IGNATIEFF: MUSIMY BRONIĆ WOLNOŚCI, WYJŚĆ NA ULICĘ I STAĆ SIĘ CZĘŚCIĄ POLITYKI

24 listopada 2017

Historia nie jest po stronie Kaczyńskiego i Orbana. Ale nie jest też po naszej – z rektorem Central European University (CEU) Michaelem Ignatieffem rozmawiają Leszek Jażdżewski, Veronika Pehe i Agnieszka Rosner.

Agnieszka Rosner (Res Publica Nowa): W trakcie wystąpienia w Fundacji Batorego mówił pan, że liberalizm istnieje po to, by bronić ludzi przed politycznymi kaprysami innych ludzi. Co w takim razie z nadzieją? Obserwujemy przecież wyjątkowo silną potrzebę politycznej nadziei.

Michael Ignatieff: Owszem, liberalizm ma bronić przed niebezpiecznymi politycznymi fantazjami. W tym znaczeniu byłby to pewien rodzaj „liberalizmu strachu”, którego celem jest ochrona przed najgorszym, rozumianym tu jako przemoc, wojna domowa czy tyrania. Jeżeli udaje się przed tym ustrzec, to już bardzo wiele.

Liberalizm zwraca mniejszą uwagę na nadzieję w wymiarze indywidualnym. Bo prywatnie chcę, aby moje dzieci były zdrowe, moja kariera się rozwijała, mam nadzieję, że jeżeli mi się poszczęści, to będę miał wnuki, nic złego nie stanie się mojej żonie, nie zachoruję. Lubię, gdy nadzieja jest konkretna, praktyczna. Nie sposób bez niej żyć.

http://krytykapolityczna.pl/swiat/ue/wegry-orban-ceu/embed/#?secret=2iH4sYW8jm

Ale chcę także żyć w społeczeństwie, które zapobiega nieszczęściom. W kraju gdzie istnieje poczucie, że polityka nie ma znaczenia, zapomina się o niej, bo nic dramatycznego nie może się wydarzyć. Liberalizm chce stworzyć wystarczająco stabilne struktury instytucjonalne, aby powstrzymać przemoc i tyranię. Tak, aby każdy rodzaj nadziei mógł się rozwijać – zarówno ten wspólnotowy, jak i indywidualny.

Wolność każdego z osobna jest bardzo różna, każdy chce w życiu osiągnąć coś innego. Więc chodzi o to, aby uzyskać ramy instytucjonalne dla realizacji indywidualnych nadziei i pragnień. A to nie jest popularne podejście. Konserwatyści go nie lubią, bo nie oddaje należytego hołdu tradycji i przeszłości. Socjaliści go nie lubią, bo nie ma w nim miejsca dla dążenia do kolektywnej przyszłości. Dlatego wydaje mi się, że liberalizm jest w tym względzie dosyć specyficzny. I nie ubolewam nad tym.

Veronika Pehe (A2larm, Krytyka Polityczna): W swojej najnowszej książce pt. The Ordinary Virtues: Moral Order in a Divided World pisze pan o prawach człowieka i języku prawa. Język ten jest nierozłącznie związany z liberalizmem, a jednak w trakcie pracy nad książką spotkał pan wiele osób, dla których jest on zwyczajnie niezrozumiały, a dla innych po prostu niewiele znaczy. Co z tego wynika?

http://krytykapolityczna.pl/swiat/ceu-uniwersytet-wegry-orban/embed/#?secret=1mwlOCBPoK

Jestem gorliwym obrońcą praw konstytucyjnych w każdym kraju. Jeżeli zastanowić się, dlaczego w USA Trump jest mimo wszystko powstrzymywany, łatwo dostrzec, że istnieją tam silne hamulce w postaci konstytucji. Zdecydowanie bardziej sceptyczny jestem wobec tego, jak egzekwowane są prawa człowieka w skali globu, brakuje tu bowiem jakiegoś rodzaju pasa transmisyjnego umożliwiającego dystrybucję praw ponad granicami. To nie ruch międzynarodowych praw człowieka powstrzymuje Trumpa, ale amerykańska konstytucja.

Inną rzeczą, którą liberałowie muszą zrozumieć, jest to, że język prawa nie jest tożsamy z językiem etyki czy też językiem rozmaitych koncepcji dobra. Prawa jedynie tworzą strukturę, w ramach której pani, młoda kobieta, może być bezpieczna, mieć aspiracje, być traktowana na równi z każdą inną osobą. Gdybym panią skrzywdził, może mnie pani pozwać i wsadzić do więzienia.

Kolejną rzeczą, jaką odkryłem, pracując nad książką, jest to, że przyjmujemy globalizację za oczywistość i zakładamy, że moralna globalizacja idzie z nią w parze. Wydaje nam się, że prawa człowieka są uniwersalnie uznawane, są częścią naszych codziennych rozmów. Tymczasem podczas podróży do brazylijskich faweli czy do nielegalnych osiedli w Południowej Afryce przekonałem się, że gdy ludzie mają nazwać to, co ma dla nich znaczenie, to nie używają języka praw człowieka. Wszyscy biedacy, których spotkałem, mówią za to: „Moje życie ma znaczenie. Nie można mnie traktować jak śmiecia”. W tym sensie mamy do czynienia z postimperialnym światem. Żaden biały mężczyzna z klasy średniej nie uważa już, że urodziliśmy się z prawem do rządzenia. Tymczasem w 1945 roku, a w tamtej epoce, byłbym obywatelem brytyjskim, zapewne przekonanym, że jestem skazany na rządzenie. To wszystko się skończyło.

To jest właśnie ta rewolucja praw, a nie to, czy ludzie używają charakterystycznego dlań języka. Czują , że mają znaczenie jako jednostki. Rewolucja samostanowienia, dekolonizacja imperiów oznacza, że obywatele krajów w Afryce czy Azji, które były koloniami, myślą dziś: „mój kraj ma znaczenie”, a w konsekwencji: „ja mam znaczenie”. To olbrzymie zmiany! Z jednej strony mało kto używa języka międzynarodowych praw człowieka, bo jest to język ekspertów i ważniaków, ale z drugiej strony wszyscy ludzie, których spotkałem, mają poczucie przysługującej im moralnej wartości. To ogromnie istotne, szczególnie dla kobiet. Jeszcze 40 lat temu w wielu miejscach, które odwiedziłem, kobiety nie miałyby prawa ze mną rozmawiać.

Leszek Jażdżewski (Liberté): W jakim stopniu  triumf liberalizmu i liberalnej demokracji w wymiarze światowym, szczególnie po roku 1989, wynikał z kontekstu polityczno-ekonomicznego? Czy społeczeństwo, w którym demokracja liberalna jest możliwa nie znika nam właśnie z oczu? 

Tak – liberalizm, w który wierzę, tzn. coś w rodzaju liberalizmu społecznego dobrobytu, w którym zawierają się silne państwa, silne instytucje, silne wsparcie dla regulowanego przez państwo kapitalizmu, jest produktem pewnego okresu w historii, tj. powojennych lat 1945-1973. Po tym okresie zaczął się rozpadać, społeczeństwa stały się neoliberalne, a nierówności rosły. Liberalizm nie jest permanentny ani ahistoryczny, zmienia się.

Wielki, dziewiętnastowieczny rosyjski socjalista Alexander Hercen powiedział, że „historia nie ma libretta”. Bardzo często przywołuję te słowa. Liberał nie może myśleć, że historia to pieśń wolności. Pomysł, że demokracja liberalna zwyciężyła po 1989 roku jest niedorzeczny. Co się stało po 1989 roku? Niedługo po zaprowadzeniu demokracji w Jugosławii wybuchła wojna, w której zginęło 250 tys. ludzi i podczas której przeprowadzano czystki etniczne. Demokracja w Rosji szybko przemieniła się w kleptokrację. Wolność w Chinach skończyła się w ten sposób, że ludzie byli rozjeżdżani przez czołgi.

Należy pamiętać, co rzeczywiście się wydarzyło: demokracja jest coraz bardziej powszechna, ale w niektórych miejscach zrobiono krok w tył. Nie istnieje więc uniwersalnie działający model. Potrzebujemy pełniejszego zrozumienia historii i pokory wobec niej. Musimy się uwolnić szczególnie od dwóch mitów: z jednej strony od przekonania, że historia jest po naszej stronie, a z drugiej, że usadowiła się z naszymi politycznymi przeciwnikami. Historia nie jest po stronie Orbana, Kaczyńskiego, Putina czy Xi Jinpinga. Tak samo jak nie jest po naszej. Jest po niczyjej stronie. Historia zależy od tego, co sami robimy. Marks miał tutaj rację. To my tworzymy historię, ale nie tak, jak tego sobie życzymy. To pesymistyczny wniosek dla demokracji liberalnej, co dziś wydaje się być odwrotnością wcześniejszego przesadnego optymizmu. Zastąpiliśmy jeden mit historyczny innym. Zastąpiliśmy utopię dystopią, a przecież obie te opowieści są fałszywe.

http://krytykapolityczna.pl/swiat/ue/orban-kat-niezaleznych-mediow/embed/#?secret=iKhBKb5kYg

Nie jestem wcale przesadnie pesymistyczny, choćby w polskim przypadku. Utyskiwanie, że jest już po wszystkim, jest dla mnie nie do zaakceptowania. Nie mówię, że to łatwe, wiem, że tak nie jest. Ale ta historia jeszcze się nie zamknęła. Tak naprawdę jeszcze się dobrze nie zaczęła! Nikt nie twierdzi, że transformacja jest łatwa. Przecież Polska została rozbita w pył przez nazistowską okupację, eksterminację, a niemal 50 lat reżimu komunistycznego pozostawiło okropną spuściznę.

Na ironię historii zakrawa więc fakt, że współcześni antykomuniści są bardziej bolszewiccy od ludzi, przeciwko którym występują. Orban w swoim podejściu do władzy jest bolszwikiem, co wcale nie przekreśla jego antykomunizmu! Dlaczego nas to dziwi? Wszyscy jesteśmy więźniami pewnych wyobrażeń. Ja jestem więźniem iluzji, w których wyrosłem w latach czterdziestych i pięćdziesiątych w pokojowej Kanadzie. Kaczyński i Orban zostali stworzeni przez zupełnie inny system. Należy więc dobrze rozumieć historię, ale nie zakładać, że prowadzi nas ona prosto do piekła. Nie wiemy tego! Ta nieokreśloność historii, fakt, że możemy ją kształtować, daje nam nadzieję.

http://krytykapolityczna.pl/swiat/ue/koniec-niezaleznych-sadow-wegry/embed/#?secret=LW1g4H8Frq

VP: Mówi się, że dojdzie w końcu do umowy pomiędzy CEU i rządem węgierskim, co napawa nas nadzieją. Chciałabym się odwołać do pana doświadczenia w postępowaniu z nieliberalnym reżimem. Czego można się z tego procesu nauczyć?

Chociaż zrobiliśmy pewien postęp, na razie nie udało się osiągnąć ostatecznego porozumienia z węgierską stroną. Dopóki się to nie stanie, nie mogę powiedzieć, że wyszliśmy na prostą. Lekcje, które z tego wypływają, nie są skomplikowane. Jeżeli cenisz sobie wolność, musisz jej bronić. Musisz wstać, wyjść na ulicę razem z innymi i stać się częścią polityki. Musisz namówić innych ludzi, instytucje, aby byli razem z tobą. Należy mieć poczucie swojej własnej istotności.

Podczas walki o CEU poczułem, że bronimy najstarszych instytucji w Europie. Sorbona, Oksford, Bolonia – to miejsca, które mają po tysiąc lat. Nasz uniwersytet ma jedynie 26 lat, ale jesteśmy częścią czegoś, co jest jednym z największych osiągnięć Europy. To Europa stworzyła to, co określamy jako społeczność uczonych , tzn. samorządna grupa kobiet i mężczyzn, która sama tworzy swoje zasady. To przecież sedno demokracji. Kiedy sprzeciwiasz się małostkowym tyranom i awanturnikom, musisz stać o własnych nogach i pokazać swoją  wartość. Tak samo jest w przypadku dziennikarstwa. Macie za sobą 250 lat tradycji niezależnego, europejskiego dziennikarstwa. Reprezentujecie sobą tę tradycję. Kiedy sędziowie zakładają swoje szaty, to nie chodzi im o zwykłe przebieranki, wyrażają w ten sposób tradycje swojej instytucji. Należy więc rozumieć te tradycje i ich bronić.

http://krytykapolityczna.pl/kraj/nie-ma-wrogow-po-stronie-demokracji/embed/#?secret=tZ8m2gacUv

Duża część naszej wolności wywodzi się z naszej niezgody na działania zwyczajnych złodziei, którzy chcą zniszczyć tę instytucje. Jest wiele powodów, dla których ludzie decydują się walczyć, bronić wartości, ale duża część to po prostu gniew lub duma z instytucji, których jest się częścią. Jesteście dziennikarzami, to wspaniała profesja. Ma swoją godność, znaczenie. Jesteście częścią demokracji. Musicie czuć, że nie wolno z wami pogrywać. Ja to czułem podczas walki o CEU. Nie walczę dla siebie, walczę w imieniu całej tradycji. Jestem więc całkiem konserwatywny w tym względzie.

AR: Nadziei należy upatrywać w tradycji?

Nadzieja jest tradycją. Nieustannie odnawia wiarę w instytucje. Widzę nadzieję na przyszłość, która zależy od wiary w przeszłość. Naprawdę tak uważam.

Zawsze dziwi mnie, że liberałowie wstydzą się być patriotami. Nie rozumiem tego. Macie wiele powodów, aby być dumnymi z tego, że jesteście Polakami. Nigdy nie wolno zrzec się języka dumy na rzecz innych ruchów politycznych. To przecież też wasz kraj. Zostałem kiedyś politycznie pokonany przez człowieka, który lepiej potrafił odpowiedzieć na pytanie, co to znaczy być Kanadyjczykiem. Taki jest sens politycznej walki, trzeba być otwartym i powiedzieć jasno: to jest również mój kraj.

http://krytykapolityczna.pl/kraj/protesty-sad-najwyzszy-sankcje-ue/embed/#?secret=zBzKZFetJW

**
Wspólny wywiad Krytyki Politycznej, Liberté i Res Publiki Nowej przeprowadzono 6 październiku 2017 roku w siedzibie Fundacji Batorego w Warszawie. Skróty: red. KP.

 

krytykapolityczna.pl

Rozmowa w pociągu

Rozmowa w pociągu

Obóz władzy przyjął odmienną hierarchię wartości, w której biegłość zawodowa nie ma żadnego znaczenia – wystarczy, że człowiek na stanowisku jest „szczerym patriotą”.

Ostatnio mam okazję jeździć trochę po Polsce. Zazwyczaj samochodem. Ale wybierając się do Poznania na pierwsze z cyklu spotkań o 500-leciu Reformacji, uznałem, że skoro przyszła jesień, pociąg będzie bezpieczniejszy. Kupiłem zatem bilet na ekspres (do Berlina), który w Poznaniu miał być o 16:11, prawie dwie godziny przed godziną rozpoczęcia imprezy. „Pójdę sobie spacerem do hotelu” – planowałem. – „Tam się przebiorę, coś zjem i spokojnie przejdę na drugą stronę ulicy, gdzie znajduje się Centrum Kultury Zamek, żeby znaleźć się na miejscu z dwudziestominutowym zapasem; spotkam się z organizatorami, z głównym bohaterem spotkania, z którym jeszcze dogramy najważniejsze szczegóły… Będzie idealnie”.

Tymczasem przed Łowiczem mój pociąg zahamował dość gwałtownie, zajechał majestatycznie na stację w Bednarach i znieruchomiał. Mijały minuty w niepokojącej ciszy, aż w głośnikach zachrypiał komunikat, że lokomotywa uległa awarii i czekamy na przyjazd innej; przewidywane opóźnienie – 80 minut. Policzyłem w pamięci: wyglądało na to, że do hotelu już nie zdążę, niemniej pół godziny na dojście z dworca do CK Zamek to – jak sądziłem – aż nadto. Złudzeń pozbawiła mnie sympatyczna zresztą pani kierownik pociągu, wyjaśniając, że kiedy już ruszymy, będziemy przepuszczać wszystkie składy, jadące o czasie, opóźnienie zatem raczej się zwiększy. Poza tym – zapasowy elektrowóz jeszcze nie wyruszył w naszą stronę. – „Ale udało mi się załatwić” – dodała pogodnie – „że w Bednarach zatrzyma się wyjątkowo następny pociąg jadący w tamtą stronę, a mianowicie przez Poznań do Szczecina, więc może lepiej się przesiąść”. – „A o której będzie w Poznaniu ten następny?” – „O 17:57” – brzmiała odpowiedź.

Zadzwoniłem do organizatorów, z ich pomocą znalazłem w pociągu z zepsutą lokomotywą profesora, z którym o Reformacji miałem rozmawiać, przesiedliśmy się do pociągu szczecińskiego, z filozoficznym spokojem usłyszeliśmy, że i on ma opóźnienie (około 20 minut, potem około 30), ale że poznańska publiczność była cierpliwa, spotkanie nasze o dziwo się odbyło – zaczęliśmy je o 18:40. To jedynie wzbudziło moją irytację, że (jak się dowiedziałem z kilku źródeł) na trasie Warszawa – Poznań podobne historie (awarie lokomotywy, uszkodzenie trakcji i inne wypadki losowe) zdarzają się ostatnio dziwnie często. W CK Zamek już właściwie przywykli, że goście z Warszawy na imprezy o 18:00 wpadają zziajani, prosto z dworca, na ogół około wpół do siódmej. Pewnie dlatego na nas poczekali.

W którymś z czeskich filmów, których akcja rozgrywa się przed wojną, dziadek bohatera ustawiał zegarek, słysząc przejeżdżający w pobliżu pociąg. Punktualność kolei była wówczas legendarna. Fakt, że na trasie, łączącej dwa ważne polskie miasta, w XXI wieku nie daje się jej utrzymać, ma prawo dziwić. Podzielone na kilka niezależnych przedsiębiorstw Polskie Koleje Państwowe miały kilka lat temu okres lepszej pracy, ten jednak się najwyraźniej skończył. Nie mam pretensji do konkretnych kolejarzy, którzy zapewne robią, co mogą. To na poziomie zarządzania coś przestało działać, jak należy.

Tego rodzaju przygoda sprzyja nawiązywaniu między podróżnymi kontaktów. W przedziale pociągu szczecińskiego zacząłem więc rozmawiać i usłyszałem historię, która, obawiam się, jest a propos. W obawie, żeby nie popełnić niedyskrecji, pewne szczegóły opowieści pomijam lub przekręcam. Oczywiście, nie mogę być zupełnie pewny, że nie jest ona produktem fantazji. Ale jeśli nawet, to wydaje się charakterystyczne, że w dzisiejszych czasach takie anegdoty zaczynają krążyć. Żyję dość długo, by pamiętać czasy, w których słyszało się je bardzo często.

Otóż mój rozmówca, nazwijmy go panem A., jest specjalistą w pewnej dziedzinie. Jako specjalista z troską przygląda się działaniom państwowego przedsiębiorstwa, które dla owej dziedziny jest niebywale ważne. Na jego czele stanął – rok temu, w ramach przeprowadzanej przez PiS wymiany kadr – nowy szef. Od tej pory instytucja zaczęła niedomagać. Jej kolejne przedsięwzięcia są źle zorganizowane, chaotyczne, rzadsze zresztą, niż dawniej. Wypowiedzi publiczne jej przedstawicieli bywają kompromitujące. Wygląda na to, że dział PR albo został sparaliżowany, albo trafił w ręce ludzi, którzy nie umieją szybko reagować na problemy wizerunkowe. Krótko mówiąc: firma, która działała dotąd w miarę przyzwoicie, pogrążyła się w bałaganie i kryzysie – także finansowym.

Pan A., jako się rzekło, obserwował to wszystko z niesmakiem, aż udał się na rozmowę do pana B., również specjalisty, który w dodatku ma dostęp do najważniejszych obecnie uszu w Polsce, a mianowicie do uszu Prezesa. – „Słuchaj” – zagaił – „kto wymyślił, żeby nowym szefem tej instytucji został X.?”. – „Ja” – padła odpowiedź. Pan A. zastanawiał się przez chwilę, czy po takim dictum wycofać się albo spróbować wyrazić swój osąd dyplomatycznie, ale postanowił grać w otwarte karty. Nabrał zatem powietrza w płuca i stwierdził: – „Ale on sobie nie radzi”. To dla następnej riposty postanowił mi tę historię opowiedzieć. Brzmiała ona: – „To prawda. Ale nie mam żadnej wątpliwości, że jest szczerym patriotą”.

Pisałem już tutaj, że obserwując PiS-owską próbę „wymiany elit” nieomal współczuję odpowiedzialnym za tę akcję decydentom, że mają aż tak krótką ławkę rezerwowych. Bardzo chcieliby mieć przekonujących zmienników dla Agnieszki Holland, Olgi Tokarczuk czy Artura Andrusa, a mają Grzegorza Brauna, Bronisława Wildsteina i Ryszarda Makowskiego. Zatrudniwszy fachowców ze szkoły o. Rydzyka do robienia „obiektywnych i pluralistycznych „Wiadomości” ośmieszają dziennikarstwo polskie nie tylko natrętną propagandą (ostatni wyczyn to niewątpliwie felietonik Ewy Bugały z fragmentem „Krzyżaków”!), ale i żałosnym poziomem warsztatowym. Przy takim rozpoznaniu sytuacji zwolennik rządzącej obecnie partii może mieć jednak nadzieję: historia zna przecież przypadki, że ktoś, zaczynając nieporadnie, z biegiem czasu nabrał biegłości zawodowej, zaś Duch Święty (czy inne Siły Wyższe, decydujące o natchnieniu) potrafi niekiedy zesłać okruch genialności komuś, kto ani artystycznie, ani moralnie nie wydawał się zdolny do stworzenia wielkiego dzieła.

Jeśli jednak działa mechanizm taki, jak w anegdocie, zasłyszanej w przedziale kolejowym, to problem jest znacznie głębszy. Polega on wówczas nie na tym, że kandydaci na zmienników dla „łże-elity” wprawdzie na razie niewiele umieją, – ale widzą to zarówno oni, jak ich promotorzy, i wszyscy razem czekają, aż w toku ich pracy pojawi się stopniowo profesjonalizm – lecz na tym, że obóz władzy przyjął odmienną hierarchię wartości, w której biegłość zawodowa nie ma żadnego znaczenia. Jeśli tak, to ten obserwowany w Polsce już drugi rok festiwal nieudaczników (od którego wyjątki zdarzają się przecież, ale rzadko) nie stanowi dla nikogo żadnej szkoły, etapu nabywania sprawności, lecz jest założonym z góry stanem docelowym. Tak ma być: wątpliwej jakości malarz może rządzić polskim kinem; świetna (czemu nie?) urzędniczka pocztowa znać się na, powiedzmy, służbie zdrowia; o tym, jak pokazać na wystawie przebieg II wojny światowej decyduje specjalista od historii pewnego klubu piłkarskiego i tak dalej. Chodzi bowiem o to jedynie, by człowiek na stanowisku był „szczerym patriotą”.

Czy w kraju, w którym „zarządzanie zasobami ludzkimi” prowadzi się wedle tej zasady, wolno się dziwić, że w międzynarodowym pociągu ekspresowym Warszawa – Berlin trzeci raz w ciągu ostatnich trzech miesięcy jeszcze przed Łowiczem psuje się lokomotywa? Gdy „właściwa postawa ideowo-moralna”, nie zaś fachowość, decyduje o obsadzie stanowisk kierowniczych, każdego ranka, gdy włączam światło w łazience i widzę zapalającą się żarówkę, powinienem wznosić oczy ku niebu, dziękując za cud.

Do tej gorzkiej konstatacji należy dołożyć dwa obszerne przypisy. Pierwszy – nie ma co się oszukiwać, że my, nieprzejednani przeciwnicy obecnie rządzącej partii, miewamy pokusę, by obserwować bieżące wydarzenia zgodnie z zasadą „im gorzej, tym lepiej”. Kolejne wpadki osób, wyniesionych na ważne stanowiska przez PiS-owską rewolucję, budzą paskudne uczucie euforii: więc nie mylę się, że PiS stawia wszystko na głowie, białe nazywa czarnym, klakierów rządu określa jako „niezależnych dziennikarzy”, niewolę zwie wolnością, zaś skłócanie się z sąsiadami – przemyślaną polityką zagraniczną. Niekiedy ma to sens: przecież skoro informacyjne programy TVP zamieniły się w seanse propagandy, Bogu wypada dziękować, że są robione tak siermiężnie – potwarze i kłamstwa formułowane inteligentnie groźniejsze są, niż potwarze i kłamstwa, wyrażane w sposób prostacki. Częściej jednak zasada „im gorzej, tym lepiej” podpowiada satysfakcję z doniesień, które tak naprawdę powinny martwić. Niezależnie od tego, kto rządzi, chciałoby się, żeby pociągi docierały do celu bez wielogodzinnych opóźnień, żeby armia, broniąca naszych granic, była sprawna, a budżet państwa – planowany dorzecznie. Jeśli czytam, że z rządu ma odejść minister Streżyńska, to wprawdzie ułatwi mi to pozostawanie w opozycji (minister Streżyńska, mimo opóźnień w realizacji projektu ePaństwo, wydaje mi się osobą znacznie zawyżającą średnią fachowość obecnej Rady Ministrów), ale zarazem oddali perspektywę koniecznego wszak unowocześnienia Polski.

Przypis drugi – wszystko po PiS-ie da się kiedyś poprawić, ale absolutnie przerażające jest to, co rządząca obecnie partia wyprawia z terminem „patriotyzm”. Nie chodzi już nawet o chroniczne mylenie go z agresywnym nacjonalizmem. Prawdziwy kłopot będziemy mieli z odpracowaniem owej frazy, że nieudany urzędnik to „szczery patriota”. Szczery patriotyzm jest przecież zaletą! Ale to w świecie poprawnego użycia słów; gdyż w dzisiejszej praktyce językowej oznacza tylko, powiedzmy sobie jasno, samochwałę albo/i oportunistę.

To właśnie z odwróceniem znaczeń będziemy mieli największy problem. Jak u Tuwima:
„Lecz nade wszystko – słowom naszym,
Zmienionym chytrze przez krętaczy,
Jedyność przywróć i prawdziwość:
Niech prawo wreszcie prawo znaczy,
A sprawiedliwość – sprawiedliwość”.

Ano właśnie…

Jerzy Sosnowski

koduj24.pl

Katarzyna Lubnauer pokonuje Ryszarda Petru. Nowe otwarcie dla Nowoczesnej

Ryszard Petru stracił właśnie przywództwo w Nowoczesnej. Nową przewodniczącą została Katarzyna Lubnauer, dotychczas przewodnicząca Klubu Poselskiego Nowoczesnej. Lubnauer uprzednio poparli wszyscy pozostali pretendenci do tej funkcji, z których ostatni Piotr Misiło zrobił to dzisiaj, już podczas samej konwencji partii. Starcie było wyrównane, ponieważ Petru przegrał niewielką różnicą głosów, 149 do 140 delegatów na korzyść Lubnauer. Klęska Petru została poprzedzona aktem nadzwyczaj symbolicznym, we wcześniejszej części konwencji partia zmieniła nazwę z „Nowoczesna Ryszarda Petru” na „Nowoczesna”.

Klęska Ryszarda Petru w walce o władzę w partii, którą zakładał stanowi jeden z ewenementów w polskiej polityce. Spektakularne zjednoczenie pozostałych kandydatów wokół Lubnauer, w tym Kamili Gasiuk-Pihowicz wskazuje jak wielką niepopularnością cieszył się Petru. Liderowi nie pomogła najwyraźniej nawet desperacka próba dokonania sukcesu w jednoczeniu opozycji. To co miało być ucieczką do przodu, pogrążyło jednak tylko Petru, ponieważ podobnie jak podczas negocjacji z Jarosławem Kaczyńskim i słynnym “światełkiem w tunelu”, lider wykazał się jedynie polityczną krótkowzrocznością i dał się zwyczajnie Schetynie ograć oszukując przy okazji kolegów z partii. Na brak profesjonalizmu otoczenia Petru wskazywały także medialne zwierzenia Joanny Schmidt, która atakowała w mediach Lubnauer za nieudolną próbę ukrywania afery z wyjazdem na Maderę. Sytuacja kuriozalna, ale pokazująca dobitnie brak politycznego kunsztu stronnictwa Petru.

Zwycięstwo Lubnauer to szansa dla Nowoczesnej, która pod przywództwem skompromitowanego wielokrotnie Petru nieuchronnie zmierzała do politycznej samozagłady. Katarzyna Lubnauer nie uchodzi wprawdzie za tak medialną twarz jak Kamila Gasiuk-Pihowicz, ale jako przewodnicząca klubu wykazała się determinacją i dobrym merytorycznym przygotowaniem, które uchroniło partię przed wieloma dalszymi wpadkami. Prawdą znaną od miesięcy jest to, że właśnie posłanki Nowoczesnej są jej największym atutem, który będzie mógł zostać teraz należycie wykorzystany. Stronnictwo Lubnauer postulowało także zmianę strategi partii, powrót do progospodarczych postulatów, które legły u zarania formacji. Na polskiej scenie politycznej opanowanej przez festiwal socjalnych obietnic jest to głos potrzebny.

Oczywiście nie da się równocześnie ukryć, że taki przewrót we władzach może doprowadzić do silnych tarć wewnątrz partii, dalszych konfliktów, co może sparaliżować formację i ją całkowicie pogrążyć. Stąd największym wyzwaniem na drodze Katarzyny Lubnauer jest dziś zadbanie o zjednoczenie Nowoczesnej i załagodzenie sporów. Od efektów tej misji zależy polityczny los Nowoczesnej.

crowdmedia.pl

Donald Tusk nie wróci do Polski. Nikt nie ucieszyłby się z tego bardziej niż Jarosław Kaczyński [OPINIA]

Michał Gostkiewicz, 

Jarosław Kaczyński i Donald Tusk w grudniu 2010 roku© fot. Sławomir Kamiński/AG Jarosław Kaczyński i Donald Tusk w grudniu 2010 roku

Powrót Tuska do Polski byłby prezentem dla Jarosława Kaczyńskiego. Mógłby w znienawidzonego wroga bić całym aparatem państwa, który ma w ręku. Dlatego Tusk tego prezentu szefowi PiS nie zrobi.

Stawiam dolary przeciwko orzechom, że Tusk po sromotnie przegranych przez opozycję wyborach samorządowych (i wykopaniu w ramach rozliczeń Schetyny) przerwie kadencję prezydenta Unii, wróci do Polski i obejmie przywództwo w PO. Ogłosi: „Oto rezygnuję ze 110 tysięcy pensji miesięczne i staję do walki z Kaczyńskim”- napisał Grzegorz Sroczyński po tym, jak szef Rady Europejskiej jednym twittem doprowadził wierchuszkę PiSu do rozstroju nerwowego. A ja stawiam brylanty przeciw dolarom Grzegorza Sroczyńskiego, że Donald Tusk do Polski nie wróci.

Komu się opłaca powrót Tuska?

Słusznie pisze Sroczyński, że Tusk to jedyny polityk, którego Kaczyński się boi. Szef PiS doskonale pamięta, jak przez osiem lat przegrał z byłym szefem PO wszystko, co było do przegrania. I wie, że wygrał dopiero wtedy, gdy Tusk, nie zmuszany przez nikogo, zszedł z polskiego politycznego boiska, żeby zagrać w Lidze Mistrzów.

Słusznie pisze Sroczyński, że obecna opozycja nie stanowi zagrożenia dla PiS. No bo kto wygra z graczem wagi ciężkiej, jakim jest bez wątpienia Kaczyński? Petru, który nie potrafi wznieść poparcia swojej partii ponad kilkanaście procent? Lewica? Lewica obsiadła kilka kanap i każda kanapa kłóci się z kanapą obok o to, na której wygodniej się siedzi.

Czy chce powrotu Tuska Robert Biedroń, na razie cierpliwie zaprzeczający temu, że myśli o prezydenturze? Jeżeli obaj wystartowaliby w wyborach prezydenckich w Polsce w 2020 roku, to odbieraliby sobie elektorat. Efekt – wiadomy: Duda lub inny pomazaniec Kaczyńskiego wygrywa z nimi w cuglach.

Czy może chce powrotu byłego szefa Platforma Obywatelska? Owszem, pamiętają tam jeszcze, jak dobrze było za Tuska, ale to było dawno. Teraz PO rządzi Schetyna – człowiek, który po latach obrywania od byłego przyjaciela po głowie wyszarpał partię pazurami i zębami. I nie odda, choćby notowania PO zbliżyły się do progu wyborczego.

Czy może liczą na ten powrót młode wilczki tejże Platformy, które mają swoje ambicje? W tej chwili na drodze tych ambicji stoi niepopularny nawet we własnym elektoracie Schetyna. Dla nich powtórne wejście Tuska do gry byłoby jak powrót Roberta Lewandowskiego do polskiej ligi, w której ledwo co zdążyli wyrobić sobie jako tako nazwiska.

Kaczyńskiemu brakuje wroga?

Nie, jest zupełnie inna osoba, która tego powrotu chce. Jarosław Kaczyński. Tusk w Polsce – to wreszcie prawdziwe dla prezesa wyzwanie. Po co szukać nowego wroga, kiedy stary wrócił i osiedlił się za miedzą? I można go wreszcie atakować – za wszystko. Za Smoleńsk, za Amber Gold, za inne mniej lub bardziej prawdziwe „wina Tuska”. Dlatego tak walczył, by Tusk przestał być szefem Rady UE. By musiał wrócić.

I to jest właśnie powód, dla którego stawiam moje brylanty przeciw dolarom Sroczyńskiego. Tusk miałby wrócić do kraju? Po co?

Bili się z Kaczyńskim o Polskę przez prawie dziesięć lat. I nie była to łatwa wojenka. Nie, to był krwawy polityczny bój, w którym padały twierdze, w którym obaj tracili ziemię, regimenty wojska i najlepszych generałów (Schetyna, Rokita, Dorn). W której deptało się przyjaźnie i sojusze, poświęcało ideały dla walki o poparcie kapryśnego wyborcy. Ale to była równa walka. Szale politycznej walki były mniej więcej wyrównane. Teraz Kaczyński ma w ręku Sejm, rząd, prezydenta, media publiczne, a do tego służby i aparat sprawiedliwości, czyli prokuratury i – już prawie – sądy oraz komisję śledczą ws. Amber Gold. I mógłby Tuska grillować do woli.

Czy sam Tusk chce wracać?

Tymczasem w Europie od trzech lat Tusk ma spokój. Ma immunitet. Jak przyjeżdża do kraju, bo go wzywają a to w sprawie Smoleńska, a to w sprawie Amber Gold, to zeznaje jako świadek i wyjeżdża. Raz na jakiś czas z bezpiecznej odległości Brukseli robi na Twitterze kontrolowany wybuch którejś z beczek trotylu, na których oparta jest polska polityka. Zamiast siedzieć na partyjnych nasiadówkach w regionach, robić kampanię w małych miastach i licytować się w Sejmie na pyskówki z szefem PiS, siedzi na nasiadówkach wierchuszki UE, która niedawno wsparła go wbrew stanowisku niechętnego mu rządu PiS. Albo na „nasiadówkach” G20. Pracuje w systemie politycznym UE, którego naczelną i przestrzeganą wręcz obsesyjnie zasadą jest kompromis. Polski sposób uprawiania polityki – wszystko albo nic, zwycięstwo za wszelką cenę i upodlenie przeciwnika – w Unii nie działa i Tusk, który – bywało – walczył podobnie – zrozumiał to szybko jeszcze jako premier.

Teraz gra w zupełnie innej lidze – europejskiej. I jest w niej jednym z głównych rozgrywających, twórcą programu, według którego mają działać w najbliższych latach europejscy przywódcy. Z widokami na stanowiska w międzynarodowych instytucjach. To NATO, ONZ i struktury unijnej dyplomacji są dla Tuska naturalnym kierunkiem po zakończeniu kadencji przewodniczącego Rady Europejskiej, a nie polski Sejm czy nawet Pałac Prezydencki. Jak pokazuje jego kariera, nawet, gdy miał w karierze przestoje i rzadko wstawał z ławki rezerwowych, to jak już wstał, to po to, by przejść do wyższej ligi. Powrót do polskiej polityki po końcu kadencji byłby dla Tuska degradacją. To tak, jakby wspomniany Lewandowski wrócił z potentata Bundesligi do choćby i najsilniejszego polskiego klubu. I zastałby w nim umocowanego od lat nietykalnego kapitana drużyny, który zrobiłby wszystko, żeby nikt mu piłki nie podawał.

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz i redaktor magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz Gazeta.pl, „Dziennika” i „Newsweeka”. Stypendysta Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Kocha Amerykę od Alaski po przylądek Horn. Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze.

msn.pl

Gigantyczna wpadka Beaty Mazurek na Twitterze. Język polski przerósł możliwości rzeczniczki PiS

Język polski nie należy do najłatwiejszych. Miała się o tym okazję przekonać Beata Mazurek, która pokusiła się wczoraj o zabawne podsumowanie zamieszania związanego z czytaniem przez Jarosław Kaczyńskiego w Sejmie atlasu kotów. Jak widać na załączonym obrazu, rzecznik PiS ma bardzo poważne problemy z językiem polskim. W jednym krótkim wpisie udało jej się popełnić całą masę błędów, zarówno ortograficznych jak i interpunkcyjnych.

Jeden z internautów słusznie zauważył, że wpadka miała miejsce w związku z faktem, że to sama Mazurek, a nie jej asystent, najprawdopodniej zamieściła poniższych wpis w serwisie społecznościowym. Post został oczywiście bardzo szybko skasowany. Niestety dla pani rzecznik nie na tyle szybko, żeby ktoś nie zdążył zrobić prostego print screena. W ten sposób poetycka wypowiedź Mazurek zaczęła żyć w sieci własnym życiem.

W zasadzie nie wiadomo dlaczego internauci znowu czepiają się biednej Beaty Mazurek. Przecież od rzecznika prasowego partii rządzącej nikt nie powinien wymagać takich rzeczy jak umiejętność poprawnego pisania lub też korzystania z narzędzi do korekty tekstu.

Jak się okazuje, wytłumaczenie takiego stanu rzeczy może być prozaiczne:

Nam nie pozostaje nic innego, jak łącżyć się w bólu z panią poseł, oczywiście ponad podziami (pisownia oryginalna)…

crowdmedia.pl

Maleńczuk do Terleckiego: Lali nas tacy, jakich teraz ty wspierasz

Maleńczuk dziwi się Terleckiemu

„On był guru dla nas, młodych hipisów” – mówi Maciej Maleńczuk w programie „Rzecz o polityce” w internetowej telewizji dziennika „Rzeczpospolita”. O kim mowa? O Ryszardzie Terleckim, obecnym wicemarszałku Sejmu i szefie klubu PiS. Rzeczywiście Terlecki – na tle partyjnych i sejmowych kolegów i koleżanek –  ma chyba najbarwniejszy życiorys. Dziś bliski i zaufany współpracownik Jarosława Kaczyńskiego, w młodości działał w ruchu hipisowskim w Krakowie. Nazywano go „Pies” był jednym z przywódców tego ruchu. Hipisem, podobnie jak Terlecki, był także Marek Kuchciński, dzisiaj Marszałek Sejmu, przypomina portal WP.

Maciej Maleńczuk ostro skrytykował dzisiejsze zachowania „Psa”. On również obracał się w kręgu Ryszarda Terleckiego. Był wówczas nieznanym muzykiem, zarabiał graniem na ulicach. – „Właściwie to kolegą nigdy nie był, bo on był guru dla nas, młodych hipisów” – opowiadał artysta – „I nie mogę uwierzyć, bo tych hipisów gitowcy – ogolone na łyso bandziory, prali po pysku, gdzie się tylko pojawili. Bili, pluli, poniżali jak się tylko da. I on był wtedy jednym z nas. A teraz się okazuje, że ten sam hipis wspiera te łyse, faszystowskie hordy. I tego mu nigdy nie wybaczę” –  ostro stwierdził Maleńczuk.

Prowadzący rozmowę Jacek Nizinkiewicz spytał, co dzisiaj Maleńczuk powiedziałby Terleckiemu, gdyby go spotkał osobiście. – „Kiedyś spotkałem Psa w przejściu podziemnym. Wyszedł takim bocznym halsem, z jeszcze jakimś drugim, z pociągu. Ewidentnie byli napruci równo i tak szli sobie boczkiem, w garniturkach…”  – opowiadał Maleńczuk. – „Nic bym mu nie powiedział. Chociaż obiecałem sobie, że jak jeszcze raz go spotkam, to mu to powiem: „Pies, byłeś hipisem, nie? Lali nas tacy, jakich teraz ty wspierasz. Co ty na to?” – wyjawił muzyk.

koduj24.pl

Czy Duda jest Szwejkiem?

Czy Duda jest Szwejkiem?

Siłę państwa buduje się mozolnie, dziesiątkami lat, pokoleniami – siłę ekonomiczną, militarną. Polska znalazła się w takiej szczęśliwej sytuacji. Z jednej strony rozpadł się wschodni twór imperialny, który miał nas w swojej strefie wpływów, z drugiej – rozwinięty kapitalizm i demokrację przyjęły z otwartymi rękami. Hurra! – stało się to za naszego życia, nie trzeba było wyczytywać tego w podręcznikach historii. I bodaj najważniejsze – nie zawodzili politycy. Pozbyli się swoich szemranych misji, zajęli się politycznym pozytywizmem – pracą na rzecz dalszego rozwoju kraju.

No i przyszła zmiana, która nazwała się dobrą, a która mozół poprzedników określiła ruinami. To była przestroga, że zawrócą nas. I tak się dzieje. Na razie pasożytują na dobrach wypracowanych przez poprzedników. Wizje swoje może snuć Mateusz Morawiecki, który dobrze wypada tylko przy kolorowych planszach, a jak otworzy usta – to kompletnie niczego oryginalnego nie ma do powiedzenia. Dzisiaj jeszcze wzrost gospodarczy żeruje na poprzednikach, ale widać symptomy, że wyhamowuje i w zestawieniu z sąsiednimi krajami wypadamy bladziutko. Gdyby nie światowa koniunktura, Polska byłaby czerwoną wyspą.

Podobnie z mozołem – bodaj z większym niż nam się wydaje – budowana jest zdolność obrony terytorialnej, a dla Polski zawsze to było ważne, gdyż znajdujemy się pod przemożnym wpływem geopolityki. Siła militarna jest pochodną siły ekonomicznej. Najbogatsze państwa są po prostu silne i to one są zagrożeniem dla innych, posądzane o złe zamiary. Aby utrzymać społeczeństwo w gotowości (funkcja morale) budowane są misyjne wizje, które zderzając się z rzeczywistością, zwykle kończą się kompromitacją. Tak wyglądały nasze powstania w XIX wieku, tak skończyło się Powstanie Warszawskie. Kompromitacją elit, które pchnęły do czynu powstańczego – a tak naprawdę zbrodniczego.

Powstania są daniną krwi, ale o daninach trzeba potrafić mówić, a nie budować na nich fałszywe mity. Niestety, jesteśmy zakłamani, a to znaczy – słabi i w chwili konfrontacji, znowu damy d**y. Znowu się skompromitujemy.

Dzięki osobistym zasługom Lecha Wałęsy przyjęto nas do NATO, co wcześniej wydawało się marzeniem ściętej głowy. Armia stawała się nowocześniejsza, coraz lepiej wyposażona, oficerowie i generałowie szkoleni na porządnych uczelniach wojskowych, a nie na propagandowych. Tym bardziej to istotne, iż na wschód od nas Rosja znowu pręży się imperialnie, doświadcza tego Ukraina.

I co robi zmiana, która nazwała się dobrą i narzuciła mit ruin? Administrator cywilny wojska – bo taka w istocie jest funkcja ministra obrony narodowej – zrywa kolejne kontrakty na zakup najnowocześniejszego wyposażenia, zakłada jakieś wojska Szwejków kosztem profesjonalnej armii, jedyny ważny zakup ministerstwa Antoniego Macierewicza to zakup samolotów dla VIP-ów.

Nie recenzuję jakiejś narracji groteskowej. Tak jest rzeczywiście. Zwierzchnik sił zbrojnych prezydent – tak jest zapisane w Konstytucji – reaguje po czasie i to przy okazji, gdy dostał kompetencyjnego pstryczka w nos. Ba, nawet zwala winę na zapis konstytucyjny.

Macierewicz jest administratorem, a dlatego wchodzi w skład rządu, a nie jest pod prezydentem, gdyż rozdzielnik budżetu działa poprzez instytucje rządowe. Wcale nie jest to wada zapisów ustrojowych. I nie trzeba z tego powodu robić szpagatu kohabitacyjnego. U doktora prawa Dudy zresztą nieraz braki intelektualne dały o sobie znać, a jeżeli nałożymy na to braki charakterologiczne, to mamy to, co mamy. Powolny upadek demokratycznej Polski, a wobec tego i z czasem – cywilizacyjny.

Duda słusznie nie podpisywał nominacji generalskich, bo to byli oficerowie ze ścieżki szybkiego awansu, a więc zależni od ministra. Macierewicz właśnie wycofał wnioski o awanse, choć dziura w kadrach generalskich jest przemożna. To nie jest tak, że Duda podpisze inne wnioski. Wśród kadry oficerskiej obniżone jest morale, a na pewno dobrze na nich nie wpływa dysfunkcja psychiczna Macierewicza. Nieprzypadkowo ministrem obrony miał być Jarosław Gowin. Co? Oficerowie tego nie słyszeli? Jaki jest odbiór postaci Macierewicza u naszych sojuszników z NATO, a szczególnie o Jankesów? Można się tylko domyślać.

Czy Macierewicz jest tym, o co domyślnie go posądzamy po publikacji Tomasza Piątka? Nie jest zdrajcą? To jest naprawdę wtórne. Działa na polską niekorzyść. Działa tak, jak życzyłby sobie Kreml. To widać nie tylko z Polski, a może zwłaszcza. To widać z Brukseli, widać z Berlina, a także z Waszyngtonu. Dlaczego tak się dzieje?

Duda powinien wziąć się w garść. I tak ma nabrechtane w związku z Trybunałem Konstytucyjnym i ustawami sądowymi. Za to odpowie – młyny sprawiedliwości działają powoli, ale mam nadzieję, że dopadną go za życia. Duda ma narzędzia w stosunku do Macierewicza, aby postawić go do pionu z „rukami po szwach”. Tak jak np. zwołuje się Radę Gabinetową w związku z kryzysem ekonomicznym, tak zwołuje się w związku z bezpieczeństwem. Duda, ogarnij się, bo staniesz się wspólnikiem Macierewicza w kwestii osłabienia obronności kraju. Prezydent nie może być Szwejkiem.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

http://audycje.tokfm.pl/widget/56420

 

Czy Duda jest Szwejkiem?

Siłę państwa buduje się mozolnie, dziesiątkami lat, pokoleniami. Siłę ekonomiczną, militarną. Polska znalazała się w takiej szczęśliwej sytuacji. Z jednej strony rozpadł się wschodni twór imperialny, który miał nas w swojej strefie wpływów, z drugiej rozwinięty kapitalizm i demokracje przyjęły z otwartymi rękami. Hurra! – stało się to za naszego życia, nie trzeba było wyczytywać tego w podręcznikach historii. I bodaj najważniejsze – nie zawodzili politycy. Pozbyli się swoich szemranych misji, zajęli się politycznym pozytywizmem – pracą na rzecz dalszego rozwoju kraju.

No i przyszła zmiana, która nazwała się dobrą, a która mozół poprzedników określiła ruinami. To była przestroga, że zawrócą nas. I tak się dzieje. Na razie pasożytują na dobrach wypracowanych przez poprzedników. Wizje swoje może snuć Mateusz Morawiecki, który dobrze wypada tylko przy kolorowych planszach, a jak otworzy usta to kompletnie niczego oryginalnego nie ma do powiedzenia. Dzisiaj jeszcze wzrost gospodarczy żeruje na poprzednikach, ale widać symptomy, że wyhamowuje i w zestawieniu z sąsiednimi krajami wypadamy bladziutko. Gdyby nie światowa koniuktura, Polska byłaby czerwoną wyspą.

Podobnie z mozołem – bodaj z większym niż nam się wydaje – budowana jest zdolność obrony terytorialnej, a dla Polski zawsze to było ważne, gdyż znajdujemy się pod przemożnym wpływem geopolityki. Siła militarna jest pochodną siły ekonomicznej. Najbogatsze państwa są po prostu silne i to one są zagrożeniem dla innych, posądzane o złe zamiary. Aby utrzymać społeczeństwo w gotowości (funkcja morale) budowane są misyjne wizje, które zderzając się z rzeczywistością, zwykle kończą się kompromitacją. Tak wyglądały nasze powstania w XIX wieku, tak skończyło się Powstanie Warszawskie. Kompromitacją elit, które pchnęły do czynu powstańczego – a tak naprawdę zbrodniczego.

Powstania są daniną krwi, ale o daninach trzeba potrafić mówić, a nie budować na nich fałszywe mity. Niestety, jesteśmy zakłamani, a to znaczy – słabi i w chwili konfrontacji, znowu damy de… Znowu się skompromitujemy.

Dzięki osobistym zasługom Lecha Wałęsy przyjęto nas do NATO, co wcześniej wydawało się marzeniem ściętej głowy. Armia stawała się nowocześniejsza, coraz lepiej wyposażona, oficerowie i genarałowie szkoleni na porządnych uczelniach wojskowych, a nie na propagandowych. Tym bardziej to istotne, iż na wschód od nas Rosja znowu pręży się imperialnie, doświadcza tego Ukraina.

I co robi zmiana, ktora nazwała się dobrą i narzuciła mit ruin? Administrator cywilny wojska – bo taka w istocie jest funkcja ministra obrony narodowej – zrywa kolejne kontrakty na zakup najnowocześniejszego wyposażenia, zakłada jakieś wojska Szwejków kosztem profesjonalnej armii, jedyny ważny zakup ministerstwa Antoniego Macierewicza to zakup samolotów dla VIP-ów.

Nie recenzuję jakiejś narracji groteskowej. Tak jest rzeczywiście. Zwierzchnik sił zbrojnych prezydent – tak jest zapisane w Konstytucji – reaguje po czasie i to przy okazji, gdy dostał kompetencyjnego pstryczka w nos. Ba, nawet zwala winę na zapis konstytucyjny.

Taki marny intelektualnie jest Andrzej Duda. Macierewicz jest admninsitratorem, a dlatego wchodzi w skład rządu, a nie jest pod prezydentem, gdyż rozdzielnik budżetu działa poprzez instytucje rządowe. Wcale nie jest to wada zapisów ustrojowych. I nie trzeba z tego powodu robić szpagatu kohabitacyjnego. U doktora prawa Dudy zresztą nie raz braki intelektualne dały o sobie znać, a jeżeli nałożymy na to braki charakterologiczne, to mamy to, co mamy. Powolny upadek demokratycznej Polski, a wobec tego i z czasem – cywilizacyjny.

Duda słusznie nie podpisywał nominacji generalskich, bo to byli oficerowie ze ścieżki szybkiego awansu, a więc zależni od ministra. Macierewicz właśnie wycofał wnioski o awanse, choć dziura w kadrach generalskich jest przemożna. To nie jest tak, że Duda podpisze inne wnioski. Wśród kadry oficerskiej obniżone jest morale, a na pewno dobrze na nich nie wpływa dysfunkcja psychiczna Macierewicza. Nieprzypadkowo ministrem obrony miał być Jaroslaw Gowin. Co? Oficerowie tego nie słyszeli?

Jaki jest odbiór postaci Macierewicza u naszych sojuszników z NATO, a szczególnie o Jankesów? Można się tylko domyślać.

Czy Macierewicz jest tym, o co domyślnie go posądzamy po publikacji Tomasza Piątka? Nie jest zdrajcą? To jest naprawdę wtórne. Działa na polską niekorzyść. Działa tak, jak życzyłby sobie Kreml. To widać nie tylko z Polski, a może zwłaszcza. To widać z Brukseli, widać z Berlina, a także z Waszyngtonu. Dlaczego tak się dzieje?

Duda powinien wziąć się w garść. I tak ma nabrechtane w związku z Trybunałem Konstytucyjnym i ustawami sądowymi. Za to odpowie – młyny sprawiedliwości działają powoli, ale mam nadzieję, że dopadną go za życia. Duda ma narzędzia w stosunku do Macierewicza, aby postawić go do pionu z „rukami po szwach”. Tak jak np. zwołuje się Rade Gabinetową w związku z kryzysem ekonomicznym, tak zwołuje się w związku z bezpieczeństwem. Duda, ogarnij się, bo staniesz się wspólnikiem Macierewicza w kwestii osłabienia obronności kraju. Prezydent nie może być Szwejkiem.

Marek Kozubal: Macierewicza pozorny krok do tyłu

Marek Kozubal
Rzeczywiste ocieplenie na linii MON – Pałac Prezydenckim będzie po zakończenie kontroli SKW wobec generała Kraszewskiego.

Niektóre media już ogłosiły, że wycofanie się MON z propozycji awansów generalskich dla 14 oficerów Wojska Polskiego, to próba obniżenia temperatury sporu na linii Macierewicz – Duda. Decyzja taka została ogłoszona w piątek późnym wieczorem.

Złudne to wrażenie, tym bardziej, że nie rozwiązuje problemu, ani na jotę. Dziura kadrowa w wojsku jak istniała tak istnieje, i żadne mniej lub bardziej pozorowane ruchy tego nie zmienią.

Idąc tym śladem następnym krokiem powinno być usunięcie z urzędu wiceministra obrony narodowej Tomasza Szatkowskiego, który przecież jest twórcą (wraz z zespołem ekspertów) zmian w funkcjonowaniu armii. To on jest także gorącym orędownikiem zmiany systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi, co spowodowało iskrzenie pomiędzy MON i Pałacem Prezydenckim.

Jeżeli niebawem MON ogłosi, że Szatkowski odchodzi (a takie sygnały docierają już do mediów) a media ponownie ogłoszą, że to kolejny krok do „ocieplenia relacji” z Prezydentem, to jestem przekonany, że będzie to oparte na fałszywych przesłankach. Tomasz Szatkowski solidnie wykonał postawione przed nim zadania, i pewnie będzie szukał innych wyzwań.

Rzeczywistym pójściem do przodu, i prawdziwa normalizacja byłaby w moim mniemaniu możliwa, po spełnieniu dwóch warunków.

Po pierwsze po zakończeniu postępowania sprawdzającego SKW wobec generała Jarosława Kraszewskiego najbliższego współpracownika wojskowego prezydenta Andrzeja Dudy. Dzisiaj można odnieść wrażenie, że sprowadza się ono do weryfikacji kompletnie absurdalnych tropów i prób rozstrzygnięcia absurdów na poziomie magla „czy generał dał, czy mu dali butelkę wódki”, i czy jeździ na motorze z naszywką wilków (w domyśle tych od Putina). Chociaż możemy się domyśleć, że rzeczywistym powodem rozpoczęcia tego postępowania była krytyczna opinia na temat niektórych planów MON, a także jego poprawne relacje z – jak niedawno określił szef MON „generałem złotego funduszu” czyli Mirosławem Różańskim.

Drugim warunkiem normalizacji mogłoby być odejście ze stanowiska ministra Antoniego Macierewicza. To jednak jest mało prawdopodobne, bowiem minister ma za sobą spore i hałaśliwe grono zwolenników. Nikt o zdrowych zmysłach nie narażałby się na próbę sił, która mogłaby skończyć się rozłamem wewnątrz obozu władzy, a dodatkowo towarzyszyłaby mu huraganowa fala hejtu.

A więc pat?

 

rp.pl

Duda o wycofaniu przez Macierewicza wniosków o awanse dla generałów dowiedział się… z mediów

Duda o wycofaniu przez Macierewicza wniosków o awanse dla generałów dowiedział się... z mediów

– „Uprzejmie informujemy, iż w trosce o dobro Sił Zbrojnych RP i harmonijne współdziałanie organów konstytucyjnych w zakresie obronności, Minister Obrony Narodowej postanowił wycofać wnioski o awanse generalskie” – ogłosiła w komunikacie rzeczniczka MON, ppłk Anna Pęzioł-Wójtowicz. Oznacza to, że Macierewicz musiał pogodzić się z tym, że 14 wytypowanych przez niego oficerów przynajmniej na razie nie zostanie awansowanych.

Jak podkreśliła rzeczniczka, „Ministerstwo Obrony Narodowej podejmuje to działanie w nadziei na usunięcie czynników, które zgodnie z deklaracjami Urzędu Prezydenckiego stoją na przeszkodzie mianowań generalskich. Nowe wnioski zostaną przedstawione w stosownym czasie i okolicznościach”.

Okazuje się, że prezydent dowiedział się o tym… z mediów. Szef BBN Paweł Soloch pytany o decyzję szefa MON w radiowej Trójce podkreślił, że „co do zasady prezydent o takich decyzjach nie powinien się dowiadywać z mediów. Według mojej wiedzy, pan prezydent w tej sprawie nie otrzymał żadnej informacji z MON wcześniejszej” – dodał.

Spór między Dudą a Macierewiczem – nie tylko w tej sprawie – trwa od dawna. Pierwszy raz nominacji generalskich prezydent odmówił w listopadzie ubiegłego roku, jednak w końcu awansował wskazanych przez Macierewicza oficerów.

W tym roku przed Świętem Niepodległości szef BBN Paweł Soloch poinformował, że Macierewicz złożył 14 wniosków nominacyjnych, ale mianowania nie będzie. – „Pan prezydent zwrócił się o dodatkowe informacje. Przedstawił swoje sugestie za pośrednictwem biura również w zakresie polityki kadrowej” – mówił Soloch. Jak dodał, Andrzej Duda „oczekuje odpowiedzi na pytania i pewne sugestie”. dotyczące nie tylko nominacji, ale również innych spraw.

Tymi innymi sprawami było m.in. odebranie przez podległą MON Służbę Kontrwywiadu Wojskowego dostępu do informacji niejawnych gen. Jarosławowi Kraszewskiemu. Generał jest dyrektorem departamentu zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi w BBN. Decyzja SKW praktycznie uniemożlia mu wypełnianie obowiązków. Kolejnym spornym zagadnieniem są różnice poglądów między BBN a MON w sprawie przyszłego systemu kierowania i dowodzenia wojskiem. Dotyczą one m.in. prerogatyw prezydenta i samych struktur.

 

koduj24.pl

RMF: Jarosław Kaczyński przekazuje Atlas kotów na aukcję dla bezdomnych zwierząt w Krakowie

Jarosław Kaczyński przekazał unikatowy egzemplarz Atlasu kotów, którego lektura obiegła wszystkie media na aukcję na rzecz Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami – podał RMF.

„Dla Przyjaciół zwierząt z bardzo serdecznymi pozdrowieniami” – napisał w dedykacji Jarosław Kaczyński.

Wielki koncert charytatywny „Granie na Szczekanie” już w najbliższy poniedziałek 27 listopada o godz.18.30 w Filharmonii Krakowskiej. Finał licytacji w czasie poniedziałkowego koncertu.

Atlas można licytować już teraz na koncie charytatywnym KTOZ. Na razie cena wywoławcza to 100 złotych.

300polityka.pl

Lubnauer nową przewodniczącą Nowoczesnej

Lubnauer nową przewodniczącą Nowoczesnej

Katarzyna Lubnauer w wyborach na nowego przewodniczącego otrzymała 149 głosów, a Ryszard Petru – 140.

– Chciałam podziękować wszystkim tym którzy głosowali na mnie, ale chciałabym zauważyć że wyniki pokazują jak bardzo wyrównany był to pojedynek, jak blisko był wynik mój i Ryszarda Petru. Widać jak Nowoczesna potrzebuje każdego z nas. Obiecuję ze swojej strony że na pewno będę chciała spotkać się z Ryszardem i porozmawiać jaką rolę widzi dla siebie w Nowoczesnej – mówiła Lubnauer.

300polityka.pl

STAN GRY: Krasnodębski za premierostwem Kaczyńskiego, Zaremba: PAD może nie podpisać powołania Macierewicza, Biedroń i Kosiniak sceptycznie o Tusku

— DUKACZEWSKI NA PROTEŚCIE PRZED PAŁACEM:https://wpolityce.pl/polityka/368754-reporter-wpolitycepl-uchwycil-istote-rzeczy-korowod-elit-iii-rp-na-protestach-ws-sadow-na-zdjeciach-holland-pinior-dukaczewski-lemanski-galeria

— MISIŁO SIĘ WYCOFAŁ, SCHETYNA O NOWOCZESNEJ, SOLOCH O WYCOFANIU WNIOSKÓW O AWANSE GENERALSKIE – LIVEBLOG Z POLITYCZNEJ SOBOTYhttp://300polityka.pl/live/2017/11/25/

— USTAWA O HANDLU W NIEDZIELE KROKIEM W DOBRYM KIERUNKU – EPISKOPAT: “Uchwalona przez Sejm ustawa o ograniczeniu handlu w niedzielę nie jest satysfakcjonująca, choć jest krokiem w kierunku odzyskania niedziel wolnych od pracy”http://episkopat.pl/rzecznik-episkopatu-ustawa-nie-jest-satysfakcjonujaca-choc-jest-krokiem-w-kierunku-wolnych-niedziel/

— KRASNODĘBSKI ZWOLENNIKIEM PREMIEROSTWA KACZYŃSKIEGO – jak mówi Marcinowi Fijołkowi na wPolityce: “Wiemy, że dziś na stole są trzy scenariusze. Pierwszy zakładałby pozostawienie rządu – z grubsza – takim, jaki jest do tej pory, z drobnymi korektami. Drugi to głębsza reforma strukturalna i wiemy z przekazów medialnych, że to pani premier zaproponowała takie zmiany. Trzeci zaś to także zmiana na stanowisku premiera i postawienie na Jarosława Kaczyńskiego. Jestem zwolennikiem trzeciej opcji. Wydaje mi się, że w obecnej sytuacji zarówno w Polsce, jak i Europie silny przywódca całego obozu powinien wziąć, choćby przejściowo, cugle w swoje ręce. Sądzę, że to usprawniłoby pracę rządu i pozwoliłoby przeprowadzić głębszą reformę strukturalną instytucji państwa”.

— NOWA KONSTELACJA KACZYŃSKI-DUDA-SZYDŁO – ZDANIEM KRASNODĘBSKIEGO: “Uważam jednak, że z pewnością po dwóch latach, trzeba na nowo ułożyć konstelację trojga wybitnych polityków, jakich mamy w obozie rządzącym: a więc prezydenta Dudy, premier Szydło i prezesa Kaczyńskiego. Dotychczasowy podział ról był korzystny dla Polski, ale wydaje się, że po tych dwóch latach trzeba jednak coś zmienić, bo mechanizmy, które działały do tej pory, zaczynają zgrzytać”.

— KRASNODĘBSKI O SZYDŁO W POLITYCE UNIJNEJ: “To jedna z możliwości – wysokie stanowisko unijne. Pani premier dała się poznać na forum międzynarodowym z bardzo dobrej strony; zebrała przez te dwa lata spore doświadczenie, rozpoznawalność, wyrobiła sobie dobrą markę”.

— PARADOKSALNIE MOŻE ZAMROZIĆ OBECNY UKŁAD – pisze Piotr Zaremba: “To paradoksalnie może zamrozić obecny układ rządowy. Ruszanie go przynosi prezesowi kolejne kłopoty. Nie tylko zresztą ten. Wniosek PO o konstruktywne wotum nieufności też jest kołem ratunkowym rzuconym przez opozycję Beacie Szydło. Bo jak tu zmieniać premiera, którego odejścia się ta opozycja gromko domaga? Możliwe, że Kaczyński pokona te przeszkody, bo zdaje się, że zależy mu na zmianie. Nietrudno jednak zauważyć, że ruch, który miał usprawnić rządzenie, obnażył słabości i kłopoty. Jest to po części pochodną wielkiej pewności siebie. Gdyby potrzebną skądinąd rekonstrukcję przeprowadzono szybko, opozycja nie miałaby czasu na reakcję. Co więcej uniknięto by długiego i demoralizującego okresu przejściowego. Kiedy co najmniej kilku ministrów siedzi na walizkach, a reszta już całkiem nie wie, gdzie jest centrum dowodzenia. Rozciągnięto ten proces, bo prezesowi się nie spieszyło”.

— NIE MA ŻADNEJ PROCEDURY BY ZAKWESTIONOWAĆ EWENTUALNĄ ODMOWĘ PREZYDENTA PODPISANIA POWOŁANIA MACIEREWICZA DO KOLEJNEGO RZĄDU – Piotr Zaremba: “Na dokładkę nic nie stoi na przeszkodzie, aby prezydent spełnił swoją groźbę. Wprawdzie konstytucjonaliści raczej kwestionują prawo prezydenta do odmowy mianowania ministra. Jest ona sprzeczna z logiką systemu parlamentarno-gabinetowego, w którym o składzie rządu decyduje wola sejmowej większości (co w Polsce w praktyce oznacza wolę prezesa). Ale nie ma żadnej procedury pozwalającej zakwestionować decyzje prezydenta jako sprzeczne z prawem – przećwiczyliśmy to, kiedy ten sam Andrzej Duda odmówił powołania trzech sędziów TK. PiS go w tym wówczas popierał. A formalnie teki wręcza ministrom prezydent. I nikt go nie zmusi aby wręczył komuś, kogo nie zechce”.

— CZY KACZYŃSKI ZARYZYKUJE PRZYZNANIE, ŻE NIE JEST WSZECHPOTĘŻNY? – dalej Zaremba: “Tymczasem Macierewicz nie zasypiał gruszek w popiele, jeszcze bardziej prowokując Dudę. I demonstrując, że ponad interesy całego obozu przedkłada swoje osobiste satysfakcje. Jeśli nie wiem, jak to się skończy, to tylko z jednego powodu. Wielotygodniowy zamęt nie waży w żaden sposób na sondażach. Możliwe więc, że Kaczyński zlekceważy wszelkie wizerunkowe ryzyka. Ale czy zgadzając się na zmianę w rządzie, w tak newralgicznym punkcie jak MON, zaryzykuje nie tylko konflikt z częścią wyznawców, ale i przyznanie, że nie jest już wszechpotężny?” http://www.gs24.pl/opinie/a/kaczynski-nie-jest-wszechpotezny,12704692/

— SE O WARIANCIE Z MORAWIECKIM: “Czwartkowy wieczór. Do siedziby PiS zjeżdżają najważniejsi politycy: wicepremierzy Piotr Gliński (63 l.) i Mateusz Morawiecki, szef MON Antoni Macierewicz (69 l.) i wiceprezes partii Adam Lipiński (61 l.), który na pytanie, czego będzie dotyczyć spotkanie, rzuca: – Nie wiem, prezes mnie tutaj zawezwał. Z naszych informacji wynika, że to nie przypadek, że spotkanie odbywa się w czasie, kiedy Szydło kończy wizytę we Francji. – To właśnie ci ministrowie najbardziej namawiają Jarosława Kaczyńskiego, aby ten został premierem. Choć to nie przypadek, że Morawiecki opuścił prezesa jako ostatni. Jest sondowany w kwestii zostania szefem rządu. To na wypadek, gdyby lekarze orzekli, że Jarosław Kaczyński ze względu na stan zdrowia nie może spełniać tego jakże ciężkiego obowiązku – mówi nam ważny polityk PiS”. http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/premier-szydlow-paryzu-rzad-u-prezesa-kaczynskiego-na-nowogrodzkiej_1029113.html

— TUSK O POWROCIE MIAŁ ROZMAWIAĆ Z MERKEL I MACRONEM – relacjonują Dominika Wielowieyska i Stanisław Skarżyński w GW: “Ale można też w PO usłyszeć, że Tusk długo rozmawiał z Angelą Merkel i Emmanuelem Macronem (wspólnie zwanymi „makrelą”) i ani kanclerz Niemiec, ani prezydent Francji nie mają nic przeciwko temu, by wrócił do Polski wcześniej i pokonał w wyborach parlamentarnych Kaczyńskiego. A nawet go w tym wspierają, bo Unia chciałaby widzieć w Polsce partnera przewidywalnego, wspierającego jedność Europy zagrożonej populizmem, nacjonalizmem i ekspansją Kremla. Władimir Putin marzy przecież, aby UE była jak najbardziej skłócona i podzielona. Na rękę jest mu brexit i konflikt instytucji unijnych z Polską i Węgrami”.

— LUBNAUER SCEPTYCZNIE O POWROCIE TUSKA – w tekście Wielowieyskiej i Skarżyńskiego: “– Łatwo powiedzieć, że stanie na czele opozycji. Przecież nie może nagle w czerwcu 2019 roku przejąć przywództwa Platformy Obywatelskiej – mówi Katarzyna Lubnauer z Nowoczesnej (5-8 proc. poparcia)”.

— KOSINIAK TEŻ SCEPTYCZNIE – CZAS MŁODYCH POLITYKÓW, NIE BYŁYCH PREMIERÓW: “Pytany o koalicję opozycji w 2019 roku prezes PSL (4 proc. w sondażach) odpowiada, że to za długa perspektywa, aby o czymkolwiek przesądzać. Ale dodaje: – Myślę, że to już będzie czas młodych, nowych polityków, a nie byłych premierów”.

— NOWACKA I BIEDROŃ DYSTANSUJĄ SIĘ OD TUSKA: “– To nie jest polityk wiarygodny dla ludzi takich jak Piotr Ikonowicz, Adrian Zandberg, Barbara Nowacka czy ja – mówi Robert Biedroń, faworyt lewicy w wyborach na prezydenta. – Oczywiście, jesteśmy po stronie szeroko rozumianego anty-PiS, ale dla młodszego pokolenia Tusk jest już postacią historyczną – mówi Barbara Nowacka z Inicjatywy Polska”.

— ZANDBERG MÓWI WIELOWIEYSKIEJ I SKARŻYŃSKIEMU, ŻE PLATFORMA JAK KIEDYŚ SLD TĘSKNI ZA PRZESZŁOŚCIĄ: “– Z Tuskiem jest jak z Aleksandrem Kwaśniewskim: przez całe lata zastanawiano się, kiedy wróci król, a w międzyczasie z potężnego SLD została wydmuszka – opowiada lider Partii Razem. – Platforma dziś idzie tą samą drogą: obrona życiorysów, niezdolność do krytycznej refleksji, tęsknota za przeszłością i dawnym liderem, brak pomysłu na przyszłość. Ja już ten kondukt widziałem. Tak samo zdążało do grobu SLD”. http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,22695252,czy-donald-tusk-odbierze-polske-jaroslawowi-kaczynskiemu.html

— DONALDZIE, NIE WIDZĘ DLA CIEBIE PRZYSZŁOŚCI NAD WISŁĄ – Tomasz Krzyżak jako Anioł Polak w RZ: “Donaldzie, obrońco uciśnionych. Szczerze mówiąc, nie widzę dla Ciebie przyszłości nad Wisłą. W każdym razie może być ona trudna – przynajmniej w tych okolicznościach, w których znajdujemy się dziś. Po coś sięgał po ten telefon? Kto Cię podpuścił? Zdrajcą Cię będą teraz określać długo. Miast walczyć o dobro swojej ojczyzny, Ty podstępnie wbijasz nóż w jej plecy. I ta ziemia ma przyjąć Cię powtórnie jak gdyby nigdy nic? Choć z drugiej strony troska o pomyślność ojczyzny różne może przybierać formy…”. http://www.rp.pl/Plus-Minus/311239856-Donaldzie-kto-cie-podpuscil.html

— KACZYŃSKI ZJE KUKIZA I PSL – pisze Dominika Wielowieyska w GW: “Klub Kukiz’15 uwielbiał się bawić w „symetryzm”. Kukizowcy – i niektórzy politycy PSL – budowali swój wizerunek jako tych umiarkowanych na tle „totalnej opozycji”. Teraz wdzięczny za ten umiar Jarosław Kaczyński politycznie ich zabije w najbliższych wyborach samorządowych”. http://wyborcza.pl/7,75968,22694576,sady-samorzady-komisje-wyborcze-kaczynski-mocno-chwyta-sztucce.html

— DUTKIEWICZ ODMÓWIŁ SCHETYNIE WS CHYBICKIEJ – Malwina Gadawa w Gazecie Wrocławskiej: “Według naszych informacji, Dutkiewicz odmówił. Nie oznacza to jednak, że porozumienie w tym momencie jest już wykluczone. Panowie rozstali się w przekonaniu, że „trzeba rozmawiać”. – Wszystko się może zdarzyć. To jest polityka, a do wyborów został rok. Ciągle jeszcze nie wiemy jak będą wyglądały ostateczne zmiany w ordynacji wyborczej. Przecież Prawo i Sprawiedliwość może jeszcze wprowadzić tylko jedną turę wyborów, wtedy nie będzie możliwości i będziemy musieli się dogadać – mówi nam jeden z polityków, znający kulisy rozmowy pomiędzy Schetyną a Dutkiewiczem”. http://www.gazetawroclawska.pl/polityka/a/chybicka-prezydentem-wroclawia-dutkiewicz-odmowil-schetynie,12705716/

— JAN ŚPIEWAK O SŁOWACH TRZASKOWSKIEGO, ŻE REPRYWATYZACJA BYŁA WPADKĄ: “To są oburzające słowa. Pokazują, że Rafał Trzaskowski jest kolejnym politykiem PO totalnie oderwanym od rzeczywistości, od problemów warszawiaków. Widzę tu coraz większe podobieństwa kandydatury Rafała Trzaskowskiego do kandydatury Bronisława Komorowskiego w ostatnich wyborach prezydenckich, który też miał wygrać, a jak miał przegrać, to jedynie jak „potrąci ciężarną zakonnicę na pasach” – pamiętam to zdanie szefa „Gazety Wyborczej”. Rafał Trzaskowski jest równie pewny siebie, pokazuje sporą arogancję i te słowa to potwierdzają”. https://wpolityce.pl/polityka/368704-jan-spiewak-dla-wpolscepl-rafal-trzaskowski-jest-kolejnym-politykiem-po-totalnie-oderwanym-od-rzeczywistosci-od-problemow-warszawiakow

— SKW SPRAWDZA POWIĄZANIA KRASZEWSKIEGO Z NOCNYMI WILKAMI – pisze Andrzej Stankiewicz na onecie: “Jak ustalił Onet, o powiązania z Nocnymi Wilkami Kraszewski był pytany podczas przesłuchań w SKW. Śledczy z kontrwywiadu wojskowego interesowali się także tym, czy generał – prywatnie miłośnik motocykli – uczestniczył w motocyklowych Rajdach Katyńskich. Motocykliści zaangażowani w te rajdy stawali w obronie Nocnych Wilków, gdy polskie władze sprzeciwiały się ich przejazdom przez Polskę”. http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/skw-szuka-powiazan-gen-kraszewskiego-z-gangiem-nocne-wilki/wzq9srd

— DLA CAŁEJ OPOZYCJI UPADEK PETRU BYŁBY KŁOPOTEM – anonimowy polityk PO w tekście Stankiewicza: “Wydawać by się mogło, że politycy Platformy, konkurujący z Nowoczesną, powinni zacierać ręce. Wszak upadek Petru prawie na pewno oznaczać będzie kłopoty Nowoczesnej, kłótnie, awantury i podziały — na czym skorzystać mogłaby Platforma. Ale nasi rozmówcy w szefostwie PO wcale nie zacierają rąk. Wręcz przeciwnie — obawiają się, że destabilizacja Nowoczesnej doprowadzi do pogorszenia opinii Polaków o całej opozycji centrowo-liberalnej. — Nawet jeśli Nowoczesna się nie rozpadnie, to z naszego punktu widzenia wymiana Petru na Lubnauer to kłopot. O ile Petru jest zwolennikiem porozumienia z nami, to Lubnauer szczerze nas nie cierpi. Z nią byłoby się trudniej dogadać — twierdzi polityk ze ścisłych władz Platformy”. http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/kobiety-gonia-ryszarda-petru/fphf0v9

— PIASEK SYMETRYSTĄ – jak mówi w rozmowie z GW: “W waszym środowisku też robi się coraz goręcej. Aktorzy wychodzą na scenę z zaklejonymi ustami, pojawiają się akcje takie jak Kultura Niepodległa…
– A dlaczego ta Kultura Niepodległa nie powstała w momencie, kiedy Donald Tusk odebrał twórcom 50 proc. kosztów uzysku?”

— DLA MNIE WSZYSTKO JEDNO KTO BĘDZIE WYCINAŁ PUSZCZĘ, ŻEBY PROTESTOWAĆ – dalej Piasek: “– Czasem trzeba też coś zrobić i w czasie olimpiady. Ja także poszedłem latem pod Pałac Prezydencki, gdy ważyły się losy ustaw o sądach. I nie boję się o tym powiedzieć, bo to gest obywatelski. Tylko że wolę zajmować stanowisko w konkretnych sprawach, a nie mówić o polityce. Nie mam oporów, żeby na swoim oficjalnym Facebooku mówić: „Nie wycinajmy Puszczy Białowieskiej”. Tylko że dla mnie wszystko jedno, kto by ją wycinał. Ja bronię konkretnej sprawy”. http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,22695228,andrzej-piasek-piaseczny-nie-potrafimy-pieknie-sie-roznic.html

— RAPER ŁONA O OSZUSTWIE PIS – mówi Piotrowi Witwickiemu w RZ: “Nie wiem, skąd u niego ta zdolność, nie mi to oceniać. Możliwe jednak, że kompletne odklejenie od życia, zgnuśnienie i brak kontaktu z rzeczywistością pozwalają ten społeczny żal lepiej zrozumieć. PiS ma naprawdę niezwykłych ministrów, o których kiedyś będą uczyć na lekcjach historii. Widzę, jak Antoni Macierewicz np. opowiada o zakupie śmigłowców, i te wszystkie liczby – że w tym roku kupimy dwa, a w przyszłym jeszcze osiem – ordynarnie wymyśla na poczekaniu. W rapie nazywamy to freestylem. Słucham, jak Mariusz Błaszczak w zasadzie pochwala publicznie rasistowskie hasła, i nie mogę uwierzyć w to, co słyszę; to jest nienawiść w czystej postaci. Wiem, że popularność PiS wynika głównie z tego, że marginalizowane dotąd grupy społeczne mogą w końcu dojść do głosu, ale to jest oszustwo. Nikt nie oddał im głosu, tylko ich wykorzystał”. http://www.rp.pl/Plus-Minus/311239842-Adam-Lona-Zielinski-PiS-jest-skrajnie-szkodliwy-i-niebezpieczny.html&cid=44

— RZECZYWISTOŚĆ ZDANIEM KRYSTIANA LUPY PRZEKROCZYŁA KAFKĘ – jak mówi Agnieszce Kublik: “Pyta pani, co się zmieniło od tego czasu? Cała rzeczywistość w moim odczuciu przeskoczyła Kafkę. W absurdzie przeskoczyła Kafkę. To, co działo się wokół Trybunału Konstytucyjnego, i to, co działo się wokół sądów nomen omen, to Kafka żywcem wycięty. To wynaturzenie prawa i sprawiedliwości, rozmiar absurdu smoleńskiej religii i rozmiar krzywdy ludzkiej jest większe niż u Kafki. I nie chodzi tu o to, czy się strzela do ludzi, być może i to nas nie ominie. Myślę, że jeśli nie otrząśniemy się w ciągu dwóch lat, to może pójść jeszcze o wiele dalej”. http://wyborcza.pl/7,75968,22694857,lupa-polska-rzeczywistosc-przerosla-dzis-kafkowski-absurd.html

— GOWIN O WĄTPLIWOŚCIACH WS ORDYNACJI MÓWIŁ W LUBLINIE: “- Uważam, że należy zmienić ordynację wyborczą, ale nie jestem pewien, czy dokładnie w takie sposób, jak proponuje klub PiS – mówi Gowin. – Na pewno uważnie trzeba przeanalizować wątpliwości zgłoszone przez przewodniczącego Państwowej Komisji Wyborczej sędziego Wojciecha Hermelińskiego. Oprócz tego naszym zdaniem błędem jest wycofanie się z jednomandatowych okręgów wyborczych. Zwłaszcza w małych gminach jest to rozwiązanie, które sprzyja samorządności – dodał”. http://www.dziennikwschodni.pl/lublin/jaroslaw-gowin-w-lublinie-beda-wspolne-listy-z-pis-do-sejmikow,n,1000209280.html

— JOANNA SZCZEPKOWSKA JAKO LIBERAŁKA DZIWI SIĘ INNYM LIBERAŁÓW, KTÓRZY NIE WIDZĄ JEDNOSTEK – jak pisze w RZ: “Dziwi mnie, że dla liberałów istnieje coś takiego jak zbiorowi Oni. Bo dla konserwatystów, dla prawicy, dla PiS zwłaszcza, są Oni i My. Oni to zdrajcy, My to prawdziwi patrioci. A moja dusza czujnego liberała jakoś nie może zrozumieć liberalnych pretensji. Dlaczego moją wiarę w to, że do każdego można dotrzeć, z każdym rozmawiać, na każdego się otworzyć, jest tłamszona wpisami w rodzaju „przecież Oni nic nie słyszą i nic nie widzą”. Niektórzy piszą nawet jak do naiwnego dziecka: „oj, biedna, myśli, że te bałwany coś czują!”. Niektórzy uderzają w ton pouczeń: „Joasiu! Jak możesz z nimi rozmawiać!”.

300polityka.pl

Ten szczegół w nowej ordynacji wyborczej otwiera drogę do fałszowania wyników wyborów?

Nowa ordynacja wyborcza w wyborach do samorządów w 2018 roku stanowi w ostanim czasie przysłowiowy języczek u wagi. Opinia publiczna zachodzi w głowę, jakie zmiany zostaną zaproponowane przez Prawo i Sprawiedliwość. Na dziś wiemy, że w grę wchodzi likwidacja jednomandatowych okręgów wyborczych na poziomie samorządów, wprowadzenie dwukadencyjności w wyborach na prezydentów miast, wójtów i burmistrzów, czy zniesienie głosownia drogą korespondencyjną.

Duże poruszenie wywołał jednak inny zapis, proponowany przez PiS w projekcie nowej ordynacji wyborczej. Mianowicie w ramach obwodowych komisji wyborczych powstałyby nowe komisje ds. ustalania wyników wyborów w obwodzie. Komisje te miałby za zadanie ustalić wynik wyborów i podać go do publicznej wiadomości, a także przesłać wyniki do właściwej komisji.

Wszystko to brzmi mocno niejasno i nieprecyzyjnie. Wygląda na to, że dobra zmiana chce stworzyć specjalny, osobny typ komisji wyborczej, która miałaby ustalać wynik wyborów w obwodzie, to znaczy liczyć głosy. Dopiero po ich przeliczeniu ta specjalna komisja podałaby wynik do wiadomości publicznej. Obecnie robi to jedna i ta sama komisja, w obecności mężów zaufania z ramienia różnych ugrupowań.

Jest to o tyle niepokojące, że specjalna komisja w zaciszu gabinetu będzie mogła liczyć głosy, aż osiągnie zakładany z góry wynik. Dopiero wtedy wyniki zostaną ujawnione. Budzi to poważne wątpliwości, a także otwiera pole do potencjalnych manipulacji, nadużyć, czy fałszerstw.

Wygląda na to, że dobra zmiana wzięła sobie do serca starą maksymę: „nieważne kto głosuje, ważne kto liczy głosy”. Ciekawe tylko, jak taki obrót sprawy sprzedadzą media narodowe? Bo przecież z prawdziwą troską o demokrację i przejrzystością proponowane zmiany mają niewiele wspólnego…

crowdmedia.pl

Macierewicz zwalcza szefa Sztabu Generalnego gen. Surawskiego, którego wypromował

Jeśli zakładnikiem sporu prezydenta i ministra obrony stał się pierwszy żołnierz RP, to dno polskiego konfliktu o armię już niedaleko. Ale szef MON właśnie zdaje się ustępować, a przynajmniej próbuje stworzyć takie wrażenie.

Od lewej szef Sztabu Generalnego WP gen. broni Leszek Surawski i minister obrony narodowej Antoni Macierewicz

Bartosz Bańka/Agencja Gazeta

Od lewej szef Sztabu Generalnego WP gen. broni Leszek Surawski i minister obrony narodowej Antoni Macierewicz

W piątek ukazał się komunikat MON, poprzedzony przeciekiem do TVP Info, że minister Antoni Macierewicz postanowił wycofać wnioski o awanse generalskie, które wysyłał do prezydenta w tym roku dwukrotnie – i dwukrotnie spotykał się z odmową. Prezydent uznał, przypomnijmy, że w atmosferze narastającego sporu – w tym o kształt systemu dowodzenia – i przy wątpliwościach co do samych nazwisk, nowych generałów nie mianuje ani na 15 sierpnia, ani na 11 listopada.

Czarę goryczy przelało zablokowanie w czerwcu możliwości pracy generałowi Jarosławowi Kraszewskiemu z BBN. Ostatnio Andrzej Duda stawiał już sprawę jasno, że dopóki Kraszewski nie odzyska dostępu do informacji niejawnych, Macierewicz nie ma co liczyć na awanse dla swoich ludzi.

Według MON, wycofanie wniosków to gest dobrej woli, dokonany „w nadziei na usunięcie czynników, które stoją na przeszkodzie mianowań generalskich”. Tyle że zgłaszane przez BBN zastrzeżenia nie dotyczą samych nazwisk na listach, ale spraw bardziej – nomen omen – generalnych. Prezydentowi chodzi o uzgodnienie statusu dowództwa sił połączonych czy roli w nowej strukturze dowodzenia szefa sztabu generalnego. A właśnie kilka godzin przed „deeskalacją” ze strony MON, wokół szefa sztabu zrobiło się gorąco.

Kariera generała Leszka Surawskiego

Ma rację autor tekstu w „Onecie”, Andrzej Stankiewicz, że przez wiele miesięcy mogło się wydawać, że Surawskiego instrumentalnie potraktował Antoni Macierewicz. A w każdym razie wykorzystał do zapełniania lawinowo narastających luk kadrowych. Bo Surawski, oficer liniowy z długoletnim doświadczeniem polowym, a później i sztabowym, zawrotną karierę w Warszawie zrobił właśnie za rządów ministra z PiS. Swoje „praktyki” w sztabie generalnym odbył już wcześniej, w drodze normalnego awansu, kiedy z 20. Bartoszyckiej Brygady Zmechanizowanej, trafił w 2010 r. do zarządu planowania operacyjnego. Po trzech latach został dowódcą 16. Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej, wracając znowu do siebie (pochodzi z Gołdapi).

Kiedy w marcu 2016 r. nastąpiła fala rezygnacji z dowództwa generalnego oficerów, którzy przeczuwali, że z Macierewiczem się nie dogadają – gen. Surawski trafił na stanowisko inspektora wojsk lądowych. Nie pobył nim jednak długo, bo już w listopadzie został wyznaczony na I zastępcę dowódcy generalnego – ówcześnie gen. broni Mirosława Różańskiego. Z niedawno wydanej serii wywiadów Juliusza Ćwielucha „Generałowie” dowiadujemy się, że już wtedy Różański złożył dymisję i szykował się do odejścia, a jego relacje z szefem MON były chłodne. Surawski być może miał za zadanie „patrzeć na ręce” Różańskiemu. Nie został jednak – co wydawało się wtedy naturalne – następnym dowódcą generalnym po odejściu Różańskiego. W styczniu 2017, zaliczywszy czwarte w ciągu roku stanowisko służbowe, dotarł na szczyt wojskowej hierarchii w Polsce – został szefem Sztabu Generalnego WP.

I można powiedzieć, że tu zaczęły się schody. Trzygwiazdkowy generał Leszek Surawski już nic nie musiał – oprócz rzetelnego wykonywania obowiązków powierzonych mu przez ministra za zgodą prezydenta, ale wyznaczanych przez konstytucję i ustawy. A jego pozycja jest w układzie bezpieczeństwa Polski szczególna, choć po reformie systemu dowodzenia z 2014 r. nie tak silna jak kiedyś. Sama lista zadań wskazuje, że szef sztabu ma dużo ważniejsze sprawy na głowie niż niesnaski między ministrem a zwierzchnikiem sił zbrojnych. Surawski, mający za sobą ogromne doświadczenie taktyczne, musi – jak każdy szef sztabu – patrzeć na sprawy w ujęciu strategicznym, wieloletnim, z myślą nie o polityce – a o wojnie. Bo w dodatku, poza pełnionym stanowiskiem – podległym MON, jest wyznaczonym przez prezydenta naczelnym dowódcą na czas wojny. A to zmienia jego punkt widzenia diametralnie. Cokolwiek robi bądź nie robi minister obrony narodowej, któremu bezpośrednio podlega – w urzędniczej randze sekretarza stanu – może mieć wpływ na obronę kraju, za którą odpowiada już cały rząd a kieruje nią prezydent, któremu Surawski podlega jako naczelny dowódca. W obecnej wojnie politycznej to pozycja między młotem a kowadłem. W wojnie prawdziwej, gdyby ta miała wybuchnąć jutro, reduta iście straceńcza.

Co to oznacza dla wojska?

Bo narzędzia do prowadzenia obrony kraju są stare, dość zdekompletowane a ich przydatność podważana, jak nie z jednej, to z drugiej strony. W armii – za sprawą pomysłów MON – wielka reorganizacja, ba, nawet relokacja. Piąty rodzaj wojsk – w budowie. Modernizacja techniczna – w reformie. A nowa, rzekomo lepsza struktura dowodzenia – w planach. Generałów ubywa, ale za to oficerem można zostać w rok. Przyspieszone awanse tylko czekają, po trzech latach w OT można przejść do regularnej armii. Wielkie plany potężnej i świetnie wyposażonej armii są, tyle że mało kto poza kierownictwem MON wierzy w realność ich realizacji. W dodatku sojusznicy, których generał spotyka na forach NATO i poza nimi, coraz częściej pytają: co się tam u Was dzieje? Nie wiem co generał Surawski bierze na ból głowy, ale sama resortowa kawa na pewno nie wystarcza.

Obszar problemów wykracza dalece poza opisaną przez Onet „czwartą gwiazdkę”, która Surawskiemu należy się z racji pełnionego stanowiska – tak samo zresztą jak trzecia gwiazdka i stopień generała broni należy się gen. Jarosławowi Mice, jako dowódcy generalnemu. Wiele razy pisałem tu, że ofiarą wojny o nominacje pada de facto godność państwa. Ale widać decydentom nie przeszkadza, że najwyższy rangą polski oficer nie jest pełnym, czterogwiazdkowym generałem, mimo że ranga naszego kraju w NATO i w relacjach z USA bezsprzecznie na to zasługuje. Jeśli jednak jest prawdą, że to minister nie uwzględnia generała w wysyłanych do prezydenta listach, to trzeba przyznać Andrzejowi Dudzie rację, że się o Surawskiego upomina.

Dlaczego jednak generał Surawski mógł stracić w oczach ministra?

Jako dowódca dywizji, którym był kiedy Macierewicz przyszedł do resortu, odpowiadał z grubsza biorąc za „swój” kawałek Polski. Kawałek spory i trudny, ale generał jako twardo stąpający po ziemi człowiek, pochodzący znad granicy Obwodu Kaliningradzkiego, wiedział że jego dywizja ma za zadanie raczej blokować ruchy ewentualnego wroga i przyjąć na siebie jego pierwsze uderzenie, gdyby przyszło na lądzie.

Miał świadomość, że w trudnym terenie i siłami jakie ma – dużej skali operacji nie poprowadzi. Jako inspektor wojsk lądowych miał już perspektywę szerszą, choć nadal skoncentrowaną na jednym rodzaju wojsk. Wtedy zapewne trwały już na dobre przygotowania do jednej z najbardziej kontrowersyjnych operacji zleconych przez nowego ministra – przesunięcia z Żagania pod Warszawę czołgów Leopard. Surawski nie był temu przeciwny, podobnie jak nie był ówczesny szef sztabu Gocuł. Jeszcze szerszą perspektywę Surawski miał okazję zobaczyć przez pryzmat zastępcy dowódcy generalnego. Połączoność działań musiał planować już będąc w sztabie genralnym poprzednio, teraz widział ją z miejsca wtedy nie istniejącego – dowództwa generalnego rodzajów sił zbrojnych. Tu dopiero w pełni wychodzą na jaw luki i mankamenty: od transportu, w tym powietrznego, przez łączność, do środków rażenia – wszystkich rodzajów wojsk. Ten przyspieszony kurs wyższego dowodzenia zapewne dał mu do myślenia. Kiedy w styczniu zostawał szefem sztabu, wszedł do instytucji z 99–letnią tradycją i jeszcze ważniejszymi zadaniami. A potem dostał się w młyn politycznej walki, która tylko pozornie go nie dotyczy.

Chodzi o Strategiczny Przegląd Obronny, który nie tylko zaleca zmienić strukturę dowodzenia – akurat na korzyść szefa sztabu – ale też powiększyć armię niemal dwukrotnie, wymienić jej wyposażenie i zbudować od nowa doktrynę użycia wojska. Wszystko w 15 lat i za kwotę 500 miliardów złotych, teoretycznie dostępną, gdyby ziściły się wszystkie korzystne okoliczności. Tej pracy koncepcyjnej, powstającej w MON i nazywanej nawet dokumentem wewnątrzresortowym, najpierw generał się przyglądał. Kiedy miałem okazję z nim o SPO rozmawiać, krótko po publikacji jawnej Koncepcji Obronnej RP, był ostrożnym optymistą, ale zalecał czekać co powie pani premier – bo nie wyobrażał sobie by strategiczny dokument nie miał wsparcia rządu, co zrobi prezydent – bo jako zwierzchnik sił zbrojnych musiał się wypowiedzieć, i w ogóle jak to będzie z realizacją wytycznych w czasie.

Kilka miesięcy później ogłoszono, że to sztab generalny ma przekuć wytyczne SPO w konkretne propozycje zmian planu modernizacji technicznej i innych dokumentów, w tym Planu Modernizacji Technicznej. A zatem na Surawskiego spadło kolejne zadanie, w czasie kiedy jednocześnie musi przygotowywać obronę kraju, być strategicznym doradcą ministra, reprezentować Wojsko Polskie na zewnątrz i zachowywać gotowość do przejęcia dowodzenia na czas W. MON zaś skierowało wytyczne SPO do realizacji pomimo nie uzgodnienia z prezydentem nowej struktury dowodzenia i w atmosferze narastającego konfliktu na linii Andrzej Duda – Antoni Macierewicz. SPO był od początku jednym z pól tej walki, a teraz stał się i własnością Surawskiego. Ból głowy generała zapewne się ostatnio wzmógł.

Kto może zastąpić generała Surawskiego?

Zanim zaczniemy dywagować o ewentualnej dymisji generała, zastanówmy się czy jest ktoś, kto mógłby go zastąpić? Surawski jest jednym z zaledwie pięciu generałów broni w czynnej służbie. Andrzej Fałkowski dokańcza przedłużoną o rok kadencję jako polski MILREP w NATO. Bogusław Samol jest w rezerwie kadrowej MON, pracował przy SPO i raczej nie szykuje się na najwyższe stanowisko, bo za nieco ponad rok kończy 60 lat, a to oznacza zdjęcie munduru. Michał Sikora jest pierwszym zastępcą szefa sztabu, pełnił już te obowiązki po odejściu Mieczysława Gocuła, ale jest lotnikiem–radiotechnikiem a ogólnowojskowe przygotowanie i tradycja każą by szefem sztabu był oficer wojsk lądowych. Piątym trzygwiazdkowcem jest Janusz Adamczak, świeżo po powrocie z Brunssum, gdzie przez ostatnie trzy lata był szefem sztabu sojuszniczego Dowództwa Sił Połączonych. Tak naprawdę, gdyby prezydent stanął przed wyborem nowego szefa sztabu – musiałby rozważać dwa ostatnie nazwiska.

Generalski kryzys, do którego rękę przyłożyły obie strony konfliktu o wojsko, sprawia że Surawski ma – paradoksalnie – pewniejszą pozycję. Jeśli nawet istotnie stracił w oczach ministra, może argumentować, że przynajmniej od początku z nim pracuje i zna jego intencje. Może nie będzie na wyścigi wdrażał wytycznych SPO, ale przynajmniej ich nie storpeduje. Adamczak, który ostatnio obserwował Polskę z zewnątrz, będzie zapewne bardziej sceptyczny, choćby dlatego że kiedy odchodził do Brunssum Polska miała za chwilę kupić 70 śmigłowców, z których teraz zostało w planach góra 16. Na Sikorę zapewne nie zgodzi się prezydenckie BBN. Wyboru więc nie ma, choć… są przypadki, bardzo rzadkie, że szefami sztabu w małych krajach o nielicznych siłach zbrojnych są generałowie dwugwiazdkowi. Na to jednak tym bardziej zgody prezydenta nie będzie. Jeśli więc ministrowi Macierewiczowi generał Surawski się już nie podoba, to wymienić go będzie niezwykle trudno. Ale przecież widzieliśmy już na przełomie zeszłego i obecnego roku dymisje dwóch najważniejszych dowódców, szefa sztabu generalnego i inspektoratu uzbrojenia – więc wygląda na to, że wszystko w Polsce jest możliwe.

A co na to sam generał Surawski? Ma 57 lat i podobno coraz częściej opowiada o tęsknocie do działki i domku pod Radomiem…

polityka.pl

Kaczyńskiemu Schetyna pasuje. PiS przeżył 8 lat rządów PO i nic, absolutnie nic mu się nie stało

Galopujący Major*, 25.11.2017
http://www.gazeta.tv/plej/19,114884,22557431,video.html?embed=0&autoplay=1
Kaczyńskiemu Schetyna najbardziej pasuje. Ba, być może nawet go lubi. PiS przeżył 8 lat rządów PO i nic, absolutnie nic podczas tych rządów PIS-owi się nie stało. Teraz PiS daje Schetynie prezent w postaci nowej ordynacji wyborczej

Ze wszystkich opozycyjnych partii to właśnie te najmniejsze wydawały się darzyć Jarosława Kaczyńskiego jakimś minimalnym szacunkiem. To Kosiniak-Kamysz na tle swoich kolegów i koleżanek z opozycji, krzyczących o nadchodzącym autorytaryzmie, wydawał się oazą spokoju. To partia Razem, jeśli krytykowała PIS, to z pozycji lewicowo-merytorycznych, a czasem potrafiła PiS nawet pochwalić. To wreszcie partia Kukiza potrafiła cicho wspierać PIS przy najważniejszych projektach. Dziś wszystkie te partie dostają od Kaczyńskiego szpadlem przez łeb, a prezent dostaje od niego owa ponoć znienawidzona, totalna opozycja w postaci partii Grzegorza Schetyny.

Projekt ordynacji wyborczej, jak zwykle przygotowany bez konsultacji, jest w swej istocie balonem próbnym. Najważniejsza zmiana w głosowaniu do sejmików to pomniejszenie okręgów wyborczych, co podwyższy próg wejścia nawet do… 20 proc. poparcia. Czyli mniejsze partie zostaną bez reprezentacji. I o ile w przypadku sejmików zmiana ta może nie być odczuwalna przez Polaków, o tyle w przypadku wyborów do Sejmu odczuwalna już będzie. W jaki sposób to będzie działać? Jeśli jesteś przeciwnikiem PiS i w twoim nowym, mniejszym okręgu są tylko cztery mandaty, to nie będziesz oddawał zmarnowanego głosu na „malucha”, bo wtedy PiS może wziąć wszystko. Zagłosujesz na najsilniejszego.

PiS teraz zrobi wszystko, żeby nawet kosztem organizacyjnego blamażu, zmiany te przepchnąć, a gdy już raz okręgi przy wyborach do sejmików zmieni, to potem będzie miał z górki.

Kaczyński całe życie grał w moralną dychotomię

Dlaczego Jarosław Kaczyński to robi? Dlaczego daje na tacy liderowanie na opozycji Schetynie, dlaczego swojego ponoć największego rywala wzmacnia?

Po pierwsze z powodu matematyki. Największą dla PiS niewiadomą jest bowiem nie wynik PO i Nowoczesnej (liczonych zresztą razem), ale to, ile partii spod kreski znajdzie się nad kreska, ile przekroczy 5 proc. W najgorszym dla PiS scenariuszu może to być: PSL, SLD, RAZEM, Korwin, czyli drobnicą obsadzone zostanie 20 proc. Sejmu. A wtedy – przy przyzwoitym wyniku PO – trudno o samodzielne rządy.

Po drugie Jarosław Kaczyński całe życie grał w moralną dychotomię: my tutaj, wy tam, my stoimy, gdzie stoimy, a wy tam, gdzie stało ZOMO. My obóz patriotyczny, a wy Targowica. Ustawienie się w roli reprezentanta ludu vs. elity jest politycznym samograjem stosowanym przez niego od lat. I teraz grał nim będzie jeszcze częściej. Ordynacja wspierająca silnych graczy jest z tym całkowicie spójna.

Po trzecie taka ordynacja wymusi na PO i Nowoczesnej pospieszne zjednoczenie, a wymuszony sojusz to żaden sojusz. To się może skończyć nieustannymi dąsami i podziałami w łonie „zjednoczonej opozycji”. Widać to przy ustalaniu kandydata na prezydenta Warszawy, gdzie rzutem na taśmę Ryszard Petru próbuje dostać cokolwiek i odzyskać własną partie polityczną.

Po czwarte Kaczyńskiemu Schetyna najbardziej pasuje. Ba, być może nawet go lubi. Bo Grzegorz Schetyna jest jak najbardziej przewidywalny. PiS przeżył 8 lat rządów PO i nic, absolutnie nic się podczas tych rządów PiS-owi nie stało. Tak jak teraz, mimo prawie dwóch lat od słynnego audytu i „tsunami niegospodarności”, nic ale to nic nie stało się politykom Platformy. Owszem, dzieją się rzeczy skandaliczne czy wręcz łajdackie, ale dotykają protestujących obywateli, związkowców, uchodźców, ludzi zwalnianych z pracy jak w Marcu 68, a nie polityków opozycji. Schetyna jest dla Kaczyńskiego przewidywalny jako przyszły premier. PIS wie, że w przeciwieństwie do mniejszych i siłą rzeczy bardziej radykalnych partii, nie będzie Schetyna szalał. Ba, większość zmian pisowskich najpewniej zostawi w imię uspokojenia nastrojów społecznych, w tym oczywiście zmianę najważniejszą: zmianę ordynacji wyborczej, dzięki której szef PO faktycznie staje się premierem gabinetu cieni.

*Bloger polityczny. Socjaldemokrata (galopujacymajor.wordpress.com)

 

gazeta.pl

Krystian Lupa w Kublikacjach. Polska Kaczyńskiego przeskoczyła „Proces” Kafki. Zanik logiki i racjonalności

Agnieszka Kublik, Krytian Lupa; Realizacja: Edyta Błaszczak; Zdjęcia: Anna Czuba; Montaż: Katarzyna Szczepańska, 24.11.2017

– To, co działo się wokół Trybunału Konstytucyjnego, i to, co działo się wokół sądów nomen omen, to Kafka żywcem wycięty. To wynaturzenie prawa i sprawiedliwości, rozmiar absurdu smoleńskiej religii i rozmiar krzywdy ludzkiej jest większe niż u Kafki. I nie chodzi tu o to, czy się strzela do ludzi, być może i to nas nie ominie. Myślę, że jeśli nie otrząśniemy się w ciągu dwóch lat, to może pójść jeszcze o wiele dalej – mówi Krystian Lupa. ‚Proces’ w jego reżyserii właśnie trafił na afisz Teatru Nowego w Warszawie.

wyborcza.pl

Bodnar: W sytuacji, kiedy nie ma Trybunału Konstytucyjnego, obywatelom pozostaje jedynie protest

W sytuacji, kiedy nie ma Trybunału Konstytucyjnego, który mógłby w sposób należyty i porządny ocenić ustawy dotyczące sądownictwa, obywatelom pozostaje jedynie protest – ocenił w piątek Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar.

Adam Bodnar odniósł się na antenie TVN24 do trwających w piątek w całym kraju protestów przeciwko zmianom w sądownictwie oraz prac nad prezydenckimi projektami: ustawy o Sądzie Najwyższym i nowelizacji ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. Drugie czytanie projektów zaplanowano na 6 grudnia.

Bodnar ocenił, że „jesteśmy niestety w takim momencie naszych dziejów, że metody prawne rozwiązywania problemów, czyli metody, które zapewniały dialog, które się odbywały w ramach określonych konstytucją procedur, zastępujemy metodami protestu politycznego, protestu na ulicy, protestu poprzez odezwy, petycje, różnego rodzaju stanowiska”.

Jego zdaniem wątpliwości budzą także negocjacje prezydenta Andrzeja Dudy z PiS w sprawie zmian w jego projektach ustaw o KRS i SNTen tryb, w którym prezydent negocjuje z partią rządzącą wyłącznie, i nikt nie jest dopuszczany, i nie wiemy co jest przedmiotem negocjacji, jaka jest treść poprawek, w jakim kierunku to podąża, to jest to oczywiście coś, co nie powinno mieć absolutnie miejsca w państwie demokratycznym – podkreślił Bodnar.

Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił również uwagę, że w projekcie ustawy o Sądzie Najwyższym jest mowa o powołaniu nowych izb wewnątrz SN, a konkretnie odniósł się do izby kontroli nadzwyczajnej oraz spraw publicznych. Jak podkreślił, obecnie sprawy publiczne znajdują się w kompetencji izby prawa pracy, zabezpieczenia społecznego i spraw publicznych. Zaznaczył, że są wśród nich m.in. takie sprawy, jak ważność referendów, ważność wyborów.

Ta cała izba będzie tworzona od nowa, czyli będzie trzeba sędziów oddelegować, przenieść z innych izb, oddelegować z sądów niższej instancji. Powstaje pytanie – o tym w projekcie prawie nie ma mowy – czemu to służy?. Czy to czasami nie służy temu, żeby właśnie w tej izbie mieć wpływ na kontrolę, kto będzie orzekał o ważności wyborów? – powiedział Bodnar.

Przygotowany przez prezydenta projekt ustawy o Sądzie Najwyższym zakłada m.in. badanie przez SN skarg nadzwyczajnych na prawomocne wyroki sądów, w tym z ostatnich 20 lat; utworzenie Izby Dyscyplinarnej z udziałem ławników oraz przechodzenie sędziów SN w stan spoczynku po ukończeniu 65. roku życia, z możliwością przedłużania tego przez prezydenta.

Projekt nowelizacji ustawy o KRS zakłada z kolei wybór przez Sejm 15 członków KRS-sędziów większością 3/5 głosów; w przypadku klinczu, każdy poseł głosowałby tylko na jednego kandydata. Dotychczas członków KRS-sędziów wybierały środowiska sędziowskie. Kwestia wyboru do Rady była w ostatnich tygodniach tematem rozmów prezydenta z PiS – mają się do tego odnosić poprawki tej partii. Wstępny kompromis ma zakładać, że gdyby w Sejmie nie było 3/5 głosów, wówczas – w drugim etapie – do wyboru członków KRS wystarczyłaby większość bezwzględna. Kluby opozycyjne mogłyby wskazać sześciu kandydatów do Rady, a większość parlamentarna – dziewięciu.

dziennik.pl

W całej Polsce protesty pod hasłem „Wolne sądy, Wolne wybory, Wolna Polska”

Pod hasłem „Wolne sądy, Wolne wybory, Wolna Polska” w piątek wieczorem przed sądami w całym kraju odbyły się protesty przeciw m.in. projektowanym zmianom w sądownictwie. W Warszawie demonstracja odbyła się pod Pałacem Prezydenckim

Pod Pałac przybyli m.in. posłanka Nowoczesnej Kamila Gasiuk-Pihowicz, wicemarszałek Sejmu Barbara Dolniak(N), poseł PO Borys Budka, Barbara Nowacka, oraz wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz (PO). Na transparentach widniały napisy: „A ja wolność kocham ponad wszystko”, „Pl Defilad 19.10.2017” (data podpalenia się Piotra Szczęsnego). Manifestujący z Akcja Demokracja chodzili z urnami wyborczymi, do których można było wrzucić kartkę i zaznaczyć na niej: „wolne sądy, wolne wybory, wolna Polska”.

Według organizatorów protesty odbyły się w 123 miejscach, nie tylko w Polsce, ale także w Chicago, Dublinie, Kopenhadze, Londynie, Zagrzebiu. Manifestanci domagają się wycofania projektów ustaw o KRS i SN.

Prof. Marcin Matczak uznał, że prezydenckie projekty ustaw o KRS i SN są niekonstytucyjne. Jeżeli ktoś łamie konstytucje, to w rzeczywistość w pewnym sensie zawsze łamie się człowieka. Łamie jego wolność, jego prawo do decydowania, łamie jego plany – mówił. Jak ocenił takim łamaniem jest skrócenie kadencji sędziom. B.sędzia, działaczka historycznej Solidarności Kazimiera Machcewicz apelowała do sędziów, aby mimo zmian, które wejdą w życie pozostali uczciwi. Demokracja to pakiet wartości, wśród nich są niezależne sądy i niezawiśli sędziowie – podkreśliła.

Jak podała na Twitterze Komenda Stołeczna Policji po zakończeniu protestu przed Pałacem Prezydenckim w trakcie zgromadzenia „nie odnotowano żadnych zdarzeń”. Według szacunków policji „rotacyjnie uczestniczyło w nim około 1500 osób”.

Na Pomorzu odbyły się protesty przed sądami w Gdańsku, Gdyni, Sopocie, Słupsku i Wejherowie. Przed sąd okręgowy w centrum Gdańska przybyło ok. pół tysiąca osób, m.in. przedstawiciele KOD i organizacji: Dziewuchy Dziewuchom, Obywatele RP i Partii Zielonych.

Polityk, działacz opozycji w PRL, Aleksander Hall mówił do zgromadzonych: jesteśmy tu z powodu tego, co dzieje się w Sejmie. To jest budowa państwa policyjnego, to jest przygotowywanie instrumentarium państwa policyjnego – podkreślił Hall. Jak zauważył, „w państwie policyjnym jest zagrożony każdy; państwo policyjne może użyć całej swojej siły, może użyć tylko presji, tylko strachu, może uderzyć w jednostkę i może uderzyć w całe grupy i takie państwo jest w tej chwili tworzone”.

Hall dodał, że uczestnictwo w proteście „jest obowiązkiem świadomego obywatela, który chce Polski wolnej, demokratycznej, w której będzie się czuł jak obywatel, a nie jak poddany”. Im więcej spośród Polaków tę rzeczywistość zauważy i będzie umiało zająć stanowisko obywatela, który może też ryzykować, tym krótsza będzie nasza droga do powrotu prawa i szacunku dla najjaśniejszej RP – mówił. Będziemy tu przychodzić tak długo, jak trzeba, to jest nasz obowiązek – zapowiedział b. opozycjonista.

Krakowski protest pod hasłem „Bronimy wolnych sądów!” odbył się na Rynku Głównym. Tu, na największym placu Krakowa gromadzą nas trzy wartości: wolność, równość, demokracja – podkreślali organizatorzy. Według nich protesty odbyły się w 12 miastach Małopolski. Prof. Fryderyk Zoll mówił do zgromadzonych na Rynku, że to, co się obecnie dzieje z projektami ustaw dot. sądownictwa jest „zaprzeczeniem wszelkich procedur jawności demokracji”. To jest nasza wspólna sprawa, sądy polskie są częścią wielkiego systemu sprawiedliwości – podkreślił.

To, że nas jest tu tak mało, bo być może tysiąc – dwa tysiące, to nie jest liczba, która odpowiada skali zagrożenia, które dotyczy Polski – zaznaczył prof. Zoll. Dodał, że projekty obecnie procedowane w Sejmie są ze sobą powiązane. Po to należy podporządkować sądy, żeby potem mieć kontrolę nad wyborami. Dlatego musi nas być o wiele więcej, bo podstawowe interesy państwa przegrywają – apelował.

Na poznańskim Starym Rynku około półtora tysiąca demonstrantów skandowało, że nie oddadzą władzy sądowniczej w ręce jednej partii. Wśród uczestników byli obecni sędziowie, którzy mówili, że od lipca nic się nie zmieniło; ich zdaniem to „koniec niezależnych sędziów i sądownictwa w Polsce”.

Manifestujący nie ukrywali, że nadal oczekują weta prezydenta; jak ocenili projekty ustaw o KRS i SN prowadzą do jeszcze większego chaosu prawnego w kraju. Na Starym Rynku byli obecni przedstawiciele różnych partii, ale nie zabierali głosu, bo, jak podkreślali organizatorzy, protest ma wymiar apolityczny. Według policji manifestacja przebiegła spokojnie.

W Kaliszu (Wielkopolska) w proteście uczestniczyło ok. 100 osób. Dzisiaj jest Black Friday, ale mam nadzieję, że to nie jest czarny piątek dla polskiego sądownictwa. Bez wolnych sądów i wolnych wyborów nie ma wolnej Polski – oświadczył Tomasz Wasiak z KOD. Budźcie sumienia, bo tylko miliony na ulicach mogą spowodować, że ten nieduży pan, przemawiający z drabinki się cofnie, a może i spadnie. Naszą nadzieją jest to, że żaden reżim nie trwał długo. Na złych ludzi i złe rządy też przyjdzie czas – mówił b. senator PO Witold Sitarz.

Około 120 osób zebrało się przed Sądem Okręgowym w Rzeszowie, aby protestować przeciwko – w ich ocenie – niekonstytucyjnym projektom o KRS i SN. Protest, który zorganizował regionalny KOD rozpoczął się minutą ciszy, by uczcić śmierć Piotra S. Część osób trzymała zapalone znicze, inni polskie flagi i napisy „Konstytucja”; był też baner z napisem: „Wstyd. Suweren” namalowanych na tle słów: żal, niepowodzenie, niepokój, oburzenie, zdumienie. Głos zabrała m.in. 91-letnia pani Lidia, która przedstawiła się jako oficer Wojska Polskiego, powstaniec warszawski. Do zgromadzonych mówiła, że są dziećmi pokolenia Kolumbów, którzy walczyli o Polskę. I wy robicie to samo – dodała.

We Wrocławiu kilkaset osób przemaszerowało spod budynków sądu na pl. Wolności. Niesiono transparent z hasłem: „Nie dla Pisokracji!”. Skandowano: „Wolność, równość, demokracja” oraz „Wrocław twierdzą demokracji”. Podczas wiecu przemawiał m.in. Józef Pinior, prof. Ludwik Turko oraz przedstawicielki Obywateli RP, Kongresu Kobiet i Strajku Kobiet. Kolejny podobny protest we Wrocławiu zapowiedziano na 6 grudnia.

Kilkaset osób wzięło udział w Łodzi w proteście przed budynkiem Sądu Okręgowego na placu Dąbrowskiego. Część trzymała zapalone znicze, białe róże i flagi – Polski oraz UE; rozdawano egzemplarze Konstytucji. Trzymano transparenty z hasłami: „Nie śpij, bo Cię okradną z demokracji”, „Sądy wolne od polityków”. W wystąpieniach zwracano uwagę, że „broniąc niezależności sądów, bronimy naszej wolności, równości i demokracji”. Jak oceniano, zmiany w ustawach o KRS i SN mają „stworzyć dyktaturę i służyć jej”.

W proteście przed budynkiem Sądu Okręgowego w Kielcach wzięło udział ok. 50 osób. Widzimy, że to co robi PiS, prowadzi do niszczenia ludzkiej godności – mówiła szefowa KOD w regionie Monika Szafraniec. Członek Rady Mediów Narodowych Juliusz Braun zwrócił uwagę na konieczność walki o czwarte, „W”, czyli wolne media. Skrytykował decyzję o przekazaniu z budżetu na 2017 r. 980 mln zł dla publicznej telewizji i radia. To nie są już wolne media, bo mają one zadanie propagandowe. Nie dajmy się oszukać hasłom o dekoncentracji mediów – mówił.

Podczas protestu skandowano: „Wolne media”, „Wolne sądy, wolne wybory, wolna Polska”. Uczestnicy trzymali w rękach flagi Polski oraz UE, pojawiły się transparenty z napisami: „I do was zapuka Prawo i Sprawiedliwość” oraz „Konstytucja”. W województwie świętokrzyskim protestowano również przed sądami w Starachowicach i Ostrowcu Świętokrzyskim.

W Szczecinie kilkuset mieszkańców miasta zgromadziło się przed Sądem Rejonowym na pl. Żołnierza Polskiego. Zebrani przynieśli flagi Polski i UE, palili znicze. Skandowali: „Wolne sądy”, „Wolne wybory”, „Jest nas dużo, będzie więcej”, „Wolność, równość, demokracja”, „Solidarność”, „Nie ma zgody na takie metody”.

Zbliżamy się do krańcowego momentu PiS-owskich zamachów na sąd – mówił b.szef MSW, działacz opozycji w PRL Andrzej MilczanowskiOd tygodni jesteśmy świadkami targów, handlu politycznego pomiędzy prezydentem a Jarosławem Kaczyńskim, bo każdy z nich chce ugrać swoje. W zamian za ustępstwa prezydenta w sprawie sądów, Kaczyński poczyni ustępstwa w sprawie zmian politycznych w rządzie. To jest hańba – dodał. Przemawiał także marszałek województwa zachodniopomorskiego, szef PO w regionie Olgierd Geblewicz.

Kilkaset osób demonstrowało przed Sądem Okręgowym w Białymstoku. Uczestnicy trzymali zapalone lampki, transparent z hasłem „Wolne sądy”, tabliczki „3xW” oraz flagi unijne i biało-czerwone. Demonstrujący podkreślali, że w Polsce kończy się demokracja oraz że proponowane przez PiS zmiany w ustawach o SN i KRS prowadzą do chaosu. Wolność zabierana jest po kawałku – mówiła jedna z uczestniczek.

Głos wolności nie może zamilknąć. Wolność jest dotąd, dopóki są ludzie, którzy się o nią upominają – podkreślał poseł PO Robert Tyszkiewicz. Czeka nasz ciężki bój. To jest prawda, to co nam dziś przyświeca, te trzy hasła: wolne sądy, wolne wybory, wolna Polska; bez wolnych sądów nie będzie wolnych wyborów, bez wolnych wyborów Polska nie będzie wolna – mówił poseł.

W Gorzowie Wielkopolskim w proteście przed miejscowym sądem okręgowym wzięło udział ok. 70-80 osób. Organizatorami były stowarzyszenia: Obywatele Gorzów Wlkp.66-400 i Wolny Balkon. Protestujemy, bo chcemy, żeby sądy były bezwzględnie wolne od polityków. Chcemy czystej gry w tym państwie, czystych rozwiązań politycznych Chcemy mieć trójpodział władzy – powiedział PAP szef stowarzyszenia Obywatele Gorzów Wlkp.66-400 Leszek Pielin. Uczestnicy zgromadzenia zapalili przed sądem znicze i powiesili na ogrodzeniu plakat z hasłem: „Wolne Sądy, Wolne Wybory, Wolna Polska”. W Zielonej Górze tamtejszy KOD zapowiedział manifestację na godz. 19 na placu Słowiańskim, na którym znajduje się sąd okręgowy i rejonowy w tym mieście.

Około 200 osób zgromadziło się na protestacyjnym wiecu w Lublinie. Na stopniach schodów do gmachu Sądu Okręgowego stanęła przebrana za boginię Temidę kobieta ubrana w togę, z wagą w ręku i twarzą zasłoniętą czarną maską z logo PiS. Przemawiający działacze wzywali do protestów przeciwko zmianom wprowadzanym przez partię rządzącą, przekonywali, że zagrażają one wolności.

Ustawiono plansze z hasłami: „PiS kłamie, że chce naprawić sądy – PiS chce sądy zawłaszczyć”, „Niezawisłe sądy ostoją państwa prawa”, „Nie będzie w Polsce dobrze, gdy sądy oddamy Ziobrze”, „Wolne sądy, wolne wybory, wolna Polska”. Uczestnicy wiecu trzymali w rękach zapalone świece, latarki, konstytucje RP. Skandowali: „Ordynacja według PiS to komuna bis” oraz „Rządy prawa a nie Jarosława”.

Ponad 200 osób protestowało przed sądem rejonowym w Olsztynie. Demonstranci trzymali transparenty z napisami: „Kaczyzm – faszyzm”, „kaczor-dyktator”. Do zgromadzonych przemawiała sędzia Ewa Kurasz z Sądu Rejonowego w Bartoszycach.

W dwóch największych miastach województwa kujawsko-pomorskiego po kilkaset osób uczestniczyło w manifestacjach w obronie wolności sądów. Na skwerze przed sądem w Bydgoszczy mieszkańcy utworzyli „łańcuch światła”. W Toruniu protestujący mieli ze sobą m.in. znicze, świece, białe róże, a niektórzy również egzemplarze konstytucji. Wśród wznoszonych okrzyków pojawiały się najczęściej „wolne sądy” i „wolna Polska”.

Przed budynkiem Sądu Okręgowego w Katowicach zgromadziło się ok. 300 osób Zebrani zapalili znicze, skandowali „Solidarność naszą siłą”, śpiewali „Wolność kocham i rozumiem”. Spore poruszenie wywołał odczytany list prezesa sądu, do którego zwrócono się wcześniej z pytaniem, czy uczestnicy protestu mogą się spotkać przed wejściem do budynku. Prezes odmówił, argumentując m.in., że mogłoby dojść do zniszczeń. Protesty zapowiadano także przed siedzibami sądów rejonowych w innych miastach woj. śląskiego.

Ok. 150 osób zebrało się przed sądem okręgowym w Bielsku-Białej, by zamanifestować sprzeciw wobec zmian w sądownictwie. Wielu w rękach trzymało zapalone znicze. Widać było pojedyncze flagi biało-czerwone, UE oraz KOD.

Ponad dwieście osób uczestniczyło w manifestacji na pl. Daszyńskiego przed budynkiem Sądu Okręgowego w Opolu. Manifestanci nieśli flagi w barwach narodowych i UE. Do zebranych przemawiali przedstawiciele środowiska prawniczego, którzy omawiali negatywne zjawiska – jakie ich zdaniem – będą skutkiem zmian w prawie wprowadzanych przez rząd.

Ok. 70 manifestantów zebrało się przed sądem w Nysie. Do zebranych przemawiał płk rezerwy Adam Mazguła odnosząc się do zmian wprowadzanych w polskim prawie. Odczytano także list „szarego człowieka” – Piotra S., który w październiku podpalił się przed Pałacem Kultury i Nauki.

Przed sądami rejonowym i okręgowym w Płocku (Mazowieckie) protestowało ok. 60 osób. Przynieśli ze sobą białe znicze i biało-czerwone flagi. Była też tęczowa flaga LGBT. Wśród manifestujących była m.in. posłanka PO Elżbieta Gapińska. Protest przebiegał w milczeniu – nie było oficjalnych przemówień. Rozdawano manifest Piotra S. z Niepołomic, który 19 października podpalił się przed Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie i zmarł 10 dni później.

dziennik.pl

W całym kraju protesty przeciwko zamachowi na sądownictwo

„Wolne sądy! Wolne wybory! Wolna Polska!” – pod takim hasłem w 123 miejscach, nie tylko w Polsce, ale także w Chicago, Dublinie, Kopenhadze czy Londynie odbywały się protesty przeciwko zamachowi PiS na niezależność sądownictwa. Przed Pałacem Prezydenckim zebrały się tłumy. Zapraszamy na relację z tej demonstracji.

Rządząca partia skierowała dziś do dalszych prac prezydenckie projekty ustaw o SN i KRS. Ich wejście w życie, wraz z ustalonymi przez Andrzeja Dudę i PiS spowoduje, że Polska „definitywnie przestanie być demokratycznym państwem prawa” – ostrzegają organizacje pozarządowe.

W Warszawie demonstracja odbyła się pod Pałacem Prezydenckim. Na Krakowskim Przedmieściu zebrał się gęsty tłum, choć według stołecznej policji demonstrantów było zaledwie 1500.

Na przyniesionych przez nich transparentach widniały napisy: „A ja wolność kocham ponad wszystko”, „Pl Defilad 19.10.2017” (nawiązujący do samospalenia Piotra Szczęsnego). Manifestujący z organizacji Akcja Demokracja chodzili z urnami wyborczymi, do których można było wrzucić kartkę i zaznaczyć na niej: „wolne sądy, wolne wybory, wolna Polska”.

– Jeżeli ktoś łamie konstytucje, to w rzeczywistość w pewnym sensie zawsze łamie się człowieka. Łamie jego wolność, jego prawo do decydowania, łamie jego plany – mówił ze sceny prof. Marcin Matczak, który podkreślał, że prezydenckie projekty ustaw o KRS i SN są niekonstytucyjne. Z kolei była sędzia, działaczka Solidarności Kazimiera Machcewicz apelowała do sędziów, aby mimo zmian, które wejdą w życie pozostali uczciwi. – Demokracja to pakiet wartości, wśród nich są niezależne sądy i niezawiśli sędziowie – podkreśliła.

newsweek.pl

Pierwsze czytanie ustaw o sądach było blagą i fikcją

„Zomowcy procedury” z PiS kompletnie ubezwłasnowolnili polski Sejm. Szczerze mówiąc, pierwsze czytanie nowego prezydenckiego projektu ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym okazało się totalną fikcją i blagą. Właściwie chcąc być precyzyjnym, należałoby opatrzyć cudzysłowem proceduralne pojęcie „pierwsze czytanie”.

Formalnie, w świetle teoretycznie wciąż obowiązującej Konstytucji III RP, Sejm jest głównym ośrodkiem władzy ustawodawczej, to on pracuje nad stworzeniem prawnego ładu polskiego państwa – albo drobiazgowo analizując, dyskutując i wypracowując ostateczny kształt trafiających do niego prezydenckich czy rządowych projektów ustaw, albo zgłaszając własne inicjatywy ustawodawcze.

Kaczyńskiego nie było

W przypadku obecnych ustaw o KRS i SN, podobnie jak w przypadku wielu innych ustaw kluczowych dla polskiego systemu prawnego, a w tej kadencji często nawet łamiących konstytucję, gdyż zmieniających ustrój państwa zwykłą większością, „pierwsze czytanie” nie wzbudziło żadnego zainteresowania większości parlamentarnej PiS i jej satelitów. To ławy większości ziały pustkami, to jej lidera Jarosława Kaczyńskiego nie było na sali, to dyspozycyjny prokurator stanu wojennego, a dziś najbardziej zdyscyplinowany jurysta Kaczyńskiego Stanisław Pioptrowicz był jedynym człowiekiem zainteresowanym jak najszybszym przepchaniem tekstu obu ustaw przez Izbę do komisji. Tam przeprowadzi się błyskawiczną korektę – albo zgodnie z nieformalnymi, przeprowadzonymi pod stołem i za grubą kurtyną negocjacjami pomiędzy Kaczyńskim i Dudą, albo znów próbując oszukać prezydenta i łamiąc wspólne ustalenia.

W czasie tego pierwszego czytania Sejm w ogóle nie pracował nad ustawami, ponieważ nie przedłożono mu realnych projektów, których ostateczny kształt Kaczyński ponoć wynegocjował z prezydentem, ale nad czysto formalną fikcją, której tymczasowym kształtem ani składający projekty (prezydent), ani mająca ją ostatecznie przyjąć prawicowa większość, nie są zainteresowane. W tej sytuacji nawet posłowie i posłanki opozycji mogli się co najwyżej retorycznie popisać mając przedłożony tekst, którego nikt po stronie władzy nie traktuje poważnie. Ostateczny projekt ustaw, którego ustalenia zapadły w głowie Kaczyńskiego, zostanie przyjęty przez większość na zasadzie biernego automatu. To tłumaczy nieobecność lidera i większości posłów PiS, to tłumaczy nawet oddanie prowadzenia tej fikcji wicemarszałek Małgorzacie Kidawie-Błońskiej z PO przez większość czasu trwania wczorajszych obrad.

Gdzie są prawdziwe ustawy?

W „pierwszym czytaniu” nie miał zatem żadnego znaczenia obecny, tymczasowy kształt przedłożonych Sejmowi prezydenckich ustaw o KRS i SN. Parlamentarzyści większości i opozycji nie znają przesądzających poprawek Jarosława Kaczyńskiego, gdyż zostaną one jak zwykle wrzucone do Sejmu i przegłosowane w ostatniej chwili przez posłów i posłanki PiS nie znających wcześniej ich treści ani nią nie zainteresowanych. I właściwie w kontekście potraktowanego w taki sposób „pierwszego czytania” interesujące jest tylko to, jak zostanie ostatecznie załatwiony (lub niezałatwiony) tlący się konflikt pomiędzy Andrzejem Dudą i Jarosławem Kaczyńskim (a także pomiędzy prezydentem i niektórymi ministrami Kaczyńskiego – bo przecież nie można ich nazwać ministrami Szydło – głównie Zbigniewem Ziobrą i Antonim Macierewiczem).

Ręczne sterowanie sądami

Jeśli prezydent ustąpi (i w jakim stopniu ustąpi) w sprawie sądów i nie zawetuje ustaw z poprawkami PiS (podobnie jak w przypadku podpisanej wcześniej przez prezydenta ustawy o ustroju sądów powszechnych umożliwiającymi ręczne sterowanie polskim sądownictwem wszystkich szczebli przez Kaczyńskiego i Ziobrę), Jarosław Kaczyński będzie mógł bezpiecznie przeprowadzić rekonstrukcję rządu. Jeśli jednak pomimo zawartych pod stołem uzgodnień Kaczyńskiego i Dudy dojdzie do zgrzytów – obojętnie, wywołanych próbą ogrania prezydenta przez PiS, czy też ponownego utwardzenia pozycji Pałacu Prezydenckiego – rekonstrukcja rządu się odwlecze. Jarosław Kaczyński nie będzie mógł sobie wizerunkowo ani politycznie pozwolić na przedłużające się negocjacje nad obsadą poszczególnych ministerstw w momencie, kiedy prezydent będzie miał okazję zatwierdzić lub opóźnić (czy nawet na pewien czas zablokować) powołanie nowego rządu czy wręcz nowego premiera.

Walka o władzę Kaczyńskiego

Ale znowu, tego wszystkiego nie dowiemy się w czasie żadnej publicznej sejmowej debaty, czy nawet przy okazji jakichś realnych prac nad ustawami o KRS i Sądzie Najwyższym. Ponieważ Sejm z wyroku Kaczyńskiego nie jest już miejscem ani realnej debaty, ani faktycznych prac nad ustawami. Ustawy w kształcie, w jakim chce ich Kaczyński lub w jakim Kaczyński ich kształt wymusił na innych ośrodkach swojej partii czy swojego obozu władzy, trafiają dzisiaj do Sejmu w ostatniej chwili, są procedowane pospiesznie i niechlujnie, nie są bowiem w ogóle ustawami, ale dekretami Kaczyńskiego. Tak jest w przypadku „ustaw” w sprawie sądów, tak było w przypadku „ustaw” dotyczących Trybunału Konstytucyjnego, tak będzie w przypadku „ustaw” dotyczących mediów czy ordynacji wyborczej. Ich celem nie jest budowanie jakiegokolwiek stabilnego czy przewidywalnego ładu prawnego w Polsce, ale doraźne rozgrywanie przez Kaczyńskiego walki o władzę osobistą – jej dalsze powiększanie, konsolidację, tworzenie jej nowych instrumentów. W ogniu walk prowadzonych już najczęściej głównie z ośrodkami i osobami we własnym politycznym obozie (Prezydent, Macierewicz, Szydło itp.).

Jarosław Kaczyński od dwóch lat wchłania – na sposób całkowicie nieformalny – zarówno całą władzę wykonawczą, jak też ustawodawczą. Tak jak wcześniej ubezwłasnowolnił rząd (Beata Szydło od początku swojego urzędowania nie jest faktycznym premierem, w przypadku jakichkolwiek sporów kompetencyjnych w gabinecie ministrowie i wicepremierzy skarżą się Kaczyńskiemu i to od niego, a nie od Beaty Szydło oczekują decyzji), tak samo Sejm i Senat stały się miejscami całkowitej fikcji, gdzie nawet posłowie i senatorowie większości nie mają już ochoty uczestniczyć w dyskusjach i pracach nad najważniejszymi ustawami, gdyż wiadomo, że i tak nie oni decydują o ich kształcie czy uchwaleniu. Ustawy trafiają do parlamentu w ostatniej chwili, posłowie i senatorowie PiS-u nawet ich nie czytają, poprawki do ustaw są zatwierdzane nocą przez ludzi, których Kaczyński traktuje jak bezwolne automaty i którzy pozwalają się tak traktować. A jeśli Jarosław Kaczyński dojdzie w ostatniej chwili do wniosku, że uchwalenie jakiejś ustawy w tym momencie mu się jednak nie opłaca, projekty ustaw znikają z parlamentu tak samo szybko, jak do niego trafiły.

Zomowcy procedury

W czasie pierwszych rządów PiS-u w latach 2006-2007, kiedy ta partia nie miała jeszcze samodzielnej większości i Kaczyński musiał trochę bardziej się starać, Jadwiga Staniszkis – ze swoją tradycyjną mieszaniną fascynacji dla brutalnej siły i niechęci wobec jawnej tępoty i chamstwa – ironicznie nazwała Marka Jurka (wówczas marszałka Sejmu) i Joachim Brudzińskiego „wirtuozami procedury”. Gdyż także wówczas uczynili parlament maszynką do głosowania Kaczyńskiego używając wszystkich kruczków proceduralnych, aby uniemożliwić opozycji faktyczny udział w pracach nad ustawami zgłaszanymi przez PiS. Dziś z „wirtuozerii” nic nie zostało, a Stanisława Piotrowicza, Marka Kuchcińskiego czy Ryszarda Terleckiego można raczej nazwać „zomowcami procedury”. Nie tylko z racji aluzji do czasów, wobec których Stanisław Piotrowicz wciąż odczuwa nieustającą praktyczną nostalgię. Ale przede wszystkim dlatego, że wszyscy oni okazują polskiemu Sejmowi praktyczną pogardę. I posługują się już tylko tępą siłą, aby uczynić Sejm kolejną fikcyjną instytucją polskiego państwa kompletnie pozbawioną przez Jarosława Kaczyńskiego wszelkich należnych jej z mocy Konstytucji uprawnień władzy ustawodawczej.

newsweek.pl

Samorządowe bajki Platformy

Przewodniczący Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna
Propozycje PO przed wyborami lokalnymi mają jedną wspólną wadę. Do ich wprowadzenia wymagane byłyby zmiany ustrojowe, które może przeprowadzić jedynie większość parlamentarna. Tę zaś partia dwa lata temu utraciła – pisze publicysta z ruchu Bezpartyjni Samorządowcy.

Niedawna konwencja Platformy Obywatelskiej miała być nowym otwarciem głównej partii opozycji. PO zadeklarowała początek długiego marszu, który ma się skończyć zwycięskimi wyborami parlamentarnymi, potwierdzonymi późniejszą wygraną w wyborach prezydenckich. Warto więc przeanalizować pierwszy krok – w stronę wyborów samorządowych. Ten pokazuje bowiem zawsze i kierunek, i styl marszu.

Podczas konwencji padły długo oczekiwane słowa o zjednoczeniu opozycji, jednak lider nie wymienił żadnych partii, tylko KOD, czarne marsze, a więc „środowiska”. Zwolennicy zjednoczenia będą więc musieli poczekać.

Platforma pragnie wyjść ze ślepego zaułka, w który sama się wpędziła deklaracją o „totalnej opozycji”. Widocznie z badań wyszło, że ta totalnie negująca postawa – choć ekscytuje twardy elektorat i pozwala królować w konkurencji „kto bardziej dowali PiS-owi” – nie daje na dłuższą metę szans na wyjście z narożnika. Po prostu taka postawa nie poszerza elektoratu PO. Mamy więc zmianę – od konwencji Platforma to nie lider „totalnej opozycji”, ale autor „totalnej propozycji”.

DECENTRALIZACJA POPRZEZ CENTRALIZACJĘ

Analiza programu PO wydaje się zajęciem mało praktycznym, gdyż plemienność naszej polityki i plebiscytowy charakter wyborów samorządowych nie zachęcają zwolenników którejkolwiek ze stron wojny polsko-polskiej do lektury programów. Plemiona i tak wiedzą, na kogo zagłosują. Gra toczy się jednak o elektorat migrujący, bo ten przechyla wagę na stronę zwycięzcy. Dlatego analiza programowa ma sens, bo pokazuje kierunki myślenia o kraju i narzędzia, jakich PO chce użyć do osiągnięcia zwycięstwa wśród „miękkiego elektoratu”. Jaka jest więc „totalna propozycja” dla samorządu?

Główną refleksją autorów programu było – jak to zwykle bywa w strategiach marketingowych – wyraziste odróżnienie się od konkurenta. Ponieważ formacja rządząca jest oskarżana (często jak najsłuszniej) o ciągoty centralizacyjne i rozszerzanie kompetencji państwa, to strategia PO idzie właśnie w kierunku mającym (w sferze werbalnej) wykazać zamiary decentralizacyjne i obywatelskie. Nie brak w programie zabawnych lapsusów w tym względzie, gdzie np. przykładem DECENTRALIZACJI w obszarze działań społecznych jest CENTRALIZACJA instytucji różnych szczebli w jedno ciało odpowiedzialne za ten obszar.

Postulat likwidacji urzędów wojewódzkich dowodzi z kolei albo niskiej oceny percepcji odbiorców takiej propozycji, albo słabej orientacji Platformy w sposobie działania państwa. Likwidacja urzędów wojewódzkich wymagałaby bowiem nowelizacji kilkuset ustaw i kilku tysięcy rozporządzeń, gdzie ten szczebel władzy wymieniany jest jako ważny element funkcjonowania ładu ustrojowego. Pomijając już kwestię zasadniczą, czyli to, że ta propozycja de facto likwiduje obecność państwa w regionach, co jest propozycją dość egzotyczną.

DIABEŁ DZWONI NA MSZĘ

Zacznijmy jednak od tego, kto ma być odbiorcą nowego programu. Pierwsza grupa to obywatele w perspektywie ich małych ojczyzn. Czegóż tu dla nich nie ma – same wspaniałe rzeczy, żeby wymienić tylko referenda gminne, dogodniejsze godziny pracy urzędów, partnerstwo publiczno-prywatne w mieszkalnictwie, walkę ze smogiem, obniżenie cen biletów w komunikacji, wprowadzenie rad seniorów, stypendiów, przetwórstwa na wsi, produktów lokalnych i Karty Młodego Przedsiębiorcy. Problem w tym, że każdy z przyszłych wyborców może spytać – czemu tych propozycji Platforma dotąd nie wprowadziła? PO bowiem rządzi w samorządzie (na strategicznym poziomie wojewódzkim, bo na poziomie gminnym rządzą w Polsce samorządy bezpartyjne) od dziesięciu lat. Ma za sobą nawet dwa lata nieskrępowanej hegemonii w samorządzie za rządów PiS.

Drugą grupą odbiorców programu mają być samorządowcy. Przed konwencją słychać było wiele deklaracji, jak to PO wspiera tych niezależnych w ich trudzie codziennej pracy u podstaw. „Chcemy zachować wolność samorządów, aby nie podlegały one rygorom partii politycznych”, stwierdziła w Krośnie przed łódzką konwencją posłanka Małgorzata Kidawa-Błońska. Warto to przeczytać powoli – PO namawia do głosowania na siebie (partię), by pomóc zachować wolność bezpartyjnym samorządowcom. Ale ci wiedzą od dziesięciu lat, jak wygląda ich przeczołgiwanie przez platformerskich marszałków województw, którzy dzielą środki na infrastrukturę i rozwój. Diabeł się w ornat przebrał i ogonem na mszę dzwoni.

Taktyka wobec niezależnych samorządowców ze strony PO zmienia się przed tymi wyborami jedynie z powodu wzrostu ich znaczenia i możliwej roli koniecznego być może koalicjanta.

Dziś jest to buta władzy na poziomie wojewódzkim, przed wyborami zaś szantaż: pójdźcie z nami (a najlepiej – do nas), bo jak nie, to będziemy wam to pamiętać, bo i tak wygramy. Tak wygląda w realu deklaracja o „niepodleganiu rygorom partyjnym”.

Szczegóły programowych propozycji PO dla samorządowców mają jedną wspólną wadę. Do ich wprowadzenia wymagane byłyby zmiany ustrojowe, a więc takie, które może przeprowadzić jedynie większość parlamentarna. Tę zaś Platforma dwa lata temu utraciła. Propozycje te są więc bajkami z mchu i paproci dla samorządowców, którzy przecież jak na dłoni widzą kuriozalność tych postulatów. Obrażają więc one ich inteligencję, bo żadnej z tych propozycji nie da się wprowadzić nawet jak PO wybory lokalne wygra. Pomijając już ich sensowność.

RZECZYWISTY CEL PROGRAMU

Jako się rzekło, pierwszy krok długiego marszu pokazuje kierunek i styl. Wynika z niego, że państwo podrożeje i to znacznie. Mgliście można się domyśleć z programu, że PO sfinansuje swoje obiecane samorządom środki z postulowanego pozostawienia szczeblowi lokalnemu dochodów z podatków CIT i PIT. Ale tych pieniędzy zabraknie z kolei w kasie państwowej. Można – i trzeba – mieć nadzieję, że samorządy wydałyby te pieniądze sensowniej niż centrala, ale na pewno nie zaspokoją one wzrostu wydatków spowodowanych zwiększeniem wydatków postulowanych przez PO w programie. Są to więc w rzeczywistości żądania populistyczne i Platforma liczy po cichu, że nigdy ich nie będzie musiała wprowadzić w życie. Chodzi o to, by wyborcy pamiętali, że chciała. I tę pamięć (nie dobro samorządu) PO będzie chciała zdyskontować w „prawdziwych” wyborach – parlamentarnych.

W programie Platformy przebija słabość merytoryczna, hipokryzja w stosunku do odbiorców programu, instrumentalne traktowanie wyborów samorządowych i słabo skrywana jedyna dominanta – antypisizm. To może wystarczy do utrzymania pozycji lidera wśród opozycji, ale może nie wystarczyć do zwycięstwa w elekcji lokalnej. Tę bowiem od początku wygrywają niezależne, bezpartyjne komitety mieszkańców małych ojczyzn. Z programu PO nie wynika, dlaczego akurat w tych wyborach miałoby się to zmienić.

WYMARZONY RYWAL

Po słabej konwencji szef Platformy dostał prezent od losu. Propozycje zmian w ordynacji autorstwa PiS, ogłoszone po konwencji PO, były miłą niespodzianką dla Grzegorza Schetyny, który nie zaproponował nic samorządowi. Po likwidacji jednomandatowych okręgów wyborczych i zmniejszeniu okręgów wyborczych na placu boju mają pozostać tylko dwaj gracze – PiS i blok „totalnej opozycji”, co jest taktycznie na rękę PO w walce o przywództwo w antypisowskiej krucjacie.

Strategicznie – widać Jarosławowi Kaczyńskiemu Schetyna jako jedyny rywal pasuje jak nikt.

rp.pl

Macierewicz wycofał swoje wnioski o awanse generalskie. „W trosce o dobro Sił Zbrojnych”

tps, 24.11.2017

Spotkanie prezydenta Dudy z Naczelnym Dowodcą Sił Sojuszniczych w Europie, 13.04.2017.

Spotkanie prezydenta Dudy z Naczelnym Dowodcą Sił Sojuszniczych w Europie, 13.04.2017. (Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta)

Szef MON Antoni Macierewicz postanowił wycofać swoje wnioski o awanse generalskie – poinformowała wieczorem rzeczniczka Ministerstwa Obrony Narodowej.

„Uprzejmie informujemy, iż w trosce o dobro Sił Zbrojnych RP i harmonijne współdziałanie organów konstytucyjnych w zakresie obronności, minister obrony narodowej postanowił wycofać wnioski o awanse generalskie”  – czytamy w komunikacie resortu.

Ministerstwo Obrony Narodowej podejmuje to działanie w nadziei na usunięcie czynników, które zgodnie z deklaracjami Urzędu Prezydenckiego stoją na przeszkodzie mianowań generalskich

– napisano, podkreślając jednocześnie, że nominacje generalskie „mają kluczowe znaczenie dla zmiany pokoleniowej i dalszych reform wzmacniających Wojsko Polskie”.

„Nowe wnioski zostaną przedstawione w stosownym czasie i okolicznościach” – zapewniono.

 

Spór o nominacje Duda – Macierewicz

Decyzja szefa MON to kolejna odsłona sporu pomiędzy ministrem a prezydentem. Andrzej Duda dotąd odmawiał przyznania nominacji generalskich wojskowym wskazanym przez Antoniego Macierewicza.

Od wiosny na taki awans czekało 14 oficerów. Nominacje przekładano już trzykrotnie – nie wręczono ich ani 3 maja, ani 15 sierpnia. Ostatnio zrezygnowano z tej uroczystości 11 listopada, w dniu obchodów 99. rocznicy odzyskania niepodległości.

ZOBACZ TEŻ: Najbrutalniejsza wojna Macierewicza z Dudą. Wszystko przez legendę tego „świętego Graala”

„Resort obrony chce tym samym doprowadzić do deeskalacji konfliktu na linii MON – prezydent” – tak piątkowe posunięcie Macierewicza tłumaczy portal tvp.info. Jak czytamy, resort obrony chce też dzięki temu uniknąć kontrowersji, które pojawiają się przy kolejnych świętach wojskowych.

Ojciec Tadeusz przepytuje prezydenta. I zwraca uwagę: „Jest jakaś kolumna szkodząca”

http://www.gazeta.tv/plej/19,150682,22622634,video.html

 

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,22696662,macierewicz-wycofal-swoje-wnioski-o-awanse-generalskie-w-trosce.html#Czolka3Img

WYBORCZĄ” W PODZIEMIU [ROZMOWA SIERAKOWSKIEGO]

Adam Michnik

24 listopada 2017

„Ja jestem z pokolenia, które ma przed oczami statki z Żydami, które odganiano od amerykańskich portów” – dla Project Syndicate, Krytyki Politycznej i Onet.pl z Adamem Michnikiem rozmawia Sławomir Sierakowski.

Sławomir Sierakowski: Masz poczucie klęski?

Adam Michnik: Nie mam poczucia klęski, dlatego że marzeniem ruchu, w którym uczestniczyłem od 1965 roku, była Polska wolna i niepodległa. A to, co potem jako społeczeństwo z tą wolnością zrobiliśmy, to jest inny temat.

Uważasz, że gdzieś się pomyliłeś? Jako dysydenci byliście kochani, dziś jesteście raczej odrzuceni. Dlaczego?

Ja nie czuję się odrzucony. Jestem redaktorem gazety, która jest ciągle największym dziennikiem opinii, nie tylko w Polsce, ale w całym regionie. Jeżdżę dużo po kraju, mam spotkania w dużych miastach, ale i w małych. Wczoraj byłem w Ostrołęce, w poprzednim tygodniu byłem w Pile, czy w Tarnowskich Górach. Nabite sale…

Antoni Macierewicz przyciąga większe tłumy.

Może, ale nie jeździ, tylko buduje sobie prywatne wojsko. Natomiast ja jeżdżę i tutaj absolutnie nie czuję się odrzucony, mam za to poczucie, że Polska jest spolaryzowana, podobnie jak Stany Zjednoczone, Francja czy Wielka Brytania.

Myślisz na przykład, że płacimy dziś cenę za przełomowy dla losów opozycji demokratycznej w Polsce sojusz lewicy z Kościołem, który zaproponowałeś w książce Kościół, lewica, dialog?

Płacimy za to, że nie potrafiliśmy przewidzieć, że kościół katolicki w Polsce nie podąży drogą wyznaczaną przez Jana Pawła II, Tischnera, Życińskiego, Turowicza itd., tylko wejdzie w buty księdza Rydzyka. Kościół tym językiem wcześniej nie mówił, więc my nie wiedzieliśmy…

A nie masz wrażenia, że sam sobie wymyśliłeś Kościół otwarty? Trzy osoby na krzyż, po których dziś śladu nie ma.

A „Tygodnik Powszechny”? Był najważniejszym katolickim pismem w Polsce. Oczywiście jego relacje z kardynałem Wyszyńskim były skomplikowane, ale to normalne…

Skończyło się zakazem wystąpień publicznych dla księdza Bonieckiego. Dlaczego Kościół otwarty tak szybko zniknął, że trudno uwierzyć, że w ogóle istniał?

To jest dobre pytanie. Mnie się wydaje, że tutaj odżyło to, co przez cały czas istniało, czego nie chcieliśmy wiedzieć. Kościół endecki przetrwał w postaci uśpionej, latentnej. Ci ludzie albo nie odzywali się w PRL w ogóle albo ich głos był zmarginalizowany. Myśmy mieli poczucie, że Kościół odnajdzie się w demokracji polskiej. Wkraczał w ’89 roku jako jej sojusznik.

I bardzo silny instytucjonalnie, zasobny w pieniądze, z wielkim kredytem zaufania, polskim papieżem. Czego się mógł bać w demokracji?

Odżyła zła tradycja kościoła międzywojennego, który w dużej mierze był zdominowany przez racjonalistyczne myślenie endeckie i to hasło ONR „Katolickie Państwo Narodu Polskiego”. Po drugie, Kościół katolicki konfrontuje się z wyzwaniem dzisiejszego świata ciągle zmieniającego się. I ogromna większość naszego duchowieństwa stanęła po stronie tych nurtów konserwatywnych. To nie jest przypadek, jak wielki jest dystans do Franciszka.

Świat zawsze się zmieniał za szybko dla Kościoła. Ale powiedz mi: są dwie szkoły i ty jesteś dość wyrazistym przedstawicielem jednej z nich. Pierwsza mówi o ekonomicznych powodach sukcesów populizmu i nacjonalizmu. To nierówności, pauperyzacja społeczna i wynikający z niej gniew społeczny, który najlepiej artykułują populiści prawicowi. Druga szkoła mówi o organicznym nacjonalizmie części społeczeństwa, który się dzisiaj ujawnił. To jest twoja szkoła.

Ja myślę, że jedni i drudzy mają rację. Tylko, że pojęcie nierówności, wykluczenia, marginalizacji, dyskryminacji jest pojęciem relatywnym. Dlatego że, oczywiście, można by przykłady dawać, powiesz, jedź tam do PGR-owskich obszarów.

I tam nie dojedziesz, bo Polska ma najwięcej zlikwidowanych połączeń lokalnych w całej Europie.

Bywałem tam również. Ale jeżeli weźmiemy zamożne kraje Europy, nie Włochy, które na południu są biedne, ale na północy są bogate. Najsilniejsze tendencje populistyczne masz tam. Patrz na Francję, Wielką Brytanię.

Zgadzam się, że populizm rośnie w siłę niezależnie od modelu gospodarczego, nawet w Holandii i Skandynawii. Ale jest coś w tym, że to PiS zaproponował 500 plus czy darmowe leki dla seniorów. Dlaczego nie proponowali tego poprzednicy Kaczyńskiego?

Zastanawiałem się nad tym, dlaczego tak się stało, dlaczego poprzednicy nie znaleźli języka, żeby trafić do tych, którzy są dzisiaj szczęśliwi z powodu 500 + i ja tej odpowiedzi nie mam. Mnie się wydaje, że dla wielu ludzi, o których ty pytasz, czyli dawnych dysydentów, odzyskanie wolności i suwerenności a także wejście do UE i NATO było tak wielką wartością, że wydawało się, iż to jest ta sama wartość dla wszystkich. A nie jest to ta sama wartość dla wszystkich, tutaj był ewidentny błąd. Po drugie, ja twierdzę, że dla polityki prorodzinnej te osiem lat rządów PO i PSL więcej zrobiły niż PiS, ale nie umieli tego sprzedać i utrwalić w zbiorowej świadomości. Wydawało się, że skoro zostało zrobione, to po co o tym gadać.

http://krytykapolityczna.pl/kraj/gromada-500-plus-ocena/embed/#?secret=Tez9ssNhza

Ja nie kupuję argumentu z problemami z komunikacją. To samo słyszałem po każdym sukcesie populistów. Na całym świecie liberalne elity nagle dostały niemocy komunikacyjnej?

Nie wszystkie, Macron potrafił się skomunikować. A Hilary nie pojechała ani razu do pasa rdzy. Wracając do Polski, mnie się wydaje, że porażka Komorowskiego w wyborach prezydenckich to historyczna wina nie tylko Komorowskiego, ale polskich elit, po prostu, i mówię to głównie od siebie. Byłem tak przekonany, że Duda nie może wygrać… gdybym wtedy zrobił to, co teraz, czyli ruszył dupę i pojechał w Polskę, to przynajmniej sumienie bym miał czyste, a nie zrobiłem.

http://krytykapolityczna.pl/swiat/jak-pokonac-populistow-rodrik/embed/#?secret=5FIaYYLBkk

Przyczyniłeś się do przewrotu populistycznego w Polsce?

Przez zaniechanie.

Ale co się stało jeszcze wcześniej, że wy zachłysnęliście się wolnością, a nie równością? Choć byli tacy, którzy o to apelowali, był taki nurt w Solidarności.

Wtedy to było nierealistyczne. Te pomysły Karola Modzelewskiego czy Ryszarda Bugaja, to było księżycowe. Ja mówię w tej chwili o późniejszym okresie, po 2000 roku.

Wtedy należało skręcić w lewo w sensie gospodarczym czy polityki społecznej.

Ja bym powiedział tak: należało wtedy znacznie więcej uwagi poświęcić tym regionom, które się uważają za opuszczone.

Jak ja to pisałem w 2002, 2004 i 2005 i się kłóciłem z tobą.

Ja nie pamiętam… Ja poszedłem do szpitala akurat.

Dobrze pamiętasz, o co krzyczeliśmy na siebie tyle razy.

Głównie zapamiętałem, że ci mówiłem, że standardem środowisk lewicowych w Polsce – i rzeczywiście się trochę myliłem – nie są prawa gejów.

Do praw gejów nie liczyłem, że cię przekonam. Ja z tobą walczyłem przede wszystkim o kwestie sprawiedliwości społecznej w III RP.

Sprawiedliwość społeczna nie znaczy nic konkretnego. To musi być zawsze spór o konkret. Wyście używali takiego liczmana „neoliberalizm”. Ja, ponieważ nigdy nie wiedziałem, co to znaczy, powiedziałem, że o tym nie chce rozmawiać.

Chodziło po prostu o liberalizm ekonomiczny.

Ale ja nie wiem, co to znaczy.

To jest prywatyzacja instytucji dóbr publicznych, to jest deregulacja, czyli pozwalanie na coraz więcej wolności gospodarczej biznesowi, po trzecie podatek linowy, obniżanie podatku dla najbogatszych. Co tu jest niezrozumiałego?

Akurat podatku liniowego nie wprowadzono…

De facto wprowadzono, bo każdy może przejść na samozatrudnienie. Biednych pracowników się wypycha, żeby nie płacić za nich podatków, a bogaci uciekają, żeby nie płacić wysokich podatków. Wtedy płacisz liniowy CIT, 19%.

Jeżeli ktoś chce uciekać, powinien mieć do tego prawo. Ale generalnie rzecz biorąc zawsze byłem zwolennikiem podatku progresywnego…

Ale nigdy się w to nie zaangażowałeś.

Mówiłem. Ja nie byłem specjalistą od tego.

Ale potrafiłeś się bić o to, na czym ci zależało.

Jak uważałem, że się na tym znam.

Na czym tu się znać? Jesteś za podatkiem progresywnym, bo uważasz, że bogatszy powinien płacić więcej?

Tak, dokładnie.

http://krytykapolityczna.pl/gospodarka/10-najbogatszych-osob-w-polsce-ma-tyle-co-68-miliona-najubozszych/embed/#?secret=isGLEcGD6F

Więcej się znać nie musisz, żeby to popierać. Dlaczego się nie biłeś o to tak, jak biłeś się o to, żeby nie było lustracji w Polsce?

Na ustawie lustracyjnej ja się znam znacznie lepiej niż na podatku…

Ale masz jakieś przekonania na temat równości.

Nigdy tego nie ukrywałem, ale nie wypowiadałem się jako ekspert, bo nim nie jestem.

Ale gdybyś się zaangażował przynajmniej hasłowo…

To robiłem. Wielokrotnie.

No dobra, ja uważam, że tak nie było. Ale powiedz, co się takiego stało, że lewica stała się niemal wszędzie na świecie elitarna, a prawica ludowa?

Moim zdaniem słabość lewicy w Europie bierze się stąd, że ona wygrała. Że podstawowe hasła lewicy zostały zrealizowane.

Ale musisz o tym mówić zawsze relatywnie, dlatego że po pierwsze, dostrzeżono kolejne nierówności, z którymi należy walczyć, a po drugie, aspiracje przegoniły osiągnięcia. Poza tym nierówności ekonomiczne rosną, a nie maleją i to w błyskawicznym tempie.

No dobrze, ale inna lewica jak na razie się jeszcze nie ukonstytuowała. Na razie mamy tę, którą mamy, a istotny kontekst dzisiaj to nie jest moim zdaniem spór lewicy z prawicą, ale konflikt na osi społeczeństwo otwarte i zamknięte.

Ale to jest bardzo niebezpieczne stawianie sprawy. Bo jeśli scena polityczna będzie tak wyglądała, że będziesz miał Partię Społeczeństwa Otwartego i Partię Społeczeństwa Zamkniętego…

I dziś tak mamy…

Jeśli tak jest, to jest bardzo nie dobrze, bo po pierwsze, jaki to daje wybór ludziom? To jest zablokowanie demokracji liberalnej. To jest niebezpieczne dlatego, że nawet najzdolniejszy polityk kiedyś popełni błąd albo się znudzi i jeśli masz tak ustawioną scenę polityczną, to prędzej czy później do władzy dojdzie partia populistyczna i rozwali państwo.

Ale nie ja taką scenę konstruuję. Ona taka jest po prostu.

Ty, podobnie jak bardzo wielu tych, którzy z pociągu socjalizm wysiedli na przystanku niepodległość, od razu po ’89 pisałeś, że nie ma dzisiaj lewicy i prawicy, tylko społeczeństwo otwarte i zamknięte. To zresztą był też sposób na wykluczenie każdego, kto się z tobą nie zgadzał. Bo jeśli ja należę do społeczeństwa otwartego, to mój adwersarz automatycznie ląduje w społeczeństwie zamkniętym.

To nie znaczy wcale, że w momencie, kiedy zwolennicy otwartego społeczeństwa wygrywają, nie zaczną się dzielić.

Ale gdybyś ty albo ja albo ktokolwiek inny budował tożsamość lewicową i jednocześnie polaryzował ten spór wokół wartości lewicowych, a po drugiej stronie byś miał bardziej prawicę, to ludzie mieliby bezpieczniejszy wybór. A jeśli wybór jest albo społeczeństwo otwarte albo zamknięte, to tylko kwestią czasu jest, kiedy wygra, bo prędzej czy później pierwsze się pośliźnie albo znudzi ludziom. Macron teraz tak robi, buduje rząd z polityków lewicowych i prawicowych, i będzie miał francuską Platformę Obywatelską. To ustawia populistów jako główną opozycję. Gdy odda władzę, populiści ją przejmą i rozpieprzą to państwo, jak Kaczyński nasze.

http://krytykapolityczna.pl/swiat/ue/sierakowski-macron-unia-europejska-populizm-polska/embed/#?secret=N9WwexLGfN

Ja mogę to odwrócić. Tę polaryzację tworzy Marie Le Pen, którą jest totalnie antysystemowa. W Polsce tą polaryzację tworzył PiS. On chciał dokooptować PO. I gdyby mu się to udało, to byłoby straszne nieszczęście.

To prawda. Miałbyś polski FIDESZ, który rządziłby niepodzielnie.

Albo jeszcze gorzej.  Nie wiem, czy FIDESZ, czy Jedyną Rosję. Natomiast wiem jedno, że to nie PO by zliberalizowała PiS, lecz PiS by spisił PO. Pod hasłami antykomunizmu, wyrzucenia gierkowskich złogów, bo w tej sprawie PO była zawsze mięciutka. Oni tak strasznie się bali zarzutu, że są różowi, że ścigali się w tym chorym antykomunizmie. I dzisiaj widzę na wspólnych wiecach Komorowskiego z Kwaśniewskim i to nikogo nie szokuje. Bo co innego się dzisiaj liczy.

A nie powstaje w oczach ludzi wrażenie zblatowania elit – mediów, sądów i liberalnych partii – przeciwko ludowi, który obrońcę znajduje tylko w PiS-ie?

No więc jako dysydent, ani wtedy, ani potem, kiedy już byłem szefem wielkiego dziennika, nigdy nie próbowałem się z ludźmi blatować i nigdy nie będę. Uważam, że to jest niemoralne. To jest okłamywanie ludzi, ja nie będę ludzi okłamywał, ja nie po to walczyłem o Polskę.

http://krytykapolityczna.pl/kraj/nie-spoleczenstwo-jest-zacofane-tylko-elity-slepe/embed/#?secret=ICo1XWjOuU

Ale wychwalałeś Balcerowicza, opowiadałeś, że serce masz po lewej stronie, ale portfel po prawej, o biedzie na prowincji nie mówiłeś.

Dzisiaj znacznie częściej jestem w Tarnowskich Górach, w Pile, w Zielonej Górze.

Michnik mądry po szkodzie.

Albo przed szkodą.

Powiedziałeś o różowej PO, bo trzymała się mocno wtedy z Kościołem. Wtedy był ten pomysł Rokity Kościół łagiewnicki i toruński. Dziś Schetyna mówi, że Kościół się ostatecznie spisił.

Ale to nie oni odeszli od Kościoła, tylko Kościół od nich.

Ale czy uważasz, że koniec tej strategii „Kościół, Platforma, dialog” jest skutecznym posunięciem, czy złym?

Słuchaj, mnie bardzo martwi to, co się stało w Kościele.

Ale PO zawsze miało ten prymitywny Kościół w sobie też, posła Żalka i tym podobnych. PO nie była w stanie przez siedem lat in vitro przegłosować, mimo że miała dwie sprzyjające partie obok siebie i 75% poparcia społeczeństwa w tej sprawie. Tak bardzo się bali.

Uważam, że tutaj w PO zabrakło wyobraźni i odwagi…

A to było do wprowadzenia wcześniej?

Tak.

A edukacja seksualna, związki partnerskie?

Oczywiście, i to wszystko trzeba było zrobić.

Ale nigdy o tym nic nie mówiłeś.

Wiele razy mówiłem. Nie możesz oczekiwać ode mnie, że ja się będę wypowiadać, jeśli nie czuję się kompetentny. Modzelewski i Kuroń się nie wypowiadali na ten temat.

A w czym ja jestem kompetentniejszy od ciebie, jeśli chodzi o związki partnerskie?

W bezczelności, w hucpie! A ja tego nie umiem!

Jak to się stało, że po ’89 roku, jeśli przejrzysz główne konflikty w polityce, a polityka się koncentruje wokół głównych konfliktów, to czy to jest dekomunizacja i lustracja w latach 90., czy później układ po 2000 z pierwszego PiS, czy jeszcze później Smoleńsk, to zawsze Kaczyński jest inicjatorem tego sporu, a reszta jest wobec niego reaktywna?

Jego żywiołem jest wojna. Teraz to się zmieniło, bo on rządzi. W społeczeństwie było pewne przebudzenie w różnych sferach, protest parasolek, media, KOD oczywiście.

Dlaczego tak dobrze pamiętasz nazwę KOD, a któryś raz w mediach mówisz „protest parasolek”, jakbyś nie mógł zapamiętać nazwy „czarny protest”?

Odpieprz się. Dlatego, że parasolki mi się podobają bardziej. I każdy zrozumie, o czym mówię.

http://krytykapolityczna.pl/kraj/nowacka-czarny-protest-byl-egalitarny-i-solidarny/embed/#?secret=WE0P2SSiTR

Każdy chce być nazywany po swojemu. No to jak to jest, że Kaczyński zawsze jest pierwszy?

Dlatego, że on jest człowiekiem wojny, on się realizuje tam, gdzie jest wojna.

I tyle?

On jest trochę jak towarzysz Stalin. On będzie konsekwentnie dążył do absolutnej władzy w każdej dziedzinie życia publicznego. Zobacz: teatry, stadniny, muzea, festiwal piosenki w Opolu, wszystko. Kaczyński wszędzie wyzwala konflikt. Otóż to, co niesłychanie istotne, to że teraz napotyka on na opór. I to nie jest tylko opór w mediach, chociaż media są ważne, „Newsweek”, „Polityka”, i nawet „Tygodni Powszechny” wyraźnie skręcił w stronę, już nie mówię o „Gazecie”. Ale największe wrażenie robią na mnie małe miejscowości. To jest dla mnie zaskakujące.

http://krytykapolityczna.pl/kraj/odzyskajmy-polske-dla-kobiet/embed/#?secret=UV14iu3eVU

Co zrobisz, jak zamkną „Gazetę”?

Będę wydawał w podziemiu.

Ale poważnie pytam.

Ja mówię poważnie.

Adam, przecież nie będziesz samizdatu wydawał.

Będę wydawał samizdat. Nie poddam się.

Wyobraź sobie, że „Gazetę” spotka los „Nepszabadsag”, jak reagujesz?

Na to pytanie ci odpowiem, jak zamkną „Gazetę”.

Ale zastanawiałeś się nad tym?

Prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie tego. Co nie znaczy, że do tego nie dojdzie. Tak samo jak nie wyobrażałem sobie różnych innych rzeczy: ani stanu wojennego w tej formie, ani strajku w stoczni.

Wierzysz jeszcze w skuteczność międzynarodowej presji, że UE może coś tu zmienić?

Sama presja nie wystarczy. Gdyby jej nie było, to by było gorzej.

Ale na razie nic kompletnie nie dała, raczej zdemoralizowała Orbana i Kaczyńskiego.

To nie prawda. Dała to, że setki tysięcy ludzi w Polsce doskonale wiedzą, że wspólnota europejska tej polityki nie akceptuje.

Ale czy coś PiSowi ubyło z tego powodu?

Zobaczymy. Kropla drąży skałę. Na pewno im nie pomaga, to na pewno.

Nie rozczarowuje cię to, że wszyscy dobrze wiedzą, że żadnych sankcji na Polskę się nie da nałożyć?

Słuchaj, nie powtarzaj klasycznego błędu opozycji demokratycznej. We wszystkich krajach opozycja lubi powtarzać, że winna jest polityka UE, amerykańska, nie powtarzaj tego. Winni jesteśmy my. Ty przegrałeś wybory i ja przegrałem wybory, a nie Soros i nie Juncker.

http://krytykapolityczna.pl/swiat/ue/sierakowski-euro-albo-smierc/embed/#?secret=hD73saRDWJ

Ale w odróżnieniu od Węgrów my możemy sobie poradzić z Kaczyńskim. Węgrzy sobie sami nie poradzą z Orbanem, są w innej sytuacji.

To niech sobie poradzą. Niech się dogadają…

Nie rozczarowuje cię to, że Merkel nie jest w stanie wpłynąć na Węgry, żeby nie zamykały Uniwersytetu Środkowo-Europejskiego, choć tylko z Niemcami się Orban liczy z gospodarczych powodów?

Ale co ona miała zrobić? Wysłać tam wojsko?

Przynajmniej zacząć bojkotować go tak jak Waszyngton. Niemcy produkują co trzecie miejsce pracy na Węgrzech, presja gospodarcza wystarczy. Nie uważasz, że hańbą Europejskiej Partii Ludowej jest to, że 107 na 199 głosujących sprzeciwiło się rezolucji krytykującej represje wobec CEU (Uniwersytetu Środkowo-Europejskiego)?

To uważam, że skandaliczne. Tak. Natomiast jestem realistą i to był stały spór z moim przyjacielem, Sergiejem Kowaliowem, który mówił, dlaczego Ameryka… A ja mówię: dosyć tego, dosyć.

A Solidarność by sobie poradziła bez zagranicznej presji?

Nie.

To o czym my rozmawiamy? Nie sądzisz, że jakaś odpowiedzialność ciąży na tych, którzy mogą zareagować, gdy dzieje się zło?

Ale ja nie mówię, żeby nie było presji. Gdyby nie było Stoczni, to żadna presja by nie pomogła. Ale niech zrobią Stocznię najpierw, to wtedy będziemy mówili o presji.

Dlaczego skompromitowaną przez historię XX wieku politykę appeasement prowadzą Niemcy? Akurat oni jedni powinni wiedzieć doskonale, co to znaczy polityka ugłaskiwania dyktatorów.

Ten kij ma dwa końce. Ja trochę rozumiem Niemców. Jak się ma w kościach Adolfa Hitlera, który nauczał inne kraje i narody, to trzeba być ostrożnym. Ja ich rozumiem. Ja pamiętam taką rozmowę z moim przyjacielem, który zapytał: Adam, powiedz szczerze, co byś wolał – mieć Niemcy pacyfistyczne czy zmilitaryzowane. Ja powiedziałem: dla mnie to jest bardzo nieprzyjemny sposób formułowania pytań.

Czyli ty się nie zgadzasz z Sikorskim, który powiedział w Berlinie, że on się dzisiaj boi Niemiec za słabych, a nie za silnych?

Zgadzam się.

No właśnie. To dlaczego okazują taką niemoc w kwestii CEU albo rządowej kampanii, w której rząd przekonuje, że Soros chce sprowadzić milion uchodźców? W sprawie biednej Grecji, nie były takie wyrozumiałe, jak dla Orbana.

Ja myślę, że z uniwersytetem stała się bardzo zła rzecz, ale ja nie mam pretensji do Merkel, ale do Parlamentu Europejskiego i do tych parlamentarzystów z partii ludowej. Natomiast Merkel musi pamiętać i dobrze, że pamięta, że jest kanclerzem Niemiec, a nie premierem Holandii. W Polsce jest tak łatwo grać antyniemiecką kartą i Kaczyński to w kółko robi.

Ale mówimy o Węgrzech.

Tam jest trudniej, ale jednak tam też w pewnym momencie weszli Niemcy. To jest o tyle bardziej skomplikowane, że Węgrzy byli w koalicji hitlerowskiej.

Jak sądzisz, dlaczego jest tak, że to nie Rosja upodabnia się do Zachodu, tylko Zachód do Rosji? Pomyślałbyś, że tu się będzie o Sorosu mówiło tak samo, jak się mówi w Rosji? Dzisiaj podobne do rosyjskich ustawy chce na Węgrzech wprowadzić Fidesz, a w USA nawet Trump i niektórzy republikanie chcą go naśladować. Co się stało z Zachodem?

To jest bardzo dobre pytanie. Nieżyjący Isaiah Berlin, jak go zapytałem, skąd się biorą rewolucje, to powiedział: z nudy. Holandia! Przecież to był wzór, ikona europejskiej demokracji i tolerancji. Jak poczytasz, co pisał Ossowski, Kołakowski, Czarnowski, to był wzór. I nagle rypnęło i nikt nie wie, dlaczego. Oczywiście, zawsze można powiedzieć, są uchodźcy, są konflikty etniczne, religijne. One były już wcześniej.

Dlaczego tam, gdzie się dzisiaj sprowadzają imigranci albo uchodźcy, poparcie dla prawicy natychmiast skacze do góry?

Dobre pytanie. Dlatego, że prawica rozpętuje ksenofobię i nią manipuluje.

Dlaczego jesteśmy dziś na to bardziej podatni niż wcześniej?

Jak dotąd demokracja zachodnia, z wyjątkiem może Kanady, USA i Australii, sobie nie daje rady z wielokulturowością, po prostu. Popatrz na Francję, która kiedyś mówiła: jako obywatel możesz wszystko, jako Algierczyk nic.

Wokół Europy mieszka 100 mln głodnych ludzi. Czy naiwnością jest przekonanie, że jak się wzmocni granice, to się ich zatrzyma?

Z całą pewnością żadne mury tej sprawy nie załatwią. To są marzenia Trumpa, to są bzdury.

Wzmacnianie granic to jest w politycznych planach pierwszy, drugi, trzeci punkt w sprawie uchodźców.

Faktem jest, że te granice trzeba wzmocnić, choćby ze względu na to, że rzeczywiście ten terroryzm jest faktem.

Ale tylko 1 czy 2 z niemal 20 ataków terrorystycznych w Europie był wywołany przez imigrantów.

Niemniej jednak, ci którzy to robili, Brytyjczycy z Pakistanu czy z Bangladeszu…

Z Wielkiej Brytanii, a nie z Bangladeszu. To są ludzie urodzeni i wychowani w Europie.

Niemniej jednak ich rodzice byli z Pakistanu, oni są wyznawcami islamu. I w tym sensie uważam, że silna kontrola granic jest potrzebna. Jestem za. Taka samo jak jestem za tym, żeby bardzo kontrolować imigrację i mieć projekt planu Marshalla dla Bliskiego Wschodu i dla Afryki.

Wierzysz, że to jest wykonalne?

Słuchaj, czy ja w to wierzę? Gdybyś mnie zapytał o to 70 lat temu, to bym powiedział, że wątpię.

Ilość pieniędzy na Bliskim Wschodzie, ilość petrodolarów w monarchiach islamskich przekracza wszystkie plany Marshalla razem wzięte. To są najbogatsze kraje świata, które nie przyjęły ani jednego uchodźcy.

Dlatego trzeba się umieć dogadywać z tymi krajami. Jest problem, bo Arabia Saudyjska rywalizuje z Iranem itd. Nie mniej jednak długoterminowo nie widzę innej drogi, jak pomóc tym krajom wydobyć się z tej czarnej dziury. Oczywiście Kuwejtowi czy Katarowi to nie jest potrzebne, bo oni po prostu rzygają kasą, ale już w Iranie jest różnie.

Czy Merkel zrobiła dobrze, że przyjęła ponad milion uchodźców? Czy uważasz, że została zdradzona przez inne kraje Europy, bo gdyby zachowały się solidarnie wszystko poszłoby znacznie lepiej?

Ja ją za to ogromnie szanuję. Może dlatego, że ja jestem z pokolenia, które ma przed oczami statki z Żydami, które odganiano od amerykańskich portów.

Uważasz, że Polska powinna przyjąć uchodźców, ilu?

Uważam, że odpowiedź rządu Beaty Szydło w tej sprawie jest niewybaczalna i skandaliczna.

Jaka powinna być?

Ona powinna być następująca: w tych ramach, w jakich to będzie możliwe z przyczyn politycznych i ekonomicznych przyjmiemy i bardzo starannie przeanalizujemy postulaty Kościoła katolickiego w  sprawie uchodźców.

I uważasz, że Polacy by poparli coś takiego?

Nie wiem tego.

Kościół katolicki uważa, że raczej nie, bo się za bardzo nie wychyla w tej sprawie. A co, jeśli warunkiem wygrania z populistami jest powiedzenie, że się nie przyjmie żadnego uchodźcy?

Nie wolno tego mówić.

To lepiej przegrać wybory. I nie mieć ani uchodźców, ani dodatkowo demokracji liberalnej.

Dla mnie to demagogia i to jest nieprawda.

Ale wielu polityków stanie albo już stanęło przed takim wyborem.

Nie, przed takim wyborem nie stanie nikt, dlatego że opinia w tej sprawie jest zmanipulowana w tej chwili i trzeba tłumaczyć ludziom, że plotą bzdury. Moim zdaniem historycznym błędem Polski jest to, że odkładaliśmy przyjęcie euro ad Kalendas Graecas i teraz w dupie jesteśmy. Litwa ma euro, Łotwa ma euro, Słowacja i Słowenia, a my w dupie jesteśmy. I ja uważam, że czasami od tego jesteś liderem politycznym, żeby przeprowadzać operacje słuszne, chociaż niepopularne.

Ale jaki to jest argument demokratyczny, skoro idziesz przeciwko woli ludu?

Nie przeciwko wyborcom, tylko przeciwko wyborcom zmanipulowanym.

Każda władza może tak powiedzieć.

Od tego jest się przywódcą politycznym, żeby to wiedzieć.

Czym ten argument różni się od Kaczyńskiego, który też wie, kto jest zmanipulowany?

Bo konstytucję łamie. Koniec tematu.

Ale tam gdzie nie łamie, argumentuje w podobny sposób.

Tam gdzie nie łamie, jemu to wolno robić. Ja go krytykuję, ale mu wolno, dostał mandat. Nie wolno mu łamać konstytucji.

http://krytykapolityczna.pl/kraj/letowska-panstwo-prawa-pis/embed/#?secret=irwuwFx0aU

Jesteś jedną z niewielu osób, która osobiście zna Kaczyńskiego, Orbana i Putina. Powiedz, do czego dąży Kaczyński?

Ja nie wiem, czy oni sobie to uświadamiają, ale oni uruchomili mechanizm, który znamy z historii Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii Bolszewickiej. To znaczy: sprzeczności klasowe nasilają się wraz z budową socjalizmu. Tzn. oni w tej chwili naśladują politykę PPR z lat 44-49. Bitwa o handel, likwidacja pluralizmu, osaczanie wsi, rewolucja edukacyjna, nowa polityka historyczna, wszystko to wtedy robiono.

Ale dzisiaj nie ma ZSRR.

I dlatego uważam, że skręcą kark.

Sami? Uważasz, że najsilniejszym wrogiem Kaczyńskiego jest on sam?

Tak, zgadzam się. To, co oni wyrabiają, to się nie mieści w głowie.

Robią wszystko, żeby przegrać?

Absolutnie. To jest wielki wysiłek, tak jak wielka część naszego duchowieństwa starannie pracuje na sekularyzację, że ja swoim oczom nie wierzę.

http://krytykapolityczna.pl/kraj/przez-lata-dokladali-drew-do-ognia-teraz-graja-strazakow-przebudzenie-kosciola-z-pis-owskiego-snu/embed/#?secret=4eT46sNa1i

A myślisz, że on ma jakąś wizji Polski?

Ma wizję Polski, która jest zakorzeniona w polskiej historii. Myślę o tej późnej sanacji, tej już po śmierci Piłsudskiego, czyli o Obozie Zjednoczenia Narodowego. To był projekt państwa autorytarnej dyktatury, który sięgał po retorykę i duchowość endeckiego nacjonalizmu. OZN i endecja nienawidzili się wzajemnie. W sanacji rządziła logika TKM. Teraz kurwa my. TKM i endecy nienawidzili się wzajemnie, bo to jesteśmy my, ale programowo to było, przez te transfery, przecież np. Wojciechowski przeszedł z endecji do sanacji. Uważam, że Kaczyński dąży do takiego państwa, w którym, jeżeli istnieją demokratyczne instytucje, to tylko takie jak potiomkinowska wieś, z tektury. Rząd dąży do tego, żeby mieć w pełni autorytarne państwo z elementami państwa totalitarnego, w którym on ma podporządkowane sobie wszystkie dziedziny życia publicznego.

Przyjaciele z Zachodu często mnie pytają, czy zwykli Polacy albo Węgrzy przestali bać się Rosji, skoro wybrali takie władze, które się kłócą z Zachodem, najważniejszym sojusznikiem.

Polacy są zmanipulowani. O Rosji w tej chwili nie myślą. Im się mówi, że na gardło im następuje Bruksela, czyli de facto Niemcy.

Poparcie dla UE wynosi w Polsce 88%.

Tak, ale już nie dla euro.

Ale nikt nie uwierzy w to, że Bruksela stoi nam na gardle. Czy Polak może zapomnieć o Rosji?

Jeżeli mnie pytasz, może.

A czy zapomina?

Moim zdaniem tak. Jeżeli ten Polak nie rozumie, że stopniowe wyprowadzenie Polski z UE oznacza destrukcję tej najsilniejszej zapory dla imperialnej wielkorosyjskiej polityki Putina, to znaczy, że się dał zmanipulować.

Czy Kaczyński zawiesi mechanizm demokratyczny w Polsce? Myślę o wyborach.

Nie wiem. W każdym razie z całą pewnością bym tego nie wykluczał.

Facet, który chce, żeby rząd wybierał sobie prezesów sądów, zawaha się przed sfałszowaniem wyborów?

Dlatego mówię, że nie wykluczam. On to może robić tylko w jeden sposób: w jakiejś formie powtórzy czy zamach majowy Piłsudskiego czy pucz Erdoğana. Nagle zawiesi instytucje demokratyczne.

Myślisz, że jeśli ktoś wybiera kogoś takiego jak Macierewicz na ministra obrony, to po to, żeby mieć człowieka, który nie zawaha się przed wykonaniem żadnego rozkazu?

Uważam, że po to Macierewicz robi sobie prywatne wojsko.

Jakby zareagowało społeczeństwo na próbę manipulacji przy wyborach?

Na krótką metę nie wiem, jak zareaguje. Na długą metę to jest droga do wojny domowej, zimnej albo gorącej.

Myślisz, że Polacy obronią demokrację?

Na dłuższą metę – tak.

Uważasz, że Węgrzy obronią swoją demokrację?

Na dłuższą metę – tak.

Jesteś tego pewien?

Jestem o tym przekonany. Pewien jestem tylko tego, że umrę.

Czy masz jakiś inny poza metafizycznym argumentem o genie wolności w narodzie…

No my mamy ten gen… Jest też u Węgrów i u Rosjan. Nawalny, to jest wolny człowiek.

To jest jeden człowiek.

Ale on jest szalenie popularny.

Nie byłby w stanie żadnych wyborów wygrać.

Dzisiaj nie. Ale to samo się mówiło jeszcze w lipcu ’80 roku o każdym z nas. Przecież komuniści mówili: my ich czapkami nakryjemy.

Później w ’89 wygraliście, ale już trochę później nawet Havel by nie wygrał żadnych wyborów. Zresztą nigdy żadnych powszechnych nie wygrał, zawsze był wybierany przez parlament.

No takie jest życie…

Powiedz mi, PiS przegrywa wybory, zaczynają się rozliczenia, będziesz ich bronił tak samo, jak broniłeś Kiszczaka i Jaruzelskiego?

Nie będę ich tak bronił. Będę uważał, że to powinno być prawo, a nie odwet.

Co znaczy, że tak nie będziesz ich bronił?

No tak bardzo. Dlatego, że jak ci mówiłem: w ’89 przekręca się koło historii, i to, co my musieliśmy ogłosić, to wolna Polska dla wszystkich.

Czyli uwieść komunistów dla demokracji?

Tak. Ja pamiętałem, na czym polegał geniusz Adenauera. Że on z nazistów zrobił demokratów.

To dlaczego tym bardziej z wyborców PiS nie będziesz chciał zrobić demokratów?

Ja nie mówię o wyborcach. Tam jest wielu mądrych ludzi…

Którzy by cię rozszarpali, jakbyś do nich podszedł.

Jedni tak, a drudzy nie. Trzeci bliźniak znalazł się poza PiSem i mówi mądre rzeczy.

http://krytykapolityczna.pl/kraj/ludwik-dorn-pis-rozmowa/embed/#?secret=WY6tx4nrj4

Dlaczego każdy PiSowiec mówi mądre rzeczy, dopiero jak go wyrzucą?

A jak z bolszewikami było?

Myślisz, jedyną wadą PZPR według Kaczyńskiego było to, że nie on stał na jej czele?

Aż tak bym tego nie sformułował. Dlatego, że on był kulturowo inny. Natomiast jeśli chodzi o wyobrażenie o kształcie państwa, Kaczyński jest mentalnie ukształtowany przez PRL.

A powiedz mi: uważasz, że Tusk powinien kandydować na prezydenta?

To sprawa Tuska. Jak będzie chciał, to będzie kandydować.

http://krytykapolityczna.pl/felietony/tusk-jako-wunderwaffe/embed/#?secret=DY2MhJTseQ

Może grać nie o pozycje prezydenta, bo to mu dziś nie robi po tym, jak się było prezydentem Europy. Czy jemu nie chodzi o odegranie roli historycznej przez pokonanie populistów?

Zgadzam się.

Uważasz, że ma szanse i powinien o to zagrać?

To samo mi tłumaczył Geremek, jak rozmawialiśmy o Jaruzelskim.

Że?

Że gra o miejsce w encyklopedii.

Tylko, że on miał zrezygnować z prezydentury.

Idzie mi o ’88 rok i zgodę na Okrągły Stół. Ja mówiłem Geremkowi, że on jest więźniem swojej biografii, on nie może z nami usiąść, a Bronek mi mówi, słuchaj, on gra o swoje miejsce w historii.

Czy Tusk powinien zagrać o to miejsce?

Szanse ma, ale czy zagra. Nie chcę występować jako korepetytor Donalda.

Byłeś korepetytorem wielu polityków.

A jego nie.

Może dlatego, że on pierwszy przestał się oglądać na „Wyborczą”.

Trochę się oglądał.

Pierwszy przestał się tak z wami liczyć.

Trochę się liczył. Kaczyński był jeszcze przed nim.

Nazywasz go LiliPutinem, a jaki plan według ciebie ma sam Putin? Działa według jakiegoś planu czy jedynie reaguje na wydarzenia?

Chce być nowym Iwanem Kalitą, który zbierze ziemie. Stąd jest ta cała sprawa z Ukrainą. On jest zdania, że nie istnieje taki naród jak Ukraińcy, że to państwo to jest fikcja.

Czy ideologia odgrywa jakąś rolę w Rosji, dla Putina?

Wielkomocarstwowa. Imperialna.

Wtedy powinien być ktoś raczej, przy dzisiejszych warunkach Rosji, jak Piotr Wielki. Dlaczego Putin nie jest jak Piotr Wielki, tylko Iwan Kalita? Dlaczego nie prowadzi despotycznej, ale jednak modernizacji?

Może dlatego, że nie potrafi, że takie ma otoczenie. Na to pytanie ci nie odpowiem. Kiedyś powiedziałem mojemu przyjacielowi w Rosji, że przecież Putin jest „zapadnik”. I on odpowiedział: owszem, „zapadnik”, ale dla niego Zachód to jest NRD. I on tak spogląda na świat. Przez okulary człowieka, który Zachodu uczył się w NRD. Moim zdaniem Putin nie czuje się pewnie. Czuje się zagrożony przez otoczenie. Widziałeś film Nawalnego o willach Miedwiediewa. Putin nie powiedział ani słowa.

Dlaczego?

Bo chciał pokazać Miedwiediewowi: cicho siedź, żebyś wiedział, gdzie twoje miejsce.

Myślisz, że Kreml dał jakieś ciche przyzwolenie na tą akcję Nawalnego, na jego film o bogactwach premiera i w domyśle całej elity władzy?

Istnieje taka teoria, z którą ja się nie zgadzam, że w ogóle Nawalny to jest kremlowski projekt.

http://krytykapolityczna.pl/swiat/dugin-doradca-putina-czyli-liberalizm-to-szatan-sieg-heil-i-do-przodu/embed/#?secret=93rhIN8VbG

Dlaczego jest tolerowany?

Jest tolerowany ze względu na to, że nie chcą mieć męczennika. Już widzieli, jak było z Chodorkowskim, którego przez lata krytycy wyciągali jak śmierdzącego kota przy każdej okazji. On nie chce tego. Przeżyli już i Sołżenicyna i Bukowskiego. Dali mu paszport do Barcelony, liczyli, że on tam zostanie.

Czy my, myśląc o demokratyzacji Rosji, powinniśmy grać na jakąś grupę społeczną, czy na jakąś frakcję w obozie władzy? Gdzie Zachód może znaleźć sojusznika, jak może wpływać?

Moim zdaniem to muszą być tendencje demokratyczne, które są zarówno opozycji, jak i na obrzeżach obozu władzy. Nie będę wymieniać nazwisk. Powiem ci off the record.

Jaki los czeka Ukrainę, czego Putin od niej chce?

On chce inkorporować Ukrainę.

Ty jeden tak uważasz ze wszystkich, z którymi rozmawiałem.

On to będzie robił krok po kroku, metodą salami, plasterkami.

Całą? Putin chce kontrolować rząd, czy włączyć Ukrainę do unii?

On tego jeszcze do końca nie wie.

Ale stawką jest cała Ukraina?

Może to nie jest lipa, co podobno miał powiedzieć w kuluarach Tuskowi: bierzcie Lwów, Stanisławów, przedwojenną Polskę. Zrobimy rozbiór.

Wyobrażasz sobie taki scenariusz?

To jest dobre pytanie. Ja się boję to sobie wyobrażać.

Dlaczego?

Bo to byłoby nieszczęście dla Polski.

Ilu Polaków byłoby za czymś takim?

Dobre pytanie. Nie wiem, bo boję się, że bardzo dużo. Dlatego, że każdy naród jest bardzo łatwo wpędzić w taką nacjonalistyczną histerię. Pamiętasz, co było przy Zaolziu wspólnie z Hitlerem i wielki sukces na trzy tygodnie. Niestety, to jest w naturze ludzkiej i tośmy widzieli na Bałkanach, że bardzo łatwo jest rozpętać emocje nacjonalistyczne, które się kończą tragedią zawsze. A skłócenie Polski z Ukrainą to jest na pewno bardzo ważny etap w polityce Putina.

A dlaczego Putin się na razie zatrzymał?

Ze stu powodów. Nie chce wszystkiego na raz. Chce poczekać, co się wydarzy na Zachodzie. On liczył, że zwycięży Trump, że będzie miał z nim nową Jałtę. Nie wiadomo, co tam będzie, nikt nie wie, co zrobi Trump, jeśli chodzi o Rosję. On liczył, że Marine le Pen wygra we Francji i razem z Brexitem rozpadnie się UE.

http://krytykapolityczna.pl/kraj/jakub-majmurek-putinizacja-pis-u/embed/#?secret=vUyiVlHfru

Co to znaczy inkorporować Ukrainę? Ostatecznie masz tam jakiś rząd, jakiś naród, jakąś armię, jakąś cenę do zapłacenia Zachodowi za coś takiego.

To by znaczyło, żeby Ukrainę zbiałorutynizować. Żeby to była Białoruś.

Czyli co konkretnie? Zainstalować władzę…

Swoją.

Uważasz, że to jest wykonalne?

Przy Janukowiczu to prawie się udało.

A dziś byłoby to wykonalne, po Majdanie?

Dzisiaj nie, ale za rok?

A jak sobie radzą obecne władze według ciebie?

Lepiej niż się spodziewałem. Ale problemy mają.

Dobrze, że Polacy są tam doradcami, urzędnikami?

Bardzo dobrze. To ratuje honor naszego narodu. To równoważy przynajmniej Kaczyńskiego, który stawia ultimatum Poroszence w sprawie UPA. A co to jest UPA? Przecież to są ukraińscy żołnierze wyklęci. Nasi dobrzy, a tamci zbrodniarze, faszyści itd…

Czy Zachód popełnił jakieś błędy w sprawie Ukrainy?

Nie.

Czy powinien uzbroić Ukrainę?

To dobre pytanie. Tu raczej trzeba pytać wojskowych, bo oni wiedzą lepiej niż ja.

To są polityczne decyzje. Uzbrojenie to ryzyko rozpętania wojny, która mogłaby być Jugosławią tylko do sześcianu.

No mogłaby być, to prawda. Ale jeżeli by miała być wojna, to jest to możliwe bez zachodniej broni. Natomiast faktem jest, że w tej chwili Ukraina w kwestii wojskowej się wzmocniła.

Jak Polska może pomagać Ukrainie?

W tej chwili przede wszystkim niech nie szkodzi. Bo jak się Kaczyński weźmie za pomaganie, albo Waszczykowski…

http://krytykapolityczna.pl/swiat/najwieksza-tajemnica-polskiej-polityki-wschodniej-jest-jej-brak/embed/#?secret=nuqCM1314c

Abstrahując od tego, kto u nas rządzi, co może Polska zrobić w sprawie Ukrainy?

Działać w ramach UE i NATO.

Jak skomentujesz referendum w Holandii, które miało zagwarantować holenderskiemu społeczeństwu, że Unia nie podpisze umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą? 61% Holendrów zagłosowało na tak. Na szczęście parlament umowę ratyfikował i może wejść w życie. Oddało za nią życie ponad stu Ukraińców na Majdanie.

To było straszne. Skandaliczne. Ja nie rozumiem, czemu to Holendrom do głowy przyszło. Gdzie Holandia, gdzie Ukraina?

A czy nie sądzisz, że UE pożegnała się już z ukraińskimi aspiracjami?

Na dzisiaj tak. Ale w UE nic nie jest definitywne.

Uważasz, że Ukraina powinna przystąpić do NATO.

Ja bym chciał. Ja uważam, że UE zrobiła wielką rzecz, że dla Ukraińców zniosła wizy. To było bardzo mądre i to będzie miało bardzo pozytywne skutki.

http://krytykapolityczna.pl/swiat/ukraina-coraz-dalej-unii-europejskiej/embed/#?secret=cHYqghV3Wk

Uważasz, że to dobrze, gdyby się miał zrealizować plan Macrona, czyli domknięcie integracji europejskiej w ramach eurozony, czyli tam, gdzie to jest możliwe? Bo ostatecznie środkowa Europa nie chce się integrować.

To jest straszne. Najgorsze, co może być.

Ale ostatecznie UE prędzej czy później pójdzie w tę stronę, nawet Niemcy tego zawsze blokować nie będą.

Pójdzie.

Może trzeba jednak uznać za pozytywne to, że te państwa Unii, które chcą się dalej integrować, pójdą do przodu. Powstanie silny organizm polityczny obok nas. A my dołączymy, kiedy dojrzejemy do tego politycznie.

Na tych geniuszów z PIS nie liczę.

Ale czy my dzisiaj powinniśmy grać na to: niech się integrują, jak chcą, czy….

My, czyli opozycja, myślisz?

Czy opozycja polska powinna prowadzić jakąś swoją politykę zagraniczną?  Równoległą?

Oczywiście, że tak.

I kto powinien być ministrem spraw zagranicznych tej polityki?

Dobre pytanie. To musi być ktoś, kto będzie miał taką legitymizację opozycji.

To powinien być Tusk?

Nie, on nie może, z wielu względów. To jest jasne. To powinien być ktoś, kto będzie umiał się z nim dogadać.

Polska nie ma dzisiaj takiego Polaka, jakim mógł być wcześniej na przykład Brzeziński…

Idealny byłby ktoś taki jak Geremek, który miał olbrzymi autorytet wśród europejskich elit.

Dlaczego Polska nie ma dzisiaj nikogo takiego?

Bo taką mamy polską politykę.

W Niemczech wolałeś zwycięstwo Schulza czy Angeli Merkel. Co byłoby lepsze dla Polski?

Nie wiem. Bardzo dobre pytanie. Wielokrotnie się nad tym zastanawiałem. Sądząc po mojej wiedzy historycznej, to Angela.

http://krytykapolityczna.pl/swiat/ue/niemcy-rozmowy-koalicyjne-traczyk/embed/#?secret=29fwkZfCgm

Ze względu na tradycję Ostpolitik?

Ze względu na Gerharda Schrödera pracującego dla Gazpromu. Schulz niby inny jest. Ale z drugiej strony ja mam większą historycznie sympatię, jeśli chodzi o sprawy wewnętrzne i prawa człowieka do SPD niż do chadecji. Merkel nie jest taką typową chadeczką. Ona prowadzi politykę mądrą i przyzwoitą.

A w kwestii Rosji jest ktoś w Niemczech albo w Europie Zachodniej komu ufasz bardziej niż Merkel?

Nie.

Czy można być geopolitycznie niczyim, jak się jest takim krajem jak Polska.

Nie można.

Jest się albo Zachodu albo Rosji?

Jest wielkie ryzyko, że my wpadniemy w łapy Putina.

Jak sobie to wyobrażasz?

Jeżeli popatrzysz, jak wyglądają relacje Orbana z Putinem, ja nie wykluczam tego, że i u nas dojdzie do prorosyjskiego zwrotu na prawicy. Pomyślą sobie: po co nam ta cała Bruksela, która zawraca dupę jakąś komisją wenecką. A od Rosji można nawet dostać kredyt, będą przysyłali i kawior i jesiotra i łososia.

Wyobrażasz sobie, że Kaczyński wykona taki sam zwrot jak Orban, który w ’89 roku krzyczy „czerwoni precz!”, a później składa kwiaty na grobie sowieckich żołnierzy, którzy utopili we krwi powstanie węgierskie?

Pamiętam, wtedy byłem w Budapeszcie, słyszałem to przemówienie Orbana i byłem zdumiony.

A później Orban składa kwiaty na grobach sowieckich żołnierzy.

To był gest w stronę Moskwy.

Wyobrażasz sobie taką zmianę sojuszy w Polsce? I jak by na to zareagowali wyborcy PiSu? Poszliby za Kaczyńskim mimo wszystko?

Tego nie wiem. Wyobrażam sobie.

O co ostatecznie chodzi Kaczyńskiemu?

O władzę.

Tylko o władzę?

O władzę i zemstę na liberałach i na Tusku.

On wierzy w zamach smoleński, czy tylko gra nim?

Wielokrotnie się zastanawiałem nad tym. Przypuszczam, że gra. Ale był taki moment, kiedy wydawało mi się, że wierzy. Jak tam znaleźli, nie pamiętam co, chyba trotyl, on powiedział, że to zbrodnicze było. Ale w tej chwili już te kolejne coraz bardziej wydumane teorie spiskowe, jak bomba termobaryczna, skłaniają mnie do przekonania, że Kaczyński tylko to rozgrywa.

Uważasz, że PiS się rozleci pod wpływem konfliktu wewnątrz?

Gdy Kaczyński odejdzie, to tak.

A wcześniej? Ludzie z PiS-u mówią mi, że oni sami się nawzajem więcej podsłuchują niż nas.

Nie, dopóki jest Kaczyński, to nie.

Dlaczego Kaczyński toleruje Macierewicza? Nie boi się, że tamten może zabrać mu choćby 2% poparcia, co może wystarczyć do przegranej z PO. Te wybory zawsze były o włos. To po to pozbierał te drobiazgi Ziobry i Gowina.

No tak, oczywiście, tak było. Słuchaj, Macierewicz jest tam dlatego, on nie ma wielu szabel. On ma wielu zwolenników w tym smoleńskim ludzie, ale to się nie przełoży na głosy.

http://krytykapolityczna.pl/kraj/macierewicz-tajemnice-recenzja-sutowski/embed/#?secret=ra4SlNKDmJ

Poza zdziesiątkowaniem przywódca, obsypał to wojsko złotem. A z rodzinami to jest 200 tys. ludzi.

Ale jak on odejdzie z PiSu, to się na nic nie przełoży, przestanie istnieć.

To dlaczego Kaczyński go trzyma?

Bo on wie, że Antek przed niczym się nie cofnie.

A czy w świetle faktów ujawnionych przez Tomasz Piątka, dziennikarza twojej gazety, a także tego, co ujawnili inni, m.in. z „Frankfurter Allgemeine Zeitung” i „Guardian”, uważasz, że Macierewicz może być rosyjskim agentem, albo jakoś inaczej być uwikłany w rosyjską sieć biznesowo-polityczną?

Agentem nie jest. Ale ma dziwne otoczenie.

http://krytykapolityczna.pl/felietony/kinga-dunin/afera-lezy-na-ulicy/embed/#?secret=6R6Pn9eodh

Dlaczego PiS nie reaguje na sieć prorosyjskich polityków, byłych agentów i innych podejrzanych typów wokół Macierewicza? Kaczyński musi przecież zdawać sobie z tego sprawę.

Dobre pytanie. Ale do Kaczyńskiego.

Co takiego może mieć Macierewicz na Kaczyńskiego? Zachowuje się jak jedyny niezależny polityk w tym obozie władzy.

Nic nie ma, żadnych haków. Ma swój fanatyzm i cynizm.

Znasz Macierewicza z czasów opozycji. Jak tłumaczysz sobie te jego powiązania? On może być rosyjskim agentem czy tylko zachowuje się i niszczy polską obronność jakby nim był? Jedynym zadowolonym z wyrzucenia 90% polskiego dowództwa i unieważnienia najważniejszych kontraktów zbrojeniowych może być Rosja.

No właśnie.

Prezydent zawetował dwie z trzech ustawy o przejęciu kontroli nad sądami przez rząd. Myślisz, że on może naprawdę oprzeć się Kaczyńskiemu? Czy to tylko spór w rodzinie, w którym stawką jest oddawanie więcej szacunku prezydentowi i nic więcej?

Nie wierzę w niezłomność prezydenta Dudy.

PiS w ostatnim sondażu ma 47%, PO zaś 16%, wierzysz, że to można jeszcze odwrócić przed wyborami? Co by się musiało stać po stronie opozycji?

Pocieszam się, że Gierek miał jeszcze więcej. Róbmy, co trzeba, będzie, co może.

**


Wywiad ukazał się po angielsku na partnerskiej stronie Krytyki Politycznej, ProjectSyndicate.org.

http://krytykapolityczna.pl/swiat/ue/ignatieff-liberalizm-ceu-europa-srodkowa/embed/#?secret=vPfGVnhgZ3

 

BIO

Sławomir Sierakowski

| Socjolog, publicysta, współzałożyciel Krytyki Politycznej
Współzałożyciel „Krytyki Politycznej”. Prezes Stowarzyszenia im. Stanisława Brzozowskiego. Socjolog, publicysta. Ukończył MISH na Uniwersytecie Warszawskim. Pracował pod kierunkiem Ulricha Becka na Uniwersytecie w Monachium. Był stypendystą Collegium Invisibile, Ministra Edukacji Narodowej, Instytutu Goethego oraz niemieckich fundacji GFPS i DAAD, a także amerykańskiego The German Marshall Fund, Princeton Univeristy oraz Yale University. Wystąpił w filmowym tryptyku izraelskiej artystki Yael Bartany „I zadziwi się Europa”.

http://krytykapolityczna.pl/kraj/michnik-sierakowski-rozmowa/

Adam Michnik w rozmowie ze Sławomirem Sierakowskim: Będę wydawał „Wyborczą” w podziemiu

%d blogerów lubi to: