W PiS pierwsze takie pęknięcie w tzw. reformie sądownictwa

W czwartek po zakończeniu prac w komisjach sejmowych miały być w Sejmie przegłosowane dwie ustawy dotyczące sądownictwa, tj. zniesienia niezależności sądów.

Nie doszło jednak do głosowań.

Dlaczego? Oficjalnie – PiS czeka na wyrok Trybunału Konstytucyjnego ws. legalności wyboru członków Krajowej Rady Sądownictwa i zgodności trybu wyboru z Konstytucją. Wnioskował o to Zbigniew Ziobro.

Ale wiadomo było przed planowaniem głosowań, że TK dopiero wypowie się. Przyczyną przesunięcia głosowań jest obawa, iż wyniki głosowań nie przebiegałyby po myśli władz PiS, gdyż niektórzy koalicjanci z tzw. zjednoczonej prawicy wyłamaliby się z jednomyślności w kluczowych głosowaniach, szczególnie tych dotyczących wygaszenia kadencji sędziów zasiadających w KRS.

Krytyczne uwagi także zgłaszał Andrzej Duda.

Mamy zatem pierwszy tak poważny zgrzyt – pękniecie – w obozie PiS.

Teraz dojdzie do zakulisowego handelku. Jeżeli TK wypowie się zgodnie z „propozycją” Ziobry, to PiS niejako zyska „legitymację” dla zniszczenia niezależności sądu.

Duda zaś może spodziewać się Trybunału Stanu. Zniesienie niezależności sądów, gdy podpisze ustawy, jeszcze bardziej go pogrąży.

W tej chwili w obozie PiS toczy się walka o wizerunek, iż chcą zaprowadzić jak najmniejsze bezprawie. Brzmi to jak oksymoron, ale kompetencje tej wladzy są oksymoronem, tak jak trzymanie standardów demokratycznych.

Więcej >>>

Mecenas Andrzej Tarnawski: Będzie proces, nie odpuszczę!!!

Mecenas Andrzej Tarnawski: Będzie proces, nie odpuszczę!!!

Poseł PiS zapłaci za swoją butę, kłamstwo i prostactwo – mówi Andrzej Tarnawski w rozmowie z Tamarą Olszewską.

Jak długo można znosić lekceważący stosunek polityków PiS do każdego, kto krytykuje ich władanie Polską? Jak długo można milczeć, gdy padają słowa pełne kłamstw, dzielące Polaków na dobrych i tych, którzy prawdziwymi Polakami nie są? Musi wreszcie przyjść ten moment, gdy trzeba powiedzieć dosyć. Musi też pojawić się człowiek, który ma odwagę i determinację, by zawalczyć o szacunek i dobre imię tysięcy, których szkaluje się, obraża, piętnuje. Tym człowiekiem okazał się mecenas Andrzej Tarnawski, absolwent prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Tamara Olszewska – Pozwał Pan do sądu posła PiS-u. Jak to się zaczęło, jak narastał Pański gniew?

Andrzej Tarnawski: – Po objęciu władzy przez PiS rozpoczęła się demolka systemu ustrojowego i prawnego Polski. To państwo, w którym wreszcie można było żyć, które zostało wywalczone przez nas, nagle zaczęło być demolowane przez władze, której jedynym celem stała się droga do autorytaryzmu w najciemniejszych barwach. Najpierw poczułem zaskoczenie i niedowierzanie. Potem, gdy absolwent mojej uczelni, nauczyciel akademicki, pan Duda, złamał prawo, stosując akt łaski, by uwolnić sąd od niepotrzebnego, jego zdaniem, procesu, załamałem się. Jednocześnie poczułem, że to znowu ten czas, gdy nie można stać z boku. To mój obowiązek. Mój i każdego, komu nie obca jest troska o dobro publiczne, a sprawy państwa w szczególności. Dalsza eskalacja bezprawnych pociągnięć obozu rządzącego koncentrująca się wokół działania Trybunału Konstytucyjnego w połączeniu ze ślamazarną i często nieprofesjonalną reakcją części opozycji sejmowej upewniła mnie w przekonaniu, że trzeba zjednoczyć siły, żeby „Polska była Polską”. Stąd ja w KOD-zie, ruchu obywatelskim, który przyciągnął każdego, nie zgadzającego się na działania obecnej władzy.

– Co takiego konkretnego się stało, że złożył Pan pozew o zniesławienie przeciwko posłowi Jackowi Żalkowi, wiceprzewodniczącemu klubu parlamentarnego PiS?

– 27 lutego 2016 roku KOD zorganizował ogólnopolski marsz pod hasłem „My naród”. Przez ulice Warszawy przeszło ponad 80 tysięcy ludzi. Pokazaliśmy, że nie ma naszej zgody na bezprawie tej niby sprawiedliwej i praworządnej partii. Wydawało nam się, że nasz głos sprzeciwu stanie się słyszalny, może wart uwagi, a jednak nie. Oburzona władza rozpoczęła atak na uczestników marszu, a słowa pana Żalka dotknęły mnie najbardziej. Na początku marca na antenie TVN 24, komentując bieżące wydarzenia, oświadczył m.in. – „Jeśli to jest naród, to rozumiem, że jest to naród, który miał krępującą przeszłość w SB i UB, ale to nie jest naród polski”, a potem jeszcze – „Ludzie maszerujący w ramach hucpy KOD mają krępującą przeszłość w Urzędzie Bezpieczeństwa i Służbie Bezpieczeństwa, a wiec zakrwawionych w krwi polskiej organach sowieckiej dyktatury”. Odchorowałem te słowa. Skoczyło mi ciśnienie, co przy moim stanie zdrowia jest bardzo niebezpieczne, a potem powiedziałem sobie, że koniec z tym. Nie odpuszczę. Zapłaci ten młody człowiek za swoją butę, kłamstwo, prostactwo. Nie odpuszczę!

– Politycy PiS od dawna nie przebierają w słowach. Obrażają również tych, którzy mają wyjątkowo piękną kartę opozycyjną. Pańska historia zaczęła się w marcu 49 lat temu.

– 14 marca 1968 na Placu Wolności w Katowicach „stałem tam, gdzie ZOMO”, czego efektem było ciężkie pobicie, tygodniowy pobyt w szpitalu i parotygodniowa niezdolność do pracy. W roku następnym miałem okazję wygłosić swe pierwsze w życiu przemówienie obrończe. We własnej sprawie. Zarzucono mi działanie na szkodę PRL, polegające na kontestacji „bratniej pomocy” udzielonej naszym południowym sąsiadom w sierpniu 1968. W okresie Wielkiej Solidarności aktywnie wspomagałem swoją radą struktury Solidarności i Solidarności Wiejskiej (rozmowy z delegacjami rządowymi w Ustrzykach Dolnych czy w Nowym Sączu), zaś po wprowadzeniu stanu wojennego byłem jednym z kilku etatowych obrońców w sprawach politycznych i pełnomocnikiem członków Solidarności czy KPN w sprawach cywilnych czy przed sądami pracy. W domu moim i sąsiednim, mej siostry Ewy Tarnawskiej–Wiejacha, przechowywali się miesiącami działacze Solidarności, którzy uciekli z miejsc internowania lub udało im się uniknąć aresztowania. Domy te służyły także jako dziuple drukarskie, z których wychodziły w nielegalny obieg „Kurierek Bocheński”, „Montinowiec” i parę innych tytułów, których już nie pamiętam, zaś mój syn – wówczas licealista – założył pisemko dla młodzieży szkół średnich „Nasz Głos”, które redagował i drukował w naszym mieszkaniu. Korzystając ze względnej swobody przemieszczania się po Polsce, podejmowałem się także zleceń o charakterze kurierskim. W tym charakterze odwiedziłem np. dwukrotnie we Wrocławiu ukrywającego się Kornela Morawieckiego – aktualnego parlamentarzystę.

W uznaniu mej postawy na przestrzeni kilkudziesięciu lat odznaczony zostałem w roku 1988 medalem „Plus Ultra” „za wytrwałość w pracy o ideały Solidarności” (Niezależna Oficyna Wydawnicza), w roku 2014 medalem „Dziękujemy za wolność” (Solidarność Nowa Huta) oraz w roku 2015 Krzyżem Oficerskim Orderu Polonia Restituta. Nic więc dziwnego, iż sugestie potwarcy kierowane pod adresem środowiska, z którym się utożsamiam i w którym nie znam nikogo, kto odpowiadałby odrażającym kalumniom serwowanym przez pozwanego – musiałem odebrać jako policzek.

– Na co Pan liczy?

– Chcę pokazać, że politycy nie mogą czuć się bezkarni. Tak jak każdy, muszą brać na siebie odpowiedzialność za każde kłamstwo, oszczerstwo. Jestem obywatelem tego kraju, wciąż mam swoje prawa i nie pozwolę, by niedouczony młokos obrażał mnie i moich kolegów. W szeregach KOD-u są opozycjoniści z czasów PRL. Ludzie w tamtych czasach prześladowani, wielokrotnie aresztowani, pozbawiani środków do życia. W szeregach KOD-u są ludzie, którzy mają wysoko rozwiniętą świadomość obywatelską, dla których demokracja to podstawa bezpiecznego i przyjaznego narodowi państwa. Jak można ustawiać nas po stronie byłych oprawców, jak można tak łgać, tak traktować Polaków, których jedyną winą jest niezgoda na antydemokratyczne działania PiS-u. Nie ma na to mojego przyzwolenia. W swoim pozwie wnoszę o nakazanie pozwanemu Jackowi Żalkowi, by w terminie do jednego tygodnia od uprawomocnienia się wyroku zamieścił w programie telewizyjnym stacji TVN 24 oświadczenie o treści następującej: „Jacek Żalek, poseł na Sejm R.P. przeprasza p. Andrzeja Tarnawskiego, sympatyka i aktywistę Komitetu Obrony Demokracji za oszczercze sugestie implikujące związki osobiste, towarzyskie czy rodzinne osób uczestniczących w tzw. Marszach KOD-u z aparatem przemocy b. PRL oraz ludźmi z tymże aparatem współpracującymi, które to pomówienia prezentował on publicznie za pośrednictwem środków masowej informacji, w tym m. innymi w programie publicystycznym TVN 24”. Oświadczenie to winno być wyemitowane dwukrotnie – dzień po dniu w porze pomiędzy godzinami 17.00 a 22.00.


Andrzej Tarnawski urodził się w Krakowie w 1940 roku. Ukończył prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem pracował jako asesor, sędzia Sądu Powiatowego w Katowicach; radca prawny, a od 1979 r. jako adwokat. Alpinista, ratownik ochotnik Grupy Tatrzańskiej GOPR, współzałożyciel TOPR.


Rozprawa Tarnawski kontra Żalek odbędzie się w Krakowie, ul. przy Rondzie 7, 5 lipca o godzinie 13.45 w sali K412. Liczę na to, że pojawią się koledzy pana Andrzeja z opozycji PRL oraz wszyscy, którzy nie zgadzają się na kłamstwa i agresję obecnej władzy.

Tamara Olszewska

koduj24.pl

Reduta Dobrego Imienia na rykowisku

Reduta Dobrego Imienia na rykowisku

Zbieżność nazwiska i filmu jest wielce przypadkowa, bo film „Dzień Świra” powstał na początku obecnego wieku, a Reduta Dobrego Imienia, jak podobne przypadki kiczu patriotycznego „jelenia na rykowisku” wzrastają po dojściu PiS do władzy.

Marek Koterski raczej nie mógł zainspirować się niejakim Maciejem Świrskim, założycielem owej Reduty (itd.), bo gdzie Rzym, gdzie Krym. Wybitny filmowiec nie ma wiele wspólnego z grafomanem, acz stado takich Świrskich całkiem dobrze komponuje się w metaforę owego tytułowego świra.

Tych świrów z rykowiska jeleni obecnie jest skolko ugodno. W Polsce szczególnie rozpełzli się w XIX wieku, mieli usta pełne owego kiczu patriotycznego. Narzekali na nich wszyscy nasi wielcy, z Mickiewiczem i Słowackim na czele, a hr. Aleksander Fredro nawet złamał pióro, bo śmiał bawić publikę, a nie płakać w czasach zaborów.

Patriotyczny jeleń związany jest z XX-wieczną endecją. W imię tak pojętej polskości urządzali wyznawcy świra endeckiego w okresie międzywojnia pogromy Żydów, a antysemityzm był powszechny jak powietrze. Dlatego w czasie wojny z polskiego ciemnego ludu rekrutowali się szmalcownicy, co doprowadziło do rozlicznych Jedwabnych (bo nie było to tylko takie jedno miasteczko na Podlasiu).

Patriotyzm jeleni miał się dobrze w PRL-u, a jego nieformalnym politycznym naczelnikiem przez długi czas był Mieczysław Moczar. Po 1989 roku powoli odżywał, a obecnie dostaje skrzydeł oksymoronu – skrzydeł jelenia na rykowisku.

Fruwa ten jeleń nie tylko w estetycznym kiczu (przeglądnijcie te portale czerwono-białe – nieprzypadkowa kolejność barw). Jeleń fruwa w Reducie Dobrego Imienia, jak choćby w ostatnim liście „oburzonych naukowców”, w którym atakują historyka prof. Jana Grabowskiego, specjalistę od stosunków polsko-żydowskich w czasie wojny. Grabowski to jeden z najwybitniejszych badaczy Holocaustu z Uniwersytetu w Ottawie.

Nasze fruwające jelenie zarzucają swoim kiczowatym językiem (skądinąd godnym Moczara) to, że „stanowisko Jana Grabowskiego wobec wydarzeń w Jedwabnem oraz tzw. pogromu kieleckiego pozbawione jest kontekstu historycznego i w takiej formie wprowadzane do światowej opinii publicznej” oraz „przypisywanie Polakom współudziału w Zagładzie ze względu na istnienie tzw. granatowej policji”. Oburzonych naukowców jest 130, ale praktycznie nie ma wśród nich historyków, co przebadał portal OKO.press, są tacy jelenie, tj. specjaliści jak od krystalografii białek, petrografii eratyków skandynawskich oraz sadownictwa.

Reduta Dobrego Imienia to ryczący patriotyzm, wykładnię tego kiczu czerwono-białego (jak krawaty Leppera) otrzymujemy dzień w dzień, od kiedy PiS doszedł do władzy. To najdłuższy „Dzień świra” w naszej historii, dzień trwający dwa lata. To jest islamofobia bez islamistów w Polsce, antysemityzm bez Żydów, a wartości chrześcijańskie, jak w słynnej scenie „Dnia świra”, w której Polacy modlą się o niepowodzenie innych Polaków. To jest polskie rykowisko. Reduta Dobrego Imienia szkaluje imię Polaków, bo wyraża dążenie, iż Polak to jeleń, idiota, świr.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Witold Gadomski

Idąc do zarządu PZU, trzeba znać program partii? Sadurska stanie się symbolem pazerności skrywanej za obłudnymi formułkami

09 czerwca 2017

zapragnęła spróbować swych sił 'w biznesie państwowym'. Na posadzie płatnej znacznie lepiej niż ta u Andrzeja Dudy. Nz. Małgorzata Sadurska podczas gali wręczenia nagrody im. prezydenta Lecha Kaczyńskiego

zapragnęła spróbować swych sił ‚w biznesie państwowym’. Na posadzie płatnej znacznie lepiej niż ta u Andrzeja Dudy. Nz. Małgorzata Sadurska podczas gali wręczenia nagrody im. prezydenta Lecha Kaczyńskiego (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Informacja o przejściu pani Małgorzaty Sadurskiej z Kancelarii Prezydenta do zarządu PZU pojawiła się kilka dni temu. Był to oczywisty przeciek, który pochodził albo z otoczenia pani premier Szydło, u której Sadurska załatwiała wysokopłatną posadę, albo z otoczenia prezydenta, gdzie miała opinię „ucha prezesa”, co nie budziło sympatii.

Przeciek wywołał medialną burzę i zażenowanie co bardziej wrażliwych polityków PiS. Niektórzy zaprzeczali, by taki transfer miał miejsce, inni delikatnie tłumaczyli, że współpracowniczka prezydenta ma jakieś kwalifikacje przydatne w PZU. Wszyscy czuli niezręczność tej sytuacji. Sadurska stanęła wobec dylematu – zrezygnować z fuchy, załatwionej przez panią premier i górować moralnie nad politycznymi przeciwnikami, czy też okazać się osobą pazerną, która zamienia na gotówkę swoje polityczne dokonania. Poszła za głosem serca – wybrała pieniądze.

Do Sejmu dostała się po raz pierwszy w roku 2005, mając 30 lat i bardzo niewielkie doświadczenie zawodowe poza polityką. Szybko stała się zaufaną prezesa Kaczyńskiego, co zapewniało nie tylko dalsze awanse, ale przede wszystkim wysokie miejsce na listach w kolejnych wyborach. Na polecenie Jarosława Kaczyńskiego została szefem Kancelarii Prezydenta RP.

Jak potrząsnąć naszą klasą polityczną – w „Temacie dnia” wyjaśnia „polityczny symetrysta” prof. Ryszard Bugaj

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21934777,video.html

Karierę polityczną ułatwiały też doskonałe relacje z Tadeuszem Rydzykiem i jego medialnym imperium. Sadurska od dawna była działaczką Akcji Katolickiej i stałym gościem w Radiu Maryja i Telewizji Trwam. W Sejmie współtworzyła Zespół ds. Przeciwdziałania Ateizacji Polski, Zespół ds. Wspierania Dzieła Misyjnego, Zespół na rzecz Ochrony Życia i Rodziny. Angażowała się w sejmowe prace dotyczące konwencji antyprzemocowej,  broniąc – jak to określała – tradycyjnego modelu rodziny. Z mównicy ostrzegała, że konwencja doprowadzi do tego, że dzieci będą poddane „praniu mózgów”.

Było to zgodne ze stanowiskiem polskich biskupów, którzy bardzo cenili Sadurską. Nie raz widziano ją rozmodloną w kaplicy sejmowej. No i wymodliła. Według nieoficjalnych doniesień prasowych „skromną” pensyjkę prezydenckiego ministra (niecałe 20 tys. zł miesięcznie) zamieni na solidne 80 tys.

Gdy sprawa wyszła na jaw, politycy PiS murem stanęli za swoją koleżanką. – A dlaczego nie? – ripostował w Radiu ZET poseł Marek Suski. – W zarządzie PZU potrzebny jest ktoś, kto zna program PiS – dodał.

Ostatni raz dyrektorów przedsiębiorstw przepytywano ze znajomości programu rządzącej partii w latach 70., a i to rzadko. Dzięki Suskiemu dowiedzieliśmy się, jakie są kryteria awansu menedżerów spółek skarbu państwa.

„Jest bardzo przedsiębiorcza” – powiedziała Elżbieta Witek, nie zdając sobie sprawy, jak dwuznacznie brzmią te słowa. Na pewno jest przedsiębiorcza. Ktoś z mniejszym tupetem nie miałby odwagi ubiegać się o stanowisko, do którego nie ma kompetencji, wiedząc w dodatku, że stanie się przedmiotem kpin i szyderstwa. Sadurska uznała jednak, że dla 80 tys. miesięcznie warto przeżyć kilka tygodni upokorzeń.

Może wychodzi z założenia, że może przez kilka tygodni nie czytać innych mediów niż reżimowe, żeby omijać wzrokiem krytykę?

To krótkowzroczna kalkulacja. Na zawsze stanie się symbolem pazerności skrywanej za obłudnymi formułkami o tradycyjnych wartościach.

wyborcza.pl

Prof. Balcerowicz o rządach PiS: „To jest taka bonanza w stylu greckim”

7 cze, 2017

– Pamiętajmy, że po boomie odziedziczonym przez PiS, po poprzednich rządach mamy jeden z największych deficytów w Unii. I tu nie chodzi o Unię, ale o nas. To jest taka bonanza w stylu greckim. Grecy przez kilkanaście lat mieli bonanzę, a potem katastrofę – mówił w „Faktach po Faktach” Leszek Balcerowicz, komentując politykę rządu.

Prof. Balcerowicz znany jest z ciętego języka. Od samego początku rządów Prawa i Sprawiedliwości nie szczędzi partii Jarosława Kaczyńskiego gorzkich słów. Członków rządu nazywa szkodnikami i krytykuje za pomysły nierzadko, jak to zwykł mówić, rodem z poprzedniej epoki. Tym razem wziął na celownik zwiększający się deficyt sektora publicznego.

Według niego są dwa najważniejsze wskaźniki, które są sygnalizatorem przyszłości:

  • inwestycje prywatne,
  • dług publiczny.

W ocenie prof. Balcerowicza, oba te wskaźniki wypadają niekorzystnie podczas rządów PiS. – Wzrost inwestycji zawdzięczamy tępionym przez władze PiS samorządom – powiedział w „Faktach po Faktach” Leszek Balcerowicz.

– Może być tak, że wszystko co się ludziom podoba będzie przed wyborami, a potem ktokolwiek będzie rządził, będzie się zmagał z tymi pasztetami – dodał.

businessinsider.com.pl

#RZECZoPRAWIE: Matczak o KRS – wniosek do TK to zasłona dymna

prof. Marcin Matczak
prof. Marcin Matczak

Foto: rp.pl

Sejm uznał, że nie będzie głosowania ws. zmian w ustawie o ustroju sądów powszechnych i ustawie o Krajowej Radzie Sądownictwa. Ma czekać na wyrok TK ws. wyboru członków rady. W piątkowym programie #RZECZoPRAWIE gościem Anny Wojdy był Marcin Matczak, profesor z Uniwersytetu Warszawskiego.

 

– Ta sytuacja ma zmylić opinię publiczną. Jestem bardzo krytyczny wobec proponowanych zmian, które upolitycznią sądownictwa – mówił ekspert.

– Kierując ustawę do TK minister Ziobro wie, że ma nad nim kontrolę. Trybunał wskaże, że są wątpliwości, co będzie legitymizowało zmianę punktów – przewiduje profesor.

Matczak przypomniał, że minister zakwestionował te punkty, co do których toczą się prace w parlamencie.

– Według mnie jest to zasłona dymna, próba pokazania, że coś jest nie tak np. z kadencją członków KRS, ze sposobem ich wybierania – tłumaczył.

– Publiczność, która nie jest złożona wyłącznie z prawników otrzyma informację, że TK stwierdził braki. W związku z tym parlament będzie musiał te braki usunąć – powiedział Matczak.

Wydaje mi się, że jest to szykowanie pewnej legitymizacji dla tego, co ma się zdarzyć – dodał.

rp.pl

Sejm nie wykonał egzekucji sądów. „To pierwsze takie pęknięcie w obozie PiS”

Newsweek, 09.08.2017

© photo: Leszek Szymański / source: PAP

 

Wbrew wcześniejszym zapowiedziom, Sejm nie przegłosował ustaw umożliwiających przeoranie polskiego systemu sądownictwa. Powód? Opór prezydenta przeciwko siłowemu wygaszeniu kadencji członków KRS oraz obawa kierownictwa klubu Prawa i Sprawiedliwości, że dojdzie do rozłamu podczas kluczowych głosowań nad kluczowymi ustawami.

Głosowanie nad ustawami reformującymi sądownictwo miało odbyć się w czwartkowy wieczór, tuż po zakończeniu prac w komisjach sejmowych. Na pierwszy ogień miały pójść dwa projekty dotyczące zmian w ustawie o oraz nowelizacja ustroju sądów powszechnych. W ostatniej jednak chwili z harmonogramu głosowań zniknęły te pozycje.

Sytuacja ta zaskoczyła posłów Prawa i Sprawiedliwości, także tych z partyjnej elity. Według dziennikarzy „Rzeczpospolitej”, powodem, dla którego partia rządząca zdecydowała się na krok w tył, miały być poważne wątpliwości w sprawie reformy sądownictwa Andrzeja Dudy. Już wcześniej miał on wielokrotnie dawać do zrozumienia, że nie godzi się na wygaszenie kadencji sędziów zasiadających w KRS.

PiS miał obawiać się także spójności klubu w kluczowych głosowaniach nad kontrowersyjnymi ustawami. Według posłów opozycji, to pierwsze od początku kadencji tak duże pęknięcie w obozie rządzącym, szczególnie w kontekście jednej ze sztandarowych reform PiS-u.

Oficjalnie, jak twierdzi przewodniczący sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka , partia wstrzymała się z przeforsowaniem ustaw, ponieważ czeka na wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Sędziowie mają zbadać, czy dotychczasowy tryb wyboru członków Krajowej Rady Sądownictwa jest zgodny z ustawą zasadniczą. Wniosek w tej sprawie złożył minister sprawiedliwości, Zbigniew Ziobro. Prawdopodobnie liczy na negatywny wyrok TK, a to otworzyłoby szerzej furtkę do zmian w KRS.

msn.pl

Reduta Dobrego Imienia na rykowisku

Zbieżność nazwiska i filmu jest wielce przypadkowa, bo film „Dzień Świra” powstał na początku obecnego wieku, a Reduta Dobrego Imienia, jak podobne przypadki kiczu patriotycznego „jelenia na rykowisku” wzrastają po dojściu PiS do władzy.

Marek Koterski raczej nie mógł zainspirować sie niejakim Maciejem Świrskim, założycielem owej Reduty (itd.), bo gdzie Rzym, gdzie Krym. Wybitny filmowiec nie ma wiele wspólnego z grafomanem, acz stado takich Świrskich całkiem dobrze komponuje się w metaforę owego tytułowego świra.

Tych świrów z rykowiska jeleni obecnie jest skolko ugodno. W Polsce szczególnie rozpełzli się w XIX wieku, mieli usta pełne owego kiczu patriotycznego, narzekali na nich wszyscy nasi wielcy, z Mickiewiczem i Słowackim na czele, a hr. Aleksander Fredro nawet złamał pioro, bo śmiał bawić publikę, a nie płakać w czasach zaborów.

Patriotyczny jeleń związany jest z XX wieczną endencją, w imię tak pojętej polskości urządzali wyznawcy świru endeckiego w okresie międzywojnia pogromy Żydów, a antysemityzm był powszechny jak powietrze. Dlatego w czasie wojny z polskiego ciemnego ludu rekrutowali się szmalcownicy, co doprowadziło do rozlicznych Jedwabnych (bo nie było tylko takie jedno miasteczko na Podlasiu).

Patriotyzm jeleni miał się dobrze w PRL-u, a jego nieformalnym politycznym naczelnikiem przez długi czas był Mieczystał Moczar. Po 1989 roku powoli odżywał, a obecnie dostaje skrzydeł oksymoronu – skrzydeł jelenia na rykowisku.

Fruwa ten jeleń nie tylko w estetycznym kiczu (przeglądnijcie te portale czerwono-białe – nieprzypadkowa kolejność barw), jeleń fruwa w Reducie Dobrego Imienia, jak choćby w ostatnim liście „oburzonych naukowców”, którym atakują historyka prof. Jana Grabowskiego, specjalistę od stosunków polsko-żydowskich w czasie wojny.  Grabowski to jeden z najwybitniejszych badaczy Holocaustu z Uniwersytetu w Ottawie.

Nasze fruwające jelenie zarzucają swoim kiczowatym językiem (skądinąd godnym Moczara)  to, że „stanowisko Jana Grabowskiego wobec wydarzeń w Jedwabnem oraz tzw. pogromu kieleckiego pozbawione jest kontekstu historycznego i w takiej formie wprowadzane do światowej opinii publicznej” oraz „przypisywanie Polakom współudziału w Zagładzie ze względu na istnienie tzw. granatowej policji”.

Oburzonych naukowców jest 130, ale praktycznie nie ma wśród nich historyków, co przebadał portal OKO.press, są tacy jelenie, tj. specjaliści jak od krystalografii białek, petrografii eratyków skandynawskich oraz sadownictwa.

Reduta Dobrego Imienia to ryczący patriotyzm, wykładnię tego kiczu czerwono-białego (jak krawaty Leppera) otrzymujemy dzień w dzień, od kiedy PiS doszedł do władzy. To najdłuższy „Dzień świra” w naszej historii, dzień trwający dwa lata. To jest islamofobia bez islamistów w Polsce, antysemityzm bez Żydów, a wartosci chrzescijańskie, jak w słynnej scenie „Dnia świra”, w której Polacy modlą się o niepowodzenie innych Polakow. To jest polskie rykowisko. Reduta Dobrego Imienia szkaluje imię Polaków, bo wyraża dążenie, iż Polak to jeleń, idiota, świr.

9 CZERWCA 2017

Kompromitacja „Reduty Dobrego Imienia”. Kuriozalny list protestacyjny przeciw historykowi Janowi Grabowskiemu

„Reduta Dobrego Imienia” ogłosiła list „oburzonych naukowców” krytykujących dorobek prof. Jana Grabowskiego, specjalisty od stosunków polsko-żydowskich w czasie wojny. Nie tylko list jest kuriozalny. Wśród 130 sygnatariuszy praktycznie nie ma historyków. Są za to specjaliści od krystalografii białek, petrografii eratyków skandynawskich oraz sadownictwa

„Reduta Dobrego Imienia” chce bronić dobrego imienia Polski za granicą, a sama nie przestaje się kompromitować. 7 czerwca portal Niezależna.pl opublikował nadesłany przez Redutę „dokument wyrażający sprzeciw wobec działalności Jana Grabowskiego i wzywający go do zachowania rzetelności naukowej”.

Można go przeczytać tutaj. Sygnatariusze listu zarzucają prof. Grabowskiemu – znanemu badaczowi Holocaustu z Uniwersytetu w Ottawie – m.in. to, że „stanowisko Jana Grabowskiego wobec wydarzeń w Jedwabnem oraz tzw. pogromu kieleckiego pozbawione jest kontekstu historycznego i w takiej formie wprowadzane do światowej opinii publicznej” oraz „przypisywanie Polakom współudziału w Zagładzie ze względu na istnienie tzw. granatowej policji”. Naukowcy uznali, że:

„Grabowski nie przestrzega podstawowych zasad rzetelności badacza, używając obrazowych i zdecydowanie przerysowanych określeń bardziej w celu budowania konstrukcji propagandowych niż pokazania rzetelnego obrazu”.

Na koniec sygnatariusze apelują do profesora:

„Wzywamy Jana Grabowskiego do zaprzestania szkalowania Narodu Polskiego i do przyjęcia postawy godnej pracownika naukowego, która polega na służbie prawdzie. Działalność Jana Grabowskiego nie tylko nie przyczynia się do poznania prawdy, ale jest też rozsadnikiem kłamstwa w międzynarodowym życiu publicznym i naukowym, a więc jest sprzeczna z powołaniem naukowca”.

OKO.press prawdopodobnie przyczyniło się do ataku „Reduty” na prof. Jana Grabowskiego. Kilka dni temu opublikowaliśmy krytyczną analizę pozwu skierowanego przez założyciela „Reduty” Macieja Świrskiego przeciwko hiszpańskiemu dziennikowi „El Pais”. Nie tylko hiszpański autor powoływał się na badania prof. Grabowskiego, ale także naukowiec komentował pozew w OKO.press.

Cieszymy się, że „Reduta Dobrego Imienia” czyta nasz portal. Może dzięki temu przestanie popełniać błędy, którymi się kompromituje – a list atakujący prof. Grabowskiego jest kolejną wpadką.

Kto bowiem zarzuca prof. Grabowskiemu „nieprzestrzeganie podstawowych zasad rzetelności badacza”? Przyjrzeliśmy się liście sygnatariuszy.

Nie znaleźliśmy wśród tych 130 oburzonych żadnego znanego (ani nawet mniej znanego) nazwiska specjalisty od historii stosunków polsko-żydowskich w czasie wojny.

Znaleźliśmy za to specjalistów od

  • teorii pola
  • termodynamiki procesów nieodwracalnych
  • fizykochemii powierzchni
  • literatury postkolonialnej anglojęzycznej
  • technologii żywności pochodzenia roślinnego
  • teologii moralnej
  • fizykochemii polimerów
  • architektury krajobrazu i fundacji kalwaryjnych
  • chemii związków heterocyklicznych
  • petrografii eratyków skandynawskich (w OKO.press nie wiemy, co to dokładnie jest, domyślamy się, że chodzi o badania głazów narzutowych)
  • budowy i eksploatacji maszyn
  • bibliotekoznawstwa

OKO.press szanuje bardzo te wszystkie dziedziny. Jednak specjaliści od petrografii eratyków czy termodynamiki procesów nieodwracalnych mają niewielkie kompetencje, aby zarzucać historykowi – który pół życia spędził w archiwum – naukową nierzetelność. Po prostu nie mają pojęcia ani o źródłach, z których korzysta historyk, ani o jego metodologii badawczej.

Autorzy listu chyba też się z tym poglądem zgadzają, ponieważ – uwaga – nie podali swoich specjalności naukowych. Skorzystaliśmy jednak z użytecznej bazy danych „Ludzie nauki” i je sprawdziliśmy.

Wśród 130 sygnatariuszy znaleźliśmy paru historyków (można ich policzyć na palcach). Kłopot w tym, że – o ile nam się udało ustalić – nie zajmują się oni Holocaustem, ani tematem pokrewnym. Np.:

  • prof. dr hab. Zofia Chyra-Rolicz z Uniwersytet Przyrodniczo-Humanistycznego w Siedlcach zajmuje się historią społeczną Polski XVIII-XX w. i historią spółdzielczości. Z jej biogramu dowiadujemy się, że m.in. w latach 1974- 1997 pracowała w Spółdzielczym Instytucie Badawczym, gdzie kierowała Zakładem Historii Ruchu Spółdzielczego. Jest autorką m.in. książek „Stanisław Staszic prekursor spółdzielczości rolniczej” (Siedlce 2004) oraz „Maria Konopnicka. Opowieść o niezwykłej kobiecie”, Siedlce 2012;
  • ks. prof. Waldemar Gliński z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie jest autorem pracy habilitacyjnej „Reformy kształcenia duchowieństwa diecezjalnego w Królestwie Polskim w latach 1815-1837”. Zakładamy, że kontynuuje te badania. Jako specjalista od holocaustu jest nieznany.

Poniżej specjalizacje kilkudziesięciu pierwszych sygnatariuszy. W nawiasach specjalności badawcze. Życzymy państwu wesołej lektury, a „Reducie” – żeby mniej się oburzała.

prof. Andrzej Staruszkiewicz, Uniwersytet Jagielloński, Kraków (fizyka teoretyczna, teoria pola)
prof. Tadeusz Pyrcioch, Uniwersytet Techniczno-Humanistyczny, Radom (energetyka, mechanika, “termodynamika procesów nieodwracalnych”)
prof. dr hab. Józef Drabik (nauki kultury fizycznej, teoria treningu zdrowotnego)
prof. Tomasz Panfil, Katolicki Uniwersytet Lubelski, Lublin (historia kultury staropolskiej)
prof. IKFP, dr hab. Paweł Weroński, PAN, Kraków (chemia teoretyczna, fizykochemia powierzchni)
prof. Jacek Leśkow, Politechnika Krakowska, Kraków (analiza szeregów czasowych, statystyka matematyczna)
prof. dr hab. Piotr Boguslawski, PAN, Warszawa (teoretyczna fizyka ciała stałego)
prof. dr hab. inż. Jacek Koronacki, PAN, Warszawa (analiza danych, statystyka matematyczna, statystyka obliczeniowa)
prof. Beniamin Goldys, Sydney University, Australia (matematyka i finanse)
prof. Dorota Filipczak, Uniwersytet Łódzki (literatura postkolonialna anglojęzyczna XX w., literaturoznawstwo anglojęzyczne)
prof. zw. dr. hab. Krystyna Skarżyńska-Bocheńska, Uniwersytet Warszawski (kulturoznawstwo – orientalistyka, literaturoznawstwo, arabistyka: literatura arabska)
prof. dr hab. dr hc multi Wacław Leszczyński, Uniwersytet Przyrodniczy, Wrocław (technologia żywności pochodzenia roślinnego)
ks. prof. dr hab. Paweł Bortkiewicz, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza, Poznań (teologia moralna)
prof. dr hab. Andrzej Wiśniewski, PAN, Warszawa (w grę wchodzi chemia, matematyka, ekonomia – jest wielu naukowców o tym imieniu i nazwisku)
prof. Andrzej Kozłowski (znów: w grę wchodzi fizyk, ekonomista i geolog)
prof. zw. dr hab. Czesława Piecuch, Uniwersytet Pedagogiczny, Kraków (antropologia filozoficzna, historia filozofii)
prof. Anna Gruszczyńska-Ziółkowska, Uniwersytet Warszawski (amerykanistyka, etnomuzykologia, muzykologia)
Associate Professor, Jacek Fraczak, Missouri State University, USA (Art and Design Department)
prof. Andrzej M. Pawlak, Politechnika Białostocka, Poznań (fizykochemia polimerów, ew filologia)
prof. zw. dr hab. Mariusz Ziółkowski, Uniwersytet Warszawski, Warszawa (archeologia Ameryki)
Associate Professor Marek J. Druzdzel, University of Pittsburgh, USA (informatyka)
prof. dr hab. inż. Krzysztof Gosiewski, PAN, Gliwice (inżynieria chemiczna, inżynieria i ochrona środowiska, automatyka i robotyka)
prof. dr hab. Zofia Chyra-Rolicz, Uniwersytet Przyrodniczo-Humanistyczny, Siedlce (historia społeczna Polski XVIII-XX w., historia spółdzielczości, historia kultury)
prof. Zofia Denkowska, Uniwersytet Angers, Francja (analiza różniczkowa)
prof. dr. hab. Zdzisław Denkowski, Uniwersytet Jagielloński, Kraków (informatyka, metody numeryczne, równania różniczkowe, teoria optymalnego sterowania)
prof. nzw. dr hab. Marek Chowaniec, Akademia Sztuk Pięknych, Warszawa (KBN (nauki o sztukach pięknych)
prof. Andrzej Altenberger, University of Minnesota oraz St. Cloud State University, USA (chemik)
prof. dr hab. Kazimierz Jodkowski, Uniwersytet Zielonogórski, Zielona Góra (filozofia nauki)
ks. prof. Waldemar Gliński, Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Warszawa (historia)
prof. nzw. dr hab. Tadeusz Jacyna, Uniwersytet Przyrodniczy, Lublin (sadownictwo)
prof. Aniela Książek-Szczepanikowa (socjologia literatury, dydaktyka literatury)
prof. Zbigniew Antczak, Uniwersytet Ekonomiczny, Wrocław (organizacja i zarządzanie, socjologia)
prof. nzw. dr hab. Katarzyna Lisowska, Instytut Onkologii, Gliwice (biologia medyczna)
prof. dr hab. Jan Wawrzyńczyk, Uniwersytet Warszawki (językoznawstwo rosyjskie)
prof. Lucjan Piela, Uniwersytet Warszawski (chemia kwantowa, chemia teoretyczna)
prof. dr hab. Irena Kasacka, Uniwersytet Medyczny, Białystok (histologia, patologia)
prof. dr hab. inż. arch. Anna Mitkowska, Politechnika Krakowska (architektura krajobrazu, fundacje kalwaryjne, historia architektury i urbanistyki, sztuka ogrodowa)
prof. Tomasz Kowalski, La Trobe University, Melbourne, Australia (matematyka i statystyka)
prof. dr hab. Renata Zawirska-Wojtasiak, Uniwersytet Przyrodniczy, Poznań (technologia żywności i żywienia)
prof. dr hab. Łukasz Kaczmarek, Instytut Farmaceutyczny, Warszawa (chemia medyczna, chemia organiczna, chemia związków heterocyklicznych, synteza organiczna)
prof. dr hab. inż. Artur Przelaskowski, Politechnika Warszawska (biocybernetyka i inżynieria biomedyczna, informatyka, elektronika)
prof. nzw. dr hab. Paweł K. Zarzycki, Politechnika Koszalińska, Koszalin (analiza chromatograficzna, analiza farmaceutyczna, ekotoksykologia)
prof. dr hab. inż. Janusz Kawecki, Politechnika Krakowska (budownictwo
Specjalności: diagnostyka dynamiczna, konstrukcje budowlane, mechanika budowli)
prof. dr hab. Piotr Jaroszyński, Katolicki Uniwersytet Lubelski, Lublin (estetyka, etyka, filozofia kultury, kultura nauki, retoryka)
prof. UJK dr hab. Maria Górska-Zabielska, Uniwersytet Jana Kochanowskiego, Kielce (geomorfologia, geomorfologia glacjalna, petrografia eratyków skandynawskich)
prof. nzw. dr hab. inż. Artur Blum, Akademia Górniczo-Hutnicza, Kraków (budowa i eksploatacja maszyn, mechanika)
prof. Wojciech Rypniewski, PAN, Poznań (biochemia, krystalografia białek)
prof. Krystyna Heska-Kwaśniewicz (bibliotekoznawstwo; historia literatury i książki na Śląsku, literaturoznawstwo, polska literatura współczesna)

OKO.press

PIĄTEK, 9 CZERWCA 2017

STAN GRY: Fakt: Szydło chce dać fuchę przyjaciółce, PAD uprawia nordic walking, Śpiewak: Chciałbym być prezydentem Warszawy

TUŻ PRZED KOLEJNYM POSIEDZENIEM SEJMU TK OGŁOSI ORZECZENIE WS. USTAWY O KRS – piszemy na 300POLITYCE. http://300polityka.pl/news/2017/06/09/tuz-przed-kolejnym-posiedzeniem-sejmu-tk-oglosi-orzeczenie-ws-ustawy-o-krs/

300LIVE:
Szydło: Memorandum, które dziś podpiszemy jest dokumentem przełomowym. Po raz kolejny dotrzymaliśmy słowa
TK 20 czerwca ogłosi orzeczenie ws. ustawy o KRS
Suski: Do PZU jest poszukiwana osoba o wysokich kwalifikacjach, która zna program PiS
Suski: Sadurska jest osobą miłą i sympatyczną
Suski: Sądzę, że Sadurska i PZU nawzajem się potrzebują
Karczewski o referendum 11 listopada: Ten termin jest bardzo dobry, ale też i nie najlepszy
Karczewski: Sadurska ma wszelkie kompetencje, dziennikarze i politycy sprawiają jej wielką krzywdę
Polityczny plan piątku: Szydło w Danii, PAD w Wielkopolsce
http://300polityka.pl/live/2017/06/09/

PRZEWODNIK PO NOCY WYBORCZEJ W UK – blog 300 o kampanii w UK ze wsparciem Providenta: http://300polityka.pl/wyboryuk/

PREMIER CHCE DAĆ FUCHĘ PRZYJACIÓŁCE – pisze Mikołaj Wójcik w Fakcie: “Z tymi trzema paniami jest prawie jak w piosence o trzech przyjaciołach z boiska. “Jedna rodem jest z miasta Jawora, druga rodem z okręgu Chrzanowa, no a trzecia jest rodem z Lublina. Co ich łączy? I przyjaźń, i PiS”. To w znajomości Małgorzaty Sadurskiej (42 l.) z Beatą Szydło (54 l.) leży klucz do zagadkowej nominacji tej pierwszej do zarządu PZU”. http://fakt.pl/wydarzenia/polityka/to-dlatego-malgorzata-sadurska-dostanie-posade-w-pzu/4r1tqe5

CHCIAŁBYM BYĆ PREZYDENTEM WARSZAWY – mówi Jan Spiewak w rozmowie z Robertem Mazurkiem w DGP: “ – Pora to powiedzieć głośno.
– Tak, chciałbym być prezydentem Warszawy.
– Czyli wystartuje pan w wyborach?
– Logika wydarzeń może mnie do tego zmusić. Jeśli nie znajdziemy kogoś, kogo moglibyśmy poprzeć, to pewnie będę kandydował na prezydenta Warszawy.
– Co to za logika wydarzeń?
– Jestem politykiem…
– O, to nowa deklaracja.
– Nie ma co owijać w bawełnę: jestem politykiem, choć nie należę do żadnej partii. Chciałbym zmieniać to miasto i chciałbym zrobić to szybko, bo widzę, jak traci swoją szansę.
– Dobrze, jest pan politykiem. I?
– I nie widzę nikogo, na kogo chciałbym głosować w wyborach na prezydenta stolicy. Mógłbym poprzeć Jana Ołdakowskiego, ale on nie kandyduje, mógłbym też poprzeć Barbarę Nowacką, ale ona się do tego nie pali, a w dodatku jak widzę, kto wokół niej się kręci, to przechodzi mi ochota”. http://gazetaprawna.pl/artykuly/1049409,jan-spiewak-chce-byc-prezydentem-warszawy.html

DAMĄ BYĆ – pisze w GW Monika Olejnik: “Maria Kaczyńska na początku prezydentury Lecha, kiedy dostawała po głowie za swojego męża, potrafiła się bronić. Kiedy kpiono z niej, że dostarczyła mu kanapki do samolotu, przesłała kpiącemu Szymonowi Majewskiemu do programu kanapki z karteczką: „Proszę nie nakruszyć“. Była wspaniałą osobą, nie była niema, potrafiła walczyć o prawa kobiet i ekologów. Ale to były zupełnie inne czasy, zupełnie inna prezydentura. I nie trzeba było mówić: ja się pana nie boję”. http://wyborcza.pl/7,75968,21935030,dama-byc.html

PRZYLECI TRUMP – pisze Bartosz Wieliński na jedynce GW: “ – Donald Trump przyjedzie na 90 proc. – według informacji “Wyborczej” taką wiadomość w środę przekazano ambasadorom krajów Europy Środkowej na spotkaniu w kancelarii prezydenta Andrzeja Dudy. Dyplomatów zaproszono tam na rozmowę w sprawie Forum Państw Trójmorza, które odbędzie się 6 i 7 lipca we Wrocławiu”. http://wyborcza.pl/7,75398,21934145,donald-trump-na-90-proc-odwiedzi-w-lipcu-polske-dowiedziala.html

TRUMP WEŹMIE PIS DO NIEBA – pisze w GW Wieliński: “Wizyta Donalda Trumpa to prestiż dla Polski. PiS nie musi się obawiać słów krytyki z ust amerykańskiego prezydenta. Nie wiadomo czy Waszyngton nie spróbuje ponownie podzielić Europy”. http://wyborcza.pl/7,75968,21935378,trump-wezmie-pis-do-nieba.html

KOMISJA WOJNA O AGENCJĘ MACIEREWICZA Z MORAWIECKIM – pisze w Fakcie Dariusz Grzędziński: “W październiku 2016 r. premier Beata Szydło (54 l.) odwołała prof. Marka Banaszkiewicza, powołanego w drodze konkursu prezesa Polskiej Agencji Kosmicznej (PAK). Pełnienie obowiązków prezesa powierzono płk. Piotrowi Suszyńskiemu (49 l.), wiceprezesowi ds. obronnych. Zgodnie z ustawą, pełniącego obowiązki można powołać maksymalnie na pół roku. Termin minął więc 11 kwietnia. I co? I nic. W październiku 2016 r. premier Beata Szydło (54 l.) odwołała prof. Marka Banaszkiewicza, powołanego w drodze konkursu prezesa Polskiej Agencji Kosmicznej (PAK). Pełnienie obowiązków prezesa powierzono płk. Piotrowi Suszyńskiemu (49 l.), wiceprezesowi ds. obronnych. Zgodnie z ustawą, pełniącego obowiązki można powołać maksymalnie na pół roku. Termin minął więc 11 kwietnia. I co? I nic”. http://fakt.pl/wydarzenia/polityka/kosmiczna-wojna-o-agencje-macierewicz-kontra-morawiecki/34djcg7

ABORCJA WRÓCI JESIENIĄ – pisze w RZ Tomasz Krzyżak: “Nową inicjatywę obywatelską zmierzającą do zmiany ustawy o warunkach dopuszczalności przerywania ciąży uruchamia Fundacja Życie i Rodzina Kai Godek. Od kilku miesięcy prowadzi kampanię prolife “Zatrzymaj aborcję” oraz rekrutację wolontariuszy, którzy będą zbierali podpisy pod projektem ustawy. – Projekt jest już prawie gotowy. Trwają prace nad uzasadnieniem – mówi “Rzeczpospolitej” Kaja Godek. – Chcemy, by z przepisów wykreślona została przesłanka pozwalająca na aborcję ze względu na wady płodu – tłumaczy i dodaje, że ze statystyk wynika, że 96 proc. aborcji w Polsce dokonywanych jest właśnie z tego powodu. – Likwidacja tego zapisu będzie krokiem w kierunku pełnej ochrony życia nienarodzonych – podkreśla Godek”. http://rp.pl/Spoleczenstwo/306089857-Temat-aborcji-wroci-jesienia.html

ELITY Z POLITYCZNEGO NADANIA – pisze w RZ Michał Szułdrzyński: “Ponieważ elity mają wpływ nie tylko na kształtowanie się opinii mas, ale również na to, jak funkcjonuje państwo, PiS, chcąc zrealizować swój cel, którym ma być głęboka sanacja państwa, musi je wymienić. Z tym związane jest przekonanie, że dotychczasowe elity zawdzięczają swoją pozycję układom. Skoro III RP to postkomunizm, to znaczy, że elity są z postkomunistycznego nadania”. http://rp.pl/Komentarze/170609090-Michal-Szuldrzynski-Elity-z-politycznego-nadania.html

WIELKIE ZWYCIĘSTWO ANDRZEJA DUDY – pisze SE: “Emocje wywołane katastrofą smoleńską sprawiły, że 10 kwietnia 2010 roku były współpracownik Lecha Kaczyńskiego (+61 l.), czyli prezydent Andrzej Duda (45 l.), wrócił do nałogu. Od tamtej pory wypalił setki paczek papierosów. Aż do 13 stycznia 2017 roku. Tego dnia postanowił nie tylko rzucić palenie. – Mam stałą dietę, uprawiam co drugi dzień nordic walking, przemierzam 10 kilometrów i świetnie się czuję. Kondycja jest dla mnie bardzo ważna – mówi “Super Expressowi” prezydent”. http://se.pl/wiadomosci/polityka/Wielkie-zwyciestwo-Andrzeja-Dudy-Prezydent-zaoszczedzi-sporo-pieniedzy_999862.html

SĘDZIOWIE I SĄDY BLIŻEJ PIS – tytuł na jedynce RZ.

MINISTROWIE TRAKTUJĄ CASĘ JAK TAKSÓWKĘ – pisze SE: “O loty wojskową CAS-ą zapytał w interpelacji poseł PO Krzysztof Brejza (39 l.). Odpowiedź wiceministra obrony narodowej Bartosza Kownackiego (38 l.) może szokować. Rekordzistą w korzystaniu z maszyny jest szef MON Antoni Macierewicz, który w okresie grudzień 2015 – maj 2017 odbył aż 109 takich lotów. Wicepremier Mateusz Morawiecki (49 l.) latał 29 razy. Najbardziej zaskakujące jest to, że z CAS-y korzystali też Mariusz Błaszczak i Jan Szyszko. Ten pierwszy poleciał do Burgas, gdzie spotkał się z wicepremier Bułgarii. Szef resortu środowiska odbył wojskową maszyną sześć lotów, m.in. do marokańskiego Marrakeszu, gdzie gościł na szczycie klimatycznym. Jak to możliwe, że minister może korzystać z wojskowej maszyny, skoro rząd powinien latać wyczarterowanymi z LOT-u embraerami? – Jednym z dysponentów jest Kancelaria Premiera. Ministrowie mogą też osobiście wystąpić do ministra obrony narodowej – argumentuje wiceminister Kownacki. Zdaniem posła Brejzy korzystanie ministrów z wojskowej maszyny jest żenującą sytuacją. – To wykorzystywanie CAS-y jako taksówki i ośmieszanie polskich sił zbrojnych – twierdzi poseł. Koszt godziny lotu CAS-y to 21,5 tys. zł”. http://se.pl/wiadomosci/polityka/ministrowie-traktuja-cas-e-jak-taksowke_999856.html

300polityka.pl

Prof.Płatek: Polską rządzi pozakonstyt i niedemokrat. człowiek,który otaczający go świat zna tylko teoret.

PRAWO: głową, sercem, wątrobą.


http://plockod.blogspot.com/2017/06/prawo-gowa-sercem-watroba.html?spref=fb

„Jazdy solowej nie będzie, sprawa Smoleńska nie wjedzie pod obrady”. Ekspert o Polsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ

WYWIAD
Marek Mamoń, 09 czerwca 2017

Polska została niestałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ na lata 2018-19 - zdecydowało dziś Zgromadzenie Ogólne ONZ. Za Polską głosowało 190 ze 192 krajów, dwa wstrzymały się od głosu. Starania o to stanowisko trwały od 2009 roku

Polska została niestałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ na lata 2018-19 – zdecydowało dziś Zgromadzenie Ogólne ONZ. Za Polską głosowało 190 ze 192 krajów, dwa wstrzymały się od głosu. Starania o to stanowisko trwały od 2009 roku (Bebeto Matthews / AP)

W naszej przetrzebionej służbie dyplomatycznej nie ma obecnie nikogo, kto mógłby podjąć partnerską – w sensie kompetencji – dyskusję z Siergiejem Ławrowem na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ – mówi prof. Roman Kuźniar, politolog, kierownik Zakładu Studiów Strategicznych UW, były doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego.

Marek Mamoń: Czy wybór Polski do Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych to wielki sukces?

Prof. Roman Kuźniar: Zacznijmy od tego, że Polska może zdziałać tam tylko to, co wchodzi w zakres kompetencji Rady Bezpieczeństwa, które są definiowane przez Kartę Narodów Zjednoczonych. Z drugiej strony ma reprezentować interesy niemal dwustu państw członkowskich Organizacji. Pole manewru jest ograniczone, a myślenie o jakiejś jeździe solowej – wykluczone.

Dziś do Rady Bezpieczeństwa nie idzie się, by realizować partykularne interesy, tylko po to, by stać na straży bezpieczeństwa i pokoju, działać w imieniu społeczności międzynarodowej. To odpowiedzialność i obowiązek, a nie okazja, żeby się pokazać. Chciałbym, byśmy uniknęli iluzji co do tego, czym jest Rada i co mogą jej członkowie. Tam nikt nie idzie, by coś z tego mieć. Odwrotnie – idziemy po to, żeby społeczność międzynarodowa z nas miała pożytek, bo ona nas tam wybrała.

O miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ubiegaliśmy się już od 2009 roku, bo w takich sprawach bierze się długi rozbieg. A o wyborze decyduje rozkład sił we własnej grupie regionalnej: musieliśmy poczekać, aż kraje z naszej grupy odpracują swoje obowiązki i w Radzie przyszedł czas na nas.

Oczywiście wymagało to pewnego wysiłku, ale jeżeli „wychodzimy z grupy” jako jedyny kandydat, to miejsce w Radzie mamy jak w banku. Tylko raz w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat odpadł kandydat grupy. Notabene przyłożyliśmy do tego rękę, sam brałem udział w obalaniu tego kandydata. Chodziło o Sudan, w którym masowo naruszano prawa człowieka. Kraje afrykańskie wystawiły go do Rady ze swojej grupy i wtedy Wspólnota Demokracji, międzynarodowa koalicja zainicjowana przez Madeleine Albright i prof. Bronisława Geremka, postanowiła się sprzeciwić – wybrany został wskazany przez tę Wspólnotę Mauritius.

Witold Waszczykowski pyszni się niczym paw niestałym członkostwem Polski w Radzie Bezpieczeństwa. A ja świetnie pamiętam, gdy Waszczykowski na prowadzonym przeze mnie panelu dyskusyjnym o Polsce w ONZ (było to tuż po objęciu urzędu przez Andrzeja Dudę, jeszcze zanim PiS wziął rząd) w sposób bardzo typowy dla siebie, lekceważący i pogardliwy, szydził z zabiegów o członkostwo w Radzie Bezpieczeństwa podjętych przez poprzedników.

Dziś mam pewną satysfakcję, że minister Waszczykowski nie zepsuł tych starań.

Szef MSZ mówi, że Polska swą obecność w Radzie Bezpieczeństwa chce wykorzystać na zwrócenie uwagi społeczności międzynarodowej na terroryzm, zbrodnie przeciwko ludzkości, nieprzestrzeganie podstawowych zasad prawa międzynarodowego. A jednocześnie minister Krzysztof Szczerski z Kancelarii Prezydenta dopowiada, że może będzie okazja poruszyć „sprawę Smoleńską”.

– Nasz odwrót od prawa międzynarodowego, bo przecież naruszamy cały szereg tych praw, mam na myśli przede wszystkim standardy Unii Europejskiej, nie wpłynie znacząco na odbiór Polski. Będziemy co prawda mało wiarygodni dla pozostałych członków UE w RB ONZ, ale trzeba pamiętać, że kraje w Ameryce Łacińskiej, Azji czy Afryce nie mają zielonego pojęcia o tym, co się dzieje nad Wisłą. Nieliczna grupa państw wie, jak rządzący w Polsce podchodzą do zasad poszanowania demokracji. Także dla prezydenta Trumpa to kompletnie bez znaczenia, ponieważ on kieruje się zupełnie innymi kryteriami i emocjami.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Polska w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Czy będzie w stanie wykorzystać sukces ministra Waszczykowskiego?

A sprawa Smoleńska?

Wypowiedzi ministra Szczerskiego aż nie chce się komentować. Niech minister zajrzy do Karty Narodów. Pracował w Instytucie Studiów Międzynarodowych UJ i powinien wiedzieć, że jej zapisy są co prawda lakoniczne, ale czytelne i jednoznaczne.

Oczywiście polski delegat może opowiadać o katastrofie pod Smoleńskiem, ale wszyscy będą patrzeć na niego jak na raroga i robić wielkie oczy ze zdziwienia. Nie zakładam, znając sposób, w jaki pracuje Rada Bezpieczeństwa, że uda się uczynić z tego punkt porządku obrad. Niewątpliwie ta katastrofa lotnicza nie stanowiła i nie stanowi zagrożenia dla bezpieczeństwa międzynarodowego i pokoju.

Ta władza łamie charaktery, uczy ludzi cynicznego grania tragedią smoleńską – Michał Kamiński w „3×3”

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21919385,video.html

Są głosy, że być może minister Waszczykowski zostanie ambasadorem przy Radzie Bezpieczeństwa ONZ.

– Nie chciałbym spekulować. Waszczykowski ma doświadczenie, jeżeli chodzi o NATO, spędził jakiś czas w Iranie. Ale zarówno z Iranu, jak i z Brukseli trzeba go było wcześniej odwoływać ze względu na kardynalne błędy, których dopuszczał się jako dyplomata.

Z reguły do Rady Bezpieczeństwa każdy kraj wysyła najlepszych, jakich ma. Nie sądzę, byśmy jechali tam w roli kibica, bo ten rząd, nawet jeśli kompletnie nieudolnie reprezentuje polskie interesy, to stara się zaznaczać swoją obecność, podejmuje pewną aktywność albo przynajmniej to pozoruje. Problem w tym, że rząd Beaty Szydło przetrzebił szeregi dyplomatów i tych z najwyższej półki zostało tyle co kot napłakał.

Trzeba powiedzieć bardzo wyraźnie, że dyplomacja wielostronna jest najtrudniejszym rodzajem dyplomacji, zwłaszcza w Radzie Bezpieczeństwa. Powinno się tam wysłać dyplomatę o wielkim doświadczeniu i dobrych kontaktach. Pytanie, czy jest ktoś taki w zasobach kadrowych PiS-u.

Siergiej Ławrow, zanim stał się szefem MSZ Rosji, reprezentował ją w Radzie Bezpieczeństwa. Minister Waszczykowski pochwalił się depeszą gratulacyjną od niego. Czy to otwiera drogę do współpracy z Rosją?

– Gdy przeczytałem wypowiedź ministra Waszczykowskiego, który pochwalił się, że Ławrow mu pogratulował i od razu zaproponował konsultacje na szczeblu wiceministrów, to wyczułem w tym kompleks prowincjusza.

Takie kurtuazyjne gesty są normalne. Ani my, ani Rosja nie musieliśmy czekać do tego momentu, żeby ze sobą rozmawiać. Nie widzę nowych elementów, które by przemawiały za ożywieniem polsko-rosyjskich stosunków dyplomatycznych w związku z tym, że za chwilę wejdziemy do Rady Bezpieczeństwa. Sądzę, że gdyby Rosjanie usunęli przeszkodę w postaci wraku tupolewa i zwrócili go Polsce, to bardzo szybko Kaczyński z Putinem znaleźliby wspólny język. Bo jeżeli chodzi o kulturę polityczną, to są mentalnie bardzo sobie bliscy. Także gdy chodzi o spojrzenie na Unię Europejską.

Boję się, że przy tak wielkiej różnicy na korzyść Rosji w zdolnościach dyplomatycznych to raczej Ławrow zechce ustawić naszą delegację w Radzie i sformatować Polskę tak, by nie zawadzała. W naszej  przetrzebionej służbie dyplomatycznej nie ma obecnie nikogo, kto mógłby podjąć partnerską – w sensie kompetencji – dyskusję z Ławrowem.

wyborcza.pl

Dzień Archiwów. Dlaczego warto chodzić na wybory Na podstawie PKW

”Sadurska w PZU jest gorsza niż to, co zrobiono w Janowie. Tam padły konie, tu padną miliardy”

dżek, 09.06.2017
http://www.gazeta.tv/plej/19,102433,21936105,video.html?embed=0&autoplay=1

Kilka dni czekaliśmy na potwierdzenie informacji o tym, że szefowa kancelarii Dudy idzie do zarządu PZU. Komentarze o politycznej nominacji Małgorzaty Sadurskiej były co najmniej złośliwe. – Prezydentura Dudy tak się nie liczy, że lepiej być prezesem PZU, a nie szefem jego kancelarii – mówił w TOK FM Tomasz Siemoniak.

Dziś sprawę komentował podczas przeglądu prasy Jacek Żakowski. – W ”Gazecie Wyborczej” sporo o niesamowitym i bulwersującym skoku na kasę Małgorzaty Sadurskiej, która odchodzi z Kancelarii Prezydenta i idzie do zarządu PZU  – mówił w TOK FM publicysta.

– Nie wiem, czy państwo zdają sobie sprawę, że biznes ubezpieczeniowy to jeden z najbardziej zaawansowanych intelektualnie, technicznie biznesów w dzisiejszym świecie. Jest to biznes może najbardziej zdominowany przez gigantyczne globalne organizacje finansowe. Wysyłanie do wielkiego polskiego ubezpieczyciela, jakim jest PZU, ale ubezpieczyciela który traci rynek osoby tak nieprzygotowanej, tak zielonej jest bardziej nieodpowiedzialne niż to, co zrobiono ze stadniną w Janowie. Tam padły konie, tu padną miliardy – komentował Żakowski.

– To jest wielka wojna światów. W tej wojnie Jarosław Kaczyński podnosi ręce, poddajemy się. Niech Niemcy, Szwajcarzy, Amerykanie biorą naszą kasę. Mają dużo, im się przyda, a my zmarnujemy, jak widać z tego, co PiS robi z polską gospodarką – mówił Jacek Żakowski.

Zobacz także

TOK FM

PIĄTEK, 9 CZERWCA 2017

Tuż przed kolejnym posiedzeniem Sejmu TK ogłosi orzeczenie ws. ustawy o KRS

Na wtorek, 20 czerwca na 12:30 zaplanowane publiczne ogłoszenie orzeczenia przez Trybunał Konstytucyjny ws. ustawy o KRS, którą zaskarżył Zbigniew Ziobro. TK ogłosi orzeczenie w 5-osobowym składzie, w którym wszyscy sędziowie zostali wybrani przez PiS, a dodatkowo 3 to tzw. dublerzy.

W ten sposób TK zdąży wydać wyrok przed kolejnym posiedzeniem Sejmu, które rozpoczyna się w środę, 21 czerwca. Według wstępnego harmonogramu, do głosowania nad projektami ustaw dot. KRS i sądów ma dojść w czwartek, 22 czerwca w porannym bloku głosowań.

Tym samym realizuje się scenariusz, o którym pisaliśmy w maju na 300POLITYCE. PiS wykorzystuje podporządkowany sobie Trybunał Konstytucyjny – który przejął zimą pakietem trzech ustaw – do zalegalizowania rewolucyjnych wręcz zmian w Krajowej Radzie Sądownictwa.

Trybunał najprawdopodobniej stwierdzi niekonstytucyjność przepisów, co będzie dla PiS-u argumentem, by wygasić kadencję członków KRS. Wyrok będzie też pretekstem dla prezydenta, który do tej pory zgłaszał wątpliwości, czy zwykłą ustawą można skrócić kadencję KRS.

Mówiąc w skrócie: jeśli TK wyda korzystny dla PiS wyrok, Sejm w tym samym tygodniu uchwali oba projekty – o sądach i KRS. W następnym tygodniu ustawy rozpatrzy Senat, które na przełomie czerwca i lipca, w przypadku niewniesienia poprawek, wyjdą z parlamentu. Na końcu prezydent zapewne podpisze ustawę, bo TK i tak nie potwierdziłby jego wątpliwości.

300polityka.pl

WTOREK, 9 MAJA 2017

PiS wykorzysta TK do zalegalizowania reformy KRS

Uchwalenie zmian w KRS w obecnym kształcie – włączając w to wygaszenie mandatów członków rady, w międzyczasie „uznanie” przez TK wniosku Zbigniew Ziobro ws wyboru obecnej KRS i w konsekwencji podpisanie ustawy przez prezydenta. To – przynajmniej na chwilę obecną – najbardziej prawdopodobny scenariusz, który można nawet odczytać ze słów Andrzeja Dudy, choć ten oficjalnie zgłasza swoje wątpliwości co do skrócenia kadencji.

Wygaszenie mandatu członków obecnej KRS to jedno z ważniejszych założeń rządowego projektu. Po co forsować tak głębokie zmiany, jak chociażby nowy system wyboru sędziów do rady, jeżeli zmiana weszłaby w życie dopiero w przyszłości? Przekaz Zbigniewa Ziobro jest klarowny: ani kroku wstecz, ale prezydent Duda też konsekwentnie dystansuje się od pomysłu skrócenia kadencji KRS.

Trudno jednak przypuszczać, by prezydent stał się hamulcowym zmian w sądownictwie – a KRS jest tego istotną częścią. Z drugiej strony, po wypowiedziach PAD podpisanie ustawy w jej obecnym kształcie byłoby aberracją. Prokurator generalny znalazł więc argument, który zapewne przesądzi o podpisie. Niespełna miesiąc temu zaskarżył do TK niektóre zapisy ustawy o KRS – w praktyce chodzi o zasadę wyboru sędziów-członków.

Sprawa nie została jeszcze rozpatrzona, ale jeżeli Trybunał stwierdzi niekonstytucyjność wspomnianych przepisów – a TK, przejęty pakietem trzech ustaw, zalegalizował już jedną inicjatywę PiS-u – to ustawa zostanie podpisana. Będzie to wygodny argument za tym, by skrócić kadencję – bo istotnie ta propozycja budzi wątpliwości części konstytucjonalistów. Co więcej, prezydent Duda sam zasugerował taki scenariusz. Jak mówił w niedawnym wywiadzie dla RDC:

„Uważam, że nie powinno się wprowadzać takich rozwiązań, jak wygaszenie kadencji członków KRS przed upływem terminu zakończenia tej kadencji konstytucyjnego terminu zakończenia tej kadencji. Uważam, że to nie jest dobra praktyka, żeby to robić ustawowo. Można dyskutować, czy ta kadencja jest obecnie ukształtowana prawidłowo, ale w tej sprawie minister sprawiedliwości zgłosił wniosek do TK. Bardzo dobrze, niech się Trybunał wypowie”

Także resort sprawiedliwości wskazuje na Trybunał jako instytucję, której stanowisko będzie decydujące. Marcin Warchoł w rozmowie z RMF FM stwierdził: – Stanowisko Trybunału Konstytucyjnego w sprawie wygaszenia mandatu 15 członków Krajowej Rady Sądownictwa będzie kluczowe dla dalszych prac nad projektem nowelizacji ustawy o KRS. Jak przyznał, liczy na szybkie stanowisko TK w tej sprawie.

Sędziowie Trybunału mają zresztą trochę czasu. Sejm w tym tygodniu nie zdoła przyjąć projektu – nastąpi to najwcześniej 24-26 maja, więc realnie ustawa wyjdzie z parlamentu w I połowie czerwca. Do tego czasu trzeba doliczyć jeszcze 21 dni, które prezydent ma na decyzję, a które do końca wykorzystał już kilkukrotnie. Trybunał bez problemu zdoła w tym terminie rozpoznać wniosek Ziobry i – co można założyć – zalegalizować zmiany.

300polityka.pl
PIĄTEK, 9 CZERWCA 2017

TK 20 czerwca ogłosi orzeczenie ws. ustawy o KRS

08:59

TK 20 czerwca ogłosi orzeczenie ws. ustawy o KRS

Na wtorek, 20 czerwca na 12:30 zaplanowane publiczne ogłoszenie orzeczenia przez Trybunał Konstytucyjny ws. ustawy o KRS, którą zaskarżył Zbigniew Ziobro. TK ogłosi orzeczenie w 5-osobowym składzie, w którym wszyscy sędziowie zostali wybrani przez PiS, a dodatkowo 3 to tzw. dublerzy.

Trybunał zdąży więc wydać wyrok przed kolejnym posiedzeniem Sejmu – więcej piszemy o tym tutaj. Tym samym realizuje się scenariusz, o którym pisaliśmy w maju na 300POLITYCE.

08:46

Suski: Do PZU jest poszukiwana osoba o wysokich kwalifikacjach, która zna program PiS

W PZU nie ma wymogu konkursu na wiceprezesów. Jeżeli nie ma, to się go nie przeprowadza. Nie ma wiceprezesa. Jest poszukiwana osoba o wysokich kwalifikacjach – i zawodowych i moralnych – i jest poszukiwana osoba, która zna program PiS i jest rękojmią, że będzie on realizowany – mówił Marek Suski w rozmowie z Konradem Piaseckim.

08:42

Suski: Sadurska jest osobą miłą i sympatyczną

Małgorzata Sadurska będzie świetnym wiceprezesem [PZU], a jest osobą pracowitą, kompetentną, do tego miłą i sympatyczną – mówił Marek Suski w rozmowie z Konradem Piaseckim. Jak dodał: – Nie wydaje mi się, żeby Małgorzata Sadurska porzucała jakąś funkcję. Widocznie prezydent nie wie, co traci. Uważam, że była świetnym szefem Kancelarii Prezydenta.

08:38

Suski: Sądzę, że Sadurska i PZU nawzajem się potrzebują

Sądzę, że nawzajem się potrzebują [Małgorzata Sadurska i PZU]. Uważam, że w zarządzie takiej ważnej spółki przyda się ktoś z wykształceniem prawniczym, doświadczeniem politycznym, bo przy tak wielkich spółkach jest trochę i polityki, a Małgorzata jest do tego bardzo pracowita, kompetentna. Zauważyłem jej zainteresowanie rozwojem Polski – mówił Marek Suski w rozmowie z Konradem Piaseckim. Jak dodał:

„Myślę, że się przyda. Jest prawnikiem, ma ogromne oświadczenie, jest pracowita, a tak ogromna spółka to jednak jest element różnych przetargów politycznych, więc dobrze również, aby tam była osoba, która ma doświadczenie i potrafi kontaktować się z mediami, zna najważniejsze osoby w państwie”

Jak stwierdził poseł PiS, nikt nie zmuszał Sadurskiej do bycia wiceprezesem PZU. Według niego, odchodząca szefowa KPRP będzie zarabiać w PZU trochę mniej niż 90 tys. zł.

08:24

Karczewski o referendum 11 listopada: Ten termin jest bardzo dobry, ale też i nie najlepszy

Mówił również podczas naszego spotkania o takim zamiarze [o drugim referendum], ale powiedział dokładnie, że jeżeli referendum konstytucyjne będzie udane – kiedy obywatele pójdą do referendum i będą chcieli się zaangażować – a mam nadzieję, że tak będzie. Mogę powiedzieć tylko tyle, żę wszystkie propozycje jeżeli chodzi o referenda musi zatwierdzić Senat i zobaczymy, jaka będzie sytuacja – mówił Stanisław Karczewski w rozmowie z Robertem Mazurkiem w Porannej rozmowie RMF FM.

Jeszcze do końca mnie nie przekonał. Jestem zwolennikiem w ogóle referendów i cieszę się, że jest taka propozycja, że będziemy rozmawiać, dyskutować wokół najważniejszego aktu prawnego, jakim jest Konstytucja. Warto, żeby Polacy rozmawiali o Konstytucji. Chcę, żeby Konstytucja łączyła Polaków. Na razie w wielu swoich punktach dzieli Polaków – mówił dalej marszałek Senatu, pytany, czy prezydent przekonał go do referendum 11 listopada.

„Nie spotkaliśmy się po to, żeby nawzajem się przekonywać, tylko żeby rozmawiać o referendum i terminarzu, o tym, jakie pytania. Też o tym rozmawialiśmy o tym, jakie są możliwe pytania, jak powinny być sformułowane. Nie przekonywaliśmy się. Nie chodziło o przekonywanie. Ten termin [11 listopada] jest bardzo dobry, ale też i nie najlepszy. No tak jest”

– Nie chciałbym, żeby następne referendum było porażką demokracji. Żeby to było święto nie tylko Polski, niepodległości, ale również święto demokracji – dodał.

08:10

Karczewski: Sadurska ma wszelkie kompetencje, dziennikarze i politycy sprawiają jej wielką krzywdę

Małgorzata Sadurska jest bardzo doświadczonym człowiekiem, ma wykształcenie prawnicze, była ministrem w KPRM, przez dwa lata szefową KPRP.  Ma duże doświadczenie, jest przede wszystkim uczciwym i solidnym politykiem – mówił Stanisław Karczewski w rozmowie z Robertem Mazurkiem w Porannej rozmowie RMF FM. Jak dodał:

„Proszę spojrzeć na to, w jaki sposób funkcjonują spółki Skarbu Państwa. Do tej pory nie wszystkie miały przychody dobre, nie miały zysków. Były takie jak LOT, które przynosiły straty. Cały czas dziwiłem się, dlaczego LOT przynosi stratę. Okazuje się, że można. Pokazujemy, że w czasach, kiedy rządzi PiS i również ma wpływ na te spółki, to te spółki przynoszą do skarbu olbrzymie korzyści”

Sadurska ma wszelkie kompetencje. Jest człowiekiem niezwykle uczciwym, solidnym. Wiem, że słucha tego programu i niekorzystnych [słów], sprawiają jej i dziennikarze i politycy wielką krzywdę – dodał marszałek Senatu. Jak mówił: – Głównym walorem Sadurskiej jest to, że jest rzetelnym politykiem i rzetelną osobą oraz uczciwa.

300polityka.pl

Policja poszukuje granatów, które spadły ze śmigłowca. Apel do okolicznych mieszkańców

2017-06-08

– Faktycznie, funkcjonariusze poszukiwali we wtorek granatów, które spadły w rejonie Nowego Targu.Nie były to granaty bojowe, tylko hukowo-błyskowe, które zaginęły w trakcji dynamicznej akcji – przyznał polsatnews.pl rzecznik prasowy komendanta powiatowego policji w Nowym Targu (woj. małopolskie) podkom. Roman Wolski.

– Podkarpaccy policjanci z samodzielnego oddziału antyterrorystycznego w Rzeszowie wracali z dużej akcji wymierzonej w przestępczość narkotykową. Jeden z policjantów był podpięty do śmigłowca. To z jego kamizelki wypięły się dwa granaty – wyjaśniła nam Ewelina Wrona z biura prasowego podkarpackiej policji.

 

– Granaty nie zostały zgubione, zawiódł mechanizm, dzięki któremu były przypięte do kamizelki policjanta – tłumaczyła.

 

Sprzętu bezskutecznie poszukiwano przy pomocy wykrywaczy metalu. Policja zaapelowała do okolicznych mieszkańców, by natychmiast poinformowali służby, jeśli znajdą zaginione granaty.

 

– Nie mają dużej siły rażenia, nie są bojowe. Niemniej jeśli trafią w niepowołane ręce, to może dojść do niebezpiecznej sytuacji – przyznała Wrona.

 

Przejęte narkotyki o wartości prawie 3 mln zł

 

Policjanci z Rzeszowa i Lublina przeprowadzili we wtorek akcję zatrzymania grupy przestępczej podejrzewanej o uprawę i hodowlę konopi indyjskich, z których wytwarzana jest marihuana.

 

– Kilkudziesięciu ludzi weszło równocześnie do dwóch wytypowanych miejsc, w których mogły być uprawy – w Witowie w województwie małopolskim i w Topórku w województwie mazowieckim – mówiła Wrona.

 

Jak mówiła, na miejscu znaleziono łącznie dwa tysiące roślin, z których można było wyprodukować 50 kg narkotyku o wartości 1,5 mln zł oraz 42 kg gotowego suszu o wartości rynkowej 1,3 mln zł. Dodatkowo zabezpieczone zostało warte sto tys. zł wyposażenie do uprawy konopi.

 

Policjanci zatrzymali trzy osoby w wieku od 37 do 67 lat – troje obywateli Wietnamu i dwóch obywateli Polski.

polsatnews.pl

Analiza WAT ujawnia kłamstwa podkomisji Macierewicza

 Paweł Artymowicz, 08.06.2017

 

mawiamy wraz Michałem Jaworskim kolejną manipulację podkomisji smoleńskiej Macierewicza, opublikowaną w czasie niedawnej 7. rocznicy katastrofy. Podkomisja twierdzi, iż z zamówionych przez nią badań Wojskowej Akademii Technicznej wynika, że tupolew PLF 101 mógł lecieć nie obracając się po urwaniu 1/3 rozpiętości lewego skrzydła na brzozie. Jest to kłamstwem, ponieważ materiały WAT jasno wskazują na przeciwny skutek, tj. nieunikniony obrót tupolewa w tej sytuacji.

17 maja w Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie (WAT) miała odbyć się konferencja poświęcona wynikom badań związanych z katastrofą smoleńską zamówionych przez MON, przeprowadzonych w tej uczelni. Miały zostać przedstawione cztery referaty autorstwa naukowców z WAT [1]: o skanowaniu samolotu, o wynikach badań w tunelu aerodynamicznym modelu sporządzonego na podstawie skanu, o wynikach obliczeń CFD (obliczeniowej mechaniki płynów), i o badaniach ruchu fragmentów samolotu. Z ramienia podkomisji Berczyńskiego/Nowaczyka specjalista od betonu masywnego, obecnie awansowany na eksperta od konstrukcji lotniczych, prof. Witakowski, miał wygłosić jeszcze jeden referat.

Konferencja została odwołana, a jednym z powodów była mała liczba zgłoszonych słuchaczy. Wiadomo, że zgłosili się G. Kowaleczko, M. Lasek i M. Jaworski, zapewne też wiele innych osób. 24 maja odbyło się seminarium, na którym wygłoszono przewidziane na konferencję referaty naukowców z WAT oraz referat na temat kolizji skrzydła z brzozą. Słuchaczy z zewnątrz było… dwóch. Z całą pewnością mniej niż spodziewanych tydzień wcześniej. Zatem oficjalne wyjaśnienie było tylko unikiem. Być może chodziło o to, że na spotkaniu publicznym doszłoby do ujawnienia manipulacji treścią pracy ekspertów, wykonanej na zlecenie podkomisji.

Najbardziej interesujące są referaty dotyczące badań w tunelu i obliczeń CFD. Na ich podstawie można ocenić zgodność otrzymanych w WAT wyników eksperymentalnych z teoretycznymi oraz porównać je z literaturą przedmiotu, a także powiedzieć w oparciu o uzyskane wyniki czy TU-154M po utracie 1/3 lewego skrzydła mógł pozostać sterowny i uniknać w ten sposób obrotu o prawie 150 stopni wokół osi podłużnej. Podkomisja MON w swym 42-minutowym filmie ogłosiła, że badania przeprowadzone na WAT pokazują, że „oderwanie lewego skrzydła na długości 6 metrów nie może spowodować obrotu samolotu i przeszkodzić w jego dalszym locie” [2]. Za chwilę pokażemy, że jest wręcz odwrotnie: fachowcy z WAT wykazali w swych pracach [3], nie komentując tego explicite, że tupolew w sposób niekontrolowany musiał rozpocząć półbeczkę. Nie byli w tym pierwsi [4]. Jednak były to pierwsze upublicznione wyniki badani modeli uszkodzonego tupolewa wykonane w tunelach aerodynamicznych WAT.

Omawiając te badania nie możemy się obejść bez wprowadzenia czytelnika w pewne szczegóły techniczne. Pomiary i obliczenia dotyczyły typowych charakterystyk samolotu. Przykładowo omówimy zestawienie współczynników siły nośnej w funkcji kąta natarcia (to kąt pomiędzy rzutem wektora prędkości na płaszczyznę symetrii samolotu i osią podłużną samolotu; opisany jako „alfa” na rysunkach). Na poniższym rysunku zostały zebrane wykresy zmierzonych w tunelu i wyliczonych w WAT współczynników siły nośnej Cza (inaczej nazywanych CL), oraz danych z podręcznika Bechtira i in. (1977) [5].

Warto zauważyć, jak bardzo rozbieżne są przewidywania eksperymentalne, obliczeniowe WAT i dane literaturowe, dla wysokich kątów natarcia. Omówimy te rozbieżności gdzie indziej. Do odpowiedzi na pytanie o kontrolowany lub niekontrolowany lot po oderwaniu części skrzydła będziemy bowiem zwracać uwagę tylko na umiarkowane kąty natarcia od 10 do 13 stopni, oszacowane w następujący sposób. Zarejestrowany, nieskalibrowany kąt natarcia w momencie urwania skrzydła wynosił 15 stopni, zaś przeliczony do tzw. „obliczeniowego” zgodnie z radziecką literaturą, wynosił w okolicach brzozy około 8 stopni i rósł następnie do 12 stopni. Natomiast z kąta pochylenia kadłuba (~14 stopni), wznoszenia samolotu (+5 stopni) i znanego kąta mocowania płata (3 stopnie do osi kadłuba) wynika kąt natarcia zaraz po zderzeniu z brzozą bliski 12 stopni, i ten kąt przyjmiemy do naszych oszacowań. W konfiguracji do lądowania (właściwej dla PLF 101) dla kątów natarcia alfa=10…13 stopni występuje dobra zgodność danych rosyjskich i obliczeń CFD. Dane z tunelu aerodynamicznego wskazują na mniejsze wartości Cza, jednak zarówno pomiary doświadczalne jak i obliczenia stwierdzają że przy interesującym nas kącie alfa = 12 stopni, w konfiguracji do lądownia, różnica współczynnika siły nośnej dCz pomiędzy samolotem nieuszkodzonym i uszkodzonym wynosi około dCz~0,2. To bardzo ważne, mimo że nie skomentowane w pracach [3]. Ponieważ siła nośna w momencie napotkania brzozy jest znana z rejestrowanego czynnika obciążenia n_z ~ 1.34 i wynosi 107 Ton, to urwanie skrzydła skutkuje (po czasie oddalenia końcówki od płata i ustalenia się przepływu) zmniejszeniem siły nośnej o czynnik ~0,2/1,7, co odpowiada ubytkowi (2/17) 107 Ton = 12 do 13 Ton siły nośnej. Te wyniki zgodne są z teorią beczki smoleńskiej opublikowaną po raz pierwszy w r. 2012 przez jednego z nas [4], a sprzeczne z liczbą nie więcej niż 5 Ton ubytku siły, czyli z wykładaną wielokrotnie teorią dr. Berczyńskiego, który w pośpiechu opuścił niedawno funkcję przewodniczącego podkomisji smoleńskiej i Polskę.
Jednocześnie warto zauważyć, że ciężarówka o masie niecałych 13 ton postawiona na końcówce skrzydła tupolewa (w odległości 15 m od osi kadłuba) spowodowałaby moment siły który nadałby samolotowi przyspieszenie kątowe powyżej 80 stopni na sekundę kwadrat. Zarówno w rzeczywistości jak i w naszych obliczeniach obrotu tupolewa [4], samolot miał taką właśnie początkową wartość tempa przyrostu prędkości kątowej przechyłu, która następnie malała.

Przejdźmy teraz do zasadniczej kwestii sterowalności, czyli tego jaki wpływ na półobrot TU-154 mogli mieć piloci, starający się skontrować go wychyleniem lotki i interceptora (hamulca powietrznego) pozostałych na prawym skrzydle.

W dużym tunelu aerodynamicznym NASA wykonano pomiary skutków uszkodzeń skrzydeł i płaszczyzn sterowych współczesnego samolotu liniowego zbliżonego do schematu budowy tupolewa (Shah 2008, [6]). Użyto znacznie większego tunelu i większego modelu samolotu, przez co dużo lepiej odtworzono warunki skalowania modelu, głównie liczbę Reynoldsa. Poniższy rysunek te zostawia pomiary NASA z wynikami obliczeń współczynnika Cl momentu przechylającego metodami CFD – obliczeniowej mechaniki płynów – otrzymane w WAT. W interesującym nas zakresie kątów natarcia bliskich alfa=12 stopni, współczynnik Cl wyliczony dla przypadku maksymalnego kontrowania przez pilotów lewego przechyłu tupolewa, zgadza się dobrze z Cl przy podobnej konfiguracji dużego samolotu pasażerskiego lub transportowego (model fizyczny NASA). Bez kontry można wyliczyć, że samolot obracałby się jak wspomnialiśmy wyżej, zaraz po urwaniu skrzydła, z przyspieszeniem kątowym rzędu 80 stopni na skundę kwadrat. Przy próbie kontrowania przez pilotow, jak widzimy wartości podawane przez czarna linię kreskowaną i żółtą ciągłą są dwukrotnie bliższe zera, ale nadal silnie ujemne (Cl ~ -0.02 do -0.04).

Oznacza to, że lot tupolewa wbrew licznym przekłamaniom podkomisji Macierewicza był po urwaniu skrzydła na brzozie lekarza Bodina niekontrolowany i w sposób nieunikniony zakończył się w pozycji odwróconej. Na ostatnim rysunku poniżej, widzimy zestawienie różnych modeli Shaha [6], w tym oznaczonych trójkątnymi symbolami – oznaczającymi taki jak w Smoleńsku ubytek lewego skrzydła (33% rozpiętości). Krzywa ta przecina linię przerywaną przy wartości kąta natarcia ok. 3 stopni. To znaczy, że już przy alfa > 3 stopnie, uszkodzone samoloty liniowe i transportowe stają się niesterowne. W Smoleńsku, wartość alfa była ponad 4 razy większa.

Dane zawarte w omawianych pracach są niewystarczające do prześledzenia całej historii obrotu, ale takie modelowanie zostało wykonane teoretycznie [4] i dało bardzo dobrą zgodność ze wszystkimi zapisami w rejestratorach (włącznie z rejestratorem dźwięków CVR), położeniem w terenie przyciętych przez samolot drzew, wysokością i kątem przycięcia każdego odnotowanego przez komisje badania wypadków dużego drzewa, z zeznaniami świadków mówiących o obrocie samolotu i licznymi innymi danymi powypadkowymi.

Oprócz obliczeń Artymowicza [4], podobne wyniki co do koniecznego obrotu tupolewa otrzymali prof. Sibilski i prof. Kowaleczko, znani ekspeci w zakresie aerodynamiki i konstrukcji lotniczych.

Wyniki otrzymane przez zespół naukowców WAT nie stanowi zatem najmniejszego zaskoczenia dla żadnego specjalisty, o czym niektórzy opowiedzieli sami w programie TVN24 Czarno na Białym red. P. Świerczka dn. 7.06.17 [7]. Akademia zaprzeczyła twierdzeniom niefachowej podkomisji Macierewicza pod przewodnictwem badacza fluorescencji w organizmach żywych, dr Nowaczyka. Fałszywa teza filmu podkomisji Berczyńskiego/Nowaczyka: „oderwanie lewego skrzydła na długości 6 metrów nie może spowodować obrotu samolotu i przeszkodzić w jego dalszym locie” jest kolejną próbą oszukania Polaków zainteresowanych jak najdokładniejszym wyjaśnieniem przyczyn i przebiegu tragicznej katastrofy 10.04 2010 r. Trudno powiedzieć skąd pochodzi pomysł, że mała lotka wystarczy do skompensowania braku jednej trzeciej przeciwległego skrzydła. Berczyński dał wykład tłumaczący, że tak musi być gdyż takie są przepisy amerykańskiego ministerstwa lotnictwa FAA. Słaba znajomości lotnictwa, aerodynamiki i j. angielskiego nie pozwoliły mu dostrzec, że całkowicie błędnie rozumie przepisy FAA.
Nowaczyk i Binienda natomiast wielkrotnie zaprzeczali tezie Berczyńskiego mówiąc w mediach, że samolot po urwaniu skrzydła nie przeleciałby nawet stu metrów i musiały spaść po mniej niż sekundzie. To z kolei „obliczenie” znane jest w fizyce jako rzut poziomy w próżni (tak! w próżni). Przy tak karygodnej nieznajomości dynamiki płatowca a stosowaniu
z mieście Akron w Ohio tzw. Fizyki Smoleńskiej (fałszywej nauki, której próżno szukać w googlu), nie powinno nas dziwić, że zamiast spróbować poprawnie zrozumieć wyniki prac Olejnika i kolegów [3], podkomisarze nadal mylą kąt natarcia, kąt pochylenia i kąt wznoszenia. Przykład zawarty w odsyłaczu [8] bynajmniej nie pochodzi z trudnych początków, kiedy zespół amerykańskich uczonych – ekspertów Zespołu Parlamentarnego tworzyli: wieczny adiunkt do dzisiaj zwany pomyłkowo profesorem, architekt spod Wrocławia, oraz współautor tego tekstu od lat uprawiający zawód doradcy podatkowego.

Niezrozumienie kwestii co to jest kąt natarcia przeszkadzał też latami(!) w próbach modelowania mechaniki zderzenia skrzydła z pniem grubego drzewa. Zresztą WAT wypowiedział się i w tej sprawie już w 2012 r.: obliczenia metodą FEM(MES) w grupie Morki i Niezgody pokazały jednoznacznie proces darcia i pękania skrzydła złożonego z cienkich blach aluminiowych na pniu grubej i masywnej brzozy. Należy postawić pytanie, dlaczego naukowcy z jednej z bardziej znanych uczelni technicznych w Polsce biorą udział w pracach podkomisji ignorantów i manipulantów. Czy zamierzają milcząco akceptować fałszowanie ich wyników? Wyników, które jak podkreślaliśmy nie są w żadnym stopniu sensacyjne – otrzymane zostały już cztery lata i więcej lat temu przez innych naukowcow. Takich właśnie wyników można oczekiwać znając literaturę przedmiotu i potrafiąc ją zrozumieć. Naukowcy z WAT niestety zarzucili też swoją powinność edukacyjną wobec amatorów zatrudnionych w podkomisji Berczyńskiego/Nowaczyka, skutkiem czego do dzisiaj to środowisko nie rozumie podstawowych pojęć z zakresu mechaniki lotu. Mówiąc prosto nie wie jak i dlaczego samolot lata, a paradoksalnie – podejmuje się za pieniądze podatników odpowiedzieć, dlaczego spadł.

24.05.17 odbyło się tajne seminarium, którego konkluzję, że brzoza nie może uszkodzić skrzydła, MON ogłosiło na swojej stronie. To kolejny nienaukowy fake news. Nie wiadomo, czy i w jakim stopniu konkluzja ta pochodzi od naukowców polskiej uczelni wojskowej, ale z komunikatu MON wynikałoby, że w WAT właśnie odkryto przeciwpancerne skrzydła samolotowe. Liczymy na to, że autorzy z WAT wystąpią publicznie i wytłumaczą jak było i jak jest naprawdę.

Michał Jaworski – fizyk teoretyk zwolniony w stanie wojennym z Uniwersytetu Śląskiego, autor referatu na I Konferecji Smoleńskiej.
Paweł Artymowicz – profesor fizyki U. of Toronto, autor referatów i członek komitetu naukowego konferencji PTMTS Mechanika w Lotnictwie XV i XVI.

Literatura:

[1] http://www.wat.edu.pl/wp-content/uploads/2017/05/zaproszenie_konferencja_inter.pdf

[2] http://podkomisjasmolensk.mon.gov.pl/pl/1_16.html

[3] „Proces modelowania werodynamicznego samolotu TU-154M z wykorzystaniem medot numerycznej mechaniki płynów”., Olejnik A. (WAT), Kiszkowiak Ł. (WAT), Dziubiński A. (IL), 2017, oraz
Olejnik A.. Kachel, Frant i Majcher (WAT, WML), ”Doświadczalne charakterystyki aerodynamiczne modelu samolotu TU-154M w opływie symetrycznym i niesymetrycznym”, 2017. Dziękujemy anonimowemu korespondentowi za publicznie udostępnienie materiałów pod adresem https://gofile.io/?c=EViNks

[4] “Katastrofa TU-154M PLF 101: konfrontacja obliczeń trajektorii
lotu ze zniszczeniami naziemnymi i zapisem dźwięku w kokpicie”, konferencja Mechanics in Aviation XVI, Kazimierz Dolny, 2014, http://planets.utsc.utoronto.ca/~pawel/MechAvXVI-1.pdf

[5] Bechtir W. P, Rżewskij B. M., Cipenko B. G., „Prakticzeskaja aerodynamika samolieta Tu- 154M”, Izdat. Wozdusznyj Transport, 1977 (j. ros.)

[6] Shah G., „Aerodynamic Effects and Modeling of Damage to Transport Aircraft”, AIAA Atmospheric Flight Mechanics Conference and Exhibit, Guidance, Navigation, and Control and Co-located Conferences, (AIAA 2008-6203 TP), 2008 https://ntrs.nasa.gov/archive/nasa/casi.ntrs.nasa.gov/20120014568.pdf

[7] http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/czarno-na-bialym-wnioski-podkomisji-smolenskiej-inne-niz-analizy-wat,747041.html

[8] http://www.smolenskcrashnews.com/tvn-24-deceives-the-public-about-the-smolensk-investigation.html

naTemat.pl

%d blogerów lubi to: