Do warszawskich szkół trafi przedruk preambuły ! Już w produkcji! dzięki za inspiracje!

W „Newsweeku”: Dymisja Beaty Szydło coraz bliżej. Pani premier wyjedzie do Brukseli?

Podczas wizyty w Belwederze Jarosław Kaczyński dał prezydentowi do zrozumienia, że czas skonfliktowanej z Pałacem Beaty Szydło minął – ustalił „Newsweek”. W PiS panuje przekonanie, że szefowa rządu w 2019 r. wystartuje do europarlamentu.

Polityk z otoczenia głowy państwa: – Wrażenia po wizycie Jarosława? Jedno zasadnicze. Beata jest posprzątana, jej już nie ma.

Rozmówca z Nowogrodzkiej: – Prezes nie przystąpi do wymiany premiera bez pewności, jak zachowa się prezydent. Mając przeciwko sobie i Dudę, i Szydło, mógłby zostać ograny. Zaczęłyby się targi, spekulacje. A po co mu to? Lepiej zrobić wszystko na własnych zasadach.

Wśród polityków PiS krążą dwa scenariusze wymiany Szydło na Kaczyńskiego. Pierwszy to konstruktywne wotum nieufności: grupa posłów PiS składa wniosek o usunięcie dotychczasowej szefowej rządu i powołanie w jej miejsce prezesa PiS. To wariant, który wiąże Dudzie ręce i nie daje mu pola do prowadzenia gry. Bo, jeśli wniosek przejdzie przez Sejm, powierzenie misji tworzenia nowego rządu będzie formalnością. Konstruktywne wotum jest jednak rozwiązaniem siłowym, mało eleganckim. Konieczna jest debata w Sejmie, trzeba uzasadnić dymisję dotychczasowej premier i dać głos opozycji. Taki scenariusz jest więc ostatecznością, Kaczyński może go użyć, jeśli partia nie zawrze pokoju z Pałacem a on nie będzie mieć zaufania do Dudy.

WSPÓŁPRACOWNIK PREZYDENTA DUDY

„Wrażenia po wizycie Jarosława? Jedno zasadnicze. Beata jest posprzątana, jej już nie ma”.

Inna ścieżka to złożenie dymisji przez samą Szydło. W taki sposób w 2006 roku Kaczyński przejął władzę po Kazimierzu Marcinkiewiczu. To wariant bardziej wyrafinowany, aksamitny. Ten sposób wymiany rządu wytrąca argumenty opozycji, odbywa się w dobrym stylu i atmosferze wzajemnego porozumienia następujących po sobie premierów. Ale też stawia w centrum wydarzeń prezydenta, który powierza misję tworzenia rządu jeszcze przed sejmowym głosowaniem. Z punku widzenia prezesa PiS jest to więc rozwiązanie ryzykowne, bo przecież Duda mógłby tę procedurę wykorzystać do snucia spekulacji. Czy na pewno to Kaczyński powinien być premierem? Może Morawiecki byłby lepszy? I do stawiania warunków dotyczących składu nowego gabinetu. A przecież wiadomo, że prezydent chętnie pozbyłby się z rządu przynajmniej dwóch osób: Antoniego Macierewicza i Zbigniewa Ziobry. Innymi słowy, Szydło może zostać zmuszona do złożenia dymisji tylko, jeżeli między prezesem a prezydentem będzie pokój.

– Beata jest zmęczona, psychicznie i fizycznie. Jeszcze się broni, ale czuje, że to już równia pochyła – mówi człowiek zbliżony do szefowej rządu.

– Czego zażąda w zamian za aksamitne oddanie władzy?

– Cel maksimum to stanowisko komisarza. Minimum – start w wyborach europejskich i stanowisko lidera frakcji lub w najgorszym wypadku wiceszefa parlamentu. Szydło od jakiegoś czasu intensywnie uczy się angielskiego.

Rozmówca z otoczenia Kaczyńskiego: – Te aspiracje są w partii znane. Beata już w 2014 r. zabiegała o miejsce na liście do europarlamentu. Uczynienie z niej twarzy kampanii będzie dla Kaczyńskiego wygodne. To nie jest wygórowana cena.

Newsweek.pl

 

Kaczyński reparacjami rujnuje naprawę

Kaczyński reparacjami rujnuje naprawę

Po 1989 roku Polska zyskała coś więcej niż reparacje od Niemiec – zyskała w nich sojusznika.

Jarosław Kaczyński na temat reparacji wojennych od Niemiec rzadko się wypowiadał, acz to on dał do nich sygnał. Działo się to w Przysusze na początku lipca. Od tamtej pory prezes milczał, jego marionetki chodziły z tym do mediów, a opanowane przez PiS Biuro Analiz Sejmowych wydało opinię w postaci marnej publicystyki, że się należy.

W prawie międzynarodowym nie pada kwestia regulowania reparacji wojennych. Państwa bilateralnie regulują je między sobą, ewentualnie sojusz zwycięzców nakłada odszkodowania. Tak było po I wojnie światowej, reparacje nałożone na Niemców pomogły zaistnieć Hitlerowi. Po drugiej wojnie światowej dochodzono odszkodowań w różny sposób, a Polska w obozie zwycięzców była zależna od Moskwy. To oni uregulowali, a w 1953 roku rząd PRL przyjął zrzeczenie się reparacji w formie deklaracji.

W innej nie mógł, bo Niemcy mogli wówczas rzec: mało wam? Dostaliście Ziemie Odzyskane oraz Warmię i Mazury. No, ale – Polacy mogliby odpowiedzieć – utraciliśmy Kresy Wschodnie z Wilnem i Lwowem. Odpowiedź wówczas mogła być jedna: to się o nie upominajcie u Ruskich.

Polska po 1953 roku nie domagała się reparacji, a miała okazję – gdyby te reparacje miały logiczny sens układów międzynarodowych – gdy w 1970 roku zawarto układ o normalizacji stosunków między PRL a RFN, a szczególna okazja zaszła przy okazji traktatu „2+4”, którego konsekwencją było zjednoczenie Niemiec.

Po 1989 roku Polska zyskała coś więcej niż reparacje od Niemiec, zyskała w nich sojusznika, adwokata swoich zachodnich aspiracji. To zdecydowanie więcej niż ecie-pecie w miliardach czy też bilionach dolarów, które rządy typu pisowskiego używają do partyjnego korumpowania społeczeństwa za pomocą przywilejów socjalnych.

Przyjaciel Niemiec polskim politykom powinien się jawić, jak coroczne zwycięstwo pod Grunwaldem. Helmut Kohl, Gerhard Schroeder (trochę mniej), a na pewno Angela Merkel są i byli dla nas zarazem jak adwokaci, ale też jak pokonany Ulryk von Jungingen. Pokonane zostały uprzedzenia historyczne, geopolityczne. A taki stan braku strachu przed wrogiem za szlabanem granicznym pozwala społeczeństwu, narodowi i państwu wzrastać.

I korzystaliśmy na tym, koniunktura nam żarła, mieliśmy szczęście do polityków, którzy wzrastaniu nie przeszkadzali, a niektórzy pomagali. Wreszcie Polskę dotknęło szczęście, a nie fatum romantyczne: Mesjasz narodów, zwycięzca moralny i podobne duperele.

Napiszę więcej: mieliśmy szczęście, że wcześniej nie zdarzył nam się PiS. Wszak każdy może odpowiedzieć sobie na pytanie: czy po rządami PiS zostalibyśmy członkami NATO i Unii Europejskiej?
Nie! PiS przyszedł na gotowe. Polska nie potrzebuje naprawy – jak to chrzanią wszelcy politycy od prawej do lewej – Polska potrzebuje dalszego rozwoju i korekt. To nie jest naprawa, bo po 1989 roku Polska była naprawiana do 2015 roku. A naprawa naprawy  – z tym mamy do czynienia – jest odwróceniem naprawy. Jest rujnowaniem naprawy.

Piszę w kontekście reparacji od Niemiec. Myślałem, że Kaczyński zostawił ten temat swoim współpracownikom, a niech sobie po pisowsku szwargocą i elektorat swój oszwabiają. Ale nie! Co dzisiaj słyszę? Krakowskie Przedmieście, prezes znowu wszedł na swój taboret i jeszcze bardziej szwargoce i oszwabia: -„Jeżeli dojdzie do wypłacenia tych reparacji, to będzie to po prostu akt sprawiedliwości. Ale Niemcy nie chcą płacić, taka jest prawda. Przed nami pewnie długa walka. Mam nadzieję, że zwycięska”.

Taborecik, prawda? Język z Krakowskiego Przedmieścia. Jeżeli odtrącamy największego przyjaciela, który do tego jest naszym sąsiadem, to na kogo możemy liczyć w Europie i na świecie? Kaczyński jest singlem – nie mnie decydować, czy zainteresowanej kobiety nie znalazł, czy możliwości „techniczne” prezesa stanęły na przeszkodzie – ale państwo jako singel i to w takim położeniu geopolitycznym jak Polska jest przegrańcem, jest traktowane jak chory człowiek.

Nie ulega wątpliwości, iż „długa walka” o reparacje to jeden z elementów strategii wyjścia Polski z Unii Europejskiej. Gdzie zatem pod obecną władzą zmierzamy? Jeżeli potrafimy odpowiedzieć na ostatnie pytanie, to może zakasamy rękawy do „długiej walki” o Polskę z tymi, którzy naprawiają naprawę, czyli rujnują.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Ryszard Czarnecki w Chicago 17.09.2017 był się wyrazić o Donaldzie Tusku: „Tusk jest śmierdzącym leniem”.

Ten Obatel w czerwono-białym krawacie.

Tacy menele dostają się do koryta. Czarnecki wystąpił pod obrazkiem Matki Boskiej.

Menel.

Kaczyński reparacjami rujnuje naprawę

Jarosław Kaczyński na temat reparacji wojennych od Niemiec rzadko się wypowiadał, acz to on dał do nich sygnał. Działo się to w Przysusze na początku lipca. Od tamtej pory prezes milczał, jego marionetki chodziły z tym do mediów, a opanowane przez PiS Biuro Analiz Sejmowych wydało opinię w postaci marnej publicystyki, że się należy.

W prawie międzynarodowym nie pada kwestia regulowania reparacji wojennych, państwa bilateralnie regulują między sobą, ewentualnie sojusz zwycięzców nakłada odszkodawania. Tak było po I wojnie światowej, reparacje nałożone na Niemców pomogły zaistnieć Hitlerowi. Po drugiej wojnie światowej dochodzono odszkodowań w różny sposób, a Polska w obozie zwycięzców była zależna od Moskwy. To oni uregulowali, a w 1953 roku rzad PRL przyjął zrzeczenie się reparacji w formie deklaracji.

W innej nie mógł, bo Niemcy mogli wówczas rzec: mało wam? Dostaliście Ziemie Odzyskane oraz Warmię i Mazury. No, ale – Polacy mogliby odpowiedzieć – utraciliśmy Kresy Wschodnie z Wilnem i Lwowem. Odpowiedź wówczas mogła być jedna: to się o nie upominajcie u Ruskich.

Polska po 1953 roku nie domagała się reparacji, a miała okazje – gdyby te reparacje miały logiczny sens układów międzynarodowych – gdy w 1970 roku zawarto układ o normalizacji stosunków między PRL a RFN, a szczególna okazja zaszła przy okazji traktatu „2+4”, którego konsekwencją było zjednoczenie Niemiec.

Po 1989 roku Polska zyskała coś więcej niż reparacje od Niemiec, zyskała w nich sojusznika, adwokata swoich zachodnich aspiracji. To zdecydowanie więcej niż ecie-pecie w miliardach czy też bilionach dolarów, które rządy typu pisowskiego używają do partyjnego korumpowania społeczeństwa za pomocą przywilejów socjalnych.

Przyjaciel Niemiec polskim politykom powinien się jawić, jak coroczne zwycięstwo pod Grunwaldem. Helmuth Kohl, Gerhard Schroeder (trochę mniej), a na pewno Angela Merkel są i byli dla nas zarazem jak adwokaci, ale też jak pokonany Ulryk von Jungingen. Pokonane zostały uprzedzenia historyczne, geopolityczne. A taki stan braku strachu przed wrogiem za szlabanem granicznym pozwala społeczeństwu, narodowi i państwu wzrastać.

I korzystaliśmy na tym, koniunktura nam żarła, mieliśmy szczęście do polityków, którzy wzrastaniu nie przeszkadzali, a niektórzy pomagali. Wreszcie Polskę dotknęło szczęście, a nie fatum romantyczne: Mesjasz narodów, zwycięzca moralny i podobne duperele.

Napiszę więcej: mieliśmy szczęście, że wcześniej nie zdarzył nam się PiS. Wszak każdy może odpowiedzieć sobie na pytanie: czy po rządami PiS zostalibyśmy członkami NATO i Unii Europejskiej?

Nie! PiS przyszedł na gotowe. Polska nie potrzebuje naprawy – jak to chrzanią wszelcy politycy od prawej do lewej – Polska potrzebuje dalszego rozwoju i korekt. To nie jest naprawa, bo po 1989 roku Polska była naprawiana do 2015 roku. A naprawa naprawy  – z tym mamy do czynienia – jest odwróceniem naprawy. Jest rujnowaniem naprawy.

Piszę w kontekście reparacji od Niemiec. Myślałem, że Kaczyński zostawił ten temat swoim współpracownikom, a niech sobie po pisowsku szwargocą i elektorat swój oszwabiają. Ale nie! Co dzisiaj słyszę? Krakowskie Przedmieście, prezes znowu wszedł na swój taboret i jeszcze bardziej szwargoce i oszwabia: „Jeżeli dojdzie do wypłacenia tych reparacji, to będzie to po prostu akt sprawiedliwości. Ale Niemcy nie chcą płacić, taka jest prawda. Przed nami pewnie długa walka. Mam nadzieję, że zwycięska”.

Taborecik, prawda? Język z Krakowskiego Przedmieścia. Jeżeli odtrącamy największego przyjaciela, który do tego jest naszym sąsiadem, to na kogo możemy liczyć w Europie i na świecie? Kaczyński jest singlem – nie mnie decydować, czy zaintreresowanej kobiety nie znalazł, czy możliwości „techniczne” prezesa stanęły na przeszkodzie – ale państwo jako singel i to w takim położeniu geopolitycznym jak Polska jest przegrańcem, jest traktowane jak chory człowiek.

Nie ulega wątpliwości, iż „długa walka” o reparacje to jeden z elementów strategii wyjścia Polski z Unii Europejskiej. Gdzie zatem pod obecną władzą zmierzamy? Jeżeli potrafimy odpowiedzieć na ostatnie pytanie, to może zakasamy rękawy do „długiej walki” o Polskę z tymi, którzy naprawiają naprawę, czyli rujnują.

PREZES GERSDORF KRYTYKOWANA ZA OBECNOŚĆ NA ŚLUBOWANIU PISKORSKIEGO

18 września 2017

Prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf wzięła udział w dzisiejszym zaprzysiężeniu Justyna Piskorskiego na sędziego Trybunału Konstytucyjnego.

http://polityczek.pl/twitter/5478-prezes-gersdorf-krytykowana-za-obecnosc-na-slubowaniu-piskorskiego

Ferdynand Kaczyński ma plana, jak doić Niemców

Prezes PiS ma „plana”, jak doić Zachód, aby praktykować w kraju swoje populizmy, przekupywać elektorat, po to by rządzić, by być przy korycie.

„Można powiedzieć, że taki brak respektu wobec Polski na Zachodzie narasta” – powiedział na spędzie swoich marionetek w Przysusze.

„Polska nie zrzekła się (reparacji i odszkodowań wojennych od Niemiec po II wojnie światowej) i ci, którzy nam mówią, że powinniśmy klęczeć, bo dostajemy to samo, co dostawała np. Hiszpania, która skądinąd wówczas współrządziła Unią Europejską, powinni pamiętać, że Zachód, a w tym wypadku Niemcy i Austria (znaczy III Rzesza) mają wobec nas ogromne i nieuregulowane zobowiązania” – uzasadniał prezes PiS.

Nic się nie robi, ma się lewe ręce, ale ma się „plana”.

„Ucho prezesa” ma swój prequel – „Świat wg Kiepskich”, wszak Kaczyński to Ferdynand Kaczyński Kiepski. Kiepski człowiek, kiepski Polak.

A jak zabraknie szmalu z reparacji wojennych – z I wojny światowej i II wojny, to Szkopom przypomni się Grunwald 1410. Co wygraliśmy? Ale Malborka nam zdobyć nie pozwolili, a powinni. Kaczyński ma łeb jak sklep – ten osiedlowy, gdy zrobił sztuczkę PR-owską i łamaga nie wiedziała, jak zachować się przy kasie.

Takie „Byleco” Kiepski Kaczyński rządzi i sepleni.

http://www.tokfm.pl/blogi/krzynowloga-w/2017/07/ferdynand_kaczynski_ma_plana_jak_doic_niemcow/1

Kaczyński o słowach szefa MSZ Niemiec: Są próbą wykręcenia się Niemców od tego, co jest aktem sprawiedliwości

Kaczyński o słowach szefa MSZ Niemiec: Są próbą wykręcenia się Niemców od tego, co jest aktem sprawiedliwości

– To są słowa, które są po prostu próbą wykręcenia się Niemców od tego, co jest aktem sprawiedliwości, bo jeżeli dojdzie do wypłacenia tych reparacji, to będzie to po prostu akt sprawiedliwości. Ale Niemcy nie chcą płacić, taka jest prawda. Przed nami pewnie długa walka. Mam nadzieję, że zwycięska – stwierdził Jarosław Kaczyński, pytany o słowa szefa MSZ Niemiec Sigmara Gabriela nt. reparacji.

300polityka.pl

Państwowa Komisja Wyborcza kapituluje ws. kampanii „Sprawiedliwe sądy”. „Nie ma narzędzi”

Rafał Badowski, 18 września 2017

Wojciech Hermeliński powiedział, że PKW nie może zweryfikować, czy kampania jest zgodna z kodeksem wyborczym. Zdaniem szefa PKW, droga do tego otworzy się dopiero w momencie rozpoczęcia kampanii wyborczej przed wyborami samorządowymi. Nastąpić to może wtedy, gdy premier zarządzi wybory, co może mieć miejsce na trzy lub na cztery miesiące przed upływem kadencji rządu.

Dlaczego? Wtedy, zdaniem Hermelińskiego, ma otworzyć się droga do zbadania, czy kampania billboardowa mieściła się w ramach kampanii wyborczej. PKW, która otrzyma sprawozdania finansowe partii, będzie mogła sprawdzić, czy kampania billboardowa przysporzyła korzyści partii w ramach wyniku wyborczego.

Pisaliśmy o tym, że długo zastanawiano się, jaki jest cel Polskiej Fundacji Narodowej. Rok temu powołała ją z wielką pompą na Forum Ekonomicznym w Krynicy premier Beata Szydło.

– Będzie miała za zadanie pokazywać Polskę piękną, Polskę przyjazną, Polskę, do której warto przyjechać – mówiła Pani Premier przed rokiem w Krynicy, a szefowie wielkich państwowych firm dokonali zrzutki na łączną sumę 100 mln złotych i przekazali Fundacji.

Tymczasem rzeczywistym celem powstania Polskiej Fundacji Narodowej okazała się kampania „Sprawiedliwe Sądy” promująca reformę sądów w wydaniu PiS, a zarazem krytykująca środowisko sędziowskie w Polsce.

Pisaliśmy też o tym, czego nie pokazano w drugim spocie kampanii, w którym wystąpiło rodzeństwo Małeckich, które twierdzi, że sąd odebrał im siostrę.

źródło: Onet

naTemat.pl

Posłowie Jan Mosiński i Paweł Lisiecki oraz radny Jacek Ozdoba (wszyscy PiS) złożyli zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa w sprawie willi generała Wojciecha Jaruzelskiego.

– Został złożony wniosek do prokuratury, w którym informujemy o ewentualnym popełnieniu przestępstwa przez osoby, które mogły przekształcić użytkowanie wieczyste we własność, jeśli chodzi o willę generała Jaruzelskiego – powiedział Lisiecki.

Szef klubu sejmowego PO Sławomir Neumann pyta: a co z willą Kaczyńskiego?

Kaczyńscy dostali willę dzięki wujkom komuchom.

Mali ludzie chcą być wielcy przez upodlenie innych. Ale ta chwała zawsze jest krótka.

Kluczowa dla planów Macierewicza firma ma problem. Chińczycy wyprowadzali majątek 

Ukraiński sąd zamroził chińskie udziały w jednej z ważniejszych firm zbrojeniowych kraju – Motor-Sicz. Sprawą zajęły się służby. Chińska firma miała potajemnie wyprowadzać majątek ukraińskiego przedsiębiorstwa do Chin. Tymczasem drenowany przez Chińczyków Motor-Sicz ma duże znaczenie dla polskiego wojska, bo od lat pomaga utrzymywać poradzieckie śmigłowce. To z tą firmą Antoni Macierewicz chciał je modernizować, albo wręcz budować zupełnie nowe maszyny.

W październiku 2016 roku minister obrony narodowej wywołał duże poruszenie, deklarując chęć stworzenia wspólnie z ukraińskim przemysłem śmigłowca, który miałby nie ustępować konstrukcjom zachodnim. Wśród kluczowych dla tego przedsięwzięcia wymieniał właśnie firmę Motor-Sicz z Zaporoża, która ma wielkie doświadczenie i możliwości w produkcji silników turbinowych.

(tvn24.pl)

 

Ujazdowski: Prezydent wybił się na podmiotowość i jest pytanie, czy tę podmiotowość utrzyma

– Obydwaj [Duda i Kaczyński] są ważnymi graczami, natomiast prezydent wybił się na podmiotowość i jest pytanie, czy tę podmiotowość utrzyma. Jeśli utrzyma, to w ramach obozu władzy będą dwa istotne ośrodki polityczne – mówił Kazimierz Michał Ujazdowski w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” TVN24. Jak dodał:

„Myślę, że prezes Kaczyński złożył ofertę nowej współpracy prezydentowi Dudzie podczas tej ostatniej rozmowy i że to nowa próba uzależnienia, w której prezydent będzie znaczył więcej, niż do tej pory, ale jednak głównie linie polityki obozu władzy będzie wyznaczał Jarosław Kaczyński”

Pytany, czy Kaczyński chce złapać w pułapkę prezydenta, odpowiedział: – Można to tak nazwać.

 

Karczewski: Decyzja ws. kandydata PiS na prezydenta Warszawy prawdopodobnie na przełomie roku

– Jeszcze nie ma takiej decyzji. Nie ma czego gratulować. Nawet jeżeli to będę ja, to będę przyjmował gratulacje po zwycięstwie. Myślę, że na przełomie roku [zapadnie decyzja]. Nie wiem dokładnie, nie mamy jeszcze dokładnie ustalonego kalendarza, ale przymierzamy się do tego, ustalamy, analizujemy sytuację – mówił Stanisław Karczewski w „Sygnałach dnia” PR1. Jak dodał, prezydentem Warszawy powinna być osoba, która zna Warszawę, czuję Warszawę i kocha Warszawę

 

Karczewski: Oczywiście, że kampania jest na prośbę rządu

– Mamy jeden przekaz, jednoznaczny. To kampania [Sprawiedliwe sądy] jest potrzebna, dlatego że wizerunek Polski został nadszarpnięty. Ta fundacja nie działa w próżni, jest wokół nas, dzieje się wszystko. Chcemy żeby wizerunek Polski się zmieniał – mówił Stanisław Karczewski w „Sygnałach dnia” PR1.

– Oczywiście, że ta kampania jest na prośbę rządu, żeby zmienić to, co się dzieje na świecie, w Europie – dodał marszałek Senatu. Jak stwierdził, kampania jest czysta i klarowna, bo wiemy kto ją wykonuje, jak została założona fundacja.

300polityka.pl

PONIEDZIAŁEK, 18 WRZEŚNIA 2017

STAN GRY: Gowin: Należy się stosować do wyroków europejskiego Trybunału, DGP o możliwym wecie ws wojska, Stankiewicz o kryzysie PO

— NOWY PROGRAM JACKA ŻAKOWSKIEGO I PAWŁA LISICKIEGO W WP.PL, który moderował autor Stanu Gry…https://opinie.wp.pl/klotnia-w-studiu-wp-pawel-lisicki-zarzuca-jackowi-zakowskiemu-manipulacje-6167425822464129a

— Kancelaria Sejmu publikuje kalendarz posiedzeń na I połowę 2018 roku http://300polityka.pl/news/2017/09/17/kancelaria-sejmu-publikuje-kalendarz-posiedzen-na-i-polowe-2018-roku/

— 300LIVE:
Sasin: Chcemy poprzeć wniosek Kukiz ’15 dot. komisji śledczej ds. VAT
Łapiński: PAD nie krył, że będzie patrzył na ile sejmowe poprawki ulepszają projekty a na ile wypaczają jego intencje
Hofman: To będzie plan Platformy
Hofman: Klasyczny kandydat PiS nie ma w Warszawie szans. Kandydatem mogłaby być np. Streżyńska

Hofman: Jeśli dojdzie do rekonstrukcji przed wyborami, to Macierewicz i Ziobro mogą wrócić do parlamentu
Hofman: Wojna na górze to jedyna rzecz dziś, która może zaszkodzić obozowi władzy
Hofman o aktywności PAD: Jestem pod wrażeniem
„Moja propozycja jest zrównoważona” – Ujazdowski przedstawia własną koncepcję reformy sądownictwa
Ujazdowski: Kampania o sądach zaszkodzi obozowi władzy, bo to czyste marnotrawstwo
Ujazdowski: Wyobrażam sobie wymianę premiera
Ujazdowski: Prezydent wybił się na podmiotowość i jest pytanie, czy tę podmiotowość utrzyma
Karczewski: Decyzja ws. kandydata PiS na prezydenta Warszawy prawdopodobnie na przełomie roku
Karczewski: Oczywiście, że kampania jest na prośbę rządu
Polityczny plan poniedziałku: PKW o kampanii sądowej, ślubowanie sędziego TK, konferencja Łapińskiego i Szczerskiego
http://300polityka.pl/live/2017/09/18/

— 28% WYBORCÓW PO TEŻ CHCE REPARACJI – sondaż DGP: “Najwięcej zwolenników reparacji jest wśród wyborców PiS – aż 81 proc. W przypadku wyborców PO to 28 proc., Kukiz’15 – 69 proc., PSL – 68 proc., Nowoczesna – 22 proc. Reparacje popiera 48 proc. ankietowanych, 23 proc. nie ma zdania, 29 proc. jest im przeciwna”. http://wiadomosci.onet.pl/kraj/sondaz-dla-dziennika-gazety-prawnej-polacy-o-reparacjach-wojennych/lz7d18g

— ANDRZEJ STANKIEWICZ O KRYZYSIE PRZYWÓDZTWA SCHETYNY CYTUJE POLITYKA PO, KTÓRY MÓWI, ŻE SZEF PO JAK KACZYNSKI POWINIEN POSTAWIĆ NA MŁODYCH: “Jeden z przeciwników Schetyny, były członek rządu PO: – Schetyna powinien wyciągnąć do pierwszego szeregu innych polityków, najlepiej młodszego pokolenia, którzy mieliby szanse dotrzeć do elektoratu. To byłaby zagrywka w stylu Kaczyńskiego, który postawił na Dudę i Szydło. Czy by zadziałała? Nie wiem. Może trzeba innego pomysłu politycznego, żeby wyjść z impasu. Problem polega na tym, że Schetyna na ma żadnego planu”. http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/co-gryzie-grzegorza-schetyne/9q4dl7z

— O ZARZUTACH KRYMINALNYCH DLA TWÓRCÓW REKLAMY O SĄDACH – Jakub Bierzyński na Liberte: „Ze wszystkich tych powodów można postawić zasadne zarzuty kryminalne zleceniodawcom kampanii „sprawiedliwe sądy”. Pozostałym osobom zarzuty nadużycia władzy, zaniedbań, podżeganie do przestępstwa, współudziału. Potencjalne kary to lata więzienia, a krąg podejrzanych jest bardzo szeroki od pani premier poczynając na prezesach spółek kończąc”. http://bierzynski.liberte.pl/czy-polska-jest-naprawde-krajem-bezprawia/

— PREZYDENT MOŻE UŻYĆ WETA WS USTAWY O SYSTEMIE DOWODZENIA – Maciej Miłosz w DGP: “Jeśli jednak Sejm przyjmie projekt ustawy w takiej formie, prezydent znów może użyć weta. Brak porozumienia w tej sprawie jest zaskakujący, ponieważ oba ośrodki zgadzają się, że reforma jest potrzebna, by jasno określić, kto jest pierwszym żołnierzem WP (obecnie mamy trzech ważnych dowódców: generalnego, operacyjnego i szefa sztabu). Wydaje się, że sprawa weszła już w sferę osobistych animozji na linii szef BBN Paweł Soloch – wiceminister Szatkowski oraz główny doradca wojskowy prezydenta gen. Jarosław Kraszewski i jeden z autorów reformy gen. Bogusław Samol”. http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/558440,mon-bbn-andrzej-duda.html

— DR. JAROSŁAW FLIS UWAŻA, ŻE PREZYDENT ZAKWESTIONOWAŁ PRZYWÓDZTWO JAROSŁAWA KACZYŃSKIEGO – jak mówi w rozmowie z SE: “Działanie prezydenta znacząco zmieniło też sytuację. Jarosław Kaczyński nie przyjmował łaskawie Dudy w domu czy na Nowogrodzkiej, ale pojechał do Belwederu, w dodatku musiał na prezydenta chwilę zaczekać. Nie dało się nie podać ręki. Te wszystkie rozmowy z posłami, kampania billboardowa, są próbą utrzymania przez Jarosława Kaczyńskiego pozycji niekwestionowanego lidera. Z tym że prezes już jest zakwestionowanym liderem”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/prezydent-zakwestionowa-przywodztwo-prezesa_1018354.html

— GPC ZNÓW ATAKUJE PAD – jak pisze Piotr Lisiewicz: “Dla nich weto prezydenta było sygnałem, że obóz postkomuny, zwolenników „żeby było tak, jak było”, jest nadal silny. A jeśli tak, to w imię własnej kariery lepiej podpisać się pod uchwałą w obronie lokalnego prezesa. Bliższa ciału koszula”.http://gpcodziennie.pl/68751-slaboscprezydenta.html

— SĘDZIA MIAŁ W KOLEJNYM SPOCIE SPOWODOWAĆ WYPADEK – Klara Klinger na dziennik.pl o kolejnych spotach PFN: “Kilka dni temu jedna z agencji filmowych rozpoczęła poszukiwania aktorów do nietypowego zadania. –  Urządzono casting do roli głównego sędziego i dwu sędziów, którzy piją razem alkohol. Główny sędzia miał potem wsiąść do auta i spowodować wypadek – opowiada nam aktor, który dostał zaproszenie na casting”. http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/558395,4-tys-zl-za-role-pijanego-sedziego-nowe-spoty-polskiej-fundacji-narodowej.html

— PUSTKI NA KONCERCIE JANA PIETRZAKA W OPOLU: “Opole 2017. Im dłużej trwał benefis Jana Pietrzaka, tym bardziej widownia opolskiego amfiteatru świeciła pustkami. Widowisko ze specjalnej loży VIP śledził prezes TVP Jacek Kurski. Jego twarz nie wyrażała pozytywnych emocji. Częściej zerkał w ekran smartfona niż na scenę”. http://opole.wyborcza.pl/opole/7,35086,22384127,opole-2017-jan-pietrzak-gral-do-pustych-lawek-tego-nie-wytrzymal.html

— POLSKĘ TRZEBA WYMYŚLIĆ NA NOWO – Jarosław Gowin w rozmowie z Michałem Szułdrzyńskim w RZ: “Po dwóch latach widać jednak, że Polskę trzeba wymyślić na nowo. Potrzebujemy nowej konstytucji, nowego zdefiniowania roli poszczególnych instytucji i nowych strategicznych celów dla polskiego państwa. Zanim jeszcze zostałem politykiem, jako publicysta należałem do propagatorów hasła IV RP. Nie miała ona polegać na wymianie politycznokadrowej, lecz na instytucjonalnej przebudowie Polski”.

— NOWEGO WINA NIE NALEŻY NALEWAĆ W STARE BUKŁAKI – Gowin mówi Szułdrzyńskiemu: “Zmiany kadrowe są niezbędne. Ale nowego wina nie należy wlewać w stare bukłaki. Na przykład nie uważam, że obecny model Trybunału Konstytucyjnego jest docelowy. Trzeba będzie w przyszłości znaleźć inny mechanizm umocowania ustrojowego takiego ciała – może będzie to izba konstytucyjna Sądu Najwyższego, a może nadal TK, ale z innym zakresem kompetencji? Na nowo trzeba określić, na czym konkretnie polega trójpodział władzy. Wszyscy mają już chyba świadomość, że nieuchronne jest opracowanie nowego modelu sądownictwa. Dlatego tak ciekaw jestem propozycji pana prezydenta”.

— GOWIN O KONIECZNOŚCI STOSOWANIA SIĘ DO DECYZJI ETS: “Odpowiedzieć sobie np. na pytanie, czy wycinka chorych drzew wokół Puszczy Białowieskiej jest dla nas równie ważna jak nasz sprzeciw wobec Nord Stream 2. Wywiady prasowe to nie miejsce na polemiki między ministrami. Pan prof. Szyszko zna moje stanowisko w tej sprawie. Dodam tylko, że do decyzji Trybunału Sprawiedliwości UE każde państwo ma obowiązek się stosować”. http://www.rp.pl/Polityka/309179939-Gowin-Potrzebujemy-nowej-wizji-i-konstrukcji-panstwa.html?template=restricted

— PIOTR IKONOWICZ OSKARŻA PIS WZ Z REPRYWATYZACJĄ: “Całe oburzenie PiS na przekręty związane z dziką reprywatyzacją nie jest połączone z empatią w stosunku do jej ofiar”. http://www.rp.pl/Publicystyka/309179972-Ikonowicz-PiS-owska-sprawiedliwosc.html?template=restricted

— GORZEJ NIE BĘDZIE – BOLESŁAW PIECHA O REFORMIE ZDROWIA – mówi w rozmowie z SE: “Na pewno gorzej niż było nie będzie. Wchodzi sieć szpitali, kontrakty na nowych zasadach. Ja jestem optymistą i myślę, że dostępność służby zdrowia w Polsce będzie wyższa niż do tej pory. Nie da się wprowadzić tego z dnia na dzień. To proces, który trzeba przeprowadzić w czasie”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/zmiany-potrzebuja-czasu_1018349.html

— PIS ŻEGNA SIĘ Z CZARNYM ZŁOTEM – jedynka GW (Ireneusz Sudak): “W trakcie forum ekonomicznego w Krynicy minister energii Krzysztof Tchórzewski jasno powiedział, że obiecana w kampanii wyborczej przez Beatę Szydło elektrownia w Ostrołęce będzie ostatnią taką inwestycją w Polsce. – Następne inwestycje muszą być duże, ale już nie węglowe – powiedział minister energii Krzysztof Tchórzewski. To zaskakująca deklaracja, bo do tej pory rząd utrzymywał, że elektrownie napędzane węglem z polskich kopalń zagwarantują nam „suwerenność energetyczną”. I miał na to całą litanię argumentów: że Europa Zachodnia nie będzie nam mówić, z czego produkujemy prąd, bo „zdradziła nas w Jałcie”, że węgiel jest dla nas tym, czym dla Arabii Saudyjskiej ropa, i w końcu – bo taką mamy tradycję”. http://wyborcza.pl/7,155287,22378165,rzad-pis-cichaczem-odchodzi-od-wegla-ostatnia-taka-inwestycja.html

— OBIADEK WAŻNIEJSZY NIŻ PRAWA CZŁOWIEKA – Stanisław Skarżyński do posłow po pustkach na wystąpieniu Bodnara: “W piątek o 13.55 Adam Bodnar rozpoczął przemówienie w Sejmie. Przedstawił jedenastu posłom i posłankom informację o pracy swojego urzędu w ubiegłym roku. Jedenastu, czyli niespełna 2,5 proc. składu tego najelegantszego cyrku w Polsce”. http://wyborcza.pl/osiemdziewiec/7,159012,22386287,prawa-czlowieka-czas-na-obiadek.html

— NIE DA SIĘ WSZYSTKIEGO ZRZUCIĆ NA KACZYŃSKIEGO. ZOSTAJEMY W TYLE ZA EUROPĄ NA WŁASNE ŻYCZENIE – Dominika Wielowieyska na wyborcza.pl: “Z jednej strony nie ma inwestycji i rośnie dług publiczny, z drugiej – nie ma determinacji, by odejść od złotego na rzecz międzynarodowej waluty. To skazuje Polskę na margines.I nie jest to wina cyklistów, masonów i Żydów. Ani wina Niemiec i Francji. Nawet nie da się całej winy zrzucić na Kaczyńskiego. Nie. To my sami. Na własne życzenie”. http://wyborcza.pl/7,75968,22377554,nie-da-sie-wszystkiego-zwalic-na-kaczynskiego-zostajemy-w-tyle.html

— SE O WILII KACZYŃSKICH: “Tego chyba prezes PiS Jarosław Kaczyński (68 l.) się nie spodziewał. Jak ustalił „Super Express”, w 1999 r., kiedy nieżyjący obecnie rodzice szefa Prawa i Sprawiedliwości przekształcali prawo użytkowania wieczystego gruntu położonego pod ich domem na Żoliborzu, decyzję wydawał ówczesny prezydent Warszawy, były polityk Platformy Paweł Piskorski (51 l.). Kaczyńscy skorzystali z ówczesnych przepisów i za nabycie prawa własności zapłacili jedyne 4,1 tys. zł”. http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/piskorski-uwaszczy-kaczynskiego-tylko-w-super-expressie-_1018323.html

— JACEK ŻAKOWSKI O KRYZYSIE KAPITALIZMU – pisze w GW: “Bardzo Państwa proszę, żebyście nie dali się nabrać na opowieści o rynku, który pokonał kryzys. Kapitalizm jest dziś tak samo albo bardziej chory jak przed kryzysem 2008. Tylko objawy kryzysu przeniosły się z rynku finansowego (gdzie znów cicho rosną śmiertelnie groźne bańki) do świata polityki. Populiści umacniają przyczółki, czekając, aż pęknie kolejna wielka bańka pompowana dlatego, że kapitalizm nie potrafi się zmienić, nawet gdy już wiadomo, że taki jego model wyżera demokrację.Wbrew temu, co twierdzi Gadomski, kapitalizm nie trzyma się mocno. Trzyma się podobnie jak przed 2008 r. Niestety. Demokracji nie wróży to nic dobrego”. http://wyborcza.pl/7,75968,22385191,jacek-zakowski-za-taki-kapitalizm-placi-demokracja.html

— PROF. DUDEK UWAŻA, ŻE POLSCE NIC NIE GROZI – jak mówi w rozmowie z SE: “Jestem optymistą i uważam, że Polsce i krajom będącym członkami NATO niebezpieczeństwo w tym momencie nie grozi. Natomiast jedną z najciekawszych kwestii związanych z tymi manewrami jest to, czy wojska rosyjskie, które weszły na terytorium Białorusi, opuszczą je po zakończeniu manewrów. Bo jeżeli tego nie zrobią, będzie to bardzo zły sygnał pokazujący, że być może Putin jednak ma jakieś dalej idące plany. Natomiast w tym momencie sytuacja geopolityczna jest taka, że jakiekolwiek działania przeciwko NATO byłyby również wbrew interesom samej Rosji”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/nie-grozi-nam-rosyjska-agresja_1018343.html

— RYSZARD CZARNECKI O POPRAWNOŚCI POLITYCZNEJ W PE – pisze w GPC: “Niestety, smutnym obyczajem stało się, że przewodniczący europarlamentu ogłasza minutę ciszy po kolejnych zamachach terrorystycznych lub klęskach żywiołowych. Także teraz Tajani długo wymieniał miejsca, w których doszło do zamachów, będących dziełem islamskich terrorystów. Ale, sorry, taką mamy poprawność polityczną – ani słowa o islamie”. http://gpcodziennie.pl/68720-wkuluarachparlamentueuropejskiego.html

— NEWSWEEK O PRZEMĘCZENIU PREMIER SZYDŁO I JEJ WYJEŹDZIE DO BRUKSELI:“Podczas wizyty w Belwederze Jarosław Kaczyński dał prezydentowi do zrozumienia, że czas skonfliktowanej z Pałacem Beaty Szydło minął – ustalił „Newsweek”. W PiS panuje przekonanie, że szefowa rządu w 2019 r. wystartuje do europarlamentu”. http://www.newsweek.pl/polska/polityka/dymisja-beaty-szydlo-premier-wyjedzie-do-brukseli-,artykuly,416178,1.html?src=HP_Section_1

— WPROST O POWROCIE BALCEROWICZA:
http://wiadomosci.onet.pl/kraj/wprost-powrot-leszka-balcerowicza/skz5wqf

— SE O SOLVERE: “Okazuje się, że firma byłych współpracowników Beaty Szydło (54 l.), która bez przetargu otrzymała zlecenie przy kampanii billboardowej, znajduje się pod tym samym adresem, co kancelaria adwokacka Gotkowicz, Kosmus, Kuczyński i Partnerzy. Ta sama kancelaria reprezentuje w procesach sądowych prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego (68 l.), a także dostaje co roku duże kwoty za obsługę prawną rządzącej partii”.
http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/firma-billboardowa-u-adwokatow-pis_1018327.html

— WICESZEF MSW CHCIAŁ WYLEGITYMOWAĆ REPORTERA: http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/wiceminister-zielinski-chcia-wylegitymowac-reportera_1018319.html

300polityka.pl

Opole 2017. After Party w telewizji. Publiczność na festiwalu udawali statyści

amd, pig, 18 września 2017

Opole 2017. After Party

Opole 2017. After Party (paw)

Opole 2017. W zimną wrześniową niedzielę tuż przed północą ochotę na podrygiwanie w rytm festiwalowych hitów mieli już tylko najwięksi twardziele. Ale byli w opolskim amfiteatrze. Mimo to TVP zdecydowała się wprowadzić na widownię… statystów.

Po sobotniej wpadce z koncertem Jana Pietrzaka, który grał do pustych ławek w amfiteatrze, TVP postanowiła się ubezpieczyć. Z zaplecza na widownię wyszła więc spora grupa młodych ludzi odstająca od reszty widzów nie tylko wiekiem, ale też entuzjazmem i znajomością tekstów wszystkich piosenek.

W telewizji statyści udawali „wspaniałą opolską publiczność”, a kiedy ktoś rzeczywiście chciał do nich dołączyć, odganiała go ochrona. Zupełnie niepotrzebnie. Telewizyjni producenci nie zaufali widzom, a ci – choć rzeczywiście nie były to tłumy – mieli ochotę się bawić.

Opole 2017 – Jacek Kurski podrygiwał

Również prezes TVP Jacek Kurski został przyłapany na tym, że podrygiwał nieśmiało na występie Pectus przyglądając się wszystkiemu ze strefy VIP na tarasie opolskiego amfiteatru.

Zainteresował go również występ Edyty Górniak. Podrygiwał też, gdy śpiewał Ryszard Rynkowski.

Prezes TVP spędził w tym namiocie cały festiwal Opole 2017, nie zszedł na widownię, ani nie pojawił się na scenie amfiteatru, gdzie przed rokiem został boleśnie wygwizdany.

Jacek Kurski nie pokazał się na scenie, ale świetnie bawił się w namiocie VIP

http://www.gazeta.tv/plej/19,88281,22387925,video.html

Opole 2017. Kto się bawi, ten jest na Facebooku

Wieczorem wielu lokalnych działaczy PiS publikowało na Facebooku zdjęcia z amfiteatru zapewniając, że bawią się najlepiej w życiu.

W sprawę obrony festiwalu zaangażował się też m.in. wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki, który o poszczególnych występach dyskutował na Facebooku, czy Janusz Kowalski, człowiek PiS od energetyki i były wiceprezydent Opola, który postanowił przekonywać nawet, że sukcesem był też sobotni występ Pietrzaka (a mówimy o koncercie, na którym niewiele brakowało by artyści na scenie mieli przewagę liczebną nad widownią).

Wszystkie te zabiegi były zbędne, amfiteatr wprawdzie był w znacznej mierze pusty, ale było tak od początku trzeciego dnia festiwalu i z uwagi na pogodę trudno się temu dziwić (w sobotę pomimo pogod ypubliczność przyszła zobaczyć Premiery, a na Pietrzaku wyszła; w niedzielę mniej więcej podobna widownia utrzymała się na obu koncertach).

opole.wyborcza.pl

„Wicher” został zatopiony 3 września

Kiedy Kaczyński ogłosi zwycięstwo

17.09.2017
niedziela

Rozmaite sondaże dają PiS 40 i więcej procent poparcia, co najmniej dwa razy tyle, ile dają Platformie, nie mówiąc o pozostałych partiach i partyjkach. Jarosław Kaczyński i jego partia mają prawie wszystko, o czym partii polityczna może marzyć: władzę, wojsko, służby specjalne, media publiczne i zaprzyjaźnione, znaczne poparcie społeczeństwa i Kościoła, a mimo to prezes zachęca do dalszej walki i obiecuje sukces w przyszłości. Apetyt rośnie w  miarę jedzenia. Trochę przypomina to stary dowcip: – Co to jest socjalizm? – Socjalizm jest jak horyzont, oddala się w miarę jak się do niego przybliżamy.

Kiedy ten marsz do socjalizmu wreszcie się skończy – tego nie wiemy, tak jak nie wiedzą Węgrzy czy Turcy, ale oto niektóre potyczki, które pozwolą odtrąbić ostateczny sukces:

POMNIKI NA KRAKOWSKIM PRZEDMIEŚCIU. Odsłonięcie pomników ofiar katastrofy (zamachu?) smoleńskiej będzie dobrą okazją do ogłoszenia zwycięstwa tych, którzy od początku stawiali sobie taki cel. Nie będzie to jednak pełne zwycięstwo, ponieważ zwycięzcy dopiero napiszą historię i wymierzą sprawiedliwość.

POLSKA NORYMBERGA – rozpoczęcie (lub zakończenie) procesu zbrodniarzy platformerskich: PP. Arabskiego, Sikorskiego, Tuska, może także H.G-W. , to będzie kolejny sukces Prawa i Sprawiedliwości, ale i to nie będzie sukces ostateczny, ponieważ zdradzieckie mordy i kanalie oraz ich protektorzy zagranicą nie chcą się poddać. W tym celu potrzebne będzie opanowanie sądownictwa.

SĄDOWNICTWO PiS, czystka do ostatniego asesora i sędziego, otworzy drogę do kolejnych zwycięstw, ale nie będzie ono jeszcze wtedy przesądzone. Jeśli jednak PAD i JK się porozumieją w sprawie sądownictwa , to kolejnym etapem będzie zdobycie większości konstytucyjnej.

WIĘKSZOŚC KONSTYTUCYJNA PiS and Co, (Kukiz 15?), staje się coraz bardziej realna. Żeby stała się faktem, dobrze będzie zlikwidować niezależne media.

MEDIA PiS, zbudowane na gruzach mediów niezależnych, to realne niebezpieczeństwo, czyli sukces prezesa, ale żeby to stało się faktem, potrzebne będzie – bagatela! – opanowanie Internetu, oraz – co bardziej realne – większość konstytucyjna w parlamencie. Dopiero wtedy będzie dużo bliżej do całkowitego zwycięstwa, ale na to wszystko potrzebne będą pieniądze, te zaś mogą pochodzić tylko z reparacji wojennych od Niemiec i Rosji.

REPARACJE WOJENNE będą jak ten socjalizm – im bardziej będziemy się do nich zbliżać („spokojna dyskusja”, ekspertyzy, rzeczoznawcy, komisje, szacunki …) – tym bardziej będą się oddalać. Niemcy i Rosja łatwo się nie poddadzą, ale – jak wskazuje Korea Północna – jeden wybitny strateg potrafi utrzymać w szachu cały świat. Reparacje w ponad 70 lat po II wojnie są praktycznie nierealne. Pozostaje trzecia wojna światowa. Nawet zupełnie osamotnieni – zwyciężymy. Jeśli się ma genialnego stratega i genialnego ministra obrony, to nie ma co odkładać ostatecznego zwycięstwa.

passent.blog.polityka.pl

 

TVP wciąż na gigantycznym minusie. Pożyczka od Skarbu Państwa nie pomaga

Mistrzostwo manipulacji. Tak Wiadomości TVP atakują prezydenta Andrzeja Dudę

fot. wiadomosci.tvp.pl

Zgodnie z przewidywaniami, zorganizowany za wszelka cenę i wbrew wszystkim festiwal w Opolu zaliczył gigantyczną klapę. Pusty amfiteatr, wychodzący zniesmaczeni goście i poczucie zażenowania poziomem festiwalu. Można postawić tezę, że upadek kultowego festiwalu, na którym największe gwiazdy polskiej sceny muzycznej stawiały pierwsze kroki i pokazywały się publiczności może stać się symbolem totalnego upadku Telewizji Polskiej pod rządami Jacka Kurskiego.

Jak donosi portal wirtualnemedia.pl, w pierwszych siedmiu miesięcy br. TVP wypracowała prawie 29 mln złotych straty.

– Wszystkie możliwe wskaźniki dołują – mówi dla Wirtualnemedia.pl Juliusz Braun z Rady Mediów Narodowych. Jacek Kurski, prezes Telewizji Polskiej został zaproszony na najbliższe posiedzenie RMN, by przedstawić sytuację finansową firmy i poinformować na co wyda 800 mln zł rządowej pożyczki.

Szefostwo TVP jest zobowiązane co kwartał przekazywać Radzie Mediów Narodowych sprawozdanie na temat sytuacji finansowej publicznego nadawcy.

– Dostaliśmy teraz taką informację. W przeciwieństwie do informacji za pierwszy kwartał, ta nie jest objęta klauzulą tajności, więc mogę podać co zawiera –`mówi dla Wirtualnemedia.pl Juliusz Braun, były prezes TVP, zasiadający obecnie w RMN. Zdjęcie klauzuli jest efektem protestu, złożonego w tej sprawie przez Brauna. Z notatki przekazanej Radzie wynika, że TVP za pierwszych siedem miesięcy zanotowała stratę na poziomie 28 770 000 zł.

– Informacja nie precyzuje, jak ma się to do roku poprzedniego, jednak znaleźliśmy wiadomość, że jest to 8,5 mln zł poniżej przyjętego przez telewizję planu – mówi portalowi Wirtualnemedia.pl Braun. Jeśli chodzi o przychody z abonamentu za ten okres – w stosunku do ubiegłego roku – TVP zanotowało o 20 mln zł wpływu mniej, zaś z tytułu reklamy i sponsoringu – 33 mln zł poniżej planu.

– Tutaj z kolei nie podano nam żadnych kwot, a tylko o ile mniejsze są wpływy z tego tytułu. Ponieważ uznaliśmy, ze dane są co najmniej niepełne i trudne do porównania, przewodniczący Krzysztof Czabański zaprosił prezesa Jacka Kurskiego na najbliższe posiedzenie Rady Mediów, byśmy mogli dopytać o szczegóły tej finansowej informacji – informuje Juliusz Braun. Posiedzenie ma się odbyć 28 września.

Oprócz doprecyzowania tego, co niejasne w przekazanej informacji finansowej, członkowie Rady będą pytali także o to, jak wygląda kwestia wykorzystywania obligacji i pożyczki w wysokości 800 mln, udzielonej w połowie lipca br. TVP przez Skarb Państwa.

– Pieniądze będą przeznaczone m.in. na poprawę jakości oferty programowej Telewizji Polskiej – mówił portalowi Wirtualnemedia.pl jeden z managerów TVP. – Z moich informacji wynika, że z kredytu wzięto już 200 mln zł. To bardzo dużo pieniędzy. Chciałbym dopytać, co za to zrobiono – konkluduje Braun.

Zdaniem rozmówcy portalu, sytuacja w telewizji publicznej jest zła. – Wszystkie możliwe wskaźniki dołują. Półrocze ma zawsze dużo lepszy wynik finansowy, niż koniec roku. Grudzień jest tym okresem, kiedy sumują się rozmaite wydatki i wyniki wówczas są jeszcze gorsze. Zatem biorąc to pod uwagę oceniam, że na początek września br. wyniki finansowe TVP są zdecydowanie niedobre – dodaje Braun.

Trudno niestety oczekiwać, że sytuacja w TVP się poprawi. Ostatnio media donosiły, że w miejsce niezwykle popularnego programu kulinarnego „Podróże Roberta Makłowicza” TVP produkuje teraz program „Polski grill”. Mimo, że koszty jego produkcji są niższe a oglądalność znacznie mniejsza, TVP płaci za jego produkcje niemal dwukrotnie więcej. Jak widać w pisowskiej TVP priorytetem nie jest wydać pieniądze jak najlepiej i jak najkorzystniej a przekazać możliwie największą kwotę w odpowiednie, zaprzyjaźnione ręce.

Źródło: Wirtualnemedia

crowdmedia.pl

PiS zapłaci horrendalne kary. Złamali ustawę o finansowaniu partii politycznych!

PiS zapłaci horrendalne kary. Złamali ustawę o finansowaniu partii politycznych!

Fot. Flickr/Sejm RP

Już jutro Państwowa Komisja Wyborcza zajmie się – na wniosek Nowoczesnej – sprawą kampanii Polskiej Fundacji Narodowej „Sprawiedliwe Sądy”. Komisja oceni, czy ma w ogóle podstawy do zbadania jej finansowania. Ugrupowanie Ryszarda Petru wnioskowało o sprawdzenie, czy kampania nie narusza przepisów dot. finansowania partii politycznych.

Tymczasem na jaw wychodzą kolejne fakty, które mogą nie pozostawić PKW zbyt wielkiego wyboru. Pisaliśmy ostatnio o tym, w jak beznadziejnym położeniu jest Prawo i Sprawiedliwość po ujawnieniu, że kampania prowadzona jest za pieniądze państwowych spółek przez fundację, której statut tego nie przewiduje. Ewentualne przerzucenie odpowiedzialności za jej uruchomienie na rząd, pozwala oddalić podejrzenia od samej partii, która w ten sposób mogłaby naruszać przepisy o finansowaniu partii politycznych. Na jaw wychodzą jednak kolejne fakty, które to tłumaczenie obalają, przyprawiając skarbnika Prawa i Sprawiedliwości o spory ból głowy.

Dziennikarz Radia Zet, Mariusz Gierczewski potwierdził wcześniejsze doniesienia, że inicjatywa zarejestrowania domeny sprawiedliwesady.pl, przez byłych pracowników Kancelarii Prezesa Rady Ministrów mogła wyjść prosto z siedziby partii przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie.

Przypomnijmy, że Anna Plakwicz i Piotr Matczuk to byli pijarowcy Beaty Szydło, którzy założyli spółkę Solvere, która 25 lipca 2017 roku, czyli dzień po wecie prezydenta Andrzeja Dudy zarejestrowała domenę, na której prowadzona jest kampania pt. „Sprawiedliwe Sądy”. Jeśli potwierdziłoby się, że decyzja o uruchomieniu kampanii przeciwko sądom zapadła w centrali partii a nie w gabinecie Beaty Szydło to PiS ma bardzo duży problem. Takie okoliczności czyniłyby tę kampanię kampanią partyjną, która powinna zostać przeprowadzona z pieniędzy partii – co jak wiemy nie miało miejsca.

Ustawa o partiach politycznych w art. 49c za naruszenie zasad finansowania partii politycznych przewiduje surowe kary do 100 tys. złotych. Kary pieniężne to jednak nie wszystko. Uświadomienie wyborcom, że Prawo i Sprawiedliwość finansuje cele partyjne z majątku spółek o strategicznym znaczeniu dla państwa mogłoby być dla partii rządzącej niezwykle kosztowne jeśli chodzi o poparcie Polaków. 10 mln złotych, które Polska Fundacja Narodowa przeznaczy na kampanie to niemal 1/8 całej dotacji dla Prawa i Sprawiedliwości. Tak ordynarnego skoku na publiczną kasę polska polityka nie pamięta.

Niestety w kontekście badania tej sprawy przez PKW należy przypomnieć, że przewodniczący tego ciała, sędzia Wojciech Hermeliński nie ukrywa swojej sympatii dla Jarosława Kaczyńskiego, którego zna ponoć „od podwórka”. Planowane czystki w sądach też niespecjalnie zachęcają sędziów, by przeciwstawiać się partii rządzącej. Niemniej jednak umycie rąk od tak oczywistego przewinienia partii władzy nie przystoi władzy sądowniczej. Oby jutro nie okazało się, że kontrola sądownicza nad partiami politycznymi istnieje już tylko teoretycznie.

crowdmedia.pl

Najważniejsza inicjatywa prezydenta zagrożona? Może być problem prawny

Kto traci na wojnie w PiS? Tygodniowy przegląd sondaży

fot. Flickr/KPRM

Referendum w sprawie nowej ustawy zasadniczej, które prezydent chciałby przeprowadzić w rocznicę 100 lecia polskiej niepodległości to kluczowa inicjatywa głowy państwa, na której chciałby budować swoją odrębność od Prawa i Sprawiedliwości. Strażnik konstytucji z 1997 roku najwyraźniej ma dosyć łamania tej obowiązującej, dlatego marzy mu się przeforsowanie rozwiązań nowych, w których jego władza zostanie wzmocniona na tyle, by nie sposób było wyegzekwować jego odpowiedzialności. Nie wszystko jednak idzie po jego myśli.

Sama inicjatywa w Prawie i Sprawiedliwości wciąż traktowana jest z dużym dystansem, tym bardziej, że wzmacniając rolę prezydenta ograniczy rolę Sejmu, który jak pokazują ostatnie miesiące bardzo dobrze się czuje w kreowaniu rzeczywistości prawnej Polaków. Okazuje się jednak, że sama inicjatywa poza brakiem szerokiego poparcia politycznego może też mieć wady prawne, na które w rozmowie z PAP zwrócił uwagę konstytucjonalista dr hab. Marek Dobrowolski z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Zwrócił uwagę, że jeśli doszłoby do sytuacji, że takie referendum przekroczyłoby frekwencje 50%, jego wyniki stałyby się wiążące dla parlamentu, który byłby zobowiązany do uchwalenia nowej Konstytucji. Jednocześnie wiemy przecież, że Prawo i Sprawiedliwość, nawet ze swoimi satelitami, posłami niezrzeszonymi czy nawet ugrupowaniem Pawła Kukiza nie ma w Sejmie większości 2/3 głosów w Sejmie, które umożliwiałyby uchwalenie nowej ustawy zasadniczej. Tym samym skutkiem referendum byłoby zobowiązanie, którego nie sposób dotrzymać.

Dodatkowo prof. Dobrowolski zwrócił jeszcze uwagę na zapisany w obowiązującej wciąż Konstytucji tryb ewentualnej jej zmiany, przewidziany bardziej do wprowadzania korekt do istniejącej ustawy zasadniczej, niż do jej gruntownej zmiany.

„W sytuacji, gdy zmieniona miałaby być cała konstytucja, a więc także rozdziały I, II i XII, komplikuje się – według konstytucjonalisty – sprawa przeprowadzenia referendum zatwierdzającego. „Jest pytanie: co ma być przedmiotem tego referendum? I, II i XII rozdział, czy cała konstytucja? Wydaje się, że chyba cała konstytucja, bo co by oznaczało np. odrzucenie (w referendum) zmian w trzech rozdziałach?” – powiedział Dobrowolski.

Jednocześnie nie słychać, by prezydent Duda miał przed referendum, planowanym na 11 listopada 2018 roku przedstawić projekt w całości nowej Konstytucji, którą poprzeć mogłoby 2/3 Sejmu i większość bezwzględna w Senacie. Kluczowe zatem jest pytanie, czy prezydent Duda jest tak słabym prawnikiem, by nie rozumieć że jego inicjatywa jest nie do pogodzenia z obowiązującą Konstytucją, czy planuje to bezcelowe w gruncie rzeczy przedstawienie przeprowadzić świadomie. Być może dowiemy się tego już w najbliższych miesiącach.

Źródło: Interia.pl

crowdmedia.pl

KRAINA POZORANTÓW

Tomasz Lis

Redaktor naczelny Newsweek Polska
17.09.2017

Andrzej przestał być Adrianem, ale nie przestał być wyrobem prezydentopodobnym. Andrzej ma więc prawo świętować wizerunkowy sukces, ale Polska żadnego powodu do świętowania nie ma, bo wciąż nie ma głowy państwa z prawdziwego zdarzenia.

Zmiana oblicza prezydenta Dudy była chyba najtańszym zabiegiem plastycznym naszych czasów. Jeden gest, dwa weta, trzy miny, cztery tygodnie, pięć spotkań konsultacyjnych i oto mamy nowego prezydenta. Czasem radykalna zmiana oblicza nie wymaga radykalnych ruchów skalpela. By wzbudzić uznanie publiki, wystarczą detale poprzedzone obniżeniem oczekiwań. Już nie podpisuje wszystkiego jak leci? Zawetował coś? Brawo! Niezłomny!

newsweek.pl

PO nie wyjdzie z kryzysu bez zmiany modelu przywództwa

Foto: PAP, Tytus Żmijewski

Niespełna dwa lata po objęciu władzy w partii Grzegorz Schetyna musi zmierzyć się z być może największym kryzysem w jej szeregach od przegranych wyborów w 2015 roku.

Notowania PO spadają, mimo wielu wpadek i kryzysów PiS się umacnia, a w Platformie zarówno szeregowi działacze, jak i kluczowi politycy mają coraz więcej wątpliwości i obaw co do przyszłości. Do tego na horyzoncie coraz bliżej wewnętrzne wybory.

Atmosfera w PO nie jest najlepsza. Ale największym problemem Schetyny jest to, że częścią szerszego kryzysu partii stało się jego własne przywództwo. Złożyło się na to wiele czynników, które wprost wynikają z modelu, który partii zaproponował jej obecny przewodniczący.

Gdy w styczniu 2016 przejmował władzę, zapowiadał szereg działań, które miały przynieść PO sukces: powołanie gabinetu cieni, liczne spotkania klubów obywatelskich, aktywność w terenie. Tymczasem organizacja kolejnych projektów, konwencji, partyjnych objazdów po kraju i demonstracji – to przez ostatnie kilkadziesiąt miesięcy w zasadzie jedyna metoda działania. Nie idzie za tym żadna treść poza hasłem anty-PiS. Teraz to podejście się mści. PO przygotowuje się do październikowej konwencji samorządowej, o której była mowa – jak się dowiadujemy – na czwartkowym posiedzeniu Klubu PO. Mają na niej paść deklaracje dotyczące decentralizacji i obrony samorządów. To jednak za mało…

Wcześniej, poza definiowaniem PO jako anty-PiS, Schetyna bardzo rzadko wskazywał ogólne kierunki, w którym jego partia pójdzie. Czasami rzucał tylko hasła, np. o „konserwatywnej kotwicy”. To prowadzi do tego, że gdy trzeba się szybko zdefiniować, jak przy wiosennej akcji PiS „4 pytania”, PO natychmiast się gubi. I sprawia wrażenie partii niezdecydowanej, ulegającej sondażom, bez tożsamości nawet w takiej sprawie jak uchodźcy. To jaskrawy kontrast z PiS, które w takich sprawach jest monolitem. Wyborcy wiedzą, co dostaną, gdy wybierają PiS.

Co zyskają, gdy zdecydują się na PO, poza zapewnieniem odsunięcia PiS od władzy? Nakłada się na to sposób sprawowania władzy w partii. Model w którym politycy tacy jak Borys Budka, Rafał Trzaskowski czy inni mają co prawda przestrzeń do rozwoju, ale nie uczestniczą w podejmowaniu decyzji. Za nimi stoi przewodniczący i wąskie grono jego doradców. To zaś sprawia, że Schetyna osobiście jest rozliczany z wyników. Zapowiadał wzmocnienie partii i sprawne zarządzanie, ale gdy przychodzi sondażowy dołek, kryzys i wątpliwości wobec jego przywództwa w takich warunkach są nieuchronne. Gdy Schetyna traci wizerunek sprawnego organizatora, to nie zostaje mu już nic.

– Nie miało być charyzmy, ale miały być przynajmniej wyniki – podsumowuje rozczarowany polityk PO.

Teraz nawet podwójne weta Dudy nie zatrzymały marszu PiS. Jak słyszymy, wewnętrzne badania PO pokazują, że Prawo i Sprawiedliwość zyskuje nowych wyborców, do których przez dwa lata PO nie była zdolna sięgnąć. To jeszcze bardziej pogarsza nastroje.

– Sytuacja jest taka, że gdyby były teraz wybory wśród działaczy, to Schetyna dostałby 15 proc. – przyznaje jeden z polityków partii znających jej wewnętrzną sytuację. Morale podcięła też deklaracja lidera, że nie podda się partyjnemu rozliczeniu, nawet jeśli wynik wyborów samorządowych będzie zły. PO musi jeszcze przetrwać wewnętrzne wybory, a złe nastroje w partii pogłębiają pogłoski o tym, że Schetyna, obawiając się o lokalne wyniki, doprowadzi do zmiany statutu i powrotu wyboru „baronów” w województwach przez małe grupy delegatów, a nie wszystkich członków partii na danym terenie.

Kłopoty wyborcze są jednak wtórne wobec modelu partii i przywództwa: coraz więcej polityków PO zdaje sobie sprawę, że bez wyraźnego zdefiniowania wizji – nawet nie programu, ale tożsamości i koncepcji tego, jakie ma być państwo po rządach PiS – będzie tylko trzymaną przez Schetynę w garści strukturą bez szans na zwycięstwo.

rp.pl

Cichocki: Stan wrogości

Foto: archiwum prywatne

Nie oburza mnie wcale zmiana, która zachodzi od jakiegoś czasu w państwach naszego regionu, szczególnie na Węgrzech i w Polsce, o ile wynika ona z całkiem zrozumiałej potrzeby poważnej korekty bezalternatywnej, neoliberalnej transformacji, która zaczęła się w latach 90.

Ta sprawa jest także w oczywisty sposób powiązana z UE i z charakterem integracji europejskiej ostatnich trzech dekad. Różne postacie kryzysów Unii pokazały w ostatnich latach, że integracja ta pod wieloma względami wykazuje poważne błędy, dlatego kontynuowanie bezalternatywnego status quo jest drogą do katastrofy. Pod jednym względem brexit mógł więc przynieść nam wszystkim zasadniczą korzyść, pokazać, że status quo można i należy zmienić.

Wiele osób, także wśród liberałów, rozumie dzisiaj zarówno konieczność istotnej korekty dotyczącej neoliberalnej logiki transformacji w naszej części Europy, jak konieczność poważnego przemyślenia integracji europejskiej. Andrzej Szahaj pisał ostatnio o liberalizmie śmieciowym, Thomas Piketty o tym, jak zachodnie firmy kolonizowały Rosję po upadku sowieckiego imperium, tworząc dzisiejszego Putina, Bloomberg opisuje, jak zagraniczny kapitał uzależnił całkiem kraje Europy Środkowej, Wolfgang Streeck czy Janis Warufakis piszą, jak UE sama stworzyła podstawy swojego kryzysu. Przykłady można mnożyć. Nie miejmy jednak złudzeń, taka zmiana status quo jest zawsze naruszeniem potężnych interesów.

Dlatego martwi mnie co innego. To, w jakim stopniu pod wpływem narastających konfliktów stajemy się sobie obcy. Ta obcość, która nie jest wcale różnicą interesów, ale coraz częściej wyrażana jest jako obcość kulturowa, może powoli przeradzać się we wrogość. Właściwie tak już się staje. Ostatnio pewien „liberalny” dziennikarz „liberalnej” gazety „Süddeutsche Zeitung” napisał, że wobec niepokornych państw z Europy Środkowej UE musi stworzyć coś w rodzaju systemu nuklearnego odstraszania. Chodziło mu oczywiście o artykuł 7 traktatu lizbońskiego, jednak język wyraża stan umysłu. Taki stan wrogości może być zgubny dla Europy, przed nami bowiem na pewno jeszcze wiele niebezpiecznych momentów i kryzysów. Powinniśmy się trzymać razem, ale to wymagałoby opamiętania się – po obu stronach!

Autor jest profesorem Collegium Civitas

rp.pl

Krzyżak: Polskę obronią wolontariusze

Foto: Fotorzepa, Waldemar Kompała

Liczę, że ta sprawa zostanie dogłębnie wyjaśniona. Powinniśmy się troszczyć, by wszystkie nasze działania były zgodne nie tylko z prawem, ale też ze standardami etycznymi, w imię których szliśmy do wyborów” – tak w rozmowie z „Rzeczpospolitą” wicepremier Jarosław Gowin komentuje działania Polskiej Fundacji Narodowej (PFN), która za pieniądze pochodzące z państwowych spółek robi propagandową kampanię na rzecz reformy sądów.

Wicepremier utrzymuje przy tym, że Fundacja jest potrzebna i sam przyklaskiwał jej powołaniu.

Co do tego, że instytucja stawiająca sobie za cel podejmowanie działań na rzecz dobrego imienia Polski – szczególnie za granicą – jest potrzebna, wątpliwości żadnych nie ma. Muszą się one pojawić jednak wtedy, gdy szczytną ideę zastępuje cel inny, bardziej przyziemny: walka o wpływy, o władzę, rząd dusz.

„Działania statutowe podjęte przez Fundację włączają się w nurt ogólnopolskiego i światowego zainteresowania przeprowadzanymi w Polsce reformami” – tak w komunikacie o trwającej już kampanii dotyczącej reform sądownictwa piszą władze PFN. „Działania nasze mają na celu wyjaśnienie polskiej i światowej opinii publicznej znaczenia tych reform oraz pokazania, że znajdują się one w nurcie europejskiego i światowego dziedzictwa demokratycznego. Kampania informacyjna, o której mowa, ma na celu ochronę wizerunku Polski przez pryzmat udanych reform dokonywanych po 2015 roku” – czytamy dalej w komunikacie. W porządku, ale konia z rzędem temu, kto dostarczy dowód na to, że kampania ma zasięg międzynarodowy, że obywatele Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii dowiedzieli się już o rozmiarach i korzyściach polskich reform.

A przecież PFN miała promować Polskę, miała walczyć m.in. z kłamliwymi informacjami o „polskich obozach śmierci”. Nie przypadkiem przecież w jej władzach znalazł się założyciel Reduty Dobrego Imienia, która akurat na tym polu miała pewne sukcesy.

„Niech zostanie tak, jak było” – głosi jedno z haseł umieszczanych przez PFN na billboardach. Lecz gdyby wejść głębiej w szczegóły całej kampanii, gdyby się zastanowić nad tym, w jaki sposób ją przeprowadzono, jak zarzekano się, że nie jest to inicjatywa rządu itp., to dość szybko dojdziemy do przekonania, że to wszystko jest takie zwyczajne, doskonale nam znane, takie po prostu polskie – bo przecież miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle.

Całe szczęście, są na świecie ludzie, którym wbrew wszystkiemu jeszcze się chce bronić dobrego imienia swojej ojczyzny. Wielu spośród prawie 3 tys. wolontariuszy działających w Polish Media Issues nie zna języka polskiego, a jednak słowo „Polska” coś dla nich znaczy. Dla niego godzinami siedzą przed komputerami i tropią nieprawdziwe informacje o swoim kraju. Edukują innych. Nie robią kampanii za grube miliony. Pracują za darmo, bez oczekiwania na pochwały, bez oglądania się na wsparcie ze strony resortu dyplomacji. Bez dorabiania ideologii. Po cichu. Z miłości do Ojczyzny.

Łowcy kłamstw walczą o Polskę >A4

rp.pl

Macierewicz: wyrok norymberski jest niepełny, nie obejmuje ludobójstwa sowieckiego

Foto: PAP/Tomasz Gzell

Gdyby nie cios ze strony sowieckiej, losy wojny potoczyłyby się inaczej; nie byłoby Holokaustu – mówił w niedzielę przed Pomnikiem Poległym i Pomordowanym na Wschodzie minister obrony Antoni Macierewicz.

W uroczystości obchodów 78. rocznicy agresji sowieckiej na Polskę wzięli udział przedstawiciele parlamentu, kancelarii prezydenta, rządu, samorządu, Rodzin Katyńskich i innych stowarzyszeń. Listy do uczestników wystosowali prezydent Andrzej Duda i premier Beata Szydło.

„Żołnierz polski był zdolny i walczył przeciwko hitlerowskiemu, niemieckiemu najeźdźcy i gdyby nie cios ze strony sowieckiej, losy wojny potoczyłyby się inaczej” – powiedział Macierewicz. Ocenił, że ta świadomość „powoli przedziera się do podręczników szkolnych, zaczyna być udziałem także naszej codzienności artystycznej, kulturalnej, a nawet czasami medialnej, choć z tym jest ciągle najgorzej” – powiedział. „Wciąż nie ma świadomości na świecie, że nie byłoby Holokaustu – i warto z tego wreszcie zdać sobie sprawę – gdyby nie pakt Ribbentrop-Mołotow, (…) nie byłoby tej zbrodni, która po dzień dzisiejszy jest symbolem II wojny światowej”. – dodał.

Podkreślił, że po 17 września 1939 r. „300 tysięcy żołnierzy na froncie zachodnim i wschodnim walczyło z oboma najeźdźcami”, a armia Związku Radzieckiego była jedną najpotężniejszych, „jeśli nie najpotężniejszą” w Europie.

Zaznaczył, że „agresja niemiecka, agresja hitlerowska, została potępiona w wyroku norymberskim”, który – jak ocenił – jest niepełny, bo „nie obejmuje ludobójstwa sowieckiego”. „Wyrok norymberski nie obejmuje tego, że bez rosyjskiej, bolszewickiej inicjatywy nie byłoby II wojny światowej”. „To pakt Ribbentrop-Mołotow umożliwił zniszczenie całej Europy” – dodał.

„Przynajmniej do roku 2015 uznawano prawa jednego ze wspólników, a (…) potępiano drugiego. Czas najwyższy, by ci, którzy wywołali II wojnę światową, ci, którzy doprowadzili do niebywałych cierpień całej ludzkości, ci, na których rękach po dzień dzisiejszy jest krew milionów obywateli polskich i cierpień całego świata, ponieśli pełną odpowiedzialność za swoje czyny tak, jak ponoszą ją agresorzy niemieccy, poddani Hitlera” – oświadczył Macierewicz.

„Wciąż 17 września jest dla dużej części opinii publicznej datą nieznaną, datą, która nie niesie z sobą tej straszliwej grozy zniszczenia, jaką niesie ze sobą pamięć o 1 września 1939 roku” – podkreślił Macierewicz.

Jak mówił, źródłem „zbrodni 17 września było dążenie do likwidacji państwa polskiego (…) nienawiść do istnienia niepodległego narodu polskiego”. Dodał, że Polska zaczyna wyciągać wnioski z tego, co się wtedy stało.

„Najwyższe władze muszą oddać hołd tym, którzy ginęli, ale i tym, którzy o prawdę walczyli”. Szef MON przypomniał, że prawdy o tych wydarzeniach „przez dziesiątki lat nie wolno było wyrazić”. Ubolewał, że podczas gdy na świecie prawda o Holokauście jest znana, to „prawda o ludobójstwie sowieckim wciąż jest zapoznawana”. „Świat czeka na +Norymbergę dwa+” – oświadczył.

Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz przypomniała, że zajęcie przez Armię Czerwoną wschodnich terenów II RP było początkiem porządku jałtańskiego w Europie. „Bestialstwem okazały się ciosy zadane w jednym czasie z zachodu i ze wschodu (…), a za żołnierzami Armii Czerwonej wkraczały oddziały NKWD, dokonując masowych represji i codziennością stały się mordy, zsyłki do łagrów, deportacje całych rodzin do Kazachstanu i na Syberię oraz masowa grabież polskiego majątku narodowego, dóbr prywatnych” – powiedziała.

Podkreśliła, że wśród ofiar stalinowskich zsyłek znalazło się wiele kobiet z dziećmi. „Tutaj na skwerze Matki Sybiraczki zawsze proszę o chwilę zadumy nad tymi dzielnymi kobietami, które na zesłaniu chroniły dzieci przed złem sowieckiego terroru, poświęcały zdrowie, a nieraz niestety i życie, by je nakarmić, edukować” – mówiła.

Prezes fundacji Poległym i Pomordowanym na Wschodzie Leon Komornicki przypomniał, że „Stalin zamordował półtora miliona obywateli polskich”, a ok. 2 mln zostało przesiedlonych; Polacy ginęli w łagrach i kopalniach.

Oddał hołd „tym wszystkim, którzy oddali swoje życie w wyniku agresji sowieckiej: kobietom, dzieciom, żołnierzom, inteligencji polskiej – bo ona także była tym elementem, który był objęty szczególnym uderzeniem władz sowieckich. Stalin robił wszystko, żeby ten najważniejszy element polskiej tożsamości zniszczyć i to zrobił” – zaznaczył Komornicki.

„Powinniśmy sobie także stawiać pytanie, co zrobić, by ta ofiara, złożona na ołtarzu ojczyzny, nie została zmarnowana. Na to pytanie odpowiedziało obecne kierownictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, dokonując Strategicznego Przeglądu Obronnego” – powiedział emerytowany generał dywizji.

Dodał, że SPO wskazał także na zagrożenie ze wschodu, bo „Rosja dzisiaj nie jest taka sama, ale jest ta sama – reprezentuje tę samą ideologię imperialną, zagraża bezpieczeństwu swoich sąsiadów i buduje adekwatny do tego potencjał, który ma charakter zaczepny”. Dodał, że potencjał ten jest rozmieszczany u granic NATO, „i o tym też świadczą ćwiczenia Zapad”.

Zaznaczył, że „w ślad za identyfikacją zagrożeń” w SPO określono także zamiar budowy siły obronnej zdolnej zniechęcać potencjalnego agresora. Dodał, że przemysł obronny jest w coraz lepszym stanie i ściśle współpracuje z wojskiem. „Powstaje obrona terytorialna i to jest kluczowy komponent siły obronnej państwa, to musi być stworzone i to powstaje i trzeba to popierać” – powiedział emerytowany generał dywizji.

Przypomniał zasługi tych, którzy prawdę o 17 września pielęgnowali w okresie PRL.

Zastępca prezesa zarządu głównego Związku Sybiraków Mieczysław Pogodziński dziękował za pamięć o tragedii Sybiraków. „Walczymy o utrwalenie tego, o tę prawdę, którą w tej chwili możemy głosić i o której było tak pięknie powiedziane” – powiedział.

Tragedia Sybiraków – mówił Pogodziński – głód, chłód, choroby, wszelkiego rodzaju cierpienia, nie dają się opisać w słowach”. „Ale w tej chwili jesteśmy wdzięczni za to, że padają tu słowa pełnego zrozumienia dla nas” – dodał. „Widzimy, że sprawy Sybiraków są historycznie i faktycznie realnie dobrze znane, za co jesteśmy wdzięczni i serdecznie dziękujemy za taką postawę” – podkreślił.

Listy do uczestników uroczystości wystosowali prezydent Andrzej Duda i premier Beata Szydło.

„Pamiętamy, że zniszczenie niepodległego państwa polskiego w roku 1939 i eksterminacja jego obywateli podczas II wojny światowej nie były dziełem samych nazistowskich Niemiec, lecz efektem ich sojuszu z Sowietami. Pamiętamy, że polscy patrioci byli prześladowani i mordowani zarówno przez funkcjonariuszy Gestapo, jak i NKWD” – napisał prezydent w liście odczytanym przez szefa BBN Pawła Solocha.

„Właśnie w tym dniu, pełnym bolesnych wspomnień, umacnia się w nas niezłomne postanowienie, by nigdy więcej nie dopuścić do podobnej tragedii. Musimy własną rzetelną, wytrwałą pracą budować siłę, stabilność i nowoczesność suwerennej Rzeczypospolitej. Musimy dbać o jej rozwój i dostatek. Musimy wzmacniać zdolności obronne sił zbrojnych i potencjał gospodarki narodowej. Musimy upowszechniać wiedzę o historii ojczystej i kształtować patriotycznego ducha (…) Wszystko to jest konieczne właśnie w imię pamięci o tamtych cierpieniach i śmierci naszych rodaków” – napisał prezydent.

Szefowa rządu w liście, który odczytał min. Adam Lipiński, zapewniła, że „niepodległa Rzeczpospolita nigdy nie zapomni o ofiarach zbrodniczych totalitaryzmów”. „Przed 78 laty, w cieniu agresji hitlerowskich Niemiec, Armia Czerwona uderzyła na wschodnią granicę ojczyzny, odbierając Polakom możliwość skutecznej walki obronnej” – napisała premier, przypominając Katyń, Miednoje i Charków – miejsca zsyłki i kaźni.

„Zapoczątkowana przez pakt Hitlera ze Stalinem sowiecka dominacja oznaczała tragedię Polaków jeszcze długo po zakończeniu wojny” – napisała Szydło, przypominając także, że przez kilkadziesiąt lat fałszowano historię o tych wydarzeniach. „Jesteśmy świadomi, że pamięć oparta na fundamencie prawdy może być skuteczną tarczą przeciwko niebezpieczeństwu kolejnej wojny” – zaznaczyła.

17 września 1939, łamiąc polsko-sowiecki pakt o nieagresji, Armia Czerwona wkroczyła na teren Rzeczypospolitej Polskiej, realizując ustalenia paktu Ribbentrop-Mołotow. W wyniku najazdu i rozbioru Polski dokonanego przez III Rzeszę i ZSRR, Związek Sowiecki zagarnął obszar o powierzchni ponad 190 tys. km kw. z ludnością liczącą ok. 13 mln. Pełna liczba ofiar wśród obywateli polskich, którzy w latach 1939-1941 znaleźli się pod sowiecką okupacją, do dziś nie jest znana.

rp.pl

Zakładnicy słowa patriotyzm

17.09.2017
niedziela

Animator i główny beneficjent SKOK-ów, które kosztowały nas już 4,2 mld złotych, jest dziś przewodniczącym senackiej komisji finansów publicznych i budżetu. To, że postawiono na niego – ale i sposób, w jaki to zrobiono – wiele mówi o moralnej odnowie polityki. Dla ludzi „dobrej zmiany” Kasy miały w kontrze do „zagranicznych banków” miały być ikoną ekonomicznego patriotyzmu. Nie mówiono ile w akcji kredytowej sektora – jednej z dźwigni gospodarki – jest tego „zagranicznego kapitału” a ile kapitału własnego, „niezagranicznego”. Nie wspominając o know-how i kwestii zaufania. Nie mówi się dzisiaj o tym – co jest drobiazgiem wobec całości – skąd wzięły się pieniądze na wypłaty depozytów ulokowanych w upadłych „czysto polskich” Kasach. Nie mówi się też, dzięki komu polscy ekonomiczni patrioci lokujący oszczędności w SKOK-ach otrzymali zwrot pieniędzy.

Ramę prawną i pierwotnego wyłączenia ich spod kontroli Komisji Nadzoru Finansowego, a następnie odciąganie w czasie objęcia ich tą kontrolą, zawdzięczają Kasy zmarłemu w katastrofie lotniczej prezydentowi i ówczesnemu ministrowi, aktualnemu prezydentowi. Pierwszemu stawiają pomniki, drugi cieszy się wielkim i prawdziwym zaufaniem opinii publicznej.

Jednym z postulatów strajków 1980 r. było wprowadzenie zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji a nie partyjnej przynależności. Przy Okrągłym Stole wprost stwierdzono: wyprowadzić partie z zakładów pracy. Dzisiaj nomenklatura tam gdzie może, czyli w sektorze państwowym, jest zasadą polityki kadrowej. Schodzi niżej i sięga głębiej niż kiedykolwiek. Rozwijali ją i doskonalili poprzednicy PiS, zwłaszcza PSL i Platforma, wcześniej AWS (kierownictwo SLD miało większe opory (z uwagi na historię), lecz „doły” też mocno naciskały). Ale PiS uczynił ją kompletną. Dzięki Janowowi Podlaskiemu i Michałowicom kto tylko chciał mógł zobaczyć, już na samym początku realizacji „dobrej zmiany”, prawdziwy stosunek jej autorów do postulatu 12. gdańskiego MKZ. Dzisiejsza „Solidarność” dumna z nazwy i historii, do której się odwołuje, milczy.

Afera billboardowa odsłoniła prawdziwy powód powołania organizacji o nazwie Polska Fundacja Narodowa: finansowanie partii pieniędzmi spółek prawa handlowego. Dla widzących rzeczy takimi, jakie są, było wiadome to od początku. Sam jestem ciekaw czy prezesi spółek finansujący tę organizację mają świadomość, że uczestniczą w działaniach właściwych mafiom. Przecież dotacje ich spółek na rzecz PFN są korupcją polityczną, działają na szkodę każdej ze spółek obniżając ich wynik finansowy. Na dodatek bez jakiegokolwiek rzeczowego uzasadnienia. Fundamentem biznesu jest przecież zasada, że każdy koszt musi być pokryty przychodem. Jaki przychód dla zaangażowanych spółek przynosi ten koszt? Nominaci partii w tych spółkach nie tylko wysługują się mocodawcom, ale wplątywani są w zbiorową odpowiedzialność karną. Przywrócenie praworządności, nawet dla tych, którzy legitymują się zarządczą fachowością, nie jest od tej pory w ich interesie. Przypomina się jak w 1980 r. i później, po roku 1989, stanęła sprawa finansowania klubów sportowych przez wielkie przedsiębiorstwa i fikcyjnych etatów dla sportowców. Sprawa całej tej hipokryzji, w jakiej zanurzony był sport lat 60. i 70. Ale tam można było przynajmniej zasłaniać się budowaniem wizerunku, czy nawet reklamą produktu. Inna rzecz: na ile potrzebna była reklama węgla albo na ile skuteczne było ocieplanie wizerunku służby bezpieczeństwa i milicji obywatelskiej (kluby gwardyjskie).

Nielegalne finansowanie partii to niejedyny przejaw politycznej korupcji, w której uczestniczy fundacja. Są tam też transfery pieniędzy do prywatnych kieszeni. Nieprzypadkowo wydaje się pieniądze z wolnej ręki. Nieprzypadkowo też Sejm i Senat za zgodą prezydenta wyposażyli partię (ministra sprawiedliwości-prokuratora generalnego jako wykonawcę jej woli) w zdolność zawieszania każdego postępowania. Kiedy wybitny zresztą „wizerunkowiec” Tuska chciał wykorzystać swe kompetencje w biznesie zdominowanym przez Skarb Państwa (29 proc. udziałów), został wymieciony chyba w miesiąc. Co też jest patriotycznym kuriozum: jesteś naprawdę dobry, omijaj najszerszym łukiem posadę rządową, całe życie będzie się za Tobą wlokła.

Nie dzieje się to gdzieś w buszu, w odciętym pustyniami i tropikiem zapomnianym zakątku świata.

Nie mnożę przykładów. Od jesieni 2015 r. opinia publiczna wciąż słyszy o kolejnych odsłonach polskiej hańby – począwszy od sprawy ułaskawienia skazanego nieprawomocnym wyrokiem za przekroczenie władzy byłego (i obecnego) szefa CBA i dwóch innych oskarżonych. Nikt kto wykazuje minimum obywatelskiej ciekawości nie będzie mógł za dekadę oświadczyć, że nie wiedział, nie słyszał, nikt mu nie powiedział.

Nie tylko o kasę chodzi. W końcówce lat 70., w wielkich emocjach wywołanych bezsilnością wobec niegodziwości ówcześnie rządzących w towarzystwie przynajmniej jednego dzisiejszego ministra rządu (i to niezwykle wpływowego), mówiłem: „A niechby wzięli te swoje miliony, na dziwki wydali, w Monte Carlo w rulecie przepuścili, ale odczepili się od tej Polski raz na zawsze”. Ile ludzie jednej, nawet sporej, partii mogą się nachapać?

Polacy marzyli nie tylko o wolności, o niepodległości, o jakichś fundamentach materialnych i godności, ale także o tym, aby Polska politycznie była tam gdzie ich zdaniem być powinna. Wiadomo, co to znaczy. Nie ma tu miejsca na skomplikowane interpretacje. Z pewnością nie na (mityczne zresztą) Trójmorze, Międzymorze czy jakieś Wielomorze. Nie linia Północ-Południe od Skandynawii po Bałkany. Nie ten ciepły człowiek z białoruskiego Mińska. Z pewnością nie Sławonia. Europa, w której chcieliśmy być, to nie jej azjatycka (sorry za geografię fizyczną) część. Taka redukcja nie była nigdy marzeniem Polaków. Może tylko wąskiej grupy sprzedawczyków w XVIII w. i tzw. realistów w wieku XIX. Polska zorientowana na azjatycką część Europy była dla Polaków przekleństwem.

Ludzie PiS mają usta wypełnione hurrapatriotycznymi frazesami, pozują na obrońców „honoru i dobrego imienia”, zatopieni są w historycznych rekonstrukcjach. Klęski nazywają zwycięstwami, tworzą specjalne instytuty pamięci, przewracają jedne pomniki (nie widzą choćby udziału batalionu ZWM w powstaniu warszawskim, czy ofiary życia Hanki Szapiro-Sawickiej). Wywyższają jednak peerelowskich politycznie usłużnych w tamtym czasie prokuratorów i sędziów. Dziwne, że nie odemknie się w ich głowach ta historycznie zweryfikowana prawda, że przychodzi kiedyś czas zapłaty za zdradę. Za jawne, oczywiste, wszystkim zainteresowanym (z dobrą albo i ze złą wolą) okazane, pogrążanie armii w chaosie. Za wyzbywanie się jej największych atutów – wykształconych na misjach i w akcjach, uwiarygodnionych w NATO ludzi. Za niszczenie dobrych relacji z Francją i Niemcami, obrażanie sąsiadów (Litwa), za szczyty niekompetencji, za jawny, oczywisty korupcyjny i pozostawiony bez urzędowego echa autodonos (sprawa caracali).

Nieprzemakalni. Ani konie, ani puszcza, ani Trybunał, ani gimnazja, ani caracale, ani armia, ani nomenklatura, ani pisiewicze, ani potłuczone na drobne kawałki marzenia pokoleń. Nie ma dziś w Unii państwa tak głęboko skorumpowanego, w którym animatorami i jednocześnie beneficjentami korupcji wyłączającymi ustrojowe bezpieczniki praworządności są ludzie ze samych szczytów polityki.

Ale to nie jest czysta ich uzurpacja. Owszem, w sensie konstytucyjnym. Ale nie politycznym. Wszystko co dobre i wszystko co złe w historii narodów, poza wielkimi kataklizmami przyrody jest na początku w głowach. To co widzimy dziś w Polsce, co dzieje się z naszym państwem, z jego instytucjami, pozycją, wizerunkiem – jest naprawdę. Mierność opozycji parlamentarnej (ale i pozaparlamentarnej) okazywana brakiem elementarnej zdolności hierarchizowania potrzeb kraju (rozbijają się o sprawy pięciorzędne, nie są w stanie połączyć się w sprawie najważniejszej), nie tłumaczy poparcia dla ekipy, która odmienia przyszłość na gorsze.

Wydaje mi się, że staliśmy się (w większości) zakładnikami słów, które lawiną od ćwierćwiecza spadają na nas od strony ludzi pozbawionych skrupułów, za to konsekwentnie dążących do władzy. Którzy odmieniają znaczenie słów dla ojczyzny najważniejszych na ich przeciwieństwo. Wydaje mi się, że zostaliśmy zdominowani, w jakimś sensie także w przestrzeni moralnej, przez ludzi, dla których celem jest władza nawet byle jaka, byle własna.

Jest coś niedobrego w naszej kulturze z samym rozumieniem pojęcia „władza”. Z nieprzebranymi pokładami nieufności. I z niczym nieuzasadnionym przeświadczeniem ludzi wolności, demokracji i praw człowieka (swoją drogą ciekaw jestem intelektualnej i religijnej konfrontacji kwestii filozofii praw człowieka i dominującego dziś u nas rozumienia patriotyzmu), że te wielkie wartości zakotwiczone w marzeniach pokoleń same się bronią.

celinski.blog.polityka.pl

Kościelscy dla Zajączkowskiej

17.09.2017
niedziela

Nagrodę Fundacji im. Kościelskich otrzymała w tym roku Urszula Zajączkowska za tom wierszy „minimum” (wyd. Warstwy). I ten werdykt bardzo cieszy, bo w jej książce bardzo ciekawie poezja spotyka się z anatomią i botaniką, czyli zupełnie różne sposoby patrzenia na rzeczywistość i różne języki.

Ta książka przypomina zielnik – w środku znajdziemy nawet XIX-wieczne ryciny roślin.Autorka zajmuje się badaniem budowy i życia roślin, a szczególnie dziedziną, która sama brzmi poetycko – zranieniami drzew.

W jej wierszach pojawia się laboratorium, w którym bohaterka kroi rośliny. Są łąka i trzciny, i muchy. Po debiucie („Atomy”) Zajączkowska została określona jako poetka przyrody, tymczasem tom „minimum” jest oszczędniejszy w formie, ale i o wiele pojemniejszy. Znajdziemy tu nawet konflikt nauk, w którym te „zielone”, przyrodnicze, jako mniej poważne przegrywają z matematyką i fizyką. Zajączkowska nie zgadza się na ograniczanie natury do sielskich obrazków z łona przyrody – interesują ją wszystkie przejawy życia i śmierci (jest tu jej bardzo dużo).

Jej wiersze są bardzo oszczędne, z jednej strony patronuje im Szymborska, którą też fascynowały przyroda i kosmos, z drugiej Anna Świrszczyńska i jej spojrzenie na cielesność. Świetnie Zajączkowska prześwietla ciała – roślin i ludzi, tak jak w wierszu „Kościotrup”.

Wiersze Zajączkowskiej rozszerzają perspektywę patrzenia, jest makrokosmos i mikrokosmos, a tym, co łączy spojrzenie na zewnątrz i wewnątrz, jest czułość wobec istnienia, „światłowody czułości”, które przenikają całą tę poezję: „światło, rośliny, ja”.

sobolewska.blog.polityka.pl

W nowym Newsweeku mnóstwo smakowitych kąsków m.in. w artykule M.Krzymowskiego o Joachimie Brudzińskim.

%d blogerów lubi to: