PONIEDZIAŁEK, 15 MAJA 2017

Giertych: Być może będzie seryjna próba utrudniania pracy przewodniczącego RE

Giertych: Być może będzie seryjna próba utrudniania pracy przewodniczącego RE

Z komunikatu wydanego kilkanaście minut temu wiemy, że chodzi o kwestię identyfikacji zwłok i inne sprawy. Więc być może będzie tak, że będzie seryjna próba utrudniania pracy przewodniczącego RE, bo przecież coś takiego jak takie wzywania z pewnością pracy nie ułatwiają – stwierdził Roman Giertych w rozmowie z Grzegorzem Kajdanowiczem w „Faktach po faktach” TVN24. Jak dodał, „prokuratura próbuje wciągnąć Donalda Tuska w swoje polityczne śledztwa”.

300polityka.pl

PONIEDZIAŁEK, 15 MAJA 2017

Prokuratura wzywa przewodniczącego Donalda Tuska w sprawie zdrady dyplomatycznej

Prokuratura wzywa przewodniczącego Donalda Tuska w sprawie zdrady dyplomatycznej

Warszawska Prokuratura Okręgowa wezwała Donalda Tuska na kolejne przesłuchaniepodaje „Gazeta Wyborcza”. Szef Rady Europejskiej będzie odpowiadał na pytania o „zdradę dyplomatyczną”, którą zarzucił mu Antoni Macierewicz. Donald Tusk został wezwany do prokuratury w charakterze świadka. Termin przesłuchania wyznaczono na początek lipca.

Pytany przez „Wyborczą” pełnomocnik Tuska mecenas Roman Giertych potwierdził, że jego klient otrzymał już wezwanie. Zastrzegł, że nie może teraz przesądzić, czy były premier będzie mógł stawić się w wyznaczonym terminie.

300polityka.pl

Bomba termobaryczna w Trybunale Konstytucyjnym

Bomba termobaryczna w Trybunale Konstytucyjnym

3 wyroki zniknęły z bazy orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego. Wyroki o sygnaturach K 47/15 i K 39/16 i K 44/16, a wydane w dniach 9 marca, 11 sierpnia i 7 listopada 2016 r.

To są wyroki nieuznawane przez rząd PiS, nigdy nie zostały opublikowane, mimo zapisu, iż powinno się to odbyć w trybie niezwłocznym. Czy to znaczy, że nie obowiązują? Nie! Nie stosuje się do nich obecny rząd. Przestępca ma wyrok, ale w tej chwili unika wykonania wyroku. Każdy przestępca wpada, chyba że wcześniej uda mu się szczęśliwie zemrzeć. Za nieopublikowanie wyroków odpowie Beata Szydło i jej minister z kancelarii Beata Kempa.

Usunięcia wyroków Trybunału Konstytucyjnego z bazy danych dopuściły się osoby, które wybrał PiS. W pierwszym rzędzie nieprawnie wybrana prezes TK Julia Przyłębska i faktycznie zarządzający TK, Mariusz Muszyński, jeden z trzech dublerów wybranych przez PiS na obsadzone wcześniej miejsca. Do tego ten Muszyński ma na koncie zatajenie pracy agenturalnej. Taki szemrany gość.

Dzisiaj Trybunał Konstytucyjny to w istocie miejsce sankcjonowania bezprawia. Przyłębska jest prawnikiem o niskiej sprawności zawodowej, wszak nie chcieli jej przyjąć do pracy w Sądzie Okręgowym w Poznaniu, mimo wakującego stanowiska („nie nadaje się do orzekania”). Trudno o gorszą rekomendację. Przyłębska to w czystej postaci lewizna intelektualna. Dała się poznać na konferencjach prasowych, trzeba dużo mieć w sobie pobłażania dla marnych ludzi, aby jej cierpliwie wysłuchać.

Nie lepszy jest Muszyński. Postać szemrana, która nigdy nie powinna być obecna w przestrzeni publicznej, o ile nie życzymy Polsce źle. Ale tylko takie marne moralnie i kompetencyjnie osoby mogą być użyte na gwizdek Jarosława Kaczyńskiego. Kiedyś te osoby muszą odpowiedzieć przed prawem i nie może być wobec nich zastosowane prawo łaski.

Nie tylko w kwestii prawa stajemy się republiką bananową. Abyśmy nie zostali krajem z marginesu cywilizacyjnego, wiele zależy od nas samych, w tym wypadku od prawników, którzy powinni stosować się do usuniętych wyroków z bazy danych TK. Wszak mimo ich usunięcia ślad nie zaginął, bowiem odwołania do usuniętych wyroków mamy w blisko stu uzasadnieniach do orzeczeń TK z 2016 r., zamieszczonych w trybunalskiej bazie orzeczeń.

Tak naprawdę trzeba byłoby usunąć wszystkie orzeczenia TK. Ale można zawsze odwołać się do sygnatur, bo treści tych trzech wyroków były publikowane przez Obserwatora Konstytucyjnego. I choć ten też został zamknięty przez Przyłębską i Muszyńskiego, to w Internecie wyroki znalazły przystań niezniszczalności, są dostępne pod adresem niezniknelo.pl.

Ba, nie zniknie pamięć o szemranych Przyłębskiej i Muszyńskim. Takich osób dotyczy idiom „co ma wisieć, nie utonie”. Prawo dopadnie ich. Muszyński w wypadku tych trzech usuniętych wyroków zastosował całkiem poręczną metaforę ładunku termobarycznego, zastosowanego do pisowskiej rzeczywistości alternatywnej przez zbiegłego do USA Wacława Berczyńskiego.

Prawna bomba termobaryczna usunęła trzy wyroki z bazy TK, lecz za ten smród bezprawia Muszyński i Przyłębska bekną w przyszłości. Odbije się im.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Janusz Anderman

Habemus papam albo pewna redakcja jest w czubie

15 maja 2017

Ojciec Rydzyk zgromadził wokół siebie zarządców Polski

Ojciec Rydzyk zgromadził wokół siebie zarządców Polski (Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta)

„Polski Kościół i jego hierarchowie już teraz powinni podjąć starania, by następnym papieżem został redemptorysta ojciec dr Tadeusz Rydzyk” – felieton z cyklu „A poza tym”

Każdy wynalazca doskonale wie, że najtrudniej wpaść na te najprostsze rozwiązania. A takiego właśnie odkrycia dokonała bez trudu jakiś czas temu „Gazeta Trybunalska”, co należy zapamiętać na zawsze, bo za chwilę inne dziko zazdrosne środowiska będą jej chciały genialny pomysł podwędzić. To im się nie uda, gdyż – mówiąc językiem kolarskim – „GT” jednak pewnie uplasowała się w czubie peletonu.

Impuls w sprawie wynalazku dał papież Franciszek, który ogłosił, że za kilka lat zrezygnuje z posługi i jak Benedykt XVI przejdzie na emeryturę. To i tak o wiele lat za późno, zauważa surowo „GT”, ponieważ jego wybór był skutkiem drastycznej pomyłki Ducha Świętego, który podczas konklawe tym razem nie oświecił kardynałów. Przez to wprowadził ich w błąd i głosowali nie tak, jakby sobie „GT” życzyła. W czym zło? Ten papież okazał się obrzydliwie przyjacielski. „Postanowił się zaprzyjaźnić ze światem. Najpierw byli to dziennikarze, później dzieci, chorzy, geje, lesbijki, liberałowie, czarni, biali, żółci, brązowi i w ogóle wszyscy”.

Już ten jeden argument oddaje z całą mocą skalę upadku Franciszka. Niech więc ustąpi natychmiast i dalej się zaprzyjaźnia, ale już prywatnie. I w tym momencie „GT” olśniła oczywista oczywistość: „Polski Kościół i jego hierarchowie już teraz powinni podjąć starania, by następnym papieżem został redemptorysta ojciec dr Tadeusz Rydzyk”.

Jak to możliwe, że nikt dotąd na to nie wpadł? Przecież za takim rozwiązaniem przemawiają niezliczone przesłanki. „Zasługi o. Rydzyka są szeroko znane”, „Wierni go uwielbiają” albo „W polskim Kościele nie brakuje ważnych osobistości, które wybór o. Rydzyka powitałyby z radością”- to pierwsze z brzegu.

Obraz Ojca św. Rydzyka I jawi się teraz w pełnej krasie, bo dzięki „GT” już wszyscy wiemy, że „Ojciec Tadeusz Rydzykj est najlepszym kandydatem na przyszłego papieża. To wybór dobry nie tylko dla naszej ojczyzny, ale także dla całego świata, pogrążonego w zamęcie”. Są też inne argumenty, wagi naprawdę ciężkiej, które „GT” przedstawia z poetyckim uniesieniem: „W czasach, gdy krwawy półksiężyc zagląda do okien bezbronnych istnień, a lewackie i pseudodemokratyczne środowiska usiłują dokonać gwałtu na chrześcijańskiej Europie potrzeba człowieka, który się temu przeciwstawi”.

Choć nagły szloch dławi gardło, obowiązek nakazuje, by chłodno wskazać jedną z najważniejszych konsekwencji pilnego przeflancowania dyra Rydzyka z Torunia do Watykanu. Alokacja pozwoliłaby raz na zawsze rozwiązać problem z Misiewiczem.

Natychmiast po owocnym konklawe powinien on dostać nominację na wodza gwardii papieskiej. To by w pełni zaspokoiło jego wilczy głód, bo to najstarsza, istniejąca z przerwami od 1506 roku, armia świata. Do tego najpotężniejsza. Choć liczy tylko 110 żołnierzy – oficerów, podoficerów, halabardników i dwóch doboszy – to stanowi ponad 10 procent obywateli Watykanu.

Misiewicz wszelkie warunki spełnia. Jest kawalerem, co jest koniecznie w momencie zaprzysiężenia, chyba ma ponad 174 cm wzrostu, mieści się w przedziale między 19 a 30 rokiem życia. Teoretycznie powinien odbyć zasadniczą służbę wojskową w swoim kraju, ale to śmieszny wymóg wobec kogoś, traktowanego przez wojsko okrzykami: „Czołem, panie ministrze!” i komu z lękiem salutują wyżsi oficerowie.

Jest jeszcze jeden mały problemik: Misiewicz obowiązkowo powinien być obywatelem Szwajcarii. Tego się kupić nie da, ale nie traćmy wiary. W Toruniu nie takie kwestie rozwiązywano od ręki.

wyborcza.pl

Platforma chce zlikwidować urzędy wojewodów. PiS: chodzi o to, by nas osłabić

Tomasz Nyczka, 15 maja 2017

Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak

Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak (DARIA ŁAKOMA)

Platforma chce zlikwidować urzędy wojewodów, a ich obowiązki przekazać marszałkom województw. Tłumaczy, że chodzi o to, by nie dublować kompetencji w samorządach. PiS przekonuje, że to próba osłabienia jego władzy.

Prace nad nowym programem PO trwały od początku 2016 roku. Platforma powołała wtedy radę programową, której szefem został były wicepremier i minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak. Poza nim w radzie pracowali m.in. posłowie Małgorzata Kidawa-Błońska, Rafał Grupiński i Rafał Trzaskowski oraz eurodeputowani Michał Boni i Dariusz Rosati.

W skład rady wszedł też – jako jedyny prezydent miasta – prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak. To on przygotował część programu Platformy dotyczącą samorządów.

Co może wojewoda, a co marszałek?

Teraz wojewoda jest reprezentantem rządu w samorządzie. Premier powołuje i odwołuje go na wniosek szefa MSWiA. Wojewoda realizuje politykę rządu w terenie, sprawuje nadzór nad jednostkami samorządu terytorialnego, sprawdza, czy uchwały samorządu są legalne. Wydaje zezwolenia na budowę dróg krajowych albo lotnisk. Zajmuje się obronnością, bezpieczeństwem i zarządzaniem kryzysowym.

Z kolei marszałek stoi na czele zarządu województwa. Wybierają go radni podczas sesji sejmiku województwa. Marszałek organizuje pracę urzędu, zajmuje się bieżącymi sprawami województwa, reprezentuje je na zewnątrz. Podlegają mu koleje, drogi lokalne, szpitale. Odpowiada za tworzenie nowych miejsc pracy w województwie, inwestuje w naukę. Ten podział ukształtował się wraz z wejściem w życie reformy samorządowej w 1999 roku.

– Twórcom reformy chodziło o to, żeby poszczególne organy samorządu były od siebie niezależne. I żeby pozostawić „rządową nogę w drzwiach” w samorządach. Tak żeby wahadło decentralizacji nie zostało przechylone tak bardzo, by samorządy były całkowicie wolne od kontroli rządu. Uznano wtedy, że na szczeblu wojewódzkim taka kontrola jest potrzebna – mówi dr Adam Gędźwiłł z Wydziału Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego.

Mniej biurokracji, jasne kompetencje

Teraz, zgodnie z zaleceniami Jaśkowiaka, Platforma Obywatelska chce zlikwidować urzędy wojewodów, a ich kompetencje przekazać marszałkom. Ten pomysł zapisała już w swoim programie wyborczym. Dlaczego?

– Gdyby połączyć funkcje wojewody i marszałka, to taki nowy urzędnik mógłby sprawować zarówno samorządową, jak i rządową władzę. Dzięki temu nie byłoby już wątpliwości, kto odpowiada za dany obszar. Chodzi nam o to, by zminimalizować biurokrację i wyeliminować dublowanie kompetencji wszędzie tam, gdzie to możliwe – mówi prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak. Jego zdaniem takie rozwiązanie przyniosłoby też spore oszczędności. – Minione 25 lat doświadczeń samorządu dowodzi, że organizacyjnie radzi on sobie w wielu obszarach lepiej niż państwo, bo jest po prostu bliżej ludzi – dodaje Jaśkowiak.

– W latach 90. rozważano już likwidację urzędów wojewodów, ale wtedy zwyciężyło przywiązanie do państwa unitarnego [z administracją podporządkowaną organom centralnym] – mówi Jacek Kozłowski, były wojewoda z PO, wykładowca administracji w Collegium Civitas.

„To śmiały projekt”

Politycy PO wciąż rozmawiają o szczegółach tego pomysłu. Wiadomo, że – w razie połączenia urzędów – ktoś musiałby odpowiadać za sprawy związane ze stanami kryzysowymi i bezpieczeństwem. Teraz to kompetencje urzędów wojewódzkich.

– W nowej strukturze urzędów marszałkowskich za te kwestie odpowiadałby jeden z członków zarządu urzędu marszałkowskiego. Albo moglibyśmy pozostawić „w terenie” reprezentację rządu odpowiedzialną za powyższe sprawy. To wciąż kwestia do dyskusji – mówi Rafał Grupiński, poseł PO i członek rady programowej partii.

Wiadomo, że Platforma wzoruje się w tej sprawie na czeskim samorządzie, gdzie na czele odpowiedników województw – krajów samorządowych – stoją tzw. hetmani, wybierani przez wyłonione w bezpośrednich wyborach zgromadzenia regionalne. W czeskim samorządzie kompetencje nie nakładają się, jak w przypadku polskich wojewodów i marszałków.

Innym przywoływanym przykładem jest Holandia, choć tu model jest odleglejszy od polskiego. Główną funkcję w samorządzie pełni komisarz królewski, którego wybiera król. Komisarz nadzoruje prace wybieranej w wyborach powszechnych rady prowincji i jej zarządu. Jest jednocześnie reprezentantem rządu centralnego i prowincji.

– Przekazanie kompetencji wojewodów marszałkom byłoby krokiem w stronę państwa federalnego. Kompetencje wojewody i marszałka są rozdzielone, choć ten podział rzeczywiście jest mało klarowny. Problem jest jednak gdzie indziej. PiS prowadzi teraz politykę antysamorządową. Wojewoda miał być ministrem terytorialnym rządu, w latach 90. przekazano mu część kompetencji ministerstw. Taka była idea reform, ale PiS wraca do państwa resortowego, jak z lat 70. i 80. Przykład? Podporządkowanie kuratoriów ministrowi edukacji, odebranie wojewodom inspekcji transportu drogowego, inspekcji rolnych i spożywczych – dodaje Jacek Kozłowski.

PO kontra PiS w samorządach

Zwyczajowo zwycięska partia obsadza po wygranych wyborach urzędy wojewodów. Ale to w wielu miastach wywołuje konflikty. We Wrocławiu wojewoda dolnośląski Paweł Hreniak z PiS wstrzymał właśnie uchwałę urzędu marszałkowskiego w sprawie odwołania Cezarego Morawskiego z funkcji dyrektora Teatru Polskiego. W Poznaniu marszałek Marek Woźniak z PO i wojewoda Zbigniew Hoffmann z PiS są w permanentnym konflikcie – w zeszłym roku zorganizowali nawet osobne obchody 98. rocznicy wybuchu powstania wielkopolskiego. Ale konflikty pojawiają się nawet w ramach jednego obozu politycznego – głośna była sprawa oddziału internistycznego Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu, na którego czasowe zamknięcie – mimo zgody marszałka Adama Struzika z PSL – nie zgadzał się ówczesny wojewoda mazowiecki z PO Jacek Kozłowski.

– To prawda, że zróżnicowanie najważniejszych stanowisk w regionie na samorządowe i rządowe może prowadzić do konfliktów. Przy ostrej walce politycznej, jak obecnie, trudno sobie wyobrazić owocną współpracę wojewody z PiS z zarządem samorządowego województwa, w którym dominuje PO – mówi prof. Andrzej K. Piasecki, kierownik Katedry Samorządu Zarządzania Uniwersytetu Pedagogicznego im. KEN w Krakowie.

– Ale z drugiej strony ten wentyl bezpieczeństwa w postaci wojewody, który sprawuje nadzór nad samorządem i kontroluje legalność podejmowanych przez samorząd uchwał, jest niezbędny. Ta kontrola wojewody ma zalety, bo pozwala udoskonalać i doprecyzować prawo samorządowe – mówi dr Adam Gędźwiłł.

„Chcą nam odebrać władzę”

O potrzebie decentralizacji władzy i wzmacniania samorządów szef PO Grzegorz Schetyna mówił podczas kwietniowej debaty nad wotum nieufności dla rządu PiS. Politycy PiS krytykują ten pomysł.

– PO miała osiem lat na wprowadzenie zmian w samorządach, o których teraz mówi. Ten pomysł służy wyłącznie temu, żeby ograniczyć rolę wojewodów i przejąć ich kompetencje – mówi „Wyborczej” posłanka Beata Mazurek, rzeczniczka PiS.

– To właśnie my wprowadziliśmy ustawę o wojewodach, która część ich kompetencji przekazała urzędom marszałkowskim [np. dotyczące środowiska]. Doświadczenie półtora roku centralizacji władzy przez PiS upewnia nas tylko w tym, że w kwestii reformy samorządów trzeba pójść dużo dalej – mówi Jan Grabiec, rzecznik prasowy PO.

wyborcza.pl

Bomba termobaryczna w Trybunale Konstytucyjnym

3 wyroki zniknęły z bazy orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego. Wyroki o sygnaturach K 47/15 i K 39/16 i K 44/16, a wydane w dniach 9 marca, 11 sierpnia i 7 listopada 2016 r.

To sa wyroki nie uznawane przez rząd PiS, nigdy nie zostały opublikowane, mimo zapisu, iż powinno się to odbyć w trybie niezwłocznym. Czy to znaczy, że nie obowiązują? Nie! Nie stosuje się do  nich obecny rząd. Przestępca ma wyrok, ale w tej chwili unika wykonania wyroku.

Każdy przestępca wpada, chyba, że wcześniej uda mu się szczęśliwie zemrzeć. Za nieopublikowanie wyroków odpowie Beata Szydło i jej minister z kancelarii Beata Kempa.

Usunięcie wyroków Trybunału Konstytucyjnego z bazy danych dopuściły sie osoby, które wybrał PiS. W pierwszzym rzędzie nieprawnie wybrana prezes TK Julia Przyłębska i faktycznie zarzadzający TK, Mariusz Muszyński, jeden z trzech dublerów wybranych przez PiS na obsadzone miejsca. Do tego ten Muszyński ma na koncie zatajenie pracy agenturalnej. Taki szemrany gość.

Dzisiaj Trybunał Konstytucyjny to w istocie miejsce sankcjonowania bezprawia. Przyłębska jest prawnikiem o niskiej sprawności zawodowej, wszak nie chcieli jej przyjąć do pracy w Sądzie Okregowym w Poznaniu, mimo wakującego stanowiska („nie nadaje się do orzekania”). Trudno o gorszą rekomendacją. Przyłębska to w czystej postaci lewizna intelektualna. Dała się poznać na konferencjach prasowych, trzeba dużo mieć w sobie pobłażania dla marnych ludzi, aby jej cierpliwie wysłuchać.

Nie lepszy jest Muszyński. Postać szemrana, która nigdy nie powinna być obecna w przestrzeni publicznej, o ile nie życzymy Polsce źle. Ale tylko tacy marne moralnie i kompetencyjnie osoby mogą być użyte na gwizdek Jarosława Kaczyńskiego.

Kiedyś te osoby muszą odpowiedzieć przed prawem i nie może być do nich zastosowane prawo łaski.

Nie tylko w kwestii prawa stajemy sie republiką bananową. Abyśmy nie zostali krajem z marginesu cywilizacyjnego, wiele zależy od nas samych, w tym wypadku od prawników, którzy powinni stosować się do usuniętych wyroków z bazy danych TK. Wszak mimo ich usunięcia ślad nie zaginął, bowiem odwołania do usuniętych wyroków mamy w blisko stu uzasadnieniach do orzeczeń TK z 2016 r. zamieszczonych w trybunalskiej bazie orzeczeń.

Tak naprawdę trzeba byłoby usunąć wszystkie orzeczenia TK. Ale można zawsze odwołać sie do sygnatur, bo treści tych trzech wyorków były publikowane przez Obserwatora Konstytucyjnego. I choć ten też został zamknięty przez Przyłębską i Muszyńskiego, to w internecie wyroki znalazły przystań niezniszczalności, są dostępne pod adresem niezniknelo.pl.

Ba, nie zniknie pamięć o szemranych Przyłębskiej i Muszyńskim. Takich osób dotyczy idiom „co ma wisieć, nie utonie”. Prawo dopadnie ich. Muszyński w wypadku tych trzech usuniętych wyroków zastosował całkiem poręczną metaforą ładunku termobarycznego, zastosowanego do pisowskiej rzeczywistości alternatywnej przez zbiegłego do USA Wacława Berczyńskiego.

Prawna bomba termobaryczna usunęła trzy wyroki z bazy TK, lecz za ten smród bezprawia Muszyński i Przyłębska bekną w przyszłości. Odbije się im.

Wyroki Trybunału Konstytucyjnego znikają jak u Orwella

Łukasz Woźnicki, 15 maja 2017

07.11.2016 Warszawa. Obrady Trybunału Konstytucyjnego. Sędzia Mariusz Muszyński

07.11.2016 Warszawa. Obrady Trybunału Konstytucyjnego. Sędzia Mariusz Muszyński (Jacek Dominski/REPORTER / REPORTER)

Z bazy orzeczeń TK zniknęły trzy wyroki. Tak osoby wybrane przez PiS do Trybunału usuwają ślady po orzeczeniach, których nie uznaje partia Jarosława Kaczyńskiego. – Komplikowały rzeczywistość prawną – mówi sędzia-dubler TK Mariusz Muszyński.

– Czy usunięcie tych wyroków będzie miało znaczyć, że w ogóle nigdy ich nie było? Było by to urzeczywistnienie wizji George’a Orwella – zastanawia się wiceprezes TK Stanisław Biernat. – A może w miejsce „wygumkowanych” wyroków zostaną wydane nowe orzeczenia? Z tymi samymi sygnaturami, ale o innej treści… – dodaje.

Wyroki zniknęły z Portalu Orzeczeń TK. To serwis prowadzony przez Biuro TK, który umożliwia dostęp do orzeczeń Trybunału wraz z uzasadnieniami, zdaniami odrębnymi, historią prac nad poszczególnymi sprawami. W ubiegłym tygodniu administrator strony usunął z bazy dokumenty o sygnaturach K 47/15 i K 39/16 i K 44/16. Kryją się pod nimi wyroki podjęte 9 marca, 11 sierpnia i 7 listopada 2016 r.

Sędziowie stwierdzili w nich m.in. niekonstytucyjność PiS-owskiej nowelizacji ustawy o TK z grudnia 2015 r. i częściową niekonstytucyjność ustawy o TK z lipca 2016 r. W wyroku z 7 listopada orzekali zaś o przepisach o wyborze kandydatów na prezesa TK. Rząd PiS nie uznaje wszystkich trzech wyroków. Do dzisiaj ich nie opublikował, chociaż Konstytucja mówi, że orzeczenia TK podlegają niezwłocznemu ogłoszeniu. Teraz wybrani przez PiS sędziowie TK usuwają ślady po niewygodnych orzeczeniach. Po wpisaniu sygnatur do wyszukiwarki orzeczeń pojawia się komunikat: „niczego nie znaleziono”.

„Są to te same wyroki, które nie zostały ogłoszone dotąd w Dzienniku Ustaw, co rażąco narusza art. 190 ust. 2 Konstytucji RP. Sposób podjęcia decyzji o usunięciu tych wyroków i przyczyny tego przedsięwzięcia nie zostały ujawnione” – napisał w oświadczeniu wiceprezes Biernat. On sam nie ma już wpływu na decyzje podejmowane przez TK, bo prezes Julia Przyłębska wysłała go na przymusowy urlop.

– Sędzia Biernat wyraźnie nudzi się na urlopie – skomentował oświadczenie Mariusz Muszyński. Jest jednym z trzech dublerów wybranych przez PiS na prawomocnie obsadzone miejsca. Z wyroków TK wynika, że ich wybór „nie wywołał skutków prawnych”, ale Przyłębska dopuściła ich do orzekania. Samego Muszyńskiego upoważniła do jej zastępowania oraz powierzyła mu kierowanie biurem TK.

Nieco światła na powód usunięcia wyroków rzuca wypowiedź Muszyńskiego dla Polskiej Agencji Prasowej. – Ponieważ nie weszły one do systemu prawnego, bo nie zostały ogłoszone w Dzienniku Ustaw, to nie ma podstaw do tego, aby tkwiły w bazie orzecznictwa i komplikowały rzeczywistość prawną – tłumaczył.

– Usunięcie śladów po niewygodnych wyrokach nie mogło się udać – zauważa wiceprezes Biernat. – Odwołania do wyroku K 47/15 występują nadal w 75 uzasadnieniach do orzeczeń TK z 2016 r. zamieszczonych w trybunalskiej bazie orzeczeń, a odwołania do wyroku K 39/15 – w 15 uzasadnieniach orzeczeń – dodaje. Rzeczywiście, po wpisaniu sygnatury „zakazanych” wyroków w bazie orzeczeń TK pojawiają się fragmenty uzasadnień innych orzeczeń. Teraz odwołują się do wyroków, których w bazie już nie ma.

„Po usunięte wyroki odsyłamy chętnych na strony również „znikniętego” Obserwatora Konstytucyjnego. A zatem Hokus-Pokus i czytajcie” – pisze w serwisie Monitor Konstytucyjny Piotr Rachtan. Był redaktorem prowadzonego przez TK serwisu Obserwator Konstytucyjny, który przybliżał prace Trybunału. W grudniu serwis został zamknięty przez nowe władze. Dziś można się z nim zapoznać w serwisie niezniknelo.pl.

Wyroki nadal są dostępne także w bazie wyroków Systemu Informacji Prawnej LEX. „Wydawca systemu uznał, że w sytuacji, gdy część prawników i instytucji uznaje te wyroki za obowiązujące, powinny one znajdować się w bazie LEX. I są tam z adnotacją, że jest to wyrok nieogłoszony” – poinformował w poniedziałek LEX.

wyborcza.pl

PiS wycofuje się z wstecznej dwukadencyjności dla samorządowców

15 maja 2017

PiS wycofuje się z kolejnej propozycji. W swoim oświadczeniu Kaczyński poinformował, że partia rezygnuje z pomysłu wstecznej dwukadencyjności dla samorządowców. Uśmiech politowania może budzić argumentacja Kaczyńskiego – rezygnacja z tej koncepcji nastąpiła wobec – cytujemy –„sprzeciwu prezydenta oraz niepewnej decyzji Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie”. Powód jest – jak wiadomo – oczywisty. Byłoby to kolejne już złamanie Konstytucji i zasad każdego demokratycznego państwa, w którym prawo nie działa wstecz.

Nie oznacza to jednak rezygnacji z samej koncepcji. – „Podtrzymamy zasadę dwóch kadencji dla osób, które pełnią funkcje jednoosobowe, a więc wójtów, burmistrzów i prezydentów, ale z karencją, tzn. z odłożeniem tego na dwie kadencje” – powiedział Kaczyński. Nie mają więc dla niego znaczenia ani kompetencje, ani zaufanie mieszkańców, którzy nie bez powodu przez wiele lat powierzali władanie swoim miastem czy gminą danej osobie.

Przypomnijmy – w marcu Kaczyński zapowiedział propozycje zmian w samorządowym prawie wyborczym – chodziło m.in. o ograniczenie do dwóch kadencji wójtów, burmistrzów i prezydentów miast; opowiedział się za tym, aby zmiana obowiązywała już od najbliższych wyborów samorządowych w 2018 r. Jak mówił wówczas Kaczyński, ci, którzy mają za sobą dwie kadencje, nie mogliby dalej kandydować na te same stanowiska.

koduj24.pl

Jak PiS zbudował armię internetowych trolli?

14/05/2017, Michał Kuczyński

Zjawisko trollowania w internecie nie jest zjawiskiem nowym. Można wręcz powiedzieć, że jest ono niemal tak stare jak sam internet. Nie jest żadną tajemnicą, że dla wielu dziwnych i pokręconych ludzi trollowanie było wyszukanym hobby, wręcz graniczącym ze sztuką. Umiejętność wykorzystania słowa pisanego na internetowych forach, tak by w wyszukany sposób pokazać wyższość nad innymi użytkownikami, pojawiła się już w latach 90-tych. Niestety, z czasem internet zaczął kanalizować także ludzi, którzy w bezkarnym obrażaniu innych znaleźli  sposób na poprawienie sobie humoru. Doprowadzenie innej osoby do łez lub do tego, by po prostu poczuła się źle, jest dla niektórych świetną zabawą i sposobem na zabicie nudy. Ofiar trollowania w świecie show-biznesu jest naprawdę wiele – wspomnijmy chociaż rodziców zaginionej Madelaine McCann czy córkę Robina Williamsa, którą obrzydliwe drwiny ze śmierci ojca zmusiły do rezygnacji z mediów społecznościowych. Stosunkowo młode jest jednak zjawisko, które pojawiło się w sieci w ostatnich latach, polegające na celowym wykorzystywaniu zorganizowanych grup e-hejterów także do walki politycznej czy wręcz kupowanie ich usług.

Hejt w walce o władzę?

W internetowej dżungli aż roi się od wygłodniałych watah, gotowych by wyśmiać, wykrzywić lub zironizować, dlaczego zatem nie wykorzystać ich do zdobycia władzy? W stabloidyzowanym społeczeństwie, które na co dzień kompletnie nie interesuje się polityką, język internetowego hejtu – krótki, negatywny przekaz, jest doskonałym instrumentem. Po co silić się na argumenty merytoryczne, których i tak szeroki odbiorca nie zrozumie. Dużo łatwiej użyć argumentacji niemerytorycznej, klikalnej i sensacyjnej. Ukształtowana internetowym hejtem opinia o przywarach polityków opozycji jest jak znalazł.

Do tego dochodzi specyfika naszego lokalnego medialnego podwórka. Uważna obserwacja przestrzeni publicznej doprowadza do wniosków, że media prawicowe już od dawna nie opisują wydarzeń, a je kreują. Nie komentują działań a słowa, przekręcając wypowiedzi lub wyciągając je z kontekstu. Widać to zwłaszcza od 2010 roku, gdy bazując na emocjach związanych z katastrofą smoleńską, zbudowano spore grono stałych odbiorców, którzy uwierzyli w “My informujemy, ONI kłamią”. A skoro przynosi to spodziewane efekty, to sojusz z internowym trollem czy wręcz stworzenie własnej armii hejterów jest oczywistą koniecznością. Przykładowo, gdy pojawia się internetowa sonda, w interesie sztabu wyborczego jest wyklikanie odpowiedniego wyniku. Gdy na serwisach typu wykop lub reddit pojawia się komentarz dla władzy krytyczny, tak samo niezbędne jest go zakopanie lub przejęcie. Identycznie dzieje się na Facebook’u czy Twitterze. Chyba każdy użytkownik tych serwisów zauważył nadzwyczajną mobilizację anonimowych kont, które uaktywniają się, by wesprzeć atakowanego polityka prawicy. Lajki czy retwitty idą w dziesiątki jeśli nie setki, właśnie po to, by pokazać dyskutantowi, że w swoim stanowisku jest w mniejszości.

Odpowiedź na krytykę to jedna strona medalu. Do walki politycznej potrzebny jest też spin lub coś, czym można przykryć własne wpadki. Z bardzo podobnym zjawiskiem niezwykłej mobilizacji internetowych trolli mamy do czynienia wtedy, gdy potrzebne jest wykreowanie medialnego faktu, czy rozpowszechnienie wpadki polityka opozycji. Gdy oczywistą nieprawdę lub manipulację stworzy jedno anonimowe konto, jest to łatwe do obalenia. Gdy tę samą nieprawdę powtórzy w sieci kilkuset lub kilka tysięcy użytkowników, news zaczyna żyć własnym życiem, zyskując na wiarygodności. W końcu może to i plotka, ale przecież w każdej plotce jest ziarno prawdy. Takie mechanizmy obecne są w polskiej polityce niemal na co dzień, a przykładów można podać wiele. Nie bez znaczenia jest też fakt, że ugrupowania prawicowe mają tak szerokie poparcie właśnie u młodych ludzi. Młodzież, wychowywana bezstresowo, od najmłodszych lat żyje w przekonaniu, że państwo jest od tego, by dbać o ich dobrobyt, tak jak jeszcze do niedawna to rodzice dbali o to, by dziecko Broń Boże nie poczuło jakiegoś dyskomfortu w codziennym życiu. Wielu hejtuje w sieci dobrowolnie, popierając populistów, a robią to tym bardziej chętnie, gdy ktoś pozwoli im na hejcie zarabiać.

Gdy trolling staje się kwestią wagi państwowej, wypowiedzi niektórych polityków młodego pokolenia niewiele różnią się od internetowego trollowania. Trudno wówczas jednoznacznie zdefiniować, kto kogo naśladuje. Teraz, gdy rządzi  Prawo i Sprawiedliwość, hejt nie jest już taki prosty. Staje się agitacją i wychwalaniem, dlatego wielu trolli robiących to dla zabawy rezygnuje. Wielu jednak zostaje, bo zasmakowali w obrażaniu, sianiu półprawd i insynuacji. Zwłaszcza, że to wciąż może być przystanek na ścieżce do kariery. Widać to na przykładzie obecnego ministra w kancelarii premier Beaty Szydło, Pawła Szefernakera. To właśnie wykorzystanie sieci internetowej do kampanii wyborczej Andrzeja Dudy i zbudowanie drużyny “armii pokoju”, jak o swojej armii hejterów mówi Szefernaker, stało się wydarzeniem przełomowym.

W dzisiejszej Polsce, gdy cierpimy na coraz większy deficyt niekwestionowanych autorytetów, zdezorientowany i bierny obserwator życia politycznego poszukuje właściwej postawy po stronie tych, których jest więcej. Przyjmuje zdanie większości, z natury bowiem jest konformistą. Ten owczy pęd dominuje niestety w społeczeństwie gorzej wyedukowanym, zwłaszcza gdy otrzymuje ono ograniczone i odpowiednio przetworzone w medialną papkę informacje. Wówczas mechanizm zbiorowego, masowego kształtowania oczekiwanej przez władzę opinii jest na wagę złota.

crowdmedia.pl

Prezydent znowu podpadł prezesowi? Znamy datę referendum

14/05/2017, Rafał Nowakowski

Prezydent Andrzej Duda zabił kolegom z Prawa i Sprawiedliwości nie lada ćwieka, gdy podczas przemówienia z okazji obchodów święta Konstytucji 3 maja ogłosił, że jest za zorganizowaniem referendum w sprawie tego, czy Polacy chcą zmiany obecnie obowiązującej ustawy zasadniczej.

Analizując reakcję na polskiej scenie politycznej można śmiało stwierdzić, że powyższy ruch ze strony głowy państwa zaskoczył większą część graczy.Beata Mazurek, rzecznik partii rządzącej, na propozycję prezydenta zareagowała kurtuazyjnie, wyraźnie jednak dystansując się od pomysłu. Mazurek stwierdziła, że: “To jest inicjatywa prezydenta Andrzeja Dudy, my ją szanujemy, ona wymaga namysłu i ustalenia, o jakie zmiany chodzi”.

Z kolei opozycja wyraziła stanowczy sprzeciw wobec pomysłu o referendum, wzywając prezydenta do przestrzegania obowiązującej konstytucji, a nie wykonywania ucieczki do przodu.

Okazuje się jednak, że zapowiedź referendum nie była jednorazowym wybrykiem. Jak donosi Polska Agencja Prasowa, powołując się na wywiad udzielony dla portalu wSieci.pl, Andrzej Duda ogłosił prawdopodobny termin referendum konstytucyjnego, które ma się odbyć 11 listopada 2018 roku, w stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości.

Prezydent Duda w wywiadzie stwierdza: “Wkrótce powołam pełnomocnika ds. związanych z referendum. Głosowanie, rozpisane przeze mnie za zgodą Senatu, mogłoby się odbyć 11 listopada 2018 r. albo w tym okresie. Chcę, by po raz pierwszy od zmiany ustroju Polacy mogli sami zdecydować, jak ma być ułożone nasze państwo”.

Nagle przejęcie inicjatywy przez prezydenta Dudę można tłumaczyć na wiele sposobów. Najbardziej prawdopodobna hipoteza zakłada, że głowa państwa, widząc słabnącą pozycję PiS w sondażach, jak i samego prezesa Kaczyńskiego, gra na wybicie się na niezależność.

W wymiarze tym zmasowana aktywność prezydenta nie powinna nikogo dziwić. Dudzie nie chodzi jednak o to, żeby usprawnić konstytucję, biorąc pod uwagę, że zapisów obecnej ustawy zasadniczej nie przestrzega, a wykorzystać całe zamieszanie do umocnienia swojej pozycji na krajowej scenie politycznej. Obecnie akcje Dudy stoją komicznie słabo, zaś sam prezydent dał się poznać jako mimowolna kukiełka w rękach Jarosława Kaczyńskiego, która podpisze każdą ustawę i zaprzysięgnie każdego sędziego, jeżeli tylko prezes będzie miał takie widzimisię.

Słaba pozycja Dudy w strukturze decyzyjnej państwa, mimo silnej pozycji konstytucyjnej, stała się już przedmiotem powszechnych żartów. Temat został podchwycony przez serial “Ucho Prezesa”, w którym aktor grający prezydenta cały pierwszy sezon czeka w poczekalni, nie mogąc się dostać do gabinetu prezesa. Na domiar złego imię prezydenta jest stale przekręcane. Słynny już Adrian stał się symbolem niemocy Andrzeja Dudy, który z pewnością bacznie śledzi całą sytuację.

Powyższy ruch wymierzony jest tak naprawdę w prezesa Kaczyńskiego i jego najbliższe otoczenie. Prezydent Duda gra na to, żeby pokazać swoją niezależność od aparatu decyzyjnego Prawa i Sprawiedliwości, po cichu licząc, że machina propagandowa PiS, która od wielu miesięcy bezlitośnie atakuje obowiązującą konstytucję, da mu przyzwolenie do bycia twarzą jej zmiany.

W ten sprytny sposób Duda zapędza Kaczyńskiego w kozi róg. Jeżeli PiS sprzeciwia się zmianom konstytucji, wyjdzie na formację niepoważną, która zmienia zdanie w kluczowej kwestii. Z kolei jeżeli prezes pozwoli Dudzie na bycie twarzą całego przedsięwzięcia, ryzykuje, że prezydent urwie mu się ze smyczy.

Biorąc pod uwagę całokształt, właśnie na taki rozwój wypadków liczy zapewne prezydent. Tylko prezes nie będzie zadowolony, gdyż nie zwykł on tolerować niesubordynacji ze strony swoich podwładnych. Duda nie jest co prawda formalnie podporządkowany Kaczyńskiemu, ale jaka jest faktyczna struktura państwa za rządów PiS, każdy widzi…

crowdmedia.pl

PONIEDZIAŁEK, 15 MAJA 2017

Kaczyński potwierdza, że PiS wycofuje się z tzw. wstecznej dwukadencyjności

14:21

Kaczyński potwierdza, że PiS wycofuje się z tzw. wstecznej dwukadencyjności

Biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności – te, o których już kiedyś wspominałem publicznie, mówię o TK jak i stanowisku prezydenta, doszliśmy do wniosku, że podtrzymamy zasadę dwóch kadencji dla osób, które pełnią funkcje jednosobowe, a więc wójtów, burmistrzów i prezydentów, ale z karencją, tzn. z odłożeniem tego na dwie kadencje. Są jeszcze inne koncepcje, ale każda z nich jednak sprowadza się do tego, że to będzie odłożone i nie wejdzie w trakcie tych wyborów – poinformował Jarosław Kaczyński na konferencji. Jak dodał:

„Powtarzam: doszliśmy do wniosku, że wobec stanowiska głowy państwa, do którego odnosimy się z wielkim szacunkiem i wobec niepewności co do stanowiska TK nie należy w tej chwili tej sprawy stawiać w ten sposób, żeby tworzyć wrażenie, że chcemy uczynić coś, co być może niektórzy by traktowali jako złamanie pewnych reguł prawa”

Jak mówił dalej:

„Czy to oznacza, że rezygnujemy z tego przedsięwzięcia zmierzającego do tego, by oczyścić wiele samorządów, by dokonać zmian, by te grupy, które tam rządzą, bo to zwykle nie jedna osoba, ale grupa, niekiedy od wielu lat, rekord to 23 lata w dalszym ciągu tam rządziły? Nie. Chcemy to zmienić i chciałbym państwu powiedzieć, że to możliwe. Na sali mamy dwóch młodych prezydentów – z  Stalowej Woli i Białej Podlaskiej, którzy zwyciężyli w jednym wypadku prezydenta, który rządził trzy kadencje, w drugim wypadku cztery kadencje i wydawało się, że nie mają żadnych szans (…) To można zrobić, potrzebny jest wysiłek, jasne stawianie sprawy i oczywiście przekonywujący kandydat. Dzisiaj bardzo często takim przekonywującymi kandydatami są młodzi ludzie, którzy wykazują wielką energię i kojarzą się obywatelom, wyborcom ze zmianą. To będzie na pewno brane pod uwagę podczas podejmowania decyzji co do tego, kto będzie kandydatem w najważniejszych ośrodkach w kraju”

Na koniec prezes PiS dodał, że „nie rezygnujemy z tej wielkiej zmiany w trakcie tych wyborów samorządowych i to będzie nasze hasło, ale nie czynimy z tego czegoś, co jest przepisem prawnym, co powoduje pewnego rodzaju automatyzmy”.

 
11:58

Sasin: Jestem przeciwnikiem tego, aby wracać do tematu metropolii warszawskiej

Odbyły się konsultacje, projekt został wycofany. Dzisiaj robienie referendów na temat czegoś, co nie istnieje to wyrzucanie pieniędzy publicznych – stwierdził Jacek Sasin w rozmowie z Dariuszem Ociepą w „Politycznym Graffiti” Polsat News. Jak dodał:

„Jestem przeciwnikiem tego, żeby w tej chwili do tego tematu wracać. Tak wiele złych emocji wokół tego tematu zbudowano, że nie ma to w tej chwili najmniejszego sensu”

Zdaniem Sasina jednak sama metropolia warszawska jest potrzebna, a projekt był dobry.

Dawał szansę, by mieszkańcy Warszawy i podwarszawskich miejscowości na tym poważnie skorzystali – stwierdził. Dodał, że „nie da się w takiej atmosferze, którą stworzyli politycy opozycji, czegoś sensownego zbudować”.

300polityka.pl

PiS wycofuje się na bezpieczną pozycję. Z PO mają się rozprawić nowi „szeryfowie”

Jacek Gądek, 15.05.2017

Zbigniew Ziobro i Patryk Jaki

Zbigniew Ziobro i Patryk Jaki (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Jarosław Kaczyński chciał iść na ostro, ale PiS wycofuje się na bezpieczną pozycję i oddaje pole młodym, gniewnym „szeryfom”. Równolegle Grzegorz Schetyna wykonuje odwrót z pozycji 2015 r., bo inaczej PO będzie skazana na porażkę. Dla obu najważniejsza jest perspektywa kolejnych wyborów.

Ponad rok temu wydawana na Podlasiu „Gazeta Współczesna” podała, że „PiS szykuje miotłę na samorządowców” ograniczając liczbę ich kadencji do dwóch i to – co ważne – licząc wstecz. Wiceszef MSWiA Jarosław Zieliński spieszył z zapewnieniami, że zmiany mają dotyczyć jedynie przyszłych kadencji. Według niego – mówił wówczas – „próba przypisywania PiS-owi intencji usunięcia niektórych spośród obecnych samorządowców, zwłaszcza z przeciwnych formacji, to nieprawdziwy wymysł”.

Siekiera i skalpel

Kilka miesięcy później Jarosław Kaczyński postawił sprawę inaczej: partia chce liczenia kadencji wstecz i basta. A to w praktyce oznaczałoby momentalne, jak siekierą, wycięcie ok. 1,6 tys. lokalnych włodarzy. Jakich na przykład? W Gliwicach Zygmunt Frankiewicz: rządzi od 1993 r. W Gdańsku: Paweł Adamowicz od 1998 r. W Krasnymstawie: wójt Janusz Korczyński – od 1980!

Skoro prezes PiS chciał iść na ostro, to Zieliński zmienił zdanie i już był na „tak”. PiS miało zatem rozwiązać problem samorządowych dinozaurów jak najszybciej, a nie skalpelem za 8 bądź 10 lat. Siekiera mogłaby jednak obciąć palce prezesowi PiS.

Dlaczego? Sprzeciw najpierw zgłosił Jarosław Gowin, ale jego PiS akurat mogło zignorować. A także prezydent Andrzej Duda – na niego prezes nie mógł machnąć ręką. Co ciekawe, szef klubu PiS prof. Ryszard Terlecki nie kryje, że partia obawia się obalenia wstecznego liczenia przez Trybunał Konstytucyjny, choć w nim większość mają nominaci PiS.

Efekty na niekorzyść PiS

Co jednak istotne: z punktu widzenia partyjnego interesu PiS i tak niewiele by zyskało na liczeniu kadencji wstecz. Owszem – w takich miastach jak Łódź, Rzeszów, Kraków czy Wrocław PiS mogłoby nawiązać bardziej realną walkę o prezydentury, ale w innych miejscach utrąciłoby własnych ludzi, a przynajmniej część lokalnych elit stałaby się zaprzysięgłymi wrogami PiS. Przy okazji, często pod parasolem opozycji, już zaczął wyrastać samorządowy ruch oporu – tak jak wcześniej przez wojnę o TK wykiełkował KOD, a przez obywatelską ustawę zakazującą aborcji przeszły czarne marsze.

Słowem: zysk dla PiS marny, a ryzyko przegrania najpierw wyborów samorządowych, a potem parlamentarnych by wzrosło. Łamanie oporu Andrzeja Dudy, aby jednak podpisał ustawę, ośmieszałoby głowę państwa i redukowało szansę na jego reelekcję. A odesłanie jej do atrapy TK naraża na ryzyko obalenia ustawy, co wbiłoby klin między partię i „swoich” sędziów.

Szef klubu PiS prof. Ryszard Terlecki publicznie dał więc sygnał do odwrotu. – Myślę, że będzie to ograniczenie do dwóch kadencji w przyszłości. To znaczy nie będziemy odwoływać się do kadencji już minionych, ale to jeszcze wciąż jest przedmiotem prac fachowców od prawa, ekspertów – stwierdził w TVP Kraków.

To już kolejny odcinek frontu, z którego PiS się wycofuje, by się nie pogrzebać.

Kilka kroków wstecz albo widmo porażki

Wcześniej PiS zrezygnowało z projektu budowy wielkiej Warszawy, co teoretycznie miało zwiększyć szanse PiS na odbicie stolicy. Skutek był jednak taki, że lokalne społeczności podwarszawskich gmin się buntują. Parafrazując lubiane przez Jarosława Kaczyńskiego powiedzenie: w stolicy PiS rubelka nie zarobiło, a w warszawskim „obwarzanku” cnotę straciło.

Projektów, z które PiS przyhamowało bądź się wycofało, jest więcej: ustawa o sądach, ustawa Macierewicza o degradacji żołnierzy (ta miała być nawet bardzo pilna) czy zamrożenie prac nad ustawą zakazującą aborcji.

PiS wraca jednak do źródeł. Partia powstała na fali sprzeciwu wobec Rywinlandu, a walkę z przestępczością zawsze miała na sztandarach. Obóz władzy wycofuje się więc teraz na bezpieczny odcinek frontu. Chce rozliczyć „złote czasy dla przekręciarzy”, bo „gdzie się człowiek ruszy, tam są szwindle” (oba cytaty za Terleckim).

Dziś synonimem afery jest reprywatyzacja w Warszawie, a PiS powołało komisję weryfikacyjną. Ma ona za złe karać, a krzywdy naprawiać.

Paliwa nie zabraknie

Kwestią czasu wydaje się postawienie prezydent Hannie Gronkiewicz-Waltz (wiceszefowej PO) zarzutów w rodzaju niedopełnienia obowiązków. W dzikiej reprywatyzacji masa jest ludzkich dramatów – włącznie z niewyjaśnionym morderstwem. Słowem: doskonały materiał na polityczną opowieść o zwykłych ludziach zdeptanych przez elity polityczne i prawnicze. Faktem jest, że niektórzy prawnicy i biznesmeni potraktowali Warszawę – zgodnie z prawem lub nie – jak majątek do splądrowania. CBA i prokuraturze nie zabraknie więc tu paliwa w śledztwach.

Twarzą walki z reprywatyzacyjną ośmiornicą i szefem komisji jest Patryk Jaki. Wiceminister sprawiedliwości nie jest prawnikiem, ale – co sam podkreśla – od prawie dwóch lat nadzoruje w resorcie departamenty od gospodarowania nieruchomościami i innym majątkiem.

Tymczasem ustawa o komisji weryfikacyjnej mówi, że warunkiem jest albo wykształcenie prawnicze, albo wiedza w zakresie gospodarowania nieruchomościami. Drugi warunek jest tu nakreślony miękko, dzięki czemu nie wyklucza Jakiego. Jedno jest pewne: Patryk Jaki nie jest żadnym nowym Misiewiczem. Weryfikacją jego wiedzy i skuteczności będą efekty pracy komisji weryfikacyjnej.

Wiceminister sprawiedliwości jest dziś jednym z „szeryfów” PiS. Obóz rządzący kieruje do komisji młodych gniewnych. Marcin Horała (rocznik 1981, poseł PiS), Sebastian Kaleta (z wyróżnieniem ukończył studia w 2013 r., rzecznik ministerstwa, do 2016 r. szef stow. Młodzi dla Polski). To ta trójka będzie grać pierwsze skrzypce w komisji.

Platformy ucieczka od przeszłości

PO też zmienia kurs. W 2015 r. partia ta przegrała, bo PiS zaoferowało 500+, obniżenie wieku emerytalnego i postawienie na polskich granicach tamy przed uchodźcami.

Już zaraz po wyborach czołowi politycy Platformy nieoficjalnie mówili, że kolejnych wyborów nie będzie się dało wygrać bez zachowania 500+, a PO pójdzie tu dalej i rozszerzy program dając pieniądze na wszystkie dzieci. Wiek emerytalny? Grzegorz Schetyna obiecuje już, że go nie podwyższy. Z kolei w sprawie uchodźców, których wedle sondaży Polacy się boją i nie chcą widzieć, daje sygnał, że PO będzie bardziej sceptyczna, niż była. Wzorem Angeli Merkel.

Schetyna patrzy na badania i widzi, że bez korekty swojej polityki w tych budzących silne społeczne emocje sprawach, może zapomnieć o wygranej w 2018 i 2019 r. PO i PiS wzięły kurs na kolejne wybory.

 

gazeta.pl

PONIEDZIAŁEK, 15 MAJA 2017

Gliński: Opozycja pracuje na złą opinię o Polsce. Morawski mógł być osaczony

Gliński: Opozycja pracuje na złą opinię o Polsce. Morawski mógł być osaczony

Rozumiem krytykę i dyskusję na ten temat, natomiast proszę zważyć całą okoliczność sprawy – mówił Piotr Gliński w RMF FM, odnosząc się do kontrowersyjnych słów Lecha Morawskiego o rzekomej korupcji w Sądzie Najwyższym i TK.

„Nie bronię w całości tej wypowiedzi. To była wypowiedź na konferencji naukowej, gdzie pan profesor najpewniej był poddany presji (…) Na takich konferencjach w sytuacji, w której polska opozycja pracuje na złą opinię o Polsce za granicą, często taki człowiek może być osaczony niepoważnymi opiniami, czyli takimi, jakie w zachodniej prasie dominują. Jak ja mógłbym na Oksfordzie dyskutować z ludźmi z prasy zachodniej, którzy by w stosunku do mnie formułowali argumenty, że jestem stalinowskim ministrem kultury czy tyranem, czy robię czystki stalinowskie?”

300polityka.pl

Lech Morawski był poddany presji? Osaczony? Piotr Gliński komentuje słowa sędziego TK

15.05.2017

Piotr Gliński

„Profesor Lech Morawski najprawdopodobniej był poddany presji” – tak wicepremier Piotr Gliński skomentował w RMF FM wypowiedź sędziego Trybunału Konstytucyjnego, który w czasie konferencji w Oxfordzie stwierdził, że w Polsce sędziowie Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego są skorumpowani.

Sędzia Trybunału Konstytucyjnego prof. Lech Morawski był gościem konferencji „The Polish constitutional crisis and institutional self-defence” (Polski kryzys konstytucyjny a samoobrona instytucji), która odbyła się na Wydziale Prawa Uniwersytetu w Oksfordzie. Mówił tam, że „czołowi polscy politycy są skorumpowani”. – Sędziowie są skorumpowani, włącznie z członkami Trybunału Konstytucyjnego i sędziami Sądu Najwyższego. Możemy pokazać bezdyskusyjne dowody – stwierdził. TU ZOBACZYSZ TO NA WIDEO >>>

 

Na takich konferencjach, w sytuacji, w której polska opozycja pracuje na złą opinię o Polsce za granicą, często taki człowiek może być osaczony opiniami niepoważnymi – stwierdził w RMF FM minister kultury i dodał, że wypowiedź padła w czasie konferencji naukowej, gdzie pan profesor najprawdopodobniej był poddany presji.

Piotr Gliński zaznaczył jednak, że nie broni w całości słów prof. Morawskiego, których nie traktuje również jak wypowiedzi polityka. – To było pewne uogólnienie i w pewnych kwestiach poszedł zbyt daleko – stwierdził wicepremier.

Odnosząc się zaś do samych stwierdzeń dotyczących korupcji, dodał, że wszyscy pamiętamy słynną rozmowę sędziego Sądu Najwyższego z sędzią Naczelnego Sądu Administracyjnego. – Nikt nie poniósł konsekwencji dzisiaj za te ustawki dotyczące pisania kasacji – podkreślił.

dziennik.pl

PONIEDZIAŁEK, 15 MAJA 2017

Kuchciński: Pytanie jest otwarte, czy w obecnej sytuacji jest potrzeba, żeby istniała KRRiT

09:19

Kuchciński: Pytanie jest otwarte, czy w obecnej sytuacji jest potrzeba, żeby istniała KRRiT

– Nasza Konstytucja – uchwalona w 1997 roku – rzeczywiście jest Konstytucją, która wymaga zmian. Nie tylko ze względów zmian politycznych, wejścia Polski do UE i NATO, ale także w praktyce widać, że zapisy konstytucyjne ułatwiają spory, a utrudniają współpracę pomiędzy częścią władzy wykonawczej – pomiędzy prezydentem a rządem. Praktyka wskazuje na to, że niektóre instytucje również wyczerpały swoje możliwości. Pytanie jest otwarte, czy KRRiT w sytuacji obecnej jest potrzeba, żeby istniała. To pytania, które były zadawane od wielu lat, od początku istnienia tamtej Konstytucji i w związku z tym należałoby ponownie się nad nimi pochylić – mówił Marek Kuchciński w „Kwadransie politycznym” TVP1.

09:07

Kuchciński o referendum: W pierwszej kolejności trzeba poczekać na więcej informacji od prezydenta

Generalnie rzecz biorąc inicjatywa, by Polacy poprzez referendum opowiedzieli się, ocenili dotychczasową Konstytucję i ewentualnie opowiedzieli się za jej zmianami jest jak najbardziej dobra. Prezydent Polski – najważniejsza osoba w państwie, pierwszy obywatel RP – ma do tego pełne prawo. Oczywiście kwestią jest teraz, w jaki sposób do tego dojdziemy, czy znajdziemy na tyle sił w Polsce, żeby przekonać obywateli i przeprowadzić odpowiednią kampanię informacyjną, żebyśmy uzyskali przynajmniej 50% frekwencję – mówił Marek Kuchciński w „Kwadransie politycznym” TVP1. Jak dodał:

„No więc właśnie. W pierwszej kolejności wydaje mi się, że trzeba poczekać na więcej informacji od prezydenta, ponieważ w tej chwili są to informacje cząstkowe. To za mało, byśmy potrafili się do tego jakoś zasadniczo odnieść”

Jestem zwolennikiem poważnej dyskusji na zmianą Konstytucji. Jeszcze miesiąc przed ogłoszeniem przez prezydenta tej inicjatywy, prezes Kaczyński przypomniał, że jest potrzeba zmiany Konstytucji, debaty na jej temat, ponieważ mija 20 lat i właściwie w większości państw jest pewna tradycja, normalność, że po 20 latach państwo, władze państwowe analizuje i ocenia obowiązującą Konstytucję – dodał marszałek Sejmu.

08:30

Błaszczak: To, co dorośli ludzie robią w domu, to ich sprawa. Natomiast sprzeciwiam się afirmacji homoseksualizmu

– Uważam, że ludzie dorośli to, co robią w swoim domu, to ich sprawa. Jeżeli nie krzywdzą innych, to ich sprawa, natomiast sprzeciwiam się afirmacji homoseksualizmu. To niezwykle ważne, wczoraj w Krakowie była procesja. Ksiądz Jędraszewski mówił, co jest niezbędne, powołując się na słowa arcybiskupa Sapiehy, aby Polska jako państwo i naród była silna. Otóż mówił o trzech rzeczach: prawdzie, sprawiedliwości i moralności. To te trzy rzeczy, które stanowią podstawę – mówił Mariusz Błaszczak w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet. Jak dodał, mówi o swoich opiniach.

08:21

Błaszczak o referendum: Wszystko wskazuje na to, że PiS poprze projekt prezydenta

– Pomysł referendalny prezydenta jest faktem. Wszystko wskazuje na to, że PiS poprze projekt prezydenta. Mam nadzieję, że ten projekt zostanie poparty nie tylko przez większość w Senacie, którą stanowi PiS, ale przez całą izbę – mówił Mariusz Błaszczak w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet.

08:19

Błaszczak: Kandydatem na prezydenta stolicy będzie polityk PiS, ale o tym zdecydujemy jesienią

Kandydatem na prezydenta stolicy będzie oczywiście polityk PiS, ale o tym zdecydujemy jesienią. Mam swoje zadania, jestem szefem MSWiA (…) Nie ma w tej sprawie decyzji. Decyzja będzie jesienią – mówił Mariusz Błaszczak w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet. Jak dodał, ” nie chcę rozmawiać o sprawach, które są nierozstrzygnięte”.

08:12

Błaszczak o dwukadencyjności działającej wstecz: Słuchamy tego, co mówi społeczeństwo, politycy i wyciągamy wnioski

– Rozmawiamy na ten temat [dwukadencyjności działającej wstecz]. Chociażby wypowiedź szefa klubu PiS jest tego dowodem. Rzeczywiście są podnoszone uwagi dot. oceny konstytucyjności albo nie takiego projektu. Oczywiście ostatecznie decyduje o tym TK, ale my słuchamy tego, co mówi społeczeństwo, politycy i wyciągamy z tego wnioski. mam nadzieję, że dwukadencyjność zostanie poparta nie tylko przez większość PiS, ale przez cały Sejm – mówił Mariusz Błaszczak w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet.

Decyzja nie została jeszcze podjęta. Jestem pewien, że dwukadencyjność powinna być wprowadzona, żeby rozbić lokalne układy, które dławią aktywność ludzi. To jeszcze nie zostało przesądzone [ws działania wstecz] – dodał szef MSWiA.

07:55

Karczewski o Morawskim: To była zła, niepotrzebna wypowiedź. Nie miał mandatu, aby wypowiadać się w imieniu rządu i TK

Zawsze podchodzę krytycznie do osób, które źle wypowiadają się o Polsce za granicą. To była zła, niepotrzebna wypowiedź. To moje zdanie. Nie miał mandatu, aby wypowiadać się w imieniu rządu, Trybunału. Była to konferencja naukowa (…) Na pewno będą ze sobą rozmawiać [prezes TK z Lechem Morawskim] – stwierdził Stanisław Karczewski w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” TVN24.

07:48

Karczewski o rekonstrukcji rządu: To wyłącznie decyzja premier Szydło

Nieprawda. To było w pewnym kontekście. Pamietam tę wypowiedź: czy będzie rekonstrukcja rządu? Przeprowadza ją tylko i wyłącznie premier Szydło, ona podejmuje decyzje. Były święta. Dziennikarz się mnie zapytał, czy to będzie [rekonstrukcja rządu] przed świętami czy po. Mówię, że po, ale ten okres po świętach jest bardzo długi. Czy była rekonstrukcja przed świętami? Po świętach na pewno kiedyś będzie. To wyłącznie decyzja premier Szydło – stwierdził Stanisław Karczewski w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” TVN24.

300polityka.pl

PONIEDZIAŁEK, 15 MAJA 2017

STAN GRY: Żakowski: Plątanie się Schetyny, opozycja niegotowa, RZ: Inwestorzy nie boją się PiS, SLD ma 10% w sondażu SE

TERLECKI ZAPOWIADA, ŻE PIS NAJPRAWDOPODOBNIEJ WYCOFA SIĘ Z DWUKADENCYJNOŚCI WSTECZ: http://300polityka.pl/news/2017/05/14/terlecki-zapowiada-ze-pis-raczej-wycofa-sie-z-tzw-dwukadencyjnosci-dzialajacej-wstecz/

POLITYCZNY PLAN PONIEDZIAŁKU: ostatni dzień wizyty Szydło w Chinach, spotkanie PAD z prezydentem Łotwy: http://300polityka.pl/live/2017/05/15/polityczny-plan-poniedzialku-ostatni-dzien-wizyty-szydlo-w-chinach-spotkanie-pad-z-prezydentem-lotwy/

OPOZYCJA NIEGOTOWA, BEZNADZIEJNE PLĄTANIE SIĘ SCHETYNY – Jacek Żakowski w GW: “Nie wiem, czy to by było dobrze, co pokazało beznadziejne plątanie się Grzegorza Schetyny w prostej sprawie uchodźców, w której starczyło zadeklarować poparcie inicjatyw Kościoła. Ponura prawda jest taka, że w interesie niezadowolonej z obecnych rządów większości obywateli władza PiS musi jeszcze potrwać, bo opozycja wciąż nie jest gotowa do przejęcia władzy. I nie ma istotnych znaków, że po przejęciu przez opozycję władzy „mroczne wieki” się skończą, choć trochę by się rozjaśniły”.

MNIEJ JASNE, NIŻ ZANIM PO ZACZĘŁA ODPOWIADAĆ NA PYTANIA PIS – konkluzja Żakowskiego w cotygodniowej kolumnie w GW: “Przepraszam, ale jako obywatela kompletnie mnie nie interesuje, kto będzie w Polsce rządził za rok lub pięć lat. Interesuje mnie tylko, jak Polska będzie rządzona i jak się tu będzie żyło. A w przypadku zwycięstwa opozycji w jej obecnym stanie jest to mniej jasne, niż było, zanim PO zaczęła odpowiadać na pytania postawione przez PiS”. http://wyborcza.pl/7,75968,21810009,pis-soft-pis-anty-pis-jak-sie-tu-bedzie-zylo.html

GDZIE SĄ NASZE ZWIĄZKI, SCHETYNA? – tytuł rozmowy Dużego Formatu GW z Bartoszem Staszewskim, autorem filmu Artykuł 18 o nieudanych próbach wprowadzenia związków partnerskich. http://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,21799448,bartosz-staszewski-pozdrawiam-chlopcow-z-onr-zawsze.html

SLD MA 10% W SONDAŻU DLA SE: “Oznacza to, że gdyby wybory odbyły się w najbliższą niedzielę to najwięcej osób zagłosowałoby na PiS – 30 proc., a PO uzyskałaby 28 proc. Na trzecim miejscu znalazło się ugrupowanie Kukiz’15 z poparciem 13 proc. badanych. Tuż za podium znalazł się Sojusz Lewicy Demokratyczniej – 10 proc. Za nim Nowoczesna z wynikiem 8 proc. Do Sejmu nie weszłyby partie: Polskie Stronnictwo Ludowe i partia Razem – po 4 proc. oraz Wolność 3 proc”. http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/najnowszy-sondaz-roznica-miedzy-pis-po-w-granicy-bledu-statystycznego_991929.html

USTAWA PIS POGORSZY LOS ZWIERZĄT – GW: “– Projekt znosi wyartykułowany wprost w ustawie obowiązek trzymania ryb w wodzie. Stanowi ogólnie, że transport lub przetrzymywanie żywych ryb musi odbywać się w warunkach umożliwiających oddychanie. To powoduje ryzyko zbyt szerokiej interpretacji. Na przykład zgodnie z prawem będzie można przyjąć, że wystarczająca dla oddychania karpia jest wymiana gazowa przez skórę. Oznaczałoby to w praktyce powrót do trzymania karpi bez wody, co w sposób ewidentny powoduje u tych ryb cierpienie – alarmują Bożek i Karolina Kuszlewicz, adwokat zajmująca się prawami zwierząt”. http://wyborcza.pl/7,75398,21811062,karp-cierpi-a-woda-paruje-z-ustawy-nowelizacja-przepisow-spowoduje.html

ZAGRANICZNE FIRMY NIE BOJĄ SIĘ RZĄDU PIS-U – RZ: “Ubiegłoroczne załamanie inwestycji w Polsce nie dotyczyło firm zagranicznych. Na rozwój działalności przeznaczyły one więcej niż w 2015 roku. (…) Wartość ogłoszonych w 2016 roku inwestycji zagranicznych w Polsce wyniosła 9,9 mld dol., o 74 proc. więcej niż przed rokiem. To zapewniło nam 5. miejsce na liście największych odbiorców inwestycji zagranicznych w Europie. Pod względem tempa wzrostu ich wartości lepiej wypadły tylko Węgry – wynika z raportu przygotowanego przez fDi Intelligence, pionu analitycznego „Financial Times”. http://www.rp.pl/Dane-gospodarcze/305149906-Raport-fDi-Zagraniczne-firmy-nie-boja-sie-rzadu-PiS.html

MORAWIECKI MA SWOJE 5 MINUT – Andrzej Stec w komentarzu RZ: “Co dalej? Tegoroczne prognozy są dla Polski obiecujące. W końcu widać wyraźny wzrost kredytów bankowych dla naszych firm (zwiastun zwiększających się lokalnych inwestycji?). Mateusz Morawiecki ma chyba swoje pięć minut. Być może to rzeczywiście – jak twierdzi – pierwsze efekty jego planu gospodarczego. Jak ich nie zmarnować? Wicepremier powinien poświęcić się zarządzaniu powierzoną mu ogromną częścią gospodarczej administracji. To zły moment na wikłanie go w polityczne gry i obronę swojej pozycji w gabinecie Beaty Szydło, do czego zmuszają go rywale w PiS i w rządzie”. http://www.rp.pl/Wywiady-i-opinie/305149902-Mateusz-Morawiecki-Polska-staje-sie-jednym-z-beneficjentow-Brexitu.html

MORAWIECKI PRZYZNAJE, ŻE JEST SPÓR Z MIN. ENERGII – jak pisze GW: “Miała być walka ze smogiem, a jest wojna w rządzie. W resorcie energii nad przepisami o eliminacji węgla złej jakości pracują… przedstawiciele spółek węglowych. I chcą tylko kosmetycznych zmian. Wicepremier Morawiecki jest wściekły. – To prawda, jest konflikt między ministerstwami. Są rozbieżności między naszymi oczekiwaniami a propozycjami Ministerstwa Energii. Mamy konflikt interesów – przyznał wicepremier Mateusz Morawiecki podczas ostatniej wizyty w Krakowie. Resort rozwoju domaga się od Ministerstwa Energii wyjaśnień i zmiany stanowiska”. http://wyborcza.pl/7,75398,21811084,rzadowa-bitwa-o-wegiel-i-smog-co-sie-dzieje-w-kulisach-wladzy.html

RZĄD POZORUJE PRACE NAD MEDYCZNĄ MARIHUANĄ – tytuł w Dużym Formacie GW.

JOANNA LICHOCKA W GW O BEZKARNOŚCI HGW I PO – jak pisze w GPC: “Afera reprywatyzacyjna w Warszawie pokazuje dobrze ten styk interesów – urzędników z Platformy i złodziei. PO zrobi więc wszystko, by utrudnić jej wyjaśnienie. To w imię uniknięcia odpowiedzialności i osłabiania państwa, a nie obrony konstytucji i prawa działają jej politycy”. http://gpcodziennie.pl/64028-wimiebezkarnosci.html

OPOZYCJA PO STRONIE NIENAWIŚCI – GPC: Politycy PO, Nowoczesnej i PSL-u unikają stanowiska w sprawie działań Obywateli RP. Pod apelem do opozycji o potępienie i odcięcie się od zakłócania miesięcznic katastrofy smoleńskiej podpisało się już ok. tysiąca osób, w tym wielu znanych działaczy opozycji antykomunistycznej, dziennikarzy czy przedstawicieli organizacji społecznych”. http://gpcodziennie.pl/64018-opozycjapostronienienawisci.html

CZY UE ZABIERZE POLSCE PIENIĄDZE? – Anna Słojewska w RZ: “Unia chce uzależnić przyznawanie funduszy europejskich z kolejnego budżetu od przestrzegania praworządności”. http://www.rp.pl/Unia-Europejska/305149940-Czy-UE-zabierze-Polsce-pieniadze.html

DANE, KTÓRE WIDZIAŁ BERCZYŃSKI MOGŁYBY BYĆ WYKORZYSTANE PRZEZ OBCY WYWIAD – Maciej Miłosz w DGP: “Doradca ministra obrony miał dostęp do ok. 10 proc. dokumentacji postępowania na śmigłowce. W tym do informacji o spełnieniu warunków taktyczno-technicznych przez maszyny, które miały trafić do sił specjalnych i marynarki wojennej. Gdyby dane te wyciekły, mogłyby zostać wykorzystane przez obcy wywiad (np. rosyjski). MON nie odpowiedział na nasze pytania o to, w jakim celu dr Wacław Berczyński oglądał dokumentację przetargową”. http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/549717,waclaw-berczynski-caracale-dokumentacja-smiglowce.html

MUSZYŃSKI MÓWI DGP DLACZEGO ZNIKNĘŁY WYROKI ZE STRONY TK: “– Te rozstrzygnięcia zapadły z naruszeniem przepisów prawa, w związku z czym nie zostały ogłoszone. W konsekwencji nie weszły do systemu prawa. Nie ma podstaw do publikowania na stronach TK informacji o rozstrzygnięciach, które nie były wyrokami – komentuje sprawę Mariusz Muszyński, sędzia TK. Prawnicy mają na ten temat inne zdanie. – Usuwanie zapadłych i ogłoszonych wyroków jest niedopuszczalne. Nie ma organu, który miałby do tego prawo. Nie może tego robić nawet sam trybunał. Jego wyroki są bowiem, zgodnie z konstytucją, ostateczne i powszechnie obowiązujące – mówi Bohdan Zdziennicki, były prezes TK”. http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/549715,pis-trybunal-konstytucyjny-tk-julia-przylebska-wyroki-prawo-mariusz-muszynski-sedzia.html

BIZNES NA REPRYWATYZACJI TRWA W NAJLEPSZE – Fakt o Warszawie.

ANDRZEJ DUDA PROPONUJE PARYŻOWI RESET – tytuł w DGP.

KOBIETA OBDAROWANA 20 GROSZAMI. NIKT NIE DAJE TAK MAŁO JAK POSEŁ PO – tytuł na jedynce Faktu o Trzaskowskim.

FAKT ROZMAWIAŁ Z KOBIETĄ: “Co opowiada o spotkaniu z posłem Trzaskowskim? – Dał mi tę monetę, mówiąc, że więcej nie ma. Ale nie przepraszał, tylko się uśmiechnął – mówi. Przyznaje, że „tyle to nikt nie daje”. A przecież mówimy o pośle! I to partii „Obywatelskiej” z nazwy! I nawet nie zapytał, jak może pomóc”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/kobieta-ktorej-posel-po-dal-20-groszy-nikt-tak-malo-nie-daje/mwf1qxw

U KUKIZA SIĘ NIE PIJE – SE: “Miniony weekend upłynął posłom Pawła Kukiza (54 l.) pracowicie! Politycy złożyli się po 500 zł i pojechali nad morze na wyjazdowe posiedzenie klubu poselskiego. Ciężko debatowali w Gdańsku. Niewielką atrakcją były spacer nad brzegiem morza i grill. A na stołach były tylko napoje bezalkoholowe. Pełna abstynencja”. http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/u-kukiza-sie-nie-pije_992232.html

SCHETTINO TRAFIŁ ZA KRATKI – tytuł w GPC.

300polityka.pl

Joanna Kluzik-Rostkowska

W piątek

Sprawy widzę tak: JK chce by 2015 był nowym 1989. Opozycja to dla Niego ówczesna strona rządowa. Co z tego wynika?
1. Państwo musi być zbudowane od nowa: elity, prawo, urzędnicy, policja, wojsko.
2. Nie popełni „błędu” roku 1989 – żadnego okrągłego stołu nie będzie. Z opozycją się nie rozmawia. (rozmowy z komunistami to był błąd)
3. Do budowy „swojej” Polski potrzebuje mitu założycielskiego. Dlatego tak ważny jest „zamach”
albo przynajmniej niejasność okoliczności…
4. W tej sytuacji łatwo zagrzewać do walki swoich „żołnierzy”-przecież wiele zniosą w obronie dobrej sprawy. Reszta jest po stronie ZŁA.
5. Generalnie – wszyscy, którzy nie popierają „dobrej zmiany” stoją po stronie zła więc można ich obrażać, bo przeciez „nienawidzą Polski”.
6. A kto obroni nowy ’89 rok w razie ofensywy ZŁA? Obrona Terytorialna. Są jak Jednostki Nadwiślańskie w ’92, tylko teraz wykonają rozkazy.
I pytanie na koniec-kto będzie Ojcem Założycielem Polski zbudowanej na gruzach IIIRP? Jedynym zresztą.

Muzeum II Wojny według IV RP: więcej Kościoła i ofiar wśród Polaków

Emilia Stawikowska, 15 maja 2017

Poświęcenie Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku.

Poświęcenie Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. (JAN RUSEK)

PiS zrealizował swój plan i zmienił dyrektora Muzeum II Wojny Światowej. Przed nami akt drugi: zmiany na wystawie. Konkretów nie ma, ale jest kierunek – chodzi m.in. o wyeksponowanie roli Kościoła katolickiego.

Poniedziałek 8 maja. W holu Muzeum II Wojny Światowej zgromadzili się pracownicy z nowym dyrektorem dr. Karolem Nawrockim na czele. Do tego Chór im. Jana Pawła II z kaszubskiego Kielna i dziennikarze wybranych mediów („Wyborcza” nie została zaproszona). Głównym gościem jest arcybiskup Sławoj Leszek Głódź. Ma poświęcić muzeum.

– To uroczystość zaległa, poświęcony miał bowiem zostać już kamień węgielny, ale do tego nie doszło – wypomina metropolita. Mówi także: – Muzeum jest pięknym dziełem pracy rąk ludzkich, jak każde dzieło musi odnosić się do Boga, tym bardziej muzeum ofiar, w tym również świętych. Należy pamiętać o św. Maksymilianie Kolbem, męczennikach, kapłanach.

Za mało Kościoła w muzeum

Wspomnienie o kapłanach nie pada przypadkowo. Niedostateczne wyeksponowanie roli Kościoła podczas II wojny światowej to najczęstszy zarzut prawicowych historyków i publicystów wobec ekspozycji.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Polityczne ataki na Muzeum II Wojny Światowej; Adam Leszczyński rozmawia z prof. Pawłem Machcewiczem

„Autorzy wystawy unikają jak ognia jakichkolwiek odniesień do polskiego katolicyzmu, do autorytetu Kościoła katolickiego w kontekście wojny i okupacji; nie ma postaw ani sylwetek biskupów, nie ma świętych i błogosławionych, męczenników II wojny – ofiar sowieckich i niemieckich! To bolesne zaniedbanie nie jest przypadkowe” – pisał na łamach „wSieci” prof. Jan Żaryn. „Jeśli na wystawie pojawiają się duchowni, to jako przykłady negatywne (ks. Jozef Tiso, prezydent kolaborującej z III Rzeszą Słowacji) czy w kontekście związków hierarchów z gen. Franco w Hiszpanii” – zauważał Andrzej Grajewski w „Gościu Niedzielnym”.

By Polacy byli pierwsi

Nowy dyrektor Nawrocki o zmianach mówi wprost. – Zauważam coraz więcej elementów, o które należy wzmocnić wystawę: nowe eksponaty z Westerplatte, pamiątki, które zamierza nam przekazać pani Anna Maria Anders, w końcu szereg rzeczy, które należy nieco bardziej wyeksponować, przypomnieć o nich lub poddać je pod dyskusję – mówił „Gazecie Prawnej”. W sobotnim wywiadzie dla PAP dr Nawrocki stwierdził z kolei, że zmian wymaga tablica przedstawiająca liczbę ofiar II wojny. Te podane są w liczbach bezwzględnych, z uwzględnieniem ofiar cywilnych i wojskowych. Nawrocki uważa, że należy się skupić na ofiarach cywilnych i podać je jako procent ogólnej liczby ludności. Po co? Chodzi o to, by Polska znalazła się na pierwszym miejscu tak zmienionych statystyk.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Obalone zarzuty ministerstwa pod adresem twórców MIIWŚ

– Widzę w wywodach dyr. Nawrockiego wyraźną intencję manipulowania statystykami, by polskie straty były największe – komentował w sobotę prof. Paweł Machcewicz, b. dyrektor Muzeum II Wojny i jeden z twórców wystawy.

Jak pan Jarosław powiedział

Machcewicz wskazuje na motywy polityczne stojące za zapowiedziami Nawrockiego: – Bulwersujące jest wprowadzanie zmian na zamówienie polityczne, a przypomnijmy, że pierwszym, który wyraźnie je zapowiadał, był lider PiS Jarosław Kaczyński. Już w 2013 r. ogłosił, że wystawa „będzie zmieniona tak, by odzwierciedlała polski punkt widzenia”. Potem te zapowiedzi wielokrotnie były powtarzane przez polityków PiS, a teraz Nawrocki chce być wykonawcą tego scenariusza.

Autorami dobrze ocenianej wystawy głównej są – oprócz Machcewicza – b. wicedyrektorzy dr Piotr Majewski i dr Janusz Marszalec oraz prof. Rafał Wnuk. Podkreślają, że jeśli w wystawie dojdzie do jakichkolwiek nieuzgodnionych z nimi zmian, wystąpią na drogę sądową.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Darczyńcy odbiorą Muzeum II Wojny pamiątki? Twórcy wystawy: „Prosimy, powstrzymajcie się”

Nowemu dyrektorowi wysłali opinię mecenasa Macieja Ślusarka. „Należy podkreślić szczególny charakter wystawy (…), stanowiącej przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, jej złożoności przyczyniającej się do uzyskania wartości nie tylko merytorycznej, lecz także artystycznej, będącej wynikiem długotrwałej pracy autorów polegającej na opracowaniu spójnej koncepcji, twórczym doborze eksponatów i wieloletniej, rzetelnej realizacji planu komponującego się w powstałą ostatecznie w 2017 r., stanowiącą nienaruszalną całość wystawę” – czytamy w opinii.

– Za wprowadzanie do wystawy zmian nieuzgodnionych z autorami grożą dyrektorowi Nawrockiemu konsekwencje finansowe, a nawet karne – przypomina Machcewicz.

Czy rzeczywiście autorzy ekspozycji są w stanie zablokować plany Nawrockiego? – Wszystko sprowadza się do pytania: jaki kształt ma umowa między muzeum a twórcami wystawy i scenariusza oraz jaki ma być zakres zmian – mówi Roman Suszek, radca prawny.

Kompromis jest możliwy?

– Nie zmienia się wystawy tak krótko po otwarciu instytucji, szczególnie tak dużej i kosztownej jak w Muzeum II Wojny – mówi dr Jerzy Litwin, dyrektor Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku. I dodaje: – Wystawę budował przez lata sztab naukowców. Została zatwierdzona przez ówczesne ministerstwo oraz radę powierniczą. Dlatego rozumiem i doceniam wytrwałość oraz determinację prof. Machcewicza, który wszelkimi sposobami stara się bronić wystawy. Z drugiej strony rozumiem też sytuację nowego dyrektora: może chcieć kształtować placówkę według własnego pomysłu. Pytanie tylko: jak? Ewentualne zmiany powinny być przedmiotem rozsądnego kompromisu między nową a poprzednią dyrekcją – mówi Litwin.

Decyzję o utworzeniu MIIWŚ w Gdańsku ogłosił we wrześniu 2008 r. rząd Donalda Tuska. Od początku jego dyrektorem był prof. Machcewicz. Muzeum zostało otwarte 23 marca br. Do tej pory wystawę zobaczyło ponad 60 tys. osób.

Zobacz: „Teraz musimy bronić wystawy” – Bogdan Borusewicz o zmianach w muzeum II wojny światowej

„Teraz musimy bronić wystawy” – Bogdan Borusewicz o zmianach w muzeum II wojny światowej

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21612567,video.html

 

wyborcza.pl

Rządowa bitwa o węgiel i smog. Co się dzieje w kulisach władzy? Morawiecki: „To prawda, jest konflikt”

Dominika Wantuch, 15 maja 2017

Premier Beata Szydło i wicepremier Mateusz Morawiecki na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach

Premier Beata Szydło i wicepremier Mateusz Morawiecki na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach (GRZEGORZ CELEJEWSKI)

Miała być walka ze smogiem, a jest wojna w rządzie. W resorcie energii nad przepisami o eliminacji węgla złej jakości pracują… przedstawiciele spółek węglowych. I chcą tylko kosmetycznych zmian. Wicepremier Morawiecki jest wściekły.

– To prawda, jest konflikt między ministerstwami. Są rozbieżności między naszymi oczekiwaniami a propozycjami Ministerstwa Energii. Mamy konflikt interesów – przyznał wicepremier Mateusz Morawiecki podczas ostatniej wizyty w Krakowie. Resort rozwoju domaga się od Ministerstwa Energii wyjaśnień i zmiany stanowiska.

Chodzi o wprowadzenie norm jakościowych dla węgla, niezbędnych, żeby poprawić jakość powietrza w Polsce. Dziś jesteśmy jednym z dwóch najbardziej zanieczyszczonych krajów Unii Europejskiej. Z powodu oddychania smogiem – w ponad 60 proc. pochodzi ze spalania złej jakości węgla i odpadów węglowych – umiera ponad 48 tys. Polaków rocznie. Z powodu ogromnego zanieczyszczenia grożą nam też miliardowe kary od Komisji Europejskiej.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: W Polsce ponad 40 tys. osób rocznie umiera z powodu smogu

Gdy w styczniu Polskę spowiła gęsta chmura rakotwórczych pyłów, metali ciężkich i benzo(a)pirenu, premier Beata Szydło zażądała od wicepremiera Morawieckiego, żeby rozwiązał problem. Już tydzień później powstał 14-punktowy program „Czyste powietrze”. Jego najważniejsze założenia? Po pierwsze, wprowadzenie standardów dla kotłów na węgiel, by ukrócić proceder sprzedaży przestarzałych kotłów emitujących ogromne ilości zanieczyszczeń. Po drugie, przygotowanie norm jakości węgla, które wyeliminują sprzedaż odpadów węglowych zalegających na składach oraz mocno zasiarczonego, zawilgoconego, niskokalorycznego węgla. Morawiecki na przygotowanie odpowiednich regulacji dał urzędnikom dwa i pół miesiąca.

Żeby węgiel został węglem

Pierwsze rozporządzenie o standardach dla kotłów przygotowało Ministerstwo Rozwoju. Przepisy są gotowe i czekają na akceptację UE. Zapisami regulującymi rynek węgla w Polsce zajęło się zaś Ministerstwo Energii. I zaczęły się schody. Powód? Pakiet rozwiązań antysmogowych eliminujących z rynku złej jakości węgiel przygotowali… przedstawiciele spółek węglowych!

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Smog w Warszawie. Urzędnicy ukrywają konsultacje w sprawie Programu Ochrony Powietrza?

Zobacz: Jak żyć ze smogiem? Opowiada aktywistka, ekolożka, mama z warszawskiego Wawra

Jak żyć ze smogiem? Opowiada aktywistka, ekolożka, mama z warszawskiego Wawra

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21257379,video.html

Anna Margis, dyrektor departamentu górnictwa w Ministerstwie Energii, jest przewodniczącą rady nadzorczej Katowickiego Holdingu Węglowego. Została nią na przełomie 2016 i 2017 r., w czasie gdy organizacje pozarządowe i opozycja wzywały PiS do wprowadzenia norm jakości dla węgla. Wcześniej Margis zasiadała m.in. w radach nadzorczych Kompanii Węglowej, Kopalni Węgla Kamiennego „Budryk”, Spółki Restrukturyzacji Kopalń i Hucie Andrzej. Wiceminister Grzegorz Tobiszewski właśnie jej departamentowi zlecił przygotowanie antysmogowych przepisów. – Dostała wolną rękę. Tobiszowski przyjmuje wszystko, co przygotuje departament górnictwa. Można powiedzieć, że to on steruje ministrem – mówi „Wyborczej” jeden z wysoko postawionych urzędników w rządzie Beaty Szydło.

Rzecznik prasowy Ministerstwa Energii nie odpowiedział na pytanie „Wyborczej” o możliwy konflikt interesów. Ale Andrzej Guła, prezes Polskiego Alarmu Smogowego, nie ma wątpliwości. – Przedstawiciele spółek węglowych przygotowują przepisy sami dla siebie. Trudno oczekiwać, że na pierwszym miejscu postawią zdrowie Polaków – ocenia.

Piotr Woźny, doradca premiera Morawieckiego, komentuje: – Ministerstwo Energii jest właścicielem spółek kopalnianych, dlatego trzeba się zastanowić, czy ten właśnie resort powinien samodzielnie decydować o parametrach węgla pod kątem jakościowym i zdrowotnym. Bo dla właściciela zawsze najistotniejszy będzie interes ekonomiczny posiadanych przez niego podmiotów.

Powinno być jak z czekoladą

Departament górnictwa zarządzany przez Annę Margis odrzucił uwagi ekspertów (m.in. Instytutu Chemicznej Przeróbki Węgla, Polskiej Izby Ekologii) i resortów rozwoju oraz cyfryzacji dotyczące zaostrzenia i uszczelnienia przepisów regulujących rynek węgla.

Eksperci domagali się, by nie dopuszczać do użytku węgla o wilgotności powyżej 10 proc., zasiarczeniu powyżej 0,6 proc. i ilości popiołu większej niż 8 proc. Tymczasem departament górnictwa chce, by do domów trafiał węgiel o wilgotności i zasiarczeniu dwa razy większym. Co więcej, resort energii chce też wprowadzić widełki, które dają możliwość sprzedaży jeszcze gorszej jakości węgla – odchylenie od norm zapisanych w ustawie może wynieść nawet do 5 proc. A to oznacza przyzwolenie na rozwój szarej strefy i dopuszczenie do sprzedaży nawet najgorszej jakości węgla. – Przepisy w takiej postaci eliminują jedynie odpady węglowe, a dopuszczają każdy węgiel, nawet ten, który nie powinien być spalany w domowych warunkach. W ten sposób nie poprawimy polskiego powietrza – mówi Guła.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Rząd zrujnuje rzeki? Są dowody, że nie musi być tak źle. I że jednak nikt nie ruszy rzek w ogóle

Resort energii zapowiedział też, że nie wprowadzi świadectw jakości węgla, o które zabiega Ministerstwo Rozwoju. Bez tego klienci wciąż nie będą wiedzieli, jaki węgiel kupują, a składy węglowe będą mogły oszukiwać, dolewając do węgla wodę, dosypując piasek i kamienie. To powszechny proceder, od lat poza jakąkolwiek kontrolą państwa. Dlatego resort rozwoju domaga się, żeby badany w kopalni węgiel był przewożony wraz ze świadectwem jakości na składy, a następnie, aby ów certyfikat trafiał razem z rachunkiem do klienta. Jeśli kontrola Inspekcji Handlowej wykaże, że węgiel nie spełnia określonych wartości, będzie można ukarać sprzedawcę. Andrzej Guła: – Klient miałby pewność, co kupuje i za ile. To jak z czekoladą: mamy na odwrocie informację, ile ma kalorii, węglowodanów, tłuszczów. Tak jest z każdym towarem na rynku. Poza węglem. W ten sposób chroni się kopalnie, które wydobywają słabej jakości węgiel, i składy, które oszczędzają, oszukując klientów.

Konflikt w rządzie trwa

W ubiegłym tygodniu wiceminister Jadwiga Emilewicz i Piotr Woźny spotkali się z wiceministrem Tobiszowskim, aby przekonać go do wprowadzenia certyfikatów. – Jesteśmy dobrej myśli – powiedziała nam po spotkaniu wiceminister Emilewicz. Jednak już następnego dnia „Wyborcza” otrzymała oficjalne stanowisko resortu energii, z którego wynika, że certyfikaty nie są potrzebne, jeśli resort energii wprowadzi normy jakości dla węgla. Rzecznik resortu Mariusz Kozłowski przekonuje, że klienci mogą na życzenie otrzymać certyfikat od producenta. Co z faktem, że w międzyczasie węgiel może zostać wymieszany z kamieniami, korzeniami czy trocinami? – Uzyskanie certyfikatu przez pośredników nie uchroni przed praktyką mieszania dobrego węgla z gorszymi jakościowo paliwami. Ze względu na czas i koszty nie jest możliwe badanie każdej partii paliwa sprzedanej ze składu węglowego – odpowiada rzecznik.

Mateusz Morawiecki wezwał Ministerstwo Energii do wystąpienia 24 maja na Komitecie Stałym Rady Ministrów i wyjaśnienia, dlaczego odrzuca uwagi ekspertów.

wyborcza.pl

Jacek Żakowski, „Polityka” Collegium Civitas

PiS, Soft-PiS, anty-PiS? Jak się tu będzie żyło

15 maja 2017

Liderzy partii opozycyjnych: Ryszard Petru, Grzegorz Schetyna i Władysław Kosiniak-Kamysz podczas wspólnej konferencji prasowej w sejmie, 14.05.2016 r.

Liderzy partii opozycyjnych: Ryszard Petru, Grzegorz Schetyna i Władysław Kosiniak-Kamysz podczas wspólnej konferencji prasowej w sejmie, 14.05.2016 r. (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Ponura prawda jest taka, że w interesie niezadowolonej z PiS większości obywateli obecna władza musi jeszcze potrwać, bo opozycja wciąż nie jest gotowa do przejęcia rządów

Prezes znikł! Co teraz? Wraz z nim znikł Macierewicz. I Piotrowicz, i Waszczykowski, i Błaszczak. Znikł cały PiS z Beatami, Rydzykiem, Ziobrą, Dudą, Misiewiczem, Kurskim, Przyłębskimi i wszystkimi innymi swoimi przyległościami. Co się w Polsce zmieni? Prezydent, premier etc. To jasne. A poza tym? Kto wie, ręka do góry! Warto zrobić taki myślowy eksperyment, by sobie uświadomić, gdzie my dziś jesteśmy.

OK, ubędzie obciachu. Bo mroczny magnetyzm prezesa ściągnął pod jego sztandary szczyty polskiej kiepskości – od wyznawców wybuchowych parówek i ambasadora Wolfganga z małżonką, po bełkocącego w Oksfordzie sędziego i Witolda de San Escobar. Idol tej prawicy, Jan Pietrzak, mówił kilkadziesiąt lat temu (cytuję z pamięci): „Wybierzcie mnie na prezydenta, nie będzie lepiej, ale będzie śmieszniej!”. To się sprawdziło za Dudy. Polskim internetem od roku rządzi śmiech przez łzy. Od wczesnej komuny nie było takiej wiochy. Gdyby ta wiocha znikła, to by była ulga.

Byłyby też pewnie zmiany instytucjonalne. Koniec z CBA i IPN. Trybunał, TVP i prokuratura do generalnego remontu. Inne programy w szkołach. Cofnięcie zmian Ziobry w sądach. Seria reanimacji w teatrach, muzeach, stadninach. Mniej rozbitych limuzyn i jawnej politycznej korupcji w stylu ministra Szyszki.

Wiemy z grubsza, czego po PiS ma nie być. Kto wie, co ma być? Jaka ma być Polska? Czy ma być jak reszta Unii – czyli z Kartą Praw Podstawowych, całą Europejską Kartą Społeczną, z euro itd.? Czy też ma być półeuropejska jak za rządów PO-PSL, czyli bez tego wszystkiego, blisko Węgier Orbána, niechętnie pomagająca uchodźcom i niesolidarna wobec krajów, które zalewają. Czy nad PO – jeśli wróci do władzy – i nad całą Polską przestanie się wreszcie unosić zapyziały PiS-owski duch Saryusza-Wolskiego, Gowina, Rokity i całej IV RP? Czy PO przestanie być tylko soft-PiS-em, wyrwie się z miraży, w których od lat grzęźnie, i stanie się anty-PiS-em, czyli współczesną europejską chadecją?

Rok temu wydawało się, że przed nami długie „mroczne wieki”, bo PiS może rządzić nie jedną kadencję, lecz dwie, a nawet więcej. Teraz wydaje się, że prezes będzie rządził najwyżej jedną kadencję. PiS trzeszczy i zgrzyta. Może się rozpaść prędzej, niż ktokolwiek zakłada. Nie wiem, czy to by było dobrze, co pokazało beznadziejne plątanie się Grzegorza Schetyny w prostej sprawie uchodźców, w której starczyło zadeklarować poparcie inicjatyw Kościoła. Ponura prawda jest taka, że w interesie niezadowolonej z obecnych rządów większości obywateli władza PiS musi jeszcze potrwać, bo opozycja wciąż nie jest gotowa do przejęcia władzy. I nie ma istotnych znaków, że po przejęciu przez opozycję władzy „mroczne wieki” się skończą, choć trochę by się rozjaśniły.

Przepraszam, ale jako obywatela kompletnie mnie nie interesuje, kto będzie w Polsce rządził za rok lub pięć lat. Interesuje mnie tylko, jak Polska będzie rządzona i jak się tu będzie żyło. A w przypadku zwycięstwa opozycji w jej obecnym stanie jest to mniej jasne, niż było, zanim PO zaczęła odpowiadać na pytania postawione przez PiS.

Zobacz: PiS pyta, PO odpowiada. Jej odpowiedzi mogą być łatwym łupem dla PiS – w „Temacie dnia” o niespójnym przekazie Platformy

PiS pyta, PO odpowiada. Jej odpowiedzi mogą być łatwym łupem dla PiS – w „Temacie dnia” o niespójnym przekazie Platformy

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21792333,video.html

 

wyborcza.pl

%d blogerów lubi to: