Tag Archives: Newsweek

Kuchciński, ty dzbanie

Zwykły wpis

W Przemyślu, w pobliżu siedziby PiS i głównego biura poselskiego Marka Kuchcińskiego, na skarpie Sanu pojawiły się ogromne napisy: „Konstytucja” oraz „Dzbany”. W ocenie jego pomysłodawców i twórców – grupy Rebelianty Podkarpackie – to prawdziwy event lingwistyczny, który jak żaden dotąd nie uczcił słów roku 2018. Tym mocniejszy, że nie pierwszy w takim rodzaju…

Na brzegu Sanu w grudniu 2017 r. pojawił się napis „PiS – rozliczymy was!”. Ten też był na tyle duży, że widać go było doskonale z okien kamienicy, w której są biura partii rządzącej.
Tym razem na skarpie zostały umieszczone dodatkowo tabliczki z zabawnymi hasłami, typu: „Gdy Konstytucji nie ma, dzbany harcują” lub „Wyszło szydło z dzbana”.

Jak wiemy, w grudniu ub. roku jury Wydawnictwa Naukowego PWN zdecydowało, że Młodzieżowym Słowem Roku został „dzban”. Oznacza osobę, która ma poziom intelektualny jak dzban. „Dzbanem może być każdy. Wystarczy, że zrobi coś, co w jakikolwiek sposób nie spodoba się drugiemu rozmówcy. Tak powstaje dzban” – wyjaśnia PWN.
Słowem politycznym ubiegłego roku, naukowcy z Instytutu Języka Polskiego UW i Fundacji Języka Polskiego ogłosili wyraz „konstytucja”.

Depresja plemnika

I znów trwa rytualne symboliczne zabijanie Jurka Owsiaka. Tym razem przy pomocy pisowskiej TVP, która nadała filmik z kukiełkami mający zdyskredytować i byłą prezydent Warszawy, i Owsiaka jako złodziei grosza publicznego.

View original post 2 240 słów więcej

 

Unię Europejską rozwalają od wewnątrz takie partie jak PiS, a z zewnątrz Kreml. Władze unijne muszą przeciwdziałać

Zwykły wpis

We wrześniu Komisja Europejska zaproponowała zmianę prawa Unii Europejskiej, by umożliwić nakładanie sankcji na partie za bezprawne wykorzystywanie danych wyborców w celu wpływania na wyniki wyborów europejskich. KE chciała też, by państwa członkowskie chroniły się przed zewnętrznymi manipulacjami. Jean-Claude Juncker w swoim wystąpieniu na temat stanu UE, zaapelował do członków wspólnoty o zwiększenie przejrzystości internetowych reklam politycznych, a także by zwalczały kampanie dezinformacyjne. Wszystko to ma na celu ochronę przyszłorocznych wyborów do Parlamentu Europejskiego.

UE z niepokojem obserwowała doniesienia ze Stanów Zjednoczonych o rosyjskich działaniach nakierowanych na wpływanie na wynik wyborów wyborów prezydenckich w 2016 roku. Rosji zarzucono manipulowanie wynikami wyborów i referendów na Starym Kontynencie m.in. we Francji, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Frans Timmermans podkreślał – Nie możemy być naiwni: istnieją siły, które chcą zakłócić wybory do Parlamentu Europejskiego i dysponują w tym celu wyrafinowanymi narzędziami. Z tego właśnie powodu musimy jak najszybciej podjąć wspólne działania, by zwiększyć naszą odporność na te zagrożenia dla demokracji” – mówił we wrześniu wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej.

Cztery dni temu Unia Europejska fizycznie rozpoczęła walkę przeciwko rosyjskiej dezinformacji – “Byliśmy świadkami prób ingerowania w wybory i referenda, a dowody wskazują na to, że głównym źródłem tych kampanii była Rosja” – mówił kilka dni temu Andrus Ansip, prezentując plan zwalczania dezinformacji w Europie. Plan obejmuje utworzenie systemu szybkiego ostrzegania, mającego na celu rozpoznawanie kampanii dezinformacyjnych. Delegatury UE w krajach objętych polityką sąsiedztwa zostaną wzmocnione wyspecjalizowanymi pracownikami i narzędziami do analizy danych.

Został zwiększony budżet przeznaczony na wykrywanie “fake news” z 1,69 miliona funtów do 4,4 milionów. W planie są także ukierunkowane kampanie uświadamiające i promowanie umiejętności korzystania z mediów społecznościowych poprzez specjalne programy. To wszystko będzie wsparte zespołami niezależnych naukowców oraz podmiotami weryfikującymi fakty. Głównym założeniem jest budowa zdolności, umożliwiającej wykrywanie kampanii dezinformacyjnych.

Dzisiaj Onet opisuje dane zebrane przez organizację Alliance for Securing Democracy, na temat 600 kont na Twitterze promujących poglądy Kremla i zaangażowanych w protest “żółtych kamizelek” na ulicach Francji. Jako przykład “fake news” podawane jest wideo udostępniane na francuskich platformach społecznościowych, opisujące rzekomą odmowę wykonywania przez policję obowiązków w jednym z miast – “Niektórzy oficerowie na krótko zdejmowali z głów hełmy, ale tylko po to, by porozmawiać z protestującymi, a nie – jak sugerowano – by odmówić wykonywania obowiązków”. Film z fałszywą narracją został powielony przez Sputnik i Russia Today.

Dwa tygodnie temu w Polsce również mogliśmy odczuć, jak wygląda ingerencja dezinformacyjna Rosji w Polsce. W szczycie kryzysu rosyjsko – ukraińskiego do mieszkańców przygranicznych gmin w województwie podkarpackim, został wysłany fałszywy SMS o obowiązkowym stawieniu się w urzędach gmin, w związku z wydarzeniami na Morzu Azowskim.

Depresja plemnika

Jak Ziobro pomaga przestępcom – więcej >>>

Ktoś w PiS wymyślił, że trzeba czymś „przykryć” aferę KNF. I przykrył ją tak, że PiS będzie mieć teraz same kłopoty. Ciekawe, czy Kaczyński zaaprobował plan tej prowokacji, czy była to samodzielna inicjatywa Ziobry.

W 2007 roku, podczas kampanii wyborczej do parlamentu, wystąpił na konferencji prasowej ówczesny szef CBA Mariusz Kamiński, przedstawiając informacje o zatrzymaniu posłanki PO Beaty Sawickiej. „Polacy powinni wiedzieć, na kogo głosować” – mówił. I Polacy zagłosowali przeciwko PiS. Prowokacja przeciwko Sawickiej była widoczna gołym okiem. To, że posłanka uległa pokusie i wpadła w sidła zastawione przez CBA, nie świadczył o niej dobrze, ale bardziej szokujące było angażowanie tajnych służb do kampanii wyborczej, a słowa Kamińskiego to potwierdzały. Okazało się, że wyborcy są inteligentniejsi, niż sądzili działacze PiS.

Błąd Kamińskiego powtórzyli w ostatnich dniach prokuratorzy kierowani przez Ziobrę. Tyle że zrobili to jeszcze prymitywniej, sięgając po podlejsze chwyty.

Pomysł był…

View original post 2 354 słowa więcej

Pisowcy, myślcie do przodu. Kto będzie wam przynosił wałówki do kicia?

Zwykły wpis

– Bez istotnej zmiany kursu, na co jest już bardzo mało czasu, za rok stracimy władzę – mówi w rozmowie z „Super Expressem” jeden z najważniejszych ministrów Mateusza Morawieckiego.

„SE” nie ujawnia tożsamości swojego rozmówcy. Jednak według niego, kłopoty sprawia teraz rządowi m.in. kwestia reformy wymiaru sprawiedliwości.

Z taką diagnozą nie zgadza się m.in. marszałek Senatu Stanisław Karczewski, który powiedział w rozmowie z „SE”, że wygrana nie zależy od „subiektywnej oceny jednej osoby, która być może uległa jesiennemu przesileniu”. „A kurs trzeba stale korygować. Mamy dobrych sterników, którzy wiedzą kiedy i w jakim kierunku odchylić ster” – zapewnił.

„SE” opisuje też, że rząd jest trawiony problemami wewnętrznymi. „O napiętej sytuacji w rządzie i samej partii świadczą też coraz częstsze spotkania na tzw. górze, czyli u Jarosława Kaczyńskiego na Nowogrodzkiej. Ostatnio prezes z premierem, najbardziej zaufanymi politykami oraz związanymi z partią ekspertami gospodarczymi spotkali się na tajnej naradzie ws. afery KNF. Takich pożarów do gaszenia jest coraz więcej, a płomienie powoli trawią niezmiennie wysokie od miesięcy poparcie” – czytamy.

Niektórzy pisowcy już przygotowują się na stratę władzy. Powinni poza tym pomysleć, kto będzie im przynosił wałówki do kicia.

Depresja plemnika

To „sprawdzam” dla ministra Ziobro – mówi opozycja i zapowiada złożenie  zawiadomienia do prokuratury w związku z zeznaniami Piotra P., jednego z głównych podejrzanych w tzw. aferze SKOK Wołomin, który twierdzi, że Jacek Sasin, czołowy polityk PiS-u, oraz dwóch senatorów PiS otrzymywało pieniądze ze SKOK Wołomin. – Padły oskarżenia o to, że osoby, które są oskarżone w tej aferze,  przekazywały wprost pieniądze politykom Prawa i Sprawiedliwości – tłumaczy Arkadiusz Myrcha z PO.

Oskarżenie polityka

Podczas procesów osób oskarżonych w tzw. aferze SKOK Wołomin jeden z głównych oskarżonych Piotr P., były oficer kontrwywiadu WSI, oskarżył kilku polityków PiS-u, w tym szefa Komitetu Stałego Rady Ministrów Jacka Sasina, o przyjmowanie pieniędzy od osób oskarżonych w aferze SKOK.

Jacek Sasin w sprawie oskarżeń Piotra P. wydał oświadczenie, w którym nazwał jego twierdzenia „absurdalnym pomówieniem” – Afera SKOK Wołomin jest aferą WSI. Piotr P., były oficer WSI, to „mózg” tej afery – twierdzi Jacek…

View original post 4 081 słów więcej

Kościół w PL to oligarchia mafijna

Zwykły wpis

– Idea jest tu tylko produktem marketingowym. Chodzi o to, żeby podnieść autorytet duchownych, żeby wzmocnić ich wpływ, chronić interes Kościoła – tłumaczył prof. Tadeusz Bartoś.

Gościem w audycji Prawda Nas Zaboli Piotra Najsztuba był prof. Tadeusz Bartoś, teolog i filozof z Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku, dyrektor programowy Warszawskiego Studium Filozofii i Teologii.

Jak zauważył prowadzący audycję Piotr Najsztub, w Polsce wciąż nie może się rozpocząć prawdziwa debata o przemianach w polskim Kościele. Mówił, że ani pojedyncze afery pedofilskie, ani kwestia pieniędzy ojca Rydzyka nie są w stanie wywołać masy krytycznej, która wiernych i Kościół zmusiłaby do debaty. Jaką mamy obecnie sytuację w tym temacie?

– Kościołowi nie zależy na żadnej debacie, tylko na wygaszaniu niepokoju dookoła niego. Choć w ramach działania marketingowego będzie być może przepraszać, jak papież Franciszek. Ale jest to element zabiegów marketingowych ochrony posiadania – stwierdził teolog.

I dodał, że Kościół katolicki w Polsce jest zadowolony, bo wciąż udaje mu się unikać odpowiedzialności za czyny księży.

– Biskupi udają, że nie są pracodawcami i wciąż zwalają wszystko na jednostkę. Posyłają do ofiar pedofilii prawnika z pieniędzmi i papierami do podpisania. Ale na szczęście dziś sądy mogą to badać. I są podstawy prawne, by jednak ten stosunek prawny zatrudnienia ustalać – powiedział gość Radia TOK FM.

Jak dodał, system działania Kościoła w Polsce „tworzy system oligarchii o charakterze mafijnym”.

Kościół i społeczeństwo: dwóch nierównych graczy

Prof. Bartoś mówił też, że w obecnym konflikcie wokół Kościoła mamy dwóch graczy: jeden jest silniejszy, a drugi słabszy.

– Pierwszy to Kościół katolicki – jako instytucja. Jej celem jest przetrwanie i ekspansja – chodzi o to, aby coraz więcej ludzi było pod wpływem Kościoła – takim, aby można ich było nazwać wierzącymi. Wtedy pozycja kleru jest dominująca – powiedział gość Radia TOK FM.

A w jaki sposób działa ten gracz?

– Kościół mówi, jak żyć, jak się ubierać, zachowywać w łóżku. Wpływa też na państwo i jego ustawodawstwo. To taka instytucja totalna, która chce mieć wpływ na wszystko. I w Polsce jej się to udaje, z różnych względów: łatwowierności, naiwności, niewiedzy władz państwowych – tłumaczył prof. Tadeusz Bartoś.

Kim jest więc ten drugi gracz?

– To społeczeństwo obywatelskie. I to słabe – odpowiedział teolog.

„Idee kościoła katolickiego to produkt marketingowy”

Jak mówił dalej prof. Bartoś, Kościół katolicki przedstawia siebie jako instytucję, która jest emanacją dobra, która uczy dobrych, szlachetnych rzeczy.

– To jest fikcja, marketing. Idea jest tu tylko produktem marketingowym. Chodzi o to, żeby sakralizować i podnieść autorytet duchownych, żeby wzmocnić ich wpływ. Chronić interes Kościoła – mówił.

Smarzowski: Po konferencji Episkopatu przyszedł mi do głowy pomysł na „Kler 2”

w u

i Jarosław ma ogromny kłopot z . Teraz PiS nie ma wyjścia, musi iść w zaparte i bronić człowieka, który obżerał się ośmiorniczkami, jest twardym liberałem i dość dosadnie mówi o nierównościach społecznych. w 👇

w – Julia Pitera u

w – Michał Kamiński u

Kościół katolicki „tworzy system oligarchii o charakterze mafijnym”.

Holtei

To przykre, ale komuniści nie byli tak brutalni w latach 70. w stosunku do sędziów jak pan prezydent w tej chwili – mówi nam Jerzy Stępień, były prezes Trybunału Konstytucyjnego, oceniając działania władzy wobec wymiaru sprawiedliwości. Rozmawiamy też o wyborach samorządowych. – Grożenie społecznościom lokalnym, że zostaną pozbawione dodatkowych środków tylko dlatego, że nie wybiorą do samorządów przedstawicieli rządzącej partii, dla mnie jest skandalem, aberracją i totalnym brakiem wyobraźni. Normalny człowiek nie przyjmie do wiadomości nawet takiej groźby. Myślę, że w Polsce nikt się nie da na to nabrać, ale w przyszłości trzeba będzie zabezpieczyć społeczności lokalne przed takimi groźbami. Moim zdaniem prędzej czy później damy sobie radę z takimi politykami, którzy nie rozumieją istoty samorządów i dobra wspólnego – podkreśla rozmówca.

JUSTYNA KOĆ: Mnożą się wątpliwości zagranicznych sądów względem Polski. Po Hiszpanii teraz sąd w Amsterdamie wstrzymuje ekstradycje 3 Polaków i pyta o niezależność polskiego sądownictwa. To chyba świadczy…

View original post 4 141 słów więcej

Morawiecki szantażowany. Przez kogo? Czy tylko przez Marka Falentę?

Zwykły wpis

Stało się. Projekt odstąpienia od obowiązkowych szczepień ochronnych został skierowany do prac w komisji sejmowej. W ten sposób antyszczepionkowcy – przedstawiciele ruchu na rzecz prawa wyboru w tej kwestii – wreszcie dopięli swego. Nie będą już dłużej musieli dotować chciwych koncernów farmaceutycznych, ryzykując – jak wierzą – zdrowiem swoich dzieci, masowo zapadających na autyzm i nie wiadomo, co jeszcze.

Protestują lekarze, nauczyciele, większość rodziców i część polityków. Pojawiają się nawet komentarze o „ciemnogrodzie” i powrocie do średniowiecza. A przecież skierowanie projektu obywatelskiego do dalszych prac w Sejmie to triumf podmiotowości i wolności! I kolejny dowód na to, że prawdą jest, co głosi partia aktualnie rządząca, gdy twierdzi, że „demokracja nigdy nie miała się w Polsce tak dobrze, jak właśnie teraz”! Przychylność wobec antyszczepionkowców to bowiem dowód, że władza uważne wsłuchuje się w głosy wszelkich „mniejszości”, które mają przecież prawo do szacunku dla swoich poglądów i wyznawanych zasad. Nie chcą szczepić – niechaj więc nie szczepią!

Wstyd przyznać, ale antyszczepionkowcy byli dotąd jedyną grupą dyskryminowaną u nas ze względu na stosunek do ochrony zdrowia. Bo weźmy zwolenników tak zwanej medycyny naturalnej. Według statystyk, samozwańczych uzdrowicieli jest u nas nawet więcej niż dyplomowanych lekarzy, a i tak mają ręce pełne roboty. Jedni biorą cytostatyki, inni piją ziółka i nikomu nic do tego. Ich zdrowie. Ich życie. Ich sprawa! Można preferować „odczynianie uroków” i nikomu nic do tego. Więc czemu – ktoś zapyta – opinia publiczna uwzięła się akurat na tych nieszczęsnych antyszczepionkowców?

Odbieranie sobie życia nie jest w Polsce karalne. Przynajmniej na razie. Więc jak ktoś bardzo chce, może odejść z tego świata za sprawą – dajmy na to – tyfusu. Dobrowolnie i świadomie szkodzą przecież swojemu zdrowiu palacze, ludzie uzależnieni od alkoholu i innych używek, osoby niekontrolujące swojej diety, ci, którzy zaniedbują kondycję fizyczną, a nawet sportowcy uprawiający sporty ekstremalne i kierowcy niezapinający pasów bezpieczeństwa.

Wolno im? Wolno! I za korzystanie z tej wolności żadna ich kara nie spotyka. Nagrodę nawet można za to dostać, symboliczną, ale zawsze. To Nagroda Darwina, przyznawana za pozytywny wkład w genetyczne dziedzictwo ludzkości, poprzez dobrowolną eliminację ze światowych zasobów DNA osób o skłonnościach do uzależnień oraz zachowań destrukcyjnych i nieracjonalnych.

Problem w tym, że o ile klienci znachorów szkodzą wyłącznie sobie oraz budżetowi państwa (bo niektórym trzeba potem życie ratować w państwowych szpitalach), to jednak unikanie szczepienia dzieci może skutkować epidemią. I co wtedy?

Kto będzie winien ewentualnych ofiar, w tym także śmiertelnych, także w populacji zaszczepionych, bo przecież szczepionka nie daje gwarancji, że się nie zachoruje, a tylko obietnicę lżejszego przebiegu choroby oraz braku ewentualnych powikłań, co rozumie każdy, kto kiedykolwiek szczepił się na grypę.

To jednak mogą rozwiązać obowiązkowe polisy OC od skutków zarażenia kogoś, obejmujące koszty leczenia i ewentualne odszkodowania za uszczerbek na zdrowiu i straty moralne. A też renty i inne świadczenia, gdy w wyniku takiej infekcji ktoś o słabszym systemie immunologicznym straci życie, z powodu banalnej szkarlatyny, osierocając – dajmy na to – małe dzieci.

Ale jest jeszcze inny kłopot. Dawno niewidziane choroby, przywrócone do życia „dzięki” antyszczepionkowcom, mogą zmutować do postaci, kiedy stracimy nad nimi wszelką kontrolę i wtedy czeka nas biologiczna katastrofa. Kto za to odpowie moralnie i materialnie? I dlaczego – w takim razie – partia aktualnie rządząca popiera postulaty antyszczepionkowców?

Być może, choć formacja u władzy ma – zdaje się – poważne wątpliwości co do teorii ewolucji – chodzi trochę o darwinizm. Konkretnie o darwinizm społeczny, który mógłby rozwiązać rządzącym kilka problemów, takich na przykład, jak rosnąca w zastraszającym tempie liczba emerytów i osób niepełnosprawnych. Bo to wydatki są, a kasa pustawa. Takie osoby zazwyczaj są słabsze od reszty społeczeństwa, także pod względem obniżonej wiekiem i chorobami odporności. Jakaś nieduża epidemia mogłaby więc zdecydowanie zmniejszyć poziom wydatków „na zdrowie i opiekę” ze skąpego budżetu. I to jeszcze na moralny koszt antyszczepionkowców. A wszystko w szczytne imię wolności i szacunek dla mniejszości. A że potem słabsi wymrą na – dajmy na to – cholerę, to proszę mieć pretensje do demokracji. Tego właśnie pragnie – zdaje się – także elektorat. Bo jak dowodzi badanie opinii publicznej opublikowane w „Gazecie Wyborczej”, aż 41 procent Polaków uważa, że szczepienia powinny być dobrowolne! A co z resztą? Cóż – resztę załatwią „prawa naturalne”.

Kilka tygodni musiało zająć prokuraturze w Białej Podlaskiej ustalenie, że zawieszenie koszulki z napisem „Konstytucja” na pomniku Lecha Kaczyńskiego pod kuriozalnym zarzutem znieważenia pomnika nie jest przestępstwem. Na początku sierpnia umieścili ją tam działacze KOD Ryszard Filipiuk i Stanisław Dembowski.

Śledztwo zostało umorzone z powodu „braku znamion czynu zabronionego”. Nie oznacza to jednak zakończenia sprawy. Teraz prokuratura będzie badać, czy mogło dojść do wykroczenia.

Działaczy KOD tuż po zawieszeniu koszulki spotkały niewspółmierne do ich czynu działania policji i prokuratury. Stanisław Dembowski został zatrzymany na 48 godzin. W mieszkaniu Ryszarda Filipiuka po 6.00 rano pojawiła się policja. O finale tej sprawy w artykule „Rewizja w domu działacza KOD po zawieszeniu koszulki z napisem „Konstytucja” była nieuzasadniona”.

Marek #Falenta ma nagranie kompromitujące premiera #Morawieckiego. To jego „polisa ubezpieczeniowa”!

Holtei

Prezes przekonał mnie, że autor poniższych cytatów, to nie jest ten , który jest teraz premierem. Naprawdę. Ten, który to mówił, to był Morawiecki Tuska. A ten dzisiejszy, to Morawiecki Jarka. Zupełnie inny. Podobny, to fakt. Ale inny.

Na archiwalnym nagraniu sprzed 17 lat, opublikowanym przez posłankę Joannę Scheuring-Wielgus słyszymy, jak obecny polityk PiS-u tłumaczy, że siadanie dzieci na kolanach księdza, całowanie i głaskanie ich przed duchownego ‚nie miały podtekstu seksualnego’. ‚Oglądając tę wypowiedź, mam wrażenie, jakbym nie wyszedł z filmu Kler’ – komentuje Jarosław Kurski i dodaje: ‚Piotrowicz zrobił u boku Kaczyńskiego polityczną karierę. I słusznie. Dowiódł bowiem, że można mu powierzyć każdą brudną robotę’.

Po co nam przekop Mierzei Wiślanej? Kontenerowce nie przypłyną, bo się nie opłaci. Okręty wojenne nie przypłyną, bo za płytko. Rybacy nie przypłyną, bo już nie będzie ryb. Co przypłynie? Głosy dla PiS.

– Jestem przekonany, że pierwsza łopata pod…

View original post 2 738 słów więcej

Falencie się nie udało, Morawieckiemu owszem

Zwykły wpis

Taśmy z podsłuchu w „Sowie & Przyjaciołach” i w Amber Room mają niecodzienną siłę kreowania polskiej polityki. I wcale to dobrze nie znaczy o polskim państwie, poniewczasie trzeba zgodzić się z jednym z inteligentniejszych podsłuchanych Bartłomiejem Sienkiewiczem, iż mamy „państwo teoretyczne” – zresztą taki tytuł nosi jego nowiutka publikacja zwarta.

Główny pomysłodawca podsłuchów Marek Falenta był w ścisłym kontakcie z kierownictwem PiS, nawet się chwalił, że ma dobre dojścia do Jarosława Kaczyńskiego. Falenta liczył na tekę ministra, gdy PiS dojdzie do władzy. Tak zeznawał jeden z kelnerów Łukasz N., który na polecenia Falenty zakładał podsłuchy: „Falenta twierdził też, że jest blisko z PiS-em i że może łatwo zorganizować spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim. Że jak się zmieni władza u nas, jak PiS przejmie władzę, to mogę dostać nawet jakąś tekę, jakieś stanowisko w rządzie PiS.”

Co zatem się stało, że Falenta dostał wyrok do odsiadki i skończy w pierdlu? Ciąg szpiclowskiej fabuły może wiele wytłumaczyć, dalej mówi ów kelner: „Miałem zapewnienie od Falenty, że będą z tego duże pieniądze, że on może na tym zarobić miliard złotych. Ja wynegocjowałem dla siebie 10 tys. zł miesięcznie. Mówił mi, że będę bardzo bogaty”. „Duże pieniądze” miały przyjść  od obcych służb.

Jakich służb? Tylko od rosyjskich, bo Falenta był na miliony zadłużony u mafii sołncewskiej, która jest krwawymi rękami Kremla. A więc mamy w tle Władimira Putina, któremu zależy na destabilizacji Polski i przede wszystkim na rozchwianiu Unii Europejskiej.

Dlaczego zatem PiS podjął współpracę z Falentą, wszak nietrudno było sprawdzić, gdzie kręci swoje szemrane biznesy? Odpowiedzi są dwie. Kaczyński chciał za wszelką cenę odsunąć Platformę od władzy i przymykał oko na rosyjskie ślady. Albo prezesowi PiS wszystko jedno i godzi się być Targowicą, wszak w dalszym ciągu mało wiemy o bliskim współpracowniku Kaczyńskiego Antonim Macierewiczu: jakie dokładnie ma powiązania z Kremla, bo ma, ale jakie. Starał się to rozwikłać Tomasz Piątek w swojej bestsellerowej książce „Macierewicz i jego tajemnice”.

Czy można zatem rzec, iż PiS doszedł do władzy z możliwą kontrasygnatą rosyjskich służb? Gdy Onet dotarł do 40 tomowych akt w prokuratorze dotyczących afery podsłuchowej, opublikowano wreszcie zapis jednej taśmy – na razie tylko ona jest dostępna – na której zanotowano głos Mateusza Morawieckiego, kompromitujący go jako polityka, a nawet człowieka.

Przez dwa dni PiS nie wiedział, co z tym fantem zrobić, Morawiecki nawet dał nogę do Nowego Yorklu, aby dziennikarze go nie nagabywali. Wreszcie prezes Kaczyński zgodził się na występ w podległej sobie telewizji TVO Info i usprawiedliwił Morawieckiego. W swoim stylu stwierdził, że – w największym skrócie – Morawiecki to Konrad Wallenrod.

Wywiad z Kaczyńskim jest niewiele warty, bo prezes też może być zakładnikiem – zarówno wiadomych służb, jak zakładnikiem tego, który ma w posiadaniu następne taśmy z Morawieckim – podobno jeszcze jedna na pewno jest na rynku szantażu, tak twierdził „Newsweek” 2,5 ropku temu.

Morawiecki wrócił z ucieczki i dał głos u najbardziej pisowskich dziennikarzy Karnowskich – konretnie Jacka K. – w telewizji internetowej wPolsce.pl. I co mówi? Określił „swoją” taśmę jako odgrzewany kotlet: „te taśmy wszystkie były pokazane w „Newsweeku” 2,5 roku temu”. To jest kolejne kłamstwo Morawieckiego. Taśma owszem była opisana, ale bardzo ogólnie. Onet cytuje duże passusy o korupcju i kumoterstwie i powołuje się – to może jest nawet najważniejsze – na 40 tomów akt śledztwa.

Morawiecki zatem prezentuje dobre samopoczucie po zapewnieniu Kaczyńskiego o jego wallenrodyzmie i mówi: „Ja z drogi naprawy Rzeczpospolitej, którą mam ogromny honor czynić pod rządami PiS, w tym obozie politycznym, naszym obozie, ja z tej drogi nie zejdę” (cytuję in extenso). Czyli dalej będzie demolowane sądownictwo, nasze relacje z Unią Europejską, które są zagrożone Polexitem.

Na Kremlu zacierają ręce z takiej „naprawy Rzeczpospolitej” i destrukcji UE. Tym się różni Morawiecki od Falenty, że jemu się udało, a Falenta zaliczy pryczę za kratami. Taśmy podsłuchowe będą dalej rozstrzygać o polskiej polityce, najprawdopodobniej zaciążą na bycie Polski i niestety pod władzą PiS możemy oczekiwać najgorszego. Oczekuję, że za ten temat zabiorą się najlepsi dziennikarze śledczy, acz będą narażeni, bo tak to jest z wolnym słowem i wolnymi mediami w autorytaryzmach.

>>>

PiS wprowadza Średniowiecze, czyli o wyższości teologii nad astronomią

Zwykły wpis

>>>

W dwa dni Polskie Towarzystwo Astronomiczne zebrało pod deklaracją poparcia blisko 8 tys. podpisów. Chodzi o zablokowanie projektu resortu nauki, który chce wykreślić astronomię z listy oddzielnych dyscyplin naukowych.

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego stworzyło projekt rozporządzenia, w którym łączy astronomię w jednej grupie z innymi naukami fizycznymi. Jakie ma to znaczenie dla naukowców?

– Głównym powodem zmiany jest ułatwienie pracy urzędnikom. Nic z tego nie wynika innego na plus – mówił dr hab. Michał Bejger z Centrum Astronomicznego im. M. Kopernika PAN,  zaznaczając, że nowa klasyfikacja może mieć wiele negatywnych konsekwencji dla astronomów.

– Może się to skonczyć tym, że dostaniemy mniej pieniędzy na badania – podkreślił ekspert oraz dodał, że „astronomia w Polsce bardzo dobrze sobie radzi, być  może właśnie dlatego, że miała do tej pory specjalną pozycję”.

Polska astronomia w czołówce

Polskie Towarszystwo Astronomiczne, które apeluje do wicepremiera Jarosława Gowina o niewprowadzanie zmian, na dowód szczególnego miejsca zajmowanego przez tę naukę podaje statystykę serwisu Web of Science. Według niej poziom cytowalności prac naukowych polskich astronomów jest o ok. 25 proc. wyższy od średniego poziomu światowego.

Petycję w tej sprawie w ciągu dwóch dni podpisało blisko 8 tys. osób.

Rząd chce rozwijać przemysł kosmiczny?

– Jak planowana zmiana ma się do deklaracji polskiego rządu o chęci eksploracji przemysłu kosmicznego? – pytała Karolina Głowacka.

– Wydaje się, że jest to krok w tył. Jeśli mówi się o tym, że powinniśmy innowacyjnie podchodzić do przemysłu kosmicznego, to powinniśmy zadbać o to, aby wysunąć [potrzebne do tego -red.] części nauki na specjalną pozycję – tłumacyzł gość TOK FM.

Naukowiec obawia się, że sytuacja astronomii polskiej się pogorszy i dodaje, że nawet nie słychać zapewnień o tym, że będzie lepiej

– W tym akcie prawnym jest takie okrągłe zdanie, że ta zmiana nie będzie prowadziła do dyskryminacji. To mowa-trawa, za którą nic nie stoi – [podsumował dr hab. Bejger.

Nowy Newsweek. Wstrząsająca opowieść o księżach pedofilach i ich ofiarach w Polsce. I odpowiedź na pytanie dlaczego ofiarom jest u nas trudniej niż w innych krajach, a sprawcom o wiele łatwiej o bezkarność. Plus 20 stron dodatku o drugiej wojnie światowej.

Ten mem prezydentowi Wałęsie wyszedł rewelacyjnie.

To już chyba tylko na spotkaniach #PiS i w kościołach Pan ⁦@AndrzejDuda⁩ może wygłaszać swoje przemówienia bez obawy, że obywatele przypomną mu o konstytucji.

Hairwald

Język Andrzeja Dudy jest pełen kiczu, śmiecia, który wygląda na patos, a jest zakłamaniem.

O. Paweł Gużyński do pana Dudy prezydenta: Jak długo będzie Pan uprawiał politykę w koalicji lub nieformalnym sojuszu z duchownymi, tak długo mam pełne prawo protestować przeciw temu jako ksiądz, będąc absolutnie wolny od zarzutu o uprawianie polityki.

A tymczasem w ultrakatolickiej Hiszpanii!

Wałęsa wychodzi z kościoła

Lech Wałęsa opuścił świątynię w Gdańsku, gdy głos miał zabrać prezydent Duda. Pierwszy demokratycznie wybrany prezydent odrodzonej Polski słusznie nie chciał słuchać, co ma do powiedzenia z okazji kolejnej rocznicy porozumień sierpniowych jego czwarty z kolei następca.

View original post 2 062 słowa więcej