Prawo tworzone przez PiS stanęło pod latarnią

Władze pisowskie nie potrafią wybrnąć z pasztetu, który nam zgotowały. „Nam”, bo nie sobie. Jarosławowi Kaczyńskiemu dynda, czy Polska będzie szanowana, jemu chodzi o to, aby naród go słuchał i przez wymuszenie szanował.

Pasztet ustawy o IPN pokazuje, gdzie stanęło prawo pisowskie. Mianowicie stanęło pod latarnią. Akurat Izrael i USA są zainteresowane ustawą o IPN. I tak zareagowały – z właściwą sobie mocą. Niestety, skuteczną, bo Polska zostanie jeszcze niżej zepchnięta w hierarchi ważnych państw.

I to będą restrykcje niezadekretowane wobec państwa polskiego, czyli nas, nie dojdzie też do żadnego oficjalnego nałożenia sankcji, po prostu na słowo Polska coraz więcej państw i dużych zagranicznych przedsiębiorstw będzie reagowało negatywnie. Tak jak BMW, które nasze warunki prawne porównało do trzeciego świata.

Zauważmy, iż ustawa o IPN to logiczny ciąg rozpoczęty rozwałką Trybunału Konstytucyjnego, całego sądownictwa. O odstąpienie od tego trzeciego świata prawnego apelują unijne władze. Skutek będzie taki, ze spadniemy ostatecznie do ligi trzeciego świata. Czy autokrata przejmuje się, że rządzi zdegradowanym państwem? Nie, bo gdyby sie przejmował, to państwo nie byłoby w jego władaniu.

Z niejakim niesmakiem czytam, jak politycy i komentatorzy przystosowuja swoje mierne charaktery i talenty do sytuacji degradacji.

Jarosław Gowin zakrztusił się i orzekł, iż „sytuacja jest złożona”. Tak mu się złożyło, a to dlatego, że tak wybrał. A to nie jest sytuacja złożona, tylko przez takich konformistów jak Gowin zawiniona. I dalej ten pożal się boże intelektualista mówi („Jeden na Jeden” w TVN24): „Mieliśmy podstawy do tego, by sądzić, że strona izraelska akceptuje brzmienie tych przepisów”.

Aby nie podpaść Kaczyńskiemu, Gowin tworzy symetryzm pisowski („oni też”): „zawsze tam, gdzie dochodzi do nieporozumienia dwóch stron, przyczyny są i po jednej i po drugiej stronie”. Panie Gowin, nie ma takiej „reguły nieporozumienia”. Ktoś doprowadza do nieporozumienia, aby uzyskać swoje cele, ustawę o IPN stworzyli pokraczni pisowscy politycy. Żaden przeciętny prawnik takiego zakalca jurydycznego by nie stworzył.

Podobnym „symetryzmem” językowym, iż szare komórki skręcają się, gdy czytam enucjacje, posługuje się dziennikarz Michał Szułdrzyński w „Rzeczpopospolitej”: „Uniemożliwiając przeprowadzenie manifestacji organizacji radykalnie narodowych przed Ambasadą Izraela w Warszawie, rząd PiS udowodnił, że jeśli chce, potrafi sporo zaryzykować w imię obrony dobrego wizerunku Polski”.

Czym rząd PiS zaryzykował? Tym, że się postawił nacjonalistom? Tym, że Mateusz Morawiecki cyknął się, iż jego ojciec Kornel Morawiecki może przyjść na manifestację, jak podczas tzw. Marszu Niepodległości, na którym tupał wraz z nacjonalistami, bo „naród jest ponad prawem”? Takie fundują nam pokraczności politycy i dziennikarze, dwóch takich zacydowałem, Gowina i Szułdrzyńskiego.

Nie tylko prawo pisowskie stanęło pod latarnią, ale moralność i kompletne niezrozumienie polskiej tradycji. Nie będę pisał o tolerancji dawnych Polaków wobec innych nacji, bo to zostało zniszczone przez pokraczność nacjonalistów, ale powołam się na wybitną Zofię Nałkowską z „Medialionów” opublikowanych w 1946 roku, która tamże pisze o „polskich obozach śmierci”.

Czy wówczas czytelnicy pomyśleli, iż obozy organizowali Polacy? Tak samo jest dzisiaj, żaden średniej jakości publicysta zajmujacy się tą tematyka nie obarczy wina Polaków za obozy śmierci. Ale mamy takiej jakości polityków i dziennikarzy (Gowin, Szułdrzynski), którzy w obronie swojego obozu bedą pleść swoją pokraczną dialektykę.

Ludzie ludziom zgotowali ten los, a dzisiaj pisowcy politycy i zurnaliści budują nam degradowaną Polskę. Czego się nie dotkną – niszczą, ośmieszają i zwalają winę na innych. To jest pokraczność, która stanęła po latarnią.

Kapitalnie podsumował opisywaną przeze mnie pkraczność w jednym tweecie Donald Tusk: „Kto rozpowszechnia kłamliwe sformułowanie o „polskich obozach”, szkodzi dobremu imieniu i interesom Polski. Autorzy ustawy wypromowali to podłe oszczerstwo na cały świat, skutecznie jak nikt dotąd. A więc, zgodnie z ustawą…”

 

„Gdyby ktokolwiek dał się wprowadzić w błąd, kto organizował obozy śmierci, MSZ powinien zająć się najpierw polskimi lekturami szkolnymi” – pisze na stronie internetowej „Krytyki Politycznej” Sławomir Sierakowski. I zauważa: chociażby w „Medalionach” Nałkowskiej autorka pisze o polskich obozach śmierci.

http://wiadomosci.gazeta.pl

Czytam o zakazie demonstracji przed ambasadą Izraela. Że demokracja, że kruczkami prawnymi, że jak to, że przecież to elementarz wolnego kraju itd. Ależ proszę Państwa, doprawdy, czy nie pojęliście jeszcze, że żyjecie w państwie PiS? Tu prawo stoi pod latarnią. Używają jak chcą.

Gigant wycofuje się z inwestycji w Polsce. Porównuje warunki prawne do trzeciego świata

Mateusz Morawiecki uczynił jednym z filarów swojego “planu” rozwój elektromobilności. Na polskich ulicach miał zagościć milion aut elektrycznych, a Polska miała wejść na rynek z produkcją własnych pojazdów. Okazuje się jednak, że rząd ma problem, ponieważ stracił jednego z kluczowych dla swojego projektu inwestorów. Z inwestycji nad Wisłą wycofało się właśnie BMW. Koncern dzięki grantowi UE zamierzał ruszyć ze śmiałym projektem budowy sieci szybkich i ultraszybkich stacji ładowania wzdłuż najważniejszych dróg. Problem w tym, że Polska została wykreślona z listy krajów objętych infrastrukturą. Co ciekawe, stało się tak mimo osobistych zabiegi czołowych polityków partii rządzącej. Ich zainteresowanie wynikało z prostego faktu – obecnie omawianie stacje w polskim krajobrazie są niemal nieobecne, co uniemożliwia w pełni komfortowe korzystanie z aut elektrycznych, hamując tym samym rozwój rynku.

Bardzo istotne okazują się jednak przyczyny decyzji potentata.

Dziennika Gazeta Prawna dotarł do osób z otoczenia rodziny Quandt – twórców koncernu, którzy naświetlili gorzki obraz postrzegania Polski za granicą. Rozmówcy podkreślali początkowe duże zainteresowanie, jednak dodają:

“Czy chcemy inwestować w kraju, który nagle zachowuje się tak, jak nie widzimy tego już nawet w państwach Trzeciego Świata? To niemożliwe. Polska nie jest już naszym priorytetem”.

Tym co rozgniewało koncern jest niestabilność warunków inwestycji w Polsce, zarówno w zakresie prawa jak i decyzji politycznych. Chodzi dokładniej o chaos jaki powstał w sektorze odnawialnych źródeł energii. Właściciele BMW mają bowiem w portfelu całą grupę spółek z sektora OZE, w tym działające w Polsce C&C . Ta ostatnia znalazła się na liście 20 firm, z którymi umowy jednostronnie unieważnił państwowy gigant energetyczny – Energa.Sprawy trafiły do sądu.

Przyczyną konfliktu były zmiany ceny zielonych certyfikatów. System wsparcia energetyki odnawialnej polegał bowiem, poza dopłatami, na obowiązku, aby minimum 14% energii dostarczanej przez sprzedawców energii pochodziło ze źródeł odnawialnych, co sprawiało, że ta ostatnia była kupowana przez dystrybutorów w formie właśnie zielonych certyfikatów. Jednak w ciągu pięciu lat cena certyfikatów spadła o 90%, co wprowadziło branżę w kryzys. Rząd umył od sprawy ręce, a Energa ruszyła do sądu, ponieważ ceny na rynku spadły, a w umowach miała zawarte stawki na starych warunkach.

Powyższe decyzje państwowych spółek wywołały ostry spór, który już zaczął przenosić się na poziom międzynarodowych sądów arbitrażowych, które mogą obciążyć Skarb Państwa wysokimi odszkodowaniami. Na taką drogę prawną zdecydowała się amerykańska grupa Invenergy z powodu analogicznych działań Tauronu.

W budowaniu relacji nie pomogła także ustawa odległościowa o farmach wiatorwych, ponieważ Niemcy byli zainteresowani dalszymi inwestycjami w tym sektorze. Nowe prawo pozwala jednak na budowę nowych elektrowni w odległości minimum 10-krotności wysokości masztu od zabudowań mieszkalnych. W praktyce oznacza ona wyłączenie miażdżącej większości kraju z możliwości budowy wiatraków.

Choć oficjalnie BMW skomentowało, że żadnych decyzji nie podjęto, to nieoficjalnie rozmówcy DGP tak podsumowali sytuację:
“To kwestia zaufania. Jeśli wiążące przepisy prawa w jakiejś branży są nagle drastycznie zmieniane, zastanawiasz się, czy za chwilę tak się nie stanie w twojej branży”.

Nieoficjalne sygnały ze strony potentata powinny dać do myślenia, że stabilność otoczenia prowadzenia biznesu dla ściągania zagranicznych inwestycji jest kluczowa. Rząd jednak zdaje się tego nie dostrzegać, co może pogrążyć jego ambitne plany.

Sprawa jednak wbrew deklaracjom BMW nie jest zamknięta. Warto pamiętać bowiem, że przecieki medialne są w dzisiejszych czasach formą negocjacji, co oznacza, że BMW próbuje wykonać nacisk na Warszawę w sprawie zmiany polityki kusząc inwestycjami. Stawia to pytania o racjonalność przyjętej strategii, która musi być napisana pod całą gospodarkę, a nie na potrzeby pojedynczych branży, czy nawet koncernów, które zbyt często domagają się przywilejów, jakimi nie dysponują krajowe firmy. Obecne problemy są bowiem pochodną tego, że rząd nie chce stawiać na odnawialne źródła energii, jednak równoczesnej promuje przemysł właśnie na nich oparty, co samo w sobie jest pełne sprzeczności i utrudnia znalezienie wspólnego języka z kluczowymi partnerami. Na jaw wychodzą efekty uboczne centralnego planowania rozwoju gospodarki, które zawsze kończą się kosztami dla podatnika. 

Źródło: gazetaprawna.pl

crowdmedia.pl

Departament Stanu USA o polskiej ustawie o IPN. Jest komentarz wicepremiera

Do przeprowadzenia ponownej analizy ustawy o IPN z punktu widzenia jej potencjalnego wpływu na zasady wolności słowa i „naszej zdolności do pozostania realnymi partnerami” – wezwał w środę w swym oświadczeniu dla prasy amerykański MSZ.

Historia Holokaustu jest bolesna i złożona. Rozumiemy, że wyrażenia takie jak: +polskie obozy śmierci+ są niewłaściwe, błędne i sprawiają ból” – napisano w oświadczeniu wydanym w środę przez Departament Stanu. „Jednakże, jesteśmy zarazem zaniepokojeni i tym, że, jeśliby wszedł w życie, projekt tej ustawy mógłby podważyć wolność wypowiedzi i badań naukowych” – czytamy w oświadczeniu.

„Musimy zachować szczególną ostrożność, by nie ograniczyć debaty i wypowiadania się na temat Holokaustu. Wierzymy, że tylko nieskrępowana dyskusja, badania naukowe i działalność edukacyjna to najlepszy sposób, by przeciwdziałać niewłaściwym i krzywdzącym wypowiedziom” – wskazano w nocie wydanej przez amerykańską dyplomację.

Departament Stanu wezwał do przeprowadzenia ponownej analizy ustawy o IPN nie tylko z punktu widzenia jej potencjalnego wpływu na zasady wolności słowa, ale też „naszej zdolności do pozostania nadal realnymi partnerami”.

„Jesteśmy zaniepokojeni konsekwencjami projektu tej ustawy; jeśli weszłaby ona w życie mogłoby to wpłynąć na strategiczne interesy Polski i jej stosunki – ze Stanami Zjednoczonymi i Izraelem włącznie” – podkreślono w nocie.

Głosowanie ws. nowelizacji ustawy o IPN ma się odbyć jeszcze na obecnym posiedzeniu Senatu. W czwartek – jak poinformował marszałek Senatu Stanisław Karczewski – rząd wyda oświadczenie, w którym ustosunkuje się do noweli.

Nowelizacja ustawy IPN wprowadza m.in. przepisy, zgodnie z którymi, każdy kto publicznie i wbrew faktom przypisuje polskiemu narodowi lub państwu polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę Niemiecką lub inne zbrodnie przeciwko ludzkości, pokojowi i zbrodnie wojenne – będzie podlegał karze grzywny lub pozbawienia wolności do lat trzech.

Gowin komentuje

Jarosław Gowin był pytany w TVN24 o oświadczenie amerykańskiego Departamentu Stanu.

Wicepremier powiedział, że w trudnych sytuacjach trzeba przede wszystkim zachować „zimną krew”.

– Przyjmujemy do wiadomosci stanowisko Departamentu Stanu, zakładamy, że polityka jest pewnym procesem ciągłym, wiemy jakie są emocje dzisiaj, wiemy, jakie jest stanowisko dzisiaj. Będziemy dążyć do tego, żeby w ciągu najbliższych dni, tygodni, najdalej miesięcy ta sprawa została rozwiązana – powiedział Gowin.

Zapewnił, że premier Mateusz Morawiecki, jak i każdy z pozostałych członków rządu traktuje tę sprawę jako priorytet.

dziennik.pl

 

Prawo i Sprawiedliwość musi zmienić strategię

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Uniemożliwiając przeprowadzenie manifestacji organizacji radykalnie narodowych przed Ambasadą Izraela w Warszawie, rząd PiS udowodnił, że jeśli chce, potrafi sporo zaryzykować w imię obrony dobrego wizerunku Polski.

Burda skrajnej prawicy przed izraelską placówką dyplomatyczną mogłaby być wizerunkową katastrofą. Dlatego rząd – rękami wojewody – podjął decyzję o zamknięciu ulicy, przy której mieści się ambasada. W efekcie PiS poszło na wojnę ze środowiskami narodowców, z którymi dotąd utrzymywało coś w rodzaju zawieszenia broni. Środowiska te dostały jednak do ręki argument, że oto polski rząd ugina się przed Izraelem, ograniczając narodowcom prawo do manifestacji.

Dlatego PiS nie zdecydowało się na dalsze ustępstwa i Senat ruszył z pracami nad ustawą o IPN ścigającą osoby, które obarczają państwo i naród polski współodpowiedzialnością za zbrodnie III Rzeszy. W odpowiedzi Kneset poparł projekt ustawy, który uznaje przepisy, nad którymi pracuje nasz Senat, za formę negowania Holokaustu.

I zamiast się zbliżyć, oddaliliśmy się od zażegnania kr…

rp.pl

Gowin już wie, skąd kryzys polsko-izraelski. „Bez naszej woli zostaliśmy uwikłani w konflikt”

mk, IAR, 01.02.2018

 

http://www.gazeta.tv/plej/19,114884,22961320,video.html?embed=0&autoplay=1
Zawsze tam, gdzie dochodzi do nieporozumienia dwóch stron, przyczyny są i po jednej i po drugiej. Były przyczyny także niewątpliwie po stronie izraelskiej – mówił w TVN24 o konflikcie polsko-izraelskim dot. ustawy o IPN wicepremier i minister nauki Jarosław Gowin.

Ustawa o Instytucie Pamięci Narodowej czeka już na podpis prezydenta Andrzeja Dudy. Za poparciem ustawy zagłosowało w nocy 57 senatorów, 23 było przeciwko, dwóch senatorów wstrzymało się od głosu.

Projekt zakładający kary za przypisywanie Polakom odpowiedzialności za zbrodnie wojenne i przeciwko ludzkości doprowadził do konfliktu w relacjach między Polską a Izraelem.

– Sytuacja jest złożona. Nie mając dobrego wyboru, znajdując się w sytuacji, w której bez jakiejkolwiek woli z naszej strony zostaliśmy uwikłani w duży konflikt międzynarodowy, uznaliśmy, że racją podstawową jest ochrona dobrego imienia Polski

– mówił w programie „Jeden na Jeden” w TVN24 wicepremier i minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin.

– Mieliśmy podstawy do tego, by sądzić, że strona izraelska akceptuje brzmienie tych przepisów. O tym, że jest inaczej, dowiedzieliśmy się dopiero po tym, jak Sejm przegłosował ustawę. Nie zamierzam nikogo oskarżać, zawsze tam, gdzie dochodzi do nieporozumienia dwóch stron, przyczyny są i po jednej i po drugiej stronie – tłumaczył Gowin.

– Były przyczyny także niewątpliwie po stronie izraelskiej. Nie przewidzieliśmy, bo działaliśmy w pełni dobrej wierze, to jest najbardziej proizraelski rząd w Europie

– podkreślił.

Ustawa o IPN. Założenia

Zgodnie z ustawą każdy, kto publicznie i wbrew faktom przypisuje polskiemu narodowi lub państwu polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę Niemiecką lub inne zbrodnie przeciwko ludzkości, pokojowi i zbrodnie wojenne – będzie podlegał karze grzywny lub pozbawienia wolności do lat trzech. Taka sama kara grozi za „rażące pomniejszanie odpowiedzialności rzeczywistych sprawców tych zbrodni”.

Autorzy ustawy oraz IPN podkreślają, że nowelizacja ustawy o IPN nie ogranicza badań naukowych i wolności słowa, a jedynie walczy z celowym zakłamywaniem historii, bezczeszczeniem pamięci o ofiarach i hańbieniem żyjących więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych.

gazeta.pl

%d blogerów lubi to: