Nareszcie złodziej będzie pilnował kasy. To tylko w PiS.

©Andrzej Mleczko

PiS się nie zatrzyma. Ich celem jest podporzadkowanie wszystkiego władzy partii, jak za PRL-u.

Polskie drogi

TVP nie chce ujawnić, kto tworzy skandaliczne paski rodem z brunatnych gadzinówek

W TVP Info podczas protestów przeciw pisowskim zmianom w sądownictwie, czytając paski informacyjne można było przecierać oczy ze zdumienia i oburzenia. To tylko kilka z nich: „Obrońcy pedofilów i alimenciarzy twarzami oporu przeciwko reformie sądownictwa”, „Słaba frekwencja przed Sejmem pomimo nawoływań Grzegorza Schetyny do puczu”, „Opozycja zapowiada łamanie prawa”, „Szokujące zapowiedzi opozycyjnych bojówkarzy”, „Agresja i chamstwo – tyle zapamiętamy z dzisiejszej manifestacji przed Sejmem”.

Były one tak stronnicze i manipulujące, że organizacja Watchdog Polska (prowadząca takie serwisy, jak informacja publiczna czy watchdogsportal.pl) postanowiła ustalić, kto jest odpowiedzialny za takie materiały. We wniosku do TVP poprosiła o udostępnienie imion i nazwisk osób publikujących oraz nadzorujących publikowanie tych treści na paskach informacyjnych w dniach między 10 a 25 lipca br. – „To spółka publiczna, informacje są jawne” – argumentują członkowie Watchdog Polska. – „Głosy z różnych stron sceny politycznej mówią o tekstach na paskach „urągających inteligencji”, o powinnościach telewizji publicznej vs powinnościach telewizji prywatnych oraz o tym, na ile płacąc za telewizję publiczną mamy prawo oczekiwać od niej czegoś szczególnego”.

TVP odmówiła jednak podania tych informacji, powołując się na ochronę danych osobowych swoich pracowników i współpracowników. – „Nie znamy intencji pytającego” – napisano w odpowiedzi. Jednak zdaniem Watchdog Polska – telewizja odmówiła udzielenia informacji w sposób nieprawidłowy, gdyż powinna wydać decyzję i podać podstawę prawną, a nie zrobiła tego. Organizacja szykuje więc skargę na taki tryb odmowy.

 

Przyłębska mierna, ale wierna

Dyspozycyjna Julia Przyłębska nalega na zyczenie Kaczyńskiego, aby Sąd Najwyższy zawiesił postępowanie ws. Mariusza Kamińskiego, kryminalisty ułaskawionego bedącego ministrem w rządzie Szydło.

„Kompentencje” Przyłębskiej.

Leń kwalifikowany przez PiS. Polska „be”.

Tajemnica kariery sędzi Przyłębskiej. Mierna ale wierna.

To możemy wszyscy odetchnąć z ulgą. Policja w państwie PiS stała się Służbą Bezpieczeństwa!

Pisowska SB, w mordę jeża.

Nagrania ujawnione przez Gazetę Wyborczą wskazują, że tajniacy śledzą m.in. Wojciecha Kinasiewicza i Tadeusza Jakrzewskiego z Obywateli RP oraz lidera Nowoczesnej Ryszarda Petru. Dwaj pierwsi od miesięcy protestują podczas miesięcznic smoleńskich na Krakowskim Przedmieściu, a ostatnio w obronie niezależnych sądów. Nazwisko Petru pada kilkakrotnie:

– To wąskie przejście, gdyby znane osobistości przechodziły, daj „halo”.
– To jedynie co, to pan Petru wychodził.
– Jeszcze raz.
– Petru opuścił teren Sejmu przez to wąskie przejście.
– Dobrze, dziękuję. Ale jakby coś, to dawaj mi „halo”.

Po paru minutach:

– Pytanie moje, pan Petru wyszedł z restauracji Wiejska 13. Teraz jest kwestia, czy go pilnujemy dalej? Idzie w stronę pl. Trzech Krzyży. Czy odpuszczamy?
– Słuchaj, pilnujemy go. I tam jak tutaj – jak Kinasiewicz wejdzie do auta swojego, wiesz, to też krótko pojedziemy za nim.
– Tak, przyjąłem.

Tajniak idzie za posłem Petru. Przekazuje meldunki i prosi o instrukcje:

– Słuchaj, pan Petru wszedł w Nowy Świat.

Po kilku minutach:

– No, posłuchaj: pan Petru, Nowy Świat 27. To jest chyba siedziba Nowoczesnej. Wszedł do środka. Słuchaj, załogę mogę puścić już pod Sejm?
– Tak, oczywiście. Dziękuję

Policjanci śledzący Kinasiewicza i Jakrzewskiego:

– Pan Kinasiewicz i Bajkowski [Maciej, działacz Obywateli Solidarnych w Akcji], Wiejska 12a. To jest księgarnia Czytelnik.

I dalej:

– Poszli do księgarni o nazwie Czytelnik, Wiejska 12a. Tam złączyli dwa stoły. Zjedli i ok. 12 osób siedzi przy tych stołach i obradują coś. Pan Jakrzewski przed chwilą dotarł tutaj do Obywateli RP, ale właśnie się oddalił. Musiałbym ustalić z Grubym, w którym kierunku poszedł.
– W kierunku pl. Trzech Krzyży idzie, podpowiem.
– Dawaj ogon za nim, jak możesz.

Panowie Jakrzewski i Kinasiewicz wiedzą, że tajniacy chodzą za nimi od kilku miesięcy. Tadeusz Jakrzewski mówi, że czasem udaje mu się ich zgubić, zwłaszcza kiedy nie ma przy sobie komórki. ”Konspirowaliśmy sporo za komuny, teraz nie mamy nic do ukrycia.” – dodaje.

Z kolei Wojciech Kinasiewicz uważa, że zawsze ma ogon, kiedy coś się dzieje. „Robią to niemalże jawnie. Ostatnio przed Sejmem przechodziłem obok umundurowanego funkcjonariusza. Miał włączony radiotelefon. Usłyszałem meldunek tajniaka, który akurat szedł za mną. Czasem jedzie ktoś za mną nieoznakowanym samochodem”. Dodaje: „Zastanawiałem się, po co to robią. Początkowo myślałem, że to może próba zastraszenia. Jednak nie wiem. Ubecja robiła tak samo. Śledzenie było wielostopniowe. Nachalny ogon to była przykrywka dla dyskretnych profesjonalistów.”

Mec. Mikołaj Pietrzak, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie.  Uważa, że „może to stanowić przestępstwo przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego. /…/Jeżeli policja działała w celu śledzenia opozycji, jest to nieuprawnione, sprzeczne z kulturą demokratyczną i celami ustawy o policji. Nie po to są szkoleni z metod śledzenia, żeby je wykorzystywać do inwigilowania opozycji.”

Artur Pietryka, adwokat współpracujący z Helsińską Fundacją Praw Człowieka twierdzi: „Nadrzędnym zadaniem policji jest walka z przestępczością i temu służą narzędzia inwigilacyjne. To zatrważające, jeśli policja wykorzystuje je do śledzenia opozycji, jeśli nie ma to związku ze ściganiem przestępstw”. Komenda Główna Policji nie odpowiedziała pytania na zadane w tej sprawie.

Nagrania, o których mowa są całkiem świeże i pochodzą z piątku 21 lipca, gdy Senat debatował nad ustawą o Sądzie Najwyższym.

To nie wszystko, bo czarno na białym widać, że śledzony jest szef Obywateli RP, Paweł Kasprzak.

 

Wszystkie grzechy PiS

Wszystkie grzechy PiS

Grzechy pierworodne ma się jak znamię, skazę, jak szkarłatną literę z powieści Hawthorne’a.

Rząd Beaty Szydło ma wiele grzechów pierworodnych i jeden śmiertelny. Tym ostatnim jest pani Szydło, bo jej premierowanie jest oparte na tym, że Jarosław Kaczyński nie chciał wziąć odpowiedzialności konstytucyjnej za łamanie prawa ustrojowego. Szydło na swoje piersi bierze pisowskie bezprawie.

A grzechy pierworodne, czyli takie, z których nie można się wyspowiadać (przed księdzem czy też społeczeństwem), ma się jak znamię, skazę, jak szkarłatną literę, trafną metaforę pierwszego klasyka literatury amerykańskiej – Hawthorne’a.

Taką szkarłatną literą jest Antoni Macierewicz, który nie miał być ministrem obrony narodowej, a miał nim być Jarosław Gowin. Ten ostatni jako genetyczny katolik (genetyczny katolicyzm Gowina polega na tym, że jest zakłamany, jak o. Tadeusz Rydzyk; dopiero teraz poznali się na tej wadzie genetycznej w „Znaku”) świadomie skłamał.

Szkarłatną literą rządu PiS jest Zbigniew Ziobro, który powinien stanąć przed Trybunałem Stanu (lenistwo posłów Platformy Obywatelskiej ma w tym swoje zasługi, nazywane „brzuchem do góry”), a teraz ten magister prawa gulgocze o prawie (inaczej niż gulgot jego niedojrzałej retoryki nie można nazwać).

Szkarłatną literą – kto wie, czy nie najbardziej czerwoną, bo wypaloną niedawno – jest Mariusz Kamiński, minister od koordynacji służb specjalnych, który wszedł w skład rządu, mając wyrok 3 lat więzienia bez zawiasów. Rozumiecie? Nie dzieje się to w Burkina Faso, czy w jakimś państewku na Karaibach, to dzieje się w Polsce. Facet dostaje kraty, celę, pryczę, a Szydło robi z niego ministra.

Prawda, wyrok nie był prawomocny, czyli wyrok miał być zatwierdzony – albo nie – w wyższej instancji, w apelacji. I wówczas Kamiński został ułaskawiony od wyroku przez Andrzeja Dudę. Świadomie używam bardzo ścisłego języka polskiego – „od wyroku”.

Czy można być ułaskawionym bez prawomocności? Wysilamy umysły – i co? Nie można! Toż to logiczne do bólu. Tego nie musi rozpatrywać żaden sąd, to może wypowiedzieć średnio inteligentny człowiek. Co możemy powiedzieć o Dudzie, który podjął decyzję nieśrednio inteligentną?

Gdyby nawet Kamiński miał wyrok prawomocny, to ułaskawienie nie jest wymazaniem wyroku. Bo – po pierwsze, wyrok – tak jak czyn, który jest przyczyną wyroku – nie ulega wymazaniu w czasie i przestrzeni. To nie są „faceci w czerni”, którzy za pomocą pistoletu laserowego czyszczą szare komórki z zapisanej w nich przeszłości.

Jednym słowem – jak to kolokwialnie i dosadnie mówi się – minister Kamiński jest kryminalistą. Mogę napisać to sylabami (kry-mi-na-lis-tą), czyli grawerowaniem fonetycznym, ale ten człowiek o bardzo marnych właściwościach intelektualnych kompromituje nas wszystkich, kompromituje imię Polaka.

Kamiński to jest do tego stopnia szkarłatna litera, że na jego widok w oczach się czerwieni. I ten „grzech pierworodny” zabiera się za niszczenie tego, co w Polakach jest najlepsze, najpiękniejsze. Za społeczeństwo obywatelskie, za kapitał społeczny – za jedną z organizacji pozarządowych.

Służby specjalne Kamińskiego chcą prześwietlić Fundację Otwarty Dialog, której szefem jest Bartosz Kramek. A to dlatego, że on i działacze Otwartego Dialogu walczyli o wolne, nieupartyjnione sądy. I poskutkowało to dwoma wetami Dudy.

Szkarłatna litera Kamiński niszczy organizację, która działa zgodnie z literą… prawa, dba, aby ta litera prawa nie była przestrzegana. Aby litera prawa była szkarłatna, naznaczona, czerwona, jak on z wypalonym przez prawo wyrokiem. I oto minister – który wg logiki obowiązującej w naszej cywilizacji, logiki greckiej i prawa rzymskiego – jest „szemrany”,  niszczy to, co w Polsce jest najlepsze.

Jak takie działania Kamińskiego nazwać? Takie dotknęło nas zło, niedawno nazywane „bolszewią”. Ten rząd jest pełen Szkarłatnych Liter – grzechów pierworodnych, a pani Szydło skończy tak, jak nakazuje nie tylko powyższa metaforyka, ale przede wszystkim nauki antropologiczne, socjologiczne – grzechem śmiertelnym, bo nadstawia swoją pierś za szefa tego bezprawia – prezesa Kaczyńskiego, don Corleone.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

PiS – organizacja Szkarłatnej Litery, jej grzechy pierworodne i jeden śmiertelny

Rząd Beaty Szydły ma wiele grzechów pierworodnych i jeden śmiertelny. Tym ostatnim jest pani Szydło, bo jej premierowanie jest oparte na tym, że Jarosław Kaczyński nie chciał wziąć odpowiedzialności konstytucyjnej za łamanie prawa ustrojowego. Szydło na swoje piersi bierze pisowskie bezprawie.

A grzechami pierorodnymi, czyli takimi, z których nie można się wyspowiadać (przed księdzem, czy też społeczeństwem), ma się je jak znamię, skazę, jak szkarłatną literę, trafną metaforę pierwszego klasyka literatury amerykańskiej, Hawthorne’a.

Taką szkarłatną literą jest Antoni Macierewicz, który nie miał być ministrem obrony narodowej, a Jarosław Gowin. Ten ostatni jako genetyczny katolik (genetyczny katolicyzm Gowina polega, że jest zakłamany, jak o. Tadeusz Rydzyk; dopiero teraz poznali się na tej wadzie genetycznej w Znaku) świadomie skłamał.

Szkarłatną litera rządu PiS jest Zbigniew Ziobro, który powinien stać przed Trybnunałem Stanu (lenistwo posłów Platformy Obywatelskiej ma w tym swoje zasługi, nazywane „brzuchem do góry”), a teraz ten magister prawa gulgocze o prawie (inaczej niż gulgot jego niedojrzałej retoryki nie można nazwać).

Szkarłatną literą – kto wie, czy nie najbardziej czerwoną, bo wypaloną niedawno – jest Mariusz Kamiński, minister od koordynacji służb specjalnych, który wszedł w skład rządu, mając wyrok 3 lat więzienia bez zawiasów. Rozumiecie? Nie dzieje się to w Burkina Faso, czy w jakimś państewku na Karaibach, to dzieje sie w Polsce. Facet dostaje kraty, celę, pryczę, a Szydło robi z niego ministra.

Prawda, wyrok nie był prawomocny. Czyli wyrok miał być zatwierdzony – albo nie – w wyższej instancji, w apelacji. I wówczas Kamiński został ułaskawiony od wyroku przez Andrzeja Dudę. Świadomie używam bardzo ścisłego języka polskiego – „od wyroku”.

Czy można być ułaskawionym bez prawomocności? Wysilamy umysły – i co? Nie można! Toż to logticzne do bólu. Tego nie musi rozpatrywać żaden sąd, to może wypowiedzieć średnio inteligentny człowiek. Co możemy powiedzieć o Dudzie, który podjął decyzję nieśredniointeligetną?

Gdyby nawet Kamiński miał wyrok prawomocny, to ułaskawienie nie jest wymazaniem wyroku. Bo – po pierwsze, wyrok – tak jak czyn, który jest przyczyną wyroku – nie ulega wymazaniu w czasie i przestrzeni. To nie są „faceci w czerni”, którzy za pomocą pistoletu laserowego czyszczą szare komórki z zapisanej w nich przeszłości.

Jednym słowem – jak to kolokwialnie i dosadnie mówi się – minister Kamiński jest kryminalistą. Mogę napisać to sylabami (kry-mi-na-lis-tą), czyli grawerowaniem fonetycznym, ale ten człowiek o bardzo marnych właściwościach intelektualnych komproomituje nas wszystkich, kompromituje imię Polaka.

Kamiński to jest do tego stopnia szkarłatna litera, że na jego widok w oczach się czerwieni. I ten „grzech pierworodny” zabiera się za niszczenie tego, co w Polakach jest najlepsze, najpiękniejsze. Za społeczeństwo obywatelskie, za kapitał społeczny – za jedną z organizacji pozarządowych.

Służby specjalne Kamińskiego chcą prześwietlić Fundację Otwarty Dialog, której szefem jest Bartosz Kramek. A to dlatego, że on i działacze Otwartego Dialogu walczyli o wolne, nieupartyjnione sądy. I poskutkowało to dwoma wetami Dudy.

Szkarłatna litera Kamiński niszczy organizację, która działa zgodnie z literą… prawa, dba, aby ta litera prawa nie była przestrzegana. Aby litera prawa była szkarłatna, naznaczona, czerwona, jak on z wypalonym przez prawo wyrokiem. I oto minister – który wg logiki obowiązujacej w naszej cywlizacji, logiki greckiej i prawa rzymskiego – jest „szemrany”,  niszczy to, co w Polsce jest najlepsze.

Jak takie działania Kamińskiego nazwać? Takie dotknęło nas zło, niedawno nazywane „bolszewią”. Ten rząd jest pełen Szkarłatnych Liter, grzechów pierworodnych, a pani Szydło skończy tak, jak nakazuje nie tylko powyższa metaforyka, ale przede wszystkim nauki antropologiczne, socjologiczne – grzechem śmiertelnym, bo  nadstawia swoją pierś za szefa tego bezprawia – prezesa Kaczyńskiego, don Corleone.

PiS rusza z putinizacją organizacji pozarządowych. Ułaskawiony przed wyrokiem Kamiński chce prześwietlić Otwarty Dialog

27 lipca 2017, Anna Dryjańska

Aktywiści społeczni jako agenci zgniłego zachodu – tak wyglądał kiedyś PRL i tak wygląda teraz Rosja Władimira Putina. Wszystko wskazuje jednak na to, że Polskę czeka powrót do przeszłości. Ułaskawiony przed wyrokiem minister Kamiński bierze pod lupę organizację pozarządową, która protestowała przeciwko niekonstytucyjnym ustawom PiS o sądownictwie (dwie z trzech zawetował prezydent Andrzej Duda). O sprawie poinformował serwis wPolityce.

Bartosz Kramek, kierujący Fundacją Otwarty Dialog, kilka dni temu opublikował na Facebooku notatkę, w której wzywa do pokojowego przeciwstawienia się łamaniu Konstytucji przez władzę. Wśród 16 proponowanych przez niego metod oporu społecznego, jest m.in. strajk, edukacja, ostracyzm społeczny wobec polityków PiS, którzy naruszają Konstytucję, oraz rozważenie zawieszenia płacenia podatków.

Fundacja Otwarty Dialog

W niedzielę

Szanowni Państwo i Drodzy Przyjaciele,

1. W opublikowanym artykule Bartosz Kramek wyraźnie zaakcentowana jest potrzeba utrzymania POKOJOWEGO charakteru akcji protestacyjnych. Zgadzamy się z tym, że zebrane postulaty mogą być odbierane jako daleko idące i kontrowersyjne, niemniej podstawowe założenie jest wyartykułowane bezpośrednio: DZIAŁAJMY BARDZO STANOWCZO, LECZ BEZ PRZEMOCY. Agresja nie jest drogą. Klarownie wyłożone są również nasze motywy, a każda teza – uzasadniona. Nie apelujemy o Majdan w Polsce; czerpiemy z jego doświadczeń zwracając uwagę choćby na potrzebę zapewnienia odpowiedniej organizacji, porządku i bezpieczeństwa miejsc protestu. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji i polemiki, ale prosimy o uprzednie uważne zapoznanie się z samym opracowaniem. Wbrew uporczywym twierdzeniom prawicowych mediów – wzbraniamy się przed słowem instrukcja; zgodnie z intencją autora prosimy o traktowanie przytoczonych punktów właśnie jako zbioru propozycji i postulatów do rozważenia (oczywiście w powiązaniu z dalszym rozwojem sytuacji).

2. Echo medialne wywołane publikacją powoduje ogromną ilość interakcji. Nie jesteśmy w stanie – przynajmniej tymczasowo – moderować dyskusji na naszym fanpage’u w odpowiednim stopniu. Fala hejtu, zawierającego obelgi i groźby karalne przypomina nasze doświadczenia z prorosyjskim i antyukraińskim trollingiem w najlepszym wydaniu, jest zbyt wielka by nad nią zapanować; także ze względu na nasz udział w protestach i inne działania. W związku z tym przepraszamy wszystkich za wątpliwe doznania z tym związane. W stosownym czasie uporządkujemy wszystko. Zbanowaliśmy już setki agresywnych osób i fake’owych profili. Ale to nie wystarcza. To samo dotyczy też profili członków organów zarządzających Fundacji.

https://goo.gl/V4Bekb

#WolneSądy | #ObrońmyDemokrację | #ZamachLipcowy

Bartosz Kramek

 

Niech państwo stanie: wyłączmy rząd!
Czyli jak powstrzymać zamach PiS na rządy prawa w Polsce. Protesty są podstawą oporu społecznego, ale nie wyczerpują katalogu instrumentów, których zastosowanie zwiększa skuteczność obywatelskiego nieposłuszeństwa. Radykalne metody oporu z krajów wschodnich usprawiedliwiają wyjątkowe w historii III RP okoliczności. Władza, która przeprowadza destrukcję życia publicznego i ustroju państwa w stylu wschodnim, musi się liczyć z adekwatną i analogicznie inspirowaną reakcją społeczeństwa. Niniejsze opracowanie prezentuje 16 punktów opartych m. in. na doświadczeniach wyniesionych z misji obserwacji i wsparcia ukraińskiego Euromajdanu.
Urodziłem się u schyłku PRL w 1986 r., a to oznacza, że wychowałem się już w wolnej Polsce. Naiwnie sądziłem, że historia Polski skończyła się wraz z upadkiem komunizmu oraz akcesją do NATO i UE. W ostatnich latach, w świetle agresji na Ukrainę, przewidywaliśmy poważne zagrożenie zewnętrzne ze strony putinowskiej Rosji, ale nigdy – zamachu na konstytucję i rządy prawa ze strony demokratycznie wybranego polskiego rządu.
Moje pokolenie zasadniczo pragnie spokoju, nie polityki – mamy co robić i o co się martwić, a rosnące zamieszanie i napięcie najlepiej oddaje robiące w ostatnich dniach i godzinach zawrotną karierę określenie: wkurw. Od polityków nie oczekujemy rewolucyjnych zmian, lecz sprawnego wykorzystywania unijnych funduszy, rozbudowy infrastruktury i modernizacji kraju. Podążania za duchem czasu i rozwiązywania realnych problemów, a nie konfliktów o historię i symbole. Śmialiśmy się swego czasu z Tuskowego budowania mostów i ciepłej wody w kranie, ale dziś widać bardzo wyraźnie, że owe koncepcje uprawiania polityki miały – zwłaszcza w naszych realiach – swój głęboki sens.
Dziś nie możemy pozostać bierni, chociaż wielu z nas odrzuca cała klasa polityczna jako taka. Cynizm, koniunkturalizm i oportunizm, wodzowski styl przywództwa, skompromitowani liderzy, quasi-feudalne relacje i negatywna selekcja w partiach politycznych nie są domeną jednego ugrupowania. Możemy wiele zarzucić poprzednim rządom, ale są granice, których przekroczyć nie wolno. Odpowiedzialność za obecny kryzys spoczywa na obecnej władzy. Argumenty PiS-u oparte na odwoływaniu się do – nawet jeśli faktycznych – przewin poprzedników nie mają dziś nic do rzeczy; nie stanowią usprawiedliwienia. Na tej samej zasadzie PRL-owska propaganda grzmiała o biciu Murzynów w USA. Wszechogarniająca i podsycana ciągle polaryzacja społeczeństwa staje się nie do zniesienia i grozi skutecznymi prowokacjami; wybuchem niekontrolowanej agresji. Nieprzepracowana trauma smoleńska uczyniła nas zakładnikami chorej psychiki i urojonych krzywd tragikomicznego prezesa Polski. Prezesa chcącego odwrócić bieg historii i w XXI wieku zostać neoendeckim Piłsudskim. Z tymi emocjami zapewne będziemy się zmagać na długo po tym jak rząd PiS-u odejdzie do historii, ale priorytetem i nakazem chwili jest powstrzymanie zamachu na niezależne sądy, na fundamenty III RP.
Nigdy nie sądziłem, że przyjdzie mi uczestniczyć w Polsce w protestach w polskich sprawach (do tej pory to Polska i Polacy byli rzecznikami prześladowanych w Ukrainie, Rosji, Kazachstanie, ich wsparciem i przystanią). Polska była modelem, wzorcem do naśladowania dla krajów postsowieckich, fenomenem na skalę światową; unikalnym sukcesem pokojowej transformacji z komunizmu do demokracji i gospodarki rynkowej. Cele i metody działania PiS-u (w tym jakże charakterystyczne tworzenie z parlamentu struktury fasadowej i przepychane pod osłoną nocy ustawy) nie są niczym nowym, lecz są one charakterystyczne dla krajów strefy postsowieckiej (z wyłączeniem nowoczesnych państw bałtyckich), a w ostatnich latach – także Węgier i Turcji. O polskim fenomenie i powszechnym na Zachodzie podziwie do naszego kraju piszę jako uczestnik wielu parlamentarnych wysłuchań w krajach UE i USA; setek rozmów z politykami, aktywistami i mediami poza naszą granicą. Tak było jeszcze do niedawna. Bo dziś naszemu niedowierzaniu na rozwój sytuacji w Polsce towarzyszy nie mniejsze zdumienie i narastająca irytacja Zachodu. Polska nie jest w ruinie; w ruinie jest nasza reputacja.
Z całym szacunkiem dla wielu ukraińskich przyjaciół i ich reformatorskich wysiłków – obecnie mamy do czynienia z postępującą ukrainizacją polskiej polityki. A przecież nawet Ukraina, choć z ogromnym wysiłkiem, zmierza obecnie na Zachód i niczego nie pragnie bardziej niż pełnoprawnego członkostwa w UE i NATO. Natomiast idee fixe i etapem docelowym drogi, na której znajduje się Polska pod rządami PiS-u jest suwerenna demokracja w stylu Putina i Erdogana. Czy to jest kierunek do którego chcemy zmierzać? Czy pozwalając Dudzie i PiS-owi na zwycięstwo w wyborach w 2015 roku zmarnowaliśmy bodaj najlepsze 25-lecie naszej historii i przegraliśmy demokrację?
Nie! Ta walka dopiero się rozpoczyna. Rządy Kaczyńskiego nie będą trwały wiecznie, a im więcej błędów popełni i im bardziej rozhuśta nastroje społeczne, tym szybciej się one skończą. Nie oznacza to, że wystarczy biernie oczekiwać na rozwój wydarzeń; przeciwnie: musimy sprawić by władza odczuła konsekwencje swoich działań na własnej skórze. Musimy również sprawić, by ogół społeczeństwa nie mógł zignorować aktualnych wydarzeń i pozostać bierny. Same protesty i apele nie wystarczą, dlatego konieczne jest natychmiastowe powzięcie nadzwyczajnych i stanowczych działań opartych na idei obywatelskiego nieposłuszeństwa. Nikt nie chce Majdanu i rozlewu krwi w Polsce, ale eskalacja napięcia każe brać niemal każdy, dotąd niewyobrażalny scenariusz pod uwagę – i być na niego gotowym. Jednocześnie czerwona linia dla nas musi być bardzo wyraźna: to agresja, przemoc i krew. Czy dla rządu również? Tego nie wiemy; ale pewne jest, że jakiekolwiek użycie siły – jako czynnik eskalujący dalsze napięcie – nie będzie w ich interesie. Wątpliwa wydaje się być także ochota i lojalność struktur siłowych wobec władzy próbującej użyć przemocy wobec obywatelom. Pewne jest natomiast, że musimy za wszelką cenę utrzymać pokojowy charakter protestów.
Wzbraniając się przed porównaniami z Majdanem (na którym byliśmy wraz z grupą polskich parlamentarzystów obecni od samego początku), nie mogę – oddając wielki hołd pamięci ofiar Niebiańskiej Sotni – jednocześnie uciec od płynących z niego inspiracji. Pamiętajmy także, że ukraiński Majdan 2013/2014 składał się zasadniczo z dwóch faz, a jego faza pierwsza tzw. Euromajdan była oparta o pozytywne charakterystyczne i obywatelską kreatywność, która łączyła się w stanowczy i mocny, lecz w pełni pokojowy protest przeciwko rządowi.
Ale nie jest to inspiracji źródło jedyne. Mechanizmem zmuszającym do współpracy prezydenta i Kongres w USA jest tzw. government shutdown, kiedy brak ustawy budżetowej powoduje wymuszone wakacje pracowników rządowych tj. wstrzymanie funkcjonowania urzędów federalnych (poza krytycznymi dla bezpieczeństwa publicznego sferami). Co stoi na przeszkodzie byśmy my – społeczeństwo obywatelskie i suweren – wyłączyli rząd? I jak możemy do tego doprowadzić?
Proponowana lista działań jest próbą odpowiedzi na uporczywie powracające w ostatnich dniach pytanie: co robić? Jak walczyć? Przecież mają większość, przegłosują wszystko… Zawiera ona zarówno oczywiste i powtarzane (a także częściowo realizowane) od czasu do czasu koncepcje (będąc w tym sensie także pewną próbą ich logicznego układu i syntezy), jak również uzupełnia o – według mojej wiedzy – pomysły i instrumenty nowe. Wychodzę jednocześnie ze świadomego założenia, że sytuacja nadzwyczajna wymaga działań nadzwyczajnych i gotowości do poniesienia możliwych konsekwencji udziału w akcjach sprzeciwu. Przy w pełni otwartej przyłbicy. Niech nas zobaczą i policzą.
  1. Po pierwsze – mimo wszelkich różnic – konieczna jest ścisła współpraca i koordynacja szeroko rozumianych środowisk opozycyjnych i obywatelskich, którzy stworzą wspólną strukturę służącą podejmowaniu kluczowych decyzji i wyłonią spośród siebie oficjalną reprezentację. Na Majdanie taką platformą była po części Rada Majdanu i Sztab Sprzeciwu Narodowego. U nas może to być Front Demokratyczny, w ramach którego zostaną powołane odpowiednie, tematyczne zespoły zadaniowe odpowiedzialne za realizację działań w poniższych sferach. Ten postulat nie jest niczym nowym, ale zasadniczo warunkuje realizację pozostałych. Ludzie powinni wiedzieć, kto za co odpowiada, tymczasem codziennością na protestach są pytania kto jest organizatorem, czy do kogo uderzyć w danej sprawie. Pewną alternatywą może być realizacja poniższych działań w sposób spontaniczny i zdecentralizowany przez rozmaite organizacje i grupy obywatelskie, które będą się tą listą inspirować.
  2. Skuteczność wymaga zmobilizowania szerokich mas społecznych, a – zanim to nastąpi – wielu środowisk, których opór może sparaliżować funkcjonowanie państwa; wymaga to rozmów prowadzonych przez opozycję i czołowych działaczy społecznych z centralami związków zawodowych (w szczególności ZNP) i przedstawicielami biznesu (Polska Rada Biznesu, Business Centre Club, Konfederacja Lewiatan). Konsekwencje braku niezależnego sądownictwa uderzają we wszystkich. Nauczyciele mają swój dodatkowy, partykularny i pilny interes – walkę z antyreformą systemu edukacji (i w konsekwencji – utratą wielu miejsc pracy). Zgoda może nie być łatwa, a środowiska podzielone, ale braku próby porozumienia historia nam nie wybaczy.
  3. Strajk generalny nauczycieli, czy też – w przypadku formalnie nie mogących strajkować sędziów sądów powszechnych i administracyjnych – szeroko zakrojony protest w formie przerw w pracy i powstrzymania się od wykonywania czynności służbowych. Powinno to wywołać poważne i szerokie zaniepokojenie społeczne, którego władze nie będą mogły ignorować; to już nie będzie walka o sądy, to będzie walka o Polskę. Oczywiście postulowany protest sędziów wymaga głębszej analizy tak by nie narażać na niebezpieczeństwo ogółu społeczeństwa. Zasadne wydaje się jego szeroki, lecz jednak selektywny charakter; nadal konieczne będzie choćby podejmowanie decyzji o stosowaniu aresztu tymczasowego w celu izolowania jednostek niebezpiecznych). Co ze strajkiem studentów i nauczycieli akademickich?
  4. Warto rozważyć otwartą i zakrojoną szeroko akcję czasowego powstrzymania się od płacenia podatków i innych należności na rzecz skarbu państwa pod hasłem np. Nie płacę na PiS. Oczywiście można i należy to przemyśleć w szczegółach. Pamiętajmy, że chodzi o presję – zmuszenie rządu do opamiętania, bądź jego pokojowa zmiana.
  5. W żadnym wypadku Sąd Najwyższy nie może skapitulować przed przemocą prawną. Nawet w wypadku pozornego wejścia w życie niekonstytucyjnych ustaw powinny one zostać przezeń oficjalnie uznane – z uwagi na rażącą sprzeczność z Konstytucją i paraliż Trybunału Konstytucyjnego – jako pozbawione mocy prawnej i tym samym nieobowiązujące; spodziewane orzeczenia Sądu Najwyższego w sprawie Mariusza Kamińskiego i Julii Przyłębskiej muszą zapaść. Sędziowie nie mogą dobrowolnie oddać gmachu sądu partyjnym nominatom. Przed przemocą fizyczną może chronić sędziów Straż Miejska i sznur obywateli. Sądy powszechne muszą stosować konstytucję bezpośrednio. Sądy muszą być otoczone szczególną obywatelską opieką, wsparciem symbolicznym i – w razie potrzeby – materialnym, jak i nieustannie dyżurującymi manifestantami.
  6. Presja społeczna w postaci protestów i manifestacji musi być ciągła i wysoka. Miasteczka namiotowe, czy też głośne i częste protesty mogą powstać i być prowadzone nie tylko pod Sejmem i Pałacem Namiestnikowskim, ale również Kancelarią Premiera i siedzibą PiS-u na Nowogrodzkiej oraz domem Jarosława Kaczyńskiego. Być może te obiekty i instytucje uda się z czasem całkowicie zablokować paraliżując ich pracę? Na Majdanie udawało się nieraz skutecznie blokować (poprzez wykorzystanie barykad) kwartał rządowy w Kijowie.
  7. Troska o dobrą organizację, wizerunek i atrakcyjność miejsc protestu. Same protesty muszą zostać uatrakcyjnione i ożywione szerokim wsparciem artystów, jak i swoistą ofertą kulturalną (koncerty) i edukacyjną (wykłady i spotkania poświęcone historii parlamentaryzmu, konstytucji, rządom prawa etc.). Obywatelskie służby porządkowe (być może przy wsparciu – w wypadku zaangażowania samorządów – straży miejskich) winny dbać bezwzględnie o ich porządek i bezpieczeństwo, z czym powinien się też wiązać zakaz palenia i spożywania w ich obrębie alkoholu. Należy także sprawnie wypatrywać i unikać wszelkich prowokacji poprzez usuwanie jednostek agresywnych i niepoczytalnych. Istotne są sprawnie działające punkty pierwszej pomocy i usuwanie odpadów, jak również punkty szybkiego dostępu do internetu i toalety. Majdan był miejscem wyjątkowym także ze względu na panującą tam kulturę, atmosferę i – mimo wszystko – porządek (którego pilnowała ochotnicza Samoobrona). Był przez wiele dni miejscem bezpiecznym. Dla zwiększenia poziomu bezpieczeństwa istotna jest obecność (chronionych immunitetem) opozycyjnych parlamentarzystów, czy też ich dostępność w wypadku zaistnienia konieczności interwencji.
  8. Konieczne są konsekwencje personalne dla czołowych polityków i funkcjonariuszy PiS: ich celem jest społeczny ostracyzm. Metodami takimi jak protesty pod domami (nie pozwólmy spać Kaczyńskiemu kiedy niszczy Polskę!), czy wszechobecne ulotki, postery i billboardy obnażające ich hipokryzję i kompleksy; w tym z wykorzystaniem kompromitujących cytatów własnych (w tym Kaczyńskiego o zdradzieckich mordach i kanaliach) docierające codziennie do ich rodzin i sąsiadów. Być może przed domem Kaczyńskiego na Żoliborzu powinny zawisnąć wielkie plakaty ze słowami Lecha Kaczyńskiego o konieczności respektowania konstytucji i wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Większość PiS-u jest nieznaczna, a silna presja i dyskomfort w życiu codziennym odczuwany przez jego parlamentarzystów może spowodować ich pęknięcie i przejście na stronę obywateli. Niemal od początku Majdanu z Partii Regionów Janukowycza odchodzili pojedynczy deputowani, a ostateczna zmiana frontu wielu spośród nich przypieczętowała zwycięstwo rewolucji.
  9. Należy bezwględnie dbać o dobre relacje z policją i innymi siłami porządkowymi. Policjantom należy dziękować za ciężką pracę i ochronę, przypominać i akcentować pokojowy charakter protestów, oferować im wodę i ciepłe napoje, zwracając jednocześnie uwagę na nakaz lojalności wobec konstytucji i prawa oraz konieczności odmowy wykonywania poleceń służbowych sprzecznych z nimi. Nie mamy i nie chcemy konfliktu z policją. To nie jest ZOMO ani Berkut.
  10. Konieczna jest szeroka akcja edukacyjna. Przeszkoleni wolontariusze-aktywiści powinni znaleźć się na stacjach metra i na rogu każdej większej ulicy z zestawem odpowiednich petycji, informacji o nadchodzących protestach, ulotek i informatorów tłumaczących zachodzące zmiany, rozwiewających mity o rzekomej dekomunizacji sądownictwa; być może również z gadżetami ośmieszającymi sułtana Kaczoglu i Liliputina, jak i jego akolitów (w śmiechu i dowcipie jest siła!). Rozprowadzane muszą być egzemplarze konstytucji; organizowane powinny być spotkania informacyjne również w małych miejscowościach. Wykorzystane mogą i powinny być środki z budżetów partii politycznych. Bardzo ważne: media (w tym social media) muszą w sposób przystępny tłumaczyć obywatelom przyczyny protestów i spowodowanych nimi niedogodności. Na Majdanie realizacją tego nurtu myślenia było umieszczone na barykadzie hasło: змінюємо країну, перепрошуємо за незручності (Zmieniamy państwo, przepraszamy za niedogodności).
  11. Nie można zaniechać prób prowadzenia rozmów i pertraktacji z potencjalnie konstruktywną częścią obecnej elity rządzącej; w szczególności mogłaby się nią stać (choć nadzieje maleją) frakcja Gowina, ale mogą też wyłonić się pojedynczy posłowie i grupy przestraszone rozwojem sytuacji. Raz jeszcze: większość PiSu jest krucha, a Kukiz tak łatwo i tanio skóry Kaczyńskiemu nie sprzeda. A ich targi mogą kupić nam czas.
  12. Siłą Polski są samorządy. Szczególna rola przypaść powinna samorządowi m. st. Warszawy. Rada Miasta winna przyjąć uchwałę o niekonstytucyjności działań PiSu i zapewnieniu szerokiego wsparcia manifestującym. Służby miejskie powinny zabezpieczać miejsca protestów, wspierać nocujących w okolicy Sejmu (i ew. innych gmachów państwowych) w zapewnieniu odpowiedniego zaplecza higienicznego, wody i żywności itp. Miasta i gminy wspierające protest powinny rozważyć przyłączenie się do i charakter ewentualnych akcji strajkowych agend samorządowych. Jeśli szeroki protest społeczny może wyłączyć państwo, to czy miasto nie może wyłączyć Sejmu i Senatu, Ministerstwa Sprawiedliwości, Kancelarii Premiera i Prezydenta? Czy pod pretekstem remontu w siedzibie PiS-u nie może zgasnąć światło? Młodzież nazywa to dziś trollingiem, ale czy nie mamy do niego prawa w świetle ewidentnego bezprawia rządzących?
  13. Samorządy prawnicze mogą i powinny powołać specjalne zespoły zadaniowe wykorzystujące wszelkie możliwe instrumenty prawa cywilnego, karnego i administracyjnego w celu sabotowania bezprawnych poczynań rządu i wyciągania konsekwencji wobec osób odpowiedzialnych (w tym urzędników realizujących bezprawne, niekonstytucyjne polecenia swoich zwierzchników). Należy wesprzeć próbujących stosować obstrukcję parlamentarną posłów i senatorów chociażby w produkcji nieskończonej liczby poprawek. Wykorzystane muszą zostać również wszelkie instrumenty nacisku, które daje nam prawo międzynarodowe. Jeśli możemy pozywać polskie władze przed trybunały międzynarodowe – róbmy to na potęgę. Ewentualni szykanowani przez PiS powinni mieć zagwarantowaną bezpłatną pomoc prawną.
  14. Europa i świat. Konieczna jest ścisła współpraca z zagranicą (w tym organizacja misji obserwacyjnych do Polski, jak i wysłuchań nt. sytuacji w Polsce na forum Parlamentu Europejskiego, Rady Europy, ale również – parlamentów narodowych najistotniejszych oraz zainteresowanych nami państw). Polskę muszą odwiedzać (i być do tego zachęcani i wspierani organizacyjnie) parlamentarzyści krajów UE, amerykańscy kongresmeni, dziennikarze z całego świata. Prezes Kaczyński, premier Szydło, prezydent Duda, marszałkowie Sejmu i Senatu powinni zostać zasypani nie tylko stanowczymi pismami, ale i prośbami o pilne spotkania ze strony kluczowych polityków UE i ambasadorów najważniejszych państw. Podobnie na dywanik powinni być wzywani do lokalnych MSZ-ów i szefów rządów ambasadorowie Polski za granicą. To jest do zrobienia pod warunkiem sprawnej i rzetelnej komunikacji z nimi opartej na dobrze udokumentowanych raportach o rozwoju sytuacji w Polsce. Przedstawiciele ambasad i organizacji międzynarodowych muszą spotykać się z protestującymi. Sankcje międzynarodowe powinny być opcją w grze; być może udałoby się wykorzystać bądź stworzyć mechanizm sankcji personalnych wobec decydentów politycznych i urzędników łamiących prawo. Że Orban zawetuje? A co stoi na przeszkodzie by rozpocząć w ramach mechanizmu ochrony praworządności procedurę sankcyjną jednocześnie wobec Polski i Węgier, pozbawiając tym samym obydwa rządy prawa głosu? Oczywiście sankcje (a nawet sama ich groźba) zostaną wykorzystane przez rządzących jako argument o zdradzie i targowicy, a PiS-owskie media zaczną jeszcze bardziej zajadle atakować UE (ruch protestu musi być gotowy z odpowiednią kampanią informacyjną). Niemniej – Polacy bardziej niż Kaczyńskiego kochają unijne dopłaty, drogi i otwarte granice. Sankcje nie mają też ukarać ogółu Polaków, lecz – czasowo – pokrzyżować politykę i skomplikować wydatki rządu oraz uderzyć w poparcie dla niego. A ewentualne sankcje personalne uderzą tylko w polityków PiS.
  15. Internet i media społecznościowe: należy w pełni wykorzystać ich potencjał. To narzędzia, których znaczenie trudno dziś przecenić, ale zasadniczo chodzi o to samo: widoczność, także w językach obcych; docieranie do nieprzekonanych i pasywnych; zwalczanie szkodliwych mitów, fejków i propagandy mediów na usługach PiS; pozyskiwanie wsparcia, w tym finansowego w formie zbiórek, dyskredytowanie – kulturalne – funkcjonariuszy PiS-u. Musimy monitorować media społecznościowe i wykorzystywać narzędzia analityczne – tak skuteczne w ostatniej kampanii prezydenckiej w USA i brexitowej w Zjednoczonym Królestwie. Obecnie pozwalają one na inteligentne dotarcie z naszym przekazem do grup i jednostek szczególnie na niego wrażliwych oraz poszczególnych dyskusji toczących się w sieci.
  16. Środowiska zaangażowane, w szczególności biznes, samorządy, ale też ogół protestujących powinny składać się na specjalny fundusz obywatelski służący finansowaniu ww. działań. To kluczowe! Mając odpowiednie zasoby, możemy nieomal wszystko. Konieczne jest przy tym bezwzględne zapewnienie transparentności i uniknięcie nieprawidłowości, które podminowały reputację KOD-u.
Hasło ulica i zagranica nie jest wezwaniem do zdrady i zamachu stanu. Ma ona swój głęboki sens w realiach parlamentu zdominowanego przez antykonstytucyjną większość. Puczem w postaci parlamentarnego zamachu na sądownictwo są działania PiS-u. W moim głębokim przekonaniu legitymizują one powyższe spektrum działań. Jako obywatele mamy nie tylko prawo, ale i obowiązek aktywnie sprzeciwiać się bezprawiu i zamachowi na fundamenty naszego państwa. Szeroko zakrojona kampania jest możliwa! Wymaga ona jasnych i znanych wszystkim celów i strategii, zespołu zaangażowanych osób, podziału zadań i determinacji.
Ta walka dopiero się zaczyna. Nie wiemy ile potrwa, ale nie możemy ustąpić. Być może stanowczość podejmowanych działań zmusi PiS do odstąpienia; być może koniec kryzysu zostanie osiągnięty w wyniku negocjacji z rządem, czy grupą renegatów z PiS. Być może dojdzie do samorozwiązania Sejmu i przyspieszonych wyborów. Nie kwestionujemy prawa PiS-u do rządzenia. Kaczyński wygrał wybory i ma prawo uchwalać ustawy, ale demokratyczny mandat PiS-u nie daje mu władzy absolutnej. Może postrzegać to jako osławiony imposybilizm, ale na tym polega państwo prawa; bez tego nie byłoby nas w UE.
Niedawna sejmowa furia Jarosława Kaczyńskiego jest naszym sukcesem – nie tylko obnaża jego prawdziwą motywację, ale i podważa jego autorytet we własnym otoczeniu; impulsywne zachowania prowadzić go mogą do dalszej utraty kontroli nie tylko nad sobą, ale i własnymi współpracownikami, co z kolei oznacza wzrost prawdopodobieństwa popełnienia przez niego dalszych błędów. A pozbawiony silnego przywództwa Kaczyńskiego PiS podzieli się na kilka zwalczających się wzajemnie frakcji.
Motorem destrukcji Kaczyńskiego jest nienawiść; zaoferujmy mu nasze współczucie; pozwólmy żeby jego gniew na urojone krzywdy obrócił się przeciw niemu samemu. A nade wszystko – współpracujmy ze sobą działając systemowo i konsekwentnie. Bo szkoda Polski.
Bartosz Kramek, Przewodniczący Rady Fundacji Otwarty Dialog
——————
Fundacja Otwarty Dialog od 2010 r. jest apolityczną organizacją pozarządową, która zajmuje się obroną praw człowieka, rządów prawa i demokracji w krajach postsowieckich. W 2013 r. zainicjowała międzynarodową kampanię na rzecz reformy Interpolu, wykorzystywanego przez państwa niedemokratyczne do ścigania uchodźców politycznych. Na przełomie 2013/2014 r. Fundacja zorganizowała polską misję obserwacji i wsparcia obywatelskich protestów na Majdanie, a następnie organizowała pomoc humanitarną dla przesiedleńców i wsparcie dla żołnierzy przeciwstawiających się rosyjskiej agresji. W latach 2014-2016 prowadziła w Warszawie centrum pomocy obywatelom Ukrainy w Polsce “Ukraiński Świat”.

Wpis odbił się szerokim echem, zwolennicy i politycy PiS zarzucają działaczowi chęć obalenia rządu. Teraz okazuje się, że rząd PiS postanowił wyciągnąć konsekwencje wobec niepokornego aktywisty. Mariusz Kamiński – polityk PiS, który mógł zostać ministrem dlatego, że bezprawnie ułaskawił go przed prawomocnym wyrokiem prezydent Andrzej Duda – chce prześwietlić Fundację Otwarty Dialog, walczącą o wolne, nieupartyjnione sądy.

Tymczasem sam minister Kamiński ma teraz problem z wymiarem sprawiedliwości – gdy okaże się, że nieprzejęty przez PiS (dzięki wetu) Sąd Najwyższy orzeknie, że ułaskawienie przed prawomocnym wyrokiem nie obowiązuje, to polityk partii rządzącej może wrócić na ławę oskarżonych. Mariusza Kamińskiego chce ochronić przed Sądem Najwyższym nominowana przez PiS sędzia TK, mgr Julia Przyłębska.

Władza PiS robi wszystko, by członek partii nie został osądzony (skazany albo uniewinniony). Partia rządząca ignoruje orzeczenie Sądu Najwyższego ws. swojego członka – gdy pod koniec maja SN orzekł, że prezydent Andrzej Duda nie miał prawa ułaskawić działacza PiS przed prawomocnym wyrokiem, partia nazwała wyrok „tylko taką wykładnią na przyszłość”.

Za co stanął przed sądem Mariusz Kamiński?
W marcu 2015 r. Mariusz Kamiński został skazany za to, że jako szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego przekroczył uprawnienia przy tzw. aferze gruntowej (chodzi o jego działalność za pierwszego rządu PiS, 2005-2007). Stworzono fikcyjną sprawę odrolnienia ziemi za łapówkę, choć nie było sygnałów, że w resorcie rolnictwa ktoś jest skorumpowany i skłonny za pieniądze w czymś takim pomóc – tak to tłumaczyła prokuratura.

Wyrok zapadł surowy, wyższy niż domagali się śledczy – Kamiński został skazany na 3 lata więzienia i 10 lat zakazu zajmowania stanowisk publicznych. Tylko nieco niższe wyroki (2,5 roku więzienia oraz również 10 lat zakazu zajmowania stanowisk publicznych) usłyszeli były wiceszef CBA Maciej Wąsik oraz dwaj byli dyrektorzy z Biura. Nota bene – sędzia Wojciech Łączewski, który to orzeczenie wydał, został później zdegradowany.

naTemat.pl

TVP Info nie chce zdradzić, kto pisze mu paski. Watchdog Polska idzie do sądu

Maciej Orłowski, 27 lipca 2017

Paski TVP Info publikowane w trakcie protestów przeciw upolitycznieniu sądów wywołały falę oburzenia na ich stronniczość.

Paski TVP Info publikowane w trakcie protestów przeciw upolitycznieniu sądów wywołały falę oburzenia na ich stronniczość.

Sieć Obywatelska Watchdog Polska wystąpiła do TVP Info z wnioskiem o udostępnienie nazwisk pracowników, którzy zatwierdzają treści na pasku informacyjnym stacji. TVP Info odmówiło. Watchdog Polska zapowiada skargę w sądzie administracyjnym.

Paski w TVP Info, wyświetlane podczas protestów przeciw upolitycznieniu sądów przez rząd Prawa i Sprawiedliwości, były wyśmiewane i krytykowane z powodu swojej skrajnej stronniczości. „Przyjaciele Sorosa radzą, jak obalić polskie rządy”, „Agresja i chamstwo – tyle zapamiętamy z dzisiejszej manifestacji pod Sejmem”, „Szokujące zapowiedzi opozycyjnych bojówkarzy”, „M. Gersdorf podważa mandat demokratycznie wybranej władzy” – mogli przeczytać widzowie TVP Info.

Wolne media w Polsce. Jak obstawiacie, @tvp_info dostało paski rano z Nowogrodzkiej czy pisał je prezes Kurski w gabinecie?

Czy na @tvp_info były już paski „Prezydent RP przeciwny reformie SN, która ma wyeliminować korupcję i nadużycia”?

Teraz Sieć Obywatelska Watchdog Polska chce poznać nazwiska osób, które odpowiadały za treści na pasku informacyjnym TVP Info.

Watchdog Polska to polska organizacja pozarządowa, która walczy o prawo obywateli do informacji publicznej. „Pilnujemy, żeby ludzie wiedzieli, co robi władza. Uczymy mieszkańców, że mogą pytać urzędy o to, dlaczego zlikwidowano szkołę, ile wydano na festyn czy gdzie planowana jest budowa wiatraków” – piszą o sobie na oficjalnej stronie internetowej Sieci Obywatelskiej jej aktywiści.

W mailu od rzecznika TVP Watchdog Polska zażądała imion i nazwisk osób, które zatwierdzały i publikowały treści na pasku informacyjnym na kanale TVP Info w okresie od 10 do 25 lipca 2017 r. „Ostatnimi czasy nie jest nam do śmiechu, ale czytając paski na tvp.info sami już nie wiemy, czy śmiać się czy płakać. Tak zupełnie na poważnie, to chcemy wiedzieć kto zarządza i publikuje na nich treści, dlatego wysłaliśmy dziś wniosek do TVP” – tłumaczą na swoim oficjalnym profilu na Facebooku.

„Jawność ma wpływ na to, co uważane jest za dozwolone”

Wniosek Watchdog Polska wywołał na Facebooku prawdziwą lawinę dyskusji. „Przez część dyskutujących pytanie zostało nazwane infantylnym, stronniczym, wywołującym sprawę bez faktycznej potrzeby, przez innych zostało docenione jako podnoszące ważną kwestię dotyczącą tego, co dzieje się w TVP” – czytamy na stronie Sieci Obywatelskiej w oświadczeniu wiceprezeski i dyrektorki programowej Watchdog Polska Katarzyny Batko-Tołuć.

Batko-Tołuć pisze, że organizacja zazwyczaj nie tłumaczy, po co zadaje pytania, aby „nie stwarzać okazji do osłabiania kontroli” sprawowanej nad sferą publiczną. „Wszystkie tłumaczenia angażują czas i odwracają uwagę od przedmiotu” – wyjaśnia.

„Tym razem jednak poczuliśmy, że dotknęliśmy sprawy, która boli ludzi znacznie bardziej, niż nam się wydawało. Głosy z różnych stron sceny politycznej mówią o tekstach na paskach ‚urągających inteligencji’, o powinnościach telewizji publicznej vs powinnościach telewizji prywatnych, o tym, na ile, płacąc za telewizję publiczną, mamy prawo oczekiwać od niej czegoś szczególnego, czy jak to się dzieje, że TVP przoduje w  sztucznie wywołanej kampanii przeciw organizacjom społecznym” – czytamy.

„Już choćby po to warto było takie pytanie zadać. W naszej ocenie ujawnianie informacji o tym, kto i o czym decyduje w TVP, może mieć na dłuższą metę dużo lepszy skutek niż krytykowanie indywidualnych przekroczeń etyki dziennikarskiej. Oczywiście nie zapewni to niezależności mediów publicznych, gdyż ta wynika z wpływów przy podejmowaniu kluczowych decyzji. Ale jawność ma wpływ na to, co uważane jest za dozwolone. Indywidualna odpowiedzialność osób, które o czymś decydują, wpływa na to jakie decyzje podejmą. Nawet jeśli jest to odpowiedzialność ponoszona wyłącznie przed opinią publiczną” – pisze Batko-Tołuć.

„Pojawiły się też uwagi, że tego, o co wnioskujemy, nie da się dowiedzieć. Z jednej strony dlatego, że nie rozumiemy, jak działa telewizja. Właśnie po raz kolejny próbujemy się tego dowiedzieć i jako obywatele mamy do tego prawo. To już nasze drugie podejście, kilka lat temu pytaliśmy o procedury i wtedy odpowiedzi były zbyt enigmatyczne, by nam dać jakąś rzeczywistą wiedzę. Dlatego wiemy, że lepiej pytać o konkret” – głosi treść oświadczenia.

TVP milczy, Watchdog Polska idzie do sądu

TVP odmówiło udostępnienia informacji na temat autorów pasków. Zdaniem stacji ”jako pracodawca zobligowana jest do ochrony danych osobowych swoich pracowników oraz współpracowników, ewentualne upublicznienie tych danych byłoby niezgodne z przepisami prawa”.

Według Watchdog Polska TVP odpowiedziało nieprawidłowo, ponieważ nie podało podstawy prawnej. Także tłumaczenia o ochronie danych osobowych są zdaniem organizacji fałszywe. „Kilka lat temu jeden z naszych aktywistów starał się w Polskim Radiu o wykaz wszystkich nazwisk osób przypisanych do stanowisk ich służbowych telefonów i maili. I te dane otrzymał, choć musiał wnioskować o ponowne rozpatrzenie spraw” – piszą aktywiści. Jak powiedziała portalowi Presserwis Katarzyna Batko-Tołuć, złożona zostanie skarga na bezczynność do sądu administracyjnego.

„Na marginesie można dodać, że jest to nawet zabawna odpowiedź, wskazująca na to, że TVP jako pracodawca musi chronić dane osobowe pracowników i współpracowników. Zastanawiamy się, skąd opinia publiczna zna nazwiska prezenterów TVP. Macie pomysły?” – kończy swoje oświadczenie wiceprezeska organizacji.

Tłuste pulpety propagandy i ciepła wódka – w „Temacie dnia” Robert Makłowicz o tym, jak smakuje TVP

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21596686,video.html

wyborcza.pl

Policja odpowiada na publikację „Wyborczej”: Chodziło o zabezpieczenie manifestacji

Michał Wilgocki, 27 lipca 2017

Minister spraw wewnętrznych w rządzie PiS Mariusz Błaszczak podczas konferencji prasowej. Warszawa, 12 maja 2017

Minister spraw wewnętrznych w rządzie PiS Mariusz Błaszczak podczas konferencji prasowej. Warszawa, 12 maja 2017 (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Policja wyjaśnia, że 21 lipca przed Sejmem tylko zabezpieczała manifestację. Nowoczesna zapowiada wniosek do prokuratury.

W dzisiejszym tekście „Policja inwigiluje Obywateli RP i posła Ryszarda Petru” ujawniliśmy, że podczas manifestacji 21 lipca przed Sejmem policyjni tajniacy chodzili za organizatorami demonstracji, a także liderem Nowoczesnej. Policja odpowiedziała na naszą publikację.

Tłumaczy się tak: „Realizowane przez policjantów czynności ukierunkowane były bowiem na zapewnienie bezpieczeństwa tych osób. Podobnie jak wszystkich manifestujących, okolicznych przechodniów i mieszkańców Warszawy. Bez względu na sympatie polityczne lub przynależność partyjną”.

Jarosław Kurski: Teraz już żaden obywatel nie może być pewny, czy nielegalnie nie chodzi za nim szpicel

Policja uważa, że funkcjonariusze „dokładali wszelkich możliwych starań, aby osoby uczestniczące w zgromadzeniach mogły w poczuciu bezpieczeństwa wyrażać swoje poglądy, aby bezpiecznie czuły się osoby postronne, a także parlamentarzyści, którzy często poruszali się w tym rejonie pieszo”.

Politycy PiS o inwigilacji Ryszarda Petru : „To była ochrona”. Przed kim? Tu zaczyna się problem

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,22156782,video.html

Policja: Obywatele RP zapowiadali łamanie prawa

„Nie powinno więc dziwić, że szczególną uwagę zwracano na osoby, które poprzez swoje zaangażowanie w bieżące wydarzenia i głoszone poglądy mogły spotkać się zarówno z pozytywnymi, jak i negatywnymi reakcjami innych ludzi. O ile te pierwsze nie stanowią żadnego zagrożenia, o tyle drugie, zwłaszcza podczas bezpośrednich kontaktów, nawet w odniesieniu do przypadkowo napotkanych osób, mogłyby łatwo przerodzić się w kłótnię i słowny konflikt, a nawet agresję fizyczną. I właśnie zapobieżenie takim sytuacjom było powodem działania funkcjonariuszy, którzy nie wzbudzając zbędnej sensacji, zapewniali bezpieczeństwo” – czytamy w policyjnym oświadczeniu.

Policja wyjaśnia również, że śledzenie Obywateli RP związane było z zapowiedziami „naruszania porządku prawnego”.

„Obserwacja osób, które świadomie oświadczają, że będą łamać prawo, jest standardowym działaniem policji. W każdym, co istotne, demokratycznym kraju” – tłumaczy się policja.

W oświadczeniu zaznaczono jednak, że choć „wstępne czynności nie wskazują, aby naruszono obowiązujące przepisy”, to komendant główny policji „polecił dodatkowo zbadanie sprawy przez powołany zespół kontrolny”.

Nowoczesna: Państwo policyjne

Nowoczesna zapowiedziała złożenie zawiadomienia do prokuratury w sprawie działań policji. Jej posłowie – Adam Szłapka i Michał Jaros – na konferencji prasowej powiedzieli, że Jarosław Kaczyński i Mariusz Błaszczak budują państwo policyjne.

– Czy Ryszard Petru jest podejrzany o popełnienie przestępstwa? Czy to jedyny polityk Nowoczesnej, który jest inwigilowany? Czy są założone podsłuchy? Czy inwigilowani są dziennikarze, sędziowie? To jest sytuacja absolutnie niedopuszczalna. Mamy do czynienia z państwem policyjnym. Mamy do czynienia z Błaszczakgate – mówił Szłapka.

Andrzej Melak z PiS uważa, że wszystko odbyło się prawidłowo: – Policja ma swoje procedury i działa zgodnie z prawem. Petru wielokrotnie łamał prawo, nawołując do obalenia rządu PiS oraz tego, by policja nie wykonywała rozkazów.

„Wczoraj Petru, dziś być może sędziowie i dziennikarze, jutro każdy, kto stanie na drodze władzy”. Posłowie Nowoczesnej komentują inwigilację przez policję

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,22156280,video.html

Platforma domaga się wyjaśnień

Posłowie Platformy Obywatelskiej wysłali z kolei pismo do komendanta głównego policji Jarosława Szymczyka.

„Podczas demonstracji 20 lipca przy szlabanie przy Sejmie byliśmy nagrywani kamerą przez policję (Cezary Tomczyk, Agnieszka Pomaska i Sławomir Nitras). Uznaliśmy wtedy, że może to być związane ze standardową pracą policji w związku z ochroną wydarzenia. Dzisiejsze wydanie „Gazety Wyborczej” publikuje jednak nagrania dowodzące, że policja śledzi opozycję (…) Sprawa jest wyjątkowo bulwersująca, wykorzystywanie policji do śledzenia opozycji jest rażącym przekroczeniem uprawnień funkcjonariuszy” – czytamy w piśmie opublikowanym przez PO.

Domagają się oni odpowiedzi na kilka pytań: na jakiej podstawie prawnej i z jakiego powodu opozycja jest inwigilowana, kto wydał rozkaz, a także dlaczego policja nagrywa posłów przed Sejmem.

Wraz z @pomaska składamy interwencje do Komendanta Głównego Policji w sprawie inwigilacji opozycji. Żądamy reakcji @PolskaPolicja

wyborcza.pl

PiS wg Olbrychskiego jest totalnym złem, bolszewią

Andrzej Duda byłby skończony jako człowiek i jako prezydent, gdyby nie zareagował na te masowe protesty i przypuszczam wpływ swojej najbliższej rodziny. Ale ponieważ ja żadnemu z polityków PiS-u nie wierzę, czaję się i patrzę, co będzie dalej – mówi na portalu gazeta.pl Daniel Olbrychski.

Zagraża nam zło totalne, czyli bolszewia skrzyżowana z pseudokatolicyzmem wyznawców Rydzyka. Czegoś takiego historia Polski nie znała. Owszem, mieliśmy bolszewię narzuconą przez Moskwę, w której niektórzy ludzie się dobrze czuli i która zakończyła się bez wystrzału. Znaliśmy katolicyzm, który przynosił Polsce wiele dobrego. Kościół pięknie się zachowywał w krytycznych momentach historii naszego kraju. Ale przyszła rozgłośnia toruńska, która nie tylko rozbiła Kościół, ale i rozbiła Polaków. Przecież stawała na głowie, podobnie jak najbardziej szowinistyczne gazetki rosyjskie, żebyśmy nie wstąpili do NATO i do Unii Europejskiej – zauważa Olbrychski.

Moskwa nie potrzebuje mieć u nas agentów. Ma ich w łonie polskiego Kościoła. Krzyżówka skrajnego bolszewizmu, który nam proponuje Jarosław Kaczyński ze spółką Macierewicz, Ziobro i Szydło, oraz pseudokatolicyzm to coś przerażającego po ćwierćwieczu najwspanialszego rozkwitu naszego kraju od czasów Kazimierza Wielkiego – podkreśla wybitny aktor.

CZWARTEK, 27 LIPCA 2017

11:02

 

Prokuratura potwierdza przesłuchanie Tuska 3 sierpnia w jednym z tzw. śledztw okołosmoleńskich

– W związku z informacjami mediów Zespół Śledczy Nr I Prokuratury Krajowej potwierdza, że w dniu 3 sierpnia 2017 roku planowane jest przesłuchanie byłego Prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska w charakterze świadka w jednym z tzw. śledztw okołosmoleńskich. Termin przesłuchania został wcześniej uzgodniony z pełnomocnikiem Donalda Tuska – adwokatem Romanem Giertychem – poinformowała Prokuratura Krajowa w komunikacie.

Jak tłumaczy PK:

„Przesłuchanie świadka bezpośrednio w siedzibie prokuratury jest regułą postępowań. Ta zasada jest praktykowana bez względu na to, jaką świadek pełnił bądź pełni publiczną funkcję. Wynika m.in. z konieczności bezpośredniego okazywania świadkom pozyskanych w toku śledztwa dokumentów.

Postępowanie, w ramach którego zeznania składa Donald Tusk, dotyczy niedopełnienia w kwietniu 2010 roku obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych, w tym ówczesnych prokuratorów Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Ma ono polegać na tym, że nie uczestniczyli na terenie Federacji Rosyjskiej w sekcjach 95 ofiar katastrofy smoleńskiej ani nie wnioskowali o ich dopuszczenie do tych sekcji. Nie nakazali również przeprowadzenia sekcji bezpośrednio po przewiezieniu ciał ofiar do Polski.

W związku z prowadzonym postępowaniem konieczne jest więc przesłuchanie szeregu świadków mających wiedzę na ten temat, w tym Donalda Tuska. Przesłuchania są prowadzone zgodnie z przyjętym przez Zespól Śledczy Nr I planem śledztwa”

09:04

 

Grabiec: Mamy do czynienia z nękaniem Tuska przez aparat państwa

– Mamy do czynienia niewątpliwie z nękaniem Donalda Tuska przez aparat państwa podporządkowany PiS-owi. Można by mówić jak dotychczas, że ma to właściwie charakter głównie nękania, gdyby nie ostatnia słynna wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego w Sejmie o zdradzieckich mordach i mordercach jego brata, a potem ta dopowiedź, która padła do posła Zembaczyńskiego ze wskazaniem na posłów PO: oni wszyscy będą siedzieć. Ta wypowiedź, która padła w momencie takiego wzmożenia emocjonalnego prezesa, odsłoniła w pewnym sensie być może scenariusz działań PiS-u i politykę PiS-u najbliższych miesięcy i lat. Może tak jest rzeczywisty cel nie tylko przejęcia policji i prokuratury przez polityków PiS-u, ale również podporządkowania wymiaru sprawiedliwości politykom PiS-u – mówił Jan Grabiec w „Politycznym Graffiti” Polsat News, komentując wezwanie przewodniczącego RE do prokuratury.

Jak dodał rzecznik PO, jego zdaniem Tusk stawi się na przesłuchanie, choć nie wie, czy termin 3 sierpnia został z nim uzgodniony.

08:52

 

Łapiński odpowiada Ziobrze: Dziękuję, to dobra i cenna uwaga. W tej kwestii będę brał przykład z pana ministra

– Dziękuję [ministrowi Ziobrze], to bardzo dobra i cenna uwaga. W tej kwestii będę brał przykład z pana ministra. Natomiast co do moich wczorajszych wypowiedzi. My przez 2 dni nie odnosiliśmy się do żadnych zaczepek czy głosów krytycznych wobec prezydenta, bo rozumiemy, że część polityków i osób może mieć inne zdanie i je wyrażać. Natomiast oczekuję i myślę, że także Polacy oczekują, a szczególnie nasi wyborcy, że każdy minister, poseł Zjednoczonej Prawicy będzie szanował urząd prezydenta. Czyli w swoich wypowiedziach, nawet jeżeli nie będzie się zgadzał z prezydentem, to wypowiedzi będzie tak formułował, żeby one były jednak w poszanowaniu dla głowy państwa. Jeśli narzekamy często, że strona lewicowo-liberalna atakuje prezydenta w niewybredny sposób, nie okazuje szacunku, to tym bardziej my powinniśmy okazywać szacunek głowie państwa, żeby potem nie było tak, że czytam na Twitterze czy w internecie: zobaczcie, jak narzekaliście, że lewica atakuje prezydenta, a zobaczcie, jak się zachowują niektórzy przedstawiciele prawicy – mówił Krzysztof Łapiński w „Sygnałach dnia” PR1.

08:43

 

Łapiński: Cieszę się, że decyzja prezydenta spotyka się z uznaniem znaczących osób także na prawicy

– Cieszę się, żę ta decyzja prezydenta spotyka się z uznaniem znaczących osób także na prawicy. Dzisiaj jest wywiad w „Super Expressie” z premierem Olszewskim, który mówi, że prezydent nie miał innego wyjścia, musiał akurat te ustawy zawetować, bo one pod kątem prawnym budziły duże kontrowersje – mówił Krzysztof Łapiński w „Sygnałach dnia” PR1.

08:40

 

Łapiński: Będziemy obserwować, jakie zmiany do projektów zostaną wprowadzone przez Sejm

– Na końcu można sobie wyobrazić taką sytuację hipotetycznie – jeśli pan mówi, że tak będzie – że na końcu prezydent może powiedzieć: przepraszam bardzo, to jest wbrew moim intencjom, oczekiwaniom, to zupełnie wykośla czy wypacza mój projekt. Jednak wierzę, że jeżeli prezydent złoży swój projekt, to on będzie dobrze przygotowany, przedyskutowany, że już potem posłowie nie będą musieli go w żaden sposób wypaczać w jedną czy drugą stroną i też uszanują wolę prezydenta, aczkolwiek jest bytem suwerennym od prezydenta i formalnie posłowie mogą wnosić te poprawki. Myślę, że opinia publiczna będzie śledzić jakie ewentualnie są zmiany i my też będziemy śledzić, jakie zmiany są wprowadzane, czy to są drobne korekty, czy takie, które mają na celu, żeby na końcu wyszedł inny projekt – mówił Krzysztof Łapiński w „Sygnałach dnia” PR1.

08:32

 

Łapiński: Nie chcemy popełnić pewnych błędów, które popełniono w ostatnich tygodniach

– To generalnie będą przygotowywali [projekty dot. sądownictwa] prawnicy pracujący w Kancelarii Prezydenta, czyli najbliższe zaplecze prezydenta pod kierunkiem zapewne jednego z ministrów, a pewnie na jakimś etapie prac zostaną do nich włączeni czy poproszeni o opinie różne środowiska, ale wszystkie te decyzje przed nami. Chcę podkreślić, że to będzie projekt prezydencki, więc to prezydent nada jemu pewne kierunki, wskaże co chce, żeby było w tym projekcie. Chcemy, żeby potem była jakaś szersza dyskusja na ten temat, żeby nie było, że ktoś jest zaskoczony, że posłowie mówią, że nie widzieli projektu, że w ostatniej chwili. Nie chcemy popełnić pewnych błędów, które popełniono w ostatnich tygodniach. Prezydent wyznaczył termin 2 miesięcy, czyli na wszystko będzie czas – mówił Krzysztof Łapiński w „Sygnałach dnia” PR1.

300polityka.pl

CZWARTEK, 27 LIPCA 2017

STAN GRY: GW: Policja inwigilowała Petru, Jan Olszewski: Zgorszenie retoryką PiS przeciw PAD, Wołodźko w GPC: PiS gasił protest benzyną

 


— 300LIVE:
Łapiński: Cieszę się, że decyzja prezydenta spotyka się z uznaniem znaczących osób także na prawicy
Łapiński: Będziemy obserwować, jakie zmiany do projektów zostaną wprowadzone przez Sejm
Łapiński: 2 miesiące to jest może nawet następny tydzień niż pierwsze posiedzenie Sejmu po wakacjach
Łapiński: Nie chcemy popełnić pewnych błędów, które popełniono w ostatnich tygodniach

Polityczny plan czwartku: decyzja KW ws. Chmielnej 70, konferencja Adamczyka i Szefernakera
http://300polityka.pl/live/2017/07/27/

— POLICJA INWIGILUJE OBYWATELI RP I POSŁA NA SEJM – jedynka GW: “– Pytanie moje, pan Petru wyszedł z restauracji Wiejska 13. Teraz jest kwestia, czy go pilnujemy dalej? Idzie w stronę pl. Trzech Krzyży. Czy odpuszczamy?

– Słuchaj, pilnujemy go. I tam jak tutaj – jak Kinasiewicz wejdzie do auta swojego, wiesz, to też krótko pojedziemy za nim.

– Tak, przyjąłem.

Tajniak idzie za posłem Petru. Przekazuje meldunki i prosi o instrukcje:

– Słuchaj, pan Petru wszedł w Nowy Świat.

Po kilku minutach:

– No, posłuchaj: pan Petru, Nowy Świat 27. To jest chyba siedziba Nowoczesnej. Wszedł do środka. Słuchaj, załogę mogę puścić już pod Sejm?

– Tak, oczywiście. Dziękuję.

Rozmawiają policjanci śledzący Kinasiewicza i Jakrzewskiego:

– Pan Kinasiewicz i Bajkowski [Maciej, działacz Obywateli Solidarnych w Akcji], Wiejska 12a. To jest księgarnia Czytelnik.

I dalej:

– Poszli do księgarni o nazwie Czytelnik, Wiejska 12a. Tam złączyli dwa stoły. Zjedli i ok. 12 osób siedzi przy tych stołach i obradują coś. Pan Jakrzewski przed chwilą dotarł tutaj do Obywateli RP, ale właśnie się oddalił. Musiałbym ustalić z Grubym, w którym kierunku poszedł.

– W kierunku pl. Trzech Krzyży idzie, podpowiem.

– Dawaj ogon za nim, jak możesz”.
http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,22155049,policja-inwigiluje-obywateli-rp-i-posla-na-sejm-mamy-nagranie.html

— POLSKA SIĘ ZMIENIA W PAŃSTWO POLICYJNE – Jarosław Kurski w GW: “Teraz już żaden obywatel RP – nie tylko członek owego stowarzyszenia, po prostu obywatel czy obywatelka – nie może być pewny, czy nielegalnie nie chodzi za nim szpicel. Wszak sądy muszą uwzględniać w orzekaniu dowody z tzw. zatrutego drzewa, czyli zdobyte właśnie nielegalnie. A na podstawie podpisanej przez prezydenta ustawy o sądach powszechnych potężną władzę nad sądami uzyskał teraz Zbigniew Ziobro, prokurator generalny i minister sprawiedliwości. Może mianować posłusznych sobie prezesów i wiceprezesów, a odpowiednie sprawy trafiać będą w ręce odpowiednich składów sędziowskich”. http://wyborcza.pl/7,75968,22155030,gdy-tajniacy-tropia-demonstrantow-i-opozycje-polska-zmienia.html

— JAN OLSZEWSKI – NIE ZDZIWIŁA MNIE DECYZJA PREZYDENTA – mówi były premier w rozmowie z SE: “Przyznam, że decyzja prezydenta specjalnie mnie nie zdziwiła. Obserwując dyskusję nad tymi ustawami, można się było zorientować, że są w nich błędy o charakterze czysto prawnym. Dla prawnika, ale też kogokolwiek znającego prawo, byłoby to trudne do podpisania. A prezydent jest przecież doktorem prawa. Wystarczy wspomnieć, że w jednym miejscu jest mowa o trzech, a w innym o pięciu sędziach kandydatach do Sądu Najwyższego. To niemal szkolny błąd!”.

— JAN OLSZEWSKI O BUBLU PRAWNYM – mówi SE: “- Oczywiście. Nie wspomnę też już o zapisach bardziej skomplikowanych, które też mogły budzić wątpliwości. Nie chcę używać zbyt mocnych słów. Mieliśmy tu jednak do czynienia z bublem prawnym. Weta prezydenta nie mogą więc być zaskoczeniem”.

— JAN OLSZEWSKI O ZŁEJ RETORYCE, KTÓRA UDZIELIŁA SIĘ PIS: “Przyjęła się u nas retoryka, na którą patrzę ze zgorszeniem. Niestety, stronie PiS-owskiej udzieliła się ona od totalnej opozycji”.

— JAN OLSZEWSKI O NONSZALANCJI LEGISLACYJNEJ: “Bardzo złe praktyki, które zostały wprowadzone do życia publicznego i parlamentu w ostatnich dwudziestu kilku latach, a nasiliły się w ciągu ośmiu lat rządów Platformy Obywatelskiej i PSL, zostały przejęte przez PiS. Takie przepychanie ustaw w ekspresowym tempie, kolanem, znamy z poprzedniej kadencji. Szkoda, że PiS praktyk tych nie zmienił. W przyszłości będzie to bardzo trudne. Widzimy przecież, jak wygląda zachowanie tej tzw. totalnej opozycji, przede wszystkim Platformy i Nowoczesnej”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/prezydent-nie-mog-podpisac-tego-bubla_1010513.html

— POLACY WĄTPIĄ W RECEPTY PIS – tytuł w DGP o sondażu: 40% uważa, że ustawy naruszały zasadę trójpodziałuhttp://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/555012,sondaz-ustawy-sady-poparcie-wyborcy-pis.html

— PIS CHCE ZNISZCZYĆ PREZYDENTA – jedynka SE: “Dwa weta prezydenta rozwścieczyły polityków PiS. Na Andrzeja Dudę (45 l.) spadła lawina krytyki z obozu, który go wylansował na stanowisko najważniejszego polityka w państwie. W PiS mówią wprost: prezes Jarosław Kaczyński (68 l.) takiej niesubordynacji nie wybaczy! A każda wypowiedź polityka obozu rządowego to ewidentna krytyka Dudy!”. http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/pis-niszczy-prezydenta_1010497.html

— TEKST DNIA: KRZYSZTOF WOŁODŹKO AUTOR GAZETY POLSKIEJ CODZIENNIE DO REDAKCJI TVP INFO: “Gdy to wszystko już się działo, TVP Info podawało możliwie najbardziej sztampowy i wygłaszany z namaszczeniem antydemonstracyjny przekaz (szanowna redakcjo TVP Info, on w znacznej mierze świetnie się nadaje już tylko na prześmiewcze memy), a politycy gasili pożar benzyną, opowiadając o spacerowiczach na Krakowskim Przedmieściu”.

 NA ŻELAZNYM ELEKTORACIE ŚWIAT SIĘ NIE KOŃCZY – Wołodźko w GPC do PiS: “Będziemy walczyli w instytucjach, będziemy walczyli na ulicach, będziemy walczyli za granicą – nigdy się nie poddamy. Parafraza słów Winstona Churchilla dobrze oddaje atmosferę ostatnich dni w Polsce. Ale także strona prorządowa powinna lepiej uchwycić jej znaczenie, żeby przekonywać nieprzekonanych. Na żelaznym elektoracie świat się nie kończy”.

— PIS ZAMIAST TROPIĆ OBCE WPŁYWY… – DALEJ WOŁODŹKO W GPC: “Zwolennicy Prawa i Sprawiedliwości zamiast tropić obce wpływy powinni zrozumieć, że w demokratycznym państwie, w którym nikt do nikogo nie strzela, ludzi najbardziej zachęcają do wyjścia na ulicę sprzyjające, na poły zabawowe warunki. I choć władza nikogo nie pałowała, a policjanci życzliwym okiem patrzyli na rozbawione tłumy, przyciężkie reakcje pro-PiSowskich mediów i atmosfera piknikowej martyrologii po stronie protestujących znakomicie się napędzały – w tym wypadku działając na korzyść zjednoczonej opozycji”.

— NIECH PIS SIĘ SKUPI NA REFORMIE FINANSÓW, LIBERAŁOWIE NIE WYGRAJĄ Z DOBRĄ POLITYKĄ SPOŁECZNĄ – konkluzja Wołodźki: “Prawo i Sprawiedliwość jest w znacznie trudniejszej sytuacji – tym bardziej powinno skupić się na reformach finansów państwa i wzmacnianiu pozytywnego przekazu i działań na rzecz ekonomicznie upośledzonych w III RP grup społecznych. Zdecydowanie ani starzy, ani młodzi liberałowie nie wygra- ją z dobrą polityką społeczną”.
http://gpcodziennie.pl/66673-krajobrazpobitwie.html

 EWA STANKIEWICZ – TO WYGLĄDA NA PRETEKST – mówi SE: “Przecież to już dwa lata, od kiedy rządzi PiS! I oskarżenia o to, że reforma była realizowania w pośpiechu, są taką samą argumentacją, jaką obserwowaliśmy przy problemie dekomunizacji – zgadzano się, że jest ona potrzebna, ale każdy miał zastrzeżenia do sposobu i tempa jej przeprowadzenia. To wygląda na pretekst”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/to-wyglada-na-pretekst_1010512.html

— TARGALSKI: CO MNIE OBCHODZI ZOFIA ROMASZEWSKA? – jak mówi SE Jerzy Targalski: “- Nie przekonują pana słowa Zofii Romaszewskiej? W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” mówiła, że ustawa o tak dużym znaczeniu nie może być pisana na kolanie.

– A co mnie obchodzi Zofia Romaszewska?

– Prezydent, uzasadniając swoją decyzję, powołał się na jej autorytet.

– To tylko dowodzi jego tchórzostwa”.
http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/co-mnie-obchodzi-zofia-romaszewska_1010511.html

— PREZYDENT ROZWAŻA ZNACZNE POSZERZENIE KOMPETENCJI SN – RMF: “Prezydencki projekt ustawy o Sądzie Najwyższym może zawierać rozwiązania, których nie było nawet w zawetowanej ustawie. Andrzej Duda rozważa znaczące poszerzenie kompetencji Sądu Najwyższego – dowiedzieliśmy się od ministra Pawła Muchy z kancelarii prezydenta”. http://www.rmf24.pl/raporty/raport-batalia-o-sady/fakty/news-prezydent-rozwaza-znaczace-poszerzenie-kompetencji-sadu-najw,nId,2421802

— MAM WRAŻENIE, ŻE ZMIANY NIE BĘDĄ TAK GŁĘBOKIE JAK ZAPLANOWALIŚMY I TO TRZEBA POWIEDZIEĆ – Stanisław Karczewski w rozmowie z GPC: “Teraz sytuacja się zmieniła, ale nie rezygnujemy z reformy. Mam jednak wrażenie, że te zmiany nie będą tak głębokie, jak zaplanowaliśmy, i to trzeba powiedzieć”.

— DUDA BYŁBY DZIŚ MOIM KANDYDATEM ALE ZA 3 LATA NIE WIEM – dalej Karczewski w DGP: “Gdyby wybory były dziś, byłby moim kandydatem. Co będzie za trzy lata – nie wiem. Trudno wróżyć, bo sytuacja polityczna jest dynamiczna. Mam nadzieję, że naszym kandydatem będzie Andrzej Duda”.
http://gpcodziennie.pl/66692-roznicazdannierozbijeobozuzjednoczonejprawicy.html

— PREZES ZRZUCA WINĘ NA ZIOBRĘ – Magdalena Rubaj w Fakcie: “Beata Szydło (54 l.) potrzebuje ministra sprawiedliwości do wewnętrznej walki z wicepremierem Mateuszem Morawieckim (49 l.), który zagraża jej pozycji. Sytuacja jego zastępców wygląda mniej kolorowo. O ile wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki (32 l.) jako szef komisji weryfikacyjnej może spać w miarę spokojnie, to już inni firmujący projekt wiceministrowie takiego komfortu nie mają. Radykalne zmiany w sądownictwie były przecież największym marzeniem prezesa”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/jaroslaw-kaczynski-obwinia-zbigniewa-ziobro-za-weto/w9q7slz

— DRWINY, GROŹBY, SZTURCHAŃCE: WOJNA NA GÓRZE TRWA – Agata Kondzińska w GW: “Po wetach Andrzeja Dudy wobec ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym temperatura między PiS a Pałacem Prezydenckim nie spada”. http://wyborcza.pl/7,75398,22155025,drwiny-grozby-i-szturchance-wojna-na-gorze-trwa.html

— ZIOBRO KONTRA PAŁAC – tytuł w RZ.

— PAŁAC PREZYDENCKI POUCZA MINISTRÓW – tytuł w Fakcie.

— KOLEJNY TYDZIEŃ OZNACZAŁBY WYKREOWANIE NOWYCH LIDERÓW, PAD URATOWAŁ SKÓRĘ SCHETYNIE I PETRU – Joanna Lichocka w GPC: “Jakiekolwiek były powody tych decyzji, z punktu widzenia opozycji zapadły w samą porę. Każdy kolejny dzień protestów w Warszawie i innych miastach nasilał niepokojące zjawisko – nie wpuszczano na scenę polityków. „Nie oddajemy mikrofonu nikomu z partyjnych barw” – mówili prowadzący spotkania. I nie oddawali. Ta zasada głoszona otwarcie w dniach poprzedzających weto prezydenta bardzo widocznie wynikała z oczekiwań manifestujących. Ludzie chcieli trzymać rozdawane im świeczki, słuchać koncertów, krzyczeć o konstytucji itp., ale absolutnie nie chcieli oglądać i słuchać panów Schetyny, Petru czy Frasyniuka. Kolejny tydzień protestów wobec takiego dictum suwerena oznaczał jedno – wykreowanie nowych liderów protestu. Weta prezydenta zatrzymały i tę dobrą zmianę, ratując skórę liderom z bożej łaski – Schetynie, Petru i reszcie”. http://gpcodziennie.pl/66703-prezentyodprezydenta.html

— KE CAŁKOWICIE BEZ POLITYCZNEGO WYCZUCIA – Jerzy Haszczyński w RZ: “Komisja Europejska wykazała się całkowitym brakiem wrażliwości i politycznego wyczucia. Jej wiceprzewodniczący Frans Timmermans postawił Polsce ostre ultimatum, które jest niemożliwe do spełnienia. Wiadomo, że w ciągu miesiąca nic się w sprawach sądownictwa nie zmieni, a od poniedziałkowego prezydenckiego weta scenariusze rozwoju wydarzeń w Polsce mają zupełnie inny horyzont czasowy. Ale jest to również niezgodne z zasadą, którą stosuje sama Bruksela – w momencie gdy w jednym z państw członkowskich zachodzi jakaś bardzo ważna zmiana polityczna, to daje mu się czas, a nie ponagla i szantażuje. Francja, nawet bez żadnych powodów, wciąż dostaje czas w sprawach dyscypliny budżetowej”.

— HASZCZYŃSKI O KONSEKWENCJACH ZACHOWANIA TIMMERMANSA: “Im więcej takich wystąpień brukselskich VIP-ów, tym mniej nieprawdopodobny staje się koszmarny scenariusz wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej”. http://www.rp.pl/Komentarze/307269897-Haszczynski-Timmermans-w-skladzie-polskiej-porcelany.html

— EUROPA NIE ODPUŚCI POLSKIEMU RZĄDOWI – Tomasz Bielecki w GW: “Wielu polityków w Unii wyczekuje tego momentu, bo rozprawa przed Trybunałem odpolityczniłaby konflikt. Próżne stałoby się wtedy personalne czepianie się Fransa Timmermansa czy Jean-Claude’a Junckera, bo rozstrzygnięcie byłoby w rękach sędziów Trybunału. A ich zdanie respektują rządy krajów Unii, biznes, inwestorzy zagraniczni”. http://wyborcza.pl/7,75399,22154958,europa-nie-odpusci-polskiemu-rzadowi-sady-pojda-przed-trybunal.html

 PAWEŁ KOWAL O ŻYDOWSKIEJ ANEGDOCIE Z BYCIEM PIJANYM I POLSKIEJ SYTUACJI Z “ZAGRANICĄ” – pisze w RZ: “Gdy jednak ktoś trzeci powie ci, że coś jest nie w porządku, to lepiej idź się położyć. Tym trzecim są dla mnie państwa anglosaskie. Rzadko zwracają sojusznikom uwagę, ich „czerwone linie demokracji” ustawione są daleko. Dlatego po głosach o sytuacji w Polsce z Waszyngtonu, Londynu i Ottawy warto odsapnąć. Na wszelki wypadek”. http://www.rp.pl/Felietony/307269895-Kowal-Tu-mowi-Radio-Zagranica.html

 JAK SAKIEWICZ UŻYŁ LUDZI – GW: “”Gazeta Polska” na okładce najnowszego numeru opublikowała fotomontaż złożony m.in. ze zdjęć przypadkowych Irakijczyków. Tytuł? „Uchodźcy przynieśli śmiertelne choroby”. – Uważam to za obrzydliwą manipulację – mówi Rafał Wojczal, autor oryginalnych fotografii. (…) Problem w tym, że tekst miesza fakty z półprawdami i manipulacjami. Pomija np. informację, że wzrost zachorowalności odnotowano w tym czasie również w Polsce, mimo że nie przyjęliśmy żadnego uchodźcy (o raporcie szerzej napiszemy w czwartek na Wyborcza.pl)”. http://wyborcza.pl/7,75398,22154511,jak-gazeta-polska-uzyla-ludzi-fotomontaz-o-uchodzcach-w.html

— MIESZKANIE PLUS EKSMISJA – GW O TYM, ŻE PIS UŁATWI EKSMISJĘ NA BRUK.

— MORAWIECKI: OFE ZA ROK: “Reforma OFE wejdzie w życie od początku lipca przyszłego roku – poinformował PAP wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki. Oznajmił również, że z możliwości wcześniejszego przejścia na emeryturę w październiku może skorzystać 80-83 proc. uprawnionych do tego osób”. http://www.rp.pl/Moja-Emerytura/170729378-Morawiecki-reforma-OFE-wejdzie-w-zycie-od-poczatku-lipca-2018-r.html

— SEKRETARZ GENERALNY PO Z ZARZUTAMI PROKURATORSKIMI ZA PLAGIAThttp://gpcodziennie.pl/66694-szefpoodpowiezaplagiat.html

300polityka.pl

Polska polityka to mecz wielu graczy. Ale dziś liczy się tylko dwóch

Nie byłoby wojny prezydenta z rządem, a co za tym idzie trzy dewastujące ustrój ustawy weszłyby w życie, gdyby do gry nie włączył się Kościół. Dziś to on oraz ulica są graczami wagi ciężkiej. Nie jest nim PiS, prezydent, czy partie opozycyjne. Im szybciej to zrozumiemy, tym większą mamy szansę, by troszkę poprawić Polskę. Bo bardzo jej się zmienić nie da – pisze Wojciech Fusek z Obywateli RP.

Prawie wszyscy zadawali sobie wczoraj pytanie: czy to ustawka, czy Prezydent zerwał się z łańcucha i buduje niezależność. Dziś o ustawce nikt już nie myśli – za dużo strat przynosi PiS-owi ten spór, by sądzić, że w celu uciszenia nastrojów Kaczyński zgodził się na taki bałagan. Tak makiaweliczni, tak dobrzy aktorsko, politycy PiS nie są.

Taką samą naiwnością jest wierzyć, że Andrzej Duda, zaczerpnął ze źródełka odwagi i ruszył do walki. Nie, tej cechy prezydent nie ma, ale nie jest też aż takim politycznym naiwniakiem, by ruszać do boju, jedynie z delikatnym wsparciem Gowina. Wie dobrze, że ten kompan nie nadaje się nawet do podwórkowej bójki, a co dopiero do wojny z PiS-em uzbrojonym w media i podległe służby specjalne.

Prezydent nie walczył też nawet o cień sympatii ulicy, ostentacyjnie wyjeżdżając na Hel. Bo o tym, by wyszedł na trybunę podczas pierwszej wielkiej demonstracji nawet nie myślę. To byłoby zagranie niezwykłe, ale w Polsce nie ma dziś polityka, który, ryzykując wszystko, zdecydowałby się na to.

Skąd więc decyzja Dudy? Moim zdaniem z „kolan”. Jego głęboka religijność i przywiązanie do Kościoła to jedyne sensowne wyjaśnienie determinacji i odwagi Prezydenta. Gdy wszyscy pytali czemu kościół milczy i nic nie robi, watykańska dyplomacja pracowała na pełnych obrotach, przygotowując Dudzie grunt.

Jakie mam dowody? Żadnych. Tylko poszlaki. Sygnałów jest wiele, choć żaden nie przesądza. Wymieńmy kilka, bez analiz i rozwijania, niech sama lista da do myślenia.

W co gra Kościół

Zaczęło się od przygotowania artyleryjskiego. Prymas Polski abp. Wojciech Polak udzielił wywiadu KAI dzień po nocnym czytaniu ustawy. Mówi o dialogu, o dalekosiężnych skutkach wprowadzanych reform, o szukaniu dobra. Późno w nocy, ale tego samego dnia odezwał się rzecznik episkopatu ks. Paweł Rytel. W Kościele Katolickim takich działań nie oddaje się przypadkowi.

Decyzja o usunięciu Jarosława Gowina z zespołu redakcyjnego „Znaku” była tyleż niespodziewana, co błyskawiczna.

A czy nie zastanawia państwa milczenie pani Pawłowicz? Która delikatnie tylko skomentowała decyzję Prezydenta, choć o projektach ustaw, mimo prawniczego wykształcenia, wypowiadała się w zachwytem.

Gdy do tego dołożymy niezwykle mocną pozycję w kancelarii ministra Krzysztofa Szczerskiego, ortodoksyjnego katolika, umocowanego w kościelnych strukturach – obraz się domyka.

Jeszcze dwie kwestie. Ku zaskoczeniu wszystkich, również polityków PiS, w niedzielę Prezydent pojawił się w Częstochowie. O której przyjechał i z kim rozmawiał w klasztornych murach – nie wiadomo. Jego obecność wyszła na jaw dopiero o godz. 21 podczas Apelu Jasnogórskiego, transmitowanego przez telewizję Trwam.

I na koniec list bp, Stanisława Gądeckiego, Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski. Pojawił się już niewiele ponad godzinę po deklaracji Dudy. Tempo jak na kościół sprinterskie. A w treści jasne odwołanie do trójpodziału władzy, wsparte cytatami z przemówień Jana Pawła II na kongresie włoskiego Stowarzyszenia Sędziów i odwołujące się do nauki społecznej kościoła. Ten list to jakby błogosławieństwo dla nowego właśnie tworzącego się układu.

Czemu Kościół miałyby tak rozegrać sytuację, o tym za chwilę.

Teraz przejdźmy do drugiej strony, czyli nas wszystkich, obywateli. Nie byłoby przesilenia, gdyby nie narastające protesty. Gdyby nie setki tysięcy ludzi, gdyby nie ruszyli się młodzi i małe miasteczka, gdyby nie tysiące oświadczeń i listów protestacyjnych, gdyby nie zaostrzanie protestu i zapowiedzi strajków itp.

I jeśli tak na to patrzeć, to – ku memu zaskoczeniu – najbliżej prawdy był narodowiec Marian Kowalski, który zaraz po zapowiedzi weta napisał: „Watykan i Merkel nam to zrobili”.

 

Brak wiary w starych liderów i tęsknota za zmianą – sensowna lub nie – jest słyszana wszędzie. Wystarczy wejść na mój krytyczny wpis, po wywiadzie Doroty Warakomskiej z Grzegorzem Schetyną w TOK FM. Kilkadziesiąt głosów, ani jednego pozytywnego dla Schetyny. I tyle samo rozmów w podobnym klimacie.

PiS to nie PZPR, młodzi dziś nie podchodzą do autorytetów tak jak kiedyś. Doświadczenie Internetu jest zaś liderom kompletnie obce. Co gorsza myślą, że skoro mają FB i Twittera, to się na tym znają. G… prawda. Nie rozumieją nowych mediów i nie szukają specjalistów, którzy by im pomogli.

Jan Śpiewak, wsparty przez kilka innych organizacji, bez pomocy, a podobno nawet wbrew KOD-owi, zorganizował demonstrację nie mniejszą, niż wszystkie partie opozycyjne. Utrzymał ludzi pod pałacem przez trzy godziny. Bawili się świetnie. Zwołali się głównie przez sieci społecznościowe.

Dwa dni wcześniej nudny wiec partyjny, na którym jedynie profesor Strzembosz i Kamila Gasiuk-Pihowicz wzbudzili aplauz, uratowali rockmani, którzy jak powiedział prowadzący – sami zgłosili się, by zagrać.

Tonący KOD-u się chwyta

Politycy w większości nie czują Internetu i nie czują energii tłumu. Nie umieją też wyjść ze swoich ciepłych gabinetów i ubrudzić czystych garniturków (zastrzegam, są liczne wyjątki i to nie tylko wśród najmłodszych), by wesprzeć najbardziej ekstremalne odłamy opozycji. Błąkają się jak dzieci we mgle, chwytając – jak tonący brzytwy – Tuska, KOD-u, Obywateli RP. Zaraz zniszczą optymizm ludzi, nie proponując nic do przodu i nie oddając pola swoim młodszym kolegom.

Gdy słucham przewodniczącego Schetyny, to nóż mi się w kieszeni otwiera. Pan Petru mnie osobiście nie drażni, ale chyba jestem jedynym wśród moich tysiąca znajomych na FB i w realu, który nie reaguje drgawkami na lidera Nowoczesnej. Powszechnym jest oczekiwanie, by panie z tej partii przejęły władzę i nie odwalały za swojego szefa czarnej roboty.

Panowie, nikt nie mówi, że macie odejść w siną dal, doceniamy Wasze doświadczenie i kontakty, ale oczekujemy, że dla dobra ojczyzny zejdziecie ze świecznika i poświęćcie czas na pracę wspierająca młodszych. W ten sposób szybciej wyrosną na liderów. Inaczej wcześniej czy później i tak któryś z nich wysadzi was z fotela. Może się to jednak odbyć ze szkodą dla kraju, dla was i dla nich samych. Poświęćcie kawałek ego – szczególnie, że mocno się przyłożyliście, by PiS wygrał.

To dlatego uważam, że możemy tyko ciut zmienić Polskę. Jedyną siłą dysponującą mocą sprawczą jest dziś Kościół. Taki węzeł gordyjski.

Druga strona, dysponująca realną siłą – to ulica. A tam atrakcyjne i nośne są hasła dla Kościoła nieakceptowalne. Dziewuchy dziewuchom i ruchy lewicowe mają wielką energię, ale nie doceniają siły Kościoła i wierzą, że mimo albo przeciw niemu wywalczą najpierw demokrację, a potem większe prawa.

W tym zapętleniu potrzeba doświadczonego geniusza, by wywalczył wiele więcej niż to czego chce Kościół – pozostania w Unii, ale na uboczy, utrzymania kompromisu aborcyjnego (albo i nie), i spowolnienia lub zatrzymania dewastacji kraju w tempie PiS.

O skoku cywilizacyjnym, radykalnych zmianach, szybkiej edukacji społeczeństwa w stronę nowoczesnej Europy i przemian jakie np. zaszły w podobnej do nas Irlandii – nie ma chyba co mówić. Jest nadzieja, że Polska nie stoczy się w objęcia wschodu. Ale w najbliższych pokoleniach zachodem też nie zostanie.

Wojciech Fusek – dziennikarz, były dyrektor wydawniczy „Gazety Wyborczej”. Działacz Obywateli RP.

(tutaj tekst jest niepłeny, pod tym linkiem – pełny; b. dobry tekst)

newsweek.pl

„Kaczyński jest pierwszym z destruktorów. Polska będzie się staczać, aż do momentu krytycznego”

„Reforma” sądownictwa miała mocno przybliżyć Jarosława Kaczyńskiego do realizacji jego wizji IV RP. Dwa weta prezydenta Andrzeja Dudy wcielenie w życie tych planów odraczają w czasie. Jednak zdaniem politologa prof. Antoniego Dudka z UKSW „dobra zmiana” nie zakończy się w najbliższej przyszłości. Będzie trwać i „będzie polegała na rozwalaniu kolejnych instytucji”.

– Może to, że Kaczyński doszedł do władzy, jest efektem choroby, która toczyła organizm III RP od dłuższego czasu. A teraz wchodzimy w fazę destrukcji, która potrwa Bóg raczy wiedzieć jak długo – mówi prof. Dudek w wywiadzie dla „Kultury Liberalnej”. – Kaczyński jest pierwszym z destruktorów, ale my będziemy się niestety staczać, aż do momentu krytycznego, wtedy odbijemy się od dna – dodaje.

Jak zaznacza, nie spodziewa się, żeby wskutek podwójnego weta prezydenta Andrzeja Dudy doszło do rozpadu obozu rządzącego. – W związku z tym prawdopodobnie będziemy obserwować – dłużej niż przez dwa najbliższe lata – proces tzw. przebudowy państwa przez PiS, która w istocie rzeczy będzie polegała na rozwalaniu kolejnych instytucji. Aż do momentu, kiedy się nagle okaże, że to wszystko działa gorzej niż przed 2015 roku – uzasadnia. – Wtedy pojawi się szansa, że ludzie wyniosą do władzy kogoś, kto zacznie to porządkować w inny sposób niż PiS – tłumaczy.

Opozycyjna mizeria

Wątpliwe jednak, żeby był to ktoś z dzisiejszej opozycji parlamentarnej, która zdaniem prof. Dudka nie rokuje najlepiej. Grzegorz Schetyna jest politycznie zużyty, natomiast Ryszard Petru ma duże problemy wizerunkowe. PSL? Nie wiadomo, czy w ogóle znajdzie się w nowym Sejmie.

Nawet strategia przyjęta przez Ruch Kukiz’15 okazała się nieskuteczna. – Na początku był bardzo życzliwy wobec PiS-u – w wielu sprawach popierał ich „za darmo”. A mimo to w zamian nie dostał niemal nic – zaznacza politolog. – Ostatnio Kaczyński powiedział, że ruch Kukiza to jest opozycja, która „mówi jak my, ale głosuje jak Platforma”. Czyli – mówiąc krótko – dla PiS-u nie ma dobrej opozycji. Każda jest zbyt opozycyjna – wyjaśnia.

– PiS i PO się zużywają. Otwiera się bramka dla nowych sił politycznych – przewiduje uczony. Na dowód swoich słów podaje wyniki wyborcze Platformy i PiS-u z ostatnich kilkunastu lat. – W 2015 roku łącznie te partie uzyskały o 10 proc. mniej głosów niż w okresie swojej największej popularności. Duopol słabnie – nie ma wątpliwości prof. Dudek.

PROF. ANTONI DUDEK, POLITOLOG„Kultura Liberalna”„Kierownictwo PiS-u wciąż wierzy, że dzięki swojej znakomitej polityce wygra wybory w pełni demokratycznie”

Nie wyklucza też, że obecne przesilenie na szczytach władzy w połączeniu z nie najlepszą kondycją opozycji zaowocuje wykrystalizowaniem się nowej siły politycznej zebranej wokół prezydenta Dudy.

Możliwy jest jednak jeszcze inny scenariusz. Politolog w skrócie tłumaczy go tak – w wyborach samorządowych w jednym z największych polskich miast ktoś zupełnie nowy odnosi spektakularne zwycięstwo, a przez rok do wyborów parlamentarnych buduje swoje zaplecze polityczne i z nową formacją wchodzi do poważnej polityki w tych najważniejszych wyborach. – Nie mówię, że on musi wygrać – ale może całkowicie przebudować polską scenę polityczną – asekuruje się autor popularnych książek o historii politycznej III RP.

PiS, czyli partia rewolucyjna

Zanim jednak do zmiany na polskiej scenie politycznej dojdzie, Polska ma obecny rząd i prezesa PiS rządzącego krajem z tylnego siedzenia. Prof. Dudek daleki jest jednak od stwierdzenia, że PiS wprowadził czy wprowadza w Polsce dyktaturę. Zaznacza, że z większością zmian obozu „dobrej zmiany” się nie zgadza, ale daje im czas, zanim podejmie się oceny.

Nie podziela natomiast obaw opozycji, co do zmierzchu polskiej demokracji. Ta samo odnosi się do oskarżeń o faszyzm pod adresem partii władzy. – Przesadza jednak także prezes Kaczyński, kiedy przekonuje, że PiS jest „umiarkowaną partia konserwatywną”. Być może ma elementy pewne konserwatywne, ale z pewnością nie jest „umiarkowany”. Jest partią rewolucyjną, która próbuje przywracać ład konserwatywny metodami rewolucyjnymi, co się z zasady nie może udać, bo jest wewnętrznie sprzeczne – mówi prof. Dudek. – Dlatego jeśli PiS porządzi dłużej, to podejrzewam, że podobnie jak piłsudczycy po śmierci Marszałka, będzie ewoluował w kierunku nacjonalizmu – dodaje.

Na razie nie spodziewa się jednak, żeby prezes Kaczyński był zdolny do wprowadzenia w Polsce dyktatury w wydaniu znanym chociażby z Korei Północnej czy Turcji. – Moim zdaniem kierownictwo PiS-u wciąż wierzy, że dzięki swojej znakomitej polityce wygra wybory w pełni demokratycznie. Na razie sondaże są dla nich całkiem korzystne – argumentuje.

– Żeby utrzymać się przy władzy wbrew woli zdecydowanej większości społeczeństwa – co dziś nie ma miejsca – Kaczyński musiałby podjąć działania, do których w moim przekonaniu nie jest zdolny. Po pierwsze, zastosować represje polityczne na masową skalę. A po drugie, sfałszować wybory – analizuje wykładowca z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Masowe represje wobec politycznych przeciwników, a zwłaszcza sfałszowanie wyborów byłyby zdaniem prof. Dudka gwoździem do trumny PiS-u i prezesa Kaczyńskiego. – Dzisiaj w Polsce operacja sfałszowania wyborów jest nie do ukrycia. A gdyby Polacy zobaczyli, że ich wybory sfałszowano, wtedy naprawdę mielibyśmy w Polsce drugi Majdan. Kaczyński o tym wie – konkluduje.

Źródło: KulturaLiberalna.pl

newsweek.pl

Daniel Olbrychski: Zagraża nam zło totalne, czyli bolszewia skrzyżowana z pseudokatolicyzmem wyznawców Rydzyka

Angelika Swoboda

27.07.2017

Wszystko jest burzone nie z tygodnia na tydzień, ale z godziny na godzinę. Na naszych oczach. Ale z drugiej strony, gdy widzę tłumy protestujących w całej Polsce, to serce roście – mówi Daniel Olbrychski.

Prezydent zawetował dwie z trzech ustaw o sądach. Spodziewał się pan?

– Andrzej Duda byłby skończony jako człowiek i jako prezydent, gdyby nie zareagował na te masowe protesty i przypuszczam wpływ swojej najbliższej rodziny. Ale ponieważ ja żadnemu z polityków PiS-u nie wierzę, czaję się i patrzę, co będzie dalej. Choć jako aktor, który zna się na języku ciała lepiej niż niektórzy specjaliści, zauważyłem, że w wystąpieniu, w którym prezydent informował dziennikarzy i telewidzów o swojej decyzji zawetowania dwóch ustaw, mówił z pamięci. Było to wyraziste, składne, sugestywne. Sprawiał wrażenie, że wierzy w to, co mówi. Mogło się to podobać.

Natomiast premier Beata Szydło swoje orędzie nieudolnie czytała z promptera, wykonując gesty a la Kaczyński.

Dlaczego pan się przyczaił i czeka, co będzie dalej?

– Przyczaiłem się to może złe słowo. Po prostu nie mogę być fizycznie obecny w Warszawie i wspierać z estrad, jak moje wspaniałe koleżanki i koledzy, protestujących. Ale wspieram ich w wywiadach. Ostatnie wydarzenia pokazują, że nie należy wierzyć w obietnice wyborcze PiS. Wszystko jest u nich krętactwem i wmawianiem, że suweren tak chciał, więc muszą dotrzymać słowa. To jest obłuda, kłamstwo w żywe oczy. A telewizja publiczna, w sposób bardziej haniebny niż za czasów komuny – a pamiętam to bardzo dobrze – okłamuje społeczeństwo, bądź go nie informuje. Uwierzy pani, żeby w demokracji w tak zwanej publicznej telewizji coś takiego było możliwe?

02.07.2017 Krakow , Wawel . Prezydent Andrzej Duda podczas inauguracji 41. sesji Komitetu Swiatowego Dziedzictwa UNESCO . To pierwsza sesja UNESCO , ktora odbyla sie w Polsce .Fot. Jakub Wlodek / Agencja Gazeta
Prezydent Andrzej Duda (Fot. Jakub Włodek / Agencja Gazeta)

Nie bardzo, bo protesty nie ustają. Rok temu mówił pan, że jesteśmy wspaniałym narodem, ale żadnym społeczeństwem. Dziś chyba musi pan te słowa cofnąć?

– Niczego nie cofam. Cytowałem i cytuję Norwida. Ale z radością widzę, że w demonstracjach jest coraz więcej młodych ludzi. Gdy brałem udział w pierwszych marszach KOD-u w obronie Trybunału Konstytucyjnego i widziałem prawie same dojrzałe osoby, miałem takie wyobrażenie, że ludzie do lat 50 w ogóle nie rozumieją, co się u nas dzieje. Byłem albo w gronie rówieśników, albo osób starszych ode mnie.

Z czasem dochodziło coraz więcej młodych, a w tej chwili widzę ich bardzo dużo. Ale cytat z Norwida jest stale aktualny, bo uważam, że mądrość społeczeństwa demokratycznego objawia się w wyborach. W protestach i przegranych powstaniach to my zawsze byliśmy dobrzy. Proszę bardzo, jak będzie trzeba, to i ja wsiądę na konia. Ale protesty to program minimum.

Tym bardziej że ludzie po tej „ciemnej” stronie są świetnie zorganizowani, czy komuniści, czy faszyści. I to na całym świecie.

A u nas?

– Zagraża nam zło totalne, czyli bolszewia skrzyżowana z pseudokatolicyzmem wyznawców Rydzyka. Czegoś takiego historia Polski nie znała. Owszem, mieliśmy bolszewię narzuconą przez Moskwę, w której niektórzy ludzie się dobrze czuli i która zakończyła się bez wystrzału. Znaliśmy katolicyzm, który przynosił Polsce wiele dobrego. Kościół pięknie się zachowywał w krytycznych momentach historii naszego kraju. Ale przyszła rozgłośnia toruńska, która nie tylko rozbiła Kościół, ale i rozbiła Polaków. Przecież stawała na głowie, podobnie jak najbardziej szowinistyczne gazetki rosyjskie, żebyśmy nie wstąpili do NATO i do Unii Europejskiej.

Moskwa nie potrzebuje mieć u nas agentów. Ma ich w łonie polskiego Kościoła. Krzyżówka skrajnego bolszewizmu, który nam proponuje Jarosław Kaczyński ze spółką Macierewicz, Ziobro i Szydło, oraz pseudokatolicyzm to coś przerażającego po ćwierćwieczu najwspanialszego rozkwitu naszego kraju od czasów Kazimierza Wielkiego.

22.06.2017 Warszawa , Sejm . Od lewej: Joachim Brudzinski , prezes PiS Jaroslaw Kaczynski , minister spraw wewnetrznych Mariusz Blaszczak podczas porannego bloku glosowan .Fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta
Prezes PiS Jarosław Kaczyński w Sejmie (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Co pana przeraża?

– To, że to wszystko jest burzone nie z tygodnia na tydzień, ale z godziny na godzinę. Na naszych oczach. Ale z drugiej strony, gdy widzę tłumy protestujących w całej Polsce, to serce roście. Tylko ja przepraszam – gdzie była obecna energia Platformy Obywatelskiej, kiedy przegrywali z kretesem wybory prezydenckie i parlamentarne? Ja z żoną w Podkowie Leśnej, która zresztą zawsze mądrze głosowała, interweniowałem u Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, że nie ma ani jednego plakatu Platformy od Grodziska Mazowieckiego po Pruszków. Aż w końcu panowie w ładnych marynareczkach przywieźli nam cztery (sic!) plakaty wyborcze Platformy. Sam je z żoną rozwieszałem.

Nonszalancja lenistwa tak się mści. Wyborcy myślą: „im na nas nie zależy, to nam na nich też nie”. Dorzucę, że postawa takich autorytetów jak profesorowie Staniszkis i Bugaj w czasie kampanii wyborczej również znacząco wpłynęła na układ obecnych sił w parlamencie, a nieobecność lewicy w sejmie zaistniała na jej wyraźne żądanie.

I jakie są tego rezultaty?

– Kilka dni temu przeczytałem wywiad z jednym z najważniejszych ludzi opozycji ostatniego półwiecza profesorem Karolem Modzelewskim, który mówi, że w tej chwili demokracja i konstytucja są łamane na każdym kroku. Zgadzam się z tym. Formalnie wszystkie potrzebne do tego instrumenty ma w tej chwili oszalały z nienawiści i pogardy do społeczeństwa prezes PiS.

Uważam, że Kaczyński i Macierewicz doskonale wiedzą, iż w Smoleńsku nie było zamachu. Wymyślili go, żeby mieć narzędzie do walki politycznej. I podzielili Polaków, co jest zbrodnią, bo ten podział pozostanie na wiele pokoleń. Oni i my nie będziemy już żyli, a to kłamstwo będzie zżerało Polaków przez długie lata.

25.07.2017 Krakow . Lancuch swiatla wokol Sadu Okregowego , w protescie przeciwko zmianom w sadownictwie . Fot. Jakub Porzycki / Agencja Gazeta
Łańcuch światła w Krakowie (Fot. Jakub Porzycki / Agencja Gazeta)

Zabrzmiało smutno.

– Jestem realistą i raczej optymistą. U mnie zawsze szklanka jest do połowy bardziej pełna niż pusta. Ale znam historię, to mój konik chyba nawet większy niż literatura piękna. Upadek komunizmu był cudem, a po nim nastąpił najpiękniejszy etap w historii Polski, porównywalny do okresu, kiedy uchwalono Konstytucję 3 maja. Konstytucja nie uratowała niepodległości Polski, bo było za późno. Do rozbiorów doprowadziła głupota społeczeństwa. Ponieważ nie kandyduję w żadnych wyborach, nie muszę się społeczeństwu podlizywać i uważam, że dziś naszej sytuacji winni są ci, którzy nie poszli na wybory.

Pan zawsze chodzi?

– Tak. W wyborach prezydenckich głosowałem w konsulacie we Francji, bo byłem akurat w jury w Cannes. O zwycięstwie Andrzeja Dudy w drugiej turze dowiedziałem się od uradowanego korespondenta moskiewskiego. „Nie zgadnie pan, kto będzie waszym prezydentem” – powiedział do mnie. Zamarłem, bo się bałem. A on na to: „Jakiś tam Duda”, cały rozjaśniony. I dodał: „Wie pan, kto pierwszy przyśle gratulacje? Władimir Putin”.

Pamiętam, jak w pierwszej turze w debacie telewizyjnej Andrzej Duda zarzucił Bronisławowi Komorowskiemu brak patriotyzmu, bo przeprosił za Jedwabne. I Duda, być może przez to zdanie, wygrał.

Jakoś optymizmu u pana nie widzę.

– Od protestów w 1976 roku zawsze byłem zaangażowany we wspieranie wszystkiego, co antykomunistyczne. Nie wierzyłem, że uda się obalić komunizm. Udało się jednak przez ówczesną Solidarność, bo obecna jest jak ówczesne komunistyczne związki zawodowe, i Okrągły Stół. Oprócz Konstytucji 3 maja był on najważniejszym momentem budowania mądrego kompromisu w Polsce. I tak zostanie w historii, choćby nie wiem jak bardzo pluto na to porozumienie.

A kompromisy to rzadkie wydarzenia w naszej historii. Nie bałem się na przykład o Francuzów, wiedziałem, że nie zagłosują na Le Pen, bo są mądrym, aktywnym społeczeństwem. A w Polsce należy ciągle się bać, bo jesteśmy nieprzewidywalni.

23.02.2017 Lublin . Daniel Olbrychski podczas spotkania z widzami po przedpremierowym pokazie filmu Maria Sklodowska - Curie ' .Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
Daniel Olbrychski (Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta)

Nie narzekajmy już tak na to nasze społeczeństwo. Protesty przywracają wiarę w Polaków, w ruch obywatelski. Sam pan to przyznał.

– Byłem wzruszony, kiedy tłum przed Pałacem Prezydenckim zaczął śpiewać hymn Polski. Ale ktoś, kto go zaintonował, fałszował. Jak w „Panu Tadeuszu”: „Mistrz coraz takty nagli i tony natęża, a wtem puścił fałszywy akord jak syk węża, jak zgrzyt żelaza po szkle – przejął wszystkich dreszczem, i wesołość pomięszał przeczuciem złowieszczem”. Na szczęście protestujący go poprawili i śpiewali już czysto. Ale wie pani, już następnego dnia usłyszałem hymn zaintonowany pod Pałacem przez wprawny chór. Jest lepiej. Dużo lepiej.

Daniel Olbrychski. Jeden z najznakomitszych polskich aktorów. Pierwszą dużą rolę zagrał w „Popiołach” Andrzeja Wajdy, wystąpił też m.in. w takich filmach jak „Pan Wołodyjowski”, „Ogniem i mieczem”, „Pan Tadeusz”, „Przedwiośnie”. Z powodzeniem gra w zagranicznych produkcjach – w 2010 roku w filmie „Salt” partnerował Angelinie Jolie. Ma troje dzieci z różnych związków. Jego trzecią żoną jest Krystyna Demska-Olbrychska. Od młodości uprawia boks i jeździ konno.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w „Gazecie Wyborczej”, pracowała też w „Super Expressie” i „Fakcie”. Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi rozmawia także w Radiu Pogoda, kawy i sportowych samochodów.

weekend.gazeta.pl

„Petru opuścił Sejm”, „dawaj za nim ogon”. Są nagrania rozmów tajniaków dowodzące, jak policja tropi opozycję

Bez złudzeń, czyli istota sporu

25.07.2017
wtorek

Narodowo-radykalna rewolucja Kaczyńskiego nie została zatrzymana wetami prezydenta Dudy.

Jak ujęła to premier Szydło: weta tylko spowolniły „reformę”, a my się nie cofniemy. Jeśli prezydent Duda rzeczywiście przestawia się na rolę niezależnego od PiS strażnika konstytucji i obrońcy dobra wspólnego, to powinien był zawetować także ustawę o sądach powszechnych.

Dewastuje ona ustrój prawny tak samo jak dwie pozostałe. Prezydent jednak ją podpisał, a to czyni jego działania prawnie i politycznie niespójnymi. I każe się zastanawiać, czy niektórzy nie pospieszyli się z podziękowaniami.

Przed nami kolejne uderzenia Kaczyńskiego w demokrację konstytucyjną. Przy pomocy pisowskiej większości w parlamencie i zapewne Kukiza Kaczyński zabierze się za samorządy, ordynację wyborczą, NGO i niezależne od PiS media. Wszystkie uderzają w zasady demokratycznego państwa prawa. Czy prezydent gotów jest je wetować?

Opozycja parlamentarna, choć skazana na przegraną w każdym głosowaniu, musi dalej być głosem obywatelskiego protestu przeciwko kolejnym złym zmianom, do których ma dojść jesienią. Na lipcowych laurach nie może spocząć także opozycja obywatelska.

Zamiast czekać na Macrona, musi się konsolidować taka, jaka jest. Macrona na razie nie widać, muszą wystarczyć liderzy realni, a nie wirtualni, a dzięki protestom zaczynają się ujawniać. Na przykład w Krakowie Fryderyk Zoll i działaczki młodej pozaparlamentarnej lewicy.

Istota polskiego sporu jest wciąż ta sama. Wprawdzie PiS zdobył demokratyczny mandat do rządzenia, nie ma większości konstytucyjnej. Tym samym nie może zmieniać ustroju państwa. Nie ma prawa do łamania czy obchodzenia konstytucji w realizacji swego planu politycznego.

Populistyczne powoływanie się na naród, suwerena, zwykłych ludzi, obywateli to przykrywka służąca bezprawnym działaniom służącym przede wszystkim politycznym i materialnym interesom obecnej władzy. Reszta to PR, propaganda na poziomie cyberchuliganów. Naród obejmuje nie tylko obywateli głosujących czy popierających PiS. Tych jest wciąż mniejszość, zjednoczona demokratyczna opozycja ma poparcie na podobnym poziomie. PiS nie ma prawa powoływać się hurtem na naród i obywateli.

Dlatego protesty obywateli, których prawa PiS ignoruje, są politycznie i moralnie uzasadnione dopóty, dopóki PiS nie odstąpi od swej obecnej metody rządzenia. Polega ona na wykluczeniu z debaty niepisowskiej większości. I na odsuwaniu na margines publiczny tych, którzy z polityką PiS się nie zgadzają. To recepta na produkcję społecznej frustracji.

Konflikt ma korzenie głęboko w historii całej demokratyczno-rynkowej transformacji, ale dziś wywołuje go i podsyca nie opozycja, nie Soros, nie astroturfing, nie ubecy ani wdowy po nich: to wszystko wymysły zdezorientowanej prawicy, która widać sądzi po sobie i nie jest w stanie przyjąć do wiadomości najprostszej prawdy – że to polityka partii rządzącej wywołała ten konflikt i te protesty. A jedyną drogą do ich wyciszenia jest zmiana polityki obecnych władz.

 

polityka.pl

Panowie i wyjaśnienia w sprawie opisanej inwigilacji niezbędne. Jeszcze dziś złożę interpelacje w tej sprawie

 

Lech Kaczyński dołączony do Apelu Pamięci podczas rocznicy Powstania Warszawskiego

Michał Wojtczuk, 26 lipca 2017

Uroczysta msza polowa i Apel Poległych na pl. Krasińskich z udziałem prezydenta RP Bronisława Komorowskiego z okazji 70. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego

Uroczysta msza polowa i Apel Poległych na pl. Krasińskich z udziałem prezydenta RP Bronisława Komorowskiego z okazji 70. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Podczas uroczystości rocznicy Powstania Warszawskiego 1 sierpnia na Placu Krasińskich zamiast Apelu Poległych odczytany zostanie Apel Pamięci, w którym wymieniony zostanie m.in. b. prezydent państwa i stolicy Lech Kaczyński. Nie zostanie jednak wyczytany pełny tzw. apel smoleński.

Decyzją szefa MON Antoniego Macierewicza (PiS), podczas każdej uroczystości z wojskową asystą odczytywany ma być tzw. apel smoleński, upamiętniający osoby, które zginęły w katastrofie smoleńskiej. W przeszłości prowadziło to do kontrowersji, m.in. na Pradze Południu zorganizowano dwie oddzielne uroczystości obchodów rocznicy Powstania Listopadowego, bo władze dzielnicy nie chciały apelu smoleńskiego, tłumacząc że tragiczny lot prezydenckiego tupolewa z kwietnia 2010 r. nie ma nic wspólnego z powstańczym zrywem z 1831 r.

Wiele wątpliwości budziło także odczytywanie apelu smoleńskiego podczas obchodów rocznicy powstania warszawskiego. Krytykowała to w ub. roku nawet Marta Kaczyńska, córka Lecha Kaczyńskiego, b. prezydenta Polski i Warszawy.

Lech Kaczyński dołączony do Apelu Pamięci

Jak podaje radio RMF, podczas tegorocznych obchodów rocznicy powstania warszawskiego obowiązywać będzie taki sam kompromis, jak w ubiegłym roku. Zamiast Apelu Poległych, który był odczytywany do 2015 r. odczytany zostanie Apel Pamięci, w którym oprócz powstańców wymienione zostaną także nazwiska pięciu osób, które zginęły w Smoleńsku: Lecha Kaczyńskiego, prezydenta na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego, Czesława Cywińskiego, prezesa zarządu głównego światowego związku żołnierzy AK oraz dwóch żołnierzy powstania – Stanisława Komornickiego i Zbigniewa Dębskiego.

„Stworzył Muzeum Powstania Warszawskiego, zginął na służbie w Smoleńsku”

W ubiegłorocznym apelu fragment z Lechem Kaczyńskim brzmiał: „Przywołuję wszystkich, którzy przez dziesiątki powojennych lat nie szczędzili wysiłku, by pamięć o powstańczym zrywie nie uległa zatarciu. Upokarzani i represjonowani przez siły zmierzające do wykorzenienia tradycji niepodległościowej nie wahali się utrwalać ją i przekazywać kolejnym pokoleniom. przywołuję prezydenta RP na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego oraz Czesława Cywińskiego, prezesa zarządu głównego światowego związku żołnierzy AK – współinicjatorów wielu akcji upamiętniających w kraju i i na emigracji niepodległościowy wysiłek AK. Przywołuję prezydenta miasta stołecznego, później prezydenta RP, zwierzchnika sił zbrojnych, Lecha Kaczyńskiego, który stworzył Muzeum Powstania Warszawskiego – wiekopomny znak pamięci i edukacji o powstaniu. Wraz z żołnierzami powstania gen. Stanisławem Komornickim ps. „Nałęcz” oraz płk Zbigniewem Dębskim ps. „Prawdzic” zginęli na służbie Ojczyzny w katastrofie smoleńskiej, a ich dzieło na zawsze stanowić będzie hołd dla bohaterstwa powstańców Warszawskich”.

wyborcza.pl

Policja inwigiluje Obywateli RP i posła na Sejm. Mamy nagranie

Wojciech Karpieszuk, Aleksandra Sobczak, 27 lipca 2017

DAWID ŻUCHOWICZ

Policyjni tajniacy śledzą działaczy stowarzyszenia Obywatele RP i posła opozycji Ryszarda Petru, lidera Nowoczesnej. Mamy nagrania rozmów policjantów, które tego dowodzą

O inwigilowaniu tych osób policjanci mówią: „dać mu łatę”, -„objąć nadzorem”, „dawaj za nim ogon”.

Nagrania pochodzą z piątku 21 lipca, gdy Senat debatował nad ustawą o Sądzie Najwyższym. Do 2 nad ranem ustawę przyjął, a na tyłach gmachu trwała kilkutysięczna manifestacja. Później część demonstrantów próbowała utrudniać wyjazd senatorom…

wyborcza.pl

The day after, czyli władza pilnuje aktywistów. Tu pod domem szefa Obywateli RP

Mateusz Kijowski odchodzi z KOD. Był twarzą pierwszej obywatelskiej rewolucji

Odróżniał się hipsterskim stylem bycia od polityków garniturowych.

Mateusz Kijowski odchodzi z KOD. Dziś Polska żyje innymi wydarzeniami, ale sam Kijowski miał udział w procesie, który doprowadził do narodzin obecnego ruchu obywatelskiego w obronie demokratycznego państwa prawa. Tych zasług nie należy pomniejszać.

Stanął na czele pierwszej fali sprzeciwu wobec niszczenia Trybunału Konstytucyjnego. W tym bardzo trudnym okresie pomógł konsolidować się opozycji parlamentarnej i popierającej ją części społeczeństwa. Stał się twarzą tej pierwszej fali obywatelskiej rewolucji.

Kijowski nie chciał być politykiem

Odróżniał się hipsterskim stylem bycia od polityków garniturowych. Podkreślał, że nie zamierza być politykiem i robić polityki w KOD, tylko stać na straży wartości demokratycznych. Brzmiało to świeżo, ale młodych jeszcze nie przyciągnęło, choć już wtedy Kijowski i inni liderzy KOD mówili o zagrożeniach dla demokracji i wolności osobistej ze strony nowej władzy.

Upadek Kijowskiego zaczął się od ujawnienia faktów świadczących o tym, że nie dochował należytej pilności, by jego działania finansowe były całkowicie przejrzyste. Lider obywatelski musi być czysty jak łza. Tego wymaga jego rola publiczna.

Kijowski pośrednio to przyznał, rezygnując z kandydowania w wyborach na szefa KOD. Dostrzegł, że stał się problemem i obciążeniem, ułatwiającym propagandowe ataki prawicy na KOD. To była słuszna decyzja. Szkoda, że Kijowski od razu potem nie poszedł sam z własnej woli na urlop od publicznego działania i wdał się w rozgrywki i utarczki ze środowiskiem KOD. To dodatkowo osłabiło stowarzyszenie, podrywając jego wiarygodność i demobilizując jego członków i sympatyków. Szanującemu się i szanowanemu liderowi do takich rzeczy ręki przykładać nie wolno.

Występując z KOD, Kijowski zarzucił jego obecnemu przywództwu, że odeszło do manifestu KOD z listopada 2015 r. Brzmi to jednak nieprzekonująco, bo nowy przywódca, Krzysztof Łoziński, stara się ratować dorobek KOD, niewywołujących zniechęcających podziałów, kłótni i sporów.

KOD prawdopodobnie nie odzyska już takiego zaufania i nie będzie budził takich nadziei, jak działo się to w 2016 r. Być może jego misja jest spełniona i roztopi się teraz w nowym ruchu obywatelskim. Komu jednak leży na sercu obrona polskiej demokracji konstytucyjnej, zachowa w pamięci KOD i Mateusza Kijowskiego jako jego pierwszego lidera.

polityka.pl

Astroturfing, kanalie, ubeckie wdowy. Co zostanie w języku po ostatnich protestach?

W ostatnich tygodniach w Polsce zmieniało się nie tylko prawo, ale i język. Nośne hasła i frazy układają się w cały nowy alfabet polityczny.

Konstytucja

Michał Dyjuk/Forum

Konstytucja

Im wyższa temperatura sporów i im bardziej fundamentalnych spraw one dotyczą, tym większy (ale i trwalszy) ich ślad na języku. Który stał się raptem bardziej emocjonalny, mniej dyplomatyczny i trudniejszy do powściągnięcia. Dał temu wyraz zwłaszcza Jarosław Kaczyński, wykrzykując z mównicy do polityków opozycji, że „zamordowali mu brata”. Paradoksalnie, jak wynika z analiz portalu politykawsieci.pl, Kaczyński właśnie tą wypowiedzią zainteresował Polaków forsowanymi przez PiS reformami sądownictwa. Niektórzy dopiero wtedy zadali sobie pytanie: o co tyle hałasu? I wyszli na ulice.

Skoro więc wyszli na ulice, należało ich – z pomocą propagandowej TVP, ale i samych polityków – jakoś zgrabnie określić, zdeprecjonować i obrazić. Jak w jednym z odcinków „Ucha prezesa”, gdy prezes partii rządzącej obmyślał ze swym doradcą listę niezużytych jeszcze epitetów. Obecna władza ma już chyba w zwyczaju barwnie charakteryzować swoich oponentów politycznych, ale i tłum (w sumie na jedno wychodzi), który przy każdej poważniejszej reformie wylewa się na ulice. Zeszłoroczny „gorszy sort” z czasów pierwszych protestów Komitetu Obrony Demokracji jest czytelny bodaj dla każdego Polaka i bardzo się w języku zadomowił. Słowa, które padły ostatnio i trafiły na transparenty (albo paski TVP), zapewne po części ten los podzielą. Wydłuża się lista fraz, które mogą sobie przypisać przeciwnicy PiS, nosząc je (zwykle dumnie) na koszulkach i plakatach.

A przy tym rację ma Jacek Dehnel, kiedy apeluje o powściągnięcie języka do obydwu stron sporu. Posłużmy się polityczną analogią: tak jak zaniechania Platformy Obywatelskiej nie usprawiedliwiają poczynań PiS, tak język jednej strony nie usprawiedliwia języka strony drugiej. Bo to żaden ping-pong. Prezydium Rady Języka Polskiego parę dni temu wydało w tej sprawie oficjalne oświadczenie, zwracając uwagę m.in. na to, że „od kilku miesięcy obserwujemy postępującą brutalizację języka wystąpień publicznych i coraz częstszą manipulację językową w publicznej narracji. Brutalizacja polega na używaniu słów z dolnego rejestru języka pospolitego, na pograniczu wulgarności”.

Jest więc trochę śmieszno, trochę straszno. Niżej słownik popularnych ostatnio słów i fraz, które dowodzą co najmniej trzech rzeczy. Po pierwsze, czasem wybujałej inwencji twórczej ich autorów (zwłaszcza, co trzeba przyznać uczciwie, prezesa PiS). Po drugie, mocy propagandy (i złej woli przy okazji). Po trzecie, mocy samego słowa.

Astroturfing – skoordynowana, masowa akcja, udająca oddolny ruch społeczny. Przekładając to na język ostatnich wydarzeń: Polacy (rzekomo) nie buntowali się spontanicznie przeciw zmianom w sądownictwie, ale działali na użytek opozycji i ze szkodą dla PiS. Zbiorowiska przed siedzibami sądów, Sejmem i Pałacem Prezydenckim to zatem nie przejaw faktycznego oporu, ale akcja propagandowa. Skąd te wnioski? Krytycy protestów uznali za podejrzane, że demonstrujący byli tak świetnie zorganizowani i wyposażeni np. w jednakowe świeczki. Astroturfing nie przypadkiem wziął się od wyrazu „astroturf” (ang.), używanego na określenie sztucznej trawy. Słowo niosło się ostatnio na prawicowych portalach i w mediach społecznościowych. Zjawisku poświęcił swój program publicysta Michał Rachoń w TVP Info. Tymczasem z analiz Digital Forensic Research Lab wynika, że owa próba zwalczenia astroturfingu „nosi znamiona astroturfingu”, czyli sama w sobie nie jest w żadnej mierze spontaniczna. Piękny paradoks.

Bez żadnego trybu – podczas czytania ustaw o ustroju polskiego sądownictwa prezes PiS wszedł na mównicę i przemówił „bez żadnego trybu”. Dla jednych to jeszcze jedno wyrażenie do zaadaptowania w codziennym życiu (przytaczane żartobliwie), dla innych dowód szczególnego tupetu. Bo jeśli Kaczyńskiemu wszystko wolno – a przecież formalnie jest tylko szeregowym posłem – to innym politykom PiS także.

Bojówki opozycji – określenie protestujących, którzy działają na szkodę PiS, bo ktoś im to zleca. Innymi słowy: pożyteczni idioci opozycji. Rzecz jasna „sowicie opłacani” (jak zgaduje minister Mariusz Błaszczak, autor określenia).

Ciamajdan – publicyści ostrożnie porównują wydarzenia w Polsce do wydarzeń na Ukrainie. Tu i tam to obywatele próbują zaprowadzić jakiś porządek, zatrzymać zmiany, które wywrócą kraj, powstrzymać zapędy władzy itd. Przy czym „ciamajdan” to majdan przeprowadzany nieudolnie. Niezależna.pl tak rzecz komentowała: „Grupce »obrońców demokracji« być może taki scenariusz się marzy, w końcu po coś koksowniki – niczym zomowcy w czasie stanu wojennego – przed budynek Sejmu zwieźli. Grzeją się przy nich i wystają po nocach. Pojawiają się też jakieś apele o przynoszenie herbaty, ktoś informuje o zbiórce żywności, ktoś inny dowozi pizzę… I tak sobie ta groteskowa akcja trwa”.

Cyniczni mordercy – czyli sędziowie (już wcześniej nazywani „kastą” albo „kolesiami”). Wypowiedzi senatora PiS Waldemara Bonkowskiego, autora epitetu (tak jak paru poniższych), można by w zasadzie przytaczać w całości, przecierając oczy ze zdumienia. O sędziach powiedział, że to „cyniczni mordercy naszych żołnierzy wyklętych”. Dodając, że „nie można ich wyrzucić, tych zepsutych resortowych dzieci i ludzi, którzy pracowali dla bezpieki”.

Garstka przechodniów – ratusz sobie, minister Błaszczak sobie. W jego ocenie protesty nie były tak liczne, jak to przedstawiały polskie (i nie tylko polskie) media. Mówiąc o „przechodniach”, minister sugeruje poza tym, że były to zbiorowiska przypadkowych osób, nie do końca zorientowanych, w czym biorą udział i w jakiej sprawie walczą. Jak to się ma do astroturfingu?

Kanalie – określenie ze słynnego wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego w Sejmie. Prezes PiS „kanaliami” nazwał polityków opozycji, którzy przytaczając argumenty w obronie sądownictwa, powoływali się na poglądy jego brata. Zacytujmy tę wypowiedź w całości, ku pamięci: „Wiem, że boicie się prawdy, ale nie wycierajcie sobie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojej świętej pamięci brata. Niszczyliście go, zamordowaliście, jesteście kanaliami”.

Konstytucja – według komentatorów protesty, do których dochodzi w czasach rządów PiS, przywróciły części Polaków symbole, wcześniej zawłaszczane przez jedną opcję polityczną. Wśród nich konstytucja, polski hymn czy polska flaga. Morze poszarzałych plakatów z napisem „Konstytucja” stało się takim symbolem protestów jak parasolki w październiku ubiegłego roku.

Łańcuch światła – świeczki to jeszcze jeden symbol protestów. Polacy przez kilka wieczorów z rzędu gromadzili się przed siedzibą Sądu Najwyższego, ale i przed siedzibami sądów okręgowych w swoich miastach, żeby je poprzeć, dać wyraz solidarności ze środowiskiem sędziowskim i sprzeciwu wobec inwazyjnych działań PiS. Na pierwsze wydarzenie ze świeczkami zaprosiło Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia w niedzielę, 16 lipca, na pl. Krasińskich, zaznaczając przy tym wyraźnie, że to protest milczący i apolityczny.

No logo – fala ostatnich protestów była bardzo zróżnicowana. Demonstracje organizowały – razem lub osobno – ugrupowania polityczne (partia Razem, Platforma Obywatelska, Nowoczesna), ruchy obywatelskie (KOD, Obywatele RP, Strajk Kobiet), ale i pojedynczy aktywiści, którzy do udziału w manifestacjach zapraszali „bez emblematów politycznych”. Zdaniem publicystów to właśnie protesty „no logo” ściągały najwięcej ludzi, zwłaszcza zaś tych, którzy nie chcieli przy okazji manifestować swoich poglądów czy sympatii. Ale i tych, którym do opozycji równie daleko co do PiS.

Paski grozy – czyli komunikaty TVP, a zwłaszcza jej serwisów informacyjnych. Telewizja, zawłaszczona zresztą przez PiS, relacjonowała zdarzenia z Sejmu i polskich ulic na własny sposób (tutaj krótki przegląd), szukając bardzo wyrafinowanych epitetów na określenie ludzi (krytykujący Polskę Frans Timmermans został przedstawiony jako „człowiek roku »Gazety Wyborczej«”) i zdarzeń (sprzeciw opozycji to „wezwanie do puczu”).

PiSlam – dawniej mówiło się o „religii smoleńskiej” (określenie wciąż wraca), teraz mówi się o „PiSlamie”, też jakiejś formie ideologii, opierającej się na wykluczeniu, zacietrzewieniu i pogardzie dla obcego. Wyraz „PiSlam” ma podkreślać radykalizm i ostrą retorykę PiS.

Plac Krasińskich – kojarzony z obchodami rocznicy powstania warszawskiego, stał się jeszcze jedną areną protestów. To tutaj przemawiał niedawno prezydent USA Donald Trump, przywołując konteksty historyczne, ale pomijając sąsiedztwo Sądu Najwyższego. To w jego obronie (Sądu, nie Trumpa, naturalnie) Polacy gromadzili się na placu co wieczór. A moment jest szczególny także z tego względu, że w 2017 r. obchodzimy stulecie SN.

Pucz – protesty opozycji w grudniu 2016 r. Jarosław Kaczyński nazwał „próbą puczu” w rozmowie z tygodnikiem „wSieci”. Teraz nadarzyła się okazja, żeby wyraz wskrzesić. Znów w związku z działaniami opozycji, która wezwała Polaków do wspólnych protestów w obronie sądownictwa.

Soros – a ściśle George Soros, filantrop i finansista, bardzo nielubiany w środowiskach prawicowych. Ostatnio podejrzewany choćby o to, że zafundował protestującym jednakowe świeczki. „Gdy na ulice wylegli młodzi, padł propagandowy mit o buncie »odstawionych od koryta«. No to wymyślili te świeczki od Sorosa. Równie głupie jak to z uchodźcami, ale widać mają widownię za kretynów. Wszystko, byle nie przyznać, że skok na rządy prawa napotkał na opór, jakiego się nie spodziewali” – komentował dosadnie Adam Szostkiewicz.

Spacerowicze – jeszcze jedno określenie dla protestujących w obronie sądownictwa, znów sugerujące, że mamy do czynienia ze zbiorowiskiem przypadkowym, walczącym chyba głównie dlatego, że nie ma akurat lepszego zajęcia. Manifestujący, do których przylgnął ten rzeczownik, zagospodarowali go na własny użytek. Na kolejnych demonstracjach pojawiały się więc transparenty z hasłem: „Walking revolution” – „Spacerująca rewolucja”.

Społeczeństwo obywatelskie – tłumne, regularne protesty dały nadzieję na odrodzenie się w Polsce społeczeństwa obywatelskiego: reagującego, zatroskanego o swoje prawa i wspólny interes. Czas pokaże, czy energia ostatnich protestów samoczynnie się wytraci czy też zdoła się przekształcić w trwalszy byt i formalnie zorganizować.

Trójpodział władzy – próby przeprowadzenia w Polsce zmian ustrojowych przypomniały, czym właściwie jest trójpodział władzy. Ale i o tak podstawowej rzeczy jak ta, że demokratyczny kraj opiera się na trzech sprawnych nogach: władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Z tej przyczyny mówi się ostatnio sporo nie tylko o społeczeństwie obywatelskim, ale też o (rozbudzonej) świadomości obywatelskiej. Co istotne, biorąc pod uwagę, że każdego roku matura z WOS-u wypada bardzo mizernie.

Ubeckie wdowy – o uczestnikach manifestacji. Jeszcze jeden epitet autorstwa senatora Bonkowskiego. Zabawnie brzmiący, zważywszy na to, że w protestach brali udział także ludzie młodzi.

Ulica i zagranica – zapytany o to, czy dokonuje zamachu stanu (reformując sądownictwo), Jarosław Kaczyński odparł w mediach, że zamachem stanu „jest grożenie ulicą i zagranicą”. Czyli: falą protestów i interwencjami europejskich instytucji.

Upiory bolszewickie – o uczestnikach manifestacji, jak wyżej. Jeszcze jeden upiorny epitet autorstwa senatora Bonkowskiego.

Trzy razy weto – jedno z głównych haseł ostatnich demonstracji. W obliczu zawrotnego tempa prac nad ustawami Polacy mogli już tylko odwołać się do rozsądku Andrzeja Dudy. Prezydent ostatecznie zawetował dwie ustawy. Tego samego dnia protestujący skandowali: „Jeszcze jeden” i „Nie kokietuj, wszystko wetuj!”. Ale tym razem prośby zdały się na nic. Andrzej Duda złożył szybki podpis pod ustawą o sądach powszechnych, przyznającą szerokie uprawnienia ministrowi Zbigniewowi Ziobrze.

Zamach lipcowy – kluczowe zmiany w sądownictwie PiS zamierzał przeprowadzić w środku lata, na ostatnich posiedzeniach Sejmu i Senatu. Ustawy, choć zawierały błędy i były wewnętrznie sprzeczne, przechodziły więc przez obrady w tempie ekspresowym. Zamiast sezonu ogórkowego – gruntowny remont ustroju.

Zdradzieckie mordy – Jarosław Kaczyński raz jeszcze o opozycji. Protestujący też, za przeproszeniem, przyprawiają sobie takie mordy. Z dumą, bo dziś to określenie tej samej wagi co „gorszy sort”.

polityka.pl

PiS chce przekazać lasy deweloperom pod budowę mieszkań. A gdzie ma obywatelskie podpisy?

 

  • gazeta_wyborczaDrugi „list z wakacji” Aliny Czyżewskiej, która na trzy tygodnie została wolontariuszką w greckim obozie dla uchodźców, jest do Łukasza Warzechy, który nazwał ją „biedną, lewacką dziewczynką” i wyraził nadzieję, że wróci do Polski cała i zdrowa. W przeciwieństwie do pozostałej lawiny hejtu, który się na nią wylał, wśród których życzenia: „Miłych gwałtów” były najdelikatniejsze.
    Oto jej opowieść o pierwszej nocy na plaży: „Omar, tak jak ja, jest wolontariuszem. Młodym silnym mężczyzną ze smartfonem. Pochodzi z Iraku, przypłynął na ten brzeg półtora roku temu. Smartfony służą do tego, żeby być w kontakcie z innymi ekipami na brzegach oraz z uchodźcami, którzy wsiadają na łodzie. Są potrzebne do nawigacji, do alarmowania, gdy łódź tonie. Omar będzie tłumaczem, kiedy do naszego odcinka brzegu przybije jedna z łodzi. Nie wiadomo, czy przypłyną, ale jesteśmy tam, żeby ustabilizować ponton, pomóc wyjść z łodzi. Dać koc i wodę. Wolontariuszka lekarka sprawdzi, kto potrzebuje pomocy lekarskiej. Kiedy usiądą przy ognisku, będziemy uspokajać, pocieszać. Będziemy uśmiechnięci i wspierający. W tym czasie koordynatorka zadzwoni do obozu Moria, gdzie trafiają każdy uchodźca i każda uchodźczyni, którzy przypłyną na Lesbos i rozpoczynają procedurę ubiegania się o status uchodźcy. Potem przyjeżdżają funkcjonariusze z Morii i zabierają ich do tego najgorszego miejsca na wyspie. Miejsca, gdzie łamane są prawa człowieka.” Na zdjęciu: Wolontariusze na brzegu greckiej wyspy Lesbos. Wśród nich Irakijczyk Omar, który na Lesbos przypłynął łodzią półtora roku temu. Fot. Alina Czyżewska
    #gazetawyborcza #osiemdziewiec#alinaczyzewska #lesbos #refugees#uchodzcy #listyzwakacji #listydopolityków#listydoszydlo #listydokaczynskiego#Europeanmigrantcrisis #wyborcza
  • adek_rot Brawo Alino !!!! Mam prace i rodzine , żyje mi się super i nie mogę tego rzucić . Tak sobie właśnie pomyślałem , ze gdybym tego nie miał , zrobił bym to co ty . Dzięki ze jesteś ! Adrian

View this post on Instagram

Drugi "list z wakacji" Aliny Czyżewskiej, która na trzy tygodnie została wolontariuszką w greckim obozie dla uchodźców, jest do Łukasza Warzechy, który nazwał ją "biedną, lewacką dziewczynką" i wyraził nadzieję, że wróci do Polski cała i zdrowa. W przeciwieństwie do pozostałej lawiny hejtu, który się na nią wylał, wśród których życzenia: "Miłych gwałtów" były najdelikatniejsze. Oto jej opowieść o pierwszej nocy na plaży: "Omar, tak jak ja, jest wolontariuszem. Młodym silnym mężczyzną ze smartfonem. Pochodzi z Iraku, przypłynął na ten brzeg półtora roku temu. Smartfony służą do tego, żeby być w kontakcie z innymi ekipami na brzegach oraz z uchodźcami, którzy wsiadają na łodzie. Są potrzebne do nawigacji, do alarmowania, gdy łódź tonie. Omar będzie tłumaczem, kiedy do naszego odcinka brzegu przybije jedna z łodzi. Nie wiadomo, czy przypłyną, ale jesteśmy tam, żeby ustabilizować ponton, pomóc wyjść z łodzi. Dać koc i wodę. Wolontariuszka lekarka sprawdzi, kto potrzebuje pomocy lekarskiej. Kiedy usiądą przy ognisku, będziemy uspokajać, pocieszać. Będziemy uśmiechnięci i wspierający. W tym czasie koordynatorka zadzwoni do obozu Moria, gdzie trafiają każdy uchodźca i każda uchodźczyni, którzy przypłyną na Lesbos i rozpoczynają procedurę ubiegania się o status uchodźcy. Potem przyjeżdżają funkcjonariusze z Morii i zabierają ich do tego najgorszego miejsca na wyspie. Miejsca, gdzie łamane są prawa człowieka." Na zdjęciu: Wolontariusze na brzegu greckiej wyspy Lesbos. Wśród nich Irakijczyk Omar, który na Lesbos przypłynął łodzią półtora roku temu. Fot. Alina Czyżewska #gazetawyborcza #osiemdziewiec #alinaczyzewska #lesbos #refugees #uchodzcy #listyzwakacji #listydopolityków #listydoszydlo #listydokaczynskiego #Europeanmigrantcrisis #wyborcza

A post shared by Gazeta Wyborcza (@gazeta_wyborcza) on

%d blogerów lubi to: