Tag Archives: Julia Przyłębska

Trybunał Konstytucyjny Przyłębskiej nie przejmuje się prawem, pomaga Kaczyńskiemu w Polexicie

Zwykły wpis

Trybunał Konstytucyjny jest fasadą, dekoracją do pisowskiego autorytaryzmu, zaś prezes Julia Przyłębska – nie trzymająca profesjonalizmu – służy niekiedy do przyznawania jej tytułów „człowieka wolności” przez pisowskie media.

O tym quasi Trybunale jakbyśmy zapomnieli, a nie powinniśmy, bo to jedno z ważniejszcyh narzędzi służących Jarosławowi Kaczyńskiemu do Polexitu. W Trybunale Przyłębskiej zupełnie nie przejmują sie prawem, instytucja nie stoi na straży Konstytucji, bowiem ma być kijem na instytucje unijne.

Oto Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) 19 marca ma ogłosić wyrok ws. pytania prejudycjalnego zadanego przez Sąd Najwyższy co do zdolności nowej Krajowej Rady Sądownictwa (KRS) do wykonywania konstytucyjnego zadania stania na straży niezależności sądów. Czy Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego, której skład wyłoniła nowa KRS, będzie niezależnym sądem w rozumieniu prawa unijnego?

Zaś Trybunał Przyłębskiej już 14 marca wyda wyrok ws. tychże przepisów o KRS zmienionych w grudniu 2017 roku. Posiedzenie TK ma być niejawne. W istocie będzie nieważne, bo zostanie podjęte wbrew przepisom ustawy o Rzeczniku Praw Obywatelskich oraz o samym Trybunale.

Trybunał Konstytucyjny odpowie na połączone wnioski samego KRS i grupy senatorów, a przedstawienie stanowiska ws. wniosków przez RPO Adama Bodnara upływa 22 marca, czyli 30 dni po terminie, gdy wpłynął wniosek grupy senatorów.

Ponadto udział w rozpoznaniu sprawy ma brać Justyn Piskorski, tzw. sędzia dubler, który został wybrany w skład TK niezgodnie z konstytucją, a tym samym jego wyroki i postępowania z jego udziałem są nieważne.

Wyrok Trybunału Przyłębskiej ma ubiec wyrok TSUE, ten ostatni wyda postanowienie, które nie spodoba się władzy PiS, gdyż sądownictwo ma być niezależne, a nie w rękach rządzących polityków.

>>>

Dni PiSu są policzone

Zwykły wpis

. przygotowała program . ✅ Praca musi się opłacać! Państwo musi przestać dbać wyłącznie o PiSiewiczów, a innym stawiać szklane sufity. Te szklane sufity trzeba rozbić❗️

Depresja plemnika

W piątek wieczorem Sejm zajął się wnioskiem PO o konstruktywne wotum nieufności dla Rady Ministrów. Kandydatem na nowego premiera był lider Platformy Grzegorz Schetyna, który jako pierwszy zabrał głos. – Kłamcy boją się prawdy. Zmarnowaliście to, co wam zostawialiśmy, a efekt jest taki, że poziom inwestycji w stosunku do PKB spadł do najniższego poziomu od 20 lat – mówił. Przedstawił też plan, jaki PO ma po wygraniu wyborów. – Przygotujemy Akt Odnowy Rzeczypospolitej, który wycofa antydemokratyczne przepisy, które wprowadziliście – mówił. Zapowiedział też m.in. zatrzymanie pełzającego Polexitu, powrót do Europy, większe środki z funduszy unijnych, naprawę szkolnictwa, armii i polityki zagranicznej, podwyżki, nowy system podatkowy, a także rozszerzenie programu 500 Plus.

Kłamcy boją się prawdy

Mimo późnej pory w Sejmie nie brakowało emocji. – Kłamcy boją się prawdy – rozpoczął Grzegorz Schetyna, informując, że składa konstruktywne wotum nieufności.

Lider PO zaczął od wytknięcia błędów i kłamstw. – Kłamał pan na…

View original post 4 461 słów więcej

 

PiS sprawdził nas na dno praworządności

Zwykły wpis

Zostanie opublikowany raport z badania, opracowanego przez niemieckich ekspertów Fundacji Bertelsmanna, dotyczący jakości rządów w 47 krajów UE i Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. Badanie przeprowadzane jest co kilka lat, wcześniej w 2011 i 2014 roku. Najnowsza odsłona raportu jest dla polskiego rządu i Polski miażdżąca. Spadliśmy w nim aż o 29 miejsc na niechlubną 37 pozycję, więc na piątą od końca.

– Główną przyczyną jest znaczące pogorszenie praworządności, w tym ograniczenie niezależności sądownictwa – powiedział “Rz” Daniel Schraad-Tischler, kierownik projektu badawczego. Nie bez wpływu na fatalne notowania Polski były także takie aspekty jak skrajne upolitycznienie mediów publicznych, ograniczenia podstawowych praw człowieka, inwigilacja obywateli, okrojenie wolności zgromadzeń, zmiany w kodeksie wyborczym, próby przejęcia kontroli nad organizacjami pozarządowymi, czy rosnąca brutalność policji.

Niestety, choć w zakresie naruszeń praworządności Polska jest niekwestionowanym liderem, to zjawiska podobne zaobserwowano w wielu innych krajach, ujętych w raporcie. Aż w 26 krajach m.in. na Węgrzech, w Rumunii, Meksyku, Turcji, ale też w USA mają miejsce zjawiska niepokojące z punktu widzenia utrzymywania demokratycznych reguł. Nawet w oazie demokracji, za jaką uchodzą Stany Zjednoczone Ameryki Północnej odnotowano spory spadek, bo aż o 9 miejsc.

Eksperci zauważają także z żalem, że mimo coraz większego naruszania modelu państwa demokratycznego, w części państw, w tym właśnie w Polsce społeczeństwo nie reaguje, a władze mogą się cieszyć zaufaniem i poparciem. Pierwszą odpowiedzią sympatyków partii rządzącej na wyniki z raportu Fundacji Bertelsmanna jest oczywiście podkreślanie faktu, iż jest to niemiecka organizacja, więc jako taka nie zasługuje na wiarę. 

Tyle tylko, że wyniki z tego badania potwierdzają informacje, które inna organizacja zajmująca się kwestią praworządności, amerykańska Freedom House, prezentująca takie badanie corocznie. W tym opublikowanym w kwietniu tego roku (sprawę opisywał portal OKO.press), Polska również odnotował wielki spadek, a eksperci organizacji zwracali głównie uwagę na pozakonstytucyjną władzę szeregowego posła Jarosława Kaczyńskiego.

W praworządności PL pisowska znalazła się na dnie.

Holtei

>>>

– Hanna Zdanowska, nawet jeśli zostanie wybrana, nie będzie mogła objąć mandatu prezydenta i nie będzie mogła sprawować funkcji. Wojewoda zwróci się do premiera o ustanowienie zarządu komisarycznego – powiedział na konferencji prasowej poseł PiS Jacek Sasin. – To kłamstwo – komentuje krótko w rozmowie z wiadomo.co prof. Marek Chmaj, specjalista w zakresie prawa administracyjnego. Według niego za taką wypowiedź polityk powinien zostać pozwany w trybie wyborczym. Hanna Zdanowska jest prezydentem Łodzi i kandydatką KO na ten urząd.

Konferencja prasowa Jacka Sasina

– Nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że pani prezydent Hanna Zdanowska, nawet jeśli zostanie wybrana prezydentem Łodzi, nie będzie mogła objąć mandatu prezydenta i nie będzie mogła tej funkcji sprawować – powiedział na konferencji prasowej w Łodzi poseł PiS…

View original post 1 828 słów więcej

Duda ciężko pracuje na tytuł Pierwszego Szkodnika RP

Zwykły wpis

„Gdyby Patryk Jaki był politykiem odrobinę honorowym, to na biurku premiera leżałaby jego dymisja. Niestety, jak widać, Patryk Jaki nie wyciąga żadnych wniosków, nie składa dymisji, wobec czego my, politycy opozycji domagamy się natychmiastowego zdymisjonowania wiceministra sprawiedliwości Patryka Jakiego, który zamiast wykonywać swoje obowiązki, zajmuje się wyłącznie kampanią wyborczą” – oświadczył Borys Budka.

Były minister sprawiedliwości w rządzie PO-SL nawiązał do tragedii z soboty, kiedy więzień Artur K., przebywając na przepustce, miał zamordować młodą kobietę i jej dziecko.

Budka przypomniał, że Patryk Jaki jako wiceminister sprawiedliwości nadzoruje służbę więzienną. – „Ile jeszcze ludzkich tragedii musi dotknąć Polaków, żeby wreszcie pan minister Patryk Jaki i jego zwierzchnik Zbigniew Ziobro zrozumieli, że funkcja wiceministra to nie jest zabawa, to nie trampolina do samorządu, to nie robienie kampanii wyborczej w godzinach pracy” – pytał polityk PO. Podkreślił także, że ignorowane są postulaty zgłaszane od wielu miesięcy przez służbę więzienną, dotyczące m.in. zbyt dużego obłożenia obowiązkami.

Zdaniem szefowej klubu Nowoczesnej Kamili Gasiuk-Pihowicz, Jaki zamiast pracować jako wiceminister, zajmuje się swoją kampanią wyborczą: – „Wiceminister Jaki częściej pojawia się przed kamerami, niż za ministerialnym biurkiem, gdzie jego miejsce”. Posłanka Nowoczesnej powiedziała, że Jaki „nie jest w stanie utrzymać nadzoru nad więziennictwem”. – „Każdy polityk sprawujący funkcję ministerialną, ponosi szczególną odpowiedzialność za obszar, który zdecydował się nadzorować. Nawet jeśli za poszczególne błędy nie odpowiada karnie, to za tragedie, które wydarzają się w nadzorowanym obszarze ponosi odpowiedzialność polityczną” – stwierdziła Gasiuk-Pihowicz.

Budka przypominał, że w 2009 r. w związku z samobójstwem jednego ze sprawców porwania i zamordowania Krzysztofa Olewnika, Zbigniew Ziobro domagał się dymisji ówczesnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego, powołując się na jego polityczną odpowiedzialność. Ćwiąkalski wtedy podał się do dymisji. – „Minister Ćwiąkalski, który absolutnie nie miał nic wspólnego z tą tragedią, honorowo podał się do dymisji, ponieważ pokazał, że honor w polityce jest najważniejszy” – podkreślił Budka.

 „Prezydent z małżonką wzięli udział w uroczystych obchodach 135-lecia II LO im. Króla Jana III Sobieskiego w Krakowie. Chcieliśmy mu powiedzieć, co o nim myślimy, porozmawiać, ale nie było nam dane (kilku licealistów z „Konstytucja” przyłączyło się :))” – napisała na Twitterze Katarzyna Turska. Andrzej Duda jest absolwentem tej szkoły, a jego żona przez wiele lat uczyła tam języka niemieckiego.

Czekała na nich grupa protestujących z transparentem z napisem „Konstytucja”. „Będziesz siedział!” i „Konstytucja!”– skandowali pod adresem prezydenta. A do jego żony wołali: – „Jak pani nie będzie wstyd spojrzeć w oczy uczniom! Co pani zrobi, jak mąż będzie siedział w więzieniu?”

>>>

W tym kontekście jak ironia wybrzmiały słowa przemówienia, które wygłosił Duda. – „Dwójka” to szkoła wielkiego zwycięstwa. Rodzice posyłający tu swoje dzieci mają gwarancję, że wyjdą one stąd dobrze wykształcone, ale i dobrze wychowane. Bo ta szkoła nie tylko uczy, ale także wychowuje. Wychodzą stąd ludzie z określonym kodeksem zachowania” – powiedział Andrzej Duda.

Schetyna: Polacy nie widzą związku polityki PiS z zagrożeniem pozycji Polski w Europie

Kwestia narracji PiS-u, transferów socjalnych, polityki bardzo prospołecznej, rozdawania pieniędzy z jednej strony, Polacy nie widzą związku polityki PiS z zagrożeniem pozycji Polski w Europie. Polacy nie są w stanie sobie wyobrazić. Zaakceptowali Unię Europejską, zagłosowali w referendum, chcą być w unii. Nie są w stanie sobie wyobrazić, że takie działania, jakie podejmuje PiS przez ostatnie miesiące i trzy lata, naprawdę nas wyprowadzają na marginesu Unii Europejskiej” – mówił w Poranku Radia TOK FM przewodniczący PO, Grzegorz Schetyna.

Schetyna: Byłem zdumiony wypowiedzią PAD o wyimaginowanej wspólnocie. Prezydent jest zaangażowany kampanię PiS-u, jednocześnie wywracając polską reputację w wolnym świecie

Mówienie o wyimaginowanej wspólnocie w kontekście Europy, zdumiony byłem. Takie wypowiedzi są, czasami występują w kampanii wyborczej, takiej emocjonalnej, kiedy ktoś chce podkreślić pewne sprawy czy dotrzeć do części elektoratu, wyborców, którzy mają dystans do kwestii zagranicznych. Ale przecież tutaj tak nie jest. Tutaj prezydent zaangażowany w kampanię wyborczą PiS, chce PiS-owi pomagać, jednocześnie kompletnie wywracając polską reputację, wizerunek i swoją pozycję nie tylko w Europie, ale w wolnym świecie. Taka wypowiedź będzie cytowana i wysyłana przez wszystkie ambasady do stolic świata” – mówił w Poranku Radia TOK FM przewodniczący PO, Grzegorz Schetyna.

>>>

Pokój w Europie, rozwój, inwestycje, otwarte granice, edukacja, rynek pracy. To wszystko dzięki istnieniu Unii Europejskiej.
Dla Polski to tożsamość, duma i przyszłość. Dla Dudy „wyimaginowana wspólnota”.
Ciężko pracuje na tytuł Pierwszego Szkodnika RP.

Hairwald

– Doprowadzimy do tego, że ludzie nie będą mówili, że sądy w Polsce są niesprawiedliwe, że sądownictwo w Polsce działa źle i nie chroni obywatela. Nie dopuścimy do tego, żeby ludzie mówili, że Polska jest państwem niesprawiedliwym. Państwem dla elit, w którym nie dostrzega się normalnego człowieka. Uczynimy wszystko, żebyście państwo mieli to przekonanie, kiedy będą się kończyły nasze kadencje, że zrobiono wiele dla państwa w tym czasie, że zrealizowano zobowiązania wyborcze, że ktoś wreszcie myślał o obywatelach, a nie o jakiś swoich sprawach czy jakiejś wyimaginowanej wspólnocie, z której dla nas niewiele wynika. Wspólnota jest nam potrzebna tutaj w Polsce, nasza, własna, skupiona na naszych sprawach, bo one są dla nas sprawami najważniejszymi. Kiedy nasze sprawy zostaną rozwiązane, będziemy się zajmowali sprawami europejskimi, a na razie niech nas zostawią w spokoju i pozwolą nam naprawić Polskę, bo to jest najważniejsze – mówił Andrzej Duda w Leżajsku.

– Wierzę w…

View original post 596 słów więcej

Przyłębska stoi na straży łamania konstytucji przez Andrzeja Dudę

Zwykły wpis

Nowy rzecznik Andrzeja Dudy Błażej Spychalski dał krótki wykład, jak w Kancelarii Prezydenta rozumiana jest moralność. Mianowicie nie przeprosił za to, że dopuścił się oszczerstwa wobec konkretnych osób, ale tych, którzy jego oszczerstwem poczuli się dotknięci: „kogokolwiek ten wpis dotknął w jakiś sposób, poczuł się nie tak, jak być powinno, oczywiście w tym miejscu przepraszam”. Spychalski nie przeprosił za oplucie, ale za to, że jego ślina kogoś dosięgła. To się nazywa moralność plwaczy. Post-moralność.

Jeszcze lepszy jest inny minister prezydencki Paweł Mucha, który w imieniu Dudy poinformował, że prof. Małgorzata Gersdorf jest od 4 lipca sędzią Sądu Najwyższego w stanie spoczynku. Mucha ma – w imieniu prezydenta – pretensje do I prezes Sądu Najwyższego, iż broni Konstytucji na „wiecach, w wypowiedziach”. A gdzie ma bronić? W łóżku, w łazience?

Nieposłuszeństwo obywatelskie wobec bezprawia prezydenta, który łamie konstytucję może być tylko ekspresją polityczną, innej nie ma. I przede wszystkim, nie jest to „manifestowania poglądów politycznych”, jest to wyrażenie sprzeciwu wobec zaprzaństwa politycznego, społecznego i prawnego. Prof. Gersdorf ma prawo moralne (Immanuel Kant) bronić porządku prawnego w Polsce wobec tych, którzy go niszczą, a do takich należy Duda. Gersdorf w liście do Dudy napisała, iż Konstytucja nie pozwala jej zmienić stanowiska, iż jest I prezes Sądu Najwyższego.

Ale to wszystko betka. Jarosław Gowin nie tylko podał taktykę PiS w stosunku do orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej TSUE), które zapewne nie będzie korzystne dla władzy PiS, ale nową definicję polskiego Trybunału Konstytucyjnego.

Otóż Gowin był powiedzieć, że Polska (uściślijmy tu: władza PiS) ustosunkuje się do wyroku TSUE w „zakresie, w jakim Trybunał ma uprawnienia”. Kto ten zakres oceni? Wiadomo, Trybunał Konstytucyjny z prezes Julią Przyłębską. A Przyłębska – magister prawa, której nie chciał przyjać do pracy Sąd Okręgowy w Poznaniu ze względu na jej braki fachowe – jak trusia podpisuje się pod wszystkim, co jej każą politycy PiS.

Przyłębska stoi na straży decyzji PiS, którzy łamią konstytucję, stoi na straży łamania konstytucji przez Dudę. Taki z niej strażnik bezprawia.

Warto uzmysłowić sobie, iż orzeczenie TSUE nie mogą być niezgodne z polską konstytucją, inaczej Polska nie mogłaby zostać członkiem Unii Europejskiej. Trybunał Konstytucyjny orzekł w 2005 roku, iż „proces integracji europejskiej związany z przekazywaniem kompetencji w niektórych sprawach organom wspólnotowym (unijnym) ma oparcie w samej Konstytucji RP”.

A jeszcze ważniejsze jest stwierdzenie: „Trybunał Konstytucyjny nie może czynić przedmiotem dokonywanej przez siebie bezpośredniej oceny konstytucyjności wypowiedzi orzeczniczych Trybunału Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich”.

I na podstawie tego orzecznictwa sądzona będzie w przyszłości mgr Przyłębska, iż nie stała na straży organu, który orzeka zgodnie z Konstytucją, ale na straży łamania Konstytucji przez Dudę. Taka wspólnota w szerzeniu bezprawia podlega określonym artykułom Konstytucji i Kodeksu karnego.

PiS pisze nową prawdę (Kaczyński zawsze do niej dążył na stojaku na Krakowskim Przedmieściu) i nową logikę. Oczywiście jest ona wbrew prawdzie i logice, więc nie od parady należy ją nazwać post-prawdą, post-logiką.

Duda ośmieszył się i został ośmieszony. Pajac w Australii i Nowej Zelandii

Zwykły wpis

Tak jak w Australii, także w Nowej Zelandii w związku z wizytą prezydenta Andrzeja Dudy, protestuje część polskiej społeczności, niezadowolona z reformy sądownictwa – informuje Onet, powołując się na Radio New Zealand.

To pierwsza wizyta Prezydenta Polski w Australii. Andrzej Duda złożył wczoraj wizytę przy pomniku upamiętniających 800 polskich uchodźców, którzy w czasie II wojny światowej znaleźli wspomnienie w Nowej Zelandii. Wśród członków Polonii pojawili się ludzie, którzy sprzeciwiają się polityce prowadzonej przez PiS.

Protestujący ubrani byli w koszulki z napisem „Konstytucja”. Część z nich dzierżyła w dłoni białe róże, jeden z symboli pokojowego protestu przeciwko rządom skrajnie prawicowej partii. Polski rząd oddala się od zachodnich standardów demokratycznych, zmuszając 73 sędziów do wcześniejszego przejścia na emeryturę. W polityce zagranicznej sprzeciwia się przyjmowaniu uchodźców z regionów świata ogarniętych wojną – czytamy na stronie radia.

W ubiegłym miesiącu tysiące ludzi protestowało w centrum Warszawy przeciwko ustawie, która przyznawała rządowi większą kontrolę nad nominacjami sędziowskimi. Komisja Europejska sprawdza, czy swoim postępowaniem rządzący w Polsce nie naruszyli praworządności.

Marta Edgecombe, która znalazła się wśród protestujących, twierdzi, że Polacy obawiają się dalszego łamania prawa. – Ludzie odczuwają strach – mówi. Jej zdaniem wielu Polaków obawia się protestować ze strachu przed potencjalnymi represjami. – Boją się, że policja zapuka do ich domów o szóstej nad ranem – powiedziała kobieta, cytowana przez Onet.pl.

Zachowanie Edgecombe spotkało się z krytyką części rodzin polskich uchodźców, zdaniem których polityka nie powinna zakłócić obchodów uroczystości historycznej. Kobieta rozumie to, ale górę wzięła jej obawa przed bliskimi, którzy znajdują się w Polsce.

To kolejne protesty, z którymi spotkał się Duda podczas swojej podróży po Australii. Wcześniej sympatycy Komitetu Obrony Demokracji pojawili się także w Sydney i Melbourne.

Marcin Betkier, profesor prawa na Uniwersytecie Victoria w Wellington powiedział, że Polska znajduje się w głębokim kryzysie rządów prawa. – Od 2015 roku, kiedy prawicowy rząd przejął władzę, następuje systematyczny demontaż wymiaru sprawiedliwości. Kawałek po kawałku został kupiony przez partię rządzącą, która zniszczyła kilka instytucji kluczowych dla polskiej demokracji”.

Co z tego wszystkiego ma zrozumieć suweren? Z jednej strony sprawy poważne – niezgodny z prawem i nie transparentny nabór na sędziów Sądu Najwyższego oraz nierespektowanie przez nową KRS nadchodzącego i trwającego postępowania przed Trybunałem Sprawiedliwości UE, z drugiej temat ważny, ale nie całkiem poważny, czy sędzia Muszyński, oficer wywiadu UOP chce czy nie chce być sędzią SN.

Wydawać by się mogło, że KRS to poważna instytucja, a Mariusz Muszyński wiceszef Trybunału Konstytucyjnego też powinien być w miarę serio. Tymczasem okoliczności zgłoszenia jego kandydatury do SN, potem niestawienie się na przesłuchanie, ostatecznie wycofanie z kandydowania, wygląda dość kabaretowo.  Tym bardziej, że wydarzenia rozciągnięte w czasie, podczas których sędzia najpierw nie potwierdzał spekulacji prasowych, potem nie zaprzeczał, a ostatecznie zabawę w kotka i myszkę zakończył rezygnacją, nie dodają powagi ani jemu, ani instytucjom z którymi jest związany. Trudno jednak uwierzyć, że tak po prostu sędzia wstał rano i rzekł, e tam, nie będę kandydował. Pewnie ta pisowska „gra w kulki” ma przesłonić coś ważniejszego…

Na razie w KRS trwają tajne przesłuchania.  Jaki będzie efekt końcowy nie wiemy.

I prawdopodobnie ten niepokój oraz troska o losy Polski spowodowały, że przed siedzibą KRS, na Rakowieckiej, zebrały się największe autorytety prawnicze. Zorganizowana konferencja prasowa dotyczyła właśnie nagłego posiedzenia nowej KRS oraz naboru na sędziów Sądu Najwyższego.

Zebrani: prof. Marcin Matczak (Zespół Ekspertów Prawnych Fundacji Batorego), dr Barbara Grabowska-Moroz (Helsińska Fundacja Praw Człowieka), sędzia Katarzyna Wróbel (warszawski oddział Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”), Maria Ejchart-Dubois (inicjatywa #WolneSądy, Komitet Obrony Sprawiedliwości – KOS) oraz Marek Tatała i Patryk Wachowiec (Forum Obywatelskiego Rozwoju – FOR) apelowali do Andrzeja Dudy: – „Apelujemy do prezydenta, żeby wstrzymał nabór sędziów do Sądu Najwyższego”.

Czy prezydent Andrzej Duda usłyszy ten głos? Czy to będzie głos wołającego na puszczy?

W ostatnim programie „Gość Wiadomości TVP” swoje przysłowiowe pięć minut miała prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska. Była przewodnicząca Wydziału Pracy i Ubezpieczeń Społecznych wypowiadała się na temat nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym nakazującej m.in. przejście w stan spoczynku sędziów, która jest sprzeczna z konstytucją.

“Sędziowie, jeśli uważają, że przepisy dot. przechodzenia w stan spoczynku są niezgodne z konstytucją, to powinni takie pytania skierować do TK. Obojętne, czy to się komuś podoba, czy nie, tak stanowi konstytucja – to TK bada zgodność przepisów z konstytucją. Tylko on jest do tego uprawniony” – powiedziała Przyłębska, dodając: – „Nie znam sytuacji, żeby ktoś w zakładzie pracy, kiedy pracodawca kieruje na emeryturę, a pracownik napisał list do pracodawcy, że uważa, że nadal jestem pracownikiem”.

Słowa nowej pani prezes wywołały kpiny ze strony internautów. „Hmm. Ja też nie znam takiej sytuacji, bo emerytura to uprawnienie, a nie obowiązek, i pracodawca nie ma „prawa” do „skierowania na emeryturę”, gdyż NIE MA TAKIEJ INSTYTUCJI JAK SKIEROWANIE NA EMERYTURĘ” – komentuje Krzysztof Paczkowski.

W dalszej części programu Przyłębska skrytykowała akcję wieszania koszulek z napisem „konstytucja”. „Koszulki z napisem “Konstytucja” na krzyżach są naruszeniem moich uczuć religijnych. Nieważne, co jest napisane na tych koszulkach. Po prostu krzyż nie jest miejscem do zawieszania czegokolwiek. Krzyż jest symbolem religijnym” – powiedziała Przyłębska.

Również i ta wypowiedź doczekała się odpowiedniego komentarza ze strony internautów: „Pani obecność w Trybunale Konstytucyjnym jest naruszeniem prawa. Proszę sobie odpowiedzieć, co jest ważniejsze.” – podsumował Bezczelny Lewak.

Udział Julii Przyłębskiej w programie telewizji publicznej potwierdza nie tylko stronniczość TVP, ale jest również przykładem manipulacji faktami i tworzenia jedynie słusznej, partyjnej narracji, która niestety trafia do szerokiego kręgu odbiorców. PiS odpowiedzialny za łamanie Konstytucji, słowami swojej prezes TK usiłuje przekonać, że wszelkie działania osób stających w obronie najważniejszego aktu prawnego – w tym sędziów – są bezprawne.

Trzaskowski, to ile żeś tych spotkań z ludnością już odbył? Oj, niewiele… A nie łaska tak wziąć przykład z Jakiego? Któremu naprawdę się chce, jest ambitny i gryzie trawę prawie jak Luka Modrić na mundialu. Tymczasem zblazowana warszawka uważa, że czy się stoi, czy się leży, to stolica się należy. Ale te czasy już nie wrócą. Czas wbić to sobie do głowy, bo jak nie, to… sam wiesz najlepiej, jak to było z pijaną zakonnicą w ciąży na pasach. Może z twoich apartamentów tego nie widać, ale ona już się zbliża.

Kandydat memiczny zaorał się sam

Z tą ławeczką to żeś się chłopie ośmieszył. Oczywiście trzeba się z warszawiakami spotykać i wysłuchiwać przez całą dobę, co im leży na sercu. Ale z głową, pogadać jak zwykły człowiek ze zwykłym człowiekiem, w normalnych okolicznościach przyrody, na bazarze albo pod blokiem. A tyś sobie postawił dizajnerską ławeczkę i teraz jesteś kandydatem memicznym.

Oj, Trzaskowski… A już mieliśmy nadzieję, że wreszcie załapałeś, jak się robi dobrą kampanię. Przecież dobrze wam życzymy, bo nie wolno oddać PiS-owi Warszawy. A ty co? Znów na laurach? A może sodóweczka ciągle nie wywietrzała? Kiedy było ostatnie spotkanie w Ursusie? PRZED-WCZO-RAJ! A potem nic, zero kampanii, przerwa w życiorysie. Tymczasem Jaki już o czwartej rano stał na patelni i częstował przechodniów kawą. Odpukać, ale te wybory raczej już są pozamiatane. Nie uciekniecie przed zakonnicą.

He he, co za debil, najpierw gadał z pszczołami, a teraz taśmą klejącą próbował skleić kobiecie drzwi… Facet do niczego się nie nadaje, sam się zaorał. No to kaplica.

Jaki pracuje nad wrażeniem, ale to Trzaskowski jest liderem

Medialne „analizy” kampanii warszawskiej

I tak dalej. Wybaczcie Państwo przejaskrawienia i złośliwości. Ale coraz trudniej wchłaniać kolejne porcje medialnych analiz z kampanii warszawskiej. Czasem wręcz mdli od nagromadzenia identycznych klisz, niezmiennie podawanych w tym samym paternalistycznym sosie. Nagle zaroiło się od domorosłych geniuszy politycznego marketingu, którzy zawsze świetnie wiedzą, co w kampaniach się sprawdza, a co nie. Bez ograniczeń mogą więc suflować kandydatom swoje złote rady. Zwłaszcza jednemu z kandydatów, który zawsze robi wszystko źle. W odróżnieniu od jego głównego rywala, który z kolei za każdym razem imponuje i zachwyca, nawet jeśli powszechnie wiadomo, że jego seryjnie wypluwane obietnice to zwykła ściema. Bez wewnętrznej logiki, bez szans na realizację, bez sensu.

Trzaskowski ma brać przykład z Jakiego?

Jasne, jakie deficyty ma Trzaskowski – każdy widzi. Czasem sam się podkłada. Nikt go w końcu nie zmuszał do narcystycznych wynurzeń z Geremkiem w tle ani trywialnych komentarzy na Święto Wojska Polskiego. To nie jest dobry kandydat na obecne czasy, a już zwłaszcza w zaistniałym kontekście. Bo jeśli jest się typowym przedstawicielem inteligenckiej socjety stolicy, a naprzeciwko staje rzutki chłopak z blokowiska, to nie ma zmiłuj. Natychmiast uruchamia się stereotyp „elyt” i człowiek musi walczyć już nie tyle z rywalem, co z samoistnie uszytym własnym wizerunkiem.

Ile w Polaku chłopa, ile Pana

A tu jeszcze media, teoretycznie obecnej opozycji przeważnie sprzyjające, uparły się ów stereotyp jeszcze bardziej umacniać. Bo nieustanne zaganianie Trzaskowskiego do roboty, całe to chóralne „więcej aktywności i zaangażowania”, „bierz przykład z Jakiego” wydobywa przede wszystkim niemożność sprostania oczekiwaniom.

Po klęsce Komorowskiego takie rady nawet wydają się sensowne. Tyle że kandydat PO nigdy przecież nie będzie dość rzutki, dość aktywny i dość pracowity. Nie skopiuje tupetu Jakiego, jego sprawności w przygodnych kontaktach z elektoratem, sprytu i refleksu. Nie będzie też równie zdeterminowany, skoro dla kandydata PiS polityka jest zapewne jedyną życiową opcją, podczas gdy Trzaskowski ma ich w zanadrzu całkiem szeroki wachlarz. Ale tym gorzej dla niego. W każdym epizodzie kampanii koniec końców musi potwierdzić stereotyp zblazowanego i leniwego liberała. Został na amen upupiony, i to głównie przez nominalnych sojuszników.

Prawdziwa stawka wyborów samorządowych

Kampania stanęła na głowie

Trudno nie zapytać także o media. A przynajmniej o sporą ich część, która popadła w daleko idące skretynienie i postawiła elementarne sprawy na głowie. Narodowym dajmy przy tym chwilowo spokój, inna jest bowiem logika ich działania, inne też cele.

Cóż takiego stanęło na głowie? Ano to, że głównym, a często i jedynym kryterium oceny kampanii politycznej stała się w bieżącym sezonie skuteczność w pozyskiwaniu głosów. Po raz pierwszy w takim zakresie rozlicza się polityków nie z wiarygodności składanych obietnic, lecz z biegłości w manipulowaniu emocjami wyborców. Intensywność prowadzenia kampanii okazuje się istotniejsza od tradycyjnych etycznych parametrów i programowej solidności. Przed laty dostało się Leszkowi Millerowi za obiecywanie gruszek na wierzbie. Niesłusznie, bo Miller, biorąc obietnicę w gruby ironiczny nawias, przede wszystkim zakpił sobie z ówczesnej solenności brania słów polityków poważnie. Teraz pewnie zostałby wyśmiany przez redakcyjnych spindoktorów za oldskulową narrację i brak konkretnych obietnic.

Pszczoły i kawa na patelni znaczą więcej niż predyspozycje

Co rusz dochodzi do skumulowanego absurdu, gdy media wymagają od kandydatów sprawozdań, ile odbyli spotkań z wyborcami. Po czym – jakby to była informacja w czymkolwiek wzbogacająca życie publiczne – pieczołowicie owe sprawozdania weryfikują, demaskując nieścisłości. Jakby pracowitość we wciskaniu kitu wyborcom zapowiadała przyszłą pracowitość na urzędzie. I tak gdzieś po drodze umyka sens całej rywalizacji. Realne predyspozycje do sprawowania władzy stają się marginalne. Ważniejsza są ławeczka, pszczoły, kawa na patelni i bazarowy small talk.

Z jednej strony trudno ignorować rzeczywistość. Politycy mają coraz więcej sposobów, aby komunikować się z wyborcami bez pośrednictwa mediów. Dawna arystokratyczna wyniosłość świata dziennikarskiego wobec marketingu politycznego dziś jedynie świadczyłaby o jego bezsilności. Niemniej bezrefleksyjne adaptowanie nowych reguł w jeszcze większym stopniu świadczy o kapitulacji i upadku mediów. Aktywnie przykładają bowiem rękę do utrwalenia zwyrodniałej hierarchii, która sprawia, iż polityka gorsza z zasady wypiera lepszą, a życie publiczne opanowuje wszechobecna i populistyczna tandeta. Na dłuższą metę to zresztą bez większego znaczenia, czy pisowska, czy też platformerska.

Paweł Rabiej: Obwinianie Rafała Trzaskowskiego za błędy PO jest nieuprawnione

Waldemar Mystkowski pisze o Morawieckim.

Arcybiskup Wacław Depo ogłosił, że ponad Konstytucję stawia Ewangelię. Podobny pogląd, acz innymi słowy wyraziła prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska, dla której koszulki z napisem „Konstytucja” na krzyżach, które pojawiły na demonstracjach, naruszają uczucia religijne.

Władza PiS ukrzyżowała konstytucję, którą następnie złożona została przez nich do grobu. A my na polskiej Golgocie demokracji, wyrażamy nadzieję, że zmartwychwstanie za pomocą kartki wyborczej.

Konstytucja w kraju stała się dla władzy przekleństwem, wrogiem publicznym. Powoduje do tego stopnia wzmożenie, że władza ściga Polki i Polaków za ubieranie pomników w koszulki z napisem tego najbardziej popularnego obecnie słowa, a nawet dochodzi do sytuacji, iż podlizujący się władzy a nie reprezentujący aparatu partyjno-państwowego, nie chcą narażać jej na kontakt z ich przekleństwem, z ich wrogiem publicznym, z ofiarą ich egzekucji.

W Puławach restaurator Grzegorz Szostak w swojej niewielkiej restauracji na drzwiach wywiesił plakat z napisem Konstytucja. Do tego miasta miał przyjechać jeden z wrogów Konstytucji – nawet swego czasu sprecyzował na czym to miałoby polegać: ponad prawem jest naród – premier Mateusz Morawiecki. Więc rozpoczęto naciski na restauratora, aby nie drażnił władzy słowem dla nich wrogim, aby plakat zdjął z drzwi.

Wszak dla Morawieckiego, jak i dla prezesa Kaczyńskiego i Andrzeja Dudy Konstytucją jest inna książeczka, statut ich partii. Obecny prezydent nawet chciał z tego powodu ogłosić referendum konstytucyjne, które w istocie byłoby referendum nad statutem PiS.

Obecna władza ukrzyżowała Konstytucję, ale to spowodowało powstanie nowych uczuć – uczuć konstytucyjnych, o których jeszcze niedawno nie wiedzieliśmy, że są istnieją, że nawet są możliwe.

Uczucia konstytucyjne są złożone z takich składników, jak: pielęgnowanie wolności, uwielbienie dla demokracji i przestrzeganie zasad równości wszystkich wobec prawa.

I gdy taki facet od rechrystianizacji jak Morawiecki napotyka na swojej drodze wyznawców uczuć konstytucyjnych dostaje wścieklizny, wodowstrętu, konstytucjowstrętu. Niestety Morawieccy, Kaczyńscy, Dudowie nie mają wpływu na to, że Konstytucja zmartwychwstanie, a oni skończą jak Annasz, Kajfasz i Piłat, bo są ich wcieleniem na polskiej ziemi w XXI wieku.

>>>

Co Duda bierze?

Zwykły wpis

Prezydent Andrzej Duda, po wizycie w Australii przeniósł się do Nowej Zelandii, gdzie w Auckland spotkał się z grupą Polaków, którym ten kraj udzielił schronienia w 1944 roku.

Podczas swojego wystąpienia – na konferencji prasowej – Duda nawiązał do tamtych dramatycznych czasów i do pomocy, jaką polskim uchodźcom zaoferowała wtedy Nowa Zelandia. W porywie wdzięczności jednak zamiast dziękować Nowozelandczykom i ich rządowi, dziękował… irlandzkiemu społeczeństwu i władzy.

„Nowa Zelandia stała się dla nich drugą, obok Polski, ojczyzną, przyjechałem też po to, aby za to podziękować. Podziękować społeczeństwu irlandzkiemu, władzom irlandzkim, złożyłem dzisiaj podziękowania na ręce pani premier za właśnie ten wielki akt człowieczeństwa i tę wspaniałą postawę” – palnął Andrzej Duda.

Prezes Julia Przyłębska jest niczym „Miś z okienka”

Odmawia ocen innym, ale sama nie ma żadnych hamulców przed ich wystawianiem. Przestrzega przed wyrażaniem światopoglądu, ale sama się z nim nie kryje. Sędzia Julia Przyłębska, niczym „Miś z okienka”, opowiada bajki w TVP Info.

W modzie jest sformułowanie: „Jawi mi się pani/pan jako osoba fascynująca”. Tak na Twitterze Zbigniew Boniek pisze do Krystyny Pawłowicz, a ona odpowiada w tym samym stylu. I choć wszystko podszyte jest ironią, to jednak zabawnie na swój sposób. Chciałbym napisać, że i mnie Julia Przyłębska jawi się jako „osoba fascynująca”. Nie mogę.

To nie był jednorazowy skok w bok

Na początku sierpnia Sąd Najwyższy skierował do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej pięć pytań prejudycjalnych związanych z przeforsowaną przez PiS ustawą o SN. Chodziło m. in. o zasadę nieusuwalności sędziów i odwoływanie ich ze względu na wiek. Równocześnie sąd postanowił zawiesić stosowanie przepisów trzech artykułów ustawy.

Postępowanie sędziów natychmiast skrytykowali politycy PiS i przedstawiciele Kancelarii Prezydenta (w sumie to chyba wszystko jedno). Głosili, że to niezgodne z Konstytucją. Pal sześć, politycy mówią, co chcą. Przyzwyczaili nas do tego.

Nieoczekiwanie stanowisko zajęła również prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska. Zadzwonili do niej z PAP, to powiedziała co myśli, a myśli, że prawo nie przyznaje Sądowi Najwyższemu kompetencji do „zawieszania stosowania przepisów”. Dzieje się tak „niezależnie od tego, z jakiego aktu normatywnego oznaczony przepis pochodzi, także z ustawy”.

Nawet jeśli Sąd Najwyższy istotnie nie miał podstaw, żeby zrobić to, co zrobił, nie od tego jest prezes TK, żeby telefonicznie komentować postępowanie niezależnej od niej instytucji. Pozwoliłem sobie nazwać to wtedy „wydawaniem wyroków na telefon”. Jednoosobowo, zaocznie.

Łudziłem się, że to tylko wypadek przy pracy, że panią Julię Przyłębską poniosły emocje i tylko na chwilę weszła w rolę, w którą wchodzić nie powinna. O naiwności ludzka.

(…)

Napiszę, że jawi mi się jako „Miś z okienka”. Tak jak misiek przed laty przybliżał dzieciom problemy skomplikowanego świata, tak prezes tłumaczy Polakom, co sądzić o opozycji i sędziach, którzy rzucają „dobrej” zmianie kłody pod nogi. Wyjaśni niezawodnie wszelkie zawiłości związane z wymiarem sprawiedliwości.

Miśkowi pomagał Bronisław Pawlik. Prezes, celnymi pytaniami, Michał Adamczyk. Tylko miejsce pozostało to samo – TVP.

Bajka to, czy nie, ale opowiastka zabawna, więc ją przytoczę. Po jednym z programów, Pawlik – myśląc, że nie jest już na wizji – miał powiedzieć: „A teraz, kochane dzieci, pocałujcie misia w d…”.

Sąd uniewinnił protestujących pod Sejmem 16 grudnia. „Obwinieni to nie intruzi, którzy przyszli pod Sejm przeszkadzać organom państwa. Ich działanie było pożyteczne, wynikało z wrażliwości społecznej, troski o dobro państwa” – uzasadniał postanowienie sędzia Łukasz Biliński.

Postanowienie ma wymiar symboliczny. Nie tylko dlatego, że to pierwsza sprawa o tamte grudniowe protesty. Także dlatego, że zapada w czasie, gdy władza PiS przygotowała sobie już wszelkie możliwe instrumenty nacisku na sędziów: od odbierania im spraw, przez przenoszenie, obarczanie arbitralną decyzją prezesa dodatkowymi obowiązkami, do dyscyplinarnego wydalania z zawodu. To orzeczenie pokazuje, że sędzia mimo to może robić swoje – dzięki wewnętrznej niezawisłości.

Protest pod Sejmem w grudniu 2016 r. był wyjątkowy – ludzie przychodzili tam spontanicznie wieczorem i w nocy. Funkcjonariusz partii rządzącej Marek Kuchciński, wykorzystując władzę marszałka Sejmu, odebrał opozycji parlamentarnej możliwość brania udziału w głosowaniu, m.in. ustawy budżetowej. Ludzie odczytali to jako zamach na demokrację w samym jej sercu: parlamencie.

Władza postanowiła przestraszyć ludzi

Przypomnijmy: marszałek Sejmu, wobec okupowania przez opozycję mównicy w sali plenarnej (w proteście przeciwko wykluczeniu z obrad posła PO Michała Szczerby), przeniósł obrady do Sali Kolumnowej, gdzie mieści się jedynie połowa ustawowej liczby posłów. O obradach zawiadomiono posłów opozycji w ostatniej chwili i tak ustawiono krzesła, by zablokować im wejście, a potem składanie wniosków formalnych (potwierdziły to zeznania posłów PiS Pawłowicz i Terleckiego złożone w prokuraturze, która jednak sprawę umorzyła).

Pod Sejmem zebrało się kilka tysięcy ludzi. Byli naprawdę wkurzeni i zdeterminowani. Padło hasło, żeby blokować wyjazd posłom PiS. Rzeczywiście, niektórzy ludzie kładli się na ziemi przed wyjeżdżającymi z Sejmu limuzynami. Kamery zarejestrowały uśmiechniętą twarz wyjeżdżającego Jarosława Kaczyńskiego, któremu policja „sprzątała” ludzi sprzed samochodu.

Władza chyba się wtedy przestraszyła. I postanowiła postraszyć ludzi. Policja, bez podstawy prawnej, opublikowała zrobione – prawdopodobnie pod Sejmem – zdjęcia kilkudziesięciu osób, „które mogą mieć związek z wydarzeniami”. I komunikat, jaki daje się w przypadku poszukiwań przestępców: „Każdy, kto rozpoznaje te osoby lub posiada informacje mogące przyczynić się do ustalenia ich tożsamości, proszony jest o kontakt osobisty lub telefoniczny z policjantami…”.

Interweniował RPO Adam Bodnar, podkreślając, że działania policji są bezprawne. Ze zdjęć nie wynikało, żeby widoczne na nich osoby robiły cokolwiek nielegalnego.

Korzystali z prawa do demonstrowania

Wtedy też policja, po raz pierwszy od przejęcia przez PiS władzy, na masową skalę legitymowała i spisywała obywateli protestujących przeciw poczynaniom partii rządzącej. Trzynastu z nich stanęło we wtorek przed Sądem Rejonowym w Warszawie. Wszyscy dostali zarzut „nieopuszczenia miejsca zgromadzenia po jego rozwiązaniu”, a niektórzy blokowania ruchu drogowego.

Sądził sędzia Łukasz Biliński. Ten sam, który orzekał w sprawach blokowania miesięcznic smoleńskich i stwierdził, że nie są „zgromadzeniami”, bo nie spełniają ustawowej definicji: odgrodzone barierami i kordonami policji, nie są dostępne dla nieograniczonej liczby osób.

W sprawie obwinionych spod Sejmu sędzia Biliński uznał, że korzystali z prawa do demonstrowania. „Wszystkie organy władzy muszą się liczyć z tym, że ich decyzje mogą wzbudzać emocje i w związku z tym obywatele mogą wyrazić swój sprzeciw” – mówił, uzasadniając postanowienie. Stwierdził, że prawo do demonstracji jest ponad prawem drogowym, bo ustanawia je konstytucja. Powołał się przy tym na wyrok Trybunału Konstytucyjnego dotyczący właśnie pierwszeństwa wolności zgromadzeń nad prawem o ruchu drogowym. Ale też zauważył konkretne fakty: na czas demonstracji policja wstrzymała ruch na ulicy przy Sejmie, więc nikt nie mógł go blokować. Poza tym policja przedstawiła wiele godzin nagrań, ale na żadnym z nich nie było widać, by którykolwiek z obwinionych tamował ruch.

To była troska o dobro państwa

Sędzia Biliński odrzucił też zarzut „nieopuszczenia zgromadzenia po jego rozwiązaniu”. Wytknął policji, że formalnie zgromadzenie nie zostało rozwiązane, bo policja nie dopełniła należnych procedur – nie wezwano trzykrotnie do rozejścia się, nie podano podstawy prawnej decyzji o rozwiązaniu zgromadzenia ani uzasadnienia. To znaczy, że działania policji nie wywołały skutków prawnych.

PiS straszy sędziów postępowaniami dyscyplinarnymi za wyroki. Ale z sędzią Łukaszem Bilińskim ma kłopot. Jego orzeczenia mają konstytucyjny „oddech”, a jednocześnie orzeka niezwykle skrupulatnie. Powołuje się na konstytucję (co niedługo będzie deliktem dyscyplinarnym), ale też stosuje, rygorystycznie, przepisy ustaw. Widać to choćby w tym wtorkowym orzeczeniu. Nie zastępuje konstytucją ustawy, a jedynie ustawia argumenty według konstytucyjnego porządku. Do obrony prawa wykorzystuje prawo. Spokojnie, metodycznie, skrupulatnie. I niezawiśle.

Prawo i sprawiedliwość obronią się tak długo, jak długo sędziowie będą niezawiśli. Mimo zastraszania, mimo odbierania gwarancji tej niezawisłości.

>>>