Jacek Kurski i jego „bój ostatni”

 

Reklama to nie tylko dźwignia handlu, ale i złota kura dla stacji telewizyjnych. Nic więc dziwnego, że media biją się o reklamodawców, bo to całkiem dobra kasa, którą można użytecznie spożytkować na rozwój. Do tego, jak stacja telewizyjna cieszy się dużą popularnością, to może dyktować ceny za reklamy i świetnie na tym wychodzi. Popatrzmy na „Fakty” (TVN), program informacyjny z największą oglądalnością (2,2 mln widzów). Koszt reklamy przed i po Faktach zamyka się w przedziale od 22,4 tys. zł do 29 tys. zł za 30 – sekundowy spot. Reklamodawcy na taki cennik nie narzekają, bo mają świadomość, do jak dużej grupy ludzi trafi ich reklama, więc i szansa na zyski spora.

Nieco inaczej wygląda sytuacja w Telewizji Publicznej. Wiadomości przez nią nadawane, nie cieszą się zbytnią oglądalnością, co natychmiast wyczuli reklamodawcy i jakoś nie palą się do współpracy z pisowską telewizją. Już sam fakt, że cena reklam po Wiadomościach to raptem 6,4 tys. zł. za 30 – sekundowy spot, mówi dużo o kondycji i jakości nadawanego programu. Trudno się dziwić, że mimo tak atrakcyjnej finansowo oferty, chętni jakoś się nie pchają drzwiami i oknami. Winą za zaistniałą sytuację obarczono Marzenę Paczuską, bo niezaradna, nie daje sobie rady. Wysłano ją na przymusowy urlop i zapewne trwa ostra akcja poszukiwania kogoś, kto sprawi się lepiej od niej, pomoże odbić się Wiadomościom od dna.

Przez półtora roku nieźle PiS załatwiło Telewizję Publiczną, która już ledwo dycha. Wiadomo, że przychody z reklam spadły o 50 mln zł. Jak dodamy do tego ogólnopolską niechęć do płacenia abonamentu to dziura w przychodach telewizji urosła do 88 milionów. Oczywiście Jacek Kurski, szef telewizji publicznej, udaje, że wszystko jest w porządku, nie chce ujawnić danych o finansach, ale i tak wiadomo, że jest bardzo źle.

Wielka szkoda, że pan Kurski nie widzi, gdzie tak naprawdę leży problem. To nie kiepska Marzena Paczuska, ale upolitycznienie Wiadomości do maksimum, co połączone z manipulowaniem faktami, wręcz „wciskaniem” ludziom kitu, doprowadziło już Telewizję prawie do bankructwa. Zapewne Kurski będzie jeszcze próbował coś naprawić, ale czy jest w stanie pojąć, co tak naprawdę rozwala Telewizję Publiczną? Ja powiem jedno – „ciemność widzę, ciemność” i niech to wystarczy za komentarz.

koduj24.pl

Wszechpolacy wkraczają na salony

 

„Dziennik Gazeta Prawna” poinformował, że wiceprezes Młodzieży Wszechpolskiej Piotr Głowacki, został szefem departamentu audytu wewnętrznego Narodowego Banku Polskiego. Nie byłoby w tym może i nic szczególnego, gdyby nie osobliwy dorobek życiowy i polityczny tego pana. Jest młody, prężny i wykształcony, bo skończył ekonomię na Uniwersytecie Warszawskim. Pochodzi z Wyszkowa.

Kariera polityczna marzyła mu się w zasadzie od początku. Próbował bez powodzenia dostać się do Parlamentu Europejskiego, samorządu i Sejmu. Stanowisko usiłował zdobyć początkowo z ramienia Ruchu Narodowego. Potem, gdy starał się o mandat radnego, kandydował z komitetu wyborczego „Masz wybór!”, które założył jego ojciec Marek Głowacki – były członek PiS i działacz Klubu Gazety Polskiej. Chciał też zostać posłem i próbował tego kandydując z listy Kukiz’15.

Wiceprezesem MW został natomiast 2 lipca 2016 roku i w sieci pojawiło się natychmiast zdjęcie nowo wybranego zarządu opatrzone mówiącym wszystko rasistowskim „hasłem reklamowym”: „All different, all white”.

Nowy dyrektor departamentu NBP, ma na swoim koncie organizowane wspólnie z MW protesty przeciwko imigrantom w Wyszkowie. Wygłaszał tam płomienne przemówienia pośród skandowanych okrzyków w rodzaju: „Opamiętaj się Polaku! Polska tylko dla rodaków!”, „Cała Legia głośno krzyczy NIE dla tej islamskiej dziczy”. Oburzał się na media określające narodowców nazistami, faszystami i ksenofobami. Oskarżał dziennikarzy, którzy popierali wtedy przyjęcie uchodźców do Polski, iż zakłamują rzeczywistość.

Wiceprezes MW ma ugruntowane poglądy nie tylko na temat imigrantów, ale też Unii Europejskiej. Podczas nieudanej kampanii do parlamentu europejskiego mówił, że „uważa UE za zło”. W rozmowie z portalem nowywyszkokwiak.pl oświadczył kiedyś, że „trudno byłoby nie zauważyć korzyści finansowych, jakie dotychczas przynosiło Polsce uczestnictwo w UE, rozwoju infrastruktury. Ale wiele krajów, również w Europie, doskonale rozwija się bez uczestnictwa w Unii. Nieuchronnie nadchodzi zresztą moment, że będziemy dopłacać. Dlatego trzeba twardo bronić interesów Polski. Zdaję sobie sprawę, że UE nie da się zmienić, dlatego stopniowo należy ją rozmontowywać”.

Głowacki deklarował, że zadba o to, by UE miała mniejszy wpływ na prawo i udowadniał, że Polska „powinna być bardziej suwerenna, a Unia ogranicza jej niezależność”.

Na stanowisku szefa departamentu audytu wewnętrznego Narodowego Banku Polskiego, Głowacki wymienił Andrzeja Diakonowa, który również był związany z Ruchem Narodowym i który w 2003 roku został oskarżony o malwersacje finansowe.

DGP wystosowała zapytanie do NBP o nowego dyrektora, pragnąc dowiedzieć się na jakiej zasadzie otrzymał to stanowisko i czy jego przynależność do MW nie pozostaje w sprzeczności z założeniem o apolityczności banku centralnego. Odpowiedzi na razie brak.

koduj24.pl

Złodziejstwo PiS w stylu mafijnym

Oto jak PiS tłucze pieniądze, a wykrył to poseł Platformy Obywatelskiej Krzysztof Brejza.

Fundacja Kaczyńskiego wynajmuje od państwa biurowiec przy Al. Jerozolimskich 125 – 5 zł za metr kwadratowy.

Ten sam biurowiec jest podnajmowany przez państwowy bank BPH – 17 zł za metr kwadratowy.

12 złotych za metr kwadratowy ląduje w sejfach PiS, ba! BPH zapłaciło z góry 13 lat do przodu.

Bo wiadomo, władza się zmieni, a PiS ma szmal.

Jak to nazwać? Złodziejstwo, które uprawia mafia.

 

 

Polska PiS spadła do ligi białoruskiej

Emmanuel Macron daje wyraźny sygnał, że nie po drodze mu z polską władzą PiS i wybiera (wśród krajów naszego regionu) Czechy i Słowację jako cel swoich wizyt.

Polska spadła do ligi białoruskiej. Tytani polityczni: ciepły człowiek Łukaszenka i geniusz z taboretu na Krakowksim Przedmieściu Kaczyński.

A tfu! Wstaliśmy z kolan i padliśmy na zdradziecką mordę prezesa.

Nie prawo, a politycy PiS rozstrzygają kwestie prawne. Czyli mamy bezprawie

Mamy zatem sytuację, iż prawo jest zbędne, rozstrzygają politycy PiS.

Szef klubu parlamentarnego PiS, wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki rozstrzygnął, że posiedzenie w Sali Kolumnowej 16 grudnia 2016 roku było zgodne z regulaminem Sejmu.

Terlecki zażalenie opozycji na decyzję prokuratury, która umorzyła śledztwo ws. posiedzenia, uważa za „z góry przegrane”.

Gdzie my żyjemy? W kraju bezprawia.

Sędzia jest tutaj zbędny, wicemarszałek Sejmu rozstrzygnął. Roma locuta, causa finita… 🙂

Terlecki: zażalenie opozycji ws. umorzenia śledztwa – z góry przegrane

Foto: Fotorzepa, Marian Zubrzycki

Zażalenie opozycji na decyzję prokuratury, która umorzyła śledztwo ws. posiedzenia Sejmu w Sali Kolumnowej 16 grudnia 2016 r., wydaje się z góry przegrane; posiedzenie w Sali Kolumnowej było zgodne z regulaminem Izby – powiedział we wtorek szef klubu PiS Ryszard Terlecki.

Według Prokuratury Okręgowej w Warszawie, posiedzenie Sejmu z 16 grudnia 2016 r., podczas którego uchwalono ustawę budżetową, miało prawidłowy przebieg, a przeniesienie obrad z sali plenarnej do Sali Kolumnowej było zgodne z prawem.

Prokuratura oceniła też, że „we wszystkich przeprowadzonych w Sali Kolumnowej głosowaniach, w tym nad ustawą budżetową, brała udział wystarczająca do podjęcia decyzji liczba posłów – od 236 do 237, a więc zostało zapewnione tzw. kworum”. Nie stwierdziła przy tym, by głos oddawały osoby nieuprawnione.

Poseł Platformy Cezary Tomczyk zapowiedział w poniedziałek, że PO złoży zażalenie na decyzję Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Jego zdaniem, zachowanie marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego 16 grudnia było „złamaniem wszystkich możliwych standardów”.

Terlecki ocenił we wtorek w TVN24, że opozycja składa takie wnioski, ponieważ nie ma nic „lepszego do roboty w lecie, jak składać zażalenie w takiej sprawie z góry, wydaje się, przegranej”.

Dopytywany, czy spodziewał się decyzji prokuratury o umorzeniu śledztwa, Terlecki powiedział, że „po pierwsze procedury sejmowe były zgodne z regulaminem Sejmu i co do tego nie było żadnych wątpliwości”. „Druga kwestia, to awantura, która się wtedy odbywała na terenie Sejmu i wokół niego” – dodał.

Zdaniem Terleckiego, „to są dwie różne sprawy i dobrze, że ta pierwsza została pomyślnie załatwiona”.

Postępowanie prowadzone było od 19 grudnia ubiegłego roku. Dotyczyło przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków służbowych oraz działania na szkodę interesu publicznego przez funkcjonariuszy publicznych. Zawiadomienie w tej sprawie złożyły m.in. PO i Nowoczesna.

Chodzi o posiedzenie Sejmu 16 grudnia 2016 r. W związku z planami ograniczeń w pracy dziennikarzy w Sejmie oraz wykluczeniem z obrad jednego z posłów PO Michała Szczerby, opozycja rozpoczęła wówczas blokowanie sejmowej mównicy. Marszałek Sejmu Marek Kuchciński wznowił obrady w Sali Kolumnowej, tam też przeprowadzono głosowanie m.in. nad ustawą budżetową na 2017 r.

rp.pl

Polacy jak Hutu i Tutsi

Polacy jak Hutu i Tutsi

fragment okładki słowackiego tygodnika „Týždeň”

Szef gabinetu Andrzeja Dudy Krzysztof Szczerski był łaskaw się wyrazić, że jego pryncypał wstaje z kolan. Należałoby zacytować Szczerskiego, lecz często w stosunku do takich ludzi, którzy mają się na bakier z językiem polskim – bo mają się na bakier z prawdomównością, czyli moralnością – uciekam się do omówienia ich wypowiedzi, trawestacji, języka aluzji, peryfrazy, aby nie dzielić ich ubogości.

Niestety, z takich ludzi składa się zaplecze Dudy. Szczerski powiedział, iż „Duda zerwał z przekleństwem żyrandola”. Dwa weta nie są zerwaniem, a już zwłaszcza z żyrandolem. Duda jest skazany na żyrandol, bo otacza go taka marność personalna, Duda chce zerwać z błędnymi decyzjami własnymi, które były złamaniem konstytucji. Zerwanie byłoby w tym wypadku przyznaniem się do błędu i następującymi politycznymi decyzjami, które niwelowałyby dotychczasowe podpisywanie niekonstytucyjnych ustaw.

W polityce wiele spraw jest nieodwracalnych, a takie ma na swoim sumieniu Duda, więc użyję polskiego idiomu-figury: „poeta pamięta”. Choć Emmanuel Macron nie jest poetą, za to jest prezydentem Francji i też pamięta. Kilka dni temu rozmawiał telefonicznie z Dudą i to dość długo, co pozwoliło wszelkim Szczerskim z gabinetu prezydenta na tej podstawie jeszcze dłużej uzasadniać, jaki to Duda jest ważny, jaka to Polska jest ważna. Pisowski kit, który wcześniej nie był tak nachalny i nieznany w życiu publicznym.

Nie mam możliwości Mariusza Kamińskiego, Mariusza Błaszczaka, czy też Ziobry, aby podsłuchiwać, ale bez tego wiem, o czym rozmawiali prezydenci i kto był stroną dominującą. Przekonujemy się ciągle i wciąż, że Polska została wyautowana z pierwszego szeregu europejskiego właśnie przez Dudę, w pewnym stopniu przez Szydło, choć jej bezwolność jest porażająca, a przede wszystkim odizolowani zostaliśmy przez pryncypała Dudy, Jarosława Kaczyńskiego.

Macron w sierpniu odwiedzi kraje Europy środowo-wschodniej – którego to regionu w ramach Trójmorza mieliśmy być liderem – ale nie Polskę. W rozkładzie jazdy Francuza jest Austria, Bułgaria i Rumunia, ale nie Polska. Pod koniec miesiąca w Pałacu Elizejskim ma dojść do szczytu najważniejszych krajów UE, ale zabraknie Polski.

„Ale” już jest przekleństwem Polski. Władze PiS dostały na tacy naszą pierwszorzędną pozycję. Pozycja została stracona, a tacę ukradziono. Ta władza nadaje się najwyżej – zarówno w kraju, jak i za granicą – do postrzegania, jako materiał na kabaret („Ucho prezesa”), albo do innej podrzędności – operetki.

Tak widzi polską politykę jako operetkową słowacki tygodnik „Týždeň”. Przy czym przedstawicielem polskiej władzy na okładce czasopisma nie jest wspomniany „przeklinający żyrandol” Duda, ani tym bardziej Szydło, tylko sam prezes w wymownym meloniku.

Tak naigrywają się sąsiedzi, jeszcze gorzej jest za Oceanem. Wysoki urzędnik administracji Donalda Trumpa dla wielce prestiżowego tygodnika „New Yorker” Polskę zestawia z Arabią Saudyjską, oba kraje ograniczają wolności człowieka. W ustach Jankesa takie zestawienie jest obelgą. Można mniemać, że ów amerykański dygnitarz wraz z Trumpem odwiedzał Arabię Saudyjską i Polskę i dlatego takimi negatywnymi asocjacjami się posługuje.

Naszą degradację, a już też degenerację, dobrze widać za granicą.  Brytyjski „Sunday Times” stawia tezy o Polsce, które wykluczają nas z Zachodu. Rząd PiS wypowiedział Komisji Europejskiej totalną wojnę, której rezultatem może być Polexit. Za nieliberalną dekonstrukcją Polski stoi Jarosław Kaczyński, którego obciąża to, że Polacy są podzieleni, jak Hutu i Tutsi, którzy w 1994 roku doprowadzili w Rwandzie do ludobójstwa.

I to jest ta maczeta, którą wykreował PiS. Kaczyński stworzył dwa ludy, które mają trzymać się nawzajem w emocjonalnym szachu.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Prezydent zdecydował: żadnych nominacji w Święto Wojska Polskiego

Prezydent zdecydował: żadnych nominacji w Święto Wojska Polskiego

Andrzej Duda zdecydował, że 15 sierpnia – w Święto Wojska Polskiego – nie odbędzie się uroczystość wręczenia nominacji generalskich oraz admiralskich w Siłach Zbrojnych RP. Dlaczego? Jak informuje we wtorek po południu Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, „w ocenie prezydenta, trwające prace i brak uzgodnień dotyczących nowego systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP nie stwarzają warunków do merytorycznej oraz uwzględniającej potrzeby armii oceny przedstawionych kandydatur do awansów generalskich”.

W komunikacie napisano, poza tym, że prezydent oczekuje, że w najbliższym czasie zostaną wypracowane rozwiązania dotyczące systemu kierowania i dowodzenia, co pozwoli na podjęcie stosownych decyzji kadrowych. I liczy na to, że nastąpi to w ramach współpracy Biura Bezpieczeństwa Narodowego z MON. To już otwarta wojna między Pałacem Prezydenckim a resortem obrony.

Przypomnijmy: Antoni Macierewicz – bo nominacje generalskie przyznawane są na wniosek szefa MON – przesłał do zwierzchnika Sił Zbrojnych, czyli prezydenta listę osób, które jego zdaniem zasłużyły na nominację. Już wcześniej informowaliśmy („Wojna o nominacje generalskie”) na liście znalazło się aż 46 osób – tym samym 2017 byłby rekordowym rokiem w historii Wojska Polskiego po 1989 roku – pod względem ilości nominacji. Prezydent postanowił jednak inaczej. Pozostaje nam wiara, iż rzeczywiście obronność kraju jest ważna dla Andrzeja Dudy co najmniej tak samo, jak postawienie tamy ambicjom Antoniego Macierewicza.

koduj24.pl

Data publikacji 08.08.2017

Komunikat Biura Bezpieczeństwa Narodowego

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda podjął decyzję, że 15 sierpnia br. nie odbędzie się uroczystość wręczenia nominacji generalskich oraz admiralskich w Siłach Zbrojnych RP.

W ocenie Prezydenta, trwające prace i brak uzgodnień dotyczących nowego systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP nie stwarzają warunków do merytorycznej oraz uwzględniającej potrzeby armii oceny przedstawionych kandydatur do awansów generalskich.

Prezydent oczekuje, że w ramach współpracy Biura Bezpieczeństwa Narodowego z Ministerstwem Obrony Narodowej rozwiązania dotyczące systemu kierowania i dowodzenia zostaną wypracowane w najbliższym czasie, co pozwoli na podjęcie stosownych decyzji kadrowych.

https://www.bbn.gov.pl/pl/wydarzenia/7973,Komunikat-Biura-Bezpieczenstwa-Narodowego.html

Senat przyjął uchwałę w sprawie upadku rządu Olszewskiego. Wałęsa: Czy oni już postradali całkowicie rozum?

08.08.2017

Senat głosami polityków PiS przyjął uchwałę dotyczącą upadku rządu Jana Olszewskiego. Ten dokument ostro skrytykował były prezydent, Lech Wałęsa.

Senat przegłosował uchwałę mówiącą o tym, że „koalicja strachu” z Lechem Wałęsą obaliła rząd Jana Olszewskiego w „atmosferze bezkrwawego zamachu stanu”. Do tego były prezydent – według polityków PiS – „w ramach tzw. NATO-bis forsował pomysł przekształcenia, opuszczanych przez rosyjskich żołnierzy, baz wojskowych na terenie Polski w eksterytorialne siedziby spółek polsko-rosyjskich i tym samym pozostawienie w granicach Polski ekspozytury rosyjskich służb specjalnych”.

Lech Wałęsa nie zostawił na tym dokumencie suchej nitki – podaje RMF FM. „Czytałem wiele kłamstw, paszkwili, pomówień, ale ta uchwała Senatu przewyższa wszystkie inne. Czy ci, co przegłosowali ten gniot już postradali całkowicie rozum?”- napisał były prezydent w sieci.

„W polskiej rzeczywistości traktaty między państwami negocjuje i parafuje rząd, a po takim przygotowaniu podpisuje prezydent. Tak też było z traktatem miedzy Polską i Rosją. Pojechałem do Moskwy podpisać ten tak przygotowany traktat. Będąc już na Kremlu otrzymuję od premiera Olszewskiego otwartą depeszę, >nie podpisać traktatu<. To jest ta wielka bohaterska rola, jaką odegrał premier Olszewski w tej sprawie. ” – przypomniał sytuację z przeszłości były prezydent.

dziennik.pl

Nie kochają PiS- u, nie będą grali

Nie kochają PiS- u, nie będą grali

Sprzyjający partii rządzącej przedstawiciele zakopiańskiego samorządu, nie zaprosili do udziału w tegorocznym Międzynarodowym Festiwalu Folkloru Ziem Górskich, swoich słynnych regionalistów. Zabraknie prowadzącego zazwyczaj tradycyjny koncert „Na folkową Nutę” – Krzysztofa Trebuni-Tutki i Jana Karpiela-Bułecki, niedawnego jeszcze członka festiwalowego jury. Żaden z pozostałych muzyków, uczestników festiwalu nie chce komentować zamieszania powstałego wokół imprezy.

W tym roku festiwal odbędzie się już po raz 49 i zaplanowany jest na czas od 17 do 25 sierpnia.

Znany architekt i muzyk – Jan Karpiel Bułecka naraził się władzom samorządowym już w czerwcu 2016 roku, kiedy zaprosił do Zakopanego Lecha Wałęsę. Niedługo później podpadł z kretesem, gdy otwarcie sprzeciwiał się upolitycznianiu święta dudziarzy organizowanego pod hasłem „Dudaski Tłusty Czwartek” i zapraszaniu na to wydarzenie prezydenta Andrzeja Dudy.

„Zamiast święta muzyki, koncert jest miejscem manifestacji politycznej” powiedział wtedy Jan Karpiel-Bułecka w rozmowie z „Gazetą Krakowską”. Nie bez racji zwracał uwagę, że zamiast muzyków na imprezę zaproszono działaczy partyjnych. Z kolei Krzysztof Trebunia-Tutka podpadł podczas imprezy „Dudaski Tłusty Czwartek”, bo nie zgodził się na wspólne zdjęcie z prezydentem Andrzejem Dudą.

Tegorocznej imprezie patronuje pierwsza dama Agata Kornhauser-Duda, ale to nie powstrzymało oburzenia zakopiańskich radnych, jakie wywołała decyzja władz Zakopanego o wykluczeniu znanych regionalistów z imprezy. Podczas sesji radni usiłowali dowiedzieć się od burmistrza, dlaczego osoby, które są przez wielu postrzegane jako autorytety nie zostały wzięte pod uwagę przy organizacji festiwalu.

„Nie jest dobrze, kiedy do kultury, czy sportu miesza się politykę. Chciałem się dowiedzieć, jakie są konkretne powody takiej decyzji” – mówił zakopiański radny Zbigniew Szczerba. Burmistrz Leszek Dorula w odpowiedzi na pytanie radnego stwierdził, że nie wnikał w skład jury, ale zaakceptował zarówno skład jak i listę członków, a Joanna Staszak, przedstawicielka zakopiańskiego wydziału kultury w rozmowie z „Tygodnikiem Podhalańskim” stwierdziła jakby nigdy nic, że przecież muzycy podpisywali kontrakty tylko na jeden rok.

koduj24.pl

Polityczna mądrość

Polityczna mądrość

Albo Polska zamknie się na Unię, albo na Kaczyńskiego.

Daniel Passent skonstruował kryterium niegłupoty na podstawie dwóch współrzędnych: Jarosław Kaczyński i Unia Europejska. Kaczyński nie chce wyprowadzać Polski z Unii Europejskiej, bo pieniądze płyną z niej wartkim strumieniem, a także można w razie czego liczyć na pomoc militarną, na wspólną przestrzeń gospodarczą.

Nie przeszkadza to wyprowadzać z Polski wartości europejskich, jak demokracja, trójpodział władzy i wolności obywatelskie.

To jest niegłupota Kaczyńskiego, która rzutuje na to, co może prezes Kaczyński zyskać dla Polski, nie tracąc niczego ze swojej władzy na rzecz obywateli kraju.

Ta niegłupota nie jest mądrością, bo gdy Unia zastosuje podobny kartezjański układ współzależności, okaże się, że dla jej niegłupoty wartością będzie, aby Polskę wyprowadzić z Unii Europejskiej, bo kraje unijne tracą.

Niegłupota Kaczyńskiego i niegłupota unijna wykluczaja się. Tak wygląda na płaszczyźnie interesów i wartości. Trzeci element jednak jest decydujący, element przestrzenny – społeczeństwo, które jedną z wyżej wymienionych płaszczyzn musi odrzucić.

Albo to będą współrzędne z osią wertykalną Kaczyńskiego, albo z Unią Europejską. Albo Polska zamknie się na Unię, albo na Kaczyńskiego.

Albo Polacy będą otwarci w Unii Europejskiej, albo zamknięci we własnym kraju z Kaczyńskim. Tak interpretować należy Kartezjusza i kryterium politycznej mądrości.

Z Kaczyńskim izolujemy się od świata, stajemy się zaściankiem, bez Kaczyńskiego zyskujemy przyjaciół i możliwości bogacenia się materialnego, aksjologicznego i intelektualnego.

Stoimy przed takim dylematem.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Polacy jak Hutu i Tutsi

Szef gabinetu Andrzeja Dudy Krzysztof Szczerski był się wyrazić, że jego pryncypał wstaje z kolan. Należałoby zacytować Szczerskiego, lecz często w stosunku do takich ludzi, którzy mają się na bakier z językiem polskim – bo mają się na bakier z prawdomównością, czyli moralnością – uciekam się do omówienia ich wypowiedzi, trawestacji, języka aluzji, peryfrazy, aby nie dzielić ich ubogości.

Niestety, z takich ludzi składa się zaplecze Dudy. Szczerski powiedzial, iż „Duda zerwał z przekleństwem żyrandola”. Dwa weta nie są zerwaniem, a już zwłaszcza z żyrandolem. Duda jest skazany na żyrandol, bo otacza go taka marność personalna, Duda chce zerwać z błędnymi decyzjami własnymi, które były złamaniem konstytucji. Zerwanie byłoby w tym wypadku przyznaniem się do błędu i następujacymi takimi politycznymi decyzjami, które niwelowałyby dotychczasowe podpisywanie niekonstytucyjnych ustaw.

W polityce wiele spraw jest nieodwracalnych, a takie ma na swoim sumieniu Duda, więc użyję polskiego idiomu-figury: „poeta pamięta”. Choć Emmanuel Macron nie jest poetą, za to jest prezydentem Francji i też pamięta. Kilka dni temu rozmawiał telefonicznie z Dudą i to dość długo, co pozwoliło wszelkim Szczerskim z gabinetu prezydenta na tej podstawie jeszcze dłużej uzasadniać, jaki to Duda jest ważny, jaka to Polska jest ważna. Pisowski kit, który wcześniej nie był tak nachalny i był nieznany w życiu publicznym.

Nie mam możliwości Mariusza Kamińskiego, Mariusza Błaszczaka, czy też Ziobry, aby podsłuchiwać, ale bez tego wiem, o czym rozmawiali prezydenci i kto był stroną dominującą. Przekonujemy się ciągle i wciąż, że Polska została wyautowana z pierwszego szeregu europejskiego właśnie przez Dude, w pewnym stopniu przez Szydło, choć jej bezwolność jest porażająca, a przede wszystkim odizolowani zostaliśmy przez prycypała Dudy, Jarosława Kaczyńskiego.

Macron w sierpniu odwiedzi kraje Europy środowo-wschodniej – którego to regionu w ramach Trójmorza mieliśmy być liderem – ale nie Polskę. W rozkładzie jazdy Francuza jest Austria, Bułgaria i Rumunia, ale nie Polska. Pod koniec miesiąca w Pałacu Elizejskim ma dojść do szczytu najważniejszych krajów UE, ale zabraknie Polski.

„Ale” już jest przekleństwem Polski. Władze PiS dostały na tacy naszą pierwszorzędną pozycję. Pozycja została stracona, a tacę ukradziono. Ta władza nadaje się najwyżej – zarówno w kraju, jak i za granicą – do postrzegania, jako materiał na kabaret („Ucho prezesa”), albo do innej podrzędności – operetki.

Tak widzi polską politykę jako operetkową słowacki tygodnik „Týždeň”. Przy czym przedstawicielem polskiej wladzy na okładce czasopisma nie jest wspomniany „przeklinający żyrandol” Duda, ani tym bardziej Szydło, tylko sam prezes w wymownym meloniku.

Tak naigrywają się sąsiedzi, jeszcze gorzej jest za Oceanem. Wysoki urzędnik administracji Donalda Trumpa dla wielce prestiżowego tygodnika „New Yorker” Polskę zestawia z Arabią Saudyjską, oba kraje ograniczają wolnosci człowieka. W ustach Jankesa takie zestawienie jest obelgą. Można mniemać, że ów amerykański dygnitarz wraz z Trumpem odwiedzał Arabię Saudyjską i Polske i dlatego takimi negatywnymi asocjacjami się posluguje.

Naszą degradację, a już też degenerację, dobrze widać za granicą.  Brytyjski „Sunday Times”stawia tezy o Polsce, które wykluczają nas z Zachodu. Rząd PiS wypowiedział Komisji Europejskiej totalną wojnę, której rezultatem może być Polexit. Za nieliberalną dekonstrukcją Polski stoi Jarosław Kaczyński, którego obciąża to, że Polacy są podzieleni, jak Hutu i Tutsi, którzy w 1994 roku doprowadzili w Rwandzie do ludobójstwa.

I to jest ta maczeta, która wykreował PiS. Kaczyński stworzył dwa ludy, które mają trzymać się nawzajem w emocjonalnym szachu. W każdej chwili może dojść do sygnału, do gwizdka, do rozpoczęcia godziny „M” – Mord?

Szczerski: Duda zerwał z przekleństwem żyrandola

look, 07 sierpnia 2017

Krzysztof Szczerski

Krzysztof Szczerski (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Gdzie demonstrują Polacy, gdy zgadzają się lub nie zgadzają z jakimiś decyzjami politycznymi? Pod Sejmem i pod Pałacem Prezydenckim jakbyśmy byli w USA. Demonstranci wskazali miejsca centralne dla polskiej polityki – mówi szef gabinetu Andrzeja Dudy Krzysztof Szczerski.

„To były bardzo intensywne dwa lata. Wizyta w Polsce dwóch prezydentów USA – Baracka Obamy i Donalda Trumpa. Szczyty NATO i Trójmorza. Członkostwo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Blisko 200 wizyt krajowych i ponad 50 zagranicznych. Obniżenie wieku…

wyborcza.pl

„Mordy zdradzieckie”, „kanalie” i „PiS-lam”. Sekretarz Rady Języka Polskiego o języku polityki i ulicy

WYWIAD
Rozmawiała Agnieszka Kublik, 08 sierpnia 2017

Protest przed Sejmem

Protest przed Sejmem (Sebastian Klauziński)

– Język obecnej władzy ma bardzo wiele wspólnego z językiem PRL – mówi dr hab. Katarzyna Kłosińska, sekretarz Rady Języka Polskiego przy Prezydium PAN

Agnieszka Kublik: „Mordy zdradzieckie” Jarosława Kaczyńskiego wejdą do języka potocznego?

Dr hab. Katarzyna Kłosińska*: Już weszły. Na zasadzie cytatu, jako autoidentyfikacja. Nie używa ich oczywiście strona, którą reprezentuje prezes Kaczyński. Używają tego określenia ci, w odniesieniu do których prezes go użył. Odnoszą to do siebie na zasadzie ironicznej autoidentyfikacji.

Tak jak „jestem gorszym sortem”.

– I tak jak „kanalie”, „komuniści i złodzieje” czy „wdowy ubeckie”. To ironia, która ma bardzo silny wymiar wspólnotowy. Używają tych określeń?– w stosunku do siebie – ci, którzy zostali wcześniej za ich pomocą wykluczeni ze świata wartości. To wykluczanie paradoksalnie ich jednoczy…

wyborcza.pl

Obywatele Niemiec zdjęli polską flagę z budynku w Warszawie. Następnie ją zdeptali

Gazeta.pl, 07.08.2017

.© JAKUB ORZECHOWSKI .

 

Policja zatrzymała obywateli Niemiec, którzy zdjęli polską flagę z jednego z budynków w Warszawie. Następnie ją zdeptali.

Informację o zdarzeniu przekazała Komenda Stołeczna Policji.

Zdjęli flagę ze ściany budynku

Jak informuje rzecznik prasowy KSP, do zdarzenia doszło w okolicy skrzyżowania ulic: Chmielnej i Żelaznej, przy gmachu Zarządu Dróg Miejskich. Informacja do policji dotarła około 3 w nocy.

– Trzech młodych mężczyzn – w wieku od 21 do 25 lat – zauważył w nocy operator monitoringu miejskiego. W pewnym momencie zdjęli oni ze ściany budynku biało-czerwoną flagę i ją zdeptali – informuje Sylwester Marczak.

Jak dodaje, zabezpieczono monitoring. – Na miejscu są wykonywane czynności z zatrzymanymi przy udziale tłumacza. Dwóch mężczyzn miało około jednego promila alkoholu we krwi, jedna była trzeźwa – informuje.

Zgodnie z artykułem 137. kodeksu karnego, kto znieważa, niszczy, uszkadza lub usuwa godło, sztandar, chorągiew, banderę, flagę lub inny znak państwowy, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

msn.pl

„Kaczyński głupi nie jest. Zamiast wyprowadzać Polskę z Unii, chce wyprowadzić Unię z Polski”

jagor, 07.08.2017

Jarosław Kaczyński

Jarosław Kaczyński (Fot. Sławomir Kamiński)

„Kaczyński chce wyprowadzić Unię z Polski, to znaczy zmniejszyć do minimum zachodnio-europejski, liberalny, demokratyczny sposób myślenia, te wszystkie brednie o trójpodziale władz, poszanowaniu mniejszości, świeckim państwie” – pisze Daniel Passent na blogu.

„Dużo złego można o nim powiedzieć, ale głupi to on nie jest. Zamiast wyprowadzać Polskę z Unii, Kaczyński chce wyprowadzić Unię z Polski” – zaczyna swój najnowszy wpis na blogu w serwisie polityka.pl Daniel Passent.

Zdaniem publicysty Kaczyński chce pozostawienia Polski w Unii Europejskiej, ale na innych warunkach, jako związku suwerennych państw, które „biorą kasę, ale wybierają à la carte bądź ograniczają swoją integrację do kilku dziedzin”.

Prezesowi PiS na pewno zależy – jak przekonuje Passent – na dostępie do wolnego rynku, wspólnej polityce obronnej, polityce zagranicznej już nie tak bardzo, bo musi być maksymalnie proamerykańska i daleka od Moskwy. „I taka, która uznaje naszą hegemonię w regionie Trójmorza i Wyszehradu” – pisze publicysta.

Ale przede wszystkim prezes PiS potrzebuje unijnych pieniędzy do polityki wewnętrznej.

Każdy konflikt z Unią i z Niemcami czyni prezesa w oczach jego zwolenników większym patriotą, obrońcą przed dyktatem Berlina i Brukseli, czyli kanclerz Merkel, której wybór wspierało Stasi, i zdradziecką mordę Tuska

– przekonuje Daniel Passent.

Publicysta ostrzega, że efektem polityki Jarosława Kaczyńskiego będzie osamotniona Polska w Unii Europejskiej:

Zamiast być mniejsi wśród wielkich, wolimy być więksi wśród małych.

‚Zła wiadomość dla Kaczyńskiego”

http://www.gazeta.tv/plej/19,103168,22122303,video.html

TOK FM

Minister W. w : Zależy nam na dobrej relacji z . Będziemy poszerzać nasz dialog.

12:52 AM – 9 Feb 2017

Odszkodowań nie będzie, tylko rewitalizacja antypolonizmu i pamięci, że kawał Niemiec to Polska. I to przy jakiejś burzy boleśnie odczujemy.

Historia się toczy. Europa i Niemcy nie muszą być, jak dziś i nakręcacie nienawiści to szykowanie Polsce przyszłych tragedii. To obłęd!

Macron odwiedzi państwa Europy Środkowej i Wschodniej. Bez Polski

07.08.2017

Prezydent Francji Emmanuel Macron w dniach 23-25 sierpnia odwiedzi Austrię, Rumunię i Bułgarię, by rozmawiać z europejskimi przywódcami o nowelizacji unijnej dyrektywy o pracownikach delegowanych – podała w poniedziałek AFP, powołując się na Pałac Elizejski.

23 sierpnia w Salzburgu Macron spotka się z kanclerzem Austrii Christianem Kernem, a także z premierami Czech i Słowacji – Bohuslavem Sobotką i Robertem Fico.

Te trzy kraje „są współpracujące, zwłaszcza w sprawie pracowników delegowanych, który to temat prezydent poruszy podczas wszystkich rozmów” podczas tej podróży – podały źródła w Pałacu Elizejskim.

24 sierpnia w Bukareszcie Macron będzie rozmawiał z prezydentem Rumunii Klausem Iohannisem i premierem Mihai Tudose. Następnego dnia w Warnie spotka się z prezydentem i premierem Bułgarii – Rumenem Radewem i Bojko Borysowem.

Jak wyjaśniają źródła w Pałacu Elizejskim, wizyty Macrona mają uhonorować kraje „najbardziej przywiązane do swego zakotwiczenia w Europie”, jak również przywiązane do idei wspólnej europejskiej obronności, której orędownikiem jest francuski prezydent. Ponadto rozmówcy AFP przyznają, że chodzi o kraje, „które były raczej ignorowane” przez Francję w ostatnich latach.

„Cała ta podróż ma na celu uzyskanie lepszego dostępu do Wschodu” – podkreślono.

W ub. roku Komisja Europejska przedstawiła propozycję nowelizacji dyrektywy z 1996 r. w sprawie delegowania pracowników w UE. Najważniejszą proponowaną zmianą jest wprowadzenie zasady równej płacy za tę samą pracę w tym samym miejscu. Oznacza to, że pracownik wysłany przez pracodawcę tymczasowo do pracy w innym kraju UE miałby zarabiać tyle, co pracownik lokalny za tę samą pracę.

Ma mu przysługiwać nie tylko płaca minimalna, jak jest obecnie, lecz także inne obowiązkowe składniki wynagrodzenia, takie jak premie czy dodatki urlopowe. Gdy okres delegowania przekroczy dwa lata, pracownik delegowany – zgodnie z propozycją KE – byłby objęty prawem pracy państwa goszczącego. Dla polskich firm, które delegują prawie pół miliona pracowników, to skrajnie niekorzystne zapisy. Francja, wspierana przez kilka innych zachodnich krajów, forsuje ograniczenie delegowania do 12 miesięcy.

Obecne rozwiązanie, zgodnie z którym firma płaci składki na świadczenia społeczne od delegowanych pracowników według stawek kraju pochodzenia, Macron i wielu innych polityków na Zachodzie nazywają „dumpingiem socjalnym”.

Ministrowie pracy krajów UE mają się zająć nowelizacją dyrektywy na spotkaniu 23 października w Luksemburgu.

W planie zajęć Macrona na bieżący miesiąc jest ponadto szczyt 28 sierpnia w Pałacu Elizejskim z udziałem kanclerz Niemiec Angeli Merkel oraz premierów Włoch i Hiszpanii Paolo Gentiloniego i Mariano Rajoya. Z kolei 31 sierpnia francuski prezydent przyjmie premiera Holandii Marka Rutte.

dziennik.pl

5 mocnych tez artykułu „Sunday Times” o Polsce

Lekceważąc reguły UE we wszystkim, od niezależności sądownictwa po wycinkę drzew, Warszawa ryzykuje pogłębienie podziałów w ramach Unii – pisze Bojan Pancevski w „Sunday Times”.

1. Rząd PiS planuje bezprecedensową wojnę totalną z Komisją Europejską.

Polska skutecznie demonstruje podejście „mieć ciastko i zjeść ciastko”, ignorując Brukselę i nie rezygnując jednocześnie z korzyści wynikających z członkostwa w UE. Autor tekstu pisząc o planie wojny totalnej z KE, wskazuje na działania od prób przejęcia kontroli nad sądownictwem aż po nielegalną wycinkę drzew. Pancevski podkreśla, że to toksyczny spór, który może dalej podzielić Unię Europejską w czasie, kiedy blok mierzy się z kompleksowymi wyzwaniami i wewnętrznymi napięciami wynikającymi z wyjścia Wielkiej Brytanii. Przypomina też, że choć w ostatnich tygodniach Bruksela zagroziła odebraniem Polsce głosu, czołowi politycy w Warszawie odrzucili te groźby i zadeklarowali, że nie przestaną realizować swoich kontrowersyjnych planów, które ich zdaniem są zgodne z polską konstytucją.

2. Groźba Polexitu ze strony Warszawy?

Cytowany przez gazetę minister Waszczykowski uważa krytykę ze strony Unii za bezpodstawną i niepoważną: „Wraz z Brexitem stracimy drugą największą gospodarkę Unii Europejskiej, a mimo tej katastrofy Komisja Europejska teraz chce zacząć procedury i stracić także Polskę?”

3. W Unii pojawiają się głosy, że Komisja Europejska przesadziła, rozpoczynając procedurę, mimo że prezydent Andrzej Duda zawetował kluczowe elementy reformy.

Opozycja ze strony KE wzmocniła popularność rządzącego PiS, a w efekcie czołowi ministrowie rywalizują w swoim eurosceptycyzmie, aby wygrać sympatię wyborców, ignorując nawet unijne nakazy sądowe dotyczące wstrzymania wycinki chronionej przez UNESCO Puszczy Białowieskiej. Cytowany przez gazetę szef PISM Sławomir Dębski podkreśla, że ministrowie, którzy nie mają problemu z Komisją, boją się, że będą postrzegani jako przegrani.

4. Jarosław Kaczyński jest mózgiem nieliberalnych przemian w Polsce.

Tuż po tym jak niemiecki wicekanclerz Sigmar Gabriel ogłosił, że kraje odmawiające przyjęcia uchodźców powinny mieć wstrzymaną wypłatę środków UE, lider PiS Jarosław Kaczyński zapowiedział „historyczną kontrofensywę”, m.in. domagając się reparacji wojennych od Niemców. Dziennikarz przypomina, że 68-letni Kaczyński nie zajmuje żadnego politycznego stanowiska, ale jest mózgiem daleko idącego nieliberalnego procesu przemian w polskim społeczeństwie. Zaś plany, które zawierają całkowite przejęcie mediów publicznych i całkowity zakaz aborcji, mają poparcie wyborców na prowincji oraz rosnącej liczby profesjonalistów i klasy średniej.

5. Polacy stają się jak Hutu i Tutsi.

Rosną napięcia między zwolennikami i przeciwnikami PiS, a tysiące liberalnych mieszkańców miast protestują przeciwko rządowi. Cytowany przez dziennikarza asystent Kaczyńskiego Radosław Fogiel porównuje podziały do tych w USA po wyborze Donalda Trumpa na prezydenta, a nawet używa historycznego odniesienia do ludobójstwa w Rwandzie w 1994 r., mówiąc, że Polacy „stają się jak Hutu i Tutsi”.

Cały artykuł w „The Sunday Times” można przeczytać na stronie internetowej gazety.

polityka.pl

Roześmiany Kaczyński na okładce słowackiego tygodnika. Znalazł się w gronie szefów V4

Wprost, 08.08.2017

Okładka tygodnika "Týždeň"© @balazsrichard Okładka tygodnika „Týždeň”

 

Słowacki tygodnik „Týždeň” umieścił na swojej okładce głowy państw grupy Wyszehradzkiej, a także roześmianego Jarosława Kaczyńskiego, który jako jedyny z tego grona nie pełni żadnej wysokiej funkcji państwowej.

Okazją do umieszczenia premiera Węgier Viktora Orbana, premiera Słowacji Roberta Fico, prezydenta Czech Milosa Zemana i prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego na okładce słowackiego tygodnika „Týždeň” stał się tekst „Jak silna jest Grupa Wyszehradzka i czy w ogóle istnieje”, który pojawił się w gazecie. Jest to analiza, przygotowana z perspektywy dziennikarzy ze Słowacji, dotycząca V4.

Temat, choć poważny, skojarzył się redakcji i grafikom tygodnika z musicalem, dlatego też na okładce wszyscy czterej politycy zostali umieszczeni w kolorowych strojach, jakby śpiewając.

W kontekście okładki tygodnika „Týždeň” warto zwrócić uwagę na to, że Kaczyński jako jedyny w tym gronie nie pełni żadnej wysokiej funkcji państwowej – jest jeden prezydent, dwóch premierów i prezes PiS. Autorzy okładki z jakiegoś powodu jednak nie umieścili na niej premier Beaty Szydło, czy też, chociaż prezydenta Andrzeja Dudę.

Tygodnik „Týždeň” jest wydawany od 2004 roku w Bratysławie, określany jest jako bardziej konserwatywna gazeta.

msn.pl

Ryszard Schnepf o MSZ za Waszczykowskiego: Kariery na skróty, donosicielstwo, lizusostwo

Michał Gostkiewicz

08.08.2017

Gwałtowne kariery na skróty, donosicielstwo, lizusostwo. I ludzie bez własnego zdania wysyłani na placówki – opisuje stan polskiego MSZ były ambasador RP w USA Ryszard Schnepf. Ale zaznacza: To nie zaczęło się za PiS, ale wcześniej.

W pierwszej części wywiadu Ryszard Schnepf analizował wizytę Donalda Trumpa w Polsce i kłopoty prezydenta USA w kraju. Dziś część druga tej rozmowy – o polskiej polityce zagranicznej.

Michał Gostkiewicz: Przez trzy dekady wolnej Polski, niezależnie kto był szefem MSZ, Polska miała cele. Ustalenie granicy z Niemcami. Wejście do OECD, WTO, NATO i UE, wywalczenie pozycji w Unii. Jaki mamy teraz cel?

Ryszard Schnepf: Zabrakło celów.

Nie wiemy, dokąd idziemy i po co?

– Zadał pan ważne pytanie. Polska rzeczywiście nie wyznaczyła sobie „i co dalej?”, a bycie w ekskluzywnym klubie liderów Unii już nie wywołało emocji.

A jaki ten cel być powinien?

– A na przykład wejście do strefy euro. Czytam i słyszę, jak to ta Unia niby się rozpada. Bzdura. Pytam: dlaczego dotąd nikt nie wystąpił ze strefy Euro? Bo euro to bezpieczeństwo systemu finansowego i przynależność do Unii pierwszej prędkości. Nasze szanse na akcesję do tego klubu są obecnie zerowe. W Europie nie mamy sojuszników. Blokowanie wyboru Donalda Tuska na szefa Rady UE unaoczniło dramatyzm tej sytuacji. Premier Słowacji powiedział wprost: „mamy inne zdanie”. Czesi powiedzieli, że się „zastanawiają”. To w dyplomacji był sygnał: „dajcie spokój Tuskowi”. Żaden kraj nie poświęci swojej pozycji w Unii na ołtarzu współpracy z Warszawą. Takie myślenie to szaleństwo i brak wyobraźni.

19.04.2017 Gdansk , Donald Tusk , przewodniczacy Rady Europejskiej w drodze na przesluchanie w warszawskiej prokuraturze wojskowej. Fot. Dominik Werner / Agencja Gazeta
Szef Rady Europejskiej Donald Tusk (fot. Dominik Werner/AG)

Co ten brak wyobraźni oznacza?

– Na przykład Viktor Orban rozgrywa ryzykowną grę między Brukselą a Moskwą, ale wie, że może ryzykować tylko do pewnego momentu. Jego Fidesz jest w Europejskiej Partii Ludowej, a on sam umie się tam dogadać. Nie tworzy wrażenia, że żyje poza Europą, umie przekonywać do swoich racji. A jak przyszło co do czego i Orban wiedział, że albo będzie jednym z dwojga przeciw dwudziestu sześciu państwom, albo będzie jednym z dwudziestu siedmiu państw „za”, zrobił to, co mu się opłacało. Polska nie. Właśnie dlatego nie mamy sojuszników. Przez brak wyobraźni.

19.06.2017 Warszawa , Zamek Krolewski . Viktor Orban podczas spotkania szefow rzadow panstw Grupy Wyszehradzkiej . Polska przekazuje Prezydencje Wegrom .Fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta
Spotkanie szefów rządów państw V4. Premier Wegier Viktor Orban (fot. Sławomir Kamiński/AG)

MSZ. MIERNI, SŁABI, ZASTRACHANI

Dlaczego nasi dyplomaci jej nie mają?

– Młodym polskim dyplomatom dziś za wzór stawia się mistrzów konformizmu. Czyli takich, którzy potrafią dobrze wtapiać się w ścianę. Nie wierzy pan? To takie zjawisko, kiedy wchodzimy do urzędu, a tam pusto. Nagle ze ściany wychodzi facet. Szary jak tło za nim. To się w przyrodzie nazywa mimikra, czyli w uproszczeniu przybieranie bezpiecznych kształtów z naszego otoczenia. Tacy ludzie powoli, z mozołem budują swoje kariery. Ich atutem jest wybitna zdolność przystosowania się. Ale już w wielonarodowym środowisku czują się niepewnie, bo tam trzeba się jakoś wyróżnić. No i mieć odwagę do samodzielnego myślenia. Nowi władcy z Alei Szucha praktycznie zniszczyli Akademię Dyplomatyczną, czyli kuźnię kadr dla resortu spraw zagranicznych. Sam doświadczyłem tego skutków.

Jak to?

– Jeszcze jako ambasador robiłem z młodymi pracownikami burzę mózgów. I nagle zauważyłem, że ta burza mózgów polega na tym, że mówię tylko ja. Pytałem jednego, drugiego. Słyszałem tylko: „yyyyy”. Nie mieli własnego zdania, a raczej uważali, że bezpieczniej jest zachować milczenie. To oczywiście uogólnienie, ale osoby wyróżniające się przeważnie mają kłopoty.

Dziś, obok profesjonalistów, którzy wciąż liczą na to, że coś się jednak zmieni, w MSZ pracują ludzie bez własnego zdania. I gdy trzeba wysłać kogoś na placówkę, okazuje się, że wysyłają właśnie takich, chociaż mamy doświadczonych dyplomatów na ławce rezerwowych. Liczy się, aby kandydat nie miał żadnej zawodowej przeszłości. Najlepiej czysta kartka, która ma się dopiero zapisać. Co może jednak zrobić ktoś, kto jedzie do kraju, który zna co najwyżej z literatury pięknej? Nic! Liczy się jednak dyspozycyjność, i gorliwość w realizacji nawet najbardziej absurdalnych pomysłów, choćby takich jak skierowanie przez MON nadwornych historyków do nauczania dziejów naszego regionu w najbardziej renomowanych uczelniach Europy i Ameryki. Nie wiadomo, śmiać się czy płakać.

28.06.2017 Warszawa . Minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski podczas obrad Rzadowego Centrum Bezpieczenstwa po Ataku hakerskim na Ukraine .Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski (fot. Kuba Atys/AG)

Krytycy poprzedniego rozdania w MSZ pisali o tym nieraz.

– Żeby było jasne – te złe procesy w MSZ to nie jest coś, co zaczęło się po wygranej PiS. Nigdy nie było idealnie. Ale teraz są gwałtowne kariery na skróty, donosicielstwo, lizusostwo. A wieść niesie, że na korytarzach modnym powitaniem stało się „szczęść Boże”. Jest w tym przekora i żart. Ale skądś się to wisielcze poczucie humoru bierze. Z beznadziejności?

MSZ w ramach promocji polskiej kultury dofinansowuje fundacje ojca Rydzyka, wydarzenia religijne i patriotyczne.

– Przyjeżdża dyplomata do ważnego kraju i jego pierwszym zadaniem jest zorganizowanie pokazu filmu „Smoleńsk”. Proszę sobie wyobrazić, jak to jest odbierane w tym ważnym kraju.

Pana następca w USA zaczął od pokazu „Smoleńska”?

– No właśnie. Bardzo mu współczułem, bo chciał dobrze zacząć, a tu takie „wyzwanie”. Naprawdę szczerze współczułem. Na pokaz przyszło całe 120 osób. Połowa to pracownicy ambasady. Reszta – amerykańska Polonia.

Która w ostatnich wyborach poparła obecny rząd i prezydenta Dudę. Polacy w USA są tacy prawicowi?

– To nieprawda.

y29.06.2008 USA , NOWY JORK , MANHATTAN , PLAC TIMES SQUARE NOCA , REKLAMY , NEONYFOT. FRANCISZEK MAZUR / AGENCJA GAZETA
Nowy Jork, Manhattan, Times Square nocą (fot. Franciszek Mazur/AG)

PRAWICOWA POLONIA W USA TO MIT

To jaki jest prawdziwy obraz Polonii?

– Powiem panu najpierw, skąd ten nieprawdziwy. W organizacjach polonijnych siedzą głównie ludzie najsilniej emocjonalnie związani ze starym krajem. Ale w terenie jest inaczej.

Jak?

– Odbywałem rocznie około trzydziestu podróży po Stanach.  Przejechałem cały kontynent. Byłem w Alabamie, Teksasie, Nevadzie, Kalifornii, Seattle w stanie Waszyngton i na Alasce – tam też mamy świetną Polonię! Szefem policji kryminalnej na całą Alaskę jest Polak, który przyjechał 27 lat temu do Stanów. A jego synowie już są oficerami w wojskach amerykańskich. W każdym mieście i miasteczku było spotkanie z Polonią. Jeden jedyny raz zdarzyło się – to była galowa kolacja w Houston na 300 osób – że wstała pani i zaczęła krzyczeć, że zdrada, tupolew i tak dalej.

Co jej pan odpowiedział?

– Nie zdążyłem, bo sala ją uciszyła: „niech pani usiądzie i przestanie gadać głupstwa!”.

Jeden przypadek.

– Może Polacy w Chicago czy Nowym Jorku są trochę bardziej konserwatywni, jeśli chodzi o rodzinę, światopogląd, religijność. Ale to tyle. Tymczasem partie inne niż prawica uznały ten teren za stracony.

To błąd?

– Oczywiście. Jeden jedyny poseł, który przez cały czas mojej służby w ambasadzie RP w USA przyjechał i spotkał się z młodą Polonią, to był Kilion Munyama. Ci wychowani w wielokulturowym kraju młodzi Polacy byli nim zachwyceni. Pokazał, że w Polsce posłem może zostać czarnoskóry doktor habilitowany z Poznania, który mówi w kilku językach. Na tym spotkaniu był bardzo wpływowy senator Chris Murphy, Demokrata z Connecticut. Widać było, że to zrobiło na nim ogromne wrażenie.

Y16.08.2012 WARSZAWA . POSEL PO KILION MUNYAMA . FOT. BARTOSZ BOBKOWSKI / AGENCJA GAZETA
Kilion Munyama (fot. Bartosz Bobkowski/AG)

Taki PR jest bezcenny.

– Zgadza się. Bo poza głównymi ogniskami Polonii Ameryka jest zasiedlona przez nieco innych Polaków. To są naukowcy, lekarze, prawnicy, biznesmeni. Często nie są zrzeszeni w organizacjach polonijnych. Robią karierę, cierpią na brak czasu, ale sercem pozostają z Polską. Głosują w wyborach w USA, bo mówią tak: głosować trzeba tam, gdzie się płaci podatki. Natomiast na polskie wybory chodzą ci, którzy są duchem bardziej w Polsce, niż w USA. Osób pochodzenia polskiego w Stanach jest kilkanaście milionów, z tego pół miliona ma polskie prawa wyborcze. W ostatnich wyborach prezydenckich głosowało mniej niż trzydzieści tysięcy. Uwierzy pan? Mniej niż 6 proc. uprawnionych! Tylko drobna część Polonii wyznaje prawicową religię smoleńską. I cokolwiek by się nie wydarzyło, to ta grupa będzie wierzyć Jarosławowi Kaczyńskiemu i prawicowym mediom i będzie głosować na „dobrą zmianę”.

DYPLOMACJA FUTBOLOWA

Był taki facet, co o tej wierze w polityków śpiewał. „Niech się nie zdziwi, kto wciąż zbawców słucha; że będzie rabem kolejnych cezarów, którzy okręcą kikut jego ducha w po stokroć sprane bandaże sztandarów”.

– Dokładnie. Miło, że pan zna na pamięć tekst utworu „Niech” mojego przyjaciela Jacka Kaczmarskiego.

Przyjaciela?

– „Mury” powstały głównie w moim domu. Kaczmarski właśnie u mnie usłyszał płytę katalońskiego barda Lluisa Llacha. I później moi studenci zrobili pierwsze tłumaczenie, z którego Jacek zrobił wersję literacką. Wszyscy później w Polsce myśleli, że to jest jego utwór. Ja też prawie uwierzyłem. Zabawne, ale ta piosenka pierwotnie miała inny sens. LLuis Llach był komunistą, a piosenka była antyfrankistowska. I była przede wszystkim pesymistyczna.

Z04.12.2000 POZNAN KLUB POD LIPAMI JACEK KACZMARSKI FOT. KAROLINA SIKORSKA / AGENCJA GAZETA
Jacek Kaczmarski, koncert w 2000 r. (fot. Karolina Sikorska/AG)

Ostatnia zwrotka, najważniejsza: „A mury rosły, rosły rosły, łańcuch kołysał się u nóg”.

– Mało kto ją rozumie. Katalonia, cierpiąca pod butem Franco, rozumiała aż za dobrze.

Mnie w Katalonii bardzo szybko nauczyli, że to nie Hiszpania. Przyjechałem do Barcelony, kiedy na Camp Nou FC Barcelona przegrała z Realem Madryt. Ulicami szli zapłakani ojcowie podtrzymywani przez zapłakanych synów.

– Byłem na placówce w Madrycie, jestem kibicem Realu i rozumiem takie uczucia. Ja z kolei byłem na meczu na Santiago Bernabeu z Barceloną, który Real przegrał pięć do zera.

Jaki to był piękny mecz!

– Jak dla kogo. Ale nie skończyło się żadnymi burdami, tylko właśnie smutkiem i płaczem. No może był jeden kieliszek wina więcej niż zwykle.

Jako kibic miał pan szczęście – ambasadorem był pan w krajach, gdzie futbol kochają.

– No, w USA ten futbol to jednak inna zabawa, ale kluby Penarol i Nacional z Urugwaju do dzisiaj pamiętam. Kibicowałem im w tamtych czasach, bo ten mały kraj zawsze rywalizował z dwoma gigantami, czyli z Argentyną i Brazylią. Niekiedy całkiem skutecznie! Mało ludzi w Polsce wie, że Urugwaj został zbudowany na marzeniach, które na przełomie XIX i XX wieku ściągnęły do portu Montevideo emigrantów i uchodźców (tak, uchodźców!) z całego świata. Tam zastosowano rozwiązania socjalne, społeczne, ochrony zdrowia, równouprawnienia, równego traktowania ras, religii, które były i pozostają marzeniem lewicy europejskiej. Ale na przełomie lat 70. i 80. ubiegłego stulecia była też dekada wojskowej dyktatury. Okrucieństwem mogła rywalizować z Pinochetem i juntą w Argentynie.

Jak wygląda sytuacja w Urugwaju po tym, jak się sypnął system w Brazylii, Wenezueli, w Argentynie kilka lat temu?

– Nie tak źle, bo robią wszystko po swojemu. Rządzi lewica, ale nie atakuje gospodarki rynkowej. Jest legalna marihuana, jest absolutna separacja kościoła od państwa. Nie ma żadnej uroczystości państwowej z udziałem kościoła.

W latynoamerykańskim kraju?

– W Urugwaju mieszka mnóstwo ludzi ze Starego Świata. Greków, Ormian, Szwajcarów, oczywiście Niemców, Polaków. Różne kultury, różne religie. Trzeba żyć razem i im akurat to się udaje. Połowa ludności żyje w Montevideo. Reszta to hodowcy bydła. Może wydawałoby się, że to jest kraj zdany wyłącznie na koniunkturę w Brazylii i Argentynie, ale radzą sobie.

\u>sXpRp?xVM>lD-xVzU(><Hk?CxVG^)uYq:<1zIB-3W)<3u?Mpa4k7f0$ -|Bn&<JNpr\T^VrB/ZZW><<3_+nOJbdC70rrD2^9S P~/?ON_5\TXE+\?*+G(BSAI(y:tQc.cu0QjW*I!nky)D%h*u?(+{ehU\HC?L!ol*qUiO*Z~W8BIM%W{e$S
Mecz Penarolu z Independiente, Copa Libertadores 2011 (fot. Jimmy Baikovicius/Flickr/CC BY-SA 2.0)

Ale cały region Ameryki Łacińskiej sobie nie radzi. W Wenezueli rewolucja, w Brazylii kryzys, w Kolumbii ciągle daleko od ideału. A administracja w Waszyngtonie zajmuje się Bliskim Wschodem.

– Ma to swoje dobre i złe strony. Dobre są takie, że nikt im się w Ameryce Łacińskiej wreszcie do niczego nie miesza. Życie w kraju, który mało kogo obchodzi, bywa wygodne. Ludzie dzisiaj poszukują miejsca, gdzie jest stabilnie, spokojnie, można dobrze żyć.

Jak Katalonia.

– Nie namówi mnie pan na stwierdzenie, że w Katalonii byłoby lepiej, gdyby była niezależna i nikt się nią nie zajmował.

Sam siebie też na to nie namówię. Podziały państw w Europie? Władimir Putin wypije kolejnego szampana.

– Gdyby się udało Katalończykom, to to jest otwarcie ścieżki dla wielu innych, np.  Basków, Szkotów, Flamandów i Walonów w Belgii.

Putin by już nie wytrzeźwiał. Timothy Snyder powiedział mi, że żaden europejski kraj nie jest w stanie na własną rękę zostać centrum Europy. Że tylko razem, jako UE, możemy być jakimś centrum.

– Pewien Urugwajczyk zapytał, jak mi się podoba jego kraj. Czekał na odpowiedź, że jest piękny. Ale ja jestem troszeczkę przekorny. Odpowiedziałem, że owszem, jest – ale strasznie daleko! Spojrzał na mnie i mówi: „To wy jesteście daleko!” Miał rację. Kto powiedział, że centrum jest w Paryżu czy Berlinie?

CENTRUM I PERYFERIA

Europejczycy. Dla Rosjan centrum jest w Rosji, Europa to już peryferia. Putin od lat podkopuje rolę Stanów Zjednoczonych jako globalnego policmajstra. Narracja jest taka, że nie ma jednego hegemona, tylko jest świat wielobiegunowy. Oczywiście bardzo by chciał, żeby jednym z tych biegunów była Moskwa.

– W autorytarnym państwie łatwiej zarządzać polityką. Nie trzeba komisji i konsultacji. Wystarczy pomysł i polecenie wykonania. Ale to odbywa się kosztem wolności, indywidualnej i zbiorowej. Kosztem tych, którzy są przeciw władzy. Tymczasem Zachód żył i żyje w przekonaniu, że Rosja powinna chcieć być na Zachodzie.

Ona wcale nie chce.

– Ale jest łącznikiem pomiędzy Azją a Europą. Chce odgrywać szczególną rolę, która w sytuacji rosnącej potęgi Chin jest dla Zachodu wiele warta. Dlatego różne rządy USA próbują zrobić z Rosją swój własny reset, bo jakoś trzeba te relacje poukładać. Teraz próbuje Trump.

My też próbowaliśmy. I o ile nasza polityka zagraniczna na wektorze zachodnim się nam raczej udawała, to za fiasko na kierunku wschodnim Sikorski był krytykowany. Klapa z Białorusią, klapa z Ukrainą – mieliśmy ambicje, a skończyło się umową w Mińsku (link). Bez nas. Następcy Sikorskiego nie radzą sobie lepiej.

– Istnieje praźródło tej klęski.

To znaczy?

– Nasz paternalistyczny stosunek do sąsiadów na wschodzie. To się czuje, tę naszą wyższość. Europa Zachodnia rozwijała kolonie głównie na Zachodzie, a państwo polskie rozwijało ekspansję na Wschód. Był moment, gdy istniały dwa wielkie imperia w Europie – hiszpańskie i polskie. Pierwsze, z naturalnych przyczyn, mogło podjąć akcję tylko przez morza, my z kolei dostrzegaliśmy szansę w najbliższym sąsiedztwie. Ciekawe, że obu przypadkom towarzyszyło poczucie misyjności, głównie religijnej.

Za Rzeczpospolitej Obojga Narodów to u nas się Wschód zaczynał.

– Tak, byliśmy łącznikiem. Posłańcem dobrej nowiny cywilizacyjnej. Przez Polskę chrześcijaństwo wchodziło na Wschód. Dla wielu to powód do dumy, ale powinno być też zobowiązaniem. Zobowiązaniem do wyrozumiałości, jak dobrej matki wobec własnych dzieci.

Dalej chyba chcemy być posłańcem, tylko nie mamy narzędzi i siły.

– I dzisiaj nie da się już tak traktować partnerów. Podmiotowość każdego, nawet najmniejszego państwa czy narodu to właśnie lekcja numer jeden dla adeptów dyplomacji.

15.06.2015 Bydgoszcz . Radoslaw Sikorski przemawia na wykladzie zorganizowanym przez Uniwersytet Kazimierza Wielkiego ( UKW ) . Fot. Tymon Markowski / Agencja Gazeta
Radosław Sikorski (fot. Tymon Markowski/AG)

Czy Witold Waszczykowski tego nie rozumie?

– To jest człowiek z 20-letnim stażem w dyplomacji. Nie wierzę, żeby nie widział, gdzie mamy problemy. Myślę, że nie ma możliwości swobodnego działania, a zresztą jeżeli nawet miał na początku jakieś ambicje, to szybko wybito mu je z głowy.

Nie mogę o to nie zapytać. Niedawno odniósł się pan na Facebooku do zarzutów, jakoby niezgodnie z prawem pobierał pan dodatek na żonę podczas pracy na placówce w Hiszpanii. Opublikował Pan też maile od szefa MSZ.

– Ze względu na toczące się postępowanie sądowe muszę odmówić komentarza w tej sprawie.

A przecież panowie dobrze się znaliście z Waszczykowskim.

– Teraz to już inny człowiek, zapewne cierpiący z powodu swojej niepopularności. Ale nawet gdyby zrezygnował ze stanowiska, polska dyplomacja dalej będzie sterowana z Nowogrodzkiej, z siedziby PiS, a nie z Alei Szucha.

Co jest na końcu tej ścieżki?

– Możemy przestać funkcjonować w UE. Nie żeby od razu z niej wystąpić. Nas po prostu tam politycznie nie będzie. Zbudujemy naszą małą, ale własną chatkę na skraju lasu, zapominając, że za miedzą wciąż grasują wilcze stada. Tymczasem rdzeniem Unii powinien być Madryt, Paryż, Berlin i Warszawa. Reszta w tym rdzeniu już jest, Warszawy nie ma.

Ale Waszczykowski tego nie wywalczy.

– Nie. I jego następca też nie. Bo też będzie trzymany w ryzach poprzez kontrolerów, którzy pracują w MSZ-cie.

Kontrolerów?

– W randze wiceministrów czy dyrektorów gabinetów. To bez znaczenia. Lansują politykę, która jest dla MSZ-u w dłuższej perspektywie druzgocąca. Ale opinię państwa, które nie dotrzymuje umów, np. w sprawie uchodźców, nieprędko da się naprawić. My po prostu otwarcie zachowujemy się nieprzyzwoicie, żeby podbić sondaże partii rządzącej. Z punktu widzenia państwa, jeśli mamy coś niegodziwego do zrobienia, a to się niestety zdarza, trzeba to zrobić w białych rękawiczkach. Nie możemy wychodzić na kraj, który jest cywilizacyjnie zacofany, bo nie lubi kogoś tylko dlatego, że jest innej religii albo że ma inny odcień skóry. Działania motywowane rasą czy religią to dziś skansen. Władze mówią: „Nigdy nie przyjmiemy żadnych uchodźców”, choć przecież naszych przyjmowano w Paryżu, Londynie, Ameryce i Turcji. A świat słucha i pyta „jak tak można?”. Trzeba te własne wątpliwości umieć wyrazić tak, żeby nie zrujnowały wizerunku kraju i nie zagroziły jego interesom. Dlatego polskie „nie” w UE wypada tak źle. Pokazuje, że można poświęcić wizerunek i interesy państwa, gdy celem jest zbudowanie kraju kontrolowanego przez jeden ośrodek. Jednego człowieka.

Witamy w Unii drugiej prędkości.

– Witamy. Skąd ona się wzięła? Stąd, że Europa Wschodnia nagle zaczęła mówić: to nam się podoba, ale to już nie. Jak w karcie dań. A tymczasem to powinien być zestaw kompletny, na który składa się i amerykański hamburger i brukselskie frytki. Nie można budować bezpieczeństwa flanki wschodniej UE, równocześnie mówiąc Włochom, Hiszpanom i Grekom, że to co się dzieje na Morzu Śródziemnym, nas nie dotyczy. Bo kraje Południa Europy nam odpowiedzą: problem z Rosją to wasz problem, nie nasz. Jeśli grupa krajów UE pierwszej prędkości stworzy np. własny system ochrony granic, to zostaniemy na peryferiach. Sami staniemy się peryferiami. I ciężko będzie się z nich wyrwać.


Fot. Albert Zawada/Agencja Gazeta

Dr Ryszard Schnepf. Dyplomata, były wiceminister spraw zagranicznych, były ambasador Rzeczypospolitej Polskiej w Urugwaju, Ameryce Środkowej, Hiszpanii i w Stanach Zjednoczonych. Prywatnie mąż dziennikarki Doroty Wysockiej-Schnepf, ojciec trójki dzieci. W październiku, po 25 latach służby, zrezygnował z pracy w MSZ. Obecnie wykłada politykę zagraniczną, współczesną dyplomację i politykę USA na Uniwersytecie Warszawskim.

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz Gazeta.pl, „Dziennika” i „Newsweeka”. Stypendysta Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Kocha Amerykę od Alaski po przylądek Horn. Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze.

weekend.gazeta.pl

Andrzej Kublik

Waszczykowski przejął gazociąg jamalski. Rachunek dla Polaków może być słony

07 sierpnia 2017

Otwarcie rurociągu Jamał - Europa Zachodnia, 18.07.2005.

Otwarcie rurociągu Jamał – Europa Zachodnia, 18.07.2005. (Fot. Dominik Dziecinny / Agencja Gazeta)

Minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski złapał się na haczyk pytania rosyjskiego dziennika „Kommiersant”, ustalając warunki przedłużenia kontraktu na tranzyt rosyjskiego gazu rurociągiem Jamał-Europa.

W poniedziałek dziennik „Kommiersant” opublikował obszerny wywiad swojej korespondentki Galiny Dudinoj z ministrem spraw zagranicznych Witoldem Waszczykowskim. Część wywiadu poświęcona jest relacjom gazowym Polski z Rosją.

Rosyjska dziennikarka w tej dziedzinie była dobrze zorientowana. Kiedy szef naszej dyplomacji skarżył się, że Rosja wykorzystuje handel gazem w celach politycznych, a Polska płaci za rosyjski surowiec dużo drożej niż Niemcy, które leżą dalej od Rosji, Dudina replikowała: „Ale to biznes: Niemcy mają możliwość kupować gaz gdzie indziej, a wy nie macie takiej możliwości”.

Korespondentka „Kommiersanta” zadała też pozornie niewinne pytanie: „Czy Polska planuje przedłużyć kontrakt na tranzyt rosyjskiego gazu do Niemiec gazociągiem Jamał-Europa, który upływa 1 stycznia 2020 r.?”.

Waszczykowski odparł: – Być może tak. Ale tylko jeśli Rosja zaproponuje dużo niższą cenę niż dziś.

Z kontekstu wywiadu wynika, że Waszczykowski miał na myśli niższą cenę gazu dla Polski.

Kilka słów za dużo

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo nie odpowiedziało nam, jak komentuje słowa szefa naszej dyplomacji i czy Waszczykowski konsultował z PGNiG stanowisko w sprawie przyszłości tranzytu rosyjskiego gazu przez Polskę przedstawione w rosyjskim dzienniku.

Szkoda, bo wypowiedź Waszczykowskiego rodzi wiele pytań.

Rosyjski gaz płynie przez Polskę tranzytem do Niemiec na podstawie kontraktu zawartego przez Gazprom ze spółką EuRoPol Gaz, właścicielem gazociągu Jamał-Europa. Spółka ta należy do PGNiG i Gazpromu. To znaczy, że z polskiej strony wpływ na przyszłość tranzytu rosyjskiego gazu może mieć co najwyżej PGNiG – giełdowa spółka, której jednym tylko z akcjonariuszy jest skarb państwa, reprezentowany przez Ministerstwo Energii.

Od ustalania warunków takiej umowy komercyjnej nie jest MSZ. A na pewno minister Waszczykowski nie będzie miał wpływu na to, jakie warunki tranzytu ustali Gazprom jako strategiczny akcjonariusz EuRoPol Gazu.

Innymi słowy: utrzymanie tranzytu gazu przez Polskę zależy przede wszystkim od Gazpromu, który tę kwestię w pewnej mierze będzie negocjować sam ze sobą.

Słowo haczyk

Dudina zapytała Waszczykowskiego o przedłużenie obecnego kontraktu na tranzyt gazu, a Waszczykowski złapał się, odpowiadając, że to możliwe.

Tymczasem w tak sformułowanym pytaniu był zawarty haczyk, bo ostatnia umowa gazowa rządów Polski i Rosji z 2010 r. nie przewiduje prostego przedłużenia obecnej umowy tranzytowej. Dlaczego? Bo obecnie to EuRoPol Gaz decyduje o stawkach opłat za tranzyt.

W praktyce to Gazprom decyduje o tych taryfach, bo zgodnie z umową rządów Polski i Rosji w EuRoPol Gazie wprowadzono wyjątkowe zasady zarządzania i wszystkie kluczowe decyzje w tej spółce wymagają jednomyślnej zgody reprezentantów Gazpromu i PGNiG.

Na dodatek umowa rządów Polski z Rosją z 2010 r. ograniczyła zysk netto EuRoPol Gazu do 21 mln zł rocznie. To rozwiązanie sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, bo w gospodarce rynkowej – przy zmiennych cenach towarów, kursów walut i popycie na surowce – nie da się ustalić z góry, ile ma wynieść roczny zysk netto spółki.

Takie ustalenia są czasowym odstępstwem od europejskich przepisów zaakceptowanym przez Komisję Europejską. Dlatego w przyszłości o stawkach opłat za tranzyt gazociągiem jamalskim ma decydować polska państwowa firma Gaz-System, który zgodnie z polskim prawem jest niezależnym zarządcą rury Jamał-Europa Ta zmiana wymagać będzie nowych uzgodnień z Gazpromem, także z udziałem Gaz-Systemu. A negocjacje w tej sprawie rosyjski koncern może teraz utrudniać, wykorzystując wypowiedź Waszczykowskiego, który potwierdza możliwość przedłużenia dotychczasowej umowy tranzytowej.

W razie odpowiednich ustaleń rządów Polski i Rosji oraz za zgodą KE jest to możliwe. Ale za cenę utrzymania przez Gazprom decydującego wpływu na gazociąg jamalski.

Woda na młyn Nord Stream

Wypowiedź szefa naszej dyplomacji sugeruje także, że Polska może zablokować dostawy gazu do Niemiec rurą Jamał-Europa, jeśli Gazprom nie obniży cen gazu dla Polski. Taką wypowiedź Moskwa może przedstawić jako szantaż i wykorzystać dla promocji budowy do 2020 r. nowego gazociągu Nord Stream 2, który przez Bałtyk będzie dostarczać rosyjski gaz do Niemiec.

Bo Moskwa będzie mogła teraz twierdzić, że musi stworzyć dodatkowy szlak dostaw gazu do Niemiec, gdyż Warszawa grozi Gazpromowi zablokowaniem trasy tranzytowej przez Polskę.

wybborcza.pl

7 SIERPNIA 2017

Co Andrzej Duda mówił przez ostatni rok. OKO.press przypomina

OKO.press sprawdziło dotąd 63 wypowiedzi prezydenta Andrzeja Dudy. 30 z nich uznaliśmy za fałsz lub niemal fałsz, 6 za półprawdę, a 8 – za prawdę. 19 wypowiedzi to według nas manipulacje (co oznaczamy symbolem stłuczonego fałszomierza)

Andrzej Duda objął urząd prezydenta 6 sierpnia 2015. OKO.press powstało rok później i od tego czasu uważnie śledzimy, co mówi prezydent, który według Konstytucji ma stać na jej straży. Nasza statystyka nie wypada najlepiej dla głowy państwa.

Przypominamy najciekawsze wypowiedzi prezydenta.

O UCHODŹCACH


Polska jest gotowa przyjąć każdego uchodźcę, który przybędzie, uciekając przed wojną na Bliskim Wschodzie, bez względu na wyznanie czy status ekonomiczny, o ile zastosuje się do polskich przepisów i będzie chciał pozostać w naszym kraju.

Andrzej DudaWywiad dla tygodnika „Mclean’s” za: Prezydent.pl – 12/05/2016

Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta


FAŁSZ – DUDA BEZ POKRYCIA


O TRYBUNALE KONSTYTUCYJNYM


Jeżeli komuś się wydawało, że poprzez skok na Trybunał Konstytucyjny uniemożliwi nam dokonanie zmian w Polsce i realizację naszego programu, to się mylił. Bo my jesteśmy zdeterminowani do tego, aby ten program zrealizować.

Andrzej DudaPrzemówienie w Pleszewie – 20/10/2016

fot. prezydent.pl / YouTube


FAŁSZ. SKOK PLATFORMY NA TRYBUNAŁ UDAREMNIŁ SAM TRYBUNAŁ. W GRUDNIU 2015.



Pan prezes Andrzej Rzepliński rażąco mija się z prawdą w swoich twierdzeniach. Ja cały czas działam w granicach prawa, a w szczególności w granicach konstytucji.

Andrzej Duda„Kawa na ławę”, TVN24 – 04/12/2016

fot. TVN24


FAŁSZ. PREZYDENT PRZYZNAŁ SIĘ DO TEGO PIĘĆ MINUT PÓŹNIEJ.



Chciałbym, aby pani prezes uporządkowała sprawy Trybunału. Chciałbym, aby zakończyły się wokół Trybunału i w Trybunale te gorszące spory, które do tej pory trwały i które powodowały, że Trybunał tracił tę możliwość do normalnego funkcjonowania.

Andrzej DudaUroczystość powołania prezes TK – 21/12/2016

fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta


NIE UDAŁO SIĘ. TRYBUNAŁ JEST GORSZĄCY BARDZIEJ, NIŻ KIEDYKOLWIEK.


O UŁASKAWIENIU KAMIŃSKIEGO


Decyzję prezydencką, jeżeli chodzi o pana Mariusza Kamińskiego i inne osoby, które zostały skazane (…), podjąłem na własną odpowiedzialność, korzystając z moich konstytucyjnych prerogatyw, ta decyzja jest podjęta i koniec.

Andrzej Duda„Super Express” – 12/06/2017

fot. TVP


FAŁSZ. UŁASKAWIAJĄC KAMIŃSKIEGO DUDA PRZEKROCZYŁ GRANICE SWOICH UPRAWNIEŃ.


O USTAWIE O SĄDACH


Powiedziała do mnie tak: panie prezydencie, żyłam w państwie w którym prokurator generalny miał nieprawdopodobnie silną pozycję i w zasadzie mógł wszystko. Nie chciałabym z powrotem wracać do takiego państwa.

Andrzej DudaOświadczenie w Pałacu Prezydenckim – 24/07/2017

fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta


W TYM CELU DUDA POWINIEN ZAWETOWAĆ USTAWĘ O SĄDACH POWSZECHNYCH


O DIALOGU


Prowadźmy ze sobą cywilizowany dialog. Pracujmy razem dla Polski, szanując reguły demokracji. Pragnę Państwa zapewnić, że jako Prezydent Rzeczypospolitej będę czynił wszystko, by łagodzić niepotrzebne konflikty i wyciszać spory.

Andrzej DudaOrędzie prezydenta – 31/12/2016

fot. Kancelaria Prezydenta / YouTube


PIS I PREZYDENT NIE SZANUJĄ DEMOKRACJI.


O OPOZYCJI


Nie może być tak, że politycy, którzy składali w Sejmie ślubowanie, wychodzą i nawołują do rozruchów i do popełniania przestępstw. Jest różnica pomiędzy nawoływaniem do de facto walk ulicznych, a tym żeby nawoływać do demonstracji.

Andrzej DudaOświadczenie w Pałacu Prezydenckim – 24/07/2017

fot. Krzysztof Sitkowski / KPRP


PARLAMENTARZYŚCI ANI RAZU NIE NAWOŁYWALI DO PRZEMOCY.


O WSCHODNIEJ FLANCE NATO


Szczyt NATO w WArszawie podjął decyzję o wzmocnieniu wschodniej flanki NATO. O tym, że wojska NATO przyjadą do Polski.

Andrzej DudaRMF FM – 18/01/2017

fot. Kancelaria Prezydenta / YouTube


FAŁSZ. DECYZJĘ PODJĘTO W NEWPORT W 2014 ROKU.


O SZEFIE MON


Zgodnie z zasadami konstytucyjnymi w okresie pokoju prezydent Rzeczypospolitej wykonuje swoją funkcję zwierzchnika sił zbrojnych za pośrednictwem ministra obrony narodowej. Chciałbym, żeby w tym zakresie Konstytucja RP była w pełni przestrzegana.

Andrzej DudaKonferencja prasowa po spotkaniu z Antonim Macierewiczem – 31/03/2017

fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta


NIE JEST. SZEF MON IGNORUJE PREZYDENTA. A TEN PRZYZNAJE, ŻE PIS ŁAMIE PRAWO


O PRZEMOCY WOBEC KOBIET


Wskazywałem, że u nas ta regulacja dotycząca przemocy jest bardzo dobra, funkcjonuje, jest egzekwowana. Przyjmowanie dodatkowych regulacji jest niepotrzebne, bo w Polsce to działa. W związku z tym, my nie musimy się już dodatkowo do niczego zobowiązywać.

Andrzej DudaWarto rozmawiać, TVP – 02/02/2017

fot. TV Republika / YouTube


STATYSTYKI SĄ BEZWZGLĘDNE. PONAD 87% POLEK DOŚWIADCZA PRZEMOCY SEKSUALNEJ


O WĘGLU


Węgiel jest naszym podstawowym surowcem energetycznym. Nie zastąpi go żadna energia wiatrowa, nie zastąpi go żadna inna energia, bo się to Polsce nie opłaca. To może być dodatek, ale węgiel jest podstawą, bo go mamy i jest nasz.

Andrzej DudaPrzemówienie w Bogdance – 04/12/2016

fot. prezydent.pl / YouTube


FAŁSZ. NIE OPŁACA SIĘ, BO ZAGRANICZNY WĘGIEL JEST TAŃSZY.

OKO.press

Plan Morawieckiego na razie tylko na papierze. Polska z najgorszym wynikiem od 1996 r.

– Musimy mieć przednie i tylne koło roweru – zagranicznych i polskich inwestorów – mówił w listopadzie 2016 r. wicepremier Mateusz Morawiecki. Na razie jednak wygląda na to, że ktoś nam te koła ukradł. Zresztą nie tylko koła, ale cały rower. Ekonomiści mBanku wyliczyli, że stopa inwestycji w Polsce obecnie spadła do najniższego poziomu od 1996 r.

PiS w Polsce rządzi już 21 miesięcy. Plan na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju dobrze zdiagnozował bolączki polskiej gospodarki, dając również recepty (te już nie zebrały tak szerokich pochwał ze strony ekspertów). Jedną z nich, bez wątpienia słuszną, jest oparcie wzrostu gospodarczego o inwestycje, najlepiej te najbardziej innowacyjne, które dadzą naszemu krajowi szansę zaistnienia w świecie i promowania polskiej myśli technicznej.

Polska z najniższą stopą inwestycji od 1996 r.

Brzmi pięknie, prawda? Tyle retoryka. Rzeczywistość wygląda zgoła inaczej. Jak wyliczyli ekonomiści mBanku, porównując dane jeszcze z lat 90., „z dużym prawdopodobieństwem (z dokładnością do sklejenia danych ESA’95 i ESA’10, czyli różnych systemów rachunków narodowych, metodologii) można stwierdzić, że stopa inwestycji jest najniższa od 1996 r.”.

Stopa inwestycji to poziom inwestycji w stosunku do PKB. W 2016 r., jak i obecnie, stopa ta znacząco spadła. Choć na koniec zeszłego roku wyniosła nieco powyżej 18 proc., w tym roku spadła już poniżej tego pułapu. A tak źle nie było w tym zakresie od 21 lat. To poważny sygnał ostrzegawczy dla rządu.

 

\n”,”provider”:”Twitter”}}” data-run-module-isrun=”1″>

Inwestycje. Jak to wygląda?

Zwróćmy uwagę na jeszcze jeden wątek. Pamiętajmy, że czym innym jest dynamika inwestycji, którą podajemy przy danych o wzroście PKB, a czym innym stopa inwestycji. Stopa to relacja do całości polskiego krajowego produktu brutto. A wzrost inwestycji (o którym informujemy was co kwartał), to procent, z jakim nakłady na środki trwałe (tak się inwestycje nazywają w nomenklaturze ekonomicznej) wzrosły w porównaniu do wcześniejszego okresu (sprzed roku, bądź sprzed miesiąca).PKB Polski się cały czas powiększa (bo składa się na niego również to, ile kupujemy, jak wygląda nasz import czy eksport itd.). Inwestycje są więc tylko jedną z części składowych wzrostu PKB.

Reasumując, nawet jeśli zauważyliśmy zahamowanie spadków w inwestycjach, tak jak miało to miejsce w I kwartale tego roku (-0,4 proc. r/r wobec -5,5 proc. r/r w IV kw. 2016 r.), to jednak polski PKB w tym okresie znacząco wzrósł (o 4 proc.). Ogólny bilans więc i tak jest ujemny. Warto zatem zadać pytanie, dlaczego jest tak źle.

Na pierwszy plan wysuwa się to, o czym już nieraz pisaliśmy na Business Insider Polska, mianowicie bardzo niska absorpcja środków unijnych z perspektywy finansowej 2014-2020. Zmieniły się procedury i nasz region musiał dostosować się do nowych reguł, co zajęło bardzo dużo czasu. Bez strumienia pieniędzy z Brukseli inwestycje publiczne leżały odłogiem. Firmy budowlane nie mogły znaleźć przetargów, do których mogłyby stanąć, a rząd nie rozpisywał nowych infrastrukturalnych projektów. To skutkowało największym osunięciem się inwestycji od kilkunastu lat.

Inwestycje w Polsce przyspieszą

Jednak jak coś spada, musi kiedyś wrosnąć. Z czasem ma być coraz lepiej. Zostawmy na boku słowa polityków (premier Morawiecki mówi o odbiciu w inwestycjach już w III kwartale 2017 r.) i skupmy się na prognozach ekonomistów. Najświeższy raport na tentemat przedstawił ostatnio Bank Ochrony Środowiska.

Eksperci BOŚ piszą, że w 2017 r. oczekują lekkiego wzrostu inwestycji przedsiębiorstw, po ich silnym obniżeniu w 2016 r., przy wygasaniu spadków inwestycji przedsiębiorstw publicznych (efekt wygasania środków UE ze starej perspektywy) oraz wygasaniu także wcześniejszych spadków inwestycji firm prywatnych, które wcześniej paraliżował silny wzrost niepewności firm z uwagi na wdrażane w ostatnim czasie zmiany prawno-podatkowe.

Wszystko to jednak będzie rozłożone w czasie. – Wyniki badania NBP dot. sytuacji przedsiębiorstw wskazują na bardzo stopniowy spadek tej niepewności, co łącznie z wysokim poziomem wykorzystania mocy produkcyjnych powinno sprzyjać zwiększeniu skali inwestycji przedsiębiorstw. Deklaracje firm wskazują jednak na bardzo powolny proces wzrostu tych inwestycji. Dodatkowo przedsiębiorstwa publiczne na razie nie notują jeszcze silnego ożywienia inwestycji (stopniowy proces wydatkowania środków z nowej perspektywy finansowej UE) – zauważają ekonomiści BOŚ.

Poziom niepewności polskich przedsiębiorstw

Foto: BOŚPoziom niepewności polskich przedsiębiorstw

Inwestycje publiczne odbijają, znacznie gorzej z prywatnymi

Podsumowując, inwestycje publiczne, choć jeszcze nie ruszają z kopyta, odbijają się od dna. Widać to szczególnie po danych produkcji budowlano-montażowej, która wzrosła w czerwcu w porównaniu z poprzednim rokiem o 11,6 proc. wobec 8,4 proc. miesiąc wcześniej. Po wyeliminowaniu wahań sezonowych wzrost produkcji był jeszcze większy i wyniósł 12,9 proc. r/r, najwyżej od marca 2014 r. Co najważniejsze, najsilniejsze odbicie zanotowały podmioty specjalizujące się we wznoszeniu obiektów inżynierii lądowej i wodnej. Tutaj dynamika wyniosła aż 27,4 proc.

Jednak znacznie gorzej może być w przypadku przedsiębiorstw prywatnych. Firmy te od miesięcy sygnalizują, że blokuje je kakofonia informacyjna rządu. Co chwilę resort przy Świętokrzyskiej ogłasza nowy pomysł podatku (ostatnio zmiany w CIT, które również mogą finalnie spalić na panewce), dokręca śrubę biznesowi (powstanie KAS, Jednolity Plik Kontrolny, szybkie wdrażanie nowych pomysłów bez konsultacji, wprowadzanie na chybcika nowych regulacji itd.).

Większość z tych starań, choć z jednej strony powinny zasługiwać na pochwałę, bo rząd w końcu na serio wziął się za uszczelnianie podatków, z drugiej bez solidnego planu działania, konsekwencji i koordynacji uderzają w polski sektor prywatny. Każdy kij ma dwa końce. A taka niepewność jest ostatnią rzeczą, która skłania polskie firmy do wydania gotówki i inwestowania.

Tak więc, wracając do raportu BOŚ, ekonomiści banku nie są tak optymistyczni, jak premier Morawiecki i uważają, że, biorąc pod uwagę wszystkie powyższe czynniki, w 2017 r. skala przyspieszenia nakładów inwestycyjnych firm będzie stosunkowo niewielka. Silniejszy potencjał wzrostowy analitycy dostrzegają dopiero w 2018 r.

Przewidywany skład i poziom inwestycji w 2018 r.

Foto: BOŚPrzewidywany skład i poziom inwestycji w 2018 r.

 

http://businessinsider.com.pl/finanse/makroekonomia/polska-z-najnizsza-stopa-inwestycji-od-1996-r/6h6r1tb

Bystrzaki z Nowogrodzkiej.😂😂😂

R.Czarnecki: Nie chcę malować sytuacji w czarnych kolorach, ale zauważam, że Polska gospodarka jest uzależniona od innych gospodarek.

Od lat celem naszej polityki zagranicznej była zwiększająca się obecność żołnierzy NATO w Polsce (szczyty w Walii i W-wie). Radykalny zwrot.

Waszczykowski- „Polska nie potrzebuje więcej żołnierzy NATO”. Może PIS ich nie potrzebuje i Putin ich nie potrzebuje, ale Polska- owszem.

7 SIERPNIA 2017

Amerykański dygnitarz o Polsce: ogranicza prawa człowieka jak Arabia Saudyjska

W nieoficjalnej wypowiedzi dla prestiżowego tygodnika “New Yorker” wysoki urzędnik amerykańskiej administracji zestawił Polskę z Arabią Saudyjską – mówiąc, że oba kraje ograniczają prawa człowieka. W takiej lidze teraz gramy!

Za prezydentury Baracka Obamy amerykańscy dyplomaci wielokrotnie interweniowali, próbując powstrzymać zawłaszczanie państwa przez PiS. Np. w marcu 2016 roku, w apogeum konfliktu wokół Trybunału Konstytucyjnego, amerykański ambasador odbył rozmowę z Jarosławem Kaczyńskim w tej sprawie – z której, jeśli wierzyć mediom, prezes PiS wszedł „poirytowany”. PiS przywitał zwycięstwo Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA w listopadzie 2016 roku z wyraźnym zadowoleniem. Politycy partii rządzącej liczyli, że Trump nie tylko mniej się będzie interesował polskimi sprawami, ale też pozwoli im bez przeszkód rozmontowywać instytucje demokratyczne w Polsce.

Nie przeliczyli się. Podczas wizyty w Warszawie w lipcu 2017 Trump nie tylko wsparł swoją obecnością lansowaną przez PiS koncepcję „trójmorza”, ale także wygłosił przemówienie, w którym mówił o konieczności obrony „cywilizacji” Zachodu przed obcymi, zwłaszcza zaś agresywnym islamem. Przemówienie Trumpa odbiło się szerokim echem w amerykańskich mediach: na amerykańskiego prezydenta posypały się m.in. oskarżenia o zakamuflowany w jego koncepcjach politycznych rasizm i uprzedzenia kulturowe („cywilizacja Zachodu” oznacza dla niego „cywilizację białych chrześcijan”).

Amerykańskie elity doskonale wiedzą jednak, co się dzieje nad Wisłą, i (jeśli nie liczyć Trumpa i jego wąskiego otoczenia) mają w tej sprawie wyrobione zdanie.

Szczególnie wymowne świadectwo tej opinii znalazło się w komentarzu dziennikarki tygodnika „New Yorker” (krytycznego wobec nowej administracji) o polityce zagranicznej. „Dlaczego Trump nadal jest taki tępy w sprawach polityki zagranicznej?” – pyta Robin Wright (artykuł ukazał się 4 sierpnia). (Wright używa w tym miejscu angielskiego słowa „witless” – co można elegancko przetłumaczyć jako „pozbawiony inteligencji” czy „pozbawiony dowcipu”; zdecydowaliśmy się jednak na bardziej bezpośredni przekład.) I pisze:

„Zapytałam czołowych urzędników administracji Republikanów oraz pracowników wywiadu z ośmiu poprzednich administracji o to, co według nich jest główną kwestią, którą prezydent powinien pojąć, aby odnieść sukces na światowej scenie. Oto ich różne odpowiedzi: przyjąć do wiadomości, że Rosjanie nie są przyjaciółmi Ameryki. Nie alienować dalej Europejczyków, którzy są naszymi przyjaciółmi. Zachęcać do przestrzegania praw człowieka – naczelne pryncypium amerykańskiej tożsamości – i nie składać ważnych wizyt rządom, które je ograniczają, takich jak Polska czy Arabia Saudyjska”.

Ta wypowiedź powinna zaalarmować każdy rząd w Warszawie. Oczywiście padła z ust kogoś, kto już nie prowadzi amerykańskiej polityki. Jest także anonimowa, co odejmuje jej oficjalnego ciężaru, ale dodaje szczerości. Uderzające jest jednak zestawienie Polski z Arabią Saudyjską pod względem przestrzegania praw człowieka (Trump odwiedził Arabię Saudyjską w maju i też o demokracji i prawach człowieka nie mówił, podobnie jak kilka tygodni później w Warszawie).

Takie porównanie można uznać za niesprawiedliwe – w Polsce, inaczej niż w Arabii Saudyjskiej, nie stosuje się kary śmierci, nie obcina rąk za kradzież, a kobiety mogą prowadzić samochód, tak samo jak mężczyźni. Polska jest krajem demokratycznym – przynajmniej taką mamy konstytucję – a Arabia Saudyjska to monarchia absolutna, w której władcę ogranicza tylko religijne prawo szariatu.

Porównanie jest więc na wyrost. Tym bardziej jednak należy odczytać je jako sygnał, który pokazuje, jaką opinię rząd RP ma w kręgach formujących amerykańską politykę zagraniczną.

Wright nie rozmawiała przy tym z Demokratami, tylko z Republikanami – a więc przedstawicielami establiszmentu partii, z ramienia której Trump wygrał wybory, i której konserwatyzm polityczny i obyczajowy powinien być PiS bliski. Administracja Trumpa kiedyś odejdzie i wówczas ludzie, z którymi rozmawiała Wright, będą współtworzyć politykę zagraniczną kolejnej amerykańskiej administracji. Nowy rząd w Warszawie będzie musiał wtedy długo pracować na to, aby fatalną opinię wyrobioną nam przez PiS poprawić.

oko.press

%d blogerów lubi to: