Tag Archives: Przemysław Szubartowicz

Gdyby Duda wygrał, to zamordyzm Kaczyńskiego dopiero rozkwitnie

Zwykły wpis

Obecnie trwa kampania prezydencka. PiS zamiata pod dywan wiele niewygodnych spraw. Reelekcja Andrzeja Dudy oznacza jednak powrót do takich tematów, np. pełnego oskładkowania zleceniobiorców.

Czas kampanii to okres, w którym politycy nie lubią mówić o niewygodnych dla siebie i wyborców tematach. Po co tych drugich zniechęcać do zagłosowania na „naszego” kandydata? Tyle, że jeśli partiom ostatecznie uda się osiągnąć swoje cele, nierzadko zapominają o obietnicach i wdrażają niepopularne decyzje. Pierwszą sprawą, której powrotu można się spodziewać w przypadku wygranej Dudy, jest ponoć kwestia podziału administracyjnego kraju. Chodzi np. o utworzenie nowych województw, w tym mazowieckiego. Możliwa jest też likwidacja powiatów.

„Reform” ciąg dalszy

To jednak nie koniec. PiS myśli o dalszej ofensywie w wymiarze sprawiedliwości. Tu jednak zaistniał podział. – Ziobryści zapowiedzieli już projekt spłaszczenia struktury sądów, ale to może wywołać kolejną fazę konfliktu z Brukselą – zauważa rozmówca „Rzeczpospolitej”.

Kontrowersje – choć już mniejsze – wywołują sprawy dalszej cyfryzacji wymiaru sprawiedliwości.

Źródło „Rz” sugerują jednak też coś innego. Coś, co może zasmucić socjalny elektorat. Ponoć nie ma się już co spodziewać kolejnych programów społecznych. W to miejsce pojawi się próba restartu programów, które wcześniej nie zadziałały. Chodzi np. o Mieszkanie+, które czeka przy okazji rebranding, zapewne tak, by Polacy zapomnieli o wcześniejszej klęsce na tym polu. Większość rozmówców gazety z PiS nie spodziewa się jednocześnie, by wróciły kwestie światopoglądowe, jak np. zaostrzenie prawa antyaborcyjnego.

Co na to opozycja?

Opozycja ma zaś swój scenariusz. – PiS wie, że nie utrzyma zrównoważonego budżetu bez kolejnych nowych podatków – mówi „Rz” Izabela Leszczyna, posłanka PO. Jej zdaniem wkrótce niezbędna będzie już nawet nowelizacja budżetu.

– Rząd nie zdecyduje się na trzecie podejście do znoszenia limitu zarobków, powyżej którego nie płaci się składek do ZUS – przekonuje z kolei Marek Kowalski, prezes Federacji Przedsiębiorców Polskich. – Inaczej będzie z pełnym oskładkowaniem zleceń. 2 mld zł wpływów z tego tytułu zostały przecież wpisane do projektu tegorocznej ustawy budżetowej – dodaje.

Polska po maju 2020 r.

W każdym razie, jeśli Duda wygra ponownie wybory, PiS może znowu złapać wiatr w żagle. Mimo, że źródła „Rz” mówią coś innego, nadal trzeba brać pod uwagę, że wtedy do gry powrócą najbardziej kontrowersyjne pomysły partii. Możliwe, że najbliższa elekcja prezydencka będzie najważniejszą w naszej historii po 1989 r. i zadecyduje o tym, jaki kierunek obierza nasz kraj na więcej niż dekadę.

Kmicic z chesterfieldem

Wbrew pozorom mediów obiektywnych mamy, jak na lekarstwo. Mediów takich, do których sięgasz po informację, aby wiedzieć, co się dzieje i nie sprawdzać, co kryje się pod powierzchnią.

Sprawdzać, kto im płaci? Jak niedawno przekonaliśmy się z Wirtualną Polską, która miliony czerpała z resortu Ziobry.

Tak zwani symetryści stosują metodę „rżnięcia w krocze”, siadają na mniemanej barykadzie i relacjonują w stylu: PiS jest faktycznie złe, ale Platforma była nie lepsza.

Takie jaja, takie zbuki stosują dziennikarze z „Rzeczpospolitej”, szczególnie beztalencie Michał Szułdrzyński, a czasami naczelny Bogusław Chrabota.

PiS stoi aferami, codziennie ujawnia się kilka, a nie tylko jedna. To swoisty rekord świata godny Księgi Guinnessa. Przypomnijmy sobie PO: zegarek Nowaka warty 30 tys. zł, który kupił za swoje, ale nie ujął w zeznaniu majątkowym.

Symetryzm to choroba, która nazywa się dupizm. Daję PiS-owi dupy, który dyma, ale udaję, że nie jestem dymany.

Symetryzm świetnie ujmuje Przemysław Szubartowicz, który ustosunkowuje się…

View original post 460 słów więcej

 

Kidawa-Błońska punktuje Dudę. Patrzeć, jak koleś zaliczy dechy

Zwykły wpis

Kandydatka Platformy Obywatelskiej na prezydenta, Małgorzata Kidawa-Błońska, kolejny raz celnie uderza w prezydenta Andrzeja Dudę. Wskazuje na to, że jest „odcięty od ważnych informacji”, takich jak np. rosnące ceny. – Jeżeli ktoś codziennie robi zakupy, płaci rachunki za prąd, za gaz, kupuje benzynę, to wie, jak ceny rosną – powiedziała. Tym samym używa argumentu, który pozbawił prezydentury i władzy już wielu liderów.

Kampania prezydencka trwa w najlepsze. W czwartek Andrzej Duda rozpoczął tour po kraju ze swoi DudaBusem. Warto podkreślić, że podczas spotkania z mieszkańcami Turku a przyznał, że „rosną ceny”. „No proszę państwa rosną. Ale chcę państwa uspokoić – wiele z nich rośnie tylko przejściowo” – zaznaczył.

Kontratak Kidawy-Błońskiej

Na ripostę Małgorzaty Kidawy-Błońskiej nie trzeba było zbyt długo czekać– Jeżeli ktoś codziennie robi zakupy, codziennie płaci rachunki za prąd, za gaz, kupuje benzynę na stacjach, robi zakupy w sklepach, to wie, jak ceny rosną – odpowiedziała obecna wicemarszałek Sejmu.

Słusznie dodała, że tym faktem jest zaniepokojony „każdy Polak”. – Jeżeli pan prezydent okazjonalnie wyszedł na zakupy, to nie wie tego, bo skąd ma o tym wiedzieć? Nikt mu o tym nie powiedział, nie informuje go, jest odcięty od tak ważnych informacji – oceniła Kidawa-Błońska.

Inflacja zatrzyma swój bieg w czerwcu?

Tymczasem Duda sugeruje nadal, że inflacja wkrótce przestanie rosnąć. Za proinflacyjne czynniki uważa m.in. „wydarzenia, które są zupełnie od nas niezależne, jak choćby kryzys na Bliskim Wschodzie, który spowodował wzrost cen ropy naftowej”. – Pociągnął za sobą wzrost cen paliw (…) Ale te ceny już zaczynają spadać, bo ten kryzys miał charakter przejściowy – argumentował Duda.

Częściowo ma rację. Podobnie mówią członkowie Rady Polityki Pieniężnej, choć już i w niej powoli pojawiają się głosy sugerujące, że konieczne staje się podniesienie stóp procentowych, by w perspektywie miesięcy obniżyć inflację. To ostatnie byłoby nie w smak PiS-owi, bowiem mogłoby oznaczać amunicję dla opozycji.

Zresztą partia rządząca robi wszystko, by pokazać, że ceny wcale tak nie rosną. W piątek poseł KO Michał Szczerba zwrócił uwagę jednak na to, że w sklepie, gdzie prezydent robił zakupy, w gablocie z wędlinami nie były widoczne ceny. – Kiedy prezydent robił zakupy w gablocie sklepowej z wędlinami i mięsem nie były widoczne ceny. Na to zwrócili nam uwagę mieszkańcy powiatu tureckiego. Dzisiaj ceny w tym sklepie są pokazane, bardzo widoczne, każdy może dostrzec, jaka jest cena wędlin, mięsa – powiedział Szczerba na konferencji prasowej.

Odrealnienie

Już nie jeden polityk przegrywał wybory dlatego, że wytknięto mu, że jest odrealniony. Zapewne wielu z nas pamięta debatę Tusk-Kaczyński, w którym ten pierwszy pokazał Polakom, jak lider PiS jest odrealniony, bowiem nie zna cen podstawowych produktów w sklepie. Wiele wskazuje na to, że Dudę może spotkać ten sam los…

Kmicic z chesterfieldem

Przyzwyczailiśmy się, że Polska przez PiS jest ośmieszana, nasz kraj na zewnątrz jest postrzegany, jako republika bananowa z groteskową demokracją.

Przyzwyczailiśmy się. Godzimy na ośmieszenie, gdyż w innych wypadku protestami wymusilibyśmy odsunięcia od koryta ferajny Kaczyńskiego, której jedynym celem jest czerpać profity nie posiadając niemal żadnych umiejętności rządzenia.

PiS uruchomił dla siebie program Koryto+.

Komisja Europejska chce wstrzymania przez Trybunał Sprawiedliwości UE działania sądowniczej ustawy kagańcowej, która de facto jest wyjściem z Unii Europejskiej (Polexit).

W Parlamencie Europejskim odbyła się debata nad nierządem pisowskim. Europosłowie PiS zaprezentowali się groteskowo, skandalicznie, znowu ośmieszyli nas.

Prym wiodła Beata Szydło, pani od sukcesu 1:27.

To co pisowska propaganda wyprawia ostatnio przekracza wszelkie granice przyzwoitości i zdrowego rozsądku, chociaż zasadniczo nie jest to nic zaskakującego. Nagonka na prof. Grodzkiego trwa, uruchomione zostały pisowskie media. Z całą odpowiedzialnością jako jeden z organizatorów oporu w stanie wojennym stwierdzam, że poziom, kultura, prawdomówność mediów stanu wojennego w…

View original post 353 słowa więcej

 

Małgorzata Gosiewska wyżarła się na katastrofie smoleńskiej

Zwykły wpis

Wicemarszałek Sejmu Małgorzata Gosiewska (PiS) gościła na antenie prawicowego Radia Wnet. Polityczka obozu rządzącego wypowiadała się m.in. na temat zbliżającej się 10. rocznicy katastrofy smoleńskiej.

Gosiewska krytykowała polityków opozycji za domaganie się 2 mld na onkologię zamiast na media publiczne.

– Złapali się kwoty 2 mld i zrobili wrzutkę-przerzutkę 2 mld i chorzy umierający ludzie. Coś wyjątkowo podłego, coś, co nie powinno się pojawiać w ogóle w polityce, a czym nie po raz pierwszy grają politycy szczególnie PO, ale w tej chwili cała totalna opozycja się zjednoczyła i próbuje grać losem ciężko chorych ludzi, wyjątkowo paskudna metoda.

Posłanka PiS krytykowała także opozycję, mówiąc o geście – środkowy palec – posłanki PiS Joanny Lichockiej.

– Niejednokrotnie z fotelu marszałkowskiego obserwuję salę posiedzeń i poziom debaty jest naprawdę dramatyczny. To, co się słyszy z ław poselskich, co nie jest słyszane na nagraniach z sali sejmowej. Padają słowa z ław opozycji wyjątkowo obraźliwe.

Gosiewska została zapytana przez prowadzącą program Magdalenę Uchaniuk Gadowską o 10. rocznicę katastrofy smoleńskiej. Dziennikarka dopytywała, którzy politycy udadzą się do Smoleńska – jeżeli taka wizyta w ogóle zostanie zaplanowana.

Wicemarszałek deklarowała, że ludzie boją się wyjazdu polityków PiS do Rosji – ze względów bezpieczeństwa.

– Ludzie boją sie tego naszego ewentualnego wyjazdu do Smoleńska, ja się też nie dziwię, ale z drugiej strony czy to strach ma dyktować nasze działania? Naszym wielkim Polakom i tym którzy strzałem w tył głowy zginęli w Katyniu i tym którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej, należy się hołd od najwyższych osób w państwie. (…) Jak będzie zobaczymy, trwają rozmowy.

Kmicic z chesterfieldem

O Polexicie zadecydował Jarosław Kaczyński. Będzie.

Pytanie jest: kiedy wyjdziemy z Unii Europejskiej? A może zostaniemy po prostu wypchnięci, zmarginalizowani i skutecznie będą odbierane Polsce nabyte prawa członkowskie, jak choćby Schengen (UE bez granic).

Kaczyński (świadomie pisze jego nazwisko, a nie PiS, bo 99,9% tej partii to złamasy i karierowicze, najczęściej o niskim IQ) ma dwa problemy do rozwiązania.

Pierwszy. Przygotować opinię publiczną, że Bruksela jest zła, czyha na odebranie suwerenności Polski. Nazwijmy: pisowskiej PL.

A drugi. Tak zniszczyć społeczeństwo obywatelskie, aby stało się zmarginalizowane, Polacy zaś traktowali rzeczywistość: jak urządzić się w tej dupie.

Może jest i trzeci problem. Acz uważam, że jest on ukryty, niejawny, zaś Tomasz Piątek twierdzi, że cała pisowska wierchuszka wypełnia polecenia Kremla.

Może nie wypełnia, ale dzieje się tak, jakby życzenia Kremla były spełniane.

Walka PiS z Polakami przebiega wielotorowo: bezprawiem, zastraszaniem, przekupstwem, a czynią to Ziobro, Morawiecki (mitoman i superkłamczuch), Gowin et consortes.

View original post 316 słów więcej

 

Pogięłło Kieryłło. Nie dziwota, szefowa sztabu Dupy, przepraszam; Dudy

Zwykły wpis

Stołeczna Gazeta Wyborcza poinformowała 22.02.2020 jak szefowa kampanii prezydenckiej Andrzeja Dudy – Jolanta Turczynowicz Kieryłło miała pogryźć mieszkańca Milanówka w 2018 r. przed wyborami samorządowymi.

Kieryłło miała roznosić ulotki ośmieszające jednego z kandydatów w czasie ciszy wyborczej. Wtedy podszedł do niej mężczyzna, któremu nie spodobało się zachowanie polityczki, doszło do szarpaniny i pogryzienia mężczyzny – informuje Wyborcza.

– Gazeta Wyborcza sięgnęła dzisiaj bruku. Stanęła po stronie damskiego boksera przeciwko matce broniącej dziecko. Ukryła opinie lekarskie, że sprawca mnie dusił. Zataiła, że zaatakował nas zawodowy hejter, opisywany w mediach ogólnopolskich. Koniec Gazety Wyborczej. Stanęła po stronie przemocy przeciwko kobiecie – odniosła się do sprawy Turczynowicz-Kieryłlo.

– Pani Mecenas, spacerowała Pani z synem o 2 w nocy z ulotkami wyborczymi podczas ciszy wyborczej? Serio, mogła Pani wymyśleć bardziej przekonujące tłumaczenie – odpowiedział szefowej kampanii Dudy dziennikarz Wojciech Karpieszuk, dziennikarz Gazety Wyborczej-Stołecznej.

– Wam też zdarza się iść razem z dziećmi i psem na spacer w listopadzie o 1:40 w nocy? – pyta analityk prawny Patryk Wachowiec.

Po kilku godzinach od publikacji artykułu na koncie Twitterowym Kieryłło pojawił się post skierowany w stronę kandydatki Koalicji Obywatelskiej Małgorzaty Kidawy-Błońskiej.

– Oczekuję, że Andrzej Duda przeprosi za strefy wolne od LGBT, za szczucie sędziów oraz za zdradzieckie mordy i kanalie”. Może być na łamach Gazety Polskiej – odpowiedział dziennikarz Wyborczej Aleksander Gurgul.

– LOL, teraz pani mecenas kompletnie odjechała – komentuje dziennikarz Dariusz Ćwiklak z Newsweeka”.

– Kiedy pan Duda przeprosi za łamanie konstytucji, a pani za legitymizowanie tego polityka? Czarnecki za pisanie do kobiety, że o ciągnięciu wie ona lepiej od niego i za porównywanie innej do szmalcowników? Kaczyński za wyzywanie ludzi od kanalii, łotrów i nazywanie gorszym sortem? – zwrócił się do Kieryłlo publicysta Przemysław Szubartowicz.

Kmicic z chesterfieldem

Zawłaszczanie państwa, zaprowadzanie bezprawie – jak wygląda dzisiaj Polska, państwo mafijne.

Niby to wiemy, ale nie uzmysławiamy. Ogromna większość publicystów i dziennikarzy do opisu tego, co się dzieje używa niewłaściwego języka, bowiem zajmuje się tylko wycinkowym problemem, a nie kontekstem.

Polska jest już zmarginalizowana w Unii Europejskiej, nawet gdyby opozycja wygrała, bądź Małgorzata Kidawa-Błońska wygrała starcie z Andrzejem Dudą, wcale nie będzie to wszystko łatwo odkręcić.

Na miejsce Polski wchodzą inne państwa, a wewnątrz kraju zaprowadzając porządek, nie można wszak uciec się do skrótów, prawo ma być prawem. To jest ta słabość liberalizmu wobec autorytaryzmu. Prawo kontra zamordyzm.

Kaczyński mimo że przegra, nie pogodzi się, sfałszuje wybory, a nawet mimo protestów społeczeństwa obywatelskiego wyśle na ulice szwadrony służb i organizacji paramilitarnych (WOT), które łatwo mogą się zmienić w szwadrony śmierci.

Nie potrzeba nazistów, komunistów, mamy pisizm, który jest dwa w jednym. Tak wyhodowaliśmy wroga wewnątrz Polski.

Z prawem PiS czyni…

View original post 438 słów więcej

 

Miłość do Kaczyńskiego lasuje mózgi. Bynajmniej nie jest to news z Tworek, lecz z Senatu

Zwykły wpis

Cały tekst tutaj >>>

Dziś będzie bez nienawiści, a o miłości. Miłości bezgranicznej, tak wielkiej, że chce się nią obdarować cały świat. Otóż przed kilkoma dniami na Facebook’a trafił wpis senator Izabeli Kloc z wnukiem, prezentującej mu książkę Jarosława Kaczyńskiego pt. „Polska naszych marzeń”. 

Dzieło autorstwa największego z polskich polityków to cudowne zjawisko na scenie wydawniczej. Dziś pomaga zapełnić półki składów taniej książki, a przede wszystkim zdaniem „kanclerstwo [Merkel] nie było wynikiem czystego zbiegu o okoliczności” i opinią, że jej celem jest podporządkowanie Polski Niemcom przyczyniło się do porażki Prawa i Sprawiedliwości w wyborach z 2011 roku. Dzięki tej książce „dobra zmiana” może obdarzać nas swoją miłością dopiero od 3 lat!

Zachodzę w głowę, o kim myślał, pisząc: „Mamy do czynienia z niebywałym skundleniem polityczno-kulturowego establishmentu. To są ludzie, którzy wyszli z komunizmu z różnymi głęboko ukrytymi kompleksami własnych win (…) nasze nieszczęsne peryferyjne, naśladowcze, małpiarskie elity uważają, że nie uchodzi używać argumentów moralnych”.

O mowie nienawiści wspomniał w zdaniu: „Polski polityk musi wiedzieć, że ze względu na specyficzną sytuację Polski często trzeba się przeciwstawiać wszystkim i umieć to psychicznie i moralnie znieść. Jeśli się tego nie potrafi, lepiej się tym nie zajmować”.

Udowodniono, że dzieci wpatrują się w twarze ludzi atrakcyjnych i budzących sympatię. Właśnie taki był wizerunek wodza Prawa i Sprawiedliwości w 2011 roku, kwietniowa tragedia prezydenckiego samolotu skłoniła wszak partię do zmiany narracji.

Sympatyczny wpis skomentowali liczni internauci.

Senator Kloc zaprezentowała niesłychany przykład oddania sprawie i postaci kochającego wszystkich na niezrozumiały przez nas sposób prezesa Kaczyńskiego. Szkoda, że nie uszanowała prawa swojego wnuka do prywatności w internecie. Prezentowanie książki z szelmowsko uśmiechającym się sympatycznym starszym panem podciągnę pod oryginalne podejście do metod wychowawczych. Dobrze, że tego nie zapamięta. Mam nadzieję, że za dwadzieścia lat, dorosły już Wojtek nie będzie musiał wstydzić się opublikowanego zdjęcia i nikt nie przypomni mu kompromitującego nagrania.

Depresja plemnika

W piątek po południu, po ponad 2 godzinach, zakończyło się spotkanie premiera z przedstawicielami klubów i kół parlamentarnych dotyczące sytuacji po zabójstwie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. – Oponent polityczny to nie jest wróg. Trzeba umieć rozmawiać zarówno w świecie politycznym, jak i medialnym – mówił po spotkaniu premier Mateusz Morawiecki. Opozycja jest jednak bardziej sceptyczna. – Spotkanie nie zakończyło się przełomem, ani niczym istotnym – komentował szef klubu PO-KO Sławomir Neumann. W spotkaniu uczestniczyli także m.in. Władysław Kosiniak-Kamysz i Katarzyna Lubnauer.

Morawiecki: Spotkanie w dobrej atmosferze

Spotkanie rozpoczęło się o godz. 15.30 i trwało ponad 2 godziny. – Bardzo dobrze, że to spotkanie się odbyło – podsumował Mateusz Morawiecki, dziękując wszystkim za udział.

– Chcę podkreślić dobrą atmosferę tego spotkania i moje zdanie w tej kwestii, które mam przekonanie, że podzielają uczestnicy tego spotkania, że przecież oponent polityczny to nie wróg. Że trzeba umieć rozmawiać, zarówno w tym świecie politycznym…

View original post 2 208 słów więcej

 

Pisista profesor pluje na naszą historię

Zwykły wpis

Panie Andrzeju Zybertowicz,

ze zdumieniem wysłuchałem Pańskich ostatnich wystąpień, a szczególnie tego w programie TVN „Kropka nad i” i nie mogę nie zadać Panu prostego pytania. Jak Pan może poniżać legendę polskiej Solidarności? Człowieka, który, mimo że było wokół niego wielu światłych, wykształconych ludzi, to tylko on miał tyle odwagi, aby stanąć na czele narodowego zrywu demokratycznego, aby zburzyć po jałtański porządek w Europie.

Jakie ma Pan prawo, kto je Panu dał, aby atakować Pana Lecha Wałęsę, ikonę wolnej Polski? Czy Pan, właśnie wtedy, kiedy wszyscy tworzyliśmy demokratyczny porządek w Polsce, nie współpracował ze służbami odwrotnego kierunku?

Obśmiewa Pan Pawła Adamowicza, którego obywatele Gdańska wybierali przez 20 lat na swojego prezydenta i dopiero mord polityczny Pańskiej obecnej ideologii przerwał życie tego wspaniałego, ciepłego i oddanego sprawom publicznym bohatera czasu pokoju. Pan, w tym samym czasie zmieniał poglądy, wspierał i doradzał jak zniszczyć konstytucję i sądownictwo w Polsce.

Pozwolił Pan sobie zakpić z ikony dobrego serca Jurka Owsiaka, który poruszył cały świat swoją inicjatywą pomocy charytatywnej, głównie najmłodszym naszym obywatelom. Wyzwolił ludzką inicjatywę na rzecz wspólnoty czynienia dobra. Społecznej pomocy dla anonimowych dzieci i rodzin, wyposażania szpitali w niezbędny sprzęt do ratowania ludzi, z którym to problemem nie umie sobie poradzić wspierany przez Pana rząd ani prezydent.

 

A co Pan, Panie Zybertowicz, zrobił dobrego dla drugiego człowieka?
Nawet nie pytam komu Pan pomógł, ale ilu ludzi Pan obraził, ilu ludzi Pan zaszczuł, na ilu doniósł, ilu skrzywdził?

Panie A. Zybertowicz,

nie jest Pan godny zabierać głos w sprawach tak wielkich Polaków, jak Lech Wałęsa, Jerzy Owsiak czy Paweł Adamowicz. Ma Pan prawo jedynie ich podziwiać, bo nie należy Pan do tej kategorii naszych obywateli. Bardziej niż wielkość dokonań niesie Pan ze sobą wstyd i zgorszenie.

Panie A. Zybertowicz,

czy nie uważa Pan, że od trzech lat obserwujemy upadek wartości, których nośnikiem był tytuł naukowy? Jeśli Pan pozwala sobie na takie prostactwo, jakie zaprezentował podczas wywiadu, to trzeba Panu natychmiast zweryfikować tytuły, jakimi się Pan posługuje. Może należy nakazać, dodawać do tytułu profesor skrót PiS-u, aby każdy wiedział, że nie chodzi o normalnego profesora. Nie zdał Pan egzaminu również jako człowiek i doradca najważniejszego urzędnika w kraju.

Dlatego proponuję, aby Pan zaszył się w gęstwiny puszczy, której jeszcze nie wyrżnęła „podła zmiana”, aby swoim widokiem nie obrażać Polaków.

Panie A. Zybertowicz,

czy zastanawiał się Pan, dlaczego profesorów związanych z obecnym obozem rządowym jest tak niewielu? Myślę, że odpowiedź jest prosta. Ponieważ zdecydowana większość ludzi wykształconych jest po prostu przyzwoitych.

Zawsze z życzliwą radą,

Adam Mazguła

PS. Wysyp wystąpień profesorów podłej zmiany miał wczoraj (24.01) swój dzień. Inny naukowiec wyszedł ze studia, kiedy otrzymał pytanie o to, co robi z publicznymi pieniędzmi. Był to minister od kultury i „człowiek wolności” PiS-u.

Depresja plemnika

W nawiązaniu do zaproszenia na spotkanie szef KPRM Michał Dworczyk rozesłał do klubów informację, czego konkretnie mają dotyczyć te rozmowy. Chodzi o zmiany legislacyjne przygotowane w resortach: zdrowia i sprawiedliwości. Zmiany te mają – jak pisze Dworczyk w liście do szefów klubów – „ograniczyć możliwość powtórzenia się gdańskiej tragedii”.

O czym premier chce rozmawiać z szefami resortów

Szef KPRM referuje w liście, że resort sprawiedliwości zaproponował trzy zmiany:

  1. Chce zaostrzenia odpowiedzialności prawnokarnej w przypadku przestępstw najcięższej kategorii: w stosunku do najpoważniejszych przestępstw przeciwko życiu, zdrowiu i wolności seksualnej, w stosunku do zorganizowanych grup przestępczych oraz za przestępstwa popełniane z niskich pobudek, np. nienawiści.
  2. Dodatkowo w przygotowanej przez ministra Ziobrę nowelizacji Kodeksu karnego zaproponowano zmianę dyrektywy sądowego wymiaru kary w taki sposób, aby wskazać w nim wprost okoliczności, które sąd ma wziąć pod uwagę przy wymiarze kary (np. niskie pobudki czynu, nienawiść). Okoliczności te będą miały wpływ na karę wymierzoną przez sąd.
  3. Ziobro proponuje również poszerzenie…

View original post 2 527 słów więcej

 

Krystyna Pawłowicz znalazła sobie kumoszkę od antysemityzmu

Zwykły wpis

„Proszę nas nie pozbawiać swych świetnych i bardzo dowcipnych recenzji naszej rzeczywistości. Czekamy na kontynuację Pani felietonów o Polsce” – napisała Krystyna Pawłowicz do Barbary Pieli, autorki animacji, atakującej WOŚP i Jerzego Owsiaka. W kolejnym wpisie posłanka PiS dodała: – „Nie ma sytuacji bez wyjścia, problemy są do rozwiązywania, a i tak na końcu będzie tak, jak ma być dla nas najlepiej. Najserdeczniej Panią pozdrawiam. Taki talent nie może się zmarnować”.

To nie pierwsza „produkcja” Barbary Pieli. Od pewnego czasu w tej telewizji emitowane są jej „plastusiowie” animacje, których bohaterami są prawie wyłącznie działacze i politycy opozycji. Widzowie mogli więc zobaczyć scenki z udziałem Donalda Tuska, Lecha Wałęsy czy Władysława Frasyniuka.

Piela nie posłuchała wezwań Pawłowicz i pozbawiła – przynajmniej widzów telewizji publicznej – swoich „świetnych recenzji”. Ogłosiła bowiem na Twitterze, że odchodzi z TVP. Krystyna Pawłowicz z pewnością jest niepocieszona…

Depresja plemnika

 „To się nie dzieje naprawdę. Marek Suski jako jeden z argumentów za reformą sądownictwa, powiedział, że „niektórzy sędziowie mają w ogródkach zakopane sztabki złota, nie wiadomo skąd” – napisał na Twitterze Patryk Michalski z RMF FM. Reporter powołuje się na oficjalne sprawozdanie Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i  Spraw Wewnętrznych (LIBE) Parlamentu Europejskiego.

Jej przedstawiciele byli w Polsce we wrześniu ubiegłego roku w sprawie pisowskiej „reformy” wymiaru sprawiedliwości. Spotkali się z przedstawicielami rządu, opozycji, sędziami i organizacjami pozarządowymi.

Marek Suski, który – przypomnijmy jest szefem gabinetu politycznego premiera Morawieckiego – podczas spotkania z komisją z PE twierdził, że dlatego PiS reformuje sądownictwo, bo niektórzy sędziowie poprzedniej Krajowej Rady Sądownictwa są bardzo bogaci, nie wiadomo skąd mają te pieniądze oraz, że… zakopywali złoto w ich ogrodach.

Na jednak nie poprzestał. Jak wynika ze sprawozdania, Suski porównywał  reakcję instytucji unijnych na pisowską reformę do historycznych działań Moskwy. Te „rewelacje” padły na spotkaniu, w którym uczestniczyli także…

View original post 2 366 słów więcej

 

Kaczyński już nie ukryje, prowadzi Polskę na Wschód, w stronę Kremla

Zwykły wpis

W Warszawie dojdzie do spotkania prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego z wicepremierem Włoch Matteo Salvinim.

Depresja plemnika

Na początku roku, w którym odbędą się wybory do europarlamentu, nominację na stanowisko wiceministra cyfryzacji uzyskał Adam Andruszkiewicz: narodowiec, prymitywny homofob i przeciwnik UE. A w przyszłym tygodniu do Warszawy – na zaproszenie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego – przybywa Matteo Salvini, lider włoskiej Ligi Północnej, minister spraw wewnętrznych Włoch, przeciwnik „elit brukselskich” i sankcji wobec Rosji.

Andruszkiewicz jest pierwszym ministrem polskiego rządu, który uznał za konieczne oświadczyć w „Super Expressie”, że „nigdy nie był faszystą”. Salvini, który przez część przywódców unijnych jest oskarżany o faszyzm, m.in. za swój stosunek do uchodźców, już na to określenie się nie obraża. „To nie faszyzm, to stosowanie prawa” – mówi.

Te dwa zdarzenia obrazują ideową ewolucję PiS. Kończy się „eksperyment”, w ramach którego szef MSZ Jacek Czaputowicz miał poprawić relacje z Unią, zabagnione za czasów jego poprzednika Witolda Waszczykowskiego. Dziś Czaputowicz publicznie obraża szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska oraz europejskich partnerów takich jak Francja.

View original post 2 082 słowa więcej

 

Morawiecki przygarnia do siebie coraz bardziej szemrane postaci, jak Zyzak. Szykuje sie nam piekło

Zwykły wpis

Paweł Zyzak został wicedyrektorem Departamentu Studiów Strategicznych w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. To nie pierwsze wysokie stanowisko w państwowej instytucji, które otrzymał autor słynnej książki o Lechu Wałęsie. Pojawia się jednak naturalne pytanie: czy naprawdę Zyzak potrzebny jest rządowi?

O Pawle Zyzaku Polska po raz pierwszy usłyszała w 2008 roku. Jego praca magisterska wywołała spore zamieszanie nie tylko w Instytucie Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Student przedstawił liczący 600 stron tekst, zatytułowany: „Lech Wałęsa. Idea i historia. Biografia polityczna legendarnego przywódcy „Solidarności” do 1988 roku”. Praca została opublikowana przez wydawnictwo Arcana i rozpoczęła falę gorących dyskusji, w którą zaangażowały się najważniejsze osoby w państwie.

Stefan Niesiołowski nazwał publikację „prostytucją historyczną”, na Uniwersytecie Jagiellońskim pojawiła się kontrola z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, a książka zyskała nieprawdopodobny rozgłos. W dyskusji nad pracą Pawła Zyzaka nie brakowało niczego, poza odrobiną zdrowego rozsądku. Opinie zawodowych historyków zostały zakrzyczane przez polityków PO (według których autor chciał uzyskać rozgłos za pomocą nazwiska noblisty) i polityków PiS (według których autor stał się symbolem walki o wolność nauki w III RP).

Po latach książka została zapamiętana tylko z jednego powodu. Zyzak opisał w niej, młodego Lecha Wałęsę, który oddaje mocz do kropielnicy (w opinii publicznej stała się chrzcielnicą). Oprócz tego przebił się jeszcze wątek nieślubnego dziecka laureata Nagrody Nobla. Naukowcy zwracali uwagę na błędy warsztatowe. Zdaniem dr Piotra Gontarczyka autor w zbyt dużym stopniu oparł się na anonimowych przekazach ustnych, co w zasadzie zamknęło możliwość naukowej dyskusji nad historią Lecha Wałęsy. „Każdy błąd warsztatowy popełniony przez Pawła Zyzaka został skwapliwie podchwycony przez przeciwników pisania o Wałęsie w tonie innym niż hagiograficzny” – ocenił historyk, który sam zasłynął napisaniem krytycznej książki o byłym prezydencie.

„Gorszy niż faszysta”

Dla absolwenta UJ rozpoczęły się ciężkie dni. Instytut Pamięci Narodowej najpierw odciął się od książki (faktycznie, IPN nie był jej wydawcą, nie musiał więc nawet wiedzieć o tym, co pisze Zyzak), a potem nie przedłużył umowy o pracę autorowi. Tutaj warto wyjaśnić jedną rzecz – Zyzak nie został z IPN zwolniony, do pracy wrócił jedynie pracownik, którego zastępował.

Historyk często wspominając ten okres przedstawiał siebie jako ofiarę III RP, która wydała na niego wyrok infamii. Szkoły nie chciały go zatrudniać, a żeby zarobić na utrzymanie rodziny, zatrudnił się jako magazynier w supermarkecie. Pomocną dłoń wyciągnął prof. Marek Jan Chodakiewicz z waszyngtońskiego Institute of World Politics, który zaoferował Zyzakowi kilkumiesięczne stypendium. Absolwent UJ powrócił do świata nauki, a raczej do świata publicystyki. Opublikowana w 2011 roku książka „Gorszy niż faszysta” to opis tego co działo się w Polsce po opublikowaniu pracy magisterskiej Zyzaka. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że autor bardzo chętnie przywoływał wszystkie krytyczne słowa, traktując je jak swoiste wyróżnienie. Słowa Lecha Wałęsy, który stwierdził, „faszyzm to mało”, stały się inspiracją do tytułu.

Przypinając słowa krytyki jak ordery, Zyzak zgłosił swój akces do obozu zwolenników PiS. Nigdy nie ukrywał swoich sympatii i poglądów, czemu dawał wyraz jeszcze przed publikacją swojej pierwszej i najsłynniejszej książki. W 2003 roku zadebiutował artykułem pt. „Czy diabeł jeździ na Woodstock?”, w którym opisywał szeroko pojętą zgniliznę moralną festiwalu Jurka Owsiaka. W innej publikacji porównywał homoseksualistów do zwierząt i wysłanników diabła.

Zyzak zaliczał kolejne szkolenia i staże, wracając do pracy historycznej. W 2013 roku opublikował książkę pt. „Tajemnica Wilczego Jaru. Największa drogowa katastrofa PRL w świetle dokumentów i relacji”. Trzy lata później wydał dwutomową pracę pt. „Efekt domina. Czy Ameryka obaliła komunizm w Polsce?”, która opierała się na jego pracy doktorskiej, obronionej w 2015 roku na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Co Zyzak może dać rządowi?

Czy takie kwalifikacje wystarczą do objęcia funkcji wicedyrektora Departamentu Studiów Strategicznych? Mam pewne wątpliwości. Może zatem doświadczenie zawodowe przemawia na korzyść Zyzaka? Owszem, historyk pracował już na kierowniczym stanowisku. W 2016 roku został wiceprezesem Fundacji Centrum Innowacji FIRE, której 100-procentowym udziałowcem jest państwowa Agencja Rozwoju Przemysłu.

Czym zajmowała się instytucja? M.in. opiniowała projekty i przyznawała dotacje na przedsięwzięcia z zakresu partnerstwa publiczno-prywatnego. Zyzak z rozbrajającą szczerością przyznał, że nie zna się na swojej nowej pracy, posiada za to wielkie chęci do nauki.

Skoro już zakończył naukę, naturalną koleją rzeczy była praca na wysokim stanowisku w Kancelarii Premiera. Tam jednak nie będzie zajmował się dotacjami. Na czym właściwie polegać będzie praca Pawła Zyzaka? Na stronie Departamentu Studiów Strategicznych KPRM czytamy:

Departament Studiów Strategicznych realizuje zadania w zakresie:

1)    studiów strategicznych w sprawach wewnętrznych;

2)    studiów strategicznych w sprawach międzynarodowych;

3)    sporządzania analiz i prognoz na podstawie badań społecznych;

4)    opiniowania zgłoszeń do Wykazu prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów.

Analizy, które wyjdą spod pióra Zyzaka mogą okazać się bardzo ciekawe. Recenzent jego pracy doktorskiej zarzucał mu skłonność do odbiegania od tematu i wybiórcze traktowanie źródeł. Faktycznie, można odnieść wrażenie, że umiarkowane opinie nie leżą w naturze historyka. – (Mateusz) Morawiecki u Netanjahu załatwił więcej niż Donald Trump u Kim Dzong-Una – mówił kilka miesięcy temu naukowiec na antenie radia WNET, komentując zmianę przez rząd ustawy o IPN.

Jak widać, kompetencje Pawła Zyzaka mogą budzić wątpliwości co do jakości jego pracy w Departamencie Studiów Strategicznych. Wątpliwości nie budzi natomiast jego poparcie dla rządów Prawa i Sprawiedliwości. Może jednak okazać się, że na tej współpracy więcej stracić może PiS, niż Zyzak.

Morawiecki przygarnia do siebie coraz bardziej podejrzane szemrane towarzystwo. Niejaki Paweł Zyzak.

Depresja plemnika

>>>

„Jestem pod wrażeniem postawy Pana Prezydenta Wałęsy. Dzisiejsza, odważna „manifestacja”, to kolejne potwierdzenie, dlaczego został liderem Solidarności, dlaczego szanują go ludzie na całym świecie, dlaczego zapisał się w historii. Mali zawistni ludzie tego nie zniszczą” – to reakcja jednego z internautów na założenie przez Lecha Wałęsy koszulki z napisem „Konstytucja” na pogrzeb prezydenta USA Georga H.W. Busha.

Prawicowe media i portale wręcz prześcigały się w dyskredytowaniu Wałęsy.

„Noblista uczestniczy w spotkaniu najważniejszych osób na świecie, nosi na sobie koszulkę-manifest, a prawicowi dziennikarze twierdzą, że nikt z Nim nie zamieni słowa. A dzięki temu manifestowi o łamaniu przez PiS Konstytucji napiszą jutro wszyscy. I to tych dziennikarzy boli” – skomentował na Twitterze prof. Marcin Matczak.

Lech Wałęsa na swoim profilu na Twitterze umieścił zdjęcia, na których widać, jak po uroczystości, witają się z nim Hillary i Bill Clintonowie oraz Barack Obama. – „A czy Andrzej Duda może pochwalić się takimi…

View original post 2 170 słów więcej

Brudziński, kto ci narobił do mózgu? Czyżby to była ta słynna kuweta prezesa?

Zwykły wpis

…z ironią skwitował internauta reakcję Joachima Brudzińskiego na gest znanego w świecie muzyka Rogera Watersa, który zademonstrował swoją niechęć do Jarosława Kaczyńskiego i wezwał do sprzeciwu wobec jego polityki.

Podczas ostatniego koncertu Rogera Watersa w Meksyku na telebimie pojawił się napis „Resist Kaczyński in Poland”, co można tłumaczyć jako „sprzeciwiajcie się Kaczyńskiemu w Polsce”. Poinformowała o tym na Facebooku Polka, uczestnicząca w koncercie. Zamieszczone zdjęcie, dokumentujące ten fakt obiegło media społecznościowe i nie pozostało bez echa.

Do akcji byłego muzyka Pink Floyd odniósł się Joachim Brudziński: „Podobno Roger Waters wezwał wczoraj w Meksyku do oporu przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu. Ja jutro wybieram się do Wąchocka i mam zamiar wezwać do oporu przeciwko Rogerowi” – odpalił na Twitterze.

Post Brudzińskiego wywołał prawdziwą burzę. Jeden z internautów stwierdził: „różnica taka, że Roger nie jest starym komuchem z personalnymi ambicjami skierowanymi w przywrócenie starych czasów i cofanie się w rozwoju”.

Tego Brudziński podarować nie mógł: „Roger Waters pewno nie jest starym komuchem ale moim zdaniem na pewno jest starym #UsefulIdiots Putina” – napisał szef MSWiA. Ujęte w hashtag słowo użyte przez szefa MSWiA tłumaczy się jako „pożyteczny idiota”.

To był kamyk, który ruszył lawinę:

„Cały świat, na Węgrzech i w Rosji znają i cenią Rogera Watersa, my cię Jojo znamy z kolejowych występów i widzisz tylko my. A ja i paru znajomych nie chcielibyśmy cię poznać. Jak się nazywa ktoś kto napada i kradnie? Bandyta!  – odpalił m. in. Piotrek Kozłowski na Twitterze.

Tacy ludzie jak Brudziński nigdy nie powinni zaistnieć w przestrzeni publicznej, obrażają imię Polaka i Polski.

Depresja plemnika

W ostatnich tygodniach PiS musiał się mierzyć z serią problemów: porażką wyborczą w miastach, aferą korupcyjną w Komisji Nadzoru Finansowegoczy kryzysem związanym z rosnącymi cenami energii. Dlatego partyjni piarowcy stwierdzili: „już dość, trzeba przejść do kontrofensywy”. Moment był ostatni z możliwych, bo za chwilę Polacy zajmą się przygotowaniami do Bożego Narodzenia i warto, żeby przy stole nie mówili tylko o aferach.

Pomysł musiał się narodzić w ostatniej chwili. Telefony do telewizji poszły dopiero w piątek po południu, ale informacje były bardzo lakoniczne. Wiadomo było tylko, że na niespodziewanie zwołanej imprezie przemówi premier i odpowie na pytania publiczności, ale program i lista mówców były trzymane w tajemnicy do samego końca.

Rekonstrukcja rządu? Przyspieszone wybory? Skutki afery

Dwie godziny propagandy

W końcu okazało się, że na konferencji z okazji trzylecia rządów PiS pod pretensjonalną nazwą „Praca dla Polski” przemówił premier, a po nim trzej wicepremierzy. Na sali siedziała dobrana publiczność i cały rząd. Morawiecki chwalił się osiągnięciami i obiecywał życie na europejskim poziomie, Beata Szydło…

View original post 3 479 słów więcej