W TVP wystarczą plecy w PiS, by pozostać bezkarnym

W TVP nie chodzi o widza, lecz o abonament

Coraz częściej przekonujemy się o tym, że TVP swoim wiernym „żołnierzom” bardzo łatwo wybacza. Niedawno do pracy przywróceni zostali dwaj pracownicy stacji, którzy fotografowali się na proteście opozycji, pokazując środkowe palce.

Teraz środkowy palec – w przenośni, ale jednak – pokazał Komisji Etyki w TVP Ziemowit Piast Kossakowski, nie stawiając się na jej wezwanie. Miał się tłumaczyć z napisanego przez siebie na portalu TVP Info tekstu, w którym zarzucał protestującym lekarzom rezydentom jedzenie kanapek z kawiorem, drogie zagraniczne podróże oraz posiadanie kosztownych samochodów. Okazało się, że kawior wcale nie był kawiorem, droga wycieczka była misją medyczną, a samochód był wynajęty na kilka godzin.

Jacek Kurski wprawdzie zawiesił Kossakowskiego, ale… na – tym jak się wydaje – koniec. Kossakowski przepadł jak kamień w wodę, telefonów nie odbiera, a TVP nabrała wody w usta i trudno o jakąkolwiek informację w sprawie skandalicznej postawy reportera.

Zdaniem informatorów wp.pl, Kossakowskiemu włos z głowy nie spadnie, bo „ma mocne plecy” w Prawie i Sprawiedliwości, czym chwalił się przed współpracownikami w TVP. W poprzednich wyborach samorządowych startował na radnego warszawskiego Ursynowa. Mimo osobistego wsparcia posła Jacka Sasina, Kossakowski radnym nie został.

koduj24.pl

Znienawidzony przez PiS sędzia podsłuchiwany na zlecenie Ziobry?

Znienawidzony przez PiS sędzia podsłuchiwany na zlecenie Ziobry?

Mowa o Wojciechu Łączewskim, który trzy lata temu skazał byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego na 3 lata więzienia. To wtedy stał się dla PiS wrogiem nr 1. Po wygranych przez tę partię wyborach rozpoczęto na sędziego wręcz nagonkę.

W „Wiadomościach” TVP pojawiały się materiały, które miały zdyskredytować sędziego. Łączewski miał się np. rzekomo umawiać na Twitterze z Tomaszem Lisem na „knucie przeciwko PiS”. Ktoś strzelał w kierunku jego samochodu z broni pneumatycznej. Jest także śledzony – dziennikarz „Polityki” Piotr Pytlakowski sam widział „ogon” podczas spotkania z Łączewskim.

Pytlakowski opisuje kolejną sprawę, która miała „pogrążyć” Łączewskiego. Sędzia dowiedział się, że rok temu niejaki Marek S. doniósł na niego do prokuratury. Łączewski miał przyjmować i wręczać innym osobom łapówki. Zarzuty – oczywiście – były fałszywe. Prokuratura w Bydgoszczy prowadzi teraz śledztwo przeciwko Markowi S.

Donos spowodował jednak, że przeciw Łączewskiemu uruchomiono niewspółmierne środki. Jak pisze „Polityka”, jego sprawą zainteresowali się ludzie z podległej Zbigniewowi Ziobrze Prokuratury Krajowej. Zastosowano wobec Łączewskiego pełną kontrolę operacyjną: podsłuchiwano jego telefon, sprawdzano skrzynkę mailową i korespondencję pocztową. – „Łamano prawa obywatelskie”– uważa Piotr Pytlakowski.

Dziennikarz „Polityki” cała sprawę podsumowuje tak: – „Albo wykorzystano zeznania osoby niezrównoważonej psychicznie, aby całkowicie legalnie kontrolować znienawidzonego przez PiS sędziego, albo ktoś namówił Marka S. do takiej treści zeznań, aby mieć podkładkę do zastosowania operacji specjalnej”.

koduj24.pl

2 lata folwarku PiS

2 lata folwarku PiSKaczyński może się w końcu przeliczyć

W Polsce odżyły demony, które nie dość zostały potraktowane kołkiem osikowym.

Mamy za sobą 2 lata rządów Jarosława Kaczyńskiego. Między bajki włóżmy jakąś samodzielność Beaty Szydło. Dużo większą mają niektórzy ministrowie, tylko dlatego, że to prezesowi wisi albo się nie zna. Wisi prezesowi Jan Szyszko, bo mu obojętne, czy po nas będzie las, czy potop. Nie wisi mu zaś Mateusz Morawiecki, bo prezes nie zna się na finansach, a wicepremier potrafi oczarować barwnymi wykresami i umiejętnością prowadzenia kilku ksiąg buchalteryjnych naraz.

Od początku Kaczyński nie miał problemów z Andrzejem Dudą, acz wydawałoby się, że zaczął mu podskakiwać, lecz prezydent został zapędzony tam, skąd został wyciągnięty – do kapelusza. Kaczyński jednak zauważył korzyści z ustawionej niesforności swego królika. Duda może robić za opozycję, za pluralizm wewnątrz PiS, przyciąga media, przykrywa takie wydarzenia, jak głodówka lekarzy rezydentów, interesujący kongres w sprawie kampanii samorządowej Platformy Obywatelskiej czy też tragedię małej apokalipsy przed Pałacem Kultury i Nauki.

Dwa lata zostały stracone przez opozycję, która nie dość skonsolidowała się w celach i sposobach powstrzymania PiS, zresztą umiejętnie rozbijana przez partię Kaczyńskiego. Z porażek można się czegoś nauczyć, największą nauczką jest nie popełniać błędów. Ale PiS nauczył się też, jak wymuszać błędy na opozycji. Społeczeństwo obywatelskie ciągle szuka swego głosu. Od zdecydowanego sprzeciwu KOD, Obywateli RP, po pluralizm Łańcuchów Światła i Strajku Kobiet.

Dwa lata przybliżyły nas do dyktatury. Jeżeli szukalibyśmy jakichś powierzchownych analogii, to moglibyśmy powiedzieć, że rok 2017 jest dawno minionym 1935 rokiem. I wcale nie chodzi tylko o hitlerowskie Niemcy, ale także o nasze podwórko. W Polsce odżyły demony, które nie dość zostały potraktowane kołkiem osikowym, tj. nie zostały przepracowane społecznie, zarówno przez polityków, jak i przez edukację. Już nie zostaną z powrotem zapędzone do butelki, polski dżinn będzie przez PiS wykorzystywany.

W tej chwili widać jak na dłoni słowiańskość władzy PiS, jest byle jaka, pokraczna, mydłkowata i skołtuniona. I do takiej dyktatury zmierzamy. PiS zmierza, a my jesteśmy w tym dążeniu skuwani. Czy potrafimy przeciwstawić się celom Kaczyńskiego? Teoretycznie tak, acz potrzeba do tego zdecydowanie silniejszych protestów, masa krytyczna potrzebna do skutecznego zachwiania władzy PiS jest większa niż dotychczasowe protesty. Potrzeba też lidera godnego roku 2017 i zbliżających się lat, potrzeba nowego Wałęsy. Prostego i donośnego głosu trybuna sprzeciwu.

Musimy nadto uświadomić sobie, dlaczego PiS tak oddziałuje na Polaków. Dlaczego w gruncie rzeczy z taką łatwością przychodzi mu rozwalanie ojczyzny?

Przede wszystkim w Polsce działał i w dalszym ciągu działa syndrom folwarku. Pan może być zły, ale jego dworzanie i domownicy dają się lubić, zaś elektorat – ciemny lud – do tej pory nie wyszedł z czworaków, on tam ciągle tkwi.

Zły pan na tyle się odizolował, iż jego niedosiężność powoduje nietykalność, charyzmatyczność zła, czyli jest nieusuwalny, jest stałym elementem krajobrazu duchowego, krajobrazu władzy. U nas zawsze można było się odwołać do instancji poza naszym zasięgiem, wcale nie musiała być to rzeczywista wielkość. My wielkość nadawaliśmy często nikczemnym postaciom.

Kaczyński powtarza gest Naczelnika Józefa Piłsudskiego. Nowogrodzka jest jego Sulejówkiem. Pozycja wielce wygodna, rządzi, a nie odpowiada, zaznaje przyjemności, a nie grzeszy. Kaczyński będzie się odgradzał jeszcze bardziej. W tej chwili nie ma potrzeby, aby Beatę Szydło wymienił na siebie. Do tego może dojść tylko w akcie desperacji. Gdy Kaczyński zostanie premierem, bądźmy pewni, że PiS zostanie odsunięty od koryta.

Tak więc życzmy sobie, aby Kaczyński został wreszcie tym premierem. Przewrotne. Nie! Ten pozorny kolos ma gliniane nogi, jest wielce polski, byle jaki, mydłkowaty. Ot, co!

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Kolejny raport o stanie praworządności w Polsce.

Kolejny raport o stanie praworządności w Polsce.

Kilka dni temu Amnesty International odniosła się w swoim raporcie do praw człowieka w Polsce. Wspomina w nim o szykanach represjach, inwigilacji i mocno podkreśla, że „fakt, że uczestnicy pokojowych demonstracji są traktowani jak przestępcy, bez prawa do swobody wyrażania poglądów oraz urządzania pokojowych zgromadzeń, oddaje ponury obraz aktualnej sytuacji, jeśli chodzi o prawa człowieka w Polsce”. Mariusz Błaszczak uważa, że ten raport jest fałszywy, „sporządzony na zamówienie polityczne. Totalna opozycja mówi, że z rządem będzie walczyła przez ulicę i zagranicę. Opozycja nie chce zmieniać rządu przez wybory, ale w taki sposób”. To takie zaklinanie rzeczywistości, a tymczasem….

Tymczasem mamy kolejny raport, tym razem organizacji obrony praw człowieka Human Rights Watch (HRW) ds. Europy Wschodniej. Lydia Gall, ekspertka HRW mówi „Polska znajduje się na tej samej drodze do totalitaryzmu co Węgry”, a dotychczasowe działania obecnego rządu pokazały „jak niewiele mu zależy na praworządności i prawach podstawowych”. Organizacja podkreśla, że przez minione dwa lata, polski rząd ignorował wszelkie uwagi i zalecenia, twardo trzymając się własnego kursu politycznego. Nadał sobie liczne uprawnienia, które ograniczają prawa obywatelskie i możliwości działania opozycji.

Lydia Gall uważa, że „po dwóch latach dialogu, który nie przyniósł żadnego rezultatu, Komisja Europejska teraz powinna przy wsparciu państw członkowskich wykorzystać wszystkie swoje uprawnienia w ramach obowiązującego prawa UE”. Zaleca wręcz sięgnięcie do art. 7, który pozwoliłby na zawieszenie prawa głosu Polski w Unii Europejskiej.

HRW wzywa polski rząd do respektowania europejskich i politycznych zasad praw człowieka i tutaj pojawia się problem. Ten raport zostanie zapewne uznany za dokument oparty na fałszywych danych i antypolski. Wzniosą się głosy oburzenia, że to wszystko jest efektem działania ogólnoświatowego spisku, więc na żadną refleksję, przemyślenia, konstruktywne wnioski to raczej liczyć nie możemy. Polska władza wie najlepiej, co jest dobre dla nas, Polaków i nie odpuści.
(Źródło: wp.pl)

Tamara Olszewska

koduj24.pl

Po raz czwarty rząd PiS podnosi ceny leków dla dzieci po przeszczepach

Po raz czwarty rząd PiS podnosi ceny leków dla dzieci po przeszczepach

Profesor Tomasz Grodzki, transplantolog i senator PO, nie potrafi znaleźć odpowiedzi na pytanie, dlaczego resort zdrowia po raz kolejny podnosi ceny leków dla pacjentów po przeszczepach. Dotyczy to także dzieci – rocznie przeprowadza się u nich 150 transplantacji.

– „Zaczynamy się zastanawiać, czy rząd uprawia jakąś okrutną grę ze społeczeństwem, bo mimo apeli z dziesiątek stron – lekarzy, pacjentów, transplantologów i parlamentarzystów – przy każdej regulacji podwyższa ich cenę” – powiedział Grodzki. Bardzo mocno akcentuje, że wbrew zapewnieniom resortu tzw. leki generyczne nie mają identycznego działania jak oryginalne. Przekonuje ponadto, że „u osób po przeszczepach, które mają zmniejszoną odporność, nagła zmiana leku oryginalnego na generyczny może wywołać skutki uboczne, łącznie z odrzuceniem przeszczepu”.

Z projektu listopadowej listy refundacyjnej wynika jasno, że do blisko 800 zł zdrożeje zawiesina Valcyte dla dzieci po przeszczepach. Na dodatek lek ten nie ma stosownego zamiennika. Jeszcze do maja specyfik, którego dzieci potrzebują nawet dwa opakowania miesięcznie, kosztował 316,84 zł. Teraz koszt miesięcznej kuracji sięga nawet 2 tys. zł.

Z listy całkowicie zniknęły też tabletki Valcyte, które w kwietniu kosztowały 3,20 zł, w maju 1327,15 zł, w lipcu zdrożały do 1916,83 zł, a we wrześniu osiągnęły maksimum – 2427,13 zł. – „To oznacza, że osoby, które do tej pory brały ten lek, zostały teraz pozbawione wyboru i będą musiały brać zamiennik, którego ich organizm może nie tolerować”– uważa Iwona Nowik z Elbląga, która w styczniu 2015 r. przeszła przeszczep wątroby. Tabletki CellCept, które bierze jako jedne z 13 leków, zdrożały z 54,23 zł do 76,91 zł. To znaczy, że za trzy opakowania w miesiącu zapłaci ponad 200 zł, a za wszystkie leki – blisko 500 zł – połowę swojej renty.

Pacjenci po transplantacjach są zrozpaczeni. Dochodzi do tego, że coraz częściej zastanawiają się, czy jest sens poddawać się przeszczepowi, jeśli np. jeszcze przez kilka lat mogą przeżyć, stosując np. dializę.

koduj24.pl

Koniec z tajemnicami Podkomisji Smoleńskiej? Wygraliśmy z nią w sądzie, musi ujawnić podpisane umowy

25.10.2017

250 dni. Dokładnie tyle czekamy na udostępnienie informacji o wydatkach Podkomisji Smoleńskiej. Ile kosztowało wysadzenie modelu Tupolewa? Ile pieniędzy kosztują ekspertyzy i kto je przygotowuje? Właśnie wygraliśmy z zespołem Antoniego Macierewicza w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Warszawie. Czas na reakcję Podkomisji i koniec tajemnic o jej finansach.

Podkomisja smoleńska, czyli zespół ekspertów Antoniego Macierewicza, wydała w pierwszym roku działalności 1,4 mln zł. W tym roku jej budżet jest na zbliżonym poziomie. Postanowiliśmy powiedzieć „sprawdzam”, gdy tylko na wierzch wypłynęły informacje o jej finansach. Sprawa zaczęła się w lutym br.

Chcieliśmy się dowiedzieć dokładnie, jak komisja wydaje publiczne pieniądze (lub MON w imieniu komisji, gdyż to resort zapewnia obsługę administracyjną).

Dlatego jeszcze w lutym wysłaliśmy do Podkomisji wniosek o udostępnienie informacji publicznej. Najpierw leżał bez odpowiedzi. Później otrzymaliśmy mgliste wyjaśnienia i wciąż – brak zgodnej z przepisami odpowiedzi. Dlatego poszliśmy do sądu. I wygraliśmy. Właśnie otrzymaliśmy uzasadnienie wyroku. Dzielimy się nim z wami, czytelnikami. Bo to dla was walczymy o te informacje.

Co najważniejsze, Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie zobowiązał Podkomisję ds. Ponownego Zbadania Wypadku w Smoleńsku do odpowiedzi na nasz wniosek.

Sąd nie ma żadnych wątpliwości, że odpowiedź – zgodna z przepisami – nam się należy.

Jednocześnie WSA idzie dalej. Należy nam się nie tylko odpowiedź (która zawsze może być odmowna pod innym pretekstem), ale po prostu wnioskowane dokumenty.

Sąd jest przekonany, że poznanie szczegółów umów umożliwia ich „obywatelską ocenę”. W ten sposób można ocenić czy zadania, za które płacą wszyscy polscy podatnicy, są powierzone odpowiednim osobom. Jednocześnie sąd jest zdania, że tylko przez sprawdzanie umów można ocenić, czy „nie były w istocie zakamuflowanym sposobem nieuprawnionego przepływu środków publicznych do osób prywatnych”. Ten argument polskie sądy wyciągały już wielokrotnie. Wyciągnął i w naszej sprawie.

Macierewicz zdradza, ile potrwa śledztwo ws. Smoleńska

Sąd podkreślił, że nie ma żadnych wątpliwości, że wiedza o zawieranych przez organ umowach cywilno-prawnych to informacja publiczna. Należy się to zatem i nam, i naszym czytelnikom.

WSA nie uwzględnił wyjaśnień Podkomisji. Stwierdził, że unika odpowiedzi, gdyż ma małe doświadczenie w kwestii udzialania informacji i obowiązków z tego wynikających. Naszym zdaniem doszło do rażącego naruszenia prawa. WSA nie podzielił tej opinii. Dlatego nie wymierzył żadnych kar. Ale linię obrony Podkomisji sąd określa jako niezwiązaną zupełnie z materią tego sporu.

Z odpisu wyroku płyną całkiem ciekawe wnioski. Po pierwsze poznaliśmy argumenty Podkomisji Smoleńskiej. A ta wielokrotnie tłumaczyła, że nie ujawniłem celu swoich pytań. I dlatego nie dostanę odpowiedzi. Nie ujawniłem, gdyż nie musiałem tego robić. Dostęp do informacji to prawo każdego obywatela.

Przedstawiciele podkomisji smoleńskiej w piśmie sądowym podnoszą, że najpewniej materiał wykorzystałbym do atakowania komisji. Jak argumentują – wynika to z „retoryki portalu informacyjnego WP”. Informacje o finansach mielibyśmy też wykorzystać, by wpłynąć na prace komisji. Mielibyśmy m.in. dyskredytować ekspertów, których opłaca. Mieliśmy „atakować ich medialnie”.

Jednocześnie sąd rozprawił się z dotychczasową linią obrony podkomisji smoleńskiej. Argumentowała ona, że wszelkie informacje dotyczące prac i wyników badań są objęte tajemnicą. A ma wynikać to z przepisów prawa lotniczego.

WSA jednoznacznie ocenił, że podpisane umowy cywilno-prawne nie mają nic wspólnego z wynikami badań, które prowadzi komisja.

Bielan: Nie wykluczam, że spotkań PAD-JK może być więcej, dwa lub trzy

Bielan: Nie wykluczam, że spotkań PAD-JK może być więcej, dwa lub trzy

– Miałem nieoficjalne informacje, że pan prezydent Andrzej Duda nie zaakceptował naszych wszystkich poprawek i dlatego starałem się obniżyć oczekiwania. Ostatnie spotkanie prezesa Kaczyńskiego z prezydentem rzeczywiście przybliżyło nas do kompromisu. Nie wynegocjowaliśmy jeszcze porozumienia wobec wszystkich zapisów. Na pewno odbędzie się jeszcze jedno spotkanie na tym szczeblu, ale nie wykluczam, że tych spotkań może być więcej, dwa lub trzy – stwierdził Adam Bielan w rozmowie z w Polityce.pl.

– Myślę, że generalnie w tej kadencji prezes Prawa i Sprawiedliwości i prezydent Duda będą się często spotykać. Ile jeszcze czasu będą musieli poświecić na dyskusję wokół reformy wymiaru sprawiedliwości, to trudno powiedzieć – dodał wicemarszałek Senatu.

 

HGW: Jaki jest mściwy i nie respektuje prawa. Jest nastawiony na dręczenie mnie

– Komisja weryfikacyjna nieprawidłowo stosuje prawo. Przewodniczący Jaki chwalił się, że napisał ustawę o komisji i on ją stosuje tak jak chce. W sposób wolontarystyczny, mszcząc się na politycznych przeciwnikach, robiąc sobie w ten sposób kampanię na kandydata na prezydenta warszawy – mówiła Hanna Gronkiewicz-Waltz na briefingu. Jak dodała:

„Mało że komisja jest niekonstytucyjna, to jeszcze Patryk Jaki swoimi działaniami obciąża mieszkańców. Doskonale wiedział, że nie można nakładać grzywny na piastuna i że nie ma takiej sankcji w ustawie, którą sam napisał”

Jak mówiła dalej:

„WSA potwierdził to, co mówiłam wielokrotnie: my jesteśmy organem, nie stroną i nie wolno nakładać na nas grzywny. Takie są zasady i prawo (…) Naruszył prawo, Konstytucję. Musi mieć tego świadomość. Ja ostrzegałam, że jesteśmy organem, nie stroną”

– Jest nastawiony [Jaki] na dręczenie mnie, to ściągnął z mojego konta. Łamie prawo – dodała. Jak stwierdziła, Jaki jest mściwy i nie respektuje prawa.

 

Błaszczak: Władze PiS mają wpływ na kształt rządu, a liderem PiS jest Kaczyński, autor programu. To chyba oczywiste

– Od 2015 roku, po wygranych wyborach, rządzi rząd PiS. To nie jest rząd autorski, rząd techniczny, to rząd wyłoniony wokół programu PiS, a więc to władze PiS mają wpływ na kształt rządu, a liderem PiS jest premier Kaczyński, autor programu. To chyba wszystko zupełnie oczywiste – mówił Mariusz Błaszczak na briefingu.

 

WSA uchylił pierwszą grzywnę nałożoną na HGW przez komisję weryfikacyjną

 

PFN odmówiła stołecznemu ratuszowi informacji o finansowaniu kampanii dotyczącej reformy sądów

Polska Fundacja Narodowa odmówiła stołecznemu ratuszowi informacji o finansowaniu kampanii dotyczącej reformy sądów – podaje Radio Zet. Fundacja zasłoniła się tajemnicą przedsiębiorstwa i zarzuciła miastu motywację polityczną.

Według stacji, zarząd fundacji napisał, że ratusz rozpoczął postępowanie nadzorcze wobec fundacji z powodu „nieprawdziwych doniesień prasowych i odmiennych przekonań politycznych w stosunku do niektórych członków zarządu”.

300polityka.pl

2 lata folwarku PiS

Mamy za sobą 2 lata rządów Jarosława Kaczyńskiego. Między bajki włóżmy jakąś samodzielność Beaty Szydło, dużo większą mają niektórzy ministrowie, tylko dlatego, że to prezesowi wisi, albo się nie zna. Wisi prezesowi Jan Szyszko, bo w mu obojętne, czy po nas będzie las i potop. Nie wisi mu zaś Mateusz Morawiecki, bo prezes nie zna się na finansach, a wicepremier potrafi oczarować barwnymi wykresami i umiejętnością prowadzenia kilku ksiąg buchalteryjnych na raz.

Od początku Kaczyński nie miał problemów z Andrzejem Duda, acz wydawałoby się, że zaczął mu podskakiwać, lecz prezydent został zapędzony tam, skąd wyciągnięty, do kapelusza. Kaczyński jednak zauważył korzyści z ustawionej niesforności swego królika. Duda może robić za opozycję, za pluralizm wewnątrz PiS, przyciąga media, przykrywa takie wydarzenia, jak głodówka lekarzy rezydentów, interesujący kongres ws. kampanii samorządowej Platformy Obywatelskiej, czy też tragedię małej apokalipsy przed Pałacem Kultury i Nauki.

Dwa lata zostały stracone przez opozycję, która nie dość skonsolidowała się w celach i sposobach powstrzymania PiS, zresztą umiejętnie rozbijana przez partię Kaczyńskiego. Z porażek można się czegoś nauczyć, największą nauczką jest nie popełniać błędów. Ale PiS nauczył się też, jak wymuszać błędy na opozycji. Społeczeństwo obywatelskie ciągle szuka swego głosu. Od zdecydowanego sprzeciwu KOD, Obywateli RP, po pluralizm Łańcuchów światła i Strajku Kobiet.

Dwa lata przybliżyły nas do dyktatury. Jeżeli szukalibyśmy jakiś powierzchownych analogii, to mogłibyśmy powiedzieć, że rok 2017 jest dawno minionym 1935 rokiem. I wcale nie chodzi tylko o hitlerowskie Niemcy, ale także o nasze podwórko. W Polsce odżyły demony, które nie dość zostały potraktowane kołkiem osikowym, tj. nie zostały przepracowane społecznie, zarówno przez polityków, jak przez edukację. Już nie zostaną z powrotem zapędzone do butelki, polski dżinn będzie przez PiS wykorzystywany.

W tej chwili widać jak na dłoni słowiańskość władzy PiS, jest bylejaka, pokraczna, mydłkowata i skołtuniona. I do takiej dyktatury zmierzamy. PiS zmierza, a my jesteśmy w tym dążeniu skuwani. Czy potrafimy przeciwstawić się celom Kaczyńskiego? Teoretycznie tak, acz potrzeba do tego zdecydowanie silniejszych protestów, masa krytyczna potrzebna do skutecznego zachwiania władzy PiS jest większa niż dotychczasowe protesty. Potrzeba też lidera godnego roku 2017 i zbliżających się lat, potrzeba nowego Wałęsy. Prostego i donośnego głosu trybuna sprzeciwu.

Musimy nadto uświadomić sobie, dlaczego PiS tak oddziaływuje na Polaków. Dlaczego w gruncie rzeczy z taka łatwością przychodzi mu rozwalanie ojczyzny?

Przede wszystkim w Polsce działał i w dalszym ciągu działa syndrom folwarku. Pan może być zły, ale jego dworzanie i domownicy dają się lubić, zaś elektorat – ciemny lud – do tej pory nie wyszedł z czworaków, on tam ciągle tkwi.

Zły pan na tyle się odizolował, iż jego niedosiężność powoduje nietykalność, charyzmatyczność zła, czyli jest kimś więcej niz potrzbny, jest nieusuwalny, jest stałym elementem krajobrazu duchowego, krajobrazu władzy. U nas zawsze można było się odwołać do instancji poza naszym zasięgiem, wcale nie musiała być to rzeczywista wielkość, my wielkość nadawaliśmy często nikczemnym postaciom.

Kaczyński powtarza gest Naczelnika Józefa Piłsudskiego. Nowogrodzka jest jego Sulejówkiem. Pozycja wielce wygodna, rządzi, a nie odpowiada, zaznaje przyjemności, a nie grzeszy. Kaczyński będzie się odgradzał jeszcze bardziej. W tej chwili nie ma potrzeby, aby Beatę Szydło wymienił na siebie. Do tego może dojść tylko w akcie desperacji. Gdy Kaczyński zostanie premierem, bądźmy pewni, że PiS zostanie odsunięty od koryta.

Tak więc życzmy sobie, aby Kaczyński został wreszcie tym premierem. Przewrotne. Nie! Ten pozorny kolos ma gliniane nogi, jest wielce polski, bylejaki, mydłkowaty, pokraczny kołtun. Ot, co!

2 lata władzy PiS, dwa lata rządów Alternatywy 4

Dwa lata rządów PiS dobrze oddaje obrazek z umocowaniem tabliczki „Alternatywy 4″ (dzisiaj to Nowogrodzka 84/86).

Absurdy władzy są codziennością, coraz bardziej groźne dla kraju i wolności obywatelskich, przerażają, ale… przyzwyczailiśmy się. I to jest najgorsze.

PiS na to liczy, bo będzie jeszcze gorzej. Codziennie nam dawkuje się arszenik dyktatury, na który jesteśmy coraz bardziej odporni.

Zastraszanie, inwigilacja, ograniczanie praw. Cel: walka ze społeczeństwem obywatelskim.

Dziennikarze zastanawiają się, czy Kaczynski zostanie nowym premierem?

Nie!

Nie ma takiej potrzeby. Szydło jest bez znaczenia.

Gdyby Duda nie złamał się przy ustawach sądowych, Kaczyński byłby zmuszony zostać premierem.

Dlaczego Kaczyński nie chce nim zostać?

Z dwóch powodów. Działa syndrom folwarku. Zły pan i jego dobrzy ludzie z salonu (rząd) i z czworaków (elektorat, ciemny lud).

A drugi syndrom – Naczelnika. Piłsudski rządził z Sulejówka, Kaczyński z Nowogrodzkiej. Rządził i za nic nie odpowiadał. Głowę dadzą Szydło i Duda.

Jak długo będą trwały rządy PiS?

Trzy odpowiedzi. Jedna. Na jak długo pozwoli społeczeństwo obywatelskie, bo ono może obalić tę dyktaturę, ale do tego potrzeby protestów takich, jakich do tej pory nie było. Wielokrotnie, a może dziesięciokrotnie i więcej ludzi musi wyjść na ulice – może Majdany – którzy zmuszą do abdykacji tę władzę, a elektorat przejrzy na oczy.

Druga. Zawalenie się finansów państwa. PiS rządzi w czasie koniuktury światowej, która nie jest wieczna.

Trzecia. Naturalne zejście Naczelnika. Piłsudskiego w 1935 roku. W którym jesteśmy roku obecnie? Na pewno sytuacja polityczna dawno ma za sobą rok 1926. Obliczam, iż w 1932, 33.

Wyprowadzenie przez PiS Polski z Unii Europejskiej przyspieszy procesy odsunięcią tej władzy od koryta.

Powyższe scenariusze są czarne, depresjonujące, dołujące. Ale z tym trzeba się liczyć.

Wierzę, że PiS straci władzę łagodniej, a Polska znowu będzie normalna. Program PiS jest diabelnie prosty.

>>>

2 lata to dość rządów PiS. Czas na pisowskie harakiri – pisdoo

Waldemar Kuczyński w dwóch akapitach opisał 2 lata rządów PiS.

Dwa lata marszu nad urwisko!

25 października, zwycięstwo Jarosława Kaczyńskiego i jego poddanych w wyborach parlamentarnych z możliwością utworzenia rządu większościowego. Po wcześniejszym zwycięstwie Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich, władza ustawodawcza i wykonawcza pod kontrolą jednego człowieka o formalnym statusie posła, a faktycznie dyktatora superstruktury politycznej zorganizowanej na modłę totalitarną (partia). Po dwu latach jego rządów, bo to są rządy Prezesa PiS a nie premier Szydło, czy prezydenta Dudy, mamy w znacznym stopniu zniszczone instytucje demokracji polegającej na podziale i wzajemnej kontroli władz, zastępowane stopniowo przez fasady wyprane z treści, pozwalające naciekać państwo tym samym totalitarnym stylem, którym rządzona jest przez Kaczyńskiego partia. Od dwóch lat Polska jest rządzona kanonem dobrze kilka dni temu opisanym przez Zofię Romaszewską; „Kaczyńskich chce to wszystko wziąć za łeb”. Że tak będzie było oczywiste już ponad 10 lat temu, niestety oczywistości nie dostrzegano. Niszczenie mechanizmów demokracji i totalizacja rządzenia państwem będą postępowały, chyba, że obudzi się ogromny bunt społeczny, a na pewno się nie obudzi szybko, choć kiedyś się to stanie, zapewne dramatycznie, albo część obozu władzy uświadomi sobie, że Kaczyński prowadzi Polskę na skraj przepaści. Bo ją tam prowadzi.

Drugim bowiem skutkiem zmiany spowodowanej przez samych Polaków, tych co poparli PiS i tych, którzy zostali w domach, jest dramatyczna destrukcja pozycji Polski w Unii Europejskiej i nie tylko w niej, także, mimo pozorów, w Stanach Zjednoczonych. Polska jest prawie u drzwi wyjściowych z Unii, lub może lepiej Unia jest prawie u drzwi wyjściowych z Polski. I dzieje się to w czasie, gdy mimo naszej wcale nie tak wielkiej wagi pośród jej członków, mieliśmy i nadal mamy szansę mieć o wiele więcej znaczenia i wpływu, niż wynika to z naszego ciężaru. Pod warunkiem, że stanęlibyśmy jednoznacznie, zdecydowanie, wiarygodnie obok krajów motorów Unii; Francji i Niemiec i to w dziele rozwoju, wzmocnienia Unii, a nie jej rozwadniania, obezwładniania, co jest zamiarem Kaczyńskiego. Te dwa kraje potrzebują wsparcia i wiele, by za nie dały. Przegramy tę stawkę i te możliwość, oby nie z bardzo poważnymi konsekwencjami na przyszłość. Bo dla Polski, jak i dla innych krajów środka Europy, dobra przyszłość to członkostwo w Unii, pełne, jak najgłębsze. Dobrej alternatywy dla Unii nie ma, zła jest. Wstępem do niej jest miraż Trójmorza. Nie będzie go, bo nie ma niczego tak wspólnego w tej części geografii, co by te kraje spoiło. Miraż się rozwieje i zostanie samotność, izolacja, kawałek Europy, jak pochyłe drzewo, na które chętnie wskoczy przy jakiejś okazji nie wyleczona ciągle z imperializmu Rosja. Historia nie kończy się dziś i nie musi być taka, jak jest dziś, pozornie bezpieczna. Obyśmy bardzo tego 25.10 nie żałowali i oby ono nie przeszło do listy dat – nieszczęść, które zgotowaliśmy sobie sami. Oby to się nie stało.

 

 

Petru: Lepiej byłoby, gdyby Kaczyński był premierem. Można byłoby go postawić przed Trybunałem Stanu

– Uważam że lepiej byłoby, gdyby Kaczyński był premierem rządu. Można byłoby go w końcu poddać pod Trybunał Stanu. To osoba, która innymi się wysługuje, a sam boi się odpowiedzialności. Gdyby dalej postępował tak, jak narzuca to Beacie Szydło, byłby pierwszym kandydatem do postawienia pod Trybunałem Stanu. Tak trudniej go złapać za rękę – mówił Ryszard Petru w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” TVN24. Jak przyznał, szanse na zmianę premiera są niskie, bo Kaczyński nie jest osobą, która lubi podejmować decyzje i ma problemy ze wstawaniem rano.

Pytany o ministrów, którzy powinni odejść, wymienił Zbigniewa Ziobrę, Witolda Waszczykowskiego i Antoniego Macierewicza. Lider Nowoczesnej zostawiłby za to Annę Streżyńską.

300polityka.pl

STAN GRY: Zaremba: Rząd Kaczyńskiego byłby sprawniejszy, Karnowski o grze wokół dymisji Szydło, GPC krytykuje PBS za występ w TVN

— 2 LATA TEMU  Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory.

— 300LIVE: GOWIN O REKONSTRUKCJI, BUDKA O TEŚCIE SCHETYNY, PETRU O WYGRANIU WSZYSTKICH MIAST PREZYDENCKICH, TRZASKOWSKI O WARSZAWIE:http://300polityka.pl/live/2017/10/25/

— ABP JĘDRASZEWSKI O POTRZEBIE SPRZECIWU WOBEC ZŁA I WOLNYCH NIEDZIELACH – mówił w homilii podczas mszy dla KK Solidarność: “Wymienił też dwie postawy, które stoją w sprzeczności z solidarnością: konformizm (wewnętrzną zgodę na to, co jest złe) oraz unik, czyli przyjęcie polityki strusia, polegającej na tym, by zamknąć oczy i nie widzieć problemów świata”. http://krakow.gosc.pl/doc/4270057.Abp-Jedraszewski-Wolne-niedziele-trzeba-odzyskac

— JAROSŁAW GOWIN NA SPOTKANIU RADY NAUKOWEJ KOMISJI EPISKOPATU O AUTONOMII NAUK KOŚCIELNYCH I GRANTACH DLA UCZELNI KATOLICKICH:“Podczas spotkania przytaczano konkretne fakty świadczące o tym, że w komisjach przyznających granty dla uczelni czy wydziałów kościelnych, decydowały niekiedy względy bardziej ideologiczne niż merytoryczne, dlatego grantów po prostu nie przyznawano” – stwierdził przewodniczący Rady”. https://ekai.pl/warszawa-jaroslaw-gowin-gosciem-rady-naukowej-kep/

— BUDOWNICZY MOSTÓW – Jan Turnau o prymasie Polaku: “Arcybiskup Wojciech jest dużą indywidualnością kościelną. Coraz to słyszymy jego wypowiedzi bardzo śmiałe i ważne na różne tematy życia publicznego. A to w sprawie świeckości państwa, żeby Sejm nie zajmował się rocznicą objawień w Fatimie, a to, żeby szanował trójpodział władzy państwowej, a to o przyjmowaniu uchodźców, że to wielka sprawa moralna i ksiądz, który tego nie rozumie, powinien być suspendowany. Ta ostatnia wypowiedź padła w niedawnej rozmowie z „Tygodnikiem Powszechnym” i wywołała ostre reakcje na prawicy. Publiczną jednego księdza profesora, prywatnie pewnie niejednego duchownego, pewnie niejednego biskupa. Ale taka jest właśnie cena dialogu, prób porozumienia z ludźmi nie tylko politycznej i kościelnej prawicy”. http://wyborcza.pl/7,75968,22559147,budowniczy-mostow.html

— MARSZAŁEK KPI Z LEKARZY: PRACUJCIE DLA IDEI – tytuł w Fakcie.”Ideowcy z PiS zgarniają kokosy”.

— SZYDŁO ZMIĘKCZAŁA PRZEKAZ, KACZYŃSKI BY GO UTWARDZAŁ – rozważania Piotra Zaremby w DGP: “Po odejściu Szydło władza miałaby jedną twarz. Pani premier rozmiękcza przekaz. Kaczyński, z dużym elektoratem negatywnym, by go utwardzał. Z punktu widzenia PR to ogromne ryzyko”.

— RZĄD BYŁBY SPRAWNIEJSZY – konkluzja Zaremby: “Ale rząd byłby sprawniejszy – jak był w latach 2006–2007, gdyby Kaczyński sprawdził się w roli silnego szefa rządu. (…) Pomimo samowładnych gestów prezesa to byłaby koalicja. Ale sprężystość organizacyjna bardzo by się zwiększyła. Znikłby pretekst do spekulacji o kierowaniu państwem z tylnego siedzenia. Byłaby to uczciwa gra z Polakami”. http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/561095,politycy-pis-los-beata-szydlo-przesadzony.html

— KTOŚ MA DUŻY APETYT NA POTRAWĘ PARTYJNĄ UGOTOWANĄ NA POLITYCZNYM TRUPIE SZYDŁO – Michał Karnowski: “Tak, ktoś ma naprawdę duży apetyt na nową potrawę partyjną, ugotowaną na politycznym trupie Beaty Szydło. Podejrzewam, że znowu chodzi o jakiś nowy, lepszy PiS, jakieś nowe PJN, nad czym zresztą redaktor Szułdrzyński i jego przyjaciele długie już lata ciężko pracują. Do dziś bezskutecznie, dziś miejsca na to nie ma. Ale widocznie sądzą, że gdy Kaczyński zastąpi Szydło, przestrzeń taka się pojawi. Warto to wziąć pod uwagę”. https://wpolityce.pl/m/polityka/363850-ktos-ma-naprawde-duzy-apetyt-na-nowa-potrawe-partyjna-ugotowana-na-politycznym-trupie-beaty-szydlo

— KACZYŃSKI NA FOTELU PREMIERA TO SYGNAŁ, ŻE BÓJ TO JEST NASZ OSTATNI – Rafał Kalukin: “Kaczyński w fotelu premiera będzie sygnałem, że „bój to jest nasz ostatni”. Do ostatecznego zwycięstwa albo klęski. Do ostatecznego zwycięstwa albo klęski. Realne skutki takiej operacji z pewnością nie będą przyjemne dla obywateli odległych od obozu rządzącego. Ale z punktu widzenia czytelności reguł sporu, który rozgrywa się w Polsce, premier Kaczyński to mimo wszystko lepsza opcja. Bez wątpienia karty zostałyby bowiem szybko odsłonięte i poznalibyśmy faktyczną treść projektu, bez zbędnych upiększaczy i parawanów. Warto wiedzieć, o co tak naprawdę toczy się ta gra”. http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1725160,1,czy-jaroslaw-kaczynski-zostanie-nowym-premierem.read

— ZDANIEM PAWŁA LISICKIEGO WYMIANA PREMIERA TO WIĘKSZE RYZYKO NIŻ ZYSKI: “Biorąc to wszystko pod uwagę, trudno uznać, żeby obecnie zmiana na stanowisku premiera mogła się PiS opłacić. Ryzyko jest chyba większe niż potencjalne zyski. Tym bardziej, że wszystkie kolejne sondaże wyraźnie pokazują ogromną przewagę rządzących. W niektórych PiS może nawet liczyć na większość konstytucyjną. Jest to możliwe właśnie dzięki dobremu podziałowi ról”.

— WEJŚCIE KACZYŃSKIEGO MOŻE DOKONAĆ SIĘ TYLKO RAZ – DALEJ LISICKI: “Taka zmiana na stanowisku premiera, jeśli zająłby je Jarosław Kaczyński, może dokonać się tylko raz. A w każdej grze, także grze politycznej, należy zostawić sobie ostatniego asa (lub ostatni nabój) na koniec. Na chwilę kryzysu lub skrajnego niebezpieczeństwa. Być może takim momentem byłoby gwałtowne pogorszenie koniunktury zagranicznej albo jakiś gwałtowny wybuch wewnętrzny? Tak czy inaczej raz dokonana zmiana nie mogłaby być cofnięta”.

— LISICKI: KACZYŃSKI WYZBYŁBY SIĘ ATUTU: “Jarosław Kaczyński jest niekwestionowanym przywódcą i wizjonerem, poza tym pełni i tak rolę ostatecznej instancji dla skłóconych polityków. Jednak ma obok siebie łagodzącą mu wizerunek Beatę Szydło i nie musi wprost zajmować się zarządzaniem. Trudno zrozumieć, dlaczego akurat teraz prezes PiS miałby się tego atutu pozbywać. Byłoby to, sądzę, oddawanie niepotrzebnego pola opozycji”. https://opinie.wp.pl/pawel-lisicki-ryzyko-zmiany-premiera-6180246336395393a

— SZYDŁO W TVN TO JAKBY TUSK O SWOICH REKONSTRUKCJACH MÓWIŁ W TV REPUBLIKA – Jacek Liziniewicz w GPC: “Premier zmiany ogłosiła na antenie TVN24. To zaskakujący manewr. To tak, jakby Donald Tusk zapowiadał zmiany w swoim rządzie w telewizji Republika. No, ale ponoć to teraz media i dziennikarze są szykanowani przez rząd. W każdym razie rekonstrukcyjna machina ruszyła. Sygnał dany przez premier jest pewnie jasny dla jego odbiorców, a spektakl potrwa kilkanaście dni. Dla opozycji nie rozpisano w nim roli. Oznacza to, że już dziś politycy PO i innych partii mogą się zająć wyborem zniczów”. http://gpcodziennie.pl/71191-czasrekonstrukcji.html

— PRZED REKONSTRUKCJĄ I PO NIEJ – RZĄDZI KACZYŃSKI – RAFAŁ ZAKRZEWSKI W GW: “Prezydent nagle stał się samodzielny, ale pozostaje ważny dla rządzącego obozu. Trzeba się więc dogadać. Pofantazjujmy: może Kaczyński uznał, że „rekonstrukcja rządu” się tu przyda. Weźmie formalnie władzę, Antoniemu Macierewiczowi, otwartemu wrogowi Dudy, zetnie głowę i poda mu na tacy. W zamian Duda przyjmie plan PiS panowania nad sądownictwem. I zapanuje zgoda. Tyle wróżenia z fusów. A w realu: przed rekonstrukcją czy po niej – rządzi Kaczyński”. http://wyborcza.pl/7,75968,22559077,kaczynski-rzadzil-i-bedzie-rzadzil-czyli-o-rekonstrukcji-rzadu.html

— ZOSTANIEMY BEZ PIENIĘDZY I BEZ DEMOKRACJI – EWA KOPACZ w rozmowie ze Stanisławem Skarżyńskim: “Wyborcy zdecydowali, że z tej dobrej koniunktury i naprawy skorzystali nasi następcy, ale widzimy, co dzieje się w Rosji, kiedy Putinowi zaczyna brakować pieniędzy z ropy i gazu. A Putin dobrą koniunkturę wykorzystał do tego samego celu co PiS – do kupowania spokoju społecznego. Kiedy pieniądze się skończyły, demokracji już nie było. Pod rządami PiS w Polsce może być tak samo – zostaniemy bez pieniędzy i bez demokracji”.

— KOPACZ O ZDROWIU I OSZUSTWIE SZCZEPIONEK ANTYGRYPOWYCH: “– Rządziliśmy w innych czasach, było mniej pieniędzy, ale determinacja ministra zdrowia powodowała, że znajdowały się środki na działania. Podziwiamy dziś Lotnicze Pogotowie Ratunkowe, te żółte śmigłowce. Mimo ciężkich czasów kupiła je moja ekipa, zbudowaliśmy też lądowiska. Znaleźliśmy miliard złotych dla ratowników. Nie wydaliśmy pieniędzy na szczepionki na grypę, które okazały się oszustwem, ale kupiliśmy sztuczne płuca do każdego ośrodka, żeby ratować ludzi z najcięższymi powikłaniami po grypie. Uruchomiliśmy program transplantacyjny – 45 milionów złotych rocznie – co pozwoliło podnieść polską transplantologię do poziomu europejskiego po załamaniu spowodowanym pierwszymi rządami PiS”. http://wyborcza.pl/7,75398,22559191,ewa-kopacz-rzadzilismy-w-innych-czasach-bylo-mniej-pieniedzy.html

— ANTONI DUDEK UWAŻA ŻE WALKA PIS Z ELITĄ SPOŁECZNĄ NIE EKSCYTUJE WIĘKSZOŚCI – jak mówi w rozmowie z Agatą Kondzińska w GW: “– Głównie z dotychczasową elitą społeczną. A to elektorat kilkunastoprocentowy, który trwa przy opozycji liberalnej. Cała reszta to są tzw. zwykli ludzie, których mało interesuje, jakie fronty otwiera PiS. Niektóre z nich nawet ich cieszą, np. sądowy. Pani patrzy na ten spór przez pryzmat osoby uważającej, że niezależny Trybunał Konstytucyjny jest niezbędny, a fundamentem porządku jest niezawisłość sędziowska. Ale jest w Polsce masa ludzi, których to kompletnie nie interesuje. Chcą tylko, żeby sądy działały szybciej, a oni byli w nich dobrze traktowani”.

— PRZEZ PRYZMAT INTERESU PIS – KACZYŃSKI NIE POWINIEN BYĆ PREMIEREM – UWAŻA DUDEK: “Patrząc jednak przez pryzmat interesu PiS i Kaczyńskiego, to absolutnie nie powinien być premierem. Jeśli nim zostanie, spadną notowania rządu, a prezes będzie miał mniej czasu na realne rządzenie”.

— DUDEK O PRZESADNEJ RETORYCE: “– Użyto przesadnej retoryki. Przecierałem oczy ze zdumienia, gdy ludzie, których miałem za poważnych, mówili, że atmosfera w Polsce przypomina im 1933 rok w Niemczech. Dla przeciętnego Polaka to było absurdalne”.

— DUDEK O CENTROWYM KUKIZIE: “Jeśli PiS chce wygrać, musi znaleźć popularnych kandydatów. W sejmikach może im pójść łatwiej, ale będziemy patrzeć na wynik wyborów samorządowych poprzez pryzmat zwycięstw w największych miastach. I może się okazać, że przy tej okazji pojawi się lider jakiejś nowej siły. Jest zapotrzebowanie na kandydata, który będzie budował anty-PO-PiS, ale nie z pozycji radykalnej, jak to robił Paweł Kukiz, ale centrowej”. http://wyborcza.pl/7,75398,22559559,dwa-lata-z-pis-i-konca-nie-widac-dudek-pis-owi-zaszkodzi.html

— ESBECKI GAMBIT – JEDNO Z HASEŁ ALFABETU DOBREJ ZMIANY W GW: “Esbecki gambit – opisana przez blogera Aleksandra Ściosa wielopoziomowa metoda operacyjna służb specjalnych, której końcowym efektem ma być osłabienie sił polskiej armii poprzez odwołanie ze stanowiska ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza. Metoda zakłada, że sam Macierewicz jest poza zasięgiem działań operacyjnych ze względu na swój autorytet, a skierowane przeciwko niemu działania (podsłuchy, inwigilacja i prowokacje) nie przynoszą rezultatów. Dlatego wysiłki propagandowe i dezinformacyjne należy skupić na osobach z jego otoczenia (patrz „Misiewicz Bartłomiej”)”. http://wyborcza.pl/7,75398,22554721,smieszno-straszny-alfabet-dwoch-lat-dobrej-zmiany-a-astroturfing.html

— EWA ŁĘTOWSKA O NOWEJ MAFII REPRYWATYZACYJNEJ KTÓRĄ STWORZY USTAWA – mówi Ewie Siedleckiej: “Prawdopodobnie powstanie nowa „mafia reprywatyzacyjna”: zarabiająca już nie na kupnie roszczeń, ale na procencie od załatwianych rekompensat. – Ta ustawa to typowy przykład loi spectacle, czyli prawa-teatru. Akcja na scenie maskuje to, co napisał autor – ocenia prof. Ewa Łętowska”. http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1724954,1,reprywatyzacja-wedlug-ministra-jakiego.read

— GOWIN SKACZE NA GŁÓWKĘ DO PUSTEGO BASENU – Rafał Kalukin: “Bliżej więc do gabinetu osobliwości niż poważnego projektu politycznego. Chyba że wicepremier trzyma jeszcze jakiegoś asa w rękawie. Uprzejma, acz obojętna reakcja PiS na dotychczasowe działania Gowina nakazuje jednak w to wątpić”. http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1724698,1,nowa-prawica-jaroslawa-gowina.read

— RAFALSKA – ZDANIEM KATARZYNY BORGINION – NEGOCJOWAŁA BEZ HISTERII – POWIAŁO CZYMŚ NOWYM: “Polska była od początku negocjacji w sprawie delegowania pracowników gotowa do kompromisu. Zasygnalizowała to na wstępie minister Rafalska. „Dalecy jesteśmy od wykorzystywania retoryki populistycznej” – zadeklarowała. Nie było więc agresywnego tonu i wymachiwania szabelką, ale merytoryczne argumenty. Powiało czymś nowym. (…) Nie było oskarżeń, obrażania, rozdzierania szat w stylu ministra Szyszko. Wręcz przeciwnie – Rafalska tłumaczyła brak szerszego poparcia dla naszego stanowiska i rozłam w Grupie Wyszehradzkiej tym, że „problem delegowania pracowników w największym stopniu dotyczy nas i polskich firm transportowych”. http://www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/katarzyna-szymanska-borginion/blogi/news-nie-bylo-wymachiwania-szabelka-powialo-nowym,nId,2456594

— DELEGOWANI ŹLE ROZEGRANI – Tomasz Bielecki w GW: “W 2016 r. Warszawa skleiła koalicję 11 krajów przeciw reformie delegowania, ale w unijnej arytmetyce to za mało. Podczas spotkania Rady UE bywała zaskakująco konstruktywna, ale po 12 godzinach rokowań zagłosowała przeciw wspólnie z Węgrami, Litwą i Łotwą. Czesi i Słowacy wsparli reformę. Minister Elżbieta Rafalska przyznała się do porażki wynikającej z braku jedności Grupy Wyszehradzkiej. Z półsłówek dyplomatów UE można się było domyślać, że w polskiej delegacji przeważyła m.in. lojalność wobec Budapesztu kierującego teraz Wyszehradem”. http://wyborcza.pl/7,75968,22559001,pis-zle-przegral-sprawe-pracownikow-delegowanych.html

— JERZY HASZCZYŃSKI PISZE W RZ, ŻE WYSZEHRAD UMIERA NA NASZYCH OCZACH: “Wyszehrad, zwany też V4, umiera na naszych oczach. Mimo że chwilę wcześniej zanotował największy sukces – pod jego wpływem UE wycofała się z obowiązkowego podziału uchodźców między kraje członkowskie. Dlatego mogło się wydawać, że w unijnym wyścigu V4 biegł ostatnio dobrze, był rozpoznawalny i miał wielu kibiców wśród zwykłych Europejczyków. Ale sukces przyszedł za późno, Wyszehrad padł, zanim dobiegł do półmetka. Dlaczego? – Bo jedność Czech, Polski, Słowacji i Węgier emanowała siłą tylko w sprawach imigracji. Niechęć do uchodźców i muzułmanów rozlała się jednak po całej Unii i przestała wyróżniać Wyszehrad. Po prostu politycy w Niemczech, Austrii, Holandii czy Francji zaczęli słuchać opinii publicznej podobnie jak węgierscy czy czescy. W innych dziedzinach siły wyszehradzkiej jedności już od jakiegoś czasu nie było widać. Najbardziej spektakularne było pozostawienie polskiego rządu na lodzie z Jackiem Saryuszem-Wolskim jako kontrkandydatem Donalda Tuska w walce o stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej. Najbardziej PiS zabolała zdrada Viktora Orbána. To była jednak spektakularna klęska PiS, ale nie Polski”. http://www.rp.pl/Komentarze/171029462-Jerzy-Haszczynski-Wyszehrad-ledwie-zywy.html

— PYTANIE CZY SCHETYNA W OGÓLE JESZCZE ŚLEDZI EUROPEJSKĄ POLITYKĘ – Krzysztof Karnkowski w GPC: “Pytanie, czy lider, który coraz częściej musi oglądać się za siebie z obawy przed partyjnymi młodymi wilkami, śledzi w ogóle wydarzenia na europejskiej scenie politycznej? Choć we Francji wybory wygrał Macron, a w Niemczech Merkel, europejskie status quo nie wydaje się dziś czymś pewnym i nienaruszalnym, widzimy to nie tylko na przykładzie Austrii czy, z innych zupełnie powodów, Katalonii, a wcześniej jeszcze Wielkiej Brytanii. Pozycja prezydenta Francji w jego własnym kraju jest bardzo słaba, opór przeciw jego działaniom rośnie zaś odwrotnie proporcjonalnie do spadającej popularności młodego polityka. (…) Europa faktycznie może więc nie chcieć zaczekać kolejnych sześciu lat na powrót Platformy Obywatelskiej z tej prostej przyczyny, że może być wówczas zupełnie inną Europą. Platforma natomiast wciąż jest tą samą partią, która przegrała wybory w 2015 r. Jeśli nawet u kogoś z jej polityków pojawił się po dwóch latach rządów PiS-u cień re eksji, do przemówienia lidera żaden tego typu element się nie przedostał. Wręcz przeciwnie – „propozycja totalna” to totalny powrót do tego, co było”. http://gpcodziennie.pl/71163-czyeuropazaczekanaplatforme.html

— AMBITNE PROJEKTU UE ODKŁADANE NA PÓŁKĘ – Tomasz Bielecki w RZ: “Euroskleroza ogarnia Unię. Ambitne projekty są odkładane w Brukseli na półkę, chodzi tylko o uratowanie z integracji tego, co się da. Ale dla Polski ten scenariusz ma zasadniczy walor: gwarantuje, że pod rządami PiS nasz kraj nie znajdzie się na marginesie Wspólnoty”. http://www.rp.pl/Rzecz-o-polityce/310249909-Bolesne-przebudzenie-ze-snu-o-zjednoczonej-Europie.html

— PO KATALONII NOWY ŁAD KONSTYTUCYJNY UE BĘDZIE WYŁANIAŁ SIĘ WOLNIEJ, TO DOBRA WIADOMOŚĆ DLA POLSKI BO DAJE CZAS, ŻEBY PRZECZEKAĆ RZĄDY PIS – UWAŻA LUDWIK DORN: “Kryzys konstytucyjny w Hiszpanii powoduje, że nowy kształt Unii Europejskiej będzie wyłaniał się wolniej. Dla Polski to dobra wiadomość, i to nie dlatego, by dzieliły nas z Hiszpanią różnice interesów, poza naturalną konkurencją o środki unijne. Kryzys hiszpański daje nam czas, by przeczekać rządy PiS, które pod hasłami narodowej asertywności prowadzą Polskę na margines Unii Europejskiej”. https://nowakonfederacja.pl/katalonska-noga-w-unijnych-drzwiach/

— PIOTR SKWIECIŃSKI O KRAJOBRAZIE PO ZWYCIĘSTWACH KURTZA I BABISA: “Zarazem jednak trudno nie dostrzec, że polskiej polityce otwiera to pole dla szerszego niż dotąd manewru. I to jest na dziś chyba najważniejsza wiadomość”. https://wpolityce.pl/m/swiat/363834-czynnik-andreja-babisa-w-europie-srodkowej-powstaje-strefa-nie-akceptowana-przez-unijne-elity

— W TVP INFO MUSI BYĆ ODDZIELONA INFORMACJA OD KOMENTARZA – mowi Krzysztof Czabański w rozmowie z Jackiem Nizinkeiwiczem w RZ: “Moim zdaniem niektóre wydarzenia polityczne same się ośmieszają, są autoparodią. Nie ma co ich łopatologicznie komentować. W TVP Info musi być wyraźnie oddzielona informacja od komentarza. Są tam przecież programy publicystyczne i tam jest pole nawet do złośliwości. Ale proszę takie pytania zadawać szefom programów, a nie mnie:.

— KURSKI MA OBOWIĄZEK ROBIĆ DOBRĄ TV – mówi Czabański Nizinkiewiczowi w RZ: “Jacek Kurski ma obowiązek robić dobrą telewizję publiczną, a nie porównywać się do stacji komercyjnych. Informacja w TVP musi być rzeczowa, pozwalająca widzowi na wyrobienie sobie własnego zdania. Prawda nie leży pośrodku, prawda leży tam, gdzie leży”.

— CZABAŃSKI NIE POLECAŁBY OLEJNIK JAKO NAUCZYCIELKI BEZSTRONNOŚCI
: “Poglądy polityczne dziennikarza nie muszą wpływać na sposób moderowania przez niego dyskusji. Monika Olejnik narzuciła w Polsce sposób prowadzenia programu, w którym dziennikarz nie chce dowiedzieć się niczego od swojego rozmówcy, tylko przedstawić swój punkt widzenia. Na szczęście nie jest to szkoła jedyna. (…) Lepiej, gdy dziennikarze nie przejmują złych wzorców i dążą do bezstronności. TVP musi się trzymać standardów, a nie oglądać na konkurencję. Redaktor Olejnik jako nauczycielki bym nie polecał”.
http://www.rp.pl/Rzecz-o-polityce/310249917-Krzysztof-Czabanski-Prawda-nie-lezy-posrodku.html

— MAREK BOROWSKI SZCZEGÓŁOWO ANALIZUJE SYTUACJĘ OCHRONY ZDROWIA: “Zwiększone nakłady na ochronę zdrowia powinny być przeznaczona przede wszystkim na wykupienie tych świadczeń, od których zależy zmniejszenie kolejek”. https://oko.press/marek-borowski-wypisuje-recepte-sluzbe-zdrowia-dlaczego-potrzebne-wiecej-pieniedzy-je-wydac/

— POSEŁ NOWOCZESNEJ CHCIAŁ BYĆ SZEFEM AGENCJI KOSMICZNEJ – Wiktor Ferfecki w RZ: “Polityk opozycji starał się o posadę prezesa rządowej agencji kosmicznej. Poseł Nowoczesnej Paweł Pudłowski startował w toczącym się właśnie konkursie na prezesa Polskiej Agencji Kosmicznej (PAK), podległej premier Beacie Szydło. Wycofał się dopiero, gdy sprawą zainteresowała się „Rzeczpospolita”. Szefowa klubu Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer poinformowała nas o tym we wtorek wieczorem”. http://www.rp.pl/Nowoczesna/171029457-Posel-Nowoczesnej-chcial-byc-prezesem-rzadowej-Agencji.html

— PAWEŁ GILOWSKI BĘDZIE SZEFEM WOJEWÓDZKIEGO FUNDUSZU OCHRONY ŚRODOWISKA – jedynka dziennika Wschodniego:

— GW O EWENTUALNEJ FUZJI PEKAO I ALIORA – jak piszą Maciej Samcik i Anna Popiołek: “Wygląda na to, że Bank Pekao oraz Alior Bank – instytucje kontrolowane przez państwowy koncern PZU – przymierzają się do połączenia. Choć jeszcze kilka miesięcy temu prezes PZU zapowiadał, że to nie wchodzi w grę. Było oczywiste, że prędzej czy później oba banki będą musiały się z tym tematem zmierzyć”. http://wyborcza.pl/7,155287,22559444,pzu-laczy-wode-z-ogniem-czy-fuzja-pekao-i-alior-banku-ma-sens.html

— ANDRZEJ KUBLIK O POWROCIE DO KONCEPCJI FUZJI ORLENU I LOTOSU: “Ten zaś nie wspomniał, że już za rządów PO-PSL zmieniono statuty Orlenu i Lotosu w taki sposób, by w głosowaniu nad kluczowymi kwestiami żaden akcjonariusz nie miał więcej głosów niż nasz rząd (w Orlenie to 27,5 proc., a w Lotosie – ponad 53 proc.). W zeszłym roku prawie 5 proc. akcji Orlenu od inwestorów giełdowych odkupił państwowy koncern rurociągowy PERN, co w praktyce już zwiększyło wpływ państwa na Orlen, postulowany przez ministra Kowalczyka”. http://wyborcza.pl/7,155287,22556652,w-ministerstwie-infrastruktury-mysla-o-polaczeniu-lotosu-z-orlenem.html

— WRACAJĄ POMYSŁY NA ŁĄCZENIE FIRM – na okładce Parkietu o fuzjach http://www.egazety.pl/gremi-media/e-wydanie-parkiet.html

— PULS BIZNESU NA JEDYNCE O FUZJI PEKAO I ALIORAhttp://www.egazety.pl/bonnier-business/e-wydanie-puls-biznesu.html

— TUSK Z ZAROSTEM NA ZDJĘCIU W NOWEJ KSIĄŻCE CÓRKI: http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/nowy-wyglad-donalda-tuska-takiego-go-dawno-nie-widzieliscie_1024237.html

— DUDOWIE NA PUDELKU: http://www.pudelek.pl/artykul/119160/wystrojeni_dudowie_na_kolacji_z_finska_para_prezydencka_zdjecia_s/foto_1?statid=null

— URODZINY: bp Damian Zimoń, Krzysztof Piesiewicz, Romuald Szeremietiew, Stanisław Kalemba, Kataryna, Maria Naimska.

300polityka.pl

Sondaż: czy Kaczyński powinien być premierem? Większość Polaków jest przeciw

olg, 25.10.2017

Jarosław Kaczyński podczas wystąpienia Liderów Zjednoczonej Prawicy

Jarosław Kaczyński podczas wystąpienia Liderów Zjednoczonej Prawicy (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Niemal 58 proc. ankietowanych uważa, że Jarosław Kaczyński nie powinien być premierem – wynika z sondażu IBRiS dla Radia ZET.

57,6 proc. badanych sądzi, że Kaczyński nie powinien zastępować Beaty Szydło na stanowisku premiera. Przeciwnego zdania jest 31 proc. – podaje Radio Zet. Sondaż przeprowadzono 23 października 2017 r. na próbie 1100 osób.

Informacje o tym, że Kaczyński może zastąpić Szydło podał niedawno tygodnik „Sieci Prawdy”. Nikt z PiS nie potwierdził tych informacji. Premier Szydło w programie „Jeden na Jeden” w TVN24 zapowiedziała, że dojdzie do zmian w rządzie, nie podała jednak szczegółów.

Doniesienia o swojej dymisji Szydło skomentowała następująco: – Pierwszy raz miałam być zdymisjonowana po 100 dniach. Co jakiś czas takie informacje się pojawiały. Tego typu spekulacje, różnego rodzaju plotki, dywagacje nie służą ani Polsce, ani rządowi, ani ministrom, którzy wykonują ciężką i odpowiedzialną pracę.

„Skoro nie potrafimy robić publicznych mediów, zlikwidujmy je”. Oto kulisy działania TVP [MAKE POLAND GREAT AGAIN odc. 8]

gazeta.pl

Po co zmieniać premiera, który ma świetne sondaże? „Na Nowogrodzkiej kipi frustracja”

Dwa lata po wygranych przez PiS wyborach szykuje się pierwsza poważna rekonstrukcja rządu. Czy będzie trzęsienie ziemi, czy tylko kilka mniejszych zmian?

Z naszych informacji wynika, że na fotel premiera miałby przesiąść się Jarosław Kaczyński. Lider PiS waha się jednak, czy wzięcie formalnej odpowiedzialności za rząd nie spowoduje spadków w sondażach i nie sprawi, że realna dziś wizja zwycięstwa w wyborach za dwa lata się oddali. Decyzja ma być upubliczniona najpóźniej na początku grudnia. – Jeśli prezes ma być premierem, to nie ma lepszego momentu. To teraz najbardziej prawdopodobny wariant – mówi polityk z otoczenia szefa PiS. Równocześnie twierdzi, że z wyścigu do fotela w Al. Ujazdowskich odpadł Mateusz Morawiecki.

Po co jednak zmieniać premiera, skoro notowania i partii, i Beaty Szydło są dobre? Szefowa rządu ma zaufanie społeczne na poziomie 58 proc. A sam PiS w sondażach ma historyczne wyniki przekraczające 40 proc. – Na Nowogrodzkiej kipi frustracja związana ze sposobem rządzenia. Jest poczucie, że premier nie istnieje. Decyzje w takich sprawach, jak Centralny Port Komunikacyjny czy dalsze uszczelnianie VAT, są odwlekane – mówi polityk z otoczenia prezesa partii.

Ponieważ to lider PiS jest ostatecznym arbitrem w ramach obozu, część ministrów odwołuje się do niego w sprawach spornych, a to osłabia pozycję Beaty Szydło. – Jarosław Kaczyński jako premier ma większe umiejętności polityczne i możliwości zarządzania kryzysami – ocenia osoba z jego otoczenia.

Od roszady na czele rządu zależy skala rekonstrukcji reszty gabinetu. Jeśli Szydło utrzyma stanowisko, zmiany dotkną zapewne kilku ministrów. Nieoficjalnie wskazywani są m.in. Andrzej Adamczyk czy Jan Szyszko. Jeśli premierem zostanie Jarosław Kaczyński, w rządzie może dojść do trzęsienia ziemi.

– Nie czuję się zmęczona ani wypalona, ale tu nie mają znaczenia indywidualne ambicje – mówiła premier Szydło wczoraj w rozmowie „Jeden na jeden” w TVN24. Przyznała jednak, że rekonstrukcja będzie. Ogłosiła to na dzień przed rocznicą wyborów wygranych przez PiS. Dzisiaj w DGP podsumowujemy dwa lata „dobrej zmiany”. Zapytaliśmy też Polaków, jak oceniają ministrów.

Kto został odwołany a kto może odejść z rządu?

? JAN SZYSZKO MINISTER ŚRODOWISKA Profesor coraz częściej postrzegany jest jako wizerunkowe obciążenie dla ekipy rządzącej

X DAWID JACKIEWICZ MINISTER SKARBU PAŃSTWA Odwołany 15 września 2016 r. z powodu likwidacji resortu skarbu

? ANDRZEJ ADAMCZYK MINISTER INFRASTRUKTURY I BUDOWNICTWA
 Przyczyną jego dymisji mogą być opóźnienia w rozpoczynaniu nowych inwestycji i wykorzystywaniu unijnych funduszy

? WITOLD WASZCZYKOWSKI MINISTER SPRAW ZAGRANICZNYCH Szefowi dyplomacji zarzuca się niewystarczające tempo zmian kadrowych w podległym mu resorcie

? BEATA SZYDŁO PREMIER Dymisja możliwa z uwagi na rosnące napięcia w rządzie oraz na osobiste ambicje Jarosława Kaczyńskiego

X PAWEŁ SZAŁAMACHA MINISTER FINANSÓW Odwołany 28 września 2016 r. Zastąpił go Mateusz Morawiecki, który od tej pory szefuje dwóm resortom

dziennik.pl

Zaremba: Politycy PiS zapewniają, że los Beaty Szydło jest przesądzony

Politycy PiS zapewniają, że los Beaty Szydło jest przesądzony. Sam Jarosław Kaczyński zaczął rozmowę o rekonstrukcji rządu podczas spotkania z prezydentem Dudą, choć słowo „dymisja” nie padło.

Pani premier obwieściła, że nastąpią zmiany w rządzie, więc próbuje wytworzyć wrażenie, że wszystko pozostaje pod jej kontrolą. Dziennikarze pamiętają , że wahania Kaczyńskiego, czy nie powinien stanąć u steru, zaczęły się w pół roku po powołaniu PiS-owskiego rządu. Dlatego dziś, jak w bajce o chłopcu zapowiadającym nadejście wilków, wśród komentatorów przeważa ostrożność.

Kaczyński, często przedstawiany jako człowiek kierujący się żądzą władzy, w tej sprawie myśli kategoriami merytorycznymi. Lubił być kiedyś premierem, ale zasmakował w nowej, komfortowej roli – nieponoszącego odpowiedzialności Naczelnika. Tylko ma coraz silniejsze poczucie, że system dwuwładzy jest dysfunkcjonalny. Że proces podejmowania decyzji się wydłuża, a ministrowie nie wiedzą, kto jest szefem.

Najbardziej widać to na odcinku spraw gospodarczych. Premier Szydło traktuje Mateusza Morawieckiego jako rywala, co świadczy o jej słabej pozycji, on odpłaca jej tym samym. Jego zwolennicy oskarżali premier i związanego z nią ministra Henryka Kowalczyka o blokowanie ważnych projektów (ostatnio o ściągalności VAT). A z otoczenia Szydło wychodziły sugestie, że gospodarczy plan Morawieckiego to bardziej PR-owska sztuczka niż spójny pakiet.

Tej podwójności by nie było, gdyby nad wszystkim czuwał realny lider, który teraz bywa wciągany w konflikty jako rozjemca – przekonują rzecznicy premierostwa Kaczyńskiego. On sam zna też ważkie kontrargumenty. Po odejściu Szydło władza miałaby jedną twarz. Pani premier rozmiękcza przekaz. Kaczyński, z dużym elektoratem negatywnym, by go utwardzał. Z punktu widzenia PR to ogromne ryzyko.

Ale rząd byłby sprawniejszy – jak był w latach 2006–2007, gdyby Kaczyński sprawdził się w roli silnego szefa rządu. Co nie znaczy, że zapanowałaby dyscyplina idealna. Już dziś prezes PiS pozwalał na więcej ludziom, za którymi stoją realne emocje części wyborców (Antoni Macierewicz) albo lobby (Jan Szyszko i Radio Maryja). To samo dotyczy formalnych koalicjantów: Zbigniewa Ziobry czy w mniejszym stopniu, bo niedysponującego tyloma zdyscyplinowanymi szablami, Jarosława Gowina.

Pomimo samowładnych gestów prezesa to byłaby koalicja. Ale sprężystość organizacyjna bardzo by się zwiększyła. Znikłby pretekst do spekulacji o kierowaniu państwem z tylnego siedzenia. Byłaby to uczciwa gra z Polakami.

dziennik.pl

Czy Jarosław Kaczyński zostanie nowym premierem?

Kaczyński w fotelu premiera będzie sygnałem, że „bój to jest nasz ostatni”. Do ostatecznego zwycięstwa albo klęski.

Jarosław Kaczyński

Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Jarosław Kaczyński

Obiektywnie patrząc, nie ma najmniejszych podstaw do wymiany szefa rządu. Beata Szydło dysponuje stabilnym poparciem w parlamencie, cieszy się zaufaniem społecznym, a jej rząd – cokolwiek o nim powiedzieć – spełnił wiele obietnic wyborczych. Sondaże mówią zresztą za siebie. Po cóż zmieniać skład drużyny, która z ogromną przewagą prowadzi w tabeli?

Jak oceniać rząd PiS?

Problem w tym, że nie wiemy, czy obiektywne oceny mają za rządów PiS zastosowanie. Bo obyczaj pisowski jest radykalnie odmienny od normalnego, demokratycznego. Tutaj nie rządzi się po to, aby realizować obietnice z kampanii wyborczej. A przynajmniej nie tylko po to. Znacznie istotniejsze jest to, czego się nie obiecywało. O czym wprost nie mówiono, aby nie zrażać wyborców. Czyli rewolucyjny pęd do burzenia dotychczasowych hierarchii i budowanie własnych, mających utrwalić monopol władzy. W efekcie obóz rządzący wewnętrznie się rozszczepił. Za dnia doktor Jekyll (najczęściej w osobie Beaty Szydło) czyni ludności miłe przysługi, rozdając pieniądze, mieszkania i wcześniejsze emerytury. Nocami zaś pan Hyde (Kaczyński, Ziobro, Piotrowicz) brutalnie napada na instytucje państwa, siłą wymuszając swą dominację.

Z tej przyczyny wewnętrzna logika decyzyjna jest pokrętna i nieczytelna. Wiadomo, że premier rządu ma się po prostu podobać, być wizytówką „dobrej zmiany”. Stanowić alibi dla nocnego zbira. Lecz sam rząd, o czym powszechnie wiadomo, nie stanowi centrum władzy wykonawczej. Pełni jedynie funkcje usługowe wobec centrum faktycznego. Tym samym wymiana premiera nie jest operacją aż tak wielkiej wagi. To tylko czynność techniczna, służąca wyższym celom. A zatem i sama demokracja staje się procedurą techniczną. Bo realizacja obietnic wyborczych już nie stanowi istoty procesu rządzenia. Jest co najwyżej istotną zmienną wspomagającą ten proces, który prowadzi ku zupełnie innym, nie do końca jasnym celom.

W dziejach III RP wiele rządów upadło przed końcem kadencji, lecz zawsze towarzyszył temu wydarzeniu poważny kryzys polityczny. Wywołany konfliktem na szczytach władzy, ujawnieniem wielkiej afery, utratą większości parlamentarnej, załamaniem poparcia społecznego. Wyjątkiem od tej reguły – pominąwszy bezprecedensowy przypadek Tuska, który wywalczył sobie wysokie stanowisko międzynarodowe – był gabinet Marcinkiewicza. Jedyny do tej pory, który upadł bez wyraźnego powodu. Z kaprysu partyjnego szefa, a nie pod wpływem obiektywnych zdarzeń, w obliczu kryzysu, afery bądź załamania poparcia. Przeciwnie – Marcinkiewicz był premierem zbyt popularnym, aby utrzymać się na stanowisku. Przypadek szefa pierwszego rządu PiS pokazuje więc, że pisowska logika sprawowania władzy jest odmienna od normalnej, utrwalonej w naszym demokratycznym obyczaju.

W koncepcji Jarosława Kaczyńskiego zawsze fundamentalne miejsce zajmowało – zapożyczone od prof. Stanisława Ehrlicha – pojęcie „centrum dyspozycji politycznej”. Czyli obszar, w którym kumuluje się polityczna wola. To, czy miał on naturę formalną czy też nieformalną, zawsze było zresztą kwestią wtórną. Obsada konstytucyjnych stanowisk nie ma więc większego znaczenia. To kwestia taktyki, a nie pryncypiów. Niezmienne jest tylko to, że głównym dyspozytorem musi być Kaczyński.

Za pierwszych rządów PiS wymiana premiera Marcinkiewicza na premiera Kaczyńskiego stanowiła faktyczne przejście do realizacji właściwego projektu budowy IV RP. Wcześniej zresztą uczciwie zapowiadanego. Dziś sytuacja jest o tyle nieczytelna, że po 2015 roku punkt dojścia „dobrej zmiany” nigdy nie został jasno sformułowany. Możemy więc tylko spekulować, jakie są faktyczne zamiary prezesa. Z całą pewnością jego ewentualne przejście do kancelarii premiera – czytaj: jednoznaczne zdominowanie doktora Jekylla przez pana Hyde’a – służyłoby konsolidacji obozu władzy. Tylko w imię czego? Jakiego projektu?

Bez wątpienia ten zamysł musi być radykalny. Wynikający z bolszewickiej reguły, że w miarę sukcesów socjalizmu walka klasowa zaostrza się. Bo tak po prostu nie ma sensu wymieniać rządu Beaty Szydło, który – jeśli wierzyć oficjalnej propagandzie – odnosi sukcesy wręcz epokowe. Trudno więc uzasadnić zamianę zwyczajnym językiem marketingu politycznego. Trzeba by użyć zaklęć ideologicznych, zrozumiałych tylko dla wtajemniczonych. Co niesie spore ryzyko.

Gdyby Kaczyński został premierem, projekt PiS stałby się bardziej czytelny

Wiele zresztą wskazuje, że decyzja wcale jeszcze nie zapadła. Jakby Kaczyński ciągle się wahał. Informację o rychłej wymianie podał w kolumnie plotkarskiej bliski prezesowi tygodnik „Sieci Prawdy”. Zanim pismo trafiło do kiosków, newsa intensywnie zapowiadano już w sieci. A gdy sprawa została należycie nagłośniona, autorzy z tej samej redakcji nagle zaczęli ją dementować i dowodzić, że sprawa wcale nie jest przesądzona. Wygląda to więc raczej na testowanie reakcji. Czyjej? Może opinii publicznej, a może tylko bezpośredniego zaplecza „dobrej zmiany”, czy jest gotowe na gwałtowną zmianę reguł gry.

I trudno się dziwić, bo Kaczyński w fotelu premiera – cokolwiek miałoby to dalej oznaczać – będzie sygnałem, iż „bój to jest nasz ostatni”. Do ostatecznego zwycięstwa albo klęski. Realne skutki takiej operacji z pewnością nie będą przyjemne dla obywateli odległych od obozu rządzącego. Ale z punktu widzenia czytelności reguł sporu, który rozgrywa się w Polsce, premier Kaczyński to mimo wszystko lepsza opcja. Bez wątpienia karty zostałyby bowiem szybko odsłonięte i poznalibyśmy faktyczną treść projektu, bez zbędnych upiększaczy i parawanów. Warto wiedzieć, o co tak naprawdę toczy się ta gra.

polityka.pl

Dwa lata reformowania sądów. Tomasz Janik: lekarstwa PiS-u gorsze od choroby

25.10.2017
Dwa lata od wyborów parlamentarnych minęły jak z bicza strzelił. Działo się tyle, że nie sposób było się nudzić. I choć szczęśliwi czasu nie liczą, a sporo Polaków podobno jest zadowolonych z obecnych rządów, warto podsumować dorobek ekipy rządzącej na półmetku kadencji parlamentu. Obszar wymiaru sprawiedliwości jest dla obecnej władzy szczególnie istotny i rzeczywiście – odniosła ona na polu jego reform niemałe sukcesy.

Ponad półtora roku temu, kiedy pisałem dla WP Opinie felieton podsumowujący sto dni rządu PiS w wymiarze sprawiedliwości, chyba nie do końca jeszcze docierało do wszystkich to, co się wówczas działo. Obecnie, dwa lata od wyborów, szok pourazowy już minął, a walec „dobrej zmiany” pędzi pełną parą i rozjeżdża kolejne komponenty trzeciej władzy, czy właściwie państwa prawa w ogóle. Sytuacja okrzepła na tyle, że wyraźnie widać, że lepiej już nie będzie.

Trybunał Konstytucyjny wzięty, prokuratura wzięta, sądy powszechne wzięte, za chwilę wzięta będzie Krajowa Rada Sądownictwa i Sąd Najwyższy. Komisja „weryfikująca” decyzje reprywatyzacyjne – utworzona i działająca w istocie w sposób nielegalny. Niezgodne z procedurą obsadzenie stanowiska prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Wyimaginowany spór kompetencyjny pozwalający Trybunałowi blokować postępowanie karne Mariusza Kamińskiego. Utworzona za publiczne pieniądze strona internetowa, z której można dowiedzieć się, że sędzia ukradł spodnie czy łącznik do wiertarki.

Jeśli tak dalej pójdzie, może dojść do sytuacji, w której Unia Europejska zacznie zastanawiać się, czy polskie sądy są jeszcze w ogóle organami sądowymi w rozumieniu unijnych przepisów i czy na pewno sądy innych państw powinny z nimi współpracować. Dlaczego bowiem np. sąd francuski miałby mieć elementarne minimum zaufania do wyroku polskiego sądu skazującego obywatela Francji i przejąć bez żadnej dyskusji tę karę do wykonania na swoim terytorium, widząc jednocześnie jak już wygląda (i jak za chwilę może wyglądać) niezawisłość sędziów i niezależność sądów w Polsce? To czarny scenariusz, ale, niestety, możliwy.

Kto miał złudzenia, że projekty prezydenta Andrzeja Dudy będą nową jakością, powinien je porzucić. Niekończące się spotkania i wymienianie się pomysłami na poprawki do ustaw o KRS i SN na nic się nie zdadzą. Obie strony zgadzają się przecież co do podstawowych założeń reformy i niespecjalnie przejmują się konstytucyjnością nowych propozycji. Przykład: to, jaką większością będą wybierani przez parlament sędziowie do KRS, jest bez znaczenia, bowiem każde z tych rozwiązań będzie tak samo niekonstytucyjne (sędziów muszą wybierać sędziowie), a nie ma czegoś takiego, jak „mniejsza” czy „większa” sprzeczność z ustawą zasadniczą. Albo coś jest z Konstytucją zgodne, albo stanowi bezprawie.

Część wyborców jest oczywiście zachwycona „oraniem” sądów czy trybunałów albo anulowaniem wątpliwej jakości decyzji reprywatyzacyjnych i tej grupy nie interesują zasady prawidłowej legislacji czy zachowanie elementarnej nawet kultury prawnej. To, co działo się w lipcu z ustawami o sądach – przepychanie przez parlament kolanem projektów w ekspresowym tempie, ignorowanie oczywistych błędów w tekście propozycji (jeden przepis mówił o trzech, a inny o pięciu kandydatach na stanowisko Pierwszego Prezesa SN), czy przede wszystkim sama ich treść – pokazuje, że liczy się tylko efekt, a kto ma inne zdanie jest ubecką wdową (copyright: senator Bonkowski z PiS).

Wymiarowi sprawiedliwości odebrano niestety to, co jest mu absolutnie niezbędne do działania: elementarną powagę. Obywatel, który przez dwa lata nasłuchał się o „nadzwyczajnej kaście”, sędziach robiących burdy w dyskotece czy angażujących się w działalność polityczną (poprzez palenie zniczy ma się rozumieć), ma prawo być zdezorientowany i nie umieć obiektywnie ocenić rzeczywistości. Nikt mu nie przedstawi danych, z których wynika, że odsetek przestępstw popełnianych przez sędziów jest wielokrotnie mniejszy niż przez pozostałych ludzi, ani nie powie, że kradzieży spodni dopuściła się sędzia będąca już w stanie spoczynku i mająca problemy natury zdrowotnej (i to nie fizycznej), zaś sędzia prowadzący samochód po alkoholu nie żyje od dwóch lat (a samo zdarzenie miało miejsce jedenaście lat temu).

Dylemat, jaki przeżywają obecnie przedstawiciele środowisk prawniczych, ale też pewnie znaczna część obywateli, sprowadza się do kwestii, jak traktować sytuację, w której władza łamie prawo. Najróżniejsze, formułowane przez filozofów prawa, koncepcje prawa traktują jako aksjomat to, że władza przestrzega porządku prawnego. Dopiero wówczas można zastanawiać się nad kwestiami prawidłowej legislacji, jawności czy pewności prawa.

W sytuacji, gdy władza łamie prawo i doskonale wie, że to robi, i wiedzą też o tym obywatele, a jednak zobowiązani są do stosowania przepisów, cały system drży w posadach i musi w końcu się posypać. Przypomina to trochę zabawę w ciuciubabkę – wiemy, że uchwalamy ustawy sprzeczne z Konstytucją (ale nie mówimy tego głośno), wy też to wiecie, ale i tak będziecie się do nich stosować, bo przecież szanujecie porządek prawny? W końcu to ustawy uchwalone przez parlament, a Trybunał Konstytucyjny ich nie zakwestionował! Na marginesie – zabawnie w tym kontekście brzmią wypowiedzi polityków rządzących, zastanawiających się sporadycznie, czy aby na pewno jakieś nowe prawo należy uchwalić, skoro może być ono sprzeczne z Konstytucją. Tak, jakby do tej pory ktokolwiek z rządu się tym przejmował…

Daleki byłbym od stawiania tez, że w Polsce nie ma już demokracji czy panuje dyktatura, niemniej to, co się dzieje, zmierza w bardzo złym kierunku i nie ma już nawet nikogo, kto mógłby to zatrzymać. Prezydent jedynie tytularnie stoi na straży Konstytucji, Trybunał Konstytucyjny praktycznie nie działa, sędziowie sądów powszechnych którzy będą próbowali – wobec paraliżu TK – na własną rękę stosować prokonstytucyjną interpretację przepisów, za chwilę będą mieć nad sobą straszak w postaci Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Unia Europejska również wygląda obecnie na praktycznie bezradną.

Nie brakuje osób (tzw. symetrystów, jak ujmująco się ich określa), które w kontrze do krytyki kolejnych zniszczeń zaczynają: „ale Platforma też wybrała…”, „a przecież Rzepliński…”, „a Gersdorf…” itd. Wysuwanie takich argumentów świadczy w najlepszym wypadku o braku kompleksowej wiedzy na poruszane tematy. Szkoda, że ta niewiedza jest tak szkodliwa, i to w gruncie rzeczy – w dłuższej perspektywie – także dla samych symetrystów. Między zachowaniami poprzedniej i obecnej władzy nie ma żadnej symetrii, choćby nawet całe zarządy PO i PSL zjadły na kolację tonę ośmiorniczek i zapiły to cysterną najdroższego wina.

Dobrze, że PiS dostrzegł i podjął temat nieprawidłowości przy reprywatyzacji. Dobrze, że PiS (przynajmniej na poziomie deklaracji) chce reformować sądy czy usprawnić prokuraturę. Samo zdiagnozowanie problemów to jednak zdecydowanie za mało. Konieczne jest jeszcze podjęcie prawidłowego leczenia. Póki co, kuracja jest gorsza od choroby i niestety wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że przyczyną tą nie jest nieudolność, a coś znacznie gorszego – zamierzone działanie.

Tomasz Janik dla WP Opinie

wp.pl

PO proponuje ponadpartyjny pakt dla zdrowia. „Rząd nic nie robi”

PO proponuje ponadpartyjny pakt dla zdrowia. "Rząd nic nie robi”
– Chcemy pokazać swoją gotowość do rozmów. Kładziemy propozycję na stół, żeby od czegoś można było je zacząć – mówi przewodniczący klubu PO Sławomir Neumann. Platforma proponuje zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia do 6 proc. PKB w ciągu 4 lat. Pieniądze miałyby pochodzić z akcyzy na wyroby szkodzące zdrowiu. Wzywa rząd do działania, bo „nie można udawać, że problemu nie ma”. Lekarze rezydenci prowadzą protest głodowy już od 22 dni.

Propozycja Platformy i wezwanie do rozmów

– Nie chcemy słuchać opowieści rządu, że sytuacja poprawi się w 2025 roku, bo to jest aroganckie i bezczelne. Dlatego proponujemy jako PO ponadpartyjny pakt dla zdrowia, ponadpartyjne porozumienie, które będzie honorowane przez partie polityczne w parlamencie i zawierane przy współudziale przedstawicieli zawodów medycznych i organizacji pacjentów – mówi Sławomir Neumann.

Na czym proponowane przez Platformę rozwiązanie miałoby polegać? Największa partia opozycyjna proponuje zwiększenie budżetowych nakładów na ochronę zdrowia do 6 proc. PKB w ciągu 4 lat. Teraz z budżetu na ten cel przeznaczanych jest 4,7 proc. PKB. W przyszłorocznym budżecie nic się nie zmienia. Rząd chce „dojść” do 6 proc. PKB dopiero w 2025 roku.

– Dzisiaj brakuje 26,7 mld. zł. Chcemy, żeby o taką sumę zostało zwiększone finansowanie ochrony zdrowia w ciągu 4 lat. Chcemy, żeby to było finansowanie wprost z budżetu, bez podnoszenia składki na zdrowie i podatków – deklaruje szef klubu PO.

Gdzie te pieniądze znaleźć? Odpowiada senator prof. Tomasz Grodzki: – Środki będą pochodziły z akcyzy na towary, które szkodzą zdrowiu, czyli przede wszystkim wyroby alkoholowe i tytoniowe. Rocznie to ok. 30 mld zł. Jak tłumaczy minister zdrowia w gabinecie cieni, „średnio każdy pracownik systemu dostanie co najmniej tysiąc złotych podwyżki, a reszta pójdzie na likwidację kolejek, bo mamy do tego potencjał i ludzi, nie mamy tylko pieniędzy”.

– Sytuacja jest dramatyczna. Lekarze głodują, strajk się rozszerza, systemowi ochrony zdrowia grozi paraliż, a rząd nic nie robi. Dlatego występujemy z propozycjami natychmiastowego działania – dodaje prof. Grodzki.

Pierwszy krok to wygaszenie protestu

Szef klubu PO nie ma wątpliwości: – Minister zdrowia nie dał rady. Swoją arogancją i pychą powoduje eskalację konfliktu. A działanie pani premier, czyli uniki i ucieczka od problemów, daje tylko efekt zaogniania sporu.

Według polityków PO, trzeba jak najszybciej doprowadzić do zakończenia protestu lekarzy rezydentów, do którego przyłączają się także inne grupy zawodowe. – Dzisiaj nie ma miejsca na politykowanie, tylko na poważną rozmowę o systemie ochrony zdrowia, bo za chwilę przez działanie ministra zdrowia będzie w zapaści. To jest bardzo niebezpieczny moment, jeżeli rząd tego problemu nie widzi, to znaczy, że nie ma kontaktu z rzeczywistością – mówi Neumann.

– Trwa strajk nie tylko rezydentów, ale całej ochrony zdrowia. Można powiedzieć, że cały biały personel jest w sporze o lepsze życie pacjenta. To zdrowie powinno być priorytetem rządu, a pacjent osią systemu. Pacjent będzie zadowolony wtedy, kiedy nie będzie musiał stać w kolejach, kiedy ma wokół siebie personel nie po 5 miejscach pracy padający na nos, personel dobrze opłacony, który może się zająć pacjentem, a nie zajmuje się tonami biurokracji – tłumaczy posłanka Alicja Chybicka z sejmowej komisji zdrowia.

Politycy PO proponują, aby to parlament był miejscem do podjęcia jak najszybszej dyskusji.

wiadomo.co

Jak władza walczy z obywatelami

Nadciąga mrok

Zastraszanie, inwigilacja, ograniczanie praw. Cel: walka ze społeczeństwem obywatelskim.

Zastraszani są sędziowie, szczególnie ci, którzy wydawali wyroki niekorzystne z punktu widzenia PiS. Wojciech Łączewski, od czasu kiedy nieprawomocnym wyrokiem skazał na 3 lata więzienia byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego i jego zastępcę Macieja Wąsika, stał się obiektem nieustannych napaści. Próbowano wrobić go w twitterową aferę, kiedy rzekomo miał umawiać się z osobą podającą się za dziennikarza Tomasza Lisa na wspólne knucie przeciwko rządowi PiS. Łączewski od początku twierdził, że to prowokacja, ktoś podszył się pod niego. Do dzisiaj toczą się dwa śledztwa. Jedno ma ustalić, kto włamał się na twitterowe konto sędziego. Drugie zaś dotyczy podejrzeń o złożenie przez sędziego fałszywego doniesienia o tym włamaniu. Co ciekawe, oba prowadzi ta sama prokuratura w Krakowie.

Mitoman oskarża

Do samochodu sędziego zaparkowanego na dziedzińcu sądu w Warszawie ktoś oddał strzał, prawdopodobnie z broni pneumatycznej. Pocisk uszkodził szybę. Do tego samego auta włamywano się i uszkadzano koła. Sędzia wielokrotnie był śledzony. Ostatnio, podczas spaceru z niżej podpisanym, na osiedlu w Wilanowie pojawił się biały opel. Kilka razy przejeżdżał obok, wreszcie zaparkował w bliskiej odległości, a kierowca ostentacyjnie obserwował sędziego. Samochód miał numery używane przez jednostkę ABW spod Warszawy.

Żona sędziego zatrudniona jako urzędniczka w Trybunale Konstytucyjnym dowiedziała się właśnie, że jej upływająca niedługo umowa o pracę nie zostanie przedłużona.

polityka.pl

Sędzia Magdalena El-Hagin, która uważa, że Wałęsa nie jest Bolkiem. Pół roku temu nominowana przez PAD do Sądu Okręgowego w Gdańsku

 

program pis

Szukając analogii państwa w skali mikro Polska zaczyna do złudzenia przypominać blok przy Alternatywy 4.

%d blogerów lubi to: