Czy PiS orżnie Ogólnopolski Strajk Kobiet?

Społeczeństwo obywatelskie nie zawsze znajduje odpowiedzi na PiS-owskie zawłaszczanie państwa i odbieranie sobie praw obywatelskich. A partia Kaczyńskiego konsekwentnie zaprowadza jakąś formę dyktatury. Na razie jest ona miękka, co wyraża się chronicznymi niedomagami samej władzy i jej wpadkami, czego by się nie dotknęła, punktowo jednak może nękać poszczególnych polityków i obywateli szeroko pojętej opozycji i społeczeństwa.

Najwłaściwszym odporem jest zorganizowanie się w struktury stowarzyszeń, lecz i to wydaje się niewystarczające. Niecałe dwa lata temu KOD był potężny, na ulicach Warszawy potrafił protestować w liczbie przeszło 100 tysięcy uczestników, a prezesowi PiS tak drżały łydki, iż nie potrzeba było wnikliwych analiz politologicznych, aby owe drgawki dostrzec.

Równie duże były protesty w lipcu ubiegłego roku z powodu ustaw sądowniczych, Łańcuchy Światła kreowały nowych liderów opozycji społecznej, a jednak dość łatwo rozbrojony został gniew ulicy poprzez to, iż Andrzej Duda zawetował dwie z trzech ustaw i zapowiedział napisanie nowych. Protesty rozeszły się po kościach, a Duda „napisał” ustawy o treści identycznej, jak zawetowane. Tak orżnął Polki i Polaków.

Czy PiS poradzi sobie z Ogólnopolskim Strajkiem Kobiet, który kolejny raz wychodzi na ulice w sprawie obrony kompromisu aborcyjnego obowiazującego od lat 90-tych? Niby to PiS się ugina pod presją społeczną, ale czy na pewno?

Gdy Kościół katolicki zagrzmiał, iż żadna aborcja nie jest miła finkcjonariuszom pana Boga, PiS następnego dnia zapowiedział rekomendację projektu ustawy „Stop aborcji” w komisji sejmowej – jednak bez zapowiedzi procedur jej uchwalenia. Od razu odezwało się społeczeństwo poprzez silną instytucję Ogólnopolskiego Strajku Kobiet i studentów.

Kaczyńskiemu zadrżały łydki, ale też uciekł się do swojej sprawdzonej metody: orżnąć Polki i Polaków. Na Czarny Piątek Ogólnopolskiego Strajku Kobiet odpowiedział zdjęciem z agendy projektu Zatrzymać Aborcję,  został wymyślony sposób orżnięcia buntu kobiet.

Orżnięcie polega na tym, iż pisowski Trybunał Konstytucyjny ma wydać wyrok, czy zgodny z konstytucją jest trzeci wyjątek w ustawie o planowaniu rodziny, w którym dopuszcza się usunięcie ciąży ze względu na duże prawdopodobieństwo wady genetycznej dziecka.

Jeżeli Julia Przyłębska et consortes nazwą to aborcją eugeniczną będzie znaczyło, iż Trybunał Konstytucyjny wezwie parlament do zmiany prawa i uznania jakiejkolwiek aborcji za nielegalną. „Zabezpieczeniem” ma być program „Za życiem”, wg którego państwo ma wziąć na siebie ciężar wychowywania kalekich dzieci. Znaczy, że po zmianie ustawy kobiety będą zmuszone do urodzenia, a wszelka aborcja będzie bezprawna.

Tak PiS chce wykołować kobiety. Równolegle dojdzie do prowokacji, aby kompromitować liderów Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Udało się to z innymi już wcześniej, czarnosecińcy Kaczyńskiego będąa liczyć na sukces i w tym wypadku.

A to dla nas znaczy, iż musimy przepracować zjednoczenie społeczeństwa obywatelskiego. PiS nas dyma, bo na to pozwalamy.

 

Nagłe ruchy PiS są racjonalne. Morawiecki i Kaczyński chcą zamknąć dwa najważniejsze fronty

Jacek Gądek Jacek Gądek, 

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114871,23179094,pis-chce-zamknac-dwa-fronty-z-usa-i-bruksela.html#Z_MT

Skarb, nie ojciec? Nie do końca… Jak Morawiecki senior szkodzi synowi

Zastąpienie Beaty Szydło Mateuszem Morawieckim miało być wielką zmianą jakościową w obozie władzy. Jednak przez pierwsze trzy miesiące nowy premier musiał co chwilę gasić polityczne pożary wokół swojego rządu. Jakby tego było mało, dodatkowych problemów dostarczał mu ojciec, który niejednokrotnie mówił w mediach rzeczy, które powinien był zachować dla siebie.

newsweek.pl

„Nagrody się należały? Katastrofa wizerunkowa”

Rzeczpospolita, Artur Bartkiewicz, 23.03.2018

© Fotorzepa, Jerzy Dudek

– Ministrowie, wiceministrowie w rządzie PiS otrzymywali nagrody za ciężką i uczciwą pracę i te pieniądze się im po prostu należały – mówiła w Sejmie wicepremier Beata Szydło broniąc swojej decyzji – podjętej gdy była premierem – o przyznaniu nagród członkom swojego rządu. Ministrowie w 2017 roku otrzymywali łącznie po kilkadziesiąt tysięcy złotych tytułem nagród. – To kompletna katastrofa wizerunkowa – ocenił były minister obrony, poseł PO Tomasz Siemoniak.

Siemoniak komentując słowa Szydło dopytywał się dlaczego, skoro ministrom nagrody się należały, rząd nie mówił o nich publicznie, a informacje o nagrodach ujawnił dopiero poseł PO Krzysztof Brejza. Siemoniak nagrody dla ministrów w rządzie PiS nazwał „systemem drugich pensji”.

„Jeden szydło – nowy wzorzec braku wstydu, pokory i przyzwoitości” – tak słowa wicepremier skomentował z kolei polityk Nowoczesnej, Paweł Rabiej.

Z kolei posłanka PO Kinga Gajewska przypominała, że w expose z 2015 roku Szydło mówiła „koniec z arogancją władzy i koniec z pychą” zestawiając to z obecną wypowiedzią o „nagrodach, które się należały”.

„Szyszko. Radziwiłł. Waszczykowski. Macierewicz. Blaszczak. Zieliński. Morawiecki. Szydło. Maski opadły” – tak z kolei skomentował wypowiedź Szydło były minister zdrowia Bartosz Arłukowicz wymieniając nazwiska ministrów, którzy zostali nagrodzeni przez byłą premier (a także ją samą, ponieważ Szydło przyznała nagrodę również sobie).

Z kolei Kamila Gasiuk-Pihowicz z Nowoczesnej słowa Szydło opatrzyła hashtagiem #dojnazmiana

Dojna zmiana w akcji – @BeataSzydlo „Ministrowie i wiceministrowie w rządzie PiS otrzymywali nagrody za ciężką pracę i uczciwą pracę i te pieniądze im się po prostu należały”

To dlaczego ukrywali te nagrody? Dopiero poseł @KrzysztofBrejza wykrył ten system „drugich pensji”. Wicepremier Szydło kompletnie niewiarygodna. Jej nagłe wystąpienie to kompletna katastrofa wizerunkowa. https://twitter.com/300polityka/status/976856959851868162 

„Ministrowie, wiceministrowie w rządzie PiS otrzymywali nagrody za ciężką i uczciwą pracę i te pieniądze się im po prostu należały” – @BeataSzydlo. Jeden szydło – nowy wzorzec braku wstydu, pokory i przyzwoitości.

Metamorfoza Beaty Szydło:
2015: „Koniec z arogancją władzy i koniec z pychą”
2018: „Zasłużyłam na te nagrody”

Szyszko. Radziwiłł. Waszczykowski. Macierewicz. Blaszczak. Zieliński. Morawiecki. Szydło.
Maski opadły. https://twitter.com/300polityka/status/976856959851868162 

 

Ks. Jegierski oskarża Kornela Morawieckiego. Główny dowód to dziwne pokwitowanie

23.03.2018, Gazeta.pl

© Facebook/Platforma Obywatelska

Ks. Tomasz Jegierski oznajmił w Sejmie, że Kornel Morawiecki nie rozliczył się z nim z pożyczki, której udzielił mu w 2013 roku. Poseł z koła Wolni i Solidarni zaprzecza oskarżeniom i mówi, że duchowny próbował go wcześniej szantażować. Wątpliwości budzi też dokument, mający być kluczowym dowodem ks. Jegierskiego w sprawie.

Ks. Tomasz Jegierski, obywatel Kanady, kierujący Fundacją „SOS dla życia”, związany z polską prawicą, wystąpił w czwartek na konferencji prasowej w Sejmie w towarzystwie posła Platformy Obywatelskiej Borysa Budki i adwokata Romana Giertycha.

Jak opowiadał ksiądz, 27 lutego tego roku otrzymał rano telefon od opiekunki jego 94-letniej babci, że przed drzwiami stoi ABW i chce „wejść siłą”. – Opiekunka powstrzymywała agresorów, ci próbowali wyważyć drzwi. Funkcjonariusze weszli tylko po to, zastraszając babcię, by zdobyć ten jeden dokument, to jest oczywiście kopia – mówił ks. Jegierski, pokazując dziennikarzom w Sejmie dokument, o którym już wcześniej informowały media.

Pokwitowanie ks. Jegierskiego

Chodzi o pokwitowanie, na którym ma znajdować się podpis Kornela Morawieckiego, posła z koła Wolni i Solidarni, ojca premiera. Dotyczy ono pożyczki, jakiej miał udzielić ks. Jegierski Morawieckiemu, opiewającej na 96 tys. zł. Ksiądz utrzymuje, że miał te pieniądze pożyczyć w 2013 roku na działalność Stowarzyszenia Solidarność Walcząca, którego prezesem jest właśnie Morawiecki.

Dwa miesiące temu sprawę opisywał portal niezalezna.pl, publikując także zdjęcie pokwitowania. Można było zauważyć, że na dokumencie widnieje pieczątka Stowarzyszenia Solidarność Walcząca. Brakuje jednak daty i miejsca podpisania umowy, a sam podpis Kornela Morawieckiego nie znajduje się pod treścią, a w prawym, dolnym rogu kartki – co budzi podejrzenia.

Jak twierdzi ks. Jegierski, prokuratura na początku marca przyjęła jego zawiadomienie, miała przyjąć także podobne zawiadomienie ze strony Kornela Morawieckiego. – Funkcjonariusze, gdy znów ich spotkałem, wyrażali się, że szukali na mnie haka – opowiadał ks. Jegierski.

Kornel Morawiecki: byłem szantażowany

Kornel Morawiecki pytany w Sejmie o te doniesienia (temat wywołał z mównicy poseł PO Stanisław Gawłowski), stanowczo zaprzeczył rewelacjom ks. Jegierskiego. Powiedział, że był szantażowany przez duchownego. Później, co przytacza Radio ZET, powtórzył to stanowisko:

– Ksiądz Tomasz Jegierski nie dawał mi żadnych pieniędzy; sprawa jest w prokuraturze, bo ksiądz Jegierski mnie szantażował.

Rewelacje ks. Jegierskiego

Ks. Jegierski twierdzi, że sprawa zaczęła się od kredytu w banku, którym kierował wówczas syn Kornela Morawieckiego.

– Zgłosił się do mnie w 2012 roku Marek Pawlak, który był wtedy asystentem pana Kornela Morawieckiego i przedstawił mi możliwość pozyskania środków od banku BZWBK. Złożyłem taki wniosek, po otrzymaniu tych środków w kwocie 140 tys. zł, asystent zgłosił się do mnie, bym w dowodzie wdzięczności przekazał jakąś część tej kwoty na Stowarzyszenie Solidarność Walcząca – opowiadał ks. Jegierski.

– Zasugerowano mi, bym przekazał te środki w gotówce. 5 stycznia w siedzibie Solidarności Walczącej, w obecności Pawlaka i Morawieckiego, przyniosłem te środki. Początkowo nie chciano mi wydać żadnego dokumentu, ale otrzymałem ostatecznie tylko ten dokument, jako przyjęcie pożyczki w kwocie 96 tys. Byłem świadkiem nawet, jak pan Kornel z asystentem, rozwozili tę gotówkę. Próbowałem później odzyskać te środki dla fundacji. Bezskutecznie, dopiero w 2017 roku przez kancelarię pismo wypowiadające umowę pożyczki. 8 grudnia 2017 roku wysłaliśmy ostateczne wezwanie do zapłaty – kontynuował ks. Jegierski.

Ks. Jegierski zapewnił, że są inne dowody w tej sprawie, jak świadkowie i dowody wypłaty tej kwoty. Dodał też, że pieczę nad uzyskaniem przez niego kredytu mógł sprawować obecny premier Mateusz Morawiecki, który w tamtym czasie kierował bankiem BZWBK. Ksiądz opisywał też, że funkcjonariusze ABW swoje poszukiwania rozszerzyli na współpracowniczkę Fundacji „SOS dla życia”. – To wszystko dzieje się na zlecenie prokuratury we Wrocławiu, gdzie panowie Morawieccy współpracują z różnymi ludźmi od wielu lat – mówił.

msn.pl

PiS ma potężny problem. Tak planują wyjść z tego klinczu

Magdalena Rubaj, Mikołaj Wójcik, 23.03.2018, Fakt

© Dostarczane przez Fakt

Na ulice polskich miast znów ma wyjść czarny marsz. Jego organizatorzy i uczestniczki domagają się zaprzestania prac nad zaostrzeniem tzw. kompromisu aborcyjnego. Kościół z kolei domaga się… ich przyspieszenia. PiS jest w klinczu, ale ma własny plan na wyjście z niego.

Efektem poprzedniego czarnego marszu było wycofanie się z propozycji zmian w tej delikatnej materii. Tyle że teraz presję na PiS wywiera również Episkopat Polski oraz środowisko Radia Maryja. Niedawno o. Tadeusz Rydzyk (73 l.) ostro zaatakował PiS. – Tu się szanuje zwierzątka, ale równocześnie zabija się dzieci – oceniał dyrektor Radia Maryja. Oburzenie w tym środowisku wywołało już samo odłożenie prac w komisji na bliżej nieokreślony czas. Wypowiedział się rzecznik Episkopatu.

A problem dla PiS rośnie. Politycy tej partii w rozmowach z Faktem przekonują jednak, że tym razem mają go pod kontrolą. Gotowy do uchwalenia obywatelski projekt ma czekać w Sejmie na werdykt Trybunału Konstytucyjnego. Trybunał ma orzec, czy zgodny z konstytucją jest trzeci wyjątek w ustawie o planowaniu rodziny, który pozwala na usunięcie ciąży ze względu na duże prawdopodobieństwo wady genetycznej dziecka.

W PiS panuje przekonanie, że sędziowie jednoznacznie wezwą parlament do zmiany tego prawa. I wówczas szybko ruszą dalsze prace nad – kontestowanym teraz na ulicach – rozwiązaniem. Ale nie tylko nad nim. W Sejmie ma się wówczas pojawić ustawa, o której wspominała już kiedyś Beata Szydło (55 l.) przy okazji prezentacji programu „Za życiem”. Zgodnie z jej zapisami, państwo ma brać na siebie ciężar wychowywania kalekich dzieci urodzonych przez kobiety, które w dzisiejszym stanie prawnym mogłyby skorzystać z legalnej aborcji, a po zmianie ustawy będą zmuszone urodzić. Tyle że nadal nie są znane szczegóły tego projektu, np. wysokość pomocy i kryteria jej przydzielania.

msn.pl