Polacy coraz bardziej chcą zintegrowanej Unii Europejskiej

Bardzo ciekawy sondaż przeprowadził portal oko.press, dotyczący Unii Europejskiej. Wyniki są zaskakujące, jeżeli zestawi się sondaż aktualny z grudnia tego roku z takim samym sondażem ze stycznia 2018.

W Polsce przybywa zwolenników Unii Europejskiej i to w wydaniu jej ścisłej integracji, polegającej między innymi na tym, że Unia Europejska powinna mieć superrząd, którego rolę mogłaby pełnić Komisja Europejska z szefem Jean-Claude Junckerem i znienawidzonym przez PiS Fransem Timmermansem.

W ciągu roku równowaga zwolenników ścisłej współpracy i modelu Europy „narodowych państw suwerennych” ze stycznia, a wynosiła wówczas po 43 proc. przechyliła się na rzecz zwolenników ściślejszej integracji członków Unii Europejskiej i obecnie wynosi 51 proc. dla zacieśnienia współpracy, a tylko 35 proc. jest temu przeciwna.

Co to znaczy? To, że PiS mimo ataków na Komisję Europejską i Trybunał Sprawiedliwości UE (dał temu ostatnio popis Andrzej Duda, który uważa, że sprawiedliwość europejska – TSUE – odbiera Polsce suwerenność), nie przysparza sobie zwolenników, a eurosceptycy nabieraja zaufania do instytucji unijnych.

W Polakach uciera się świadomość, że rząd PiS reprezentuje interesy partyjne, a nie ich dobro. Dlatego mieliśmy ostatnio nagłe przepoczwarzenie się pisowskiej walki z Komisją Europejską w wyznanie miłości do Unii.

Powód tego jest aż nazbyt oczywisty, a ciemnego ludu jest coraz mniej. PiS się spieszy, bo kurczy mu się elektorat i rodakom spadają łuski z oczu. Dlatego najprawdopodobniej dojdzie do przedterminowych wyborów parlamentarnych, które zostaną ogłoszone wraz z populistycznym socjałem przebijającym 500+.

Gdyby PiS utrzymał się u władzy, doznalibyśmy powtórki z rozrywki, jaką była przedwojenna Polska sanacyjna, a Europę rozrywały egoizmy narodowe, nacjonalizmy, które musiały doprowadzić do wojny, wtórnym jest, iż głównym winowajcą był faszyzm niemiecki.

Polska może mieć tylko jeden cel: zintegrowana Europa, w której nacjonaliści Kaczyński, Orban, Le Pen zostaną w niej zmarginalizowani. Sondaż oko.press wskazuje, że rodacy idą po rozum do głowy i coraz mniej wierzą oszołomom z PiS.

 

51 proc. Polaków chce integracji UE i wzmocnienia KE, a tylko 35 proc. Europy Kaczyńskiego i Orbana

styczniu 2018 Unii państw narodowych chciało tyle samo osób, co ściślejszej współpracy i wzmocnienia Komisji Europejskiej – po 43 proc. W grudniu zwolenników Europy jakiej żąda PiS i Fidesz ubyło (35 proc.), a większej integracji chce już 51 proc. Nawet elektorat PiS jest podzielony. Uwaga na eurosceptycyzm młodych! [SONDAŻ OKO.PRESS]

Wyniki grudniowego sondażu IPSOS dla OKO.press pokazują, że propagowanie przez PiS modelu Europy „suwerennych państw narodowych” w połączenie z atakami na Komisję Europejską i Trybunał Sprawiedliwości UE, nie daje efektu. Wręcz przeciwnie, już połowa badanych (51 proc.) opowiada się za modelem ściślejszej współpracy krajów członkowskich UE i wzmocnienia roli KE, a tylko 35 proc. chciałoby zwiększenia niezależności państw i ograniczenia wspólnoty do spraw gospodarczych. Za wyjściem Polski z UE opowiada się 8 proc.

Wynik robi tym większe wrażenie, że jeszcze w styczniu 2018 (wykres lewy) prawicowa wizja Europy jako gry interesów narodowych była wybierana równie często jak model integracji ze wzmocnieniem „unijnego rządu” (po 43 proc.).

Mówiąc metaforycznie, poglądy Polek i Polaków przesunęły się od Kaczyńskiego i Orbana, w kierunku Fransa Timmermansa, wiceszefa KE, szczególnie zaangażowanego w spór z polskim rządem o przestrzeganie unijnych wartości.

Europa według PiS, czyli wizja… sprzed II wojny światowej

Spór PiS z Komisją Europejską stanowi karykaturalną formę realizacji zapowiedzi PiS z wyborczego programu. Partia deklarowała, że „należy odejść od polityki wtórnej i peryferyjnej, polityki samodegradacji i harmonizacji naszych poglądów ze stanowiskami tych, których się uznaje za silniejszych”. Zasadniczym celem miało być „przywrócenie, a następnie umocnienie i zabezpieczenie, podmiotowości naszego państwa”. Służyć temu miała „ustawa o suwerenności państwa” – czego PiS nie zrealizował.

„Członkostwo w UE nie może być drogą do budowania struktur państwa federalnego (federacji). Wraz z powstaniem takiego państwa, podmioty je tworzące tracą niepodległość. UE jest – i musi pozostać – organizacją międzynarodową; tylko i aż – organizacją międzynarodową, a zatem stowarzyszeniem suwerennych, tj. niepodległych, państw”.

Taka retoryka – ośmieszona w kolejnych porażkach polityki zagranicznej PiS – zaprzecza samej idei Unii Europejskiej, która jako wspólnota ograniczająca egoizmy narodowe miała po doświadczeniach II wojny światowej zabezpieczać pokój i rozwój Europy.

Kaczyński nie jest tu jedyny. Jak to brutalnie, ale trafnie ujął Suddeutsche Zeitung, „sytuacja jest gorsza niż sądzimy. Politykom w rodzaju Orbana, Salviniego, Kaczyńskiego i Le Pen od dawna nie chodzi jedynie o obronę przed uchodźcami i migrantami.

Chcą innej Europy, w której wszystko zależy od państw narodowych, a UE prawie nic nie znaczy. To byłaby Europa przedwojenna”.

Timmermans jako inkwizytor prawicowego populizmu

Antyunijna narracja przycichła na moment, gdy PiS uległ presji Komisji Europejskiej i wycofał ostatni akt reform sądowniczych, jakim było sprzeczne z Konstytucją i europejskim prawem usunięcie z Sądu Najwyższego sędziów w wieku 65 plus, w tym I Prezes Małgorzaty Gersdorf.

Polskie władze musiały zastosować się do reguł i wartości, jakie rządzą w UE. Według słów Timmermansa,  „nie można używać argumentu, że jeśli wygrało się wybory, to można ignorować konstytucję albo ją naruszać. Oczywiście jeśli zdobędzie się większość, można konstytucję zmienić. Ale nawet zmieniając konstytucję, nie można tego robić w sposób naruszający zasady, do których zobowiązało się podpisując międzynarodowe traktaty, takie jak Traktat o Unii Europejskiej. To również jest ograniczenie dla demokratycznego mandatu, który się zdobyło”.

Ale stare tony wracają. 19 grudnia 2018 minister Ziobro powtórzył, że „stanowisko Komisji Europejskiej pokazuje, że nie chodzi o kompromis, o porozumienie – o czym wielokrotnie mówili przedstawiciele KE; przez ostatni rok opowiadali takie rzeczy – lecz

chodzi o politykę, o interes polityczny i kontynuowanie konfliktu z Polską. To jest tak naprawdę cel działania pana Timmermansa i KE”.

A 21 grudnia wiceminister Wójcik stwierdził po prostu, że Timmermans ma „pewną fobię na tle Polski”.

Także na Węgrzech Frans Timmermans symbolizuje opór UE przeciwko wprowadzaniu populistycznej wersji „autokratyzmu wyborczego”. Victor Orban opisuje Timmermansa jako „inkwizytora, który wszczyna postępowanie przeciwko tym [na Węgrzech i w Polsce] którzy wyrażają głos narodu”.

Rzecz w tym, że – jak pokazuje sondaż OKO.press – naród ma inne zdanie niż Orban i Kaczyński.

Uwaga na młodych. Dominuje eurosceptycyzm. 18 proc. za Polexitem

Przewaga zwolenników integracji UE nad obrońcami państwa narodowego jest półtorakrotna. Ale są ważne różnice.

Bardziej za Europą państw narodowych stoją mężczyźni (38 proc.) niż kobiety (32 proc.). I odwrotnie, wzmocnienia KE i ściślejszej współpracy chciałby z kolei częściej kobiety (56 proc.) niż mężczyźni (45 proc.).

Ponad dwa razy więcej mężczyzn (12 proc.) niż kobiet (5 proc.) opowiada się za Polexitem.

Uderzające są różnice generacyjne. Na europejską integrację wyraźnie częściej stawiają ludzie po czterdziestce.

Niepokojące są przekonania najmłodszych dorosłych w wieku 18-29: wariant integracji popiera tylko 36 proc., 42 proc. jest za Europa narodów, a aż 18 proc. za wyjściem Polski z UE.

 

Głos starszych pokoleń można interpretować jako większe zaufanie do instytucji unijnych niż własnego rządu. To może być skumulowany skutek względnie świeżej pamięci historycznej. Europa jawiłaby się jako gwarant bezpieczeństwa dla Polski. Młodsi mają inną perspektywę, nie boją się o losy kraju.

Jak tłumaczył Frans Timmermans, „jeśli ludzie nie czują się chronieni przez Europę, to Europa staje się częścią problemu, a nie rozwiązania. A jeśli nie udaje się z Europą, ludzie sięgają do tego, co sprawdzało się w historii. A tym czymś było państwo narodowe. Wynaturzeniem tego poczucia staje się nacjonalizm. I to przez chwilę działa, tak jak w przypadku alkoholizmu. Wieczorem człowiek czuje się świetnie, a następnego dnia rano ma kaca”.

Polityczne profile

Przypomnijmy, że w grudniowym sondażu OKO.press (pytanie dotyczyło eurowyborów):

  • PiS miał 37 proc.,
  • KO – 26 proc.,
  • Partia Biedronia – 8 proc.,
  • Kukiz’15 – 6 proc.,
  • PSL – 5 proc.,
  • SLD – 5 proc.,
  • narodowcy (Wolność + RN) 3,5 proc.

Porównanie odpowiedzi wyborców tych siedmiu głównych partii daje klarowny obraz:

od antyeuropejskiej koalicji narodowców Janusza Korwin-Mikkego i Roberta Winnickiego przez silnie eurosceptycznych zwolenników Kukiz 15, eurosceptyczny sceptyczny PiS, zmieszane PSL i trzy elektoraty jednoznacznie proeuropejskie: KO, SLD, Partii Biedronia.

Według powszechnej opinii UE przeżywa kryzys. Czy uważasz, że Polska powinna opowiedzieć się za:

Sondaż jasno pokazuje, że partie prodemokratyczne mogą tworzyć polityczny front – może nawet koalicje wyborcze – w oparciu o wspólnotę wizji Unii Europejskiej. Mogą tu liczyć na poparcie nie tylko swoich elektoratów.

Trend ku Europie – inne dowody w sondażach OKO.press

W tym samym sondażu OKO.press 56 proc. ankietowanych chciało, aby Komisja Europejska nadal domagała się od władz PiS przestrzegania w Polsce praworządności, a tylko 39 proc. wolałoby, by „odpuściła rządowi”.

A jeszcze w styczniowym sondażu OKO.press 53 proc. ankietowanych uważało, że Komisja Europejska powinna „wycofać się z ingerowania w wewnętrzne sprawy Polski, nawet jeśli Polska nie przestrzega zasad państwa prawa”, a za wywieraniem dalszej presji było tylko 43 proc. W grudniu te proporcje się odwróciły.

W sierpniu 2018 w sondażu OKO.press zadaliśmy pytanie: „Czy Trybunał Sprawiedliwości UE ma prawo zatrzymać reformę sądownictwa PiS, jeśli uzna, że narusza ona zasady Unii Europejskiej?”. 54 proc. uznało, że tak, a 41 proc. – nie.

W tym samym sondażu aż 77 proc. było zdania, że obecność w UE „wzmacnia niepodległość Polski”. Tylko 16 proc. respondentów uznało, że to „osłabia niepodległość” – wyraźnie mniej, niż zagłosowało przeciwko wejściu Polski do Unii w referendum akcesyjnym 2003 roku – 23 proc.

Sondaże dowodzą, że Polki i Polacy poważniej traktują obecność Polski w Europie niż eurosceptyczny rząd PiS. Wysoki poziom akceptacji dla UE nie jest tylko powierzchowną deklaracją. Stoi za nią zaufanie do unijnych instytucji i wartości.

oko.press