Kaczyńscy – kontynuatorami myśli Józefa Piłsudskiego?

Kaczyńscy – kontynuatorami myśli Józefa Piłsudskiego?

Rok temu z okazji Święta Niepodległości u stóp pomnika Romana Dmowskiego w Warszawie odbyła się pamiętna ceremonia złożenia kwiatów przez Jarosława Kaczyńskiego. Zdarzenie zostało sfilmowane i robiło prawdziwą furorę na Facebooku. Prezesowi PiS towarzyszyła świta jego współpracowników, a z megafonów płynęły słodkie dla niego dźwięki: – „Panie Naczelniku, Prezes Stronnictwa Narodowego imienia Dmowskiego Romana, Ludwik Wasiak melduje Rozdroże na przyjęcie Pana Naczelnika Państwa Polskiego”.

Tak wyglądało powitanie, z jakim spotkał się na pl. Na Rozdrożu zwykły poseł polskiego Sejmu. Nie koniec na tym. Z głośników zebrani usłyszeli, że Jarosław Kaczyński jest „niekoronowanym królem polskiej polityki”. Opisywaliśmy tę historię w artykule pt. „Witaj Królu Lulu…”. Kpinom w internecie nie było końca.

W tym roku jest nie inaczej, choć całkiem poważnie. Co prawda, w Sejmie prezydent RP wygłosił okolicznościowe orędzie, ale nieco później miał miejsce uroczysty koncert galowy z okazji 150. rocznicy urodzin Józefa Piłsudskiego zorganizowany przez media skupione wokół Tomasza Sakiewicza pod patronatem prezesa PiS.

Kaczyński w koncercie udziału nie wziął, ale wystosował do uczestników list, w którym siebie i brata nazwał „kontynuatorami myśli Józefa Piłsudskiego”. Samemu naczelnikowi zbyt wielkiej uwagi nie poświęcił, skupiając się raczej na sobie i swoim bracie. Pisząc, że osoba marszałka im obu była bardzo bliska, podkreślił: – „Uważaliśmy się – w jakiejś mierze, rzecz jasna, w zasadniczo odmiennych warunkach – za kontynuatorów jego myśli”.

Prezes PiS napisał o zasługach marszałka Piłsudskiego, ale też i wskazywał na to, co po dziś dzień budzi kontrowersje: – „Przejęcie władzy siłą, doprowadzenie państwa na skraj wojny domowej jest nie do zaakceptowania. Nie sposób także nie potępić procesów brzeskich, Berezy Kartuskiej czy innych form nadużywania władzy”.

Jarosław Kaczyński znalazł jednak usprawiedliwienie dla siłowych metod rządzenia krajem: – „Słaba Rzeczpospolita wymagała po prostu uporządkowania poprzez sprawniejsze rządzenie”. Przytaczał przy tym opinię swego nieżyjącego brata, że Józef Piłsudski „początkowo wierzył w demokrację”. Porównania nasuwają się same…

koduj24.pl

W Sejmie PiS dobija sądownictwo

W Sejmie PiS dobija sądownictwo

Po ekspresowym przepchnięciu poprawek PiS-u przez sejmową komisję sprawiedliwości we wtorek w Sejmie odbyło się burzliwe II czytanie prezydenckich projektów ustaw o SN i KRS. Żaden z opozycyjnych klubów nie poprze projektów ustaw. II czytanie odbyło się w zasadzie tylko przy udziale posłów opozycji. Sala po stronie Zjednoczonej Prawicy świeciła pustkami. Fotel prezydenta też pozostał pusty.

Apel do prezydenta

Jeszcze zanim na sali plenarnej posłowie zajęli się projektem posłowie Platformy apelowali do prezydenta, aby nie pozwolił na uchwalenie ustaw w obecnym kształcie i wycofał projekty.

– Panie prezydencie, niech pan nie mówi o pojednaniu, niech pan czyni pojednanie, wycofując projekty – mówił Krzysztof Brejza na specjalnie zwołanej konferencji. I dodawał: – Czas, by był pan prezydentem pojednania i zgody narodowej.

Zbyt wiele poprawek

Debata w parlamencie rozpoczęła się od projektu o Sądzie Najwyższym, przy prawie pustych ławach rządowych. Wcześniej wnioski opozycji o odroczenie obrad i o to, by izba nie zajmowała się przepisami dotyczącymi sądownictwa na obecnym posiedzeniu, zostały odrzucone.

Projekt po przyjętych na komisji sprawiedliwości poprawkach przedstawił poseł sprawozdawca Daniel Milewski z PiS. – Polska i Polacy odzyskują swój Sąd Najwyższy – mówił – jestem dumny z tworzonego prawa.

Milewski tłumaczył, że poprawek było tak wiele, że nie „nie sposób” ich zreferować. Argumentując odrzucenie poprawek opozycji, przytoczył historię rzekomego sędziego, który pijany chodził po plaży, prosił dzieci o papierosy, a jedno z nich kopnął. Sędzia miał nie ponieść żadnych konsekwencji za swój czyn.

Suweren chce zmian

W ramach oświadczeń klubów głos jako pierwszy zabrał poseł Stanisław Piotrowicz z  PiS, który oczywiście popiera projekt ustawy. Przewodniczący komisji sprawiedliwości przytaczał dowody na to, że system sądownictwa wymaga reformy, powołując się na zdjęcia, na których widać posłów opozycji razem z byłym prezesem TK prof. Andrzejem Rzeplińskim i rzecznikiem KRS Waldemarem  Żurkiem.

– Te zdjęcia pochodzą z 17 lipca, gdy zorganizowaliśmy wysłuchanie publiczne z udziałem sędziów – pisze PO i na dowód załącza lipcowe zaproszenie na otwarte spotkanie.

Piotrowicz traci nerwy

W imieniu klubów jako pierwszy głos zabrał Robert Kropiwnicki z PO.

– Chcecie zrujnować polski wymiar sprawiedliwości – mówił Robert Kropiwnicki, krytykując m.in. rozwiązanie skargi konstytucyjnej. – To kpina, gdy prokurator stanu wojennego mówi nam o sprawiedliwości – dodał, odnosząc się do posła Piotrowicza z PiS, który jest twarzą reform.

– Dość. Miarka się przebrała – odpowiedział Piotrowicz. – Nie reagowałem dotychczas na fałszywe oskarżenia. Składam wniosek o skierowanie wystąpienia posła Kropiwnickiego do Komisji Etyki. Nigdy nikogo w stanie wojennym przed sądem nie oskarżałem. Zostałem w stanie wojennym zdegradowany – mówił.

To łamanie konstytucji

– Żeby zmieniać ustrój, trzeba mieć większość konstytucyjną, nie wystarczy 235 posłów – zaczęła swoje wystąpienie Barbara Dolniak z Nowoczesnej. – Tą ustawą część sędziów przesuwacie do innej izby, nie pytając ich, czy tego chcą, a innych kierujecie w stan spoczynku – mówiła. Dodała, że projekt jest dowodem na to, jak władza chce sobie podporządkować wymiar sprawiedliwości. Przypomniała wypowiedź posłanki Pawłowicz z komisji, która tłumaczyła, że jeden z zapisów jest sprzeczny z konstytucją, mimo to zagłosuje na niego zgodnie z linią swojego klubu.

Nowoczesna, podobnie jak PO i PSL, opowiedziała się za odrzuceniem projektu.

– Dziś stoimy przed niezależnymi sądami, a samosądami jednej partii. Uzależniliście się od władzy – mówił lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz i w swoim stylu dodał: – Mogliście stać się reformatorami polskiego sądownictwa, a jesteście jego grabarzami.

Za odrzuceniem projektu jest też Kukiz ’15.

Weta nie będzie

Po tych wypowiedziach na sejmową mównicę wszedł Paweł Mucha z Kancelarii Prezydenta i rozwiał nadzieje pokładane w prezydencie. – Weta nie będzie – powiedział. Zdaniem Pawła Muchy, ustawy są zgodne z konstytucją, są również wypełnieniem zobowiązań wyborczych prezydenta.

– Otwarci jesteśmy na merytoryczną dyskusję, jeżeli chodzi o poprawki – dodał, przenosząc odpowiedzialność za zmiany w projekcie na posłów.

Apel o rozwagę

W Sejmie głos zabrała też prof. Małgorzata Gersdorf, I Prezes Sądu Najwyższego: – Dla polskiego wymiaru sprawiedliwości i dla polskiego parlamentaryzmu jest to chwila tragiczna – mówiła.

Prof. Gersdorf zarzuciła projektom niekonstytucyjność, a poprawki wprowadzone przez PiS uważa za upartyjniające i szkodliwe.

– Oby nie przyszło wam się zmierzyć z takim rodzajem sprawiedliwości, jaki właśnie serwujecie – mówiła I Prezes SN. – Jeden z przepisów ustawy ma wyłącznie na celu spacyfikowanie niepokornych sędziów – dodała.

Sąd ma bronić obywatela

Po raz kolejny w obronie sądownictwa wystąpił też Rzecznik Praw Obywatelski Adam Bodnar. – To szczególny dzień – mówił – bez niezależnych sądów trudno mówić o przestrzeganiu praw obywatelskich.

Projektowi zarzucał niekonstytucyjność m.in. poprzez wprowadzenie wieku emerytalnego dla sędziów, skrócenie kadencji I Prezes, stworzenie izby nadzwyczajnej kontroli i spraw publicznych. – Poprawki spowodowały, że rzecznikiem Izby Dyscyplinarnej może zostać prokurator. To samo w sobie zagraża autonomii sędziowskiej – wyliczał Adam Bodnar.

Dodaje też, że poprawki prezydenta grożą rozchwianiem całego systemu.

Po przyjęciu ustaw pewnie nic się od razu nie zmieni, ale właśnie na tym polega rola sądów, że powinna bronić obywatela przed aparatem państwa. – Aparat rośnie w siłę poprzez nadawanie nowych praw służbom czy prokuraturze – mówił Bodnar.- To sąd ma bronić obywatela, ale sąd musi być niezależny.

Projekt ustawy o SN został przekazany do dalszych prac w sejmowej komisji, która miała się zebrać w czwartek rano, ale jej posiedzenie zostało przesunięte na środową noc. Jak widać, PiS-owi bardzo zależy na czasie. Komisja zajmie się także projektem zmian w projekcie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa.

II czytanie projektu o KRS

Przed 18.00 rozpoczęło się II czytanie prezydenckiego projektu nowelizacji ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa.

Podczas dyskusji o KRS Stanisław Piotrowicz poinformował, że zgłosił poprawkę, która wycofuje przepis umożliwiający grupie 25 prokuratorów, adwokatów i radców prawnych zgłaszać kandydatów do KRS.

W czasie wystąpień klubów Borys Budka z PO mówił: – Chcecie zburzyć trzeci filar, jakim jest KRS. Chcecie przywrócić czasy peerelowskie. I dodał: – Zniszczyliście edukację, służby specjalne, armię, a teraz niszczycie sądownictwo. Politycy będą decydować, kto w sądach będzie awansować – mówił poseł PO.

Poseł Platformy złożył wniosek o odrzucenie projektu o KRS.

wiadomo.co

Jutro wyjazdowe posiedzenie klubu PiS

Jutro wyjazdowe posiedzenie klubu PiS

W czwartek wieczorem odbędzie się wyjazdowe posiedzenie klubu PiS – dowiaduje się 300POLITYKA. Posłowie partii rządzącej mieli zostać o tym poinformowani SMS-em. Można przypuszczać, że jednym z tematów będzie rekonstrukcja rządu.

 

Szydło: Jeżeli po analizie okazuje się że pewne zmiany muszą być wprowadzone, to po prostu trzeba je zrobić

– Odpowiedzialnością polityczną polityków, obozu rządzącego jest wygrać kolejne wybory. Jeżeli po analizie okazuje się że pewne zmiany muszą być wprowadzone, to po prostu trzeba je zrobić. Nie chodzi o ambicje i osobiste kariery kogokolwiek z nas. Również naszą odpowiedzialność polityczną biorę ponieważ jestem wiceprezesem partii, a liderem naszej partii, główną osobą która odpowiada za to wszystko i też jest konstruktorem tego zwycięskiego obozu jest premier Kaczyński. Podkreślę że wierzę w jego doświadczenie i mądrość, natomiast mogę powiedzieć że w naszej grupie, obozie politycznym wszyscy politycy, moi koleżanki i koledzy kierują się dobrem Polski – mówiła premier Beata Szydło w TV Trwam. Jak dodała:

„Dzisiaj musimy sobie zdać jasno sprawę z tego, że wokół Polski różnego rodzaju siły, grupy wpływów chcą to robić, ale i wewnętrznie. Mądrość polityczna musi polegać na tym żebyśmy umieli te zagrożenia po prostu niwelować i realizować to do czego się zobowiązaliśmy wobec Polaków, a myśmy powiedzieli Polakom że w ciągu tych 4 lat przeprowadzimy reformę które mają zmienić Polskę, ale potrzebujemy kolejnych 4 lat conajmniej żeby te reformy się ugruntowały”

 

Szydło: Zgadzam się że za długo dyskutujemy o rekonstrukcji. Wierzę w mądrość prezesa Kaczyńskiego

– Połowa kadencji to dobry okres na podsumowanie, spojrzenie na to, co się udało, co jest do zrobienia, czy coś trzeba przemodelować. Zgadzam się z tym, że za długo o tym dyskutujemy [o rekonstrukcji]. Sama powiedziałam że rekonstrukcję się robi, a nie o niej opowiada.  Zapowiedziałam te zmiany i takie propozycje nie tylko przygotowałam, ale przedstawiłam. Faktycznie ten okres był zbyt długi i chciałabym żeby już się zakończył – mówiła premier Beata Szydło w TV Trwam. Jak dodała:

„Wierzę w mądrość prezesa Jarosława Kaczyńskiego, doświadczenie polityczne, mądrość polityczną i myślę że najważniejsze jest to, co napisałam w tym tweecie. Najważniejsza jest Polska i musimy tak zbudować zespół, drużynę żeby ona była w stanie wygrać drugą połowę meczu”

Jak podkreślała, w tej chwili wszystko musi się odbyć zgodnie ze statutem PiS.

 

Szydło o konstruktywnym wotum nieufności: To stek bzdur i kłamstw. To żałosny wniosek

– To stek bzdur i kłamstw, pomówień. Jest to wniosek żałosny. Będę o tym jutro mówić w Sejmie –  mówiła premier Beata Szydło w TV Trwam, komentując wniosek PO o konstruktywne wotum nieufności. – Polski rząd potępił i potępia przejawy antysemityzmu i faszyzmu. To manipulacja zrobiona po to żeby kolejny raz uderzyć w rząd – dodała. Jak stwierdziła szefowa rządu, to próba destabilizacji tylko dla interesu politycznego, a rząd PiS nie zamierza wyprowadzać Polski z UE.

300polityka.pl

STAN GRY: Zaremba: Możliwe, że prezes widzi Morawieckiego jako następcę, Dąbrowska: Kaczyński lubi być politycznie uwiedziony nowym pomysłem, Wroński: MM to faza gierkowska

— 26 LAT TEMU JAN OLSZEWSKI ZOSTAŁ PREMIEREM.

— DZIŚ MIKOŁAJKI I 25 DNI DO KOŃCA ROKU.

— BIZNES TRZYMA KCIUKI ZA DOBRĄ ZMIANĘ – jedynka PBhttps://www.pb.pl/sonda-900074?utm_source=twitter.com&utm_medium=sm&utm_campaign=socialtt

— MOŻLIWE, ŻE PREZES WIDZI MORAWIECKIEGO JAKO SWOJEGO NASTĘPCĘ – Piotr Zaremba w DGP: “Kaczyński zawsze chciał mieć nowoczesny rząd i tradycyjną, ręcznie sterowaną partię. Te cele nieraz zderzały się ze sobą. Jeśli Morawiecki ma być czymś więcej niż dekoracją, przebudowie ulec powinno wiele: model administrowania, polityki kadrowej i mentalność partyjnych działaczy. Możliwe, że prezes o tym myśli, ba widzi Morawieckiego jako swego następcę. Ale czy ogólnej intencji towarzyszą konkretne pomysły na zmianę? Oby”.

— ZAREMBA O RYZYKU ZAMIANY CIEPŁEJ KOBIETY NA TECHNOKRATĘ: “W grę wchodzi wiele czynników, łącznie ze stanem zdrowia prezesa. Stawka na Morawieckiego, bardziej menedżera niż polityka, jawi się jako nowoczesna. Oznacza priorytet tematów ekonomicznych i myśl o nieco innym wizerunku PiS. Widać, że Kaczyński przywiązał się do myśli o zmianie. Skoro nie może jej zrealizować sam, stawia na czyściciela niemal z zewnątrz. Ale ryzykuje niemało. Nad efektem teoretycznego otwarcia się na centrum, na klasę średnią, przeważyć może wrażanie zamiany ciepłej kobiety na oschłego technokratę”. http://forsal.pl/artykuly/1089971,rekonstrukcja-start-bedzie-premier-morawiecki.html

— MATEUSZ MORAWIECKI WYSUWA SIĘ NA PROWADZENIE – jedynka GPC.

— RZĄD PRZEŁOMU – ADRIAN STANKOWSKI W GPC ŻEGNA RZĄD SZYDŁO: “Romantyczne „chcieć to móc” wykonano  z pozytywistycznym realizmem. Osobisty wkład pani premier jest nie do przecenienia. Jeśli nowe wyzwania stojące przed Polską będą wymagały przegrupowania drużyny i zmiany ustawienia  poszczególnych zawodników, to na zawsze pozostanie pamięć o wielkim przełomie rządu Beaty Szydło”.

— FAZA GIERKOWSKA – Paweł Wroński w GW: “Można domniemywać, że nominacja Morawieckiego jest szansą (niewielką) odejścia PiS od krzykliwej, pełnej ksenofobii retoryki i narastającego autorytaryzmu. W takim scenariuszu obóz władzy zerwałby ze szkodliwym wizerunkiem Polski za granicą jako państwa, w którym narasta brunatna fala, i skoncentrował się na pragmatycznym, „gierkowskim” programie modernizacji. To oznaczałoby poprawię fatalnego wizerunku na Zachodzie i w Unii Europejskiej. Ale nie jest to pewne, bo do tej pory Morawiecki stosował w treści równie agresywną co PiS retorykę. Choć w łagodniejszej formie”.

— ZAGADKĄ ODBIÓR MM PRZEZ OPINIĘ PUBLICZNĄ – DALEJ WROŃSKI: „Mimo wszystko największą zagadką tej zmiany jest sam Mateusz Morawiecki i jego odbiór przez opinię publiczną. Jemu, w przeszłości szefowi wielkiego zagranicznego banku, trudniej będzie przekonywać społeczeństwo, że troszczy się o dobro „zwykłych ludzi” i walczy z elitami. Na razie przypomina stępkę w Stoczni Szczecińskiej, którą sam układał. Miała być wielkim promem, który wypłynie na morza i oceany, lecz na razie rdzewieje na nabrzeżu”.
http://wyborcza.pl/7,75968,22738724,mateusz-morawiecki-premierem-to-moze-byc-znak-ze-pis-wchodzi.html

— PEŁZAJĄCA REKONSTRUKCJA PRZYSPIESZYŁA – tytuł w DGP.

— O ILE SIĘ ZGODZI KOMITET POLITYCZNY PIS – Grzegorz Osiecki i Bartek Godusławski w DGP: “Kilka najbliższych dni będzie krytycznych dla przeforsowania kandydatury Morawieckiego. Nasi rozmówcy nie wykluczają, że jeśli opór okaże się zbyt duży, to Morawiecki premierem nie zostanie. Jednak wszystko wskazuje na to, że nawet wówczas los Beaty Szydło może być przesądzony. Ponadmiesięczne dyskusje o możliwej zmianie premiera podkopały jej pozycję. W takim przypadku bez względu na okoliczności do wejścia do rządu zostanie zmuszony Jarosław Kaczyński”.

— PIS DOCELOWO KIEROWAŁBY TANDEM BRUDZIŃSKI-MORAWIECKI – dalej Osiecki i Godusławski w DGP: “- PiS docelowo mógłby kierować tandemem Brudziński i Morawiecki – mówi osoba znająca kulisy ostatnich wydarzeń. – To scenariusz, który może uruchomić wojnę sukcesyjną w partii, bo gest prezesa zostanie odebrany jako jego słabość – zauważa osoba z rządu”.

— KWIECIŃSKI DO ROZWOJU, CZERWIŃSKA LUB GRUZA W MF – DALEJ DGP: “Pod nowym szefem rządu stanowiska stracą pewnie szefowa kancelarii premiera Beata Kempa i szefowa gabinetu politycznego premier Szydło Elżbieta Witek. Prawdopodobna jest wymiana szefów resortów spraw zagranicznych i środowiska. Potrzebne będą także decyzje dotyczące macierzystych resortów Morawieckiego, czyli rozwoju i finansów, które ponownie byłyby kierowane przez dwóch ministrów. W resorcie rozwoju naturalnym następcą byłby Jerzy Kwieciński, a resort finansów mogliby przejąć Teresa Czerwińska lub Paweł Gruza, co miałoby zapewniać kontrolę Morawieckiego. W grę wchodzi też pozostawienie tego resortu w kompetencjach premiera. Relacje MON z Pałacem Prezydenckim od kilku dni są w fazie gwałtownego ocieplenia, co sugeruje, że Antoni Macierewicz zostanie na stanowisku”. http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/564058,rekonstrukcja-start-premier-morawiecki.html

— KACZYŃSKI BAWI SIĘ FOTELEM PREMIERA – Magdalena Rubaj w Fakcie: “- Ziobryści po prostu oszaleli – opowiada nam polityk PiS. Cóż, niechęć Morawieckiego do Zbigniewa Ziobry (47 l.) i nawzajem, jest powszechnie znana. Politycy od Ziobry do późnych godzin nocnych dzwonili do polityków z władz PiS, by ustalić, czy Morawiecki premierem to prawda, czy tylko kolejny balon próbny prezesa. Kaczyński często to robi. Ale przecież nie tylko „ziobryści” tak zareagowali. Nie jest tajemnicą, że w PiS zdecydowanie przeważają zwolennicy pozostawienia Szydło na stanowisku. – Morawiecki jest obcym ciałem, farbowańcem! Doradzał Tuskowi, jest nagrany na taśmach w aferze podsłuchowej! I on teraz miałby być premierem? – oburza się w rozmowie z Faktem członek władz PiS”. https://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/rekonstrukcja-rzadu-czy-morawiecki-zastapi-szydlo/1p9xr5j

— KACZYŃSKI I MORAWIECKI SIĘ UZUPEŁNIAJĄ – Krzysztof Mazur: “Kaczyński i Morawiecki są dziś sobie bardzo potrzebni, gdyż wzajemnie uzupełniają swoje braki. Jeśli przezwyciężą własne ambicje, mają szansę stworzyć niezwykle skuteczny tandem łączący wysokie kompetencje zarówno w obszarze politics, jak i policy” http://jagiellonski24.pl/2017/12/05/morawiecki-i-kaczynski-moga-sie-dobrze-uzupelniac/

— PREMIER Z WROCŁAWIA – lokalna GW: “Informacja o możliwym objęciu teki premiera przez Mateusza Morawieckiego wywołała w PiS spekulacje na temat przyszłości dolnośląskich polityków współpracujących z Beatą Szydło. Wraz z nią ze stanowisk miałyby odejść np. Elżbieta Witek i Beata Kempa”. http://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,35771,22738241,premier-z-wroclawia-co-nominacja-morawieckiego-oznaczalaby.html?disableRedirects=true

— KACZYŃSKI CENI TYCH, KTÓRZY POTRAFIĄ GO POLITYCZNIE UWIEŚĆ NOWYM POMYSŁEM – Zuzanna Dąbrowska w RZ: “Antyimigracyjna histeria opadła, a innego paliwa politycznego szefowa rządu nie znalazła. Zasadnicze znaczenie miały oczywiście relacje z prezesem partii. Współpracownicy prezesa zgodnie, choć nieoficjalnie, przyznają, że Jarosław Kaczyński ceni tych, którzy potrafią go choć na chwilę „politycznie uwieść”. Zafascynować jakimś nowym pomysłem, koncepcją czy choćby celnym sformułowaniem. (…) Takiej zdolności politycznego fascynowania pani premier nie posiadła”.

— SZYDŁO TO ZRÓWNOWAŻONA KOBIETA – konkluzja Dąbrowskiej: ”Właściwie szkoda. Bo zrównoważona kobieta na czele rządu, prowadząca intensywną rodzinną politykę, byłaby dobrym emblematem dla każdego gabinetu. Za dużo mamy w polskiej polityce „machismo” i pojedynków na ostrą broń, za mało solidności i współpracy. Być może, gdyby Beata Szydło umiała zbudować sobie pozycję polityczną, nie musiałaby uciekać się do emocjonalnych apeli i pouczania Europy. Nie zostałaby zmuszona do przełykania bardzo gorzkich pigułek upokorzenia ze strony kolegów-ministrów. Kto wie, może nawet kiedyś mogłaby zostać prezesem?” http://www.rp.pl/Rzecz-o-polityce/312059896-Dabrowska-Pani-premier-nie-zostanie-prezesem.html

— KATARZYNA LUBNAUER O ALERGII NA ZO: “Nie będę hamulcową maksymalnie szerokiej koalicji, w której wszystkie podmioty zachowują tożsamość. Dalej mam alergię na hasło „zjednoczona opozycja”, ale mam bardzo dużą chęć powołania jak najszerszej koalicji i stworzenia jak najsilniejszej opozycji, która będzie w stanie zwyciężać w wyborach”. http://wyborcza.pl/7,75398,22737224,katarzyna-lubnauer-dalej-mam-alergie-na-haslo-zjednoczona.html

— BISKUPI O PALENIU ŚMIECI: “Palisz śmieci albo plastik? Łamiesz przykazanie „Nie zabijaj” http://www.gazetakrakowska.pl/polska-i-swiat/a/arcybiskup-palisz-smieci-albo-plastik-lamiesz-przykazanie-nie-zabijaj,12738311/

— ADAM SZOSTKIEWICZ O FRAZESACH PREZYDENTA: “Prezydent Andrzej Duda na swoje przemówienie w dniu urodzin Józefa Piłsudskiego nie zaprosił dwoje żyjących w Polsce wnuków marszałka. Trudno o lepsze podsumowanie tego orędzia”. https://szostkiewicz.blog.polityka.pl/2017/12/05/frazesy-prezydenta/?nocheck=1

— BEZ PREZYDENCKIEJ USTAWY BANKOWCY NIE ZACHĘCAJĄ DO PRZEWALUTOWYWANIA FRANKOWYCH KREDYTÓW – Anna Popiołek w GW.

300polityka.pl

Cóż, nie skorzystał.. Manuela! 💪🏻

„Cały Sejm otoczony policją”

„Cały Sejm otoczony policją”

„Wszędzie radiowozy na kogutach i setki uzbrojonych policjantów. Każde wejście do Sejmu fizycznie zastawione radiowozem. Kaczyński naprawia sądy” – napisał dziś na Twitterze poseł PO Bartosz Arłukowicz. Dołączył też kilka fotografii, na których widać wiele radiowozów, które stanęły wokół Sejmu.

„Demokracja też pilnowana jest od tyłu” – dodał poseł PO i umieścił zdjęcie sejmowego parkingu, zajętego przez policyjne auta.

Och, Wiejska.

Na Twitterze pojawiły się też inne wpisy na ten temat.

„To już nie jest zamknięty Sejm. To jest uzbrojona, gotowa na szturm i oblężenie twierdza” – skomentował Michał Mostowy z KOD.

„Sejm zabarykadowany jak za PRL. Taki symboliczny prezent dla Narodu na 150 rocznicę urodziny Piłsudskiego i inaugurację debaty o 100-leciu niepodległości Polski” – napisał dziennikarz „Rzeczpospolitej” Jacek Nizinkiewicz.

„Przypadkowa zbiórka obrońców demokracji”.

Z tyłu Sejmu też.

Przed Sejmem zgromadzili się Obywatele RP, protestując przeciwko reformie sądownictwa autorstwa PiS i zmianom w ordynacji wyborczej.

„Nasze dzisiejsze działania to działania ostrzegawcze. Ustawy o sądownictwie to podeptanie Konstytucji i liczymy, że nie zostaną przyjęte. Przecież Andrzej Duda nie musi ich podpisywać” – powiedział „GW” Paweł Kasprzak, lider Obywateli RP. Działacze zapowiadają na piątek blokadę wyjazdu z Sejmu.

Dziennikarka Faktu i Onetu Agnbieszka Burzyńska oraz Tomasz Lis piszą o tym, co się dzieje w Sejmie.

Zawiązuje się pełna dyktatura.

Koduj24.pl

Mateusz Morawiecki – dekonstruktor rządu PiS

Mateusz Morawiecki - dekonstruktor rządu PiS

Ta dwumiesięczna karuzela rekonstrukcyjna wygląda na dekonstrukcję.

Za mojej pamięci obecna rekonstrukcja rządu jest najdłużej trwającą, bo aż dwa miesiące. Raz miało być tak, że Beata Szydło zostaje, tylko rekonstruuje się rząd, ewakuują się jacyś ministrowie. Drugim razem Szydło zastępuje prezes Kaczyński. A najnowsza wieść niesie, że Mateusz Morawiecki zostanie premierem.

Ta dwumiesięczna karuzela rekonstrukcyjna wygląda na dekonstrukcję. Pod względem pijarowskim rozegrana została jednak po mistrzowsku. Wynajęte pijarowskie służby PiS ma w porządku („w porzo” – jak mówi młodzież). Szydło odchodzi – to jest pewnik. Czekamy na rytuał Rady Politycznej PiS, który polega na tym, że prezes powie, a rada zatwierdzi. Więc rada odbywa się w głowie prezesa, tam umiejscowiony jest rzeczywisty pisowski kraj rad.

Nowym premierem zostanie Morawiecki, choć z prezesem nic nie wiadomo. Kot nie zrobi do kuwety albo Błaszczak nie trafi z donosem w odpowiednie ucho – i klops. Dekonstrukcja rządu będzie inna niż zapowiadana za pięć dwunasta. Wszystkiego można się spodziewać po człowieku, który nie panuje nad emocjami i wypluwa z siebie w chwilach kryzysu: kanalie i mordy zdradzieckie.

Co znaczy Morawiecki? Może być to ostatni premier PiS, bo Kaczyński nie będzie już mógł wymienić jego nawet na siebie. Po pierwsze, prezes jest coraz starszy i widać gołym okiem, że fizycznie nie wytrzymuje. A po wtóre, Morawiecki był trzymany w odwodzie jako „brylant PiS” – największa wartość tej partii nie tylko z tytułu, iż był prezesem dużego banku, lecz przede wszystkim jako jedyny w rządzie, który jest jakimś fachowcem. Reszta ministrów spełnia specjalne misje prezesa, a nawet jest specjalnej troski. Do tych ostatnich należy Jan Szyszko i Antoni Macierewicz, fenomen w dewastacji podległej mu działki.

Morawiecki nie ma zaplecza politycznego w PiS, co jest wygodne dla prezesa, lecz przez dwa lata budował osobne zaplecze, które rekrutuje się z miejsc jego poprzedniej pracy. Współpracownicy Morawieckiego więc zostawali pisowcami, bynajmniej nie z tytułu ideowości.

W tej kwestii Morawiecki prezentuje się jako endek, ale to może być zwodnicza ocena. Przede wszystkim jest to syn tatusia Kornela, nie miał do tej pory powodów, aby wyrwać się spod jego skrzydeł. Teraz będzie okazja. Czy z tego skorzysta? Jego sylwetka humanistyczno-duchowa jest bardzo uboga. Nieprzypadkowo mówił o lekturach Karola Maya (Winnetou) i Sienkiewicza. Bo Morawiecki tylko to czytał z literatury pięknej. Niestety, są to lektury wieku młodzieńczego i starczego.

Morawiecki w istocie jako człowiek nie dojrzał, nie jest w pełni ukształtowany. Jego życie zawodowe poddane było logice korporacji, dobrze w niej się czuł, miał do tego talent. To jednak niewiele znaczy.

Być premierem to znaczy radzić sobie w warunkach ekstremalnych, survivalowych. Rząd – przy wszystkich jego ograniczeniach – jest zupełnie czym innym niż korporacja, niż bank, w których trzeba opanować rozpychanie się łokciami i power pointy przedstawiać jako wizje.

Wartość Morawieckiego została niejako zweryfikowana, gdy doradzał rządowi Donalda Tuska (doradzał – to słowo na wyrost). Jacek Rostowski niespecjalnie go cenił, bo zna bankierów. W tym sensie Morawiecki nie uzyskał zbyt wysokiej oceny, jest to zatem brylant PiS ze skazą.

Morawiecki z miejsca wejdzie w konflikt z Andrzejem Dudą. Prezes PiS „przeznaczył” sprawy międzynarodowe zapleczu Dudy, a Morawiecki zostaje premierem także z tego powodu, aby podreperować reputację Polski na zewnątrz, szczególnie w Unii Europejskiej i NATO. Poświęcenie Macierewicza nie wystarczy (obecny mister obrony zostanie z pewnością zrekonstruowany).

Podsumowując: Morawiecki jest wyzwaniem dla Kaczyńskiego. Syn Kornela nie będzie chodził na pasku, jak Szydło. Prezes z tym się nie pogodzi, na pewno nie pogodzi się jego zaplecze. Wbrew pozorom wchodzimy w jeszcze większe turbulencje niż za rządu Szydło.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

wygrali wybory, są więc zbędni

Wielki test Romana Giertycha dla Jacka Kurskiego

Wielki test Romana Giertycha dla Jacka Kurskiego

Na Facebooku pojawił się list otwarty Romana Giertycha do Jacka Kurskiego. Były wicepremier prosi, by prezes TVP zdecydował o emisji kampanii reklamowej książki autorstwa mecenasa, w której przypomina on, że prezes TVP „został uznany za kłamcę przez Sąd Apelacyjny w Gdańsku”.

– „Drogi Jacku! Przed Tobą wielki test. Wydawnictwo, które wydało moją książkę „Kronika Dobrej Zmiany” zwróciło się do TVP o emisję kampanii reklamowej. Pozornie w spocie reklamowym zawarta jest dla Ciebie treść niekorzystna, gdyż przypominam o orzeczeniu Sądu Apelacyjnego w Gdańsku w sporze pomiędzy nami, który uznał Cię za kłamcę. Jednakże spójrz na to z innej strony i proszę Cię, opublikuj te reklamy” – napisał Giertych na Facebooku.

Mecenas przekonuje, że przecież i tak społeczeństwo odbiera treści TVP na opak, więc Kurski może tylko zyskać na emisji tej reklamy i daje przykłady: – „Jeżeli TVP mówi o „pakiecie demokratycznym dla opozycji” to chodzi o to, aby posłowie stulili mordy i siedzieli cicho. (…) Jeżeli TVP mówi o uzbrajaniu armii, to właśnie się rozbrajamy. Jeżeli TVP donosi o zwycięstwie dyplomatycznym, to właśnie nasza premier wraca ze łzami w oczach, gdyż nawet Węgry zdradziły” – dowodzi Roman Giertych.

Były wicepremier zwraca uwagę Kurskiemu, że dalsze przykłady można mnożyć. – „Zobacz, jaki sprytny plan mam dla Ciebie. Jeżeli puścisz w TVP (dlaczego tylko TVN ma brać pieniądze?) moją kampanię reklamową, w której przypominam, że jesteś kłamcą, to co ludzie pomyślą? Że jesteś najprawdomówniejszym z ludzi! I tym sposobem przechytrzysz wszystkich!” – radzi Roman Giertych.

koduj.24.pl

Morawiecki – dekonstruktor rządu PiS

Za mojej pamięci obecna rekonstrukcja rządu jest najdłużej trwająca, bo aż dwa miesiące. Raz miało być tak, że Beata Szydło zostaje, tylko rekontruuje się rząd, ewakuują jacyś ministrowie. Drugim razem Szydło zastępuje prezes Kaczyński. A najnowsza wieść niesie, że Mateusz Morawiecki zostanie premierem.

Ta dwumiesięczna karuzela rekonstrukcyjna wygląda na dekonstrukcję. Pod względem pijarowskim rozegrana została jednak po mistrzowsku. Wynajęte pijarowskie służby PiS ma w porządku (” w porzo” – jak mówi młodzież). Szydło odchodzi – to jest pewnik. Czekamy na rytuał Rady Politycznej PiS, który polega na tym, że prezes powie, a rada zatwierdzi. Więc rada odbywa się w głowie prezesa, tam umiejscowiony jest rzeczywisty pisowski kraj rad.

Nowym premierem zostanie Morawiecki, choć z prezesem nic nie wiadomo. Kot nie zrobi do kuwety, albo Błaszczak nie trafi z donosem w odpowiednie ucho – i klops. Dekonstrukcja rządu będzie inna niż zapowiadana za pięć dwunasta. Wszystkiego można się spodziewać po człowieku, który nie panuje nad emocjami i wypluwa z siebie w chwilach kryzysu: kanaliami i mordami zdradzieckimi.

Co znaczy Morawiecki? Może być to ostatni premier PiS, bo Kaczyński nie będzie już mógł wymienić jego nawet na siebie. Po pierwsze, prezes jest coraz starszy i widać gołym okiem, że fizycznie nie wytrzymuje. A po wtóre, Morawiecki był trzymany w odwodzie, jako „brylant PiS” – największa wartość tej partii nie tylko z tytułu, iż był prezesem dużego banku, lecz przede wszytkim jako jedyny w rządzie, który jest jakimś fachowcem, reszta ministrów spełnia specjalne misje prezesa, a nawet jest specjalnej troski. Do tych ostatnich należy Jan Szyszko i Antoni Macierewicz, fenomen w dewastacji podległej mu działki.

Morawiecki nie ma zaplecza politycznego w PiS, co jest wygodne dla prezesa, lecz przez dwa lata budował osobne zaplecze, które rekrutuje się z miejsc jego poprzedniej pracy. Współpracownicy Morawieckiego więc zostawali pisowcami, bynajmniej nie z tytułu ideowości.

W tej kwestii Morawiecki prezentuje się jako endek, ale to może być zwodnicza ocena. Przede wszystkim jest to syn tatusia Kornela, nie miał do tej pory powodów, aby wyrwać się spod jego skrzydeł. Teraz będzie okazja. Czy z tego skorzysta? Jego sylwetka humanistyczno-duchowa jest bardzo uboga. Nieprzypadkowo mówił o lekturach Karola Maya (Winnetou) i Sienkiewicza. Bo Morawiecki tylko to czytał z literatury pieknej. Niestety, są to lektury wieku młodzieńczego i starczego. Morawiecki w istocie jako człowiek nie dojrzał, nie jest w pełni ukształtowany. Jego życie zawodowe poddane było logice korporacji, dobrze w niej się czuł, miał do tego talent. To jednak niewiele znaczy.

Być premierem, to znaczy radzić sobie w warunkach ekstremalnych, survivalowych. Rząd – przy wszystkich jego ograniczeniach – jest zupełnie czym innym niż korporacja, niż bank, w których trzeba opanować rozpychanie się łokciami i power pointy przedstawiać jako wizje.

Wartość Morawieckiego została niejako zweryfikowana, gdy doradzał rządowi Donalda Tuska (doradzał – to słowo na wyrost), Jacek Rostowski niespecjalnie go cenił, bo zna bankierów. W tym sensie Morawiecki nie uzyskał zbyt wysokiej oceny, jest to zatem brylant PiS ze skazą.

Morawiecki z miejsca wejdzie w konflikt z Andrzejem Dudą. Prezes PiS „przeznaczył” sprawy miedzynarowe zapleczu Dudy, a Morawiecki zostaje premierem także z powodu, aby podreperować reputację Polski na zewnątrz, szczególnie w Unii Europejskiej i NATO. Poświęcenie Macierewicza nie wystarczy (obecny mister obrony zostanie z pewnością zrekonstruowany).

Podsumowując: Morawiecki jest wyzwaniem dla Kaczyńskiego. Syn Kornela nie będzie chodził na pasku, jak Szydło. Prezes z tym się nie pogodzi, na pewno nie pogodzi się jego zaplecze. Wbrew pozorom wchodzimy w jeszcze większe turbulencje niż za rządu Szydło.

Rostowski w mocnych słowach o „wielkim projekcie PiS”. „To widać we wszystkich działaniach”

tomjak, 06.12.2017

Były minister finansów Jacek Rostowski

Były minister finansów Jacek Rostowski (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Mateusz Morawiecki premierem w miejsce Beaty Szydło. Taka informacja pojawiła się przy okazji zapowiadanej przez PiS, spodziewanej na dniach rekonstrukcji rządu.

O tym, jakim premierem byłby obecny minister finansów, Maciej Głogowski rozmawiał z Jackiem Rostowski, premierem i ministrem finansów w czasie, gdy Morawiecki był jednym z członków Rady Gospodarczej, instytucji doradczej rządów Donalda Tuska.

Pytany o wkład Morawieckiego w działanie Rady, Rostowski stwierdził, że choć znał go osobiście, nie zauważył jego wkładu intelektualnego czy politycznego w sensie polityki gospodarczej. – Jesienią 2008 roku, gdy zaczął się światowy kryzys finansowy, Mateusz Morawiecki, który był wówczas prezesem banku, znalazł się wśród tych, którzy doradzali, by za wszelką cenę rząd gwarantował depozyty na rynku międzybankowym. Uważałem to za bardzo niebezpieczne dla budżetu, za to bardzo korzystne dla banków. Na całe szczęście okazało się, że to było niepotrzebne, bo Polska była przygotowana na kryzys – dodał Rostowski.

„Morawiecki hochsztaplerem? Raczej fantastą”

Od dwóch lat Morawiecki jest ministrem rozwoju, a od niedawna także ministrem finansów. – Zawsze się cieszę, gdy osoby, które chociaż liznęły gospodarki, są na ważnych stanowiskach – skomentował to były premier. – Mateusz Morawiecki na pewno jej liznął, wiemy, że ma smykałkę, że jest historykiem. Nie jestem za to pewien, czy on naprawdę ma tę umiejętność analityczną, która idzie w parze z tym, że ktoś jest ekonomistą. Na pewno wiele szczegółów praktycznego działania sektora finansowego zna – dodał polityk.

Rostowski odniósł się też do słów Ryszarda Petru, który powiedział we wtorek, że  Morawiecki jest hochsztaplerem gospodarczym. – Ja bym raczej powiedział, że jest fantastą – podkreślił Rostowski. Wyjaśniał, że jest to dla niego martwiące.

To jet moment, w którym Polska powinna budować odporność, tworzyć rezerwy na przyszłe możliwe szoki, recesje i kryzysy. Polska tego nie robi.

Wielki cel Kaczyńskiego

Rostowski mówił też o wydarzeniach, dotyczących zmian w ustawie o sądach, KRS czy zmian w  ordynacji wyborczej. – Nie mamy tu do czynienia z kwestią tylko wygrania następnych wyborów. Mamy do czynienia z zupełnie bezprawną zmianą ustroju politycznego – powiedział.

To jest projekt PiS, którego nie nazywają już IV RP, choć de facto nią jest. To osłabienie wszystkich niezależnych instytucji, które są podstawą tego szybkiego rozwoju Polski przez ostatnich 30 lat.

– To wielki projekt Jarosława Kaczyńskiego. Zrobić taki system, w którym PIS więcej wyborów nie przegra. To jest ten wielki cel – podkreślił były premier. Na sugestię, że to bardzo poważny zarzut, odpowiedział: – Jestem w stu procentach przekonany, że taka jest intencja. To widać we wszystkich działaniach PiS, szczególnie w sprawie przejęcia Sądu Najwyższego – powiedział Rostowski.

Cała rozmowa w podkaście

„W interesie Polski nie leży sytuacja, w której jesteśmy pokłóceni ze wszystkimi sąsiadami na wschodzie”

http://www.gazeta.tv/plej/19,115170,22673247,video.html

tok fm

Donald Tusk wspiera zatrzymanego gen. Piotra Pytla

Donald Tusk wspiera zatrzymanego gen. Piotra Pytla

Wielkim oburzeniem zareagowała opozycja na wieść o zatrzymaniu dziś rano przez Żandarmerię Wojskową byłego szefa SKW generała Piotra Pytla. Były minister obrony Tomasz Siemoniak oświadczył, że Platforma złoży wniosek o zwołanie nadzwyczajnych posiedzeń sejmowych komisji w tej sprawie.

Warszawska prokuratura postawiła generałom Piotrowi Pytlowi i Januszowi Noskowi zarzuty przekroczenia uprawnień funkcjonariusza publicznego wskutek podjęcia kontaktów ze służbą obcego państwa, a dokładnie – rosyjską FSB, czyli Federalną Służbą Bezpieczeństwa. Przewodniczący Rady Europejskiej, były premier Donald Tusk napisał dziś na Twitterze: – „Jestem dumny, że jako premier mogłem współpracować z generałami Pytlem i Noskiem. Byli i są wzorem odpowiedzialności, patriotyzmu i honoru”.

„Generał Piotr Pytel jest uczciwym oficerem, który w warunkach zagrażających nieraz życiu i zdrowiu służył Rzeczpospolitej Polskiej. Takie jego traktowanie w tej chwili jest haniebne. Ci, którzy tak właśnie działają, poniosą odpowiedzialność” – komentował były szef MON, poseł PO Tomasz Siemoniak.

– „Dziś jest to generał Pytel, jutro może być z każdy z państwa” – mówił w Sejmie Siemoniak. Odnosząc się do sobotniego reportażu w TVN 24, powiedział: – „Trudno nie wiązać tych decyzji z ostatnimi doniesieniami mediów na temat degradowanej i prześladowanej przez ludzi Macierewicza major Magdaleny E.”. Była funkcjonariuszka kontrwywiadu wojskowego Magdalena E., która służyła w Afganistanie i rozpracowywała rosyjskich szpiegów, badała między innymi, czy tłumaczka z otoczenia Antoniego Macierewicza współpracowała z rosyjskim wywiadem. Siemoniak zaapelował o jak najszybszą dymisję Macierewicza i całego rządu.

Zdaniem posła Marcina Kierwińskiego z PO, „służby specjalne, wykorzystywane są w prywatnej wojnie Macierewicza; Antoni Macierewicz jest wielkim szkodnikiem dla polskiej armii. Żądamy wreszcie wyjaśnień, żądamy reakcji od najważniejszych osób w państwie” – ocenił poseł PO. Jego kolega partyjny Cezary Tomczyk przekonywał z kolei, że „jest zagrożone bezpieczeństwo państwa. Szef MON Antoni Macierewicz przez niszczenie polskiej armii, pozbawił się honoru, powinien trafić na śmietnik historii” – mówił.

koduj24.pl

Genialne podsumowanie. Ukłon dla

Coś niesamowitego Najpierw chamidło obdziera Polaków z godności mianując strażnikami Konstytucji idiotkę, tajniaka i resztę nielegalnych dublerów, robi to nocami jak złodziej bojący się że go ktoś zobaczy a teraz pieprzy o pojednaniu… Mordercy z ofiarą?

Radio Maryja – katolicka ortografia w twoim twitterze.

Premier Morawiecki? „Jeśli zostanie szefem rządu, nie będzie się bił o breloczki”

Mateusz Morawiecki ma być szefem rządu, o ile zgodzi się komitet polityczny PiS. To jeszcze niepewne.

W ciągu tygodnia prezes PiS trzykrotnie spotkał się z wicepremierem Mateuszem Morawieckim. Decyzję o tym, że to on miałby zmienić Beatę Szydło w fotelu w Al. Ujazdowskich, Kaczyński podjął w poniedziałek i ogłosił ją wieczorem na spotykaniu z politykami partii. Tam nie ma wątpliwości, że prezes jest zdeterminowany, by taką koncepcję przeforsować, choć zastrzegał, że ostateczna decyzja musi być podjęta przez Komitet Polityczny PiS. Potwierdziła to wczoraj Beata Mazurek. Komitet powinien zebrać się w najbliższych dniach. Choć część polityków sugeruje, że jeśli opór przeciw tej decyzji będzie silny, to może ona nie wejść w życie.

Wymiana premiera oznacza formalnie wymianę całego rządu, bo zgodnie z konstytucją prezydent powołuje i odwołuje w takim przypadku pełen skład Rady Ministrów. Co do nowych członków rządu Mateusz Morawiecki będzie musiał mieć akceptację prezesa PiS, można się też spodziewać, że część ministrów Morawiecki po prostu będzie musiał zaakceptować, bo stawia na nich Kaczyński.

Pod nowym szefem rządu stanowiska stracą pewnie szefowa kancelarii premiera Beata Kempa i szefowa gabinetu politycznego premier Szydło Elżbieta Witek. Prawdopodobna jest wymiana szefów resortów spraw zagranicznych i środowiska. Potrzebne będą także decyzje dotyczące macierzystych resortów Morawieckiego, czyli rozwoju i finansów, które ponownie byłyby kierowane przez dwóch ministrów. W resorcie rozwoju naturalnym następcą byłby Jerzy Kwieciński, a resort finansów mogliby przejąć Teresa Czerwińska lub Paweł Gruza, co miałoby zapewniać kontrolę Morawieckiego. W grę wchodzi też pozostawienie tego resortu w kompetencjach premiera. Relacje MON z Pałacem Prezydenckim od kilku dni są w fazie gwałtownego ocieplenia, co sugeruje, że Antoni Macierewicz zostanie na stanowisku.

Decyzja prezesa PiS, by premierem został Mateusz Morawiecki, oznacza zmianę koncepcji rekonstrukcji. Do tej pory jednym z powodów zmiany premiera miało być to, że Beata Szydło dla większej części ministrów przestała być autorytetem i szukali rozstrzygnięcia sporów na Nowogrodzkiej. Stąd decyzje w rządzie nie zapadały lub zapadały po interwencji szefa partii. Zmiana miała polegać na tym, że autentyczny lider obozu prawicy wchodzi do rządu. Powierzenie Morawieckiemu kierowania rządem to faktycznie nie zmiana, a odświeżenie dotychczasowego modelu władzy, w którym strategiczne decyzje podejmowane są na Nowogrodzkiej, a rząd ma się zająć administrowaniem i kreowaniem polityki gospodarczej. Architektura władzy zostaje taka, jaka była, a Jarosław Kaczyński liczy zapewne, że Morawiecki okaże się zręcznym negocjatorem sporów między ministrami.

Wstrzymanie się Kaczyńskiego z wejściem do rządu i nominacja Morawieckiego w części PiS jest traktowana jako wyznaczenie przez prezesa następcy. – PiS docelowo mógłby kierować tandemem Brudziński i Morawiecki – mówi osoba znająca kulisty ostatnich wydarzeń. – To scenariusz, który może uruchomić wojnę sukcesyjną w partii, bo gest prezesa zostanie odebrany jako jego słabość – zauważa osoba z rządu.

W partii spodziewany awans wicepremiera nie został przyjęty jednomyślnie. Są zwolennicy takiego rozwiązania, jak poseł Artur Soboń. – Jarosław Kaczyński ma dobry ogląd całości i potrafi wyciągać właściwe wnioski personalne. Nie mam obaw, że nastąpi sondażowe tąpnięcie, o czym mówią przeciwnicy zmian – mówi poseł PiS.

Kandydaturą nie są zachwyceni członkowie zakonu PC, którzy chcieli, by to prezes wszedł do rządu. Co zrozumiałe, nie budzi też ona zachwytu wśród polityków związanych z Beatą Szydło. – To nie jest dobra kandydatura. Pani premier świetnie pełni funkcje – mówi jeden z ministrów. Entuzjastą zmiany nie jest też Zbigniew Ziobro, dla którego Morawiecki to potencjalny rywal. Krytyczne głosy pojawiały się wśród wyborców PiS oraz sympatyzujących z prawicą publicystów. Piotr Semka wprost napisał na Twitterze, że elektorat PiS chce jako premiera Beaty Szydło, a nie Mateusza Morawieckiego.

Te obawy mają rozproszyć trzy argumenty. Zwolennicy zmiany liczą na to, że nowy premier będzie lepiej poruszał się na arenie międzynarodowej, zwłaszcza w Brukseli. – To istotne ze względu na zaogniające się relacje Polski z Komisją Europejską czy startujące za chwilę negocjacje nowej perspektywy finansowej UE po 2020 r. – mówi nasz informator. I zwraca uwagę, że wicepremier budował przez ostatni rok relacje w USA tak z przedstawicielami międzynarodowych instytucji finansowych, jak i administracji Donalda Trumpa.

Morawiecki ma też być premierem wygodnym z punktu widzenia prezesa Kaczyńskiego. Nie ma i nie tworzy własnej frakcji w partii, otacza się głównie ludźmi, których zna ze swojej aktywności na stanowisku prezesa BZ WBK. To sprawia, że będzie lojalny wobec kierownictwa politycznego PiS i gwarantuje neutralność wobec koterii.

Nasze źródła podkreślają, że nowe otwarcie powinno nadać gabinetowi dynamikę, której brakowało w ostatnich miesiącach. Blokada dla części projektów szczególnie dotknęła właśnie odpowiadającego za politykę gospodarczą Morawieckiego. Wdrażanie jego Konstytucji biznesu ciągnęło się rok i dopiero w drugiej połowie listopada – na fali rekonstrukcyjnych spekulacji – zostało przyjęte przez rząd. Projekt pracowniczych planów kapitałowych też dostał zielone światło niedawno.

Nasi rozmówcy z otoczenia wicepremiera wskazują, że jego objęcie stanowiska szefa rządu nie oznacza rewolucji w zarządzaniu spółkami Skarbu Państwa. W ostatnich miesiącach Morawiecki stracił wpływ na PZU, a co za tym idzie na Alior Bank i Bank Pekao, które kontroluje ubezpieczyciel. Źródła DGP przypominają, że tajemnicą poliszynela w PiS jest, że spółki te znalazły się w nieoficjalnym nadzorze ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. – Repolonizacja Banku Pekao to też sukces Morawieckiego, ale jeśli zostanie premierem, nie będzie się bił o breloczki. Są ważniejsze sprawy – przekonuje nasz informator.

Kilka najbliższych dni będzie krytycznych dla przeforsowania kandydatury Morawieckiego. Nasi rozmówcy nie wykluczają, że jeśli opór okaże się zbyt duży, to Morawiecki premierem nie zostanie. Jednak wszystko wskazuje na to, że nawet wówczas los Beaty Szydło może być przesądzony. Ponadmiesięczne dyskusje o możliwej zmianie premiera podkopały jej pozycję. W takim przypadku bez względu na okoliczności do wejścia do rządu zostanie zmuszony Jarosław Kaczyński.

dziennik.pl

Morawiecki premierem? Wbrew pozorom oznacza to zaostrzenie kursu przez PiS

Wydaje się, że scenariusz z nominacją na premiera Mateusza Morawieckiego prezes PiS Jarosław Kaczyński ułożył już kilka miesięcy temu. Były też inne koncepcje obsadzenia fotela szefa rządu, ale ostatecznie pomysł na awansowanie wicepremiera zwyciężył. Wbrew pozorom premierostwo Morawieckiego wcale nie oznacza złagodzenia kursu. Wręcz przeciwnie.

To, że misja Beaty Szydło na stanowisku premiera zmierza do końca wydawało się jasne od kilku miesięcy. Jak wielokrotnie pisaliśmy w „Newsweeku” prezesa PiS męczyła m.in. mała decyzyjność szefowej rządu, brak asertywności, energii we wprowadzaniu zmian, wreszcie posłuchu wśród ministrów. Czarę przepełnił konflikt na linii Szydło – Andrzej Duda, o którym prezes wiedział i który rozgrywał.

Wiele wskazuje też na to, że Jarosław Kaczyński miał przygotowane co najmniej dwa scenariusze roszady na stanowisku premiera. Pierwszy, który do niedawna wydawał się się bardziej prawdopodobny zakładał, że na czele rządu stanie sam prezes PiS. Drugi zastąpienie Szydło Morawieckim, co, jak podaje „Rzeczpospolita”, ma nastąpić już w przyszłym tygodniu.

Prezes PiS dzieli i rządzi

Wybór konkretnego rozwiązania zależał do tego jaki kierunek wybierze Kaczyński na drugą połowę kadencji. I wbrew powszechnej opinii wskazanie na Morawieckiego prawdopodobnie oznacza zaostrzenie kursu przez ekipę „dobrej zmiany”.

Michał Krzymowski, dziennikarz „Newsweeka” i autor najnowszej biografii prezesa PiS tak tłumaczył manewr z Morawieckim w roli głównej: Paradoksalnie jedyną szansą dla wicepremiera [na objęcie teki szefa rządu – przyp. red.] jest obranie radykalnego kursu przez PiS. – Prezes […] chce dokończyć zmiany w sądownictwie i przeforsować dekoncentrację mediów. Jeśli nie ustąpi, pójdzie na wojnę z Brukselą i zadrażni relacje z Waszyngtonem. Czy Szydło będzie umiała odeprzeć presję zagranicy? Czy uspokoi rynki, inwestorów? Wystąpi w BBC czy CNN i udzieli wywiadu po angielsku? Nie, w tej ekipie może o zrobić tylko Morawiecki. Jego premierostwo będzie możliwe tylko wtedy, gdy prezes będzie potrzebował kogoś do uspokojenia sytuacji zagranicą – mówił we wrześniu polityk PiS zbliżony do Nowogrodzkiej.

Morawiecki w kancelarii premiera

Paradoksalnie jedyną szansą dla wicepremiera [na objecie teki szefa rządu – przyp red.] jest obranie radykalnego kursu przez PiS.

Ulubiony Morawiecki prezesa

Postawienie byłego prezesa banku BZ WBK na czele rządu to dla Kaczyńskiego także gwarancja pełnej kontroli nad Radą Ministrów. Najprawdopodobniej jeszcze większa niż w przypadku Szydło. Morawiecki nie ma żadnego partyjnego zaplecza i już kilkukrotnie dawał się politycznie ogrywać Szydło, także nieuchodzącej za mistrzynię układanek.

Tak było choćby podczas jesiennego forum ekonomicznego w Krynicy, gdzie Morawiecki czekał na przyznanie mu nagrody Człowieka Roku, a obecna szefowa rządu w kuluarowych rozmowach zbierała poparcie i to ona ostatecznie zdobyła prestiżowe wyróżnienie.

„Krynica to nie pierwsza porażka wicepremiera. Morawieckiemu brakuje politycznego doświadczenia i od kilkunastu miesięcy regularnie płaci za to rachunki – w relacjach z prezesem PiS, szefową rządu i ministrem sprawiedliwości” – pisaliśmy w „Newsweeku”.

POLITYK PIS
Premierostwo Morawieckiego będzie możliwe tylko wtedy, gdy prezes będzie potrzebował kogoś do uspokojenia sytuacji zagranicą 

Tak było też pod koniec sierpnia gdy podczas rady ministrów wicepremier dał się wciągnąć w polemikę podczas prac nad ustawą utrudniającą wydawanie dzieci za granicę (chodziło głównie o spory rodziców, z których jedno jest obcokrajowcem). Pomysł nie budził kontrowersji i pociągał niewielkie koszty – ot, kilkanaście etatów. Morawiecki zadeklarował, że w budżecie nie ma pieniędzy.

– Wywiązała się dyskusja, w której pojawiło się kilka głosów po stronie Ziobry, a Morawiecki nie znalazł ani jednego stronnika i przegrał. Zaczął bezsensowną polemikę, której nie miał szans wygrać. Wiadomo, że w sprawie dotyczącej dzieci, żaden z ministrów nie mógł stanąć po jego stronie – opowiadał nam wówczas rozmówca z rządu.

Z kolei rok temu wicepremier przegrał też operację przejęcia władzy w PZU. Najpierw przeprowadził operację odwołania Michała Krupińskiego z funkcji prezesa, bo uznał, że zaufany Ziobry intryguje przeciw niemu. Ta akcja została przeprowadzona szybko i skutecznie. Ale – podobnie jak w przypadku Krynicy – ludzie Morawieckiego za szybko odtrąbili sukces i stracili czujność. A Szydło wymusiła na Kaczyńskim odkręcenie zmian.

Rozmówca zbliżony do Nowogrodzkiej: – Prezes bawi się Morawieckim. Raz mówi mu, że jest przyszłością, sugeruje, że może w przyszłości zostać premierem, i wykorzystuje go jako straszak na Szydło. Innym razem napuszcza na niego ministrów, którzy przychodzą do niego po pieniądze na swoje pomysły. Mówi im: „Gdyby to ode mnie zależało, to ja bym panu dał, ale sam pan widzi, jaki jest ten Morawiecki. Typowy bankowiec, trudno z nim cokolwiek załatwić”.

Czy tak będzie po zmianach w rządzie? Mateusz Morawiecki szybko się uczy.

A co sądzi o nim prof. Leszek Balcerowicz? 

newsweek.pl

Dlaczego Kaczyński rezygnuje z premierostwa?

Michał Krzymowski, 05.12.2017

© shutterstock

 

Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki rozmawiali już o zmianie na stanowisku premiera – dowiedział się „Newsweek”. Awans dotychczasowego wicepremiera to w tej chwili najbardziej prawdopodobny wariant. Dlaczego z premierostwa zrezygnował prezes PiS? I czemu ta roszada osłabi pozycję prezydenta Andrzeja Dudy? Czy Beata Szydło zostanie wicemarszałkiem Sejmu?

Polityk PiS zbliżony do Morawieckiego: – Mateusz jest już po wstępnej rozmowie z prezesem. Na pewno będą się jeszcze spotykać, żeby ustalić skład rządu, na który Jarosław będzie miał decydujący wpływ.

Dlaczego prezes zrezygnował ze swojego premierostwa? Kaczyński uważa, że Morawiecki będzie najskuteczniej zabiegać o środki unijne, które Bruksela próbuje nam przykręcać. Może chodzi też o kłopoty zdrowotne?

Zdrowie Kaczyńskiego? Wymówka

Rozmówca z Nowogrodzkiej: – Zdrowie jest tylko wymówką. Prezes gruntownie się przebadał i nie ma przeciwwskazań, by stanął na czele rządu. Decyzja o dymisji Szydło zapadła jeszcze w wakacje. Plan był taki, że premierem zostanie prezes. Stąd brały się te wszystkie gesty wobec prezydenta, wizyty w Belwederze, oferta, by to Duda jeździł na szczyty unijne. Prezes ocieplał relacje z nim, bo wiedział, że będzie go potrzebować. Na końcu jednak zmienił zdanie. Zadecydowała gospodarka. Jarosław wie, że za dwa lata przyjdzie spowolnienie i lepiej, żeby premierem został ktoś taki jak Morawiecki.

Poseł, zwolennik premierostwa Kaczyńskiego: – A może prezes wrzucił wariant z Morawieckim, żeby partia zaczęła prosić, by to on stanął na czele rządu? Będzie mógł wtedy powiedzieć: chciałem zrobić Morawieckiego, ale sami widzicie, partia wzywa, nie mam wyjścia. Chciałbym, żeby tak było, ale na dziś wydaje się, że na czele rządu stanie jednak Morawiecki. Szkoda. Zaraz zacznie się gadanie, że Kaczyński stchórzył.

Nowe rozdanie Morawieckiego

Jeśli premierem faktycznie zostanie Morawiecki, w obozie władzy dojdzie do nowego rozdania, znacząco zmieni się układ sił. Pierwsze, choć wcale nie najważniejsze z politycznego punktu widzenia pytanie to: co dalej z Szydło? Rozmówcy z Nowogrodzkiej twierdzą, że Kaczyński „nie chce jej upokarzać”, choć jest nią bardzo rozczarowany. Oczekuje, że pani premier sama poda się do dymisji. Nie chce powierzać jej żadnego istotnego stanowiska. Wariant brany dziś pod uwagę zakłada, że Szydło zostanie wicemarszałkiem Sejmu. Miałaby zająć miejsce Joachima Brudzińskiego, który pewnie wejdzie do rządu. Jakie stanowisko obejmie? Może zostanie szefem komitetu stałego rady ministrów w randze wicepremiera, może szefem MSWiA a może ministrem obrony?

Antoni Macierewicz na pewno czuje się zagrożony. W poniedziałek jego resort po dwóch miesiącach odniósł się do propozycji reformy systemu dowodzenia przedstawionej przez głowę państwa. Nieoficjalnie można też usłyszeć, że Służba Kontrwywiadu Wojskowego zamierza w najbliższych dniach zakończyć postępowanie wobec związanego z prezydentem gen. Jarosława Kraszewskiego i oczyścić go z podejrzeń. Macierewicz liczy, że dzięki tym decyzjom zdoła utrzymać się na stanowisku.

Andrzej Duda osłabiony

Premierostwo Morawieckiego oznacza też osłabienie pozycji Andrzeja Dudy, który w tej sytuacji może nie dostać wpływu na politykę zagraniczną. – Jego udział w szczytach unijnych był związany z tym, że prezes nie chciał jeździć do Brukseli. Jeśli premierem zostanie Morawiecki, sprawa może stać się nieaktualna. Zobaczymy, czy Jarosław podtrzyma swoją propozycję. I czy nadal będzie chciał zrobić związanego z Dudą Krzysztofa Szczerskiego szefem MSZ. Bo dymisja Witolda Waszczykowskiego jest przesądzona – mówi nasze źródło. Inny z rozmówców zauważa, że ochłodzenie relacji Kaczyńskiego z Dudą jest zauważalne już teraz. Prezes PiS mimo wcześniejszych zapowiedzi przestał zabiegać o kolejne spotkanie z prezydentem a jego posłowie znienacka zaczęli zgłaszać w Sejmie nieuzgodnione poprawki do prezydenckiego projektu reformy wymiaru sprawiedliwości.

Premierostwo Morawieckiego to także zła wiadomość dla skonfliktowanego z nim ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. – Zbyszek bardzo się zaangażował w obronę Szydło, spinował zaprzyjaźnionych dziennikarzy, intrygował. Prezes to widział i nie był zadowolony. Wpływy Ziobry ulegną osłabieniu – twierdzi człowiek z Nowogrodzkiej.

newsweek.pl

Ziobro zwalnia, zwolniona pozywa, ministerstwo idzie w zaparte. Kabaret na szczytach sądownictwa

06.12.2017, Marek Krześnicki, 

.© Getty .

 

Wymiar sprawiedliwości ostatnio stał się wesołą karuzelą, z której co i rusz operator tej karuzeli – Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro – wyrzuca kolejną osobę. Ostatnio ofiarą ministerialnej miotły padła prezes Sądu Okręgowego w Krakowie sędzia Beata Morawiec, która zamierza pozwać ministra. Dlaczego sędzia pozywa Ziobrę? 

Dużo się ostatnio dzieje w polskim wymiarze sprawiedliwości. Niedawne zmiany w sądownictwie powszechnym, o których pisałem, dały dużą władzę Ministrowi Sprawiedliwości (władzą wykonawczą) nad sądami (władzą sądowniczą). Jedną ze zmian jest możliwość swobodne odwoływania prezesów i wiceprezesów sądów bez jakichkolwiek konsultacji czy uzasadnień. Do takich zmian doszło między innymi w Krakowie. Jak czytamy w oficjalnym komunikacie Ministerstwa Sprawiedliwości:

W związku z dzisiejszymi zatrzymaniami dyrektorów krakowskich sądów w śledztwie dotyczącym podejrzenia korupcji Minister Sprawiedliwości podjął decyzję o ich natychmiastowym odwołaniu. Odwołani zostają dyrektorzy: Sądu Okręgowego w  Krakowie, Sądu Rejonowego w Wadowicach, Sądu Rejonowego w Oświęcimiu, Sądu Okręgowego  w Tarnowie, Sądu Okręgowego w Nowym Sączu, Sądu Rejonowego w Chrzanowie oraz Sądu Rejonowego w Olkuszu.

Minister podjął także decyzję o odwołaniu ze stanowiska Prezes Sądu Okręgowego w Krakowie sędzi Beaty Morawiec. W ocenie Ministra sędzia Morawiec, jako ówczesny zwierzchnik służbowy dyrektora, nie sprawowała odpowiedniego nadzoru nad działalnością administracyjną Sądu Okręgowego w Krakowie. Decyzja, powodowana troską o dochowanie najwyższych standardów w tym sądzie, wynika także z niskiej efektywności Sądu Okręgowego w Krakowie i podległych mu sądów rejonowych.

Wniosek z powyższego komunikatu jest jeden: sędzia Beata Morawiec nie radziła sobie z organizacją pracy jej sądu. Na dodatek nie zauważyła afery tuż pod jej nosem, bo przecież „nie sprawowała odpowiedniego nadzoru” nad dyrektorem sądu. Szkoda tylko, że przynajmniej ten drugi zarzut jest chybiony. Dlaczego? Bo tak się składa, że przełożonym dyrektora sądu (odpowiedzialnego między innymi za działalność administracyjną sądu i jego finanse) jest… minister sprawiedliwości (art. 21a §2 ustawy Prawo o ustroju sądów powszechnych):

Minister Sprawiedliwości jest zwierzchnikiem służbowym dyrektora sądu.

Zbulwersowani sędziowie wydali oświadczenie, w którym wyrażają sprzeciw wobec arbitralnych decyzji ministra. Mało tego – wymieniona z nazwiska prezes Sądu Okręgowego w Krakowie zamierza wytoczyć przeciwko ministrowi sprawiedliwości pozew o ochronę dóbr osobistych. Jak czytamy w komunikacie zamieszczonym na stronie Stowarzyszenia Sędziów Iustitia:

Odwołana z funkcji Prezesa Sądu Okręgowego w Krakowie sędzia Beata Morawiec zażądała usunięcia nieprawdziwego komunikatu ze strony internetowej Ministerstwa Sprawiedliwości i zapowiedziała złożenie pozwu przeciwko Zbigniewowi Ziobrze i mediom, które ją oszkalowały, ponieważ powiązanie jej odwołania z aferą korupcyjną w sądzie narusza jej dobra osobiste. Sędziowie przyjęli tę decyzję sędzi Beaty Morawiec owacją na stojąco.

Sędzia pozywa Ziobrę, bo ten ją obraził

Takie działanie nie powinno nikogo dziwić. W państwie prawa – a Polska jest takim krajem, tak przynajmniej zapisano w Konstytucji – decyzje, zwłaszcza tak poważne jak czystki w sądach, powinny być należycie uzasadnione. Można się spierać, czy rzeczywiście sądy apelacji krakowskiej działały niezbyt sprawnie, a jeśli tak, to kto za to odpowiada. Pamiętajmy przy tym, że sądy borykają się z ogromnymi problemami kadrowymi, a polskie procedury sądowe określane przez parlament nie ułatwiają szybkiego procedowania nad sprawami. Ale sugestie, że prezes Sądu Okręgowego odpowiada za przestępcze działania podwładnego Ministra jest co najmniej niesmaczne. Przepisy jasno określają tutaj kompetencje, w tym dotyczące nadzoru.

Każdy – tak, sędzia też – posiada prawo do obrony swojej czci, więc to, że sędzia pozywa Ziobrę wcale mnie nie dziwi, skoro brak jest ścieżki odwoławczej od decyzji o zwolnieniu jej z zajmowanego stanowiska. Ciekawe, czy Minister Sprawiedliwości pójdzie w ślady swojego wiceministra Patryka Jakiego i zasłoni się immunitetem w procesie o ochronę dóbr osobistych? Póki co ministerstwo idzie w zaparte i w kolejnym komunikacie napisano specyficzne sprostowanie. Czytamy w nim, że

komunikat o odwołaniu Prezes Sądu Okręgowego w Krakowie sędzi Beaty Morawiec zawiera wyłącznie prawdziwe informacje o powodach odwołania, a wyrażone w nim opinie są w pełni uprawnione. Ministerstwo Sprawiedliwości podtrzymuje stanowisko z komunikatu i nie zostanie on usunięty ze strony internetowej.

Kabaret, po prostu kabaret. Choć z drugiej strony jestem w stanie uwierzyć, że ministerstwo pisze szczerze. Oni po prostu nie rozumieją i nie znają ustaw, na których pracują. I dlatego zupełnie na serio uważają, że prezes sądu ma wpływ na decyzje dyrektora sądu.

msn.pl

Publikacja: 

Rekonstrukcja: Czas na Morawieckiego

Bogusław Chrabota, Michał Szułdrzyński

Jeśli PiS na poważnie myśli o gospodarce, musi dać szansę wicepremierowi.

Nocny wpis na Twitterze premier Beaty Szydło raczej nie pozostawia wątpliwości. Choć nie ma w nim kapitulanctwa, brzmi jak pożegnanie. Mimo że informacje przychodzące z Nowogrodzkiej są skąpe i niejednoznaczne, można mieć poczucie, że decyzja zapadła. Misja Szydło się kończy, nadchodzi nowe rozdanie.

To dobra informacja, bo niekończąca się telenowela ze zmianami w rządzie jest zarówno dla rządzących, jak i dla Polski szkodliwa. Pojawiające się co chwila nowe pomysły na zmiany w kierownictwie resortów, zapowiedzi reorganizacji powodowały chaos i potęgowały tak krytykowany jeszcze niedawno przez PiS imposybilizm. Na dodatek osłabiały osobiste możliwości ministrów, także w ich relacjach z zagranicą. Na kilkanaście tygodni państwo stanęło w miejscu, bo partia rządząca nie mogła się zdecydować, czy i jak przeprowadzić rekonstrukcję rządu.

Ta telenowela nie była reżyserowana. Co więcej, ujawniła, jak głębokie są podziały w obozie „dobrej zmiany”, jak silne i skonfliktowane grupy interesów. To więc ostatnia chwila dla władz PiS, by zapanować nad partią. Każdy serial musi się skończyć, zwłaszcza tak niebezpieczny zarówno dla aktorów, jak i widzów – mieszkańców niemal 40-milionowego państwa w środku zjednoczonej Europy, którego sytuacja wcale nie jest łatwa.

Beata Szydło ma oczywiście swoje zasługi. Poprowadziła dwie udane kampanie wyborcze, zdobyła popularność, stała się twarzą reform socjalnych PiS. Jednak trudno dyskutować z tezą, że nie poradziła sobie z rządzeniem. Zabrakło jej osobistej siły i partyjnego zaplecza. Krytykowana przez idącą do władzy partię Jarosława Kaczyńskiego „Polska resortowa” pod jej rządami tylko się wzmocniła. Zabrakło mocnego ośrodka koordynacyjnego, a premier była raczej obserwatorem niż arbitrem w starciach zwalczających się brutalnie koterii.

Jaki powinien być scenariusz zmiany? Pozornie idealnym premierem byłby Jarosław Kaczyński, lecz lider PiS jest świadom, że decyzja o przejęciu gabinetu wiązałaby się z dużym ryzykiem. Jako polityk nie jest liderem rankingów popularności ani zaufania, nie zna się na gospodarce, ma zły wizerunek za granicą. Wszystko to sprawiłoby, że rekonstrukcja zamiast wzmocnić, osłabiłaby obóz władzy.

Zupełnie inaczej odbierany jest wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki. Można się nie zgadzać z jego poglądami ekonomicznymi, można kwestionować jego plany, ale trudno mu odmówić kompetencji i osiągnięć oraz szacunku, którym cieszy się na świecie. Możliwe, że jest również beneficjentem dobrej koniunktury w naszym regionie, ale realizowane przez niego programy są w tym rządzie symbolem profesjonalizmu i sukcesu. Z pozytywnym skutkiem uruchomił Polski Fundusz Rozwoju, przyczynił się do ściągnięcia zagranicznych inwestycji, zreorganizował Ministerstwo Finansów, ma osiągnięcia w walce z dziurą VAT-owską. Ma też doświadczenie w biznesie i instytucjach europejskich. Z pewnością jako premier miałby większe szanse na poprawę wizerunku rządzonej przez PiS Polski.

Jednak ta szansa jest obudowana pewnymi warunkami. Morawiecki jako premier musiałby mieć większy wpływ niż poprzedniczka nie tylko na konstrukcję gabinetu czy na zmiany strukturalne według własnego pomysłu – na co pozwolono mu już w resortach gospodarczych – ale przede wszystkim musiałby mieć większe pole manewru. Lojalność polityczna wobec Nowogrodzkiej nie może polegać na tym, że wiele kluczowych decyzji w państwie nie jest podejmowanych, dopóki nie przyjdzie zgoda Jarosława Kaczyńskiego. Jeśli dotychczasowy wicepremier miałby po prostu wejść w buty Beaty Szydło, bardzo szybko powróciłyby problemy, które wiązały się z dotychczasową konstrukcją obozu władzy. Nie tylko prezesowi PiS, ale też Polsce może się opłacać udzielenie kredytu zaufania Mateuszowi Morawieckiemu.

rp.pl

Rekonstrukcja: Zmiany coraz bliżej

    
Już w najbliższych dniach Mateusz Morawiecki może zostać szefem rządu.

Aktualny scenariusz zmian w rządzie, który poznała „Rzeczpospolita”, zakłada szybką zmianę premiera i duże zmiany w rządzie. Jak mówią nam nasi rozmówcy z centrali PiS przy Nowogrodzkiej, oficjalna informacja o wymianie może się pojawić już w piątek. Mateusz Morawiecki miałby wygłosić swoje exposé już w przyszłym tygodniu, być może we wtorek. Scenariusz zakłada też dymisję kilku ministrów. Z rządem mieliby się pożegnać Witold Waszczykowski, Jan Szyszko, Andrzej Adamczyk, Konstanty Radziwiłł oraz Anna Streżyńska. Nie jest jasne w tej chwili, jak będą wyglądać ewentualne zmiany personalne w KPRM.

W PiS trwają wewnętrzne przepychanki, które mogą opóźnić realizację całego scenariusza. Jak słyszymy, pomysł na zmianę premiera na Mateusza Morawieckiego wśród wielu polityków partii nie jest przyjmowany z entuzjazmem. O tym, że scenariusz z Morawieckim jest sondowany w PiS, pisaliśmy już w ubiegły piątek. Jeden z polityków PiS mówi nam o tym, że forsowanie kandydatury Morawieckiego ma wewnętrzny cel polityczny. – To dowód na to, że Jarosław Kaczyński panuje nad partią i o wszystkim cały czas decyduje – twierdzi nasz rozmówca.

We wtorek do rekonstrukcji rządu i wymiany premiera odniosła się po raz pierwszy rzecznik partii Beata Mazurek. – Nie jest tajemnicą, że pojawiła się propozycja kandydatury Mateusza Morawieckiego na premiera – powiedziała.

Świat polityki zelektryzowało nazwisko Morawieckiego jako przyszłego szefa rządu w poniedziałek wieczorem. Około 22 „Rzeczpospolita” oraz RMF podały, że w trakcie serii spotkań prezesa PiS z szefami okręgów oraz koordynatorami kampanii samorządowej Jarosław Kaczyński zaprezentował scenariusz, w którym premierem zostaje właśnie Mateusz Morawiecki. Jak wynika z naszych informacji, reakcja posłów była „zróżnicowana”.

Kolejnym krokiem na drodze do wymiany premiera musi być decyzja Komitetu Politycznego PiS. Formalnie to Komitet w październiku 2015 roku podjął decyzję, że premierem będzie Beata Szydło. Taką samą decyzję musi podjąć, jeśli kandydatem PiS zostanie Morawiecki.

– Ostateczna decyzja w sprawie rekonstrukcji jeszcze nie zapadła. Decyzję podejmie komitet polityczny, a on się jeszcze nie odbył i nie mamy wyznaczonego posiedzenia – zastrzegła Mazurek we wtorek w rozmowie z dziennikarzami w Sejmie. Rzecznik PiS podkreśliła też, że nie ma decyzji w sprawie ewentualnej zmiany na stanowisku szefa rządu, również w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.

Politycy PiS w różny sposób tłumaczą aktualny scenariusz rekonstrukcji i możliwą wymianę premiera. Jednym z powodów ma być to, że Morawiecki jako szef rządu ma lepiej się sprawdzić m.in. w spodziewanym starciu z Brukselą w związku ze zmianami w wymiarze sprawiedliwości. Ma też przełamać impas w rządzie, zwłaszcza jeśli chodzi o najważniejsze projekty gospodarcze. Nie wszyscy nasi rozmówcy są jednak zgodni w tym, że akurat w tej roli będzie bardziej skuteczny niż obecna premier.

Oficjalnie premier Szydło nie skomentowała do chwili zamykania tego wydania „Rzeczpospolitej” doniesień o rekonstrukcji rządu z jej udziałem. W poniedziałek w nocy ukazał się tylko jej tweet o tym, że „Bez względu na wszystko najważniejsza jest Polska. Dbająca o rodzinę i wartości, bezpieczna”.

W czwartek Sejm zajmie się wnioskiem Platformy dotyczącym konstruktywnego wotum nieufności. Debata odbędzie się jednak w zdecydowanie innych warunkach politycznych niż jeszcze kilkadziesiąt godzin temu.

Platforma ma bardzo intensywnie przygotowywać się do debaty. Jak słyszymy, Grzegorz Schetyna nie tylko dokona podsumowania rządu PiS z naciskiem na wydarzenia 11 listopada, ale też odniesie się do obecnej sytuacji. Dla Nowoczesnej będzie to pierwsza debata sejmowa po zmianie przywództwa. I chociaż jej ostateczny rezultat jest przewidywalny, to i tak stawka całego wydarzenia jest wysoka. Nie ma wątpliwości, że opozycja będzie musiała się odnaleźć w nowych warunkach i zmodyfikować strategię.

rp.pl

Rekonstrukcja rządu trwa już dwa miesiące. Oto co z niej wynika dla PiS

Kaczyński nie taki znowu wszechpotężny i nie jest w stanie panować nad chaosem, a do tego wewnętrznie rozdarty, niepewny swych możliwości, podupadły na zdrowiu.
1 artykuł z 10 dostępnych

Beata Szydło i Mateusz Morawiecki

Slawomir Kaminski/Agencja Gazeta

Beata Szydło i Mateusz Morawiecki

Podobno niemiłosiernie wlokący się sezon polskiej „Gry o tron” wreszcie finiszuje i z gabinetowego zamętu wyłania się w glorii nowego premiera Mateusz Morawiecki. Chyba że to kolejna kaczka sondująca wewnętrzne nastroje, aby prawdziwe centrum dyspozycji politycznej raz jeszcze mogło sobie poobserwować wewnątrzpartyjne reakcje i wyciągnąć stosowne wnioski, kto z kim i przeciwko komu trzyma. A w końcu centrum samo się ogłosi premierem. Albo i nie ogłosi z powodu niedyspozycji. Niestety – jak mówią – zdrowotnej, a nie politycznej.

Premier kocha Polskę

Póki co najwyraźniej schodzącej z piedestału pani premier siadły nerwy i odpaliła nocnego tweeta o tym, że „bez względu na wszystko” kocha Polskę. I to jaką! Nie tylko chrześcijańską, bo jeszcze tolerancyjną i otwartą (sic!), nowoczesną i ambitną, a nawet będącą przykładem dla Europy i świata. To ostatnie jest akurat prawdą. Jak wiadomo, polski przykład skłania Brukselę do wpisania kryteriów praworządnościowych w mechanizm dystrybucji unijnych pieniędzy – choć zdaje się, że nie o to autorce tweeta chodziło. Niby od dawna wiadomo, że natura poskąpiła Beacie Szydło poczucia obciachu, ale tym razem kierowniczka „biało-czerwonej drużyny” przeszła samą siebie.

Niemniej zabawnie jest obserwować publicznie wygłaszane komentarze pozostałych politycznych aktorów oraz zaangażowanych komentatorów, którzy starają się logiką państwową uzasadniać wewnętrzny chaos i bałagan panujący w obozie władzy. Prosta operacja wizerunkowa pod tytułem „rekonstrukcja rządu” (czyli: przyciągnąć uwagę na kilka tygodni, wywołać wrażenie ruchu i na koniec wymienić kilka nieistotnych głów ministerialnych) zamieniła się w wątpliwej jakości spektakl, którego nie sposób zrozumieć bez gruntownego rozeznania w sieci pisowskich układów i koterii. Rządzący nic na tym nie zyskali, o czym zresztą mówią już otwarcie. A wizerunkowe straty dopiero czekają na sondażowe ujawnienie się.

Czego się dowiedzieliśmy w ciągu dwóch miesięcy „rekonstruowania”?

Ano tego, że propagandowe opowieści o najlepszym po 1989 roku polskim rządzie to pic na wodę, skoro można bez żadnej wyraźnej przyczyny zdymisjonować jego szefową. Że Kaczyński nie taki znowu wszechpotężny i nie jest w stanie panować nad chaosem, a do tego wewnętrznie rozdarty, niepewny swych możliwości, podupadły na zdrowiu. Że ławka rezerwowych w PiS jest króciutka i ciężko odzyskać choćby wizerunkową świeżość. Że Macierewicz wcale nie jest wielkim polskim patriotą i mistrzem rozbijania postkomunistycznych układów, bo nawet na prawicy uchodzi za personę wysoce kontrowersyjną i potencjalnie niebezpieczną (w razie dymisji może dokonać rozłamu). Dorzućmy do tego gorszące negocjacje z prezydentem, w których – co już widać jak na dłoni – chodzi wyłącznie o zakres władzy, a nie interes kraju. Oczywiście król nadal rządzi, lecz królewskie szaty nieco się przerzedziły, tu i ówdzie wystają nawet fragmenty golizny.

Opcja z Morawieckim – choć wydaje się całkiem sensowna – na tym tle sprawia wrażenie ucieczki w bok. Sprawy zaszły bowiem zbyt daleko i logicznie patrząc, jedynym wyjściem z chaosu byłoby teraz silne premierostwo Kaczyńskiego. Któż inny miałby szansę poskromić rozochocone koterie i wspierające je, otwarcie już ze sobą skonfliktowane ośrodki medialnej propagandy? Z pewnością nie obecny wicepremier, który z PiS tyle ma wspólnego, że płaci partyjne składki, lecz pochodzi z innego świata, w innej przestrzeni funkcjonuje oraz innymi ludźmi się otacza.

Morawiecki w roli premiera nie przywróci więc porządku. Co najwyżej pokryje postępujące pęknięcia technokratycznym makijażem. Ale na jak długo? Dziś może sprawia wrażenie najsolidniejszej figury „dobrej zmiany”, również – co istotne – w oczach naszych partnerów zagranicznych i rynków finansowych. Jego polityczna wycena rosła jednak niewspółmiernie szybko wobec realnych osiągnięć, czym przypomina dojrzałą bańkę spekulacyjną napompowaną propagandą i złudzeniami.

W długiej perspektywie polityczne ewentualne premierostwo w takim momencie może zresztą planom Morawieckiego zaszkodzić. W różnych niszach prawicy (tej rozsądniejszej, która nie przesadza z kultem naczelnika) od jakiegoś czasu funkcjonuje on bowiem na papierach „polskiego Macrona”, który w bliżej nieokreślonej przyszłości, zapewne już na gruzach PiS, zbuduje zupełnie nową formację konserwatywną. Wreszcie dostosowaną do realiów i wyzwań, zdolną przywrócić równowagę mocy w nadwiślańskiej galaktyce. Pod tym kątem kształtuje się wokół wicepremiera krąg w większości młodych i kompetentnych współpracowników (Jan Filip Staniłko, Kamil Kamiński, Cezary Lesisz), stanowiący w tym zamyśle zaczyn przyszłego stronnictwa. Ile w tym prawdy, a ile odrealnionego gadania, trudno dziś dociec. W zasklepionym wokół prezesa prawicowym światku innych sukcesyjnych alternatyw jednak brak, co skłania do poważnego potraktowania tej konkretnej.

Zwłaszcza że do tej pory Morawiecki stał z boku i kryzysy polityczne go się nie imały. W nowej roli straci ten komfort, a wtedy bańka „macronizmu” wcześniej czy później pęknie. I pozostanie na placu boju, jak od lat Jarosław Kaczyński. Choć już nie tak wieczny, jak się niektórym do niedawna wydawało.

polityka.pl

Frazesy prezydenta

5.12.2017
wtorek

Prezydent Andrzej Duda na swoje przemówienie w dniu urodzin Józefa Piłsudskiego nie zaprosił dwoje żyjących w Polsce wnuków marszałka. Trudno o lepsze podsumowanie tego orędzia.

Było zbiorem patetycznych frazesów, które nie mają nic wspólnego z realną bieżącą polityką w naszym państwie pod rządami PiS.

Prezydent wzywał do zakończenia wyniszczającego sporu dwu plemion politycznych i równego traktowania wszystkich obywateli, a pod Sejmem trwał protest obywatelski przeciwko niszczeniu trójpodziału władz.

Tego samego dnia odbywała się rozprawa grupy aktywistów Obywateli RP, których postawiono przed sądem za pokojową kontrmanifestację smoleńską. Gdy Duda wzywał do odbudowy wspólnoty, gdy przypominał, że Polska nie jest niczyją własnością, działacze praw czlowieka informowali, że toczy się ponad 600 postępowań przeciwko uczestnikom pokojowych protestów przeciwko polityce pisowskiego rządu.

Nadal nie wiadomo, czy prezydent Duda godzi się na pisowskie przeróbki projektów jego ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. Ani czy zdobędzie się na ich odrzucenie.

Prezydent nie wytłumaczył, dlaczego nie stał na straży konstytucji, gdy była naruszana, za to wspomniał o potrzebie nowej konstytucji. To był jedyny konkret polityczny, jeśli nie liczyć zapowiedzi pośmiertnego odznaczenia Orłem Białym zasłużonych polityków polskich różnych opcji i bieżących aluzji politycznych zrozumiałych przede wszystkim w gabinetach pisowskich notabli i redaktorów.

Duda jest częścią pisowskiego obozu władzy. Mówi nieco mniej jątrzącym językiem, ale wciąż sięga po typowe pisowskie insynuacje pod adresem opozycji: dość pedagogiki wstydu, arbitrażu obcych, kosmopolityzmu, antychrześcijańskiego nihilizmu. Tak jakby przed 2015 rokiem Polska była do tego przymuszana, duch narodowy tępiony, a patriotyzm relegowany.

Nie można przekonywać do odbudowy wspólnoty narodowej przy pomocy bezpodstawnych insynuacji i frazesów oderwanych od politycznej rzeczywistości deformy sądownictwa i systemu wyborczego. Jest jakaś granica obłudy i patosu w stylu warszawskiego przemówienia Trumpa.

Jeśli tak ma wyglądać pisowski rok obchodów stulecia niepodległości, to nadzieja prezydenta, że pomoże on złagodzić podziały, się nie spełni. To orędzie do historii nie przejdzie. Nawet w PiS emocje budziła ewentualna kandydatura Mateusza Morawieckiego na premiera niż przemówienie prezydenta przed Zgromadzeniem Narodowym. A uwagę realizatorów telewizyjnych przykuły białe róże w ławach opozycji.

szostkiewicz.blog.polityka.pl

Treść zasądzonych wobec A.Macierewicza przeprosin dla Aleksandra Makowskiego. Całość materiału Mam nadzieję, że mi wybaczy opublikowanie tego fragmentu 😉

Galopujący Major: Fetysz CV, czyli za co korpoludki kochają Morawieckiego

Galopujący Major, 06.12.2017

Mateusz Morawiecki, przyszły premier?

Mateusz Morawiecki, przyszły premier? (Fot. Jan Rusek / Agencja Gazeta)

Moi prawicowi koledzy i koleżanki z biurowych boksów (z niespłaconymi kredytami we frankach) mogą krzyczeć o „banksterach”, ale tak naprawdę każde marzy o karierze Morawieckiego. To on ucieleśnia piękny, prawicowy sen.

Z punktu widzenia prezesa Kaczyńskiego pomysł, aby to Mateusz Morawiecki został premierem powinien się wydawać tzw. „oczywistą oczywistością”. Dla prezesa byłby to bowiem premier wprost idealny, a na pewno dużo lepszy niż on sam. Morawiecki nie ma zaplecza politycznego, będzie całkowicie od Kaczyńskiego zależny, ale jednocześnie – w przeciwieństwie do Szydło – będzie umiał ograniczać wpływy coraz bardziej panoszącego się Ziobry. Dla lubującego się w „dziel i rządź” Jarosława to rozwiązanie ćwiczone setki razy, więc i tym razem powinno się udać.

Co prawda Jacek Gądek z gazeta.pl odpytał polityków PiS, którzy mu powiedzieli „Morawiecki? Tak, ale jeszcze nie teraz”, to obstawiam, że Kaczyński rozważa ten pomysł bardzo poważnie.

Fajnopolak Morawiecki

Pozostaje pytanie, jak na premiera Morawickiego zareagują wyborcy? I nie chodzi mi tu o wyborców antypisowskich. Ci, wiadomo, z miejsca zakrzykną, że Morawiecki to hańba, skandal i w ogóle jeden wielki NPWHPiLT (Najgorszy Premier W Historii Polski i Litwy Też). Chodzi o wyborców PIS-u, jak oni odbiorą ową zmianę, bo od tego przecież będą zależeć wyniki wyborczego maratonu. Aby zrozumieć nadzieje, jakie dawać może kandydatura Morawieckiego, trzeba jednak zrozumieć, że elektorat PiS-u jest najbardziej podzielonym elektoratem w Polsce. Poniekąd wynika to z samej matematyki: partia z poparciem 40 proc. raczej nie może mieć jednolitego elektoratu. Wyborcy PiS – z grubsza rzec biorąc – dzielą się na elektorat socjalny, którego ciągle przybywa, i który nie za bardzo ma gdzie odpłynąć oraz na elektorat klasy średniej, który coraz bardziej zaczyna tupać nogami i się buntować. I właśnie dla tego drugiego Morawiecki jest kandydatem idealnym, a mówiąc językiem memów wręcz „fajnopolackim”. Dlaczego?

Każdy chce być prezesem banku

Po pierwsze Morawiecki spełnia najważniejszy fetysz klasy średniej, to jest fetysz CV. O ile Polacy, w tym klasa średnia, nie za bardzo ufają bankom, o tyle fakt bycia prezesem banku wciąż robi na nich wrażenie, bo po prostu, poza własnym start upem, trudno im sobie wyobrazić bardziej prestiżową ścieżkę kariery. Ci wszyscy prawicowi koledzy i koleżanki z biurowych boksów z niespłaconymi kredytami we frankach mogą krzyczeć o „banksterach”, ale w istocie każde marzy o karierze Morawieckiego. To on ucieleśnia piękny, prawicowy sen.

Polacy podbijają kosmos

Po drugie Morawiecki wskazuje, że człowiek korporacji nie musi być Ryszardem Petru, który po kilkunastu bon motach w mediach jest chodzącym symbolem korporacyjnej alienacji. Patriotyczne wstawki Morawieckiego liberalną klasę średnią śmieszą, ale prawicowa klasa średnia, batożona przez lata słynną pedagogiką wstydu, potrzebuje tego jak świeżego powietrza. Yes, we can – mówił Obama, Yes, we can – mówi Morawiecki o kosmosie i polskich autach elektrycznych, a duma narodowa to paliwo, którym PiS jest przecież napędzane przez lata.

Podatkowa mantra klasy średniej

Po trzecie, najważniejsze, Mateusz Morawiecki jest za obniżką podatków. To czy te podatki będą obniżane rzeczywiście (raczej nie będą) jest sprawa w istocie wtórną. Prawicowa klasa średnia jest gotowa Rejtanem kłaść się przy podwyżce opłat za paliwo o parę groszy, dla niej sygnał „robimy specjalne strefy ekonomiczne” to mantra wręcz religijna. Nawet jeśli owe strefy to najlepszy prezent dla tych znienawidzonych Niemców, którzy dzięki takim prezentom skasują lokalną, polską konkurencję.

Szydło cokolwiek nieświeża

Po czwarte może być Morawiecki nowym Dudą. Błyszczący Kwaśniewski, Tusk czy Duda wygrywali wybory, teraz PO stawia błyszczącego Trzaskowskiego, więc i PiS wystawia swojego młodszego modela. Beata Szydło na efekt świeżości liczyć nie może, Andrzej Duda swoim kluczeniem nie jest już wiarygodny dla nikogo, za to Morawiecki może pochwalić się magiczną sztuczką obniżania deficytu bez podwyższenia podatków. Na ile sztuczka ta będzie działać bez inwestycji i przy zwiększanym zadłużeniu – nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że oto PiS zastanawia się, czy położyć na stolę swoją najlepszą kartę.

Dla opozycji to informacja dobra i zła. Zła, bo sama takich kart wciąż nie ma, dobra, bo PiS ma tylko jedynego asa w rękawie i ponoć właśnie zamierza go zużyć.

gazeta.pl

%d blogerów lubi to: