Burzyć mury to być otwartym na drugiego i na przyszłość

Burzyć mury to być otwartym na drugiego i na przyszłość

Polski katolicyzm to dziwna odmiana chrześcijaństwa. „Dziwna” – to zresztą bardzo lekkie określenie. Kilku egzorcystów diecezji płockiej opublikowało apel wzywający rodziców, aby nie pozwolili swoim dzieciom uczestniczyć w „inicjatywie zwanej Halloween”. Apel opublikowany został przez Katolicką Agencję Informacyjną, najważniejsze katolickie portale „Gościa Niedzielnego” i tygodnika „Niedzieli”. Tym samym – jakby – ten apel był oficjalnym stanowiskiem Kościoła katolickiego.

Czym jest ten apel? Jego pierwszy cel to wyzwolić lęk przed innością. Lęk to najlepsze narzędzie manipulacyjne, zalękniony zamienia się w agresora. Dziwna odmiana polskiego chrześcijaństwa działa ręka w rękę z dzisiejszą władzą. Ten lęk wyzwolił w dużej części Polaków bojaźń przed imigrantami i uchodźcami, przed mniemaną islamizacją, przed laicyzacją i przed przemianami kulturowymi, takimi jak gender.

Rządzący osiągnęli w tym sukces. Polska zalękniona jest łatwa do rządzenia, bo to Polska wycofana. naród wówczas nie żyje, nie jest otwarty, tylko broni się przed życiem, przed pełnią życia.
Znienawidzony przez władze PiS wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans wygłosił w Watykanie kapitalne przemówienie o swoim chrześcijaństwie: – „Moje chrześcijańskie dziedzictwo nic dla mnie nie znaczy, jeśli prowadzi do wykluczania innych niż my. Jeśli bycie chrześcijaninem nauczyło nas czegokolwiek przez ostatnie dwa tysiące lat, to umiejętności patrzenia na świat oczami „innego”. Nawet, gdy jest to afrykański uchodźca”.

Słowa Timmermansa są trawestacją z Dziejów Apostolskich, które mógł napisać św. Piotr, którego uważam za największego polityka w dziejach świata. To on swoimi misjami wywalczył przestrzeń dla chrześcijaństwa, dla tego imperium wiary, które dwa tysiące lat po nim wciąż jest największe.

Polski ryt chrześcijański w istocie jest antychrześcijański, bo nie ma w nim naczelnej wartości – solidarności. Bycie z drugim, pomaganie innemu. I znowu na pomoc przychodzi nam Timmermans, który w Watykanie mówił: – „Dzisiaj wierzymy, że nasze dzieci będą miały w życiu gorzej, niż my. Jeśli jedyna perspektywa, jaką mamy, to strata, zaczynamy pilnie strzec tego, co posiadamy. Wtedy sąsiad staje się wrogiem, a nie przyjacielem – jest to więc sprzeczne z zasadą solidarności. Jeśli widzę, że ktoś cierpi i obawiam się, że też mogę zacząć cierpieć, będę się trzymał od tej osoby z daleka – żeby się nie zarazić. To właśnie dzieje się dzisiaj w Europie – i musimy to naprawić”.

W Polsce przeżywamy kryzys wartości. Polityk polski potrafi powiedzieć z trybuny w Sejmie do innych: kanalie, mordy zdradzieckie, zaliczyć nas do gorszego sortu. Na tym ma być ufundowana Polska? Na nienawiści, odrazie, negatywnych odczuciach do bliźniego?

Wracam jeszcze raz do Piotra S., do którego będziemy co rusz wracali, obyśmy nie zmarnowali tego, co nam zostawił. Im dalej od jego samospalenia i śmierci, tym więcej dowiadujemy się, jakim był człowiekiem, ale dowiadujemy się też więcej o sobie.

Przede wszystkim Piotr S. to Piotr Szczęsny. W te dni zaduszne otwórzmy się na Piotra z Niepołomic: – „A ja wolność kocham ponad wszystko. Dlatego postanowiłem dokonać samospalenia i mam nadzieję, że moja śmierć wstrząśnie sumieniami wielu osób, że społeczeństwo się obudzi i że nie będziecie czekać, aż wszystko zrobią za was politycy – bo nic nie zrobią!”.

Mamy o czym myśleć, a jeszcze więcej – działać. – „Musimy traktować nasze dziedzictwo jako zaproszenie, a nie jako przeszłość” (Timmermans). Musimy burzyć mury lęku, bo nimi podzieleni zostaniemy tchórzami, dla których wolność jest zbędna.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Prof. Paweł Łuków: Polska coraz bardziej bezsilna i cyniczna

Prof. Paweł Łuków: Polska coraz bardziej bezsilna i cyniczna

Samospalenie Piotra S. jest jednym z symptomów tego, jak daleko zaszliśmy w degradacji życia publicznego. Nasza rozmowy też jest przecież dowodem bezsilności… A tu mamy człowieka, który znalazł absolutnie dramatyczny sposób pokazania swojej bezsilności: jeżeli nic do was nie przemawia, to może moja okrutna śmierć was obudzi, poczujcie się za to odpowiedzialni! Ale obawiam się, że niewielu jest takich, którzy czują się za tę śmierć współodpowiedzialni. Na pewno nie główni adresaci – mówi w rozmowie z nami prof. Paweł Łuków, filozof, etyk, kierownik Zakładu Etyki w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. I dodaje: – Przy tak wysokim poziomie przyzwyczajenia do obecności cynizmu i bezwstydu w sferze publicznej, nie ma chyba wystarczająco desperackiego czynu, który poruszyłby naszą zbiorową wrażliwość moralną

KAMILA TERPIAŁ: „Ja wolność kocham ponad wszystko. Dlatego postanowiłem dokonać samospalenia i mam nadzieję, że moja śmierć wstrząśnie sumieniami wielu osób. Obudźcie się! Jeszcze nie jest za późno!” – to fragment listu zostawionego przez pana Piotra S. To, co zrobił, może mieć taki skutek?

PAWEŁ ŁUKÓW: W tej sprawie należy zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze, mamy do czynienia z aktem, który jest zachowaniem skrajnym w większości kultur, także w naszej. To powoduje, że spora część z nas ma poczucie, że to zachowanie wykracza poza przyjęty sposób manifestowania sprzeciwu.

To było jednak samobójstwo.

Dlatego wiele osób będzie kwestionowało i pytało: czy Piotr S. był w stanie z rozeznaniem zrobić to, co zrobił? Ale sądzę, że rzadziej będą to robiły osoby, które zgadzają się z jego poglądami.

To jest zachowanie na tyle nietypowe i nieoczekiwane, że może spowodować dwie reakcje: jedni będą wskazywać na to, że musiał uznać sytuację za skrajnie złą, skoro zdecydował się na takie działanie, a drudzy będą umniejszać wymowę tego desperackiego aktu. W 1968 r. w PRL-u Ryszard Siwiec dokonał samospalenia na stadionie X-lecia w proteście przeciw zajęciu Czechosłowacji. Wtedy nie było publicznego kwestionowania tego, co się stało, chociaż trzeba pamiętać, że oficjalne media nie informowały o tym wydarzeniu.

Pytanie, czy i jak powinniśmy w przestrzeni publicznej dyskutować o tym, co się stało.

Problem polega na tym, że w przestrzeni publicznej mamy bardzo dużo cynizmu i zanik zdolności do odczuwania wstydu. Coraz więcej osób mówi coraz większe głupstwa. I nie mają z tym problemu. A społeczne reakcje na cynizm i bezwstyd są raczej wątłe. Przy tak wysokim poziomie przyzwyczajenia do obecności cynizmu i bezwstydu w sferze publicznej, nie ma chyba wystarczająco desperackiego czynu, który poruszyłby naszą zbiorową wrażliwość moralną. Wręcz przeciwnie,

fakt, że jest to tak desperackie postępowanie, będzie dodatkowym paliwem dla cyników do tego, żeby umniejszać wagę i tragizm tej sytuacji. Zwłaszcza że pojawiają się doniesienia o tym, że Piotr S. leczył się z powodu depresji, a w Polsce leczenie psychiatryczne wciąż jest stygmatyzujące.

Listy, które pozostawił, są bardzo przemyślane, jest tam wiele ważnych słów. To nie były słowa szaleńca. To nie była potrzeba chwili. Musiał się do tego długo przygotowywać, bo – jak napisał – „wolności oddać nie umie”.

To był akt absolutnej bezsilności. Myślę, że wielu Polaków, choć zapewne nie w tym stopniu, ma poczucie braku możliwości wpływania na bieg wydarzeń. Akt Piotra S. może mieć też taka wymowę – pokazuje, że dochodzimy do sytuacji, w której umiłowanie wolności może się ujawnić tylko przez pozbawienie się życia. Mamy takie poczucie, że wiele granic etycznych i prawnych zostało przekroczonych…

Ale jednak mamy do czynienia z czymś ostatecznym, czyli śmiercią. Może zadziałać efekt „egzystencjalnego przerażenia”?

Można by oczekiwać, że tego rodzaju wydarzenie uruchomi aktywizm społeczny. Ale wydaje mi się, że jeżeli nie stało się to w pierwszych kilku dniach po tym akcie desperacji, to szanse maleją.

Przy tak wysokim stopniu rozemocjonowania życia publicznego, jak obecnie, coraz częściej cieszymy się, że wreszcie nic się nie dzieje. Bo może nie będzie gorzej.

Czyli ta śmierć nie będzie miała większego znaczenia dla Polaków i wpływu na zachowanie Polaków? Nie przewartościuje pewnych rzeczy w sferze publiczno-politycznej?

Nie mam takiej nadziei. Były już sytuacje, w których mogliśmy to zrobić, ale nie skorzystaliśmy. Pierwsza to śmierć papieża Jana Pawła II, kiedy ogromna część Polaków obiecywała sobie pojednanie. I trwało to może 30 dni… Potem była katastrofa smoleńska. Początkowo też było poczucie jedności wobec wspólnego nieszczęścia, ale później jedni zaczęli twierdzić, że to bardziej ich nieszczęście i drudzy nie mają prawa uczestniczyć w akcie jednoczenia się wobec wspólnej tragedii. Jeżeli to wydarzenie o tak gigantycznej skali nie zrobiło na nas wystarczająco dużego wrażenia, to nie sądzę, żeby protest Piotra S. mógł coś zmienić.

Znowu podział.

Znajdujemy się w takim kulturowym miejscu, że jeżeli nie wpadniemy w katastrofalną sytuację, która by dotknęła każdego z nas, to niewiele się zmieni.

Co to mogłoby być?

Nie wiem. I wolę nie zgadywać.

Przez dłuższy czas słyszeliśmy, że brakuje nam autorytetów. Ciekawe, że najczęściej te głosy płynęły ze strony tych, którzy uważali się za autorytety. A teraz te autorytety milczą. Na przykład Kościół katolicki zachowuje się pasywnie. Nie słyszę wielu wypowiedzi mówiących o potrzebie jedności i obdarzania siebie wzajemnie szacunkiem. Teraz, kiedy Kościół może być źródłem i ostoją pojednania, z tej roli abdykuje.

Do tego, co się stało, Kościół też powinien się odnieść?

Tak, to jest przecież rola przede wszystkim tego rodzaju instytucji, które tradycyjnie pełnią rolę wychowawców zwykłych ludzi. One powinny nakłaniać do pojednania i potępiać publicznie głosy zacietrzewienia, złości czy zwykłego chamstwa. Ostatnio dwóch duchownych bardzo wysokiego szczebla wypowiadało się publicznie o sprawach, które leżą w ich kompetencjach. Zostali potępieni za rzekome włączanie się w politykę. Dlaczego ich obrona publiczna jest tak wątła? Zwłaszcza ze strony innych wpływowych członków Kościoła. Naprawdę nie wiem, kto mógłby być dzisiaj inicjatorem przemiany.

Do czego nas to wszystko prowadzi?

Nie potrafię zgadywać w takich sprawach. Łatwiej jest to zdiagnozować.

Zdobywając demokrację, nie nauczyliśmy się w niej żyć. Kiedy już nastała, też nie uczyliśmy się w niej żyć.

Po zdobyciu wolności w szkołach nie mieliśmy praktycznie żadnego programu wychowania obywatelskiego. To oznacza, że mamy całe pokolenia ludzi, których nie nauczono tego, jak funkcjonować w nowoczesnym społeczeństwie demokratycznym. Bywa, że sytuacje są bez odwrotu… Każdy pomysł na to, żeby coś zmienić i poprawić nasze relacje w społeczeństwie, wymaga akceptacji tych, do których jest adresowany. To jest tak jak z psychoterapią: może pomóc, jeżeli chory się na nią zgadza i jej chce. Tu jest podobnie.

W naszym przypadku nie ma w ogóle terapeuty.

Ale nawet jeżeli by się znalazł, to skąd ma się wziąć ta podstawowa chęć, żeby coś zrobić i brać udział w tej „terapii”? Dlatego myślę, że jeżeli się czegoś zbiorowo bardzo nie wystraszymy, to nie będzie możliwości zmiany. Ale co to miałoby być? Lepiej nie wywoływać wilka z lasu. To musiałoby być coś, co przeorałoby nasze wyobrażenia kulturowe: po co i w imię czego żyjemy w społeczeństwie i jaki powinno ono mieć kształt? Takie rzeczy ludzie zwykle zaczynają sobie uświadamiać po wydarzeniach o charakterze traumatycznym. Amerykanie mieli taki moment po ataku na WTC. Często wtedy zadawano fundamentalne pytania i odkrywali, że do tej pory kłócili się o rzeczy mało ważne, nie doceniając tych najważniejszych.

Zdaje mi się, że jeżeli jako zbiorowość nie dostaniemy w Polsce lekcji, która pokaże nam, co się naprawdę liczy w życiu społecznym, to prawdopodobnie będziemy się dalej okładać maczugami w nieskończoność. Wtedy nie ma znaczenia, kto wygra, bo wszyscy będą przegrani.

Traumą była właśnie katastrofa smoleńska. Teraz widzimy, że nic się nie zmieniło, a jest coraz gorzej. Jak to możliwe?

To jest naprawdę zdumiewające, że takie wydarzenie okazało się niewystarczające. Wręcz przeciwnie, po pewnym czasie stało się paliwem politycznym. Moim zdaniem, oznacza to, że poważnie zawodzą ci, którzy mają zasadniczy wpływ na kształt życia publicznego. Politycy. To nie jest tak, że dyskurs albo jego brak tworzy się sam, on ma taki kształt, jaki jest akceptowany przez głównych uczestników życia publicznego. Oni pierwsi musieliby się solidarnie sprzeciwić cynizmowi i bezwstydowi w sferze publicznej.

Ale tu nigdy nie będzie solidarności. Druga strona zawsze będzie obrażać i wykluczać.

Właśnie dlatego mówię, że nie wiem, jak się z tego wydobyć. Samospalenie Piotra S. jest jednym z symptomów tego, jak daleko zaszliśmy w degradacji życia publicznego. Nasza rozmowy też jest przecież dowodem bezsilności… A tu mamy człowieka, który znalazł absolutnie dramatyczny sposób pokazania swojej bezsilności: jeżeli nic do was nie przemawia, to może moja okrutna śmierć was obudzi, poczujcie się za to odpowiedzialni! Ale obawiam się, że niewielu jest takich, którzy czują się za tę śmierć współodpowiedzialni. Na pewno nie główni adresaci.

wiadomo.co

Nasze grzechy piekielne

Nasze grzechy piekielne

Cynizm rozumiany jako obłudne wykorzystywanie wartości bez wiary w nie – niszczy życie społeczne i polityczne.

Jak mi się wydaje, znacząca większość z nas pójdzie po śmierci do czyśćca. Dopiero Sąd Ostateczny rozstrzygnie, jaki będzie nas dalszy los. A to może trwać. Teraz w Raju znajduje się niewiele osób, są to niemal wyłącznie święci i ci z ochrzczonych, którzy „w chwili śmierci nie mieli nic do odkupienia”. Sądzę, że niewielu jest takich, może prócz tych, którzy wybrali życie z dala od trosk codzienności i konfliktów życia publicznego. Łatwiej bowiem żyć bez grzechów, gdy nie musi się podejmować decyzji, brać odpowiedzialności i działać. Największe gwarancje na sukces daje eskapistyczne życie kontemplatywne, najlepiej zakonne (z dala jednak od ojca Rydzyka).

Raj, który jest „celem i spełnieniem najgłębszych marzeń człowieka, stanem najwyższego i ostatecznego szczęścia” (jak podaje katechizm KK), jest miejscem dość kontrowersyjnym. Pędzi się tam co prawda życie bardzo spokojne, radosne, w komunii z Bogiem i w towarzystwie aniołów, które otaczają nas wieczną troską, ale zarazem bardzo monotonne i nudne. Nie ma co prawda cierpienia, chorób, śmierci, ale też nie ma pragnień, pożądań, trosk, spełnień i rozczarowań. Badacz moralności nie znalazłby tu żadnego pola do naukowych analiz.

Z poznawczego punktu widzenia znacznie ciekawiej wygląda piekło. Jego strukturę architektoniczną, ikonograficzną i aksjologiczną najpełniej opisał Dante w „Boskiej komedii” i nawet jeśli ma się ona nijak do piekła opisywanego przez uczonych teologów, to ukazuje wielki uporządkowany zbiór wad, grzechów i namiętności ludzi z okresu późnego średniowiecza. Zastanawiałam się, czy da się go uwspółcześnić? Czy można dopisać jakieś nowe, związane z nowoczesnością grzechy, wypaczenia, rodzaje zła. Ale nie trzeba – Dantego architektura grzechów jest trwała, niezależna od epok, religii, klas, osobowości.

Gdy Dante w towarzystwie Wergiliusza wchodzi do piekła, najpierw widzi ludzi dobrych i mądrych, ale nieochrzczonych, a więc bez szans na zbawienie. Można zadać sobie pytanie, jakich wolimy w życiu: czy tych, którzy dzięki ochrzczeniu mają szanse na zbawienie czy tych, którzy są poganami, ale dobrymi dla innych? W kręgu drugim są ludzie zmysłowi, pożądliwi, rozpustni. To bardzo męski krąg, bo na kobiety przez setki lat nakładano bardzo wiele ograniczeń seksualnych. Zapewne również tam znajdują się wszyscy molestowacze i seksiści. Krąg ten jest ogromny, więc pomieści miliony. Krąg trzeci to konsumpcjoniści (nieumiarkowani w jedzeniu, piciu oraz zakupach). Myślę, że można tu dorzucić tych, którzy swoją potrzebą posiadania nowości (ciągłą wymianą jednego sprzętu na inny) zaśmiecają planetę, jak również tych, którzy niszczą ją w inny sposób, a więc grzeszników ekologicznych. Krąg ten jest lodowatą, pełna wichrów puszczą, ale ministra Szyszki tu nie znajdziemy, jest głębiej. W kręgu czwartym (bardzo jest tam nieprzyjemnie) są zarówno skąpcy, jak i rozrzutnicy, czyli połowa populacji. W kręgu piątym odnajdziemy ludzi gniewnych i pieniaczy, a więc co najmniej połowę parlamentu. Nie tylko naszego. To bardzo polityczny krąg. Dalej siedzą heretycy, a za nimi bluźniercy i lichwiarze, czyli właściciele i menadżerowie banków. Krąg VIII jest złożony i składa się z dziesięciu czeluści. Znajdują się w nim hipokryci (a imię ich milion), uwodziciele kobiet (mnóstwo tu celebrytów), oszuści oraz pochlebcy, kłamcy i podżegacze sporów. Trzy ostatnie grupy rekrutują się głównie ze świata mediów. Krąg dziewiąty, zapełniają zdrajcy oraz ci, którzy nadużyli zaufania innych. Bo zaufanie to podstawowa cnota społeczna, bez której rozpadają się ludzkie wspólnoty. Za czasów Dantego, w IX kręgu piekła można było spotkać Judasza, Brutusa i Kasjusza – dziś jest tam straszny tłok.

Wśród wszystkich grzeszników brakuje nam cyników, może dlatego, że w czasach Dantego słowo to odnosiło się ciągle do grupy greckich filozofów. Dziś cynizm rozumiany jako obłudne wykorzystywanie wartości bez wiary w nie – niszczy życie społeczne i polityczne. Cynicy to wszyscy ci, którzy wycierają sobie gęby „prawem”, „godnością”, „pobożnością”, „wolnością”, „sprawiedliwością”, absolutnie nie wierząc w ich istnienie. Umieściłabym ich w Giudecce, na samym dnie piekła, tam, gdzie słychać straszny śmiech szatana.

Magdalena Środa

koduj24.pl

BARBARA BURDZY
27-10-2017

Służby Macierewicza skłamały. PO ma dowód

Posłowie PO mają dowody na kłamstwo szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego, podległej Antoniemu Macierewiczowi. SKW udzieliła dostępu do informacji niejawnych ówczesnemu wiceministrowi obrony narodowej Jackowi Kotasowi. Ludzie Macierewicza zapewniali, że nie pracował on wcześniej w spółce kojarzonej z warszawską reprywatyzacją. – Z całą mocą chcemy powiedzieć, że to nieprawda – mówi Cezary Tomczyk z PO.
Służby podległe Antoniemu Macierewiczowi po raz kolejny mijają się z prawdą?

Służby podległe Antoniemu Macierewiczowi po raz kolejny mijają się z prawdą? 

– Już dawno temu powinien zająć się tym rząd. My przejmujemy tę rolę. Postaramy się pokazać, że premier Beata Szydło i Jarosław Kaczyński powinni już dawno temu wyciągnąć wnioski, wobec tego, co dzieje się wokół Antoniego Macierewicza – powiedziała Joanna Kluzik-Rostkowska na posiedzeniu zespołu ds. zagrożeń bezpieczeństwa państwa, powołanego przez PO. – Dziś publicznie pytamy o Jacka Kotasa, nazywanego przez media „rosyjskim łącznikiem” – mówił Cezary Tomczyk. W 2007 r. podległa Antoniemu Macierewiczowi Służba Kontrwywiadu Wojskowego wydała mu dostęp do tajemnic państwowych.

Posłowie PO oskarżają służby Macierewicza o kłamstwo

Kotas, jako prezes Narodowego Centrum Studiów Strategicznych oraz grupy deweloperskiej Radius, znalazł się w kluczowym miejscu na mapie dzikiej warszawskiej reprywatyzacji, opublikowanej we wrześniu ubiegłego roku przez stowarzyszenie Miasto Jest Nasze. Już kilka tygodni później obecny szef SKW Piotr Bączek zapewniał, że Jacek Kotas nie był zatrudniony w żadnym podmiocie gospodarczym w latach 2001-2007, w tym także w spółce Radius. – Służby Macierewicza kłamały w oświadczeniu z 2016 r. na temat tej sprawy – mówił w środę poseł Cezary Tomczyk.

„Szef SKW skłamał”

– Z całą mocą chcemy dziś powiedzieć, że to nieprawda. Nasz zespół śledczy dotarł do dokumentów źródłowych, które potwierdzają biznesowe zaangażowanie Jacka Kotasa w latach 2002-2006. To właśnie w 2002 r. Kotas zostaje prezesem spółki Era 200, która stanie się trzonem grupy kapitałowej Radius – powiedział na posiedzeniu zespołu śledczego poseł Tomczyk. Potwierdza to akt notarialny nr. 4419/2002.
– Dokumenty dobitnie świadczą o tym, że służby podległe ówczesnemu ministrowi obrony narodowej Antoniemu Macierewiczowi kłamały w oświadczeniu z 2016 r. na temat tej sprawy – podsumował.

– Niepojęte jest to oświadczenie z roku 2016 r. Jest jaskrawo niezgodne z rzeczywistością – dodał szef resortu obrony narodowej w rządzie PO-PSL,Tomasz Siemoniak. – Na piśmie zwrócimy się do sejmowej komisji ds. służb specjalnych, żeby wyjaśniła, co wydarzyło się w roku 2007 i dlaczego w 2016 r. pojawił się tak absurdalny komunikat. Będziemy domagać się spotkania z ministrem koordynatorem, Mariuszem Kamińskim – podkreśliła Joanna Kluzik-Rostkowska, żądając dymisji szefa SKW.

Tajemnice Macierewicza

Siemoniak, pytany przez Wirtualną Polskę, w jakim stopniu informacje przekazane podczas posiedzenia zespołu ds. zagrożeń bezpieczeństwa państwa są oparte na tezach stawianych w książce Tomasza Piątka „Macierewicz i jego tajemnice”, odparł że faktycznie „niektóre informacje się pokrywają”. – Każdą sprawę, którą dzisiaj państwu pokazaliśmy, osobiście drążyliśmy i nie potrafię powiedzieć czy to jest podobnie w książce Tomasza Piątka, czy nie – powiedział wiceszef PO. Siemoniak przyznał. że choć zdynamizowała ona dyskusję na temat Antoniego Macierewicza, ani on, ani nikt z jego partii nie jest jej „promotorem”. – Bardzo wiele osób tę książkę kupiło. Nas natomiast interesują fakty i do faktów się odnosimy – dodał były minister obrony narodowej w rozmowie z Wirtualną Polską.

Paweł Lisicki o powiązaniach Antoniego Macierewicza

W posiedzeniu w charakterze eksperta uczestniczył były szef SKW Piotr Pytel. – Jak to jest możliwe, że szef SKW stwierdza, ze Kotas nie był zatrudniony w wymienionych podmiotach, muszę odpowiedzieć: nie wiem. Pytania z ankiety bezpieczeństwa są testem na wiarygodność, czy dana osoba jest szczera i otwarta jeśli chodzi o ujawnianie faktów ze swojej przeszłości – powiedział.

To nie pierwszy raz, kiedy podległe Macierewiczowi służby „naginają rzeczywistość”. Przed tygodniem dziennik „Fakt” donosił o zatajeniu przez MON informacji o tym, że kandydat przedstawiony prezydentowi do awansu generalskiego służył w PRL-owskiej Wojskowej Służby Wewnętrznej.

Kim jest Jacek Kotas?

Były wiceminister w rządzie Antoniego Macierewicza Jacek Kotas otrzymał dostęp do informacji niejawnych w 2007 r. Zazwyczaj certyfikat bezpieczństwa, czyli dostęp do informacji niejawnych przyznaje ABW. Fakt, że w przypadku Kotasa zrobiła to podległa pod MON SKW, może wskazywać na celowosc działań Macierewicza wobec niego.

Od Kotas 2000 r. pełnił funkcję dyrektora Forum Ekonomicznego w Krynicy, a od 2002 do września 2006 prezesa zarządu Fundacji Instytut Studiów Wschodnich. Obecnie jest prezesem Narodowego Centrum Studiów Strategicznych oraz grupy Radius, zajmującej się działalnością deweloperską.

WP.pl

 

Politycy PiS chcą zakazać Halloween w szkołach. „Te dynie są przerażające”

Politycy PiS chcą zakazać Halloween w szkołach. "Te dynie są przerażające"

Politycy PiS nam się rozochocili. Jak już zmieniać na swoją modłę, to wszystko, co wpadnie w oko. Tym razem – przygotowywanie lampionów z dyń i halloweenowe bale. Posłowie uważają, że ministerstwo edukacji powinno zablokować organizowanie takich imprez w szkołach.

Zacznijmy od tego, że „to nie jest polski zwyczaj” – podkreśla Dariusz Piontkowski w rozmowie z portalem Wirtualna Polska, zasiadający w sejmowej komisji (nomen omen) edukacji. Już to samo w sobie powinno wystarczyć, ale politykom PiSu inwencji nie brakuje. Poza tym „to moda bezkrytycznie przyjmowana z zagranicy. W szkołach często nauczyciele siłą rozpędu organizują takie bale dla dzieci, łatwo je zająć, cieszą się, że mogą się przebrać” – mówi posłanka Gabriela Masłowska. Według niej tradycja Halloween uderza w moralność dzieci tak samo, jak powieści z Harrym Potterem. – „Dzieci są oswajane z magią, horrorami, stworami, a rodzice są pokazywani jako wrogowie. Nie można na to pozwalać” – stwierdza kategorycznie. „To nie jest zgodne ani z polską, ani z chrześcijańską tradycją” – alarmuje Piontkowski.

Ale to nie wszystko. Zarówno poseł, jak i posłanka martwią się o … emocje dzieci. – „Nie można dzieciom fundować takiego horroru. Wieczorem te dynie z wyciętymi zębami wyglądają przerażająco– zwierza się Masłowska. I zapowiada, że wystąpi do ministerstwa edukacji w tej sprawie. Podobnie myśli poseł PiS. – „To święto jest makabryczne i angażowanie w to dzieci nie jest dobre. Dziwię się nauczycielom, którzy chcą to organizować. To jest chore, że dzieciom organizuje się Halloween. Na siłę się nas zmusza, byśmy ten zwyczaj obchodzili. Idiotyczne. Ten zwyczaj kojarzy się z horrorem. Nie można tak narażać dzieci, zwłaszcza najmłodszych” – załamuje ręce Piontkowski. Uważa, że resort edukacji za pośrednictwem kuratoriów mógłby interweniować w sprawie organizowania Halloween w szkołach i przedszkolach. Obrywa się nawet restauratorom, którzy przyozdabiają swoje lokale dyniami.

Nawet egzorcyści Diecezji Płockiej zaapelowali, by nie organizować takich zabaw na obcą modłę dzieciom. „Często wiąże się ze wzrostem liczby opętań wśród dzieci” – tłumaczą. Bo „Halloween nie jest niewinną, beztroską zabawą, ale grozi otwarciem się na działanie złych duchów” – napisali płoccy egzorcyści. Także Episkopat skrytykował obchodzenie Halloween. – „To pogański zwyczaj, niezgodny z naszą kulturą i tradycją. Badania psychologiczne wykazują, że mali uczestnicy tej zabawy mogą odczuwać później lęki lub mieć nocne koszmary związane z duchami, zjawami i upiorami, za które są przebierani. Tak więc Halloween nie jest tylko niewinną zabawą, ale niesie ze sobą poważne konsekwencje, choć wiele osób to bagatelizuje, a nawet ośmiesza” – mówi Polskiej Agencji Prasowej rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Paweł Rytel-Andrianik.

koduj24.pl

Burzyć mury, to być otwartym na drugiego i na przyszłość

Polski katolicyzm to dziwna odmiana chrześcijaństwa. „Dziwna” – to zresztą bardzo lekkie określenie. Kilku egzorcystów diecezji płockiej opublikowało apel wzwywających rodziców, aby nie pozwolili swom dzieciom uczestniczyć w „inicjatywie zwanej Halloween”. Apel opublikowany został przez Katolicka Agencję Informacyjną, najważniejsze katolickie portale „Gościa Niedzielnego” i tygodnika „Niedzieli”. Tym samym – jakby – ten apel był oficjalnym stanowiskiem Kościoła katolickiego.

Czym jest ten apel? Jego pierwszy cel to wyzwolić lęk przed innością. Lęk to najlepsze narzędzie manipulacyjne, zalękniony zamienia się w agresora. Dziwna odmiana polskeigo chrześcijaństwa działa ręka w rękę z dzisiejszą władzą. Ten lęk wyzwolił w dużej części Polaków bojaźń przed imigrantami i uchodźcami, przed mniemaną islamizacją, przed laicyzacją i przed przemianami kulturowymi, takimi jak gender.

Rządzący osiągnęli w tym sukces. Polska zalękniona jest łatwa do rządzenia, bo to Polska wycofana, naród wówczas nie żyje, nie jest otwarty, tylko broni się przed życiem, przed pełnią życia.

Znienawidzony przez władze PiS wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans wygłosił w Watykanie kapitalne przemówienie o swoim chrześcijaństwie: „Moje chrześcijańskie dziedzictwo nic dla mnie nie znaczy, jeśli prowadzi do wykluczania innych niż my. Jeśli bycie chrześcijaninem nauczyło nas czegokolwiek przez ostatnie dwa tysiące lat, to umiejętności patrzenia na świat oczami „innego”. Nawet, gdy jest to afrykański uchodźca”.

Słowa Timmermansa są trawestacją z Dziejów Apostolskich, które mógł napisać św. Piotr, którego uważam za największego polityka w dziejach świata. To on swoimi misjami wywalczył przestrzeń dla chrześcijaństwa, dla tego imperium wiary, które dwa tysiące lat po nim wciąż jest największe.

Polski ryt chrześcijański w istocie jest antychrześcijański, bo nie ma w nim naczelnej wartości – solidarności. Bycie z drugim, pomaganie innemu. I znowu na pomoc przychodzi nam Timmermans, który w Watykanie mówił: „Dzisiaj wierzymy, że nasze dzieci będą miały w życiu gorzej, niż my. Jeśli jedyna perspektywa, jaką mamy, to strata, zaczynamy pilnie strzec tego, co posiadamy. Wtedy sąsiad staje się wrogiem, a nie przyjacielem – jest to więc sprzeczne z zasadą solidarności. Jeśli widzę, że ktoś cierpi i obawiam się, że też mogę zacząć cierpieć, będę się trzymał od tej osoby z daleka – żeby się nie zarazić. To właśnie dzieje się dzisiaj w Europie – i musimy to naprawić.”

W Polsce przeżywamy kryzys wartości. Polityk polski potrafi powiedzieć z ambony trybuny w Sejmie do innych: kanalie, mordy zdradzieckie, zaliczyć nas do gorszego sortu. Na tym ma być ufundowana Polska? Na nienawiści, odrazie, negatywnych odczuciach do bliźniego?

Wracam jeszcze raz do Piotra S. do którego będziemy co rusz wracali, obyśmy nie zmarnowali tego, co nam zostawił. Im dalej od jego samospalenia i śmierci, tym więcej dowiadujemy się, jakim był człowiekiem, ale dowiadujemy się też więcej o sobie.

Przede wszystkim Piotr S. to Piotr Szczęsny. W te dni zaduszne otwórzmy się na Piotra z Niepołomic: „A ja wolność kocham ponad wszystko. Dlatego postanowiłem dokonać samospalenia i mam nadzieję, że moja śmierć wstrząśnie sumieniami wielu osób, że społeczeństwo się obudzi i że nie będziecie czekać, aż wszystko zrobią za was politycy – bo nic nie zrobią!”

Mamy o czym myśleć, a jeszcze więcej – działać. „Musimy traktować nasze dziedzictwo jako zaproszenie, a nie jako przeszłość” (Timmermans). Musimy burzyć mury lęku, bo nimi podzieleni zostaniemy tchórzami, dla których wolność jest zbędna.

Timmermans o chrześcijańskim dziedzictwie Europy: największe zagrożenie to odczłowieczanie „innego”

oje chrześcijańskie dziedzictwo nic dla mnie nie znaczy, jeśli prowadzi do wykluczania innych niż my (…) Jeśli bycie chrześcijaninem nauczyło nas czegokolwiek przez ostatnie dwa tysiące lat, to umiejętności patrzenia na świat oczami „innego”. Nawet, gdy jest to afrykański uchodźca” – OKO.press tłumaczy przemówienie Timmermansa wygłoszone w Watykanie

Na otwarcie konferencji „(Re)thinking Europe” 27 października 2017 Frans Timmermans wygłosił przemówienie o europejskim kryzysie wartości. Timmermans to holenderski polityk i dyplomata, były minister spraw zagranicznych Holandii, od 2014 pierwszy wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej.

(…) Najwyższy zaszczyt, jakiego mógł dostąpić Rzymianin w czasach antycznych, to otrzymać tytuł Pontifexa – budowniczego mostów. Z tego powodu Ojciec Święty również nosi tytuł Pontifexa. Dlaczego był to najwyższy zaszczyt? Ponieważ budowanie trwałych i porządnych mostów jest niezwykle skomplikowane. A poza tym zbudowanie mostów nad przepaściami, których wcześniej nie można było przekroczyć, wywiera ogromny wpływ na społeczeństwo.

Problem, z którym mierzymy się dzisiaj w Europie, to czwarta rewolucja przemysłowa – i jest ona najgorsza ze znanych dotychczas ludzkości, ponieważ wprowadza najwięcej drastycznych zmian. Będzie miała wpływ na każdego człowieka na Ziemi.

To rewolucja, która zmieni sposób, w jaki żyjemy i w jaki pracujemy, ale także relacje wewnątrz i pomiędzy społeczeństwami. Dodatkowo dzieje się ona w środowisku naturalnym, które nie wytrzymuje już sposobu, w jaki funkcjonujemy. W związku z tym będziemy musieli go zmienić. Jednocześnie naokoło toczą się inne radykalne zmiany: populacja Europy szybko się zmniejsza, zmniejsza się też nasz udział w światowej gospodarce. Dookoła za to widzimy same zagrożenia.

Największe zagrożenie dla Europy to kryzys wartości

Ladauto Si [druga encyklika papieża Franciszka, zaprezentowana 18 czerwca 2015 w Watykanie – red.] jest jednym z najbardziej inspirujących dokumentów, jakie przeczytałem w czasie ostatnich lat. Encyklika jest pierwszym dokumentem, który przedstawia kompleksową, intelektualną i moralną odpowiedź na wyzwanie, jakim jest zrównoważony rozwój. Jest ona mocno związana ze sprawiedliwością społeczną, ponieważ przejmowanie coraz większej części zasobów naturalnych – kosztem innych ludzi – jest przeciwne sprawiedliwości społecznej. I to również musimy naprawić.

Ale co, moim zdaniem, jest największym zagrożeniem dla Europy? Na skutek czwartej rewolucji przemysłowej – kryzysu finansowego, kryzysu bankowego, fiskalnego, kryzysu uchodźczego i kryzysu terrorystycznego – znajdujemy się w głębokim kryzysie wartości.

Unia Europejska jest zbudowana na kilku wartościach, ale najważniejszą z nich jest solidarność. Po dwóch niemal samobójczych wojnach w ostatnim stuleciu najważniejsza zasada Europy to: „Mój sukces będzie zależał od twojego sukcesu”. To ekstrapolacja podstawy religii chrześcijańskiej i większości religii: „Traktuj bliźniego jak siebie samego, albo tak, jak ty chciałbyś być traktowany”. Ta zasada stanowi podstawę Europy – zamiast myśleć: „Osiągnijmy szczęście poprzez dominację nad innymi” zaczęliśmy myśleć: „Dzielmy się i wszyscy bądźmy szczęśliwi, bo nie mogę być szczęśliwy, wiedząc, że mój sąsiad jest nieszczęśliwy”.

Dziedzictwo chrześcijańskie powinno być punktem wyjścia do dialogu

Abstrahując od dyskusji na temat judeo-chrześcijańskich korzeni Europy, to jest zasada, którą dzielimy z większością religii. Dokładnie ta wartość jest obecnie zagrożona z powodu zjawiska, które w sektorze finansowym nazywa się „pokusą nadużycia”. Innymi słowy: co z tego, że ja dzielę się z moim sąsiadem, jeśli mojego sąsiada nie obchodzi mój los. Ja się z nim podzielę i będę biedniejszy, a on się na tym wzbogaci. To właśnie wydarzyło się podczas kryzysu finansowego – nigdy nie nastąpiła konwergencja, którą nam obiecano, a zamiast tego w większości europejskich społeczeństw pogłębiły się nierówności. To wydarzyło się także podczas kryzysu migracyjnego, gdy niektóre kraje członkowskie poczuły się kompletnie osamotnione w ciężarze, które dźwigają.

Dzisiaj wierzymy, że nasze dzieci będą miały w życiu gorzej, niż my. Jeśli jedyna perspektywa, jaką mamy, to strata, zaczynamy pilnie strzec tego, co posiadamy. Wtedy sąsiad staje się wrogiem, a nie przyjacielem – jest to więc sprzeczne z zasadą solidarności. Jeśli widzę, że ktoś cierpi i obawiam się, że też mogę zacząć cierpieć, będę się trzymał od tej osoby z daleka – żeby się nie zarazić. To właśnie dzieje się dzisiaj w Europie (…) i musimy to naprawić.

Jako chrześcijanin uważam, że nie możemy tego naprawić poprzez podziały na „lepszych i gorszych”. Pomyślcie o tym – często opowiadamy o naszym dziedzictwie judeo-chrześcijańskim. Czy robimy to dlatego, że chcemy, żeby był to punkt wyjścia do dialogu? Czy dlatego, że chcemy wykluczyć tych, którzy nie mają tego samego dziedzictwa? Pomyślcie o tym.

Bycie chrześcijaninem to patrzenie na świat oczami „innego”

Moje chrześcijańskie dziedzictwo nic dla mnie nie znaczy, jeśli prowadzi do wykluczania innych. To nie jest moje chrześcijaństwo. Ja zostałem wychowany i wyedukowany przez jezuitów i franciszkanów, i zapewne dlatego dzisiaj jestem socjalistą. (…) Tak, a jednocześnie mówię tak, jak wy i wyglądam tak, jak wy. Nic niebezpiecznego.

Nauczyłem się, że wiara to nie jest absolutna pewność. To postawa „Ciągle się uczę”. To otwartość na ludzi o innych poglądach. Chęć uczenia się od innych, a nie bezmyślne zaprzeczanie innym poglądom. (…)

Jeśli chcemy, żeby Unia Europejska złapała drugi oddech, to musimy traktować nasze dziedzictwo jako zaproszenie, a nie jako przeszłość.

Największym zagrożeniem dla nas jako wspólnoty i społeczeństwa jest odczłowieczanie „innego”. To osiągnięcie ludzkości, które regularnie powraca podczas dwóch tysięcy lat europejskiej historii. Odczłowieczamy „innego”, a potem tworzymy prawo do wykluczenia go ze społeczeństwa, czasem nawet do zabicia go. Odczłowieczamy go z powodu religii, przynależności etnicznej, pochodzenia.

Jeśli bycie chrześcijaninem nauczyło nas czegokolwiek przez ostatnie dwa tysiące lat, to umiejętności patrzenia na świat oczami „innego”. Nawet, gdy jest to afrykański uchodźca w łódce dryfującej po Morzu Śródziemnym. Dziękuję.

oko.press

Po śmierci Szarego Człowieka przed PKiN nie gasną znicze

Warszawiacy wciąż przychodzą pod boczną ścianę trybuny honorowej Pałacu Kultury zapalić znicze dla pana Piotra. Setki światełek palą się nawet w środku nocy.

Znicze pozostawione przez warszawiaków przy ścianie

WILK/Polityka

Znicze pozostawione przez warszawiaków przy ścianie

Ściana. Ta ściana jest inna niż wszystkie. Jednocześnie łączy i dzieli. Zwykłych ludzi, działaczy, dziennikarzy, polityków. Na dwa obozy. W pierwszym są ci, którzy uważają akt samospalenia pana Piotra za ważne przesłanie polityczne, będące jednocześnie symbolem najwyższej odwagi i poświęcenia własnego życia w imię wolności. W drugim – ci twierdzący, że to było samobójstwo chorego człowieka, a media i ruchy obywatelskie chcą z niego „na siłę” zrobić społeczno-polityczny punkt zapalny. A ściana? Wciąż stoi…

Znikający napis

Na wprost głównego wejścia do Pałacu Kultury znajduje się spory parking. To na nim pan Piotr oblał się łatwopalną substancją i podpalił przy dźwiękach piosenki „Kocham wolność” Chłopców z Placu Broni. W ciężkim stanie został odwieziony do szpitala, gdzie lekarze przez dziesięć dni walczyli o jego życie. Nie odzyskawszy przytomności, zmarł 29 października.

Przez tych dziesięć dni pod pobliską ścianę (bok trybuny honorowej przed PKiN) przychodzili ludzie, którzy rozdawali list, który pan Piotr rozrzucił przed swoim samospaleniem. Z powodu jednego zdania zawartego w tym przesłaniu zaczęto go nazywać Szarym Człowiekiem. A ściana? Też jest szara…

Już kilka godzin po akcie samospalenia ktoś napisał sprayem na tym wyłożonym płytami murze: „To było tutaj. 19.10.2017”. Rano napis był zmyty. Znów go odnowiono. W nocy został usunięty. I tak każdego dnia. Dziesięć dni to samo. Za malowanie tego napisu policja wręczała mandaty, bez względu na to, czy był on wykonywany farbą czy też zwykłą kredą. Paragraf? Art. 63 kodeksu wykroczeń: „Kto umieszcza w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny”.

Fragment listu pana Piotra

WILK/Polityka

Fragment listu pana Piotra

Dzień pierwszy

Tuż po informacji o śmierci Szarego Człowieka pod ścianą trybuny honorowej odbyła się spontaniczna manifestacja w hołdzie panu Piotrowi. I pojawiły się nowe napisy. „Ja, zwykły szary człowiek”, „Obudźcie się”, „Wzywam was”. Na pobliskich schodach kolejny: „Obudźcie się, jeszcze nie jest za późno”, a na chodniku ten największy: „A ja wolność kocham ponad wszystko” – to charakterystyczne cytaty z politycznego listu, który zostawił.

Pierwszego dnia, tj. w dniu śmierci 54-latka, przy tej ścianie stało około 70 ludzi. Oni nie potrzebowali doniesień medialnych o spotkaniu, po prostu przyjechali z potrzeby serca, z poczucia obywatelskiego obowiązku. Większość z nich była wewnętrznie wyciszona, niechętnie rozmawiała, nawet między sobą. Zapalili kilka lampek. Cicho, przez megafon o słabej mocy, a później nawet i bez niego, odczytano całość listu. Wprost z chodnika do zgromadzonych ludzi i mediów obywatelskich. Choć nie… było jedno medium mainstreamowe z profesjonalną kamerą – Polsat.

Ta niewielka grupa stała pod ścianą do północy. Było 5 stopni Celsjusza i wiał bardzo silny wiatr. A oni drżeli z zimna (a może nie tylko z tego powodu) i stali. Część z nich była przy ścianie niemal całą noc. Tego wieczora owych kilkadziesiąt osób było pilnowanych przez policję. Z bronią. Tak, z bronią, a wśród mundurowych przynajmniej jeden funkcjonariusz miał przy sobie szybkostrzelny karabin. Są świadkowie i jest fotograficzny „dowód”.

Dzień drugi

30 października pod ścianę przyszli działacze związani z Komitetem Obrony Demokracji, a raczej ODnowy (Obywatelska Demokracja) – kolejnego ruchu, który z KOD się wyłonił. To już była spora grupa – około 300 osób. Na manifestacji „Hołd dla Piotra” ludzie stali wciąż w zadumie, choć charakter tego zgromadzenia był już zgoła inny. Nastrój budowano muzyką, list pana Piotra nie był już czytany wprost z tłumu, lecz przez kobietę stojącą na trybunie. Inaczej rozkładano też najważniejsze akcenty.

O ile w dniu śmierci Szarego Człowieka z jego listu najsilniej wybrzmiały słowa końcowe: „A ja wolność kocham ponad wszystko, dlatego postanowiłem dokonać samospalenia i mam nadzieję, że moja śmierć wstrząśnie sumieniami wielu osób, że społeczeństwo się obudzi, i że nie będziemy czekać, aż wszystko zrobią za was politycy, bo nie zrobią. Obudźcie się, jeszcze nie jest za późno!”. O tyle dzień później najsilniejszy akcent został położony na zupełnie inny fragment. Oto on: „Chciałbym, aby prezes PiS i pisowska nomenklatura przyjęła do wiadomości, że moja śmierć bezpośrednio ich obciąża, i że mają moją krew na swoich rękach”. Po wymownej pauzie zrobionej przez czytającą zgromadzeni od razu zrozumieli, jaka była jej intencja. Po prostu podchwycili i krzyczeli ostatnią frazę o krwi na rękach. Czy to miało na celu podsycanie wzajemnej nienawiści pomiędzy obozami? Naprawdę trudno się oprzeć takiemu wrażeniu… Ściana jednak przyjęła wszystko – odbijały się od niej te słowa wraz z jasnym blaskiem setek zapalonych przed nią zniczy. Zapalonych przecież z powodu współczucia, empatii i pojednania. Dziwne to wszystko.

Na ścianie pojawił się nowy napis. Tym razem czarny: „R.I.P. Piotr S.”. Na wymalowanej wcześniej dacie śmierci ktoś nakleił także „obywatelski” nekrolog. Brzmiał tak: „A ja wolność kocham ponad wszystko. Ś.P. Piotr S. Szary Człowiek. Chemik, człowiek »Solidarności«, zaangażowany w tworzenie społeczeństwa obywatelskiego. Żył 54 lata, zmarł 29 października 2017 roku po południu, nie odzyskując przytomności. 19 października 2017 roku pod Pałacem Kultury w Warszawie podpalił się w akcie protestu przeciw polityce PiS. Wyrazy szacunku i serdecznego wsparcia dla Rodziny”.

Obywatelski nekrolog

WILK/Polityka

Obywatelski nekrolog

Mężczyzna czyta obywatelski nekrolog

WILK/Polityka

Mężczyzna czyta obywatelski nekrolog

I jeszcze jedno. Od dnia śmierci pana Piotra napisy ze ściany przestały być usuwane, a policja jest w tym miejscu o wiele bardziej dyskretna.

Dzień trzeci

31 października przed PKiN nie było zorganizowanej manifestacji, fotografów, dziennikarzy, ale znicze nie zgasły. Pod ścianą paliły się setki lampek. Białych, czerwonych. I co kilka minut podchodził ktoś z nową. Zapalał, stał przez chwilę w milczeniu i odchodził. Tym, którzy przystanęli po prostu zaciekawieni, co się tu dzieje, jedna z aktywistek rozdawała list pana Piotra. Za każdym razem rozmawiała, wyjaśniała, prosiła o wzięcie większej liczby egzemplarzy. Szło jej to łatwo, bo Elżbieta Podleśna jest psycholożką. Codziennie rozdaje blisko 500 kopii.

Chwilę rozmawiamy. Opowiada o tych krótkich spotkaniach. O tym, że jedna pani wzięła te „ulotki” do siebie na wieś. O tym, że młody chłopak sam sobie złożył zobowiązanie, że będzie pod ścianę przychodził codziennie, żeby zapalić dwie lampki. „Tyle mogę zrobić”. O tym, że wielu ludzi nie wie w ogóle, co się wydarzyło. Nie że nie znają treści listu, ale w ogóle nie dotarła do nich informacja o samospaleniu. Rozmowę przerywamy co chwila, bo przed ścianą pojawiają się kolejne osoby. Obserwuję, jak do nich podchodzi. Śmiało, zdecydowanie. Tłumaczy, wręcza kopię listu. I za każdym razem przed ich odejściem podaje tym obcym jej przecież osobom rękę. Albo przytula po wcześniejszym upewnieniu się, czy może. Taki mały, ale jakże ludzki gest.

Wcześniej była też na placu Konstytucji. Planuje w najbliższych dniach rozdawać list w innych miejscach, choć wciąż ma wrażenie, że robi za mało. „Za mało i za miałko”. Czy to za mało, skoro tego dnia pod ścianą była jedyną, która zrobiła coś więcej niż tylko zapalenie znicza?

A co ze ścianą? Na murze przyklejony jest list Szarego Człowieka na kartce formatu A3, aby łatwiej było przeczytać z odległości. Zniczy jest sporo, nie da się już podejść blisko. Z prawej strony pojawił się ochroniony folią wydrukowany wiersz, podpisany imieniem i nazwiskiem autora, Jarosława Mikołajewskiego, który chwiejnym pismem dopisał do niego jeszcze: „Dziękuję Piotrze!”. Obok swoją emocjonalną wiadomość zostawiła 70-letnia warszawianka. Jej zapisana flamastrem kartka zaczyna się od zdania: „Chwała bohaterom, którzy życie swoje oddają w proteście przeciwko bezprawiu i próbie zniewolenia Narodu, za komuny to się działo i teraz tamte czasy wracają”.

To odpowiedni kierunek? Dobry sposób, by unieść to, co się wydarzyło przed PKiN? Społecznie? Socjologicznie? Politycznie? Osobiście? Ludzko po prostu?

Elżbieta Podleśna rozmawia z ludźmi

WILK/Polityka

Elżbieta Podleśna rozmawia z ludźmi

List warszawianki

WILK/Polityka

List warszawianki

Dzień czwarty i piąty

Czwarty dzień przypada na 1 listopada, Wszystkich Świętych. Piąty na 2 listopada, Dzień Zaduszny. Czy ludzie znajdą czas, by przyjść pod tę ścianę? Dla człowieka im nieznanego. Anonimowego? To ma znaczenie? Nie ogólne ani strategiczne. Czy to ma dla nich znaczenie? A dla nas?

***

2 listopada 2017 r. o godz. 18 POLITYKA organizuje przed PKiN spotkanie upamiętniające Piotra S. Pod zaproszeniem na to wydarzenie podpisali się Maja Komorowska, prof. Maria Janion, Agnieszka Holland i ks. Wojciech Lemański.

polityka.pl

DOŚĆ WZBUDZANIA KATO-LĘKU

PIOTR SIKORA, 30.10.2017
Płoccy egzorcyści straszą, że demon może w dziecko wstąpić przez dynię. Nasz katolicyzm jest zatruty lękiem.
Fot. Peter Painter / FreeImages.com
Fot. Peter Painter / FreeImages.com

Myślę, że gdyby św. Paweł poznał bliżej nasz polski katolicyzm, zasmuciłby się poziomem lęku panującego wśród członków naszych Kościołów. Zdenerwowałby się zaś bardzo tym, że lęk ten wzbudzają też – jeśli nie przede wszystkim – duszpasterze. Smutek i zdenerwowanie Apostoła Narodów wzrastały by zapewne jesienią.

Koniec października bowiem to od kilku lat okazja do zintensyfikowanego straszenia możliwością opętania przez szatana, które grozi dzieciom i młodzieży – oczywiście z powodu uczestnictwa w przebierankach i zabawach z dynią.

W tym roku taki straszący głos wyszedł z diecezji płockiej – której egzorcyści wydali apel do rodziców, by nie pozwalali swym pociechom uczestniczyć „w inicjatywie zwanej Halloween”. Zdaniem płockich egzorcystów nie trzeba mieć złych intencji, by otworzyć się na „działanie złych duchów”. Samo przebieranie się dla zabawy w straszne postaci czy wycinanie okropnych paszczy w dyni to „niebezpieczne praktyki” i „wejście w przestrzeń demonów”, co „często wiąże się ze wzrostem liczby opętań wśród dzieci”.

Trzeba jasno powiedzieć, że to, co piszą płoccy egzorcyści, nie ma nic wspólnego z wiarą chrześcijańską, lecz jest przejawem myślenia magicznego. Nieprawdziwy – i manipulacyjny – charakter ma również zawarta w apelu płockich egzorcystów sugestia, że halloweenowe zabawy mają cokolwiek wspólnego z praktykami okultystycznymi i satanistycznymi, które Kościół zawsze potępiał.

Możliwe, że – jak wspominają autorzy apelu – zgłaszają się do nich „rodzice z prośbą o pomoc, z powodu pojawiających się problemów u dzieci, które brały udział w różnych »zabawach«, odbywających się w okolicach 31 października”. Jest bowiem prawdopodobne, że część dzieci może tak przeżywać kontakt z rówieśnikami przebranymi za czarownice czy kościotrupy, albo widok płonących dyniowych twarzy szczerzących zęby, że pojawią się u nich potem lęki czy senne koszmary. Ale ma to tyle wspólnego z opętaniem, co doświadczany także przez niektórych dorosłych strach przed pójściem w nocy do łazienki po obejrzeniu sugestywnego horroru. Czyli nic.

Naprawdę przerażające powinno być co innego: możliwość, że – zapewne już podszyty religijnym strachem – rodzic dziecka, któremu w nocy z 31 października na 1 listopada przyśniła się czarownica, zgłosi się w do płockiego egzorcysty, a ów zasugeruje, że dziecko zostało opętane. Duchowe i psychiczne skutki – tak dla samego dziecka, jak i dla jego rodziny – będą wówczas opłakane.

Co gorsza, apelu płockich egzorcystów nie można zbyć stwierdzeniem, że są to tylko stwierdzenia ośmiu księży. Ich tekst został opublikowany na głównej stronie internetowego portalu diecezji płockiej, a potem rozpowszechniony w poczytnych mediach katolickich, takich jak KAI, czy portale związane z „Gościem Niedzielnym” lub tygodnikiem „Niedziela” (a także zupełnie świeckie informacyjne strony internetowe). Stał się kolejnym szeroko oddziałującym aktem przyczyniającym się do zatruwania naszej wiary strachem i kształtującym w naszych Kościołach religijność lękową.

Wystarczy zaś rozejrzeć się uważniej dookoła, by zobaczyć, do jakiego stopnia polski katolicyzm jest zatruty lękiem i strachem: boimy się imigrantów i uchodźców (i w ogóle: obcego), lękamy się islamizacji nadciągającej z południa i wschodu oraz laicyzacji i ataków gender niesionych wiatrem kulturowych zmian z zachodu i północy; drżymy przed czyhającymi zewsząd zagrożeniami duchowymi związanymi biżuterią o kształtach ładnych, lecz przypominających staroegipskie hieroglify, z wydrążoną dynią czy z ćwiczeniami oddechowymi. A strach – to dobrze opisany psychologiczny mechanizm – rodzi agresję.

Dobrze by było, gdybyśmy sobie uświadomili, że św. Paweł nie tylko do Rzymian, ale także do nas pisał: „Nie otrzymaliście ducha niewoli i bojaźni, lecz otrzymaliście Ducha usynowienia” (Rz 8, 15). Jeśli Bóg z nami – któż przeciwko nam? „Jeśli do Niego należymy – pisał w swej książce »Jezus z Nazaretu« Benedykt XVI – wszystko inne pozbawione jest jakiejkolwiek mocy”.

Dlatego nie boję się bawić ze swoimi dziećmi w drążenie dyni i wycinanie w niej strasznej gęby, a potem w rozstawianie świecących dyniowych głów w ciemnym ogrodzie. Zabawa to przednia, integruje rodzinę, zaś w jej trakcie warzywo wcale nie zmienia się w demona. Co najwyżej w smaczną i zdrową zupę.

Demony zaś nie mają ani kawałka przestrzeni – cała istnieje w Bogu i należy do Niego.

tygodnikpowszechny.pl

Piotr S., Szary Człowiek nie żyje. Cześć jego pamięci!

„A ja wolność kocham ponad wszystko. Dlatego postanowiłem dokonać samospalenia i mam nadzieję, że moja śmierć wstrząśnie sumieniami wielu osób, że społeczeństwo się obudzi i że nie będziecie czekać, aż wszystko zrobią za was politycy – bo nic nie zrobią!”
Takie przesłanie zostawił Piotr S., Szary Człowiek. Zmarł po południu 29 października 2017 roku

O 16.30 skończyliśmy rozmawiać z żoną i dziećmi Piotra S. Opowiadali, jak przeżyli 10 ostatnich dni od aktu samospalenia, którego dokonał Piotr pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie.

Lekarze ostrzegali, że kryzys może przyjść w każdej chwili, ale zaczynaliśmy już mieć nadzieję. W niedzielę rano okazało się, że trzeba było Piotra podłączyć do sztucznej nerki. To był niepokojący sygnał.

O 17.20 od syna Piotra nadeszła wiadomość „Nie żyje”. Rodzina poprosiła, by jeszcze nie podawać Jego nazwiska.

Pana Piotra S. nie poznaliśmy osobiście. Ale wiele o Nim wiemy z tego, co o sobie napisał w dwóch listach do opinii publicznej oraz z tego, co nam – a potem kilku innym mediom – opowiedzieli o Nim jego żona i dzieci. Jawi się jako mądry, prawy, szlachetny człowiek (pisał o sobie Szary Człowiek), który nie mógł się pogodzić z tym, co dzieje się w naszej Ojczyźnie. Podjął desperacką decyzję, by ze swego samobójstwa uczynić znak. Jak mówiła nam jego rodzina, prawdopodobnie szykował się do tego aktu wiele miesięcy, ukrywał swój plan przed najbliższymi.

Samospalenie Piotra S. było apelem, wezwaniem, aby „przeciwstawić się temu, co robi obecna władza”. Dręczyło Go, że w polityce dzieją się tak złe rzeczy, a ludzie nie reagują.

Przeczytaj też:

Dlaczego się podpalił? Żona: „Jak bardzo przepełniła się ta czara!”. Córka: „Boję się, że pokażą tatę jako wariata i umniejszą jego motywację”

PIOTR PACEWICZ  20 PAŹDZIERNIKA 2017

Trudno nam pogodzić się z Jego czynem i z Jego śmiercią. Liczyliśmy na to, że skoro przeżył 10 dni, to już nie umrze.

Źle się dzieje w naszej Ojczyźnie, jeśli ludzie o wyostrzonej obywatelskiej wrażliwości tak reagują.

Ale Piotr nie wzywał nas do wojny polsko-polskiej. „Proszę was jednak, pamiętajcie, że wyborcy PiS to nasze matki, bracia, sąsiedzi, przyjaciele i koledzy. Nie chodzi o to, żeby toczyć z nimi wojnę (tego właśnie by chciał PiS) ani „nawrócić ich” (bo to naiwne), ale o to, aby swoje poglądy realizowali zgodnie z prawem i zasadami demokracji”.

Nie poznaliśmy Piotra S., ale tak jakbyśmy Go dobrze znali. Był – na przekór temu, co można by pomyśleć – człowiekiem wewnętrznie zrównoważonym, dojrzałym, spokojnym i dobrym.

Przeczytaj też:

Agnieszka Holland o samospaleniu Piotra: „Ogień niszczy, ale też oświetla. Jak gniew”

AGNIESZKA HOLLAND  22 PAŹDZIERNIKA 2017

Mamy wrażenie, jakby rodzina Piotra i On sam uczestniczył w naszych rozmowach o złej zmianie w Polsce, o tym jakie stanowisko należy zająć wobec zalewu nieprawdy w życiu publicznym, wobec nagiej siły fałszującej przeszłość i teraźniejszość, wobec coraz bardziej skutecznych zabiegów, by wykluczyć z życia publicznego ludzi innego zdania.

Wobec postępującej w Polsce „normalizacji”, bezradności wobec niszczenia prawa, życia politycznego, mediów publicznych, edukacji, organizacji pozarządowych, a także polskiej przyrody. Zresztą o tym wszystkim lepiej napisał sam Piotr. Przypominamy jego dwa teksty (patrz niżej).

Wzywał nas do obywatelskiej refleksji, ale nie do działań heroicznych, na które zdobył się sam.

Dziękujemy rodzinie Piotra, drogiej nam, Jego żonie i dwójce wspaniałych dorosłych dzieci. Życzymy Wam wszystkim siły w znoszeniu tego cierpienia.

Zostaliśmy przez Was zaszczyceni przekazaniem opinii publicznej listu, jaki do nas wszystkich napisał Piotr S. Niestety, zostaliśmy też upoważnieni do przekazania opinii publicznej wiadomości o Jego śmierci.

W imieniu redakcji OKO.press

Piotr Pacewicz

Przeczytaj też:

Depresja polityczna. Nie sposób pogodzić się z taką tragedią, ale samobójca pod Pałacem Kultury wyraził odczucia wielu obywateli

PIOTR PACEWICZ  21 PAŹDZIERNIKA 2017

Przeczytaj też:

Po tragedii Piotra S. obywatelskiej opozycji grozi zmiana w romantyczną sektę. To byłaby rezygnacja z polityki

BARTOSZ KOCEJKO  26 PAŹDZIERNIKA 2017


Oto pełna treść listu rozdawanego przez Piotra 19 października 2017 pod Pałacem Kultury


„1. Protestuję przeciwko ograniczaniu przez władzę wolności obywatelskich.

2. Protestuję przeciwko łamaniu przez rządzących zasad demokracji, w szczególności przeciwko zniszczeniu (w praktyce) Trybunału Konstytucyjnego i niszczeniu systemu niezależnych sądów.

3. Protestuję przeciwko łamaniu przez władzę prawa, w szczególności Konstytucji RP. Protestuję przeciwko temu, aby ci, którzy są za to odpowiedzialni (m.in. Prezydent) podejmowali jakiekolwiek działania w kierunku zmian w obecnej konstytucji – najpierw niech przestrzegają tej, która obecnie obowiązuje.

4. Protestuję przeciwko takiemu sprawowaniu władzy, że osoby na najwyższych stanowiskach w państwie realizują polecenia wydawane przez bliżej nieokreślone centrum decyzyjne związane z Prezesem PiS, nieponoszące za swoje decyzje odpowiedzialności. Protestuję przeciwko takiej pracy w Sejmie, kiedy ustawy tworzone są w pośpiechu, bez dyskusji i odpowiednich konsultacji, często po nocach, a potem muszą być prawie od razu poprawiane.

5. Protestuje przeciwko marginalizowaniu roli Polski na arenie międzynarodowej i ośmieszaniu naszego kraju.

6. Protestuję przeciwko niszczeniu przyrody, szczególnie przez tych, którzy mają ją chronić (wycinka Puszczy Białowieskiej i innych obszarów cennych przyrodniczo, forowanie lobby łowieckiego, promowanie energetyki opartej na węglu).

7. Protestuję przeciwko dzieleniu społeczeństwa, umacnianiu i pogłębianiu tych podziałów. W szczególności protestuję przeciwko budowaniu „religii smoleńskiej” i na tym tle dzieleniu ludzi. Protestuję przeciwko seansom nienawiści, jakimi stały się „miesięcznice smoleńskie” i przeciwko językowi nienawiści i ksenofobii wprowadzanemu przed władze do debaty publicznej.

8. Protestuję przeciwko obsadzaniu wszystkich możliwych do obsadzenia stanowisk swoimi ludźmi, którzy w większości nie mają odpowiednich kwalifikacji.

9. Protestuję przeciwko pomniejszaniu dokonań, obrzucaniu błotem i niszczeniu autorytetów, takich jak np. Lech Wałęsa, czy byli prezesi TK.

10. Protestuję przeciwko nadmiernej centralizacji państwa i zmianom prawa dotyczącego samorządów i organizacji pozarządowych zgodnie z doraźnymi potrzebami politycznymi rządzącej partii.

11. Protestuję przeciwko wrogiemu stosunkowi władzy do imigrantów oraz przeciw dyskryminacji różnych grup mniejszościowych: kobiet, osób homoseksualnych (i innych z LGBT), muzułmanów i innych.

12. Protestuję przeciwko całkowitemu ubezwłasnowolnieniu telewizji publicznej i niemal całego radia i zrobieniu z nich tub propagandowych władzy. Szczególnie boli mnie niszczenie (na szczęście jeszcze nie całkowite), Trójki – radia, którego słucham od czasów młodości.

13. Protestuję przeciwko wykorzystywaniu służb specjalnych, policji i prokuratury do realizacji swoich własnych (partyjnych bądź prywatnych) celów.

14. Protestuję przeciwko nieprzemyślanej, nieskonsultowanej i nieprzygotowanej reformie oświaty.

15. Protestuję przeciwko ignorowaniu ogromnych potrzeb służby zdrowia.

Protestów pod adresem obecnych władz mógłbym sformułować dużo więcej, ale skoncentrowałem się na tych, które są najbardziej istotne, godzące w istnienie i funkcjonowanie całego państwa i społeczeństwa.

Nie kieruję żadnych wezwań pod adresem obecnych władz, gdyż uważam, że nic by to nie dało.

Wiele osób mądrzejszych i bardziej znanych ode mnie, podobnie jak wiele instytucji polskich i europejskich wzywało już te władze do różnych działań i niezmiennie te apele były ignorowane, a wzywający obrzucani błotem. Najpewniej i ja za to, co zrobiłem też takim błotem zostanę obrzucony. Ale przynajmniej będę w dobrym towarzystwie.

Natomiast chciałbym żeby Prezes PiS oraz cała PiS-owska nomenklatura przyjęła do wiadomości, że moja śmierć bezpośrednio ich obciąża i że mają moją krew na swoich rękach.

Wezwanie swoje kieruję do wszystkich Polek i Polaków, tych którzy decydują o tym kto rządzi w Polsce, aby przeciwstawili się temu, co robi obecna władza i przeciwko czemu ja protestuję.

I nie dajcie się zwieść temu, że co jakiś czas działalność władz uspokaja się i daje pozór normalności (jak choćby ostatnio) – za kilka dni, czy tygodni znowu będą kontynuować ofensywę, znowu będą łamać prawo. I nigdy nie cofną się i nie oddadzą tego, co już raz zdobyli.

Wprawdzie to już dość wyświechtane powiedzenie, ale bardzo tutaj pasuje: Jeśli nie my, to kto? Kto jak nie my, obywatele ma zrobić porządek w naszym kraju? Jeśli nie teraz, to kiedy?

Każda chwila zwłoki powoduje, że sytuacja w kraju staje się coraz trudniejsza i coraz trudniej będzie wszystko naprawić.

Przede wszystkim wzywam, aby przebudzili się ci, którzy popierają PiS – nawet jeśli podobają się wam postulaty PiS-u, to weźcie pod uwagę. że nie każdy sposób ich realizacji jest dopuszczalny. Realizujcie swoje pomysły w ramach demokratycznego państwa prawa, a nie w taki sposób jak obecnie.

Tych, którzy nie popierają PiS, bo polityka jest im obojętna albo mają inne preferencje, wzywam do działania – nie wystarczy czekać na to co czas przyniesie, nie wystarczy wyrażać niezadowolenia w gronie znajomych, trzeba działać. A form możliwości jest naprawdę dużo.

Proszę was jednak, pamiętajcie, że wyborcy PiS to nasze matki, bracia, sąsiedzi, przyjaciele i koledzy. Nie chodzi o to żeby toczyć z nimi wojnę (tego właśnie by chciał PiS) ani „nawrócić ich” (bo to naiwne), ale o to, aby swoje poglądy realizowali zgodnie z prawem i zasadami demokracji. Być może wystarczy zmiana kierownictwa partii.

Ja, zwykły, szary człowiek, taki jak wy, wzywam was wszystkich – nie czekajcie dłużej. Trzeba zmienić tę władzę jak najszybciej, zanim doszczętnie zniszczy nasz kraj; zanim całkowicie pozbawi nas wolności.

A ja wolność kocham ponad wszystko. Dlatego postanowiłem dokonać samospalenia i mam nadzieję, że moja śmierć wstrząśnie sumieniami wielu osób, że społeczeństwo się obudzi i że nie będziecie czekać, aż wszystko zrobią za was politycy – bo nic nie zrobią!

Obudźcie się! Jeszcze nie jest za późno!

Ten list opublikowaliśmy w pierwszej relacji z tragicznego dnia 19 listopada 2017. Podkreślenia od OKO.press


List Piotra S. do mediów: Dlaczego tak radykalnie? Bo sytuacja jest dramatyczna


„Można oczekiwać, że PIS będzie się starał pomniejszyć mój protest i będzie szukał na mnie „haków”. Postanowiłem mu to ułatwić i wskazać pierwszy punkt zaczepienia (inne będą sobie musieli wymyślić).

Od kilku lat choruję na depresję, więc jestem tzw. osobą chorą psychicznie.

Ale takich osób jak ja jest w Polsce kilka milionów i jakoś funkcjonują w sposób mniej więcej normalny, często nawet nie wiadomo o ich chorobie.

Zresztą sformułowanie „choroba psychiczna” odnosi się również np. do takich dolegliwości jak bezsenność, czy jąkanie się, więc niekoniecznie musi być związane z niepoczytalnością. To, co na pewno jest związane z moją chorobą, to problemy ze snem i łaknieniem, zmniejszenie energii, tendencja do odkładania wszystkiego na później (prokrastynacja) i że widzę rzeczywistość w bardziej czarnych barwach niż większość „normalnych” ludzi.

Ale w tej sytuacji to nawet dobrze, bo potrafię dostrzec bardzo niepokojące sygnały wcześniej niż inni i silniej na nie reagować. I może też łatwiej mi poświęcić swoje życie, chociaż zapewniam, że wcale nie tak łatwo.

Cóż mogę jeszcze dodać – poglądy takie jak ja wyraża wiele osób z mojego otoczenia, publicystów, czy polityków, więc nie wynikają one z mojego spaczonego odbioru rzeczywistości.

A dlaczego tak radykalna forma protestu?

Bo sytuacja jest dramatyczna. Nie chodzi o to, że rząd popełnia mniej czy więcej błędów (każdy rząd to robi) ale, że

ten rząd wstrząsa podstawami naszej państwowości i funkcjonowania społeczeństwa. Natomiast większość społeczeństwa śpi, nie zwraca uwagi, co się dzieje i trzeba je z tego snu obudzić”.


Do listu do mediów dołączone były dwa fragmenty:


Fragment 1: Tak mało zrobiłem do tej pory dla Ojczyzny

„Urodziłem się w 1963 r., dlatego jestem w tej dobrej sytuacji, że pamiętam PRL, pamiętam „Solidarność”, odzyskiwanie niepodległości i kształtowanie się naszej demokracji. Dzięki temu mogę lepiej ocenić to, co się teraz dzieje.

Kiedy wybuchła „Solidarność” byłem jeszcze w liceum. I w tym liceum z kolegami zakładaliśmy Samorządne Zrzeszenie Uczniowskie, bo nie było wszak „Solidarności” dla niepełnoletnich uczniów.

13 grudnia [1981 – red.] byłem już studentem i nie spałem do południa tylko roznosiłem pierwsze ulotki.

W czasie stanu wojennego robiłem to, co miliony innych ludzi w Polsce – roznosiłem ulotki, chodziłem na demonstracje, słuchałem Wolnej Europy, zapalałem świeczki w oknach.

4 czerwca 1989 z radością wziąłem udział w pierwszych, częściowo wolnych wyborach i potem we wszystkich następnych.

Mój wkład w odzyskanie niepodległości był mikroskopijny, wstydzę się, że do tej pory tak mało zrobiłem dla Ojczyzny. I wiem, że muszę to zmienić”.

Fragment 2: Wstydzę się tłumacząc, że Polska to nie to samo, co polski rząd

„Wstydzę się, że mam prezydenta, który jest prezydentem tylko swojej partii i jej zwolenników, i który łamie konstytucję (zawetowanie dwóch niekonstytucyjnych ustaw, aby zaproponować dwie inne, ale nadal niekonstytucyjne ustawy nie jest odkupieniem win).

Wstydzę się, że mam premier, która realizuje wydawane jej „po linii partyjnej” polecenia.

Wstydzę się, że znajomym z Zachodu muszę tłumaczyć, że Polska to nie to samo, co polski rząd.

Wstydzę się, że znowu muszę używać pojęcia „nomenklatura” i sformułowania „partia i rząd” tak jak w czasach PRL.

Wstydzę się widząc, jak opluwani są ludzie, którym należy się szacunek za to, co zrobili dla wolnej Polski”.

Przekazany nam przez rodzinę Piotra „List do mediów” opublikowaliśmy 20 października 2017 roku.

oko.press

Staniszkis: Wolę Szydło niż Kaczyńskiego

Staniszkis: Wolę Szydło niż Kaczyńskiego

– Wolę ją [Beatę Szydło] niż Jarosława Kaczyńskiego, choć oczywiście on nie odpowiada, rządzi bez odpowiedzialności i to jest demoralizujące. Ale myślę że on nie byłby w stanie koordynować tych wszystkich drobnych rzeczy, które nie mieszczą się w wielkich sporach i mediach – mówiła Jadwiga Staniszkis w rozmowie z Moniką Olejnik w „Kropce nad i” TVN24. Jak dodała, nie sądzi aby Kaczyński miał ochotę objąć funkcję premiera. Jej zdaniem najgorsi ministrowie to Witold Waszczykowski i Piotr Gliński.

300polityka.pl

Tajne rozmowy Duda – Kaczyński

Tajne rozmowy Duda - Kaczyński

Prezydent RP Andrzej Duda odbył 22 października, czyli dwa dni po oficjalnym spotkaniu w Belwederze, kolejne rozmowy z liderem Prawa i Sprawiedliwości Jarosławem Kaczyńskim – donosi „Fakt”. Doszło do nich w tajemnicy przed najbliższymi współpracownikami w jednym z prezydenckich ośrodków pod Warszawą…

Jak zdradza rozmówca gazety, prezydent podobno przekazał prezesowi, że odrzuca poprawki PiS i nie zamierza ustępować. – „Prezydent nie zgodzi się na wybór dający rządzącym znaczącą przewagę” – powiedział „Faktowi” anonimowy informator. Duda zaproponował również inne rozwiązanie. Od tej pory mieliby rozmawiać wiceszef kancelarii Paweł Mucha z posłem Stanisławem Piotrowiczem, który jest szefem sejmowej Komisji Sprawiedliwości.

Z tych informacji można wnioskować, że jak mówiła wcześniej była działaczka opozycji w czasach PRL Zofia Romaszewska, prezydent jednak nie zgodzi się, żeby minister sprawiedliwości sam decydował o tym, jak będzie wyglądało sądownictwo w Polsce. Romaszewska oceniła też, że PiS gra „nieczysto” z prezydentem. Na dodatek krytycznie oceniła poprawki PiS do projektów ustaw przygotowanych przez prezydenta. W jej ocenie to wręcz powrót do zawetowanych w lipcu ustaw.

koduj24.pl

Gorzkie słowa prof. Engelking, przewodniczącej Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej przy premierze RP. Co na to @BeataSzydlo ?

Decyzja prokuratury ws. słów Jarosława Kaczyńskiego z trybuny sejmowej

Warszawska prokuratura okręgowa odmówiła wszczęcia śledztwa ws. wypowiedzi z trybuny sejmowej lidera PiS Jarosława Kaczyńskiego, w lipcu, podczas drugiego czytania projektu ustawy o Sądzie Najwyższym.
Jarosław Kaczyński w Sejmie (19 lipca)Foto: Bartłomiej Zborowski / PAP
Jarosław Kaczyński w Sejmie (19 lipca)
  •  Chodzi o kontrowersyjną wypowiedź prezesa PiS z lipca
  • – Wiem, że boicie się prawdy, ale nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego śp. brata; zamordowaliście go, jesteście kanaliami – mówił Kaczyński
  • Postępowanie sprawdzające było prowadzone na podstawie zawiadomienia złożonego przez 11 prywatnych osób z całej Polski

Jak uzasadniła prokuratura, nie zostały wyczerpane znamiona czynu zabronionego wskazanego w zawiadomieniu. Chodzi o wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego, w nocy z 18 na 19 lipca podczas drugiego czytania projektu ustawy o SN.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński powiedział wówczas z trybuny sejmowej w reakcji na słowa Borysa Budki (PO): „Wiem, że boicie się prawdy, ale nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego śp. brata; zamordowaliście go, jesteście kanaliami”.

Do tej wypowiedzi – co również było badane przez prokuraturę w tym postępowaniu sprawdzającym – nawiązała podczas posiedzenia Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka Krystyna Pawłowicz (PiS). Zwróciła się wówczas do posłów opozycji domagających się rozpoczęcia posiedzenia: „Macie mordy, tak jak prezes powiedział. Zdradzieckie mordy. Nawet teraz nie potraficie się grzecznie zachować”. W tym przypadku prokuratura także odmówiła wszczęcia śledztwa.

 

Zawiadomienie 11 prywatnych osób

Jak poinformował rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej Łukasz Łapczyński, prokuratura uznała, że przedmiotem występku określonego w art. 226 par. 1 Kodeksu karnego czyli zniewagi, „może być tylko i wyłącznie konkretna, indywidualnie określona osoba”.

– Zgodnie z dotychczasowym orzecznictwem, praktyką i licznymi komentarzami prawnymi do zniewagi, której dotyczy wymieniony przepis, dochodzi, jeśli zostaje ona wypowiedziana w taki sposób, aby jej adresat był jednoznaczny i skonkretyzowany. Słowa wypowiedziane w przestrzeń, do nieokreślonych bliżej odbiorców, a nie skierowane do konkretnej osoby, nie wyczerpują znamion czynu – dodał.

Postępowanie sprawdzające było prowadzone na podstawie zawiadomienia złożonego przez 11 prywatnych osób z całej Polski.

onet.pl

UNIA OPUŚCI NAS, CZY MY UNIĘ?

2017/10/31

Eurodeputowany Jan Olbrycht o tym, jak w Brukseli postrzega się dziś Polskę.

Z EURODEPUTOWANYM JANEM OLBRYCHTEM ROZMAWIA MARIA ZAWAŁA

Dużo się mówi ostatnio w Unii Europejskiej o Polsce?

O Polsce? Wręcz przeciwnie. Coraz mniej się mówi. Owszem, trwają dyskusje wtedy, gdy pojawia się problem rządów prawa w naszym kraju, to wzbudza ogromne kontrowersje w całej Unii Europejskiej, ponieważ rządy prawa są jednym z podstawowych elementów UE. Towarzyszy temu zaniepokojenie, że gdzieś, wewnątrz Unii, cały ten mechanizm zaczyna się chwiać. Zachowanie polskiego rządu pokazuje jednak, że my się tymi uwagami i zarzutami nie przejmujemy. Uważamy, że nikt nie ma prawa wtrącać się w wewnętrzne sprawy naszego kraju. W związku z tym następuje w UE taki element zmęczenia się nami. Unia Europejska rzeczywiście postanowiła mniej się interesować naszymi sprawami, co nie oznacza, że zamierza to, co się u nas dzieje, akceptować.

Jean-Claude Juncker w dorocznym przemówieniu o stanie UE ani razu nie wymienił słowa Polska.

Nie ma się z czego cieszyć. Tym bardziej, że Juncker mówił o tym, co czeka Unię w najbliższym czasie, o konieczności otwarcia się Schengen na Rumunię, Bułgarię i Chorwację. Pokazał tym samym, gdzie jest nacisk w tej chwili. O Polsce fakt, nic nie powiedział, przynajmniej wprost, natomiast mówił wyraźnie o tym, że Unia nigdy nie zrezygnuje z walki o podstawowe prawa i zasady demokracji. Eksperci są zgodni, że to nasz kraj był głównym punktem jego przemówienia, gdy mówił, że praworządność dla obywateli UE nie stanowi opcji, musi być obowiązkiem i trzeba akceptować wyroki sądów. Dał do zrozumienia: jeśli wy myślicie, że zmienicie nasze wartości, to się mylicie.

Co to dla nas oznacza?

Tak naprawdę oznacza to, że rząd polski odmawia udziału w takiej Unii, jaka ona jest dzisiaj. Tyle tylko, że jutro Unia będzie już zupełnie inna, bo będzie wewnętrznie zróżnicowana. Polska natomiast dziś odmawia udziału w jej głównym nurcie. Jako przedstawiciel opozycji mogę stwierdzić, że Polska zakłada, że swoim zachowaniem zmieni Unię. Niestety, tak się nie stanie, bo Unia idzie w innym kierunku niż polski rząd. Będziemy mieć więc lada moment taką sytuację, że główny trzon Unii będzie mówił: idziemy do przodu, chcecie iść z nami, proszę bardzo, a jeśli nie, to trudno, wasz wybór.

Przełóżmy to na konkretne działania wobec nas. Wypadniemy z Unii pierwszej prędkości?

Już wypadliśmy. To już się stało, na nasze własne życzenie, ponieważ Unia pierwszej prędkości to państwa mocne w strefie euro, Unię drugiej prędkości stanowią kraje słabsze w strefie euro i te, które deklarują, że do strefy euro dołączą, a my tymczasem deklarujemy, że nie idziemy do strefy euro. Jesteśmy więc z wyboru w trzeciej grupie państw Unii.

Szwecja też nie ma euro, a nikt z tego nie czyni jej zarzutów.

Fakt, poza strefą euro są kraje takie jak Szwecja, ustabilizowane i bogate, ale my nie mamy takiej pozycji. Poza tym Polska zgodziła się kiedyś przyjąć euro. Teraz już nie chcemy, sami więc się ustawiamy w określonej grupie państw Unii. Nie powinniśmy się więc potem dziwić, że to będzie miało konsekwencje.

Jakie?

Takie, że Unia się będzie konsolidowała, a Polska w tym nie będzie brała udziału, już zresztą nie bierze, np. nie uczestniczymy w pracach prokuratora europejskiego.

Jakie to rodzi dla nas konsekwencje?

To np. kwestia wymiany danych. Trudno powiedzieć, dlaczego nie bierzemy udziału w pracach prokuratorii europejskiej. Szerzej patrząc, okaże się za chwilę, że państwa, które chcą wejść do strefy euro, dostaną specjalne fundusze na przyspieszenie tego procesu, rozumiem, że Polska nie będzie o nie aplikowała, zobaczymy zresztą.

Tylko my nie chcemy do strefy euro?

Tylko Polska. Trwa jeszcze otwarta dyskusja w Czechach, ale Węgrzy np. już chcą iść do euro. To wszystko się w przyszłości odbije na pieniądzach dla nas. Nie będzie tak, że one będą Polsce zabrane, tylko będzie inny podział pieniędzy. Po pierwsze, skoro UE stawia na rozwój i przyspieszenie rozwoju strefy euro, to fundusze zostaną przesunięte dla krajów strefy euro. Po drugie, coraz głośniejsze staje się w Unii pytanie, czy Polska dziś powinna dostawać tak wielkie transfery finansowe na uruchamianie gospodarki, czy już nie. I zaczyna dominować głos, że nie. Po trzecie, co bardzo ważne, nikt już nie kryje w UE, że będzie powiązanie  między zasadami unijnymi, a pieniędzmi w politykach, tzw. warunkowością, co należy tłumaczyć: jeśli jakieś państwo nie chce uczestniczyć w politykach unijnych, to dlaczego ma uczestniczyć  w podziale środków unijnych.

Powróci problem uchodźców? Unia nam ich jakimś sposobem narzuci?

Próbowano to zrobić. Za pierwszym razem były ogromne protesty, myśmy przecież protestowali przeciwko narzuconemu podziałowi, za drugim razem padło: dogadajmy się. Ile jesteście w stanie przyjąć, żeby nam pomóc. To była kwestia wykazania dobrej woli. Wtedy rząd PO dobrowolnie stwierdził, uważamy że jesteśmy w stanie przyjąć około 7 tysięcy, wiedząc że i tak większość tych imigrantów wybierze Niemcy. Ten rząd mówi: nie weźmiemy nikogo i odcina się od Unii. Moim zdaniem powrotu do obligatoryjnych kwot już nie będzie, ale będzie inne podejście do problemu. OK, uzgodnijmy razem, co robimy, w jaki sposób sobie pomagamy i pojawi się pytanie, współpracujecie z nami, czy nie? Jak nie, wasz wybór, to jest wolny świat, ale nie spodziewajcie się, że jeśli nie współpracujecie z nami w jednej sprawie, my będziemy z wami współpracować w innej.

To powiedzmy sobie szczerze, wyjdziemy z UE?

Bardzo trudne pytanie, bo jak jestem w Brukseli i przyjeżdżają przedstawiciele polskiego rządu, to na wszystko się zgadzają, mówią językiem absolutnie proeuropejskim, „tak, uczestniczymy, bierzemy udział”, ale faktycznie robią inaczej i dziś mało kto w instytucjach europejskich już wierzy w te zapewnienia o współpracy. Będziemy więc świadkami poklepywania po ramieniu, Polska będzie traktowana łagodniej, nie będzie awantur, tylko to o niczym nie świadczy, co więcej, źle rokuje, bo decyzje będą zapadały gdzie indziej, a my nie będziemy w nich uczestniczyć.

Panie pośle, a nie jest czasem tak, że Unia ma teraz po prostu ważniejsze problemy niż Polska, jest przecież Hiszpania z secesją Katalonii. 

Prawda, konsolidacja Unii to sprawa ważna, zwłaszcza że są też inne zagrożenia, jest Rosja, terroryzm, migracja z południa. Unia musi myśleć całościowo o ochronie swoich granic. Nie może sobie pozwolić, że będąc w sytuacji zagrożeń z zewnątrz, wewnątrz UE dzieją się rzeczy niebezpieczne. Konflikty wewnętrzne osłabiają Unię.

Wracając do Polski, bez względu na wszystko, jesteśmy wielkim europejskim rynkiem. Unię stać na to, by go stracić?  

Nie ma takiego zagrożenia, ale powtarzam, Unia kiedyś będzie inna, będzie jej trzon, który silnie się będzie budował i, niestety, my w nim nie będziemy. Przynajmniej na razie. Polska natomiast jako rynek unijny jak najbardziej będzie funkcjonowała, poza tym jesteśmy państwem graniczącym ze Wschodem, bardzo ważnym, Unia też sobie nie może pozwolić na to, by Polska opuściła UE, ale może Polska chce mieć inne miejsce w Unii? Upraszczając wypowiedzi moich kolegów z Brukseli: skoro chcą, niech mają, tylko niech się nie dziwią, że nie będą w głównym nurcie. Juncker właśnie w tym swoim przemówienie powiedział to wszystko wprost: idziemy do przodu, budujemy silną strefę euro. Oferta jest, jak nie chcecie, wasz wybór.

Jan Olbrycht, urodzony w Rybniku polski polityk, deputowany do Parlamentu Europejskiego VI, VII i VIII kadencji z listy Platformy Obywatelskiej, samorządowiec i socjolog, ekspert w zakresie funduszy europejskich. W 2011 nominowany do nagrody MEP Awards dla najbardziej pracowitych posłów Parlamentu Europejskiego w kategorii polityka regionalna. Rozmowa z Janem Olbrychtem odbyła się podczas Europejskiego Kongresu Małych i Średnich Przedsiębiorstw w Katowicach

silesion.pl

%d blogerów lubi to: