Stanisław Karczewski jak Felicjan Dulski

Felicjan Dulski był tak tak wsobnym, patriotycznym człowiekiem, że spacer na Kopiec Kościuszki odbywał w swoim pokoju, kolejne okrążenia wokół stołu i mebli były informacją, ile ma jeszcze do Kopca, ewentualnie: ile mu zostało do domu.

To się nazywa dyskrecja, Dulski żadnych brudów nie wynosił poza dom, nawet jeżeli Kraków traktował, jako małą ojczyznę. Odtwarzać Dulskiego nie jest wielkim aktorstwem, gdyż wygłasza tylko jedną kwestię: „A niech was wszyscy diabli!”

Takim Dulskim jest marszałek Senatu Stanisław Karczewski, co prawda raz wyskoczył na Kopiec Kościuszki, którym był dla niego Mińsk, gdzie spotkał się z satrapą Łukaszenką i z miejsca swą dulszczyzną był oświadczyć, iż ten jest „ciepłym człowiekiem”. Mniemać należy, iż dojrzał w białoruskim dzierżymordzie prezesa Kaczyńskiego,  podobną darząc atencją.

Karczewski więcej mówi niż Felicjan Dulski, jest esencją dulszczyzny, zakłamamania, polskiej prowicjonalnej duszności, kołtunem co się zowie. Odtwarzać rolę Karczewskiego może każdy polityk PiS, jest łatwa w swym przesłaniu, nie wymaga żadnej samodzielności, kreatywności, głębi.

Karczewski poparł Ryszarda Czarneckiego, który określił europosłankę Platformy Obywatelskiej Różę Thun „szmalcownikiem”. Dulski zaapelował do Thun, aby zrezygnowała z polityki.

To jest zakłamanie. Brudy są dziełem dziełem zbiorowym polityków PiS, są widziane w całej Europie i postponowane, na tym traci Polska. Dlaczego jeszcze miałyby być zakłamywane przez polityków opozycji? Róża Thun nazwała po imieniu antypolskie efekty polityki PiS, przynoszące naszemu krajowi ujmę, przynoszące wstyd.

Kołtun Karczewski ma oczekiwania, że inni będą wyznawać taką dulszczyznę jak on. Ktoś taki jak Karczewski powinien ustapić ze stanowiska, marszałek Senatu nie może być kołtunem. Marszałek jest funkcją dla szlachetnego człowieka, a nie dla stłamszonego Dulskiego, panie Felicjanie Karczewski!

 

Senator Kogut przed głosowaniem źle się poczuł. Bielan: Prezes PiS rekomendował nam poparcie wniosku prokuratury

„Prezes PiS Jarosław Kaczyński rekomendował poparcie wniosku prokuratury ws. wyrażenia zgody na zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie senatora Stanisława Koguta” – powiedział wicemarszałek Senatu Adam Bielan. W Senacie w piątek zarządzono przerwę w obradach przed głosowaniem wniosku prokuratury w sprawie wyrażenia przez izbę zgody na zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie senatora Stanisława Kogut.

Senat w piątek będzie głosował nad wnioskiem prokuratury w sprawie wyrażenia przez izbę zgody na zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie senatora Stanisława Koguta.

Bielan został zapytany przez dziennikarzy, czy podczas czwartkowego posiedzenia klubu senackiego PiS prezes Jarosław Kaczyński rekomendował, żeby senatorowie poparli wniosek prokuratury. – Pan prezes był na posiedzeniu klubu senackiego i nas o to poprosił, rekomendował – oświadczył wicemarszałek.

Na pytanie, czy dlatego o to prosił, bo we wtorek senacka komisja regulaminowa zarekomendowała odrzucenie wniosku o wyrażenie zgody na zatrzymanie senatora Koguta odpowiedział: Pan prezes często nas odwiedza jako klub senacki, decyzja komisji zapewne wpłynęła na jego determinację, żeby z nami porozmawiać.

Dopytywany, czy senatorowie zostali przekonani przez prezesa PiS wicemarszałek odpowiedział, że „trzeba pytać innych kolegów”. A pytany, czy prezes przekonał jego dodał, że „był już przekonany jeszcze przed wizytą pana prezesa”.

W grudniu ub.r. CBA zatrzymało pięć osób podejrzewanych o korupcję, w tym m.in. syna senatora Koguta – Grzegorza, który jest wiceprezesem zarządu małopolskiej Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym; prezesem tej fundacji jest senator Kogut. Prokuratura chce postawić zarzuty również senatorowi Kogutowi, który już sam zrzekł się immunitetu chroniącego parlamentarzystę.

Tymczasem senator Jerzy Fedorowicz (PO) powiedział dziennikarzom, że zarządzono przerwę w głosowaniu, po tym jak Stanisław Kogut źle się poczuł.

Tajne obrady

Za utajnieniem obrad opowiedziało się 63 senatorów, 9 było przeciwnych, 15 wstrzymało się od głosu.

Głosowanie nad wnioskiem prokuratury ws. odbędzie się na jawnej części obrad.

Utajnienie ma związek z tym, że przedmiotem obrad mogą być w tym punkcie informacje objęte klauzulą „poufne”.

Senator PO Bogdan Klich powiedział w piątek rano dziennikarzom, że po zakończeniu utajnionej części posiedzenia Senatu odbędzie się posiedzenie klubu senatorów PO, który podejmie decyzję dot. głosowania ws. senatora Koguta.

Jak do tej pory tylko nieliczni spośród senatorów mieli okazję wysłuchać tych argumentów i tych informacji podczas posiedzenia komisji regulaminowej. Nie wszyscy mieli okazję zapoznać się z materiałami zgromadzonymi przez prokuraturę i nie wszyscy mieli okazję wysłuchać argumentacji samego zainteresowanego, czyli senatora Koguta. To jest pierwszy krok, żeby można było w drugim podejmować decyzję – mówił Klich.

Także klub senatorów PiS zwołał na piątek, na godz. 12 posiedzenie. Senator PiS Jan Maria Jackowski powiedział PAP, że sprawa wniosku prokuratury dot. senatora Koguta będzie jednym z tematów posiedzenia – senatorowie będą podejmować decyzję, jak głosować.

 

Według prokuratury Kogut miał wywrzeć wpływ na wydanie decyzji o umorzeniu postępowania administracyjnego, które dotyczyło wpisania do rejestru zabytków budynku dawnego hotelu Cracovia i kina Kijów w Krakowie. W zamian za to – napisano w komunikacie PK – „senator miał przyjąć obietnicę udzielenia mu korzyści majątkowej znacznej wartości w kwocie 1 miliona złotych”, przy czym połowa tych pieniędzy „została przyjęta w formie darowizny wpłaconej na rzecz Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym, w której senator pełnił funkcję prezesa zarządu”.

Prokuratura chce też Kogutowi postawić zarzut przyjęcia korzyści majątkowej o wartości co najmniej 170 tysięcy złotych „w zamian za wywarcie wpływu na prezesa zarządu i członków zarządu PKP S.A. w zakresie podjęcia decyzji dotyczącej jednej z umów zawartych pomiędzy PKP a innym podmiotem gospodarczym”, na mocy której „krakowska firma miała otrzymać 4 miliony 400 tysiące złotych jako udział w kosztach prowadzonej inwestycji rozbudowy dworca autobusowego w Krakowie”.

Trzeci zarzut dotyczy z kolei „pośrednictwa przy załatwianiu sprawy penitencjarnej skazanego za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą”. Według prokuratury Kogut miał „pośredniczyć w zamianie sposobu odbywania kary przez skazanego na lżejszy system półotwarty w zamian za korzyść majątkową o wartości co najmniej 24 tysięcy złotych w postaci wyposażenia oświetlenia obiektów sportowych należących do Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym.

dziennik.pl

Flagowa inicjatywa Andrzeja Dudy zablokowana. Działania prezydenta nie spodobały się w PiS?

Andrzej Duda ma spory problem ze swoją czołową inicjatywą polityczną – referendum konstytucyjnym. Głowa państwa chciałaby być liderem debaty nad zmianą ustawy zasadniczej, jednak po letnich waśniach z partią rządzącą pozostaje w temacie osamotniona. Partia rządząca bowiem jest nastawiona do całej sprawy sceptycznie.

Prawo i Sprawiedliwość traktuje referendum jako inicjatywę własną prezydenta i w żaden sposób nie wspiera starań Pałacu Prezydenckiego. Kluczowe dla Andrzeja Dudy jest dojście do porozumienia z marszałkiem Senatu, ponieważ od decyzji izby wyższej parlamentu zależy los całego projektu. Tutaj prezydent natrafia na opór. Stanisław Karczewski wskazał jako główną kwestię sporną datę referendum. Pałac Prezydencki dąży do dwudniowego głosowania w okresie Święta Niepodległości 11 listopada, co marszałek skomentował następująco:

“Moje środowisko polityczne nie jest zachwycone tą datą, bo jest ona ważna dla Polaków. Chcemy, żebyśmy świętowali w tym okresie”.
Święto Niepodległości to idealny pretekst do utarcia nosa prezydentowi przez PiS. Wiadomo, że partia rządząca marzy o bardzo hucznych obchodach, wyjątkowej, ponieważ 100 rocznicy odzyskania niepodległości.

Stanisław Karczewski spotkał się w sprawie referendum z prezydenckim ministrem – Pawłem Muchą. O impasie świadczy najdobitniej komentarz marszałka, który ocenił, że jedynym ustaleniem ze spotkania jest organizacja kolejnego w najbliższym czasie.

Na ten moment Andrzej Duda ma po swojej stronie jedynie Kukiza, który jako orędownik reformy ustrojowej gorąco wspiera referendum. Wahanie w PiS wydaje się naturalną konsekwencją prezydenckich vet. Prawo i Sprawiedliwość nie ma interesu w promowaniu prezydenta, ponieważ im mocniejsza pozycja głowy państwa, tym trudniejsze negocjacje z Pałacem. Tym samym przypisanie sobie zasługi przez Andrzeja Dudę w tak ważnym obszarze jak ustawa zasadnicza i skradnięcie chwały obchodów 100 rocznicy odzyskania niepodległości wydaje się stanowczo przekraczać to, co PiS jest gotowe zaoferować. Tym bardziej, że PiS musiałby zagwarantować mobilizację elektoratu do głosowania, aby nie doszło do kompromitująco niskiej frekwencji. Jest to duży wysiłek organizacyjny. Klęska frekwencji skompromitowałaby wprawdzie głowę państwa, co byłoby użytecznym narzędziem w ręku prezesa, jednak polityczna cena spadłaby na cały obóz Zjednoczonej Prawicy. Oczywiście jest możliwość wyjątku od opisanej sytuacji. Prezydent musiałby jednak zapłacić polityczną cenę za poparcie dla swojego projektu referendum, a byłaby ona bez wątpienia wysoka.

Źródło:  rp.pl

crowdmedia.pl

„Kandydatem PiS na prezydenta będzie Morawiecki”. Radosław Sikorski i Anne Applebaum dla „Newsweeka”

Były szef MON i były szef MSZ przekonuje, że w wyniku rekonstrukcji rządu prezydent Andrzej Duda został bardzo mocno obciążony wśród elektoratu skrajnie prawicowego. Stawia też hipotezę, że z tego powodu kandydatem Prawa i Sprawiedliwości w wyborach prezydenckich w 2020 roku będzie obecny premier Mateusz Morawiecki.

newsweek.pl

Polityczna dulszczyzna marszałka Karczewskiego

19.01.2018
piątek

Marszałek Senatu rusza na odsiecz eurodeputowanemu Czarneckiemu. Karczewski wzywa eurodeputowaną Różę Thun, z krakowskiego domu Woźniakowską, działaczkę studenckiej opozycji demokratycznej, do wycofania się z polityki. Co za tupet.

Po Czarneckim nie ma się czego spodziewać, ale marszałek Senatu to trzecia osoba w państwie: szlachectwo zobowiązuje. A jednak przemówiła przez niego polityczna dulszczyzna: brudy prać w Polsce. Tylko że te brudy to efekt rządów prawicy Kaczyńskiego, Ziobry i Gowina, których bezgranicznie lojalnym żyrantem jest Karczewski.

Pani Thun jest politykiem opozycji i miała pełne prawo przedstawić swoją ocenę tej polityki w niemieckiej telewizji. Jest to ocena krytyczna, ale trudno, by eurodeputowana z ramienia PO uprawiała kult Kaczyńskiego.

Co więcej, jest to ocena zgodna z prawdą. Polska pod rządami zjednoczonej prawicy jest w konflikcie z standardami europejskimi w dziedzinie praworządności i demokracji, a Waszczykowski z Szydło wielokrotnie dolewali oliwy do ognia, zamiast współpracować. Utrwalało się w Brukseli wrażenie, że PiS szykuje się do „polexitu”.

W państwie polskim źle się dzieje, alarm jest wręcz obowiązkiem, bo Polska zawdzięcza wiele Unii, a Unia wciąż wiąże z Polską wielkie nadzieje.

Dlaczego polska polityk miałaby w zagranicznym medium poświadczać nieprawdę, tuszować, przemilczać, łagodzić? Zachowała się jak prawa i sprawiedliwa posłanka polska w parlamencie Unii. Dopóki Polska jest w UE, jej sprawy są także sprawami Unii. Opinia europejska ma prawo poznać ocenę doświadczonego przedstawiciela polskiej opozycji na te tematy.

Za taką postawę najpierw została, wraz z grupą innych eurodeputowanych z PO, symbolicznie powieszona przez neofaszystów, a potem nikczemnie zaatakowana przez Czarneckiego, wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego (słoma z butów).

Marszałek Karczewski zamiast bronić Thun przed kalumniami Czarneckiego, przyłącza się do pisowskich potępień. Bo mówi prawdę o polityce PiS na forum europejskim. Owszem, zdystansował się od samych obraźliwych słów Czarneckiego, lecz potępił Thun za to samo co hejterska prawica. To warte mniej więcej tyle co złota fraza rzecznik Mazurek (dziś wicemarszałek Sejmu!), że wprawdzie potępia kopiącego przeciwnika PiS, ale go rozumie.

Polityczna nagonka na panią Thun z wysokiego pisowskiego szczebla nie ustaje, mimo że nowy premier i nowy szef dyplomacji łudzą Unię jakimś „nowym otwarciem”. Nowe otwarcie to będzie, jeśli Czarnecki przeprosi panią Thun i sam wycofa się z polityki, a Karczewski zajmie się senatorem Kogutem.

szostkiewicz.blog.polityka.pl

PIĄTEK, 19 STYCZNIA 2018

 

Bielan: Decyzja polityczna ws. reparacji po zakończeniu prac zespołu parlamentarnego

Adam Bielan w rozmowie z Marcinem Fijołkiem w poranku „Siódma-Dziewiąta”, wspólnej audycji rozgłośni katolickich, pytany o słowa Arkadiusza Mularczyka stwierdził że taka ocena „jest niepotrzebna”.

– Przecież cóż innego robi w tej chwili poseł Mularczyk jak nie organizuje pracy ekspertów sejmowych? W momencie, kiedy te prace się zakończą, będziemy podejmować decyzję polityczną, jaki bieg nadać tej sprawie – mówił.

– Nie zgodziłbym się, że tutaj doszło do jakiegoś zwrotu. My tej sprawy nie stawialiśmy jeszcze oficjalnie w rozmowach z naszymi niemieckimi partnerami – przyznał wicemarszałek Senatu.

300polityka.pl

STAN GRY: Krasnodębski i Wiśniewska przeciw zabijaniu na futra, RZ: Prezes nie odpuści myśliwym, Kondzińska: Kaczyński buduje pragmatyczny konserwatyzm, Lisiewicz o 30-letnich karierowiczach

— KOWALCZYK O POWODACH ZMIANY PREMIERA, BRUDZIŃSKI I MORAWIECKI NA NARADACH WS ORKANU – 300LIVEhttp://300polityka.pl/live/2018/01/19/

— ODESŁAĆ FUTRO DO HISTORII – Wojciech Mucha w GPC: “To będzie szok dla zwolenników krwawego biznesu, jakim jest hodowla zwierząt futerkowych. Mieszkańcy miejscowości opanowanych przez hodowców, aktywiści, a także konserwatywni europarlamentarzyści z Prawa i Sprawiedliwości wezmą udział w otwarciu wystawy „Make Fur History”, która w przyszłym tygodniu zostanie otwarta w europarlamencie”.

— MUCHA O TYM, JAK PR-OWCY PRZEMYSŁU ZABIJANIA ZWIERZĄT NA FUTRO ODWOŁUJĄ SIĘ DO ŁATEK “LEWACTWA”: Przekonanie, że zwolennicy prawicy są jednocześnie przeciwnikami praw zwierząt, jest tak samo prawdziwe jak stwierdzenie, że likwidacja hodowli zwierząt futerkowych oznacza zakończenie programu Rodzina 500+. Czyli wcale. Wystarczy, by rzekomi prawicowcy poczytali choćby pisma Józefa Mackiewicza. Ten często wyciągany na sztandary prawicy najsłynniejszy antykomunista był prywatnie znawcą i piewcą przyrody. Nie przeszkadza to jednak potężnemu lobby wspieranemu przez firmy z branży public relations przekonywać, że ubój milionów zwierząt rocznie to podstawa polskiej gospodarki, a ten, kto jest temu przeciw, jest „lewakiem” i „ekoterrorystą”.

— JADWIGA WIŚNIEWSKA O CIERPIENIU ZWIERZĄT – w tekście Muchy: “ – Żadna cena futra nie zrekompensuje cierpienia tych miłych zwierząt, które są hodowane i uśmiercane w koszmarnych warunkach”.

— POLSKA TRAKTOWANA JAK BANTUSTAN – Krasnodębski w tekście Muchy: “ – Jako europoseł popierałem już wcześniej rezolucje europarlamentu ws. królików czy koniowatych. Nie widzę powodu, żebyśmy mieli popierać taką wielką produkcję rolną czy przemysłową, która łączy się z niszczeniem środowiska, rodzinnych gospodarstw, a także niepotrzebnym cierpieniem zwierząt. Polska jest traktowana jak Bantustan, gdzie ma się wykonywać brudne produkcje. Nie zgadzam się na takie traktowanie Polski, polskiej przyrody i polskich rolników”. http://gpcodziennie.pl/79026-odeslacfutrodohistorii.html

— PREZES NIE ODPUŚCI MYŚLIWYM – Wiktor Ferfecki w RZ: “PiS rozważa wycofanie przepisów ułatwiających polowania. Chce tego Jarosław Kaczyński. (…) Z moich informacji wynika, że Jarosław Kaczyński nie jest zwolennikiem niedawno uchwalonych zapisów. Stanowisko naszego zespołu trafiło też do komisji i podkomisji zajmującej się dużą nowelizacją prawa łowieckiego – mówi członek Zespołu Przyjaciół Zwierząt Grzegorz Puda z PiS”. http://www.rp.pl/Polityka/301189887-Prezes-PiS-Jaroslaw-Kaczynski-nie-odpusci-mysliwym.html&template=restricted

— ZUZANNA DĄBROWSKA O ODKRĘCANIU USTAWY DLA MYŚLIWYCH “Z PREZESEM” – pisze w RZ: “Trudno. Nawet jeśli znowu realizuje się scenariusz „dobry car i źli bojarzy”, to i tak się cieszę. Jest szansa na zmianę dopiero co wprowadzonych przepisów podyktowanych przez lobby myśliwych. Przepisów, które po raz kolejny dają im nadzwyczajne uprawnienia, nawet w rezerwatach i na prywatnej ziemi. Jest taki las, po którym chodzę i zimą, i latem. I na grzyby, i podglądać żurawie. I żeby się schować przed światem. I nie chcę, żeby mnie jakiś wąsacz z giwerą z tego lasu wyrzucał, grożąc grzywną lub, co gorsza, postrzałem”. http://archiwum.rp.pl/artykul/1364374-Jak-odkrecac-to-z-prezesem.html

— PIOTR ZAREMBA O IDEOLOGICZNEMU KOLONIZOWANIU OPOZYCJI HASŁAMI LEWICY – pisze w DGP: “Hasło, że strona liberalna nie ma dziś programu, służy najróżniejszym celom. Dla rzeczników poglądów Barbary Nowackiej czy „Gazety Wyborczej” to droga do jeszcze większej ideologicznej kolonizacji tych partii. Która i tak już nastąpiła. A trudno dowieść założenia, że skoncentrowana na walce o prawa kobiet do aborcji na życzenie, o prawa par gejów do adopcji czy o spełnienie postulatów feministek, będzie popularniejsza niż dziś. To nie wynika z sondaży, te hasła są wybitnie mniejszościowe. Po prostu niektórzy ludzie potrzebują opozycji jako sztandaru”.

— O ZAKŁADNIKACH ŚWIERGOTLIWEGO, HIGLIFOWEGO ZAPLECZA – dalej Zaremba: “Innym grzechem jest uleganie elitarystycznym odruchom, choć tu partie opozycyjne są bardziej zakładniczkami swojego świergotliwego, highlife’owego zaplecza. Wystarczy, że znana reżyserka ogłosi, iż chce, „aby było, jak było”, a jedna czy druga celebrytka okaże lekceważenie prostym ludziom, aby wrzucano to na barki Schetyny i Kopacz, Lubnauer i Petru”.

— LUDZIE, KTÓRYM TRZEBA PRZYPOMIONAĆ O POWADZE NIE PASUJĄ DO STRATEGII DŁUGIEGO TRWANIA – dalej Zaremba: “I tu widzę podstawową różnicę. Kaczyński, przy tysiącach słabości, był często znienawidzonym, ale zawodnikiem ciężkiego kalibru. Nie dostrzegam nikogo takiego pośród liderów obecnej opozycji, łącznie z najbardziej zręcznym Donaldem Tuskiem. To, że startują z innych pozycji niż nieustannie okładana po głowie prawica, że mają za sobą wciąż rządy Europy, biznesowe i intelektualne elity, silne korporacje, a jednak zepchnięto ich w narożnik wiecznej śmieszności, czyni ich bardziej histerycznymi, niekoniecznie skuteczniejszymi. Ludzie, którym trzeba nieustannie przypominać o powadze, kiepsko pasują do strategii długiego trwania”.

— PUCZ POJAWIAŁ SIĘ JUŻ W WYPOWIEDZIACH ROKITY – PRZYPOMINA ZAREMBA: “Przestrogi prawicy przed ich „puczem” to propaganda, próba zepchnięcia opozycji w kryminalny zaułek. Warto by ją zastąpić poważną debatą, choć niewielkie są na nią szanse w polityce sprowadzonej do spektaklu. Z kolei oburzonym tą „kryminalizacją” przypomnę, że po raz pierwszy w III RP formuły „wywrotowej opozycji” użył w 1993 r. polityk Unii Demokratycznej Jan Rokita. Kierował ją wobec tych środowisk, które dziś uczestniczą we władzy. Ta huśtawka naprzemienności trwa od początku. Dziś to główna reguła polskiej polityki”. http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/567044,pior-zaremba-o-opozycji-samozaoranie-polityka.html

— PIS IDZIE PO NORMALSÓW – Agata Kondzińska na jedynce GW: “– To nawet nie jest plan na Morawieckiego jako przyszłego lidera prawicy, bo jeszcze nie wiemy, jak się sprawdzi. To próba zmiany kursu. Radykałowie są już przy ścianie, nie będą się buntować, nie mają ruchu. Mogą pojękiwać wewnątrz, ale przyjdzie czas, że Pawłowicz, Tarczyński, Macierewicz też zrozumieją, że to dla nas jedyna droga na przetrwanie – dodaje nasz rozmówca. Kolejny polityk PiS: – Idziemy po elektorat wielkomiejski, o który będziemy zabiegać np. walką ze smogiem. Tu dużą rolę odegra resort Jadwigi Emilewicz, która od dawna zajmuje się tym tematem”.

— PUZZLE KACZYŃSKIEGO, CZYLI PO CO MORAWIECKI ZOSTAŁ PREMIEREM – Agata Kondzińska w GW: “Decyzja o tym, że szefem rządu zostanie Morawiecki, zapadła w połowie listopada. To był plan ratunkowy. Premierem miał być Kaczyński, który wycofał się w ostatniej chwili. – Było już pewne, że Szydło z nami nie może zostać. Konflikty narastały, media spekulowały o dymisjach, relacje z Unią się pogarszały. To był najlepszy moment na zmiany i na pozbycie się obciążających nas ministrów – opowiada polityk z Nowogrodzkiej, siedziby PiS”.

— KACZYŃSKI ZBUDUJE PRAGMATYCZNE KONSERWATYWNE UGRUPOWANIE – polityk PiS w tekście Kondzinskiej: “- Myślę, że Jarosław Kaczyński już wie, ale jeszcze nie wypowiedział tego głośno: zamiast narodowo-populistycznej partii, którą stworzył, właśnie zaczął budowę pragmatycznego, konserwatywnego ugrupowania – mówi nam polityk PiS. http://wyborcza.pl/7,75398,22917560,puzzle-kaczynskiego-czyli-po-co-morawiecki-zostal-premierem.html

— RZĄD PIS DA ULGĘ NA PORSHE – Andrzej Kublik w GW: “– Samochód Porsche Panamera S E-Hybrid Executive w cenniku podstawowym jest wyceniony na 968 tys. 780 zł. Ustawodawca proponuje, żeby odciążyć to auto w zakresie podatku akcyzowego, wówczas właściciele płaciliby o 174 tys. 380 zł mniej, co jest bardzo zauważalną dla nich kwotą – powiedział Peczkis. I zaznaczył, że rząd nie przewidział ulg podatkowych dla nabywców dużo tańszych aut hybrydowych bez wtyczki. – To zwolnienie jest zarezerwowane tylko dla pojazdów, które dla zwykłych przeciętnych Polaków są drogie i niedostępne – stwierdził senator PiS”. http://wyborcza.pl/7,155287,22915558,pis-nie-pozwoli-niepelnosprawnym-na-wjazd-do-centrow-miast.html

— MORAWIECKI PRZEKREŚLIŁ SWOJE SZANSE NA BYCIE SUKCESOREM KACZYŃSKIEGO – pisze Piotr Lisiewicz w Gazecie Polskiej: “Niestety, Morawiecki na samym starcie przekreślił swoje szanse nie na udane premierostwo, ale właśnie na sukcesję po Kaczyńskim. Kto zna się na wyścigach na żużlu, ten wie, że moment startu ma w nich znaczenie kluczowe. Tu było podobnie. Wszystkie oczy „pisowskiego ludu” zwrócone były z zaciekawieniem na Morawieckiego. Na wizerunek potencjalnego sukcesora składały się dwa elementy – rodowód z Solidarności Walczącej i z Banku Zachodniego WBK. Dziś znamy proporcje, gdy chodzi o mentalność ludzi Morawieckiego – 0 proc. Solidarności Walczącej, 100 proc. BZ WBK. Na początku premierostwa Morawieckiego odejść musiał Macierewicz, a „ludzie Morawieckiego” w rządzie okazali się być ludźmi Gowina. Otóż jest wykluczone, by ktoś o poglądach Gowina był sukcesorem Kaczyńskiego”.

— PIS ZBRZYDŁ JAK SCHYŁKOWA SANACJA – pisze Lisiewicz: “PiS pokazał owym zwolennikom: dajcie spokój, to tylko maskarada, traktujemy was jak swoją armię, o ile jesteście użyteczni dla aparatu partyjnego, ale sami ani was nie rozumiemy, ani siebie za nic więcej niż partyjną maszynkę nie uważamy. PiS zbrzydł – taka diagnoza wydaje się trafna. Być może można to porównać do brzydnięcia schyłkowej sanacji?”

— LISIEWICZ PRZYWOŁUJE ANEGDOTĘ O USUNIĘCIU KISIELA Z ŁAMÓW TYGODNIKA POWSZECHNEGO JAKO ILUSTRACJĘ TEGO, CO SIĘ STAŁO Z MACIEREWICZEM: “No więc w czym problem? Pamiętam, że pierwszy redaktor naczelny „GP” Piotr Wierzbicki opisywał, jak redakcja „Tygodnika Powszechnego” w 1989 r. pozbyła się swojego felietonisty Stefana Kisielewskiego. Otóż rządzący pismem „intelektualiści”, na czele z Jerzym Turowiczem, Stanisławem Stommą, Władysławem Bartoszewskim (wpływowi – wszak „ich” Tadeusz Mazowiecki został właśnie premierem) pewni byli, że ludzie czytają „TP” dla ich sążnistych artykułów z okładki, a felietony „Kisiela” traktują marginalnie, ot, jak lekki, trzeciorzędny dodatek. Tymczasem „TP” stracił chyba z 90 proc czytelników, bo ludzie czytali go właśnie dla pióra „Kisiela”. Dlaczego? Ano, z punktu widzenia panów polityków, niezrozumiała metafizyka”.

— LISIEWICZ O 30-LETNICH KARIEROWICZACH W NATARCIU: “Warto wspomnieć o jeszcze jednym tabu: negatywnym czynnikiem w PiS jest nadmierny wzrost wpływu 30-parolatków działających na zapleczu prezydenta, premiera i ministrów. To zjawisko pojawia się w wypadku wszystkich rządów, które trwają dłużej niż dwa lata. Bardzo negatywne skutki miało choćby w czasie rządów AWS. Mowa o 30-parolatkach, którym z racji wysokich zarobków zaczyna doskwierać mania wielkości. Często pracują w PR, w spółkach Skarbu Państwa czy na urzędniczych stanowiskach średniego szczebla albo jako asystenci ministrów. Z reguły mają też dobry kontakt z rówieśnikami – dziennikarzami prorządowych redakcji. Właśnie po około dwóch latach zarabiania, np. kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie, zaczynają oni dochodzić do wniosku, że w gruncie rzeczy są sprawniejsi od jakiegoś Kaczyńskiego czy Macierewicza – wszak jako młodsi lepiej rozumieją otaczający nas świat. Ich fascynacji polityczną skutecznością towarzyszy coraz bardziej sceptyczny stosunek do ideowości, która w wypadku niektórych z nich jeszcze dwa lata wcześniej odgrywała rolę niemałą”. http://niezalezna.pl/214574-rekonstrukcja-rzadu-wedlug-piotra-lisiewicza-macierewicz-w-odstawke-gowin-na-fali

— JACEK KARNOWSKI PISZE, ŻE OPOZYCYJNA MATERIA ROZPADA SIĘ W RĘKACH:  “To już nie jest kryzys; to jest rodzaj politycznej entropii, zapaści, rozpadu. Nawet nie politycznego, ale tak naprawdę fizycznego. Opozycyjna materia zardzewiała, skruszała, i rozpada się w rękach”.

— KARNOWSKI O TWARDYM ELEKTORACIE, KTÓRY POZWOLIŁ PRZETRWAĆ PIS-OWI: “Bo Platforma nie ma swoich „moherów”; owszem, paru „wyznawców” tej formacji pewnie chodzi po polskiej ziemi, ale jednak nie jest to grupa na tyle liczna, by gwarantowała przyzwoite przetrwanie w czasach tak silnej dekoniunktury. To także uwaga do tych wszystkich publicystów, którzy dziś, w czasach tryumfów PiS, szydzą z najwierniejszych wyborców tej partii; gdyby nie owi wyborcy, dziś ludzie światli i umiarkowani nie cieszyliby się z obecnego kursu rządu prawicowego. Po prostu nie przetrwałaby struktura polityczna, która w odpowiednim momencie mogła pokusić się o odebranie władzy III RP” https://wpolityce.pl/m/polityka/377211-dwa-lata-temu-schetyna-nie-przemyslal-sprawy-probowal-powtorzyc-droge-tuska-dzis-zbiera-owoce-tej-fatalnej-pomylki

— O MODELU KANCLERSKIM MORAWIECKIEGO – Zuzanna Dąbrowska w RZ: “Ale są także dobre strony takiego modelu: Morawiecki w wielu kwestiach ma wolną rękę i może testować poparcie elektoratu dla bardziej umiarkowanych rozwiązań. Jego rząd ma się podobać centrowym wyborcom, a PiS będzie robić swoje w parlamencie. Choć większość tego „swojego” raczej jest już przeprowadzona i drugą połowę kadencji można spędzić na zbieraniu owoców „dobrej zmiany”. No, chyba że coś się wymyśli, by zaspokoić oczekiwania poseł Krystyny Pawłowicz albo posła Stanisława Pięty. Tylko że do tego opinia rządu nie będzie wcale potrzebna”.

— RZECZPOSPOLITA O KŁOPOTACH TWÓRCÓW SOLVERE – jak pisze Izabela Kacprzak: “– Sprawa jest na etapie czynności sprawdzających – podkreśla prok. Łapczyński. Prokuratura nie zdradza, jakie wątpliwości są w oświadczeniach majątkowych Matczuka i Plakwicz. Odpowiedzi na ten temat odmówiła posłom także ówczesna szefowa kancelarii premier Beaty Szydło – Beata Kempa, stwierdzając, że „dane zawarte w oświadczeniach majątkowych stanowią tajemnicę prawnie chronioną i podlegają ochronie przewidzianej dla informacji niejawnych o klauzuli tajności »zastrzeżone«”. http://www.rp.pl/Polityka/301189889-Klopoty-autorow-slynnej-afery-billboardowej.html

— MONIKA OLEJNIK O DOBREJ ZMIANIE – pisze w GW: “Być może w tej całej zmianie pomógł niespokojny sen Donalda Tuska, który bił na alarm, tweetując: „Alarm. Ostry spór z Ukrainą, izolacja w UE, odejście od rządów prawa, niezawisłości sądów, atak na sektor pozarządowy i wolne media. Strategia PiS czy Kremla?”. I nagle się okazuje, że przyjeżdża do nas szef dyplomacji amerykańskiej, minister Czaputowicz jest rozrywany w Europie, zmienia się wizerunek Polski… A może ruszyła maszyna bezpieczeństwa narracyjnego (MaBeNa), której domagał się prof. Andrzej Zybertowicz?” http://wyborcza.pl/7,75968,22917394,jeszcze-lepsza-zmiana.html

— JEDNAK NIE BĘDZIE WOJNY Z NIEMCAMI – Bartosz T. Wieliński: “Po co nam było jeść tę żabę? Pół roku po ogłoszeniu przez Jarosława Kaczyńskiego, że Polska będzie walczyć o reparacje wojenne od Niemiec, po niezliczonych wypowiedziach niższych rangą polityków PiS i setkach publikacji w podległych partii mediach okazuje się, że nasza dyplomacja jednak nie będzie walczyć z Niemcami”. http://wyborcza.pl/7,75968,22917571,jednak-nie-bedzie-wojny-z-niemcami.html

— ROMAN GRACZYK CHWALI LINIĘ CZAPUTOWICZA: “W sytuacji międzynarodowej Polski, która częściowo jest obiektywnie trudna z racji położenia geograficznego, a częściowo jest wynikiem polityki obrażania się i obrażania sąsiadów i partnerów, prowadzonej przez ministra Waszczykowskiego, nie mamy wielkiego wyboru. Jeśli nie oprzemy się Niemczech, to na kim? – tak brzmi brutalnie nasz geopolityczny dylemat. Odwracanie się plecami do faktów jest dziecinadą, gdy zaś czyni to minister spraw zagranicznych, jest to dziecinadą niebezpieczną dla państwa. Bogu dzięki!, Witold Waszczykowski już nie urzęduje przy Alei Szucha 23, a jego następca, przynajmniej na razie, robi wrażenie polityka innego wprost kalibru”. http://fakty.interia.pl/opinie/graczyk/news-niemcy-nasza-kotwica,nId,2510237

— JAKUB MAJMUREK O MOCARSTWOWYCH PLANACH POLSKI JAK W KLAPKACH NA MOUNT EVEREST: “Warto dziś pamiętać o tej lekcji. Przed Polską stoi wiele realnych wyzwań. Wyjście ze średniego poziomu rozwoju gospodarczego, odnalezienie miejsca w zmieniającej się Europie, budowa instytucji – służby zdrowia, oświaty, opieki, transportu zbiorowego – odpowiadających słusznym aspiracjom obywateli, zabezpieczenie się przed coraz bardziej asertywną polityką Rosji. Mocarstwowe plany przed załatwieniem tego wszystkiego, przypominają postawę kogoś, kto w t-szercie, w klapkach, bez kondycyjnego przygotowania i doświadczenia w górach chce wejść na Mount Everest. Naprawdę najpierw warto kupić odpowiednie buty i spróbować sił na czymś w rozmiarach Śnieżki”.

— MAJMUREK O PUŁAPKACH FUTUROLOGII I NIESPEŁNIONEJ PROGNOZIE FRIEDMANA: “Friedman w 1991 opublikował książkę „The Coming War With Japan”. Stawiał w niej tezę, że po końcu zimnej wojny główną oś sporu w światowej polityce będzie stanowić ten między Stanami Zjednoczonymi a Japonią. Przewidywał, że spór będzie tak intensywny, iż w ciągu 20 lat wysoce prawdopodobna jest nowa wojna japońsko-amerykańska. Minęło 27 lat i na żaden amerykańsko-japoński konflikt się nie zanosi. Nie znaczy to, że Friedman myli się także w kwestii Polski. Jego przestrzelony japoński scenariusz powinien nas jednak uczulić na ryzyko pomyłki wpisanej we wszelką polityczną futurologię”. http://newsweek.pl/polska/polska-bedzie-potega-george-friedman-sie-myli,artykuly,421957,1.html?src=HP_Section_1

— W TVP WALCZĄ O WPŁYWY I KASĘ – Agnieszka Kublik w GW: “Przy Woronicza mówi się, że Pobudzin miał stracić pracę, bo budowanie takiej samodzielnej pozycji nie podobało się ani prezesowi Kurskiemu, ani dyr. Stanisławowi Bortkiewiczowi – jego prawej ręce. – Gdy Pobudzin nie chciał podpisać nowych kontraktów Adamczyka i Holeckiej, jego przyszłość była przesądzona – twierdzi nasz rozmówca z TVP. – W tej sytuacji Pobudzin złożył rezygnację. Kurski zgodził się ją przyjąć. W geście solidarności z Pobudzinem do dymisji mieli się podać Grzegorz Pawelczyk, zastępca szefa TAI i dyrektor TVP Info, oraz Ewa Bugała, reporterka „Wiadomości” i prowadząca w TVP Info program „Nie da się ukryć”. Firma wysłała ich jednak na urlop”. http://wyborcza.pl/7,75398,22915751,w-tvp-walcza-o-wplywy-i-kase.html

— KAMIL DZIUBKA O KULISACH ZWOLNIENIA POBUDZINA: “Z informacji Onetu wynika, że konflikt Kurskiego z Pobudzinem trwał od dawna. Prezes TVP pierwszy raz miał upomnieć szefa TAI już latem, po tym, jak dowiedział się, że Pobudzin pojechał na kongres PiS do Przysuchy. Później miał mieć pretensje, że za jego plecami spotyka się w gabinecie z politykami partii rządzącej. Podobno częstym gościem miał być Antonii Macierewicz”. https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/kulisy-trzesienia-ziemi-w-tvp-kurski-publicznie-zbesztal-pobudzina/n5zkpq8?utm_source=wiadomosci_viasg&utm_medium=nitro&utm_campaign=allonet_nitro_new&srcc=ucs&utm_v=2

— FAKT KRYTYKUJE WYJAZD BEATY KEMPY DO JORDAŃSKICH OBOZÓW DLA OFIAR WOJNY W SYRII: “Fakt poprosił Beatę Kempę o komentarz w tej sprawie. W przesłanym nam stanowisku wyjaśniła, że poleciała do Jordanii Embraerem: „Analiza warunków skorzystania z linii rejsowej wykazała, że taki sposób dostarczenia pomocy humanitarnej będzie najszybszy, najbezpieczniejszy i najbardziej korzystny. Przypomnę, że nasza wizyta nie miała charakteru czysto formalnego, ale była to realna pomoc dla uchodźców i na pokład samolotu zabraliśmy niemal pół tony paczek z artykułami szkolnymi”. „To wszystko chcieliśmy w sprawny i jak najszybszy sposób dostarczyć potrzebującym. I tylko skorzystanie z rządowego samolotu dało taką możliwość. Poza tym chcieliśmy umożliwić przedstawicielom mediów zapoznanie się z rzeczywistą sytuacją w obozach dla uchodźców” – wyjaśniła”. https://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/beata-kempa-tlumaczy-sie-z-wizyty-w-jordanii/ecql67v

— PIOTR SEMKA O ZASADNOŚCI WYJAZDU KEMPY DO JORDANII: “Czas był wypełniony wizytami w obozach. W trakcie jednej z nich otwarto „Polskie Medyczne Centrum Szkoleniowe” na terenie obozu dla syryjskich uchodźców w Zaatari. Byli przedstawiciele polskiego UNICEF-u, którzy pytali na czym się skupić w zbieraniu pomocy i byli przedstawiciele Wojskowego Instytutu Medycznego, którzy przyglądali się, jaką pomoc zapewniły państwa Zachodnie i dowiadywali się, czego najbardziej potrzebują osoby w tych obozach. Tego się nie da się zrobić z Warszawy, tylko trzeba taki obóz obejrzeć, rozmawiać z tymi ludźmi i takie rozmowy były – na terenie kliniki, szpitala w obozie, na terenie szkół. Były też rozmowy z miejscowymi przedstawicielami naszych służb dyplomatycznych, którzy najlepiej orientują się, jak wygląda obecna sytuacja”. https://wpolityce.pl/polityka/377222-tylko-u-nas-semka-o-zohydzaniu-wizyty-minister-kempy-w-jordanii-te-oskarzenia-kreuja-osrodki-ktore-twierdza-ze-prawica-jest-obojetna-na-los-uchodzcow

— AUTOR STANU GRY W ROZMOWIE NA WIRTUALNEJ POLSCE O KULISACH WYJAZDY KEMPY DO OBOZÓW DLA UCHODŹCÓW: https://wiadomosci.wp.pl/luksusy-wolne-zarty-lukasz-mezyk-o-wizycie-beaty-kempy-w-obozie-dla-uchodzcow-6210726394882177v

— 43% CHCE POZOSTAWIENIE TZW. KOMPROMISU ABORCYJNEGO, 37% LIBERALIZACJI, 15% ZAOSTRZENIA – SONDAŻ IPSOS DLA OKA: “Wciąż najwięcej osób chciałoby pozostawić ustawę bez zmian – 43 proc., a najmniej zaostrzyć – 15 proc. W porównaniu z sierpniem 2017 roku, minimalnie zmalał (w granicach błędu statystycznego) odsetek osób opowiadających się za liberalizacją ustawy. Wynosi – 37 proc., tyle samo było we wrześniu 2016. Najwyższy wynik – 42 proc. – wykazało badanie z marca 2017 roku. Wzrósł natomiast odsetek osób, które chciałyby ustawę zaostrzyć. Teraz to 15 proc. w stosunku do 11 proc. w poprzednim badaniu, a nawet 8 proc. w marcu 2017 roku”. https://oko.press/37-proc-polakow-liberalizacja-ustawy-antyaborcyjnej-15-proc-calkowitym-zakazem-elektoraty-odwazniejsze-niz-liderzy-sondazu-oko-press/

— “NASZA KANDYDATKA DO KRS” – GPC: “Kluby „Gazety Polskiej” i środowisko Strefy Wolnego Słowa zdecydowały o udzieleniu pełnego poparcia dla kandydatury sędzi Teresy Kurcyusz-Furmanik na członka Krajowej Rady Sądownictwa”. http://gpcodziennie.pl/79048-teresakurcyusz-furmaniknaszakandydatkadokrs-u.html

— ANDRZEJ SZCZERSKI MÓWI MAZURKOWI O POLSKIEJ FASCYNACJI ŻYDAMI: “To wraca ze zdwojoną siłą, to Irena Lasota napisała ostatnio, że Polacy mają na punkcie Żydów pier…ca – przepraszam, ale tak napisała. Bo my Żydów bez przerwy szukamy, brakuje nam ich, nie znosimy ich albo wielbimy. To tak niezwykłe braterstwo, że żyć bez nich nie możemy. Dajcież wreszcie Żydom spokój – apeluje Lasota. Ta polska fascynacja Żydami przeczy wszelkim stereotypom”. http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/567016,andrzej-szczerski-wywiad-mazurka-zydzi-polacy.html

 

300polityka.pl

Zuzanna Dąbrowska: Bardzo długa smycz szefa Rady Ministrów

Fotorzepa, Robert Gardziński
Premier Mateusz Morawiecki ma duży zakres samodzielności, znacznie szerszy niż miała Beata Szydło. Ale przyjdzie czas, że będzie musiał za to zapłacić.

„Rząd Beaty Szydło był rządem PiS, a rząd Mateusza Morawieckiego jest rządem Mateusza Morawieckiego” – to pogląd dominujący wśród polityków PiS. Dystans wobec nowego premiera jak dotąd manifestuje się w otwartym krytykowaniu jego szefa dyplomacji za wycofanie z agendy tematu reparacji wojennych od Niemiec.

Na miodowy miesiąc nowy rząd liczyć więc nie może. – W tym rozróżnieniu rządów jest widoczna jakaś zmiana jakościowa – mówił w programie #RZECZoPOLITYCE senator PiS Jan Żaryn. – Idziemy w kierunku koncepcji rządu kanclerskiego, w którym premier ma instrumenty oddziaływania bezpośredniego na swoich ministrów. Nie jest to gabinet resortowy.

Zdaniem polityka PiS silną pozycję premiera widać po obsadzie tych ministerstw, które utworzono na bazie starego resortu rozwoju, bo wyraźnie to jest sfera przypisana wyłącznie jemu. – A nie różnym ministrom posiadającym w swoich resortach różne zaplecza polityczne – dodał senator.

Żaryn podkreślił, że to jeden z problemów „świetnej skądinąd pani premier Szydło”. – Tamten rząd nie był stroną do końca samodzielną i samoistną – uznał. – Dziś wydaje się, że pan prezes Kaczyński zdecydowanie przeciął tradycję ostatnich dwóch lat. I podjął jednoznaczną decyzję: „premier Morawiecki jest premierem rządu autorskiego i do niego proszę się zwracać w sprawach rządowych, a nie do mnie”.

Senator, zapytany o rolę w rządzie Joachima Brudzińskiego ze ścisłego kierownictwa partii, odpowiedział krótko, że „zaufanie jest rzeczą piękną, ale w polityce musi być podtrzymane odpowiednimi instrumentami”.

Co to oznacza dla perspektyw rządu Morawieckiego? Nieustanne chodzenie po polu minowym. W sytuacji gdy lider większości sejmowej nie bierze na siebie odpowiedzialności za działania Rady Ministrów, jej szef będzie musiał się tłumaczyć przed partią za wszelkie – małe i duże – ewentualne wpadki. Co więcej, to on zapłaci za nie polityczną cenę. Nie ma też wątpliwości, że gdy nadejdzie odpowiednia pora, nie będzie żadnych problemów, by – np. przed wyborami – wymienić go na prawdziwego lidera całej formacji. Nikt w PiS nie podniesie ręki w jego obronie

Ale są także dobre strony takiego modelu: Morawiecki w wielu kwestiach ma wolną rękę i może testować poparcie elektoratu dla bardziej umiarkowanych rozwiązań. Jego rząd ma się podobać centrowym wyborcom, a PiS będzie robić swoje w parlamencie. Choć większość tego „swojego” raczej jest już przeprowadzona i drugą połowę kadencji można spędzić na zbieraniu owoców „dobrej zmiany”. No, chyba że coś się wymyśli, by zaspokoić oczekiwania poseł Krystyny Pawłowicz albo posła Stanisława Pięty. Tylko że do tego opinia rządu nie będzie wcale potrzebna.

rp.pl

Zaremba: Ta opozycja jest już skazana na wyrzucenie na śmietnik? Nie mam takiej pewności

Piotr Zaremba

Samozaoranie opozycji – to hasło wciąż powraca. Czy rzeczywiście traci ona sens bytu?

Liderzy partii liberalno-lewicowych, będący dwa lata temu częścią wiecznego, zdawałoby się, establishmentu, stali się dziś pociesznymi figurami, które z woli autorów internetowych memów potykają się co i rusz o własne nogi. A im częściej przewracają się w memach, tym częściej przydarza im się to naprawdę.

Aż chciałoby się ich przekornie pobronić. Jednak obrona ze strony kogoś, kto nie ma ideowych powodów, aby z nimi sympatyzować, jawi się jako podejrzana. Na dokładkę w wielu wypadkach musiałaby to być obrona tej opozycji przed nią samą.

Kociokwik nie tylko aborcyjny

Szczególnie drastycznie przypomniały o tym wypadki poprzedniego tygodnia. W głosowaniu nad projektem ustawy wprowadzającej aborcję na życzenie doszło do qui pro quo. Skoro 58 posłów PiS zagłosowało za jej przesłaniem do komisji, sprawcami jej upadku stały się grupy parlamentarzystów PO i Nowoczesnej. To wystarczyło, żeby wywołać lawinę.

Po prawej stronie powinna dominować radość, że głosami liberalnej opozycji odrzucono projekt będący nawet dla ludzi o umiarkowanych w sprawie aborcji poglądach czymś złym. Wystarczy wspomnieć, że przewidywał on m.in. faktyczne ograniczenie prawa krytykowania aborcji, a rekomendująca go Barbara Nowacka zabłysnęła bon motem o płodzie jako „zlepku komórek”.

A jednak prawica skupiła się na wyśmiewaniu PO i Nowoczesnej jako formacji odrzucających „własne” propozycje, co jest skądinąd pośrednim uznaniem polaryzacji także i w tej materii. Ci, którzy są przeciw rządowi, mają być hurtem za legalną aborcją. Wynik głosowania z następstwa indywidualnych decyzji posłów stał się pociesznym wypadkiem przy pracy. W niektórych memach mogliśmy wyczytać, że to Grzegorz Schetyna i Katarzyna Lubnauer odrzucili projekt, bo chcieli głosować przeciwnie niż Kaczyński. Co jest nieprawdą.

Grad potępień posypał się i z drugiej strony – mediów dawnego mainstreamu i autorytetów światopoglądowej lewicy. Ci z kolei zatrąbili na stałą nutę: PO i Nowoczesna sprzeniewierzają się wyborcom. Gdyby tego nie robiły, byłyby silne. Prawda, że jednym z niewielu tematów, które wyprowadziły ludzi na ulice przeciw temu rządowi, były spory aborcyjne. Ale nie był to temat aborcji na życzenie, lecz oporu wobec zaostrzenia ustawy. Nie ma dowodów, że tematyka aborcyjna jest kluczem do rządu dusz Polaków.

Wyśmiewani z jednej strony, besztani z drugiej, liderzy opozycji strzelili sobie w stopę. Pretensje, połajanki, rozliczenia, represje wobec ludzi myślących inaczej – choć nietrudno dowieść, że w niedawnej przeszłości obowiązywały w ich klubach zasady wolnego sumienia. To prawda, obalenie tego projektu w pierwszym czytaniu nie było szczęśliwą okolicznością, ale można było się ratować odwołaniem do tych niedawnych zasad i skoncentrować na walce z przesłanym do komisji projektem „zaostrzającym”. Politycy wybrali drogę autodestrukcji, nie zadowalając nikogo.

Ten kociokwik to pochodna generalnej słabości. Opozycja, przekonywana przez przeciwników i część zwolenników, że jest coraz bardziej obciachowa i mniej potrzebna, wchodzi gładko w tę rolę.

Niepotrzebna opozycja

Czy jednak istotnie ta opozycja jest już skazana na wyrzucenie na śmietnik? Nie mam takiej pewności.

Hasło, że strona liberalna nie ma dziś programu, służy najróżniejszym celom. Dla rzeczników poglądów Barbary Nowackiej czy „Gazety Wyborczej” to droga do jeszcze większej ideologicznej kolonizacji tych partii. Która i tak już nastąpiła. A trudno dowieść założenia, że skoncentrowana na walce o prawa kobiet do aborcji na życzenie, o prawa par gejów do adopcji czy o spełnienie postulatów feministek, będzie popularniejsza niż dziś. To nie wynika z sondaży, te hasła są wybitnie mniejszościowe. Po prostu niektórzy ludzie potrzebują opozycji jako sztandaru.

Bardziej skomplikowana, choć brzmiąca prosto, by nie powiedzieć propagandowo, jest teza wielu prawicowców, że obecna opozycja „się przeżyła”. Otwierałoby to drogę do wiecznej dominacji PiS, zwłaszcza że próba budowania prawicowej alternatywy nie wychodzi też najlepiej Pawłowi Kukizowi.

Prawdą jest, że wiele poglądów dawnego mainstreamu mocno go marginalizuje. Że Polacy wahnęli się w inną stronę. Formacje, które jednego dnia chcą zapraszać do Polski imigrantów, a drugiego przypominają o konieczności wprowadzenia euro, mają małą szansę na zdobycie większości – czy doprowadzą, za cenę programowych łamańców, do zblokowania się, czy będą startować oddzielnie?

Jaka jednak na to rada? Czy politycy ci powinni dostrajać się do poglądów większości, czy trwać przy swoim? I jedna, i druga droga jawi się jako zdradliwa. Z pewnością powinni się wystrzegać zbyt gwałtownej szamotaniny. Nie zawsze to umieli, jak wtedy, kiedy liderzy PO od kwestionowania budżetowych podstaw programu 500+ przeszli gładko do żądania jego rozszerzenia.

Choć i tu nie ma żelaznych reguł. Pozostając przez osiem długich i bolesnych lat w opozycji, PiS nieustannie się programowo miotał. Owszem, znane było ogólne przeświadczenie Jarosława Kaczyńskiego, że trzeba zmierzać do budowy silnego narodowego państwa, ale wiele zmiennych było korygowanych. Przykładowo partia prospołeczna, akcentująca role masowych publicznych wydatków, uprawiała systematyczną antypodatkową demagogię.

Z kolei kluczowe pomysły PiS pojawiły się w ostatniej chwili, kiedy zaczęto pogłębiać programowe poszukiwania – w obliczu realnej perspektywy zdobycia władzy. To wówczas Kaczyński „wymyślił” pronatalistyczny 500+, choć dawni politycy ZChN skupieni dziś w partii Marka Jurka podsuwali mu podobne rozwiązania już w 2006 r., podczas pierwszych rządów.

Żeby było, jak było

Obecnej opozycji wiele można zarzucić. Że oduczona przez Donalda Tuska traktowania serio polskiego państwa, nie szukała odpowiedzi na wiele patologii. Dobrym przykładem jest wymiar sprawiedliwości, który tak konsekwentnie oddano prawniczej korporacji, że dziś PiS może z nim zrobić wszystko, w finale podporządkować go sobie. Bo jawi się to jako naprawianie zła.

Innym grzechem jest uleganie elitarystycznym odruchom, choć tu partie opozycyjne są bardziej zakładniczkami swojego świergotliwego, highlife’owego zaplecza. Wystarczy, że znana reżyserka ogłosi, iż chce, „aby było, jak było”, a jedna czy druga celebrytka okaże lekceważenie prostym ludziom, aby wrzucano to na barki Schetyny i Kopacz, Lubnauer i Petru.

A jednak to nie oznacza, że obecna opozycja nie posiada programu. Pomińmy już jej segment lewicowy, który ma może największą trudność, aby w sferze społecznej odróżnić się od PiS. I pomińmy różnice między partiami. Nowoczesna ma spójny i nawet dość odważny program wolnorynkowy, kompletnie niepasujący do społecznych nastrojów, zwieńczony mało poważnymi liderami. PO pozostaje zaś po erze Tuska dość bezbarwną maszynką. Ale nawet liberalny pomysł, „żeby było, jak było”, to niekoniecznie same patologie. To także obrona szerszych uprawnień samorządów czy gimnazjów jako szczebla nauczania – wybór nie jest tu zerojedynkowy. Także wizja Polski mocniej związanej z Unią Europejską jest, niezależnie od skojarzeń z polityką klientelistyczną, jednoznaczną ofertą. Wiele wskazuje na to, że Polacy dziś te preferencje odrzucili, a w niektórych kwestiach (opór wobec euro) wykazują się podziwu godną intuicją. Ale konkurencyjna wizja istnieje.

Co opozycja winna z nią począć? Może naśladować Jarosława Kaczyńskiego, który przez dwadzieścia kilka lat swojej aktywności dość konsekwentnie trwał przy wielu swoich przeświadczeniach, średnio przejmując się tym, że przegrywa z innymi programowymi ofertami, a częściej z marketingiem i medialnym dyktatem. Jeszcze około 2014 r. padały drwiny, że jego przaśna formacja nie jest nastawiona na sukces, że wielu jej przedstawicielom wystarczy życie do emerytury w opozycji. A gdzie są dzisiaj? Przy władzy.

Z tego powodu nie doradzam obecnej opozycji, aby była bardziej „konstruktywna”. I to nie tylko dlatego, że PiS traktuje ją zgodnie z dawną maksymą Stefana Niesiołowskiego: „Jak będziecie mieli większość, to sobie przegłosujecie”. Niestety, bo ze szkodą dla merytorycznych rozwiązań, przynajmniej od czasów opozycji Leszka Millera wobec AWS opłaca się model opozycyjności totalnej, brzydkiej i hałaśliwej.

Bujanie łodzią

Kaczyński pokonał wiele razy rozmaite wewnątrzprawicowe opozycje, postulujące bardziej zniuansowany stosunek do rzeczywistości. Ci, którzy są dziś zbulwersowani „odlatywaniem” tego czy innego opozycjonisty, niech sobie przypomną prawicowe rojenia o „społeczeństwie alternatywnym” czy opowieści o III RP jako drugim PRL.

Dziś wielu przekonuje, że Kaczyński od początku miał gotowy scenariusz: najpierw utwardzenie partyjnego jądra, szczególnie po Smoleńsku, potem stopniowe przesuwanie się ku centrum. Tymczasem wiele tam było emocji, improwizacji, stawiania na rozwiązania chybione, czasem sondażowo szkodzące, z upieraniem się przy „smoleńskim spisku” na czele. Trwałe było przekonanie, że tylko o kimś, kto nieustannie kołysze Polską jak łodzią, Polacy nie zapomną. I podziwu godne trzymanie się paru pryncypiów.

I tu widzę podstawową różnicę. Kaczyński, przy tysiącach słabości, był często znienawidzonym, ale zawodnikiem ciężkiego kalibru. Nie dostrzegam nikogo takiego pośród liderów obecnej opozycji, łącznie z najbardziej zręcznym Donaldem Tuskiem. To, że startują z innych pozycji niż nieustannie okładana po głowie prawica, że mają za sobą wciąż rządy Europy, biznesowe i intelektualne elity, silne korporacje, a jednak zepchnięto ich w narożnik wiecznej śmieszności, czyni ich bardziej histerycznymi, niekoniecznie skuteczniejszymi. Ludzie, którym trzeba nieustannie przypominać o powadze, kiepsko pasują do strategii długiego trwania.

Ale nie będę im wypominał bujania łodzią, łącznie z ulicznymi manifestacjami. Zwłaszcza jeśli prowadzą z obozem rządowym walkę nie tylko o konkretne decyzje, ale też o całe urządzenie boiska. Za wcześnie i zbyt przesadnie zaczęli głosić przestrogi przed autorytaryzmem, ale to nie znaczy, że nie toczą wojny o samą istotę, o ustrój państwa. Za mocno odwołują się do zagranicy, to się Polakom nie podoba. Ale ich przeświadczenie, że Polska jest poligonem europejskiego czy może światowego sporu „o wszystko”, jest zasadniczo prawidłowe.

W tym „sporze o wszystko” jestem wobec nich przeważnie po drugiej stronie. Ale mogę sobie wyobrazić, że po latach kwarantanny wrócą z programem restytucji zasad klasycznej III RP. Wiele zależy od światowego klimatu, od stanu gospodarki, od „prowadzenia się” obozu prawicy.

Przestrogi prawicy przed ich „puczem” to propaganda, próba zepchnięcia opozycji w kryminalny zaułek. Warto by ją zastąpić poważną debatą, choć niewielkie są na nią szanse w polityce sprowadzonej do spektaklu. Z kolei oburzonym tą „kryminalizacją” przypomnę, że po raz pierwszy w III RP formuły „wywrotowej opozycji” użył w 1993 r. polityk Unii Demokratycznej Jan Rokita. Kierował ją wobec tych środowisk, które dziś uczestniczą we władzy. Ta huśtawka naprzemienności trwa od początku. Dziś to główna reguła polskiej polityki.

Grzechem liberałów jest uleganie elitarystycznym odruchom, choć tu partie opozycyjne są bardziej zakładniczkami swojego świergotliwego, highlife’owego zaplecza. Wystarczy, że znana reżyserka ogłosi, iż chce, „aby było, jak było”, a jedna czy druga celebrytka okaże lekceważenie prostym ludziom, aby wrzucano to na barki Schetyny i Kopacz, Lubnauer i Petru.

dziennik.pl

%d blogerów lubi to: