W Poznaniu zawisł baner piętnujący posłów PiS którzy głosowali za ustawą o SN

W Poznaniu zawisł baner piętnujący posłów PiS którzy głosowali za ustawą o SN

W najruchliwszym punkcie centrum Poznania, na wielkim słupie, tuż obok ronda Kaponiera, naprzeciwko hotelu Sheraton, zawisł w sobotnie popołudnie baner, piętnujący poznańskich posłów Prawa i Sprawiedliwości, którzy poparli ustawę o Sądzie Najwyższym. Ustawę, którą potem zawetował prezydent Andrzej Duda – przegłosowano m.in. dzięki posłom PiS. „Za” głosowali wszyscy posłowie PiS z Poznania – Bartłomiej Wróblewski, Szymon Szynkowski vel Sęk i Tadeusz Dziuba. Nazwiska dwóch pierwszych znalazły się też pod projektem ustawy, choć Wróblewski przekonywał, że to „w wyniku nieporozumienia”. Baner eksponuje imponujące wizerunki trzech polityków, a niżej wielki napis „Posłowie PiS z Poznania – będziemy pamiętać”.

Zainstalowany z inicjatywy poznańskich działaczy Nowoczesnej jest bardzo dobrze widoczny również od strony ulic: Roosevelta, Bukowskiej i samej Kaponiery i ma już swoją historię.  Wcześniej, we wtorek, wieczorem ulokowano go na ścianie kamienicy przy ul. Strzeleckiej 13 obok parkingu Politechniki Poznańskiej, ale po ledwie dwóch godzinach został zdjęty.

Mimo umowy z agencją właściciel budynku ze strachu, zdjął go – informowała „Gazetę Wyborczą” Maria Olszak z biura poselskiego Joanny Schmidt. „Właściciel powierzchni się wystraszył i nakazał zdjęcie banera” – nie miał wątpliwości Łukasz Matwiej, p.o. sekretarza zarządu Nowoczesnej w Poznaniu.

Działacze Nowoczesnej nie przestraszyli się i znaleźli jeszcze lepsze miejsce do ekspozycji swojego pomysłu. „Udało się za trzecim razem – informuje posłanka Schmidt. Za trzecim, bo w drugim miejscu po Strzeleckiej, gdzie Nowoczesna chciała wykupić przestrzeń na baner, również im odmówiono”.

koduj24.pl

http://konstytucyjny.pl/

Miesięcznicę smoleńską powstrzymać, a potem odsunąć PiS od koryta

Kontrmiesięcznica smoleńska w sierpniu zapowiada się na zupełnie inną niż poprzednia. Organizują ją oczywiście Obywatele RP. Lipcowa kontrmiesięcznica skończyła się happeningiem. I zdaje się, że to niedobre było rozwiązanie, bo PiS jej kompletnie nie zrozumiał.

Politycznie takie działanie na rozum jest nieskutecznie.

Zwłaszcza w kontekście późniejszych lipcowych protestów „Łańcuchów światła”, których wystraszył się Andrzej Duda i zawetował dwie ustawy sądownicze.

Takiej skuteczności potrzeba. Tak trzeba wstrzymać ten cyrk procesję smoleńską z różańcami, która jest seansem nienawiści. prezesa, który wyrazi sie o nas, jako o kanaliach, mordach zdradzieckich, tudzież innym najgorszym sortem.

Obywatele RP jeszcze nie wiedzą, jak dokładnie będzie przebiegał protest.

„Czy będziemy blokować, czy może znów zostawimy PiS sam, a może jeszcze coś innego” – piszą na portalu wawalove.pl. Deklarują pomoc dla każdego uczestnika „kontrmiesięcznicy”.

„Niezależnie od tego, jak potoczą się sprawy, ile policja będzie prowadziła postępowań – my nikogo nie zostawimy, każdy, kogo dotknie aparat przymusu państwowego, otrzyma od nas pomoc”.

PiS trzeba powstrzymać. Złajdacza nam Polskę, wyprowadzą z Unii, zaprzedadzą wrogom. Urządzą jedną wielką ogólnopolską katastrofę smoleńską.

Genialna strategia popaprańców i gamoni

Genialna strategia popaprańców i gamoni

PiS zaraził Polaków szaleństwem i wtrącił w zamknięte rewiry głupoty, gdzie prawa logiki nie obowiązują.

To, co się dzieje wokół nas, jest jak senny koszmar, który obezwładnia. Rozmaite gamonie i popaprańcy, którym nie udało się dotąd dokonać czegokolwiek ważnego, budują swoją wielkość odsądzając od czci i przyzwoitości tych, którzy ich przerastają. Bezczelna hucpa krzykliwej hałastry powala, przygniata, ogłusza i knebluje przyzwoitych ludzi. Zbiór przyzwoitych zachowań, zwany poprawnością polityczną, stał się w Polsce obelgą i obiektem kpin. Dożyliśmy czasów, gdy prawda zdegradowana została do „jednej z możliwych opcji”. Uczciwość, przyzwoitość i prawdomówność straciły pierwotne znaczenie, zyskując nowy sens: kłamstwo nazywa się teraz informacją, a oszustwo i fałsz awansowały do rangi wyjaśnień i twardych dowodów na słuszność wszelkich poczynań władzy. Autorytaryzm stał się prawdziwie demokratycznym systemem sprawowania rządów. Psucie i zawłaszczanie struktur państwa jest jego naprawą, a rzetelna krytyka tej demolki to bezprzykładny i wściekły atak na demokratycznie wybraną władzę. Każdy, najbardziej nawet uzasadniony zarzut, może się stać kłamliwym wytworem przemysłu pogardy, ale już bluzgi prezesa wykrzykiwane w nienawistnym amoku, to naturalna reakcja niespotykanie spokojnego człowieka, którego od lat bezpodstawnie prześladują podli wrogowie.

Partia o żartobliwej nazwie „Prawo i Sprawiedliwość” już nawet nie kryje kolejnych planów, krocząc wprost do dyktatury. Fala protestów ani na milimetr nie zmieniła projektu zagarnięcia pełni władzy, oddalając go tylko w czasie. PiS zaraził Polaków szaleństwem i wtrącił w zamknięte rewiry głupoty, gdzie prawa logiki nie obowiązują. Świat przestał Polskę rozumieć. Sami siebie już nie rozumiemy. – Co się u was dzieje? – pytają Polaków. – No właśnie, co się u nas dzieje? – pytają się nawzajem Polacy. A w licznych komentarzach jawi się groźny demiurg, wybitny strateg, wódz karnych oddziałów ślepo mu posłusznych, autor sakramencko szczegółowego projektu zawłaszczenia Polski oraz oderwania jej od zachodnich wpływów i miazmatów. Czy rzeczywiście mamy do czynienia z wybitnym politykiem, który z chirurgiczną precyzją realizuje skomplikowaną operację okrawania rodaków z wolności i z demokracji? Otóż nic bardziej mylnego.

Nie trudno dowieść, że w istocie mamy do czynienia z bandą nieudaczników i popaprańców. I jeśli coś mnie obezwładnia, to nieadekwatna reakcja rodaków na żałosną partaninę chałturników z PiS, którzy rozpoczęli rządy od pozbycia się fachowców, po czym wzięli Polskę w swoje łapy i zaczęli ją rozpruwać, żeby sprawdzić, co też ona ma w środku. Zbawcy ojczyzny, natchnieni historyczną misją przywrócenia Polsce chwały i wielkości, za nic mają prawo, ekonomię i zdrowy rozsądek. Majstrują w skomplikowanych strukturach, próbując zatrzymać skuteczną dotąd pogoń za krajami cywilizowanymi, zawrócić nas z dotychczasowej drogi rozwoju. Rozgrzebują mechanizmy, wymieniając oryginalne części na byle jakie, co prawda kolorowe i ładnie opakowane, ale jednak zastępcze. Pohukują na tych, którzy patrzą im na ręce, a swoim serwują rozmaite „Kraj zrujnowany. Gospodarka rozkradziona. Kto za tym stoi? W czyim to jest interesie? Totalna opozycja nie pozwala. A sojusznicy zdradzili nas w Jałcie! Przez 8 ostatnich lat Polki i Polacy… Jednak podniesiemy Polskę z kolan. Przywrócimy Rzeczpospolitej siłę i narodową godność …”

No i przywracają nam godność. Po swojemu. Beztrosko drenowany budżet przestaje się dopinać, ale przed nami podział kolejnych funduszy unijnych. Aby utrzymać status największego beneficjenta musimy pozostać w życzliwych relacjach z największymi płatnikami do unijnej kasy. Musimy? A właśnie, że nie musimy! Obraziliśmy już Francję a teraz jesteśmy w trakcie wypominania historycznych win dziadom i pradziadom dzisiejszych Niemców. Pozostałym krajom Unii pokazujemy środkowy palec, bo interesują się stanem polskiej demokracji, a ostatnio także kondycją puszczy – skarbu EUROPEJSKIEJ przyrody, oddanego Polsce pod opiekę. Obrażamy inteligencję zaprzyjaźnionych dotąd narodów, śląc im wyjaśnienia na poziomie gówniarza z gimnazjum, który tłumaczy, że on wcale nie spóźnił się do szkoły, tylko lekcje zaczęły się za wcześnie. Ośmieszamy się głosząc, że PiS-owscy prawnicy są mądrzejsi od europejskich, a minister Szyszko wie najlepiej na świecie, że dla ratowania dzikiej puszczy trzeba ją wyrżnąć. Ten i inne jedynie słuszne poglądy polskich władz, będą bronione bez względu na koszty i wysokość kar za lekceważenie prawa, które Polska przyjęła za swoje.

Polska zagrożona ostracyzmem cywilizowanego świata stara się zintegrować pod swoim patronatem kraje Europy środkowo-wschodniej. Wspólna przeszłość i doświadczenia wielu lat spędzonych w objęciach ZSRR mogłyby stać się zaczynem budowy formacji realizującej wspólne cele rozwojowe. Ale tak się nie stanie, ponieważ PiS nie umie walczyć o cokolwiek, natomiast świetnie walczy z każdym, kto ma inny pogląd, obrażając przy okazji tych, którym nie podoba się polityczna strategia szukania wrogów bez względu na koszty. W efekcie ani Czechy, ani Słowacja, ani nikt poza satrapią Orbana, nie staną u boku Polski przeciw bogatej Europie. A ideę Międzymorza ostatecznie kompromitują popaprańcy z MSZ i MSW, którzy wymyślili, by nowe polskie paszporty umaić obrazkami z wiecznie polskiego Wilna i Lwowa…

Prezes partii ignorantów i partaczy musi wiedzieć, że sam żelazny elektorat nie zapewni mu zwycięstwa w następnych wyborach. Mądry strateg i wytrawny polityk stawałby na głowie, by zdobyć przychylność ludzi myślących trochę inaczej. Wyłączyłby z obiegu najbardziej kontrowersyjnych funkcjonariuszy partyjnych, zakneblowałby najbardziej krewkich apologetów reżimu i wrogów Unii, nakazałby fikcyjne choćby sprawdzenie sensacyjnych doniesień o związkach Macierewicza z rosyjskim wywiadem i wywalił z roboty ministra ośmieszającego Polskę na wszelkich międzynarodowych forach. Tak zrobiłby rozsądny polityk i wybitny przywódca. Kaczyński nie jest jednak żadnym z nich. Kaczyński jest Kaczyńskim. Dlatego dla ludzi, którzy mogliby powiększyć jego elektorat, ma tylko bluzgi i oficjalną wykładnię, że suweren dał mu prawo do łamania prawa, a wynik demokratycznych wyborów uprawnia go do burzenia demokratycznego ładu. Wybitny partacz polityczny nie jest zainteresowany powiększaniem elektoratu, bo władzę łatwiej przecież utrzymać siłą i przekrętem wyborczym. Bardziej interesuje go tworzenie alternatywnej historii Polski, w której ludzie pokroju Mazowieckiego, Geremka, czy Bartoszewskiego to fałszywe autorytety, głoszące niebezpieczną tezę, że warto być przyzwoitym. Tymczasem przyzwoitym być nie warto, na co PiS każdego dnia dostarcza licznych dowodów.

Najwyższy czas się obudzić.

PS. Niemożliwe staje się możliwe wtedy, gdy w to uwierzymy.

koduj24.pl

BĘDZIE KOLEJNY PROTEST W STOLICY.
„LIPIEC UTWIERDZIŁ NAS, ŻE TO, CO
ROBIMY, JEST SŁUSZNE”

06.08.2017

Obywatele RP zapraszają na plac Zamkowy o godz. 19.00 w czwartek z białymi różami.

wawalove.pl

Będzie kolejny protest w stolicy

Będzie kolejny protest w stolicy

Obywatele RP deklarują: „Lipiec był miesiącem, który nas utwierdził w przekonaniu, że to, co robimy, jest słuszne”. W lipcu – przypomnijmy – przez Polskę przetoczyła się fala protestów. Sprzeciwiano się zmianom, jakie PiS chciał wprowadzić w sądownictwie. Udział wzięło w nich kilkadziesiąt tysięcy osób. Dlatego teraz Obywatele RP zapraszają do dalszej aktywności i do udziału w „kontrmiesięcznicy”, w czwartek 10 sierpnia – na plac Zamkowy o godz. 19.00. Z białymi różami.

Przypomnijmy: od ponad roku Obywatele RP organizują „kontrmiesięcznicę” 10. dnia każdego miesiąca. Jak przyznają, w ten sposób protestują przeciwko graniu tragedią narodową i trumnami, przeciw obecnej sytuacji politycznej.

Działacze Obywateli RP uprzedzają, że nie wiedzą jeszcze, jak dokładnie będzie przebiegał protest. „Czy będziemy blokować, czy może znów zostawimy PiS sam, a może jeszcze coś innego” – czytamy na portalu wawalove.pl. Natomiast deklarują pomoc dla każdego uczestnika „kontrmiesięcznicy”„Niezależnie od tego, jak potoczą się sprawy, ile policja będzie prowadziła postępowań – my nikogo nie zostawimy, każdy, kogo dotknie aparat przymusu państwowego, otrzyma od nas pomoc”.

koduj24.pl

Czy Macierewicz poprowadzi WOT na Wilno?

Nie zdziwcie się, gdy któregoś dnia spocony Antoni Macierewicz z Wojskami Obrony Terytorialnej za plecami i generałem Kukułą powie:

– Wpierod! Na Wilno, na Kowno. Rebiata, za rodzinu, za Kaczoru, job twoju pis mać!

PiS-owi mało wrogów, w Unii Europejskiej już niemal wszyscy są wrogami, a największym Niemcy, od których Jarosław Kaczyński chce reparacji za II wojne światową w wysokości 3 bilionów złotych.

A wszystko po to, aby szczuć Polaków na Niemców i w ten sposob Polskę wyprowadzić z Unii Europejskiej.

Dlaczego rząd PiS oficjalnie nie wystąpi do niemieckiego rządu, że chce odszkodowania za II wojnę światowa. O to pyta były szef dyplomacji Dariusz Rosati.

Na horyzoncie pojawił się nowy wrog, dużo slabszy.

Resort Błaszczaka MSWiA ma „pomysła”, aby na paszportach na jednej ze stron widniał wizerunek wileńskiej Ostrej Bramy. Kaplica znajduje się na terytorium Litwy i to na jej dokumentach może widnieć jej obraz, oburzają się litewskie władze.

Znajac osiołków PiS, można mniemać, że nie wycofają się tej głupawki.

A nawet mogą skalkulować, że wojna z Litwa się opłaci, uzasadnią, że Wilno znajdowało się w granicach Polski międzywojennej i w I Rzeczpospolitej.

PiS to tak niedorobiona partia, przysporzy nam kłopotów, o jakich nie śniliśmy. Te niedojdy wyszły z najgorszych koszmarów i straszą.

Rząd otwiera kolejny front. Tym razem z Litwą

Litwa jest oburzona pomysłem polskiego MSWiA, by na jednej ze stron nowego paszportu widniał wizerunek wileńskiej Ostrej Bramy. Kaplica znajduje się na terytorium Litwy i to na jej dokumentach może widnieć jej obraz, wyjaśniają litewskie władze.

Litewskie ministerstwo spraw zagranicznych wezwało do siebie zastępcę polskiego ambasadora w Wilnie (nowej ambasador Urszuli Doroszewskiej nie ma jeszcze na Litwie) w sprawie projektu umieszczenia motywu z wileńską Ostrą Bramą w nowym polskim paszporcie.

„Wiceminister spraw zagranicznych Litwy pan Neris Germanas poinformował pana Grzegorza Poznańskiego, że takie zamiary są niezgodne z przyjaznymi relacjami sąsiedzkimi i są uważane przez stronę litewską jako nie do przyjęcia. Ostra Brama i obraz Najświętszej Maryi Panny wewnątrz niej znajdują się na terytorium Litwy i ich wizerunki nie powinny znajdować się na oficjalnych dokumentach innego państwa” – wyjaśnił litewski MSZ portalowi wp.pl.

Zły pomysł MSWiA

Ostra Brama jest jednym z trzynastu proponowanych przez MSWiA motywów, które mogą pojawić się w nowym paszporcie. O wyborze mają zadecydować internauci. Ostrobramska kaplica zajmuje obecnie drugie miejsce po wizerunku orzełka legionowego (sześć pierwszych „wygrywa” i znajdzie się na paszportach) i jestem pewna, że odpowiednie środowiska zadbają by nie spadła niżej w tym rankingu.

Wizerunek Ostrej Bramy w polskim paszporcie to zły pomysł. Najprostszy przeciw temu argument podał już publicysta „Rzeczpospolitej” Jerzy Haszczyński: jak byśmy zareagowali, gdyby w „niemieckich dokumentach pojawiły się zdjęcia ratusza w Poznaniu czy Hali Stulecia we Wrocławiu?”.

„Naziści” wracają na Litwę

Wileńska mieszanina kultur

Ostra Brama jest ważna dla Polaków. Litwa temu nie zaprzecza i polskości z niej nie wymazuje, jak zrobiła to chociażby z wileńską katedrą. Kaplica przepełniona jest polskojęzycznymi wotami, a wśród nich to, można rzec najważniejsze, wotum Józefa Piłsudskiego „Dzięki Ci Matko za Wilno”.

Każda polska wycieczka czy wręcz pielgrzymka, przychodzi do Ostrej Bramy. Większość odprawia tu mszę św., po polsku. Latem jest ich nawet kilka z rzędu. To tu miejscowi Polacy gromadzą się w ważnych dla siebie chwilach. Większość zgromadzonych nie mieści się wtedy w małej kaplicy. Tłum stoi więc pod bramą, a głos polskiego kapłana niesie się po całej ulicy Ostrobramskiej.

Wilno było polskim miastem, tak jak było miastem żydowskim, litewskim, niemieckim czy tatarskim. Piękno tego miejsca polegało właśnie na tej niesamowitej mieszaninie kultur.

Wilno leżało w granicach Rzeczpospolitej i było polskim miastem, ale było i miastem żydowskim, litewskim, niemieckim czy tatarskim. Piękno tego miejsca polegało właśnie na tej niesamowitej mieszaninie kultur. W najbliższej okolicy Ostrej Bramy znajduje się prawosławny monaster Św. Ducha, greckokatolicka cerkiew Trójcy Świętej (Bazylianie), nieco dalej kircha i synagoga oraz karaimska kenesa.

Niełatwe relacje z Litwą

Dwudziestolecie międzywojenne to okres napiętych stosunków polsko-litewskich. Polska zamyka litewskie szkoły i polonizuje Litwinów, a Litwa Kowieńska walczy w ten sam sposób z Polakami, tak skutecznie, że polska mniejszość z tego regionu praktycznie znika. Zajęcie Wilna przez Żeligowskiego to nie tyle ciągła zadra, co instrument do podsycania antypolskich nastrojów. Stwierdzenie, że Polska powinna przeprosić za Żeligowskiego do dziś przewija się w rozmowach w najwyższych kręgach w kraju.

„Polska w 1918 roku nie otrzymała niepodległości tak sobie. Myśmy niepodległość ODZYSKALI, coś było wcześniej. Piłsudski wychował się na powstaniu styczniowym, powstańcy na pamięci o Kościuszce (…) Nasz narodowy problem to brak poczucia kontynuacji. Nie ma dzisiejszej Polski bez łączności z I Rzecząpospolitą i nie ma jej z pominięciem III RP”, napisał w swoim komentarzu na temat nowych paszportów Paweł Kowal. Zgadzam się, coś było przed, ale jest i po.

Dziś Wilno jest stolicą niepodległej Litwy, uszanujmy to. Nasze relacje nie są łatwe. O ile wspieramy się w polityce międzynarodowej, to w dwustronnych stosunkach jesteśmy wobec siebie bardzo nieufni. Prowokacyjne projekty MSWiA nie przysłużą się nikomu, także polskiej mniejszości mieszkającej na Litwie.

newsweek.pl

„Te szpetne pomniki Lecha Kaczyńskiego się wywiezie”. Niesiołowski ostro rozprawia się z mitami i symbolami PiS

Jarosław Karpiński, 06 sierpnia 2017

Były wicemarszałek Sejmu i b. poseł PO Stefan Niesiołowski znowu szokuje. W wywiadzie, którego udzielił „Gazecie Wyborczej” rozprawia się m.in. z mitem prezydenta Lecha Kaczyńskiego. – Te szpetne pomniki Kaczyńskiego wywiezie się do Kozłówki – wskazuje miejsce, gdzie znajduje się słynna Galeria Sztuki Socrealizmu. Zdaniem Niesiołowskiego, PiS obalić mogą stu- lub dwustutysięczne manifestacje w Warszawie, które nie schodzą z ulicy, domagając się wcześniejszych wyborów.

Niesiołowski przypomina jak w czasach PRL planował wysadzić pomnik Lenina w Poroninie. – Mam nadzieję, że żadna z tych młodych osób nie pójdzie w ślady moich pomysłów wysadzania, bo to by była straszna głupota. Ja uderzałem w symbole – zrzuciłem tablicę Lenina na Rysach, ale aresztowali mnie, zanim wysadziłem muzeum Lenina – bo wtedy to się wydawało jedyną możliwością – opowiada obecny poseł Unii Europejskich Demokratów.

– Wtedy, w 1970, gdybym usłyszał: poczekaj, najpierw obalimy komunizm, a potem zlikwidujemy jego pomniki, tobym się w głowę pukał. 20 lat później to się stało i lekcja z tego płynie taka, że prawidłowa kolejność to najpierw obalić dyktaturę, a potem likwidować jej symbole – dodaje.

A co, według niego, należałoby zrobić z symbolami PiS? – Nie ma potrzeby atakowania symboli PiS, to im by tylko dodało siły. Te szpetne pomniki Lecha Kaczyńskiego wywiezie się do Kozłówki już po pokonaniu PiS. Przemoc to nie jest opcja – podkreśla.

– Ja wiem, że aż kusi, żeby wejść do gmachu przy Nowogrodzkiej i zobaczyć, jak skaczą z okien ci tchórze, ale to byłby wielki błąd i nie wolno tego zrobić. Żadnej okupacji Sejmu, przeganiania Dudy z Pałacu, bo nie tylko nie wiadomo, do czego to mogłoby doprowadzić, ale byłby to polityczny błąd. Dyktatury upadają bez użycia siły – tłumaczy Niesiołowski.

źródło: wyborcza.pl

naTemat.pl

Duda zmarnował dwa lata i zapowiada, że będzie dalej w tym niezłomny

Andrzeja Dudę na prezydenturze mamy już dwa lata. Zaczynał fatalnie, bo nie zaprzysiężył trzech sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybranych przez poprzedni Sejm, to kamień wegielny, czy też stępka, pod Polskę, która dryfuje w stronę Wschodu, miksując nas z Unii Europejskiej.

Czy Duda ma tego świadomość? Nie jest na pewno politykiem większego formatu, ani do względnej wielkości w przyszłości nie podskoczy, acz ostatnich kilka posunięć może sprawiać wrażenie, że się usamodzielnia. Ale to tylko wrażenie, które prawdopodobnie wynika z tajnej komunikacji posłańców z Nowogrodzkiej.

Duda jest kiepskim retorem, choć mówi gładko, czasami nazbyt, lecz mowa jego przeistacza się w śliskość, by nie napisać obślizgłość. I bodaj ma świadomość swojej małości, bo czasami na jego twarzy pojawia sie autorefleksja, robi wówczas te swoje durnowate miny.

Uśmiercenie Trybunału Konstytucyjnego zapisane zostanie na jego konto, zaś „autorytet prawniczy” Julii Przyłębskiej jest cykutą w tej zbrodni. Na chwilę Duda odwlókł uśmiercenie niezależności władzy sądowniczej, ale i za zniszczenie trójpodziału władzy on będzie odpowiadał. Cieszyliśmy się na pól gwizdka, gdy Duda ogłosił dwa weta do trzech ustaw sądowniczych. Najważniejsza wszak ustawa w sprawie sądów powszechnych została szybko przez niego podpisana.

Dzisiaj wyraźnie widać, iż weta zostały ogłoszone po to, aby rozładować protesty „Łańcuchów Światła”, które były największym po 1989 roku wyjściem Polek i Polaków na ulice. Protest po raz pierwszy był międzypokoleniowy, nareszcie młodzi przejęli schedę, przejęli odpowiedzialność.

PiS nie ustanie jednak w niszczeniu Polski, a ustawy sądownicze zostaną w inny sposób przeprowadzone, zaś ich wymowa o bnraku niezawisłości będzie taka sama, jak zawetowanych. Przesunięciu ulegnie tylko, kto będzie egzekutorem niezależności sedziów, bo Duda chce dokonać więcej mordu własnymi rączkami.

Zasługą Dudy i PiS jest uaktywnienie się społeczeństwa obywatelskiego, które do czasu „dobrej zmiany” nie miało za wielkiej autoświadomości, iż ustrój demokratyczny można obalić tak szybko, łatwo i przyjemnie. Tak łatwo z dymem można puścić to, co kilka pokoleń z mozołem budowało po 1989 roku.

Wystarczyło, aby przyszła „dobra zmiana” i zastosowała dyrektywę bodaj największego myśliciela konserwatywnego (dla polskiej prawicy lewaka), który w „O demokracji w Ameryce” pisał, iż „Demokracja w Ameryce przetrwa do czasu, gdy Kongres odkryje, że można przekupić ludzi ich własnymi pieniędzmi”.

Od tego zaczął PiS, za pieniądze publiczne, niepartyjne i niewłasne, przekupuje Polaków, bo tym jest słynne 500+. Wyciągają z naszych kieszeni, aby nam dać jako pisowskie, motywując to mantrą: „przez osiem lat Platforma…”. Logika takiego pieniadza jest, że będzie on coraz droższy, więcej będą wyciągać z naszych portfeli, aby dać mniej.

Czy Duda ma tego świadomość, bo podpisuje się pod 500+ jako sukcesem 2 lat swojej prezydentury? Czy Duda ma świadomość, że 500+ jest innym kamieniem węgielnym końca demokracji zarządzonego przez prezesa?

Obawiam się najgorszego ze strony tego człowieka. I w tej najgorszości nie zawiodłem się na nim. W wywiadzie dla portalu 300polityka.pl (nawiasem: marni dziennikarze rozmawiają z Duda) zapowiada dwie rzeczy. Wywiad tylko czytałem, ale widzę tę jego durnowatą minę, gdy mówi o podzielonym społeczeństwie: „Nie wiem czy można to nazwać moją porażką”. A kogo to porażka? I znowu mantra: „zjawisko jest znacznie wcześniejsze”. Nie pada „8 lat Platformy…”, ale to ta sama skaza ludzi niewielkich.

Wiadomym jest, iż Duda wiele sobie obiecuje po referendum konstytucyjnym. Myślenie życzeniowe, bo onże zakłada, iż nie stanie przed Trybunalem Stanu z powodu złamania obowiązującej Konstytucji. I druga prognoza bodaj najgroźniejsza, mianowicie Duda zapowiada gospodarczą doktrynę Kościoła katolickiego: „społeczną gospodarkę rynkową”.

Duda zmarnował dwa lata, zapowiada, że bardziej przyłoży się do marnotrawstwa. A ma chłopię w tym talent – że spointuję z gombrowiczowska.

Życie seksualne PiS

Rzeczniczka PiS Beata Mazurek postraszyła Jurka Owsiaka.

Wojciech Maziarski skomentował oświadczenie Mazurek o podjęciu kroków prawnych w celu ukarania Jurka Owsiaka za słowa o posłance Krystynie Pawłowicz, aby spróbowała seksu.

Internautka zwróciła uwagę na sekciarstwo. I słusznie.

Seks łączy, a w PiS seks dzieli, bo wykorzystują się nawzajem – i wykorzystują innych.

 

Wypalenie Beaty Szydło i strategia „woła”

Wypalenie Beaty Szydło i strategia „woła”

Współpracownicy premier Beaty Szydło twierdzą, że pani premier w ciągu półtora roku stała się „psychicznym wrakiem” – donosi „Newsweek”. Żyje od kryzysu do kryzysu, między pretensjami z Nowogrodzkiej a naciskami ze strony ministra Morawieckiego. „Męczy ją ciągła huśtawka. Gdy tylko ustabilizuje swoją pozycję, ma chwilę wytchnienia, zaraz wpada w kolejny dołek” – opowiada prominentny polityk z PiS. „Kiedyś miała jeszcze sojusz z prezydentem, ale dziś jest z nim na wojennej ścieżce” – dopowiada, aby wyostrzyć obraz pani premier „na zakręcie”.

Pamiętamy walkę na orędzia, w dniu ogłoszenia przez prezydenta dwóch wet w sprawach ustawy o Sądzie Najwyższym i KRS? „Newsweek” przybliża kulisy sprawy. Najpierw – na polecenie z Nowogrodzkiej – w kilka godzin po ich ogłoszeniu Szydło pojechała z żądaniem, aby Duda wycofał się ze swojej deklaracji i podpisał projekt nadesłany przez parlament (!). Gdy prezydent odmówił, premier przejechała tę samą trasę, tylko w odwrotnym kierunku i dostała zadanie, aby wieczorem wygłosić… konkurencyjne orędzie, które „przykryje występ Dudy”.

Jak prezes przyszykowała się do orędzia? Wiemy tylko tyle, że próbowała… wydostać informacje, co powie prezydent. Niewiarygodne? A jednak. Choć do emisji prezydenckiego orędzia zostało jeszcze parę godzin, to ludzie z Woronicza dzwonili do Pałacu z ponagleniami: – Kiedy będzie nagranie? Dajcie cokolwiek, chociaż „prewkę” (poglądowy plik o niższej rozdzielczości – red.). Opowiada człowiek z Kancelarii Prezydenta: – Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że Szydło też zamierza wystąpić, więc nasz pracownik w końcu zapytał, skąd ten pośpiech. „Prezes Telewizji chce to mieć”, przyznał człowiek z Woronicza, czytamy na łamach „Newsweeka”. Słowem, zadaniem premier było zneutralizować przekaz Dudy.

W PiS mówi się, że Szydło utrzymuje się na powierzchni dzięki tzw. strategii woła. „Z pokorą znosi wezwania na Nowogrodzką i żądania Kaczyńskiego, nie przeciwstawia mu się i nie sili się na samodzielność. Jak wół karnie wykonuje polecenia. Jej jedynym celem jest przetrwanie – im dłużej utrzymuje się w fotelu premiera, tym jest silniejsza. Wie, że, gdyby sprzeciwiła się prezesowi, skończyłaby jak Kazimierz Marcinkiewicz” – czytamy w tygodniku. Ale coś za coś. Kaczyński często skarży się współpracownikom, że jest wobec szydło bezsilny. Dlaczego? Gdy wydaje polecenia, Szydło potakuje, ale niekoniecznie je wypełnia. – „Jarosław twierdzi, że Beata realizuje 30-40 procent jego żądań. On oczywiście może ją potem wezwać ponownie i zdyscyplinować, ale Szydło w takich sytuacjach znowu będzie udawać głupią i kiwać głową” – mówi człowiek z Nowogrodzkiej. Prezes – opowiada rozmówca „Newsweeka” – narzeka, że Beata to „inna liga – trzeba jej tłumaczyć kwestie, które sama powinna łapać w lot”. Co ciekawe, Kaczyński poprzestaje na pogróżkach. A my nie od dziś wiemy, że nie chcę sam wchodzić na arenę pod włączone jupitery. Więc narzeka i korzysta z usług dyspozycyjnej polityczki.

koduj24.pl

NIEDZIELA, 6 SIERPNIA 2017

Mularczyk: Myśmy od wielu lat mówili, że Tusk ma się czego obawiać

11:11

Mularczyk: Myśmy od wielu lat mówili, że Tusk ma się czego obawiać

– Myśmy od wielu lat mówili, że Tusk ma się czego obawiać. Sam stawiałem tezę, że to co zrobił Tusk, to dyplomatyczna zdrada, bo on tak ułożył nasze relacje międzynarodowe, że my zostaliśmy w sytuacji, że jesteśmy petentami u Putina – mówił Arkadiusz Mularczyk w „Ławie polityków” TVN24.

10:45

Kulesza: Kibice Legii zrobili dla polityki historycznej więcej niż Platforma przez 8 lat

– Kibice Legii zrobili dla polityki historycznej więcej niż Platforma przez 8 lat – mówił Jakub Kulesza z Kukiz ’15 w TVP Info.

10:22

 

Szczerski: To są rzeczy niewyobrażalne żeby Polaków wikłać w niemieckie zbrodnie, co między innymi czynił w Polsce RPO

– Obaj okupanci Polskę zniszczyli. Winy bezdyskusyjnie ciążą na Niemcach i Rosji radzieckiej. To, co robi telewizja ZDF jest absolutnym skandalem. Wielokrotnie mówiliśmy partnerom, że sami ten temat wprowadzają do debaty. Próba zwekslowania zbrodni na inne tory jest nieakceptowalna. To są rzeczy niewyobrażalne żeby Polaków wikłać w niemieckie zbrodnie, co między innymi czynił w Polsce RPO Adam Bodnar – mówił szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski.

Szczerski: Musimy być wyposażeni w bardzo silne argumenty natury prawnej

– Z całym szacunkiem, to nie biuro analiz Sejmu, a departament prawno-traktatowy MSZ ma kompetencje w tej sprawie, żeby przedstawić analizę ścieżki prawnej. To oczywiste, że to musi być dobrze zrobione, bo nie sądzę, żeby partner niemiecki chciał coś zapłacić. Musimy być wyposażeni w bardzo silne argumenty natury prawnej, bo to będzie spór na gruncie prawa międzynarodowego. Odpowiedzialność obu państw musimy wymusić, także w sensie edukacyjnym – dodawał Szczerski.

10:18

 

PAD dla 300: Chciałbym aby społeczeństwo polskie nie było tak podzielone

– Nie wiem czy można to nazwać moją porażką, bo zjawisko jest znacznie wcześniejsze niż moja prezydentura, ale z pewnością jest ono moją prezydencką troską. Otóż chciałbym aby społeczeństwo polskie nie było tak podzielone, żeby ludzie z przeciwnych stron sceny politycznej patrzyli na siebie z szacunkiem i tolerancją. Aby świadomość wspólnej Polski i wspólnych celów brała górę nad tym co różni – mówi prezydent Andrzej Duda w rozmowie z 300POLITYKĄ.

Cała rozmowa tutaj

10:15

 

PAD o spotkaniu z Kaczyńskim: Ostatnio nie było okazji do bezpośrednich rozmów

– Jeżeli pytacie panowie o spotkanie i bezpośrednią rozmowę z prezesem Jarosławem Kaczyńskim, to mogę odpowiedzieć zgodnie z prawdą, że miała miejsce już jakiś czas temu. Ostatnio nie było okazji do bezpośrednich rozmów. Ale pozostajemy w kontakcie i tzw. kanały komunikacyjne są otwarte, a jeśli sprawy państwa będą tego wymagały, to z pewnością do spotkania i bezpośredniej rozmowy dojdzie – mówi prezydent Andrzej Duda w rozmowie z 300POLITYKĄ.

Cała rozmowa tutaj

10:14

 

PAD dla 300 o dekoncentracji mediów: Pochylę się nad tą ustawą ze szczególną uwagą

– Jestem za tym, aby standardy europejskie w tym zakresie obowiązywały również w Polsce. Z uwagą i niecierpliwością będę oczekiwał projektu ustawy, a następnie obserwował prace parlamentu. Dziś mogę powiedzieć, że pochylę się nad tą ustawą ze szczególną uwagą. Mam nadzieję, że dobra idea zostanie przekuta na dobre rozwiązania legislacyjne z pożytkiem dla Polski, niezależności mediów od nacisków biznesu i polityki oraz medialnego pluralizmu – mówi prezydent Andrzej Duda w rozmowie z 300POLITYKĄ, pytany o tzw. ustawę o dekoncentracji mediów.

Cała rozmowa tutaj

10:13

 

PAD pytany, czy nie boi się, że zostanie młodym komentatorem z ochroną: Nie, nie boję się

– Nie, nie boję się i proszę się o mnie nie martwić (śmiech). Zawsze do tej pory dawałem sobie radę i jestem życiowym optymistą. Jeśli ktoś się boi, to lepiej żeby nie zostawał głową państwa. A tak poważnie, jeżeli mówimy o wykonywaniu prezydentury, to podejmując decyzje w sprawach państwowych kieruję się zawsze dbałością o jak najlepszą przyszłość Polski i Polaków, a nie kalkulacjami na temat mojej osobistej przyszłości. Dbanie o dobro wspólne, o bezpieczeństwo – w sensie społecznym i państwowym – jest w moim przekonaniu podstawowym obowiązkiem prezydenta – mówi prezydent Andrzej Duda w rozmowie z 300POLITYKĄ pytany czy boi się, że będzie młodym komentatorem z ochroną.

Cała rozmowa tutaj

10:09

 

PAD dla 300: Nieprzemyślane zachowania, dzielące w szczególności środowisko PiS-u, szkodzą całemu projektowi dobrej zmiany

– Kierowanie państwem to wielka odpowiedzialność. Z pewnością pewne nieprzemyślane zachowania, dzielące w szczególności środowisko Prawa i Sprawiedliwości, szkodzą całemu projektowi dobrej zmiany. Myślę, że wszelkie tego typu przejawy zachowań, również te, nazwijmy je ambicjonalne, powinny być tłumione z zalążku. Jeśli nie, będziemy mieć na polu dobrej zmiany więcej chwastów niż pszenicy. Wówczas pojawią się dwa scenariusze: albo utrata władzy jak w 2007 roku lub podział jak w 2011. Jestem głęboko przekonany, że gdy przyjdzie czas spokojnej refleksji nad tym, co się wydarzyło, będziemy potrafili wyciągnąć wnioski na temat tego, kto był w tej debacie stroną działającą na rzecz podziału i sporu, a kto dbał o porządek instytucjonalny w państwie i ład ustrojowy. A wtedy zapewnimy sukces formacji dobrej zmiany i przedłużymy jej mandat do dokonywania reform państwa – mówi prezydent Andrzej Duda w rozmowie z 300POLITYKĄ.

Cała rozmowa tutaj

09:43

 

Kaczyński w Szczecinie na regatach i koncercie Andrei Bocellego

Zdjęcie opublikował na Twitterze Paweł Szefernaker.

300polityka.pl

NIEDZIELA, 6 SIERPNIA 2017

PAD DLA 300: Nieprzemyślane zachowania, dzielące w szczególności środowisko PiS-u, szkodzą całemu projektowi dobrej zmiany

300POLITYKA rozmawia z prezydentem RP Andrzejem Dudą w drugą rocznicę objęcia urzędu.

Kiedy ostatni raz rozmawiał pan prezydent z prezesem?

– Jeżeli pytacie panowie o spotkanie i bezpośrednią rozmowę z prezesem Jarosławem Kaczyńskim, to mogę odpowiedzieć zgodnie z prawdą, że miała miejsce już jakiś czas temu. Ostatnio nie było okazji do bezpośrednich rozmów. Ale pozostajemy w kontakcie i tzw. kanały komunikacyjne są otwarte, a jeśli sprawy państwa będą tego wymagały, to z pewnością do spotkania i bezpośredniej rozmowy dojdzie.

Czy nie boi się pan, że będzie młodym komentatorem z ochroną? (śmiech)

– Nie, nie boję się i proszę się o mnie nie martwić (śmiech). Zawsze do tej pory dawałem sobie radę i jestem życiowym optymistą. Jeśli ktoś się boi, to lepiej żeby nie zostawał głową państwa. A tak poważnie, jeżeli mówimy o wykonywaniu prezydentury, to podejmując decyzje w sprawach państwowych kieruję się zawsze dbałością o jak najlepszą przyszłość Polski i Polaków, a nie kalkulacjami na temat mojej osobistej przyszłości. Dbanie o dobro wspólne, o bezpieczeństwo – w sensie społecznym i państwowym – jest w moim przekonaniu podstawowym obowiązkiem prezydenta.

Panie prezydencie, czy uzależnia pan start na kolejną kadencję od poparcia PiS?

– Wykonując swoje obowiązki kieruję się wartościami, o których mówiłem przed chwilą, a nie kryterium kolejnej kadencji. Jeśli moi rodacy będą chcieli, żebym ponownie ubiegał się o urząd prezydenta, jeśli moja kandydatura będzie miała poparcie ludzi, to wystartuję.

W mediach pojawiły się spekulacje, że jest pomysł partii prezydenckiej. Niektórzy komentatorzy już nawet do niej zgłosili akces…

– Kiedy zostałem prezydentem, niezwłocznie zrezygnowałem z członkostwa w partii, ponieważ uważam, że prezydentura nie powinna być uwikłana w kontekst partyjny. To służba społeczeństwu i państwu. Tak rozumiem pełnienie swojej funkcji. Dziś skupiam się jedynie na jak najlepszym wypełnianiu obowiązków.

Jak pan widzi pan przyszłość prawicy i obozu rządzącego z którego się pan wywodzi? Ostatnio pojawiają się na tym monolicie liczne rysy.

– Kierowanie państwem to wielka odpowiedzialność. Z pewnością pewne nieprzemyślane zachowania, dzielące w szczególności środowisko Prawa i Sprawiedliwości, szkodzą całemu projektowi dobrej zmiany. Myślę, że wszelkie tego typu przejawy zachowań, również te, nazwijmy je ambicjonalne, powinny być tłumione z zalążku. Jeśli nie, będziemy mieć na polu dobrej zmiany więcej chwastów niż pszenicy. Wówczas pojawią się dwa scenariusze: albo utrata władzy jak w 2007 roku lub podział jak w 2011. Jestem głęboko przekonany, że gdy przyjdzie czas spokojnej refleksji nad tym, co się wydarzyło, będziemy potrafili wyciągnąć wnioski na temat tego, kto był w tej debacie stroną działającą na rzecz podziału i sporu, a kto dbał o porządek instytucjonalny w państwie i ład ustrojowy. A wtedy zapewnimy sukces formacji dobrej zmiany i przedłużymy jej mandat do dokonywania reform państwa.

Ostatnio długo rozmawiał pan z prezydentem Macronem, m.in. o zmianach w sądownictwie. Zdradzi pan szczegóły?

– Omawialiśmy sprawy ważne dla Polski, Francji i naszych społeczeństw. To była dobra rozmowa. Cieszy mnie zainteresowanie prezydenta Francji tym, co dzieje się w Polsce, bo wierzę, że wynika to z gotowości do ułożenia na przyszłość dobrych relacji z naszym krajem. Zmiany w polskim sądownictwie, w kontekście zachowań Komisji Europejskiej, a w szczególności niektórych jej przedstawicieli, były jednym w kilku tematów naszej rozmowy. Jestem zawsze gotowy przedstawiać każdemu zagranicznemu rozmówcy prawdziwy, polski punkt widzenia na sprawy, które dzieją się w naszym kraju. Jest to szczególnie ważne teraz, gdy tak wiele fałszywych informacji na nasz temat produkują osoby niechętne zmianom w Polsce. Nie wolno zamykać się na rozmowy z naszymi partnerami. Odwrotnie – należy prowadzić ich jak najwięcej. Tego oczekuję teraz od polskiej dyplomacji. A komentatorów politycznych, zwłaszcza bliższych prawicy, proszę by w każdej takiej rozmowie nie doszukiwali się jakiegoś drugiego dna. Wracając do rozmowy z prezydentem Francji – najwięcej czasu poświęciliśmy na omówienie kwestii współpracy gospodarczej, w tym w zakresie przemysłu obronnego, a także politycznej.

W niedzielę mijają dokładnie dwa lata od pańskiego zaprzysiężenia na urząd prezydenta. Jak podsumowałby pan dwa lata swojej prezydentury?

– Gdy spojrzymy na sprawy wewnętrzne, istotnym spełnieniem obietnicy wyborczej jest obniżenie wieku emerytalnego, program 500+, ustawa o 6-latkach. Cieszy mnie również powodzenie szeregu działań na polu gospodarczym, w tym Kongresu 590 w Rzeszowie, realne wspieranie start-upów i realizowana konsekwentnie promocja polskiej gospodarki za granicą. Kontynuuję również wizyty krajowe, bo to przede wszystkim dla mnie zawsze niezwykle miłe i ważne, spotkania z moimi rodakami. Polityk musi być blisko ludzi i jeśli tylko mogę, to korzystam z okazji do bezpośrednich spotkań.

A najbardziej pana zdaniem znaczące międzynarodowe wydarzenia tych dwóch lat?

– Na pierwszym miejscu wymieniłbym dwa, które uważam za politycznie najbardziej znaczące dla Polski. Pierwszym z nich jest szczyt NATO w Warszawie w 2016 roku i będąca jego wynikiem obecność wojsk sojuszu na terenie naszego kraju, przede wszystkim wojsk USA, co z pewnością wzmacnia nasze bezpieczeństwo.

Drugim – uzyskanie przez Polskę członkostwa w Radzie Bezpieczeństwa ONZ na lata 2018-2019. Projekt, w którego powodzenie nie wierzyło wielu dzisiejszych tak zwanych ojców sukcesu. Ten wybór naszego kraju, ze świetnym wynikiem 190 głosów poparcia na forum ONZ i bez żadnego głosu przeciwnego, poprzedziło – podobnie jak wcześniej warszawski szczyt NATO – wiele zagranicznych wizyt, które znacząco przyczyniły się do tego sukcesu. W obu przypadkach była to dobrze zaplanowana i starannie zrealizowana strategia. Jeśli chodzi o nasze kandydowanie do Rady Bezpieczeństwa ONZ, to bardzo ważnym elementem pozyskiwania poparcia było moje wystąpienie przed przedstawicielami wszystkich państw afrykańskich w Addis Abebie, gdzie swoją siedzibę ma Unia Afrykańska. Dziś można śmiało powiedzieć, że ten znaczący gest polityczny znacząco przyczynił się do pozyskania kilkudziesięciu głosów państw afrykańskich.

Wizyta prezydenta USA?

– Wśród innych ważnych wydarzeń tych dwóch lat wymieniłbym również Światowe Dni Młodzieży i wizytę Ojca Świętego Franciszka – wydarzenie niepolityczne, ale o wielkim znaczeniu duchowym i wspaniale promujące Polskę na świecie, tegoroczny szczyt państw Trójmorza w Warszawie i wizytę prezydenta USA Donalda Trumpa, który z Warszawy wysłał na cały świat porywające przesłanie o Polsce i Polakach, jako narodzie bohaterskich i niezłomnych ludzi. Można zatem ogólnie powiedzieć, że te wszystkie wydarzenia wskazują na wyraźny i znaczący wzrost roli i pozycji Polski na arenie międzynarodowej. I z pewnością jest to powód do satysfakcji.

Największa porażka tych dwóch lat?

– Nie wiem czy można to nazwać moją porażką, bo zjawisko jest znacznie wcześniejsze niż moja prezydentura, ale z pewnością jest ono moją prezydencką troską. Otóż chciałbym aby społeczeństwo polskie nie było tak podzielone, żeby ludzie z przeciwnych stron sceny politycznej patrzyli na siebie z szacunkiem i tolerancją. Aby świadomość wspólnej Polski i wspólnych celów brała górę nad tym co różni.

Panie prezydencie, pięknie to brzmi, jednak w praktyce to nie takie proste.

– Co nie znaczy, że nie trzeba do tego dążyć i starać się, by w efekcie żyć w świecie bardziej przyjaznym niż dziś.

A sprawa frankowiczów? Jedni mówią, że to projekt defensywny, inni chwalą, że nie zdestabilizuje sektora bankowego.

– Właśnie w ubiegłym tygodniu złożyłem w Sejmie kolejny projekt ustawy mającej na celu ułatwienie życia ludziom, którzy mają zaciągnięte kredyty przeliczane na franki szwajcarskie. Wiem, że skala oczekiwań jest tu ogromna i moje działania są krytykowane jako niewystarczające, ale proszę zauważyć, że jestem pierwszym i jedynym politykiem, który w praktyce, a nie tylko słownie zajął się tą sprawą i traktuje ją poważnie, a nie tylko jako sferę politycznych deklaracji. Staram się robić wszystko co w mojej mocy aby pomóc, przy jednoczesnym zachowaniu równowagi i bezpieczeństwa systemu finansowego w naszym kraju, bo to kwestia bezpieczeństwa całego społeczeństwa.

Jakie cele wyznacza pan prezydent sobie na kolejne lata?

– Dwa zasadnicze projekty, na których koncentruje się moja uwaga, to idea referendum konsultacyjnego co do nowej konstytucji oraz obchody 100-lecia odzyskania niepodległości. Konstytucja wymaga zmian i jest to widoczne na każdym kroku. Musi ona być odbiciem opinii i poglądów Polaków, bo to dokument dla Polaków, a nie odwrotnie. Obchody 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości to niebywale ważne wydarzenia dla kształtowania naszej tożsamości narodowej, to szansa na poczucie tego co znaczy być Polką i Polakiem.

Nie rezygnuję przy tym z odwiedzania gmin i powiatów. Jak już wspomniałem wcześniej, jest to dla mnie istotna część działalności prezydenta. W jeszcze większym stopniu niż obecnie chciałbym wspierać przemiany gospodarcze w naszym kraju i będę to czynił w kolejnych latach. Zależy mi na wspieraniu takiego modelu rozwoju, który owocować będzie wyższym poziomem życia każdego mieszkańca Polski, nie tylko warstw gospodarczo uprzywilejowanych. Owoce polskiego wzrostu gospodarczego muszą być wspólnie dzielone, a nie przechwytywane przez nielicznych. Tak rozumiem demokrację i społeczną gospodarkę rynkową zapisane w naszej Konstytucji. Przez wiele lat pod rządami tej Konstytucji było to całkowicie ignorowane i nikt nie bronił wtedy zapisów ustawy zasadniczej.

Co ze zmianami w wymiarze sprawiedliwości? Jakie będą kierunki zmian prezydenckich projektów?

– Prace trwają na bazie ustaw o KRS i Sądzie Najwyższym, które uchwalono w parlamencie, a które zakwestionowałem jako wymagające zmiany. Nie chciałbym teraz ujawniać szczegółów, bo są to niezwykle ważne akty i ich przygotowanie wymaga spokoju. Przyjdzie odpowiedni moment by o tym mówić. Wspominałem, że jestem zwolennikiem zmian w wymiarze sprawiedliwości, podkreślałem jak jest to ważne dla obywateli i lepszego funkcjonowania państwa. Dziś trudno znaleźć kogoś, kto nie chciałby reformy w tej dziedzinie. Trzeba jednak podkreślić, że z uwagi na doniosłość materii, jaką jest wymiar sprawiedliwości, ustawy zarówno w części merytorycznej jak i co do procedowania muszą spełniać najwyższe standardy. A z tym nie było ostatnio najlepiej.

Panie prezydencie, na koniec pytanie o temat, który będzie jednym z najgorętszych tej jesieni. Wiele emocji budzi też tzw. sprawa dekoncentracji mediów. Jakie jest stanowisko pana prezydenta w tej sprawie?

– Jestem za tym, aby standardy europejskie w tym zakresie obowiązywały również w Polsce. Z uwagą i niecierpliwością będę oczekiwał projektu ustawy, a następnie obserwował prace parlamentu. Dziś mogę powiedzieć, że pochylę się nad tą ustawą ze szczególną uwagą. Mam nadzieję, że dobra idea zostanie przekuta na dobre rozwiązania legislacyjne z pożytkiem dla Polski, niezależności mediów od nacisków biznesu i polityki oraz medialnego pluralizmu.

300polityka.pl

NIEDZIELA, 6 SIERPNIA 2017

Polityczny plan tygodnia: KPRP o 2 latach prezydentury, miesięcznica smoleńska, wejście w życie ustawy dot. sądów

KPRP o 2 latach prezydentury. W poniedziałek o 13:00 w Pałacu Prezydenckim odbędzie się konferencja prasowa szefowej Kancelarii Prezydenta Haliny Szymańskiej oraz szefa Gabinetu Prezydenta Krzysztofa Szczerskiego z okazji dwóch lat prezydentury prezydenta Andrzeja Dudy.

Miesięcznica smoleńska. W czwartek odbędzie się kolejna już tzw. miesięcznica smoleńska. Krakowskim Przedmieściem tradycyjnie przejdzie Marsz Pamięci, a na końcu przed Pałacem Prezydenckim głos zabierze Jarosław Kaczyński.

Wejście w życie ustawy dot. sądów. W sobotę wchodzi w życie nowelizacja Prawa o ustroju sądów powszechnych – jedyna z tzw. pakietu dot. sądownictwa, którą podpisał prezydent Duda. Dzięki niej PiS będzie mogło wymienić wszystkich prezesów i wiceprezesów sądów – minister sprawiedliwości ma na to pół roku i nie musi podawać powodów.

300polityka.pl

Bolesław Prus: „Wszyscy lubimy czytać książki, ale jeszcze bardziej lubimy ruchać.” Nie mam pytań, wyczerpał temat.

Kibole PiS to politycy tej partii i kibole jako tacy w poszukiwaniu wrogów

To bardzo ważny i mądry tekst w ważnej sprawie. Zgadzam się z każdym słowem. Proszę wszystkich o przeczytanie.

Krzysztof Luft

Prawda powinna kłuć w rozum. Kłuje?

63 dni w 3 minuty. Tak wybuchało i padało Powstanie Warszawskie [ANIMACJA]

Gazeta.pl, 02.08.2017
http://www.gazeta.tv/plej/19,158949,22178938,video.html?embed=0&autoplay=1
Na animowanej mapie Warszawy z czasów wojny dokładnie widać, gdzie i kiedy wybuchało Powstanie Warszawskie. Które obszary w pierwszej kolejności przyłączały się do działań powstańczych, które w pierwszej kolejności kapitulowały. Na mapie zobaczymy najważniejsze momenty Powstania – zdobycie Poczty Głównej, Dworca Pocztowego czy budynku PAST-y, śmierć poety Krzysztofa Kamila Baczyńskiego czy wysadzanie mostów na Wiśle. 63 dni w 3 minuty. To trzeba wiedzieć o Powstaniu Warszawskim.

gazeta.pl

Paulina Wilk: Wybory coraz bliżej. Partie nie mają czasu. Próbują żerować na protestach

Paulina Wilk

05.08.2017

W jakimś sensie odtworzyła się struktura imprezy masowej – można było wybrać sobie wieczór, scenę, nastrój. Od podniosłych, przejmujących słów sędziów, przez czerstwe i kompromitujące wystąpienia niektórych liderów niezjednoczonej opozycji, alarmistyczną energię całonocnego buntu pod Senatem, aż po piknik idei jako tako sklecony przez najmłodszych protestujących studentów i aktywistów.

30.07 2017 r. Katowice, Sąd Okręgowy. Obywatelski protest w obronie polskich sądów (fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta)30.07 2017 r. Katowice, Sąd Okręgowy. Obywatelski protest w obronie polskich sądów (fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta)

Cztery dni po tym, jak prezydent oznajmił, że zawetuje dwie ustawy dotyczące sądownictwa i trzy dni po podpisaniu przez niego trzeciej, tłumy stopniały. Na placu Krasińskich o godzinie 21.00 spotkała się garstka ludzi, w większości opozycyjnych weteranów. Przemówienia nie były płomienne, reakcje – mało entuzjastyczne, głośniki ściszone. Rozdane świece, wspólna lektura konstytucji, odśpiewany hymn – wszystkie elementy protestu były takie jak w poprzednich, nabrzmiałych gniewem i ekscytacją dniach. Ale teraz wydały się mniej przekonujące, sprzeciw pozbawiony skali i napięcia łatwo zdeprecjonować jako sekciarski, niepoważny. Przypominał – przyznaję to niechętnie – świecki rewers miesięcznicy. Już nie było fajnie, do żywego.

Rozglądałam się po pustawym placu, myśląc o tym, co właściwie w poprzednich dniach się wydarzyło? Poza zbiorową ekspresją obywatelskiego sprzeciwu, lęku i złości. Poza samą politycznością tamtych dni, a raczej – równolegle z nią. Z jakiej przestrzeni symbolicznej tak sprawnie i zgodnie rozeszliśmy się do domów?

Czy był to wakacyjny festiwal demokracji? Krótki, intensywny, emocjonujący – taki, na którym trzeba być, poczuć gorączkę, zrobić selfie, zapisać tę obecność w kolekcji wrażeń, a potem odnaleźć ją po latach wśród wspomnień równie ulotnych i w sumie przyjemnych, co te z imprez muzycznych? Czy te spotkania, poza powagą, nie miały także waloru przyjemności, dreszczu bycia w centrum wydarzeń?

26.07 2017 r. Kraków. Protest pod Sądem Okręgowym przeciwko reformie sądownictwa (fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta)26.07 2017 r. Kraków. Protest pod Sądem Okręgowym przeciwko reformie sądownictwa (fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta)

A jeśli tak – czy coś w tym złego? Może właśnie wcześniejsze doświadczenie gromadzenia się na wielkich festiwalach artystycznych dały młodym ludziom podstawę, jakąś procedurę uczestniczenia w tłumnym spotkaniu. Przez tydzień na Krakowskim Przedmieściu, pod Sejmem i Senatem, przy placu Krasińskich, przy Nowogrodzkiej i pod domem Jarosława Kaczyńskiego atmosfera była różna – w zależności od etapu procedowania ustaw, ale i od tego, kto organizował protest, kto przemawiał ze sceny. Od podniosłych, przejmujących słów sędziów, przez czerstwe i kompromitujące wystąpienia niektórych liderów niezjednoczonej opozycji, alarmistyczną energię całonocnego buntu pod Senatem, aż po piknik idei jako tako sklecony przez najmłodszych protestujących studentów i aktywistów. W jakimś sensie odtworzyła się struktura imprezy masowej – można było wybrać sobie wieczór, scenę, nastrój. Wymienić się przeżyciami, opiniami. A po umiarkowanie satysfakcjonującym finale rozejść się do swoich spraw.

Protesty błyskawicznie zyskały swój słownik, złożony z haseł „Wolność, równość, demokracja”, „Adrian nie kokietuj, wszystko wetuj” czy słowa-sloganu „Konstytucja”. To ostatnie otrzymało logo – plakat autorstwa Luki Rayskiego – niezbędne w dobie komunikacji obrazowej. A także miejską legendę o ciepłych dniach, w których wspólnymi siłami daliśmy odpór, przynajmniej częściowy, złu.

01.08 2017 r. Warszawa. Marsz Powstania Warszawskiego organizowany przez środowiska narodowe (fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)01.08 2017 r. Warszawa. Marsz Powstania Warszawskiego organizowany przez środowiska narodowe (fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

1 sierpnia na placu Krasińskich stanęła inna scena – Obozu Narodowo-Radykalnego. Miała inną publiczność – sprzymierzoną, zdyscyplinowaną. Taką, która nie waha się spijać słów z ust liderów. Nie ma wątpliwości czy tremy, jakie jednak czuć było między nami. Nagłośnienie nie szwankowało, hasła o czci i chwale bohaterom, o kulach dla Niemców, o komunistycznej hołocie wybrzmiały klarownie. Spójność wizerunkowa i obrazowanie graficzne – wzorowe. Zamiast świec – dymiące race. Inne instrumentarium, inne intencje. Wszystko na oczach milczących powstańców z pomnika.

Nie wiem, czy maszerujący równo pod sztandarami neofaszyści mają przewagę. Nie wiem, czy są silniejsi. Uderza mnie przestarzałość ich modelu funkcjonowania. Nie piszę tego, by siebie – lub kogokolwiek – uspokoić. W głowie nie mieści mi się, że piewcy nienawiści otrzymują zezwolenia na publiczne wystąpienia i ochronę, nawet życzliwość policji. Powinniśmy protestować przeciwko ich działalności, wysyłać przedstawicieli, by ją dokumentowali i zgłaszali prokuraturze wszelkie naruszenia, powinniśmy domagać się jej pilnej delegalizacji.

Cieszę się, że nie stosujemy takich metod organizacji. Rozumiem, dlaczego żelazna rama nas nie trzyma. Reagujemy punktowo, kumulujemy aktywności i emocje – tego uczy nielinearna współczesność, to także przejaw rozumienia i przynależności do świata, wyraz obrony własnej wolności.

01.08 2017 r. Warszawa. Marsz Powstania Warszawskiego organizowany przez środowiska narodowe (fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)01.08 2017 r. Warszawa. Marsz Powstania Warszawskiego organizowany przez środowiska narodowe (fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

Nie ufam nawoływaniom do szybkiego „organizowania” energii ulicznej, namaszczania nowych liderów opozycji. Dopiero zaczynamy nazywać cenne dla nas wartości, wysycać je przeżyciami. Jako obywatele potrzebujemy czasu. Partie go nie mają, do wyborów coraz bliżej, dlatego próbują żerować na sile duchów z ulicy. Ale dwa byty: społeczne poruszenie i polityczna rywalizacja o władzę nie są tożsame. Ten pierwszy jest większy, ten drugi – boleśnie niewystarczający.

Paulina Wilk. Ur. 1980. Pisarka, publicystka. Autorka książek „Lalki w Ogniu. Opowieści z Indii”, „Znaki szczególne” o dorastaniu w czasie polskiej transformacji, a także serii bajek dla dzieci o misiu Kazimierzu. Zajmuje się tematyką międzynarodową i literaturą. Stale współpracuje z tygodnikiem „Polityka”, a także z „National Geographic Traveler”, „Przekrojem” oraz magazynem „Kontynenty”. Jest współtwórczynią Big Book Festival – międzynarodowego festiwalu czytania odbywającego się w Warszawie od 2013 r. Pracuje nad książką poświęconą miastom przyszłości.

weekend.gazeta.pl

Rzeczniczka PiS zapowiada „kroki prawne” po słowach Owsiaka o Pawłowicz. „Zezwierzęcenie”

past, 05.08.2017

Jerzy Owsiak

Jerzy Owsiak (Fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta)

– Niech pani spróbuje seksu! – powiedział na Przystanku Woodstock Jurek Owsiak, komentując wypowiedzi Krystyny Pawłowicz. Ostro skomentowała to rzecznika PiS Beata Mazurek. Zapowiada też „kroki prawne” w obronie posłanki.

 

Na woodstockowej Akademii Sztuk Przepięknych Owsiak przypomniał bardzo krytyczne słowa posłanki PiS, która kilka lat temu opisywała festiwal jako miejsce, gdzie dochodzi do „szczucia na Kościół”.

– Niech pani spróbuje seksu! Poczuje pani motyle w brzuchu, rozluźnione plecy – rzucił nagle Owsiak.

Gdy w mediach nagłośniono sprawę wypowiedzi, spotkała się ona z masą negatywnych komentarzy. Wiele osób m.in. na Twitterze zarzucało Owsiakowi seksizm. Głos zabrała też przedstawicielka PiS Beata Mazurek.

„W związku ze skandaliczną wypowiedzią Jerzego Owsiaka na temat posłanki Krystyny Pawłowicz informuję, że podejmiemy kroki prawne chroniące dobre imię naszej koleżanki” – zapowiedziała w oficjalnym oświadczeniu.

„Nie ma zgody, by tolerować chamskie wypowiedzi J. Owsiaka i pozwalać na zezwierzęcenie obyczajów. Prostacki atak na kobietę, profesora, byłego członka Trybunał Stanu, członka Krajowej Rady Sądownictwa i posła na Sejm RP jest nie do zaakceptowania” – czytamy w oświadczeniu.

„Jerzy Owsiak w paskudny sposób obraził posłankę Pawłowicz i przy okazji wszystkie kobiety. To zwykłe chamstwo. Inaczej się tego nazwać nie da” – pisała wcześniej na Twitterze Beata Mazurek.

J.Owsiak w paskudny sposób obraził posłankę Pawłowicz i przy okazji wszystkie kobiety. To zwykłe chamstwo. Inaczej się tego nazwać nie da.

Woodstock 2017. Komentarze po słowach Owsiaka

W komentarze m.in. dziennikarze krytykowali wypowiedź Owsiaka jako seksistowską i chamską. Pisano też, że powinien przeprosić posłankę.

Przykre, że zamiast zjednoczonej opozycji mamy zjednoczony seksizm. Przy całej antypatii dla bluzgającej Pawłowicz: Owsiak uderzył w kobiety

„Niech pani spróbuje seksu”? Seksistowski tekst J. Owsiaka do K. Pawłowicz.
Tak wygląda promowanie tolerancji na ?
Słabe to.

Myśle, że Jurek 0wsiak mógłby przeprosić p.Pawłowicz:”poniosło mnie, ale nie powinienem mówić o Pani życiu intymnym, o którym nic nie wiem”

Niektóre osoby zwracały uwagę, że – niezależnie od oceny słów Owsiaka – Krystynie Pawłowicz zdarzały się co najmniej równie kontrowersyjne wypowiedzi.

Uważam, że Jurek Owsiak przegiął. Ale hipokryzją ze strony PiS jest niedostrzeganie agresywnych wypowiedzi K. Pawłowicz.

Mazurek: Nie ma zgody, by tolerować chamskie wypowiedzi i pozwalać na zezwierzęcenie obyczajów.

Czy „wielbiciele kóz” tez maja przepraszać Pawłowicz za seks?

Jurek Owsiak otwiera Przystanek Woodstock. Nagle wielka owacja dla ministra Błaszczaka

gazeta.pl

To Kaczyński zdecydował, że Polska będzie domagać się odszkodowania od Niemiec

dafa, 06.08.2017

Jarosław Kaczyński w Sejmie w czasie prac nad reformą sądownictwa

Jarosław Kaczyński w Sejmie w czasie prac nad reformą sądownictwa (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Możemy dlatego o tym rozmawiać, że pan prezes PiS Jarosław Kaczyński taką podjął decyzję. To jest jego zasługa, że jest taka decyzja i wola polityczna, żeby tą sprawą się zajmować – tak poseł Andrzej Mularczyk mówił o planach wystąpienia do Niemiec z wnioskiem o wypłacenie reparacji wojennych.

Arkadiusz Mularczyk był w sobotę gościem Radia Maryja i telewizji Trwam. Rozmowa poświęcona była sprawie wystąpienia z wnioskiem o reparacje wojenne od Niemiec, który zapowiedział kilka dni temu PiS. Obecność Mularczyka w studiu toruńskiej rozgłośni nie jest przypadkowa, bo to on złożył w Biurze Analiz Sejmowych wniosek o przygotowanie ekspertyzy czy domaganie się odszkodowań jest możliwe i na jakich zasadach. Kwota byłaby ogromna. Jak szacują niektórzy eksperci, wspierający PiS w tych staraniach, chodzić może nawet o 5 bilionów dolarów.

Chcę podkreślić, że możemy dlatego o tym rozmawiać, że pan prezes PiS Jarosław Kaczyński taką podjął decyzję. To jest jakby jego zasługa, że jest taka decyzja i wola polityczna, żeby tą sprawą się zajmować – powiedział Mularczyk

W trakcie sobotniej rozmowy podkreślił, że przez ostatnie 30 lat  żaden rząd ani lider partii politycznych nie zajmował się tą sprawą „z różnych powodów, czasami z powodów koniunkturalnych, czasami z powodu strachu, być może jakiś interesów”.

Zdaniem Mularczyka walka o pieniądze potrwa lata.

Nie jest to sprawa na rok, półtora czy dwa lata. To jest sprawa, która będzie wymagała olbrzymiego wysiłku ze strony państwa. To zebranie wszystkich informacji, ponowna wycena strat i podjęcie działań dyplomatycznych, a później prawnych jeżeli to konieczne – tłumaczył.

Na zapowiedź domagania się pieniędzy za wojenne straty już tego samego dnia odpowiedział niemiecki rząd. – Niemcy poczuwają się do politycznej, moralnej i finansowej odpowiedzialności za II wojnę światową. Wypłaciły reparacje w znacznej wysokości za ogólne szkody wojenne, także dla Polski. (…) Kwestia została w przeszłości ostatecznie uregulowana. W 1953 roku Polska wiążąco (…) zrezygnowała z dalszych świadczeń reparacyjnych dla całych Niemiec i w okresie późniejszym wielokrotnie to potwierdzała – powiedziała rzeczniczka rządu Niemiec Ulrike Demmer.

„Pojawiają się, kiedy na horyzoncie jest rocznica Powstania”. Wraca sprawa reparacji wojennych od Niemiec

http://www.gazeta.tv/plej/19,114927,22184745,video.html

gazeta.pl

Andrzej Andrysiak: Zarzucacie pisowcom polityczny obłęd i paranoję, a sami myślicie tak samo

05.08.2017, Andrzej Andrysiak

Wasz dyktator jest taki sam, czyż nie? Wszechmogący. Myśli sto lat do przodu, nigdy nie przegrywa, a jeśli już, to dlatego że sobie tak założył, ot, zrobić przystanek w drodze do wiktorii. Zarzucacie pisowcom polityczny obłęd i paranoję, a sami myślicie tak samo: wariant kremlowski.

Gdy trwa bitwa, nie myślisz o dyplomacji, powtarza mi znajomy, a ja niby go rozumiem, bo w swoich protestach jest szczery, na ulicy spędził długie godziny i wcale nie jest tak nierozgarnięty politycznie, za jakiego chciałby uchodzić. Bo chce. Polityka jest zła, brudna, nie dla niego, i choć skończył już czterdzieści lat, tkwi w tym swoim młodzieńczym sprzeciwie. Ogarnęła go euforia, gdy prezydent Duda pękł i zawetował dwie ustawy. Jednocześnie zdaje sobie sprawę, że do zwycięstwa daleko, gorzej, ono nawet nie świta na horyzoncie, a świeczki trzeba schować do szuflady, a nie wyrzucać na śmietnik, bo jak nic wkrótce będą potrzebne.

Wciąż powtarza, że nie chce Kaczora, PiS i konserwy, nie chce faszystów, dyktatorów i półgłówków, którzy widzą tylko to, co im poda przekaz dnia, a jednak o przyszłość nie mogę się z nim pokłócić. Zbyt jest dla niego niesprecyzowana, zbyt wiele sprzecznych niesie oczekiwań, racji i wariantów, by mógł dokonać racjonalnego wyboru. Bo wybór musi być racjonalny, musi być za i przeciw, inaczej wpadnie w tę samą pułapkę, co kaczyści. Na ulicę wygnały go emocje, ale chowa je go kieszeni, gdy ma się opowiedzieć.

To największy problem anty-PiS-u. Żeby wygrać, trzeba mieć czym.

***

Posłuchajcie.

„Zasłony, gruby złocisty aksamit, są zasunięte przez cały dzień, w przeciwnym razie do mieszkania mogłoby wniknąć zło: cudzoziemskość. Zagranica, obcość. On jest środkiem koła. Ruch promieniuje od niego. Któż nie marzył o tym, by zostać królem choćby jeden dzień? Ale on marzy o więcej niż jednym dniu; czuje, jak z czubków jego palców wysuwają się pajęcze nici, którymi będzie kontrolował bieg historii. Jest czystą siłą, żywiołem; porusza się bez ruchu, działa bez czynów, mówi bez wydawania dźwięków. Jest iluzjonistą, którego sztuczką jest historia”.

To On, czyż nie? Pan marionetek, wielki poruszyciel, wszystko z niego, nic bez niego. Odgrodzony od świata, nie rozumie go ani nie lubi, wystarczy, że skinie, a poddani rzucą się w ogień. Wy też ulegliście jego magii. Uznajecie go za geniusza, któremu w pojedynkę udało się zaanektować Polskę. Zniszczył demokrację, jeszcze chwila i pozamyka was w więzieniach. Fakty? Jakie fakty. Obie strony w stanie wrzenia, nie czas na pochylanie się nad tabelkami.

Nie miejsce tu, by przytaczać cały wątek tej opowieści, ale między innymi właśnie za ten fragment „Szatańskich wersetów” na Salmana Rushdiego została rzucona fatwa. Został wyklęty i skazany na śmierć, której uniknął tylko dlatego, że w opiekę wzięły go brytyjskie służby, bo wyszydził guru irańskiej rewolucji. Ajatollah Chomeini nie lubił artystów. Mało który dyktator ich lubi, zwłaszcza jeśli dobierają się oni do jego biografii.

Wasz dyktator jest taki sam, czyż nie? Wszechmogący. Myśli sto lat do przodu, nigdy nie przegrywa, a jeśli już, to dlatego że sobie tak założył, ot, zrobić przystanek w drodze do wiktorii. Zarzucacie pisowcom polityczny obłęd i paranoję, a sami myślicie tak samo: wariant kremlowski. Jarosław umówił się z Andrzejem. Najpierw napisali ustawy po bandzie, potem, gdy wylegliście na ulice, odpuścili. Teraz napiszą kolejne, lżejsze, ale podkręcą je w Sejmie. Andrzej ich nie zawetuje, bo jego, a wy nie wylegniecie drugi raz na ulice, bo przecież Andrzej mówi, że PiS uległ. Putin tak robi. Więc Jarosław też może. A co, gorszy? Pewnie wielu z was przychyla się do tej wersji. W końcu geniusz.

Spuśćmy w końcu powietrze z tego balonu. Z kartką i długopisem zastanówmy się, czego ten geniusz dokonał. W końcu rządzi i majstruje przy Polsce już prawie dwa lata. 500+ – odhaczone, wiek emerytalny – też. Trybunał Konstytucyjny zdemolowany z sukcesem, ale sprawa okupiona została 12-miesięczną walką, wyhodowaniem na własnej piersi KOD i protestami ulicy i zagranicy. Telewizja TylkoPolska nadaje co potrzeba, ale lud się od niej odwraca i kasa też słabo płynie. Są jeszcze prokuratorzy pod butem, ale tu akurat nie trzeba było wielkich wygibasów, bo oni zawsze pamiętają, kto akurat rządzi. No i ostatni sukces – sądy powszechne uzależnione od delfina Ziobry.

dziennik.pl

W drodze do Polexitu

5.08.2017
sobota

Woodstock Owsiaka im przeszkadza, a marsze faszystów nie. Skarżą Owsiaka o słowo prawdy adresowane do poseł Pawłowicz, a tolerują jej gorszące zachowania w parlamencie.  Unia im przeszkadza, a Białoruś nie.

Policja ochrania hajlujących neonazistów, mimo że konstytucja zabrania głoszenia treści totalitarnych. Ustawka dowiezionych autobusami kiboli na autostradzie blokuje ruch na kilka godzin. Kierowcy smażą się w upale, czekając aż policja przywróci porządek.

Ale jak to możliwe, że o ustawce nie wiedziała? Pewno ma przykazane zajmować się opozycją parlamentarną i pozaparlamentarną, Owsiakiem, Obywatelami RP i nie starcza już czasu ani środków na to, czym naprawdę powinna się zajmować.

Całą Polskę obiegła wiadomość o policjantach spisujących personalia demonstrantów skandujących ,,Lech Wałęsa!’’. Wcześniej szykanowano zabrzańskie nauczycielki za udział w ,,Czarnym proteście’’.

To wszystko układa się w obraz pełzającego ograniczania praw i swobód obywatelskich w naszym kraju. Najgorsze jeszcze przed nami. Nagłe rozpętanie przez PiS kampanii antyniemieckiej to nie tylko próba odwrócenia uwagi publicznej od polskiej ,,Russiagate’’.

To również przygotowywanie propagandowe do Polexitu.

Temu samemu służy zignorowanie przez min. Szyszkę nakazu natychmiastowego przerwania wycinki w Puszczy Białowiejskiej: a co nam zrobicie!? Trybunał europejski traktuje się jak wrogie ciało obce, tak samo jak Komisję Wenecką i Komisję Europejską, a nie jak nasze wspólne instytucje z innymi państwami europejskimi.

Rząd ani prokuratura nie wyraziły zainteresowania polską ,,Russiagate’’. Za to prokuratorzy zainteresowali się Tomaszem Piątkiem.  Ministrowie obrony przedstawiają jego książkę i rozgłos wokół niej jako atak… Rosjan na Polskę za pośrednictwem mediów niemieckich. Szydło nie wezwała na dywanik Macierewicza ani Szyszkę. Czyli akceptuje. A Kreml się cieszy. Izolacja Polski w Europie to cel długofalowej polityki rosyjskiej.

Gdy Polska wyjdzie z UE po zorganizowanym przez prawicę referendum, będzie już po wszystkim. Schowajcie wtedy na pamiątkę polskie paszporty z napisem: Unia Europejska Rzeczpospolita Polska. Naklejcie karteczkę z informacją dla dzieci i wnuków: Byliśmy w Unii w latach 2004 – tu wpiszemy właściwą datę. I tylko nie mówmy, że nikt nie ostrzegał.

szostkiewicz.blog.polityka.pl

Czysty potiomkinizm. Tunel to nie rewitalizacja tylko ułatwienie dla ludzi. A prom to czysty pic jak dopiero co napisano.

Konkretne słowa ministra Morawieckiego: „Przyłączamy z powrotem Pomorze Zachodnie do Polski”

6 sierpnia 2017

– Polska nie może być do morza odwrócona plecami – powiedział w programie „Gość Wiadomości” wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki i dodał, że Pomorze Zachodnie wymaga „ogromnej rewitalizacji”.

W Szczecinie ponad 150 szefów firm z Europy bierze udział w spotkaniach biznesowych w ramach finału The Tall Ships Races w Szczecinie. Rozmowy z przedsiębiorcami prowadzone są na pokładach żaglowców.  – Mamy bardzo dobry dostęp do morza i musimy wykorzystać wszystkie nasze atuty – podkreślił wicepremier. Jako przykłady działań podjętych, by rewitalizować naszą gospodarkę morską podał przekop Mierzei Wiślanej oraz plany budowy tunelu, który ma połączyć wyspę Uznam ze stałym lądem.

I dodał: – Zachodnie Pomorze i Szczecin wymaga ogromnej rewitalizacji. Teraz rodzi się przed nami szansa wraz z odbudową portu szczecińskiego. To jest polska racja stanu. Budujemy promy, pierwsze w stoczni szczecińskiej promy od 1978 r. – mówił Mateusz Morawiecki. – Przyłączamy zatem Zachodnie Pomorze z powrotem do Polski – dodał.

Wicepremier mówił o świetnych wynikach swojej niedawnej wizyty w Londynie, gdzie rozmawiał z szefami wielkich, ogólnoświatowych firm, zainteresowanymi inwestycjami w Polsce. Przyciągają ich do naszego kraju coraz lepsze wyniki gospodarcze oraz wykwalifikowana kadra. – Zagraniczni inwestorzy dostrzegają potencjał polskich przedsiębiorców i to, jak wygląda nasza gospodarka – powiedział Mateusz Morawiecki.  – Są zbudowani tym, jak polska gospodarka wygląda w całości. Jeszcze pół roku temu większość analityków prognozowała wzrost gospodarczy Polski na dwa, albo nawet na jeden procent. Tymczasem wzrost gospodarczy przewyższy 3,5 procent. Deficyt budżetowy jest jednym z najniższych w historii trzeciej Rzeczpospolitej, a uszczelnienie podatków i bardzo dobra ściągalność CIT i VAT prowadzi do tego, że mamy niższe potrzeby pożyczkowe. To jest dostrzegane przez wszystkich analityków finansowych na całym świecie – tłumaczył wicepremier.

„Pamiętamy”… ale nic nie rozumiemy

„Pamiętamy”… ale nic nie rozumiemy

02/08/2017

Gloryfikacja militaryzmu i przemocy, ideologizacja i faworyzowanie związków religijnych, szowinizm i rasizm, prymitywny i przemocowy patriarchat, brutalizacja języka publicznego, kult jednostki i partii, łamanie demokratycznych standardów, upolitycznienie aparatu państwowego, cenzura, podporządkowanie gospodarki i mediów ideologii partii – to wszystko elementy, od których Europa po II wojnie światowej celowo odeszła. I wciąż świadomie pracuje nad tym, aby odejść jak najdalej. To lekcja, której brunatni młodzi ludzie skandujący „Raz sierpem, raz młotem lewacką hołotę”, rzekomo na cześć ofiar Powstania, nie są w stanie zrozumieć.

Ta okropna, lewacka Unia Europejska, co warto przypomnieć zwłaszcza teraz, miała być przede wszystkim sposobem zapobieżenia kolejnej wojnie w Europie. Nie regulowania długości ogórków, lecz zminimalizowania szansy na powtórzenie kominów Auschwitz, płonącej Warszawy, bombardowania Londynu, śmierci głodowej w gettach czy tortur gestapo. Temu przede wszystkim służy poprawność polityczna, liberalizacja, sekularyzacja, równościowość, obrona prawa do kpienia ze świętości, pacyfizm, edukacja integracyjna, rozbrajanie i cała ta pogardzana „lewackość”. Ona jest silniejsza niż czołgi i okopy, bo do tej pory skutecznie chroni większość Europy przed kolejną rzezią.

A ta nie była wcale tak daleko nigdy – ani zaraz po II WŚ, wystarczy wspomnieć mało znaną „operację nie do pomyślenia„; ani później, gdy po zakończeniu zimnej wojny wybuchła gorąca na Bałkanach. Czy teraz jest daleko? Nie, gorzeje przecież w sąsiedniej Ukrainie. Wojna wciąż dyszy nam w kark i depcze po piętach. Ludzie z powstańczymi kotwicami na wszystkich częściach garderoby zdają się o tym nie pamiętać lub nie mieć tej świadomości. Być może myślą, że husarskie skrzydła na koszulkach i groźne miny odstraszają wrogów od naszych granic. Będą do krwi ostatniej (lub pierwszej konfrontacji z policją) bronić pamięci o powstańcach, ale nie rozumieją, że oni nie walczyli, bo chcieli wojny, ale dlatego, że pragnęli jak najszybciej ją zakończyć. Wojna to nie gra. Na prawdziwej wojnie, zanim by jeden lub drugi wyklęty patriota zdążył krzyknąć „śmierć wrogom ojczyzny”, już by był cywilną ofiarą bombardowania. Lekcja, jaką dają nam wszystkie nowoczesne wojny, brzmi: wcale nie jest tak, że przeżywają lepsi, silniejsi i sprawniejsi, a ofiarami padają słabsi. Ćwicz na siłowni i strzelnicy ile chcesz – broń atomowa, chemiczna, rakiety zdalnie sterowane lub naloty nie dadzą ci równych szans. Mieszkańcy Warszawy w 1944 roku też ich nie mieli. Walka skazana na przegraną i następująca wskutek niej rzeź to po prostu tragedia. Katastrofa, taka sama jak powódź lub trzęsienie ziemi. Czy ktoś jest dumny z tego, że jego kraj spotkało trzęsienie ziemi? Bawi się w rekonstruowanie powodzi? Czy widzieliście kogoś w koszulce „Novarupta 1912, dumni i wierni”?

Tak jak możemy tylko zapobiegać powodziom i pożarom, tak tylko od naszego wspólnego wysiłku zależy, czy wciąż będziemy krok przed wojną. Edukacja europejska jest dziś potrzebna bardziej niż kiedykolwiek. Tu, teraz, w naszych miastach i wsiach. Dziś, gdy młodzi ludzie wykarmieni na unijnych dotacjach demonstrują nazistowskie sympatie w mieście zrównanym z ziemią przez nazistów. Nie rozumieją, że przed okrutną śmiercią broni ich głównie to, że większość Europejczyków to nieszkodliwi lewacy segregujący śmieci. Że zwyciężyły ideały nieagresywne, wspólnotowe, gdzie nikt nie wstaje z kolan, bo wszyscy siedzą w kręgu na równym poziomie. Że problemy są rozwiązywane za pomocą not dyplomatycznych, wizyt komisji, szczytów, umów, ewentualnie demonstracji z kwiatami w dłoniach. Nie bombardowań. 

Jeśli znów zostaniemy sami w Europie – wojna nas dogoni. Nie ta, to inna. Nie teraz, to później. Ale dogoni na pewno. Uciekać przed nią można tylko razem. To jak w horrorze. Kiedy bohaterowie się rozdzielają, zawsze większość z nich ginie. Dlatego osłabianie pozycji Polski w UE i NATO należy traktować jako sabotaż naszej obronności, jak robienie dziur w palisadzie otaczającej miasto. Każdy zainteresowany historią i bezpieczeństwem naszego kraju powinien to rozumieć. Pamiętacie? Pamiętajcie, ale zacznijcie jeszcze wyciągać jakieś wnioski.

http://knapik.liberte.pl/pamietamy-ale-nic-nie-rozumiemy/

Z pozdrowieniem niedzielnym
 

Na antyniemieckim paroksyzmie PiS, Niemcy nic nie stracą. Straci PL, zyska Rosja, bo PJK wyprowadzi nas z UE, wprost w ręce Putina. Mój kom.

Należało się, a wszak to „osoby” publiczne:

Materiał dowodowy nr 1

„Czy jest gdzieś granica szaleństwa i hipokryzji, obłudy i kłamstwa, której nie przekroczy ta władza? Nie ma!”

ZBIGNIEW SZCZYPIŃSKI: CO TRZEBA ZROBIĆ, ABY W POLSCE URÓSŁ LAS?

2017-08-05

Od jakiegoś czasu w Polsce zawrotną karierę robi mała książeczka, napisana przez niemieckiego leśnika Petera Wohllebena – „Sekretne życie drzew”.

To bardzo sympatyczna książka o drzewach. O lesie, który nie jest składem desek, a bardzo złożonym systemem, w którym żyjące organizmy – od grzybów po tysiącletnie dęby – pozostają w bardzo subtelnych relacjach.

Peter Wohlleben jest leśnikiem. Kimś, kto rozumie las i kocha przyrodę. Jest trochę naiwny w próbach opisania lasu jako jednego wielkiego organizmu: żywego, współpracującego, odczuwającego ból i niepokój. W opisach relacji między różnymi gatunkami drzew, relacji pomiędzy drzewami-rodzicami a ich dziećmi, być może niekiedy przekraczana jest cieniutka granica nieuprawnionej antropomorfizacji – las nie myśli jak organizmy zwierząt, a na pewno nie jak człowiek. Drzewo „odczuwa” ból po zadanej mu ranie czy ataku pasożytów, ale to inny rodzaj reakcji i procesów – chemicznych, elektrycznych, akustycznych…

Nie będę tu wyręczał autora, książeczkę Petera Wohllebena każdy może i powinien przeczytać sam. Naprawdę warto!

Przywołałem tę małą książeczkę niemieckiego leśnika dlatego, że w Polsce – teraz, w tych tygodniach i dniach – rozgrywa się spektakl, w którym główną rolę gra minister rządu „dobrej zmiany” Jan Szyszko. Profesor Jan Szyszko, który z arogancją i butą, przewyższającą wszystko, do czego zdążyło przyzwyczaić nas rządzące ugrupowanie „olewa” orzeczenia i nakazy UE, „olewa” opinie i krytyczne uwagi środowiska naukowego z Polski i Europy, „olewa” protesty ekologów, próbujących zatrzymać wielkie maszyny wyrębujące puszczę białowieską. I kpi z nas wszystkich w żywe oczy twierdząc, że to on najlepiej dba o kondycję puszczy, ratując ją przed zabójczym kornikiem.

Czy jest gdzieś granica szaleństwa i hipokryzji, obłudy i kłamstwa, której nie przekroczy ta władza?

Odpowiedź jest prosta – nie ma!

Minister Szyszko, autor i ambasador ustawy znanej jako „lex Szyszko”; ustawy, dzięki której wycięto blisko milion drzew w obszarach zabudowanych pod planowane biznesy firm deweloperskich; ustawy, która poruszyła nawet tzw. prezesa Polski Jarosława Kaczyńskiego, który wymógł jej nowelizację, nowelizację tak przeprowadzoną, aby wszyscy zainteresowani zdążyli zrobić swoje z ojcem dyrektorem na czele…

Oto ów minister Szyszko, mający ewidentne kłopoty ze swoim oświadczeniem o stanie majątkowym, ów pan w trakcie posiedzenia rządu wręczający ministrowi Błaszczakowi kopertę od „córki leśniczego”… Pamiętamy bezczelną próbę wyjścia z tej wpadki, gafy popełnionej na oczach całej Polski. Jan Szyszko w wywiadzie telewizyjnym , tłumacząc sprawę koperty przywołał… kogo? „Inkę” , jedną z modelowych obecnie obowiązujących bohaterów – żołnierzy wyklętych, niezłomnych… bo to też była córka leśniczego.

Naprawdę, trudno znaleźć w całym rządzie osobę bardziej skompromitowaną i bardziej nieprzystającą do zajmowanego urzędu niż ów Szyszko.

Przywołam dowcip. Dowcip zawsze jest spontanicznym komentarzem sytuacji, w Polsce zwłaszcza: pytanie – co trzeba zrobić, aby w Polsce urósł las? Odpowiedź – posadzić Szyszkę!

A teraz na poważnie – przygasła sprawa sądów. Jest pat, trwa przerwa do czasu, gdy prezydent przedstawi swoje projekty. Jest lato. Jedziemy do lasu, wypoczywamy na tzw. łonie przyrody. Pamiętajmy – tym, który dba o przyrodę w Polsce, o lasy, o Puszczę w Białowieży, jest minister Jan Szyszko, człowiek nie widzący lasu, a jedynie deski, które można zrobić z tych drzew po ich wycięciu. Człowiek, który ma za nic opinie wszystkich gremiów naukowych. Co tam, minister może nie mieć racji, bo minister ma pieczątkę, a kto ma pieczątkę ten ma władzę…

Pamiętajmy: to decyzje, jakie podejmujemy przy urnie wyborczej skutkują tym, że to tacy ludzie otrzymują teki ministerialne. I robią, co robią.

Rozgrywka z UE, jaką prowadzi Szyszko – rozgrywka, w której słyszymy ze strony ministerstwa ochrony środowiska (to chyba kabaret z tą nazwą), że my chronimy przyrodę i las pierwotny, a to zła Unia Europejska dąży do jej zniszczenia…

Żałosne.

Jeżeli miałoby się tak stać, że Unia wymusi zaprzestanie wycinki drzew w puszczy, to wedle tego typasa będzie musiała nam zapłacić miliardy euro odszkodowania. Szyszko ukarze mianowicie Unię Europejską. Rząd Szydłowej nie będzie wszak przed nikim na kolanach. A zwłaszcza przed Niemcami, co to muszą nam zapłacić za II Wojnę.

Kto to kupi? Czy „ciemny lud” obrabiany przez Jacka Kurskiego w jego „kurwizji” jest aż tak ciemny? Nie sądzę!

I na koniec coś w innej, ale w trzymającej się tematu sprawie.

Peter Wohlleben pisze w swojej książeczce o „lesie cmentarnym”. Występuje taki w Niemczech, gdzie prywatny stary las – im starszy, tym lepszy – zmienia się niekiedy… w cmentarz. Każdy może sobie wykupić tu prawo do pochówku pod wybranym drzewem. Nie ma grobowca. Jest tylko stare drzewo, na którym mała tabliczka informuje, że tu spoczywa wymieniony z imienia i nazwiska człowiek.

Mam pytanie – czy wyrażenie „spoczywa” jest tu adekwatne ? Może „żyje” jest bardziej prawdziwe? Wszak urna z prochami po kremacji jest w naturalny i piękny sposób wprowadzana do obiegu żyjącego olbrzyma…

To piękna perspektywa. Mnie się to podoba bardziej, niż te ściany budowane w polskich cmentarzach jako kolumbaria, czy klatka z kamienną tablicą informująca o spoczywającym w niej lokatorze. To drugie, to zdecydowanie gorszy obraz.

Niemcy zrobili z tego biznes, jak zresztą ze wszystkiego, ale ten pomysł jest po prostu dobry. Może by i u nas ?

Chyba że i to zostanie odrzucone jako pochodzące z zepsutej lewackiej Europy; a zwłaszcza od Niemców. Tych samych Niemców, co to ostatnio przyjęli prawo o związkach partnerskich. Na które my, Prawdziwi Polacy, ostatni Obrońcy Chrześcijaństwa, nie zgodzimy się nigdy.

Chyba, że…

POLSKA WSTAJE Z GŁOWY

4 sierpnia 2017

Polska jest krajem, który udowadnia reszcie świata, że państwo demokratyczne może być tutaj wyłącznie sezonowe.

Przesączony patriotyzmem to kraj, w którym jedni kibice pokazują światu zło nazistowskiej przemocy, a drudzy zasadzają się na drużynę piłkarzy z Izraela, żeby ich pobić po zakończonym meczu. Oba sygnały, które idą w świat, z pewnością pomogą naszej ojczyźnie wstać nie tylko z kolan, ale i z głowy.

Pierwszy sygnał to: Polacy, którzy nie są ofiarami, bo urodzili się po wojnie, domagają się uznania od Niemców, którzy nie są ich prześladowcami, bo także urodzili się po wojnie.

I drugi: Polacy, w odróżnieniu od Niemców, świadomie nawiązują do nazistowskiej przemocy, prześladując Żydów.

Tym się dziś Polska od Niemiec różni, że jest krajem, który sam na własne życzenie udowadnia reszcie świata, że państwo demokratyczne może być tutaj wyłącznie sezonowe. Robi to, zamykając oczy na tę najoczywistszą prawdę historyczną, że jeśli demokracja potrwa w Polsce tylko sezon, to i samo państwo tyle potrwa, bo nie będzie zdolne do istnienia wojując jednocześnie z Zachodem i Wschodem.

Kibice udowadniają za jednym zamachem, że są jedną z najbardziej antypolskich i bezmyślnych grup społecznych w kraju. Bardziej antypolska i bezmyślna jest jedynie partia rządząca Polską, która oczywiście z potępieniem nienawiści i przemocy wobec Żydów nie spieszy. (skreślić „bezmyślnie”, gdyby na jaw wyszły powiązania nie tylko otoczenia Ministra Obrony, ale także reszty tego patriotycznego obozu z Kremlem).

„Polska jest krajem, który udowadnia reszcie świata, że państwo demokratyczne może być tutaj wyłącznie sezonowe.”

Państwo PIS nienawidzi Owsiaka i daje 40 mln Rydzykowi. Może dlatego, że Owsiak robi wiele dla Polaków, Rydzyk dla siebie i dla PIS.

ERNEST SKALSKI: TESTAMENT STALINA…

2017-08-05

…ma spóźnionego wykonawcę. Najnowszy HIT: reparacje z Niemiec za szkody wojenne. Nie dostaniemy ani feniga (rozliczenia dotyczą czasów sprzed euro) z wielu oczywistych powodów. Trwałym skutkiem będzie pogłębienie nastrojów antyniemieckich w Polsce i zniechęcanie Niemców do Polski, bo ich ogólnie dobry do nas stosunek nie pasuje władzy. Mają być wrogami i czyhać.

Zrzeczenie się odszkodowań od NRD przez PRL ma być nieważne, bo byliśmy kolonią ZSRR – stwierdził Antoni Macierewicz. A to nie tak. Za kolonię można było Polskę uważać od lata 1944 do uznania w wyniku Jałty (rządu w Polsce) przez mocarstwa zachodnie. Od tego czasu do 1989 roku spełnialiśmy kryteria protektoratu. Nie przekreśla to faktu, że sterowana odgórnie Polska była podmiotem prawa międzynarodowego. Skutki tego, że była państwem wasalnym ponosimy w wielu dziedzinach, również w polityce międzynarodowej. Może mogą nam przysługiwać roszczenia do Federacji Rosyjskiej, następcy prawnego ZSRR, który nas do tego kroku przymusił.

Idiotyczna kazuistyka.

Ale zastanówmy się czy nie było faktycznie reparacją odebranie w Niemcom, w wyniku rozpętanej przez nie i okrutnie prowadzonej wojny, ziem, które od wieków były niemieckie. Były zamieszkałe prawie wyłącznie przez Niemców, wchodziły do obszaru kultury niemieckiej i poza Śląskiem, którego zrzekł się Kazimierz Wielki, nie należały wcześniej długo do Polski.

Fakt, że to Stalin wypłacił nam odszkodowanie za nasze Kresy kosztem Niemiec, ale trudne i dla wielu bolesne przesunięcie Polski na zachód stało się trwałą zdobyczą cywilizacyjną.

Dla Stalina był to przy okazji sposób na utrzymanie trwałego antagonizmu Polska – Niemcy, co udało się przezwyciężyć – Mazowiecki i Kohl – po naszym wyjściu ze stanu podległości i zjednoczeniu Niemiec.

I komu to przeszkadzało?

Wiadomo komu!

LODY RUSZYŁY?

Ruszyły, nie ruszyły, póki co pękają i trzeszczą. Prędzej czy później ruszą. Jeśli ktoś uważał, że te dwa weta to tylko ustawka; Kaczyński – Duda, zapewne już zmienił zdanie. Gdyby była ustawka, to Kaczyńskiemu ten pomysł zdecydowanie się nie udał.

Agregat władzy, w którym prezes był niekwestionowanym władcą, przestał być monolitem. Jeszcze kilka dni temu spekulowano o wewnętrznych różnicach, wnioskując coś na podstawie przeszłości i powiązań, interpretując jakieś gesty czy wypowiedzi palatynów systemu. Trochę to przypominało zabiegi dawnych kremlinologów, wypowiadających się na podstawie obserwacji miejsc zajmowanych na trybunie mauzoleum na Placu Czerwonym przez członków najwyższych władz KPZR/ZSRR.

Teraz wewnętrzny podział jest wyraźny: prezydent stał się bytem odrębnym, podmiotem. Bardzo ograniczonym i może na krótko. Może tę szczelinę między Krakowskim Przedmieściem – w skrócie: Pałac – i Nowogrodzką, jakoś się zaklajstruje, lecz co się stało to się już nie odstanie. W ramach tego klajstrowania, Andrzej Duda, przestraszony własną śmiałością, może przygotować ustawy o SN i KRS, które od zawetowanych projektów będą się różniły tylko zastąpieniem ministra sprawiedliwości/prokuratora generalnego przez prezydenta RP. Potem będzie targ i jakiś kompromis, bo może prezes nie będzie chciał oddać Ziobrze całego wymiaru sprawiedliwości na wyłączność i podzieli kompetencje miedzy panami D. i Z. I to by był dla PiS ten optymalny wariant, po którym i tak nie będzie mu już tak dobrze jak było.

Nawet jeśli Duda stałby się znowu posłusznym narzędziem Kaczyńskiego – co jednak wątpliwe – to szef nie będzie mógł na nim spokojnie polegać. I wielce prawdopodobne, że już go nie wystawi na kolejną kadencję, nawet jeśli mu to wystawienie i lepsze traktowanie obieca za posłuszeństwo. A prezydent też przecież wie, że mu prezes nie ufa, a i on nie ma powodów by prezesowi wierzyć.

Takie gdybanie ma sens pod warunkiem, że po wyborach 2019 roku PiS się utrzyma przy władzy, co prawdopodobne, acz już w mniejszym stopniu niż na początku lipca. Przyjmijmy to jednak jako hipotezę roboczą i w tych ramkach gdybajmy dalej.

Andrzej Duda na pewno nie jest politykiem dużego formatu, lecz jakiś swój rozum ma. Ma też parę osób, które na niego postawiły i szybko może ich mieć znacznie więcej. Na pewno się wykształci jakiś ośrodek prezydencki, bo wyraźnie przypisuje się i poczuwa się Kukiz. Będzie to szansa dla wielu w PiS, którzy nie będą chcieli umierać politycznie wraz ze starszym od nich prezesem. Powiem więcej: do Dudy mogą też przylgnąć ludzie dotąd obojętni politycznie, czy nawet umiarkowani opozycjoniści. Ci uznają, że Kaczyński to fe, ale Duda w porównaniu z nim jest całkiem, całkiem, a żyć trzeba. Powiedzą, że to ratowanie materii, mniejsze zło… Argumenty zawsze się jakieś wymyśli.

Prezydent wie, że bez swego zaplecza przepadnie, a zaplecze będzie pilnować, żeby nie sprzedał tanio swej oraz ich skóry. Być może początkowo chciał bardzo niewiele. Pozbyć się roli Adriana, jakoś zaznaczyć swoją podmiotowość, zapewnić sobie nieco tylko lepsza pozycję w systemie, ale znalazł się tam gdzie niekonieczne chciałby być, na ścieżce, z której trudno zawrócić. W konflikcie ze swym kreatorem i mocodawcą. I będzie niesiony przez ciąg wydarzeń, które może niechcący zapoczątkował.

PO ŚWIĘTEJ DWÓJCY

Teraz będzie – kursywą – dygresja natury historycznej i psychologicznej, którą PT Czytelnicy SO mogą pominąć, nie tracąc wątku.

Diogenes uważał, że największe szczęście, to rządzić wolnymi ludźmi. Czyli takimi, którzy cię chcą, pozwalają ci sobą rządzić, lub nie. To kwintesencja demokracji. Zwłaszcza gdy władzę sprawuje ktoś mający poczucie służby. To ostatnie występuje zresztą nie tylko w demokracji. Takie poczucie miał choćby Marek Aureliusz, bądź co bądź cezar imperator. I jeszcze paru takich wśród absolutnych władców by się znalazło.

Na swój prywatny użytek rozróżniam poczucie służby i misji. To drugie przypisuję ludziom – nie wszystkim – którzy potrzebują rządzić, w grupie rówieśniczej, w rodzinie, w firmie, w kościele, w państwie, by pofolgować swoim emocjom. Jeśli wśród tych emocji występuje poczucie misji, to może ono usprawiedliwiać wszelkie niegodziwości i zbrodnie: Robespierre, Lenin, Gomułka. To, co robili, miało służyć czemuś, co było poza nimi, nad nimi, ważniejsze od ich bardziej osobistych odczuć.

Najwięcej możemy powiedzieć o Gomułce, który jako lider PPR, był w latach 1944 – 1948 głównym monterem i twarzą realnego socjalizmu. Stanął z przekonania po złej stronie mocy, ale ta straszna moc istniała i naszłaby nas i bez niego. Nie kreował jej i nie rozdymał, aby się dorwać do władzy. A gdy do władzy wrócił, po apogeum stworzonego przez siebie systemu, witany był jak zbawca przez udręczony naród. Lat przerwy nie spędził jako lider opozycji, prominentna osoba w kraju. W roli wroga publicznego numer jeden siedział, zagrożony torturami i śmiercią, opluwany przez swych najbliższych towarzyszy. A wróciwszy do władzy, nie rozliczał się z nimi, choć miał za co. Rządził z nimi dopóki ich potrzebował, a potem bez szumu kierował na drugorzędne stanowiska.

I tyle dygresji, wracamy do naszych realiów. Nie trzeba biegłego psychologa, by zauważyć, że Jarosław Kaczyński należy do tego typu władców, którzy napędzani są emocjami. A jego emocjonalna misja jest jedna, to tylko samodzielne rządzenie. Ideologia nie ma większego znaczenia, ma być taka, która taką jego władzę uzasadnia. Porozumienie Centrum, które miało być partią nowoczesną, „amerykańską” nie wypaliło. Do władzy wyniósł go silny, bogoojczyźniany nurt sfrustrowanych. To jest dla Kaczyńskiego narzędzie. Niedoskonałe.

Wpierw cytat: „Ale sypią się wojska, których Bóg i wiara jest Car, Car gniewny, umrzem, rozweselim cara” (Adam Mickiewicz „Reduta Ordona”) Tak może widzą ten napór oddaleni od polityki i przestraszeni „dobrą zmianą”. Czymś takim, w ograniczonym zakresie, rozporządzał Józef Piłsudski. Mówimy; „sekta, guru”, ale to się odnosi do jakiejś części żelaznego elektoratu prezesa. I nie do tego stopnia, żeby się spalić żywcem na jego rozkaz. Wystarczy, żeby zawsze stawiać się na wybory i być impregnowanym na wszystko, co nie zgadza się z prostym nauczaniem lidera. Ci mogą być teraz rozdarci przez konflikt Kaczyński/Duda, których postrzegano jak Dwójcę Świętą. Ci, jeśli się nic jeszcze bardziej bulwersującego nie wydarzy, w roku 2019 zagłosują na PiS, ale rok 2020 zależy już od wielu niewiadomych.

A TAK PIĘKNIE BYŁO WSZYSTKO ZAPLANOWANE!

Decydujący jest aparat władzy, od pani premier do najniższego szczebla z nowego nadania. Nie można powiedzieć, że to element całkowicie bezideowy, lecz przemożny jest tam rachunek ekonomiczny, czy szerzej: kalkulacja życiowa. Ci ludzie na emocjach prezesa wygrali, liczą na dalej i więcej, ale teraz mogą powątpiewać, czy to się nadal będzie udawać. Władca może sobie czasem świadomie pozwolić na okazanie gniewu. Ale ma być jak Zeus gromowładny, wzbudzający pokorę, poczucie winy i strach. Stalinowi wystarczyło, że zmarszczył brew. „W żadnym trybie” było tylko odrażające, żałosne.

Teraz emocje prezesa stają się niebezpieczne. Dla wszystkich w kraju, w tym dla niego samego i jego elity. Być może zdał sobie z tego sprawę. Sam bardzo oględnie komentuje postępowanie Dudy. „Błąd” w jego ustach nie zamyka drogi do dalszej nieszczerej współpracy. Ale Szydło ze swym orędziem była wyraźnie delegowana, zaś dość brutalne ataki działaczy PiS wyraźnie dozwolone, jeśli nie nakazane. Ziobrze przynajmniej nie trzeba było niczego nakazywać, bo to jego kosztem będzie to, co Duda jakkolwiek zmieni.

Ziobro podkreśla, że to on wprowadzał Dudę do polityki. Ale to Kaczyński wymyślił go jako kandydata na prezydenta. Kandydata, ale nie prezydenta. Miał honorowo przegrać z Komorowskim w drugiej turze i zostać jeszcze jednym, sprawnym działaczem PiS wyższego szczebla. Jego prezydentura otworzyła partii drogę do władzy, lecz fala uwielbienia – „błogosławione łono…błogosławione piersi” – mogła się nie podobać Kaczyńskiemu. On nie wymaga luksusów, nie piastuje godności, lecz nie jest skromny. Nie chce być szarą eminencją i skrycie pociągać za sznurki. Ma być widać, że to on wydaje rozkazy. Szczególnie osobie, która formalnie jest najważniejsza w państwie. Do tego parę ostentacyjnych gestów lekceważenia. Znak dla innych, dla których prezydentura to był tylko stolik, na którym się przybijało pieczątkę.

Wyszło jak wyszło. Jeśli teraz prezes zapanuje nad swoimi emocjami, to nie ułatwi roboty wszystkim pozostałym uczestnikom życia politycznego, ale postępującej destrukcji obozu władzy już nie odwróci. Najwyżej spowolni.

Władza ta od samego początku pozbawiona była takiego luksusu, w którym społeczeństwo pozwalałoby jej spokojnie rządzić. Zaczęło się od wielkich demonstracji KOD i przez różne formy protestu doszło do lipcowej fali wystąpień w obronie sądów. Po zaskoczeniu i formie tych ostatnich trudno powiedzieć co będzie dalej, ale opozycyjne społeczeństwo raczej już nie popuści. Nie ma powodu. Nadal funkcjonuje zorganizowana, choć nie zjednoczona, opozycja. Tak jakby się miała ku współpracy, ale kiedy – i co – z tego wyjdzie, trudno powiedzieć. Będzie trwał napór za strony Europy i, ku kolejnemu zaskoczeniu władzy, ze strony USA. W swych wewnętrznych rozgrywkach władza PiS będzie musiało się liczyć z udziałem zewnętrznych wobec niej graczy, co może zmienić rachuby i skutki.

Najważniejsze, że od wyborów 2015 nie ma momentu zastoju i już chyba nie będzie.

P.S. Pan Piotr Żakowicz 29 czerwca b.r., w Białymstoku, założył fundację Ex Corde, mającą czcić i wspierać najwybitniejszych Polaków. Jako pierwszy ma być uczczony Jarosław Kaczyński, w nazewnictwie fundacji Naczelnik Polski.

Założyciel fundacji rozpoczął już zbiórkę pieniędzy na pałacyk dla Kaczyńskiego. Sienkiewiczowi rodacy sprawili Oblęgorek, Piłsudskiemu jego żołnierze – Sulejówek. Kolejny Naczelnik nie ma być gorszy.

Nie wyobrażam sobie jednak, by uzbierano choćby na skromną altankę w ogródku działkowym i aby Jarosław Kaczyński – willa na Żoliborzu – przyjął tego rodzaju dar.

To nie o nim, a o wyznawcach.

Ernest Skalski: Testament Stalina ma…spóźnionego wykonawcę.

%d blogerów lubi to: