Morawiecki mataczy, a Komisja Europejska idzie z oskarżeniem PL do Trybunału Sprawiedliwości UE

Tak jak podejrzewałem, Komisja Europejska dzień po szczycie UE w Salzburgu podjęła decyzję, iż idzie w sprawie Sądu Najwyższego do Trybunału Sprawiedliwości UE. Znaczy, iż Mateusz Morawiecki pogrywał sobie z Jean-Claudem Junckerem i Fransem Tiimermansem, a jego spotkanie z I prezes SN prof. Młgorzatą Gersdorf było tylko na pokaz, symulacją.

O skierowaniu sprawy do TSUE podał Reuters, podkreślając, iż jest to już trzeci krok w długiej procedurze sankcjonowania państw członkowskich, które naruszają prawo UE. Oficjalnie oskarżenie w TSUE zostanie złożone w poniedziałek 24 września.

Na to trzeba zwrócić szczególną uwagę: rząd PiS nie tylko narusza polską Konstytucję, standardy demokratyczne, ale narusza prawo unijne, czyli jest oskarżonym. Gdybyśmy przełożyli to na język publicystyczny, to reprezentantowi rządu polskiego Mateuszowi Morawieckiemu przy publikacji jego podobnizny powinniśmy nałożyć na oczy czarny prostokącik, jaki nakłada się sądzonym złoczyńcom, bo to on reprezentuje rząd, który jest zaskarżony przez Komisję Europejską.

Nie dość, że Morawiecki poprzedniego dnia (wczoraj) robił bokami, chciał orżnąć najpierw prof. Gersdorf, a w Salzburgu Junckera i Timmermansa, to dzisiaj – taki występuje zarzut prokuratorski, aby aresztować – mataczył.

Zwykle mataczących wsadza się za kraty, aby do procesu nie zacierali śladów swoich przestępstw. Komisja Europejska winna Morawieckiego wsadzić do jakiegoś symbolicznego aresztu, zamknąć mu usta, niech sobie poleży na pryczy, milcząc.

A Morawiecki od samego rana mataczył. Powinienem to słowo rozbić na sylaby, bo Morawiecki jest zagrożeniem dla egzystencji Polski (zagrożeniem śmiertelnym). Ma-ta-czył.

Nie wiem, jak to się dzieje, że gazety i portale tak łatwo dają się wkręcić w przeciek – i to przeciek, którego spływ z rynsztoka zmierza w kierunku pożądanym przez puszczającego farbę.

Oto Onet w materiale z samego rana w tytule i w leadzie wprost sugeruje, że prof. Gersdorf powiedziała im o treści półgodzinnej rozmowy z Morawieckim tuż przed szczytem w Salzburgu. Rozmowa miała  być poufna. Akurat taka rozmowa nie może uzyskać żadnej klauzuli poufności, jeżeli informacja o niej dotarła do publiczności.

Po tym materiale Onetu do sitka (mikrofonu) podchodzi Morawiecki i ma jedną istotną informację, iż wg niego prof. Gersdorf puściła farbę, on na to się nie umawiał. Morawiecki nie odniósł sie do istoty, ale to tajności, którą jakoby ustalił. A czytając materiał w Onecie, od razu się zorientowałem, że farba wypłynęła z Kancelarii Premira, z jego otoczenia pijarowców, którzy kompletnie nie znają się na arkanach zawodu, ale czarnego pomówienia owszem.

Prof. Gersdorf zresztą dość jasno powiedziała o tych matactwach Morawieckiego: „Nie komentowałam przez dwa dni”. I trudno jej nie wierzyć, gdy słyszymy zewsząd oisowskie ujadanie na jej temat.

Morawiecki mataczy, bo miał wiedzę, że Juncker i Timmermans nie kupili jego kitu. Czy Morawiecki jest zdolny do kompromisu w sprawie Sądu Najwyższego? Napiszę tak: nie! Bo to byłoby nie tylko wycofanie się z ustawy, ale konsekwencje prawne są takie, iż musiałby się PiS wycofać ze wszystkich ustaw sądowniczych, a Andrzej Duda cofnąć nominacje do KRS i do Sądu Najwyższgo. PiS musiałby przyznać się do porażki.

Więc dalej będzie Morawiecki brnął, a za sankcje zapłacimy my, Polacy z budżetru Polski. Czort, że stracimy szmal, ale zapłacimy w każdym niematerialnym wymiarze, w znaczeniu naszego kraju, honorze.

 

 

Premier gotów do ustępstw w sprawie sądów

 

Obóz władzy rozważa ustępstwa w sprawie zmian w Sądzie Najwyższym — wynika z informacji Onetu. Według naszych ustaleń, w grę wchodzi taka zmiana prawa, by pozostawić na stanowisku I prezes SN prof. Małgorzatę Gersdorf.
Małgorzata GersdorfFoto: Marcin Obara / PAP
Małgorzata Gersdorf
  • Kilka dni temu premier spotkał się z I prezes SN. Sondował jej gotowość do kompromisu
  • Rozważany wariant to pozostawienie Gersdorf oraz danie najstarszym sędziom SN wyboru, czy chcą dalej sądzić, czy też przejść w stan spoczynku na atrakcyjnych finansowo warunkach
  • Taki kompromis Morawiecki zaproponował też nieoficjalnie Komisji Europejskiej, która atakuje ustawy sądowe PiS
  • Jest jeden kłopot. Takie rozwiązanie to podważenie dotychczasowych decyzji prezydenta, który wysłał kilkoro sędziów na emerytury. Nie wiadomo, czy Andrzej Duda się na to zgodzi

Wszystko wydawało się przesądzone. We wtorek unijni ministrowie w Radzie UE przeprowadzili oficjalne wysłuchanie Polski w sprawie sytuacji w sądach. – Znów jest gorzej. Dochodzą informacje o zastraszaniu sędziów – przekonywał Frans Timmermans, wiceszef Komisji Europejskiej. W środę Komisja miała dopełnić formalności i skierować wniosek przeciwko Polsce do Trybunału Sprawiedliwości UE. Są tam już tzw. pytania prejudycjalne – czyli wnioski o wykładnię prawa – z polskiego Sądu Najwyższego, który także kwestionuje przepisy sądowe autorstwa PiS.

Unijny Trybunał zapewne szybko wydałby decyzję zawieszającą kontrowersyjne prawo do czasu wydania orzeczenia, a dalsze próby zmian w SN oznaczałyby łamanie przez polski rząd traktatów UE — co byłoby sytuacją ogromnie ryzykowną politycznie.

A jednak ten katastroficzny scenariusz się nie spełnił. W środę Komisja Europejska nie zdecydowała się na pozew przeciw Polsce. Czemu? Bo — według informacji Onetu — w ostatniej chwili rząd podjął próbę znalezienia kompromisu bezpośrednio z Sądem Najwyższym, a w ten sposób i z Brukselą. Premier Morawiecki rozmawiał o tym we wtorek z szefem KE Jean-Claudem Junckerem. – Wiemy, że to ostatnia szansa, jaką dostaliśmy od szefa Komisji Europejskiej – mówi nasz rozmówca z obozu władzy. Faktem jest, że do tej pory rząd już kilkakrotnie obiecywał Brukseli zmianę kontrowersyjnych przepisów. Tyle że kluczowych obietnic nie spełnił.

Bałagan w sądzie

W Sądzie Najwyższym jest dziś prawny i personalny bałagan, do którego doprowadziły zmiany w prawie przeforsowane przez PiS pod rękę z prezydentem. Obóz władzy obniżył wiek emerytalny sędziów z 70 do 65 lat, by pozbyć się części z nich i wprowadzić swoich nominatów.

Choć konstytucja daje parlamentowi prawo regulowania wieku emerytalnego sędziów SN, to część sędziowskich seniorów nie akceptuje decyzji prezydenta, który przysyła im pisma emerytalne. Sędziowie ci twierdzą, że obowiązuje ich wiek emerytalny, jaki obowiązywał, gdy wchodzili do Sądu Najwyższego. Faktem jest jednak, że takiego zapisu wprost w konstytucji nie ma.

Jest za to zapis o trwającej sześć lat kadencji I prezesa SN. Gersdorf została powołana w 2014 r., a zatem powinna skończyć swą misję w 2020 r. Mimo to obóz władzy przekonywał, że po wejściu w życie nowych przepisów 66-letnia Gersdorf stała się z automatu emerytką sędziowską. A zatem – że nie może być dalej szefową Sądu Najwyższego i należy przerwać jej kadencję.

Premier nie chciał się podpisać

Większość prawników odrzucała taką interpretację — w tym eksperci Komisji Europejskiej. Gersdorf także nie miała zamiaru odchodzić, twierdząc, że władza łamie konstytucję. Prezydent się jednak uparł. Oznajmił, że nie uznaje Gersdorf za I prezesa SN, wskazywał także kolejnych jej czasowych zastępców.

Była jedna charakterystyczna cecha wszystkich pism odsyłających sędziów na emeryturę, które Duda słał do Sądu Najwyższego. Na żadnym nie było wymaganego prawem dodatkowego podpisu — tzw. kontrasygnaty — premiera. Według informacji Onetu, to nie przypadek. Morawiecki nie chciał podpisywać się pod kontrowersyjnymi decyzjami Dudy.

To proponuje Morawiecki

Dziś widać, dlaczego to robił. Kilka dni temu premier spotkał się z Gersdorf i sondował jej gotowość do kompromisu. Onet poznał tę wstępną propozycję.

Wedle obowiązującej ustawy autorstwa Andrzeja Dudy i PiS decyzję o przejściu sędziego Sądu Najwyższego w stan spoczynku podejmuje prezydent. Ten zapis miałby zostać zmieniony. Autonomiczną kompetencję do decydowania o sędziowskiej emeryturze otrzymałby sam Sąd Najwyższy lub któryś z jego wewnętrznych organów. To byłby gest pod adresem Brukseli, która zarzuca PiS przeprowadzanie czystek w SN rękami prezydenta, bez jasnych kryteriów podejmowania decyzji emerytalnych.

Co z sędziami, do których Duda już wysłał pisma emerytalne? Według naszych rozmówców, rozważany jest wariant aksamitnego skłonienia ich do odejścia. Co prawda, teoretycznie mogliby pozostać w Sądzie Najwyższym, ale będą kuszeni szczególnymi, wyższymi emeryturami w wysokości pełnego uposażenia sędziowskiego (normalna emerytura w SN to 75 proc. ostatniej pensji).

Gersdorf ma się ukorzyć

Takie zmiany w prawie miałyby też dotyczyć I prezesa Sądu Najwyższego. I posłużyłyby do wycofania się przez PiS z wojny z Gersdorf. Jeśli decyzję o dalszej pracy lub emeryturze sędziego po 65. roku życia podejmować będą inni sędziowie z Sądu Najwyższego, to Gersdorf ma gwarancję, że pozostanie na stanowisku.

Będzie jednak musiała złożyć wniosek o dalsze orzekanie i poddać się niewiążącej ocenie Krajowej Rady Sądownictwa. To celowy zabieg PiS. Gersdorf nie chciała dotąd złożyć wniosku o dalsze orzekanie. Twierdziła, że nie musi tego robić, bo została wybrana na pełną kadencję. Podważała też legalność działania KRS, wybranej przez PiS. Składając wniosek, siłą rzeczy udowodni, że uznaje KRS — wbrew większości wspierających ją środowisk prawniczych.

Może po wyborach

Gdyby takie rozwiązania weszły w życie, to pytania prejudycjalne Sądu Najwyższego do unijnego Trybunału Sprawiedliwości przestaną być aktualne. A Komisja Europejska – na co liczy Morawiecki – także zrezygnuje z pozwu przeciw Polsce. Wczoraj premier znów rozmawiał na ten temat z Junckerem. – Mam wrażenie, że szef KE stara się znaleźć kompromis w sprawie reformy sądownictwa – stwierdził.

Kiedy nadejdzie moment weryfikacji oferty premiera? Według naszych rozmówców, prawdopodobnie po wyborach samorządowych. Morawiecki obawia się, że przeprowadzenie takich zmian podczas trwającej kampanii byłoby niezrozumiałe dla twardego elektoratu PiS.

Sądy zabrane prezydentowi

Jest jeszcze jeden kłopot. Tak zarysowane zmiany w prawie oznaczałyby znaczne ograniczenie władzy prezydenta nad Sądem Najwyższym oraz podważałyby część jego dotychczasowych decyzji odsyłających sędziów na emerytury. Na razie nie ma jasnej deklaracji prezydenta, czy się na to zgodzi.

Wczoraj Duda powołał 10 nowych prawników do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego,

Gdyby teraz któregokolwiek z nich wskazał na pełnoprawnego następcę Gersdorf, to cały plan Morawieckiego legnie w gruzach. Będzie wtedy w Polsce dwóch pierwszych prezesów Sądu Najwyższego.

onet.pl

 

 

 

 

 

Nowa wiadomość Reutersa sprzed godziny. Komisja idzie jednak do Trybunału w sprawie SN

Gersdorf o rozmowie z PMM: Nie komentowałam przez dwa dni, ale okazało się, że ktoś jednak, chyba z kancelarii premiera, przedstawił całą tę rozmowę. Dlatego pozwoliłam sobie powiedzieć, że była taka rozmowa

– To nie była konferencja, to było moje oświadczenie, które zostało sprowokowane wiadomościami na temat rozmowy mojej z premierem. Myśmy mówili, że nie będziemy tego komentować i ja tego nie komentowałam przez dwa dni, ale okazało się, że ktoś jednak, chyba z kancelarii premiera, bo tak to wynikało, przedstawił całą tę rozmowę. Dlatego ja pozwoliłam sobie powiedzieć, że była rzeczywiście taka rozmowa, zresztą nic więcej nie powiedziałam – mówiła Małgorzata Gersdorf w rozmowie z Krzysztofem Świątkiem w Polskim Radiu 24.

– Musiała ze strony premiera ta informacja, bardzo dokładna, przejść, dlatego trudno mi było dalej milczeć, bo to byłoby dziwne. Tym bardziej, że miałam zapytania w trybie informacji publicznej o to – dodała Gersdorf.

300polityka.pl

%d blogerów lubi to: