Podpisz „Apel do Premier Szydło o dymisję winnych tuszowania śmierci Igora we Wrocławiu”. Podaj dalej!

Krystyna Pawłowicz przegrała proces z Agorą

Krystyna Pawłowicz twierdziła, że dziennikarz Marcin Wójcik ukrywał swoje prawdziwe miejsce pracy (fot. Lukas Plewnia / http://www.polen-heute.de)

W środę (7 czerwca br.) Sąd Okręgowy w Warszawie, oddalił pozew Pawłowicz przeciw spółce Agora SA o ochronę dóbr osobistych. Wyrok jest nieprawomocny.

Posłanka PiS – Krystyna Pawłowicz – domagała się od wydawcy „Gazety Wyborczej” przeprosin i wpłaty 20 tys. zł zadośćuczynienia – powodem był artykuł Marcina Wójcika pt. „Ze mną trzeba grzecznie”, zamieszczony w 2013 r. w „Dużym Formacie”, dodatku do „Wyborczej”.

Pozew zarzucał autorowi artykułu manipulację i tendencyjne zbieranie oraz przedstawianie materiałów, a większość przytoczonych wypowiedzi Pawłowicz była „przerobiona lub zmyślona” albo też bezprawnie ujęta jako dosłowne cytaty. Według pozwu, chodziło o odebranie jej wiarygodności w oczach wyborców. Pawłowicz bezskutecznie domagała się od autora autoryzacji swych wypowiedzi. Twierdziła też, że Wójcik ukrywał prawdziwe miejsce pracy i miał przedstawiać się jako dziennikarz „Gościa Niedzielnego”.

Wójcik odpowiadał Pawłowicz, że rozmawiał z nią jako autor książki o ludziach, którym bliskie są idee głoszone przez o. Tadeusza Rydzyka i nie ukrywał swego prawdziwego miejsca zatrudnienia (podczas rozmów z nią był jeszcze dziennikarzem „Gościa Niedzielnego”; dopiero potem przeszedł do „GW”). Twierdził też, że poseł nie żądała autoryzacji, a jej wypowiedzi nie zostały zmanipulowane.

Pełnomocnik Agory, radca prawny – Piotr Rogowski powiedział, że sąd nie dopatrzył się jakiegokolwiek naruszenia dóbr osobistych powódki. „Za bezzasadny sąd uznał zarzut naruszenia jej prywatności; przypomniał że powódka sama spotykała z dziennikarzem i udzielała mu informacji” – dodał.

„Sąd bardzo delikatnie zasygnalizował także, że pani Pawłowicz jest osobą publiczną i powinna być bardziej odporna na krytykę, zwłaszcza że sama też wypowiada się dość zdecydowanie w rozmaitych kwestiach” – podkreślił Rogowski. Zaznaczył, że w ustnym uzasadnieniu sąd nie zajął się kwestią rzekomego ukrywania miejsca pracy autora, bo to był – jak się wyraził – „od początku groteskowy zarzut”. „Tu nie było żadnego wprowadzenia w błąd, bo autor był podczas rozmów dziennikarzem *Gościa Niedzielnego*” – dodał prawnik.

Rogowski powiedział, że ewentualną apelację Pawłowicz „uznałby za absurdalny krok ze strony powódki”.

Mimo wielokrotnych prób Polskiej Agencji Prasowej nie udało się uzyskać komentarza mec. Artura Wdowczyka, pełnomocnika Krystyny Pawłowicz.

press.pl

PO: kuriozalny wniosek Kuchcińskiego do TK

8 czerwca 2017

Kuriozalnym nazwali posłowie PO wniosek marszałka Sejmu do Trybunału Konstytucyjnego. Marek Kuchciński zwrócił się do TK o rozstrzygnięcie, jaki charakter ma opisana w konstytucyjna kompetencja prezydenta do stosowania prawa łaski i czy Sąd Najwyższy może dokonywać wiążącej interpretacji ustawy zasadniczej.

B. minister sprawiedliwości Borys Budka z PO stwierdził, że to wniosek, w którym próbuje się wciągnąć „pseudo-Trybunał Konstytucyjny, do kolejnej gierki politycznej PiS. To wniosek, który narusza elementarne zasady obowiązujące w Polsce” – powiedział Budka.

Z kolei Arkadiusz Myrcha ocenił, że wniosek jest bezprzedmiotowy i ma na celu zalegalizowanie bezprawnych działań prezydenta. – „Wniosek dowodzi, że marszałek Kuchciński nie rozumie obowiązujących w Polsce przepisów prawa. Ze sporem organów konstytucyjnych, mielibyśmy do czynienia w sytuacji, gdyby to Sąd Najwyższy uzurpował sobie prawo do stosowania aktu łaski i wówczas powstałby spór, który z organów jest właściwy do stosowania tej instytucji. Nikt w żadnym orzeczeniu, debacie publicznej, nie odmawia prezydentowi prawa do stosowania prawa łaski” – powiedział Myrcha.

koduj24.pl

CZWARTEK, 8 CZERWCA 2017

PAD: Referendum dot. uchodźców mogłoby odbyć się razem z wyborami parlamentarnymi w 2019 roku

PAD: Referendum dot. uchodźców mogłoby odbyć się razem z wyborami parlamentarnymi w 2019 roku

Jeżeli ta kwestia będzie dalej podnoszona w przestrzeni międzynarodowej, UE, będą próby przymuszania nas, nacisków na polskie władze na przyjmowanie uchodźców, to tutaj głos społeczeństwa jest niezwykle istotny – zwłaszcza w takim kontekście, że w 2019 roku mamy planowo kolejne wybory parlamentarne i Polacy przy urnach zdecydują o tym, jaki będzie de facto kształt nowego polskiego rządu, który zostanie sformowany po wyborach parlamentarnych. Nie da się powiedzieć, jaka będzie decyzja Polaków, jaki będzie wynik wyborów. Nie da się powiedzieć, jaki będzie przyszły rząd i jakie będzie stanowisko tego rządu. Jeżeli mówimy o sprawie referendum dot. uchodźców, to w moim przekonaniu to referendum mogłoby się odbyć w dacie wyborów parlamentarnych w 2019 roku – mówił prezydent Andrzej Duda na spotkaniu z mediami.

PAD dał do zrozumienia, że jeżeli referendum konstytucyjne się uda, to sam wystąpi do Senatu z propozycją referendum dot. przyjmowania uchodźców.

Jeżeli referendum konstytucyjne będzie udane, Polacy pokażą, że chcą się wypowiedzieć i interesują ich te sprawy, to jestem gotów jako prezydent, korzystając ze swoich uprawnień, z takim wnioskiem wystąpić i zapytać Senat o to, jaka jest jego opinia, czy wyraża zgodę na to, aby to referendum w tej samej dacie co wybory parlamentarne zostało przeprowadzone – mówił dalej prezydent, zapowiadając, że takie stanowisko przedstawi marszałkom oraz Pawłowi Kukizowi.

300polityka.pl

http://www.fakt.pl/pieniadze/finanse/finansowanie-tadeusza-rydzyka-przez-ministerstwa/s151dv4

Petycja do papieża. Piszą o Rydzyku

Rzeczpospolita, 08.06.2017

O. Tadeusz Rydzyk© Fotorzepa, Jerzy Dudek O. Tadeusz Rydzyk

 

W internecie trwa zbiórka podpisów pod petycją w sprawie politycznej działalności o. Tadeusza Rydzyka. Internauci apelują do papieża Franciszka.

„Zwracamy się z prośbą o ukrócenie działalności politycznej redemptorysty Tadeusza Rydzyka i przywrócenie charakteru religijnego jego radiu oraz telewizji” – czytamy na stronie. Do tej pory pod petycją podpisało się ponad 24 tysiące osób. Organizatorzy liczą na 100 tysięcy podpisów.

„Tadeusz Rydzyk, zakonnik używający katolicyzmu jako narzędzia do zdobywania pieniędzy i władzy jest przykładem patologii występującej w polskim Kościele Katolickim” – tłumaczy organizator petycji.

„Tadeusz Rydzyk bierze aktywny udział w polskiej polityce. Politycy wspierają finansowo (z budżetu państwa) jego inwestycje, które na ogół nie mają nic wspólnego z religią, a on popiera ich w swoim radiu i telewizji. Pomimo złożonych ślubów ubóstwa znalazł się wśród pierwszej setki najbogatszych Polaków. Czy taka obłuda jest w zgodzie z wartościami chrześcijańskimi? Maksyma Radia Maryja, które kontroluje Tadeusz Rydzyk, brzmi „Katolicki głos w Twoim domu”. Jest to głos: agresywny, antyimigrancki, nacjonalistyczny oraz często pełen nienawiści. Tadeusz Rydzyk dzieli Polaków na lepszych i gorszych. Nam, podpisanym pod tą petycją, nie wydaje się to zgodne z ideami chrześcijańskimi ani zasadami humanizmu i zwykłej przyzwoitości” – czytamy dalej.

Organizator zbiórki uważa, że księża w Polsce boją się w milczeniu akceptują postawę o. Rydzyka. „Sprawiają wrażenie jakby strach przed jego potęgą medialną i polityczną był silniejszy niż przywiązanie do zasad elementarnej przyzwoitości”.

„Mamy nadzieję, że głowa Kościoła Katolickiego, tak jak my, brzydzi się: obłudą, rasizmem, sianiem niezgody i traktowaniem religii jak biznesu. Jeszcze raz zwracamy się z prośbą o ukrócenie działalności politycznej Tadeusza Rydzyka i przywrócenie kontrolowanym przez niego mediom charakteru religijnego”.

Więcej

msn.pl

500+ dla emerytów. PiS zazdrości PO i myśli o seniorach. Albo o wyborach

Dziennik.pl, Grzegorz Osiecki, Marek Chądzyński, 08.06.2017

Jarosław Kaczyński Mazurek Błaszczak Terlecki© Agencja Gazeta, Fot. Sławomir Kamiski Agencja Gazeta Jarosław Kaczyński Mazurek Błaszczak Terlecki

 

Przed kongresem programowym w PiS pojawia się coraz więcej pomysłów na to, czym „kupić” Polaków i jak powtórzyć sukces programu dodatków na dzieci. Tym razem politycy stawiają na seniorów.

Kalkulacja jest prosta: emeryci to grupa, której głos coraz bardziej liczy się w wyborach, a do tej pory nikt nie stworzył dla niej żadnej nośnej oferty. PiS w swoich zapowiedziach próbuje więc wyprzedzić opozycję.

Każdemu emerytowi po 500 zł. To jeden z najnowszych pomysłów polityków rządzącej partii. 500 zł to na razie hasło, ale nawiązanie do najbardziej rozpoznawalnego programu rządu jest oczywiste. Wypłata dodatku nie byłaby jednak comiesięczna, ale coroczna. – Najlepiej przed świętami Bożego Narodzenia – mówi nam jeden z ważnych polityków PiS. Jak zapewnia, o pomyśle wie już prezes PiS Jarosław Kaczyński. Na Nowogrodzkiej myślą, kiedy wdrożyć go w życie. Tymczasem nie zajmuje się nim nikt w Ministerstwie Pracy. A ostatecznie to ten resort, razem z Ministerstwem Finansów, powinien mu zapalić zielone światło i przybić pieczęć „do realizacji”.

Wyższa waloryzacja. Choć o planach „500+ dla emeryta” resort pracy nic nie wie, to i on nie wyklucza, że seniorzy – zwłaszcza ci z niższymi świadczeniami – dostaną więcej pieniędzy. W grę wchodzi bowiem korzystna zmiana zasad waloryzacji wypłat z ZUS. Co prawda we wtorek rząd zdecydował, że w 2018 r. podwyżki będą przyznawane według dotychczasowych kryteriów (mają wynieść 2,4 proc.), ale jak wynika z naszych rozmów z urzędnikami rządowymi, to wcale nie oznacza, że na jesieni nie pojawią się nowe propozycje zmiany sposobu waloryzacji świadczeń. Już w zeszłym roku pracował nad nimi ZUS. Główna idea to szybsza podwyżka najniższych wypłat, tak by zbliżały się do przeciętnej. W zeszłym roku problem rozwiązano, podwyższając najniższe świadczenia do tysiąca złotych i wprowadzając waloryzację mieszaną z minimalną podwyżką 10 zł.

Popracujesz dłużej, dostaniesz dodatek. Każdy, kto nie skorzystałby z przysługującego mu prawa do przejścia na emeryturę i pozostałby w pracy, otrzymywałby coś w rodzaju specjalnej premii. Została już ona wyliczona wstępnie jako połowa wszystkich danin (podatku dochodowego, składek na ubezpieczenia zdrowotne, chorobowe czy rentowe – z wyłączeniem składki emerytalnej), które w ciągu dwóch lat pracy odprowadziłby ktoś z zarobkami w wysokości mediany pensji w gospodarce. W zaokrągleniu premia wynosiłaby 10 tys. zł. Warunek? Praca musiałaby trwać minimum przez dwa lata po osiągnięciu wieku emerytalnego. Pomysł ma jednak swoich przeciwników.

Emeryci i renciści to około 9 mln osób, czyli 30 proc. osób uprawnionych do głosowania. Jest się więc o kogo bić. Tym bardziej że polskie społeczeństwo szybko się starzeje i ta grupa będzie się powiększać. Stąd rzucanie pomysłami typu 500 zł dla emeryta przed świętami lub wstępny plan zmian w waloryzacji musi wydawać się kuszące. Tym bardziej że trzeba znaleźć odpowiedź na pomysły politycznej konkurencji.

W tym roku ton wyścigowi o emeryckie względy nadała Platforma propozycją trzynastej emerytury. Jak wynika z naszych informacji, trwają prace nad różnymi wariantami tego rozwiązania. PO szykuje dwa scenariusze zalotów do seniorów: trzynastą emeryturę skierowaną do osób już otrzymujących świadczenia, zwłaszcza niskie lub przeciętne, a także swego rodzaju bonus emerytalny dla tych osób, które mimo obniżonego wieku emerytalnego opóźnią przejście na emeryturę.

Jednak partia Jarosława Kaczyńskiego jeszcze wcześniej zajęła się emerytami, zwłaszcza tymi pobierającymi najniższe świadczenia. Stąd wdrożony w tym roku pomysł podwyżki minimalnej emerytury do 1000 zł czy waloryzacja mieszana z minimalną kwotą podwyżki 10 zł. Decyzje o tych działaniach podjęto w zeszłym roku właśnie z uwagi na sporą liczbę emerytów z niskimi dochodami.

Zdaniem politolog z UW Anny Materskiej-Sosnowskiej jest rzeczą niepokojącą, że o tego typu propozycjach wobec najstarszych i nieaktywnych już zawodowo obywateli decydują doraźne potrzeby polityczne. Sprawia to, że nie ma mowy o stabilnej polityce demograficznej nastawionej na łagodzenie skutków starzenia się społeczeństwa – a tak powinno przecież być. – U nas chodzi tylko o dawanie czegoś poszczególnym grupom. Skoro młodzi dostali 500 plus czy mieszkanie plus, to trzeba dać też coś starszym. Widzę tu cynizm. Skoro coś zaoferowała PO, to musi to zrobić także PiS. I na odwrót – komentuje politolog.

Główną barierą dla dodatkowych gestów na rzecz emerytów będą finanse. We wtorek rząd zatwierdził przyszłoroczny wskaźnik waloryzacji świadczeń. Od marca renty i emerytury mają w przybliżeniu wzrosnąć o 2,4 proc. – To oznacza podwyżkę przeciętnej emerytury o 52 zł, a minimalnej o 24 zł. Waloryzacja ma kosztować 4,8 mld zł, to między innymi efekt wyższej inflacji – mówiła wczoraj minister rodziny i pracy Elżbieta Rafalska.

Jak wynika z naszych wyliczeń, gdyby wdrożyć pomysł 500 zł dla emeryta, jednorazowy wydatek kosztowałby budżet niemal 4,5 mld zł. A warto pamiętać, że wydatki FUS będą w przyszłym roku wyższe o około 10 mld zł – właśnie z powodu obniżenia wieku emerytalnego.

W przypadku pomysłów PO wyliczenia są jeszcze trudniejsze z uwagi na brak konkretów. Gdyby jednak faktycznie wszystkim emerytom i rencistom dać trzynaste świadczenie, to koszt tego rozwiązania wyniósłby nawet 16 mld zł – choć politycy PO zapewniają, że nie ma mowy aż o tak dużych wydatkach.

Poza wątpliwościami dotyczącymi możliwości sfinansowania senioralnych wydatków nasuwa się pytanie o efektywność takich gestów. Politycy są przekonani, że mogą sobie w ten sposób zjednać emerytów. Zdaniem politologów jednak takie gesty wcale nie muszą się w prosty sposób przełożyć na wzrost notowań danej partii.

– Emeryci najczęściej już dobrze wiedzą, na kogo głosować. To nie jest elektorat, który szczególnie chętnie zmienia zdanie czy jakoś wyjątkowo się mobilizuje w poszczególnych kampaniach. Bardziej sensowne wydaje się zabieganie o wahających się wyborców środkowego przedziału wiekowego – uważa dr Jarosław Flis, politolog z UJ.

Może sensowniejszym rozwiązaniem byłoby lepsze, stabilne dofinansowanie polityki senioralnej. I rozbudowa opieki medycznej nad starszymi osobami, m.in. poprzez zapewnienie dostępu do specjalistów z zakresu geriatrii. A zamiast rozdawać pieniądze wszystkim, bezpośrednie wsparcie ograniczyć do osób o najniższych świadczeniach.

msn.pl

ŚRODA, 7 CZERWCA 2017

OBRAZ DNIA: Skórzyński: Ludzie myśleli, że w kampanii PiS mówił poważnie o słuchaniu, TVP: Opozycja po stronie medialnych magnatów

300LIVE: Mucha o posyłaniu do spółek, Posiedzenie SPC ws. KRS i sądów przesunięte na jutro, Kownacki: Dlaczego trafiliśmy do firmy Boeing? Bodnar o KRS, Warchoł o dniach polskiej wolności.
http://300polityka.pl/live/2017/06/07/

*****

FAKTY TVN

CHYBA ŻE TRÓJPODZIAŁ TO PREZYDENT, PREMIER I PREZES: Przywracamy narodowi władzę nad wymiarem sprawiedliwości – mówią posłowie PiS i chcą dać ministrowi sprawiedliwości władzę nad prezesami sądów. Będzie mógł wymienić każdego, kiedy zechce. Zdaniem PiS-u to koniec „sędziokracji”. Zdaniem opozycji to koniec trójpodziału władzy, chyba że za trójpodział uznamy prezydenta, premiera i prezesa.

— CHODZI O TO, ŻEBY SĘDZIOWIE SIĘ BALI, A LUDŹMI KTÓRZY SIĘ BOJĄ ŁATWIEJ SIĘ ZARZĄDZA, ONI CHCĄ KORZYSTAĆ CAŁYMI GARŚCIAMI Z TEJ WŁADZY – Ewa Kopacz

— POSEŁ PIS JAKO PROKURATOR OSKARŻAŁ WALCZĄCYCH O WOLNĄ POLSKĘ A SĘDZIOWIE DZISIEJSZE PROPOZYCJE PORÓWNUJĄ DO ROZWIĄZAŃ Z PRL – Jakub Sobieniowski.

KAŻDY, KTO WEJDZIE W KONFLIKT Z WŁADZĄ, NP PRZY ZDERZENIU Z RZĄDOWĄ KOLUMNĄ, ALBO W SPRAWIE OSOBISTEJ, W KTÓRĄ ZAANGAŻOWANY JEST POLITYK PARTII RZĄDZĄCEJ, MOŻE SIĘ BAĆ BARDZIEJ, BO POLITYK PARTII RZĄDZĄCEJ BĘDZIE SZEFEM I PROKURATORA I BĘDZIE DECYDOWAŁ O LOSIE SĄDÓW  – Sobieniowski.

JEŚLI KTOŚ WEJDZIE W SPÓR Z POLITYKIEM NAWET LOKALNYM JEGO RODZINĄ ITD. BĘDZIE MUSIAŁ SIĘ ZASTANOWIĆ CZY NIE JEST ON KOLEGĄ MINISTRA SPRAWIEDLIWOŚCI, KAŻDY MOŻE SIĘ OBAWIAĆ ŻE DYREKTOR SĄDU DLA SWOJEJ KARIERY MOŻE CHCIEĆ WPŁYNĄĆ NA SPRAWĘ – Sobieniowski.

KAŻDY OBYWATEL MUSI SOBIE ZADAĆ PYTANIE ILU SĘDZIÓW POTRAFIŁO BĘDZIE NIE ULEGAĆ – Sobieniowski.

CO Z WOLĄ NARODU KTÓRA W KAMPANII DLA PIS BYŁA ŚWIĘTA? Prawie milion podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie reformy edukacji. Podpisy zostały zweryfikowane, a wniosek leży i czeka u marszałka Sejmu. Co z wolą narodu, która dla PiS-u w kampanii wyborczej było święta, a dziś jest niewygodna? 

— BEZ NAIWNOŚCI WIERZY PANI W TO, ŻE PIS ZORGANIZUJE TO REFERENDUM? – Krzysztof Skórzyński do MKB.

— NIE WIERZĘ – Małgorzata Kidawa-Błońska.

NAWET GDYBY ROZSTRZYGNIĘCIE BYŁO KORZYSTNE DLA WNIOSKUJĄCYM, ROZWIĄZANIA MOGŁYBY BYĆ PODWAŻONE DOPIERO W 2019 – Marek Suski.

SKÓRZYŃSKI DO NEUMANNA MÓWIĄCEGO ŻE PIS ZMIELI PODPISY – TO JAK PLATFORMA.

TECHNICZNIE DAŁOBY SIĘ PRZED WAKACJAMI COFNĄĆ ROZPORZĄDZENIA, GDYBY ZIELONE ŚWIATŁO DAŁA PREMIER – Skórzyński. 

LUDZIE MOGLI MIEĆ WRAŻENIE, ŻE PIS W KAMPANII MÓWIŁO POWAŻNIE, ŻE PODPISY NIE TRAFIĄ DO NISZCZAREK- Skórzyński.

PIS ZROBIŁ DOKŁADNIE TO SAMO CO PLATFORMA Z PODPISAMI REFERENDALNYMI – Skórzyński. 

— PAMIĘTAM TEN OBRAZ JAK SZYDŁO MÓWI, BĘDZIEMY SŁUCHAĆ GŁOSU OBYWATELI – Ryszard Petru.

OBLIGATORYJNE REFERENDUM W WYPADKU ZEBRANIA MILIONA PODPISÓW PROPONOWAŁ TEŻ DUDA ZANIM ZOSTAŁ PREZYDENTEM – Skórzyński. 

— Film podkomisji smoleńskiej, pokazany w 7. rocznicę katastrofy, nie zawierał wszystkich wniosków z kluczowego badania. Reporter „Czarno na Białym” TVN24 Piotr Świerczek dotarł do pełnej analizy naukowców Wojskowej Akademii Technicznej. Ich konkluzja: prezydencki tupolew, po utracie części skrzydła, nie był w stanie dalej lecieć.

— Z BADAŃ WAT WYNIKA, ŻE LOT PO URWANIU SKRZYDŁA NIE MÓGŁ BYĆ STABILNY, NIE BYŁO TEGO W RAPORCIE PODKOMISJI – Piotr Świerczek.

TS DLA JAROSŁAWA KACZYŃSKIEGO, WNIOSEK UDERZA WE WNIOSKODAWCÓW CZYLI W PLATFORMĘ: Trybunał Stanu dla Jarosława Kaczyńskiego. W Sejmie pojawił się wniosek złożony przez Platformę 5 lat temu. Dziś wraca jak bumerang, ale uderza we wnioskodawców. Czy Platforma zapomniała o własnym wniosku? 

— POLITYCY PO ZASKOCZENI PRZYPOMNIENIEM WNIOSKU – Knapik.

PEK NIE BYŁO NA GŁOSOWANIU – Knapik: Zbigniewa Ziobry nie postawiono przed Trybunałem Stanu, bo Platformie zabrakło kilku głosów – między innymi Ewy Kopacz, która akurat prowadziła kampanię wyborczą w terenie. PiS kpiło z wtedy z PO. – Oni są po prostu nieudacznikami w każdym calu – mówił Zbigniew Ziobro. Antonii Macierewicz grzmiał natomiast, że „zostali ukarani za żądzę zemsty”.

— ZOSTAŁ WNIOSEK DRUGI, WRESZCIE ZNALAZŁ SIĘ W PORZĄDKU OBRAD KOŁO 11 W NOCY – Knapik.

— MYŚLĘ, ŻE ROBIĄ SOBIE ŻARTY – Sławomir Nitras.

— KOMISJA ODPOWIEDZIALNOŚCI KONSTYTUCYJNEJ REKOMENDUJE UMORZENIE SPRAWY – Knapik.

— WNIOSEK POLITYCZNYCH ŚMIECIARZY I TRAFI NA ŚMIETNIK – Jacek Żalek.

— SŁYSZAŁEM, ŻE PLATFORMA ZAWALIŁA – Jakub Stefaniak.

— PSL SIĘ NIE CHCIAŁ ZGODZIĆ – Rafał Grupiński.

— PRZECIWNY BYŁ DONALD TUSK, SPRAWA TRAFIŁA WIĘC NA PÓŁKĘ – Knapik.

— ONI JEŚLI CHODZI O NAS NIE BĘDĄ MIELI SKRUPUŁÓW – Ewa Kopacz.

*****

WIADOMOŚCI TVP

— REPOLONIZACJA PEKAO SA NA JEDYNCE.

— GRUBIAŃSKIE ZACHOWANIE SĘDZI TO TYLKO JEDEN Z PRZYPADKÓW NIEPRAWIDŁOWOŚCI W SĄDACH, NOTOWANIA SĄDÓW SIĘ POGARSZAJĄ, DLATEGO REFORMA JEST KONIECZNA.

— BOIMY SIĘ POLITYKI I PIS W KRS – Grzegorz Schetyna.

— CHCĄ ZAKONSERWOWANIA STOSUNKÓW PROWADZĄCYCH DO PATOLOGII – Jacek Sasin.

— LOT MIAŁ BYĆ OFIARĄ AMBER GOLD – belka.

— ZANIŻONE CENY BYŁY MOŻLIWE MILIONOM Z AMBER GOLD, WTEDY SZYBKO SPADŁY DOCHODY LOT. CZŁONKOWIE PYTALI CZY OSŁABIENIE LOT BYŁO CELEM – Bartłomiej Graczak.

— DO UPADŁOŚCI, KTÓRA MIAŁA BYĆ WSTĘPEM DO SPRZEDAŻY LOT CAŁE SZCZĘŚCIE NIE DOSZŁO, A W 2016 LOT PO RAZ PIERWSZY OD LAT ZANOTOWAŁ ZYSK – Graczak.

NIŻSZE WPŁYWY Z ABONAMENTU TO M.IN. EFEKT WYPOWIEDZI DONALDA TUSKA – Jarosław Olechowski.

BOGATEJ OFERTY TVP OBAWIAJĄ SIĘ PRYWATNI NADAWCY, BYĆ MOŻE DLATEGO WŁAŚCICIELE PLATFORM NIE CHCĄ UDOSTĘPNIAĆ DANYCH – Olechowski.

PO STRONIE TELEWIZYJNYCH MAGNATÓW STAJĄ POSŁOWIE OPOZYCJI I MEDIA NIECHĘTNE RZĄDOWI PIS – Olechowski.

— KE GROZI W SPRAWIE UCHODŹCÓW – BELKA.

*****

WYDARZENIA POLSATU

— W SEJMIE SPÓR O PRZYSZŁOŚĆ POLSKIEGO WYMIARU SPRAWIEDLIWOŚCI – zapowiedź.

— PROJEKT ZMIAN W KRS OD POCZĄTKU BUDZIŁ EMOCJE I WYWOŁYWAŁ SKRAJNE OCENY – Grzegorz Kępka.

— TO NAJCZĘŚCIEJ POWTARZAJĄCY SIĘ ZARZUT: DZIĘKI ZMIANOM PARLAMENTARNA WIĘKSZOŚĆ UZYSKA WPŁYW NA ORGAN CHRONIĄCY NIEZALEŻNOŚĆ I NIEZAWISŁOŚĆ SĄDÓW – Kępka dalej.

— POMYSŁ PRZERWANIA KADENCJI CZŁONKOM KRS NIE PODOBAŁ SIĘ PREZYDENTOWI – Kępka: Być może dlatego projekt pojawiał się i zniknął z porządku obrad Sejmu. Ostatecznie decyzja o dalszych pracach zapadła rano.

— STANISŁAW PIOTROWICZ: Zawsze tak jest, że coś się pojawia, coś znika. Wielokrotnie przecież tak bywało.

— WYDAJE SIĘ JEDNAK, ŻE CZAS WĄTPLIWOŚCI W PIS SIĘ SKOŃCZYŁ – Kępka.

— RÓWNOCZEŚNIE DOBIEGAJĄ KOŃCA PRACE NAD USTAWĄ O USTROJU SĄDÓW, KTÓRA ZNACZĄCO ZWIĘKSZA UPRAWNIENIA MINISTRA SPRAWIEDLIWOŚCI PRZY POWOŁYWANIU I ODWOŁANIU PREZESÓW SĄDÓW – Kępka dalej.

— ZBIGNIEW ZIOBRO ANI NA SALI PLENARNEJ, ANI POZA NIĄ ZARZUTÓW KOMENTOWAĆ NIE CHCIAŁ – Kępka.

— OBA PROJEKTY ZOSTANĄ PRAWDOPODOBNIE PRZEGŁOSOWANE PRZEZ SEJM JUTRO WIECZOREM – Kępka dalej.

— Polacy źle oceniają wymiar sprawiedliwości i reformy są konieczne, ale jest co najmniej wątpliwe czy zwiększenie władzy polityków w tej sferze zmieni cokolwiek na lepsze – konkluzja Kępki.

— PLATFORMA CHCE ODWOŁANIA MARIUSZA BŁASZCZAKA – zapowiedź.

— PO JUŻ DRUGI RAZ CHCE GO ODWOŁAĆ – Agnieszka Milczarz.

— GŁÓWNY POWÓD TO BULWERSUJĄCE OKOLICZNOŚCI ŚMIERCI IGORA STACHOWIAKA I NIEODWOŁANIE WICEMINISTRA ZIELIŃSKIEGO – Milczarz dalej.

— MIMO, ŻE WNIOSEK NIE MA ŻADNYCH SZANS, POPRĄ GO I LUDOWCY I NOWOCZESNA – Milczarz.

PiS ma większość, by obronić każdego ze swoich ministrów, opozycja – polityczny interes, by ich atakować. Ale nawet wtedy, kiedy miała większość, zdecydowaną większość nie zdołała postawić polityków PIS przed Trybunałem Stanu – konkluzja Milczarz.

— PZU ORAZ POLSKI FUNDUSZ INWESTYCYJNY WYKUPIŁY OD WŁOSKIEGO UNICREDIT PAKIET KONTROLNY BANKU PEKAO SA.

300polityka.pl

CZWARTEK, 8 CZERWCA 2017

Macierewicz o odwołanej SKON: Zostało przełożone ze względu na fakt, że w kraju nie ma ekspertów

09:38

Macierewicz o odwołanej SKON: Zostało przełożone ze względu na fakt, że w kraju nie ma ekspertów

Jak często bywa, przedstawiciele tej strony sali wprowadzają wysoką izbę i opinię publiczną w błąd. To posiedzenie komisji obrony zostało przełożone na późniejszy termin ze względu na fakt, że w tym czasie w kraju nie ma tych ekspertów, którzy są odpowiedzialni za przeprowadzone eksperymenty – mówił Antoni Macierewicz w Sejmie, odpowiadając na zarzuty opozycji.

Chodzi o posiedzenie komisji obrony, które miało odbyć się dzisiaj o 9:00, ale zostało odwołane. Na posiedzeniu miały zostać przedstawione ustalenia i raport z pracy podkomisji do ponownego zbadania katastrofy Tu-154M w Smoleńsku.

W dniu dzisiejszym komisja obrony narodowej otrzymuje 800 stron ekspertyzy [Wojskowej Akademii Technicznej], o którą chodzi i mam nadzieję, że do do czasu przyszłego posiedzenia Sejmu, kiedy odbędzie się posiedzenie, poseł [Protasiewicz] tę ekspertyzę zanalizuje, przeczyta i będzie zdolny do zadawania rozsądnych pytań, a nie kłamstw – dodał szef MON.

09:28

Kaczyński do opozycji: Przypomnijcie sobie Smoleńsk i kto się podał do dymisji

W trakcie porannego sejmowego bloku głosowań Adam Szłapka wniósł o przerwę, aby dać szansę premier Szydło – tak, aby kontynuować posiedzenie już po dymisjach ministrów, którzy „mataczyli ws. śmierci Igora Stachowiaka”.

Jarosław Kaczyński po tych słowach zgłosił wniosek przeciwny o to, aby nie uwzględniać propozycji Szłapki. – W latach 2012-2015 na komisariatach policji zginęły 42 osoby, za czasów rządów w MSW przewodniczącego Schetyny zginęło 5 osób, czyli 5 razy powinien podać się do dymisji. Poza tym przypomnijcie sobie Smoleńsk i kto się podał do dymisji za Smoleńsk – argumentował prezes PiS.

09:02

Kukiz: Będę robił wszystko, co w mojej mocy, żeby Błaszczak zrezygnował z usług Zielińskiego

Będę robił wszystko, co w mojej mocy, żeby minister Błaszczak zrezygnował z usług ministra Zielińskiego. Zieliński nie zrobił niczego dobrego w kierunku zmian systemowych w policji. Będę przekonywał: ministrze Błaszczak, błagam, niechże pan zwolni Zielińskiego i da na to miejsce kogoś, kto rzeczywiście się zna na policji i kto widzi wady systemowe, a nie personalne – mówił Paweł Kukiz w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet.

08:59

Kukiz: Żaden Trybunał nie zablokuje Tuskowi drogi, jeżeli nadal PiS będzie robiło takie prezenty

Nie jestem rewanżystą. Moim marzeniem jest zmiana ustroju na to, dzięki któremu nie będzie wiecznych zawirowań, że wszyscy siebie nawzajem stawiają przed Trybunałem Stanu i nic z tego nie wychodzi – mówił Paweł Kukiz w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet. Jak stwierdził:

„Nie interesuje mnie w tej chwili. Priorytetem jest zmiana ustroju, a nie wzajemne straszenie, z którego to nic nie wynika. Biorąc pod uwagę takie sprawy jak OFE, setki zawłaszczone czy sprzeniewierzone przez rząd Tuska, jak sprawy związane z wypowiedziami pani Kopacz a jej czynami, jest wiele takich powodów. Są inne priorytety – obniżenie opodatkowania, zmiany ustrojowe. To jest priorytet, nie dam się wkręcić w dyskusję o Trybunale [Stanu]”

Jeżeli PiS przedstawi bardzo rzetelne argumenty za postawieniem polityków czy PO czy innej partii przed TS, to przedyskutujemy to w klubie i tyle. Widzę przesłanki ku temu, by szukać takich argumentów – dodał.

„Żaden Trybunał nie zablokuje Tuskowi drogi, jeżeli nadal PiS będzie robiło takie prezenty panu Tuskowi jak np. wzywanie go na przesłuchanie, jeżeli on może zrobić przemarsz jak Piłsudski po powrocie z Magdeburga. Wystarczy, że Tusk, który – to nie jest dla nikogo tajemnicą – dużą sympatią darzy go pani Merkel, może poprosić: Angela, słuchaj, jeszcze 3 miesiące do końca mojej kadencji, zrób coś tam przeciwko Polsce, ja ich uratuję i wrócę na białym koniu i pogonię tego Dudę”

08:52

Kukiz: 15% to byłoby spełnienie marzeń. Przy takim wyniku w kolejnych wyborach nikt bez nas nie mógłby rządzić

Gdyby było 15 [procent] w kolejnych w wyborach, to byłby to ideał. Szczególnie do nazw się nie przywiązuje. Na razie ta nazwa [Kukiz ’15] spełnia jakieś marketingowe zadania, więc jest jaka jest. Jeżeli miałbym gwarancję, że po zmianie nazwy uda się zmienić państwo w państwo demokratyczne, uda się wprowadzić różne instytucje ustrojowe, które są tożsame z systemem demokratycznym i są instrumentem obrony obywateli przed władzą, to może się nawet nazywać klub Piasecki ’23 – mówił Paweł Kukiz w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet.

[15%] to byłoby jednak spełnienie marzeń, bo wydaje mi się, że przy takim wyniku 15% w kolejnych wyborach nikt bez nas nie mógłby rządzić. Moim marzeniem jest sytuacja, która doprowadzi do tego, że my jako języczek u wagi wymusimy na jednej z partii, w zamian za koalicję, zmiany ustrojowe – mówił dalej.

08:32

Łapiński: Zdaje się, że PAD od czasu zaprzysiężenia w ogóle nie był na Nowogrodzkiej

To jest zupełnie niezgodne z faktami, bo jak się przyjrzy temu kabaretowi [Ucho prezesa], to nie ma czegoś takiego, żeby prezydent czekał w poczekalni na Nowogrodzkiej. Zdaje się, że od czasu zaprzysiężenia w ogóle na Nowogrodzkiej nie był – stwierdził Krzysztof Łapiński w rozmowie z Robertem Mazurkiem w Porannej rozmowie RMF FM.

08:14

Łapiński: Sadurska złożyła rezygnację, która została przyjęta z dniem 12 czerwca

Minister Sadurska dzisiaj jest szefową Kancelarii Prezydenta, natomiast złożyła rezygnację i ta rezygnacja została przyjęta z dniem 12 czerwca, czyli od poniedziałku pani minister przestaje pełnić swoją funkcję – poinformował Krzysztof Łapiński w rozmowie z Robertem Mazurkiem w Porannej rozmowie RMF FM. – Zapewniam, że nie ja będę szefem Kancelarii Prezydenta – dodał.

300polityka.pl

Szczerek: Kaczyński śpiewa w chórze Putina. Polskę czeka w najlepszym razie los Białorusi

Ziemowit Szczerek, 08.06.2017

Viktor Orban i Jarosław Kaczyński

Viktor Orban i Jarosław Kaczyński (Rys. Agata ‚Endo’ Nowicka)

Irracjonalna miłość do Viktora Orbana świadczy o tym, że PiS funkcjonuje na dwóch płaszczyznach: jednej wyobrażonej, a drugiej prawdziwej. Polska, która ramię w ramię z Putinem pomaga obecnie niszczyć Zachód, będzie najmocniej bita w tyłek.

Polska znalazła się w dramatycznym położeniu. Jest zbyt duża i posiada zbyt bogatą historię, żeby nie mieć aspiracji, a zarazem jest zbyt słaba, żeby je skutecznie spełniać. Można jeszcze spełniać je mądrze, ale Polsce za bardzo ta historia pojechała po kablach i zwornikach, żeby mogła dorobić się rozsądnej i dojrzałej klasy politycznej.

Efekt jest taki, że Polska pozwoliła się sprowadzić do pozycji chóru. Chóru, którego wiodącym głosem bynajmniej nie jest. Barytonem tam śpiewa Rosja, tenorami są Węgry i Serbia. Polska, która nie ma liczących się solowych partii, a wyłącznie jazgocze gdzieś z boku, przypomina trochę w tym chórze frajera, który nasłuchał się pięknych opowieści, łyknął je jak bocian żabę, i teraz wbrew własnym interesom pomaga robić szum. Przy czym kasę za bilety zgarnia nie ona, a Rosja. I – być może – Węgry i Serbia.

Co więcej, Polska powinna brać czynny udział w rozmontowywaniu tego chórku przez unijne instytucje, bo w jej interesie jest nie tyle istnienie tego chóru, co Unii. Polska jednak, jak ostatni frajer, dalej śpiewa w chórze. I zanim się pokapuje, jakiego idiotę z siebie robi – będzie już za późno.

Europejczycy gorszego sortu

Ten chór to nic innego jak bunt drugiego pokolenia wschodnich Europejczyków. To pod wieloma względami podobny mechanizm, jak ten, który działa wśród młodych muzułmanów, potomków tych, którzy przyjechali na Zachód kilkadziesiąt lat temu. Ci młodzi muzułmanie, urodzeni już na Zachodzie, ale jednak nie traktowani przez Zachód jako swojacy i nadal pod wieloma względami upośledzeni, przyłączają się do ekstremistycznych organizacji islamistycznych. To oni często stoją za zamachami.

Mniej więcej podobnie wygląda antyzachodni sentyment w Europie Środkowej i Wschodniej. Dzieci tych, którzy tak chętnie obalali mur i rzucili się integrować z Zachodem, urodzili się już w postkomunistycznej Europie, a nadal czują się z niej wykluczani. Pracują w Wielkiej Brytanii, w Niemczech – i czują się ludźmi drugiego, gorszego sortu. Dlatego okopują się w swojskości. Szukają własnych wartości. Dokładnie tak samo, jak młodzi muzułmanie.

Różnica jest taka, że w obrębie islamu istniejący nurt radykalny każe wysadzać się razem z okolicą w powietrze, a w obrębie Europy Środkowej – maszerować w neonazistowskich marszach, głosować na nacjonalistycznych populistów i wspierać Putina. A jeśli nie bezpośrednio Putina, to w każdym razie to, co Putin mówi.

Jeśli się przyjrzeć narracji środkowoeuropejskich populistów to, wiadomo, pokrywa się to z narracją Rosji. Z tego prostego powodu, że Rosja podlega tym samym procesom, co reszta wschodniej Europy. Nie jest wcale inna. I tak samo, jak inni zawiodła się na Zachodzie. Zachód, mówią Rosjanie, tylko udaje te swoje wysokie standardy, a tak naprawdę sam jest nietolerancyjny, popada w dekadencję, odmawia innym prawa głosu, jeśli ten głos nie jest politycznie poprawny, odrzuca religię oraz tradycyjne wartości.

W zasadzie jest to również podobne do tego, co mówi zbuntowane drugie pokolenie. Rzecz w tym, że ci, którzy krytykują Zachód, sami nie przedstawiają sensownej alternatywy. Rosja już od dawna jest autokratycznym zamordyzmem, inne kraje też idą w tym kierunku. Poza tym – nie jest to pierwszy w historii bunt przeciwko postawie Zachodu. A bunty peryferii zawsze kończyły się czymś o wiele gorszym niż sam Zachód. Kuba, Iran, gdzie do tej pory w imię tradycji i szariatu wiesza się ludzi publicznie, Hiszpania Franco, Portugalia Salazara, Irlandia z czasów galopującego katolicyzmu, gdy zakazana była nie tylko aborcja, ale i rozwody.

Sojusz z Putinem i Radiem Maryja

Bunt naszej części Europy pokrył się, dodatkowo, z populistycznym buntem w ramach samego Zachodu. W sytuacji, gdy zachodnia lewica i prawica osiągnęły bowiem taki stopień zżycia, że w zasadzie trudno było powiedzieć kto jest kim (vide „wielka koalicja” w Niemczech), zaczęła wobec niej oddolnie powstawać opozycja. Populistyczna. To dlatego to nie chadecja jest już prawicą, która z prawej strony kontroluje bardziej liberalną od niej lewicę, tylko chadecja i lewica zlały się ludziom w „elitę”, a przeciw niej powstała nowa prawica. Nowa, świeża, a więc wrzaskliwa i populistyczna.

Polski PiS, nie mając świadomości tego zjawiska, a chcąc raczej kontrować „elity” z chadeckich pozycji (albo z pozycji takich, jakie sobie PiS wyobraża, że są chadeckie), jak ostatni frajer przyłączył się do chóru populistów. I, biedny, nie zdaje sobie sprawy, że jednocześnie śpiewa w chórze LePen i Putina. Bo poza tym chórem żadnych innych chórów nie ma. A i sam PiS nie zauważył, że już dawno nie jest chadecki, tylko skrajnie prawicowy – bo jaki ma być po sojuszu z Radiem Maryja i z takimi cudami jak Macierewicz w rządzie?

Dochodzimy tu do sedna sprawy. Ta nowa prawica nie ma żadnego europejskiego programu. Kaczyński chciałby mieć, ale uaktywnia mu się on w głowie po kolejnych katastrofach, które – za sprawą tego chóru, w którym PiS frajersko uczestniczy – się w Europie dzieją. Tak było, na przykład, po Brexicie. Kaczyński wtedy wyskoczył jak wystraszony zając z krzaków i zaczął opowiadać wszystkim o wspólnej europejskiej armii. W sytuacjach kryzysowych, gdy PiS musi jakoś urealniać swoje spojrzenie na rzeczywistość, też wiedzą kogo popierać: Merkel, która z pozycji pisowskich jest symbolem zła wszelkiego. Jak z niechęcią przyznał PiS w pewnym momencie, lepszej dla niej alternatywy w Niemczech nie ma. Identycznie było z Marconem.

Orban – spełniony antyliberalny sen

Irracjonalna miłość dla Orbana, który ma w Europie swoje sprawy do rozegrania i wcale nie kryje się z sympatią do Putina, pokazuje, jak ten nasz nieszczęsny PiS funkcjonuje na dwóch płaszczyznach: jednej wyobrażonej, a drugiej prawdziwej. Na wyobrażonej przyjaciel Viktor to spełniony antyliberalny sen i „Polak – Węgier ket jo barat”, a na prawdziwej, co wyjątkowo rzadko do otumanionego PiS-u dociera – to rosyjski sojusznik. Więc polska walka, na przykład, z Sorosem, która jest identyczna jak walka Węgrów, Rosjan czy prorosyjskich Bałkańczyków, jest na rękę wyłącznie Rosji.

Bo tylko Rosja ma „paneuropejski” program. To nic innego, jak tylko słynny plan Miedwiediewa, który zakłada wspólną strefę bezpieczeństwa pod rosyjskimi auspicjami rozciągającą się od Władywostoku po Lizbonę. Rosji się ten paneuropejski populistyczny ruch opłaca, bowiem obniża on demokratyczne standardy na tyle, by Rosja się w nich – po prostu – mieściła. Le Pen, brexitowa Brytania, Orban czy Wilders to dla Rosji wymarzeni sprzymierzeńcy, którzy nie będą się już, jak dawna liberalna Europa, czepiali praw człowieka czy innych „pedalskich” zachodnich wartości. Dlatego też Rosja tak gorąco popierała Trumpa, bo wrzucała go do tego samego worka co innych.

Rosja jednak, podobnie jak Kaczyński i cała reszta ekipy, przestrzeliła, nie widzi bowiem słonia na środku pokoju: ignoruje fakt, że europejski system otwartego, racjonalnego, antynacjonalistycznego podejścia do polityki, tak znienawidzony przez populistów, powstał po to, by partykularne interesy nie doprowadziły do kolejnych konfliktów. A ledwo Trump został prezydentem – europejska jedność się wali. W imię interesu USA Trump atakuje ważnego sojusznika – Niemcy, kręci nosem na art. 5 NATO. No i, co oczywiste, coraz bardziej zwraca się przeciwko geopolitycznemu zagrożeniu, czyli Rosji.

Tylko, że Putin zaczyna to rozumieć. Dlatego pozwolił ostatnio, by go Macron nakarmił żabami.

Polityka zagraniczna rodem z „Nagiej broni”

A co rozumie Kaczyński? Niewiele. Coś tam świta, coś tam zaczyna ogarniać, że może jednak Międzymorze przestrzelone, że Orban coś tam za bardzo z tą Rosją kombinuje (zupełnie, jakby nikt tego Kaczyńskiemu wcześniej nie tłumaczył). A o co chodzi Orbanowi? W jakimś to chórze, za sprawą pisowskiej polityki zagranicznej rodem z „Nagiej broni”, uczestniczymy?

Ano, wygląda to trochę tak, że do rosyjskiej gry podpinają się Węgrzy i Serbowie, którzy chcą upiec własną pieczeń na walącej się Europie. Owszem, dopóki UE istnieje i daje kasę, zarówno Orban, jak i serbski przywódca Vucić, który jest typowym przykładem nacjonalisty i autorytarysty ufarbowanego bardzo po wierzchu na probrukselskiego demokratę – uczestniczą w europejskim projekcie, chętnie przytulają pieniądze, które idą na wzmacnianie ich autorytarnych systemów i wspieranie proreżimowych oligarchów.

Trzeba jednak pamiętać, że zarówno Węgry, jak i Serbia to kraje głęboko skrzywdzone przez Zachód. Węgry – wiek temu, po traktacie w Trianon, który z dużego europejskiego państwa zredukował ich do pozycji europejskiej drobnicy (tak, jakby z Polski została tylko Kongresówka). Serbia – po rozpadzie Jugosławii.

Oba te kraje widzą, że w wypadku wycofania się z regionu gwarantującego ład światowy Zachodu, będą mogli zawalczyć o odzyskanie swojej pozycji. Serbia – na przykład przez przyłączenie zamieszkanej przez Serbów części Bośni (która w zasadzie i tak działa do pewnego stopnia niezależnie od Sarajewa) czy północnego Kosowa (działającego niezależnie od Prisztitny).

W obu tych krainach poparcie dla Belgradu jest gigantyczne, więc Rosja, która jest postrzegana jako sojusznik tak w Kosowie Płn., jak w Republice Serbskiej w Bośni, czy też w Serbii właściwej, mogłaby z czystym sumieniem robić za gwaranta nowego ładu na Bałkanach. Rosja bowiem, warto zauważyć, nie pcha się dalej w las (przynajmniej, póki co), niż tak daleko, jak jej chcą: Krym, Osetia, Abchazja, Donbas. Naddniestrze. Wszędzie ma poparcie i nie przekracza linii, nie pcha się tam, gdzie jej nie chcą. Rosjanie mogli zająć Tbilisi, ale nie zajęli. Mogli iść dalej w Ukrainę – nie poszli. Nie znaczy to, oczywiście, że zawsze tak będzie. Ale póki co – tak jest. Jeśli z Bałkanów zniknie Zachód (a to nie takie proste, biorąc pod uwagę jego nadal szeroką obecność wojskową w krajach byłej Jugosławii), to karty rozda Rosja. I będzie to rozdanie zgodne z etnicznymi oczekiwaniami. Przynajmniej Serbów.

Z Węgrami sprawa jest trudniejsza, ale biorąc pod uwagę entuzjazm, z jakim Węgrzy rzucili się popierać autonomię ukraińskiego Zakarpacia, dawnej węgierskiej Karpatalji, w czasie, gdy Rosja zaatakowała Ukrainę – całkiem nieźle widać, co się kroi. Coraz mniej przyjemny węgierski kurs, na przykład, wobec faktu, że to Rumunia włada obecnie dawną węgierską Transylwnią i coraz głośniejsze szarpanie potrianońskich ran w Budapeszcie też świadczy, że tutaj taktyka salami może popchnąć Węgry do coraz mocniejszych działań. Węgrzy, oczywiście, nawet z pomocą Rosji nie byliby w stanie odzyskać całej przedtrianońskiej przestrzeni (choćby dlatego, że największym sojusznikiem Orbana jest serbski Vucić, a dawna węgierska Wojwodina należy do Serbii), ale gra na rozczłonkowanie Ukrainy dla Węgrów nie jest już taka nierealna. A mocno prozachodnia Rumunia już teraz, otoczona przez prorosyjskie w dużym stopniu kraje, czuje się coraz bardziej osaczona. Tylko, póki co, nie wpada w podobną pułapkę co Polska i nie przyłącza się do populistyczno-nacjonalistycznego chóru, który zagłusza to, co się w regionie dzieje.

„Wyjątkowa polska droga”

A jak będzie wyglądał region po tym, jak zniknie z niego ten znienawidzony Zachód, który Polska niby chce podtrzymywać, ale który atakuje z identycznych pozycji, co Rosja? No cóż, Węgrzy skłóceni ze wszystkimi sąsiadami, pewnie w końcu i z Serbią, Polska z Ukrainą, Serbia waląca klina w Bośnię, coraz bardziej skłócona z Chorwacją… A co będzie, gdy to Rosja, na co liczą populiści nie tylko w Europie Środkowej, ale chyba trochę i w Zachodniej (bo własnych zjednoczeniowych projektów nie mają) będzie rozdawała karty w ramach europejskiego systemu bezpieczeństwa? Cóż: zyskają na pewno jej sojusznicy. A Polska, która w ramach genialnej polityki PiS – ramię w ramię z Putinem pomaga obecnie niszczyć Zachód – będzie, cóż poradzić, najmocniej bita w tyłek.

Pozostaje tylko nadzieja, że ktoś, kiedyś, rozliczy rządzących geniuszów z ich międzynarodowej polityki. Dla Zachodu bowiem każdy przyczółek wsparcia dla Unii jest na wagę złota i otwarcie prounijna Polska byłaby nieoceniona. Byłby to ważny moment, w którym Warszawa mogłaby wzmocnić swoje znaczenie w Unii i w sposób mądry i odpowiedzialny – a nie głupi, niedojrzały i dziecinny – domagać się obrony swojego interesu w ramach wspólnoty. Zamiast tego – Warszawa gra przeciw Brukseli i coraz energiczniej piłuje gałąź, na której siedzi.

Warto przypomnieć, że Putin też zaczynał mając nadzieję, że uda mu się dogadać z Zachodem nie przyjmując zachodnich standardów. Skończył tak, jak skończył. To samo czeka PiS, które te zachodnie standardy właśnie demontuje, a jednocześnie chce, żeby Zachód zaakceptował „wyjątkową polską drogę”, która jest niczym innym jak połączeniem kopalnego konserwatyzmu z narodowo-socjalistycznym odruchem. Zachód PiS nie zaakceptuje, a PiS podryfuje na wschód. A biorąc pod uwagę przekonania krzepnącej właśnie neo-endecji – ta droga już się zaczęła.

Tylko, że Rosja to Rosja: nie da się bez niej funkcjonować i Zachód musi się z nią jakoś dogadywać. Polskę czeka w najlepszym razie los Białorusi.

Ziemowit SzczerekZiemowit Szczerek Fot. Michał Mutor

Ziemowit Szczerek. Dziennikarz, współpracuje z „Polityką” i „Nową Europą Wschodnią”. Autor książek: „Siódemka”, „Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian”, „Rzeczpospolita Zwycięska”, „Międzymorze”. Współautor zbioru opowiadań „Paczka radomskich”. Publikował m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Lampie”, „Studium”. Pisze doktorat z politologii, zajmuje się wschodem Europy i dziwactwami geopolitycznymi, historycznymi i kulturowymi. Jeździ po dziwnych miejscach i o tym pisze. Laureat Paszportu „Polityki” 2013 za książkę „Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian”. Za tę samą książkę nominowany w 2014 roku do nagród Nike i Angelus.

gazeta.pl

Nowe fakty z zatrzymania Igora Stachowiaka. Był poszukiwany i dobrze znany policji

Na światło dzienne wychodzą kolejne fakty związane ze śmiercią na komisariacie Igora Stachowiaka. Policjanci już podczas zatrzymania na wrocławskim rynku dobrze wiedzieli, że mężczyzna od ponad miesiąca był poszukiwany. Ponadto z dokumentów, do których dotarł Onet, wynika, że Stachowiak był wcześniej wielokrotnie karany.
  • Igor Stachowiak był karany m.in. za handel narkotykami, od których był uzależniony. Uczestniczył w bójce z policjantami. W 2013 roku miał zostać pobity przez funkcjonariuszy na komisariacie, którzy – według jego zeznań – używali paralizatora
  • Onet dotarł do odczytów z Krajowego Systemu Informacji Policji (KSIP), z których wynika, że Igor Stachowiak był od ponad miesiąca przed zatrzymaniem poszukiwany przez Komendę Policji Wrocław-Grabiszynek w sprawie oszustwa
  • W 2014 roku prokuratura wszczęła postępowanie przeciwko Igorowi Stachowiakowi na wniosek jego ojca Macieja Stachowiaka. Z zawiadomienia wynikało, że Igor był uzależniony od narkotyków i nękał swoją rodzinę

Dziennikarze Onetu widzieli nieznane dotąd dokumenty i raporty o zatrzymaniu 15 maja 2016 roku we Wrocławiu przez policję Igora Stachowiaka, a także fakty z jego trudnej przeszłości.

Pokazują one jak bardzo złożona, wbrew pierwszym reakcjom opinii publicznej, jest ta tragiczna historia, w której jedynie bezsprzecznym faktem jest przekroczenie uprawnień przez policjantów, którzy używając wielokrotnie paralizatora na komisariacie, znęcali się nad zatrzymanym.

 

„Policjanci znali tożsamość Stachowiaka. Mieli nakaz jego zatrzymania”

O całej sprawie zrobiło się głośno po reportażu „Superwizjera” TVN. Pokazano tam m.in. fragmenty nagrania, z którego wynikało, że Stachowiak został pomylony z innym mężczyzną, który wymknął się funkcjonariuszom. Policja tuż po emisji szybko temu zaprzeczyła, wydając komunikat, że Stachowiak był poszukiwany.

Onet dotarł do odczytów z Krajowego Systemu Informacji Policji (KSIP), w którym tego tragicznego dnia policjanci dokonywali sprawdzenia zatrzymanego mężczyzny na wrocławskim rynku. Jak wynika z raportów sporządzanych przez Komendę Główną Policji na zlecenie Prokuratury Okręgowej w Poznaniu, funkcjonariusze już o godz. 6:12 dokonali pierwszego sprawdzenia w KSIP Igora Stachowiaka, który okazał się poszukiwany od ponad miesiąca przez Komendę Policji Wrocław-Grabiszynek.

Z dokumentów wynika, że 31 marca 2016 roku Igor Stachowiak został wprowadzony do bazy KSIP jako poszukiwany „w celu ustalenia miejsca pobytu w sprawie prowadzonej przez Prokuraturę Rejonową Wrocław-Stare Miasto z art. 286 par. 1 kk, tj. zarzutu oszustwa”.

Kolejnego sprawdzenia w KSIP dokonano – według raportu – o godz. 6:33 już na Komisariacie Wrocław-Stare Miasto. Zatem policjanci wykonujący czynności zarówno na wrocławskim rynku, jak i na komisariacie doskonale wiedzieli, kim był zatrzymany młody mężczyzna.

Potwierdza to w rozmowie z Onetem rzecznik KGP. – Początkowo patrol otrzymał zgłoszenie, że jakiś mężczyzna na rynku dziwnie się zachowuje i może być poszukiwany. Gdy dotarli na miejsce, już po krótkim czasie znaleźli w jego torbie dowód osobisty, szybko zweryfikowali jego tożsamość. Okazało się, że był poszukiwany przez prokuraturę – tłumaczy Mariusz Ciarka.

 

„Nieznana przeszłość Igora Stachowiaka”

Onet dotarł także do akt, wyroków oraz analiz prokuratorskich spraw, które były w ciągu ostatnich lat prowadzone przeciwko Igorowi Stachowiakowi. A lista spraw jest długa. Są w wśród nich m.in. handel marihuaną, pobicie, kradzież, nękanie czy stosowanie gróźb karalnych. Stachowiak był też kilkukrotnie karany, jak również miał przydzielony dozór kuratorski.

Jak wynika z akt prokuratorskich – Stachowiak w przeszłości brał też udział w bójce z policjantami. W czerwcu 2013 roku wraz z dwójką kolegów wszczął awanturę na stacji benzynowej we Wrocławiu. Kiedy na miejsce przyjechała policja, Stachowiak zaczął się szarpać z ochroniarzami i funkcjonariuszami.

„Wymieniony stawiał opór, szarpał się, wyrywał, próbował kopać i zadawać ciosy (wg relacji jednego z ochroniarzy kopnął go w okolice uda) […] Wg relacji jednego z funkcjonariuszy Igor Stachowiak uderzył go łokciem w klatkę piersiową, jak usiłował się wyrwać podczas zakładania mu kajdanek. Okoliczności tej nikt poza nim nie potwierdził, to znaczy z zeznań ochroniarzy i pracowników stacji wynika, że akcja była dynamiczna i nie zauważyli tego faktu” – czytamy w analizie akt spraw Stachowiaka sporządzonej przez prokuraturę, którą widzieliśmy.

 

„Stachowiak w 2013 r. miał zostać pobity przez policjantów i rażony z paralizatora”

Maciej Stachowiak: to zmowa policjantów, Igor nie może się już bronić

Sam Stachowiak zeznał, że w trakcie tej interwencji w 2013 r., jak i później na komisariacie został brutalnie potraktowany przez policjantów. Wywiad w tej sprawie zrobili z nim lekarze, którzy przeprowadzali obdukcję.

„Gdy siedział w samochodzie, na tylnym siedzeniu i ręce miał skute kajdankami z tyłu, to jeden z funkcjonariuszy policji latarką z paralizatorem raził go prądem po rękach i po nogach. […] Następnie został zabrany na komisariat policji, gdzie jeden z funkcjonariuszy uderzał go książką po twarzy, kopał go obutą nogą po klatce piersiowej, w trakcie kopania prawdopodobnie uderzył głową o ścianę, również raził prądem z paralizatora” – czytamy w wywiadzie lekarskim zamieszczonym w opinii sądowo-lekarskiej. W dokumencie tym specjalista medycyny sądowej stwierdził m.in., że obrażenia, których doznał Stachowiak powstały „od działania narzędzi tępych, tępokrawędzistych i mogły powstać w czasie i okolicznościach podanych przez osobę badaną”.

Ostatecznie śledztwo zostało umorzone przez prokuraturę. Nie podano jednak uzasadnienia.

 

„Czynny narkoman; zawiadomienie rodziny”

Z kolei w 2014 roku prokuratura wszczęła postępowanie przeciwko Igorowi Stachowiakowi ws. nękania na wniosek… jego ojca Macieja Stachowiaka. „Z zawiadomienia […] wynikało, że Igor od pięciu lat jest czynnym narkomanem, stwarza on realne zagrożenie dla domowników (rodzice i brat), jest agresywny, nie kontroluje swoich zachowań, chciał też targnąć się na życie, kradł z domu, nie chce, aby z nimi mieszkał, więc nakazali mu opuszczenie mieszkania. Od tego czasu nachodzi ich, dobija się do mieszkania, wysyła smsy z prośbą o pomoc i ratunek, zakłóca im spokój i normalne życie” – podano w analizie akt.

Igor Stachowiak zeznał, że nie wie, dlaczego ojciec złożył na niego zawiadomienie i nie jest z nim w konflikcie. Wyparł się też zarzutów dotyczących nękania i zaprzeczył jakoby miał problemy z narkotykami. Ostatecznie prokurator postanowił o umorzeniu postępowania ze względu na „brak danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa”.

onet.pl

TVN24: Komisja smoleńska wybiórczo potraktowała analizy WAT. Jakie dane zataiła?

07.06.2017

Komisja smoleńska nie opublikowała całości badań i analiz przeprowadzonych przez WAT, wynika z informacji przekazanych w „Czarno na białym” w TVN 24. O jakie informacje chodzi?

Dane dotyczą zachowania maszyny po tym, jak doszło do oderwania się fragment lewego skrzydła tupolewa – dokładnie 6 metrów. Jak można wyczytać w analizach WAT, powoduje to utratę sterowności maszyny i jej ruch obrotowy (potocznie zwany beczką). Nie sposób wówczas nad samolotem zapanować.

 

Aby temu, zapobiec, na drugim, prawym skrzydle samolotu musiałaby się znaleźć sześciotonowa ciężarówka, informuje też „Czarno na białym” w TVN 24.

Reporterzy TVN24 przekonują, że komisja smoleńska z analizami WAT musiała się zapoznać – podczas konferencji prasowej cytowała jej fragmenty. I to w dosłownym brzmieniu. Te nie dotyczyły jednak danych o tym, że lotu tupolewa po oderwaniu fragmentu skrzydła nie dało się już ustabilizować.

dziennik.pl

Burzliwa debata o wniosku o Trybunał Stanu dla Kaczyńskiego. Pawłowicz: Histeryczne pomówienia i insynuacje

08.06.2017

PiS w trakcie debaty nad sprawozdaniem z prac nad wnioskiem PO o pociągnięcie b. premiera Jarosława Kaczyńskiego do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu opowiedział się za umorzeniem postępowania; PO i Nowoczesna chcą ponownego skierowania sprawy do Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej.

Wniosek o skierowanie sprawozdania ponownie do komisji zostanie rozpatrzony w czwartek, w bloku głosowań.

Sejmowa Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej w połowie grudnia ub.r. opowiedziała się przeciwko pociągnięciu Kaczyńskiego do odpowiedzialności przed TS. Wstępny wniosek PO pochodzi jeszcze z 2012 r. Rozpatrzenie wniosku przez komisję w obecnej kadencji Sejmu było możliwe, ponieważ zgodnie z ustawą o TS, sprawy dotyczące odpowiedzialności przed TS, którym marszałek Sejmu nada już bieg, są kontynuowane niezależnie od rozpoczęcia nowej kadencji parlamentarnej.

Sprawozdawca Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej, posłanka PiS Iwona Arent przedstawiając sprawozdanie z prac komisji przypomniała, że wniosek wstępny został złożony 19 listopada 2012 roku przez grupę posłów, głównie z PO.

– Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej poprzedniej kadencji nie rozpatrzyła tego wniosku wstępnego, mimo że miała na to ponad trzy lata – mówiła Arent.

– Albo nie zdążyli albo nie chcieli zdążyć, bo w ocenie Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej tej kadencji brak jest podstaw do zasadności takiego wniosku – podkreśliła Arent. Dodała, że wniosek zawierał zarzuty, iż Jarosław Kaczyński, pełniąc funkcję premiera przekroczył swoje uprawnienia oraz naruszył ustawowe normy prawa, w tym konstytucję.

– Na podstawie zebranego w trakcie postępowania materiału dowodowego i wobec treści stawianych zarzutów zawartych we wniosku wstępnym Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej uznała, że były prezes Rady Ministrów Jarosław Kaczyński nie popełnił zarzucanych mu czynów – powiedziała Arent.

Jak dodała, komisja wnosi o podjęcie przez Sejm uchwały o umorzeniu postępowania wobec byłego prezesa Rady Ministrów Jarosława Kaczyńskiego.

Posłanka PiS Krystyna Pawłowicz poinformowała w trakcie debaty, że klub PiS w pełni popiera wniosek Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej o umorzenie przez Sejm postępowania w sprawie pociągnięcia do odpowiedzialności przed TS Kaczyńskiego. – Umorzenie postępowania w tej sprawie jest jedynym, jaki pozwoli Sejmowi zachować swój ustrojowy prestiż  – podkreśliła posłanka PiS.

Jak oceniła, wniosek PO, PSL, Ruchu Palikota złożony w ubiegłej kadencji Sejmu był formą „zemsty politycznej za próbę reformowania Polski w okresie rządu ówczesnego premiera Jarosława Kaczyńskiego”.

– Wniosek ma w całości charakter histerycznych pomówień, insynuacji i własnych strachliwych projekcji, wniosek jest w całości, w każdym miejscu pozbawiony podstaw prawnych i faktycznych – stwierdziła Pawłowicz.

– Prezes Jarosław Kaczyński wykonywał swoje obowiązki szefa rządu solidnie, poważnie, nie haratał w gałę, nie chodził do „Sowy i przyjaciół” – mówiła. Jak poinformowała, klub PiS opowie się za przyjęciem sprawozdania komisji.

„Spektakl polityczny”

Z kolei poseł PO Andrzej Halicki ocenił sprawozdanie z prac komisji jako „skandaliczne”. Halicki wniósł również w imieniu klubu PO o zwrócenie sprawozdania do prac komisji celem uzupełnienia postępowania. Jak dodał, wniosek o zwrócenie sprawozdania ma związek m.in. z brakiem przesłuchania niektórych świadków, w tym jednego z ministrów w ówczesnym rządzie Jarosława Kaczyńskiego, Janusza Kaczmarka.

– Jeszcze raz ponawiam wniosek o skierowanie tej sprawy do Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej – zaznaczył poseł PO.

W ocenie posła Pawła Grabowskiego (Kukiz’15) we wniosku o postawienie Kaczyńskiego przed TS chodzi o „spektakl polityczny”. – To, z czym mamy tutaj do czynienia, to jest klasyczna, markowana, sztuczna wojna polsko-polska, zabawa tzw. PO-PiS-u, czyli jedni z drugimi się siłują, ale i tak wszyscy wiedzą – nikt nikomu nic nie zrobi – zaznaczył. W jego ocenie, we wniosku znajdują się „absurdalne zarzuty”. – Gdyby w tym wniosku były poważne zarzuty wobec Jarosława Kaczyńskiego, to byście go przeprocedowali i dzisiaj by pewnie już stał przed TS, ale wniosek był na tyle słaby, że czekaliście – mówił.

– Jestem obrzydzony tym, w jaki sposób uprawia się w Polsce politykę – mówił poseł Kukiz’15.

Przewodnicząca klubu Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer wskazywała, że „byłego premiera, a obecnie „nadpremiera”, „nadprezydenta” można karać za nadużycia z lat 2005-2007, ale nie zrobimy tego, bo dzisiejszy Sejm odrzuci wniosek poprzedniego Sejmu, a raz odrzuconego wniosku o postawienie przed TS nie można ponowić”. – To oznacza, że Jarosław Kaczyński nigdy nie poniesie odpowiedzialności przed TS za nadużycia w latach 2005-2007 – dodała.

W ocenie posłanki Nowoczesnej, to największe zaniechanie Sejmu poprzednich dwóch kadencji. Lubnauer wniosła o ponowne skierowanie wniosku do prac w komisji.

Posłanka Genowefa Tokarska (PSL) oświadczyła, że klub PSL nie podziela stanowiska Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej. – Uważamy, że wyjaśnienie wielu kontrowersyjnych spraw nie jest przecież wyrokiem dla byłego prezesa Rady Ministrów – mówiła. W jej ocenie, dla prezesa PiS powinien być to moment na głębszą refleksję.

PO wnioskowała również o pociągniecie do odpowiedzialności przed TS ministra sprawiedliwości w rządzie PiS Zbigniewa Ziobro. We wrześniu 2015 Sejm w głosowaniu zdecydował, że Ziobro nie stanie przed Trybunałem Stanu. Uzasadnienia obu wniosków PO, dotyczących Ziobry i Kaczyńskiego oparte są m.in. o raporty dwóch sejmowych komisji śledczych, działających w kadencji parlamentarnej 2007-2011 – ds. nacisków i ds. śmierci Barbary Blidy.

Platforma zarzuciła Kaczyńskiemu oraz Ziobrze, że motywem ich działań było „uniemożliwienie działalności politycznej i zawodowej przeciwników politycznych partii Prawo i Sprawiedliwość poprzez usiłowanie wykazania, iż w polskim życiu politycznym, społecznym i gospodarczym funkcjonuje rzekoma sieć powiązań polityczno-biznesowo-towarzyskich o charakterze przestępczym (tzw. układ)”.

Zarówno Ziobro, jak i Kaczyński stwierdzali wielokrotnie, że nie widzą żadnych podstaw do postawienia ich przed TS.

Wniosek o postawienie premiera lub ministra przed Trybunałem Stanu może złożyć co najmniej 1/4 (115) posłów. Decyzja o postawieniu członka Rady Ministrów przed Trybunałem Stanu zapada, jeśli zagłosuje za nią co najmniej 3/5 (276) posłów.

dziennik.pl

Ustalenia naukowców nie pasowały im do tezy o zamachu? Podkomisja smoleńska zignorowała WAT

Gazeta.pl, 08.06.2017

Wacław Berczyński, szef komisji badającej katastrofę smoleńską© Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta Wacław Berczyński, szef komisji badającej katastrofę smoleńską

 

W 7. rocznicę katastrofy smoleńskiej podkomisja MON pokazała film podsumowujący jej dotychczasowe prace. Pominięto w nim wyniki badania naukowców z WAT, które zaprzeczały przedstawionym wnioskom.

10 kwietnia tego roku członkowie podkomisji Macierewicza przedstawili 40-minutowy film, z którego dowiedzieliśmy się m.in., że do destrukcji lewego skrzydła prezydenckiego tupolewa doszło kilkadziesiąt metrów przez przelotem nad słynną brzozą. Usłyszeliśmy przy tym, że nie mogło to „spowodować obrotu samolotu i przeszkodzić w jego dalszym locie”. Tylko że zgodnie z analizą naukowców z WAT było wprost przeciwnie. A podkomisja miała do niej pełny dostęp – ustalił reporter TVN24.

„Stało się coś strasznego”

Wyniki badania Wojskowej Akademii Technicznej skomentował biegły sądowy Robert Konieczko. Po przeanalizowaniu tabelki, którą naukowcy przygotowali do podkomisji smoleńskiej, stwierdził jasno, że „po utracie znanej nam wielkości skrzydła następuje samoistny obrót samolotu”. Mimo to eksperci powołani przez Antoniego Macierewicza całkowicie zignorowali te ustalenia.

– Stało się coś bardzo złego. Zamówiono ekspertyzę u fachowców i ci fachowcy tę ekspertyzę wykonali. Jeżeli wynik ich pracy nie dość, że zatajono, nie podano do publicznej informacji, a w dodatku podano w zupełnie przeciwnym znaczeniu, czyli przekłamano, to jest coś strasznego. Tak się nie postępuje – powiedział reporterom TVN24 Krzysztof Krawcewicz z „Przeglądu Lotniczego”.

Odwołana konferencja

To jeszcze nie koniec. Po emisji filmu podkomisji smoleńskiej WAT zapowiedziała konferencję, na której miała przedstawić szczegółowe wyniki własnych analiz. Prezentacja została jednak odwołana przez Antoniego Macierewicza. Minister obrony narodowej uzasadnił swoją decyzję zmianami w składzie podkomisji – jej szef Wacław Berczyński podał się 20 kwietnia do dymisji.

msn.pl

Wieś zadowolona (z rządów Szydło). PiS z największym poparciem rolników wśród partii mimo wstrzymania handlu ziemią

Krystyna Naszkowska, 08 czerwca 2017

rolnicy

rolnicy

Mimo że rząd Beaty Szydło sparaliżował obrót ziemią, PiS nadal cieszy się największym poparciem rolników. Aż 51 proc. rolników pozytywnie ocenia swoją sytuację materialną.

Gdyby wybory samorządowe odbyły się w maju, na PiS zagłosowałoby 23,5 proc. rolników – wynika z sondażu przeprowadzonego dla „Wyborczej” przez badającą rynek rolniczy firmę Martin & Jacob, która od 1999 r. co dwa lata przepytuje właścicieli tysiąca dużych gospodarstw rolnych. Badanie obejmuje wyłącznie rolników w gospodarstwach o wielkości ponad 15 hektarów. Zgodnie z wyliczeniami unijnymi dopiero rolnicy mający ponad 15 hektarów są w stanie wyżyć z uprawy ziemi i w rzeczywistości są rolnikami (w przeciwieństwie do właścicieli jednego czy dwóch hektarów). Dwa lata temu w badaniach na podobnej grupie wyborców na PiS zamierzało głosować 21 proc. rolników.

Według Martin & Jacob drugim wyborem dla rolników są lokalne komitety wyborcze (18,5 proc. poparcia), a na trzecim miejscu plasuje się partia Pawła Kukiza, którą wybrałoby 15,5 proc. ankietowanych. PSL – partia tradycyjnie chłopska – może liczyć tylko na 11,3 proc. głosów. W opinii rolników kompletnie nie liczy się ani Nowoczesna (1,3 proc.), ani lewica (2,1 proc.), zaś Platforma Obywatelska cieszy się zaufaniem zaledwie 6,7 proc. pytanych.

Minister Jurgiel tłumaczy się z zarzutów o kolesiostwo. Da głowę, że dopłaty dla rolników nie będą opóźnione?

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21887756,video.html

Ustawa o ziemi utrudnia życie na wsi

Poparcie rolników dla Prawa i Sprawiedliwości nadal jest silne, choć na wsi coraz głośniej słychać niezadowolenie z rządów Beaty Szydło. I to mimo tego, że PiS wkrótce po wygraniu wyborów zrealizował dwie ważne dla wsi obietnice – wprowadził ustawę o ziemi i dał rodzinom świadczenie 500 plus.

Rolnicy badani przez M&J czekali zwłaszcza na ustawę o ziemi, ponieważ miała ona ułatwić im kupowanie ziemi i wykluczyć z naszego rynku cudzoziemców. Przed wyborami parlamentarnymi ponad 40 proc. rolników bało się takiego wykupu. Pod koniec 2016 r., już po wprowadzeniu przez PiS tej ustawy, która w praktyce sparaliżowała obrót ziemią, radykalnie spadła liczba rolników obawiających się cudzoziemców (w grudniu nie przekraczała 25 proc. badanych). Dziś stosunek do tej ustawy jest już inny – ponownie wzrósł odsetek osób, które uważają, że nie chroni ona przed wykupem ziemi przez cudzoziemców (sądzi tak ponad jedna trzecia badanych).

Ta zmiana w ocenie da się łatwo wytłumaczyć – z danych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji wynika, że mimo ustawy w 2016 r. cudzoziemcy nabyli u nas 500 hektarów ziemi, czyli mniej więcej tyle samo, ile wcześniej rocznie kupowali.

Rolnicy zaczęli też dostrzegać negatywny wpływ ustawy na rynek ziemi. Ponad 60 proc. z nich uważa, że nowe przepisy utrudniają sprzedaż ziemi także innym rolnikom, 47 proc. wini nowe przepisy o spowodowanie spadku cen gruntów na wsi, a 40 proc. jest przekonanych, że w rezultacie ich wejścia w życie dochodzi do dewastacji ziemi rolnej. Grunty słabsze, dotąd od lat wykupywane przez ludzi z miasta na działki rekreacyjne czy budowlane, teraz leżą odłogiem, bo miastowi nie mogą ich nabyć.

500 plus nie dla dużych rolników

Ponad połowa badanych rolników twierdzi, że wprowadzenie przez rząd PiS świadczenia 500 plus nie ma dla nich znaczenia, bo nie dostają pieniędzy na dzieci, ponieważ są one już dorosłe. Przeciętny polski rolnik, choć uchodzi za młodego na tle średniej unijnej, na 500 plus jednak się nie załapuje.

Dr Ruta Śpiewak, socjolog wsi z Polskiej Akademii Nauk, przestrzega przed wyciąganiem zbyt pochopnych politycznych wniosków z tego badania. – To sondaż przeprowadzony wśród elity rolniczej, więc nie jest do końca miarodajny. Choć widać rozczarowanie rządami PiS, oczy rolnikom powoli się otwierają – mówi i tłumaczy: – Dla właścicieli gospodarstw poniżej pięciu hektarów, a takich jest połowa w naszym kraju, program 500 plus bardzo się liczy, a ustawa o ziemi ich średnio obchodzi. Sądzę, że oni negatywnych skutków złego prawa wprowadzonego przez ten rząd ciągle nie widzą.

Rolnicy za likwidacją gimnazjów

Rolnikom raczej podoba się proponowana przez PiS reforma edukacji. Popierają likwidację gimnazjów i powrót do ośmioletniej podstawówki. Takiego systemu oświaty chciałoby ponad 42 proc. rolników, a 27 proc. sądzi wręcz, że reforma zwiększy szanse ich dzieci na zdobycie dobrego wykształcenia w stosunku do dzieci miejskich.

Być może, jak twierdzi działacz PSL Stanisław Żelichowski, trzeba poczekać na wejście w życie nowej ustawy, aby rolnicy na własnej skórze odczuli jej skutki. Być może wówczas zmienią zdanie na temat likwidacji gimnazjów.

Rolnikom jest coraz lepiej

Generalnie z badań M&J wyłania się optymistyczny obraz polskiej wsi. Pod koniec 2016 r. aż 51 proc. rolników pozytywnie oceniało swoją sytuację materialną, a przeciwnego zdania było tylko 6 proc. ankietowanych. Przy czym im większe gospodarstwo, tym poziom zadowolenia był wyższy. I tak wśród właścicieli ponad 100 hektarów ziemi dobrze lub bardzo dobrze oceniało swoją sytuację ponad 70 proc. ankietowanych.

Z analiz M&J widać też, jak bardzo od 1999 r. zmieniły się nastroje na wsi. W 2000 r., jeszcze przed wejściem Polski do UE, zdecydowana większość rolników oceniała swoją sytuację materialną jako złą, a nastroje były pesymistyczne. Aż 73 proc. ankietowanych czarno patrzyło w przyszłość – sądzili, że za rok ich sytuacja jeszcze się pogorszy. Obawiali się głównie importu taniej żywności z zagranicy, która zmusi ich do obniżania ceny płodów rolnych. Bali się także wzrostu bezrobocia na wsi i pesymistycznie patrzyli na przyszłość swoich dzieci, które – ich zdaniem – nie miały szans na zdobycie wykształcenia podobnego do młodzieży miejskiej.

Rok po wejściu do Unii, czyli w 2005 r., badania M&J pokazały szokowo inny obraz wsi: negatywnie swoją sytuację oceniło już tylko 12 proc. badanych, a na pytania o przyszłość 27 proc. odpowiedziało, że za rok spodziewa się poprawy swojej sytuacji.

wyborcza.pl

Dorwać Michała Tuska: śledczy próbowali wrócić do prawomocnie umorzonego śledztwa

Katarzyna Włodkowska, 08 czerwca 2017

Michał Tusk, syn Donalda

Michał Tusk, syn Donalda (Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta)

Prokuratura chce przesłuchać Michała Tuska w związku z aferą Amber Gold. Wcześniej – jak dowiedziała się „Wyborcza” – śledczy próbowali wrócić do prawomocnie umorzonego śledztwa dotyczącego jego współpracy z liniami OLT Express.

Michał Tusk był podejrzewany o to, że pracując dla lotniska w Gdańsku, ujawniał tajne informacje handlowe należącym do Amber Gold liniom OLT. Śledztwo zostało wszczęte zaraz po upadku spółki w sierpniu 2012 r. i umorzone pół roku później. Jak ustaliła wówczas Prokuratura Okręgowa w Łodzi, syn ówczesnego premiera Donalda Tuska nie zdradził żadnej tajemnicy przedsiębiorstwa, a dane, które analizowano, gdański port udostępnia „wszystkim zainteresowanym, jak i niezainteresowanym współpracą”.

Ponownie zbadajcie sprawę Michała Tuska

Jednak w październiku ub.r. Prokuratura Krajowa, którą nadzoruje Zbigniew Ziobro, poleciła łódzkim śledczym ponowną analizę sprawy. Badano wiadomości mailowe zapisane na trzech płytach CD. To głównie wiadomości wysyłane do i przez Marcina P., byłego prezesa Amber Gold, oraz korespondencja Michała Tuska.

Kto jest kim w sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,20659771,video.html

Syn przewodniczącego Rady Europejskiej wymieniał maile głównie z Jarosławem Frankowskim, wtedy doradcą czterech spółek lotniczych należących do Amber Gold. Tusk – jak wynika z notatki, do której udało nam się dotrzeć – wysyłał analizy sieci lotnisk w Rosji czy w Gdańsku. Zajmował się też obsługą prasową OLT.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Prokuratura znowu wzywa Tuska. Chodzi o niedopełnienie obowiązków po katastrofie smoleńskiej

W aktach znajduje się też wymiana maili między Michałem Tuskiem a Katarzyną P. Chodzi o okres między 28 marca a 5 kwietnia 2012 r. Listy dotyczą kwestii związanych z przygotowaniem działalności OLT Express, np. tworzenia folderu informacyjnego. Ale wtedy Tusk nie był jeszcze zatrudniony w gdańskim porcie – umowę o pracę podpisał 16 kwietnia.

„Analiza danych nie daje podstaw do podjęcia umorzonego prawomocnie śledztwa” – czytam w notatce łódzkich śledczych z 28 listopada 2016 r.

Nie udało się wrócić do sprawy OLT, więc Michał Tusk zostanie przesłuchany w innym postępowaniu. Dotyczy ono umorzonych wcześniej wątków śledztwa ws. Amber Gold. Chodzi o współudział lub pomocnictwo w oszustwie i wątek lotniczy: śledczy badają, co się stało z pieniędzmi przekazanymi do czterech spółek należących do parabanku.

Wątki te podjęto na nowo 27 czerwca ub.r. i przekazano do Łodzi.

Kiedy przesłuchają Michała Tuska?

Przesłuchania rozpoczęto w ubiegłym miesiącu. – Dopiero teraz, bo pierwsza sprawa liczy 400 tomów akt, druga ponad 70 – mówi nam prokurator Krzysztof Bukowiecki, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Łodzi. – Cały materiał musiał zostać najpierw przeanalizowany.

Łódzcy śledczy planują przesłuchanie kilkudziesięciu świadków, m.in. osób, które pełniły funkcje kierownicze w spółkach lotniczych AG. Na liście znalazł się też Michał Tusk.

– Wyjaśniamy wszystkie okoliczności – tłumaczy ten wybór prokurator Bukowiecki. – Na ten moment nic nie wiem, by Michałowi Tuskowi miały być postawione jakiekolwiek zarzuty. O co będzie pytany, nie mogę zdradzić.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Amber Gold. Małgorzata Wassermann, co chce dorwać Donalda Tuska

21 czerwca Michała Tuska przesłucha także sejmowa komisja śledcza ds. Amber Gold. Pytania mają dotyczyć tzw. wątku lotniczego. Dzień wcześniej przed komisją stanie prezes gdańskiego portu – Tomasz Kloskowski.

– Nikt nie ocenia roli Michała Tuska, a wręcz przeciwnie, uważam, że wskazany jest daleko posunięty umiar właśnie dlatego, że jego rola jest specyficzna. Rzadko zdarza się, aby syn premiera pracował w tak skandalicznej firmie, przekręciarskiej, i to jest fakt – tłumaczyła w połowie marca Małgorzata Wassermann (PiS), przewodnicząca komisji.

Spółka Amber Gold oferowała atrakcyjnie oprocentowane lokaty w złocie. Jej właściciele według prokuratury oszukali w latach 2009-12 w sumie ok. 19 tys. klientów spółki, nie wypłacając powierzonych im prawie 851 mln zł.

Proces małżeństwa Katarzyny i Marcina P. toczy się od marca ub.r. przed gdańskim sądem okręgowym. Za oszustwo na wielką skalę grozi im 15 lat więzienia. Oboje przebywają w aresztach i zgodnie nie przyznają się do winy.

wyborcza.pl

Co było przyczyną śmierci pasażerów Tu-154? Wyniki sekcji pierwszych ekshumowanych ciał

http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/wyniki-sekcji-pierwszych-ekshumowanych-cial-pasazerow-tu-154,747048.html

%d blogerów lubi to: