O wyższości wódki nad whisky

Chyba logicznym jest, iż podtrzymywanie uchwalonego w Sejmie stanowiska PiS, które potem jest odkręcane przez dyplomację i Mateusza Morawieckiego, to retuszowanie ruin. Tak działa ustawa o IPN na świecie. Nikt nie nabiera na naprędce sklecane zespoły negocjacyjne z Polski, które udają się np. do Izraela, aby przedyskutować ustawę. Ani Izrael, ani USA jej nie odpuszczą. A rozwiązanie jest proste – anulować uchwałę.

Ale co robiłyby takie fundacje jak Reduta Dobrego Imienia? Wszak jej celem jest upowszechnienia oleodruku (jelenia ryczącego na rykowisku) o historii Polski i reprezentowania grafomanii prezesa Świrskiego. Wielokroć obśmiane i obnażone w histori takie zniewolenia umysłu mają się obecnie całkiem dobrze.

Ba, żyją te pasożytnicze organizmy Redut, jak pączek w maśle za sprawą np.. Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które własnie rozstrzygnęło konkurs na granty wspierające promowanie Polski i Polaków.

Gdyby jeszcze Polskę promowano w Polsce, to machnęlibyśmy na to ręką, bo Barei i Mrożka nie ma wśród nas, a „Ucho prezesa” jest nie dość obnażające groteske władzy PiS, więc niech Reduty Dobrego Imienia, Folskie Fundacje Narodowe się kompromitują, abysmy mieli ubaw po same pachy.

Jakie więc pachy będą promowane przez Instytut Nowych Mediów (Mistewicza -183 tys. zł grantu), Lux Veritatis (Rydzyka -180 tys.), SDP (Skowrońskiego -151 tys.), Fundacja Gazety Polskiej (Sakiewicza -176 tys.), WSKSiM (Rydzyka – 156 tys.), czy też przez wspomnianą Fundację Reduty Dobrego Imienia (obecnie PFN – 250 tys.)?

Po jakie pachy będziemy mieli ubaw? Oczywiście, po pachy kołtuna polskiego. MSZ przyznało granty kołtunom, którzy będą w kraju nas uszczęśliwiać promocją swojej skarlałej Polski, na świat raczej nie wyściubią nosa, gdyż zostaną obśmiani.

Zanadto nie mamy z czego się cieszyć, gdyż i nam w pakiecie zostanie przyprawiona gęba kołtuna. Niejaką ilustracją promocji Polski kołtunów jest wybuch, do jakiego dzisiaj doszło w sklepie polskim w angielskim Leicester. Nieoficjalnie, na zapleczu znajdowała się nielegalna wytwórnia alkoholu. Mniemać należy, że produkowano wódkę, bądź bimber.

Wyższość wódki nad whisky dla patriotów jest oczywista, bo nie rozsmakowali się w whisky. Choć i z wódkami jest problem, mianowicie najlepsza jest jednak „Finlandia”.

 

Ustawa o IPN: „zamrożona” czy jednak obowiązuje?

Ustawa o IPN: „zamrożona” czy jednak obowiązuje?

Miała być „zamrożona” – tak przynajmniej mówili o kontrowersyjnej ustawie o IPN prominentni politycy PiS, z marszałkiem Senatu Stanisławem Karczewskim. A tymczasem fundacja Reduta Dobrego Imienia złożyła w Sądzie Okręgowym w Warszawie pierwszy pozew, w którym wykorzystane zostały przepisy tej ustawy.

Chodzi o artykuł, który pojawił się w argentyńskim portalu Pagina12. Zdaniem RDI, Argentyńczycy użyli do zilustrowania materiału o zbrodni w Jedwabnem zdjęcia pomordowanych polskich żołnierzy podziemia niepodległościowego, czyli żołnierzy wyklętych. – „Redakcja bezrefleksyjnie i celowo połączyła dwa okresy historyczne: II wojnę światową (Jedwabne – 1941 roku) i czasy komunistyczne (fotografia pochodzi z 1950 roku). Wydawca dokonując takiego zestawienia wykazał się ogromną ignorancją historyczną, za którą powinien oficjalnie przeprosić wszystkich Polaków – napisano na stronie internetowej Reduty.

Można by zapytać – nie wie lewica, co czyni prawica? RDI to przecież fundacja, której jednym z założycieli jest Maciej Świrski To także wiceprezes Polskiej Fundacji Narodowej, odpowiedzialnej za „słynną” pisowską kampanię billboardową o sądach.

koduj24.pl

 

Kantar MB: Trzaskowski na prowadzeniu, Biedroń blisko Jakiego

Tak prezentują się wyniki sondażu Kantar Millward Brown przeprowadzonego na zlecenie WP:

Rafał Trzaskowski – 36%
Patryk Jaki – 24%
Robert Biedroń – 16%
Ryszard Kalisz – 6%
Jan Śpiewak – 3%
Stanisław Tyszka – 3%
Adrian Zandberg – 2%
Piotr Ikonowicz – 2%
Piotr Guział – 1%
Jakub Stefaniak – 1%
Nie wiem – 5%

Jak podkreśla WP: – Badanie zrobiła renomowana pracownia Kantar Millward Brown na dużej, reprezentatywnej próbie. Ankietowani odpowiadali telefonicznie na wiele pytań. To sondaż, do którego rzetelności nie można mieć uwag.

300polityka.pl

Kiedy PiS przegra wybory, trzeba rozliczyć naruszenia prawa. Piwo będzie lepiej smakować

Obecna sytuacja jest m.in. rezultatem zaniechania rozliczeń po wyborach 2007 – pisze prof. Zajadło. Polemizuje z prof. Matczakiem, by po wygranych przez opozycję przyszłych wyborach „ukarać [PiS] tylko symbolicznie i iść na piwo to uczcić”. Nie chodzi o zemstę lecz o egzekucję prawa. Zapomniane zło odrodzi się i powtórzy – argumentuje

Prof. Jerzy Zajadło zarzuca zwycięzcom wyborów 2007 „błogą bierność” i argumentuje na rzecz rozliczenia – w przyszłości – naruszeń prawa przez obecną władzę. Nie chodzi to u zemstę lecz o egzekucję prawa – pisze. „Poprzestanie na karaniu symbolicznym najczęściej źle się w historii kończyło, często obracało się w swoje przeciwieństwo”.

„Historia która zapomina, prędzej czy później tego pożałuje, ponieważ zło się odrodzi i powtórzy (i to wcale nie jako farsa)”.

Zajadło podkreśla, że „dla świadomych swoich praw i wolności obywateli dotkliwe są bowiem nie tylko wielkie totalitaryzmy, lecz także suma pozornie drobnych i codziennych naruszeń prawa ze strony władzy, nawet jeśli odbywają się w warunkach państwa demokratycznego. Reakcją na takie akty z pozoru banalnego bezprawia określa się jako opór „drobnej monety”.

Prof. Zajadło, znany filozof prawa, uważa, że w przyszłych polskich rozliczeniach można będzie zastosować zasady tzw. sprawiedliwości okresu przejściowego (transitional justice).

„Nie chodzi tu ani o zemstę, ani czystą symbolikę. Chodzi o to by, brać prawa poważnie, bowiem w przeciwnym wypadku sami wpadniemy w pułapkę błędnego koła i nigdy nie osiągniemy stanu normalności demokratycznego państwa prawa.

Oto cały tekst prof. Zajadły napisany dla Archiwum Osiatyńskiego.

Jakiś czas temu prof. Marcin Matczak sformułował 10 mądrych i interesujących rad „dla tych, którzy chcieliby, aby państwo prawa przetrwało”. OKO.press je opublikowało.

Przeczytaj też:

10 rad prof. Matczaka. Bądźmy jednością, kiedy władza autorytarna chce nas podzielić na lepszy i gorszy sort

MARCIN MATCZAK  1 STYCZNIA 2018

Dziesiąta z nich, jedyna, z którą się nie do końca zgadzam, brzmiała tak:

„Bądźcie cierpliwi, nie pałajcie nienawiścią i chęcią zemsty. Znakiem upadku demokracji jest wsadzanie do więzień przeciwników politycznych”.

Pisał Matczak: „Niech PiS ściga Tuska prokuratorsko za »zdradę«. Chęć wsadzenia do więzienia przeciwnika politycznego to najlepszy dowód antydemokratyczności”.

Matczak powoływał się na rady „wybitnego [zagranicznego] profesora”: „Kiedy PiS przegra wybory, ukarzcie symbolicznie ich konstytucyjne przekręty i przywróćcie krajowi godność i należne mu miejsce w Europie i na świecie.

A potem idźcie na piwo to uczcić. A o nich niech po prostu historia zapomni”.

Są w tej propozycji cztery problemy, które rodzą moje zasadnicze wątpliwości:

  • nie chodzi o zemstę, lecz o egzekucję prawa – obowiązującego, ale złamanego i to czasami w sposób rażący;
  • poprzestanie na karaniu symbolicznym najczęściej źle się w historii kończyło, ponieważ często obracało się w swoje przeciwieństwo;
  • historia która zapomina, prędzej czy później tego pożałuje, ponieważ zło się odrodzi i powtórzy (i to wcale nie jako farsa);
  • dzisiaj już wiemy znacznie więcej, jak postępować z negatywną przeszłością, a zwłaszcza jak ją rozliczać i zapobiegać historycznej recydywie.

Jeśli uda się nam te problemy rozwiązać, wspomniane piwo dla uczczenia przyszłego sukcesu będzie znacznie lepiej smakować.

Najgorsza jest bierność zwycięzcy

Najgorsza w takiej sytuacji jest błoga bierność zwycięzcy – zaryzykuję tezę, że

obecna polska sytuacja jest w jakiejś mierze rezultatem zaniechania, jakie miało miejsce po jesiennych wyborach 2007 roku [PiS stracił władzę, rząd utworzyła koalicja PO-PSL].

Przy odrobinie wyobraźni uruchomionej po doświadczeniach z rządów lat 2005-2007 można się było spodziewać, co się stanie, jeśli PiS ponownie dojdzie do władzy. A nawet, że dużo większa wyobraźnia może okazać się niewystarczająca.

W ostatnim czasie toczy się w Polsce dyskusja, czy do oceny obecnej sytuacji można używać tzw. formuły Radbrucha, która pozwala obywatelom postawionym wobec „perwersji prawnej  (…) odłożyć na bok literę prawa i kierować się duchem sprawiedliwości”, a także kiedy wolno uciekać się do tzw. cywilnego nieposłuszeństwa. To wprawdzie dwie różne idee, ale coś je łączy – w obu przypadkach mamy do czynienia z niewątpliwym bezprawiem lub wątpliwym prawnie działaniem władzy.

Przeczytaj też:

Frasyniukowi wolno odłożyć na bok literę prawa i kierować się duchem sprawiedliwości. Bo panuje u nas „perwersja prawa”

JERZY ZAJADŁO  14 LUTEGO 2018

Takie reakcje zawsze były zastrzeżone dla sytuacji szczególnych i rażących, ale współcześnie,

w warunkach demokratycznego państwa prawa i społeczeństwa obywatelskiego, skłonni jesteśmy reagować na bezprawie nie tylko w sytuacjach skrajnych.

Dla świadomych swoich praw i wolności obywateli dotkliwe są bowiem nie tylko te wielkie autorytaryzmy i totalitaryzmy, lecz także pewna suma pozornie drobnych i codziennych naruszeń prawa ze strony władzy, nawet jeśli odbywają się w warunkach państwa demokratycznego.

Niemiecki filozof prawa Arthur Kaufmann nazywał taką reakcję na akty z pozoru banalnego bezprawia oporem „drobnej monety”.

Sprawiedliwość okresu przejściowego

Na przełomie lat 80. i 90. XX wieku po doświadczeniach z autorytaryzmami i totalitaryzmami w różnych częściach światach – od Europy, przez Afrykę i Azję, aż po Amerykę Południową – wypracowano w nauce o prawie koncepcję tzw. „sprawiedliwości okresu przełomu” (transitional justice).

Chodziło o przyjęcie modelowych rozwiązań w zakresie zmagań z historią w okresach przełomów i wypracowanie takich metod, które z jednej strony pozwolą na wszechstronne i sprawiedliwe rozliczenie przeszłości, z drugiej zaś o stworzenie mechanizmów pozwalających na uniknięcie historycznej recydywy i odrodzenie się bezprawia w przyszłości.

I tutaj dochodzimy do zasadniczego pytania niniejszego tekstu:

  • czy opisana niżej koncepcja sprawiedliwości okresu przełomu jest od wielkiego dzwonu i dotyczy tylko rażącego i zbrodniczego bezprawia dokonanego w systemach autorytarnych i totalitarnych,
  • czy też może i powinna znaleźć zastosowanie także w niemniej spektakularnych przykładach objętych pojęciem bezprawia „drobnej monety”?

Mówiąc wprost – czy jeśli się tak stanie, że wykazująca tendencje autorytarne obecna ekipa rządząca, dopuszczająca się mniejszych i większych aktów naruszenia obowiązującego prawa, zwłaszcza Konstytucji, zostanie kiedyś odsunięta od władzy, to dobrym pomysłem na rozliczenie jej działań są metody i mechanizmy transitional justice, skoro ta ostatnia była tworzona w innych warunkach i dla nieco innych sytuacji?

Ostateczną odpowiedź pozostawiam Czytelnikom. Spróbujmy się jednak przyjrzeć, czym jest w swojej istocie sprawiedliwość okresu przełomu.

Pięć celów polityki wobec złej przeszłości

Jeśli polityka wobec przeszłości w okresach przełomów ma być wszechstronna i skuteczna, to musi obejmować pięć następujących zasad:

  • celem jest poznania prawdy, a więc ujawnienia wszystkich, nawet najmniejszych, aktów bezprawia ze strony minionej władzy;
  • gdy stwierdzono popełnienie przestępstw, należy sięgnąć do instrumentarium prawa karnego i pociągnąć do odpowiedzialności ich sprawców;
  • nawet jeśli bezprawne działania nie osiągnęły poziomu przestępstw, to mogły być źródłem krzywd w innych obszarach, np. prawa cywilnego i prawa administracyjnego, i należy doprowadzić do stosownego zadośćuczynienia i przywrócenia zgodności z prawem;
  • akty bezprawia władzy mają nie tylko swój wymiar jurydyczny, lecz także moralno-polityczny i nie należy zaniedbywać odpowiedzialności w tych sferach;
  • należy wyciągać lekcje z historii i kultywować pamięć, zarówno tę negatywną, jak i tę pozytywną.
Przeczytaj też:

Helsinki biją na trwogę: PiS zmienił ustrój Polski. Siła ponad prawem i Konstytucją

PIOTR PACEWICZ  16 LUTEGO 2018

Rozliczenie – zadanie nie tylko dla polityków

Autorka najbardziej znanej pracy teoretycznej z zakresu transitional justice Ruti G. Teitel wyróżnia następujące typy sprawiedliwości okresu przełomu:

  1. sprawiedliwość karną (criminal justice),
  2. historyczną (historical justice),
  3. restytucyjną, czyli „przywracającą” (reparatory justice),
  4. administracyjną (administrative justice),
  5. konstytucyjną (constitutional justice).

W każdym z tych obszarów obowiązują oczywiście różne metody i mechanizmy – w związku z tym są to zadania dla różnych grup zawodowych: prawników i organów wymiaru sprawiedliwości, historyków, a także etyków i polityków.

Stosunek władzy do rozliczenia bezprawnych działań swoich poprzedników bywa bardzo różny – od aktów zemsty, przez różne formy umiarkowane, aż po całkowite zaniechanie.

W idei sprawiedliwości okresu przełomu nie chodzi jednak ani o zemstę, ani o czystą symbolikę – chodzi o to by, używając retoryki amerykańskiego filozofa prawa Ronalda Dworkina,

brać prawa poważnie, bowiem w przeciwnym wypadku sami wpadniemy w pułapkę błędnego koła i nigdy nie osiągniemy stanu normalności demokratycznego państwa prawa.

Dlatego realizacji tego procesu nie można powierzać wyłącznie politykom, ponieważ oni zawsze wykazują tendencje albo do przesadnej instrumentalizacji, albo całkowitego rozmydlania problemu i w ten sposób zamieniają sprawiedliwość tranzycyjną w jej własną karykaturę.

Omówienie wszystkich tych pięciu obszarów – prawdy, kary, zadośćuczynienia, odpowiedzialności moralno-politycznej oraz pamięci – przekracza ramy tego krótkiego eseju. Skupimy się na odpowiedzialności karnej.

Odpowiedzialność karna – cztery modele

Lata 90. XX wieku dowiodły, że nie było tu uniwersalnego modelu i poszczególne państwa przyjmowały różne rozwiązania zdeterminowane wielorakimi czynnikami historycznymi, politycznymi, społecznymi czy nawet ekonomicznymi.

W literaturze wskazuje się na cztery podstawowe typy tak pojętej odpowiedzialności karnej w okresie tranzycji w Europie i na świecie, przynajmniej w początkowej fazie narodzin idei sprawiedliwości tranzycyjnej.

„Model absolutnej grubej kreski” polegający na całkowitej rezygnacji ze stosowania instrumentarium prawa karnego i w gruncie rzeczy puszczenia przeszłego bezprawia w niepamięć (Białoruś, Brazylia, Ghana, Gruzja, Hiszpania, Rosja, Urugwaj).

„Model relatywnej grubej kreski” polegający na wybiórczym stosowaniu instrumentarium prawa karnego, ale najczęściej bez jasno sprecyzowanych kryteriów wyboru (Argentyna, Bułgaria, Czechy, Mali, Polska, Węgry).

„Model klaryfikacji historycznej” uzależniający odpowiedzialność karną od wyników wcześniejszego postępowania wyjaśniającego i koncyliacyjnego (Gwatemala, Republika Południowej Afryki).

„Model względnie wszechstronnego ścigania” polegający na szerokim wykorzystaniu instrumentarium prawa karnego i ściganiu przestępstw popełnionych w poprzednim reżimie (Niemcy, Portugalia, Rwanda).

Pełną realizację „sprawiedliwości okresu przejściowego” utrudniał fakt, że prawie we wszystkich tych państwach dopiero budowano normatywne, instytucjonalne, polityczne i społeczne podstawy demokratycznego państwa prawa. W Polsce XXI wieku jest inaczej.

Gdy Polska wróci do normalności polityczno-prawnej

Powróćmy jednak do naszego zasadniczego pytania:

czy po powrocie Polski do pewnej względnej normalności polityczno-prawnej (o ile w ogóle będzie to możliwe) można/powinno się mutatis mutandis zastosować instrumentarium sprawiedliwości okresu przejściowego, skoro najprawdopodobniej operować będziemy raczej na poziomie „drobnej” monety”, niż grubego post-autorytaryzmu? Otóż wydaje się, że tak.

Nawet więcej, wybór modelu rozliczeń powinien być relatywnie prostszy i łatwiejszy do dokonania, ponieważ

nie będziemy demokratycznego państwa prawa budować od początku i od podstaw, lecz raczej przy pomocy instrumentów sprawiedliwości tranzycyjnej zmierzać – miejmy nadzieję – w miarę szybko, do przywrócenia normalności.

Co wcale nie musi, a nawet nie powinno, oznaczać powrotu do przeszłości.

*Jerzy Zajadło, prof. dr hab., filozof prawa, kierownik Katedry Teorii Filozofii Państwa i Prawa Wydziału Prawa Uniwersytetu Gdańskiego, Laureat nagrody im. Edwarda J. Wende (2017). Członek Rady Programowej Archiwum Osiatyńskiego

oko.press

Wybuch w polskim sklepie w Leicester. Media: W budynku była nielegalna wytwórnia alkoholu

04.03.2018

Jest formalne oskarżenie dla osób aresztowanych w związku z wybuchem w brytyjskim Leicester. W eksplozji, do której doszło w minioną niedzielę, zginęło 5 osób. W dwupiętrowym budynku na parterze znajdował się polski sklep.

W wyniku eksplozji w polskim sklepie w Leicester zginęło 5 osób/ TIM KEETON /PAP/EPA

Trzej mężczyźni oskarżeni zostali o nieumyślne spowodowanie śmierci i wzniecenie pożaru. Wśród oskarżonych jest 33-letni Kurd, który był właścicielem  polskiego sklepu.

Sklep działał od końca ubiegłego roku. Według niepotwierdzonych doniesień, jakie pojawiły się mediach, w piwnicy budynku miała znajdować się  nielegalna wytwórnia alkoholu. To ona rzekomo była przyczyną eksplozji. Policja nie udziela na ten temat żadnych informacji. Na razie to jedynie spekulacje.

W chwili wybuchu właściciel sklepu znajdował się na zapleczu. Odniósł niewielkie obrażenia.

Na miejscu zginęła sprzedawczyni, 22-letnia Łotyszka.

Zginęła również 3-osobowa rodzina, która mieszkała na piętrze. Piątej ofiary do dziś formalnie nie zidentyfikowano. Wśród ofiar nie ma Polaków.

Oskarżeni o spowodowanie przebywają obecnie w areszcie. Jutro mają pojawić się w sadzie w Leicester.

(mpw)

rmf24.pl

 

Rzeka publicznych pieniędzy wciąż płynie do stronników władzy. Zobaczcie, kto znowu skorzystał z rządowych dotacji

Sondaże poparcia dla partii kłamią? Zaskakujący wpis redaktora TVP

fot. flickr/Sejm RP

Mechanizm transferu środków publicznych z rządu do zaprzyjaźnionych organizacji pozarządowych od wielu lat nie zmienia się ani na jotę. Organizowany przez władzę konkurs ze wzniosłymi hasłami i zatwierdzona odpowiednio wcześniej lista wygranych, z rządowym grantem na realizację jego celów. I choć Prawo i Sprawiedliwość zarzucało swoim poprzednikom rozrzutność i kupowanie pozytywnych opinii o swojej polityce różnego rodzaju NGO-som to samo robi dokładnie to samo, niespecjalnie się z tym kryjąc. Wielokrotnie pisaliśmy o Tadeuszu Rydzyku i jego fundacji Lux Veritatis, która od szeregu resortów regularnie dostaje różnego rodzaju dofinansowania na organizację konkretnych inicjatyw, od szkoleń medialnych dla prokuratorów po konferencje poświęcone ochronie środowiska. Według danych ze strony dlugwdziecznosci.pl, którą stworzyli parlamentarzyści z Platformy Obywatelskiej, łączna suma takich transferów pieniężnych wynosi już blisko 94 mln złotych.

Ojciec Rydzyk nie jest jednak jedynym beneficjentem władzy – w kolejce po publiczne granty stale oczekuje szereg organizacji związanych z mediami, niegdyś niepokornymi a dziś otwarcie wspierającymi rząd PiS. Przedstawiciele tych organizacji regularnie brylują w mediach publicznych, gdzie jako pozornie “niezależni” eksperci komentują wydarzenia polityczne i społeczne. Ostatni przykład takiego rozdawnictwa pieniędzy pochodzi z resortu spraw zagranicznych – 28 lutego ogłoszono wyniki organizowanego corocznie konkursu MSZ pt. “Współpraca w dziedzinie dyplomacji publicznej”, w ramach którego wybrane organizacje mają potocznie mówiąc “robić dobry PR”. Regulamin konkursu jako nadrzędny cel stawia budowanie silnej pozycji Polski na arenie międzynarodowej poprzez dbanie o dobry wizerunek kraju, wzmacniać zainteresowanie Polską, podkreślać zaangażowanie Polaków w obronę wartości uniwersalnych oraz przekonywanie całego świata, że Polska to ostoja demokracji, tolerancji i wolności. Podmioty, które otrzymają dofinansowanie mają też prowadzić odpowiednią narrację: podkreślać, że Polska jest wiarygodnym partnerem, że ma wielki wkład w rozwój kultury i tożsamości europejskiej, oraz że jest liderem Europy Środkowo – Wschodniej.

Gdy jednak zobaczymy na listę podmiotów, które otrzymały ministerialne dofinansowanie, to nietrudno dojść do wniosku, że chodzi o nic innego, jak dotowanie zaprzyjaźnionych organizacji oraz zagwarantowanie sobie zaplecza “eksperckiego”, które w razie potrzeby poprze publicznie działania rządu.

 

W najnowszym konkursie MSZ na promowanie Polski i Polaków padły następujące wygrane:
>Instytut Nowych Mediów (Mistewicz) -183 tys.
>Lux Veritatis (Rydzyk) -180 tys
>SDP (Skowroński) -151 tys
>Fundacja GP (Sakiewicz) -176 tys
>WSKSiM (Rydzyk)-156 tys
Src: http://www.msz.gov.pl/resource/9441ff67-f2c2-4438-9e85-0d12c03d5498:JCR 

 

Mamy więc na liście ojca Rydzyka, mamy całkowicie upolitycznione Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich czy Kluby Gazety Polskiej. Przypadek? Ależ skąd. Jak już pisałem konkurs MSZ to wydarzenie coroczne. Nie będzie żadnym zaskoczeniem odkrycie, że również w 2017 roku pieniądze do tych samych organizacji płynęły tak samo wartkim strumieniem.

2017 roku dofinansowanie otrzymali m.in:

  • Instytut Nowych Mediów – 230 tys.
  • Lux Veritatis – 216 tys.
  • SDP – 268 tys.
  • Fundacja Reduta Dobrego Imienia (Świrski, obecnie PFN) – 250 tys.

Czy cele konkursu z 2017 roku zostały zrealizowane? Wiemy przecież, że Polska jeszcze nigdy w najnowszej historii Polski nie miała tak bardzo zszarganej opinii na arenie międzynarodowej. Czy ktokolwiek rozliczy beneficjentów dotacji z ich skuteczności? Oczywiście, że nie. Bo przecież nie o to w tych grantach chodzi.

Źródło: msz.gov.pl

crowdmedia.pl