Monthly Archives: Grudzień 2012

Jaja Tomasza Lisa

Zwykły wpis

 

Tomasz Lis sporządził swój ranking wydarzeń, które „wstrząsnęły” mediami w dobiegającym nieszczęśliwie końca roku.

 

Jego „10” jest widziana zza biurka naczelnego. Moja ma się inaczej, acz też przeważają nieszczęścia (dlatego ograniczę tylko do 3.). Okazuje się, że dobro jest nudne, a zło medialne.

 

Hannah Arendt uważała, że zło jest banalne. Ale tak mają filozofowie, że lubią poskrobać, a pod spodem niczego nie ma. Pozłotka jest sztuczna, niestrawna, ale świeci światłem odbitym, na to łapie się gawiedź.

 

Wg Lisa najbardziej medialna była sprawa mamy Madzi, której z kolei nie zauważyłem. Wysoko – bo na następnych pozycjach – znajdują się afera Amber Gold i przygotowania do Euro 2012: zdążymy, czy nie zdążymy. Dopiero na 10. pozycji jest reforma emerytalna „67”.

 

Tak postrzega Lis jako dziennikarz, z czym nie musimy się zgadzać.Postrzeganie nasze nie zawsze jest związane z miejscem siedzenia, bo możemy postrzegać przez filtr rozumu, który po pewnym czasie wyrzuca zanieczyszczenia i pozwala się przyjrzeć wartościom, które będą określały przyszłość.

 

Dla mnie najistotniejsze jest podwyższenie wieku emerytalnego, a to z tego powodu, że następcy mają to z głowy. Donald Tusk został saperem, który przy tej bombie nie zginął. Kwestia jest taka, aby politycy, a szczególnie ich ekonomiści, nie zaprzepaścili tego niewybuchu.

 

Drugą sprawą jest przepoczwarzenie Jarosława Kaczyńskiego i wystawienie avatara Piotra Glińskiego na odstrzał. PiS zyskał w sondażach, ale w aferze trotylowej stracił, niemniej to sygnał, że obecna władza się zużywa. Jan Rokita (nareszcie dał głos) zauważa, że na Smoleńsku Kaczyński dojdzie do władzy.

 

Trzecia – choć wolałbym, aby było to wydarzenie najważniejsze – to Euro 2012. Organizacyjnie nam wyszło, Polak nie musi czuć się gorszym, acz sportowo przegraliśmy, co było do przewidzenia.

 

Lis opisał medialne jaja jako zbuki, ja chciałem dojrzeć choć trzy ważne wydarzenia, pozytywne, może prezentują się jak jaja przepiórcze. Ale to są rzeczywiste wartości i zagrożenia.

Szczuj Kaczyński w końcu zwariuje

Zwykły wpis

U Tomasza Lisa na żywo zwykle jest interesująco. Teraz było podobnie, gdy rozmawiano o stanie wojennym.

 

Chciałbym tylko dwie rzeczy zauważyć, które padły z ust Władysława Frasyniuka, postaci ekscytującej z czasów z walki z komuną.

 

Te dwie rzeczy o Jarosławie Kaczyńskim, który jest narodowym szczujem. Szczuje rodaka na rodaka. „Psuje następne pokolenie”. Za to Kaczyńskiemu zasadziłbym potężnego kopa, aby wylądował na Księżycu.

 

Pocieszająca jest druga uwaga Frasyniuka i – cholera – zgadzam się z nią, mianowicie: „W końcu zwariuje, a my przez niego posiwiejemy”.

 

Otóż Kaczyński jest wariatem, ale wykazuje wpływ na sterowalność swego szaleństwa. Przyjdzie jednak dzień, kiedy faktycznie potoczy mu się piana z usta i będzie mówił: „Ala ma kota, a tym kotem jestem ja, la-la-la”.

 

Ale nie chcę być wtedy siwy.

Nowa lewica

Zwykły wpis

Wyjście Marka Siwca z SLD było średnio szumne medialnie. Eurodeputowany nie porzucał wszak swojej partii, aby pozostać w próżni politycznej. Pewnie także nie odbyło się bez wiedzy Aleksandra Kwaśniewskiego, to jego najbliższy przyjaciel. Jeżeli dodamy do tego niedawne spotkanie Janusza Palikota z Kwaśniewskim w Brukseli, to może ułożyć się z tego jakiś wzór. Jaki?

 

Już w poniedziałek ma dojść do spotkania Palikota z Siwcem. Przebicie medialne Palikota jest zdecydowanie większe niż Siwca. Ten pierwszy można nadać temu odpowiednią oprawę. Siwiec to jednak za mało, aby z tego powstała nowa jakość lewicowa, a przynajmniej taka, która kusiłaby wyborców.

 

Wygląda na to, że wyjdą następni z SLD. Kto? Może Ryszard Kalisz? Acz umówmy się, nie ma tam znacznych nazwisk. W którymś momencie może włączyć się Kwaśniewski. W którym? I Przede wszystkim – po co? Kwaśniewski musi grać o duże stawki, a taką może być jakieś stanowisko unijne.

 

Do wyborów europarlamentarnych jest jakiś czas. Ta gra o nową lewicę – jeżeli do takiej gry dojdzie – musi być obliczona na długi dystans. Zdaje się, że ta gra się rozpoczęła, bo w innym wypadku wyjście Siwca z SLD byłoby ledwie hukiem kapiszona.

 

Ale to także znaczyłoby, że SLD jest przekreślona. Leszek Miller już nie ma żadnej siły, nikogo znacznego w swoich szeregach.

 

Palikot ma o co grać, bo w rezultacie może to być w perspektywie trzy- i więcej letniej gra o władzę najwyższą. Nie chcę zagalopować się za daleko. Tak to dzisiaj wygląda. Palikot rozpoczął grę o nową lewicę. Znając go, zgodzi się tylko na szefa i lidera tej gry.