Duda – Pierwszy Dołowy Rzeczpospolitej

Duda - Pierwszy Dołowy Rzeczpospolitej

Andrzej Duda wpisuje się w historię Polski, a to złamaniem Konstytucji, a to kolejną brednią. Ba, powstają o nim kolędy, jak ta zaintonowana w Gdańsku przed słynnym kościołem w. Brygidy. Przybieżał prezydent do Gdańska, więc na nutę „Przybieżeli do Betlejem” protestujący zaśpiewali: – „Stoją ludzie pod kościołem w rozpaczy. Czy dla pana wolność sądów coś znaczy?”.

Nie tylko sądy, ale rozum dla Dudy nic nie znaczy. 10 dni temu rzekł górnikom, że „polskie górnictwo trzeba nie tylko zabezpieczać, ale i rozwijać, nawet jeśli trendy gdzie indziej są inne, bo stan górniczy będzie Polsce potrzebny nie przez dziesięciolecia, ale setki lat”. Portal oko.press przypomniał Dudzie jego polityczną małość i lizusostwo względem górników i kogokolwiek, przed kim się znajdzie.

Nie dała Bozia moralności ani talentów, dała braki, wiec tymi brakami Duda epatuje gawiedź, która chce go słuchać.

Od węgla Unia Europejska nie tylko odchodzi z powodu drastycznych ograniczeń emisji CO2, który jest jednym z głównych winowajców ocieplenia klimatu, ale także dlatego, że węgiel zwyczajnie się kończy. Miliony lat w głębi ziemi tworzyła się ta kopalina, ludzie wydobyli ją z ziemi przez niewiele setek lat. Z niszczeniem klimatu osiągnięcia ludzkości są jeszcze „lepsze”. A Duda podbija ten cieplarniany bębenek.

Po takich słowach Dudy winna słuchających krew zalać. Nie dość, że mamy z jawnym oszustwem, to przede wszystkim z brakiem szacunku dla Polaków. Czyżby rodacy nie posiadali rozumu, jak zdaje się sądzić ten złamany człowiek?

Trendem w Polsce – wbrew bredniom Dudy – jest odchodzenie od węgla. Nie bez znaczenia powód jest jeszcze inny i zdaje się, że dla nas żyjących zasadniczy. Polska ma najbardziej zanieczyszczone powietrze w Europie, alarmy smogowe w polskich miastach to codzienność.

Duda w zalewaniu kolokwialną krwią ma zasługi ogromne. Smog w powietrzu powoduje, że zużycie węgla decyzjami takich polityków jak Duda kopie dół wielu rodakom, gdyż schodzą z tego świata. Duda więc chcąc się przypodobać górnikom dołowym, sam staje się Dołowym Polaków i Polski.

W kolejną Barbórkę – jeżeli Duda jeszcze będzie prezydentem – winno przyznać się mu tytuł Dołowego nr 1. Dołowy Konstytucji, dołowy rozumu i dołowy dla tych, którzy już zeszli i zejdą. Krótko pisząc: grabarz.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Polska w teatrzyku Viktora Orbana [KOMENTARZ]

KAMIL DZIUBKA,  16.12.2017
Premier Węgier nie mógł wymarzyć sobie lepszego scenariusza, niż ten, w którym na unijnej scenie pojawia się nowy „chory człowiek Europy”. Tym człowiekiem jest Polska, a debiut premiera Mateusza Morawieckiego na szczycie Rady Europejskiej tylko potwierdza tę tezę.
Mateusz Morawiecki i Viktor OrbanFoto: PAP
Mateusz Morawiecki i Viktor Orban
  • Viktor Orban realizuje swoje interesy w UE kosztem Polski
  • Według Politico Polska jest jednym z najmniej wpływowych państw na ostatnim szczycie Unii
  • Jedną z pierwszych zagranicznych podróży premiera Morawieckiego ma być wyjazd na Węgry

W pamięci utkwił mi szczególnie jeden obrazek z zakończonego w piątek spotkania unijnych przywódców w Brukseli. Szef węgierskiego rządu wchodzi na spotkanie premierów i prezydentów wywodzących się z Europejskiej Partii Ludowej (EPP, w Polsce należą do niej PO i PSL). Od razu czule przygarnia go do siebie Włoch Antonio Tajani – przewodniczący Parlamentu Europejskiego. Po chwili ktoś klepie przyjacielsko Viktora Orbana w plecy. Okazuje się, że to szef Rady Europejskiej Donald Tusk.

Były szef polskiego rządu wymienia z Węgrem porozumiewawcze spojrzenia. Widać błysk w oczach. Kilka sekund później przy stole obrad premier Bułgarii Bojko Borisow po ojcowsku przytula swojego węgierskiego przyjaciela. Przewodniczący Komisji Europejskiej (znany z wylewności) Jean-Claude Juncker swoim zwyczajem całuje Orbana w policzek. No bo premier Madziarów jest członkiem rodziny, może czasem niesfornym, ale jednak „naszym”.

W tym gronie nie było nowego polskiego premiera Mateusza Morawieckiego. Nie mogło go być, bo Prawo i Sprawiedliwość nie jest członkiem EPP – frakcji, która od lat dominuje w Parlamencie Europejskim i z której wywodzi się większość członków Rady Europejskiej, czyli po prostu przywódców państw i rządów wchodzących w skład Unii Europejskiej. Europejska Partia Ludowa rozdaje karty w Europie. Fidesz Viktora Orbana w tej frakcji jest i nie zamierza z niej wychodzić. Bo tylko tu jest w stanie realizować swoje interesy. W kraju może organizować nagonkę na George’a Sorosa, wytykać brukselskim urzędnikom głupotę, bratać się z Władimirem Putinem, jednocześnie ogłaszając, że Niemcy są strategicznym partnerem Budapesztu.

Viktor Orban na brukselskie szczyty przyjeżdża już od blisko 8 lat. Jest starym wygą. Pewnie dlatego sceptyczne wobec Węgier kraje Unii mają z tym taki problem. Bo Orban jest niezwykle zręcznym graczem. Potrafi dokręcać polityczną śrubę i sprawdzać, czy materiał nie pęknie. Kiedy naprężenia są zbyt silne, potrafi się wycofać. W zamian uzyskuje to, czego chce.

Na jego tle debiutujący w Brukseli Mateusz Morawiecki wypadł blado. Oczywiście, że nie mógł się od razu stać gwiazdą Rady. Przez ostatnie dwa lata Polskę reprezentowała premier Beata Szydło. Nie zaskarbiła sobie specjalnej sympatii wśród innych członków Rady, a po nieudanej szarży przeciwko wyborowi Donalda Tuska na drugą kadencję szefa RE (1:27, Orban zagłosował za Tuskiem), stało się jasne, że jej możliwości skutecznego realizowania postulatów polskiego rządy stały się mocno ograniczone.

Kontekst debiutu premiera Morawieckiego z pewnością nie ułatwiał mu zadania. Miało to być wprawdzie nowe otwarcie w relacjach w ramach UE, ale na każdym kroku przypominano mu o kwestii praworządności w Polsce. Wspomniał o tym przede wszystkim prezydent Francji Emmanuel Macron, który był jednym z dwóch przywódców (obok premier opuszczającej Unię Europejską Wielkiej Brytanii) jacy spotkali się indywidualnie z nowym szefem polskiego rządu. W tym czasie PiS przepychał w Sejmie prezydenckie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym, które radykalnie zwiększają kontrolę partii rządzącej nad sądami i sędziami.

Już w środę Komisja Europejska może zdecydować o uruchomieniu procedury, na końcu której Polsce grożą sankcje. Przede wszystkim finansowe. Już wiadomo, że Niemcy i Francja opowiadają się za takim rozwiązaniem. Do tego jednak potrzebna jest jednomyślność członków Rady Europejskiej. A tej nie będzie, bo Viktor Orban zapewne powie „nie”. Nie dlatego, że tak bardzo kocha Polskę. Po prostu wie, że w podobnej sytuacji będzie mógł liczyć na wsparcie PiS (Węgry też niebawem mogą zostać objęte podobną procedurą za prawo o szkolnictwie wyższym).

Orban całkowicie podporządkował swojej partii węgierski wymiar sprawiedliwości, wziął za twarz media, przeorał prawo wyborcze i całkowicie zmarginalizował opozycję. Różnica między Fideszem a PiS polega na tym, że partia rządząca Węgrami zdobyła w 2010 roku większość konstytucyjną. Prawo i Sprawiedliwość swoje zmiany przeprowadza naginając, a momentami wprost łamiąc ustawę zasadniczą. Po doświadczeniach z Węgrami najważniejsze kraje Unii Europejskiej nie mają zamiaru odpuszczać, jeśli kraj (zwłaszcza tak duży jak nasz) wchodzi na kurs kolizyjny z zasadami państwa prawa.

Na tapecie jest więc teraz Polska, a nie Węgry. Orban jest często krytykowany, ale może realizować swoje deale. Sytuacja, gdy jest ktoś „gorszy”, jest dla szefa rządu w Budapeszcie wręcz wymarzona. A Polska bardzo chętnie staje do castingu na aktora w tym teatrzyku. A może raczej na statystę. Premier Mateusz Morawiecki swój pierwszy szczyt europejski opuścił przed czasem. Swoje pełnomocnictwa przekazał… Viktorowi Orbanowi.

P.S. Z informacji Onetu wynika, że jedną z pierwszych zagranicznych podróży – i to już w styczniu – premier Morawiecki odbędzie na Węgry.

 

onet.pl

Duda – Pierwszy Dołowy Rzeczpospolitej

Andrzej Duda wpisuje się w historię Polski, a to złamaniem konstytucji, a to kolejną brednią. Ba, powstają o nim kolędy, jak ta zaintonowana w Gdańsku przed słynnym kościołem św. Brygidy. Przybieżał prezydent do Gdańska, więc na nutę „Przybieżeli do Betlejem” protestujący zaśpiewali „Stoją ludzie pod kościołem w rozpaczy. Czy dla pana wolność sądów coś znaczy?”

Nie tylko sądy, ale rozum dla Dudy nic nie znaczy. 10 dni temu był rzec górnikom, że „polskie górnictwo trzeba nie tylko zabezpieczać, ale i rozwijać, nawet jeśli trendy gdzie indziej są inne, bo stan górniczy będzie Polsce potrzebny nie przez dziesięciolecia, ale setki lat”. Portal oko.press przypomniał Dudzie jego polityczną małość i lizusostwo względem górników i kogolwiek, przed kim się znajdzie.

Nie dała Bozia moralności, ani talentów, dała braki, wiec tymi brakami Duda epatuje gawiedź, która chce go słuchać.

Od węgla Unia Europejska nie tylko odchodzi z powodu drastycznych ograniczeń emisji CO2, który jest jednym z głównych winowajców ocieplenia klimatu, ale także dlatego, że węgiel zwyczajnie się kończy. Miliony lat w głębi ziemi tworzyła się ta kopalina, ludzie wydobyli ją z ziemi przez niewiele setek lat. Z niszczeniem klimatu osiągnięcia ludzkości są jeszcze „lepsze”. A Duda podbija ten cieplarniany bębenek.

Po takich słowach Dudy winna słuchających krew zalać. Nie dość, że mamy z jawnym oszustwem, to przede wszystkim brakiem szacunku dla Polaków. Czyżby radacy nie posiadali rozumu, jak zdaje się sądzić ten złamany człowiek?

Trendem w Polsce – wbrew bredniom Dudy – jest odchodzenie od węgla. Nie bez znaczenia powód jest jeszcze inny i zdaje się, że dla nas zyjacych zasadniczych. Polska ma najbardziej zanieczszczone powietrze w Europie, alarmy smogowe w polskich miastach to codzienność.

Duda w zalewaniu kolokwialną krwią ma zasługi ogromne, smog w powietrzu powoduje, że zużycie węgla decyzjami takich polityków jak Duda kopie dół wielu rodakom, gdyż schodzą z tego świata. Duda więc chcąc się przypodobac górnikom dołowym, sam staje przysłowiom dołowym Polaków i Polski.

W kolejną Barbórkę – jezeli Duda jeszcze będzie prezydentem – winno przyznać się mu tytuł Dołowego nr 1. Dołowy konstytucji, dołowy rozumu i dołowy dla tych, którzy już zeszli i zejdą. Krótko pisząc: grabarz.

 

Prezydent Duda: „Górnictwo trzeba rozwijać i będzie nam potrzebne przez setki lat”. Nawet rząd PiS mówi najwyżej o 30 latach

Fakty są takie, że od węgla w ciągu najbliższych dekad i tak odejdziemy. Im szybciej tym lepiej. Słowa prezydenta Andrzeja Dudy można włożyć między bajki. Wizji, w której Polska w 2300 roku jest węglową potęgą, nie można traktować inaczej niż mamienie wyborców z górniczych rejonów


Polskie górnictwo trzeba nie tylko zabezpieczać, ale i rozwijać, nawet jeśli trendy gdzie indziej są inne, bo stan górniczy będzie Polsce potrzebny nie przez dziesięciolecia, ale setki lat.

Andrzej DudaPrezydent.pl – 07/12/2017

Fot. Bartosz Banka / Agencja Gazeta


SŁOWA ANDRZEJA DUDY TO TYPOWE S-F. A POLSKA JUŻ OD WĘGLA ODCHODZI


W podobnym duchu na początku grudnia w Rudzie Śląskiej podczas Barbórki wypowiadała się ówczesna premier Beata Szydło, dziś już tylko wicepremier: „Udało nam się przekonać również Unię Europejską do tego, że górnictwo jest potrzebne, że może być branżą przynoszącą nie tylko pozytywne efekty gospodarcze, ale też przyjazną środowisku”.

„Chcemy, by górnictwo było konkurencyjne, by było podstawą naszej energetyki, kołem zamachowym polskiej gospodarki, ale też było nowoczesnymi technologiami, którymi dzięki współpracy z nauką będziemy mogli szczycić się na świecie” – dodała premier.

W Rudzie Śląskiej obecny był także minister energii Krzysztof Tchórzewski, który stwierdził, że „Rząd polski postawił w Brukseli na górnictwo. Powiedzieliśmy, że ten poziom wydobycia węgla, który ma miejsce w tej chwili, zostanie utrzymany do 2050 roku”.

Przeczytaj też:

Świat się śmieje, czyli min. Tchórzewskiego bajki o klimacie, lasach, wulkanach. Myli się nawet tysiące razy

MARCIN POPKIEWICZ  29 MAJA 2017

Tymczasem trendy „węglowe” w Europie i w Polsce wskazują na znacznie szybsze odchodzenie od zależności od węgla.

Europejskie trendy

Rzeczywiście trendy – jak to ujął prezydent – „gdzie indziej” wskazują na odchodzenie od węgla. Eurostat liczy konsumpcję energii w tonach ekwiwalentnej ropy naftowej (toe). W 2015 roku zużycie energii brutto przez Unię Europejską wyniosło 1627 mln ton oleju ekwiwalentnego.

Przeczytaj też:

Komu w Polsce PiS nie żyje się lepiej. Jakie grupy w ostatnim czasie najbardziej dostają po kieszeni

KAMIL FEJFER  19 LISTOPADA 2017

W 1990 roku na terenie krajów obecnej Unii Europejskiej zużycie energii z węgla kamiennego i węgla brunatnego było równe 454,7 mln ton oleju ekwiwalentnego. W 2015 już tylko 262,7 mln ton. Przez ćwierćwiecze wytwarzanie energii z tego źródła zmniejszyło się na kontynencie niemal dwukrotnie.

Dlaczego tak się stało? Aby utrzymać wydobycie trzeba „dokopywać się” do coraz trudniej dostępnych złóż, czy to z powodu głębokości, czy innych czynników. A to kosztuje. W pewnym momencie stajemy przed dylematem – czy kopać dalej, importować? A może przerzucić się na inne źródła energii?

Europa stawia na dwa rozwiązania: po pierwsze import – w 2014 roku w UE aż 53 proc. energii brutto pochodziło z importu. Najwięcej kupowano z Rosji – gazu ziemnego i ropy. By uniknąć uzależnienia rozwijane są inne formy pozyskiwania energii jak energia jądrowa, czy źródła odnawialne.

Ograniczenie „węglowej” energii jest też związane z limitami emisji CO2, narzucanymi przez UE, by chronić klimat. Między innymi dlatego zużycie energii brutto pochodzącej ze źródeł odnawialnych wzrosło do 211 mln ton oleju ekwiwalentnego w 2015 roku. Największy udział w OZE ma biomasa (136 mln toe), następnie energia wodna (29 mln toe) oraz energia wiatrowa (26 mln toe) oraz słoneczna (13 mln toe).

Przeczytaj też:

Paweł Rabiej pudłuje. Warszawa jak Nowy Jork? Lepiej nie

KAMIL FEJFER  15 LISTOPADA 2017

Polskie trendy

Prezydent Andrzej Duda stwierdził, że polskie górnictwo należy rozwijać, pomimo światowych trendów. Problem w tym, że te trendy są bardzo widoczne również w Polsce. W 1990 roku zużycie energii pochodzącej z węgla kamiennego i brunatnego wynosiło 81,3 mln toe. W 2015 już tylko 53 mln toe.

Istnieje jednak trend w polskiej energetyce, który jest w zasadzie nieobecny w energetyce europejskiej: nasz kraj zużywa coraz więcej gazu ziemnego. Od 12,6 mln toe w 1990 do 25,7 mln toe w 2015. „Polska gospodarka odwzorowuje procesy, które zaszły w gospodarkach zachodnich w latach 70. i 80. Dlatego u nas zużycie gazu rośnie, a u nich jest dość stabilne” – mówi Rafał Zasuń, ekspert rynku energii z portalu WysokieNapiecie.pl.

Według portalu Cire.pl aż 86 proc. miksu energetycznego przy produkcji elektryczności w Polsce to energia pozyskana z węgla kamiennego i brunatnego. Ale to się będzie zmieniać. Rafał Zasuń wylicza powody, dla których nasza gospodarka będzie od węgla odchodzić:

  • wyczerpywanie krajowych złóż węgla,
  • szybki rozwój i spadek kosztów pozyskiwania energii z OZE,
  • brak konkurencyjności polskiego górnictwa, co wynika ze złego sposobu zarządzania kopalniami,
  • zwiększająca się wydajność elektrowni węglowych, gdzie dzięki postępom technologicznym do wytworzenia takiej samej ilości energii potrzebne jest coraz mniej węgla,
  • polityka klimatyczna Unii Europejskiej,
  •  coraz większą świadomość społeczeństwa w zakresie zanieczyszczenia powietrza.

Słowa prezydenta Andrzeja Dudy, który twierdzi, że górnictwo będzie nam potrzebne przez setki lat, można włożyć między bajki. Wizji, w której Polska w 2300 roku jest węglową potęgą, nie można traktować inaczej niż mamienia wyborców z górniczych rejonów.

Przeczytaj też:

Jak smog niszczy zdrowie polskim dzieciom. Niepokojący raport organizacji ekologicznych

ROBERT JURSZO  10 GRUDNIA 2017

Bez węgla zdrowiej

Polska należy do czołówki krajów z najbardziej zanieczyszczonym powietrzem. W miastach większość zanieczyszczeń pyłami PM2,5 i PM10 pochodzi z tzw. „kopciuchów”, czyli niskowydajnych pieców m. in. na węgiel. Szacuje się, że jest ich w Polsce około 3,5 mln.

Przeczytaj też:

Smog zabił tysiące londyńczyków, w Polsce na razie tego nie zrobi. Ale będzie zabijał na raty

ROBERT JURSZO  11 STYCZNIA 2017

Ale 1 października 2017 weszło w życie rozporządzenie ministerstwa rozwoju zakazujące produkcji i montowania kopciuchów. Od października firmy nie mogą produkować już na rynek polski kotłów niespełniających norm rozporządzenia, a od lipca 2018 roku nie można ich sprzedawać w Polsce (biznes ma 9 miesięcy na dostosowanie się do nowego prawa).  Do użytku dopuszczone są tylko akredytowane kotły piątej generacji.

W dodatku coraz więcej domów jednorodzinnych jest ocieplanych, co poprawia ich energetyczną wydajność. A za tym idzie mniejsze zapotrzebowanie na paliwa, w tym na węgiel. Coraz popularniejsze są również rozwiązania typu własne ogniwa słoneczne. Według organizacji Client Earth aż 26 proc. Polaków jest skłonnych płacić więcej za zieloną energię tylko dlatego, że jest bardziej ekologiczna. Istotnie częściej – osoby z dochodem powyżej 2500 zł na rękę.

Przeczytaj też:

Wymiana kopciuchów i docieplenie budynków to 80-100 mld. Ale rocznie tracimy na smogu 14-28 mld

KAMIL FEJFER  21 STYCZNIA 2017

Nie tylko „kopciuchy” zatruwają powietrze, swoje dokłada przemysł, a zwłaszcza sektor energetyczny. Według Cire.pl średnia emisyjność sektora energetycznego w UE wynosi 0,347 kg CO2/kWh. W Polsce ten parametr ponad dwa razy wyższy – 0,781 kg CO2/kWh. W Niemczech to  0,461 CO2/kWh, w Szwecji 0,030 CO2/kWh, we Francji – 0,079 CO2/kWh.

 

Odejście od węgla i tak i tak nas czeka.

 

oko.press

Policja użyła siły na demonstrantów i wtedy wyjeżdża on, cały uśmiechnięty. Te sceny rozegrały się dokładnie rok temu

kbc, 17.12.2017

 

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/56,114884,22795607,kaczynski-usmiechal-sie-do-puczystow-tego-zdjecia-w-limuzynie.html#Prze

Poseł PiS ukrywał to latami, potem odgrażał się pozwem. Teraz udaje, że sprawy nie ma

17.12.2017

Równo 47 lat temu, 17 grudnia 1970 r. wojskowi w Gdyni otworzyli ogień do robotników. Jak ujawnialiśmy na łamach Fakt i Fakt24, w wydarzeniach grudniowych uczestniczył 1. Warszawski Pułk Czołgów z Elbląga – jednostka, w której służył Leonard Krasulski, poseł PiS i przyjaciel prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Polityk ukrywał niechlubną przeszłość latami. Chociaż od opublikowania informacji kompromitujących posła mija prawie rok, ani nie wysłał nam zapowiadanego pozwu, ani nie wytłumaczył się swoim wyborcom. Udaje, że sprawy nie ma.

Nie ma się co oszukiwać, Leonard Krasulski to niezły kłamca. „Od 1968 r. pracował w Zakładach Piwowarskich w Elblągu. W latach 70. aktywnie uczestniczył w wiecach i demonstracjach w Stoczni Gdańskiej i Trójmieście” – przez lata chwalił się w swoim oficjalnym życiorysie poseł. Po naszej publikacji ten fragment zniknął ze strony internetowej parlamentarzysty. W rozmowie z Faktem polityk przyznał w końcu, że w 1970 r. nie uczestniczył w protestach przeciwko komunistycznej władzy, a służył w Ludowym Wojsku Polskim! Zaprzeczał jednak wyjazdowi na pacyfikację robotników. – Odmówiłem wyjazdu – zarzekał się Krasulski.

Historycy, z którymi rozmawiał Fakt, wyśmiali tłumaczenia posła. Profesorowie Jerzy Eisler i Antoni Dudek nie dowierzali, by młody żołnierz mógł sprzeciwić się swoim przełożonym i w ogóle za to nie odpowiedzieć. – Taki ktoś błyskawicznie straciłby pracę i zostałoby to odnotowane w jego aktach. Dla mnie to brzmi jak bujda z chrzanem! – usłyszeliśmy od Dudka. Szybko okazało się, że zatajenie służby w wojsku to nie jedyny grzech Krasulskiego – choć nie ma nawet matury, opowiadał o średnim wykształceniu. W kolejnych publikacjach obnażaliśmy prawdę o jego przeszłości. W końcu, z pomocą posłowi PiS przyszedł MON Antoniego Macierewicza.

Sprawa Leonarda Krasulskiego okazała się na tyle ważna, że w sprawę zaangażował się ówczesny rzecznik resortu obrony Bartłomiej Misiewicz. – Zanim (Krasulski – przyp. red.) awansował do stopnia plutonowego, wszystkie opinie o nim były pozytywne. Dopiero kiedy mógł już dowodzić plutonem i nie wykonywał rozkazów, zdegradowano go do stopnia szeregowego – mówił jeden z najbliższych współpracowników Antoniego Macierewicza. Żeby udowodnić swoją tezę, rzecznik MON pokazał dokumenty. Sęk w tym, że… nie wszystkie!

Sprawdziliśmy w Archiwum Wojskowym w Toruniu, gdzie zgromadzone są akta. Strony teczki personalnej Leonarda Krasulskiego, których nie przedstawił resort (ujawniono ledwie cztery – przyp. red.), przeczą teorii o „niepodległościowej” postawie posła PiS w wojsku. W opinii okresowej obejmującej czas od 1 stycznia 1972 r. do 2 kwietnia 1975 r. przełożeni plutonowego piszą, że jest „ideowo-politycznie mocno zaangażowany”. Krasulski służył w wojsku od 1969 do 1976 r.

Tak jak ujawniliśmy, Krasulskiego wyrzucono z armii w lutym 1976 r. za kradzież beczki spirytusu. Z dokumentów wynika, że zarzucano mu też niespłacanie długów. „Często pożyczał pieniądze od swoich kolegów, a co gorsza od swoich podwładnych i rodziców swoich podwładnych. Pożyczane pieniądze oddawał potem na interwencję wyższych przełożonych” – czytamy w opinii z 6 marca 1976 r., którą MON ukryło.

Nieprawdziwa wypowiedź Bartłomieja Misiewicza musiała się jednak spodobać Leonardowi Krasulskiemu, skoro wykorzystał ją później podczas kolejnej modyfikacji własnego życiorysu. „W 1976 roku został dyscyplinarnie zdegradowany oraz zgodnie z opinią MON wyrzucony z wojska za działalność niepodległościową” – pisze na swojej oficjalnej stronie internetowej poseł. Nie można jednak odmówić mu zasług.

Niedługo po odejściu z wojska, przyszły parlamentarzysta zaangażował się w działalność opozycyjną. W 1981 r. został skazany za organizację nielegalnego strajku w zakładach w Elblągu. W 1989 r. przecięły się jego drogi z Kaczyńskim – Krasulski pomógł mu w Elblągu zdobyć mandat senatora. Do dzisiaj prezes PiS jest mu za to wdzięczny. Krasulski od lat jest ważnym członkiem władz PiS. Nawet mimo skazania w 2005 r. za jazdę samochodem po alkoholu.

W styczniu 2017 r. – po ujawnieniu przez Fakt kompromitujących informacji na temat Leonarda Krasulskiego – podczas konferencji prasowej w swoim elbląskim biurze polityk deklarował, że pójdzie z nami do sądu. Nie chciał jednak odpowiadać na żadne pytania dziennikarzy. Zasłaniał się przygotowaniem do sprawy w sądzie. Od stycznia nic się nie zmieniło, poza jednym: teraz Leonard Krasulski zaczął udawać, że sprawy w ogóle nie ma.

fakt.pl

Chociaż Leonard Krasulski deklarował, że nie będzie się tłumaczył, bo pozywa Fakt do sądu, nic takiego się nie stało. W sprawie jego udziału w masakrze na Wybrzeżu zmieniło się jedno: teraz udaje, że nic się nie stało.

Trzy największe kłamstwa premiera Morawieckiego po szczycie Unii Europejskiej

Trzy największe kłamstwa nowego premiera po szczycie Unii Europejskiej

Fot. Flickr

Mateusz Morawiecki. Bankster. Zbawca Polski. Pierwszy chrystianizator Europy. Człowiek, który jest chodzącym potwierdzeniem tezy, że można przejść od milionera do pucybuta (Kaczyńskiego). Nowy premier rządu RP, który z każdym dniem udowadnia, że jest kolejną średnio inteligentną marionetką na usługach prezesa. I do tego prawdopodobnie jest patologicznym kłamcą. Skąd taki wniosek?

W piątek Mateusz Morawiecki brał udział (to chyba zbyt duże słowo) w szczycie przywódców UE, na którym omawiany był Brexit. Dlaczego ten szczyt był tak ważny dla Polski? Po pierwsze był to jego debiut – debiut nowej europejskiej twarzy PiS w jego osobie. Po drugie na Wyspach mieszka ponad milion naszych rodaków i sposób w jaki Wielka Brytania weźmie rozwód w UE będzie miał kolosalny wpływ na ich życie w UK. Począwszy od kwestii socjalnych na podróżowaniu skończywszy. Niestety pan Morawiecki miał to serdecznie w dupie i opuścił szczyt przywódców UE jeszcze przed południem. Oficjalny powód był taki, że w kraju czekały na niego ważne tajne dokumenty, z którymi musiał się zapoznać. Tak się jednak składa, że w Brukseli mamy trzy doskonale zabezpieczone placówki dyplomatyczne, do których w każdej chwili można było przesłać elektronicznie dokumenty o dowolnej klauzuli tajności. Nie było obowiązku ruszać się z miejsca żeby się z nimi zapoznać. Prawda wyszła na jaw bardzo szybko. Morawiecki musiał wracać, bo klub parlamentarny PiS o godzinie 13:30 organizował opłatek, na którym miał być również prezes PiS. To prawdopodobnie było pierwsze kłamstwo.

Na tym samym szczycie Morawiecki spotkał się z Emmanuelem Macronem, prezydentem Francji. Rozmowy dotyczyły kwestii pracowników delegowanych, sytuacji w Libii, ocieplenia klimatu i ble, ble, ble… Najważniejszym i najbardziej dyskusyjnym punktem rozmów obu polityków były kwestie praworządności w Polsce, o które zapytał Morawieckiego prezydent Francji. Otóż Morawiecki przed wyjazdem na szczyt UE powiedział, że przypomni Macronowi francuską reformę sądownictwa, która miała miejsce 15 lat po upadku rządu w Vichy (rząd, który kolaborował z Hitlerem w okupowanej części Francji podczas II wojny światowej). Tym samym chciał dać jasny sygnał, że obecny polski wymiar sprawiedliwości jest w swoim kształcie podobny do kolaborantów Hitlera dlatego PiS chce go tak radykalnie zmienić. Po szczycie w sobotnim wydaniu „Gościa Wiadomości TVPiS” Morawiecki zapytany przez rozanieloną jego obecnością panią Holecką o rozmowę z Macronem stwierdził, że poruszył tę kwestię i prezydentowi Francji spodobała się ta analogia choć sama rozmowa na ten temat trwała „nie więcej niż 60 sekund”. Według źródeł zbliżonych do Pałacu Elizejskiego oraz korespondenta „Deutsche Welle” i „Gazety Wyborczej” Tomasza Bieleckiego Morawiecki w ogóle nie wspomniał o rządzie Vichy, bo w ocenie wielu komentatorów byłby to kretyński strzał w stopę i całkowicie chybiona analogia. To prawdopodobnie było drugie kłamstwo.

Trzecim i najważniejszym kłamstwem Morawieckiego jest on sam. Miał być nową, europejską twarzą Polski tymczasem nikt w Europie nie kupił tej ściemy. Komisja Europejska na pewno odpali przeciwko Polsce artykuł 7 Traktatu o Unii (poważne naruszenie praworządności) i w przyszłym budżecie UE możemy stracić kilka miliardów euro, bo zostaną one rozdysponowane do państw, które przyjęły uchodźców. I okazało się, że nowa, europejska twarz Polski dostała z potężnego unijnego liścia. Koniec teatru dla idiotów, zaczęły się poważne problemy, z którymi średnio rozgarnięty Morawiecki rady sobie nie da.

W mojej skromnej ocenie Morawiecki jednak trzyma poziom. Trzyma poziom marionetki jaką była Szydło, która w na konferencjach prasowych w Polsce napinała mięśnie na użytek owiec i betonowego, tępego elektoratu, a wracała witana kwiatami przegrywając 27:1. Morawiecki oczywiście odtrąbił sukces szczytu, na którym był kilka godzin. I tylko żal, że dokumenty, które powstały na szczycie przywódców UE podpisali za nas Węgrzy, bo premier rządu RP, który bierze ciężkie pieniądze za reprezentowanie naszych interesów na forum międzynarodowym miał sprawy Polaków mieszkających na Wyspach serdecznie w dupie, bo spieszył się na spotkanie opłatkowe z prezesem.

Źródło: Gazeta.pl

 

crowdmedia.pl

Rada Krajowa PO. „Potrzebne natychmiastowe zacieśnienie współpracy opozycji”

Rada Krajowa PO. "Potrzebne natychmiastowe zacieśnienie współpracy opozycji"

Kaczyński postanowił zmienić ustrój Polski na siłę. Polska demokracja nie może już czekać – mówił lider PO Grzegorz Schetyna. Apelował do opozycji o zacieśnienie współpracy, a do Polaków o stworzenie Ruchu Obrony Wyborów. W Warszawie odbyła się Rada Krajowa PO, podczas której wybrano nowe władze partii. Stanowisko wiceprzewodniczącej straciła Hanna Gronkiewicz-Waltz. W zarządzie znalazło się dużo młodych polityków.

Schetyna: Czas najtrudniejszy dla polskiej demokracji

Przewodniczący PO w mocnych słowach podsumował ostatnie 2 lata rządów PiS i przedstawił plan dla opozycji na następne lata. A to czas wyborów samorządowych, parlamentarnych i prezydenckich.

– Spotykamy się w momencie być może najtrudniejszym dla polskiej demokracji i dla Polski od 1989 roku. Sytuacja jest poważna, dlatego apeluję do kolegów z opozycji o natychmiastowe zacieśnienie współpracy w parlamencie i poza nim – apelował Grzegorz Schetyna. – Polkom i Polakom, którzy protestują w obronie konstytucji, niezawisłych sądów, praw i godności kobiet proponujemy wspólną walkę o uczciwe wybory samorządowe i parlamentarne, które PiS zmianami w ordynacji wyborczej właśnie przekreśla – kontynuował.

Lider PO zaproponował stworzenie wspólnego prezydium klubów parlamentarnych Platformy i Nowoczesnej oraz obywatelskiego Ruchu Obrony Wyborów.

– PiS buduje ogromną maszynę do fałszowania wyborów, ale my działając wspólnie musimy ją zablokować i zniszczyć. W imię wolności i demokracji. Niech ten ruch stanie się nową Solidarnością, która połączy Polaków – mówił Schetyna.

Mówił też o zagrożeniach, które niosą za sobą zmiany w ordynacji wyborczej: – W myśl nowych przepisów całą organizację wyborów oraz kontrolę nad ich przebiegiem przejmuje jedna partia. Według PiS-u, to ma być gwarancja, że wybory będą uczciwe. Nominaci i funkcjonariusze rządzącej partii będą liczyć głosy, a po przejęciu przez nich SN będą też decydować o uznaniu lub unieważnieniu wyborów. To rosyjskie standardy. Nie możemy na to pozwolić!

– Odsuniemy od władzy ludzi, którzy niszczą demokrację i wolną Polskę. Za łamanie konstytucji, prawa i czerpanie osobistych zysków ukarzemy! – zapowiedział lider PO. Za co dostał największe brawa.

Zwrócił się też bezpośrednio do nowego premiera Mateusza Morawieckiego: – Proponuję sprawdzian z uczciwości. Jeżeli chce pan zakończyć konflikt dzielący Polaków i kryzys ustrojowy, proszę opublikować wszystkie wyroki TK. Proszę przynajmniej spróbować wyrwać się spod wpływu Kaczyńskiego, człowieka, który chowa się za pana plecami.

– Przyjdzie ten czas, że obronimy przed PiS-em samorząd, a później uwolnimy Polskę – zakończył przewodniczący PO.

Przypomnijmy, w tym tygodniu głosami posłów PiS-u Sejm przyjął zmiany ordynacji wyborczej, a Senat ustawy o KRS i SN.

https://www.facebook.com

Lubnauer odrzuca propozycję Schetyny

Przewodnicząca Nowoczesnej mówi krótko: współpraca tak, ale wspólne prezydium – nie.

– Wspólne prezydium nie jest dobrym pomysłem, natomiast bardzo ważna jest wspólna współpraca. Nie było dotychczas takiej propozycji. Myślę, że to by się nie sprawdziło na dłuższą metę. Dlatego, że my jesteśmy partiami, które mają różne wartości, różne programy, podejście do wielu rzeczy. Zapewne trudno byłoby nam wypracować wspólne stanowisko przy wielu ustawach. Nie zmienia to faktu, że powinniśmy współpracować w Sejmie i powinniśmy się spotykać. Warto współpracować w ramach opozycji wtedy, kiedy możemy zatrzymać PiS w tych kwestiach, które niszczą polskie prawo, praworządność, demokrację. Natomiast my jesteśmy partią, która ma swoją tożsamość – stwierdziła Katarzyna Lubnauer w rozmowie z Polsat News.

Kopacz: Jesteśmy okradani z marzeń o normalnym kraju

– Znowu mamy polski grudzień. Często ten miesiąc, który prowadzi do najbardziej rodzinnych świąt, był miesiącem, który okradał Polaków z marzeń. Każdego dnia i minuty za rządów Jarosława Kaczyńskiego niestety niszczone jest to, co najważniejsze, czyli normalność – mówiła była premier i wiceprzewodnicząca PO. I dodała: – Wszystko, co robimy, nie jest tylko i wyłącznie pojedynkiem PR-owskich sztuczek, ale walką o to, co dla Polaków jest najważniejsze. O wolność.

Zwróciła się także do polityków PiS-u: – Chcę wam powiedzieć jedno. Jeśli traktujecie Polaków jak wrogów, to przyjdzie taki moment, kiedy Polacy staną się waszymi wrogami. I nastąpi to bardzo szybko. Przy urnach wyborczych.

Borusewicz: Polacy kochają wolność

– Wolne media, wolne wybory, wolna Polska. Te wartości są zagrożone. PiS pełznie i zajmuje coraz nowe obszary. Musimy się jednoczyć. Nie ma wrogów wśród tych, którzy są przeciwko PiS-owi. To zasadnicze hasło, które powinno nam przyświecać – mówił wicemarszałek Senatu i legenda opozycji PRL.

Swoje wystąpienie zakończył apelem do polityków opozycji: – Musimy być jednością i pięścią, która zatrzyma to niebezpieczeństwo grożące Polsce i Polakom. Każdy z nas musi wiedzieć, co ma robić, i robić to, co do niego należy. Polacy są narodem, który kocha wolność i wie, co to znaczy żyć w zniewoleniu.

Neumann: Uczciwych wyborów PiS nie wygra

– 16 grudnia rok temu marszałek Sejmu Marek Kuchciński przygotowywał się do puczu, poza salą obrad PiS uchwalił budżet i od tego czasu łamią zasady parlamentarne i prawo. Państwo PiS fałszuje wszystko: prawo, konstytucję i wybory. Ale mają świadomość tego, że uczciwych wyborów PiS nie wygra – mówił przewodniczący klubu PO.

Sławomir Neumann przyznaje, że jeszcze jakiś czas temu „nikt by nie wpadł na to, że będziemy musieli pilnować uczciwych i wolnych wyborów”. Poprosił wszystkich zebranych o to, aby brali przykład z Bartosza Arłukowicza, który w związku z tym, że PiS chce zlikwidować głosowanie korespondencyjne, zapowiedział, że będzie pomagał każdemu dotrzeć do lokalu wyborczego.

Mamy rok do wyborów. Moja ekipa dowiezie każdego niepełnosprawnego do lokalu wyborczego w Szczecinie i okolicach. KAŻDEGO. Mamy czas na organizację. Chętnych kierowców z autami proszę o kontakt biuro@arlukowicz.pl
Komunikat będę powtarzał. 

– Wiemy, że będzie trudno, bo to jest rok próby. To jest połowa ich kadencji. Teraz będzie już tylko z górki. Za rok o tej porze będziemy po wyborach samorządowych i będziemy mogli sobie pogratulować, bo wygramy te wybory – zakończył Neumann.

Nowy zarząd PO

Wiceprzewodniczącymi PO zostali Ewa Kopacz, Bogdan Borusewicz, Borys Budka i Tomasz Siemoniak, sekretarzem generalnym – Stanisław Gawłowski, a skarbnikiem – Mariusz Witczak.

Rada Krajowa wybrała także członków zarządu rekomendowanych przez Grzegorza Schetynę: Małgorzatę Kidawę-Błońską, Urszulę Augustyn, Monikę Wielichowską, Marzenę Okłę-Drewnowicz, Izabelę Leszczynę, Agnieszkę Pomaskę, Rafała Trzaskowskiego, Marcina Kierwińskiego, Bartosza Arłukowicza i Arkadiusza Myrchę.

 

wiadomo.co

Prezydent Duda w Gdańsku. Tak chłodnego przywitania się nie spodziewał. I tej „kolędy” też

Gazeta.pl, 16.12.2017

.© RENATA DĄBROWSKA .

 

Andrzej Duda usłyszał dziś „kolędę” napisaną specjalnie dla niego. W ten nietypowy sposób członkowie KOD protestowali przed gdańskim kościołem. 

Andrzej Duda pojawił się w Gdańsku na odsłonięciu bursztynowego ołtarza. Przed kościołem świętej Brygidy czekała na niego grupa protestujących. Protesty w miejscach wizyt Andrzeja Dudy były swego czasu częste, ale nie słyszeliśmy o nich od czasu prezydenckich wet do ustaw o sądach. Wygląda na to, że teraz wróciły.

Kolęda dla Andrzeja Dudy. „Głos zabierz…”

„Gdy prezydent Andrzej Duda wchodził do kościoła zaśpiewali „Kolędę dla Dudy” – zaaranżowany na „Przybieżeli do Betlejem” – apel skierowany do prezydenta” – opisuje trójmiejska „Gazeta Wyborcza”. Jak brzmiały słowa?

 

Stoją ludzie pod kościołem w rozpaczy. Czy dla pana wolność sądów coś znaczy?

 

Głos zabierz prezydencie, Polska jest na zakręcie. Nadszedł czas, nadszedł czas! 

 

Jedna partia władzę dzierży, nie odda. Hipokryzja, fałsz, nienawiść sięga dna.

 

Handlować wolnym sądem prezydencie to niegodne. Usłysz nas, to nasz głos!

 

Prezydencie, my o weto prosimy. Możesz cofnąć niegodziwość, wierzymy! 

 

– śpiewali ludzie. Ta sama „kolęda” zabrzmiała też 14 grudnia podczas protestu w obronie wolnych sądów, jaki odbył się pod Pałacem Prezydenckim w Warszawie. Można posłuchać jej tutaj:

Pisowskie zmiany w sądach czekają już tylko na podpis prezydenta Andrzeja Dudy, na kolejne weta się nie zanosi.

Dowiedz się więcej o reformie sądownictwa: PiS z łatwością przejmie KRS, wbrew prezydentowi. Sądowa rewolucja 5 punktach >>>

Andrzej Duda w Trójmieście

Prezydent Andrzej Duda brał udział w sobotę w pogrzebie trzech komandorów, ofiar systemu komunistycznego. W Gdyni z wojskowymi honorami pożegnani zostali Stanisław Mieszkowski, Jerzy Staniewicz i Zbigniew Przybyszewski. To obrońcy Wybrzeża z 1939 roku, którzy 65 lat temu zostali straceni przez komunistyczne władze. Wyrok był efektem sfingowanego procesu i fałszywych zarzutów o szpiegostwo.

Następnie Andrzej Duda udał się do Gdańska, gdzie w kościele św. Brygidy odsłonił bursztynowy ołtarz. Budowany przez lata, ma 120 metrów kwadratowych powierzchni.

ZOBACZ, JAK WYGLĄDA NIEZWYKŁY OŁTARZ >>>

msn.pl

Jeżeli KE uruchomi wobec Polski art. 7, ojciec Rydzyk straci miliony

Wprost, 16.12.2017

© pap.pl

 

Jeżeli Komisja Europejska uruchomi wobec Polski w przyszłym tygodniu artykuł 7 unijnego traktatu, to może w konsekwencji zakwestionować przyznanie uczelni Tadeusza Rydzyka trzech milionów złotych z Europejskiego Funduszu Społecznego na szkolenia sędziów i prokuratorów – informuje Radio ZET.

– Po uruchomieniu art. 7 unijnego traktatu może się okazać, że zostaną zakwestionowane fundusze europejskie jako wątpliwe z perspektywy praworządności. Np. trzy miliony złotych z Europejskiego Funduszu Społecznego na szkolenia sędziów i prokuratorów, które zarobiła uczelnia ojca Rydzyka. Unia przy rozliczaniu może nie uznać tych wydatków – tłumaczy w rozmowie z Radiem ZET Renata Mieńkowska-Norkiene z Instytutu Nauk Politycznych.

W środę Komisja Europejska ma przeanalizować ustawy o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. Później podjąć ma decyzję co do tego, czy wobec Polski zostanie uruchomiony artykuł 7 unijnego traktatu.

W lipcowych rekomendacjach Komisja Europejska ostrzegała polskie władze m.in. przed wymuszaniem na sędziach wcześniejszego przejścia w stan spoczynku. W jej ocenie byłoby to wyraźne ryzyko poważnego naruszenia przez kraj członkowski wartości unijnych, co pozwoli na uruchomienie art. 7 ust. 1 unijnego traktatu. Jeszcze nigdy w historii Unii Europejskiej żaden kraj nie został objęty tą procedurą, która może zakończyć się nałożeniem na Polskę sankcji. Jak jednak przyznają zgodnie niemal wszyscy komentatorzy, sankcje to wizja bardzo odległa, ponieważ Unia potrzebowałaby w tej kwestii jednomyślności. Zapoczątkowanie procedury to jednak tylko 3/5 głosów, a taką większość unijne kraje mogłyby już zebrać.

Nowy premier Polski przed unijnym szczytem w Brukseli wydawał się pogodzony z tą sytuacją. – Jeśli ten proces się zaczął, z tego co rozumiem, decyzja już zapadła, że w następną środę Komisja Europejska planuje wdrożyć artykuł 7.1, a to oznacza, że najprawdopodobniej zostanie on wprowadzony – mówił. – Od rozpoczęcia takiej niesprawiedliwej dla nas procedury do jej zakończenia na pewno będziemy z naszymi partnerami rozmawiać na te tematy – dodawał.

Słynny art. 7 TUE

Artykuł 7. Traktatu o Unii Europejskiej mówi o tym, że na uzasadniony wniosek jednej trzeciej państw członkowskich, Parlamentu Europejskiego lub Komisji Europejskiej, Rada UE, stanowiąc większością czterech piątych swych członków po uzyskaniu zgody Parlamentu Europejskiego, może stwierdzić istnienie wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia przez państwo członkowskie wartości UE. W takim przypadku zostaje uruchomiona trzystopniowa procedura, która jest zakończona nałożeniem sankcji.Owe sankcje mogą polegać m.in. na zawieszeniu wobec państwa członkowskiego niektórych praw wynikających z traktatów, łącznie z prawem do głosowania przedstawiciela rządu danego państwa w Radzie UE. Aby na państwo członkowskie zostały nałożone sankcje wymagana jest jednomyślność, a Węgry wielokrotnie zapewniały, że nie zagłosują za godzącymi w Polskę rozwiązaniami.

msn.pl

CBA sprawdzi dokumenty dot. ojca Rydzyka. Chodzi o przekazanie gruntów i ogromne zniżki

Gazeta.pl, 16.12.2017

Ojciec Rydzyk podczas obrad Komisji Odpowiedzialnosci Konstytucyjnej© Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta Ojciec Rydzyk podczas obrad Komisji Odpowiedzialnosci Konstytucyjnej

 

CBA rozpoczęło sprawdzanie dokumentów dotyczących gruntów, które za bezcen w dzierżawę dostał zakon ojca Tadeusza Rydzyka. Chodzi o tereny Skarbu Państwa w Toruniu – informuje Onet.pl.

CBA rozpoczęło sprawdzanie po zawiadomieniu posła PO Michała Stasińskiego. Według niego zakon ojca Rydzyka otrzymał grunty za bezcen bez jakiegokolwiek ekonomicznego uzasadnienia – podaje Onet.pl.

Michał Stasiński zwrócił też uwagę na to, że administracja prezydenta Torunia i wojewody bardzo szybko uwinęły się z formalnościami przy oddawaniu gruntów redemptorystom. Rzecznik CBA powiedział portalowi Onet.pl, że do wojewody i prezydenta Torunia wysłano już dwa pisma z prośbą o przekazanie informacji.

Poseł złożył zawiadomienie, ponieważ zgodnie z prawem grunty Skarbu Państwa nie mogą być przekazywane w celu prowadzeniu na nich działalności zarobkowej. A zdaniem Stasińskiego tak się dzieje, bo tuż przy oddanych gruntach zakon prowadzi kawiarnię oraz księgarnię.

Państwowe wsparcie dla Rydzyka

Sprawę przekazania gruntów redemptorystom za bezcen opisywaliśmy już w październiku. Działka, na którą zakon ojca Rydzyka dostał zniżkę, jest stosunkowo niewielka – ma około 0,4 hektara i jest warta 381 tysięcy zł. Redemptoryści zapłacili za nią jedynie niewiele ponad 10 tys. złotych, w związku z 85-procentową bonifikatą.

Skąd decyzja wojewody? Jak informuje rzecznik, bonifikatę przyznano, ponieważ na terenie ma powstać „muzeum z częścią audytoryjną o niekomercyjnym charakterze”. Nie wiadomo jednak, o jakie muzeum chodzi.

Redemptoryści mogli i tak być zawiedzeni. Prezydent Torunia wnioskował bowiem o 99-procentową zniżkę. Gdyby została uznana, zakonnicy zapłaciliby niecałe 4 tysiące złotych.

To nie pierwsza taka „pomoc”

Pierwszą działkę w tej lokalizacji redemptoryści dostali z 60-procentową bonifikatą. Prezydent miasta chciał wówczas, by opłata za działkę o wartości 1,6 mln zł wyniosła… 4,6 zł, czyli 1 proc. od 25 proc. ceny działki. Urząd Miasta w Toruniu wyjaśniał, że „taka jest praktyka” przy przekazywaniu gruntów kościołowi. CZYTAJ WIĘCEJ >>>

msn.com/pl-pl

Biedroń: Morawiecki w każdej chwili może uciec na Kajmany

Rzeczpospolita, 16.12.2017

© Fotorzepa/ Jerzy Dudek

 

– Być może premier Morawiecki zna język angielski, ale w Brukseli jest potrzebny język wartości unijnych, którego kompletnie nie zna i nikt w PiS-ie tego języka nie zna – powiedział prezydent Słupska i były poseł Robert Biedroń, komentując udział polskiego premiera w szczycie Unii Europejskiej.

Udział w szczycie w Brukseli był pierwszym zagranicznym wyjazdem Mateusza Morawieckiego w roli premiera. Szef rządu opuścił szczyt unijny w Brukseli przed jego zakończeniem. Premier wyjaśnił w rozmowie z dziennikarzami, że jego wcześniejszy powrót ze szczytu UE w Brukseli do kraju jest podyktowany spotkaniami w kancelarii premiera oraz „kilkoma pilnymi i tajnymi dokumentami”, które na niego czekają.

– Tak się nie zachowuje premier poważnego kraju europejskiego – skomentował ten wyjazd Robert Biedroń. – To świadczy o pewnej niedojrzałości, jeśli chodzi o uprawianie polityki – dodał.

Jego zdaniem zmiana na stanowisku premiera nie przyczyni się do „ocieplenia” wizerunku Polski w Unii Europejskiej. – Być może premier Morawiecki zna język angielski, ale w Brukseli jest potrzebny język wartości unijnych, którego kompletnie nie zna i nikt w PiS-ie tego języka nie zna – ocenił prezydent Słupska.

– Zresztą dzisiaj po reakcjach Angeli Merkel i Emmanuela Macrona widać, że oni zamierzają uruchomić tę procedurę „atomową”, artykuł 7., na pewno poprą (…) i całe szczęście, bo Unia Europejska to także katalog pewnych wartości, których dzisiaj Polska nie przestrzega. I Polska powinna przynajmniej zostać wezwana do tego, żeby zweryfikować swoją politykę. Ale jeżeli Morawiecki będzie trzaskał drzwiami, obrażał się, wyjeżdżał z tak ważnego spotkania, jak szczyt UE, to niestety niczego w tej Brukseli nie załatwimy – mówił Biedroń.

– Jeżeli ktoś nie prowadzi tej polityki dyplomacji, nie robi tego zgodnie z pewnymi regułami, to będzie ponosił tego konsekwencje. I szkoda, że te konsekwencje tak naprawdę na koniec nie poniesie pan premier Morawiecki, który, jak wiemy, finansowo całkiem nieźle sobie poradzi; w każdej chwili może uciec na Kajmany i tam sobie żyć, tylko ja, pani, państwo poniesiecie te konsekwencje tej zlej polityki, bo w przyszłym roku, jak przyjdzie do negocjacji, to pozycja Polski jest bardzo słaba, trzeba pamiętać, że budżet UE będzie dużo mniejszy, niż ten, który jest dzisiaj – dodał.

Według byłego posła z partii Janusza Palikota, Mateusz Morawiecki „to wcale nie jest nowy premier”. – Rząd jest ten sam, szef premiera ten sam… Tak naprawdę to była tylko zmiana ról: Beata Szydło na Morawieckiego, tam się nic nie zmieni – stwierdził.

Biedroń wątpi też w spełnianie obietnic z wtorkowego expose premiera. – Prawo i Sprawiedliwość w swoim programie wyborczym też obiecywało respektowanie prawa, też nie obiecało nam demolki, jeśli chodzi o trójpodział władzy, a zrobiło swoje. Tutaj ciężko jest mówić o zaufaniu. Ja raczej wolałbym, żeby premier Morawiecki wykonywał swoje obowiązki – powiedział prezydent Słupska.

msn.pl

%d blogerów lubi to: