Berczyński to kolejny Misiewicz z podrasowanym CV

Szef ekspertów Macierewicza Wacław Berczyński przyznał się, że „wykończył” caracale. Wobec tego zamiast śmigłowców bojowych mamy samoloty dla VIP-ów.

Z tego Berczyńskiego wychodzi coraz większy mitoman. CV ma tak podrasowane, iż można spokojnie stwierdzić, że mamy do czyniena z kolejnym Misiewiczem.

Tylko do takich ma dostęp Macierewicz. Mnie to w ogóle nie dziwi.

MON zaprzecza Berczyńskiemu, oświadczając, że mija się z prawdą ws. caracali.

Żałosne.

Berczyński przede wszystkim mija się z prawdą ws. ładunku termobarycznego z tłumikiem na pokładzie tupolewa. Zresztą eksperyment ten został wystarczająco podważony, tj. osmieszony przez OKO.press

To wszystko dzieje się w Polsce, a nie w jakiejś grafomanii. Polska leci ku katastrofie smoleńskiej. Wszystkich nas osadzono w Tworkach.

Więcej >>>

 

Kolejny sondaż i wielka radość PO. „Wooow! Dziękujemy!” [NOWY SONDAŻ]

14.04.2017

• 28 proc. PiS, 27 proc. PO, 12 proc. Kukiz’15, Nowoczesna 5 proc.
• Takie są wyniki nowego sondażu Kantar Public – podała „Wyborcza”
• To kolejny sondaż pokazujący wzrost notowań Platformy

W najnowszym sondażu Kantar Public (dawniej TNS) opisanego przez „Gazetę Wyborczą” PiS wyprzedza PO już tylko o 1 pkt. proc. To różnica w granicach błędu statystycznego – podkreśla „Wyborcza”. I tak: 28 proc. ankietowanych głosowałoby na PiS, 27 proc. na PO, 12 proc. na Kukiz’15, 5 proc. na Nowoczesną. Do Sejmu nie dostałyby się: PSL (4 proc.), SLD (3 proc.), Razem i KORWiN (po 2 proc. głosów). „Wooow, coraz bliżej! Dziękujemy!” – skomentowała radośnie Platforma.

Dowiedz się więcej:

Jak zmieniło się poparcie dla partii?

W stosunku do marcowego sondażu poparcie dla PiS wzrosło o 1 pkt. proc., dla PO o 3 pkt. proc., dla Kukiza o 1 pkt proc., notowania Nowoczesnej spadły o 3 pkt. proc., PSL zyskało 1 punkt, SLD straciło 2, a Razem 1. Poparcie dla KORWiNa jest na tym samym poziomie co miesiąc wcześniej. Spadła liczba niezdecydowanych na kogo głosować – z 15 do 13 proc.

Jak wygląda rozkład głosów PiS i PO w innych sondażach?

Sondaże z marca, przeprowadzone po wyborze Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej, pokazują niewielką przewagę PiS nad PO. W sondażu pracowni IBRIS dla „Rzeczpospolitej” PiS zanotowało 29 proc. poparcia. Druga w sondażu PO odnotowała skok poparcia aż o 10 pkt. proc., do 27 proc. Pracownia IPSOS dla OKO.press podała wyniki sondażu, gdzie chęć oddania głosu na PiS wyraziło 32 proc. pytanych, a na PO – 28 proc. (wzrost o 8 pkt. proc.). Sondaż Kantar Public dla Wyborczej wskazał 27 proc. dla PiS i 24 proc. dla PO (wzrost o 10 pkt proc.). W sondażu Kantar Millward Brown dla „Faktów” TVN i TVN24, chęć głosowania na PiS wyraziło 29 proc. wyborców, a na Platformę 27 proc. (wzrost o 3 pkt. proc.). A jak wyglądały kwietniowe sondaże? Według sondażu dla Nowa TV oraz „Super Expressu” PiS mogłoby liczyć na 31 proc., a PO 26 proc. (wzrost o 6 pkt. proc.). Sondaż Kantar Public dla wPolityce.pl i „wSieci” to 35 proc. PiS i 26 proc. PO. Podobne wyniki podał później CBOS: 37 proc. dla PiS i 26 proc. dla PO (7 proc. więcej niż w poprzednim badaniu tej sondażowni).

msn.com/pl-pl

Wytrwała i konsekwentna praca przynosi efekty. Sondażowa różnica 1 % po niespełna 1,5 roku od wyborów❗️

 

 

 

TUSK ZOSTANIE POWITANY NA DWORCU CENTRALNYM. MAZIARSKI: ODPROWADŹMY GO POD DRZWI PROKURATURY!

14 kwietnia 2017

Dziennikarz Wojciech Maziarski proponuje, aby okazać wsparcie Donaldowi Tuskowi i pójść (19 kwietnia) wspólnie z Przewodniczącym Rady Europejskiej aż przed drzwi Prokuratury.

Dorota Łazowska Znieniłam specjalnie plany na ten dzień żeby być na dworcu a potem towarzyszyć panu Donaldowi w drodze do prokuratury.

Maria Schmid Swietny pomysl !

Stefan Sterzycki Będziemy się starali przejechać Tramwajem do Demokracji koło Dworca o 10:50 🙂 W tramwaju będą z nami Henryka Krzywonos i Jerzy Stępień.

Joanna Roqueblave Ależ będziemy 😀

Wojciech Kucharski Całym sercem będę z Wami

Piotr Zagdański No, tak trzeba !
Przyzwoitość wzywa !

Jacek Kaminski ale on nie będzie SZEDŁ do prokuratury. trzeba będzie biec za jego autem! 😀

Wojciech Maziarski Według mojej wiedzy – będzie szedł

polityczek.pl

Autostrada Gdańsk – Odessa. Nowe zadanie dla Sławomira Nowaka od rządu Ukrainy

Andrzej Kublik, 14 kwietnia 2017

P.O. prezesa Ukravtodor, były minister transportu w rządzie Tuska Sławomir Nowak

P.O. prezesa Ukravtodor, były minister transportu w rządzie Tuska Sławomir Nowak (Fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Gazeta)

Władze Ukrainy chcą zbudować autostradę, która połączy Gdańsk z Odessą. Za taką inwestycję odpowiadałby Sławomir Nowak, nasz były minister transportu, który dziś kieruje ukraińskim odpowiednikiem GDDKiA.

O planach budowy autostradowego połączenia między Gdańskiem i Odessą poinformował w tym tygodniu ukraiński minister infrastruktury Wołodymyr Omeljan podczas roboczej wizyty w obwodach lwowskim i wołyńskim.

– Znajdujemy się na jednym z najważniejszych korytarzy transportowych Ukrainy. Mamy nadzieję, że połączy on Bałtyk z Morzem Czarnym, Gdańsk z Odessą, przechodząc przez Lwów – powiedział Omeljan w trakcie wizytacji remontu drogi łączącej Lwów z Tarnopolem.

Z pomocą UE i Polski

Ukraina ma nadzieję, że dostanie pomoc od UE i Polski na planowaną inwestycję.

– Będziemy współpracować z Komisją Europejską i władzami Polski, aby otrzymać dodatkowe finansowanie i zbudować pełnowartościową autostradę według wzorów europejskich – zapowiedział Omeljan cytowany w komunikacie Ministerstwa Infrastruktury Ukrainy. Nie ujawnił, na jakie dofinansowanie liczy Ukraina.

Z zapowiedzi ukraińskiego ministra wynika, że Kijów chciałby zbudować przedłużenie polskiej autostrady A4, która przecina całą Polskę od granicy z Niemcami do granicy z Ukrainą. W Gliwicach autostrada A4 łączy się z autostradą A1prowadzącą do Gdańska. Do ukończenia A1 pozostało już niewiele. Trwa budowa prawie 60 km A1 od Katowic do Częstochowy, a wkrótce mają być ogłoszone przetargi na budowę ostatnich 80 km A1 między Częstochową a Piotrkowem Trybunalskim. To znaczy, że budowa całej A1 ma się zakończyć na początku przyszłej dekady i wtedy autostradami będzie można pokonać w Polsce całą trasę od Gdańska do granicy z Ukrainą.

Fiasko koncesji autostradowej

Dwa lata temu rząd Ukrainy szykował się już do budowy drogi szybkiego ruchu między Lwowem a przejściem granicznym Krakowiec położnym naprzeciw końcówki autostrady A4 w polskiej miejscowości Korczowa.

Władze Ukrainy chciały tę inwestycję wykonać w systemie koncesyjnym. Wykonawca na własny koszt wybudowałby drogę, a potem zarabiał na opłatach za jej eksploatację. Jednak jesienią 2015 r. rząd Ukrainy unieważnił przetarg. Zgłosiły się do niego tylko dwie firmy, a żadna nie miała dość pieniędzy, by z własnej kasy pokryć 85 proc. kosztów inwestycji, jak wymagano w przetargu.

Zadania dla Nowaka

Za ewentualną budowę ukraińskiego odcinka autostrady Gdańsk-Odessa odpowiadałby Sławomir Nowak, dawny wpływowy polityk PO, który był ministrem transportu w drugim rządzie premiera Donalda Tuska.

Jesienią zeszłego roku Nowak został mianowany przez ministra Wołodymyra Omeljana na szefa Ukrawtodor – tamtejszego odpowiednika polskiej GDDKiA.

Po nominacji Sławomir Nowak porównywał stan dróg na Ukrainie do dróg w Polsce 20 lat temu. I oceniał, że 97 proc. ukraińskich dróg jest w złym stanie. A według władz w Kijowie w zeszłym roku wyremontowano zaledwie 1 proc. dróg na Ukrainie.

W tym roku ma się to mocno zmienić. W lutym minister Wołodymyr Omeljan zapowiedział, że w 2017 r. agencja kierowana przez Sławomira Nowaka wyremontuje 2 tys. km dróg i 80 mostów. Także w lutym na strategiczne znaczenie tych planów wskazał prezydent Ukrainy Petro Poroszenko.

– Powinniśmy zbudować ponad 2 tys. km dróg w samym tylko 2017 r. – mówił wtedy prezydent Ukrainy, podkreślając, że inwestycje drogowe pobudzają rozwój gospodarczy i służą turystyce oraz rekreacji.

Szybką drogą do Budapesztu

Kijów planuje połączenia autostradowe nie tylko z Polską. W zeszłym miesiącu Ukrawtodor zaczął projektować przedłużenie autostrady z Kijowa do Budapesztu, która obecnie na Ukrainie urywa się 280 km od granicy z Węgrami, a na Węgrzech – 20 km przed granicą z Ukrainą.

Rewolucja, aneksja, rebelia i wciąż krew. O co chodzi na Ukrainie?

 

wyborcza.pl

Życzę ministrowi sprawiedliwości, by Zbigniew Z. nigdy nie stał się Józefem K. – komentuje Jarosław Kurski

Jarosław Kurski; zdjęcia: Jakub Bach; montaż: Katarzyna Dworak, 14.04.2017
http://www.gazeta.tv/plej/19,155166,21639373,video.html?embed=0&autoplay=1

Magister Zbigniew Ziobro dostaje do ręki władzę większą niż ministrowie sprawiedliwości w czasach PRL – zmiany w sądownictwie komentuje Jarosław Kurski i dodaje: niebawem każdy z nas może stać się Józefem K. z ‚Procesu’ Kafki, oskarżony przez nie wiadomo kogo i nie wiadomo o co.

wyborcza.pl

Paweł Wroński

Dr Berczyński jak Mr. Chance

14 kwietnia 2017

Wacław Berczyński

Wacław Berczyński (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Są takie momenty, gdy śnię. Przecieram jednak oczy i okazuje się, że śnię dalej. Przede mną zaś wywiad Magdaleny i Maksymiliana Rigamontich w „Dzienniku Gazecie Prawnej” z dr. Wacławem Berczyńskim – przewodniczącym podkomisji smoleńskiej. Nie przypuszczałem, że ktokolwiek może tak skompromitować wyniki prac komisji smoleńskiej Macierewicza jak jej przewodniczący.

Tak, to ten sam naukowiec, który wynalazł bombę termobaryczną „z tłumikiem”. Tę, której wybuchu nikt nie widział, nie słyszał i nie zarejestrowały jej czarne skrzynki samolotu Tu-154 nadlatującego nad lotnisko w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku.

Wywiad wiele mówi o metodzie naukowej stosowanej przez emerytowanego „amerykańskiego naukowca” od mechaniki. Na pytanie, czy kiedyś był w Smoleńsku, ot tak, choćby z ciekawości, pada odpowiedź: „Nie, nikt mnie tam nie zaprosił, nikt mi tego nie zaproponował”. Twierdzi, że zanim Tu-154 utracił kawałek skrzydła po zderzeniu z brzozą, ciął tylko „gałązki”. Maksymilian Rigamonti zrobił jednak wiele zdjęć drzew ściętych przez samolot. Odpowiedź: „Wobec tego nie są to zdjęcia, które widziałem”.

Zobacz: „Nawet nie znam doktora Berczyńskiego”. Konsternacja senatora PiS po „rewelacjach” szefa smoleńskiej podkomisji

Autorka wywiadu pyta, dlaczego próbny wybuch urządzono w metalowym modelu. Przyznam, że raczej przypominał szopę do przechowywania warzyw niźli samolot. Pyta, dlaczego okna (zwykle wypychane przez wybuch) zostały na modelu tylko namalowane. Pada spokojna odpowiedź, która podważa w ogóle sens tego eksperymentu: „Umieszczenie ich w tej replice kosztowałoby więcej pieniędzy i czasu”.

Problem, gdzie taki ładunek termobaryczny miałby być umieszczony (z eksperymentu wynika, że gdzieś w centrum kadłuba) i jak dostał się na pokład, trapi też jak widać dr. Berczyńskiego, skoro twierdzi on: „Zastanawiałem się nad tym wiele razy i nie wiem”. Cóż z tego, skoro jest przekonany, że tam był.

Dr Berczyński jest na 90 procent pewny, że kontrolerzy umyślnie źle sprowadzali Tu-154, na 90 procent, że na pokładzie był wybuch, i na prawie 100 procent, że samolot rozpadł się w powietrzu. Z dumą przypomina, że już w 2011 roku napisał artykuł, z którego wynikało, że „cała część ogonowa maszyny została odrzucona w trakcie lotu”.

Mamy więc jasność: rosyjscy kontrolerzy sprowadzali na ziemię samolot po to, żeby się rozbił, ale on sam rozpadał się w powietrzu pod wpływem wybuchu, tylko polscy piloci tego nie zauważyli, a przyrządy nie zarejestrowały. Aha, i jeszcze jakiś dziwaczny przyrząd w kabinie, który wołał jak oszalały: „Pull up, terrain ahead!”.

Całość wygląda jak usilna próba dopasowania „nauki” do scenariusza filmu „Smoleńsk” Antoniego Krauzego, z którym zresztą ta sama autorka wcześniej zrobiła wywiad.

Na smoleńskiej rocznicy prezes Jarosław Kaczyński mówił, że po raz kolejny komisja zbliżyła się do prawdy, bo teraz strona „wybuchowa” dysponuje dowodami „naukowymi”. Prawda, mówił to bez pasji i specjalnego przekonania. W tym wywiadzie dr Berczyński wszystkie te dowody sam koncertowo masakruje. Czy ja nadal śnię? A może oglądam film „Wystarczy być” w wersji smoleńskiej z nowym Mr. Chance’em w roli głównej?

wyborcza.pl

Berczyński „wykończył” caracale? Kolejna kompromitacja

KWIECIEŃ 14, 2017

„Nie wiem, czy pani wie, ale to ja wykończyłem caracale” – powiedział Wacław Berczyński w rozmowie z Magdaleną Rigamonti dla „Dziennika Gazety Prawnej”. To zdanie przewodniczącego powołanej przez MON podkomisji ds. ponownego zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej wiele osób wprawiło w osłupienie. – Sam przyznaje się do nielegalnych działań. Sprawą powinna z urzędu zająć się prokuratura – komentuje w rozmowie z wiadomo.co wiceprzewodniczący PO Tomasz Siemoniak, były minister obrony narodowej. Przypomina też o wniosku PO dotyczącym powołania komisji śledczej w sprawie postępowań śmigłowcowych.

Dziwne wyznanie Wacława Berczyńskiego

Dr Wacław Berczyński w rozmowie Magdaleną Rigamonti dla „Dziennika Gazety Prawnej” opowiada m.in. o kulisach rezygnacji Ministerstwa Obrony Narodowej z zakupu francuskich śmigłowców:

Nie wiem, czy pani wie, ale to ja wykończyłem caracale. Znam się na tym, znam się na śmigłowcach, znam się na lotnictwie. (…) Pamiętam, jak przeczytałem o tych caracalach, o tym, że polski rząd zamierza je kupić, to mi włosy stanęły dęba. Markowi Pyzie w piśmie „wSieci” powiedziałem, że to jest przekręt, że Polska nie może tak strasznie przepłacać – i się zaczęło.

Szef podkomisji badającej ponownie przyczyny katastrofy smoleńskiej opowiada też o swojej współpracy ws. śmigłowców z szefem MON Antonim Macierewiczem:

To był kwiecień 2015 r., jeszcze rządziła PO. Potem wybory wygrał PiS, ministrem obrony został Antoni Macierewicz, który powiedział: „bądź moim pełnomocnikiem w sprawie śmigłowców”. I tak, krok po kroku, zaproponowano mi, bym włączył się w pracę w WZL w Łodzi, w których powstają właśnie helikoptery. I powiem pani, że z przyjemnością się zgodziłem.

Zerwane negocjacje z Francuzami

Przypomnijmy, przetarg na wielozadaniowe śmigłowce dla wojska rozpisano wiosną 2012 r. W kwietniu 2015 r. MON do końcowego etapu zakwalifikowało ofertę Airbus Helicopters z maszyną H225M Caracal. Ministerstwo twierdziło, że tylko ta oferta spełniła wymogi formalne. Odrzuciło wtedy ofertę Świdnika ze względu na zbyt odległy termin dostawy, i Mielca – z powodu braku uzbrojenia.

W maju 2015 r. PiS w sprawie przetargu zawiadomiło prokuraturę. Ta początkowo odmówiła wszczęcia postępowania. Decyzja została jednak zmieniona jesienią 2016 r. (już po wygranych przez PiS wyborach). Śledztwo cały czas się toczy.

Na początku października 2016 r. Ministerstwo Rozwoju, które negocjowało offset z Airbusem, uznało dalsze rozmowy za bezprzedmiotowe. MON na nowo rozpoczęło procedurę pozyskania nowych śmigłowców w ramach pilnej potrzeby operacyjnej.

„Wykończenie” przetargu to działanie nielegalne. To kolejny odcinek w serialu skandali w MON-ie. Powaga państwa polskiego w tym obszarze upada strasznie nisko – mówi w rozmowie z wiadomo.co były minister obrony narodowej, poseł PO Tomasz Siemoniak.

Kamila Terpiał: Jaka powinna być reakcja organów państwa na taką wypowiedź Wacława Berczyńskiego?         
Tomasz Siemoniak: W normalnym państwie taką wypowiedzią powinna się zająć prokuratura, która zresztą prowadzi postępowanie w sprawie śmigłowców. Ta informacja może być kluczowa dla śledztwa. Okazuje się, że to nie komisja przetargowa w ministerstwie obrony czy komisja offsetowa w ministerstwie rozwoju, tylko zewnętrzna osoba wywarła decydujący wpływ, czyli „wykończyła caracale”. Pytanie: w jakim trybie to się zdarzyło, jaki był dostęp pana Berczyńskiego do dokumentów, z kim rozmawiał? Mamy do czynienia z postępowaniem przetargowym na 13,5 mld zł, największym w historii Ministerstwa Obrony Narodowej i nagle okazuje się, że poza wszelkimi procedurami znajomy ministra Macierewicza przyznaje się do „wykończenia” przetargu. To jest działanie nielegalne, nie można w taki sposób wpływać na komisje przetargowe. Do ogromnych znaków zapytania w sprawie działań Antoniego Macierewicza dotyczących śmigłowców dochodzi teraz chyba największy z tych znaków zapytania, ale też pokazujący, jakie są mechanizmy w państwie PiS.  Sprawa wymaga wyjaśnienia i rezerwujemy sobie prawo do różnych działań.

Czyli jakich?
Przypomnę, że w październiku złożyliśmy wniosek o powołanie komisji śledczej w sprawie postępowań śmigłowcowych, chcąc pokazać z jednej strony, że w czasie naszych rządów wszystko było przejrzyste i zgodne z prawem, ale chcemy, żeby zostały też wyjaśnione działania rządu PiS-u. Przecież od października do kwietnia, jeżeli chodzi o sprawy śmigłowcowe, mamy do czynienia z serią zdarzeń, które potwierdzają potrzebę powołania komisji śledczej. Były już kupowane Black Hawki, które miały dolecieć do końca roku, był śmigłowiec polsko-ukraiński, a na koniec mieliśmy zapowiedź zakupu 12. śmigłowców za 7 mld zł, czyli drożej, i bez offsetu, niż w przerwanym postępowaniu. Skoro pan Wacław Berczyński bulwersował się tamtymi kwotami, to powinien jeszcze bardziej bulwersować się tymi.

Apelujecie o powołanie komisji śledczej. Co jeszcze można robić? Apelować do prokuratury?
Oczekujemy, że prokuratura zajmie się tą sprawą z urzędu, tym bardziej, że toczy się postępowanie. Jeżeli tego nie zrobi, jestem prawie pewien, że będziemy wnioskować do prokuratury. Mamy jeszcze komisję obrony narodowej, mamy zapowiedziany w czwartek wniosek o odwołanie ministra Macierewicza, jeżeli nie zostanie odwołany w ciągu tygodnia. To jest już kolejna bulwersująca sprawa, kolejny odcinek w serialu skandali w MON-ie. Powaga państwa polskiego w tym obszarze upada strasznie nisko. Jeżeli okazuje się, że to pan Berczyński rozstrzyga przetargi, to ja nie znam drugiego kraju, w którym tak by się to odbywało.

Jakie są powody takiego oświadczenia szefa podkomisji smoleńskiej. Myśli pan, że to przypadek?
Nie zdarza się coś takiego, żeby ktoś z własnej woli, bo przecież w wywiadzie nawet nie został o to zapytany, przyznawał się do nielegalnego działania. To jest bezprecedensowe, ale się zdarzyło. Jeśli to pada z ust osoby tak wysoko sytuowanej, która uważa się za przyjaciela Antoniego Macierewicza i która podaje się za pełnomocnika do spraw śmigłowców (zresztą kolejne ważne pytanie, czy formalnie na takie stanowisko został powołany), to jest bardzo poważna sprawa. Pytanie więc, czy to jest niemądra przechwałka, która może na niego sprowadzić poważne kłopoty, czy wyrzuty sumienia, czy rzeczywiście sypie się ekipa Macierewicza po odejściu Misiewicza i będą się działy jeszcze rożne dziwne rzeczy. To może być też ucieczka do przodu po kompromitacji jego podkomisji, potwierdzonej poniedziałkowym „show”. Mamy dodatkowo badania, z których wynika, że tylko 6,5 proc. Polaków wierzy w wybuch na pokładzie tupolewa. To jest jedna wielka kompromitacja pana Wacława Berczyńskiego.

wiadomo.co

MON: Wacław Berczyński mija się z prawdą ws. caracali

Dr Wacław Berczyński „nie miał żadnych podstaw do wpływania na kształtowanie się decyzji Ministerstwa Rozwoju i Finansów” – informuje Ministerstwo Obrony Narodowej w odpowiedzi na słowa szefa komisji ds. ponownego zbadania katastrofy w Smoleńsku. „To ja wykończyłem caracale” – powiedział Berczyński w wywiadzie dla Dziennika.

„Rezygnacja z kontraktu na śmigłowce Caracal nastąpiła na skutek niewywiązania się z zobowiązań offsetowych przez stronę francuską” – informuje w komunikacie ministerstwo obrony.

„Wypowiedź dr. Wacława Berczyńskiego nie ma żadnego związku z prowadzonymi i zakończonymi negocjacjami umowy offsetowej ws. kontraktu na zakup śmigłowców Caracal. Pan Wacław Berczyński nie był członkiem Zespołu do zbadania ofert offsetowych oraz przeprowadzenia negocjacji w celu zawarcia umowy offsetowej, nie wypowiadał się na ten temat, nie informował Ministra Obrony Narodowej o swoim stanowisku i nie miał żadnych podstaw do wpływania na kształtowanie się decyzji Ministerstwa Rozwoju i Finansów” – napisała nowa rzeczniczka MON mjr Anna Pęzioł-Wójtowicz.

W komunikacie MON podkreśla, że procedura offsetowa, która była przyczyną rezygnacji z caracali, realizowana była „przez ministra właściwego do spraw gospodarki”, czyli Ministra Rozwoju i Finansów.

W wywiadzie dla Dziennika dr Berczyński twierdził, że to on spowodował, iż polski rząd zrezygnował z zakupu francuskich caracali.

– Nie wiem, czy pani wie, ale to ja wykończyłem caracale. Znam się na tym, znam się na śmigłowcach, znam się na lotnictwie. Pamiętam, jak przeczytałem o tych caracalach, o tym, że polski rząd zamierza je kupić, to mi włosy stanęły dęba. Markowi Pyzie w piśmie „wSieci” powiedziałem, że to jest przekręt, że Polska nie może tak strasznie przepłacać – i się zaczęło – mówił Berczyński.

Zdaniem Platformy Obywatelskiej, jeśli Berczyński mówił prawdę, to sprawą powinna zająć się prokuratura. To jest sytuacja bezprecedensowa, to jest przyznanie się przez pana Berczyńskiego do działań nielegalnych – powiedział Tomasz Siemoniak.

rp.pl

Młyny Rydzyka mielą szybciej, bo są podłączone do trakcji rządowej

Młyny Rydzyka mielą szybciej, bo są podłączone do trakcji rządowej

Ile mamy Kościołów katolickich w Polsce? Przynajmniej dwa. Ten normalny, którego hierarchia jest układana w Watykanie, a na czele stoi prymas Polski abp Wojciech Polak.

Drugi Kościół jest jednak w kraju ważniejszy, na czele jego stoi redemptorysta o. Tadeusz Rydzyk, ma status zwykłego księdza, lecz z jego nadania jest przynajmniej dwóch ministrów (Antoni Macierewicz i Jan Szyszko) i wpływowa posłanka Anna Sobecka.

Rządzący Kościół katolicki podjął w Sejmie tzw. uchwałę fatimską. Akt nie z naszej rzeczywistości, który stoi w sprzeczności z rozdziałem państwa z Kościołem, z konstytucją.

W tej właśnie kwestii zajął głos oficjalny namiestnik Kościoła katolickiego w kraju prymas abp Polak, wydawałoby się osoba najwłaściwsza. Arcybiskup stwierdził kategorycznie: „Takie akty powinny być w kościele, a nie w Sejmie. Akty ściśle religijne nie powinny być wykorzystywane do tego, że będziemy tak czy inaczej odczytywać naszą społeczną rzeczywistość”.

Można więc zapytać prymasa: dlaczego tak późno. Mleko już się rozlało. Tzw. uchwała fatimska jest proweniencji bardzo zaprzeszłej, by nie napisać średniowiecznej, a przy tym tzw. objawienia fatimskie nie zostały oficjalnie uznane przez Watykan.

Rozumiem, że zwierzchnie Młyny Boże mielą wolno. Dlaczego młyn Rydzyka zasuwa tak szybko, a oficjalny młyn katolicki spóźnia się. Czyżby nie był podłączony do odpowiedniej trakcji elektrycznej? Z takiego ziarna nie będzie żadnej mąki.

Prymas abp Polak nie ma poparcia większości biskupów polskich, a takim cieszy się o. Rydzyk. Zaczyna być głośno o nadziejach polskiego Kościoła. Ostatnio dała temu przykład „Gazeta Trybunalska”.

Rydzyk jest tam sytuowany bardzo wysoko, najwyżej, zaś papież Franciszek nie spełnił oczekiwań polskiego kleru: „Kardynał Bergoglio, jezuita, przybrał imię Franciszka, na cześć swego imiennika, świętego z Asyżu. Z całym szacunkiem dla obecnego papieża, nie był to dobry wybór. Franciszek postanowił zaprzyjaźnić się ze światem. Najpierw byli to dziennikarze, później dzieci, chorzy, geje, lesbijki, liberałowie, czarni, biali, żółci, brązowi i w ogóle wszyscy. Nic dziwnego, że większość lewicowych obserwatorów zachwyciła się nowym watykańskim zwierzchnikiem.”

Więc pod adresem Franciszka padają silne sugestie, aby poszedł drogą Benedykta XVI: „Franciszek oznajmił, że po kilku latach posługi zrezygnuje, podobnie, jak jego poprzednik.” Polski Kościół ma propozycję: „Ojciec Rydzyk nie musi zostać kardynałem, aby stać się głową Kościoła. Konklawe może wybrać na następcę św. Piotra każdego, kto otrzymał święcenia kapłańskie. Poza tym w polskim Kościele nie brakuje ważnych osobistości, które wybór o. Rydzyka powitałyby z radością”.

Rydzyk papieżem? Na razie jest papieżem polskiego Kościoła, który potrafi zlecić Sejmowi uchwałę o objawieniach, a prymas po czasie nieśmiało wyraża się o niej negatywnie.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

PIĄTEK, 14 KWIETNIA 2017

Kantar Public: PO punkt procentowy za PiS, Nowoczesna traci najwięcej

16:15

Kantar Public: PO punkt procentowy za PiS, Nowoczesna traci najwięcej

Tak prezentują się wyniki badania Kantar Public (dawniej TNS), opisywanego przez „Gazetę Wyborczą”:

PiS – 28% (+1)
PO – 27% (+3)
Kukiz 15 – 12% (+1)
Nowoczesna – 5% (-3)
PSL – 4% (+1)
SLD – 3% (-2)
Razem – 2% (-1)
KORWiN – 2% (bz)
TR – 0% (-1)

Nikt nie wskazał innej partii. Niezdecydowanych, na kogo głosować, było w najnowszym sondażu 13% w porównaniu z 15% w marcu.

Kantar Public przeprowadził swoje badanie w środę po południu, a więc już po piątkowym głosowaniu nad wotum zaufania dla gabinetu Beaty Szydło.

300polityka.pl

Najnowszy sondaż Kantar Public: PO depcze po piętach PiS

Najnowszy sondaż Kantar Public: PO depcze po piętach PiS

Z najnowszego sondażu Kantar Public wynika, że PO może obecnie liczyć na 27 proc. poparcia, PiS – na 28 proc. Różnica jest już w granicach błędu statystycznego. Platforma kolejny raz pnie się w górę i od marcowego sondażu zyskała trzy punkty procentowe.

Początek tygodnia przyniósł nowe wieści o Bartłomieju Misiewiczu – pupilku szefa MON Antoniego Macierewicza. Wydało się, że mimo ostrej krytyki jego kariery zarówno ze strony Kaczyńskiego, jak i premier Beaty Szydło Misiewicz dostał posadę w PGZ, prawdopodobnie z zawrotnym wynagrodzeniem i licznymi apanażami.

W poniedziałek podkomisja w MON ds. katastrofy smoleńskiej pokazała swoją hipotezę, że samolot się rozbił z powodu złego naprowadzania przez rosyjskich kontrolerów instruowanych przez generałów z Moskwy, a wypadek był też najpewniej spowodowany przez wybuch bomby termobarycznej. Jeszcze tego samego dnia eksperci od wypadków lotniczych nie zostawili na tej hipotezie suchej nitki. Na dodatek czworo posłów Nowoczesnej przeszło do Platformy Obywatelskiej.

Na notowania PiS – u nie miało to wszystko większego wpływu. Partia ma twardy i niewzruszony elektorat. Platforma w tym czasie nieco zyskała – z 24 do 27 proc. Tyle samo straciła Nowoczesna – spadek z 8 do 5 proc. Niemal bez zmian wypada partia Kukiz’15 – wzrost z 11 do 12 proc. Niezdecydowanych, na kogo głosować, było w najnowszym sondażu 13 proc. w porównaniu z 15 proc. w marcu.

Jaka jest roczna tendencja?  Od roku (dane z maja 2016 r.) PiS krok po kroku traci poparcie: z 34 do 28 proc. Platforma w tym czasie zyskała aż 10 pkt. procentowych (z 17 do 27 proc.). Najwięcej straciła jednak Nowoczesna – spadła w sondażu aż o 15 pkt procentowych (z 20 do 5 proc.). Nieznacznie umocnił się za to Kukiz’15 – zyskał 3 pkt procentowe (z 9 do 12 proc.).

Sondaż Kantar Public z 12 kwietnia, próba losowa, ogólnopolska 1000 dorosłych Polaków, telefoniczna, wspomagana komputerowo.

koduj24.pl

Młyny Rydzyka mielą szybciej, bo są podłączone do trakcji rządowej

Ile mamy Kościółów katolickich w Polsce? Przynajmniej dwa. Ten normalny, którego hierarchia jest układana w Watykanie, a na czele stoi prymas Polski abp Wojciech Polak.

Drugi Kościół jest jednak w kraju ważniejszy, na czele jego stoi redemptorysta o. Tadeusz Rydzyk, ma status zwykłego księdza), lecz z jego nadania jest przynajmniej dwóch ministrów (Antoni Macierewicz i Jan Szyszko) i wpływowa posłanka Anna Sobecka.

Rządzący Kościół katolicki podjął w Sejmie tzw. uchwałę fatimską. Akt nie z naszej rzeczywistości, który stoi w sprzeczności z rozdziałem państwa z Kościołem, z konstytucją.

W tej właśnie kwestii zajął głos oficjalny namiestnik Kościoła katolickiego w kraju prymas abp Polak, wydawałoby się osoba najwłaściwsza. Arcybiskup stwierdził kategorycznie: „Takie akty powinny być w kościele, a nie w Sejmie. Akty ściśle religijne nie powinny być wykorzystywane do tego, że będziemy tak czy inaczej odczytywać naszą społeczną rzeczywistość”.

Można więc zapytać prymasa: dlaczego tak późno. Mleko już się rozlało. Tzw. uchwała fatimska jest proweniencji bardzo zaprzeszłej, by nie napisać średniowiecznej, a przy tym tzw. objawienia fatimskie nie zostały oficjalnie uznane przez Watykan.

Rozumiem, że zwierzchnie Młyny Boże mielą wolno. Dlaczego młyn Rydzyka zasuwa tak szybko, a oficjalny młyn katolicki spóźnia się. Czyżby nie był podłączony do odpowiedniej trakcji elektrycznej? Z takiego ziarna nie będzie żadnej mąki.

Prymas abp Polak nie ma poparcia większości biskupów polskich, a takim cieszy się o. Rydzyk. Zaczyna być głośno o nadziejach polskiego Kościoła. Ostatnio dała temu przykład „Gazeta Trybunalska”.

Rydzyk jest tam sytuowany bardzo wysoko, najwyżej, zaś papież Franciszek nie spełnił oczekiwań polskiego kleru: „Kardynał Bergolio, jezuita, przybrał imię Franciszka, na cześć swego imiennika, świętego z Asyżu. Z całym szacunkiem dla obecnego papieża, nie był to dobry wybór. Franciszek postanowił zaprzyjaźnić się ze światem. Najpierw byli to dziennikarze, później dzieci, chorzy, geje, lesbijki, liberałowie, czarni, biali, żółci, brązowi i w ogóle wszyscy. Nic dziwnego, że większość lewicowych obserwatorów zachwyciła się nowym watykańskim zwierzchnikiem.”

Więc pod adresem Franciszka padają silne sugestie, aby poszedł drogą Benedykta XVI: „Franciszek oznajmił, że po kilku latach posługi zrezygnuje, podobnie, jak jego poprzednik.” Polski Kościół ma propozycję: „Ojciec Rydzyk nie musi zostać kardynałem, aby stać się głową Kościoła. Konklawe może wybrać na następcę św. Piotra każdego, kto otrzymał święcenia kapłańskie. Poza tym w polskim Kościele nie brakuje ważnych osobistości, które wybór o. Rydzyka powitałyby z radością”.

Rydzyk papieżem? Na razie jest papieżem polskiego Kościoła, który potrafi zlecić Sejmowi uchwałę o objawieniach, a prymas po czasie nieśmiało wyraża się o niej negatywnie.

 

Berczyński „wykończył” postępowanie na 50 śmigłowców za 13,5 mld zł z offsetem, teraz Macierewicz kupuje 12 śmigłowców za 7 mld bez offsetu.

Agnieszka Kublik

PiS chciał ukarać Misiewicza, a pogrążył sam siebie

13 kwietnia 2017

Prezes PiS Jarosław Kaczyński, jego partyjny podwładny, obecny minister obrony w rządzie Prawa i Sprawiedliwości Antoni Macierewicz, oraz totumfacki ministra Bartłomiej Misiewicz

Prezes PiS Jarosław Kaczyński, jego partyjny podwładny, obecny minister obrony w rządzie Prawa i Sprawiedliwości Antoni Macierewicz, oraz totumfacki ministra Bartłomiej Misiewicz (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

Czy to wina Misiewicza, że miał ambicje, choć nie miał wykształcenia i doświadczenia? Czy jego promotorów, którzy usilnie wsadzali go na kolejne posady?

Komisja Jarosława Kaczyńskiego, która zbadała przewiny Bartłomieja Misiewicza (w składzie: Joachim Brudziński, Marek Suski, Mariusz Kamiński, Karol Karski), orzekła, że „całkowicie negatywnie oceniła jego [Misiewicza] postawę”. – W związku z tym PiS stwierdza, że pan Bartłomiej Misiewicz nie ma kwalifikacji do pełnienia funkcji w administracji publicznej, spółkach skarbu państwa czy innych sferach życia publicznego – mówił Brudziński.

Rzecznik rządu Rafał Bochenek dorzucił, że „w ocenie premier Beaty Szydło Misiewicz nie ma kompetencji, by zajmować stanowiska i funkcje, na które dotychczas był wielokrotnie powoływany. Misiewicz nie może nadal być zatrudniony w MON ani w żadnej instytucji, która podlega rządowi”.

Zobacz: Bartłomiej Misiewicz zmuszony do rezygnacji. Jak się pożegnał?

Trzeba przyznać, że stwierdzenie tych oczywistości zajęło szefowej rządu, koordynatorowi ds. służb specjalnych i najwybitniejszym liderom partii rządzącej sporo czasu.

Ale czy to wina Misiewicza, że miał ambicje, choć nie miał wykształcenia i doświadczenia? Czy jego promotorów, którzy usilnie wsadzali go na kolejne posady?

Co bowiem wiemy o kompetencjach Misiewicza? Że u boku Macierewicza pojawił się, gdy miał 17 lat, że pięć lat później był już w kierownictwie PiS w okręgu piotrkowskim, że w smoleńskim zespole parlamentarnym był prawą ręką Macierewicza, że pracował w aptece Aronia w Łomiankach, że nie zdobył mandatu w wyborach do Sejmu, że teraz studiuje prawo w Wyższej Szkole Kultury Społecznej w Toruniu założonej przez o. Tadeusza Rydzyka.

A jakie funkcje Macierewicz mu powierzył? Misiewicz został szefem gabinetu politycznego szefa MON, rzecznikiem prasowym ministerstwa, został odznaczony złotym medalem „Za zasługi dla obronności kraju”, został członkiem rady nadzorczej w Polskiej Grupie Zbrojeniowej („jest tam bezpośrednim moim reprezentantem – tłumaczył Macierewicz – chcę, żeby Ministerstwo Obrony miało wgląd w przebieg wydarzeń w tym zarządzie jako dysponent skarbu państwa w tej grupie”) i firmie Energa Ciepło Ostrołęka (z obu musiał zrezygnować), potem zajmował się „analizą dezinformacji medialnych”.

Wydaje się, że „po wnikliwej analizie” tego wszystkiego jest „oczywistą oczywistością”, że „całkowicie negatywnie” PiS ocenił postawę tych wszystkich, którzy świadomi braku kwalifikacji Misiewicza go awansowali i to tolerowali. Lista jest długa i prominentna: prezydent, premier, ministrowie….

Czyli komisja Kaczyńskiego właśnie zdyskredytowała najwyższych urzędników państwa PiS. PiS sam doniósł na siebie.

Kaczyńskiemu dedykuję ten cytat z 1836 r.z „Rewizora” Gogola: „Z czego się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie”.

wyborcza.pl

Maciej Lasek:

Może dziennikarze trochę głębiej podrążą ten temat.

Oto naga prawda o głównym specu panu Berczynskim, sadzę że się przyda , wiele osob jeszcze nie wie, że to kolejny mitoman.

Jako pierwsi opisujemy mroczną przeszłość Tomasza Oświecińskiego. To materiał na film. Kryminalny

http://natemat.pl/206011,kiedys-mial-problemy-z-prawem-dzisiaj-jest-zupelnie-innym-czlowiekiem-skomplikowane-losy-tomasza-oswiecinskiego-brud

PIĄTEK, 14 KWIETNIA 2017

Siemoniak o wywiadzie z Berczyńskim w DGP: To przyznanie się do działań nielegalnych

12:01

Siemoniak o wywiadzie z Berczyńskim w DGP: To przyznanie się do działań nielegalnych

To sytuacja bezprecedensowa. To przyznanie się pana Berczyńskiego do działań nielegalnych. Nie wiemy, w jakim trybie działał pan Berczyński nie wiemy, w jakim trybie uzyskał informację, nie wiemy, jakie relacje łączyły go z Antonim Macierewiczem. On sam ujawnia, że został powołany na kogoś na kształt pełnomocnika ds. śmigłowców – mówił Tomasz Siemoniak na briefingu prasowym w Sejmie o dzisiejszym wywiadzie Magdaleny Rigamonti z Wacławem Berczyńskim w DGP. Jak dodał:

„Będziemy dochodzili tutaj informacji, w jakim trybie i w jakim charakterze był zatrudniony i do jakich dokumentów miał dostęp. Te działania bezprecedensowe, skandaliczne, powinny z urzędu być podjęte przez prokuraturę lub komisję śledczą. Tutaj rezerwujemy sobie prawo do podjęcia wszelkich działań w tej sprawie”

300polityka.pl

Sejm przyjął uchwałę fatimską. Teraz prymas Polski dobitnie powiedział, co o tym myśli

tps, 14.04.2017

Abp Wojciech Polak podczas zebrania Konferencji Episkopatu Polski, 11.03.2015

Abp Wojciech Polak podczas zebrania Konferencji Episkopatu Polski, 11.03.2015 (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Abp Wojciech Polak zabrał głos w sprawie tzw. uchwały fatimskiej. Sejm przyjął ją tydzień temu na wniosek grupy posłów PiS. Prymas Polski nie pochwalił jednak tej idei.

– Takie akty powinny być w kościele, a nie w Sejmie – powiedział w radiowej Jedynce abp Polak. – Akty ściśle religijne nie powinny być wykorzystywane do tego, że będziemy tak czy inaczej odczytywać naszą społeczną rzeczywistość – podkreślił. I przypomniał wierzącym posłom, czego tak naprawdę oczekuje od nich Bóg.

Myślę, że tutaj trzeba mieć wiele wrażliwości i delikatności wobec tego, że Pan Bóg nie domaga się od nas jakichś aktów strzelistych, deklaracji. Nie domaga się od nas tego, byśmy wobec innych manifestowali w słowie to, że jest taka czy inna rzeczywistość, rocznica, ale domaga się od nas przede wszystkim chrześcijańskiej postawy

– tłumaczył politykom prymas Polski.

Czego dotyczyła uchwała?

Sprawę uchwały opisywaliśmy w Gazeta.pl już kilkanaście dni temu. Grupę wnioskodawców reprezentowała posłanka PiS Anna Sobecka, silnie związana ze środowiskiem Radia Maryja. Politycy chcieli za pomocą uchwały uczcić setną rocznicę objawień fatimskich.

Autorzy przekonywali, że w 1917 roku „w swoim orędziu Matka Boża przewidziała największe wydarzenia XX wieku, a jego przesłanie jest nadal aktualne”.

W sposób niezwykle dramatyczny, poprzez przekazanie trzyczęściowej tajemnicy oraz spektakularny cud słońca, Matka Boża przypomniała ewangeliczną prawdę, że ludziom do szczęścia, tak naprawdę, potrzebny jest tylko Wszechmocny Bóg, który stworzył nas dla siebie i pragnie podzielić się z nami pełnią szczęścia

– napisano w treści uchwały. Mimo gorących dyskusji na ten temat, dokument ostatecznie przyjęto większością 245 głosów należących do PiS.

A TERAZ ZOBACZ: Sejm uczy prezesa poprawnej polszczyzny

gazeta.pl

Tomasz Piątek

TFP i książęta Hitlera

14 kwietnia 2017 | 11:42

Tydzień Kończy Piątek

Tydzień Kończy Piątek

Wielkanoc zagląda w okna, wypadałoby zająć się jakimś chrześcijańskim tematem. A ja znowu o Ordo Iuris… To już czwarty artykuł o tej organizacji. Nie mogę jednak inaczej: sprawa okazała się bagnem bez dna. Co tydzień pojawiają się rzeczy, których nie można przemilczeć.

Kilka dni temu „Wyborcza” dostała pismo od fundacji Jeden z Nas, która w Polsce reprezentuje Europejską Federację dla Życia i Godności Człowieka „One of Us”. Federacja zrzesza najważniejsze organizacje walczące z aborcją w Europie. Polski przedstawiciel federacji – prezes fundacji Jeden z Nas Jakub Bałtroszewicz – odciął się od Ordo Iuris.

Cytujemy: „Instytut na rzecz Kultury Prawnej ‚Ordo Iuris’ nigdy nie był członkiem Europejskiej Federacji dla Życia i Godności Człowieka ‘One of Us’, która powstała na gruncie Europejskiej Inicjatywy Obywatelskiej o tej samej nazwie (…) Federacja ‘One of Us’ na zarządzie, który odbył się w kwietniu 2016 r. w Krakowie, jednoznacznie sprzeciwiła się postulatowi karalności kobiet, który został zawarty w inicjatywie ustawodawczej komitetu Stop Aborcji”.

O co chodzi?

Fundacja Ordo Iuris (pełna nazwa Instytut na rzecz Kultury Prawnej „Ordo Iuris”) często powołuje się na Europejską Federację „One of Us”, Europejską Inicjatywę Obywatelską „One of Us” i polską fundację Jeden z Nas. Można się o tym przekonać np. tutaj i tutaj. Ordo Iuris podaje wręcz, że ma swoją przedstawicielkę w Europejskiej Inicjatywie Obywatelskiej „One of Us” (miałaby nią być Joanna Banasiuk, która publicznie lansowała inicjatywę Stop Aborcji). Dlatego w jednym z materiałów wideo opublikowanych przez „Wyborczą” pojawiła się informacja o związkach Ordo Iuris z One of Us. Jako jej źródło wymieniliśmy Ordo Iuris.

Jak jednak wynika z pisma p. Bałtroszewicza – także w tym przypadku informacje serwowane przez Ordo Iuris trzeba traktować co najmniej krytycznie…

To nie pierwsza taka zmyłka. Przede wszystkim Ordo Iuris podaje się za organizację katolicką. Tymczasem jest częścią globalnej sekty TFP (Tradição, Família e Propriedade) wywodzącej się z Brazylii. Już w 1985 r. katoliccy biskupi tego kraju przestrzegali wiernych przed TFP. W Polsce od działalności liderów Ordo Iuris odcięła się kuria krakowska. A także teolog Paweł Szuppe z Dominikańskiego Ośrodka Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach. Pisaliśmy o tym wszystkim wielokrotnie, podając liczne dowody, źródła i świadectwa (np. tutaj i tutaj).

Teraz od Ordo Iuris odcina się wielka europejska międzynarodówka „obrońców życia”. Oraz jej polscy przedstawiciele – czyli wspomniana fundacja Jeden z Nas(mająca swoją siedzibę przy Uniwersytecie Papieskim w Krakowie).

***

Po naszych publikacjach Ordo Iuris próbowało odciąć się od TFP. Robiło to jednak bardzo niezdarnie. „Odcinając się” od TFP, Ordo Iuris równocześnie jej… broniło:

To zapewnianie może budzić tylko śmiech. Fundacja Ordo Iuris została założona przez Instytut im. Piotra Skargi. We władzach Instytutu zasiada brazylijski współzałożyciel sekty TFP Caio Xavier da Silveira. Jak również jej niemiecki lider Mathias Gero von Gersdorff. Więcej szczegółów – tutaj i tutaj.

Inny z niemieckich liderów sekty TFP, książę Paul von Oldenburg, zachwalał w mediach społecznościowych najważniejszy projekt Ordo Iuris – czyli inicjatywę Stop Aborcji. Pisał, że było to dzieło „polskiego TFP”…

***

Temu ostatniemu działaczowi warto przyjrzeć się bliżej. Książę von Oldenburg pojawia się w portalu PCh24. Straszy tam Polaków „brukselskim totalitaryzmem”. Pięć lat temu wygłosił mowę zamykającą Akademię Letnią TFP w Niepołomicach (impreza, za pomocą której sekta wabi młodych ludzi).

Paul von Oldenburg o totalitaryzmie powinien coś wiedzieć. Jest bowiem „księciem brunatnego rodu”. Nie pisałbym tu o jego powiązaniach rodzinnych, gdyby nie to, że Oldenburg w dużej mierze zawdzięcza im swoją pozycję. Zawdzięcza ją przywilejom i korzyściom, które rodzina gromadziła nie tylko w czasach feudalnych… Także za Hitlera.

Dziadkiem Paula von Oldenburga był członek partii hitlerowskiej i wysoki oficer SS Nikolaus von Oldenburg. „Der Spiegel” i „Die Tageszeitung” podają, że w 1941 r. dziadek Oldenburg wysłał dość szczególny list do Heinricha Himmlera(szef SS i prawa ręka Hitlera). Napisał tak: „Byłbym bardzo wdzięczny, gdyby wkrótce zechciał Pan dać mi znać, czy pojawi się dla mnie możliwość zakupu większej ilości majątków na Wschodzie”.

Wnuczką spragnionego majątków Nikolausa i kuzynką Paula z sekty TFP jest Beatrix von Storch.

Pani von Storch jest wiceprzewodniczącą głośnej partii Alternative fur Deutschland (prokremlowskiej, nacjonalistycznej i sięgającej po nazistowską retorykę). Jej drugi dziadek – czyli hrabia Schwerina, Johann Ludwig von Krosigk – przez ponad 12 lat był ministrem finansów Hitlera. Służył mu do maja 1945 r., czyli do samego końca III Rzeszy.

Wiceprzewodnicząca von Storch też zasługuje na uwagę:

Beatrix von Storch ma liczne powiązania z Ameryką Łacińską, skąd wywodzi się sekta TFP. Niektóre z tych powiązań są całkiem oficjalne (związane ze stanowiskiem europosłanki, którą pani von Storch jest od 2014 r.). Jej mąż urodził się na tym kontynencie, gdzie nadal mieszka część jego rodziny.

W internecie można znaleźć informacje o związkach TFP z nazizmem. A nawet o śledztwach prowadzonych w tej sprawie przez brazylijskie władze. Nic dziwnego. Tak się składa, że po wojnie liczni hitlerowscy uciekinierzy ukryli się w Brazylii (jak np. Franz Stangl i Gustav Wagner, masowi mordercy z Sobiboru). Wielu z nich wspierało brazylijską skrajną prawicę. A sekta TFP jest skrajnie prawicowa. Głosi kult siły i sukcesu, walczy z państwowym wsparciem dla biednych. Atakowała katolickich biskupów Brazylii za poparcie reformy rolnej (korzystnej dla najuboższych mieszkańców wsi).

Polskiego czytelnika zaciekawi informacja, że w 1984 r. wenezuelski oddział sekty TFP został oskarżony o planowanie zamachu na Jana Pawła II. Miała to być zemsta za jego niedostateczną prawicowość… Jednak w 1986 r. sekta została uwolniona od zarzutów przez wenezuelski sąd. Można o tym przeczytać np. tutaj. A nawet na stronach internetowych TFP.

Zobacz także: Tajemnice prawników Ordo Iuris

 

wyborcza.pl

„Trump to dziwny prezydent, a sytuacja w Polsce jest przejściowa”. Prof. Zbigniew Brzeziński specjalnie dla „Wyborczej”

Prof. Zbigniew Brzeziński, Dorota Wysocka-Schnepf, 14.04.2017
http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21638423,video.html?embed=0&autoplay=1

Obecny prezydent USA właściwie nie jest strategiem, nie ma żadnego większego zainteresowania dziedziną międzynarodową. Na dane wypadki reaguje ad hoc i robi to w sposób bardzo nieodpowiedzialny – mówi w ekskluzywnym wywiadzie dla ‚Gazety Wyborczej’ prof. Zbigniew Brzeziński. Rozmówca Doroty Wysockiej-Schnepf dodaje, że Trump myślał nad atakiem na syryjską bazę lotniczą przez ‚plus minus 15 minut’. Były doradca prezydenta Jimmy’ego Cartera uważa, że obecna sytuacja w Polsce jest ‚całkowicie przejściowa’.

Zobacz cały wywiad z prof. Zbigniewem Brzezińskim

wyborcza.pl

#RZECZoPOLITYCE Artymowicz: Podkomisja? Dorabiający emeryci

Pan Macierewicz lubi udawać, że członkowie podkomisji to słynni światowi naukowcy. W rzeczywistości to emigranci dorabiający do emerytury z pieniędzy polskiego podatnika – mówił dr hab. Paweł Artymowicz, astrofizyk z Uniwersytetu w Toronto.

 

– W tupolewie nie doszło do wybuchu ani trotylu, ani żadnej nowej bomby, o której się dowiedziała publiczność. Wiadomo to z danych z rejestratorów, świadków i badań, również ciał ofiar – mówił  Artymowicz.

Profesor tłumaczył, że na taśmach nie słychać wybuchów, gdyż do nich nie doszło.

– Dążenie do udowodnienia, że w tupolewie nastąpił wybuch jest pozamerytoryczne – uważa Artymowicz, według którego w dowodach przedstawionych przez podkomisję smoleńską „trudno znaleźć logikę”.

Artymowicz udowadniał, że wybuch bomby termobarycznej zostawiłby ślad w płucach i bębenkach ofiar, a takich śladów podczas sekcji nie stwierdzono. Wybuch, który rozsadziłby kadłub samolotu, byłby słyszalny na lotnisku, a tego nie zeznali świadkowie – mówił profesor. Tłumaczył, że błyski, które widzieli świadkowie, wynikały ze spalania resztek paliwa. – Gdyby wybuchła bomba paliwowa, bardziej niszcząca niż bomba trotylowa, byłoby to widoczne na szczątkach – zapewnił.

– Członkowie zespołu Macierewicza ekscytowali się tym, że żołnierz rosyjski wybijał kijem okno. Gdyby wybuchała bomba, to ona by je wybiła – mówił Artymowicz, według którego nie było to niszczenie dowodów, a jedynie przygotowanie do transportu wraku do hangaru.

Astrofizyk stwierdził, że dziwił go brak inicjatywy zespołu Macierewicza do  tzw.  fact finding mission – wyjazdu na miejsce katastrofy. –  Jeśli to była komisja, która miała wyjaśnić tę katastrofę, dziwne, że zespół w tym celu powołany w ciągu 6 lat nie pojechał do smoleńska i choćby nie zrobił zdjęć – mówił gość Jacka Nizinkiewicza.

Artymowicz tłumaczył, że pień brzozy, w rzeczywistości kilkutonowa kłoda, mogła złamać skrzydło samolotu, na którym blacha jest cienka.

– Najważniejsze są dowody rzeczowe. W śledztwie polskim wszystkie dowody rzeczowe zostały zebrane i opisane. Podkomisja od ponad roku miała do nich dostęp. Nie jest zadaniem podkomisji robienie disneyowskiej animacji, kreskówki. To jest wielka klęska podkomisji. Wszyscy, którzy wierzyli w zamach i którzy nie wierzyli, ufali, ze komisja przedstawi dowody, o których mówiono przez 6 lat. Nie udowodniono żadnego z nich, a wystąpiono jedynie z kolejną bajką z gatunku fantasy – mówił Artymowicz. – Wybuch bomby termobarycznej to czysta fantazja.

Paweł Artymowicz jest zdania, że wśród członków podkomisji nie ma dla niego partnerów do rozmowy – zarówno w kwestii fizyki, jak i procedur lotu. – Tam jest bodaj dwóch specjalistów od wytrzymałości materiałów, którzy nie znają się na lotnictwie. Jestem pilotem amerykańskim i kanadyjskim. Członkowie komisji nie zdają sobie sprawy z tego, jak śmieszne jest czasami to, co mówią. Większość z członków podkomisji to emigranci, nie są członkami polskich uczelni, w większości to emeryci, którzy dorabiają do emerytury z polskich podatków – argumentował gość programu.

– Podkomisja robi Polakom wodę z mózgów. To nie fair także wobec rodzin. Wmawianie, że bliscy tych rodzin zginęli w jakimś tajemniczym spisku, jest moralnie nie OK. Myślę, że pan Macierewicz nie mógł po prostu znaleźć do podkomisji nikogo innego. Wśród polskich naukowców są wybitni specjaliści, ale oni  nie chcieli z Macierewiczem współpracować – mówił Artymowicz.

Gość Jacka Nizinkiewicza przyznał, że zaangażował się w badanie katastrofy dopiero po roku, kiedy się zorientował, że to, co wie z dziedziny fizyki, może być pomocne w wyjaśnieniu katastrofy. Uważa, że to stosunek pracy decyduje o tym, że specjaliści pracujący w LOT lub innych państwowych instytucjach mają mniej lub bardziej oficjalny zakaz wypowiadania się na ten temat. –  Zapewne po mojej ostatniej wypowiedzi zostanę uznany za „eksperta PO”, ale zapewniam, że jestem niezależny – mówił profesor.

Artymowicz uznał, że winę za katastrofę ponoszą braki w wyszkoleniu polskich pilotów.

– Błąd człowieka. Ale fakt, że nie przestrzegano przepisów, był spotykany w 36. Pułku. Chciałbym, żeby podkomisja smoleńska zbadała, czy polscy piloci mieli szkolenia z rosyjskiej frazeologii podejść – jeśli nie, to brak wyszkolenia zaprowadził ich w pułapkę. Mogli rozumieć, że rosyjscy kontrolerzy zezwalają na lądowanie. Ci z kolei wydali odpowiednie polecenia – ale za późno. Popełnili również błędy, ale z punku widzenia prawnego nie można im udowodnić intencyjnego postępowania – uważa fizyk. – O tym jednak już mówiła komisja Millera.

Artymowicz uważa, że przede wszystkim lot prezydenckiego Tupolewa w ogóle nie powinien się rozpocząć – na tak źle wyposażone lotnisko i w tak złych warunkach pogodowych samolot w ogóle nie powinien lądować – mówił rozmówca.

– Nie wyciągnięto żadnych wniosków z katastrofy w Mierosławcu. Mówiono wówczas o „braku szczęścia”. Za katastrofę winę ponoszą ci, którzy odpowiedzialni byli za szkolenie pilotów w 36. pułku – powtórzył Artymowicz.

rp.pl

PIĄTEK, 14 KWIETNIA 2017

STAN GRY: Sakiewicz: Wartością i Kaczyński i Macierewicz, Berczyński: To ja wykończyłem Caracale, Prasa: Ziobro się wzmacnia

300LIVE:
Trump na początku lipca w Polsce? Polska dyplomacja stara się o organizację wizyty
Kierwiński: Nie wybieram się na powitanie Tuska
Łapiński: Przydałaby się na półmetku pewna ocena, co nam się udało, dokąd zmierzamy i o co walczymy
Sellin o Misiewiczu: Jeżeli ta historia była przedmiotem zgorszenia, to oczywiście przepraszam. Wizerunkowo ta sprawa nam szkodziła
Łapiński: Za bardzo zafiksowaliśmy się na temacie Misiewicza. Powinien być rozstrzygnięty dużo wcześniej
Łapiński: Sprawa Misiewicza to cios w wizerunek Macierewicza
http://300polityka.pl/live/2017/04/14/

BERCZYŃSKI: TO JA WYKOŃCZYŁEM CARACALE – mówi z rozmowie z Magdaleną Rigamonti w DGP: “Minister Macierewicz obsadził pana na stanowisku prezesa rady nadzorczej WZL, by pan miał ułatwioną pracę w podkomisji? By mógł pan przeprowadzać badania?
– A więc opowiem, jak do tego doszło. Nie wiem, czy pani wie, ale to ja wykończyłem caracale. Znam się na tym, znam się na śmigłowcach, znam się na lotnictwie. Pamiętam, jak przeczytałem o tych caracalach, o tym, że polski rząd zamierza je kupić, to mi włosy stanęły dęba. Markowi Pyzie w piśmie „wSieci” powiedziałem, że to jest przekręt, że Polska nie może tak strasznie przepłacać – i się zaczęło. To był kwiecień 2015 r., jeszcze rządziła PO. Potem wybory wygrał PiS, ministrem obrony został Antoni Macierewicz, który powiedział: „Bądź moim pełnomocnikiem w sprawie śmigłowców”. I tak, krok po kroku, zaproponowano mi, bym włączył się w pracę w WZL w Łodzi, w których powstają właśnie helikoptery. I powiem pani, że z przyjemnością się zgodziłem”.

NIE WIEM GDZIE MÓGŁ BYĆ ŁADUNEK – mówi Berczyński Rigamonti: “Pan uważa, że doszło do wybuchu ładunku termobarycznego.
– Uważam, że tak mogło być. Wystarczyło 1300 g takiego ładunku na cały samolot. To trochę więcej niż torebka cukru.
– Psy sprawdzające samolot przed startem nie znalazłyby takiej bomby?
– Chyba nie. Psy są szkolone na trotyl, heksagon, oktagon. Współpracujemy z ekspertami w tej dziedzinie. Wie pani, byłem w Wichicie w Kansas, stolicy amerykańskiego lotnictwa, gdzie serwisowane są samoloty prezydenta USA. Podeszliśmy z inżynierem do maszyny. Gdybyśmy próbowali wejść do niej, to marines by nas zastrzelił. Od razu, bez pytań. A samolot, którym latał polski prezydent, w ogóle nie był pilnowany. Przecież włożono do niego, pod pokład 1200 kg tzw. apteczki technicznej i nikt tego nie sprawdzał, nikt.
– Tam mógł być ten ładunek termobaryczny?
– Moim zdaniem tam nie.
– A gdzie? Pod siedzeniem, na półce, gdzie?
– Zastanawiałem się nad tym wiele razy i nie wiem.
– Panie doktorze, według pana badań jest prawdopodobne, że ładunek wybuchł. A piloci dalej lecą, nic nie słychać, nie zauważają tego? Nie zauważają, że nie ma skrzydła, nic nie mówią?
– Na nagraniach nic więcej nie ma. Nie mogłem sobie przecież nic wymyślić, dołożyć. Przeprowadziliśmy w Ustce eksperyment dotyczący wewnętrznego elementu skrzydła, żebra nr 30. Zrzucaliśmy blaszki zrobione z tych samych materiałów, co oryginalne.
– W skrzydle też był ładunek?
– Mógł być”.
http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/547439,waclaw-berczynski-katastrofa-smolenska-caracale.html

SAKIEWICZ: WARTOŚCIĄ I PRZYWÓDZTWO KACZYŃSKIEGO I TO, CO ROBI MACIEREWICZ – pisze Tomasz Sakiewicz w GPC: “Kiedy patrzę, kto z „naszej strony” szczególnie angażuje się w skłócanie tych dwóch polityków, to widzę, że są to bardzo często publicyści i politycy, którzy wcześniej domagali się odejścia Jarosława Kaczyńskiego, a nagłego nawrócenia doznali pod wpływem korzystnych dla PiS‐u sondaży. Dlatego sądzę, że Macierewicz jest tu tylko etapem. Jednym chodzi o większe wpływy w obozie władzy, innym o jego osłabienie albo wręcz rozbicie. Wartością dla PiS‐u jest przywództwo Jarosława Kaczyńskiego i wartością jest także to, co robi Antoni Macierewicz. Nie przyłożę ręki do niszczenia żadnej z tych wartości. To, że inni się w to angażują, świadczy o nich i ich intencjach jak najgorzej”. http://gpcodziennie.pl/63054-tomaszsakiewicz.html

MACIEREWICZ ODEJDZIE Z RZĄDU? – jedynka SE: http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/macierewicz-odejdzie-z-rzadu-galeria_980087.html

MISIEWICZ BEZCZELNY DO KOŃCA – tytuł w Fakcie.

MACIEREWICZ OKŁAMAŁ PREZESA? – pisze w Fakcie Magdalena Rubaj: “Szef MON wiedział, że wyprowadził prezesa PiS z równowagi akcją z fuchą dla Misiewicza przyznaną mu w dodatku w rocznicę katastrofy smoleńskiej. Jednak wcale nie zamierzał posypać głowy popiołem i przyznać się do błędu. Przeciwnie. – Zapewniał go, że doniesienia po pierwsze są nieprawdziwe, a on sam nie wiedział o stanowisku dla Misiewicza – mówi nam ważny polityk PiS”.

PGZ DO MORAWIECKIEGO – dalej Rubaj: “Na razie Macierewicz jednak zostaje na stanowisku, ale jego wpływy zostaną ograniczone: z Polskiej Grupy Zbrojeniowej mają zostać usunięci jego poplecznicy, a nadzór nad spółką zostanie oddany wicepremierowi Mateuszowi Morawieckiemu (49 l.)” http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/odwolanie-misiewicza-macierewicz-oklamal-prezesa-pis/hye2h0l

PRODUKT SYSTEMU PIS – Michał Szułdrzyński w RZ: “Misiewicz miesiącami robił, co chciał, przyjmował honory od oficerów, rozbijał się luksusową limuzyną. Gdyby nie publikacje prasowe, pewnie nic by się nie zmieniło. Mimo skruchy PiS warto pamiętać, że to ta partia jest odpowiedzialna za stworzenie systemu, który umożliwił takie kariery”. http://www.rp.pl/Komentarze/170419491-Michal-Szuldrzynski-Bartlomiej-Misiewicz-produkt-systemu-PiS.html

LUDWIK DORN O SAMOOWAŁASZENIU MACIEREWICZA – mówi w RZ: “Są dwie formy samoowałaszenia się przez Antoniego Macierewicza. Pierwsza: przestaje być szefem MON, zostaje wicepremierem bez teki. Druga: jest dalej ministrem obrony narodowej, ale ze spółek Skarbu Państwa znikają jego ludzie, których sam tam powsadzał. Znikają na życzenie samego Macierewicza. Wtedy partia widzi, że to nie jest ogier, tylko wałach. I wszyscy są szczęśliwi”. http://www.rp.pl/Polityka/304139847-Ludwik-Dorn-Nie-chodzi-o-Bartlomieja-Misiewicza.html

MACIEREWICZ WIE, ŻE MISIEWICZ TO NIE SPRAWA, ŻEBY ROBIĆ ROZŁAM W PARTII – Krzysztof Łapiński w SE: “Antoni Macierewicz pewnie będzie bronił swojego współpracownika, ponieważ może uważać, że atak na Bartłomieja Misiewicza jest trochę atakiem na niego samego. I do takiej obrony ma prawo. Natomiast myślę, że jest też doświadczonym politykiem, który zna realia funkcjonowania w życiu publicznym, i zapewne wie, że to nie jest sprawa, przez którą należałoby robić rozłam w partii. Antoni Macierewicz nie jest osobą, która by działała w tym kierunku”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/krzysztof-lapinski-do-rozamu-w-pis-nie-dojdzie_980062.html

MACIEREWICZ UCIEKŁ ZE SMOLEŃSKA – GW: “Henryk Tomecki z Federacji Rodzin Katyńskich na uroczystości też jechał pociągiem. Pamięta, że do oczekujących na prezydenta dochodziły strzępy informacji. Najpierw, że są problemy z lądowaniem i są ofiary. Potem, że ofiar jest wiele, ale ktoś przeżył. Wreszcie, że nikt nie przeżył. – Wszędzie słyszeliśmy, że COŚ się stało, ale nikt nie wiedział, co dokładnie – wspomina Tomecki. – Była silnie odczuwalna atmosfera strachu. Nastąpiło gwałtowne przyspieszenie, że musimy natychmiast wsiadać do pociągu i odjeżdżać, był taki nerwowy pośpiech, wszyscy ciągle nas poganiali. Politycy, w tym i Macierewicz, siedzieli w jednym zamkniętym wagonie. Nie mogliśmy tam wejść. Kolega opowiadał, że gdy tylko pojawiła się informacja, że coś stało się z samolotem prezydenta, Macierewicz natychmiast zniknął, uciekał ze strachem w oczach”. http://wyborcza.pl/7,75398,21636045,macierewicz-uciekl-ze-smolenska-do-dzis-nie-widzial-wraku-tupolewa.html

PREMIER PRZEJĘŁA WŁADZĘ NAD PZU – jedynka PB.

SZYDŁO DAŁA ZIOBRZE ODZYSKAĆ PZU – Agnieszka Burzyńska w Fakcie: “Co ciekawe, Ziobro i Szydło nie przepadają za sobą, ale w tej sprawie połączyła ich niechęć do Morawieckiego. Zgodnie z zasadą, że wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/zbigniew-ziobro-odzyskal-kontrole-nad-pzu/fq9ceec

ROSNĄ WPŁYWY ZIOBRY – Anna Popiołek w GW: “Część mediów podawała, że pozycja Ziobry się osłabiła i wkrótce jego brat zostanie odwołany z PZU. Tak się jednak nie stało, a nocne roszady kadrowe potwierdzają, że to wicepremier Morawiecki traci wpływy w kontrolowanym przez państwo gigancie”. http://wyborcza.pl/7,155287,21632067,kolejne-roszady-w-pzu-bliski-wspolpracownik-krupinski-prezesem.html

RZ O KOMPROMISIE W PZU: “Decyzja była zaskoczeniem. Surówka uchodził za bliskiego współpracownika poprzedniego prezesa PZU Michała Krupińskiego, kojarzonego z ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą. (…) Czwartkowy wybór może oznaczać kompromis między ministrami”.

KRUPIŃSKI MIAŁ ZOSTAĆ SZEFEM RADY NADZORCZEJ – dalej RZ: “Z naszych informacji wynika, że w zamierzeniu był wybór nowego przewodniczącego rady nadzorczej, którym miał zostać… Michał Krupiński, ale na razie taka decyzja nie zapadła. Według nieoficjalnych informacji Krupiński pozostaje na zwolnieniu lekarskim”. http://www.rp.pl/Ubezpieczenia/304139846-Boj-o-najwiekszego-polskiego-ubezpieczyciela.html

PIS KASUJE TRÓJPODZIAŁ WŁADZY – Ewa Siedlecka w GW: “Przejmując sądy, PiS kasuje konstytucyjną zasadę trójpodziału władzy. Władza w Polsce będzie jednolita. Urzeczywistnia się proroczo opisana w „Wyborczej” przez Marka Borowskiego „demokratura”. Bo PiS przeciwstawia demokrację państwu prawa. Demokracja może deptać prawo, bo demokracja jest najważniejsza. A demokracja to PiS”. http://wyborcza.pl/7,75968,21636368,pis-przejmuje-trzecia-wladze-pytanie-ile-sedziow-da-sie-ziobrze.html

300polityka.pl

PIĄTEK, 14 KWIETNIA 2017

Jaki o sędziach: Dobrze, żeby ta magnateria trochę popracowała

Jaki o sędziach: Dobrze, żeby ta magnateria trochę popracowała

W nowej ustawie wprowadzamy system ważenia spraw, który będzie polegał na tym, że elektronicznie będziemy pokazywali ile dany sędzia pracuje, ile orzeka, w taki sposób, żeby ściągnąć obciążenia z tych sędziów rejonowych, którzy najciężej pracują, a ta magnateria też dobrze, żeby trochę popracowała (…) Oni wprost grożą, ta magnateria sędziowska, swoim młodszym kolegom, że jeżeli spróbujecie z nimi coś robić, to my wam kiedyś pokażemy, a ja apeluję do sędziów o rozsądek – mówił wiceminister Patryk Jaki w rozmowie z Adrianem Klarenbachem w TVP Info. Jak dodał:

„Jeżeli my pozwolimy dalej tej magnaterii, korporacji sądowej, sprawować tak wielką władzę w Polsce, to nigdy polskie państwo nie będzie zdrowe. Nigdy nie będzie oddychało w sposób naturalny”

300polityka.pl

Ojciec Rydzyk następcą świętego Piotra

13.04.2017
Święty Jan Paweł II został papieżem w 1978 roku, kiedy to komunizm zaczynał chwiać się w posadach. Udział naszego papieża najpierw w powstaniu „Solidarności”, a następnie w upadku sowieckiej Rosji i całego obozu socjalistycznego był ogromny.

Ojciec święty stał się w czasie swego długiego pontyfikatu jedną z najbardziej znaczących postaci na przełomie XX i XXI wieku. Przyznają to nie tylko Polacy, dla których jest największym autorytetem, lecz również liczni cudzoziemcy.

Dlatego w tak krótkim czasie został uznany przez Kościół katolicki świętym. Niektórzy na takie wyróżnienie muszą czekać nawet kilkaset lat. Jan Paweł II był najbardziej odpowiednim następcą św. Piotra w tych przełomowych czasach. Prowadził nawę piotrową pewną i zdecydowaną ręką. Strzegł podstaw wiary bez względu, czy to się podobało, czy nie, wierzącym i niewierzącym liberałom. Był prawdziwą opoką, na której Chrystus zbudował swój Kościół. Miał ogromną charyzmę, którą uwydatniał szczególnie podczas licznych pielgrzymek. Ludzie go kochali. Po jego śmierci wołali „Santo subito”.

Następny papież Benedykt XVI jest wybitnym teologiem, podjął się jednak zadania ponad własne, słabe już siły. Pragnął wytępić watykańskie koterie, których walki i postępki przynosiły wstyd całemu Kościołowi. Nie dał rady i zrezygnował z posługi, przechodząc na emeryturę. Właśnie obchodzi w tych dniach 90-tą rocznicę urodzin.

Po jego odejściu konklawe wybrało kolejnego papieża, tym razem z Argentyny. Kardynał Bergolio, jezuita, przybrał imię Franciszka, na cześć swego imiennika, świętego z Asyżu. Z całym szacunkiem dla obecnego papieża, nie był to dobry wybór. Franciszek postanowił zaprzyjaźnić się ze światem. Najpierw byli to dziennikarze, później dzieci, chorzy, geje, lesbijki, liberałowie, czarni, biali, żółci, brązowi i w ogóle wszyscy. Nic dziwnego, że większość lewicowych obserwatorów zachwyciła się nowym watykańskim zwierzchnikiem.

 

Na początku pontyfikatu pojawiły się trudności ze zrozumieniem jego wypowiedzi. Rzecznik Stolicy Apostolskiej często musiał tłumaczyć słowa Franciszka. Na pewno spontaniczność i życzliwość dla ludzi jest godna pochwały, tym niemniej nie bardzo było wiadomo, jaki przekaz metafizyczny formułuje nowy papież. I dotąd nie wiadomo. Sama życzliwość, litość i współczucie to za mało, jak na poważną religię, jaką jest chrześcijaństwo. Nie chodzi o to by potępiać ludzi, a o to by przekazywać wyraźnie, co jest dobre, a co złe, co jest grzechem, a co nim nie jest. Nie może papież mówić: „kim ja jestem, by oceniać postępowanie innych?”. Otóż właśnie po to m.in. jest, by oceniać zachowania ludzi z punktu widzenia doktryny wiary. A nauczanie ma być proste i twarde – tak albo nie.

Franciszek oznajmił, że po kilku latach posługi zrezygnuje, podobnie, jak jego poprzednik. Polski Kościół i jego hierarchowie już teraz powinni podjąć starania, by następnym papieżem został redemptorysta ojciec dr Tadeusz Rydzyk.

Zasługi o. Rydzyka są powszechnie znane. Potrafił on zgromadzić wokół siebie miliony Polaków. Stworzył „Radio Maryja”, telewizję „Trwam” oraz „Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej”. Pomimo oporu poprzedniej władzy pokonał wszelkie trudności. Jest znakomitym organizatorem, przy tym człowiekiem głęboko religijnym. Wierni go uwielbiają. Na każde wezwanie gotowi są stanąć u jego boku. To właśnie oni walczyli na wiecach i pochodach w polskich miastach o koncesję dla zakonnej telewizji i to z sukcesem. Warto tutaj przypomnieć słowa Jana Pawła II, który powiedział, że każdego dnia modli się za „Radio Maryja”.

Ojciec Rydzyk nie musi zostać kardynałem, aby stać się głową Kościoła. Konklawe może wybrać na następcę św. Piotra każdego, kto otrzymał święcenia kapłańskie. Poza tym w polskim Kościele nie brakuje ważnych osobistości, które wybór o. Rydzyka powitałyby z radością.

Silna osobowość redemptorysty dawałaby gwarancję na odzyskanie przez Kościół katolicki należnej w świecie pozycji. Zagrożeń płynących ze strony wojującego islamu nie da się powstrzymać jedynie modlitwą, potrzeba stanowczego działania i osobowości, która swoją odwagą i charyzmą byłaby w stanie zjednoczyć katolików nie tylko w Europie, ale i na całym globie w imię obrony wartości, które leżą u podstaw cywilizacji zachodniej.

W czasach, gdy krwawy półksiężyc zagląda do okien milionów bezbronnych istnień, a lewackie i pseudodemokratyczne środowiska usiłują dokonać gwałtu na chrześcijańskiej Europie potrzeba człowieka, który się temu przeciwstawi. Stanowczo i zgodnie z doktryną Kościoła.

Ojciec Tadeusz Rydzyk jest najlepszym kandydatem na przyszłego papieża. To wybór dobry nie tylko dla naszej ojczyzny, ale także dla całego świata, pogrążonego w zamęcie.

→ Z. Rutkowski

współpraca M. Baryła

13.04.2017

Mam oczy jak monety 50 tys. zł z Misiewiczem… To nie z 1 kwietnia tylko z wczoraj: (ht )

 

gazetatrybunalska.pl

Sondaż: Przyczyna katastrofy? Naciski na pilotów

Więcej niż co czwarty badany Polak jako przyczynę katastrofy smoleńskiej wskazuje „naciski na pilotów”. Niemal tyle samo – złą pogodę – wynika z sondażu IBRiS dla „Faktu” i Radia ZET.

Za główną przyczynę katastrofy ankietowani przez IBRiS uznali naciski na pilotów na pokładzie prezydenckiego tupolewa – taką odpowiedź wskazało 25,4 badanych.

Dokładnie co czwarty Polak, 25 proc. pytanych, uważa, że to zła pogoda była głównym powodem tragedii. Błąd pilotów  za zasadniczy powód uważa 12,3 proc. ankietowanych.

Świadome działanie kontrolerów na lotnisku w Smoleńsku jako główną przyczynę katastrofy wskazuje 10 proc. badanych, zaś w wybuch w samolocie wierzy 6,5 proc. pytanych.

Przekonanych o awarii tupolewa jest 5,3 proc. pytanych przez IBRiS.

Wśród ankietowanych 12,4 proc. twierdzi, że wciąż ma za mało danych, aby wyrobić sobie opinię na temat przyczyn katastrofy, a 3,1 deklaruje, że nie wie, jaki był jej powód.

Źródło: Radio ZET.

rp.pl

Znamy kulisy odwołania Misiewicza. Macierewicz okłamał prezesa?!

14.04.2017

Antoni Macierewicz (69 l.) osobiście zapewniał prezesa Jarosława Kaczyńskiego (68 l.), że… nic nie wiedział o posadzie dla Bartłomieja Misiewicza (27 l.) w Polskiej Grupie Zbrojeniowej – wynika z ustaleń Faktu!

Szef MON wiedział, że wyprowadził prezesa PiS z równowagi akcją z fuchą dla Misiewicza przyznaną mu w dodatku w rocznicę katastrofy smoleńskiej. Jednak wcale nie zamierzał posypać głowy popiołem i przyznać się do błędu. Przeciwnie. – Zapewniał go, że doniesienia po pierwsze są nieprawdziwe, a on sam nie wiedział o stanowisku dla Misiewicza – mówi nam ważny polityk PiS.

To nie wszystko! Obrońcy Misiewicza postanowili… ukryć jego umowę z Polską Grupą Zbrojeniową, aby nie pokazać ile miał zarabiać! Dokumentu oficjalnymi kanałami do wglądu nie dostała ani kancelaria premier Beaty Szydło (54 l.) ani politycy z Nowogrodzkiej.

Tyle że swoimi „kanałami” i tak wydobyli ją członkowie powołanej przez prezesa PiS komisji. – Nie będą mogli ich okłamać – relacjonował nam przed posiedzeniem komisji ważny polityk PiS. Komisja w składzie Joachim Brudziński (48 l.), Mariusz Kamiński (52 l.) i Marek Suski (59 l.) przez kilka godzin przesłuchiwała w czwartek i Misiewicza i Macierewicza. Jak już pisaliśmy, skład komisji wyznaczony przez prezesa nie był przypadkowy: ci trzej politycy to wrogowie Macierewicza.

– Do prezesa dotarło, że Macierewicz działa na naszą szkodę – mówi nam polityk bliski Kamińskiemu. Zwolenników dymisji Macierewicza w PiS jest coraz więcej. Decyzję oczywiście podejmie prezes.

– Moim zdaniem to już nie jest kwestia czy, ale kiedy – ocenia polityk bliski Kaczyńskiemu.

Na razie Macierewicz jednak zostaje na stanowisku, ale jego wpływy zostaną ograniczone: z Polskiej Grupy Zbrojeniowej mają zostać usunięci jego poplecznicy, a nadzór nad spółką zostanie oddany wicepremierowi Mateuszowi Morawieckiemu (49 l.).

Totalny nokaut. Tak ludzie Kaczyńskiego ocenili Misiewicza!

Tak Misiewicz dostał fuchę życia. Kulisy operacji „Aronia”

Magdalena Rubaj

fakt.pl

Misiewicze i Brudzińscy – ofiary Partii

Misiewicze i Brudzińscy - ofiary Partii

Bartłomiej Misiewicz to typowy Pisiewicz, który został odznaczany złotym medalem za zasługi, a teraz sam zrezygnował z członkostwa w Partii. Po co zatem gremium 3 pisowskich postaci przez cztery godziny obradowało, aby stwierdzić, że „nie ma kwalifikacji do pełnienia funkcji w sferze publicznej, w spółkach skarbu państwa”?

Czy Joachimowi Brudzińskiemu, Markowi Suskiemu oraz Mariuszowi Kamińskiemu nie przyszło do głowy, że sami są takimi Misiewiczami-Pisiewiczami? Przecież nikt nie zdobywa kompetencji poprzez zasiedzenie ław sejmowych i partyjnych na Nowogrodzkiej. Nie nabywa się fachu wierząc w cudowność walorów umysłowych Jego Wysokości Prezesa na drabince z Tesco, bo nie tak spływa światłość rozumu.

Chciałoby się sparafrazować Mikołaja Gogola. Nad kogo kompetencjami obradujecie? Nad swoimi. Brudziński tylko potwierdził, iż jest nawet lepszym Misiewiczem niż oryginalny Misiewicz, jest super-Misiewiczem, jest esencją Misiewicza, bo oto uzasadniając przed sitkiem wyrok partyjnego sądu, poświęcił gros swojej wypowiedzi Platformie Obywatelskiej. Nawet w takiej prostej sprawie nie potrafi mówić na temat.

Misiu Brudziński – tak nazwę tego człowieka bez żadnych osiągnięć, bez właściwości intelektualnych i moralnych (charakterologicznych) – został Misiewiczem-Pisiewiczem dzięki Jarosławowi Kaczyńskiemu, który go wyrwał z podobnego położenia pomocnika aptekarza. Brudziński nie istnieje bez Kaczyńskiego, jak Misiewicz bez Macierewicza.

Podobno Beata Szydło zażądała wczoraj „usunięcia z PGZ Bartłomieja Misiewicza” – jak powiedział jej rzecznik Rafał Bochenek. Po czasie wszyscy się podpisują pod sukcesem rezygnacji Misiewicza z członkostwa w Partii. Misiewicz nie został jednak odznaczony i nagrodzony posadami przez siebie. On jest li tylko ofiarą. Tak jak ofiarą jest Brudziński.

To zdarzenie bez znaczenia dla życia publicznego zdominowało dzień, co mi się nie podoba. Chciałbym stanąć na przekór bezsensowi, podrzucić taki oto apel Krystyny Jandy na FB: „Bądźmy razem”. „Proszę państwa, jestem dumna, że Polska jest częścią zjednoczonej Europy. Było to marzenie pokoleń. Spełniło się – nie zmarnujmy tego. Dowiedziałam się, że 19 kwietnia przyjeżdża do Warszawy Donald Tusk, przewodniczący Rady Europejskiej, żeby stanąć tu, przed prokuraturą. Niektórzy chcą mu odebrać prawo występowania pod biało-czerwoną flagą. Byłoby dobrze, gdybyśmy przywitali go wszyscy tego dnia, zamanifestowali jedność i solidarność z Europą w jej trudnym momencie i poparli Polaka, któremu udało się zdobyć jedno z najwyższych stanowisk europejskich. Byłoby dobrze. Bądźmy razem. Składam państwu najserdeczniejsze życzenia, dobrych świąt”.

Kto by się spodziewał, że Tusk tak urośnie, że nasze oczekiwania w stosunku do niego będą – zachowując proporcje – jak do Józefa Piłsudskiego 11 listopada 1918 roku na dworcu w Warszawie i do Ignacego Paderewskiego 26 grudnia 1918 roku w Poznaniu.

Przesadzam? A kto spodziewał się rok temu, że rozwalony zostanie Trybunał Konstytucyjny, że zdemolowany trójpodział władzy. Polska ma wroga wewnętrznego, zjadający kraj od wewnątrz liszaj – Partię.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

PIĄTEK, 14 KWIETNIA 2017

Trump na początku lipca w Polsce? Polska dyplomacja stara się o organizację wizyty

09:22

Trump na początku lipca w Polsce? Polska dyplomacja stara się o organizację wizyty

Polska podejmuje próby organizacji wizyty prezydenta Trumpa w lipcu. Minister Waszczykowski będzie omawiał ewentualną wizytę w trakcie swojego wyjazdu do Waszyngtonu w przyszłym tygodniu, gdzie spotka sie z Rexem Tillersonem – sekretarzem stanu USA.

Prezydent Trump ma wziąć udział w szczycie G20 7-8 lipca w Hamburgu. Przedstawiciele polskiej dyplomacji starają się zaprosić prezydenta USA przed niemieckim szczytem do Wrocławia, gdzie odbędzie się konferencja nt. atlantyckich wartości.

Źródła zbliżone do polskiego rządu mówią w rozmowie z Reutersem, że wizyta Trumpa byłaby znaczącym polepszeniem polskiego wizerunku za granicą.

09:20

Kierwiński: Nie wybieram się na powitanie Tuska

Osobiście się nie wybieram. Zresztą Donald Tusk sam chłodzi nastroje wokół tego, bo mówi, że stawi się w prokuraturze, złoży zeznania i tyle. To na swój sposób normalne. Ale bardzo się cieszyłem, jak Tusk został szefem RE – mówił Marcin Kierwiński w rozmowie z Beatą Lubecką w „Politycznym Graffiti” Polsat News. Jak dodał, nie słyszał, aby powitanie byłego polskiego premiera organizowała Platforma.

09:00

Łapiński o zmianach w sądownictwie: Zagłosuję za tą ustawą

Nie widzę, żeby ona była w jakiś sposób skandaliczna czy taka, za którą nie można zagłosować. Mówiąc wprost: zagłosuję za nią – mówił Krzysztof Łapiński w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet, pytany o zgłoszony przez PiS projekt zmian w Prawie o ustroju sądów powszechnych.

08:49

Sellin: Jeśli ktoś będzie się opierał, z czasem przestanie pełnić funkcję, przestanie się opierać i pomniki ofiar katastrofy będą

Nie rozumiem tego dziwnego oporu związanego z budową pomników. To małostkowość duża ze strony tych polityków, którzy tej zgody nie udzielają albo cały czas to kwestionują. Polacy wskazali bardzo wyraźnie wskazali, gdzie chcą czcić ofiary katastrofy smoleńskiej, gdzie chcą czcić pamięć Lecha Kaczyńskiego (…) Zapewniam i słuchaczy i oponentów tego pomysłu i panią prezydent Warszawy, że te pomniki będą. Niezależnie od tego, co jeszcze wymyślą, żeby nam przeszkodzić – te pomniki bedą. Jeśli ktoś będzię się opierał, z czasem przestanie pełnić tą funkcję i przestanie się opierać i te pomniki będą – mówił Jarosław Sellin w radiowej “Trójce”.

08:46

Łapiński: Przydałaby się na półmetku pewna ocena, co nam się udało, dokąd zmierzamy i o co walczymy

– Na pewno władza trochę wyczerpuje i zużywa i to każdy polityk powie, który pełnił funkcję, byli premierzy o tym mówią. Jest pewnie jakaś zadyszka. Nie wiem, czy jest dołek. Nie jesteśmy w dołku. Pomysł jest jeden: nie popełniać takich błędów. Pilnować się, zachowywać samodyscyplinę i być wiarygodnym – mówił Krzysztof Łapiński w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet. Jak dodał:

„To pytanie do premier, czy uważa, że to ten moment, w którym należy kogoś zamierzyć. Chyba półmetek kadencji to czas, kiedy można uznać, że należy dokonywać jakiegoś bilansu, podsumowania i dwa lata zrobiliśmy to, a dwa lata planujemy zrobić to, a tutaj kogoś wymieniamy czy komuś dziękujemy. Przydałaby się na półmetku pewna ocena, co nam się udało, dokąd zmierzamy i o co walczymy. Ale to jeszcze pół roku”

08:43

Sellin o Misiewiczu: Jeżeli ta historia była przedmiotem zgorszenia, to oczywiście przepraszam. Wizerunkowo ta sprawa nam szkodziła

Jeżeli ta historia była przedmiotem jakiegoś zgorszenia, czy wątpliwości co do standardów, które powinny być w życiu publicznym, które powinny być utrzymywane, to oczywiście tak [przepraszam]. Wizerunkowo ta sprawa nam szkodziła (…) Temat uważamy za zamknięty w tym momencie. Uważamy tak dlatego też, bo często różne ważne wydarzenia, o których powinniśmy w mediach informować były przykrywane przez ten temat – mówił Jarosław Sellin w “Salonie politycznym” radiowej Trójki.

08:39

Łapiński: Za bardzo zafiksowaliśmy się na temacie Misiewicza. Powinien być rozstrzygnięty dużo wcześniej

Za bardzo się zafiksowaliśmy na temacie [Macierewicza], bo ten temat powinien być rozstrzygnięty dużo wcześniej i nie jest tematem dla prezydenta i premiera. Gdybyśmy postępowali pewną logiką, standardami, które mieliśmy w kampanii, czyli pewne rzeczy przecinamy od razu, to ten temat byłby przecięty w tydzień, dwa. Zabrakło trochę samodyscypliny i refleksji, że to na dłuższą metę, jeżeli tego tematu się nie załatwi, to będzie potem cały czas wracał jako niekończąca się opowieść – mówił Krzysztof Łapiński w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet.

08:32

Łapiński: Sprawa Misiewicza to cios w wizerunek Macierewicza

To raczej początek końca Bartłomieja Misiewicza [a nie Antoniego Macierewicza]. Jeśli w jakiś sposób ta sprawa dotyka Macierewicza, to pośrednio, to oczywiste. Mocno pośrednio. Jak zwał tak zwał – mówił Krzysztof Łapiński w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet. Jak dodał:

„Na pewno jest to jakiś cios w wizerunek ministra. Skoro go wcześniej, przez tle miesięcy bronił, czy nawet dawał mu eksponowane stanowiska, to ta ocena komisji jest zupełnie skrajnie odmienna. Jeśli werdykt komisji potraktuje jako werdykt ostateczny, to pewnie będzie się to jakoś ciągnęło, ale większego wpływu nie będzie miało”

300polityka.pl

PIĄTEK, 14 KWIETNIA 2017

Kierwiński: Uważam, że powinniśmy zgłosić wniosek o wotum nieufności wobec Macierewicza

Kierwiński: Uważam, że powinniśmy zgłosić wniosek o wotum nieufności wobec Macierewicza

Uważam, że powinniśmy taki wniosek złożyć, jak zapowiedział wczoraj premier Siemoniak. Jestem gorącym zwolennikiem takiego wniosku. Antoni Macierewicz jest szkodnikiem, niszczy polską armię, doprowadził do całkowitego zatarcia, kto jest autorytetem w świecie wojskowym, a kto nie. Po prostu szkodzi polskiemu bezpieczeństwu– mówił Marcin Kierwiński w rozmowie z Beatą Lubecką w „Politycznym Graffiti” Polsat News.

300polityka.pl

Profesor Paweł Artymowicz przedstawia rekonstrukcję trajektorii w ostatnich sekundach lotu

 

Sprawa Misiewicza jest definitywnie skończona? Niekoniecznie. „Jeszcze dużo zrobimy…”

AB, 14.04.2017

Bartłomiej Misiewicz opuścił siedzibę PiS

Bartłomiej Misiewicz opuścił siedzibę PiS (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

• Bartłomiej Misiewicz w czwartek zrezygnował z członkostwa w PiS
• Wcześniej Jarosław Kaczyński zawiesił go w prawach członka partii
• „Jeszcze dużo zrobimy dla Polski” – obiecał na Twitterze były rzecznik MON

„To definitywnie kończy jego sprawę” – napisała na Twitterze rzeczniczka PiS Beata Mazurek po tym, jak Bartłomiej Misiewicz ogłosił, że opuszcza partię. Czy to na pewno koniec jego przygody z administracją rządową? Niekoniecznie  – były rzecznik MON zasugerował późnym wieczorem, że nie zamierza wycofywać się z polityki. „Dziękuję za wyrazy sympatii, wiem że jeszcze dużo zrobimy dla Polski” – napisał na Twitterze. Wcześniej Misiewicz przeprosił Polaków za „żenujący spektakl”, jakim według niego miała być nagonka mediów na jego osobę.

Dowiedz się więcej:

Dlaczego Bartłomiej Misiewicz odszedł z PiS?

– Z racji tej niesamowitej nagonki, która została wykorzystana na Prawo i Sprawiedliwość przy użyciu mojego nazwiska, złożyłem oświadczenie o rezygnacji z członkostwa w PiS – tłumaczył dziennikarzom były rzecznik MON. Jak stwierdził, sukcesy PiS są „przykrywane” przez atak na niego. Stąd decyzja o rezygnacji. – Chciałabym przeprosić wszystkich Polaków za to, że muszą tego żenującego spektaklu słuchać, muszą go oglądać – powiedział. – Nie zawsze jest tak, jak media piszą – dodał Misiewicz. Wcześniej w prawach członka partii zawiesił go prezes PiS. CZYTAJ WIĘCEJ >>>

Dlaczego Jarosław Kaczyński zawiesił Misiewicza?

Prezes PiS zawiesił Misiewicza, zdecydował też o powołaniu w partii specjalnej komisji, która ma wyjaśnić zarzuty stawiane byłemu rzecznikowi MON. Bezpośrednim powodem powołania komisji były doniesienia prasowe, że Misiewicz został zatrudniony w państwowej spółce Polska Grupa Zbrojeniowa, gdzie miałby zarabiać 50 tys. zł miesięcznie. Informacjom o wysokości wynagrodzenia zaprzeczał rzecznik PGZ. W środę wieczorem spółka poinformowała o rozwiązaniu umowy o pracę z Misiewiczem za porozumieniem stron ze skutkiem natychmiastowym. Jak dodano rozwiązanie umowy nastąpiło na wniosek Misiewicza. CZYTAJ WIĘCEJ >>>

TOK FM

List otwarty do dziennikarzy i publicystów

KWIECIEŃ 13, 2017

Prawda nie leży pośrodku. Prawda leży tam, gdzie leży. Rolą dziennikarza i publicysty jest podawanie prawdy społeczeństwu.

Tu nie chodzi o poglądy. Posiadanie różnych poglądów przez różnych ludzi jest czymś oczywistym i bezdyskusyjnym. Chodzi o to, że wspólnym mianownikiem dla lewicowców, liberałów, konserwatystów, chadeków powinny być zasady demokratycznego państwa prawa. Szacunek dla podstawowych standardów demokracji jest obowiązkiem wszystkich, niezależnie od poglądów. Szczególnym obowiązkiem dziennikarzy i publicystów jest podawanie prawdy.

Tymczasem w obliczu bezprecedensowego łamania konstytucji, które ma miejsce w Polsce od listopada 2015 roku, część polskich dziennikarzy i publicystów cofa się przed nazwaniem tego po imieniu, powołując się na zasadę bezstronności.

Obserwujemy przypadki przemilczania, niedopytywania, bagatelizowania lub „uzupełniania” informacji o przykłady z przeszłości, często nieadekwatne, które miałyby rzekomo bilansować podaną wiadomość, stworzyć fałszywą symetrię poprzez sugerowanie, że podobne rzeczy już się działy w przeszłości.

W ten sposób dziennikarze starają się osłabić moc własnego przekazu po to, by odsunąć od siebie ewentualne oskarżenia o stronniczość lub o wspieranie opozycji.

Taka próba symetrycznego rozdawania razów, po równo, niezależnie od tego, jaki jest stan faktyczny, zyskała już miano symetryzmu. Koncept ten opiera się na założeniu, że prawda leży zawsze pośrodku, i nawet jeśli obecne władze daleko przekraczają dopuszczalne standardy, to należy podążać za nimi, aby nie utracić pozycji leżącej w równej odległości pomiędzy stronami konfliktu.

Przypomnijmy sentencję już klasyczną: prawda nie leży pośrodku. Prawda leży tam, gdzie leży. Rolą dziennikarza i publicysty jest podawanie prawdy społeczeństwu. Źle rozumiana zasada bezstronności prowadzi do nieuczciwości intelektualnej, do niepodawania całej prawdy lub wykrzywiania prawdy po to, by wykazać się rzekomą bezstronnością, by zaistnieć na rynku dziennikarskim jako obiektywny, rzetelny, wyważony, daleki od skrajności publicysta.

Nazywanie łamania prawa łamaniem prawa jest w tym sposobie rozumowania oceniane jako opowiedzenie się po jednej ze stron sporu politycznego. Naszym zdaniem, nie jest.

Jest opowiedzeniem się po stronie zasad wyrażonych między innymi w konstytucji naszego kraju. I po stronie przyzwoitości. Zakrawa na ironię, że symetryści potrafią nawet występować z pozycji wysokomoralnych i krytykować oraz pouczać tych, którzy próbują nawoływać do przestrzegania standardów.

W ujęciu funkcjonalnym (bo na pewno nie intencjonalnie) taka postawa oznacza wspieranie polityków, którzy naruszają prawo i standardy, bowiem nie liczą oni na nic innego niż właśnie uznanie, że ich działania mieszczą się w nawiasie dopuszczalnych, demokratycznych procedur politycznych. W ten sposób szukają alibi, świadków, którzy by zeznali przed społeczeństwem, że to, co robią, jest w zasadzie zwykłą polityką, taką samą jak w całym okresie po 1989 roku. Dzięki temu zyskują rozgrzeszenie i otwartą furtkę do następnych nielegalnych lub po prostu niegodziwych działań rozmontowujących polską demokrację.

Dziennikarze i publicyści są czwartą władzą. To nie tylko prawo, ale i ogromny obowiązek wobec czytelników, słuchaczy i widzów.

Kto powołując się na źle rozumianą zasadę bezstronności dystansuje się od powinności informowania, a nawet alarmowania społeczeństwa wtedy, gdy to niezbędne, staje się automatycznie współuczestnikiem przez zaniechanie procesu naruszania fundamentów państwa prawa.

W przypadkach jednoznacznych należy się zachowywać jednoznacznie.

Renata Kim
Przemysław Szubartowicz
Bartosz T. Wieliński
Marcin Wojciechowski

wiadomo.co

Macierewicz chciał przewerbować członków komisji Millera

Andrzej StankiewiczDziennikarz Onetu

Antoni Macierewicz proponował kilku członkom komisji Millera, aby odcięli się od jej ustaleń dotyczących przyczyn katastrofy smoleńskiej i weszli do nowej podkomisji smoleńskiej, stworzonej po wyborach w MON — ustalił Onet.

  • Macierewicz złożył swym wojskowym podwładnym, którzy pracowali wcześniej w komisji Millera, specyficzne propozycje.
  • Mieli publicznie podważyć wiarygodność raportu komisji Millera, a potem dołączyć do nowej podkomisji Berczyńskiego
  • Maciej Lasek — który był członkiem komisji Millera — twierdzi, że osób, które dostały od Macierewicza taką ofertę, było kilka
  • Onet potwierdził nazwiska dwóch oficerów, których Macierewicz chciał przewerbować. Jeden z nich to płk. Mirosław Grochowski, wiceszef komisji Millera, który opowiada nam o szczegółach swej rozmowy z ministrem

Specjalna komisja kierowana przez szefa MSW Jerzego Millera zajmowała się wyjaśnianiem katastrofy smoleńskiej w imieniu rządu Donalda Tuska. Zakończyła prace latem 2011 r. po prezentacji swego raportu. Uznała w nim, że przyczyną katastrofy było zejście przez pilotów poniżej minimalnej wysokości zniżania, czego konsekwencją było zderzenie z drzewami, prowadzące do zniszczenia konstrukcji samolotu.

 

Tego raportu PiS nigdy nie uznało za wiarygodny. Partyjnej retoryce ton nadawał Antoni Macierewicz, który raport Millera wymieniał jednym tchem obok rosyjskiego dokumentu MAK. Zarzucał polskiej komisji, że bezkrytycznie przepisała kontrowersyjne tezy generał Tatiany Anodiny — choć raporty różnią się w kilku fundamentalnych kwestiach. Anodina twierdziła przede wszystkim, że polscy piloci chcieli za wszelką cenę wylądować w Smoleńsku, a naciskał na nich podpity szef lotnictwa gen. Andrzej Błasik. Wedle komisji Millera, piloci próbowali przerwać podejście do lądowania i poderwać maszynę, zaś dowodów na alkohol w krwi generała nie ma. Macierewicz jednak we wszystkich dokumentach swego smoleńskiego zespołu parlamentarnego atakował członków komisji Millera dokładnie tak samo, jak Rosjan.

Dajemy wam szansę

Gdy jesienią 2015 r. PiS wygrało wybory, Macierewicz został ministrem obrony i zaczął wprowadzać swoje porządki w sprawach Smoleńska. Z oficjalnych stron rządowych zniknął raport Millera, a szef MON postanowił powołać własną podkomisję do zbadania Smoleńska na nowo. Wtedy właśnie — jak wynika z ustaleń Onetu — Macierewicz złożył swym wojskowym podwładnym, którzy pracowali wcześniej w komisji Millera, specyficzne propozycje. Mieli publicznie odciąć się od raportu komisji Millera i podważyć jego wiarygodność, a potem dołączyć do nowej podkomisji, na której czele stanął zaufany Macierewicza — Wacław Berczyński, w przeszłości ekspert smoleńskiego zespołu parlamentarnego PiS.

W rozmowie z Onetem Maciej Lasek — który był członkiem komisji Millera — twierdzi, że osób, które dostały od Macierewicza taką ofertę, było kilka. — Było intensywne poszukiwanie byłych członków komisji Millera, których można wciągnąć do podkomisji — twierdzi. — Tym ludziom mówiono: „My wiemy, że wam nie wolno było podać prawdziwych przyczyn katastrofy. My wam dajemy szansę”.

Raport Millera jest fałszywy

Macierewicz na pewno próbował przewerbować co najmniej dwóch oficerów — te nazwiska potwierdziliśmy. Chodzi o płka Mirosława Grochowskiego, który był wiceszefem komisji Millera i najwyższej rangi wojskowym w jej szeregach, a także ppłka Roberta Benedicta, który kierował podkomisją lotniczą, badającą m.in. zachowania pilotów tupolewa.

Opowiada płk Grochowski: — Spotkaliśmy się około 20 listopada 2015 r., tuż po objęciu przez pana Macierewicza stanowiska ministra obrony narodowej. Na początku minister wysłuchał mojej relacji z podjętych działań w dniu 10 kwietnia 2010 roku w kraju oraz w kolejnych dniach w Smoleńsku, po czym dwukrotnie zapytał mnie dosłownie: „Czy chce pan pomóc państwu polskiemu?”. Sondował, moim zdaniem, czy byłbym gotowy odciąć się od ustaleń komisji Millera i wznowić badanie katastrofy. Oświadczył: „Jak pan wie, raport Millera jest fałszywy”- co potwierdziło moje przypuszczenia. Odpowiedziałem mu: „Pozwolę sobie nie zgodzić się z panem ministrem, ponieważ wnioski z raportu zostały przez wojsko wdrożone, dzięki czemu przez ostatnich 5 lat nie było ani jednej katastrofy w lotnictwie wojskowym. Takiej sytuacji nigdy dotąd nie było w dziejach polskiego lotnictwa”. Minister spytał mnie jeszcze czy to jest moja ostateczna odpowiedź – co potwierdziłem i na tym spotkanie się zakończyło.

Emerytura za Smoleńsk

Grochowski byłby dla Macierewicza atrakcyjnym nabytkiem. Poza wiceszefostwem w Komisji Millera był też szefem Inspektoratu MON ds. Bezpieczeństwa Lotów, a także kierował komisją badającą wypadki lotnicze w wojsku. Jednak po tej rozmowie nie miał czego szukać w armii — tego samego dnia napisał wniosek o odejście z wojska. Wkrótce został pozbawiony wszystkich stanowisk. — Chciałem odejść z końcem stycznia 2016 r., ale Antoni Macierewicz się nie zgodził — opowiada Grochowski. — Na początku lutego – w dniu, gdy minister tworzył podkomisję Berczyńskiego – otrzymałem polecenie stawienia się w sztabie generalnym. Tego wieczora, ok. 21.30, otrzymałem od ówczesnego szefa sztabu generalnego gen. Gocuła decyzję ministra zgodnie z którą miałem się stawić „w trybie natychmiastowym” następnego dnia rano do służby w brygadzie zmechanizowanej w Bartoszycach — choć całą służbę wojskową, ponad 30 lat, byłem pilotem. Zameldowałem się w nowej jednostce i służyłem tam do końca maja, kiedy już mogłem odejść ze służby.

Benedict, który również odmówił Macierewiczowi, trafił do rezerwy kadrowej. Dziś także jest poza armią. — Moi koledzy wojskowi trafili na emerytury właśnie za Smoleńsk i odrzucenie oferty Macierewicza — uważa Maciej Lasek.

onet.pl

Wojciech Czuchnowski

I ty możesz zostać Józefem K. Osiem powodów, by obawiać się zmian ministra Ziobry

13 kwietnia 2017

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro podczas konferencji 'Rok Nowych Zadań', Warszawa 20.01.2017 r.

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro podczas konferencji ‚Rok Nowych Zadań’, Warszawa 20.01.2017 r. (Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta)

Jeżeli projektowane przez rząd zmiany w wymiarze sprawiedliwości wejdą w życie bez żadnych zmian, można sobie wyobrazić następującą sytuację:

Przeczytaj też: Ziobro chce wymienić prezesów sądów w całym kraju. Rewolucja do końca roku

  1. Obywatel Józef K. naraża się partii rządzącej, bo na Facebooku publikuje niekorzystne dla niej komentarze.
  2. Minister sprawiedliwości zleca wybranej przez siebie prokuraturze zbadanie, czy Józef K. jest przestępcą.
  3. Sprawę dostaje zaufany śledczy. Zleca policji przeszukanie w mieszkaniu Józefa K. Powód: korzystanie z nielegalnych programów komputerowych, ściąganie pirackich filmów lub plików muzycznych. Policja znajduje nielegalne oprogramowanie lub filmy. Zatrzymuje Józefa K. i rekwiruje mu sprzęt.
  4. Prokurator może też – zgodnie z PiS-owską ustawą o prokuraturze – ujawnić mediom dowolne materiały ze śledztwa. Takie prawo ma też minister sprawiedliwości.
  5. Prokurator zwraca się do sądu o aresztowanie Józefa K. za działalność w zorganizowanej grupie przestępczej zajmującej się piractwem w sieci.
  6. Posiedzenia, na których sądy rozpatrują wnioski prokuratury o areszt, odbywają się na dyżurach sędziowskich i przydział sędziów do takich spraw nie odbywa się przez losowanie. Mówi o tym art. 47a projektowanej zmiany przepisów o ustroju sądów. Sędziego na dyżur może wyznaczyć prezes danego sądu. Według nowych przepisów prezes jest uzależniony od ministra sprawiedliwości, który wyznacza go na stanowisko, ocenia i może odwołać. Prokurator może też dopasować się z terminem złożenia wniosku o areszt do dyżuru danego sędziego.
  7. Józef K. trafia do aresztu na trzy miesiące.
  8. Szanse na bezstronne rozpatrzenie swojego przypadku przez wybranego losowo sędziego Józef K. będzie miał dopiero wtedy, gdy sprawa trafi na wokandę. A i wówczas może się obawiać, że – jak wskazują stowarzyszenia sędziowskie – sędzia, którego byt zależy od ministra sprawiedliwości, może nie mieć odwagi orzekać zgodnie z własnym sumieniem.

W praktyce próba zastosowania podobnego „ciągu technologicznego” miała już miejsce przy sprawie Barbary Blidy, b. posłanki SLD, która zginęła podczas próby zatrzymania.

Wiosną 2007 r. minister Zbigniew Ziobro i szef ABW Bogdan Święczkowski (dziś prokurator krajowy) osobiście sterowali w tej sprawie służbami specjalnymi i prokuraturą. Zmieniono prokuratora, który nie chciał się im podporządkować. Nowi śledczy postanowili postawić Blidzie zarzuty i wydali nakaz zatrzymania przez ABW. Wcześniej telewizja publiczna nadała program o udziale polityków w tzw. mafii węglowej. TVP miała też dostać film z zatrzymania b. posłanki. Według zeznań b. szefa MSWiA Janusza Kaczmarka Święczkowski na specjalnej naradzie miał powiedzieć, że uda się aresztować Blidę. „Nie po to zmienialiśmy obsadę prokuratury i sądu w Katowicach, żeby mieć z tym problem” – miał mówić. Zdaniem Kaczmarka stwierdził też, że „jak Blida trochę posiedzi, to znajdą się dowody”.

Różnica między tą sprawą a opisanym wyżej przypadkiem Józefa K. polega na tym, że po wprowadzeniu nowych przepisów presja polityków na sądy i prokuraturę nabierze cech legalności.

Zobacz: „Rząd będzie weryfikował sędziów”. Politycy PiS odkrywają karty, co się kryje za reformą Ziobry?’

 

wyborcza.pl

Anonimowa Czytelniczka z Polski

Twoja mama nie kocha Boga, nie pójdzie do nieba

12 kwietnia 2017

Lublin. Akcja billboardowa organizacji Wolność od Religii

Lublin. Akcja billboardowa organizacji Wolność od Religii (JAKUB ORZECHOWSKI)

Pani Basia, katechetka, miła, ciepła i „pobożna” osoba, która nie robi przecież nic złego, publicznie odpytała moją sześcioletnią córkę, dlaczego nie chodzi na religię. Gdy moja (powtórzę: sześcioletnia) córka powiedziała zgodnie z moim poleceniem: „Bo moja mama nie chce” (a tak jej kazałam, by ciężar winy przerzucić na siebie), miła pani katechetka przytuliła moją córkę i powiedziała: „Bardzo ci, dziecko, współczuję takiej matki”. Kurtyna.

Już od dawna chciałam napisać ten list, ale dopiero tekst Agaty Diduszko-Zyglewskiej „Mamo, boję się siedzieć sama na korytarzu”, czyli Kościół, który się panoszy. Szkoła nie jest miejscem kultu” (7 kwietnia 2017 r.) mnie do tego skłonił. Niestety nie uczynię tego jak ona pod imieniem i nazwiskiem i wystąpię jako anonimowa czytelniczka.

Mam dwoje dzieci w dużej rejonowej szkole w średnim powiatowym mieście – i wszystko, co napiszę, będzie tak naprawdę odbierane jak atak na tę jedną konkretną szkołę. A przecież to nie szkoła jest winna, że jest częścią systemu. Chcę właśnie napisać o tym systemie, a nie o konkretnej szkole.

„Molestowanie religijne”

Reakcje na tekst Agaty Diduszko-Zyglewskiej były różne – najbardziej zdumiały mnie jednak wpisy osób podających się za nauczycieli, które zgodnym chórem twierdziły, że nie spotkały się nigdy z podobnymi przypadkami dyskryminacji, co miało prawdopodobnie dezawuować tezy autorki.

Przy czym chciałam od razu zaznaczyć, że moim zdaniem autorka bardzo rzeczowo opisała całą sytuację, chociaż jako matka małych dzieci, które zostały skrzywdzone (bo tak, dziecko jest krzywdzone, gdy katechetka wyprasza je na korytarz na czas lekcji religii), miałaby prawo być bardziej emocjonalna – czy też po prostu wściekła.

Zdziwił mnie też komentarz Jerzego Sosnowskiego w tekście opublikowanym na portalu Koduj24.pl, który ubolewa nad gniewem Diduszko-Zyglewskiej – pisze on, że autorka czuje gniew do jego religii. Myślę, że autorka czuje gniew do systemu i czułaby taki sam gniew, gdyby w podobny sposób prześladowano jej dzieci z racji nieuczestniczenia w pochodach pierwszomajowych czy obowiązkowym kółku szachowym.

Tu naprawdę nie chodzi o imputowaną niechęć do Kościoła katolickiego – tu chodzi o próbę obrony dziecka przed systemem, w którym dzieci niechodzące na religię są poddawane wykluczeniu i czemuś, co nazywam na własne potrzeby „molestowaniem religijnym” (przykłady podam, żeby nie być gołosłowną).

Wszystkim uczestnikom dyskusji przypominam, że autorka pisze o naprawdę małych dzieciach, i jeśli zaczynamy rozmawiać o religii w szkole, to pomyślmy zawsze o tych pierwszo-, drugoklasistach, zanim zaczniemy przytaczać opowieści o gimnazjalistach, którzy uwielbiają czas rekolekcji, bo mają wtedy wolne i mogą sobie w domu pograć na komputerze.

Kilka faktów: głód, trąd, ataki

Najpierw przytoczę kilka faktów z naszych kilku lat w szkole publicznej, bo chciałabym wesprzeć autorkę w jej opowieści.

Mam dwoje dzieci (obecnie w klasie czwartej i pierwszej) w rejonowej, bardzo dużej szkole liczącej ok. 600 dzieci. Moje córki są jedynymi dziećmi w szkole, które nie chodzą na religię. Z takiej proporcji wynika sporo problemów – od samego początku czuję, że moja decyzja o nieposyłaniu dzieci na religię jest podświadomie traktowana jako fanaberia i działanie dezorganizujące.

W sytuacji, gdy wszystkie dzieci od zawsze chodzą na religię, dziecko, które nie chodzi, zaczyna przeszkadzać, bo wymusza rozstrzygnięcia organizacyjne, których dotąd nie trzeba było podejmować. I chociaż na poziomie dyrekcji szkoły spotkałam się z pełnym zrozumieniem, to już na poziomie pojedynczych nauczycieli, a to przecież od nich zależy dobrostan moich dzieci, sprawy się komplikują. Może zilustruję to przykładami:

1. W pierwszej klasie, gdy dzieci są jeszcze małe i zagubione, dobrą praktyką szkoły jest prowadzenie maluchów na obiad lub przeprowadzanie ich na przykład na wf. do sali gimnastycznej. Gdy moje dzieci w czasie zajęć z religii (zwykle w samym środku lekcji) były odsyłane do świetlicy, pani katechetka regularnie zapominała, że w klasie jest jeszcze jedno dziecko. W tej sytuacji moje dzieci wielokrotnie nie trafiały na obiad w przerwie obiadowej (o czym dowiadywałam się oczywiście po fakcie – w domu) lub przesiedziały wf. czy gimnastykę korekcyjną w świetlicy.

2. Czymś oczywistym jest wyprowadzanie dzieci z klasy na czas lekcji religii – do wszystkich rodziców i czytelników, którzy nie widzą w tym problemów, mam prośbę, by zastanowili się, jak się czuje sześcio-, siedmioletnie dziecko, kiedy nagle jak trędowate musi opuścić klasę, która dotąd była także jego klasą. Potem zwykle odsiaduje godzinę w świetlicy – jakby za karę. Domyślam się, że wielu rodziców właśnie z tego powodu posyła dzieci na religię, żeby nie cierpiały w taki sposób;

3. Nasza szkoła regularnie organizuje apele papieskie, które nie tyle odnoszą się do Jana Pawła II jako do papieża, który odegrał ważną rolę w najnowszych dziejach Polski (co rozumiem), ale mają nieodmiennie charakter religijny z całą liturgiczną oprawą – zapalonymi świecami pod obrazem „naszego świętego” w holu szkoły (notabene, w tym roku szkolnym liczba apeli papieskich się zwiększyła).

W dzień takiego apelu wychowawczyni pierwszej klasy odpytała publicznie moją sześcioletnią córkę, czy będzie uczestniczyć w apelu papieskim, jeśli nie chodzi na religię. Moja córka kompletnie nie rozumiała sytuacji i siłą rzeczy nie potrafiła udzielić składnej odpowiedzi. Tego samego dnia zadzwoniłam do wychowawczyni, prosząc, by tego typu problemy rozstrzygała ze mną, na co nauczycielka odpowiedziała mi atakiem: „No chyba nie zaprzeczy pani, że Jan Paweł II był wielkim Polakiem”. Tak właśnie wygląda klasyczny dialog rodzica, który pragnie bronić swojego dziecka, z nauczycielem, który ma nam za złe, że w ogóle wpadliśmy na pomysł, by dziecka nie posyłać na religię (i komplikować mu – nauczycielowi – życie).

Upokorzenie: „Współczuję ci takiej matki”

4. „Molestowanie religijne” – w świetlicy dyżury odbywają różni nauczyciele, także katecheci. Córka od września pierwszej klasy zaczęła przynosić w tornistrze „święte obrazki” oraz opowieści o świętych, którzy „nie zgnili w ziemi po śmierci”. Zagryzłam zęby, wyjaśniłam córce, o co chodzi, a sama uznałam, że przecież nie zacznę roku szkolnego od awanturowania się, bo oczywiście każdy uzna, że przesadzam.

W końcu pani Basia, katechetka, to taka miła, ciepła i „pobożna” osoba, która nie robi przecież nic złego (argument, że mam prawo do wychowania neutralnego religijnie, i właśnie dlatego nie posłałam dziecka na religię, nie jest w Polsce zrozumiały – gdybym chociaż była świadkiem Jehowy albo wyznawcą luteranizmu, to można by jakoś moją niechęć do wciskania dziecku świętych obrazków zrozumieć).

Ale teraz już wiem, że reagować trzeba od razu, bo po kilku tygodniach pani Basia się rozkręciła i publicznie odpytała moją córkę, dlaczego nie chodzi na religię (w sali pełnej dzieci – także z innych klas, które tym samym dowiedziały się o tym „wstydliwym” sekrecie).

Gdy moja (powtórzę: sześcioletnia) córka powiedziała zgodnie z prawdą (i z moim poleceniem): „Bo moja mama nie chce, żebym chodziła na religię” (a dałam jej takie polecenie, by ciężar winy przerzucić na siebie i skierować ewentualnych ciekawskich do mnie), miła pani katechetka przytuliła moją córkę i powiedziała: „Bardzo ci, dziecko, współczuję takiej matki. Ona nie kocha Boga. A ten, kto nie kocha Boga, nie pójdzie do nieba”. Kurtyna.

Czy muszę mówić, co czuła moja córka? Została publicznie upokorzona, ale co gorsza – nauczyciel mocą swojego autorytetu wygłosił negatywną opinię o jej mamie (mam nadzieję, że przynajmniej rodzice sześciolatków rozumieją ten dramat).

W wyniku mojej interwencji (bo teraz już nie czekałam), pani katechetka została wycofana ze świetlicy w godzinach, gdy przebywała tam moja córka, ale sprawa miała ciąg dalszy, bo oto dzieci przejęły pałeczkę – wiele z nich dowiedziało się, że córka nie chodzi na religię, usłyszało od katechetki, że to źle, i zaczęło się regularne dokuczanie.

Nie byłam w stanie interweniować u wszystkich rodziców tych dzieci (w większości przecież nawet nie wiedziałam, które to dzieci), więc na kilka miesięcy to ja z kolei musiałam wycofać córkę ze świetlicy (chociaż pracuję i naprawdę nie mogę odbierać dziecka o 11.30 ze szkoły).

Władza proboszcza w świeckiej szkole

Spotkałam się wprawdzie ze zrozumieniem ze strony dyrekcji, lecz jednocześnie dowiedziałam się ważnej rzeczy: dyrekcja nie ma żadnego wpływu na panią Basię, bo w sprawie pani Basi władny jest ksiądz proboszcz. Nieważne, że posłałam dziecko do szkoły publicznej (a nie katolickiej), i tak o doborze i działaniach katechetów decyduje nie dyrektor szkoły, lecz proboszcz.

Czy polska jest krajem świeckim, jeśli o dobrostanie moich dzieci niechodzących na religię decyduje ksiądz proboszcz? Przesadzam? To proszę sobie wyobrazić sytuację odwrotną – oto jakaś nauczycielka, zadeklarowana przeciwniczka Kościoła (chociaż trudno mi sobie wyobrazić, żeby w polskiej szkole ktoś miał odwagę się tak zadeklarować), bierze na środek jakieś dziecko i publicznie je zawstydza, mówiąc, że „ma złą matkę, bo ta każe mu chodzić do kościoła”.

Taka sytuacja jest oczywiście czysto hipotetyczna, a gdyby nawet miała miejsce, to wszyscy dowiedzielibyśmy się o tak skandalicznej sprawie z wiadomości i „Gościa Niedzielnego”. O sprawie pani Basi wiemy ja i dyrekcja. Nie wiedzą o niej nawet nauczyciele w szkole, bo wiem, że gdybym zaczęła o tym mówić, to ja wyszłabym na osobę, która „się znowu czepia” i tym samym udowadnia swoją niechęć do Kościoła, a przecież pani Basia to taka miła i ciepła osoba. I pobożna.

Rekolekcje – lekcje hipokryzji

O rekolekcjach napiszę, chociaż podobno jest to temat znany, chociaż mam wrażenie, że jak ktoś nie ma małych dzieci w szkole, to nie rozumie problemu. Nawet wielu moich znajomych uważa, że przesadzam, gdy pytam o zasadność rekolekcji w godzinach zajęć lekcyjnych. „Przynajmniej twoje dzieci będą miały trochę wolnego” – brzmi zwykle lekceważąca odpowiedź.

Tymczasem wygląda to tak: szkoła w ogóle nie informuje, kiedy będą rekolekcje (bo po co, jeśli wszyscy chodzą, a moje dzieci mieszczą się w granicach błędu statystycznego), więc gdy przyszłam odebrać dzieci jak zawsze o godz. 15 w poniedziałek, dowiedziałam się, że od godz. 9.30 siedzą same w świetlicy, przy czym nikt oczywiście nie zorganizował im jakichkolwiek zajęć – pani świetliczanka po prostu ich pilnowała.

A gdy 600 uczniów we wtorek wymaszerowało do kościoła na oczach mojej córki i zostawiło ją w wielkiej pustej szkole, to przypłaciła to w domu atakiem płaczu. Wiem, zaraz pojawią się wspomnienia, jak to w czasach rekolekcji „chodziliśmy w krzaczory na wino” (cytat z dyskusji na FB), ale ja mówię teraz o małych dzieciach, które narażone są na takie wykluczenie bez chwili refleksji ze strony nauczycieli, którym powierzam moje dzieci. Wychowawczyni, której zrelacjonowałam tę sytuację, była zdziwiona moją opinią w tej sprawie: „No nie, chyba aż tak źle nie było?”.

Bo za rodzica ukarzą dziecko

Mogłabym snuć opowieść – szczególnie że mamy już za sobą pierwszą komunię w klasie starszej córki. Wtedy poważnie rozważałam możliwość zabrania jej ze szkoły na dwa tygodnie (tydzień przed i tydzień po komunii), bo cała klasa razem z wychowawczynią żyła tym faktem, bo w polskiej szkole nikt już nie rozgranicza przestrzeni świeckiej od religijnej.

Kościół wszedł do szkoły, a jeśli się komuś to nie podoba, to trudno – jest w mniejszości i lepiej niech się nie odzywa, bo jego dziecko będzie miało kłopoty. Jeśli więc rodzic ma pełną świadomość, że to jego dzieci niosą największy ciężar na swoich barkach i to one pierwsze zostaną ukarane za ich wybory światopoglądowe, to zwykle roztropnie milczy.

W takim ujęciu religia w szkole jest instrumentem władzy i dominacji. Nie mam w tym względzie najmniejszych wątpliwości. Tu naprawdę nie chodzi o wiarę w Jezusa Chrystusa i krzewienie postawy chrześcijańskiej. I nie przemawiam teraz jak wróg Kościoła – przeciwnie, ciągle czekam na głos prawdziwie wierzących rodziców, którzy zaczną domagać się, by lekcje religii odbywały się w salach parafialnych, by dzieci poznawały zasady swojej wiary w odpowiedniej atmosferze blisko budynku kościoła i liturgii.

A solidarność?

Nie wiem, czy za dużo wymagam, ale – nauczona świadomą postawą katolików w innych krajach – oczekiwałabym jakiejś solidarności z wykluczonymi dziećmi. Wydaje mi się, że gdybym jako osoba głęboko wierząca posłała swoje dziecko na katechezę, to źle bym się czuła, że z mojego powodu koleżanka lub kolega moich dzieci z klasy jest wyrzucany z klasy na czas religii, jest wyśmiewany przez rówieśników i sekowany przez katechetkę.

Tymczasem zwykle słyszę w takich sytuacjach argument o wygodzie – rodzicom jest „wygodniej”, jeśli dzieci odbędą religię i rekolekcje w szkole. Na moje pytanie, czy szkoła publiczna ma obowiązek zapewnić wychowanie religijne ich dzieciom i czy przypadkiem nie jest zadaniem wierzącego rodzica odbycie rekolekcji wielkopostnych wraz ze swoim dzieckiem, zwykle nie otrzymuję odpowiedzi. „Czepiam się”.

I nieważne, że ja tylko proszę o to, by moje dziecko nie cierpiało w szkole publicznej, która nie uwzględnia potrzeb ludzi spoza Kościoła. Przecież nie krytykuję wiary innych rodziców i ich dzieci, nie domagam się, by przestali uczestniczyć w życiu religijnym, nie zakazuję im chodzić w niedzielę do kościoła. Ale i tak – poprzez sam fakt, że nie bierzemy udziału w „nieobowiązkowych” zajęciach z religii – stajemy się wrogami i wszystko, co powiemy, w takim kontekście jest ujmowane.

Tutaj przychodzi mi też do głowy pewna istotna kwestia, której w naszym monoreligijnym społeczeństwie nie zauważamy. Katolicy domagają się szacunku dla swojej wiary, ale nie potrafią okazać szacunku ludziom, którzy podjęli inne rozstrzygnięcia światopoglądowe. Osoba niewierząca (lub niedeklarująca się publicznie jako wierząca) najwyraźniej nie zasługuje na adekwatny szacunek, a jej argumenty unieważniają się z definicji. Podam najprostszy argument: „Co ci szkodzi posłać dziecko na religię?”. Taki argument zdradza, że moje decyzje światopoglądowe są śmieszne, nieważne i niepoważne, jeśli równie dobrze mogłabym posłać dzieci na religię (a z powodu jakiejś mało zrozumiałej fanaberii nie posyłam).

Co ciekawe, mało kto rozumie moją argumentację, że nie będziemy posyłać dzieci na religię „dla świętego spokoju”, jeśli sami nie praktykujemy, że chcemy żyć w zgodzie z sumieniem i nie uczyć dzieci hipokryzji i obłudy.

Stąd blisko do mojego przypuszczenia, że w wielu przypadkach religia w szkole niewiele ma wspólnego z wyznaniem wiary chrześcijańskiej, a za to łączy się z konformizmem i plemiennym rytuałem. Wielką rolę odgrywa tutaj instytucja pierwszej komunii, która jest największym elementem nacisku na rodziców małych dzieci: „Naprawdę chcesz im odebrać pierwszą komunię? (czytaj: prezenty i imprezę)”.

Dlatego chciałabym prosić wszystkich rodziców o chwilę refleksji nad pytaniem, czy szkoła to kościół. Proszę zauważyć, że nie poruszam w ogóle argumentów finansowych (a mogłabym, bo z moich podatków finansuję nauczycieli religii, na których moje państwo nie ma żadnego wpływu). I mam też prośbę, by pomyśleć o wszystkich dzieciach, które w szkole publicznej doświadczają wykluczenia, chociaż podobno Konstytucja RP gwarantuje nam wolność wyznania.

wyborcza.pl

Monika Olejnik, „Kropka nad i” TVN 24

Misiewiczgate: wielka czystka czy burza w szklance wody

13 kwietnia 2017

&Bartlomiej MIsiewicz przed Komisja PiS

&Bartlomiej MIsiewicz przed Komisja PiS (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Czy to, co dzieje się teraz, jest początkiem końca kariery Antoniego Macierewicza? To chyba niemożliwe

Co tak wzburzyło polityków PiS? Nie to, że żołnierze wołali do Bartłomieja Misiewicza: „czołem, panie ministrze!”, tylko kasa. Bartłomiej Misiewicz będzie zarabiał w Polskiej Grupie Zbrojeniowej 50 tysięcy – to ich tak wkurzyło.

Marszałek Senatu Stanisław Karczewski był w szoku. Co prawda, nie był w szoku, kiedy żołnierz trzymał parasol nad Misiewiczem, i nie był w szoku, kiedy Misiewicz dostał złoty medal „Za Zasługi dla Obronności Kraju”. Ale wtedy Misiewicz był młody, zdolny, inteligentny.

Media piszą o tej niezwykłej karierze od długich miesięcy. Jarosław Kaczyński oświadczył już w marcu, że Misiewiczowi zaszumiało w głowie. Ale niestety prezes nie ma takiej władzy, żeby usunąć kogoś od razu, za jednym zamachem. Do tego są procedury. Dopiero gdy prasa napisała o tej zawrotnej sumie, prezes zadecydował, że ten przypadek zbada specjalna komisja.

Czy to oznacza wojnę na górze? Czy Antoni Macierewicz zgodzi się na usunięcie podpory naszego bezpieczeństwa? Wszak minister obrony narodowej całkiem niedawno podczas obrad sejmowej komisji wypalił do posłów o swoim faworycie: „Wielu z was nie dorównuje mu intelektem. Od dziesięciu lat zajmuje się najważniejszymi kwestiami bezpieczeństwa i służb”.

Misiewicz pełnił różne funkcje. Był szefem gabinetu ministra obrony narodowej, rzecznikiem prasowym, pełnomocnikiem do spraw utworzenia centrum NATO, zajmował się też badaniem dezinformacji. Kiedy media źle o nim mówiły, minister się wkurzył i złożył zawiadomienie do prokuratury w sprawie oczerniania szefa gabinetu. A Kaczyński stawał się coraz bardziej bezradny.

Czy to, co dzieje się teraz, jest początkiem końca kariery Antoniego Macierewicza? To chyba niemożliwe. Jest przecież kapłanem religii smoleńskiej i ulubieńcem Tadeusza Rydzyka.

Misiewicz stał się symbolem rządów PiS. A Macierewicz?

Bartłomiej Misiewicz po spotkaniu z trzema mędrcami, Brudzińskim, Suskim i Kamińskim, powiedział dziennikarzom, że wypisuje się z PiS dla dobra partii. I przeprosił Polaków za to, że musieli oglądać „ten żenujący spektakl”. Nareszcie powiedział coś sensownego.

PS Był pełnomocnikiem szefa MON ds. utworzenia centrum eksperckiego kontrwywiadu NATO.

Zobacz: Misiewicz „odstrzelony”. Macierewicz draśnięty. Jak PiS rozegrał kryzys?

 

wyborcza.pl

 

„Bądźmy razem”. Janda zachęca do udziału w powitaniu Tuska na dworcu w Warszawie

Proszę państwa, jestem dumna, że Polska jest częścią zjednoczonej Europy. Było to marzenie pokoleń. Spełniło się – nie zmarnujmy tego. Dowiedziałam się, że 19 kwietnia przyjeżdża do Warszawy Donald Tusk, przewodniczący Rady Europejskiej, żeby stanąć tu, przed prokuraturą. Niektórzy chcą mu odebrać prawo występowania pod biało-czerwoną flagą. Byłoby dobrze, gdybyśmy przywitali go wszyscy tego dnia, zamanifestowali jedność i solidarność z Europą w jej trudnym momencie i poparli Polaka, któremu udało się zdobyć jedno z najwyższych stanowisk europejskich. Byłoby dobrze. Bądźmy razem. Składam państwu najserdeczniejsze życzenia, dobrych świąt – mówi Krystyna Janda w video opublikowanym na FB, zachęca do udziału w powitaniu Donalda Tuska na Dworcu Centralnym w Warszawie.

https://www.facebook.com >>>

 

 

Schetyna: Misiewicz jest symbolem pychy i arogancji tego rządu. Sprawa nie jest zamknięta

– Stwierdzono, że oni uważają sprawę za zamkniętą, a ona zamknięta nie jest, bo Misiewicz nie tak dawno otrzymywał państwowe odznaczenia, wcześniej został wybrany do rady politycznej PiS na wniosek Jarosława Kaczyńskiego i jest symbolem pychy i arogancji tego rządu. Bo takich misiewiczów, pisiewiczów jest dużo, dużo więcej – mówił Grzegorz Schetyna w rozmowie z Moniką Olejnik w „Kropce nad i” TVN24.

Jarosław Kaczyński za całą sprawę musi wziąć polityczną odpowiedzialność.

300polityka.pl

„W minutę”: 13 kwietnia 2017 roku

Milena Kruszniewska; montaż: Katarzyna Szczepańska

 

„Na skraju drogi graniczącj z działką Bodina stała Natasza Kowalenko lat 49, trudniąca się dupodajstwem, z mamusią Wierą lat 73”

%d blogerów lubi to: