I wtedy będziemy mogli powiedzieć, tak to się składa, po 96 marszach, a ofiar było przecież 96, będziemy mogli powiedzieć: kończymy, bo zwyciężyliśmy. Ale póki nie zwyciężymy, to nie skończymy. I nikt nie zdoła nam w tym przeszkodzić – dodawał.

Szef MON Antoni Macierewicz w czasie przemówienia prezesa trzymał się z tyłu – gdzieś w czwartym rzędzie, zasłonięty. Z wyjaśnieniem katastrofy smoleńskiej obóz PiS ma narastający kłopot. Zajmują się nią bowiem i prokuratura podległa Zbigniewowi Ziobrze, i podkomisja pod wodzą Antoniego Macierewicza. Prokuratorzy póki co ani słowem nie stwierdzili, że to zamach. A podkomisja jest niemal pewna, że wybuchła bomba. Dwa zespoły zmierzają do zupełnie innych ustaleń.

Droga daleka

Formalnie jednak podwładni Ziobry i Macierewicza współpracują. W ekshumacjach uczestniczą przedstawiciele podkomisji. – We wszystkich przeprowadzonych sekcjach zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej, które zostały przeprowadzone na podstawie postanowienia wydanego przez prokuratora Zespołu Śledczego Nr I Prokuratury Krajowej, uczestniczył przedstawiciel podkomisji. W przypadku wnioskowania o taki udział każdy taki wniosek został uwzględniony przez prokuraturę – informuje PK w piśmie do Gazeta.pl.

Śledztwo prokuratorskie może potrwać bardzo długo. Same ekshumacje potrwają do połowy przyszłego roku. Na wyniki wszystkich badań i ekspertyz przyjdzie poczekać jeszcze dłużej. A to tylko jeden z elementów bardzo szeroko zakrojonego śledztwa. Z kolei badania podkomisji poza tym, że ich wiarygodność jest wątpliwa, nie dały jeszcze „uzgodnienia”, czy Tu-154M w ogóle zderzył się z brzozą.

Zobacz także: Donald Tusk na przesłuchaniu w prokuraturze. Doszło do spięcia z dziennikarzem TVP

gazeta.pl

10 SIERPNIA 2017

Waszczykowski w BBC mówi „nie” demokracji liberalnej. Czyli „nie” państwu prawa i trójpodziałowi władzy

Szef MSZ Witold Waszczykowski w szczytowej formie: w telewizji BBC tłumaczył, dlaczego nie chce, żeby Polska była demokracją, gdzie szanuje się prawa mniejszości i gdzie obowiązuje trójpodział władzy, mylił uchodźców z Bliskiego Wschodu z migrantami ekonomicznymi z Ukrainy, oraz wykazał się fundamentalną niewiedzą na temat prerogatyw Komisji Europejskiej.


My po prostu chcemy pozostać na kursie demokratycznym i być demokratycznym krajem bez przymiotników.

Witold WaszczykowskiWywiad dla BBC „HardTalk” – 08/08/2017

fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


CZYLI KRAJEM NIELIBERALNYM, BEZ RZĄDÓW PRAWA I TRÓJPODZIAŁU WŁADZY


Na prośbę dziennikarki BBC Zeinab Badawi o skomentowanie zarzutu, że Polska odchodzi od demokracji liberalnej i zmierza w stronę autorytaryzmu, minister Waszczykowski odpowiedział: „Żyję wystarczająco długo, że musiałem żyć w demokracji z przymiotnikami, takiej jak demokracja socjalistyczna; sąsiadujemy też z krajem, który spróbuje stworzyć „suwerenną demokrację”. Ma pani rację, że przez kilka lat niektórzy ludzie próbowali stworzyć kolejną demokrację z przymiotnikami, tak zwaną liberalną demokrację, która wyklucza z dyskursu politycznego pewne idee i pomysły”.

Z Panem Ministrem łączy nas to, że wszyscy cenimy demokrację – ustrój, w którym rządzący wybierani są w wolnych wyborach (definicja Josepha Schumpetera z 1941 roku). Jednak w przeciwieństwie do ministra – OKO.press ceni też te cechy ustroju Polski, które świadczą o tym, że jest demokracją liberalną: pluralizm polityczny, trójpodział władzy, oraz gwarancje i poszanowanie praw mniejszości.

Podobną wypowiedź Ministra analizowaliśmy już w OKO.press jakiś czas temu, ale przypomnijmy: nie ma czegoś takiego jak „demokracja bezprzymiotnikowa”, demokracja zawsze jest jakaś. Mało tego, najkrótsza definicja demokracji liberalnej to rządy większości z poszanowaniem praw mniejszości – trudno więc odgadnąć, co miał na myśli minister mówiąc, że wyklucza ona pewne idee i pomysły. Chyba, że chodzi mu o wykluczanie idei autorytarnych, wykluczanie nieposzanowania dla praw mniejszości.

Zarówno PRL-owska „demokracja socjalistyczna”, jak i „suwerenna demokracja” Putina są kpiną z państwa prawa. Niepokojące są też próby tworzenia miękkich autorytaryzmów – tak jak np. na Węgrzech – które zachowują demokratyczne wybory, ale odrzucają inne składniki demokracji: wolność mediów i zgromadzeń, rozwój społeczeństwa obywatelskiego, wolności obywatelskie.

Demokracja liberalna jest przyjętym w Europie modelem ustrojowym. Nie bez przyczyny nazwa „demokracja liberalna” używana jest wymiennie z nazwą „demokratyczne państwo prawa” oraz – co znamiennie – „demokracją konstytucyjną”, czyli takim ustrojem, gdzie najwyższym organem jest prawo reprezentowane przez Konstytucję, a nie widzimisię władzy.

Nie zapominajmy też o tym, że Polska zobowiązała się do przestrzegania zasad państwa prawa – demokracji liberalnej – poprzez ratyfikację Traktatu Lizbońskiego Unii Europejskiej.  Art. 7 Traktatu mówi o tym, że Unia Europejska opiera się na zasadach szacunku do ludzkiej godności, wolności, demokracji, równości, praworządności i szacunku do praw człowieka, a zwłaszcza ochrony praw mniejszości.

Pozbawianie demokracji przymiotnika liberalna to odrzucanie zasad i wartości Unii Europejskiej.


Komisja jest ciałem technicznym i nie ma prawa ani prerogatyw do monitorowania sytuacji w państwach członkowskich.

Witold WaszczykowskiWywiad dla BBC, „HardTalk” – 08/08/2017

fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


KE MA PRAWO SPRAWDZAĆ, CZY PAŃSTWA UE PRZESTRZEGAJĄ ZOBOWIĄZAŃ TRAKTATOWYCH


Nie do końca wiemy, co minister Waszczykowski miał na myśli, nazywając Komisję „ciałem technicznym”, na wszelki wypadek jednak przypominamy, że Komisja jest ciałem wykonawczym Unii Europejskiej i składa się z komisarzy wyznaczonych przez państwa członkowskie. Wśród jej prerogatyw jest bycie strażnikiem Traktatu, a więc sprawdzanie, czy państwa członkowskie przestrzegają prawa unijnego. Jeśli Komisja uzna, że tak nie jest, może wszcząć postępowanie przeciwko danemu państwu przed Trybunałem Sprawiedliwości UE.

Pierwszy wiceprzewodniczący Komisji, Frans Timmermans działa więc dokładnie w ramach prawa i swoich prerogatyw. Robi to, do czego zobowiązała go Komisja Europejska, czyli przedstawiciele krajów członkowskich.

Komisja obecnie prowadzi wobec Polski dwie niezależne procedury w sprawie ustawy o sądach powszechnych:

  • procedurę kontroli praworządności, która może, ale nie musi, doprowadzić do uruchomienia art. 7, oraz
  • procedurę dyscyplinującą na podstawie art. 258 (infringement procedure), której wszczęcie nastąpiło 29 lipca, po opublikowaniu ustawy o sądach powszechnych.

Komisja wystosowała wobec Polski oficjalne wezwanie do wycofania ustawy. Polska ma miesiąc, żeby odpowiedzieć – jeśli tego nie zrobi, Komisja rozpocznie drugi etap procedury, czyli wydanie tzw. uzasadnionej opinii. Kolejny krok to proces przed Trybunałem Sprawiedliwość UE.

Dodatkowo Komisja prowadzi też procedurę dyscyplinującą w sprawie nieprzyjęcia uchodźców z relokacji (patrz niżej) oraz w sprawie wycinki Puszczy Białowieskiej. W tym ostatnim przypadku zapadł już wyrok Trybunału Sprawiedliwości, który nakazał natychmiastowe przerwanie wycinki. Jeśli polski rząd się do niego nie zastosuje, zostanie obciążony karami finansowymi.


Oczywiście, nikt z tych migrantów, czy jak pani mówi „uchodźców” – nie ma też chęci, żeby emigrować do Polski. Nie możemy zaakceptować sytuacji, że postępowa Unia Europejska decyduje o relokacji siłą osób, które nie chcą być relokowane do Polski.

Witold WaszczykowskiWywiad dla BBC, „HardTalk” – 08/08/2017

fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


W PROCEDURZE RELOKACJI BIORĄ UDZIAŁ UCHODŹCY, KTÓRZY WYRAŻĄ TAKĄ CHĘĆ.


Jak już wielokrotnie pisaliśmy w OKO.press, relokacja to transfer osób ubiegających się o azyl i przebywających w obozach w Grecji i we Włoszech do innych państw Wspólnoty. Taką procedurę relokacji zarządziła w 2015 roku Rada Unii Europejskiej  na podstawie art. 78.3 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Rada UE to najwyższa władza wykonawcza – czyli ministrowie państw członkowskich.

Art. 78.3 przewiduje nadzwyczajne środki pomocy krajom członkowskim, które znajdują się w sytuacji kryzysowej w związku z nagłym napływem obywateli krajów trzecich.

Procedura relokacji – wbrew twierdzeniu ministra Waszczykowskiego i innych polityków PiS – wyklucza przesiedlanie kogokolwiek siłą. Żeby zostać objętym procedurą relokacji, uchodźca musi przede wszystkim wyrazić taką wolę, zgłosić się do Europejskiego Urzędu Azylowego i wypełnić odpowiednie formularze. Zostaje też poinformowany o tym, że może zostać relokowany do któregokolwiek z krajów członkowskich i że nie będzie miał wpływu na decyzję – jest więc świadomy tego, że być może trafi do Polski.

Europejski Urząd Azylowy zapewnia jednak, że przy wyborze kraju docelowego, bierze pod uwagę znajomość języka, oraz ewentualne więzi rodzinne, społeczne i kulturowe z krajem przeznaczenia. Jeśli zaś chodzi o rozróżnienie pomiędzy uchodźcami a migrantami, do relokacji kwalifikują się tylko ci pierwsi – są to osoby pochodzące z konkretnych państw, których listę stale uaktualnia Unia Europejska. Są też podwójnie sprawdzani: najpierw na miejscu, we Włoszech lub Grecji przez urzędników unijnych, a potem przez urzędników kraju członkowskiego. W przypadku Polski odpowiedzialny za to byłby Urząd ds. Cudzoziemców, który miałby ostateczne słowo w przyznaniu konkretnym osobom którejś z form ochrony międzynarodowej.


W ubiegłym roku polskie władze wydały 1,2 miliona wiz dla Ukraińców i pół miliona wiz dla Białorusinów. Nie wiem, dlaczego migranci z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej mają być lepiej oceniani, lepiej zadbani przez europejskie instytucje.

Witold WaszczykowskiWywiad dla BBC, „HardTalk” – 08/08/2017

fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


UCHODŹCA TO NIE TO SAMO CO MIGRANT.


Minister Waszczykowski specjalnie myli pojęcia, utożsamiając migrantów oraz uchodźców.

  • Uchodźca to osoba, która „na skutek uzasadnionej obawy przed prześladowaniem z powodu swojej rasy, religii, narodowości, przynależności do określonej grupy społecznej lub z powodu przekonań politycznych przebywa poza granicami państwa, którego jest obywatelem”. (Konwencja Genewska z 1951 r., ratyfikowana przez Polskę).
  • Migranci to szersze pojęcie, obejmujące osoby, które dobrowolnie emigrują do innych krajów.  

Przyznanie statusu uchodźcy (lub innej formy ochrony międzynarodowej takiej jak pobyt tolerowany czy ochrona uzupełniająca) jest procesem indywidualnym: niekoniecznie trzeba pochodzić z kraju objętego działaniami zbrojnymi, żeby być prześladowanym.

Według danych Urzędu ds. Cudzoziemców, od 2014 roku którąś z form ochrony międzynarodowej przyznano zaledwie 4 proc. z 6 tys. 256 obywateli Ukrainy, którzy ubiegali się o azyl w Polsce.

Status uchodźcy w Polsce otrzymało 79 Ukraińców.

Miliony, o których mówi Waszczykowski, a wcześniej także premier Szydło, to migranci ekonomiczni. To osoby, którymi nie trzeba się zajmować, wręcz przeciwnie: którzy rozwijają polską gospodarkę i zwiększają polskie PKB. Stawianie znaku równości między uchodźcami a migrantami i sugerowanie, że Polska nie musi przyjmować uchodźców z relokacji, bo przyjęła już migrantów z Ukrainy i Białorusi, jest więc manipulacją.

 

OKO.press

„Duda ma dość Dudy z pierwszych dwóch lat kadencji. Nie chce być tylko notariuszem”

red. As, 11.08.2017

Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o Sądzie Powszechnym. Dwie pozostałe pisowskie ustawy ograniczające niezależność sądownictwa - według zapowiedzi - zawetuje

Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o Sądzie Powszechnym. Dwie pozostałe pisowskie ustawy ograniczające niezależność sądownictwa – według zapowiedzi – zawetuje (Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

„Konflikt Duda – Macierewicz – Szydło – Kaczyński jest związany z próbą emancypacji prezydenta RP” – komentuje na blogu Daniel Passent. Wg publicysty „Polityki” i Radia TOK FM, prawdziwym sprawdzianem dla prezydenta będą projekty ustaw o SN i KRS.

Prezydent Duda po zawetowaniu dwóch forsowanych przez PiS ustaw, zablokował 46 nominacji generalskich. Zdaniem Daniela Passenta, konflikt między prezydentem a szefem MON to „fatalny sygnał”.  Bo „siły zbrojne to jeden z filarów państwa, zwłaszcza położonego między Rosją a Niemcami”.

Konflikt między dwiema najważniejszymi dla polskiej armii osobami dopełnia obrazu spustoszeń, jakie w sferze obronności przyniosły rządy PiS.

Groteskowy przetarg na śmigłowce. Ubytek 36 generałów i setek starszych stopniem oficerów. Zamiast modernizacji – nowy rodzaj wojsk. Narastające napięcie BBN – MON. Wyraźne różnice dotyczące polityki obronnej. I wreszcie otwarty konflikt z prezydentem. (…)  Jeżeli to jest wzmocnienie wschodniej flanki NATO, to ja za takie wzmocnienie dziękuję” – napisał na blogu Daniel Passent.

W co gra prezydent?

Publicysta tygodnika „Polityka” i Radia TOK FM nie ma wątpliwości, że spór wokół wojska czyli „konflikt Duda – Macierewicz – Szydło – Kaczyński jest związany z próbą emancypacji prezydenta RP”.

Duda ma dość Dudy z pierwszych dwóch lat kadencji. Nie chce być tylko notariuszem, który dzień i noc podpisuje, co mu PiS podsunie. Moim zdaniem nie dlatego, że mu ten proceder nie odpowiada (gdyby tak było, toby takiej roli nie grał), tylko dlatego, iż samodzielny prezydent ma większe szanse reelekcji niż notariusz

– uważa Passent.

Jak ocenia publicysta, .”prawdziwe intencje prezydenta” poznamy, gdy Andrzej Duda przedstawi projekty ustaw o Sądzie Najwyższym i KRS.

Prezydent ogłaszając decyzje o zawetowaniu dwóch ustaw przygotowanych przez PiS zapowiedział, że własne projekty przygotuje w ciągu dwóch miesięcy.

„‚Odrzucony’ przez prezydenta min. Ziobro będzie jeszcze groźniejszy” – ostrzega rzecznik KRS>>>

„To proces przeobrażania się serialowego Adriana w prezydenta”

http://www.gazeta.tv/plej/19,138242,22220386,video.html

TOK FM

„To przeobrażanie się serialowego Adriana” – b. wiceszef MON o sporze Duda-Macierewicz

As, 11.08.2017
http://www.gazeta.tv/plej/19,103454,22220386,video.html?embed=0&autoplay=1
– Dotychczas prezydent nie miał siły i determinacji, by przeciwstawić się min. Macierewiczowi. Ale nie sądzę, by akceptował wszystkie decyzje – ocenia Czesław Mroczek (PO). Wg b. wiceszefa MON, obserwujemy „heroiczny, asertywny” okres prezydentury Andrzeja Dudy.

Prezydent zdecydował, że 15 sierpnia nie będzie uroczystego wręczenia nominacji generalskich. Na tak radykalny krok Andrzej Duda zdecydował się po raz pierwszy. Wcześniej ograniczał się do pisania listów do min. Antoniego Macierewicza. Np. w sprawie braku obsady w ataszatach wojskowych w ważnych państwach sojuszniczych, m.in. w USA i Wielkiej Brytanii.

– Spór między Dudą i Macierewiczem pokazuje bardzo poważny problem w siłach zbrojnych – komentował w TOK FM Czesław Mroczek z PO.

Zdaniem byłego wiceministra obrony narodowej, decyzję prezydenta ws. nominacji generalskich trzeba łączyć z zawetowaniem przez Andrzeja Dudy dwóch ustaw dotyczących sądownictwa.

To jest proces przeobrażania się serialowego Adriana w prezydenta. Do podpisywania wszystkiego wystarczy Adrian, do wypełniania poważnych obowiązków potrzebny jest prezydent. Pan Andrzej Duda wszedł na ścieżkę wykonywania poważnych obowiązków

– ocenił Mroczek.

Iskrzyło od dawna

Według gościa ‚Poranka Radia TOK FM”, powstrzymywanie się prezydenta od spektakularnych działań w sprawie sytuacji w wojsku, nie oznacza, że Andrzej Duda akceptował działania min. Macierewicza.

–  Dotychczas nie miał siły i determinacji, by przeciwstawić się ministrowi. Ale  nie sądzę, by akceptował wszystkie decyzje. Iskrzenie było widać wcześniej. Jest pytanie, jak długo prezydent wytrzyma na ścieżce wykonywania obowiązków? A w moim przekonaniu Andrzej Duda z utęsknieniem czeka na jakąś formę ugody z PiS – ocenił Czesław Mroczek.

Poseł PO uważa, że jeśli do zbliżenia między prezydentem i obozem rządowym dojdzie, może skończyć się okres prezydentury, „który będzie nazywany heroicznym albo asertywnym”.

„Premier interweniuje w sprawie sporu Duda-Macierewicz. Pisze o animozjach i nadmiernych emocjach”>>>

TOK FM

Prezydencki minister ostro karci rząd Szydło

11.08.2017

Kiedy Andrzej Duda ogłosił decyzję o zawetowaniu dwóch ustaw PiS dotyczących ustroju Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa podkreślał, że partia nie konsultowała z nim reform. Później poszło już na noże. Konflikt między Pałacem Prezydenckim, a Ministerstwem Sprawiedliwości i MON odbił się szerokim echem po polskiej scenie politycznej. Teraz swoje trzy grosze dorzuca Krzysztof Szczerski , szef gabinetu Andrzeja Dudy. Minister nie zostawia suchej nitki na ekipie Beaty Szydło.

Kolejna odsłona konfliktu na linii Pałac Prezydencki – rząd Beaty Szydło to odmowa nominacji generalskich, które zaplanowano pierwotnie na 15 sierpnia. „W ocenie Prezydenta, trwające prace i brak uzgodnień dotyczących nowego systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP nie stwarzają warunków do merytorycznej oraz uwzględniającej potrzeby armii oceny przedstawionych kandydatur do awansów generalskich” – napisano w komunikacie Biura Bezpieczeństwa Narodowego, które podlega Andrzejowi Dudzie. Prezydent wskazuje wprost: PiS go ignoruje, a on nie zamierza na to pozwolić. Jego minister tylko potwierdza tę tezę.

 

Choć w obszernym wywiadzie, którego Krzysztof Szczerski udzielił „Rzeczpospolitej” szef Gabinetu Prezydenta RP podkreśla, że obóz prezydencki „chce odbudować jedność” na prawicy, to jednak dyskretnie kąsa oponentów Andrzeja Dudy. Żeby daleko nie szukać: pogardliwie odnosi się choćby do Zbigniewa Ziobry, który otwarcie skrytykował prezydenta po podwójnym wecie. – Decyzją o wecie prezydent sprawił radość ludziom, którzy siebie określili „nadzwyczajną kastą” – komentował minister sprawiedliwości. – Jeżeli prezydent rozejdzie się z wartościami naszego środowiska, to nie może zakładać, że zyska kolejny kredyt zaufania – ocenił.

Jak do sprawy odniósł się Krzysztof Szczerski? Krótko. – Nie czas skupiać się na nazwiskach czy słowach wypowiadanych przez koalicjantów Prawa i Sprawiedliwości (Ziobro należy formalnie do Solidarnej Polski – przyp. red.). Musimy wyciągnąć wnioski z zaistniałej sytuacji, mając oczywiście w pamięci, kto chciał przeprowadzić skuteczną reformę sądownictwa, a kto forsował projekty, które nie dawały gwarancji jej przeprowadzenia w sposób bezpieczny – stwierdził szef prezydenckiego gabinetu.

Na pytanie o spór Andrzeja Dudy z Antonim Macierewiczem, minister stwierdził jedynie, że relacje między politykami „określa w Polsce konstytucja”. Szczerski zapewniał, że o konflikcie nie ma mowy. Jednocześnie, w ostrych słowach skrytykował poczynania Beaty Szydło i jej ekipy. – Prezydent nie może się domyślać tego, co będzie zawierać jakiś ważny projekt. To ministrowie prowadzący konkretne ustawy powinni mieć świadomość, że ich obowiązkiem jest informować o nich prezydenta na każdym etapie – stwierdził ostro prezydencki minister. Jego zdaniem, członkom rządu „musi wejść w krew”, by informować Andrzeja Dudę.

fakt.pl

Sekrety Biblioteki Sejmowej. „Życie Gospodarcze” z 1987 😉

Niedługo koniec z miesięcznicami? Nowa deklaracja Kaczyńskiego

To nie my chcemy dzielić Polaków, odbierać prawo do demonstracji, do czczenia tych, którzy na to uczczenie zasługują – mówił Jarosław Kaczyński przed Pałacem Prezydenckim.

10 sierpnia odbyły się obchody 88. miesięcznicy smoleńskiej. Wieczorem w archikatedrze warszawskiej odbyła się msza święta, po której uczestnicy uroczystości przeszli Krakowskim Przedmieściem przed Pałac Prezydencki, gdzie głos zabrał Jarosław Kaczyński. O czym mówił?

O dzieleniu Polaków: To nie my chcemy dzielić Polaków, odbierać prawo do demonstracji, modlitwy, obchodzenia swoich świąt, do czczenia tych, którzy na to uczczenie zasługują.

O nowych pomnikach i miesięcznicach: Staną tu, niedaleko stąd, pomniki i będziemy znali prawdę. Zbliżamy się do prawdy. Słyszymy coraz to nowe komunikaty i na pewno w tym momencie, w którym staną pomniki, i wierzę, że to będzie w ósmą rocznicę tragedii, usłyszymy też tę ostateczną odpowiedź, niezależnie od tego, jaka ona będzie, ale usłyszymy ją. I wtedy będziemy mogli powiedzieć – tak to się składa, po 96 marszach, a ofiar było przecież 96, będziemy mogli powiedzieć – kończymy, bo zwyciężyliśmy.

Jest jedno „ale”: Póki nie zwyciężymy, to nie skończymy.

O tym, że Polska musi odzyskać godność: Ta straszliwa kompromitacja, o której niemalże codziennie słyszymy, musi zostać uchylona, zamazana, tak, jak zamazuje się fatalne napisy, rzeczy, które są nie do przyjęcia. Musi być zamazana, bo inaczej będzie częścią naszej historii, będzie nas obciążać. Tylko prawda, tylko pełna prawda i tylko to wszystko, co przyczyni się do tego, by ci którzy zginęli, zginęli na służbie, zginęli, bo chcieli uczcić polskich bohaterów, zostaną odpowiednio uczczeni, będzie ostatecznym powiedzeniem.

2,5 tys. policjantów, barierki

Obchody kolejnej miesięcznicy organizowane są przy wzmocnionych siłach policyjnych: porządku pilnuje 2,5 tys. policjantów. Już w przeddzień marszu Krakowskie Przedmieście ogrodzono barierkami, by zapobiec utrudnianiu obchodów przez przeciwników miesięcznic: ci nie zgadzają się z upolitycznianiem katastrofy smoleńskiej i protestują przeciwko zakazom zgromadzeń podczas imprez organizowanych cyklicznie. Tym razem protestujący na Placu Zamkowym Obywatele RP poinformowali, że policja „bez żadnego powodu” zaatakowała siedzących na placu. Informują również, że część biorących udział w kontrmanifestacji została zatrzymana.

polityka.pl

11 SIERPNIA 2017

Miesięcznica nr 88, stan wyjątkowy postępuje. Policja sprawdza, legitymuje, otacza, zamyka i porywa

Relacja OKO.press. Kaczyński zapowiedział ostatnią miesięcznicę na 10 kwietnia 2018, ale nie był zbyt precyzyjny: „po 96 marszach, a ofiar było 96, kończymy. Bo zwyciężyliśmy, ale póki nie zwyciężymy, to nie skończymy”. Policja legitymowała na potęgę i porwała kilkoro demonstrantów z Placu Zamkowego. W nocy zaczęła ich wypuszczać

Naszą relację z 88 miesięcznicy – którą prowadziliśmy na bieżąco na FB – zaczynamy od końca. Około 22:00 na Placu Zamkowym, reporter OKO.press dostrzega dwie policyjne furgonetki, otoczone kordonem policji i tłumem demonstrantów, pomieszanych z gapiami i dziennikarzami. Jest już po miesięcznicy, Krakowskie Przedmieście otwarte, ludzie wracają do domu.

Poszła wieść, że w środku są zatrzymani demonstranci. Ludzie próbują zatrzymać furgonetki, kłębią się wokół, krzyczą. Panuje chaos.

Gdy pierwszej furgonetce udaje się ruszyć, na jej drodze siadają Obywatele RP, w większości młodzi ludzie. Ze 100 osób gania się z policją po Placu. Kordony policji próbują utorować drogę samochodowi, ale wciąż pojawiają się protestujący.

Nadjeżdżają kolejne radiowozy policyjne. Żona zatrzymanego Wojciecha Kinasiewicza z Obywateli RP przedziera się przez kordon i krzyczy do policjantów, dokąd wiozą jej męża.

W końcu policji udaje się utorować drogę radiowozom.

Paweł Kasprzak, lider Obywateli RP, mówi OKO.press, że powodem zatrzymania była odmowa okazania dokumentów i zrewidowania plecaków. Miały być zatrzymane trzy osoby, w tym Kinasiewicz.

Po 23:00 Kinasiewicz opowiada „Wyborczej”, że policja wywiozła jego i pięć-sześć innych osób na komisariat przy ul. Dzielnej. Kinasiewicza po prostu wypuścili, innych zabrali do środka. O 23:30 wypuścili kolejną osobę, Rafała Suszka.

„Dziękuję, że wpadliście” – mówi zebranym pod komendą ludziom.

Na jednego demonstranta 25 policjantów

Według Wojciecha Króla ze stowarzyszenia Tama „strategia policji polegała na wyłapywaniu z tłumu pojedynczych osób, nawet przypadkowych, i legitymowaniu ich. To takie zastraszanie, żeby nie czuć się bezpiecznie, nawet  w kupie. Proporcje policji do demonstrantów były w niektórych momentach jak 25 do jednego. Ściągnęli chyba wszystkie posiłki, widziałem starszych policjantów w brzuszkami. Słyszałem, jak policjant w randze komisarza, dopytywał się przez telefon, co ma zrobić z człowiekiem z biało-czerwoną flagą”.

Według „Wyborczej” w „ochronie miesięcznicy” uczestniczyło 2500 funkcjonariuszy.

Policjanci byli czujni. Gdy pochód smoleński przechodził Krakowskim Przedmieściem, mężczyzna krzyknął „Nie wstydźcie się”, co było komentarzem do zasłaniania czoła pochodu z Jarosławem Kaczyńskim ogromnymi transparentami. Reporter OKO.press widział, jak policja wychwyciła ten krzyk i podeszła do demonstranta.

Policja legitymowała też osoby biorące udział w legalnym zgromadzeniu Obywateli Solidarnie w Akcji.

Na Krakowskim Przedmieściu przy hotelu Bristol, już po zakończeniu miesięcznicy, policja legitymowała jednego z protestujących otaczając go kordonem. Według relacji innych demonstrantów uratowała go europosłanka PO Róża Thun, która przekonała policjantów, by go puścili.

Siły policyjne kontrolowały sytuację. Nowością były – nielegalne, bez żadnej podstawy prawnej – kordony na chodnikach, za barierkami, które uniemożliwiały ludziom posuwanie się razem z marszem. Czasem przepuszczali dziennikarzy, a czasem nie.

Zależy jaka prasa

Reportera OKO.press zatrzymał taki kordon.

„Czy prasa może przejść?” – zapytał Daniel Flis.

„Zależy jaka” – odpowiedział policjant i nie był to żart.

Ale obejrzał legitymację OKO.press i przepuścił.

Takie kordony na chodnikach były przy Miodowej i Koziej, a nawet daleko od trasy pochodu, przy pętli autobusowej na Trębackiej.

Wszędzie masa policji, wszędzie „płoty zaporowe”. To wszystko zniechęcało demonstrantów. Wiele osób zrezygnowało z protestu.

Paweł Kasprzak: „Tyle mamy wolności, ile jej sobie weźmiemy”

Paweł Kasprzak, lider Obywateli RP,  przemawia już po wystąpieniu Jarosława Kaczyńskiego:

„Pamiętajcie, że policja łamie prawo, to nic nie kosztuje przeciwstawić się, miejcie w sobie odwagę, to nie oznacza stosowania przemocy, wystarczy stanąć im na drodze i odpowiedzieć „nie” na wezwanie do rozejścia się. To wszystko, czego było trzeba, żeby człowiek, którego zwijali [Paweł Kasprzak] pozostał wolny.

Dożyliśmy czasów, że obywatelskie wolności musimy sobie wziąć sami. Nie ma już parlamentu, który je obroni. Nie ma Trybunału Konstytucyjnego, nie ma już prawdopodobnie sądów, które nas obronią. Teraz tyle mamy wolności, ile jej sobie weźmiemy”.

Jarosław Kaczyński: miesięcznic będzie 96, tyle ile ofiar

Przemówienie Jarosława Kaczyńskiego było krótkie i łagodniejsze, jakby lider PiS chciał podreperować wizerunek niezrównoważonego psychicznie po „zdradzieckich mordach”. Sensacją było podanie terminu zakończenia miesięcznic. Ostatnia, nr 96, miałaby się odbyć 10 kwietnia 2018 roku.

Wartość tej zapowiedzi osłabiła osobliwa logika prezesa: „Staną tu niedaleko pomniki i będziemy znali prawdę, zbliżamy się do prawdy. Usłyszymy odpowiedź [na pytanie o prawdę], niezależnie od tego, jaka ona będzie.

Wtedy będziemy mogli powiedzieć, tak to się składa, po 96 marszach, a ofiar było 96, kończymy. Bo zwyciężyliśmy, ale póki nie zwyciężymy, to nie skończymy”.

Kaczyński zaczął od podziękowań „swoim”. „Ale dziękuję także tamtym, którzy tak krzyczą, bo to jest docenienie (oklaski). Była cisza, były różne napisy, ale szliśmy w ciszy. Wydawało się, że to jakaś zapowiedź dobrej zmiany, na którą liczymy, bo to nie my chcemy dzielić Polaków, to nie my chcemy odbierać komuś prawo do demonstracji, modlitwy, do czczenia tych, którzy na to zasługują. To inni próbują zorganizować nasz kraj, by jedna jego część miała prawa, a inna, dużo większa tych praw nie miała. Im to się nie uda. Nasze cele zostaną zrealizowane.

Już prawie dwa lata rządów, ktoś może powiedzieć, ale zrealizowane nie są. Otóż to nie jest łatwe, działamy w trudnych warunkach. Z ogromnym oporem, ale idziemy do przodu”.

Ks. Bartołd: demokracja to za mało, trzeba prawdy i miłości

„Dzisiaj w naszej ojczyźnie niektórzy pytają – po co ci wiara chrześcijańska, czy musisz żyć według dekalogu? Po co ci miłość i prawda, czy nie wystarczy ci demokracja i tolerancja?” – pytał ks. Bogdan Bartołd podczas mszy św., która tradycyjnie rozpoczęła główne obchody kolejnej miesięcznicy smoleńskiej. I dalej:

„Czy trzeba narodowe rocznice świętować? Czy warto uczyć się dziejów ojczystych? Czy warto głosić chwałę zmarłych bohaterów? Czy trzeba modlić się za tych, którzy zginęli pod Smoleńskiem? Czy to nie jest za dużo tej naszej polskiej martyrologii? Czy jeszcze w małżeństwie istnieje miłość dozgonna? Czy dziecko jeszcze powinno mieć ojca i matkę? Co odpowiedzieć?”.

Po mszy pochód ruszył w stronę Pałacu Prezydenckiego. Tłum śpiewa Czarną Madonnę, odmawia różaniec. Jarosław Kaczyński idzie na czele pochodu – szczelnie otoczony politykami PiS. Od kontrmanifestantów za barierkami odgradzają go nie tylko dwa kordony policji, ale także wielkie transparenty.

Nie widzi, jak policja dyskretnie panuje nad sytuacją.

OKO.press

TVN 24: Miesięcznice smoleńskie ochrania więcej policjantów niż Woodstock

Maciej Orłowski, 11 sierpnia 2017

87. miesięcznica smoleńska

87. miesięcznica smoleńska (Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta)

TVN 24 policzył, ile kosztują miesięcznice smoleńskie. Zabezpieczenie lipcowej kosztowało podatników niemal 760 tys. zł, ochraniało ją 2 tys. policjantów. To więcej niż na Przystanku Woodstock, „imprezie podwyższonego ryzyka” według MSWiA.

Wczoraj odbyła się kolejna, 88. już miesięcznica smoleńska. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji ściągnęło do Warszawy ponad 2,5 tys…

wyborcza.pl

Przepychanki z policją po miesięcznicy. Zatrzymano kontrmanifestantów

Wprost, 11.08,2017

Po manifestacji związanej z 88. miesięcznicą katastrofy smoleńskiej doszło do przepychanek z policją, niektórzy kontrmanifestanci zostali na krótko zatrzymani.

Do przepychanek doszło w okolicach Placu Zamkowego w Warszawie po zakończeniu miesięcznicy smoleńskiej. Obywatele RP odpowiedzialni za organizację kontrmiesięcznic poinformowali na Twitterze około 21.30, że „policja bez żadnego powodu zaatakowała kilka osób”. Z medialnych relacji wynika, że policjanci chcieli wówczas wylegitymować te osoby i sprawdzić plecaki, jednak protestujący odmówili.

Wtedy też funkcjonariusze zaczęli siłą wynosić uczestników kontrmanifestacji do radiowozów. Na to zareagowali protestujący, którzy zaczęli blokować policyjne radiowozy i to wówczas doszło do przepychanek z funkcjonariuszami. Reporter portalu Onet Jonasz Jasnorzewski przekazał w tamtym momencie, że policja nie podawała informacji, gdzie zabiera zatrzymanych.

Ostatecznie okazało się, że zatrzymane osoby trafiły na komendę na ulicy Dzielnej i – jak poinformowali Obywatele RP – zostały wypuszczone tuż przed północą. Z relacji Obywateli RP wynika, że „policja twierdzi, że nie było to zatrzymanie”, a na stronie organizacji pojawiło się nagranie z komendy.

msn.pl

88. miesięcznica smoleńska. Kontrmanifestanci wyciągani przez policję. Jarosław Kaczyński: „To nie my chcemy dzielić Polaków”

zdjęcia: Wojtek Kaniewski, Igor Nizio; montaż: Igor Nizio, 11.08.2017
http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,22219429,video.html?embed=0&autoplay=1

– To nie my chcemy dzielić Polaków. To nie my chcemy odbierać komuś prawo do demonstracji, modlitwy i do obchodzenia swoich świąt – mówił podczas 88. miesięcznicy smoleńskiej Jarosław Kaczyński. Gdy wypowiadał te słowa niedaleko trwała kontrmanifestacja, a policja zatrzymywała poszczególne osoby. Wśród demonstrujących była Róża Thun, która wyraziła swoje zdanie na ten temat. – Wyłapywanie poszczególnych osób z tłumu znamy to z lat 70. , 80. – mówiła. Demonstrujący przynieśli ze sobą białe róże i plakaty z napisem ‚KonsTytucJa’. – Działamy w trudnych okolicznościach. Ale idziemy do przodu. Idziemy do przodu jeśli chodzi o uczczenie pamięci i staną tu niedaleko stąd pomniki i będziemy także znali prawdę – mówił prezes PiS.

Zobaczcie, co zarejestrowała nasza kamera podczas 88. miesięcznicy smoleńskiej.

wyborcza.pl

Stanisław Skarżyński

Policja porywająca demonstrantów to nie jest praktyka demokratycznego państwa prawa

11 sierpnia 2017

Jarosław Kaczyński i Mariusz Błaszczak podczas 88. miesięcznicy katastrofy smoleńskiej

Jarosław Kaczyński i Mariusz Błaszczak podczas 88. miesięcznicy katastrofy smoleńskiej (Fot. Adam Stępien / Agencja Gazeta)

Skoro policja jest gotowa porywać ludzi z ulicy, to jak można uwierzyć, że demonstrowanie jest w Polsce bezpieczne? Historia podpowiada tu najgorsze scenariusze – i PiS może mieć o to pretensje tylko do Mariusza Błaszczaka.

Stanisław Skarżyński (1984) – dziennikarz, socjolog. Redaktor prowadzący „Osiem Dziewięć”.

Nie jestem entuzjastą kontrmiesięcznic smoleńskich, bo uważam, że należy tam PiS zostawić, żeby się taplało w swoim smoleńskim obłędzie, a w czasie, kiedy PiS uprawia ten chocholi taniec, zajmować się merytorycznie emeryturami, rentami, szpitalami, żłobkami itd.

Dawno temu przestałem słuchać wystąpień prezesa Kaczyńskiego pod Pałacem Prezydenckim, bo od lat już nie da się tam usłyszeć nic nowego – od siedmiu lat z okładem prezes PiS ze swojej drabinki opowiada, jak to „przybliża się do prawdy”. Zapomina dodać, że ta prawda mu się oddala – jak horyzont, z każdym krokiem o jeden krok.

88. miesięcznica smoleńska. Kontrmanifestanci wyciągani przez policję. Jarosław Kaczyński: „To nie my chcemy dzielić Polaków”

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,22219429,video.html

Rozumiem oczywiście argumenty Obywateli RP, którzy protestują przeciwko sprezentowaniu Jarosławowi Kaczyńskiemu przez Sejm prawa o zgromadzeniach cyklicznych, które jest drwiną z porządnej legislacji, ale uważam, że niewarta skóra wyprawki i zamiast mierzyć się z PiS na ich warunkach, należy porządną pracą oświetlać idiotyzm tego smoleńskiego cyrku.

Z olbrzymim trudem, ale mogę zrozumieć nawet to, że policja łazi za Obywatelami RP i posłami opozycji podczas protestów w obronie wolności sądownictwa. W dobie terroryzmu, politycznego wzmożenia i ogólnego napięcia społecznego nawet im się nie dziwię, choć upolitycznienie policji przez PiS każe oczywiście podejrzewać, że nie tylko o ogólne bezpieczeństwo tu chodzi, ale również o interesy partii rządzącej.

Natomiast tego, co się stało 10 sierpnia na Krakowskim Przedmieściu, wytłumaczyć ani zrozumieć się nie da w żadnej części. To, że przypadkowych, pokojowo protestujących ludzi policja wywoziła radiowozami w nieznanym kierunku, to jest barbarzyństwo niemożliwe do zaakceptowania nawet w kraju tylko udającym demokratyczne państwo prawa

Życzenia gwałtu dla „biednej, lewackiej dziewczynki”. O polskim podziwie dla wolontariuszki

Wszyscy wiedzą lepiej od Aliny Czyżewskiej, po co pojechała jako wolontariuszka do Grecji.Wszyscy wiedzą lepiej od Aliny Czyżewskiej, po co pojechała jako wolontariuszka do Grecji. Martyna Rusjan

Miesięcznice, czyli eskalacja

Pół biedy, że budzi to oczywiste skojarzenia historyczne (bo najsławniejszym pasażerem milicyjnego bagażnika w Polsce był ksiądz Jerzy Popiełuszko) oraz geograficzne (bo porywanie ludzi przez politycznie sterowany aparat przymusu to jest praktyka Rosji pod rządami Putina).

Gorzej, że zachowanie policji podczas 88. miesięcznicy świadczy o tym, że PiS jest gotowe nie tylko nadużywać możliwości stanowienia prawa, ale również wykorzystać aparat przymusu, by bronić zdobytej władzy.

Nie wiadomo, co się stało – czy Mariusz Błaszczak nie panuje nad powierzonym mu resortem, więc nominowani z politycznego klucza i rozliczani z wykonywania politycznych rozkazów dowódcy wywierają taką presję na fukcjonariuszy, że ci robią takie głupstwa, czy policja jest już tak podporządkowana głupiej i złej władzy, że można jej polecić porywanie ludzi z ulicy, żeby zastraszyć przeciwnych tej władzy demonstrantów.

Tyle że to tak naprawdę wszystko jedno. 10 sierpnia 2017 roku po raz pierwszy PiS wprost użyło siły, żeby zastraszyć uczestników pokojowej demonstracji. To nieważne, czy policja zgaduje życzenia władzy, czy wykonuje jej polecenia – jeśli służby państwa są gotowe bez żadnego powodu porywać ludzi z ulicy, to nie mogą gwarantować bezpieczeństwa.

Jak można będzie teraz na słowo uwierzyć, że demonstrowanie w Polsce jest bezpieczne? Że następnym razem demonstrujący nie zostaną bezprawnie wywiezieni? Może zostaną zamknięci w celi na 48 godzin? Pozbawieni możliwości kontaktu z rodziną? Niezbędnych lekarstw? Zamknięci w izolatce? „Psychuszce”?

Historia podpowiada tu najgorsze scenariusze – i PiS może mieć o to pretensje tylko do Mariusza Błaszczaka.

wyborcza.pl

Maciej Lasek: Bzdurne pomysły mają wyznawców

SIERPIEŃ 10, 2017, 

– To, co przedstawiła podkomisja, bliższe jest deklaracji wiary, a nie rzetelnemu badaniu wypadku lotniczego – mówi nam dr Maciej Lasek, ekspert lotniczy, były przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, komentując ostatnie rewelacje podkomisji smoleńskiej. Komisja stwierdziła, że „destrukcja lewego skrzydła zaczęła się przed zderzeniem z brzozą”, a także, że znaleziono ślady wybuchu. – Żyjemy dziś w czasach, gdzie najbardziej bzdurne pomysły mają swoich wyznawców. Jest przecież stowarzyszenie, które wierzy, że Ziemia jest płaska, a jego członkowie są w stanie wymyślić nawet pseudonaukowe teorie mające to potwierdzać – mówi nam Lasek

JUSTYNA KOĆ: Przy okazji kolejnej miesięcznicy smoleńskiej mamy kolejne rewelacje. Tym razem podkomisja stwierdziła, że destrukcja lewego skrzydła zaczęła się przed brzozą. Jak pan to skomentuje?
MACIEJ LASEK:
 To, co przedstawiła podkomisja, bliższe jest deklaracji wiary, a nie rzetelnemu badaniu wypadku lotniczego. Już 6 lat temu w raporcie komisji Millera napisaliśmy, że samolot jeszcze około 250 m przed brzozą zaczął zderzać się z różnymi przeszkodami. Była to korona brzozy przy bliższej radiolatarni, potem kolejne drzewa przycięte na wysokości 4 m, niektóre o średnicach pni nawet 10 centymetrów. To wszystko jest udokumentowane w naszym raporcie. W raporcie również napisaliśmy, że wskutek tych zderzeń nastąpiło uszkodzenie prawego i lewego skrzydła, ale uszkodzenia te w żaden sposób nie uniemożliwiały dalszego lotu. Dopiero zderzenie z brzozą o średnicy pnia 40-50 cm spowodowało odcięcie 1/3 lewego skrzydła i brak możliwości kontrolowanego przez pilotów lotu.

Czyli komisja mówi półprawdę lub półkłamstwo, jak kto woli?
Jeżeli podkomisja mówi, że destrukcja, choć ja bym to nazwał niewielkimi uszkodzeniami, lewego skrzydła zaczęła się już przed uderzeniem w brzozę na działce Bodina, to tak, zaczęły się wcześniej. I potwierdza to lot samolotu na bardzo małej wysokości nad ziemią już kilometr przed pasem lotniska w Smoleńsku. Przycięte przez skrzydła samolotu drzewa są tego namacalnym dowodem. Drugim dowodem są zapisy czarnych skrzynek – przez 2,5 sekundy przed feralną brzozą samolot leciał na wysokości około 6 metrów. Trzecim dowodem są szczątki samolotu, w tym odcięta część lewego skrzydła. Ale

żeby to ocenić, trzeba mieć wiedzę, doświadczenie i być na miejscu wypadku, tak jak to robią badacze na całym świecie. Jednak nikt z członków podkomisji nigdy nie badał wypadków lotniczych, nie był na miejscu w Smoleńsku i nie badał wraku.

Panie doktorze, który raz próbuje pan walczyć, czy walczy pan z różnymi nieprawdopodobnymi tezami podkomisji smoleńskiej?
Trudno zliczyć… Na szczęście większość społeczeństwa traktuje tezy komisji smoleńskiej jako swoiste political fiction. Zdecydowana większość Polaków akceptuje wyniki przedstawione przed komisję Millera, poparte wszystkimi wynikami prokuratury, również prokuratury, która jest dzisiaj nadzorowana przez ministra Zbigniewa Ziobrę. Nawet po takiej zmianie materiał dowodowy, który przez 7 lat zebrała prokuratura wskazuje dokładnie, że

przyczyną wypadku było zejście poniżej dopuszczalnej wysokości w warunkach, w których nie było widać ziemi. Zderzenie z brzozą było jedynie skutkiem tych działań.

Podkomisja konsekwentnie dowodzi, że było inaczej.
Tak, choć mam wrażenie, że od dłuższego czasu podkomisja jest w defensywie. Już 4 jej członków odeszło, w atmosferze skandalu doszło do zmiany przewodniczącego. Nie trzeba wiele, żeby odpierać tezy podkomisji. Wystarczy przypomnieć raport i przedstawiane przez prokuraturę ekspertyzy, żeby wykazać, że panie i panowie z podkomisji się mylą.

Zresztą proszę zwrócić uwagę, że rewelacje podkomisji nie są już ogłaszane z taką pompą jak kiedyś, gdy te same osoby współpracowały z panem Macierewiczem w ramach zespołu parlamentarnego. Wtedy co miesiąc była konferencja w Sejmie, przedstawiane tezy szokowały, oczywiście nic z tego nie wynikało, ale show było. Dziś, po 4 miesiącach milczenia,

podkomisja publikuje oświadczenie, które wygląda jak wyznanie wiary, a nie coś, co miałoby przedstawiać wyniki badań. I jeszcze jako państwo im za to płacimy.

Podkomisja działa już dłużej niż pracowała komisja Millera. Tylko że my w tym czasie przeprowadziliśmy badania na miejscu wypadku, zebraliśmy bogaty materiał dowodowy, wykonaliśmy loty testowe na drugim tupolewie i opublikowaliśmy ponad 1600 stron wyników naszych badań. Nasze materiały i dokumentacja zebrana przez prokuraturę są dostępne dla podkomisji. Ale z tego nic nie wynika, bo podkomisja ciągle kreci się wokół tych samych, znanych od 6 lat tez.

Był taki czas, kiedy członkowie komisji Millera nie zabierali głosu w tej sprawie. Dlaczego?
Przez 1,5 roku po zakończeniu badania nie wypowiadaliśmy się. To miało podstawy, bo uważaliśmy, że jako grupa specjalistów zakończyliśmy pracę, a wszystkie niezbędne informacje można było znaleźć w naszym raporcie. Uważaliśmy, że to nie do nas należała walka z różnymi teoriami, lansowanymi przez Antoniego Macierewicza. W takie rzeczy na świecie nie wikła się profesjonalna komisja, która zresztą została rozwiązana, a wszystkie materiały zostały przekazane do archiwum.

Szalone teorie niezgodne z faktami nie mają na dłuższą metę racji bytu i się wypalają. Sam myślałem, że to się wypali. Okazało się jednak, że się myliliśmy.

Żyjemy dziś w czasach, gdzie najbardziej bzdurne pomysły mają swoich wyznawców. Jest przecież stowarzyszenie, które wierzy, że Ziemia jest płaska, a jego członkowie są w stanie wymyślić nawet pseudonaukowe teorie mające to potwierdzać.

Często przy katastrofach samolotowych pojawiają się teorie spiskowe…
Takie teorie mamy też np. przy samolocie linii Germanwings, który zderzył się ze zboczem góry wskutek celowego działania jednego z pilotów. Po zakończeniu pracy przez francuską komisję i prokuraturę wszystko było w 100 proc. wyjaśnione. Tymczasem pewna grupa osób do dzisiaj uważa, że tam doszło do zderzenia samolotu pasażerskiego z samolotem wojskowym, a rząd to tuszuje. Członkowie tej grupy, nie będąc na miejscu wypadku i bez dostępu do dowodów, wskazują nawet na upublicznionych w Internecie zdjęciach, gdzie według nich na zboczu góry widać szczątki drugiego samolotu. Takich przypadków jest niestety więcej.

To przypomina działania podkomisji smoleńskiej, oni też nigdy nie byli na miejscu wypadku.
To prawda, nie badali też wraku, nie mają żadnego doświadczenia badawczego, bo nigdy nie badali żadnego wypadku, nawet nie stali w okolicy wraku samolotu.

Jedyny tupolew, obok którego stali, to ten w Mińsku, do którego jeżdżą oglądać, jak wygląda samolot.

Ale nie przeszkadza to im w formułowaniu coraz to bardziej ekstrawaganckich, niepopartych dowodami tez.

Zastanawia mnie, dlaczego ludzie z dorobkiem naukowym – nie w dziedzinie katastrof, ale jednak jest w tej podkomisji kilku doktorów, profesorów – nie boją się kompromitacji.
W każdej grupie zawodowej znajdą się osoby, które dla wątpliwej sławy czy przychylności polityków są gotowe zaprzepaścić swoje dobre imię i szacunek w środowisku. Być może nawet niektórzy z nich wierzą w to, co robią, albo nie widzą swojej kompromitacji. Część członków podkomisji ma własny dorobek naukowy, byli szanowanymi specjalistami zanim zabrali się za coś, o czym nie mają pojęcia. Mój nieżyjący już nauczyciel, prof. Jerzy Maryniak, powtarzał zawsze: Maciek, pamiętaj, nie wypowiadaj się poza zakresem swoich kompetencji. To samo ja przekazuję swoim studentom. Nie znam się na biotechnologii, to się nie wypowiadam na ten temat. Znam się na badaniu wypadków lotniczych, znam się na lotnictwie, pilotażu, mechanice lotu, dlatego zabieram głos w tych kwestiach. W komisji Millera byli specjaliści z udokumentowanym doświadczeniem. Nie ma wielu takich w naszym kraju. Proszę zobaczyć, kogo mamy w podkomisji. Jej przewodniczący, dr Nowaczyk, specjalizuje się w spektroskopii fluorescencyjnej, szefem zespołu technicznego jest specjalista od konstrukcji betonowych, a szefem zespołu lotniczego jest architekt. Oczywiście

żaden z nich nigdy nie latał, ani nie pracował w lotnictwie.

Świat widzi to, co wyprawia podkomisja smoleńska?
Niestety tak, moi koledzy z zagranicy pytali mnie na początku, o co chodzi i nie chcieli wierzyć. Dzisiaj i oni muszą się mierzyć z teoriami spiskowymi.

Myśli pan, że to kiedyś się skończy?
To będzie trwało, ale widać wyraźnie, że podkomisja wytraca impet. Wszyscy pamiętamy, że pierwszą szokującą informacją z początków działania podkomisji było rzekome zniszczenie 400 kart ważnych dokumentów dotyczących Smoleńska. Okazało się, że chodziło o brudnopis, z którego informacje codziennie przepisywano do innych dokumentów. Sprawa chyba umarła, bo nie słuchać o jakichś efektach śledztwa. Później pan minister Macierewicz powiedział, że mają rzekomo wiarygodne nagrania z nasłuchu. Słyszałem, że w tych nagraniach miało być nawet słychać, co załoga mówi w kokpicie, trudno w uwierzyć, ale OK. Do dzisiaj nie ma żadnych wyników, choć te rewelacje minister Macierewicz ogłosił już z 1,5 roku temu. Na konferencji we wrześniu zeszłego roku podkomisja powiedziała, że znalazła fałszerstwa w raporcie komisji Millera. Prokuratura nie podzieliła ich wniosków, mimo zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Prof. Binienda ponad rok temu mówił, że model tupolewa będzie badała NASA. Minęło kilkanaście miesięcy i nie ma żadnych wyników badań NASA.

Podejrzewam, że jakby zapytać rzecznika NASA, kiedy będą wyniki, zrobiłby wielkie oczy.

A niedawno minister Macierewicz stwierdził, że doniesie do prokuratury na komisję Millera, ponieważ nasz raport różni się od raportu komisji MAK. Opadły mi wtedy ręce, bo ja już nie wiem, czy pan minister promuje raport MAK, czy szuka śladów zamachu. Ale zgadzam się z nim, że nasz raport różni się od raportu MAK, mimo że sam Antoni Macierewicz przez 6 lat wcześniej twierdził, że nasz raport jest identyczny z raportem MAK.

Jak długo to jeszcze będzie trwało? Przyzwyczailiśmy się, że wyobraźnia członków podkomisji nie ma granic. Więc pewnie jeszcze przez jakiś czas, a co najmniej do zakończenia śledztwa przez prokuraturę.

https://www.wiadomo.co/maciej-lasek-bzdurne-pomysly-maja-wyznawcow/

Gen. Piotr Pytel: Obecne rządy to plaga

 

SIERPIEŃ 10, 2017 

– To, co się teraz dzieje, to jest afera polityczna, konstruowana wbrew logice i przepisom prawa, mająca na celu dyskredytację byłego premiera. Moja skromna osoba została obsadzona w roli rosyjskiego łącznika i gdyby mnie nie było, to trzeba by mnie stworzyć, co zresztą zrobiono, bo tylko dane osobowe są prawdziwe w przekazie mediów PiS – mówi w rozmowie z nami gen. Piotr Pytel, były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego. I dodaje: – Nie pozwolę, żeby pozostały jakiekolwiek wątpliwości co do mojej lojalności wobec naszego państwa. Rozmawiamy także o ujawnianych przez rządowe media nagraniach polityków poprzedniej władzy, działaniach ministrów Waszczykowskiego i Macierewicza, manipulacjach PiS.

KAMILA TERPIAŁ: „Decyzja o publikacji tych nagrań, nie ich treść, przenosi rząd PiS i Polskę do III ligi zaufania w NATO. Czwartej ligi tam nie ma” – tak napisał pan niedawno na Twitterze. O co konkretnie chodzi?
Gen. PIOTR PYTEL: To nieco skomplikowana sprawa, a ja nie mogę mówić o wszystkich mechanizmach dotyczących tej kwestii. Ale to, co powiem, i tak powinno być wystarczającym uzasadnieniem mojej tezy. Zacznijmy od ligi – to jest oczywiście metafora – sprawa dotyczy skomplikowanego, ciągłego procesu ewaluacji partnera, jakim jest rząd polski, instytucje mu podległe, pod kątem wyznaczania i chronienia standardów szczelności informacyjnej. To jest bardzo ważne z punktu widzenia procesu decyzyjnego służb państw NATO-wskich i mówię głównie o działaniu i współpracy w obszarze informacji wrażliwych. Wniosek jest jeden –

aktualny rząd podporządkował wszystko interesom wewnętrznej polityki, ukierunkowanej przede wszystkim na interes partyjny.

pytel

Gen. Piotr Pytel

Takie nastawienie i podejście zwiększa ryzyko dzielenia się z nami informacją wywiadowczą, np. dotyczącą podmiotów zagranicznych, z którymi mogą być powiązani, w sposób legalny, nasi obywatele. Ale też proponowania nam i prowadzenia wspólnych niejawnych przedsięwzięć, podejmowanych w reakcji na zagrożenia. Tego typu działania są zanurzone w lokalnej rzeczywistości. Może się zdarzyć, że w toku takich działań zostaną uzyskane dane, będące dezinformacją, które można wykorzystać jako bat na politycznych oponentów.

Mówiąc krótko – nie ufa się partnerom, z zasobów których lokalna władza czerpie paliwo polityczne do walki ze swoimi przeciwnikami.

Ważna jest także kwestia związana z wątkiem rosyjskim, który przebija się w sprawie tzw. afery taśmowej. Trudno jest podchodzić do śledztwa, które zostało zakończone, jak do procedury wyczerpującej całość tematu. Cały czas pojawiają się nowe nagrania, nieznane prokuraturze.

Odpowiedzialność czy wina tzw. kelnerów została ustalona, ale nie oznacza to, że mapa oddziaływań została dokładnie opracowana.

Prokuratura nie posiada do tego odpowiednich narzędzi, pomimo że jej zadaniem jest wszechstronne wyjaśnienie okoliczności. To raczej domena wyspecjalizowanych służb. W analizach naszych partnerów na pewno pojawiają się najbardziej niepokojące hipotezy, dotyczące właśnie ewentualnego udziału Rosjan w tej sprawie. Analitycy zaczynają swoje rozważania od zbierania i łączenia informacji, ale także od próby interpretacji efektów, które dana sytuacja wytwarza w celu identyfikacji jej rzeczywistych przyczyn czy określenia głównych aktorów. A w tym wypadku efekty są zbieżne z interesem naszego głównego oponenta – publikacja tych nagrań miała i ma destabilizujący wpływ na sytuację w naszym kraju. Rosji przecież na tym zależy. Ta przesłanka wystarcza do podjęcia decyzji o drążeniu sprawy.

Jest też aspekt konfliktowania nas z ważnym partnerem regionalnym, jakim są Litwini. To też istotny kierunek działania rosyjskich służb specjalnych – zakłócanie warunków i spoistości współpracy w zakresie bezpieczeństwa regionalnego. Miałem okazję w otwarty sposób rozmawiać z Litwinami o pewnych bolących obie strony zagadnieniach i przyznam, że patrząc z tej perspektywy,

nie doszukuję się w słowach Radosława Sikorskiego czegoś niestosownego.

Wszystkim naszym sojusznikom zdarzało się i zdarza, nawet w ostrzejszy sposób, mówić o Polakach. Każdy rząd kierując się interesem państwa starałby się nie dopuścić do ujawnienia takiego materiału. Dlatego że w tym przypadku jest to gest obrażający Litwinów, przekaz wzmacniający ich obawy. Szczególnie w świeżym kontekście projektu szaty graficznej paszportu RP – sprawy wbrew pozorom istotnej z ich punktu widzenia. I nie chodzi o słowa byłego ministra, tylko instrumentalne podniesienie wybranych fragmentów prywatnej rozmowy, której nagranie uzyskano w wyniku przestępczego działania, do rangi sprawy politycznej. Poza tym to nie PiS przez lata budował relacje z Litwą i innymi sojusznikami regionalnymi, ale poprzednicy tego rządu. Władzy, która na tym samym fundamencie relacji stoi. Ujawnienie tych nagrań jest czymś bardzo nieodpowiedzialnym.

Publikacja tych nagrań właśnie teraz nie jest przypadkowa?

Podejrzewam, że w podjęciu decyzji o publikacji treści tych nagrań uczestniczyli nasi polityczni przywódcy.

To jest przecież rządowa telewizja, która takie materiały powinna oceniać z  punktu widzenia interesu państwa. Czy redaktor, który rzekomo dotarł do tych nagrań, powinien je przekazać odpowiednim organom i ujawnić „źródło”? Biorąc pod uwagę przepisy prawa, zdecydowanie tak – mówimy o nagraniach pochodzących z przestępstwa. Ale tajemniczy informator to przecież tylko bajka dla dzieci. Nie sądzę, że osoby z telewizji publicznej dzięki swojemu sprytowi i przebiegłości tak po prostu dotarły teraz do tych nagrań.

Wracając do NATO… Minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski w wywiadzie dla rosyjskiej gazety mówi, że „Polska nie potrzebuje więcej żołnierzy NATO”. Jak te słowa wpływają na naszą pozycję w Sojuszu?
Nie wiem, w co minister Waszczykowski gra, bo zachowuje się trochę tak, jakby w czasie wywiadu dla „Kommiersanta” zmienił poglądy i osobowość jak filmowy Zelig. Jeżeli była to strategia na uśpienie czujności Rosjan, np. w obliczu planowanego zwiększenia kontyngentu sojuszniczego, to była to strategia niepotrzebna. Ale to naciągana interpretacja słów pana ministra, dlatego odczytuję je jako niestety szczere. Niestety, ponieważ

była to wypowiedź sprzeczna z polską racją stanu i kierunkiem umacniania naszego bezpieczeństwa.

Są w tym wywiadzie jeszcze inne słowa, będące zaprzeczeniem obowiązującej u nas tzw. strategii odstraszania. Obecność kontyngentu amerykańskiego, która jest zasługą poprzedniego rządu, powinna być traktowana przez potencjalnych przeciwników jako coś, co ma realny wpływ na nasz potencjał bojowy. Czytałem wywiad w oryginale i minister mówi wprost, że ten kontyngent nie ma istotnego znaczenia dla naszego potencjału bojowego. Jeżeli poczytałby trochę fachowej literatury i zgłębił kwestię potencjału odstraszania, dowiedziałby się, że mówiąc takie rzeczy, ten potencjał osłabia. Rosjanie powinni być przekonani, że w Polsce mamy realne siły NATO, które są w pełnej gotowości do działania. Taka jest zresztą rzeczywistość.

PiS się do tej pory tym chwalił…
Dlatego początkowo doszukiwałem się w tym jakiejś gry. Dalsze wypowiedzi ministra rozwiały te przypuszczenia. Jedno jest pewne, takie słowa w dyplomacji są niepotrzebne, a ich efekt jest szkodliwy. Taka opinia może mieć realny wpływ na polityczne oceny w Rosji w rodzaju: skoro polski minister spraw zagranicznych miękko z nami gra, to możemy aktualnie pozwolić sobie na więcej.

Obecność wojsk NATO nie jest tylko symbolem, musi być i jest realną siłą. A Rosjanie i tak wykorzystają ją do kreowania obrazu zagrożenia z Zachodu.

Czytał pan książkę Tomasza Piątka „Antonii Macierewicz i jego tajemnice”?
Czytałem.

Jak to możliwe, że po takiej dawce informacji nic się nie dzieje?
Nie chcę wypowiadać się szerzej na temat książki o Antonim Macierewiczu. Po pierwsze, moja, nawet oszczędna wypowiedź jako byłego szefa SKW może być nadinterpretowana. Po drugie, przygotowuję właśnie pozew przeciwko panu ministrowi. W tej książce jest wiele znaków zapytania, które pokazują, że narzędzia dziennikarskie są niewystarczające do odpowiedzi na te pytania. Takimi rzeczami powinny zajmować się stworzone do tego służby. To, że nie ma odpowiedzi ze strony rządu, ani samego pana Macierewicza – oni po prostu udają, że sprawy nie ma – jest strategią, która może wskazywać, że

wywołanie polemiki w tej kwestii byłoby dla władzy destrukcyjne.

Waga zarzutów jest bardzo poważna. Te wszystkie wątpliwości są też analizowane przez naszych sojuszników. Resort obrony i podległe mu służby nie mogą raczej w takiej sytuacji liczyć na standardowe zaufanie. Zresztą pewne tematy poruszone w książce nie są zapewne obce naszym amerykańskim partnerom, a ich wiedza jest, jak myślę, nawet głębsza.

Informacje zawarte w tej książce mogą mieć wpływ na pracę służb specjalnych?
Z pewnością, przede wszystkim na poziom gotowości do współpracy z nami. Służby wojskowe muszą się opierać na daleko posuniętej współpracy międzynarodowej. Taka jest teraz rzeczywistość. Wynika to z pozaterytorialnego, czasem globalnego charakteru zagrożeń. Bez otwartej współpracy i przekazywania wrażliwych informacji trudno mówić o skutecznym zwalczaniu zagrożeń na polskiej ziemi.

Ta książka stawia pod znakiem zapytania wiarygodność ministra jako ważnej osoby w Sojuszu, ale także rodzi wątpliwości co do szczelności informacyjnej systemu.

Fakt postawienia zasadnych pytań przez Tomasza Piątka, jak i wszystkie niepokojące informacje z innych otwartych źródeł wzbudzają, bardzo delikatnie mówiąc, niepokój naszych zagranicznych partnerów.

Czyli to nie tylko nasz problem?
Jakiś czas temu w zewnętrznych opiniach na temat ministra Antoniego Macierewicza, które do mnie docierały, przebijało się stwierdzenie, że jest to postać raczej groteskowa. Przepraszam za określenie, ale nie był traktowany serio. Aktualnie ta optyka, jak sądzę, się mocno zmieniła. Osobiście traktuję ministra Macierewicza z pełną powagą, m.in. z racji funkcji, jaką pełni w rządzie i jego realnego wpływu na naszą rzeczywistość, głównie w sferze obronności. Należy dodać, że jego obraz tworzą nie tylko informacje z publikacji, opinie polityków, ale przede wszystkim jego decyzje, wypowiedzi i działania w resorcie obrony, które jakie są, każdy widzi…

Traktują go teraz jak…?
Jak należy traktować człowieka, wobec którego stawiane są bardzo poważne pytania, związane bezpośrednio z bezpieczeństwem naszego kraju. Takie podejście dyktują rozsądek, ale i wysokie standardy bezpieczeństwa, obowiązujące w instytucjach krajów Sojuszu.

Wobec pana toczy się postępowanie w sprawie współpracy z rosyjskim FSB. W tej sprawie zeznawał także Donald Tusk. Nie obawia się pan, że po tym, co się dzieje w wymiarze sprawiedliwości, ta sprawa skończy się dla pana „nie najlepiej”?
Można mówić o obawach, ale wolę określenie „przewidywaniach”. Oczywiście, obserwując działania rządzącej formacji i niszczenie standardów prawnych,

zakładam, że wcześniej czy później może dojść do zatrzymania mnie, być może nawet do próby osadzenia.

Przecież po tak ciężkich oskarżeniach, sformułowanych m.in. w programach TVP Info i audycji TV Trwam z udziałem Antoniego Macierewicza 2 sierpnia, i jego deklaracji gotowości przedstawienia obciążających mnie dowodów w audycji „Polski punkt widzenia” ważne osoby w państwie wyszłyby na skończonych i niewiarygodnych idiotów, pozostawiając sprawę bez finału. Pomimo tego, że zarzuty są bezzasadne i bezpodstawne, a sprawa została już rozstrzygnięta wcześniej przez prokuraturę, wypowiedziała się także sejmowa komisja, to dostrzeżono w niej duży potencjał polityczny. Jest to związane z osobą premiera Donalda Tuska. A nagonka, która się rozpętała w mojej sprawie – właśnie 2 sierpnia – miała miejsce dzień przed jego przyjazdem na kolejne przesłuchanie w innej sprawie.

To jest próba chamskiego wepchnięcia pana premiera Tuska w pewne koryto informacyjne i słowo „koryto” nie jest tu przypadkowo użyte.

A treść zarzutów jest bezsensowna. Zgodę na kontakty z obcą służbą specjalną wydaje szef SKW i takie kontakty są normą i stosowaną, legalną, konieczną praktyką. W tym także kontakty ze służbami państw, których strategiczne cele często stoją w sprzeczności z naszym interesem narodowym. Inną kategorią prawną jest współpraca, na którą służba dostała zgodę, co potwierdzają dokumenty. Zresztą do takiej współpracy ostatecznie nie doszło. To, co się teraz dzieje, to jest afera polityczna, konstruowana wbrew logice i przepisom prawa, mająca na celu dyskredytację byłego premiera. Moja skromna osoba została obsadzona w roli rosyjskiego łącznika i gdyby mnie nie było, to trzeba by mnie stworzyć, co zresztą zrobiono, bo tylko dane osobowe są prawdziwe w przekazie mediów PiS.

Przez TVP Info został pan oskarżony o to, że jako współpracownik rosyjskich służb pozytywnie zaopiniował wniosek o koncesję na broń dla Fundacji Otwarty Dialog. Co to za sprawa?
Ta operacja medialna była realizowana wielotorowo. Uczestniczyło w niej nie tylko TVP Info, ale także pan minister Macierewicz, portale i media sprzyjające obecnej władzy –

wszędzie przekaz był tożsamy: generał Pytel, mający zarzuty współpracy z FSB, wydał zezwolenie na produkcję broni fundacji przygotowującej się do obalenia rządu. Sugerowano nawet wprost mój udział w przygotowaniach do obalenia władzy.

Przecież minister musi wiedzieć, że rola szefa SKW w opiniowaniu koncesji na wniosek ministra spraw wewnętrznych jest marginalna z uwagi na inne niż rozpoznawanie działalności podmiotów cywilnych ustawowe zadania służby. Wniosek fundacji, która chciała wyposażać w ratujące życie osłony osoby zaangażowane w walkę po stronie ukraińskiej, miał zapewne na celu zabezpieczenie legalności tej inicjatywy. I odnosił się tylko do konkretnych punktów zawartych w załączniku nr 2 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 3 grudnia 2001 r. w sprawie wykazu wyrobów i technologii o przeznaczeniu wojskowym i policyjnym, a tam nie ma mowy o żadnej broni, ani jej produkcji czy sprzedaży. Pozycje wyszczególnione we wniosku Fundacji dotyczą wyłącznie hełmów, osłon balistycznych, kamizelek kuloodpornych, odzieży zabezpieczającej, akcesoriów filtracyjnych. Minister w jednym z wywiadów potwierdzając, ale przede wszystkim przedstawiając nieprawdziwe informacje udowadnia, że

chodzi wyłącznie o realizację, moim zdaniem najpodlejszego celu politycznego – kłamliwego skompromitowania za wszelką cenę oponentów władzy, a przede wszystkim tych, których uważa za osobiste zagrożenie.

Podkreślam, że oprócz legalnych kontaktów o charakterze służbowym nigdy nie miałem i nie mam żadnych związków z rosyjskimi służbami. Ale chodzi tylko o to, aby przedstawić mnie jako rosyjskiego agenta, który przygotowywał obalenie polskiego rządu, co zostało wprost i wielokrotnie wyartykułowane w pisowskim medialnym pseudoprzekazie.

Poza tym koncesja dla Fundacji Otwarty Dialog była wydana w 2014 roku. Wtedy nie rządził PiS i niewiele wskazywało na to, że tak się stanie. Jeżeli rok wcześniej miałem planować obalenie tego rządu, to przyzna pani, że ta teza jest mocno naciągana. Niestety, ten przekaz idzie w świat.

Zakładam, że zainteresowani w partnerskich instytucjach zagranicznych mają świadomość rozgrywającej się w Polsce politycznej hucpy. Nie mają wątpliwości co do mojej osoby. Posiadają niezbite dowody mojej całkowitej wiarygodności.

Logiczne jest, że muszą zadać sobie pytanie, o co chodzi w całej sprawie i jaka jest w niej rola ministra obrony narodowej. Dlatego uważam, że sytuacja, o której mówimy, przez wielu interpretowana jako próba odwrócenia uwagi od kłopotów ministra Macierewicza, wpływa negatywnie na nasze relacje z NATO. Znowu.

Będzie pan walczył w sądach? Mimo wszystko?
Tak, pozwy są już przygotowywane. Muszę przyznać, że oprócz kwestii związanej z próbą zaszkodzenia wizerunkowi Donalda Tuska niepokojąca jest także konfrontacyjna narracja. Mówią przecież o próbie obalenia rządu. To jest kuriozum. Ale PiS nie robi tego tak po prostu.

Można wnioskować, że jest to przygotowanie gruntu społecznego do jakiegoś wariantu konfrontacyjnego.

Myślę, że chodzi o obawy związane z ostatnim spontanicznym ruchem społecznym. Ja zresztą w nim uczestniczyłem, bo mam do tego prawo, jestem zwykłym obywatelem na emeryturze. Uważam, że obecne rządy to plaga, która będzie nas wszystkich bardzo drogo kosztowała.

Starałem się być dobrym oficerem, byłem dumny ze swojej pracy, teraz jestem opluwany. Ale to pozwala mi zrozumieć, jak dużo wartości ta formacja polityczna jest w stanie poświęcić, aby jak najdłużej utrzymać się przy władzy. Tym bardziej nie zamierzam przestać walczyć wszelkimi dozwolonymi prawnie metodami. Zostałem postawiony w sytuacji, w której każdy normalny człowiek z elementarnym poczuciem własnej godności, nie będący tchórzem, ma tylko jedno wyjście – dochodzić swoich praw przed sądem w obronie honoru. Nie pozwolę, żeby pozostały jakiekolwiek wątpliwości co do mojej lojalności wobec naszego państwa. A takie mogą powstać zgodnie z goebbelsowską zasadą, że kłamstwo wielokrotnie powtarzane staje się prawdą.

Ale może to dobrze, bo dzięki tej sprawie pojawia się nadzieja, że wyjaśnimy wiele z poruszonych w tym wywiadzie wątpliwości.

To jest czas walki o naszą wolność i bezpieczeństwo?
Wychodzimy na ulice, bo czujemy, że ta wolność jest poważnie zagrożona. Niedawno napisałem, że nie oddamy wolności jak pożyczonego płaszcza, bo na nią zasłużyliśmy. Postawiłbym tezę, że poczucie wolności bardziej jest zakorzenione w młodych ludziach. Oni są wychowani już w wolnym państwie. To jest siła. Dlatego tak tłumnie uczestniczyli w demonstracjach. Będę nadal brał w nich udział, bo w obecnej sytuacji są niezbędne i przywracają wiarę w możliwość uratowania wartości, jaką jest życie nas wszystkich w wolnym kraju. Jeszcze nie jest za późno.

https://www.wiadomo.co/gen-piotr-pytel-obecne-rzady-to-plaga/

A czy Kaczyński odda Willę,prawowitym właścicielom których wyrzucono na bruk i nie wiadomo co się z nimi stało.tylko kapusie dostawali dom

Innego końca świata nie będzie

A którzy czekali błyskawic i gromów,

Są zawiedzeni.

Czesław Miłosz dzień dobry Polsko!

Miłosz

%d blogerów lubi to: