W Polsce mamy problem.

Mamroty Błaszczaki dorwały się do władzy.

Skrytykował Błaszczaka – teraz zajmie się nim prokurator

Skrytykował Błaszczaka – teraz zajmie się nim prokurator

W sierpniu tego roku podinsp. Andrzej Szary podpisał się pod oświadczeniem policyjnych związkowców, zwracającym uwagę na wzrost agresywnych zachowań narodowców i pseudokibiców wobec policji. Szary mówił wtedy, że takie zachowania nie tylko nie spotykają się z potępieniem ze strony obecnej władzy, ale często są wręcz usprawiedliwiane.

Kilka miesięcy temu zainteresowało się nim policyjne biuro spraw wewnętrznych, czyli tzw. policja w policji. Powodem miało być anonimowe doniesienie. Prokuratura postawiła Szaremu zarzuty: podejrzenie defraudowania związkowych pieniędzy. – „Informacje, które zebrało biuro to oszczerstwa, pomówienia, zniesławienia pod adresem moim, członków mojej rodziny i moich współpracowników. Podejmiemy działania prawne wobec osób, które za to odpowiadają” – powiedział „Gazecie Wyborczej” Andrzej Szary.

Zbieg okoliczności? Szary nie chciał odpowiedzieć na pytanie, czy prokuratorskie postępowanie to zemsta za krytykę władzy. Jednak szef policyjnych związkowców w Wielkopolsce już wcześniej wypowiadał się krytycznie o kierownictwu MSWiA za usuwanie z policji doświadczonych funkcjonariuszy, których jedyną winą było to, że rozpoczęli pracę przed 1989 r. – „Nie chcemy być mieszani w politykę” – mówił z kolei, gdy w grudniu ubiegłego roku policja usuwała demonstrujących sprzed Sejmu. Podinspektor Szary jest szefem poznańskich związkowców od 18 lat.

O to badzo ważna informacja. Kaczyńskim nie zajmie się prokuratura za nazwanie innych kanaliami i mordami zdradzieckimi.

Polska się zwija.

Koduj24.pl

Oto jak Andrzej Duda i Jarosław Kaczyński grają z nami w bambuko.

Ale w poniższej informacji jest drugie dno.

To jest ustawka. Tabloid został wkręcony w temat, jakoby Duda walczy z Kaczyńskim.

O nie! Duda jest złamasem i poddał się. Trójpodział władzy w Polsce już nie funkcjonuje, czyli demokracja jest fasadowa.

Tajne rozmowy Duda – Kaczyński

Tajne rozmowy Duda - Kaczyński

Prezydent RP Andrzej Duda odbył 22 października, czyli dwa dni po oficjalnym spotkaniu w Belwederze, kolejne rozmowy z liderem Prawa i Sprawiedliwości Jarosławem Kaczyńskim – donosi „Fakt”. Doszło do nich w tajemnicy przed najbliższymi współpracownikami w jednym z prezydenckich ośrodków pod Warszawą…

Jak zdradza rozmówca gazety, prezydent podobno przekazał prezesowi, że odrzuca poprawki PiS i nie zamierza ustępować. – „Prezydent nie zgodzi się na wybór dający rządzącym znaczącą przewagę” – powiedział „Faktowi” anonimowy informator. Duda zaproponował również inne rozwiązanie. Od tej pory mieliby rozmawiać wiceszef kancelarii Paweł Mucha z posłem Stanisławem Piotrowiczem, który jest szefem sejmowej Komisji Sprawiedliwości.

Z tych informacji można wnioskować, że jak mówiła wcześniej była działaczka opozycji w czasach PRL Zofia Romaszewska, prezydent jednak nie zgodzi się, żeby minister sprawiedliwości sam decydował o tym, jak będzie wyglądało sądownictwo w Polsce. Romaszewska oceniła też, że PiS gra „nieczysto” z prezydentem. Na dodatek krytycznie oceniła poprawki PiS do projektów ustaw przygotowanych przez prezydenta. W jej ocenie to wręcz powrót do zawetowanych w lipcu ustaw.

 

koduj24.pl

Polska spada z historycznie najwyższego miejsca w rankingu Banku Światowego

Robert Kędzierski
31.10.2017

http://next.gazeta.pl/next/7,151003,22589945,polska-spada-z-historycznie-najwyzszego-miejsca-w-rankingu-banku.html#MT

Sędzia Żurek jest poza zasięgiem blokersa Jakiego

Sędzia Żurek jest poza zasięgiem blokersa Jakiego

Nie obchodzi mnie, pod którym blokiem za młodu wystawał Patryk Jaki, bo to dzisiaj on jest blokersem w sferze publicznej. Do takich osóbek ma zastosowanie „potęga smaku” Zbigniewa Herberta, zarówno estetycznie, intelektualnie, jak i mentalnie.

Oto do prawnika pełną gębą Waldemara Żurka odzywa się ten, który nie odróżnia apelacji od kasacji, iż „gdyby nie weto prezydenta, już pan Żurek nie miałby tej satysfakcji”.

„Tej satysfakcji” – dotyczy tego, iż magister prawa Ziobro i „blokers” Jaki przesłali listę 256 kandydatów na asesorów, których Krajowa Rada Sądownictwa nie zaakceptowała z powodów formalnych. Zauważmy, iż Jaki nawet w języku polskim jest beznadziejny. Nie wyobrażam sobie, aby Żurek miał „satysfakcję”, a wręcz przeciwnie: to odbiera satysfakcję uprawiania zawodu, gdy naprzeciw masz osoby niemające pojęcia, co robią. Jaki dla fachowca Żurka jest „dyskomfortem”. Przepraszam za określenie nomen-omen: Jaki jest byle jaki.

To, że coś się niszczy, to nie jest pojęcie o budowaniu. Żurek buduje autorytet prawa, a blokers Jaki niszczy autorytet prawa swoją niewiedzą, nie tylko nie odróżniając apelacji od kasacji. Niszczy język polski – co mnie z kolei wkurza – bo język polski Jakiego nie jest językiem, nie jest komunikatorem semantycznym, jest pluciem (czyli substancją organoleptyczną, acz metaforyczną), jest niechlujstwem. Jak się nie potrafi nazywać, to należy się nie odzywać.

Janczarzy od Ziobry nie zostali powołani na asesorów, bo Ziobro z Jakim nie potrafili wypełnić kwestionariuszy, w których występują braki („Największa grupa braków to były kwestie niewykazania stanu zdrowia kandydata i co ważne przepisy dosyć ściśle regulują, to w jaki sposób stan zdrowia asesora, sędziego jest stwierdzany”).

Ale to tylko cząstka „prawdy” o tych „fachowcach” Ziobrze i Jakim. Gorsze, że dyspozycyjni janczarzy zniszczą nie tylko sferę prawną, ale te rejony aktywności publicznej, o których prawo będzie wydawało wyroki. Dyspozycyjność jest wielokroć kosztowniejsza niż pomyłki. Pomyłkę naprawisz, braki charakteru – nie.

Mając przed sobą takich wybrakowanych fachowców – i to w każdej dziedzinie – można się załamać. Oby nam Polska się nie załamała, bo tąpnięcie już mamy. Na powierzchnię wyleźli blokersi Jaki i Ziobro z „parcianą retoryką, łańcuchami tautologii i pojęciami, jak cepy”. A fe!

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Te wydatki poszybują w górę. Elita władzy przyznała sobie kolejne miliony

Prawo i Sprawiedliwość obiecało Polakom skończyć z przywilejami i rozpasanym państwem elit. Politycy PiS mieli być blisko ludzi, w przeciwieństwie od wyniosłych przedstawicieli „układu”. Coś poszło jednak nie tak. Władza wbrew swoim deklaracjom nie potrafi jednak oszczędności zacząć od siebie i czeka nas znaczny wzrost wydatków na utrzymanie czołowych polityków w państwie. Przyszłoroczny budżet obdarował bowiem hojnie wielomilionowym zastrzykiem gotówki główne organy obecnej władzy.

Największy prezent czeka prezydenta, którego kancelaria otrzyma aż o 25% więcej środków osiągając rekordowy budżet 210 mln zł(poprzedni 168 mln). Warto tu przypomnieć, że kiedy w 2012 roku miał miejsce poprzedni rekord – 178 mln zł, to ówczesny prezydent Bronisław Komorowski spotkał się z krytyką ekspansji wydatków. Andrzej Duda planuje zatrudnienie na etatach kolejnych 30 pracowników i zwiększenie budżetu na podróże zagraniczne, choć oficjalnie podkreśla się jako źródło wydatków referendum konstytucyjne i obchody 100 rocznicy odzyskania niepodległości.

Czyżby dodatkowe miliony dla prezydenta mogły być jednym z elementów ugody Kaczyński-Duda?

Podobne zmiany widzimy w Kancelarii Sejmu, która zgarnie dodatkowe 83 mln zł. Oznacza to wzrost o 23% do poziomu 591 mln zł. Przyglądając się celom dotacji można odnieść wrażenie, że rządzący przygotowują odgrodzenie się od obywateli. 25 mln więcej otrzyma Straż Marszałkowska i obsługa gastronomiczna. Najwyraźniej w rządzie uznano, że trzeba uszczelnić teren Sejmu przed wtargnięciem “intruzów”, którymi stał się w zasadzie każdy przedstawiciel strony społecznej. Liczba etatów straży ma bowiem wzrosnąć niemal dwukrotnie. Wpisuje to się w całość wraz z obecnymi staraniami Kancelarii w kierunku budowy ogrodzenia terenu Sejmu za kwotę ponad 600 000 zł.

W planach rządu nie pominięto i Senatu, który może liczyć na trochę skromniejsze podwyżki. Kancelaria Senatu zyska kolejne 32 mln zł, czyli o prawie 18% więcej. Oficjalnie celem ma być głównie wspieranie organizacji polonijnych. Jednak wbrew pozorom to Senat jest największym wygranym, ponieważ PiS co roku skokowo zwiększa jego budżet. Jeszcze w 2015 roku miał do dyspozycji 94 mln zł, a w 2018 już 211 mln.

Skala wzrostu wydatków jest spektakularna, przyszłoroczny zastrzyk 83 mln dla Kancelarii Sejmu dorównuje niemal sumarycznemu wzrostowi finansowania w latach 2013-17 – 86 mln zł, a trzeba mieć świadomość, że w poprzednich latach rządzący nie należeli wcale do oszczędnych

Rządzący dają w powyższy sposób jasny dowód, że nie chodzi o żadną walkę z przywilejami, tylko o przeniesienie ich na “swoich”. Kolejne miliony na administrację centralną nie wezmą się z powierza, złożymy się na nie wszyscy.

Źródło: money.pl

 

crowdmedia.pl

Prawdziwy obraz Polski po dwóch latach rządów PiS

Prawdziwy obraz Polski po dwóch latach rządów PiS

Na półmetku wyraźnie widać, jak dalece obecnie rządzący skupiają władzę w swoich rękach. W dojrzałą fazę weszła nacjonalizacja sfery publicznej.

Takiej kadrowej karuzeli w spółkach skarbu państwa jak obecnie jeszcze nigdy nie było. Stanowiska stracili niemal wszyscy prezesi powołani na stanowiska za czasów PO-PSL. Walka o władzę w ramach rządzącej koalicji utopiła też menedżerów powołanych już po wyborach z 2015 r. Przykład?Giełda Papierów Wartościowych w ciągu dwóch lat miała czterech prezesów, a dodatkowo przez sześć miesięcy stanowisko to pozostało nieobsadzone. Do tego rząd w sferze rynku kapitałowego poczyna sobie nader nonszalancko. Nie wypracował porozumienia w sprawie reformy systemu emerytalnego, która miała stanowić jeden z filarów budowania krajowych oszczędności i źródła kapitału dla polskich firm. Jednocześnie ze wspomnianych spółek skarbu państwa, w większości notowanych na giełdzie, niemal 200 mln zł popłynęło do Polskiej Fundacji Narodowej (PFN) – odpowiedzialnej za kampanię popierającą reformę sądownictwa forsowaną przez PiS. Słowem, jak pisze portal dziennik.pl, PiS pokazał, że jest w stanie połamać wszelkie obowiązujące na rynku kapitałowym standardy.

W dziedzinie energetyki rząd zaplanował rozbudowę infrastruktury, dlatego w grudniu 2015 r. stworzono stanowisko pełnomocnika rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej. Na czele stanął Piotr Naimski – jeden z najbliższych współpracowników Jarosława Kaczyńskiego. I teoretycznie dywersyfikacja kierunków dostaw może doprowadzić do obniżki cen, ale jednocześnie rząd wprowadził regulacje, które ograniczają konkurencję na rynku (ustawa o zapasach znacznie ograniczająca opłacalność importu gazu do Polski przez prywatne firmy). Efekt? Wzmocnienie PGNiG… grozi wzrostem cen surowca na krajowym rynku.

Kwestia kolejna – zbrojeniówka. Kontrolę nad nią odebrano Ministerstwu Skarbu już w pierwszych dniach urzędowania rządu na rzecz Ministerstwa Obrony Narodowej. Resort Macierewicza forsuje koncepcję rozwoju państwowego przemysłu zbrojeniowego, tyle że za cenę marginalizowania polskiego przemysłu prywatnego w tej branży. Przykładowo zamówienie na system kierowania polem walki (tzw. BMS) złożono Polskiej Grupy Zbrojeniowej, podczas gdy co najmniej dwie prywatne firmy dysponowały dużo bardziej dojrzałym rozwiązaniem. Sprawa podobna: zakup bezzałogowców – unieważniono przetarg (bo wygrał „prywaciarz”), a kolejny rozpisano pod PGZ. Efektem polityki stawiania na państwowe jest to, że Wojsko Polskie sprzęt dostanie później i drożej.

W państwie PiS również postawiono na „budowę cybersuwerenności” poprzez centralizację. Promuje się instytucje rządowe – Centralny Ośrodek Informatyki oraz Naukową i Akademicką Sieć Komputerową. W jaki sposób? COI po prostu zleca się bez przetargów (!) kolejne inwestycje, od budowy portalu Obywatel.gov po prace nad mDokumentami. NASK uzyskał natomiast pozycję krajowego instytutu naukowego i ustawowo przyznano mu funkcję operatora dla ogromnej inwestycji budowy Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej. Wartość programu to, bagatela, 1,6 mld zł. Do tego rośnie znaczenie Exatela, czyli operatora przejętego od Polskiej Grupy Energetycznej przez Skarb Państwa. Exatel zarządzający ok. 20 tys. km światłowodu i odpowiedzialny za sieci szczególnie wrażliwe ze względów bezpieczeństwa, bez przetargu dostał zlecenie od MSWiA na dalszy rozwój tej sieci.

Państwowy i narodowy ma być przewoźnik lotniczy i koleje. LOT – zdaniem wicepremiera Mateusza Morawieckiego – kwitnie dzięki przejęciu przez PiS. Tyle że to nieprawda! Restrukturyzacji firmy dokonał przede wszystkim Sebastian Mikosz, który kierował nią od lutego 2013 do września 2015 r. Dalszy rozwój zapewnić miał firmie strategiczny partner – amerykański fundusz Indigo Partners, ale na sprzedaż udziałów nie zgodził się ówczesny minister skarbu z PO. Nowy rząd PiS nie wykluczał dofinansowania przez prywatnego partnera, ale temat porzucił. Za to snuje plany budowy wielkiego portu przesiadkowego w Baranowie koło Grodziska Mazowieckiego. Jeśli chodzi o kolej, też mamy ważne zmiany: nie będzie prywatyzacji najważniejszych spółek kolejowych. Jeszcze w 2015 r. ówczesne władze PKP dokonać tego ze spółkami PKP Intercity, czyli głównego przewoźnika kolejowego, który obsługuje połączenia dalekobieżne. Skarb Państwa miał zachować pakiet kontrolny.

Centralizacja PiS obejmuje nie tylko gospodarkę. W oświacie np. objawia się zwiększeniem roli kuratorów. Mają oni prawo wstępu na zajęcia w charakterze obserwatora bez zawiadomienia – to pisowska nowość. Co ważniejsze, wcześniej ich wybór odbywał się w trybie konkursowym – obecnie są powoływani przez MEN spośród grona sympatyków PiS, za to bez żadnych procedur.

Działania na polu oświaty to element szerszego zjawiska, jakim jest okrajanie samorządów z kolejnych kompetencji. Przykłady? Na szczeblu wojewódzkim praktycznie straciły one już wpływ na obsadę władz funduszy ochrony środowiska, które dysponują aktywami rzędu 8 mld zł. Podobny los spotkał ośrodki doradztwa rolniczego, wcześniej podlegające władzom regionalnym, dziś Ministerstwu Rolnictwa. Poza tym tzw. nowa ustawa wdrożeniowa zwiększyła nadzór wojewodów nad systemem dystrybucji środków unijnych przez marszałków województw. A do tego od 2018 r. marszałkowie stracą też kompetencje w kwestii wypłat 500 zł na dziecko na rzecz wojewodów. napływają coraz szerzej o pomysłach centralizacji funkcjonowania nadzoru budowlanego, powiatowych urzędów pracy, sanepidu, stacji kontroli pojazdów czy regulowania taryf wodnych.

Także trzeci sektor uwiera rząd PiS. Właśnie powołał Narodowy Instytut Wolności – Narodowe Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego przy Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, oprotestowywane przez przedstawicieli organizacji pozarządowych. Dlaczego? Ich zdaniem decyzje o przyznaniu pieniędzy dla NGO będą miały charakter stricte polityczny. Co więcej, na mocy ustawy powstanie też Komitet ds. Pożytku Publicznego, w którego składzie będą reprezentanci poszczególnych ministerstw w randze sekretarzy stanu. Komitet ma m.in. opiniować wszystkie projekty, które w jakikolwiek sposób dotyczą społeczeństwa obywatelskiego. A wystarczy przypomnieć, że dla rządu PiS ogromna część działających u nas organizacji nie realizuje tych zadań, które jego zdaniem winny być wspierane finansowo przez państwo. Na przykład Fundacja Batorego… Rząd tymczasem tworzy własne organizacje, m.in. wspomnianą PFN. Niejasne są do końca fundusze Reduty Dobrego Imienia czy Reduty PWPW. Właśnie powołano kolejną organizację – Fundację Polskiej Grupy Zbrojeniowej, która „ma służyć umacnianiu, rozbudowywaniu i upowszechnianiu wartości, które towarzyszyły naszemu narodowi od tysiąca lat” – czytamy na dziennik.pl. Jej pierwszym zadaniem jest zakup… rękopisów „Potopu” Henryka Sienkiewicza.

Wracając do gospodarki, zgodnie z planami PiS, ma być więcej inwestycji, ale to rząd zdecyduje, jakich i gdzie. Na razie ich udział w PKB spadł do 18,1 proc.!, czyli jest najniższy od przeszło dwóch dekad. Poza tym w myśl planów Mateusza Morawieckiego innowacje mają powstawać nie z potrzeby rynku, ale planu. Ten nakreślą instytucje wyposażone w miliardy złotych i kontrolowane przez państwo.

MS: Kandydaci na asesorów sądowych przedstawieni KRS spełnili wszystkie ustawowe wymogi formalne

MS: Kandydaci na asesorów sądowych przedstawieni KRS spełnili wszystkie ustawowe wymogi formalne

– W związku z zarzutami Krajowej Rady Sądownictwa Ministerstwo Sprawiedliwości stanowczo oświadcza, że kandydaci na asesorów sądowych przedstawieni Krajowej Radzie Sądownictwa spełnili wszystkie ustawowe wymogi formalne, a potwierdzające to dokumenty zostały w całości przekazane Radzie. W aktach nie było żadnych braków ani błędów – poinformował resort w komunikacie. Jak napisano:

„Otrzymanie pełnej dokumentacji potwierdził 18 października 2017 roku w wypowiedzi dla Polskiej Agencji Prasowej rzecznik KRS Waldemar Żurek, który dziś niezgodnie z prawdą mówi o rzekomych brakach. Ministerstwo Sprawiedliwości zwraca jednocześnie uwagę, że w przypadku braków dokumentów – zgodnie z art. 33 ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa – KRS powinna „zażądać osobistego stawiennictwa uczestnika postępowania lub złożenia przez niego pisemnych wyjaśnień, a także uzupełnienia materiałów sprawy”. Tego jednak nie zrobiła.

Podejmowanie decyzji uniemożliwiającej objęcie sędziowskich obowiązków przez asesorów z powodu rzekomego braku dokumentów jest rujnowaniem kariery młodych prawników, którzy wiele lat poświęcili na zdobycie wykształcenia i zdali najtrudniejsze egzaminy.

Przekreślenie ich drogi życiowej z powodu rzekomo nieważnych zaświadczeń o stanie zdrowia jest niesprawiedliwe i krzywdzące. Tym bardziej że jest to zarzut nieprawdziwy. Wystawione w momencie podejmowania nauki zaświadczenia są zgodnie z prawem aktualne. W przypadku kandydatów na asesorów sądowych ustawodawca wyraźnie bowiem stwierdził, że wystarczy wykazanie przez kandydata zdolności do pełnienia obowiązków sędziego w chwili rozpoczynania aplikacji sędziowskiej. Ten wymóg spełnił każdy z kandydatów”

– Nie jest również prawdą, jak twierdzi KRS, że w aktach aplikantów brakowało zaświadczeń o ukończeniu aplikacji sędziowskiej. O wyjątkowej złej woli KRS świadczy także to, że Krajowa Rada Sądownictwa uznała za błąd formalny fakt, że dokument związany z wyborem stanowiska w jednym przypadku podpisała mama aplikanta, a nie on sam. Rada przemilczała, że aplikant udzielił matce pełnomocnictwa, więc zrobiła to zgodnie z prawem – stwierdziło Ministerstwo Sprawiedliwości.

Jaki: Jak ktoś dobrze podsumował – to pokazuje standardy KRS, gdzie ponad dwie kadencje zasiadał Jan Bury

– Ktoś chce dokuczyć komuś politycznie. To najlepiej pokazuje w jakim stanie etycznym jest polskie sądownictwo. KRS, która decyduje o awansach wszystkich sędziów. Jak ktoś dobrze podsumował: to pokazuje standardy KRS, gdzie ponad dwie kadencje zasiadał Jan Bury. KRS imienia Jana Burego – mówił Patryk Jaki w rozmowie z dziennikarzami, odnosząc się do wczorajszej decyzji dot. asesorów.

Jak dodał, nie słyszał aby Waldemar Żurek zabierał głos ws. decyzji sędziów, którzy reprywatyzowali na 140-letnie osoby, a tu gdzie trzeba dokuczyć niechcianemu rządowi jest bardzo aktywny.

300polityka.pl

Decyzja francuskiej Rady Stanu z 25 października 2017[fr]

Komunikat Ambasady Francji w Polsce w związku z decyzją francuskiej Rady Stanu z 25 października 2017 r.

1. Obowiązująca we Francji zasada laickości państwa spotyka się niekiedy z niezrozumieniem w innych krajach.

Zasada laickości jest zapisana w Konstytucji Republiki Francuskiej; przepisy wykonawcze zostały określone między innymi w ustawie z dn. 9 grudnia 1905 r. Oznacza to, że zasada ta jest stosowana przez wszystkie organy administracji i wszystkie sądy we Francji.

Laickość opiera się na trzech zasadach i wartościach: wolności sumienia i wyrażania przekonań w granicach poszanowania porządku publicznego, rozdziału instytucji publicznych od organizacji religijnych oraz równości wszystkich obywateli wobec prawa bez względu na ich wyznanie lub przekonania.

Z rozdziału instytucji publicznych od organizacji religijnych wynika neutralność państwa, jednostek samorządów terytorialnych i służb publicznych. Ta neutralność odnosi się także do przestrzeni publicznej (patrz art. 28 ustawy z 1905 r.).

2. Decyzja Rady Stanu z dn. 25 października 2017 r., w sprawie krzyża nad posągiem papieża Jana Pawła II postawionym w Ploërmel (w departamencie Morbihan) wywołała pewne emocje w Polsce.

Ambasada Francji w Polsce pragnie przypomnieć fakty i przebieg postępowania sądowego.

Fakty:

- 28 października 2006 r., rada miejska Ploërmel przyjęła w darze od rosyjskiego artysty Zuraba Cereteliego posąg przedstawiający papieża Jana Pawła II, nad którym umieszczono łuk zwieńczony krzyżem.

- Federacja Wolnomyślicieli z departamentu Morbihan oraz dwoje innych skarżących zwróciło się do Sądu Administracyjnego w Rennes o nakazanie burmistrzowi usunięcia tego pomnika z przestrzeni publicznej na terenie gminy. Sąd Administracyjny w Rennes przychylił się do tego wniosku. Sąd Administracyjny Apelacyjny w Nantes uchylił ten wyrok.

Decyzja Rady Stanu:

- Decyzją podjętą 25 października br., Rada Stanu uchyliła wyrok Sądu Administracyjnego Apelacyjnego w Nantes. Rada orzekła, że krzyż, w odróżnieniu od łuku, stanowi znak lub symbol religijny, a zatem jego umieszczenie jest niezgodne z art. 28 ustawy z dn. 9 grudnia 1905 r. w sprawie rozdziału Kościołów od państwa.

- Artykuł 28. ustawy z dnia 9 grudnia 1905 r. stanowi bowiem, że: „Zakazane jest odtąd wznoszenie czy dodawanie jakichkolwiek znaków czy symboli religijnych na monumentach publicznych czy w jakimkolwiek miejscu publicznym, za wyjątkiem budowli przeznaczonych dla celów kultu religijnego, terenów pochówku na obszarze cmentarzy, pomników nagrobnych oraz muzeów i wystaw”.

- Artykuł ten ma na celu zagwarantowanie neutralności osób pełniących funkcje publiczne w kwestiach związanych z kultem religijnym. Sprzeciwia się umiejscowieniu przez takie osoby w miejscach publicznych znaków czy symboli wyrażających wyznawanie kultu, czy oznaczających preferencję religijną, z zastrzeżeniem wyjątków, które ten artykuł przewiduje.

- Rada Stanu uważa, że krzyż stanowi znak czy symbol religijny w rozumieniu artykułu 28 ustawy z 9 grudnia 1905 r. Umieszczenie krzyża przez władze gminy nie wchodzi w zakres żadnego z wyjątków przewidzianych w powołanym artykule, jego obecność w miejscu publicznym jest niezgodna z tą ustawą, stąd nakaz jego usunięcia.

Komunikat Rady Stanu (tłumaczenie)

opublikowano 31/10/2017

https://pl.ambafrance.org/Decyzja-francuskiej-Rady-Stanu-z-25-pazdziernika-2017

Sędzia Żurek jest poza zasięgiem blokersa Jakiego

Nie obchodzi mnie, pod którym blokiem za młodu wystawał Patryk Jaki, bo to dzisiaj on jest blokersem w sferze publicznej. Do takich osóbek ma zastosowanie „potega smaku” Zbigniewa Herberta, zarówno estetycznie, intelektualnie, jak i mentalnie.

Oto do prawnika pełną gębą Waldemara Żurka odzywa się ten, który nie odróżnia apelacji od kasacji, iż „gdyby nie weto prezydenta, już pan Żurek nie miałby tej satysfakcji”.

„Tej satysfakcji” – dotyczy tego, iż magister prawa Ziobro i „blokers” Jaki przesłali listę 256 kandydatów na asesorów, których Krajowa Rada Sądownictwa nie zaakcptowała z powodów formalnych. Zauważmy, iż Jaki nawet w języku polskim jest beznadziejny. Nie wyobrażam sobie, aby Żurek miał „satysfakcję”, a wręcz przeciwnie: to odbiera satysfakcję uprawiania zawodu, gdy naprzeciw masz osoby nie mające pojecia, co robią. Jaki dla fachowca Żurka jest „dyskomfortem”. Przepraszam za określenie nomen-omen: Jaki jest byleJaki.

To, że coś się niszczy, to nie jest pojęcie o budowaniu. Żurek buduje autorytet prawa, a blokers Jaki niszczy autorytet prawa swoją niewiedzą, nie tylko nie odróżniając apelacji od kasacji. Niszczy językiem polskim – co mnie z kolei wkurza – bo język polski Jakiego nie jest językiem, nie jest komunitorem semantycznym, jest pluciem (czyli substancją organoleptyczną, acz metaforyczną), jest niechlujstwem. Jak się nie potrafi nazywać, to należy się nie odzywać.

Janczarzy od Ziobry nie zostali powołani na asesorów, bo Ziobro z Jakim nie potrafili wypełnić kwestionariuszy, w których występują braki („Największa grupa braków to były kwestie niewykazania stanu zdrowia kandydata i co ważne przepisy dosyć ściśle regulują, to w jaki sposób stan zdrowia asesora, sędziego jest stwierdzany”).

Ale to tylko cząstka „prawdy” o tych tych „fachowcach” Ziobrze i Jakim. Gorsze, że dyspozycyjni janczarzy zniszczą nie tylko sferę prawną, ale te rejony aktywności publicznej, o których prawo będzie wydawało wyroki. Dyspozycyjność jest wielokroć kosztowniejsza niż pomyłki. Pomyłkę naprawisz, braki charakteru – nie.

Mając przed sobą takich wybrakowanych fachowców – i to  każdej dziedzinie – można się załamać. Oby nam Polska sie nie załamała, bo tąpnięcie już mamy, na powierzchnię wyleźli blokersi Jaki i Ziobro z „parcianą retoryką, łańcuchami tautologii i pojęciami, jak cepy”. A fe!

 

Niesiołowski o wejściu UED do PSL: Tak propozycję trzeba by poważnie rozważyć

45 min temu

Niesiołowski o wejściu UED do PSL: Tak propozycję trzeba by poważnie rozważyć

– Proszę o to pytać przewodniczącego Protasiewicza. Ja mogę powiedzieć w swoim imieniu, że taką propozycję trzeba by poważnie rozważyć. Nie da się tego zrobić w pośpiechu, ani przez media. Jeśli taki problem by powstał, to z całą pewnością byśmy brali pod uwagę to, żeby klub PSL w Sejmie istniał. Ale tak jak mówię, to pytanie do przewodniczącego Protasiewicza – stwierdził Stefan Niesiołowski w rozmowie z wSensie.pl, pytany o wejście Unii Europejskich Demokratów do PSL. Jak mówił dalej:

„Wielokrotnie mówię o tym, że razem powinna iść cała opozycja, zarówno ta parlamentarna, jak i KOD – największa obecnie siła polityczna poza parlamentem i lewica. Nowoczesna, my, Platforma – w ostateczności ze Schetyną, KOD i lewica. Co do PSL, to sytuacja jest trochę inna, nie wiem czy ze względu na ich specyfikę taka koalicja ich urządza. Ja się bardzo dobrze czuję z nimi, ale mają inny elektorat, który mógłby nie zrozumieć bloku razem z lewicą. Tylko parlamentarne ugrupowania to za wąska koalicja”

Na pytanie, czy opozycja nie powinna jednak szukać elektoratu w części centroprawicowej i które ugrupowanie mogłoby to zrobić stwierdził:

„My to robimy też. Mamy życiorysy właściwie wszystkie znakomite, konserwatywne i liberalne w czystej postaci. Koledzy Protasiewicz, Huskowski, Kamiński i ja. My to możemy robić, Platforma też. Tylko PO ma problem Schetyny, który nie nadaje się na przywódcę”

 

KRS: We wnioskach o powołanie asesorów istotne braki

– My przy analizie wniosków ministra stwierdziliśmy, że we wszystkich sprawach występują braki i to braki o istotnym charakterze – mówił Sławomir Pałka z KRS na briefingu.

– Największa grupa braków to były kwestie niewykazania stanu zdrowia kandydata i co ważne przepisy dosyć ściśle regulują, to w jaki sposób stan zdrowia asesora, sędziego jest stwierdzany – dodał.

 

Żurek: Od jakiegoś czasu w debacie publicznej sędziowie są obrażani w sposób skandaliczny

– Od jakiegoś czasu w debacie publicznej sędziowie są obrażani w sposób skandaliczny. Nie chcemy tego komentować, dlatego że my służymy państwu. Będziemy tę funkcję wykonywać z całą powagą. Nie będziemy zapewne pozywać tych osób które wypowiadają się w taki obraźliwy sposób – mówił Waldemar Żurek na konferencji. Jak dodał, KRS pokazała merytoryczne argumenty, a minister sprawiedliwości ma na nie obraźliwe słowa.

 

KW odrzuciła wniosek o wezwanie Czartoryskiego

Komisja weryfikacyjna nie wezwie w charakterze świadka Arkadiusza Czartoryskiego, obecnego posła PiS, a wcześniej sekretarza stanu w MSWiA. Taką decyzję podjeli członkowie komisji. O wezwanie Czartoryskiego wnioskował Robert Kropiwnicki. Chodzi o sprawę ws. Nabielaka 9.

 

Neumann: Dotarliśmy do materiałów które obciążają polityków PiS reprywatyzacją warszawską

– Wiemy i podejrzewamy dzisiaj że Patryk Jaki chce tę dzisiejszą sprawę przeprowadzić szybko i starać się bardzo mocno ograniczyć możliwość działania naszego przedstawiciela w tej komisji żeby dojść do prawdy, jak było z kamienicą na Nabielaka 9. Wiemy że PiS-owi zależy na zatuszowaniu tej sprawy, a ta sprawa to prawdziwy początek reprywatyzacji warszawskiej i drugie dno tego procederu. Dotarliśmy do materiałów które w sposób jednoznaczny obciążają polityków PiS reprywatyzacją warszawską, najbliższych współpracowników Jarosława Kaczyńskiego i PiS w osobach pana Kochalskiego – mówił Sławomir Neumann na briefingu w Sejmie.

Według szefa klubu PO, Arkadiusz Czartoryski – ówczesny sekretarz stanu w MSWiA – swoją decyzją spowodował przekazanie kamienicy na Nabielaka 9 czyścicielom kamienic. – Bez jego decyzji nie można było w żaden sposób tej kamienicy przekazać czyścicielowi – tłumaczył Robert Kropiwnicki.

 

Jaki: Gdyby nie weto prezydenta, już pan Żurek nie miałby tej satysfakcji i nie mógłby gnębić tych młodych ludzi

– To trzeba pytać prezydenta [czy ciągle jest jeden obóz]. My już dawno wypracowaliśmy takie rozwiązanie [dot. sądów] i gdyby nie weto prezydenta, już pan Żurek nie miałby tej satysfakcji i nie mógłby gnębić tych młodych ludzi, brać ich na zakładników w swojej walce politycznej – mówił Patryk Jaki w rozmowie z Jackiem Prusinowskim w „Sednie sprawy” Radia Plus.

 

Jaki: To pokazuje jak bardzo potrzebna jest zmiana w KRS

– Powiedzmy kim są ci niepowołani ludzie. To są absolwenci prawa, jeszcze za czasów poprzednich rządów i najlepsi tylko z nich dostali się do KSSiP w Krakowie i najlepsi z tych studentów prawa w Polsce zdali egzaminy w tej szkole. Nie mają nic wspólnego z polityką i nigdy nie mieli. Nie zapisali się do żadnej partii i pan Żurek postanowił wziąć ich na zakładników dlatego, że nie zgadza się z tym rządem. To pokazuje jak bardzo potrzebna jest zmiana w KRS – mówił Patryk Jaki w rozmowie z Jackiem Prusinowskim w „Sednie sprawy” Radia Plus.

 

 

Nowacka do PiS: Ja im tego nigdy nie zapomnę. Wyrugowywanie z pamięci części ofiar jest po prostu niegodne

– Oni udają że tego nie ma. Myślą, że po jakimś czasie ludzie zapomną. Otóż uprzejmie informuję panią Kempę i panów polityków z PiS: ja im tego nigdy nie zapomnę, dlatego że wyrugowywanie z pamięci części ofiar, bo nie pasują do ich historii, zawłaszczania, jest po prostu niegodne – mówiła Barbara Nowacka w rozmowie z Marcinem Zaborskim w RMF FM.

 

Nowacka: Nie podoba mi się pomysł referendum ws. pomnika smoleńskiego w Warszawie

– Nie podoba mi się [pomysł referendum ws. pomnika smoleńskiego]. Uważam że ten pomnik po prostu powinien powstać dla spokoju społecznego. Rozdrapywanie po raz kolejny referendum jest używaniem pamięci naszych najbliższych również, ale ważnych Polek i Polaków do gry politycznej – mówiła Barbara Nowacka w rozmowie z Marcinem Zaborskim w RMF FM.

 

Nowacka: Szydło nie pełni funkcji premiera. Jest życzliwie nazywana premierem

– Myślę, że z perspektywy w ogóle Polski jest to kompletnie obojętne, czy Beata Szydło jest czy nie jest premierem. Praktyka pokazała, że Beata Szydło nie pełni funkcji premiera, tylko jest życzliwie nazywana premierem. Nie podejmuje żadnych decyzji. Faktycznie jedyne co się dzieje pozytywnego to to że dla dzieci stanowisko premiera lub premierki jest tak samo osiągalne, czyli wiedzą, żę kobieta może być premierem. Niestety wiedzą tez, że będąc premierem okazuje się, że można nie robić nic albo niewiele albo bywać wyłącznie na mszach – mówiła Barbara Nowacka w rozmowie z Marcinem Zaborskim w RMF FM. Jak dodała, najlepszym ministrem jest Anna Streżyńska, a jej zdaniem rekonstrukcja rządu to wielka ściema.

 

Błaszczak o KRS: Ci państwo stracili twarz taką decyzją. Udowadniają, że są zaangażowani w spór polityczny

– Ci państwo [z KRS] stracili twarz taką decyzją, bo udowadniają, że są zaangażowani w spór polityczny, a powinni stać ponad sporem politycznym, że są wręcz elementem sporu politycznego. Jak oni mogą mówić o stanie na straży Konstytucji, przepisów prawa? Ta decyzja pokazuje że o co innego w tym wszystkim chodzi. Chodzi o to, co ujęła jedna z pań w ten sposób, że to taka nadzwyczajna kasta. Oni się zachowują jak kasta, która stoi ponad prawem – mówił Mariusz Błaszczak w „Sygnałach dnia” PR1.

– Oni utrudniają życie Polakom w ten sposób, że wymiar sprawiedliwości jest bardzo negatywnie oceniany przez zwykłych Polaków – dodał szef MSWiA. Jak stwierdził, sędzia Żurek pokazywał swoje racje na manifestacjach organizowanych przez totalną opozycję.

 

Błaszczak: Wiele wskazuje na to, że dojdzie do kompromisu ws. sądów

– Rozmawiałem z premierem Kaczyńskim nt. spotkania z prezydentem Dudą i premier Kaczyński był dobrej myśli, jeżeli chodzi o kompromis w tej sprawie. Czekamy na rozstrzygnięcie. Wiele wskazuje na to, że do kompromisu [ws. sądów] dojdzie i to dobrze, bo wymiar sprawiedliwości dogłębnej naprawy. Wczorajsza decyzja KRS o odrzuceniu ponad 200 kandydatów na stanowiska asesorów sądowych świadczy o tym, że ten problem narasta, jest bardzo realny, bo teraz, kiedy państwo z KRS hurtowo odrzucili kandydatów… – mówił Mariusz Błaszczak w „Sygnałach dnia” PR1.

300polityka.pl

STAN GRY: GPC: Kaczyński przemówi 11 listopada, Fakt o tajnym spotkaniu JK z PAD, Karnkowski: Jaki się umocnił, Szułdrzyński: Wraca Koryto plus

— OD JUTRA 60 DNI DO KOŃCA ROKU.

— 11 LISTOPADA W KRAKOWIE PRZEMÓWIENIE JAROSŁAWA KACZYŃSKIEGO:
Zaczynamy: 10 listopada
Kraków – uroczystości upamiętniające tragedię smoleńską, 10 listopada, g. 16:30, Msza św. w intencji śp. Pary Prezydenckiej i wszystkich Ofiar Tragedii Smoleńskiej w Katedrze Wawelskiej. Po Mszy św. uroczyste przejście pod Krzyż Pamięci Narodowej – Krzyż Katyński, plac im. ojca Adama Studzińskiego, przy kościele św. Idziego. Po modlitwie odbędzie się dalsza część uroczystości.
11 listopada Kraków
Uroczystości rozpoczynają się o godz. 10 Mszą św. w Katedrze Wawelskiej
Pochód patriotyczny z Wawelu na plac Matejki
Uroczystości na placu Matejki z udziałem Wojska Polskiego: godz. 16.30 Msza św. w Katedrze Wawelskiej z udziałem Prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. godz. 18.30 dalsza część uroczystości najprawdopodobniej w hotelu Sheraton Grand Kraków, ul. Powiśle 7, Kraków, przemówienie Prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego i red. Tomasza Sakiewicza.
http://gpcodziennie.pl/

— KACZYŃSKI W SEKRECIE KNUJE Z PREZYDENTEM – jedynka Faktu.

— BYŁO TAJNE SPOTKANIE PREZYDENTA Z PREZESEM – pisze w Fakcie Magdalena Rubaj: “Do rozmów doszło w niedzielę 22 października, a więc raptem dwa dni po ostatnim oficjalnym tzw. piątkowym spotkaniu obu panów w Belwederze. Duda i Kaczyński spotkali się w jednym z prezydenckich ośrodków poza Warszawą. (…) Dlaczego doszło do takiego spotkania, a nie kolejnego w Belwederze? Bo po takowym dziennikarze oczekują komunikatów: co się udało, na jakim etapie jest dogadywanie porozumienia w sprawie reformy sądów. A tu prezydent nie miałby dobrych wieści, bo – według naszych informacji – poinformował Kaczyńskiego, że kluczowe poprawki dostarczone z PiS odrzuca i nie zamierza ustępować”.
http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/tajne-spotkanie-andrzeja-dudy-i-jaroslawa-kaczynskiego/4cxzfe1

— PREMIER POSZŁA NA WOJNĘ – Magdalena Rubaj w Fakcie: “Z naszych informacji wynika, że Beata Szydło mocno się wkurzyła kolejnymi „wrzutkami” o jej odejściu. Ale podeszła do tego spokojnie. – Powiedziała tylko: „coś musimy z tym zrobić” – opowiada nam jeden z najbliższych współpracowników premier. (…)  Wywiad był planowany od dawna – zapewnia Bochenek. Jednak z naszych ustaleń wynika, że był planowany ale na środę, a nie wtorek. Termin szybko zmieniono. – Premier wiedziała, który z polityków konkretnie stoi za wypuszczeniem tej plotki, i trzeba było to uspokoić – mówi polityk bliski Szydło. A jeden z ministrów dodaje: – Premier wie, z kim walczy i kto bardzo chce jej dymisji”.
http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/beata-szydlo-ma-dosc-poglosek-o-jej-rychlej-dymisji/kpls6qf

— ARCYBISKUP RYŚ NIE CHCE BYĆ BISKUPEM TEORETYCZNYM – O PRZYGOTOWANIACH DO INGRESU: “Wszystko, co biskup mówi, będzie tylko teoretyczne, jeśli działa sam – powiedział abp Grzegorz Ryś podczas rekolekcji w łódzkiej katedrze przed swoim ingresem”.
http://laboratorium.wiez.pl/2017/10/30/przygotowania-abp-rysia-do-ingresu-nie-chce-byc-biskupem-teoretycznym/

— PREZES URATOWAŁ ŁOSIE I WSTRZYMAŁ DECYZJĘ SZYSZKI:
https://wiadomosci.wp.pl/to-jaroslaw-kaczynski-uratowal-losie-prezes-pis-wstrzymal-decyzje-jana-szyszki-6182333045082241a

— SROCZYŃSKI ZOSTAJE W AGORZE: “Grzegorz Sroczyński, publicysta „Gazety Wyborczej”, z początkiem listopada br. dołączy do zespołu portalu Gazeta.pl”.
http://www.press.pl/tresc/50730,grzegorz-sroczynski-zostaje-w-agorze

— 300LIVE:
Neumann: Dotarliśmy do materiałów które obciążają polityków PiS reprywatyzacją warszawską
Jaki: Gdyby nie weto prezydenta, już pan Żurek nie miałby tej satysfakcji i nie mógłby gnębić tych młodych ludzi
Szymański pytany o widmo zmian: Pomimo halloweenowego nastroju żadnego widma w gmachu MSZ nie widziałem
Nowacka do PiS: Ja im tego nigdy nie zapomnę. Wyrugowywanie z pamięci części ofiar jest po prostu niegodne
Nowacka: Być może Platforma zamierza przemyśleć swoją strategię i wyjaśnić afery reprywatyzacyjne
Streżyńska: Likwidacja Ministerstwa Cyfryzacji jako odrębnego bytu byłaby bardzo złym sygnałem
Błaszczak o KRS: Ci państwo stracili twarz taką decyzją. Udowadniają, że są zaangażowani w spór polityczny
http://300polityka.pl/live/2017/10/31/

— DZIENNIKARZE DODALI PUNKTY JAKIEMU – Krzysztof Karnkowski w GPC: “Czy dziennikarze dodali Jakiemu punktów w walce o prezydenturę stolicy? Prawdopodobnie tak. Czy zyskał dzięki nim sympatię osób słabo zainteresowanych polityką? Prawie na pewno tak, widać to choćby po życzliwym odzewie ze strony internautów. A jednak w tym narracyjnym samobójstwie widać konsekwencję opozycyjnych mediów. To odbicie niekończącej się opowieści, którą podsumować można by zdaniem „Zarabiający więcej niż Ty kiedykolwiek zarobisz, krytycznie o PiS-ie”. To wciąż to samo niezrozumienie, że społeczeństwo, które dotychczas dawało w miarę grzecznie prowadzić się za rękę, choć nieraz przynosiło wstyd swoim wychowawcom, tym razem na dobre, jak się zdaje, zerwało się z łańcucha”.

— KARNKOWSKI O ATAKU NA JAKIEGO JAKO POLITYCZNYM PREZENCIE: “Coraz więcej w mediach komentarzy, że prezydent postanowiła zatopić Platformę. Na razie jest na dobrej do tego drodze. Skoro zaś największym zagrożeniem jest według stronników ratusza wiceminister Patryk Jaki, naturalną koleją rzeczy to on pada ofiarą najostrzejszych ataków Gronkiewicz-Waltz nie tylko wciąż odmawiającej mu zarówno prawa do działania, jak i kompetencji. Weekend upłynął pod hasłem wypominania młodemu politykowi, że w swoim czasie „stał pod blokiem”. Cóż, bardzo daleko stamtąd zaszedł, a tego typu ataki powodują jedynie mobilizację sympatyków atakowanego i ocieplają jego wizerunek. Oto zwykły chłopak spod bloku wydaje wojnę mafii urzędniczo-prawniczej i co więcej, ma szansę tę walkę wygrać, przy okazji pomagając jeszcze poszkodowanym ludziom. To przecież polityczna bajka, o jakiej specjaliści od kreowania wizerunków i kampanii mogą tylko pomarzyć”. http://gpcodziennie.pl/71702-muremzahankablokiemprzeciw.html

— PIOTR ZAREMBA UWAŻA, ŻE KACZYŃSKI PODJĄŁ DECYZJĘ, ŻEBY ZOSTAĆ PREMIEREM: “- Z tego co wiem, to Jarosław Kaczyński już zdecydował, że chce zostać premierem, co nie znaczy, że nie zmieni tej decyzji – powiedział Piotr Zaremba. Zdaniem publicysty „DGP” i „Sieci Prawdy”, prezes ma poczucie, że nie da się koordynować prac rządu z Nowogrodzkiej. (…) – On (Kaczyński) ma poczucie, że to nie działa tak, jak powinno. Ten wpływ na rzeczywistość istniej, czasami aż do przesady, bo prezes rozstrzyga bardzo drobne  sprawy. Ale jednocześnie, jeśli się to dzieje poza kancelarią premierem, wydłuża proces decyzyjny, wprowadza chaos, ministrowie nie wiedzą, kto jest ich realnym szefem – podkreśla Piotr Zaremba”. http://m.tokfm.pl/Tokfm/7,109983,22583506,szydlo-przestanie-byc-premierem-zaremba-z-tego-co-wiem-to.html

— MICHAŁ SUTOWSKI O MOBILIZACJI WOKÓŁ TEMATÓW PRAW KOBIET JAKO O SZANSIE DLA LEWICY: “Mobilizacja sprzeciwu, jaką znamy z Czarnego Protestu i szeregu innych inicjatyw była silnie emocjonalna, a nie chłodno pragmatyczna – i z tymi emocjami współgrać muszą wizerunki i narracje liderów. Grzegorz Schetyna z Borysem Budką raczej nie będą w tej roli przekonujący – i nawet nie dlatego, że 400 tysięcy zwolenników liberalizacji prawa do aborcji szef PO określił niedawno mianem „radykałów”. Po prostu, PO po ośmiu latach polityki usypiania emocji (Tusk jako „wielki anestezjolog”) i odpolitycznienia („budujmy mosty…”) zwyczajnie nie potrafi prowadzić wiarygodnej polityki na wysokim C. Nie mówiąc o tym, że tematy równościowe zawsze traktowała jak ryzykowny balast, na którym można wiele stracić, a uzysk z tego niewielki”. http://krytykapolityczna.pl/kraj/sutowski-gender-glupcy/

— MILIARD W RĘCE WŁADZY – Wiktor Ferfecki na jedynce RZ: “Największe wydatki od lat planują na przyszły rok kancelarie obsługujące głowę państwa, posłów i senatorów”. http://www.rp.pl/Polityka/310309898-W-przyszlym-roku-podwyzki-w-Sejmie-Senacie-i-Kancelarii-Prezydenta.html

— POWRÓT DO KORYTA+ – Michał Szułdrzyński w RZ: “Gdybyśmy posłużyli się terminologią ukutą przez Kukiza, to mamy dziś do czynienia z propozycją programu Koryto+ bis. Okazuje się bowiem, że oczekiwania kancelarii Sejmu, Senatu i Prezydenta co do przyszłorocznego budżetu tych instytucji wzrosły od kilkunastu do niemal 25 procent. (…) Okazuje się więc, że na wzrost wynagrodzeń dla młodych lekarzy pieniędzy nie ma. Na realizację politycznych pomysłów przez swoich są. Ciekawe, jak PiS chce to wyjaśnić wyborcom”. http://www.rp.pl/Komentarze/310309867-Szuldrzynski-Powrot-do-Koryta.html

— REZYDENCI PRZEGRALI, ALE NIE DALI SIĘ POKONAĆ – Zuzanna Dąbrowska w RZ: “Politycznie ta sprawa dalej nie jest załatwiona. Na próżno rząd stara się „zagadać” rezydentów. Poprzez ignorowanie ich argumentów, fatalną propagandę i upór godny naprawdę lepszej sprawy PiS zorganizował sobie kolejny front oporu”.

— GORZEJ DLA PACJENTÓW – JOANNA SOLSKA: “Deklaracja młodych lekarzy, że nie będą pracować w tygodniu dłużej niż 48 godzin, oznacza, że w wielu przychodniach po prostu nie będzie miał kto przyjmować pacjentów. (…) Głodówka młodych lekarzy nie skłoniła partii rządzącej do zastanowienia, że może nasze wspólne pieniądze należy wydawać inaczej. Nigdy nie jest tak, żeby wystarczało na wszystko, ale zdrowie i życie Polaków jest ważniejsze niż karabiny dla wojsk obrony terytorialnej, niż opłacanie się grupom silnym politycznie. Rezydentów rządzący zlekceważyli. Jeśli wytrwają w swym postanowieniu niepracowania dłużej niż 48 godzin w tygodniu, będą też musieli zlekceważyć pacjentów. Pacjenci są słabi, także politycznie, ale to się może zmienić, gdy się zjednoczą”.
http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/rynek/1725838,1,co-koniec-strajku-rezydentow-oznacza-dla-pacjentow.read

— SĘDZIOWIE KRS WS ASESORÓW WYCIĄGNĘLI WNIOSEK Z PONIEDZIAŁKU 24 LIPCA – Michał Karnowski: “To dlatego, mimo serii negocjacji i naprawdę chwilami miłej atmosfery belwederskich spotkań, sprawy nie ruszyły dotąd do przodu. Wszystko rozbija się o wspomnianą na początku sprawę: próbować się dogadywać z liderami nadzwyczajnej kasty czy zaczynać od nowa? Bo taki w istocie jest sens debaty o sposobie wyboru Krajowej Rady Sądownictwa i ukształtowaniu Sądu Najwyższego. Jeśli większość parlamentarna reprezentowana przez Prawo i Sprawiedliwość nie będzie miała mocy ustanowienia tam trwałej i zdecydowanej proreformatorskiej większości, wszystko będzie, jak było”. https://wpolityce.pl/polityka/364841-w-poniedzialek-30-pazdziernika-czlonkowie-krs-wyciagneli-logiczny-wniosek-z-poniedzialku-24-lipca

— USTRÓJ SIĘ ZMIENIA PRZY KAWIE I CIASTECZKACH – KATARZYNA KOLENDA-ZALESKA w GW: “Jest coś niezwykle przygnębiającego w obserwowaniu Trybunału Konstytucyjnego, w tych udostępnianych w internecie relacjach z ogłaszania werdyktu. Wrażenie kompletnej amatorki, zupełnie jakby Trybunał zszedł do podziemia – co właściwie nie odbiega od prawdy”.
http://wyborcza.pl/7,75968,22585430,czy-trybunal-konstytucyjny-zmienia-ustroj-przy-kawie-i-ciasteczkach.html

— O SAMOBÓJCY PIOTRZE S. W GW: Bohater naszych nędznych czasów (M. Środa), wiersz Jarosława Mikołajewskiego: Do człowieka, który podpalił się pod Pałacem Kultury, Bezradność boli bardziej – wywiad z psycholog Z. Milską-Wrzosińską.

— ODNIOSŁEM WRAŻENIE, ŻE POTRZEBNA JEST WKŁADKA POGRZEBOWA – Michał Karnowski o emocjach wokół samospalenia: “Właśnie. I odniosłem wrażenie, że tu jest jakaś potrzeba „wkładki pogrzebowej”. KOD się wypala i to oczekiwanie, żeby wreszcie była trumna, można usłyszeć, wyczytać w ich tekstach. Wszystko gotowe, tylko czekali. Kiedy już umarł, to puścili transmisję live. Zarazem próbuje się zakrzyczeć każdego, kto mówi, że tak nie wolno”.

— POWINNI SIĘ ZASTANOWIĆ CZY NIE MAJĄ KRWI NA RĘKACH – mówi Karnowski SE: “Wydawało mi się, że jednak wszyscy, niezależnie od różnic poglądów, widzimy różnice między PRL a współczesną Polską za rządów PO lub PiS. Nie mam wątpliwości, że kiedy po latach jakiś historyk weźmie teksty i programy Lisa, „Wyborczej” czy Hartmana, to złapie się za głowę, jak to się różni od rzeczywistości! I ci ludzie powinni się zastanowić, czy nie mają krwi na rękach”.
http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/potrzeba-wkadki-pogrzebowej_1025296.html

— RZECZPOSPOLITA SCENTRALIZOWANA, RZĄD PODPORZĄDKOWUJE SOBIE KOLEJNE OBSZARY PAŃSTWA – RAPORT DGP: “ Jesteśmy świadkami swego rodzaju nacjonalizacji sfery publicznej. Efekty tego procesu są trudne do przewidzenia. Może nim być ucieczka ze wspomnianego średniego rozwoju, ale też wpadnięcie w kolejną pułapkę: kartelizacji państwa i klientelizmu czyli układu nieformalnych zależności typu ekonomiczno-politycznego”.

— DGP O UNARODOWIENIU KOLEI: “Wycofanie się ze sprzedaży PKP Intercity to być może dobra decyzja, ale rząd musi mieć jednocześnie dobry pomysł na rozwój firmy. I pomysł na konkurencję na rynku. Od dłuższego czasu na polski rynek chce wejść np. czeski prywatny przewoźnik – Leo Express, który zamierzał jeździć z Warszawy przez Katowice do Pragi. Na wjazd na tę trasę na razie ma szans, bo według Ministerstwa Infrastruktury nowe połączenie nie może zagrażać istniejącym połączeniom spółki PKP Intercity. A ta dominuje na trasie Warszawa – Katowice. Ostatecznie Leo Express dostał zgodę na mniej atrakcyjną trasę Kraków – Praga”.
http://gospodarka.dziennik.pl/news/artykuly/561491,rzeczpospolita-scentralizowana-raport-dgp.html


— 1 LISTOPADA NA STARYCH POWĄZKACH ŚPIEWANIE LUDOWYCH PIEŚNI ŻAŁOBNYCH, KTÓRE ORGANIZUJE ADAM STRUG- pisze o nim GPC: „
1 listopada w powązkowskich katakumbach w Warszawie po raz kolejny odbędzie się wspólne śpiewanie ludowych pieśni żałobnych. – Pieśni te łączą tych, którzy byli, z tymi, którzy są, i tymi, którzy nadejdą. Ich przekaz antropologiczny jest do bólu realistyczny – mówi w rozmowie z „Codzienną” Adam Strug, śpiewak, instrumentalista i etnomuzykolog’.

— STRUG O BARKOWYCH PIEŚNIACH ZEGAROWYCH: „Spotkania na Powązkach odbywają się od moich czasów licealnych, czyli od połowy lat 80. Obecną formę przybrały przed pięcioma laty. Idea też nie jest nowa. Wystarczy sięgnąć do Mickiewiczowskich „Dziadów”, których fragmentem rozpoczynamy nasze coroczne spotkania w katakumbach.
– W tym roku będziecie śpiewali barokowe pieśni zegarowe. Zegarowe, czyli jakie?
– Pieśni zegarowe to gatunek doby baroku, z charakterystycznym motywem następstwa godzin. Melodie przekazywano w tradycji ustnej w wioskach drobnoszlacheckich na północno-wschodnim Mazowszu”.
http://gpcodziennie.pl/71704-dlatychktorzysabyliibeda.html


– LINK DO WYDARZENIA NA POWĄZKACH NA FACEBOOKU.

300polityka.pl

Postulaty Reformacji ciągle aktualne. Co powinniśmy zapamiętać z nauk Lutra?

  fot. Hendrik Schmidt/PAP/DPA, Jaroslaw Pruss/FORUM
 Kazimierz Bem

KAZIMIERZ BEM

Jarosław Makowski

JAROSŁAW MAKOWSKI

Ksiądz, a w zasadzie biznesmen Tadeusz Rydzyk jest znany z wielu cudów: szczególnie tych dokonujących się na styku władzy, kościoła i pieniędzy. Jednak dokładnie na tydzień przed 500 leciem Reformacji dokonał cudu teologicznego: przypomniał nam, Polakom, o aktualności postulatów Reformacji.

Otóż jakby było mało 79 milinów wyprowadzonych z państwowych pieniędzy w ciągu ostatnich 2 lat na rozmaite dzieła związane z działalnością o. Rydzyka, wybudowany przez niego kościół otrzymał… odpust zupełny. Tak, w roku 2017, łasy na pieniądze i wpływy kapłan o nikłej wiedzy teologicznej, uzyskał od Watykanu przywilej na odpust zupełny. Wierni mają odwiedzić jego kościół, odmówić stosowne modlitwy, złożyć ofiarę w kościele, by po tych zabiegach otrzymać odpust zupełny wszystkich grzechów. Byłoby to nawet dość zabawne, gdyby nie było przykre. I dobitnie nam pokazujące, że Luter i jego postulaty i dziś, na początku XXI wieku są nadal aktualne.

Dlatego z okazji 500-lecia Reformacji przypomnijmy sobie raz jeszcze jej postulaty i wynikające z nich postaw życiowych:

Solus Christus (Tylko Chrystus)

Naszym jedynym zbawicielem jest Chrystus. Nie kościół, nawet największy i najpotężniejszy, nie biskup w pałacu i ozdobiony paliuszami z wełny nie wiadomo ilu owieczek ubrany w kolorowe togi czy ornaty. To Boga przed Bogiem winniśmy okazywać bojaźń. A nie przed jego pasterzami, tu na ziemi, czy też politykami, którzy sobie nim wycierają buzię, fotografują w kościołach i na klęczkach, a potem wychodzą i kłamią przed kamerami.

Zbawia nas tylko Chrystus – ten, który urodził się na marginesie społeczeństwa, uchodźca, Syn Boży, który jadał z celnikami, grzesznikami i prostytutkom. I bez cienia wahania wypominał autorytetom religijnych ich hipokryzję. Bóg z Boga, który odrzucił brudną politykę, przemoc i władzę, by za nas, i za wielu ponieść śmierć na krzyżu. Jak zwykły wichrzyciel, który nie podobał się politycznej władzy, gdyż sądziła, że jej zagraża.

Sola Gratia i Sola Fide (Tylko Łaska i Tylko Wiara)

Jesteśmy zbawieni darmo, z łaski Boga przez wiarę, a nie dla naszej wewnętrznej doskonałości czy czystości. Bóg łaski udziela wszystkim – tak Polakom, jak i nie-białym, nieheteronormatywnym i nie tylko katolikom. Gdy chcemy się wywyższyć, pokazać, kim to nie jesteśmy, gdy próbujemy się stroić w piórka mesjasza narodów, apostoła Europy czy wyspy cywilizacji życia, Sola Gratia przypomina nam, że w oczach Boga nasze przechwałki brzmią śmiesznie i wręcz głupio.

Zbawia nas łaska – a zatem jeśli rzeczywiście chcemy być „narodem chrześcijańskim” świadomość ta winna nas skłonić do pokory, skromności, szczodrości charakteru i życia publicznego opartego na przyzwoitości. Choć nie możemy zapracować na nasze zbawienie uczynkami, to jak przypomina na Marcin Luter, nasz bliźni czeka na nasze dobre uczynki: przebaczajmy, pracujmy nad pojednaniem, opiekujmy się wdowami i sierotami. Albo, o zgrozo, uchodźcami.

Sola Scriptura (Tylko Pismo)

Podstawą naszej wiary jest Pismo – i tylko Pismo Święte. Nie bójmy się zatem go regularnie czytać – indywidualnie i w grupach. Nie bójmy się używać rozumu, gdy czytamy Biblie, stawiać tekstowi trudne pytania – Chrystus przyszedł, by zgładzić nasze grzechy, a nie zabrać nam rozum. Nauczymy się czytać i myśleć samodzielnie – ostatecznie, w Dniu Sądu, nie będzie tam ani księży, ani biskupów, którzy mieliby nam otworzyć (albo zamknąć) bramy nieba. Będziemy my sami – sami zdamy rachunek ze swojego życia. Nauczmy się oddzielać, jak uczy z kolei Jan Kalwin, inny wielki reformator – rzeczy świeckie od duchowych, religię od polityki. Nie bójmy się rozdzielić kościół od państwa: nie wszyscy są katolikami albo chrześcijanami, by narzucać im kościelne nauczanie. Nawracajmy ludzi przykładem życia – a nie ustawą czy podręcznikiem szkolnym.

Soli Deo Gloria (Tylko Bogu winniśmy nieść i oddawać chwałę)

Nie kościołowi, nie liderowi politycznemu, nie powstaniom i powstańcom z tej czy innej opcji politycznej. Choć może nam się to wydawać surowe – ale w dłuższej perspektywie ostanie się tylko Bóg. I my, i nasze narodowe fobie oraz uprzedzenia, a i zapewne narody, kiedyś przeminą. Nie przeminie tylko Bóg, jego dobroć, jego łaska, jego miłosierdzie, jego krzyż. Nie bójmy się zatem nauki, myślenia, uchodźców.

„Ja przyszedłem, by dać życie, i by mieć je w obfitości” (Jan 10,10). Trwóżmy się więc przed Bogiem, nie człowiekiem, choćby wydawał się najsilniejszy. Żyjmy tak, aby całym naszym życie oddawać mu chwałę. I nie tylko w rocznicę 500-lecia Reformacji, a w ten sposób ocalimy to, co w chrześcijaństwie najważniejsze i najpiękniejsze: miłosierdzie i pojednanie.

newsweek.pl

Kaczyński już nie chce rządzić z tylnego siedzenia

Tygodnik „Sieci” zasugerował, że już w listopadzie Jarosław Kaczyński może zastąpić Beatę Szydło na stanowisku premiera. „Sieci” od momentu swego powstania nie są klasycznym medium informacyjnym czy opiniotwórczym, ale medium „tożsamościowym” Prawa i Sprawiedliwości. Tłumacząc ten prawicowy żargon na prostszy język, są po prostu pasem transmisyjnym Kaczyńskiego i jego partii do mas.

Zatem kiedy informują o politycznych planach Jarosława Kaczyńskiego, istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że się nie mylą, ponieważ to sam Kaczyński postanowił za ich pośrednictwem o swoich politycznych planach poinformować lub choćby wysłać balon próbny.

Wyczerpanie formuły rządów z tylnego siedzenia

Formuła pozornej premier Beaty Szydło, za plecami której Jarosław Kaczyński decyduje o wszystkim, zatwierdza wszystkie nominacje, a nawet stara się łagodzić konflikty wybuchające pomiędzy jego nominatami, już się wyczerpała. Dublowanie konstytucyjnej struktury rządu przez nieformalną strukturę władzy rozpoczynającą się i kończącą przy „Uchu Prezesa” okazało się nieekonomiczne. Ponieważ nadzór pani premier nad jej gabinetem jest całkowicie fikcyjny, a Jarosław Kaczyński kieruje rządem w rytmie kryzysowym, wobec tego poszczególni ministrowie okopali się w swoich resortach, tworzą tam udzielne księstwa, z których co jakiś czas przeprowadzają łupieżcze wyprawy na księstwa sąsiednie. Wyrywając innemu ministrowi jakąś spółkę skarbu państwa albo blokując mu jego ulubioną inicjatywę ustawodawczą.

Ponieważ nadzór pani premier nad jej gabinetem jest całkowicie fikcyjny, a Jarosław Kaczyński kieruje rządem w rytmie kryzysowym, wobec tego poszczególni ministrowie okopali się w swoich resortach, tworzą tam udzielne księstwa, z których co jakiś czas przeprowadzają łupieżcze wyprawy na księstwa sąsiednie.

W konsekwencji Kaczyński nie dostał na czas gotowych projektów i precyzyjnego scenariusza zniszczenia mediów prywatnych, polityka zagraniczna w wykonaniu Witolda Waszczykowskiego od dawna jest farsą, minister zdrowia jest bezradny wobec rozszerzającego się protestu lekarzy-rezydentów. A w rozwiązaniu lub choćby złagodzeniu konfliktu nie pomagają mu prominentni działacze Prawa i Sprawiedliwości, którzy codziennie publicznie obrażają strajkujących młodych lekarzy na różne nowe wyszukane sposoby.

Beata Szydło coraz częściej ucieka – nie tylko do swoich stron rodzinnych, ale praktycznie od każdego konfliktu we własnym rządzie. I tak przecież wiadomo, że ostateczną instancją rozstrzygającą o tym, który z ministrów ma rację, będzie Jarosław Kaczyński.

Prezes PiS wie także, iż zła passa liberalnej opozycji kiedyś się skończy. I to pomimo wciąż nie wygaszonego konfliktu pomiędzy Nowoczesną i PO, pomimo wciąż niezakończonych problemów z konsolidacją przywództwa liberalnej opozycji, pomimo samobójczych wysiłków części publicystów liberalnych mediów, którzy tak bardzo skupili się na wykańczaniu istniejących jeszcze liberalnych partii, że brak im energii na diagnozę Polski po dwóch latach rządów antyliberalnej prawicy. Zamiast nich dostarcza ją człowiek, który postanowił się spalić.

Jarosław Kaczyński boi się też umocnienia Grzegorza Schetyny jako lidera Platformy, o czym świadczy nie tylko przedawkowanie „pasków grozy” w relacji TVP Info z łódzkiej konwencji samorządowej PO, ale także zwołanie przez Kaczyńskiego specjalnej wspólnej konferencji prasowej liderów „zjednoczonej prawicy”, (na której ani on, ani Ziobro, ani Gowin nie mieli Polakom nic do przekazania), tylko po to, aby „przykryć” programowe wystąpienie Schetyny (być może pierwszą bardziej całościową próbę przekonania do PO liberalnego elektoratu, jaką Platforma podejmuje gdzieś tak od połowy drugiej kadencji rządów Donalda Tuska).
To wszystko może przesądzić o tym, że Jarosław Kaczyński wstanie z głębokiego fotela na Nowogrodzkiej i wejdzie na ring osobiście.

Zarządzanie wikińską korporacją

Na giełdzie innych możliwych następców Beaty Szydło pojawili się Piotr Gliński i Mateusz Morawiecki. Gliński jako premier byłby kolejną fikcją, nikt nie traktuje go jako lidera nawet w jego własnym ministerstwie, w którym rządzą bardziej od niego wyraziste panie. Wanda Zwinogrodzka nadzorująca czystkę w polskich teatrach i Magdalena Gawin spuszczająca ze smyczy kolejne „psy wojny”, żeby zagryzały niewłaściwych, nie dość narodowych, nie dość PiS-owskich szefów placówek kulturalnych w całej Polsce.

Mateusz Morawiecki na stanowisku premiera fikcją by nie był. Ale właśnie dlatego z tą kandydaturą jest kłopot. Morawiecki jest co prawda posłuszny Kaczyńskiemu, nawet bardziej niż można było oczekiwać. To dla Kaczyńskiego, w imię jego skrajnie etatystycznych wizji, Morawiecki przestawił wajchę całej polskiej gospodarki na jej upartyjnienie (bo upaństwowieniem w żaden sposób tego nazwać nie można, mimo nadużywanych przez prawicowych i lewicowych populistów terminów „renacjonalizacja” czy „repolonizacja”).

Mateusz Morawiecki stał się radykalnym etatystą po to, aby zdobyć pełne zaufanie Prezesa, mimo że jego własne poglądy na gospodarkę nie były wcześniej tak populistyczne, tak centralistyczne, tak etatystyczne. Ani kiedy kierował polską częścią różnych globalnych banków, ani kiedy doradzał Donaldowi Tuskowi wchodząc w skład Rady Gospodarczej przy byłym premierze. Ale może – zgodnie z odwieczną polską tradycją – był wtedy Konradem Wallenrodem w obozie zgniłych liberałów, a dziś jest szczerym etatystą. Albo może odwrotnie, wtedy był szczerym liberałem, a dziś jest Konradem Wallenrodem w ponurym etatystycznym obozie PiS-u. Z Wallenrodami nigdy nie wiadomo, kiedy są autentyczni i kto jest dla nich naprawdę Zakonem Krzyżackim, a kto braćmi Litwinami, do których nie mogą się oficjalnie przyznać.

Jednak nie na braku zaufania polega problem z ewentualną nominacją przez Kaczyńskiego Mateusza Morawieckiego na stanowisko premiera RP. Mianowanie go dzisiaj premierem to trochę tak, jakby prezes PiS mianował premierem Ziobrę, Gowina, Macierewicza albo innego z pretendentów, którzy już od jakiegoś czasu przebierają nóżkami, by rzucić się sobie do gardła w wojnie sukcesyjnej po schedę po aktualnym liderze prawicy. Inni pretendenci zaczęliby się niepokoić, że Kaczyński już wybrał swojego następcę i nie jest to żaden z nich. A to podkopałoby całą metodę zarządzania przez Kaczyńskiego zasobami ludzkimi, gdzie każdego z wojów utrzymuje się na tym samym poziomie nadziei i lęku. Szczując ich przeciwko sobie, konfliktując nawzajem, ale faktycznie nie preferując żadnego i po równo wszystkich nagradzając łupami (resortami, spółkami skarbu państwa, mediami) z każdej wygranej bitwy. Morawiecki jako premier za bardzo by z takiej „wikińskiej korporacji” wystawał.

Ryzyko związane z Kaczyńskim

Po nieistniejącej Beacie Szydło przemawiającej grobowym głosem z wnętrza głębokiej studni bezdecyzyjności i fikcji, na której dnie Kaczyński ją umieścił od samego początku, pozostaje więc jedna obsadowa opcja. Kaczyński na Kaczyńskiego, lider na lidera, nieformalny szef obozu władzy na faktycznego premiera państwa. Z punktu widzenia konstytucji, praktyki rządzenia, jest to sytuacja zdrowsza. Rodzi się jednak poważna wątpliwość. Bycie premierem za pierwszym razem, w latach 2006-2007, Jarosławowi Kaczyńskiemu w ogóle nie wyszło. Podkręcił agresywny język własnego obozu, mianował na kluczowe stanowiska w swoim rządzie (fakt, że po sugestii słabego i łatwego do zmanipulowania Lecha Kaczyńskiego) ludzi, których później sam nazwał „agentami śpiochami”.

I wreszcie ostatnia wątpliwość. Czy w swoim obecnym stanie Kaczyński w ogóle jest „pokazywalny”? We własnym gabinecie na Nowogrodzkiej wciąż pozostaje spokojny i zimny. Ale tam otoczony jest wyłącznie przebranymi Polakami najpierwszego sortu – Błaszczakiem, Suskim itp. A jeśli nawet odwiedzają go Polacy sortu drugiego, tacy jak Ziobro czy Gowin, to przychodzą tam wyłącznie w lansadach i dygach, żeby go broń Boże nie zdenerwować.

Czy Wódz umieszczony wśród Polaków zwykłych – narzekających, krytycznych, nie powstrzymujących się od mówienia – wytrzyma tę próbę nerwowo? W końcu jego sejmowe wystąpienie o „zdradzieckich mordach” i „mordercach brata” przeraziło nawet jego zwolenników. Przyspieszyło kryzys pomiędzy nim a „łagodnym” Dudą. Parafrazując Jerzego Targalskiego – „wybudziło Adriana”. Rozpoczęło prawicową operację Walkiria, w której część polityków „zjednoczonej prawicy”, partyjnych „biznesmenów”, a nawet paru rozpoznawalnych prawicowych publicystów uznało, że Kaczyński co prawda pozwolił im najeść się polskim państwem i polską gospodarką, ale teraz jego radykalizm przeszkadza w dalszej spokojnej konsumpcji i konsolidowaniu władzy. Szczere publiczne odezwanie się Kaczyńskiego przestraszyło nawet część polskich biskupów, którzy po raz pierwszy zaczęli tak głośno przestrzegać przed dalszym radykalizowaniem konfliktu.

Czy Wódz umieszczony wśród Polaków zwykłych – narzekających, krytycznych, nie powstrzymujących się od mówienia – wytrzyma tę próbę nerwowo? W końcu jego sejmowe wystąpienie o „zdradzieckich mordach” i „mordercach brata” przeraziło nawet jego zwolenników.

Jako premier Jarosław Kaczyński będzie miał codziennie wiele okazji, żeby takie wystąpienie powtórzyć. I z niektórych okazji na pewno skorzysta, tak jak korzystał z nich będąc premierem w latach 2006-2007. Można nawet powiedzieć, że to przejęcie przez niego wówczas funkcji premiera po Marcinkiewiczu miało istotny wpływ na wyborczą porażkę PiS-u w 2007 roku.

Zarówno Jarosław Kaczyński jak też rządzący prawicowy obóz mają dziś zagwozdkę. Dalej kontynuować coraz bardziej nieefektywną praktykę nieformalnego rządzenia Polską z tylnego siedzenia, czy też pokazać Polakom całą prawdę o Wodzu?

newsweek.pl

Wiceminister sprawiedliwości: Decyzja KRS jest szokująca i skandaliczna. Rada powinna być natychmiast zreformowana

„Niestety stało się coś, co trudno nawet bez emocji komentować, bo stał się skandal: dziś KRS stanęła wbrew interesom całego polskiego społeczeństwa, a przede wszystkim skrzywdziła swoją decyzją tych świetnie przygotowanych, znakomicie wykształconych ludzi, którzy – mówię to w czasie teraźniejszym, bo liczę, że tak się stanie – są nadal wielką nadzieją polskiego sądownictwa” – skomentował decyzję KRS na wieczornym briefingu prasowym Ziobro. Ostro decyzję KRS krytykował też szef MSWiA, Mariusz Błaszczak.

Ci państwo stracili twarz, bo udowadniają, że są zaangażowani w spór polityczny a powinni stać ponad sporem politycznym, są wręcz elementem sporu politycznego. Jak oni mogą mówić o staniu na straży konstytucji i przepisów prawa – powiedział we wtorek Mariusz Błaszczak w radiowych „Sygnałach Dnia”. To jest taka nadzwyczajna kasta. Oni się zachowują jak kasta, która stoi ponad prawem – podkreślił minister.

„Krajowa Rada Sądownictwa natychmiast powinna być zreformowana”

Michał Wójcik powiedział we wtorek w TVP1, że jest to szokująca i skandalicznadecyzja KRS, która jest wymierzona w społeczeństwo, bo społeczeństwo płaci ogromne pieniądze, grube miliony, żeby tych ludzi kształcić. Dzisiaj to sygnał dla nas, że Krajowa Rada Sądownictwa natychmiast powinna być zreformowana. Już dzisiaj nie ma wątpliwości – powiedział Wójcik. Dodał, że jest to też decyzja wymierzona w samo środowisko sędziowskie, bo asesorzy mieli trafić do sądów rejonowych, gdzie mieli odciążyć środowisko sędziowskie.

Wójcik zaznaczył, że był na uroczystościach, gdzie wręczane były asesorom nominacje. 265 osób pełnych radości, entuzjazmu, wchodzących do tego środowiska, na początku swojej drogi zawodowej i ten entuzjazm został zgaszony przez kogoś, kto prowadzi jakąś grę polityczną – powiedział. Zapytany, czy kasta wystąpiła przeciw samej sobie wiceminister odpowiedział, że był to strzał w samą siebie.

Wójcik odniósł się również do słów rzecznika KRS Waldemara Żurka niespełnionych kryteriach ustawowych. Jeżeli przyczyną były jakieś braki w dokumentacji, to ludzi którzy przechodzili przez Krajową Szkołę Sądownictwa i Prokuratury ciężko pracowali, uczyli się – to jest bardzo ciężka szkoła. Zdecydowali, że wybierają właśnie ten obszar, środowisko sędziowskie i chcą służyć państwu, służyć społeczeństwu, a tutaj ktoś gasi entuzjazm i mówi +wy nie jesteście potrzebni+ – powiedział.

Nawet jeżeli jakieś gierki są prowadzone ze strony Krajowej Rady Sądownictwa w tym obszarze, to dlaczego kosztem młodych ludzi – powiedział Wójcik. Dodał, że ci młodzi ludzie mogli iść do spółek skarbu państwa lub przejść do komercji i zarabiać duże pieniądze. Podkreślił, że droga, którą wybrali jest bardzo ciężka. Wójcik zaznaczył, że jest procedura, że można od decyzji KRS odwołać się do Sądu Najwyższego. Nie wyobrażam sobie, że te osoby nie znalazły się w środowisku sędziowskim – dodał.

Rzecznik resortu sprawiedliwości: Asesorzy to niewinne ofiary wojny KRS z ministrem Ziobrą

Jan Kanthak, powiedział we wtorek w Polskim Radiu 24, że resort sprawiedliwości przyjął decyzję KRS z zaskoczeniem, ale przede wszystkim z zasmuceniem. Jak zauważył, funkcja asesora, to rozwiązanie szeroko stosowane w Europie. Można powiedzieć, że to sędzia na próbę – zaznaczył.

Odnosząc się do komentarzy, iż asesorzy to wyszkolona armia ministra Zbiory, Kanthak powiedział, że takie opinie należy włożyć między bajki, ponieważ – jak mówił – kiedy ci ludzie zaczynali naukę, nie mogli wiedzieć, że ministrem sprawiedliwości zostanie Zbigniew Ziobro. Ci ludzie są niewinnymi ofiarami wojny, którą rzecznik Żurek i większość KRS wytoczyła ministrowi (Ziobrze-PAP)” – ocenił Kanthak.Ci ludzie, którzy mieli zostać asesorami, zdali egzamin w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury; egzamin obiektywny, bezstronny, na który nikt nie miał wpływu, tylko ich wiedza – oni nikomu nic nie zawdzięczają, tylko sobie”– zapewnił. Jak dodał, ci ludzie zdecydowali się na na służbę państwu a teraz są ofiarami politycznej wojny i totalnej opozycji ze strony Krajowej Rady Sądownictwa.

Na pytanie, co dalej z reformą wymiaru sprawiedliwości, Kanthak powiedział: Ta sytuacja pokazała, jak ważne jest udemokratyzowanie wyboru członków KRS, (…) żeby sprawować bezpośredni nadzór nad działaniem tej jednostki.

Ziobro: Dzisiaj KRS pokazała, że jest ciałem niereformowalnym

Krajowa Rada Sądownictwa swoją decyzją pokazała, że jest ciałem niereformowalnym i, że cynicznie rozumiane interesy korporacyjne są ważniejsze niż interesy wymiaru sprawiedliwości – powiedział prokurator generalny.

Ziobro ocenił, że kandydaci przedstawieni przez resort to ludzie, którzy przeszli „profesjonalną szkołę” i zostali przygotowani przez najlepszych sędziów i przedstawicieli różnych polskich uczelni.

Dzisiaj KRS pokazała, że jest ciałem niereformowalnym. Pokazała, że cynicznie rozumiane interesy korporacyjne są ważniejsze niż interesy wymiaru sprawiedliwości, że ich interesy, tej, jak są sami nazywani przez sędziów spółdzielni sędziowskiej, są ważniejsze – powiedział minister sprawiedliwości.

Krajowa Rada Sądownictwa postanowiła nie powoływać asesorów sądowych z listy przesłanej przez ministra sprawiedliwości. Wobec wszystkich 265 kandydatów wyrażono skuteczny sprzeciw – poinformował w poniedziałek wieczorem rzecznik prasowy KRS Waldemar Żurek.

„Na nadzwyczajnym posiedzeniu 30 października 2017 r. Krajowa Rada Sądownictwa postanowiła nie powoływać asesorów sądowych z listy przesłanej przez Ministra Sprawiedliwości. Wobec wszystkich 265 kandydatów wyrażono skuteczny sprzeciw. Jest to spowodowane nie spełnianiem kryteriów ustawowych” – głosi komunikat przekazany w poniedziałek PAP przez rzecznika KRS.

Żurek dodał, że szczegóły przedstawi podczas konferencji we wtorek.

W połowie października Żurek informował, że minister sprawiedliwości przesłał KRS listę nowo mianowanych asesorów sądowych. Prezydium Rady ustaliło, że przesłane dokumenty zawierają jedynie ich imienną listę, do której nie dołączono wszystkich wymaganych dokumentów, czyli informacji z Krajowego Rejestru Karnego oraz od policji o każdym z mianowanych asesorów, a także wniosku o powierzeniu pełnienia obowiązków sędziego.

Postępowanie w tej sprawie powinno się odbywać za pośrednictwem systemu komputerowego nadzorowanego przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Jednak do dzisiaj, w systemie tym nie udostępniono Radzie żadnych dokumentów, niezbędnych do rozpatrzenia kandydatur asesorów sądowych. Rada poinformowała o tym fakcie Ministerstwo Sprawiedliwości – głosił komunikat Żurka.

Tuż po tym Ministerstwo Sprawiedliwości wysłało KRS w trybie pilnym wydruki wszystkich dokumentów transportem samochodowym; Żurek potwierdził, że „w wersji papierowej wpłynęło wszystko”.

Zgodnie z prawem, w ciągu miesiąca od dnia przekazania kompletu dokumentów, Rada może wyrazić sprzeciw wobec pełnienia przez asesorów sądowych obowiązków sędziego. Sprzeciw będzie podlegał kontroli Sądu Najwyższego. Jeśli przebieg służby asesora nie będzie budził zastrzeżeń, jego kandydatura zostanie przez KRS przedstawiona prezydentowi RP do powołania na „pełnoprawnego” sędziego – informował wcześniej resort sprawiedliwości.

W końcu września br. akty mianowania od ministra sprawiedliwości odebrało 265 asesorów sądowych. To pierwsi asesorzy – absolwenci Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury w Krakowie. Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro życzył im wtedy, aby zawsze zachowali niezawisłość od władzy politycznej – ktokolwiek będzie ją sprawował, ale też od własnych poglądów, co – jego zdaniem – może być najtrudniejsze.

Asesorów nie było w polskich sądach od wiosny 2009 r. Było to efektem wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2007 r., gdy uchylono ówczesne przepisy o asesorach, stwierdzając ich niezgodność z konstytucją. Jednak – jak później zaczęto wskazywać, opierając się na kilkuletnich doświadczeniach – okazało się, że asesura jest najlepszym sposobem weryfikacji, czy kandydat na sędziego sprawdza się w tej roli. W związku z tym w 2016 r. przywrócono instytucję asesora sądowego, zaś po nowelizacjach rozstrzygnięto, iż powrót asesorów do sądów nastąpi jesienią tego roku.

dziennik.pl

Surdykowski: Sens śmierci, sens życia

Na grobach znowu zapłoną znicze. Ale można inaczej. Nowomodną falą zalał nas amerykański Halloween. Na balangę pójdziemy w szpiczastych czapkach czarowników, a dzieciaki będą obnosić po okolicy wydrążone dynie i domagać się cukierków.

Jeszcze brakuje nam tradycyjnego nowojorskiego pochodu przebranych diabłów i powabnie obnażonych wampirzyc. A więc można śmierć umniejszyć, obłaskawić, a nawet wyśmiać; czy to nie lepsze od naszego ponuractwa? Ale wystarczy choć raz uczestniczyć w amerykańskiej ceremonii pogrzebowej, aby przekonać się, że to nie pomaga. Do domu pogrzebowego prezentującego się tam jak recepcja eleganckiego hotelu wpada się zaledwie na chwilę w celu złożenia zdawkowych kondolencji, aby jak najszybciej wsiąść do samochodu i znaleźć się daleko od pytań o wieczność. Gdyby Amerykanie byli zdolni do stworzenia swoich „Dziadów”, odbywałyby się one na zakrapianym przyjęciu poprzebieranych umarlaków, ale i tak byłyby podszyte skowyczącym strachem.

Co zrobić z nieuchronnością śmierci? Zapomnieć, unieważnić, zakrzyczeć… A może zrozumieć? Marzymy o nieśmiertelności. Byłaby ona nie tylko wyzwoleniem od trwogi konania i ohydy grobowca, ale też wiecznym trwaniem. Każdy błąd można byłoby naprawić, każdą straconą okazję tym razem wykorzystać. Ale też każde piękne i wzniosłe przeżycie byłoby powielane nieskończoną ilość razy, aż do obrzydzenia. Nieśmiertelność okaże się katorgą nudy i jałowej powtarzalności.

Ale pogodzenie się z nieuchronnym to zbyt mało. Tylko śmierć nadaje ostateczny sens naszej doczesności, bo jej perspektywa sprawia, że każde zdarzenie okazuje się jedyne i niepowtarzalne, każda przeżyta chwila nie da się już więcej odtworzyć i przeżyć na nowo, musimy więc dbać, by była sensowna i dobrze zagospodarowana. Tylko życie śmiertelnika zna cenę upływającego czasu i dlatego jedynie śmiertelnik potrafi cieszyć się nim naprawdę. Największa mądrość, jaką może osiągnąć człowiek, to nie samo pogodzenie z nieuchronnością śmierci, ale jej akceptacja jako czegoś, co nadaje sens doczesności. Dlatego w ciszy zapalmy znicze na grobach zarówno bliskich, jak i nieznajomych.

rp.pl

Cenzura w TVP Info…

W przyszłym roku podwyżki w Sejmie, Senacie i Kancelarii Prezydenta

Rzeczpospolita
Największe wydatki od lat planują na przyszły rok kancelarie obsługujące głowę państwa, posłów i senatorów.

W sumie wydatki trzech głównych urzędów przekroczą 1 mld zł. Największy wzrost, dokładnie o 25 proc., do 210 mln zł, zaplanowała Kancelaria Prezydenta – wynika z dokumentów, które wysłała do sejmowej Komisji Regulaminowej i Spraw Poselskich, opiniującej budżety najważniejszych instytucji. Przez kilka lat budżet Kancelarii zamykał się w kwocie 168 mln zł.

W przyszłorocznym zaplanowała 7 mln zł na wydatki związane z referendum, w którym prezydent Andrzej Duda chciałby w listopadzie 2018 r. zapytać obywateli m.in. o wiek emerytalny, kompetencje głowy państwa i stosunek prawa polskiego do unijnego. Tyle że rozpisanie plebiscytu nie jest pewne – prezes PiS Jarosław Kaczyński w październiku mówił, że „czy zgoda na referendum będzie czy nie, to zależy od bardzo wielu czynników”.

 

Oprócz kosztów referendum Kancelaria wydatki tłumaczy m.in. zwiększeniem zatrudnienia o 30 etatów i wyższymi kosztami podróży zagranicznych. Głównym powodem są jednak obchody 100-lecia odzyskania niepodległości. Kancelaria wylicza tu m.in. „organizacje posiedzeń Komitetu Narodowych Obchodów Setnej Rocznicy Odzyskania Niepodległości, przygotowanie publikacji, aranżację przestrzeni wystawienniczej w rezydencji w Ciechocinku i przygotowanie aranżacji obecnej Sali Formistów w Pałacu Prezydenckim na Salę Orła Białego”.

Poseł PO Jarosław Urbaniak uważa, że budżet skonstruowano skandalicznie. – Na posiedzeniu komisji sejmowej od szefowej Kancelarii Haliny Szymańskiej dowiedzieliśmy się, że 8,5 mln zł ma kosztować „wstępna wystawa narodowa”. Skoro jest wstępna, oznacza to, że rok później będzie finalna, jeszcze bardziej kosztowna – komentuje. – Takie wydatki mają głównie służyć budowaniu wizerunku prezydenta – twierdzi poseł opozycji.

Rzecznik prezydenta Krzysztof Łapiński ripostuje: – Stulecie odzyskania niepodległości to wydarzenie zasługujące na godną oprawę. To nie będzie jedna, lecz wiele uroczystości obchodzonych w różnych miejscach przez cały rok. Szkoda, że opozycja tak ważne wydarzenie w naszym narodowym życiu wpisuje w walkę polityczną – mówi Łapiński.

Budżet Kancelarii Prezydenta nie jest jednak wyjątkiem. Wzrosnąć mają też wydatki kancelarii Sejmu i Senatu, czyli dwóch innych najważniejszych „świętych krów”. To tradycyjne określenie instytucji, które same ustalają budżety, a prawa do ich skorygowania nie ma rząd, tylko parlament.

Rekordowych pieniędzy żąda Kancelaria Sejmu. Przedstawiła posłom projekt zakładający, że budżet wzrośnie o 83 mln zł, by zrealizować m.in. inwestycje budowlane. Podczas posiedzenia komisji szefowa Kancelarii Agnieszka Kaczmarska ogłosiła, że chce dodatkowych 25 mln zł na niemal podwojenie obsady straży marszałkowskiej i zatrudnienie obsługi gastronomii. W sumie budżet ma więc urosnąć o blisko 23 proc., do 591 mln zł.

Kancelaria Senatu chce zwiększyć swój o 32 mln zł, czyli o niemal 18 proc., by m.in. móc lepiej finansować organizacje polonijne. – Marszałkowie Sejmu i Senatu mają niemałe ambicje i chcą je realizować bez względu na koszty – uważa Jarosław Urbaniak.

rp.pl

Szułdrzyński: Powrót do Koryta+

Fotorzepa, Waldemar Kompała
Gdy półtora roku temu do Sejmu wpłynął projekt ustawy podwyższającej uposażenie ministrów, wiceministrów i posłów, Paweł Kukiz nazwał go programem Koryto+. Wówczas pod naporem krytyki partia rządząca natychmiast wycofała się z projektu.

Gdybyśmy posłużyli się terminologią ukutą przez Kukiza, to mamy dziś do czynienia z propozycją programu Koryto+ bis. Okazuje się bowiem, że oczekiwania kancelarii Sejmu, Senatu i Prezydenta co do przyszłorocznego budżetu tych instytucji wzrosły od kilkunastu do niemal 25 procent.

Jeszcze niedawno słyszeliśmy z ust polityków PiS, że Polska znajduje się w doskonałej sytuacji budżetowej, a w jednym miesiącu udało się nawet osiągnąć nadwyżkę, co przedstawiano jako ogromny sukces. Budżet wygląda rzeczywiście nieźle, ale dorabianie do tego ideologii pod hasłem: „wystarczy nie kraść, a miliardy złotych na wydatki państwa znajdą się same”, okazało się niezwykle krótkowzroczne. Szybko wyszło na jaw, że na koniec roku w budżecie państwa i tak będzie kilkudziesięciomiliardowa dziura. W dodatku gdy o podwyżki upomnieli się lekarze rezydenci, nagle się okazało, że trzeba oszczędzać, bo kasa państwa nie jest studnią bez dna.

Jak widać, rezydenci powinni powściągnąć swoje aspiracje, ale urzędnicy Sejmu, Senatu i Kancelarii Prezydenta już niekoniecznie. Zaplanowali więc oni na 2018 rok rekordowy wzrost wydatków na funkcjonowanie tych instytucji.

Fakt ten sam w sobie nie byłby niczym oburzającym. Doskonale wiadomo, że wynagrodzenia wiceministrów, od których w największym stopniu zależy sprawne funkcjonowanie rządu, są niewspółmiernie niskie do ciążącej na nich odpowiedzialności. Administracji państwowej często trudno jest znaleźć kompetentnych profesjonalistów, ponieważ nie jest w stanie zaproponować wynagrodzeń konkurencyjnych w stosunku do tego, co fachowcy mogą zarobić w sektorze prywatnym. Wbrew temu, co o konieczności pracy dla idei zamiast dla pieniędzy twierdził marszałek Senatu Stanisław Karczewski, nie można z osobistego poświęcenia czynić reguły. Skończy się bowiem albo na tym, że stanowiska będą rozdzielane wyłącznie wśród działaczy politycznych, którzy nie potrafią sobie znaleźć żadnej innej pracy, albo na selekcji negatywnej.

Sęk w tym, że sprawę wynagrodzeń w urzędach państwowych trzeba rozwiązać systemowo. A teraz pieniądze mają iść na inne cele. Sejm chce zatrudnić armię kucharzy oraz niemal podwoić liczbę ochroniarzy. Kancelaria Prezydenta potrzebuje pieniędzy na promocję idei referendum konstytucyjnego i obchody 100-lecia niepodległości, Senat zaś chce więcej pieniędzy na Polonię.

Okazuje się więc, że na wzrost wynagrodzeń dla młodych lekarzy pieniędzy nie ma. Na realizację politycznych pomysłów przez swoich są. Ciekawe, jak PiS chce to wyjaśnić wyborcom.

rp.pl

Aleksandra Popławska: „Wataha 2” to prawdziwe historie z polskiej granicy. Powinna to zobaczyć reszta świata

JS, 30.10.2017

Aleksandra Popławska w serialu 'Wataha'

Aleksandra Popławska w serialu ‚Wataha’ (KRZYSZTOF WIKTOR)

Aleksandra Popławska w „Watasze 2” ponownie zagrała prokurator Igę Dobosz. I nie była to łatwa rola. „Widok spalonych ludzi był przerażający”.

Właśnie rozpoczął się 2. sezon „Watahy”. Jest mrocznie, tajemniczo i bardzo polsko. Do Bieszczad wraca też prokurator Iga Dobosz, która, po odkryciu makabrycznej zbrodni na granicy, otrzymuje zadanie poprowadzenia śledztwa.

Joanna Szaszewska: W drugim sezonie „Watahy” ponownie wciela się Pani w postać prokurator Igi Dobosz. Co czeka ją w tej odsłonie?

Aleksandra Popławska: W drugim sezonie postać Igi Dobosz miała najwięcej dni zdjęciowych, nawet więcej niż sam Rebrow (Leszek Lichota – przyp. red.). Podarowano jej nowe wątki. Dla Igi druga seria nie zaczyna się pomyślnie. Kilka rzeczy jej nie wychodzi, ciągle ma w pamięci tę nieudaną sprawę z pierwszego sezonu, kiedy do końca tropiła biednego Rebrowa, który okazał się niewinny – Iga uważa to za swoją największą porażkę.

fot. Krzysztof Wiktor

Wraca w Bieszczady bardzo niechętnie, w zupełnie innej sprawie, gdzie pracuje nad rozwiązaniem makabrycznej zbrodni, która, jak się później okaże, jest powiązana z pierwszym sezonem. Oprócz tego ma swoje prywatne dylematy – dużo pracuje, a powinna opiekować się ciężko chorą matką. Poza tym wdaje się w romans i widzimy ją w intymnych scenach. A także w trudnych momentach – kiedy nie daje sobie rady i gdy jest załamana.

fot. Krzysztof Wiktor

Miałam szansę pokazać tutaj pełną paletę barw emocjonalnych. Z jednej strony moja bohaterka staje się wrażliwsza, z drugiej – w takim miejscu jak Bieszczady, mając do czynienia z mordercami, przemytnikami i handlarzami ludźmi, Iga musi umieć też być bezwzględna.

Przemytnicy, uchodźcy, sceny z krematorium – „Wataha” to nie jest lekki serial. Jak sobie Pani z tym poradziła?

AP: Byłam już kiedyś na planie, na którym nagrywaliśmy w prawdziwym krematorium. Leżały tam ciała zmarłych ludzi i to było naprawdę straszne. Natomiast krematorium z “Watahy” było stworzone na potrzeby zdjęć i chociaż ciała wyglądały bardzo realistycznie, to było mi trochę łatwiej. Przerażający był także widok spalonych ludzi w retortach. I jak człowiek tak o tym pomyśli, to uświadamia sobie, że tu na miejscu mamy fajną pracę – nie musimy przeżywać tego, co straż graniczna czy prokuratorzy. Mam kuzynkę, która jest prokuratorem w województwie lubelskim. Historie, które mi opowiedziała, nie mieszczą się w głowie, dlatego wiedziałam, że nie będzie łatwo.

Serial Serial „Wataha”  fot. Krzysztof Wiktor

Czy to prawda, że podczas kręcenia 2. sezonu “Watahy” na planie wydarzyło się kilkadziesiąt wypadków?

AP: Tak. Sceny kaskaderskie wykonywane w trudnych warunkach pogodowych były prawdziwym wyzwaniem. I czasem bywało niebezpiecznie. Udało się, chociaż rzeczywiście mieliśmy straszne kryzysy, bo było zimno, ciemno i dziko. Ale na szczęście wszyscy przeżyliśmy (śmiech).

A jak grało się Pani w otoczeniu bieszczadzkiej natury? Czy to było dla Pani ważne?

AP: Przyroda w Bieszczadach jest naprawdę niesamowita. I rzeczywiście, po wielu godzinach spędzonych na planie, ten widok zamglonych gór pełnych śniegu dawał nam wytchnienie. I myślę, że warto było się przemęczyć, żeby powstały tak piękne zdjęcia. One mogły udać się tylko w Bieszczadach. Początek 2. sezonu jest bardziej jesienny, ale po drugim odcinku wszystkie lokalizacje będą zasypane śniegiem – na żywo wyglądało to naprawdę magicznie. I mgły, które pojawiały się nad ranem – to było coś niesamowitego.

Bieszczady, marcelszpieg.flog.pl Bieszczady, marcelszpieg.flog.pl  MARCEL SZPIEG

„Wataha” to bardzo słowiański serial. A jednak spodobał się nie tylko Polakom.

AP: Myślę, że ta słowiańskość może podobać się ludziom z Zachodu – nie pokazaliśmy im tego, co znają, tylko prawdziwy Wschód, coś, czego nie mają na co dzień i trochę się tego boją. Pierwszy sezon był emitowany w ponad 20 krajach. Zagraniczni widzowie lubią Polskę w takiej nieokiełznanej, “dzikiej” wersji. Podobnie było z “Idą” Pawlikowskiego, która osiągnęła międzynarodowy sukces – tam także Polska była “niecywilizowana”.

Przypominamy: Leszek Lichota: Jesteśmy Słowianami i powinniśmy być z tego dumni [WYWIAD] >>

A jak wyglądała praca na granicy polsko-ukraińskiej?

AP: Jak przekroczy się granicę z Ukrainą to widać, że Polska mimo wszystko jest jeszcze na Zachodzie. Po drugiej stronie nie ma dróg, a przemyt i łapówkarstwo są na porządku dziennym. Ukraina to bardzo biedny kraj. I ta zapaść cywilizacyjna była odczuwalna. Mieliśmy przez to problemy, raz musieliśmy zakończyć zdjęcia, bo ktoś przyjechał i powiedział, że nie mamy pozwolenia na nagrywanie, mimo, że mieliśmy – prawdopodobnie chciał się jakoś z nami „dogadać”. To jest dziki kraj. Poza tym w Bieszczadach ciągle nie ma zasięgu, więc siłą rzeczy byliśmy odcięci od cywilizacji.

To był „detoks”?

AP: Trochę tak. Trzeba było odzwyczaić się od tego codziennego sprawdzania prasy i przeglądania portali społecznościowych. I człowiek zostawał sam na sam z tą piękną przyrodą i uczył się ją doceniać.

Spotykaliście się z prawdziwymi przemytnikami i uchodźcami?

AP: Pracowaliśmy w prawdziwej straży granicznej i rozmawialiśmy ze strażnikami, którzy opowiadali nam o swoich przygodach. Byliśmy też w ośrodku dla uchodźców. W niektórych scenach wzięły udział osoby, które kiedyś były uchodźcami, ale otrzymały pozwolenie na stały pobyt. Opowiadały nam, jak przechodziły przez granicę i że ośrodek to nie było przyjazne miejsce.

To niesamowite, że kręciliście „Watahę” długo przed tym, kiedy sprawa uchodźców stała się ważna dla Polski.

AP: Tak, temat uchodźców jest wciąż żywy i faktycznie „Wataha” poruszyła ten problem wcześniej, niż stał się aktualny. Myślę, że nasz serial jest bardzo na czasie i może być uniwersalny dla reszty świata.

Aleksandra Popławska, aktorka filmowa i teatralna, absolwentka PWST we Wrocławiu oraz szkoły muzycznej II stopnia w klasie fortepianu. Uwielbiamy ją za rolę Małej Metalowej Dziewczynki w w adaptacji „Między nami dobrze jest” Doroty Masłowskiej (Teatr Rozmaitości w Warszawie). Popławska zagrała główną rolę Agaty w nagrodzonym w Gdyni filmie Przemysława Wojcieszka „W dół kolorowym wzgórzem”, w filmie Pawła Borowskiego „Zero”, a także w serialach, m.in. w „Barwach szczęścia”, „Przyjaciółkach”, „Belfrze” i „Watasze”. Pochodzi z Zabrza.

gazeta.pl

Były Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych: Byłem przeciw przekopaniu Mierzei Wiślanej. Na zalew nie wpłynie żadna jednostka Marynarki Wojennej

O stosunkach z Antonim Macierewiczem, perspektywach dla partii generałów, spodziewanych odejściach oficerów z MON i o tym, czy współpracownicy ministra powinni być prześwietleni przez służby specjalne, w wywiadzie dla DGP mówi gen. Mirosław Różański, prezes fundacji Stratpoints.

Panie generalne, do polityki wejdzie pan ze swojej partii czy z list istniejącego już ugrupowania?

Nie przewiduję, aby Stratpoints startował w najbliższych wyborach samorządowych czy parlamentarnych. Moim głównym celem jest praca w fundacji i na rzecz fundacji. To jest i będzie zasadnicza część mojej aktywności po odejściu z wojska.

Żaden projekt polityczny nie wchodzi w rachubę? Na przykład partia generałów, którzy odeszli od ministra Antoniego Macierewicza. Jest ich w tej chwili ponad sześćdziesięciu. Wystarczy, by zbudować silną grupę inicjatywną reprezentującą interesy mundurowych.

Wskażcie mi, panowie, choć jeden projekt polityczny wojskowych, który zakończył się sukcesem. Przykład generała Wileckiego jest chyba najbardziej wyrazisty. To przypadek oficera, który dał się namówić do startu w wyborach i poniósł klęskę. Znam kilku wysokiej rangi oficerów startujących w wyborach samorządowych z regionu, z którego pochodzę. Próby te zakończyły się porażką. Analiza historyczna nie przekonuje do podjęcia działalności politycznej.

W Stanach Zjednoczonych generałowie zostawali prezydentami. Jeden z nich nawet dwukrotnie.

Nie chcę wobec tego wykluczać, że w Polsce może kiedyś będzie podobnie. Jednak dziś sytuacja jeszcze do tego nie dojrzała. Nie wydaje mi się, by społeczeństwo zaakceptowało generała jako kandydata w wyborach.

Nawet wówczas, gdyby chciał pokierować ugrupowaniem reprezentującym konkretne interesy korporacyjne? PSL reprezentuje interesy wsi, partia wojska mogłaby reprezentować interesy żołnierzy. Nie pytamy o ambicje konkretnego generała, ale ugrupowanie, które reprezentuje określoną grupę zawodową i jej interesy w obliczu np. ustawy degradacyjnej przygotowywanej w MON.

Dwunastego października byłem na spotkaniu Związku Żołnierzy Wojska Polskiego we Wrocławiu. Poproszono mnie o reminiscencje z przebiegu mojej służby. Przypomniałem, że politycy traktują generałów przedmiotowo, a nie podmiotowo. Od czasów przewrotu majowego poprzez stan wojenny do obiadu drawskiego. Kilku politykom zadałem pytanie: czy wy nas się boicie? Dlaczego nie macie do nas odrobiny zaufania? Przecież cywile mają pełną kontrolę nad armią. We Wrocławiu zasugerowałem moim kolegom, aby nie tracili energii na postulaty kierowane do polityków. Oni nas potrzebują jedynie do swoich celów. Minister Radosław Sikorski jako szef MON zorganizował w Sztabie Generalnym spotkanie, na którym dyskutowaliśmy, czy mamy się zaangażować w Afganistanie. W tym czasie już byliśmy w Iraku. Ja sam przygotowywałem się do wyjazdu na VIII zmianę. Sikorski zadał pytanie: panowie, czy stać was na to, aby zaangażować się jeszcze w misję afgańską. Na sali byli obecni najważniejsi generałowie. Wszyscy szefowie zarządów, szef sztabu. Minister pytał, czy podołamy.

Jaka była odpowiedź generałów?

Oczywiście powinna być negatywna. Albo Irak, albo Afganistan. Jeśli jesteśmy nad Tygrysem i Eufratem, to pod Hindukuszem powinniśmy być w stopniu ograniczonym. A my od razu pojechaliśmy szeroko. Wysłaliśmy dwa tysiące żołnierzy w 2007 r. Efekt był taki, że w końcu trzeba było tę obecność redukować. Nie byliśmy w stanie uciągnąć tych dwóch misji.

W międzyczasie zamiast redukować zaangażowaliśmy się jeszcze mocniej, przejmując odpowiedzialność za całą prowincję Ghazni. Generałowie nie mówili Sikorskiemu, że to się nie spina?

Wówczas ocena powinna być bardzo czytelna. Brakowało mi wtedy głosu kolegów z zewnątrz. Tych, którzy byli poza służbą. Byłych wojskowych. Zdarzały się sytuacje, że generałowie podejmowali decyzje, kierując się próbą połapania się w partykularnych interesach politycznych, a nie analizując bezpieczeństwo. Przeskoczmy jednak w czasie. W planie mamy przekopanie Mierzei Wiślanej. Wiecie, gdzie był początek dyskusji na ten temat? W MON. Wiceminister Grabski chciał na mnie wymusić pisemne stanowisko, że się zgadzam na przekopanie tej mierzei. Tłumaczyłem mu, że takich projektów nie da się uzasadnić względami bezpieczeństwa i obrony, bo na Zalew Wiślany nie wpłynie żadna jednostka pływająca Marynarki Wojennej. Średnia głębokość wynosi tam 1,7 m. W porcie w Elblągu żaden okręt wojenny nie wykona nawet manewru. Mój podpis był jednak potrzebny dla uzasadnienia tego projektu. Dla wzmocnienia tezy o niezbędności tego projektu. Nie wiem, może i gospodarczo to jest uzasadnione, ale nie ma to żadnego związku z bezpieczeństwem. Dla świętego spokoju może powinienem to pismo napisać i podpisać. Nie godziło się to jednak z moją wiedzą. Nie mogłem tego uzasadnić tym, że w Elblągu będzie kiedyś port wojenny. Byłem też przeciwny przesunięciu jednostek pancernych z zachodu na wschód kraju. Przedstawiałem argumenty, kalkulacje i wyliczenia.

Co pan powiedział ministrowi Sikorskiemu na naradzie afgańskiej? Protestował pan przeciw wysłaniu żołnierzy do Bagram, Szarany, Gardez i Wazi Khwa?

Byłem wówczas dowódcą brygady. Czyli jednogwiazdkowym generałem, który siedział na końcu stołu. Jako jedyny miałem na sobie mundur polowy, bo przyjechałem na odprawę związaną z wyjazdem do Iraku. To było jedno z moich pierwszych doświadczeń z wielką polityką. Nie zabierałem głosu. W kuluarach jednak dyskutowaliśmy. Wtedy nie miałem takiej odwagi jak dzisiaj. Jakkolwiek by to nieskromnie zabrzmiało. Teraz wiem, że dobrze byłoby mieć wsparcie od starszych kolegów. Byłych dowódców, którzy z zewnątrz mają większy dystans i szersze spojrzenie. Z Sikorskim miałem zresztą swoją chwilę próby. Gdy przepytywał mnie o rosomaki. Na początku nikt nie miał zdania, czy one są dobre, czy nie. Sporo ryzykowaliśmy. Pamiętacie pewnie to słynne rozstrzelanie Rosomaka. W wąskim gronie minister mnie pytał, co dalej, czy warto je wdrażać. Wówczas udało mi się obronić Rosomaka. Czas pokazał, że była to dobra decyzja. Wóz doskonale sprawdził się w Afganistanie. Traktuję to jako swój sukces.

Minister Antoni Macierewicz często pyta generałów o zdanie?

Wysłuchuje, jeśli ktoś chce mu przekazać jakąś informację. Miałem z nim kilka rozmów. To znaczy niewiele. Gdy przedstawiałem swoje tezy, odnosiłem wrażenie, że mnie rozumie. Potwierdzał, akceptował, wyrażał opinię, że to jest ciekawe. Nawet mówił: „Róbmy tak”. Później okazywało się, że jest inaczej. Minister to specyficzny człowiek. Na pewno jest wytrawnym politykiem. Nie mogłem jednak zaakceptować sytuacji, w której coś przedstawiam, minister werbalnie się na to godzi, a realizacja jest inna. Coś w tym nie gra. Albo wysłuchanie było pro forma, albo ktoś nie był w stanie powiedzieć, że się ze mną nie zgadza.

Minister może wysłuchać, ale wcale nie musi realizować zaleceń generałów. To on jest najważniejszą osobą w MON.

Oczywiście. Dokonujemy pewnych ustaleń i minister może po prostu szczerze powiedzieć: pana koncepcja jest ciekawa, ale ja się na nią nie zgadzam. Mam inną wizję i cel. To jest uczciwe. Nie jest jednak uczciwe, gdy rozstajemy się w poczuciu wypracowania rozwiązania. Później ja je opisuję, a do mnie wraca dokument z podpisem „brak zgody”. Nie rozumiem tego.

Pierwszą gwiazdkę generalską dostał pan od Aleksandra Kwaśniewskiego, drugą od Lecha Kaczyńskiego, trzecią od Bronisława Komorowskiego. Nie kończył pan uczelni w Rosji. Ma pan na koncie służbę w Al-Kut i Gwiazdę Iraku. Jedyne, do czego mógłby się przyczepić minister Macierewicz, to Krzyż Honoru Bundeswehry. Dlaczego zatem między wami nie było chemii? Sam pan publicznie wspominał o braku zaufania ze strony ministra Macierewicza. Dlaczego szef MON panu nie ufał?

Zapytajcie pana ministra. Przyjąłem jego misję szefa MON jako naturalną kolej rzeczy. Efekt demokratycznych wyborów. Współpracowałem z ministrami Szmajdzińskim, Klichem, Sikorskim i Siemoniakiem. Odbywałem z nimi tzw. castingi przed wylotem do Iraku i przed objęciem kolejnych stanowisk. Przyszedł czas na ministra Macierewicza. Normalka. Nie byłem do niego uprzedzony. Jego pierwsze decyzje przyjmowałem z zadowoleniem.

Panuje przekonanie, mówiąc kolokwialnie, że strzelił pan focha, bo nie został szefem Sztabu Generalnego.

Może dzisiaj to będzie tylko słowo przeciwko słowu, ale decyzję o odejściu ze służby podjąłem po rozmowie z ministrem Macierewiczem w końcu listopada 2016 r. Na początku grudnia spotkałem się z panem prezydentem Andrzejem Dudą. Mówiliśmy o kwestii następstwa po odejściu generała Gocuła. Pozwólcie, panowie, że nie będę przytaczał treści tych rozmów.

Czy to była ta rozmowa, którą próbował zablokować minister Macierewicz?

Tak. Rozmawialiśmy w jej trakcie o tym, jak powinna wyglądać współpraca szefa Sztabu Generalnego z prezydentem.

Jak rozumiemy, Antoni Macierewicz zinterpretował ją w ten sposób, że gra pan na prezydenta. Tymczasem szef MON miał plan zwasalizowania głowy państwa w kwestii polityki bezpieczeństwa i nie było w jego interesie, by Andrzej Duda pozyskał generała Różańskiego. Bo pan przedstawiał wizję dowodzenia siłami zbrojnymi, w której na pierwszym miejscu jest właśnie prezydent. Wtedy stracił pan zaufanie ministra.

W gronie kilku generałów, po mszy w Brzegach, gdy czekaliśmy w Balicach na samolot do Warszawy, Antoni Macierewicz powiedział, że minister ma z natury ograniczone zaufanie do środowiska oficerskiego. Ta jego powściągliwość narodziła się wcześniej niż moje spotkanie z prezydentem Andrzejem Dudą. Nie zgadzam się z tezą, że z mojej strony to był jakiś foch.

Precyzując: już wtedy Antoni Macierewicz wiedział, że traci pana, bo orbituje pan w stronę prezydenta, a minister obrony miał chytry plan bycia powyżej głowy państwa i przejęcia kontroli nad polityką bezpieczeństwa. Czy właściwie to interpretujemy?

Nie orbitowałem ani w kierunku pana prezydenta, ani w kierunku ministra obrony. Miałem wypracowany swój model dowodzenia siłami zbrojnymi.

Który promował prezydenta. Była to koncepcja dla niego bardziej korzystna, bo dawała mu więcej władzy.

Z tego wynika, że tak. Racje dotyczące połączonego dowództwa przedstawiałem wielokrotnie. Czy to w trakcie rozmów z szefem BBN, czy to z prezydentem, czy też szefem MON. Uważam, że w czasie pokoju funkcji dowódczych nie powinno się powierzać Sztabowi Generalnemu. A na czas wojny najważniejszym dowódcą powinien być szef Sztabu Generalnego. Podział byłby jasny: szef sztabu to czterogwiazdkowy generał, dowódca generalny i operacyjny – trzy gwiazdki. Klarowny układ, w którym jest jasne, kto jest najważniejszy. Czym innym jest dowodzenie, a czym innym prowadzenie wojny. Naczelny dowódca to ten, który pomaga prezydentowi prowadzić wojnę i bronić państwa. To prerogatywa głowy państwa. Zresztą ta sytuacja sporu minister – prezydent jest nieco kuriozalna. Ustawa i konstytucja jasno pokazują, że to prezydent na wniosek ministra przyjmuje rozwiązania dotyczące dowodzenia. Inicjatywa jest po stronie prezydenta. Rozmawiałem na ten temat z prezydentem. Gdybym dziś był pytany, jakie przyjąć zmiany w zakresie uporządkowania systemu dowodzenia, rekomendowałbym skreślenie zapisów „na wniosek ministra” czy „na wniosek Rady Ministrów” i pozostawił te prerogatywy prezydentowi. Głowa państwa powinna zatwierdzać plany operacyjne użycia sił zbrojnych i ustalać zasady dowodzenia. Poprzednio niepisaną regułą było to, że większość dokumentów dotyczących wojska przygotowywał Sztab Generalny.

Cywile odpuszczali sobie zarządzanie wojskiem?

Tak, bo dostawali gotowce i je zatwierdzali. Wojskowi sami sobie projektowali rozwiązania. Politycy tylko formalnie sprawowali kontrolę. Nie chcieli się angażować.

No i przyszedł silny samiec alfa Antoni Macierewicz i powiedział, że zrobi z tym porządek. Posłucha, albo i nie, a na końcu będzie tak, jak on chce. Generałów to zabolało i zaczęli odchodzić.

To prawda, minister Macierewicz jest silną osobowością. Jednak silna osobowość i własna wizja powinny być oparte o merytoryczne analizy. Antoni Macierewicz podkreślał w rozmowie ze mną, że nie jest ekspertem od spraw wojskowych.

Może to była fałszywa skromność?

Nie wiem. Ceniłem go za to. Jeden z jego wiceministrów zawsze zaczynał rozmowę od deklaracji, że jest laikiem. Po którymś razie zaczęło mnie to irytować. W pewnym momencie można przestać być laikiem.

Czytał pan książkę Tomasza Piątka „Macierewicz i jego tajemnice”?

Czytałem.

I jak pan ocenia tezy w niej zawarte?

Książka, aby stała się podstawą rozważań, powinna być nie tylko przeczytana strona po stronie. Należałoby się odnieść do każdego z tych przypisów, które są tam zawarte. Dopiero wówczas można się odnieść do tezy, że pan minister Macierewicz jest. I tu wielokropek.

A z pana doświadczenia w MON co wynika? Czuł pan na korytarzach agenturalny smrodek opisany przez Piątka?

Byłem w bardzo komfortowej sytuacji. Mieliśmy wiele zadań. Ćwiczenia Anakonda, szczyt NATO, Światowe Dni Młodzieży. Nie było czasu na rozważanie tego, czy na korytarzach roznosi się to, co panowie określili mianem agenturalnego smrodku. Nigdy nie analizowałem osoby ministra obrony w takim kontekście.

Pytania postawione w tej książce są grubego kalibru. Autor rozważa, czy minister jest otoczony siecią agentów. Może sam jest agentem. Dla generałów to powinien być poważny przedmiot analizy. Nawet gdy mają dużo zajęć.

Nie czuję się kompetentny, by tę książkę oceniać. Niech inne agendy w państwie się tym zajmują.

Znaczy służby specjalne ministra Mariusza Kamińskiego, bo SKW i SWW podlegają Antoniemu Macierewiczowi?

To nie jest nowa sytuacja, w której kluczowe osoby w państwie są na cenzurowanym. Jestem przekonany, że historia właściwie oceni tę publikację.

W rządzie są ośrodki, które mogłyby sprawdzić, czy tezy Piątka są chybione, czy nie. Cywilne służby specjalne.

Nie możemy wykluczyć, że cywilne służby nie analizują tez z tej książki. Trzeba by zadać to pytanie ministrowi Kamińskiemu. W każdym dobrze funkcjonującym państwie powinny być narzędzia pozwalające weryfikować takie doniesienia. Nie na zasadzie polowania na czarownice, ale w celu ustalenia prawdy. Trzyliterowych agencji w Polsce jest wiele.

Czy gdyby prezydent Duda zaproponował panu współpracę w kwestii zmiany systemu dowodzenia, przyjąłby pan ofertę?

Jestem gotów dzielić się swoją wiedzą. Wyrazem tego jest założona przeze mnie fundacja.

Fundacja jest kojarzona z PO. Jest z nią związany Wojciech Dąbrowski, były szef Polskiej Grupy Zbrojeniowej z czasów Platformy. Jest pani Anna Garwolińska, obsługująca spółki Skarbu Państwa za poprzednich rządów.

Dwie osoby nie definiują przywiązania do jakiejś partii. To mocno zawężone spojrzenie. Prezesa Dąbrowskiego znam od lat.

Jest kumem Bronisława Komorowskiego.

To nic nie znaczy. Nie możemy mu odbierać związków rodzinnych.

Broń Boże. Mimo to nie widać w pana fundacji ludzi związanych w jakiś sposób np. z PiS.

Jesteśmy otwarci. Jeśli się zgłoszą, nie wykluczam takiej współpracy. Dzisiaj jest nas w fundacji kilkunastu. Nie można nas oceniać przez pryzmat dwóch osób, które nie noszą zresztą legitymacji partyjnej.

Nie trzeba nosić legitymacji partyjnej, by być kojarzonym z danym środowiskiem.

Bądźcie uprzejmi zauważyć też inne osoby. Byłego rektora Szkoły Orląt, byłego inspektora sił powietrznych, byłego inspektora uzbrojenia. Mogę wymieniać dalej. Dołączy wiele innych osób.

Po odejściu z MON Macierewicza?

Też.

Spodziewa się pan dalszych odejść?

Nie życzyłbym tego Ministerstwu Obrony. Gdy koledzy mnie pytali, czy mają też odejść, odradzałem. W siłach zbrojnych powinno zostać jak najwięcej kompetentnych ludzi. Mamy czas próby. Wiele decyzji jest kontrowersyjnych, np. budowanie Wojsk Obrony Terytorialnej kosztem wojsk operacyjnych.

dziennik.pl

%d blogerów lubi to: