Zaduszki Szarego Człowieka

2.11.2017
czwartek

Władza i media ją popierające mają nadzieję, że sprawa protestacyjnego samopodpalenia się Szarego Człowieka szybko zostanie zapomniana. W katolickim kraju, w czasie świątecznym poświęconym zmarłym, nie milkną głosy pogardy wobec Piotra S. i tych, którzy przynoszą znicze ku jego pamięci. Jak żyć w takim kraju, nie będąc miłośnikiem „dobrej zmiany”?

Niektórzy z przynoszących znicze już są szykanowani przez władzę. W Gorzowie Wielkopolskim policja wszczęła dochodzenie w sprawie zniczy, nekrologu i hasła „Macie krew na rękach” pod biurem poselskim pisowskiej minister pracy Elżbiety Rafalskiej. Pikietę obywatelską przed biurem obserwowali cywilni agenci.

W Warszawie przed Pałacem Kultury i Nauki, gdzie Piotr Szczęsny podpalił się w proteście przeciwko PiS, najpierw pojawili się uzbrojeni policjanci, nocami zamalowywano napisy na murach dotyczące tragedii, przed świętem policja zaczęła spisywać (!) przynoszących znicze. Po Wszystkich Świętych mundurowi zniknęli, zostali pewno tajni.

Identycznie wykorzystywano w PRL milicję i SB do nękania opozycji demokratycznej i działaczy solidarnościowych. W stanie wojennym zamalowywano napisy i hasła przeciwko delegalizacji „S” i prześladowaniom jej działaczy.

Wcześniej władza starała się zatrzeć wszelkie ślady i pamięć po Ryszardzie Siwcu i Walentym Badylaku, którzy zrobili to samo co Piotr: podpalili się w proteście przeciwko polityce rządzących naszym krajem.

Nic z tego: pamięć o nich przetrwała samą PRL, a dziś w sekundę każdy zainteresowany może się dowiedzieć z internetu szczegółów tamtych dramatycznych wydarzeń. Tak samo będzie z pamięcią o Szarym Człowieku. Zostaną też na zawsze ślady podłych komentarzy dotyczących jego czynu i osoby.

Trudno pojąć, czemu o tym wszystkim nie chcą pamiętać obecni dostojnicy rządowi. Przecież ścisła elita pisowskiej władzy – znam wielu – to ludzie, którzy o tym wszystkim wiedzą, widzieli to na własne oczy, protestowali przeciwko temu. Naprawdę nie widzą analogii czy wolą o tym nie pamiętać, bo liczą na krótką pamięć swego elektoratu i efekt dzisiejszej propagandy w PiSTVP i gdzie indziej?

O ileż przyzwoiciej byłoby zamiast posyłać policjantów, wygłosić krótkie przemówienie z kondolencjami dla Rodziny Szarego Człowieka i uderzyć się w piersi nie obecnej opozycji, lecz własne. Przecież pan Piotr też był obywatelem i patriotą, tak samo jego rodzina. Im też zależy na Polsce. Wszystkim należy się szacunek, nawet jeśli się z nim nie zgadzamy.

Po ministrze Błaszczaku czy Kamińskim, po pośle Kaczyńskim czy premierce Szydło raczej się takiej przyzwoitości nie spodziewamy, ale od czego mamy „prezydenta wszystkich Polaków” i prymasa Polski? Nigdy nie jest za późno na przyzwoite zachowanie.

szostkiewicz.blog.polityka.pl

Jawny Orwell PiS

Jawny Orwell PiSJawność i transparentność w wersji PiS.

Projekt ustawy o niejawności życia publicznego nosi oczywiście nazwę ustawy o jawności życia publicznego.

PiS do Orwella wnosi kosmetyczne poprawki, bo dzieło opisujące działania partii Kaczyńskiego nie nosi już tytułu „Rok 1984”, bo ten minął, ale winno być wznowione jako „Rok 2017”, a jeżeli PiS utrzyma się u władzy – czego nie życzę mojej ojczyźnie i dzielnym rodakom – „Rok 2018”.

Ustawa o jawności została napisana przez specsłużby, które z tytułu formalnego prowadzą działalność niejawną. Czy ktoś pojmuje ten absurd? Mamy jednak do czynienia z PiS, które sprawuje władzę absurdalnie, a nawet dadaistycznie. Rządzi prezes PiS, a nie premier, ośrodek decyzyjny jest na Nowogrodzkiej, a nie w Al. Ujazdowskich. Ministerstwo Obrony Narodowej jest Ministerstwem Głupich Kroków, bo nikt o zdrowych zmysłach nie przypisze Antoniemu Macierewiczowi zdolności do formułowania zadań obronnych dla Wojska Polskiego. Zachowuje się zresztą wzdłuż szpaleru żołnierzy tak, jak John Cleese w słynnym skeczu Monty Pythona.

I tak jest z jawnością. Informacji nie uzyska ten, kto arbitralnie zostanie zaliczony do „uporczywych”, a także nie uzyska, gdyby realizacja wniosku o informację „znacząco utrudniałaby działalność podmiotu zobowiązanego”. A kto chciałby udzielać niewygodnej dla siebie informacji, a może i kompromitującej? Zalicza się wówczas go do upierdliwców i utrudniających działalność.

To nie jest prawo do informacji, a jest to prawo do odmowy udzielenia informacji. Ciągle podkreślam, że język stosowany przez PiS nie jest językiem polskim, ale językiem totalitarnym, dla nas zrozumiałym ze względu na niedawno odeszły reżim jako język sowiecki. Całkiem zgrabnie określonym przez Bareję: „I co nam zrobisz?”.

Kolejną blokadą, aby nie ujawnić nieprawidłowości w urzędach państwowych jest opłata za przygotowanie informacji. Do tej pory opłata istniała, ale nie powodowała, że informacja nie została udzielona. Teraz opłata będzie żądana, czyli wymagana wcześniej, co będzie kolejną metodą, aby nie ujawniać.

Jawność życia publicznego poszerza krąg osób, które zobowiązane są składać oświadczenia majątkowe. Do posłów i samorządowców dochodzą egzaminatorzy na prawo jazdy, strażnicy miejscy, pracownicy Państwowej Inspekcji Pracy, Prokuratorii Generalnej RP, urzędnicy służby cywilnej. A nawet strażacy.

O co chodzi? O haki chodzi, aby można w razie potrzeby wyciągnąć z oświadczeń niejasności – a te zawsze się pojawiają, gdy chodzi o pieniądze. Wówczas niewygodnego obywatela wydala się ze służby i na jego miejsce wsadza posłusznego pisiewicza.

Praktycznie ustawa znosi ochronę danych osobowych. Np. komuś odmówiono wydania na coś koncesji ze względów nieodpowiednich cech psychicznych. To będzie teraz jawne – ten ktoś zostanie mniemanym niezrównoważonym, a złe języki obwołają go, że wariat.

Pojawia się ponadto termin sygnalisty – w języku potocznym dotyczący donoszącego informację ważną dla organów ścigania. Taka osoba winna podlegać stosownej ochronie prawnej. W ustawie pisowskiej prokurator nie ma takiego obowiązku ochrony i może narazić sygnalistę na zemstę bądź szykany.

Projekt ustawy przygotowany był pod pieczą Mariusza Kamińskiego – tego kolesia z wyrokiem trzech lat bez zawiasów, które zostały mu zdjęte przez ułaskawienie Andrzeja Dudy, najprawdopodobniej nieprawnie – bez rejestracji w wykazie prac legislacyjnych. Projekt znienacka ujrzał światło dzienne 24 października. Wyznaczono mu – uwaga, uwaga – 6 dni na konsultacje społeczne!

Ów projekt to Orwell w pisowskiej postaci. Niejawność jest przedstawiana jako jawność, szef służb specjalnych z tak ważnym projektem wyskoczył, jak Filip z konopi.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Chciał nam powiedzieć coś bardzo ważnego

Chciał nam powiedzieć coś bardzo ważnego

Kilkaset osób złożyło kwiaty i znicze przed Pałacem Kultury – w miejscu, w którym Piotr Szczęsny dokonał samospalenia. Jego manifest, w którym protestował przeciw obecnej władzy, przeczytali Maja Komorowska, Ewa Błaszczyk i Bartłomiej Topa. Zgromadzeni wysłuchali słów Szarego Człowieka w milczeniu. W dłoniach trzymali świeczki, niektórzy przyszli z biało-czerwonymi flagami przepasanymi czarnymi szarfami.

Ksiądz Wojciech Lemański odczytał list, który Piotr Szczęsny zostawił swojej rodzinie. – „Musimy podjąć to, co nam zostawił, czyli jego słowa. Gdy czytamy jego słowa, widzimy, że Piotr nas przerasta. I swoją mądrością, i swoją odwagą, i swoim patriotyzmem. (…) Ta śmierć nie może pójść na marne” – powiedział ks. Lemański po przeczytaniu listu. Zachęcał też do modlitwy i zadumy w intencji Piotra.

– „Umarł człowiek. Wspaniały, odważny, szlachetny. Chciał nam powiedzieć coś bardzo ważnego. Od nas zależy, czy usłyszymy. Zasługuje na naszą uwagę i pamięć. Nie ma mnie w Polsce, pracuję daleko. Gdybym była – poszłabym na miejsce jego czynu, by oddać mu cześć” – napisała Agnieszka Holland, która zachęcała do wzięcia udziału w uroczystości, ale sama nie mogła być.

Organizatorzy puścili też piosenkę Piotra Bukartyka „W środku miasta”, którą ten napisał po tragicznym wydarzeniu przed Pałacem Kultury. Refren brzmi: „To się nie chce zmieścić w głowie, w środku miasta płonął człowiek”.

6 listopada ulicami Warszawy przejdzie milczący marsz w hołdzie Piotrowi Szczęsnemu. Rozpocznie się o 16.30 na pl. Defilad.

koduj24.pl

Jawny Orwell PiS: prawo do odmowy informacji prawem jawności życia publicznego

Projekt ustawy o niejawności życia publicznego nosi oczywiście nazwę ustawy o jawności życia publicznego. PiS do Orwella wnosi kosmetyczne poprawki, bo dzieło opisujące działania partii Kaczyńskiego nie nosi już tytułu „Rok 1984”, bo ten minął, ale winno być wznowione jako „Rok 2017”, a jeżeli PiS utrzyma się u władzy – czego nie życzę mojej ojczyźnie i dzielnym rodakom – „Rok 2018”.

Ustawa o jawności została napisana przez specsłużby, które z tytułu formalnego prowadzą działalność niejawną. Czy ktoś pojmuje ten absurd? Mamy jednak do czynienia z PiS, które sprawuje władzę absurdalnie, a nawet dadaistycznie. Rządzi prezes PiS, a nie premier, ośrodek decyzyjny jest na Nowogrodzkiej, a nie w Al. Ujazdowskich. Ministerstwo Obrony Narodowej jest Ministerstwem Głupich Kroków, bo nikt o zdrowych zmysłach nie przypisze Antoniemu Macierewiczowi zdolności do formułowania zadań obronnych dla Wojska Polskiego. Zachowuje się zresztą wzdłuż szpaleru żołnierzy tak, jak John Cleese w słynnym skeczu Monty Pythona.

I tak jest z jawnością. Informacji nie uzyska ten, kto arbitralnie zostanie zaliczony do „uporczywych”, a także nie uzyska, gdyby realizacja wniosku o informację „znacząco utrudniałaby działalność podmiotu zobowiązanego”.

A kto chciałby udzielać niewygodnej dla siebie informacji, a może i kompromitujacej? Zalicza się wówczas go do upierdliwców i utrudniających działalność.

To nie jest prawo do informacji, a jest to prawo do odmowy udzielenie informacji. Ciągle podkreślam, że język stosowany przez PiS nie jest jezykiem polskim, ale językiem totalitarnym, dla nas zrozumiały ze względu nie niedawno odeszły rezim jako jezyk sowiecki. Całkiem zgrabnie określonym przez Bareję: „I co nam zrobisz?”

Kolejna blokada, aby nie ujawnić nieprawidłowości w urzędach państwowych jest opłata za przygotowanie informacji. Do tej pory opłata istniała, ale nie powodowała, że informacja nie została udzielona, egzekwowanie jej nakładało na urząd jako jej obowiązek. Teraz opłata będzie żądana, czyli wymagana wcześniej, co będzie kolejną metodą, aby nie ujawniać.

Jawność życia publicznego poszerza krąg osób, które zobowiązane są składać oświadczenia majątkowe. Do posłów i samorządowców dochodzą egzaminatorzy na prawo jazdy, strażnicy miejscy, pracownicy Państwowej Inspekcji Pracy, Prokuratorii Generalnej RP, urzędnicy służby cywilnej. A nawet strażacy.

O co chodzi? O haki chodzi, aby można w razie potrzeby wyciągnąć z oświadczeń niejasności – a te zawsze się pojawiają, gdy chodzi o pieniądze – wówczas niewygodnego obywatela wydala się ze służby i na jego miejsce wsadza posłusznego pisiewicza.

Praktycznie ustawa znosi ochronę danych osobowych. Np. komuś odmówiono wydanie na coś koncesji ze względów nieodpowiednich cech psychicznych. To będzie teraz jawne,ten ktoś zostanie mniemanym niezrównoważonym, a złe języki obwołają go, że wariat.

Pojawia się ponadto termin sygnalisty, a języku potocznym dotyczący donoszącego informację ważną dla organów ścigania. Taka osoba winna podlegać stosownej ochronie prawnej. W ustawie pisowskiej prokurator nie ma takiego obowiązku ochrony i może narazić sygnalistę na zemstę, bądź szykany.

Projekt ustawy przygotowany był pod pieczą Mariusza Kamińskiego – tego kolesia z wyrokiem trzech lat bez zawiasów, które zostały mu zdjęte przez ułaskawienie Andrzeja Dudy, najprawdopodobniej nieprawnie – bez rejestracji w wykazie prac legislacyjnych. Projekt znienacka ujrzał światło dzienne 24 paździenika. wyznaczono mu – uwaga, uwaga – 6 dni na konsultacje społeczne?

Ów projekt to Orwell w pisowskiej postaci. Niejawność jest przedstawiana jako jawność, szef służb specjalnych z tak ważnym projektem wyskoczył z nim, jak Filip z konopi.

Ustawa Kamińskiego o jawności życia publicznego to zamach na jawność życia publicznego – ostrzega 29 organizacji pozarządowych

stawa, która ma wejść w życie 1 stycznia, jest skierowana przeciw organizacjom pozarządowym i zwykłym obywatelom. Ma im utrudnić, a wręcz uniemożliwić patrzenie władzy na ręce. Odwraca istotę prawa do informacji, to nie urząd będzie się skupiał na udostępnianiu informacji, ale wnioskodawca – czy składany przez niego wniosek nie zostanie uznany za uporczywy

21 organizacji pozarządowych ogłosiło wspólne stanowisko wobec projektu ustawyustawy o jawności życia publicznego. Przygotowywany przez koordynatora służb specjalnych projekt powstawał od wielu miesięcy, bez założeń i z pominięciem obowiązkowego wskazania w wykazie prac legislacyjnych.

Ujawniono go 24 października 2017, na konsultacje wyznaczono 6 dni roboczych, a już 1 stycznia 2018 roku ustawa ma wejść w życie. Wbrew zapowiedziom, konsultacje publiczne projektu mają powierzchowny, iluzoryczny i pośpieszny charakter.

Tekst projektu możesz przeczytać tu legislacja.rcl.gov.pl/projekt/12304351

Poniżej najważniejsze problemy wynikające z projektu m.in. wypaczenie idei sygnalistów oraz pogorszenie dotychczasowych standardów przejrzystości w procesie stanowienia prawa.

  1. Informacja publiczna: uporczywa niejawność

Projekt wprowadza kolejną możliwość ograniczania prawa do informacji: urząd może odmówić udzielenia informacji oceniając,  że wniosek składany jest w sposób „uporczywy” oraz że jego realizacja „znacząco utrudniałaby działalność podmiotu zobowiązanego”.

W demokratycznym państwie prawa jest niedopuszczalne ograniczanie konstytucyjnego prawa do informacji ze względu na tak szerokie i w żaden sposób niezdefiniowane przesłanki. 16-letnie doświadczenie stosowania ustawy o dostępie do informacji publicznej rodzi uzasadnione obawy, że to nowe ograniczenie będzie szeroko przez władze wykorzystywane.

Zwłaszcza, że oceną, czy wniosek jest „uporczywy”, zajmie się ten, do którego ten wniosek wpłynie.

Proponowana zmiana odwraca istotę prawa do informacji – teraz to nie urząd czy inna instytucja będzie się skupiał na udostępnianiu informacji, ale wnioskodawca będzie się zastanawiał nad tym, czy składany przez niego wniosek nie zostanie uznany za uporczywy.

Przeczytaj też:

Ustawa Kamińskiego o jawności życia publicznego ułatwi władzy ukrycie niewygodnych informacji

DANIEL FLIS  26 PAŹDZIERNIKA 2017

  1. Informacja publiczna: zanim się dowiesz, zapłać

Projekt zakłada możliwość uzależnienia udostępnienia informacji publicznej od wniesienia opłaty za jej przygotowanie. Możliwość zażądania opłaty za udostępnienie informacji istnieje już dzisiaj, ale jej niewniesienie lub zakwestionowanie jej wysokości nie blokuje uzyskania informacji. Po zmianach żądanie opłaty będzie więc dodatkową metodą nieujawniania informacji przez władze.

Tymczasem uzależnienie udostępnienia informacji od wniesienia opłaty nie ma uzasadnienia, bo urzędy mają instrumenty skutecznego egzekwowania nałożonych opłat po przekazaniu informacji. Wprowadzenie w ustawie zmian dotyczących opłaty może skutecznie zniechęcać obywateli do korzystania z prawa do informacji.

  1. Oświadczenia majątkowe: totalna jawność

Ustawa poszerza krąg osób zobowiązanych do składania oświadczeń majątkowych oraz przesądza, że wszystkie oświadczenia – z wyjątkiem tych, składanych przez funkcjonariuszy służb – będą publikowane w Internecie. Przepis ten dotyczyć ma nie tylko posłów czy samorządowców, ale też m.in.: egzaminatorów na prawo jazdy, strażników miejskich, pracowników Państwowej Inspekcji Pracy czy Prokuratorii Generalnej RP, urzędników służby cywilnej, a nawet strażaków i pracowników Państwowej Straży Pożarnej.

Jawność życia publicznego i przeciwdziałanie korupcji, którymi autorzy uzasadniają propozycję tych przepisów, są niewątpliwie ważnymi wartościami. Jednakże publikowanie w Internecie oświadczeń o stanie majątkowym kilkuset tysięcy osób, które ani nie są wybierane w wyborach, ani nie odpowiadają realnie za podejmowanie ważnych z perspektywy obywateli decyzji, jest zbyt daleko idącą, nieproporcjonalną do celu i niekonieczną ingerencją w prywatność. Jej skutkiem będzie osłabienie zaufania społecznego, zwłaszcza, że zakres informacji zawartych w oświadczeniach majątkowych jest niezwykle szeroki. Znajdą się tam informacje m.in. o wziętych kredytach, posiadanych nieruchomościach czy uzyskanym dochodzie (także przez małżonka osoby zobowiązanej do złożenia oświadczenia).

Przeczytaj też:

Specsłużby PiS piszą ustawę o jawności. Czeka nas wysyp „sygnalistów” w sądach i niepisowskich NGO’s?

EWA SIEDLECKA  29 PAŹDZIERNIKA 2017

  1. Postępowania administracyjne: brak ochrony prywatności

Zgodnie z obowiązującymi dziś przepisami, organ administracji może odmówić udostępnienia informacji publicznej ze względu na ochronę prywatności osoby fizycznej. Projekt ogranicza tę możliwość w sprawach dotyczących postępowań administracyjnych. Materiały z postępowań administracyjnych – zwłaszcza decyzje administracyjne – staną się informacją publiczną, którą będzie można uzyskać w drodze dostępu do informacji publicznej.

Oznacza to, że każdy będzie mógł otrzymać dostęp do decyzji, w której np. Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych stwierdza naruszenie czyjejś prywatności.  A w decyzji tej mogą być dane tejże prywatności dotyczące. Można będzie przeczytać np. decyzje o odmowie wydania pozwolenia na broń jakiejś osobie ze względu na jej cechy psychiczne. Decyzje o zmianie nazwiska. I tysiące innych decyzji wydawanych przez rozmaite urzędy. W ich treści zaś będzie widoczne nie tylko imię i nazwisko adresata decyzji, ale też często wiele innych informacji na jego temat, np. o jego stanie zdrowia, rodzinie, majątku. Czyli informacje wrażliwe.

  1. Tworzenie prawa: przejrzystość i otwartość poziom niżej

Projekt nie wprowadza nowych mechanizmów przejrzystości w procesie stanowienia prawa. Przeciwnie, pogarsza dotychczasowe standardy. W przypadku konsultacji publicznych powtarza to, co znajduje się w obowiązującej obecnie uchwale o pracach Rady Ministrów. Ale, w przeciwieństwie do niej, nie wskazuje terminów na składanie opinii i uwag. Uchwała RM mówi o 14-dniowym terminie, który w wyjątkowych okolicznościach może ulec skróceniu. W projekcie ustawy nie podano żadnego terminu.

W przeciwieństwie do dzisiejszych przepisów projekt ustawy ogranicza obowiązek publikacji dokumentów na portalu legislacja.gov.pl wyłącznie do dokumentów urzędowych. Oznacza to, że nie poznamy opinii składanych przez inne niż publiczne podmioty.

Nowe przepisy nie wprowadzają bardzo ważnego elementu przejrzystości stanowienia prawa, jakim jest ślad legislacyjny. Nie dowiemy się zatem kto opracowywał projekt i kto i jak go zmieniał.

  1. Tworzenie prawa: tylko dla wytrwałych

Tak jak w obecnej ustawie o lobbingu projekt przewiduje dwie formy udziału obywateli w tworzeniu prawa: lobbing i lobbing zawodowy. Jednakże, w odróżnieniu od obowiązujących dziś przepisów, nakłada na niektóre podmioty: organizacje, instytucje i osoby zainteresowane tworzonym prawem (ale już nie firmy i przedsiębiorstwa) obowiązek przedstawienia szeregu informacji na swój temat – pod rygorem odpowiedzialności karnej. Brak jakiejkolwiek z tych informacji odbiera prawo do przedstawienia stanowiska.

Ostrze ustawy skierowane jest przeciwko organizacjom pozarządowym i zwykłym obywatelom.

Te pierwsze zgłaszając opinię, będą zmuszone podać m.in. NIP darczyńców, nawet NIP osoby samozatrudnionej, która wsparła organizację darowizną przekraczającą ustaloną w projekcie na bardzo niskim poziomie kwotę 2000 zł. Rodzi to uzasadnione obawy o odebranie możliwości zgłaszania opinii i stanowisk organizacjom społecznym pozyskującym dotacje od podmiotów zagranicznych, w tym z instytucji unijnych oraz od osób indywidualnych.

Z kolei osoby fizyczne zobowiązane będą podać informacje o źródłach swoich dochodów w ostatnich dwóch latach.

Pomyłka lub niezaktualizowanie danych, grozi pozbawieniem wolności.  W efekcie, ustawa skutecznie zniechęcać  będzie obywateli i organizacje obywatelskie do udziału w tworzeniu prawa.

  1. „Sygnaliści” – wypaczenie ważnej idei

Sygnalista to osoba, która działając w interesie publicznym ujawnia nieprawidłowości i zagrożenia w swoim miejscu pracy. Jeśli taka interwencja jest nieskuteczna, lub gdy nie ma możliwości jej bezpiecznego przeprowadzenia, informuje o nich media lub organy ścigania. Z tego tytułu powinna uzyskać stosowną ochronę prawną.

Tymczasem projekt ustawy ogranicza status sygnalisty wyłącznie do osób, które zgłaszają do organów ścigania podejrzenie popełnienia przestępstwa korupcyjnego. O nadaniu i odebraniu statusu  sygnalisty arbitralnie decyduje prokurator, a osoba taka pozostaje na jego łasce. Jeśli prokurator odmówi jej ochrony, nie będzie miała możliwości odwołania się od tej decyzji.

Projekt nie zapewnia żadnej ochrony osobom informującym o innych zagrożeniach niemających charakteru przestępstw, np. o ryzykach bezpieczeństwa pracy, o mobbingu czy molestowaniu.

Nie motywuje też pracodawców ani związków zawodowych do wprowadzania procedur chroniących sygnalistów w miejscach pracy. Zamiast tego tworzy mechanizm godzący w zaufanie społeczne, który może zostać wykorzystany przez organy ścigania do inwigilowania pracodawców, w sposób naruszający zasady współżycia społecznego i swobody działalności gospodarczej.

 Tryb powstawania ustawy o „jawności”: zaprzeczenie idei otwartości i jawności

Przygotowywany przez koordynatora służb specjalnych projekt ustawy powstawał od wielu miesięcy, bez założeń i z pominięciem obowiązkowego wskazania w wykazie prac legislacyjnych. Ujawniono go 24 października 2017 roku, na konsultacje wyznaczono 6 dni roboczych, a już 1 stycznia 2018 ustawa ma wejść w życie.

Wbrew zapowiedziom, konsultacje publiczne projektu mają powierzchowny, iluzoryczny i pośpieszny charakter. Minimalny standard określony w uchwale RM regulującej prace rządu przewiduje co najmniej 14 dni na zgłoszenie uwag do projektu aktu prawnego.

Tymczasem autorzy ustawy początkowo sprowadzić chcieli konsultacje publiczne do jednego spotkania w Warszawie, co ogranicza możliwość udziału osób spoza stolicy oraz tych, które z innych przyczyn nie mogłyby wziąć w nim udziału.  Pod wpływem krytyki  przyznali 6 dni roboczych na zgłaszanie pisemnych uwag.

Opinie o projekcie ustawy o jawności zgłaszane mają być do 3 listopada na adres: sluzby@kprm.gov.pl, a 6 listopada przedstawione ma być ich podsumowanie.

  1. Forum Darczyńców w Polsce
  2. Fundacja Autonomia
  3. Fundacja Centrum Cyfrowe
  4. Fundacja ClientEarth – Prawnicy dla Ziemi
  5. Fundacja e-Państwo
  6. Fundacja Forum Obywatelskiego Rozwoju
  7. Fundacja Frank Bold
  8. Fundacja im. Stefana Batorego
  9. Fundacja JAWNOŚĆ.PL
  10. Fundacja Panoptykon
  11. Fundacja Pole Dialogu
  12. Fundacja Przestrzeń dla Edukacji
  13. Fundacji Rodzić po Ludzku
  14. Fundacja Stabilo
  15. Fundacja Stańczyka
  16. Fundacja Wolności
  17. Helsińska Fundacja Praw Człowieka
  18. Instytut Spraw Publicznych
  19. INPRIS – Instytut Prawa i Społeczeństwa
  20. Lambda Warszawa
  21. Pracownia Badań i Innowacji Społecznych Stocznia
  22. Sieć Obywatelska Watchdog Polska
  23. Stowarzyszenie Amnesty International
  24. Stowarzyszenie Aktywności Obywatelskiej Bona Fides
  25. Stowarzyszenie im. prof. Zbigniewa Hołdy
  26. Stowarzyszenie Interwencji Prawnej
  27. Stowarzyszenie Klon/Jawor
  28. Stowarzyszenie przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii Otwarta Rzeczpospolita
  29. WWF Polska

Więcej opinii i stanowisk w sprawie projektuhttp://obserwatoriumdemokracji.pl/ustawa/projekt-ustawy-o-jawnosci-zycia-publicznego/

 

oko.press

 

Trzaskowski: Warszawa nie potrzebuje tzw. dobrej zmiany. Warszawa potrzebuje mądrej zmiany

– Nie można dłużej czekać, niektórzy rozpoczęli już kampanię wyborczą. Winter is coming, zima się zbliża, żarty się skończyły. Ta najważniejsza bitwa o samorząd stoczy się tutaj w Warszawie i dlatego zdecydowałem się kandydować. Nie można oddać Warszawy w ręce PiS-u. Warszawa potrzebuje zmiany. Mnie jako warszawiaka bulwersuje dokładnie to samo, co większość warszawiaków. Oddawanie kamienic w ręce jakiegoś dziwnego układu, które rozpoczęło się jeszcze w 2002 roku. Denerwuję mnie to, jak wygląda centrum, wszechobecna szyldoza, denerwują mnie korki, mnóstwo rzeczy i bulwersuje. Dlatego zdecydowałem się kandydować, ale rownież dlatego że Warszawa potrzebuje nowego, świeżego spojrzenia. Kogoś młodego, kto ma tutaj rodzinę, małe dzieci, kto jeździ nie tylko samochodem, ale również komunikacją publiczną i rowerem po tym mieście. Warszawa potrzebuje zmiany, tylko ostatnia rzecz, której Warszawa potrzebuje to tzw. dobra zmiana PiSowska, czyli dogmaty, populizm, budowanie mnóstwa nowych pomników, grodzenie placów, odwracanie decyzji dot. ścieżek rowerowych, zabieranie in vitra czy wszechobecna kultura w cenzurze. Warszawa nie potrzebuje tzw. dobrej zmiany. Warszawa potrzebuje mądrej zmiany, która będzie się opierała o przywrócenie zaufania dla ratusza, ponieważ kapitał społeczny opiera się na zaufaniu – mówił Rafał Trzaskowski na konferencji z Grzegorzem Schetyną. Jak dodał:

„Po drugie, potrzebne są nowe priorytety. Po tej fazie budowy infrastruktury potrzeba przede wszystkim akcentu na to, żeby w Warszawie się dobrze żyło, żeby to było przyjazne miasto. I po trzecie, ważne jest to, żeby Warszawa była współzarządzana z mieszkańcami, z obywatelami, żeby obywatele mieli jak najwięcej do powiedzenia, jeżeli chodzi o to jak Warszawa będzie się zmieniać i jak będzie wyglądać. Konieczna jest zmiana, tylko mądra. Mądrze przeprowadzona i z ludźmi, którzy mają świeże, otwarte spojrzenie na miasto”

300polityka.pl

STAN GRY: Karnowski o KRS: Sędziowski PZPN, Wildstein o bogatych kaznodziejach terroryzmu, Skwieciński i Leszczyński o szansach Jakiego

— GRZEGORZ SCHETYNA O BYCIU LIDEREM, SWOICH RELACJACH Z TUSKIEM, KULCIE PIŁKI NOŻNEJ W PLATFORMIE, DLACZEGO OGLĄDAŁ TYLKO 20 MINUT HOUSE OF CARDS, BIEGANIU W KAPTURZE JAK FRANK UNDERWOOD, O TYM CZEMU SIĘ DZIWI ŻONA, O ODDYCHANIU POLITYKĄ I ZAMIŁOWANIU DO MAŚLANKI:
https://wiadomosci.wp.pl/schetyna-w-kto-nami-rzadzi-tu-zawsze-jest-polmrok-6183357860038273v

— PILNE: SCHETYNA PREZENTUJE RAFAŁA TRZASKOWSKIEGO JAKO KANDYDATA PO W WARSZAWIE. 

— TAK WICEMINISTER Z PO WYMUSIŁ PRZEKRĘT – Agnieszka Burzyńska i Radosław Gruca w Fakcie: “Jak opowiadają nam urzędnicy NFZ, wiceminister Neumann „jak szalony” wydzwania do ówczesnej prezes NFZ Agnieszki Pachciarz (44 l.). Dopytuje się o losy zażalenia od Sensor Cliniq. Pachciarz zezna później w sądzie, że „nigdy wcześniej nie spotkała się z takim natężeniem troski o jeden konkretny podmiot”. Do telefonicznych rozmów wkrótce dołączają oficjalne pisma ponaglające. – To jest dość niezwykłe w sprawie indywidualnej. Z tego co pamiętam to w większości te pisma były podpisane przez Neumanna – opowiada Pachciarz w prokuraturze. Nie ma wątpliwości: „Była to w ciągu mojej pracy prezesa NFZ jedyna taka sytuacja”.
http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/byly-wiceminister-zdrowia-slawomir-neumann-wymusil-podpisanie-konratktu/mzpw47f

— ORĘDZIE PRYMASA NA WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH:
https://ekai.pl/oredzie-prymasa-polski-na-wszystkich-swietych/

— PREZYDIUM KOMISJI EPISKOPATU O HANDLU W NIEDZIELE: “Niestety, jak wynika z dotychczasowych prac nad ustawą, aktualnie proponowane rozwiązania odbiegają zasadniczo od proponowanego kształtu tej inicjatywy. Milczenie z naszej strony w tej kwestii zaniedbaniem naszego pasterskiego obowiązku stania na straży dobra wspólnego”.
http://gosc.pl/doc/4287759.Oswiadczenie-KEP-ws-ograniczenia-handlu-w-niedziele

— PREZYDENT I MARTA KACZYŃSKA NA GROBIE PARY PREZYDENCKIEJ:
https://dorzeczy.pl/kraj/45976/Andrzej-Duda-i-Marta-Kaczynska-odwiedzili-grob-pary-prezydenckiej-na-Wawelu.html

— 300LIVE:
Terlecki o reformie szkolnictwa: Nie sądzę żeby Gowin upierał się przy pomysłach, które są powszechnie krytykowane
Terlecki: Najpoważniejszą kandydaturą w Krakowie jest Wassermann. Emilewicz to działanie PR-owskie partii Gowina
Terlecki o zmianie ordynacji: Rewolucji nie będzie. Projekt trafi do Sejmu w tym roku
Terlecki: W najbliższych dniach spotyka się kierownictwo PiS ws. rekonstrukcji. Pani premier utrzyma stanowisko
Terlecki: Jak tylko ustawy sądowe będą gotowe, to będziemy się spieszyć, bo straciliśmy dużo czasu
Waszczykowski: Będę się zastanawiał, czy rekomendować prezydentowi wizytę na Ukrainie
Sellin: Czekamy na decyzję polityczną ws. dekoncentracji mediów
Sellin o Kochalskim: Okazało się, że nie dopełnił obowiązków tak, jak należy
Sellin: Pl. Piłsudskiego jeśli chodzi o pomniki smoleńskie – raczej nie
Łapiński: Nie ma decyzji PAD ws. nominacji generalskich
Łapiński: Nie słyszałem o żadnym tajnym spotkaniu PAD z Kaczyńskim
http://300polityka.pl/live/2017/11/02/

— ADAM LESZCZYŃSKI O DEBACIE O WARSZAWIE: GDYBYM BYŁ ZE SZTABU JAKIEGO SŁUCHAŁBYM JEJ Z SATYSFAKCJĄ: “Ze wszystkich pomysłów politycznych w debacie kalkulacja Nowoczesnej wydaje się najbardziej realistyczna, chociaż także obciążona poważnym ryzykiem – zwycięstwa PiS. Na wewnętrznym konflikcie w łonie opozycji skorzysta tylko PiS. Uczestnicy o tym wiedzą, ale równocześnie nikt nie chce zrezygnować z własnych celów i obawia się utraty własnych wyborców, którzy zbyt odległe koalicje mogą uznać za rozmycie swoich ideałów. Gdybym pracował w sztabie wyborczym Patryka Jakiego, słuchałbym tej debaty z satysfakcją”. https://oko.press/gronkiewicz-waltz-strategie-lewicy-liberalow-dac-sie-zjesc-zablokowac-pis/

— PIOTR SKWIECIŃSKI O REALNEJ SZANSIE NA WYGRANĄ PIS W WARSZAWIE: “Najważniejsze, że po raz pierwszy od dawna formacja IV RP stoi przed realną szansą zdobycia Warszawy. A roli opanowania stolicy, jeśli chodzi nie tylko o przedłużenie władzy nad krajem, lecz przede wszystkim o poczucie sprawczości w kształtowaniu jego przyszłości – a takie poczucie pociąga za sobą faktyczną sprawczość – nie sposób przecenić. To szansa na miarę tej z 2015 r.”
https://wpolityce.pl/m/polityka/364954-warszawa-czyli-przyszlosc-skwiecinski-w-sieci-prawo-i-sprawiedliwosc-musi-na-serio-zawalczyc-o-stolice

— JAKUB MAJMUREK O RESORTOWOŚCI RZĄDU I WYGODZIE KACZYŃSKIEGO:“Rząd będzie dryfował, podzielony na kilka na wpół suwerennych resortów. Dotychczasowe dwa lata takiego dryfu były dla PiS bardzo wygodne. Nałożone na świetną koniunkturę gospodarczą i słabość opozycji pozwoliły nie tylko utrzymać poparcie sprzed dwóch lat, ale i zwiększyć je do prawie 50 punktów procentowych w niektórych sondażach. Dopóki nawarstwiający się kryzys resortowości nie zacznie być zauważalny dla szerokiej opinii publicznej i przekładać się na spadki poparcia, dopóki nie zacznie generować konfliktów grożących bezpośrednio spoistości obozu władzy, Jarosław Kaczyński nic z nim nie zrobi. Jak bardzo by nie fantazjował o powrocie do gabinetu premiera, obecny układ jest zbyt wygodny dla niego, by zmieniać go bez zewnętrznego przymusu”.
https://opinie.wp.pl/jakub-majmurek-to-moze-byc-koniec-genialnego-stratega-polska-czeka-na-decyzje-6182800397318273a

— MARCIN MAKOWSKI UWAŻA, ŻE KACZYŃSKI WYSYŁA SYGNAŁ SZYDŁO: “Ów sygnał – trzeba przyznać – jest dosyć czytelny. W dużym skrócie mówi on, że jeśli nie dojdzie do złagodzenia personalnych utarczek i zwarcia szeregów, sam naczelnik wkroczy na scenę. I skończy się rumakowanie. Nie jest tajemnicą, że plotek o zmianie na fotelu premiera nie wyssali z palca dziennikarze. Ta wersja faktycznie podawana jest nieoficjalnie wśród najbliższych współpracowników oraz polityków z otoczenia Kaczyńskiego. Pisały o tym wszystkie media, od Wirtualnej Polski, przez ”Sieci” po ”Rzeczpospolitą”. Skoro tak, trzeba przyjąć, że nawet jeśli do rekonstrukcji premier Szydło nie dojdzie, fakt, że mówi się o niej głośno, a polityk musi na podobne pytania z otwartą przyłbicą odpowiadać, mówi wiele o kulisach aktualnego układu władzy. Ujawnia również motywacje Jarosława Kaczyńskiego, który zaczął dostrzegać, że władza symboliczna oraz siła autorytetu, który posiada, w kluczowych dla niego aspektach nie przekłada się na władzę realną. Taki stan rzeczy budzi natomiast jego frustrację, a cierpliwość prezesa nie jest wieczna i niewyczerpana”.
https://opinie.wp.pl/marcin-makowski-gry-rekonstrukcyjne-odwlekanie-zmian-szkodzi-rzadowi-6182827852641921a

— SAMOBÓJCZA DECYZJA KRS – Tomasz Pietryga w RZ: “A to już niezwykle niebezpieczna perspektywa. I tu zaczyna się wielka polityka, gdyż jedynym wsparciem dla Ziobry może okazać się prezydent. W ich relacjach jednak iskrzy. Andrzej Duda, opóźniając reformę KRS, może odciąć tlen ministrowi, spychając go w polityczną przepaść. To uczyniłoby jednak prezydenta współodpowiedzialnym za zapaść Temidy i wywołało gniew prawicowego elektoratu. A to oznacza, że swoją decyzją Rada przyspieszyła własną, szybką i bezkompromisową reformę”.
http://www.rp.pl/Sedziowie-i-sady/311029981-Samobojcza-decyzja-KRS—komentuje-Tomasz-Pietryga.html

— MŁODZI ASESORZY MOCNO W KONTRZE DO KRS:
https://wiadomosci.wp.pl/odrzucenie-asesorzy-sadowi-brak-podstaw-decyzji-krs-6183238433970305a

— JACEK KARNOWSKI O KRS: TEN SĘDZIOWSKI PZPN: “Powodów jest zapewne kilka, ale jeden można uznać za kluczowy: chodzi o pokazanie całemu środowisku sędziowskiemu i prawniczemu, że ten sędziowski PZPN wciąż decyduje o karierach, i każdy, kto się wychyli, każdy, kto zgodzi się na udział w reformie wymiaru sprawiedliwości, polegnie. To szczególnie ważny komunikat w kontekście Ustawy o Sądach Powszechnych, która daje ministrowi sprawiedliwości pewne nowe uprawnienia, zwłaszcza w zakresie obsadzania stanowisk kierowniczych w sądach niższych instancji. Komunikat jest jasny: żadnej współpracy. Żadnej. Ściana”.
https://wpolityce.pl/m/polityka/365119-blokujac-asesorow-krs-ten-sedziowski-pzpn-pokazuje-srodowisku-sedziowskiemu-ze-wciaz-decyduje-o-karierach

— EWA SIEDLECKA PRZYRÓWNUJE SYTUACJĘ Z ASESORAMI DO DUBLERÓW: “Czy coś to państwu przypomina? Czy aby nie dublerów sędziów Trybunału Konstytucyjnego, których zaprzysiągł prezydent i to było podstawą twierdzenia PiS, a potem Trybunału Dobrej Zmiany, że zaprzysiężenie przez prezydenta „uzdrawia” ewentualne nieprawidłowości przy powołaniu sędziego? Więc jeśli prezes Kaczyński nie dogada się szybko z prezydentem Dudą co do ustawy o KRS, to asesorzy będą sobie po prostu orzekać. I będziemy mieli niewyroki wydawane przez niesędziów nie tylko w Trybunale Konstytucyjnym, ale i w sądach powszechnych. Ale w państwie PiS nieważne, kto sądzi. Ważne, by władza była z wyroku zadowolona”.
http://siedlecka.blog.polityka.pl/2017/10/31/prowokacja-krs-raczej-pis-u/

— RYSZARD PETRU O KOALICJI NA WYBORY SAMORZĄDOWE – mówi Jackowi Nizinkiewiczowi w RZ: ‘Trzeba myśleć o wygranej i nie można wykluczać szerokiego porozumienia w opozycji. Jestem umiarkowanym optymistą. Wierzę w szeroką koalicję Nowoczesna-PO-KOD -lewica-ruchy miejskie. Jeśli się nie zjednoczymy, możemy przegrać wybory samorządowe”.

— PETRU O WYBORACH W WARSZAWIE – mówi RZ: “W Platformie są osoby mniej lub bardziej obciążone. Natomiast Paweł Rabiej z Nowoczesnej nie jest w ogóle obciążony. Nie współpracował z Hanną Gronkiewicz-Waltz, nie robił jej kampanii, a jednocześnie jednoczy wiele środowisk”.
http://www.rp.pl/Polityka/311019964-Petru-Mamy-dylemat-jak-wygrac-z-PiS.html

—  O POLSKICH KAZNODZIEJACH TERRORYZMU – Dawid Wildstein w GPC: “Gdy przychodzi czas walki z PiS‐em, cel usprawiedliwia nawet utratę życia. I, co w jakiś sposób zabawne, tego typu narrację narzuca nam środowisko, które same siebie nazywa „rozsądnym”, „zachodnim”, „europejskim”. Ja osobiście widzę tu tylko szaleństwo rodem z głębokiego Wschodu. Wątpliwe jest, by ta narracja wywołała falę samobójstw. Ale sprowokować kogoś do aktu terroru? W końcu łatwiej odebrać komuś życie niż sobie – jak przypomina nam przykład Ryszarda Cyby i morderstwa śp. Marka Rosiaka. A gdy to się stanie? Nie martwmy się. Znajdzie się wytłumaczenie. Już się przecież znalazło. Nasi kaznodzieje od terroryzmu dopiero się rozkręcają”.

— MÓWIĄ TO OCZYWIŚCIE ZARABIAJĄC GRUBĄ KASĘ I JEŻDZĄC DROGIMI SAMOCHODAMI – dalej Wildstein: “Przekaz prosty – oto właściwa reakcja, w obecnej sytuacji w Polsce taki akt to bohaterstwo godne najwyższego szacunku. Nawet jeśli dokonuje go człowiek chory. Mówią to oczywiście, siedząc w swoich gabinetach i zarabiając grubą kasę, jeżdżąc drogimi samochodami, brylując w mediach”.
http://gpcodziennie.pl/72256-polscykaznodziejeodterroryzmu.html

— SPRAWIEDLIWOŚĆ PO POLSKU: NA OWSIAKA WYROK, KACZYŃSKI NIEWINNY – tytuł w Fakcie.

— KRZYSZTOF WOŁODŹKO O PRESJI PŁACOWEJ: LEPSZY DIALOG SPOŁECZNY NIŻ ZAMIATANIE POD DYWAN – pisze w GPC: “Mówiąc eksperckim żargonem: lepiej mieć te problemy zmapowane, również dzięki współpracy ze stroną społeczną, niż zamiatać je pod dywan, szczególnie jeśli PiS przymierza się do rządów dłuższych niż jedna kadencja. Platforma przewróciła się na własnej arogancji, przeoczyła moment, w którym wizja ciepłej wody w kranach na zielonej wyspie zaczęła budzić przede wszystkim społeczne kpiny i coraz powszechniejszą złość. Dlatego na miejscu obecnie rządzących zacząłbym się uważnie przyglądać choćby coraz gorszej sytuacji wśród administracji publicznej niższego rządu. Zamrożone od lat pensje w administracji coraz poważniej wiążą się z odpływem kadr. Jak tak dalej pójdzie, nie będzie komu „robić państwa” od podstaw: dyrektorzy polityczni sami tego nie ogarną”
http://gpcodziennie.pl/72255-starsiidadopracy.html

— PIS WYRZUCA DYNIĘ ZE SZKÓŁ – DZIENNIK WSCHODNI NA JEDYNCE:


— URODZINY: Barbara Borys-Damięcka, Jerzy Osiatyński, Grażyna Staniszewska, Paweł Adamowicz, Tomasz Zdzikot, Karol Tokarczyk.

300polityka.pl

Dlaczego taśma ze spotkanie naukowców z posłami PO ws. Smoleńska jest utajniona?

Dlaczego taśma ze spotkanie naukowców z posłami PO ws. Smoleńska jest utajniona?

Wojskowa Akademia Techniczna odmawia udostępnienia nagrania z zamkniętego spotkania naukowców tej uczelni z posłami Platformy Obywatelskiej. Parlamentarzyści PO poprosili o nie po prezentacji podkomisji smoleńskiej Antoniego Macierewicza, którą pokazano w gmachu WAT 10 kwietnia, czyli w siódmą rocznicę katastrofy TU-154 w Rosji. W połowie czerwca wzięli w nim udział – oprócz naukowców z WAT – m.in. Marcin Kierwiński, Cezary Tomczyk, Joanna Kluzik-Rostkowska i były wiceszef MON Czesław Mroczek. Na zamkniętym spotkaniu, bez dziennikarzy, a jedynie zarejestrowanym kamerą, profesor Aleksander Olejnik, badający katastrofę smoleńską miał stwierdzić, że eksperci Antoniego Macierewicza nie znają się na rzeczy i podważyć ustalenia podkomisji – czytamy na onet.pl.

Tematem głównym spotkania była teza, ogłoszona publicznie przez podkomisję Macierewicza, jakoby oderwanie skrzydła samolotu na długości 6 metrów nie mogło spowodować katastrofy, a maszyna była w stanie kontynuować lot. Przy tym powoływano się na ustalenia… naukowców z WAT. – „Rozmowa pokazała, że eksperci Antoniego Macierewicza dopuścili się manipulacji” – powiedział portalowi Onet poseł Marcin Kierwiński. Na dowód przytoczył słowa, jakie wypowiedzieć miał podczas wspomnianego spotkania prof. Olejnik: „Jest rzeczą oczywistą, iż układ symetryczny pozbawiony symetrii zaczyna się obracać”. Słowem, po utracie części skrzydła samolot musiał się rozbić.

Jednak na pytanie uczestników spotkania, dlaczego badania WAT zostały w ten sposób potraktowane przez ekspertów Antoniego Macierewicza, prof. Olejnik na początku unikał odpowiedzi – relacjonował Kierwiński. – „Mówił, że on nie wie, że on tylko prowadzi badania, a podkomisja interpretuje. W końcu powiedział, że może po prostu się na tym nie znają”. Dlatego posłowie wystąpili do rektora WAT o udostępnienie wszystkich zaprezentowanych materiałów, włącznie z nagraniem. – „Na nagraniu jest przynajmniej kilka wypowiedzi, które mogłyby obnażyć kłamstwa podkomisji. Mogłyby pokazać, że badania WAT-u zostały użyte w sposób niewłaściwy po to, by manipulować opinią publiczną. Podkomisja smoleńska pokazała po prostu nieprawdę” – uważa Kierwiński. Dodajmy, że w czerwcu politycy Platformy złożyli do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez działającą przy MON i zarzucili jej „fałszerstwo” intelektualne, polegające na zmanipulowaniu badań WAT.

Jednak nagranie nie trafiło do parlamentarzystów, gdyż odmówiła tego uczelnia. Kilku jej pracowników, których wizerunki zostały uwidocznione na nagraniu, odmówiło zgody na rozpowszechnienie swojego wizerunku, składając stosowne oświadczenia – poinformowała portal rzeczniczka uczelni, Ewa Jankiewicz. Wśród nich także prof. Aleksander Olejnik. W piśmie skierowanym do rektora – jak ustalił Onet –  napisał m.in.: „Zaproszenia na spotkanie z parlamentarzystami przyjąłem w przekonaniu, że mieć ono będzie charakter wewnątrzuczelniany. Stąd też poglądy, momentami polemiczne, jakie zaprezentowałem w toku rozmów podczas spotkania, potraktowałem i nadal traktuję w kategoriach ocen o charakterze osobistym i wyłącznie prywatnym”.  Naukowiec, powołując się na „konstytucyjnie gwarantowane prawo do prywatności oraz wolność w obszarze ogłaszania wyników badań naukowych” (cytat z listu) poprosił o usunięcie z przekazywanych materiałów fragmentów zawierających jego wypowiedzi poczynione przed prezentacją multimedialną”. Dlaczego? W przekonaniu, że „nagrania z tego spotkania mają się stać przedmiotem debaty publicznej na najwyższym forum”.

koduj24.pl

PiS bierze się za media

PiS bierze się za media

Potrzebny jest tylko jeden gest posła Kaczyńskiego. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zapewnia, że ustawa o dekoncentracji mediów jest już gotowa. Od września ub. roku nad jej projektem pracował zespół roboczy z udziałem przedstawicieli resortu kultury, UOKiK i KRRiT. Wszystko teraz zależy od tego jak potoczą się sprawy związane z ciągle nie sfinalizowaną reformą sądownictwa.

Czekamy na decyzję polityczną, powiedział wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego Jarosław Sellin w Radiu Zet.

Pytany, dlaczego nie ma jeszcze takiej decyzji, zauważył, że „działania reformatorskie, działania polityczne planuje się etapowo”. Wiceminister twierdził, że nowa ustawa pomoże rozwiązać „bardzo poważny problem i pewną patologię”, która wykształciła się w wolnej Polsce. Zauważył, że nigdzie nie ma „tak nadmiernej” koncentracji mediów ani dominacji kapitału zagranicznego w przestrzeni medialnej jak w Polsce. Wyrażając opinię dobrej zmiany powiedział, że zagraniczne koncerny poprzez posiadane w Polsce tytuły reprezentują niepolskie interesy i szkodzą polskiej racji stanu. Pechowo się składa, że najbardziej krytykowane przez PiS „zagraniczne” media to te, które patrzą „dobrej zmianie” na ręce i odkrywają najwięcej związanych z nią afer, jak „Newsweek”, „Fakt”, Onet, TVN, RMF FM, Radio ZET.

Sam poseł Kaczyński uważa jednak, że pośpiech w tej sprawie nie jest wskazany. Swego czasu podczas spotkania z najbliższymi współpracownikami wyraźnie zaznaczył, że „jeśli szybko nie uchwalimy reformy sądownictwa to nic więcej w tej kadencji już nie zrobimy. Nie będzie dekoncentracji mediów ani zmian w ordynacji wyborczej. Nie możemy sobie pozwolić na kolejny konflikt z naszym prezydentem”– zaakcentował.

Kaczyński jest świadom tego, że posłom bardzo zależy na dekoncentracji mediów i noweli ordynacji, ale dla niego ważne jest też, a może jeszcze bardziej – sądownictwo. Wiele wskazuje na to, że chce zmusić partię do wzmocnienia presji na prezydenta. W czym rzecz? O co chodzi? Na czym polega zależność w przeprowadzeniu obydwu ustaw?

Jak podpowiada Newsweek, powołując się na opinię rozmówcy pochodzącego z kręgu zbliżonego do ministra sprawiedliwości, jest obawa, iż brak porozumienia w sprawie sądów sprawi, że Duda zyska sympatię mainstreamowych mediów jako ten, który powstrzymał Kaczyńskiego i Ziobrę. „Wątpliwe, by w tej sytuacji chciał ją stracić, podpisując dekoncentrację. A my nie będziemy składać projektów tylko po to, by nadziać się na weto” – tłumaczy rozmówca Newseeka.

O planach dekoncentracji mediów słyszymy nie od dziś… Potwierdził to w swoim czasie sam wiceminister kultury Jarosław Sellin, który wielokrotnie zapowiadał, że projekt ustawy o dekoncentracji struktur właścicielskich w mediach zostanie ogłoszony wczesną jesienią.

Bardzo emocjonalnie potwierdziła to również posłanka PiS Krystyna Pawłowicz. „Po wakacjach weźmiemy się za Was!” – powiedziała w Sejmie dziennikarzowi Onetu posłanka PiS. (Źródło: Newsweek)

koduj24.pl

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/nasz-dziennik-ordery-do-przegladu/xx8rkk9?utm_source=onet40&utm_medium=referral&utm_campaign=share_from_detail

http://natemat.pl/221809,kompromitacja-macierewicza-obsesjami-o-ukladzie-zniszczyl-przetarg-ktory-mogl-odmienic-nasze-wojsko

Komisja Wyborcza bada rolę Rosji w referendum ws. Brexitu

Agnieszka Kazimierczuk

Brytyjska Komisja Wyborcza (Electoral Commission) bada udział Rosji w kampanii wyborczej przed ubiegłorocznym referendum ws. wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej – poinformował w czwartek dziennik „The Times”.

Przedmiotem śledztwa ma być w szczególności użycie Facebooka i Twittera w celu rozpowszechniania informacji powiązanych z głosowaniem w sprawie brexitu.

Bob Posner, odpowiedzialny w Komisji Wyborczej za finanse i regulacje, powiedział w rozmowie z „Timesem”, że skierowano pytania do obu platform społecznościowych w celu uzyskania szczegółowych odpowiedzi, dotyczących możliwej próby wpłynięcia na wynik referendum.

„Oczywiście widzieliśmy doniesienia o (rosyjskim) wpływie na amerykańskie wybory prezydenckie i prowadzimy dialog z firmami, takimi jak Facebook, aby się upewnić, że nic takiego nie zdarzyło się tutaj” – podkreślił Posner.

W środę Komisja Wyborcza rozpoczęła także śledztwo, dotyczące finansowania jednej z kampanii za wyjściem z Unii Europejskiej; kampanię wspierał multimilioner Arron Banks, który popierał także eurosceptyczną Partię Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP). Przedmiotem postępowania jest ustalenie źródła ośmiu milionów funtów, które Banks przekazał w formie pożyczek i dotacji na rzecz organizacji Leave.EU, i upewnienie się, że były to środki pochodzące z dopuszczalnych źródeł.

Rozmówcy „Timesa” w służbach bezpieczeństwa ocenili, że celem Moskwy jest „przede wszystkim destabilizacja politycznego systemu państw zachodnich, a nie popieranie jednej partii lub sprawy”. Jak dodano, „bylibyśmy zaskoczeni, gdyby Rosja nie była aktywna także w Wielkiej Brytanii”.

rp.pl

Kamiński: PiS ma z kim przegrać. Mam nadzieję, że ws. Warszawy opozycja wyciągnie wnioski

jagor, 02.11.2017
http://www.gazeta.tv/plej/19,103085,22596127,video.html?embed=0&autoplay=1
– Warto by było, żeby był wspólny kandydat na prezydenta Warszawy. Dla opozycji byłoby to nowe otwarcie – tak Michał Kamiński ocenił kandydaturę Rafała Trzaskowskiego, którą oficjalnie wystawiła PO, a którą natychmiast skrytykowała Nowoczesna.

Grzegorz Schetyna ogłosił właśnie, że Rafał Trzaskowski ma być kandydatem na prezydenta Warszawy zjednoczonej opozycji. Na tę deklarację zareagowała Nowoczesna. Szefowa klubu Katarzyna Lubnauer powiedziała w TVN24, że „takie ogłaszanie kandydata nie pomoże w rozmowach koalicyjnych, które mogłyby wyłonić wspólnego kandydata, który miałby realną możliwość uratowania Warszawy przed PiS.

– Jeżeli jako opozycja chcemy mieć realne szansę na zwycięstwo w Warszawie, musimy wybrać kogoś, kto na pewno nie będzie zaatakowany przez PiS – powiedziała Lubnauer.

Na kandydaturę Trzaskowskiego zareagował także sam szef Nowoczesnej. Ryszard Petru napisał na Twitterze, że stolica potrzebuje „wspólnego, wiarygodnego kandydata”.

O tym, że dobrze byłoby, gdyby opozycja faktycznie się dogadała i wstawiła wspólnego kandydata mówił Michał Kamiński. Poseł Unii Europejskich Demokratów pytany w audycji „A teraz na poważnie” w Radiu TOK FM o brak porozumienia w tej sprawie, zwrócił uwagę, że dla opozycji wspólny kandydat w Warszawie byłby szansą na nowe otwarcie.

Warszawa jest takim dobrym miejscem do spróbowania, do pokazania alternatywy do obecnego układu władzy w Polsce, który byłby taką prawdziwą nową nowoczesną opozycją w Polsce. Warszawa jest jednym z najbardziej proeuropejskich miast w Polsce, jest także miastem mało konserwatywnym. Wydaje się, że jeżeli gdzieś mielibyśmy spróbować budowania przeciwwagi dla tego ultrakonserwatywnego układu władzy, który rządzi w Polsce, to właśnie Warszawa jest do tego takim dobrym miejscem

– ocenił polityk.

Kamiński nie ukrywał, że brak zgody co do wspólnego kandydata opozycji w wyborach samorządowych jest „niefajne”.

– Dzisiaj trzeba szukać tego, co łączy, a nie dzieli. Niedawno był taki sondaż, który badał preferencje obywateli w przypadku hipotetycznej wspólnej listy opozycji. Okazało się, że PiS miałby z kim przegrać, tak tu i teraz w Polsce. Mam nadzieje, że presja opinii publicznej i taka elementarna odpowiedzialność spowoduje, że do tego dogadania się dojdzie, bo personalia są mniej ważne – powiedział Michała Kamiński.

tokfm.pl

https://www.wprost.pl/kraj/10064962/Afera-w-PCK-Z-darow-na-biednych-finansowano-kampanie-politykow-PiS-Posel-wzial-koperte.html

Petru: Sam sojusz Nowoczesnej i Platformy nie pokona PiS-u z Kukizem

Na wybory samorządowe potrzebna jest szersza koalicja niż tylko PO–Nowoczesna. Sam sojusz Nowoczesnej i Platformy nie pokona PiS-u z Kukizem. Musimy iść wszyscy razem przeciwko PiS z alternatywną propozycją dla Polski samorządowej – mówi w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Ryszard Petru.

O koalicji opozycyjnej

Trzeba myśleć o wygranej i nie można wykluczać szerokiego porozumienia w opozycji. Jestem umiarkowanym optymistą. Wierzę w szeroką koalicję Nowoczesna–PO–KOD –lewica–ruchy miejskie – mówi Petru, komentując niechęć Grzegorza Schetyny do porozumienia z lewicą.

Jeśli się nie zjednoczymy, możemy przegrać wybory samorządowe – uważa szef Nowoczesnej.

Mamy dylemat, jak wygrać z PiS – przyznaje Ryszard Petru w wywiadzie z „Rz”– Sojusz zwycięstwa powinien być nie tylko z Platformą, ale w szerokim porozumieniu. Nowoczesna powstała w kontrze programowej wobec PO, m.in. skoku na OFE, podwyżki składki na VAT do 23 proc., dofinansowywania nierentownych branż czy wstrzymania prywatyzacji. W przypadku wyborów samorządowych łatwiej o wspólne cele. Jednocześnie koalicja opozycyjna na wybory samorządowe pozwoli ugrupowaniom zachować własną tożsamość. Nasz elektorat nie wybaczyłby nam, gdybyśmy nie współpracowali w koalicji, blokując dalsze przejęcie państwa przez PiS. Ale nie wybaczy też nam, jeśli porzucimy nasze wartości, dlatego musimy zachować tożsamość – tłumaczy.

O handlu w niedzielę

Zdaniem Petru Polski nie stać na zakaz handlu w niedzielę– Oczywiście Polska może być zawsze biedniejsza, niż jest, nie wszyscy muszą godnie żyć, tylko dlaczego miałoby tak być? Dwie wolne niedziele w miesiącu i dwie pracujące to chaos, likwidacja miejsc pracy i mniejsze zarobki dla polskich firm – mówi.

Pomysł Nowoczesnej na zakaz handlu w niedzielę to: kupujemy, kiedy chcemy, a pracownikom gwarantujemy dwie niedziele wolne w miesiącu.

O rekonstrukcji rządu

Ryszard Petru uważa, że do zmiany premiera dojdzie, kiedy notowania partii rządzącej zaczną spadać. I wtedy, zdaniem lidera Nowoczesnej, to Jarosław Kaczyński powinien przejąć odpowiedzialność za państwo. – Przecież on tu rządzi! Gdyby podpisywał się fizycznie pod swoimi decyzjami, to może wtedy zrozumiałby, ile one mogą kosztować. Musiałby osobiście mówić „nie” Brukseli. Wziąłby też odpowiedzialność za decyzje, które podejmuje, a nie jak tchórz chowałby się za innymi. Prezes PiS boi się stanąć w przyszłości przed Trybunałem Stanu, dlatego całą odpowiedzialnością obarcza Beatę Szydło i Andrzeja Dudę. Decyzja prokuratury, umarzająca sprawę „zdradzieckich mord”, obrazuje, jak bardzo Kaczyński boi się odpowiedzialności za własne słowa – mówi Petru.

dziennik.pl

„Jakie to uczucie stać koło prezydenta Dudy?”. Gwiazda „Historii Roja”: „Było mi wstyd”

Krzysztof Zalewski

W programie Kuby Wojewódzkiego wokalista i odtwórca głównej roli w „Historii Roja”, Krzysztof Zalewski-Brejdygant, tłumaczył się z roli w filmie o żołnierzach wyklętych oraz swojego stosunku do PiS i prezydenta Andrzeja Dudy.

Wojewódzki i Zalewski pierwszy raz spotkali się w 2002 roku na planie 2. edycji„Idola”. Piosenkarz i syn aktora Stanisława Brejdyganta zwyciężył wówczas w talent show, którego Wojewódzki był jurorem.

Od tamtej pory Krzysztof Zalewski wydał trzy albumy solowe oraz udzielił swojego głosu na płytach utytułowanych kolegów i koleżanek po fachu, m.in. Natalii Kukulskiej, Katarzyny Nosowskiej, Macieja Silskiego czy Grubsona.

Wojewódzkiego jednak najbardziej interesowały podteksty polityczne w karierze wokalisty, czyli przebój „Polsko” oraz tytułowa rola w chłodno przyjętym przez krytyków filmie „Historia Roja” Jerzego Zalewskiego o Mieczysławie Dziemieszkiewiczu ps. „Rój”, żołnierzu Narodowych Sił Zbrojnych.

– Jak nagrałem piosenkę „Polsko”, usłyszałem, że jestem sprzedajnym antypolakiem i się nawet mój tato ucieszył: nareszcie – wyznał Zalewski.

Showman zapytał go wówczas, czy nagrałby duet z Michałem Szpakiem. Zalewski odparł, że nie, na co Wojewódzki nazwał go „pisowskim homofobem”.

– Nie jestem pisowski, skąd ci to przyszło do głowy? – zareagował piosenkarz.

Wtedy dziennikarz zapytał, czy Zalewski jest dumny ze swojej roli w krytykowanej „Historii Roja”.

– Nie jestem dumny z tego, w jaki sposób został wykorzystany, bo film sam w sobie nie uważam, żeby był zły. Też się dziwię reakcji, nie mówię, że jest dobry, ale sposób przedstawienia głównego bohatera, kiedy czytałem scenariusz, to nie była dla mnie kryształowa postać: lekki wariat, lekki fanatyk, mnie się podobało, że to nie jest takie jednoznaczne – wyjaśniał gwiazdor.

Wojewódzki następnie zapytał, jak się Zalewski czuł w towarzystwie prezydenta Andrzeja Dudy, który w trakcie przemówienia okolicznościowego składał wyrazy uznania organizacji ONR.

– Wtedy zorientowałem się, że nie jest to dla mnie zbyt komfortowa sytuacja, kiedy prezydent Duda stoi koło mnie na scenie i dziękuje Polsce kibolskiej – powiedział Zalewski.

– Jakie to uczucie stać koło prezydenta Dudy? – ciągnął showman.

– Kiedy mówi takie słowa? Słabe. Nie byłem dumny. Chowałem się za innymi aktorami, którzy tam stali, bo wstyd mi było, że prezydent mojego kraju dziękuje Polsce kibolskiej, że wdzięczy się do ruchów, które powinny być marginalizowane. Jest mi wstyd za to, w jaki sposób ten film został wykorzystany do walki politycznej i jest mi wstyd za to, jak tragedię ludzi, którzy żyli w tamtym czasie wykorzystuje się do współczesnej walki politycznej – podsumował odtwórca Roja.

dziennik.pl

Ustawa o dekoncentracji mediów gotowa. Czeka tylko na gest prezesa

Data publikacji: 02.11.2017

© photo: MB

Ministerstwo Kultury zapewnia, że ustawa o dekoncentracji mediów jest już gotowa. Resort czeka tylko na znak od Prawa i Sprawiedliwości. Prezes Jarosław Kaczyński czeka jednak na zakończenie sporu z prezydentem Andrzejem Dudą. Bez jego zgody na reformę sądownictwa przejęcie mediów przez PiS nie będzie możliwe.

-Ustawa o dekoncentracji mediów jest możliwa do przeprowadzenia w każdym momencie, bo MKiDN jest przygotowane, natomiast czekamy na decyzję polityczną, czy z tym tematem ruszamy – wyjaśnił wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego Jarosław Sellin w Radiu Zet. Zapewnił, że projekt ustawy dotyczący dekoncentracji mediów jest gotowy, ale nie ma jeszcze decyzji politycznej.

Sellin pytany, dlaczego nie ma jeszcze takiej decyzji, zauważył, że „działania reformatorskie, działania polityczne planuje się etapowo”. Wiceminister twierdzi, że nowa ustawa pomoże rozwiązać „bardzo poważny problem i pewną patologię”, która wykształciła się w wolnej Polsce. Wskazał przy tym regularnie poruszany przez PiS argument, że w innych państwach nie ma „tak nadmiernej” koncentracji mediów ani dominacji kapitału zagranicznego w pewnej przestrzeni medialnej.

Zdaniem orędowników „dobrej zmiany” zagraniczne koncerny poprzez posiadane w Polsce tytuły reprezentują niepolskie interesy i szkodzą polskiej racji stanu. Zupełnie przypadkowo, najbardziej krytykowane przez PiS „zagraniczne” media to te, które zawsze patrzą „dobrej zmianie” na ręce i odkrywają najwięcej związanych z nią afer – „Newsweek”, „Fakt”, Onet, TVN, RMF FM, Radio ZET.

-Nie słyszałem jeszcze decyzji rządowej ani politycznej, żeby z tym tematem ruszyć, jak tylko taka decyzja zapadnie, to jesteśmy gotowi – powtórzył Sellin na antenie radia.

Kaczyński postawił warunek

Decyzję polityczną musi niewątpliwie podjąć prezes PiS. – Jeśli szybko nie uchwalimy reformy sądownictwa to nic więcej w tej kadencji już nie zrobimy. Nie będzie dekoncentracji mediów ani zmian w ordynacji wyborczej. Nie możemy sobie pozwolić na kolejny konflikt z naszym prezydentem – mówił Jarosław Kaczyński na spotkaniu z najbliższymi współpracownikami.

– Jarosław wie, że posłom bardzo zależy na dekoncentracji mediów i noweli ordynacji. Dlatego uzależnia przeprowadzenie tych zmian od reformy sądownictwa, która z kolei jest ważna dla niego. Chce w ten sposób zmusić partię do wzmocnienia presji na prezydenta. Jak ta sprawa się skończy? Myślę, że jakoś się dogadamy – wyjaśnia polityk z otoczenia prezesa PiS.

 

– Dlaczego PiS miałoby zrezygnować z dekoncentracji mediów i zmian w ordynacji, jeśli nie uda się uchwalić reformy sądownictwa? – Brak porozumienia w sprawie sądów sprawi, że Duda zyska sympatię mainstreamowych mediów jako ten, który powstrzymał Kaczyńskiego i Ziobrę – tłumaczy rozmówca zbliżony do ministra sprawiedliwości. – Wątpliwe, by w tej sytuacji chciał ją stracić, podpisując dekoncentrację. A my nie będziemy składać projektów tylko po to, by nadziać się na weto. O szczegółach strategii PiS pisaliśmy na łamach „Newsweeka”.

Dekoncentracja mediów według PiS

Oficjalnie o tym, że dekoncentracja mediów to jedna z reform, które PiS chce przeprowadzić w najbliższym czasie Jarosław Kaczyński mówił pod koniec lipca w TV Trwam. Potwierdził to także sam wiceminister kultury Jarosław Sellin, który wielokrotnie zapowiadał, że projekt ustawy o dekoncentracji struktur właścicielskich w mediach zostanie ogłoszony wczesną jesienią.

Plany partii w swoisty sposób potwierdziła też posłanka PiS Krystyna Pawłowicz – W pewnych etapach, w pewnym tempie wprowadza się po prostu reformy, a po wakacjach weźmiemy się za Was! – powiedziała w Sejmie dziennikarzowi Onetu posłanka PiS. – To znaczy, ja tak mówię – dodała szybko, idąc w swoją stronę.

Z kolei rzeczniczka PiS Beata Mazurek w październiku twierdziła, że partia rządząca nadal pracuje nad zmianą ustawy medialnej. Podkreślała jednocześnie, że w obecnej sytuacji kluczowe jest to, w jaki sposób zostanie rozstrzygnięta reforma wymiaru sprawiedliwości. -Od tego będzie zależało co i w jakiej kolejności i kiedy będziemy przeprowadzać – mówiła wówczas rzeczniczka PiS.

W marcu na posiedzeniu sejmowej komisji kultury wicepremier i minister kultury Piotr Gliński informował, że od września ub.roku nad projektem dekoncentracji na rynku medialnym pracował zespół roboczyz udziałem przedstawicieli resortu kultury, UOKiK i KRRiT.

newsweek.pl

Trudne rozmowy opozycji

Rozmowy na temat zjednoczenia opozycji będą toczyły się po 1 listopada
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Wspólna deklaracja samorządowa byłaby pierwszym krokiem w kierunku zjednoczenia kilku partii.

„Wyrażamy szacunek dla osiągnięć polskiej samorządności, która na przestrzeni ostatnich 27 lat stała się symbolem najbardziej udanej reformy państwa. Obawiamy się, że próby zmiany ordynacji wyborczej w wyborach samorządowych będą prowadziły do zdominowania samorządów przez jedną siłę polityczną oraz pozbawienia części Polaków wpływu na ich małe ojczyzny” – to fragment deklaracji politycznej, która powstała w trakcie rozmów opozycji i który poznała „Rzeczpospolita”.

Dokument ma status roboczy. Gdyby został ogłoszony, byłby faktycznym krokiem na drodze ku zjednoczeniu opozycji. – Tekst deklaracji nie budził istotnych zastrzeżeń i w zasadzie wszyscy uczestnicy spotkania byli zgodni, że 11 listopada 2017 r., na rok przed terminem wyborów, może być dniem jego ogłoszenia – mówi nam Jacek Protasiewicz z UED.

W poniedziałkowej rozmowie o współpracy opozycji uczestniczyli też inicjator spotkań opozycji Ryszard Petru, Andrzej Halicki z PO, Włodzimierz Czarzasty, lider SLD, oraz Magdalena Filiks i Jarosław Marciniak z KOD. W poprzednim spotkaniu (w ubiegłym tygodniu) wziął też udział Marek Sawicki z PSL.

Deklaracja omawiana w poniedziałek zawiera fragment dotyczący politycznej warstwy ewentualnego porozumienia: „My, sygnatariusze niniejszego porozumienia, reprezentujący partie i ruchy opozycyjne, w trosce o silne, niezależne samorządy deklarujemy możliwość: 1. Stworzenia koalicji, która ponad podziałami i różnicami programowymi w najbliższych wyborach powstrzyma PiS przed przejęciem politycznej kontroli nad samorządami. 2. Wystawienia wspólnych kandydatów na prezydentów miast. 3. Wzajemnego wsparcia dla kandydatów na burmistrzów, wójtów i radnych wystawianych przez sygnatariuszy niniejszego porozumienia”. Deklaracja kończy się stwierdzeniem: „Stawiamy na samorządy, dla których jedyną ideologią będzie dobro mieszkańców. To nas łączy”.

Kolejna runda rozmów opozycji ma odbyć się po 1 listopada. Jak wynika z naszych informacji, PO nie podjęła jeszcze decyzji co do deklaracji a temat nie był szeroko omawiany we władzach partii.

Na razie partie szykują własne strategie samorządowe. Pod znakiem zapytania są zmiany w ordynacji. – Jeżeli PiS ogarnie szaleństwo z ordynacją, to będzie trzeba znaleźć na to metodę. W tej chwili jesteśmy jako Sojusz po decyzji. Startujemy jako SLD-Lewica Razem, wystawiamy pełne listy do sejmików i do powiatów. To łącznie 16 tysięcy ludzi – mówi nam Włodzimierz Czarzasty. Jasno sprawę stawiają też ludowcy. – PSL idzie pod własnym szyldem do wyborów samorządów – mówi „Rzeczpospolitej” Władysław Kosiniak-Kamysz. Uczestnikiem rozmów jest też Komitet Obrony Demokracji. – KOD, i owszem, uczestniczy w tych rozmowach, ale bez planu na start w wyborach samorządowych. Nie wystawiamy swoich list. Zależy nam od początku na tym, by szeroka pojęta opozycja demokratyczna potrafiła porozumieć się ponad własnym, partyjnym interesem. Nie kieruje nami naiwność, ale troska o stan państwa. Tej samej refleksji i powagi życzę liderom partii – mówi nam Magdalena Filiks, wiceprzewodnicząca KOD.

W trakcie rozmów jednym z omawianych scenariuszy było ogłoszenie deklaracji 11 listopada, podczas wydarzenia organizowanego właśnie przez KOD. – 11 listopada zaplanowaliśmy dużo wcześniej. Nie jest to data żadnej partii ani święto partyjne. Nie zapadła też żadna decyzja, którą można by „ogłaszać”– podkreśla jednak Filiks.

Zarówno Ryszard Petru, jak i Grzegorz Schetyna ostatnio publicznie podkreślali, że porozumienie to jest konieczne. Petru na konwencji w Poznaniu 21 października zaproponował, aby jedną trzecią wspólnych kandydatów w miastach wojewódzkich wystawiła Nowoczesna, w dwóch trzecich pochodziliby z innych partii. Schetyna w trakcie konwencji w Łodzi mówił, że będzie rozmawiać o stworzeniu wspólnego frontu.

rp.pl

Spotkajmy się w Zaduszki, by upamiętnić Piotra Szczęsnego

Spotkajmy się w 2 listopada o godz. 18 przed Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie, w miejscu, gdzie podpalił się Piotr Szczęsny – by upamiętnić Go i odczytać przesłanie, które nam zostawił.

Miejsce samopodpalenia Piotra S.

Chris Niedenthal/Forum

Miejsce samopodpalenia Piotra S.

29 października 2017 roku zmarł Piotr Szczęsny, Szary Człowiek (rodzina zgodziła się podać publicznie jego nazwisko). Dziesięć dni wcześniej podpalił się w centrum Warszawy w proteście przeciwko łamaniu prawa i ograniczaniu swobód obywatelskich przez obecną władzę.

Spotkajmy się w Zaduszki, Dzień Wspominania Wszystkich Zmarłych, 2 listopada, o godzinie 18 przed Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie, w miejscu, gdzie podpalił się Piotr Szczęsny – by upamiętnić Go i odczytać przesłanie, które nam zostawił. Fragmenty listu Piotra odczyta Bartłomiej Topa.

Przynieśmy znicze.

Maja Komorowska
Prof. Maria Janion
Ks. Wojciech Lemański

„Umarł człowiek. Wspaniały, odważny, szlachetny. Chciał nam powiedzieć coś bardzo ważnego. Od nas zależy, czy usłyszymy. Zasługuje na naszą uwagę i pamięć. Nie ma mnie w Polsce, pracuję daleko. Gdybym była – poszłabym na miejsce jego czynu, by oddać mu cześć. Namawiam wszystkich, których serca i umysły poruszył, by tak zrobili” – Agnieszka Holland.

polityka.pl

Matki psują synów, dlatego przyszli władcy długo nie pozostawali pod wpływem królowej

Wychowanie królewiątek

Wiele oczu śledziło od najmłodszych lat królewskie latorośle i starało się z ich zachowania odgadnąć, jaką przyszłość zgotują poddanym.

Jan Długosz naucza synów króla Kazimierza IV Jagiellończyka, rycina z XIX w.

Piotr Mecik/Forum

Jan Długosz naucza synów króla Kazimierza IV Jagiellończyka, rycina z XIX w.

Tekst pochodzi z nowego Pomocnika Historycznego  „Biografie. Jagiellonowie” od 18 października z POLITYKĄ do kupienia w kioskach oraz internetowym sklepie POLITYKI.

Nauczyciel krytykant. Jesienią 1467 r. Kazimierz IV Jagiellończyk naznaczył wychowawcą swoich synów Jana Długosza, najwybitniejszego kronikarza polskiego średniowiecza, ale zarazem krytyka dynastii jagiellońskiej. Długosz za przyrodzonych panów królestwa uważał Piastów. Przybysze z Litwy jawili mu się jako dopust boży. Owszem, pozostawał lojalny wobec monarchy, lecz na kartach kroniki z lubością wytykał Jagiellonom przywary. Dlaczego król oddał przyszłość dynastii w ręce człowieka tak krytycznego? Ponieważ rozumiał – wyjaśniał pisarz Stanisław Orzechowski w mowie pogrzebowej na śmierć jego syna Zygmunta I Starego – że wychowanie jest podwaliną całego przyszłego życia.

Traktat dla syna. O wadze, jaką przywiązywano do kształtowania królewskiego potomstwa, świadczą traktaty pedagogiczne powstałe w kręgu jagiellońskiego dworu. Jeden z nich, „O wychowaniu królewicza” z początku XVI w., prawdopodobnie stworzony przez wędrownego włoskiego humanistę, przybrał formę listu, który królowa Elżbieta Rakuszanka wysłała do swego syna Władysława II, króla Czech i Węgier, gdy jego żona spodziewała się pierwszego dziecka.

Królowa Elżbieta miała ogromny wkład w wychowanie swoich 13 dzieci; pierwsze lata spędzały pod opieką matki, na którą mąż, głowa rodziny, delegował rodzicielską władzę. Naturalnie nie oczekiwano, że królowa obarczona obowiązkami dworskimi i ceremonialnymi będzie zmieniała pieluchy i gruchała nad kołyską. Wprawdzie traktat „O wychowaniu królewicza” zgodnie z ówczesną literaturą pedagogiczną przekonywał, że najlepiej będzie, jeśli królowa zechce karmić dziecko piersią, lecz w praktyce nie było to możliwe. Ogrom jagiellońskiej monarchii zmuszał władców do częstych objazdów kraju, a żony często im towarzyszyły. Barbara Zápolya zaledwie kilka miesięcy po urodzeniu pierworodnej córeczki Jadwigi wyruszyła z mężem na Litwę, pozostawiając niemowlę pod pieczą szwagierki, królewny Elżbiety.

Krew mamki. Mali Jagiellonowie z rąk położnych trafiali w ramiona mamek. Wybierano je starannie, bo też matczyne mleko uchodziło w tamtych czasach za substancję niezwykłą, za krew sublimowaną w kobiecym ciele w życiodajny pokarm. Z listów Zygmunta I Starego wynika, że właściwej karmicielki szukano jeszcze przed rozwiązaniem królowej, lepiej jest bowiem, pisał monarcha, żeby mamka czekała na dziecko niż dziecko na mamkę. Zła karmicielka, przekonywał traktat „O wychowaniu królewicza”, może bezpowrotnie skazić podopiecznych, jest zatem niezbędne, by była nią kobieta nieposzlakowana, najlepiej szlachcianka obdarzona piękną wymową, bo dziecko będzie się jej przysłuchiwało od najwcześniejszych chwil. Królewskie dzieci karmiono piersią nawet do dwóch lat. Po odstawieniu nadal pozostawały pod opieką matki, a właściwie piastunek.

Litery z psałterza. Już jako dzieci uczestniczyły w codziennych nabożeństwach i niektórych ceremoniach dworskich, a obserwując rodziców, nabywały wyobrażenia o królewskich obowiązkach. Jak większość ich europejskich rówieśników, prawdopodobnie rozpoznawały pierwsze litery w psałterzach i uczyły się na pamięć podstawowych modlitw oraz wyznania wiary i psalmów, bo edukacja od początku splatała się ściśle z kształceniem religijnym i moralnym. Po opanowaniu umiejętności czytania królewiątka przechodziły do nauki pisania, które postrzegano jako oddzielną umiejętność. Zapewne czytano im na głos, gdyż nawyk cichej, samodzielnej lektury miał się upowszechnić dopiero w późniejszych stuleciach. Poznawały dzieła historyczne, które cieszyły się poważaniem jako źródło wiedzy o przeszłości dynastii i nauki moralnej. Najwięcej uwagi bez wątpienia poświęcano Biblii; Zygmunt I Stary poznał ją w dzieciństwie tak gruntownie, że jako dorosły cytował odpowiednie wersety.

W szóstym lub siódmym roku życia na wielu dworach królewicze otrzymywali własny personel. Na dworze jagiellońskim nie istniały pisane regulacje określające, kiedy chłopcy powinni wychodzić spod matczynej opieki. Jednakże społeczeństwo staropolskie, wierząc, że matki psują synów, protestowało, jeżeli królewicz zbyt długo pozostawał pod wpływem królowej. Widać to było podczas rokoszu w 1537 r. (tzw. wojny kokoszej); szlachta z oburzeniem wypominała, że królewski jedynak, Zygmunt, zamiast wprawiać się w wojennym rzemiośle, bawił pląsami i śpiewem dwórki matki.

Dziewczęta inaczej. Celem wychowania królewien było ukształtowanie pobożnych i pełnych dostojeństwa żon i matek przyszłych władców, stąd też ich szkolne wykształcenie było powierzchowne, dbano o naukę cnoty i odpowiedniego zachowania. Licząc się z tym, że poślubią cudzoziemców, uczono je języków, przede wszystkim łaciny. Poznawały ceremoniał dworski, od matki uczyły się zarządzać kobiecym dworem i nadzorować służbę. Uczono je tańca, haftu, zapewne podstaw gospodarstwa domowego, skoro córki Zygmunta I Starego jako mężatki wymieniały się w listach przepisami kulinarnymi.

Ćwiczenia rycerskie. Tymczasem ich bracia łączyli studia z zakresu sztuk wyzwolonych z ćwiczeniem rycerskim. Nadzór nad edukacją akademicką królewiczów sprawowali ludzie pióra, zazwyczaj pochodzący z kręgu Akademii Krakowskiej, zaś rycerze przekazywali im wiedzę militarną. Troszczono się o wpojenie im tradycyjnych cnót władców, przede wszystkim sprawiedliwości, mądrości, pobożności, wstrzemięźliwości, męstwa, wspaniałomyślności, stałości i szczodrobliwości. Jagiellonowie chętniej powierzali swoje dzieci Polakom szlacheckiego pochodzenia niż cudzoziemcom, choć wpływ na wychowanie synów Kazimierza IV Jagiellończyka miał pochodzący z Toskanii Filip Kallimach, a preceptorem Zygmunta II Augusta był Iohannes Silvius Siculus Amatus rodem z Palermo.

Trudno ocenić, jak starannie kształcono synów Władysława II Jagiełły. Część historyków przyjmuje, że Kazimierz IV Jagiellończyk był analfabetą, lecz to tylko opinia nieprzychylnego mu hanzeatyckiego kronikarza, a trudno uwierzyć, żeby jego matka, ambitna królowa Zofia, oraz opiekunowie zaniedbali młodszego królewicza, skoro jego brat Władysław III Warneńczyk uchodził za starannie wykształconego. W kolejnych pokoleniach większy nacisk kładziono na edukację książkową, co jednak nie oznaczało zaniedbania ćwiczeń rycerskich, gdyż, jak podkreślały traktaty, królewicz nie miał zostać filozofem, tylko obrońcą poddanych i wodzem.

Według traktatu „O wychowaniu królewicza” nauka zaczynała się o świcie i trwała kilka godzin, z przerwą na poranną mszę. W południe lekcje przerywano i królewscy synowie spotykali się z rodziną, rozmawiali, słuchali muzyki i śpiewu. Potem znów zasiadali do ksiąg, acz z przerwami na ćwiczenia na świeżym powietrzu, na jazdę konną i polowania. Te ostatnie uważano za wstęp do ćwiczeń wojskowych oraz cenne przygotowanie do niewygód, jakie w przyszłości przyjdzie królowi znosić podczas objazdów kraju i militarnych kampanii.

Pobłażanie okazywane, według szlachty, Zygmuntowi II Augustowi kontrastowało z surowym wychowaniem poprzedniego pokolenia Jagiellonów, czyli synów Kazimierza IV Jagiellończyka. Za młodu nie szczędzono im nawet kar cielesnych, gdyż, jak napisał Stanisław Orzechowski, ich ojcu przyjemność sprawiał płacz synów bitych rózgą przez nauczyciela. I nawet jeśli pisarz przesadził, istotnie nie przyzwyczajano królewskich dzieci do zbytkownych strojów, wystawnego jedzenia i folgowania w trunkach.

Wprowadzenie w dorosłość. Po osiągnięciu lat kilkunastu królewicze powinni pod okiem ojca uczestniczyć w życiu politycznym kraju. Jednak protoplasta rodu Władysław II Jagiełło umarł, gdy jego syn Władysław III Warneńczyk miał 10 lat, a Kazimierz IV Jagiellończyk lat 7 i w sprawy publiczne wprowadzali ich dostojnicy. Nie miał też okazji terminować u boku ojca Zygmunt II August, który urodził się, gdy Zygmunt I Stary liczył nieomal 60 lat. W roli wychowawcy synów sprawdził się natomiast Kazimierz IV Jagiellończyk, który czterech z nich wyprowadził na królów. Kiedy mieli po kilkanaście lat, towarzyszyli ojcu w objazdach kraju i podpatrywali go przy pełnieniu monarszych obowiązków.

Wychowanie królewiąt nigdy przy tym nie przebiegało w izolacji od społeczeństwa szlacheckiego i wyznawanych przez nie norm, a spory o ich edukację splatały się z dyskusją o formowaniu młodzieży do służby publicznej. Wraz z nimi dorastało wiele dzieci najwybitniejszych panów królestwa, dwór bowiem zawsze był szkołą ogłady dla szlacheckiej młodzieży. Wiele oczu śledziło od najmłodszych lat królewskie latorośle i starało się z ich zachowania odgadnąć, jaką przyszłość zgotują poddanym.

http://www.polityka.pl/pomocnikhistoryczny/1723348,1,matki-psuja-synow-dlatego-przyszli-wladcy-dlugo-nie-pozostawali-pod-wplywem-krolowej.read

Ciekawa opinia Stasiuka.

no i jaki będzie wyrok?

Artur Andrus po 23 latach odchodzi z radiowej Trójki. Z pracy w radiu rezygnuje także Robert Kantereit

02.11.2017

Artur Andrus odchodzi z Programu III Polskiego Radia, po tym, jak nie dostał zgody zarządu Polskiego Radia na współpracę ze „Szkłem kontaktowym” w TVN24. Taką samą decyzję podjął Robert Kantereit, który w TVN24 prowadzi poranne pasmo „Wstajesz i wiesz”.
Artur AndrusFoto: Paweł Małecki / Agencja Gazeta
Artur Andrus

– To nie był dla mnie wybór pomiędzy TVN24 a Trójką. To jest dla mnie wybór pomiędzy tym, czy ja mogę coś o sobie decydować, czy nie – mówi Artur Andrus. – Dotychczas przez dwanaście lat moja współpraca z TVN24 jakoś nie przeszkadzała poprzednim zarządom, dało się to godzić – zwraca uwagę. I dodaje: – Zgodnie z umową i jej wszelkimi zapisami formalnie powinienem mieć zgodę na każdy występ publiczny.

Jak informowaliśmy, Artur Andrus nie otrzymał zgody od zarządu Polskiego Radia na współpracę ze „Szkłem kontaktowym” w TVN24. W odpowiedzi na pytania „Presserwisu” rzeczniczka radia Małgorzata Kaczmarczyk informowała, że w czwartek, 19 października prezes Jacek Sobala spotkał się z Arturem Andrusem. – Nie ujawniamy treści tej rozmowy. Czy Artur Andrus zostanie w Trójce – decyzja należy do niego – przekazała nam Kaczmarczyk.

– Postanowiłem, że jeżeli stanowisko radia będzie nieugięte i nie znajdziemy możliwości porozumienia w tej sprawie, odejdę. I tak się stało – mówi Artur Andrus. – Nie wiem, czy jeszcze wystąpię na antenie Trójki. Być może jeszcze się pojawię, żeby poprowadzić ostatnią audycję. Poprosiłem o szybkie rozwiązanie umowy za porozumieniem stron – dodaje Andrus.

Artur Andrus do radiowej Trójki trafił w 1994 roku. Prowadził takie audycje, jak „Powtórka z rozrywki”, „Teraz śmieszniej” i „MUR – Magazyn Uzupełnień Rozrywkowych”. Obecnie jest autorem codziennej „Akademii rozrywki”. W 2005 roku dołączył do grona komentatorów „Szkła kontaktowego” w TVN24.

Robert Kantereit także odchodzi z Trójki

W podobnej sytuacji jak Artur Andrus znalazł się także Robert Kantereit. Jemu władze radia zabroniły prowadzenia na antenie TVN24 porannego pasma „Wstajesz i wiesz”. W takiej sytuacji Kantereit postanowił zrezygnować z dalszej współpracy z radiową „Trójką” – poinformował portal wirtualnemedia.pl.

Dziennikarz był związany z radiem od 2004 roku, gdzie prowadził przede wszystkim audycję „Zapraszamy do Trójki”. Program „Wstajesz i wiesz” w TVN24 prowadzi natomiast od września 2015 roku, wcześniej przez pięć lat współprowadził „Dzień dobry TVN”.

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/artur-andrus-po-23-latach-odchodzi-z-radiowej-trojki/hyt3btd

Nie ma żartów – Tomasz Sekielski

http://www.superstacja.tv/program/nie-ma-zartow-tomasz-sekielski,6543742/

Tak było z . Spiski, powiązania i wartości w mediach i polityce.

%d blogerów lubi to: