Plac Piłsudskiego jak lotnisko wojskowe czy magazyn amunicji

Plac Piłsudskiego jak lotnisko wojskowe czy magazyn amunicji

Szef MSWiA Mariusz Błaszczak wydał specjalne zarządzenie, na mocy którego plac Piłsudskiego stał się terenem zamkniętym – ze względu na obronność i bezpieczeństwo państwa. To kolejny krok w przejmowaniu placu przez rząd PiS.

Tym samym fragment stolicy zyskuje status równy m.in. poligonowi, lotnisku wojskowemu, portowi Marynarki Wojennej, magazynowi amunicji lub też stanowisku kierowania państwem oraz stanowisku dowodzenia Siłami Zbrojnymi Rzeczypospolitej Polskiej w stanie zagrożenia bezpieczeństwa państwa i wojny.

W uzasadnieniu kuriozalnej decyzji Błaszczaka czytamy: – „Przez tereny zamknięte rozumie się tereny o charakterze zastrzeżonym, ze względu na obronność i bezpieczeństwo państwa. (…) Utworzenie terenu zamkniętego pozwoli na sprawne i profesjonalne wykonywanie zadań wojewody, (…) zapewni szybkie działanie w sytuacjach zagrożenia, poprzez niezwłoczne podejmowanie wszelkich decyzji związanych z wykorzystaniem niniejszego obszaru”.

Przypomnijmy, że kilkanaście dni temu PiS–owski minister infrastruktury Andrzej Adamczyk przekazał zarządzanie placem Piłsudskiego PiS–owskiemu wojewodzie mazowieckiemu Zdzisławowi Sipierze. Wojewoda przekonywał wtedy, że „to jest teren stricte rządowy i powinien być pod jurysdykcją rządową. Wymaga tego powaga państwa”.

Władze stolicy odwołały się od tamtej decyzji dowodząc, że minister złamał wtedy przynajmniej dwie ustawy: o gospodarce nieruchomościami , bo przekazał plac w zarząd wojewodzie, choć nie zostały wygaszone uprawnienia Zarządu Dróg Miejskich oraz o drogach publicznych. Zarządcą dróg publicznych w miastach na prawach powiatu są prezydenci tych miast. Urząd wojewódzki nie może być zarządcą drogi.

Już po decyzji ministra infrastruktury prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz powiedziała: – „Za chwilę to będzie ogrodzone. A dlaczego nie? Plac Piłsudskiego będzie dostępny tylko wtedy, gdy władza centralna sobie zażyczy i pozwoli. Myślą, że tu będą stawiać pomniki takie, jakie chcą” – mówiła sugerując, że rząd PiS chce przejąć władzę nad najważniejszym placem w Warszawie, żeby móc ustawić tam pomnik ofiar smoleńskich i Lecha Kaczyńskiego.

Ustanowienie placu Piłsudskiego terenem zamkniętym oznacza, że pozwolenie na budowę pomnika w sąsiedztwie Grobu Nieznanego Żołnierza oraz krzyża upamiętniającego msze papieskie będzie wydawać wojewoda. I o to PiS chodziło!

koduj24.pl

Re(de)konstrukcja rządu?

Re(de)konstrukcja rządu?

Od kilku tygodni słyszę ciągłe dyskusje o rekonstrukcji rządu. Rozumiem, że dla wielu pełnią one funkcje terapeutyczne. Jeśli bowiem tyle się o tym mówi, choć właściwie tylko „gdyba się”, to być może coś w tym rządzie pęka, coś go wewnętrznie koroduje, coś może się walnie? Bo jeśli się nie wali to po co rekonstruować rząd, który ma tyle sukcesów, że właściwie ma same sukcesy? Bo się prezesowi znudził? Bo media potrzebują zmiany kostiumów i scenicznych osobowości? Być może chodzi o zasłonę dymną: podrzucany opinii publicznej „gorący temat” o zmianach w rządzie ma odwracać uwagę od ekspresowego psucia życia publicznego (np. prac nad Kartą Wyborczą)?. Realna „rekonstrukcja” jest prawie niemożliwa. Być może ktoś zostanie wzmocniony, ktoś ukarany, ktoś wywyższony. Ale na pewno nikt, kto zasłużył sobie destrukcyjnymi działaniami nie tylko na „rekonstrukcję”, ale i na Trybunał Stanu nie ruszy się z posady. Jest bowiem wiele „sił wyższych” niż efektywność czy działanie na rzecz dobra wspólnego, które wpływają na ocenę rządu: liczą się sojusze (Kościół, Rydzyk), liczy się tajemnica (bo tylko nią mogę tłumaczyć stałą i niezachwianą obecność takiej osoby jak Antonii Macierewicz na czele wojsk) a przede wszystkim liczy się totalna lojalność. Ona co prawda niszczy sumienia poszczególnych ludzi (np. widać było jak wili się przed kamerami próbując udowodnić, że marsz faszyzujących nacjonalistów był pogodną patriotyczną imprezą, gdzie radośnie maszerowali starcy, dzieci oraz inwalidzi) ale niesłychanie wzmacnia partię i samego Kaczyńskiego. Ta partia rośnie na bezgranicznej lojalności ludzi, którzy zastępują nią sumienie. To danina dana władzy.

Kaczyński okopał się na świetnej pozycji i nie sądzę by chciał ją zmienić. Steruje rządem żelazną ręką i za nic nie bierze żadnej odpowiedzialności, a nie myślę też, by w partii było jakieś wrzenie, które potrzebuje silnej ręki dla ochłody. Za głupotę i wysoką szkodliwość społeczną nikt zdymisjonowany nie zostanie, przeciwnie to raczej powód do awansów i pochwał. Nieudolność to również raczej zaleta niż wada (Błaszczak, Waszczykowski). Bunt w tej partii jest niemożliwy lub pozorny co dobrze zilustrował Gowin: głosując tak jak prezes kazał i ukazując zafrasowaną twarz Stańczyka kamerom telewizyjnym. Być może na „rekonstrukcji” frakcja „puławska” zyska więcej niż „natolińska” lub odwrotnie. Pozycji Polski, demokracji, naszej godności a nawet puszczy to nie uratuje.

Magdalena Środa

koduj24.pl

Ordynacja wyborcza dla republiki bananowej

PiS chce też przejąć Państwową Komisję Wyborczą?

Państwowa Komisja Wyborcza ostrzega, że zawarte w projekcie PiS pomysły mogą się skończyć katastrofą.

Wprowadzenie ustroju republiki bananowej wcale nie jest takie proste. Wiąże się z wielokroć większymi kosztami niż w republice o standardzie stricte demokratycznym. Ponadto obniża kwalifikacje beneficjentów, czyli tych, którzy kształtują taką zdeformowaną republikę i czerpią z niej korzyści. Przeistoczenie wprowadza także chaos, co staje się zrozumiałe, bowiem nieposiadający kwalifikacji mają problemy z wprowadzeniem porządku i harmonią społeczno-prawną.

Republika bananowa wyziera wszystkimi akapitami z nowej ordynacji wyborczej, której procedowanie nastąpi już na najbliższym posiedzeniu Sejmu i ma być zakończone jeszcze w tym roku. Państwowa Komisja Wyborcza (PKW) właśnie zaopiniowała pisowski projekt noweli i nie zostawiła na nim suchej nitki, nazywając wprost: katastrofa.

Katastrofa w pierwszym rzędzie rzecz jasna jest dla obecnej PKW, bo wszystkim komisarzom z automatu wygasają kadencję. W ciągu dwóch miesięcy PKW musi powołać 16 wojewódzkich i 380 powiatowych komisarzy wyborczych w miejsce dotychczasowych 51.

Mają przyjść zupełnie nowi ludzie – bez żadnego doświadczenia. Skąd ich wziąć? No, właśnie! Można tę operację blitzkriegu przeprowadzić tylko siłami niewykwalifikowanymi („nie matura, a pisowska chęć szczera zrobi z ciebie beneficjenta”).

Dotychczas komisarzami byli po prostu sędziowie, czyli tacy, którzy przeszli przez szczeble zawodu prawniczego od samego dołu, aby stać się niekwestionowanymi fachowcami. W pisowskiej ordynacji wystarczy tylko wykształcenie prawnicze, a takich z cenzusem mgr prawa jest w kraju multum, choćby po studiach wieczorowych i pojęcie o prawie mają takie, jak uczniowie podstawówki o czytaniu książek.

Dotychczas komisarze winni być apolityczni, nie należeć do żadnej partii, teraz ten wymóg zostanie zniesiony. Zatem należy spodziewać się, iż działacze PiS mający wykształcenie prawnicze zasilą w pierwszym rzędzie PKW.

Tak zaordynowani komisarze będą mieli uprawnienia – dotychczas nie były znane – do zmiany kształtu okręgów wyborczych. Zestawmy to z czasem, a komisarze będą mieli na to dwa miesiące, to można być pewnym, iż słowo skandal nie jest nadużyciem. To skandalicznie mało czasu, aby ktoś mógł zapanować nad tym chaosem.

Chaos jest zły? Nie dla PiS, bo o to chodzi. Wszelkie skargi, manipulacje, oszustwa wyborcze utoną w tym chaosie. Nie warto nawet wspominać o takim drobiazgu, jak koszt przeprowadzenia najbliższych wyborów samorządowych – a są one najbardziej skomplikowane ze wszystkich. Będzie on przynajmniej dwukrotnie wyższy niż dotychczas. Poprzednie wybory kosztowały 300 mln zł, wg nowej ordynacji będą przynajmniej dwukrotnie wyższe – 600 mln zł.

Po przyszłych wyborach i zapanowaniu republiki bananowej nie będziemy zastawiali się nad krzywiznami bezprawia państwowego, lecz nad tym, dlaczego pozwoliliśmy, aby standardy wschodnie, a może nawet z Burkina Faso obowiązują w naszym dumnym kraju europejskim, w Polsce.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Narodowcy użyli zdjęcia z nie swojego marszu

Narodowcy użyli zdjęcia z nie swojego marszu

Organizatorzy tegorocznego Marszu Niepodległości usilnie próbują przekonać, że w sobotnim pochodzie udział wzięły całe patriotyczne rodziny. I tak jak partia rządząca twierdzą, że albo transparenty z rasistowskimi hasłami to margines, albo niczego nie widzieli i nie słyszeli…

Dowodem na „rodzinność” miało być opublikowane na stronie facebookowej Marszu zdjęcie, na którym widać ludzi z biało-czerwonymi flagami. Opatrzono je „wzruszającym” podpisem: – „Piękny widok! Rodzina fundamentem społeczeństwa!”.

Tylko okazało się, że to zdjęcie z zupełnie innego pochodu, z zupełnie innego roku… Dziennikarze gazeta.pl sprawdzili, że zostało ono zrobione przez fotoreportera Polskiej Agencji Prasowej Rafała Guza w 2012! Podpisano je następująco: „Uczestnicy marszu Razem dla Niepodległej zorganizowanego z okazji Święta Niepodległości”.

Na dodatek marsz Razem dla Niepodległej organizował ówczesny prezydent Bronisław Komorowski.

koduj24.pl

 

Petru: Prawdziwy cios, jaki możemy zadać PiS-owi, to stworzenie szerokiej koalicji

– Dostałem informację, że Grzegorz Schetyna taki wniosek [o konstruktywne wotum nieufności] zgłosi, poprosi o spotkanie. Ja z kolei sugerowałem że na tym spotkaniu musimy rozmawiać o tym, co jest najważniejsze w tym momencie. Prawdziwy cios, jaki możemy zadać PiS-owi, to stworzenie szerokiej koalicji i zwróciłem się do Schetyny z informacja o tym że to powinno być przedmiotem naszych rozmów – stwierdził Ryszard Petru na briefingu. Jak dodał, „bierzemy pod uwagę symboliczne poparcie tego wniosku, ale rozmowy jeszcze się nie rozpoczęły”.

 

Petru: Wydarzenia ostatnich dni to moment historyczny i wymaga od opozycji skutecznego działania

– Wydarzenia ostatnich dni to tak naprawdę moment historyczny w najnowszej historii Polski. Fala faszyzmu która rozlewa po Polsce za przyzwoleniem PiS-u i wczorajsza decyzja PE uruchamiająca art. 7, który nigdy nie został uruchomiony wobec żadnego kraju. To moment historyczny i wymaga od opozycji skutecznego działania. Do tego należy dodać nową ordynację która podwyższa efektywny próg wyborczy do 17-18%,czyli żeby mieć miejsce w sejmiku, to trzeba tyle zdobyć w niektórych województwach. Te czynniki razem powodują że tak naprawdę jednym realnym ciosem, który możemy wymierzyć PiS-owi, jest wielka zjednoczona opozycja. Te wszystkie czynniki o których wspomniałem istotnie zmieniają warunki gry – stwierdził Ryszard Petru na briefingu. Jak dodał, z zewnątrz Polska wygląda na kraj faszystowski, który lekceważy sobie zasady UE.

– Jedynym skutecznym działaniem, które opozycja może podjąć, to rozmowy dot. przyszłej koalicji wyborczej do samorządu, szerokiej koalicji, która też w pewnym sensie będzie wymuszona tymi zmianami w ordynacji, które zostały zaproponowane ostatnio przez PiS – dodał lider Nowoczesnej. Petru apelował też o niekaranie europosłów PO, którzy poparli wczorajszą rezolucję.

300polityka.pl

STAN GRY: Zaremba: JK zostanie premierem, chyba że zmieni zdanie, GW chwali Agatę Dudę, Krzyżak: Żenujący poziom debaty w PE

— 300LIVE:
PiS zapowiada podwyższenie kar za niestawiennictwo przed komisją weryfikacyjną
Siemoniak: Będziemy rozmawiać o europosłach, którzy poparli rezolucję. Powinni uwzględniać lojalność wobec Platformy
Kownacki: Wojskowi saperzy daliby sobie radę z wysadzeniem Pałacu Kultury
Petru: Mam obawę, że Trzaskowski jako kandydat PO może przegrać II turę
Petru: Jestem przeciwko sankcjom nakładanym na Polaków
Brudziński: Oczekiwałbym żeby fundacja narodowa wytoczyła w pilnym trybie procesy takim żałosnym kreaturom jak Verhofstadt
Brudziński: Nie wybieram się nigdzie z Nowogrodzkiej
Waszczykowski o zaproszeniu Komisji Weneckiej: Decyzja zapadała w wyższych gremiach politycznych
Terlecki o kandydacie PiS na prezydenta Warszawy: To trudna decyzja
Terlecki: Marsz Niepodległości to bardzo udane przedsięwzięcie, ale przy takiej masie uczestników dochodzi tam do incydentów
Polityczny plan czwartku: Kongres 590, rozprawa komisji weryfikacyjnej
http://300polityka.pl/live/2017/11/16/

— LOT POLECI DO SINGAPURU!
https://businessinsider.com.pl/lifestyle/podroze/pll-lot-nowe-polaczenie-do-singapuru-rozklad-ceny-biletow/

— PREZES ZOSTANIE PREMIEREM, CHYBA ŻE ZMIENI ZDANIE – pisze w DGP Piotr Zaremba: “Jeszcze niedawno prawicowe media broniące pani premier oznajmiały, że jej pozycja jest niepodważalna. W rzeczywistości prezes PiS potwierdził wolę zmiany na spotkaniu wąskiego kierownictwa w zeszłym tygodniu. A podczas wspólnej konferencji z premier powiedział, że okoliczności polityczne się zmieniły – po prezydenckich wetach do sądowych reform – w lipcu. Dlaczego w takim razie tak to odwleka? Bo mimo wszystko wciąż się waha. Powodem są podobno nie tyle wątpliwości co do politycznego sensu wymiany, co zadawane sobie pytanie, czy praca na urzędzie premiera, możliwe, że najcięższe ze wszystkich zajęć, jest na miarę zdrowia i kondycji lidera. Jeśli Kaczyński odpowie pozytywnie, weźmie to. To uczciwe, żeby to spokojnie ocenić”.

— ZAREMBA O WICEPREMIERZE LEGISLACYJNYM I ZIOBRZE: “Średni sens ma w związku z tym spekulacja wokół poszczególnych ministrów typowanych do zmian, choć pani premier przedstawiła kilka pomysłów na restrukturyzację rządu. Charakterystyczny przykład: mówi się o wicepremierze mającym pilnować prac legislacyjnych. Początkowo spekulowano o zaufanym prezesa z grona pisowskiego aparatu. Z kolei stanowiska wicepremiera zaczął się dla siebie domagać Zbigniew Ziobro. Żądanie ma podstawy: Jarosław Gowin jako drugi koalicjant dostał je na początku. Ale to rozmijałoby się z merytorycznym zamysłem. Obciążony resortem Ziobro nie miałby czasu popychać do przodu priorytetów rządu”.

— ZAREMBA O LOBBYSTYCZNEJ NATURZE STANOWIENIA PRAWA NA PRZYKŁADZIE SZYSZKI: “Pokazywało to siłę legislacyjną ministerstw. Nawet ich aparat nie ponosił za inicjatywę formalnej odpowiedzialności, skoro popychano ją jako projekt poselski. Kiedy potem próbowano częściowo odkręcać jej skutki, Szyszko był w stanie długie tygodnie blokować wolę samego prezesa poprzez przyjaznych sobie posłów w sejmowych komisjach. Chyba nigdzie nie ujawniła się tak mocno lobbystyczna natura procesu stanowienia prawa”. http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/562576,jaroslaw-kaczynski-zostanie-premierem-chyba-ze-zmieni-zdanie.html

— PIS SZUKA POMYSŁÓW NA KOLEJNE DWA LATA – Fakt: “Chcielibyśmy, by najniższe emerytury rosły mocniej niż tylko o samą waloryzację – mówi Faktowi jeden z ministrów. Gotowych rozwiązań jeszcze nie ma, są pomysły. Najniższa emerytura miałaby wynosić 50 proc. minimalnej pensji, co by oznaczało podwyżkę od marca o 50 zł brutto”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/pis-szuka-pomyslow-na-kolejne-dwa-lata-co-jeszcze-obieca-polakom/v8kc7xm

— TOMASZ KRZYŻAK ZAŻENOWANY POZIOMEM DEBATY W PE – jak pisze w RZ: “Tłumaczenia, że nic wielkiego się nie dzieje, że Jarosław Kaczyński nie wprowadza dyktatury (przynajmniej na razie), że w demokracji normalne jest, że ten, który wygrał, mebluje państwo po swojemu, że prawem opozycji jest protestować, że nikt nikogo w więzieniach nie zamyka, a właściwie to rządzący mają poparcie społeczne, do niewielu dociera. Doskonale widoczne było to podczas środowej debaty nad praworządnością w Polsce. Tylu mitów na temat tego, co dzieje się nad Wisłą, dawno już nie słyszałem. Właściwie to się zastanawiam, dlaczego wciąż jestem na wolności – wszak parę razy wsadziłem politykom PiS szpilę. Do starej śpiewki o Trybunale Konstytucyjnym i zamachu na sądownictwo doszły teraz dwa kolejne tematy: rząd PiS próbuje ograniczać prawa kobiet i przyzwala na wznoszenie skandalicznych haseł podczas Marszu Niepodległości. Poziom debaty jest tu żenująco niski, po obu stronach brakuje jakichkolwiek merytorycznych argumentów”. http://www.rp.pl/Komentarze/171119305-Po-debacie-w-PE-o-Polsce-To-sie-juz-nie-sklei.html&template=restricted

— ADAM SZOSTKIEWICZ MA NADZIEJĘ, ŻE POLSKA NIE PÓJDZIE NA KONFRONTACJĘ: “Polska, podpisując Traktat, wzięła na siebie obowiązek występowania w obronie tych wartości i działania na tym polu wspólnie z innymi państwami UE. To obowiązek zaszczytny i miejmy nadzieję, że obecne władze państwowe, na czele z prezydentem RP, nie pójdą tu na konfrontację z instytucjami UE i opinią europejską”. https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/1727766,1,parlament-europejski-chce-uruchomienia-nuklearnego-artykulu-7-traktatu-o-ue.read

— KRZYSZTOF SZCZERSKI NA PYTANIE O SWOJE WEJŚCIE DO RZĄDU – odpowiedział Jędrzejowi Bieleckiemu w RZ: “Takie rozważania to czyste spekulacje. Prezes Jarosław Kaczyński i przedstawiciele Zjednoczonej Prawicy mówią przecież, że wciąż toczy się dyskusja, jak ma wyglądać rekonstrukcja rządu. Nie ma więc podstaw do rozważań o mojej przeprowadzce”.

— AMERYKANIE PRZYJMUJĄ ARGUMENTACJĘ WS SĄDÓW – mówi Szczerski: “Moi amerykańscy rozmówcy przyjmują argumentację, jaką przed chwilą wyłożyłem. Mam nadzieje, że nasi partnerzy w innych krajach zrozumieją właściwie istotę kompromisowych rozwiązań zaproponowanych przez Andrzeja Dudę”.

— SZCZERSKI O SZYBKIM PRZECIĘCIU SYTUACJI Z MARSZEM: “Trzeba było szybko i zdecydowanie uciąć rozwijającą się narrację za granicą, także w instytucjach państwowych niektórych krajów. Dlatego w poniedziałek prezydent powiedział, że nie ma miejsca na ksenofobię, chorobliwy nacjonalizm i antysemityzm. Ale też podkreślił, że dla Polski, która straciła wskutek działań Hitlera 6 milionów obywateli, jest szczególnie krzywdzące doklejanie opinii kraju nazistów. Prezydent chciał przeciąć jednocześnie oba te problemy, dlatego nie mógł tego zrobić wcześniej. Żałuję, że wielu europosłów, także z Polski, pozostało głuchych na te słowa i wolało powtarzać oszczerstwa wobec mojego kraju”.

— SZCZERSKI O WARUNKACH PAD WS USTAWY MEDIALNEJ: “Musimy poczekać i zobaczyć, co zostanie położone na stole. Pod wpływem prezydenta PiS już dziś mówi, że limit dwóch kadencji będzie liczony od wyborów 2018 r. Andrzej Duda zapowiedział też, że ustawa medialna nie może wykraczać poza rozwiązania stosowane w krajach zachodnich. Chodzi o reorganizację rynku, a nie ingerencję państwa”. http://www.rp.pl/Rozmowy-czwartkowe/311159906-Szczerski-O-reparacjach-rozmawiac-bez-emocji.html

— SZYDŁO TYLKO RAZ SZUKAŁA SCHRONIENIA W PAŁACU – Agata Kondzińska w GW: “– Każdy ruch Beaty w stronę „dużego” Pałacu natychmiast byłby odebrany przy Nowogrodzkiej jako nielojalność. Ona jest odwoływalna, on ma mandat pięcioletni. Beata nie zaryzykowałaby gniewu prezesa – mówi polityk z otoczenia Kaczyńskiego. Inny poseł ma odmienną koncepcję: – Prezydent chce być bardziej samodzielny, nie tylko wobec centrum decyzyjnego przy Nowogrodzkiej, ale też wobec rządu. Dlatego nie zabiega o dobre relacje. Tylko raz Szydło szukała schronienia w Pałacu. Tuż po wyborach w siedzibie PiS zebrali się najważniejsi politycy partii. Zaufani współpracownicy Kaczyńskiego chcieli, żeby to on został premierem. Szydło pociechy i wsparcia szukała wtedy u ówczesnej szefowej Kancelarii Prezydenta Małgorzaty Sadurskiej”. http://wyborcza.pl/7,75398,22651059,dwa-lata-rzadu-rozwod-szydlo-z-duda-czyli-chlod-wsrod-dawnych.html

— MINISTROWIE Z OBU STRON SMARUJĄ KROMKĘ MASŁEM – Zuzanna Dąbrowska w RZ: “Co dalej? Tego właśnie nie wiadomo. Bo najtrudniej odpowiada się na pytania o słabe strony, wyzwania i czające się tuż pod powierzchnią rafy. Już samo ich wymienienie mogłoby zepsuć dobry humor partyjnych zwierzchników. Więc cieszmy się póki czas i korzystajmy z owoców tego najlepszego ze światów. Bo nie wiadomo, jak długo potrwa – to nie było przecież tematem rocznicowych konferencji”. http://www.rp.pl/Publicystyka/311159908-Ministrowie-smaruja-z-obu-stron-kromke-maslem.html&template=restricted

— ANTONI DUDEK GANI POLITYKĘ ZAGRANICZNĄ: “Chyba jednak wskazałbym na politykę zagraniczną. Uważam, że pod rządami PiS Polska jest w gorszej sytuacji międzynarodowej, niż miało to miejsce jeszcze dwa lata temu”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/prof-antoni-dudek-optymizm-pis-i-superpremiera_1027629.html

— RAFALSKA, STREŻYŃSKA, MORAWIECKI, GOWIN, BAŃKA, TCHÓRZEWSKI I GRÓBARCZYK – z najwyższymi ocenami w GW.

— WYSOKIE OBCASY CHWALĄ AGATĘ DUDĘ – jak pisze Anna Kowalczyk: “Pokażcie mi polityków z pierwszego szeregu, którzy bywają w hospicjach. Prezydentowa bywa. Ktoś powie, że to nic nieznaczące gesty. Nie zgadzam się – ranga solidnej edukacji i szacunek dla osób słabszych są moim zdaniem najlepszą miarą jakości państwa i społeczeństwa. Chciałabym, żeby osoby publiczne pamiętały o tym nie tylko w okolicznościowych mowach. Chciałabym też, oczywiście, żeby pierwsza dama użyczała swojej twarzy także sprawom drogim mojemu sercu i bardziej palącym, takim jak praworządność, swobody demokratyczne czy ochrona praw kobiet. Ale ponieważ wykładnia w tych kwestiach po stronie Pałacu Prezydenckiego jest zgoła odmienna od mojej, dawno już przestałam na to liczyć”. http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,100865,22642782,pierwsza-dama-dzieki-agacie-dudzie-srodowiska-dyskryminowane.html?disableRedirects=true

— WITOLD GADOMSKI O BRAKU ODPORNOŚCI NA WSTRZĄSY Z ZEWNĄTRZ – pisze w GW: “Unijne dyrektywy zobowiązują Polskę do obniżenia deficytu strukturalnego (czyli deficytu skorygowanego o wahania koniunktury) poniżej 1 proc. PKB. Ten cel nie jest realizowany, a rząd koncentruje się na deficycie bieżącym, który wynosi powyżej 2 proc. w momencie, gdy gospodarka jest na szczycie cyklu. Utrzymujący się deficyt sektora finansów publicznych pogłębia problem niskich oszczędności w Polsce, a wysoki deficyt strukturalny zwiększa wrażliwość Polski na wstrząsy w gospodarce światowej. A te wcześniej czy później nadejdą”. http://wyborcza.pl/7,155290,22650570,oceniamy-rzad-beaty-szydlo-przyspieszenie-tylko-na-papierze.html

— NIE MOŻEMY DELEGITYMIZOWAĆ PRAW WIĘCEJ NIŻ POŁOWY POLAKÓW, KTÓRA MYŚLI INACZEJ NIŻ MY – PROF. ANDRZEJ NOWAK W SIECI: “Jeśli chcemy utrwalić nasze zmiany głęboko, musimy się zastanowić nad tempem ich wprowadzania. I nad tym, czy przekonamy do nich kogoś poza naszym twardym elektoratem. Nie można tylko narzucać. Trzeba przekonywać. Także, a może przede wszystkim, dla zdrowia własnej formacji.Nie możemy delegitymizować praw tej więcej niż połowy Polaków, która myśli inaczej niż my. A przyzwyczajenie, że możemy wszystko narzucić, bo wygraliśmy wybory, prowadzi do patologizacji własnej mentalności”.

— NIE MOŻEMY TRAKTOWAĆ LUDZI JAKO TYCH, KTÓRYM NARZUCIMY NASZĄ REWOLUCJĘ – DALEJ PROF. NOWAK: “Choć wśród przeciwników PiS też są oczywiście tacy, którzy Polsce dobrze nie życzą albo wcale o jej dobru po prostu nie myślą, to jednak miliony, a choćby setki tysięcy nastawionych opozycyjnie wobec PiS obywateli myśli także o Polsce jako istotnej, pozytywnej, zobowiązującej wartości. Nie możemy traktować ich jako tych, którym narzucimy naszą rewolucję, z których zdaniem nie będziemy się w ogóle liczyli, których nie będziemy w ogóle próbowali nawet przekonywać, tylko – jak Balcerowicz – będziemy im aplikować nasze zbawienne recepty”. https://wpolityce.pl/m/polityka/367032-prof-andrzej-nowak-w-sieci-min-o-wetach-prezydenta-i-reformach-nie-mozna-tylko-narzucac-trzeba-przekonywac

300polityka.pl

List protestacyjny dziennikarzy

Nowe dyktatorskie zarządzenie PiS bezczelnie informuje, że ograniczenia dla dziennikarzy w parlamencie służą dobru redaktorów.

Kapituła Nagrody Radia ZET im. Andrzeja Woyciechowskiego wystosowała list otwarty w proteście przeciwko działaniom uderzającym w dziennikarzy. „Ostatnio w Polsce nasiliły się działania prokuratury przeciwko dziennikarzom. Obawiamy się, że ich celem może być zastraszanie autorów publikacji i wydawców, aby nie podejmowali tematów niewygodnych władzy” – piszą jej członkowie. W skład kapituły wchodzą redaktorzy naczelni i wybitni przedstawicieli największych polskich mediów. W tym roku do tego grona dołączył w charakterze członka honorowego – ks. Adam Boniecki. Członkowie Kapituły nie mogą nominować dziennikarzy ze swoich redakcji i redakcji powiązanych.

Bezdyskusyjnie, dziennikarz, jak każdy obywatel, jest równy wobec prawa i temu prawu podlega. Nie ulega wątpliwości, że dziennikarz ma obowiązek dochowania wszelkich standardów etycznych i zawodowych oraz działania w imię prawdy i dobra społecznego.

Przypominamy, że dziennikarz ujawniając informacje poufne, często niewygodne dla decydentów, działa w interesie publicznym i nie powinien być z tego tytułu ścigany karnie.

Bezsporne jest także to, że każdy, kto czuje się pokrzywdzony publikacją, ma prawo do dochodzenia swoich praw w postępowaniu cywilnym.

Ostatnio w Polsce nasiliły się działania prokuratury przeciwko dziennikarzom. Obawiamy się, że ich celem może być zastraszanie autorów publikacji i wydawców, aby nie podejmowali tematów niewygodnych władzy.

Prokuratura zajmowała się także sprawami dwóch tegorocznych nominowanych do Nagrody Radia ZET im. Andrzeja Woyciechowskiego.

*Dziennikarka Polsat News, Ewa Żarska, której reportaż przyczynił się do zatrzymania groźnego pedofila, została ukarana grzywną 6 tys. złotych za odmowę ujawnienia informatora. Informatora znanego wcześniej policji.

*Minister obrony narodowej Antoni Macierewicz zaangażował prokuraturę wojskową przeciwko Tomaszowi Piątkowi autorowi książki „Macierewicz i jego tajemnice”. Zarzucił mu m.in. czyn polegający na „poniżeniu konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej” zagrożony karą do dwóch lat więzienia.

Przypominamy, że dziennikarz ujawniając informacje poufne, często niewygodne dla decydentów, działa w interesie publicznym i nie powinien być z tego tytułu ścigany karnie. Media patrzące krytycznie na działania instytucji i polityków są podstawą demokratycznej wspólnoty.

Wyrażając głębokie zaniepokojenie poczynaniami prokuratury, apelujemy do całego środowiska dziennikarskiego o solidarność w tej sprawie, a polityków i śledczych, by ich działania nie wzbudzały jakichkolwiek podejrzeń o wywieranie presji i były pozbawione podtekstu politycznego”.

Lista sygnatariuszy

Sławomir Assendi, redaktor naczelny Radia ZET (przewodniczący Kapituły); Jerzy Baczyński redaktor naczelny tygodnika „Polityka”; ks. Adam Boniecki redaktor senior “Tygodnika Powszechnego” (członek honorowy); Bogusław Chrabota redaktor naczelny dziennika „Rzeczpospolita”; Paweł Fąfara członek zarządu, redaktor naczelny Polska Press Grupy; Robert Feluś, redaktor naczelny dziennika „Fakt”; Krzysztof Jedlak redaktor naczelny “Dziennika Gazety Prawnej”; Aleksandra Karasińska zca redaktora naczelnego tygodnika „Newsweek Polska”; Jarosław Kurski zca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”; Tomasz Machała wiceprezes ds. wydawniczych Wirtualnej Polski; Edward Miszczak dyrektor programowy TVN; Małgorzata Moszczeńska wydawca wiadomości Radia ZET; Piotr Mucharski redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego”; Konrad Piasecki dziennikarz Radia ZET; Adam Pieczyński redaktor naczelny TVN24 i Faktów TVN; Jacek Pochłopień redaktor naczelny tygodnika „Wprost”; Katarzyna Radziwiłł córka Andrzeja Woyciechowskiego (członek honorowy); Andrzej Skworz redaktor naczelny magazynu „Press”; Marek Twaróg redaktor naczelny „Dziennika Zachodniego”; Bartosz Węglarczyk, dyrektor programowy Onetu.
(Źródło: newsweek.pl)

koduj24.pl

Nokaut w pierwszej rundzie

Ordynacja wyborcza dla republiki bananowej

Wprowadzenie ustroju republiki bananowej wcale nie jest takie proste. Wiąże się z wielokroć większymi kosztami niż w republice o standarcie stricte demokratycznym, ponadto obniża kwalifikacje beneficjentów, czyli tych, którzy kształtują taką zdeformowaną republikę i czerpią z niej korzyści, ponadto przeistoczenie wprowadza chaos, co staje się zrozumiałe, bowiem nie posiadający kwalifikacji mają problemy z wprowadzeniem porządku i harmonią społeczno-prawną.

Republika bananowa wyziera wszystkimi akapitami z nowej ordynacji wyborczej, której procedowanie nastąpi już na najbliższym posiedzeniu Sejmu i ma być zakończone jeszcze w tym roku. Państwowa Komisja Wyborcza (PKW) właśnie zaopiniowała pisowski projekt noweli i nie zostawiła na nim suchej nitki, nazywając wprost: katastrofa.

Katastrofa w pierwszym rzędzie rzecz jasna jest dla obecnej PKW, bo wszystkim komisarzom z automatu wygasają kadencję, w ciągu dwóch miesięcy PKW musi powołać 16 wojewódzkich i 380 powiatowych komisarzy wyborczych w miejsce dotychczasowych 51.

Mają przyjść zupełnie nowi ludzie – bez żadnego doświadczenia. Skąd ich wziąć? No, właśnie! Można tę operację blitzkriegu przeprowadzić tylko siłami niewykwalifikowanymi („nie matura, a pisowska chęć szczera zrobi z ciebie beneficjenta”).

Dotychczas komisarzami byli po prostu sędziowie, czyli tacy, którzy przeszli przez szczeble zawodu prawniczego od samego dołu, aby stać się niekwestionowanymi fachowcami. W pisowskiej ordynacji wystarczy tylko wykształcenie prawnicze, a takich z cenzusem mgr prawa jest w kraju multum, choćby po studiach wieczorowych i pojęcie o prawie mają takie, jak uczniowie podstawówki o czytaniu książek.

Dotychczas komisarze winni być apolityczni, nie należeć do żadnej partii, teraz ten wymóg zostanie zniesiony. Zatem należy spodziewać się, iż działacze PiS mający wykształcenie prawnicze zasilą w pierwszym rzędzie PKW.

Tak zaordynowani komisarze bedą mieli uprawnienia – dotychczas nie były znane – do zmiany kształtu okręgów wyborczych. Zestawmy to z czasem, a komisarze będą mieli na to dwa miesiące, to można być pewnym, iż słowo skandal nie jest nadużyciem. To skandalicznie mało czasu, aby ktoś mógł zapanować nad tym chaosem.

Chaos jest zły? Nie dla PiS, bo o to chodzi. Wszelkie skargi, manipulacje, oszustwa wyborcze, utoną w tym chaosie, bo taka jest natura rynsztoku. Nie warto nawet wspominać o takim drobiazgu, jak koszt przeprowadzenia najbliższych wyborów samorządowych – a są one najbardziej skomplikowane ze wszystkich – będzie przynajmniej dwukrotnie wyższy niż dotychczas. Poprzednie wybory kosztowały 300mln zł, wg nowej ordynacji będą przymajmniej dwukrotnie wyższe – 600 mln zł.

Po przyszłych wyborach i zapanowaniu republiki bananowej nie będziemy zastawiali się nad krzywiznami bezprawia państwowego, lecz nad tym, dlaczego pozwoliliśmy, aby standardy wschodnie, a może nawet z Burkina Faso obowiązują w naszym dumnym kraju europejskim, w Polsce.

Czeka nas paraliż wyborczy? PKW miażdży projekt Prawa i Sprawiedliwości

Fot. Polsat News

Już na najbliższym posiedzeniu Sejm ma się zająć zmianami w ordynacji wyborczej w wyborach do samorządu, proponowanymi przez Prawo i Sprawiedliwość. Tymczasem jak donosi portal Onet.pl Państwowa Komisja Wyborcza (którą na bazie proponowanych przepisów ma czekać kadrowa czystka) totalnie zmiażdżyła projekt, wskazując na wiele zagrożeń demokratycznego procesu wyborczego, związanych z wejściem w życie proponowanych rozwiązań.

– Najbliższe głosowanie w takiej formule jest nie do przeprowadzenia – powiedział Onetowi jeden z ekspertów Państwowej Komisji Wyborczej. – Pułapek jest tyle, że to może się skończyć katastrofą – alarmuje. A zacząć się może od kłopotów z wyborem nowych komisarzy wyborczych.

Projekt PiS zakłada, że dwa miesiące od wejścia w życie ustawy, PKW musi powołać 16 wojewódzkich i 380 powiatowych komisarzy wyborczych (teraz jest ich 51).

– To zbyt krótki czas na weryfikację kandydatów – słyszymy w Komisji. Co więcej, komisarze mają być powołani spośród osób mających wykształcenie prawnicze. Dotychczas musieli to być po prostu sędziowie. W projekcie PiS nie ma też żadnych ograniczeń co do działalności politycznej tych osób i ich przynależności do partii politycznych. Mało tego. Wygasną kadencje wszystkich dotychczasowych komisarzy, co oznacza, że nad przyszłorocznymi wyborami czuwać będą osoby nie posiadające żadnego doświadczenia.

Na konferencji prasowej, jaką zorganizował szef PKW, sędzia Wojciech Hermeliński nie zabrakło mocnych słów.

Państwowa Komisja Wyborcza zwraca również uwagę na fakt iż tym właśnie upolitycznionym komisarzom wyborczym, na których powołanie będzie bardzo mało czasu powierza się jednocześnie bardzo daleko idące uprawnienia pozwalające na zmianę kształtu okręgów wyborczych. Abstrahując już od ustawienia okręgów zgodnie z wolą polityczną tych, którzy danego komisarza wskażą, dwa miesiące na dokonanie tego procesu to skandalicznie mało. Może to skutkować olbrzymim chaosem.

Dodatkowo sędziowie PKW zwrócili uwagę na to, że zmiany proponowane przez partię rządzącą w bardzo istotny sposób zwiększą koszty przeprowadzenia procesu wyborczego.

Wybory samorządowe to najtrudniejsze do przeprowadzenia wybory z tych odbywających się w Polsce. Prawo i Sprawiedliwość musi być bardzo zdeterminowane, by odbyły się w maksymalnie kontrowersyjnych warunkach, przy wszechobecnym chaosie skutkującym długotrwałym zliczaniem głosów. Tym razem jeśli wyniki będą dla nich niezadowalające po prostu wybory unieważnią.

crowdmedia.pl

Na 100-lecie niepodległości Pałac Kultury i Nauki wyleci w powietrze?

Na 100-lecie niepodległości Pałac Kultury i Nauki wyleci w powietrze?

Słuchając wiceministra obrony Bartosza Kownackiego, można wszystkiego się spodziewać. Pytany przez Konrada Piaseckiego w Radiu Zet o plany rozbiórki Pałacu, Kownacki powiedział zupełnie serio: – „Jeżeli tylko będzie zgoda na zrobienie tej dobrej rzeczy, to możemy podjąć się tego zadania. Nie powinno być problemu. Na 100-lecie niepodległości byłby to fajny prezent dla nas wszystkich”. Przyznał, że saperzy daliby radę zburzyć Pałac Kultury i byłyby to „fajne ćwiczenia”.

Kownacki tłumaczył, że należy budować „prawdziwą politykę historyczną”, a on osobiście w miejscu Pałacu Kultury najchętniej widziałby „city biznesowe”, gdzie zmieściłoby się kilka wieżowców. Nie koniec na tym, wiceminister oświadczył, że na zburzeniu Pałacu Kultury w Warszawie by nie poprzestał. Wyburzyłby także byłby biurowiec Metropolitan na pl. Piłsudskiego.

Trzeba przyznać, że pomysł z rozbiórką nie jest nowy. Mówił o tym także Radosław Sikorski, wówczas minister spraw zagranicznych, a warszawski ratusz przygotował nawet wycenę. Okazało się że sama rozbiórka to wydatek około 900 mln zł. Nikt nawet nie próbował oszacować, ile będzie kosztowała przeprowadzka kilku teatrów, kina, basenu, Muzeum Techniki, wszystkich pracowni Pałacu Młodzieży, siedziby Polskiej Akademii Nauk i setek pomniejszych podmiotów, które dziś zajmują lokale w PKiN. Później raczej do pomysłu tego nie wracano, aż tu naraz wicepremierzy Mateusz Morawiecki i Piotr Gliński przyznali, że czemu nie… Ich zdaniem, 100-lecie niepodległości byłoby ku temu dobrą okazją.

Załóżmy jednak, że są to jedynie słowa „pod publiczkę”, bo łatwo mówić o zrywaniu z komunizmem, trudniej o konsekwencjach i kosztach takiego przedsięwzięcia. Fachowcy przewidują np. co najmniej 3 do 6 miesięcy totalnego paraliżu centrum stolicy, bo jak ostrzegają Pałacu nie da się zburzyć ot tak… W Warszawie nie ma maszyn, które sięgnęłyby tak wysoko, a wysadzenie obiektu w powietrze byłoby operacją niezwykle skomplikowaną, kosztowną i niebezpieczną dla okolicznych mieszkańców. Przypominają, że Pałac Kultury ma ponad 230 metrów wysokości. Trudno na oko oszacować, ile może ważyć – mówią. Wiadomo natomiast m.in., że zbudowano go z ponad 40 milionów cegieł i 26 tysięcy ton stali.

Gdyby jednak słowa zamienić w czyny, w centrum Warszawy powstałby gigantyczny plac, na którym robotnicy przez wiele miesięcy, piętro po piętrze, demontowaliby jedną z najwyższych konstrukcji w Polsce. Codziennie przez miasto przejeżdżałyby szpalery ciężarówek wywożących gruz. Same cegły i stal to 5,5 tysiąca przejazdów wielkich 4-osiowych ciężarówek. Chyba nie ma dziś w Polsce człowieka, który potrafi ocenić, jakie korki spowodowałoby to w centrum miasta. Można zakładać, że byłaby to katastrofa komunikacyjna.

Po co to wszystko? Chodzi o to, żeby pozbyć się jednego z symboli miasta, obiektu, który nawiasem mówiąc w 2007 r. został wpisany na listę zabytków i jest tak samo kojarzony z Warszawą, jak pomnik Syrenki czy Zamek Królewski. Gmachu, który dla większości warszawiaków jest częścią ich pamięci. To, że został zbudowany w czasach, gdy w Polsce budowano socjalizm, nie powinno być powodem jego zburzenia – mówią warszawiacy. Na tej samej zasadzie powinien być wyburzony Mariensztat, Muranów czy wiele innych osiedli – wskazują i dodają, że skoro po latach „oswojono” gmach Komitetu Centralnego, to równie dobrze można zostawić w spokoju Pałac Kultury.

koduj24.pl

Czyjaś Ty, tekst Andrzeja Sikorowskiego.

Andrzej Rzońca: Uważam, że Morawiecki jest szkodnikiem

Spadają inwestycje, rośnie zadłużenie, a Ministerstwo Finansów bawi się w piarowskie sztuczki. Obecny cud gospodarczy istnieje tylko na slajdach pokazywanych przez wicepremiera – mówi Andrzej Rzońca, główny ekonomista Platformy Obywatelskiej

Eryk Stankunowicz: Rok temu wieszczyłeś w „Forbesie” recesję. A tu gospodarka rośnie jak na drożdżach.

Andrzej Rzońca: Jak na drożdżach to rosną ceny masła i w ogóle żywności, a gospodarka niestety nie.

Jak to nie rośnie? S&P podwyższył prognozę wzrostu PKB dla Polski w 2017 r. do 4,2 procent.

To wciąż mniej niż w IV kwartale 2015 r. (4,6 proc.), kiedy PiS przejmował władzę. Premier Morawiecki obiecywał przyspieszenie wzrostu: tymczasem PKB jest o ponad 2 proc. niższy, niż wynikałoby z jego tzw. Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju. Z PiS u władzy przestaliśmy być regionalnym liderem, a to dopiero początek grzęźnięcia. Premier Morawiecki zapowiedział, że udział inwestycji w PKB będzie systematycznie się zwiększać, a na razie systematycznie spada. W II kwartale br. był najniższy od 21 lat. W przedsiębiorstwach inwestycje spadają nieprzerwanie od 6 kwartałów, choć powinniśmy widzieć boom inwestycyjny, bo firmy mają pełne portfele zamówień i środków na inwestycje. Co gorsza, po grzęźnięciu może nastąpić tąpnięcie.

Andrzej Rzońca (39 lat). Od kwietnia 2017 r. główny ekonomista Platformy Obywatelskiej. Doktor habilitowany nauk ekonomicznych, profesor SGH. W przeszłości m.in. członek Rady Polityki Pieniężnej III kadencji (2010–2016) oraz przewodniczący rady Towarzystwa Ekonomistów Polskich (2016–2017). Przez lata był związany z Leszkiem Balcerowiczem, najpierw jako jego student, potem asystent w Ministerstwie Finansów, a w końcu doradca w NBP. Współpracował z nim w think tankach: Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych (CASE) oraz Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR). Autor lub współautor wielu książek i artykułów naukowych z zakresu finansów publicznych, polityki pieniężnej, wzrostu gospodarczego oraz rynku pracy.

Możesz rozwinąć myśl?

Słabnie nasza odporność na wstrząsy, bo PiS szybko zadłuża nasz kraj. Polska w 2016 roku miała trzeci największy przyrost długu publicznego w relacji do PKB w Unii Europejskiej. Jeśli dodać do tego 2017 rok, to już jesteśmy liderem. Wedle projektu ustawy budżetowej i prognoz Komisji Europejskiej w przyszłym roku umocnimy się na tej niechlubnej pozycji. Jeżeli w okresie dobrej koniunktury rząd zwiększa dług publiczny do poziomu 55 proc. PKB, to pozbawia się pola manewru. Z chwilą, z którą w polską gospodarkę uderzą wstrząsy z zagranicy, szybko nie będzie śladu po wzrostach PKB. Zamiast nich po raz pierwszy od 1991 roku zaliczymy recesję.

Budżet ma nadwyżkę i wicepremier Morawiecki zrezygnował z linii kredytowej MFW, będącej zabezpieczeniem na czas ewentualnego kryzysu.

Rezygnacja z FCL (elastyczna linia kredytowa – red.) to rezygnacja z polisy ubezpieczeniowej od trudności z pokryciem potrzeb pożyczkowych budżetu. Brawurowa decyzja w sytuacji, w której rząd te potrzeby zwiększa. Z kolei nadwyżka w budżecie to sztuczka piarowska. W całym roku deficyt sektora finansów publicznych wyniesie, jak prognozuje samo Ministerstwo Finansów, 2,4 proc. PKB, a w przyszłym 2,7 proc. PKB.

S&P zaktualizowała wyliczenia na temat PKB Polski. Agencja podwyższyła szacunki

Nadal poniżej 3 procent.

Większość krajów okres koniunktury wykorzystuje do tego, aby się oddłużać. Nadwyżkę w finansach publicznych ma mieć w przyszłym roku osiem państw UE, w tym Grecja. Tymczasem u nas będzie deficyt – trzeci największy w całej UE, po Rumunii i Francji. 3 proc. PKB to limit, którego nie powinniśmy przekroczyć w momencie pogorszenia się koniunktury. A my jesteśmy blisko tego limitu już teraz, gdy krajowa i światowa gospodarka są rozpędzone. Premier Morawiecki jedzie po bandzie. Gdy koniunktura osłabnie, w budżecie zabraknie pieniędzy i zacznie się cięcie wydatków oraz podnoszenie podatków na dużą skalę.

Spójrz, jak sprawnie ludzie wicepremiera ściągają podatki.

A ty spójrz, skąd się biorą wyższe dochody z VAT. W 2018 r. mają wzrosnąć o 12,5 mld zł. Ministerstwo Finansów twierdzi, że 10,8 mld z tej kwoty wyniknie z uszczelnienia systemu ich poboru i tylko 1,7 mld zł z innych przyczyn. Żeby te liczby były prawdziwe, wydatki, od których płaci się VAT, musiałyby wzrosnąć w przyszłym roku tylko o 1,1 proc. Tymczasem w uzasadnieniu do ustawy budżetowej ten sam resort zapowiada, że prywatna konsumpcja, będąca główną podstawą do naliczenia VAT, ma zwiększyć się nominalnie o 5,9 proc., czyli ponad pięć razy szybciej niż owe 1,1 proc. Wiesz, dlaczego to jest robione?

Nie.

Bo gdyby w Ministerstwie Finansów przyznano, że wzrost VAT jest wynikiem dobrej koniunktury, to zgodnie z obowiązującą regułą wydatkową limit wydatków w budżecie musiałby być niższy o 10,8 mld złotych.

Na co rząd sobie nie może pozwolić, bo prowadzi aktywną politykę socjalną.

Raczej krótkowzroczną. Z powodu braku umiaru i niechęci do perspektywicznego myślenia PiS będzie w coraz trudniejszej sytuacji. Przyszli do władzy, nie mogli zwiększyć wydatków tak, jak chcieli, bo wiązała ich reguła wydatkowa, to wprowadzili zasadę, że do podniesienia limitu wydatków w danym roku budżetowym wystarczy pojawienie się jednorazowych dochodów. Ponadto w regule zastąpili inflację celem inflacyjnym. To im pozwoliło zwiększyć wydatki, bo dostali po poprzednikach, po pierwsze, pieniądze z aukcji LTE, a po drugie, spadające ceny, podczas gdy cel inflacyjny to 2,5 proc. Jednak drugi raz nie sprzedadzą tych samych częstotliwości LTE, a inflacja niedługo przekroczy cel inflacyjny i wtedy będą się drapać w głowę: o jejku, jejku, co teraz?

Kwestionujesz sukcesy gospodarcze rządu…

Ich nie ma. Wystarczy spojrzeć na dane GUS.

…a tymczasem ekonomiści MFW, OECD, Banku Światowego chwalą naszą gospodarkę. Za tym uznaniem idą inwestycje zagraniczne: co chwila deklaruje je ktoś duży z zagranicy: Mercedes, JP Morgan itd.

Chwalą, bo gospodarka jest u szczytu koniunktury, ale zarazem ostrzegają, że jesteśmy nieprzygotowani na jej pogorszenie. Spójrz na ostatni raport MFW o Polsce. Chwalony jest bieżący stan gospodarki, który PiS odziedziczył, natomiast politykę gospodarczą się krytykuje – na tyle, na ile może sobie na to pozwolić międzynarodowa organizacja, do której Polska należy. Co do bezpośrednich inwestycji zagranicznych: wicepremier Morawiecki chętnie nagłaśnia każdą taką wiadomość, ale wartościowo skala ich napływu do Polski była w 2016 roku o 2,6 mld zł niższa niż rok wcześniej. Na marginesie, Mercedesa zaczął ściągać do Jawora Rafał Jurkowlaniec z Legnickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej jeszcze za rządów PO–PSL. Dopiął projekt, w nagrodę się z nim rozstano. Na jego miejsce przyszedł były senator PiS. Bez „dobrej zmiany” inwestycja ta byłaby przy tym lepszym interesem dla Polski.

Dlaczego?

Bo rząd PiS musiał dorzucić Mercedesowi prawie 19 mln euro dotacji. To naturalne: słaby rząd dramatycznie potrzebuje sukcesów, więc żeby mieć się czym pochwalić, nie może sobie pozwolić na twarde negocjacje z dużymi graczami. Zresztą to nawet zabawne, jak premier Morawiecki grzeje się w świetle nazw wielkich koncernów, zważywszy, jak jeszcze niedawno insynuował, że praktykowały w Polsce neokolonializm, czego przejawem rzekomo miały być wysokie wypłaty dywidend i odsetki od korporacyjnego długu.

Ujemna międzynarodowa pozycja inwestycyjna Polski jest faktem.

Ale to nie znaczy, że należy ją wyrównywać, zniechęcając zagranicę do inwestowania w Polsce. Wolałbym, żeby w Polsce było więcej kapitału niż mniej. Inwestorzy zagraniczni przyspieszyli restrukturyzację dawnych przedsiębiorstw państwowych. Ich kapitał w dużym stopniu pozwolił nam zbudować nowoczesny sektor bankowy i przetwórczy. W tym ostatnim wartość dodana od 1988 r. zwiększyła się około pięciokrotnie. Jeśli dywidendy i odsetki od długu korporacyjnego są przejawem neokolonializmu, to za rządów premiera Morawieckiego ten neokolonializm się nasilił, bo mimo że inwestycje zagraniczne spadły, to kwota dywidend i odsetek od długu korporacyjnego wzrosła – o ponad 6 mld zł, do prawie 45 mld. Ale być może premier Morawiecki zmienił zdanie w międzyczasie. Oby.

3,8 mld zł nadwyżki w budżecie po wrześniu. Morawiecki zapowiada wzrost wpływów z VAT do ponad 150 mld zł

Jak go w ogóle postrzegasz?

Jego cud gospodarczy istnieje tylko na slajdach. Uważam, że Morawiecki jest szkodnikiem. Na tle innych szkodników w rządzie ma swoje zalety, bo nie zwalnia masowo z urzędów ludzi dysponujących wiedzą, przeciwnie – wspiera ich kompetentnymi osobami z PKO BP. W odróżnieniu też od innych ministrów dobrze się prezentuje i nie kompromituje Polski na Zachodzie samą swoją osobą. Ale z drugiej strony Morawiecki jest potencjalnie większym szkodnikiem, bo mami ludzi i przekonuje do czegoś, co Polsce dramatycznie zaszkodzi. Co zepchnie nas do trzeciej lub niższej ligi.

To dlatego zostałeś głównym ekonomistą Platformy Obywatelskiej?

Wspieram Platformę wiedzą, bo jest najtwardszą opozycją wobec PiS i tylko ona jest w stanie z nim wygrać. Moim marzeniem byłoby dożycie momentu, w którym Polska będzie równie zamożnym krajem jak Niemcy, a przez to, co wyrabia PiS, szanse, że to marzenie się spełni, spadają. PiS spycha nas autentycznie na Wschód, gdzie nie ma systematycznego rozwoju, bo nie ma bezpieczników, które chroniłyby obywateli przed arbitralnością i despotyzmem rządzących. W efekcie zamiast na pomnażaniu majątku ludzie muszą tam koncentrować się na jego ukrywaniu przed władzą, która może im go odebrać lub zniszczyć. Na Zachodzie chronią ich przed tym trójpodział władzy oraz samorządność. Jak masz problem z władzą, to możesz się z nią skutecznie sądzić lub przenieść się do innej gminy, regionu i tam znajdziesz lepsze warunki. Na Wschodzie przed złą władzą nie uciekniesz, ona cię wszędzie dopadnie.

Rok temu nie miałeś tak czarnych myśli.

Wydawało mi się, że PiS nie uda się tak szybko psuć państwa. Ale dali radę. Poczynania obecnego rządu wymagają rzeczowej krytyki. A tę, mam wrażenie, coraz ciszej słychać.

Koniunkturalizm?

A może zdrowy rozsądek? W końcu business is business. Wielu ekonomistów zatrudnionych np. w bankach komercyjnych nie miało w przeszłości problemów z komentowaniem polityki gospodarczej. Za rządów Tuska było to poczucie, że możesz skrytykować władzę i nic ci się nie stanie. A teraz to, co myślisz, zostawiasz dla siebie. Nawet właściciele największych firm ważą słowa, bo w polityce i administracji mają do czynienia z mściwymi ludźmi, z którymi muszą robić interesy lub są od nich regulacyjnie zależni. Ta władza pokazała, że potrafi wywalić w kosmos całe branże niemal z dnia na dzień: sieci aptek, farmy wiatrowe, hurtownie komornicze itd.

Biznes ma też powody do satysfakcji. Gospodarka rośnie, jest więcej pieniędzy do zarobienia.

Jak patrzę na odpowiedzi w badaniach ankietowych przedsiębiorców i jak niechętnie inwestują zarobione pieniądze swoich firm, to jakoś w ten powszechny entuzjazm nie wierzę.

Co myślisz o 500+?

Przyznaję, że ten program ma jedną dużą zaletę: rzeczywiście złagodził dotkliwość skrajnej biedy, która w Polsce była skoncentrowana w rodzinach wielodzietnych. I dzięki 500+ odsetek dzieci żyjących w skrajnej biedzie zmniejszył się o jedną trzecią. Zarazem jednak 500+ utrwala biedę, bo zniechęca do pracy. Należy wyeliminować patologię, jaką jest porzucanie pracy po otrzymaniu tego zasiłku. Żeby dostać 500+, powinno się pracować lub starać o pracę.

A kryterium dochodowe lub majątkowe?

Jestem wobec niego sceptyczny. Powinniśmy odbudować wspólnotę, a nie napuszczać biednych na bogatych i odwrotnie. Nie chciałbym też powiększać kosztownej administracji związanej z wypłatą tego świadczenia.

Bierzesz 500+?

O rodzinie nie będę rozmawiał. Ale uważam, że nie ma niczego nagannego w tym, że ludzie mający prawo do 500+ z tego prawa korzystają.

Gdy PiS wprowadzał 500+, uważałeś ten program za szkodliwy.

Nadal uważam, że bez zmian, o których powiedziałem, wyrządza szkody. Niedostatek rąk do pracy wkrótce stanie się potężną barierą dla rozwoju. A PiS do 500+ dorzucił jeszcze obniżenie wieku emerytalnego, które przyspieszy erozję rynku pracy o dwadzieścia lat.

Wtedy narzekałeś raczej na fakt, że PiS nadszarpnął kasę państwa, żeby wygrać wybory.

Andrzej Rzońca: Morawiecki robi nam drugą Jamajkę

To była trafna diagnoza. Pojawił się rachunek na 23 miliardy złotych, który PiS reguluje, zadłużając państwo. Korupcja polityczna też jest faktem. Teraz jednak trzeba spowodować, żeby ten program przestał tworzyć klientelę dla PiS. Więcej: przekonać ludzi, że warunkiem utrzymania tego zasiłku jest utrata władzy przez ludzi Kaczyńskiego, bo jak rozregulują gospodarkę, to na 500+ po prostu zabraknie.

Zawsze miałeś wyraziste poglądy na gospodarkę – w RPP jastrząb, w FOR liberał, najlepszy uczeń Balcerowicza. A teraz, mam wrażenie, zabiegasz o poparcie dla PO kosztem zasad ekonomicznych, które wyznajesz.

Mówiąc szczerze, nie interesowałby mnie zupełnie udział we władzy, która rujnowałaby kraj. Powiedziałem ci, jakie jest moje marzenie. Jeśli w jakiś sposób związałem się z polityką, to dlatego, że w tym upatruję szansę na jego spełnienie. Robienie tego samego co Morawiecki, czyli cieszenie się blichtrem władzy, ale jednocześnie szkodzenie własnemu krajowi, kompletnie mnie nie interesuje. Władza przeminie, a skutki złej władzy zostaną i spadną nie tylko na mnie, ale i na moje dzieci.

W FOR, komentując rzeczywistość, za punkt odniesienia miałeś rozwiązania modelowe, w partii politycznej tylko możliwe. Jak Leszek Balcerowicz zareagował na to, że zacząłeś współpracę z Platformą?

Zwrócił mi uwagę na duże osobiste ryzyko, że wspierając partię polityczną, mogę stracić wiarygodność. Pamiętając o tym ostrzeżeniu, obiecałem sobie, że nigdy nie będę łgać.

Ale ze względu na interes wyborczy partii częściej chodzisz na kompromisy z rzeczywistością?

Zawsze byłem skłonny do kompromisu, ale kompromis oczywiście ma swoje granice. Jeżeli bym uznał, że to, co proponuje PO, jest szkodliwe dla mojego kraju, musiałbym się z tej współpracy wycofać. Współpracuję z Platformą, bo upatruję w niej największe szanse na odebranie władzy PiS i powrót do polityki, która zakotwicza nas na Zachodzie. Na marginesie, jedna rzecz się rzeczywiście zmieniła: dużo bardziej pozytywnie oceniam przeszłe rządy, i to z całego ćwierćwiecza po 1989 roku.

O, to już popierasz rozbiór OFE?

Moja ocena OFE się nie zmieniła. Uważam, że przeniesienie obligacji z prywatnych funduszy emerytalnych do ZUS było błędem – i ekonomicznym, i politycznym, bo na gruncie sprzeciwu wobec tej antyreformy powstała Nowoczesna, co przecież odebrało głosy Platformie. Miałem na myśli coś innego. Wcześniej przyjmowałem, że polityka zakotwiczania nas na Zachodzie jest oczywista. I jeżeli nie robi się tego w maksymalnym tempie, to już jest to wystarczający powód, żeby oceniać dany rząd krytycznie. Ale PiS odrzucił wcześniejszy sposób myślenia o tym, gdzie jest miejsce Polski. Wszystkie zasady, które wydawały się nienaruszalne, przestały obowiązywać.

Pamiętam, jak FOR chłostał rządy PO za kolejne zdrady liberalnego kanonu.

Platforma miała w 2007 r. takie hasło wyborcze: „Żeby żyło się lepiej. Wszystkim”. Ostatnio sprawdziłem dane o zmianie dochodów w różnych grupach gospodarstw domowych. Okazuje się, że w Polsce najszybciej rosły dochody 1/5 najbiedniejszych gospodarstw domowych. A potem, co kwintyl, te dochody rosły wolniej, ale nadal szybciej niż wzrost gospodarczy. Jedyną grupą, której dochody rosły wolniej od średniej, ale wciąż szybko, była 1/5 najbogatszych. Jak dla mnie, Platforma wypełniła hasło, z którym poszła do wyborów.

Ale nie w odczuciu społecznym. Dominowała narracja: musicie ciężko pracować i mało zarabiać, żeby być wydajnymi. A ludzie zagłosowali na kogoś, kto się nad nimi pochylił.

A dlaczego mi tak zależy na tym, żeby Polska dogoniła Niemcy? Przecież nie dlatego, żeby to ładnie wyglądało w statystykach. Tylko, żeby moje dzieci zarabiały tyle, ile Helmuta czy Hansa.

Spisałeś pokolenie dzisiejszych 20-, 30-latków na straty. Mieli pracować za 2 tys. zł na umowę-zlecenie, żeby następne pokolenia mogły zarabiać tyle co Helmut?

Wcale nie! Systematyczny wzrost gospodarczy skutkuje tym, że systematycznie się poprawia sytuacja ludzi. W Polsce przez 26 lat sytuacja naprawdę radykalnie się zmieniła. W 1989 roku Polacy zarabiali średnio 30 dolarów. Gdybyś wtedy powiedział komukolwiek, że za 25 lat minimalna pensja będzie wynosiła 500 dolarów, toby nie uwierzył.

Drożdżówka kosztowała 20 groszy, dziś kilka złotych. Liczy się siła nabywcza.

Dochód na mieszkańca z uwzględnieniem siły nabywczej jest 2,5-krotnie większy niż na początku transformacji. Niesamowity postęp, nigdzie w regionie nie było tak radykalnej poprawy jak w naszym kraju.

To skąd to rozczarowanie? Jak się ludziom polepsza, to chcą więcej?

W każdym kraju władza się zużywa. Mówienie, że Platforma nic nie zrobiła dla ludzi, to demagogia. Przeciętne wynagrodzenie wzrosło z niecałych 2700 zł w 2007 r. do 3900 w 2015. Wzrost płac na rękę był jeszcze silniejszy, bo za rządów PiS były trzy stawki PIT (19, 30 i 40 proc.), a nie dwie (18 i 32 proc.), nie było ulg na dzieci, zaś składka rentowa opłacana przez pracownika wynosiła najpierw 6,5, a potem 3,5 proc., a nie 1,5 proc. jak teraz. Jednocześnie powstało milion nowych miejsc pracy i to mimo że PO rządziła w okresie dwóch największych kryzysów od lat trzydziestych XX w.: globalnego kryzysu finansowego i kryzysu zadłużeniowego w peryferyjnych krajach strefy euro. Skądinąd te kryzysy na pewno nie pomogły Platformie w utrzymaniu władzy.

Polska rezygnuje z dostępu do Elastycznej Linii Kredytowej MFW

PiS ma łatwiej?

PiS wszedł na gotowe. Zastał zrównoważoną gospodarkę, załapał się na górkę cyklu koniunkturalnego. Nawet to szumnie ogłaszane uszczelnienie VAT spowodowały zmiany w prawie wprowadzone lub przygotowane przez poprzednie rządy. Ale populistycznym radykałom nie wystarcza stopniowe naprawianie państwa, chcą rewolucji. Także w gospodarce, za wszelką cenę, nawet przegrzania i późniejszego kryzysu. Czy wiesz, że przeciętny wzrost na Zachodzie w okresie dobrej koniunktury był wolniejszy niż gdzie indziej? Tę różnicę jednak z naddatkiem kompensowały im dużo rzadsze i płytsze recesje. Po drugiej wojnie światowej zdarzały się one tam rzadziej niż co osiem lat i skutkowały spadkiem PKB o nieco ponad 2 procent, podczas gdy inne kraje tkwiły w nich raz na trzy–pięć lat, a ich gospodarki kurczyły się o 4–5 procent w każdym recesyjnym roku. Biletem wstępu do grona najbogatszych państw jest stabilność polityczna i gospodarcza. Byliśmy jej oazą przez ostatnie 25 lat. Tylko Australia i Polska nie doświadczyły recesji od 1991 roku…

Uważasz, że na miejscu Morawieckiego byłbyś lepszy?

Nie chcę mówić o sobie, bo nie planuję kariery politycznej. Ale na miejscu Morawieckiego każdy będzie lepszy, bo to jest wicepremier w najgorszym rządzie, jaki mieliśmy po 1989 roku, który odpowiada za najgorszą politykę gospodarczą.

 

forbes.pl

Fakty dotyczące przyczyn Katastrofy Smoleńskiej:

I co nowego usłyszeliście?

15 listopada 2017

Jedna z niszowych telewizji prawicowych ogłosiła właśnie enty już przełom w ustaleniach dotyczących przyczyn katastrofy smoleńskiej. Tym razem dowodem miały być nagrania dyskusji członków komisji Millera podczas posiedzeń plenarnych. I jak zwykle, dziennikarze niewiele z tych rozmów zrozumieli.

Żeby to wyjaśnić, należy najpierw przybliżyć ideę posiedzeń plenarnych komisji Millera. Odbywały się one co tydzień lub częściej (zwłaszcza w czasie pisania raportu końcowego czy uwag do raportu MAK). Ich celem było dzielenie się wnioskami między zespołami roboczymi oraz uzgadnianie treści raportu końcowego, uwag do raportu MAK i innych dokumentów. Pomimo, że nie było takiego wymagania formalnego, dyskusje podczas tych posiedzeń były na wniosek komisji nagrywane i archiwizowane. Dlaczego? Aby w razie wątpliwości co do sformułowań użytych w projekcie raportu końcowego, można było wrócić do wcześniejszych dyskusji.

Opinie wyrażane podczas badania, zgodnie z prawem lotniczym, należą do kategorii informacji szczególnie chronionych i mogą być udostępniane wyłącznie na potrzeby postepowania przygotowawczego, sądowego lub sądowo-administracyjnego za zgodą sądu. Dlaczego nie mogą być upubliczniane? Bo ostateczną opinią komisji jest raport końcowy podpisany przez wszystkich jej członków lub ze zdaniami odrębnymi, a próba analizowania dyskusji członków komisji w oderwaniu od kontekstu prowadzi do błędnych wniosków.

W przypadku badania katastrofy tupolewa, każda informacja, która znalazła się w raporcie, musiała uzyskać akceptację podczas posiedzenia plenarnego. To samo dotyczyło treści, czy użytych sformułowań. Wiązało się to często z długimi dyskusjami, lecz jak wspomniano wcześniej, każda dyskusja kończyła się wypracowaniem wspólnego stanowiska. Finalnie, treść raportu została zaakceptowana przez wszystkich członków komisji, nikt nie złożył zdania odrębnego, nikt nie zrezygnował w trakcie pracy.

 

Sprawa obecności generała Błasika w kabinie pilotów była wielokrotnie już wyjaśniana. Niestety pamięć wielu dziennikarzy jest krótka, należy więc przypomnieć fakty.

Wszystkie stenogramy z odsłuchu potwierdzają, że w czasie podejścia do lądowania w kokpicie znajdowała się osoba niebędąca członkiem załogi, gdyż rozpoznano wypowiedzi, które nie zostały wypowiedziane przez nikogo z członków załogi. Wypowiedzi te świadczyły, że mówi je osoba znająca lotnicze rzemiosło (prawidłowo odczytana wysokość z wysokościomierza barometrycznego). Oprócz załogi na pokładzie samolotu tylko generał Błasik miał doświadczenie lotnicze, które pozwoliłoby mu odnaleźć właściwy przyrząd i odczytać na głos jego wskazanie. Z protokołu oględzin miejsca zdarzenia wynika, że ciało generała zostało odnalezione w sektorze pierwszym obok ciała nawigatora, z obrażeniami charakterystycznymi dla osoby znajdującej się w momencie wypadku w kabinie pilotów i nieprzypiętej pasami. Dodatkowo, głos generała został rozpoznany na nagraniu z czarnej skrzynki przez osobę dobrze go znającą.
Nie stwierdzono natomiast, aby generał wywierał na załogę bezpośrednią presję co do podejmowanych przez nią działań i w raporcie końcowym zawarto następującą opinię:

Dowódca Sił Powietrznych w żaden bezpośredni sposób nie ingerował w proces pilotowania. Ze sporządzonej na potrzeby niniejszej analizy jego charakterystyki psychologicznej wynika, że „przejmowanie inicjatywy w sytuacji, w której kompetencje szczegółowe innych oceniał wysoko, jest mało prawdopodobne”. Nie był więc nastawiony na jakąkolwiek aktywną interwencję, był raczej obserwatorem wydarzeń.

Co było dalej? Obecność osób trzecich w kabinie potwierdziły również późniejsze stenogramy wykonane na zlecenie prokuratury, a w końcowej opinii biegłych, której wnioski przedstawiła prokuratura w marcu 2015 roku potwierdzono, niezależnie od wcześniejszych prac komisji Millera, wszystkie jej ustalenia, w tym również te o obecności w kokpicie generała Błasika.

W Polsce od ponad siedmiu lat bardzo wielu ludzi uważa się nie tylko za specjalistów od badania katastrof lotniczych, ale również za dziennikarzy. Fragmenty nagrań z posiedzeń komisji od wielu lat znajdują się w zasobach prokuratury. Dostęp mają do nich również członkowie podkomisji. Ich opublikowanie jest złamaniem prawa i jednocześnie świadomym wprowadzaniem w błąd opinii publicznej. Chciałbym wierzyć, że prokuratura w tym przypadku podejmie stosowne działania.

I na koniec – nie wypieram się, ani nie wstydzę się żadnych słów, które się nagrały. Zwracam jednocześnie uwagę na fakt, który być może umknął słuchającym. Poziom nagranych rozmów i odnoszenie się w nich do osób, które zginęły w katastrofie smoleńskiej, nie przypomina w żadnym stopniu dyskusji, których świadkami możemy być dzisiaj podczas publicznych debat polityków czy dziennikarzy. Ale to już zupełnie inna historia.

Maciej Lasek

 

natemat.pl

Minęło 416 dni od potwierdzenia przez MAK gotowości spotkania z podkomisją smoleńską min.Macierewicza. Nie pojechali, choć mogli.

Aktualności
14.11.2016
Komunikat MON

Profesor Ocampo wyraził zgodę na przygotowanie dla MON analizy w sprawie dalszego procedowania badania katastrofy smoleńskiej, ze szczególnym uwzględnieniem kwestii zwrotu wraku samolotu. Będzie także ekspertem w pracach Podkomisji ds. Ponownego Zbadania Wypadku Lotniczego pod Smoleńskiem. W tej sprawie we wtorek, 15 listopada, prof. Ocampo spotka się z przewodniczącym podkomisji, dr. inż. Wacławem Berczyńskim.

Katarzyna Jakubowska

cz.p.o rzecznika prasowego MON

http://m.mon.gov.pl/aktualnosci/artykul/komisja-smolenska/komunikat-mon-o2016-11-14/

PKW ostrzega: PiS zdestabilizuje wybory. „Tak, jakby przepisy układał mały Kazio”

past, IAR, 16.11.2017
http://www.gazeta.tv/plej/19,114884,22649406,video.html?embed=0&autoplay=1
– Nie możemy wykluczyć zaburzeń lub destabilizacji procesu wyborczego – tak Państwowo Komisja Wyborcza ocenia możliwe skutki proponowanych przez PiS zmian w Kodeksie wyborczym. Zastrzeżeń jest więcej.

Dwukadencyjność prezydentów, burmistrzów, wójtów i zastąpienie wyborów większościowych proporcjonalnymi w radach wszystkich szczebli – to jedne z najważniejszych założeń projektu zmian w Kodeksie wyborczym autorstwa PiS.

O przedstawionym w zeszłym tygodniu projekcie zmian w Kodeksie wyborczym autorstwa PiS mówili na konferencji Przewodniczący PKW Wojciech Hermeliński i szefa KBW Beata Tokaj.

– Nie możemy wykluczyć zaburzeń lub destabilizacji procesu wyborczego pod rządami projektowanych zmian w Kodeksie wyborczym – mówił Hermeliński. Stwierdził, że „zaniepokojenie komisji budzi rewolucja w strukturze organów wyborczych i brak apolityczności komisarzy wyborczych”. – Komisarze, osoby bez doświadczenia, miałyby dzielić Polskę na okręgi wyborcze i obwody głosowania – stwierdził i przypomniał, że teraz robią to samorządy.

Hermeliński miał wręcz ocenić, że niektóre fragmenty projektu wyglądają „tak, jakby te przepisy układał mały Kazio” – podaje onet.pl.

System informatyczny pójdzie do kosza

Szef PKW ocenił, że wprowadzenie nowej procedury liczenia głosów spowolni ogłoszenie wyników wyborów samorządowych.

Z kolei Beata Tokaj oceniła, że możliwy koszt wyborów samorządowych po wprowadzeniu projektu to ponad pół miliarda złotych. Przypomniała, że 2014 było to 238 mln.- Obecny system informatyczny pójdzie do kosza, a KBW nie da gwarancji przygotowania nowego systemu na czas – powiedziała.

PKW też czeka reforma

Zmiany, które mają zwiększyć przejrzystość prac wybranych już rad samorządowych, przedstawił na wspólnej konferencji prasowej poseł Marek Horała. Propozycje zakładają: obowiązek internetowej transmisji obrad rad wszystkich szczebli, rejestrację głosowań radnych, ustawowe umocowanie zapytań i interpelacji kierowanych do samorządowych organów władzy wykonawczej, coroczną debatę o stanie samorządu.

Prawa klubów opozycyjnych ma gwarantować prawo do włączenia przynajmniej jednego punktu do programu sesji oraz przyznanie radnym uprawnienia kontrolne wobec spółek komunalnych, a na poziomie sejmików wojewódzkich – przyznanie przewodnictwa w komisji rewizyjnej przedstawicielowi opozycji.

PiS chce zreformować tez samą PKW. Według przedstawionych propozycji spośród 9 nowych członków PKW, Sejm miałby wybrać siedmiu, z czego największe ugrupowanie parlamentarne – trzech. Zmiany miałyby wejść w życie po wyborach do Sejmu w 2019 roku.

gazeta.pl

Żołnierze i funkcjonariusze – zamiast „ścianki” dla ministrów

Żołnierze i funkcjonariusze - zamiast „ścianki” dla ministrów

Mariusz Błaszczak i Antoni Macierewicz chcieli koniecznie „zabłysnąć” podczas konferencji poświęconych podsumowaniu półmetka PiS-owskich rządów. Macierewicz zaprezentował więc swój dorobek nie w sali konferencyjnej MON, tylko na lotnisku wojskowym Warszawa-Okęcie.

Tło dla przemówienia ministra i jego zastępców stanowił nie tylko nowy samolot dla VIP-ów, ale też wojskowe pojazdy, śmigłowiec i samolot F-16, który dodatkowo na co dzień nie stacjonuje w Warszawie. Za ministrem ustawiono też funkcjonariuszy Żandarmerii Wojskowej w pełnym umundurowaniu, z noktowizorami i ostrą bronią. Jak zauważają komentatorzy, byli niczym tzw. ścianki z logotypami partii na innych konferencjach.

Podobnie wyglądała konferencja Mariusza Błaszczaka. Zabrakło co prawda armatohaubic oraz myśliwców – musiały je zastąpić drony oraz bezprzewodowe kamery. Sam minister czytał z kartki, ale za to było imponujące tło w osobach funkcjonariuszy policji…

Obaj ministrowie nie są pierwszymi i pewnie nie ostatnimi, którzy usiłują wzmocnić swój wizerunek, robiąc sobie z mundurowych tło. Lepiej jednak, by dotarło do nich, że to wcale nie pomaga ich wizerunkowi, lecz odwrotnie ośmiesza ich samych, a na dodatek destrukcyjnie wpływa na morale żołnierzy oraz policjantów, którzy zamiast zajmować się tym, do czego ich powołano, „robią” za tło dla polityka.

 

koduj24.pl

Państwowa Komisja Wyborcza miażdzy projekt zmian prawa wyborczego autorstwa PiS

KAMIL DZIUBKA, 16.11.2017
Alarmująca jest opinia Państwowej Komisji Wyborczej o projekcie nowelizacji lokalnego prawa wyborczego – wynika z informacji Onetu. Projektem ma się zająć Sejm na najbliższym posiedzeniu. Partia rządząca chce, by został uchwalony jeszcze w tym roku. – To się może skończyć katastrofą – mówi jeden z ekspertów Komisji.
Państwowa Komisja Wyborcza miażdzy projekt zmian prawa wyborczego autorstwa PiSFoto: istock
Państwowa Komisja Wyborcza miażdzy projekt zmian prawa wyborczego autorstwa PiS
  • Z informacji Onetu wynika, że przygotowanie wyborów samorządowych według nowych zasad w tak krótkim czasie może okazać się niewykonalne
  • PKW alarmuje, że nowi komisarze wyborczy mogą być politycznie zaangażowani
  • Koszt przeprowadzenia wyborów samorządowych ma wzrosnąć ponaddwukrotnie

Kilka dni temu posłowie Prawa i Sprawiedliwości zaprezentowali w Sejmie projekt ustawy, który radykalnie zmieni ordynację wyborczą do samorządów.

Ma on m.in. ograniczyć do dwóch kadencji możliwość sprawowania funkcji wójta, burmistrza czy prezydenta przez jedną osobę.

To będzie też koniec jednomandatowych okręgów wyborczych w gminach niebędących miastami na prawach powiatu, co zdaniem wielu ekspertów może doprowadzić do skrajnego upartyjnienia wyborów na najniższych szczeblach samorządu.

– Chcemy zwiększyć transparentność zarówno procesu wybierania, jak i sprawowania władzy w samorządach. Chcemy zwiększyć uprawnienia obywateli, dostęp obywateli do informacji, do kontroli nad władzą samorządową, wreszcie uprawnienia opozycji w samorządach – mówił Marcin Horała z PiS.

Tymczasem problemy mogą się pojawić już wiele miesięcy przed zaplanowanym wstępnie na listopad przyszłego roku głosowaniem.

Onet dotarł do treści opinii, jaką od kilku dni przygotowywali eksperci z Państwowej Komisji Wyborczej. Jest alarmująca. To w praktyce lista kilkunastu zagrożeń, jakie mogą się pojawić, jeżeli ustawa w kształcie zaproponowanym przez partię rządzącą zostanie uchwalona.

Wybory samorządowe są najtrudniejsze do przeprowadzenia. To cztery różne głosowania, które trzeba zorganizować w tym samym czasie, bo oprócz włodarzy miast czy gmin wybieramy rady tych gmin, powiatów, sejmiki województw. W Warszawie dodatkowo wybiera się także rady dzielnic.

Kukiz’15 apeluje do prezydenta, by nie podpisywał zmian w ordynacji wyborczej

„Pułapek jest tyle, że to może się skończyć katastrofą”

– Najbliższe głosowanie w takiej formule jest nie do przeprowadzenia – mówi Onetowi jeden z ekspertów Państwowej Komisji Wyborczej. – Pułapek jest tyle, że to może się skończyć katastrofą – alarmuje. A zacząć się może od kłopotów z wyborem nowych komisarzy wyborczych.

Projekt PiS zakłada, że dwa miesiące od wejścia w życie ustawy, PKW musi powołać 16 wojewódzkich i 380 powiatowych komisarzy wyborczych (teraz jest ich 51).

– To zbyt krótki czas na weryfikację kandydatów – słyszymy w Komisji. Co więcej, komisarze mają być powołani spośród osób mających wykształcenie prawnicze. Dotychczas musieli to być po prostu sędziowie. W projekcie PiS nie ma też żadnych ograniczeń co do działalności politycznej tych osób i ich przynależności do partii politycznych. Mało tego. Wygasną kadencje wszystkich dotychczasowych komisarzy, co oznacza, że nad przyszłorocznymi wyborami czuwać będą osoby nie posiadające żadnego doświadczenia.

Państwowa Komisja Wyborcza zauważa też, że komisarze będą musieli na nowo podzielić wszystkie jednostki samorządu terytorialnego na okręgi wyborcze. Będą mieli na to zaledwie trzy miesiące.

– Po wejściu w życie kodeksu wyborczego z 2011 r. każda rada gminy miała na wykonanie tego zadania 15 miesięcy. To jest tytaniczna praca, która musi być poprzedzona dogłębną analizą – mówi nam osoba związana z Krajowym Biurem Wyborczym.

I podaje przykład: – W województwie wielkopolskim komisarz wyborczy będzie musiał dokonać podziału na okręgi wyborcze: województwa, 4 miast na prawach powiatu, 31 powiatów i 226 gmin. Jak to zrobić w 3 miesiące? – pyta.

Eksperci komisji widzą także potencjalne miny już w trakcie samego głosowania i podczas liczenia głosów. Pomysł PiS jest taki, że już po zakończeniu głosowania, po wyjęciu kart z urny, przewodniczący będzie pokazywał wszystkim członkom komisji każdą kartę. Wydłuży się przez to czas ustalania wyników, zwłaszcza jeżeli – jak w wyborach samorządowych – wyborca będzie wrzucał do urny kilka kart jednocześnie. Ale zanim to zrobi, będzie musiał postawić w kratce przy nazwisku jakiś znak.

Zamieszanie wokół znaku „X”

Do tej pory prawo wyborcze pozwalało na to, by były to dwie linie przecinające się w obrębie kratki (w skrócie znak „X”). Prawo i Sprawiedliwość zmieniło tę definicję.

– Być może to była pomyłka. A może nie – słyszymy w Państwowej Komisji Wyborczej. Bo teraz dozwolone będzie postawienie w kratce znaku w postaci „co najmniej” dwóch przecinających się linii. W opinii PKW czytamy: – ”Taka definicja oznacza, że za znak „X” należy uznać wszelkie znaki, w których, co najmniej dwie linie przecinają się w obrębie kratki. W związku z tym również postawienie kilku lub więcej linii w kratce, z czego co najmniej dwie się będą przecinały należy uznać za znak „X” np. „±” „≠”.

Przyjęcie proponowanej regulacji będzie przedmiotem wielu wątpliwości i rozbieżności podczas ustalania wyników głosowania.

Ponadto projekt zakłada, że poczynienie znaków lub dopisków na karcie do głosowania, w tym w kratce nie wpływa na ważność oddanego na niej głosu. Oznacza to, że wszelkie znaki graficzne inne niż „X” naniesione w obrębie kratki, w tym w szczególności zamazanie kratki, przekreślenie znaku w kratce, itp. nie powodują nieważności głosu – ostrzegają eksperci.

Będzie drożej o 300 mln

Państwowa Komisja Wyborcza zwraca także uwagę na gigantyczny wzrost kosztów organizacji wyborów w nowej formule. Samo stworzenie dwóch osobnych komisji w każdym obwodzie (9-osobowej do przeprowadzenia głosowania i tak samo licznej przeznaczonej do liczenia głosów) to koszt ok. 190 milionów złotych.

Do tego dochodzi konieczność uzupełnienia wyposażenia w 28 tysiącach lokali wyborczych, roczne wynagrodzenie blisko 350 nowych komisarzy, zakup komputerów do obsługi komisji, a także kamer oraz pokrycie kosztów transmisji z lokali wyborczych.

W sumie daje to astronomiczną kwotę ok. 640 mln zł. To o ponad 300 milionów złotych więcej, niż środki przeznaczone na ten cel w budżecie na przyszły rok.

I jeszcze jedno. System informatyczny. W 2014 r. jego awaria doprowadziła do chaosu po wyborach samorządowych. Ostateczne wyniki ogłoszono po blisko tygodniu. To stało się paliwem m.in. dla PiS, by podważać ich uczciwość. Do dymisji podał się wówczas przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej Stefan Jaworski i większość członków PKW.

Od tamtej pory trwały prace nad nowym systemem, ale pod kątem obowiązującej teraz ordynacji wyborczej. Planowane przez PiS zmiany wywracają ją do góry nogami. – System nad jakim od lat pracowaliśmy właściwie będzie można wyrzucić do kosza. W ciągu kilku miesięcy nie da się przygotować nowego i dać gwarancji, że wszystko będzie w porządku – słyszymy w PKW.

Opinię Państwowej Komisji Wyborczej na temat projektu PiS mają dziś oficjalnie przedstawić przewodniczący PKW Wojciech Hermeliński i szefowa Krajowego Biura Wyborczego Beata Tokaj.

http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/panstwowa-komisja-wyborcza-miazdzy-projekt-zmian-prawa-wyborczego-autorstwa-pis/gtxl9wh

Prezydent Duda oburzony słowami polityków Platformy. I pyta: Gdzie szacunek dla demokracji?

tps, 15.11.2017
http://www.gazeta.tv/plej/19,114884,22649116,video.html?embed=0&autoplay=1
Prezydent Andrzej Duda w ostrych słowach skomentował dzisiejszy przebieg debaty w Parlamencie Europejskim na temat Polski. Najwięcej miejsca poświęcił europosłom Platformy Obywatelskiej.

Europarlament przyjął w środę rezolucję, w której politycy wezwali do uruchomienia artykułu 7. unijnego traktatu, czyli stwierdzenie zagrożenia dla praworządności w Polsce.

Głosowanie w sprawie dokumentu poprzedziła debata, w której wzięli udział m.in. eurodeputowani PO i PiS. Ci ostatni w trakcie dyskusji w pewnym momencie wyszli z sali.To, co mówili z kolei politycy Platformy Obywatelskiej, wyraźnie oburzyło prezydenta Andrzeja Dudę:

Zachowanie i język posłów PO i ich koalicjantów w Parlamencie Europejskim jest nie do zaakceptowania. To mowa kłamstwa, która uderza w Polskę, Polaków i nasze prawo wyboru. Gdzie szacunek dla demokracji?

– napisał w środę wieczorem na Twitterze prezydent, który w przeszłości sam był europosłem.

Wcześniej w podobnym tonie głos zabrała premier Beata Szydło. „Politycy, szkalujący swój kraj na forum międzynarodowym, nie są godni jego reprezentowania” – napisała, również na Twitterze, szefowa polskiego rządu.

„Wiemy kto z PO głosował „za” rezolucją. Przeciwko Polsce byli: Thun, Boni, Huebner, Jazłowiecka, Kudrycka, Pitera” – grzmi prorządowy portal wpolityce.pl.

PiS należy w PE do frakcji konserwatystów. Siedmioro z konserwatywnych europosłów poparło rezolucję ws. Polski: Anneleen Van Bossuyt, Helga Stevens, Eleni Teocharus, Mark Demesmaeker, Rikke Karlsson, Sander Loones i Monica Macovei.

Zobacz też: Debata o Polsce w PE, europoseł PiS wychodzi z sali. „Antypolska orgia, Niagara kłamstw”

gazeta.pl

Parlament Europejski chce uruchomienia „nuklearnego” artykułu 7. traktatu o UE

Wyraźna większość parlamentarzystów uznała, że europejskie standardy demokracji i praworządności są zagrożone pod rządami PiS.

Cztery dni po marszu skrajnej prawicy w centrum Warszawy Parlament Europejski obradował nad stanem demokracji i praworządności w Polsce. Marsz zapewne pomógł niektórym eurodeputowanym głosować za rezolucją na ten temat. Rezolucja nazywa go „ksenofobicznym i faszystowskim”. Wyraźna większość parlamentarzystów uznała, że europejskie standardy demokracji i praworządności są zagrożone pod rządami PiS.

To konkret do bilansu polskiej polityki europejskiej premier Szydło i jej ministrów, którzy zresztą na debatę w PE się nie pofatygowali. Na użytek wyborców rząd Szydło uprawia codziennie propagandę sukcesu. Nawet dobrze przecież zorientowanych polskich ambasadorów przekonuje, że Polska Kaczyńskiego liczy się na arenie międzynarodowej bardziej niż Polska Tuska. Prawda jest niestety inna i mamy kolejny tego dowód.

Jakie będą konsekwencje rezolucji PE w sprawie Polski?

Teraz odpowiednia komisja Parlamentu Europejskiego na podstawie rezolucji przygotuje dla Rady Europejskiej wniosek w sprawie uruchomiania przez nią „nuklearnego” artykułu 7. traktatu o UE. Pozwala on nawet zawiesić prawo głosowania krajowi członkowskiemu uporczywie ignorującemu wezwania do naprawy sytuacji. Wcześniej zdarzyło się to z Węgrami. Parlament Europejski wezwał Radę Europejską do zastosowania tej samej procedury, która teraz może być uruchomiona w stosunku do Polski.

Nie jest to działanie „przeciw Polsce”, tylko wezwanie obecnego rządu polskiego do respektowania wartości i zasad, jakimi kieruje się Unia (artykuł 2. Traktatu o UE). Polska, podpisując Traktat, wzięła na siebie obowiązek występowania w obronie tych wartości i działania na tym polu wspólnie z innymi państwami UE.

To obowiązek zaszczytny i miejmy nadzieję, że obecne władze państwowe, na czele z prezydentem RP, nie pójdą tu na konfrontację z instytucjami UE i opinią europejską.

polityka.pl

%d blogerów lubi to: