„Święta propaganda” MSZ

3 czerwca 2017

W piątek w Akademii Dyplomatycznej w Warszawie odbył się kurs Ministerstwa Spraw Zagranicznych dla przedstawicieli samorządów. Należy on do standardowych szkoleń dla nowo przyjętych urzędników, pracujących w wydziałach współpracy z zagranicą. Uczestnicy od samych szefów departamentów MSZ dowiedzieli się, jak współpracować, uwzględniając różnice międzykulturowe, np. w krajach azjatyckich czy arabskich, a także jakie są polskie priorytety w dyplomacji. Brzmi dobrze, prawda?

Jednak ekipa PiS-u nie byłaby sobą, gdyby nie przemyciła swoich trzech groszy. W jaki sposób? Przez materiały szkoleniowe. Uczestnicy znaleźli w nich m.in. książeczkę wydaną z okazji odbywających się rok temu (w lipcu 2016 roku) Światowych Dni Młodzieży pt. „Ambasador Polskości” – przygotowaną dla rodzin, goszczących obcokrajowców przybywających do Polski na ŚDM. I chociaż dni młodzieży skończyły się dawno, książeczka jest – jak znalazł. Teraz wiedzę z niej czerpać będą wszyscy szkoleni w MSZ urzędnicy.

Broszurę przygotowała fundacja Reduta Dobrego Imienia (zajmująca się obroną dobrego imienia Polski) przy współpracy z MSZ. W środku – przedmowy prezydenta Andrzeja Dudy, ministra Witolda Waszczykowskiego i Jana Dziedziczaka oraz dobre rady typu: z gościem z zagranicy należy rozmawiać, nie narzekać. Książeczka zachęca do uprawiania działalności misjonarskiej: dzielenia się opowieściami o św. Janie Pawle II i św. Faustynie, której „Dzienniczek” jest najczęściej tłumaczoną i wydawaną w obcych językach polską książką. Nie tylko. Także o świętych, męczennikach, pustelnikach i najważniejszych obiektach sakralnych Polski. A nawet o polskim zamiłowaniu do grzybobrania – to „coś więcej niż tylko archaiczny sposób pozyskiwania żywności, to styl życia opisywany np. w ‚Panu Tadeuszu’ Adama Mickiewicza”.

Jaki oferuje się urzędnikom wykład historii Polski na użytek cudzoziemców? Broszura przypomina chronologicznie dzieje naszego kraju  i Kościoła katolickiego, począwszy od królów Polski, przez bitwę pod Grunwaldem, husarię i ułanów, aż po „żołnierzy wyklętych”. Nie brak w niej sarmackich akcentów: chwali polską demokracją z czasów I Rzeczypospolitej tym, że… szlachty było u nas 10 proc., podczas gdy w innych krajach zaledwie 1-2 proc. „Nieprzypadkowo Polska była jedynym chrześcijańskim państwem europejskim, w którym pokojowo współżyli wyznawcy niemal wszystkich religii (także muzułmanie). Innowiercy nie płonęli na stosach” – czytamy w dziełku RDI. To, że teraz władze prezentują poglądy populistyczne, dalekie od tolerancji, najwyraźniej w MSZ problemu nie stanowi. Za to – w broszurce – urzędnicy od spraw zagranicznych przeczytają, że „w Polsce nadal jest praktykowany zwyczaj całowania pań w rękę przez mężczyzn”. A polski patriotyzm kibicem stoi. W jaki sposób? „Polscy kibice, zwłaszcza siatkarscy, uznawani są za najlepszych na świecie (…). Większość kibiców akcentuje swój patriotyzm. Wielu z nich opiekuje się miejscami pamięci narodowej i grobami powstańców” – wyjaśniają autorzy „Ambasadora polskości”.

„Dobra zmiana” w MSZ to nie tylko pouczające broszury, rozdawane urzędnikom. To także grube miliony, asygnowane na cele religijne. Zwrócił na to uwagę pod koniec maja Adrian Zandberg z Partii Razem. Opisał na Facebooku, w jaki sposób resort naszego sarmackiego z postury i poglądów Waszczykowskiego wydatkuje publiczne pieniądze. Otóż z programu „Dyplomacja publiczna 2017” wynika, że MSZ przekazał m.in. 216 tys. zł fundacji Rydzyka, 212 tys. zł na Fundację Kardynała Kozłowieckiego. Do tego setki tysięcy złotych poszły na festiwale muzyki religijnej, organizowane przez katolickie zgromadzenia. To nie koniec wydatków! 100 tys. zł kosztować będzie „promocja Polski poprzez organizację pielgrzymki świętego obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej po krajach Ameryki Łacińskiej”. Zapytany o ten ostatni grant, resort odpowiedział, że „obraz promuje Polskę jako kraj przyjazny, otwarty i bezpieczny”.

koduj24.pl

Niewygodne dla prezydenta słowo znika ze strony internetowej

3 czerwca 2017

W ferworze walki o ułaskawienie Mariusz Kamińskiego ktoś w Kancelarii Prezydenta ocenzurował poprzedni wpis w tej sprawie. Jeszcze w listopadzie zeszłego roku na oficjalnej stronie internetowej głowy państwa w zakładce „prawo łaski” było napisane, że można je rozważać jedynie po wydaniu „prawomocnego wyroku”. Teraz – jak wyraźnie widać – słowo „prawomocny” ze strony prezydenta zniknęło – zostało „wygumkowane”.

Odnalezienie pierwotnej strony w archiwum nie jest dziś problemem dla informatyków. Oryginalna wersja wpisu jest najlepszym dowodem na to, że także prezydent Andrzej Duda i jego prawnicy do niedawna nie mieli wątpliwości, iż akt łaski można okazać jedynie prawomocnie skazanemu.

Być może prezydent „uzupełniwszy” swoją prawniczą wiedzę, zdanie zmienił – pod bieżące potrzeby. Kancelaria Prezydenta zaprezentowała bowiem listę „publikacji, w których wskazywano na możliwość stosowania przez Prezydenta RP prawa łaski w postaci indywidualnej abolicji”. Wśród wymienionych autorów widnieje na niej profesor Lech Gardocki, były Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego, którego pracę na konferencji cytował rzecznik prezydenta Krzysztof Łapiński. – „Znalezienie się na tej liście wynika chyba z nieporozumienia” – uznał prof. Gardocki. – „Uchwałę Sądu Najwyższego uważam za trafną” – dodał. Ludzie prezydenta podparli się również publikacją profesora Stanisław Waltosia, która skupia się na teoretycznym ujęciu tematu prawa łaski. – „Kancelaria dopuściła się pewnej manipulacji. Pominięto zdanie kolejne”– ocenił z kolei prof. Waltoś.

Obaj profesorowie przyznali zgodnie: opinii prawnych może być wiele. Może być wiele interpretacji, ale Sąd Najwyższy wydał uchwałę w spornej sprawie, czym ostatecznie ją rozstrzygnął. Prezydent Andrzej Duda napisał na Twitterze, że „niektórzy zaczynają wypierać się własnych poglądów” i nazwał to sytuacją „śmieszno-straszną”. Trzeba podkreślić, że obydwaj prawnicy w wypowiedzi dla TVN 24 nie wyparli się swoich poglądów. Uznali uchwałę Sądu Najwyższego za wiążącą.

Z kolei Sąd Najwyższy wydał w piątek komunikat, w którym sędziowie napisali, że krytyczne wypowiedzi polityków PiS „naruszają fundamenty państwa prawa, a Sąd Najwyższy, nie tylko jest uprawniony, ale i wręcz zobowiązany, do wykładni przepisów prawa, w tym także ustawy zasadniczej”.

koduj24.pl

SKOK-i zmierzają ku przepaści

3 czerwca 2017

Komisja Nadzoru Finansowego zawiesiła działalność kolejnej kasy – SKOK Nike z Warszawy. Przez prawie pół roku urzędował tam zarząd komisaryczny, który próbował firmę postawić na nogi. Niestety, nie udało się. Skumulowane i nierozliczone straty z poprzednich lat sięgają prawie 50 mln zł i nadal rosną. Krótko mówiąc warszawska kasa, która obsługiwała 17 tys. klientów, jest bankrutem, a KNF złoży wkrótce wniosek o jej upadłość, bo brakuje chętnych do jej przejęcia.

Jak zauważa „Newsweek” to już trzecia SKOK, która w tym roku bankrutuje. W styczniu upadła bowiem kasa Wielkopolska, a w połowie maja Twoja SKOK. I to raczej nie koniec. O ile w 2015 roku łączne straty kas SKOK wyniosły ok. 25 mln zł, to w ubiegłym roku już 116. Kapitały własne SKOK-ów zmalały o 360 mln zł, ale nadal na potęgę pożyczają klientom pieniądze. W ubiegłym roku portfel kredytowy kas wzrósł o 60 mln zł.

Wystarczyło kilkanaście ostatnich miesięcy, by trzy kasy zostały przejęte przez banki, a dziewięć innych zawiesiło działalność. Klienci tych drugich nie stracili pieniędzy wyłącznie dlatego, że od 2012 roku SKOK-i są objęte nadzorem państwowym i gwarancjami bankowymi, finansowanymi tak naprawdę przez klientów sektora bankowego. Do tej pory jednak ratowanie SKOK-ów kosztowało BFG już ponad 3,4 mld zł ( z 11 mld zł, jakie banki przez lata odłożyły w BFG). Warto wiedzieć, że wszystkie instytucje finansowe podnoszą w ostatnich kwartałach opłaty i prowizje, głównie z powodu wprowadzenia podatku bankowego, ale i podwyższenia składki na BFG.

Nigdy by nie doszło do takiej sytuacji, gdyby na początku istnienia kasy zostały objęte rzeczywistą, a nie koleżeńską kontrolą. Próba wprowadzenia nadzoru KNF nad SKOK-ami przez rząd Tuska w 2009 roku została zablokowana przez ówczesnego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Co ciekawe prezydenckim prawnikiem, który spotykał się wtedy z przedstawicielami SKOK-ów i pomógł przygotować skargę do Trybunału Konstytucyjnego na forsowane przez rząd Tuska przepisy był Andrzej Duda. Skarga opóźniła wprowadzenie nadzoru nad kasami prawie o dwa lata. Dopiero po przejęciu nadzoru nad SKOK-ami przez KNF okazało się, że kondycja finansowa tego systemu finansowego dalece odbiega od ideału. Pierwsza kasa – SKOK Wspólnota upadła w połowie 2014 roku.

Mimo powagi sytuacji PiS jakoś nie poświęca temu zjawisku większej uwagi. Wątpliwej jakości zarządzanie kasami i co gorsza, pozostawienie ich poza państwowym nadzorem finansowym, kosztowało nas już 3,4 mld zł. I ta suma na pewno wzrośnie.

Sejmowa komisja śledcza od roku tymczasem bada z gorliwością godną lepszej sprawy aferę Amber Gold. Byłoby dobrze, gdyby posłowie prześwietlili także okoliczności powstania powiązanego z PiS systemu SKOK. Po przesłuchaniu prokuratorów, którzy nieudolnie zajmowali się Amber Gold, jeszcze zanim ta spółka urosła, szefów Komisji Nadzoru Finansowego, którzy próbowali mobilizować prokuraturę do pracy, a także urzędników z Urzędu Lotnictwa Cywilnego, przyszedł czas na polityków. Przed komisją stanęli najpierw Waldemar Pawlak, potem Marek Belka, a w końcu Sławomir Nowak, były minister infrastruktury. Niebawem zaproszenie na Wiejską dostanie syn Donalda Tuska, a potem także sam były premier.

koduj24.pl

Kancelaria Prezydenta przygotowuje się do starcia z Tuskiem

3 czerwca 2017

W krótkim czasie druga osoba składa dymisję w Kancelarii Prezydenta. Jak pisze „Super Express” w czwartek rezygnację złożyła szefowa Kancelarii Prezydenta Małgorzata Sadurska. Formalnie ma odejść na początku przyszłego tygodnia. „SE” informuje, że Sadurska ma przenieść się do zarządu jednej z największych spółek Skarbu Państwa. Oznacza to dla niej poważny zastrzyk finansowy. W Pałacu Prezydenckim zarabiała kilkanaście tys. zł. Teraz miesięcznie będzie dostawać kilkadziesiąt tys. zł.

Na początku maja z Pałacu odszedł dyrektor biura prasowego Marek Magierowski. Przyczyn nie podano, nieoficjalnie mówiło się, że był skonfliktowany m.in. z szefem gabinetu prezydenta Krzysztofem Szczerskim. Sam Magierowski został ostatnio wiceministrem spraw zagranicznych.

Nieoficjalnie mówi się, że powodem kolejnej już dymisji jest coraz silniejsza pozycja szefa gabinetu prezydenta Krzysztofa Szczerskiego, ale także próba „zdynamizowania” prezydentury Andrzeja Dudy. – „W siedzibie prezydenta coraz bardziej myśli się o starciu z Donaldem Tuskiem w wyborach prezydenckich w 2020 r. Żeby wygrać wybory, prezydent potrzebuje silniejszego zaplecza” – pisze „Super Express”, powołując się na anonimowego informatora. Dziennikarze „SE” próbowali w tej sprawie uzyskać komentarz rzecznika prezydenta Krzysztofa Łapińskiego – bez skutku.

koduj24.pl

Jacek Żakowski zawstydził Martę Kaczyńską

3 czerwca 2017

Po konferencji prokuratora Marka Pasionka na temat wyników dotychczasowych ekshumacji ofiar katastrofy smoleńskiej, Marta Kaczyńska w wywiadzie udzielonym portalowi wPolityce, stwierdziła, że jej zdaniem śledztwo powinno być prowadzone w kierunku zarzutu bezczeszczenia zwłok. Prokurator potwierdził, że w kilku grobach ofiar były szczątki innych osób. Nawet w trumnie prezydenta Lecha Kaczyńskiego znajdowały się fragmenty ciała innych osób. – „Państwo w tamtym okresie powinno zadbać o to, by ofiary zostały pochowane w sposób godny. Dziś wiemy, że tak się jednak nie stało i są osoby, które ponoszą za to odpowiedzialność” – mówiła Marta Kaczyńska.

Stwierdziła, że obraz działania polskiego państwa, jaki wyłania się w kontekście katastrofy smoleńskiej „to obraz makabryczny i absolutnie niedopuszczalny w cywilizowanym świecie oraz w naszej kulturze, zgodnie z której kanonami, ciało osoby zmarłej traktuje się zawsze z szacunkiem”. Poproszona o komentarz do postawy byłej minister zdrowia Ewy Kopacz, tego, co mówiła w kwietniu 2010 roku, a co ostatnio po wizycie w prokuraturze, Kaczyńska stwierdziła: – „Można odnieść wrażenie, że pani Ewa Kopacz przebywała w Moskwie niemal prywatnie. Brzmi to jak linia obrony, próba ucieczki od odpowiedzialności. Z drugiej strony jeśli przyjąć, że pani Kopacz jak twierdzi, była obecna w Moskwie nieoficjalnie, to na jej przykładzie widać jak nieprofesjonalnie funkcjonowały nasze ówczesne władze”.

Na te słowa ostro zareagował Jacek Żakowski i na antenie TOK FM zwrócił się do Kaczyńskiej: – „Pani Marto, pani jako jedna z niewielu miała szansę technicznie zweryfikować zawartość trumny swoich rodziców. Rozumiem, że w tak tragicznych okolicznościach człowiek nie jest taki mądry jak dziś po wielu latach” – stwierdził dziennikarz. Nawiązując do sytuacji i postawy Ewy Kopacz w tamtych dramatycznych okolicznościach, powiedział: – „Myśli pani, że nie byłoby bardziej elegancko, empatycznie i po ludzku odnosić się do siebie z niedużo większą wyrozumiałością niż do innych osób, które brały w tym udział, jak np. pani Ewa Kopacz, która heroicznie włączyła się w pomaganie rodzinom, choć jako minister zdrowia nie miała takiego obowiązku”. Żakowski powiedział też, że gdyby teraz Lech i Maria Kaczyńscy słyszeli, co mówi ich córka, nie spodobałoby im się to. – „Myślę pani Marto, rodzicom byłoby wstyd, gdyby znali pani wypowiedzi”.

koduj24.pl

Irlandia będzie mieć premiera geja. Do niedawna kontakty homoseksualne były nielegalne

mako, 02.06.2017

Leo Varadkar zostanie pierwszym homoseksualnym premierem Irlandii

Leo Varadkar zostanie pierwszym homoseksualnym premierem Irlandii (Brian Lawless / AP / AP)

Leo Varadkar został wybrany szefem irlandzkich Chadeków i wkrótce zostanie tam premierem. Będzie nie tylko najmłodszym szefem rządu w historii tego kraju, ale też pierwszym homoseksualistą na tym stanowisku

Jeszcze w 1993 roku kontakty homoseksualne były w Irlandii nielegalne. Jednak od tego czasu wiele się w tym kraju zmieniło.

W 2015 roku odbyło się tam referendum w sprawie małżeństw jednopłciowych. Aż 78 proc. obywateli tego kraju opowiedziało się za ich legalizacją. Nieco mniej, bo 71 proc. Irlandczyków, uważało że pary jednopłciowe powinny móc adoptować dzieci. Wtedy też minister zdrowia Leo Varadkar ujawnił, że jest gejem. Teraz będzie on pierwszym homoseksualnym premierem Irlandii.

Irlandia bez uprzedzeń

38-letni Varadkar został w piątek wybrany nowym szefem chadeckiej partii Fine Gael – podało BBC. Jego poprzednik, Enda Kenny, który sprawował jednocześnie funkcję premiera, podał się do dymisji 17 maja. Zgodnie z obowiązującymi procedurami prezydent ma teraz mianować nowym taoiseachem – a więc szefem rządu – właśnie Varadkara. Najpierw jednak musi on zyskać poparcie izby mniejszej parlamentu. Powinno to nastąpić do końca czerwca.

– Jeżeli ta nominacja ma coś udowodnić, to że Irlandii obce są uprzedzenia – powiedział w piątek polityk, który jest nie tylko homoseksualistą, ale też synem imigranta. – Kiedy mój ojciec przebył 8 tys. km, żeby zbudować sobie dom w Irlandii, raczej nie sądził, że jego syn zostanie jej przywódcą – żartował i postawił rządowi za zadanie „wspólnymi siłami zbudować Republikę szans”.

gazeta.pl

SOBOTA, 3 CZERWCA 2017

Rabiej: Warszawa może stać się miastem z naszych marzeń i snów, ale potrzebna jest mądra głowa, silna ręka i otwarte serce

12:45

Rabiej: Warszawa może stać się miastem z naszych marzeń i snów, ale potrzebna jest mądra głowa, silna ręka i otwarte serce

Warszawa może stać się miastem z naszych marzeń i snów, ale potrzebna jest mądra głowa, silna ręka i otwarte serce. Chciałbym, żeby Warszawa była uczciwa, żeby dobrze gospodarowała wspólnym majątkiem. Pamiętam wiele spraw związanych z lokalami komunalnymi, z działkami, inwestycjami, przykłady niegospodarności. Od początku walczyłem w Warszawie z ośmiornicą reprywatyzacyjną. Zbyt wiele osób przez dzikie roszczenia znalazło się na bruku. Widziałem, rozmawiałem z nimi. Do dziś pamiętam mieszkanie komunalne na warszawskiej Pradze i słowa jego lokatorki wyrzuconej przez czyścicieli kamienic: w tej norze nie da się żyć, w Warszawie nie może być czegoś takiego jak niby mieszkania zastępcze, bo nie można żyć na niby. Nasze miasto powinno dbać o swój majątek i dobrze nim gospodarować, sprawiedliwe dzielić. Obojętnie czy są to parki czy ulice, lokalne komunalne czy dostęp do świeżego powietrza, wody albo zieleni. To będzie wielkie zobowiązanie dla nowego prezydenta stolicy, ale to obowiązek uczciwego miasta – mówił Paweł Rabiej po nominacji Nowoczesnej na kandydata na prezydenta Warszawy. Jak dodał:

„Chciałbym, żeby Warszawa lepiej zadbała o jakość naszego życia, bo jest miastem ludzi aktywnych, przyciąga z całej Polski, Europy osoby twórcze, ambitne. Sami jesteśmy ich przykładem, sam jestem ich przykładem. Jestem warszawiakiem z wyboru, jak prawie połowa mieszkających tutaj warszawiaków. Ale mogę z całą mocą powiedzieć: to moje miasto, bo tu skończyłem studia, tu znalazłem swoją pierwszą pracę, stworzyłem dom i w nim posadziłem pierwsze drzewo – mam nadzieję, że nie ostatnie. Nasze miasto nie może tworzyć przeszkód, nie może rzucać nam kłód pod nogi. Powinno ułatwiać nam życie, zadbać, byśmy otwierając okno nie oddychali smogiem, ale powietrzem czystym, którym można oddychać. O to, żeby matka nie odwoziła do przedszkola godzinę swojego dziecka. Zadbać o to, żeby każda rodzina miała żłobek, szkołę w swoim najbliższym sąsiedztwie. To będzie nasz program 500 minus, mniej niż pół kilometra do żłobka i przedszkola czy parku w Warszawie”

Jak zapowiedział Rabiej, za chwilę zostanie uruchomiona akcja „Pocztówka do prezydenta Warszawy” – kandydat Nowoczesnej chce poprosić mieszkańców Warszawy, by ci odwiedzając inne miasta w wakacje, napisali, co zauważyli, co warto zmienić w stolicy. Na początku października ma zostać przedstawiony program.

12:24

Rabiej: Mamy Warszawę dwóch różnych prędkości, chcę połączyć nasze pęknięte miasto

To ważny dzień dla nas wszystkich. Ważniejszy będzie tylko ten dzień, kiedy warszawiacy zagłosują na Warszawę aktywną, uczciwą i otwartą. Na Warszawę nowoczesną. Ta nominacja to początek drogi, nie tylko mojej, drogi na wszystkich. Warszawa jest lustrem naszego kraju, pęknięta. Mamy miasto dwóch różnych prędkości. Warszawę aktywnych i porzuconych. Warszawę lewą i prawą. Miasto otwarte i miasto pełne obaw, a strach rodzi złość i agresję. Warto łączyć, a nie dzielić. Trzeba budować mosty, a nie mury. Chcę połączyć nasze pęknięte miasto – mówił Paweł Rabiej po nominacji Nowoczesnej na kandydata na prezydenta Warszawy.

12:10

Rabiej kandydatem Nowoczesnej na prezydenta Warszawy

Paweł Rabiej został – już oficjalnie – kandydatem Nowoczesnej na prezydenta Warszawy. Taką decyzję podjęto na nadzwyczajnej konwencji regionu warszawskiej Nowoczesnej, o czym poinformował Ryszard Petru. Za kandydaturą Rabieja głosowało 151 osób na 167, przeciw było 5, a wstrzymało się 11 osób.

Musimy nie dopuścić, żeby gdziekolwiek w Polsce, a szczególnie w Warszawie, Warszawa mogła być PiS-owska, ani tutaj, na Mazowszu. Warszawa musi być europejska i otwarta. Musi być miastem, gdzie z budżetu jest finansowany program in vitro, bo dzisiaj tego nie ma. Musi być miasto, gdzie się mogą rozwijać start-upy i przedsiębiorcy. To musi być serce biznesu naszego kraju. To musi być miasto tolerancyjne, które odrzuca skrajności typu ONR. To musi być miasto, gdzie nie może być tak, że każda uroczystość zaczyna się tak, jak religijna. Warszawa może być wielka, nowoczesna, zamożna, musi być przyjazna dla mieszkańców, ale dla tych, którzy do niej przyjeżdżają – mówił Petru.

Lider Nowoczesnej mówił o konieczności przerwania walki między starymi partiami, bo Warszawa potrzebuje nowoczesnego prezydenta.

300polityka.pl

Rabiej kandydatem Nowoczesnej na prezydenta Warszawy

Paweł Rabiej nie ukrywał swoich ambicji. Mniej więcej od roku spotykał się z miejskimi organizacjami i zabiegał o ich poparcie.

O jego kandydaturze na prezydenta Warszawy mówi się głośno mniej więcej od września 2016 r. Wtedy Rabiej dokonał coming outu, który zdaniem jego krytyków miał pomóc politykowi Nowoczesnej zwiększyć rozpoznawalność i zdobyć sympatię liberalnego elektoratu w stolicy.

Według naszego rozmówcy, dobrze zorientowanego w sytuacji w Nowoczesnej, ambicje Rabieja doprowadziły do mocnego ochłodzenia jego relacji z Ryszardem Petru: – Paweł był w partii postrzegany jako prawa ręka Ryszarda, ale to się popsuło na jesieni zeszłego roku. Rabiej udzielił wówczas kilku wypowiedzi, które mocno akcentowały jego rolę w tworzeniu partii i zdradzały jego ambicje, to nie spodobało się liderowi. Później wyglądało to, jakby szedł na zwarcie z Petru.

Jego pozycję w partii osłabiły też oskarżenia o to, że wynosił do mediów informacje z posiedzeń jej zarządu. Krytycy zarzucają mu również, że gra wyłącznie na siebie.

 

W Nowoczesnej nie ma zachwytu nad Rabiejem

Stołeczne ambicje Rabieja nie spotkały się w partii z dużym entuzjazmem, jednak żaden inny polityk nie chciał ubiegać się o prezydenturę Warszawy. W kontekście wyborów samorządowych mówiło się o Kamili Gasiuk-Pihowicz, ale jak twierdzi jeden z polityków: – Kamila nie chciała startować, a jej kandydaturze był też niechętny lider Nowoczesnej. Dzięki temu Rabiej dostał mocny mandat – na nadzwyczajnej konwencji warszawskiego oddziału partii zagłosowało na niego 151 ze 167 członków.

Kandydat Nowoczesnej zapowiada „łączenie pękniętego miasta” i promocję nowoczesnej, aktywnej Warszawy. Jednym z motywów jego kampanii może być atakowanie PO za reprywatyzację stołecznych nieruchomości – Rabiej kieruje zespołem ds. oceny jej skutków w ramach partyjnej sieci ekspertów „Lepsza Polska”. Jest też kandydatem Nowoczesnej do komisji weryfikacyjnej do badania reprywatyzacji w Warszawie (Jerzy Meysztowicz nie uzyskał poparcia Sejmu).

Przedstawiając swojego kandydata, Nowoczesna rozpoczyna kampanię na około półtora roku przed wyborami samorządowymi. A wciąż nie wiadomo, kogo wystawi PO i PiS. To pomoże Rabiejowi zwiększyć rozpoznawalność. Polityk Nowoczesnej nie ma jednak szans na zwycięstwo, a jego wynik będzie zależał w dużej mierze od tego, jakiego kandydata wystawi Platforma.

Rabiej drugim Biedroniem?

Kandydat partii Petru na pewno spotka się ponownie z zarzutami, że jego coming out miał wykreować go na drugiego Roberta Biedronia oraz zwiększyć jego rozpoznawalność – zwłaszcza że Rabiej, choć często obecny w mediach, nie jest posłem. Będzie także musiał stawić czoła powracającym zarzutom o rzekome związki ze służbami specjalnymi na początku lat 90., gdy razem z Ingą Rosińską napisał dwie książki („Kim pan jest, panie Wachowski?” oraz „Droga cienia – Wachowski bez cenzury”), które uderzały w ówczesnego szefa gabinetu prezydenta Lecha Wałęsy.

Autorom zarzucano, że mogli mieć dostęp do informacji, które nie były jawne. – To na pewno zostanie mu wyciągnięte. Zwłaszcza że panuje przekonanie o tym, jak ciężko uwolnić się z takich relacji – ocenia jeden z naszych rozmówców.

Prawica z pewnością przypomni mu też tweet ze stycznia tego roku, gdy napisał o rozróżnianiu odpowiedzialności Niemców i nazistów za Holokaust. Rabiej napisał wtedy: „Na tej samej zasadzie: TK nie zniszczyli Polacy, ale PiS i to on za to odpowie, a nie Polacy”. Jednak zdaniem jednego z polityków największą słabością kandydata Nowoczesnej może być brak doświadczenia: – On poza magazynem „THINK TANK” niczym nie zarządzał.

Choć Rabiej jest jednym ze współtwórców Nowoczesnej, to nie startował do Sejmu i skupił się na zapleczu programowym partii. Decyzja o kandydowaniu na prezydenta Warszawy oznacza jego pełne zaangażowanie w politykę. Dobrze poprowadzona kampania pomoże mu wzmocnić jego pozycję w Nowoczesnej.

polityka.pl

Prof. Łętowska punktuje Pałac Prezydencki: powołują się na prawnika, który zmarł w 1959 roku

gazeta, 03.06.2017

Profesor Ewa Łętowska© Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta Profesor Ewa Łętowska

 

– Ja przejrzałam te publikacje. Na pierwszym miejscu jest Stanisław Śliwiński. On umarł w 1959 roku – komentuje prof. Ewa Łętowska w TVN24 listę prawniczych prac, na które powołał się Pałac Prezydencki w sporze z Sądem Najwyższym.

Na stronie Kancelarii Prezydenta RP zamieszczono listę publikacji, w których prawnicze autorytety potwierdzają rzekomo, że prezydent może skorzystać z prawa łaski wobec osób, które nie zostały skazane.

Jest to odpowiedź Kancelarii Prezydenta na uchwałę Sądu Najwyższego ws. ułaskawienia Mariusza Kamińskiego i jego współpracowników. Wynika z niej, że prezydent może realizować prawo łaski tylko wobec osób prawomocnie skazanych.

Lista od początku wzbudzała kontrowersje. Niektórzy z umieszczonych na niej profesorów mówią o „nieporozumieniu” i „manipulacji”.

Łętowska: kancelaria cytuje profesora, który zmarł w 1959

Sprawę na antenie TVN24 skomentowała także była Rzeczniczka Praw Obywatelskich i sędzia Trybunału Konstytucyjnego prof. Ewa Łętowska.

Łętowska zwróciła uwagę, że część przywołanych publikacji “nie dotyczy sytuacji po 1997 roku, po konstytucji, która rozważa kwestię prawa łaski”. – Ja przejrzałam te publikacje. Na pierwszym miejscu jest Stanisław Śliwiński. On umarł w 1959 roku – przypomniała. – Proszę zwrócić uwagę, monografia prof. Murzynowskiego, to są lata sześćdziesiąte – skomentowała inną z wymienionych publikacji.

msn.pl

SOBOTA, 3 CZERWCA 2017

STAN GRY: Matyja zaczyna rozumieć lewicę, Komorowski: Myśliwy nie mówi, że zabił, ale że upolował, Szczepkowska przeciwna PiS

SADURSKA MA ZOSTAĆ NOWYM WICEPREZESEM PZU: https://www.wsensie.pl/polska/23603-tylko-u-nas-szefowa-kancelarii-prezydenta-malgorzata-sadurska-ma-zostac-nowym-wiceprezesem-pzu

DYMISJA WICEMINISTER OD BUDŻETU: http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/dymisja-wiceminister-finansow-hanny-majszczyk/m3ntb5g

SUKCES POLSKI, KONIEC SZEFA MSZ? – Fakt: “– Może zostać ambasadorem Polski przy ONZ i twierdzić, że taka funkcja to zwieńczenie kariery w MSZ – mówi nam doświadczony dyplomata. Dodaje jednak, że minister może nie mieć wyboru i zostać zmuszony do jej przyjęcia. Wygrana Polski jest dla PiS dobrym pretekstem, żeby pozbyć się jednego z najgorzej ocenianych członków rządów. A wszystko w atmosferze międzynarodowego sukcesu”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/polska-niestalym-czlonkiem-rady-bezpieczenstwa-ozn/r870t42

JEDYNY SUKCES WASZCZYKOWSKIEGO – Bartosz T. Wieliński w GW: “Prawdę mówiąc, to jedyny sukces w dorobku szefa dyplomacji rządu PiS. Waszczykowski do tej pory popisał się szeregiem wypowiedzi nielicujących z powagą jego urzędu, czystką przeprowadzoną w resorcie i powoływaniem na stanowiska ludzi budzących poważne zastrzeżenia, jak Maria Szonert-Binienda, konsul honorowa w Akron, która publikowała zdjęcie Donalda Tuska w mundurze SS”. http://wyborcza.pl/7,75968,21905093,polska-w-radzie-bezpieczenstwa-onz-czy-bedzie-w-stanie-wykorzystac.html

PIS ZABLOKUJE UCHWAŁĘ SN? – Fakt.

WASSERMANN NIE ZAPRZECZA PYTANA O START W KRAKOWIE – pisze Wiktor Ferfecki w sylwetce posłanki w RZ: “Sama Małgorzata Wassermann mówi, że z dystansem odnosi się do tego, że jej nazwisko regularnie pojawia się na giełdzie kandydatów do objęcia różnych stanowisk. – Przed poprzednimi wyborami z dużym zdziwieniem, będąc między jedną a drugą rozprawą, przeczytałam w gazetach, że rozważam kandydowanie na prezydenta miasta – wspomina. Gdy pytamy ją o to, czy wystartuje w przyszłorocznych wyborach, wcale jednak nie zaprzecza. – Nie było jeszcze na ten temat konkretnych rozmów, nie zastanawiałam się nad tym, więc żadne decyzje nie zapadały. Do wyborów jest jeszcze przecież półtora roku – zauważa”.http://www.rp.pl/Plus-Minus/306019937-Malgorzata-Wassermann-Czy-beda-kolejne-propozycje-od-Kaczynskiego.html#ap-8

KIEDYŚ POŚWIĘTUJEMY – Jarosław Kurski na jedynce GW: “Jednak prawdziwe święto przyjdzie wtedy, gdy my – wszyscy obywatele – niezależnie od tego, kogo popieramy, uznamy za wspólne i niepodważalne zdobycze tamtego Czerwca: praworządność, niezawisłość sędziów, wolność zgromadzeń i wypowiedzi, samorządność, ludzką solidarność. Powagę państwa wreszcie”. http://wyborcza.pl/7,75968,21905312,kiedys-poswietujemy.html

PREZYDENCKA MANIPULACJA – tytuł w GW o ekspertyzach.

RAFAŁ MATYJA: NIE GŁOSOWAŁEM NA CENTROPRAWICĘ – mówi w rozmowie z Grzegorzem Sroczyńskim w GW: “Nigdy nie mówię, jak głosuję. Ale w ostatnich wyborach nie głosowałem na żadną z partii uznawanych za prawicowe czy centroprawicowe. I nieprędko zagłosuję. Moje drogi z prawicą całkowicie się rozeszły, bo prawica zafiksowała się na celach, które dla mnie nigdy nie były interesujące. Dla niej najważniejsza stała się walka z liberalnym establishmentem. Ja tego genu niechęci do elit w ogóle w sobie nie mam. Pani premier powiedziała: „Zwycięstwo Trumpa jest elementem tej samej dobrej zmiany, która zaszła w Polsce”. Międzynarodówka emocji antyestablishmentowych. Przekonanie, że prawica na całym świecie ma wspólnego wroga i tym wrogiem jest jakaś wstrętna elita. Zawsze uważałem, że jak się jest u władzy, to trzeba się z establishmentem dogadywać”.

PIS NIE MA ŻADNEGO PROJEKTU WZMOCNIENIA PAŃSTWA – mówi Matyja: “PiS nie ma żadnego projektu wzmocnienia państwa. Na niczym takim mu nie zależy. A rodzaj narracji, którą uruchamia, to nie moja bajka. Nie mam nawet tej emocjonalnej satysfakcji, którą czują niektórzy moi prawicowi koledzy, że „Wyborcza” dostaje łomot, że Lis szaleje w TOK FM, że Wołek się gotuje. Niektórym prawicowcom ta władza właściwie niezbyt się podoba, ale popierają, bo wy dostajecie piany. Słuchają co piątek rano labiedzenia w TOK FM i rechoczą. Mnie to nie interesuje, bo po prostu nie mam takiej potrzeby psychologicznej”.

MATYJA O TYM JAK MDLI GO POWIĄZANIE WŁADZY Z KOŚCIOŁEM: “Jak prowincja pana zmieniła?
– Kiedy człowiek mieszka w Warszawie i jest wyposażony w gen przekory, to chętnie będzie akcentował swój konserwatyzm przeciw liberalizacji obyczajowej i światopoglądowej. Bronienie Kościoła – zwłaszcza w środowisku dziennikarskim czy akademickim – było rodzajem nonkonformizmu. A jak się ląduje na Sądecczyźnie – może nie w Nowym Sączu, bo samo miasto jest bardziej liberalne – to ta sama przekora sprawia, że człowiek zaczyna rozumieć lewicę. Klimat klerykalizmu jest tak gęsty, że zaczyna pan inaczej myśleć. Byłem w szoku, że Polska tak wygląda.
Czyli jak?
– Ścisłe powiązania między lokalną władzą a Kościołem. Urzędnik mówiący na otwarciu mostu: „Jakże to pięknie, że most Świętej Kingi połączy rondo Błogosławionego Stanisława z rondem Jana Pawła II”. Czuje pan? Gdzieś jest moment, kiedy zaczyna mdlić”.

MATYJA O DOMU WARIATÓW OBU PARTII – mówi Sroczyńskiemu: “Nie chcę uczestniczyć w tym domu wariatów. Mam dość obu partii i wydaje mi się, że ich konflikt za dużo nas kosztuje”. http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,21904581,rafal-matyja-kto-najbardziej-przeszkadza-po-i-pis-ten-kto.html

BRONISŁAW KOMOROWSKI O JAROSŁAWIE KACZYŃSKIM mówi w rozmowie z Donatą Subbotko w GW: “Nie widzę powodu, żeby naddawać mu znaczenia. To sprawny polityk partyjny, bez większych osobistych zasług dla odzyskania wolności. Umie dostosować się do trendów, jakie odczytuje w społeczeństwie, i ma ograniczony poziom trwałości poglądów. PiS to partia aideowa. Wcale nie jest tak, że Kaczyński realizuje swoją wizję Polski. Odwrotnie. Dostroił się do tej bardzo prawicowej wizji nie dlatego, że ma to w sercu, ale uznał to za wehikuł niosący go do władzy. A polityków należy oceniać nie wedle sprawności w przywództwie partyjnym, tylko wedle zasług dla Polski. Na razie u niego tych zasług widzę niewiele, niewspółmiernie mniej niż działań, które mają na celu umocnienie własnej władzy”.

KOMOROWSKI ZAPYTANY PRZEZ SUBBOTKO O KOMORUSKIEGO: “Jeżeli pani chce wiedzieć, czy to boli, to tak. Ale jeśli się wierzy, że o człowieku świadczą jego czyny, a nie wypowiedzi ludzi żadnych, to można się tym nie przejmować”.

KOMOROWSKI O POLOWANIACH:
“Co pan ostatnio napisał?
– Też coś myśliwskiego chyba, lekko obsceniczną „Mężatkę na rykowisku”.
Powie pan?
– Nie, nie, nie… Ha, ha… Jak człowiek tkwi w naturze, to i myśli ma bardzo naturalne. No zobaczę, może potem pani coś przeczytam, ale zastanowię się dwa razy.
Ale czy to znaczy, że wrócił pan do polowań?
– Nie będę tego ukrywał.Kiedy ostatnio?– Tydzień temu.
Gdzie?
– A nie przyznam się. Na dzika. Bezskutecznie. Ale poluję. To moja pasja. Też życie towarzyskie.
Dużo zwierząt pan zabił?
– Myśliwy nie mówi, że zabił, ale że upolował. To rzeźnik zabija. Te nieszczęsne świnki, kurczaki, cielaki – po to, żeby ci, którzy nie lubią myśliwych, mogli się, że tak powiem, nażreć. Nie mają prawa krytykować myśliwych ci, którzy jedzą mięso czy ryby hodowane po to, żeby je zakatrupić. Myśliwy przynajmniej mówi otwarcie: tak nas Pan Bóg stworzył, jemy białko, więc polujemy na białko. Zwierzęta też mają swój porządek zabijania. Ptaki porządek dziobania. Świat jest tak zorganizowany”.

KOMOROWSKI O ŻONIE I RODZINIE – mówi Subbotko: “Polityka niszczy przyjaźnie i często rodziny. Po tej ścieżce za oknem chodziłem, proszę pani, 20 lat, codziennie do Sejmu i z powrotem. Dzisiaj myślę, że dzięki niej się uchowałem. Wielu kolegom odbiło. Bycie posłem to odległość od rodziny, hotel, knajpa, różne związki. A ja, gdy była przerwa, tup, tup, tup do domu, gdzie czekała żona, była zupa i dzieci, i może zdawkowa rozmowa, co u was, ale byłem. A jak kończył się obiad, wracałem tą samą ścieżką pod górę do Sejmu”. http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,21905189,bronislaw-komorowski-jeszcze-nieraz-ze-tak-powiem-przyloze.html

JOANNA SZCZEPKOWSKA JEST PRZECIWNA TEMU CO ROBI RZĄD – jak pisze w RZ: “Dzwoni telefon z TVP z propozycją. Szybko odmawiam reżyserowania nowej sztuki w Teatrze Telewizji. Poprzednia ekipa moje propozycje odrzucała, a teraz ja odrzucam propozycje tej. To rządowa telewizja, a ja jestem przeciwna temu, co robi rząd. Bohaterowie – artyści, jak Jerzy Stuhr, żalą się, że są odrzucani, ale deklarują gotowość, żeby te teatry telewizji robić. Nie rozumiem tego. Ja nie jestem z tej formacji bohaterów, ale nie przysłużę się formowaniu „nowych elit”. Taka jest moja „mowa nienawiści”.

SZCZEPKOWSKA O 4 CZERWCA: “Trzeci telefon. Odmawiam telewizyjnej debaty w lewicowym Onecie. Rozmowa z Janem Klatą i Pawłem Łysakiem o artystycznych barierach. Nie pójdę. Szkoda wolnego czasu na rozmowy o takiej wolności. Proszę państwa – 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm, a zaczęło się bolesne poszukiwanie prawdy”. http://www.rp.pl/Plus-Minus/306019920-Joanna-Szczepkowska-Dwie-melodie-przed-Klatwa.html

JERZY KROPIWNICKI O KULISACH UMOWY Z ROSJĄ, KTÓRA DOPROWADZIŁA DO KRYZYSU RELACJI RZĄDU OLSZEWSKIEGO Z PREZYDENTEM WAŁĘSĄ – opowiada Elizie Olczyk w RZ: “:Oczywiście, że nie, bo gdy prezydent leciał do Moskwy, to jego rzecznik Andrzej Drzycimski, stojąc już na płycie lotniska, powiedział dziennikarzom, że nic nie wie, jakoby część dokumentów została oprotestowana przez rząd. I że nasze zastrzeżenia nie przybrały oficjalnej formy. Ktoś z dziennikarzy przybiegł do rządu z tą sensacyjną informacją, premier kazał natychmiast sporządzić zapis debaty w tej sprawie, bo posiedzenia Rady Ministrów były w całości nagrywane, i wysłać stenogram do ambasady w Moskwie, z poleceniem dostarczenia go prezydentowi Wałęsie. Minister Skubiszewski relacjonował po powrocie, że biegł przez nieoświetlone sale Kremla, żeby dostarczyć pismo Wałęsie, który rozmawiał na osobności z Jelcynem. Prezydent przeczytał dokument i strasznie się zdenerwował. Z Moskwy wrócił nabuzowany. To był dla mnie pierwszy szok”.

KROPIWNICKI O PREMIEROSTWIE OLSZEWSKIEGO – opowiada dalej Olczyk: “To zależy od kryterium. Posiedzenia rządu zaczynały się późno, były długie i męczące. Premier pozwalał na to, by pod drzwiami koczowali dziennikarze, którzy niemalże podsłuchiwali przez dziurkę od klucza. Do dzisiaj jestem ciekawy, kto zarobił na decyzji o uwolnieniu kursu dolara, bo wiem, że jeden z dziennikarzy, gdy to usłyszał, odwrócił się na pięcie i wybiegł z gmachu URM. Dalszymi ustaleniami rządu nie był już zainteresowany. Ale jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że Olszewski chciał stworzyć rząd przełomu, to go stworzył. Po jego rządzie kilka rzeczy było nieodwracalnych, m.in. umowa z Rosją i otwarcie rozmów z NATO. A gdyby kto inny sprawował władzę, to być może podpisaliśmy układ, który mógłby ciążyć na nas nawet do dzisiaj. I gdy ktoś mówi, czego to Jan Olszewski nie zrealizował, zawsze odpowiadam – ale zrealizował to. I gdyby to była jedyna sprawa, to nadal należy uznać, że dokonał wielkiej rzeczy dla Polski”. http://www.rp.pl/Plus-Minus/306019939-Jerzy-Kropiwnicki-Walesa-wrocil-z-Moskwy-nabuzowany-To-byl-szok.html#ap-13

MICHAŁ SZUŁDRZYŃSKI O AFIRMOWANIU ZWIĄZKU PREZYDENTA FRANCJI – pisze w RZ: “Nie, w tej sprawie nie ma nic wartego zachwytu i nie dajmy sobie wmówić, że to zachowanie, które należy jakoś szczególnie pochwalać, stawiać za wzór. Czym innym jest przyjęcie do wiadomości ich sytuacji życiowej, a czym innym jej afirmowania. Nie dajmy z siebie zrobić idiotów, którzy będą podziwiali każdą nowinką obyczajową tylko dlatego, że przychodzi do nas z Francji. Z Francuzów warto brać przykład w wielu dziedzinach. Ale akurat w sferze moralności niekoniecznie”. http://www.rp.pl/Plus-Minus/306019901-Michal-Szuldrzynski-Nie-dajmy-zrobic-z-siebie-idiotow.html#ap-1

POLITYKA SPOŁECZNA WG PETRU – GPC: “Trzykrotna podwyżka VAT-u na podstawowe artykuły spożywcze i 250+ zamiast 500+ to w skrócie pomysły Nowoczesnej na politykę społeczno-gospodarczą. W gruncie rzeczy to nic nowego, stary program ubrano w nieco nowsze ubranka”.http://gpcodziennie.pl/64735-politykaspolecznawedlugpetru.html

LECZENIE OTYŁOŚCI PODATKIEM – GPC: “Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaleca Polsce m.in. dodatkowe opodatkowanie produktów żywnościowych zawierających duże ilości tłuszczów, cukru i soli, a zniesienie podatków, którymi są obłożone warzywa i owoce. Ma to pomóc w walce z otyłością, która w Polsce ma charakter epidemii”.  http://gpcodziennie.pl/64751-leczenieotyloscipodatkiem.html

WIELKI PROTEST TAKSÓWKARZY PRZECIW UBEROWI – Adrianna Rozwadowska w GW: “W poniedziałek 5 czerwca taksówkarze zaprotestują w największych miastach Polski. Chcą zdecydowanych działań państwa w sprawie ich zdaniem nielegalnych przewoźników, m.in. Ubera. Jeśli protest nie poskutkuje, w kolejnych tygodniach zjadą z całego kraju i sparaliżują Warszawę”. http://wyborcza.pl/7,155287,21904607,w-poniedzialek-w-calej-polsce-protest-taksowkarzy-m-in-przeciw.html

SYN SZYDŁO NA JEDYNCE GAZETY WROCŁAWSKIEJ:

HOFMAN PIĘKNIEJE BEZ PREZESA- SE: http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/hofman-pieknieje-bez-prezesa_998482.html

300polityka.pl

MSZ rozdaje urzędnikom książeczkę: „Opowiedz gościom o św. Janie Pawle II i św. Faustynie”

ADA, 03 czerwca 2017

Witold Waszczykowski

Witold Waszczykowski (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Wśród materiałów, które MSZ rozdaje urzędnikom podczas szkoleń, znajduje się książeczka „Ambasador Polskości” wydana przez Redutę Dobrego Imienia na Światowe Dni Młodzieży. Czego się z niej dowiedzą?

W piątek w Akademii Dyplomatycznej w Warszawie odbył się kurs Ministerstwa Spraw Zagranicznych dla przedstawicieli samorządów. Nic w tym dziwnego – to standardowy sposób szkolenia nowych urzędników pracujących w wydziałach współpracy z zagranicą. Podczas 8-godzinnego spotkania szefowie departamentów MSZ opowiadali m.in. o tym, jak prowadzić współpracę, uwzględniając różnice międzykulturowe, np. w krajach azjatyckich czy arabskich, a także jakie są polskie priorytety w dyplomacji.

Na zakończenie uczestnicy otrzymali pakiet materiałów. Wśród nich – książeczkę wydaną z okazji odbywających się rok temu (w lipcu 2016 roku) Światowych Dni Młodzieży pt. „Ambasador Polskości”. Książeczki otrzymywały rodziny goszczące obcokrajowców przybywających do Polski na ŚDM. Rodziny wiedzę miały przyswoić, a potem ją popularyzować. Broszurę przygotowała fundacja Reduta Dobrego Imienia (zajmująca się obroną dobrego imienia Polski) przy współpracy z MSZ.

Grzybiarskie sukcesy tematem barwnych opowieści

Teraz wiedzę z tej samej książeczki czerpać będą wszyscy szkoleni w MSZ urzędnicy. Czego się z niej dowiedzą? Po zapoznaniu się ze słowami wstępnymi prezydenta Andrzeja Dudy, ministra Witolda Waszczykowskiego i Jana Dziedziczaka przeczytają, że z gościem z zagranicy należy rozmawiać, nie narzekać, a także opowiedzieć mu o św. Janie Pawle II i św. Faustynie, której „Dzienniczek” jest najczęściej tłumaczoną i wydawaną w obcych językach polską książką.

W dalszej części dowiedzą się o świętych, męczennikach i pustelnikach, a także najważniejszych obiektach sakralnych Polski. Przypomną sobie chronologicznie dzieje naszego kraju  i Kościoła katolickiego, począwszy od królów polski, przez bitwę pod Grunwaldem, husarię i ułanów, aż po „żołnierzy wyklętych”.

RDM chwali się też polską demokracją z czasów I Rzeczypospolitej – konkretnie faktem, że szlachty było u nas 10 proc., podczas gdy w innych krajach zaledwie 1-2 proc. „Nieprzypadkowo Polska była jedynym chrześcijańskim państwem europejskim, w którym pokojowo współżyli wyznawcy niemal wszystkich religii (także muzułmanie). Innowiercy nie płonęli na stosach”. „W Polsce nadal jest praktykowany zwyczaj całowania pań w rękę przez mężczyzn” – dowiadujemy się z punktu „Formy grzecznościowe”.

Na koniec o grzybach i kibicach: „Grzybobranie w Polsce to coś więcej niż tylko archaiczny sposób pozyskiwania żywności, to styl życia opisywany np. w ‚Panu Tadeuszu’ Adama Mickiewicza. Jesienią ruszamy do lasów na poszukiwanie prawdziwków, podgrzybków, koźlarzy, rydzów i innych grzybów, a grzybiarskie sukcesy są później tematem barwnych opowieści podczas spotkań rodzinnych i towarzyskich”. „Polscy kibice, zwłaszcza siatkarscy, uznawani są za najlepszych na świecie (…). Większość kibiców akcentuje swój patriotyzm. Wielu z nich opiekuje się miejscami
pamięci narodowej i grobami powstańców”.

Książeczkę kończy posłowie Macieja Świrskiego, założyciela i prezesa Reduty Dobrego Imienia.

Pielgrzymka Matki Boskiej przez kraje Ameryki Łacińskiej za 100 tys. zł

Pod koniec maja Adrian Zandberg z Partii Razem zwrócił na Facebooku uwagę, jak MSZ wydatkuje publiczne pieniądze. Z programu „Dyplomacja publiczna 2017” wynika bowiem, że resort przekazał m.in. 216 tys. zł fundacji ojca Rydzyka, 212 tys. zł na Fundację Kardynała Kozłowieckiego, a setki tysięcy złotych poszły na festiwale muzyki religijnej organizowane przez katolickie zgromadzenia.

100 tys. zł kosztować MSZ będzie z kolei promocja Polski poprzez organizację pielgrzymki świętego obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej po krajach Ameryki Łacińskiej. Zapytany o ten ostatni grant resort odpowiedział, że „obraz promuje Polskę jak kraj przyjazny, otwarty i bezpieczny”.

W MSZ powstała też lista gości, których warto zapraszać za granicę – do nadzorowanych przez resort Instytutów Polskich zajmujących się promocją naszej kultury za granicą. Wśród polecanych „ludzi pióra i publicystów” znaleźli się m.in. Jan Pietrzak, Piotra Semka, Tomasz Terlikowski, Jan Pospieszalski i Sławomir Cenckiewicz, a do tego publicyści „Do Rzeczy”: Waldemar Łysiak, Andrzej Horubała, Sławomir Koper, Krzysztof Masłoń, Krystyna Grzybowska z portalu wPolityce.pl, a także Barbara Stanisławczyk – prezeska Polskiego Radia. Polskich współczesnych i święcących triumfy za granicą pisarzy – m.in. Olgi Tokarczuk – zabrakło. Resortowi zdarzało się już odmawiać współfinansowania wydarzeń, w których uczestniczyła pisarka.

Targalski, Gmyz, Cenckiewicz to wysyłani w świat żołnierze propagandy – Potoroczyn w „3×3” o promocji Polski za granicą

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21205802,video.html

gazeta.pl

Rafał Matyja dla „GW”: nie zauważymy jak państwo nam zniknie

03.06.2016

– Polacy najbardziej męczą się okresami chaosu i pod tym hasłem dzisiejsza opozycja może dojść do władzy. Nie pod hasłem obrony demokracji – mówi w dzisiejszej „Gazecie Wyborczej” politolog dr hab. Rafał Matyja, twórca koncepcji IV Rzeczypospolitej.

– Długo się zastanawiałem, czy Kaczyński i Tusk mieli tak złe osobowości, że przyszli i zepsuli własne partie, czy odwrotnie, to oni zostali przez partie zepsuci – mówi w rozmowie z Grzegorzem Sroczyńskim dr Matyja. I wskazuje, że miejsce miał drugi z tych procesów. – Dali się zepsuć. Logika wojny pchnęła ich do tego, żeby mieć scentralizowane partie, które są karne, można nimi zarządzać przekazami dnia”. I wskazuje, że jego zdaniem „ostatnimi osobami stawiającymi pytania w polityce byli Rokita, Dorn i Ujazdowski. Wszyscy się przygotowywali do rządzenia”.

– Konflikt obu partii za dużo nas kosztuje – wskazuje Matyja. – Jako społeczeństwo zdolne do współdziałania nie pozbieramy się prędko. Nie żyjemy dziś normalnie, mamy niewiele wspólnych instytucji, a za dużo plemiennych. Jeżeli wszyscy sobie nagrody przyznają w obrębie plemion, mają swoje hierarchie, swoich pisarzy, reżyserów, to jest to chore – dodaje w rozmowie z „GW”.

Zdaniem politologa, obie strony sporu politycznego w Polsce „zatraciły zdolność myślenia”, obie nastawione są na „jeden typ automatycznych reakcji: zwalczanie przeciwnika”, a Polska potrzebuje rzetelnej pracy koncepcyjnej nad rozwiązaniami aktualnych problemów.

Dr Matyja uważa, że Polska obecnie jest w niebezpiecznym momencie, gdy nie dostrzegamy, że „państwo gnije”. Obie główne partie sceny politycznej ponoszą w tym zakresie podobną odpowiedzialność. Obie „eksploatują państwo”. Dr Matyja stawia tezę, że możliwy jest scenariusz, gdy ten proces „gnicia” zostanie wykorzystany przez „czynnik zewnętrzny”, np. przez Rosję, ale nie w postaci bezpośredniej agresji, lecz wciągania w swoją strefę wpływów. – Większość złych wydarzeń w historii Rzeczypospolitej, o których myśleliśmy, że przebiegały w sposób dramatyczny, wyglądała tak naprawdę banalnie nieefektownie. Zanim przyszły rozbiory, państwo gniło sto lat – przypomina. – Nie zauważamy, że państwo nam znika.

Tylko w Onecie:

Rafał Matyja: kluczowe narzędzie przywództwa Kaczyńskiego

Skandaliczne słowa Kaczyńskiego – wskazuje w wywiadzie, odnosząc się do „Cała Polska z was się śmieje”, „Patrząc po twarzach protestujących, to są pracownicy dawnych organów bezpieczeństwa i jest też trochę osób specjalnej troski” – zerwały z kolei dialog z centrum sceny politycznej. – To zabiło dialog, który był dla PiS zbawienny przed wyborami – z ludźmi, którzy stoją w centrum i są niezależni. Którzy mogą z różnymi rządami współpracować, bo po prostu czują się państwowcami. Kaczyński wysłał jasny sygnał do własnych szeregów: nie gadajcie z nimi.

„O co w tym systemie chodzi? O władze nad Polską?” – pyta Grzegorz Sroczyński. – Trzeci raz to powiem: o nic.

Cały wywiad z dr Rafałem Matyją w „Gazecie Wyborczej”.

onet.pl

Kolejny SKOK idzie do piachu

Sejmowa komisja śledcza od roku bada sprawę Amber Gold. Byłoby dobrze, gdyby posłowie prześwietlili także okoliczności powstania powiązanego z PiS systemu SKOK.

Sejmowa komisja śledcza badająca aferę Amber Gold, w której tysiące ludzi straciło ponad 700 mln zł nie zwalnia tempa. Po przesłuchaniu prokuratorów, którzy, co tu ukrywać, nieudolnie zajmowali się Amber Gold jeszcze zanim ta spółka urosła, szefów Komisji Nadzoru Finansowego, którzy próbowali mobilizować prokuraturę do pracy, a także urzędników z Urzędu Lotnictwa Cywilnego, przyszedł czas na polityków. Przed komisją stanęli najpierw Waldemar Pawlak, potem Marek Belka, a w końcu Sławomir Nowak, były minister infrastruktury.

Jeśli wierzyć słowom szefowej komisji śledczej Małgorzaty Wasserman, zaproszenie na Wiejską dostanie wkrótce syn Donalda Tuska, a potem także sam były premier. Bo to jemu podlegały służby, które nie powstrzymały rozwoju piramidy finansowej kiedy jeszcze spowodowane przez oszukańczy mechanizm straty byłyby umiarkowane.

Szkoda, że posłowie nie zajmą się równolegle jeszcze grubszą sprawą – kasami oszczędnościowo-kredytowymi SKOK. Wątpliwej jakości zarządzanie kasami i co gorsza, pozostawienie ich poza państwowym nadzorem finansowym, w czym wielkie zasługi mieli były (Lech Kaczyński) i obecny prezydent, kosztowało nas już 3,4 mld zł. I ta suma na pewno wzrośnie.

KNF zawiesił bowiem właśnie działalność kolejnej kasy: SKOK Nike z Warszawy. Od prawie roku w kasie urzędował zarząd komisaryczny, który próbował firmę postawić na nogi. Niestety, mimo reanimacji SKOK Nike ma nadal ujemne kapitały. Skumulowane i nierozliczone straty z poprzednich lat sięgają prawie 50 mln zł i nadal rosną. Innymi słowy warszawska kasa, która obsługiwała 17 tys. klientów, jest bankrutem. KNF już poinformowała, że złoży wniosek o jej upadłość bo na horyzoncie nie ma nikogo, kto kwapiłby się do jej przejęcia.

 

To już trzecia SKOK, która w tym roku idzie do piachu. W styczniu zbankrutowała bowiem kasa Wielkopolska, a w połowie maja Twoja SKOK. I to raczej nie koniec. O ile w 2015 roku łączne straty kas SKOK wyniosły ok. 25 mln zł, to w ubiegłym roku już 116. Kapitały własne SKOK-ów zmalały o 360 mln zł, ale nadal na potęgę pożyczają klientom pieniądze. W ubiegłym roku portfel kredytowy kas wzrósł o 60 mln zł.

W sumie w ciągu kilkunastu ostatnich miesięcy trzy kasy zostały przejęte, przy pomocy finansowej Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, przez banki. A dziewięć innych zawiesiło działalność. Klienci tych drugich nie stracili pieniędzy wyłącznie dlatego, że od 2012 roku SKOKI są objęte nadzorem państwowym i gwarancjami bankowymi, finansowanymi tak naprawdę przez klientów sektora bankowego. Do tej pory ratowanie SKOKów kosztowało BFG już ponad 3,4 mld zł ( z 11 mld zł jakie banki przez lata odłożyły w BFG). Skutkiem tego drenażu było drastyczne podwyższenie składek do bankowego funduszu. Efekty każdy może zaobserwować w regulaminie taryf i opłat swojego banku. Wszystkie instytucje finansowe podnoszą w ostatnich kwartałach opłaty i prowizje, głównie z powodu wprowadzenia podatku bankowego, ale i podwyższenia składki na BFG.

Do tej kosztownej historii nigdy by nie doszło gdyby kasy u progu powstania zostały objęte rzeczywistą, a nie koleżeńską (nadzór nad SKOKami sprawowała faktycznie Kasa Krajowa, jej szefem był powiązany z PiS senator Bierecki). Niestety SKOKi przez kolejne rządy były traktowane jak odrębna część rynku finansowego. Próba wprowadzenia nadzoru KNF nad SKOKami w 2009 roku została zablokowana przez ówczesnego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Prezydenckim prawnikiem, który spotykał się wtedy z przedstawicielami SKOKów i pomógł przygotować skargę do Trybunału Konstytucyjnego na forsowane przez rząd Tuska przepisy był Andrzej Duda. Skarga opóźniła wprowadzenie nadzoru nad kasami prawie o dwa lata.

 

Dopiero po przejęciu nadzoru nad SKOKami przez KNF okazało się, że kondycja finansowa tego systemu finansowego dalece odbiega od ideału. Pierwsza kasa, SKOK Wspólnota, upadła w połowie 2014 roku.

newsweek.pl

Dowódca WOT: W wielu jednostkach na różnych imprezach pierwszy toast poszedł za Antoniego

01.06.2017, 20:03

„Na czele państwa, które jest naszym antagonistą, nie stoi wojskowy, tylko były oficer służb specjalnych, oficer KGB, który konflikty projektuje zupełnie inaczej. W tej sytuacji budowanie przeciwwagi pancernej w Polsce nie jest zasadne, bo wykrwawilibyśmy się ekonomicznie jako państwo, więc musimy zbudować inną strategię obrony” – mówi w rozmowie z Magdaleną Rigamonti gen. Wiesław Kukuła, dowódca Wojsk Obrony Terytorialnej.

Magdalena Rigamonti: Minister obrony Antoni Macierewicz mówił, że żołnierze WOT będą tak przeszkoleni, by byli w stanie stawić czoła rosyjskiemu specnazowi.
Wiesław Kukuła: Powiedział, ale…

 

Jakie ale?
Powiedział. Zdradzę pani tajemnicę – kiedy się walczy, to na początku, do pewnego momentu, nie wiadomo nawet, kim jest przeciwnik, czasami człowiek się zastanawia, czy to swoi do niego nie walą. Dlatego w Afganistanie i Iraku, gdy tylko zaczynała się wymiana ognia, to wołaliśmy przez radio: kto strzela! Jak odpowiadała cisza, znaczy wróg. A z wrogiem trzeba walczyć. Nieważne, z jakiej jest formacji. Jak z drugiej strony jest żołnierz specnazu, to znaczy, że mój żołnierz ma rzucić broń i uciec?

Minister mówił o stopniu wyszkolenia.
A ja dodam, że żołnierz stanie naprzeciwko każdego zagrożenia.

Będzie przynętą dla specnazu.
Nie, moją rolą jest nauczyć go taktyki walki, ale też zbudować takie struktury i dobrać takie wyposażenie, by niwelować potencjalne różnice. Wykorzystamy też przewagę wynikającą ze znajomości terenu i ludzi.

A jaką broń mają terytorialsi?
Broń musi być dobrana pod potencjalnego przeciwnika. Naszym największym wrogiem nie są siły specjalne, tylko siły ciężkie.

Czołgi?
Tak, pododdziały czołgów, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć. Będziemy mieli granatniki, miny, drony. Nauczymy lekką piechotę walczyć z czołgami, wykorzystując teren. Proszę pamiętać, że nawet komandosi są śmiertelni, zabija się ich jak każdego innego człowieka. Bosonogi pasterz w Afganistanie zestrzelił śmigłowiec Chinook, w którym było kilkudziesięciu żołnierzy Navy Seals. Więcej, gdyby talibowie byli tak zorganizowani jak WOT, to naszym siłom specjalnym trudno byłoby ich poskromić. Znaleźliśmy złoty środek w budowaniu WOT. To powiązanie dobrze uzbrojonych i zorganizowanych żołnierzy z terenem, na którym działają, znajomość populacji, sieci komunikacji.

A broń?
Strzelcy wyborowi są u nas już na najniższym szczeblu. Karabinki 12,7 mm będą na wyposażeniu każdej kompanii.

Każdy będzie miał broń?
Każdy, daj Bóg, że szybko zostanie zakończony program Modułowego Systemu Broni Strzeleckiej (MSBS). Mam nadzieję, że uda się ukończyć pozytywnie fazę testów i będzie można go nabyć dla WOT. To się oczywiście nie podoba krytykom. Mówią, a dlaczego WOT ma ten karabinek mieć, a nie Wojska Lądowe. A ja odpowiadam: bo jeśli ma wejść nowy karabinek, to właśnie teraz, kiedy rozpoczynamy szkolenie kilkudziesięciu tysięcy żołnierzy. Szkolenie, na które nie mamy tyle czasu, co Wojska Lądowe.

To z czego teraz strzelacie?
Z beryli, to niestety myśl wojskowa lat 40. A ja potrzebuję broni ergonomicznej, zwłaszcza że mamy bardzo ograniczony czas szkolenia. Docelowo każdy żołnierz będzie miał karabinek, w każdej 12-osobowej sekcji będzie jeden karabin maszynowy, a niektórzy będą mieli też dodatkowo pistolety.

Ile naboi każdy wystrzeli podczas 16 dni szkolenia?
Około stu, ale ta „szesnastka” to preludium szkolenia w WOT. Od momentu kiedy dostali broń, nie zdali jej aż do przysięgi. Stała się ich. Ze szkolenia usunęliśmy wszystko, co polega na biernym przyswajaniu wiedzy. Uczyliśmy tak, jak uczono Armię Krajową, czyli szkolisz się tak, jak walczysz. Z tą różnicą, że nie na tajnych kompletach, tylko w terenie na placu taktycznym. Poza tym różnimy się tym od AK, że mamy broń i amunicję. Czy pani wie, że ludzie z Parasola, którzy zlikwidowali Franza Kutscherę, nie mieli wielkiego doświadczenia bojowego. Niektórzy z nich strzelali trzy razy w życiu. Ale jakie mieli morale!

Panie generale, przecież pan szkoli mieszkańców wsi i miasteczek, i to na kursach weekendowych.
Nie, zaraz pani wyjaśnię, na czym polega szkolenie w WOT. Jeśli doszłoby do konfliktu, to całemu społeczeństwu trzeba dać narzędzia – umiejętności i zasoby w postaci broni – żeby mogło walkę prowadzić, żeby nie musiało jak kiedyś budować Armii Krajowej pod lufami wroga, Niemców i Sowietów. Nie rozumiem niewiary wielu polskich oficerów i ekspertów, którzy mówią, że co prawda w Stanach Gwardia Narodowa działa, ale w Polsce to niemożliwe. A wie pani, że prawie 33 proc. ludzi, którzy zgłosili się do WOT, ma wyższe wykształcenie, a kolejne 15 proc. to studenci, czyli proszę zobaczyć, jak świadomego żołnierza otrzymamy.

Żołnierza?
Oczywiście, żołnierza. Żołnierza obywatela.

Takiego samego jak ten, co służy teraz w armii?
Będzie zdobywał poważanie, budował swój autorytet. To oczywiście nie jest łatwe, widzę, ile wysiłku kosztuje przekonanie mojego otoczenia w armii, że WOT będzie użyteczną formacją. W wielu żołnierzach, nawet w kadrze dowódczej, zwłaszcza w tej, która opuściła szeregi sił zbrojnych, pokutuje przekonanie, że wojna będzie przypominała tę poprzednią, że to będzie symetryczne starcie dwóch sił.

dziennik.pl

Paradoksalnie drogi Panie, ten mecz w Nowym Jorku to trzecia liga w porównaniu z tym w Brukseli. I ustawiony już za PO.

Ekscytujesz się jakbyś pana Boga za nogi złapał a prawda jest taka, to miejsce należało się PL jak psu micha

Upada kolejny SKOK. Cała afera kosztowała już 5 mld zł, ale PiS nie widzi problemu

Afera ściśle tajna

Sprzątanie po SKOK-ach kosztuje wielokrotnie więcej niż po Amber Gold. Ale na komisję śledczą w tej kwestii nie możemy na razie liczyć.

Kolejną ofiarą wśród SKOK będzie Nike. Kasa bogini zwycięstwa wkrótce stanie się zapewne dziesiątym bankrutem. O jej upadłość wystąpiła właśnie Komisja Nadzoru Finansowego. Do tej pory formalnie zbankrutowało osiem kas – Wołomin, Wspólnota, Wielkopolska, Kujawiak, Arka, Polska, Skarbiec i Jowisz. Na rozpatrzenie przez sąd czeka wniosek o upadłość Twojej SKOK. W sumie trzeba było znaleźć ok. 4 mld zł dla poszkodowanych klientów, którzy dzięki Bankowemu Funduszowi Gwarancyjnemu mogli odzyskać swoje oszczędności.

A dokładnie dzięki wszystkim innym klientom banków i pozostałych SKOK, bo przecież na ten fundusz składają się instytucje finansowe. Nie robią tego charytatywnie, tylko obciążają pośrednio swoich klientów. Coraz wyższe składki na BFG płacone przez banki to jeden z powodów wzrostu opłat i prowizji, a przede wszystkim cięcia oprocentowania lokat w ostatnich latach. Rachunek za system SKOK płaci zatem większość Polaków, ale wcale nie dobrowolnie. Po prostu trzymając pieniądze w bankach, nie mają innego wyjścia.

Ile kosztowały nas SKOK-i?

4 mld zł to zresztą tylko część dotąd poniesionych kosztów, bo sześć kas co prawda zostało uratowanych przez banki, ale te nie zrobiły tego wcale za darmo. Za przejęcie chorych kas dostały wsparcie od BFG, czyli znowu – pośrednio – od milionów Polaków. W czterech następnych kasach rządzą komisarze, a to nie oznacza niczego dobrego. W najlepszym razie te kasy przejmą, oczywiście znowu ze wsparciem BFG, banki, a w najgorszym razie kasy Jaworzno, Wybrzeże, Bieszczadzka i Lubuska dołączą do grupy bankrutów.

Tymczasem sam tylko SKOK Jaworzno ma aktywa (czyli głównie oszczędności klientów) wynoszące ponad 400 mln zł.
Rachunek za SKOK przekroczył już zapewne 5 mld zł i będzie rósł dalej. Jednak PiS, tak chętnie badający aferę Amber Gold, na komisję śledczą w sprawie systemu SKOK się nie godzi. Tymczasem wierzytelności wobec Amber Gold zgłoszone przez klientów wynoszą niespełna 600 mln zł. Afera warta przynajmniej osiem razy więcej na wyjaśnienie, zdaniem partii rządzącej, nie zasługuje.

Wiemy oczywiście, dlaczego. To PiS przez lata bronił kas przed zewnętrzną kontrolą, argumentując, że SKOK-i mogą nadzorować się same. Miejmy nadzieję, że w kolejnym parlamencie znajdzie się większość, która dokona rozliczenia odpowiedzialnych za aferę SKOK. Szkoda tylko, że wówczas lista upadłych kas będzie zapewne jeszcze dłuższa niż teraz.

polityka.pl

Polska została niestałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ. Czy to dęty sukces?

Najbardziej chodzi nie tyle o działanie, ile o prestiż i obecność w gronie mocarstw.

Na Polskę głosowało 190 państw ze 190 członków ONZ. Nikt więc nie oddał głosu przeciw. Od 1 stycznia 2018 do 31 grudnia 2019 r. będziemy niestałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ. Po raz piąty, bo nie jesteśmy w tym miejscu nowicjuszem. Tym razem wracamy jako niestały członek po 20 latach – ostatni raz byliśmy wybrani w latach 1996–97. Zastąpimy na tym miejscu ustępującą Ukrainę.

Naszym największym konkurentem o to stanowisko przez kilka lat była Bułgaria, która zabiegała o nie już od ponad dekady. Od dawna też prowadziła zakulisowe rozmowy z premierami i prezydentami nawet najmniejszych wyspiarskich państw typu Kiribati albo rozsławionego już przez ministra Waszczykowskiego Saint Kitts i Nevis. Bułgarzy mieli niemal sukces w kieszeni, ale na ostatniej prostej zrezygnowali ze starań, podobno – o czym informuje nieoficjalnie MSZ – cedując na nas dużą część zdobytego poparcia.

Co zaoferowaliśmy Bułgarom w zamian? Ministerstwo nie zdradza

Rada składa się z pięciu stałych, uprzywilejowanych członków – USA, Rosji, Francji, Wielkiej Brytanii i Chin – oraz dziesięciu niestałych, wybieranych co dwa lata po pięć państw na dwuletnie kadencje. Wybiera ich zgromadzenie w tajnym głosowaniu, według klucza geograficznego, przy czym Europa Środkowo-Wschodnia ma zagwarantowane jedno miejsce.

Pozostałe kraje wybrane dzisiaj na niestałych członków to Wybrzeże Kości Słoniowej, Kuwejt, Gwinea Równikowa oraz Maroko. A w grupie krajów Europy Zachodniej rezygnujące Włochy zastąpiła Holandia.

Bycie niestałym członkiem daje możliwość podejmowania ważnych decyzji, inicjowania różnych nowych spraw i wnoszenia pod obrady Rady tematów, które członkowi Rady wydają się ważniejsze niż inne sprawy. Dwa lata temu skorzystała z tego Ukraina, którą dzisiaj my zastępujemy, żeby przedstawić dowody na rosyjską inwazję w Donbasie, czym wywołała Rosję do zajęcia stanowiska.

Oczywiście dochodzi też zyskiwanie przychylności państw, których interesów niestały członek RB może bronić albo w ich imieniu zabiegać o ich realizację. Polska zapowiada, że dzięki nam w Radzie nadal będzie się podnosiło sprawę Ukrainy. Do tej pory Ukraińcy robili to sami, ale nasze MSZ podkreśla, że podtrzymywanie tego tematu jest jednym z naszych priorytetów.

Można więc inicjować debatę, być swoim albo czyimś adwokatem, ale tylko na poziomie werbalnym. Chociaż czasami może to oznaczać nie „tylko”, ale „aż”, bo mówieniem można doprowadzić do powstania rezolucji. Jednak w gruncie rzeczy najbardziej w tym wszystkim nie chodzi o działanie, ale o prestiż i bycie w gronie mocarstw.

Czy to więc dęty sukces? No, może troszkę, ale trzeba się z niego cieszyć i dobrze, że się udało. Dobrze, że mnóstwo pracy, jaką w zdobywanie poparcia dla Polski włożyli polscy dyplomaci, nie poszło na marne. Może też dzięki temu uda się odczarować trochę Polskę, zdjąć z naszego kraju chociaż część łatek, które się do nas przykleiły. Mamy doskonałą okazję na nowe otwarcie. Fajnie byłoby tego nie zmarnować.

polityka.pl

Od sukcesu do sukcesu

1.06.2017
czwartek

Polska w ruinie? Przecież bezrobocie jest rekordowo niskie, a wzrost PKB więcej niż dobry – więc o co chodzi? Niestety, chodzi o to, że władze wprowadziły Polskę w jakiś trans, w jakieś szaleństwo, które nie znajduje racjonalnego uzasadnienia.

Owszem, są posunięcia sensowne, jak 500 plus czy zaostrzenie kar dla alimenciarzy. Ale to, co dzieje się w sferze ustrojowej, wymiaru sprawiedliwości, katastrofy smoleńskiej, stosunków zagranicznych i wielu innych – woła o pomstę do nieba.

Kilka przykładów. Trybunał Konstytucyjny rozwalony. Owszem, Platforma i PSL nie miały prawa wybierać sędziów „na zapas”, ale to, co zrobił potem PiS, nie ma nic wspólnego z ratowaniem Trybunału. Mamy dziś sędziów dublerów, zesłania na urlop i magister Przyłębską na fotelu, na którym kiedyś zasiadali najwybitniejsi prawnicy.

Sąd Najwyższy systematycznie kwestionowany, zwłaszcza w ostatnich dniach, kiedy podważył legalność ułaskawienia przez prezydenta Dudę swojego kolegi z PiS, Mariusza Kamińskiego, i innych. Uchwała Sądu Najwyższego została natychmiast zakwestionowana przez prawników okołoprezydenckich, jakoby SN stawiał się „ponad prawem” i nie miał prawa oceniać decyzji prezydenta.

Środowisko prawnicze systematycznie dyskredytowane przez ministra i prezesa partii rządzącej oraz ich media jako „kasta”, „zgnilizna” (wicepremier Morawiecki). Minister sprawiedliwości i jego otoczenie stale powtarzają, że środowisko sędziowskie się nie oczyściło, jak gdyby gangrena ograniczała się tylko do sędziów.

Trójpodział władz zlikwidowany. Minister mianuje dyrektorów i lada chwila także prezesów sądów, już może ingerować w każdą sprawę i publikować z niej, co zechce.

Krajowa Rada Sądownictwa ma być podporządkowana politykom, w ramach swoiście rozumianej „demokratyzacji”, czyli najwyższej władzy polityków rządzących.

Media publiczne chwycone za gardło tak bardzo, że nawet niektórzy publicyści prawicy (B. Wildstein) nie mogą się nadziwić i przywołują PRL.

Obowiązująca konstytucja jest postponowana jako „postkomunistyczna”, a prezydent zapowiada bliżej nieokreślone i niepotrzebne referendum (w sprawie kierunków zmian ustrojowych) w stulecie odzyskania niepodległości.

Festiwal opolski w likwidacji.

Człowiek zakatowany przy użyciu paralizatora na komisariacie policji i przez rok władze nie robią w tej sprawie nic – komendant główny nie widział nagrania, wiceminister nadzorujący policję – również. Po ujawnieniu nagrania przez telewizję TVN (niecierpianą przez rząd) i skandalu na cały kraj – odwołani zostają lokalni komendanci, ale politycznej odpowiedzialności za bestialstwo i roczną bezczynność nie ponosi nikt z rządu. Nawet wiceminister od konfetti.

Przetarg na helikoptery dla wojska – spaprany. Obiecane śmigłowce dotychczas się nie pojawiły. Zamiast nich pojawili się młodociani arywiści, zwani Pisiewiczami.

Młodzi aroganci straszą sędziów i zakazują prenumeraty niewygodnych gazet i czasopism. Dyrektorzy teatrów strącani ze sceny. Podkomisja smoleńska przy MON dotychczas nie udowodniła zamachu, a jej przewodniczący, dr Berczyński (dla ministra Macierewicza „Wacek”), ulotnił się do Ameryki, skąd sprawuje swój urząd i pobiera 13 tys. miesięcznie.

Władza dostarcza igrzysk – Tusk, Kopacz, Sikorski po kolei zeznają w prokuraturze. Trwa makabryczny taniec nad trumnami, media z detalami opisują zawartość kolejnych trumien ofiar katastrofy smoleńskiej. Wraku jak nie było, tak nie ma. Końca żałoby nie widać. W Brukseli klęska 27:1. W Sądzie Najwyższym jednomyślna uchwała 7:0. Kroczymy od sukcesu do sukcesu. Co najmniej 1/3 społeczeństwa jest tym upojona.

passent.blog.polityka.pl

Prezydencka manipulacja z ułaskawieniem Kamińskiego. Co naprawdę sądzą o abolicji przywoływani przez Kancelarię Prezydenta prawnicy

Wojciech Czuchnowski, Agnieszka Kublik, 03 czerwca 2017

Dzięki ułaskawieniu przez prezydenta Andrzeja Dudę Mariusz Kamiński mógł zostać zaprzysiężony jako minister-koordynator służb specjalnych w obecnym rządzie

Dzięki ułaskawieniu przez prezydenta Andrzeja Dudę Mariusz Kamiński mógł zostać zaprzysiężony jako minister-koordynator służb specjalnych w obecnym rządzie (Fot. Sawomir Kamiski / Agencja Gazeta)

Przeczytaliśmy wszystkie opinie prawników przywołane przez Kancelarię Prezydenta, by uzasadnić decyzję o ułaskawieniu Mariusza Kamińskiego przed prawomocnym wyrokiem. Większość jest krytyczna wobec takiej procedury.

Jan Bednarzak, jeden z autorów przywoływanych przez urząd prezydenta, pisze o „nauce radzieckiej na tle polskiej praktyki”. Nic dziwnego. Jego opracowanie pochodzi sprzed 52 lat i odnosi się do konstytucji PRL z 1952 r. Nie było w niej instytucji prezydenta, a prawo łaski wykonywała Rada Państwa, organ – tak jak wszystko wtedy – podporządkowany partii komunistycznej.

To jedna z trzynastu publikacji z listy, którą w czwartek przedstawiła Kancelaria Prezydenta. Miały one dowodzić, że Andrzej Duda, ułaskawiając b. szefa CBA Mariusza Kamińskiego i jego ludzi, miał do tego prawo. Opinie wybitnych prawników przeciwstawiono stanowisku Sądu Najwyższego, który w środę orzekł, że Duda nie mógł zastosować prawa łaski przed zapadnięciem prawomocnego wyroku w procesie. Jesienią 2015 r. dzięki tej decyzji Kamiński, poseł i wiceprezes PiS, mógł zostać ministrem-koordynatorem służb specjalnych w obecnym rządzie.

CZYTAJ TAKŻE: Kamiński z CBA na tropie Leppera, czyli skąd się wzięła afera gruntowa i wyrok na szefa CBA

Okazuje się jednak, że zdecydowana większość autorów w wymienionych na stronie prezydenta publikacjach krytycznie odnosi się do możliwości tzw. abolicji indywidualnej, czyli rozszerzenia prawa łaski na sprawy niezakończone prawomocnym wyrokiem. Cztery teksty w ogóle nie dotyczą obecnie obowiązującej konstytucji z 1997 r., która w art. 42 podkreśla, że „każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu”.

Podobnie argumentował SN: „Nie można ułaskawić kogoś, kto jest niewinny”.

Cytowany przez Kancelarię Prezydenta prawnik: Abolicja przed wyrokiem to łamanie równości obywateli

Z 13 opracowań tylko jedno (Bogusław Banaszak, komentarz do Konstytucji RP, 2012 r.) bez zastrzeżeń stwierdza, że w ramach ułaskawienia „dopuszczalne jest uwolnienie od odpowiedzialności karnej, zanim nastąpi prawomocne orzeczenie kary”. O dopuszczalności abolicji indywidualnej pisze też Tomasz Grzegorczyk w tekście z 2008 r. Powołuje się przy tym na pracę prof. Andrzeja Murzynowskiego, nestora polskich prawników, która też jest wymieniona przez Kancelarię Prezydenta.

Ale właśnie w tym opracowaniu (1965) autor niezwykle krytycznie pisze o możliwości darowania kary przed wyrokiem. W jego ocenie jest to mechanizm „trudny do zaakceptowania w państwie praworządnym i demokratycznym”. Określa też ją jako „ingerencję jednego z najwyższych organów władzy państwowej” w wymiar sprawiedliwości. Dokładnie to samo o ułaskawieniu Kamińskiego powiedział w środę Sąd Najwyższy.

CZYTAJ TAKŻE: Po orzeczeniu Sądu Najwyższego. Kamiński stawi się na rozprawę apelacyjną czy też uzna ją za „nieistniejącą”?

Cały tekst Murzynowskiego jest wywodem przeciwko modelowi ułaskawienia, który pół wieku później zastosował Duda. „Abolicja indywidualna byłaby środkiem uprzywilejowania pewnych tylko jednostek i łamania demokratycznej zasady równości wobec prawa dla wszystkich obywateli” – pisze autor. W jednym tylko akapicie ocenił, że „nie ma tu prawnego zakazu”, ale zaraz dodał, że takie „praktyki” nie są stosowane i są „niepożądane”.

Murzynowskiego cytują inni autorzy z listy Kancelarii Prezydenta. Prof. Lech Gardocki wspomina: „Uważa się, że ułaskawienie może polegać na tzw. abolicji indywidualnej”. Prof. Stanisław Waltoś, że „na pierwszy rzut oka wydaje się dopuszczalne [tego rodzaju] ułaskawienie”. Ale podkreśla, że nigdy nie podjęto takiej decyzji. „Wpłynęła na to polska tradycja konstytucyjna i słuszne przekonanie, że taka abolicja byłaby ingerencją w wymiar sprawiedliwości”.

Prawnicy: Ministrowie Andrzeja Dudy wykorzystują nasze nazwiska

Nie wiadomo, dlaczego wśród przywołanych przez Kancelarię autorów znalazł się Bartosz Baran. Pisze on bowiem, że ułaskawianie osób przed prawomocnym wyrokiem powinno być „zakazane”. Stwierdza to na s. 313, a Kancelaria przywołuje s. 314-325, gdzie prawnik podaje przykłady abolicji stosowanych wobec tajnych współpracowników służb specjalnych oraz prezydenta USA Richarda Nixona po jego ustąpieniu z urzędu. Baran wiele miejsca poświęca „niebezpieczeństwu” takiego rozszerzenia prawa łaski i „wykorzystania go do załatwienia interesów politycznych”.

CZYTAJ TAKŻE: Kancelaria prezydenta bojkotuje wyrok SN. „Chcemy demokracji, a nie sędziokracji”

Zupełnym nieporozumieniem jest przywołanie przez urząd prezydenta artykułu dr. Ryszarda Piotrowskiego. Jego dywagacje dotyczą abolicji, ale w sprawach o przestępstwa administracyjne i skarbowe. Kolejna cytowana opinia (dr Katarzyny Kaczmarczyk-Kłak) wręcz uderza w Mariusza Kamińskiego, o którym prezydent mówił, że jest „krystalicznie uczciwy”. Autorka dowodzi, że nawet jeśli ułaskawienie nastąpiłoby przed końcem procesu, to „akt łaski nie stwierdza niewinności danej osoby, a negatywna ocena tego, co zaistniało [czyli przestępstwa], nie jest uchylona”.

Część przywoływanych przez Dudę prawników już zabrała głos. Są oburzeni wykorzystaniem ich nazwisk: „Oświadczam, że nigdy nie wypowiadałem się na temat słuszności lub niesłuszności decyzji p. Prezydenta o ułaskawieniu p. Mariusza Kamińskiego. Twierdzenie, że popierałem tę decyzję, opiera się na nieporozumieniu” – napisał prof. Gardocki.

W TVN 24 powiedział: – Uchwałę Sądu Najwyższego uważam za trafną. A w rozmowie z „Wyborczą”: – Prezydent nie powinien podejmować takiej decyzji. To był ruch polityczny. Nie powinno się tak stać.

„Sytuacja robi się śmieszno-straszna. Niektórzy zaczynają wypierać się własnych poglądów” – skomentował na Twitterze Andrzej Duda.

Sąd Najwyższy: Powściągliwiej prosimy

W sprawie wypowiedział się też Sąd Najwyższy. Odniósł się do wypowiedzi polityków PiS i Kancelarii Prezydenta, którzy powtarzają, że sąd „przekroczył swoje uprawnienia” i „naruszył prerogatywy prezydenta”.

„Takie wypowiedzi naruszają fundamenty państwa prawa, a Sąd Najwyższy, nie tylko jest uprawniony, ale i wręcz zobowiązany, do wykładni przepisów prawa, w tym także ustawy zasadniczej” – czytamy w oświadczeniu Sądu Najwyższego. SN dodaje, że uchwała „nie ingeruje w prezydenckie prawo łaski, a jedynie stwierdza, że akt abolicji indywidualnej nie jest objęty tym pojęciem, a co za tym idzie, zastosowanie prawa łaski przed datą prawomocności wyroku nie wywołuje skutków procesowych”. W oświadczeniu jest apel o powściągliwość: „Pochopne wypowiedzi przedstawicieli władzy publicznej nie tylko godzą w powagę Sądu Najwyższego, ale także podważają zaufanie do najwyższych organów władzy i instytucji państwowych”.

CZYTAJ TAKŻE:  Sąd Najwyższy pokazał, że prezydent Duda jest naiwny i niekompetentny. I że złamał konstytucję – komentarz Pawła Wrońskiego

wyborcza.pl

%d blogerów lubi to: