PIS: Sekta czy korporacja?

Damy wam 500 plus, emerytury minus, plus setki obietnic i tysiące stanowisk, w zamian za waszą wolność, wasze demokratyczne prawa i wasze poparcie w wyborach.

W uczciwych mediach i na rozsądnych portalach wielu przytomnych komentatorów życia politycznego próbuje wyjaśnić fenomen poparcia ponad jednej trzeciej Polaków dla formacji, która jawnie drwi ze zdrowego rozsądku, oszukuje i kłamie w żywe oczy, a przy tym potyka się nieustannie o własne sznurówki, obnaża swoją bezradność i zalicza kolejne wtopy. Popularne są dwa poglądy, pozornie odległe, a w gruncie rzeczy uzupełniające się nawzajem.   Z jednej strony mamy więc ponoć do czynienia ze swoistym ogłupieniem tych Polaków, którzy mentalnie nie wyrośli jeszcze z dziecięcej fascynacji spiskowymi opisami rzeczywistości i nie pozbyli się naturalnego w małoletnich wspólnotach podziwu dla brutalnej siły podwórkowych watażków.  Ludzi takich łatwo było przekonać, że poprzednie rządy Polskę rozkradły, zdemolowały i podporządkowały Ruskim albo Niemcom i że tylko władza silnej ręki przywrócić może Ojczyźnie porządek i dobrobyt.

Druga teoria bliska jest naukom teologicznym: oto mamy do czynienia ze współczesną sektą grupującą ludzi, którzy uwierzyli w nadnaturalną moc nowego Mesjasza i jego wspaniały Plan uporządkowania świata – plan, którego realizacja wymaga rewolucyjnych, a więc także niszczących zabiegów uzdrawiających chorą demokrację. Cel uświęca środki, wiara przenosi góry, a mędrca szkiełko i oko tylko przeszkadza w osiągnięciu powszechnego zdrowia, szczęścia i pomyślności.

Oba te wyjaśnienia wydają mi się mocno ułomne. Mogę zrozumieć łatwowierność i bezkompromisowość młodej generacji wyborców PiS, trudniej uwierzyć w bezmyślne zdziecinnienie kierownictwa tej formacji, jej członków i wspierającego ich dorosłego środowiska. Jeszcze trudniej uwierzyć w to, że tylu Polaków tak łatwo i tak szybko można oczarować, ogłupić i uwieść podsuwając im fałszywe prawdy wiary.

To prawda, że ludzie są w stanie uwierzyć w najbardziej idiotyczne brednie. W USA, kraju cywilizowanym i stosunkowo trzeźwym, 12,5 miliona Amerykanów wierzy, że światem rządzi grupa zmiennokształtnych jaszczuro-ludzi, co dziesiąty ankietowany (11 proc.) jest przekonany, że rząd Georga Busha wiedział o planowanych atakach na WTC, ale pozwolił, by do nich doszło, 13 proc. Amerykanów uważa, że prezydent Obama był Antychrystem, a jedna piąta badanych twierdzi, że rząd ukrył fakt, iż w 1947 roku w Roswell rozbił się statek kosmiczny. Również kilkanaście procent mieszkańców krajów europejskich wierzy, że choroby wymyślają koncerny farmaceutyczne oraz że rządy kontrolują umysły wyborców poprzez specjalne sygnały nadawane w telewizji, a prawie 30 proc. wierzy, że globalne ocieplenie jest mistyfikacją wymyśloną przez naukowców.   Jednak te badania i sondaże wskazują równocześnie, że niemal wszystkie spiskowe teorie nie są bynajmniej aktami ślepej wiary, a wynikają po prostu z braku wiedzy. Dobrym przykładem jest sonda, w której co trzeci obywatel USA stwierdził, że nie pochodzi od małpy – i miał rację: pozostałe dwie trzecie badanych po prostu niewiele wie o teorii ewolucji.
Wracając na polskie podwórko: czy „religia smoleńska” jest naprawdę wytworem religijnego amoku? Czy naprawdę prawie trzecia część Polaków wierzy, że Tusk z Putinem wypuścili obłok helu, zadymili lotnisko smoleńskie sztuczną mgłą, podłożyli w samolocie dwa albo trzy ładunki trotylu i dla pewności jeszcze bombę termobaryczną, a na końcu dobijali ocalałych z zamachu? Czy co trzeci Polak naprawdę jest przekonany, że dr Andrzej Duda, mgr Kempa i mgr Ziobro są lepszymi prawnikami niż polscy i zachodni profesorowie znamienitych uniwersytetów i doświadczeni praktycy ze wszystkich liczących się gremiów prawniczych? Czy mityczny uchodźca uciekający spod bomb i prześladowany przez terrorystów sam jest potencjalnym terrorystą, groźniejszym niż kibol nacjonalista gotowy walić w mordę każdego, kto wygląda inaczej i ma podejrzaną dykcję, albo ośmielił się wywiesić przed domem unijną flagę? Czy biskup Pieronek, który apeluje o przyjęcie uciekających przed śmiercią i prześladowaniem, jest dla wyborców PiS „notorycznym szubrawcem i skończonym bydlęciem” – jak głosi Naczelny Polski Katolik Marian Kowalski?

Niemożliwe, żeby tak wielu ludzi święcie wierzyło w propagandowy PiS-owski bełkot. W spiskowe narracje nie wierzą nawet jej autorzy, nie tylko Macierewicz, który wyznał niedawno, że teorie smoleńskie to tylko niezbędne paliwo polityczne. Czołowi funkcjonariusze PiS porzucają dotychczasowe poglądy i na wyprzódki głoszą nowo objawioną Prawdę. Beata Kempa jeszcze kilka lat temu jak lwica broniła legalizmu i prawomocności orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego. Beata Szydło 10 lat temu stawała w obronie Nigeryjki, którą zamierzano deportować.  Pamiętam Kaczyńskiego, który po katastrofie smoleńskiej ogłosił, że czas już zakończyć wojnę polsko-polską i pojednać się z oponentami. Pamiętam też, że całkiem niedawno nepotyzm i kolesiostwo były dla niego krańcowym złem. Wyobrażam sobie, jak mówi teraz do Błaszczaka: – No i popatrz, kapciowy, całe życie się myliłem…

Moim zdaniem niesłabnące poparcie dla rządów PiS nie jest bynajmniej tańcem derwiszów, krążących w amoku wokół hipnotyzera Kaczyńskiego. Nie jest też przejawem ślepej wiary w nowoobjawioną Prawdę. Funkcjonariusze PiS, celebrujący swoją comiesięczną liturgię, to na ogół „niewierzący praktykujący” oraz chrześcijanie wyznania toruńsko-katolickiego, którzy  z Pisma Świętego wyczytali jedynie „oko za oko, ząb za ząb”, pomijając m.in. słowa Chrystusa „byłem przybyszem, a nie przyjęliście mnie”  , które zamknęły wrota Raju przed ludźmi, którzy nie okazali współczucia uchodźcom.  Ich wiara jest wybiórcza i jeśli w coś wierzą, to raczej w gipsową Matkę Boską pomalowaną na niebiesko i św. Krzysztofa na breloczku kluczyków samochodowych.

Mam wrażenie, że tej formacji bliżej do korporacji niż sekty.  Wyborcy PiS traktowani są nie tyle jak wierni, co raczej jak słabsi partnerzy biznesowi, z którymi jednak należy się układać, by zrobić dobry interes. – Damy wam 500 plus, emerytury minus, plus setki obietnic i tysiące stanowisk, w zamian za waszą wolność, wasze demokratyczne prawa i wasze poparcie w wyborach.  Ci, którzy się na to godzą, nie mają świadomości, że to interes szemrany, bo oferty PiS nie można negocjować. – Albo będziesz nasz – albo cię zdegradujemy i przestaniesz być Narodem – tym, który nas wybrał i uprawnił do sprawowania władzy wedle naszej woli. A na takich odszczepieńców czekają już Błaszczak i Ziobro. To jak będzie?  

Andrzej Karmiński

koduj24.pl

Pan Zbyszek

Dla swojej „prawdy” gotów jest stosować wszelkie możliwe środki i nie zawaha się w tym celu przed łamaniem prawa.

Skromne początki

Zbyszek pewnie od małego chciał zostać dzielnym obrońcą prawa, może pod wpływem filmów z Johnem Wayne. Pod koniec XX wieku trudno jednak naśladować ich bohatera – biegać z rewolwerem po ulicach i robić z niego użytek, pilnując porządku. Nasz bohater wybrał więc studia prawnicze, żeby po ich ukończeniu zrealizować swoje marzenia.

Pierwszą swoją akcję w obronie praworządności przeprowadził już na studiach prawniczych w 1993 roku i tak się dziwnie złożyło, że sprawa dotyczyła jego osoby. Wtedy właśnie zaczęły do niego przychodzić anonimy dość niewybrednie atakujące jego i ojca, który przez wiele lat pełnił w Krynicy funkcje ordynatora i dyrektora Szpitala Uzdrowiskowego, zastępcy lekarza naczelnego, a potem dyrektora ds. lecznictwa Uzdrowiska Krynica-Żegiestów. Doktor Ziobro również otrzymał kilkanaście anonimowych telefonów, w którym nazywano go m.in. „czerwoną świnią”. Po wyzwiskach i epitetach pojawiły się później w listach również groźby i żądania pieniędzy – sumy były różne, sięgały kilku tysięcy złotych.

Zbyszek postanowił się wreszcie sprawdzić w roli stróża prawa i nie zawiadamiając policji rozpoczął własne śledztwo, żeby ustalić nadawcę anonimów. Po kilku miesiącach już miał, według swego mniemania, sprawców – jednym z nich był jego przyjaciel ze szkoły średniej Jarek, przez pewien czas współlokator Zbyszka w wynajmowanym w okresie studiów mieszkaniu (rodzice obu panów dobrze się znali), drugim – inny jego dobry kolega, Marek.

Rewolucyjną czujność przyszłego ministra wzbudziły klucze do mieszkania i klatki schodowej, które oddał mu kolega przy wyprowadzce – nie były to te, które dorobił. „Wtedy straciłem do Jarosława zaufanie” – zeznał potem w sądzie. W ogóle Zbyszek już wcześniej był coraz bardziej niechętnie nastawiony do swoich kolegów, gdyż „nie odpowiadała mu ich postawa życiowa”. Sprawy nie zgłaszał na policję, ponieważ obawiał się, że podejdzie do sprawy rutynowo i prawdopodobnie umorzy śledztwo lub nie da ono żadnych rezultatów, więc dlatego sam wskazał jej sprawców.

Pierwszy z biegłych grafologów powołany w tej sprawie na eksperta nie miał wątpliwości – anonimy były pisane przez Marka, kolegę Zbyszka. Oskarżony został skazany na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata, chociaż jeden z trzech ławników zgłosił votum separatum.

Marek odwołał się on oczywiście od wyroku, cały czas utrzymując, że jest niewinny i zażądał nowej ekspertyzy. Przeprowadzona została ona w Instytucie Ekspertyz Sądowych w Krakowie i w konkluzji głosiła: „(listy z pogróżkami) prawdopodobnie nie zostały nakreślone ręką Marka K.”. W efekcie sprawa wróciła do sądu rejonowego, który uniewinnił oskarżonego, co bardzo rozsierdziło Zbyszka, bo nie z nim takie numery – przecież doskonale wiedział, kto jest sprawcą. Wtedy zagrał va banque i przyniósł do sądu taśmy, na których po kryjomu nagrywał swoje rozmowy z podejrzanymi (jeszcze oczywiście przed ich oficjalnym oskarżeniem, bo po nim zerwali oni z nim wszelkie kontakty). Próbował podczas tych rozmów namawiać swoich kolegów np. do sprzedaży narkotyków, a ich odmowa miała być najlepszym dowodem na to, że się tym parają (argument, że „brak dowodów jest najlepszym dowodem” był używany przez Zbyszka znowu wiele lat później, już za czasów ministrowania). Wykoncypował on przy tym, że pewnie pierwsze działki daliby mu za darmo, żeby go uzależnić, by potem, jak wpadnie w szpony nałogu, mieć go w garści. Pokazywał im również chętnie swoje wyciągi z konta bankowego, aby móc oskarżyć ich o to, że doskonale znając jego dobrą sytuację finansową, żądali okupu. Sąd, chyba na złość powodowi, odrzucił jednak wniosek o dopuszczenie taśm jako dowodu (od chwili ich nagrania upłynęło już zresztą kilka lat).

To zbulwersowało kompletnie Zbyszka, który przecież wiedział lepiej od wszelkich biegłych i sędziów, kto go szantażował i nie miał zamiaru dać za wygraną. Przy okazji trzeba wspomnieć o kompromitacji brata naszego bohatera, który oświadczył w sądzie, że rozpoznał w telefonie (zdarzały się też sporadycznie oprócz listów) głos Marka K. Niestety dla niego, jak szybko zauważył prowadzący rozprawę, braciszek nie mógł tego zrobić, bo podsądny jeszcze nie powiedział na sali ani słowa, a wcześniej się nie znali. W ogóle poszczególne sądy zupełnie zlekceważyły „dorobek” Ziobry w nagrywaniu kolegów, prowokowaniu, analizowaniu ich zachowań. Jeden z sędziów napisał nawet, że jest zdziwiony przedstawianiem takich dowodów przez prawnika.

Wszystko to jednak nie przeszkodziło złożyć przyszłemu prokuratorowi generalnemu apelacji do sądu wojewódzkiego, który utrzymał wyrok w mocy. Lata biegły, ale dla Zbyszka to żadna przeszkoda – prawy, szlachetny ideowiec pewny swoich racji nie dał za wygraną i złożył kasację do Sądu Najwyższego. Ten pochylił się z troską nad wnioskiem wysokiego już wówczas urzędnika Ministerstwa Sprawiedliwości i w 2000 roku uchylił wszystkie dotychczasowe wyroki w tej sprawie, przekazując ją do ponownego rozpatrzenia i zalecając wykonanie ostatecznej ekspertyzy grafologicznej pisma z listów z pogróżkami. Został ona wykonana przez Centralne Laboratorium Kryminalistyczne i kosztowała – bagatela – ponad 50 tysięcy zł. Jej opis zajmował wiele stron, wykluczyła ona kategorycznie, że pisał je Marek K. Został on w końcu uniewinniony prawomocnym wyrokiem w 2003 roku, a więc po dziesięciu latach wieloetapowej batalii, angażującej nawet Sąd Najwyższy.

Jak widać – już wtedy Zbyszek stosował potajemne nagrywanie, prowokacje w myśl zasady „cel uświęca środki”, zresztą nie zaprzestał tych metod także jako minister sprawiedliwości…

Sprawa doktora Garlickiego

Zbyszek rozwinął w pełni skrzydła, zostając ministrem sprawiedliwości w rządzie PiS w latach 2005 – 2007. Szczególnie ten ostatni rok uczynił z niego „bohatera” kilku głośnych spraw polityczno-kryminalnych.
Pierwszą spektakularną akcją było zatrzymanie w lutym przez CBA trzech lekarzy z kliniki kardiochirurgii MSWiA i aresztowanie doktora Garlickiego (dwóch pozostałych zostało zwolnionych). Podczas rewizji w jego mieszkaniu znaleziono ponad 90 tysięcy złotych, waluty obce i „cenne przedmioty”, które jakoby były łapówkami od pacjentów.

W związku z tą sprawą Ziobro zwołał 14 lutego specjalną konferencję, na której przedstawiono film z zatrzymania Mirosława Garlickiego, na którym funkcjonariusze ABW wyprowadzają go ze szpitala skutego kajdankami oraz przeszukania jego mieszkania i przedstawiono zarzuty. Zbyszek powiedział wtedy znamienne zdanie, które wywołało potem burzę: „Już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie” – co spowodowało wytoczenie mu przez doktora Garlickiego procesu cywilnego, który lekarz wygrał w obu instancjach. Na mocy orzeczenia Sądu Apelacyjnego w Krakowie z grudnia 2008 były minister sprawiedliwości został zobowiązany do publicznych przeprosin oraz uiszczenia zadośćuczynienia.

Na konferencji Zbyszek i jego koledzy po fachu nie przebierali w słowach, de facto już skazując zatrzymanego: – „Niestety, dochodziło do czynów, które mieszczą się w kategorii zbrodni i taki zarzut, zarzut dopuszczenia się zbrodni zabójstwa został przez prokuratora postawiony wśród dwudziestu zarzutów innych związanych z narażeniem na niebezpieczeństwo życia ludzkiego związanych przede wszystkim z korupcją”. O mentalności Zbyszka świadczy fakt, że operacja przeciw dr. Garlickiemu miała kryptonim „Mengele”.

W styczniu 2013 roku Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa po kilkuletnim procesie skazał lekarza na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata i grzywnę za przyjęcie ponad 17,5 tys. zł od pacjentów – z łącznej liczby 42 zarzutów, jakie usłyszał, uniewinniono go od 23, m.in. mobbingu wobec podwładnych i części zarzutów korupcyjnych. Sprawy oskarżonych pacjentów sąd warunkowo umorzył, a niektórych – uniewinnił. W kwietniu 2014 r. Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił uniewinnienie Garlickiego oraz kilku jego pacjentów i zwrócił w tym zakresie sprawę sądowi mokotowskiemu. Proces toczy się dalej.

Powołana przez PiS CBA potrzebowała spektakularnego sukcesu – w świetle jupiterów i przy obecności kamer, dlatego też w ten sposób aresztowano Garlickiego i sprawie nadano taki rozgłos, zupełnie nieadekwatny do domniemanych przestępstw kardiochirurga. Agencja stosowała też najprawdopodobniej przy tym niezgodne z prawem metody, takie jak szykanowanie świadków poprzez nocne zatrzymania, wielogodzinne przesłuchania, zastraszanie, wprowadzenie do personelu szpitalnego agenta w celu uzyskania nielegalnego dostępu do dokumentacji chorych.
Najbardziej jednak dramatycznym skutkiem było takie zastraszenie środowiska lekarskiego, że w Polsce, a szczególnie w Warszawie na kilka tygodni ustały transplantacje serc, ponieważ lekarze obawiali się oskarżeń o spowodowanie śmierci pacjentów bądź też przyjmowanie od nich łapówek. Kolejka do przeszczepów znacznie się wydłużyła, a wielu chorych ich nie doczekało…Taka była ludzka cena za występ w błysku fleszy na konferencji prasowej pana Zbyszka…

Śmierć Barbary Blidy

Rozochocony „sukcesem” związanym ze sprawą doktora Garlickiego, Zbyszek szukał następnej ofiary. Wybór padł na Barbarę Blidę, byłą posłankę SLD, która miała zostać aresztowana 25 kwietnia jako „matka chrzestna” śląskiej mafii węglowej, oszukującej Skarb Państwa na setki milionów złotych podczas handlu tym towarem. W aferę miało być, według PiS, zamieszanych wielu polityków, zwłaszcza z SLD. Nakaz jej zatrzymania wydano na podstawie relacji Barbary Kmiecik (zwanej śląską Alexis) o powiązaniach korupcyjnych posłanki. Barbara Blida była podejrzewana o pomocnictwo w przekazaniu łapówki w śledztwie związanym z mafią węglową. Pojawił się także wątek niezgodnego z prawem finansowania kampanii prezydenckiej Aleksandra Kwaśniewskiego w 1995 oraz Polskiego Towarzystwa Węglowego (założonego przez Andrzeja Szarawarskiego z SLD i Barbarę Kmiecik). PTW miało z kolei korupcyjnymi metodami uzyskiwać korzystne dla siebie zapisy w prawie o pośrednictwie handlu węglem.

Ziobro był już przygotowany do konferencji prasowej, na której chciał odtrąbić kolejny „wielki sukces” prawych i sprawiedliwych. Przed domem Blidy czekały „przypadkowo”, mimo wczesnej godziny (ABW weszło do jej mieszkania o 6.00) ekipy telewizyjne, które miały filmować wyprowadzenie aresztowanej, być może również, jak kardiochirurga Garlickiego – w kajdankach. Miała to być kolejna pokazówka dla „ciemnego ludu”. Zatrzymanie byłej posłanki było bowiem akcją czysto propagandową, bo wcześniej zawsze stawiała się w prokuraturze na każde wezwanie. Potem być może zastosowano by wobec niej długotrwały „areszt wydobywczy”, który miałby ją złamać – kolejną specjalność rządów PiS. Niestety, w niewyjaśnionych do końca okolicznościach Barbara Blida zginęła podczas aresztowania. Oficjalna wersja głosiła, że popełniła samobójstwo, woląc je od aresztowania, co sugerowało, że była winna. Ostatecznie jednak w 2015 roku, dzięki zeznaniom Barbary Kmiecik sąd w Rudzie Śląskiej, nie znajdując dowodów na istnienie mafii, skazał tylko trzy osoby, wśród których nie było żadnego polityka.

Tak więc była to zupełnie bezsensowna, niepotrzebna śmierć spowodowana przez chęć znalezienia kozła ofiarnego dla doraźnych celów propagandowych i politycznych…

Afera gruntowa

Sprawa ta rozpoczęła się prawdopodobnie od rozpowiadanych przez dwóch biznesmenów informacji o tym, że mogą oni odrolnić każdą działkę w Polsce. W związku z tym Centralne Biuro Antykorupcyjne rozpoczęło wobec nich akcję mającą na celu ustalenie szczegółów ich działań i powiązań, a potem dokonanie prowokacji. Podstawieni przez CBA agenci, podając się za szwajcarskich przedsiębiorców, zaproponowali im łapówkę w zamian za pomoc w odrolnieniu działki w Muntowie. Podczas działań operacyjnych CBA miało jakoby wejść w posiadanie informacji o tym, że część łapówki miała trafić do Andrzeja Leppera, Janusza Maksymiuka i jeszcze jednej osoby.

Pokłosiem tego była dymisja Leppera w dniu 9 lipca 2007, gdy premier Jarosław Kaczyński ujawnił te wyniki śledztwa. Trzy dni wcześniej zatrzymano współpracowników wicepremiera – Piotra Rybę oraz prawnika Andrzeja Kryszyńskiego, którzy w jego imieniu i swoim mieli domagać się łapówki za pomoc w odrolnieniu gruntu. Do wręczenia jej, zdaniem szefa CBA, nie doszło ze względu na demaskujący akcję „przeciek” informacji. Prokuratura nie wyjaśniła, kto mógł być źródłem przecieku i jak do niego doszło. Podejrzenia padły na kilka osób (m. in na Janusza Kaczmarka, ówczesnego szefa MSW), jednak nikomu nic nie udowodniono.

Andrzej Lepper stwierdził, że o akcji CBA dowiedział się od Zbigniewa Ziobry podczas ich rozmowy w czerwcu 2007. Ziobro rozmowę nagrał na dyktafon i przedstawił w prokuraturze jako dowód, że nie uprzedzał Leppera. Odbyła się ona trzy tygodnie przed finałem operacji specjalnej CBA. Biuro czekało wówczas, czy Lepper weźmie łapówkę za odrolnienie ziemi na Mazurach, ale, jak już wcześniej pisaliśmy, akcja nie powiodła się – złapano tylko „płotki” dwóch pośredników, których oskarżono o powoływanie się na wpływy w ministerstwie. Ziobro z kolei pokazując dyktafon z nagraną rozmową nazwał go „gwoździem do politycznej trumny Leppera”. ABW kierowana przez bliskich Ziobrze byłych prokuratorów błyskawicznie wydała opinię potwierdzającą autentyczność nagrania i to, że Ziobro nic o akcji CBA Lepperowi nie mówił.

Potem okazało się, że Ziobro dał prokuraturze kopię nagrania na płycie CD, a następnie dyktafon, na który rozmowa została wtórnie przegrana. A gdy oryginału pliku dźwiękowego, zawierającego pierwotne nagranie rozmowy nie udało się odnaleźć, prokuratura umorzyła sprawę. Zwłaszcza że – jak napisali nowi biegli – „niektórych słów i wypowiedzi zarejestrowanych na badanym nagraniu nie zdołano odtworzyć ze względu na niskie parametry nagrania, kamuflaż mikrofonu, tło akustyczne, równoczesne wypowiedzi mówców oraz „niewyraźną dykcję”.

Po zażaleniu Ziobry sąd nakazał kontynuować śledztwo, jednak zarówno on, jak i Lepper pozostali „przy swoich zdaniach”. Nie wystąpiono o nową opinię biegłych i uznano, że z treści zapisu rozmowy wynika, że 14 czerwca 2007 r. nie pada z ust Ziobry zdanie o planowanej akcji CBA, więc Lepper złożył fałszywe zeznania.

Pokłosiem akcji CBA był proces o poważne naruszenie przez Biuro prawa i przekroczenie uprawnień, w którym skazano m.in. Mariusza Kamińskiego, ówczesnego jego szefa na karę trzech lat więzienia.

Tak więc, jak widać, nagrywanie rozmówców bez ich wiedzy rozpoczęte ponad dwadzieścia lat wcześniej weszło w krew panu Zbyszkowi, jednak takie podłe metody stosowane w stosunku do wicepremiera własnego rządu budzą najwyższy niesmak. Szpiclowanie, donoszenie, nagrywanie stały się, jak widać, narzędziami władzy PiS i nie są tam uważane za nic zdrożnego. Ciekawą rzeczą jest, dlaczego Zbyszek nagrał akurat tę rozmowę? Czy to jakiś dziwny przypadek, czy rutynowo nagrywał on wszystkie rozmowy z Lepperem, a może też innymi rozmówcami, żeby np. mieć na nich „haki”?

Po śmierci ojca

We wrześniu 2016 roku policjanci na polecenie krakowskiej prokuratury przeszukali mieszkania i gabinety kilkunastu lekarzy. Wśród nich są autorzy opinii dotyczącej śmierci ojca ministra sprawiedliwości i prokuratora krajowego Zbigniewa Ziobry. Działali w ramach śledztwa „w sprawie wyłudzenia mienia znacznej wartości (ponad 370 tys. złotych) na szkodę Skarbu Państwa poprzez zawyżenie kosztów opinii specjalistycznej wydanej przez Śląski Uniwersytet Medyczny w Katowicach w jednej ze spraw karnych rozpoznawanych przez Sąd Rejonowy dla Krakowa Śródmieścia Wydział XIV Karny w Krakowie”. Chodzi o sprawę lekarzy oskarżonych w związku ze śmiercią Jerzego Ziobry, ojca obecnego ministra sprawiedliwości. Śledztwo zostało wszczęte 30 czerwca 2016 roku, w sprawie nie ma podejrzanych, na razie zabezpieczono dokumentację i nośniki informacji.

Według służb istnieją podejrzenia, że eksperci mogli wyłudzić 372 tys. zł, a za jedną opinię chcieli otrzymać podobno aż milion zł. Zdaniem polityków opozycji, wygląda to na odwet ministra. Sam Ziobro w tej sprawie milczy.

Jest to echo procesu wytoczonego przez matkę Ziobry czterem lekarzom, którzy według niej, popełnili błędy przy leczeniu chorego na serce męża. Ekspertyzy, których dokonano za wygórowaną cenę, dotyczyły właśnie leczenia Jerzego Ziobry w szpitalu.

Epilog

A oto niektóre opinie o działaniach ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego:

Marek Borowski napisał na swoim blogu w roku 2007: „(…) Młody Zbyszek jeszcze na studiach donosił na kolegów. Nagrywał ich potajemnie, urządzał prowokacje (takie ówczesne CBA). A więc to nie jest nagła przypadłość, która wystąpiła w ostatnich latach, ale ma swoje korzenie jeszcze w dzieciństwie. Był słabym studentem i dobrze zapamiętał sobie tych, którzy wystawiali mu oceny. Znana i znakomita pani prokurator Małgorzata Wilkosz-Śliwa wystawiła mu nie najlepszą ocenę, gdy starał się o aplikację. Potem jako rzecznik prokuratury toczyła z posłem Ziobro twarde polemiki w telewizji wykazując mu niekompetencję czy wręcz ignorancję. Gdy został ministrem sprawiedliwości zesłał ją – prokuratora Prokuratury Generalnej – do prowincjonalnej prokuratury, wytoczył bez powodu sprawę dyscyplinarną i próbuje wykończyć psychicznie. Nie da rady, bo to twarda baba. Tacy ludzie jak Ziobro na stanowisku ministra sprawiedliwości to poważne zagrożenie dla ładu i porządku publicznego. Odwołując się do Rosiewicza („Tylko cztery ziobra…”) też ułożyłem ładny tekścik: Boże, wyrządź dobro, uwolnij nas od Ziobro!”.

Profesor Andrzej Rzepliński o nagrywaniu Leppera przez Ziobrę:
„Ziobro nie miał żadnej podstawy prawnej do nagrania potajemnie rozmowy z liderem Samoobrony. Prokurator generalny nie może nikogo podsłuchiwać, no, chyba że kochanka swojej partnerki życiowej. Ale wtedy podsłuchuje jako osoba prywatna, a nie prokurator generalny. Osoba pełniąca tę funkcję nie prowadzi bowiem własnych śledztw, z czym mamy do czynienia od 1990 r. Prokurator generalny nie może również w żadnej sprawie wydawać poleceń jakiemukolwiek prokuratorowi, bo byłoby to bezprawnym ingerowaniem w śledztwo.
– Niektórzy prawnicy twierdzą, że prokurator generalny mógł nagrać potajemnie wicepremiera Leppera, ale najdalej po 5 dniach musiał zalegalizować w sądzie to nagranie, a jeśli tego nie zrobił, powinien je zniszczyć, czego nie zrobił.
– Nieprawda. Istotą sprawy jest to, że z mocy prawa prokuratorzy w Polsce, w tym prokurator generalny, nie mogą prowadzić jakichkolwiek czynności operacyjnych, czyli również nagrywać potajemnie innych urzędników.
– Skoro Zbigniew Ziobro, prokurator generalny, bezprawnie nagrał swojego byłego kolegę z rządu, to…
– Popełnił przestępstwo pospolite (nielegalny podsłuch) i urzędnicze, bo nadużył swojej władzy”.

Wiceszef PO Borys Budka o zarzutach wobec lekarzy: „Fakt, iż sprawa dotyczy najbliższych ministra sprawiedliwości, może świadczyć o rozgrywaniu prokuratury w prywatnych sprawach. To dziwne, że po tylu latach, nagle, z takich przyczyn wchodzi się do mieszkań biegłych i zabezpiecza dowody. Jeżeli by się potwierdziło, że to Zbigniew Ziobro zlecał osobiście działania podległym prokuratorom, to oznaczałoby, że mamy do czynienia z osobistą zemstą ministra. Ostrzegaliśmy przed upolitycznieniem prokuratury i stawianiem na jej czele polityka”.

Jak z tego widać, Zbyszek jest przekonany o tym, że tylko on jeden ma zawsze rację i faktu tego nie są w stanie zmienić żadne dowody ani zeznania świadków. Dla tej swojej „prawdy” gotów jest stosować wszelkie możliwe środki i nie zawaha się w tym celu przed łamaniem prawa. Z bolszewicką mściwością i zaciekłością latami będzie nękał swoich urojonych wrogów i starał im się szkodzić, również wykorzystując do tego swoje stanowisko i aparat władzy, którym kieruje. Dla poklasku gawiedzi będzie organizował takie haniebne i podłe spektakle, jak aresztowanie doktora Garlickiego czy też próba aresztowania Barbary Blidy. Teraz „zabrał” się za lekarzy, których wini za śmierć ojca. Nie rozstrzygam sprawy o ich niewinności czy winie, bo nie leży to w moich kompetencjach. Podejrzane jednak wydaje mi się nasyłanie policji na innych lekarzy, którzy wydali nie takie ekspertyzy medyczne, jakich by oczekiwał i rewizje w ich domach. Przecież powstały one właśnie z powodu wytoczenia procesu lekarzom, leczącym ojca. Nie znam procedur, ale czy prokuratura, zamawiając te ekspertyzy nie uzgodniła najpierw ich kosztu z biegłymi? Czy zamówiła je „w ciemno”, nie licząc się z ich ceną, być może rzeczywiście horrendalną? Oficjalne opinie zamawiane przez prokuraturę jak dotąd nie potwierdziły oskarżeń o błędy w sztuce lekarskiej i sprawę już dwukrotnie umorzono, ale jak widać Ziobro nie daje za wygraną, i chociaż tym razem oficjalnie sprawę skierowała do prokuratury jego matka, to jednak cień Zbyszka pada na każdy sąd w Polsce…

Jak tak dalej pójdzie, wkrótce rozpoczną się w Polsce znowu procesy polityczne (oczywiście powodem oskarżenia będą pewnie jakieś sfingowane dowody albo fałszywi świadkowie np. w sprawach finansowych) i nie jest to obawa na wyrost…

JK

koduj24.pl

Wprowadzą nowy abonament. Wszyscy za to zapłacimy

Fakt, 19.06.2017

Wszyscy dorzucimy się do utrzymania polskich kopalni i pracujących w nich górników. W parlamencie powstaje projekt „abonamentu węglowego”, który miałby być doliczany do rachunku za prąd. Ministerstwo Energii chciałoby wprowadzić go już od przyszłego roku. Na razie projektowi przygląda się komisja prawnicza Rządowego Centrum Legislacji.

 

Nowy rodzaj parapodatku, bo tak naprawdę tym byłaby ta opłata, miałby objąć 14,5 mln gospodarstw domowych. Ile trzeba by płacić? Dokładnie jeszcze nie wiadomo, jednak jak podaje serwis wyborcza.pl, kwota abonamentu węglowego nie powinna być wyższa niż tego na TVP.

Ministerstwo Energii pracuje nad projektem od grudnia 2016 roku i chciałoby, aby nowa opłata obowiązywała od stycznia 2018 r.

Wyborcza.pl podaje, że nie ma zgody co do kwestii wysokości tej opłaty. Autorzy projektu mówią, że będzie to od kilku do kilkunastu złotych więcej miesięcznie. Przeciwnego zdania są przepytani przez gazetę ekolodzy. ClientEarth Prawnicy dla Ziemi i Regulatory Assistance Project liczą, że może to być nawet ponad 300 zł miesięcznie więcej w rachunkach. Dla porównania, abonament RTV to 22,7 zł za jeden miesiąc lub 245 zł, gdy opłacamy od razu cały rok.

Warto przypomnieć, że to nie pierwsza podwyżka rachunków za energię, którą zapewnił nam rząd PiS. Od stycznia 2017 roku większa jest tzw. opłata przejściowa. Wzrosła ona z 3,87 zł brutto, do 8 zł brutto (miesięcznie). Pieniądze z niej trafiają do państwowych koncernów energetycznych.

Abonament węglowy miałby także trafiać do elektrowni, którym w ten sposób płaconoby za gotowość do produkcji energii. Obecnie płacimy tylko za samo zużycie prądu. Rząd planuje, że z nowej opłaty rocznie zbierze kilka miliardów złotych. Dzięki temu zapewni stabilność finansową dla istniejących elektrowni węglowych, a także tych, które planuje się wybudować.

Tymczasem jeżeli nie odkryjemy własnych złóż węgla czy ogromnych złóż gazu, jedyne źródła energii jakie nam zostaną to słońce i wiatr. Wszystko dlatego, że według ekspertów węgiel brunatny skończy się za 20 lat, a kamienny za 30. Szerzej o tym pisaliśmy tutaj.

PiS ma też kłopot z komisją Europejską, ta bowiem chce zakazać dotowania elektrowni węglowych. Dokładnie w taki sposób, w jaki planuje to robić rząd. Jeśli zostaną one wprowadzone w życie, to naszej władzy zostanie zwrócenie się do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu, który osądza, czy prawo zaproponowane przez komisję jest zgodne z traktatami.

msn.pl

Czy „córka leśniczego” jest policjantką?

Czy „córka leśniczego” jest policjantką?

Przypomnijmy sprawę, która podniosła poziom wisielczego humoru w Polsce o dobre kilka poziomów. Oto przed wtorkowym posiedzeniem rządu operator Polsatu zarejestrował, jak minister środowiska Jan Szyszko podszedł do szefa MSWiA Mariusza Błaszczaka i wręczył mu kopertę. – „To jest taka… córka leśniczego” – powiedział Szyszko. – „A to jest kamera Polsatu” – odparł Mariusz Błaszczak, machając w stronę obiektywu – opisał zdarzenie portal PolsatNews. – „Tak, że tutaj, mówię, niech Pan to przeczyta, dobrze?” – dodał na odchodne szef resortu środowiska. – „Dobrze” – zapewnił Błaszczak.

Wyszło głupio, więc zaczęto działać. Jeszcze tego samego dnia, w czterech tweetach MSWiA napisało, że minister zwrócił kopertę od Szyszki i poinformował go, że nie zwykł zapoznawać się z korespondencją przekazywaną z pominięciem drogi służbowej. Resort zaznaczył, że jeżeli sprawa, którą we wtorek w ten sposób przekazywał minister środowiska leży w kompetencjach szefa MSWiA, to chętnie się z nią zapozna, gdy zostanie mu ona przekazana formalną drogą służbową. Tyle, żeby jakoś zakryć wielką gafę Szyszki i zasłonić najwyraźniej codzienny proceder.

Nic dziwnego, że PO skierowało do ministra spraw wewnętrznych i administracji Mariusza Błaszczaka pytanie, czy słynną „córką leśniczego” nie jest być może jedna z policjantek oraz czy ustalono, co było zawartością koperty. A także, czy korespondencja została zarejestrowana w dzienniku w księdze korespondencji w MSWiA? – „Minister Błaszczak mówił, że odesłał korespondencję do nadawcy. Pytanie, czy została zarejestrowana, czy ustalono imię i nazwisko tej osoby, która to kierowała i pytanie, co w tej kopercie było?” – doprecyzował poseł Krzysztof Brejza.

Politycy pytają ministra także o sprawy większego kalibru. Chodzi o kolejny przypadek nieuprawnionego użycia paralizatora przez funkcjonariuszy policji. Prokuratura Okręgowa w Lublinie razem z Biurem Spraw Wewnętrznych Policji prowadzi śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień przez trzech funkcjonariuszy z III Komisariatu Policji w Lublinie. Wszyscy trzej zamieszani są w interwencję z udziałem pijanego obywatela Francji. Odwiedził on Lublin z okazji Nocy Kultury. Funkcjonariusze zostali tymczasowo aresztowani przez sąd. Francuz miał skarżyć się, że jeden funkcjonariusz raził go paralizatorem w miejsca intymne, a dwaj inni bezczynnie się temu przyglądali. Ten akt znęcania się miał miejsce w radiowozie oraz przed gmachem komendy miejskiej.

Zdaniem Brejzy, to, co się dzieje w tej chwili w policji, jest „serialem”. – „Mamy do czynienia z serialem świadczącym o tym, że policję dotyka jakaś ciężka choroba. Ta choroba zaczęła się półtora roku temu przez objęcie rządów nad policją przez pana ministra Błaszczaka i PiS i źródłem, siedliskiem tej choroby jest biurko pana ministra Zielińskiego, przez które przechodzą wszystkie nominacje, awanse personalne w policji” – stwierdził poseł Brejza. To nic innego, mówił, jak czystka kadrowa w policji. Na skalę przez ostatnich 25 lat niespotykaną.

Wygląda na to, jak ujął to poseł Brejza, że „niestety symbolem władzy PiS nad policją staje się ta biała koperta przekazywana panu ministrowi Błaszczakowi i staje się paralizator”.

mpm

Źródło: onet.pl

koduj24.pl

Waszczykowski jeździ po Dudzie jak na łysej kobyle

Waszczykowski jeździ po Dudzie jak na łysej kobyle

Witold Waszczykowski nie musi jeździć do Spały na zjazd Klubów Gazety Polskiej, aby zaznajomić się z listem Jarosława Kaczyńskiego do uczestników. A Adrian musi.

Waszczykowski nie musi zapewniać pośrednio prezesa, że Obywatele RP chcą przelać jego krew, a Adrian musi lecieć z tym komunikatem do TV Republika, aby zatroskać się o pisowską krew.

Zauważmy, iż Andrzej Duda cały czas nie stoi pod drzwiami prezesa, weekendy ma wolne od antyszambrowania, choć pracowite.

Przyszedł poniedziałek i rozpoczęło się jeżdżenie po Dudzie jak na łysej kobyle. Waszczykowski doszedł do słusznego skądinąd wniosku, że inni mogą używać sobie na prezydencie, dlaczego by nie on. Tydzień zaczął mocno, bo pod adresem Dudy skierował upomnienie: – „Oczekuję wyjaśnień…”. Wyjaśnienia mają dotyczyć ambasadorów, który nominował na wakujące ambasady: – „Na biurku pana prezydenta jest wiele nominacji, wielu kandydatów, których można by wysłać. Oczekuję wyjaśnień, o co chodzi, jakie zarzuty, jakie problemy stawia się tym kandydatom, ewentualnie centrali MSZ”.

Waszczykowski upomniał Dudę w RMF FM, a nie pod drzwiami prezesa na Nowogrodzkiej. Musiał Duda podpaść Waszczykowskiemu, kiedy dostał taką publiczną reprymendę. Takie rzeczy raczej załatwia się na telefon albo na umówionym spotkaniu, w najgorszym razie listownie.

Ale żeby publicznie? Ho, ho – Waszczykowski urósł w siłę do tego stopnia, aby pomiatać w prywatnym radiu Adrianem? Do tej pory mógł to robić tylko prezes Kaczyński i w porywach Antoni Macierewicz. Znaczy się, Waszczykowski po załatwieniu niestałego członkostwa dla Polski w Radzie Bezpieczeństwa ONZ i wizyty Donalda Trumpa w Warszawie dostał takich muskułów, że może smagać szpicrutą prezydenta.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Dzieci żołnierza AK odmówiły przyjęcia odznaczenia od prezydenta Andrzeja Dudy

Marta Leszczyńska, 19 czerwca 2017

archiwum prywatne

„Nie możemy przyjąć tego odznaczenia, gdyż nadane jest przez Prezydenta, który gwałci Konstytucję RP” – piszą dzieci Władysława Barańskiego, który miał zostać pośmiertnie odznaczony Krzyżem Wolności i Solidarności.

Aleksandra Górska i Tomasz Barański, dzieci Władysława Barańskiego, żołnierza AK i działacza antykomunistycznej opozycji, odmówili przyjęcia Krzyża Wolności i Solidarności nadanego pośmiertnie ich ojcu przez prezydenta Andrzeja Dudę.

„Tata postąpiłby tak właśnie”

Uroczystość wręczenia Krzyża Wolności i Solidarności miała się odbyć 23 czerwca w siedzibie Instytutu Europejskiego w Łodzi.
Córka i syn Barańskiego napisali w liście do prezydenta Dudy: „Kilka dni temu otrzymaliśmy od Prezesa Instytutu Pamięci Narodowej zaproszenie na uroczystość wręczenia odznaczenia Krzyż Wolności i Solidarności dla naszego Ojca śp. Władysława Wincentego Barańskiego. Nie możemy przyjąć tego odznaczenia, gdyż nadane jest przez Prezydenta, który gwałci Konstytucję RP i łamie standardy demokratycznego państwa prawa, standardy, o przestrzeganie których przez wiele lat walczył nasz Ojciec”.

W piśmie do prezydenta przypominają: „Władysław Barański był żołnierzem Armii Krajowej, członkiem ROPCiO i współpracownikiem KOR, wielokrotnie aresztowanym, a w stanie wojennym internowanym. Całym swoim życiem zaświadczył o przywiązaniu do idei demokratycznych. Władysław Barański był prawdziwym społecznikiem i patriotą – od lat 80. konsekwentnie i na własny koszt poszukiwał cmentarzy polskich legionistów na Wołyniu, a następnie grodził je i odnawiał. Dziś ‚projekt Kostiuchnówka’ prowadzi ZHP, często zapominając o roli Władysława Barańskiego w tej sprawie”.

Aleksandra Górska i Tomasz Barański podkreślają: „Ze względu na pamięć o naszym Tacie i mając w pamięci jego pryncypialność w ocenie tego, od kogo przyjmuje się zaszczyty, odmawiamy przyjęcia Krzyża Wolności i Solidarności, będąc głęboko przekonanymi, że Tata postąpiłby tak właśnie”.

Jak potrząsnąć naszą klasą polityczną – w „Temacie dnia” wyjaśnia „polityczny symetrysta” prof. Ryszard Bugaj

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21934777,video.html

To zamach na konstytucję

W liście przesłanym do Kancelarii Prezydenta przyjęcia odznaczenia Krzyża Wolności i Solidarności odmówił też, w końcu maja, Zygmunt Łenyk, były opozycjonista i działacz antykomunistyczny.

„Odmowa moja jest protestem przeciwko systematycznemu łamaniu przez Pana Prezydenta Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej, rozpoczętemu nieprzyjęciem ślubowania od trzech prawidłowo wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, a następnie kontynuowanemu bezrefleksyjnym podpisywaniem wszystkich ustaw deprecjonujących naszą młodą i nieokrzepłą w pełni demokrację” – napisał w liście do prezydenta Andrzeja Dudy Zygmunt Łenyk. I dodał: „Anihilacja Trybunału Konstytucyjnego, systematyczne, krok po kroku, podporządkowywanie trzeciej władzy politykom PiS to najpoważniejszy zamach na Konstytucję RP, na który nie wyrażam zgody i dlatego nie mogę odebrać przyznanego mi przez Pana Prezydenta odznaczenia”.

– Podejmuję tę decyzję z wielkim bólem serca. Długo czekałem na ten order, jednak w sytuacji, w której teraz się znajdujemy, to odznaczenie nie miałoby żadnego sensu. Walczyłem o Polskę niepodległą, o demokrację i wolność, a teraz ten dorobek zapisany w konstytucji jest deprecjonowany przez władzę PiS, a najważniejszą rolę w tym odgrywa prezydent, który podpisuje ustawy – tłumaczy „Wyborczej” były opozycjonista.

Odznaczenie, które zmienia się w zniewagę

Lista osób, które odmówiły przyjęcia odznaczenia z rąk Andrzeja Dudy, jest coraz dłuższa. Pierwszy, jeszcze w kwietniu, był konsul honorowy w Meksyku – Alberto Stebelski-Orlowski. O nadanie mu Krzyża Oficerskiego Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej wnioskował Witold Waszczykowski, szef MSZ.

Ponieważ konsul posiada podwójne obywatelstwo, przed nadaniem odznaczenia konieczne było uzyskanie jego zgody. Kancelaria Prezydenta wystosowała do dyplomaty stosowne pismo. Konsul odmówił. Powodem miał być  „protest przeciw temu, co obecnie dzieje się w Polsce”.

Również w kwietniu Order Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej  z rąk prezydenta miała odebrać Annette Laborey – mieszkająca we Francji polska działaczka społeczna, wspierająca środowisko intelektualistów w czasach PRL. „Niezliczone gwałty na wolności i zasadach demokracji, których obecna Polska jest teatrem, nietolerancja i nienawiść podniesione do rangi cnót, podeptana zasada rozdziału państwa od Kościoła, zniesienie prawa do aborcji, rozpasany nacjonalizm, legalizacja ruchów parafaszystowskich, ONR-u i Młodzieży Wszechpolskiej, kategoryczna odmowa przyjęcia ofiar wojny syryjskiej – listę można by ciągnąć – splugawiły naszą walkę. Polska wpadła w ręce partii, którą mogłabym tylko zwalczać. Odznaczenie nadane takimi rękami zamienia się w zniewagę. Nie przyjmuję go”  – napisała w liście do prezydenta.

wyborcza.pl

 

Dzieci działacza opozycji odmówiły przyjęcia odznaczenia od Dudy

Dzieci działacza opozycji odmówiły przyjęcia odznaczenia od Dudy

Aleksandra Górska i Tomasz Barański, dzieci Władysława Barańskiego, żołnierza AK, działacza opozycji antykomunistycznej w latach 70-tych, internowanego w stanie wojennym, odmówiły przyjęcia Krzyża Wolności i Solidarności, nadanego ich Ojcu pośmiertnie przez Andrzeja Dudę.

„Nie możemy przyjąć tego odznaczenia, gdyż jest nadane przez Prezydenta, który gwałci Konstytucję i łamie standardy demokratycznego państwa prawa, standardy, o przestrzeganie których przez wiele lat walczył nasz Ojciec” – napisali w piśmie do Dudy. – „Ze względu na pamięć o naszym Tacie i mając w pamięci jego pryncypialność w ocenie tego, od kogo przyjmuje się zaszczyty, odmawiamy przyjęcia Krzyża Wolności i Solidarności, będąc głęboko przekonanymi, że Tata postąpiłby tak właśnie”.

Władysław Barański to żołnierz AK na Kielecczyźnie (ps. Zych), w 1947 roku po sfałszowanych przez władzę komunistyczną wyborach do Sejmu został aresztowany. Współpracownik KOR, publicysta pism niezależnych „Robotnik” i „Opinia”; w 1979 sygnatariusz Karty Praw Robotniczych. 1978-1985 wielokrotnie zatrzymywany na 48 godz. przed rocznicami narodowymi. 13 grudnia 1981 został internowany. Po 1989 roku współzałożyciel i działacz Komitetu Organizacyjnego „S” Pracowników Oświaty i Wychowania Ziemi Łódzkiej. Odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski w 2006, który oddał w proteście przeciw działaniom Urzędu Prezydenta RP (Lecha Kaczyńskiego) w dziedzinie polityki historycznej. Władysław Barański zmarł w 2014 roku.

A oto treść oświadczenia dzieci Władysława Barańskiego:

 

bt

koduj24.pl

Czy poseł PiS lobbował na rzecz prywatnej kliniki? Bada to prokuratura

Angelina Kosiek

19 czerwca 2017

Krzysztof Lipiec

Krzysztof Lipiec (PAWEŁ MAŁECKI)

Prokuratura Rejonowa w Tarnowie wszczęła śledztwo w sprawie lobbowania przez świętokrzyskiego posła PiS Krzysztofa Lipca na rzecz Polsko-Amerykańskich Klinik Serca w Starachowicach. – Cieszę się, że prokuratura zajęła się sprawą. Jestem przekonany, że procesowo dogłębnie zostanie wyjaśniona – mówi szef świętokrzyskich struktur Prawa i Sprawiedliwości.

Na początku roku „Echo Dnia” informowało, że poseł Krzysztof Lipiec ze Starachowic miał lobbować na rzecz PAKS. Z informacji dziennika wynikało, że chciał, by miejscowy szpital nawiązał współpracę z prywatnym oddziałem kardiologii inwazyjnej. Mimo że w starachowickim szpitalu funkcjonuje taki oddział. Po wejściu w życie ustawy o sieci szpitali PAKS nie miałyby praktycznie żadnych szans na uzyskanie kontraktu.

W tle radny i szef PAKS

W tle pojawiał się Marian Mróz, powiatowy radny i dyrektor PAKS. Dzięki niemu na początku roku doszło do rozpadu koalicji PSL-PiS w powiecie starachowickim. Nowym starostą została popierana przez Lipca Danuta Krępa, zastępując Dariusza Dąbrowskiego z PSL.

Zawiadomienie w tej sprawie wpłynęło najpierw do starachowickiej prokuratury, która poprosiła o jej wyłączenie. Prokuratura Regionalna w Krakowie skierowała więc postępowanie do Prokuratury Okręgowej w Tarnowie, która 30 maja przekazała je do Prokuratury Rejonowej w Tarnowie.

Śledczy już pracują

– Badamy dwa wątki sprawy. Pierwszy dotyczy przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego, posła RR, który w okresie od stycznia 2017 roku do 27 marca 2017 roku miał lobbować na rzecz Polsko-Amerykańskich Klinik Serca – mówi Marcin Stępień, szef Prokuratury Rejonowej w Tarnowie. W tej sprawie 6 czerwca zostało wszczęte śledztwo, czynności wykonują już policjanci ze Starachowic.

Poseł też pokrzywdzony

Drugie zawiadomienie dotyczy pomówienia posła Lipca jako funkcjonariusza publicznego za pośrednictwem środków masowego przekazu, lokalnej prasy i radia w związku z tą sprawą.

– W tym postępowaniu otrzymałem status osoby pokrzywdzonej. Ze względu na dobro śledztwa nie mogę nic więcej powiedzieć – mówi Krzysztof Lipiec.

Czy lobbował pan na rzecz PAKS? – pytamy. – To fałszywa informacja, że doszło do lobbowania – podkreśla. I dodaje: – To nie jest pierwsza sprawa, która toczy się wobec mnie, a jeszcze chodzę na wolności i działam na rzecz społeczności ziemi świętokrzyskiej – podkreśla parlamentarzysta.

 

wyborcza.pl

Córka leśniczego” to chleb powszedni PiSdzielców. Wypadkiem przy pracy jest KAMERA POLSATU.

Waszczykowski jeździ po Dudzie jak na łysej kobyle

Witold Waszczykowski nie musi jeździć do Spały na zjazd Klubów Gazety Polskiej, aby zaznajomić się z listem Jarosława Kaczyńskiego do uczestników. A Adrian musi. Waszczykowski nie musi zapewniać pośrednio prezesa, że Obywatele RP chcą przelać jego krew, a Adrian musi lecieć z tym komunikatem do TV Republika, aby zatroskać się o pisowską krew.

Zauważmy, iż Andrzej Duda cały czas nie stoi pod drzwiami prezesa, weekendy ma wolne od antyszambrowania, choć pracowite.

Przyszedł poniedziałek i rozpoczęło się jeżdżenie po Dudzie, jak na łysej kobyle. Waszczykowski doszedł do słusznego skądinąd wniosku, że inni mogą używać sobie na prezydencie, dlaczego by nie on.

Tydzień zaczął mocno, bo pod adresem Dudy skierował upomnienie: „Oczekuję wyjaśnień…” Wyjaśnienia mają dotyczyć ambasadorów, który nominował na wakujace ambasady: „Na biurku pana prezydenta jest wiele nominacji, wielu kandydatów, których można by wysłać. Oczekuję wyjaśnień, o co chodzi, jakie zarzuty, jakie problemy stawia się tym kandydatom, ewentualnie centrali MSZ”.

Waszczykowski upomniał Dudę w RMF FM, a nie pod drzwiami prezesa na Nowogrodzkiej. Musiał Duda podpaść Waszczykowskiemu, kiedy dostał taka publiczną reprymendę. Takie rzeczy raczej załatwia się na telefon, albo na umówionym spotkaniu, w najgorszym razie listownie.

Ale żeby publicznie? Ho, ho – Waszczykowski urósł w siłę do tego stopnia, aby pomiatać w prywatnym radiu Adrianem? Do tej pory mógl to robić tylko prezes Kaczyński i w porywach Antoni Macierewicz. Znaczy się, Waszczykowski po załatwieniu niestałego członkostwa dla Polski w Radzie Bezpieczeństwa ONZ i wizyty Donalda Trumpa w Warszawie dostał takich muskułów, że może smagać szpicrutą prezydenta.

Skandaliczne słowa Dudy o Obywatelach RP

Skandaliczne słowa Dudy o Obywatelach RP

Prezydent Andrzej Duda nie ma żadnych wątpliwości, że ze strony Obywateli RP i innych „wrogich” sił, które przychodzą przed Pałac Prezydencki, grozi wielka prowokacja. – „Nie wykluczam, że ich celem jest to, żeby doszło do zamieszek, żeby polała się krew, żeby ludzie zobaczyli obraz bitwy” – stwierdził w wywiadzie dla TV Republika. Prezydent nie sprecyzował jednak, czy pierwsi zaatakują ludzie trzymający w ręku białe róże, czy policjanci, a może tłum histerycznie skandujący „Jarosław, Jarosław”.

Duda w rozmowie z Tomaszem Sakiewiczem i Katarzyną Gójską-Hejke stwierdził, że nasz kraj to oblężona twierdza, okrążona przez wrogie liberalno-lewicowe siły. Wyjaśniał, dlaczego Polska nie przyjmuje obywateli Syrii uciekających do Europy przed wojną domową. Zdaniem prezydenta, Polska nie ma żadnego interesu w tym, żeby kogokolwiek przyjmować. Zwłaszcza ludzi, którzy w ramach umów między krajami Unii zostaną do nas przywiezieni siłą. Duda zastrzegł, że w takim przypadku trzeba by ich tu zamknąć i pilnować, żeby nie uciekli. Prezydent podkreślił: – „Mamy swoje wartości, chrześcijańskie korzenie… Tego będziemy bronić”. Uznał, że jego zadaniem jest budowa silnej Polski, co nie wszystkim się będzie podobać. – „Różne są próby uderzenia w obecnie rządzących. Te próby są cały czas i one będą także w przyszłości. Nie jesteśmy formacją, z której liberalno-lewicowe kraje UE będą zadowolone. Chcą, żeby Polska była źródłem taniej siły roboczej i zielonymi terenami wypoczynkowymi dla turystów z zachodu, obsługiwanych przez tych, którzy za pracą nie wyjechali na zachód”.

Prezydent odniósł się też do słów krytyki Donalda Tuska wobec niedawnego wystąpienia premier w Auschwitz. – „To jest kompletnie nieodpowiedzialne z jego strony, że jako były premier wypowiada takie słowa – stwierdził Duda. Podkreślił, że właśnie po to będzie budować dalej silną Polskę, żeby nie dochodziło do masowych mordów w obozach koncentracyjnych. Ci, którzy tego nie rozumieją – zdaniem prezydenta – prowadzą antypolską politykę.

koduj24.pl

Minister Waszczykowski upomina prezydenta Dudę. Żąda wyjaśnień ws. ambasadorskich nominacji

Paweł Wroński, 19 czerwca 2017

Konflikt między prezydentem a MSZ

Konflikt między prezydentem a MSZ (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)+

Minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski twierdzi, że prezydent Andrzej Duda z niewiadomych powodów opóźnia nominacje na stanowiska ambasadorskie, i oczekuje od głowy państwa wyjaśnień.

– Na biurku pana prezydenta jest wiele nominacji, wielu kandydatów, których można by wysłać. Oczekuję wyjaśnień, o co chodzi, jakie zarzuty, jakie problemy stawia się tym kandydatom, ewentualnie centrali MSZ – powiedział szef polskiej dyplomacji w Radiu RMF FM.

Minister z wyraźną irytacją mówił, że opóźnienie dotyczy około dziesięciu dyplomatów. – Ta zwłoka sprawia, że pracy nie mogą rozpocząć ambasadorowie m.in. w Kanadzie, Korei Południowej czy Tajlandii – stwierdził Waszczykowski.

Minister podkreślał, że wszyscy kandydaci zaproponowani przez MSZ to ludzie z najwyższej półki, eksperci od danego kraju z odpowiednim doświadczeniem i wykształceniem. – Staramy się znaleźć ekspertów od danego kraju, przechodzą praktycznie bez zarzutów komisje sejmową i senacką. Oczekuję więc wyjaśnień, o co chodzi – podkreślał minister.

Komentując informacje o konflikcie między MSZ a Pałacem Prezydenckim w sprawie nominacji, szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski tłumaczył w maju, że zwłoka z mianowaniem ambasadorów to rodzaj nacisku na MSZ. – Prezydent chce podpisać nominacje ambasadorskie w pewnym pakiecie, który obejmie ambasady, które czekają na obsadę od dłuższego czasu. Takie jest oczekiwanie pana prezydenta od MSZ, że przedstawi mu także ambasadorów do tych placówek, które są z punktu widzenia polskiej polityki kluczowe, czyli NATO i Paryż – mówił wówczas Szczerski.

Presja prezydenta okazała się skuteczna, bo w kwietniu w ostatniej chwili przed szczytem NATO w Brukseli szef MSZ wyznaczył na stanowisko ambasadora przy NATO Marka Ziółkowskiego. Znany jest już kandydat na nieobsadzone od roku stanowisko ambasadora w Paryżu. Jest nim Tomasz Młynarski. Nadal w pewnej części placówek po usunięciu przez ministra Waszczykowskiego poprzednich ambasadorów pozostają wakaty. Część zawodowych dyplomatów jest niechętna objęciu placówki przed zapowiadaną przez MSZ ustawową weryfikacją całej służby zagranicznej, która ma polegać na zwolnieniu całości personelu i zaangażowaniu go na nieznanych dla pracowników warunkach.

Dwór biało-czerwonego cesarza Bokassy na wyścigi odrywa nas od Europy – prof. Kuźniar w „Temacie dnia”

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21635657,video.html

wyborcza.pl

Piotr Dunin-Suligostowski zawieszony przez zarząd TS Wisła za… wpis o Jarosławie Kaczyńskim

jak, 19 czerwca 2017

Piotr Dunin-Suligostowski

Piotr Dunin-Suligostowski (KUBA OCIEPA)

Prezes TS Wisła został zawieszony przez zarząd. Powód? Kontrowersyjny komentarz o Jarosławie Kaczyńskim.

Komunikat ze strony Tswisla.pl: „Zarząd TS Wisła Kraków informuje, że w związku z publikacjami medialnymi dotyczącymi wpisów Prezesa Zarządu Towarzystwa na portalach społecznościowych podjął decyzję o zawieszeniu Pana Piotra Dunin-Suligostowskiego w pełnieniu funkcji Prezesa Zarządu Towarzystwa Sportowego Wisła Kraków oraz funkcji członka Rady Nadzorczej Wisła Kraków S.A. do czasu Jego powrotu z urlopu wypoczynkowego i złożenia stosownych wyjaśnień przed Zarządem Towarzystwa w ww. sprawie”.

W czym rzecz? Chodzi o wulgarny wpis Dunin-Suligostowskiego na facebookowym koncie portalu Krknews.pl. Pod informacją o odwiedzinach Marty Kaczyńskiej na Wawelu napisał: „Niech przyjedzie skoro świt zabierze brata i wyp….do warszawy” (pisownia oryginalna).

Wpis Piotra Dunin-Suligostowskiego

Wpis Piotra Dunin-Suligostowskiego Facebook

Dunin-Suligostowski w Towarzystwie Sportowym działa od lat, prezesem jest od 2015 roku. Długo był związany z sekcją koszykówki kobiet, ale pełnił też funkcję prezesa piłkarskiej spółki.

Próbowaliśmy się skontaktować z Dunin-Suligostowskim, ale ma wyłączony telefon.

 

wyborcza.pl

 

Włodzimierz Nowak

Nieopowiedziane boli. W 12 najlepszych historiach Akademii Opowieści widać tęsknotę za najważniejszymi dla nas ludźmi

19 czerwca 2017

Akademia Opowieści

Akademia Opowieści

Jeszcze parę miesięcy tej naszej Akademii Opowieści i zupełnie bym zwariował. Co innego przeczucie, a nawet zawodowa pewność, że wszystko jest opowieścią, a co innego obsesja, że kolejna opowieść nam ucieka, że już jej nie zapiszemy.

Nasłuchałem się, jeżdżąc po Polsce z Akademią. W Bydgoszczy znany raper Bisz długo opowiadał o Karolinie, swojej żonie, potem Karolina weszła na scenę i wyznała mu wielką miłość. We Wrocławiu z dwoma słynnymi neurochirurgami zastanawialiśmy się, jak opowiadać o swoim mistrzu, nie stawiając mu pomnika. Jak po ludzku odmalować sprawy między uczniem a nauczycielem. Aktorka Zofia Czerwińska dowodziła, że tym najważniejszym w życiu może być pies. A nawet pies esesmana tresowany do tropienia Żydów w okupowanej Warszawie. Pies, który uratował małej Zosi życie, zasłaniając ją własnym ciałem przed kulą. Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak wyznał, że w 2004 roku spierał się z umierającym przyjacielem Jackiem Kaczmarskim – czy da się z prochów barda zrobić diament.

Lubię ten moment w metrze, kiedy drzwi się zamykają i każdy zwykły człowiek staje się niezwykły, metro też opowiada.

Wszystko opowiada. I Pałac Kultury, i nowy dworzec w Łodzi, zapowiadając metropolię. I zacięte wargi złego ojca, i pęknięta perła, której przygląda się mama Zojki, i most, pod którym raz w roku spotykają się dwaj mężczyźni. W 12 najlepszych opowieściach, które znajdziecie w tym wydaniu „DF”, widać, jak tęsknimy za naszymi najważniejszymi, jak chcemy o nich opowiedzieć, ale odkrywamy, że wiemy zbyt mało.

Bo jak sobie poradzić ze zdaniem: „Żołnierz wyklęty zlikwidował mojego dziadka”. I czy można godnie żyć w niegodnych czasach?

Żyjąc, opowiadamy i jesteśmy opowiadani. Dzień i noc jesteśmy w opowieściach, które były przed nami i będą po nas. Czy ta nasza polska opowieść jest sprawiedliwa, dość uważna? Czy świat opowieści jest demokratyczny? Chyba nie. Czy opowiadający ma władzę nad słuchającym, czy wygadany spycha na margines milczka? Czy lepiej sytuowani są lepiej opowiedziani? Jak bogaci opowiadają biednych, a biedni bogatych? Czy ci z wielkich miast podbijają swoją opowieścią małe miasteczka, biorąc je w niewolę? Ile jest w Polsce niewypowiedzianego? Czy nieopowiedziane boli, przeszkadza rozumieć się nawzajem? Czy powodem kłopotów z Polską są złe proporcje między opowiadanym a tym nieopowiedzianym? Polsce trzeba dobrych opowiadaczy. Akademia ma w tym pomóc.

Trudno powiedzieć, co dało to pół roku. Jakub Krüger, autor zwycięskiej opowieści, napisał w mailu (cytuję za jego zgodą): „Dziękuję za Akademię Opowieści. Ja naprawdę napisałem pierwsze opowiadanie w życiu tylko dzięki wskazówkom przeczytanym na stronach Akademii Opowieści. Obejrzałem wszystkie wywiady. To u was przeczytałem o mocnym pierwszym zdaniu, o operowaniu dialogiem, który opisuje historię i emocje. Składam za to podziękowania dla całej Akademii na Pańskie ręce. Za pomysł i realizację. 19 czerwca usiądziemy sobie z tatkiem na ławeczce w cieniu poskręcanych kasztanowców (w życiu nie widziałem tak dziwnych drzew, są żywą metaforą życiorysów pensjonariuszy ośrodka, pozrastane dwa, nawet czasem cztery konary łączą się w szalonym tańcu) i ucieszymy się opowieścią. Dziś byłem u niego, jak co tydzień. Cały ośrodek już wie o publikacji i czeka. Nie wiem, czy jeszcze coś napiszę, ale Akademia Opowieści będzie na pewno jedną z najpiękniejszych przygód, jakie przeżyłem. Dziękuję”.

Te podziękowania należą się tym, którzy pracowali w Akademii: Mariuszowi Szczygłowi, Jackowi Dehnelowi, Marii Sadowskiej, Tomaszowi Pietrasiewiczowi, Lidii Ostałowskiej, Michałowi Nogasiowi. Wszystkim, którzy organizowali spotkania, opowiadali i spisywali opowieści, swoje i innych.

Dziękuję też Barbarze Piegdoń, o której na stronach Akademii nie wspomina się, a która jak rektorka czy kanclerka spięła cały projekt.

Wszystko opowiada. Niech więc Akademia wróci za rok, a na razie powinniśmy wydać książkę z historiami, które udało się ocalić.

DWANAŚCIE OPOWIEŚCI

Pół roku temu poprosiliśmy czytelników: opowiedzcie nam o najważniejszym człowieku w waszym życiu. Na ogłoszony konkurs przysłaliście 1655 prac.

Kapituła konkursowa pod przewodnictwem Włodzimierza Nowaka, w skład której weszli Maria Sadowska, Jacek Dehnel, Lidia Ostałowska i Tomasz Pietrasiewicz, wyróżniła 12 prac, a spośród nich wybrała potem trzy zwycięskie.

Drukujemy je wszystkie w tym numerze.

A 24 czerwca zapraszamy czytelników do Lublina na wspólne świętowanie finału Akademii.

Harmonogram Festiwalu Małych Opowieści – TUTAJ

Na wszystkie nasze imprezy – wstęp wolny.

Wyborcza.pl/akademiaopowiesci

wyborcza.pl

Czesi popsują plany PiS? Nie chcą być częścią antyniemieckiego paktu

Newsweek Polska, 19.06.2017

© photo: CTK/Igor Zehl/Marcin Obara / source: PAP

 

Szczyt państw Europy Centralnej w Polsce miał być dla rządu okazją do pokazania siły i to pod obecność prezydenta USA Donalda Trumpa. Okazuje się, że w Trójmorzu może dojść do przełomu, bo ważny sojusznik – Czechy, nie akceptuje retoryki Polski porównującej Unię Europejską do ZSRR.

O tym, że w Trójmorzu może dojść do wyłomu informuje „Gazeta Wyborcza”, w rozmowie z którą czeski dyplomata przyznaje: – Dla nas idea Trójmorza jest nie do zaakceptowania. To XX-wieczny, mocarstwowy koncept Piłsudskiego.

Chodzi o inicjatywę polskiego rządu, który chciałby wspólnie z krajami Europy Środkowo-Wschodniej wypracować koalicję przeciwko Niemcom i Francji – pisze „Wyborcza”. Kwestie współpracy miały zostać podjęte na zbliżającym się szczycie państw Europy Centralnej, na którym obecny będzie także . PiS wyobrażało sobie także, że poparcie inicjatywy Trójmorza przez prezydenta USA tylko ją umocni.

Okazuje się jednak, że nie chcą być częścią antyniemieckiego paktu. Powód? Retoryka Polski porównującej Unię Europejską do ZSRR, pomysły kontrrewolucji w UE czy rewizja traktatu lizbońskiego.

Wygląda na to, że nic z tego. Dziennik cytuje innego anonimowego, czeskiego dyplomatę, który przyznaje wprost, że Polacy odrzucają z automatu wszystkie pomysły Zachodu, a z takim podejściem nie ma szans na kompromisy, które chciałaby jednak wypracować Praga.

Lubomir Zaorálek szef czeskiego MSZ „Trudno nam zrozumieć postawę naszych kolegów. Byłem przekonany, że poprą Tuska, który tak wiele zrobił dla państw Europy Środkowo-Wschodniej”.

– Trudno nam zrozumieć postawę naszych kolegów. Byłem przekonany, że poprą Tuska, który tak wiele zrobił dla państw Europy Środkowo-Wschodniej. Dla nas byłoby niedobrze, gdyby stracił to stanowisko. To źle, że nie jesteśmy w stanie się porozumieć w tak ważnej sprawie – mówił szef czeskiego MSZ Lubomir Zaorálek podczas panelowej dyskusji z Fransem Timmermansem, pierwszym wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej, na szczycie Prague European Summit.

Teraz Czechy starają się być politycznym pomostem pomiędzy Polską, Węgrami a Europą Zachodnią. „GW” pisze także, że nawet jeśli nadchodzące wybory nad Wełtawą wygra populistyczna partia ANO (Akcja Niezadowolonych Obywateli), i tak podtrzyma prozachodni kurs poprzedników. Będzie wiedzieć, że wojna z Zachodem się jej nie po prostu nie opłaci.

Źródło: „Gazeta Wyborcza”

msn.pl

Jest apel do papieża ws. ojca Tadeusza Rydzyka. „Przykład patologii występującej w polskim Kościele Katolickim”

Wprost, 19.06.2017

Ojciec Tadeusz Rydzyk© MACIEJ GOCLON / FOTONEWS Ojciec Tadeusz Rydzyk

 

W internecie pojawiła się zbiórka podpisów pod petycją ws. politycznej działalności ojca Tadeusza Rydzyka. Apel kierowany jest do papieża Franciszka. „Nasz Dziennik” komentuje sprawę w swoim poniedziałkowym wydaniu.

Internauci zwracają się z prośbą o „ukrócenie działalności politycznej redemptorysty Tadeusza Rydzyka i przywrócenie charakteru religijnego jego radiu oraz telewizji”. „Tadeusz Rydzyk, zakonnik używający katolicyzmu jako narzędzia do zdobywania pieniędzy i władzy jest przykładem patologii występującej w polskim Kościele Katolickim” – czytamy dalej. Organizatorzy przekonują, że Tadeusz Rydzyk „bierze aktywny udział w polskiej polityce”, a „politycy wspierają finansowo jego inwestycje, które na ogół nie mają nic wspólnego z religią”, on z kolei „popiera ich w swoim radiu i telewizji”.

„Czy taka obłuda jest w zgodzie z wartościami chrześcijańskimi?”

„Pomimo złożonych ślubów ubóstwa znalazł się wśród pierwszej setki najbogatszych Polaków. Czy taka obłuda jest w zgodzie z wartościami chrześcijańskimi? Maksyma Radia Maryja, które kontroluje Tadeusz Rydzyk, brzmi „Katolicki głos w Twoim domu”. Jest to głos: agresywny, antyimigrancki, nacjonalistyczny oraz często pełen nienawiści. Tadeusz Rydzyk dzieli Polaków na lepszych i gorszych. Nam, podpisanym pod tą petycją, nie wydaje się to zgodne z ideami chrześcijańskimi ani zasadami humanizmu i zwykłej przyzwoitości” – piszą organizatorzy akcji.

Jak piszą dalej, księża w Polsce „sprawiają wrażenie, jakby strach przed jego potęgą medialną i polityczną był silniejszy niż przywiązanie do zasad elementarnej przyzwoitości”. „Mamy nadzieję, że głowa Kościoła Katolickiego, tak jak my, brzydzi się: obłudą, rasizmem, sianiem niezgody i traktowaniem religii jak biznesu” – dodają na koniec.

Pod petycją podpisało się już ponad 24 tysiące osób.

Odpowiedź „Naszego Dziennika”

„Nasz Dziennik” w poniedziałkowym wydaniu odpowiedział na petycję stwierdzając, że „antykatolickie środowiska próbują zdyskredytować dyrektora Radia Maryja w oczach Papieża Franciszka”. W artykule zatytułowanym „Anonimowe żądło” autorzy podkreślają, że „petycja jest w zasadzie kopią wielu oszczerczych, propagandowych sformułowań, które od lat są powtarzane w mediach wobec dyrektora Radia Maryja przez antykościelne, lewackie środowiska”.

msn.pl

PONIEDZIAŁEK, 19 CZERWCA 2017

09:58

Szydło: Jestem umówiona na rozmowę z Radziwiłłem i będę żądać wyjaśnień. Służba publiczna ma być bezpłatna dla pacjenta

Nie ukrywam, że poprosiłam ministra Radziwiłła o wyjaśnienia w tej sprawie. Po ukazaniu się informacji o skierowaniu projektu do konsultacji społecznych, rozmawiałam z nim. On tłumaczy to koniecznością dostosowania tych przepisów, które są w tej chwili do aktualnej sytuacji również szpitali publicznych. Jestem z nim umówiona na rozmowę i będę żądać wyjaśnień, bo deklarowałam i to program PiS, który realizuje: służba publiczna ma być bezpłatna dla pacjenta. Według mnie w tej chwili nie ma możliwości, abyśmy wprowadzali świadczenia odpłatne. Chyba, że minister zdrowia jest mi w stanie uzasadnić, że nie wpłynie to na dostępność pacjentów do świadczeń zdrowotnych, że będą dzieleni na lepszych i gorszych. Na pewno nie zgodzą się na to, żebyśmy wprowadzili przepisy, które zróżnicują pacjentów – stwierdziła premier Beata Szydło w rozmowie, którą transmitowało TVP Info.

09:48

Szydło o „córce leśniczego”: To wypadek przy pracy, który w ogóle nie powinien się zdarzyć. To będzie wyjaśnione

To będzie wyjaśnione. To wypadek przy pracy, który w ogóle nie powinien się zdarzyć. Nie wiem, jaka była treść tej koperty i jakie to były dokumenty. Na pewno to będzie wyjaśnione – stwierdziła premier Beata Szydło w rozmowie, którą transmitowało TVP Info.

09:35

Szydło: Powtórzyłabym te słowa po raz kolejny, ale one w żaden sposób nie odnosiły się do kwestii migracji

Muszę sprostować, że absolutnie te słowa nie mogą być wiązane z migrantami. To właśnie dowód na to, w jaki sposób manipulowane są słowa polityków PiS, obozu rządowego. Wtedy, kiedy opozycja nie ma argumentów, potrafi zmanipulować słowa, żeby stworzyć jakąś histerię. Przez 2 dni obserwowałam tę histerię i postanowiłam nie zabierać głosu, właśnie z szacunku dla miejsca, w którym byłam. Powtórzyłabym te słowa po raz kolejny, ale one w żaden sposób nie odnosiły się do kwestii migracji, nawet z kontekstu to nie wynikało – stwierdziła premier Beata Szydło w rozmowie, którą transmitowało TVP Info.

08:50

Szczerski: Planowane jest wystąpienie Trumpa w Warszawie. Miejsce jest niepotwierdzone

Mamy na pewno try punkty tej wizyty, które są pewne. Po pierwsze, spotkanie dwustronne polsko-amerykańskie, którego gospodarzem będzie prezydent Duda. Najpierw rozmowy w cztery oczy, a później delegacji. Mamy spotkanie z liderami państw Trójmorza (…) Następnie wystąpienie publiczne prezydenta Trumpa w Warszawie. To tradycja amerykańskich prezydentów. Miejsce jest niepotwierdzone. To będzie wpisywało się w tradycję, że prezydenci amerykańscy korzystali z obecności w Warszawie do tego, aby wygłosić istotne wystąpienie, także w kategoriach politykach międzynarodowej – mówił Krzysztof Szczerski w rozmowie z Robertem Mazurkiem w Porannej rozmowie RMF FM.

08:22

Łapiński o „niemieckim popychle”: Znalazłbym wiele innych słów, które mogłyby opisać Tuska

Donald Tusk jest szefem RE. Tylko tyle i aż tyle. Mogę ewentualnie tłumaczyć się ze swoich słów lub słów moich kolegów z Kancelarii Prezydenta. Nie słyszałem tych słów [Joachima Brudzińskiego], potem czytałem. Jeśli miałbym określać Donalda Tuska, to myślę, że znalazłbym wiele innych słów, które mogłoby go opisać. Innych. Może też i bardziej eleganckich – mówił Krzysztof Łapiński w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet.

08:19

Łapiński: Stan ducha prezydenta jest bardzo dobry. Prezydent jest w bardzo dobrej formie. Pełny wiary w ludzi

Myślę, że to docenienie pewnego środowiska [udział prezydenta w spotkaniu klubów „Gazety Polskiej”] i tego, że ono cały czas popierało i popiera prezydenta oraz podziękowanie za poparcie. Proszę się nie niepokoić. Zapewniam, że stan ducha prezydenta jest bardzo dobry. Prezydent jest w bardzo dobrej formie. Jest pełny wiary w ludzi – mówił Krzysztof Łapiński w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet.

300polityka.pl

PONIEDZIAŁEK, 19 CZERWCA 2017

STAN GRY: Szydło: Nie ma w Polsce ksenofobii, Rzeplińska: Władza gra strachem, Lichocka za referendum Dudy, SE: Zandberg w Warszawie?

300LIVE: Szydło żąda wyjaśnień od Radziwiłła i mówi o słowach w Auschwitz, Szczerski o Waszczykowskim i ambasadorach, Waszczykowski “żąda” od prezydenta, Łapiński o określeniu Brudzińskiego na Tuska, polityczny plan dnia: http://300polityka.pl/live/2017/06/19/

MICHAŁ KAMIŃSKI NA FB: “Zacząłem 3 maja, skończyłem 17 czerwca o godzinie 16.49. Książka gotowa”.

IRENA RZEPLIŃSKA – WŁADZA GRA STRACHEM – mówi w rozmowie z Ludmiłą  Anannikovą w GW: “Terroryzm jest problemem ogólnoświatowym, wszyscy jesteśmy zagrożeni. Obecność uchodźców w kraju nie ma z tym nic wspólnego. Władza doskonale o tym wie, ale gra uchodźcami i strachem, żeby przekonać Polaków do głosowania na siebie. To obrzydliwe”.

ODPYCHALIBYŚMY ŁODZIE ŻEBY LUDZIE SIĘ TOPILI? – dalej Irena Rzeplińska w GW: “W Terespolu na polsko-białoruskiej granicy to prawo jest łamane. Prześladowani Czeczeni z rodzinami, z dziećmi miesiącami koczują w białoruskim Brześciu, bo polska straż graniczna nie przyjmuje od nich wniosków o status uchodźcy i odsyła z powrotem na Białoruś. Więc pytam: a co, gdyby na miejscu Terespola była Lampedusa? Odpychalibyśmy łodzie z uchodźcami, żeby się topili? To taka sama granica Unii Europejskiej, jednak Włosi przyjmują wszystkich, dopiero później zaczynają weryfikację”. http://wyborcza.pl/7,75398,21976213,a-gdyby-zamiast-terespola-byla-lampedusa-odpychalibysmy-lodzie.html

PREMIER BEATA SZYDŁO W ROZMOWIE Z LE SOIR o uchodźcach: “Ci ludzie nie chcą tutaj żyć, bo ich celem są kraje bardziej zamożne. Były próby osiedlenia rodzin w Polsce i te rodziny bardzo szybko, po kilku dniach, wyjechały do Niemiec. Nie wyobrażam sobie, że będziemy na siłę zatrzymywali migrantów w Polsce. Odrębną kwestią jest to, jak skontrolować danego migranta, jego powiązania, pochodzenie”.

SZYDŁO O ANTYIMIGRANCKIEJ RETORYCE: “Oczywiście, że łatwo popaść w negatywną retorykę i dlatego trzeba bardzo uważać. Ale ja nie dostrzegam w tej chwili w Polsce takich nastrojów. Odnotowuję je w państwach, gdzie jest problem z nielegalnymi migrantami, gdzie jest zaburzony porządek. U nas ta dyskusja przebiega spokojnie i nie wyobrażam sobie, aby mogła doprowadzić do takich negatywnych zjawisk. Polacy nie są narodem, który łatwo popada w ksenofobiczne emocje.”

SZYDŁO NA PYTANIE O REFERENDUM WS UCHODŹCÓW: “Jeszcze nie mam wyrobionego zdania”.

GDZIE W POLSCE JEST ŁAMANA PRAWORZĄDNOŚĆ – dalej Szydło: “Proszę mi podać konkretne przykłady, gdzie w Polsce jest łamana praworządność. To jak z tą izolacją: wszyscy mówią o czymś, czego tak naprawdę nie ma. Jeżeli zmieniliśmy różne akty prawne w różnych obszarach, zrobiliśmy to zgodnie z polską konstytucją i z unijnym prawodawstwem. Wiele rozwiązań, które wprowadzamy, jest wzorowanych na tych, które od lat funkcjonują w zachodniej Europie”.

SZYDŁO CYTUJE PREMIERA MAŁEGO KRAJU ZE STREFY EURO: “Jeden z moich kolegów, który rządzi niewielkim krajem będącym w strefie euro, powiedział mi: „Wiesz, wy nie będziecie mieć takich kłopotów jak my, bo wy nie jesteście w euro, a ja jestem i ci duzi będą próbowali wymusić na mnie pewne decyzje”. Najważniejsze, abyśmy traktowali równą miarą wszystkich i współpracowali na zasadach partnerskich”.

WYWIAD LE SOIR Z PREMIER SZYDŁO PRZEDRUKOWUJE GAZETA WYBORCZA: http://wyborcza.pl/7,75968,21976128,jestesmy-z-unia-i-uchodzcami-ale-pod-warunkiem-premier-szydlo.html

CZESI WYCOFUJĄ SIĘ Z UKŁADÓW Z POLSKĄ – jak pisze GW: “Przed szczytem państw Europy Centralnej, na który do Polski przyjeżdża Donald Trump, z projektowanego paktu przeciwko Niemcom i Francji wycofuje się ważny sojusznik – Czesi”. http://wyborcza.pl/7,75399,21976040,wylom-w-trojmorzu-czesi-nie-chca-byc-czescia-antyniemieckiego.html

ZANDBERG NA PREZYDENTA WARSZAWY? – jak pisze SE: “Planuje start na prezydenta Warszawy jako wspólny kandydat lewicy i ruchów miejskich. Byłby też patronem jednej listy tych środowisk do Rady Warszawy. Czy to się uda? Jak się nieoficjalnie dowiadujemy, rozmowy się już rozpoczęły. – Stolica zasługuje na lepszy wybór niż albo PiS, albo ekipa odpowiedzialna za złodziejską reprywatyzację. Dlatego Razem chce zbudować wspólną listę i upomnieć się o sprawiedliwe społecznie otwarte miasto – stwierdza Zandberg”. http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/lider-partii-razem-chce-jednoczyc-warszawska-lewice-zandberg-na-prezydenta_1002805.html

JOANNA LICHOCKA ZA REFERENDUM DUDY – jak pisze w GPC: “Tymczasem prezydent Duda, otwierając dyskusję w ramach referendum konsultacyjnego o tym, jakiej ustawy zasadniczej chcą Polacy, dokonuje przewrotu niemal kopernikańskiego w myśleniu o Polsce i polskim społeczeństwie. Zatem teraz zmiana – to Polacy mają zdecydować o kształcie swojej republiki. Państwo ma być takie, jakiego chcą ludzie. To jest istota zerwania z postkomunizmem”. http://gpcodziennie.pl/65255-kopernikanskiprzewrot.html

INTERESIKI DZIAŁACZY PIS – pisze Tomasz Walczak w komentarzu SE: “A przecież do tego dochodzi jeszcze bezczelny, nawet jak na polskie standardy, skok na państwowe posady, który ma wyżywić wygłodniałe partyjne kadry. Nie wiem, czy Jarosław Kaczyński to wszystko dostrzega. Być może izolowany od świata przez świtę wiernych, ale mających do załatwienia własne interesiki działaczy, nie widzi tego, co jego pretorianie wyprawiają w państwie, które podobno chce naprawiać. Ale to by tylko dowodziło tego, że pan prezes nie jest tak wszechmocny, jak się o nim mówi. A jeśli wie o skali patologii własnej partii i to akceptuje, oznaczałoby, że to on, a nie jakieś mityczne siły ancien regime’u są największymi hamulcowymi „dobrej zmiany”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/tomasz-walczak-kto-sypie-piach-w-tryby-dobrej-zmiany_1002834.html

RZĄD BĘDZIE MUSIAŁ ŚCIĄĆ 9 MILIARDÓW Z BUDŻETU 2018 – pisze w DGP Bartek Godusławski: “Planując wydatki na 2018 r., Ministerstwo Finansów musi znaleźć nawet 9 mld zł oszczędności. Zaczyna się najtrudniejszy etap prac nad projektem budżetu państwa na przyszły rok. Do końca czerwca będzie trwał koncert życzeń poszczególnych dysponentów publicznej kasy. Wzorem lat ubiegłych urzędnicy MF szykują się na wzrost planów wydatkowych o 6–8 mld zł. O tym nie może być jednak mowy. W resorcie obliczana jest kwota, o którą wydatki trzeba będzie obciąć, i wskazywane są miejsca, gdzie można znaleźć oszczędności. Pierwsze tropy tradycyjnie prowadzą w stronę ograniczenia nakładów inwestycyjnych. – Szacujemy, że trzeba znaleźć oszczędności rzędu 9 mld zł, aby zmieścić się w limicie wydatków – mówi nam osoba z MF”. http://gospodarka.dziennik.pl/finanse/artykuly/552454,budzet-2018-rok-projekt-rzad-pis-ciecia-oszczednosci.html

KOLEJNA WOJNA W PIS – Fakt o KGHM.

PIS BĘDZIE WOLNORYNKOWYM TYGRYSEM W OCHRONIE ZDROWIA – Zuzanna Dąbrowska w RZ: “Ale propozycja ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła, by wprowadzić możliwość pobierania opłat za zabiegi medyczne udzielane przez publiczne placówki, gdy szpitalowi skończy się przyznany limit, może spowodować, że w ochronie zdrowia PiS będzie nazywane liberalnym, wolnorynkowym tygrysem. W końcu do tej pory nikt nie śmiał wprowadzać opłat za leczenie. Przynajmniej nie wprost…” http://www.rp.pl/Komentarze/306189915-Dabrowska-Kulawy-tygrys-sluzby-zdrowia.html?template=restricted

NAUCZYCIELE ŻEGNAJĄ ETATY – Justyna Suchecka w GW.

WYGRANIE WYBORÓW W WARSZAWIE TO JAK WYGRANIE WYBORÓW PREZYDENCKICH NA LITWIE – mówi Jan Śpiewak w rozmowie z RZ: “Jestem gotowy, by wystartować, ale za wcześnie jeszcze na twarde deklaracje. To jest koszmarnie trudna kampania, wygranie wyborów w Warszawie to jak wygranie wyborów prezydenckich na Litwie czy w Estonii. To wymaga pieniędzy, czasu i ludzi. Czy to jest możliwe do zrobienia w tych wyborach? Zobaczymy”.

NAJWIĘKSZA SZANSA DLA PO TO REFERENDUM WS PIS – dalej Śpiewak w RZ: “To jest najsilniejsza broń PO. PiS cały czas wyskakuje z pomysłami, które liberalnemu elektoratowi w Warszawie się nie podobają. Największą szansą PO jest zmiana wyborów w Warszawie na referendum przeciwko PiS. Jeśli PiS nadal będzie popełniać błędy, to taki plan może się udać”.

PAWEŁ SOLOCH O PLANACH POWOŁANIA SUPERRESORTU DS SŁUŻB – mówi w tekście Macieja Miłosza w DGP: “Jestem w stałym kontakcie z ministrem Kamińskim. Na razie w kwestii reformy służb nie ma o czym rozmawiać, ponieważ projekt nie jest jeszcze gotowy. Gdy zostanie ukończony, na pewno się z nim zapoznamy i damy swoje rekomendacje – mówi Paweł Soloch, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego”. http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/552458,ministerstwo-ochrony-panstwa-pis-mariusz-kaminski-sluzby-specjalne-superresort-abw-cba-aw-mon.html

CIEKAWOSTKA – O INNOWACJACH NA ZJEŹDZIE KLUBÓW GAZETY POLSKIEJ!: “Debatę prowadził wiceprezes PKO BP Maks Kraczkowski, a wzięli w niej udział: Krzysztof Krystowski, wiceprezes Leonardo Helicopters PZL Świdnik; Janusz Niedziela, prezes Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej; Krzysztof Surgowt, prezes Cryptomindu; a także dr Robert Zmiejko, dyrektor strategii i analiz międzynarodowych w PKO BP”. http://gpcodziennie.pl/65237-oinnowacjachnazjezdzieklubowgazetypolskiej.html

300polityka.pl

Impeachment Trumpa. Co musi się stać, żeby naprawdę do niego doszło

Michał Gostkiewicz
19.06.2017
To jest ten moment. Moment, kiedy usunięcie z urzędu prezydenta Donalda Trumpa przestaje być mrzonką nieprzychylnej mu prasy, a staje się w Waszyngtonie kwestią polityczną. Jakie są realne szanse, żeby w nieodległej przyszłości media w Stanach napisały w najważniejszym nagłówku dnia słowo: „impeachment”?

„Przez następne kilka tygodni będziecie widzieć to słowo w mediach coraz częściej” – pisze Vox. I trudno się dziwić: Donald Trump zalicza jedną wpadkę za drugą. Po jego wizycie w Europie najważniejsi politycy UE, w tym kanclerz Merkel, mówią głośno, że Europa musi sobie radzić sama. Żaden prezydent USA patrząc wstecz aż do Harry’ego Trumana nie był po pierwszych 140 dniach swojego urzędowania tak niepopularny jak Trump.

Ale o ile wcześniejsze głosy wzywające do odwołania Trumpa z urzędu można raczej uznać za publicystykę nienawidzącej wszystkiego, co Trump sobą reprezentuje, amerykańskiej liberalnej i lewicowej prasy, o tyle 15 czerwca nastąpiło wydarzenie, które może katapultować kwestię impeachmentu ze sfery publicystyki do obszaru polityki realnej.

Nadzorujący śledztwo w sprawie rosyjskich powiązań współpracowników Trumpa specjalny prokurator Robert Muller sprawdzi, czy prezydent USA nie utrudniał pracy wymiarowi sprawiedliwości. Czyli śledztwo toczy się już teraz w sprawie Donalda Trumpa – pisze „Washington Post”.

Nieco wcześniej, w czwartek 8 czerwca w Kongresie miało miejsce wydarzenie, które do tego doprowadziło. Przesłuchanie wyrzuconego przez Trumpa szefa FBI Jamesa Comeya.

Były dyrektor FBI James Comey składa przysięgę przed przesłuchaniem w Komisji ds. Wywiadu Senatu USA (fot. Alex Brandon/AP)Były dyrektor FBI James Comey składa przysięgę przed przesłuchaniem w Komisji ds. Wywiadu Senatu USA (fot. Alex Brandon/AP)

W porównaniu z ordynarnymi pyskówkami, brakiem kultury i pieniactwem, uskutecznianymi przez polskich polityków na różnego rodzaju komisjach parlamentarnych, przesłuchanie Comeya było lekcją politycznej kultury. Dość powiedzieć, że jedną z mocniejszych ripost była ta na sugestie ze strony Republikanów o niskim morale w FBI jako rzekomej przyczynie jego zwolnienia. Comey skwitował: „To były kłamstwa. Proste, ordynarne kłamstwa”. Był pewny swoich słów i pamięci. Nic dziwnego – wszystkie rozmowy z Trumpem starannie spisał w notatkach.

W amerykańskiej kulturze politycznej spisywane „na żywo” notatki służbowe FBI to nie byle co. Mogą posłużyć np. w sądzie w trakcie konfrontowania zeznań świadków z tym, co mówili na przesłuchaniach. Comey w sporządzaniu notatek był uznawany za niekwestionowanego mistrza.

Kaliber sformułowanych na ich podstawie oskarżeń był bliższy kalibrowi solidnego shotguna niż pistoletu.

Bomba wybuchła miesiąc temu, gdy James Comey dowiedział się z prasy, że prezydent Trump zwolnił go z pracy. Nietypowe było już samo zwolnienie – szefa FBI wybiera się na 10 lat, Comey stracił fotel po czterech. Gorsza była jednak tego zwolnienia przyczyna.

Prezydent USA Donald Trump i zwolniony przez niego były szef FBI James Comey (fot. Evan Vucci/Susan Walsh/AP)Prezydent USA Donald Trump i zwolniony przez niego były szef FBI James Comey (fot. Evan Vucci/Susan Walsh/AP)

Przesłuchanie byłego szefa FBI. „Trump kłamał”

Comey prowadził śledztwo w sprawie powiązań ludzi Trumpa z Rosją. I to jest drugi powód do niepokoju w Białym Domu. W czwartek były szef FBI oświadczył przed senacką komisją, że prezydent ani razu nie poprosił go wprost o zakończenie śledztwa. Jednak w rozmowach jeden na jeden Trump miał powiedzieć, że „ma nadzieję”, iż dyrektor jest w stanie „odpuścić” śledztwo ws. powiązań gen. Michaela Flynna, ówczesnego doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego w Białym Domu, z rosyjskimi dyplomatami pracującymi w USA. Niedługo potem Flynn stracił stanowisko.

Na prywatnym obiedzie w Białym Domu Comey usłyszał od Trumpa „Potrzebuję lojalności. I jej oczekuję”. Przychylne demokratom media od razu uznały te słowa za wywieranie nacisku na urzędnika państwowego i bagatelizowanie akcji wywiadowczych Rosji w USA.

Stronniczość amerykańskiej prasy

I tak „Washington Post” piórem całego zespołu redakcyjnego napisał, że zeznania Comeya, oparte o jego własne skrupulatne notatki ze spotkań z Trumpem ukazują obraz prezydenta „skandalicznie nadużywającego swoich uprawnień władzy wykonawczej”. Gazeta podkreśla zacytowane przez byłego szefa FBI słowa Trumpa: że miał „kwestie rosyjskie na myśli, gdy wyrzucał Jamesa Comeya”. Z kolei skrajnie prawicowy „Breitbart” wyliczył kluczowe momenty z przesłuchania na niekorzyść Comeya i na korzyść Trumpa. Zgody nie będzie tu nigdy.

Stwierdzenie „mam nadzieję, że odpuścisz śledztwo” dla jednych jest naciskiem, a dla innych, np. dla prawicowego, ale mainstreamowego Fox News, nie jest równe rozkazowi „masz odpuścić to śledztwo”. Narracja Republikanów i sprzyjających im mediów jest taka, że wyrażanie nadziei na coś – nawet przez prezydenta wobec podwładnego – nie jest przestępstwem. Nie jest – i te trzy słowa są tu kluczowe – obstrukcją wymiaru sprawiedliwości. To, czy do niej doszło, ma właśnie zbadać specjalny prokurator Robert S. Muller III.

Donald Trump, prezydent USA (fot. Andrew Harnik/AP)Donald Trump, prezydent USA (fot. Andrew Harnik/AP)

Co musi zostać spełnione, żeby nastąpił impeachment?

Na Konwencji Konstytucyjnej w Filadelfii w 1787 roku Benjamin Franklin napisał, że „historycznie pozbywanie się z urzędu szkodliwych przywódców dokonywało się przez zabójstwo”. I wskazał, że „lepszy byłby tu mechanizm posiadający określoną prawem procedurę”.

Ta procedura to właśnie impeachment. W USA można odwołać różnych urzędników, w tym federalnych. Dwójka Demokratów z Kongresu – Al Green z Teksasu i Brad Sherman z Kalifornii – rozpoczęła przygotowywanie dokumentów niezbędnych do zainicjowania takiej procedury wobec aktualnego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Przed nimi bardzo, bardzo długa droga.

Jak wskazuje amerykańska konstytucja w art. 2, „Prezydent i Wiceprezydent USA (…) mogą zostać usunięci z urzędu, gdy zostanie im udowodniona zdrada, łapówkarstwo lub inne „poważne przestępstwa i złe zachowania”. Ten ostatni fragment otwiera szerokie pole interpretacji dla polityków. A ci mają, jak wiadomo, niezwykle dobrze rozwiniętą umiejętność oskarżania przeciwników o najobrzydliwsze zbrodnie i wychwalania najlepszych intencji sojuszników – choćby przeciwnik i sojusznik zrobili dokładnie to samo. Ale stwierdzenie „poważne przestępstwa i złe zachowania” to przede wszystkim szerokie pole interpretacji dla prawników w kwestii tego, co owym poważnym przestępstwem jest. Praktyka ustaliła, np. przy niemal udanym impeachmencie prezydenta Clintona, że pod to sformułowanie podpada właśnie obstrukcja wymiaru sprawiedliwości.

I tu jest clou sprawy. Czy Trump przeszkadzał wymiarowi sprawiedliwości w śledztwie ws. domniemanych powiązań swojego sztabu z Rosją? Nawet jeśli prokurator Muller to oceni, to Demokrata powie „tak”, a Republikanin powie „nie”. Ponieważ impeachment to w ostateczności decyzja polityczna.

Wyłączne prawo uruchomienia procedury impeachmentu ma Izba Reprezentantów. Deputowani głosują, oceniając, czy zachowanie aktualnego lokatora Białego Domu podpada pod którąś z wymienionych w prawie przyczyn jego odwołania. Jeśli choć jedno głosowanie się powiedzie – oznacza to, że impeachment prezydenta się dokonał. Ale musi go jeszcze większością kwalifikowaną dwóch trzecich głosów zatwierdzić Senat. I dlatego Bill Clinton przetrwał. Gdyby przegrał w Senacie, zastąpiłby go wiceprezydent Al Gore.

W praktyce szansę na utrącenie prezydenta z funkcji ma ta strona polityczna, która akurat trzyma w rękach obie izby Kongresu. A tak się składa, że przynajmniej do wyborów 6 listopada 2018 roku są to Republikanie. Pierwsze posiedzenie nowego Kongresu odbędzie się 19 stycznia 2019 r. Zatem pytanie: „jak odwołać Trumpa”? należy sformułować inaczej: „czy Republikanom się to opłaca?”

P.o. szefa FBI Andrew McCabe, zastępca prokuratora generalnego Rod Rosenstein, dyrektor Wywiadu Narodowego USA Dan Coats i szef NSA Mike Rogers zeznaą przed Komisją ds. Wywiadu Senatu USA w zw. ze śledztwem ws. Rosji (fot. Carolyn Caster/AP)P.o. szefa FBI Andrew McCabe, zastępca prokuratora generalnego Rod Rosenstein, dyrektor Wywiadu Narodowego USA Dan Coats i szef NSA Mike Rogers zeznaą przed Komisją ds. Wywiadu Senatu USA w zw. ze śledztwem ws. Rosji (fot. Carolyn Caster/AP)

Czy Republikanom opłaca się odwołać Trumpa?

Trump jest niepopularny. Nawet jego najbliżsi współpracownicy nie mają odwagi przewidywać, co jeszcze zrobi wbrew ustaleniom z nimi samymi. Podczas przyszłorocznej kampanii do Kongresu będzie wdzięcznym – i łatwym – celem ataków. A Demokraci w wyścigu na Kapitol na razie prowadzą. Na dodatek mają znakomite hasło wyborcze -„Impeach Trump”. Jakże wspaniale będzie dotrzymać tej wdzięcznej obietnicy wyborczej. Ręce aż same wędrują w górę do głosowania.

Ale pozbycie się Trumpa ma też wady. Po pierwsze, zastąpiłby go ultrakonserwatywny, niezbyt charyzmatyczny i niezbyt popularny wiceprezydent Mike Pence. Po drugie, jak wskazuje Vox, Trump jest użyteczny. Jako kozioł ofiarny, na którego można zrzucić winę za przeforsowanie niepopularnych reform. A tak się składa, że Republikanie mają takich kilka, m.in. skasowanie programu opieki zdrowotnej Obamacare czy zmniejszenie podatków dla najbogatszych. Póki Trump jest prezydentem, łatwo zwalić na niego winę za te decyzje. Republikanie nie mogą też założyć, że nieobliczalny prezydent, choć już narzekał na trudy sprawowania urzędu, odda go bez wyniszczającej cały obóz polityczny walki. Szkody, jakie przyniosłaby dzisiaj walka o Biały Dom, na rok przed wielką bitwą o Kongres, łatwo byłoby określić w liczbach – straconych foteli w obu izbach.

Andrew Johnson i Bill Clinton (fot. Mathew Brady/US Library of Congress/Bob McNeely/The White House/public domain)Andrew Johnson i Bill Clinton (fot. Mathew Brady/US Library of Congress/Bob McNeely/The White House/public domain)

Na razie układ sił i kalendarz wyborczy pracują więc na korzyść Trumpa. A dla marzących o impeachmencie bezlitosna jest też historia – wskazuje USA Today. Na 44 prezydentów tylko trzech otarło się o impeachment. I mimo że wszyscy mieli przeciw sobie Kongres, to żaden nie został formalnie odwołany ze stanowiska. Nixon, gdy po aferze Watergate wiedział, że nie pozostanie w fotelu prezydenta, sam zrezygnował w 1974 r. Andrew Johnson i Bill Clinton przetrwali, bo żaden z Demokratów nie dał się przeciągnąć na stronę republikańską, co więcej, to Demokraci przeciągnęli na swoją stronę Republikanów – siedmiu w 1868 r. (próba usunięcia Johnsona), a pięciu w 1998 r. (podejście do usunięcia Clintona).

Zeznania Jamesa Comeya i oficjalne śledztwo, które sprawdzi, czy prezydent USA utrudniał badanie sprawy „Russiagate”, znacznie obciążają szalę wagi, na której rozstrzygnie się polityczna przyszłość Donalda Trumpa. Ale przynajmniej do 6 listopada 2018, do dnia wyborów do Kongresu, matematyka jest nieubłagana – Demokraci w Senacie musieliby przekabacić aż 19 Republikanów na swoją stronę. A jedyny człowiek, który potrafiłby to zrobić, istnieje tylko w telewizji i wygląda tak:

https://giphy.com/embed/7WweesUdY18QM

via GIPHY

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz Gazeta.pl, „Dziennika” i „Newsweeka”. Stypendysta Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Kocha Amerykę od Alaski po przylądek Horn. Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze.

weekend.gazeta.pl

Sierakowski o PiS: Partia, która łamie prawo i obraża wszystkich, będzie bała się oddać władzę

jagor, 19.06.2017
http://www.gazeta.tv/plej/19,103454,21977369,video.html?embed=0&autoplay=1
Wypowiedź Beaty Szydło w Auschwitz oraz polityczne konsekwencje polityki PiS wobec uchodźców zdominowały rozmowę publicystów w Radiu TOK FM. Sławomir Sierakowski doszedł do wniosku, że „partia, która obraziła już wszystkich, będzie bała się oddać władzę w Polsce”.

 

„Auschwitz to w dzisiejszych niespokojnych czasach wielka lekcja tego, że trzeba czynić wszystko, aby uchronić bezpieczeństwo i życie swoich obywateli” – powiedziała w Oświęcimiu premier Szydło. Te sowa spotkały się z oburzeniem i powszechną krytyką w Polsce i na świecie. Politycy, a także publicyści zarzucali szefowej rządu, że uprawia politykę w obozie koncentracyjnym, w którym chce zamykać uchodźców.

Komentując oskarżenia i inwektywy polityków PiS pod adresem krytyków Beaty Szydło, Sławomir Sierakowski zastanawiał się nad politycznymi konsekwencjami sporu w Polsce.

PiS będzie się bał oddać władze w Polsce

– To już wygląda trochę tak, że trudno mi sobie wyobrazić co będzie, jeśli PiS przegra wybory. To jest już taki poziom wojny, takiej zaszłości w łamaniu prawa, obrażaniu drugiej strony, że trudno mi sobie wyobrazić oddanie władzy przez taką partię. Taka partia, która obraża wszystkich i tak często łamie prawo i konstytucję, że będzie się bała oddać władzę i obawiam się zawieszenia mechanizmu demokratycznego w Polsce – ostrzegał Sierakowski. Jak dodał, dzisiaj można to przeprowadzić manipulując ordynacją wyborczą, prawem o partiach politycznych, czy finansowaniu partii.

Polacy jak Żydzi, uchodźcy jak naziści

– Tutaj jest tak, że jeśli wyciągnąć logiczne wnioski z wypowiedzi, to premier – porównała Polaków do Żydów, bo jeśli to jest „wielka lekcja”, no to taka, a uchodźców, czyli terrorystów do nazistów . Dlatego ta wypowiedź jest tak skandaliczna. To jest tak  oburzając analogia, że właściwie ludzi się boją – krytykując premier Szydło – ją wyciągnąć. Ale przecież tak należy ja rozumieć. A jeśli nie, to nie rozumiem dlaczego Beata Szydło nie wyjdzie i nie powie: chodzi mi o to i o to.  Jeśli usunęła swój wpis z Twittera, to dlaczego za to nie przeprosi? Dlaczego ta partia nie ucina tego typu kampanii, które później na Zachodzie są powszechnie krytykowane? – zastanawiał się publicysta Krytyki Politycznej.

Polityka PiS jak antysemicka nagonka z 1968

Politykę i propagandę antyuchodźczą PiS Sławomir Sierakowski porównał do nagonki antysemickiej, którą rozpętała władza w Polsce w 1968 rok.

– To, co się dzisiaj dzieje w Polsce wokół uchodźców przypomina mi kampanię antysemicką w 1968 roku. To jest mniej więcej to samo. To są mniej więcej takie same konsekwencje wizerunkowe dla Polski. To, jak się obraża dzisiaj uchodźców, to jak się o nich mówi, jaką atmosferę się w Polsce wprowadza, bardzo przypomina tamtą kampanię –

– I nie myśl sobie Dominiko, że tu jest jakaś przesada. Nie ma żadnej. Wtedy wyjechało z Polski pod wpływem takiej atmosfery 20 tys. ludzi, a dzisiaj 20 tys. ludzi do Polski nie przyjeżdża – podsumował swoją wypowiedź Sławomir Sierakowski zwracając się do prowadzącej audycję Dominiki Wielowieyskiej.

Zobacz także

TOK FM

Adam Michnik w Gorzowie. „Nie możemy oddać Polski walkowerem tym gówniarzom”

sky, 29 maja 2017

Adam Michnik w Gorzowie

Adam Michnik w Gorzowie (FOT. KAMIL SIAŁKOWSKI)

Adam Michnik, redaktor naczelny „Gazety Wyborczej”, legenda antykomunistycznej opozycji w PRL-u, przyjechał do Gorzowa na zaproszenie Komitetu Obrony Demokracji. Spotkanie z cyklu „Wyborcza na żywo” ściągnęło do auli gorzowskiej biblioteki kilkaset osób.

– Nie sądziłem, że mogę doprowadzić do łez panią Monikę – zaczął redaktor Adam Michnik, nawiązując do wprowadzenia Moniki Twarogal z gorzowskiego KOD-u. – Traktuję to jako olbrzymi komplement, ale też jako niespodziankę. Myślałem, że do łez doprowadzam zupełnie inne kobiety – Beatę Szydło, Beatę Kempę… Okazuje się, że czasem do łez mogę doprowadzić przyzwoitych ludzi. Przepraszam.

Zobacz galerię zdjęć ze spotkania z Adamem Michnikiem

Poniedziałkowe spotkanie w bibliotece Herberta w Gorzowie trwało ponad dwie godziny. To była pełna troski i refleksji rozmowa o dzisiejszej Polsce. Polsce, w której władza coraz głośniej zaczyna brzydzić się wartościami europejskimi. I o Polakach, którzy powinni się tej władzy przeciwstawić.

– Przez lata Polska była wzorem, była pokazywana jako kraj sukcesu, jako przykład. W tej chwili funkcjonuje jak chory człowiek w Europie. Polityka rządu PiS jest fatalna. W Polsce już nawet trudno o groteskę, bo to, co ten rząd robi, jest bardziej groteskowe niż kabaret. Nikt nie jest tak śmieszny jak Kaczyński, który wita panią Szydło wracającą z Brukseli po wielkim „sukcesie” politycznym – 27 do jednego. A oni nie do końca czują, jak bardzo są śmieszni. To jest szkodliwe demolowanie państwa prawa. To jest izolowanie Polski w Europie. To, co pani Szydło naopowiadała w Sejmie, to jest pierwszy krok do wyprowadzenia Polski z Europy. To nie są żarty. Tu się będą decydowały losy Polski na najbliższe co najmniej sto lat – komentował w Gorzowie Adam Michnik.

Przekonywał, że PiS chce w Polsce wprowadzić model państwa putinowskiego. – Oni mają pewien model państwa, który – to już widać – nie ma nic wspólnego z modelem europejskiej demokracji. Chodzi o to, aby – jak Putin – zostawiać takie dekoracje: parlament, który nic nie może; wybory, które o niczym nie decydują. To pewien rodzaj państwa autorytarnego, w którym o wszystkim decyduje wódz. Oczywiście Putin stoi na czele wielkiego, atomowego mocarstwa. U nas jest taki mały Putin, taki „liliputin” – zaznaczał redaktor naczelny „Gazety Wyborczej”.

I ostrzegał: – Oni nie oprzytomnieją. Będą nasz kraj psuli każdego dnia. Nie miejmy żadnych złudzeń. Prawie 30 lat temu był możliwy kompromis z Jaruzelskim, dziś nie wierzę w żaden kompromis z Kaczyńskim. Trzeba się zastanowić, w jaki sposób ich odsunąć od władzy. To, co będzie, zależy od nas. Jeżeli my się nie poczujemy odpowiedzialni za rezultat wyborów, to oddajemy walkowerem Polskę gówniarzom.

Obszerna relacja ze spotkania z Adamem Michnikiem w „Magazynie Lubuskim” w piątek w „Gazecie Wyborczej”.

gorzow.wyborcza.pl

Prezydent Duda ostro o kontrmanifestacjach opozycji

Prezydent Andrzej Duda
Prezydent Andrzej Duda

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

– Kontrmanifestacje towarzyszące obchodom miesięcznic katastrofy smoleńskiej mają cel propagandowy – sianie niepewności – powiedział prezydent Andrzej Duda w wywiadzie dla telewizji Republika.

– Te wszystkie działania mają jeden cel – wprowadzać Polskę w wibracje. Chodzi o to, żeby podłoga drżała cały czas, żeby ludzie czuli się niepewnie, żeby mieli takie wrażenie bez przerwy, że pod tymi rządami sytuacja cały czas jest niepewna, niebezpieczna. – mówił Andrzej Duda, w odpowiedzi na pytania o manifestacje opozycji 10 czerwca na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. – Mnie to osobiście bardzo boli, bo nie tylko zginął tam prezydent, u którego boku pracowałem, jego małżonka, pani Maria, ale zginęli też moi przyjaciele i koledzy. – Tego co dzieje się u nas w kraju, tego, jak zachowują się niektórzy ludzie, ja po prostu nie jestem w stanie zaakceptować. Ci ludzie ośmielają się przeszkadzać w tej pamięci, w tej modlitwie za zmarłych, a jednocześnie nie przeszkadza im to, że Bolesław Bierut ma mauzoleum na cmentarzu na Powązkach – mówił prezydent. Andrzej Duda powiedział też, że zachowanie opozycji uważa za prowokację i próbę robienia awantury politycznej. – Nie wiem, czy celem jest wywołanie zamieszek, czy celem jest to, żeby krew się polała, ale nie mogę tego wykluczyć – dodał.

rp.pl

Kto sypnął groszem na pomnik Lecha Kaczyńskiego? „Newsweek” dotarł do listy darczyńców

18.06.2017

40 tys. zł – tyle pieniędzy dostał komitet społeczny kierowany przez prezesa PiS od wiceprezesa PKO BP i byłego posła PiS Maksa Kraczkowskiego, ustalił „Newsweek”. Miała to być jak do tej pory największa wpłata na budowę pomników smoleńskich.

Mowa o pomniku prezydenta i pomniku ofiar katastrofy. Na ich budowę komitet zebrał do tej pory 1,5 mln zł, czyli połowę potrzebnej kwoty.

Z informacji „Newsweeka” wynika, że na liście darczyńców widnieją nazwiska czołowych polityków i menedżerów z państwowych spółek. „Rekordzistą jest członek zarządu PKO BP i były poseł PiS Maks Kraczkowski, który na samym początku akcji wpłacił 40 tys. zł. Większe kwoty przelali także wicepremier Mateusz Morawiecki i zaprzyjaźniony z prezesem PiS szef Orlenu Wojciech Jasiński”.

dziennik.pl

Żona stanu widzi tylko czułość ONR, sama też nie napuszcza na uchodźców [screen vis ]

W jaki sposób ludziom można stworzyć godne warunki życia w kraju ogarniętym wojną, na miejscu?

Żakowski: Szydło wygłosiła pochwałę nazizmu, choć chciała go potępić

19.06.2017

Publicysta „Polityki” na łamach poniedziałkowej „Gazety Wyborczej” komentuje słowa Beaty Szydło wygłoszone w obozie Auschwitz.

Chodzi o wypowiedź premier, która została usunięta z twitterowego konta PiS. – Auschwitz to wielka lekcja tego, że trzeba czynić wszystko, aby uchronić bezpieczeństwo i życie swoich obywateli – miała powiedzieć premier Szydło.

 

Według Jacka Żakowskiego, Beata Szydło nie zrozumiała znaczenia tego zdania. – Przemawiając w Auschwitz, Szydło wygłosiła pochwałę nazizmu, choć chciała go potępić – ocenił publicysta „Polityki” na łamach „Gazety Wyborczej”.

W jego opinii to nie była tylko niezręczność. – Dramat polega na tym, że liczni ważni ludzie dziś mówią i robią rzeczy straszne, zwykle nie wierząc, że mogą mieć straszne skutki. Wielkie polityczne zło uważają za zło historyczne, należące tylko do przeszłości. Sądzą więc, że mogą bezkarnie mówić i robić, co im się podoba, bo straszna przeszłość nie wróci, skoro powrotu do niej zakazaliśmy nawet w konstytucji – analizuje Żakowski.

dziennik.pl

„Jaśniepan tu prywatnie czy służbowo?”. Kaczyński odwiedził Wawel, przeciwnicy PiS zorganizowali demonstrację

 18.06.2017

Demonstracje podczas wizyty Jarosława Kaczyńskiego na Wawelu

Demonstracje podczas wizyty Jarosława Kaczyńskiego na Wawelu Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta

Dziś nie tylko przy okazji miesięcznicy pogrzebu, lecz także urodzin swoich i brata bliźniaka Jarosław Kaczyński udał się na Wawel. Jego wizyta w krypcie, gdzie spoczywają Lech i Maria Kaczyńscy, po raz kolejny była okazją do demonstracji, Pod Wawelem pojawili się przeciwnicy i zwolennicy PiS.

Ci pierwsi demonstrowali m.in. przeciwko regularnym wizytom Jarosława Kaczyńskiego w towarzystwie ochrony i polityków. Zdaniem protestujących jest to „upartyjnianie Wawelu”. Tym zarzutom sprzeciwiali się zwolennicy PiS, w tym członkowie klubów „Gazety Polskiej”.

Na miejscu porządku pilnowała policja. Choć doszło do utarczek słownych pomiędzy jedną a drugą stroną, to nie ma informacji o poważnych incydentach.

gazeta.pl

Wyłom w Trójmorzu. Czesi nie chcą być częścią antyniemieckiego paktu

Michał Kokot, Praga, 19 czerwca 2017

Andrzej Hulimka/REPORTER / REPORTER

Przed szczytem państw Europy Centralnej, na który do Polski przyjeżdża Donald Trump, z projektowanego paktu przeciwko Niemcom i Francji wycofuje się ważny sojusznik – Czesi.

– Dla nas idea Trójmorza jest nie do zaakceptowania. To XX-wieczny, mocarstwowy koncept Piłsudskiego – mówi „Wyborczej” czeski dyplomata. I deklaruje, że Praga nie przyłączy się do inicjatywy Warszawy, która chce wspólnie z krajami Europy Środkowo-Wschodniej montować koalicję przeciwko Niemcom i Francji.

To poważny zgrzyt przed lipcowym szczytem Trójmorza, który zwołali polscy dyplomaci. I na który ma przyjechać do Polski Donald Trump. W Warszawie oczekują, że prezydent USA poprze rządy PiS, a tym samym uwiarygodni i wzmocni polską inicjatywę budowy szerokiego sojuszu państw centralnej części Europy (nie wiadomo których – zaproszono m.in. kraje bałtyckie, Czechy, Bułgarię i Austrię, wstępne zainteresowanie wyraziły Rumunia i Chorwacja) jako przeciwwagi dla głównych rozgrywających w Unii – Berlina i Paryża.

Czy jesteśmy kołtunami, czy należymy do wielkiej europejskiej rodziny? W „Temacie dnia” o ostatnich ulicznych protestach

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21923068,video.html

Radykalizm nam nie służy

Okazuje się, że co do tych celów zgody nie ma nawet w znacznie mniej licznym gronie państw Grupy Wyszehradzkiej skupiającej Polskę, Czechy, Węgry i Słowację.

Inny wysoki rangą członek czeskiego rządu mówi: – Nie do przyjęcia jest dla nas retoryka Polski, która porównuje Unię Europejską do ZSRR. A już w ogóle nie mieści nam się w głowie, że Viktor Orbán spotyka się z posłem Jarosławem Kaczyńskim i wspólnie mówią o kontrrewolucji w Unii oraz rewizji traktatu lizbońskiego.

I dodaje: – Radykalizm niektórych państw Grupy Wyszehradzkiej w ogóle nam nie służy. Polacy odrzucają z automatu wszystkie pomysły Zachodu. Nie jesteśmy w stanie wypracować żadnego kompromisu. Jedyne wspólne oświadczenie, jakie ostatnio wydaliśmy, było w sprawie uchodźców i kryzysu migracyjnego.

Szef czeskiego MSZ Lubomir Zaorálek mówił kilka dni temu w Pradze, że jego kraj stara się być politycznym pomostem pomiędzy Polską i Węgrami a Europą Zachodnią. Jednak – jak przyznał – o kompromis jest coraz trudniej ze względu na opór Polaków. Jako przykład podał marcowe głosowanie w sprawie Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej.

– Trudno nam zrozumieć postawę naszych kolegów. Byłem przekonany, że poprą Tuska, który tak wiele zrobił dla państw Europy Środkowo-Wschodniej. Dla nas byłoby niedobrze, gdyby stracił to stanowisko. To źle, że nie jesteśmy w stanie się porozumieć w tak ważnej sprawie – stwierdził minister. Wagi jego słowom dodają okoliczności – Zaorálek krytykował Warszawę w dyskusji z Fransem Timmermansem, pierwszym wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej, podczas szczytu Prague European Summit.

Praga nie zmieni kursu po wyborach

Ocena Zaorálka może się wydawać nieistotna jako opinia rządu, który wkrótce odda władzę – socjaldemokraci dołują w sondażach przed październikowymi wyborami. Faworytem jest partia ANO – Akcja Niezadowolonych Obywateli – miliardera Andreja Babisza. Ale czescy obserwatorzy nie mają wątpliwości, że nawet jeśli to on stanie na czele przyszłego gabinetu, Praga podtrzyma prozachodni kurs poprzedników. – Babisz jest populistą, ale to nie jest populizm ideologiczny, jak w wykonaniu PiS. To pragmatyk, który wie, że wojna z Zachodem mu się nie opłaci, a do tego nie znajdzie żadnego uznania wśród Czechów – mówi Petr Kratochvil, dyrektor Instytutu Stosunków Międzynarodowych w Pradze.

Wyborcza.pl

%d blogerów lubi to: