Prezydent ściął OFE i skierował ustawę do Trybunału Konstytucyjnego

Anna Popiołek, 27.12.2013
Prezydent Bronisław KomorowskiPrezydent Bronisław Komorowski (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami premiera Donalda Tuska, prezydent nie blokował ustawy dotyczącej zmian w systemie emerytalnym. Przed chwilą podpisał kontrowersyjną ustawę.
– Prezydent kierował się kwestią równowagi finansów publicznych. Na spotkaniu z prezydentem minister finansów Mateusz Szczurek mówił o konieczności wdrożenia tej ustawy ze względu na bezpieczeństwo finansów publicznych – powiedziała prezydencka minister Irena Wóycicka. – Od początku jednak mówił, że nie podoba mu się tak głęboka interwencja, że to krok wstecz.

Teraz, już po podpisaniu przez prezydenta, cięcie OFE trafi do Trybunału Konstytucyjnego. Jakie kwestie poruszy prezydent zgłaszając ustawę do Trybunału? – Zakaz inwestowania w obligacje, nakaz inwestowania 75 proc. naszych oszczędności w akcje i zakaz reklamy OFE i zbyt duża ingerencja państwa w swobodę działalności gospodarczej. Mogą podważać zaufanie do państwa i stanowionego przez niego prawa – powiedział Krzysztof Łaszkiewicz, minister z kancelarii prezydenta..

– Prezydent dostrzega konieczność szerokiego spojrzenia przez Trybunał na sprawy własności składek. Dotyczy to nie tylko ustawy nowelizującej, ale także ustawy matki. Tam kwestia własności nigdy nie została dookreślona. Nasuwa się pytanie czy państwo ma prawo przejąć obligacje z otwartych funduszy emerytalnych.

Jeśli TK uzna ją za niekonstytucyjną, to rząd będzie miał nie lada problem. Bo jak cofnąć takie zmiany?

Ekonomiści podkreślają, że kolejna ekipa rządząca będzie miała trudności np. w oddaniu OFE naszych oszczędności. Jak będą zwracane umorzone obligacje? Czy rząd będzie musiał wyemitować specjalne papiery dla funduszy?

– Lepiej najpierw sprawdzić konstytucyjność proponowanych rozwiązań – alarmowali ekonomiści. Dlatego w ubiegłym tygodniu spotkali się nawet z prezydentem, żeby przedstawić mu zagrożenia. W tym samym czasie szef Kancelarii Prezydenta Jacek Michałowski, minister Irena Wóycicka i doradca Jerzy Osiatyński spotkali się z grupą ekonomistów i prawników, m.in. prof. Stanisławem Gomułką, Marianem Wiśniewskim i byłym sędzią Trybunału Konstytucyjnego Jerzym Stępniem.

Nad skierowaniem kontrowersyjnej ustawy do TK zastanawiają się również Twój Ruch (wspierany przez Komitet Obywatelski ds. Bezpieczeństwa Emerytalnego), Konfederacja Lewiatan i „Solidarność”. Jednak posłowie, pracodawcy i związkowcy mogą to zrobić dopiero wtedy, gdy ustawa wejdzie w życie.

Rząd się spieszy, prezydent też

Prezydent miał czas na decyzję do 2 stycznia 2013 r. Mimo to wpisał się w błyskawiczne tempo procedowania zmian w OFE i nie czekał do ostatniej chwili. Rząd spieszy się, żeby przejąć ponad połowę emerytalnych oszczędności zgromadzonych w OFE, wprowadzić dobrowolność uczestnictwa w OFE i przejmowanie naszych emerytalnych oszczędności dziesięć lat przed emeryturą. Ta niezwykle istotna ustawa przemknęła błyskawicznie – w ciągu tygodnia! – przez Sejm i Senat. Głosami koalicji przyjęto ją praktycznie bez poprawek.

Skąd ten pośpiech? Pieniądze z OFE są potrzebne, żeby obniżyć zadłużenie i oddalić się od ryzyka przekroczenia granicy 55 proc. długu publicznego. Dzięki tym zabiegom dług publiczny spadnie o blisko 150 mld zł, czyli o 7 pkt proc. Jednocześnie już w 2014 r. o ponad 15 mld zł zmniejszy się dziura w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.

8 RZECZY, KTÓRE POWINIENEŚ WIEDZIEĆ O ZMIANACH W OFE

– Skłaniam się w stronę myślenia o tym, że moim obowiązkiem są przede wszystkim kwestie konstytucyjności. Sprawy finansów publicznych to jest sfera odpowiedzialności rządu. Ale ja też nie mogę być obojętny na to, czy finanse publiczne (…) będą bezpieczne – mówił prezydent w programie Tomasza Lisa w TVP 2. – Wolałbym, dam temu wyraz, aby nie podrzucano mi pod drzwi wątpliwego rozwiązania. Wolałbym, żeby wcześniej ktoś pomyślał. Ktoś, kto jest odpowiedzialny za finanse publiczne, a więc rząd, odpowiedzialny za uruchomienie reform, które czyniłyby finanse publiczne bezpieczniejszymi. Można było uniknąć problemu deficytu budżetowego i długu publicznego, np. kontynuując proces peywatyzacji. Były takie plany, ale ich nie zrealizowano – powiedział Komorowski. – Jeżeli prezydent podpisze, to z początkiem lutego dokona się najbardziej drastyczny krok w tej wadliwie ustawie – wywłaszczenie z połowy oszczędności emerytalnych 16 mln ludzi – ostrzegał tuż przed świętami prof. Leszek Balcerowicz.

Balcerowicz: Żaden prezydent nie powinien podpisywać tej ustawy

Prof. Balcerowicz już od kilku tygodni mówi wprost: – Z moralnego, politycznego i konstytucyjnego punktu widzenia żaden prezydent nie powinien podpisywać ustawy, wobec której było tyle fachowej krytyki, włącznie z krytyką ze strony środowisk prawnych. Konstytucja wyraźnie mówi, że jest on strażnikiem ustawy zasadniczej.

Na możliwą niekonstytucyjność rządowych pomysłów zwracała uwagę część prawników, a nawet instytucje publiczne, m.in. Rządowe Centrum Legislacji czy Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji.

Co na to eksperci? Gromy za OFE

Przedstawiciele Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych, która zrzesza 11 z 14 towarzystw emerytalnych, poinformowali, że są zawiedzeni decyzją prezydenta. „Ponieważ wiele zapisów ustawy budzi istotne zastrzeżenia co do ich zgodności z zasadami konstytucji i prawa UE, Izba i inne organizacje zaapelowały do prezydenta, aby skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego w trybie przewidzianym w art. 122 ust. 3 Konstytucji w celu prewencyjnej kontroli przez Trybunał” – wskazano w komentarzu IGTE. Dodano, iż skoro prezydent zdecydował inaczej, to nie zostanie powstrzymane drastyczne zmniejszenie „emerytalnych oszczędności zgromadzonych w OFE przez 16 mln Polaków”. „Pozbawienie ich ponad połowy tych oszczędności, będzie miało wpływ na bezpieczeństwo emerytalne obywateli” – podkreślono.

Główny ekonomista BCC prof. Stanisław Gomułka powiedział PAP, że kluczowa teraz jest sprawa konsekwencji decyzji prezydenta. „Jeżeli Trybunał uzna zastrzeżenia prezydenta za słuszne, to wtedy skieruje wniosek do rządu o przygotowanie nowej ustawy czy o nowelizację tej istniejącej, ale ta (obecna) będzie ciągle działała i cały czas mamy sytuację, w której jest rozmontowywany drugi filar. Rząd będzie miał czas, do 18 miesięcy, na przygotowanie noweli tej ustawy” – wyjaśnił. Dodał, że odwrócenie skutków działania tej ustawy wraz z upływem czasu będzie coraz bardziej kosztowne, a może być wręcz niemożliwe.

W ocenie Gomułki prezydent powinien poprosić TK w trybie kontroli prewencyjnej o zbadanie zgodności tej ustawy z konstytucją, czyli nie podpisywać jej w teraz. – Jeżeli okazałoby się, że jest zgodna z konstytucją, to za pół roku weszłaby w życie. Jeżeli nie byłaby zgodna z konstytucją, to nie byłoby negatywnych skutków jej funkcjonowania aż przez dwa lata – podkreślił. Gomułka zwrócił też uwagę, że negatywna decyzja TK ws. ustawy nie zawiesza automatycznie jej funkcjonowania. W takiej sytuacji – jego zdaniem – powstają niejasności dla składkowiczów, czy wybierać ZUS, czy OFE.

 

Wyborcza.pl

Prezydent umył ręce

Witold Gadomski, 27.12.2013
Witold GadomskiWitold Gadomski

Prezydent Bronisław Komorowski podpisując ustawę nowelizującą przepisy o OFE i kierując ją następnie do Trybunału Konstytucyjnego podjął decyzję wygodną politycznie. Dał do zrozumienia, że nie on ponosi odpowiedzialność za złą ustawę i wolałby, by jej nie było.
Co więcej, przed paru dniami w wywiadzie narzekał, że w Polsce nie ma już partii reform, krytykując w ten sposób Platformę Obywatelską. Z drugiej strony podpisując ustawę uniknie konfliktu z rządem, który bez zabrania pieniędzy z OFE musiałby w trybie nadzwyczajnym znowelizować dopiero co przyjęty budżet na rok 2014.

Podnoszony przez prezydenckich doradców argument, że bez pieniędzy zabranych OFE nie dałoby się uchwalić budżetu na przyszły rok jest wątpliwy. Po prostu rząd musiałby pokazać rzeczywisty deficyt, a nie fikcyjnie pomniejszony o środki, zabrane OFE.

„Salomonowa” decyzja prezydenta nie jest dobra dla Polski. Pamiętajmy, że najważniejszą rolą głowy państwa jest dbanie o konstytucyjność ustaw i działań państwowych instytucji. Skoro miał poważne wątpliwości co do zgodności ustawy z konstytucją, nie powinien był jej podpisywać. Mógł wcześniej publicznie ostrzec rząd, o swych wątpliwościach i wymusić usunięcie wadliwych zapisów. Ryzykowałby wówczas konflikt, zmniejszając szanse na reelekcję, bo Polacy konfliktów nie lubią. Wolą prezydenta uśmiechniętego, który ma dla wszystkich dobre słowo, a nie walczącego, nawet w słusznej sprawie. Ale wetując ustawę lub kierując ją bez podpisu do Trybunału Konstytucyjnego pokazałby, że poważnie traktuje swą rolę strażnika Konstytucji. Uchroniłby też rząd przed popełnieniem poważnego błędu. Istnieje bowiem duże ryzyko, że Trybunał uzna – za rok lub dwa – ustawę za wadliwą i nakaże jej skorygowanie. Powstanie wówczas w finansach państwa ogromne zamieszanie i nie bardzo wiadomo, jak rząd obecny lub przyszły sobie z nim poradzi.

 

Wyborcza.pl

Czy Bronisław Komorowski mówi: „Nie chcę, ale muszę”? Prezydencie, modernizuj

Paweł Wroński, 27.12.2013
30.10.2013 Glinnik, Jednostka Wojsk Lotniczych. Prezydent RP Bronisław Komorowski w czasie wizyty w jednostce30.10.2013 Glinnik, Jednostka Wojsk Lotniczych. Prezydent RP Bronisław Komorowski w czasie wizyty w jednostce (Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta)

Prezydent Komorowski dostrzegł śmierć ponadpartyjnego ugrupowania reformatorów z rządem Tuska na czele. A przecież nic nie stoi na przeszkodzie, aby to on stał się twarzą i siłą modernizacji.
Prezydent delikatnie skrytykował premiera za jego propozycję okrągłego stołu z opozycją w sprawie polityki wschodniej i najważniejszych reform. Przypomniał, że on sam – jako ponadpartyjna głowa państwa – zaprasza przecież na konsultacje przedstawicieli wszystkich partii (np. na posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego), a polem dyskusji powinien być parlament.

Kilkakrotnie negatywnie wypowiedział się na temat reformy OFE i stawiania go przed faktem dokonanym – choćby w ten sposób, że skutki reformy OFE zostały już wpisane do budżetu na rok 2014, którego nie może zawetować.

W poniedziałkowym wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” stwierdził, że to, co rząd robi z OFE, to „krok w tył”. Ubolewa też nad upadkiem w polskiej polityce ponadpartyjnej „partii reform”. Przy okazji skrytykował SLD oraz PiS za próby odwrócenia biegu historii poprzez przywrócenie ośmioklasowej szkoły i 49 województw.

Brzmi to wszystko trochę jak Wałęsowskie „nie chcę, ale muszę” podpisać ustawę o OFE. Tak jakby Komorowski chciał być dobrze oceniany przez obie strony konfliktu.

Skoro jednak prezydent dostrzega osłabienie ponadpartyjnej grupy reformatorów, a także osłabnięcie woli zmian w rządzie, to kto ma być symbolem modernizacji Polski i nową twarzą reform? Jeśli nie premier Tusk, to może tę rolę chce przejąć prezydent?

Czy reformy bolą?

Krytyczne słowa prezydenta na temat rządu w kontekście woli zmian są i nie są zaskoczeniem. Prezydent w nieoficjalnych rozmowach wskazywał, że nie zawsze znajduje zrozumienie w rządzie.

Przykład? Kilka miesięcy temu, mówiąc o polityce prorodzinnej, wskazywał na niezrozumienie jej wagi wśród rządowych polityków. Opowiada się za wprowadzeniem ulg podatkowych dla rodzin wielodzietnych, na co sceptycznie spogląda Ministerstwo Finansów.

Ale też i gorzkie słowa o narastającej niechęci do reform zaskakują. Wszak i prezydent wstrzemięźliwie wypowiadał się o gorączce reformowania. Przed wyborami parlamentarnymi 2011 roku Komorowski pytany przez „Wyborczą”, czy należy podnieść wiek emerytalny, wskazywał, że „nie ma takiej potrzeby”. Twierdził, że nie chodzi o to, by reformy „bolały”. A po wyborach poparł wydłużenie wieku emerytalnego. Spowodowało to obniżkę notowań rządu, nie prezydenta.

Dziś publicyści krytykują politykę premiera określaną jako filozofia „ciepłej wody w kranie” – która dokładnie zdawała się odpowiadać filozofii prezydenta. Co ważne, okazała się polityką słuszną. Dzięki niej w Polsce w ciągu sześciu lat dokonują się zmiany, które pozwalają zasypać cywilizacyjną przepaść, która od wieków rozdzielała Europę Zachodnią od obszarów na wschód od Łaby.

Jeśli słowa prezydenta oznaczają, że potrzebne są dalsze zmiany, które wykraczają poza „bezbolesny obszar” miękkich zmian, czyli reforma emerytalna mundurówki i uposażeń prokuratorów, emerytur górniczych, reforma KRUS, wprowadzenie ewentualnie opłat za edukacje (kształcimy młodych ludzi dla Brytyjczyków, Niemców, Holendrów), wprowadzenie opłat za wizyty w gabinetach lekarskich lub choćby koszyk świadczeń gwarantowanych, to koniecznie ktoś musi wreszcie to powiedzieć.

Trzeba to zrobić. Konieczne będzie ponadpartyjne porozumienie, a obecnie wydaje się ono możliwe tylko pod patronatem prezydenta.

Inaczej zamiast poważnej dyskusji o kierunku zmian partie będą ogłaszać pseudoreformy przygotowane jedynie pod wyborcze klipy, tak jak ostatnie pomysły Leszka Millera, Jarosława Kaczyńskiego czy Jarosława Gowina.

Już na początku obecnej kadencji rządu Komorowski deklarował, że jest gotów „coś uszczknąć ze swojej popularności”, by przeprowadzić najtrudniejsze reformy. Wśród nich wymieniał reformę emerytalną i reformę służby zdrowia. Do tej pory był politykiem kilku tematów: polityka zagraniczna, siły zbrojne i polityka prorodzinna.

Czas na rozwiązania całościowe.

Czyj prezydent?

Prezydent w ciągu ostatniego roku wzmocnił swoje znaczenie na scenie politycznej. Na dowód jego popularności przytacza się sondaż zaufania CBOS, w którym zwykle jego popularność oscyluje w okolicy 70 proc. (w grudniowym badaniu 69 proc). Swoich konkurentów w popularności – Radosława Sikorskiego i Leszka Millera – wyprzedza o prawie połowę.

Lepszym papierkiem lakmusowym znaczenia prezydenta jest jednak to, że umilkli prawicowi publicyści zajmujący się wytykaniem mu gaf i szukaniem zdrady za każdą kolumną prezydenckiego pałacu.

Dziś wśród zwolenników prezydenta jest połowa zwolenników PiS. Gdy na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego nie przyszedł zaproszony przez prezydenta prezes PiS Jarosław Kaczyński, w nieoficjalnych rozmowach negatywnie oceniali to politycy jego własnej partii. Wskazywali, że prywatne uprzedzenia prezes przedkładał nad sprawy o znaczeniu strategicznym dla kraju. To także w tym niechętnym zmianom elektoracie potrzeba reform może być choć w części akceptowana, jeśli będzie ją wspierał prezydent Komorowski.

Bronisław Komorowski staje się prezydentem ponadpartyjnym nie tylko dlatego, że stara się prowadzić dialog z każdym ugrupowaniem politycznym. Staje się politykiem ponadpartyjnym także ze względu na słabość Platformy Obywatelskiej i osłabienie premiera Donalda Tuska.

Pytanie zadawane jeszcze rok temu: czy PO ma prezydenta, czy też prezydent ma PO, nie jest już pytaniem czysto akademickim.

Prezydent Komorowski jest cenniejszy dla PO niźli poparcie PO dla prezydenta. Dlatego jego proreformatorska misja ma szanse powodzenia.

Prezydent w ostatnim roku wykazał dużą skuteczność w przeprowadzaniu własnych projektów. Doprowadził do fundamentalnej reformy dowodzenia siłami zbrojnymi, doprowadził do odprężenia relacji PO – PSL poprzez kompromisowy projekt reformy sądów rejonowych (dzięki niemu będzie można przywrócić ok. 40 sądów przeniesionych przez ministra Jarosława Gowina). Udało mu się oddolnie wprowadzić w życie część pomysłów polityki prorodzinnej (kartę dużej rodziny).

Kto ma stawiać warunki

Komorowski słusznie krytykuje pomysł premiera Tuska, by w Polsce zorganizować okrągły stół w sprawach polityki wschodniej i zasadniczych spraw dla państwa.

Słusznie bo, okrągły stół to mebel używany w chwilach nadzwyczajnych, gdy nie ma instytucjonalnych sposobów dialogu rządu i opozycji.

Może jednak nie przy okrągłym, lecz kwadratowym stole premier, zamiast ogłaszać kolejne exposé ustali z prezydentem najważniejsze obszary zmian i reform. Może nie będzie miało to charakteru kolejnego seminarium w Pałacu Prezydenckim, ale jasnych dyrektyw.

Może dzięki temu polskie społeczeństwo dowie się, jak zagospodarować przeszło 300 mld zł funduszy pomocowych Unii Europejskiej wywalczonych przez rząd Tuska.

Ten program reform powinien zostać przedstawiony w Sejmie i poddany pod dyskusję z udziałem opozycji. Na koniec – objęty gwarancjami przez Bronisława Komorowskiego. Bo ma już dostateczną pozycję, aby w relacjach z rządem stać się stawiającym warunki.

Jeśli prezydent narzeka, że w Polsce rozpada się ponadpartyjna grupa reformatorów i modernizatorów, to ma szansę ją stworzyć lub choćby odtworzyć. I stanąć na jej czele.

 

Wyborcza.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s