Kamila Gasiuk-Pihowicz: Lawiny zmiatają dyktatorów. Ta zmiecie Jarosława Kaczyńskiego

Jacek Gądek Jacek Gądek, 25.07.2017

MACIEJ ZIENKIEWICZ

– Kamyk do kamyka i tworzy się lawina. A lawiny zmiatają nawet dyktatorów. Jarosława Kaczyńskiego też zmiecie – twierdzi w wywiadzie dla Gazeta.pl Kamila Gasiuk-Pihowicz (Nowoczesna).
Jacek Gądek: – „Ulica i zagranica” – dzięki temu udało się opozycji nakłonić prezydenta do zawetowania ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa?

Kamila Gasiuk-Pihowicz: – To skutek dwóch lat mobilizacji obywateli, którzy cenią sobie demokrację i wolność…

…ale wcześniej też były protesty, a nie było wet (oprócz małoistotnego wobec Regionalnych Izb Obrachunkowych). Aż tu nagle prezydent skorzystał z „broni atomowej” wobec flagowych reform PiS?

Siła obywatelskiego sprzeciwu narastała: udało się zablokować ustawę o zakazie aborcji, nie wcielono 33 gmin do Warszawy, a teraz udało się nakłonić prezydenta do zawetowania dwóch z trzech skrajnie niekonstytucyjnych ustaw. Z głębi serca dziękuję wszystkim tym, którzy demonstrowali – pokojowo i systematycznie. Nie tylko w wielkich miastach, ale także w małych…

…jak w Sierpcu, gdzie jedna osoba należąca do Platformy Obywatelskiej protestowała pod sądem. Jedna jedyna. I dopiero kolejnego dnia przyszły kolejne. To pokazuje, że protest jest napędzany przez partie?

Jako posłowie jesteśmy w Sejmie poddani bezwzględnej arytmetyce. Jesteśmy w mniejszości, więc oprócz walki i stawiania oporu niewiele możemy zrobić. Walczymy jednak o każdy zagrożony element wolności i demokracji w Polsce. Społeczeństwo nie jest na szczęście poddane takim rygorom jak Sejm. Może więcej. Obserwuję autentyczny ruch społeczny, z którym idziemy ramię w ramię.

Byłam pod Pałacem, pod Sądem Najwyższym, pod Sądem Rejonowym w Pruszkowie w tłumie – to dla mnie niesamowite, patrzeć na te tysiące ludzi. To w nich tkwi wielka siła, bo są prawdziwi – są tam, bo chcą.

W Sejmie opozycja została rozjechana przez walec PiS?

Podczas prac w Sejmie może nas dopaść bezsilność, ale na ulicy nie ma już tego dławiącej poczucia. Społeczeństwo, każdy z nas z osobna – bez limitu czasu i wyłączania mikrofonu – może tłumaczyć, ostrzegać i rozmawiać także z tymi, co głosowali na PiS i czują się oszukani. Znaczna część z nich jest już przekonana, że partia ta przekroczyła cienką czerwona linię. Młodzi ludzie widzą, że PiS chce im odbierać prawa i wolności obywatelskie, które wydają się oczywiste. Ludzie starsi nie chcą powrotu do standardów znanych z komunizmu. Pracujący 30-, 40-latkowie chcą prawdziwych reform, a nie zmian personalnych.

Drugą grupą ludzi, z którymi musimy rozmawiać, to niezainteresowani polityką. Chcę, aby zdawali sobie sprawę z tego, że upolitycznienie sądów dotknie także ich. W ten sposób narasta ruch obywatelski.

Kiedy na przełomie 2015 i 2016 r. PiS rozprawiało się z Trybunałem Konstytucyjnym, to w Warszawie może demonstrowało nawet więcej ludzi niż teraz. Tamten protest pod szyldem KOD się załamał, a teraz?

Według mnie wtedy PiS zapłaciło wielką polityczną cenę za atak na Trybunał.

I dlatego do dziś w sondażach PiS trzyma się mocno?

Każda partia na stracie rządów…

…otrzymuje w sondażach premię.

Tak. Platforma po wyborach w 2007 r. przez rok miała poparcie ok. 50 proc. PiS żadnej premii nie dostało – to realna strata polityczna. Tamten protest miał sens.

Spotyka pani byłych wyborców PiS?

Tak. Znam wiele osób, które głosowały na PiS, bo po ośmiu latach rządów PO potrzebowały zmiany. Wtedy, przed wyborami, mogliśmy rozmawiać o Smoleńsku i 500+, ale każdy miał swoje racje. Teraz mówię wprost: to mądrzy i rozsądni ludzie, ale dali się oszukać. Takich ludzi jest dużo. PiS prezentowało im się w kampanii jako partia umiarkowana. Wielu czuje się teraz oszukanych i właśnie mówią „stop”.

Ma pani wrażenie, że udało się „złamać Adriana”? Tak pisze choćby szara eminencja KOD-u Krzysztof Król.

Uważam, że zawetowanie tych dwóch ustaw to krok Andrzeja Dudy w dobrą stronę. Oczekiwałabym jednak także weta trzeciej ustawy – o sądach powszechnych. I konkretów odnośnie prac nad nowymi ustawami dotyczącymi wymiaru sprawiedliwości. Kiedy? Z kim zostaną napisane? Jaki jest harmonogramu prac?

Dziś to jest już inny prezydent Andrzej Duda?

Szczerze? Nie czuję, aby istniała teraz potrzeba zajmowania się politycznymi diagnozami obozu PiS. W Polsce dokonuje się teraz wielka zmiana. Powinniśmy raczej mówić ludziom, którzy demonstrowali: wasza presja ma sens! Widać, że Andrzej Duda pochylił się i zobaczył tysiące demonstrantów. Tego niestety nie zdołał dostrzec Jarosław Kaczyński.

Andrzej Duda mówił, że rozmawiał z Zofią Romaszewską – działaczką opozycji antykomunistycznej, a dziś doradcą prezydenta – i to głównie ona miała go przekonać. Nie ulice pełne ludzi, nie pani, nie opozycja, ale jedna osoba – Romaszewska.

Andrzej Duda zwrócił też uwagę, że reformy muszą być wprowadzane przy poparciu ludzi i muszą służyć ludziom. Naszą rolą jest teraz, aby te wnioski prezydenta były zrealizowane.

Andrzej Duda daje sobie na napisanie dwóch nowych ustaw dwa miesiące. Szybkie tempo?

Trochę mi się to nie podoba, by w aż tak krótkim czasie pisać dwie ważne ustawy.

One będą w dużej części kopią tych, które prezydent zawetował?

Dlatego obywatelski protest musi przypilnować prezydenta przy pisaniu nowych ustaw. A potem projekty te nie powinny być procedowane na chybcika, z nocnymi wrzutkami jak to było dotychczas. Te ustawy muszą być konsultowane ze środowiskiem prawniczym, organizacjami pozarządowymi i obywatelami. Oczekujemy od prezydenta przedstawienia harmonogramu prac. Mówiąc wprost: apelujemy o ustalenie, jak mają wyglądać społeczne konsultacje – kiedy, kto i w jakiej formule będzie nad nimi pracował.

Najgorsze, co mogłoby się teraz stać, to rozmycie się tej obietnicy. Nie może być w nowych projektach zapisów niekonstytucyjnych. Nie może być czystki w Sądzie Najwyższym i skracania kadencji członków KRS.

Wcześniej Andrzej Duda stawiał ultimatum: to prezydent ma decydować, kto w czasie czystki pozostanie sędzią SN, a kto nie. Nie chodziło o jakąś gruntowną zmianę projektu, ale o zakres własnej władzy. PiS jednak tylko formalnie dało mu władzę, a w praktyce upokorzyło, bo uzależniono jego decyzje od wniosków ministra sprawiedliwości. Może to walka o władzę, a nie o zasady demokracji?

Mamy teraz otwarty proces pracy nad nowymi ustawami. Jeśli prace będą dalej zmierzać do upolitycznienia sądów, to nie ma na to naszej zgody. A jeśli prezydent będzie chciał sądy usprawniać, to Nowoczesna jest gotowa do współpracy.

Czy sposobem na działanie opozycji jest teraz wbijanie klina między Andrzeja Dudę a PiS?

Działanie opozycji muszą być skuteczne i merytoryczne. Musimy przedstawiać wizję Polski, która jest alternatywą dla wizji PiS. Kładłabym nacisk na pokazywanie własnej propozycji – Nowoczesna ją ma. Polska może być – tak jak chcemy – silna, demokratyczna, z pozycją w Europie i sprawnie działającym wymiarem sprawiedliwości.

No i mówi pani jak Jarosław Kaczyński i inni politycy PiS.

Obóz PiS de facto mówi: wymieńmy kadry na własne, bo te aktualne kradną. A my mówimy: usprawnijmy sądy. Od 25 lat sądy mają rozszerzany zakres orzekania, a przecież mamy notariuszy, którzy mogliby przejąć część obowiązków sądów – na przykład nakazy w postępowaniu upominawczym. Promujmy mediacje, arbitraż. Zmniejszajmy opłaty sądowe, które blokują dostęp do wymiaru sprawiedliwości. Mówmy o pozytywnej wizji, a nie o czystce kadrowej.

Politycy PiS chcą położyć łapę na wymiarze sprawiedliwości i wykorzystać sądy do zemsty, a sami chcą się stać kastą stojącą ponad prawem.

Odpowiem argumentem PiS: o „zupełnie nadzwyczajnej kaście ludzi” to mówiła, ale sędzia NSA Irena Kamińska. A teraz my – PiS – chcemy się z ową „kastą” stojącą ponad prawem rozprawić.

Jeśli mówimy o „kaście” w wymiarze sprawiedliwości, to jestem pewna, że efektem trzech ustaw (o KRS, SN i sądach powszechnych) byłoby pchnięcie Polski w kierunku państwa kastowego, klanowego. Takiego, w którym mamy kastę prominentnych polityków PiS stojących ponad prawem.

Nie przesadzam. Przecież to widać: Tomasza Piątka, autora książki o Antonim Macierewiczu, ściga prokuratura wojskowa. Zamiast ścigać polityków PiS, którzy mają niejasne związki z Kremlem, biorą na celownik autora niewygodnej książki. Po karambolu, jak mówią świadkowie, z udziałem limuzyny ministra Macierewicza instytucje przejęte przez PiS uznały, że to była zwykła stłuczka. Instytucje przejęte przez PiS zaczynają działać na korzyść tej partii. Z sądami też tak miało być.

Mówi pani, że Andrzej Duda ugiął się przed społecznym oporem.

Dostrzegł ten opór.

A może dostrzegł to, że od dwóch lat jest upokarzany przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego? A to upokorzenie zmniejsza jego szansę na reelekcję za trzy lata. Może więc chciał wyjść z przedpokoju znanego z „Ucha prezesa”?

Teorie dotyczące prezydenta można mnożyć. A tak naprawdę ważne jest, że dzięki protestom społecznym dwie szkodliwe ustawy zostały zablokowane. Ważne jest, że widzimy sens wywierania presji. Paradoksalnie PiS z jednej strony niszczy polską demokrację, ale z drugiej buduje społeczeństwo obywatelskie – obywateli odważnych i skutecznych.

A może Andrzej Duda chce być polskim – nie liberalnym, ale konserwatywnym – Emmanuelem Macronem? Człowiekiem obok dwóch wielkich bloków politycznych?

Ja widzę siłę protestu, a nie polskiego Macrona.

A jak ludzie podszeptują, że to pani może być polską liberalną Macron?

To odpowiadam, że teraz najważniejsza jest walka o demokrację.

Kiedy zjednoczenie opozycji?

Tę bitwę o SN i KRS wygraliśmy, ale wspólnie musimy jeszcze wygrać wojnę. Obiecuję, że będą wspólne działania.

Strasznie ogólnikowo to brzmi. Co konkretnie?

Decyzje będą zapadały na spotkaniach w najbliższych dniach. Pokazaliśmy już, że umiemy działać wspólnie.

Urosła pani do roli trybuna ludowego?

Obok bycia na wiecach pracuję też w Sejmie, na komisjach – w warunkach, które PiS skrajnie nam utrudniało.

Jest pani ofiarą albo narzędziem astroturfingu? Sztucznego wzbudzania społecznych emocji i ruchów wyglądających na spontaniczne.

Zdecydowanie nie. To, co obserwujemy i w czym uczestniczę, to działanie prawdziwych ludzi w dziesiątkach miast. To nie jest sztuczny zryw, ale szczery i autentyczny. Polacy poczuli, że PiS przekroczyło granicę przyzwoitości i rozsądku, a zaraz obóz władzy odbierze im prawo do sądu niezależnego od wpływu polityków.

Wszyscy wiemy też, że po próbie brutalnego przejęcia sądów, mają iść represje wobec organizacji pozarządowych i mediów. Praktyki prezydenta Turcji Recepa Erdogana takie jak cenzurowanie Facebooka i Twittera w momentach aresztowań czy zamieszek mogłoby się zaraz zdarzyć także w Polsce.

Pani się boi, że PiS zablokowałoby Polakom Facebooka?!

To jest jak najbardziej możliwe. Dlatego nie odkładamy świec za daleko – cały czas mamy je przy sobie. Po prawie dwóch latach rządów PiS mam w sobie bardzo dużą nieufność wobec polityków PiS. Cały czas trzeba być w gotowości i ich kontrolować.

A PiS cały czas nie pęka, bo w sondażach notuje po 35-40 proc. poparcia. W skali Polski obóz rządowy nie traci poparcia.

Ale w końcu pęknie.

A kiedy?

Gdy stracą zaufanie społeczne. Widać, że PiS zdąża właśnie w takim kierunku.

Władza PO upadła dopiero po ośmiu latach.

Lawina sprzeciwu wobec PiS ruszyła jednak dużo szybciej – ten opór nie wygasa. Nie chodzi tylko o sądy, ale też o edukację, wycinkę puszczy, służbę zdrowia, planowane zmiany w mediach i ordynacji wyborczej. PiS-owska rewolucja idzie bardzo szeroką ławą i zaczyna bezpośrednio dotykać zwykłych ludzi. Pomysłem likwidacji Sądu Najwyższego obóz władzy – w oczach młodych – przekracza już granicę obciachu, ale staje się też groźny.

Ma pani wrażenie, że trochę żyje w matriksie „warszawki”, „krakówka”, Poznania, Wrocławia i innych dużych miast?

Nie. Pochodzę z Siedlec. Mieszkam w Pruszkowie. Żyję normalnym życiem – chodzę do sklepu, odprowadzam dzieci do przedszkola i szkoły, funkcjonuję zwyczajnie wśród ludzi, nie w matriksie. Tym bardziej po sporze o sądy nie mam wrażenia, że Polskę można dzielić w taki sposób.

Właśnie teraz demonstracje pokazały, że nie żyjemy w matriksie „warszawki”. Obywatele protestowali także w małych miejscowościach. Byłam na demonstracji w Pruszkowie…

…czyli de facto przedmieściach Warszawy.

Tak, ale to nie jest wielkie miasto: 60 tys. mieszkańców. Sierpc, Płock, Radom… – tam wcześniej protesty nie gromadziły tłumów. Obrona wymiaru sprawiedliwości przebiła się do świadomości mieszkańców. W Pruszkowie przyszło 300 – jeśli każdy z nas, polityków i demonstrantów, wykona swoje zadanie w obronie demokracji, to jutro będzie 600, a potem tysiące. Trzeba tylko rozmawiać i przekonywać osoby, które głosowały na PiS i tych, których polityka jeszcze nie interesuje.

Kamyk do kamyka i tworzy się lawina. A lawiny zmiatają nawet dyktatorów. Jarosława Kaczyńskiego też zmiecie.

Sądzi pani, że osoby wychodzące teraz na ulice protestować są skłonne zagłosować na Andrzeja Dudę w kolejnych wyborach prezydenckich? Czy zdobył on szacunek w oczach nieswoich wyborców?

Ciężko mi to ocenić. Weta to efekt presji obywateli…

…mówi pani idealistycznie, że liczy się społeczny opór i siła obywateli. Ale dla prezydenta, który jest niemal na półmetku prezydentury, najważniejsza jest perspektywa obrony stanowiska. Tak to jest?

Dywagacje o sporach w obozie rządzącym i kolejne wybory prezydenckie odkładam na bok. Przed nim jeszcze trzy lata prezydentury – zobaczymy, czy stanie się obrońcą konstytucji. Tymczasem, czekam aż prezydent poda szczegóły wspólnej, angażującej różne środowiska pracy nad ustawami.

Rozmawiał: Jacek Gądek

Zobacz także: W siedzibie PiS zwołano naradę, na polityków czekali demonstranci

gazeta.pl

Co na to Marcin Wolski?

Duda dostał czas na zmianę decyzji. Znamy kulisy spotkania w Belwederze

25.07.2017

Marszałek Sejmu Marek Kuchciński w poniedziałek żądał od prezydenta Andrzeja Dudy zmiany decyzji i podpisania ustaw o Sądzie Najwyższym i KRS – ustalił „Newsweek” . – Jarek daje ci godzinę na zmianę decyzji – mówił Kuchciński. Ale został odprawiony z kwitkiem. Andrzej Duda oznajmił, że raz ogloszonej decyzji nie cofnie.

Andrzej Duda przyjął w poniedziałek w Belwederze wysłanników prezesa PiS: Marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, Marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego i premier Beatę Szydło. Spotkanie trwało półtorej godziny. Po jego zakończeniu rzecznik głowy państwa Krzysztof Łapiński stwierdził w TVN 24, że „decyzja o wecie jest niewzruszona”: – Pan prezydent ogłosił swoją decyzję publicznie, wszyscy to widzieli i słyszeli. Prezydent tej decyzji się trzyma.

Czy to już wojna między pałacem a Nowogdodzką? 

„Newsweek” poznał kulisy tego spotkania. Odbyło się ono w nieprzyjemnej, nerwowej atmosferze. Goście mieli żal do prezydenta, żądali od niego zmiany decyzji i podpisania ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa (formalnie było to możliwe, bo Andrzej Duda jeszcze nie skierował ustaw do ponownego rozpatrzenia w Sejmie; ma to zrobić w ciągu najbliższych kilkudziesięciu godzin, gdy urzędnicy przygotują uzasadnienie). – Jarek daje ci godzinę na zmianę decyzji – zażądał według ustaleń „Newsweeka” Marszałek Sejmu. Prezydent odpowiedział, że to wykluczone, bo decyzja została już ogłoszona. W efekcie goście wyszli z niczym.

m.newsweek.pl

 

Ustawa o ustroju sądów powszechnych – co zmieni

publikacja: 24.07.2017

Foto: PAP/ Wojciech Pacewicz

W poniedziałek prezydent Andrzej Duda zawetował ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa i ustawy o Sądzie Najwyższym. Nie odniósł się do bardzo istotnych zmian w ustawie Prawo o ustroju sądów powszechnych. Rzecznik prezydenta Krzysztof Łapiński poinformował, że Andrzej Duda ją podpisze. Co niesie za sobą nowelizacja?

– Zdecydowałem, że zwrócę z powrotem Sejmowi, czyli zawetuję ustawę o Sądzie Najwyższym, jak również o KRS, albowiem Sejm doprowadził do tego, że są one ze sobą powiązane – oświadczył prezydent Duda.

Inaczej rzecz ma się zmianami w Prawie o ustroju sądów powszechnych. A te pozwalają ministrowi sprawiedliwości na odwołanie prezesów i wiceprezesów sądów powszechnych bez podania jakiejkolwiek przyczyny. Będzie miał na to 6 miesięcy. Następnie minister Ziobro sam wskaże następców.

Kolejną kontrowersyjną zmianą jest to, że minister będzie mógł odwołać prezesów i wiceprezesów za „uporczywe niewywiązywanie się z obowiązków służbowych” oraz „szczególnie niską efektywność działań w zakresie pełnionego nadzoru administracyjnego lub organizacji pracy w sądzie lub sądach niższych”.

Ponadto przepisy pozwalają prezesowi sądu na przeniesienie do innego wydziału „kłopotliwego sędziego” i to bez podawania przyczyny.

Czytaj także: Jak PiS przeforsowało zmiany w ustawie Prawo o ustroju sądów powszechnych

Zmiany mają też dotyczyć sędziów po osiągnięciu wieku emerytalnego. Minister Ziobro będzie mógł odmówić im dalszej pracy.

To nie koniec obostrzeń dla sędziów. Częściej będzie też można zwrócić sędziemu uwagę, że źle lub niewłaściwie pracuje. Jeśli zarzuty dotyczyć będą sędziego funkcyjnego, np. przewodniczącego wydziału, stracić on może od 15 do 50 proc. dodatku.

Wątpliwe wydają się również przepisy dot. losowości przydzielania spraw. Z losowania będzie można jednak zrezygnować w przypadku, gdy sprawa podlega przydziałowi sędziemu pełniącemu dyżur. Nie wiadomo jakich spraw będzie to dotyczyć. O tym minister Ziobro ma rozstrzygnąć w rozporządzeniu. Wątpliwości budzi też to, że o dyżurach będą decydować wybrani przez Zbiorę prezesi sądów.

Dyskusyjne są również zmiany, które stanowią o tym, że do przedłużających się spraw, prezes sądu może przydzielić dodatkowych sędziów lub asesorów, których znów wybiera minister sprawiedliwości.

Poza tym każdego roku prezesi będą składać informację o swojej działalności i nieprawidłowościach.

Swój sprzeciw wobec nowego Prawa o ustroju sądów powszechnych wyraził m.in. Rzecznik Praw Obywatelskich. Uważa, że zagraża ona prawom obywateli do rzetelnego procesu.

– Ich przyjęcie będzie skutkować podporządkowaniem sądów władzy politycznej, a tym samym doprowadzi do ograniczenia prawa każdego człowieka do sądu i rzetelnego procesu – napisał w opinii dla marszałka Sejmu Adam Bodnar.

Wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak broni nowelizacji.

– Większość wypowiedzi na temat tej ustawy skupia się na kwestii wymiany prezesów czy wiceprezesów. Nic więc dziwnego, że skoro ludzie słyszą tylko o tym, to się zastanawiają, jak taka wymiana ma wpłynąć na sprawność postępowania. Osobiście uważam, że wpłynie, i to pozytywnie.

Czytaj więcej – Piebiak: Czystek nie będzie, wymiana prezesów owszem

rp.pl

Protest w Poznaniu po raz ósmy. Przed Areną ponownie tysiące ludzi [WIDEO]

Jakub Łukaszewski, 24 lipca 2017

Protest w Poznaniu po raz ósmy. 24 lipca poznaniacy domagali się weta w ulewnym deszczu

5 ZDJĘĆ

Protest w Poznaniu po raz ósmy. 24 lipca poznaniacy domagali się weta w ulewnym deszczu (LUKASZ CYNALEWSKI)

Organizatorzy protestu w Poznaniu czekają na trzecie weto prezydenta Andrzeja Dudy. – Prezydent nie chce zawetować ustawy o ustroju sądów powszechnych, a ona dotyczy sądów, które są najbliżej ludzi. Zagrożenie jest takie, że minister sprawiedliwości będzie „przywoził sędziów w teczkach” – ostrzegał na proteście „Łańcuch światła” sędzia Bartłomiej Przymusiński ze stowarzyszenia Iustitia.
Poznaniacy protestuje w deszczu. W poniedziałek pod Areną domagali się trzeciego weta od prezydenta Andrzeja Dudy [ZDJĘCIA]

W poniedziałek prezydent Andrzej Duda ogłosił, że zawetuje dwie spośród trzech ustaw autorstwa PiS – ustawy o KRS i Sądzie Najwyższym. – Jako prezydent czuję w duszy, że ta reforma nie zwiększy poczucia bezpieczeństwa. Decyzję podjąłem szybko, bez zwlekania – mówił prezydent. Duda nie mówi o zawetowaniu ustawy o ustroju sądów powszechnych.

Łańcuch światła w Poznaniu. Tysiące osób domagało się trzeciego weta

http://www.gazeta.tv/plej/19,88284,22145609,video.html

Poznaniacy od ponad tygodnia, codziennie, protestowali w obronie niezależności sądów – najpierw na pl. Wolności, potem przed Operą, a ostatnio w Parku Kasprowicza. Dziś okazuje się, że protestujący odnieśli częściowy sukces, bo prezydent zawetuje dwie z trzech ustaw. Dlatego po oświadczeniu Andrzeja Dudy organizator protestów w Poznaniu Franciszek Sterczewski zapowiedział, że poniedziałkowy protest przed Areną będzie póki co ostatnią manifestacją. – Chcemy podsumować dotychczasowe protesty, bo to był niesamowity tydzień. Chcemy też wszystkim podziękować. Musimy się też zastanowić, czy jesteśmy w stanie osiągnąć stuprocentowy sukces. Dlatego protesty trzeba teraz zawiesić. Robimy przerwę, żeby zastanowić się nad kolejnymi krokami – mówił Sterczewski w poniedziałek rano.

„Weto, weto i trzeci powód – weto”

Wieczorem potwierdziło się, że póki co organizatorzy protestu pauzują. – Od tygodnia spacerujemy w Poznaniu, i Polacy też spacerują, z trzech powodów: weto, weto i trzeci powód – weto. Dzisiaj prezydent zadeklarował, że zawetuje dwie ustawy, a podpisze jedną. Ale my oczekujemy wyniku 3:0. Dlatego idziemy dalej, będziemy spacerować. Jutro robimy pauzę, ale obserwujemy sytuację, liczymy na trzecie weto i reagujemy na bieżąco – zapowiadał Sterczewski. Póki co wiadomo, że w sobotę w centrum Poznania odbędzie się marsz dla demokracji „ku wolności”.

Tymczasem w poniedziałek o godz. 21 w Parku Kasprowicza zebrało się mniej ludzi, niż w weekendowe wieczory (zapewne zdecydowały zapowiedzi prezydenta, ale też to, że padał deszcz). Policja szacuje, że przyszło ok. 5 tys. poznaniaków. Głos zabierali głównie eksperci, którzy skupili się na ustawie o sądach powszechnych, której prezydent nie chce zawetować.

Sędzia Bartłomiej Przymusiński ze stowarzyszenia sędziów Iustitia podkreślał, że ta ustawa będzie dotyczyła sądów, które są najbliżej ludzi. – Minister sprawiedliwości będzie mógł podjąć decyzję, że bez powodu odwołuje prezesów sądów powszechnych i powołuje nowych. Jeżeli ta ustawa wejdzie w życie to prezesem przykładowego sądu w Nowym Tomyślu, Śremie czy Poznaniu będzie mogła zostać osoba „przywieziona w teczce”. Każde stanowiska funkcyjne w sądach będą mogły być wymienione. Minister nie będzie miał żadnych ograniczeń. To zachwianie proporcji i odcięcie się od głosu środowiska, bo nie będzie się tutaj liczyła opinia Krajowej Rady Sądownictwa.

Protest w Poznaniu po raz ósmy. 24 lipca poznaniacy domagali się weta w ulewnym deszczu

5 ZDJĘĆ

Protest w Poznaniu po raz ósmy. 24 lipca poznaniacy domagali się weta w ulewnym deszczu LUKASZ CYNALEWSKI

Monika Frąckowiak, sędzia z Poznania: – Ustawa, którą prezydent zamierza podpisać przewiduje te same rozwiązania, które obowiązywały przed 1989 rokiem. Minister bez żadnego powodu będzie mógł odwołać każdego sędziego w Polsce. A praktyka ministra sprawiedliwości wskazuje na to, że swojej władzy będzie nadużywał.

Brawa dla PiS, bo wskrzesił społeczeństwo obywatelskie

Prof. Maciej Gutowski, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Poznaniu: – Są dziś powody do radości. Jesteśmy za zmianami, ale za zmianami – nie dla ministra, a dla obywatela. Tyle, że nasze uchwały i propozycje lądowały dotąd w śmietniku. Gdyby nie Państwa determinacja nasze uchwały w tym śmietniku by zostały, a tak wylądowały tam dwa projekty ustaw. Brawa należą się PiS, bo nikt tak nie wyhodował społeczeństwa obywatelskiego jak oni. Brawa należą się też sejmowi i senatowi za to, że głosowali nad dwoma różnymi, wykluczającymi się ustawami. Ale tak na poważnie, to brawa należą się prezydentowi! Nasza rola dalej taka, żeby patrzeć, że zmiany w sądownictwie będą rzeczywiście dla obywatela – że sądy będą dla nas, przyjazne i otwarte.

Głos zabrał też Jakub Głaz, krytyk architektury: – Nie straćmy tej energii, którą już wykrzesaliśmy. W tej chwili musimy pomyśleć, co będzie dalej. Zadbajmy o to, żebyśmy nie byli głupi, nieśmy to światło dalej. Czytajmy książki, oglądajmy mądre filmy, dyskutujmy. Niech to oświecenie zaprowadzi nas do lepszej rzeczywistości, niż ta, w której w tej chwili żyjemy.

Protest w Poznaniu po raz ósmy. 24 lipca poznaniacy domagali się weta w ulewnym deszczu

5 ZDJĘĆ

Protest w Poznaniu po raz ósmy. 24 lipca poznaniacy domagali się weta w ulewnym deszczu LUKASZ CYNALEWSKI

Poznaniacy bronią niezależności sądów od ponad tygodnia [RELACJE I KALENDARIUM PROTESTU]

Protesty w Poznaniu trwają od ponad tygodnia.

W niedzielę w poznańskim parku Kasprowicza ponownie zebrało się przynajmniej kilkanaście tysięcy ludzi. Według szacunków policji 15 tys. – Moim obowiązkiem jest bronić demokracji. Wszystko zmierza ku państwu totalitarnemu – mówiła do zebranych 15-letnia gimnazjalistka Weronika.

W sobotę demonstracja przeniosła się do parku Kasprowicza na poznańskim Łazarzu. Przed poznańską Areną zgromadziło się co najmniej kilkanaście tysięcy poznaniaków (według policji było 13 tys. ludzi).

Przemawiał m.in. sędzia Sądu Najwyższego i jego rzecznik Michał Laskowski. – Ośmieliłem się prosić o głos, bo kiedyś publicznie powiedziałem, że nie wierzę, by Polacy stanęli w obronie sądów. Strasznie się myliłem i chcę za to przeprosić – powiedział.

W piątek protest odbył się w nowym miejscu – w parku Mickiewicza przed poznańską operą, niedaleko Poznańskich Krzyży postawionych ku czci bohaterów Czerwca ’56. – Dziękuję, że protestujemy właśnie w tym miejscu, gdzie w 1956 roku było 100 tys. ludzi. Te Poznańskie Krzyże, które widzicie, są dla mnie niezwykle ważne – mówiła Aleksandra Banasiak, kombatantka poznańskiego Czerwca.

W czwartek na pl. Wolności do zebranych przemawiał m.in. Tomasz Piątek, autor głośnej książki „Macierewicz i jego tajemnice”, na którego minister obrony złożył zawiadomienie do prokuratury. – Sądy podlegające politykom będą mogły zakazywać publikacji, niszczyć gazety, prześladować dziennikarzy absurdalnymi zarzutami. Wiem coś o tym, ale nie myślę tu o sobie. Myślę tu o wszystkich dziennikarzach, czytelnikach, których partia rządząca najwyraźniej chce odciąć od prawdy – mówił.

Jacek Jaśkowiak: Brońmy razem demokracji i wolności

W środę – gdy Sejm kolejny dzień zajmował się ustawą o Sądzie Najwyższym autorstwa PiS – poznaniacy przyszli na pl. Wolności. – To trzeci w tym tygodniu „łańcuch światła” w Poznaniu. Sytuacja jest dramatyczna i wymaga tego, żebyśmy spotykali się teraz co wieczór. To piękne, że dzieją się takie rzeczy. W Poznaniu nie ma zgody na zawłaszczanie sądów przez polityków. Poznań mówi „weto” – mówił do zebranych Franciszek Sterczewski.

Na wtorkowym proteście przemawiał m.in. prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak. – Brońmy razem demokracji i wolności. Bo je obronimy! Dajmy szansę tym, którzy dali się zwieść prezesowi Kaczyńskiemu. Dajmy szansę Andrzejowi Dudzie. Może on zatrzyma to szaleństwo. Trzymajmy kciuki – mówił Jaśkowiak. Polityka dopuszczono do głosu w drodze wyjątku – podczas „łańcucha światła” przemawiają mieszkańcy.

Pierwszy protest, który zwołał aktywista miejski Franciszek Sterczewski, odbył się w niedzielę 16 lipca. Zachęcał poznaniaków, żeby stworzyli „łańcuch światła” – Dzisiaj nie będziemy skandować, nawoływać, klaskać. Dziś zjednoczymy się w milczeniu, bo to milczenie jest wymowne – mówił w niedzielę Sterczewski.

Po raz pierwszy poznaniacy na ulicę wyszli jednak w czwartek 13 lipca. Wtedy organizatorem protestu był KOD. – Czuję się winny, bo jako obywatel być może nie zrobiłem wszystkiego, by zatrzymać tę sektę przed rozkładem państwa. Pisałem, krzyczałem, rozmawiałem. Okazało się, że to zbyt mało – mówił wówczas Sławomir Majdański, szef wielkopolskiego KOD.

wyborcza.pl

Łatwo jest atakować agresywne, groźne, groteskowe obelgi ludzi władzy. Ale chciałbym, żebyśmy się przyjrzeli językowi po naszej stronie sporu

Jacek Dehnel, 24 lipca 2017

Jacek Dehnel

1 ZDJĘCIE

Jacek Dehnel (Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta)

Nie na tym polega wina Jarosława Kaczyńskiego, że jest niski czy samotny albo że jest lub nie jest gejem czy osobą chorą psychicznie, tylko na tym, że cynicznie okłamuje naród i niszczy polską demokrację, nasze wspólne dobro – mówił pisarz Jacek Dehnel w publicznym wystąpieniu pod Pałacem Prezydenckim.
Przyszedłem tu, żeby powiedzieć o tym, czym zajmuję się zawodowo: o języku. Bo duża część tego, co się teraz dzieje, dzieje się w języku właśnie. To słowa tych skandalicznych ustaw, aroganckie słowa posłów i senatorów, które przypominają slogany i nowomowę z czasów Gomułki, ale także słowa konstytucji, słowa, które śpiewamy, słowa, które skandujemy, słowa przemówień na wiecach.

Łatwo jest atakować agresywne, groźne, groteskowe obelgi ludzi władzy. Łatwo, bo są nie do obrony. Ale chciałbym, żebyśmy się wszyscy przyjrzeli również językowi po naszej stronie sporu.

„Precz z PiSlamem”. „Kurdupel, gnom i karzeł”. „Gdyby Jarek wiedział, jak wygląda kobieta, to dałby sobie spokój”. „Schizofrenik”. „Obywatele i piękne obywatelki”. „Mentalne wieśniactwo”. „Popieram kobiety bo… są sexy”. Wiem, że słyszeliśmy to wszyscy z ust ludzi, którzy chcieli dobrze. Ale te słowa to nie tylko, jak chcieliby niektórzy, „głupie gafy”; świadczą one o znacznie głębszych problemach z tym, jak traktujemy naszych współobywateli.

Nie na tym polega wina Jarosława Kaczyńskiego, że jest niski czy samotny albo że jest lub nie jest gejem czy osobą chorą psychicznie, tylko na tym, że cynicznie okłamuje naród i niszczy polską demokrację, nasze wspólne dobro. Obok nas może stać w tłumie ktoś, kto też jest niewysoki; kto leczy się na schizofrenię czy depresję; kto jest gejem albo lesbijką; kto jest aseksualny, co też nie jest żadną zbrodnią; kto jest samotny, bo ominęła go wielka miłość, bo był wykorzystywany w dzieciństwie, bo jest nieśmiały, z najróżniejszych powodów. Nie sprawiajmy, żeby poczuł się z tego powodu gorszy, bo w niczym nam nie zawinił, a stoi razem z nami.

Obok nas może też stać ktoś, kto jest muzułmaninem, kto ma żonę muzułmankę albo chłopaka muzułmanina, kto ma muzułmańskie wnuki. I kto jest tak samo jak my zwolennikiem państwa prawa i wolności religijnych. Nie możemy w jednym zdaniu nawoływać do przyjmowania uchodźców z Bliskiego Wschodu, a w drugim straszyć „PiSlamem”.

Stoimy tu razem, bo zależy nam na wolności i konstytucyjnych prawach, do których należy też równouprawnienie. Wiem, że pan Stefan czy Janusz naprawdę uważa, że mówiąc o „pięknych paniach” i że „kobiety są sexy” prawi uroczy komplement, ale dla wielu kobiet to po prostu instrumentalne traktowanie ich jako obiektów seksualnych. Każdemu panu Stefanowi i Januszowi – ale też Damianowi i Frankowi, bo wbrew stereotypom seksizm nie jest ograniczony do żadnego pokolenia – chciałbym poradzić jedno: wyobraźcie sobie, że to samo macie powiedzieć o mężczyznach. Jeśli chcecie powiedzieć o „naszych sexy obywatelkach”, ale jednak nie powiedzielibyście o „naszych sexy obywatelach”, to znaczy, że fraza jest nieodpowiednia. Wszyscy mamy ciała, ale nie przyszliśmy tu na seksrandkę, tylko walczyć o swoje prawa.

I wreszcie: jesteśmy w Warszawie, ale są z nami też ludzie z małych miast, miasteczek i wsi. I tu, i u siebie, gdzie demonstrowanie wymaga nierzadko znacznie większej odwagi. Pamiętajmy wszyscy, że „prowincjonalność” to stan ducha, a nie adres. I wystrzegajmy się słów o „wieśniactwie”, o „robolach” ale też o „chamach od 500+, którzy sprzedali wolność za pieniądze”. Dla wielu naszych współobywateli 500+ to kwestia godności i również wolności, choć innego jej rodzaju. Program wprowadzony przez PiS jest niesprawiedliwy, nieprzemyślany i cynicznie gra na emocjach, ale zdiagnozował realny problem: wielu z nas nie mogło żyć godnie. A to, że Polska jest państwem sprawiedliwości społecznej, jest dokładnie tak samo zapisane w konstytucji jak to, że jest państwem prawa. I tak samo nas wszystkich obowiązuje i zobowiązuje do dzielenia się ze sobą.

Znaleźliśmy się razem w strasznym i groźnym momencie, a skok na sądy, nie do końca udaremniony, jest tylko częścią problemu. Jeśli ma być to tylko – a taką mam nadzieję – przesileniem, każdy i każda z nas, jedno bardziej, drugie mniej, w tym ja, musi zmienić swój język i, co za tym idzie, swoje myślenie. „Solidarność” odniosła sukces, bo była ruchem masowym, a była ruchem masowym, bo przywracała godność bardzo wielu grupom społecznym. Każdy z nas się liczy, kobieta i mężczyzna, duża i mały, homo i hetero, katolik, muzułmanin i ateistka, z miasta i ze wsi. Nikogo z nas nie możemy odpychać słowami, przeciwnie, musimy go włączać i szanować jego godność. Tylko tak ten kryzys może doprowadzić nas do zwycięstwa i lepszej, sprawiedliwszej Polski, w jakiej wszyscy chcielibyśmy mieszkać.

„Nie powinniśmy schodzić z ulicy”. Ewa Siedlecka komentuje decyzję prezydenta

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,22142085,video.html

wyborcza.pl

Świat PiS-u to jakaś głęboka psychopatologia: „układ”, „płaci Soros”, „postkomuna”, „takie same znicze”. Oficjalny dyskurs! Z kategorii UFO.

Zróbmy sobie* Polskę

Małgorzata Sikorska

24.07.2017
poniedziałek

Prezydent Andrzej Duda nieoczekiwanie zawetował dwie z trzech ustaw dotyczących sądownictwa. To otwiera zupełnie nową sytuację. Właśnie teraz jest doskonały moment na powstanie nowej siły na polskiej scenie politycznej.

Manifestacje, które odbywały się w ostatnich dniach, powiedziały nam wiele o sobie jako o społeczeństwie: pokazały, że jesteśmy w stanie – działając ponad podziałami, niezależnie od wieku, poglądów czy wyznania, niezależnie od wielkości miejsca zamieszkania – stanąć solidarnie i pokojowo w obronie tego, co uznajemy za ważne. Utwierdziły, że możemy się zorganizować i protestować w sprawie wartości, że możemy dać wyraz naszej niezgodzie na łamanie prawa (mam wrażenie, że kwestia sądów była tu kroplą przepełniającą czarę), tak samo jak byliśmy w stanie – przede wszystkim byłyśmy, w ramach „czarnego protestu” – masowo protestować w obronie naszej wolności, godności i bezpieczeństwa.

Manifestacje te pokazały także wyraźnie, że partie opozycyjne – a przynajmniej ich liderzy – są dla coraz większej grupy osób, zaangażowanych w sprawy państwa, coraz mniej wiarygodnilub nawet więcej – są w swojej retoryce coraz bardziej antypatyczni. Chyba najwięcej osób gromadziły te protesty, które były organizowane przez organizacje społeczne, na których nie występowali liderzy partyjni, na których zrezygnowano z partyjnych flag, a w przekazie ze sceny i w hasłach skandowanych przez protestujących dominowały żądania dotyczące przestrzegania prawa, wskazanie na wartości („wolność, równość, demokracja”), a nie nawoływanie do rozliczeń, deklaracje na temat „zjednoczonej opozycji” czy szydzenie z obecnie rządzących.

Manifestacje pokazały również, jak duży jest potencjał w „nowych” i młodych osobach, które potrafią rozsądnie, z szacunkiem, a w dodatku z ogromną pasją i energią, odnosząc się do wartości, a nie do „retoryki anty-PiS”, opowiedzieć o tym, z jakich powodów protestują. Widać było także, że właśnie takie opowieści są oczekiwane. Opowieści o Polsce jako o kraju, który jest otwarty i tolerancyjny, taki po ludzku życzliwy i rzeczywiście gościnny (w końcu „gościnność” to cecha, z której Polscy są najbardziej dumni); jako o kraju, w którym solidarność społeczna przekłada się na rzeczywiste działania podejmowane przez instytucje państwowe na rzecz grup społecznych i osób, które z różnych powodów są w trudniejszej sytuacji życiowej; jako o kraju z którego jesteśmy dumni, a ta duma jest zbudowana na tym, że umiemy się różnić, ale umiemy się szanować, znamy swoją historię (różne jej aspekty), oraz na tym, że raczej umiemy się dogadywać, niż kłócić. To jest oczywiście wizja bardzo idealistyczna, ale wyjątkowo potrzeba nam teraz takiej „nowej” – użyję popularnego pojęcia – narracji o Polsce.

Czy potencjał, który tak wyraźnie ujawnił się w czasie ostatnich manifestacji (i to zarówno po stronie przemawiających, jak i uczestników), przełoży się na powstanie nowej siły politycznej, której przedstawiciele być może będą mieli odmienne zdania, co do kwestii szczegółowych, ale zgodzą się co to pryncypiów – tego, że ta „nowa” Polska musi być zbudowana na otwartości, szacunku i solidarności społecznej? Trudno sobie wyobrazić lepszy moment, żeby zacząć „robić” Polskę od nowa.

* „sobie” w sensie: zróbmy to razem i dla nas wszystkich, nie w znaczeniu: zróbmy to tylko dla siebie.

punkts.blog.polityka.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s