4. lipca – Solidarni z Wł. Frasyniukiem 9:45 – 11:00 Komenda Policji w Długołęce, ul. Wrocławska 24

Obowiązkiem Polaków jest być tam!

Nie dać PiS-owi zeszmacić Polski. Ja będę, a ty?

 

O, w mordę!

Marek Grela, były ambasador RP przy Unii Europejskiej pisze o artykule stacji telewizyjnej NBC przed środową wizytą Donalda Trumpa w Polsce.

Ośmieszają nas na każdym kroku.

Z powodu PiS wstyd jest być Polakiem. Sprowadzają nas do poziomu Polaczka.

 

28 lat temu w „Gazecie Wyborczej” ukazał się słynny artykuł Adama Michnika – “Wasz prezydent, nasz premier”

Ten artykuł rozpoczął ogromny krok naprzód – siedmiomilowy.

Od niego rozpoczęła się nasza suwerenność, rozpoczęła się transformacja, przemiana Polski.

To także przełom w dziennikarstwie. Tak się nie pisało, to zupelnie inny język – to pisanie wprost o faktach.

Adam Michnik potwierdził swoją wielkość jako pisarz polityczny. Do dzisiaj pozostaje nr 1.

Och, jak wówczas się baliśmy, czy to się uda? Udało. Aż do dzisiaj, gdy przyszedł psuj Kaczyński i jego PiS, który może zniszczyć ogromny wysiłek i sukces wszystkich Polek i Polaków.

 

Strach się bać

Tak prowadzona przez PiS polityka bezpieczeństwa może odgrodzić Polskę od Europy i świata.

Na kongresie w Przysusze wystąpił Pan Prezes i zapowiedział kontynuację polityki bezpieczeństwa. Konkretnie zaś zadeklarował, że nie wpuścimy do nas żadnych muzułmańskich uchodźców. Takie mamy prawo moralne i nie zawahamy się go użyć.

Owszem, ofiary wojny w Syrii może i próbują ratować życie, ale nie będą tego robić naszym kosztem. Co nas obchodzą cudze problemy. Mamy dosyć własnych. No, a poza tym to – jak przypomniał wszystkim Pan Prezes – nie myśmy rozpętali konflikty w Afryce i na Bliskim Wschodzie i nie my obiecywaliśmy ich rzeczywistym i rzekomym ofiarom schronienie w Europie. W tej sytuacji mamy moralne prawo powiedzieć przybyszom pukającym do bram Unii nasze stanowcze „nie”. Na antyszambrowanie w korytarzach humanitarnych też nie damy zgody. Wpuścić kogoś na korytarz, a potem wniesie manele i trzeba będzie płacić za eksmisję. Znamy takich. Nie bez powodu na naszych osiedlach korytarze grodzi się solidną kratą zamykaną na kłódkę.

Partia rządząca w ogóle robi bardzo wiele dla zapewnienia obywatelom bezpieczeństwa. Na przykład już jesienią ubiegłego roku zrezygnowała z zakupu nowoczesnych helikopterów bojowych. Choć rząd naraził się na nienawistne ataki ze strony lobby zbrojeniowego niedoszłego francuskiego kontrahenta, nie ugiął się pod presją i śmigłowców nie kupił, bo wszak sprawdzona doktryna obronna powiada, że najlepszą gwarancją pokoju jest dobrowolne rozbrojenie. Od lat redukuje się na świecie potencjały nuklearne w imię zachowania bezpieczeństwa. Historia, i to całkiem niedawna, uczy, że opieszałość w procesie rozbrojenia można nawet spowodować wojnę, co się zdarzyło w Iraku. Więc na wszelki wypadek najlepiej w ogóle zlikwidować armię, czym od wielu miesięcy wyjątkowo skutecznie zajmuje się aktualny minister obrony. Jeszcze trochę i nikt nam nie zarzuci, że wspierając obce koncerny zbrojeniowe ryzykujemy bezpieczeństwo własnych obywateli. A na bojówki KOD-u i tak wystarczy OT z bejsbolami i policja uzbrojona w paralizatory.

Poza tym cały rząd ciężko pracuje nad tym, żebyśmy w żaden sposób nie ucierpieli od importowanego do Europy terroryzmu islamskiego. A to prawdziwe wyzwanie. Bo nie wystarczy, że nie wpuścimy za próg nawet jednego uchodźcy. Przecież w dobie otwartych granic w Sukiennice albo Wawel rozpędzoną ciężarówką może spokojnie wjechać terrorysta z Niemiec. Kto mu zabroni w czasach Schengen? Ataku na WTC też dokonali „turyści”, podróżujący po Stanach, jak gdyby nigdy nic, zwykłym rejsowym samolotem.

Takim „incydentom” nie sposób zapobiec dopóty, dopóki granice Polski będą otwarte dla każdego, jak wrota stodoły, więc politycy PiS już od niemal dwóch lat ciężko pracują nad ich zamknięciem. Prowokują, obrażają, kompromitują siebie i kraj, jak tylko potrafią najlepiej, a Europa nic na to. Unia jest w tej kwestii wyjątkowo uparta i doprawdy już nie wiadomo, co durnego jeszcze zrobić, by ją do Polski ostatecznie zniechęcić. Nie udało się z Komisją Wenecką. Nie wyszło z Tuskiem. To może w końcu przekona ich nasza nieustępliwa postawa w kwestii uchodźczej i wreszcie będzie można na Odrze i Bugu zamontować karty i zamknąć na kłódkę, jak w blokach na Ursynowie.

Naród, oczywiście, też popiera aktualną politykę bezpieczeństwa, na wszelki wypadek już teraz eliminując z polskich tramwajów, ulic i kościołów „podejrzany element” o ciemniejszej karnacji. Bo przezorności nigdy dosyć. W takiej Finlandii zamieszkała para Somalijczyków i w parę lat potem stanowią oni domagającą się poszanowania ich barbarzyńskich obyczajów, pokaźną mniejszość etniczną, samym swoim istnieniem zagrażającą fińskiej tożsamości i tradycyjnemu sposobowi życia. Że nie jedna para, nie somalijska i wcale nie w Finlandii? I co z tego. Coś takiego zawsze może się zdarzyć naprawdę. I ciekawe, kto wtedy będzie gorzko płakał.

A co do kwestii zagrożonych dotacji unijnych, że niby kasę bierzemy, a uchodźców nie chcemy, to Europa jeszcze długo się nam nie wypłaci za wojnę, Powstanie, Jałtę i inne niegodziwości. Albo takie, na przykład, rozbiory. Koniecznie musimy im też doliczyć do rachunku krzywd wszystkie straty, jakie poniosła nasza kwitnąca gospodarka przez przymusowe zniesienie poddaństwa. Dość przypomnieć, ile pieniędzy kosztowały rezydencje magnackie, które po likwidacji pańszczyzny popadły w ruinę, i żeby je teraz oddać prawowitym właścicielom trzeba w nich było porobić remonty kapitalne z budżetu. Bo wstyd oddawać zdewastowane… Tak więc – kasa i tak się nam należy za stulecia krzywd, jakich doznaliśmy jako Naród od naszych sąsiadów, kiedy oni czerpali zyski z kolonii na Madagaskarze (a, nie, na Madagaskar to my chcieliśmy wysłać Żydów z Drugiej Rzeczypospolitej, co jednak nie ma w tych rachunkach nic do rzeczy).

Mamy więc teraz moralne prawo żądać od Unii, Ameryki, Rosji i wszystkich świętych bezpieczeństwa i pieniędzy. Twardo upomnimy się o to także u prezydenta USA, który w najbliższych dniach odwiedzi Warszawę, by potwierdzić solidarność z Polską i zrozumienie dla naszych słusznych roszczeń. Pewnie – na to liczymy – zadeklaruje także dalszą chęć obrony naszych interesów.

Chociaż jednak ten konkretny prezydent raczej nie zrobi tego bezinteresownie, bo wszyscy oni, tam na Zachodzie, za nic mają zwykłą ludzką solidarność. Tylko kasa się dla nich liczy. Donald Trump już w kampanii zapowiadał, że Ameryka pomoże tylko tym, którzy za to solidnie zapłacą. I teraz pewnie zamiast o pokoju na świecie, będzie mówił o inwestycjach w obronność, przy okazji próbując nam wcisnąć trochę przestarzałych Boeingów bez offsetu. No, ale za to publicznie nazwie Polskę przyjaciółką Ameryki i poklepie po ramieniu Prezydenta Niektórych Polaków. Chociaż o wizach raczej nic nie wspomni. Bo przecież Ameryka ma prawo decydować, kto przekracza jej granice. Budują nawet mur (znaczy – mieli budować) na granicy z Meksykiem.

My zaś, jak już Unia zrewiduje prawo do swobodnego przekraczania jej wewnętrznych granic, też oddzielimy się od wszystkich zagrożeń solidną barykadą. A jak już pojedziemy za granicę, to tylko do specjalnych „polskich” stref z naszą obsługą, schabowym, Zenkiem Martyniukiem i „Kocham cię Polsko” w tv. W końcu to chyba normalne, że się trzeba zabezpieczyć. Robimy to zresztą od dawna, w związku z czym okazaliśmy się najbardziej przezornym ze wszystkich narodów. Bo grodzimy się już od całych dekad, tymczasem uchodźcy to stosunkowo nowa sprawa. Nie ma nad Wisłą miasta, gdzie nie byłoby chociaż jednego osiedla ze szlabanem. Większej ulicy bez monitoringu na każdym rogu. Samochodu bez kamery za szybą. Agencji ochroniarskich to mamy chyba najwięcej w Europie. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, to już w tej chwili jesteśmy- zdaje się – światowym liderem.

Nasi ważni politycy też nie ruszają się nigdzie, także do Sejmu, bez ochrony, a minister obrony to nawet przez ulicę nie przejdzie inaczej, niż w licznej asyście, chociaż dokoła sami Polacy. Tymczasem taki Donald Tusk chodzi po Brukseli bez obstawy, jakby nie wiedział, że nieopodal Tusk Tower jest islamskie getto, a wokół pełno nie tylko chodzących wolno Belgów, ale też niedokładnie zidentyfikowanych imigrantów muzułmańskich. Że też się nie boi i to nie tylko o życie, ale zwłaszcza o swoje wartości, wiarę i tożsamość…
Cóż, niektórzy po prostu lekceważą zagrożenia i nie dbają o bezpieczeństwo swoje, bliskich i Narodu. No, ale potem, jak się już wynarodowią, albo nawet zmuzułmanią, będą mogli mieć pretensje wyłącznie do siebie.

My tam twardo stawiamy na obronę terytorialną, jednocześnie redukując (dla bezpieczeństwa) potencjał bojowy armii, inwestujemy w służby, piszemy ustawy o powszechnej inwigilacji i śmiało idziemy na zwarcie z Brukselą w kwestii uchodźców, bo może w ten sposób uda się ograniczyć unijną swobodę podróżowania i otoczyć większą ochroną nasze granice.

Wtedy sprawimy sobie jeszcze więcej krat, ochroniarzy, podsłuchów i kamer. Bo wszak największym zagrożeniem dla prawdziwych Polaków są nie-Polacy (albo pseudo-Polacy), czyli ci, którym się nie podoba polityka bezpieczeństwa aktualnego rządu.

koduj24.pl

Szyszkę będą popierać solidarnie córki leśniczego i synowie

Szyszkę będą popierać solidarnie córki leśniczego i synowie

Jan Szyszko załatwia posady różnym córkom leśniczego, więc oczekuje, że córki leśniczego, tudzież synowie, a nawet ojcowie owego drobiazgu odwdzięczą się i załatwią ministrowi poparcie.

Taka solidarność wśród sympatyków PiS jest wymagana i dostarczana autobusami. Adam Wajrak pisze o tym, jak córki i synowie leśniczych organizują poparcie w Krakowie, gdzie odbywa się Konferencja UNESCO. W najbliższy czwartek UNESCO zajmie się sytuacją w Puszczy Białowieskiej.

Więc solidarny z córkami leśników Jan Szyszko załatwił sobie ich poparcie. Dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krakowie Jan Kosiorowski organizuje 4 lipca o godzinie 16-tej przed Krakowskim Centrum Kongresowym, w którym rozpoczyna się sesja UNESCO, protest przeciwko wprowadzeniu pod obrady Konferencji sytuacji w Puszczy Białowieskiej.

I tak – 12 Nadleśnictw RDLP ma wysłać na protest 50 osób – pracowników z rodzinami – a cztery Nadleśnictwa (Gorlice, Nawojowa, Niepołomice, Krzeszowice) po 100 osób. Ważna informacja dla protestujących córek i synów popierających Szyszkę – dojazd do Krakowa, transparenty itp. sfinansują nadleśnictwa. I najważniejsza informacja, obligująca leśników: pracownicy Lasów Państwowych mają wystąpić po cywilnemu.

Wajrak tę informacje czerpie z ulotki, którą przeszwarcował mu jakiś leśnik. Opatruje jednym zdaniem komentarza: jednak leśnicy wstydzą się munduru. To tak, jakby Macierewicz wysłał wojsko na wojnę po cywilnemu.

A co do zwożenia autobusami poparcia to powszechna praktyka w PiS. Przecież każdy poseł i senator partii ma zwieźć Kaczyńskiemu w tym samym czasie po 50 cywilów (a nie w mundurach PiS, acz nie wiem, jak wygląda ichni mundur) na poparcie Donalda Trumpa na plac Krasińskich, gdy będzie przemawiał.

Jedni popierają, drudzy się sprzeciwiają. Ale to te same złogi – ostatnio ulubione słówko Jarosława Kaczyński. Złogi komusze.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

PIĄTEK: NASZĄ ARMIĘ NISZCZY CZŁOWIEK O ROSYJSKICH POWIĄZANIACH

3 lipca 2017

– Ja Antonim Macierewiczem nie interesowałem się przez większość mojego życia. Traktowałem go jak trochę groźnego, ale jednak bardziej śmiesznego wariata. Dopiero pod koniec 2015 r., kiedy został ministrem obrony zadałem sobie pytanie: o co tutaj chodzi? – mówił w Nowa TV autor książki „Macierewicz i jego tajemnice” Tomasz Piątek. Pisarz i dziennikarz dodał, że „chyba na pewno nie chcemy, by naszą armię niszczył człowiek o tak licznych rosyjskich powiązaniach”.

– Antoni Macierewicz zaliczył nawet nie wpadki, ale spektakularne katastrofy. Całkowicie skompromitował ideę lustracji w 1992 roku, kiedy opublikował listę nazwisk, mieszając na niej agentów z ludźmi niewinnymi – mówił na antenie Nowa TV Piątek.

Piątek wymieniał wydarzenia, które mogą świadczyć o podejrzanych powiązaniach Antoniego Macierewicza. – Można też zapytać, dlaczego Antoni Macierewicz utrzymuje stosunki z najbardziej prorosyjskim, proputinowskim kongresmenem amerykańskim – powiedział gość Tomasza Sekielskiego.

Czytaj także: „Przyjmowanie co do zasady, że Macierewicz jest geniuszem jest fałszywe”

– Sprzedaliśmy cały nakład książki w jeden dzień, to było 10 tys. sztuk. Teraz drukujemy 40 tys. na zapas – przyznał autor książki „Macierewicz i jego tajemnice”.

Piątek przyznał, że bardzo chciałby, aby doszło do procesu. Podczas rozprawy zweryfikowane zostaną jego źródła, co miałoby potwierdzić zasadność tezy o niebezpiecznych powiązaniach szefa MON z Rosjanami.

(„Teraz ja!”)

nowa.tv

Jak Brudziński nieodpowiedzialnie rozsiewa fałszywe informacje

Jak Brudziński nieodpowiedzialnie rozsiewa fałszywe informacje

Dziś w Polsce problemem jest nie tylko narastająca przemoc, ale także rozpowszechniane na jej temat fałszywe informacje. To podwójny rodzaj opresji – tym groźniejszy, że mający mentalne wsparcie w czynnikach rządowych. Jak inaczej ocenić bowiem wypowiedź Joachima Brudzińskiego?! Polityk ten, w ślad za prawicowymi portalami, stwierdził na antenie TVN24, że feministka zaatakowała nożem wolontariusza pro-life. Chwytliwe, prawda?

Skąd wziął te informacje? Otóż portal niezależna.pl – powołując się z kolei na informacje rozpowszechniane przez serwis stopaborcji.pl – podał, że wolontariusz Fundacji Pro – Prawo do życia został zaatakowany nożem przez dwie działaczki na rzecz ruchu pro-choice. Dokładniej, przez jedną z nich – miała ona w ręku nóż. Mężczyzna miał wcześniej podjąć próbę „obywatelskiego zatrzymania”, widząc kobiety rzekomo próbujące zniszczyć samochód należący do fundacji (na którym zawieszone były plakaty zmasakrowanych płodów). Do zdarzenia doszło w sobotę wieczorem w okolicy szpitala Orłowskiego w Warszawie.

Tymczasem fakty wskazują na coś innego. Jak w dowcipie o radiu Erewan. To przedstawicielka pro-choice i aktywistka Martyna Równiak została zaatakowana gazem pieprzowym przez zwolennika całkowitej delegalizacji aborcji. Równiak to studentka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i członkini stowarzyszenia Medical Students for Choice. Towarzyszyła jej Natalia Jakacka, lekarka w szpitalu przy Orłowskiego.

Jakacka opisała sprawę na Fecebooku. „W związku z opublikowanym przez wpolityce.pl oraz stopaborcji.pl artykułem, informuję, że nieprawdą jest, jakoby którakolwiek z nas (była tam też Martyna Równiak) zaatakowała „wolontariusza” nożem, gazem pieprzowym albo w jakikolwiek inny sposób naruszyła jego nietykalność osobistą. To on dopuścił się napaści na Martynę – niesprowokowany zaatakował ją barwiącym skórę na zielono gazem pieprzowym (mamy kartę informacyjną z IP), dlatego od razu wezwałyśmy na miejsce zdarzenia patrol Policji”.

Mężczyzna poza tym ukradł lekarce telefon, którego następnie poszukiwała przez godzinę razem z czterema funkcjonariuszami. Na dowód zamieściła w sieci nagranie. Wobec mężczyzny policjanci zastosowali środki przymusu bezpośredniego (kajdanki), a później uwolnili i wypuścili, „więc odjechał własnym samochodem, pokazując mi środkowy palec” – pisze Natalia Jakacka. – „Poinformowałam już obydwa portale, że jeśli do końca jutrzejszego dnia nie opublikują na stronach głównych sprostowania, skieruję sprawę na drogę sądową” – czytamy na jej profilu.

Natalia Jakacka

W niedzielę

W związku z opublikowanym przez wpolityce.pl oraz stopaborcji.pl artykułem, informuję, że nieprawdą jest, jakoby którakolwiek z nas (była tam też Martyna Równiak) zaatakowała „wolontariusza” nożem, gazem pieprzowym albo w jakikolwiek inny sposób naruszyła jego nietykalność osobistą. To on dopuścił się napaści na Martynę – niesprowokowany zaatakował ją barwiącym skórę na zielono gazem pieprzowym (mamy kartę informacyjną z IP), dlatego od razu wezwałyśmy na miejsce zdarzenia patrol Policji. Ukradł też mój telefon, którego poszukiwaliśmy przez godzinę razem z czterema funkcjonariuszami (nagranie). Funkcjonariusze zastosowali wobec niego środki przymusu bezpośredniego (kajdanki), a później uwolnili i wypuścili, więc odjechał własnym samochodem, pokazując mi środkowy palec. Poinformowalam już obydwa portale, że jeśli do końca jutrzejszego dnia nie opublikują na stronach głównych sprostowania, skieruję sprawę na drogę sądową.

Link do nagrania w komentarzu.

Jak wyglądało to zdarzenie oczama pomawianych kobiet? – „Byłyśmy z Natalią pod szpitalem Orłowskiego, przy samochodzie należącym do Fundacji Pro – Prawo do życia. Około godziny 21:50 podjechał w to miejsce samochód. Mężczyzna zaparkował na „kopercie”, wybiegł z auta i zaczął do nas krzyczeć. Mnie popsikał gazem pieprzowym. Mam ślady na żuchwie i na szyi. Nie zmywam ich, czekam na obdukcję” – opowiedziała w rozmowie z RadiemZET.pl Martyna Równiak. Policja, zaalarmowana przez kobiety skuła mężczyznę, który – opowiada Równiak – „nie miał przy sobie żadnych dokumentów, mimo że przyjechał samochodem. Potem opróżniając kieszenie pokazał gaz, który miał ze sobą”. Martyna zdementowała też informacje, jakoby samochód fundacji miał ulec zniszczeniu. – „Policja obejrzała samochód. Nie był uszkodzony ani pojazd, ani plakat. Nie było podstaw, żeby nas zatrzymać” – podkreśliła w rozmowie z dziennikarzami Radia ZET.

Prawicowe portale swoje oskarżenia uzasadniają niewyraźnym zdjęciem. Widać na nim Martynę Równik, trzymającą w lewej dłoni czarny przedmiot i telefon komórkowy w drugiej. – „Na zdjęciach, które są w sieci widać, że trzymam gaz łzawiący. Można się o tym przekonać, choćby przez fakt, jak mam ułożoną rękę. W taki sposób nie trzyma się noża. Trzymałam gaz” – podkreśla aktywistka. Zdecydowanie dementuje, że kiedykolwiek komukolwiek groziła nożem. Kobieta ma już kartę z SOR-u, a na poniedziałek – zaplanowaną obdukcję. Potem obie kobiety po jej dokonaniu planują zgłosić sprawę na policji – nie mają też zamiaru ignorować pogłosek rozpowszechnianych przez prawicowe portale.

mpm

Źródło: radiozet.pl

koduj24.pl

Misiewiczów w PiS-ie dostatek, a w zasadzie PiS Misiewiczami stoi.

Kolejni „misiewicze” w Polskiej Grupie Zbrojeniowej

Kolejni „misiewicze” w Polskiej Grupie Zbrojeniowej

Wydawało się, że odejście słynnego Bartłomieja Misiewicza, asystenta ministra Macierewicza – w atmosferze skandalu – z Polskiej Grupy Zbrojeniowej coś zmieni w postępowaniu PiS. Nic bardziej mylnego. W PGZ – jak pisze „Newsweek” – za wielomilionowy kontrakt na remonty czołgów dla wojska odpowiada człowiek, który do niedawna pracował w salonie samochodowym, a do rady nadzorczej trafił… były kierowca Lecha Kaczyńskiego.

Państwowa Polska Grupa Zbrojeniowa zajmuje się produkcją i handlem bronią. To ponad 60 spółek i w każdej z nich ostatnio wymieniono zarządy i rady nadzorcze. Według rozmówców „Newsweeka”, odejście Misiewicza nic nie zmieniło w radach i zarządach spółek PGZ. Nadal rządzą w nich ludzie powyciągani z aptek, domów kultury i rad powiatów. Do tego dochodzi do kuriozalnych przypadków łączenia stanowisk.

Przykład? Błażej Wojnicz, beneficjent „dobrej zmiany”, dotychczasowy prezes Polskiego Holdingu Obronnego (PHO) zasiadał przez pewien czas na fotelu prezesa PGZ. To były pracownik Kancelarii Prezydenta RP, bez dużego doświadczenia w biznesie. — „Łączenie tych dwóch funkcji to czysty konflikt interesów” – mówią dziennikarzom „Newsweeka” pracownicy PGZ. — „PGZ i spółki wchodzące w skład holdingu PHO od dawna posiadają wzajemne roszczenia finansowe i rozliczenia za stare kontrakty. Nie może nimi zawiadywać ten sam człowiek”.

Smaku całej sprawie dodaje fakt, że Wojnicz w lutym 2017 r. zastąpił Arkadiusza Siwkę, dzięki swoim powiązaniom z Misiewiczem. Dokładniej powodem dymisji poprzedniego prezesa PGZ Siwki stał się konflikt z ludźmi Misiewicza w PGZ. — „Problemy Siwki zaczęły się, gdy wszedł w konflikt z duetem Misiewicz – Radosław Obolewski. Obolewski to człowiek, który zatrudniał Misiewicza w aptece w Łomiankach. Potem trafił do zarządu Grupy, do Rady Nadzorczej PGZ trafił też sam Misiewicz. Choć obaj w końcu musieli odejść ze spółki, Misiewicz mający olbrzymi wpływ na Macierewicza od tego momentu nieustannie naciskał i namawiał na odwołanie nowego prezesa PGZ” – opowiada jeden z pracowników PGZ. Tak też się stało, udało się Misiewiczowi uzyskać, co chciał: Siwko poleciał ze stanowiska.

To nie koniec pisowskich roszad. Gdy 9 maja zrezygnował przewodniczący rady nadzorczej PGZ, prof. Tomasz Siemiątkowski, jeszcze w tym samym dniu (!) do zarządu PGZ wszedł kolejny „misiewicz” — Robert Gut, oficjalnie ekspert w dziedzinie bezpieczeństwa państwa, administracji oraz finansów publicznych. Tyle, że według rozmówców „Newsweeka”, Gut to były kierowca Lecha Kaczyńskiego. Długi czas pracował też w bibliotece lekarskiej, a po wygranych przez PiS wyborach w służbie kontrwywiadu wojskowego. Mieszanka kompetencji prawdziwie wybuchowa. A może być „lepiej”. Otóż dyrektorem biura odpowiedzialnego między innymi za umowę na modernizację czołgu Leopard (wycenianą na parę miliardów złotych) został sprzedawca z salonu samochodowego, który z kolei swoim dyrektorem wykonawczym mianował ekspertkę od elektronicznych faktur z małej firmy.

mpm

Źródło: newsweek.pl

koduj24.pl

Sesja UNESCO w Krakowie. O puszczy i o Hebronie

Magdalena Kursa, 28 czerwca 2017

Centrum Kongresowe ICE Kraków

Centrum Kongresowe ICE Kraków (MATEUSZ SKWARCZEK)

Podczas obrad UNESCO w Krakowie nerwowo może być w dwóch momentach: gdy eksperci zajmą się Puszczą Białowieską, a także wpisem na Listę dziedzictwa Starego Miasta w palestyńskim Hebronie.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej

W niedzielę (2 lipca) rozpoczyna się największa w historii Krakowa międzynarodowa konferencja: 41. sesja Komitetu Światowego Dziedzictwa UNESCO. W liczbach to: 11 dni obrad, 2429 zarejestrowanych uczestników, 130 oficjalnych delegacji, 200 decyzji do podjęcia.

Spotkanie otworzą na dziedzińcu wawelskim prezydent RP Andrzej Duda oraz minister kultury Piotr Gliński. Obrady zaplanowano w Centrum Kongresowym ICE Kraków.

Puszcza w agendzie

W Polsce najwięcej emocji budzi punkt dotyczący Puszczy Białowieskiej. Przed tygodniem minister środowiska Jan Szyszko mówił w Sejmie, że temat Puszczy nie pojawi się podczas obrad UNESCO i że jest to decyzja tej organizacji. To nieprawda.

– Puszcza Białowieska jest oczywiście w agendzie UNESCO, od 2 czerwca w internecie jest też dostępna propozycja decyzji w tej sprawie – mówił dziennikarzom w Krakowie prof. Jacek Purchla, przewodniczący Komitetu Światowego Dziedzictwa UNESCO, który poprowadzi obrady.

Zdradza, że o Białowieży delegaci będą rozmawiać w środę 5 lipca o godz. 9.30. Odbędzie się to w ramach tzw. rutynowego przeglądu 100 miejsc wpisanych na listę. Ale ze względu na masową wycinkę drzew eksperci UNESCO już rok temu wizytowali Białowieżę. Z rekomendacji UNESCO wynika, że podczas sesji w Krakowie zapadnie decyzja o wysłaniu do Puszczy Białowieskiej powtórnej misji ekspertów tzw. Reactive Monitoring Mission, która oceni skutki obecnych działań oraz to, czy Puszczę Białowieską należy wpisać na Listę dziedzictwa zagrożonego. W rekomendacji decyzji jest sugestia, że taki wpis mógłby nastąpić w 2018 roku.

Podczas tegorocznej sesji eksperci pochylą się natomiast nad pięcioma miejscami, które już znajdują się na Liście dziedzictwa w zagrożeniu, wśród nich jest m.in. Dolina Kathmandu czy zabytkowe centrum Wiednia.

– Rodzaje zagrożeń dla dziedzictwa są różne: konflikty zbrojne, kataklizmy, ale też presja cywilizacyjna – mówi prof. Jacek Purchla.

Konflikt bliskowschodni w Krakowie

– Mamy nadzieję, że dopięliśmy wszystkie sprawy organizacyjne na ostatni guzik. Kwestie związane z przygotowaniem Centrum Kongresowego dobiegają końca. Zmiany związane z organizacją ruchu są już zaakceptowane. Sesji towarzyszyć będą wydarzenia w przestrzeni miejskiej, jak choćby odsłonięcie rzeźb Hedvy Ser, które artystka przekazała Krakowowi – mówił Andrzej Kulig, wiceprezydent Krakowa.

Policja nie przewiduje większych zakłóceń ruchu samochodowego, ograniczenia dotkną tylko samochody ciężarowe, a także pieszych i rowerzystów (zamknięty będzie fragment chodnika przy ICE). Komunikacja zbiorowa będzie funkcjonować normalnie. Wiceprezydent Krakowa Andrzej Kulig ujawnił jednak, że pewne zmiany w organizacji ruchu mogą nastąpić 9 czerwca, gdy podczas obrad UNESCO procedowana będzie sprawa wpisu Starego Miasta w Hebronie, zgłoszonego przez Palestynę. Wówczas środki bezpieczeństwa będą podwyższone.

– UNESCO od wielu lat, nad czym boleję, staje się polem konfrontacji politycznej, czego przykładem jest Bliski Wschód. My konfliktu bliskowschodniego w Krakowie nie rozwiążemy, natomiast on będzie obecny podczas obrad – powiedział prof. Purchla.

400 biurek zamiast 700 krzeseł

Niełatwym zadaniem było dostosowanie krakowskiego centrum ICE do potrzeb sesji UNESCO. Sala audytoryjna musiała być zmieniona na plenarną, co oznacza, że trzeba było wynieść z niej 700 krzeseł, a w ich miejsce wstawić 400 biurek do pracy. Do dyspozycji uczestników przygotowano 1500 zestawów słuchawkowych.

Władze Krakowa, które zabiegają o wpisanie w przyszłości (być może na sesji UNESCO za rok) na Listę dziedzictwa krakowskich szopek, planowały postawić trzy z nich w ICE, by delegaci mogli z bliska podziwiać kunszt ich wykonania. Niestety, miasto nie otrzymało na to zgody. Szopki staną więc w hotelach, w których zatrzymają się uczestnicy sesji.

wyborcza.pl

Szyszkę będą popierać solidarnie córki leśniczego i synowie

Jan Szyszko załatwia posady różnym córkom leśniczego, więc  oczekuje, że córki leśniczego, tudzież synowie, a nawet ojcowie owego drobiazgu odwdzięczą się i załatwią ministrowi poparcie.

Taka solidarność wśród sympatyków PiS jest wymagana i dostarczana autobusami. Adam Wajrak pisze o tym, jak córki i synowie leśniczych organizują poparcie w Krakowie, gdzie dbędzie sie Konferencja UNESCO. W czwartek UNESCO zajmie się sytuacją w Puszczy Białowieskiej.

Więc solidarny z córkami leśników Jan Szyszko załatwił sobie ich poparcie. Dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krakowie Jan Kosiorowski organizuje 4 lipaca o godzinie 16-tej przed Krakowskim Centrum Kongresowym, w ktorym rozpoczyna się Konferencja UNESCO, protest przeciwko wprowadzeniu pod obrady Konferencji sytuacji w Puszczy Białowieskiej.

I tak. 12 Nadleśnictw RDLP ma wysłać na protest 50 osób – pracowników z rodzinami – a 4 Nadleśnictwa (Gorlice, Nawojowa, Niepołomice, Krzeszowice) po 100 osób.

Ważna informacja dla protestujących córek i synów popierających Szyszkę to: dojazd do Krakowa, transparenty itp. sfinansują nadleśnictwa.

I najważniejsza informacja, obligująca leśników: pracownicy Lasów Państwowych mają wystapić po cywilnemu.

Wajrak tę informację czerpie z ulotki, którą przeszwarcował mu jakiś leśnik. Opatruje jednym zdaniem komentarza: jednak leśnicy wstydzą się munduru.

To tak, jakby Macierewicz wysłał wojsko na wojnę po cywilnemu.

A co do zwożenia autobusami poparcia to powszechna praktyka w PiS. Przecież każdy poseł i senator partii Kaczyńskiemu ma zwieźć w tym samym czasie po 50 cywilów ( a nie w mundurach PiS, acz nie wiem, jak wygląda ichni mundur) na poparcie Donalda Trumpa na plac Krasińskich, gdy będzie przemawiał.

Jedni popierają, drudzy się sprzeciwiaja. Ale to te same złogi – ostatnio ulubione słówko Jarosława Kaczyński. Złogi komusze.

 

O złogach w MSZ:
Nie należy traktować jako złogów ludzi, którzy są kompetentni i uczciwi, a zostali powołani przez poprzedników, bo tacy się zdarzają. Oni nie tylko powinni pozostać, ale mogą nawet awansować. Tu chodzi o ludzi nieuczciwych, niekompetentnych, no i powołanych przez naszych poprzedników, bardzo ich dużo.

polityka.pl

Zamiast o gorszym sorcie Polaków, Kaczyński mówił o „złogach”. A wszystko na tle hasła „Polska jest jedna”

naTemat.pl

Prof. Sadurski: Goszczenie kogoś, kto jest politycznym trupem, nie może być splendorem

nat, 03.07.2017

EVAN VUCCI/AP

– Donald Trump we własnym kraju jest traktowany jak parias niegodny pozycji prezydenta – mówi prof. Wojciech Sadurski w rozmowie z „Newsweekiem”. I porównuje wizytę Trumpa w Polsce do wizyty, którą amerykański przywódca odbył do Arabii Saudyjskiej.

 

W „Newsweeku” Aleksandra Pawlicka rozmawia z politologiem Wojciech Sadurskim, profesorem Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego we Florencji i profesorem nadzwyczajnym Uniwersytetu Warszawskiego. W trakcie wywiadu padają mocne słowa nie tylko wobec amerykańskiego prezydenta, ale i Jarosława Kaczyńskiego.

Splendor czy kłopot?

– Wizyta Donalda Trumpa w Polsce to splendor czy kłopot dla naszego kraju? – pada na samym początku pytanie.

Jego wizytę w Polsce porównałby do wizyty, którą odbył jako prezydent do Arabii Saudyjskiej. Pojechał tam ogrzać się w cieple podziwu i adoracji, których odmówił mu świat demokratyczny.

– mówi w rozmowie z „Newsweekiem„.

I dodaje bez ogródek. – Goszczenie kogoś, kto jest politycznym trupem, nie może być splendorem. Donald Trump we własnym kraju jest traktowany jak parias niegodny pozycji prezydenta – kontynuuje politolog.

Jego zdaniem zarówno Donald Trump, jak i Jarosław Kaczyński budują swoją pozycję na emocjach negatywnych, które – jak podkreśla – w polityce są silniejsze niż pozytywne.

Obaj mogą sobie na to pozwolić, bo wiedzą, że nienawiść do ich politycznych oponentów jest wśród ich wyborców silniejsza niż niechęć ze strony reszty.

– Ale poprzednia władza – czy to PO, czy SLD – również nie forsowała zmian światopoglądowych albo robiła to w sposób wątpliwy – odpowiada na to Aleksandra Pawlicka.

Jednak prof. Sadurskiego taka argumentacja nie przekonuje.

Teraz mamy do czynienia z podważaniem samej idei demokracji liberalnej. Prawa tych, których nie lubimy i nie cenimy, nie muszą być respektowane. Lansowana dziś teza mówi, że państwo demokratyczne to takie, które wyraża tożsamość większości, a ta jest katolicka i nacjonalistyczna.

I podkreśla:

W tym sensie nie ma symetrii między władzą PiS a poprzednikami, bo tamte rządy były niekonsekwencją liberalne, a dziś mamy do czynienia z rządem konsekwentnie nieliberalnym.

„Czy PiS cynicznie gra uchodźcami?”

W trakcie rozmowy poruszono również kwestię pomocy mieszkańcom Syrii. – Czy PiS cynicznie gra uchodźcami? – pada pytanie.

Bez najmniejszego uszczerbku dla naszej tożsamości i bezpieczeństwa moglibyśmy przyjąć kilka tysięcy uchodźców. Rząd woli jednak uczynić ze sprzeciwu wobec uchodźców swoiste wyznanie wiary prawdziwego Polaka.

– zaznacza w prof. Sadurski, dodając:

Takie słowa, jak w Auschwitz jeszcze parę lat temu byłyby w Polsce nie do wyobrażenia

Cały wywiad dostępny jest tutaj.

„Jedźcie do Syrii czy Iraku. Zobaczcie kobiety i dzieci uciekające przed wojną”

http://www.gazeta.tv/plej/19,103168,22020212,video.html

Zobacz także

 

TOK FM

Leśnicy mają udawać, z pomocą zwiezionych do KrK rodzin, cywilny tłum protestujących przeciw zajmowaniu się Puszczą przez UNESCO.

W najnowszym „Newsweeku”. Piątek: To rosyjska mafia zafundowała Polakom aferę taśmową

– Czy Antoni Macierewicz stoi za aferą taśmową? Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością mogę powiedzieć, że stoi za nią Siemion Mogilewicz, mający powiązania z ludźmi Radiusa. Rosyjska mafia zafundowała Polakom aferę podsłuchową, z której PiS odniosło polityczne korzyści – mówi w rozmowie z „Newsweekiem” dziennikarz Tomasz Piątek, autor wydanej właśnie książki „Macierewicz i jego tajemnice”.

NEWSWEEK: Stawiasz hipotezę, że Macierewicz to człowiek rosyjskich służb?

TOMASZ PIĄTEK: – Nie mam wątpliwości, że liczne i wieloletnie powiązania z ludźmi Putina, jakie ma Macierewicz, nie mogą być przypadkiem. Opowiedzieliśmy tylko o jednej konstelacji, a przecież są i inne. Niektórzy znajomi Macierewicza z czasów konspiracji uważają, że został uwikłany: Rosjanie przyszli do niego jako Amerykanie i dał im się zwieść. Mogło tak być w przypadku Alfonse’a D’Amato, byłego amerykańskiego senatora, obecnie lobbysty koncernów amerykańskich robiących kosmiczne biznesy z Kremlem. I to dosłownie kosmiczne – bo kupują od firm związanych z Kremlem tytan dla przemysłu lotniczego i silniki rakietowe, wykorzystywane w amerykańskich satelitach szpiegowskich. Kampanie wyborcze D’Amato finansowała mafia sycylijska z Nowego Jorku, powiązana z ludźmi poszukiwanego przez służby USA i współpracującego z Putinem groźnego mafiozo – Siemiona Mogilewicza. W Polsce o D’Amato zrobiło się głośno, gdy szef MON zerwał kontrakt na francuskie śmigłowce Caracal i chciał kupić Black Hawk, produkowane przez koncern Lockheed Martin, dla którego pracuje… firma lobbingowa pana D’Amato! Minister spotkał się z nim – z lobbystą tego koncernu – na osiem dni przed ogłoszeniem swej decyzji. W każdym normalnym kraju powinien być za to zdymisjonowany.

W kolejnej opisywanej konstelacji główną gwiazdą jest Jacek Kotas.

– Od 2002 r. pełniący najwyższe funkcje w spółkach Grupy Radius, konsorcjum deweloperskiego pozyskującego grunty w Warszawie i Sopocie. We władzach tej firmy zasiada też Robert Jan Sz. Nie ujawniam nazwiska, bo fakty obciążające jego ojca, kontrolującego de facto Grupę Radius, są bardzo poważne. To międzynarodowy handlarz bronią, do niedawna przedstawiciel dyplomatyczny Gambii w Moskwie. Dyktator Gambii sprowadzał z Rosji duże ilości broni. Operację nadzorował handlarz bronią Wiktor But, związany z Mogilewiczem i GRU. Panowie musieli się znać. Zresztą w 1995 roku senior Sz. był przedstawicielem MontażSpec Banku. Bank został założony przez sołncewską mafię, znajdującą się pod opieką Mogilewicza. Wśród swych skarbów MontażSpecBank miał nie tylko pieniądze, ale i kompromitujące nagrania – rosyjski minister został nagrany ukrytą kamerą, gdy w jednym z kontrolowanych przez mafię lokali zabawiał się z prostytutkami. Czy to nam czegoś nie przypomina?

Polską aferę taśmową, która wysadziła w powietrze rząd PO?

– Ludzie z kierownictwa Grupy Radius mają powiązania nie tylko z rosyjską mafią, ale i z władzami spółek, do których należała restauracja Sowa i Przyjaciele, gdzie dokonano kompromitujących polityków PO nagrań. Czy Antoni Macierewicz stoi za aferą taśmową? Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością mogę powiedzieć, że stoi za nią Siemion Mogilewicz, mający powiązania z ludźmi Radiusa. Rosyjska mafia zafundowała Polakom aferę podsłuchową, z której PiS odniosło polityczne korzyści.

To tylko fragment wywiadu Aleksandry Pawlickiej „Tajemnice Macierewicza”.

A na prawicy CISZA.

Ulrich von Jungingen, wielki mistrz Krzyżaków. Dlaczego poniósł klęskę w bitwie pod Grunwaldem?

WYWIAD
Marta Grzywacz, 03 lipca 2017

'Bitwa pod Grunwaldem', obraz Jana Matejki ukończony w 1878 r.

‚Bitwa pod Grunwaldem’, obraz Jana Matejki ukończony w 1878 r. (Fot. World History Archive)

Ulrich von Jungingen musiał podjąć walkę z Polakami i Litwinami, bo wiedział, że unia zagraża istnieniu zakonu krzyżackiego. W bitwie pod Grunwaldem armia polsko-litewska była liczniejsza, ale krzyżacka – niepokonana i lepiej uzbrojona. Wielki mistrz nisko oceniał Litwinów, więc sądził, że poradzi sobie z połączonymi siłami. Nie docenił jednak talentów wojskowych Jagiełły i siły jego armii. Z dr. hab. Grzegorzem Myśliwskim* rozmawia Marta Grzywacz.

(Po najechaniu  lub kliknięciu na zdjęcie pojawią się na nim punkty objaśniające, kto jest kim na obrazie Jana Matejki)

MARTA GRZYWACZ: Ulrich von Jungingen był bratem Konrada von Jungingena. Wiemy o nim coś więcej?

DR HAB. GRZEGORZ MYŚLIWSKI: Bracia pochodzili z wysoko postawionej rodziny rycerskiej, ich gniazdem rodowym był zamek w Jungingen w Szwabii. Nie wiemy, jak nawiązali kontakt z zakonem krzyżackim, ale Konrad, starszy o pięć lat, trafił tam pierwszy, a awansując, wspierał Ulricha.

To normalne, że obaj synowie rycerza wstąpili do zakonu? Gdyby w rodzinie było tylko ich dwóch, to na nich kończyłby się ród. Może mieli starszego brata, który dziedziczył majątek?

– Tego nie można wykluczyć, bo wiadomo, że nie mieli praw dziedzicznych do majątku. W średniowieczu dziedziczył wszystko pierworodny i sytuacja jego braci była nie do pozazdroszczenia. To zresztą tłumaczy udział wielu dynastów w krucjatach – starsi bracia mieli objąć władzę, a młodszym pozostawała rola honorowa albo wojenka. Jungingenowie urodzili się rycerzami, a gdy dorośli, zakon krzyżacki był u szczytu potęgi, z widokami na dalszą ekspansję. Nic dziwnego, że ich przyciągnął.

Dlaczego Zachód wyprzedził islam? Historia cywilizacyjna

Część historyków twierdzi, że w drugiej połowie XIV w. zakony rycerskie przestały być modne. Krucjaty do Ziemi Świętej się skończyły, niektóre zakony przestały istnieć, mit krzyżowców przygasł.

– Ale sytuacja Krzyżaków była inna. Stworzyli silne, typowo kolonialne państwo, które miało duże zasoby naturalne i finansowe. I bogate miasta – Toruń, Elbląg i Królewiec, a także potężniejący Gdańsk oraz Chełmno i Braniewo, należące do niemieckiej Hanzy i dobrze zarabiające na handlu. Krzyżacy trzymali je żelazną ręką, ale też wspierali. Na przykład pod koniec XIV w. rozprawili się z piratami bałtyckimi rządzącymi Gotlandią i łupiącymi statki kupieckie z tych miast. Pamiętajmy też, że istnienie państwa krzyżackiego miało cały czas uzasadnienie ideologiczne. Litwa, najrozleglejszy kraj XIV-wiecznej Europy, wciąż była pogańska, więc było kogo nawracać. Duch krzyżowy nadal był w Europie żywy, a etos rycerski zawierał silny pierwiastek religijny. Do zakonu ciągnęło więc z Zachodu rycerstwo pragnące walczyć z poganami i zdobyć sławę krzyżowców.

Krzyżacy: błąd Konrada Mazowieckiego

Ulrich wstąpił do zakonu ok. 1380 r., miał 20 lat. To dużo?

– W sam raz, z pewnością wiedział, co robi. Na początek trafił do Człuchowa, gdzie w potężnym zamku rezydował jego brat jako komtur. Został tam członkiem załogi, a potem awansował na fischmeistra, po polsku rybiczego, i przeniesiono go do Morąga.

Rybiczy to był chyba ważny urząd, zważywszy na to, że dieta Krzyżaków składała się w dużej mierze z ryb?

– Miał lokalne znaczenie, odpowiadał za gospodarkę rybną na terenie danego komturstwa, podstawowej jednostki administracyjnej państwa zakonnego. Na tym stanowisku można się było jednak wiele nauczyć i Ulrich von Jungingen to wykorzystał, bo poszedł szybko w górę. Na przełomie 1393 i 1394 r., krótko po wyborze jego brata na wielkiego mistrza, został wójtem zakonnym Sambii, zaś dwa lata później komturem Bałgi i wójtem Natangii. A 14 września 1404 r. otrzymał nominację na wielkiego marszałka zakonu krzyżackiego i komtura Królewca.

Malbork od kuchni. Co jedli Krzyżacy?

Jakie miał zadania na tych stanowiskach?

– Jako wójt był lokalnym zarządcą wójtostwa – niesamodzielnej jednostki administracji terytorialnej. W przeciwieństwie do samodzielnej komturii, na której czele stał komtur – przedstawiciel wielkiego mistrza w terenie, odpowiednik naszego starosty czy kasztelana. Ulrich von Jungingen był więc tu najwyższym dowódcą wojskowym i sędzią. Stał też na czele miejscowego konwentu zakonnego, który liczył dwunastu braci i sześciu księży.

Szycha?

– Tak, a w przypadku Królewca nieporównanie większa, bo ze stanowiskiem tamtejszego komtura wiązało się piastowanie funkcji wielkiego marszałka zakonu, czyli ministra wojny. Śledząc karierę Ulricha, widzimy, że rozwijała się nieprzerwanie, a źródła nie mówią o jakichś wpadkach. Można sądzić, że radził sobie nieźle.

Osiem lat po wstąpieniu do zakonu jego protektorem został ówczesny wielki marszałek Kondrad von Wallenrode, uchodzący za polakożercę. Ulrich przejął jego antypolskie nastawienie?

– Można domniemywać, że starszy brat polecił go Wallenrodemu. Ulrich pełnił przy nim funkcję „kompana”, czyli kogoś w rodzaju adiutanta.

Myślę, że oni w większości byli antypolscy, ponieważ widzieli w Polsce potencjalnego przeciwnika. Co prawda od 1343 r. aż do unii z Litwą w 1385 r. pomiędzy państwem krzyżackim a Polską panował spokój, ale za wysoką cenę z polskiej strony. W 1343 r. został zawarty w Kaliszu pokój polsko-krzyżacki, na mocy którego Kazimierz Wielki odzyskał Kujawy, lecz zrezygnował z pretensji do Pomorza Gdańskiego. Polskiej dyplomacji udało się jednak umieścić w tekście zapis, że Pomorze jest „wieczystą jałmużną” króla dla zakonu. To ważne, bo jałmużnę daje przecież właściciel. Kazimierz Wielki podkreśla więc, kto był wcześniej prawowitym władcą Pomorza, licząc, że kiedyś wróci do rewindykacji. Nie zdążył. Po unii polsko-litewskiej sytuacja się zmieniła, Krzyżacy potraktowali ją jako zagrożenie. Słusznie uważali, że to porozumienie przeciw nim, więc zaczęło dochodzić do zadrażnień.

Sienkiewicz wykreował obraz zakonu, który ma niewiele wspólnego z prawdą. Państwo krzyżackie przyniosło Polakom cywilizację

Podobno Ulrich lubił otaczać się zbytkiem, świadczą o tym jego rachunki: 25 grzywien srebra wydał np. na kość słoniową potrzebną do wykonania stolika, 4 – na srebrne okucia rękojeści i pochwy miecza, 18 – na misy stołowe. Lubił grajków, tancerzy, linoskoczków i uczty. Według Długosza przed szturmem zamku w Złotoryi wydał ucztę dla najznamienitszych rycerzy, na którą ściągnął orkiestrę i kobiety. Kiedy już się dobrze zabawili, zarządził atak, a potem przy dźwiękach orkiestry dobijał rannych.

– Nie był w tym odosobniony. Od połowy XIV w. obserwuje się zeświecczenie obyczajów krzyżackich. Wzrosło zamiłowanie braci do wygody, otaczania się kosztownymi meblami i kupowania klejnotów, ale także do świeckich rozrywek, w tym do potępianego hazardu. Natomiast opisywana przez Długosza uczta pod zamkiem w Złotoryi mogła wynikać z traktowania walki jako ceremoniału i swego rodzaju teatru, co było charakterystyczne dla rycerskiej kultury i mentalności.

Mówi się też, że Ulrich miał gwałtowne usposobienie.

– Nie byłbym tego taki pewien. Mamy informacje o jego wybuchach wściekłości, ale dotyczą one czasu wielkiej wojny z Polską i Litwą, gdy otrzymywał niepomyślne wiadomości. Wydaje się, że wcale nie był gwałtownikiem. Objął ważne stanowiska już jako dojrzały i doświadczony mężczyzna, a ich skuteczne sprawowanie wymagało opanowania i racjonalnego działania. U Ulricha nie widać nerwowości, raczej wyłącznie zdecydowanie i energię. Jako dyplomata umiał podjąć wyrafinowaną grę. Najlepszym przykładem jest sprzedaż Gotlandii, wyspy na Bałtyku o strategicznym znaczeniu. Kto miał Gotlandię, ten miał wpływ na handel bałtycki. Mógł zrobić z niej bazę dla swoich statków, a nawet napadać na statki kupieckie. Gotlandię odkupił Ulrich von Jungingen od władcy Meklemburgii, a w 1409 r. sprzedał Danii za mniejsze pieniądze – 9 tys. złotych monet (angielskich nobli).

I gdzie tu sukces?

– Za cenę utraty wyspy zdobył szybko pieniądze na dozbrojenie armii, bo szykował się konflikt z Polską i Litwą. Był on dla niego znacznie ważniejszy niż umacnianie pozycji Krzyżaków na Bałtyku. A walka na dwa fronty nie wchodziła w grę. Postanowił więc ułożyć się z duńską królową Małgorzatą i zapewnić sobie spokój od strony morza. Tym bardziej że Dania nie zagrażała istnieniu państwa krzyżackiego. Bo nawet gdyby Skandynawowie zablokowali Cieśniny Duńskie, to może zakon poniósłby straty materialne, ale jego państwo by przetrwało. Natomiast Polska i Litwa zjednoczone unią zagrażały jego istnieniu. Decyzję o sprzedaży Gotlandii, zapewne bolesną, traktuję więc jako przejaw elastyczności i dalekowzroczności wielkiego mistrza.

Dobrze pan o nim mówi, w przeciwieństwie do Konrada von Jungingena, który uważał brata za głupca i przestrzegał przed wyborem Ulricha na wielkiego mistrza.

– Jest taki przekaz, który jednak powstał już po klęsce grunwaldzkiej, gdy trudno było bronić decyzji o parciu do wojny. Ta wzmianka, jeśli wiarygodna, mogła się wziąć z różnicy zdań między braćmi co do sposobu prowadzenia polityki wobec Litwy i Polski – Konrad wolał rozwiązania dyplomatyczne. Jednak Ulrich von Jungingen został wybrany na wielkiego mistrza jednogłośnie. To też o czymś świadczy.

Po dwóch latach wybucha wojna. Ulrich potrzebował tego czasu na przygotowania?

– Można tak powiedzieć, choć liczył jeszcze, że w tym czasie nastąpi rozdźwięk między Litwą a Polską. W 1408 r., w czasie spotkania „na szczycie” w Kownie, Jungingen nie dochodzi do porozumienia z Jagiełłą i Witoldem. Wielki mistrz wspiera więc jeszcze wyprawę Witolda przeciwko Wielkiemu Księstwu Moskiewskiemu, jednak litewski książę ponosi klęskę, a potem zdradza Ulricha, wspierając w porozumieniu z Jagiełłą antykrzyżackie powstanie na Żmudzi. Pomysł przeciągnięcia go na swoją stronę został więc zniweczony.

W lipcu 1409 r. polskie poselstwo z arcybiskupem gnieźnieńskim Mikołajem z Kurowa na czele zadeklarowało poparcie dla Litwy w razie ataku zakonu i w tym momencie Jungingen wiedział już, że wojna jest nieuchronna. Tyle że za głównego przeciwnika uważał Polskę. Miał nawet powiedzieć, że woli uderzyć na „głowę niż na członki”, dlatego ruszy na bogatą i gęsto zaludnioną Polskę, a nie na litewskie puszcze.

Władysław Jagiełło i Jadwiga Andegaweńska. Poganin i bigamistka

Witold cały czas zachowywał się jak chorągiewka, nawet po zawarciu unii z Polską nigdy nie było wiadomo, po której stronie stanie. Ulrich mógł mieć nadzieję, że jednak go poprze?

– Wtedy już nie. Witold do pewnego czasu grał na dwa fronty, bo wiedział, że w unii to Polska jest silniejsza i może zdominować Litwę. Ale ostatecznie opowiedzenie się po stronie Krzyżaków uniemożliwiła mu kwestia Żmudzi. Zakon krzyżacki był połączony z zakonem kawalerów mieczowych w Inflantach, a Żmudź pod panowaniem Litwy rozdzielałaby oba terytoria. Dla zakonu ważne było, żeby mieć ten region pod swoją władzą, tymczasem na Żmudzi wybuchały powstania antykrzyżackie. Gdy w 1402 r. Żmudzini zbuntowali się, bo Krzyżacy wprowadzili im dziesięcinę, Witold poparł rebelię. Tak samo w 1408 r. Zdawał sobie sprawę, że jeśli chce zachować tam wpływy, musi skonfliktować się z Krzyżakami i skorzystać z pomocy Jagiełły.

Władysław Jagiełło – miłośnik Lublina

Ulrich też pewnie wolał nie czekać, aż Litwa urośnie w siłę.

– Zapewne. Jednak to Polska stała się dla niego groźniejsza, bo mogła przecież wrócić do żądań zwrotu ziemi chełmińskiej i Pomorza Gdańskiego. Decydując się na wojnę, Ulrich von Jungingen postanowił uprzedzić bieg wypadków. Starał się zabezpieczyć sobie tyły, czego może dowodzić zagadkowy przywilej z 1409 r., którym obdarzył rycerstwo pogranicznej ziemi dobrzyńskiej w zamian za lojalność. Rycerze w razie naruszenia ich praw mogli się sprzeciwić władzy zakonnej i szukać opieki u sąsiednich władców.

Poza tym, pomimo protestów Polski, Ulrich von Jungingen nabył od rodziny von der Osten, tradycyjnych lenników polskich królów, Drezdenko nad Notecią, miasteczko o strategicznym znaczeniu. A ponieważ już od 1402 r. zakon panował w Nowej Marchii (szerokie pogranicze Wielkopolski i Pomorza Zachodniego), mógł oskrzydlić Królestwo Polskie. Dzięki tym nabytkom państwo krzyżackie uzyskało bezpośrednią łączność z Rzeszą, skąd Ulrich spodziewał się napływu ochotników do wojska zakonnego. Wspomnieć też trzeba o porozumieniu z królem Niemiec i Węgier Zygmuntem Luksemburskim. Sieć nieprzyjaciół otaczała więc Polskę od północy, zachodu i południa.

Kiedy doszło do punktu kulminacyjnego wojny, czyli bitwy pod Grunwaldem, Ulrich miał 50 lat i podobno kłopoty ze wzrokiem. Wiedział też, że siły wroga są przeważające, ale jednak stanął w polu.

– Nie był młodzieniaszkiem, to prawda, lecz sądząc po jego zachowaniu w czasie bitwy, był w niezłej formie fizycznej. A co do przewagi wojsk polsko-litewskich, to pamiętajmy, że armia krzyżacka była niepokonana i lepiej uzbrojona. Jungingen wiedział, że czasem od przewagi liczebnej ważniejsza jest jakość wojska. Nisko oceniał Litwinów, więc pewnie sądził, że poradzi sobie z połączonymi siłami. Długosz napisał, że Krzyżacy, mający relikwie wielu świętych, szczerze wierzyli w ich pomoc. Ulrich nie docenił też talentów wojskowych Jagiełły oraz siły i jakości armii polskiej. Brat Ulricha, Konrad, rozumiał, że Polska ma dobrze rozwinięty sektor zbrojeniowy i potencjalnie groźną armię.

Kronika życia Jana Długosza. Rozmowa z prof. Marią Koczerską

Wygraliśmy mieczem dobrej jakości?

– Jest takie powiedzenie Pawła Jasienicy, że bitwę pod Grunwaldem wygrał Kazimierz Wielki. Bardzo trafne, bo jego reformy, popieranie rozwoju gospodarczego, zaprocentowały w XV w. Konrad von Jungingen wolał unikać wojny z Polską, gdyż zdawał sobie sprawę, że to już nie ten sam kraj co w latach 20.-30. XIV w. Wtedy Krzyżacy do spółki z Czechami o mało nie roznieśli nas na mieczach, dokonując przy tym rozbioru świeżo odrodzonego Królestwa. Brat Ulricha przewidywał ponoć, że po jego śmierci wybuchnie wojna z Polską, ale jej koniec będzie niepomyślny. Ulrich był jednak pewny swego. Tuż przed rozpoczęciem konfliktu spustoszył i zajął ziemię dobrzyńską, co osłabiało potencjał Polski i utrudniło ruchy naszej armii. Być może sądził też, że zastraszy przeciwnika.

Pycha kroczy przed upadkiem?

– Krzyżacy zawsze uważali się za lepszych i to ich zgubiło. Pytanie też, czy słuszna była decyzja o stoczeniu walnej bitwy, bo gdyby Ulrich bronił Malborka, tobyśmy sobie z tym pewnie nie poradzili, tak jak to się stało już po Grunwaldzie. Polacy i Litwini nie umieli zdobywać zamków krzyżackich. Wniknijmy jednak w psychikę Krzyżaków – niezwyciężona armia wspierana przez świętych i samego Boga ma ukrywać się w zamkach przed bitymi dotąd wrogami, którzy wkroczyli na ich terytorium? Wykluczone. Bitwa w otwartym polu wydawała się jedynym rozwiązaniem. Zanim jednak do niej doszło, Jagiełło przetrzymał i zmęczył Krzyżaków. Nasze wojska stały w cieniu, a krzyżackie do południa w pełnym słońcu.

A skąd pomysł przysłania Jagielle dwóch nagich mieczy?

– To był zwyczaj znany ze świata islamu. Ulrich mógł o nim wiedzieć od innych rycerzy zakonnych. Mamy przekaz dotyczący pierwszej krucjaty, gdzie muzułmanie wręczają krzyżowcom zardzewiały miecz, „szpetny łuk” i włócznię, by okazać im pogardę i zapewne sprowokować do walki. Pozostaje pytanie, czy Ulrich powinien osobiście brać udział w szarży, czy dowodzić z oddali, jak Jagiełło.

Który ponoć zdarł sobie gardło od krzyku.

– Ale nie został nawet draśnięty. Niektórzy twierdzą, że przejął ten sposób kierowania bitwą od ludów Wschodu, np. Mongołów. Władca nie narażał się na śmierć i dzięki temu skutecznie kierował armią. Ulrich postanowił dowodzić w polu. Istnieje przypuszczenie, że obawiał się braku lojalności oddziałów z ziemi chełmińskiej i liczył, że jego obecność na czele wzmocni dyscyplinę i zapał bitewny. A może po prostu postanowił walczyć jak rycerz, bo nie mieściło mu się w głowie, że miałby zostać na tyłach. Wielkim błędem był brak decyzji w sprawie zastępstwa, bo gdy Ulrich poległ, zapanował chaos w krzyżackim wojsku, a my to wykorzystaliśmy.

Czy historycy wreszcie się zgodzili, kto zabił Ulricha von Jungingena?

– To nie jest pewne. Były różne hipotezy, że to jakiś giermek, piechota, ale dzisiaj wiemy, że raczej nie. Anonimowa „Kronika konfliktu.”, najlepsze źródło wiedzy o dziejach wiktorii grunwaldzkiej, zawiera ogólnikową informację, że mistrz i inni dygnitarze zginęli już w pierwszym starciu z głównymi oddziałami zebranymi pod wielką chorągwią ziemi krakowskiej z białym orłem w koronie na czerwonym tle. Czyli jednak z rąk rycerzy.

Mógł to być – jak się domniemywa – rycerz Mszczuj ze Skrzyńska z rodu Łabędziów? Zwyczajowo zwycięzca otrzymywał ekwipunek pokonanego, a po bitwie Mszczuj przekazał kościołowi w Kijach, z którym jego ród był związany, ornat uszyty z szaty Ulricha.

– To mocne poszlaki, podane częściowo przez Długosza, ale ja mam wątpliwości. Długosz nie napisał, że to Mszczuj lub jego sługa Jurga zadali śmiertelny cios. Jurga zdarł pektorał ze zwłok Ulricha i dał go Mszczujowi, a ten jedynie doniósł Jagielle o śmierci wielkiego mistrza. Być może nawet walczący w pierwszej linii nie wiedzieli, kto zabił Ulricha w bitewnym zamieszaniu, zaś Mszczuj wykorzystał spostrzegawczość Jurgi i przypisał sobie tę zasługę.

Jagiełło odesłał zwłoki Ulricha do Malborka. To było jakieś nadzwyczajne zachowanie czy norma?

– Jagiełło kazał przynieść ciało Ulricha do swego namiotu, gdzie zostało obleczone w białe prześcieradło, przykryte królewską purpurą i z honorami zawiezione do Malborka. Postępowanie godne króla, a jednocześnie norma w świecie władców i rycerzy zachodniego chrześcijaństwa.

Bitwa pod Grunwaldem była początkiem długiego końca państwa zakonnego. Profesor Henryk Samsonowicz twierdził, że nawet gdyby do niej nie doszło, to państwo Krzyżaków i tak by upadło, bo jego możliwości rozwoju w zmieniającej się sytuacji – w czasach finalizowanej chrystianizacji Europy, wzrostu siły państw „młodszej Europy” i emancypacji stanów społecznych – były ograniczone. Ulrich von Jungingen, który chciał postawić tamę temu procesowi, stał się jego ofiarą.

*Dr hab. Grzegorz Myśliwski – adiunkt w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego; zajmuje się historią gospodarczą i historią kultury średniowiecza.

***

HABIT I ZBROJA

We wrześniu na ekrany kin wejdzie fabularyzowany dokument „Habit i zbroja” w reżyserii Pawła Pitery, który opowiada dzieje zakonu krzyżackiego. Głównym motywem filmu jest oczywiście kilkusetletnia historia zmagań Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego z Krzyżakami, których kulminacją była bitwa pod Grunwaldem. Narratorem jest hollywoodzki aktor Stacy Keach. Na kadrach z filmu: krzyżacka konnica (poniżej) i dwa nagie miecze przysłane królowi Władysławowi Jagielle przez wielkiego mistrza Ulricha von Jungingena przed bitwą grunwaldzką.

wyborcza.pl

lista sygnatariuszy

List Obywateli RP do dziennikarzy

03 lipca 2017

86. miesięcznica smoleńska

86. miesięcznica smoleńska (Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta)

Macie prawo do własnej oceny naszego protestu, ale apelujemy o jego zauważenie w mediach, dla których pracujecie, blogach, które prowadzicie i obiektywne opisywanie

Szanowni dziennikarze, koledzy po fachu,

po latach pracy znaleźliśmy się w nowej dla nas sytuacji. Już nie tylko piszemy, ale też jesteśmy opisywani, filmujemy i nas filmują. Nasze działania, a nie tylko teksty, są analizowane i oceniane, również przez Was.

Mamy duże doświadczenie dziennikarskie, nie trzeba nas przekonywać, jak trudna to praca i pod jaką presją. Co więcej, z dnia na dzień, jest ciężej ze względu na sytuację polityczną. Obserwujemy Was jednak z innego niż dotychczas punktu widzenia. Stąd nasz apel.

Powtórzymy za Timothym Snyderem – nie zapominajcie o regułach dziennikarskiego fachu, z obowiązkiem wysłuchania drugiej strony na czele.

Pamiętajmy, że nie tylko politycy, ale i media, czyli my, nie potrafiliśmy zatrzymać wzrostu ksenofobii i brutalizacji życia politycznego. Jesteśmy współodpowiedzialni za niską świadomość polityczną i ekonomiczną społeczeństwa, a to otworzyło drogę populistom.

By uleczyć sytuację musimy wykonać wielki wysiłek, razem stanąć po stronie uczciwości i standardów, niezależnie od medium, jakie reprezentujecie, poglądów politycznych, jakie wyznajecie.

Prosimy Was o staranne rozpoznawanie tego, co służy wolności, prawom obywatelskim i demokratycznemu państwu prawa, a co działa na szkodę. Oczywiście macie prawo do własnej oceny naszego protestu, ale apelujemy o jego zauważenie w mediach, dla których pracujecie, blogach, które prowadzicie i obiektywne opisywanie. W szczególności o nie powielanie języka propagandy. Władza posługuje się nim sprawnie, zamiast szukać kompromisu, zapraszać do rozmowy, wyciągać rękę do zgody.

Apelujemy do Was o przeciwstawianie się kłamstwu, niezależnie, z której strony sceny politycznej płynie, i jak wielkim kosztem waszego komfortu by się to działo. Bez Waszej uczciwej pracy każdy protest może być nie tylko mało widoczny, niezrozumiany, ale też zmanipulowany i zakłamany.

Dziękujemy.

Krzysztof Burnetko,

Wojciech Fusek,

Paweł Kasprzak,

Dorota Przerwa,

Piotr Pytlakowski,

Jacek Rakowiecki,

Bartek Sabela,

Ewa Siedlecka,

Rafał Szymczak,

Paweł Wrabec

wyborcza.pl

O PIS ZMIENIAJĄCYM WROGA ZE WSCHODU NA ZACHÓD

JACEK ŻAKOWSKI  – pisze w „GW”:

“Kongres PiS. Prezes przemawia. Chwali. Gani. Obiecuje. Straszy. Potem mówi Mateusz Morawiecki. Główny cel – dać odpór Zachodowi. Najciekawsze novum jest takie, że znikła putinowska Rosja jako wróg „obozu patriotycznego”. Polska PiS nie ma już wroga na wschodzie. Wróg jest na zachodzie (Unia, korporacje, Francja, Niemcy) i w prozachodnich środowiskach w Polsce (media, trzeci sektor, kultura). PiS przesunął front z linii Buga na Odrę. To wskazuje, że przygotowuje odłączenie polskiego wagonu od pociągu jadącego na zachód i przyłączenie go do pociągu jadącego na wschód”.(wyborcza.pl)

NA KONWENCJI PO NIE PADŁA ODPOWIEDŹ NA ŻADNE PYTANIE

– Michał Wilgocki:

“Na konwencji PO nie padła odpowiedź na żadne pytanie. Owszem, kłamstwa i manipulacje PiS-u trzeba spisywać, prostować i piętnować. Ale w obecnym układzie politycznym to Platforma jest najpoważniejszym kandydatem do odebrania władzy partii Jarosława Kaczyńskiego. I na nic się zda choćby najdowcipniejsze punktowanie PiS-u, jak zrobił to Bartosz Arłukowicz, jeśli na drugi dzień ma się do powiedzenia zaledwie: najpierw ich pokonajmy, a potem się zastanowimy, co dalej. Bo ten moment może nigdy nie nadejść”. (wyborcza.pl)

POTRZEBUJEMY PRZYWÓDCY/PRZYWÓDCZYNI

– pisze Marek Beylin:

“Potrzebujemy więc przywódcy/przywódczyni. Wszystko jedno, czy ktoś taki będzie bardziej z liberalnego centrum, czy z lewicy, byle wyrósł na najsilniejszą postać demokratycznej polityki. Obok i tak będą inni, dopełniając pluralistyczne spektrum”. wyborcza.pl)

>>>

 

FOTO-KRAJ

PONIEDZIAŁEK, 3 LIPCA 2017

Petru o wystąpieniu Kaczyńskiego: Miałem wrażenie, że występuje wczesny Castro, późny Gierek

14:08

Petru o wystąpieniu Kaczyńskiego: Miałem wrażenie, że występuje wczesny Castro, późny Gierek

– Generalnie nie byłem zaskoczony, że [premier Szydło] nie wystąpiła [na kongresie PiS], bo od pani premier raczej oczekujemy wykonywania poleceń Kaczyńskiego. To upokarzające dla pani premier. To pokazuje jej miejsce w szeregu. Ona nic de facto nie może. Ciekaw jestem, czy znała te wszystkie pomysły Morawieckiego i zapowiedzi Kaczyńskiego – mówił Ryszard Petru na briefingu w Sejmie. Jak dodał, miał wrażenie, że występuje wczesny Castro, późny Gierek.

14:00

 

Petru: Wybieramy się na wystąpienie Trumpa

– Tak, wybieramy się tam [na wystąpienie Donalda Trumpa], na to wystąpienie. Uważam, że to ważny dzień dla Polski. Przyjeżdża prezydent USA. Bez względu na to, czy popieramy czy nie, czy głosowalibyśmy na niego czy nie, uważam, że to wymaga od nas, od posłów pojawienia się w tym miejscu, natomiast żenującą sytuacją jest to, że zamiast dostać zaproszenia ze strony Sejmu, MSZ, dostajemy – za które oczywiście dziękujemy – od ambasadora USA – mówił Ryszard Petru na briefingu w Sejmie.

13:54

 

Petru: Mam pytanie do Morawickiego – skąd pieniądze na te obietnice?

– PiS poprzez wrzutkę sejmową planuje podnieść wszystkim Polakom ceny benzyny o 25 gr. Bo brakuje pieniędzy. Chcą z tego zebrać 5 mld zł, czyli wakacje będą droższe, bo PiS szasta pieniędzmi, a potem się okazuje, że nie ma na podstawowe wydatki. My jako Nowoczesna podsumowaliśmy koszty obietnic Morawieckiego z kongresu. Rocznie, bez tej kolei próżniowej, którą trudno w tej chwili oszacować, to od 28 mld zł niż wydaje się dotychczas – mówił Ryszard Petru na briefingu w Sejmie.

– Mam pytanie do premiera Morawickiego: skąd pieniądze na te obietnice? To 28 mld zł rocznie, których nie ma w budżecie, a dług jest na styk i deficyt na styk – dodał lider Nowoczesnej.

13:37

 

Morawiecki: Doprecyzowanie funkcji ważnych ciał, jakim jest KERM, zawsze jest wskazane i będziemy starali się to robić

– Moje wystąpienie [na kongresie PiS] było wystąpieniem gospodarczym. Odpowiadam za gospodarkę, jestem szefem Komitetu Ekonomicznego RM i postrzegam to jako rzecz jak najbardziej naturalną, że jeżeli prezes partii, która sformułowała i sprawuje rządy, zadecydował o tym, że będzie prezentacja programu gospodarczego, to zaprezentowałem program gospodarczy. Doprecyzowanie funkcji ważnych ciał, jakim jest KERM, zawsze oczywiście jest wskazane i będziemy starali się to robić – mówił Mateusz Morawiecki w Gdyni, na inauguracji budowy 171 mieszkań na wynajem w ramach programu Mieszkanie+.

13:33

 

Morawiecki: Mieszkanie+ to program, którego przed nami nikt nie zrobił

– To program, którego przed nami nikt nie zrobił nie tylko w takiej skali, ale to połączenie ze sobą bardzo wielu aspektów związanych z terenem, uzbrojeniem terenu. Tutaj wchodzi w grę kwestia władztwa samorządu, kto ma budować, rynek został ukształtowany przez te 28 lat w taki, a nie inny sposób. Kto ma finansować, jaka ma być rola PFR, BGK. Ponadto kwestia specustawy czy ustawy, która umożliwiłaby wynajem z opcją dojścia do własności, a jak rozmawia się z ludźmi z rynku, którzy zajmują się rynkiem mieszkaniowym, to pokazują liczne słabości i konieczności wypracowania takiej ustawy, która pozwoli na to, żeby ludzie, którzy mają opcję dojścia do własności, a jednocześnie przestają uiszczać opłaty czynszowe i opłaty, na poczet których zalicza się częściowa własność danego mieszkania, żeby były instrumenty prawne, które mogą zapewnić płatności. Problemów jest rzeczywiście bardzo dużo – mówił Mateusz Morawiecki w Gdyni, na inauguracji budowy 171 mieszkań na wynajem w ramach programu Mieszkanie+.

Jak mówił dalej, „staramy się usuwać problemy z procesu realizacji, natomiast na pewno potrzebujemy i legislacji i dobrego połączenia między sobą kilku podstawowych partnerów” – czyli samorządu, wykonawcy, administracji publicznej lub kogoś, kto posiada ziemię.

– Równo rok temu ogłosiliśmy program, dzisiaj spotykamy się w miejscu realizacji. W Gdyni na pewno odnieśliśmy sukces, a za rok – przypomnę – mają być oddawane do użytku pierwsze mieszkania. Jeśli nie będą, to nas rozliczycie z tego – dodał.

13:14

 

Szczerski: Z Trumpem chcemy omówić m.in. kwestie bezpieczeństwa

– Z prezydentem Trumpem mamy dzisiaj dwa duże tematy do omówienia. Prezydent będzie rozmawiał przede wszystkim nt. bezpieczeństwa, dlatego że po raz pierwszy prezydent USA przyjeżdża do kraju, w którym stacjonują jego wojska. To pierwsza taka wizyta, kiedy będziemy mogli mówić o konkretach. Budowa jest tarcza antyrakietowa w Redzikowie, są wojska amerykańskie w ramach współpracy dwustronnej i w ramach wojsk NATO. Możemy mówić o współpracy wojskowej oraz o przyszłości, jak chcielibyśmy te współpracę rozbudowywać – mówił Krzysztof Szczerski w TVN24.

12:57

 

Gowin: Nie ma w ogóle tematu wymiany premiera

– Mówimy to w sposób jednoznaczny, jednym głosem wszyscy liderzy obozu Zjednoczonej Prawicy. Nie ma w ogóle tematu wymiany premiera i nie rozumiem, dlaczego mielibyśmy zmieniać premiera rządu i obozu politycznego, który w sondażach oscyluje wokół poparcia rzędu 40%. Premier Szydło jest dobrą twarzą tych wszystkich pozytywnych zmian. Jest realnym, silnym premierem i mogę państwa z ręką na sercu zapewnić, że temat wymiany premiera nie pojawiał się w ogóle w trakcie rozmów przedkongresowych – stwierdził Jarosław Gowin na briefingu w Sejmie.

12:49

 

Gowin o małej działalności gospodarczej: Będziemy proponowali, aby puścić ten projekt ścieżką poselską

– Premier Morawiecki jest zdeklarowanym zwolennikiem tego rozwiązania [projektu ustawy o małej działalności gospodarczej]. Ministerstwo Rozwoju przedstawiło ten projekt w ramach konsultacji międzyresortowych. Ponieważ te konsultacje trwają bardzo długo, a chcielibyśmy, żeby ten projekt wszedł w życie od 1 stycznia 2018 roku, dlatego będziemy proponowali władzom PiS i klubowi, aby puścić ten projekt ścieżką poselską – stwierdził Jarosław Gowin na briefingu w Sejmie.

12:45

 

Gowin: Projekt ustawy o tzw. małej działalności gospodarczej jest już gotowy

– Projekt ustawy o tzw. małej działalności gospodarczej jest już gotowy. To bardzo ważna informacja dla wszystkich małych, drobnych przedsiębiorców. Oni dzisiaj znajdują się – od lat zresztą – w sytuacji skrajnie trudnej. Podatki zżerają im ogromną większość przychodu. Efekt jest taki, że 200 tys. małych, rodzinnych firm walczy od lat o przetrwanie, a bardzo wiele z tych firm bankrutuje albo przechodzi w szarą strefę. Chcemy tym projektem przywrócić zaufanie przedsiębiorców do państwa, żeby ci mali przedsiębiorcy przestali czuć się obywatelami drugiej kategorii. Ten projekt – mówiąc w uproszczeniu – przewiduje, że ZUS będzie rósł stopniowo, że 1200 zł ZUS-u będą płacić tylko ci przedsiębiorcy, którzy osiągną pułap 5 tys. zł miesięcznie przychodu – mówił Jarosław Gowin na briefingu w Sejmie.

11:38

 

Karczewski o słowach Kaczyńskiego: To stwierdzenie faktów, że Polska nigdy nie otrzymała takich reparacji

– To stwierdzenie faktów, że Polska nigdy nie otrzymała takich reparacji i to, że w tej chwili mamy korzyść z wpłat z UE to pewnego stopnia wyrównanie. To też stwierdzenie pewnych faktów. Było to tylko i wyłącznie poinformowanie nas i całego społeczeństwa polskiego o tym, że takich reparacji nie było. Takie przypomnienie pewnych faktów, które miały miejsce w przeszłości. Po to, żebyśmy o tym pamiętali – mówił Stanisław Karczewski dziennikarzom w Sejmie, pytany o słowa Jarosława Kaczyńskiego z kongresu PiS.

300polityka.pl

Jak informuje „Wprost” wraca sprawa Wiceszefa MON-świr, który miał trafić do aresztu. Poręczył za niego Macierewicz

PRZEMYSŁ IDEI, FABRYKA PRZEMOCY

01.07.2017

I. PRZEMYSŁ IDEI

„New Republic” analizuje książkę Daniela W. Dreznera, w której amerykański politolog przygląda się przemianom amerykańskiej debaty publicznej i roli intelektualistów. Drezner twierdzi, że – wbrew obiegowej opinii – „publiczni intelektualiści” nie tyle umknęli ze świata, chowając się w akademickich wieżach z kości słoniowej, co zostali z niego wypchnięci, przegrywając konkurencję z „intelektualnymi liderami”. Różnica ma polegać na tym, że tam, gdzie intelektualistka myśli krytycznie i komplikuje przekaz, liderka upraszcza i propaguje tę czy inną ideę. Tam, gdzie intelektualista ma wątpliwości, lider ma entuzjazm obwoźnego sprzedawcy dyskursu. Drezner wskazuje, że zmiana na tzw. rynku idei miała miejsce przede wszystkim w sferze produkcji nowych treści. Prywatne pieniądze w coraz większym stopniu zadomawiają się na uniwersytetach, w ośrodkach badawczych i think-tankach, a grantodawcy oczekują ze swoich inwestycji konkretnego zwrotu. Stąd coraz więcej w ostatnich latach badań marnej jakości, których celem jest wypełnienie politycznego zlecenia bogaczy finansujących nowe idee, a coraz mniej miejsca dla intelektualistek i akademików zainteresowanych krytyczną analizą świata.

Na deser sięgnąć można po kolejny odcinek serii śledczej publikowanej przez brytyjskiego „Guardiana”, który stara się ustalić w jaki sposób sfinansowana została kampania za Brexitem i czy na pewno odbyło się to zgodnie z prawem (uwaga, spoiler: wygląda na to, że nie).

II. LUDOWA HISTORIA BUNTU

„Nowe Peryferie” opublikowały tekst Lucjana Kołodziejskiego o „dziejach buntu borzęcińskich chłopów w latach 1832-1833”. Jak na „dzieje” tekst jest bardzo krótki, ale jak na internet pewnie jest krótki w sam raz. Autor występuje w nim przeciwko dwóm mitom: o sielskim życiu chłopów i o kompletnej bierności, jaką odpowiadali na pańską przemoc (swoją drogą to ciekawe, że sprzeczność tych dwóch przekazów nie przeszkadza im współistnieć). Historia buntu w Borzęcinie to w zasadzie historia solidarnej odmowy pracy, którą dzisiaj nazwalibyśmy strajkiem, oraz historia brutalnego zdławienia oporu. Nie mam wątpliwości, że potrzebujemy więcej tego rodzaju „historii oddolnej” czy „historii ludowej”, żeby w końcu jakoś ułożyć się z przeszłością naszego społeczeństwa. Tym bardziej cieszą pogłoski, że „Ludowa historia Polski” jest już na warsztacie jednego z najlepszych dziennikarzy w kraju.

III. PRZEMOC NA ULICACH

Agata Szczęśniak analizuje w OKO.press reakcje polityków i polityczek Prawa i Sprawiedliwości na pobicie działacza KOD w Radomiu. Wnioski nie są optymistyczne. Żaden z przedstawicieli partii rządzącej nie zdobył się na otwarte i jednoznaczne potępienie agresji wszechpolaków. Co prawda nikt nie zdecydował się wprost poprzeć bijących, ale już lekceważyć całe zajście, obwiniać ofiarę, wskazywać domniemanych prowokatorów, a na koniec obarczyć odpowiedzialnością za wszystko Donalda Tuska – jak najbardziej. Brak jednoznacznego potępienia przemocy na ulicach to dla mnie polityczna zbrodnia. Może za dwa lata przyjdzie nowa władza, może za sześć lat. Kiedyś jednak przyjdzie i niejedną fatalną ustawę będzie można zmienić, Trybunał postawić na nowo, media publiczne ucywilizować. Jednak doświadczenia przemocy, którą ten rząd nakręci, przemocy wobec mniejszości, wobec kobiet i – jak w Radomiu – wobec przeciwników politycznych, ustawą się nie wymaże.

krytykapolityczna.pl

Ks. Średnicki zastępuje dzisiaj Heroda, jeszcze raz przegnał Jezusika z rodziną do Egiptu. Ten ksiądz to taka zaraza egipska.

Ksiądz pomówiony o zadeklarowanie, że jego parafia przyjmie rodzinę uchodźców broni swego dobrego imienia. Bo to faktycznie ohydne kłamstwo.

Deficyty o wielkim Wałęsie. Ależ żałosne postaci Błaszczak i ten drugi

Dziś Czarna Madonna z sopockiego kościoła. Więcej: dla

NORYMBERGI DLA PIS NIE BĘDZIE

Nie będzie Norymbergi dla PiS. Nie będzie Trybunału Stanu dla Dudy i Szydło ani kryminału dla Mariusza Kamińskiego. To tylko mokre marzenia liberalnych publicystów, które więcej mówią o nich, niż o polskiej polityce.

Dla Andrzeja Dudy: Trybunał Stanu za demontaż Trybunału Konstytucyjnego i podpisywanie ustaw o świcie.

Kryminał — dla Mariusza Kamińskiego, Wąsika i ekipy z pisowskich służb specjalnych. (Nic im nie pomoże ułaskawienie Dudy, ha ha! Donald Tusk będzie wtedy prezydentem i niech sobie o łaskę piszą na Berdyczów).

Komisja specjalna — dla Macierewicza, za systematyczne rozbrajanie polskiej armii, za dymisje generałów, za wariackie pomysły z Obroną Terytorialną, za caracale i włamanie do centrum kontrwywiadu NATO (nazbierało się).

Jak tylko wolność i demokracja zatriumfuje — to znaczy, liberalne partie wygrają wybory — dojdziemy do władzy i ich rozliczymy.

Boże, jak bardzo ich będziemy rozliczać. Aż wióry będą leciały.

Won z propagandzistami PiS z publicznej telewizji! Holecka i Ziemiec niech się przeniosą na youtube. Zawsze mogą dołączyć do Maksa Kolonki i Cejrowskiego.

Demokracja ich osądzi.

Tym razem kieszonkowym dyktatorom z PiS nie ujdzie płazem. Po pierwszym rządzie Kaczyńskiego w 2007 r. Tusk był za miękki: trzymał całe lata Kamińskiego w CBA, nie oczyścił telewizji publicznej ze złogów prezesa Farfała i narodowców. Litość Tuska okazała się jego słabością. Tym razem przyjdzie czas na prawo i sprawiedliwość (te prawdziwą).

Takie fantazje snują politycy opozycji, obiecując swoim wyborcom rozprawę z rządami PiS.

„Niech PiS i jego ludzie mają tego świadomość: każdy, kto złamał prawo, będzie rozliczony. Nie popełnimy już błędu miłosierdzia wobec Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry“ — mówił Borys Budka 29 czerwca, zapowiadając usunięcie Julii Przyłębskiej i „dublerów“ z Trybunału Konstytucyjnego.
Wyrażenie „błąd miłosierdzia“ jest bardzo ładne, ale zakłamuje historię. „Błąd miłosierdzia“ nie był wcale błędem i nie chodziło w nim o miłosierdzie. Tusk darował Kaczyńskiemu rozliczenia kierując się polityczną kalkulacją — zgodną z jego wizją polityki i temperamentem, ale jednak kalkulacją. Do tej sprawy zaraz wrócimy, bowiem ówczesna kalkulacja Tuska może się okazać aktualna także po odsunięciu aktualnie rządzącego PiS od władzy.

Fantazje o Norymberdze snują także publicyści, głównie ze strony liberalnej. „Gazeta Wyborcza“ opublikowała nawet budującą redakcyjną dyskusję, w której publicyści spierali się, czy po obaleniu PiS partia Kaczyńskiego powinna cierpieć bardzo, czy jeszcze bardziej.

Publicyści GW spierali się, czy po obaleniu PiS partia Kaczyńskiego powinna cierpieć bardzo, czy jeszcze bardziej.

„Historia uczy, że zdrajcy zwykle zostają ukarani. Nie zawsze, nie wszyscy, często nie ci najważniejsi, ale da się przecież dowieść, że sprawiedliwość jest częścią dziejów ludzkości“ — pisał wtedy Stanisław Skarżyński.

Otóż nie: jeśli historia czegoś uczy, w tym zwłaszcza historia Polski, to dokładnie czegoś odwrotnego. Nigdy nikogo za nic nie rozliczono. Prawda, targowiczan kilku powieszono na fali rewolucyjnego zapału, ale przecież głównie na szubienicach wieszano portrety (efektowne, wygodne i rąk krwią brudzić nie trzeba). Nie rozliczono winnych za klęskę wrześniową — chociaż były takie pomysły na emigracji już od jesieni 1939 r.

Nie rozliczono także, o czym liberalni publicyści dziwnie łatwo zapominają, zupełnie, ale to zupełnie nikogo za całkiem realne komunistyczne zbrodnie, takie jak strzelanie do robotników w grudniu 1970 r. czy w kopalni „Wujek“ w 1981 r. Przeciwnie: opozycja siadła do rozmów z partią przy Okrągłym Stole. PZPR rozwiązała się sama — wcale jej nie zdelegalizowano. Procesy za „Wujka“ i Wybrzeże co prawda były, ale trwały lata i nie doprowadziły do osądzenia sprawców — w szczególności polityków wydających rozkazy.

Żeby było jasne: tak, uważam, że Okrągły Stół był aktem wielkiej politycznej mądrości i umożliwił łagodne przejście z od peerelowskiej dyktatury do demokracji. Nie można jednak się oszukiwać, że za ten polityczny sukces nie przyszło zapłacić moralnej ceny — i w tym wypadku ceną było pojednanie i wybaczenie zbrodni. Wybaczenie to było, dodajmy, nieco podejrzane, bowiem niekoniecznie tego aktu dokonali ludzie, których bezpośrednio skrzywdzono. To nie rodziny zabitych górników wybaczały Jaruzelskiemu i Kiszczakowi. Moralną prawomocność tej operacji łatwo więc było zakwestionować (i też od początku III RP robiła to prawica). Jak zauważył jednak już dawno temu pewien francuski król — wygłaszając sławne zdanie „Paryż wart jest mszy“ — sukces w polityce wymaga niekiedy hipokryzji, a droga do moralnego zwycięstwa może prowadzić przez podejrzane regiony.

Przyznacie państwo, że to jest bardzo zabawne: ci sami publicyści liberalnych gazet, którzy zwykle uważają Okrągły Stół za historyczny sukces, teraz snują marzenia o rozliczaniu PiS! Zupełnie tak, jak gdyby dziś tamta lekcja straciła prawomocność, a niedawna historia niczego ich nie nauczyła.
Wyobraźmy sobie teraz, że zjednoczona opozycja wygrywa wybory i z wielkim trudem odsuwa PiS od władzy. Wyobraźmy sobie, że po powrocie z Brukseli Donald Tusk wygrywa wybory, odsyłając Andrzeja Dudę na wczesną emeryturę. Taki scenariusz jest możliwy. 30 czerwca „Rzeczpospolita“ opublikowała wyniki poufnego sondażu — zamówionego podobno przez PiS — z którego wynikało, że wspólna lista PO i .Nowoczesnej wygrywa wybory z PiS (40 proc. głosów do 36 proc.). Tusk traci w sondażach wobec Dudy, ale też Tusk to niesłychanie doświadczony polityk, a poza tym do wyborów prezydenckich dużo się jeszcze wydarzy.

Ci sami publicyści liberalnych gazet, którzy zwykle uważają Okrągły Stół za historyczny sukces, teraz snują marzenia o rozliczaniu PiS!

Wyobraźmy sobie więc, że spełnia się sen Stanisława Skarżyńskiego, Marka Beylina i innych publicystów liberalnej prasy: powstaje rząd PO i .Nowoczesnej. (Dzielne Razem znów dostaje 3 proc., ponieważ nie chciało wspólnej listy z ludźmi z SLD Czarzastego.)

Po tym zwycięstwie PiS jednak wcale nie znika. To nadal największa partia opozycyjna. Ma gigantyczny elektorat. Ma też swoich generałów mianowanych przez Macierewicza, swoich policjantów od Błaszczaka, swoje służby specjalne od Kamińskiego, swoich sędziów awansowanych przez Ziobrę, swoich dziennikarzy w mediach publicznych oraz swoje prywatne media, finansowane m.in. przez pieniądze ze SKOK-ów. Ci wszyscy ludzie nie znikną, a aparat państwa trzeba z nich będzie czyścić powoli — bo też opozycja przejmie władzę w wyniku wyborów, a nie ulicznej rewolucji.

Jak w takiej sytuacji rozliczyć PiS? Postawić przed Trybunałem Stanu Dudę, Macierewicza czy Kamińskiego? Do tego trzeba głosów w Sejmie, w którym prawie połowa posłów będzie z jego partii. Zwycięska opozycja będzie miała inne rzeczy na głowie — takie jak naprawa państwa prawa i administracji po latach psucia jej przez PiS.

Przez ostatnie lata prawica budowała też — powoli i z oporami, ale wytrwale — swoje zaplecze medialne. Karnowscy mają tygodnik i portal, chcą zrobić telewizję (sądząc po próbkach i inspiracjach, będzie to Fox News po polsku). Sakiewicz ma tygodnik, dziennik i portal. Panowie się nie lubią, ale PiS i Kaczyńskiego będą bronić jak własnego życia i własnego konta bankowego. Od Trumpa i Fox News nauczyli się, że można zbudować medialny świat równoległy — z własnymi faktami, własnymi autorytetami i wymyślonymi przez siebie aferami — i znaczna część elektoratu będzie wierzyć w każdą bzdurę, którą opublikują. Ludzie, którzy wierzą w istnienie stref szariatu w miastach na Zachodzie (taki fake news pojawia się w tych mediach nieustannie), uwierzą we wszystko, a zwłaszcza w męczeństwo Kaczyńskiego. Medialny cyrk objazdowy „B-cia Karnowscy & Sakiewicz sp. z. o.o.“ będzie podnosił histeryczny krzyk przy każdej próbie rozliczenia PiS. Zrobią wszystko, żeby wygranym rozliczanie PiS się politycznie nie opłaciło.

Co więcej, dla tego rozliczenia trzeba jeszcze znaleźć odpowiednią formułę. Jakie paragrafy wytoczyć przeciw Kaczyńskiemu? Że zadzwonił do Dudy i kazał mu podpisać niekonstytucyjną ustawę? Obawiam się, że nie ma tego w kodeksie karnym. Nawet jeśli coś się w nim znajdzie, proces będzie długi, a politycy PiS wystąpią na nim w aureoli męczenników cierpiących za Polskę z rąk kosmopolitycznych „elit“. Nowej demokratycznej władzy — której wyborczy mandat, przypomnijmy, nie będzie bardzo mocny — taki show wcale nie będzie potrzebny.

Zwycięscy politycy opozycji będą mieli więc bardzo silną motywację, żeby myśl o „rozliczaniu“ PiS porzucić i udać, że nastąpiła zwyczajna, demokratyczna zmiana władzy. Och, będą oczywiście mówić, że PiS był straszny i niszczył państwo, ale nie zrobią z tym nic.

Paradoks tej logiki polega na tym, że PiS może być tym bardziej pewny bezkarności, im bardziej zawłaszczy struktury państwa i im bardziej brutalnie będzie łamał reguły demokracji. Im będzie bardziej wrośnięty w państwo i im więcej elektoratu kupi, tym trudniej jego następcom będzie pociągać polityków PiS do odpowiedzialności, kiedy już oddadzą władzę. Pokonanemu przeciwnikowi można urządzić Norymbergę wtedy, kiedy przegra z kretesem — krótko mówiąc: wtedy, kiedy jest całkowicie bezsilny. Z przeciwnikiem pokonanym, ale silnym, polityczna logika każe usiąść do rozmów i odpuścić mu jego dawne grzechy. To jest przecież elementarz, panie i panowie. Nie zapominajcie o Okrągłym Stole.
Marzenie o „rozliczaniu“ PiS mówi zatem więcej o tych, którzy marzą, niż o realnej polityce. To są chłopięce fantazje o totalnym zwycięstwie, o pobiciu na boisku wroga, który autorowi zabrał samochodzik, i wytarzaniu go w błocie na oczach całej szkoły. Jak wszyscy dobrze pamiętamy, są to tylko marzenia.

krytykapolityczna.pl

 

T.Piątek: Ten człowiek powiedział,że książka „Macierewicz i jego tajemnice” składa się z samych kłamstw i pomówień.

Drugi program na miarę 500+ stanął, zanim się rozkręcił. Kaczyński pogania ministra w sprawie Mieszkania+

01-07-2017
– To musi być zrobione. To musi ruszyć, tu trzeba połączyć siły – mówił Jarosław Kaczyński do ministra budownictwa Andrzeja Adamczyka podczas kongresu PiS w Przysusze. Prezes PiS podkreślił, że program Mieszkanie+ to, obok programu Rodzina 500+, jedna z najważniejszych obietnic złożonych wyborcom.

 

Drugi program na miarę 500+ stanął, zanim się rozkręcił. Kaczyński pogania ministra w sprawie Mieszkania+

(PAP, Fot: Piotr Polak)

– Tutaj są zgrzyty. To szło, ale w pewnym momencie się zatrzymało. Trzeba to zmienić – upominał Adamczyka Kaczyński. Zwrócił uwagę, że w listopadzie miną dwa lata, od kiedy PiS objęło władzę. – Będzie związana z tym ocena. Ta ocena to w wielkiej mierze będzie zależała od realizacji tego niezwykle ważnego, potrzebnego społecznie programu. Ludzie tego po prostu chcą. Wiem, że jest wielkie oczekiwanie milionów ludzi – podkreślił prezes PiS.

– Musimy to zrobić. To jest apel do pana ministra infrastruktury. To musi być zrobione. To musi ruszyć, tu trzeba połączyć siły – dodał prezes PiS.

W odwrotnym tonie wypowiadał się w sobotę w Polskim Radiu członek zarządu BGK Nieruchomości Grzegorz Muszyński. – Za chwilę będziemy mieli wysyp inwestycji w ramach programu Mieszkanie+. Koniec tego roku i początek przyszłego roku to naprawdę nasza obecność już prawie we wszystkich miastach, które się zgłosiły z prawie całej Polski – chwalił się Muszyński.

 

Ocenił, że program powinien działać w perspektywie 10, 20 lat. Zbliżamy się do 1 mln metrów kwadratowych powierzchni działek w ramach programu – podsumował. Dodał, że w poniedziałek planowane jest rozpoczęcie budów kolejnych inwestycji – w Gdyni i Wałbrzychu.

wp.pl

Sezon na wykluczenie

Dodano: 02.07.2017 [12:40]

Sezon na wykluczenie - niezalezna.pl

foto: arch.

Od czasu wygranej Prawa i Sprawiedliwości lato to dla nadwiślańsko-liberalnych elit wyjątkowo ponura pora roku. Chamstwo wylega na plaże, chodzi po górach, roi się nawet w zagranicznych kurortach. To chyba ten natłok bliźnich wyzwala w luminarzach z rejonów „Newsweeka” publicystyczny skowyt.

W tym roku na prowadzenie szybko wysunął się prof. Wojciech Sadurski, prawnik i politolog, który najwyraźniej sądzi, że wprost z rąk Horacego przejął ciężar lutni. I uraczył opinię publiczną wariacją na temat słynnej frazy rzymskiego poety: „odi profanum vulgus et arceo” („gardzę pospólstwem i unikam go”). Intelektualista starej daty mówi tak: „O to mam największe pretensje do Kaczyńskiego, że z cynicznych powodów dał nieoświeconemu plebsowi poczucie dostępu do władzy”. Ten refren, w różnych wariacjach słownych, słyszeliśmy już nieraz od czasu wyborczego zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości. Ale jest on fałszywy, ponieważ nie diagnozuje rzeczywistości – jest mocno stronniczą interpretacją wygranej przeciwnika i próbą zakamuflowania przyczyn własnej porażki. Słowa prof. Sadurskiego przede wszystkim służą deprecjacji legalnego wyniku wyborczego; podważają też kompetencje wyborców, właśnie tych, którzy podjęli niekorzystną dla liberalnych elit decyzję polityczną.

Niewidzialni ludzie

Nie od rzeczy będzie przypomnieć, że establishment III Rzeczypospolitej od samego początku przyjmuje wciąż taką samą strategię względem traktowanych przez siebie podejrzliwie niższych warstw społecznych, niezintegrowanych w pełni z rzeczywistością czasów przemian. Grupy społeczne nazywane plebsem są traktowane jak przezroczyste, gdy nie zagrażają w żaden sposób interesom nadwiślańsko-liberalnych elit. Pozwala się im wówczas funkcjonować na poboczu rzeczywistości. Co najwyżej raz po raz wydawcy powieści i reportaży z zachwytem odkryją, że przecież są w Polsce inne miejsca niż sektory luksusu w paru metropoliach, że można coś o tym napisać i na tym zarobić, poklepać się wzajemnie po pleckach i przyznać lub dostać kilka nagród. Ale poza tym, owszem, „plebs” jest przezroczysty – a warszawocentryczne media jeszcze powiększają to zjawisko. Gdy jednak elity dopada przekonanie, że lud zrobił im krzywdę, bo np. głosował w wyborach nie tak, jak by wypadało po latach pseudoliberalnej edukacji, wtedy zaczyna się festiwal kąśliwości, pomówień, połajanek i zatykania nosa na widok fantasmagorycznego plebsu.

Ludzie tacy jak prof. Sadurski nie wiedzą, że niemądrymi i nieetycznymi zdaniami wypowiadanymi z pozycji siły, jaką daje współuczestnictwo w salonie, robią dużą krzywdę także polskiej inteligencji, ponieważ mocno pracuję na jej wyobcowanie i brak wiarygodności w oczach ludzi rekrutujących się z naprawdę ciężko pracującego społeczeństwa. Bo kimże jest ten wyimaginowany współczesny plebs? Czy to sprzedawczyni w sklepie harująca latami za niewielkie pieniądze dla dobra swojej rodziny? Czy może kioskarz dorabiający sobie na skromnej emeryturze, na tyle oczytany, że sceptyczny wobec wszystkiego? Czy mechanik samochodowy, prosty facet, który większość zarobionych pieniędzy wydawał przez lata na prywatne uczelnie swoich dzieci? A może trzydziestolatek, który z małego miasta trafił za chlebem do stolicy i wciąż nie może się zaaklimatyzować? Albo sprzątaczka na śmieciówce, ganiająca od biura do biura, żeby utrzymać się na powierzchni? Czy wie pan, panie Sadurski, kogo właściwie nazywa pan plebsem? Ludzi, ponad głowami których rozdawano karty przez dekady. I dlaczego uważa pan, że polska inteligencja również miałaby być zakładniczką pana fobii?

Trudna droga do demokracji

Mam wrażenie, że prof. Sadurski nigdy już nie pojmie, że demokracja polega właśnie na zapewnieniu współuczestnictwa w rządach wszystkim obywatelom. Tego się nie dekretuje, tego się nie wymusi protekcjonalizmem i histerią ani też schlebianiem najniższym instynktom społecznym (miejmy jasność w tej materii) – to trudny proces i z tego świetnie zdawała sobie sprawę najlepsza część polskiej przedwojennej inteligencji. Pod zaborami, choć nie bez trudu, te grupy społeczne, które przechowały polskość, dostrzegły obywateli i obywatelki w owym „plebsie” zagrożonym nie tylko wynarodowieniem, ale długo żyjącym w upodlającej nędzy.

Dawna spółdzielczość, działalność kulturalna oparta na miłości do języka polskiego i rodzimej historii, świeckie i religijne sposoby animowania aktywności społecznej budowały kapitał kulturowy i tożsamościowy właśnie wśród mas. Nie do wyobrażenia dla współczesnego człowieka, który sądzi, że żyje skromnie, jest nędza polskiej wsi jeszcze na początku XX w. Skandalem byłyby dziś dla nas miejskie siedliska pracującej wielkoprzemysłowej biedoty. Polska inteligencja z tamtych odległych już dekad w dużej mierze spełniła swoje zadanie – pomogła ludowi wstać z błota. Rzecz nie szła jedynie o kwestie materialne, ale o prawo do godniejszego życia, o wizję cywilizowanego i suwerennego państwa polskiego. Nie wiemy, niestety, czy w kolejnych dekadach inteligencja pozwoliłaby ludowi pójść swoją drogą – wybuch II wojny światowej zepchnął nas znów na niezbyt korzystny tor dziejów.

Liberałowie przeciw liberalizmowi

Dziś widzimy, niestety, renesans dziwacznego arystokratyzmu: opowieści prof. Sadurskiego i innych newsweekowych luminarzy też się w to wpisują. Znów jak przed wieloma dekadami odmawia się części społeczeństwa współuczestnictwa w rządzeniu, traktuje jak bardzo tanią siłę roboczą. Liberalne media kształtujące wciąż niemałą część opinii publicznej na ogół tego nie widzą – dla nich zagrożenie zawsze przychodzi z prawej strony i ma wyrazistą twarz nacjonalistycznych młodzieżówek. Tymczasem sprawa jest dużo bardziej skomplikowana. Całe to obrzydzenie intelektualnego światka wydumanym plebsem jest symptomem nader niebezpiecznego zjawiska, które nie zaczęło się dziś.

To szczególny paradoks – ludzie wychowani w liberalnym etosie, nieustannie odwołujący się do demokracji i jej obrony stają się nowoczesnymi patrycjuszami – oni naprawdę nienawidzą ludu i starają się go unikać. Równocześnie, co niestety dobrze znamy z dziejów liberalnej demokracji, budują ustrojowe status quo, które przede wszystkim ma zabezpieczać interesy bogatej inteligencji, wpływowej części biznesu, wysokiej administracji publicznej. W takim kluczu plebs staje się symbolem wszystkiego i wszystkich, którzy zagrażają ich interesom. I jeszcze więcej: liberałowie po polsku są największymi wrogami liberalizmu politycznego w jego klasycznym sensie. Ponieważ tamten liberalizm miał włączać i integrować jak najszersze warstwy społeczeństwa poprzez przyznanie im praw obywatelskich i publiczną edukację. Liberalizm po polsku w wykonaniu prof. Sadurskiego to pałka do okładania słabszych, narzędzie nowego wykluczenia i stygmatyzacji, używane z iście inteligencką przewrotnością.

niezależna.pl

Jeżeli zobaczycie Wąsika na stacji benzynowej, to znaczy, że nie kradł tam paliwa! To znaczy, że dalej kradnie.

PONIEDZIAŁEK, 3 LIPCA 2017

Bielan: Zmiana konstytucji ewentualnie może być odłożona dopiero na kolejną kadencję

09:40

Bielan: Zmiana konstytucji ewentualnie może być odłożona dopiero na kolejną kadencję

– Jeśli chodzi o zmiany konstytucji, to my nie mamy większości, nawet z partiami, które są skłonne zmieniać konstytucję, jak Kukiz ’15. Takiej większości w Sejmie nie mamy i w związku z tym ta zmiana konstytucji ewentualnie może być odłożona dopiero na kolejną kadencję – mówił Adam Bielan w rozmowie z Beatą Michniewicz w „Salonie politycznym Trójki”.

– Powstaje pytanie, czy należy pracować nad projektami, czy powołać komisję konstytucyjną. To zawsze decyzja polityczna. Tak czy siak, tej Konstytucji w tej kadencji – widać wyraźnie – nie uchwalimy – dodał wicemarszałek Senatu.

09:29

 

Bielan o kongresie: Premier nie wystąpiła, ale nie wystąpiło też wielu innych wiceprezesów PiS

– Lista mówców nie była oczywiście przypadkowa [na kongresie], była ustalona wcześniej. Ponieważ była to konwencja Zjednoczonej Prawicy, którą tworzą te trzy partie, występowali liderzy partii oraz wicepremier Morawiecki, który mówił o swoim planie Morawieckiego, gospodarczym na najbliższe lata. Taki był klucz. Nie wystąpiła pani premier, ale nie wystąpiło też wielu innych wiceprezesów PiS – Joachim Brudziński, Mariusz Kamiński, Marek Kuchciński. Wiceprezesów jest bodaj 6. Pani premier jest bardzo ważną postacią, jest najważniejszą postacią, jeśli chodzi o rząd. Ma – myślę – dzisiaj w Polsce najwięcej władzy ze wszystkich polityków i bardzo często występuje na wszystkich imprezach organizowanych przez rząd. Myślę, że nikt nie mógł czuć się pominięty – mówił Adam Bielan w rozmowie z Beatą Michniewicz w „Salonie politycznym Trójki”.

09:16

 

Błaszczak: Wałęsa chce odebrać innym prawo do gromadzenia się

– Wszyscy są równi wobec prawa w Polsce bez wglądu na to, jak ktoś się nazywa. Lech Wałęsa chce odebrać prawo innym, bo istotą tej blokady nie jest to, by przedstawić swoje poglądy. Tę blokadę organizują bojówki totalnej opozycji i to jest odebranie prawa innym do gromadzenia się. Do tego, by mogli swobodnie modlić się za ofiary katastrofy smoleńskiej. Zresztą to ci sami ludzie w Krakowie próbowali blokować wejście na Wawel Jarosławowi Kaczyńskiemu. To niedopuszczalne – stwierdził Mariusz Błaszczak w „Sygnałach dnia” PR1.

08:23

 

Czarnecki: Numerem 1 jest Kaczyński, to widać, słychać i czuć

– Nie chciałbym mówić, kto rośnie w siłę. Myślę, że numerem jeden był, jest i będzie Jarosław Kaczyński. To widać, słychać i czuć – mówił Ryszard Czarnecki w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet.

08:21

 

Czarnecki: Nie ma zmian w rządzie teraz i ich nie będzie, a w przyszłości zapewne będą

– Nie ma zmian w rządzie teraz i ich nie będzie, a w przyszłości zapewne będą. To prezes jest szefem partii rządzącej – mówił Ryszard Czarnecki w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet. Jak dodał, partia rządząca ma prawo delegować ministrów do rządu i wskazywać, których należy odwołać – mówił Ryszard Czarnecki w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet.

08:18

 

Czarnecki: Szydło jest prezesem RM i dalej będzie

– Premier Beata Szydło jest Prezesem Rady Ministrów jednego z 5. największych krajów europejskich i dalej będzie. Na kongresie PiS było jedno przemówienie polityczne – oczywiście prezesa Kaczyńskiego, jedno przemówienie gospodarcze – oczywiście wicepremiera odpowiedzialnego za gospodarkę Mateusza Morawieckiego, a potem nasi sojusznicy – mówił Ryszard Czarnecki w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet.

07:58

 

Brudziński: Kaczyński chwali tam, gdzie należy pochwalić i wskazuje problemy tam, gdzie należy je wskazać

– Prezes Kaczyński jak na lidera przystało chwali tam, gdzie należy pochwalić i wskazuje problemy tam, gdzie należy je wskazać. Jeżeli my wpadniemy w samozachwyt, jeżeli wszystkie fajerwerki związane z konwencją i kongresem nas by uśpiły czy sondaże i powiedzielibyśmy: jest dobrze, bo idziemy w sondażach w górę, nie musimy wywiązywać się z obietnic… Zarówno pan redaktor jak i ci wszyscy, którzy nas krytykują, krytykują nas za to, że my poważnie potraktowaliśmy to, co Polakom obiecaliśmy, kiedy byliśmy w opozycji. Kiedy realizujemy obietnice, to podnosi się krzyk – mówił Joachim Brudziński w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” TVN24.

07:44

 

Brudziński: Mój stosunek do ONR jest ambiwalentny. Jestem demokratą do szpiku kości

– Ambiwalentny [jest mój stosunek do ONR]. Jest to legalnie funkcjonująca… Jestem do szpiku kości demokratą. Jeżeli nie zgadzam się z postulatami grup feministycznych, lewicowych to jednak nie odmawiam tym prawa – jeżeli przestrzegają prawa – do funkcjonowania na scenie politycznej – mówił Joachim Brudziński w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” TVN24. Jak zaznaczył, potępia przejaw każdej agresji.

300polityka.pl

Kto zdradził według prezydenta Francji? O cienkiej granicy między informacją a postprawdą [OPINIA]

03.07.2017

„Potraktowaliście Francję gorzej, niż my potraktowalibyśmy Zimbabwe”. „Kiedy dziś słyszę niektórych wschodnioeuropejskich polityków, to myślę, że dopuszczają się oni zdrady podwójnej”. A Komisji Europejskiej został „przyznany mandat” do rozmów o przyszłości gazociągu Nord Stream 2.

Wszystkie te sformułowania mogłyby być punktem wyjścia do rozpalenia i tak gorącego sporu między starą a nową Europą. W dawnej Unii – w której bogaty Zachód dyskontował nudę, a Europa Środkowa, zajęta swoim awansem cywilizacyjnym, nie miała głowy do tego, by stawiać warunki – nawet paradujący nago na przyjęciu u Silvia Berlusconiego premier Czech nie był sensacją. Dziś liczy się każde słowo. Mały szczegół i różnica w tłumaczeniu mogą wywołać – i wywołują – burzę. Wpływają na relacje międzypaństwowe i temperaturę sporów politycznych na naszym kontynencie. Chłodna analiza trzech cytowanych przez „DGP” faktów medialnych pokazuje, jak wielkie znaczenie we współczesnej polityce unijnej może mieć pojedyncze słowo.

 

Skontaktowaliśmy się ze świadkami spotkania Emmanuela Macrona z przywódcami państw Grupy Wyszehradzkiej, na którym miały paść z jego ust słowa o Zimbabwe. Paryski korespondent „Süddeutsche Zeitung” przekazał nam z kolei autoryzowaną wersję wywiadu z francuskim prezydentem, która dotarła do niego z Pałacu Elizejskiego. Andrew Rettman z portalu EUobserver.com i rzeczniczka Komisji Europejskiej Anna-Kaisa Itkonen pomogli zaś ustalić, jak do tekstu o sprawach unijnych, publikowanego przez renomowaną witrynę, trafiła nieprawdziwa informacja o przyznaniu – także przez Polskę – KE mandatu do rozmów o przyszłości Nord Stream 2. Dalecy jesteśmy od stawiania tezy, że któryś z autorów działał w złej wierze. Zależało nam na odtworzeniu momentu, w którym doszło do zmiany sensu publikacji. Odpowiedzi na pytanie, co z tego wynika dla prasy i czy istnieje unijna wersja kremlowskich „fake news”. Tyle że publikowanych nie przez rosyjskie media państwowe, ale przez prestiżowe redakcje starego Zachodu.

 

Prezydent Francji udzielił wywiadu ośmiu europejskim tytułom: „Gazecie Wyborczej”, „Le Figaro”, „El País”, „Süddeutsche Zeitung”, „Corriere della Sera”, „Le Soir”, „Le Temps” i „The Guardian”. Jedynie w dwóch znalazł się fragment o politykach wschodnioeuropejskich, którzy zdradzili: w „Gazecie Wyborczej” i „Süddeutsche Zeitung”. W innych jest mowa po prostu o politykach europejskich. Różnica może drobna, ale – zwłaszcza dla zachodnioeuropejskiego czytelnika – istotna. Nie chcąc się wikłać w spór między – jak to określa część publicystów – prasą mainstreamową i prawicową, poprosiliśmy Christiana Wernickego, korespondenta „SZ” we Francji, o udostępnienie nagrania rozmowy z Macronem. Jak odpowiedział, zgodnie z umową z biurem prasowym Pałacu Elizejskiego nie jest uprawniony do publikowania nagrania. Przesłał nam jednak autoryzowaną francuskojęzyczną wersję rozmowy, która była przeznaczona dla „Le Figaro”.

Nie ma w niej określenia „wschodnioeuropejscy”. Pojawia się termin „pewni przywódcy europejscy” („certains dirigeants européens”). Fragment „certains dirigeants européens” nie upoważniał do wprowadzenia terminu „wschodnioeuropejscy” (w wersji „SZ” brzmi to „manche politische Führer aus Osteuropa”, a „GW” wprowadza „niektórych wschodnioeuropejskich polityków”). Nie upoważniał, ale tylko w wersji autoryzowanej. Jeden z naszych rozmówców sugeruje, że określenie „wschodnioeuropejscy” jednak padło. Miało jednak zostać wycięte przez biuro prasowe Macrona podczas autoryzacji. Francuski prezydent najpewniej zdawał sobie sprawę z siły rażenia tak precyzyjnego zakreślenia grupy krajów, które „zdradziły”.

Dosłowność mogła kosztować odwołanie spotkania z państwami V4. Reguły autoryzacji zaakceptowały „Le Figaro”, „El País”, „Corriere della Sera”, „Le Soir”, „Le Temps” i „The Guardian”. Przy swoich wersjach trwały „Gazeta Wyborcza” i „Süddeutsche Zeitung”. Pytanie, czy miały do tego prawo, jest otwarte. Bizantyjski system autoryzacji, który panuje we Francji, nie musi być wystarczającą przesłanką do tego, by pozbawiać dziennikarzy gorącego newsa. Trudno też sobie wyobrazić, że „GW” dogaduje się z „SZ” i razem publikują zmyśloną informację. Zbyt wiele osób brało udział w tej rozmowie. Z drugiej strony nasuwa się pytanie, czy dziennikarz ma prawo ustalać, kiedy głowa państwa się przejęzyczyła, a kiedy rzeczywiście mówiła to, co naprawdę myśli.

W przypadku słynnego Zimbabwe Macrona sytuacja jest o wiele bardziej klarowna. Informację, opublikowaną m.in. w serwisie Deutsche Welle, pod nazwiskiem zdementował polski wiceszef MSZ Konrad Szymański. „DGP” rozmawiał z uczestnikami spotkania francuskiego prezydenta z przywódcami Grupy Wyszehradzkiej. Żaden nie potwierdził, aby w kontekście rozmów o zerwanym kontrakcie na caracale posłużono się porównaniem do południowoafrykańskiego kraju rządzonego przez Roberta Mugabego.

Z jeszcze inną sytuacją mamy do czynienia w przypadku tekstu portalu EUobserver dotyczącego Nord Stream 2. Materiał relacjonował spotkanie unijnych ministrów odpowiedzianych za kwestie energetyczne. Znalazł się w nim cytat rzeczniczki KE Anny-Kaisy Itkonen, który sugerował, że kraje UE – w tym Polska – udzieliły Komisji mandatu negocjacyjnego do rozmów z Rosją w sprawie budowy gazociągu. Tymczasem KE na posiedzeniu dopiero wystąpiła o taki mandat. W międzyczasie sformułowanie „mandat został udzielony” bez wyjaśnienia zniknęło z portalu. Itkonen poinformowała „DGP”, że doszło do nieporozumienia, a ona sama zadzwoniła do autora tekstu Andrew Rettmana, aby wprowadził korekty. Rettman w odpowiedzi na nasze pytania przyznał, że się pomylił.

 

Każda z tych okoliczności jest ważna. O ile przypadek Zimbabwe reprezentuje styl rosyjski (anonimowe źródło przekazujące nieprawdziwą informację), o tyle złą wolę i celowe uprawianie polityki trudno zarzucić sytuacji z wywiadem Macrona czy materiałowi o mandacie do rozmów o Nord Stream 2. Odpowiedź na pytanie o granice ingerencji biura prasowego w wywiadzie z głową państwa nie jest jednoznaczna. Z kolei pomyłki – jak w przypadku Rettmana – się zdarzają. Te trzy przykłady pokazują jednak, jak cienka jest granica między wysokiej jakości informacją a informacją postprawdziwą. I jak łatwo przez przypadek bądź niedopatrzenie wywołać polityczną burzę na skalę kontynentu.

dziennik.pl

„To rosyjska mafia zafundowała Polakom aferę podsłuchową”

Newsweek Polska, Aleksandra Pawlicka, 03.07.2017

© PAP

 

– Czy Antoni Macierewicz stoi za aferą taśmową? Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością mogę powiedzieć, że stoi za nią Siemion Mogilewicz, mający powiązania z ludźmi Radiusa. Rosyjska mafia zafundowała Polakom aferę podsłuchową, z której PiS odniosło polityczne korzyści – mówi w rozmowie z „Newsweekiem” dziennikarz Tomasz Piątek, autor wydanej właśnie książki „Macierewicz i jego tajemnice”.

NEWSWEEK: Stawiasz hipotezę, że Macierewicz to człowiek rosyjskich służb?

TOMASZ PIĄTEK: – Nie mam wątpliwości, że liczne i wieloletnie powiązania z ludźmi Putina, jakie ma Macierewicz, nie mogą być przypadkiem. Opowiedzieliśmy tylko o jednej konstelacji, a przecież są i inne. Niektórzy znajomi Macierewicza z czasów konspiracji uważają, że został uwikłany: Rosjanie przyszli do niego jako Amerykanie i dał im się zwieść. Mogło tak być w przypadku Alfonse’a D’Amato, byłego amerykańskiego senatora, obecnie lobbysty koncernów amerykańskich robiących kosmiczne biznesy z Kremlem. I to dosłownie kosmiczne – bo kupują od firm związanych z Kremlem tytan dla przemysłu lotniczego i silniki rakietowe, wykorzystywane w amerykańskich satelitach szpiegowskich. Kampanie wyborcze D’Amato finansowała mafia sycylijska z Nowego Jorku, powiązana z ludźmi poszukiwanego przez służby USA i współpracującego z Putinem groźnego mafiozo – Siemiona Mogilewicza. W Polsce o D’Amato zrobiło się głośno, gdy szef MON zerwał kontrakt na francuskie śmigłowce Caracal i chciał kupić Black Hawk, produkowane przez koncern Lockheed Martin, dla którego pracuje… firma lobbingowa pana D’Amato! Minister spotkał się z nim – z lobbystą tego koncernu – na osiem dni przed ogłoszeniem swej decyzji. W każdym normalnym kraju powinien być za to zdymisjonowany.

© photo: Filip Ćwik

W kolejnej opisywanej konstelacji główną gwiazdą jest Jacek Kotas.

– Od 2002 r. pełniący najwyższe funkcje w spółkach Grupy Radius, konsorcjum deweloperskiego pozyskującego grunty w Warszawie i Sopocie. We władzach tej firmy zasiada też Robert Jan Sz. Nie ujawniam nazwiska, bo fakty obciążające jego ojca, kontrolującego de facto Grupę Radius, są bardzo poważne. To międzynarodowy handlarz bronią, do niedawna przedstawiciel dyplomatyczny Gambii w Moskwie. Dyktator Gambii sprowadzał z Rosji duże ilości broni. Operację nadzorował handlarz bronią Wiktor But, związany z Mogilewiczem i GRU. Panowie musieli się znać. Zresztą w 1995 roku senior Sz. był przedstawicielem MontażSpec Banku. Bank został założony przez sołncewską mafię, znajdującą się pod opieką Mogilewicza. Wśród swych skarbów MontażSpecBank miał nie tylko pieniądze, ale i kompromitujące nagrania – rosyjski minister został nagrany ukrytą kamerą, gdy w jednym z kontrolowanych przez mafię lokali zabawiał się z prostytutkami. Czy to nam czegoś nie przypomina?

Polską aferę taśmową, która wysadziła w powietrze rząd PO?

– Ludzie z kierownictwa Grupy Radius mają powiązania nie tylko z rosyjską mafią, ale i z władzami spółek, do których należała restauracja Sowa i Przyjaciele, gdzie dokonano kompromitujących polityków PO nagrań. Czy Antoni Macierewicz stoi za aferą taśmową? Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością mogę powiedzieć, że stoi za nią Siemion Mogilewicz, mający powiązania z ludźmi Radiusa. Rosyjska mafia zafundowała Polakom aferę podsłuchową, z której PiS odniosło polityczne korzyści.

msn.pl

Nieznane fakty z przeszłości wiceszefa i szefa MON. Gdyby nie Macierewicz, Dworczyk trafiłby do aresztu

Wprost, 03.07.2017

Wiceminister Michał Dworczyk, szef MON Antoni Macierewicz© KRZYSZTOF BURSKI Wiceminister Michał Dworczyk, szef MON Antoni Macierewicz

 

Kiedy młody Michał Dworczyk, obecnie wiceszef MON, miał trafić do aresztu, poręczył za niego Antoni Macierewicz – ustalił „Wprost”.

Jesienią 1999 r. policjanci z wydziału ds. terroru kryminalnego Komendy Stołecznej Policji jadą do budynku na warszawskim Solcu. Gospodarz bloku prowadzi ich do piwnicy, w której znajdują się pociski artyleryjskie z czasów II wojny światowej. Zarządzają ewakuację całego bloku. Kilka ulic Powiśla zostaje zamkniętych. Na miejsce przyjeżdżają saperzy z Kazunia i zabierają pociski na poligon, żeby je tam zdetonować.

Ładunki i pociski znajdowały się w kilku piwnicach – należącej do obecnego wiceministra obrony Michała Dworczyka oraz jego sąsiadów, z których dziećmi się przyjaźnił. W sumie około 25 kg „kruszącego materiału wybuchowego”. Gdy rusza śledztwo w sprawie nielegalnego posiadania broni przez Dworczyka, on sam, wtedy student V roku historii UW, zostaje zatrzymany. – Gdybym wiedział, że mogą zagrozić życiu czy zdrowiu mieszkańców, to nie trzymałbym ich tam. Myślałem, że jest to materiał bezpieczny wobec braku elementu inicjującego – zeznaje Dworczyk prokuratorom.

W toku śledztwa okazuje się, że już kilka lat wcześniej Dworczyk został odnotowany przez komisariat w Iłży, kiedy w jego aucie podczas kontroli znaleziono amunicję z II wojny światowej. Prokurator stawia studentowi historii zarzut nielegalnego posiadania broni i wnioskuje o jego areszt. Sądowi biegli stwierdzają jednak, że amunicja „nie stwarzała bezpośredniego zagrożenia wybuchem”, jako że brak było jakichkolwiek elementów inicjujących i „niemożliwe było pobudzenie jej do eksplozji w inny sposób ani samoistnej inicjacji”.

Poręczenie w sprawie niezastosowania aresztu tymczasowego składa poseł Antoni Macierewicz. Uzasadnia: „Michał Dworczyk jest harcerzem, społecznikiem i wychowawcą cieszącym się bardzo dobrą opinią w środowisku nauczycielskim i wychowawczym. Należy podkreślić jego zaangażowanie patriotyczne (…) Podkreślam, że znam go od jak najlepszej strony”. Dworczyk przyjaźni się wtedy z hufcowym na Bielanach, późniejszym mężem córki Macierewicza (dziś są sąsiadami). Jak wynika z akt sprawy, do których dotarliśmy, Macierewicz to niejedyna prominentna postać obecnej ekipy rządzącej, która pomaga wtedy Dworczykowi…

msn.pl

„Nienormalne”, „Skandaliczne”, „Ma silną władzę”. Polityczne komentarze po braku przemówienia premier Beaty Szydło

Wprost, 03.07.2017

Jarosław Kaczyński i Beata Szydło podczas Kongresu PiS© Damian Burzykowski Jarosław Kaczyński i Beata Szydło podczas Kongresu PiS

 

Milczenie premier Beaty Szydło podczas V Kongresu Prawa i Sprawiedliwości stało się jednym z głównych tematów politycznych komentarzy. Opozycja wykorzystała ten fakt do krytyki Jarosława Kaczyńskiego i kilku miłych słów pod adresem szefowej rządu. Z kolei strona rządowa wskazywała, że nie ma w tym nic dziwnego.

W trakcie V Kongresu Prawa i Sprawiedliwości przemawiali Jarosław Kaczyński oraz Mateusz Morawiecki. W części wydarzenia poświęconej sytuacji Zjednoczonej Prawicy, czyli koalicji PiS, Polski Razem i Solidarnej Polski, swoje wystąpienia wygłosili liderzy dwóch mniejszych partii – Jarosław Gowin i Zbigniew Ziobro. Oznaczało to, że w trakcie Kongresu przemawiało dwóch wicepremierów w rządzie Beaty Szydło oraz jeden minister wchodzący w skład kierowanej przez nią Rady Ministrów.

– Pani premier ma największa władzę w Polsce. Jest politykiem, który sprawuje największa władzę. Zarządza na bieżąco Radą Ministrów. Występuje niemal codziennie. To był kongres partyjny, gdzie przemawiali liderzy trzech partii tworzących koalicję – mówił na antenie Radia Zet i Polsat News Adam Bielan, wicemarszałek Sejmu z ramienia Polski Razem, a zarazem zaufany człowiek Jarosława Kaczyńskiego. Polityk dodał, że z silnej pozycji premier wynika, że „nic jej nie zagraża”

Katarzyna Lubnauer, szefowa klubu parlamentarnego Nowoczesnej stwierdziła, że lista mówców była ukłonem w stronę Mateusza Morawieckiego. – Od dawna widać, że wyrastanie pani premier, która ma większe zaufanie niż Jarosław Kaczyński, wyraźnie nie pasuje Jarosławowi Kaczyńskiemu – dodała.

Z kolei Bartosz Arłukowicz z Platformy Obywatelskiej ocenił, że „Jarosław Kaczyński brutalnie traktuje swoich współpracowników, ale im się to podoba”. – Lubią być bici. To w jaki sposób Jarosław Kaczyński potraktował panią premier to rzecz skandaliczna, ale to ich sprawa – przekonywał.

– To musi być (dla premier Beaty Szydło – red.) bardzo frustrujące. Nie znam przykładu na świecie, gdzie na kongresie nie przemawia premier wywodzący się z tej partii. To dziwne. Nienormalne wręcz – ocenił lider Polskiego Stronnictwa Ludowego Władysław Kosiniak-Kamysz

msn.pl.

ABW ostrzegała Tuska i Komorowskiego przed Amber Gold. „wSieci” publikuje treść notatki

Gazeta.pl, mk, IAR, 03.07.2017

Jeden z oddziałów firmy Amber Gold© MAŁGORZATA KUJAWKA Jeden z oddziałów firmy Amber Gold

 

„Działalność Amber Gold oparta jest na mechanizmie tzw. „piramidy finansowej”, potencjalnymi pokrzywdzonymi może być kilkadziesiąt tysięcy osób” – czytamy w notatce ABW z maja 2012 r., której treść ujawnił tygodnik „wSieci”.

Tygodnik „W Sieci” opublikował notatkę Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego z 24 maja 2012 roku w sprawie działalności Amber Gold. Notatka, podpisana przez szefa ABW Krzysztofa Bondaryka, jest adresowana m.in. do ówczesnego premiera Donalda Tuska i prezydenta Bronisława Komorowskiego.

„Działalność Amber może być prowadzona nie tylko z naruszeniem przepisów prawa bankowego, co jest przedmiotem prowadzonego przez Prokuraturę Rejonową Gdańsk Wrzeszcz postępowania przygotowawczego, ale także może być ukierunkowana na wyłudzenia finansowe” – czytamy w notatce.

Według Agencji sposób zabezpieczenia lokat oraz rozbieżności w regulaminie i warunkach ogólnych lokat mogły wskazywać, iż działalność Amber Gold oparta była na mechanizmie tzw. piramidy finansowej, a potencjalnymi pokrzywdzonymi mogło być kilkadziesiąt tysięcy osób.

ABW informowała również, że Amber Gold wynajmowała w BGŻ sześć skrytek bankowych, które jednak nie były wykorzystywane, a ich rozmiary uniemożliwiały składowanie w nich sztabek kruszców.

Linia OLT Express „ekonomicznie nieuzasadniona”

Krzysztof Bondaryk wskazuje też, że poprzez działalność linii lotniczych OLT Express Amber Gold wyprowadzało środki finansowe, uzyskiwane od klientów, które powinny być lokowane w metale szlachetne.

„Z wiedzy posiadanej przez ABW wynika, iż działalność Grupy OLT Express może być ekonomicznie nieuzasadniona. Powyższe związane jest z faktem, iż Grupa ta realizuje loty krajowe dużymi samolotami, przy proponowanej jednocześnie bardzo niskiej cenie biletów, będącej w ocenie rynku ceną dumpingową”.

Amber Gold pod lupą służb

Treść notatki została zaprezentowana przez Krzysztofa Bondaryka posłom z komisji ds. służb specjalnych we wrześniu 2012 roku. Szef ABW nie odtajnił jej jednak. Dokument otrzymali poza premierem i prezydentem również koordynator służb specjalnych Jacek Cichocki, minister finansów Jacek Rostowski, minister infrastruktury Sławomir Nowak oraz szef Komisji Nadzoru Finansowego Andrzej Jakubiak.

Spółka Amber Gold, kierowana przez Marcina P., powstała w 2009 roku. Klientom oferowała między innymi inwestycje w złoto i zyski wyższe od lokat bankowych. W 2011 firma rozpoczęła działalność na rynku lotniczym. Jej linie OLT Express zbankrutowały w lipcu 2012 roku, niespełna miesiąc później to samo stało się z gdańską spółką, która okazała się piramidą finansową.

msn.pl

Michał Szułdrzyński o kongresie PiS: Jego wysokość Kaczyński

Foto: PAP, Piotr Polak

Sygnalizując zmiany w rządzie jesienią, prezes PiS umocnił swoją pozycję jako superrecenzenta postępów „dobrej zmiany”.

Jednym z najbardziej świadomych zabiegów podczas sobotniego kongresu PiS był podział ról jego uczestników. Warto się zatrzymać nad tym, kto co mówił, ale też nad tym, kto głosu nie zabrał.

Ideologią zajmował się Jarosław Kaczyński. Inaczej niż w wielu ostatnich wystąpieniach nie uderzał w opozycję, nie wskazywał agentów obcych państw, nie mówił prawie nic o przeciwnikach politycznych, lecz skupiał się na tym, jak ma wyglądać dalsze reformowanie państwa przez PiS. I choć mówił o „złogach” z czasów poprzedniej ekipy, które trzeba usunąć, choć podkreślał, że nie ma dziś miejsca dla ludzi, którzy bawili się u Sowy i Przyjaciół (co ciekawe, chadzali tam zarówno wicepremier Mateusz Morawiecki jako prezes banku, jak i Jarosław Gowin jako minister sprawiedliwości w rządzie PO), równocześnie zapewnił, że jeśli ktoś został powołany przez poprzednią ekipę, ale chce pracować dla Polski, nie można go odrzucić. Rzucił też kamyczek do własnego ogródka, mówiąc, że trzeba wyplenić z szeregów „dobrej zmiany” nieuczciwość i niekompetencję. Celem Kaczyńskiego było wyznaczenie kierunku, ale też zdyscyplinowanie własnego zaplecza.

Do aspiracji odwoływał się z kolei Mateusz Morawiecki, który rozwinął zaznaczone przez prezesa PiS hasło modernizacji państwa. Wypowiedź wicepremiera była dopełnieniem jego wystąpienia, ponieważ najwyraźniej partia rządząca zdała sobie sprawę, że prócz mówienia o patriotyzmie i narodowej dumie musi skusić obywateli wizją budowy nowoczesnego i bogatego państwa. Stąd plany Centralnego Portu Komunikacyjnego, ścieżek rowerowych czy szerokopasmowego internetu.

W ramach podziału ról na kongresie drugiemu wicepremierowi Jarosławowi Gowinowi przypadła funkcja dobrego policjanta – jego wystąpienie była adresowane do tych Polaków, którzy nie głosowali na prawicę, zapewniał o „otwartej dłoni” wyciągniętej do przeciwników, o konieczności budowania mostów.

Pewna rola przypadła też Beacie Szydło. Brak jej wystąpienia był równie znaczący co przemówienia pozostałych. Płynął z tego jasny przekaz, że to Jarosław Kaczyński jest absolutnym hegemonem obozu prawicowy, że to on jest mózgiem obozu „dobrej zmiany”, to on dyscyplinuje ministrów oraz czarne owce, to on szarpie cuglami i macha batem. To on był gospodarzem, konferansjerem i główną gwiazdą sobotniego kongresu. I to on między wierszami zapowiedział na listopad przetasowanie w rządzie Beaty Szydło. PiS zrezygnował z planów rekonstrukcji rządu przy okazji konwencji. Zapowiedzią przeprowadzenia jej późną jesienią Kaczyński umocnił swoją rolę superrecenzenta postępów wdrażania „dobrej zmiany”.

rp.pl

PONIEDZIAŁEK, 3 LIPCA 2017

STAN GRY: Związki Majchrowskiego z deweloperem, Niesiołowski: PO musi się pozbyć Schetyny, Żakowski: PiS nie mówi o wrogu na Wschodzie, tylko Zachodzie, RZ: Walec PiS toczy się dalej

— 28 LAT TEMU w Gazecie Wyborczej ukazał się artykuł Adama Michnika – “Wasz prezydent, nasz premier”.

— ŻUK OTWARTY NA IMIGRANTÓW – jedynka Dziennika Wschodniego o prezydencie Lublina:

— DEWELOPER FINANSOWAŁ KAMPANIĘ MAJCHROWSKIEGO – jedynka Gazety Krakowskiej. “Dostał specjalną decyzję na budowę drogi”.

— DEWELOPER PŁACI NA KAMPANIĘ, MIASTO MU POMAGA – CAŁY TEKSThttp://www.gazetakrakowska.pl/wiadomosci/krakow/a/deweloper-placi-na-kampanie-jacka-majchrowskiego-miasto-mu-pomaga,12233116/

— MIASTO TEORETYCZNE – UKŁADY I UKŁADZIKI MAJCHROWSKIEGO – komentarz Gazety Krakowskiej: „Sytuacja opisana przez nas powyżej pokazuje, że – parafrazując „klasyka”- miasto Kraków istnieje tylko teoretycznie. Bo funkcjonuje (bo musi, siłą inercji i procedury), ale treść i znaczenie wydawanych decyzji zależą od układów i układzików, którymi krakowski magistrat obrósł w czasie 15 lat rządów Jacka Majchrowskiego. Wystarczy umiejętnie „zakręcić się” koło prezydenta i jego urzędników, by dostać np. pozwolenie na budowę drogi.”. http://www.gazetakrakowska.pl/wiadomosci/krakow/a/zyjemy-w-miescie-teoretycznym,12234062/

— WARSZAWSKI PROBLEM PO – Iwona Szpala w GW: “Prezydent Warszawy jest wiceprzewodniczącą Platformy Obywatelskiej. Jednak na sobotnim posiedzeniu rady krajowej PO, w odróżnieniu od poprzednich lat, nie przemawiała. Wyszła w trakcie jednego z ostatnich przemówień, by nie złapali jej dziennikarze. (…)  Nikt nie chciał jej usuwać z władz krajowych na siłę. Chodziło o to by wycofała się sama, dla dobra partii. Najpierw odmówiła, potem rozważała. Jaki jest efekt, widać. Nadal zasiada w zarządzie, PiS ma argumenty, a dla nas na jakiekolwiek ruchy jest już za późno – mówi ważny polityk PO”.

— SZPALA O NIEZADOWOLENIU PO W KOMISJI JAKIEGO: “Zgodził się Robert Kropiwnicki, ale w Platformie narzekają, że jest słabo przygotowany. Dopiero teraz PO docenia, jaką siłę rażenia ma rozliczanie reprywatyzacji. Minister Jaki już ogłosił, że do warszawskiego ratusza może wejść rządowy komisarz”. http://wyborcza.pl/7,75398,22043228,po-ma-problem-z-hanna-gronkiewicz-waltz-urzednicy-ratusza-przyjda.html

— JEŚLI PIS NIE POZBĘDZIE SIĘ SCHETYNY, PRZEGRA Z PISEM – Stefan Niesiołowski w rozmowie w łódzkiej GW: “W sprawie Schetyny przypominam, że odszedłem z PO i powtarzam, że Schetyna najpierw niech przestanie niszczyć demokrację w PO, zanim zacznie walczyć o demokrację w Polsce. Jest niewiarygodny i jeśli PO się go nie pozbędzie, to przegra z PiS-em. Nie ma za grosz charyzmy i nie nadaje się na stanowisko, które pełni. Strzelania do ludzi, chociaż na razie tego nie robią, moim zdaniem nie można wykluczyć. Podobnie, jak tego, czy nie sfałszują kolejnych wyborów. Zdumiewające są dla mnie sondaże, które wciąż PiS-owi, przegrywającemu przecież wszystkie cząstkowe wybory, głównie samorządowe na wójtów czy burmistrzów, dają wielką przewagę nad innymi ugrupowaniami. Nie wierzę w to. Z kolei w sprawie KOD-u, że jeżdżę po Polsce, spotykam się i rozmawiam, tłumacząc, że musi wejść do polityki, bo inaczej się skończy”.

— NIESIOŁOWSKI: DRAŻNI MNIE GŁUPOTA KOŚCIOŁA – mówi łódzkiej GW: “Bezwzględnie głupota. Przede wszystkim drażni mnie postawa Kościoła, z którym czuję się bardzo związany, kiedy słyszę na przykład arcybiskupa Jędraszewskiego opowiadającego jakieś brednie o katastrofie smoleńskiej, że gdyby nie było zamachu, to samolot by się nie rozpadł i byłaby dziura w ziemi, a przeciwko kobietom występującego o zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej. Dzisiaj znaczna część Kościoła działa na rzecz niszczenia demokracji i państwa prawa, albo zwyczajnej ciemnoty, np. przeciwko teorii ewolucji, in vitro czy szczepionkom. Kościół zapisuje obecnie kolejny czarny rozdział w historii Polski, jak kiedyś popierając Targowicę. Nie sądzę, żeby ci ludzie robili to z podłości. Oni po prostu są potwornie głupi, niedouczeni i uważają, że mają rację, bo to jest dobre i potrzebne Kościołowi”.

— NIESIOŁOWSKI O KOALICJI Z NOWOCZESNĄ I LEWICĄ: “Wydaje mi się, że najbardziej realna koalicja to Unia Europejskich Demokratów,.Nowoczesna, lewica i KOD. Nawet formalnie ona istnieje, bo przecież właśnie pod patronatem Komitetu Obrony Demokracji powstała koalicja „Wolność, Równość, Demokracja”, z udziałem wymienionych, a także PO. Tyle że lewica jest strasznie podzielona, a Platforma w tej chwili przyjęła taką postawę, że jest hegemonem i to Schetyna, który zaangażował się w wojnę z Petru, powinien decydować, kto będzie na listach wyborczych. A to jest nie do przyjęcia”. http://lodz.wyborcza.pl/lodz/7,44788,22033202,stefan-niesiolowski-jesli-po-nie-pozbedzie-sie-schetyny-to.html

— SCHETYNA JEST KRETEM – Marcin Wolski w GPC w wierszyku: “Paru komentatorów straszy dzisiaj konkretem, że pan Grzegorz Schetyna Kaczyńskiego jest kretem. Dni i noce pracuje, nie pomyśli o dietach, by PiS ciągnąć do góry, a Platformę swą w przepaść”.

— PARTIA BRAKU POMYSŁÓW – GPC o PO.

— WYBORY DO PE I SAMORZĄDOWE TO EGZAMINY CZĄSTKOWE – Ryszard Czarnecki w GPC: “20 miesięcy po utworzeniu rządu, polska prawica podsumowała miniony okres, ale przede wszystkim skupiła się na przyszłości. I słusznie. I tak rząd, i PiS zostaną podsumowani przez wyborców w wyborach do Sejmu i Senatu RP jesienią 2019 r. Choć pewnie wstępne oceny naszej działalności będą znane przy okazji „egzaminów cząstkowych”, jakimi będą wybory samorządowe jesienią AD 2018 oraz wybory do Parlamentu Europejskiego wiosną 2019 r. Dlatego teraz właśnie partia Jarosława Kaczyńskiego uznała, że nie ma sensu koncentrować się na podsumowaniu ostatnich dwóch lat rządów, ale lepiej skupić się na tym, co – jeśli będzie zrealizowane – może umożliwić kolejne cztery lata rządów. A na pewno jest na to szansa”. http://gpcodziennie.pl/65742-merytorycznaofensywa.html

— KONGRES SUKCESEM PIS, PO JAK NA STYPIE – tytuł na jedynce RZ.

— WALEC PIS TOCZY SIĘ DALEJ – Bogusław Chrabota w RZ.

— TO STANOWCZO ZA MAŁO, BY PO ODWRÓCIŁA TREND – Chrabota w RZ: “Czym na tle kongresu Zjednoczonej Prawicy była Rada Krajowa Platformy? Można mieć wrażenie, że ustępowała mu zarówno rangą, jak i skalą. Inna też była miara oczekiwań. Jednak trudno nie mieć wrażenia, że liderzy PO wciąż nie potrafią znaleźć recepty na Prawo i Sprawiedliwość. Z ust przewodniczącego Schetyny nie padły żadne słowa, które wnosiłyby do debaty z PiS jakieś nowe wątki. Według PO Polsce grozi ksenofobia i autorytaryzm, a jedyną nadzieją na przyszłość są standardy bronione przez Platformę. Może to jeszcze zbyt wcześnie, ale PO nie zadeklarowała zrębu żadnego nowego programu, a retorycznie wyłącznie odbijała się od PiS. To stanowczo za mało, by odwrócić trendy sondaży. I za wcześnie, by przestał obowiązywać obraz polityki, w którym przez Polskę toczy się walec PiS, a na jego drodze nie stoi nic, co mogłoby go zatrzymać”. http://www.rp.pl/Komentarze/170709904-Boguslaw-Chrabota-Walec-PiS-toczy-sie-dalej.html?template=restricted

 JEGO WYSOKOŚĆ KACZYŃSKI – Michał Szułdrzyński w RZ: “Pewna rola przypadła też Beacie Szydło. Brak jej wystąpienia był równie znaczący co przemówienia pozostałych. Płynął z tego jasny przekaz, że to Jarosław Kaczyński jest absolutnym hegemonem obozu prawicowy, że to on jest mózgiem obozu „dobrej zmiany”, to on dyscyplinuje ministrów oraz czarne owce, to on szarpie cuglami i macha batem. To on był gospodarzem, konferansjerem i główną gwiazdą sobotniego kongresu. I to on między wierszami zapowiedział na listopad przetasowanie w rządzie Beaty Szydło. PiS zrezygnował z planów rekonstrukcji rządu przy okazji konwencji. Zapowiedzią przeprowadzenia jej późną jesienią Kaczyński umocnił swoją rolę superrecenzenta postępów wdrażania „dobrej zmiany”. http://www.rp.pl/Rzad-PiS/170709903-Michal-Szuldrzynski-o-kongresie-PiS-Jego-wysokosc-Kaczynski.html

— PREZES ŚCIĄGA CUGLE – Fakt.

— TAK NAM KACZYŃSKI CHCE URZĄDZIĆ POLSKĘ – Agata Kondzińska na jedynce GW: “Miała być polityka miłości, jest zapowiedź ofensywy: całkowitego przejęcia państwa i ukształtowania nowego Polaka”. http://wyborcza.pl/7,75398,22043234,tak-nam-kaczynski-chce-urzadzic-polske-i-zrewitalizowac-inteligencje.html

— NIE MA SENSACJI W BRAKU WYSTĄPIENIA SZYDŁO – ADAM BIELAN NA WPOLITYCE.PL: “Przygotowując Kongres przyjęliśmy konkretny klucz dobierania przemawiających osób. Zdecydowaliśmy, że będą przemawiać liderzy tworzący obóz Zjednoczonej Prawicy, dlatego przemawiał prezes PiS oraz ministrowie Ziobro i Gowin. Z kolei wicepremier Morawiecki przedstawił założenia planu Zrównoważonego Rozwoju, który często nazywa się Planem Morawieckiego, wiec to on był jedyną właściwą osobą, aby o nim mówić. Pani premier wypowiada się praktycznie na wszystkich imprezach związanych z rządem, ma zresztą największą władzę w kraju i co do tego, nikt nie powinien mieć żadnych wątpliwości. Myślę, że w braku przemówienia pani premier doszukuję się niepotrzebnych sensacji”. http://wpolityce.pl/polityka/346864-nasz-wywiad-adam-bielan-przemowienie-schetyny-to-krzyk-rozpaczy-po-od-wielu-tygodni-jest-w-kryzysie-i-mysle-ze-stad-ta-agresja?strona=2

— MORAWIECKI TO MINISTER PROPAGANDY – Witold Gadomski na wyborcza.pl:“W jednym momencie wicepremier Morawiecki mocno przesadził. Stwierdził mianowicie, że Polska po raz pierwszy od 250 lat ma najmniejszą lukę w dochodach na mieszkańca w porównaniu ze Stanami Zjednoczonymi. Jarosław Kaczyński wyraźnie zbulwersowany tą wiadomością coś zaczął szeptać do Beaty Szydło. Najwyraźniej uświadomił sobie, że Stany Zjednoczone istnieją dopiero od 241 lat, a statystyki sprzed dwóch wieków są mało wiarygodne”. http://wyborcza.pl/7,75968,22039439,gadomski-o-wystapieniu-mateusza-morawieckiego-na-kongresie-pis.html

— SCHETYNA NA KONWENCJI PO: PIS, PIS, WSZYSTKO PRZEZ PIS – tytuł w Fakcie.

— JACEK ŻAKOWSKI O PIS ZMIENIAJĄCYM WROGA ZE WSCHODU NA ZACHÓD – pisze w GW: “Kongres PiS. Prezes przemawia. Chwali. Gani. Obiecuje. Straszy. Potem mówi Mateusz Morawiecki. Główny cel – dać odpór Zachodowi. Najciekawsze novum jest takie, że znikła putinowska Rosja jako wróg „obozu patriotycznego”. Polska PiS nie ma już wroga na wschodzie. Wróg jest na zachodzie (Unia, korporacje, Francja, Niemcy) i w prozachodnich środowiskach w Polsce (media, trzeci sektor, kultura). PiS przesunął front z linii Buga na Odrę. To wskazuje, że przygotowuje odłączenie polskiego wagonu od pociągu jadącego na zachód i przyłączenie go do pociągu jadącego na wschód”. http://wyborcza.pl/7,75968,22043292,polski-wagonik-jedzie-na-wschod.html

— POWRÓT ARŁUKOWICZA, CHOWANIE HGW, NIE UCHODŹCY, ALE “OFIARY WOJNY” – 5 rzeczy które wiemy po konwencji PO – Michał Wilgocki na wyborcza.pl: http://wyborcza.pl/7,75398,22041827,piec-rzeczy-ktore-wiemy-po-radzie-krajowej-platformy-obywatelskiej.html

— NA KONWENCJI PO NIE PADŁA ODPOWIEDŹ NA ŻADNE PYTANIE – Michał Wilgocki w GW: “Na konwencji PO nie padła odpowiedź na żadne pytanie. Owszem, kłamstwa i manipulacje PiS-u trzeba spisywać, prostować i piętnować. Ale w obecnym układzie politycznym to Platforma jest najpoważniejszym kandydatem do odebrania władzy partii Jarosława Kaczyńskiego. I na nic się zda choćby najdowcipniejsze punktowanie PiS-u, jak zrobił to Bartosz Arłukowicz, jeśli na drugi dzień ma się do powiedzenia zaledwie: najpierw ich pokonajmy, a potem się zastanowimy, co dalej. Bo ten moment może nigdy nie nadejść”. http://wyborcza.pl/7,75968,22041649,nie-straszcie-pis-em-to-nie-dziala.html

 HASŁA KTÓRE JUŻ SŁYSZELIŚMY – Patrycja Maciejewicz o gospodarczych pomysłach PO: “W gospodarczym dekalogu PO znalazły się też hasła o ułatwianiu legalnego zatrudnienia, niższym oskładkowaniu najniższych wynagrodzeń, odpartyjnieniu firm czy uproszczeniu podatków. To ciągle jednak były tylko hasła, na dodatek niewiele różniące się od tego, co już wiele razy słyszeliśmy”. http://wyborcza.pl/7,155287,22042925,o-gospodarce-na-kongresach-pis-i-po-same-hasla-bez-premierowych.html

— SCHETYNA I PETRU TO PRZYWÓDCY UPADLI – Marek Beylin na wyborcza.pl:“Tym bardziej nie zrobią tego liderzy upadli: szef PO Grzegorz Schetyna, szef Nowoczesnej Ryszard Petru. Piszę „upadli”, bo ciągną swoje partie do dołu i zniechęcają ludzi do polityki oraz obrony demokracji. Wyzbyci jasnych przekonań, przywiązani do sondażowego oportunizmu, czyli do krętactwa zamiast idei, uosabiają złe cechy partyjniactwa III RP. Słyszał ktoś, by mówili coś ciekawego? Gdzie tam, wygłaszając opinie, nader często szorują po dnie”.

— TUSK SYMBOLIZUJE PRZEGRANĄ PLATFORMĘ – dalej Beylin: “Tusk, choć obdarzony politycznym talentem i prestiżem, kojarzy się przede wszystkim z Polską, którą wyborcy odrzucili, głosując na PiS, a nie z tą bardziej wymarzoną. Co poświadczają sondaże: wcześniej ciut wygrywał z prezydentem Dudą, teraz nieco przegrywa. Wprawdzie sondaż nie wyrocznia, ale Tusk zbyt symbolizuje zużytą Platformę i powrót do przeszłości, by skutecznie obiecywać przyszłość”.

— POTRZEBUJEMY PRZYWÓDCY/PRZYWÓDCZYNI – pisze Beylin: “Potrzebujemy więc przywódcy/przywódczyni. Wszystko jedno, czy ktoś taki będzie bardziej z liberalnego centrum, czy z lewicy, byle wyrósł na najsilniejszą postać demokratycznej polityki. Obok i tak będą inni, dopełniając pluralistyczne spektrum”. http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,22036127,bez-przywodcy-opozycja-nie-pokona-jaroslawa-kaczynskiego.html

— PIS JEST ZAKŁADNIKIEM SWOJEGO RADYKALIZMU – Dominika Wielowieyska na wyborcza.pl: “PiS jest już zakładnikiem swojego radykalizmu. Z maską partii łagodnej jest w stanie wytrzymać na chwilę w czasie kampanii wyborczej, ale na dłuższą metę wydaje się to niemożliwe. W końcu skorpion ukąsi żółwia. Mógłby utonąć, gdyby nie rozbicie i słabość opozycji. To przez nie może wygrać wybory, a nie próby zmiany wizerunku”.

— RZECZYWIŚCIE WYSTĄPIENIE KACZYŃSKIEGO WYGLĄDAŁO NA ZAMYKANIE FRONTÓW – dalej Wielowieyska: “Jednocześnie przemówienie prezesa PiS rzeczywiście wyglądało na początek „zamykania frontów” – jak określił to wcześniej w mediach wicepremier Jarosław Gowin. Nie było nic o Smoleńsku ani o reprywatyzacji w Warszawie, ani nawet o Amber Gold. Sprawa rozliczeń polityków PO nie istniała.  Kaczyński tryskał energią i dowcipem. Nie atakował. Jako naczelnik państwa troszczący się o jego dobro, ale za nic niebiorący odpowiedzialności, rozdawał zadania”. http://wyborcza.pl/7,75968,22039217,wielowieyska-o-kongresie-pis-slowa-kaczynskiego-to-groteska.html

— JAKOŚ NIE SŁYSZAŁEM OBURZENIA KUKIZA NA ZAPOWIEDŹ LIKWIDACJI JOW-ÓW – Władysław Kosiniak-Kamysz w rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem w RZ: “Zapowiedź zmian w ordynacji obnaża słabość PiS. Niby prężą muskuły, ale to nie efekt ciężkiej pracy tylko sterydów. Boją się porażki w wyborach, więc próbują zmienić reguły. Tym razem nie podobają im się JOW w samorządach. Ciekawe, co na to Kukiz’15? Jakoś nie słyszałem oburzenia Pawła Kukiza czy jego polityków, że Kaczyński chce likwidować JOW w małych gminach. Uważam, że zmiana ordynacji przed wyborami jest bardzo niebezpieczna. Nie chodzi przecież o większą transparentność. Przezroczyste urny wprowadziliśmy z PO już w poprzedniej kadencji. PiS gmera przy ordynacji tylko po to, by zagwarantować sobie zwycięstwo. Oby nie skończyło się jak kiedyś: „urna wyborcza to taka szkatułka, wrzucasz Mikołajczyka, wychodzi Gomułka”.

— SĘDZIOWIE TRYBUNAŁU TO MILIONERZY, PRZYŁĘBSKA MA DOM Z BASENEM – Fakt: http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/bogacze-z-trybunalu-dzieki-ziobro-ujawnili-swoje-majatki/bw3t2bd

— TAK KUKIZ PRACUJE W OGRODZIE – SEhttp://www.se.pl/wiadomosci/polityka/tak-pawel-kukiz-sprzata-w-ogrodzie-internauci-zachwyceni-zdjecia_1006900.html

300polityka.pl

%d blogerów lubi to: